ArcelorMittal: Europa ryzykuje odpływ inwestycji do tańszych krajów

CEO Magazyn Polska

Europa musi znaleźć kompromis między polityką energetyczną a klimatyczną – uważa Surojit Kumar Gosh, członek zarządu ArcelorMittal Polska. Według niego ambitne cele Unii Europejskiej dotyczące redukcji emisji gazów cieplarnianych nie mogą szkodzić rozwojowi przemysłu. W przeciwnym wypadku Europa może stracić na rzecz Stanów Zjednoczonych i gospodarek wschodzących energochłonne gałęzie przemysłu, takie jak stal czy ceramika.

Szczególnie istotnym wyzwaniem dla producentów stali w Europie są trwające rozmowy UE z USA na temat strefy wolnego handlu. Dzięki tzw. rewolucji łupkowej, w przyszłym roku USA mogą stać się największym producentem gazu ziemnego na świecie, detronizując Rosję. Tania energia już teraz sprzyja amerykańskiej gospodarce, ponieważ coraz więcej firm z powrotem przenosi tam produkcję, np. z Chin.

 – Cena energii w Stanach Zjednoczonych to mniej niż połowa ceny, jaką płacimy tutaj. Tak więc towary pochodzące z USA będą bardziej konkurencyjne, szczególnie te wyprodukowane w branżach o wysokim udziale energii w kosztach. Zagrożenie dotyczy nie tylko USA, lecz także Rosji, Ukrainy, Korei czy Tajwanu – mówi Surojit Kumar Gosh, członek zarządu ArcelorMittal Poland, agencji informacyjnej Newseria Biznes. – Potrzebujemy konkurencyjnych cen energii. Wyzwaniem dzisiaj jest być konkurencyjnym kosztowo.

ArcelorMittal, jako największy na świecie producent stali, jest w stanie sprostać globalnej konkurencji dzięki logistyce i technologiom. Koncern posiada jednak zakłady produkcyjne na czterech kontynentach, gdzie ceny energii znacząco się różnią. Jeżeli te różnice będą wyższe od korzyści wynikających np. z bliskości europejskich rynków, to produkcja w Europie może być ograniczana. Obecnie europejskie zakłady ArcelorMittal odpowiadają za 44 proc. produkcji stali, natomiast Ameryka Północna i Południowa – za 39 proc.

Wyzwaniem dla branży stalowej jest także polityka klimatyczna Brukseli, która nakłada na producentów dodatkowe koszty w postaci zakupu obowiązkowych pozwoleń na emisję powyżej określonego pułapu. Według członka zarządu ArcelorMittal Polska, bezpłatne limity na emisję są niewystarczające.

  Nawet najbardziej wydajni producenci stali muszą kupować pozwolenia na emisję w wysokości 30 proc. ich potrzeb. Obecnie nie mamy nawet takiej technologii, która byłaby efektywna i pozwalała spełnić te standardy – tłumaczy członek zarządu ArcelorMittal Polska.

Producenci stali przypominają, że w ostatnich 40 latach europejskie huty ograniczyły emisję o połowę. Dalsze surowe wymogi wobec przemysłu, których źródłem jest polityka klimatyczna UE, grożą przeniesieniem produkcji poza granice Wspólnoty. Przy biernej postawie pozostałych, największych gospodarek świata nie doprowadzi to do spadku emisji w skali globalnej, a jedynie zmieni gospodarczą mapę świata – przestrzegają przedstawiciele przemysłu.

 – Dlatego potrzebne jest globalne porozumienie dotyczące zmian klimatycznych oraz odnawialnych źródeł energii. Europa nie jest w stanie rozwiązać tego problemu samodzielnie, ponieważ jej gospodarka odpowiada tylko za 10 proc. światowej emisji. Tak więc właściwa polityka klimatyczna musi gwarantować zrównoważony rozwój energetyki oraz ochronę środowiska. W przeciwnym wypadku, ryzykujemy odpływ inwestycji z Europy – mówi Surojit Kumar Gosh. – Zależy nam na właściwej równowadze między polityką energetyczną i klimatyczną. Nie twierdzimy, że należy zapomnieć o zmianach klimatycznych.

Według raportu Komisji Europejskiej „Energy prices and costs in Europe”, za wzrost cen energii elektrycznej w UE odpowiada m.in. rosnący udział alternatywnych źródeł energii w całkowitej produkcji energii, a także demonopolizacja. Państwowe monopole obciążały kosztami inwestycji podatników, a w przypadku konkurencyjnych firm spadają one na ich klientów – wskazują autorzy raportu. Najważniejszą przyczyną wysokich cen energii w UE jest jednak szybko rosnące opodatkowanie. W stosunku do roku 2008 całkowite obciążenia nakładane na energię elektryczną wzrosły o 127 proc. dla odbiorców przemysłowych i 36 proc. dla gospodarstw domowych.

Parlament Europejski pracuje nad obniżeniem opłat za transakcje kartą. Mają spaść poniżej 0,5 proc.

CEO Magazyn Polska

W Parlamencie Europejskim trwają prace nad obniżeniem opłat interchange, czyli prowizji od płatności kartami. Jeśli propozycja Komisji Europejskiej w tej sprawie zostanie przyjęta przez europosłów, stawki spadną poniżej 0,5 proc. – poziomu, który polska ustawa określiła dla obowiązujących w kraju opłat. Bruksela liczy, że zmieni to płatnicze nawyki konsumentów.

Jak pokazują badania Komisji Europejskiej, w UE wciąż płatności kartą nie są popularne. Wśród 10 badanych społeczeństw tylko Szwedzi połowę transakcji dokonują kartami. W innych krajach jest to średnio ok. 30–40 proc. transakcji. Natomiast w Polsce, Niemczech, Austrii i we Włoszech odsetek ten spada poniżej 20 proc. W Polsce wciąż 84 proc. transakcji to płatności gotówką.

 – Prace Komisji Europejskiej i obecnie w Parlamentu Europejskiego potwierdzają konieczność zejścia z opłatą interchange do jeszcze niższych poziomów – do 0,2 proc. dla kart debetowych i 0,3 proc. dla kart kredytowych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Robert Łaniewski, prezes Fundacji Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego.

Zaproponowane przez Komisję Europejską obniżenie interchange w lutym zaakceptowała parlamentarna Komisja ds. Gospodarczych i Monetarnych (ECON). Jednak do dalszych prac i głosowania dojdzie prawdopodobnie w nowej kadencji PE.

Polska ustawa, obniżająca opłatę interchange, weszła w życie z początkiem tego roku. Organizacje płatnicze mają jednak pół roku na obniżenie stawek do maksymalnie 0,5 proc. wartości transakcji. 

 – Opłata interchange, a dokładniej  jej nadmierna wysokość, były obciążeniem dla polskich przedsiębiorców. Mamy nadzieję, że obniżka stawek znacząco obniży poziom kosztów związanych z przyjmowaniem płatności kartowych przez przedsiębiorców, którzy się na to zdecydowali. Czekamy również na decyzję tych przedsiębiorców, którzy dotychczas nie zdecydowali się na taką formę płatności właśnie z powodu wysokich kosztów związanych z przyjmowaniem kart płatniczych – ocenia Robert Łaniewski.

Dziś interchange w Polsce wynosi ok. 1,3 proc., jeszcze kilka miesięcy temu było to 1,6–1,7 proc. To zdecydowanie więcej niż wynosi unijna średnia (0,6–0,7), ale także kosztów płatności gotówkowych (szacuje się, że jest to 0,1 proc.).  

 – Mamy nadzieję, że zmniejszenie tych dysproporcji będzie dodatkowym impulsem do rozwoju obrotu bezgotówkowego, poprzez rozwój sieci akceptacji, czyli zmianę decyzji przez przedsiębiorców – ocenia Łaniewski.

Zapewnia, że niższe opłaty interchange nie wpłyną znacząco na działalność bankową, jedynie w początkowym okresie może nastąpić nieznaczny spadek przychodów banków. 

 – Jak pokazał rok 2013, obniżka z 1, 6 do 1,3 procenta nie spowodowała znaczących spadków przychodów w tym zakresie. Dlatego też stwierdzenie, że za wyższymi opłatami i prowizjami dla klientów indywidualnych, czyli dla nas – konsumentów, stoją niższe opłaty interchange, jest nieprawdą – zaznacza prezes FROB.

PKP Cargo będzie inwestować w nowe lokomotywy

CEO Magazyn Polska

PKP Cargo chce w tym roku kupić nowe lokomotywy, które zwiększą możliwości ekspansji poza Polską. Pomimo spadku zysku o 76 proc. w 2013 r., przewoźnik ma 331 mln zł gotówki netto, a ewentualne dodatkowe środki na inwestycje może bez problemu pozyskać z giełdy lub dzięki kredytowi przyznanemu przez Europejski Bank Inwestycyjny. 

 – 2014 rok to będzie rok kontynuacji naszej strategii rozwoju poza granicami Polski. Już dziś dysponujemy certyfikatami na przewozy towarów w kilku liczących się krajach europejskich. W tym roku chcemy być tam z naszą ofertą sprzedażową dzięki działalności nie tylko PKP Cargo, lecz także naszej spółki zależnej Trade Trans, która prowadzi działalność spedycyjną. Dysponujemy już dzisiaj dziesięcioma lokomotywami wielosystemowymi. W tym roku będziemy przymierzali się do tego, aby powiększyć naszą flotę takich lokomotyw – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adam Purwin, prezes zarządu PKP Cargo.

Największy polski i drugi co do wielkości w UE kolejowy przewoźnik towarowy ma certyfikaty na samodzielne prowadzenie przewozów w Niemczech, Czechach, Austrii, Węgrzech, Belgii, Holandii i na Słowacji. PKP Cargo może też wjeżdżać na graniczną stację towarową Travisio we Włoszech. Do prowadzenia przewozów w innych krajach potrzebne są jednak tzw. lokomotywy wielosystemowe, czyli korzystające z różnych napięć sieci trakcyjnej. PKP Cargo posiada takie lokomotywy produkcji Bombardiera (EU43) oraz Siemensa (EU45).

PKP Cargo nie będzie miało problemów z finansowaniem inwestycji, bo spółka ma 331 mln zł dostępnej gotówki netto. Do tego nie miałaby problemów z pozyskaniem finansowania zewnętrznego, gdyby zaszła taka potrzeba. 

 – Dysponujemy kredytem z Europejskiego Banku Inwestycyjnego, który wynosi 200 mln zł. Jako jedyny narodowy przewoźnik w Europie PKP Cargo jest notowane na giełdzie. To oczywiście dostęp do kapitału, który – o ile tak zdecydują nasi akcjonariusze – może być przeznaczony na rozwój. Możliwości emisji długu przez PKP Cargo są również dostępne. Dzisiaj rynek dobrze ocenia standing finansowy i myślę, że bez żadnego problemu znaleźlibyśmy kupców na obligacje spółki. Na razie takiej potrzeby nie ma, spółka ma bardzo dobrą sytuację finansową, także w kontekście potencjalnych inwestycji – wylicza Purwin.

Zapowiada, że dzięki planowanej ekspansji, zwłaszcza w krajach ościennych, przychody z działalności zagranicznej mają wzrosnąć. Spółka planuje wydłużyć łańcuchy logistyczne, czyli zapewniać jak najbardziej rozbudowaną ofertę przewozową od nadawcy do odbiorcy.

Plany mają pomóc poprawić wyniki po słabszym 2013 r. Z uwagi na konieczność wypłacenia premii prywatyzacyjnej oraz brak koniunktury w przewozach kruszyw zysk netto PKP Cargo wyniósł 65,4 mln zł netto, czyli aż o 76 proc. mniej niż w 2012 r. Po korekcie o istotne zdarzenia jednorazowe zysk netto wyniósł 188,8 mln zł (spadek o 29 proc.), a EBITDA 662,2 mln zł (spadek o 14 proc.). Skorygowana marża EBITDA wyniosła niemal 14 proc., co pomimo spadków plasuje PKP Cargo wśród czołowych europejskich przewoźników kolejowych. 

 – Najbardziej jesteśmy zadowoleni z rozwoju w segmencie węgla, który urósł kilkanaście procent rok do roku. To był zdecydowanie słaby rok, jeżeli chodzi o transport kruszyw. Branża ta odczuła wyjątkowo złe warunki atmosferyczne, jakie panowały w I i II kwartale roku 2013. Ten segment spadł o kilkanaście procent rok do roku. Natomiast IV kwartał dał nam już zdecydowanie pozytywny odczyt i spadek został zahamowany. W związku z czym perspektywa dla roku 2014 jest obiecująca, głównie ze względu na optymistyczne prognozy makroekonomiczne – ocenia Purwin.

Dodaje, że poza rosnącym przewozem węgla ze Śląska do portów PKP Cargo odnotowało także wzrost transportu rud z portów do odbiorców w Polsce i regionie. Gorzej było jednak w segmencie transportu kontenerów (intermodalnym). Powodem jest przede wszystkim wciąż trwające spowolnienie w branży samochodowej. Purwin prognozuje jednak, że w tym roku  transport intermodalny będzie rósł szybciej.

By poprawić efektywność spółki, cały czas trwa jej restrukturyzacja. Zakłady naprawy i modernizacji taboru zostały połączone w spółkę Cargowag, a za zarządzanie infrastrukturą będzie odpowiadać Cargotor. Purwin zapowiada również walkę z niepotrzebną biurokracją i lepsze dostosowanie oferty do potrzeb klientów. 

PSB: Rośnie sprzedaż materiałów budowlanych. W lutym była lepsza o 24 proc. niż przed rokiem

CEO Magazyn Polska

Ciepła zima sprzyja branży budowlanej. Robót nie przerywały niskie temperatury, więc i sprzedaż materiałów była wyższa niż przed rokiem. Z danych Grupy PSB wynika, że w styczniu sprzedaż wzrosła o jedną trzecią, a w lutym – o 24 proc. w porównaniu do miesięcy zimowych w 2013 roku. Ceny pozostają na tym samym poziomie, ale w niektórych segmentach można oczekiwać nieznacznych podwyżek.

 – Styczeń 2014  roku był lepszy o 34 proc. od stycznia 2013 roku,, a luty – jak wstępnie oceniamy – o około 24 proc. Jako cała grupa mieliśmy 125 mln obrotów, czyli wynik rekordowy w naszym wypadku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zbigniew Kwapisz, dyrektor Polskich Składów Budowlanych w Warszawie.

W  jego ocenie, jest to zasługa przede wszystkim ciepłej zimy: braku śniegu i braku niskich temperatur, co wyraźnie wpłynęło na zwiększenie zakresu prac budowlanych, zwłaszcza elewacyjnych.

Wyjaśnia, że duży jak na tę porę roku popyt na materiały budowlane nie wpływa znacząco na ich ceny. 

 – Ceny raczej się nie zmieniają. Są jednak sezonowe spadki, to oczywiste w większości branż – wyjaśnia Zbigniew Kwapisz. – Właściwie od pięciu lat jest tendencja do stabilizacji poziomu cen. Niektóre grupy są tańsze nawet o 20-30 proc. niż 5-6 lat temu, i nic nie wskazuje na to, żeby ceny miały wrócić do tamtego poziomu.

Jak podaje grupa PSB, w styczniu 2014 roku, w porównaniu do grudnia 2013 roku, ceny wzrosły w sześciu grupach produktowych, w tym najbardziej w grupie: izolacji termicznych (+1,6 proc.), pokryć i folii dachowych, rynien (+1,4 proc.) oraz narzędzi i sprzętu budowlanego (+1 proc.) oraz farb, lakierów, tapet (+1,7 proc.). Ruchy cen cementu, wapna, instalacji i techniki grzewczej, kanalizacji, odwodnień, wentylacji oraz płytek ceramicznych, wyposażenia łazienek i kuchni były nieznaczne (poniżej 1 proc.). Spadły jedynie ceny bram, ogrodzeń (-0,8 proc.), a ceny wyrobów stalowych i kostki brukowej się nie zmieniły.

 – Myślę, że mocniejszy rozwój budownictwa dopiero przed nami, dlatego ceny nie będą rosnąć w najbliższym czasie. Będą próby podwyżek w niektórych grupach towarowych, ale to będą kosmetyczne zmiany w granicach 1–2 proc. – prognozuje dyrektor PSB w Warszawie.

W jego ocenie będzie to dotyczyć chemii budowlanej i tzw. suchej zabudowy.

 – Wydaje mi się, że producenci są z cenami blisko kosztów produkcji, ale to jest związane z charakterystyką polskiego rynku budowlanego. Klimat tu nie ma żadnego znaczenia – podkreśla Kwapisz.

Douglas planuje co roku otwierać w Polsce 6-10 nowych perfumerii

CEO Magazyn Polska

Sieć Douglas ma obecnie 110 perfumerii w 55 polskich miastach. W kolejnych latach firma zamierza otwierać między od sześciu do dziesięciu nowych placówek rocznie. Sieć będzie także modernizowała już istniejące perfumerie. 

 – Planujemy kolejne otwarcia, może już w nie tak szybkim tempie, jak było to w ubiegłych latach, ale około 6–10 perfumerii rocznie będziemy nadal otwierać – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Mosurek-Zava, prezes firmy Douglas Polska.

Firma planuje również modernizację sklepów już istniejących. Oprócz rozwoju sieci prezes zapowiada również skoncentrowanie się na sprzedaży przez internet, a także usługach. W salonach można wykonać profesjonalny makijaż, a także zadbać o kondycję dłoni i stóp. Firma stawia także na edukację. W Szkole Makijażu sieci odbywają się praktyczne warsztaty.

 – Od kilku lat stawialiśmy na mocny zespół profesjonalistów. Inwestowaliśmy w naszych konsultantów, nie tylko w ich wiedzę produktową, lecz także ich wiedzę z zakresu obsługi klienta. Cieszę się, że dzisiaj możemy pochwalić się świetnymi wynikami – podsumowuje prezes firmy Douglas Polska.  

Douglas w ostatnich latach wprowadził na polski rynek firmy, których produkty dostępne są tylko w ich sklepach. Perfumeria ma w asortymencie na wyłączność ponad 70 marek, wśród nich są m.in. Sensai Kanebo International, Georgio Armani Cosmetics czy Tom Ford. 

 – Polacy są bardzo zainteresowani nowościami, podróżują po świecie, są naprawdę otwarci na wszelkie nowinki. Cieszymy się, że zaakceptowali wiele nowych marek, które udało nam się w ostatnich latach wprowadzić do Polski – tłumaczy Mosurek-Zava. – Kobiety, które nas odwiedzają przede wszystkim interesują się makijażem i produktami pielęgnacyjnymi. Natomiast odwiedzają nas również mężczyźni, zwłaszcza w poszukiwaniu prezentów, ciekawych zapachów. To są najczęściej poszukiwane produkty w perfumeriach Douglas.

Polskie bakalie na zagranicznych rynkach. Bakalland będzie zwiększał udział eksportu w sprzedaży

CEO Magazyn Polska

Chiny, RPA, Nigeria, Kanada, Węgry i Rumunia – to tylko niektóre rynki zagraniczne, na które stawia Bakalland. Firma chce zwiększyć udział eksportu w sprzedaży, głównie płatków śniadaniowych i batonów. Nie zamierza jednak zdobywać nowych rynków poprzez przejęcia, stawia raczej na wzrost sprzedaży stacjonarnej.

 – Staramy się cały czas rozwijać eksport na bazie naszych płatków śniadaniowych  bo to jest główny motor napędowy  oraz batonów bakaliowo-zbożowych. Nowe rynki to głównie kraje afrykańskie: pozyskaliśmy ostatnio kilku dużych klientów z RPA i Nigerii. Nawet z tak egzotycznego kraju jak Seszele. Eksportujemy również do Kanady i Stanów Zjednoczonych. Nowymi klientami są też Chiny, co jest efektem naszych targów z ubiegłego roku w Szanghaju – mówi Marian Owerko, prezes zarządu Bakallandu.

Firma planuje zwiększać udział eksportu w sprzedaży. Jednak, jak podkreśla prezes, nie będzie to efekt przejęć na zagranicznych rynkach ani otwierania tam przedstawicielstw, ale raczej wzmacniania sprzedaży stacjonarnej, czyli obecności produktów Bakallandu na sklepowych półkach.

 Nasz dział eksportu się wzmocnił i mam nadzieję, że pozwoli nam to realizować plany, które sobie założyliśmy. Eksport jest nam potrzebny, bo szukamy możliwości wykorzystania naszych mocy produkcyjnych. A po drugie, przedmiotem eksportu są płatki śniadaniowe i batony, czyli produkty, do których surowce kupujemy w Polsce – na tej bazie budujemy taki naturalny hedging, gdyż bakalie są w 100 proc. importowane – podkreśla Marian Owerko.

Import orzechów włoskich pochodzi m.in. z Ukrainy. Napięta sytuacja polityczna nie jest jednak zagrożeniem dla dostaw. Prezes zapewnia, że w przypadku jakichkolwiek problemów, surowiec będzie sprowadzony z dwóch alternatywnych rynków, czyli z Mołdawii lub USA.

Bakalland również w Polsce nie chce rosnąć przez przejęcia. Strategia na rynek polski na najbliższe trzy lata przewiduje organiczny wzrost. Przez kolejne dwa lata firma nie zamierza też rozbudowywać mocy produkcyjnych.

 Będziemy rozwijać trzy linie, czyli bakalie, płatki śniadaniowe i batony. W tych segmentach mamy kilka nowości, które będziemy wdrażać zarówno w tym roku fiskalnym, jak i w przyszłym – zapowiada prezes Bakallandu.

Za kilka tygodni sprzedaż bakalii widocznie wzrośnie – to efekt zbliżających się Świąt Wielkanocnych – przede wszystkim dotyczy to bakalii dodawanych do ciast.

 Pozostałe bakalie, czyli owoce suszone i orzechy, sprzedają się tak samo w każdym miesiącu, z wyjątkiem okresu czerwiecsierpień, kiedy dostępne są dużo tańsze polskie świeże owoce – mówi Marian Owerko. – Również kategorie płatków śniadaniowych i batonów to nie są kategorie sezonowe.

Credit Agricole: Z powodu sytuacji na Ukrainie PKB Polski może rosnąć 0,3 pkt proc. wolniej

CEO Magazyn Polska

W tym roku wzrost gospodarczy w Polsce z powodu sytuacji na Ukrainie może być niższy o 0,3 punktu procentowego – ocenia Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole. Wpłynąć na to ma zmniejszony import i mniejsza konsumpcja na Ukrainie. Czarny scenariusz czeka jednak polską gospodarkę, jeśli pogorszą się relacje handlowe z Rosją lub zostaną na nią nałożone międzynarodowe sankcje, które uderzyłyby w wymianę handlową.

 W takiej sytuacji można oczekiwać również odpowiedzi Rosji – odpowiedzi, która uderzy w eksport Unii Europejskiej do tego kraju, w tym oczywiście polski eksport – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole. – Eksport do Rosji to ponad 5 proc. polskiego eksportu, około 2 proc. produktu krajowego brutto. W takiej sytuacji oczywiście polska gospodarka spowolniłaby znacznie silniej i moglibyśmy wówczas mówić o podcinaniu tego ożywienia, które w Polsce się utrwala – prognozuje.

Rosja jest drugim, po Unii Europejskiej, rynkiem eksportowym dla polskich przedsiębiorstw. Wartość dostaw na rynek rosyjski wzrosła ponad siedmiokrotnie z 1,5 mld dolarów w końcu 2003 r. do blisko 11 mld dolarów w 2013 r. Według danych Ministerstwa Gospodarki, w 2013 r. wiodącą grupą towarową w eksporcie do Rosji pozostawały wyroby przemysłu elektromaszynowego, których dostawy osiągnęły wartość ok. 4,2 mld dolarów.

Jakub Borowski prognozuje również negatywny wpływ napiętej sytuacji politycznej na Ukrainie na rozwój gospodarczy w Polsce. Jego zdaniem, PKB Polski może rosnąć o ok. 0,3 pkt proc. wolniej z powodu wydarzeń za naszą wschodnią granicą.

 – Słabsza waluta ukraińska, hrywna, będzie czynnikiem hamującym import na Ukrainę, w tym import z Polski. Przede wszystkim uderzy to w import towarów żywnościowych, w mniejszym stopniu – dóbr przetworzonych przemysłowych – ocenia główny ekonomista Credit Agricole. – Jednocześnie można oczekiwać pogorszenia nastrojów konsumenckich na Ukrainie i w ogóle wyraźnego spowolnienia wzrostu gospodarczego, bo niepewność będzie czynnikiem ograniczającym konsumpcję gospodarstw domowych i inwestycje.

Według wstępnych danych Ministerstwa Gospodarki, w 2013 r. obroty towarowe pomiędzy Polską i Ukrainą wzrosły o 1,4 proc. i wyniosły blisko 8 mld dol., w tym polski eksport na Ukrainę zwiększył się o 8,5 proc. i osiągnął wartość 5,7 mld dol., natomiast import obniżył się o 13 proc. do poziomu 2,2 mld dol. Polska eksportuje przede wszystkim wyroby przemysłu elektromaszynowego, chemicznego, produkty mineralne oraz artykuły rolno-spożywcze.

O długoterminowych skutkach napięcia między Rosją a Ukrainą na razie trudno mówić, bo zależy to od rozwoju wydarzeń. Wczoraj oba kraje porozumiały się w sprawie wstrzymania akcji militarnych na Krymie do 21 marca. Żadnego scenariusza jednak wykluczyć nie można. 

 – Jeśli doszłoby do zaostrzenia konfliktu, w szczególności do konfliktu militarnego, to będziemy mieć do czynienia z długoterminowym negatywnym wpływem na cały region: wzrostem awersji do ryzyka, niechęcią inwestorów do kupowania aktywów nie tylko z tych krajów, które bezpośrednio uczestniczą w tym konflikcie, lecz także z krajów ościennych – przestrzega ekonomista.

Już dziś można z pewnością mówić o negatywnym wpływie zaistniałej sytuacji na gospodarki państw zaangażowanych, czyli Ukrainy i Rosji.

 – Natomiast Rosja jeszcze bardziej będzie postrzegana jako kraj typowo surowcowy, a nie kraj, który jest dobrym miejscem do inwestowania długoterminowego kapitału, ponieważ jest bardzo niestabilny – w tym sensie, że generuje konflikty w swoim otoczeniu geograficznym – podkreśla Jakub Borowski.

W przypadku Ukrainy, ważny będzie kierunek rozwoju, jaki władze obiorą: prorosyjski czy proeuropejski. Zwrócenie się Ukrainy w kierunku UE będzie korzystne nie tylko dla gospodarki naszego wschodniego sąsiada, lecz także dla gospodarki Polski, ponieważ wpłynęłoby w dłuższej perspektywie na ożywienie wzrostu gospodarczego w kraju.

Przybywa centrów outsourcingowych na Pomorzu. Inwestorzy spieszą się przed lipcową obniżką pomocy publicznej

CEO Magazyn Polska

Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna przyciąga coraz więcej firm outsourcingowych. Pracę w nich, głównie na terenie Trójmiasta, ma już 40 tys. osób. Pomorska aglomeracja jest szczególnie atrakcyjna dla firm ze Skandynawii. W ubiegłym roku PSSE przyciągnęła ponad 1 mld zł inwestycji, w tym – liczy na zainteresowanie inwestorów przed lipcowym obniżeniem pomocy publicznej.

 – Trójmiasto jest bardzo zaawansowane, jeżeli chodzi o rozwój usług outsourcingowych. Jest 40 firm, które świadczą tego typu usługi, a zatrudnionych w nich jest 40 tys. osób, głównie na terenie Trójmiasta. Mamy bardzo duży potencjał w postaci młodych, wykształconych ludzi. W Trójmieście i całym województwie jest kilka uczelni wyższych – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Józef Adam Bela, wiceprezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Dzięki rozwojowi outsourcingu PSSE liczy na utrzymanie dobrego trendu z ubiegłego roku. W 2013 r. strefa przyciągnęła inwestycje warte ponad 1 mld zł, które wygenerują 630 miejsc pracy. Wydane zostały 23 zezwolenia dla nowych firm. Pod względem zadeklarowanych inwestycji aktywniejsza była tylko Katowicka SSE; pod względem utworzonych miejsc pracy PSSE znalazła się na 5. miejscu w kraju.

Łącznie podmiotów działających w PSSE jest już ok. 100, m.in.: centra usługowe, księgowe, IT i farmaceutyczne; wśród tych ostatnich także polska Polpharma, która stworzyła nowoczesne laboratorium badań i rozwoju w Gdańskim Parku Naukowo-Technologicznym.

Bela zauważa, że Trójmiasto jest bardzo atrakcyjne m.in. dla inwestorów ze Skandynawii. W pomorskiej aglomeracji mieszka ponad połowa wszystkich Polaków, którzy mówią językami z tego rejonu Europy.

 – Przekazywanie pewnych procesów biznesowych na Pomorze kalkuluje się pod każdym względem wielu firmom, i nie ma tutaj znaczenia, czym one się zajmują, o ile dana działalność spełnia wymogi uzyskania zezwolenia. W takiej sytuacji przedsiębiorca może otrzymać ulgi inwestycyjne od 40 proc. do 70 proc. zależnie od tego, czy to jest duży, mały czy średni przedsiębiorca – podkreśla Bela.

PSSE oferuje nie tylko wsparcie finansowe i ulgi podatkowe, lecz także powierzchnie biurowe. Lokalne szkoły wyższe, m.in. Sopocka Szkoła Wyższa, prowadzą specjalne zajęcia uczące działalności w sektorze outsourcingowym.

Bela przewiduje, że w tym roku zainteresowanie inwestorów nasili się w pierwszej połowie roku. Od 1 lipca zmienią się przepisy dotyczące pomocy publicznej, która będzie niższa. Wsparcie dla dużych inwestorów zmaleje z maksymalnie 40 proc. do 25 proc. Już w ubiegłym roku widać było, że inwestorzy spieszą się z decyzją o wejściu do strefy, by skorzystać z obowiązującego wyższego wsparcia.

 – W tym roku już wydaliśmy trzy zezwolenia, skutkiem czego będą inwestycje rzędu 80 mln złotych. Ten proces na pewno będzie do połowy roku narastał – ocenia Bela.

Pomorska SSE obejmuje 22 podstrefy w czterech województwach (pomorskim, zachodniopomorskim, kujawsko-pomorskim oraz wielkopolskim), o łącznym obszarze 1380 hektarów. W lutym resort gospodarki zaproponował powiększenie strefy o ponad 72 hektary, co ma dać 270 nowych miejsc pracy.

Wśród największych inwestorów w PSSE są m.in.: Bridgestone, Cargotec, Lafarge, Solvay, Apator oraz Polpharma.

Raiffeisen Centrobank utrzymał rekomendację „Trzymaj” dla ENEI

W raporcie z 13 marca 2014 r. analitycy Raiffeisen Centrobank rekomendują „Trzymaj” dla akcji ENEI. Cena docelowa wyznaczona została na poziomie 15,30 za walor.

Jak zgodnie z przepisami przekształcić działkę rolną w budowlaną?

Zagadnienia związane z realizacją inwestycji budowlanych reguluje ustawa Prawo budowlane, która precyzuje rodzaj robót i miejsce ich wykonywania. Zgodnie z obowiązującymi przepisami inwestycja budowlana, która nie ma charakteru rolniczego, może być realizowana tylko na gruntach wyłączonych z produkcji rolnej, czyli działkach o statusie inwestycyjnym – budowlanym.

Aby sprawdzić status działki, niezbędne jest zapoznanie się z miejscowym planem zagospodarowania, który określa rodzaj i przeznaczenie wszystkich ujętych w nim gruntów na danym obszarze. Jeśli aktualnie dokument taki nie istnieje, warto dowiedzieć się we właściwym urzędzie o ewentualnie planowanych lub trwających pracach mających na celu jego przygotowanie.

Odrolnienie i wyłączenie terenu z produkcji rolnej jest znacznie łatwiejsze w przypadków gruntów gorszej jakości – klasy IV, V i IV, gruntów lepszej jakości, które w miejscowych planach już są postrzegane jako obszar inwestycyjny, a także gruntów znajdujących się w granicach miast. Wówczas procedura przekształcenia opiera się przede wszystkim na przepisach ustawy Prawo budowlane i wymaga uzyskania warunków zabudowy.

Również w sytuacji braku miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego przekształcenie działki rolnej w budowlaną może odbywać się poprzez uzyskanie decyzji o warunkach zabudowany, która w tej sytuacji określa status gruntu. Decyzja może być wydana tylko dla działki, która posiada dostęp do drogi, zapewnia możliwość przyłączy mediów, nie wymaga zmiany jej przeznaczenia,  sąsiaduje z działką o zabudowie spełniającej takie same wymogi. W tej sytuacji warto też w urzędzie dowiedzieć się o planowanych inwestycjach na całym obszarze, na którym znajduje się działka.

W przypadku gruntów klasy I, II, III procedura przekształcenia może powodować więcej trudności, ponieważ wymagana jest zgoda ministra do spraw rozwoju wsi przy uwzględnieniu Ustawy O ochronie gruntów rolnych i leśnych.

Jeśli plan zagospodarowania przestrzennego traktuje grunty jako rolne, wówczas należy złożyć pisemny wniosek o odrolnienie działki. Pisemny wniosek składa się do gminy właściwej ze względu na lokalizację gruntów. We wniosku muszą zostać ujęte dokładne informacje na temat działki, jej położenia i rodzaju planowanej na niej inwestycji. Ponadto inwestor może być zobowiązany przedstawić uzasadnienie przekształcenia, o które wnioskuje. Odrolnienie gruntu jest jednak dopiero pierwszym etapem właściwego przekształcenia działki rolnej w budowlaną. W dalszej kolejności niezbędne jest wyłączenie gruntu z produkcji rolnej, co odbywa się poprzez złożenie wniosku do starosty lub prezydenta miasta na prawach powiatu, w celu zmiany statusu działki w ewidencji.

Trwałe wyłączenie gruntów z powierzchni rolnej wiąże się z koniecznością dokonania jednorazowej opłaty, której wysokość uwarunkowana jest jakością gruntów. Uiszcza się również roczne opłaty za każdy rok użytkowania gruntów. W przypadku wyłączenia trwałego opłata za okres użytkowania obowiązuje przez 10 lat, natomiast w przypadku nietrwałego przez 20, przy czym nie może on trwać dłużej. Wysokość opłat uwarunkowana jest klasą gruntów – im wyższa klasa, tym wyższe też opłaty.

Autor: Ksiegarnia.Profinfo.pl
Artykuł powstał przy współpracy z firmą https://www.profinfo.pl