Spadek popytu na komputery stacjonarne

W 2011 r. tradycyjne komputery PC będą stanowić mniej niż 50% urządzeń komputerowych sprzedawanych w skali globalnej. Zapotrzebowanie na nowoczesne technologie będzie rosło najszybciej wśród przedsiębiorstw – to one zakupią 25 % wszystkich tabletów. Szczególnie zainteresowane nimi będą podmioty z sektora handlu detalicznego oraz ochrony zdrowia. W nadchodzących latach telewizja pozostanie supermedium, ze stale rosnącą widownią i dochodami. Takie wnioski płyną z najnowszego raportu „TMT Predictions 2011” zawierającego przewidywania dla sektora Technologii, Mediów i Telekomunikacji, przygotowane przez ekspertów firmy doradczej Deloitte.

Obecny rok może stanowić moment przełomowy w cyklu życia komputerów PC, zawierających standardowe chipy i oprogramowanie (desktopy, laptopy i netbooki ze standardowymi procesorami), w kierunku znacznie bardziej zróżnicowanych, a przede wszystkim mniejszych urządzeń. W najbliższych 12 miesiącach komputery PC będą stanowić tylko 46% globalnej sprzedaży urządzeń komputerowych – po raz pierwszy ich udział w światowym rynku, pod względem sprzedanych jednostek, spadnie poniżej 50 %. W 2011 roku dominować będzie sprzęt znajdujący się poza kategorią PC (smartphony, tablety, netbooki z procesorami innymi niż te zwykle stosowane w komputerach PC), które będą odpowiadać za 54 % globalnej sprzedaży i w najbliższych 12 miesiącach sprzedadzą się w liczbie ok. 440 mln sztuk.

Zdaniem ekspertów Deloitte w najbliższych latach wyłonią się co najmniej dwie wiodące zupełnie różne architektury chipowe oraz pięć różnych systemów operacyjnych. Na każdy z nich przypadnie ponad 5% udziału w globalnym rynku. Oprogramowanie i urządzenia peryferyjne będą wymagały dodatkowego dostosowania do różnych systemów operacyjnych, a producenci będą musieli dokonywać wyboru obsługiwanych platform, gdyż nie będą w stanie zaspokoić potrzeb wszystkich istniejących rynków jednocześnie.

„Analizując pozycję i potencjał rozwoju najnowszych technologii należy mieć na uwadze, że rentowność produkcji urządzeń z procesorami, nie mieszczących się w kategorii PC, znacząco przekracza rentowność produkcji pecetów. Producenci oryginalnego wyposażenia, sprzedający tradycyjne rozwiązania, osiągali w ostatnich latach średni zysk brutto wysokości 10%. Dla porównania: czołowi producenci smartfonów i tabletów generują zysk brutto w przedziale 40-60%.” – mówi Dariusz Nachyła, Partner zarządzający działem Technologii, Mediów i Telekomunikacji Deloitte w Europie Środkowej.

Zdaniem ekspertów Deloitte, ważnym trendem w najbliższych latach będzie wzrost roli tabletów w przedsiębiorstwach. Tylko w nadchodzących 12 miesiącach firmy zakupią ponad 25 % wszystkich urządzeń tego typu, a w kolejnych latach wskaźnik ten będzie rósł.

Istnieje kilka głównych czynników, które złożą się na popularność tabletów w przedsiębiorstwach. Po pierwsze wielu konsumentów kupuje je początkowo dla celów osobistych, ale szybko orientuje się w ich przydatności w pracy i motywuje swojego pracodawcę do zakupu odpowiedniego sprzętu, przeznaczonego już wyłącznie do celów służbowych. Po drugie jest wiele branż, w których przenośne i wielofunkcyjne urządzenia mogą znacznie ułatwić pracę, a także zwiększyć jej efektywność – należą do nich handel detaliczny, ochrona zdrowia oraz produkcja. Autorzy raportu szacują, że w dwóch pierwszych branżach, w ciągu najbliższych 12 miesięcy, znajdzie zastosowanie do 5 milionów tabletów.

„Dodatkową zaletą tabletów jest fakt, że urządzenia te są pod wieloma względami bezpieczniejsze od pecetów. Dziś nie istnieją jeszcze wirusy atakujące tablety, z których większość nie posiada nawet portów USB, co eliminuje ryzyka związane z tym słabym punktem systemu zabezpieczeń. Ważnym czynnikiem, mającym wpływ na popularność tych urządzeń są ich parametry fizyczne, dzięki którym mogą być wykorzystane przez pracowników podczas spotkań i konferencji.” – dodaje Dariusz Nachyła z Deloitte.
Z opublikowanego raportu wynika również, że w roku 2011 nastąpi wzmocnienie pozycji telewizji, co zdecydowanie zaprzecza powszechnemu poglądowi, że jest to już medium odchodzące do lamusa. Eksperci Deloitte szacują, że jej oglądalność na całym świecie wzrośnie o 140 mld godzin, wartość reklam telewizyjnych wzrośnie o 10 mld USD, a przychody z płatnych programów w krajach BRIC zwiększą się o 20%. W skali globu spodziewany jest również 40–milionowy wzrost liczby telewidzów. Utrzymana zostanie także czołowa pozycja telewizji wśród mediów, pod względem całkowitych przychodów, obejmujących reklamy, abonament, opłaty za poszczególne programy oraz przychody z licencji. Siłę telewizji, jako kanału reklamowego, potwierdzi piąty z kolei rok zwiększenie przychodów z reklam – z poziomu 174 mld USD w roku 2007 do 191 mld USD w roku 2011. Szczególnie kontrastuje to ze spadkiem przychodów z reklam w branży prasowej. O stale rosnących dochodach telewizji decydują także coraz bardziej nowoczesne technologie. Stała migracja w kierunku HD daje możliwość osiągania przychodów ze sprzedaży dodatkowych usług abonentom płatnych telewizji. W długim okresie żyłą złota mogą okazać się usługi dostarczane dzięki telewizji trójwymiarowej.

“W Polsce największe znaczenie będzie miała zapowiadana od dawna cyfryzacja telewizji naziemnej, która wreszcie ma szanse wyjść z fazy testów i objąć swoim zasięgiem znaczną część terytorium kraju. Wpłynie to na dalszy wzrost średniej oglądalności na osobę, który i tak, pomimo szybkiego tempa rozwoju nowych mediów, kilkakrotnie przekracza czas, jaki przeciętny użytkownik serwisu społecznościowego spędza w Internecie.” – mówi Maciej Klimek, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Kolejnym zagadnieniem, którym będzie w roku 2011 żyć branża TMT jest wdrożenie kolejnej generacji bezprzewodowych sieci typu LTE (Long Term Evolution). Eksperci Deloitte przewidują, że będzie ono przebiegać wolniej niż do tej pory oczekiwano. Głównym powodem jest wydłużona żywotność bezprzewodowych technologii trzeciej generacji (3G) – takich jak High Speed Packet Access (HSPA+) oraz popularność współpracujących z nimi urządzeń.

„Budowa sieci LTE w Polsce przez spółki Mobyland i CenterNet, jak również zapowiedź uruchomienia usług szybkiego dostępu do Internetu, w oparciu o tę technologię przez Cyfrowy Polsat, mogą być uznane za odważne inwestycje. Musimy pamiętać, że na koniec 2010 roku technologia ta, oprócz kilku komercyjnych wdrożeń, była głównie w fazie testów przez operatorów telekomunikacyjnych. Jeśli sieć zostanie komercyjnie uruchomiona i zaakceptowana przez użytkowników, będzie to znaczące osiągnięcie, które dodatkowo stworzy możliwości eksportu naszego know-how na mniej rozwinięte rynki”– dodaje Jakub Wróbel, Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

80 procent duzych przedsiębiorstw planuje zwiększenie inwestycji w 2011

„Duże firmy z optymizmem patrzą, na to co się będzie działo w tym roku. 80 proc. z nich planuje zwiększenie inwestycji” – powiedziała Henryka Bochniarz, prezydent PKPP Lewiatan na konferencji „Duże firmy 2011 – szanse i zagrożenia”, którą zorganizował Lewiatan i Deloitte.

Z raportu dotyczącego dużych przedsiębiorstw, który przygotowała PKPP Lewiatan i Deloitte, wynika, że firmy zdały egzamin ze zdolności adaptacyjnych w czasie zagrożenia światowym kryzysem. Część firm mimo złej koniunktury zewnętrznej postawiła nie tylko na przetrwanie, ale za swój cel strategiczny wybrała rozwój i nowe inwestycje.

Inne przyjęły postawę zachowawczą, nie planowały, broniły swego status quo. Koncentrowały się na wzroście produkcji i sprzedaży. Poprawę jakości produktów i usług zostawiały na bliżej nieokreślone lepsze czasy.

Firmy potrafiły wzajemnie się wspierać. Wzrosło znaczenie dobrego partnerstwa w biznesie. Poczucie wspólnoty daje siłę, co przedsiębiorstwom bardzo przyda się w konfrontacji z ograniczającymi ich rozpęd zewnętrznymi uwarunkowaniami. Istotne bariery dla rozwoju, to w opinii przedsiębiorców, głównie procedury administracyjne czy przepisy prawne.

„W latach 2011-2012 wzrost PKB będzie oscylował wokół 4 proc., chyba że niespodziankę sprawią inwestycje, wówczas dynamika wzrostu gospodarczego może być wyższa. Konsumpcja gospodarstw domowych nadal będzie silna, chociaż wyższe podatki i słaby złoty mogą ostudzić popyt konsumpcyjny. W tym roku możemy mieć do czynienia z dużą zmiennością kursu złotego, co stanowi pewne ryzyko dla rozwoju przedsiębiorstw.” -mówi Rafał Antczak, wiceprezes Deloitte.

„Większość dużych firm chce wykorzystać poprawę koniunktury do wzrostu udziału w rynku. Nie należy zatem oczekiwać wysokiej dynamiki zysków w najbliższych dwóch latach. Przedsiębiorstwa ciągle koncentrują się na pozyskiwaniu nowych klientów, relatywnie mniej są zainteresowane działaniami pozwalającymi utrzymać dotychczasowych klientów. Zapewne dlatego planują wzrost sprzedaży i udziału w rynku w oparciu o dotychczas wytwarzane produkty” – mówi dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan.

Zawód audytora dobrym startem do kariery w finansach

Dla studentów najważniejszym kryterium wyboru pierwszego pracodawcy jest jego prestiż. Wysokość oferowanego wynagrodzenia znajduje się dopiero na trzecim miejscu. Słuchacze uczelni wyższych oczekują, że w pierwszej pracy będą zarabiać ok. 2 500 zł. Branżami postrzeganymi jako najbardziej przyszłościowe są IT oraz finanse. Atrakcyjne zawody w branży finansowej, wśród których znajduje się m.in. zawód analityka giełdowego i audytora powinny zapewnić nie tylko duże dochody, ale także możliwość realizowania pasji lub rozwoju kariery i zajęcia wysokich stanowisk– wynika z ogólnopolskiego badania „Kariera w finansach” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte.

Z analizy przeprowadzonej przez Deloitte wynika, że studenci mają dość dobrze sprecyzowane plany zawodowe (ponad połowa wybrała już zawód), jednak jak pokazują wyniki badania wciąż istnieje potrzeba rozwoju poradnictwa zawodowego w szkołach wyższych. Jedynie 5% respondentów nie zastanawiało się nad wyborem zawodu lub stwierdziło, że wybór ten nie zależy od ich decyzji. Większość z nich za najbardziej przyszłościowe branże uznała IT (67%) oraz finanse (55%), na kolejnych miejscach znalazły się biotechnologia, budownictwo i sprzedaż.

„Realizując nasze badanie zapytaliśmy także studentów, jak postrzegają atrakcyjność poszczególnych zawodów w branży finansowej. Wśród profesji, ocenianych jako najciekawsze znalazły się makler giełdowy, analityk finansowy oraz audytor. Ostatni z wymienionych zawodów znalazł się na czwartym miejscu, ale prawie połowa badanych rozważa rozpoczęcie kariery w tej profesji, traktując to jako dobry start do dalszej kariery finansach. Ponadto trzy czwarte osób deklaruje, że gdyby miało taką możliwość najchętniej rozpoczęłoby pracę w tym zawodzie w międzynarodowej korporacji.” – dodaje Marcin Diakonowicz, Dyrektor w dziale Audytu Deloitte.

Rozpoczynając życie zawodowe studenci i absolwenci pragną zdobywać praktyczną wiedzę i umiejętności. Dla 96% z nich najważniejszym elementem rozwoju jest zdobywanie doświadczenia zawodowego. Dużym zainteresowaniem cieszą się także praktyczne seminaria oraz warsztaty typu case studies, a także indywidualne szkolenia z trenerem, na ich skuteczność wskazuje odpowiednio 78 % i 74 % studentów.

„Studenci i absolwenci są bardzo aktywni w zdobywania wiedzy i doświadczeń zawodowych. Z naszego badania wynika, że niemal 60% z nich korzystało z dodatkowych programów edukacyjnych oferowanych przez pracodawców a prawie połowa uczestniczyła w pracach studenckich kół naukowych. Warto jednak zaznaczyć, że mimo iż 1/3 z nich ma doświadczenie w pracy wolontariackiej, to ten sposób zdobywania doświadczenia pozostaje głównie domeną kobiet.” – podsumowuje Tomasz Sołtys, Menedżer w dziale Audytu Deloitte.

Wielu studentów wyraża chęć podjęcia pierwszej pracy już w trakcie studiów. Z badania przeprowadzonego przez Deloitte wynika jednak, że tylko co dwunasty z nich chciałby rozpocząć pracę na etat wcześniej niż na czwartym roku studiów i dotyczy to przede wszystkim studentów zaocznych. Na czwartym roku chce pracować 20 % badanych, znacznie więcej, czyli ok. 30% respondentów planuje rozpoczęcie pracy na ostatnim roku studiów lub dopiero po uzyskaniu dyplomu.

Studenci, zapytani o oczekiwane zarobki netto w pierwszej pracy, najczęściej wskazywali przedział od 2100 do 2500 złotych, jednak średnio wynosiły one 2 475 zł netto. Przy wyborze pracodawcy, kierują się przede wszystkim prestiżem firmy oraz możliwością pracy przy ciekawych, rozwijających projektach. Ważna jest także dla nich perspektywa współpracy z wysokiej klasy specjalistami oraz atmosfera w firmie.

„Wyniki badania wskazują, że studenci są świadomi swoich predyspozycji i umiejętności, jednak, podejmując decyzje o wyborze zawodu często nie kierują się realnym zapotrzebowaniem na rynku pracy, ale wyłącznie swoimi zainteresowaniami. Z analizy wynika także, że pracodawcy, rekrutując studentów i absolwentów, powinni zaoferować im już nie tylko atrakcyjne wynagrodzenie, ale także możliwość rozwoju zawodowego, perspektywę współpracy ze specjalistami oraz dobrą atmosferę w firmie.” – mówi Barbara Czarnecka, Starszy Koordynator HR w dziale Audytu Deloitte.

Polska jednym z najmniej innowacyjnych krajów UE

Polska znalazła się na 22. miejscu, wśród 27 krajów Unii Europejskiej pod względem poziomu innowacyjności. Z opublikowanej niedawno przez Komisję Europejską unijnej tablicy wyników innowacyjności (Innovation Union Scoreboard) za rok 2010 wynika, że liderami w tej dziedzinie pozostają Skandynawowie oraz Niemcy. Z nowych członków Wspólnoty wyróżnia się Estonia i Słowenia. Polska i niektóre z nowoprzyjętych państw UE oraz PIIGS należą do grupy „umiarkowanych innowatorów”. W dłuższej perspektywie luka technologiczna przyniesie obniżenie konkurencyjności polskiej gospodarki, dlatego jak najszybciej należy podjąć działania mające na celu pozyskanie środków na finansowanie działalności badawczej i rozwojowej – oceniają eksperci firmy doradczej Deloitte.

Wyniki analizy przeprowadzonej przez Komisję Europejską pokazują, że w porównaniu z USA państwa z grupy UE-27 mogą pochwalić się większymi wydatkami sektora publicznego na badania naukowe i rozwój (B+R), a także dużym eksportem usług opartych na wiedzy. Wynika to z prowadzonej od 2005 roku przez Unię Europejską polityki rozwoju systemów badawczo-naukowych wspierających intensywnie międzynarodowe publikacje naukowe oraz przyciągających doktorantów spoza UE, a także rozwijających wspólnotowe znaki towarowe i patenty na mocy Traktatu o Współpracy Patentowej. Maleje także dystans do USA oraz Japonii pod względem liczby osób uzyskujących wykształcenie wyższe.

Największa dysproporcja w stosunku do głównych rywali UE w zakresie innowacyjności występuje w kategorii „aktywność przedsiębiorstw”. Wnioski z badania wskazują na niewystarczającą współpracę pomiędzy sektorem publicznym i prywatnym oraz na zbyt niskie wydatki przedsiębiorstw na działalność B+R.
Polska na szarym końcu rankingu.

Niepokojąco słabe są wyniki Polski w zakresie ilości przedsiębiorstw innowacyjnych, współpracy nauki z biznesem oraz komercjalizacji wyników prac badawczo-rozwojowych. Od 2008 r. znacząco spada ilość małych i średnich przedsiębiorstw inwestujących w B+R, jak również ilość przedsięwzięć finansowanych ze źródeł Venture Capital, umożliwiających realizację inwestycji wysokiego ryzyka, w tym w szczególności przedsięwzięć innowacyjnych. Dodatkowo, alarmującym wnioskiem wynikającym z raportu jest stagnacja w poziomie wydatków B+R przedsiębiorstw, która może być zapowiedzią ich trendu spadkowego w kolejnych latach.

Dotacje UE i co dalej?

Przedsiębiorcy w Polsce regularnie skarżą się na brak kompleksowego systemu wsparcia działalności badawczo-rozwojowej oraz wdrażania innowacji. Dotacje unijne częściowo spełniają rolę stymulatora, są jednak rozwiązaniem tymczasowym, szczególnie w kontekście wyczerpującej się już alokacji na lata 2007-2013 oraz prawdopodobieństwa istotnego ograniczenia budżetu w kolejnej perspektywie finansowej. „Niezbędne jest opracowanie długoterminowych rozwiązań, które zmniejszą niepewność przedsiębiorców, co do możliwości uzyskania wsparcia oraz zminimalizują wiążącą się z tym biurokrację” – uważa Magdalena Burnat-Mikosz, Partner w zespole Research & Development and Government Incentives Deloitte.

Przykładem prostych rozwiązań są np. systemy odliczeń i ulg podatkowych, które przy odpowiedniej konstrukcji mogą stać się atrakcyjną alternatywą dla dotacji UE, przede wszystkim ze względu na eliminację subiektywizmu w procesie przyznawania wsparcia. „Zachęty podatkowe wspierające działalność badawczo-rozwojową stosowane są z powodzeniem w wielu wysokorozwiniętych państwach Europy i świata” – dodaje Michał Turczyk, Starszy Menedżer w zespole Research & Development and Government Incentives Deloitte. „Doświadczenia z tym związane wskazują, iż wykorzystują one efektywniej wewnętrzny potencjał gospodarki, poprzez wpływ na wzrost zatrudnienia wysokokwalifikowanej kadry oraz lepszą współpracę pomiędzy nauką a biznesem. W długim okresie przekłada się to m.in. na zwiększenie przychodów do budżetu państwa z tytułu CIT.”

Zalecenia dla Polski

W ciągu najbliższych lat Polska powinna efektywnie i konsekwentnie realizować założenia strategii „Europa 2020”, mającej na celu stymulowanie innowacyjności i konkurencyjności gospodarek UE, tak, aby w jak najkrótszym czasie zmniejszyć przepaść technologiczną pomiędzy Europą a Stanami Zjednoczonymi i Japonią. „Wytyczne Komisji Europejskiej powinny być impulsem do wdrożenia koniecznych zmian legislacyjnych oraz kształtowania świadomości polskich przedsiębiorców. Należy podkreślać, że droga do trwałego rozwoju firmy oparta jest na umacnianiu pozycji konkurencyjnej poprzez wdrażanie innowacji. Potrzebna jest także spójna polityka na szczeblu centralnym i regionalnym, dzięki czemu wzrośnie dostęp do nowatorskich rozwiązań i zaczną powstawać w naszym kraju firmy hi-tech, które będą konkurencją na światowych rynkach” – dodaje Magdalena Burnat-Mikosz z Deloitte.

W 2011 roku telewizja umocni swoją pozycję jako najsilniejsze medium reklamowe

W 2011 roku telewizja umocni swoją pozycję jako najsilniejsze medium reklamowe. Nie spełni się zatem prognoza mówiąca o tym, że ofensywa portali społecznościowych spowoduje, iż Internet uzyska pierwsze miejsce pod względem przychodów z reklamy. Cyfryzacja telewizji spowoduje za to zmiany na rynku reklamy i wzrost znaczenia kanałów tematycznych.

Mimo wysokiego już nasycenia polskiego rynku mediów, telewizja, a zatem także reklama telewizyjna przeżywa wciąż okres ożywienia i umacnia się na czołowym miejscu w wydatkach na reklamę ogółem. Polacy, mimo coraz łatwiejszego i tańszego dostępu do Internetu, nadal coraz więcej czasu spędzają przed telewizorem. W 2010 roku było to średnio aż 3 godziny i 42 minuty dziennie (wzrost o 7 minut w stosunku do 2009 roku). Czas wykorzystany na surfowanie w Internecie rośnie w szybszym tempie, ale w porównaniu z telewizją jest znacznie krótszy, wśród posiadających dostęp do sieci jest to średnio 2 godziny i 20 minuty dziennie.

Dynamiczny rozwój Internetu i popularność portali społecznościowych nie wpłynie znacząco na zmianę w podziale rynku reklamy. Wartość przychodów z reklam w kanałach elektronicznych zanotuje znaczący wzrost, ale wartościowo Internet nie przekroczy 15% udziału w całym rynku. „W 2011 roku nastąpi wzmocnienie pozycji telewizji jako tzw. super medium, co zaprzecza wyrażanemu przez niektórych komentatorów poglądowi, że jest to już medium przestarzałe. Przewiduje się, że wydatki na reklamę telewizyjną wzrosną w tym roku o około 8%, ustępując jedynie dynamice wzrostu wydatków reklamowych w Internecie i w kinie. Jednakże reklamy telewizyjne nadal będą stanowić ponad połowę wartości rynku.” – mówi Maciej Klimek, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Opinie wyrażane przez wielu komentatorów, wskazujące na zmierzch telewizji jako głównego medium reklamowego wydają się nie mieć potwierdzenia w danych. Tym bardziej, że w Polsce czeka nas rewolucja w jakości i dostępności do szerokiego wyboru kanałów telewizji cyfrowej. Z punktu widzenia przeciętnego obywatela zmiana sposobu nadawania sygnału może oznaczać konieczność zmiany telewizora lub zakup specjalnego urządzenia pozwalającego na przetworzenie sygnału cyfrowego (set-top box). Obecnie rynkowa cena takiego urządzenia waha się od 120 do 200 zł. Pomimo oczekiwań, że w miarę zbliżania się do daty wyłączenia sygnału analogowego i spadku cen tych urządzeń, pozostanie pewna grupa społeczna, której na taki zakup nie będzie stać. „Analiza strategii przyjętych przez państwa europejskie pokazuje, że nie ma jednorodnego podejścia do kwestii dofinansowania obywatelom zakupu set-top box’ów” – podkreśla Grzegorz Sencio, Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Według ekspertów Deloitte naziemna telewizja cyfrowa przejmie większość rynku telewizji analogowej oraz może nawet zachęcić do migracji tę część klientów platform płatnych, która korzysta z najtańszych pakietów. Będzie to więc duże wyzwanie dla płatnych platform, aby utrzymać klientów, którzy zyskają dostęp do szerokiego pakietu programów za darmo. „Przykłady z krajów UE, gdzie naziemna transmisja była dominującym sposobem odbioru sygnału TV, pokazują że naziemna telewizja cyfrowa przejęła prawie 80% odbiorców telewizji analogowej. A proces cyfryzacji w tych krajach jeszcze się nie zakończył. Ponadto spora część abonentów płatnych platform TV w Polsce wydaje na nie mniej niż 20 złotych miesięcznie. Porównywalna oferta programowa darmowej telewizji w cyfrowej jakości może ich skłonić do poważnego rozważenia rezygnacji z umowy z dotychczasowym dostawcą” – dodaje Grzegorz Sencio.

Innym skutkiem cyfryzacji będzie dalszy rozwój kanałów tematycznych. W tej chwili w technologii analogowej można odbierać zaledwie 8 kanałów. Za kilka lat będzie to kilkanaście albo kilkadziesiąt ogólnodostępnych kanałów. Naturalnie spowoduje to również wzrost przychodów z reklam umieszczanych w kanałach tematycznych, osiągnięty jednak w dużej mierze kosztem kanałów ogólnych.

Koszty działań promocyjnych wzrosną nawet o 20%

Planowane zmiany w sposobie naliczania podatku VAT mogą spowodować wzrost kosztów prowadzenia działań promocyjnych nawet o 20%. Plany Ministerstwa Finansów przewidują, że nowe regulacje mogą obowiązywać już od 1 kwietnia 2011 r. W związku z tym firmy będą musiały zrewidować swoje plany marketingowe, by nie przekroczyć budżetów przeznaczonych na działania promocyjne – oceniają eksperci firmy doradczej Deloitte.

Zmiany proponowane przez Ministerstwo Finansów są kolejnym krokiem dostosowującym polskie prawodawstwo do wymogów Unii Europejskiej. Obecnie nasz kraj jest jednym z ostatnich, który stosuje szerokie wyłączenie z opodatkowania nieodpłatnych przekazań towarów. Co ciekawe przepisy zgodnie z dyrektywami unijnymi obowiązywały w Polsce do maja 2005 roku, po czym zostały zmienione na korzyść podatników, choć nie do końca w zgodzie z prawem UE. Nowe przepisy wejdą w życie najprawdopodobniej od 1 kwietnia. Od tego momentu przekazanie gadżetów, prezentów świątecznych, wygranych w konkursach będzie co do zasady wiązało się z koniecznością uiszczenia podatku przez podmiot wydający.

„Zmiany w ustawie o VAT będą dotyczyły wszelkich działań marketingowych, w ramach których przekazywane są nieodpłatnie towary kontrahentom lub konsumentom. Wolne od podatku pozostaną towary o wartości do 10 złotych lub 100 zł w przypadku, gdy prowadzona jest dokładna ewidencja świadczeń na rzecz danej osoby” – mówi Przemysław Skorupa, Starszy Menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

Zmiany w największym stopniu dotkną branżę FMCG, czyli firmy zajmujące się produkcją i sprzedażą kosmetyków, chemii gospodarczej i artykułów spożywczych oraz sektor farmaceutyczny. Skutki znowelizowanych przepisów mogą objąć również przedstawicieli innych branż, jeżeli prowadzą oni działalność „rozdawniczą”, na przykład konkursy.

W mniejszym stopniu zmiany odczują konsumenci, chociaż nowe regulacje mogą przełożyć się na niewielki wzrost cen produktów. Niewykluczone, że zmniejszy się liczba i wartość prezentów świątecznych lub gadżetów reklamowych.

Koszty niektórych działań marketingowych polegających na przekazywaniu nieodpłatnie towarów mogą wzrosnąć o wartość podatku VAT (5, 8 lub 23% – w zależności od rodzaju przekazywanych towarów). W wielu firmach będzie to wymagało rewizji strategii marketingowych i obniżenia kosztów działań w tym zakresie. Można spodziewać się więc, przynajmniej w pierwszym okresie od wejścia w życie przepisów, ograniczenia kampanii promocyjnych.

„Wyroki Trybunału Sprawiedliwości UE w przedmiocie nowelizacji pokazują, że wszelkie działania rozdawnicze wymagają precyzyjnych analiz. Firmy często pod wpływem zmian legislacyjnych dokonują weryfikacji swoich działań i optymalizacji podatkowych. Zapewne w przypadku Polski również po kilku miesiącach będzie to miało miejsce” – dodaje Krzysztof Wilk, Starszy Menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

Rosnąca klasa średnia zmieni zwyczaje konsumenckie na świecie

Do 2030 r. klasa średnia w skali globalnej powiększy się o 2 miliardy ludzi. Spowoduje to znaczące zmiany w portfoliach przedsiębiorstw, a także w sposobie oraz poziomie konsumpcji dóbr i usług. Firmy będą musiały także sprostać nowym wyzwaniom, które niesie powszechny dostęp do informacji na temat ich produktów. Ich dodatkową rolą, z racji na rosnącą populację, będzie sterowanie i zachęcanie konsumentów do korzystania z produktów, zapewniających zrównoważony rozwój – oceniają eksperci firmy doradczej Deloitte w raporcie „Consumer 2020. Reading the signs”.

Nadchodząca dekada zmieni sposoby w jaki sieci spożywcze i marki generują wzrost. W najbliższych latach odbędzie się to, przede wszystkim przez zwiększenie udziałów w rynku, a nie pozyskiwanie nowych, z racji na bogacenie się społeczeństw. Szczególne zmiany będą widoczne w Chinach. Tam liczba przedstawicieli klasy średniej będzie rosła w dużym tempie, a wraz z nią wydatki na produkty przydatne w gospodarstwach domowych. Dodatkowo zwiększy się świadomość marek międzynarodowych, a także konsumpcja poza domem, wszystko to oznacza nowe możliwości rozwoju dla producentów.

Ze wzrostem znaczenia klasy średniej będziemy mieli także do czynienia w innych rozwijających się krajach, takich jak Meksyk, Rosja, Brazylia, Indonezja, Turcja. Firmy powinny mieć jednak na uwadze, że dochód w tych społeczeństwach pozostanie na relatywnie niskim poziomie, co spowoduje, że konsumenci będą bardzo wrażliwi na ceny oraz podatni na promocje cenowe.

Istotny wpływ na zmianę globalnych zwyczajów konsumpcyjnych, w obecnej dekadzie, będzie miał czynnik starzejącego się społeczeństwa oraz zmniejszanie się liczby urodzeń. W Europie, w państwach takich jak Niemcy, Hiszpania czy Włochy, współczynnik dzietności wynosi ok. 1,3 – 1,4 w przeliczeniu na kobietę. Jest to znacznie poniżej poziomu, który zapewnia naturalną zastępowalność pokoleń. Oznacza to, że w perspektywie najbliższych 50 lat, liczba mieszkańców starego kontynentu zmniejszy się o 60 milionów. Jeszcze gorzej, pod względem liczby urodzeń, wygląda sytuacja w Korei Południowej i Japonii, gdzie wskaźnik dzietności plasuje się poniżej 1,2. Spowoduje to stopniowe zmniejszanie się liczby ludności w wieku produkcyjnym, to z kolei przełoży się na spadek tempa wzrostu gospodarczego oraz zmniejszy konkurencyjność tych państw na arenie międzynarodowej.

„Starzejące się społeczeństwo wymusi na producentach oraz dostawcach usług zwrócenie większej uwagi na potrzeby osób starszych i dopasowanie portfolio produktów do ich potrzeb. Szacuje się, że do 2015 r. pokolenie l.50., zwane potocznie „baby boomers”, wchodzące dziś w wiek emerytalny, w Stanach Zjednoczonych zgromadzi 60% dobrobytu tamtejszego społeczeństwa, oraz będzie odpowiadać za 40% ogólnych wydatków. Ich zainteresowaniem będą się cieszyć produkty i usługi przedłużające młodość oraz oferujące rozrywkę, szczególnie podróże, co stanowi dobrą wiadomość dla branży turystycznej.” – mówi Lawrence Hutter, Partner, Lider globalnego zespołu świadczącego usługi dla firm z sektora dóbr i usług konsumpcyjnych w Deloitte UK.

Najbliższa dekada przyniesie także wzrost cen żywności. Wpływ na to ma kilka czynników – przede wszystkim rosnąca populacja, będzie wymagała większych ilości produktów, przy jednoczesnym spadku ilość ziemi i wody, jakie mogą być wykorzystana do produkcji dóbr spożywczych. Dodatkowym powodem są zmiany klimatyczne, które będą negatywnie wpływać na ilość upraw, a rosnące ceny energii spowodują większe koszty produkcji i transportu, co przełoży się na wzrost cen produktów w sprzedaży detalicznej. W takiej sytuacji konsumenci będą znacznie uważniej wybierać produkty, dbając o ich jakość, a także ograniczać ilość, by w domowym budżecie zminimalizować odsetek wydatków na jedzenie.

Wpływ na sposób podejmowania decyzji zakupowych będzie miał także powszechny dostęp do informacji, bez względu na czas i miejsce. Mając niemal nieograniczoną wiedzę o producentach, sposobach wytworzenia oraz cenach, konsumenci będą bardziej świadomie wybierać produkty, a także szybciej reagować na wiadomości o kryzysach i skandalach wokół nich. Dodatkowo, na firmach spocznie obowiązek kreowania i podtrzymywaniu zwyczaju korzystania z produktów zapewniających zrównoważony rozwój, gdyż sami konsumenci, nie będą w stanie sprostać temu wyzwaniu.

Rekordowe wyniki OPONEO.PL

Osiągnięty wynik finansowy netto w 2010 roku Grupy OPONEO.PL w kwocie 7 162 tys. zł jest rekordowym w historii firmy. Grupa odnotowała 270 proc. wzrost zysku netto, przy 69 proc. wzroście obrotów w stosunku do 2009 roku.

W samym IV kwartale 2010 roku Grupa OPONEO.PL wygenerowała zysk netto w wysokości 4 366 tys. zł odnotowując wzrost w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego o 110 proc.

Po czterech kwartałach 2010 roku zwiększyła wynik EBITDA do 12 616 tys. zł z 5 818 tys. zł po trzech kwartałach 2010 roku i marżę EBITDA operacyjna do poziomu 0,08 proc.

Przychody Grupy w 2010 roku wyniosły 144 302 tys. zł i wzrosły o 69 proc. w stosunku do 2009 roku, a w samym IV kwartale 2010 roku wyniosły 62 464 tys. zł stanowiąc 166 proc. przychodów z IV kwartału 2009 roku. W 2010 roku Grupa OPONEO.PL odnotowała zysk na poziomie operacyjnym EBIT w kwocie 9 086 tys. zł.

Rekordowe wyniki finansowe OPONEO.PL są efektem utrzymania wysokiej dynamiki rozwoju Spółki zarówno na rynku polskim oraz zagranicznym.

OPONEO.PL S.A. otrzyma 95 tys. zł z tytułu odszkodowania za naruszenie praw majątkowych

Wiktor Zajkiewicz, właściciel serwisu Opony.net, wypłaci OPONEO.PL S.A. odszkodowanie w wysokości 95 tys. zł w wyniku podpisania ugody sądowej w procesie o bezprawne naruszenie praw majątkowych Spółki.

W styczniu 2010 roku firma OPONEO.PL S.A. wniosła do sądu sprawę przeciwko Wiktorowi Zajkiewiczowi wskazując, że właściciel serwisu Opony.net przejął i wykorzystał bazy danych dostępnych w serwisie Oponeo.pl. Sprawa dotyczyła przejęcia bazy danych pojazdów, zawierającej 6 tys. pozycji i bazy danych 600 opisów produktów oraz naruszenia praw majątkowych związanych z layoutem i strukturą funkcjonalną strony Oponeo.pl, poprzez wykorzystanie ich w ramach serwisu Opony.net.

Informację o upodobnieniu serwisu Opony.net do Oponeo.pl firma uzyskała od użytkownika portalu OPONEO.PL S.A. W sierpniu 2009 roku wskazał on na forum Spółki na znaczące podobieństwo obu stron, co doprowadziło go do zmylenia w sprawie tożsamości serwisu Opony.net.

Po wnikliwej analizie konkurencyjnego serwisu odnotowane i notarialnie udokumentowane zostały wszystkie przywłaszczone przez właściciela serwisu Opony.net elementy i części składowe serwisu Oponeo.pl. Nadto Spółka zleciła przeprowadzenie analizy porównawczej obu serwisów prof. dr hab. Januszowi Barcie i prof. dr hab. Ryszardowi Markiewiczowi z Instytutu Prawa Własności Intelektualnej Uniwersytetu Jagiellońskiego.Ekspertyza prawna potwierdziła wcześniejsze ustalenia OPONEO.PL zgodnie, z którymi przy projektowaniu, wdrażaniu i prowadzeniu serwisu Opony.net, właściciel strony działał „w złej wierze” na szkodę OPONEO.PL S.A. bezprawnie przejmując i posługując się w obrocie handlowym przysługującymi Spółce prawami majątkowymi.

Wszystkie przejęte przez konkurencję produkty pracy są efektem rozwiązań na bazie długoletniego doświadczenia i autorskich pomysłów zespołu OPONEO.PL. Bazy danych i wszelkie funkcjonalności tworzone są w oparciu o indywidualne metodologie doboru i prezentowania parametrów – odmienne od stosowanych przez konkurencję.

Przejmowanie rezultatów prac OPONEO.PL S.A. miało charakter ciągły i systematyczny. Zmiany w serwisie, także błędy wprowadzane umyślnie dla celów dowodowych takie jak; modele aut z fikcyjnymi silnikami, były pobierane na bieżąco do bazy serwisu Opony.net.

Pozwany, którego reprezentował m in. prof. dr hab. Ryszard Skubisz, kwestionował roszczenia i wnosił o oddalenie powództwa, jednak w lutym br. na pierwszej rozprawie doszło do podpisania ugody sądowej, na mocy której pozwany musi zapłacić na rzecz OPONEO.PL S.A. kwotę 95 tys. zł. Zarząd OPONEO.PL zgodził się na podpisanie ugody nie chcąc angażować zasobów ludzkich w postępowanie sądowe ze względu na przeprowadzane obecnie intensywne prace rozwojowe i wdrażanie szeregu innowacyjnych projektów, w które zaangażowani są kluczowi pracownicy Spółki. W chwili obecnej są to dla OPONEO.PL S.A. strategiczne cele, a zawarta ugoda jest satysfakcjonująca jako chroniąca interesy firmy.

Spółkę OPONEO.PL S.A. w procesie reprezentował radca prawny Tomasz Ejtminowicz specjalizujący się w prawie internetu.

Proces miał charakter pionierski w polskim internecie, bowiem niezmiernie rzadko poszkodowane firmy decydują się na kroki prawne związane z naruszeniem praw producenta baz danych w sieci z uwagi m in. na zawiłości dowodowe oraz skomplikowane metodologie wyliczania wartości odszkodowania za przywłaszczane bazy danych.

Bezpieczniejsze inwestowanie na rynkach wschodzących

Już po raz czwarty rusza fundusz Pioneer Zmiennej Alokacji, dzięki któremu klienci mogą korzystać z potencjalnej hossy na giełdach. Konstrukcja funduszy zmiennej alokacji przewiduje bowiem ochronę zainwestowanych pieniędzy dzięki niezwykle elastycznemu podejściu do zarządzania środkami klientów.

Czwarta edycja jest jednocześnie pierwszą, za pośrednictwem której klienci będą mogli wyjść ze swoimi inwestycjami poza granice Polski. Poprzednie trzy fundusze inwestowały w polskie papiery wartościowe. Tym razem zarządzający będą koncentrować swoją uwagę na akcjach rynków wschodzących (m.in. Brazylia, Indie, Korea Południowa, Chiny, Turcja).

Fundusze ochrony kapitału charakteryzują się bardzo elastycznym podejściem do inwestowania – w akcje może być zainwestowane, w zależności od sytuacji rynkowej, od 0 do 60 proc. aktywów funduszu, dzięki czemu możliwe jest wypracowanie mechanizmu zabezpieczenia kapitału. Na ustalony z góry dzień wyceny jednostki funduszu jej wartość ma być na poziomie nie niższym niż. 90 proc wartości początkowej inwestycji. W praktyce oznacza to, że fundusz jest zarządzany w ten sposób, by jak najlepiej chronić zainwestowane pieniądze.

– Koncepcja funduszu Pioneer Zmiennej Alokacji – Rynki Wschodzące jest bardzo zbliżona do poprzednich edycji. Różnicą jest poziom ochrony kapitału, który w tym przypadku wynosi 90 proc. na koniec trwającego 3,5 roku okresu rozliczeniowego, co pozwala na większe wykorzystanie potencjału rynku akcji. Nawet w przypadku niekorzystnej sytuacji na giełdzie na koniec tego okresu wartość jednostki uczestnictwa nie powinna być niższa niż w pierwszym jego dniu – mówi Mateusz Gołąb, Dyrektor Departamentu Klienta Zamożnego, nadzorujący obszar produktów inwestycyjnych w Banku Pekao S.A.

Obecnie rozpoczyna się 5-tygodniowy okres tzw. quasi-subskrypcji, mający na celu zgromadzenie jak największej wartości aktywów w krótkim czasie. W tym czasie fundusz inwestuje wyłącznie w bezpieczne instrumenty, realizując politykę funduszu pieniężnego. Po pięciu tygodniach rozpocznie się właściwa inwestycja podzielona na 3,5-letnie okresy rozliczeniowe.

– Najkrócej rzecz ujmując, część dłużna funduszu, a więc ta, w której środki będą inwestowane w polskie obligacje, będzie dbała o ochronę zainwestowanych środków, natomiast część akcyjna zadba o wypracowywane zyski – mówi Mateusz Gołąb.

Środki w części akcyjnej nowego funduszu będą lokowane w dwóch funduszach Pioneera: Emerging Markets Equity i Emerging Europe and Mediterranean Equity.

Dodatkową cechą funduszy zmiennej alokacji oferowanych przez Pioneer jest mechanizm „zamykania zysków”, polegający na stopniowej ich akumulacji, a tym samym zabezpieczaniem uczestnika przed spadkami wartości inwestycji. W przypadku Pioneera Zmiennej Alokacji SFIO mechanizm ten skutecznie zadziałał i obecny poziom ochrony zysków wynosi 108 proc. wartości jednostki uczestnictwa.

– W ten sposób klient dostaje bardzo elastyczny instrument inwestycyjny, dający potencjalnie wyższe zyski niż tradycyjne lokaty bankowe, ale jednocześnie dający możliwość skutecznej ochrony zainwestowanych środków na ściśle określonym poziomie– podsumowuje Mateusz Gołąb.