Potrzeby kadrowe w polskiej branży energetycznej

W Polsce około 95% energii elektrycznej produkowanej jest w elektrowniach węglowych. Do 2020 udział energetyki odnawialnej ma wzrosnąć do 15%, a w 2030 ma wynosić 20%. Dodatkowo dochodzą plany Unii Europejskiej ograniczenia emisji CO2 o 30% do 2020. By mieć niemalże całość obrazka należy dodać prognozy mówiące o zapotrzebowaniu na energię elektryczną w najbliższych latach i już widzimy przed jak wielkimi wyzwaniami stoi polska energetyka.

Spośród kilku sposobów na zapewnienia dostaw prądu, bardzo atrakcyjna jest energetyka jądrowa. Ciekawym i prężnie działającym od kilku lat sposobem jest energetyka wiatrowa. Natomiast tym, co może realnie w ciągu kilku najbliższych lat rozwiązać problem dostaw energii, jest energetyka oparta na paliwie gazowym. Warunkiem na rozwój sektora energetyki gazowej jest odpowiednio wykwalifikowana i dostępna kadra, która będzie mogła obsłużyć budowę, rozruch i utrzymanie ruchu w elektrowniach gazowych, biogazowych bądź „wastegazowych”. Instalacje wysokosprawnej kogeneracji powstają w szybkim tempie. Większość polskich wysypisk śmieci jest już zagospodarowanych projektami – w rożnym stopniu zaawansowania – postawienia instalacji odgazowującej i produkującej energię w kogeneracji, ale wiele z tych instalacji jeszcze czeka na budowę i rozruch. Do realizacji tych projektów potrzeba będzie wielu inżynierów. Wielki szum o „biogazowni w każdej gminie” jest na razie tylko wielką chmurą informacji i 7 sukcesów. O tym ile deszczu z tej chmury będzie dowiemy się za kilka lat. Na razie spadło w sumie 136 kropel – biogazowni (według danych URE dot. biogazu rolniczego, wysypiskowego i na oczyszczalni ścieków). Czeka nas także duże wyzwanie modernizacji lokalnych i przyzakładowych ciepłowni, aby stały się elektrociepłowniami gazowymi. Szacuje się, że rynek elektrociepłowni gazowych w ciągu kilku lat zacznie dostarczać 2-3 GW energii. Prognozy są obiecujące, ale znów pojawia się ten sam problem – mała dostępność wykwalifikowanej kadry.

Jacy specjaliści będą potrzebni?
Nadzieje związane z planami budowy infrastruktury energetyki gazowej są duże. Podobnie jak wyzwania stojące przed inwestorami zamierzającymi te plany zrealizować. Pierwszym, z którym przyjdzie im się zmierzyć jest zapewnienie sobie odpowiednio wykształconej i doświadczonej kadry. Zaczynając od projektantów, poprzez kierowników projektu, kierowników budowy, na inżynierach rozruchu i serwisu kończąc, a w przypadku biogazowni dodać należy jeszcze technologów potrzebnych do monitorowania procesu biologicznego. Na każdym z tych stanowisk potrzeba ludzi odpowiednio wykształconych.

Jeszcze nie tak dawno z podobnymi problemami borykali się inwestorzy w sektorze energetyki wiatrowej. Mimo tych problemów jednak inwestycje powstają jedna po drugiej. Podobnie jest z sektorem gazowym. Specjaliści są, ale jest ich bardzo niewielu w stosunku do potrzeb sektora. A już wkrótce zapotrzebowanie na specjalistów, którzy będą w stanie swoją wiedzą i doświadczeniem wesprzeć projekty gazowe będzie dynamicznie rosnąć. Z punktu widzenia inżynierów sektor energetyki gazowej staje się coraz bardziej atrakcyjny. Rosną nie tylko oczekiwania pracowników, ale również pracodawców, którzy poszukują wykwalifikowanych kandydatów z odpowiednio dobranymi do struktury i kultury organizacyjnej firmy cechami. Cała sztuka w tym, aby odpowiednio dobrać doświadczenie i umiejętności kandydata do danego stanowiska. I to kolejne wyzwanie, przed którym staną inwestorzy.

Branża nieruchomości wciąż pod czujną obserwacją banków

Kondycja branży nieruchomości wciąż budzi obawy europejskich banków, które nie rezygnują z restrykcyjnej polityki kredytowej – wynika z najnowszego raportu KPMG „CEE Property Lending Barometr 2010”. Jednocześnie coraz więcej banków odchodzi od windykacji należności, na rzecz restrukturyzacji istniejących pożyczek i kredytów. Największe szanse na pozyskanie finansowania mają projekty z wysoką jakością aktywów i o stabilnym modelu biznesowym. Najmniej preferowany przez banki jest sektor hotelowy. Polska na tle regionu jest określana jako najlepsze miejsce do finansowania projektów deweloperskich.

Duża redukcja inwestycji oraz różne wyniki w branży nieruchomości w zależności od kraju i rodzaju aktywów, utrzymują wśród instytucji finansowych niepewność odnośnie szybkiego ożywienia na rynku. Konsekwencją jest wstrzymanie środków finansowych na nowe inwestycje deweloperskie. Lepsza sytuacja panuje tylko w Polsce i w Czechach, gdzie sektor nieruchomości nie ucierpiał tak w skutek kryzysu, jak w innych krajach z regionu.

„Przed kryzysem finansowym poszczególne kraje Europy Środkowo-Wschodniej były postrzegane przez inwestorów jako całość, część jednego regionu” – komentuje Steven Baxted, Partner, Szef Zespołu doradztwa dla rynku budownictwa i nieruchomości w Firmie Doradczej KPMG – „Obecnie gospodarka każdego kraju jest postrzegana indywidualnie. Ta przemiana oraz wkładanie większe wysiłków w poszukiwanie aktywów o wysokiej jakości, powoduje wysokie zróżnicowanie inwestycji w regionie. Koncentracja inwestorów na gospodarkach osiągających lepsze wyniki przyniosła większe ożywienie na rynku nieruchomości w Polsce.”

„Środki finansowe uruchamiane przez banki odgrywają istotną rolę w ożywieniu i rozwoju rynku nieruchomości w regionie„– ocenia Steven Baxted, Partner, Szef Zespołu doradztwa dla rynku budownictwa i nieruchomości w Firmie Doradczej KPMG – „Wyniki przeprowadzonego przez KPMG badania pokazują, że finansowanie jest dostępne dla projektów nieruchomościowych o wysokiej jakości, a chęć do finansowania jest większa w krajach, które okazały się być bardziej elastyczne w czasach kryzysu. Niewątpliwym liderem w regionie jest Polska, która zyskuje także na związku danych makroekonomicznych danego kraju z oczekiwaną sytuacją w branży nieruchomości.”

Restrukturyzacja szansą na zarządzanie portfelem złych kredytów

Wyniki badania pokazały panujące wśród banków przekonanie, zgodnie z którym złe kredyty mogą być z powodzeniem zarządzane dzięki restrukturyzacji. Banki, zamiast ściągania wierzytelności, chętniej podejmują działania w celu aktywnego zarządzania portfelem kredytów hipotecznych. Zmiana harmonogramu płatności, czy też restrukturyzacja kredytu są postrzegane jako dobre, choć krótkookresowe rozwiązanie. Wciąż brakuje pewności, czy restrukturyzacja może być rozwiązaniem długoterminowym.

Aby rozpocząć proces restrukturyzacji zadłużenia niezbędna jest pełna współpraca zarządu danej firmy z bankiem. Kolejnymi ważnymi czynnikami decydującymi o pozytywnym przeprowadzeniu restrukturyzacji jest solidny model biznesowy oraz dodatkowe zabezpieczenie.

„Wszystkie ankietowane banki wskazały na sektor nieruchomości jako branżę o strategicznym znaczeniu. Banki są ostrożnie pozytywne odnośnie długoterminowych perspektyw dla branży nieruchomości i kontynuują monitorowanie rozwoju rynku. Z drugiej strony uważny monitoring może oznaczać znaczący udział kredytów hipotecznych w portfelach banków, a więc kredytów, które nie przynoszą korzyści ekonomicznych, a którymi trzeba zarządzać” – zauważa Steven Baxted, Partner, Szef Zespołu doradztwa dla rynku budownictwa i nieruchomości w Firmie Doradczej KPMG.

Rosną szanse na finansowanie nowych projektów w branży nieruchomości

Większość z ankietowanych banków nie wyraziła jednoznacznej opinii dotyczącej kredytowania sektora nieruchomości. Zapewne dobrą informacją dla deweloperów i inwestorów jest fakt, iż w każdym z badanych krajów jest kilka banków, które są względnie gotowe finansować nieruchomości generujące dochody.

Zaangażowanie banków w finansowanie projektów z branży nieruchomości jest zróżnicowane w całym regionie. Na Węgrzech, w Czechach i w Bułgarii największe szanse na pozyskanie źródeł finansowania ma budownictwo mieszkaniowe. W Polsce i w Rumunii najbardziej cenionym obszarem są nieruchomości biurowe. Na Słowacji, w Chorwacji oraz w Krajach Bałtyckich banki stawiają na nieruchomości przemysłowe i logistyczne. Ogólnie najmniej preferowanym sektorem w regionie jest hotelarstwo.

Wśród warunków, które należy spełnić przed przyznaniem finansowania, jako najważniejsze przedstawiciele banków wymienili: stabilny model biznesowy, wysoką jakość aktywów, znaczny stopień zaangażowania kapitałowego dewelopera i inwestorów.

„Chociaż pozyskanie finansowania dłużnego wciąż stanowi problem dla deweloperów, nie likwidują oni portfeli aktywów. Pomimo poprawy koniunktury w światowej gospodarce w 2010 roku, stan gospodarek w Stanach Zjednoczonych i w Europie wywołał dyskusję na temat możliwości wystąpienia ponownej, głębokiej recesji” – ocenia Steven Baxted, Partner, Szef Zespołu doradztwa dla rynku budownictwa i nieruchomości w Firmie Doradczej KPMG – „Przed 2008 rokiem można było zaobserwować bardzo duży wzrost podaży nieruchomości, w celu zaspokojenia równie wysokiego popytu. Dziś rozpoczyna się mniej projektów, głównie z powodu braku łatwo dostępnego finansowania”.

Większy optymizm w polskim biznesie

Pozytywnym perspektywom w globalnym biznesie towarzyszą wreszcie realne wyniki, wynika z najnowszego wydania Indeksu Poczucia Bezpieczeństwa Inwestycyjnego Regus, które opiera się na opiniach ponad 17 000 firm z całego świata, w tym z Polski. Poczucie bezpieczeństwa inwestycyjnego wzrosło od 2010 roku, o czym świadczą już nie tylko oczekiwania przedsiębiorców, ale dane mówiące o wzroście przychodów i zysków. Wyjątkowy optymizm widać wśród polskich przedsiębiorców. Badania wykazały również, że rosną wydatki w obrębie konkretnych działów, w szczególności koszty związane ze sprzedażą i marketingiem.

W tym roku przewidywany jest wzrost wydatków w obrębie poszczególnych działów, m.in. marketingu, sprzedaży czy nowych produktów, za wyjątkiem tych, w których firmy prowadzą surową politykę kontroli kosztów. 81% firm na świecie oczekuje zamrożenia lub zmniejszenia wydatków związanych z nieruchomościami. Potwierdzają to również inne badania naukowe, które wskazują ogólny trend w kierunku ograniczania kosztów .

Powrót poczucia bezpieczeństwa inwestycyjnego to bardzo dobra wiadomość, podobnie jak fakt, że tak wiele firm ogłasza wzrost przychodów i zysków. Planowane wydatki w obrębie poszczególnych działów wzrosną w 2011 roku, co jest kolejnym potwierdzeniem większego optymizmu w polskim biznesie. Wygląda jednak na to, że firmy inwestują tylko tam, gdzie dostrzec można wyraźne korzyści inwestycyjne, np. w sprzedaż i marketing, natomiast wydatki na nieruchomości będą dalej spadać w 2011 roku. Jest to znacząca zmiana w ciągu ostatnich lat, kiedy połączenie poprawy gospodarczej i wzrostu zatrudnienia spowodowało boom w wydatkach na obiekty komercyjne. Jednak po tym, jak firmy znalazły się w recesji, preferują obecnie rozwiązania minimalizujące ryzyko – komentuje Jarek Pilch z polskiego oddziału firmy Regus.

Indeks poczucia bezpieczeństwa inwestycyjnego Regus

W każdej edycji raportu dotyczącego inwestycji Regus przedstawia zaktualizowany Indeks Poczucia Bezpieczeństwa Inwestycyjnego. Indeks ten jest miarą uformowaną na podstawie perspektyw, łączących narastające od początku roku przychody i zyski z poglądami na oczekiwaną poprawę gospodarczą w nadchodzących miesiącach i stara się dostarczyć firmom pojedynczy punkt odniesienia w zakresie kluczowych wartości badania. Średnia testowa została ustalona na poziomie 100 w pierwszej edycji raportu Regus we wrześniu 2009 r.

Elastyczna praca tylko dla pracowników wyższego szczebla

Już 84 proc. polskich przedsiębiorstw oferuje elastyczne warunki pracy, ale połowa z nich daje taką możliwość tylko pracownikom wyższego szczebla.

Jak wynika z nowego raportu firmy Regus, ponad 80 proc. przedsiębiorstw w Polsce daje swoim pracownikom możliwość elastycznej pracy. Ponadto większość z nich przekonała się, że elastyczne warunki pracy oferowane pracownikom zapewniają im znaczne korzyści, takie jak zwiększenie produktywności, zmniejszenie kosztów ogólnych oraz personel mogący lepiej godzić życie zawodowe i prywatne. 59 proc. firm w Polsce wierzy, że elastyczna praca kosztuje mniej niż praca w sztywnych godzinach.

Jak powiedział Jarek Pilch z polskiego oddziału firmy Regus: „Fakt, że elastyczna praca stała się normą, jest dobrą wiadomością dla wszystkich: nie tylko dla pracowników i ich rodzin, ale także całego społeczeństwa, a nawet środowiska. Po raz pierwszy ogólnoświatowy raport oparty na odpowiedziach 17 tys. respondentów daje tak szeroki obraz stosunku pracodawców do elastycznych form zatrudnienia oraz związanych z nimi korzyści”.

Dwie trzecie przedsiębiorstw oferujących elastyczne warunki pracy przedstawia dane mówiące o tym, że ich personel cieszy się dużo lepszą równowagą między życiem zawodowym i prywatnym, co przekłada się na większe zadowolenie i motywację. Połowa przedsiębiorstw podaje, że taka praca polepsza wydajność personelu, a jedna czwarta informuje, że pomaga pracownikom w szybkim dostosowaniu się do gwałtownego wzrostu ilości zadań do wykonania. Dwie piąte firm oferujących elastyczne formy pracy uważa również, że taka polityka pomaga im w zatrudnianiu ludzi w bardziej odległych miejscach.

Jednocześnie z raportu wynika, że główną przeszkodą w zatrudnianiu pracowników na elastycznych zasadach pracy jest zaufanie. 50 proc. polskich firm zapewnia tę formę pracy wyłącznie pracownikom wyższego szczebla. „Uzależniając przywilej elastycznej pracy od szczebla zajmowanego stanowiska, część przedsiębiorstw nie tylko traci wiele możliwych korzyści, ale może do siebie zrazić wartościowych pracowników, których przyciągnięcie kosztowało ich wiele wysiłku” — komentuje Jarek Pilch i dodaje, że „badania wskazują, że dzięki zapewnieniu

pracownikom pewnego stopnia elastyczności, rośnie ich wydajność. Niepokoi więc fakt, że część przedsiębiorstw kieruje się zasadą ograniczonego zaufania, która powstrzymuje je od oferowania elastycznej pracy wszystkim pracownikom. Coraz więcej firm dostrzega jednak korzyści związane z elastycznymi warunkami pracy i mimo, że na razie ich nie stosuje to w przyszłości planuje ich wprowadzenie”.

Metodologia
W lutym 2011 r. zgromadzono odpowiedzi ponad 17 000 respondentów z przedsiębiorstw należących do ogólnoświatowej bazy danych kontaktów firmy Regus. Baza ta zawiera ponad milion pracowników na całym świecie i jest szczególnie reprezentatywna dla kierownictwa wyższego stopnia i właścicieli firm na całym świecie. Respondentów poproszono o przedstawienie swoich poglądów na kwestie ekonomiczne i praktyki związane z elastycznymi formami zatrudnienia. Badania zostały przeprowadzone przez niezależną organizację MarketingUK.

Coraz więcej ofert pracy dla marketingowców

Aż o 60% więcej niż w roku ubiegłym, wzrosła liczba projektów rekrutacyjnych skierowanych do marketingowców, szacuje międzynarodowa firma doradztwa personalnego HAYS Poland. Rośnie zapotrzebowanie na marketingowców specjalizujących się w social media, na razie tylko oni mogą liczyć na wyższe wynagrodzenia.

Rynek pracy powoli wraca do normy. „W 2009 roku oraz w pierwszej połowie 2010 obserwowaliśmy spadek ofert pracy w obszarze marketingu” wyjaśnia Katarzyna Wnorowska, Team Leader zespołu Sales & Marketing międzynarodowej firmy doradztwa personalnego HAYS Poland. W okresie spowolnienia gospodarczego wiele organizacji ogranicza wydatki związane z marketingiem i reklamą, nabór na wiele stanowisk zostaje wstrzymany, czasem redukuje się nawet całe działy marketingu. Firmy międzynarodowe centralizują swoje komórki odpowiedzialne za działania marketingowe, tym samym ograniczając liczbę wolnych wakatów na lokalnych rynkach. „Jednak od początku tego roku liczba otwartych projektów rekrutacyjnych wzrosła aż o 60% w porównaniu z rokiem poprzednim. Wzrost wydatków na projekty rekrutacyjne to wyraźny znak, iż rynek pracy powoli nabiera rozpędu”. Pracodawcy nie tylko wznawiają rekrutację na dotąd zamrożone projekty, ale oferują także nowe wakaty.

Marketing Internetowy w usługach i FMCG

Ożywienie dotyczy zarówno marketingu produktowego i trade marketingu w branży FMCG, jak również marketingu technicznego oraz PR. „Pracodawcy coraz częściej zdają sobie sprawę jak ważne dla firmy są przemyślane działania promocyjne w Internecie, dlatego wiele nowych stanowisk jest związanych z e-marketingiem i komunikacją w sieci” komentuje Katarzyna Wnorowska. Najbardziej poszukiwani są kandydaci zajmujący się e-mail marketingiem, wyszukiwarkami w Internecie (SEO,SEM), reklamą czy najbardziej ostatnio modnymi serwisami społecznościowymi, na które organizacje ochoczo wydają pieniądze. „Firmy, które najchętniej inwestują w marketing związany z social media, to organizacje z sektora usług oraz dóbr szybko zbywalnych”. Przy takich projektach kandydaci mogą znaleźć nie tylko pracę stałą, ale także tymczasową, do realizacji określonych celów projektu.

Największa liczba wolnych stanowisk skierowana jest do osób posiadających już kilkuletnie doświadczenie zawodowe, potrafiących samodzielnie zarządzać projektami, czyli do doświadczonych specjalistów. Najmniej wakatów pojawia się dla najwyższej kadry menedżerskiej oraz dla osób nieposiadających doświadczenia zawodowego. Dla tych ostatnich sprawdzonym pomysłem, na przeczekanie okresu przejściowego, pozostaje aplikacja na staże oraz zatrudnienie czasowe przy dużych projektach, aby zdobyć cenne umiejętności i podnieść swoją wartość na rynku pracy.

Więcej pracy, ale wynagrodzenia bez zmian

Ożywienie w marketingu nie wiąże się jednak ze wzrostem płac w tym sektorze. „Wynagrodzenia utrzymują się na podobnym poziomie jak w roku ubiegłym” komentuje Katarzyna Wnorowska. Obecnie na rynku pracy znajduje się wielu specjalistów w obszarze marketingu i PR, a po okresie spowolnienia firmy nie zawsze mogą sobie pozwolić na wyższe budżety związane z rekrutacją. Wyjątek stanowią osoby o unikalnym doświadczeniu i kompetencjach związanych na przykład z wprowadzaniem na rynek nowych produktów czy działaniami marketingowymi w sieci.

„Pracodawcy muszą mieć świadomość, iż oczekiwania finansowe wybranych kandydatów, zwłaszcza tych zajmujących się e-marketingiem, są o wiele wyższe niż specjalistów od „tradycyjnego” marketingu” wyjaśnia Katarzyna Wnorowska.

Nowy Zarząd PZU SA

Rada Nadzorcza PZU SA podjęła decyzję o składzie Zarządu PZU SA na rozpoczynającą się w czerwcu kadencję. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami zostanie on rozszerzony i będzie liczył 7 osób.

Grupę PZU swoim doświadczeniem wzbogacą:
– Bogusław Skuza jako Członek Zarządu nadzorujący obszar biznesu korporacyjnego,
– Ryszard Trepczyński jako Członek Zarządu nadzorujący obszar inwestycji,
– Marcin Halbersztadt jako Członek Zarządu nadzorujący obszar IT,

Do Zarządu PZU S.A. wejdzie również Tomasz Tarkowski jako Członek Zarządu nadzorujący obszar likwidacji szkód i operacji. Na kolejną kadencję powołano także dwóch obecnych Członków Zarządu PZU S.A.: Przemysława Dąbrowskiego, nadzorującego finanse (CFO) oraz Witolda Jaworskiego, nadzorującego obszar biznesu detalicznego.

„Jestem zadowolony, że zakończony proces wzbogaca Grupę PZU o doświadczonych menadżerów. Z satysfakcją przyjąłem także decyzję Rady Nadzorczej o zatwierdzeniu moich dotychczasowych współpracowników na kolejną kadencję. Potwierdzenie wysokich kompetencji sprawdzonych osób na kluczowych stanowiskach oraz drużynowego sposobu działania obu Zarządów zapewnia kontynuację wdrażanej strategii. Zarówno dotychczasowym współpracownikom, jak i kolegom, którzy dołączą do nas na nową kadencję serdecznie gratuluję.” – powiedział Andrzej Klesyk, Prezes Zarządu PZU SA.

Wcześniej, 16 marca br. Rada Nadzorcza zatwierdziła Andrzeja Klesyka na kolejną, 3-letnią kadencję na stanowisku Prezesa Zarządu PZU SA.

Fundamentem dalszego wdrażania strategii Grupy PZU nadal będzie wspólne, zespołowe działanie Zarządów PZU SA i PZU Życie SA. Zarządy będą razem odpowiedzialne za osiąganie celów biznesowych Grupy. Wraz z poszerzeniem składu Zarządu PZU SA to się nie zmienia. Osoby zasiadające w Zarządzie PZU Życie, o ile nie pełnią roli w nowo sformowanym Zarządzie PZU SA, nadal będą Dyrektorami Grupy, którzy w PZU SA nadzorują analogiczne obszary biznesowe. Pozwoli to utrzymać sprawdzony już model operacyjny.

Firma doradcza Deloitte ma nowego prezesa

Barry Salzberg został nowym globalnym prezesem firmy doradczej Deloitte (Deloitte Touche Tohmatsu Limited). Funkcję obejmie 1 czerwca 2011 roku, z początkiem nowego roku finansowego firmy. Salzberg zastąpi kończącego kadencję Jima Quigleya, który w tym samym terminie przejdzie na stanowisko Starszego Partnera w Deloitte USA.

Wybór Barry’ego Salzberga jest wynikiem złożonego procesu nominacji i zatwierdzania kandydatów, przeprowadzanego co cztery lata, we wszystkich firmach należących do sieci Deloitte. Jako nowy prezes (Chief Executive Officer) będzie kierował pracą 53 firm w 150 krajach, zatrudniających ponad 170.000 pracowników.

”Z pokorą przyjmuję ten dowód zaufania, jakim obdarzono mnie w tak niezwykłym momencie dziejowym” – podkreśla Barry Salzberg. ”Byłem bliskim współpracownikiem Jima Quigleya i zawsze podziwiałem jego zaangażowanie w budowanie kultury i wartości firmy, dzięki któremu zajmujemy dziś pozycję lidera na światowym rynku. Cieszę się, że będę kierował Deloitte i mogę dzięki temu przyczynić się do rozwoju jego działalności i stałego podnoszenia jakości obsługi klientów”- dodaje.

Barry Salzburg pracuje w Deloitte USA od 1977 roku. Przed objęciem funkcji kierowniczych najwyższego szczebla był partnerem odpowiedzialnym za obsługę klientów oraz szefem Działu Podatkowego, w którym cieszył się opinią wybitnego specjalisty w dziedzinie podatku od osób fizycznych oraz rozliczeń podatkowych partnerów. Pod jego kierownictwem, firma znacząco zwiększyła udział w rynku i zdobyła wiele nagród i wyróżnień.

Nowy CEO Deloitte posiada tytuł licencjata w zakresie księgowości zdobyty w Brooklyn College, doktora praw Brooklyn Law School oraz magistra prawa podatkowego z New York University School of Law. Jest członkiem New York State Bar Association, the American Institute of Certified Public Accountants, the New York State Society of Certified Public Accountants oraz the New York County Lawyers Association. Działa w zarządach organizacji branżowych, takich jak Center for Audit Quality, Committee Encouraging Corporate Philanthropy czy Partnership for New York.

W branży, Barry Salzburg znany jest z zaangażowania w tworzenie perspektyw rozwoju przyszłej kadry kierowniczej. Jego zasługą jest stworzenie Uniwersytetu Deloitte, ultranowoczesnej placówki edukacyjnej o wartości 300 mln USD, której otwarcie nastąpi w tym roku w USA. Ponadto jest prezesem Zarządu College Summit i honorowym członkiem Zarządu YMCA w rejonie Greater New York. Niedawno powołano go na członka Zarządu Globalnego United Way.

Polscy studenci najaktywniejsi w regionie

Aż 60% polskich studentów uważa, że uczelnie wyższe nie przygotowują ich dobrze do przyszłej pracy, bardziej surowi w tej kwestii są tylko Litwini. Na tle sąsiadów polscy żacy wyróżniają się natomiast pozytywnie pod względem praktycznego przygotowania do obowiązków zawodowych – aż 81% odbyło praktyki lub staże. Studenci i absolwenci we wszystkich krajach regionu są gotowi do zmiany miasta lub kraju zamieszkania, jeśli otrzymają ciekawą pracę w innymi miejscu – wynika z regionalnego badania „Pierwsze kroki na rynku pracy” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte i Katedrę Rozwoju Kapitału Ludzkiego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Z ankiety przeprowadzonej w Polsce, Czechach, Litwie, Łotwie i na Słowacji wynika, że studenci we wszystkich badanych krajach nisko oceniają przygotowanie do obowiązków zawodowych, jakie dają im uczelnie wyższe. Polacy, obok Litwinów, są najbardziej krytyczni – ponad 60% respondentów w naszym kraju wystawia oceny negatywne. Jeszcze bardziej surowo studenci ocenili przygotowanie, jakie daje im uczelnia do procesu poszukiwania pracy. Ponad 70% ankietowanych uważa, że uczelnie nie przekazały im wiedzy w tym zakresie. „Wyniki te wskazują na konieczność przeprowadzenia głębokich zmian w systemie szkolnictwa wyższego i programach kształcenia w szkołach wyższych regionu. Niezadowolenie wyrażane przez znaczącą większość studentów i to w całym regionie, jest niepokojącym zjawiskiem. Jest to jedno z ważniejszych wyzwań, jakie stoją przed krajami Europy Środkowej. Pozytywnie można odebrać gotowość i motywację studentów do rozwoju praktycznych umiejętności również poza murami uczelni” – mówi dr Tomasz Rostkowski, Szkoła Główna Handlowa w Warszawie, Katedra Rozwoju Kapitału Ludzkiego.

Wyniki badania pokazują również, że studenci zdają sobie sprawę, że bez wcześniejszego doświadczenia zawodowego mają niewielkie szanse na zdobycie pracy. Uważa tak średnio aż 81% ankietowanych. W tym kontekście pozytywnie wyróżniają się Polacy, z których ośmiu na dziesięciu badanych zdobyło już w trakcie studiów doświadczenie zawodowe poprzez praktyki, pracę lub własną działalność gospodarczą (wobec średnio 56% w pozostałych krajach). Istotnym elementem przygotowania do przyszłej pracy są praktyki w kraju, co zauważa 91% pytanych w Europie Środkowej. Jednak odbywa je jedynie średnio 63% respondentów w regionie. Większa dysproporcja występuje w przypadku staży zagranicznych – są one ważne dla 88% badanych, ale zaledwie 7% z nich miało okazję wziąć w nich udział. „Wyniki badania wskazują na znaczący niedobór oferty praktyk, szczególnie międzynarodowych. Ci, którzy mieli szansę w nich uczestniczyć, wskazują na dużą wagę doświadczenia zdobytego w ten sposób. Zarówno w przypadku staży jak i pierwszej pracy, badani jako najważniejszy czynnik decydujący o ich wyborze wymieniają możliwości rozwoju umiejętności i ciekawe projekty – odpowiednio 79% i 46% odpowiedzi. Trzeba przyznać, że ankietowani, mimo młodego wieku, wykazują się dużą dojrzałością w podejściu do budowania swojego startu na rynku pracy” – podkreśla Halina Frańczak, Dyrektor Marketingu Deloitte.

Elementem, który wyraźnie różnicuje studentów z poszczególnych państw jest oczekiwane wynagrodzenie zarówno w pierwszej pracy, jak i na praktykach. Najwyższe wymagania płacowe w pierwszej pracy mają Czesi i Słowacy – około 3,3 tysiąca PLN brutto, Polaków zadowoliłoby niespełna 3 tysiące, najniższego wynagrodzenia oczekuję Litwini – około 2 tysiące złotych. Ankietowani we wszystkich krajach chcieliby zarabiać więcej niż w ich opinii obecnie wynosi rynkowa oferta. Co ciekawe największa różnica między szacowaną pensją rynkową a oczekiwaną jest w Polsce i wynosi ona ponad 700 złotych.

Wyniki ankiet wskazują, że mocną stroną badanych, niezależnych od państwa, są: mobilność i elastyczność. Ogółem w badanych 5 krajach regionu, średnio 67% ankietowany deklaruje gotowość przeprowadzki do innego miasta, a aż 61% wyraża gotowość do wyjazdu do innego kraju w odpowiedzi na ciekawą ofertę pracy. Polacy pod tym względem nie różnią się od pozostałych badanych krajów. Gotowość przeprowadzki do innego miasta deklaruje 69%, a do innego państwa 59% badanych.

Ankieta została przeprowadzona metodą wywiadu internetowego w dniach od 27 stycznia do 27 lutego 2011 r. Dane zbierane były przez niezależną firmę badawczą ze Stanów Zjednoczonych w oparciu o system DEX. Wzięło w nim udział 3618 studentów z Czech, Słowacji, Polski, Litwy i Łotwy. Średnia wieku badanych wynosiła niemal 23 i pół roku, 95% badanych to studenci studiów dziennych. Jest to druga edycja badania, pierwszy raz o zasięgu międzynarodowym.

W I kwartale 2011 roku próbowano wyłudzić z banków ponad 106 mln zł

Średnia kwota próby wyłudzenia wyniosła 31 tysięcy złotych – takie wnioski wynikają z najnowszego „Raportu o dokumentach infoDOK”, przygotowanego przez Związek Banków Polskich.

W ostatnich trzech miesiącach odnotowany został spadek zarówno liczby prób wyłudzeń kredytów, jak i łącznej kwoty, na jaką te próby opiewały. Po rekordowo wysokich wynikach z poprzedniego kwartału (163 mln zł przy 1.984 próbach) ostatnie trzy miesiące były znacznie spokojniejsze. Cieszy fakt, że 1.714 prób wyłudzeń to najniższy wynik w całej historii badań. W połączeniu z informacjami o znacznym spadku przestępczości z wykorzystaniem cudzych i sfałszowanych dokumentów podanymi przez Komendę Główną Policji (dane za 2010 r.) można mieć nadzieję, że pierwszy kwartał będzie początkiem pozytywnego trendu.

Podobnie, jak w ostatnim kwartale 2010 r. nadal zdarza się wiele prób wyłudzeń na ogromne kwoty. Odnotowano aż siedem prób wyłudzenia kwot przekraczających 2 miliony złotych. Rekordowa kwota 9 milionów widniała na wniosku kredytowym w w województwie łódzkim, kolejny wniosek dotyczył 8 milionów złotych w województwie małopolskim.

– Świadomość Polaków w zakresie przeciwdziałania przestępczości i ochrony własnej tożsamości regularnie rośnie. W ostatnim kwartale odnotowano wzrost wielkości Centralnej Bazy Danych Systemu DZ o 23.626 dokumentów. W porównaniu do roku 2010 – to wzrost o niemal 15%. To efekt prowadzenia społecznej Kampanii Informacyjnej Systemu DOKUMENTY ZASTRZEŻONE (DZ) przez Związek Banków Polskich, kilkanaście polskich banków oraz Patronów i Partnerów akcji, m.in.: Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, Komendy Głównej Policji i Federacji Konsumenta – mówi Grzegorz Kondek ze Związku Banków Polskich, koordynujący prace społecznej Kampanii Informacyjnej Systemu DOKUMENTY ZASTRZEŻONE.

System DZ chroni osoby, które utraciły swoje dokumenty. Skutecznie ogranicza możliwość ich wykorzystania do celów przestępczych popełnianych w imieniu i na szkodę osoby, która je utraciła. Łącznie w Systemie DZ zgromadzono już ponad 970 tys. dokumentów (dane na koniec I kw. 2011 roku).

Kradzione dokumenty wykorzystywane są nie tylko do wyłudzania kredytów, ale także do dokonywania zakupów z odroczoną płatnością, kradzieży wypożyczanych przedmiotów, podpisywania umów najmu w celu kradzieży dobytku lub unikania opłat. Dlatego tak ważne jest zastrzeganie utraconych dokumentów w banku. Dzięki temu ryzyko wyłudzenia naszych pieniędzy zostaje znacząco ograniczone, można też uniknąć wielu problemów związanych z wyjaśnieniem sprawy.

Najnowsze wydanie cyklicznego Raportu o dokumentach infoDOK, za I kwartał 2011 roku znajduje się na stronie: www.DokumentyZastrzezone.pl.

W ostatnich miesiącach narasta zjawisko szczególnego rodzaju przestępstw, dotykającego przede wszystkim osoby w podeszłym wieku. Dotyczy to nie tylko wykorzystywania ich dokumentów, ale także okradania ich przy pomocy tzw. metody „na wnuczka”. Przestępcy dzwonią do ofiary podając się za krewnego. Pod pozorem niepowtarzalnej okazji (np. promocja, zakup mieszkania), lub nagłego nieszczęścia (np. wypadek lub porwanie), zwracają się z prośbą o natychmiastową pomoc finansową.

Więcej na ten temat znajdą Państwo w Raporcie oraz na stronie: www.OszustwaNaWnuczka.pl

Płace i zatrudnienie będą systematycznie rosły

Dane GUS-u o zatrudnieniu i wynagrodzeniach w marcu w ujęciu rocznym niewiele różnią się od danych za luty i pokazują, że sytuacja gospodarcza jest stabilna. Choć etatów na razie nie przybywa, to w ujęciu miesięcznym, wyraźnie zaczęły rosnąć pensje.

W przedsiębiorstwach w marcu zatrudnionych było o 4,1 proc. więcej osób niż przed rokiem i o 0,1 proc. mniej w porównaniu do lutego. Choć rynek prognozował, że zatrudnienie w marcu może wzrosnąć o 4,3 proc., to perspektywa delikatnego ożywienia na rynku pracy rysuje się dopiero w kolejnych miesiącach. Efekt rozpoczętego właśnie okresu robót sezonowych, powinien być już widoczny w danych za kwiecień.

Bezrobocie w Polsce, które w lutym br. wyniosło 13,1 proc., pomniejszone o bezrobocie strukturalne w wysokości 3,5 proc., daje nam ok. 10 proc. realnego bezrobocia, a więc osób, które są zdolne do pracy, ale nie mogą znaleźć zatrudnienia. Oznacza to, że w większości sektorów gospodarki wciąż mamy do czynienia z tzw. „rynkiem pracodawcy”. Nadal poszukiwane są osoby o wysokich kompetencjach, gotowe podjąć zatrudnienie bez dużego nakładu szkoleniowego pracodawcy.

Przeciętne wynagrodzenie brutto w marcu wyniosło 3 633,54 zł. Oznacza to wzrost w ujęciu rocznym o 4 proc., a w porównaniu do lutego o 6,2 proc. Tak wysoki miesięczny wzrost wynagrodzeń może świadczyć o tym, że pracodawcy najwyraźniej zdecydowali się na podwyżki pensji zamiast kolejnych etatów. Dodatkowo wskazuje to na lepszą sytuację materialną przedsiębiorstw, co może być jednak zwiastunem powolnego spadku bezrobocia.

Na dynamiczny wzrost pensji i skokowy spadek bezrobocia, w najbliższym czasie, nie ma jednak co liczyć. Bogatsi o doświadczenia ostatniego kryzysu, pracodawcy ostrożnie podchodzą zarówno do wzrostu zatrudnienia jak i podnoszenia wysokości wynagrodzeń. Zbyt dynamiczny i pochopny wzrost mógłby zaowocować koniecznością przeprowadzenia zwolnień w sytuacji spowolnienia gospodarczego, które w najbliższych miesiącach nie jest zupełnie wykluczone. Pracodawcy wolą więc dmuchać na zimne i stawiają na stabilny rozwój.

Bardziej zachowawcze są również prognozy rządowe. W opublikowanym w kwietniu Wieloletnim Planie Finansowym Państwa zapisano, że stopa bezrobocia na koniec 2011 roku wyniesie 10,9 proc. Wcześniej rząd prognozował, że na koniec roku bezrobocie spadnie do poziomu 9,9 proc.

Autorzy: Dominika Staniewicz ekspert ds. rynku pracy BCC
Emil Muciński Instytut Interwencji Gospodarczych BCC