Najbliższe dwa lata czasem przyspieszenia dla polskiej gospodarki. Będzie też ubywać bezrobotnych

CEO Magazyn Polska

GUS poda dziś, o ile wzrosła polska gospodarka w czwartym kwartale, i jakie czynniki były kołami zamachowymi tego wzrostu. Ze wstępnych danych wynika, że PKB w ostatnim kwartale ub.r. wzrosło o 2,7 proc. W kolejnych kwartałach wynik ten powinien być coraz wyższy, a wraz z nim postępować będzie spadek bezrobocia.

 – Realizacja prognoz w IV kwartale zaskoczyła negatywnie. Natomiast I kwartał powinien być stosunkowo dobry. Wskazują na to dane realne i koniunkturalne, na przykład indeks PMI [obrazujący koniunkturę w przemyśle – red.], który był na początku roku na historycznie bardzo wysokich poziomach – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Popławski, analityk Banku Gospodarki Żywnościowej.

W kolejnych kwartałach gospodarka powinna wyraźnie przyspieszyć, a dynamika wzrostu PKB na poziomie 3,5 proc. w całym 2014 r. wydaje się realnym scenariuszem.

 – Ożywienie będzie trwało w zasadzie do końca przyszłego roku. Potem pewnie trochę spowolni, biorąc pod uwagę tempo, w jakim przyspieszenie następuje teraz – prognozuje analityk.

W styczniu stopa bezrobocia wyniosła 14 proc. wobec 13,4 proc. na koniec 2013 roku. Jednak początek roku to zwykle najtrudniejszy okres na rynku pracy, a dodatkowo najniższe temperatury tej zimy odnotowano właśnie w tygodniach styczniowych.

 – Bezrobocie jak na grudzień, w ogóle jak na początek roku jest bardzo niskie, co wynika z wyjątkowo dobrej pogody, jaką mieliśmy tej zimy, czyli mało śniegu i dość wysokie temperatury – tłumaczy analityk. – Do tego dochodzi jeszcze duża skala interwencji ministerstwa pracy na rynku. Można się spierać co do tego, czy to ma długoterminowe efekty, natomiast w krótkim terminie powoduje wyłączenie części osób z ewidencji bezrobotnych.

Tradycyjnie bezrobocie może być jeszcze nieco wyższe w lutym, ale od marca powinno zacząć spadać. Popławski podkreśla jednak, że w porównaniu do poziomu bezrobocia sprzed kryzysu, dzisiejsze wciąż jest znacznie wyższe.

Rosnąca liczba bezrobotnych ma też przełożenie na sprzedaż detaliczną. W styczniu, zgodnie z danymi GUS, wzrosła o 4,8 proc. rok do roku i odnotowała ponad 21-proc. spadek w porównaniu do grudnia. Zdaniem analityka, wyniki te negatywnie zaskoczyły rynek, który spodziewał się wyraźnych wzrostów dzięki preferencyjnym warunkom odliczania VAT od zakupionych samochodów z kratką.

 – W odróżnieniu od Eurostatu, GUS wlicza do sprzedaży detalicznej sprzedaż samochodów osobowych. One są bardzo często kupowane przez firmy leasingowe, co powoduje, że sama wielkość jest nieco zafałszowana – tłumaczy Piotr Popławski. – Myślę, że w lutym sprzedaż może być stosunkowo wysoka, co będzie efektem danych o sprzedaży samochodów. Potem możemy zanotować dwumiesięczne spowolnienie, ale w całym roku spodziewam się wyraźnej poprawy wraz z ożywieniem na rynku pracy.

Biedronka zapowiada dalszą ekspansję. W kolejnych miesiącach otworzy 300 nowych sklepów i 2 centra dystrybucyjne

CEO Magazyn Polska

Największa sieć detaliczna w Polsce w 2014 roku powiększy się o 300 nowych sklepów. Powstaną również dwa kolejne centra dystrybucyjne. Plany ekspansji wiążą się również ze zwiększaniem zatrudnienia – w tym roku Biedronka przyjmie 5 tys. nowych pracowników. Dziś zatrudnia 47 tys. osób.

Rok 2014 będzie następnym rokiem naszej intensywnej ekspansji. Zamierzamy otworzyć około 300 sklepów oraz pierwszy raz w naszej historii trzy centra dystrybucyjne – zapowiada Tomasz Suchański, dyrektor generalny sieci sklepów Biedronka. – W lutym już jedno centrum otworzyliśmy w Modlnicy pod Krakowem, które będzie obsługiwać aglomerację krakowską.

W nowych sklepach i centrach zatrudnienie znajdzie 5 tys. nowych pracowników. Łączna liczba zatrudnionych wzrośnie do 52 tys. osób.

W 2013 roku Biedronka umocniła swoją pozycję na rynku artykułów spożywczych. Przyczyniły się do tego otwarcie 280 nowych sklepów i dwóch centrów dystrybucyjnych (w Gdańsku i Lubartowie). Nakłady inwestycyjne w 2013 roku wyniosły 1,7 mld złotych. Celem spółki jest sieć 3,2 tysięcy placówek do końca 2016 roku.

W 2013 r. Biedronce udało się wypracować 382 mln euro zysku netto (wzrost o 8 proc.) przy sprzedaży na poziomie 7,7 mld euro (wzrost o 15 proc.). Swoje wyniki sieć sklepów uznała za satysfakcjonujące, tym bardziej że otoczenie rynkowe nie było w tym czasie sprzyjające dla firm handlowych.

Ubiegły rok był bardzo trudny dla firm handlowych. Sprzedaż detaliczna zanotowała najniższy wzrost w ciągu ostatnich kilku lat – 2,6 proc. Na tym tle wypadamy bardzo dobrze. Osiągnęliśmy 15-proc. wzrost sprzedaży i prawie 32 mld zł obrotu. Nasze zyski również wzrosły o ponad 8 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Suchański.

Do dobrych wyników sprzedażowych przyczyniły się również intensywne akcje promocyjne i oferty rabatowe. Jak zapewnia dyrektor generalny sieci, obniżki cen w ramach akcji MEGA RABATY i TAK, TYLKO, które wciąż są obecne w sklepach, zostały pozytywnie odebrane przez klientów i znacząco zwiększyły sprzedaż.

Zmieniliśmy naszą ofertę, wymieniliśmy prawie 30 proc. produktów, wprowadziliśmy 500 nowych opakowań i zaproponowaliśmy nowe rozwiązania, jak na przykład wypiek świeżego pieczywa w sklepach – teraz 1,7 tys. sklepów ma codziennie wypiekane na miejscu świeże pieczywo. Daliśmy też naszym klientom możliwość płacenia przez telefon komórkowy – wymienia dyrektor generalny sieci sklepów Biedronka.

Dziś Biedronka posiada 2393 sklepy i pozostaje największym prywatnym pracodawcą w Polsce, zatrudniając 47 tys. pracowników. Tylko w ubiegłym roku zatrudnienie w sieci znalazło 7 tys. osób.

Polska branża teleinformatyczna będzie rozwijać się najszybciej w regionie

CEO Magazyn Polska

Polski rynek teleinformatyczny (ICT) może być warty nawet 80 mld zł. Ma też największy potencjał w regionie. Inwestycje w informatykę w Polsce dorównują tym w Austrii, a do tego nasz kraj przoduje w wykorzystaniu technologii chmur obliczeniowych. Korzystają na tym kraje firmy z branży oraz międzynarodowe korporacje, które ze względu na zasoby wykwalifikowanej kadry programistów w Polsce lokują swoje centra rozwojowe.

 – Ocenia się, że rynek informatyczny to jest teraz powyżej 40 mld zł w Polsce. Rynek telekomunikacyjny to jest podobna wartość. Ponieważ te rynki bardzo się wymieniają, łączą ze sobą, to tę sumę przyjmowałbym jako głębokość rynku teleinformatycznego w Polsce – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Roman Durka, prezes Kapsch Sp. z o.o. Dodaje: – Branża rzeczywiście rozwija się cały czas. Chociaż kilka lat temu notowaliśmy spowolnienie kryzysowe. Pamiętamy straszny dołek na rynku IT, branża to przeżyła i teraz rozwija się nie najgorzej.

Kapsch przeprowadził badania w siedmiu krajach – Austrii, Czechach, Polsce, Rumunii, Słowacji, Turcji i Węgrzech – z których wynika, że to właśnie w Polsce sektor ICT ma najlepsze perspektywy. Pod względem potencjału zajęliśmy pierwsze miejsce, a w ocenie gotowości rynku ICT, odzwierciedlającego bieżącą sytuacją, drugie.

Według Durki rynki informatyczny i telekomunikacyjny są już tak zintegrowane, że należy je traktować jako jeden. Podkreśla jednak, że wbrew przewidywaniom to informatyka ma dominującą rolę. Coraz więcej osób wykorzystuje internet do telefonowania i innych usług, które dawniej były świadczone przez firmy telekomunikacyjne.

Durka podkreśla, że świetne perspektywy dla Polski wynikają w dużej mierze z planowanych i spodziewanych wydatków na informatykę. W ciągu ostatnich trzech lat aż 35 proc. polskich firm zwiększyło swoje wydatki na IT, a przez kolejne trzy lata odsetek ten będzie najprawdopodobniej niewiele niższy.

 – Pojawiają się nowe inwestycje, nie tylko polskie, lecz także zagraniczne. To wszystko wymaga rozwiązań informatycznych. Informatyka jako taka zmienia się ciągle i to też jest powodem tego, że inwestycje informatyczne ciągle mają miejsce. Dzisiaj w zasadzie kupuje się rozwiązania. Dziś świat przesuwa się w kierunku chmury, i Polska też – podkreśla Durka.

Polska wśród badanych krajów zajęła pierwsze miejsce pod względem wykorzystania chmur obliczeniowych. 31 proc. analizowanych firm – o 4 punkty proc. więcej niż średnia – już z nich korzysta. 30 proc. planuje przenieść część działu IT do chmury w ciągu najbliższych trzech lat. Jedynym krajem, w którym wskaźniki te są równie wysokie, jest Turcja.

Według Durki silną stroną Polski są dobrze wykształceni programiści. To dzięki nim międzynarodowe koncerny lokują swoje centra rozwojowe w naszym kraju.

 – Polska jest potentatem. My już jesteśmy kopalnią programistów, Polska robi software dla całego świata. Wiele dużych firm ma w Polsce centra rozwojowe. Więc my już jesteśmy potęgą. Inwestując w nowoczesną infrastrukturę, możemy nasz przemysł i instytucje doprowadzić do takiego poziomu, jakim świat już w niektórych obszarach dysponuje – prognozuje Durka.

Wskazuje, że drugim poza rozwojem chmur obliczeniowych kierunkiem inwestycji powinien być outsourcing. Coraz więcej dużych firm rezygnuje z własnych zasobów IT, wybierając w zamian dzieloną infrastrukturę oferowaną przez wyspecjalizowanego dostawcę zewnętrznego. W Polsce outsourcing jest na średnim poziomie – korzysta z niego 45 proc. ankietowanych firm (o 1 punkt proc. więcej niż średnia z badania).

Rozwój outsourcingu i chmur obliczeniowych nie jest już blokowany jakością sieci, ale nadal wymaga inwestycji. Durka podkreśla, że istniejące technologie muszą być coraz lepiej wykorzystywane.

 – Outsourcing i chmura powodują, że można dzielić koszty, czyli w ostatecznym rozrachunku okaże się, że taniej jest kupować usługi od specjalistów zamiast inwestować w teleinformatykę. To się dzisiaj bardzo standaryzuje, nawet aplikacje w wielu obszarach są dziś dość standardowe i można po prostu zakupić możliwość korzystania z aplikacji u poddostawcy. To jest szansa na rozwój – zwraca uwagę Durka.

Kopex szuka bardziej perspektywicznych rynków niż Polska. Utworzy dwie nowe spółki w Chinach i Rosji

CEO Magazyn Polska

Kopex zapowiada powołanie nowych spółek na rynkach rosyjskim i chińskim, które uważa za najbardziej perspektywiczne dla rozwoju grupy. Nowe podmioty mają ułatwić udział w przetargach na dostawę specjalistycznych maszyn i urządzeń w Państwie Środka oraz zapewnić sprawny serwis w Rosji. Polski rynek nie gwarantuje już zbytu z powodu prognozowanych spadków wydobycia surowca. 

 – Zagraniczna ekspansja firmy Kopex jest związana nie tylko z produktami hitowymi, jakimi obecnie są kompleks Mikrus czy ściana automatyczna, którą prowadzimy od ponad dwóch lat w kopalni Pniówek, lecz także z samą strategią grupy i z sytuacją w polskim górnictwie węgla kamiennego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Józef Wolski, prezes Grupy Kopex.

Prognozy dla branży mówią o tym, że wydobycie polskiego węgla będzie spadać, co przełoży się na zmniejszone zapotrzebowanie na maszyny i urządzenia dla górnictwa podziemnego. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej zużycie węgla będzie maleć nie tylko w Polsce, lecz także w całej Unii Europejskiej w związku z polityką klimatyczną, której głównym celem jest redukcja emisji CO2. W całej UE będzie to spadek o 2,5 proc. rocznie, który w 2035 roku osiągnie 200 mln ton. Jednocześnie konsumpcja tego surowca na świecie rośnie, przede wszystkim w Chinach.

 – W najbliższym czasie zostanie powołana do życia kolejna spółka – Kopex Taian w prowincji Shandong. Zwiększyliśmy nasze zaangażowanie w naszej spółce joint venture w Tagao i dzięki temu będziemy mogli startować w przetargach na dostawy maszyn i urządzeń dla całego chińskiego górnictwa. Chiny odpowiadają za ponad 50 proc. światowej produkcji węgla  w roku ubiegłym wydobyły ponad 3,6 mld ton – podkreśla Józef Wolski.

Oprócz Chin, głównym kierunkiem ekspansji pozostaje Rosja, gdzie Kopex także jest już obecny. Żeby utrzymać dotychczasowy poziom sprzedaży, grupa inwestuje w budowę centrów serwisowych, które mają zapewnić odpowiednią obsługę maszyn.  

 – W roku 2012 sprzedaliśmy tam maszyn i urządzeń za prawie 250 mln złotych – mówi Józef Wolski. – Stworzymy na rynku rosyjskim w najbliższym czasie nową spółkę, będzie to związane z Zagłębiem Peczorskim. Rozbudowujemy też naszą bazę w Zagłębiu Kuźnieckim, którą powinniśmy zakończyć w pierwszym kwartale 2015 roku. Koszt tej inwestycji to kilkadziesiąt milionów złotych.

Grupa Kopex jest producentem maszyn i urządzeń dla górnictwa węgla kamiennego. Zajmuje się specjalistycznymi usługami dla górnictwa i dostarcza maszyny i urządzenia. Obsługuje inwestycje w przemyśle wydobywczym w Polsce i Europie oraz na największych rynkach górniczych świata: Australii, Chinach, RPA.

Jest szansa na kolejne miejsca pracy w branży motoryzacyjnej. Już teraz zatrudnionych jest w niej 650 tys. osób

Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego

Sprzedaż w branży motoryzacyjnej w ubiegłym roku wyniosła 109 mld złotych, a 15 proc. produkcji trafiło na eksport. Firmy motoryzacyjnej zatrudniają już 650 tys. osób. Powstający właśnie projekt platformy motoryzacyjnej daje szansę na kolejne miejsca pracy.

 – Szeroko pojęty segment motoryzacyjny daje około 650 tysięcy miejsc pracy. Co najmniej połowa z nich to stanowiska pracy w przemyśle. Nie ulega wątpliwości, że motoryzacja stała się jedną z najważniejszych branż dla polskiej gospodarki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. 

Zdaniem Farysia impulsem do dalszego rozwoju branży i przyciągnięcia zagranicznych inwestycji może być uruchomiony właśnie przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju projekt platformy motoryzacyjnej. Jego zadaniem ma być nawiązanie współpracy pomiędzy ośrodkami badawczo-rozwojowymi, uczelniami oraz przedstawicielami przemysłu. W efekcie powstać mają nowe produkty i projekty inwestycyjne.

 – Mam nadzieję, że we współpracy z ośrodkami badawczo-rozwojowymi i uczelniami, ten program stanie się rzeczywistością i za obopólną korzyścią, czyli przemysłu i nauki, rozwinie się i będziemy mieli tego bardzo wyraźne efekty w postaci uruchomienia nowych produktów i nowych projektów inwestycyjnych – mówi prezes PZPM. – Te projekty zgłaszają poszczególni producenci. Są to sumy rzędu setek milionów złotych. Wszystko zależy od tego, jak dużo projektów i o jakiej wartości zgłosi część przemysłowa.

Z raportu przygotowanego przez PZPM i KPMG wynika, że sprzedaż w całej branży w ubiegłym roku sięgnęła 109 mld złotych i była o przeszło 6 proc. wyższa niż rok wcześniej. Stało się tak mimo słabego pierwszego kwartału i wciąż nieodrodzonego jeszcze popytu na auta w Europie Zachodniej. Branży pomogło m.in. większe zapotrzebowanie na części i komponenty z pogrążonych wcześniej w kryzysie rynków Europy Południowej. Te same kraje konkurują jednak z Polską o pozyskanie nowych inwestycji.

 – W tej chwili w Europie jest bardzo duża konkurencja między poszczególnymi krajami, każde z państw chciałoby przyciągnąć inwestycje z branży motoryzacyjnej – tłumaczy Faryś. – Po pierwsze, jedno miejsce w zakładzie bezpośrednio produkującym samochody generuje co najmniej kilka miejsc pracy w otoczeniu, mam na myśli producentów części, podzespołów, logistykę i bardzo wiele innych dziedzin gospodarki. A z drugiej strony, jest to transfer nowych technologii – po prostu uczymy się nowych rzeczy.

W niedzielę 86. oscarowa gala. Faworytami są „American Hustle” i „Zniewolony. 12 Years a Slave”

Najgorętsza filmowa noc w roku prawdopodobnie przebiegnie bez większych niespodzianek. Eksperci przewidują, że najwięcej statuetek otrzymają filmy „Zniewolony. 12 Years a Slave” Steve’a McQueena oraz „American Hustle” Davida O. Russella.

W tym roku najwięcej, bo aż 10 nominacji do Oscara zdobyły „Grawitacja” Alfonso Cuaróna i „American Hustle” Davida O. Russella. Tuż za nimi plasuje się  „Zniewolony. 12 Years a Slave” (dziewięć nominacji). Po sześć nominacji zdobyły filmy „Kapitan Phillips”, „Witaj w klubie” i „Nebraska”.

 – Myślę, że tegoroczne Oscary nie zaskoczą. O statuetkę dla najlepszego filmu będą konkurowały dwa dzieła, czyli „American Hustle” i „Zniewolony. 12 Years Slave”. Mam nadzieję, że 86. ceremonia rozdania Oscarów przejdzie do historii jako gala, podczas której nagrodę dla najlepszego reżysera odbierze po raz pierwszy czarnoskóry filmowiec, czyli Steve McQueen – mówi agencji informacyjnej Newseria Patrycja Paczyńska, filmoznawca, redaktor www.facebook.com/setoci.okinie.

Zaciekła rywalizacja zapowiada się w kategorii najlepszy aktor pierwszoplanowy. Dziwi brak nominacji dla Toma Hanksa za kreację w „Kapitanie Phillipsie”. Walka w tej kategorii jest bardzo wyrównana. Wśród nominowanych znaleźli się: Christian Bale („American Hustle”), Leonardo DiCaprio („Wilk z Wall Street”), Bruce Dern („Nebraska”), Matthew McConaughey („Witaj w klubie”) i Chiwetel Ejiofor („Zniewolony. 12 Years Slave”). Faworytem Paczyńskiej jest wielokrotnie pomijany przez Akademię Leonardo DiCaprio, nominowany w tym roku za rolę Jordana Belforta w „Wilku z Wall Street”.

 – Ostatnio powstał fanpage „Ekspert do spraw nieotrzymywania Oscara przez Leonardo DiCaprio”. Nawet stacja CNN wyemitowała materiał na ten temat, ponieważ pojawiła się oscarowa tabliczka z jego nazwiskiem. Czy jest to przypadek, czy żart? Zobaczymy. Bardzo mocnym kandydatem jest Matthew McConaughey za film „Witaj w klubie”. Aktor znany do tej pory z komedii romantycznych jest obecnie w życiowej formie. Do roli miłośnika rodeo chorego na AIDS schudł prawie 20 kilogramów i myślę, że Akademia może to docenić, bo już wcześniej nagradzała aktorów, którzy przeszli dla roli metamorfozę – ocenia Paczyńska.

W kategorii „\najlepsza aktorka pierwszoplanowa bezkonkurencyjna jest Cate Blanchett, która zagrała główną rolę w „Blue Jasmine” Woody’ego Allena. Aktorka otrzymała za swoją rolę szereg nagród, w tym Złotego Globa oraz nagrodę BAFTA.

 – Jeżeli chodzi o role drugoplanowe, myślę, że bezkonkurencyjna będzie 23-letnia Jennifer Lawrence („American Hustle”), która w tym roku jest najbardziej dochodową aktorką w Hollywood. W tamtym roku zwyciężyła w starciu o Oscara za rolę pierwszoplanową w „Poradniku pozytywnego myślenia”. W kategorii męskiej stawiam na Jareda Leto za film „Witaj w klubie”, podobnie jak Matthew McConaughey bardzo schudł, przygotowując się do roli – przewiduje Paczyńska.

Na największego przegranego eksperci typują nominowaną w 10 kategoriach „Grawitację”. Film Alfonso Cuaróna ma jedynie duże szanse na statuetkę za najlepsze efekty specjalne, zdjęcia i być może reżyserię.

Według Paczyńskiej najbardziej niepewną kategorią jest najlepszy film nieanglojęzyczny.

 – W tym roku wśród pięciu nominacji znalazły się bardzo istotne cztery dzieła: palestyński dramat polityczno-społeczny „Omar”, duński film „Polowanie” z rewelacyjną kreacją Madsa Mikkelsena, który z dnia na dzień traci pozycję poprzez niewinne kłamstwo swojej uczennicy, oraz „W kręgu miłości” – dramat belgijsko-holenderski o miłości dwojga muzyków, kobiety i mężczyzny, których rozdziela historia i choroba córki. Swoistą wisienką na torcie jest „Wielkie piękno”, włoski film Sorrentino, porównywany do „Osiem i pół” Felliniego. Przepiękne, melancholijne dzieło o przemijaniu i zapomnianej miłości. Bardzo trudny wybór w tej kategorii, nie chciałabym być na miejscu jury – podsumowuje filmoznawczyni.

86. gala rozdania nagród Akademii Filmowej odbędzie się 2 marca w Los Angeles.

Kurorty górskie cierpią z powodu ciepłej zimy. Za to ruch w biurach podróży rośnie

CEO Magazyn Polska

Z powodu łagodnej i bezśnieżnej zimy znacząco ucierpieli przedsiębiorcy związani z turystyką górską. Korzystają za to touroperatorzy, którzy w ostatnich tygodniach odnotowywali ponad 20-proc. wzrost sprzedaży oferty zimowej. Rosnąca liczba rezerwacji na sezon letni pozwala im mieć nadzieję, że ten rok w turystyce będzie zdecydowanie lepszy niż 2013. Podobnie jak przed rokiem w tym sezonie turyści nie powinni obawiać się bankructw biur podróży – ocenia Polska Izba Turystyki.

 – Ta zima nie sprzyjała przede wszystkim przedsiębiorcom, którzy prowadzą swój biznes w górach, właścicielom ośrodków czy wyciągów. Miejmy nadzieję, że kolejna zima będzie trochę ostrzejsza, trochę bardziej zimowa w górach. Przedsiębiorcy potrzebują na pewno zmianie w prawodawstwie, ponieważ ciągle czkawką odbija się brak tzw. ustawy śniegowej – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Rosset, sekretarz generalny Polskiej Izby Turystyki.

Ustawa śniegowa (Prawo górskie) miałaby określić zasady korzystania z cudzych gruntów w związku z przeprowadzeniem przez nie tras narciarskich. Dyskusje nad tym aktem prawnym toczą się już od kilku lat, ale obecnie prace legislacyjne nie są prowadzone. Ponieważ brakuje systemowego rozwiązania, lokalne konflikty mogą niweczyć plany budowy lub rozwoju ośrodków narciarskich. To z kolei przekłada się na odpływ turystów z górskich kurortów.

Rosset podkreśla, że wprowadzenie takiego prawa bardzo pomogłoby branży turystycznej w zimie. Na nowym prawie skorzystaliby nie tylko właściciele hoteli czy wyciągów, ale także posiadacze gruntów w górach.

Ferie za granicą

Część turystów, zamiast ferii w górach, wybrała zagraniczny wyjazd na narty. Inni w ogóle zrezygnowali z zimowych sportów i wybrali wypoczynek w ciepłych krajach. Obie grupy turystów poprawiły sprzedaż w biurach podróży. Zgodnie z raportami Polskiego Związku Organizatorów Turystyki, w ostatnich tygodniach sprzedaż oferty zimowej (sezon 2013/2014) rosła ponad 20 proc. rok do roku.

Znacznie większym powodzeniem cieszą się już oferty Lata 2014 – biura podróży sprzedają nawet ponad 50 proc. więcej wycieczek niż w analogicznych okresach poprzedniego roku. Dlatego prognozy branży na cały sezon są bardzo optymistyczne.

 – Po rzeczywiście trudnym 2012 roku, zwłaszcza lecie, rok 2013 jawił się dosyć niepokojąco. Okazało się, że był jednak diametralnie różny. Myślę, że i tym razem nie sprawdzą się żadne czarne scenariusze – mówi Rosset.

Dodaje, że Polacy po licznych bankructwach biur podróży, zwłaszcza w 2012 r., gdy upadło 15 podmiotów, nauczyli się lepiej wybierać oferty. Nie dają się już skusić najniższej cenie, lecz wybierają rozsądny koszt i gwarancję bezpieczeństwa. Podobnie działają biura, które planują ofertę znacznie ostrożniej i nie starają się za wszelką cenę obniżyć ceny. Przez to jest drożej, a klienci rzadziej mogą korzystać z ofert typu last minute, ale za to bezpieczniej. 

 – Klienci mają już świadomość tego, że supertanie oferty niosą z sobą potencjalnie pewne niebezpieczeństwo. I stąd starannie prześwietlają propozycje touroperatorów. Na rynku już nie ma miejsca dla nieuczciwych przedsiębiorców z ofertą, która ma na celu ściągnąć pieniądze z rynku i zniknąć. Oni zostali wyeliminowani, i to nie dzięki ograniczeniom czy zapisom prawnym. Wyeliminował ich rynek i myślę, że to jest najskuteczniejsze – podkreśla Rosset.

Dodaje, że nie można wykluczyć problemów niektórych biur podróży, zwłaszcza, że ustawodawca nie zdąży przed wakacjami doprowadzić do powstania i wejścia w życie Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego. Ewentualne kłopoty nie będą jednak związane z nieuczciwą działalnością, lecz z kondycją gospodarki i ryzykiem związanym z prowadzeniem jakiegokolwiek przedsięwzięcia biznesowego.

LW BOGDANKA S.A najlepszą kopalnią 2013 r.

Spółka Lubelski Węgiel BOGDANKA S.A., najnowocześniejsza i najbardziej efektywna kopalnia węgla kamiennego w Polsce oraz krajowy lider rynku producentów węgla energetycznego, zdobyła I miejsce w kategorii „Najlepsza w roku 2013” w konkursie „Kopalnia Roku” organizowanym przez Górniczą Izbę Przemysłowo-Handlową i Szkołę Eksploatacji Podziemnej.

Nieobecność OFE podnosi wyceny obligacji korporacyjnych

„Nieobecność OFE podnosi wyceny obligacji korporacyjnych” – o sytuacji na rynku obligacji rozmawiamy z Dariuszem Laskiem, dyrektorem inwestycyjnym ds. papierów dłużnych

Ostatnio poznaliśmy nowe dane makroekonomiczne. W jakiej kondycji jest polska gospodarka?

Zasadniczo w niezłej. Dla przykładu produkcja przemysłowa wzrosła w styczniu o 4,1% w porównaniu z rokiem poprzednim. Z drugiej strony ze wstępnych szacunków GUS wynika, że dynamika polskiego PKB za IV kwartał 2013 r. jest nieco gorsza od oczekiwań.

Co to oznacza?

Pod znakiem zapytania stoi odczyt PKB w Polsce za cały 2013 r. O ile obecnie zakłada się, że będzie to 1,6%, to ostatnie dane pokazują, że odczyt może oscylować raczej w okolicach 1,5%. Na szczęście rynek jest skupiony na przyszłości, a ta maluje się w całkiem jasnych barwach.

Co, poza wzrostem produkcji przemysłowej, przemawia za takim scenariuszem?
M.in. dynamika konsumpcji wewnętrznej czy polskiego eksportu. Wskaźniki wyprzedzające wskazują na coraz bardziej pozytywne postrzeganie procesów gospodarczych – zarówno przez przedsiębiorców oraz menedżerów, jak i konsumentów. Obserwujemy również wyhamowywanie negatywnych trendów na rynku pracy. Wszystko to pozwala z optymizmem patrzeć na zachowanie PKB w tym roku, a jednocześnie pokazuje, że dane makroekonomiczne cały czas bardziej sprzyjają akcjom.

Czy zaostrzenie sytuacji na Ukrainie w minionym tygodniu miało przełożenie na polski rynek obligacji lub naszą walutę?
Pomimo trudnej sytuacji, w jakiej społecznie, politycznie i gospodarczo znalazła się Ukraina, analizując sytuację chłodnym okiem, nie dostrzegam wpływu wydarzeń u naszego wschodniego sąsiada na polski rynek kapitałowy, a tym bardziej na obligacyjny. Podobnie jak w przeszłości nie widać również żadnego przełożenia zachowania ukraińskiej hrywny na polską walutę. Jestem zdania, że czynnik ukraiński nie jest obecnie najważniejszy dla polskiego rynku długu.

Jaki zatem czynnik jest teraz istotniejszy?
W kontekście rynku obligacji korporacyjnych – z pewnością OFE. Od momentu reformy fundusze emerytalne nie uczestniczą w żadnych emisjach papierów korporacyjnych. Wobec drastycznie zmniejszonego popytu domknięcie jakiejkolwiek oferty na satysfakcjonujących przedsiębiorstwo warunkach jest więc dosyć trudne. W rezultacie firmy niejednokrotnie są zmuszone do tego, by zaoferować inwestorom obejmującym emisje wyższe odsetki od pożyczonego kapitału.

To chyba dobrze z punktu widzenia inwestorów instytucjonalnych, np. TFI?
Generalnie tak. Inwestor instytucjonalny, jako uczestnik przetargów, ma bowiem szansę na wynegocjowanie lepszych warunków, także w przypadku dużych, wiarygodnych emitentów. Zwiększa się tym samym rentowność portfela, a w konsekwencji poprawia się wynik funduszu. Pamiętajmy przy tym, że brak OFE na rynku obligacji korporacyjnych oznacza także mniejszą niż dotąd płynność obrotu.

Co z obligacjami skarbowymi? Co obecnie determinuje sentyment inwestorów?
Niskie odczyty inflacji i wyraźne stanowisko Rady Polityki Pieniężnej o utrzymaniu niezmienionych stóp procentowych do końca pierwszego półrocza wspierają wyceny papierów skarbowych. Inwestorzy uważnie przysłuchują się retoryce członków RPP, którzy jednak nie dają przesłanek do oczekiwania z ich strony nagłych czy niestandardowych decyzji. Polska gospodarka w sposób zrównoważony wychodzi z okresu spowolnienia i w tym momencie cyklu gospodarczego nie ma potrzeby ostrego zacieśniania polityki pieniężnej. Jeśli chodzi o sam rynek papierów skarbowych, to należy pamiętać, że w związku z reformą OFE znacząco zwiększył się w nim udział inwestorów zagranicznych, a jednocześnie ubyło stabilizującego popytu funduszy emerytalnych. Nagłe zawirowania na rynkach krajów rozwijających się mogą skutkować zwiększoną zmiennością długoterminowych polskich obligacji skarbowych. W tym kontekście stabilizująco na rynek działa informacja o wysokiej realizacji potrzeb pożyczkowych zaplanowanych na 2014 r. przez Ministerstwo Finansów. W sytuacji kryzysowej ministerstwo może na pewien czas ograniczyć podaż papierów na przetargach, przyczyniając się do przywrócenia równowagi rynkowej.

„Spółki meldują, Ukraina walczy” – rozmowa z Ryszardem Rusakiem (UI TFI)

„Spółki meldują, Ukraina walczy” – o sytuacji na rynkach akcji rozmawiamy z Ryszardem Rusakiem, dyrektorem inwestycyjnym ds. akcji Union Investment TFI

Trwa okres publikacji wyników spółek za ostatni kwartał 2013 r. Jaki obraz się z nich wyłania?

Dane finansowe za IV kwartał 2013 r. zaraportowane dotąd przez spółki z warszawskiej giełdy są jak dotychczas zgodne z oczekiwaniami. Lekko negatywnie zaskoczyła spółka Orange Polska, która ponadto poinformowała, że wypłacona dywidenda będzie niższa, niż wcześniej szacowano. Banki zanotowały wyniki neutralne, zgodne z konsensusem, a stopa dywidendy dla sektora bankowego powinna oscylować w tym roku w okolicach 4–5%. Wypłatę sowitej dywidendy zapowiedziała też Netia.

Czy rynek w istotny sposób reaguje na te informacje?
Inwestorzy są skupieni na perspektywach na 2014 r. Dużo uważniej patrzą w przyszłość – na prognozy zysków spółek i prawdopodobieństwo ich realizacji.

W kontekście przyszłości trudno nie zapytać o Ukrainę. W porównaniu z zeszłym tygodniem sytuacja nieco się ustabilizowała, jednak wciąż trudno mówić o powrocie do normalności…
Prawdą jest, że w regionie panuje pewna nerwowość, jednak bezpośrednie związki handlowe Polski z Ukrainą, szczególnie w przypadku spółek giełdowych, nie są duże.

Jednak są.
Tak. Na Ukrainie jest zaangażowanych kapitałowo kilka polskich firm notowanych na warszawskiej giełdzie. Największy udział posiada Getin Holding, którego ukraińskie aktywa stanowią ok. 10% całości. Na tym rynku operuje także PKO BP, jednak w stosunku do ok. 200 mld zł aktywów polskiego banku należący do niego KREDOBANK stanowi bardzo niewielki udział. Można też wskazać spółki, które mają na Ukrainie fabryki lub eksportują tam sporo towarów, np. Śnieżka czy Rovese. Jednak w skali całego polskiego rynku akcji skutki wydarzeń na Ukrainie są znikome.

A jak zachowuje się nieco zapomniany przez inwestorów rynek rosyjski?
Zawierucha na rynkach wschodzących nie ominęła także Rosji. Traciły więc nie tylko turecka lira i węgierski forint, ale również rubel. Przecena rosyjskiej waluty wpłynęła z kolei negatywnie na wycenę spółek notowanych na moskiewskiej giełdzie, na przykład spółki handlowej Magnit, posiadającej sieć super- i hipermarketów. Swoje przychody spółka osiąga w rublu i większość kosztów ponosi w tej walucie. Jednak notowania GDR-ów na jej akcje (certyfikatów stosowanych przy obrocie akcjami zamiast klasycznych akcji) są wyceniane w dolarze. Jeśli więc rubel się osłabia, to zyski spółki w przeliczeniu na dolary są mniej warte. To zaś wpływa na końcową wycenę, oczywiście negatywnie. Podobny problem dotyka większej liczby rosyjskich spółek, co w zestawieniu z gorszym zachowaniem cen surowców i brakiem reform strukturalnych rzutuje na obraz rosyjskiego rynku.

Globalna zawierucha uderzyła nie tylko w rubla, ale także we wspomnianą już walutę turecką. Czy widać symptomy zatrzymania tendencji spadkowej?
W ostatnim czasie lira nieco się ustabilizowała. Pod tym względem drastyczna podwyżka stóp procentowych przez turecki bank centralny chociaż częściowo przyniosła zamierzony skutek. We wtorek nastąpił jednak ciąg dalszy odkrytej jakiś czas temu afery korupcyjnej w tureckim rządzie. W wyniku ujawnienia taśm kompromitujących premiera Recepa Tayyipa Erdoğana waluta ponownie zaczęła się osłabiać.

Traciły także indeksy giełdy w Stambule.
Spadki na giełdzie w obliczu takich informacji są całkiem naturalne. Inwestorzy mierzą się bowiem z czynnikiem, który może istotnie zmienić układ sił na scenie politycznej, a w dalszej kolejności także wpłynąć na gospodarkę. Niezależnie od tego, czy nagranie z udziałem premiera Erdoğana jest autentyczne czy to tylko element gry politycznej przed marcowymi wyborami samorządowymi w Turcji, jedno wydaje się pewne – do momentu rozstrzygnięcia wyborów takich sytuacji może wydarzyć się więcej.

A czy po marcowych wyborach istnieją szanse na poprawę sentymentu?
Akcje spółek notowanych nad Bosforem są mocno przecenione i pod względem wycen prezentują się całkiem nieźle. Trudno jednak oczekiwać, że odbicie i przejście do trendu wzrostowego przybierze kształt litery „V”. „Udeptywanie dna” może trwać jeszcze parę miesięcy, a z uwagi na sytuację polityczną można spodziewać się podwyższonej zmienności.
Wróćmy do Polski. Mamy wyjątkowo łagodną zimę. Czy to dobrze dla firm i całej gospodarki?
Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi, bo aura panująca na zewnątrz jednym spółkom pomaga, innym nie. Ciepła zima zdecydowanie sprzyja branży budowlanej i deweloperskiej, ponieważ prace mogą być prowadzone w zasadzie bez przestojów, oraz producentom materiałów budowlanych. Z pewnością odetchną także miasta i gminy – z uwagi na mniejsze wydatki m.in. na odśnieżanie.

Zapewne jest też druga strona medalu…?
Owszem. Łagodna zima wpływa niekorzystnie m.in. na firmy operujące w branży handlu detalicznego. Kolekcja zimowa nie sprzedaje się zgodnie z oczekiwaniami, co zmusza niektóre spółki do wcześniejszych przecen i obniżek marży. Ciepła zima to także krótszy sezon grzewczy, co jest złą informacją dla dostawców gazu (PGNiG), węgla czy energii elektrycznej. Jednakże w przypadku spółek energetycznych poprawiająca się koniunktura gospodarcza i wzrost zapotrzebowania na energię ze strony przemysłu powinny zniwelować efekt niekorzystnej pogody. Biorąc jednak pod uwagę plusy i minusy, bilans ciepłej zimy jest raczej pozytywny dla spółek giełdowych.