Segment samochodowy napędza rozwój Impexmetalu. Część metalurgiczna cierpi przez wymogi klimatyczne w UE

CEO Magazyn Polska

Niskie koszty produkcji w Polsce dają branży automotive przewagę konkurencyjną, na czym korzystają takie firmy jak Boryszew, wchodzący w skład Impexmetalu. Głównym odbiorcą produktów grupy jest Volkswagen, ale spółka liczy na nowe kontrakty z Mercedesem czy BMW. „Druga noga” Impexmetalu, czyli metalurgia, już nie radzi sobie tak dobrze. Zagrożeniem jest restrykcyjna polityka energetyczno-klimatyczna.

Boryszew Automotive Plastics, należący do grupy kapitałowej Impexmetal, rozwija się dynamicznie. To zasługa m.in. niskich kosztów produkcji w Polsce.

 – Mamy w obszarze przetwórczym bardzo dobre parametry kosztów w Polsce – to są właściwie najniższe koszty w Europie w tej chwili. Przejmowanie firm, które produkują komponenty do samochodów, dywersyfikowanie produkcji w innych krajach rozwojem w Polsce, daje szanse na obniżenie kosztów i globalne konkurowanie o kontrakty dla naszych największych partnerów, czyli dla grupy Volkswagena, ale myślę, że z czasem również Mercedesa czy BMW – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Arkadiusz Krężel, przewodniczący rady nadzorczej Impexmetalu i członek rady nadzorczej Boryszewa.

Grupa Boryszew przenosi część produkcji z Niemiec do Polski. Główną inwestycją jest fabryka komponentów w Toruniu. Zgodnie z planem ma zostać otwarta w połowie tego roku. Początkowo będzie zatrudniać 250 osób, docelowo – nawet 700. Odbiorcą produkowanych tam plastikowych komponentów będzie fabryka Volkswagen w Poznaniu.

Arkadiusz Krężel zapewnia, że współpraca z największymi koncernami wymusza na firmie innowacyjność.

 – Dziś około 4 proc. naszych wydatków to są właśnie projekty innowacyjne. Jednak właściwie każda nowa platforma, każdy nowy projekt w automotive jest oparty na innowacji, a bardzo wiele w tym obszarze się zmienia. Musimy iść krok w krok z nowymi rozwiązaniami, które nam narzucają wielcy producenci samochodów – podkreśla członek rady nadzorczej Boryszewa

Jego zdaniem, perspektywy dla branży automotive w Polsce są bardzo dobre. Chociaż najbliższe lata dla producentów komponentów, ze względu na silną konkurencję, będą okresem wytężonej pracy.

Problemy metalurgii

„Drugą nogą” Impexmetalu jest branża metalurgiczna. W przeciwieństwie do automotive ta nie rozwija się tak prężnie.

 – Część metalurgiczna, która dotyczy przede wszystkim metali kolorowych, czeka na sprecyzowanie nowej polityki przemysłowej UE, tego, jak nowa komisja będzie się zachowywała, jakie będzie wyzwalała inicjatywy, żeby chronić przedsiębiorców europejskich, stworzyć im warunki do konkurowania globalnego. Później będziemy decydować, w którą stronę dalej iść – mówi Arkadiusz Krężel.

Od polityk przemysłowej i energetyczno-klimatycznej zależy dalszy rozwój na rynkach europejskich. Przemysł metalurgiczny jest bowiem wysokoemisyjny, co wiąże się z ograniczeniami narzucanymi przez unijną politykę klimatyczną.  

 – Nie ukrywam że świat jest brutalny i jest coraz więcej krajów, które wręcz proszą się o to, żeby u nich inwestować. My, ze względu na to, że w Polsce mamy niższe koszty, mamy jeszcze pewną przestrzeń do konkurowania, ale bardzo wiele firm niemieckich i francuskich, czy włoskich w tej chwili różnymi sposobami wychodzi poza Unię Europejską, żeby sobie obniżać koszty – mówi Krężel.

Grupa kapitałowa Impexmetal w ubiegłym roku zwiększyła przychody o 5 proc, zaś wolumen sprzedaży – o 6 proc. Przychód ze sprzedaży w 2013 r. wyniósł 2,73 mld zł. W skład Impexmetal wchodzi ok. 70 firm z Polski i zagranicy. Grupa notowana jest na warszawskim parkiecie od 1997 r. 

Zasłużony dla polskiej geologii

0

Herbert Wirth prezes KGHM, otrzymał honorową odznakę Zasłużony dla polskiej geologii. Medal przyznawany jest przez Ministra Środowiska osobom wyróżniającym się znaczącymi osiągnięciami naukowymi i zawodowymi w dziedzinie geologii, które przyczyniają się do ich rozpowszechniania, wdrażania i stosowania. Uroczystość wręczenia odbyła się podczas XXIII Szkoły Eksploatacji Podziemnej.

Najlepiej inwestować w Polsce. Według ekspertów WSI Capital w spółki MSP

Opublikowany 22 stycznia 2014 roku ranking Bloomberg „Best for Business in East Europe and Central Asia” potwierdza, że Polska jest najlepszym miejscem we Wschodniej Europie do prowadzenia biznesu. Dlaczego? Ta znakomita pozycja to rezultat analizy takich czynników, jak np. stopień integracji gospodarczej, koszty rozpoczęcia działalności gospodarczej, robocizny i materiałów. To właśnie w naszym kraju klimat biznesowy jest najlepszy, a tuż za nami plasują się nasi południowi sąsiedzi Czesi oraz Węgry.

Jak wskazują autorzy raportu przede wszystkim ciągle rozwija się u nas rynek konsumencki, a także poprawia infrastruktura, na którą w ostatnich latach wydaliśmy, aż 80 miliardów dolarów. Eksperci Bloomberga zauważają, że nasza gospodarka jest najlepiej rozwijającą się od globalnego kryzysu, jaki nastąpił w 2008 roku. Wcześniej zagraniczni inwestorzy woleli lokować swe pieniądze w innych krajach regionu, jednak mocna pozycja złotego zachęca do inwestycji w Polsce. W ostatnich latach w Polsce zainwestowała m.in. firma IBM oraz Procter & Gamble, a Amazon otwiera trzy nowe centra logistyczne.

Dzięki takim inwestycjom w Polsce z roku na rok zwiększa się PKB, a gospodarka staje się jeszcze bardziej konkurencyjna. Należy jednak pamiętać, że w naszym kraju duże znaczenie w tworzeniu PKB odgrywają w szczególności małe i średnie przedsiębiorstwa, które coraz lepiej funkcjonują na rynku. Nierzadko jednak firmy z sektora MŚP potrzebują dużych nakładów pieniężnych, by sfinansować nowe projekty. Wtedy najbardziej pomocne mogą się okazać fundusze Venture Capital.

– Firmy z sektora MŚP biorą aktywny udział w procesie zmian w strukturze przemysłowej kraju i stymulują wzrost gospodarczy. Naszym zdaniem inwestycje w tego typu przedsiębiorstwa to nie tylko szansa na zysk dla inwestorów, ale i szereg korzyści dla polskiej gospodarki – mówi Jacek Kajko, partner WSI Capital.

Duże polskie firmy obawiają się chmury

Interactive Intelligence Group Inc. (Nasdaq: ININ), globalny dostawca oprogramowania i usług zwiększających jakość obsługi klienta, został partnerem merytorycznym badań wykorzystania cloud computingu w sektorze dużych przedsiębiorstw w Polsce, przeprowadzonych przez firmę analityczną Audytel*. Wyniki badania wskazują niską świadomość technologiczną przedsiębiorców – dominują obawy przed nową technologią, brakuje analizy strategicznej i fachowego doradztwa ze strony dostawców usługi. Jednak firmy, które zdecydowały się na korzystanie z chmury, często deklarują plany zwiększenia jej zakresu.

Według różnych analiz rynek cloud w Polsce rozwija się w tempie niemal 30 proc. rocznie. Jednak duże organizacje podchodzą do tej nowej technologii konserwatywnie i bardzo ostrożnie. Prawie połowa badanych przez Audytela przedsiębiorstw oraz jednostek administracji publicznej nie wykorzystuje ani nie rozważa chmury, jako modelu architektury IT. Tylko co piąta firma monitoruje ryzyko, koszty i korzyści związane z przetwarzaniem w chmurze. Posiadanie sformalizowanej strategii dla cloud zadeklarowało jedynie 7 proc. respondentów.

Największymi barierami projektów chmurowych pozostają obawy o bezpieczeństwo danych i ochronę danych osobowych. Przedsiębiorcy boją się również uzależnienia od dostawcy usługi oraz utraty kontroli nad przepływem informacji. Równocześnie ankietowani nisko oceniają zdolności doradcze dostawców usług cloud. Połowa respondentów stwierdziła, że nie potrafią oni opracować strategii wejścia w projekty chmurowe, a 40 proc. ankietowanych uznało, że są również bardzo słabo przygotowani do przedstawienia analizy wstępnej, czyli oceny kosztów i korzyści projektu. Co ciekawe, firmy o wiele lepiej oceniają dostawców w zakresie samego prowadzenia projektów chmurowych.

„Obawy przedsiębiorców w zakresie cloud i niska ocena zdolności doradczych dostawców prowadzą do jednego istotnego wniosku – polski biznes ogromnie potrzebuje konkretnego, merytorycznego szkolenia w zakresie tej nowej technologii – powiedział Marcin Grygielski, dyrektor regionalny na rynek Europy Środkowej i Wschodniej, Interactive Intelligence. – „Problemem naszego lokalnego rynku usług cloud jest duże rozdrobnienie. Wielu dostawców, często bez doświadczenia i know-how, stara się wykroić dla siebie kawałek apetycznego tortu chmury. Tłumaczy to w pewnym stopniu obawy przedsiębiorców. Jednak powiedzmy sobie jasno – zaufany, rzetelny dostawca potrafi zagwarantować wyższe bezpieczeństwo usługi niż wewnętrzne procedury firmy.”

Warto zauważyć, że organizacje, które wdrożyły chmurę, raczej nie rezygnują z tego modelu i rzadko ograniczają zakres usługi. Wręcz przeciwnie, większość respondentów deklarowała powiększenie wykorzystywania przetwarzania w chmurze. W pośredni sposób potwierdza to korzyści związane z wprowadzeniem tej technologii do firmy.

„Duże korporacje często decydują się na chmurę dla konsolidacji zasobów IT i centralizacji zarządzania procesami informatycznymi w rozproszonych lokalizacjach. W tym modelu fizyczna lokalizacja systemu nie ma dla odbiorcy żadnego znaczenia – oprogramowanie zainstalowane w centrum danych np. w Niemczech może obsługiwać oddziały firmy rozrzucone w całej Europie. Chmura pozwala uprościć i skoordynować zarządzanie globalnymi procesami” – dodał Marcin Grygielski.

Spośród rozwiązań komunikacyjnych w modelu chmury (CaaS) najpopularniejszy jest IP PABX lub IP Centrex, którego wykorzystanie deklaruje 27 proc. respondentów. Największą dynamikę wzrostu natomiast wykazują aplikacje komunikacji zunifikowanej. Niemal 10 proc. ankietowanych ma w planach wdrożenie tego typu systemów w modelu cloud w ciągu najbliższych dwóch lat.

Badanie przeprowadzono wśród dyrektorów i managerów IT firm z listy Top 500 Polityki oraz największych jednostek sektora publicznego. Wykorzystywano metodykę CATI/CAWI. Uzyskano 56 odpowiedzi.

*Audytel „Badanie wykorzystania przetwarzania w chmurze w największych polskich organizacjach”, luty 2014

Budowlanka: zwrot czy chwilowe zachwianie?

Po wyraźnej poprawie trendu w zamówieniach publicznych na prace remontowo-budowlane obserwowanej przez cały rok 2013, początek roku 2014 przyniósł niemiłe rozczarowanie – wynika z opracowania wykonanego przez serwis eGospodarka.pl. Styczeń – z powodu aury – nie jest wprawdzie miesiącem w którym oczekiwać należy większej aktywności w segmencie budowlanym, jednak liczony w relacji rocznej spadek liczby ogłaszanych postępowań na prace budowlane nakazuje ostrożne spojrzenie na przyszłą kondycję „budowlanki”.

Według danych zebranych i opracowanych przez serwis www.Przetargi.eGospodarka.pl, w styczniu 2014 roku w Biuletynie Zamówień Publicznych pojawiło się 10 tys. 967 ogłoszeń o rozpoczęciu postępowania o udzielenie zamówienia publicznego, o 5,43 proc. mniej niż rok wcześniej, w styczniu 2013. Spadki zanotowano we wszystkich trzech analizowanych kategoriach zamówień, czyli w dostawach usług (o 6,83 proc. rok do roku), robotach budowlano-remontowych (o 7,67 proc.) oraz dostawach towarów (spadek o 3,25 procent w skali roku).

W porównaniu z grudniem 2013 roku, w pierwszym miesiącu bieżącego roku spadek ogólnej liczby postępowań przetargowych wyniósł aż 24 procent. W podziale na kategorie, spadki wystąpiły tylko w zamówieniach na dostawy usług (spadek w okresie grudzień-styczeń o 33,9 proc.) oraz dostawach towarów (spadek o 26,83 proc.). W styczniu 2014 względem grudnia 2013 przybyło ogłoszeń na prace budowlane – dynamika wyniosła aż 40,39 procent.

Niestety, pomimo dodatniej miesięcznej dynamiki, w styczniu – jak już wspomniano – nie utrzymała się dodatnia roczna dynamika w segmencie budowlanym. Po siedmiu z kolei miesiącach ubiegłego roku w których dynamika liczona rok do roku była dla „budowlanki” dodatnia, w styczniu spadła poniżej zera.

W styczniu 2014 liczba przetargów ogłaszanych w poszczególnych kategoriach różniła się dość znacząco od wyników rejestrowanych w ostatnich latach. O ile względem roku 2013 zanotowano spadki we wszystkich kategoriach, to porównanie tegorocznych wyników z danymi za rok 2011 czy 2012 wygląda już dużo lepiej. W tym roku jednym z winowajców spadku mógł być długi weekend na samym początku roku – przy dwudniowym urlopie (2 i 3 stycznia) można było wygospodarować aż 6 dni wolnych. Jeśli więc spadek był czynnikiem jednorazowym, to trendy (głównie w segmencie budowlanym) będzie można ocenić dopiero po wynikach marcowych.

Gospodarka rusza. Prognozy coraz lepsze

Kondycja polskiej gospodarki systematycznie się poprawia. Jak wstępnie podał Główny Urząd Statystyczny, za cały 2013 rok dynamika PKB wyniosła 1,6 procent, a w ostatnim, czwartym kwartale roku 2013 PKB wzrósł o 2,7 procent.

GUS podał, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw zatrudniających więcej niż 9 osób, wyniosło w styczniu 2014 roku 3.805,28 zł. Oznacza to wzrost w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku (stycznia 2013) o 3,4 procent. W miejscu stoi za to zatrudnienie, które zdaniem GUS w ciągu roku nie zmieniło się.

Według szacunków GUS, inflacja w styczniu 2014 r. wyniosła względem grudnia ubiegłego roku 0,1 procenta, a względem stycznia 2013 roku osiągnęła poziom 0,7 proc. Miesiąc wcześniej, w grudniu 2013 roku, według szacunków GUS, ceny dóbr i usług konsumpcyjnych wzrosły o 0,1 proc. względem listopada, a w porównaniu z grudniem 2012 r. były wyższe o 0,7 proc.

Niestety w styczniu dość mocno wzrosło bezrobocie. Pracy nie miało 14 procent Polaków. Miesiąc wcześniej, w grudniu 2013, stopa bezrobocia wyniosła 13,4 procent.

W styczniu 2014 roku sprzedaż detaliczna wzrosła w relacji rocznej o 4,8 procent. W całym roku 2013 roku sprzedaż detaliczna wzrosła o 2,3 procent, wobec wzrostu o 5,6 proc. w 2012 r.

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w styczniu o 4,1 proc., licząc rok do roku. Produkcja wzrosła w 24 spośród 34 analizowanych przez GUS działów przemysłu. Niestety produkcja budowlano-montażowa okazała się być w styczniu o 3,9 procent niższa niż rok wcześniej i o 64 procent mniejsza w porównaniu z grudniem 2013 r. jednak po uwzględnieniu czynników sezonowych, spadek produkcji w budownictwie osiągnął poziom 3,9 procent w relacji rocznej i 1,4 proc. w relacji miesięcznej.

– Gospodarka przyspiesza. Może jeszcze nie jest to jazda na wyższych biegach, ale wzrost wydaje się być już stabilny. Oprócz podstawowej w ostatnich miesiącach lokomotywy wzrostu, czyli eksportu, powoli startuje również drugi motor, czyli konsumpcja. Wzrost sprzedaży detalicznej wskazuje, że przestaliśmy się już bać pogorszenia sytuacji i zaczynamy wydawać pieniądze. Dynamika PKB jest jeszcze oczywiście za niska by zmniejszyć bardzo wysokie bezrobocie, ale wiele czynników wskazuje, że w drugiej połowie roku sytuacja na rynku pracy może zacząć się zauważalnie poprawiać – mówi Beata Szkodzin, wydawca serwisu eGospodarka.pl. – Poprawiają się również prognozy dla gospodarki. Jest już prawie pewne, że przekroczymy zakładany w ustawie budżetowej dwu i pół procentowy wzrost PKB. Pomimo bardzo napiętej sytuacji finansów publicznych ruszą również programy inwestycyjne z nowego rozdania budżetu unijnego, co przywróci koniunkturę w sektorze budowlanym. Niestety nadal wielkim problemem jest dług publiczny i wciąż niepewna sytuacja związana z przejęciem części aktywów OFE. Jeśli Trybunał Konstytucyjny będzie miał zastrzeżenia do tej operacji i orzeknie o jej niekonstytucyjności to rząd i podatnicy będą mieli duży, bardzo kosztowny problem – dodaje Beata Szkodzin.

Początek sezonu budowlanego

Analiza struktury ogłaszanych postępowań przetargowych wskazuje na ruszający powoli sezon budowlany. Dane pokazują, że z minimum zamówień na prace budowlano-remontowe mieliśmy do czynienia w grudniu 2013 roku, w styczniu bieżącego roku zaś liczba ogłoszeń na tego typu prace zaczęła rosnąć. I tak liderami miesięcznych wzrostów stały się w styczniu 2014 zamówienia na roboty w zakresie konstruowania, fundamentowania oraz wykonywania nawierzchni autostrad, dróg (+166,67 proc.), roboty w zakresie budowy dróg (+125,93 proc.), roboty w zakresie naprawy dróg (+113,58 proc.), roboty drogowe (miesięczny przyrost o 95,89 procent), roboty w zakresie nawierzchni dróg (+84,75 proc.), roboty budowlane w zakresie budowy wodociągów i rurociągów do odprowadzania ścieków (+72,73 proc.), roboty budowlane w zakresie układania chodników i asfaltowania, przygotowanie terenu pod budowę, roboty w zakresie przygotowania terenu pod budowę i roboty ziemne, roboty budowlane w zakresie wznoszenia kompletnych obiektów budowlanych lub ich części oraz roboty w zakresie inżynierii lądowej i wodnej, roboty malarskie oraz tynkowanie.

Analiza profilu zamówień publicznych w relacji rocznej wskazuje na relatywnie wysokie zapotrzebowanie na prace budowlane, bowiem to zamówienia z tej kategorii zajmujące pozycje liderów wzrostów rok do roku – czołowe pozycje zajmują między innymi przetargi na roboty w zakresie konstruowania, fundamentowania oraz wykonywania nawierzchni autostrad, dróg, tynkowanie, roboty w zakresie przygotowania terenu pod budowę i roboty ziemne, roboty instalacyjne w budynkach, roboty wykończeniowe w zakresie obiektów budowlanych, czy roboty budowlane w zakresie układania chodników i asfaltowania.

Powstaje Baza Zdarzeń i Szkód (BZS), która umożliwi szybkie wykrycie potencjalnych wyłudzeń odszkodowań

Wdrożenie nowego systemu przyniesie wymierne oszczędności dla ubezpieczycieli i ich klientów. Powstaje nowa Baza Zdarzeń i Szkód (BZS), która umożliwi szybkie wykrycie potencjalnych wyłudzeń odszkodowań. Jak wynika z szacunków Insurance Europe, wyłudzenia stanowią 3% wpłacanych składek. Chodzi o polisy życiowe i majątkowe.

Polska Izba Ubezpieczeń i Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny przy wsparciu EY stworzyły system, który ma zapobiegać przestępczości ubezpieczeniowej.

– Baza umożliwi systemowe podejście do identyfikacji przypadków wielokrotnych roszczeń dotyczących tego samego przedmiotu ubezpieczenia. W rezultacie, zakłady będą w stanie lepiej taryfikować swoje produkty. Trudno przewidywać, czy w efekcie wpłynie to na obniżkę cen, gdyż inne czynniki w tym samym okresie mogą działać w odwrotnym kierunku – mówi Wojciech Soleniec, Partner w Grupie Rynków Finansowych EY.

Dzięki niej ubezpieczyciel będzie mógł sprawdzić, czy dane zdarzenie, np. zalanie domu, nie było już wcześniej zgłoszone w innych zakładach.

– W 2011 roku EY zakończył pracę nad raportem „Diagnoza i strategiczne kierunki rozwoju Baz Danych Ubezpieczeniowych”. Jedną z kluczowych rekomendacji było utworzenie Bazy Zdarzeń i Szkód. Pod wpływem ogromnego sukcesu, jaki odniosła w ostatnich latach baza komunikacyjna Ośrodka Informacji UFG, PIU oraz UFG wróciły do rekomendacji z tamtego raportu i zleciły EY analizę przedprojektową. Oprócz przeprowadzenia tej analizy, EY aktywnie wspierał realizację projektu, prezentując jego założenia m.in. na Komisji Rewizyjnej PIU, Radzie UFG, spotkaniu z GIODO i Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu PIU, które w styczniu 2014 roku podjęło decyzję o uruchomieniu środków na BZS. Od marca 2014 roku będziemy dalej wspierać realizację tego projektu z perspektywy zapewnienia zgodności przyjmowanych rozwiązań z założeniami biznesowymi. Pilot BZS planowany jest na II kwartał 2014, a właściwe wdrożenia na IV kwartał 2014 – dodaje ekspert.

W pierwszej kolejności do bazy mają trafić dane dotyczące polis w ramach szkód spowodowanych żywiołami oraz pozostałych szkód rzeczowych, które wartościowo stanowią ponad połowę wypłacanych odszkodowań.

– Zakładamy, że docelowo baza będzie działać w trybie on-line, więc po zasileniu jej danymi wsadowymi, zakład będzie otrzymywał odpowiedź w bardzo krótkim czasie ,zależnie od wolumenu zasilenia, obciążenia bazy w danym momencie, etc. – zapowiada Wojciech Soleniec.

Podobny system działa w ramach ubezpieczeń komunikacyjnych już od trzech lat. W tym okresie wpłynęły do niego 133 miliony zapytań od firm ubezpieczeniowych.

Sadownictwo w Polsce ma się doskonale. Produkujemy coraz więcej

Sięgamy po nie codziennie. Warzywa i owoce są nieodłącznym elementem polskiej kuchni, stylu życia. Niewielu konsumentów – sięgając chociażby po jabłko czy krojąc pomidora – zdaje sobie sprawę, że jako kraj jesteśmy prawdziwym potentatem w ich produkcji. Ponadto polskie warzywa i owoce każdego roku podbijają kolejne rynki eksportowe.

41 kilogramów – tyle według danych Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej – statystyczny Polak w minionym roku skonsumował owoców i ich przetworów. Pierwsze niekwestionowane miejsce zajmuje jabłko z wynikiem 27 kg na osobę, na drugim miejscu są tzw. owoce południowe – cytrusy oraz banany, których łącznie spożywamy około 12 kg. Chętnie jemy truskawki (4,8 kg) oraz owoce pestkowe czyli wiśnie, czereśnie czy śliwki (2,4 kg). Poza owocami świeżymi chętnie spożywamy soki – około 9,6 kg/osobę.

Polscy sadownicy są bezkonkurencyjni – postawili na innowacyjność i zmianę całej infrastruktury – modernizując sady i wprowadzając nowe odmiany. Prof. Augustyn Mika z Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa w Skierniewicach podkreśla „Sadownictwo w Polsce ma się doskonale. Produkujemy coraz więcej owoców. Samych jabłek zbieramy ponad 3 mln ton, a wszystkich owoców ponad 4 mln ton. Zajmujemy już pierwsze miejsce w Europie.”

Ponieważ jako społeczeństwo nie jesteśmy w stanie skonsumować takiej ilości owoców, producenci stawiają na eksport. Milion ton jabłek trafiło do odbiorców za granicą, z czego 80% do Rosji. Jako kraj jesteśmy dużym producentem czarnej porzeczki, wiśni czy maliny, która zdobywa rynki Stanów Zjednoczonych, Kanady czy Wielkiej Brytanii. Staliśmy się również dużym producentem borówki amerykańskiej – zaznacza prof. Augustyn Mika.

W przypadku warzyw i ich przetworów w minionym roku przeciętny Polak zjadł ich prawie 60 kg. Najchętniej sięgamy po pomidory i ogórki. Sporym zainteresowaniem cieszą się także marchew i cebula, choć zdecydowanie więcej jemy sałaty, cukinii i bakłażanów. Jeśli chodzi o przetwory to konsumujemy ich blisko 8 kg, z czego ponad 2 kg to sama kiszona kapusta.

Prof. dr hab. Franciszek Adamicki, kierownik Instytutu Ogrodnictwa w Skierniewicach, zaznacza „[…] Jesteśmy jednym z ważniejszych producentów warzyw w Europie. Jesteśmy również eksporterem niektórych gatunków warzyw, przede wszystkim cebuli i marchwi.” Jak dodaje, produkcja np. marchwi została skoncentrowana w dużych gospodarstwach. Wybudowano przechowalnie łącznie z liniami do pakowania, sortowania i przygotowywania towaru na eksport. „Stąd nasza marchew znajduje odbiorców w Szwecji, Norwegii, Finlandii czy krajach Europy Zachodniej” – mówi prof. dr hab. Franciszek Adamicki.

Choć w 2004 roku niektórzy wróżyli upadek warzywnictwa szklarniowego, okazało się, że jest wręcz odwrotnie. Zdaniem Macieja Mularskiego, Prezesa Stowarzyszenia Producentów Pomidorów i Ogórków Pod Osłonami, ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że jako kraj jesteśmy piątym producentem pomidorów w całej Europie. „Sprzyja nam nie tylko klimat, ale też inwestycje, jakie zostały poczynione w tę gałąź gospodarki. Przez ostatnie 6-7 lat były one bardzo potężne. To odzwierciedla produkcja. Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że Polska ma ogromne tradycje uprawy pomidorów i ogórków pod osłonami” – wyjaśnia Maciej Mularski.

Zanim jednak owoc czy warzywo trafi do naszej siatki z zakupami, zanim zostanie przez producenta zebrane – musi być posiane. Jak zaznacza Rafał Alfut z firmy Syngenta „W Polsce oferujemy 300 odmian nasion warzyw. Wydaje się, że to dużo, ale są one podzielone na 30 grup, a w każdej z nich są segmenty przeznaczone na: świeży rynek, uprawy pod tunelami czy dla przemysłu.” Każda z odmian nasion jest coraz bardziej przyjazna dla producenta – owoce mają lepszą jakość, wysoki plon, wyższą opłacalność. Są one również przyjazne i podobają się konsumentowi, ponieważ są smaczne, kolorowe i mają ciekawe kształty – podkreśla Rafał Alfut.

Nic dziwnego, że chętnie sięgamy po rodzime dary natury. Miejmy nadzieję, że ten rok przyniesie udane zbiory, a co za tym idzie – atrakcyjne ceny. Zarówno po stronie producentów, jak i konsumentów.

Rozliczenia ksiąg rachunkowych tylko z obrotówką

Podmioty, które tworzą sprawozdanie finansowe za 2013 rok, do 26 marca muszą sporządzić zestawienie obrotów i sald księgi głównej. Zachowanie terminów ich sporządzenia jest jednym z warunków do uznania ksiąg rachunkowych za prowadzone na bieżąco.

Poprawne zestawienie obrotów i sald jest podstawą do sporządzenia sprawozdania finansowego. Mało kto pamięta, że zgodnie z art. 24 ust.5 pkt. 2 ustawy o rachunkowości z dnia 29 września 1994 r. (t.j. Dz.U. z 2009 r. nr 152, poz. 1223 z późn. zm.) zestawienie obrotów i sald za rok obrotowy powinno być sporządzane nie później niż 85 dni po dniu bilansowym. Przepis ten wydaje się w dzisiejszych czasach archaiczny. Księgi rachunkowe prowadzone są zazwyczaj przy użyciu komputera i proces generowania zestawienia odbywać się może w sposób w pełni automatyczny. Dodatkowo zgodnie z art. 18 ust. 2 UoR, co najmniej na dzień zamknięcia ksiąg rachunkowych sporządza się zestawienia sald wszystkich kont ksiąg pomocniczych.

System komputerowy nie ochroni przez każdym błędem

Prawidłowo sporządzone zestawienie obrotów i sald powinno wskazywać identyczne sumy obrotów debetowych i kredytowych a suma sald debetowych musi odpowiadać sumie sald kredytowych. – W przypadku ksiąg prowadzonych przy pomocy systemów komputerowych, oprogramowanie zazwyczaj zabezpiecza przed typowymi błędami np.: błędami związanymi z brakiem podwójnego zapisu, dwukrotnym zaksięgowaniem tego samego dokumentu (z takim samym opisem/numerem) czy zaksięgowaniem różnych kwot dotyczących jednej operacji księgowej. Dzięki temu generowane zestawienie jest obarczone niższym ryzykiem błędu – mówi Michał Szalak, konsultant w Baker Tilly Poland. – Może się jednak zdarzyć, że do zestawienia generowanego przez system nie zostało podpięte konto księgowe, co skutkuje uzyskaniem błędnego zestawienia. Taki błąd jest jednak dość łatwy do wykrycia i skorygowania – dodaje ekspert.

System komputerowy nie jest jednak w stanie uchronić przed takimi błędami jak zaewidencjonowanie operacji na niewłaściwych kontach bądź w niewłaściwej kwocie. Nie zapewni też ochrony przed brakiem wprowadzenia zapisu operacji do systemu. Należy zatem pamiętać, by dokonać weryfikacji wygenerowanego przez system zestawienia – pozwoli to na wykrycie ewentualnych błędów.

Generalnie jednak automatyzacja procesu przygotowania zestawienia obrotów i sald korzystanie z programów księgowych sprawia, że ryzyko nieprawidłowości jest względnie niewielkie. – Ewentualne błędy mogą wynikać ze źle dokonanych zapisów księgowych, które nie zostały skorygowane bądź nieprawidłowego skonfigurowania systemu komputerowego podczas przyporządkowywania kont do tworzonego zestawienia obrotów i sald – tłumaczy Michał Szalak z Baker Tilly Poland. Dodatkowo należy sprawdzić, czy przygotowane zestawienie zawiera wymagane w art. 18 UoR elementy takie jak: symbole lub nazwy kont, salda kont na dzień otwarcia ksiąg rachunkowych, obroty za okres sprawozdawczy i narastająco od początku roku obrotowego oraz salda na koniec okresu sprawozdawczego, sumę sald na dzień otwarcia ksiąg rachunkowych, obrotów za okres sprawozdawczy i narastająco od początku roku obrotowego oraz sald na koniec okresu sprawozdawczego.

Zanim wygenerujesz zestawienie

– Elementem niezbędnym przy sprawdzaniu poprawności zestawienia obrotów i sald jest uzgodnienie sald kont syntetycznych w stosunku do prowadzonych do nich sald kont analitycznych – zaznacza ekspert. W tym przypadku także najczęściej system księgowy chroni przed niespójnością w tym obszarze, jednak warto dokonać dodatkowego sprawdzenia spójności.

W związku z tym, że sporządzenie obrotów i sald za rok obrotowy służy za podstawę do opracowania sprawozdania finansowego, przygotowując zestawienie jednostka powinna dokonać weryfikacji i uzgodnienia zapisów oraz sald kont. Następnie należy wykonać czynności związane z zamknięciem roku – może być to między innymi dokonanie wyceny sald wyrażonych w walucie obcej, utworzenie rezerw czy też niezbędnych odpisów aktualizujących.

Ruszyła kampania społeczna „Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz!”

„Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz!” – to hasło kampanii społecznej, której celem jest wzrost zaufania ludzi młodych do rzetelnych programów staży i praktyk stanowiących skuteczną formę budowania kariery zawodowej. Intencją organizatorów jest zachęcenie pracodawców do realizowania staży i praktyk o wysokiej jakości, a także zmotywowanie ludzi młodych do uczestnictwa w rzetelnych programach staży i praktyk stanowiących najlepszą formę edukacji praktycznej.

Jak wynika z badania Eurobarometru, obecnie co trzeci staż w Unii Europejskiej ma niską jakość pod względem warunków pracy lub treści nauczania. – Polskie Ramy Jakości Staży i Praktyk, czyli zbiór norm regulujących kluczowe obszary dotyczące realizacji staży i praktyk w firmach, stanowią odpowiedź na ten problem. Zachęcamy pracodawców do organizowania staży i praktyk w oparciu o standardy jakościowe, a studentów motywujemy do świadomego wyboru tych programów, które faktycznie przyczyniają się do rozwoju kariery zawodowej – komentuje Piotr Palikowski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami.

W ramach kampanii zaplanowano szereg działań zachęcających pracodawców do organizowania staży i praktyk w oparciu o Polskie Ramy Jakości Staży i Praktyk oraz aktywizujących studentów do świadomego wyboru staży i praktyk. Ważną częścią kampanii będzie cykl spotów internetowych obalających stereotypy na temat staży i praktyk, a tym samym uświadamiających jak nie powinny one wyglądać. Pierwszy ze spotów dostępny jest tutaj. Wydarzeniem kulminacyjnym będzie natomiast impreza biegowa na dystansie 5 km, zaplanowana na maj 2014. Celem tej inicjatywy będzie zwrócenie uwagi na problemy młodych ludzi na rynku pracy. Bieg symbolizuje potrzebę aktywizacji zawodowej uczniów i studentów. Jest skierowany do wszystkich osób wspierających ideę nauki poprzez praktykę.

Kampania stanowi kolejną odsłonę Programu Polskich Ram Jakości Staży i Praktyk realizowanego przez Polskie Stowarzyszenie Zarządzania Kadrami. Mecenasami kampanii są: Nestlé, Orange, PZU oraz Siemens – firmy, których programy staży i praktyk, na podstawie audytu weryfikującego ich zgodność z wytycznymi zawartymi w kodeksie, otrzymały Znak Jakości. Partnerem merytorycznym kampanii są Wyższe Szkoły Bankowe, z kolei Partnerem Technologicznym – eRecruiter.

Więcej informacji na temat kampanii oraz Programu Polskich Ram Jakości Staży i Praktyk można znaleźć na stronie www.stazeipraktyki.pl oraz na profilu Programu na portalu Facebook.

Airbus Group proponuje Polsce udziały w koncernie. Nasza branża obronna mogłaby wzrosnąć dziesięciokrotnie

CEO Magazyn Polska

Rozmowy polskich ministrów obrony i spraw zagranicznych o udziale Polski w strukturze Airbus Group (d. EADS) trwają już od końca ubiegłego roku. Według władz firmy, udział Polski w strukturze europejskiego koncernu zbrojeniowego mógłby zwiększyć aktywność polskiego przemysłu obronnego i Polska miałaby szansę powtórzyć sukces Hiszpanii, której branża obronna wzrosła dziesięciokrotnie w ciągu ostatnich 13 lat.

Dziś udziały w koncernie mają Francja, Niemcy i Hiszpania (łącznie 28 proc.). Przedstawiciele Airbusa zapewniają, że Polska może stać się pełnowartościowym członkiem systemu.

 – Polska będzie w pełni zintegrowana z europejską polityką obronności, co nada kierunek polskiemu przemysłowi, ponieważ będzie on brał udział w naszych programach. Model dla Polski jest ten sam, który zastosowaliśmy w Hiszpanii. Hiszpania była obecna przy tworzeniu EADS [European Aeronautic Defence and Space Company – red.], poprzednika Airbus Group. Jeśli zmierzymy postęp, jaki dokonał się w Hiszpanii od powstania koncernu w 2001 roku, to zauważymy dziesięciokrotne zwiększenie aktywności w przemyśle. Czemu by nie zrobić tego samego w Polsce – mówi Jean-Pierre Talamoni, wiceprezes, kierownik ds. międzynarodowych projektów w Airbus Group.

Na razie, jak podkreśla, potrzebny jest jednoznaczny sygnał do rozpoczęcia współpracy.

 – Kiedy powiedziałem, że jako Airbus Group chcielibyśmy związać się z polskim przemysłem, byliśmy przygotowani na to, że odpowiecie nam jednak „nie”. Ale nigdy byśmy wam tego nie proponowali, jeśli bylibyśmy pewni, że odmówicie. Więc wciąż jest szansa, że powiecie „tak” i musimy ją w pełni wykorzystać – zapewnia Talamoni.

Jego zdaniem, zaangażowanie Polski we współpracę przyczyni się również do przyspieszenia prac nad budową europejskiej obronności. 

 – Nie można sobie wyobrazić tworzenia obronności Europy bez uczestnictwa Polski, jednej z najliczniejszych narodowości w Unii. Bez Polski na pokładzie nic nie osiągniemy. Jeśli natomiast Polska się zaangażuje, będzie to impuls do podjęcia decyzji przez innych – podkreśla wiceprezes Airbus Group.

Europa jest na razie na początku procesu budowania wspólnej polityki obronnej. Talamoni podkreśla, że może to zająć jeszcze kolejne 20, a nawet 30 lat, ale to konieczny proces.

 – Pewnego dnia w końcu będziemy mieli europejską obronę, albo nie będziemy mieli Europy.  Nie możemy być zależni od kogoś innego w kwestii naszej obronności, nawet jeśli jest to tak ważny sprzymierzeniec, jakim są Stany Zjednoczone. Musimy polegać na sobie, ale musimy zacząć już teraz – dodaje.

Problem jest brak spójnej wizji politycznej w kwestiach obronności, która kiedy już się pojawi, powinna przerodzić się w poważny dialog z przemysłem.

 – Kiedy przemysł zrozumie, jaka jest ustalona wizja polityczna, i będzie mieć pewność, że to się nie zmieni, to wtedy się dostosuje. Jednak dopóki firmy przemysłowe tego nie wiedzą, będą kontynuować obronę swojego małego terytorium – podkreśla Jean Pierre Talamoni. – Spójrzmy na różnice między Europą a USA w liczbie rodzajów sprzętów. USA mają na przykład jeden model czołgu, a my mamy cztery. Amerykanie mają cztery lub pięć rodzajów samolotów, my mamy 16.

Brak współpracy państw europejskich powoduje, że trudno Europie konkurować w produkcji innowacyjnego sprzętu ze Stanami Zjednoczonymi. W dłuższej perspektywie doprowadzi to zdaniem wiceprezesa Airbus Group do tego, że rządy krajów europejskich będą musiały wyposażać swoje siły zbrojne w USA, a to może jeszcze zwiększyć zależność Europy od Ameryki.