Cloud Technologies utrzymuje dwucyfrowe tempo wzrostu sprzedaży danych

Cloud Technologies, notowana na głównym rynku GPW spółka technologiczna działająca na globalnym rynku danych dla reklamy internetowej, zwiększyła w lutym 2026 r. sprzedaż danych do kluczowych klientów o 24 proc. rdr. To kolejny miesiąc utrzymania wysokiej, dwucyfrowej dynamiki wzrostu w strategicznym obszarze działalności Spółki. Około 80% przychodów Cloud Technologies pochodzi z rynku USA.

– Wyniki stycznia i lutego potwierdzają dobrą realizację Strategii 2026+ oraz skuteczność przejścia na sprzedaż danych pod własnymi brandami. Już ponad 90% danych sprzedajemy w tym modelu, co wspiera skalowanie biznesu i poprawę ekonomiki sprzedaży. Dzięki wysokiej rentowności generujemy gotówkę, którą reinwestujemy w rozwój oraz redystrybuujemy do akcjonariuszy – mówi Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Przyjęta w lutym 2026 r. Strategia 2026+ zakłada dalszy rozwój sprzedaży danych przy utrzymaniu wysokiej rentowności biznesu. Jednym z kluczowych elementów strategii jest odejście od modelu white-label na rzecz sprzedaży pod własnymi markami, co ma zwiększać skalę biznesu, poprawiać ekonomię sprzedaży i rozszerzać rynek adresowalny.

Cloud Technologies zamierza dalej rozwijać kanały sprzedaży, zwiększać obecność na globalnych platformach reklamowych oraz przyspieszać wzrost zarówno organicznie, jak i poprzez partnerstwa i akwizycje. Jednym z nowych motorów wzrostu jest produkt Data Curation, który łączy sprzedaż danych i mediów, otwierając spółce dostęp do nowej kategorii klientów, w tym globalnych agencji reklamowych.

Realizacja Strategii 2026+ może przyczynić się do wzrostu sprzedaży danych* przez Cloud Technologies do poziomu 16 – 18 mln USD w 2026 roku oraz 18 – 24 mln USD w 2027 roku przy utrzymaniu wysokiej rentowności biznesu. Strategia zakłada także kontynuację redystrybucji kapitału do akcjonariuszy poprzez politykę dywidendową (ok. 20% oczyszczonego wyniku EBITDA za dany rok) oraz skup akcji własnych (250.000 sztuk akcji własnych).

Raportowany przez spółkę co miesiąc wskaźnik dynamiki sprzedaży danych obejmuje sprzedaż danych do kluczowych klientów Cloud Technologies i jest wyrażony w USD. Natomiast w raportach okresowych spółka prezentuje dane w PLN, a zatem na raportowane dynamiki wpływ mają różnice kursowe.

*Przedstawione w niniejszym dokumencie wartości przychodów stanowią cel postawiony przez Zarząd Spółki w związku z wdrożeniem i realizacją zaprezentowanych planów rozwoju. Założenia te nie stanowią prognozy.

Cieśnina Ormuz i nowy szef Fedu. Nerwowy tydzień dla rynków

W sytuacji na Bliskim Wschodzie coraz trudniej rozeznać się już nie tylko przeciętnym obserwatorom, ale też ekspertom. Na jeden sygnał deeskalacyjny przypada po chwili kolejne doniesienie o zamknięciu Cieśniny Ormuz. Inwestorzy żyją w spirali emocji od jednego do drugiego wpisu w social mediach. Czy swoje trzy grosze dołoży już jutro kandydat na nowego szefa Fed?

Porozumienie niczym tankowiec w cieśninie

Jeszcze w piątek na rynkach królował pozytywny sentyment, którego nie były w stanie wymazać nawet niepokojące doniesienia z rejonu Zatoki Perskiej. A wtedy do akcji wkroczyli Irańczycy, którzy ogłoszeniem pełnego otwarcia Cieśniny Ormuz wywołali kolejną falę transakcji. Ropa Brent przez moment spadała nawet o ponad 10% i przełamała od góry 90 USD za baryłkę. Euforia rozlała się po rynkach jak ropa z uszkodzonego tankowca. Giełdowe indeksy wystrzeliły, a niektóre osiągnęły wręcz historyczne rekordy (np. szeroki WIG na GPW przebił 13,5 tys. pkt.). Przejście w tryb risk on było bolesne także dla dolara amerykańskiego, który do piątkowego popołudnia coraz wyraźniej tracił grunt pod nogami. Kurs EUR/USD pierwszy raz od dwóch miesięcy sięgnął blisko 1,185 USD. I już w piątek rynek walutowy się zawahał, a eurodolar zawrócił na południe. Weekend natomiast, zamiast zapowiadanych rozmów pokojowych, przyniósł kolejne fale napięć i raczej niepokojących doniesień z Bliskiego Wschodu. Termin wstępnego zawieszenia broni wygasa już jutro, a strony podobno wreszcie podjęły jakiś dialog na pakistańskiej ziemi, ale konkretów wciąż jak na lekarstwo. Wszyscy zadają sobie pytanie, czy – pomiędzy groźbami, szydzeniem z siebie nawzajem czy realnym strzelaniem do statków handlowych – istnieje przestrzeń do jakiegokolwiek porozumienia? W tej chwili Iran i USA zdaje się łączyć tylko jedno: sama chęć zakończenia działań zbrojnych. Niby to najważniejszy aspekt, ale na drodze do niego jest mnóstwo mielizn. A skoro szanse na szybki pokój maleją, to rośnie chęć do realizacji zysków przez inwestorów.

Poniedziałkowa sprzedaż faktów, wtorkowe kupowanie plotek?

Właśnie jako realizację zysków przez inwestorów można potraktować pierwszą część poniedziałkowej sesji. Przy pustym kalendarzu makro jeszcze trudniej o impulsy niezwiązane z sytuacją na Bliskim Wschodzie. A stamtąd, zamiast transportu samej ropy, otrzymaliśmy jej wyższą wycenę. Chociaż głównym winowajcą jest dzisiejsze otwarcie pokaźną luką wzrostową, a reszta handlu zdaje się dość płaska, to jednak mówimy o kilkuprocentowych wzrostach w stosunku do piątkowego zamknięcia. Za baryłkę Brent trzeba zapłacić blisko 95 USD, a za WTI 87,5 USD. Na giełdach jeszcze nieźle wyglądała Azja, gdzie chociażby Tokio czy Szanghaj zakończyły handel przyzwoitymi zwyżkami. Niestety wczesne popołudnie w Europie to już wyraźna przecena głównych indeksów. Od -0,5% w Amsterdamie do -1,5% w Mediolanie. Za rynkami bazowymi podąża Warszawa, gdzie WIG20 traci ponad 1%. Otwarcie na Wall Street również zapowiada się spadkowo, więc nie będzie to łatwy dzień dla giełdowych byków. Dzisiejsze nastroje inwestorów przekładają się na mocniejszego dolara, a co za tym idzie też słabszego złotego. Chociaż znowu za główną część ruchu odpowiadają pierwsze godziny poniedziałkowego handlu, to następującą po nich flautę także można uznać za sygnał prodolarowy. Po godz. 13 kurs EUR/USD balansuje na 1,177 USD, kurs euro utrzymuje się powyżej 4,23 PLN, kurs dolara nie przekracza 3,60 PLN, a kurs franka przebił 4,60 PLN.

Bio Planet z rekordowym zyskiem i planem emisji akcji

0

Spółka Bio Planet S.A. zakończyła 2025 rok z przychodami na poziomie 311,0 mln PLN (+11,3 % r/r) oraz zyskiem netto 6,3 mln PLN (+214 % r/r), wyraźnie poprawiając rentowność i efektywność operacyjną. Jednocześnie Zarząd zarekomendował przeprowadzenie nowej emisji akcji serii E i przedstawił Zwyczajnemu Walnemu Zgromadzeniu Akcjonariuszy zwołanemu na 15 maja 2026 r projekty uchwał dotyczące emisji akcji serii E. Emisja ma zapewnić część środków na kontynuację strategicznej inwestycji – budowy nowoczesnych zakładów konfekcjonowania.

Dobre wyniki finansowe i efektywność operacyjna

– „Rok 2025 był dla Bio Planet okresem konsekwentnego skalowania działalności przy jednoczesnym dalszym porządkowaniu kosztów. Wzrost przychodów o ponad 11 % przy jednoczesnym ograniczeniu dynamiki kosztów zatrudnienia do niespełna 6 % pozwolił nam osiągnąć najwyższy zysk netto w historii Spółki. To efekt poprawy efektywności magazynu, optymalizacji procesów logistycznych oraz lepszego zarządzania ofertą produktową” – podkreśla Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Dynamiczny wzrost sprzedaży, połączony z dalszą optymalizacją kosztów operacyjnych, przełożył się na znaczącą poprawę wyników finansowych. EBITDA osiągnęła poziom 12,5 mln PLN, a marża na sprzedaży wyniosła 31,4 %. Rentowność netto wzrosła z 0,7 % do 2,0 %, natomiast rentowność kapitałów własnych (ROE) zwiększyła się z 8,1 % do 21,9 %, co potwierdza skuteczność realizowanej strategii.

– „Wyniki finansowe za 2025 rok pokazują, że Bio Planet potrafi skutecznie łączyć wzrost skali działalności z dyscypliną kosztową. Poprawa rentowności wynikała nie tylko ze wzrostu sprzedaży, ale także z realnych efektów optymalizacji operacyjnej. To fundament, na którym możemy budować kolejne lata stabilnego rozwoju” – mówi Sylwester Strużyna.

Działalność operacyjna i stopniowe poszerzanie oferty

W 2025 r. Spółka dużą uwagę przyłożyła do działań optymalizacyjnych w obszarze logistyki i magazynowania, zwiększając wydajność pracy magazynierów oraz ograniczając koszty usług obcych, a jednocześnie selekcjonując ofertę produktową w kierunku produktów o najwyższej rotacji i marżowości. Równolegle rozwijano własne systemy informatyczne, w tym rozwiązania klasy Business Intelligence, elementy systemów WMS oraz aplikacje mobilne, korzystając z ulgi B+R. Oferta produktowa została znacząco rozszerzona i na koniec roku obejmowała 625 produktów pod marką Bio Planet, 383 produkty świeże oraz 231 produktów pod marką NaturaVena.

Łącznie, nakłady inwestycyjne w 2025 r. wyniosły 1,7 mln zł i obejmowały m.in. sprzęt magazynowy, samochody, oprogramowanie oraz odsetki od kredytu inwestycyjnego. Wartość aktywów trwałych na koniec roku wyniosła 52,5 mln zł, z czego 18,6 mln zł stanowiły środki trwałe w budowie związane z realizacją projektu budowy nowoczesnych zakładów konfekcjonowania.

Planowana emisja akcji serii E

Zgodnie z przedstawionymi przez Zarząd projektami uchwał na Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy, Zarząd Bio Planet S.A. planuje przeprowadzenie emisji od 100 do 130 000 akcji zwykłych na okaziciela serii E o wartości nominalnej 1,00 zł każda w trybie subskrypcji otwartej, z wyłączeniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy. Cena emisyjna została zaproponowana przez Zarząd na poziomie 32,00 zł za akcję serii E, z możliwością jej obniżenia w wypadku zmian kursu EUR tak, aby łączne wpływy nie osiągnęły i nie przekroczyły równowartości 1 mln EUR (limit dla emisji realizowanych w uproszczonej procedurze – na podstawie dokumentu ofertowego). W projekcie uchwał przeprowadzenie oferty publicznej i zbieranie zapisów (subskrypcja) planowane jest na okres od 27 maja do 25 czerwca 2026 r., a okres ten może być wydłużony i skrócony. Akcje serii E mają uczestniczyć w dywidendzie od zysku za 2026 r., a ich udział w kapitale zakładowym po emisji może wynieść maksymalnie 4,15 % (w wypadku, gdy wszystkie akcje zostaną objęte). Zarząd zaproponował w projektach uchwał by Walne Zgromadzenie Spółka ubiegało się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji serii E do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, na którym notowane są inne akcje Spółki.

W dniu 17 kwietnia 2026 r. Bio Planet S.A. podpisała także aneks do umowy na budowę nowoczesnych zakładów konfekcjonowania w Lesznie k. Warszawy o wartości 19,6 mln zł. Inwestycja ma wedle założeń Zarządu zostać sfinansowana w części z planowanego kredytu inwestycyjnego (15,0 mln zł) oraz ze środków własnych pochodzących z zysków Spółki oraz częściowo z planowanej przez Zarząd emisji akcji serii E (4,6 mln zł). Łączny koszt projektu wzrośnie do 33,3 mln zł. W ramach projektu zaplanowała dodatkowo budowę mroźni oraz antresoli.

– „Wyłączenie prawa poboru i przeprowadzenie subskrypcji otwartej wynika z konieczności szybkiego pozyskania kapitału na realizację kluczowej inwestycji – budowy nowoczesnych zakładów konfekcjonowania w Lesznie. Realizacja tej inwestycji to fundamentalny element naszej strategii wzmacniania potencjału operacyjnego Bio Planet. Aktualizacja zakresu inwestycji pozwala nam stworzyć nowoczesną infrastrukturę, która będzie wspierać dalszy wzrost firmy. Planowana emisja akcji serii E oraz kredyt inwestycyjny zapewnią stabilne finansowanie projektu, umożliwiając jednocześnie utrzymanie dotychczasowej dynamiki rozwoju. Pozyskanie środków od szerokiego grona inwestorów zwiększa szanse powodzenia emisji i pozwala nam kontynuować projekt bez opóźnień. Jest to najtańszy i najbardziej efektywny sposób finansowania dalszego rozwoju Spółki” – wskazuje Zarząd.

Optymistyczne perspektywy dla branży eko

Otoczenie rynkowe w 2025 r. sprzyjało dalszemu rozwojowi segmentu żywności ekologicznej, szczególnie w obszarze produktów premium, certyfikowanych i o krótkim składzie, a także w kanałach e-commerce i sieciach ogólnospożywczych. Na rynku europejskim widoczny jest wzrost popytu na produkty ekologiczne wysokiej jakości oraz rosnące znaczenie transparentności łańcucha dostaw, co sprzyja modelowi biznesowemu Spółki. Bio Planet dostrzega również rosnący potencjał eksportowy, szczególnie na rynkach Europy Środkowej i Bliskiego Wschodu.

– „Widzimy dalszy potencjał w rozwoju sprzedaży w kanałach ogólnospożywczych, e-commerce oraz w eksporcie. Wraz z poprawą warunków rynkowych planujemy przyspieszyć inwestycje i zwiększać skalę działalności” – podsumowuje Prezes Zarządu.

Rynek magazynowy Wrocławia rośnie, choć deweloperzy hamują z nową podażą

Z najnowszego raportu Savills „Market in Minutes – Wrocław. Rynek przemysłowo-logistyczny” wynika, że stolica Dolnego Śląska pozostaje jednym z kluczowych hubów logistycznych w Europie Środkowej. Na koniec 2025 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni w regionie osiągnęły poziom 4,59 mln m kw., co stanowi wzrost o 9% w porównaniu do ubiegłego roku.

Pomimo ogólnego wzrostu zasobów przemysłowo-logistycznych, deweloperzy coraz ostrożniej podchodzą do rozpoczynania nowych inwestycji, co może przełożyć się na niższą dynamikę wzrostu w kolejnych okresach. W 2025 roku na rynek trafiło 299 700 m kw. nowej podaży, co oznacza spadek o 52% rok do roku. Obecnie w budowie znajduje się 111 000 m kw. powierzchni (spadek o 62% r/r), przy czym aż 67% tego metrażu jest już zabezpieczone umowami najmu.

Aktywność najemców we Wrocławiu utrzymuje się na wysokim poziomie. Popyt brutto w 2025 roku wyniósł 845 100 m kw. (+8% r/r), natomiast popyt netto osiągnął 445 800 m kw., notując znaczący wzrost o 28% rok do roku.

Wrocław pozostaje jednym z najbardziej dojrzałych i strategicznych rynków magazynowych w Polsce. Skala istniejących zasobów, wysoki poziom popytu oraz znaczący udział powierzchni już wynajętej w projektach będących w budowie potwierdzają utrzymujące się zainteresowanie tą lokalizacją ze strony najemców – komentuje Małgorzata Włochal, Associate Director, Industrial Agency w Savills Polska.

Do największych obiektów oddanych do użytkowania w 2025 roku należały P3 Wrocław o powierzchni 92 300 m kw. oraz GLP Wrocław V Logistics Centre liczące 67 500 m kw. Wśród rekordowych transakcji najmu wyróżniły się nowa umowa firmy Shein w ECE Kąty Wrocławskie (79 200 m kw.) oraz odnowienie kontraktu przez ID Logistics w P3 Wrocław II (78 100 m kw.).

Sytuacja po stronie wakatów (wskaźnik powierzchni niewynajętej) uległa niewielkiej zmianie. Poziom pustostanów wzrósł o 70 punktów bazowych rok do roku i na koniec 2025 roku wyniósł 9,5%. Czynsze bazowe utrzymują się w stabilnym przedziale 4,20-4,90 EUR/m kw./miesiąc, podczas gdy czynsze efektywne wynoszą od 2,90 do 4,00 EUR/m kw./miesiąc. Raport zwraca również uwagę na ceny gruntów inwestycyjnych o większych areałach, które w ofercie Savills kształtują się od 200 do 350 zł za m kw.

Dane za 2025 rok oraz bieżące trendy rynkowe wskazują na dużą dyscyplinę inwestycyjną deweloperów. Przy zachowaniu stabilnego, wysokiego popytu na powierzchnie magazynowe, nowa podaż jest dostarczana w sposób selektywny. Przekłada się to na wysoki poziom przednajmu projektów w budowie, który wynosi obecnie 67%. Tak wysoki wskaźnik dowodzi, że rynek rozwija się w sposób racjonalny, a nowe obiekty powstają w odpowiedzi na realne zapotrzebowanie najemców – dodaje Patrycja Dzikowska, Associate Director, Research w Savills Polska.

Do atrakcyjności regionu przyczynia się rozwinięta infrastruktura transportowa, w tym autostrada A4 oraz drogi ekspresowe S8 i S5, które zapewniają doskonałe skomunikowanie z rynkami Europy Zachodniej, Czechami oraz Niemcami. Region Wrocławia jest szczególnie chętnie wybierany przez operatorów logistycznych, sektor e-commerce oraz branże motoryzacyjną, EV i AGD.

Waluty i ropa cofają piątkowy optymizm po nowych napięciach w Zatoce

Na Bliskim Wschodzie ogłoszono tyle przełomów, że wojny już dawno nie powinno być. Rzeczywistość pokazuje jednak, że Cieśninę Ormuz blokują obecnie obie strony. Po piątkowym optymizmie na rynkach już prawie nie ma śladu.

Dziwne zawieszenie broni

W wojnie w Zatoce Perskiej teoretycznie obowiązuje zawieszenie broni. Jak jednak pokazuje praktyka na Bliskim Wschodzie, takie rozwiązanie działa tam trochę inaczej, niż sugerowałaby definicja. W trakcie tego rozejmu Amerykanie przejęli irański statek, który naruszał ich blokadę Cieśniny Ormuz. Iran z kolei ostrzelał przynajmniej kilka jednostek, które naruszały jego blokadę tej cieśniny. W tle odbywają się rozmowy pokojowe w Islamabadzie. Przynajmniej tak twierdzą Amerykanie. Problem w tym, że patrząc na wypowiedzi strony irańskiej, nie zamierza ona brać w nich udziału. Obecne zawieszenie broni teoretycznie kończy się we wtorek w nocy, ale w sumie nie wiadomo, co z tego wynika. Najciekawsze w tym wszystkim są jednak reakcje rynków, które mimo tych wszystkich wydarzeń traktują ten konflikt, jakby był właśnie wygaszany.

Kolejny spadek cen ropy

W piątek Donald Trump napisał, że Iran otwiera Cieśninę Ormuz. Jak ta sytuacja ewoluowała w weekend, to już wiemy. Mogłoby się wydawać, że skoro rynki nie lubią niepewności, to tego typu działania tylko odstraszają inwestorów. Jak się jednak okazuje, odstraszyły tych, którzy kupują ropę naftową. W piątek, w szczytowym momencie, baryłka Brent staniała o imponujące 12 USD. Stało się to tuż po wiadomości na portalu społecznościowym prezydenta. Do końca dnia inwestorzy nabrali jednak podejrzeń, że sytuacja nie jest aż tak dobra i cena poszła 6 USD w górę. Dzisiaj nad ranem ropa zdrożała jeszcze o 3 USD. W rezultacie, mimo przejęcia statku przez USA i ostrzelania statków przez Iran, surowiec jest nadal o 3 USD tańszy niż w piątkowy poranek. Na uwagę zasługuje większy spadek ropy w USA. Amerykanie zwiększyli produkcję na rynku wewnętrznym, a sytuacja w Zatoce Perskiej wpływa znacznie bardziej na dostępność gatunku Brent. Odmiana WTI jest obecnie już 7,5 USD tańsza. W rezultacie presja na portfele Amerykanów wyraźnie spada.

Co na to waluty?

Na fali optymizmu związanego z informacją o otwarciu Cieśniny Ormuz widać było również zmiany na walutach. Dolar względem euro po raz pierwszy od początku wojny był słabszy niż w momencie jej rozpoczęcia. Osiągnął on przez moment poziom 1,1850. Duży napływ kapitałów zza oceanu spowodował podobnie dobre nastroje w naszej części świata. Euro po raz pierwszy od rozpoczęcia konfliktu zameldowało się poniżej poziomu 4,23 zł. Forint niesiony wciąż entuzjazmem powyborczym także się umacniał i za jedno euro płacono zaledwie 360 forintów. W górę względem euro szła też korona czeska. Optymizm nie ominął również rynków złota, srebra i kryptowalut. Wszystko to jednak dzisiaj na otwarciu rynków traci, po tym jak okazało się, że jednak sytuacja wcale nie jest tak dobra, jak napisał prezydent USA.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Zadłużenie sektora TSL rośnie do 1,66 mld zł – branża pod presją kosztów i spadku zleceń

Jak pokazują dane Krajowego Rejestru Długów, przeterminowane zobowiązania sektora TSL (transportowo-spedycyjno-logistycznego) wynoszą już 1,66 mld zł – to o 69 mln zł więcej niż rok temu. 79 proc. całego zadłużenia należy do przewoźników drogowych. Ta sytuacja jest wynikiem kumulacji wielu problemów, z których najpoważniejsze to: mniejsza liczba przewozów, rosnące koszty działalności, niedobór kadr oraz kolejne obowiązki regulacyjne.

Nastroje przedstawicieli sektora TSL są zdecydowanie pesymistyczne. W marcu br. wartość Miesięcznego Indeksu Koniunktury (MIK) dla tej branży zmalała o prawie 8 punktów w ciągu zaledwie miesiąca. Przedsiębiorcy częściej wskazywali na spadek sprzedaży i liczby nowych zamówień. Do tego dochodzą problemy z płynnością finansową. Jak wynika z najnowszych danych KRD – długi sektora tylko rosną. Na koniec marca łączne zadłużenie przekroczyło 1,66 mld zł. Na tę sumę złożyły się zobowiązania 31,8 tys. przewoźników.

Najbardziej niepokojącym zjawiskiem w branży TSL jest jej podatność na zatory płatnicze. Łączne zadłużenie sektora wzrosło rok do roku o ponad 69 mln zł, a średnie zadłużenie przypadające na jedną firmę zwiększyło się o ponad 2 tys. zł. Liczba dłużników zbytnio się nie zmieniła. Co ważne, aż 79 proc. całej kwoty zaległości przypada na transport drogowy towarów, który jest osią całego rynku. Widać też, że dług narasta nie tyle w wydatkach ubocznych, ile w kosztach codziennego działania: wobec firm leasingowych, paliwowych i ubezpieczycieli. A wiadomo, że jeśli problemy pojawiają się właśnie tutaj, to znaczy, że zagrożona jest bieżąca zdolność do realizacji zleceń. Do tego dochodzą zjawiska charakterystyczne dla całej branży: wydłużone terminy płatności, brak poduszki finansowej czy zbyt późna reakcja na opóźnienia kontrahentów – wymienia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Większość zadłużenia całego sektora należy do transportu drogowego towarów – 23,4 tys. podmiotów ma do zwrotu aż 1,32 mld zł. Na drugim miejscu znalazło się 4,36 tys. przedsiębiorstw transportu lądowego pasażerskiego, które muszą oddać 154 mln zł. Nieco mniej, bo 127 mln zł długu, wygenerowały firmy zajmujące się magazynowaniem i działalnością usługową wspomagającą transport – 2,47 tys. z nich nie radzi sobie z terminową spłatą należności.

Największe długi mają przedsiębiorstwa z Mazowsza – zalegają wierzycielom 338 mln zł. Firmy ze Śląska muszą spłacić 223 mln zł. Niewiele mniej, bo 218 mln zł, są winni przewoźnicy działający w Wielkopolsce. Najmniej przeterminowanych długów mają firmy z województwa świętokrzyskiego. Ich zadłużenie wynosi 24,7 mln zł. Podobnie wypadają podmioty z województwa opolskiego (26,9 mln zł) oraz Warmii i Mazur (33 mln zł).

Blisko 65 proc. zadłużonych przewoźników to jednoosobowe działalności gospodarcze, które gromadziły 929 mln zł długu.

Z badania Rzetelnej Firmy „Problemy i wyzwania firm transportowych w Polsce” wynika, że firmy transportowe funkcjonują dziś w trybie dużej ostrożności. Aż 61 proc. z nich negatywnie ocenia kondycję całej branży, a 48 proc. nie planuje w tym roku żadnych działań rozwojowych. Przy rosnących kosztach paliwa, utrzymania floty i presji na stawki, przedsiębiorcy koncentrują się przede wszystkim na utrzymaniu płynności i zabezpieczeniu bieżącej działalności. W takiej sytuacji szczególnego znaczenia nabiera weryfikacja kontrahentów i budowanie wiarygodności płatniczej, bo to one pomagają ograniczać ryzyko współpracy i lepiej chronić firmę przed kolejnymi zatorami – mówi Sandra Czerwińska, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Nierówna walka na dwóch frontach

Według danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego, największą barierą w prowadzeniu biznesu są rosnące koszty pracownicze – wskazuje tak 79 proc. firm transportowych. Blisko dwie na trzy nie mogą znaleźć wykwalifikowanych kierowców. Kolejny problem to mniejsza liczba przewozów: zgodnie z szacunkami PKO BP, przewozy drogowe w 2025 roku spadły o 8 proc. Co więcej, z badania Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska wynika, że ponad 73 proc. przedsiębiorstw spodziewa się w najbliższych miesiącach poważnego pogorszenia rentowności wykonywanych przewozów. To wszystko za sprawą 40-procentowego wzrostu stawek systemu e-Toll i rozszerzenia dróg objętych tym systemem o dodatkowe 645 km.

Dużym obciążeniem są wahania cen paliw związane z sytuacją na Bliskim Wschodzie, a także nowe obowiązki administracyjne, w tym rozszerzenie monitorowania SENT na odzież i obuwie od 17 marca 2026 r. Konsekwencją tych zjawisk są narastające problemy z płynnością finansową.

Obecnie transport walczy na dwóch frontach: z kosztami operacyjnymi i zatorami płatniczymi. W ostatnich dwunastu miesiącach nastąpiło wyraźne pogorszenie płynności finansowej oraz terminowego regulowania zobowiązań przez mikrofirmy z tej branży. Notujemy kilkuprocentowy wzrost liczby przedsiębiorców, którzy wnioskują o finansowanie, ale go nie otrzymają, bo oni sami lub ich kontrahenci mają negatywne wpisy w rejestrach dłużników. Jednocześnie widzimy, że tam, gdzie firmy mają dobry scoring, łączna wartość przyznanego przez nas finansowania rośnie. To dlatego, że bardziej stabilne płynnościowo przedsiębiorstwa transportowe potrzebują teraz większych, chwilowych zastrzyków gotówki, by utrzymać bieżącą działalność operacyjną – wyjaśnia Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Nierówną walkę sektora TSL pokazuje Analiza wiarygodności płatniczej KRD. Z jednej strony branża weszła w 2026 r. w lepszej kondycji niż rok wcześniej (w lutym udział firm z najlepszymi ocenami A+B+C wzrósł do 60,4 proc. z 53,2 proc., a w marcu do 60,9 proc. z 58,9 proc. rok do roku), z drugiej strony po bardzo dobrym styczniu (kiedy najlepsze oceny miało 65,8 proc. firm), luty przyniósł wyraźne cofnięcie (60,4 proc.). Co istotne, nie nastąpił wzrost liczby podmiotów o najwyższym ryzyku, bo udział ocen F+G+H utrzymał się niemal na tym samym poziomie: ok. 13 proc., ale przede wszystkim doszło do przesunięć między grupą firm najmocniejszych i pośrednich.

Miliony zamrożone u nierzetelnych kontrahentów

Największe zobowiązania branża TSL ma wobec sektora finansowego (m.in. banków, firm leasingowych, ubezpieczycieli oraz funduszy sekurytyzacyjnych). Jest im winna aż 1,15 mld zł. Ponad 256 mln zł przewoźnicy muszą oddać branży paliwowej, a 131,3 mln zł – handlowej. 48,8 mln zł wynoszą zaległości wobec operatorów telekomunikacyjnych, a 20,4 mln zł – wobec firm zajmujących się naprawą pojazdów.

Ale sektor TSL również ma swoich dłużników, a zobowiązania przewoźników byłyby niższe, gdyby otrzymywali oni zapłatę za wykonane usługi w terminie. Tymczasem w Krajowym Rejestrze Długów po stronie nierzetelnych kontrahentów widnieje zaledwie 215,3 mln zł. To dlatego, że wielu przewoźników nie zgłasza swoich dłużników do rejestru, obawiając się pogorszenia relacji. Część z nich próbuje innymi sposobami motywować winnych do zapłaty.

Dyscyplinowanie nierzetelnych kontrahentów to jeden z powodów, dla których małe firmy transportowe sięgają po faktoring. Niestety nie wszystkie mogą to robić. Oręż z rąk wytrąca im zakaz cesji w umowach z dużymi firmami logistycznymi, który uniemożliwia korzystanie z tego rozwiązania. W praktyce przewoźnik wykonuje usługę, czeka na zapłatę, a jednocześnie ma zamkniętą drogę do narzędzi finansowych, które mają go wspierać. W ten sposób wpada w błędne koło zatorów płatniczych bez możliwości poprawy sytuacji. Tylko w ubiegłym roku, według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, ogłoszono 673 postępowania upadłościowe i restrukturyzacyjne wobec firm z sektora TSL – zauważa Emanuel Nowak.

Najwięcej – 66,7 mln zł – stanowią wewnętrzne długi branży, kolejne 60,5 mln zł sektor TSL ma do odzyskania od przedsiębiorstw handlowych. Przewoźnicy czekają także na zwrot 28,7 mln zł od przemysłu i 17,6 mln zł d budownictwa.

Złoty korzysta z nadziei na pokój, banki centralne pozostają ostrożne

Koniec wojny w Iranie wybrzmiewa w medialnych doniesieniach najmocniej od rozpoczęcia konfliktu. Jest to dobra wiadomość dla złotego, który w piątek o poranku zyskuje względem głównych walut. Mimo prawdopodobnego zakończenia wojny, jej konsekwencje pozostaną na tapecie bankierów centralnych z całego świata przez kolejne kilka (a może i kilkanaście) miesięcy. Jednak aktualnie większość decydentów stroni od jastrzębiego stanowiska, czyli wizji podnoszenia kosztu pieniądza.

Jak trwałe będą nowe ustalenia?

Rosną nadzieje na zakończenie konfliktu na Bliskim Wschodzie. Informacje napływające z Białego Domu mówią o wspólnym omawianiu przez USA i Iran przedłużenia rozejmu. Nie jest to ostateczny koniec wojny, jednak wskazuje kierunek jakim jest deeskalacja. Dodatkowo czytamy, że Izrael zgodził się na na rozejm z Libanem. Był to jeden z warunków Iranu, aby zawieszenie broni pozostało trwałe. Optymizm rośnie, a wraz z nim apetyt na ryzyko. Mówią o tym wzrosty na światowych giełdach. Na forex kapitał płynie do walut z koszyka EM, na czym korzysta złoty. Kurs EUR/PLN w piątek przed południem schodzi poniżej 4,24 PLN, a USD/PLN poniżej 3,59 PLN. Zniżki widać także na GBP/PLN i CHF/PLN – to odpowiednio niecałe 4,86 PLN i 4,59 PLN. Dobre wiadomości dają również nadzieję na przywrócenie dostaw przez Cieśninę Ormuz, do czego wzywają światowi przywódcy. To wywołuje spadki cen ropy. Odmiana amerykańska wraca poniżej 90 USD. Powstaje jednak pytanie, jak długo utrzyma się pozytywna narracja?

Ceny w UE rosną

Najnowszy raport Eurostatu za marzec potwierdził obawy inflacyjne związane z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Produkty we Wspólnocie drożeją z powodu wzrostu cen surowców energetycznych. W przypadku całej Unii Europejskiej odnotowano skok z 2,1% r/r do 2,8% r/r. Natomiast samą strefę euro dotknęła zwyżka z 1,9% r/r do 2,6% r/r. Najwyższy rezultat w UE, bo aż 9% r/r (poprzednio 8,3% r/r), odnotowano w Rumunii. Po przeciwnej stronie w raporcie znajduje się Dania, gdzie dynamika to 1% r/r (poprzednio 0,5% r/r). Polska, z inflacją konsumencką na poziomie 3,2% r/r (poprzednio 2,5% r/r), znalazła się pośrodku zestawienia. Każdy z wymienionych odczytów wzrósł względem poprzedniego o ponad pół punktu procentowego. Jest to ważna informacja, gdyż różnice między odczytami lutowymi a styczniowymi były znacznie niższe. Dla Unii Europejskiej dane za styczeń i luty to odpowiednio 2% r/r i 2,1% r/r, a dla strefy euro 1,7% r/r i 1,9% r/r. W przypadku Polski nie odnotowano zmian (utrzymany poziom 2,5% r/r), a w Rumunii inflacja spadała z 8,5% r/r do 8,3% r/r. Marcowa zwyżka pozostaje więc sygnałem ostrzegawczym dla decydentów, którzy w kolejnych miesiącach będą analizować również wzrost tempa zmian.

Cierpliwe EBC

Kilka godzin po danych od Eurostat poznaliśmy protokół z ostatniego posiedzenia EBC, który wskazuje na obawy o dalsze wzrosty cen. Póki co jednak wszyscy członkowie gremium są wstrzemięźliwi w sprawie rychłych podwyżek kosztu pieniądza. Dodatkowo z tonu zapisek wynika, że nie należy podejmować pochopnych decyzji, kiedy można pozwolić sobie na dłuższą analizę długoterminowych skutków wojny, która niebawem może się zakończyć. Zgrywa się to ze słowami prezeski banku z początku tygodnia. Lagarde w swojej wypowiedzi, oprócz kwestii inflacji, podniosła także zjawisko spowolnienia gospodarczego, które ma ograniczać wzrosty cen. Stanowisko EBC wskazuje na prawdopodobny brak ruchu na stopach procentowych podczas kolejnego posiedzenia, które odbędzie się ostatniego dnia miesiąca. Jednocześnie oznacza to, że szansa na zmianę kosztu pieniądza w strefie euro pojawi się dopiero w czerwcu, gdyż w majowym kalendarzu Europejskiego Banku Centralnego nie ma posiedzenia decyzyjnego. To dlatego unijna waluta, mimo deeskalacyjnych wieści, nie umacnia się względem dolara, a kurs EUR/USD pozostaje poniżej 1,18 USD.

Obowiązkowe chipowanie zwierząt coraz bliżej. Sejm przyjął ustawę o KROPiK

Sejm przegłosował ustawę o Krajowym Rejestrze Oznakowanych Psów i Kotów (KROPiK), wprowadzającą obowiązek elektronicznej identyfikacji wszystkich psów oraz części populacji kotów. Nowe regulacje zakładają również utworzenie centralnego rejestru zwierząt prowadzonego przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Przyjęcie ustawy oznacza fundamentalną zmianę struktury rynku identyfikacji zwierząt w Polsce, który dotychczas funkcjonował w modelu rozproszonym i w dużej mierze dobrowolnym. Nowe przepisy wprowadzają system powszechny i centralnie zarządzany, obejmujący docelowo miliony zwierząt, co istotnie przełoży się na zwiększenie skali rynku oraz jego długo oczekiwaną profesjonalizację.

Wprowadzenie nowych regulacji zwiększa znaczenie podmiotów już obecnych na rynku identyfikacji zwierząt, dysponujących skalą operacyjną i rozwiązaniami spełniającymi wymogi systemowe. Do tej grupy należy Farm Innovations S.A. – spółka technologiczna notowana na NewConnect, która działa na rynku od 10 lat i oznakowała dotychczas blisko 130 tys. zwierząt, rozwijając rozwiązania wykorzystywane głównie w sektorze hodowlanym.

Rozwiązania spółki obejmują technologie oparte na chipach podskórnych oraz systemach monitorowania parametrów zdrowotnych zwierząt. Model działalności rozwijany jest również w kierunku usług cyfrowych i ubezpieczeń, wpisując się w szerszy trend cyfryzacji sektora związanego ze zwierzętami.

Nowe przepisy rozszerzają zakres obowiązkowej identyfikacji na zwierzęta towarzyszące, które stanowią największą grupę zwierząt w Polsce. Według szacunków spółki, populacja psów i kotów w kraju wynosi około 15 mln. W segmencie psów, przy populacji ok. 8 mln i założeniu spółki, że około 20% zwierząt może być już oznakowanych, potencjał rynku obejmuje ok. 6,5 mln zwierząt wymagających identyfikacji. W przypadku kotów, których populacja szacowana jest na ok. 7 mln i przyjmując, że regulacja obejmie około połowę populacji, przekłada się to na ok. 3,5 mln zwierząt.

Przy średnim koszcie chipa na poziomie 15 zł oznacza to potencjalny rynek o wartości przekraczającej 150 mln zł w horyzoncie wdrożenia regulacji, przy jednoczesnym podniesieniu standardów opieki nad zwierzętami.

– Skala tej regulacji jest bezprecedensowa, ponieważ obejmuje populację liczniejszą niż dotychczasowe segmenty, na których koncentrował się rynek. W naturalny sposób zwiększa to znaczenie doświadczenia operacyjnego, zgodności z normami oraz zdolności do współpracy z administracją publiczną. Dla takich podmiotów jak Farm Innovations oznacza to możliwość rozwoju działalności w oparciu o kompetencje budowane w ostatnich latach oraz aktywnego udziału w tworzącym się systemie identyfikacji zwierząt – mówi Sebastian Przeniosło, prezes Farm Innovations S.A.

Farm Innovations S.A. wskazuje w swoich materiałach inwestorskich, że rozwój obowiązkowych systemów identyfikacji zwierząt jest jednym z kluczowych trendów regulacyjnych w Polsce i Unii Europejskiej. W ocenie spółki tego typu regulacje sprzyjają zwiększaniu transparentności rynku oraz poprawie standardów w zakresie dobrostanu zwierząt.

– Wprowadzenie obowiązkowej identyfikacji zwierząt oznacza przejście z modelu rozproszonego do systemowego. To zmiana, która porządkuje rynek i jednocześnie podnosi wymagania wobec technologii oraz podmiotów działających w tym obszarze – dodaje Sebastian Przeniosło.

Prezes spółki podkreśla, że istotną rolę w nowym systemie odegra jakość i standaryzacja rozwiązań technologicznych. – W momencie, gdy numer chipu staje się elementem systemu państwowego, kluczowe znaczenie ma jego zgodność z międzynarodowymi standardami oraz możliwość integracji z centralnym rejestrem, co w praktyce zmienia charakter całego rynku. Jednocześnie rośnie znaczenie rozwiązań kompleksowych, integrujących identyfikację z usługami dodatkowymi, w tym monitoringiem zdrowia oraz ofertą ubezpieczeniową. Ten kierunek stanowi jeden z kluczowych elementów naszej strategii i budowania przewagi konkurencyjnej – zaznacza prezes Farm Innovations S.A.

Ustawa określa również maksymalne poziomy opłat za identyfikację i rejestrację zwierząt, które nie będą mogły przekroczyć łącznie 100 zł, a w przypadku zwierząt już oznakowanych – 50 zł.

Ustawa ma na celu ograniczenie bezdomności zwierząt, ułatwienie identyfikacji właścicieli oraz zmniejszenie kosztów ponoszonych przez samorządy na utrzymanie schronisk.

W ocenie Farm Innovations S.A. nowe regulacje wpisują się w szerszy trend cyfryzacji oraz zwiększania identyfikowalności w sektorze związanym ze zwierzętami. W kolejnych latach rynek ten może ulegać dalszej profesjonalizacji oraz integracji z usługami dodatkowymi, takimi jak monitoring zdrowia czy ubezpieczenia.

Kryptografia postkwantowa przestaje być wyborem, a staje się koniecznością

14 kwietnia miał miejsce, wciąż mało znany, Światowy Dzień Kwantowy. W tym obszarze wiele rozmów koncentruje się na przełomach w medycynie, materiałoznawstwie i informatyce. Jednak dla liderów cyberbezpieczeństwa komputery kwantowe oznaczają fundamentalne zakłócenie podstaw kryptografii, które zabezpieczają nasz cyfrowy świat – zwraca uwagę Pete Nicoletti, ekspert firmy Check Point Software Technologies.

To, co kiedyś uznawano za odległe, teoretyczne zagrożenie, szybko staje się rzeczywistością. Postępy w obszarze obliczeń kwantowych – w tym ulepszone algorytmy i zmniejszone wymagania dotyczące liczby kubitów – znacząco przyspieszają ten proces. To, co branża jeszcze niedawno postrzegała jako wyzwanie lat 40. XXI wieku, dziś może stać się realne w ciągu kilku najbliższych lat.

Kryptografia postkwantowa

Pod koniec 2025 roku Gartner uznał migrację do kryptografii postkwantowej (PQC) za priorytet na poziomie zarządów, rekomendując podjęcie działań jeszcze przed rokiem 2030. Niedługo później dział Quantum AI firmy Google opublikował raport wskazujący, że powszechnie stosowane systemy kryptograficzne – w tym te wykorzystywane w kryptowalutach – mogą być bardziej podatne na ataki, niż wcześniej zakładano. Kierunek jest jasny: organizacje muszą działać już teraz.

Od lat cyberprzestępcy i podmioty państwowe stosują strategię określaną jako „zbierz teraz, odszyfruj później”, polegającą na systematycznym gromadzeniu zaszyfrowanych danych z myślą o ich przyszłym odszyfrowaniu. Dotyczy to szczególnie informacji o wysokiej wartości i długim cyklu życia, takich jak transakcje finansowe, dokumentacja medyczna, własność intelektualna czy komunikacja rządowa. Obecnie dane te są chronione za pomocą klasycznych mechanizmów kryptograficznych, takich jak RSA czy kryptografia krzywych eliptycznych, które wciąż uchodzą za bezpieczne w kontekście tradycyjnych systemów obliczeniowych. Jednak wraz z rozwojem komputerów kwantowych założenie to przestaje być aktualne.

W momencie osiągnięcia przez technologie kwantowe odpowiedniej mocy obliczeniowej, zgromadzone wcześniej dane będą mogły zostać odszyfrowane niemal natychmiast, bez możliwości cofnięcia skutków naruszenia. To sprawia, że zagrożenie to nie jest odległą wizją przyszłości, lecz realnym ryzykiem, które już dziś się materializuje – tyle że jego konsekwencje ujawnią się dopiero za kilka lat.

Dlaczego tradycyjne podejścia zawodzą

Wiele organizacji nadal traktuje kryptografię postkwantową jako prostą aktualizację polegającą na zastąpieniu jednego algorytmu innym. Takie podejście jest jednak niepełne i generuje istotne ryzyko.

W praktyce większość środowisk enterprise charakteryzuje się wysokim poziomem złożoności i brakiem pełnej przejrzystości. Obejmują one nieznane zależności kryptograficzne, systemy legacy z osadzonymi na stałe kluczami, rozproszone i nieudokumentowane elementy shadow IT, a także wygasłe lub niezarządzane certyfikaty. Dodatkowo w wielu aplikacjach mechanizmy szyfrowania są twardo zakodowane głęboko w ich strukturze. W takiej sytuacji migracja do nowych standardów nie może być skuteczna bez pełnej widoczności. Niekompletna migracja oznacza bowiem niekompletne bezpieczeństwo, a to w praktyce oznacza brak realnej ochrony. Jak podkreślają eksperci, nie da się chronić tego, czego się nie widzi.

Cel: kryptograficzna zwinność (crypto agility)

Przygotowanie organizacji na erę komputerów kwantowych wymaga znacznie więcej niż wdrożenia nowych algorytmów kryptograficznych. Kluczowe znaczenie ma osiągnięcie tzw. kryptograficznej zwinności, czyli zdolności do dynamicznego zarządzania kryptografią w całym środowisku IT. Oznacza to konieczność identyfikowania i kontrolowania wszystkich zasobów kryptograficznych w złożonych, rozproszonych architekturach, a także możliwość szybkiej wymiany podatnych algorytmów bez zakłócania działania systemów.

Organizacje muszą jednocześnie zapewnić płynne funkcjonowanie w środowiskach hybrydowych, obejmujących chmurę, infrastrukturę lokalną oraz rozwiązania brzegowe, przy zachowaniu wysokiej wydajności i skalowalności. Równie istotna jest zdolność do ciągłego dostosowywania się do zmieniających się standardów i regulacji. Kryptograficzna zwinność musi obejmować wszystkie stany danych – zarówno te przechowywane, przesyłane, jak i przetwarzane – ponieważ w środowisku zagrożeń napędzanych przez technologie kwantowe i sztuczną inteligencję statyczne podejście do bezpieczeństwa przestaje być wystarczające.

Coraz więcej organizacji dostrzega, że migracja do kryptografii postkwantowej to nie tylko wyzwanie technologiczne, lecz strategiczne ryzyko biznesowe, wymagające odpowiedniego zarządzania, inwentaryzacji zasobów oraz priorytetyzacji danych o długim cyklu życia. W przeciwieństwie do wcześniejszych transformacji technologicznych, koszt opóźnienia w tym obszarze może być nieodwracalny.

Hybrydowa kryptografia i koszt czekania

Nie istnieje jedno rozwiązanie, które pozwoli organizacjom z dnia na dzień osiągnąć pełną odporność na zagrożenia kwantowe. Transformacja w kierunku bezpieczeństwa postkwantowego wymaga podejścia hybrydowego, które łączy algorytmy rekomendowane przez NIST z zakresu kryptografii postkwantowej, zapewniające długoterminową odporność, z dobrze sprawdzonym szyfrowaniem symetrycznym, gwarantującym wydajność i skalowalność. Takie podejście umożliwia zachowanie kompatybilności wstecznej, zapewnia bezpieczeństwo w przyszłości oraz pozwala utrzymać ciągłość operacyjną w trakcie całego procesu migracji. Wdrożenie tego modelu w skali przedsiębiorstwa nie może jednak opierać się na punktowych narzędziach czy manualnych aktualizacjach. Wymaga ono spójnego, platformowego podejścia opartego na kryptograficznej zwinności, które obejmuje wszystkie obszary infrastruktury – od sieci, przez chmurę i urządzenia końcowe, po środowiska danych.

Organizacje, które zdecydują się działać odpowiednio wcześnie, zyskują możliwość identyfikacji i izolowania podatnych zasobów, szybkiej rotacji kluczy oraz skutecznej ochrony danych wrażliwych jeszcze przed ich potencjalnym ujawnieniem. Z kolei zwlekanie z podjęciem działań znacząco zwiększa ryzyko naruszeń danych, konsekwencji regulacyjnych, odpowiedzialności prawnej oraz długofalowych strat wizerunkowych.

Weekend prawdy dla rynków. Rozmowy USA-Iran w centrum uwagi

W ten weekend ma odbyć się kolejna runda rozmów. Rynki reagują, ale bez nadmiernych oczekiwań. Inflacja bazowa w Polsce wprawdzie rośnie, ale nadal pozostaje na relatywnie niskich poziomach. Dane z USA pokazują spadek produkcji przemysłowej.

Rozmowy pokojowe w weekend

Podobno w ten weekend ma dojść do kolejnej rundy rozmów pokojowych pomiędzy USA a Iranem. Biorąc pod uwagę, że zawieszenie broni kończy się w najbliższy wtorek, wygląda to na bardzo ostateczny termin. Wczoraj nie do końca wierzono w sukces tych rozmów, więc ropa szła w górę. Dzisiaj z kolei wraca optymizm. Pytanie, czy przed zamknięciem rynków nie pojawi się jeszcze jakaś mocna wypowiedź ze strony administracji prezydenta USA, która podgrzeje atmosferę. Rynki walutowe przyjmują te informacje dość spokojnie. Widać lekkie korekty, ale po tak silnych ruchach nie powinny one nikogo zaskakiwać. Nawet gdyby w Zatoce nie doszło do zmian, ruchy na walutach również mogłyby się pojawić. Jeżeli dojdzie do zawarcia porozumienia pokojowego lub przynajmniej zbliżenia się do niego, należy oczekiwać nie tylko spadku cen ropy, ale również umocnienia polskiego złotego.

Inflacja bazowa w Polsce

Wczoraj poznaliśmy dane na temat inflacji bazowej w naszym kraju. Wynik 2,7% to owszem więcej od oczekiwań – spodziewano się bowiem poziomu 2,6%. Trzeba jednak pamiętać, że od momentu wzrostu cen mieliśmy tylko jeden odczyt niższy od obecnego. Pokazuje to, że zmiany idą w dobrym kierunku. Inflacja bazowa przedstawia nam zmiany cen teoretycznie z wyłączeniem energii i żywności. Teoretycznie, bo chodzi o brak bezpośredniego wpływu energii. Jeżeli jednak wyższe koszty paliw wpłyną – a wpłyną na pewno – na ceny innych towarów, np. w formie logistyki, to tego już ten wskaźnik nie wykluczy. Wartość 2,7% jest niemal dokładnie 1% niższa niż wskaźnik stóp procentowych. Jest to zatem wynik, który sugeruje, że obecnie stopy są na odpowiednim poziomie. Nie jest to dobra wiadomość dla kredytobiorców, którzy liczyli na niższe raty. Jest to jednak element umacniający złotego, więc może chociaż trochę tańsza waluta na zagraniczne wakacje się uda.

Spadek produkcji za oceanem

Otrzymaliśmy szereg danych makroekonomicznych z USA, ale najważniejsze wydają się te dotyczące produkcji przemysłowej. Co ciekawe, mimo początku wojny produkcja przemysłowa spadła w marcu aż o 0,5%, choć oczekiwano wzrostu o 0,1%. Biorąc pod uwagę obecny konflikt geopolityczny, taki spadek jest zaskakujący. To właśnie m.in. dlatego analitycy oczekiwali jednak wzrostów. W tle tych danych widzimy natomiast spadającą liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Trzeba oczywiście pamiętać, że bezpośrednio w przemyśle pracuje mniej niż 10% wszystkich zatrudnionych w USA. W rezultacie zmiany zatrudnienia wynikają bardziej ze zmian w usługach. Rynek przyjął te dane bardzo spokojnie. Z drugiej strony dolar był po ośmiu z rzędu sesjach spadkowych. Po tak dużych ruchach dane muszą być naprawdę słabe, by utrzymać trend spadkowy. Te takie nie były, więc zobaczyliśmy lekką korektę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.