Bez systemu ulg podatkowych Polska pozostanie jednym z krajów unijnych z najniższym poziomem nakładów na B+R

Wydatki na badania i rozwój w 2012 roku w krajach OECD wzrosły o prawie 3 proc. w porównaniu do 2011. Po latach kryzysu świat ponownie zaczął inwestować w innowacje. Na tym tle wyróżniają się Chiny, które w 2012 roku wydały na działalność B+R niemal 2 proc. swojego PKB, czyli tyle samo co średnia krajów UE. Tymczasem Polska w tym samym czasie przeznaczyła na ten cel niespełna 1 proc. PKB i w porównaniu z np. Czechami i Węgrami wciąż wypada bardzo słabo. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte, przedsiębiorcy w Polsce potrzebują większej motywacji do inwestowania w innowacyjność. Bez modyfikacji systemu wsparcia dla finansowania działalności B+R, wprowadzającego ulgi podatkowe, trudno będzie dogonić świat.

„Jak wskazują ostatnie szacunki międzynarodowej Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) rok 2012 był drugim z rzędu, w którym zanotowano łączny wzrost wydatków na B+R w 34 krajach OECD1. Poziom ten był nawet wyższy niż w latach przed kryzysem. „Istotnym jest, że wzrost napędzany był przede wszystkim przez biznes, który w 2012 roku przeznaczył na działalność badawczo-rozwojową o 3,5 proc. więcej niż rok wcześniej. W przypadku uczelni wyższych i ośrodków badawczych było to o 1,4 proc. więcej, a w sektorze rządowym odnotowano wzrost o 0,9 proc. Wydatki na B+R w ostatnich latach wyraźnie pokazują, że ich poziom jest ściśle skorelowany z cyklem koniunktury gospodarczej” – wyjaśnia Magdalena Burnat-Mikosz, Partner, Lider działu R&D and Government Incentives w Europie Środkowej, Deloitte.

W 2012 roku, po raz pierwszy wskaźnik GERD dla Chin (poziom nakładów na B+R w stosunku do PKB) był na tym samym poziomie, co wyniki dla krajów Unii Europejskiej. W obu przypadkach było to blisko 2 proc. PKB. W liczbach bezwzględnych obecny poziom chińskiego wskaźnika GERD odpowiada 72 proc. unijnego. Za poprawą chińskiego wyniku stoją głównie tamtejsi przedsiębiorcy. Równie szybki i duży wzrost zanotowała Korea Południowa, która według danych OECD jest obecnie krajem o najwyższym wskaźniku GERD wśród 34 państw należących do tej organizacji (blisko 4,5 proc.) i zajęła ona miejsce dotychczasowego lidera, czyli Izraela. Podobnie jak w Chinach również w Korei za poprawę wskaźnika odpowiedzialny był głównie sektor prywatny.

W świetle rosnących azjatyckich nakładów na działalność naukowo-badawczą, Unia Europejska ma niewiele powodów do zadowolenia. W 28 krajach unijnych wzrost wydatków na B+R w 2012 roku wyniósł tylko 0,6 proc. w porównaniu do roku 2011. Takie kraje jak Francja czy Niemcy zwiększyły swoje wydatki, ale przykładowo Wielka Brytania zmniejszyła je aż o 3,1 proc. Raport OECD chwali kraje naszego regionu za zwiększające się nakłady, wskazując jednocześnie na to, że średni poziom wydatków obniżają państwa południa Europy, takie jak Hiszpania czy Portugalia, które wciąż zmagają się ze skutkami kryzysu.

Szacunki OECD pokazały wyraźnie, że pod względem nakładów na badania i rozwój Polska pozostaje w tyle nie tylko za światowymi liderami, ale również ustępuje miejsca swoim sąsiadom. „W 2012 nasz poziom wydatków na działalność badawczo-rozwojową wynosił 0,9 proc. PKB. Dla porównania w Czechach było to 1,88 proc., a na Węgrzech 1,3 proc. To pokazuje, że ucieka nam nie tylko czołówka światowa, ale także kraje sąsiadujące, funkcjonujące przecież w podobnych do Polski warunkach gospodarczych”, – mówi Magdalena Burnat-Mikosz.

Z danych GUS wynika, że w 2012 roku na 14,5 mld złotych nakładów na B+R w Polsce, niepochodzących ze źródeł zewnętrznych, zaledwie 4,6 mld złotych stanowiły wydatki sektora prywatnego. Według ostatnich zapowiedzi polskiego rządu, celem jest zwiększenie nakładów na B+R tak, aby w 2023 roku osiągnąć poziom 2 proc. PKB. Już w 2020 roku ma to być 1,7 proc. PKB, przy czym połowa ma pochodzić ze środków prywatnych.

Jest to również warunek wypełnienia założenia strategii „EUROPA 2020”. W całej Unii Europejskiej poziom wydatków na B+R ma sięgnąć średnio 3 proc. Już teraz w Unii ponad 55 proc. środków przeznaczanych na badania i rozwój pochodzi od przedsiębiorców. Kraje Europy Środkowej, takie jak Czechy czy Węgry, są bliżej unijnej średniej niż Polska – z wydatkami przedsiębiorstw na B+R na poziomie odpowiednio 46,9 proc. i 47,5 proc. Zdaniem ekspertów Deloitte osiągnięcie takiego wyniku nie będzie możliwe bez zmiany strategii w zakresie finansowania działalności badawczo-rozwojowej, która obecnie opiera się w zasadzie wyłącznie na unijnych dotacjach.

Dostępne dla polskich przedsiębiorstw ulgi podatkowe mają mocno ograniczony zakres. Firmy mogą obecnie:

odliczyć od podstawy opodatkowania 50 proc. wydatków jedynie na zakup nowej innowacyjnej technologii (nie ma możliwości uwzględnienia kosztów prowadzenia prac B+R) oraz
dokonywać comiesięcznych odpisów od podstawy opodatkowania w wysokości do 20 proc. przychodów z tytułu działalności B+R, pod warunkiem jednak, że firma posiada status Centrum Badawczo-Rozwojowego (w tej chwili w Polsce jest 28 takich przedsiębiorstw).
Od dłuższego czasu trwają prace nad wprowadzeniem ulgi podatkowej dla przedsiębiorców prowadzących działalność B+R. Ministerstwo Gospodarki planowało wprowadzić ulgę już od początku tego roku. Zaproponowane rozwiązania wymagają jednak ciągle dopracowania. Światowe doświadczenia wskazują, iż najbardziej efektywnym systemem wspierania wzrostu wydatków na B+R jest system mieszany, w którym ulgi podatkowe uzupełniają dotacje. Pozwala to myśleć przedsiębiorcom o inwestowaniu w innowacyjność w sposób bardziej planowy i długofalowy, niezależnie od dostępności funduszy strukturalnych.

„Wsparcie konkretnych projektów badawczych ze środków UE jest ważne, ale niewystarczające dla istotnego pobudzenia nakładów prywatnych na ten cel. Dotacje udzielane są w trybie konkursów i w zasadzie do momentu ich rozstrzygnięcia firma nie może zakładać, że otrzyma finansowanie. Trudno także uzyskać pożyczkę w banku na realizację projektów obarczonych dużym ryzykiem niepowodzenia. Zachęty podatkowe wypełniają tę lukę. Przy stabilnym systemie podatkowym, dają podstawę do planowej oszczędności, niezależnie od powodzenia projektu badawczego oraz rozstrzygnięcia konkursu. ” – podsumowuje Magdalena Burnat-Mikosz.

Wypalenie zawodowe może czaić się tuż za rogiem

Raporty na temat rynku pracy w Polsce od dłuższego już czasu ukazują pewną prawidłowość: pracujemy zdecydowanie za dużo, wyprzedzając pod tym względem wiele innych nacji europejskich. Z tego powodu cierpi nie tylko nasze życie rodzinne, ale i zdrowie, a trwanie w takiej sytuacji prędzej czy później doprowadzić nas może do wypalenia zawodowego. Co zatem zrobić, by uniknąć aż tak czarnego scenariusza?

Niezwykle rzadko się zdarza, że nasza praca nagle i nieoczekiwanie przestaje sprawiać nam jakąkolwiek satysfakcję. Najczęściej mamy tu do czynienia ze złożonym i długotrwałym procesem, podczas którego nakłada się na siebie wiele różnych czynników. Początki wypalenia zawodowego nigdy jednak nie wyglądają groźnie:

– Przeważnie zaczyna się dość prozaicznie. Najpierw spędzamy w biurze nieco więcej czasu, wyrabiając tzw. nadgodziny. Później dochodzi do tego praca w weekendy czy też w święta. Następnie zaś coraz częściej zabieramy obowiązki do domu, minimalizując przy tym ilość czasu przeznaczanego na sen – opisuje Grzegorz Frątczak, specjalista zarządzania czasem.

Przyjmowanie na siebie zbyt dużej liczby zajęć to jednak nie wszystko. Do tego dodać należy zarówno stale rosnącą presję otoczenia na osiąganie coraz lepszych wyników, jak i stawianie sobie zbyt wysokich wymagań, przy jednoczesnym niedostosowaniu czasu i środków niezbędnych do ich realizacji.

A jeśli dodatkowo dotknie nas rutyna w pracy wynikająca np. z braku możliwości kreacji czy wykazania się ze względu na obowiązujące w firmie procedury, możemy być niemal pewni, że połączenie to prędzej czy później skutkować będzie właśnie wypaleniem zawodowym.

Uwaga na pierwsze symptomy

Jak wspomnieliśmy, syndrom ten nie pojawia się jednak nagle. Warto zatem poznać pierwsze symptomy, które mogą sugerować nam rychłe pojawienie się większego problemu.

Osoby dotknięte omawianą przypadłością często w pierwszej kolejności zmagają się z problemami z koncentracją. Później zaczynają obwiniać się za zbyt długie przebywanie w pracy, co skutkuje wyczerpaniem zarówno psychicznym, jak i fizycznym.

– Wypalenie nierzadko powoduje też huśtawki nastrojów, cynizm w kontaktach z innymi lub izolowanie się od otoczenia, brak życia prywatnego, nadużywanie alkoholu, zwiększoną ilość dni spędzanych na zwolnieniu lekarskim, a także problemy ze snem – dodaje Frątczak.

Wypalenie pracownika słono kosztuje

W tym miejscu warto uświadomić sobie, że wypalenie zawodowe to niemały kłopot nie tylko samego pracownika, ale i dla jego pracodawcy. Koszty utrzymywania osoby dotkniętej omawianym syndromem nie przestają bowiem rosnąć do czasu znalezienia skutecznego rozwiązania problemu.

Początkowo zwykle mamy do czynienia ze znacznym spadkiem efektywności, co przekłada się na straty finansowe. Potem nie jest niestety wcale lepiej – częstsze nieobecności w pracy, brak realizacji obowiązków lub konieczność znalezienia zastępstwa.

– Jeśli w porę nie zareagujemy, kilka chwil później prawdopodobnie zmuszeni będziemy rozpocząć kosztowny przecież proces rekrutacji. Niezadowolony pracownik odejdzie bowiem sam, szukając dla siebie lepszego miejsca lub też konieczne stanie się zwolnienie go – opisuje właściciel CEO Solutions.

A o tym, jak ogromną stratą dla przedsiębiorstwa może być odejście wartościowego pracownika, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki, warto zatem reagować już po pierwszych symptomach – tak będzie z całą pewnością taniej.

Zarządzanie czasem w firmie

Co zatem zrobić, by zminimalizować ryzyko pojawienia się wypalenia zawodowego? Z punktu widzenia pracownika, w pierwszej kolejności należy poprawić zarządzanie swoim czasem w firmie. Niezbędne przy tym jest ścisłe trzymanie się godzin pracy tak, by po niej znalazło się odpowiednio dużo czasu na regenerację.

– Wypoczęty pracownik to bez wątpienia efektywny pracownik, który wszystkie swoje obowiązki wykona w 6 czy 8 zamiast w 12 godzin. Jeśli widzimy więc, że zbyt często zdarza nam się zostawać „po godzinach”, przyczyn warto poszukać w tym, jak i ile odpoczywamy – mówi Frątczak.

Na obniżenie naszej produktywności ogromny wpływ ma także kiepska organizacja pracy.

Żonglowanie kilkoma wykonywanymi na raz zadaniami, częste przerywanie ich z powodu rozmów telefonicznych, brak umiejętności delegowania obowiązków – wszystko to sprawia, że nasza uwaga jest rozproszona, co znacznie wydłuża wykonywane przez nas czynności.

Minimalizujemy stres, zwalczamy wypalenie

Niekiedy poprzez brak umiejętności projektowania czasu swoich pracowników to pracodawcy wprowadzają niepotrzebne zamieszanie i przyczyniają się do podnoszenia poziomu stresu w miejscu pracy:

– Przyczyną takiego stanu rzeczy mogą być często występujące „pożary” – nagły wysyp zadań do zrobienia w jak najkrótszym czasie. I choć nie zawsze da się je całkowicie wyeliminować, to bez wątpienia jednoznaczne określenie celów, rozdzielenie obowiązków i wyznaczenie realnych terminów ich realizacji przyczyni się do zwiększenia wydajności całego zespołu – dodaje na koniec specjalista zarządzania czasem.

Kluczem do sukcesu będzie zatem odpowiednia współpraca pracodawcy i pracownika w zakresie racjonalnej organizacji czasu pracy. Wyłącznie wspólnymi siłami można bowiem przyczynić się do poprawy efektywności i pojawienia się satysfakcji z wykonywanych działań, co bezpośrednio przełoży się na zwalczenie wypalenia zawodowego już w zalążku.

Prawne aspekty organizowania konkursów na Facebooku

Dobrze zorganizowany konkurs na Facebooku potrafi być niezwykle skutecznym narzędziem w rękach marketera. Podejmując się takiego przedsięwzięcia musisz jednak pamiętać, że jako organizator ponosisz pełną odpowiedzialność za jego zgodność z prawem. Poniżej znajdziesz kilka rad gdzie szukać informacji na ten temat oraz na jakie kwestie powinieneś zwrócić szczególną uwagę.

Chcąc uzyskać wskazówki jak prawidłowo zorganizować konkurs na Facebooku pierwsze kroki powinniśmy skierować na stronę regulaminu usługi Strona na Facebooku. Tam, w zakładce zatytułowanej „Promocje” znajdziemy najważniejsze zasady dotyczące organizacji tego typu przedsięwzięć. Aby organizowany przez nas konkurs spełniał wymogi narzucane przez prawo należy także zapoznać się z przepisami prawa powszechnie obowiązującego, a w szczególności z regulacjami prawa autorskiego, prawa własności przemysłowej (ochrona znaków towarowych) oraz ustawy o grach hazardowych.

Regulamin to podstawa

Każdy konkurs powinien posiadać oficjalny regulamin, do którego każdy uczestnik może w każdej chwili uzyskać dostęp. Osoby biorące udział w konkursie powinny być także poinformowane szczegółowo o warunkach udziału oraz sposobie wyłonienia zwycięzcy.

Czy to konkurs czy loteria?

Należy pamiętać, że konkurs i loteria to w świetle prawa dwa różne pojęcia. Wiadomo, że zarówno w jednym jak i drugim przypadku nagrodami mogą być wygrane pieniężne lub rzeczowe. Oba przedsięwzięcia będą wymagały odrębnego regulaminu. Konkurs i jego zasady można dowolnie organizować i ustalać. Jeżeli natomiast zamierzamy zorganizować grę opierającą się czynnikach losowych (loterię), konieczne będzie uzyskanie odpowiednich zezwoleń, o których mowa w ustawie o grach hazardowych. Zgodnie z tą ustawą, grą losową jest taka gra, w której wygrana jest pieniężna lub rzeczowa, jej wynik zależy od przypadku, a jej warunki określa regulamin. Za urządzenie gier losowych bez wymaganych prawem zezwoleń ustawa przewiduje karę pieniężna:

„art. 89. Karze pieniężnej podlega:[…] urządzający gry hazardowe bez koncesji lub zezwolenia, bez dokonania zgłoszenia, lub bez wymaganej rejestracji automatu lub urządzenia do gry;[…] 2. Wysokość kary pieniężnej wymierzanej wynosi 100% przychodu uzyskanego z urządzanej gry.”

Uczestnikom takich gier grozi z kolei kara pieniężna w wysokości 100 proc. wygranej.

Jeżeli pragniemy uniknąć ewentualnego zarzutu, że organizowany przez nas konkurs nosi cechy loterii, powinniśmy wyraźnie określić jakie są kryteria wyboru zwycięzców i podać taką informację do wiadomości uczestników- radzi Dominika Strupiechowska Junior PR Specialist GRUPA 365 NET

Nowe zasady organizacji konkursów na Facebooku

Od dłuższego czasu na Facebooku możliwe jest organizowanie konkursów bez konieczności przygotowywania do tego celu dedykowanej aplikacji. Organizator konkursu ma do dyspozycji funkcje natywne Facebooka takie jak przycisk „Lubię to!” oraz system komentarzy. Należy jednak pamiętać, że przy prowadzeniu konkursów nie można wykorzystywać prywatnych osi czasu (niedozwolone jest stosowanie rozwiązań typu „udostępnij na swojej osi czasu” lub „udostępnij na osi czasu znajomego”) .

Ochrona danych osobowych

Przy organizowaniu loterii, konkursu lub innej gry musimy zadbać o bezpieczeństwo danych osobowych ich uczestników. Niewykluczone, że w związku z organizowanym przez nas konkursem powstanie po naszej stronie obowiązek rejestracji zbioru danych ich uczestników. W sekcji II Regulaminu Stron na Facebooku czytamy, że:

„W przypadku zbierania bezpośrednio od użytkowników informacji ich dotyczących i treści należących do nich administrator strony ma obowiązek wyraźnego poinformowania, że to on (a nie serwis Facebook) gromadzi te dane, opublikowania informacji na temat zbieranych informacji i treści oraz uzyskania zgody użytkowników na gromadzenie i wykorzystywanie tych danych. Bez względu na sposób uzyskiwania informacji o użytkownikach i treści należących do użytkowników administrator musi pozyskać odpowiednie zezwolenia na dalsze wykorzystanie tych danych.”

Tworząc regulamin konkursu należy koniecznie poinformować uczestników o dwóch kwestiach. Po pierwsze: na jakich zasadach dane osobowe są gromadzone i wykorzystywane przez organizatora, po drugie: w jakim celu są one zbierane. Akceptując regulamin, uczestnik konkursu wyraża zgodę na udostępnienie swoich danych i ich następne wykorzystanie w ramach konkursu. Jeżeli będziemy chcieli wykorzystywać dane uczestników w innych celach niż podane w regulaminie, konieczne będzie uzyskanie kolejnej zgody- dodaje Dominika Strupiechowska.

Nie zawsze jednak tworzenie i zgłaszanie bazy danych osobowych będzie konieczne. Przy organizowaniu konkursów, w których przewidziane nagrody mają niewielką, symboliczną wręcz wartość, można powołać się na przepisy ustawy o ochronie danych osobowych, zwalniające z obowiązku zgłoszenia zbioru danych do rejestracji Generalnemu Inspektorowi Danych Osobowych. Kwestię tę reguluje art. 43 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych, który stanowi, że stanowi bowiem, że „z obowiązku rejestracji zbioru danych zwolnieni są administratorzy danych przetwarzanych w zakresie drobnych bieżących spraw życia codziennego.”

Blisko 6,5 tys. złotych – tyle statystyczny Polak odda fiskusowi w 2014 roku

Aby państwo mogło funkcjonować, jego obywatele muszą płacić podatki. Szkopuł w tym, że w Polsce zobowiązania wobec państwa pożerają znaczą część dochodów. Zabierane są one w formie PIT, składek ZUS, VAT-u czy akcyzy. Niestety – niewielu Polaków wie, a nawet zastanawia się, ile tak naprawdę oddaje do budżetu państwa. Według planów rządu w 2014 roku danina podatkowa oddana przez statystycznego Polaka będzie o 229 złotych większa niż rok wcześniej.

Do tzw. Dnia Wolności Podatkowej – w Polsce przypada w okolicach drugiej połowy czerwca – każdy obywatel, który płaci podatki, pracuje na rzecz państwa. W Dniu Wolności Podatkowej łączny dochód od początku roku zrównuje się z przewidywanymi zobowiązaniami podatkowymi na rok obecny. Od tego dnia symbolicznie obywatele przestają płacić państwu, a zaczynają zarabiać na siebie Ale tylko symbolicznie – bo rzeczywistość pokazuje, że jest inaczej. Daninę fiskusowi oddajemy przez cały rok.

Niewielu Polaków zastanawia się, jak wysoką kwotę wpłaca rocznie do budżetu państwa. A warto to wiedzieć, bo na przykład: w 2012 roku wynosiła ona 6.445,34 złotych na osobę, a w 2013 – 6.213,31 złotych. Obciążenia nakładane przez rząd na obywateli niestety mogą w obecnym roku wzrosnąć. Jak podkreśla Marek Kutarba, redaktor naczelny „Tygodnika Biznes i Prawo” „Rząd zaplanował sobie, że statystyczny Polak, ale taki statystyczny, czyli każdy z nas – od niemowlęcia aż do osób w bardzo podeszłym wieku – zapłaci do budżetu państwa średnio o jakieś 229 złotych więcej niż w roku poprzednim.” W sumie 6.442,71 złotych.

Co prawda obywatelom może się wydawać, że oddamy mniej, bo nie dotknie to bezpośrednio rozliczeń PIT-owych – stawki w zasadzie pozostały takie same. Należy jednak pamiętać, że w tę pulę wchodzą różne podatki. „[…] Jest to akcyza zapłacona na stacji benzynowej, jest to VAT płacony przy kasie w sklepie, kiedy kupujemy nawet te podstawowe produkty żywnościowe. Także tych podatków oddajemy w różnej postaci w ciągu roku dość sporo” – wyjaśnia Marek Kutarba.

Dlaczego zatem, mimo braku wzrostu podatków, w 2014 roku oddamy fiskusowi więcej pieniędzy? To wynika nie tylko z tego, że jest inflacja, wzrosło wynagrodzenie i ceny. Rząd sięgnie głębiej do kieszeni obywateli chociażby poprzez likwidację lub ograniczenie różnego rodzaju ulg. Okazuje się, że więcej fiskusowi oddadzą małżeństwa z jednym dzieckiem, twórcy, korzystający z Internetu oraz właściciele domów i mieszkań.

Jak statystyczny Kowalski powinien podejść do tej informacji? Z jednej strony może się cieszyć, że – bez wzrostu zobowiązań podatkowych – oddaje więcej do kasy państwa, w którym przecież mieszka i korzysta z przysługujących mu przywilejów. Oddaje więcej, bo lepiej zarabia, więc stać go na większe wydatki, co powinno być pozytywnie odebrane. A jednak z drugiej strony martwić powinno to, że pieniądze oddawane do budżetu państwa nie do końca są racjonalnie wydawane, co widzimy na przykładzie chociażby wielu inwestycji.

Jak zaznacza Roman Namysłowski, Dyrektor Zarządzania Wiedzą Podatkową w Dziale Doradztwa Podatkowego EY, wzrost oddawanej sumy bolałby zapewne mniej, gdyby zabierane pieniądze i proces ich późniejszej dystrybucji był efektywniejszy. „[…] Państwo to nie przedsiębiorstwo, które optymalizuje swoje wydatki, ale raczej dobry wujek, który stara się zachować pozory racjonalności. Koniec końców – i tak kupuje niepotrzebne dzieciom cukierki. Warto zatem zastanowić się, a raczej – żeby zrobili to rządzący – w którym kierunku nasze finanse publiczne powinny podążać.”

Czy rządzący podejdą racjonalnie do sięgania po pieniądze Polaków? Jak zaznaczają eksperci podatkowi, wszystko wskazuje na to, że do budżetu państwa z roku na rok będziemy oddawać coraz więcej. Szczególnie poprzez podatek VAT. Polacy nie powinni się łudzić, że zostanie obniżony, gdyż jest on bardzo istotny. Ponad 50% wpływów do budżetu państwa z tytułu podatków pochodzi właśnie z VAT.

Dobre relacje w zespole – zadanie dla pracodawcy

Utrzymanie dobrej atmosfery w zespole to nie tylko kwestia dobrej woli. To obowiązek spoczywający zarówno na pracodawcy i kadrze kierowniczej, jak też na każdym z zatrudnionych. Zgodnie z Kodeksem Pracy to jednak na tym pierwszym ciąży główna odpowiedzialność za kształtowanie zasad współżycia społecznego w miejscu pracy.

Dobre relacje to obowiązek

Przepisy prawa nakładają na pracodawcę szereg obowiązków w zakresie przeciwdziałania jakimkolwiek formom dyskryminacji, nękania, molestowania czy mobbingu oraz kształtowania w miejscu pracy zasad współżycia społecznego. Obowiązek budowania dobrych relacji dotyczy nie tylko stosunków między pracodawcą a podwładnymi, ale także wzajemnych relacji między pracownikami (np. w zakresie rozwiązywania konfliktów czy monitorowania sytuacji mogących wskazywać na ryzyko mobbingu).

Zadaniem menedżerów jest kształtowanie właściwej atmosfery w podległym zespole. Przykład idzie z góry, więc najważniejsze jest prezentowanie własnych odpowiednich zachowań wobec podwładnych. Niezbędne jest też monitorowanie sytuacji w zespole oraz interwencja w sytuacji konfliktów obniżających efektywność pracy. – W przypadku stwierdzenia dyskryminacji, mobbingu bądź poważnego naruszenia zasad współżycia społecznego w ramach danego działu, pracodawca ma prawo wyciągnąć stosowne konsekwencje wobec menedżera tego zespołu, który nie dostrzegł i nie zapobiegł wystąpieniu nieakceptowanych działań swoich podwładnych – mówi Agnieszka Janowska, dyrektor Departamentu Prawa Pracy w TGC Corporate Lawyers. – Natomiast jeśli to kierownik dopuści się niewłaściwego postępowania, jego zachowanie zostanie ocenione w świetle przepisów prawa znacznie bardziej surowo niż miałoby to miejsce w przypadku zwykłego pracownika – dodaje ekspert.

Każdy członek załogi jest zobowiązany do równego traktowania innych pracowników oraz przeciwstawiania się wszelkim praktykom dyskryminacji, molestowania czy mobbingu. W przypadku zauważenia takich niepożądanych działań, mamy obowiązek zgłosić je swoim przełożonym. W przypadku, gdy to bezpośredni przełożony dopuszcza się nagannego postępowania – należy powiedzieć o tym zwierzchnikom wyższego szczebla lub dyrektorowi personalnemu. Pracownik nigdy nie powinien obawiać się jakichkolwiek negatywnych konsekwencji czy działań odwetowych w stosunku do siebie.

7 sposobów na zapobieganie konfliktom w zespole

Równy podział zadań i obciążenie pracą
Pomoc i wsparcie dla współpracowników w miarę potrzeb i możliwości
Poszanowanie wspólnej przestrzeni (np. dbanie o komfort pracy innych, przestrzeganie
zakazu palenia, utrzymywanie czystości w miejscu pracy)
Współpraca ze wszystkimi kolegami, nawet tymi, których nie lubimy
Poszanowanie cudzej prywatności
Powstrzymywanie się od publicznej krytyki kolegów
Nietolerowanie obmawiania kolegów wobec przełożonych

Kiedy mediować?

Menedżer zawsze musi być gotowy do interwencji w konflikt między pracownikami. Zwłaszcza gdy zaczyna on negatywnie wpływać na pracę zespołu. – W pierwszej kolejności kierownik może zaoferować podwładnym pomoc w wyjaśnieniu sytuacji i osiągnięciu porozumienia. Warto pamiętać także o narzędziu jakim jest mediacja prewencyjna stosowana we wczesnej fazie konfliktu- mówi Dorota Strzelec, psycholog pracy i dyrektor firmy doradczej StaffPoland Sp. z o.o. – Głównym zadaniem szefa-mediatora nie jest rozstrzyganie, po czyjej stronie leży wina za powstanie sporu, lecz pomoc w jego konstruktywnym rozwiązaniu – dodaje ekspert.

W takiej sytuacji menedżer pełni jednak podwójną rolę: przełożonego oraz mediatora. Funkcja mediatora wymaga neutralności i obiektywizmu, jak również podstawowej wiedzy nt. mechanizmów rządzących konfliktem. Stąd nie każdy menedżer i nie w każdej sytuacji jest w stanie podjąć się mediacji w sporze wewnątrz zespołu.

Trudny charakter powodem zwolnienia?

Często źródłem napięć i konfliktów w zespole jest tylko jeden pracownik – określany jako „konfliktowy”. Menedżerowie nie zawsze wiedzą jak sobie radzić z dyscyplinowaniem takiej osoby – zarówno na poziomie psychologii zarządzania jak i prawa pracy.

– Należy przede wszystkim pamiętać, że sama „niezgodność charakterów” między pracownikiem a jego przełożonym nie może przesądzać o zastosowaniu wobec niego jakichkolwiek sankcji czy też być powodem rozwiązania stosunku pracy – mówi Agnieszka Janowska z TGC Corporate Lawyers. Jeśli jednak konfliktowość czy niewłaściwe relacje dezorganizują pracę zespołu, przełożony powinien przeanalizować przyczyny takiego zachowania i podjąć odpowiednie kroki. Niezawiniony przez pracownika brak umiejętności funkcjonowania w zespole może stanowić uzasadnioną przyczynę wypowiedzenia umowy o pracę, zwłaszcza jeśli taka kompetencja jest niezbędna do prawidłowego wykonywania zadań przez pracownika i cały zespół. Dzieje się tak niezależnie od stażu pracy oraz stanowiska, jakie zajmuje pracownik.
W przypadku kadry zarządzającej zdolności interpersonalne są tak samo ważne jak kompetencje zawodowe. Brak odpowiednich umiejętności w zakresie organizacji pracy podległego zespołu oraz zarządzania relacjami stanowić będzie uzasadnioną przyczynę wypowiedzenia menedżerowi umowy o pracę, nawet mimo wysokiej oceny jego kwalifikacji.

Wyjaśnienie to podstawa

W przypadku formalnego zgłoszenia przez pracownika (czy to w formie pisemnej czy ustnej) jakiegokolwiek przypadku niewłaściwych relacji w miejscu pracy, pracodawca powinien wyjaśnić je i przekazać podwładnemu informację zwrotną. Natomiast w razie zgłoszenia uprawdopodobnionych przypadków dyskryminacji, molestowania, molestowania seksualnego czy mobbingu, pracodawca ma obowiązek przeprowadzić postępowanie wyjaśniające. W razie braku wewnętrznej procedury w tym zakresie, toczy się ono w oparciu o powszechnie obowiązujące przepisy prawa.

Postępowanie wyjaśniające może być prowadzone przez powołaną przez pracodawcę wewnętrzną komisję bądź – w celu zapewnienia pełnego obiektywizmu i poufności (szczególnie w przypadku zarzutów kierowanych pod adresem najwyższej kadry kierowniczej lub członków zarządu) – powierzone wyspecjalizowanej firmie zewnętrznej. Sporządzony przez niezależny zespół ekspertów raport z postępowania wyjaśniającego będzie ważnym dowodem w przypadku wyciągania konsekwencji wobec pracowników winnych naruszenia przepisów Kodeksu pracy.

Niezwłoczne przeprowadzenie wewnętrznego postępowania wyjaśniającego wskazane jest także po otrzymaniu z Sądu Pracy kopii pozwu byłego pracownika jako poszkodowanego z powodu dyskryminacji, molestowania, molestowania seksualnego czy mobbingu. – W trakcie procesu sądowego pracodawca będzie musiał wykazać, że podjął faktyczne i skuteczne działania mające na celu przeciwdziałanie niewłaściwym relacjom w firmie, dostosowując środki zapobiegawcze do danej firmy i środowiska pracy – mówi Dorota Strzelec, dyrektor StaffPoland Sp. z o.o.

Holendrzy, Duńczycy i Luksemburczycy inwestują w nieruchomości rolne w Polsce

Cudzoziemcy stają się posiadaczami gruntów rolnych w Polsce w drodze nabycia udziałów w polskich spółkach, które są właścicielem ziemi. MSW nie posiada jednak pełnych danych, o skali nabywania polskich gruntów przez cudzoziemców. Dane resortu są 3-4 krotnie niższe od stanu rzeczywistego. Wynika to z luki w przepisach, które nie zobowiązują spółek kontrolowanych przez obcokrajowców do składania informacji o posiadanych gruntach. Odpowiedzialna za sprzedaż państwowej ziemi Agencja Nieruchomości Rolnych nie monitoruje występujących na rynku wtórnym procesów koncentracji gruntów w rękach jednej osoby.

Najwyższa Izba Kontroli skontrolowała sprzedaż ziemi należącej do Skarbu Państwa w latach 2011 – 2013 (do 30.04) w trzech oddziałach Agencji Nieruchomości Rolnych (w Szczecinie, Warszawie i Wrocławiu).

Ustalenia kontroli

ANR zgodnie z obowiązującymi przepisami ogłasza i przeprowadza postępowania dotyczące sprzedaży nieruchomości, a także w prawidłowy sposób zabezpiecza interesy Skarbu Państwa. Oddziały agencji rzadko korzystały z prawa pierwokupu gruntów na rynku wtórnym. Przyczyn było kilka: Agencja na danym terenie posiadała nierozdysponowaną jeszcze ziemię, cena transakcyjna nieruchomości była zbyt wysoka, często zdarzało się, że ziemia była obciążona hipotekami, umowami dzierżawy i pożyczek.

Podjęta przez NIK kontrola miała odpowiedzieć między innymi na pytanie, czy sprzedawane przez ANR grunty trafiają do podstawionych osób (tzw. metoda na „słupa”), działających na zlecenie zagranicznych inwestorów, z którymi polscy rolnicy nie są w stanie konkurować. Najwyższa Izba Kontroli nie stwierdziła jednak przypadku zakupu przez cudzoziemców nieruchomości od rolników, którzy nabyli je od Agencji w przetargu ograniczonym.

Głównym mechanizmem przejęcia przez cudzoziemców z Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG) praw do gruntów rolnych w Polsce było nabycie udziałów w spółkach z kapitałem polskim, które były właścicielami ziemi. Na tę czynność cudzoziemcy nie muszą mieć zezwolenia MSW. Wszystkie transakcje odbywały się legalnie, na prywatnoprawnym rynku obrotu gruntami. Cudzoziemcy najczęściej reprezentowali kapitał holenderski, duński i luksemburski.

W okresie objętym kontrolą w szczecińskim Oddziale ANR obcokrajowcy kupili bezpośrednio od Agencji jedynie 23 ha ziemi, z kolei spółki z mniejszościowym udziałem kapitału zagranicznego nabyły w przetargach nieograniczonych aż 2.995 ha. Oprócz tego cudzoziemcy, po nieskorzystaniu przez Odział z prawa pierwokupu, nabyli udziały spółek, które były właścicielami łącznie 4.577 ha ziemi.

Zgodnie z prawem cudzoziemcy, także z EOG, którzy chcą kupić grunty rolne i leśne w Polsce muszą uzyskać zezwolenie od MSW (ustawa o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców). Dopiero po 1 maja 2016 r. kończy się wynegocjowany przez Polskę i zawarty w Traktacie Akcesyjnym okres przejściowy na zakup bez ograniczeń nieruchomości rolnych przez cudzoziemców. Każde nabycie udziałów i akcji w spółkach musi być zgłoszone do Krajowego Rejestru Sądowego. Takie same wymogi są w przypadku, gdy zmienia się status spółki na spółkę kontrolowaną przez cudzoziemców (powyżej 50 proc. głosów na zgromadzeniu wspólników lub walnym zgromadzeniu). Spółka kontrolowana przez obcy kapitał nie ma jednak obowiązku przekazywania do rejestrów sądowych informacji o posiadanych gruntach rolnych. Z tego powodu KRS nie przekazywał do MSW danych niezbędnych do ewidencjonowania transakcji z udziałem cudzoziemców.

Na skutek luki w przepisach MSW nie miało pełnych danych o tym, ile ziemi w Polsce kupili cudzoziemcy. Z danych ministerstwa wynikało, że w latach 2011-2012 w woj. dolnośląskim obcokrajowcy nabyli 397 ha, a w zachodniopomorskim – prawie 1.506 ha. NIK w toku kontroli ustaliła jednak, że w tym okresie cudzoziemcy kupili w rzeczywistości trzy, cztery razy więcej ziemi. Powierzchnia gruntów, należących do spółek przez nich kontrolowanych wyniosła na terenie woj. dolnośląskiego – 1.578 ha, a w woj. zachodniopomorskim – 4.577 ha.

Nieprawidłowości stwierdzone w toku kontroli

Agencja nierzetelnie wykonywała zadania dotyczące poprawy struktury obszarowej gospodarstw rolnych. Oddziały nie znały struktury obszarowej gospodarstw rolnych w poszczególnych gminach, choć należy brać je pod uwagę przy sprzedaży nieruchomości. Oferty sprzedaży przygotowywano przede wszystkim na podstawie doświadczenia pracowników Agencji oraz ogłaszanej przez Prezesa Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa średniej powierzchni gospodarstw w województwie, która i tak różniła się od danych publikowanych przez urzędy statystyczne.

Ponadto ANR nie monitorowała procesów na wtórnym rynku obrotu gruntami rolnymi, choć jest to istotne ze względu na przeciwdziałanie nadmiernej koncentracji gruntów (mówią o tym założenia polityki rolnej państwa). W trakcie kontroli ustalono, że w latach 2011-2012 w woj. zachodniopomorskim 2,3 proc. nabywców (12 z 509 kupców) nabyło aż 33,7 proc. powierzchni oferowanych gruntów, tj. 9.835 ha.

NIK stwierdziła również brak przejrzystych procedur typowania nieruchomości rolnych do sprzedaży, a także ich powierzchni. Wybór gruntów nie był też poprzedzony żadną udokumentowaną analizą. Taka praktyka urzędników grozi dowolnością postępowania i sprzyja powstawaniu mechanizmów korupcjogennych.

Obowiązujący system kwalifikacji uczestników przetargów umożliwiał udział w nich rolnikom, którzy kupowali grunty w innym celu, niż na powiększenie własnego gospodarstwa rodzinnego. Dopiero na początku 2013 r. Prezes ANR wprowadził zapisy w procedurach wewnętrznych ograniczające takie postępowanie, ale zdaniem NIK przyjęte zasady powinny być uregulowane ustawowo.

Wyniki KGHM po IV kwartale 2013 roku

0

Stabilna produkcja przy zdecydowanej dyscyplinie kosztów i skutecznym niwelowaniu niekorzystnego wpływu warunków makroekonomicznych pozwoliły osiągnąć zysk netto na poziomie bliskim prognozy. KGHM zgodnie z planem realizuje najważniejsze projekty rozwojowe.

Modowe Święta polskich projektantów – Cannes Shopping Festival

Od 18 do 21 kwietnia Cannes stanie się światową stolicą mody. W tych dniach odbędzie się XI edycja Cannes Shopping Festival.

W tym roku kilku polskich projektantów weźmie udział w pokazach, które odbędą się 21-go kwietnia (poniedziałek wielkanocny) w słynnym Palais des Festivals. To historyczny moment na który tak długo czekaliśmy i do którego wszystkie firmy i wszyscy projektanci, którzy liczą się na polskiej scenie modowej długo się przygotowywali.

Zaproszenie polskich projektantów to dowód, że moda w Polsce się rozwija i ma się dobrze. To również dowód na to, że mamy zdolnych projektantów i duży popyt na niszowe marki.

Na tegorocznym wydarzeniu pojawi się wiele znanych i obiecujących polskich marek tj.

antbag by ania – projektancka marka ekskluzywnych torebek, wykonywanych z najwyższej jakości włoskich skór. Produkty tej marki doceniło szereg zarówno polskich jak i zagranicznych gwiazd w tym: Serena Williams, Kelly Rowland, Marta Żmuda-Trzebiatowska, Margaret, Kinga Rusin, Joanna Moro i wiele innych.

Sylwia Romaniuk – projektantka unikatowych sukni wieczorowych oraz sukni koktajlowych na każda okazję. W jej kreacjach pojawiają się między innymi takie gwiazdy jak: Edyta Górniak czy Justyna Steczkowska.

Justyna Mariotti – marka specjalizująca się w wyrobach ze skór egzotycznych (pyton, anakonda czy aligator).

Dressi – kobiece kreacje wykonane z wygodnych tkanin docenione m.in. przez: Marinę Łuczenko, Monikę Mrozowską i Karinę Kunkiewicz.

Banki mogą stracić 2,5 mld zł przychodów. Na dostosowanie się do Rekomendacji U mają tylko 8 miesięcy

CEO Magazyn Polska

2,5 mld zł – takie przychody bankom przynosi rocznie sprzedaż produktów ubezpieczeniowych. Zgodnie z wchodzącą w życie w listopadzie Rekomendacją U te instytucje, które nie dostosują się do nowych wymogów formalnych związanych z działalnością ubezpieczeniową, będą musiały z niej zrezygnować. A na to polskie banki nie mogą sobie pozwolić. Dlatego te, które szybko dostosują się do nowych realiów, wyprzedzą konkurencję.

Głównym celem Rekomendacji U jest rozdzielenie podwójnej roli banku jako ubezpieczającego i sprzedawcy ubezpieczenia.

  W 2012 roku banki osiągnęły 2,5 mld zł przychodów ze sprzedaży ubezpieczeń. Dla niektórych z nich był to na tyle istotny zarobek, że gdyby go brakło, to nagle okazałoby się, że przestają być dochodowe, co odbiłoby się również na wycenie giełdowej ich akcji mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Bucoń, menedżer odpowiedzialny za ubezpieczenia życiowe i bancassurance w firmie doradczej Sollers Consulting.

Ponieważ banki nie mogą szukać przychodów poza działalnością bankową, rezygnacja z zysków ze sprzedaży ubezpieczeń oznaczałaby konieczność podniesienia pobieranych od klientów opłat.

 – Musiałyby podnieść marże kredytów, opłaty za korzystanie z konta bankowego czy karty płatniczej. Jeśli to by nie pomogło, alternatywą byłoby cięcie kosztów, a to oznacza zwolnienia pracowników – dodaje Bucoń.

Dlatego, zdaniem eksperta, większość banków zdecyduje się na spełnienie wymogów Komisji Nadzoru Finansowego związanych z prowadzeniem działalności ubezpieczeniowej. Dotyczą one m.in. zmiany polis grupowych na indywidualne.

 – Dziś co miesiąc obejmowanych ubezpieczeniem grupowym w bankach jest ponad 3 mln klientów, indywidualnych polis właściwie się nie wystawia – mówi Bucoń. – Po wejściu rekomendacji w życie, co miesiąc banki będą musiały wystawić 3 mln indywidualnych polis. KNF wymaga też, aby pracownicy, którzy będą to robić, przeszli odpowiednie przeszkolenie, wymagane dziś od agentów ubezpieczeniowych.

Zdaniem eksperta Sollers Consulting, w bankach brakuje również odpowiednich narzędzi do wystawiania polis, a zmiany w systemach instytucji finansowych są długotrwałym procesem.

 – Nagle pojawia się istotna potrzeba zbudowania platformy online, na której można dokonać sprzedaży ubezpieczenia w banku i, co ważne, która będzie mogła funkcjonować w każdym banku, niezależna od systemów bankowych, i będzie się z nimi łatwo integrowała – wyjaśnia Jarosław Bucoń. – Jest to całkiem spory projekt. Ci, którzy będą chcieli nadal czerpać korzyści z bancassurance, mają przed sobą sporo pracy, a czasu jest niezwykle mało, zaledwie 8 miesięcy.

Wygrać mogą ci, którzy już rozpoczęli proces dostosowania się do nowych realiów. Dzięki temu po 1 listopada mogą przejąć spory kawałek tego rynku od konkurentów, którzy nie zdążyli ze zmianami. Ekspert podkreśla, że gra jest warta świeczki, bo w ostatnich kilku latach bancassurance intensywnie się rozwijał, głównie w segmencie ubezpieczeń na życie, dodawanych do kredytów (ok. 3 mln osób miesięcznie). 

 – Wydaje się, że jesteśmy dziś średnio dojrzałym rynkiem, który za chwilę, w wyniku zmiany wprowadzonej przez Rekomendację U albo stanie się skarlałym potworkiem, który nie będzie w stanie sobie poradzić, albo też przerodzi się w bardzo dojrzały rynek, przodujący pod tym względem w Europie – mówi Jarosław Bucoń.

W Wielkiej Brytanii FSA, odpowiednik KNF, zakazała bankom sprzedaży produktów ubezpieczeniowych przez 7 dni od sprzedaży produktu typowo bankowego, co spowodowało praktycznie likwidację rynku. Przychody banków spadły, ale po pewnym czasie – dzięki wyższym marżom i opłatom pobieranym od klientów – wróciły do poprzednich poziomów.

 – Klienci zostali pozbawieni ochrony ubezpieczeniowej. Z kolei ci, którym na niej zależy, muszą płacić dużo wyższe składki, ponieważ to oni idą do ubezpieczyciela i deklarują chęć zakupu ubezpieczenia. Takich klientów ubezpieczyciele nie cenią zbyt wysoko, obawiając się silnej antyselekcji – zjawiska polegającego na tym, że ubezpieczenia kupują tylko ci, którym prawdopodobnie trzeba będzie wypłacić świadczenia. – reasumuje Bucoń.

Polska mogłaby reprezentować Ukrainę i Turcję w rozmowach z UE

CEO Magazyn Polska

Polska chce się zaangażować w rozwijanie współpracy Unii Europejskiej z Ukrainą i Turcją. Mimo niestabilnej sytuacji u naszych wschodnich sąsiadów nie powinna zmieniać długofalowego celu, jakim jest uporządkowanie relacji gospodarczych z Ukrainą – uważa Jacek Janiszewski, przewodniczący rady programowej Stowarzyszenia „Integracja i Współpraca”. Może zaangażować się za to w pomoc w rozwiązywaniu konfliktu.

 – Ten, kto uporządkuje współpracę z Ukrainą, będzie pierwszy na rynku. Nie widzę żadnych przeciwwskazań, żeby tym pierwszym była właśnie Polska z podobną mentalnością, wspólną, choć burzliwą historią. To jest niezwykle ważne i każda inicjatywa, która poprawi możliwości, mimo trudnych warunków współpracy z takimi krajami, jak Ukraina czy Białoruś, jest dobra – mówi Jacek Janiszewski, przewodniczący rady programowej Stowarzyszenia „Integracja i Współpraca”. 

Niedawno Marek Sawicki, wiceprzewodniczący sejmowej komisji rolnictwa i były minister rolnictwa, w rozmowie z serwisem portalspozywczy.pl zapowiedział utworzenie funduszu wspierającego ekspansję polskich przedsiębiorców na Ukrainie. Dzięki temu polska obecność na tym rynku byłaby ugruntowana w momencie otwarcia granic z UE.

Według danych GUS polsko-ukraińskie obroty towarowe w 2012 roku wyniosły 7,83 mld dolarów i były o 5 proc. wyższe niż w 2011 r. (w 2011 r. wzrost obrotów wyniósł 30,3 proc.). Ukraina zajęła 13. miejsce wśród najważniejszych partnerów handlowych Polski. Po trzech kwartałach 2013 roku polski eksport na Ukrainę wzrósł o 8 proc., natomiast import towarów z Ukrainy spadł o ponad 20 proc. W strukturze polskiego eksportu na Ukrainę w okresie I-IX 2013 r. najważniejszą pozycję zajęły wyroby przemysłu elektromaszynowego (29 proc. całego eksportu), wyroby przemysłu chemicznego (18 proc.), produkty mineralne (10,8 proc.), artykuły rolno-spożywcze  (10,6 proc.).

Zacieśnianie stosunków handlowych i gospodarczych z Ukrainą to długofalowy cel, na który nie powinna wpłynąć niestabilna sytuacja polityczna wschodniego sąsiada.

 – Niewątpliwie Polska z punktu widzenia współpracy Europy z Ukrainą i Turcją ma niezwykle poważne zadanie i musimy temu podołać – zapewnia Jacek Janiszewski. – Ten proces będzie trwał, cokolwiek by się nie stało na Ukrainie, cokolwiek by się nie stało w Polsce czy w Turcji. Musimy współpracować, rozmawiać i kształtować pewne przyszłościowe rozwiązania.

Pogłębieniu trójstronnej współpracy ma służyć też XXI Forum Gospodarcze, które odbędzie się na początku marca w Toruniu i będzie w dużej mierze poświęcone wschodniemu sąsiadowi. 

 – Chcemy zderzyć ze sobą trzy gospodarki, trzy światy, trzy kultury. I stąd od tego roku rozpoczynamy debatę w ramach trójkąta: Polska-Ukraina-Turcja – zapowiada tematykę forum Jacek Janiszewski.