7 lat w Unii – bilans oczami ekonomisty BCC

Pierwszego maja minie siedem lat odkąd Polska stała się równoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Ten czas przyniósł wiele zmian, które zaowocowały głęboką gospodarczą i społeczną przemianą kraju. Jaki jest bilans tych lat, co udało się zrobić, a co pozostaje jeszcze w sferze dążeń? Jakie wyzwania czekają nas w kolejnych latach, ale również w najbliższych miesiącach i w związku ze zbliżającą się 1 lipca Prezydencją Polski w UE? Na te pytania w cyklu, który rozpoczynamy dziś, odpowiedzą członkowie Monitorującego Komitetu BCC – wybitni eksperci, profesorowie, b. ministrowie.

W ciągu pierwszych 15 lat III-ciej Rzeczpospolitej dokonaliśmy w Polsce dużego postępu w wielu dziedzinach o fundamentalnym znaczeniu. Jednak inwestycje w infrastrukturę i ochronę środowiska były w tym czasie nadal na bardzo niskim poziomie. W rezultacie luka cywilizacyjna między Polską a starą Europą w tych dwóch obszarach uległa powiększeniu.

Dopiero wejście Polski do UE miało to wąskie gardło rozwoju gospodarczego usunąć, ponieważ Polska miała otrzymać z budżetu UE duże środki finansowe, adekwatne do skali problemu. Po siedmiu latach wiemy, że te nadzieje prawdopodobnie uda się zrealizować, może nawet w stopniu większym niż zakładał to początkowy plan. Już teraz mamy w Polsce tysiące tablic informujących o projektach inwestycyjnych finansowanych ze środków UE. Dalsze tysiące projektów będą realizowane w tym dziesięcioleciu.

W tym roku wydatki z budżetu środków europejskich mają wynieść 68,6 mld zł, z tego około 20 mld zł to pomoc dla gospodarstw rolnych. Składka unijna w bieżącym roku wyniesie 15,7 mld zł. Zatem efekt finansowy członkostwa to transfer netto do Polski rzędu około 50 mld zł, czyli blisko 3% PKB. Według szacunków Instytutu Badań Strukturalnych, skumulowanym efektem tych transferów w latach 2004-2015 będzie podwyższenie poziomu PKB w 2015 r. o 6,5%, czyli o około 130 mld zł. To 3 razy więcej niż nasze wydatki na obronę narodową.

W rezultacie wejścia do UE Polacy uzyskali dostęp do europejskiego rynku pracy. Setki tysięcy młodych ludzi zdobywa kwalifikacje zawodowe, wielu nawiązuje kontakty handlowe. Niektórzy z nich wracają do kraju z oszczędnościami i pomysłami pozwalającymi na samodzielną działalność gospodarczą, na tworzenie miejsc pracy dla innych.

Jako członek UE Polska stała się bardziej atrakcyjna również dla dużego kapitału zagranicznego. Efektem tego jest dynamiczny wzrost sektora eksportowego oraz usługowego w takich dziedzinach jak: finanse, handel i hotelarstwo, w których luka cywilizacyjna była do niedawna także bardzo duża.

Chociaż UE jest formalnie nadal koalicją niezależnych państw, to integracja w wielu kluczowych obszarach (prawo, rynki, polityka gospodarcza) posunęła się na tyle daleko, że niemal wymusza bliską współpracę również w polityce zagranicznej i obronnej. Dla Polski oznacza to radykalne zmniejszenie zagrożeń ze strony Niemiec i Rosji. Stało się tak pomimo iż w obszarze militarnym Polska jest i pozostanie w zupełnie innej lidze niż Rosja (także Wielka Brytania i Francja), a w sferze gospodarczej jest i pozostanie dużo mniej znacząca niż Niemcy (także Francja i Wielka Brytania).

Wydarzenia ostatnich miesięcy ujawniły nowe zagrożenia i na plan pierwszy wysunęły takie kwestie jak bezpieczeństwo europejskiego systemu bankowego, przestrzeganie reguł w obszarze finansów publicznych, reakcję na nową i potencjalnie destabilizującą eksplozję cen surowców energetycznych. Kraje członkowskie UE dopiero uczą się myśleć w kategoriach ogólnego interesu Unii. Muszą wręcz tak myśleć w okresie kolejnych prezydencji. Zbliżająca się prezydencja Polski będzie dla nas testem myślenia w takich właśnie kategoriach. Jako kraj jesteśmy dobrze przygotowani do sprostania temu zadaniu.

Autor: Prof. Stanisław Gomułka główny ekonomista BCC

Prof. Stanisław Gomułka – główny ekonomista BCC, wiceminister finansów (2008) i doradca ministra finansów w latach 1989-1995 oraz 1998-2002. Konsultant MFW, OECD i Komisji Europejskiej. Przez ponad trzydzieści lat wykładowca renomowanej London School of Economics. Z wykształcenia ekonomista i fizyk.
Autor wielu publikacji ekonomicznych w języku polskim i angielskim. Na początku ubiegłego roku do księgarń trafiła książka pt. „Transformacja polska 1985-89”, a konkretnie pierwszy tom czteroczęściowej monografii profesora. Obecnie można czytać już kolejny, drugi tom.

Na początku kwietnia br., prof. Stanisław Gomułka został uznany za najlepszego polskiego ekonomistę spośród 40 najlepszych, w rankingu który opublikowała „Gazeta Bankowa”. Przeanalizowano w nim książkowe publikacje naukowe i popularnonaukowe, wydane przez różne wydawnictwa (także akademickie) oraz publikacje książkowe Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Więcej informacji na temat prof. Stanisława Gomułki:
http://www.bcc.org.pl/Profil-eksperta.3175+M534ca86e650.0.html

Monitorujący Komitet BCC – istnieje od 1 czerwca 2009 r. Powstał jako swoisty gabinet cieni pro publico bono, w skład którego wchodzą osobistości piastujące w przeszłości funkcje publiczne, a dziś związane z sektorem prywatnym. Połączenie doświadczeń wynikających z zaangażowania w praktykę życia gospodarczego z doświadczeniami wyniesionymi z funkcji publicznych, pozwala na obiektywną i syntetyczną ocenę zjawisk społecznych i gospodarczych.

Więcej informacji o członkach Monitorującego Komitetu BCC:
http://www.bcc.org.pl/Eksperci.244.0.html

Ponad połowa polskich pracowników rozważa zmianę pracy w 2011

Aż 55% ankietowanych osób zamierza w bieżącym roku zmienić pracę, 24% być może, a jedynie 16% nie ma takich planów – wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez międzynarodową firmę doradztwa personalnego HAYS Poland.

Działy HR czeka pracowity rok – chęć podjęcia nowej pracy deklaruje aż 43% specjalistów, 36% menedżerów oraz 11% dyrektorów i prezesów. Według badań przeprowadzonych na przełomie grudnia 2010 i stycznia 2011 przez firmę rekrutacyjną HAYS Poland, najbardziej aktywnie poszukiwać nowej posady będą osoby zatrudnione w branży produkcyjnej (ok.16%), handlu i sprzedaży (ok.13%), IT (ok.12%), finansach i księgowości (ok.10%) oraz budownictwie (ok.9%), najmniej zajmujący się prawem, architekturą, pracujący w administracji, czy służbie zdrowia i medycynie (po 1%).

„To wyraźny sygnał, iż rynek pracy odbija się” – komentuje wyniki badań Michał Młynarczyk, Dyrektor Zarządzający HAYS Poland na Europę Środkowo-Wschodnią. „W czasach dekoniunktury pracownicy bardzo ostrożnie podejmują decyzje o zmianie pracodawcy i stawiają przede wszystkim na stabilność zatrudnienia. Ożywienie w gospodarce i na rynku pracy zwiększa gotowość do podjęcia nowych wyzwań zawodowych: kandydaci odważniej spoglądają na rynek, często przeglądają oferty pracy i aplikują na dostępne stanowiska”.

Wyniki badania wskazują, iż najbardziej skłonni do zmiany posady są osoby zatrudnione w działach IT (11,5%), finansach, księgowości i ubezpieczeniach (11,1%), sprzedaży (10,1%), kadra zarządzająca (ok. 10%), pracownicy działów inżynieryjnych, konstrukcyjnych (8,5%) oraz osoby zatrudnione w działach marketingu, reklamy, PR i grafiki (5,3%). Najmniej zainteresowani zmianą pracy są specjaliści działów prawnych, administracji, szkoleń, czy też specjaliści ds. instalacji, utrzymania oraz serwisu.

Jak wynika z badania osoby zamierzające w tym roku zmienić pracę to głównie 30-latkowie (49% ankietowanych), osoby w wieku 25-30 lat (27%) oraz 40-latkowie (16%). Rzadziej o poszukiwaniach nowego pracodawcy myślą osoby między 20 a 25 rokiem życia (4%), a także po 50 roku życia (4%).

Przegląd w poszczególnych województwach

Badaniem zostało objętych ok. 8 tys. osób – ankietowani są zatrudnieni głównie w firmach zlokalizowanych na terenie województw mazowieckiego (24%), śląskiego (17%), małopolskiego (15%), dolnośląskiego (13%) oraz pomorskiego (7%).

Województwo małopolskie

Najbardziej zainteresowani zmianą pracy są pracownicy z woj. małopolskiego – aż 85% ankietowanych osób wyraziło chęć zmiany miejsca zatrudnienia w 2011. Największą grupę, bo aż 74% stanowią specjaliści oraz kierownicy i managerowie (ok. 14%). W tej grupie znajdują się przede wszystkim osoby pracujące w działach finansowych, księgowych i ubezpieczeniach (52%), IT (12%) oraz specjaliści i managerowie działów HR (ok. 7%).

Województwo mazowieckie

Aż 76% respondentów z woj. mazowieckiego wyraziło chęć zmiany miejsca zatrudnienia w 2011 r. Połowa z nich to osoby na stanowiskach kierowniczych i managerskich, ok. 30% stanowią specjaliści, zaś ok. 8% dyrektorzy i prezesi. Największą grupę stanowią osoby zatrudnione w działach IT (prawie 14%), sprzedaży (ok. 13%), inżynierii, konstrukcji i technologii (10%) oraz pracownicy działów marketingu, reklamy, PR i grafiki (ok. 8%).

Województwo śląskie

Nieco mniejsze zainteresowanie wykazują pracownicy zatrudnienia w firmach na terenie województwa śląskiego. Gotowość do podjęcia nowych wyzwań zawodowych deklaruje ok. 65% ankietowanych, w tym głównie osoby zatrudnione w firmach produkcyjnych (ok. 35%) oraz z branży IT (ok. 20%). Aktywne poszukiwanie nowego miejsca zatrudnienia rozważa głównie kadra zarządzająca (ok. 12%), managerowie działów IT oraz produkcji (ok. 10% osób z każdego z tych działów), specjaliści ds. logistyki, spedycji i dystrybucji (ok. 9%), finansów i księgowości (ok. 7%), jak również specjaliści działów marketingu i PR (6%) oraz osoby odpowiedzialne za kontrolę jakości (również ok. 6%).

Województwo pomorskie

W woj. pomorskim nad zmianą pracy zastanawia się ok. 60% ankietowanych, w tym ok. 68% to specjaliści, 19% managerowie oraz 10% to dyrektorzy i prezesi. Są to przede wszystkim osoby zatrudnione w działach finansowych, księgowych, ubezpieczeniach (13%), doradztwie i konsultingu (12%), HR (10%), inżynierii i technologii (ok. 8%), logistyce, spedycji, dystrybucji (ok. 7%), produkcji oraz sprzedaży (po 6%).

Województwo dolnośląskie

Z pięciu analizowanych województw najmniej zainteresowani zmianą miejsca pracy są osoby zatrudnione w woj. dolnośląskim. Ok. 40% respondowanych z tego regionu rozważa taką zmianę, z czego 55% stanowią specjaliści, zaś 36% to kierownicy i managerowie. Najbardziej skłonni do zmiany pracy w 2011 r. są pracownicy działów IT (19%), finansowych, księgowych, ubezpieczeń (ok. 17%), inżynierii, technologii, konstrukcji (12%), kadra zarządzająca (8%), pracownicy z działów produkcji (7%) oraz projektowania i wdrażania (6%).

Spółka KCSP S.A. zadebiutowała na NewConnect

Z emisji w trybie private placement spółka pozyskała kapitał 1 000 000 zł, który zamierza przeznaczyć na dalsze prace rozwojowe nad produktami, m.in. Platformą CACADU i rozwiązaniami do inteligentnych pomiarów mediów tzw. Smart Metering. W strategii rozwoju zawiera się także plan otrzymania przez Spółkę statutu jednostki badawczo-rozwojowej i budowa wyspecjalizowanego ośrodka badawczo–rozwojowego. Pozwoli to na sprawne komercjalizowanie najbardziej innowacyjnych projektów badawczych, które mają zapewnić stały wzrost i rozwój spółki.

Firma wprowadziła do obrotu 1 338 000 akcji zwykłych na okaziciela serii C oraz 1 000 000 akcji zwykłych na okaziciela serii D.

Spółka zajmuje się przede wszystkim: zastosowaniem kratowych sieci bezprzewodowych, które oferują dostęp do szeregu usług na terenach gmin i wsi; rozwiązaniami do zdalnego odczytu zużycia mediów np. energia, woda, gaz; systemami do automatycznej identyfikacji dokumentów tożsamości i dokumentów pojazdów.

W trakcie prezentacji Bartłomiej Gawron, Prezes Zarządu KCSP S.A. podkreślał, jak ważne dla Spółki w kontekście wejścia na New Connect jest pozyskanie dodatkowych środków na rozwój firmy, w tym jej działalności badawczo-rozwojowej, zwiększanie polityki informacyjnej w zarządzaniu i współpracy z rynkiem, konsekwentna kontynuacja odpowiedzialnej polityki biznesu oraz budowanie zaufania wśród inwestorów i klientów. „Naszym celem jest w ciągu trzech lat stać się jednym z najbardziej rozpoznawalnych podmiotów tworzących innowacyjne technologie informatyczne w kraju w ramach naszej działalności, a w ciągu następnych minimum pięciu lat zostać liderem w dostawie usług w bezprzewodowej infrastrukturze sieciowej” – powiedział Bartłomiej Gawron.

KCSP S.A. prowadzi także działalność projektową oraz badawczo-rozwojową w zakresie nowych technologii teleinformatycznych o dużym znaczeniu dla rozwoju gospodarki. Celem KCSP S.A. jest oferowanie inteligentnych i przyszłościowych rozwiązań, prowadzących do automatyzacji skomplikowanych procesów biznesowych.

„Wejście na Giełdę pozwoli kontynuować dynamiczny rozwój naszej działalności, a dzięki dobrej współpracy z naszymi akcjonariuszami – będziemy w stanie skutecznie realizować nasze plany, przygotowywać produkty i przeprowadzać badania. Dodatkową motywacją do rzetelnej działalności naszej Spółki jest pozyskanie zaufania inwestorów i klientów, a tym samym wzrost naszej wartości giełdowej” – mówi Bartłomiej Gawron Prezes Zarządu KCSP S.A.

Proces przygotowania Spółki KCSP do emisji akcji i jej debiut na rynku New Connect, nadzoruje Financial Markets Center Management Sp z o.o.

Zmiany w zarządzie Stokrotki

Z dniem 11 kwietnia 2011 roku Zgromadzenie Wspólników spółki Stokrotka powołało dwóch nowych członków zarządu. Funkcję wiceprezesa i dyrektora zarządzającego objął Marek Wesołowski, zaś funkcję dyrektora personalnego w randze członka zarządu – Renata Bronisz – Czyż. Nowi członkowie zarządu Stokrotki równolegle pełnią dotychczasowe funkcje w Grupie Emperia. Beata Gesche – Zbrożek, wiceprezes zarządu, zakończyła współpracę ze spółką Stokrotka.

Marek Wesołowski z Grupą Handlową Emperia związany jest od 1995 roku. Pracę zaczynał na stanowisku menedżera ds. zakupów. Kolejno pełnił funkcje dyrektora ds. rozwoju, dyrektora marketingu i dyrektora handlowego, a w latach 2006-2010 dyrektora zarządzającego i wiceprezesa zarządu spółki Stokrotka. Od 2007 roku Marek Wesołowski zasiada także w zarządzie spółki Emperia Holding S.A., koordynującej pracę Grupy Handlowej Emperia (obecnie w randze wiceprezesa).

Renata Bronisz-Czyż rozpoczęła pracę w Grupie Handlowej Emperia w 1995 roku. Od początku odpowiadała za kwestie personalne. Od 2003 roku pełni funkcję dyrektora personalnego Grupy Handlowej Emperia, jest także członkiem zarządu spółek Tradis.

Sąd Apelacyjny ogłosił wyrok ws. JTT

Sąd Apelacyjny we Wrocławiu ogłosił wyrok ws. JTT, przyznając MCI Management SA odszkodowanie za poniesioną szkodę w związku z utratą wartości posiadanych przez nią akcji spółki JTT Computer SA doprowadzonej do upadłości na skutek błędnych i podejmowanych z naruszeniem prawa decyzji organów podatkowych. Odszkodowanie zostało przyznane w kwocie niższej niż żądana przez Spółkę. Wyrok jest prawomocny, jednakże stronom przysługują dalsze ścieżki postępowania.

„W tej chwili nie mamy pełnej wiedzy, co było powodem obniżenia przez Sąd wyliczonej przez biegłych kwoty odszkodowania. Jesteśmy przekonani co do zasadności naszych oczekiwań w kwocie pierwotnie określonej w pozwie. Wstrzymujemy się od komentarzy do momentu zapoznania się z uzasadnieniem wyroku. Wtedy też zadecydujemy o ewentualnych dalszych krokach.” – powiedział Konrad Sitnik, wiceprezes zarządu MCI Management SA.

Sąd Apelacyjny, rozpatrując odwołanie złożone przez Skarb Państwa od wyroku Sądu Okręgowego, zasądził na rzecz Spółki kwotę 28.904.888 PLN wraz z odsetkami ustawowymi od dnia 8 czerwca 2006 do dnia zapłaty (na dzień ogłoszenia wyroku odsetki od zasądzonej kwoty wyniosły 17.127.927,95 PLN). Należność została zasądzona tytułem odszkodowania za poniesioną szkodę w związku z utratą wartości posiadanych przez MCI Management SA akcji spółki JTT Computer SA, która została doprowadzona do upadłości na skutek błędnych i podejmowanych z naruszeniem prawa decyzji organów podatkowych. Tym samym Sąd podzielił częściowo stanowisko Spółki wyrażone w pozwie i prezentowane podczas procesu, zarówno co do zasady jak i kwoty roszczenia.

Spółka JTT Computer SA była jednym z największych polskich dystrybutorów i producentów sprzętu komputerowego, zatrudniającym ok. 80 osób. Firma była spółką-matką dla grupy kapitałowej, w skład której wchodziły m.in. JTT Computer j.v. Sp. z o.o. oraz Centrum Komputerowe Adax. W 2004 r. spółka ogłosiła upadłość w związku ze złą sytuacją finansową, spowodowaną decyzjami organów skarbowych.

LUG S.A. prognozuje ponad 3 mln zysku netto w 2011 r.

LUG S.A. – jeden z największych producentów opraw oświetleniowych w Polsce – przedstawił prognozę wyników finansowych na 2011 rok. Prognoza sporządzona zgodnie z MSSF/MSR zakłada osiągnięcie 89,7 mln zł przychodów i 3,06 mln zł zysku netto. W 2010 roku LUG S.A. zanotował 78,8 mln zł przychodów i 1,76 mln zł zysku netto (zgodnie z MSSF/MSR).

Obecnie LUG S.A. kończy prace nad prospektem emisyjnym w związku z przejściem na rynek główny GPW. Złożenie prospektu do KNF zaplanowano do 31 marca br. Zmianie rynku notowań nie będzie towarzyszyć nowa emisja akcji.

-„W 2011 roku spodziewamy się blisko 75% wzrostu rentowności w porównaniu do roku 2010. Tak istotna poprawa to w znacznej mierze efekt naszej dynamicznej ekspansji na rynku krajowym i zagranicznych oraz wielu nowych innowacyjnych produktów w portfolio, dzięki którym możemy teraz czerpać duże korzyści z ożywienia w branży. Nie bez znaczenia były także działania optymalizacyjne podjęte w okresie największego kryzysu, które pozwoliły na redukcję kosztów w wielu obszarach działalności operacyjnej. Pierwsze efekty tych procesów były już widoczne na poziomie zysku netto za 2010 rok, który wyniósł 1,76 mln zł w porównaniu do -1,5 mln zł straty w roku 2009. W tym roku prognozujemy już ponad 3 mln zł zysku netto, przy czym jest to założenie dość konserwatywne.” – mówi Ryszard Wtorkowski, Prezes Zarządu LUG S.A.

Polska goni światowy rynek płatności mobilnych

Eksperci CallPay Sp. z o.o. szacują, że rynek płatności dokonywanych za pośrednictwem telefonów komórkowych w Europie Środkowo-Wschodniej osiągnie w 2013 roku 5 mld euro. W tym czasie wartość rynku światowego przekroczy 160 mld euro. W Polsce również można zaobserwować dynamiczny rozwój tego typu usług.

Dobra koniunktura na rynku usług płatności mobilnych to zasługa zwiększenia częstotliwości dokonywanych transakcji i potrzeba obsługi transakcji o niskich wartościach. W Polsce rynek ten dopiero zaczyna się rozwijać, jednak już można stwierdzić, że jest to jedna ze strategicznych gałęzi rozwoju usług płatniczych.

– Usługi płatności przez telefon mają w naszym kraju szerokie pole do rozwoju. Nie są co prawda jeszcze wykorzystywane na taką skalę jak w krajach Europy Zachodniej, ale w miarę rozpowszechniania się nowych technologii, stają się coraz bardziej popularne, a wartość płatności mobilnych w Polsce dynamicznie wzrasta, dążąc do wysokiego europejskiego poziomu – ocenia Krzysztof Pawlicki, dyrektor rozwoju biznesu spółki CallPay.

Na polskim rynku pojawia się coraz więcej form umożliwiających dokonywanie płatności przez telefon komórkowy. Systemy umożliwiające tego typu płatności są dość zróżnicowane. Większość z nich wymaga połączenia z internetem, instalowania określonych aplikacji lub wysyłania SMS-ów.

– Należy rozróżnić dwa główne kierunki rozwoju płatności mobilnych. Technologię zbliżeniową, gdzie wymagany jest po stronie sprzedawcy specjalny terminal z technologią NFC, a po stronie Klienta telefon z odpowiadającą mu kartą. Drugi rodzaj systemów jest mniej wymagający technicznie i w celu wykonania transakcji nie jest potrzebny żaden terminal płatniczy, a nawet obecność sprzedawcy. Proponujemy dokonywanie płatności z pomocą każdego telefonu komórkowego działającego w każdej sieci GSM. Transakcja jest realizowana poprzez wykonanie zwykłego połączenia głosowego. Numer, na który wykonywane jest połączenie określa danego usługodawcę/sprzedawcę lub dany produkt. Podobieństwem karty płatniczej i systemu Callpay jest to, że kupowane produkty są w tej samej cenie, co np. w kiosku. Jedynym dodatkowym kosztem, jaki Klient ponosi to koszt połączenia, które trwa max 5 sekund. Z uwagi na krótki czas transakcji i fakt, że numery CallPay odpowiadające za płatności to standardowe numery określane jako „stacjonarne”, koszt ten jest nie zauważalny dla większości Klientów – tłumaczy Krzysztof Pawlicki.

W systemie CallPay gwarancją dokonania transakcji są potwierdzenia, które mogą być przesyłane drogą SMS lub zamieszczane na stronie internetowej. Za jej pośrednictwem każdy użytkownik otrzymuje indywidualny profil, na którym może na bieżąco śledzić transakcje, rozliczenia, wartości zakupów i historię konta.

Proponowane dziś rozwiązania mogą być wykorzystywane w sprzedaży biletów komunikacji miejskiej i kolejowej, wnoszeniu opłat za parkingi, taksówki a także przy dokonywaniu zakupów w tradycyjnych sklepach oraz przez internet. Zakres usług oferowanych przez firmy oferujące płacenie za pośrednictwem telefonów komórkowych stale się poszerza. Z roku na rok przybywa też osób, które z nich korzystają.

– Płatności mobilne cieszą się coraz większą popularnością, ponieważ kojarzą się z wygodą i dużą oszczędnością czasu. Nie trzeba się martwić, gdy w okolicy nie ma kiosku z biletami lub gdy brakuje nam drobnych. Korzystanie z tego typu rozwiązań wpisuje się w naturalną potrzebę dzisiejszego społeczeństwa, które chce jak najefektywniej wykorzystywać technologiczne rozwiązania, aby ułatwić sobie życie i nadążyć za dynamicznym rozwojem cywilizacyjnym – podsumowuje Krzysztof Pawlicki.

Bank Zachodni WBK realizuje unijną inicjatywę JESSICA

29 marca br. Europejski Bank Inwestycyjny podpisał umowę z pierwszym bankiem komercyjnym w Polsce na obsługę finansową programu JESSICA. Bank Zachodni WBK będzie odpowiadać za udzielanie pożyczek i udostępnianie innych zwrotnych rozwiązań finansowych dla projektów rewitalizacyjnych w Szczecinie.

JESSICA to specjalna inicjatywa Unii Europejskiej, która zapewnia finansowanie projektów rewitalizacji miast takich, jak np. adaptacje niewykorzystywanych zabytkowych budynków. Inwestycje mogą być realizowane przez jednostki samorządu terytorialnego, spółki lub podmioty działające w formule partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP). Warunkiem koniecznym jest, aby zrealizowane projekty generowały przychody, a pozyskane pieniądze zostały zwrócone w celu dalszego przekazania ich kolejnym podmiotom. Naszym zadaniem jest ocena opłacalności projektów oraz odpowiedni dobór narzędzia finansowego, które pozwoli na zwrot środków i skierowanie ich na kolejną rewitalizację. Specyfika poszczególnych pomysłów będzie determinować najlepsze rozwiązania. Będziemy udzielać pożyczek, ale też np. poręczeń lub nawet angażować się własnościowo – wyjaśnia Rafał Skowroński. Dzięki inicjatywie JESSICA miasta zyskują ciekawą możliwość finansowania swoich inwestycji na bardzo atrakcyjnych warunkach w stosunku do dostępnych standardowo na rynku komercyjnym.

Bruksela zapowiedziała, że bezzwrotne transfery zarówno dla firm jak i dla samorządów zostaną znacznie ograniczone po 2014 roku. Przejście na efektywniejsze narzędzia zwrotne ma zagwarantować realizację większej ilości ciekawych inwestycji oraz szybsze przeobrażanie krajów członkowskich.

Zachodniopomorskie jest drugim, po wielkopolskim, województwem w kraju, w którym w ramach programu JESSICA wybrano już instytucje udzielające finansowania projektów. Tak zaawansowanych regionów jest w całej Europie tylko kilka. Na terenie woj. zachodniopomorskiego poza Szczecinem środki będą dostępne poprzez BOŚ Bank.

Projekt JESSICA, który zostanie zrealizowany w woj. zachodniopomorskim jest przełomowy. Zmienia schemat dystrybucji środków unijnych z dotacji na instrumenty zwrotne, co zachęci samorządy do inwestowania poprzez zaawansowane rozwiązania finansowe oraz wypromuje wśród nich przedsiębiorczość, co spowoduje, że ich podejście zmieni się z „wydajemy” na „inwestujemy” – mówi Rafał Skowroński, Dyrektor Zarządzający Funduszu Rozwoju Obszarów Miejskich Szczecińskiego Obszaru Metropolitalnego.

W strukturach Banku Zachodniego WBK powstał specjalny zespół dedykowany projektowi. Ze względu na zaawansowanie rozwiązań finansowych dostępnych w programie JESSICA, Fundusz Rozwoju Obszarów Miejskich Szczecińskiego Obszaru Metropolitarnego Banku Zachodniego WBK działa w ramach bankowości inwestycyjnej – mówi Piotr Wiła, członek Komitetu Inwestycyjnego Funduszu. Taka formuła otwiera nas na nowe możliwości strukturyzacji finansowania – podkreśla Piotr Wiła. Za realizację projektu odpowiedzialni są specjaliści doświadczeni w doradztwie kapitałowym dla samorządów.

Następnymi województwami, gdzie program znajdzie się wkrótce na tym etapie realizacji, będą: śląskie, pomorskie i mazowieckie.

Orliki z podciętymi skrzydłami

Raport Najwyższej Izby Kontroli na temat Orlików nie nastraja optymistycznie. Wiele ze zbudowanych obiektów ma wady projektowe i wykonawcze. Lekceważenie prawa budowlanego, oszczędność na materiałach i nieprawidłowe gospodarowanie obiektem to zaledwie kilka z przyczyn takiego stanu rzeczy.

Nawierzchnia Made in China

Jedno z poważniejszych zastrzeżeń dotyczy jakości materiałów. Chodzi tu między innymi o nawierzchnię, która w pierwszych edycjach projektu musiała spełniać normy FIFA. Szybko się z tego pomysłu wycofano, co dało pole do popisu podwykonawcom, korzystających z mało bezpiecznych i nieestetycznych materiałów importowanych z Chin. Najczęściej urzędnicy gmin oszczędzali na tak zwanych piłkochwytach, które miały chronić ogrodzenie przed uderzeniami piłki. Chlubnych wyjątków jest niewiele. W miejscowościach Koszalin oraz Prudnik urzędnicy zdecydowali się zaprojektować i wykonać ogrodzenie LEGI Ballfang, które zostało stworzone specjalnie na potrzeby projektu „Moje boisko – Orlik 2012”.

– Sama wysokość ogrodzenia to jeszcze nie wszystko – mówi Tomasz Fidura z LEGI Polska – Piłka odbijająca się od ogrodzenia może je odkształcić i uszkodzić, a już na pewno tworzy uciążliwy i zbędny hałas. Dlatego Ballfang wyposażony jest w akustyczne tłumiki, które wchłaniają energię kinetyczną, powstającą przy uderzeniu piłki, jednocześnie wyciszając hałas.

Animatorzy bez kwalifikacji

Nawet jeżeli władzom gmin uda się zaprojektować i zbudować idealne boisko, bez oszczędzania na materiałach i podwykonawcach, to jeszcze nie koniec odpowiedzialności. Do jego obsługi dedykowany powinien być profesjonalny trener, pod którego okiem toczyć się będą zajęcia. A najlepiej dwóch lub trzech, ponieważ na najbardziej obleganych boiskach młodzież bawi się od 8 do 22. Jak się jednak okazuje, często albo obiekt nie ma swojego animatora, albo są nim stażyści bez doświadczenia. Tutaj dylemat jest nawet poważniejszy, nie są bowiem jasno określone kwalifikacje, jakie ów trener – animator musiałby spełniać. Dlatego gminy korzystają z Orlików jako z nowych miejsc pracy i w ten sposób walczą z lokalnym bezrobociem, zatrudniając ludzi z przypadku, albo całkowicie odpuszczają temat. Tak jak w Grudziądzu, gdzie z powodu braku moderatora, Orlik przez całe wakacje stał nieużywany, a młodzież zamiast grać w piłkę, oglądała bramę zamkniętą na kłódkę.

Co dalej z Orlikami?

NIK przeprowadza właśnie kontrolę w Ministerstwie Sportu i Turystyki. Niezależnie od jej wyników, z rządowego projektu „Moje boisko – Orlik 2012” wynika parę pozytywnych przesłanek. Akcja na tak dużą skalę w znaczący sposób wpłynęła na promocję sportu w Polsce. I poprawiła infrastrukturę, przynajmniej, jeżeli chodzi o ilość, ale niestety nie o jakość. Dopóki urzędnicy będą oszczędzać na materiałach czy obsłudze, projekt może okazać się krótkofalowym zrywem, po którym pozostaną zapuszczone, nienadające się do użytku boiska.

Wyłudzili blisko 170 tys. zł z Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych

Kaliscy policjanci zajmujący się przestępczością gospodarczą zatrzymali 4 mężczyzn, którzy na fikcyjnie zatrudnione, niepełnosprawne osoby, wyłudzili blisko 170 tys. zł z Państwowego Funduszu Osób Niepełnosprawnych. Mężczyźni usłyszeli zarzuty wyłudzenia oraz fałszowania dokumentów. Grozi im do 8 lat więzienia.

Policjanci zajmujący się przestępczością gospodarczą dokonują wyrywkowych kontroli firm pod kątem celowości wydawanych środków z funduszy strukturalnych. Pod koniec ubiegłego roku zainteresowali się kaliską firmą, która prowadząc działalność zatrudniała 12 osób. Policjantów zaabsorbował profil prowadzonej działalności i zatrudnione osoby pracujące w małym mieszkaniu właściciela. Jak się okazało, firma ta korzystała z dotacji z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Działalność była zarejestrowana na 34-letniego mieszkańca Kalisza. Jak ustalono, w rzeczywistości firma nie prowadziła jednak żadnej działalności – była jedynie zarejestrowana, a zatrudnione w niej osoby były fikcyjne lub nie posiadały uprawnień do pobieranych świadczeń. Oprócz właściciela firmy w proceder zamieszanych było jeszcze 3 mężczyzn – mieszkańców Kalisza, w wieku od 39 do 44 lat. Część z tych osób wchodziła w konflikty z prawem i była w przeszłości notowana przez policjantów.

Szacuje się, że łącznie od września 2010 r. do marca 2011 r. przestępcy wyłudzili z funduszu blisko 170 tysięcy złotych. Wszyscy usłyszeli zarzuty wyłudzenia oraz fałszowania dokumentów. Grozi im do 8 lat więzienia.

Decyzją kaliskiego sądu zatrzymany 34-latek został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Wobec pozostałych prokuratura zastosowała poręczenie majątkowe i dozór.