KPMG podsumowuje 2013 roku w motoryzacji

W 2013 roku produkcja sprzedana polskiego przemysłu motoryzacyjnego osiągnęła wartość 109,2 mld zł. To nominalnie o 6,3% więcej niż w 2012 roku. Za wzrost odpowiada produkcja samochodów użytkowych oraz części i akcesoriów motoryzacyjnych. Wzrost odnotował także polski rynek pojazdów samochodowych. Do 289,9 tys. sztuk (o 6,3% r/r) zwiększyła się liczba rejestracji nowych samochodów osobowych. Rejestracje samochodów użytkowych wzrosły w jeszcze większym stopniu, do czego przyczyniło się nadchodzące wdrożenie normy EURO VI. Takie wnioski płyną z pierwszego z serii raportów kwartalnych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego oraz firmy audytorsko-doradczej KPMG w Polsce, podsumowującego wyniki rynku i przemysłu motoryzacyjnego, a także motoryzacyjnych usług finansowych w 2013 roku.

Rynek motoryzacyjny

Otoczenie rynkowe polepsza się, jednak sytuacja gospodarcza wciąż nie sprzyja sprzedaży pojazdów

Po słabej I połowie 2013 roku, kiedy wzrost gospodarczy wyhamował niemal do zera, w II połowie roku nastąpiło pewne odbicie. W III kwartale polski PKB wzrósł o 1,9% r/r (rok do roku), zaś w IV kwartale szacunkowo o 2,7%.

Poprawa sytuacji gospodarczej wpłynęła na nastroje przedsiębiorstw oraz konsumentów indywidualnych, które stopniowo poprawiały się przez cały 2013 rok. Wskaźniki koniunktury w obu sektorach nabywców są jednak wciąż negatywne, co przekłada się na niską skłonność do ponoszenia istotnych wydatków inwestycyjnych – w tym na środki transportu. Ożywienie popytu na pojazdy wymaga jednak silniejszych bodźców ekonomicznych – mówi Mirosław Michna, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Szef Zespołu Doradców dla Branży Motoryzacyjnej, KPMG w Polsce.

Na rynek pojazdów w końcu 2013 roku wpływały także istotne zmiany o charakterze regulacyjnym.

Część nabywców instytucjonalnych, którzy planowali zakup samochodów osobowych, w końcu roku wstrzymała oddech w oczekiwaniu na potencjalny powrót „kratki” i związane z nią oszczędności podatkowe. Na szczęście w skali całego rynku zakupy nabywców firmowych mimo to wzrosły. W segmencie pojazdów użytkowych nadchodzące wdrożenie normy EURO VI podbudowało sprzedaż. Związane z tym przewidywanie wzrostu cen, skłoniło przedsiębiorców do przyspieszenia zakupów w IV kwartale roku – komentuje Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Dobra II poł. 2013 roku ratuje wyniki w sprzedaży samochodów osobowych

II połowa 2013 roku przyniosła wzrost rejestracji nowych samochodów osobowych o 14,9% r/r, co przełożyło się na poprawę całorocznych wyników. Ogółem w 2013 roku zarejestrowano 289,9 tys. nowych samochodów osobowych, czyli o 6,3% więcej niż w 2012 roku.

Wzrost wypracowali niemal w całości nabywcy instytucjonalni, którzy w 2013 roku zwiększyli zakupy samochodów osobowych o 10,2%. Wśród nabywców indywidualnych poprawa popytu była minimalna (wzrost 1,4%). Niski popyt ze strony osób prywatnych jest jedną z największych słabości tego segmentu rynku w Polsce. W sytuacji, gdy w 2013 roku sprowadzono do Polski 712 tys. używanych samochodów osobowych, nie dziwi fakt, że osoby prywatne (w tym indywidualni przedsiębiorcy!) kupiły jedynie 121 tys. nowych pojazdów – komentuje Mirosław Michna, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Szef Zespołu Doradców dla Branży Motoryzacyjnej, KPMG w Polsce.

W 2013 roku marki popularne stanowiły blisko 91% rejestracji nowych samochodów osobowych w Polsce (262,8 tys. sztuk). Liczba rejestracji w tym segmencie wzrosła o 6,1% r/r. Widoczny jest przy tym wzrost koncentracji rynku. Marki o większym udziale w rynku radzą sobie generalnie lepiej – spośród dziesięciu marek popularnych o największym wolumenie rejestracji w Polsce, osiem odnotowało minimum dziesięcioprocentowy wzrost r/r.

Nieznacznie lepsze wyniki odnotowały marki premium+, których rejestracje wzrosły o 6,9% do 27,2 tys. szt. Także w tym segmencie trzy największe marki (BMW, Audi, Mercedes-Benz) odnotowały wzrosty rzędu 9-14% r/r, czyli znacznie przekraczające średnią dla rynku. Volvo zajmujące czwarte miejsce zwiększyło liczbę rejestracji o 6%. Jest to o tyle istotne, że cztery opisane marki mają 82% udziału w rejestracjach segmentu premium+. Rośnie popyt na średniej wielkości pojazdy. Największy wzrost rejestracji odnotowały – pierwsza i trzecia grupa pod względem liczebności – samochody z segmentu C (tzw. kompakty) oraz małe/średnie SUV-y i crossovery. Dynamicznie rozwijały się też mniej liczne segmenty – małe/średnie MPV i kombivany, czyli także auta średniej wielkości. Nie odnotowano wzrostu w klasie najmniejszych oraz największych aut (z wyjątkiem dużych SUV-ów i crossoverów). Istotny spadek rejestracji widać tylko w jednym segmencie rynku, tj. klasie D, czyli średnio-dużych autach rodzinnych.

Znaczne ożywienie rynku samochodów użytkowych w końcu 2013 roku, brak jednak trwałych podstaw wzrostu

Końcówka roku przyniosła znaczne ożywienie zakupów wszystkich typów samochodów użytkowych. W 2013 roku zarejestrowano 42,2 tys. nowych samochodów dostawczych (o DMC<=3,5t), czyli o 7,1% więcej niż rok wcześniej. Wciąż jednak są to słabsze wyniki niż w 2011 roku. Prawdziwe ożywienie widać było na rynku samochodów ciężarowych (o DMC>3,5t). W skali roku liczba rejestracji wzrosła aż o 20%, do 19,7 tys. O 9% wzrosła także liczba rejestracji nowych autobusów (DMC>3,5t). Ogółem w 2013 roku zarejestrowano ich 1,38 tys. sztuk.

We wszystkich segmentach rynku samochodów użytkowych mieliśmy do czynienia ze znacznym ożywieniem popytu w IV kwartale, ponieważ przedsiębiorcy „rzucili się” na zakupy, aby zdążyć przed wejściem w życie normy EURO VI. W segmencie samochodów ciężarowych mieliśmy w IV kwartale wzrost rejestracji o 2/3 w porównaniu z poprzednim rokiem. Nie należy jednak oczekiwać utrwalenia się trendu wzrostowego w 2014 roku. Nawet biorąc pod uwagę poprawę sytuacji ekonomicznej, trudno będzie powtórzyć te wyniki – komentuje Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Spadki w segmencie jednośladów postępują

Trudności przeżywa rynek nowych motocykli. W 2013 roku liczba rejestracji zmalała w tym segmencie o 4,6% r/r i wyniosła 7,4 tys. szt. Konkurencja ze strony używanych pojazdów jest bardzo silna – w tym samym okresie liczba pierwszych rejestracji używanych motocykli wzrosła o 2,5% i sięgnęła 38,7 tys. Gorsza jest sytuacja w segmencie motorowerów. W 2013 roku zarejestrowano ich 48,8 tys., o 18,7% mniej niż rok wcześniej. Do spadku przyczyniło się zaostrzenie przepisów dotyczących uprawnień do kierowania tego typu pojazdami.

Usługi finansowe

W 2013 roku przekazano w leasing 160,2 tys. pojazdów samochodowych oraz przyczep i naczep, czyli o 13,5% więcej niż w 2012 roku (dane dotyczą członków ZLP). Wartość netto aktywów motoryzacyjnych przekazanych w leasing na całym rynku szacuje się na 20,7 mld zł.

Maleje z kolei zainteresowanie kredytami samochodowymi pomimo rekordowo niskich stóp procentowych i tym samym niskich kosztów kredytu. Na koniec 2013 roku wartość portfolio kredytów samochodowych wyniosła 12,46 mld zł, tj. o 7,7 % mniej niż rok wcześniej. Maleje w szczególności wartość kredytów osób prywatnych.

Nie są jeszcze dostępne dane pozwalające na ocenę rynku ubezpieczeń komunikacyjnych w skali całego 2013 roku, jednak sytuacja po trzech kwartałach nie była najlepsza. Liczba polis OC wzrosła do 18,63 mln (o 1,7% r/r), zaś w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2013 roku składki przypisane brutto zmalały o 5,6% r/r. Suma wypłaconych odszkodowań przy tym praktycznie nie zmalała.

Z kolei liczba polis AC jest od trzech lat zasadniczo niezmienna i wynosi 5,03 mln. W ciągu trzech pierwszych kwartałów 2013 roku składki przypisane brutto związane z AC zmalały o 6,5% r/r przy rosnącej wartości wypłacanych odszkodowań (+1,5% r/r).

Przemysł motoryzacyjny

Słaby popyt ze strony rynków Unii Europejskiej

Produkcja zlokalizowanych w Polsce fabryk pojazdów oraz zakładów produkcyjnych części i podzespołów finalnie niemal w całości jest przeznaczana na eksport. Dlatego kondycja polskiego przemysłu motoryzacyjnego jest silnie uzależniona od popytu na docelowych rynkach zagranicznych, w tym przede wszystkim zachodnioeuropejskich.

Tymczasem w Unii Europejskiej widoczne są dopiero pierwsze oznaki ożywienia gospodarczego. Zgodnie ze wstępnymi szacunkami, strefa euro po siedmiu kwartałach spadków wypracowała w IV kwartale 2013 roku niewielki wzrost PKB (o 0,5% r/r). W całej UE wzrost wyniósł 1%. To wciąż zbyt mało, by pobudzić popyt na nowe pojazdy – mówi Mirosław Michna, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Szef Zespołu Doradców dla Branży Motoryzacyjnej, KPMG w Polsce.

Unijny rynek samochodów osobowych skurczył się w 2013 roku o 1,6% (do 11,86 mln sztuk), zaś samochodów dostawczych o 0,4% (do 1,37 mln sztuk). Wzrosła z kolei liczba rejestracji samochodów ciężarowych i autobusów (odpowiednio o 6,3 i 4,5%), przy czym podobnie jak w Polsce jest to wzrost tymczasowy, związany z EURO VI. Pozytywnym zjawiskiem jest wzrost popytu na części i akcesoria na kilku istotnych z punktu widzeniach Polski rynkach docelowych: w Niemczech, w Hiszpanii i we Włoszech – mówi Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Samochody użytkowe oraz części i podzespoły napędzają polski przemysł motoryzacyjny

W 2013 roku wyprodukowano w Polsce 590,3 tys. pojazdów silnikowych – o 8,9% mniej niż rok wcześniej i ponad jedną trzecią mniej niż w 2008 roku (dane nie obejmują pojazdów specjalnych). Za spadek odpowiada segment samochodów osobowych. W 2013 roku wyprodukowano ich 475,1 tys., tj. o 12% mniej niż rok wcześniej.

Odmienna sytuacja ma miejsce w segmencie samochodów dostawczych i ciężarowych, który od pięciu lat notuje systematyczny wzrost i powrócił już w pełni do równowagi po kryzysie. W całym 2013 roku wyprodukowano ich 111,1 tys. szt. – o 6,9% r/r więcej niż w 2012 roku. Wzrosła także produkcja autobusów do 4,2 tys. sztuk (o 4,8% r/r).

Dobre wyniki – lepsze niż zapowiadały to dane dostępne w połowie 2013 roku – osiągnęli także producenci szeroko rozumianych części i akcesoriów motoryzacyjnych (w tym szyb i akumulatorów) oraz opon. W ciągu trzech kwartałów 2013 roku ich eksport wzrósł (licząc w euro) odpowiednio o 6,7% oraz 6,4% r/r.

Ogółem w 2013 roku produkcja sprzedana polskiego przemysłu motoryzacyjnego osiągnęła wartość 109,2 mld zł. To nominalnie o 6,3% więcej niż w 2012 roku.

PGNiG przenosi inwestycje z poszukiwania i wydobycia na rozwój sieci gazowniczej

CEO Magazyn Polska

Nowy zarząd PGNiG zapewnia akcjonariuszy, że będzie stabilnie – Andrzej Szczęśniak w ten sposób komentuje plany spółki na ten rok. Koncern zmieni nieco priorytety. Mniej niż przed rokiem przeznaczy na poszukiwanie i wydobycie surowców, a więcej na rozwój sieci gazowniczej i rozbudowę magazynów gazu. – To dobre posunięcie, które może zwiększyć dostawy PGNiG na nowe rynki – podkreśla ekspert. Koncern zamierza zainwestować w tym roku prawie 4,5 mld zł.

 – Opublikowane plany to jest powiedzenie akcjonariuszom, że będzie stabilnie. Poziom, który osiągnęło PGNiG w 2013 roku, a tu był znaczący skok, będzie utrzymany. Podstawowe parametry mieszczą się praktycznie w parametrach z 2013 roku. Inwestycje w wysokości 4,5 mld zł to są praktycznie takie same nakłady, z tym, że jest tu bardzo ciekawe przesunięcie, ponieważ znacznie mniejsze będą inwestycje w poszukiwanie i wydobycie – analizuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku gazu i paliw.

Według ogłoszonej w piątek wieczorem strategii, PGNiG chce w tym roku zainwestować 4,5 mld zł, o ok. 400 mln zł mniej niż wynosił plan na 2013 r. Znacznie spadną wydatki na poszukiwanie i wydobycie. Rok temu było to 2,4 mld zł, a w 2014 r. PGNiG planuje przeznaczyć na ten cel 1,9 mld zł. Najwięcej z tej kwoty, bo 0,9 mld zł, zostanie przeznaczonych na poszukiwania, w tym na 33 otwory wiertnicze w Polsce. Wśród nich 10 odwiertów będzie związanych z gazem łupkowym.

Znacznie, bo aż o 170 proc., wzrosną nakłady inwestycyjne na wytwarzanie energii cieplnej i elektrycznej. 1,2 mld zł trafi na rozwój i modernizację sieci gazowniczej, a 0,7 mld zł na rozbudowę podziemnych magazynów gazu.

Szczęśniak ocenia, że przesunięcie w tym roku środków inwestycyjnych na infrastrukturę to dobra decyzja spółki.

 – Źle się dzieje, kiedy nie można rozwijać pewnych rynków, np. w południowo-wschodniej Polsce, ponieważ przesył i dystrybucja szwankują. W związku z tym to jest dobre posunięcie, żeby zwiększyć siłę wewnętrzną PGNiG, czyli siłę dostaw na pewne rynki. W tym przypadku może być również pomocna nowa specustawa, o ile przejdzie, ponieważ pozwoli przesyłać gaz w nowe regiony, zwłaszcza do Polski południowo-wschodniej i północno-wschodniej – podkreśla Szczęśniak.

Dzięki poprawie jakości sieci gazowniczej, PGNiG powinno poprawić sprzedaż, choć zmiana będzie zauważalna dopiero w perspektywie kolejnego roku lub dwóch lat.

 – Spółka ma osiągnąć wewnętrzną stabilność i poprawić pewne wewnętrzne parametry – to zarząd obiecuje. Pytanie, jak się ułożą czynniki zewnętrzne, bo rzeczywiście zagrożenie narasta. Ryzykiem jest m.in. rozwój wydarzeń na Ukrainie – ocenia Szczęśniak.

Powołany z końcem grudnia zarząd PGNiG musi też zmagać się z obligiem giełdowym. Przepisy nakazują spółce sprzedawać gaz poprzez Towarową Giełdę Energii. W ubiegłym roku (obligo obowiązuje od września) miało to być minimum 30 proc. produkcji, czyli ok. 1,6 mld m3. W tym – aż 40 proc., czyli nawet 6 mld m3. W 2013 r. PGNiG nie wypełniło obliga, bo na TGE nie ma wystarczającego popytu. Większość dużych odbiorców jest związanych kontraktami długoterminowymi. Szczęśniak podkreśla, że poziom obliga jest zbyt wysoki, a teraz spółce grozi kara od URE.

 – Spółka nie wypełniła w 2013 roku swojego zobowiązania, które moim zdaniem było nierealistyczne, i dzisiaj też nie wypełnia. Jeżeli państwo nie zdecyduje się na pewne zmiany przepisów, to nad spółką będzie wisiała groźba kary za niewykonanie tego zobowiązania – ocenia Szczęśniak.

Nowy zarząd PGNiG przygotowuje się również do trudnych negocjacji z Qatargasem na dostawę płynnego gazu LNG do budowanego gazoportu w Świnoujściu. Zdaniem Andrzeja Szczęśniaka, priorytetem powinno być przesunięcie terminu pierwszych dostaw, a nie renegocjacja cen surowca. Wiadomo, że gazoport nie zostanie uruchomiony zgodnie z planem pod koniec czerwca tego roku, a to wtedy miały ruszyć dostawy z Kataru.

 – Na dzisiaj podstawowym problemem PGNiG jest nowy harmonogramu dostaw. Spółka powinna, moim zdaniem, odsunąć pierwsze dostawy z lipca 2014 na lipiec 2015 roku, bo to jest pół roku opóźnienia – z pewnym zapasem na błąd i uruchomienie gazoportu. Wymaganie od firmy, żeby w tym samym czasie negocjowała ceny, jest nieporozumieniem. Nie wierzę, żeby w tej sytuacji można było wynegocjować obniżenie cen przed rozpoczęciem dostaw – uważa Szczęśniak.

Mazowsze dostanie 1,5 mld euro mniej z UE. Przez janosikowe może mieć problem ze zdobyciem wkładu własnego

CEO Magazyn Polska

Mazowsze otrzyma do 2020 r. niemal 1,5 mld euro mniej środków unijnych niż w latach 2007-2013. To wynik tego, że województwo ma produkt krajowy brutto przekraczający 90 proc. unijnej średniej. Jednak z powodu problemów budżetowych Mazowsza, samorządy w regionie mogą mieć problem z pozyskaniem wkładu własnego na inwestycje.

 – Dostaniemy w tej perspektywie budżetowej 60 proc. mniej niż z perspektywy na lata 2007-2013. Z dwóch funduszy, Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego i Europejskiego Funduszu Społecznego w tej perspektywie, mieliśmy 2,8 mld euro, a będziemy mieli niecałe 2,085 mld euro, czyli około 700 mln euro mniej. Proporcjonalnie, ponad 400 mln mniej z Europejskiego Funduszu Społecznego i około 300 mln mniej w tych twardych projektach – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego.

Oznacza to, że łącznie województwo mazowieckie dostanie ok. 1,4 mld euro (5,8 mld zł) mniej środków niż w poprzednim unijnym budżecie. Wtedy województwo otrzymało niemal 3,3 mld euro. Mimo tego Polska pozostanie największym beneficjentem unijnych środków – może liczyć na ponad 77 mld euro w ramach polityki spójności, czyli ok. 22 proc. wszystkich funduszy.

Powodem zmniejszenia finansowania dla Mazowsza są zasady rozdzielania funduszy w ramach polityki spójności. Na największe wsparcie mogą liczyć te regiony, których PKB nie przekracza 75 proc. unijnej średniej. W Polsce oznacza to wszystkie województwa z wyjątkiem mazowieckiego. Podobnie jest w niektórych innych nowych krajach UE – na Węgrzech na mniejsze dofinansowanie może liczyć rejon Budapesztu, w Rumunii – Bukareszt, w Czechach – Praga, a na Słowacji – Bratysława. Mniej dostaną regiony z dochodem ponad 90 proc. unijnej średniej.

PKB Mazowsza zgodnie z najnowszymi dostępnymi danymi Eurostatu, pochodzącymi z 2011 r., wynosi 107 proc. unijnej średniej. Województwo wytwarza ponad 22 proc. polskiego PKB. Blisko progu są jeszcze województwa dolnośląskie (74 proc.), śląskie (70 proc.) oraz wielkopolskie (68 proc.).

 – To spowodowało, że na początku dyskusji byliśmy traktowani jako region lepiej rozwinięty. Dzięki licznym zabiegom i ze strony rządu polskiego, i ze strony władz województwa, władz landów niemieckich oraz części regionów hiszpańskich udało się utworzyć nową kategorię,  tzw. regiony przejściowe – transition regions, i dzięki temu mamy pewne gwarancje – mówi Struzik.

Status regionu przejściowego wiąże się też z innym przeznaczeniem unijnych środków.

 – Regiony lepiej rozwinięte mają narzuconą z góry konieczność koncentracji funduszy na określonych celach, które zawarte są w strategii Europa 2020. Pieniądze będą głównie koncentrowane na stworzeniu odpowiedniego wsparcia sfery badawczo-rozwojowej, innowacyjności, rozwoju gospodarki niskoemisyjnej i efektywnej energetycznie, oraz dla warstwy społecznej – tłumaczy Struzik. – Dodatkowo wprowadzono nowy instrument, tzw. instrumenty terytorialne. Musimy zarezerwować określoną pulę środków, około 165 mln euro, i znaleźć dobre projekty, lecz już nie punktowe, tylko zintegrowane dla całej przestrzeni.

Lepsze wyniki Mazowsza mogą spowodować problemy z pozyskaniem wkładu własnego. Budżet województwa jest w bardzo złym stanie, głównie przez wysokie janosikowe, a UE wymaga od regionów przejściowych minimum 20-proc. wkładu własnego. Struzik podkreśla, że to jednak nie tylko problem samorządu województwa, bo zgodnie z przepisami każda instytucja lub organizacja uzyskująca dofinansowanie musi sama zdobyć wkład własny. Dotyczy to także m.in.: gmin, powiatów czy organizacji pozarządowych.

Więcej z własnych środków będą też musieli wyłożyć przedsiębiorcy. W samej Warszawie mogą ubiegać się o dofinansowanie wynoszące 15 proc. do 2017 r., a potem tylko o 10 proc. W biedniejszych regionach województwa, np. w okolicach Radomia lub Płocka, dofinansowanie może sięgnąć 35 proc. W skali kraju na największe wsparcie z UE – nawet 50 proc. – mogą liczyć przedsiębiorcy z województw wschodnich oraz warmińsko-mazurskiego.

 – Województwo mazowieckie musi płacić olbrzymie daniny na rzecz innych regionów. Jako województwo, ale też jako powiaty podwraszawskie i niektóre miasta, napotykamy barierę udziału własnego. Dlatego apelujemy, żeby tę politykę wyrównywania rozwoju skoncentrować na pieniądzach europejskich, bo po to właśnie jest polityka spójności – wzywa Struzik.

Bliski Wschód atrakcyjny dla polskich przedsiębiorców. Co trzeci chce tam szukać kontrahentów

CEO Magazyn Polska

37 proc. polskich eksporterów zamierza szukać partnerów handlowych w krajach arabskich – wynika z raportu firmy Akcenta. Przyciągają ich tam chłonne rynki i stabilny wzrost gospodarczy, a także przygotowywania do światowych imprezz  Expo czy mistrzostwa świata w piłce nożnej.

Z danych GUS wynika, że w trzech pierwszych kwartałach minionego roku sprzedaż polskich towarów w Zjednoczonych Emiratach wzrosła o 76 proc., a w Arabii Saudyjskiej o 32 proc. Eksport do ZEA był większy niż do niektórych państw UE, np. Grecji czy Portugalii.

 – Trend ten potwierdzają również nasze badania, które przeprowadziliśmy pod koniec ubiegłego roku wśród importerów i eksporterów, oraz dane naszych klientów, dla których realizujemy płatności zagraniczne. Obrót między 2012 a 2013 rokiem wzrósł o ponad 50 proc. – podaje Radosław Jarema, dyrektor zarządzający firmy Akcenta w Polsce.

Prognozuje, że w tym roku wzrost sięgnie kolejnych 25-30 proc., a liczba tych transakcji wzrośnie o jedną piątą.

Z badania przeprowadzonego przez firmę Akcenta wynika, że 37 proc. ankietowanych szefów firm deklaruje, że, szukając partnerów handlowych na nowych rynkach, będzie wybierać kraje arabskie. To oznacza, że region ten staje się najpopularniejszym kierunkiem ekspansji polskich przedsiębiorców.

 – Te kraje mają stabilny wzrost gospodarczy. W ciągu ostatnich 10 lat wzrost PKB był średnio powyżej 5 proc. Inwestorów przyciągają też duże imprezy, które przygotowuje się w tamtym regionie: światowa wystawa Expo w roku 2020 w Zjednoczonych Emiratach Arabskich czy Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w Katarze dwa lata później – zwraca uwagę Radosław Jarema.

Rynki te cieszą się również popularnością wśród importerów 55 proc. z nich deklaruje, że chce nawiązać współpracę z państwami arabskimi.

Dominującą walutą, w której dokonuje się transakcji w tym regionie, jest dolar amerykański (92 proc. płatności). Choć Jarema zauważa, że regionalne waluty (rial saudyjski i katarski oraz dirham) są na tyle stabilne, że można byłoby się w nich rozliczać.

 – Cały czas pojawia się możliwość przyjmowania i przesyłania płatności w walutach tamtejszych, i je również realizujemy dla naszych klientów. To jest odpowiedź na chęć przedsiębiorców do handlowania z tamtym regionem – mówi Newserii Biznes Radosław Jarema.

Akcenta zajmuje się obsługą transakcji walutowych przedsiębiorstw i instytucji: wymianą walut, płatnościami zagranicznymi i zabezpieczeniem transakcjami przed ryzykiem kursowym. Świadczy usługi finansowe na rynkach Czech, Słowacji, Polski i Węgrzech, gdzie obsługuje ponad 20 tys. klientów. 

Polacy wcześnie rezerwują wakacje nad polskim morzem. Popularny jest krótkoterminowy wynajem apartamentów

CEO Magazyn Polska

Coraz częściej zamiast hoteli czy prywatnych kwater Polacy na wakacje wynajmują apartamenty. Najlepsze lokalizacje rezerwowane są nawet z półrocznym wyprzedzeniem. Firmy zajmujące się wynajmem zapewniają jednak, że nawet podejmując decyzje o wyjeździe z dnia na dzień, można znaleźć atrakcyjną ofertę.

 – Widzimy wyraźną tendencję wzrostową w wynajmie apartamentów wakacyjnych w Polsce. Największą popularnością cieszą się apartamenty nad morzem, w miejscowościach takich, jak: Świnoujście, Międzyzdroje, Kołobrzeg, a także Trójmiasto i Władysławowo – mówi agencji informacyjnej Newseria Regina Juźko z działu rezerwacji Sun & Snow.

Prognozy Sun & Snow na tegoroczny sezon wakacyjny są optymistyczne. Wiele apartamentów zostało zarezerwowanych już kilka miesięcy temu, chociaż – jak podkreśla Regina Juźko – nawet tuż przed sezonem klienci będą jeszcze mogli znaleźć coś dla siebie.

 – Największym powodzeniem cieszą się apartamenty trzypokojowe. Rezerwowane są stosunkowo wcześnie – już jesienią i na początku zimy, i to najczęściej przez tzw. klientów powracających. Nadal są miejsca w apartamentach dwupokojowych, także na majówkę i na czerwiec – zapewnia Regina Juźko. – W przeciwieństwie do biur podróży, nie stosujemy ofert first minute. Patrząc na lata ubiegłe, wiemy, że nie ma takiej potrzeby, i cała oferta letnia zostanie sprzedana.

W przypadku kurortów klienci najczęściej decydują się na tygodniowy pobyt, ale w okresie wakacji częste są również dłuższe, 3- i 4-tygodniowe rezerwacje. Apartamenty miejskie, np. w Gdańsku czy Warszawie, są rezerwowane na kilka dni i często są to pobyty biznesowe.

 – W miejscowościach nadmorskich cena wynajęcia apartamentu trzypokojowego dla sześciu osób to koszt rzędu 400-500 zł za dobę w lipcu-sierpniu, natomiast w sezonie okołoletnim, czyli w czerwcu i wrześniu – 300 zł. Apartamenty dwupokojowe dla czterech osób to w sezonie koszt 300-400 zł za dobę, a w czerwcu i wrześniu –240 zł. Najczęściej są to apartamenty położone bardzo blisko plaży, często z widokiem na morze. Dla porównania za dwupokojowy apartament w górach zapłacimy w wakacje 200 zł za dobę, co przy czterech osobach daje 50 zł za osobę dziennie – informuje Regina Juźko.

W Polsce marnowane są warzywa i owoce, które nie spełniają drobiazgowych norm handlowych

CEO Magazyn Polska

Niektóre owoce i warzywa, które trafiają na sklepowe półki, muszą spełniać normy handlowe, takie jak odpowiedni kształt czy kolor. Z tego względu wiele z nich jest odrzucanych i chociaż nadają się do spożycia, w efekcie marnują się.

W 2009 roku weszło rozporządzenie Komisji Europejskiej, które uchyliło względem wielu owoców i warzyw szczegółową normę handlową. Na sklepowe półki mogły więc trafić niekształtne ogórki czy marchew. Drobiazgowe standardy zostały zachowane jednak dla dziesięciu rodzajów owoców i warzyw – jabłek, cytrusów, kiwi, sałaty, brzoskwiń, nektarynek, gruszek, truskawek, papryki, winogron i pomidorów, które stanowią aż 75 proc. rynku.

Rozporządzenie z 2011 roku podtrzymuje szczegółowe normy handlowe dla tych owoców i warzyw. Z tego względu produkty, które ich nie spełniają, zwyczajnie się marnują.

 – Rolnicy podpisują kontrakty np. na 100 ton warzyw czy owoców, ale zawsze muszą myśleć o tym, żeby produkcja była na 120 ton. Wiedzą bowiem, że część tych produktów nie będzie spełniała norm i będą je musieli oddać np. dla zwierząt, ale i tak im się tych 20 ton nie uda oddać, więc one po prostu zalegają – mówi agencji informacyjnej Newseria Piotr Wieleżyński ze sklepu internetowego Skrzynka z Pola.

Piotr Wieleżyński zauważa również, że gdyby nie szczegółowe normy, produkty te mogłyby trafiać na stoły konsumentów.

 – Jedzenie po prostu się psuje, a są to świetne, jadalne warzywa i owoce. Widziałem ostatnio pomidor na targu, który był w kształcie serca. W supermarkecie nigdy tego nie zobaczymy, bo ma nieodpowiedni kształt – stwierdza Wieleżyński.

Drobiazgowe normy, które muszą spełnić np. jabłka, to m.in.: określona minimalna powierzchnia wybarwienia charakterystycznego dla danej odmiany.

Polacy kupują coraz więcej aut premium i luksusowych. Samochody te kupują głównie firmy

CEO Magazyn Polska

W ciągu trzech kwartałów ubiegłego roku o 86 proc. wzrosła liczba nowych rejestracji samochodów z segmentu luksusowego – wynika z badań KPMG. Odbicie widocznie było również w segmencie premium. Największe wzrosty odnotowały marki: Lexus, BMW i Mercedes. W całym 2013 roku Mercedes sprzedał dwa razy więcej sportowych modeli AMG niż w 2012 roku, dlatego jest spokojny o popyt na kolejne modele dla najbogatszych klientów.

Mimo zawirowań na rynku motoryzacyjnym aut osobowych, rejestracje pojazdów z najwyższej półki w ostatnich latach rosły. Po trzech kwartałach 2013 roku w segmencie premium odnotowano wzrost o 7,7 proc. – największy w Lexusie, BMW i Mercedesie. W segmencie luksusowym rejestracje wzrosły aż o 86 proc., szczególnie marek Ferrari, Maserati i Bentley. 

 – Patrząc na sprzedaż w segmencie premium, widać, że Polakom żyje się dostatniej. W 2013 roku o 100 proc. zwiększyliśmy sprzedaż pojazdów typu AMG, czyli supersportowych aut. Sprzedaliśmy 140 sztuk – mówi Ewa Łabno-Falęcka, dyrektor ds. PR w Mercedes-Benz Polska. – Trend jest bardzo zdecydowany w kierunku pojazdów zindywidualizowanych, bo AMG to znaczy „one man one engine”. Jeżeli chodzi o klasę G, to sprzedaliśmy też 2-3 razy więcej niż w roku 2012.

Analitycy KPMG szacują, że wartość sprzedaży w segmencie aut luksusowych i premium w ubiegłym roku mogła przekroczyć 4,5 mld zł.

 – Trudno mówić o określonym profilu klienta w segmencie premium. 70-80 proc. samochodów jest sprzedawanych osobom prowadzącym działalność gospodarczą. Są to przeważnie auta kupowane przez nasz bank albo przez leasing – powiedziała Ewa Łabno-Falęcka agencji informacyjnej Newseria Biznes.

Badania KPMG wskazały, że 52 proc. to klienci korporacyjni. Zdecydowana większość nabywców indywidualnych to osoby powyżej 35. roku życia.

Zdanie dyrektor PR w Mercedes-Benz Polska wyniki sprzedaży w ubiegłym roku dobrze prognozują na kolejny rok. Kilka dni temu koncern zorganizował testy nowego modelu GLA – najmniejszego SUV-a. Koncern w marcu chce pokazać nową klasę C, która – jak podkreśla Łabno-Falęcka – ma wiele rozwiązań z najwyższej półki, na wzór klasy S, która debiutowała w ubiegłym roku.

 – Pod koniec drugiego lub na początku trzeciego kwartału, wejdzie na rynek jeden z najpiękniejszych samochodów osobowych, czyli klasa S coupe. To jest też auto, które będzie sukcesem, o tym jesteśmy przekonani – podkreśla Ewa Łabno–Falęcka.

W 2013 roku Mercedes-Benz Polska odnotował zarówno wzrost sprzedaży, jak i obrotów we wszystkich trzech segmentach aut: osobowych (prawie 13 proc.), dostawczych i ciężarowych.

Mniej niż 1 proc. sal lekcyjnych spełnia wymogi dotyczące poziomu hałasu

Akustyka w szkole to nie tylko wszechobecny na korytarzach hałas. Mało popularnym zagadnieniem jest temat akustyki sal lekcyjnych, które bardzo często są nieprzystosowane do potrzeb uczniów. Zbyt długi czas pogłosu sprawia, że dzieci mogą mieć problemy ze zrozumieniem nauczyciela i koncentracją. Według badań Centralnego Instytutu Ochrony Pracy, mniej niż 1 proc. pracowni szkolnych spełnia wymogi dotyczące poziomu hałasu.

Problem stanowi zbyt długi czas pogłosu, który wpływa negatywnie na koncentrację ucznia i sprawia, że nauczyciel musi mówić głośniej.

Pogłos to zjawisko, które powstaje wtedy, kiedy do słuchacza oprócz dźwięku bezpośredniego docierają dźwięki wielokrotnie odbite od ścian i sufitu. Normy określają, że czas wybrzmiewania dźwięków w sali lekcyjnej nie powinien być dłuższy niż 0,6 sekundy. Kiedy Centralny Instytut Ochrony Pracy mierzył czas pogłosu w salach lekcyjnych w podstawówkach w Warszawie, okazało się, że mniej niż 1 proc. klas lekcyjnych spełnia te wymagania – mówi agencji informacyjnej Newseria Mikołaj Jarosz z firmy Ecophon Saint-Gobain.

Zła akustyka przejawiająca się długim czasem pogłosu skutkuje głównie kłopotami ze zrozumieniem osób mówiących w salach lekcyjnych. Uczniowie  siedzący w tylnych rzędach mogą mieć problem ze zrozumieniem nauczyciela, który pracuje przy tablicy. Ten problem dotyczy głównie dzieci w wieku wczesnoszkolnym, uczących się nowych wyrazów oraz języków obcych.

Jeżeli sale lekcyjne są wykończone bardzo twardymi materiałami, w pomieszczeniach jest głośniej. Hałasujące w trakcie lekcji dzieci budują wysoki poziom tak zwanego tła akustycznego, przez które nauczyciel musi się przebić. Musi po prostu mówić głośniej. Badania CIOP-u pokazały, że jeżeli sale lekcyjne są w odpowiedni sposób adaptowane akustycznie, nauczyciele mogą mówić o sześć decybeli ciszej – mówi Mikołaj Jarosz.

Długotrwałe przebywanie w hałasie powoduje zmęczenie, znużenie i problemy z koncentracją. Oprócz pogłosu w sali lekcyjnej dzieci stykają się z ekstremalnym hałasem podczas przerw. W niektórych szkołach poziom hałasu na korytarzach dochodzi do 90 decybeli, przez co dzieci po powrocie na lekcje przez kilkanaście minut gorzej słyszą i głośniej się zachowują.

O prawidłową akustykę najłatwiej zadbać zanim szkoła zostanie wybudowana. Kiedy powstaje projekt architektoniczny, można wprowadzić odpowiednie rozwiązania techniczne bez ponoszenia zbędnych kosztów. Natomiast w pomieszczeniu istniejącym należy zainstalować materiały dźwiękochłonne.

Materiały dźwiękochłonne nie odbijają dźwięku, tylko go pochłaniają. Zwykle są to sufity podwieszane lub okładziny sufitów, ponieważ stanowią one największą wolną powierzchnię w sali lekcyjnej. Można też na fragmentach ścian zainstalować dźwiękochłonne panele ścienne. Wtedy czas pogłosu może skrócić się z dwóch sekund do 0,5-0,6 sekundy, co już jest spełnieniem wymogów większości norm – mówi Mikołaj Jarosz.

Ilość materiału dźwiękochłonnego należy dopasować do pomieszczenia. W przypadku sali do nauczania początkowego, w której znajduje się dużo zabawek, dywanów, zasłon i gazetek ściennych, wystarczy stosunkowo niewielka ilość materiałów dźwiękochłonnych na suficie i ścianach. Pracownie dla dzieci starszych, które są zwykle skromnie umeblowane, będą wymagały gruntowniejszych zmian i większej ilości materiałów.

Polski Holding Nieruchomości inwestuje w magazyny i logistykę. W ofercie pojawią się też mieszkania

CEO Magazyn Polska

Rynek powierzchni biurowych, które stanowią większość portfela Polskiego Holdingu Nieruchomości, staje się coraz bardziej wymagający. Dlatego spółka stawia także na inwestycje w magazyny i logistykę. W ofercie mogą również pojawić się powierzchnie mieszkaniowe.

Rok po debiucie na warszawskim parkiecie PHN chce nadal umacniać pozycję na rynku nowoczesnych nieruchomości komercyjnych.
 
Z perspektywy trzech ostatnich lat, kiedy PHN powstał i budował swoją pozycję na rynku, możemy ocenić ten czas bardzo pozytywnie. Jesteśmy istotnym graczem, którego marka jest rozpoznawana. Potwierdza to liczba nowych projektów, które mamy w naszym portfelu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Laskowski-Fabisiewicz, wiceprezes zarządu Polskiego Holdingu Nieruchomości SA.
 
PHN w swojej strategii stawia na obecność przede wszystkim w trzech segmentach nieruchomości komercyjnych: biurowych, handlowych oraz logistycznych. Główne przychody generowane są z segmentu biurowego, który odpowiada ponad połowie powierzchni GLA w portfelu grupy.  W przypadku handlu jest to 17 proc., a logistyki – 22 proc. (stan na 31 grudnia 2013 r.).
 
Wśród najważniejszych inwestycji logistycznych PHN znajduje się Segro Industrial Park we Wrocławiu. Chodzi o  centrum logistyczno-produkcyjne o powierzchni użytkowej szacowanej na prawie 40 tys. mkw., budowane wraz z brytyjskim deweloperem.
 
Podpisaliśmy również list intencyjny z kolejnym uznanym podmiotem w segmencie powierzchni magazynowych. I ten projekt w okolicach Warszawy chcemy wspólnie zrealizować w najbliższym czasie – zapowiada Paweł Laskowski-Fabisiewicz.  
 
Mowa o parku logistycznym w Parzniewie, który ma powstać w okolicy Pruszkowa. Największym atutem inwestycji będzie jej lokalizacja – w pobliżu ważnych węzłów autostradowych Konotopa i Pruszków, co ma kluczowe znaczenie dla tego rodzaju obiektów. 

W segmencie biurowym, z uwagi na wzrastającą podaż i presję na czynsze konkurencja zaostrza się. Klienci stają się coraz bardziej wymagający, co stawia przed Grupą PHN dodatkowe wyzwania, by utrzymać dotychczasowych najemców i przyciągnąć nowych.
 
Trzeba brać pod uwagę przyrost metrów kwadratowych, które są dostarczane na rynek. Obecnie musimy oferować więcej za tyle samo, czyli każdy kolejny budynek, który będzie dostarczany na rynek, powinien być lepszy, bardziej efektywny, bardziej przyjazny najemcom – wyjaśnia prezes PHN.
 
Polski Holding Nieruchomości dotąd ograniczał działalność w segmencie mieszkaniowym. Czasami jednak – m.in. na skutek zmiany otoczenia danego projektu – bierze pod uwagę wprowadzenie elementu mieszkaniowego, jak w przypadku inwestycji na terenie Molo Rybackiego w Gdyni, w pobliżu gdyńskiego portu. Będzie to w przeważającej części projekt mieszkaniowy. Zgodnie z Miejscowym Planem Zagospodarowania Przestrzennego, w tym miejscu może powstać ok. 70 tys. mkw. GLA powierzchni komercyjnej i ok. 120 tys. mkw. powierzchni mieszkaniowej. 12 lutego Dalmor podpisał list intencyjny dotyczący realizacji tego kompleksu. Dokument określa wstępne warunki oraz zasady współpracy Dalmoru z deweloperem. Spółka zakłada, że ruszy z budową już w przyszłym roku.
 
Podpisaliśmy list intencyjny z partnerem na realizację pierwszej fazy projektu w Gdyni. Ze względu na miejscowy plan zagospodarowania terenu i samą charakterystykę tego projektu, planujemy realizację projektu mieszkaniowego, ale wraz z funkcją usługowo-biurową. Jest to projekt długoletni, obliczony na kolejne 10-15 lat – mówi Paweł Laskowski-Fabisiewicz.
 
Polski Holding Nieruchomości jest spółką holdingową, do której należą m.in.: Warszawski Holding Nieruchomości, Intraco, Agroman, Budexpo, Dalmor i Wrocławskie Centrum Prasowe. PHN zadebiutował na warszawskiej giełdzie w lutym 2013 r. Jest jednym z największych (pod względem wycenionej wartości rynkowej portfela nieruchomości) podmiotów posiadających nieruchomości komercyjne i zarządzających nimi w Polsce.

Rosną ceny złota od początku roku. Prognozy nie są jednak najlepsze

CEO Magazyn Polska

Od początku roku złoto podrożało o ponad 100 dolarów za uncję, czyli o ok. 10 proc. Wprawdzie w ostatnim tygodniu notowania nieco spadały, ale i tak są bliskie poziomów z października zeszłego roku. Analitycy oceniają jednak, że kolejne miesiące nie będą już tak korzystne dla złota i innych metali szlachetnych.

Drożejące od początku roku złoto to m.in. efekt kryzysu politycznego i ekonomicznego na Ukrainie, w Wenezueli i Bangkoku. 

 – Dodatkowo mamy słabsze dane z gospodarki amerykańskiej, prawdopodobnie przez ostrą zimę. Silne wzrosty to również efekt tego, że duża część inwestorów zaczyna grać pod to, że być może nowa szefowa nie ograniczy QE3 w marcu – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Kordala, analityk XTB Brokers.

Rynek czeka na dane gospodarcze z Ameryki i jeśli te będą się poprawiać, złoto może spaść nawet o kilkanaście procent w najbliższych miesiącach. Kluczowa wydaje się tu decyzja amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Duży wpływ na notowania złota będą miały w najbliższych tygodniach także Indie. Ministerstwo Handlu tego kraju zapowiedziało zmniejszenie restrykcji, nałożonych na import i zakup złota.

Według ekspertów, kruszec kupują inwestorzy krótkoterminowi, a to nie jest dobry znak do wzrostów w długim terminie. Kordala prognozuje, że 2014 rok będzie słabym rokiem dla złota i pomimo odbicia w pierwszych miesiącach, cały rok zamknie się na niższych lub porównywalnych poziomach jak 2013 rok.

 – Nie widzę długoterminowych fundamentów w perspektywie kolejnych lat na kupowanie złota. Widać jeszcze, że długoterminowi gracze w USA, którzy odpowiadają za 10-letnią hossę na rynku złota, jeszcze w dużej części nie zrealizowali zysków. Więc jest perspektywa, że oni po takich krótkoterminowych wzrostach zaczną mocniej sprzedawać złoto, i ceny ponownie spadną – komentuje analityk.

Na rynku innych metali szlachetnych również widać odbicie: za złotem wzrosty odnotowały m.in. srebro (8 proc. od początku stycznia) i platyna (ponad 5,4 proc.). Podobnie jak na rynku złota, to może być tylko krótkoterminowe odbicie, i zdaniem ekspertów w dłuższym okresie także i te surowce powinny powrócić do trendu spadkowego. Podobnie jak ropa – w związku z rosnącym wydobyciem w USA i w innych częściach świata.

Inaczej jest w przypadku surowców rolnych.

 – Najciekawszą alternatywą do kupowaniasą surowce rolne – ich ceny są bardzo niskie, bliskie kosztom produkcji, więc można pokusić się o kupowanie – przekonuje Paweł Kordala. – Miedź i inne metale przemysłowe w ostatnich tygodniach spadają i prawdopodobnie ten trend utrzyma się do końca roku. Tu najważniejszym graczem są Chiny, a tamtejsza gospodarka nieco spowalnia i jest coraz więcej wątpliwości na rynku nieruchomości.