Wyrównywanie szans między płciami na rynku pracy za pieniądze unijne

Równość szans pozostanie jednym z priorytetów w perspektywie finansowej na lata 2014-2020. Jak mówi wiceminister pracy i polityki społecznej Czesława Ostrowska, w ostatnich latach udało się wiele poprawić, ale wyrównywanie pozycji kobiet i mężczyzn, szczególnie na rynku pracy, wymaga jeszcze wiele pracy. Zadanie to będzie kontynuowane w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.

Każdy z realizowanych programów w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego (EFS) musi uwzględniać równość płci. Polska dostaje środki na ten cel od początku członkostwa w UE, czyli od 2004 roku. Były one przeznaczane m.in. na wsparcie bezrobotnych kobiet.

Czesława Ostrowska zapewnia, że programy ze środków EFS będą nadal wydatkowane na cele związane z walką ze stereotypami.

– Działania, które realizowaliśmy w tej perspektywie już wywarły pozytywne skutki w walce ze stereotypami i muszą one być kontynuowane. Mamy jeszcze bardzo wiele do zrobienia, by wyrównać szanse kobiet i mężczyzn w życiu społecznym, przede wszystkim na rynku pracy – przekonuje w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria wiceminister pracy i polityki społecznej.

Choć pula pieniędzy na EFS w nowej perspektywie finansowej nie jest jeszcze znana, to resort pracy i polityki społecznej przygotowuje konkretne propozycje działań.

– Myślę, że już niedługo dowiemy się, jakie to będą wielkości środków, ale te działania są bardzo ważne i muszą być kontynuowane. Jesteśmy na etapie przygotowań do stworzenia programów operacyjnych, gdzie już będą szczegółowe cele tematyczne, które zamierzamy realizować, przełożone na konkretne działania – podkreśla Czesława Ostrowska.

We wcześniejszych latach ze środków EFS były realizowane w Polsce m.in. programy mające na celu zmniejszanie nierówności w stopniu upowszechniania edukacji przedszkolnej czy też pomoc rodzicom w powrocie do pracy po urlopie wychowawczym.

– Nowe projekty to kontynuacja tego, co było dobre w obecnej perspektywie. Ze środków europejskich wspieraliśmy i wspieramy nadal tworzenie żłobków. Zakończyliśmy niedawno drugi konkurs w tym zakresie na alokacje kolejnych 50 mln zł, wcześniej wydaliśmy już 150 mln zł. Otworzyliśmy też przedszkola przyzakładowe. Stworzyliśmy też model kształcenia np. pracowników instytucji rynku pracy z zakresu realizacji w praktyce zasad równości w dostępie do zatrudnienia – mówi wiceminister pracy i polityki społecznej.

Podobnie wydatkuje się środki EFS w ramach programów wyrównywania szans w innych państwach członkowskich UE. Przykładowo w Niemczech środki z EFS są przeznaczane na: wspieranie godzenia życia zawodowego i prywatnego wśród kobiet i mężczyzn, uwzględnienie potrzeb i potencjału kobiet, mężczyzn i rodzin, zwiększenie uczestnictwa kobiet w rynku pracy, likwidację nierówności ze względu na płeć w życiu zawodowym, wzmacnianie przedsiębiorczości i wspieranie zakładania firm przez kobiety oraz wspieranie sprawiedliwości płciowej w obszarze edukacji, badań i innowacji.

China Exim Bank chce inwestować w Polsce. Ma do dyspozycji 10 mld usd

– China Exim Bank jest bardzo zainteresowany wejściem do Polski, zarówno poprzez fundusz inwestycyjny, jak i poprzez udostępnienie kredytów – informuje Jarosław Dąbrowski, prezes Dąbrowski Finance. To bank będący dysponentem linii kredytowej, której uruchomienie dla 16 państw Europy Centralnej zapowiedział w kwietniu ub.r. premier Chin, Wen Jiabao. 10 mld dolarów będzie przeznaczone na inwestycje w infrastrukturę, energetykę i telekomunikację w naszym regionie. W najbliższych miesiącach można się spodziewać pierwszych projektów, o ile po stronie polskiej pojawią się ciekawe pomysły na współpracę.

– To jest bank taki jak Bank Gospodarstwa Krajowego. Realizuje projekty finansowe o charakterze publicznym, w ramach projektów publiczno-prywatnych czy publicznych. To jest bank, który finansuje ogromną część inwestycji chińskich przez kapitał, ale także poprzez dług, w Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej – wyjaśnia w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Jarosław Dąbrowski.

Podczas wizyty w Warszawie w kwietniu ub.r. premier Wen Jiabao przedstawił 12 propozycji współpracy, które mogą poprawić równowagę w wymianie handlowej Chin z krajami Europy Środkowej i Bałkanów. Wśród tych propozycji jest projekt utworzenia preferencyjnej linii kredytowej 10 mld dolarów dla firm z 16 państw europejskich, które są zainteresowane projektami wykonywanymi wspólnie z Chinami.

– Wen Jiabao podjął decyzję, że chciałby, żeby w Europie Centralnej Exim Bank zbudował linię na 10 mld dolarów, która by służyła finansowaniu inwestycji chińskich w infrastrukturę, energetykę, logistykę, telekomunikację. Polska wydaje się naturalnym krajem, który miałby większość z tych inwestycji otrzymać. W najbliższym czasie pewnie będą trwały rozmowy. W ciągu najbliższych kilku miesięcy możemy spodziewać się tego typu projektów, byle tylko były pomysły gospodarcze chińskich i polskich partnerów – zapowiada ekspert bankowości międzynarodowej.

Jakiekolwiek decyzje w tej sprawie zapadną prawdopodobnie po zakończeniu procesu zmian na szczytach władzy w Państwie Środka. W marcu odbędzie się zjazd Chińskiej Partii Komunistycznej, na którym oficjalnie Xi Jinping obejmie stanowisko sekretarza generalnego partii i prezydenta kraju, a Li Keqiang zostanie nowym premierem Chin. Zdaniem Jarosława Dąbrowskiego, analitycy liczą, że nowa władza będzie kontynuować prorozwojowe reformy, zapoczątkowane w ubiegłym roku.

– Nie sądzę, żeby nowi przywódcy w jakiś sposób zmniejszyli zainteresowanie czy zablokowali proces zapoczątkowany przez Wen Jiabao. Myślę, że Exim Bank i inne chińskie banki, które są w Polsce i Europie Centralnej, czekają na zamknięcie procesu zmian. Nie zapominajmy, że Chiny to mocno scentralizowany kraj, gdzie element polityki gospodarczej jest bardzo ważny i on determinuje szybkość i tempo podejmowanych decyzji – wyjaśnia ekspert.

Inwestycje chińskie szansą dla Polski

Chińska gospodarka nadal jest jedną z najbardziej dynamicznie rosnących na świecie. W trzecim kwartale ubiegłego roku – choć był to najgorszy wynik od trzech lat i eksperci mówili o spowolnieniu – wzrost gospodarczy w Chinach wyniósł 7,4 proc. W czwartym kwartale gospodarka przyspieszyła i rozwijała się w tempie 8 proc. Chiny mają dziś duże nadwyżki finansowe, których nie są w stanie w całości zainwestować na rodzimym rynku. Dlatego szukają możliwości inwestycji w krajach takich jak Polska.

– Z polskiego punktu widzenia uważam, że warto byłoby wejść w tematy, które może są droższe niż bezzwrotna pomoc z UE, ale też nie uzależniają polskiego wzrostu od tego, co mamy dzisiaj. Wszyscy rozmawiamy o budżecie, który być może będzie w grudniu, a być może będzie w listopadzie 2014. A co z Polską? Taka jednostronna sytuacja, w której jesteśmy uzależnieni od jednego dużego źródła finansowania inwestycji w infrastrukturę, jest dla nas niebezpieczna – mówi Jarosław Dąbrowski, ekspert bankowości międzynarodowej, prezes Dąbrowski Finance.

Tym bardziej, że unijne środki z czasem będą płynąć do Polski coraz mniejszym strumieniem.

Polska przyczółkiem chińskich firm

Chińskie firmy od lat obecne są w Polsce. Po nieudanej współpracy przy budowie autostrady A2 z chińską firmą COVEC widać odbudowanie zaufania po każdej ze stron. Jednym z największych inwestorów na polskim rynku jest obecnie Huawei, gigant telekomunikacyjny, produkujący sprzęt i infrastrukturę telekomunikacyjną. Zatrudnia w Polsce 500 osób. Koncern z powodzeniem zaczyna konkurować w Europie o realizację zamówień przedsiębiorstw i instytucji publicznych.

– To jest ważny temat, który pokazuje, że jeśli Polska staje się centrum dla dużej firmy chińskiej, z którego obsługuje 21 krajów w Europie Centralnej, Północnej i Południowej, to ten proces ciekawie i dynamicznie się rozwija – mówi Jarosław Dąbrowski.

Telekomunikacja i nowe technologie to potencjalne obszary dwustronnej współpracy. Kolejnym może być infrastruktura transportowa: drogi, koleje, logistyka. Innym obszarem, którym chińskie firmy są szczególnie zainteresowane w kontekście Polski, jest energetyka. Nie chodzi jednak tylko o budowę nowych bloków energetycznych czy innych elementów infrastruktury.

– Polskie firmy będą szukały w energetyce partnerów, ponieważ nie aż tak wiele banków będzie gotowych finansować te projekty, od energetyki wiatrowej aż po tradycyjną, typu węgiel, gaz i ewentualnie w przyszłości także energetykę związaną z łupkami. Chińczycy postawili bardzo mocno na łupki i prawdopodobnie wyprzedzą Polskę, jeśli chodzi o tempo i szybkość budowania technologii i wydobycia, bo widzą w tym ogromną szansę dla siebie. Wydaje mi się, że chociażby po to, żeby zrównoważyć wpływy rosyjskie, warto byłoby wpuścić na projekty chińskie firmy – mówi prezes Dąbrowski Finance.

Rozwojem w Polsce jest zainteresowana np. chińska firma Sinovel, największy producent sprzętu do energetyki wiatrowej.

Synthos wspiera UKH Unia

Synthos S.A.Spółka wspierać będzie działalność klubu, który od prawie czternastu lat z powodzeniem szkoli dzieci i młodzież w tej dziedzinie sportu.

Synthos darzy szacunkiem osoby i organizacje, które podejmują się ambitnych wyzwań. Szczególnie doceniamy działania instytucji działających na rzecz dzieci i młodzieży, dlatego z chęcią wspierać będziemy UKH. W Polsce sport profesjonalny ma wielu sponsorów i reklamodawców, natomiast kuleje szkolenie najmłodszych pasjonatów. Udzielanie wsparcia finansowego dla tych, którzy dopiero stoją przed swoją życiową szansą, odzwierciedla również naszą filozofię jako firmy – inwestowania w  ciężką pracę i młode talenty, które z entuzjazmem podchodzą do stojących przed nimi szans. Liczymy, że nasza pomoc pozwoli młodym hokeistom w rozwoju i osiąganiu celów, nie tylko sportowych – powiedział Tomasz Kalwat, Prezes Synthos S.A.

Uczniowski Klub Hokejowy Unia powstał w 1999 roku. Obecnie skupia około 170 zawodników reprezentujących 7 grup młodzieżowych: mini hokej, mikrus, żak młodszy, żak starszy, młodzik, junior młodszy oraz centralna liga juniorów. Ich szkoleniem zajmuje się 5 trenerów.

Do sukcesów Klubu należy zaliczyć wielokrotne tytuły Mistrzów Polski w różnych kategoriach wiekowych i coroczne ligowe sukcesy. Zawodnicy Klubu są także corocznie powoływani do kadry Reprezentacji Polski.

Ministerstwo Gospodarki pracuje nad programem ograniczenia emisji CO2

Ministerstwo Gospodarki przygotowuje program pokazujący, jak zmniejszyć emisję CO2, a jednocześnie nie stracić na konkurencyjności i zapobiec przenoszeniu fabryk do państw, gdzie normy środowiskowe nie są tak restrykcyjne. Komisja Europejska za pomocą polityki energetyczno-klimatycznej stara się nakłonić państwa członkowskie do przestawienia gospodarek na niskoemisyjne. Polska jednak sprzeciwia się zaostrzaniu tej polityki, argumentując, że jej koszty ekonomiczne są zbyt wysokie.

Resort gospodarki przygotowuje model, który będzie służył sprawdzeniu, jak dane rozwiązanie technologiczne czy organizacyjne wpływa na emisje gazów cieplarnianych.

– Ważne będzie nie tylko to, że obniży poziom emisji, ale również to, że nie zaszkodzi gospodarce. Czyli spowoduje, że nasza gospodarka, pomimo istotnego obniżenia poziomu emisji, będzie się nadal rozwijała. To jest główne założenie tego szerokiego programu obejmującego i efektywność energetyczną, i zmianę sposobu życia i modelu konsumpcji – informuje Jerzy Majchrzak, dyrektor Departamentu Innowacji i Przemysłu w Ministerstwie Gospodarki.

Jak tłumaczy, jest to duży program obejmujący wiele aspektów życia i gospodarki. Prace nad nim mają zostać zakończone do końca tego roku, a w 2014 roku ma zostać przyjęty.

Polityka KE zmierza do zmniejszenia zanieczyszczenia środowiska dwutlenkiem węgla i innymi gazami cieplarnianymi, które według części naukowców są odpowiedzialne za wzrost globalnej temperatury oraz przyczyniają się m.in. do rozwoju chorób nowotworowych. Jeśli jednak proponowane rozwiązania z zakresu transformacji niskoemisyjnej nie będą dopasowane do specyficznych warunków naszego kraju, przechodzenie na zieloną gospodarkę może być jedynie dodatkowym kosztem opóźniającym rozwój Polski. Dodatkowo, może doprowadzić do nasilenia zjawiska carbon leakage, czyli zastępowania produkcji polskiej czy unijnej, obciążonej kosztami polityki niskoemisyjnej, importem towarów z krajów trzecich, zwykle mających wyższe progi emisji.

– Jeżeli będziemy sprowadzać truskawki z Meksyku samolotem, to jest to wysokoemisyjna gospodarka, bo przecież przywożenie tych owoców z tamtych krajów w zimie pochłania dużą emisję CO2. Chcemy to liczyć globalnie, nie tylko tak, że zmniejszymy emisję w Polsce, a trzy razy zwiększymy poza naszymi granicami. Ma być to gospodarka, która spowoduje, że nasz poziom życia będzie coraz wyższy, lepszy, ale jednocześnie nie będziemy emitować więcej globalnie, nie tylko w Polsce – wyjaśnia Majchrzak w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria.

Dyrektor w Ministerstwie Gospodarki podkreśla, że to globalne podejście jest szczególnie istotne.

– Model sprawdzania wpływu na emisje CO2 zacznie niedługo funkcjonować, więc nie będziemy wprowadzać tych rozwiązań, które są pozorne i tylko udają, że zmniejszają emisję. Patrzymy też na to, jak jest w innych krajach – mówi Jerzy Majchrzak. – Ta zmiana wiąże się z nowym modelem gospodarczym Polski, zmianą sposobu życia: będziemy mieć samochody spalające mniej paliwa i będziemy używać sprzętu AGD o mniejszym zużyciu energii, będziemy zwracać większą uwagę na oszczędzanie wody, energii czy śmieci.

W dokumencie „Potencjalne konsekwencje rozwiązań dotyczących unijnej polityki klimatycznej dla polskiej gospodarki oraz wpływu na jej konkurencyjność” resort gospodarki przedstawił dotychczas wykonane opracowania i analizy w zakresie unijnego podejścia do transformacji niskoemisyjnej. Wynika z nich, że koszty wdrożenia proponowanej przez Komisję Europejską polityki klimatycznej do roku 2050 w odniesieniu do PKB są w Polsce większe niż średnia dla całej UE. Do 2020 roku koszty w postaci utraty dynamiki PKB i miejsc pracy z tytułu realizacji zobowiązań zawartych w pakiecie klimatyczno-energetycznym mają być ponad dwukrotnie wyższe dla Polski (ok. 1,4 proc. PKB do roku 2020) niż średni koszt w UE (ok. 0,6 proc. PKB).

M. Mrowiec: coraz więcej argumentów przeciw szybkiemu przyjęciu euro

– Silne argumenty za wejściem do strefy euro albo mocno osłabły, albo całkowicie odpadły, natomiast dosyć mocno wzrosły argumenty przeciw – mówi Marcin Mrowiec, główny ekonomista banku Pekao SA Dyskusję na temat naszej integracji ze strefą euro ponownie podjął premier Donald Tusk, który uważa, że należy zrobić wszystko, by jak najszybciej zastąpić złotego wspólną, europejską walutą.

Głosy ekonomistów na „tak” lub na „nie”, co do naszego ewentualnego wstąpienia do eurostrefy, są podzielone. Zwolennicy takich ruchów mówią, że w ten sposób uda się wyeliminować ryzyko kursowe, powstrzymując ewentualne próby manipulowania kursem złotego. Dodają, że Polska zyskałaby w ten sposób na wiarygodności. Często podnoszonym argumentem było też to, że obligacje wielu krajów strefy euro są niżej oprocentowane niż papiery dłużne emitowane przez Skarb Państwa. A im niższa rentowność tym lepiej dla danego kraju, bo oznacza spłatę niższych odsetek od długu.

– Ten argument już od kilku kwartałów nie działa – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Marcin Mrowiec, główny ekonomista Pekao SA. – Nasze rentowności są wyraźnie niższe od wielu krajów strefy euro. Rynki wróciły więc do oceny wiarygodności poszczególnych krajów poprzez to, jaką one prowadzą politykę makroekonomiczną, a nie względem tego, czy są w strefie euro, czy ich nie ma.

Niewystarczający jest, według ekonomisty, kolejny argument za szybkim przyjęciem euro. Chodzi o twierdzenie, że obecność w eurostrefie gwarantuje niższe stopy procentowe, co przełoży się bezpośrednio na inwestycje i wzrost gospodarczy.

– Jesteśmy bogatsi o doświadczenia krajów, gdzie rzeczywiście niższe stopy procentowe zdynamizowały inwestycje, ale to były inwestycje w nieruchomości, które doprowadziły do powstania baniek na tamtych rynkach. A te w konsekwencji doprowadziły do poważnych problemów dla sektora bankowego, np. w Hiszpanii – mówi Marcin Mrowiec.

Dodaje, że jeśli będziemy przekonani, że niższe stopy procentowe rzeczywiście zagwarantują nam rozwój, to nic nie stoi na przeszkodzie, by Rada Polityki Pieniężnej kontynuowała cykl obniżek.

Zdaniem Marcina Mrowca, im mniej jest argumentów „za”, tym więcej pojawia się „przeciw” naszej integracji ze strefą euro. Chodzi przede wszystkim o problemy, z jakimi od wielu miesięcy zmagają się jej członkowie i o sytuację w europejskim systemie finansowym.

– Jest pytanie, czy powinniśmy się przyłączać do takiego bloku, który trochę drży w posadach i który w perspektywie ma jeszcze większe kłopoty niż to, co do tej pory widzieliśmy – dodaje główny ekonomista Pekao SA.

Tym bardziej, że zamiana złotego na euro mogłaby okazać się kosztowna dla konsumentów, choćby z powodu tzw. efektu cappuccino, czyli zaokrąglania cen w górę przy zmianie waluty. Na Słowacji, na przykład, nie do końca sprawdził się zastosowany tuż przed wprowadzeniem euro mechanizm zapobiegania podwyżkom cen.

– On rzeczywiście zadziałał między miesiącem przed euro a miesiącem po euro i na to był nastawiony. Natomiast jeśli popatrzymy na poziom cen, to one rosły na Słowacji w stopniu mniejszym, ale za to przez dłuższy czas – zauważa Mrowiec. – Poza tym, bogatsi o doświadczenie kryzysu widzimy, że Słowacy nie mieli kursu walutowego, który mógłby się tak osłabić jak złoty w drugiej połowie 2008 i w 2009.

W Polsce dzięki osłabionej walucie wzmocnił się eksport, jednocześnie osłabiając import. I to właśnie eksport netto był główną siłą napędową polskiej gospodarki w trudnych kryzysowych czasach.

– Gdybyśmy w czasie kryzysu nie mieli swojej waluty, tylko mielibyśmy euro, to patrząc na dane historyczne można by postawić tezę, że nie bylibyśmy zieloną wyspą, że ten efekt by w ogóle nie zadziałał i bylibyśmy na minusie, jeśli chodzi o wzrost gospodarczy. Własna waluta jest jednak pewnym buforem, który dla nas dosyć mocno zadziałał – mówi Marcin Mrowiec.

CMMI w Asseco. Sukces Pionu Org. Międzynarodowych i Służb Mundurowych

0

Asseco Poland jako pierwszy – i jak dotąd jedyny – polski producent oprogramowania dołączyło do elitarnej grupy firm posiadających jednostki organizacyjne, których procesy wytwórcze zostały formalnie ocenione jako zgodne z Capability Maturity Model Integration for Development na trzecim poziomie dojrzałości.

Model CMMI jest rezultatem przeszło 20 lat prac Carnegie Mellon University prowadzonych wspólnie z przedstawicielami przemysłu, rządu (w szczególności Departamentu Obrony USA) oraz Software Engineering Institute. Wspierany przez Carnegie Mellon University, CMMI Institute ciągle doskonali model procesowy i działa na rzecz rozwoju stosowania najlepszych praktyk i rozwiązań w odpowiedzi na pojawiające się potrzeby m.in. sektora informatycznego na całym świecie.

Model CMMI wydatnie ułatwia współpracę, zwłaszcza w przypadku rozległych i wielokulturowych organizacji, niejednokrotnie posługujących się własnymi metodykami w dziedzinie wytwarzania oprogramowania. CMMI oferuje wspólny język, co pozwala uniknąć uciążliwych dyskusji poświęconych uściślaniu pojęć z dziedziny inżynierii oprogramowania. Dlatego posługiwanie się standardem zgodnym z modelem CMMI ułatwia zgranie z wieloma dostawcami i konsorcjantami, a także włączenie części zespołu klienta do procesu dostawcy. Dla zamawiającego formalna ocena zgodności z CMMI-DEV na trzecim poziomie dojrzałości jest obiektywnym i formalnie uznanym gwarantem poziomu dojrzałości reprezentowanego przez dostawcę.

– Uzyskanie formalnego potwierdzenia zgodności naszych procesów z prestiżowym modelem CMMI-DEV na poziomie 3 było naszym celem od 2009 roku. Sprostanie jego wymaganiom wymagało znacznego wysiłku organizacyjnego. Tym niemniej podjęliśmy to wyzwanie, gdyż posiadanie takiej oceny wzmocni naszą konkurencyjność i zdolność konsorcyjną na rynku międzynarodowym – powiedziała Jadwiga Nowotnik, dyrektor Pionu Organizacji Międzynarodowych i Służb Mundurowych, Asseco Poland S.A.

Ocena zgodności procesów zarządczych i wspierających dotyczących produkcji oprogramowania odbyło się podczas trzytygodniowego audytu przeprowadzonego przez firmę KUGLER MAAG CIE GmbH, która jest partnerem CMMI Institute afiliowanego przy Carnegie Mellon University . W toku oceny przeprowadzonej zgodnie z metodyką SCAMPI A dokonano szczegółowego przeglądu dokumentacji oraz przeprowadzono kilkanaście wywiadów z członkami zespołów projektowych oraz przedstawicieli Pionu Organizacji Międzynarodowych i Służb Mundurowych.

 

 

Warsztaty AO na finiszu

Ponad 3 tysiące osób z całej Polski dowiedziało się, jak świadomie inwestować na giełdzie. Spotkaniem w Krośnie zakończyła się druga edycja spotkań o inwestowaniu na giełdzie organizowanych przez Ministerstwo Skarbu Państwa wraz z liczną grupą partnerów. W ciągu niecałych 4 miesięcy w warsztatach wzięło udział 3 074 inwestorów giełdowych. Eksperci giełdowi odwiedzili w sumie  33 miasta w całej Polsce. Szczególną popularnością cieszyły się spotkania w Krakowie (250 uczestników), Krośnie (170) i Warszawie (165).

Nowy kalkulator pomiaru jakości EPS

Synthos S.A.W dniu 22 stycznia 2013 odbyła się w siedzibie Instytutu Technologii Budowlanej w Warszawie, konferencja prasowa Polskiego Stowarzyszenia Producentów Styropianu. ITB, na zlecenie PSPS, przeprowadziło badanie, którego celem było ustalenie relacji pomiędzy najistotniejszymi parametrami materiałów izolacyjnych a jego gęstością. Analizę przeprowadzono na podstawie danych zebranych w bazie Instytutu oraz próbek pobranych z rynku. Wyniki Badań potwierdzają bezpośrednią zależność współczynnika przewodzenia ciepła l oraz wytrzymałość na ściskanie w relacji do gęstości materiału.

Teraz podjęcie decyzji o wyborze najlepszego styropianu do ocieplenia budynków jest znacznie łatwiejsze. Wystarczy zważyć paczkę styropianu zwykłą wagą i porównać wyniki z tabelą publikowaną w ulotkach i na stronie PSPS.

Aby ułatwić dobór właściwego styropianu, Synthos S.A. wraz z Polskim Stowarzyszeniem Producentów Styropianów przygotował kalkulator pomiaru jakości EPS. Ta wygodna aplikacja (dostępna w dwóch wersjach – uproszczonej i zaawansowanej) nie tylko pozwala uchronić się przed złej jakości wyrobami, ale pozwala również na dobór właściwej izolacji oraz  wylicza korzyści płynące z zastosowania Gwarantowanego Styropianu.

***

Synthos S.A. jest trzecim największym producentem EPS w Europie. Ma dwa zakłady produkcyjne ulokowane w Europie Centralnej (Polsce i Republice Czeskiej). Oprócz produkcji EPS, firma jest znana z produkcji kauczuku, polistyrenów, XPS, dyspersji, klejów oraz innych innowacyjnych produktów w branży chemicznej