Niemieckie samochody używane wciąż najpopularniejsze wśród Polaków. Coraz częściej kupowane są auta na benzynę zamiast aut z silnikami diesla

CEO Magazyn Polska

Niemieckie samochody cieszą się największą popularnością wśród Polaków. Prym wiodą Volkswagen, Audi i BMW. W ubiegłym roku po raz czwarty z rzędu Volkswagen Golf był najczęściej poszukiwanym modelem wśród aut używanych w serwisie otoMoto.pl. Dla osób szukających samochodów z drugiej ręki wciąż najważniejszym kryterium jest cena. I choć najpopularniejsze są auta w przedziale do 10 tys. zł, to wzrosło zainteresowanie autami droższymi, do 20 tys. zł.

Zestawienie dziesięciu najczęściej poszukiwanych marek aut używanych zdominowały koncerny niemieckie: Volkswagen, Audi i BMW.

 – W 2013 roku najpopularniejszym samochodem wśród Polaków szukających używanych aut był Volkswagen Golf. Jest to niezmienne już od 4 lat. Na drugim miejscu uplasowało się Audi A4, a na trzecim – Volkswagen Passat – analizuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Radosław Dobrołęcki, dyrektor serwisu otoMoto.pl.

Podobnie jak w poprzednich latach najwięcej osób było zainteresowanych Volkswagenem Golfem. Wynik lidera to 4,6 mln wyszukań (o 1 mln więcej niż przed rokiem). Użytkownicy otoMoto.pl najczęściej poszukiwali tego modelu z 2008 r., w kolorze czarnym i z silnikiem benzynowym.

Auta z innych krajów niż Niemcy są mniej popularne – dopiero szóstym najczęściej wyszukiwanym autem była Skoda Octavia (choć producent należy do koncernu VW), a dwa miejsca dalej uplasowała się Honda Civic. 

 – Popularność aut niemieckich jest poparta latami doświadczeń. Wiele takich samochodów jeździ po ulicach, co świadczy o tym, że wiele osób je wybiera i są one niezawodne. Jest to poparte także sprzedażą, zarówno w plebiscycie aut używanych, jak i nowych. Marka Volkswagen zajmuje drugie miejsce w kraju pod względem liczby rejestrowanych samochodów nowych – mówi Paweł Murszewski z VW Group.

Statystki serwisu wskazują, że zmieniają się preferencje klientów co do napędu auta. W poprzednich latach popularniejsze były modele używane z silnikami diesla, ale wzrost ceny oleju napędowego (z 4 zł w 2010 r. do 5,8 zł w styczniu br.) spowodował, że zainteresowanie tym rodzajem napędu spada. W roku 2012 straciły one 17 proc. udziałów we wszystkich zapytaniach. W roku 2013 spadły do poziomu niespełna 35 proc.

 – Popularność diesla wynikała głównie z tego, że konsumenci na rynku polskim szukali samochodów ekonomicznych, a cena paliwa pozwała na zaoszczędzenie na kosztach eksploatacji. W tym momencie trend cenowy, jeśli chodzi o olej napędowy i benzynę bezołowiową jest podobny. Różnica w cenie tych paliw praktycznie nie istnieje – podkreśla Michał Roszkowski z TNS Polska. – Powracająca popularność silników benzynowych może się nasilać, bo koncerny starają się, by nowe były coraz bardziej ekonomiczne.

Dobrym sygnałem dla rynku są większe kwoty przeznaczane na zakup aut używanych. Choć wciąż najpopularniejszym przedziałem cenowym są kwoty do 10 tys. zł i do 5 tys. zł, to w ubiegłym roku więcej osób było zainteresowanych autami w przedziale cenowym 20-25 tys. zł.

W przypadku samochodów dostawczych również dominują producenci niemieccy – Mercedes i Volkswagen. Ale wśród nowych aut największą popularnością cieszyła się Skoda Octavia. Popularny czeski model wyprzedził w ubiegłym roku rumuńską Dacię Duster (producent należy do koncernu Renault).

Serwis otoMoto.pl po raz kolejny przygotował ranking w oparciu o dane z wyszukiwarki samochodów na tej stronie. Podstawą do stworzenia klasyfikacji było ponad 460 milionów zapytań internautów i ponad 9 milionów ofert w serwisie.

Zagraniczni klienci coraz częściej szyją u polskich krawców

CEO Magazyn Polska

Pracowniom krawieckim przybywa klientów. Najczęściej zamawiający zlecają uszycie garniturów ślubnych, płaszczy i smokingów. Wśród klientów coraz częściej pojawiają się przyjezdni z zagranicy, m.in. z Anglii i Niemiec. Na Zachodzie szycie na miarę, choć bardzo popularne, jest dużo droższe niż w Polsce.

Zainteresowanie krawiectwem na miarę z roku na rok rośnie. Do pracowni często przychodzą klienci, którzy mają niesymetryczną sylwetkę i trudno im znaleźć ubranie w sieciowych sklepach.

 – Są różni klienci, od wysokich do bardzo niskich, od dobrze zbudowanych do bardzo szczupłych. Najczęściej zamawiają garnitury ślubne – mówi Józef Błoński, właściciel jednej z najstarszych warszawskich pracowni krawieckich.

W polskich pracowniach krawieckich coraz częściej pojawiają się także klienci z zagranicy. Ceny nie są bowiem jeszcze tak wysokie, jak w innych krajach zachodnich. Za uszycie garnituru trzeba zapłacić od 2,5 tys. zł, za płaszcz – od 300 zł, za koszulę męską – ok. 400 zł. Panie za uszycie spódnicy zapłacą ok. 200 zł, za żakiet – ok. 300 zł.

Osoby, które składają zamówienie w pracowni krawieckiej, chcą mieć pewność, że strój będzie idealnie pasował lub będzie ich wyróżniał. Z kolei ci, którzy mają niesymetryczne kształty, mogą liczyć na to, że uszyte ubranie, poprawi ich sylwetkę.

 – Przy nierównych ramionach można je wyrównać poduszkami. Natomiast, żeby wyrównać sylwetkę, można jedną stronę zwęzić, drugą nieco rozszerzyć. Jeśli ktoś ma wyższe biodro, to nogawkę nie robi się na dole dłuższą tylko wyrównuje się biodrem i wtedy optycznie wygląda równo – zdradza krawieckie tricki w rozmowie z agencją Newseria Lifestyle Józef Błoński.

Pracownie krawieckie od lat są popularne w Anglii, Francji, Niemczech i we Włoszech. W Londynie na ulicy Savile Row klienci mają do wyboru ok. 30 prywatnych krawców. Z takich usług korzystają często politycy, dyplomaci oraz ludzie ze świata show-biznesu.

Fundusz Mieszkań na Wynajem przyciąga deweloperów. Widzą w nim szansę na zwiększenie sprzedaży

CEO Magazyn Polska

Bank Gospodarstwa Krajowego planuje poprzez Fundusz Mieszkań na Wynajem wykupić w największych polskich miastach całe budynki mieszkalne i udostępnić lokale wynajmującym na preferencyjnych warunkach. Nie wyklucza, że oprócz kupowania gotowych inwestycji, będzie również zamawiać je u deweloperów. W rządowym projekcie udział zapowiada firma ROBYG. Deweloper ten w ubiegłym roku sprzedał najwięcej mieszkań w Polsce.

 – Wprawdzie nie wiemy jeszcze, jaki będzie ostateczny kształt tego projektu, ale mieliśmy już wstępne rozmowy i sądzimy, że ten program może być również śmiało przez nas realizowany – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zbigniew Wojciech Okoński, prezes zarządu firmy ROBYG.

Deweloper ma w swojej ofercie również mieszkania w ramach rządowego programu „Mieszkanie dla Młodych”, który wszedł w życie z początkiem tego roku. Prezes podkreśla, że cieszy się ona dużym zainteresowaniem klientów. 

 – Zarówno na targach, jak i w biurach sprzedaży obserwujemy rozmowy wielu młodych osób, które pytają się o ten program i możliwość zakupu mieszkania z wykorzystaniem subsydiów rządowych. I w dużym stopniu te mieszkania są kupowane – zaznacza Okoński.

Firma deklaruje, że chciałaby przynajmniej utrzymać, a w perspektywie być może poprawić wynik z roku 2013, który był rekordowy pod względem liczby sprzedanych lokali (1731 mieszkań), a to wymaga rozszerzenia działalności. Dlatego też obok uruchamiania kolejnych inwestycji w Warszawie i Gdańsku, deweloper rozważa w ciągu najbliższych lat rozpoczęcie realizacji budowy mieszkań we Wrocławiu. Planuje zakup większej działki, aby mieć odpowiednią skalę działalności.

 – Chcielibyśmy utrzymać tę liczbę mieszkań, którą udało nam się sprzedać w ubiegłym roku. Wprowadzamy do budowy w tym roku ponad 2500 mieszkań. Sprzedaż w styczniu i lutym szła bardzo dobrze, więc trend z zeszłego roku jest kontynuowany – przyznaje Okoński.

Największym zainteresowaniem wśród klientów cieszyły się w 2013 roku mieszkania dwu- i trzypokojowe, jednak, jak zaznacza prezes firmy ROBYG, wielkość tych lokali musiała być dopasowana do możliwości klienta.

 – Czyli dwupokojowe mieszkania nieprzekraczające 48 metrów kwadratowych, a trzypokojowe dochodzące do 60 metrów kwadratowych. Połączenie dobrej lokalizacji i wysokiego standardu był opcją najbardziej rozchwytywaną – mówi Okoński.

Podobnie wygląda sytuacja na rynku w tym roku. Jeśli jednak tendencje będą się zmieniać, firma będzie się do nich dostosowywać. Zwłaszcza że obecnie można zaobserwować większy popyt.

 – W zeszłym roku sprzedało się bardzo dużo mieszkań w systemie deweloperskim. Sądzimy, że klienci dojrzeli do realizacji swoich zamiarów zakupowych. Zapotrzebowanie fundamentalne w Polsce jest oceniane na około 1 mln nowych mieszkań, a produkujemy rocznie między 30 a 50 tysięcy. Oczywiście chodzi też o to, by klienci mieli wystarczająco dużo pieniędzy i otrzymywali kredyty, to taki ogranicznik, który będzie wyznaczał liczbę sprzedawanych rocznie mieszkań. My jednak jesteśmy zadowoleni z rozwoju rynku – podsumowuje Okoński.

Pierwsza podwyżka stóp procentowych możliwa w listopadzie. Odsunąć ją w czasie może sytuacja na Ukrainie

CEO Magazyn Polska

Pierwsza podwyżka stóp procentowych może nastąpić jeszcze w tym roku – w listopadzie – na to, zdaniem Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Credit Agricole, wskazuje projekcja inflacyjna Narodowego Banku Polskiego. Termin ten może jednak zostać przesunięty o kilka miesięcy z powodu rozwoju wydarzeń na Ukrainie.

 – Jeśli ożywienie w Polsce będzie się utrwalać, jeśli wzrost gospodarczy będzie przyspieszał, a negatywny wpływ sytuacji gospodarczej i politycznej na Ukrainie na polską gospodarkę będzie niewielki, jest szansa, że pierwszą podwyżkę stóp procentowych zobaczymy jeszcze w tym roku w listopadzie – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole.

Jak podkreśla, na to może wskazywać marcowa projekcja inflacji Narodowego Banku Polskiego. 

 – Ta analiza pokazuje, że inflacja bardzo powoli będzie wracać do celu inflacyjnego, do 2,5 proc. Ten powrót nastąpi w zasadzie w drugiej połowie 2016 roku. To jest perspektywa na dziś, dość odległa, ale pod koniec tego roku to będzie już perspektywa, która zmieści się w tak zwanym horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej, a więc w okresie 5-7 kwartałów – uważa Jakub Borowski.

Według ostatnich danych GUS, w styczniu ceny wzrosły o 0,7 proc. Dziś opublikuje dane za luty.

Scenariusz podwyżek może się jedna odsunąć w czasie z powodu rozwoju wydarzeń na Ukrainie. W opinii ekonomisty, jeśli przez najbliższe miesiące nie dojdzie do ustabilizowania się sytuacji, RPP może wstrzymać się z podwyżkami do I kwartału 2015 roku, prawdopodobnie do marca.

 – Bardzo ważnym elementem, który będzie wiązał ręce Radzie Polityki Pieniężnej, będzie wpływ sytuacji na Ukrainie na ceny w Polsce, w szczególności na ceny żywności. Dynamika tych cen z powodu kryzysu ukraińskiego może być niższa o około 0,3-0,5 punktu procentowego w II połowie roku – prognozuje Jakub Borowski.

A to by oznaczało, że do końca roku inflacja pozostanie poniżej celu inflacyjnego, a nawet poniżej dopuszczalnego dolnego odchylenia. Cel inflacyjny to 2,5 proc. plus minus 1 pkt proc.

 – To jest scenariusz, w którym bardzo trudno sobie wyobrazić podwyżkę stóp procentowych w tym roku – wyjaśnia Borowski.

PISM: Krym straciłby na odłączeniu się od Ukrainy

CEO Magazyn Polska

Na oderwaniu Krymu od Ukrainy i możliwym przyłączeniu do Rosji najbardziej straciliby mieszkańcy półwyspu uważa ekspert PISM. Region jest obecnie uzależniony od Ukrainy i przemysłu turystycznego, a konflikt po niedzielnym referendum może ciągnąć się przez wiele lat, co spowoduje odpływ turystów. Region dla Ukrainy nie ma znaczenia gospodarczego, ale bardzo duże polityczne i militarne.

 – Obawiam się, że Krym po tym referendum i po najbardziej prawdopodobnym scenariuszu, czyli przyłączeniu półwyspu do Rosji, stanie się strefą kolejnego zamrożonego konfliktu na obszarze poradzieckim. Będzie czymś podobnym do Naddnieprza, Abchazji czy Osetii Południowej – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Konrad Zasztowt, ekspert Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. – To oczywiście będzie miało najgorsze skutki dla mieszkańców tego regionu, którzy żyją z turystyki, i w tym momencie oczywiście turyści już przestaną przyjeżdżać na Krym.

Zasztowt podkreśla, że Krym ma wyjątkowy status w obrębie Ukrainy. Jest regionem autonomicznym z własnym parlamentem i rządem, ma także możliwość stanowienia własnego prawa, które nie może być jednak sprzeczne z ukraińskim. Mimo to półwysep jest gospodarczo niemal całkowicie uzależniony od Kijowa – przez wąski Przesmyk Perekopski na Krym dostarczane są gaz oraz woda pitna, biegną tamtędy również wszystkie drogi łączące półwysep z Ukrainą.

Dlatego jeśli w niedzielnym referendum mieszkańcy Krymu zadecydują o odłączeniu go od Ukrainy, co może doprowadzić do włączenia półwyspu do Rosji, gospodarka Krymu ucierpi znacznie bardziej niż ukraińska.

 – Krym jest stosunkowo biednym regionem i raczej dostaje subwencje z rządu centralnego w Kijowie, nie jest rejonem dochodowym z punktu widzenia ukraińskiego budżetu. Natomiast już w czasach radzieckich i wcześniejszych region słynął jako niezwykle atrakcyjny turystycznie, który potencjalnie w przyszłości mógłby się rozwinąć jako region turystyczny, przynoszący duże zyski, również z punktu widzenia ukraińskiego budżetu – mówi Zasztowt.

Podkreśla, że są to jednak spekulacje dotyczące przyszłości, podobnie jak rozważania na temat dostępności gazu i ropy naftowej w szelfie otaczającym Krym. Choć trwają analizy, na razie nie wiadomo, czy wydobycie będzie się opłacało. Zasztowt zauważa jednak, że z punktu widzenia Ukrainy to ważny czynnik, bo kraj mógłby częściowo uniezależnić się od Rosji.

Jednak ważniejsze od czynników gospodarczych i energetycznych w konflikcie na Krymie są te polityczne, militarne i symboliczne. Rosja jest zainteresowana półwyspem nie tylko dlatego, że 60 proc. mieszkańców to etniczni Rosjanie, lecz także z uwagi na bazę Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu.

Możliwe odłączenie Krymu od Ukrainy, którego zapewne nie uznają ani władze w Kijowie, ani w stolicach europejskich, mogłoby na długi czas zaważyć na stosunkach Ukrainy z Rosją.

 – Odłączenie regionu krymskiego nie wpłynie na pogorszenie sytuacji gospodarczej na Ukrainie, która jest bardzo zła niezależnie od kryzysu krymskiego. Głównym problemem będą stosunki z Rosją, ponieważ każdy kolejny rząd, niezależnie od tego, czy to będzie rząd bardziej czy mniej proeuropejski, będzie musiał sobie poradzić z problemem, jak ukształtować relacje z sąsiadem, który okupował i przyłączył część terytorium Ukrainy – podkreśla Zasztowt.

Prognozuje, że niezależnie od statusu Krymu, niedzielne referendum oznacza początek napiętej sytuacji między Ukrainą i Rosją, która może potrwać nawet dziesiątki lat. Porównuje sytuację do historii Naddnieprza – terytorium Mołdawii będącego quasi-niepodległym terytorium ściśle związanym z Rosją, oraz Abchazji i Osetii Południowej – dwóch terytoriów uznawanych przez większość państw świata za należące do Gruzji, a kontrolowane przez Rosję od 2008 r.

Ile polska firma jest w stanie oszczędzić na e-fakturze?

Nawet 70% – tyle kosztów mniej poniesie przedsiębiorca wysyłający faktury elektroniczne. Tym samym dziwi fakt, że tylko niewielki odsetek polskich firm korzysta z tej formy dystrybucji dokumentów rozliczeniowych. A przecież każdy 1000 e-faktur to oszczędność rzędu 2 800 zł w stosunku do faktury papierowej!

Im więcej rachunków wystawiamy w skali miesiąca, tym większe oszczędności możemy osiągnąć dzięki e-fakturze. Korzystając z tej formy dystrybucji dokumentów eliminujemy kosztowne pozycje, takie jak chociażby opłaty pocztowe, konieczność zakupu papieru i kopert, ponoszenia kosztów eksploatacji urządzeń drukujących czy kopertujących, nie wspominając o nakładach pracy związanych z przygotowywaniem papierowej korespondencji. Fakty te są istotne zarówno w przypadku korporacji wysyłającej tysiące faktur miesięcznie, jak i małej firmy, której właściciel zajmuje się nie tylko bieżącą działalnością, ale także rozliczaniem kontrahentów.

1,2 zł za jedną e-fakturę

Szacuje się, że całkowity koszt obsługi faktury papierowej to ok. 4 zł, tymczasem jak pokazują dane udostępnione przez platformę do dystrybucji e-faktur billbox.pl, to ok. 70% więcej niż kwota potrzebna na przygotowywanie i dystrybucję e-faktury. Wysyłając w skali miesiąca przykładowe 1000 faktur elektronicznych, możemy zaoszczędzić nawet 2 800 zł! Mimo że polscy przedsiębiorcy wystawiają średnio 1,5 mld faktur rocznie, tylko 8-11% z nich korzysta z e-faktury (dane Lewiatan, 2012 rok). Skąd wynika ta niechęć?

– Jednym z powodów może być konieczność spełniania określonych wymogów, niezbędnych do tego, aby e-faktura była ważna i wiążąca. Ustawodawca określa, że taki dokument musi być przesłany w formie zapewniającej autentyczność pochodzenia, integralność jego treści oraz czytelność – tłumaczy Piotr Szambelańczyk z billbox.pl. Zauważmy, że od początku 2013 roku przedsiębiorcy nie muszą zasłaniać się koniecznością uzyskania pisemnej akceptacji od klienta na wystawianie e-faktury, ponieważ wystarcza słowna deklaracja z jego strony. Co więcej, wystawiający może przesłać odbiorcy e-fakturę bez wcześniejszego porozumienia się, a jeżeli ten ją opłaci – uznaje się ten fakt za zgodę na zaproponowaną formę rozliczenia.

Jeżeli przepisy są dla przedsiębiorcy nadal niejasne, może skorzystać z dostępnych platform online przeznaczonych do dystrybucji faktur internetowych oraz płatności dokonywanych w sieci. Takie rozwiązanie z jednej strony skraca czas potrzebny na wysyłkę rachunków, z drugiej – zmniejsza ponoszone przez przedsiębiorcę koszty. Odbiorca otrzymuje powiadomienie sms lub mailowe o przesłanej fakturze oraz możliwości jej uregulowania poprzez system płatności online PayByLink lub tradycyjny przelew. Każdą taką e-fakturę można zapisać na dysk lub wydrukować, można także ustawić przypomnienia o zbliżającym się terminie płatności. Dodajmy, że wystawca faktur ma możliwość generowania raportów dotyczących wysyłanych i otrzymywanych dokumentów oraz rachunków, a także ma bieżący dostęp do informacji o wszystkich wykonanych płatnościach. Taka platforma to także oszczędności wynikające z możliwości archiwizacji ważnych plików w formie elektronicznej bez konieczności generowania niezliczonych ilości dokumentów papierowych.

Pamiętajmy, że nie warto iść na skróty, wysyłając e-faktury zwykłą, niezabezpieczoną pocztą e-mail oraz bez kwalifikowanego podpisu elektronicznego. Taki dokument dla odbiorcy nie zawsze będzie w pełni wiarygodny, nie mówiąc już o problemach z samą skutecznością doręczeń czy ograniczonymi funkcjonalnościami dla wystawiającego.

Korzyści nie tylko dla przedsiębiorcy

E-faktury to ułatwienie nie tylko dla przedsiębiorcy, ale również klientów, dla których elektroniczne rozliczanie jest szybsze i wygodniejsze niż tradycyjna forma płatności. Jako wady faktur papierowych wskazują także negatywny wpływ na środowisko naturalne, kłopoty związane z koniecznością ich przechowywania i ryzykiem zgubienia oraz brak w pewności w otrzymaniu faktury na czas.

Wprowadzając e-faktury zyskują wszystkie trzy strony – przedsiębiorcy korzystający z narzędzi, które ułatwiają obsługę księgową oraz oszczędzają czas i pieniądze, klienci mający pewność, że otrzymają rachunek na czas, a także środowisko naturalne, ponieważ e-faktura to mniejsze wycinki drzew, zanieczyszczenia wody pitnej i emisja dwutlenku węgla. Obok kalkulacji czysto finansowych, to najważniejsze argumenty, które powinny przekonać każdego przedsiębiorcę w Polsce do rezygnacji z tradycyjnych faktur papierowych na rzecz elektronicznej formy rozliczeń.

Źródło: materiały prasowe www.billbox.pl

Artykuł opracowany przy współpracy z TM Solutions Agencja Pracy

Jak pracować krócej i zrobić w tym czasie więcej?

Wielu pracowników w Polsce boryka się z problemem chronicznego przepracowania. Spędzają w biurze po kilkanaście godzin dziennie, zabierają pracę do domu i nawet w swoim wolnym czasie nie są w stanie zrezygnować np. z systematycznego sprawdzania służbowej poczty. Ich zdaniem tego typu działania nastawione są na poprawę efektywności. Jak się jednak okazuje, paradoksalnie często by zrobić więcej należy robić mniej – dużo bowiem zależy od prawidłowej organizacji czasu.

Praca bez wątpienia stanowi nieodłączny element naszej codzienności. Statystycznie w ciągu całego życia spędzamy w niej łącznie nawet 40 lat. I tak naprawdę to tylko od nas zależy, czy czas ten minie nam w ciągłym napięciu i oczekiwaniu na koniec pracy, weekend lub wakacje, czy też może sprawimy, by każdy kolejny dzień był pełen wyzwań i satysfakcji.

Druga z tych opcji bez wątpienia wydaje się być dużo bardziej atrakcyjna. Osiągnięcie tego może się jednak okazać trudne bez wcześniejszej poprawy naszej wydajności. A tu kluczem do sukcesu będzie odpowiednie planowanie swojego czasu.

Kiedy mniej znaczy więcej

– Jeśli często budzimy się zmęczeni, pomijamy śniadanie, a później w porze lunchu rzadko opuszczamy swoje stanowisko, biegamy z jednego spotkania na drugie bez choćby chwili przerwy czy też wychodzimy z biura znacznie później, niż byśmy chcieli, a mimo to w domu kontynuujemy pracę, to bez wątpienia mamy kłopot z organizacją swojego czasu – mówi Grzegorz Frątczak, specjalista zarządzania czasem.

I rzecz jasna, wcale nie jesteśmy w tym odosobnieni. Na całym świecie w dużym tempie rośnie liczba osób mających trudności z pogodzeniem ze sobą wysokich oczekiwań stawianych przez przełożonych z normalnym, zdrowym rytmem dnia.

– Paradoksalnie, najlepszym sposobem, by ostatecznie zrobić więcej, jest robić mniej. Naszą biurową wydajność znacząco poprawić bowiem mogą np. wysiłek fizyczny (jako przerwa w pracy umysłowej), krótka drzemka, każda minuta spędzona poza biurem, a także częstsze niż tylko weekendowe odpoczynki – dodaje Frątczak.

Niezależnie od miejsca pracy warto więc odejść od myślenia w stylu „im więcej czasu na to poświęcę, tym lepsze osiągnę rezultaty” i skupić się wyłącznie na poszukiwaniu efektywnych rozwiązań.

Więcej śpisz – lepiej pracujesz

O tym, że może to nie być łatwe zadanie, w dużej mierze decydują zakorzenione w nas przeświadczenia. Odpoczynek w żaden sposób nie kojarzy nam się z pracą, a większość pracodawców uważa go wręcz za zwyczajną stratę czasu. Często też nagradza się osoby najczęściej i najdłużej zostające po godzinach.

Więcej czasu spędzonego w pracy zwykle oznacza jednak, że krócej śpimy, a niewystarczająca ilość snu przekłada się przecież na nasze osiągnięcia i wydajność. Co więcej, liczne badania pokazują, że mniej niż 6 godzin snu na dobę znacząco zwiększa ryzyko pojawienia się wypalenia zawodowego.

– Z całą pewnością nie warto więc rezygnować z właściwej dla naszego organizmu ilości snu. Naszą efektywność wspomóc też mogą krótkie (trwające około15-30 minut) drzemki w ciągu dnia – podpowiada właściciel CEO Solutions.

Planuj swój dzień efektywnie

Każdy organizm ludzki posiada genetycznie zakodowaną potrzebę odnawiania energii. Nikt z nas nie został „zaprogramowany” na ciągłe jej wytwarzanie – działamy raczej na zasadzie balansowania pomiędzy zużywaniem i odnawianiem zasobów energetycznych.

W ciągu zwykłego dnia ze stanu czujności do stanu zmęczenia przechodzimy stopniowo średnio co 90 minut. Nasze ciało z całą pewnością da nam o tym znać, o ile nie zagłuszymy go kofeiną, hormonami stresu czy adrenaliną.

– Kluczem do zwiększenia produktywności może zatem być praca w trwających 90 minut, przeplatanych przerwami cyklach. Należy przy tym unikać całkowitego wyczerpania organizmu i ograniczać swoje wysiłki do poziomu, który pozwoli na kolejny dzień zregenerować się w 100% – mówi Grzegorz Frątczak.

Cykle te stanowić mogą także idealne narzędzie do projektowania swojego czasu. Pozwalają bowiem na bieżąco kontrolować ilość chwil spędzanych w pracy, nie pomijając przy tym niezbędnego odpoczynku.

Nierzadko zdarza się również, iż podczas takich przerw spędzonych np. na bieganiu w naszej głowie rodzą się najlepsze pomysły. Wyjście z biura może więc przynieść nawet kilkukrotną poprawę poziomu efektywności i w konsekwencji dać nam znacznie więcej wolnego czasu.

Urlop bez telefonu

W ostatecznym rozrachunku energia, z jaką pracownicy przychodzą do firmy jest zdecydowanie ważniejsza niż to, ile godzin w niej spędzą, a odpowiednie zarządzanie czasem zarówno swoim, jak i reszty zespołu pozwoli wykonać więcej zadań w krótszym czasie.

Z całą pewnością warto więc swoje biuro zmienić w miejsce przyjazne odnawianiu zasobów energetycznych np. poprzez stworzenie pokoju przeznaczonego wyłącznie do relaksu. Dobrym pomysłem może być także wprowadzenie zasady, że dzień pracy kończy się np. o 18:00 i później nikt nie musi odbierać e-maili czy telefonów.

– Tych ostatnich z całą pewnością należy unikać także podczas urlopów. Gdy pracujemy – dajemy z siebie wszystko, ale gdy odpoczywamy, nasze myśli nie powinny koncentrować się na sprawach służbowych – dodaje na koniec trener zarządzania czasem.

Samochody w małej firmie – jak wybrać optymalne rozwiązanie?

Większość firm handlowych działających w Polsce nie mogłaby funkcjonować nie mając do dyspozycji określonej liczby samochodów. I tak, jak zapotrzebowanie to zwykle nie podlega dyskusji, to już sam sposób stworzenia floty służbowych pojazdów, może się różnić w zależności od indywidualnych potrzeb czy możliwości. Zanim więc podejmiemy jakąkolwiek decyzję, warto poznać wady i zalety wszystkich dostępnych rozwiązań.

Mimo dynamicznego rozwoju handlu elektronicznego i coraz większej ilości transakcji zawieranych na odległość, wciąż istnieje wiele przedsiębiorstw, u podstaw działania których stoi grupa odpowiednio wyszkolonych przedstawicieli handlowych.

– Pracownicy ci, rozsiani zwykle niemalże po całym kraju, są też przeważnie dysponentami określonej liczby samochodów. Stworzenie i nadzór nad taką flotą to zadanie, przed którym stanąć zatem muszą osoby zarządzające daną firmą – mówi Łukasz Bazarewicz prezes zarządu Grupy Martom, która jest m.in. właścicielem serwisu AlejaOpon.pl czy Centrum Motoryzacyjnego Martom

Niestety, w tym przypadku trudno o wyjście idealne. Niezależnie bowiem od tego, czy wybierzemy zakup aut, czy też może ich długoterminowy wynajem, zmierzyć się będziemy musieli z określonymi wadami każdego ze sposobów zbudowania i zarządzania taborem samochodowym w przedsiębiorstwie.

Full Service Leasing – drogo, ale stabilnie

Pierwsze z wspomnianych rozwiązań, zwane także Full Service Leasing, to nic innego jak operacyjny leasing pojazdów, w skład którego wchodzi szereg dodatkowych usług. Opcja ta jest szczególnie polecana firmom użytkującym nieco wyższą liczbę aut.

– W tym przypadku oczywistą zaletą jest brak konieczności angażowania środków własnych. Co równie ważne, wszystkie czynności związane z serwisem pojazdów przeniesione zostają na firmę wynajmującą, przedsiębiorca nie musi zatem dodatkowo płacić za naprawy czy np. systematyczne wymiany opon – dodaje Łukasz Bazarewicz.

Z brakiem owego obowiązku wiąże się także znaczne uproszczenie procedur księgowych. Wszelkie koszty związane z utrzymaniem samochodu zawarte są bowiem w jednej racie, a to gwarantuje firmom zminimalizowanie ilości dokumentacji przy jednoczesnej pewności co do wysokości comiesięcznych zobowiązań i bezpieczeństwa w zakresie używania zawsze w pełni sprawnych aut.

Wynajem długoterminowy ma też jednak pewne minusy. Warto bowiem uświadomić sobie, że pojazd będący w naszej dyspozycji przez cały okres trwania umowy pozostaje własnością firmy leasingowej. Nie da się także ukryć, że rozwiązanie to jest dość drogie – pod uwagę musimy tutaj wziąć niemałą przecież opłatę uiszczaną podmiotom wynajmującym.

– Oprócz tego, w przypadku kradzieży czy też dużej szkody skutkującej utratą samochodu, obowiązek płacenia rat nie znika. W skrajnym przypadku może się więc zdarzyć tak, że przez kilka lat będziemy ponosić koszt mimo braku możliwości użytkowania auta – przestrzega przedstawiciel Grupy Martom.

Flota firmowa – koszty, których nie widzimy

Alternatywą dla Full Service Leasingu zwykle jest samodzielne stworzenie floty służbowych pojazdów. Te zakupione mogą zostać za gotówkę lub też na kredyt. Rozwiązanie to z wielu względów jest szczególnie popularne w znacznie mniejszych firmach.

W tym przypadku liczyć z całą pewnością możemy na nieco niższe koszty. Niestety, te będą widoczne jedynie wówczas, gdy sami zadbamy o zarządzanie naszymi samochodami. Możliwe to będzie jednak jedynie w sytuacji, gdy wszystkie auta znajdują się w jednym mieście.

– Nadzór nad takim taborem wymaga dużych nakładów czasu własnego. W niektórych przypadkach opłacalne może się więc okazać zatrudnienie odpowiednio wykwalifikowanej osoby na stanowisko menedżera floty – podpowiada prezes.

Jeśli bowiem standardową eksploatację aut postanowimy powierzyć naszym pracownikom, narażamy się na ogromne straty finansowe. Ci bowiem niezwykle często świadomie zawyżają koszty wszelkich napraw służbowych samochodów, a my nie posiadamy absolutnie żadnej możliwości ich
skontrolowania.

Trzecia droga

Co jednak w przypadku, gdy nasze przedsiębiorstwo potrzebuje średniej liczby aut? Z jednej strony pojazdów tych jest zbyt dużo i sam właściciel firmy nie jest w stanie o taką flotę zadbać, z drugiej zaś nie opłaca się jeszcze zatrudnianie dedykowanego pracownika czy też skorzystanie z oferty wynajmu długoterminowego.

Z całą pewnością na rynku motoryzacyjnym brakuje w tej chwili rozwiązania pośredniego. Nie oznacza to jednak, że przedsiębiorcy z tego typu dylematem już na zawsze zostaną pozostawieni sami sobie:

– Prace nad stworzeniem specjalnej aplikacji flotowej, pozwalającej na rozsądne zarządzanie nawet niewielką liczbą samochodów w firmie, idą pełną parą – mówi Łukasz Bazarewicz z Grupy Martom.
I dodaje: Nasza propozycja, która niebawem zostanie zaprezentowana, zapewni przedsiębiorcom dogodne warunki obsługi, a współpraca z szeregiem serwisów partnerskich w całej Polsce sprawi, że będą one realizowane w ramach jednej umowy i opłacane na jednej fakturze.

OECD zawiesza rozmowy o członkostwie z Federacją Rosyjską

Rada Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) zawiesza rozmowy z Rosją w sprawie jej członkostwa w Organizacji. Dziś decyzja ta została przekazana władzom rosyjskim. Jednocześnie Rada OECD zadeklarowała potrzebę wzmocnienia współpracy z Ukrainą, szczególnie że Ukraina zgłosiła ponownie w zeszłym tygodniu  wniosek o znalezienie się w kręgu tej elitarnej organizacji. Rosja zabiegała o członkostwo w OECD od 7 lat. 

 – OECD po posiedzeniu Rady, która miała miejsce wczoraj, na wniosek dziekana Rady polskiego ambasadora, zawiesiła postępowanie w ramach ewentualnego przyjęcia Federacji Rosyjskiej do OECD – poinformował agencję informacyjną Newseria Olgierd Dziekoński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP.

Podkreśla, że jest to ważny sygnał, który pokazuje, że następuje swojego rodzaju ostracyzm w stosunku do takich działań ze strony władz Rosji, które nie spełniają kryteriów demokracji, liberalnego, wolnego handlu, gwarancji stabilności przepisów prawa.

 – Organizacja daje swój sygnał, co z pewnością będzie miało również znaczenie w innych relacjach związanych z Federacją Rosyjską i kształtowanych na podstawie tak budowanego poglądu – mówi Olgierd Dziekoński.

Rosja bardzo mocno zabiegała o uczestnictwo w OECD. Od 7 lat była w procesie przystępowania do tej organizacji, który wymagał spełnienia 200 standardów, ustalonych przez tę organizację.

 – Warto zauważyć, że w trakcie wizyty poniedziałkowej pana Gurrii w Pałacu Prezydenckim w Polsce, była podnoszona kwestia poszerzenia wsparcia tej organizacji na rzecz Ukrainy. Również prezydent Bronisław Komorowski taką deklarację i taką intencję przedstawiał, zarówno w trakcie bezpośrednich rozmów z panem Gurrią, jak i publicznie w trakcie debaty na konferencji – dodaje sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta.

Działanie na rzecz możliwości wzmocnienia potencjalnego uczestnictwa Ukrainy w ramach OECD będzie związane z dostępem do ekspertów, którymi dysponuje ta organizacja, jak i również działań ze strony innych krajów, które w ramach ogólnego pakietu będą wspierały proces reformy na Ukrainie, pozwalający spełnić kryteria i wypracowane standardy Organizacji Współpracy Międzynarodowej.

Deloitte wzmacnia i rozwija sektor instytucji finansowych

Wiesław Thor objął funkcję Doradcy Zarządu w firmie doradczej Deloitte. Jego dołączenie do zespołu wiąże się z dalszym rozwojem sektora instytucji finansowych. Deloitte tym samym umacnia pozycję najbardziej wszechstronnego dostawcy usług w tym zakresie w całym regionie Środkowej Europy.

Wiesław Thor będzie wspierał dział usług dla sektora finansowego, wykorzystując swe bogate doświadczenie w bankowości, które zdobył przede wszystkim w BRE Banku, gdzie przez wiele lat był Wiceprezesem ds. Zarządzania Ryzykiem. „To dla nas zaszczyt, że ekspert rynków finansowych takiej klasy dołącza do naszego zespołu. Celem naszej działalności jest dostarczanie klientom szerokiego i zintegrowanego portfela usług w sektorze instytucji finansowych, a doświadczenie Wiesława Thora zdobyte przez wiele lat w bankowości jest atutem nie do przecenienia” – mówi Zbigniew Szczerbetka, Partner Deloitte, Lider Sektora Instytucji Finansowych w Polsce i w Europie Środkowej.

Wiesław Thor jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz programów szkoleniowych w South Carolina Business School oraz McIntire University Business School. Po uzyskaniu dyplomu, został asystentem w Instytucie Nauk Ekonomicznych przy Polskiej Akademii Nauk. Karierę w BRE Banku rozpoczął w 1990 roku. Siedem lat później został Dyrektorem Działu Kredytowego, a w roku 2000 Dyrektorem ds. Zarządzania Ryzykiem. W roku 2002, wkrótce po objęciu stanowiska Dyrektora Zarządzającego w Banku Handlowym, został powołany na Członka Zarządu BRE Banku. Do 2013 roku piastował w tej instytucji stanowisko Dyrektora Działu Kredytowego i Wiceprezesa Zarządu.

W kwietniu 2013 roku został powołany do Rady Nadzorczej mBanku. Obecnie jest także wykładowcą Warszawskiego Instytutu Bankowości i SGH.