Wydatki na służbę zdrowia na całym świecie będą stanowiły 10,5 proc. globalnego PKB

W ciągu najbliższych czterech lat globalne wydatki na służbę zdrowia wzrosną o 5,3 proc. rocznie. Jednocześnie jednak branża ta wciąż boryka się z problemem rosnących kosztów, a także coraz trudniejszym dostępem do usług medycznych. Sytuacji nie poprawia przewidywana perspektywa starzejącego się społeczeństwa. W 2050 roku na świecie będzie 2 mld osób powyżej 60. roku życia. Zdaniem autorów raportu „Global health care outlook: Shared challenges, shared opportunities” firmy doradczej Deloitte, wiele problemów służby zdrowia jest wspólnych dla całego świata. Część z nich musi być rozwiązywana w skali globalnej.

W 2014 roku wydatki na służbę zdrowia na świecie będą stanowić 10,5 proc. globalnego PKB. W Ameryce Północnej w tym roku na służbę zdrowia zostanie przeznaczone aż 17,4 proc. PKB, w Europie Zachodniej będzie to 10,7 proc., ale już w Azji i Australii jedynie 6,6 proc. W Polsce będzie to 7,6 proc.2

Według raportu Deloitte najważniejszymi czynnikami wzrostu w branży na całym świecie są: rosnące wydatki na ochronę zdrowia (także na rynkach wschodzących, takich jak Chiny, Indie, Indonezja, Rosja i Meksyk), spodziewany wzrost liczby ludności, bogacenie się społeczeństw oraz programy rządowe (mające na celu poprawę dostępu do służby zdrowia).

Z drugiej strony w 2014 roku sektor ten będzie musiał stawić czoła czterem poważnym wyzwaniom, które będą miały charakter zarówno lokalny i globalny, tj.:

skutkom starzenia się społeczeństwa oraz rosnącej liczbie chorób przewlekłych,
wysokim kosztom i jakości świadczonych usług,
dostępowi do opieki medycznej w krajach rozwiniętych i na rynkach wschodzących,
a także wykorzystaniu technologii medycznych oraz procesów zarządzania danymi.

Starzenie się społeczeństwa i wzrost liczby osób cierpiących na choroby przewlekłe to trwały trend, który w najbliższych latach będzie kształtować popyt na usługi opieki medycznej zarówno w krajach rozwiniętych, jak i na rynkach wschodzących. Do 2050 roku liczba osób powyżej 60. roku życia potroi się i wyniesie 2 mld w skali globalnej. W Europie aż 37 proc. ludności w tym czasie będzie mieć powyżej 60 lat, dla porównania w Afryce – 10 proc. Już za trzy lata w Europie Zachodniej odsetek osób powyżej 65. roku życia wyniesie 20 proc., a w Japonii nawet 27 proc.

Starzejące się społeczeństwo obciąży systemy opieki medycznej w wielu krajach. Wysokie koszty leczenia chorób przewlekłych, które obecnie są przyczyną 63 proc. zgonów, sprawią, że rządy oraz sami lekarze będą musieli skupić się na profilaktyce i propagowaniu wiedzy o zdrowiu, a jednocześnie firmy farmaceutyczne będą nadal intensywnie pracować nad odkrywaniem nowych leków.

Problem starzejącego się społeczeństwa skutkuje między innymi tym, że systemy finansowania publicznej i prywatnej służby zdrowia są coraz bardziej obciążone, a rosnące koszty ochrony zdrowia stają się niemożliwe do udźwignięcia.

„W 2013 roku globalne wydatki na służbę zdrowia wzrosły o 2,6 proc. w stosunku do poprzedniego roku. W latach 2014-2017 szacuje się szybszy wzrost na poziomie 5 proc. rocznie. Z uwagi na zwiększający się popyt na świadczenia medyczne (starzejące się społeczeństwa) rosnące nakłady nie zawsze przekładają się na lepsze wyniki lub na wyższą jakość opieki medycznej” – mówi Bartosz Krawczyk, menedżer w dziale Konsultingu, Deloitte.

W krajach rozwiniętych wydatki na służbę zdrowia są drugą co do wielkości kategorią kosztów w budżetach narodowych. Jednak, jak dowodzą eksperci Deloitte część środków jest nieefektywnie wykorzystana, a wielu wydatków można uniknąć. Takim problemem są chociażby występujące zakażenia szpitalne, które w samych Stanach Zjednoczonych pochłaniają 30 mld dolarów rocznie. Osobnym zagadnieniem pozostaje to, że część ludzi nie stać na opiekę medyczną. W USA 23 proc. dorosłych obywateli, a we Francji 13 proc. ma poważne problemy z zapłaceniem rachunków za leczenie lub w ogóle nie jest w stanie ich pokryć.

Lepszy dostęp do opieki medycznej stał się jednym z najważniejszych celów rządów państw na całym świecie i punktem centralnym wielu reform. Tak jest również w Polsce. Raport Deloitte wskazuje, że lepszy dostęp do opieki medycznej jest słusznym i ważnym celem. Jednak większa liczba potencjalnych pacjentów oznacza tym samym większy popyt na usługi, z którymi wiele krajów może sobie nie poradzić z powodu braków kadrowych, odległości do pacjentów, problemów infrastrukturalnych oraz rosnących kosztów. Ponad miliard ludzi na całym świecie nie ma dziś dostępu do opieki medycznej, tym bardziej, że mimo rosnącego popytu, liczba lekarzy przypadających na 1000 mieszkańców w latach 2012-2015 będzie dokładnie taka sama. Sama Wielka Brytania dwa lata temu borykała się z niedoborem 40 tys. pielęgniarek. Według Komisji Europejskiej w niedalekiej przyszłości cały kontynent europejski będzie cierpiał z powodu braku aż 230 tys. lekarzy.

Nieodłączny w rozwiązywaniu tych wszystkich problemów jest postęp technologiczny, który pomaga wprowadzać innowacyjne rozwiązania w diagnostyce oraz leczeniu pacjentów.

„Systemy informacyjne, wspierające podmioty i instytucje jak i poszczególnych lekarzy i ich pacjentów stają przed trudnymi wyzwaniami w zakresie restrukturyzacji modeli ochrony zdrowia i promowania bardziej efektywnego wykorzystania zasobów. Oczekiwaniem jest skuteczne i bezpieczne funkcjonowanie IT przy jednoczesnym wprowadzaniu nowych zastosowań, np. telemedycyny i integracji wielu innowacyjnych rozwiązań wyłaniających się dopiero standardów” – argumentuje Krzysztof Jakubowski, Starszy Menedżer w dziale Konsultingu, Deloitte.

Dodatkowo zaawansowany technologicznie system ochrony zdrowia będzie wytwarzał ogromne ilości informacji i danych, w związku z tym bardzo istotnym zadaniem będzie ich interpretacja i wykorzystanie, ale także odpowiednie zabezpieczenie.

„Nowym zjawiskiem w służbie zdrowia jest niewątpliwie glokalizacja, czyli adaptacja globalnych rozwiązań (np. produktów/ usług) do potrzeb lokalnych rynków. Główne problemy branży są globalne, mimo że w większości ochrona zdrowia jest świadczona lokalnie. W obliczu postępujących zmian i innowacji (m.in. technologiczne, medyczne), umiejętność mądrego korzystania z doświadczeń innych krajów akurat w sektorze zdrowotnym może okazać się bezcenna” – podsumowuje Bartosz Krawczyk.

Sprzedaż suplementów diety w krajach CIS osiągnie niedługo 1 mld €

Według najnowszego raportu PMR “Dietary supplements in CIS countries 2014. Development forecasts for 2014-2018” wartość sprzedaży suplementów diety w krajach CIS (Rosja, Ukraina, Kazachstan, wartość w cenach hurtowych) wyniosła 888 mln € w roku 2013, osiągając dynamikę wzrostu na poziomie 23%.

Kazachstański rynek: znaczący udział

Na analizowanym rynku CIS najwyższy udział ma rynek rosyjski – 70%. Dość duży udział, niewspółmierny do liczby mieszkańców, reprezentuje Kazachstan – wynosi on 10%. Wynika to z faktu, iż na rynku kazachstańskim zaznacza się dość duży udział firm zagranicznych (koncernów o międzynarodowym zasięgu), których produkty są zwykle dużo droższe niż produkty lokalnych firm. Wiąże się to przede wszystkim z faktem, iż przemysł produkcyjny nie jest w tym kraju zbyt rozwinięty (w zasadzie nie istnieją znaczący lokalni producenci suplementów diety). Inne przyczyny to większa siła nabywcza mieszkańców Kazachstanu. W porównaniu do, przykładowo, Ukrainy średnia pensja jest tu dwukrotnie wyższa.

Reklama suplementów diety w krajach CIS słabo uregulowana

W maju 2013 r. w Kijowie odbyło się spotkanie Rady Koordynującej ds. Reklamy przy Międzynarodowej Radzie Polityki Antymonopolowej dla krajów CIS (ICAP), gdzie dyskutowano sprawę reklamy suplementów diety. Generalnie rzecz biorąc, obecna praktyka i stan prawny odbiegają znacząco od przepisów np. Unii Europejskiej. W Rosji niedawno wprowadzono nowelizację prawa reklamowego – dokument został podpisany w lipcu 2013 r. Przykładowo, wprowadzono wtedy zasadę mówiącą, że każda reklama powinna zawierać ostrzeżenie, że dany suplement diety nie jest lekiem. Na Ukrainie przepisy są zadowalające, jeśli chodzi o standardy tylko w niektórych aspektach – przykładowo istnieje zasada, że treść reklamy musi zostać zaakceptowana przez odpowiednie ciało administracyjne, jednocześnie jednak nie ma powszechnie obowiązujących i zunifikowanych zasad postępowania przy takiej decyzji.

Na rynkach ukraińskim i kazachstańskim istnieją poza tym przepisy mówiące, że reklama suplementów diety nie powinna wprowadzać konsumenta w błąd, to znaczy m.in. sugerować, że mamy do czynienia z lekiem. Jednakowoż, zupełnie inną kwestią jest egzekwowanie ich w praktyce. Podczas Dnia Konkurencji, jaki odbył się w Inkrutsku 9 września 2013 r. orzeczono, że krajom CIS wciąż brakuje odpowiednich przepisów dotyczących rejestracji i obrotu suplementami diety, co dotyczy również reklamy. W opinii uczestników konferencji istnieje niedostatek badań naukowych na temat suplementów diety i ich bezpieczeństwa. Podkreślali oni również fakt istnienia różnych wykroczeń na analizowanym rynku m.in. wprowadzanie konsumentów w błąd, jeśli chodzi o skuteczność, co powoduje, że suplementy diety niesłusznie stają się produktami konkurującym i z lekami OTC (wydawanymi bez recepty). Przedstawiciele rosyjskiej instytucji antymonopolowej (FAS, Federal Antimonopoly Service) podkreślali, że cały region powinien wprowadzić procedury ułatwiające kontrolę suplementów diety w zakresie podawania nieprawdziwych informacji, jak również zabronić rejestracji produktów o takim samym składzie jak lek jako suplement diety (przepis ten obowiązuje w Unii Europejskiej). Region powinien również wprowadzić procedurę sprawdzania jakości, skuteczności i bezpieczeństwa produktu przed rejestracją (notyfikacją), obowiązek zachowania podobnych standardów jakości przy produkcji suplementów jak przy produkcji leków, obowiązek informowania przez farmaceutów przy zakupie o fakcie, że suplement diety nie jest lekiem, jak również przeprowadzania kontroli etykiet. Na koniec, uczestnicy spotkania podkreślali brak kontroli obrotu suplementami diety na każdym stadium – od produkcji po obrót na rynku. Jeśli takie kontrole są przeprowadzane, to tylko na dużych producentach, podczas, gdy mniej znane firmy oszukują podając nieprawdziwe informacje.

Niniejszy artykuł został przygotowany na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. “Dietary supplements in CIS countries 2014. Development forecasts for 2014-2018”.

Branża telekomunikacyjna na zakręcie

Wpływy z tradycyjnych usług telekomunikacyjnych spadają i zgodnie z prognozami tak będzie jeszcze co mniej przez kolejne trzy lata. Operatorzy poszukują więc nowych źródeł przychodów, przede wszystkim sprzedając usługi internetowe i telewizyjne. Netia zamierza postawić również na usługi dla klientów biznesowych. Firma deklaruje, że myśli o kolejnych przejęciach, tym bardziej że sprzyja temu sytuacja finansowa oraz wcześniejsze udane przejęcia, m.in. Tele2 czy Dialogu.

 – Mam nadzieję, że pojawią się atrakcyjne przedmioty akwizycji. Pewnie większe są szanse, że pojawią się znowu w segmencie klientów biznesowych niż indywidualnych. Netia jest na to gotowa – zapewnia prezes Netii Mirosław Godlewski w rozmowie z Newserią Biznes. – Ja jednak mam wyważone podejście, że nie można całej swojej strategii bazować na akwizycji, bo do tanga trzeba dwojga, czyli trzeba się upewnić, czy na rynku jest sprzedający.

Netia z sukcesem przejęła firmy Tele2, Crowley, Dialog oraz ponad 40 małych spółek ethernetowych.

Operatorzy telekomunikacyjni potrzebują strategii na trudny czas, ponieważ – jak dodaje Godlewski – branża znalazła się na zakręcie. Przychody telekomów z tradycyjnych usług głosowych spadają – mniejsze jest zainteresowanie klientów telefonią stacjonarną, co wiąże się z obniżką cen usług.

 – Wysiłek i Netii i wszystkich operatorów telekomunikacyjnych, którzy są od strony przychodowej bardzo zależni, musi koncentrować się na spowolnieniu tego spadku. Zupełnie nie da się go zahamować, więc trzeba szukać nowych źródeł przychodów. Nie można budować biznesu tylko na redukcji kosztów – mówi prezes Netii.

Coraz większą rolę w strukturze przychodów odgrywa sprzedaż usług internetowych i telewizyjnych.

 – Netia jest w tej szczęśliwej sytuacji, że jest silnym graczem, zarówno w segmencie klientów indywidualnych, jak i w segmencie klientów biznesowych. I może właśnie nowe wyzwania dające wzrost w segmencie biznesowym zostaną zidentyfikowane – twierdzi Mirosław Godlewski.

Nowe usługi wiążą się jednak z kolejnymi inwestycjami w infrastrukturę, wymagają lepszej jakości i przepustowości sieci. Jeśli z powodu mniejszych przychodów, modernizacje i prace rozwojowe zostaną wstrzymane, choćby tymczasowo, w przyszłości odbije się to na jakości usług, a w konsekwencji spowoduje mniejsze przychody.

 – Ta branża jest mocno skorelowana między wysokością nakładów inwestycyjnych dzisiaj, a zwiększeniem przychodów w przyszłości – mówi Godlewski.

Większa kontrola nad 1 proc. podatku dla organizacji pozarządowych

CEO Magazyn Polska

Państwo będzie ściślej kontrolować, komu przekazujemy 1 proc. podatku. Organizacje, które przestaną spełniać wymogi, uprawniające do otrzymywania części pieniędzy z naszych podatków, będą na bieżąco skreślane z listy. Do tej pory zdarzało się, że mimo utraty uprawnień lub np. ogłoszenia likwidacji, otrzymywały pieniądze od podatników. 

 – W pewnym momencie państwo straciło kontrolę nad tym, jakim organizacjom przekazywane są środki z 1 proc. naszych podatków i jak są wykorzystywane. Ta zmiana jest po to, żeby przywrócić tę kontrolę, nie doprowadzać do takich sytuacji, w których organizacja, będąca na liście resortu pracy w dniu 30 listopada, ale potem wykreślona z KRS-u, miałaby prawo jeszcze uzyskiwać te środki – tłumaczy Mariusz Unisk, dyrektor generalny Instytutu Studiów Podatkowych Modzelewski i Wspólnicy. 

Chodzi o nowelizację ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie, którą prezydent podpisał 11 lutego. Ma usprawnić procedurę tworzenia i prowadzenia przez ministra pracy wykazu organizacji pożytku publicznego, uprawnionych do otrzymania środków z 1 proc. podatku. Zmniejsza to ryzyko, że przekazane przez podatników pieniądze trafią do podmiotów, które nie spełniają ustawowych wymogów.

 – Podatnik, składając zeznanie podatkowe, korzysta z oficjalnej listy organizacji pożytku publicznego (OPP), która jest tworzona przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Do tej pory opublikowana lista pokazywała stan tych organizacji na dzień 30 listopada i potem się nie zmieniała, więc organizacje, które znalazły się na liście tego dnia, mogły otrzymywać środki z tego 1 proc. – mówi Mariusz Unisk. – Po nowelizacji ta lista w pewnym sensie będzie płynna. Na liście będą uwzględniane wykreślenia organizacji z Krajowego Rejestru Sądowego po 30 listopada – upadłości, likwidacje, utraty statusu organizacji pożytku publicznego.

W konsekwencji pieniądze nie będą przekazywane stowarzyszeniom czy fundacjom, które nie powinny ich otrzymać. 

 – Zbliżające się rozliczenie podatku dochodowego i przekazywanie 1 proc. będzie się odbywało jeszcze na podstawie listy uprawnionych organizacji stworzonej na podstawie dotychczasowych przepisów – zwraca uwagę ekspert. – Lista przygotowana na podstawie nowych przepisów zafunkcjonuje dopiero na 30 listopada 2014 roku i będziemy z niej korzystać rozliczając się za ten rok, do 30 kwietnia 2015 roku.

Status organizacji pożytku publicznego może otrzymać ta organizacja pozarządowa lub religijna albo stowarzyszenie jednostek samorządu terytorialnego, jeżeli m.in. prowadzi działalność na rzecz ogółu społeczności lub określonej grupy wyodrębnionej ze względu na szczególnie trudną sytuację życiową lub materialną w stosunku do społeczeństwa; cały dochód przeznacza na działalność pożytku publicznego. W przypadku otrzymania statusu OPP ma obowiązek sporządzenia i ogłoszenia co roku sprawozdania z działalności – merytorycznego i finansowego.

Finanse i telekomunikacja napędzają rozwój Mazowsza

CEO Magazyn Polska

Motorem napędowym rozwoju Mazowsza jest sektor finansowy i nowoczesne branże, takie jak telekomunikacja, a także wysoko wykwalifikowani pracownicy.  – Na Mazowszu usługi finansowe są najbardziej rozwinięte w skali całego kraju – podkreśla Andrzej Cylwik, prezes zarządu spółki CASE-Doradcy. Problemem wciąż jest jednak brak nowoczesnej infrastruktury, która dopiero powstaje.

Według Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości głównymi atrybutami województwa są: wysoki potencjał badawczy, największa liczba zagranicznych inwestycji, lokalizacja siedzib głównych instytucji finansowych oraz mieszkańcy posiadający najwyższe przychody w Polsce. Mazowsze jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się regionów w Polsce oraz w Europie Środkowo-Wschodniej.

 – Silną stroną Mazowsza jest też wysoko wykwalifikowana kadra, zarówno specjalistów z doświadczeniem, jak i młodych absolwentów. Właściwie są tu wszelkie uczelnie, których absolwenci są potrzebni do różnych branż – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Cylwik, prezes zarządu spółki CASE-Doradcy.

Województwo mazowieckie to największy rynek pracy – ponad 2 mln zatrudnionych. Według GUS bezrobocie w styczniu 2014 r. wyniosło tu 11,4 proc. (wobec 14,0 proc. w całym kraju), natomiast przeciętne wynagrodzenie miesięczne w trzecim kwartale 2013 r. to około 4 742 zł brutto, czyli najwięcej w Polsce.

 – Branżą schyłkową na Mazowszu jest branża skórzana, która ma duże tradycje w Radomiu i okolicach. Problem polega na tym, że zaczyna powoli brakować surowca, bo jej przewaga konkurencyjna jest malejąca. Natomiast w przypadku innych branż raczej mówimy o tym, że one okresowo przeżywają minikryzysy, potrzebują restrukturyzacji. Ale nie są to kryzysy długotrwałe i w zasadzie inne branże mają szansę dołączyć do branż rozwojowych – uważa Andrzej Cylwik.

Spowolnienie gospodarcze dotknęło też Mazowsze, ale z opóźnieniem. W 2012 roku, kiedy zaczęło się spowolnienie w Polsce, mistrzostwa w piłce nożnej Euro 2012 i związane z nimi inwestycje napędzały koniunkturę w okolicach Warszawy. 

 – Natomiast w 2013 roku spowolnienie w Warszawie było głębsze niż w całej Polsce. Zbiegło to się z wyczerpaniem możliwości korzystania ze środków unijnych z poprzedniej perspektywy budżetowej i z osłabieniem tych branż, które do tej pory były głównym motorem rozwoju w województwie – informuje Andrzej Cylwik. 

Brak infrastruktury hamuje rozwój

Problemem strukturalnym, z którym boryka się region, jest niegotowa, powstająca dopiero infrastruktura. 

 – Po wieloletnich zapóźnieniach, związanych raczej z poprzednim systemem, okres unowocześniania struktury województwa przypada właśnie na ostatnie 15-lecie. Ponosimy koszty przebudowy infrastruktury. To jest ogromne utrudnienie zarówno dla mieszkańców, np. okolic ulicy Świętokrzyskiej, którzy mają od kilku lat kłopoty związane z budową metra, jak i dla przedsiębiorców – przypomina ekspert. 

Mimo to jego zdaniem perspektywy rozwoju województwa są optymistyczne. 

 – Mazowsze stale robi postępy. Perspektywa rozwoju stolicy i okręgu warszawskiego jest bardzo dobra. Pozostaje problem aktywizacji niektórych obszarów, które odstają od reszty województwa – podkreśla w rozmowie z Newserią Biznes Andrzej Cylwik. 

Rośnie liczba klientów Providenta. W zeszłym roku firma udzieliła pożyczek na prawie 2 mld zł

CEO Magazyn Polska

O 12 proc. wzrosła w ubiegłym roku wartość udzielanych przez Providenta pożyczek – do prawie 2 mld zł. Firma obsługuje ponad 840 tys. klientów – pojawiają się nowi, a dotychczasowi wracają po kolejne pożyczki. Pomimo wzrostu sprzedaży, Providentowi udało się zmniejszyć wskaźnik utraty wartości długu, związany z liczbą niespłacanych pożyczek. W ubiegłym roku ok. 28 proc. pożyczek nie było spłacanych w terminie. Bezpieczny przedział rekomendowany dla tej branży to 25-30 proc.

 – Liczba klientów wzrosła o 20 tys., czyli o ok. 2,4 proc., to jest znacząca wartość. Obsługujemy już 841 tys. klientów. Wracają do nas klienci, których już obsługiwaliśmy, ale pojawiają się też nowi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Kłos, dyrektor departamentu finansowego Providenta. – Wartość udzielonych pożyczek wzrosła rok do roku o 12 proc.

Zysk netto polskiego oddziału Providenta, do którego wliczane są też dwa litewskie oddziały spółki, wyniósł w ubiegłym roku 62,3 mln funtów (ok. 315 mln zł) – o 13,5 proc. więcej niż w 2012 r. Wartość sprzedanych pożyczek wyniosła 380,4 mln funtów (ok. 1,9 mld zł), a przychód – 295,7 mln funtów (ok. 1,5 mld zł). Oznacza to, że 84,3 mln funtów (ok. 425 mln zł) stanowiła tzw. utrata wartości długu. To wskaźnik, który określa wartość niespłacanych terminowo pożyczek.  

 – Nam zależy na tym, żeby zwiększać wartość naszego portfela przy jednocześnie jak najlepszej jego jakości, czyli jak najlepszej spłacalności pożyczek przez naszych klientów – podkreśla Kłos. – Ten wskaźnik w ciągu ostatniego roku udało nam się w Polsce obniżyć o ponad jeden punkt procentowy. On obecnie wynosi nieco ponad 28 proc., co jest bezpiecznym poziomem i jest dokładnie w środku korytarza rekomendowanego dla naszej grupy, czyli pomiędzy 25 a 30 proc.

Provident podaje wyniki finansowe w funtach, ponieważ należy do brytyjskiej grupy International Personal Finance. Cała grupa, w której Polska stanowi największą spółkę, zanotowała rekordowy zysk netto wynoszący 118,1 mln funtów. To o 24 proc. więcej niż w 2012 r.

Kłos zauważa, że wzrost liczby klientów w dużej mierze został osiągnięty dzięki osobom, które ponownie skorzystały z usług Providenta. Im spółka oferuje szczególnie atrakcyjne warunki. Kłos wylicza, że wracający klienci mogą liczyć na pożyczkę na dłuższy okres i z niższymi kosztami. Warunkiem jest jednak rzetelna spłata poprzednich rat. Jak wynika ze sprawozdania finansowego spółki, pożyczki na dłuższy okres stanowiły w 2013 r. aż 15 proc. wartości wszystkich sprzedanych pożyczek.

Kłos dodaje, że takie podejście wyróżnia Providenta spośród konkurencji, a szczególnie firm udzielających tzw. chwilówek.

 – U nas pożyczka o wartości tysiąca złotych będzie udzielona na 45 bądź 60 tygodni, natomiast w firmie chwilówkowej może to być nawet tydzień, a tak naprawdę po tygodniu klient ma bardzo małe szanse na spłatę takiej pożyczki. Zresztą ten parametr jest potwierdzony przez badania Federacji Konsumentów, które pokazują, że ponad 72 proc. klientów, którzy już zaciągnęli zobowiązanie, mówi, że bezpiecznym okresem do spłaty byłoby minimum 3 miesiące – przekonuje Kłos.

Provident gwarantuje też brak opłat karnych w przypadku produktów z darmową obsługą. Oznacza to, że nawet w przypadku opóźnienia spłaty, klient może renegocjować warunki. W przypadku chwilówek taka renegocjacja wiąże się z wysokimi kosztami.

W tym roku spółka planuje zainwestować w nową strategię ProXXI (Provident XXI Wieku), a także w nowe inicjatywy marketingowe i zachęty dla klientów. Provident Polska będzie też odpowiadał za dalszy rozwój spółki na Litwie. W 2013 r. oddziały w Wilnie i Kownie pochłonęły niemal 2 mln funtów inwestycji.

Na rynek mieszkaniowy wracają klienci kupujący na kredyt

CEO Magazyn Polska

Do deweloperów zaczynają wracać klienci kupujący mieszkanie na kredyt, co może oznaczać, że rynek hipotek najgorsze ma już za sobą. Ubiegłoroczna sprzedaż kredytów była najniższa od 2005 roku, a mieszkań szukali raczej klienci z gotówką. Większe zainteresowanie kredytami może przełożyć się na wzrosty sprzedaży mieszkań. Niekoniecznie przyczyni się do tego program Mieszkanie dla Młodych, przynajmniej w niektórych miastach – ocenia Jarosław Szanajca, prezes Dom Development.

Miniony rok prezes Dom Development ocenia jako lepszy od prognoz, i to mimo najgorszej od ośmiu lat sytuacji na rynku kredytów hipotecznych (według Związku Banków Polskich sprzedano ich 176 tys. o łącznej wartości 36,5 mld zł). Stabilizacja stóp procentowych na rekordowo niskim poziomie, co wpływa na wysokość rat kredytu i nieopłacalność bankowych form lokowania kapitału, powinna zachęcić klientów do zakupu mieszkań.

 – Na początku ubiegłego roku kredyty hipoteczne szły słabo, ale na zakupy ruszyli klienci gotówkowi – w pierwszych miesiącach rekordowy był udział klientów kupujących bez kredytu – mówi Newserii Biznes Jarosław Szanajca. – Teraz stopniowo rynek kredytów hipotecznych się odbudowuje. Sprzedajemy coraz więcej mieszkań w kredycie.

Klientów nie zniechęca nawet Rekomendacja S, która weszła w życie w styczniu. Zgodnie z nowymi zaleceniami KNF kupujący musi posiadać co najmniej 5-proc. wkład własny. 

 – Ta rekomendacja nie wywołała dla nas żadnych skutków, bo i tak zawsze wymagaliśmy 5 proc. udziału własnego – mówi Jarosław Szanajca.

Nie liczy również na zwiększoną sprzedaż dzięki rządowemu programowi Mieszkanie dla Młodych. W niektórych miastach, mimo dużych oczekiwań, program właściwie nie działa. Przez ustalone limity cenowe Dom Development ma w swojej ofercie tylko kilkadziesiąt mieszkań objętych MdM. Szanajca nie chce też prognozować, jaki wpływ na deweloperów będzie miało uruchomienie Funduszu Mieszkań na Wynajem.

 – Deweloperzy doskonale wiedzą, że budowanie jakichkolwiek planów na przyszłość w oparciu o zapewnienia rządowe jest działalnością samobójczą. W związku z tym musimy pracować tak, jakby tych programów nie było. One mogą pomóc albo i nie. Rodzina na Swoim przez dwa lata była absolutnie martwym programem, chociaż miała spowodować przełom – podkreśla prezes Dom Development.

Zapewnia, że najbliższe plany firmy zakładają uruchomienie szeregu inwestycji, z których większość to kolejne etapy już rozpoczętych projektów.

 – Mamy w planach spore zakupy gruntów w lewobrzeżnej Warszawie, na przykład na Mokotowie. Jesteśmy tam „niedoważeni” z czasów szaleństwa cenowego 2007-2008. Nie mogliśmy tutaj nic kupić z powodu zbyt wysokich cen, a dziś one się trochę zracjonalizowały – tłumaczy Jarosław Szanajca.

Już jedna czwarta przychodów czołowych polskich spółek pochodzi z zagranicy

CEO Magazyn Polska

Co czwartą złotówkę największe polskie spółki giełdowe zarabiają na rynkach zagranicznych – zarówno wpływy z eksportu, jak i z inwestycji poza krajem. Największy udział przychodu z zagranicy (ok. 40 proc.) mają przedsiębiorstwa z sektora produkcyjnego, np. odzieżowa i meblarska, oraz innowacyjnego. Najmniejszy – branże telekomunikacyjna oraz energetyczna (mniej niż 10 proc.)  – wynika z raportu MDDP.

Największy udział w rynkach międzynarodowych mają przedsiębiorstwa produkcyjne.

 – Wyniki badania zadają kłam postrzeganiu naszego kraju jako eksportera surowców czy produktów relatywnie prostych – podkreśla Mariusz Sumiński, menadżer w firmie doradczej MDDP Business Consulting. – Największy, sięgający 50 proc. udział przychodów zagranicznych odnotowały branże takie, jak przemysł meblarski czy odzieżowy. Ponad 40 proc. udziału zagranicznego mają firmy z sektora innowacyjnego (farmacja, biotechnologia, elektronika czy IT), a nieco mniej branże kapitałochłonne i energochłonne, np. branża metalurgiczna, przemysł paliwowy bądź chemiczny.

Po drugiej stronie, z najniższymi udziałami przychodów z zagranicy, znalazły się branże telekomunikacyjna, medialna, energetyczna oraz przedsiębiorstwa handlowe (hurtowe i detaliczne) – ponad 90 proc. przychodów osiągają w Polsce. Sumiński wyjaśnia, że wpływa na to przede wszystkim specyfika poszczególnych sektorów.

Według przeprowadzonego przez MDDP badania „Ekspansja międzynarodowa polskich przedsiębiorstw” w latach 2008-2012 wzrost przychodów zagranicznych w firmach wzrósł o 88 proc. (rekordowy był 2011 rok, kiedy odnotowano wzrost o blisko 33 proc.), podczas gdy osiągane w kraju wzrosły o 20 proc.

 Zaskoczył nas fakt, że niemal co czwarta zarabiana przez polskie przedsiębiorstwo złotówka pochodzi spoza naszego kraju – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mariusz Sumiński. – Połowa firm objętych naszym badaniem osiągała ponad 19 proc. przychodów poza granicami Polski.

Wyniki badania potwierdziły również to, że międzynarodowe grupy kapitałowe osiągają większy udział sprzedaży zagranicznej (lub wyższe przychody), niż przedsiębiorstwa prowadzące działalność operacyjną tylko w Polsce.

 – Udział sprzedaży zagranicznej to 12 proc. dla przedsiębiorstw nieposiadających zagranicznych spółek zależnych i 35 proc. w przypadku międzynarodowych grup kapitałowych – mówi Sumiński. – Ponadto im bardziej grupa kapitałowa jest umiędzynarodowiona, tym ten udział przychodów jest większy. Wśród grup kapitałowych obecnych w co najmniej pięciu krajach udział przychodów zagranicznych wynosił już 50 proc

Polskie grupy kapitałowe najczęściej mają spółki zależne w sąsiednich państwach, w Niemczech, Rosji, Czechach, na Ukrainie czy Słowacji, oraz w innych krajach naszego regionu, np. w Rumunii czy na Węgrzech, które mają stosunkowo duży rynek wewnętrzny. Sporo spółek zależnych polskich przedsiębiorstw znajduje się też na Litwie, w Wielkiej Brytanii, Chinach oraz Austrii.

 – Rzeczywistą, namacalną działalność operacyjną prowadziło trzy czwarte badanych spółek zależnych. Co czwarta zagraniczna spółka zależna to podmiot specjalnego przeznaczenia, odpowiedzialny za zarządzanie nazwami handlowymi czy licencjami. Część z nich jest też powoływana w celu optymalizacji struktury grupy kapitałowej – wyjaśnia Sumiński. 

Badanie „Ekspansja międzynarodowa polskich przedsiębiorstw” przeprowadzone przez MDDP Business Consulting objęło 121 największych polskich przedsiębiorstw notowanych na giełdzie. Analizie poddano 575 sprawozdań finansowych za lata 2008-2012.

Wpływy z reklamy w prasie drukowanej wciąż spadają. Reklamodawcy przenieśli się do internetu

Wpływy z reklamy w segmencie prasy drukowanej w ciągu dziewięciu lat spadły o dwie trzecie. W tym samym czasie w internecie wzrosły jedenastokrotnie. Wydawcy gazet starają się więc zmobilizować czytelników, by płacili za treści publikowane w internecie i zamykają bezpłatny dostęp do części artykułów.

 – Od 2005 roku prasa straciła około 500 mln egzemplarzy nakładu rocznie. To są olbrzymie ilości. Przekłada się to na rynek reklamowy: udział prasy w torcie reklamowym w 2005 roku wynosił około 30 proc., a internetu – 2 proc. Dziś dla prasy jest to 10 proc., a dla internetu – 23 proc. – zwraca uwagę Maciej Hoffman, dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy. 

Spadek nakładu oznacza, że dla reklamodawców rosną tzw. koszty dotarcia, czyli sumy, jakie muszą wyłożyć, by daną reklamę obejrzał pojedynczy czytelnik. Odbija się to na konkurencyjności prasy, co w konsekwencji prowadzi do coraz mniejszej liczby reklam i niższych przychodów od reklamodawców. Stąd ograniczanie kosztów przez wydawców poprzez zmniejszanie liczby etatów. Co z kolei przekłada się na obniżenie jakości produkcji prasowej.

 – Internet zassał nasze informacje, a z drugiej strony zassał też przychody reklamowe – mówi Newserii Biznes Maciej Hoffman. – Skoro mamy informacje za darmo, to konkurencyjność produktów prasowych na rynku maleje. Czytelnik idzie tam, gdzie coś dostaje za darmo, a to się odbija na nas. Musi nastąpić gdzieś położenie tamy takim sytuacjom – uważa Maciej Hoffman. – Nie będziemy walczyć z internautami, to też nasi czytelnicy. Trzeba im tylko pokazywać, że musi się przyzwyczaić do płacenia, a nie korzystać z treści nielegalnych.

Z badania czytelnictwa przeprowadzonego dla Izby Wydawców Prasy (we współpracy z Narodowym Centrum Kultury) przez Millward Brown wynika, że rośnie skłonność respondentów (24,8 proc.) do płacenia za artykuły z gazet i czasopism dostępnych w internecie. Dotyczy to zwłaszcza tekstów branżowych, fachowych, naukowych, porad, analiz gospodarczych, niektórych form rozrywki, często przydatnych w podejmowaniu trafnych decyzji w rozwoju osobistym, zawodowym, w zdobywaniu nowych umiejętności społecznych i kompetencji kulturowych. Badani czytelnicy prasy nie skorzystają natomiast z płatnych komentarzy politycznych, wiadomości kryminalnych, plotek i doniesień z życia gwiazd i celebrytów.

Początkującym firmom pozwala się rozwijać tzw. coworking

CEO Magazyn Polska

Coworking w Polsce staje się coraz bardziej powszechną formą pracy. Za niewielką kwotę miesięcznie można korzystać z biura dzielonego z innymi osobami. To idealne rozwiązanie dla początkujących, jednoosobowych firm i freelancerów. Obecnie w samej Warszawie istnieje ponad 20 biur coworkingowych.

Coworking polega na wspólnej lub indywidualnej pracy w wynajętym pomieszczeniu. Z takiej możliwości korzystają głównie freelancerzy lub osoby rozkręcające jednoosobową działalność gospodarczą, których nie stać jeszcze na wynajem osobnego biura. Coworking pozwala na większy komfort niż praca w domu. Często zdarza się również, że firmy pracujące w ramach coworkingu współpracują ze sobą, świadcząc sobie wzajemnie usługi.

 – Kolebką coworkingu w Polsce jest zdecydowanie Warszawa, gdzie istnieje obecnie ponad 20 takich biur. Biuro coworkingowe to przede wszystkim dodatkowe usługi, takie jak wirtualny adres. To idealne rozwiązanie dla firm, które nie chcą rejestrować swojej firmy u siebie w domu. W ramach tego pakietu dostają wiele dodatkowych opcji, jak obsługa korespondencji, wynajem sali spotkań i tym podobne– mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Paulina Bochnacka z HUB Kolektyw.

W ofercie biur coworkingowych znajduje się także wirtualny asystent adresowany do firm, które potrzebują dodatkowego wsparcia, na przykład w okresie świątecznym, kiedy trzeba przygotować kartki świąteczne dla klientów.

 – Każda firma znajdzie coś dla siebie w zależności od swoich potrzeb. Już od 49 zł za miesiąc można zarejestrować swoją firmę pod wirtualnym adresem z obsługą korespondencji, możliwością skorzystania z sali spotkań dla swoich klientów, a także serwisem kawowym – mówi Paulina Bochnacka.

Coworking staje się dobrym rozwiązaniem także dla osób, które zmęczyły się pracą w domu lub jednoosobowych działalności gospodarczych, a także przedstawicieli wolnych zawodów. W ramach coworkingu firma otrzymuje stanowisko pracy, możliwość korzystania ze sprzętu biurowego oraz serwis kawowy. Niezwykle ważny jest również codzienny kontakt z innymi osobami, a także kooperacja na płaszczyźnie biznesowej ze współwynajmującymi powierzchnię.