Zaprogramować pracę marzeń – Inżynierskie Targi Pracy 2014

Dziś tj. 18 marca, ruszają w Warszawie Inżynierskie Targi Pracy 2014. To największe tego typu wydarzenie w Polsce skupi przez 2 dni przedstawicieli 75 czołowych firm, w dużej mierze operujących w najdynamiczniej rozwijającej się dziś branży IT.

Stołeczne targi z roku na rok stają się coraz ważniejszym punktem na HR-owej mapie Polski. Tylko w zeszłym roku Dużą Aulę Gmachu Głównego Politechniki Warszawskiej odwiedziło blisko 33.000 studentów z całego kraju. Odbywające się już po raz 21. wydarzenie stanowić będzie doskonałą okazję zarówno dla żaków i absolwentów kierunków ścisłych, jak i przedstawicieli czołowych przedsiębiorstw na rynku pracy. Ci pierwsi otrzymają wiele cennych informacji na temat aktualnych akcji rekrutacyjnych, a także wymagań stawianych potencjalnym pracownikom. Ci drudzy – poczynią pierwsze kroki w kierunku pozyskania dla siebie najlepszych, pełnych innowacyjnych pomysłów oraz gotowych na nowe wyzwania studentów. – Inżynierskie Targi Pracy to uznana marka na krajowym poletku rekrutacyjnym. Impreza ta od wielu lat cieszy się ogromną popularnością wśród studentów warszawskich uczelni technicznych – m.in. miejscowej Politechniki i Uniwersytetu, Wojskowej Akademii Technicznej, Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego czy Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych. To znakomita baza zasobów ludzkich, w której możemy znaleźć przyszłego specjalistę – zauważa Tomasz Krawczyński, dyrektor polskiego oddziału brytyjskiej firmy Mobica.

Inżynierskie Targi Pracy to nie tylko ekspozycje pracodawców – goście wydarzenia będą mogli skorzystać także z bogatej oferty szkoleniowej. Dla uczestników zorganizowane zostaną 24 darmowe warsztaty, które poprowadzą przedstawiciele wystawiających się firm. Przybliżą oni w ten sposób studentom swe wartości, charakterystykę danej pracy oraz stawiane przez siebie wymagania. Tematyka spotkań? W sporej mierze skupiona wokół IT, ale jednocześnie bardzo rozległa – każdy powinien więc znaleźć interesujące go zagadnienie.

Podczas targów po raz kolejny odbędzie się również finał plebiscytu „Pracodawca dla Inżyniera”. Studenci tradycyjnie już wybiorą firmę, która ich zdaniem proponuje najlepsze środowisko dla rozwoju kariery oraz własnych zainteresowań. – Ta nagroda to duży prestiż i jasny znak dla osób poszukujących pracy – „tak, to pracodawca na poziomie”. Dokładamy wszelkich starań, by nasi pracownicy czuli się u nas docenieni i mieli świadomość prawdziwego rozwoju. Zdobycie statuetki „Pracodawca dla Inżyniera” byłoby dla nas ogromnym wyróżnieniem – podsumowuje Tomasz Krawczyński.

Zalety video marketingu okiem eksperta

Co minutę do YouTube trafia ponad 100 godzin materiału video, a co miesiąc ponad miliard osób na całym świecie odwiedza serwis, aby obejrzeć na nim różnorodne treści. Korzystanie z video jako narzędzia marketingowego jest obecnie jednym z najszybciej rozwijających się trendów w mediach interaktywnych. Według Brightcove, od września 2010, aż 85% marketingowców zdecydowało się wykorzystać video do promocji usług i produktów.

Jeszcze kilka lat temu stworzenie strony internetowej było zabiegiem pozwalającym na znaczne wyprzedzenie konkurencji. Dzisiaj serwis www, który jest najszybszą formą dotarcia do klienta, to nieodzowny element marketingu każdego przedsiębiorstwa. Aby się wyróżnić należy odważnie sięgać po nowe środki. Jednym z nich jest wciąż raczkujący video marketing, który dzięki swoim możliwościom w pełni zasługuje na uznanie wśród marketerów. Sposób promocji, który jak żaden inny szanuje permanentny brak czasu klientów oraz udziela błyskawicznych i wyczerpujących odpowiedzi zdobywa coraz więcej zwolenników.

Prognozy dotyczące video online mówią, iż do 2015 roku będzie ono wymogiem, nie dodatkową atrakcją. Już dzisiaj usługi dotyczące takich realizacji znacznie wykraczają poza standardowe obszary reklam zarówno telewizyjnych, jak i Internetowych. Coraz więcej firm wykorzystuje produkcję video do tworzenia marketingowych treści online, webmercials (infomercials), filmów promocyjnych, filmów i szkoleń korporacyjnych oraz nadawanych na żywo webcastów.

Video w sieci pomaga stworzyć interaktywne doświadczenie, które angażuje użytkownika i jednocześnie pozwala przemawiać bezpośrednio do niego – mówi Kamila Szwagiel, Project Manager GRUPA 365NET. Ponad to wykorzystuje ono wizualne, akustyczne i motoryczne możliwości oraz odwołuje się do emocji, przez co zwiększa szanse na coraz bardziej konkurencyjnym rynku reklamowym.

Lepsza komunikacja z klientem tworzy silniejsze relacje, a to z kolei zachęca go do zakupu. W celu jej usprawnienia trzeba przede wszystkim udowodnić oglądającym, iż ich uwaga jest warta czasu i wysiłku poświęconego do produkcji materiału. Następnym krokiem jest zapoznanie się ze zwyczajami grupy docelowej. Powszechnie wiadomo, iż konsument woli poświęcić 2-3 minuty na oglądnięcie video, zamiast 15 minut na przeczytanie tekstu. Jest głodny informacji, ale ma mało czasu żeby ją przyswoić. Ponad to, przeciętny użytkownik Internetu poszukuje informacji przeglądając video na serwisach sharingowych – YouTube notuje ponad 4 miliardy odsłon dziennie, co sprawia iż jest on drugą co do wielkości wyszukiwarką. Dodatkowym atutem jest to, iż filmy video są łatwe do wyszukiwania – jest to około 70% ze 100 najlepszych notowań w Google.

Istotnym elementem całej strategii jest to, że video które trafia do sieci przez długi okres czasu zachowuje swoją świeżość. Dodatkowo, jeśli odpowiednio wykorzystamy media społecznościowe istnieje duża szansa, że dotrzemy z komunikatem do wielu odbiorców w bardzo krótkim czasie. – komentuje Kamila Szwagiel, Project Manager GRUPA 365NET.

Wpasowując się w aktualne trendy, uznaliśmy jednogłośnie, iż skuteczna promocja usługi NR1WINTERNECIE musi angażować grupę docelową w taki sposób, który nie zagwarantuje żadna inna forma przekazu poza video produkcją. Założeniem realizacji video dla NR1WINTERNECIE była również swoista synchronia. Video promujące usługę bawi, edukuje i inspiruje jednocześnie. – dodaje Kamila Szwagiel.

Nie ważne czy korzystamy z krótkiego intro, streszczonego webmercial’u lub pełnej długości filmu promocyjnego. Video, idealny przykład popularnej tendencji opartej na wykorzystaniu technologii, wyróżni każdą stronę i pomoże rozszerzyć zasięg na rynku. Ponad to, odpowiednio promowane zadziała w sieci jak perpetuum mobile – raz puszczone w ruch będzie działać bez ustanku.

Rusza kolejna edycja biznesowych „Oskarów”

Do 15 czerwca br. przedsiębiorcy mogą zgłaszać się do udziału w 12. polskiej edycji konkursu EY Przedsiębiorca Roku. Laureaci zostaną wyróżnieni w trzech kategoriach: Produkcja i Usługi, Nowe Technologie / Innowacyjność oraz Nowy Biznes. Przedsiębiorca Roku 2014 reprezentować będzie Polskę w międzynarodowym finale w Monte Carlo, w którym spotkają się wszyscy zwycięzcy lokalnych edycji konkursu – z ponad 60 krajów świata.

Niezależne od EY Jury konkursu wyróżni najlepszych twórców firm, charyzmatycznych przywódców biznesowych i innowacyjnych wizjonerów, których przedsiębiorczość, determinacja, jak również wkład w rozwój polskiego biznesu zasługuje na uznanie.

Aby wziąć udział w konkursie wystarczy do 15 czerwca br. wypełnić formularz aplikacyjny dostępny na stronie http://www.przedsiebiorcaroku.pl/. Tegoroczna edycja przynosi zmiany w kategoriach konkursu. Połączone zostały w jedną kategoria Produkcja i Usługi, do której mogą zgłaszać się przedsiębiorcy zarządzający firmami z minimum 20 mln przychodem za ubiegły rok. Bez zmian pozostaje kategoria Nowy Biznes, gdzie szansę na wygraną mają młode innowacyjne firmy, których działalność nie przekracza pięciu lat. Debiutuje natomiast kategoria Nowe Technologie / Innowacyjność, która powstała z myślą o twórcach firm wyprzedzających konkurencję pod względem zastosowanych rozwiązań innowacyjnych. Kandydaci startujący w tej kategorii muszą działać na polskim rynku przynajmniej dwa lata, a ich przychody ze sprzedaży powinny przekraczać 5 mln zł. Rozstrzygnięcie 12. edycji konkursu, w tym przyznanie tytułu Przedsiębiorca Roku 2014, nastąpi w listopadzie br. podczas uroczystej Gali Finałowej, która będzie transmitowana przez dwie stacje telewizyjne: TVN24 i TVN24 Biznes i Świat.

Z ogromną satysfakcją witamy kolejnych partnerów naszego konkursu i z niecierpliwością czekamy na zgłoszenia. W tym roku po raz pierwszy można zaistnieć w którejś z dwóch nowoutworzonych kategorii. Pierwsza z nich daje pole do popisu firmom produkcyjno-usługowym, a druga bardzo mocno akcentuje technologiczną innowacyjność. Polska przedsiębiorczość bardzo szybko się rozwija i zmienia, a my staramy się zmieniać konkurs w podobnym rytmie. Dwunasta edycja przynosi szerokie otwarcie na kandydatów reprezentujących dojrzałe, wygrywające na wymagających rynkach biznesy, ale i na początkujących, młodych wizjonerów. Rośnie też wartość i ranga wygranej, bo coraz istotniejsza jest dla polskich firm silna promocja poza granicami naszego kraju. A właśnie to można zdobyć wraz z konkursowym laurem. – przypomina Barbara Górska, która od 2006 kieruje polską edycją konkursu.

Oceniając kandydatów, w pełni niezależne od EY grono jurorskie weźmie pod uwagę m.in. takie kryteria jak: przedsiębiorczość, strategia firmy, wyniki finansowe, działalność międzynarodowa, innowacyjność oraz relacje z pracownikami i otoczeniem, w którym dana firma funkcjonuje. Jurorzy dokonają wyboru również w oparciu o kryteria pozaekonomiczne, takie jak: pasja, determinacja, wizja, etyka, czy zaangażowanie w przedsięwzięcia na rzecz lokalnych społeczności.

W skład niezależnego od EY Jury wchodzą wybitne osobistości polskiego biznesu oraz zwycięzcy minionych edycji konkursu:

„ Jan Krzysztof Bielecki – Przewodniczący Jury, Przewodniczący Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów
„ Leszek Czarnecki – Przewodniczący Rady Nadzorczej Getin Holding
„ Andrzej Dębowski – Prezes DIE Inwestycje
„ Ryszard Florek – Przedsiębiorca Roku 2010, Prezes Zarządu FAKRO
„ Jerzy Koźmiński – Prezes Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności
„ Piotr Mikrut – Przedsiębiorca Roku 2009, Prezes Zarządu Fabryki Farb i Lakierów Śnieżka
„ Krzysztof Pawiński – Przedsiębiorca Roku 2011, Prezes Grupy Maspex Wadowice
„ Ewald Raben – Przedsiębiorca Roku 2012, Prezes Grupy Raben
„ Jacek Siwicki – Prezes Enterprise Investors
„ Andrzej Wiśniowski – Przedsiębiorca Roku 2013, twórca firmy WIŚNIOWSKI

EY Przedsiębiorca Roku to jedyna tej skali międzynarodowa inicjatywa promująca najlepszych przedsiębiorców na świecie. Od 12 lat również w Polsce konkurs wspiera rozwój najbardziej wartościowych polskich firm prywatnych. Kryteria konkursu są spójne we wszystkich lokalnych edycjach – dając przedsiębiorcom z całego świata równe szanse w rywalizacji o zwycięstwo w międzynarodowym finale World Entrepreneur of the Year, odbywającym się co roku w Monte Carlo. W tym roku w światowym finale konkursu w Monte Carlo Polskę reprezentować będzie Przedsiębiorca Roku 2013, Andrzej Wiśniowski, twórca firmy WIŚNIOWSKI.

Dotychczasowymi zwycięzcami polskiej edycji konkursu EY Przedsiębiorca Roku byli Krzysztof Pawłowski (Wyższa Szkoła Biznesu National-Louis University w Nowym Sączu), Zbigniew Sosnowski (Kross), Tadeusz Winkowski (Quad/Graphics), Maciej Duda (Polski Koncern Mięsny DUDA), Dariusz Miłek (CCC), Michał Kiciński i Marcin Iwiński (CD Projekt), Piotr Mikrut (Śnieżka), Ryszard Florek (FAKRO) Krzysztof Pawiński (Grupa Maspex), Ewald Raben (Grupa Raben) oraz Andrzej Wiśniowski (WIŚNIOWSKI).

Kompania Piwowarska powiększyła centrum dystrybucji w Swarzędzu

Kompania Piwowarska rozpoczęła użytkowanie nowego centrum dystrybucji piwa w Swarzędzu. Dzięki tej inwestycji KP będzie mogła lepiej zarządzać logistyką dystrybucji, sprawniej dostarczać piwo do klientów i zwiększyć zatrudnienie.

Na przełomie lutego i marca Kompania Piwowarska przejęła w Centrum Logistyczno-Inwestycyjnym Poznań w Swarzędzu halę o powierzchni ok. 20 tysięcy m2, tj. dwukrotnie większą niż dotychczas używana. Ta olbrzymia powierzchnia stanowi aż 18% całej powierzchni magazynowej użytkowanej przez KP. Większe centrum firma posiada jedynie w Tychach. Kompania Piwowarska związała się kilkuletnią umową z CLIP, ponieważ traktuje nowe centrum jako miejsce strategiczne dla dystrybucji piwa do klientów z zachodniej Polski.

Więcej miejsca, więcej pracy, więcej piwa

Zwiększenie użytkowanej powierzchni i idące za tym zmiany w logistyce dystrybucji pozwolą zwiększyć zatrudnienie w Swarzędzu. W sezonie w nowym magazynie będzie pracować ok. 100 osób, czyli prawie dwukrotnie więcej niż do tej pory.

Nowe centrum dystrybucji to z jednej strony odpowiedź KP na rosnące oczekiwania rynku w zakresie obsługi logistycznej, z drugiej wyjście naprzeciw planom sprzedaży w kolejnych latach. Lider branży piwowarskiej szacuje, że sprzedaż z tego centrum dystrybucyjnego osiągnie w sezonie 0,9 mln hektolitrów, czyli blisko 3 razy więcej niż w ubiegłym roku. Dzięki nowemu magazynowi KP będzie mogła też lepiej obsługiwać klientów.

– Zdecydowaliśmy się powiększyć powierzchnię centrum dystrybucyjnego w Swarzędzu, by realizować dostawy bardziej precyzyjnie: szybko i terminowo. Nowy magazyn pozwoli zwiększyć częstotliwość dostaw i bardziej sprawnie dotrzeć do klientów – tłumaczy Marcin Andrzejczak, regionalny kierownik ds. logistyki w Kompanii Piwowarskiej.

Po przeprowadzce do nowej przestrzeni, ze Swarzędza będzie wyjeżdżać 12 samochodów ciężarowych wypełnionych piwem na godzinę. Ta liczba jest porównywalna jedynie z mocą załadunkową browaru w Tychach i Poznaniu. Większa moc oznacza rozszerzenie zasięgu działania centrum dystrybucji w Swarzędzu. W praktyce oznacza to, że Swarzędz przejmie część sprzedaży od browaru w Poznaniu. Ta zmiana ułatwi browarowi obsługę zwiększonych mocy rozlewowych wynikających z poczynionych w październiku ubiegłego roku inwestycji w nową linię butelkową.

To nie jedyna inwestycja KP w Swarzędzu, gdzie pod koniec marca zacznie funkcjonować także nowy magazyn materiałów promocyjnych i wyposażenia dla gastronomii o powierzchni około 6 tysięcy m2. Znacząco poprawi on funkcjonalność zaopatrywania rynku w te materiały.

Polski rynek artykułów kosmetycznych wzrósł o 2% w 2013 r.

Polski rynek kosmetyczny to rynek dojrzały, ustabilizowany, ale nadal podlegający przemianom. Stale rozwija się, choć w zdecydowanie wolniejszym tempie w porównaniu z okresem do 2009 roku, co jest głównie wynikiem niższych wydatków konsumenckich. Według szacunków zawartych w najnowszym raporcie PMR „Rynek dystrybucji artykułów kosmetycznych w Polsce 2014. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2014-2019”, w 2013 roku rynek zanotował wzrost o 2% i osiągnął wartość niemal 20 mld zł. Zgodnie z naszymi prognozami, do końca 2016 roku wartość ta wzrośnie do 23 mld zł.

Dyskonty rosną najszybciej
Kanałem, który notuje w ostatnich latach największe dynamiki wzrostu, są dyskonty spożywcze. Nie tylko szybko zwiększają liczbę swych placówek, ale również przyciągają do sklepów coraz więcej klientów. Do dynamicznego wzrostu sprzedaży w dyskontach przyczyniło się również znaczne rozszerzenie przez te sklepy oferty markowych kosmetyków. Tym samym dyskonty zaczęły odbierać klientów nie tylko hipermarketom, ale również drogeriom.

Sieci drogerii to kanał, który również rośnie w dwucyfrowym tempie. Dzieje się tak na skutek zwiększania liczby placówek przez duże zagraniczne sieci, zwłaszcza przez lidera rynku – sieć Rossmann. Ponadto, w szybkim tempie rozwijają się sieci franczyzowe, m.in. Drogerie Laboo i Drogerie Polskie, co powoduje, że liczba placówek sieciowych zwiększa się o kilkaset rocznie, a tym samym segment sieci szybko zyskuje udziały w rynku kosztem placówek niezależnych. Już ponad 1 800 niezależnych sklepów drogeryjnych w Polsce działa w ramach systemów franczyzowych i partnerskich.

„Niska cena to w obecnych czasach jeden z najważniejszych wyznaczników zakupu kosmetyku. Konsumenci mają swoje ulubione marki, ale szukają okazji do ich zakupu, czekają na promocje. Kupują teraz bardziej ekonomicznie, sięgają po tańsze produkty i częściej wybierają marki własne. Mając to na uwadze, producenci wprowadzają tańsze linie kosmetyków oraz obniżają ceny swoich sztandarowych produktów, a detaliści coraz częściej stosują różnego rodzaju promocje. Ponadto, drogerie obniżają ceny, aby móc konkurować z dyskontami, które oferując coraz więcej markowych kosmetyków, odbierają im klientów. Ekspansja dyskontów oraz opinia taniego sklepu, jaką się cieszą powodują, że coraz więcej osób dokonuje tam zakupów spożywczych, przy okazji kupując również dostępne kosmetyki. W wyniku tej wojny cenowej spada lub wolniej rośnie wartość poszczególnych kategorii produktowych, spadają marże, a tym samym pogarsza się rentowność branży”, komentuje Patrycja Nalepa, starszy analityk handlu w firmie PMR.

Rossmann umacnia pozycję
Rosnąca dominacja rynkowa sieci Rossmann jest również widoczna w naszym badaniu przeprowadzonym na potrzeby raportu – aż 63% respondentów wymieniło spontanicznie jej nazwę w pytaniu o podanie preferowanego miejsca zakupu kosmetyków. Jest to zauważalna zmiana na korzyść tej sieci o 9 p.p. w stosunku do ubiegłorocznych notowań. W drugiej kolejności najczęściej wymienianą była firma Avon, która również odnotowała wzrost wskazań, o 3 p.p.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek dystrybucji artykułów kosmetycznych w Polsce 2014. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2014-2019”.

Po 2020 r. warszawskie elektrociepłownie będą wykorzystywać coraz mniej węgla. Zastąpią go gazem

PGNiG Termika, największy dostawca ciepła dla Warszawy, zapowiada stopniowe zastępowanie węgla kamiennego gazem w procesie produkcji ciepła. W stołecznych elektrociepłowniach powstaną więc nowe bloki na gaz. Inwestycje potrwają co najmniej do 2020 r. Spółka rozwija się także poza Warszawą, m.in. poprzez wspólną z Tauronem inwestycję w Stalowej Woli.

 – Plany inwestycyjne mamy ambitne. Główną inwestycją jest realizowany wspólnie z Tauronem blok gazowo-parowy w Stalowej Woli, gdzie jesteśmy właścicielem 50 proc. akcji. Ta inwestycja, warta 1,4 mld zł, będzie oddana w połowie 2015 roku – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Gajewski, prezes zarządu PGNiG Termika.

Budowa nowego bloku gazowo-parowego w Elektrociepłowni Stalowa Wola ruszyła w grudniu 2012 r. Jego moc wyniesie 450 megawatów. Blok ma od początku pracować w wysokosprawnej kogeneracji, czyli wytwarzać równocześnie energię elektryczną i cieplną.

Taki sam blok powstanie niedługo w Elektrociepłowni Żerań. PGNiG Termika chce rozpisać przetarg w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Jak podkreśla Andrzej Gajewski, to bardzo istotna inwestycja, bo wpłynie na dywersyfikację dostaw paliwa. Przewidywany termin oddania nowego bloku w EC Żerań to 2018 r. Zwiększy ona możliwości produkcyjne energii elektrycznej przez elektrociepłownię o 50 proc.

W tej chwili wszystkie elektrociepłownie należące do PGNiG TERMIKA, czyli Żerań, Pruszków i Siekierki, działają na węgiel oraz w niewielkim zakresie na biomasę.

 – Nowy blok na Żeraniu będzie na gaz, czyli będziemy mieli dywersyfikację dostaw paliwa. Kolejną inwestycją w Warszawie, która już jest w trakcie realizacji, jest modernizacja elektrociepłowni w Pruszkowie. Z uwagi na normy środowiskowe podjęliśmy decyzję, że Pruszków będzie zasilany gazem w prawie 50 proc. – mówi Gajewski.

Ostatnia w kolejności inwestycja dotyczy największej z warszawskich elektrociepłowni, czyli Siekierek. Tam również PGNiG TERMIKA planuje dywersyfikację w kierunku gazu. Na razie trwają prace studialne, bo inwestycja jest ograniczona brakiem tzw. południowego pierścienia gazu, czyli gazociągu, który dostarczyłby paliwo do elektrociepłowni.

 – Gaz-System dopiero nad tym pracuje. Południowy pierścień gazowy powstanie około 2020 roku i wtedy będziemy mieli nowoczesną elektrociepłownię gazową na Siekierkach – zapowiada Gajewski.

Dodaje, że PGNiG TERMIKA planuje też inwestycje poza Warszawą. Najlepsze perspektywy mają projekty oparte na gazie ze źródeł lokalnych PGNiG.

Spółka chce także rozwijać małe, lokalne ciepłownie w całym kraju. Dla ich opłacalności niezbędne jest jednak państwowe wsparcie kogeneracji. Pracuje nad nim obecnie parlament i wiadomo, że zostanie ono przedłużone co najmniej do 2018 r. Gajewski podkreśla jednak, że niezbędne jest wsparcie w dłuższej perspektywie czasowej.

Rząd pracuje nad zmianami w podatkach. Niektóre pomysły Ministerstwa Finansów wzbudzają silne kontrowersje

CEO Magazyn Polska

Dziś rząd ma zająć się projektem nowelizacji ustawy Ordynacja podatkowa, która – zgodnie z uzasadnieniem resortu finansów – ma poprawić efektywność systemu podatkowego i uprościć procedury. Większość ze 125 proponowanych zmian eksperci oceniają jako pozytywne lub neutralne dla podatników, ale kilka z nich, np. zwiększające kontrolę nad podatnikiem czy opóźniające moment zaliczenia nadpłaty, budzi kontrowersje. 

Branża negatywnie ocenia poprawki dotyczące klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania. Zgodnie z nią fiskus będzie miał możliwość zakwestionowania transakcji podmiotów gospodarczych, gdy uzna, że jedynym jej benefitem są korzyści podatkowe. Zasadność stosowania tej klauzuli oceniać będzie specjalnie do tego celu powołana Rada ds. Unikania Opodatkowania złożona z niezależnych ekspertów. 

 – Mają być wprowadzone różne zabezpieczenia, jednak końcowy efekt często będzie taki, że tego typu transakcja będzie potraktowana przez fiskusa jako transakcja, która nie miała miejsca. Zostanie więc opodatkowana w inny sposób niż podmioty planowały – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Roszkowski, partner w Accreo, radca prawny i doradca podatkowy.

Resort proponuje także wprowadzenie przepisu, zgodnie z którym urząd skarbowy, chcąc uzyskać informacje o rachunku bankowym, będzie mógł przekazać sprawę do Urzędu Kontroli Skarbowej. Ponieważ ten drugi działa w oparciu o odrębne regulacje, to będzie mógł występować do banków o daną informację.

 – Pomysł rozszerzenia możliwości kontroli kont był dyskutowany już wcześniej i ucichł pod wpływem krytyki. Obecnie próbuje się go przeforsować niejako tylnymi drzwiami, co nie jest dobrą praktyką tworzenia prawa – twierdzi Roszkowski.

Ekspert firmy Accreo niekorzystnie ocenia również zmianę dotyczącą ustanowienia kar wobec podatników, którzy nie przedstawiają dokumentów w trakcie procedury podatkowej, czyli np. podczas czynności sprawdzających. Do tej pory spóźnianie się z przedstawieniem stosownej dokumentacji nie było karane.

Jedną z bardziej kontrowersyjnych zmian, którą Ministerstwo Finansów wprowadza, jest zmiana momentu powstawania nadpłaty. Do tej pory, jeśli podatnik wpłacił nienależne fiskusowi pieniądze, nadpłata powstawała w momencie wpłaty do organu podatkowego. Wtedy też było naliczane oprocentowanie od tej nadpłaty.

 – Ministerstwo chce, by rozpoznawanie nadpłaty następowało w momencie, w którym zostaje ona ujawniona przez podatnika, czyli kiedy przyjdzie on do urzędu i powie, że ta nadpłata istnieje. To oznacza, że od momentu wpłaty do momentu jej ujawnienia fiskus swobodnie dysponuje tymi pieniędzmi, a podatnik nie ma z tego tytułu żadnych benefitów w formie odsetek – wyjaśnia Michał Roszkowski. 

Jego zdaniem, niekorzystne dla podatników będzie również wprowadzenie możliwości doręczania korespondencji w formie elektronicznej.

 – Ma to wprawdzie zapobiec nieodbieraniu przesyłek przez podatników, może jednak prowadzić do sytuacji, w której urzędy będą wysyłać korespondencję do podatników dopiero w ostatnim dniu terminu – mówi radca prawny.

Postulowaną przez Ministerstwo Finansów zmianą, która będzie ułatwieniem dla podatników, jest natomiast wprowadzenie pełnomocnictwa ogólnego. Dzięki temu pełnomocnicy nie będą musieli posiadać osobnego pełnomocnictwa do każdej sprawy, w której reprezentują podatnika. Dodatkowo pełnomocnictwo będzie mogło być przedkładane Ministerstwu Finansów w formie elektronicznej, co znacznie uprości całą procedurę.

Nowelizacja ustawy obejmuje 125 regulacji. Ministerstwo Finansów zamierza wdrożyć niektóre z nich jeszcze w tym roku. 

Europejski biznes boi się pakietu klimatycznego. Gospodarka unijna może stać się niekonkurencyjna

Na rozpoczynającym się w czwartek posiedzeniu Rady Europejskiej głównym tematem będą zmiany w pakiecie energetyczno-klimatycznym. Przedstawiciele europejskiego biznesu alarmują, że ambitne cele, które unijna polityka zakłada w perspektywie do 2030 roku, podkopią konkurencyjność gospodarki UE. Stracić mogą najbardziej kraje takie jak Polska, których energetyka w większości oparta jest na węglu.

 – Mamy szczególne powody do niepokoju, ponieważ ponad 90 proc. energii w Polsce produkowane jest z węgla – mówi Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej i szef komitetu ds. klimatu i energetyki Eurochambres (Stowarzyszenia Europejskich Izb Przemysłowo-Handlowych). – Nie ma możliwości, byśmy z dnia na dzień zmienili źródła pochodzenia energii. To wymaga dłuższego czasu i o ten czas apelujemy do w Brukseli. O to samo powinny apelować polskie władze.

Choć stowarzyszenie nie ma jeszcze jednego wspólnego stanowiska biznesu europejskiego, to już dziś niektóre państwa mają poważne wątpliwości do nowych wymogów klimatycznych. Według propozycji Komisji Europejskiej, do 2030 r. emisja CO2 powinna zostać zredukowana o 40 proc. w stosunku do 1990 r., a udział odnawialnych źródeł energii w produkcji energii elektrycznej ma wzrosnąć do 27 proc. Komisja postuluje także zmiany umożliwiające ingerencję w system handlu pozwoleniami do emisji.

 – Między innymi poważne zastrzeżenia wyrażają eksperci austriaccy, wskazując, że tak ambitne cele mogą bardzo mocno podważyć konkurencyjność gospodarki europejskiej – podkreśla Arendarski w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Przestrzega, że konieczność ograniczania emisji CO2 zmusi przemysł do ucieczki za granicę, do krajów, które nie narzucają tak restrykcyjnych wymogów. To zaś stoi w sprzeczności z celami polityki przemysłowej, które wyznaczyła Komisja Europejska, czyli m.in. zwiększenie udziału przemysłu w PKB Unii z 16 do 20 proc. do roku 2020.

 – Unia stawia sobie pewne cele: po pierwsze wzrostu konkurencyjności gospodarki europejskiej (co jest absolutnie nieodzowne), po drugie – reindustrializacji. Jednocześnie stawia bardzo wysoko poprzeczkę, jeśli chodzi o cele środowiskowe. Te wszystkie rzeczy trzeba ze sobą pogodzić, bo one przecież nie są oddzielne, tylko na siebie wpływają, wzajemnie się warunkując – zaznacza prezes KIG.

Wyjaśnia, że komitet ds. klimatu i energetyki Eurochambres czeka teraz na rozwój wydarzeń po najbliższym szczycie Rady Europejskiej, która ma się ustosunkować do propozycji Komisji Europejskiej i Parlamentu. Potem skoncentruje się na wypracowaniu wspólnego stanowiska biznesu europejskiego.

 – Staramy się również nagłaśniać tę sprawę, tak, żeby przekonać opinię publiczną, że jakkolwiek cele ochrony środowiska są bardzo szczytne i my je popieramy, to jednak nie można dążyć do ich realizacji za wszelką cenę i od razu, tylko trzeba robić to w dłuższym planie, uwzględniając ponadto specyfikę poszczególnych krajów, między innymi Polski – podkreśla Andrzej Arendarski.

Stowarzyszenie Europejskich Izb Handlu i Przemysłu Eurochambres reprezentuje 45 narodowych organizacji, które tworzą sieć 2 tys. regionalnych oraz lokalnych izb, liczących 19 milionów firm i zatrudniających dziesiątki milionów pracowników.

Nie widać ożywienia w budownictwie. Spada liczba oddanych mieszkań

CEO Magazyn Polska

Po 40-proc. spadku produkcji budowlanej w ubiegłym roku, nie widać sygnałów poprawy sytuacji. Co prawda od początku roku nieco poprawia się publikowany przez Główny Urząd Statystyczny wskaźnik koniunktury w budownictwie, ale to oznaka jedynie mniejszego pesymizmu. Nawet łagodna zima nie pomogła branży. Przedsiębiorcy spodziewają się poprawy dopiero w 2015 roku.

W pierwszych dwóch miesiącach roku oddano do użytku 23 tys. 708 mieszkań – o 5 proc. mniej niż rok temu – podał wczoraj Główny Urząd Statystyczny. Pozwoleń na budowę, mimo lekkiej zimy, wydano jedynie o 0,8 proc. więcej.

 – Zima to okres istotnego ograniczenia pracy w sektorze budowlanym. Jeśli jest ciepła, można prace wykonać szybciej, zmniejszyć ryzyko przekroczenia terminu, a w przypadku mniejszych wykonawców łatwiej o zlecenia na drobne prace, zwykle wykonywane na wiosnę. Dla całego rynku budowlanego zima jest jednak obojętna, praktycznie nie generuje nowych zleceń – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa (PZPB).

Ekspert wskazuje, że prace zwykle po prostu się przesuwają – te, które wykona się zimą, wypadną z portfela zamówień w późniejszych okresach.

 – Dodatkowe zlecenia muszą pochodzić z innych źródeł – inwestycji prywatnych i państwowych – mówi Styliński.

Według GUS, w lutym tylko 12 proc. przedsiębiorstw sygnalizowało poprawę koniunktury, a 30 proc. – jej pogorszenie. Moce produkcyjne wykorzystywano na poziomie 66 proc.

Portal e-budowlani.pl wyliczył, że od 1 stycznia do połowy marca upadły 33 spółki branżowe. Według KUKE, branża budowlana jest liderem pod względem natężenia upadłości. W lutym wskaźnik wynosił 3,45 proc. przy średniej całego rynku na poziomie 1,74 proc.

 – Dane o upadłościach w branży budowlanej wskazują, że sytuacja nie jest najlepsza. Po krótkiej przerwie wróciła na czoło branż w największym stopniu obciążonych ryzykiem upadłości. W ostatnim czasie spadła liczba wydawanych pozwoleń na budowę, a to oznacza, że w perspektywie półtora roku pewnie będzie budowanych mniej mieszkań i domów – komentuje Jan Styliński.

Prezes PZPB nie widzi symptomów poprawy kondycji na rynku budowlanym, ale uważa, że sytuacja będzie lepsza w roku 2015 ze względu na większą skalę inwestycji publicznych wspomaganych finansowaniem unijnym. Jako przykład wskazuje prowadzone przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad postępowanie, mające wyłonić wykonawcę, który dokończy po poprzedniku roboty budowlane na autostradzie A4.

 – Pomogą przede wszystkim nowe pieniądze, które de facto pojawią się właśnie w 2015 roku. W związku z tym o większym portfelu zamówień i wzroście wartości rynku budowlanego możemy mówić za mniej więcej rok – przekonuje prezes PZPB.

Problemy branży budowlanej zmuszają przedsiębiorstwa do ograniczania kosztów. Według danych PZPB, w ubiegłym roku spadek produkcji budowlanej wyniósł niemal 40 proc., jednak redukcje zatrudnienia były na poziomie 15 proc. Jan Styliński wyjaśnia, że firmy nie zwalniają pracowników w momencie, kiedy nie mają nowych zamówień. Taki proces trwa nawet kilkanaście miesięcy i zależy od czasu, w jakim portfel zamówień się zmniejsza, od tego, kiedy pojawiają się gorsze wyniki i niższe przychody.

 – Widać, że redukcja zatrudnienia nie nadążała za spadkiem produkcji, przedsiębiorstwa ponosiły koszty utrzymania pracowników. I być może brak nowych zamówień spowodował, że rosnące koszty doprowadziły do fali kolejnych upadłości – podsumowuje Styliński.

Producenci urządzeń do druku poszerzają ofertę o tzw. druk w chmurze. Ma to ułatwić pracę zdalną w firmach

CEO Magazyn Polska

Przedsiębiorstwa zajmujące się drukiem poszerzają ofertę związaną z drukiem mobilnym. To odpowiedź na zmieniające się trendy na rynku pracy. Już dziś wiele osób pracuje zdalnie, a według danych IDC w przyszłym roku 37 proc. pracowników wybierze model pracy niestacjonarnej.

Przedsiębiorstwa coraz chętniej idą też w stronę „bring your own device”, czyli zachęcają pracowników do korzystania z własnych urządzeń przenośnych, takich jak laptopy, tablety czy smartfony. Muszą one być jednak zintegrowane z firmowymi sieciami, w tym również mieć możliwość wydruku. 

 – „Bring your own device” polega na tym, że możemy pracować poza siedzibą firmy lub możemy przynieść do firmy nasze prywatne urządzenia, na których się nam lepiej pracuje. Połączenie obszaru prywatnego z firmowym musi zostać w pewien sposób rozwiązane. Nasze urządzenia mają możliwość dostosowywania sieci do tego, aby przyjmowała również urządzenia prywatne – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Górski z Konica Minolta Business Solutions.

Producenci urządzeń do druku muszą też dostosować się do coraz krótszych serii zamawianych przez firmy. Jak zauważa Górski, firmy produkcyjne nie zamawiają już setek tysięcy takich samych druków, bo na rynku panuje trend w kierunku indywidualizacji. Dlatego serie są coraz krótsze, a to wymaga nowych urządzeń. 

 – Musimy odpowiedzieć na potrzeby naszych klientów oraz dopasować się do panujących trendów na rynku. Najbardziej zauważalnym trendem jest panująca digitalizacja – ocenia Marcin Górski.

Firmie Konica Minolta, pomimo generalnych spadków w branży związanej z drukowaniem, udało się w ostatnich latach utrzymać tendencję wzrostową. Teraz jednak niezbędne będzie dostosowanie oferty do zmieniających się zapotrzebowań klientów. Model komputer-drukarka coraz częściej jest zastępowany przez model urządzenie mobilne-drukarka.

Górski podkreśla, że spółka chce w tym roku poszerzyć portfolio aplikacji biznesowych i rozwinąć wspomaganie zarządzania drukiem. Zmiany są związane przede wszystkim z rosnącą mobilnością w polskich firmach. 

 – Drukowanie w chmurze w tym momencie jest odpowiedzią na mobilność. Mobilność w takim rozumieniu, że posiadamy urządzenia typu tablet, smartfon i chcemy z nich dokonać wydruku. W tym momencie urządzenie musi zinterpretować, czy określony format, który jest przekazywany urządzeniu, ma szansę pojawić się na kartce. I my takie zadanie dostosowaliśmy do wymagań aktualnych urządzeń mobilnych i pracy w systemie zdalnym – tłumaczy Górski.

Górski dodaje, że na tle światowym Polska jest dla Koniki Minolty rynkiem bardzo wymagającym. Dodaje jednak, że podobne trendy obserwuje się na całym świecie. Firma zapowiada, że w tym roku wprowadzi na rynek zupełnie nowe urządzenia do drukowania w formatach A4 i A3.