„Dobrze, że strefa euro istnieje, i dobrze, że nas w niej jeszcze nie ma”

O sytuacji makroekonomicznej i rynku obligacji rozmawiamy z Dariuszem Laskiem, dyrektorem inwestycyjnym ds. papierów dłużnych Union Investment TFI.

Europejski Bank Centralny pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Czy to dobra, neutralna, a może zła informacja dla rynków obligacji?

Od dłuższego czasu retoryka Europejskiego Banku Centralnego jest niezmienna. Także na ostatnim posiedzeniu prezes Mario Draghi nie zaskoczył inwestorów i ponownie podkreślił, że bank jest gotowy do podjęcia stosownych kroków, jeśli tylko zajdzie taka konieczność. Choć takiej decyzji można było się spodziewać, część inwestorów poczuła się rozczarowana, że EBC nie zadziałał bardziej zdecydowanie, np. obniżając stopy procentowe do zera.

A czy byłaby to uzasadniona decyzja w obecnych okolicznościach?
Sytuacja gospodarcza w strefie euro poprawia się powoli, a co więcej – widać zdecydowaną dysproporcję pomiędzy poszczególnymi państwami. „Lokomotywą” Europy pozostają Niemcy, ale można też wskazać kraje, gdzie wzrost produktu krajowego brutto jest minimalny. Europejski Bank Centralny optymistycznie zakłada, że PKB w strefie euro wzrośnie w 2014 r. o 1,2%, a w 2016 r. gospodarka urośnie nawet o 1,8%. Jednocześnie bank prognozuje, że kolejne dwa lata upłyną pod znakiem niskiej inflacji, dzięki czemu nie pojawi się presja na podwyżkę stóp procentowych. Należy jednak brać pod uwagę, że na drodze do realizacji scenariusza globalnego ożywienia gospodarczego stoi kilka niewiadomych, np. rozwój sytuacji w Chinach.

A co o kondycji gospodarek mówią wskaźniki wyprzedzające?
Większość odczytów wskaźników wyprzedzających PMI oraz OECD pozostaje na wysokich poziomach, jednak dla wielu krajów, w których proces ożywienia gospodarczego rozpoczął się najwcześniej, wskaźniki wyprzedzające zaczęły się już obniżać. Dlatego całościowy obraz analizowany przez pryzmat tych wskaźników nie jest tak jednoznacznie pozytywny, jak jeszcze w drugiej połowie ubiegłego roku. Z perspektywy lokalnej wskaźnik PMI dla Polski, obliczany z uwzględnieniem wolumenu nowych zamówień, produkcji, zatrudnienia czy wielkości zapasów, jest satysfakcjonujący i zaskakuje pozytywnie już kilka miesięcy z rzędu.

Jak w tym kontekście można ocenić decyzję Rady Polityki Pieniężnej o przesunięciu podwyżek stóp procentowych?
Wzrost gospodarczy w Polsce nie jest jeszcze na tyle długotrwały, a co istotniejsze, inflacja rośnie bardzo powoli. Rada była więc w komfortowej sytuacji i mogła bez przeszkód pozostawić stawkę bazową na poziomie 2,5%. Podczas posiedzenia członkowie RPP odroczyli dodatkowo początek cyklu podwyżek stóp procentowych co najmniej do końca III kwartału 2014 r. Wydźwięk tej decyzji był klarowny: „Polska gospodarka oraz waluta są w fundamentalnie dobrej kondycji, a konflikt na Ukrainie nie zagraża ich stabilności”.

W jednej z ostatnich wypowiedzi Marek Belka, prezes NBP i przewodniczący RPP, powiedział, że „kryzys ukraiński może skłaniać do przemyślenia członkostwa Polski w strefie euro”. Czy przyjęcie wspólnej waluty byłoby dobrym krokiem w kontekście bezpieczeństwa polskiej gospodarki?

Odpowiedź na to pytanie można by zawrzeć w jednym zdaniu: dobrze, że strefa euro istnieje i dobrze, że nas w niej jeszcze nie ma. Polska gospodarka jest na tyle silna, że jej włączenie do wspólnoty walutowej okazałoby się korzystne przede wszystkim dla strefy euro, ale niekoniecznie dla Polski. „Bezpieczeństwo dzięki wspólnej walucie” jest swego rodzaju iluzją. O tym, że jedna waluta nie gwarantuje stabilności i rozwoju gospodarczego świadczy chociażby sytuacja krajów bałtyckich – Estonii i Łotwy – czy Czarnogóry, która wprowadziła euro, nie przystępując jednak do unii walutowej. Dlatego pomimo że sytuacja za wschodnią granicą nie pomaga RPP w prowadzeniu polityki pieniężnej, posiadanie własnej waluty przynosi Polsce wiele korzyści.

Jak się wydaje, polski rynek obligacji jest ostatnio w całkiem dobrej kondycji. A jak wygląda sytuacja na rosyjskim i ukraińskim rynku długu?

Zanim przejdę do obecnej rentowności tamtejszych obligacji, chciałbym zwrócić uwagę na pewien paradoks, o którym niewiele się mówi. Tylko w 2015 r. Rosja ma do wykupienia papiery skarbowe o wartości ok. 4 mld dolarów amerykańskich, a Ukraina ok. 5,5 mld dolarów – i to wszystko w sytuacji, gdy dług zewnętrzny Rosji jest tylko dwukrotnie wyższy niż Ukrainy. Dodatkowo całkowite zadłużenie Rosji to aż w 75% zadłużenie wewnętrzne. Warto też zestawić ze sobą wartości jednego z kluczowych parametrów, na który zwracają uwagę inwestorzy. Rosja utrzymuje dług do PKB w granicach 10% i jest obecnie jednym z najmniej zadłużonych państw na świecie. Z kolei stosunek długu do PKB na Ukrainie już przed kryzysem w 2008 r. wynosił ok. 35%. Teraz nie wiadomo nawet, ile wynosi PKB Ukrainy, co niewątpliwie nie zachęca ewentualnych inwestorów.

A czy w obecnej sytuacji politycznej są chętni na rosyjskie lub ukraińskie obligacje?
Tak. Co ciekawe, niepewność polityczna i groźba pogłębienia konfliktu na Ukrainie nie zniechęciły wszystkich inwestorów, choć oczywiście odbiły się na wycenach. Rentowność papierów rosyjskich oscyluje pomiędzy 4% a 5% – w zależności od terminu ich zapadalności (długości na krzywej rentowności) – podczas gdy rentowność obligacji ukraińskich jest dużo wyższa i wynosi ok. 10%.

Patrząc na rynki europejskie, można zauważyć pewną ciekawą rzecz – obligacje greckie są najdroższe od 2010 r.
W 2013 r. najlepszymi inwestycjami na rynku długu były obligacje krajów, które w ostatnich latach kojarzyły się, całkiem zresztą zasłużenie, z kryzysem. To Grecja, Hiszpania, Włochy, Portugalia i Irlandia. Szczególnie Grecja okazała się doskonałym wyborem, bo wcześniej najwięcej traciła. Co warte podkreślenia, obligacje hiszpańskie czy włoskie mają obecnie rentowności niższe niż polskie. Oznacza to, że papiery krajów, które swego czasu były omijane przez inwestorów, na powrót stały się pożądane.

Ranking polskich sklepów internetowych na koniec 2013 r.

Morele.net, Agito.pl, Electro.pl to zwycięskie Mega–sklepy w najnowszym „Rankingu sklepów internetowych” publikowanym przez niezależny serwis Opineo.pl. Już po raz szósty można prześledzić zestawienie opinii polskich konsumentów, którzy oceniali profesjonalizm, jakość obsługi i rzetelność internetowych sprzedawców. Kto w ciągu 12 miesięcy 2013 roku zdobył uznanie klientów, a kto spadł z piedestału? Prezentujemy wyniki tego plebiscytu.

Polscy konsumenci są coraz bardziej świadomi swoich praw. Także w kwestii zakupów przez Internet. W ciągu ostatniego roku wystawili sprzedawcom blisko 1,2 miliona opinii, co dało łączną liczbę 3,3 mln recenzji w serwisie Opineo.pl na koniec 2013 r. A jak klienci oceniali internetowych sprzedawców?

Mega–przetasowanie, czyli o głos od zwycięstwa

W ścisłej dwunastce wyróżnionych Mega–sklepów znalazły się: Morele.net, Agito.pl, Electro.pl, Empik.com, Redcoon.pl, RTV EURO AGD, Mall.pl, Merlin.pl, Mixmedia.pl, Avans.pl, Neo24.pl i MegaMarket.com.pl.

― Mega–sklepy są dobrze znane polskim konsumentom, bo obecne na rynku w handlu e– commerce od wielu lat. Obsługują dużą liczbę nabywców i realizują ogromne ilości zamówień. Przy tym wszystkim potrafią zaoferować klientom usługi najwyższej jakości. W aktualnej edycji rankingu, opartego w głównej mierze o historię opinii z 12 miesięcy 2013 roku, widoczne jest przetasowanie na szczycie stawki. Dla sklepów, które straciły miejsce na podium, może to być sygnał do poprawy jakości obsługi i większej dbałości o klientów, zaś dla świeżo upieczonych liderów będzie to z pewnością nagroda za ubiegłoroczne wysiłki ― komentuje wyniki rankingu Paweł Kucharzak, prezes zarządu firmy Opineo.pl.

W bieżącym wydaniu rankingu w grupie wyróżnionych Mega-sklepów zabrakło sprzedawców: Electromarket.pl i RAM.net, którzy już w poprzednim zestawieniu znajdowali się na dole tabeli. Pojawiły się natomiast na liście zupełnie nowe sklepy, które w 2013 r. zdobyły mega–uznanie klientów: Empik.com, Mall.pl, Merlin.pl i Avans.pl.

Sklepy średniej wielkości i Młode wilki

Nie mniej interesująco wygląda zestawienie w pozostałych klasyfikacjach. Zwycięskie sklepy średniej wielkości w kategorii Komputery to: Drukuj24.pl, 3kropki.pl i OleOle.pl, w kategorii Fotografia pierwsze trzy miejsca należą do Empikfoto.pl, Mediamarkt.pl i 2BIS.pl, zaś w kategorii AGD i RTV prym wiodą: North.pl, Bdsklep.pl i OleOle.pl.

Bardzo ciekawie prezentuje się też ranking Młodych wilków, czyli sprzedawców, którzy dopiero zaczynają gromadzić opinie. W kategorii Komputery na wyróżnienie zasługują Kuzniewski.pl, Drukmistrz.pl i Tuszmarkt.pl. Trzy pierwsze miejsca w zestawieniu Fotografia należą do sprzedawców: Bratex.org, Vertis.pl i Fotozakupy.pl. Liderzy kategorii AGD i RTV to: Filtreo.pl, BankKabli.pl i Sonusmobile.pl.

Kategorie specjalistyczne

Jak co roku, w naszym rankingu wykrystalizowało się wiele kategorii specjalistycznych. Wynika to zarówno z preferencji samych klientów, którzy cenią fachowe doradztwo i bogaty asortyment sklepów branżowych; jak i z polityki sprzedawców, którzy wolą zajmować się wąską dziedziną handlu, prowadzić określony sklep specjalistyczny i oferować tylko wybrane produkty.

Niekwestionowanym liderem w grupie sklepów z artykułami dziecięcymi w bieżącej edycji rankingu jest Smyk.com. Absolutnym rekordzistą w klasyfikacji Zdrowie i uroda jest sklep Iperfumy.pl, który zgromadził prawie 30 tysięcy recenzji w samym tylko 2013 roku. W segmencie Zegarki i biżuteria rządzi Korallo.pl. W kategorii sportowej naszego rankingu prowadzi Sklep-Presto.pl. Odzież i obuwie też ma swojego lidera, którym jest Eobuwie.pl. W kategorii akcesoriów samochodowych niezmiennie króluje Oponeo.pl. Apteka-Melissa.pl to lider zestawienia Artykuły medyczne. W kategorii Ogród i narzędzia laur zwycięstwa przypadł sklepowi Renowa24.pl. W grupie e–sklepów wnętrzarskich największą sympatią klientów cieszy się Dekoria.pl. Telekarma.pl zdobyła uznanie konsumentów w kategorii Artykułów zoologicznych. W ulubionej kategorii dużych i małych dzieci ― Gry, gadżety i prezenty ― zestawienie najlepszych e–sklepów otwierają 3kropki.pl. Liderem internetowych sprzedawców oferujących książki jest Fabryka.pl. Na zadowolenie klientów nie może też narzekać zwycięzca kategorii Żywność ― sklep Chocolissimo.pl. Zaś pierwsze miejsce w zupełnie nowym zestawieniu: Militaria i survival ― okupuje GunFire.pl.

Klienci lubią oceniać

Firmy działające w branży e–commerce mają teraz swoje złote żniwa, a sam rynek zakupów on–line przeżywa właśnie prawdziwy rozkwit. Według danych Opineo.pl, na koniec 2013 r. liczba e–sklepów w Polsce wynosiła ok. 20 tys. Z roku na rok przybywa też użytkowników Internetu i osób, które przekonują się do zakupów elektronicznych. Na rynek handlowy wkracza również zupełnie nowe pokolenie klientów, tzw. „cyfrowych tubylców”, czyli ludzi urodzonych w dobie Internetu i wychowanych na nowych technologiach, którzy w wirtualnym świecie czują się jak ryba w wodzie. Wszyscy oni tworzą internetową społeczność e–klientów, której nie sposób zlekceważyć. ― Cogito ergo… opineo, zdają się mówić konsumenci i chętnie korzystają z możliwości wystawienia oceny w niezależnym serwisie internetowym. Takich opinii w 2013 roku mieliśmy 3,3 miliona, szacujemy, że wraz z końcem 2014 roku ich liczba wzrośnie do 4,5 miliona. Rzeczywistość pokazuje, że ocenianie danego sklepu, usługi czy produktu nie tylko pomaga innym w podejmowaniu decyzji zakupowych, ale również motywuje samych sprzedawców do podnoszenia standardów obsługi. Bo skoro klient płaci i wymaga, to lubi też mieć ostatnie zdanie ― podsumowuje Paweł Kucharzak.

Palacze z mniejszą pensją!

Pracodawcom nie wolno wprowadzić zakazu palenia w czasie pracy, mogą jednak obniżać palaczom pensje. Pracodawca może zobowiązać pracownika do odpracowania czasu poświęconego na palenie tytoniu i nie będzie to uznawane za pracę w godzinach nadliczbowych. Taką możliwość dają znowelizowane przepisy Kodeksu pracy dot. ruchomego czasu pracy (art. 151 par. 21).

Palenie papierosów może być uznawane za prywatną czynność pracownika. W takim wypadku załatwienie sprawy osobistej powinno się odbywać na pisemny wniosek pracownika. Formalnie oznaczałoby to, że każdy pracownik powinien przerwę na papierosa poprzedzać pismem i zgodą przełożonego, gwarantowałoby to jednak pracodawcy pełne ewidencjonowanie czasu pracy pracownika i zabezpieczało w przypadku ew. kontroli. Jednocześnie pracodawca nie może zakazać palenia tytoniu w miejscu pracy, nie może z tego powodu dyskryminować pracowników, może jedynie wyciągać konsekwencje wynikające z ew. łamania regulaminu.

Jak informuje Tygodnik Biznes i Prawo, zgodnie z obowiązującymi przepisami pracodawca nie jest zobligowany płacić pracownikom za czynności niezwiązane z pracą, może więc albo potrącić im proporcjonalną część wynagrodzenia, albo też zobowiązać ich do odpracowania tego czasu. Nie dotyczy to jednak przypadków, w których palący mieści się w kodeksowych i regulaminowych przerwach w pracy, te bowiem pracownik może przeznaczyć na dowolny cel.

Statystyczny palacz korzysta z przerwy na papierosa pięć razy dziennie po ok. 10 minut. Tygodniowo daje to 250 minut, w skali miesiąca to 16 nieprzepracowanych godzin, a w ciągu roku aż 192 godziny, czyli 24 dni pracy.

Stan i perspektywy rozwoju rynku nieruchomości i użytków rolnych w Polsce w 2014 r.

Zespół Analityków Banku BGŻ przygotował najnowsze wydanie rocznej analizy rynku nieruchomości w Polsce. Raport pokazuje analizę najważniejszych trendów i tendencji na rynku nieruchomości mieszkaniowych, niemieszkalnych, działek budowlanych i użytków rolnych (pochodzących z obrotu prywatnego i Zasobów WRSP) w 2013 r. i prognozuje ich dalszy rozwój 2014 r. Dodatkowo w raporcie zawarto krótką analizę kształtowania się tendencji na światowych rynkach nieruchomości mieszkaniowych oraz ziemi ornej.

Z raportu „Stan i perspektywy rozwoju rynku nieruchomości i użytków rolnych w Polsce w 2014 r.” można się dowiedzieć m.in. o: aktualnych i prognozowanych trendach cenowych nieruchomości mieszkaniowych, popytowych i podażowych czynnikach kształtujących rynek nieruchomości, rosnącej akcji kredytowej wspieranej historycznie niskimi stopami procentowymi i rządowym programem „Mieszkanie dla Młodych”. W opracowaniu opisano również: symptomy wzrostu popytu na działki budowlane i nieruchomości komercyjne, wskazano również powody wyhamowania dynamicznego wzrostu cen ziemi rolnej.

Więcej informacji na stronach Serwisu Ekonomicznego Banku BGŻ analizy.bgz.pl

Konsorcjum pięciu banków sfinansuje modernizację bloków w Elektrowni Pątnów I

Bank Pekao SA podpisał dziś umowę kredytową z Zespołem Elektrowni Pątnów Adamów Konin S.A. (ZE PAK) na finansowanie modernizacji bloków energetycznych w Elektrowni Pątnów I. Zaangażowanie Pekao w kredyt konsorcjalny wynosi 200 mln zł. Łączna wartość kredytu to 1,2 mld zł. Bank Pekao od wielu lat jest głównym partnerem bankowym ZE PAK.

W konsorcjum udział biorą: Bank Pekao SA (udział 200 mln zł), Bank Gospodarstwa Krajowego (400 mln zł), Bank PKO BP (200 mln zł), mBank (200 mln zł), Bank Millenium ( 200 mln zł). Całkowita wartość kredytu to 1,2 mln zł. Część A kredytu o wartości 1,11 mld zł sfinansuje zaplanowane inwestycje, natomiast część B zostanie przeznaczona na refinansowanie całkowitej spłaty zadłużenia kredytu udzielonego na instalację odsiarczania bloków w Elektrowni Pątnów I. Koniec finansowania przypada 20 grudnia 2023 r.

Finasowanie dla Zespołu Elektrowni Pątnów Adamów Konin S.A. jest kolejnym dużym projektem z sektora energetycznego finansowanym przez Bank Pekao. Jest to jednocześnie kolejna, istotna inwestycja ZE PAK, w której uczestniczy Pekao.

– Bank Pekao od lat finansuje kluczowe dla Polski projekty energetyczne. Dzięki zaangażowaniu wysoko wykwalifikowanych pracowników możemy brać udział w najbardziej skomplikowanych projektach. W latach 2010-2013 zawarliśmy umowy na organizację i gwarantowanie objęcia emisji obligacji dla wielu spółek sektora energetycznego, w tym m.in. PGE SA, Tauron Polska Energia, PGNIG czy ENEA SA. Bank Pekao od wielu lat jest głównym partnerem bankowym ZE PAK, braliśmy udział w finansowaniu wszystkich dotychczasowych znaczących inwestycji Spółki. Kolejna transakcja z ZE PAK potwierdza naszą dominującą pozycję w finansowaniu najważniejszych projektów inwestycyjnych w branży energetycznej, szczególnie ważnej dla rozwoju kraju – mówi Andrzej Kopyrski, Wiceprezes Zarządu Banku Pekao.

Zaplanowane inwestycyjne ZE PAK przewidują modernizację czterech bloków w Elektrowni Pątnów I. Przeprowadzenie prac umożliwi bezpieczną eksploatację bloków do 2030 r. zgodnie z obowiązującymi wymaganiami ochrony środowiska.

Oskładkowanie umów śmieciowych pozwoli ZUS-owi kontrolować pracodawców

O tym, że w przyszłości świadczenia z publicznego systemu emerytalnego będą bardzo niskie, wiadomo nie od dziś. Podczas gdy eksperci zachęcają do samodzielnego zadbania o swoją przyszłość, rządzący starają się znaleźć sposób na rozwiązanie problemów emerytalnych dzisiejszych 20-latków. W godnej pracy, a później w godnej starości ma pomóc oskładkowanie umów zleceń i o dzieło.

Coraz więcej młodych ludzi zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że emerytura z publicznego systemu nie zapewni im godnego życia. Pokolenie, które weszło na ścieżkę zawodową zaczyna rozumieć, że jeśli nie zgromadzi sobie odpowiednich oszczędności, to przyszłość może wyglądać bardzo nieciekawie. Ile odkładać? Nie ma dokładnej odpowiedzi na to pytanie. Żeby poznać tę kwotę, trzeba najpierw ustalić, jakie mamy wymagania. Im są one większe, tym więcej trzeba będzie oszczędzać. Według różnych ekspertów obecni 20-latkowie mogą liczyć na świadczenie w wysokości 2/3 ostatniej pensji, którą otrzymuje się przed przejściem na emeryturę. Kwota ta uważana jest za w miarę bezpieczną – tak, żeby można było się utrzymać.

Marek Kutarba, redaktor naczelny „Tygodnika Biznes i Prawo” zaznacza, że „[…] młodzi ludzie powinni już dzisiaj co miesiąc odkładać 300 złotych. To jest minimum, które będzie w miarę upływu czasu się zmieniać, bo jak wiadomo warunki ekonomiczne też się zmieniają.” Odkładając regularnie 300 złotych miesięcznie, dzisiejszy 20-latek może uzbierać do czasu emerytury aż 810 tysięcy złotych. To pozwoli na dodatkową emeryturę w wysokości 6 tysięcy złotych. Wiadomo jednak, że każdy grosz w portfelu młodego człowieka się liczy i czasem sto złotych ma ogromne znaczenie w domowym budżecie. Niestety, ma też wpływ na wysokość ewentualnej dodatkowej emerytury. Odkładając 200 złotych miesięcznie, do wydania na jesień życia będziemy mieli 540 tysięcy złotych.

„Formy oszczędności do wyboru są różne. Każdy może zdecydować sam, co mu będzie odpowiadać – czy to będzie IKE, IGZE, rachunek w banku, gdzie będziemy regularnie gromadzić oszczędności. Natomiast należy pamiętać, że bez tego nie ma szans na godne warunki życia na emeryturze”- przestrzega Marek Kutarba.

Dla młodych ludzi czas, gdy osiągną wiek emerytalny, to odległa przyszłość. Niewielu wierzy lub nie chce wierzyć, że koszmarny sen prorokowany przez różne środowiska stanie się rzeczywistością. Trudno się dziwić takiej postawie. O dobrą pracę jest trudno, a gdy już jest, to młody człowiek ma do wyboru albo pracować na umowę tzw. śmieciową, albo w ogóle. Wysokie koszty pracownicze sprawiają, że pracodawcy niechętnie zatrudniają na stałe umowy. Stąd pomysł rządzących, by oskładkować umowę zlecenie i o dzieło. Szacuje się, że obecnie na tego typu umowach pracuje milion osób.

Według Związku Przedsiębiorców i Pracodawców opodatkowanie pracy zawsze przynosi negatywne konsekwencje. Umowy elastyczne są potrzebne w takiej formie, w jakiej funkcjonują dotychczas. W wielu branżach sami pracownicy oczekują takich umów. Jak zaznacza Marcin Nowacki, dyrektor ds. relacji publicznych Związku Przedsiębiorców i Pracodawców „[…] obawiamy się, że długofalowo, jeśli ta tendencja nie zostanie zmieniona, zakończy się tym, że tych umów w ogóle nie będzie. Będzie przechodzenie do szarej strefy, bo przedsiębiorca i pracownik przechodzą do niej tylko wtedy, gdy muszą. To naprawdę nie jest tak, że mały przedsiębiorca – a takie mikro- i małe firmy stanowią w Polsce 98% ogółu – chce funkcjonować w szarej strefie. Naprawdę nie chcą. Przedsiębiorca chce mieć spokojną głowę, chce normalnie działać.”

Póki co, na pierwszy ogień zmian poszła umowa zlecenie. Z projektu ustawy przyjętej przez rząd wynika, że osoby pracujące na ich podstawie będą mieć odprowadzane składki na ZUS od kwoty nie niższej niż minimalne wynagrodzenie. Zatrudnieni na umowę zlecenie uzyskają prawo do zasiłku dla bezrobotnych i wyższe świadczenia. Projekt zakłada także wprowadzenie obowiązkowych składek emerytalnych i rentowych dla wynagrodzeń uzyskiwanych przez członków rad nadzorczych.

Warto pamiętać, że koszty składki dzielone są na pracownika i pracodawcę. Zatem jak podkreśla Marcin Nowacki „[…] gdy mówimy o budżecie brutto, który mamy do zaoferowania jako pracodawcy i tym, co pracownik dostaje netto, to jest duże rozczarowanie i pracownicy coraz częściej sami wybierają umowy elastyczne. Chcą więcej zachować w swoim portfelu i samodzielnie dysponować tymi środkami.” Odłożyć chociażby na koszty związane z jesienią życia. Wydatki na leki, sanatoria, nie wspominając już o pasjach i odpoczynku. Nie ma co liczyć, że przeciętna emerytura wystarczy. Własne rezerwy finansowe to jedyne rozsądne rozwiązanie, które pomoże uniknąć szoku na stare lata.

NIK chce powołania instytucji do kontroli zamówień publicznych i prac nad usprawnianiem przetargów

CEO Magazyn Polska

Głównym kryterium przy rozstrzyganiu publicznych przetargów powinien być najniższy koszt, a nie najniższa cena – uważa prezes Najwyższej Izby Kontroli. Powinien on uwzględniać m.in. koszty utrzymania inwestycji. NIK apeluje także o stworzenie urzędu, który kontrolowałby przetargi i na bieżąco udoskonalał prawo z nimi związane.

Krzysztof Kwiatkowski, prezes NIK, podkreśla, że w Polsce powinna istnieć instytucja, która zajmowałaby się koordynacją zamówień publicznych oraz nadzorowaniem prawa w tym zakresie. Do jej kompetencji należałby też nadzór nad inwestycjami wykonywanymi w trybie partnerstwa publiczno-prywatnego. Takie organy działają w innych państwach UE, jednak według Kwiatkowskiego, Polska wciąż jeszcze jest krajem na wczesnym etapie rozwoju prawa zamówień publicznych.

 – Zatrzymaliśmy się na etapie, który w innych krajach był o wiele lat wcześniej. Teraz trzeba skorzystać z tych dodatkowych doświadczeń, które już mamy, zmienić praktykę, znowelizować przepisy. Najłatwiej to zrobić, kiedy będzie jeden publiczny ośrodek, który będzie zbierać te doświadczenia i mając odpowiedni autorytet będzie proponować nowelizacje w taki sposób, żeby potem one zyskały akceptację podmiotów zamawiających, czyli państwa i rządu, wykonawców, którzy startują w tych przetargach, i takich instytucji, jak Najwyższa Izba Kontroli – mówi Krzysztof Kwiatkowski agencji informacyjnej Newseria Biznes.

Dziś główną bolączką zamówień publicznych w Polsce jest kryterium najniższej ceny, często stosowane jako jedyne kryterium w przetargu. Kwiatkowski podkreśla, że przez tę praktykę w Polsce mieliśmy w ostatnich latach do czynienia z paradoksalną sytuacją: trwały liczne, bardzo duże inwestycje infrastrukturalne, a jednak wiele firm budowlanych ogłosiło upadłość. To z kolei przełożyło się na opóźnienia inwestycyjne.

Według prezesa NIK-u rezygnacja z kryterium najniższej ceny powinna poprawić sytuację. Tylko ceną można nadal kierować się jedynie w przypadku najprostszych, małych inwestycji. Wykonawcy większych projektów powinni być jednak wybierani według innych kryteriów, takich jak np. najniższy całkowity koszt inwestycji. Kwiatkowski dodaje, że już teraz ustawa daje możliwość korzystania z innych kryteriów. W jego ocenie prawo powinno rozszerzyć te możliwości.

 – Warto rozważyć wprowadzenie jako kryterium nie tylko najniższej ceny, lecz także najniższego kosztu. Analiza życia produktu, jego jakości, kosztów serwisowania, wszystkich elementów dodatkowych  to wszystko przecież musi być uwzględniane – przekonuje prezes Najwyższej Izby Kontroli. – Praktyka stosowania ustawy o zamówieniach publicznych jest taka, że ponad 90 proc. przetargów, gdzie podmiotem zamawiającym jest instytucja samorządowa, jest rozstrzyganych wyłącznie w oparciu o jedno kryterium najniższej ceny.

Niezbędne, zdaniem prezesa NIK-u, jest też wprowadzenie definicji rażąco niskiej ceny. Choć już teraz na tej podstawie można wykluczyć firmę z przetargu, brakuje jednoznacznego sposobu identyfikowania oferty jako „rażąco niskiej”.

 – Brakuje definicji rażąco niskiej ceny, przy której wiemy na pewno, że wykonawca nie będzie w stanie wykonać inwestycji, chyba że z góry zakłada, że nie zapłaci podwykonawcom lub zerwie po jakimś czasie kontrakt. Brakuje pogłębionej oceny możliwości finansowych podmiotów startujących w przetargu. To wszystko musi być uwzględnione w toku prac, które trwają w Sejmie nad nowelizacją ustawy o zamówieniach publicznych – apeluje Kwiatkowski.

W listopadzie wyjdzie na jaw cała prawda o europejskich bankach

stress-testy-pol.png” alt=”CEO Magazyn Polska” />

Zaplanowane na ten rok stress-testy w europejskich bankach mają sprawdzić ich wypłacalność i zdolność do bezpiecznego działania w sytuacjach kryzysowych. Badania ujawnione zostaną w listopadzie i na ich podstawie będzie można określić kondycję sektora bankowego.  – Możliwe, że testy zidentyfikują bilionowy deficyt w całym europejskim systemie bankowym – prognozuje Chris Skinner, założyciel Financial Services Club. 

Stress-testy banków prowadzi się w Europie od 2010 roku. To efekt światowego kryzysu finansowego i problemów strefy euro. W wyniku problemów tego sektora zwiększono uprawnienia nadzoru finansowego i wprowadzono takie regulacje, jak Bazylea III – wyższe wymogi finansowe wobec banków i towarzystw inwestycyjnych, służące stabilizacji rynków finansowych.

 – Kiedy zaczęto przeprowadzać stress-testy, banki, szczególnie hiszpańskie, próbowały je ominąć w obawie przed porażką. I rzeczywiście, gdyby testy były bardziej rygorystyczne, nie przeszłyby ich – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Chris Skinner, założyciel Financial Services Club.

Podstawowym wskaźnikiem kondycji banku jest wskaźnik kapitału Tier I, który pokazuje stosunek kapitału banku do aktywów ważonych ryzykiem, czyli współczynnik wypłacalności. Został on ustalony na poziomie 6 proc. Szczegółowe wyniki testów w poszczególnych europejskich bankach będą znane w listopadzie.

 – Możliwe, że testy zidentyfikują bilionowy deficyt w całym europejskim systemie bankowym na podstawie wskaźnika kapitału Tier I – może on być wyższy niż ten wymagany w regulacji Bazylea III i innych – tłumaczy Chris Skinner.

W tym roku testom poddanych będzie 128 banków. Według założyciela Financial Services Club, 107 z nich przechodzi testy bardzo rygorystyczne; w niektórych planowane są rekonstrukcje – ich bilanse będą badane już po rekonstrukcji.

 – Dzięki wynikom testów będzie więcej transparentności w bilansach europejskich banków i prawdopodobnie zobaczymy eksplozję transakcji fuzji i przejęć. 128 banków znajdzie się na celowniku, ponieważ dzięki przejrzystości bilansów każdy będzie mógł sprawdzić ich kondycję i zastanowić się, czy warto dany bank kupić – twierdzi Chris Skinner.

Ocenia, że sektor bankowy w Polsce wciąż jest rozproszony – w większości krajów działają 3-4 banki, podczas gdy w Polsce o wiele więcej.

 – Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że PKO BP właśnie kupiło Nordea Bank, czyli przejęło 10. największy bank w Polsce, a mimo to wciąż działa tu dziesięć potężnych banków, w przyszłości z pewnością dojdzie do konsolidacji na rynku – podkreśla Chris Skinner.

Zdaniem eksperta polski rynek to prawdopodobnie najbardziej tętniący życiem rynek dla innowacji bankowych w Europie. Drugi, podobny to Turcja.

 – W obu państwach populacja osiągnęła masę krytyczną – w Polsce jest 40 mln ludzi, w Turcji 70 mln. W obu funkcjonuje całkiem nowy, młody konkurencyjny rynek bankowy, powstały po latach 90. – przekonuje Chris Skinner.

Jako przykłady przewodniczący Financial Services Club wskazuje Alior Bank i mBank, których modele biznesowe są na całym świecie uważane za innowacyjne.

Financial Services Club organizuje spotkania dla kadry zarządzającej sektora bankowego z ważnymi przedstawicielami branży. Spotkania odbywają się w Londynie, Wiedniu, Dublinie, Edynburgu, Sztokholmie, Oslo i Warszawie.

UE w tym roku zniesie krajowe zezwolenia dla operatorów telekomunikacyjnych

CEO Magazyn Polska

Już w lipcu tego roku mogą zniknąć krajowe zezwolenia dla operatorów telekomunikacyjnych w Unii Europejskiej. Zmiany wprowadzane przez Komisję Europejską ułatwią zwłaszcza małym operatorom wchodzenie na zagraniczne rynki z innowacyjnymi usługami, a polskie przedsiębiorstwa mogą być bardzo konkurencyjne ze względu na niskie koszty. Komisja liczy również na efekt w postaci większej konsolidacji rynku.

 – Jeżeli wszystko dobrze pójdzie w Parlamencie Europejskim, już w lipcu 2014 roku wejdzie w życie rozporządzenie Komisji Europejskiej stymulujące rozwój rynku komunikacji elektronicznej. Najważniejsze elementy tego rozporządzenia to jednolite zezwolenie europejskie dla operatorów działających na rynku europejskim. Nie będzie już trzeba w każdym kraju występować o zezwolenie do regulatora – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Katarzyna Nietyksza, prezes EFICOM-u i sprawozdawca opinii Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego na temat propozycji KE.

Nowe rozporządzenie oznacza, że operatorzy telekomunikacyjni, działający w którymkolwiek z 28 unijnych państw, będą mogli bez dodatkowych zezwoleń wejść na pozostałe unijne rynki. Zezwolenie z kraju, w którym jest siedziba operatora, będzie obowiązywało w całej UE. Dotyczy to zarówno już wydanych dokumentów, jak i przyszłych zgód.

Anna Nietyksza prognozuje, że nowe przepisy przede wszystkim uproszczą rynek. Dla małych operatorów może oznaczać to większe szanse na ekspansję międzynarodową. Mogą na tym skorzystać polscy operatorzy, którzy są tańsi niż firmy działające na innych europejskich rynkach. Pierwszym kierunkiem ekspansji przedsiębiorstw z Polski będą prawdopodobnie rynki państw ościennych.

 – Mniejsi operatorzy zaczną patrzeć poza granice kraju, może na początek na Europę Centralną i Wschodnią, ale powoli zaczną wychodzić dalej i oferować produkty, które już mają w sieciach – prognozuje prezes EFICOM-u. 

Z drugiej strony możliwa jest też zwiększona aktywność największych koncernów, które mogą chcieć przejmować mniejsze firmy.

 – Rynek z jednej strony będzie działał szybciej, w sposób uproszczony, procedury biurokratyczne będą dużo lżejsze i dużo bardziej dostępne albo ich po prostu nie będzie. Ale przede wszystkim nastąpi prawdopodobnie  i to jest oczekiwane przez Komisję Europejską konsolidacja rynku – ocenia Nietyksza.

Harmonizacji ulegną też przetargi dotyczące rezerwacji częstotliwości oraz wykorzystania infrastruktury. Na tym również mają skorzystać mali operatorzy.

 – Mniejsi operatorzy będą mogli korzystać z sieci już istniejącej, poprzez wirtualne produkty dostępu szerokopasmowego, szybciej pozyskiwać pozwolenia na częstotliwości, bo to będzie zharmonizowane. Teraz mamy przetargi w każdym kraju, jest to regulowane przez poszczególnych regulatorów, i to trwa długo – mówi Nietyksza.

Prognozuje, że rynek europejski rozwinie się teraz podobnie do amerykańskiego. Duzi operatorzy będą budować infrastrukturę i sieci bezprzewodowe, a mali skorzystają z niej i zaproponują nowe usługi. Małe i średnie przedsiębiorstwa zaczną działać na wielu rynkach, na początku w regionie, a potem w całej Europie. Nowa oferta oraz międzynarodowy zasięg pozwolą na szybki rozwój tego rynku, a co za tym idzie – na rozwój firm z sektora MŚP i w konsekwencji wzrost całej gospodarki.

 – Istotną barierą jest chęć bronienia się dużych operatorów przed zmianą. Każdy broni monopolu, teoretycznie już go nie ma, ale w praktyce duzi jednak mają dostęp większej liczby abonentów. Ale zmiany już są przesądzone – mówi Nietyksza. – Pozostaje tylko kwestia tego, by mali mieli wystarczająco dużo środków inwestycyjnych, by wyjść na rynek europejski i na nim działać.

Rozwiązaniem jest jednak finansowanie zewnętrzne. Prezes EFICOM-u podkreśla, że fundusze inwestycyjne i private equity już zwiększyły zainteresowanie rynkiem telekomunikacyjnym i liczą na szybki rozwój tego sektora.

Skotan otworzył innowacyjną instalację na terenie Zakładów Azotowych w Kędzierzynie

CEO Magazyn Polska

Otworzona w Kędzierzynie Koźlu instalacja badawcza pozwala produkować energię elektryczną przy wykorzystaniu gazów odpadowych. Eksperymentalny blok energetyczny o mocy ok. 1 MW w produkcji energii elektrycznej wykorzystuje wodór i inne gazy palne. Pozwala to na zmniejszenie zanieczyszczenia środowiska i znaczne oszczędności.

 Projekt jest innowacyjny na skalę krajową – silniki wykorzystujące gazy odpadowe z instalacji chemicznej zmienne w składzie i w czasie pozwalają nam produkować energię elektryczną – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Sobczak, wiceprezes Skotan SA, firmy, która uruchomiła instalację. – Mówiąc w uproszczeniu, wytwarzamy elektryczność z gazu traktowanego do tej pory jako odpad.

Wybudowany blok ma moc 1 MW. Jak podkreśla Wojciech Sobczak, produkcja energii elektrycznej to nie jedyny walor instalacji.

 – Dodatkowo w kogeneracji produkujemy wodę lodową, możemy produkować parę. Tego typu instalacja będzie odpowiadała zapotrzebowaniu zakładu, na terenie którego stanie. Dzięki temu potencjalna stopa zwrotu jest bardzo interesująca – mówi wiceprezes firmy Skotan. – Zainteresowanie rynku jest duże i mamy nadzieje na wdrażanie tej technologii na szeroką skalę.

Na razie jest to instalacja badawcza, ale Grupa Azoty wstępnie wyraża zainteresowanie wdrożeniem projektu.

 – Przy rozszerzeniu inwestycji istnieje szansa na to, by całość naszych gazów odpadowych z obszaru OXO była przerabiana na prąd – mówi Newserii Biznes Adam Leszkiewicz, prezes zarządu Grupa Azoty Zakłady Azotowe Kędzierzyn. – Zakładamy, że uda nam się pozyskać nowe środki finansowe i rozszerzyć skalę tego projektu. Dziś dysponujemy blokiem o mocy 1 MW, a docelowo chcemy, by było to 5 MW.

Budowa instalacji odbywa się w ramach projektu badawczo-rozwojowego „Wykorzystanie odpadowego wodoru do celów energetycznych”, którego koszt to 48,7 mln zł. 29,5 mln pochodzi z dofinansowania przyznanego Skotanowi przez PARP w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Budowa instalacji, która stanowi trzon tego projektu, trwała 10 miesięcy.

 – Wsparcie ze środków unijnych dla projektów badawczych sięga realnie ok. 70 proc. dofinansowania, ponieważ należymy do grupy małych i średnich przedsiębiorstw – wyjaśnia Sobczak. – Bez tego wsparcia nie moglibyśmy przystąpić do realizacji tego projektu.

Instalacja ma także swój walor ekologiczny. W przeciwieństwie np. do energii wiatrowej uzależnionej od wiatru, działanie instalacji opartej na gazie może regulować człowiek. Sprzyja to stabilizacji systemu energetycznego.

 – W tym projekcie chodzi o wykorzystanie całego posiadanego potencjału energetycznego – mówi Adam Zadorożny z West Technology & Trading Polska, głównego wykonawcy instalacji oraz projektu technologicznego instalacji. – Skoro odpady są spalane, to lepiej, by była z nich korzyść w postaci energii. Chodzi też o to, by powstające w wyniku spalania substancje były zdecydowanie mniej szkodliwe.

Istotną zaletą instalacji jest jej elastyczność, co jest niezmiernie ważne przy wykorzystaniu odpadów procesowych, gdyż ich ilość i skład ulega dużym wahaniom w czasie. Instalacja może być włączana i wyłączana w każdej chwili.

Choć polskie firmy chemiczne na badania i rozwój przeznaczają znacznie mniej niż światowi konkurenci, to kwoty te stale rosną.

 – Z roku na rok mamy coraz większą świadomość, że dzisiaj nasza pozycja konkurencyjna na rynku zależy od innowacyjności – mówi Adam Leszkiewicz. – Dlatego też w samej Grupie Azoty będziemy dążyć, by 1 proc. przychodów przeznaczać na badania i rozwój. To kilkadziesiąt milionów złotych na współpracę ze środowiskami naukowymi różnego typu bądź budowę własnych laboratoriów.