Szara strefa niszczy branżę tytoniową

CEO Magazyn Polska

Sprzedaż papierosów z roku na rok maleje. Nie oznacza to, że Polacy rezygnują z palenia, bo odsetek palących utrzymuje się mniej więcej na tym samym poziomie. Spadek sprzedaży spowodowany jest rosnącą szarą strefę, która wynosi ok. 25 proc. Branża obawia się, że wzrost akcyzy i wprowadzenie dyrektywy tytoniowej znacząco zwiększy nielegalną sprzedaż i tym samym obniży wpływy do budżetu.

Wielkość rynku tytoniowego w Polsce szacuje się na 22–23 mld zł. Około 80 proc. tej kwoty rocznie trafia do budżetu państwa w formie akcyzy i innych podatków. Prognozy dla branży nie są jednak najlepsze.

 – Sprzedaż papierosów, oczywiście tych legalnych, z roku na rok maleje. W zeszłym roku spadek był bardzo wyraźny i dość mocny, bo wyniósł aż 10 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Byszewski, ekspert Pracodawców RP.

Nie oznacza to wcale, że coraz więcej Polaków rzuca palenie. Badania pokazują, że odsetek tych, którzy zrezygnowali z nałogu, to ok. 4 proc. Pozostała część raczej przeniosła się do szarej strefy i kupuje papierosy podrabiane lub z przemytu.

Według analiz ekspertów, wielkość nielegalnej produkcji i handlu w obszarze wyrobów tytoniowych wynosi ok. 24–25 proc. W przypadku papierosów to ok. 14 proc. Jeszcze większy problem jest z tytoniem do palenia.

 – Wzrost szarej strefy w tej kategorii szacuje się rok do roku z 57 aż do 63 proc., czyli dwie trzecie sprzedawanego tytoniu do palenia to jest produkt niepodlegający akcyzie – mówi ekspert Pracodawców RP. – Wzrost szarej strefy jest spowodowany bardzo wysokim obciążeniem akcyzowym wyrobów tytoniowych.

Od stycznia br. akcyza na wyroby tytoniowe wzrosła o kolejne 5 proc. Paczka papierosów podrożała średnio o 1 zł. O skutkach podwyżek trudno jeszcze mówić, bo wiele sklepów do tej pory wyprzedaje zapasy produktów w starych cenach, ale eksperci szacują, że legalna sprzedaż znowu spadnie.

Poważnym problemem dla branży w Polsce mogą okazać się nowe unijne przepisy dotyczące zakazu sprzedaży papierosów smakowych, również mentolowych. Mają one zniknąć z rynku w 2020 roku. Co piąta sprzedawana w Polsce paczka papierosów to mentole. W czarnym scenariuszu dla budżetu państwa może oznaczać to stratę ok. 4 mld zł.

 – Można zakładać, że duża część konsumentów przywiązanych do papierosów mentolowych będzie poszukiwała ich na nielegalnym rynku, na którym będą one dalej dostępne – uważa Grzegorz Byszewski.

Podkreśla, że w Europie ten problem praktycznie nie występuje, bo papierosy smakowe nie są tam tak popularne jak w Polsce. Przedstawiciele branży zapewniają, że będą starali się przystosować do nowych regulacji w ciągu kolejnych sześciu lat, ale może to okazać się niewystarczające.

Księgarnie coraz bardziej dbają o klienta. Spadła za to jakość obsługi w sklepach odzieżowych

CEO Magazyn Polska

Poprawia się jakość obsługi klienta w księgarniach – wynika z raportu firmy badawczej Daymaker Poland. Odwrotny trend ma miejsce w sklepach odzieżowych. Przez okres spowolnienia firmy z branży wstrzymały inwestycje w szkolenia pracowników, teraz znów są skłonne przeznaczać na to więcej pieniędzy. To może przyczynić się do poprawy sytuacji.

Firma Daymaker Poland, która zajmuje się badaniem jakości obsługi klientów, sporządziła raport Daymakerindex 2014. Został on przygotowany na podstawie badań tajemniczych klientów, którzy przeprowadzili audyty w 156 sieciach handlowych z 19 branż.

 – Z przyjemnością obserwujemy większość dbałość o obsługę klienta w księgarniach, gdzie w ostatnich latach wyniki były najgorsze – mówi agencji informacyjnej Newseria Sofia Valentin, dyrektor generalna Daymaker Poland. – Zresztą w ostatnich latach obsługa u księgarzy pogarszała się nie tylko w Polsce, lecz także w całej Europie. Na szczęście się to zmienia

Z badań Daymaker wynika również, że gorsza w porównaniu do wcześniejszych lat stała się obsługa klienta w sklepach odzieżowych.

 – W branży ciągle mówiono o kryzysie, więc wiele firm wstrzymywało się z wydatkami, np. na szkolenia dla sprzedawców – mówi Valentin. 

Od początku tego roku jednak sytuacja się zmienia. Przedsiębiorstwa handlujące odzieżą inwestują w szkolenia dla sprzedawców i personelu sklepu, co powinno mieć przełożenie na powrót dobrej obsługi klienta i co za tym idzie – na wyższą sprzedaż.

 – Wszystkie firmy handlowe wiedzą, że obsługa klienta to kluczowy dla ich działalności obszar, nad którym należy pracować – mówi Sofia Valentin. – Dzisiaj konkurencja jest bardzo duża. T-shirt można kupić w prawie każdym sklepie, dlatego trzeba oferować coś więcej, aby klient chciał wrócić  do naszego sklepu – przekonuje. 

Z badań wynika, że jakość obsługi klienta w Polsce okazała się nieznacznie gorsza niż w 2013 r. ale lepsza niż w 2012 r. Sklepy poprawiły się pod względem aktywnego nawiązywania kontaktu z klientem i pomocy w podejmowaniu decyzji o zakupie. Pogorszyła się natomiast jakość obsługi, jeśli chodzi o przywitanie klientów – 46 proc. z nich nie jest witanych przez personel. Najlepiej w badaniu wypadła branża urody, a najgorzej – branża odzieżowa.

Nasila się dyskryminacja polskich pracowników w Europie. Tracą na tym także firmy ich zatrudniające

CEO Magazyn Polska

Nasila się dyskryminacja polskich firm i pracowników w Europie. Polska Izba Handlu ostrzega, że szczególnie źle jest we Francji. Polscy pracownicy często są przedstawiani stereotypowo i w negatywnym świetle, a firmy ich zatrudniające muszą liczyć się z surowymi kontrolami. Zdaniem pracodawców, problem wynika z prób ochrony krajowych przedsiębiorstw i wymaga rozwiązań na szczeblu politycznym.

 – Pracownik belgijski czy francuski widząc coraz więcej napływających polskich pracowników, coraz więcej ofert pracy dla pracowników z Polski, coraz więcej kolegów pojawiających się w halach fabrycznych czy winnicach, po prostu się obawia. Bardzo silne są związki zawodowe, organizacje pracownicze, które lobbują i próbują wymusić takie prawo, które by zablokowało wysyłanie polskich czy rumuńskich pracowników – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Radosław Gałka, ekspert Polskiej Izby Handlu.

Polska to najważniejszy kraj w UE pod względem tzw. pracy transgranicznej. Pojęcie to oznacza zatrudnianie przez firmę pracowników w Polsce, a następnie wysyłanie ich za granicę, by pracowali dla kontrahentów. Jak mówi Gałka, każdego miesiąca w samej tylko Francji w taki sposób pracuje średnio 250 tys. Polaków.

Mimo że oddelegowani pracownicy są potrzebni firmom na zagranicznych rynkach, władze patrzą na to niechętnie. Polacy często są też dyskryminowani. Jak mówi Gałka, to tzw. zastraszanie w białych rękawiczkach. Francuska izba pracy często kontroluje firmy zatrudniające Polaków, a w mediach prezentowane są negatywne stereotypy, dotyczące np. warunków, w jakich żyją polscy pracownicy. Jak podkreśla Radosław Gałka, to nieprawdziwy obraz, bo poza rzadkimi wyjątkami, Polacy wyjeżdżają do pracy za granicę tylko wtedy, gdy dostaną tam takie same warunki, jak obywatele tych państw.

 – Są właściwie dwa źródła dyskryminacji: polityka i związki zawodowe, które strzegą swoich członków i swojego rynku. Niektórzy to już dostrzegają, a przede wszystkim firmy, które na tym cierpią. Mówię między innymi o firmach francuskich, ponieważ one bardzo cenią firmy polskie na przykład w sektorze budowlanym – mówi Hanna Stypułkowska-Goutierre, prezes Polskiej Izby Przemysłowo-Handlowej we Francji.

Dodaje, że zwłaszcza teraz nastroje antyimigranckie są nasilone, bo we Francji zbliżają się wybory samorządowe, a w maju odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego.

Jej zdaniem jednak z dyskryminacją należy walczyć. Stypułkowska-Goutierre zachęca do aktywności polskie związki zawodowe oraz postuluje stworzenie grupy medialnej, która poprawiłaby wizerunek polskich pracowników. Wskazane byłoby według niej również powstanie silnych zrzeszeń przedsiębiorców. Również Polska Izba Przemysłowo-Handlowa we Francji prowadzi własne kampanie, jednak nie są one chętnie nagłaśniane przez lokalne media.

 – Jedyną drogą jest dialog społeczny, dialog dyplomatyczny. Tak naprawdę zdaliśmy sobie sprawę z tego, że dzięki wspólnej pracy Polskiej Izby Handlu przy inicjatywie mobilności pracy Ministerstwa Pracy, udało się po raz pierwszy zjednoczyć to środowisko. Mówiliśmy o ankiecie, czyli wysłuchaliśmy pracowników, zrzeszamy firmy i wspólnie z innymi firmami wypracowaliśmy stanowisko. Więc jest pierwszy, bardzo pozytywny efekt  wspólne stanowisko polskiego rządu i środowiska partyjno-społecznych dotyczącego delegowania, które udało się w ogromnym stopniu obronić w Europie – mówi Gałka.

Dodaje jednak, że to nie koniec pracy. Niezbędna jest dalsza współpraca pomiędzy izbami handlowymi z Polski i innych krajów, takich jak Francja, Belgia czy Niemcy. Podkreśla też, że muszą się w to zaangażować resorty pracy tych krajów.

Agresywna polityka W. Putina wobec Ukrainy poprawia jego krajowe notowania

CEO Magazyn Polska

Polityka Rosji wobec Ukrainy to metoda na poprawę krajowych notowań prezydenta Władimira Putina. Według ekspertów właśnie dlatego nie należy spodziewać się jej złagodzenia, nawet pod wpływem nakładanych sankcji. Te mogą być bardzo niekorzystne dla Rosji, szczególnie jeśli ich efektem będzie zbudowanie wspólnego stanowiska w polityce energetycznej wobec Rosji oraz przyspieszenia praca nad strefą wolnego handlu między UE a USA.

  Na razie nic nie wskazuje na to, że Putin się może cofnąć. A gdyby się cofnął, to by utracił władzę. Niestety też widać schorzenie społeczeństwa rosyjskiego, któremu się to w dużej części podoba. Można komentować to, co robi Putin, że to jest próba ratowania się wewnętrznego wojną, ponieważ jego akcje w samym społeczeństwie rosyjskim zaczęły spadać – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kazimierz Wóycicki ze Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego.

Krajowe notowania Władimira Putina wzrosły najpierw dzięki organizacji zimowych igrzysk olimpijskich w Soczi, a następnie dzięki zdecydowanej odpowiedzi na prodemokratyczne i proeuropejskie protesty na Ukrainie. W przeprowadzonym na początku marca badaniu państwowej agencji WCIOM (Wszechrosyjskie Centrum Badania Opinii Obywateli), niemal 68 proc. Rosjan popierało Putina. To, według cytującego badania „Guardiana”, najwyższy wynik od maja 2012 r.

 – Taka mobilizacja na zasadzie nacjonalizmu poprawia poparcie, ale to może być krótkotrwałe. Są tacy komentatorzy, którzy mówią, że to jest początek rozpadu Federacji Rosyjskiej. Bo to jest rzeczywiście na trochę dłuższą metę polityka samobójcza – mówi Kazimierz Wóycicki.

Dodaje, że pomimo obecnego wzrostu poparcia dla Putina, jest wielu Rosjan, którzy sprzeciwiają się takiej polityce. W sobotnim marszu poparcia dla Ukrainy w Moskwie udział wzięło kilkadziesiąt tysięcy osób.

Od momentu obalenia ukraińskiego prezydenta Wiktora Janukowycza Putin niezmiennie utrzymuje, że nowo wybrany premier Arsenij Jaceniuk oraz pełniący obowiązki prezydenta Ołeksandr Turczynow, obydwaj związani ze stronnictwem Julii Tymoszenko, nie mają legalnej władzy. Rosja uznała też niedzielne referendum na Krymie, w którym mieszkańcy (według oficjalnych wyników ponad 96 proc.) opowiedzieli się za odłączeniem od Ukrainy i przyłączeniem do Federacji Rosyjskiej.

 – Niestety, bardzo prawdopodobny jest taki scenariusz, że to napięcie będzie długotrwałe i że jeszcze przez ładnych parę miesięcy będziemy się zastanawiać, czy to nie będzie większa wojna. Przecież jest możliwy scenariusz inwazji rosyjskiej – mówi Wóycicki. 

Po reakcji Kremla na wydarzenia na Krymie USA i UE podjęły w poniedziałek decyzje o nałożeniu sankcji na Rosję. Na razie obejmują one zakaz wjazdu na teren Unii i USA oraz zamrożenie kont kilkunastu osób – urzędników i przedstawicieli władzy.

 – Z pewnością trwanie tego konfliktu będzie Rosję gospodarczo kosztowało bardzo wiele, tylko że należy rozumieć, czym są sankcje. To nie jest taki magiczny środek, że zaraz tamci padają na kolana, tylko to jest powolny proces rozkładania się tamtej gospodarki. To musi trwać, na pewno może to wywołać efekt bardzo niekorzystny dla Rosji – ocenia Wóycicki.

Według niego ucierpi rosyjska polityka energetyczna. Moskwa liczyła na zwiększenie dostaw gazu do Europy, a także m.in. na zwolnienie z unijnych przepisów antymonopolowych dla Gazpromu w Niemczech (gazociąg OPAL). Negocjacje zostały na razie przedłużone, oficjalnie z powodu konieczności dalszych rozmów technicznych, i nie wiadomo, czy i kiedy zapadną decyzje. Opóźnione zostały też rozmowy w sprawie gazociągu South Stream.

Wóycicki dodaje, że teraz Unia zewrze szeregi i przyspieszy negocjacje ze Stanami Zjednoczonymi, które zakończą się podpisaniem umowy TTIP o wolnym handlu transatlantyckim.

 – To znowu odrzuci Rosję bardzo poważnie. Rosja dotychczas dążyła do tego, żeby nie dostrzegać Unii Europejskiej [jako całości red.] i żeby mieć stosunki bilateralne, bo wtedy niemal z każdym jest proporcjonalnie dużą, a w każdym razie większą stroną. Natomiast, jeżeli ma do czynienia z całą Unią, to jest dosyć malutka – podkreśla Wóycicki. – Europa będzie wspólnie i dużo bardziej stanowczo negocjowała z Rosją dostawy energii. I znacznie się usamodzielni.

MCI inwestuje w lidera rynkowego Hojo.pl – marketplace profesjonalnych usług sprzątania

Internet Ventures FIZ, fundusz z Grupy MCI Management, którego współudziałowcem jest Krajowy Fundusz Kapitałowy, objął mniejszościowy pakiet udziałów w spółce HOJO Sp. z o.o. (HOJO.PL), platformie on-line (marketplace) umożliwiającej zamawianie profesjonalnych usług sprzątania. Spółka zostanie dokapitalizowana kwotą do 2,5 mln zł z możliwością doinwestowania przez fundusz kolejnych 4 mln zł.

HOJO.PL jest pierwszym Internetowym Brokerem Usług Sprzątania oraz największą w Polsce platformą on-line łączącą firmy sprzątające z firmami i osobami poszukującymi profesjonalnych usług sprzątania. To także największa darmowa wyszukiwarka ofert takich usług w kraju. Dzięki platformie HOJO.PL można korzystać z atrakcyjnych cenowo, a także sprawdzonych pod względem rzetelności partnerów oferujących wysokiej jakości, profesjonalne usługi sprzątania. W ostatnich trzech latach firma zanotowała ponad 10-krotny wzrost skali działalności oraz osiągnęła kilkudziesięcioprocentową marżę na sprzedaży. Inwestycja funduszu Internet Ventures pomoże spółce umocnić się na pozycji lidera rynku w kraju i przygotować model biznesowy HOJO.PL do przeniesienia na poziom międzynarodowy.

– Współpraca z funduszem MCI / Internet Ventures otwiera przed nami możliwość uzyskania wartości dodanej, w postaci „know how” technologicznego, które fundusz wniesie do spółki. Przy takim wsparciu wspólnie stworzymy jeszcze lepsze narzędzie, które pozwoli HOJO.PL zbudować serwis on-line pierwszego wyboru na rynku usług sprzątania w Polsce. Mamy ten sam cel, którym jest zwiększenie wartości rynkowej projektu i spółki. Wierzę, że doświadczenie naszych zespołów oraz kompetencje MCI / Internet Ventures w realizacji inwestycji na arenie międzynarodowej, pozwolą nam w krótkim czasie zaistnieć także na rynkach zagranicznych – powiedział Tomasz Wójkowski, Prezes HOJO Sp. z o.o.

W ostatnich latach branża usług porządkowo-czystościowych w Polsce przeżywa dynamiczny rozwój. Jest to jeden z największych segmentów rynku usług na rzecz firm i instytucji, którego potencjał szacowany jest na ok. 4 mld zł, natomiast w przypadku usług dla klientów indywidualnych wartość rynku może kształtować się na poziomie ponad 1,5 mld zł (Źródło: szacunki HOJO.PL). Zapotrzebowanie na usługi sprzątania rośnie przede wszystkim ze względu na wzrost gospodarczy, bogacenie się i zmiany trybu życia społeczeństwa oraz zmianę postaw klientów instytucjonalnych, przejawiającą się większą skłonnością do wydzielania działalności wspomagającej (outsourcing). Według danych HOJO.PL, rynek usług sprzątania rośnie średniorocznie o ok. 20%.

Potencjał sektora usług sprzątania został także zauważony m.in. przez fundusze międzynarodowe. W ostatnim okresie wiodące fundusze venture capital dokonały inwestycji kapitałowych w amerykańskie podmioty Homejoy oraz Handybook.

– HOJO.PL wypracował skalowalny model biznesowy o istotnym stopniu powtarzalności i ogólnokrajowym zasięgu. Dzięki licznym przewagom konkurencyjnym spółka w krótkim czasie osiągnęła pozycję lidera w tym segmencie rynku w Polsce. Outsourcing usług sprzątania posiada, nie tylko w naszym kraju, duży potencjał wzrostu. HOJO.PL dysponuje kluczowymi atutami, aby ten potencjał wykorzystać, a w przyszłości uzyskać wiodącą pozycję w regionie i na rynku europejskim – powiedział Tomasz Danis, zarządzający funduszu Internet Ventures FIZ.

Inwestycja Internet Ventures w HOJO.PL to kolejny projekt realizowany wspólnie z Krajowym Funduszem Kapitałowym (KFK), który w roli współudziałowca kilkunastu funduszy inwestycyjnych typu venture capital, wspiera inwestowanie w młode polskie firmy napotykające na barierę finansowania swego rozwoju ze względu na wczesny etap działalności operacyjnej i niepewność odnośnie efektu ekonomicznego.

Rada Nadzorcza TAURON Polska Energia wybrała zarząd na czwartą kadencję

Rada Nadzorcza TAURON Polska Energia wybrała 17 marca zarząd na czwartą (trzyletnią) kadencję. Wcześniej cały zarząd trzeciej kadencji został odwołany. Zgodnie z uchwałą Rady Nadzorczej – nowy zarząd rozpoczął pracę od 17 marca.

Życiorysy członków zarządu czwartej kadencji:

Dariusz Lubera

Ukończył studia na Wydziale Elektrotechniki, Automatyki i Elektroniki Akademii Górniczo–Hutniczej w Krakowie oraz studia podyplomowe w zakresie ekonomiki i zarządzania firmami na Akademii Ekonomicznej w Krakowie.

Kolejno pracował: w latach 1983-1985 w Zakładach Mechanicznych Tarnów, w latach 1985-1991 w Zakładzie Energetycznym Tarnów, w latach 1991-1993 w Zakładzie Energetycznym Tarnów jako dyrektor przedsiębiorstwa państwowego, w latach 1993–2004 w Zakładzie Energetycznym Tarnów SA jako prezes zarządu, w latach 2004-2006 w Enion SA jako wiceprezes zarządu, w latach 2007-2008 w Enion SA jako kierownik projektu, od 2008 r. w TAURON Polska Energia SA jako prezes zarządu – dyrektor generalny.

W latach 2001-2003 był członkiem Rady Nadzorczej PSE SA. Wieloletni członek: Rady ds. Cen Transferowych w Sektorze Energetycznym przy Ministerstwie Gospodarki, Polskiego Klubu Kogeneracji KOGEN Polska i Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej. Od 1998 do 2008 r. prezes Polskiego Towarzystwa Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej. Od 2008 roku stoi na czele Zarządu Izby Gospodarczej Energetyki i Ochrony Środowiska. Wiceprzewodniczący Rady Krajowej Izby Gospodarczej. Przewodniczący, a następnie członek Międzynarodowego Komitetu Sterującego Live Working Association (LWA), a także Komitetu Technicznego ds. Aspektów Systemowych Dostawy Energii Elektrycznej przy Polskim Komitecie Normalizacyjnym. Od maja 2013 r. członek Rady Nadzorczej Towarowej Giełdy Energii SA.

Aleksander Grad

Absolwent Wydziału Geodezji Przemysłowej Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Do 1997 r. prywatny przedsiębiorca. W latach 1990-1994 – samorządowiec. W latach 1997 – 1999 – wojewoda tarnowski. Od 1999 do 2000 roku Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Zdrowia, gdzie odpowiadał m.in. za budżet, finanse i inwestycje. Równocześnie konsultant Banku Światowego, przewodniczący Komitetu Sterującego Programu PHARE Inred Tourin III. W latach 2007-2011 Minister Skarbu Państwa nadzorujący m.in. wprowadzenie na giełdę PZU, GPW, TAURON Polska Energia, PGE, Enea, Bogdanka, JSW oraz Zakłady Azotowe w Tarnowie. Twórca Akcjonariatu Obywatelskiego – kompleksowego programu zbliżania ludzi i rynku kapitałowego. W latach 2012 – 2014 prezes zarządu spółki PGE EJ 1 sp. z o.o., odpowiadającej za przygotowanie procesu inwestycyjnego oraz budowę pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce. Od 1 lutego 2014 r. członek rady nadzorczej TAURON Polska Energia. Delegowany w lutym 2014 r. przez radę nadzorczą do wykonywania czynności członka zarządu.Od lutego 2014 r. członek Towarowej Giełdy Energii.

Poseł na Sejm IV, V, VI i VII kadencji, gdzie pełnił m.in. funkcję wiceprzewodniczącego Komisji ds. Unii Europejskiej, wiceprzewodniczącego i przewodniczącego Komisji Skarbu Państwa. Mandat poselski złożył w czerwcu 2012 r.

Katarzyna Rozenfeld

Ukończyła studia z zakresu ekonomii na Wydziale Handlu Zagranicznego Uniwersytetu Łódzkiego oraz na Katolickim Uniwersytecie w Nijmegen w Holandii. Ukończyła także kurs doradców inwestycyjnych.

Pracowała kolejno: w latach 1994-1999 w PriceWaterhouseCoopers w Warszawie jako executive w dziale doradztwa finansowego, gdzie m.in. kierowała projektem nabycia największej elektrociepłowni w Europie przez Vattenfall; w latach 1999-2001 w PwC w Londynie jako menedżer w dziale prywatyzacji i finansów przedsiębiorstw; w latach 2001-2005 w PwC w Warszawie jako menedżer/wicedyrektor w dziale finansów przedsiębiorstw i restrukturyzacji, gdzie pracowała nad wprowadzeniem czołowych europejskich spółek na rynek energetyczny w Polsce, w tym m.in. EdF, Vattenfall i RWE; w latach 2005-2008 w PwC w Warszawie jako dyrektor działu doradztwa, gdzie stworzyła i prowadziła pierwszy w PwC w Polsce zespół branżowy (energetyczny); w latach 2009-2012 w Vattenfall Energy Trading na stanowisku członka zarządu, dyrektora zarządzającego ds. handlowych; od 2013 r. partner w Telos Partners, gdzie zajmowała się wspieraniem przedsiębiorstw w procesie transformacji, działalnością coachingową i mentoringową.

Stanisław Tokarski

Ukończył studia na Wydziale Elektrotechniki, Automatyki i Elektroniki Akademii Górniczo–Hutniczej w Krakowie, jak również szereg studiów podyplomowych, w tym między innymi w zakresie energetyki jądrowej we współczesnej elektroenergetyce (Akademia Górniczo-Hutnicza), prawa Unii Europejskiej (Uniwersytet Jagielloński) oraz zarządzania (Szkoła Główna Handlowa).

Karierę zawodową w branży energetycznej rozpoczął w Elektrowni Jaworzno III, gdzie między innymi zajmował stanowiska w obszarze produkcji (1992-1996), a następnie zastępcy dyrektora ds. strategii i zarządzania (1996-1997), dyrektora ds. strategii i zarządzania (1997-2001). W latach 2001-2008 pracował w Południowym Koncernie Energetycznym SA jako dyrektor ds. strategii zarządzania. W latach 2008-2010 pełnił funkcję wiceprezesa zarządu – dyrektora ds. strategii i rozwoju TAURON Polska Energia SA. W latach 2010-2014 pełnił funkcję prezesa zarządu TAURON Wytwarzanie SA.

Jest działaczem wielu organizacji, min: Eurelectric oraz Polskiego Komitetu Światowej Rady Energetycznej. Od 1998 r. uczestniczy w pracach wielu instytucji europejskich opiniując akty prawne dotyczące sektora elektroenergetycznego i paliwowego. Jest członkiem Rady Zarządzającej Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej oraz Rady Dyrektorów VGB. Aktywnie działa w KIC InnoEnergy, międzynarodowej spółce prowadzącej projekty badawczo-rozwojowe. Jest prezesem Towarzystwa Gospodarczego Polskie Elektrownie oraz członkiem zarządu Izby Gospodarczej Energetyki i Ochrony Środowiska.

Krzysztof Zawadzki

Ukończył studia na Wydziale Ekonomii Akademii Ekonomicznej w Katowicach, studia podyplomowe w zakresie Międzynarodowych Standardów Sprawozdawczości Finansowej organizowane przez Szkołę Główną Handlową w Warszawie i Ernst & Young Academy of Business, a także w zakresie rachunkowości i finansów oraz w zakresie podatków w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Ukończył studia doktoranckie na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Posiada uprawnienia biegłego rewidenta.

W branży energetycznej pracuje nieprzerwanie od początku 1996 r. Karierę rozpoczął w Elektrowni Łagisza SA w Będzinie w pionie ekonomiczno-finansowym, a następnie kontynuował jako zastępca głównego księgowego w Południowym Koncernie Energetycznym SA. Przez dwa lata, do sierpnia 2009 r., zajmował stanowisko dyrektora Departamentu Rachunkowości i Podatków – głównego księgowego w TAURON Polska Energia SA. Równolegle w różnych okresach sprawował funkcje w radach nadzorczych spółek prawa handlowego.

Od 21 sierpnia 2009 r. pełni funkcję wiceprezesa zarządu ds. ekonomiczno-finansowych w TAURON Polska Energia SA.

Fotowoltaika alternatywą dla wysokich cen energii elektrycznej?

Codziennie cieszy pięknym wschodem i zachodem. Jednak słońce ma nie tylko wizualny wpływ na nasze życie. To również ogromny potencjał energetyczny, który można wykorzystać chociażby do produkcji prądu. Pozwala na to wykorzystanie modułów fotowoltaicznych. Niestety – bezpośrednia produkcja energii elektrycznej z wykorzystaniem paneli w Polsce ma wciąż marginalne znaczenie.

Energię słoneczną wykorzystuje się przeważnie jako źródło ciepła do podgrzewania wody użytkowej i technologicznej, powietrza w suszarniach, podłoża w szklarniach oraz ogrzewania budynków. Służą do tego kolektory słoneczne, których nie należy mylić z modułami fotowoltaicznymi. Te drugie wykorzystuje się do produkcji prądu. W Polsce ogniwa fotowoltaiczne najczęściej wykorzystywane są do zasilania urządzeń o małych mocach, w miejscach o utrudnionym dostępie do sieci energetycznej. Są to zazwyczaj: sygnalizacja drogowa, lampy oświetleniowe, systemy zasilania awaryjnego czy przekaźniki telekomunikacyjne.

Szerzeniem informacji i prowadzeniem działań na rzecz rozwoju alternatywnych źródeł energii zajmuje się między innymi Polskie Towarzystwo Fotowoltaiki. Jak zaznacza Bartłomiej Zysiński „[…] słońce zgaśnie ostatnie, dlatego jest to naturalna przyszłość. Pytanie tylko, na ile szybko ludzkość i cywilizacja zechce w to wejść? Naturalnym wydaje się przechodzenie na fotowoltaikę zarówno w zakresie projektów na polach, np. farmy, ale przede wszystkim w budownictwie.”

O fotowoltaice mówi się w Polsce od dwóch lat. Coraz więcej podmiotów, jednostek budżetowych, osób prywatnych rozgląda się za alternatywnymi sposobami zasilania. Wbrew pozorom w całej Polsce jest dobre nasłonecznienie. Natężenie promieniowania wynosi ok. 1000 kWh/m2/rok. Dlatego warto pomyśleć o wykorzystaniu modułów fotowoltaicznych jako własnym, niezależnym źródle zasilania w energię elektryczną domu, firmy. Ma to przełożenie zarówno na rachunek ekonomiczny, jak i bezpieczeństwo energetyczne.

Maciej Kowalski, Dyrektor ds. Fotowoltaiki w firmie Grodno S.A. podkreśla, że idealnym rozwiązaniem dla domków jednorodzinnych jest zastosowanie do pięciu paneli fotowoltaicznych, o mocy 1 kW każdy. „[…] Systemy działają tylko i wyłącznie za dnia. Produkują energię w momencie, gdy tak naprawdę użytkowników nie ma w domu, kiedy włączonych odbiorników domowych jest jak najmniej.[…] Nadmiar tej wyprodukowanej energii wychodzi do zakładu energetycznego i jesteśmy z tego nadmiaru rozliczani. Zakład będzie płacił nam za wyprodukowaną energię.”

Niestety – koszty i czas zwrotu zakupu ogniw fotowoltaicznych jeszcze odstraszają prywatnych inwestorów. Średni czas zwrotu instalacji fotowoltaicznej obliczony jest na około 12 lat, przy czym te urządzenia będą pracowały bezobsługowo przez około 20 lat. Rozwój tego rodzaju technologii blokują regulacje prawne. „Na dzień dzisiejszy nie wprowadzono prawa, które miało dotować fotowoltaikę już po jej zainstalowaniu, w taryfach odkupu. W zamian za to mamy dotacje na etapie inwestycji. Są to programy ze środków unijnych i funduszy krajowych” – zaznacza Bartłomiej Zysiński. Warto jednak wiedzieć, że są to dotacje przeznaczone dla przedsiębiorstw. Dopiero na trzeci kwartał 2014 roku przewidziano start programu „Prosument”, wspierającego mikro- i małe instalacje OZE w budynkach wielo- i jednorodzinnych. Program obejmować będzie systemy fotowoltaiczne o zainstalowanej mocy elektrycznej do 40kWp.

Mimo wszystko może warto zacząć inwestować w prąd ze słońca. Przemawiają za tym nie tylko aspekty ekologiczne, ale również coraz niższe ceny modułów fotowoltaicznych.

Najszybciej „odkorkowuje” się Gdańsk i Warszawa

Przez korki i utrudnienia w ruchu drogowym w największych polskich miastach kierowcy tracą rocznie 3,5 mld zł, czyli 2,9 tys. zł na statystycznego kierowcę. W porównaniu z rokiem 2012 i 2011 widoczna jest jednak poprawa – straty kierowców zmniejszyły się odpowiednio o ponad 52 i prawie 31 mln zł rocznie. Z III edycji „Raportu o korkach w 7 największych miastach Polski” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte i serwis Targeo.pl wynika, że najłatwiej podróżuje się po Gdańsku i Katowicach, a najtrudniej po Krakowie. W ciągu dwóch ostatnich lat największa poprawa nastąpiła w Warszawie i Gdańsku.

Czas spędzony w korkach nie jest wykorzystywany produktywnie, gdyż można byłoby go przeznaczyć na pracę lub odpoczynek. Z ekonomicznego punktu widzenia jest to więc strata, której rozmiar można oszacować jako koszt utraconych korzyści. Pracujący w siedmiu największych miastach Polski – Warszawie, Łodzi, Wrocławiu, Krakowie, Katowicach, Poznaniu i Gdańsku –tracili w korkach w 2013 r. średnio 13,1 mln zł dziennie, czyli 289 mln zł miesięcznie i 3,46 mld zł rocznie.

„W porównaniu z latami 2012 i 2011 zauważyliśmy poprawę, odpowiednio o prawie 52 mln zł i ponad 31 mln zł. Zmiana ta jest tym bardziej znacząca, że jeszcze w roku 2012 w porównaniu z rokiem poprzednim koszty korków wzrosły o prawie 21 mln zł. Dodatkowo w analizowanych miastach systematycznie rośnie liczba kierowców oraz wynagrodzenia, co podwyższa koszty korków. Okazuje się jednak, że nawet niewielkie dzienne skrócenie czasu stania w korkach nabiera makroekonomicznego znaczenia” – mówi Rafał Antczak, Członek Zarządu, Deloitte Business Consulting.

Koszt korków dla statystycznego mieszkańca-kierowcy wynosił w ubiegłym roku średnio 2 905 zł rocznie, co stanowiło średnio 70 proc. miesięcznego wynagrodzenia. Dwa lata wcześniej było to 2 811 zł, co stanowiło 77 proc. miesięcznego wynagrodzenia.

Poszczególne aglomeracje dość silnie różnią się kosztami korków, więc interpretacja wyników nie jest jednak tak oczywista. Na przykład, wysoki koszt zatorów drogowych miał miejsce dla kierowców w Poznaniu (12,3 zł dziennie) i był dużo niższy w Gdańsku (8,8 zł dziennie), pomimo mniejszej liczby kierowców w stolicy Wielkopolski i wyższego średniego wynagrodzenia w Gdańsku. Jednak czynnikiem decydującym okazał się czas spędzany w korkach, który był aż o 1/3 dłuższy w Poznaniu niż w Gdańsku. Natomiast niski koszt korków dla kierowców w Katowicach wynikał z dużo mniejszych zatorów niż w innych miastach, choć średnie wynagrodzenie w tym mieście jest najwyższe w Polsce (miesięcznie 5 427 zł).

Jeszcze bardziej znaczące różnice widoczne są w ujęciu rocznym. Nominalnie największe koszty korków rocznie ponoszą kierowcy w Warszawie (3,5 tys. PLN) oraz Poznaniu i Krakowie (po około 3,2 tys. PLN), a najmniej w Gdańsku (tylko 2,3 tys. PLN), Łodzi i Katowicach (po około 2,5 tys. PLN). W ciągu trzech lat nastąpiły jednak spore zmiany w nominalnych kosztach korków, gdyż w roku 2013 w porównaniu z rokiem 2011 kierowcy w Gdańsku zaoszczędzili na korkach najwięcej, bo aż 956 zł, w Warszawie 655 zł, a w Poznaniu 186 zł. Niestety w innych miastach koszty w analogicznym okresie wzrosły i to dużo – o 666 zł w Krakowie, 388 zł w Łodzi, 313 zł we Wrocławiu i 274 zł w Katowicach.

Wszystko jest względne, koszt korków na kierowców również, więc należy uwzględnić jeszcze różnice w wynagrodzeniach w poszczególnych miastach i dopiero wtedy uzyska się faktyczny obraz relatywnych kosztów korków. Średnia miesięcznych kosztów dla kierowców we wszystkich 7 miastach kierowcy wynosiła 70 proc. miesięcznego wynagrodzenia w 2013 r., ale też i znacząco spadła z poziomu 77 proc. w 2012 r. i 72 proc. w 2011 r. Tak jak to miało miejsce przy poprzednich dwóch badaniach najniższe relatywnie koszty korków ponoszą kierowcy w Katowicach, gdyż rocznie tracą „tylko” 47 proc. średniego miesięcznego wynagrodzenia. Na drugim końcu skali są kierowcy z Krakowa tracący rocznie aż 82 proc. średniego miesięcznego wynagrodzenia. Zróżnicowanie dla kierowców z poszczególnych miast jest więc spore, co miało ostatecznie wpływ na końcowy wynik w rankingu.

Skoro podatki pośrednie stanowią połowę ceny benzyny spalonej w korkach, to budżet państwa w 2013 roku zarobił na nich prawie 520 mln zł, ale był to spadek o ponad 18 mln w porównaniu z rokiem 2012 i 2011. Najwięcej budżet państwa zarobił w stolicy, gdzie było to aż prawie 83 mln zł (wzrost o 23 proc. w porównaniu z 2011 r.), a najmniej w Katowicach – 39 mln zł (wzrost o 8 proc.). Najwięcej budżet państwa stracił w Gdańsku, gdyż dochody z tytułu VAT i akcyzy od paliwa spalonego przez kierowców w korkach spadły o 30 proc. w porównaniu do 2011 r. i dały dochód podatkowy w wysokości nieco ponad 40 mln zł.

„W rezultacie koszt korków dla gospodarki wyrażony jako różnica kosztów dla kierowców (paliwa i utraconych korzyści) i korzyści dla budżetu ( dochody podatkowe od paliwa zużytego w korkach) wyniósł 2,945 mld zł, co stanowiło 0,18 proc. PKB Polski w 2013 r., podczas gdy w latach 2012-2011 koszt ten wynosił 0,19 proc. PKB. Największe straty dla gospodarki z powodu korków notujemy w Warszawie, a najniższe w Gdańsku i Katowicach. Różnica pomiędzy tymi miastami jest aż czterokrotna. Nawet w porównaniu z Krakowem różnica w kosztach korków w Warszawie jest ponad dwukrotna” – mówi Rafał Antczak.

Raport powstał w oparciu o badanie Korkometr™ realizowane przez serwis Targeo.pl i AutoMapę. Bazując na rzeczywistych pomiarach prędkości, dla każdego miasta wyliczono wskaźniki opóźnień pokazujące o ile korki wydłużają czas potrzebny kierowcom na dotarcie do miejsca docelowego. Efektywny czas spędzony w korkach w dni robocze w 2013 r. w porównaniu z latami 2011-2012 zmniejszył się w trzech miastach (Gdańsk, Warszawa i Poznań), nieznacznie rósł w dwóch (Łódź i Wrocław) i znacząco pogorszył się w jednym mieście (Kraków). Przez dwa ostatnie lata największe postępy w rozładowywaniu korków poczyniły Gdańsk i Warszawa.

„Zmiany jakie zaszły w rankingu są dość rewolucyjne przede wszystkim dla Warszawy. Kierowca dojeżdżający w stolicy do pracy 10 km w godzinach szczytu, oszczędza obecnie niemal dwie godziny miesięcznie w stosunku do czasu, który tracił w korkach dwa lata temu” – mówi Rafał Mikołajczak, Prezes Zarządu Indigo, operatora serwisu Targeo.pl.

W rankingu 2013 posłużyliśmy się dwoma kryteriami: czasem straconym w korkach oraz kosztem korków dla kierowcy, a więc w zgodzie z maksymą, że czas to pieniądz.

O ile dobre miejsce Katowic nie jest niespodzianką, to sukces Gdańska i Warszawy jest wręcz spektakularny. Zaskakuje też utrzymanie dobrej pozycji przez Łódź, która rozpoczęła bardzo poważne inwestycje infrastrukturalne. Widać, że w przypadku miast, które realizowały i realizują duże inwestycje drogowe przynoszą one szybkie pozytywne zmiany dla kierowców.

Metodologia:
Badanie występowania korków oparto na rzeczywistych pomiarach prędkości przejazdu poszczególnymi odcinkami dróg w dni robocze, wyznaczanych na podstawie danych z ponad 100 tysięcy pojazdów, dostarczających podczas jazdy informacji o lokalizacji, prędkości i kierunku jazdy, w interwałach czasowych nie większych niż 60 sekund. Obliczenia bazują na danych badania Korkometr™ z października 2013 r. (analogicznie do wcześniejszych edycji raportu), dla wąskich gardeł wykorzystano dane aktualne, tj. marzec 2014 r.

Cały raport: www.deloitte.com/pl/raporty oraz www.korkometr.pl.

Young Fashion Photographers Now: ogłoszono nazwiska uczestników

Znamy już nazwiska fotografików mody, którzy zaprezentują swoje prace podczas wystawy Young Fashion Photographers Now.

Young Fashion Photographers Now jest jednym z wydarzeń towarzyszących 10. Edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland (6-10 maja 2014). Dzięki wystawie, najzdolniejsi młodzi polscy fotograficy mody mają możliwość zaprezentowania swoich prac szerokiej publiczności. Przed uczestnikami Young Fashion Photographers Now otwiera się także szansa nawiązania współpracy z magazynami zajmującymi się tematyką mody oraz spotkania z profesjonalistami i łowcami talentów odwiedzającymi Fashion Week Poland.

Spośród artystów, którzy nadesłali swoje aplikacje, uczestników wystawy wyłoniła Rada Programowa w składzie: Mikołaj Komar (redaktor naczelny magazynu „KMag”), Bernard Saczuk (dyrektor artystyczny wystawy YFPN), Paweł Walicki (producent sesji Warsaw Creatives), Maciej Zieliński (redaktor naczelny magazynu „Digital Camera”) oraz Łukasz Ziętek (fotograf). Podczas tegorocznej edycji Young Fashion Photographers Now swoją twórczość zaprezentują:

Małgorzata Twardowska, Oll Bydlovska, Anna Dyszkiewicz, Ania Wójcik i Bartek Porszke, Daniela Swoboda, Kacper Godlewski, Laura Ociepa, Meg Galla, Dorota Deka oraz Antonina Konopelska.

Wystawa Young Fashion Photographers Now odbędzie się w Łodzi w dniach 8-10 maja 2014 roku podczas 10. edycji Fashion Philosophy Fashion Week Poland.

Będzie większy nadzór nad agencjami ratingowymi. Walczą one o zaufanie rynku

CEO Magazyn Polska

Po krytyce agencji ratingowych i zarzutach o arbitralne wystawianie ocen przed kryzysem, branża próbuje odzyskać zaufanie rynków. Jedna z trzech największych agencji, Standard and Poor’s, wydała 400 mln dolarów na wprowadzenie odpowiednich narzędzi analitycznych. Firmy znalazły się też pod nadzorem regulatora i jak przekonują przedstawiciele branży, rynek będzie zmierzał w kierunku dalszych regulacji.

Po głośnych przypadkach decyzji o obniżeniu ratingów krajom szczycącym się najwyższymi ocenami, a także spadkach ratingów niektórych firm, które wcześniej miały najwyższe oceny, po czym znalazły się w tarapatach, agencje ratingowe musiały zmierzyć się z falą krytyki. Podnoszono zarzuty, że podejmują decyzje bez odpowiedniego wyjaśniania przyczyn, działają w imię nieznanych interesów lub samodzielnie kreują rzeczywistość ekonomiczną. Od tego czasu same agencje podjęły działania, które mają zapewnić i udowodnić rzetelność ich analiz.

 – Branża przeszła pewną ewolucję. Sami od 2008 roku zainwestowaliśmy około 400 milionów dolarów, by pokazać, jak bardzo mocno rozgraniczamy aspekt komercyjny od aspektu analitycznego. Wydatki przyczyniły się do poprawy metodologii i modeli oceny ryzyka, tak, by wykorzystać nową wiedzę zdobytą w wyniku kryzysu. Inkorporowaliśmy lepsze rozwiązania, tworząc przyszłościowe modele – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Petrykowski, dyrektor regionalny na Europę Środkowo-Wschodnią w agencji ratingowej Standard & Poor’s.

Podkreśla, że agencje przeszły zmiany zarówno dzięki pracy wewnętrznej, jak i w wyniku pojawienia się nowego regulatora. ESMA (European Securities and Markets Authority), czyli Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych, monitoruje rynki finansowe i wymaga od agencji ratingowych większej przejrzystości.

 – Dodatkowo pojawił się nowy ważny aspekt zarządzania ryzykiem. Agencje ratingowe patrzą teraz nie tylko na ryzyko relacji z klientem, lecz także kładą większy nacisk na zarządzanie ryzykiem i tak zwany monitoring zgodności z różnego typu przepisami i prawami, zarówno globalnymi, jak i lokalnymi – tłumaczy dyrektor.

Firmy, zdaniem przedstawiciela Standard & Poor’s, wciąż pracują nad reputacją, by pokazać, że są agencjami obiektywnymi, wykorzystującymi najlepsze i obiektywne narzędzia do oceny podmiotów według ustalonych kryteriów.

 – W taki sposób, by inwestorzy mogli porównywać różne podmioty w ramach tej samej branży i np. pomiędzy różnymi lokalizacjami geograficznymi. Dążymy do wzrostu przejrzystości rynkowej – deklaruje Marcin Petrykowski.

Kryzysowa i pokryzysowa krytyka przejrzystości działań branży finansowej, nie tylko agencji ratingowych, doprowadziła do szeregu zmian, mających doprowadzić nie tylko do lepszego nadzoru czy poprawienia reputacji, lecz także do podniesienia poziomu bezpieczeństwa działalności całej branży, by w przyszłości ograniczyć ryzyko kolejnych kryzysów.

 – Tak samo jak ewoluuje bankowość, tak samo będzie ewoluowała branża ratingowa. Zmierzamy w kierunku coraz większego nadzoru i coraz bardziej aktywnego regulowania działalności, tak, by branża była przejrzysta, obiektywna i zrozumiała dla wszystkich uczestników rynku – informuje Marcin Petrykowski.