Rynek pracy w Krakowie: mniej etatów, wyższe płace i rosnące bezrobocie

Początek 2026 roku przyniósł ochłodzenie na krakowskim rynku pracy. Dane za marzec potwierdzają spadek zatrudnienia i wzrost liczby osób bezrobotnych, choć dynamika wynagrodzeń wciąż pozostaje dodatnia. Kraków, mimo że nadal wypada korzystnie na tle reszty Polski, przestaje być enklawą w pełni odporną na skutki spowalniającej gospodarki.

Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło

W marcu 2026 r. przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw w Krakowie wyniosło 244,8 tys. osób w przeliczeniu na etaty. Było to o 1,0 tys. osób mniej niż w lutym, czyli o 0,4%, oraz o 3,6 tys. osób mniej niż rok wcześniej. W ujęciu rocznym oznacza to spadek o 1,4%.

To istotny sygnał, ponieważ sektor przedsiębiorstw obejmuje firmy zatrudniające powyżej 9 osób, a więc dużą część zorganizowanego rynku pracy. Spadek zatrudnienia nie musi jeszcze oznaczać gwałtownego kryzysu, ale pokazuje, że część pracodawców ostrożniej podchodzi do nowych rekrutacji lub ogranicza liczbę etatów po okresie wcześniejszego wzrostu kosztów.

W ujęciu miesięcznym największy spadek zatrudnienia odnotowano w budownictwie, gdzie liczba etatów zmniejszyła się o 2,7%. Spadki wystąpiły również w działalności związanej z kulturą, rozrywką i rekreacją, informacji i komunikacji, transporcie i gospodarce magazynowej, zakwaterowaniu i gastronomii, handlu oraz przemyśle. Wzrost zatrudnienia pojawił się natomiast w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej oraz w administrowaniu i działalności wspierającej.

W porównaniu z marcem 2025 r. szczególnie wyraźnie zmniejszyło się zatrudnienie w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej — aż o 15,0%. Spadki odnotowano także w transporcie i gospodarce magazynowej, informacji i komunikacji oraz handlu. To istotne, ponieważ Kraków przez lata był kojarzony z dynamicznym rozwojem usług biznesowych, IT, centrów kompetencyjnych i sektora profesjonalnego. Najnowsze dane sugerują, że część tych branż przechodzi obecnie etap korekty.

Bezrobocie rośnie, choć nadal jest niskie

Na koniec marca 2026 r. w Krakowie zarejestrowanych było 14 446 osób bezrobotnych. To o 210 osób więcej niż miesiąc wcześniej i aż o 2782 osoby więcej niż rok wcześniej. Roczny wzrost wyniósł 23,9%, co pokazuje, że liczba osób pozostających bez pracy rośnie szybciej, niż wynikałoby to wyłącznie z czynników sezonowych.

Mimo tego stopa bezrobocia rejestrowanego w Krakowie nadal pozostaje niska. W marcu wyniosła 2,7%, czyli tyle samo co w lutym, ale więcej niż rok wcześniej, kiedy wynosiła 2,2%. Dla porównania, w województwie małopolskim stopa bezrobocia wynosiła 5,1%, a w kraju 6,1%. Kraków nadal więc wypada bardzo korzystnie na tle regionu i Polski, choć kierunek zmian jest mniej optymistyczny niż jeszcze rok wcześniej.

Wśród zarejestrowanych bezrobotnych było 6828 kobiet, co stanowiło 47,3% ogółu osób bezrobotnych. Liczba bezrobotnych kobiet wzrosła zarówno wobec lutego, jak i wobec marca poprzedniego roku. W skali roku zwiększyła się o 1180 osób, czyli o 20,9%.

Mniej ofert pracy niż rok wcześniej

W marcu 2026 r. do urzędów pracy w Krakowie zgłoszono 955 ofert pracy. To więcej niż w styczniu i lutym 2026 r., ale zdecydowanie mniej niż w wielu miesiącach 2025 r. Dla porównania, w marcu 2025 r. zgłoszono 2182 oferty pracy. Oznacza to, że formalny popyt na pracowników, mierzony liczbą ofert przekazywanych do urzędów pracy, był znacznie słabszy niż rok wcześniej.

Na koniec marca na jedną ofertę pracy przypadało w Krakowie 9 zarejestrowanych bezrobotnych. Miesiąc wcześniej było to 10 osób, więc sytuacja nieznacznie się poprawiła, ale na początku 2026 r. wskaźnik ten był wyraźnie wyższy niż przez większość 2025 r. W styczniu 2026 r. na jedną ofertę przypadało 13 osób, podczas gdy w 2025 r. wskaźnik najczęściej mieścił się w przedziale od 5 do 8 osób.

To pokazuje, że rynek pracy w Krakowie stał się mniej chłonny. Pracownicy nadal mają relatywnie dobrą sytuację w porównaniu z wieloma innymi miastami, ale okres bardzo łatwego znajdowania zatrudnienia w części branż może być już za nimi.

Wynagrodzenia nadal rosną

Jednocześnie dane o płacach pokazują, że presja wynagrodzeniowa nie zniknęła. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w Krakowie wyniosło w marcu 2026 r. 13 442,46 zł. Było o 15,5% wyższe niż w lutym i o 5,8% wyższe niż w marcu 2025 r.

Tak wysoki miesięczny wzrost może wynikać m.in. z wypłat premii, nagród, dodatków okresowych lub sezonowych przesunięć w strukturze wynagrodzeń. Z punktu widzenia długofalowego trendu ważniejszy jest wzrost roczny, a ten wyniósł 5,8%. Oznacza to, że mimo spadku zatrudnienia przeciętne płace wciąż idą w górę.

W ujęciu rocznym wynagrodzenia wzrosły w większości analizowanych sekcji. Największy wzrost odnotowano w obsłudze rynku nieruchomości, transporcie i gospodarce magazynowej, kulturze, rozrywce i rekreacji, administrowaniu i działalności wspierającej oraz zakwaterowaniu i gastronomii. Spadek przeciętnego wynagrodzenia wystąpił natomiast w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej, gdzie płace były o 3,1% niższe niż rok wcześniej.

To szczególnie ciekawe w kontekście spadku zatrudnienia w tej samej sekcji. Może wskazywać na zmianę struktury zatrudnienia, ograniczenie części stanowisk, presję kosztową albo przesunięcia w modelach pracy w sektorze usług profesjonalnych.

Kraków nadal z wysokimi płacami na tle innych miast

Na tle największych miast Kraków pozostaje jednym z rynków o najwyższych przeciętnych wynagrodzeniach. Marcowe wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło tu 13 442,46 zł, czyli więcej niż m.in. w Warszawie, gdzie przeciętna płaca wyniosła 12 410,85 zł, oraz więcej niż we Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku czy Katowicach.

Trzeba jednak pamiętać, że przeciętne wynagrodzenie nie pokazuje pełnego obrazu dochodów mieszkańców. Średnia może być podbijana przez wysokie płace w sektorach takich jak IT, usługi biznesowe, finanse, przemysł zaawansowany czy stanowiska menedżerskie. Dla wielu pracowników rzeczywiste wynagrodzenia mogą być znacząco niższe od średniej.

Liczba firm rośnie, ale nie przekłada się to automatycznie na etaty

Ciekawym elementem danych GUS jest rosnąca liczba podmiotów gospodarki narodowej. Na koniec marca 2026 r. w rejestrze REGON w Krakowie było 196 087 podmiotów, czyli o 8611 więcej niż rok wcześniej. Wzrost wyniósł 4,6% r/r.

Najwięcej firm działało w sekcjach: działalność profesjonalna, naukowa i techniczna, handel oraz informacja i komunikacja. Wzrost liczby podmiotów może świadczyć o przedsiębiorczości miasta, ale nie musi oznaczać proporcjonalnego wzrostu liczby miejsc pracy. Część nowych firm to jednoosobowe działalności gospodarcze, mikrofirmy lub podmioty działające projektowo. W marcu 2026 r. zarejestrowano 1675 nowych podmiotów, z czego 1251 stanowiły osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą.

Jednocześnie 26 557 podmiotów miało zawieszoną działalność, a zdecydowaną większość z nich stanowiły jednoosobowe działalności gospodarcze. To pokazuje, że za statystyką przedsiębiorczości kryje się także duża rotacja i niepewność, zwłaszcza wśród najmniejszych firm.

Budownictwo i przemysł mogą stabilizować rynek

Choć zatrudnienie w skali całego sektora przedsiębiorstw spadło, część danych dotyczących gospodarki Krakowa wygląda pozytywnie. Produkcja budowlano-montażowa w marcu 2026 r. wzrosła o 60,8% r/r, a produkcja sprzedana przemysłu w cenach stałych była o 16,6% wyższa niż rok wcześniej. Może to oznaczać, że część realnej aktywności gospodarczej pozostaje mocna, nawet jeśli firmy nie zwiększają zatrudnienia w takim tempie jak wcześniej.

W przemyśle wzrost zatrudnienia w ujęciu rocznym wyniósł 7,0%, a w budownictwie 1,5%. Kontrastuje to ze spadkami w usługach profesjonalnych, transporcie, informacji i komunikacji oraz handlu. Rynek pracy w Krakowie staje się więc bardziej zróżnicowany: część branż nadal zwiększa aktywność, inne ograniczają zatrudnienie lub przechodzą restrukturyzację.

Co oznaczają te dane dla pracodawców?

Dla pracodawców marcowe dane pokazują, że sytuacja kadrowa może być nieco łatwiejsza niż w okresie największego niedoboru pracowników. Wzrost liczby bezrobotnych i mniejsza liczba ofert pracy oznaczają większą dostępność kandydatów, choć niekoniecznie w zawodach najbardziej poszukiwanych.

Jednocześnie wysokie średnie wynagrodzenie pokazuje, że koszty pracy pozostają istotnym obciążeniem. Firmy, które chcą utrzymać dobrych pracowników, nadal muszą oferować konkurencyjne warunki. Dotyczy to zwłaszcza sektorów, w których liczą się kompetencje technologiczne, językowe, inżynierskie, analityczne lub inne specjalistyczne umiejętności.

Krakowski rynek pracy po okresie boomu

Dane za marzec 2026 r. sugerują, że krakowski rynek pracy znajduje się po okresie bardzo silnej ekspansji. Nie widać gwałtownego załamania, ale widać korektę. Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw jest niższe niż rok wcześniej, liczba zarejestrowanych bezrobotnych rośnie, a liczba ofert pracy zgłaszanych do urzędów pracy jest mniejsza niż w 2025 r.

Jednocześnie Kraków nadal zachowuje cechy silnego ośrodka gospodarczego: ma niską stopę bezrobocia, wysokie wynagrodzenia, rosnącą liczbę firm oraz znaczący udział w gospodarce Małopolski. Obecna sytuacja nie przypomina kryzysu, lecz raczej przejście z rynku bardzo dynamicznego do bardziej wymagającego i selektywnego.

Najbliższe miesiące pokażą, czy marcowe dane są tylko chwilową korektą, czy początkiem dłuższego trendu. Kluczowe będzie to, czy spadek zatrudnienia zatrzyma się w kolejnych miesiącach, czy liczba ofert pracy zacznie ponownie rosnąć oraz czy wzrost wynagrodzeń utrzyma się bez dalszego ograniczania liczby etatów. Na razie Kraków pozostaje jednym z najmocniejszych rynków pracy w Polsce, ale nie jest już rynkiem odpornym na wszystkie oznaki spowolnienia.

Źródło danych: GUS, „Statystyka Krakowa 3/2026”, Urząd Statystyczny w Krakowie.

Średni dług Polaka wzrósł do 22,7 tys. zł. ERIF pokazuje dane po I kwartale 2026 r.

0
  • Raport „Wielkość i struktura bazy danych ERIF Biura Informacji Gospodarczej S.A.” po pierwszym kwartale tego roku pokazuje, że średnia wartość długu przeciętnego Polaka wzrosła o 5,4% i wynosi obecnie 22 679 zł.
  • Łączne zadłużenie Polaków wzrosło w ciągu trzech miesięcy o miliard złotych – z 27,96 mld zł pod koniec grudnia 2025 r. do 28,97 mld zł na koniec marca 2026 r.
  • Głównymi przyczynami długów są pożyczki, opłaty za multimedia i alimenty.

Łączna wartość niespłaconego zadłużenia Polaków w bazie ERIF spadła w ciągu roku o 5,9% (w porównaniu do pierwszego kwartału 2025 r.). Czy to oznacza, że sytuacja polskich gospodarstw domowych jest lepsza? Niekoniecznie, ponieważ na podstawie danych w bazie ERIF można zauważyć niekorzystny trend. Średnie zadłużenie na jedną osobę wzrosło z 21 523 zł do 22 679 zł, czyli o 5,4% w porównaniu do tego obserwowanego przed rokiem. Co więcej, łączne zadłużenie wzrosło z kwartału na kwartał.

Wzrost tej wartości jest niepokojący, ponieważ może wskazywać na malejące możliwości nabywcze polskich konsumentów. Skłaniają do tego dwa fakty. Po pierwsze, ceny towarów i usług wzrosły rok do roku jedynie o 3%, jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Po drugie, mimo generalnego trendu malejącej wartości zadłużenia rok do roku, to w ujęciu kwartalnym, porównując ostatni zeszłego roku z pierwszymi miesiącami obecnego, zauważyliśmy wzrost. Na koniec grudnia 2025 r. łączna wartość niespłaconych długów wynosiła 27,96 mld zł, a na koniec marca br. jest ona o miliard wyższa, czyli na poziomie 28,97 mld. Wzrost zadłużenia w pierwszym kwartale wynika zazwyczaj z wyższych wydatków pod koniec roku z powodu zwiększonego ruchu e-commerce w trakcie listopadowych wyprzedaży i zakupów świątecznych. Na początku roku pojawiają się zatem często problemy ze spłatą wcześniejszych zobowiązań. Natomiast to co należy uznać za pozytywne to wzrost liczby konsumentów w bazie, który świadczy również o wzroście liczby osób, które płacą terminowo swoje zobowiązania – zauważa Katarzyna Skrzypczyńska, Kierownik Działu Rozwoju Produktu w ERIF BIG SA.

Zadłużenie Polaków w liczbach

Dane ERIF Biura Informacji

Gospodarczej S.A.

I kw. 2025 r. IV kw. 2025 r. I kw. 2026 r.
Łączna liczba konsumentów w bazie 5 891 328 6 004 273 6 049 277
Łączna wartość negatywnych zobowiązań 30,78 mld zł 27,96 mld zł 28,97 mld zł
Średnia wartość długu na dłużnika 21 523 zł 21 841 zł 22 679 zł

 

Jakie są przyczyny zadłużenia Polaków wiosną 2026 r.?

Główne przyczyny zaległości finansowych można podzielić na kilka kluczowych grup, do których należą zadłużenia alimentacyjne, wobec sektora bankowego i pożyczkowego, multimedialne i telekomunikacyjne, sądowe i ubezpieczeniowe oraz wynikające z prowadzenia jednoosobowych działalności gospodarczych.

Zadłużenie alimentacyjne

To najbardziej „wartościowy” element długu Polaków. Choć stanowią one 16,7% liczby wszystkich negatywnych wpisów, to pod względem kwotowym odpowiadają za blisko 60% (59,8%) całkowitego długu konsumentów. Przyglądając się szczegółowo tej grupie, widzimy, że świadczenia z funduszu alimentacyjnego stanowią 34,7% łącznej wartości długu, zobowiązania dłużnika alimentacyjnego to 22,2% wartości, a zaliczki alimentacyjne to 1,7%.

Zobowiązania finansowe

Długi wobec instytucji finansowych (banki i firmy pożyczkowe) to druga co do wartości kategoria, która odpowiada za blisko 30% wysokości niespłaconych zaległości. Umowy pożyczkowe odpowiadają za 10,3% wartości, kredytowe za 10%, kredyty konsumenckie to 6,6%, a karty kredytowe stanowią 1,1% wartości długu.

Multimedia i telekomunikacja

Ta kategoria obejmuje cykliczne rachunki za usługi i zakupy ratalne sprzętów. Charakteryzuje się dużą liczbą drobnych zobowiązań (17,9% ogółu), które nie wpływają jednak znacząco na całkowitą wartość długu – stanowią jedynie 3,3% łącznego zadłużenia.

Zobowiązania sądowe i ubezpieczeniowe

Są to długi wynikające z kar administracyjnych lub nieopłaconych składek za polisy. Zobowiązania sądowe odpowiadają za 3,40% wartości długu – grzywny (1,41%), koszty sądowe (0,34%) i nawiązki na rzecz Skarbu Państwa (0,69%). Z kolei nieopłacone ubezpieczenia to 1% długu Polaków (choć podobnie, jak w przypadku multimediów, liczba spraw jest spora – 11,7% ogółu).

Zadłużenie wobec działalności gospodarczych

Ostatnią grupą są zobowiązania wobec jednoosobowych działalności gospodarczych, czyli nieopłacone zobowiązania z tytułu umów o świadczenie usług – to 0,6% wartości długu.

Patrząc na sytuację rok temu, widzimy kilka istotnych zmian. Systematycznie rośnie udział alimentów oraz kredytów bankowych w całkowitej kwocie zaległości. Z 57,7% do 59,8% wartości w przypadku alimentów i z 15,5% do 19,1% w przypadku zobowiązań bankowych. Zmniejszył się za to udział długu „rozproszonego”, czyli z tytułu umów multimedialnych oraz pożyczek pozabankowych, co może sugerować lepszą spłacalność mniejszych zobowiązań – dodaje Katarzyna Skrzypczyńska z ERIF BIG SA.

Porównanie przyczyn zadłużenia konsumentów (udział wartościowy %)

Dane ERIF Biura Informacji Gospodarczej S.A.

Grupy zadłużenia I kw. 2025 IV kw. 2025 I kw.2026
Alimentacyjne 57,73% 59,57% 59,84%
Bankowe 15,52% 17,93% 19,07%
Pożyczkowe 14,89% 12,64% 10,34%
Sądowe 2,84% 3,42% 3,40%
Multimedialne 6,74% 3,43% 3,33%
Ubezpieczeniowe 0,82% 1,00% 0,99%
Wobec działalności gospodarczych —* 0,64% 0,56%
Pozostałe 1,46% 1,38% 2,47%

*W raporcie za I kwartał 2025 r. ta kategoria nie była wyodrębniona jako osobna główna grupa w zestawieniu dla konsumentów

 

Niepewność wokół Iranu utrzymuje napięcie na rynkach finansowych

Rynki nadal żyją nadzieją na porozumienie między USA i Iranem. Wczorajsza propozycja Stanów Zjednoczonych pozostaje na stole, mimo braku konkretnej odpowiedzi ze strony oponenta. To właśnie ta niepewność utrzymuje zmienność na rynkach. Wczoraj Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła kosztu pieniądza, podobnie jak dziś Riksbank. Nieoczekiwane wieści napłynęły jednak z Norwegii!

Co z tą wojną?

Po wczorajszej szarży „edka” w okolice 1,18 USD czy spadku amerykańskiej odmiany ropy pod 90 USD pozostały formacje V-shape (odpowiednio V-top i V-bottom). W czwartek o godzinie 9:00 kurs głównej pary walutowej świata oscylował przy 1,175 USD a OIL.WTI przy 95,5 USD, co oznacza wymazanie części środowych ruchów. Powód to ponownie zbyt euforyczna reakcja na doniesienia agencji Axios o uproszczonym planie pokojowym od USA, który zakłada m.in. przywrócenie ruchu w cieśninie Ormuz. Problem w tym, że kilka godzin później dowiedzieliśmy się, że Iranowi nie będzie spieszyć się z odpowiedzią (powinna być do 48h od przedstawienia planu). Dwie negujące się informacje w tak krótkim czasie po raz kolejny wystarczyły, żeby wywołać trzęsienie ziemi na rynkach. Z chaosu wyczytać można jednak pośpiech Trumpa. Wygląda na to, że prezydentowi USA przypomniało się o sprawach wizerunkowych, a pożądanym scenariuszem jest oficjalne ogłoszenie zakończenia konfliktu nie przed listopadowymi „midtermami”, a jeszcze przed wizytą w Pekinie i rozmową z Xi (14-15 maja).

RPP spokojne napięcie

Majowa decyzja Rady Polityki Pieniężnej po raz kolejny była zgodna z oczekiwaniami. Stopa referencyjna pozostała przy poziomie 3,75%, co oznacza, że koszt pieniądza nie uległ zmianie. Na dzisiejszej konferencji prasowej prof. Adam Glapiński będzie szerzej omawiać tło decyzji. Możemy spodziewać się podjęcia tematu wzrostu kwietniowej inflacji konsumenckiej do 3,2% r/r. Bronią prezesa zapewne będzie fakt, że dynamika cen wciąż pozostaje w celu NBP (2,5% r/r z symetrycznym przedziałem odchyleń +\- 1 pkt proc.). Jeżeli narracja wybielania wzrostu cen będzie dominującą, to aspekt miesięcznego skoku o 0,6% może zostać pominięty – chyba że pytanie o to zada jeden z dziennikarzy. Obawy inflacyjne podbijają także drogie paliwa, które zależnie od tonu wypowiedzi mogą być tłumione pomocą rządową albo w końcu nazwane problemem. Dla rynku w słowach prezesa najważniejsze będzie dostrzeżenie kierunku, w jakim Rada prawdopodobnie będzie podążać przez najbliższe miesiące. Jak dotąd, panuje przekonanie o braku podwyżek stóp. Jeżeli jednak przekaz złamie ten scenariusz, złoty może dostać wiatru w żagle. W czwartek o poranku krajowa waluta pozostaje pod wpływem czynników zewnętrznym. Kurs EUR/PLN to 4,23 PLN, a USD/PLN schodzi poniżej 3,60 PLN.

Stopy w Skandynawii 

Podobnie jak w Polsce, stopy procentowe nie uległy zmianie w Szwecji. Dziś Riksbank pozostawił koszt pieniądza przy 1,75%. Natomiast zaskoczenie przyszło z Norwegii, gdzie Norges Bank niespodziewanie podniósł koszt pieniądza z 4% do 4,25%. Różnica poziomów stóp procentowych w obydwu krajach jest znacząca, a jej powodem są zupełnie inne wartości inflacji konsumenckiej. Najnowszy odczyt dynamiki cen w Norwegii to 3,6 % r/r. Natomiast wczorajsze dane ze Szwecji mówią o CPI -0,2% r/r. Mamy zatem zestawienie inflacji pełzającej z deflacją. Dzisiejsze publikacje różnie wpłynęły na notowania koron. W przypadku waluty szwedzkiej decyzja miała znikomy wpływ. Kurs SEK/PLN o godzinie 10:00 oscylował przy 0,389 PLN. Natomiast korona norweska zdecydowanie zyskuje. Chwile po jastrzębiej decyzji kurs NOK/PLN wzrósł z 0,387 na 0,0389 PLN, co oznacza umocnienie NOK względem PLN.

Popyt na kredyty mieszkaniowe nadal wysoki, ale marcowy impuls wyraźnie wygasł

W kwietniu 2026 roku rynek kredytów mieszkaniowych pozostał aktywny, choć dane Biura Informacji Kredytowej pokazują jednocześnie wyraźne schłodzenie po wyjątkowo mocnym marcu. Wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe wzrosła o 29,8% rok do roku, co oznacza, że banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania na kwotę niemal o jedną trzecią wyższą niż w kwietniu 2025 roku, po przeliczeniu na dzień roboczy.

Na pierwszy rzut oka dane mogą sugerować bardzo silne ożywienie. Trzeba jednak czytać je ostrożnie. Kwiecień przyniósł bowiem dwa równoległe sygnały: z jednej strony popyt na kredyty mieszkaniowe jest wciąż wyraźnie wyższy niż rok wcześniej, z drugiej — w porównaniu z rekordowym marcem nastąpił znaczący spadek liczby osób ubiegających się o finansowanie.

Więcej chętnych niż rok temu, ale znacznie mniej niż w marcu

Według BIK w kwietniu 2026 roku o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 42,28 tys. osób. Rok wcześniej było to 35,61 tys., co oznacza wzrost o 18,7% rok do roku. Jednocześnie liczba wnioskujących była aż o 33,2% niższa niż w marcu 2026 roku.

Ten miesięczny spadek jest jedną z najważniejszych informacji w najnowszych danych. Pokazuje, że marcowe przyspieszenie nie przekształciło się w trwałą falę zakupową. Był to raczej jednorazowy impuls, częściowo związany z niepewnością i napięciami geopolitycznymi, które mogły skłonić część potencjalnych kupujących do szybszego działania.

W praktyce oznacza to, że rynek wrócił do bardziej stabilnego rytmu. Nie można mówić o załamaniu popytu, ponieważ liczba wnioskodawców nadal jest wysoka na tle ubiegłego roku. Można natomiast mówić o wygaszeniu emocji, które w marcu wywindowały aktywność kredytową do wyjątkowego poziomu.

Kredyt na pół miliona złotych staje się nową normą

Drugim istotnym elementem danych BIK jest średnia wartość wnioskowanego kredytu. W kwietniu wyniosła ona 500,41 tys. zł. Była o 9,3% wyższa niż w kwietniu 2025 roku, choć jednocześnie o 1,2% niższa niż w rekordowym marcu 2026 roku.

Przekroczenie poziomu 500 tys. zł ma znaczenie nie tylko symboliczne. Pokazuje, jak bardzo zmieniły się realia finansowania zakupu mieszkań w Polsce. Jeszcze kilka lat temu kredyt na pół miliona złotych był postrzegany jako bardzo wysoki. Dziś coraz częściej staje się standardem, zwłaszcza w dużych miastach, gdzie ceny mieszkań utrzymują się na wysokich poziomach.

Wzrost średniej wartości wnioskowanego kredytu może wynikać z kilku czynników. Po pierwsze, ceny nieruchomości pozostają wysokie, więc kupujący potrzebują większego finansowania. Po drugie, część osób wnioskujących o kredyt może szukać większych mieszkań lub lokali w lepszych lokalizacjach. Po trzecie, nawet niewielka poprawa zdolności kredytowej może zwiększać maksymalną kwotę, o jaką klienci decydują się wnioskować.

Wysoki popyt, ale coraz trudniejsze porównania

BIK zwraca uwagę, że w kolejnych miesiącach dynamika wzrostu może stopniowo słabnąć. Nie musi to oznaczać realnego pogorszenia sytuacji na rynku. Chodzi przede wszystkim o efekt bazy. Kolejne miesiące 2026 roku będą porównywane już z okresem ożywienia z 2025 roku, a nie ze słabszymi miesiącami wcześniejszego spowolnienia.

To ważne rozróżnienie. Jeżeli liczba wnioskodawców utrzyma się w przedziale około 40–45 tys. miesięcznie, rynek nadal będzie można uznać za aktywny. Jednak roczne dynamiki procentowe będą wyglądały coraz mniej spektakularnie, ponieważ punkt odniesienia stanie się znacznie wyższy.

Oznacza to, że same procentowe wzrosty indeksu mogą w kolejnych miesiącach sprawiać wrażenie słabnięcia popytu, nawet jeśli nominalna liczba osób ubiegających się o kredyt pozostanie relatywnie wysoka. Dla oceny rynku ważniejsze będzie więc nie tylko tempo wzrostu rok do roku, ale także poziom liczby wniosków, średnia wartość kredytu i faktyczna sprzedaż kredytów przez banki.

Co dane BIK mówią o rynku mieszkaniowym?

BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe mierzy wartość wniosków kredytowych składanych przez klientów indywidualnych w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Jest to jeden z ważniejszych wskaźników wyprzedzających dla rynku mieszkaniowego, ponieważ pokazuje zainteresowanie finansowaniem jeszcze przed faktycznym udzieleniem kredytu.

Najnowsze dane sugerują, że popyt na mieszkania finansowane kredytem pozostaje mocny, ale bardziej selektywny i mniej emocjonalny niż w marcu. Kupujący nadal są obecni na rynku, jednak nie widać już tak silnego pośpiechu. To może być korzystne z punktu widzenia równowagi rynkowej, ponieważ zbyt gwałtowne odbicie popytu mogłoby ponownie zwiększać presję na ceny mieszkań.

Z perspektywy deweloperów i sprzedających dane BIK są sygnałem, że potencjalni nabywcy nie zniknęli z rynku. Z perspektywy kupujących oznaczają jednak, że konkurencja o atrakcyjne mieszkania nadal może być znacząca, zwłaszcza w największych miastach. Wysoka średnia kwota wnioskowanego kredytu potwierdza natomiast, że bariera cenowa pozostaje jednym z głównych problemów rynku.

Rynek nie stygnie, ale traci nadzwyczajne tempo

Kwietniowe dane BIK najlepiej interpretować jako powrót do bardziej normalnego poziomu aktywności po marcowym skoku. Popyt na kredyty mieszkaniowe nadal rośnie w ujęciu rocznym, liczba wnioskujących jest wyraźnie wyższa niż przed rokiem, a przeciętna kwota kredytu pozostaje powyżej 500 tys. zł. Jednocześnie spadek względem marca pokazuje, że rynek nie będzie rósł w nieskończoność w tak dynamicznym tempie.

Najbliższe miesiące pokażą, czy obecny poziom popytu utrzyma się mimo efektu bazy, wysokich cen mieszkań i ostrożności części gospodarstw domowych. Na razie dane BIK wskazują na rynek aktywny, ale już nie rozgrzany marcowymi emocjami. To nie jest sygnał załamania. To raczej moment przejścia od gwałtownego odbicia do bardziej stabilnej, choć wciąż wysokiej aktywności kredytowej.

Rekordowy rok dla najmu krótkoterminowego. Polska z 44,39 mln noclegów z platform online

Padły kolejne rekordy popularności najmu krótkoterminowego w Polsce. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl analizują dane Eurostatu o liczbie noclegów rezerwowanych online.

Wraz ze zbliżaniem się wakacji, popularność zyskują letnie nieruchomościowe tematy. Jednym z nich jest najem krótkoterminowy – tym bardziej, że ostatnio sporo mówi się o kwestiach regulacyjnych. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl tym razem zwracają jednak uwagę nie na temat regulowania najmu krótkoterminowego, lecz na rosnącą skalę tego zjawiska. Opublikowane dane Eurostatu wskazują bowiem, że w 2025 roku znów padły rekordy liczby noclegów w Polsce rezerwowanych poprzez popularne platformy online (m.in. Booking oraz Airbnb). Zanim jednak przyjrzymy się wspomnianym rekordom, trzeba najpierw wyjaśnić skąd Eurostat ma informacje dotyczące najmu krótkoterminowego.

Liczba noclegów – co dokładnie zlicza Eurostat?

Warto wiedzieć, że współpraca unijnego urzędu statystycznego i platform oferujących pośrednictwo w zakresie najmu krótkoterminowego trwa od wiosny 2020 r. Wtedy zawarto porozumienie o dostarczaniu danych przez cztery duże serwisy (Airbnb, Booking, Expedia i Tripadvisor). Informacje dotyczące Polski sięgają jednak początku 2018 roku, co widać na poniższym wykresie. Cztery duże platformy udostępniły bowiem dane historyczne.

Wykres pokazuje, jak co miesiąc wyglądała liczba noclegów w Polsce zarezerwowanych poprzez popularne platformy najmu krótkoterminowego. Warto zwrócić uwagę, że mówimy o dość specyficznym sposobie zliczania noclegów. Przykładowo, jeśli trzyosobowa rodzina wynajmie przez Internet lokum na sześć dni, to w statystykach Eurostatu będzie to oznaczało 18 noclegów.

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl podkreślają, że dane Eurostatu na temat najmu krótkoterminowego mają na razie charakter eksperymentalny i ukazują się z pewnym opóźnieniem. Dostępne informacje nie pozwalają jeszcze wyodrębnić noclegów realizowanych w różnych typach obiektów (np. mieszkaniach, domkach letniskowych, domach jednorodzinnych itd.). Eurostat informuje natomiast, że prezentowane statystyki w zakresie najmu krótkoterminowego nie obejmują hoteli oraz kempingów.

Na wykresie widać sezonowość i ciągłe wzrosty

Skoro już wiemy, co prezentuje poniższy wykres, to teraz warto przyjrzeć mu się dokładniej. Tym bardziej, że w danych dotyczących Polski widzimy ciekawe zjawiska. Uwagę zwraca na pewno sezonowość liczby noclegów w ramach najmu krótkoterminowego z widoczną kulminacją w miesiącach wakacyjnych. Jeżeli mowa o wynikach z wakacji, to należy zaznaczyć, że sierpień 2025 r. przyniósł nowy polski miesięczny rekord liczby noclegów z najmu krótkoterminowego online.

O rekordzie można mówić również w ujęciu rocznym, bo liczba noclegów rezerwowanych za pośrednictwem platform online zmieniała się następująco:

  • 2018 r. – 15,59 mln noclegów obliczanych jako iloczyn liczby gości i spędzonych nocy
  • 2019 r. – 19,69 mln
  • 2020 r. – 12,97 mln
  • 2021 r. – 15,03 mln
  • 2022 r. – 26,35 mln
  • 2023 r. – 32,74 mln
  • 2024 r. – 39,02 mln
  • 2025 r. – 44,39 mln

Zdaniem ekspertów RynekPierwotny.pl, wykres bardzo dobrze pokazuje nam krótką pandemiczną zapaść oraz późniejszy trend wzrostowy. Warto pamiętać, że wzrosty są w dużej mierze zasługą rodzimych turystów. W 2024 r. ich udział w liczbie noclegów z najmu krótkoterminowego wynosił 61%. Rok później było to również 61%.

Niektóre polskie regiony już w unijnej czołówce?

Wspomniane wcześniej opóźnienia w publikacji danych o najmie krótkoterminowym oznaczają, że na dokładne regionalne statystyki dotyczące liczby noclegów z 2025 r. (w tzw. regionach NUTS 3) musimy jeszcze poczekać. Poniższa mapa o większym stopniu ogólności, z widocznymi regionami NUTS 2 też wydaje się jednak ciekawa. Widzimy na niej dane z sierpnia 2025 roku, czyli tego miesiąca, który w Polsce okazał się rekordowy.

W ósmym miesiącu 2025 r. trzy polskie województwa przekroczyły próg miliona noclegów z najmu krótkoterminowego online, obliczanych jako iloczyn liczby gości i spędzonych nocy. Mowa o woj. małopolskim (1,57 mln), pomorskim (1,54 mln) i zachodniopomorskim (1,24 mln). Ponad milionowy wynik trzech polskich województw oznaczał kwalifikację do szerokiej unijnej czołówki. Musimy jednak pamiętać, że regiony statystyczne z pierwszej dziesiątki notowały wyniki rzędu 3 mln – 12 mln noclegów. Na unijnym podium z sierpnia 2025 r. znalazły się następujące regiony statystyczne UE:

  • Chorwacja Adriatycka – 12,16 mln noclegów z platform online
  • Andaluzja – 7,97 mln noclegów
  • Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże – 7,59 mln noclegów

W ramach ciekawostki można dodać, że pod względem rocznej liczby noclegów z platform online, już w 2024 r. cała Chorwacja została wyprzedzona przez Polskę. Nasz kraj w statystykach z ubiegłego roku zajmuje siódme miejsce w UE – pomiędzy Portugalią i właśnie Chorwacją. Jak mówią eksperci RynekPierwotny.pl, dystans względem czołowej unijnej trójki (Francja, Hiszpania, Włochy) pozostaje jednak ogromny.

69% Polaków zadowolonych z wynagrodzenia. Praca zdalna i hybrydowa podbijają satysfakcję

Opublikowane dziś dane ManpowerGroup potwierdzają, że aż 69% Polaków jest zadowolonych z zarobków, na drugim biegunie mamy 29%, które chciałoby zarabiać więcej. Co ciekawe wśród najbardziej spełnionych finansowo mamy osoby pracujące zdalnie lub hybrydowo, a praca stacjonarna zdecydowanie obniża satysfakcję z płac. O zadowoleniu z wynagrodzenia mówią też młodsze pokolenia – Zetki i Millenialsi. W odpowiedziach Polaków widoczny jest również większy niedosyt wśród kobiet niż mężczyzn.

Z badania ManpowerGroup wynika, że odsetek pracowników zadowolonych ze swoich zarobków wynosi obecnie 69%. To o 7 pp. więcej niż w 2025 roku. Brak satysfakcji z otrzymywanego wynagrodzenia deklaruje 25% badanych, w porównaniu do 30% w minionym roku.
Jak zaznacza Rafał Mróz, ekspert rynku pracy w Manpower, pozytywnie należy ocenić zarówno fakt, że osób usatysfakcjonowanych poziomem zarobków jest dwukrotnie więcej niż niezadowolonych, jak i to, że wskaźnik ten wzrósł w porównaniu z ubiegłym rokiem. – Coraz więcej osób jest zadowolonych, bo średnie wynagrodzenia rosną o ponad 6% w skali roku. Jednocześnie inflacja jest dwa razy niższa niż wzrost płac. Oznacza to, że pensje rosną szybciej niż ceny, więc realnie pracownicy mają więcej pieniędzy niż zabiera im inflacja – dodaje.

Praca stacjonarna obniża zadowolenie z zarobków?

Najwyższy poziom zadowolenia z wynagrodzenia deklarują osoby pracujące w modelu zdalnym (79%) i hybrydowym (75%). Niewiele niższe wskaźniki (70%) odnotowano wśród pracowników wykonujących pracę głównie stacjonarnie z własnego wyboru. Wyraźnie gorzej swoją sytuację finansową oceniają osoby pracujące wyłącznie w firmie, bez możliwości wyboru formy pracy (57%).
– Zdecydowanie pierwsze co nasuwa się na myśl, to rodzaj stanowisk wykonywanych przez osoby pracujące w poszczególnych modelach oraz poziom wynagrodzenia otrzymywanego za taką pracę. Praca hybrydowa i zdalna najczęściej dotyczy osób na wyższych, specjalistycznych stanowiskach. Pracę stacjonarną wykonują przed wszystkim, choć nie tylko, pracownicy przy pracach prostych, produkcyjnych, gdzie płace często nie przekraczają ustawowego minimum. Według danych, w 2025 roku 13% pracowników otrzymywało minimalne wynagrodzenie. Szybki i znaczący wzrost stawki minimalnej powoduje, że coraz więcej osób będzie takie płace otrzymywało. Nic więc dziwnego, że osoby zarabiające minimalną krajową najczęściej deklarują chęć zarabiania więcej. Do minusów pracy stacjonarnej należy również doliczyć wyższe koszty dojazdu do pracy oraz czas poświęcany na przemieszczanie się – wskazuje Rafał Mróz.

Młodsi pracownicy i mężczyźni lepiej oceniają swoje płace

Zadowolenie z poziomu zarobków częściej deklarują mężczyźni (71%) niż kobiety (66%). Z kolei analiza dotycząca wieku wskazuje, że najwyższy poziom zadowolenia z wynagrodzenia cechuje przedstawicieli pokolenia Z (84%). W dalszej kolejności plasują się Millennialsi (76%) oraz Baby Boomers (69%). Najmniej zadowoleni z zarobków są reprezentanci pokolenia X – 55%.
– W przypadku kobiet nie sposób pominąć luki płacowej, jaka występuje pomiędzy płciami w Polsce. Według danych Eurostatu wynosi w naszym kraju 7,8% a skorygowana nawet 21%. Kobiety częściej są niezadowolone z płac, ponieważ zarabiają mniej od mężczyzn. W przypadku generacji może to wynikać z dwóch aspektów. Po pierwsze, młodzi ludzie częściej pracują w zawodach nowych, choćby w branży IT, gdzie wynagrodzenie jest wyższe od średniej krajowej. Po drugie młodsze pokolenia odważniej poruszają się po rynku pracy i częściej zmieniają pracę. Czasem właśnie ze względu na większe wynagrodzenia. Pokolenie X znacznie rzadziej decyduje się na zmianę pracy, jeśli nie jest do tego zmuszone, rzadziej też migruje do większych ośrodków miejskich, gdzie szans na lepszą, bardziej rozwojową i lepiej płatną pracę jest więcej – mówi ekspert.

Satysfakcja z wynagrodzenia w poszczególnych branżach

Ze swoich zarobków najbardziej zadowoleni są pracownicy sektora energetyki i usług komunalnych (91%) oraz IT i technologii (85%). Trzy czwarte Polaków pracujących w finansach i branży nieruchomości oraz sektorze transportu, logistyki i motoryzacji pozytywnie ocenia wysokość swojego wynagrodzenia (po 76%). Najwięcej niezadowolonych pracowników jest w branży dóbr i usług konsumpcyjnych (34%) oraz w usługach komunikacyjnych (32%).
– Trzy branże o najwyższym poziomie satysfakcji to te, w których zarobki są relatywnie wysokie oraz gdzie nawet na niższych stanowiskach wynagrodzenia oscylują wokół średniej krajowej lub ją przekraczają. W sektorach tych pracownicy o najniższym uposażeniu nie stanowią zdecydowanej większości zatrudnionych, w przeciwieństwie do branży usługowej, w której dominują stanowiska szeregowe, słabiej wynagradzane, a udział ról kierowniczych, charakteryzujących się istotnie wyższym poziomem wynagrodzeń, jest relatywnie niewielki – podsumowuje Rafał Mróz.

Wielkość organizacji a poziom satysfakcji z wynagrodzenia

Najwyższy poziom satysfakcji deklarują pracownicy małych firm (72%). W średnich i dużych przedsiębiorstwach odsetek ten wynosi po 70%. Najniższe zadowolenie odnotowano w mikrofirmach – 57%. Co ciekawe najwięcej neutralnych odpowiedzi, aż 17%, udzielili respondenci z mikro firm.
– Wielkość firmy nie jest czynnikiem decydującym wyłącznie o realnej wysokości pensji, lecz w większym stopniu wpływa na poczucie stabilności finansowej i subiektywną ocenę wynagrodzenia. Duże firmy często oferują wyższe i bardziej przewidywalne płace dzięki takim narzędziom jak siatka płacowa czy ewaluacja stawek do średnich rynkowych. Pozwala im to utrzymać konkurencyjność, co przy ilościowo większych potrzebach, zapewnia napływ nowych pracowników. Najwyższa satysfakcja, obserwowana w małych firmach może wynikać z faktu, że istotną rolę odgrywają tam relacje międzyludzkie, większa elastyczność oraz postrzegana adekwatność wynagrodzenia do wkładu pracy – kończy przedstawiciel Manpower.
O badaniu: Badanie przeprowadzono w październiku 2025 roku na próbie 500 Polaków.

Creotech Instruments ogłasza swoją strategię rozwoju do 2029 roku, wspieraną planowaną emisją w wysokości około 100 mln EUR

Creotech Instruments S.A. („Spółka”, „Creotech”), notowany na GPW największy polski podmiot działający w branży kosmicznej, ogłosił strategię rozwoju do 2029 roku, która wskazuje kierunki umożliwiające Spółce budowę pozycji jednego z czterech największych integratorów misji kosmicznych (Prime Contractor) w Europie. Creotech rozszerzy swoją ofertę z mikrosatelitów o minisatelity oraz zwiększy swoje zdolności produkcyjne co najmniej czterokrotnie. Zarząd Spółki podjął także decyzję o rozszerzeniu akcjonariatu poprzez ofertę publiczną do 650.000 akcji zwykłych na okaziciela serii M z wyłączeniem prawa poboru. Oferta będzie skierowana do wybranych inwestorów poza Stanami Zjednoczonymi (zgodnie z Regulacją S). Intencją Zarządu jest, aby oferta była realizowana na zasadach określonych w projekcie uchwały emisyjnej przedstawionym w ogłoszeniu o zwołaniu Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia  z dnia 7 maja 2026. Pozyskane środki mają wesprzeć realizację strategii rozwoju, w szczególności w obszarze rozbudowy mocy produkcyjnych, rozwoju nowych platform satelitarnych, inwestycji technologicznych oraz potencjalnych akwizycji i partnerstw strategicznych. Spółkę w procesie wspiera cc group jako doradca IR i finansowy, rolę Globalnych Współkoordynatorów (ang. Joint Global Coordinators) pełnią: UniCredit Bank GmbH, Milan Branch we współpracy z Kepler Cheuvreux oraz Trigon Dom Maklerski S.A. wraz z Trigon Investment Banking Sp. z o.o. & Wspólnicy sp.k., natomiast rolę Współprowadzącego Księgę Popytu (ang. Joint Bookrunner) pełni BM PKO BP S.A.

Strategia Creotech Instruments zakłada wykorzystanie posiadanej platformy HyperSat, która obecnie jest wykorzystywana w segmencie mikrosatelitów (waga do 100 kg), do rozbudowy portfolio produktowego o platformy z segmentu minisatelitów i małych satelitów (do 500 kg). Taka decyzja ma w efekcie dać Spółce możliwość dostarczania satelitów do konstelacyjnej europejskiej infrastruktury kosmicznej. Decyzja o rozwoju produktów połączona jest z decyzją o zwiększeniu mocy produkcyjnych z obecnych 10 satelitów rocznie do co najmniej 40 szt. rocznie. Skokowy wzrost skali działalności w modelu integratora misji kosmicznych end-to-end jest kierunkiem umożliwiającym zdobycie pozycji czwartego Prime Contractora branży kosmicznej w Europie i obsługę spodziewanych programów konstelacyjnych Unii Europejskiej.

Kluczowe kierunki rozwoju obejmują:

  • wejście w segment minisatelitów i małych satelitów o masie 100–500 kg
  • ponad czterokrotne zwiększenie zdolności produkcyjnych – z ok. 10 do ponad 40 satelitów rocznie,
  • udział w europejskich programach konstelacyjnych, w tym strategicznych projektach, takich jak program EOGS Komisji Europejskiej, IRIS² oraz misje naukowe ESA
  • M&A oraz partnerstwa strategiczne,
  • budowę pozycji w gronie czterech największych integratorów systemów kosmicznych
    w Europie.

Rozwój produktów zakłada wprowadzenie nowych platform satelitarnych o większej masie i wyższym poziomie zaawansowania technologicznego, w tym platformy SWAN (>200 kg), i EMU (do 500 kg) co umożliwi udział w bardziej złożonych i wyżej marżowych projektach, w szczególności konstelacjach satelitarnych nowej generacji.

Skalowalny model biznesowy i efekt dźwigni operacyjnej

Creotech opiera swój model biznesowy na dźwigni operacyjnej. Stabilna baza kosztów stałych w połączeniu ze znaczącym zwiększeniem skali działalności, tworzy warunki do dynamicznego wzrostu przychodów i rentowności. Jednocześnie Spółka zamierza zwiększyć swoją obecność na rynkach zagranicznych oraz aktywnie uczestniczyć w największych europejskich projektach infrastrukturalnych realizowanych przy wsparciu Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Solidne fundamenty operacyjne i finansowe

Creotech Instruments rozpoczyna realizację strategii z silnej pozycji operacyjnej i finansowej.

W 2025 roku, w segmencie kosmicznym, Spółka osiągnęła ok. 146 mln zł przychodów przy wysokiej marży segmentowej na poziomie 38%. Portfel zamówień (backlog) wynosi 587 mln zł i w głównej mierze obejmuje kontrakty realizowane jako główny wykonawca (prime contractor), co zapewnia wysoką widoczność przyszłych przychodów. Celem Spółki jest, aby w ciągu 2-3 lat podwoić portfel zamówień. Łączna wartość pipeline’u sprzedażowego osiąga niemal 8,3 mld zł, na który składa się kilkadziesiąt kluczowych projektów i obejmuje zarówno projekty krótkoterminowe (ESA i sektor obronny), jak i wieloletnie programy konstelacyjne oraz programy Komisji Europejskiej.

Spółka zatrudnia ok. 300 pracowników i posiada zdolność do realizacji misji kosmicznych w modelu end-to-end. Kluczową przewagą technologiczną pozostaje wysoki poziom integracji pionowej – ok. 70-80% podsystemów powstaje wewnętrznie.

Dysponujemy dziś nie tylko kompetencjami i sprawdzoną technologią, ale także solidnymi fundamentami biznesowymi – rosnącymi przychodami, wysoką rentownością segmentową oraz portfelem zamówień zapewniającym widoczność na kolejne lata. To daje nam realną zdolność do realizacji coraz większych i bardziej złożonych projektów kosmicznych w Europie. Już teraz widzimy lejek sprzedażowy o wartości 6,6 mld PLN do 2029 roku – co istotne, nawet przy założeniu, że tylko część tego potencjału zostanie ostatecznie zakontraktowana, jego skala jasno wskazuje na możliwość znaczącego zwiększenia działalności i dołączenia do grona liderów europejskiego rynku satelitarnegopowiedział dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Pozyskanie finansowania – planowana emisja akcji serii M

W celu przyspieszenia realizacji strategii Spółka podjęła działania zmierzające do pozyskania dodatkowego kapitału. W dniu 7 maja 2026 r. Zarząd Creotech Instruments zdecydował o zwołaniu Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia, w ramach którego będzie poddana pod głosowanie uchwała o podwyższeniu kapitału zakładowego poprzez emisję nie więcej niż 650.000 akcji zwykłych na okaziciela serii M, które zostaną zaoferowane w ramach oferty publicznej skierowanej do wybranych inwestorów, zgodnie z zasadami określonymi w tej uchwale.

Pozyskane środki mają zostać przeznaczone przede wszystkim na rozwój infrastruktury produkcyjnej, zwiększenie zdolności wytwórczych, rozwój technologii i nowych platform satelitarnych, finansowanie prac badawczo-rozwojowych oraz potencjalne przejęcia i partnerstwa strategiczne.

Historycznie bazę akcjonariuszy poszerzaliśmy w kluczowych dla naszego rozwoju momentach,
a pozyskany kapitał był wykorzystywany do zrealizowania możliwości pojawiających się na rynku. Obecnie widzimy podobną perspektywę
. Realizacja ogłoszonej przez nas strategii zakładającej ponad czterokrotny wzrost możliwości produkcyjnych wymaga przyspieszenia inwestycji – zarówno w infrastrukturę, jak i rozwój technologii. Planowana emisja akcji ma na celu zapewnienie nam elastycznego finansowania, które pozwoli wykorzystać sprzyjające otoczenie rynkowe i skalować biznes w tempie odpowiadającym rosnącemu popytowi na rozwiązania kosmiczne w Europie. Liczymy przy tym na zaangażowanie ze strony inwestorów zagranicznych, którzy mogą odegrać istotną rolę w dalszym rozwoju naszej obecności na rynkach międzynarodowych. W tej chwili musimy biec do przodu, aby nadążyć za oczekiwaniami szybko zwiększającego się rynku. Rozwój czysto organiczny byłby dla nas stratą czasudodał dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Planowana emisja akcji serii M jest przeprowadzona z wyłączeniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy Spółki w całości. Oferta zostanie skierowana wyłącznie do inwestorów wybranych przez Zarząd Spółki, po przeprowadzeniu procesu budowania księgi popytu, przy czym będą to wyłącznie: inwestorzy kwalifikowani i/lub inwestorzy obejmujący akcje o łącznej wartości co najmniej 100.000 EUR na jednego inwestora, poza terytorium Stanów Zjednoczonych, zgodnie z Regulacją S.

Jednocześnie  akcjonariuszom spełniającym kryteria określone w uchwale emisyjnej będzie przysługiwać prawo pierwszeństwa objęcia nowych akcji. Rozwiązanie to ma na celu ochronę przed rozwodnieniem w głosach akcjonariuszy, którzy dokonali istotnych inwestycji w akcje Spółki. Prawo to będzie przysługiwać akcjonariuszom posiadającym – według stanu na dzień rejestracji uczestnictwa w Zwyczajnym Walnym Zgromadzeniu – co najmniej 14.272 akcje Spółki (ok. 0,5% kapitału zakładowego i ogólnej liczby głosów w Spółce), na zasadach określonych w uchwale, w szczególności umożliwiających objęcie akcji w liczbie proporcjonalnej do ich dotychczasowego udziału w kapitale zakładowym Spółki.

Ogłoszona strategia oraz planowana emisja akcji serii M stanowią spójny plan przejścia Creotech Instruments do kolejnej fazy rozwoju – budowy dużej, skalowalnej organizacji technologicznej działającej na europejskim rynku infrastruktury kosmicznej. Spółka postrzega lata 2026–2029 jako kluczowy okres przyspieszenia rozwoju rynku kosmicznego w Europie i wykorzystania historycznie wysokich nakładów inwestycyjnych w ramach ESA i Unii Europejskiej, co ma umożliwić osiągnięcie dynamicznego wzrostu oraz trwałe umocnienie pozycji rynkowej.

Brain Embassy: obecność w biurze to za mało, liczy się jakość doświadczenia

Wbrew popularnej narracji o pustych biurach, pracownicy wcale się z nimi nie pożegnali, wynika z najnowszego Raportu Coworking 2026, opublikowanego w kwietniu przez Brain Embassy. Według autorów opracowania, niemal 8 na 10 badanych nadal pracuje z biura pięć dni w tygodniu. Wcale to jednak nie oznacza, że każde biuro spełnia dziś swoją rolę. Przeciwnie, 41 proc. wskazuje hałas, brak prywatności i rozpraszacze jako główne bariery produktywności. Wnioski z Raportu są jasne – w nowej rzeczywistości pracy to nie pracownik ma dostosować się do biura, lecz biuro powinno zasłużyć na jego obecność, wspierając koncentrację, relacje i efektywność.

Najważniejsze wnioski z Raportu wskazują, że biuro nadal pozostaje ważnym miejscem pracy, ale jego rola w ostatnich latach wyraźnie się zmienia:

  • Kreatywność w grupie: 72 proc. badanych wskazuje wymianę pomysłów jako największą wartość pracy z biura.
  • Efekt wspólnoty: 69 proc. deklaruje, że obecność innych wpływa pozytywnie na tempo działania, a 63% ceni poczucie przynależności.
  • Pułapka „odsiadywania”: mimo wysokiej obecności w biurach, aż 31 proc. pracowników przyznaje, że zdarza im się spędzać czas w pracy fizycznie, ale bez realnej produktywności.

Raport Brain Embassy pokazuje więc wyraźnie, że biuro nie przestało być potrzebne.

Przestało być natomiast oczywistym benefitem samym w sobie. Dziś musi ono oferować coś więcej niż miejsce do wykonywania zawodowych obowiązków. Powinno tworzyć optymalne warunki do współpracy, wspierać koncentrację, dawać energię do działania i odpowiadać na realne potrzeby pracowników. Jak wskazują eksperci Brain Embassy, pytanie o przyszłość pracy coraz rzadziej dotyczy samej obecności w biurze, a coraz częściej jakości doświadczenia, jakie to biuro zapewnia.

“Powrót do biura nie może dziś oznaczać powrotu do dawnych schematów. Pracownicy nadal chcą pracować razem, wymieniać się pomysłami i czuć energię zespołu,  ale oczekują przy tym przestrzeni, która realnie pomaga im działać. Dziś liczy się nie sam adres, a to, czy serce organizacji wspiera skupienie, współpracę, wellbeing. I właśnie dlatego nowoczesne biuro musi na obecność pracownika po prostu zasłużyć” – mówi Monika Kaczmarczyk, Managing Director w Brain Embassy.

Z badania wynika również, że jednym z istotnych wyzwań pozostaje jakość codziennego doświadczenia pracy.

Największe luki dotyczą możliwości skupienia i regeneracji. Strefy ciszy są dostępne jedynie dla 6 proc. badanych, choć z badania wynika, że oczekuje ich 30 proc. respondentów. Strefy relaksu ma tylko 6 proc. biur, podczas gdy chciałoby ich w swojej przestrzeni 4 na 10 pytanych. Regulowane biurka są obecne w 16 proc. miejsc pracy, podczas gdy ¼ badanych uważa je za element biura idealnego. Poza funkcjonalnością i wyposażeniem liczy się również logistyka i dostępność miejsc pracy. Co trzeci respondent spędza w drodze do pracy ponad 30 minut, 63 proc. korzysta z samochodu. Równocześnie niemal 60 proc. badanych, jako jedną z największych zalet pracy z domu, wskazuje brak konieczności dojazdu do biura i wynikającą z tego oszczędność czasu. Pracodawcy, którym zależy na frekwencji, muszą zrozumieć zatem, że kluczem do sukcesu jest troska o cały ekosystem codziennych doświadczeń pracownika – od dojazdu, przez funkcjonalność i ergonomię, po tworzenie przestrzeni sprzyjającej nawiązywaniu relacji i napędzającego do działania poczucia przynależności. Pracownicy nie oczekują dziś jednego uniwersalnego biura dla wszystkich, ale środowiska, które pozwala przechodzić między różnymi trybami pracy – od skupienia, przez współpracę i regenerację.

“Dane wyraźnie pokazują, że biuro przestaje być miejscem obowiązkowej obecności, a staje się narzędziem wspierającym tempo pracy, współpracę i jakość doświadczenia zespołu. Największą wartość mają dziś te przestrzenie, które są elastyczne, dobrze zaprojektowane i rzeczywiście odpowiadają na to, jak pracują współczesne organizacje” – mówi Iwona Barszcz, Global Brand&Experience Manager w Brain Embassy.

Opracowanie, którym Brain Embassy wpisuje się w rynkową potrzebę analizowania trendów “employee experience” i zachowań pracowniczych, porusza również tak ważne zagadnienia, jak neuroróżnorodność w miejscu pracy, psychologia biura, personalizacja środowiska pracy czy wpływ designu na wellbeing i efektywność. Wspólny mianownik tych diagnoz jest jeden: nowoczesne biuro musi stać się przestrzenią, która rozumie różne potrzeby ludzi, a poprzez przemyślaną funkcjonalność i design wspiera produktywność i optymalizuje czas ich pracy.

Raport „Coworking 2026. Jak elastyczne biura odpowiadają na wyzwania nowoczesnej pracy” powstał na podstawie badania CAWI przeprowadzonego wśród respondentów pracujących w małych i średnich przedsiębiorstwach oraz analiz jakościowych. Większość badanych stanowiły osoby mające realny wpływ na decyzje w firmie, a warunkiem udziału w badaniu była regularna praca w biurze co najmniej trzy dni w tygodniu.

Pełną wersję Raportu “Coworking 2026” można pobrać pod tym linkiem:
https://brainembassy.pl/raport-coworking-2026/

Uber zamienia etaty na algorytmy: AI pisze już 10% kodu firmy

0

Podczas konferencji wynikowej za pierwszy kwartał 2026 roku dyrektor generalny Ubera, Dara Khosrowshahi, nakreślił nową wizję rozwoju korporacji, w której tradycyjna rekrutacja ustępuje miejsca inwestycjom w sztuczną inteligencję. Nie jest to jedynie odległa strategia, lecz opis trwającej już rewolucji technologicznej wewnątrz struktur firmy. Obecnie autonomiczne agenty AI generują około 10% wszystkich modyfikacji w kodzie źródłowym, a z narzędzi wspierających programowanie korzysta regularnie niemal każdy inżynier zatrudniony w przedsiębiorstwie.

Skala i tempo adaptacji nowych technologii okazały się wyzwaniem dla planistów finansowych, co przyznał dyrektor finansowy Balaji Krishnamurthy. Budżet na cele związane ze sztuczną inteligencją, zaplanowany na cały 2026 rok, został wyczerpany w zaledwie cztery miesiące. Tak gwałtowny wzrost wydatków nastąpił po udostępnieniu narzędzia Claude Code tysiącom pracowników, co mimo wysokich kosztów jednostkowych, przełożyło się na bezprecedensowy skok efektywności. Choć ludzie wciąż sprawują nadzór nad finalnym kształtem kodu, Khosrowshahi określa AI jako narzędzie dające inżynierom „supermoce”, pozwalające na zwiększenie wydajności nawet o sto procent. Pozyskane dzięki wstrzymaniu rekrutacji środki mają być od teraz bezpośrednio przekierowywane na rozwój tej cyfrowej infrastruktury.

Ten odważny zwrot ku automatyzacji odbywa się w warunkach wyjątkowo dobrej kondycji finansowej spółki. Pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł Uberowi rekordowe wyniki, z rezerwacjami na poziomie niemal 54 miliardów dolarów i znaczącym wzrostem zysku na akcję. Entuzjastyczna reakcja giełdy na te dane potwierdza, że inwestorzy ufają nowemu kierunkowi, w którym wzrost rentowności idzie w parze z technologiczną optymalizacją. Firma nie spoczywa jednak na laurach i planuje dalszą ekspansję, w tym rozwój usługi Uber One, która zrzesza już 50 milionów członków, oraz uruchomienie partnerstw w zakresie pojazdów autonomicznych w kilkunastu kolejnych miastach jeszcze przed końcem roku.

Decyzja Ubera stanowi jasny sygnał dla całej branży technologicznej, że dylemat pomiędzy zwiększaniem zatrudnienia a inwestowaniem w moce obliczeniowe przestał być teoretyczny. Zamiast rozbudowywać zespoły inżynierskie, firma stawia na systematyczne wprowadzanie agentów AI i procesorów graficznych, czyniąc z nich fundament swojej strategii wzrostu. Przypadek ten pokazuje, że dla gigantów sektora usług cyfrowych przyszłość oparta na szerokiej automatyzacji i inteligentnych systemach nie jest już wizją jutra, lecz codzienną praktyką operacyjną.

Rynek biurowy w regionach hamuje. Pustostany rosną, a najemcy ostrożniej podpisują umowy

I kwartał 2026 roku przyniósł stabilizację po stronie podaży oraz wyraźne spowolnienie wolumenu transakcji najmu na ośmiu głównych biurowych rynkach regionalnych w Polsce. Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej przekroczyły 6,76 mln mkw., jednak rosnący poziom pustostanów i niższa aktywność najemców pokazują, że rynek pozostaje w fazie dostosowania do aktualnych realiów gospodarczych. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO podsumowuje sytuację na regionalnych rynkach biurowych w I kwartale 2026 roku.

Na koniec marca 2026 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych w Polsce: Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Katowicach, Poznaniu, Łodzi, Lublinie i Szczecinie wyniosły 6 760 600 mkw. Największymi rynkami pozostawały nadal Kraków (1 851 100 mkw.), Wrocław (1 361 800 mkw.) oraz Trójmiasto (1 075 000 mkw.).

W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2026 roku deweloperzy oddali do użytku pięć projektów biurowych o łącznej powierzchni 47 200 mkw. Wynik ten potwierdza utrzymujące się ograniczenie nowej podaży w regionach. Niemniej jednak wśród oddanych inwestycji do końca I kw. 2026 roku znalazły się m.in. Swobodna SPOT (Wrocław, 14 600 mkw.), Punkt (Gdańsk,12 700 mkw.) czy Fabryczna Office Park B7 (Kraków, 8400 mkw.). Aktywność deweloperska pozostaje selektywna i skoncentrowana na projektach najlepiej dopasowanych do aktualnych potrzeb rynku.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Analiz i Badań, AXI IMMO, wyjaśnia: „Dane za I kwartał 2026 roku pokazują, że regionalne rynki biurowe wchodzą w rok w warunkach ograniczonej nowej podaży, ale jednocześnie z wciąż wysokim poziomem dostępnej powierzchni. Wysoki współczynnik pustostanów sprzyja większej konkurencji pomiędzy budynkami i wymusza większą elastyczność po stronie właścicieli”.

Na koniec marca 2026 roku na ośmiu regionalnych rynkach biurowych w Polsce dostępnych było ok. 1 178 300 mkw. powierzchni do wynajęcia od zaraz, co przełożyło się na współczynnik pustostanów na poziomie 17,4%. Oznaczało to wzrost o 0,5 p.p. względem poprzedniego kwartału, przy jednoczesnym spadku o 0,1 p.p. w ujęciu rocznym. Najwyższy poziom niewynajętej powierzchni odnotowano w Katowicach (22,1%) i Wrocławiu (22%), a najniższy w Szczecinie (7,9%).

Po stronie popytu I kwartał 2026 roku przyniósł wyraźne spowolnienie aktywności najemców. Całkowity wolumen transakcji najmu wyniósł 121 500 mkw., co oznacza spadek o 51% kwartał do kwartału oraz o 30% rok do roku. Najwięcej powierzchni biurowej wynajęto w Trójmieście (49 500 mkw.), następnie we Wrocławiu (25 500 mkw.) oraz w Krakowie (16 700 mkw.).

Karolina Słysz, Head of Regional Markets, Office Agency, AXI IMMO, komentuje: „Spadek wolumenu transakcji najmu w ujęciu kwartalnym i rocznym potwierdza, że decyzje najemców podejmowane są dziś z większą ostrożnością. Widzimy koncentrację popytu na najlepszych lokalizacjach i projektach, które oferują wysoką jakość oraz konkurencyjne koszty użytkowania”.

Struktura popytu wskazuje na dominację nowych umów najmu, które odpowiadały za 51% wolumenu transakcji. Renegocjacje stanowiły 37%, ekspansje 11%, natomiast powierzchnie przeznaczone na użytek własny właścicieli budynków odpowiadały za 1% całkowitej aktywności najemców.

Emilia Trofimiuk, AXI IMMO, dodaje: „Utrzymująca się przewaga nowych umów w strukturze popytu pokazuje, że część firm wciąż aktywnie poszukuje powierzchni biurowej, jednak procesy te są dziś dłuższe i bardziej selektywne. Najemcy przykładają coraz większą wagę do lokalizacji, standardu budynku oraz kosztów eksploatacyjnych”.

Wśród największych transakcji zawartych w I kwartale 2026 roku znalazło się przedłużenie umowy najmu na 13 000 mkw. przez poufnego najemcę z sektora usług dla biznesu w dwóch budynkach kompleksu Business Garden we Wrocławiu oraz renegocjacja umowy na 6800 mkw. przez firmę Adtran w budynku Tensor Y w Gdyni.

Karolina Słysz, AXI IMMO, mówi: „Wysoki poziom pustostanów na części rynków regionalnych będzie w kolejnych kwartałach sprzyjał dalszym negocjacjom warunków najmu, zwłaszcza w starszych obiektach. Jednocześnie najlepsze projekty, oferujące nowoczesne rozwiązania i wysoką efektywność, powinny utrzymać stabilne zainteresowanie najemców”.

Emilia Trofimiuk podsumowuje:Dane za I kwartał 2026 roku pokazują, że regionalne rynki biurowe pozostają w fazie równoważenia podaży i popytu. Ograniczona nowa podaż, wysoki poziom dostępnej powierzchni oraz selektywna aktywność najemców sprzyjają dalszej konkurencji pomiędzy budynkami
i wymuszają większą elastyczność strategii właścicieli nieruchomości”.

Stopy procentowe bez zmian. RPP czeka na dane i rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie

Zgodnie z konsensusem rynkowym Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopy procentowe bez zmian. Dalsze decyzje RPP będą zależeć od napływających danych makroekonomicznych oraz oceny ryzyk geopolitycznych, ze szczególnym uwzględnieniem sytuacji na Bliskim Wschodzie. Ewentualna eskalacja napięć w tym regionie mogłaby przełożyć się na dalszy wzrost cen surowców energetycznych, komplikując i tak już niejednoznaczny obraz gospodarczy.

Istotnym czynnikiem pozostają również utrzymujące się od dłuższego czasu podwyższone ceny ropy naftowej, które wywierają presję zarówno na koszty produkcji, jak i na nastroje konsumentów. Sytuacji nie ułatwiają mieszane dane z rynku pracy — z jednej strony wskazujące na odporność gospodarki, z drugiej zaś sygnalizujące pierwsze oznaki jej ochłodzenia.

Rzecznik MŚP apeluje o korektę przepisów SENT dla przewozu odzieży i obuwia

Minister Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców przekazała Andrzejowi Domańskiemu Ministrowi Finansów i Gospodarki stanowisko dotyczące funkcjonowania systemu SENT w odniesieniu do przewozu odzieży i obuwia. W ocenie Rzecznika obecny kształt regulacji, jak również projektowane zmiany, wymagają istotnej korekty, tak aby skuteczna walka z nadużyciami nie prowadziła do nadmiernych obciążeń najmniejszych przedsiębiorców.

Od momentu objęcia odzieży i obuwia systemem SENT do Biura Rzecznika napływa znacząca liczba sygnałów od przedsiębiorców, wskazujących na trudności praktyczne oraz wątpliwości interpretacyjne związane ze stosowaniem nowych przepisów.

– „System SENT może stanowić skuteczne narzędzie ograniczania nieprawidłowości w obrocie towarami, jednak jego konstrukcja powinna w równym stopniu uwzględniać realia prowadzenia działalności przez najmniejsze podmioty. Regulacje wymagają precyzji, proporcjonalności oraz przewidywalności” – podkreśla Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Jednocześnie zwraca uwagę, że projektowane limity wyłączeń z obowiązku rejestracji przewozu obejmujące m.in. wagę towarów, ich ilość oraz odległość transportu nie odpowiadają specyfice handlu targowiskowego. W praktyce mogą prowadzić do sytuacji, w której nawet niewielkie przekroczenie jednego z parametrów skutkuje objęciem przedsiębiorcy pełnym reżimem obowiązków administracyjnych.  W związku z tym Minister Majewska postuluje podwyższenie i uelastycznienie limitów, a także ich doprecyzowanie w sposób eliminujący ryzyko rozbieżności interpretacyjnych.

– „Przedsiębiorcy oczekują jasnych i jednoznacznych zasad. Brak precyzyjnych definicji oraz spójnych wytycznych zwiększa ryzyko sporów i niepewności prawnej, co wprost przekłada się na bezpieczeństwo prowadzenia działalności gospodarczej” – wskazuje Agnieszka Majewska.

W stanowisku przekazanym do resortu finansów i gospodarki Rzecznik MŚP akcentuje również konieczność rozszerzenia zakresu odstępstw na mikro-, małych i średnich przedsiębiorców niezależnie od formy prawnej prowadzonej działalności. Obecne rozwiązania oparte na kryterium formalnym mogą prowadzić do nieuzasadnionego różnicowania sytuacji podmiotów funkcjonujących w zbliżonych realiach gospodarczych.

Zastrzeżenia dotyczą także powiązania możliwości skorzystania z wyłączenia z systemu SENT z faktem podlegania opłacie targowej. Wyznacznik ten, oderwany od rzeczywistej skali działalności i poziomu ryzyka, może prowadzić do nierównego traktowania przedsiębiorców prowadzących tożsamy handel w różnych warunkach infrastrukturalnych.

Rzecznik MŚP akcentuje ponadto na potrzebę wprowadzenia okresu przejściowego o charakterze adaptacyjnym. Rozwiązanie to umożliwiłoby właścicielom firm stopniowe dostosowanie się do nowych obowiązków oraz ograniczyło ryzyko nakładania sankcji za nieumyślne uchybienia w początkowym okresie stosowania przepisów.

Przekazane stanowisko wpisuje się w konsekwentną linię działań Rzecznika MŚP, ukierunkowaną na zapewnienie proporcjonalnych, funkcjonalnych i przewidywalnych warunków prowadzenia działalności gospodarczej. Celem proponowanych zmian pozostaje wzmocnienie skuteczności systemów kontrolnych przy jednoczesnym poszanowaniu specyfiki sektora MŚP oraz ograniczeniu nadmiernych obciążeń administracyjnych.

Rewolucja podatkowa 2027. Co zmieni się dla firm i przedsiębiorców?

Podatki · Prawo gospodarcze · 2027

Projekt UD116 nowelizujący ustawy o CIT, PIT i ryczałcie wchodzi w decydującą fazę opiniowania. Zmiany mogą istotnie wpłynąć na przedsiębiorców, wspólników spółek i osoby korzystające z wybranych preferencji podatkowych.

Marcin Borkowski · Alliance Business Connect   |   Maj 2026   |   Projekt UD116
Ryczałt
Estoński CIT
PIT
Amortyzacja samochodów
IP Box

Rząd powrócił do szeroko zakrojonego projektu zmian w podatkach dochodowych. Najnowsza wersja dokumentu pochodzi z 16 marca 2026 roku i uwzględnia dotychczas zgłoszone uwagi. Nowe przepisy mają wejść w życie 1 stycznia 2027 roku — choć ostateczny kształt regulacji nie jest jeszcze przesądzony.

17%
stawka ryczałtu dla najmu IP podmiotom powiązanym
15%
nowa stawka powyżej 100 tys. zł dla usług bez pracowników
3 lata
karencja przy uldze mieszkaniowej
150/100 tys.
nowe limity amortyzacji aut wg emisji CO₂

Ryczałt: drożej dla firm rodzinnych i samotnych przedsiębiorców

Projekt znacząco zaostrza opodatkowanie ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych w dwóch obszarach. Po pierwsze, poszerzony zostanie katalog przychodów objętych stawką 17% — dotyczy to najmu, dzierżawy lub podobnych umów dotyczących własności intelektualnej zawieranych z podmiotami powiązanymi, np. gdy wspólnik dzierżawi znak towarowy na rzecz własnej spółki.

Po drugie, podatnicy świadczący usługi, którzy nie zatrudniają ani jednego pracownika na podstawie umowy o pracę, zapłacą 15% od nadwyżki przychodów powyżej 100 000 zł — zamiast dotychczasowych 8,5%. Poniżej progu stawka pozostaje bez zmian. Rozwiązanie wprost premiuje zatrudnienie: wystarczy jeden etat, by zachować niższe opodatkowanie.

Estoński CIT pod większą kontrolą fiskalną

To jeden z najbardziej rozbudowanych obszarów projektu. Zmiany idą w kilku kierunkach jednocześnie. Katalog ukrytych zysków zostanie poszerzony o świadczenia wypłacane wspólnikom lub podmiotom powiązanym z tytułu najmu, dzierżawy, usług doradczych, księgowych, prawnych, reklamowych, zarządczych, a także powtarzających się świadczeń niepieniężnych na podstawie art. 176 k.s.h.

Zmiany sankcjonują kierunek orzeczniczy, który obserwowaliśmy już od pewnego czasu. Najmy od podmiotów powiązanych i świadczenie przez nie usług nie były dobrze widziane przez skarbówkę, która od mniej więcej roku zaczęła wydawać negatywne interpretacje — uznając np., że wynagrodzenie z tytułu najmu nieruchomości przez wspólnika na rzecz spółki stanowi ukryty zysk.

— Marcin Borkowski, ekspert Alliance Business Connect

Projekt przewiduje jednak pewne wyłączenia. Ukrytym zyskiem nie będą należności za surowce, materiały i towary wykorzystywane wyłącznie w działalności gospodarczej, ani usługi niezbędne do wytworzenia produktów podatnika. Warunki tych wyjątków zostaną wprost określone w ustawie — będą więc wyjątkami od reguły, nie regułą.

Równolegle projekt definiuje wydatki niezwiązane z działalnością gospodarczą (dotychczas funkcjonowała tylko definicja negatywna) oraz wprowadza domniemanie opodatkowania każdej wypłaty zysku po rezygnacji z ryczałtu. Obalić to domniemanie można jedynie uchwałą potwierdzającą, że zysk pochodzi z okresu sprzed opodatkowania ryczałtem.

Ważna zmiana dotyczy też warunku zatrudnienia: do jego spełnienia będzie można wliczać wynagrodzenia osób zatrudnionych na umowie o pracę — dotychczas liczyły się wyłącznie inne umowy. Jednocześnie likwiduje się możliwość przejścia na estoński CIT w trakcie trwającego roku podatkowego.

PIT: ulga mieszkaniowa raz na trzy lata

Projekt ogranicza możliwość wielokrotnego korzystania z ulgi mieszkaniowej w krótkich odstępach czasu. Wprowadzony zostanie trzyletni okres karencji — z ulgi będzie można skorzystać raz na trzy lata. Zmiana dotyczy wyłącznie nieruchomości nabytych po dniu wejścia w życie nowelizacji.

Projekt uszczelnia też inne luki. Sprzedaż ruchomości przekazanych w darowiźnie z majątku firmy osobom z zerowej grupy podatkowej będzie opodatkowana PIT, jeśli nastąpi przed upływem 3 lat od końca roku nabycia darowizny. Likwiduje to popularną ścieżkę szybkiego zbycia np. samochodów poleasingowych bez podatku.

Kolejna zmiana dotyczy spółek osobowych powstałych z przekształcenia: ich likwidacja przed upływem 3 lat od przekształcenia nie będzie już zdarzeniem neutralnym podatkowo. Majątek likwidacyjny zostanie opodatkowany.

Nowe limity amortyzacji samochodów — premia za niską emisję

W PIT i CIT pojawią się zróżnicowane limity kosztów amortyzacji samochodów osobowych uzależnione od emisji CO₂. Dla pojazdów emitujących poniżej 50 g CO₂/km limit wyniesie 150 000 zł. Samochody o wyższej emisji — w praktyce spalinowe — będą objęte limitem 100 000 zł. To wyraźny sygnał fiskalny promujący elektryfikację floty firmowej.


Nowelizacja przewiduje również zmiany w IP Box (wymóg zatrudnienia min. 3 osób lub odpowiedniego poziomu kosztów wynagrodzeń), krajowym podatku minimalnym CIT, podatku od przerzuconych dochodów, a także doprecyzowanie definicji małego podatnika i wyłączenie z kosztów podatkowych finansowania dłużnego od kredytów refinansowych. Projekt jest nadal na etapie prac rządowych — ostateczny kształt zmian nie jest jeszcze przesądzony.

7R rozpoczął budowę hubu logistyczno-technologicznego w krakowskiej Nowej Hucie

0

7R rozpoczął realizację kompleksu logistyczno-technologicznego 7R Hub Nowa Huta w Krakowie. 6 maja 2026 roku odbyła się uroczystość podpisania aktu erekcyjnego oraz symbolicznego wmurowania kamienia węgielnego pod inwestycję przy ul. Igołomskiej. Docelowo projekt ma objąć około 230 tys. mkw. powierzchni techniczno-produkcyjnej i logistycznej.

W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele władz miasta, spółki Kraków Nowa Huta Przyszłości oraz inwestora. Kamień węgielny wmurowali m.in. Aleksander Miszalski, Prezydent Miasta Krakowa, Wojciech Warian, Prezes Zarządu Kraków Nowa Huta Przyszłości S.A., Andrzej Wroński, CEO 7R, oraz Tomasz Lubowiecki, założyciel 7R.Wmurowanie kamienia węgielnego pod 7R Hub Nowa Huta_2

Inwestycja na terenach Nowej Huty Przyszłości

7R Hub Nowa Huta powstaje na obszarze Centrum Logistyczno-Przemysłowego Ruszcza, w ramach projektu „Kraków – Nowa Huta Przyszłości”. To jeden z terenów wskazywanych przez miasto jako obszar przeznaczony do rozwoju nowych funkcji gospodarczych, przemysłowych i technologicznych.

Lokalizacja inwestycji ma znaczenie nie tylko z punktu widzenia samego dewelopera, ale również szerszej polityki przestrzennej Krakowa. Projekt wpisuje się w proces ponownego zagospodarowania terenów poprzemysłowych we wschodniej części miasta. Władze Krakowa podkreślają, że tego typu inwestycje mogą wspierać dywersyfikację lokalnej gospodarki, która przez lata była silnie kojarzona przede wszystkim z usługami, sektorem IT, turystyką i edukacją akademicką.

Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski zwrócił uwagę, że projekt może wzmacniać potencjał gospodarczy wschodniej części miasta oraz wspierać rewitalizację obszarów poprzemysłowych. Według przedstawicieli miasta inwestycja ma znaczenie także dla struktury przestrzennej Krakowa i lokalnego rynku pracy.

Sąsiedztwo Strefy Aktywności Gospodarczej

Znaczenie projektu wiąże się również z jego położeniem w pobliżu Strefy Aktywności Gospodarczej „Nowa Huta Przyszłości”. Według spółki Kraków Nowa Huta Przyszłości, sąsiedztwo tych dwóch obszarów ma stworzyć warunki do rozwoju spójnego ekosystemu gospodarczego, obejmującego produkcję, logistykę, usługi techniczne oraz inne formy działalności przemysłowo-technologicznej.

Wojciech Warian, Prezes Zarządu Kraków Nowa Huta Przyszłości S.A., wskazał, że rozpoczęcie inwestycji 7R jest jednym z efektów wcześniejszych działań związanych z przygotowaniem nieruchomości, infrastrukturą oraz planowaniem rozwoju tego obszaru. Jego zdaniem projekt może stać się impulsem do kolejnych inwestycji w tej części Krakowa.

Położenie przy ważnych trasach komunikacyjnych

Kompleks powstaje przy ul. Igołomskiej, w rejonie drogi krajowej nr 79 oraz planowanego węzła drogi ekspresowej S7. Położenie inwestycji ma ułatwiać dostęp zarówno do centrum Krakowa, jak i do tras wyjazdowych z miasta. Z punktu widzenia firm logistycznych i produkcyjnych znaczenie może mieć także dostęp do pracowników z Krakowa i okolicznych miejscowości.

7R zakłada, że projekt będzie kierowany m.in. do operatorów logistycznych, firm technologicznych, produkcyjnych oraz przedsiębiorstw związanych z e-commerce. Jeszcze przed rozpoczęciem pierwszych prac budowlanych deweloper zabezpieczył najem kilkudziesięciu tysięcy metrów kwadratowych powierzchni komercyjnej.

Największy projekt w portfolio 7R

7R Hub Nowa Huta w Krakowie_2

Według 7R, Hub Nowa Huta będzie największą inwestycją w portfolio spółki. Docelowo kompleks ma składać się z budynków o łącznej powierzchni około 230 tys. mkw. Deweloper określa projekt jako kompleks logistyki miejskiej, który ma łączyć funkcje magazynowe, techniczne i produkcyjne.

Andrzej Wroński, CEO 7R, wskazał, że współczesne obiekty magazynowe coraz częściej pełnią szerszą rolę niż tradycyjna przestrzeń składowania. Mają wspierać organizację procesów operacyjnych, automatyzację, obsługę logistyki miejskiej oraz rozwój firm korzystających z powierzchni. Jak podkreślił, zainteresowanie projektem ze strony najemców przełożyło się już na podpisanie umów dotyczących kilkudziesięciu tysięcy metrów kwadratowych.

Przedstawiciel 7R zwrócił również uwagę, że inwestycja może wpłynąć na pozycję Krakowa i Małopolski na rynku nieruchomości magazynowo-przemysłowych. Dotychczas region nie był postrzegany jako jeden z głównych rynków logistycznych w Polsce, a zasoby magazynowe całej Małopolski szacowane były na około 1,2 mln mkw.

Funkcje techniczne i organizacja przestrzeni

Projekt ma obejmować infrastrukturę przygotowaną pod automatyzację procesów oraz rozwiązania istotne dla operatorów logistycznych i przedsiębiorstw produkcyjnych. Zapowiadany jest przejrzysty podział stref, odpowiednie układy dojazdów oraz organizacja funkcji dostosowana do codziennej obsługi działalności najemców.

Z punktu widzenia użytkowników powierzchni znaczenie będą miały m.in. parametry techniczne budynków, możliwość elastycznej aranżacji przestrzeni, obsługa ruchu samochodowego i dostawczego, a także dostępność infrastruktury wspierającej procesy magazynowe i produkcyjne. Tego typu elementy są istotne szczególnie dla firm, które prowadzą działalność wymagającą sprawnej logistyki, krótkiego czasu reakcji i kontroli kosztów operacyjnych.

Rozwiązania niskoemisyjne i efektywność energetyczna

7R zapowiada, że w projekcie zostaną zastosowane rozwiązania wspierające ograniczanie zużycia energii i redukcję śladu środowiskowego. Wśród planowanych elementów wymieniono inteligentny system zarządzania budynkiem BMS, instalację fotowoltaiczną, centrale wentylacyjne z odzyskiem ciepła i czujnikami CO2 oraz powietrzne pompy ciepła o współczynniku SCOP 4,15.

Elektryfikacja infrastruktury ma umożliwić integrację lokalnej produkcji energii z instalacji fotowoltaicznych, magazynowania energii oraz ograniczenia poboru energii z sieci. Rozwiązania te wpisują się w szerszy trend na rynku nieruchomości komercyjnych, gdzie coraz większe znaczenie mają koszty eksploatacyjne, efektywność energetyczna oraz wymagania najemców dotyczące raportowania środowiskowego.

Zieleń, retencja i certyfikacja środowiskowa

Projekt ma objąć także działania związane z zagospodarowaniem terenu i ochroną środowiska. Planowane są nasadzenia ponad 2200 roślin wspierających bioróżnorodność, zalesienie około 10 hektarów, łąki kwietne, hotele dla owadów oraz ogrody deszczowe. Te ostatnie mają wykorzystywać naturalne ukształtowanie terenu do retencji i filtracji wody.

W kompleksie przewidziano również strefy relaksu oraz infrastrukturę rowerową. 7R Hub Nowa Huta ma być realizowany zgodnie z kryteriami certyfikacji środowiskowej BREEAM na poziomie Excellent.

Znaczenie dla rynku i miasta

Budowa 7R Hub Nowa Huta jest jedną z większych inwestycji logistyczno-technologicznych planowanych w Krakowie. Jej znaczenie będzie zależało nie tylko od skali powierzchni, ale również od tempa komercjalizacji, profilu najemców oraz wpływu na dalsze zagospodarowanie terenów wschodniej części miasta.

Projekt może zwiększyć podaż nowoczesnej powierzchni techniczno-produkcyjnej i logistycznej w Małopolsce, a jednocześnie wzmocnić proces przekształcania wybranych terenów Nowej Huty w obszar aktywności gospodarczej. Dla Krakowa inwestycja oznacza próbę rozszerzenia funkcji gospodarczych miasta poza sektor usługowy i biurowy, w kierunku logistyki, produkcji oraz działalności technologicznej.

Hitachi Energy oraz Politechnika Łódzka podpisują list intencyjny zacieśniający współpracę

Hitachi Energy oraz Politechnika Łódzka podpisały list intencyjny dotyczący strategicznej współpracy. Celem porozumienia jest rozwój innowacyjnych technologii, transfer wiedzy, kształcenie specjalistów oraz wzmacnianie konkurencyjności polskiej gospodarki.

Podpisany 6 maja 2026 roku list intencyjny stanowi deklarację długoterminowego partnerstwa między Hitachi Energy w Polsce i Politechniką Łódzką. Współpraca zakłada również utworzenie atrakcyjnych ścieżek rozwoju dla studentów i absolwentów poprzez zajęcia praktyczne, staże oraz programy edukacyjne odpowiadające realnym potrzebom rynku. Zakłada również realizację wspólnych projektów badawczo‑rozwojowych i inicjatyw oraz łączenie potencjału naukowego i edukacyjnego Politechniki Łódzkiej z globalnym doświadczeniem technologicznym Hitachi Energy. Strony deklarują także aktywny dialog w obszarze nowoczesnych technologii, innowacji i zrównoważonego rozwoju oraz wspólne działania na rzecz rozwoju kompetencji przyszłych liderek i liderów technologii i inżynierii.

Podpisanie listu intencyjnego jest dla nas symbolicznym potwierdzeniem realnej współpracy, którą z Politechniką Łódzką rozwijamy od wielu lat. To relacja oparta na zaufaniu, wspólnych projektach i przekonaniu, że najlepsze innowacje powstają tam, gdzie nauka spotyka się z praktyką. W Hitachi Energy budujemy środowisko, w którym mają one realny wpływ, a ludzie mogą rozwijać swoje kompetencje i osiągać sukcesy – mówi Mateusz Kowalczykiewicz, wiceprezes zarządu Hitachi Energy w Polsce.

Hitachi Energy od lat jest obecne w Łodzi i konsekwentnie angażuje się w działania na rzecz edukacji oraz rozwoju talentów. Firma realizuje liczne projekty edukacyjne i grantowe we współpracy z uczelniami w całej Polsce, w tym m.in. z Akademią Górniczo-Hutniczą, Politechniką Krakowską czy właśnie Politechniką Łódzką. Dodatkowo prowadzi międzynarodowy stażowy program Hitachi Energy „Power+”, skierowany do absolwentek i absolwentów studiów STEM z wielu krajów, w tym z Polski, obejmujący 18‑miesięczny staż z rotacjami zadaniowymi w różnych lokalizacjach firmy. Jest również partnerem programu „Młodzi w Łodzi”, którego celem jest zachęcanie młodych ludzi do związania swojej przyszłości z Łodzią oraz wspieranie ich kariery zawodowej.

– Politechnika Łódzka kształci talenty, które z powodzeniem dołączają do naszych zespołów i aktywnie współtworzą nowoczesne rozwiązania dla energetyki przyszłości. Wspólnie wzmacniamy Łódź jako miasto technologii, wiedzy i możliwości. To dla nas ogromna wartość i powód do dumy. Jesteśmy przekonani, że nasza współpraca będzie dalej rozwijać się z korzyścią dla studentów, biznesu i regionu – dodaje Mateusz Kowalczykiewicz, wiceprezes zarządu Hitachi Energy w Polsce.

6 maja 2026 roku list intencyjny podpisali przedstawiciele Hitachi Energy w Polsce oraz Politechniki Łódzkiej: prof. Krzysztof Jóźwik, rektor Politechniki Łódzkiej, Mateusz Kowalczykiewicz, wiceprezes zarządu Hitachi Energy w Polsce, Łukasz Wrzesiński, dyrektor Centrum Rozwoju Transformatorów w Hitachi Energy w Polsce.

Hitachi Energy w Polsce to ponad 4 000 osób zatrudnionych w 8 lokalizacjach, z główną siedzibą w Warszawie. Kluczowe ośrodki to m.in. Zakład Przekładników Wysokiego Napięcia w Przasnyszu oraz jeden z dwóch największych na świecie Kampusów produkcji transformatorów w Łodzi wraz z Centrum Usług Inżynieryjnych oraz Centrum Rozwoju Transformatorów. W Krakowie mieści się największe globalne Centrum Technologiczne Hitachi Energy, jedno z pięciu Centrów Badawczych firmy, które opracowuje przełomowe innowacje wspierające rozwój zrównoważonych sieci energetycznych, oraz jedno z pięciu Centrów Usług Wspólnych wspierających procesy biznesowe w obszarach od finansów po logistykę. W 2025 roku, przy okazji obchodów 100-lecia produkcji transformatorów w Polsce, Hitachi Energy ogłosiła rozbudowę swojego zakładu w Łodzi. Inwestycja o wartości ponad 62 mln zł zwiększy moce produkcyjne w zakresie elementów izolacyjnych i komponentów transformatorów o 50 procent, aby sprostać rosnącemu globalnemu zapotrzebowaniu na elektryfikację, oraz zapewnić wzrost zatrudnienia o ponad 100 nowych miejsc pracy w Łodzi.

Transparentność płac – nie tylko raport o wynagrodzeniach. Co każda firma powinna zrobić

Firmy poniżej stu pracowników nie będą musiały składać sprawozdań informujących o strukturze wynagrodzeń i luce płacowej. Nie znaczy to jednak, że transparentność płac dotyczy wyłącznie dużych przedsiębiorstw i korporacji. Opublikowany nowy projekt ustawy o wzmocnieniu stosowania prawa do jednakowego wynagrodzenia mężczyzn i kobiet za jednakową pracę lub za pracę o jednakowej wartości wprowadza m.in. definicję struktury wynagrodzeń i doprecyzowuje kryteria oceny wartości pracy

Jedno się zgadza – w przypadku organizacji zatrudniających poniżej 100 osób raporty płacowe będą działaniem fakultatywnym. Dla pozostałych firm raportowanie będzie obowiązkowe. Raport to jednak ostatnie stadium systemu, jaki wprowadzi transparentność wynagrodzeń. Zanim zostanie przygotowany – pracodawcy muszą podjąć szereg działań, które pozwolą obliczyć lukę płacową i ocenić, czy w ich organizacjach występuje rozbieżność wynagrodzeń za tę samą pracę lub pracę o jednakowej wartości. I co ważne – będzie to dotyczyć wszystkich firm, a za brak odpowiednich działań będzie grozić kara grzywny od 2 000 zł do 60 000 zł.

Pracownik ma prawo do informacji

Zgodnie z ustawą, pracownik będzie miał prawo wystąpić z wnioskiem o informacje dotyczące jego indywidualnego poziomu wynagrodzenia oraz średnich wynagrodzeń w podziale na płeć, jakie otrzymują osoby wykonujące jednakową jak on pracę lub pracę o jednakowej wartości. Konieczność policzenia poziomów wynagrodzeń oraz uporządkowania struktury stanowisk tak, by takie policzenie w sposób obiektywny było możliwe, nie minie nikogo – nawet biura rachunkowego zatrudniającego kilka osób.

– Co więcej, do 31 marca każdego roku każdy pracodawca, niezależnie od wielkości zatrudnienia, będzie miał obowiązek przypomnieć pracownikom o możliwości złożenia takiego wniosku, w sposób przyjęty w danej firmie. Jeśli pracownik uzna, że otrzymał niekompletne informacje, będzie mógł wystąpić o dodatkowe wyjaśnienia, na które pracodawca będzie miał obowiązek odpowiedzieć w ciągu 30 dni. Nie myślmy więc, że mniejsze firmy mogą sobie odpuścić temat. W ich przypadku prace przygotowawcze do obliczania luki płacowej również muszą zostać wykonane – wyjaśnia Kinga Żbikowska, starsza menedżer ds. płac i obsługi klienta w ADP Polska.

Od czego zacząć? Obowiązkiem pracodawcy będzie przeprowadzenie oceny wartości pracy i przygotowanie struktury wynagrodzeń zapewniającej równą płacę za pracę tej samej wartości. Temu ma służyć analiza pracy wykonywanej na konkretnym stanowisku (lub pełnionej funkcji) i opis stanowiska, które będą stanowić podstawę do przeprowadzenia całego procesu wartościowania. Taki opis powinien zawierać informacje o nazwie stanowiska, umiejscowienie w strukturze organizacyjnej, przypisane zadania i obowiązki, wymagane kompetencje i kwalifikacje. Pomocny w tym celu może być poradnik „Wskazówki do oceny i porównania wartości pracy zgodnie z czterema kryteriami przyjętymi w dyrektywie 2023/970” przygotowany przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Wszystko to ma wykazać, że w firmie stosuje się czytelne kryteria zatrudniania i wynagradzania. Opisy stanowisk pozwolą zdefiniować, co w danej firmie oznacza „praca o tej samej wartości”. Jeśli dwie osoby wykonują różne zadania mimo podobnej nazwy stanowiska – to właśnie rzetelny opis ratuje przed zarzutem dyskryminacji.

Kolejnym krokiem jest przegląd swoich ogłoszeń i praktyk rekrutacyjnych i dostosowanie ich do nowych wymagań. Na przykład wskazywanie w ogłoszeniu wymaganej płci kandydata (bez mocnego uzasadnienia), formułek w rodzaju „wynagrodzenie adekwatne do doświadczenia” czy pytanie kandydatów o wcześniej otrzymywaną płacę to zwiastun kłopotów.

Uwaga na niedozwolone klauzule

Zgodnie z nowymi przepisami, wszelkie zapisy umowne, które zakazują pracownikom ujawniania informacji o ich zarobkach w celu egzekwowania zasady równej płacy, stają się z mocy prawa nieważne. Pracodawcy muszą przejrzeć nie tylko umowy o pracę, ale także regulaminy wynagradzania, polityki premiowe oraz umowy o zakazie konkurencji czy zachowaniu poufności (NDA). Pozostawienie takich zapisów w dokumentacji po czerwcu 2026 roku nie tylko nie będzie skuteczne prawnie, ale może zostać uznane za próbę utrudniania pracownikom dostępu do ich praw, co naraża firmę na kontrolę Państwowej Inspekcji Pracy i potencjalne roszczenia odszkodowawcze.

O jakich klauzulach mowa? Pracownicy dość często spotykają się w umowach pracę z zapisami w rodzaju: „ujawnienie informacji o przyznanych premiach i dodatkach innym pracownikom firmy traktowane jest jako naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa” lub „wszelkie informacje o polityce płacowej firmy mają charakter poufny i ich rozpowszechnianie wymaga pisemnej zgody zarządu”. Powiedzmy wprost: takie klauzule już dziś można stosunkowo łatwo podważyć od strony prawnej, choć w praktyce mało kto się na to decyduje, bo… podpisywanie umowy z nowym pracodawcą to nie najlepszy moment negocjacyjny.

Nie sposób również pominąć kolejnego aspektu projektowanych zmian. Mianowicie na etapie ewentualnych sporów sądowych dot. nierównego traktowania w zakresie prawa do wynagrodzenia, nastąpi zmiana tzw. ciężaru dowodu (czyli w praktyce jednej z podstawowych zasad postępowania cywilnego).

Projekt ustawy wprowadza tzw. odwrócony ciężar dowodu. To oznacza, że jeśli sprawa trafi do sądu, to nie pracownik w pierwszej kolejności będzie musiał wykazać winę pracodawcy, lecz pracodawca będzie musiał przedstawić dowody na prowadzenie sprawiedliwej polityki płacowej. Wskazane klauzule to element obciążający pracodawcę, dlatego lepiej zawczasu przejrzeć dokumenty pod tym kątem i usunąć lub zmodyfikować zapisy budzące wątpliwości – wskazuje Tomasz Czerkies, radca prawny w ADP Polska.

Nowe oszustwo „na rekrutera Apple”. Link do spotkania prowadzi do fałszywego logowania

Analitycy ESET zidentyfikowali nową kampanię cyberprzestępców, którzy podszywają się pod rekruterów Apple. Wykorzystując prestiż technologicznego giganta, oszuści dążą do przejęcia kont w mediach społecznościowych kandydatów, co otwiera drogę m.in. do kradzieży danych czy wykorzystania przejętego profilu do dalszych oszustw.Mail Phishing rekrutacyjny

W dobie spowolnienia w sektorze technologicznym i dużej konkurencji o atrakcyjne wakaty, oferta pracy w Apple brzmi dla wielu jak spełnienie marzeń. Cyberprzestępcy doskonale o tym wiedzą. Pierwsza wiadomość, którą otrzymuje ofiara, jest napisana nienaganną, biznesową angielszczyzną i zawiera precyzyjny opis stanowiska, na które prowadzona jest rekrutacja. Aby potwierdzić swój udział w procesie należy odpisać na maila.

– Ta pierwsza wiadomość nie zawiera typowych “czerwonych flag”, takich jak prośba o kliknięcie w nieznany link, czy podanie swoich danych. To świadoma taktyka cyberprzestępców, obliczona na uśpienie czujności odbiorcy i zwiększenie prawdopodobieństwa, że wejdzie on w interakcję z oszustami – mówi Kamil Sadkowski, analityk cyberbezpieczeństwa, ESET.

Pułapka tkwi w wiadomości, która przychodzi jako kolejna. Po kliknięciu w link „Umów spotkanie”, użytkownik trafia na stronę imitującą portal kariery. Całość przypomina powszechnie dziś stosowane systemy do automatyzacji procesów rekrutacyjnych, typowe dla korporacji. Każda próba interakcji z witryną – czy to chęć przejrzenia ofert, czy zarezerwowania terminu rozmowy – kończy się prośbą o zalogowanie. Do wyboru jest adres e-mail lub konto na Facebooku. Wybór którejkolwiek z opcji prowadzi do sfałszowanego panelu logowania Facebooka, który służy wyłącznie do wyłudzenia danych.

– Dla cyberprzestępcy przejęte konto to przede wszystkim nasza tożsamość i zaufanie, na które pracowaliśmy latami. Oszust, pisząc z czyjegoś profilu do rodziny czy współpracowników tej osoby, wykorzystuje wiarygodność, którą daje znajome zdjęcie i nazwisko. W ten sposób przestępcy wyłudzają pieniądze od bliskich lub infekują komputery. Dodatkowo, jeśli dana osoba zarządza stronami firmowymi, oszuści w kilka minut mogą wydać znaczne kwoty z podpiętych kart płatniczych – wyjaśnia Kamil Sadkowski, ESET.

Błąd, który powinien zapalić czerwoną lampkę

Choć kampania została przygotowana z dużą dbałością o detale, cyberprzestępcy nie ustrzegli się błędów, które pozwalają ich zdemaskować. W analizowanym przypadku, o ile pierwszy mail dotyczył pracy w Apple, o tyle w drugiej wiadomości – zawierającej instrukcję umówienia rozmowy – oszuści podziękowali za zainteresowanie rekrutacją w… Meta.

– Nawet najbardziej dopracowane kampanie rzadko są wolne od błędów. Zachowanie czujności, weryfikacja adresu nadawcy oraz sprawdzanie, czy wszystkie fakty w otrzymywanych wiadomościach są ze sobą spójne, to absolutna podstawa. Należy również zwracać uwagę na adres URL stron, na których jesteśmy proszeni o logowanie. Warto też pamiętać o oprogramowaniu zabezpieczającym, które blokuje niebezpieczne witryny – zauważa Kamil Sadkowski, ESET.

Omawiana kampania, której celem jest wyłudzenie poufnych danych, to typowy przykład phishingu. Chociaż jest to jedna z najbardziej popularnych form internetowego oszustwa, z danych ESET i Dagma Bezpieczeństwo IT wynika, że aż 1/3 Polaków pracujących na co dzień przy komputerze przyznaje  że nie rozumie tego pojęcia.

Programmatic SEO: jak skalować treści i zwiększać ruch organiczny dzięki AI

Programmatic SEO zmienia content marketing z ręcznego procesu w skalowalny system produkcji treści. Dzięki generatywnej AI firmy mogą tworzyć setki stron dopasowanych do intencji użytkowników, bez zwiększania zespołu. Efekt to większy ruch organiczny, niższy koszt pozyskania i szybsze wejście na rynek.

Programmatic SEO — definicja

Programmatic SEO upraszcza i skaluje to, co dotąd w content marketingu robiono ręcznie. Zamiast pisać każdy artykuł od zera, tworzy się szablon treści, który następnie wypełniany jest danymi i tekstem generowanym przez model językowy. W efekcie nie powstaje jeden materiał, lecz cała seria stron odpowiadających na różne zapytania użytkowników — zwłaszcza te bardziej szczegółowe, z tzw. długiego ogona.

Frazy long-tail to rozbudowane, precyzyjne zapytania wpisywane przez użytkowników, którzy wiedzą już, czego szukają. Choć mają mniejszy wolumen wyszukiwań, są znacznie skuteczniejsze — przyciągają osoby bliższe decyzji zakupowej. Programmatic SEO pozwala pokryć je w dużej liczbie, dzięki czemu stają się one głównym źródłem wartościowego ruchu.

Mechanizm działania jest stosunkowo prosty. Marketer projektuje strukturę strony — nagłówki, sekcje, CTA — oraz przygotowuje bazę danych, np. listę miast, produktów czy usług. Na tej podstawie AI generuje kompletne treści, różnicując styl, kontekst i argumentację. Powstają setki lub tysiące stron spójnych w formie, ale unikalnych w szczegółach.

To zasadnicza zmiana względem wcześniejszych prób automatyzacji, które prowadziły do powtarzalnych i niskiej jakości treści. Dzisiejsze modele potrafią budować kontekst i dopasowywać przekaz — inaczej opiszą ofertę w Krakowie, inaczej w Gdańsku. Programmatic SEO przestaje być więc prostą automatyzacją, a staje się narzędziem łączącym skalę z jakością, pozwalając szybko budować szeroką widoczność w wyszukiwarce.

Programmatic SEO — korzyści biznesowe

  • Skalowalność bez zwiększania zespołu — setki stron miesięcznie bez zatrudniania nowych copywriterów; zespół skupia się na strategii zamiast produkcji.
  • Niższy koszt i efekt długoterminowy — każda strona generuje stały ruch organiczny, który nie znika po wyłączeniu budżetu reklamowego.
  • Szybszy time-to-market — nowe produkty, lokalizacje i tematy mogą być widoczne w wyszukiwarce w ciągu kilku dni, nie tygodni.
  • Lepsze dopasowanie do użytkownika — treści odpowiadają na konkretne intencje, co zwiększa jakość ruchu i konwersję.
  • Spójność komunikacji — jednolity styl i język marki we wszystkich treściach, niezależnie od skali publikacji.

Programmatic SEO — przykłady zastosowań

E-commerce to naturalne środowisko dla programmatic SEO — sklepy mogą automatycznie tworzyć opisy kategorii, rankingi produktów czy lokalne landing pages. W efekcie zyskują setki nowych punktów wejścia z fraz long-tail i zwiększają konwersję.

Firmy usługowe (lokalne i ogólnopolskie) wykorzystują ten model do budowy stron dla konkretnych miast. Zamiast jednej oferty powstaje sieć dopasowanych podstron, co systematycznie zwiększa widoczność w wyszukiwaniach lokalnych.

SaaS i B2B skalują treści wokół różnych branż i zastosowań. Powstają strony dopasowane do konkretnych segmentów odbiorców, co pozwala docierać do nisz i generować ruch o wysokim potencjale sprzedażowym.

Portale i porównywarki używają GenAI do automatycznego tworzenia i aktualizacji rankingów, porównań oraz recenzji. Dzięki temu zwiększają skalę publikacji i utrzymują aktualność treści bez ręcznej pracy redakcyjnej.

Programmatic SEO — podsumowanie

Programmatic SEO to nie chwilowy trend, lecz trwała zmiana sposobu tworzenia i skalowania treści. Kluczowe przy jego wdrażaniu jest jednak wsparcie dedykowanych narzędzi, które integrują analizę, generowanie i optymalizację treści w jednym procesie, umożliwiając skalę bez utraty jakości. W tym modelu rola specjalistów się zmienia: zamiast pisać, projektują systemy i zarządzają procesem, budując długofalową przewagę opartą na widoczności.

Cisco: AI napędza nową falę phishingu

0

Cyberprzestępcy coraz częściej rezygnują z luk w systemach i koncentrują się na użytkownikach, wykorzystując AI do szybkiego tworzenia wiarygodnych kampanii phishingowych.

Podsumowanie:

  • Phishing ponownie stał się głównym wektorem początkowego dostępu (po raz pierwszy od roku) odpowiadając za ponad jedną trzecią wszystkich incydentów,
  • Cyberprzestępcy wykorzystują obecnie narzędzia AI do tworzenia stron wyłudzających dane logowania w ciągu kilku minut,
  • Udział ransomware spadł znacząco do zaledwie 18% incydentów (z 50% rok wcześniej), a dzięki szybkiej reakcji Cisco Talos IR nie odnotowano przypadków szyfrowania danych.

Narzędzia AI wykorzystywane do phishingu na dużą skalę

Z najnowszego raportu Cisco Talos za Q1 2026 wynika, że phishing wspierany przez AI znów zyskuje na znaczeniu. Cyberprzestępcy rzadziej wykorzystują złożone podatności techniczne, a częściej sięgają po ataki wymierzone w użytkowników, które dzięki AI są łatwiejsze do przygotowania i skalowania.

„Obserwujemy fundamentalną zmianę w taktykach atakujących – odchodzą oni od złożonych exploitów typu zero-day i wracają do sprawdzonych, skalowalnych ataków ukierunkowanych na ludzi”mówi Marcin Klimowski, Cybersecurity Sales Specialist w Cisco Polska. „Jeśli atakujący może w kilka minut stworzyć wiarygodną stronę do wyłudzania danych logowania przy użyciu platformy opartej na AI i kilku poleceń, wchodzimy w nową erę, w której tempo i skala ataków socjotechnicznych przewyższą wiele tradycyjnych mechanizmów obrony. Ma to bezpośrednie konsekwencje dla bezpieczeństwa przedsiębiorstw oraz szerszej debaty o roli AI w działaniach ofensywnych”.

W jednym z incydentów cyberprzestępcy wykorzystali platformę Softr (narzędzie do tworzenia aplikacji webowych oparte na AI), aby wygenerować stronę phishingową ukierunkowaną na pracowników administracji publicznej, podszywającą się pod Microsoft Exchange i Outlook Web Access.

Strona została stworzona przy użyciu prostych promptów, bez pisania kodu, co znacząco ułatwiło działanie mniej doświadczonym cyberprzestępcom. Wykradzione dane trafiały do zewnętrznych, tymczasowych repozytoriów, takich jak Google Sheets, z automatycznymi powiadomieniami o nowych przechwyconych danych, również bez potrzeby programowania.

Wyraźna zmiana w wektorach początkowego dostępu

Powrót phishingu jako głównego wektora ataku stanowi istotną zmianę. Po masowym wykorzystywaniu luk w SharePoint (ToolShell) w 2025 roku, udział tego typu ataków spadł z 62% do zaledwie 18% w Q1 2026, dzięki szybkiemu wdrażaniu poprawek i lepszym mechanizmom detekcji.

Phishing, który nie był na pierwszym miejscu od Q2 2025, ponownie zyskał dominującą pozycję, a wykorzystanie prawidłowych danych logowania zajęło drugie miejsce (24%).

Marcin Klimowski komentuje: „Spadek wykorzystania ToolShell pokazuje, że szybkie łatanie podatności działa, ale atakujący nie rezygnują, po prostu zmieniają podejście. Zamiast wykorzystywać niezałatane systemy, skupiają się na ludziach. Dane z tego kwartału przypominają, że zabezpieczenia techniczne i te ukierunkowane na użytkowników muszą rozwijać się równolegle”.

Coraz częstsze wykorzystywanie słabości MFA

W 35% incydentów odnotowano wykorzystanie słabości uwierzytelniania wieloskładnikowego (MFA), co oznacza wzrost względem poprzedniego kwartału. Atakujący omijali MFA m.in. poprzez rejestrowanie nowych urządzeń na wcześniej przejętych kontach, a w jednym przypadku skonfigurowali klienta Outlook tak, aby łączył się bezpośrednio z serwerem Exchange, całkowicie omijając MFA.

Wnioski są jednoznaczne, samo wdrożenie MFA nie wystarcza. Organizacje powinny ograniczyć możliwość samodzielnej rejestracji urządzeń oraz wdrożyć scentralizowane i rygorystyczne polityki uwierzytelniania.

Administracja publiczna i ochrona zdrowia nadal na celowniku

Administracja publiczna oraz ochrona zdrowia to najczęściej atakowane sektory. Każdy z nich odpowiadał za 24% incydentów. To już trzeci kwartał z rzędu, w którym administracja publiczna znajduje się na pierwszym miejscu.

Organizacje te pozostają atrakcyjnymi celami ze względu na ograniczone budżety, starszą infrastrukturę, dostęp do wrażliwych danych oraz niską tolerancję na przestoje.

Mniej ransomware nie oznacza mniejszego ryzyka

Incydenty typu pre-ransomware stanowiły jedynie 18% przypadków, a dzięki szybkiej reakcji Cisco Talos IR nie doszło do szyfrowania danych. To znaczący spadek względem 50% rok wcześniej. Cisco Talos podkreśla jednak, że duże operacje ransomware-as-a-service, takie jak Qilin czy Akira, nadal pozostają aktywne, a ich serwisy publikujące wykradzione dane są regularnie aktualizowane.

W jednym z incydentów grupa Rhysida wykorzystała nietypowy backdoor  (MeowBackConn) oraz błędy w konfiguracji, takie jak otwarte porty zarządzania i nadmierne uprawnienia kont, co pokazuje, że słabo zabezpieczona infrastruktura nadal stanowi poważne ryzyko.

Kluczowe rekomendacje

Marcin Klimowski podkreśla, że wyniki raportu wymagają pilnych działań na wielu poziomach: „Organizacje powinny inwestować w MFA odporne na phishing, ograniczać możliwość samodzielnej rejestracji urządzeń oraz traktować dane uwierzytelniające deweloperów i tokeny chmurowe z taką samą ostrożnością jak konta uprzywilejowane. Połączenie phishingu wspieranego przez AI i technik omijania MFA oznacza, że pojedyncze zabezpieczenie nie wystarczy. Konieczna jest wielowarstwowa, proaktywna strategia obrony”.

Juwenalia Krakowskie 2026. Jubileusz najstarszego święta studenckiego w Polsce

W tym roku Kraków celebruje wyjątkowy jubileusz – 70-lecie Juwenaliów, czyli najstarszego i najbardziej wpływowego studenckiego święta w Polsce. To tutaj, w 1956 roku, zainicjowano wydarzenie, które z czasem rozprzestrzeniło się na inne ośrodki akademickie i stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów rytmu życia studenckiego w całym kraju. Juwenalia, choć dziś powszechne, mają swoje korzenie właśnie w Krakowie, gdzie w powojennej atmosferze odbudowy i potrzeby wolności powstała tradycja, która przez dekady kształtowała środowisko akademickie.

Jubileusz 70-lecia jest momentem zarówno celebracji, jak i namysłu nad fenomenem, który przetrwał polityczne przełomy, zmieniał swój charakter, wracał pomimo systemowych przerw – ale nie stracił fundamentalnego znaczenia: tworzenia wspólnoty.

W tym roku ta wspólnota powraca w symboliczny sposób do przestrzeni, w której Juwenalia nabierały znaczenia przez dekady: na krakowski Rynek Główny. To tam 15 maja odbędzie się finał Korowodu Pokoleń. Formuła tegorocznego pochodu zachęca do wzięcia udziału nie tylko obecnych żaków, ale również absolwentów i mieszkańców Krakowa, którzy na przestrzeni tych 70 lat tworzyli historię Juwenaliów. Dodatkowo, podczas piątkowego popołudnia studenci przejmą Kraków na dwa tygodnie świętowania, przypominając o roli, jaką odgrywają w jego kulturze i życiu społecznym.

W ramach świętowania jubileuszu na terenie Klubu Studio w Krakowie można jeszcze do niedzieli 10 maja oglądać wystawę historycznych plakatów juwenaliowych zestawionych ze współczesnymi projektami. W przestrzeni galerii na balkonie widzowie mogą zobaczą przekrojową ewolucję języka graficznego Juwenaliów.

Z okazji jubileuszu powstał również film dokumentalny, który wpisze Juwenalia w szerszą perspektywę historyczną – od średniowiecznych tradycji igrów żakowskich po współczesny Kraków. Narracja prowadzi widza przez kolejne dekady, wracając do tych samych gestów, emocji i momentów wolności, które zyskiwały nowe znaczenia zależnie od czasów. Historię święta opowiadają trzy pokolenia bohaterów: uczestnicy pierwszych edycji, przedstawiciele środowiska lat politycznego oporu oraz osoby związana ze współczesnymi Juwenaliami. Archiwalia, wspomnienia i materiały prywatne tworzą wielowymiarową opowieść o przemianach Juwenaliów pod wpływem władzy, kryzysów i przełomów historycznych począwszy od Marca ’68, przez stan wojenny, aż po epokę transformacji. Premiera dokumentu odbędzie się w symbolicznej przestrzeni Klubu pod Jaszczurami, miejscu szczególnie związanym z historią krakowskiego środowiska studenckiego.

Juwenalia Krakowskie odbędą się w dniach 13–23 maja. Wydarzenie, które przez dekady zmieniło się, ewoluowało i wielokrotnie redefiniowało swoją funkcję, ponownie stanie się areną spotkań między pokoleniami. W pierwszym tygodniu studenci bawić się będą przede wszystkim w strefach Politechniki Krakowskiej i Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie od 13 do 16 maja wystąpią m.in. Reto, Kacperczyk, Happysad, Ich Troje, Strachy Na Lachy czy Żabson. Drugi etap świętowania przeniesie się w dniach 20–23 maja na Akademię Górniczo-Hutniczą, gdzie line-up zasilą m.in. Kukon, Myslovitz, Tommy Cash, Nocny Kochanek, Golec uOrkiestra i Dżem.

Tegoroczny jubileusz jest czymś więcej niż celebracją 70 lat tradycji. To również pytanie o przyszłość – czy Juwenalia wciąż są manifestem studenckiej tożsamości, czy tylko jej symbolicznym echem? Odpowiedź być może pojawi się właśnie w tym, lub przyszłych latach – wśród tych, którzy tworzą kolejne rozdziały tej siedemdziesięcioletniej historii.

Kryzys paliwowy jako katalizator. W 1. kwartale 2026 r. polska flota elektryków wzrosła o 60 proc. rok do roku

W obliczu destabilizacji dostaw surowców i gwałtownych wahań cen paliw polski rynek motoryzacyjny przechodzi głęboką metamorfozę. Dane z końca 1. kwartału 2026 roku wskazują, że liczba zarejestrowanych w Polsce aut elektrycznych przekroczyła 131 tys. sztuk. Dodatkową zachętę stanowią rosnąca dostępność cenowa używanych elektryków oraz rozwój sieci ładowania. Obecna sytuacja potwierdza również znaczenie elektryfikacji transportu jako jednego z filarów bezpieczeństwa energetycznego Polski i Europy. 

Obecną sytuację na rynku paliw i jej wpływ na rozwój elektromobilności komentuje Grigoriy Grigoriev, General Manager Powerdot Polska, największego europejskiego operatora ładowarek pojazdów elektrycznych, dostawcy ponad połowy punktów szybkiego ładowania w Polsce.

Obecna zmienność cen ropy naftowej stała się kluczowym czynnikiem wpływającym na rynek motoryzacyjny oraz realnym obciążeniem dla strategii biznesowych i portfeli konsumentów. 

Coraz więcej Polaków wybiera auta elektryczne

Przez lata benzyna i Diesel stanowiły podstawę polskiego i europejskiego transportu, teraz jednak, kiedy auta elektryczne stają się opłacalną alternatywą, możemy być świadkami końca silnika spalinowego w jego tradycyjnej formie. Według dostępnych danych za koniec 1. kwartału 2026 r. liczba aut elektrycznych zarejestrowanych w Polsce wzrosła o niemal 60 proc. rok do roku, przekraczając 131 tys. sztuk. Szacuje się, że do 2030 r. liczba aut elektrycznych w Polsce wzrośnie niemal 5-krotnie, przekraczając 600 tys. 

Przy obecnych cenach tradycyjnych paliw zakup elektryka to już nie tylko kwestia mody czy chęci wyboru ekologicznych rozwiązań, ale zwykłej matematyki. Również dla menedżerów flot obecna niestabilność cen paliw to sygnał alarmowy. Decyzja o elektryfikacji przestała być inicjatywą wizerunkową, stała się kluczowym elementem zarządzania ryzykiem operacyjnym

Ta sytuacja przekłada się również na rozwój rynku używanych aut elektrycznych, który dotychczas stanowił raczej niszę dla wczesnych użytkowników (early adopters). Teraz staje się pragmatycznym rozwiązaniem dla osób dbających o budżet, a sieć punktów ładowania nieustannie się rozwija. Pod koniec marca w Polsce funkcjonowało już ponad 12,5 tys. publicznych punktów ładowania. Najszybciej rozwija się sieć szybkich ładowarek prądu stałego (DC), stanowiąc już blisko 30 proc. ogólnodostępnej infrastruktury. 

Dywersyfikacja i rozwój jedyną gwarancją stabilności

Istotnym argumentem za elektryfikacją transportu staje się również kwestia bezpieczeństwa. Elektryfikacja jest kluczowym filarem szerszego celu Europy, jakim jest osiągnięcie niezależności energetycznej. Wykorzystując lokalnie wytwarzaną energię odnawialną do zasilania transportu nasz kontynent zmniejsza swoją podatność na zewnętrzne szoki podażowe. 

Przejście na transport elektryczny nie polega już tylko na spełnieniu celów emisji CO2, ale na budowaniu odpornej przyszłości gospodarczej. Choć obecna sytuacja jest krytyczna, stanowi ona punkt wyjścia do niezbędnej transformacji. W obliczu niepewności jedynym sposobem na zapewnienie stabilności są innowacje.

Transparentność wynagrodzeń w Polsce później niż zakładano. Firmy zyskują czas na przygotowania

Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej opublikowało nowy projekt ustawy o wzmocnieniu stosowania prawa do jednakowego wynagrodzenia mężczyzn i kobiet za jednakową pracę lub za pracę o jednakowej wartości. Nowe przepisy zaczną obowiązywać po 6 miesiącach od ogłoszenia ustawy – aktualnie jest ona w fazie konsultacji. Oznacza to, że firmy zyskały dodatkowy czas na przygotowania do nowych przepisów, które pierwotnie, zgodnie z postanowieniami Dyrektywy 2023/970, miały wejść w życie najpóźniej 7 czerwca 2026 r.

Wartościowanie stanowisk – fundament zmiany

Kluczowym i najbardziej czasochłonnym etapem przygotowań do nowych regulacji jest wartościowanie stanowisk. Bez tego nie da się ani stworzyć ani przejrzystych struktur wynagradzania, ani uzasadnić różnic płacowych – a to najważniejsze obszary, jakie wprowadza dyrektywa.

Zgodnie z projektowanymi przepisami każdy pracodawca – niezależnie od wielkości firmy – będzie zobowiązany do przeprowadzenia oceny wartości pracy na poszczególnych stanowiskach lub, w razie ich braku, rodzajów pracy. Na tej podstawie firmy będą klasyfikować role i identyfikować grupy pracowników wykonujących tę samą pracę lub pracę o porównywalnej wartości.

Ocena ta powinna opierać się na czterech obowiązkowych kryteriach: odpowiedzialności, umiejętnościach, wysiłku, oraz warunkach pracy. W zależności od specyfiki organizacji możliwe będzie ich doprecyzowanie poprzez dodatkowe podkryteria lub rozszerzenie o inne elementy oceny.

Kluczowe jest jednak, aby wszystkie stosowane kryteria były wykorzystywane w sposób obiektywny oraz neutralny pod względem płci.

Nie tylko Polska przesuwa termin

Polska nie jest jedynym krajem, który zdecydował się na przesunięcie terminu wdrożenia przepisów dot. transparentności wynagrodzeń. W marcu tego roku taką decyzję podjęła Szwecja. Tam przepisy zaczną obowiązywać o 1 stycznia 2027 r. Szwedzki rynek pracy, który od lat funkcjonuje w oparciu o obowiązkowe analizy płac i porównywanie pracy o tej samej wartości – czyli de facto wymusza stosowanie wartościowania stanowisk, które jest częściowo zgodnego wytycznymi dyrektywy. Mimo, że dla rynku szwedzkiego jest to ewolucja, a nie rewolucja, to również tam firmy sygnalizują istotne trudności operacyjne. To pokazuje jasno: nawet dojrzałe systemy w obszarze wartościowania wynagrodzeń oceniają proces jako trudny.

Wartościowanie będzie szczególnym wyzwaniem dla pracodawców, którzy będą przystępować do tego procesu po raz pierwszy – a tych, wśród średnich i dużych przedsiębiorstw jest w Polsce około 12 procent (Grand Thorton „Jawność wynagrodzeń w Polsce”).

Przesunięcie terminu to nie moment na odkładanie prac, to szansa na lepsze przygotowanie organizacji do nowych regulacji.

Mimo rosnącej świadomości nadchodzących zmian, poziom przygotowania polskich firm pozostaje ograniczony. Co 5. firma wskazuje, że nie ma wiedzy w zakresie zarządzania wynagrodzeniami. Blisko połowa firm sygnalizuje brak narzędzi do realizacji wymogów dyrektywy. Badania wskazują też, że dla 61 proc. organizacji, istotnym ułatwieniem byłoby wprowadzenie narzędzi i metod do oceny stanowisk. [1]

Skala danych, konieczność ich aktualizacji oraz wymogi raportowania i komunikacji do pracowników sprawiają, że tradycyjne podejście oparte na Excelu, szybko przestanie być wystarczające. Narzędzia HR wspierające proces wartościowania, analizę wynagrodzeń, raportowanie i komunikację pozwalają nie tylko przyspieszyć proces, ale przede wszystkim zapewniają jego spójność, trwałość i dostępność– co będzie kluczowe w kontekście nowych regulacji.

Podsumowując: nawet jeśli termin wdrożenia w Polsce został przesunięty, nie zmienia to istoty wyzwania. Firmy, które rozpoczną wartościowanie stanowisk już teraz, zyskają nie tylko czas, ale mogą też zbudować przewagę – zarówno operacyjną, jak i wizerunkową. Te, które będą czekać, mogą stanąć przed koniecznością wdrażania zmian w trybie kryzysowym.

Autor: Joanna Liksza, eksperta MyBenefit w Benefit Systems oraz kierowniczka studiów podyplomowych Compensation & Benefits na Uczelni Łazarskiego

[1] „TRENDY 2025 Transparentność Wynagrodzeń” Klub Compensation&Benefits

ORLEN podpisał porozumienie z Amazon Web Services. Chmura, AI i szkolenia dla pracowników

0

Grupa ORLEN zawarła porozumienie o współpracy z Amazon Web Services. Umowa dotyczy migracji systemów IT do infrastruktury chmurowej oraz budowy nowych aplikacji w modelu cloud native — czyli projektowanych od podstaw pod kątem środowiska chmurowego, ze szczególnym uwzględnieniem skalowalności, odporności na awarie i szybkości wdrożeń.

Zakres współpracy

Współpraca obejmuje wdrożenie rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji, uczenia maszynowego i analityki danych. ORLEN uzyska ponadto dostęp do specjalistycznego oprogramowania branżowego certyfikowanych dostawców (ISV) dostępnego w AWS Marketplace. Rozwiązania te mają wspierać działalność w segmentach upstream i downstream, energetyki oraz sprzedaży detalicznej.

Jednym z założeń umowy jest budowa środowiska IT w modelu multi cloud — podejście, które pozwala na elastyczny dobór technologii od różnych dostawców i ułatwia migrację systemów między platformami.

„Istotnym założeniem współpracy z AWS jest wzmocnienie naszej elastyczności technologicznej oraz dostęp do gotowych, zaawansowanych rozwiązań. Rozwój środowiska IT w modelu multi cloud pozwoli ORLEN efektywnie migrować systemy i wybierać najlepsze technologie dostępne na rynku.”

Michał Furman, Dyrektor Wykonawczy ds. Transformacji Cyfrowej i Informatyki, ORLEN

Szkolenia i certyfikacje

Elementem porozumienia jest program rozwoju kompetencji pracowników Grupy ORLEN. AWS zapewni dostęp do szkoleń, certyfikacji i warsztatów technologicznych. Według komunikatu ma to przełożyć się na samodzielność zespołów przy projektowaniu, wdrażaniu i utrzymaniu rozwiązań chmurowych.

„Polska stoi przed niezwykłą szansą związaną ze sztuczną inteligencją, a Grupa ORLEN, jako jeden z największych koncernów energetycznych w Europie, ma skalę i determinację, by przeprowadzić wyjątkową transformację cyfrową. Nasze wsparcie to nie tylko technologia — to także inwestycja w kompetencje cyfrowe ludzi, którzy będą ją wdrażać i rozwijać.”

Tanuja Randery, Wiceprezes i Dyrektor Generalna AWS na region EMEA

Kontekst strategiczny

Porozumienie z AWS wpisuje się w szerszą strategię cyfryzacji Grupy ORLEN. Spółka realizuje równolegle projekty z zakresu transformacji energetycznej, a migracja do chmury ma zwiększyć efektywność operacyjną i obniżyć koszty utrzymania infrastruktury IT.

„Ta współpraca to kolejny krok w budowie ORLEN jako nowoczesnej, cyfrowej organizacji. Inwestujemy w rozwiązania, które zwiększają naszą efektywność biznesową, przyspieszają innowacje i wzmacniają bezpieczeństwo cyfrowe całej Grupy.”

Robert Soszyński, Wiceprezes Zarządu ORLEN ds. Operacyjnych

Umowa nie precyzuje wartości finansowej współpracy ani harmonogramu poszczególnych etapów wdrożenia.

Awans Andrzeja Pośniaka w strukturach CMS. Dołącza do Executive Committee

CMS poinformował o powołaniu Andrzeja Pośniaka do Executive Committee – globalnego zarządu kancelarii CMS. Jest to kluczowy organ odpowiedzialny za bieżące zarządzanie firmą oraz podejmowanie strategicznych decyzji dotyczących jej dalszego rozwoju na poziomie międzynarodowym.

Dołączenie Andrzeja Pośniaka do Executive Committee stanowi kolejne potwierdzenie jego roli w strukturach CMS oraz znaczenia regionu Europy Środkowo‑Wschodniej w globalnej strategii kancelarii.

W nowej roli Andrzej Pośniak będzie wykorzystywał swoje wieloletnie doświadczenie zdobyte zarówno na rynku regionalnym, jak i międzynarodowym, wspierając realizację strategicznych priorytetów CMS oraz wzmacniając spójność działań pomiędzy poszczególnymi regionami.

Od maja 2019 roku Andrzej Pośniak pełni funkcję Partnera Zarządzającego CMS w Polsce, odpowiadając za strategiczny rozwój kancelarii oraz umacnianie jej pozycji jako jednej z wiodących firm prawniczych na rynku krajowym.

Z dniem 1 kwietnia 2026 roku rozpoczął również czteroletnią kadencję jako Dyrektor Zarządzający CMS na Europę Środkowo‑Wschodnią (CEE), obejmując odpowiedzialność za koordynację działań oraz dalszy rozwój działalności CMS w całym regionie.

„Dołączenie do Executive Committee pozwala spojrzeć na rozwój CMS z perspektywy całej organizacji i aktywnie uczestniczyć w wyznaczaniu jej długoterminowych kierunków. To rola skoncentrowana na strategii, spójności działań pomiędzy regionami oraz dalszym budowaniu silnej pozycji CMS w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu rynkowym” – komentuje Andrzej Pośniak.

Andrzej Pośniak jest również członkiem Zarządu Brytyjsko‑Polskiej Izby Handlowej (BPCC), gdzie aktywnie angażuje się w rozwój współpracy gospodarczej pomiędzy Polską a Wielką Brytanią oraz dialog pomiędzy biznesem a instytucjami otoczenia gospodarczego.

O CMS:

CMS jest międzynarodową organizacją zrzeszającą niezależne kancelarie prawne, która świadczy kompleksowe usługi doradztwa prawnego i podatkowego. Firma posiada 92 biura w ponad 50 krajach na całym świecie, w których zatrudnia ponad 7.200 prawników.

Polskie firmy coraz chętniej wdrażają AI. Polska druga w Europie pod względem tempa wzrostu

Adopcja sztucznej inteligencji w Polsce dynamicznie rośnie. Według najnowszego raportu „Uwolnienie potencjału AI w Polsce 2026”, przygotowanego przez niezależną firmę badawczą Strand Partners na zlecenie Amazon Web Services (AWS), już 48% polskich firm korzysta z AI, w porównaniu do 34% rok wcześniej. To wzrost o 41% rok do roku i drugi najlepszy wynik w Europie. Wnioski z raportu zostały opublikowane 6 maja 2026 roku podczas AWS Summit w Warszawie.

Badanie powstało w nawiązaniu do programu Cyfrowej Dekady Komisji Europejskiej, który zakłada, że do 2030 roku co najmniej 75% przedsiębiorstw w UE powinno korzystać z technologii AI, chmury obliczeniowej lub analizy dużych zbiorów danych. Polska, utrzymując obecne tempo wzrostu, ma szansę osiągnąć ten cel, ale tegoroczna edycja raportu pokazuje, że samo wdrożenie AI to dopiero początek. Prawdziwym wyzwaniem staje się przejście od podstawowego wykorzystania sztucznej inteligencji do zaawansowanych, transformacyjnych zastosowań.

Tempo adopcji sztucznej inteligencji w Polsce jest imponujące – drugi najszybszy wzrost w Europie. Teraz kluczowe jest, żeby ta dynamika przełożyła się na realną przewagę konkurencyjną polskich firm na globalnych rynkach. Polskie firmy jasno mówią, czego potrzebują – dostępu do najlepszych narzędzi AI, możliwości szybkiego skalowania i swobody wyboru odpowiednich technologii. Dlatego inwestujemy nie tylko w infrastrukturę, ale przede wszystkim w rozwój kompetencji, bo to ludzie decydują o tym, czy AI przyniesie firmom realną wartość biznesową podkreśla Andrzej Horawa, Dyrektor Generalny Amazon Web Services w Polsce.

Kluczowe ustalenia raportu

Szybki wzrost adopcji, ale ograniczone zaawansowanie. AI wdrożyło już 48% polskich firm, jednak tylko 16% z nich wykorzystuje najbardziej zaawansowane scenariusze użycia – poniżej średniej europejskiej wynoszącej 22%. Przy obecnym tempie postępu osiągnięcie zaawansowanego poziomu wdrożenia zajęłoby połowie polskich firm około pięciu lat.

Chmura rośnie równie dynamicznie. Technologie chmurowe wdrożyło 61% przedsiębiorstw (wzrost z poziomu 44% rok wcześniej, czyli o 39% rok do roku), co tworzy fundament pod dalsze skalowanie AI.

AI jako priorytet strategiczny. 69% firm deklaruje, że wdrożenie AI jest priorytetem najwyższym lub wysokim, a 72% twierdzi, że AI odgrywa kluczową lub ważną rolę w ich ogólnej strategii biznesowej.

Startupy przodują. 72% polskich startupów wdrożyło AI, a 41% z nich jest na najbardziej zaawansowanym etapie. Jednocześnie 39% startupów deklaruje, że rozważyłoby opuszczenie Europy w celu szybszego skalowania – najczęściej wskazywanym kierunkiem są Stany Zjednoczone (49%).

Innowacje przyspieszają. 74% firm wdrażających AI zaobserwowało wzrost tempa innowacji w ciągu ostatnich dwóch lat, a AI jest głównym motorem tych zmian (44%).

Firmy cenią sobie wybór i dostęp do globalnych dostawców technologii

Polskie przedsiębiorstwa konsekwentnie podkreślają znaczenie dostępu do globalnych dostawców technologii, zwłaszcza w kontekście innowacji i ekspansji na międzynarodowych rynkach. 83% firm twierdzi, że dostęp do globalnych firm technologicznych jest ważny dla wdrażania AI, 81% uważa, że jest to ważne dla innowacyjności, a 84% – dla szybkiego skalowania.

Firmy podają, że przy wyborze narzędzi i dostawców AI priorytetem jest szybkość, skalowalność, odporność i bezpieczeństwo, a także możliwość dokonywania właściwych wyborów technologicznych na podstawie potrzeb klienta – niezależnie od lokalizacji dostawcy. 89% firm korzysta z dostawców z różnych regionów, zamiast polegać głównie na dostawcach z jednego kraju. Wśród najczęściej podawanych powodów takiego podejścia wymieniane są: szerszy zakres funkcji i oferty produktowej (56%), lepsza skalowalność, wydajność lub opcje integracji (52%) oraz wiodąca pozycja technologiczna lub bardziej zaawansowane możliwości (48%).

Dane wskazują również na ograniczone zainteresowanie strategiami, które zwiększają koszty bez wyraźnych rezultatów w zakresie konkurencyjności: tylko 9% firm poparłoby większe inwestycje publiczne w europejską infrastrukturę AI i chmurową, jeśli skutkowałoby to wyższymi kosztami dla ich działalności.

Firmy nie czują się gotowe na kolejną falę AI

Technologie AI nowej generacji – takie jak agentowa AI, czy zaawansowana robotyka – zaczynają fundamentalnie zmieniać sposób funkcjonowania przedsiębiorstw. Tymczasem tylko 21% polskich firm twierdzi, że czuje się w pełni lub bardzo gotowa na ich wdrożenie (wśród startupów – 79%).

Świadomość agentowej AI rośnie (23% firm słyszało o tej technologii), ale luka między znajomością a wdrożeniem pozostaje znacząca – tylko 3% firm zgłasza pełne wdrożenie. Wśród tych, którzy już korzystają z agentowej AI, 45% deklaruje szybsze podejmowanie decyzji, 34% odnotowuje wzrost efektywności operacyjnej, a 24% poprawę skalowalności.

Główne bariery: umiejętności, finansowanie i regulacje

Niedobór kompetencji. 46% firm wskazuje na braki w zakresie umiejętności AI i cyfrowych jako barierę, a tylko 18% deklaruje posiadanie solidnych kompetencji w tym obszarze. 82% spodziewa się, że w ciągu najbliższych pięciu lat umiejętności związane z AI będą odgrywać istotną rolę w ich branży.

Ograniczenia finansowe. 43% firm nie ma dedykowanego budżetu na AI, choć 81% przewiduje, że w ciągu trzech lat wydatki na AI wzrosną do 27% całkowitego budżetu IT.

Złożoność regulacyjna. Polskie firmy szacują, że 40% całkowitych wydatków na technologię przeznaczają na zapewnienie zgodności z przepisami. 79% uważa, że koszty compliance wzrosły w ciągu ostatnich trzech lat, a 82% spodziewa się dalszego wzrostu.

Wdrożenie AI w kluczowych branżach

Sektor usług finansowych prowadzi z 58% adopcją AI, wyprzedzając telekomunikację (52%) i energetykę (43%). W zakresie zaawansowanych zastosowań AI liderami są usługi finansowe (26%), telekomunikacja (23%) oraz technologie i usługi IT (21%).

47% polskich MŚP deklaruje wdrożenie technologii AI, przy czym 15% korzysta z zaawansowanych scenariuszy, a 32% z podstawowych narzędzi.

Cyberbezpieczeństwo – kluczowy priorytet

Ponad jedna trzecia firm (37%) postrzega cyberbezpieczeństwo i odporność cyfrową jako kluczowe obszary inwestycji publicznych. W 2025 roku wydatki na cyberbezpieczeństwo w Polsce wzrosły o około 25%, osiągając kwotę około 1 miliarda dolarów. 31% firm zwiększyło cyberbezpieczeństwo za pośrednictwem AI w ciągu ostatniego roku.

Co jest potrzebne, aby odblokować potencjał AI w Polsce

Zapytani o to, co jest najważniejsze dla wspierania rozwoju ich biznesu, polscy przedsiębiorcy wskazują na: dostęp do najnowocześniejszych narzędzi i usług AI (62%), inwestycje prywatne i kapitał wysokiego ryzyka (58%) oraz wykwalifikowaną kadrę w dziedzinie AI (55%).

59% firm twierdzi, że wsparcie rządowe – takie jak dotacje lub ulgi podatkowe – ma duże przełożenie na decyzję o wdrożeniu AI. 53% polskich firm deklaruje, że jest bardziej skłonna wdrożyć AI, gdy sektor publiczny robi to samo.

O badaniu

Raport „Uwolnienie potencjału AI w Polsce 2026” został przygotowany przez Strand Partners na zlecenie Amazon Web Services (AWS). Badanie opiera się na dwóch ogólnopolskich próbach reprezentatywnych: 1000 liderów biznesowych (reprezentatywnych pod względem wielkości firmy, sektora i regionu NUTS 1) oraz 1000 obywateli Polski (reprezentatywnych pod względem wieku, płci i regionu NUTS 1). Badanie zostało przeprowadzone zgodnie z wytycznymi UK Market Research Society i ESOMAR.

Transparentność zamiast deklaracji – co zmienia projekt przepisów o luce płacowej?

Projekt rozporządzenia z dnia 24 kwietnia 2026 r., wydany w związku z ustawą o wzmocnieniu stosowania prawa do jednakowego wynagrodzenia kobiet i mężczyzn, stanowi istotny krok w kierunku zwiększenia realnej przejrzystości wynagrodzeń. Jego znaczenie nie polega jednak na wprowadzeniu nowej zasady równości – ta funkcjonuje w polskim porządku prawnym od lat – lecz na stworzeniu mechanizmów, które mają umożliwić jej skuteczne egzekwowanie.

Dotychczas problem luki płacowej pozostawał w dużej mierze niewidoczny lub trudny do uchwycenia w praktyce. Pracodawcy nie byli zobowiązani do przedstawiania szczegółowych danych, a brak jednolitych metod obliczania wskaźników powodował, że nawet dostępne analizy nie były w pełni porównywalne. Projektowane przepisy zmieniają ten stan rzeczy, wprowadzając obowiązek sporządzania szczegółowych sprawozdań dotyczących różnic w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn.

Zgodnie z projektowanymi regulacjami, sprawozdanie ma obejmować szeroki zakres danych dotyczących luki płacowej, zarówno w ujęciu rocznym, jak i godzinowym, a także uwzględniać różnice w zakresie składników uzupełniających i zmiennych wynagrodzenia. Co istotne, raportowanie nie ogranicza się wyłącznie do średnich wartości wynagrodzeń. Przewidziano również obowiązek uwzględniania mediany, która pozwala lepiej oddać rzeczywisty poziom wynagrodzeń większości pracowników i eliminuje zniekształcenia wynikające z wysokich wynagrodzeń jednostkowych.

Nowe przepisy wprowadzają także jednolite wzory obliczania wskaźników luki płacowej. Wskaźniki te będą wyrażane jako procentowa różnica między wynagrodzeniem kobiet i mężczyzn, odniesiona do poziomu wynagrodzeń mężczyzn. Standaryzacja metodologii ma fundamentalne znaczenie, ponieważ eliminuje możliwość dowolnego interpretowania danych i zapewnia ich porównywalność pomiędzy podmiotami.

Istotnym elementem projektowanej regulacji jest rozszerzenie zakresu analizy na wszystkie składniki wynagrodzenia, w tym premie i inne świadczenia o charakterze zmiennym. W praktyce to właśnie w tych elementach często ujawniają się największe dysproporcje, które nie są widoczne przy analizie samego wynagrodzenia zasadniczego. Wprowadzenie obowiązku raportowania tych danych może zatem prowadzić do ujawnienia różnic, które dotychczas pozostawały poza kontrolą.

Kolejną nowością jest obowiązek przedstawiania struktury wynagrodzeń w podziale na przedziały płacowe. Pracodawcy będą zobowiązani do wskazania, jaki odsetek kobiet i mężczyzn znajduje się w poszczególnych poziomach wynagrodzeń. Takie podejście pozwala nie tylko ocenić różnice w wysokości wynagrodzeń, ale także zidentyfikować ewentualne bariery strukturalne, polegające na koncentracji kobiet w niższych przedziałach płacowych.

Projekt przewiduje również obowiązek analizy luki płacowej w podziale na kategorie pracowników, co oznacza konieczność porównywania wynagrodzeń w ramach podobnych stanowisk lub grup zaszeregowania. Rozwiązanie to ma szczególne znaczenie z punktu widzenia praktyki stosowania prawa, ponieważ eliminuje argumentację opartą na ogólnym zróżnicowaniu stanowisk i umożliwia bardziej precyzyjną ocenę, czy zasada równego wynagrodzenia jest rzeczywiście przestrzegana.

Wprowadzenie tak szerokiego obowiązku raportowego będzie miało istotne konsekwencje dla pracodawców. Po pierwsze, wymusi uporządkowanie systemów wynagrodzeń oraz metod ich dokumentowania. Po drugie, zwiększy ryzyko ujawnienia nieuzasadnionych różnic płacowych, co może prowadzić nie tylko do sporów sądowych, ale także do konsekwencji reputacyjnych. Z drugiej strony, dla pracowników nowe regulacje oznaczają istotne wzmocnienie pozycji, w szczególności poprzez zwiększenie dostępu do informacji i ułatwienie dochodzenia roszczeń.

Projektowane przepisy wpisują się w szerszy trend regulacyjny, który zakłada, że sama formalna równość nie jest wystarczająca, jeżeli nie towarzyszy jej przejrzystość. W tym sensie omawiana regulacja nie tyle wprowadza nowe obowiązki materialne, ile tworzy narzędzia umożliwiające ich egzekwowanie. W projekcie zwiększono górny limit grzywny do 60 000,00 zł oraz rozszerzono katalog wykroczeń.

W konsekwencji, największą zmianą wynikającą z projektowanych przepisów jest przejście od abstrakcyjnej zasady równego wynagrodzenia do systemu, w którym jej realizacja będzie podlegała regularnej, mierzalnej i porównywalnej ocenie.

Sygnały deeskalacji wspierają giełdy i osłabiają dolara

Rynki reagują na najnowsze sygnały z Waszyngtonu przede wszystkim przez pryzmat możliwej deeskalacji napięć wokół Iranu i Cieśniny Ormuz. Informacja o zakończeniu ofensywnej fazy amerykańskiej operacji „Epic Fury”, a następnie krótkim wstrzymaniu „Project Freedom”, została odebrana jako próba przesunięcia akcentu z presji militarnej na dyplomację. Dla inwestorów nie oznacza to jednak pełnego końca kryzysu. USA nadal utrzymują blokadę statków płynących do irańskich portów i z nich wypływających, a Teheran nie potwierdził jednoznacznego przełomu w rozmowach. W efekcie rynek wycenia nie tyle trwałe porozumienie, ile chwilowe obniżenie premii za ryzyko geopolityczne.

Najbardziej bezpośrednia reakcja widoczna jest na rynku ropy. Lipcowe kontrakty terminowe na ropę Brent spadają o 2,89%, do 106,70 USD za baryłkę, wybijając się z kanału wzrostowego w którym ostatni impuls wzrostowy się znajdował. Taka reakcja może oznaczać, że inwestorzy uznali zapowiedź rozmów z Iranem za sygnał zmniejszenia ryzyka zakłóceń w dostawach. Spadek cen surowca pokazuje, że rynek zaczął redukować prawdopodobieństwo najbardziej skrajnego scenariusza eskalacyjnego, choć nie wyklucza ponownego wzrostu cen w razie incydentów wojskowych lub fiaska rozmów. Słabnąca ropa na nowo rozbudza nadzieje na spadek inflacji, co wspiera scenariusz ewentualnego luzowania polityki pieniężnej przez Fed w najbliższych miesiącach, tym bardziej że kolejne posiedzenia odbędą się pod przewodnictwem nowego przewodniczącego, Kevina Warsha. Słabnie dziś także dolar amerykański — indeks DXY spada poniżej 98 pkt — co pozytywnie wpływa na metale szlachetne. Złoto zyskuje ponad 3%, a srebro aż 5,6%.

Dla indeksów takich jak S&P 500, Nasdaq czy Dow Jones sygnały deeskalacji są wsparciem, ponieważ niższe ceny ropy zmniejszają presję inflacyjną, ograniczają ryzyko wzrostu kosztów transportu i poprawiają nastroje wobec spółek konsumenckich oraz przemysłowych. Jednocześnie skala ewentualnego odbicia pozostaje ograniczona, ponieważ inwestorzy nadal muszą uwzględniać blokadę Iranu, obecność wojskową USA w regionie oraz brak potwierdzonego porozumienia. Rynek akcji reaguje więc ulgą, ale nie euforią.

Niemniej jednak droga do całkowitej normalizacji sytuacji w rejonie Zatoki Perskiej pozostaje daleka, a ogólny obraz rynkowy jest mieszany, choć z lekkim przesunięciem w stronę scenariusza deeskalacyjnego. Kontrakty na indeksy korzystają z poprawy nastrojów, ropa reaguje spadkiem na mniejsze ryzyko zakłóceń dostaw, a dolar pozostaje pomiędzy odpływem kapitału od bezpiecznych aktywów a nadal podwyższoną niepewnością geopolityczną. Kluczowe dla dalszego kierunku notowań będzie to, czy deklarowany przez Donalda Trumpa „duży postęp” w rozmowach z Iranem zostanie potwierdzony konkretnymi ustaleniami. Dopóki blokada pozostaje w mocy, a Iran nie akceptuje warunków USA, rynek będzie wyceniał nie koniec kryzysu, lecz jedynie jego chwilowe złagodzenie.

RPP zdecyduje dziś o stopach procentowych. Rynek oczekuje pauzy

Po dwudniowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej ogłosi dzisiaj swoją decyzję dotyczącą poziomu stóp procentowych. W marcu RPP zdecydowała się na ich obniżkę. Czy tym razem również zdecyduje się na zmianę? Rynek niemal jednogłośnie zakłada, że majowe posiedzenie zakończy się brakiem zmian stóp procentowych, a więc stopa referencyjna NBP utrzyma się na poziomie 3,75% – podkreśla Tomasz Gessner, główny analityk Tavex.

Opublikowany 29 kwietnia szybki szacunek GUS pokazał, że inflacja konsumencka w kwietniu wyniosła 3,2% rok do roku, przebijając oczekiwania analityków i marcowy odczyt na poziomie 3%. Co niepokojące, wzrost nastąpił mimo obowiązujących ulg akcyzowych na paliwa, a ceny paliw były w ujęciu rocznym wyższe aż o 8,4%. Wskaźnik wyraźnie oddala się od celu NBP wynoszącego 2,5%, dając Radzie solidny argument za pauzą. Jakiekolwiek złagodzenie polityki stóp byłoby w tym środowisku trudne do uzasadnienia.

Dodatkową warstwą niepewności jest geopolityka. Trwający konflikt na Bliskim Wschodzie i napięcia wokół Cieśniny Ormuz generują ryzyko dla cen energii w skali globalnej, a Polska jest tu szczególnie wrażliwa. Analitycy Allianz Trade oceniają, że potencjalny impuls inflacyjny z blokady tego szlaku byłby w naszym kraju dwukrotnie wyższy niż np. w Czechach. Sam prezes NBP wspominał o tym ryzyku podczas kwietniowej konferencji prasowej, wskazując na napięcia geopolityczne jako jeden z kluczowych czynników kształtujących perspektywy cenowe.

Zagranica wysyła zbliżone sygnały. EBC wstrzymał się ze zmianą stóp pod koniec kwietnia, utrzymując stopę depozytową na 2%, a Fed utrzymał przedział 3,50-3,75%. Wyjątkową wagę zyskuje jednak zbliżająca się zmiana na czele Rezerwy Federalnej, bowiem 15 maja Jerome Powell przekazuje ster Kevinowi Warshowi, nominatowi Donalda Trumpa. Warsh zapowiadał jednoczesne obniżki stóp i redukcję bilansu Fed, co rodzi pytania o spójność tej strategii i jej wpływ na globalny rynek obligacji. Dla RPP to dodatkowy element niepewności przemawiający za wyczekującą postawą.

Złoty pozostaje względnie stabilny, co sprzyja spokojowi na posiedzeniu. W tle warto odnotować decyzję NBP a zakupie ponad 11 ton złota w marcu, stanowiącą kontynuację akumulacji z lutego, gdy nabył ponad 20 ton. W całym pierwszym kwartale rezerwy powiększyły się o blisko 49 ton, przekraczając 582 tony łącznie. To wyraźny sygnał budowania finansowego bufora bezpieczeństwa wobec geopolitycznej i walutowej niepewności.

Majowe posiedzenie nie zaskoczy rynków, a kolejnych sygnałów o zmianie kierunku należy szukać najwcześniej przy lipcowej projekcji inflacyjnej NBP.

Sławomir Majchrowski: przewagę konkurencyjną buduje się dziś przez dywersyfikację

CEO Grupy Selena Sławomir Majchrowski: W obliczu niepewności rynkowej przewagę konkurencyjną buduje się poprzez dywersyfikację oraz wzmacnianie odporności operacyjnej.

Wstępne dane GUS wskazują, że pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł wyraźną rozbieżność pomiędzy fazą planowania a realną aktywnością inwestycyjną w budownictwie. Liczba pozwoleń lub zgłoszeń z projektem budowlanym wzrosła o 7,4% r/r, natomiast liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, spadła o ponad 11%. Te dane ilustrują klasyczny moment „zawieszenia” cyklu inwestycyjnego: faza planowania wyprzedza realne decyzje kapitałowe, ale nie przekłada się jeszcze na faktyczną aktywność budowlaną. Wzrost liczby pozwoleń przy jednoczesnym spadku rozpoczętych projektów sugeruje, że podmioty rynkowe przygotowują się na poprawę koniunktury, ale nadal dominuje ostrożność i obawa przed skutkami bardziej ryzykownych decyzji biznesowych.

W ujęciu globalnym gospodarka pozostaje pod wpływem wysokiej niepewności wynikającej z napięć geopolitycznych oraz zmiennego otoczenia regulacyjno–handlowego. Według prognoz MFW eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie może obniżyć globalny wzrost z 3,4% do 3,1%, a w scenariuszach skrajnych nawet do ok. 2%, przy jednoczesnym wzroście presji inflacyjnej. Przekłada się to na większą zmienność kosztów operacyjnych oraz zakłócenia łańcuchów dostaw, co – w warunkach rosnących cen energii i surowców – dodatkowo podnosi koszty materiałów budowlanych.

Przedsiębiorstwa działające w sektorze budownictwa i nieruchomości funkcjonują zatem w sytuacji podwyższonej niepewności makroekonomicznej – zarówno globalnej (stopy procentowe, koszty finansowania, napięcia geopolityczne), jak i lokalnej (popyt mieszkaniowy, regulacje, koszty wykonawstwa). W takich warunkach opieranie modelu biznesowego na jednym rynku lub wąskim segmencie produktowym istotnie zwiększa ekspozycję na cykliczne wahania.

W przypadku Grupy Selena fundamentalnym narzędziem zarządzania ryzykiem oraz zapewnienia stabilnością i odporności operacyjnej w tych okolicznościach rynkowych stała się dywersyfikacja geograficzna oraz produktowa, rozwój elastycznego łańcucha dostaw oraz aktywne poszukiwanie przewag konkurencyjnych. Potwierdzają to dobre wyniki finansowe Grupy za 2025 rok. Rentowność sprzedaży brutto przekroczyła 35%, a zysk netto z działalności kontynuowanej wyniósł 27,3 mln euro, co oznacza wzrost o 36% r/r.

W minionym roku Grupa konsekwentnie powiększała i dywersyfikowała swoją działalność poprzez kolejne akwizycje. W Polsce nabyła 100% udziałów w spółkach Izolacja-Jarocin oraz PHP TES, wzmacniając kompetencje operacyjne i pozycję w segmencie hydroizolacyjnym. Równolegle kontynuowała ekspansję w Europie Zachodniej poprzez zakup ACDIS France oraz podpisanie warunkowej umowy nabycia 100% udziałów portugalskiego holdingu Grupo IGM, jednego z liderów w produkcji i dystrybucji płyt warstwowych.

W kolejnych latach w Grupie Selena planujemy kontynuować decentralizację produkcji i zwiększanie elastyczności operacyjnej. Priorytetami pozostają rozwój innowacyjnych, wysokomarżowych produktów oraz integracja przejętych podmiotów. Analizujemy także kolejne lokalizacje produkcyjne, które pozwolą lepiej dopasować strukturę operacyjną do wymagań rynków w zakresie kosztów, logistyki i stabilności działania.

Kondycja finansowa polskich rolników. Co trzeci rolnik ocenia sytuację finansową negatywnie

Największa grupa rolników ocenia swoją sytuację finansową na ani dobrą, ani złą, czyli neutralną – 32,9%. Pozytywnych ocen jest w sumie 36,6% – od bardzo do raczej dobrych – odpowiednio 9,1% i 27,5%. Negatywnych opinii jest łącznie 30,5% – od raczej do bardzo złych – 19,3% i 11,2%. Autorzy raportu podkreślają, że dominacja odpowiedzi neutralnych oznacza funkcjonowanie bez buforów finansowych i w bezpośredniej zależności od czynników zewnętrznych. Widać też, że co trzecie gospodarstwo ma problem z utrzymaniem płynności lub doświadcza presji zadłużeniowej. Natomiast mniej niż jedna dziesiąta rolników może tak naprawdę swobodnie inwestować.

Badanie UCE RESEARCH, przygotowane w ramach raportu pt. „Kondycja finansowa polskich rolników. 2026” i przeprowadzone na próbie blisko tysiąca rolników wykazało, że największa grupa z nich ocenia swoją sytuację finansową na ani dobrą, ani złą – 32,9%. Oznacza to, że dochody pokrywają koszty, ale nie ma nadwyżek. Autorzy raportu wyjaśniają, że brakuje tu ekonomicznego bezpieczeństwa. To raczej funkcjonowanie gospodarstw w warunkach równowagi bilansowej.

– Sektor działa na styk, czyli bez buforów finansowych. Taki stan jest typowy dla gospodarek rolnych w okresach presji kosztowej – szczególnie przy wysokich cenach środków produkcji i ograniczonej przewidywalności przychodów. W tym sensie neutralność – czyli brak pozytywnej lub negatywnej oceny – nie jest komfortem. To raczej ekonomiczny punkt zerowy, który jest względnie stabilny, ale tylko pozornie – podkreśla Adrian Parol, ekspert rynkowy w kwestii zadłużenia sektora rolnego, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, jeden z konsultantów merytorycznych badania.

Jeśli spojrzeć szerzej na wyniki, łączny obraz jest bardziej niejednoznaczny, niż mogłaby to sugerować sama dominacja kategorii neutralnej. Pozytywnych ocen jest łącznie 36,6%. Wśród nich 9,1% jest bardzo dobrych, co wiąże się z wysokimi dochodami, brakiem problemów z płynnością i możliwością inwestycji. W 27,5% przypadków sytuacja jest oceniana raczej dobrze, co mówi o stabilności i sporadycznych napięciach finansowych. Jak podkreślają analitycy z UCE RESEARCH, to wyraźnie wskazuje na to, że ponad jedna trzecia gospodarstw funkcjonuje w warunkach stabilności lub nawet realnej zdolności inwestycyjnej.

– Niski udział ocen bardzo dobrych wskazuje na to, że tylko niewielka część gospodarstw znajduje się w sytuacji komfortu finansowego, który pozwala na swobodne inwestowanie i budowanie buforów bezpieczeństwa. Sektor ma ograniczoną górną warstwę kapitałową, czyli relatywnie mało gospodarstw pełni rolę liderów inwestycyjnych i modernizacyjnych – mówi Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny z kancelarii GKPG, drugi z konsultantów merytorycznych badania.

Natomiast aż 30,5% ocen jest negatywnych. Wśród nich 19,3% jest raczej złych, co oznacza częste problemy z płynnością finansową lub rosnące zadłużenie. 11,2% opinii jest bardzo złych. To z kolei mówi o poważnych trudnościach i ryzyku utraty płynności. Pokazuje również, że niemal co trzecie gospodarstwo doświadcza realnych problemów finansowych. W części przypadków są one bardzo poważne.

– W sektorze tak silnie uzależnionym od czynników zewnętrznych ww. odsetek negatywnych ocen przekłada się nie tylko na problemy jednostek, ale też na większą niestabilność całego rynku rolnego. To może skutkować ograniczeniem inwestycji, wzrostem zadłużenia oraz spadkiem zdolności gospodarstw do reagowania na kryzysy – komentuje Łukasz Goszczyński.

Jednocześnie, jak zaznacza ekspert, wynik 30,5% należy czytać szerzej – w połączeniu z dominacją ocen neutralnych, które sugerują funkcjonowanie na granicy stabilności. Oznacza to, że grupa zagrożona jest w praktyce większa, bo część neutralnych gospodarstw może szybko przesunąć się do kategorii negatywnej przy pogorszeniu warunków rynkowych. Innymi słowy, sektor nie jest w stanie głębokiego kryzysu, ale działa w warunkach podwyższonej wrażliwości. To jest ostrzeżenie, że bez działań wzmacniających odporność finansową gospodarstw skala problemu może się zwiększać.

– Udział ocen raczej złych i bardzo złych należy traktować jako wyraźny sygnał strukturalnego ryzyka w sektorze. To znaczy, że co trzecie gospodarstwo ma problem z utrzymaniem płynności lub doświadcza presji zadłużeniowej, co w warunkach rolnictwa jest szczególnie istotne, ponieważ ogranicza zdolność do inwestycji i zwiększa wrażliwość na wahania cen. To nie jest jeszcze obraz kryzysu systemowego. Jednak jest to poziom, który wrażliwie reaguje na pogorszenie otoczenia makroekonomicznego – ostrzega Adrian Parol.

Z kolei zdaniem Łukasza Goszczyńskiego, neutralne odpowiedzi w badaniu pokazują, że nawet niewielkie wstrząsy mogą przesunąć ich w stronę ocen negatywnych. Dominujące nastroje w rolnictwie zależą głównie od stabilności kosztów produkcji, cen skupu oraz przewidywalności regulacyjnej. Obecnie najbardziej prawdopodobny jest scenariusz dalszej polaryzacji. Część gospodarstw będzie się rozwijać, a reszta – coraz mocniej odczuwać presję finansową.

– Grupa neutralna jest kluczowa z punktu widzenia dynamiki przyszłych zmian. To właśnie ona w największym stopniu decyduje o kierunku całego rozkładu w kolejnych okresach. W warunkach pogorszenia makroekonomicznego – takich jak wzrost kosztów produkcji, kredytów czy spadek cen skupu – ta grupa jako pierwsza może przesunąć się w stronę ocen negatywnych, co relatywnie szybko pogorszyłoby ogólny obraz sektora. Z drugiej zaś strony, poprawa warunków rynkowych mogłaby ją równie szybko przekształcić w segment pozytywny – uważa Adrian Parol.

W jego opinii, przewaga pozytywnych ocen nad negatywnymi, choć stosunkowo niewielka, jest istotna interpretacyjnie, ponieważ sugeruje, że system jako całość jeszcze utrzymuje zdolność adaptacyjną. Innymi słowy, jest więcej gospodarstw radzących sobie dobrze niż tych, które znajdują się w stanie pogorszenia sytuacji. Nie zwiastuje to jednak trendu wzrostowego. Raczej wskazuje na to, że sektor jest podparty przez grupę relatywnie stabilnych gospodarstw, które równoważą skalę pozostałych trudności.

– Sektor funkcjonuje w warunkach ograniczonej odporności finansowej. Oznacza to niższą skłonność do inwestycji, ostrożniejsze decyzje konsumpcyjne oraz dużą wrażliwość na zmiany regulacyjne i kosztowe. Dla polityki publicznej kluczowe jest więc nie tylko wspieranie najsłabszej grupy, ale też stabilizowanie warunków jej działania, bo to ona w największym stopniu determinuje przyszłą dynamikę całego sektora – podsumowuje Adrian Parol.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie w ramach projektu „Kondycja finansowa polskich rolników. 2026” zostało przeprowadzone w drugiej połowie kwietnia br. metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview), polegającą na realizacji ankiet internetowych wspomaganych komputerowo. Badanie zostało zrealizowane przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH na ogólnopolskiej próbie blisko tysiąca rolników w wieku 18-65 lat (badani musieli spełnić 6 podst. kryteriów modelowych). Respondenci zostali dobrani w sposób kwotowo-losowy (tj. pod względem wieku oraz regionu) z wykorzystaniem panelu badawczego, a udział w badaniu miał charakter anonimowy.

BMS nowym motorem innowacji w automotive. Akumulatory wchodzą w erę danych i AI

Popularność pojazdów elektrycznych rośnie, ale nie tak szybko, jak przewidywały prognozy branżowe. Główny hamulec popytu to sam akumulator, a konkretnie obawy klientów o jego żywotność, koszty produkcji oraz czas i wygodę ładowania. Komponent, który stanowi nawet połowę kosztów pojazdu, musi być maksymalnie wydajny, aby producenci OEM utrzymali rentowność na konkurencyjnym rynku. Ponadto zaostrzają się globalne przepisy dotyczące trwałości, identyfikowalności i zrównoważonego rozwoju – już w 2027 roku UE ma wprowadzić obowiązkowy cyfrowy paszport akumulatora, co zapewni pełną jawność danych akumulatora. Według ekspertów, jedynym sposobem na sprostanie temu wyzwaniu jest wdrożenie nowoczesnych, opartych na sztucznej inteligencji systemów zarządzania akumulatorami (BMS), które stają się nowym motorem napędowym innowacji w branży.

Producenci prześcigają się we wprowadzaniu na rynek akumulatorów o coraz większej pojemności oraz wydłużonym okresie gwarancji. Rozwijany jest również sam proces ładowania, który doczekał się takich innowacji jak bezprzewodowe stacje ładowania i wymiany baterii. Jednak szybkie ładowanie wciąż pozostaje świętym Graalem branży automotive.

Nowsze generacje modeli oraz rozwój mniejszych pojazdów miejskich częściowo rozwiązują kwestię przystępności cenowej. Na przykład nowi gracze na rynku, tacy jak BYD, oferują niedrogie modele, które powoli wchodzą na rynek europejski. Niższe koszty początkowe łagodzą również obawy dotyczące wartości odsprzedaży. Na dłuższą metę takie podejście nie rozwiąże problemów związanych z kosztami akumulatorów, ładowaniem ani ich żywotnością. Dlatego rozwijane są systemy zarządzania akumulatorami (BMS) nowej generacji, które dają producentom OEM szansę na odzyskanie przewagi konkurencyjnej oraz poprawę wydajności, bezpieczeństwa i zrównoważonego rozwoju.

Eksperci z Capgemini wskazują, że w tym kontekście, System Zarządzania Baterią (BMS) wychodzi na pozycję lidera innowacyjności w sektorze automotive. Okazuje się, że wdrażanie nowoczesnych systemów BMS, połączonych z chmurą i wspieranych przez AI, może przynosić szereg korzyści – od lepszej wydajności baterii po większą zgodność regulacyjną i lepszą kontrolę kosztów po stronie producentów OEM.

Rządy na całym świecie domagają się bardziej ekologicznych, bezpieczniejszych i identyfikowalnych baterii. UE, USA, Indie i Chiny zbliżają się do ram prawnych, które wymagają dowodu wydajności, przejrzystości cyklu życia i gospodarki o obiegu zamkniętym. Normy bezpieczeństwa wymagają diagnostyki w czasie rzeczywistym, testów niekontrolowanego wzrostu temperatury oraz projektowania uwzględniającego cyberbezpieczeństwo. U podstaw tych wymagań leży system BMS, w którym monitorowanie stanu baterii, redundancja czujników i bezpieczne aktualizacje OTA przestają być opcjonalne, a stają się niezbędne.

– Wraz ze wzrostem jakości i precyzji danych dotyczących akumulatorów rośnie również ich znaczenie oraz rola, jaką odgrywają one w budowaniu zaufania, zapewnianiu wydajności i kształtowaniu przyszłości mobilności. Skoro nawet połowa wartości pojazdu elektrycznego wynika z wartości jego akumulatora, generowane przez niego dane są zbyt ważne, by je ignorować. Dzięki szerokiej gamie czujników system zarządzania akumulatorem zapewni dogłębny wgląd w stan akumulatora, wzorce użytkowania, a nawet historię eksploatacji pojazdu. Wprowadzenie cyfrowego paszportu akumulatora (DBP) zapewnia tym danym wsparcie prawne i regulacyjne, zwiększając przejrzystość i wiarygodność danych o akumulatorze, które mogą posłużyć wielu interesariuszom – wskazuje Krzysztof Janusz, Head of Market Unit Automotive w Capgemini Polska.

W miarę jak akumulatory stają się coraz bardziej zaawansowane, zbierają więcej danych i są połączone z siecią, cyberbezpieczeństwo nie jest już tylko opcją. To zadanie o kluczowym znaczeniu. Naruszenie bezpieczeństwa systemu zarządzania akumulatorami, może skutkować problemami operacyjnymi oraz być ryzykiem dla danych. Wraz z rozwojem zdalnego monitorowania systemy BMS stały się głównym celem cyberataków. To najlepiej pokazuje, jak ważnym komponentem współczesnego samochodu jest bateria.

Z jednej strony producenci muszą nadążać za wysokim tempem innowacji, jednocześnie radząc sobie z rzeczywistym zużyciem akumulatorów bez uszczerbku dla wydajności i bezpieczeństwa, co wymaga ciągłego dostosowywania zarówno asortymentu produktów, jak i systemów produkcyjnych.

Z drugiej strony ten „wyścig zbrojeń” i nowoczesna architektura BMS otwiera przed rynkiem elektromobilności drzwi do zupełnie nowych modeli biznesowych, takich jak „akumulator jako usługa” (Battery-as-a-Service) oraz konserwacja predykcyjna. Producenci OEM z branży motoryzacyjnej i przemysłowej mogą rozważyć inwestycję w oparte na danych, definiowane programowo platformy BMS. Rozwiązania te są modułowe, bezpieczne i skalowalne, co pozwala utrzymać konkurencyjność przez cały cykl życia akumulatora.

– Producent OEM lub producent pojazdów diagnozuje awarie, egzekwuje gwarancje oraz ulepsza konstrukcję i jakość. Umożliwia stosowanie modeli biznesowych opartych na odkupie akumulatorów. Pośrednicy, serwisy naprawcze, leasingodawcy, firmy zajmujące się recyklingiem i rzeczoznawcy opierają się na danych celem oceny stanu, wartości i potencjału ponownego wykorzystania akumulatora, często korzystając z rozwiązań opartych na chmurze. To bardzo perspektywiczny i szybko rozwijający się podsektor branży automotive – dodaje Krzysztof Janusz.

Rodzą się zatem następujące pytania:

  • · W jaki sposób producenci OEM i integratorzy akumulatorów, którzy nie produkują ogniw akumulatorowych, mogą uzyskać przewagę porównywalną z graczami w pełni zintegrowanymi?
  • · W jaki sposób mogą oni przenieść tworzenie wartości z akumulatora jako obiektu statycznego na użytkowanie sprzętu?
  • · Jak mogą oni uzyskać dostęp do danych, informacji o wydajności i cyklu życia akumulatora?

Odpowiedzi leżą w ponownym przemyśleniu akumulatora nie tylko jako komponentu, ale jako usługi, źródła danych i strategicznego zasobu. Rozwiązanie jest jasne: system zarządzania akumulatorem musi ewoluować. Musi stać się inteligentniejszy, bardziej elastyczny i zintegrowany, aby sprostać zarówno szybko pojawiającym się innowacjom, jak i niezawodności w długim terminie.

Otodom zmienia zasady rozliczeń. UOKiK wszczął postępowanie wyjaśniające

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów bada, czy nowy model opłat wprowadzony przez największy portal ogłoszeń nieruchomości w Polsce narusza przepisy prawa konkurencji.

  • Nowy regulamin Otodom oparty na wartości nieruchomości w portfelu ogłoszeniodawcy budzi poważne zastrzeżenia.
  • UOKiK weryfikuje, czy platforma posiada pozycję dominującą na rynku.
  • Pośrednicy w obrocie nieruchomościami obawiają się nieprzewidywalnych i zróżnicowanych kosztów.

Fala skarg trafia do UOKiK

Do Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wpłynęły liczne sygnały dotyczące znacznych podwyżek opłat za ogłoszenia nieruchomości na platformie Otodom, należącej do grupy kapitałowej OLX. W odpowiedzi na skargi rynkowych uczestników, urząd postanowił przyjrzeć się sprawie bliżej – i wszczął postępowanie wyjaśniające.

Nowe zasady rozliczeń, które wzbudziły największe kontrowersje, zakładają odejście od dotychczasowego modelu stałych opłat za pojedyncze ogłoszenia. Zamiast tego Otodom wprowadził mechanizm, w którym podstawą naliczania należności jest łączna wartość wszystkich nieruchomości oferowanych przez danego użytkownika w określonym okresie rozliczeniowym.

Zmienny cennik zależny od rynku lokalnego

Konsekwencją nowego modelu jest silne zróżnicowanie opłat pomiędzy poszczególnymi podmiotami. Agencja działająca na drogim rynku — np. w Warszawie czy Krakowie — zapłaci znacznie więcej niż biuro operujące w mniejszych miastach, nawet jeśli liczba wystawionych ogłoszeń jest porównywalna. Co istotne, ogłoszeniodawcy nie mają żadnego wpływu na lokalne ceny nieruchomości, a tym samym — na wysokość swojego rachunku.

Skargi napływające do UOKiK dotyczą nie tylko samych podwyżek, ale również braku przejrzystości w sposobie kalkulacji opłat oraz różnicowania warunków współpracy z agencjami nieruchomości. Pośrednicy alarmują, że nowy cennik jest trudny do przewidzenia i planowania kosztów operacyjnych.

„Postanowiliśmy sprawdzić, czy nowe zasady naruszają prawo konkurencji. Weryfikujemy, czy właściciel serwisu Otodom posiada pozycję dominującą, to znaczy czy może działać w znacznym stopniu niezależnie od konkurentów, kontrahentów oraz konsumentów. Sprawdzimy, czy nowe zasady mogą skutkować ograniczeniem konkurencji na rynku, w tym pomiędzy pośrednikami.”

— Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK

Kiedy mamy do czynienia z pozycją dominującą?

Kluczowym elementem postępowania jest ustalenie, czy Otodom dominuje na właściwym rynku. Polskie prawo konkurencji przewiduje domniemanie pozycji dominującej, gdy udział przedsiębiorcy w rynku przekracza 40 proc. Jeśli platforma spełnia to kryterium, obowiązują ją dodatkowe ograniczenia — dominant nie może bowiem nadużywać swojej siły rynkowej na niekorzyść kontrahentów, konkurentów ani konsumentów.

Otodom jest jednym z największych — jeśli nie największym — serwisem ogłoszeń nieruchomości w Polsce. Dla wielu pośredników obecność na tej platformie jest praktycznie obowiązkowa, co stawia portal w szczególnej pozycji negocjacyjnej wobec swoich klientów biznesowych.

Czym jest postępowanie wyjaśniające?

Postępowanie wyjaśniające prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko konkretnemu przedsiębiorcy.
To wstępny etap działań UOKiK, którego celem jest zebranie informacji i ocena, czy mogło dojść do naruszenia prawa konkurencji.

Dopiero jeśli analiza zgromadzonych materiałów wykaże podstawy do dalszych działań, urząd może wszcząć właściwe
postępowanie antymonopolowe.

Co grozi za nadużycie pozycji dominującej?

Jeżeli postępowanie wyjaśniające wykaże, że doszło do naruszenia przepisów, sprawa może przerodzić się w pełne postępowanie antymonopolowe. Sankcja za nadużywanie pozycji dominującej jest dotkliwa — może sięgnąć do 10 proc. rocznego obrotu przedsiębiorcy.

Urząd podkreśla jednak ważną zasadę: sama wysokość cen nie jest powodem do interwencji. Prezes UOKiK może reagować wyłącznie wtedy, gdy podwyżka jest wynikiem niedozwolonych praktyk — porozumień ograniczających konkurencję lub właśnie nadużycia pozycji dominującej. Nawet w takim przypadku urząd nie ingeruje bezpośrednio w poziom cen, lecz oddziałuje na nie pośrednio — poprzez wyeliminowanie zakazanych prawem zachowań.

Branża czeka na rozstrzygnięcie

Środowisko pośredników nieruchomości śledzi sprawę z dużym zainteresowaniem. Nowe zasady rozliczeń Otodom mogą istotnie zmienić ekonomikę działalności małych i średnich biur, które dotychczas mogły relatywnie przewidywalnie planować wydatki na promocję ofert. Model uzależniony od wartości portfela nieruchomości premiuje tych, którzy specjalizują się w tańszym segmencie, a obciąża tych działających na drogich rynkach miejskich.

Maciej Chmielowski z Departamentu Komunikacji UOKiK potwierdził w komunikacie, że urząd traktuje sprawę priorytetowo. Termin zakończenia postępowania wyjaśniającego nie został jeszcze określony.

Deweloperzy mieszkaniowi z GPW sprzedają więcej mieszkań, ale giełda premiuje tylko wybranych

Początek 2026 roku przyniósł coś, czego rynek nieruchomości nie widział od dawna – wyraźny powrót kupujących. Pomimo napiętej sytuacji geopolitycznej i niepewności gospodarczej, popyt na nowe mieszkania nie tylko nie osłabł, ale wręcz wyraźnie przyspieszył.

Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl pokazują, że w siedmiu największych metropoliach deweloperzy sprzedali w pierwszym kwartale około 14,8 tys. mieszkań. To o 17 proc. więcej niż kwartał wcześniej i aż o 19 proc. więcej niż rok temu.

Na pierwszy rzut oka wygląda to jak powrót boomu. Ale tylko na pierwszy.

Kupujący wrócili na rynek

Ożywienie sprzedaży było widoczne niemal we wszystkich największych miastach. Liderem ponownie okazała się Warszawa, gdzie deweloperzy sprzedali około 4,9 tys. mieszkań – aż o 32 proc. więcej niż rok wcześniej.

Dwucyfrowe wzrosty odnotowano także we Wrocławiu (+25 proc.), Łodzi (+24 proc.), Krakowie (+21 proc.) oraz Trójmieście (+10 proc.). Jedynie Poznań pozostaje na razie w fazie stagnacji, choć marcowe dane sugerują, że i tam popyt zaczyna się odbudowywać.

Kupujący wrócili na rynek wyraźnie bardziej zdecydowani niż jeszcze kilka miesięcy temu. Wpływ miała poprawa dostępności kredytów, ale także rosnące przekonanie, że ceny mieszkań w kolejnych kwartałach mogą znów zacząć rosnąć.

Deweloperzy ostrożniej z nową ofertą

Co ciekawe, ożywienie popytu nie przełożyło się na równie dynamiczne zwiększenie podaży.

Wręcz przeciwnie – dane wskazują, że liczba mieszkań dostępnych w ofercie w większości metropolii spadła, a struktura podaży wyraźnie przesunęła się w stronę droższych lokali.

– To efekt bardziej ostrożnej strategii deweloperów, którzy po doświadczeniach ostatnich kwartałów starają się lepiej kontrolować tempo wprowadzania nowych projektów i unikać nadpodaży – komentuje Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Giełda mówi: spokojnie z tym optymizmem

Jeszcze ciekawszy obraz wyłania się z rynku kapitałowego.

Piątka największych deweloperów giełdowych – Archicom, Murapol, Develia, Dom Development i Atal – odpowiadająca za ponad 80 proc. kapitalizacji indeksu WIG-Nieruchomości, w pierwszym kwartale sprzedała łącznie 3998 mieszkań. Oznacza to wzrost o 12 proc. rok do roku i 13,6 proc. kwartał do kwartału.

To dobry wynik – ale wyraźnie słabszy niż dynamika całego rynku.

Od początku roku do końca kwietnia indeks WIG-Nieruchomości wzrósł o około 8,6 proc., wyprzedzając szeroki indeks WIG, który zyskał 6,9 proc.

Problem w tym, że wzrost indeksu nieruchomości w dużej mierze napędzają jedynie dwie spółki – Develia i Archicom. Reszta rynku zachowuje się znacznie bardziej powściągliwie. Dom Development, uznawany za niekwestionowanego lidera branży, od początku roku pozostaje na lekkim minusie, a pozostałe spółki – z wyjątkiem Develii i Archicomu – notują jedynie kosmetyczne wzrosty.

Skąd ten optymizm analityków?

Na tym tle rekomendacje analityków DM Trigon mogą wydawać się zaskakująco optymistyczne. Przewidują w przypadku notowanych na GPW głównych tuzów deweloperki mieszkaniowej bardzo silne wzrosty kursów – w przypadku Atalu, Archicomu i Murapolu o ponad jedną czwartą, Domu Development o około 14 proc., a Develii blisko 10 proc.

Na ile jest to prawdopodobne w przewidywalnej przyszłości – czas pokaże. Jednak w obecnej sytuacji makroekonomicznej wzrost sprzedaży oraz zysków analizowanych spółek adekwatny do tak silnej aprecjacji notowań może być jednak trudny do osiągnięcia.

Spółka Kurs 30.04.2026      PLN Zmiana YTD % Kurs docelowy wg rekom. TRIGON DM Zmiana vs. 30.04.2026 %
Atal 60,00 3,81 75,00 25
Archicom 52,20 10,59 65,00 24,5
Develia 10,50 22,81 11,50 9,5
Dom Development 259,00 -0,19 295,00 13,9
Murapol 41,70 2,33 52,50 25,9

Notowania największych spółek deweloperskich na koniec kwietnia 2026 r. wraz z prognozami Trigon DM

Autor: RynekPierwotny.pl

Dom Maklerski Trigon wskazuje jednak na kilka kluczowych czynników wspierających sektor. Najważniejszym z nich jest cykl obniżek stóp procentowych, który rozpoczął się na początku 2025 roku. Łącznie stopa referencyjna NBP spadła o 2,25 punktu procentowego, co wyraźnie poprawiło dostępność kredytów hipotecznych i pobudziło popyt.

Rynek zareagował na to bardzo szybko – sprzedaż mieszkań w największych miastach w drugiej połowie 2025 roku wzrosła o blisko 20 proc., a początek 2026 roku przyniósł kontynuację tego trendu.

Dodatkowo analitycy wskazują na normalizację podaży oraz stosunkowo dobrą sytuację największych graczy, którzy efektywnie zarządzają kapitałem i nie mają problemu z upłynnianiem gotowych mieszkań.

Ale to już nie jest ten sam rynek

Optymizm analityków ma jednak wyraźne ograniczenia.

Z jednej strony stopy procentowe przestały spadać – a to oznacza, że główny motor napędowy popytu zaczyna wygasać. Z drugiej strony rosną koszty działalności deweloperów, przede wszystkim ceny gruntów, co przekłada się na presję na marże.

Według prognoz Trigon DM większość największych firm może w 2026 roku odnotować spadek marż brutto. Dodatkowo zmienia się struktura sprzedaży – większy nacisk na mniejsze, bardziej dostępne mieszkania oznacza niższą wartość sprzedawanych lokali.

To oznacza, że choć sprzedaż wygląda dziś dobrze, rentowność biznesu może się pogarszać.

Rynek zaczyna wybierać zwycięzców

Jeszcze ciekawsza jest zmiana w układzie sił w branży.

Analitycy wskazują, że po dwóch latach dominacji największych graczy – takich jak Dom Development czy Develia – nadchodzi moment dla „mniejszych spośród dużych”.

Spółki takie jak Archicom, Atal czy Murapol mają dziś oferować lepsze perspektywy wzrostu, zarówno pod względem wyników, jak i wycen giełdowych.

To sygnał, że rynek przestaje rosnąć równomiernie i zaczyna premiować wybrane modele biznesowe.

Hossa czy jej końcówka?

Dzisiejsza sytuacja na rynku mieszkaniowym jest niejednoznaczna.

Z jednej strony mamy silny popyt, poprawę sprzedaży i ograniczoną podaż. Z drugiej – ostrożność deweloperów i chłodniejsze spojrzenie inwestorów giełdowych.

To klasyczny moment przejściowy, w którym rynek wciąż rośnie, ale rośnie już mniej równomiernie niż wcześniej.

Co dalej?

Kluczowe pytanie brzmi, czy obecne ożywienie jest początkiem nowego cyklu wzrostowego, czy raczej jego późną fazą.

Jeśli popyt utrzyma się na wysokim poziomie, a koszty budowy będą nadal rosnąć, zdecydowana presja na ceny mieszkań może powrócić.

Jeśli jednak czynniki makroekonomiczne się pogorszą, rynek może szybko wejść w fazę korekty.

Na razie jedno jest pewne:

Rynek mieszkań znów przyspieszył. Ale tym razem nie wszyscy jadą w tym samym tempie.

Ceny mieszkań na rynku wtórnym stabilne. Decydują lokalne warunki i oferta deweloperów

W kwietniu średnie ceny metra kwadratowego mieszkań na rynku wtórnym w większości metropolii pozostały stabilne, a tam, gdzie się zmieniały, korekty były niewielkie i silnie uzależnione od lokalnych warunków – wynika z analiz portalu GetHome.pl.

– Z jednej strony warunki kredytowe są dziś lepsze niż przed rokiem, z drugiej jednak rośnie niepewność gospodarcza związana m.in. z napiętą sytuacją na Bliskim Wschodzie, utrzymują się obawy o koszty kredytu w dłuższym horyzoncie, a sami kupujący coraz częściej przyjmują strategię wyczekiwania i wydłużają proces decyzyjny – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Kwiecień pod znakiem sezonowego schłodzenia

Z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar wynika, że w kwietniu z serwisów ogłoszeniowych zniknęło ok. 33 tys. ofert mieszkań z rynku wtórnego. To o 7 proc. mniej niż w marcu oraz aż o 37 proc. mniej niż w kwietniu ubiegłego roku.

Komunikat-rynek wtórny-maj 2026-oferta-kraj

Spadek ten nie powinien być jednak interpretowany jako sygnał pogorszenia koniunktury. Rynek wtórny cechuje się wyraźną sezonowością – po zimowym ożywieniu, które zwykle rozpoczyna się już w styczniu i lutym, w kwietniu często następuje krótkotrwałe wyhamowanie aktywności kupujących. Dopiero w kolejnych tygodniach, po zakończeniu okresu świątecznego, popyt ponownie przyspiesza. Wyjątkiem był ubiegły rok, w którym nietypowo wysoka dynamika sprzedaży utrzymała się aż do maja.

Ceny w coraz większym stopniu zależne od lokalnych warunków

Teoretycznie poprawa zdolności kredytowej części gospodarstw domowych powinna sprzyjać wyraźniejszym wzrostom cen także na rynku wtórnym. Kwiecień tego nie potwierdził. W ujęciu miesiąc do miesiąca symboliczne wzrosty średniej ceny metra kwadratowego mieszkań używanych – rzędu 1 proc. – odnotowano jedynie w Warszawie (ok. 18,2 tys. zł/mkw.), Trójmieście (ok. 17,0 tys. zł/mkw.) oraz Katowicach (ok. 11,7 tys. zł/mkw.). W Krakowie (ok. 16,9 tys. zł/mkw.), Poznaniu (ok. 12,1 tys. zł/mkw.) i Łodzi (8,7 tys. zł/mkw.) średnia cena pozostała bez zmian, natomiast we Wrocławiu spadła miesiąc do miesiąca o ok. 4 proc. (do 13,6 tys. zł/mkw.).

Równie zróżnicowany obraz widać w porównaniu rok do roku. Trójmiasto pozostaje liderem wzrostów, z podwyżką średniej ceny metra kwadratowego o ok. 8 proc. Wyraźne wzrosty odnotowano także w Poznaniu (+4 proc.). Z kolei w Wrocławiu ceny są dziś średnio o ok. 5 proc. niższe niż rok temu, w Krakowie o 1 proc., a w Łodzi o 2 proc.

Komunikat-rynek wtórny-maj 2026-ceny-miasta

– Coraz wyraźniej widać, że ceny mieszkań z drugiej ręki przestały rosnąć jednym rytmem w całym kraju. O wszystkim decydują dziś czynniki lokalne: struktura podaży, konkurencja ze strony rynku pierwotnego oraz realna siła nabywcza kupujących w danym mieście – ocenia Marek Wielgo.

Oferta deweloperska studzi oczekiwania sprzedających

Istotnym czynnikiem stabilizującym ceny na rynku wtórnym pozostaje bardzo duża oferta mieszkań deweloperskich. W kwietniu we wszystkich analizowanych metropoliach liczba lokali oferowanych przez deweloperów była większa niż liczba mieszkań z drugiej ręki dostępnych w sprzedaży.

Komunikat-rynek wtórny-maj 2026-oferta-pierwotny i wtórny

W samej Warszawie w ofercie rynku pierwotnego było około 16,4 tys. mieszkań, wobec 15,6 tys. na rynku wtórnym. W Krakowie deweloperzy oferowali ok. 11,8 tys. lokali, a na rynku wtórnym dostępnych było niespełna 8 tys. Podobne proporcje widać we Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi i Katowicach.

Kupujący coraz częściej porównują dziś oferty z obu segmentów rynku. Dostępność nowych mieszkań – często z dodatkowymi zachętami cenowymi lub elastycznymi warunkami płatności – ogranicza możliwość podnoszenia cen przez właścicieli mieszkań używanych i zwiększa znaczenie negocjacji.

– Ta relacja działa dwukierunkowo. Presja cenowa na rynku wtórnym wpływa także na ostrożność deweloperów w kształtowaniu cen oraz decyzjach o uruchamianiu nowej podaży – podkreśla Marek Wielgo.

Oferta wciąż mniejsza niż przed rokiem

W kwietniu miesięczny napływ nowych ofert był mniejszy niż w marcu, a jednocześnie łączna liczba mieszkań dostępnych w sprzedaży pozostaje niższa niż rok temu – zarówno w skali kraju, jak i w największych metropoliach.

W Warszawie liczba dostępnych ofert jest niższa rok do roku o ok. 18 proc., we Wrocławiu o 24 proc., w Krakowie o 19 proc., a w Łodzi o 16 proc. Jedynym wyjątkiem pozostaje Trójmiasto, gdzie w kwietniu odnotowano niewielki, 2-procentowy wzrost miesiąc do miesiąca, choć wciąż oferta jest mniejsza niż rok wcześniej.

– Nawet jeśli ceny przestały rosnąć, potencjał presji wzrostowej narasta, bo oferta mieszkań z drugiej ręki jest dziś mniejsza niż przed rokiem. O tym, czy przełoży się to na trwałe zmiany cen, zdecydują kolejne miesiące i relacja między tempem sprzedaży a skalą nowej podaży – zarówno na rynku wtórnym, jak i pierwotnym – podsumowuje Marek Wielgo.Komunikat-rynek wtórny-maj 2026-oferta-miasta

Nie matura a chęć szczera zrobi z Ciebie milionera? Rynek pracy zmienia hierarchię kwalifikacji

W 2026 roku do trwających egzaminów maturalnych przystępuje około 320 tys. uczniów, a już w kolejnym tygodniu rozpocznie się egzamin ósmoklasisty – zaplanowano go na 11–13 maja, a podejdzie do niego ponad 393 tys. uczniów. Jeszcze kilka lat temu słabe wyniki na egzaminach często wiązały się z niższym wykształceniem, a w konsekwencji także z mniejszymi zarobkami. Obecnie rynek pracy coraz wyraźniej pokazuje jednak, że formalne egzaminy i dyplomy nie są jedyną przepustką do stabilnego zatrudnienia i dobrych zarobków. Jak wynika z analiz Grupy Progres, na rynku nie brakuje ofert pracy dla osób bez wyższego wykształcenia, w których wynagrodzenie na start przekracza 10 tys. zł.

Czas matur i egzaminów ósmoklasisty przypomina, że o zawodowej przyszłości coraz rzadziej decyduje wyłącznie „papier”. Potwierdzają to również najnowsze analizy danych przeprowadzone przez Grupę Progres, które pokazują wyraźną zmianę w podejściu pracodawców do wykształcenia kandydatów. Wynika z nich, że obecnie co piąte ogłoszenie o pracę nie wymaga wyższego wykształcenia – wystarczające są kwalifikacje zawodowe, średnie lub nawet podstawowe – a wśród takich ofert ok. 17 proc. proponuje wynagrodzenie na start przekraczające 10 tys. zł brutto. Wynagrodzenia przekraczające tą kwotę najczęściej pojawiają się w branżach takich jak transport międzynarodowy, logistyka, budownictwo czy produkcja przemysłowa. Wysokie zarobki można również spotkać w zawodach technicznych, gdzie kluczowe są konkretne uprawnienia i doświadczenie, a nie formalne wykształcenie

Rynek pracy przestał być jednowymiarowy – w wielu branżach dyplom nie jest już podstawowym filtrem rekrutacyjnym, a pracodawcy coraz częściej koncentrują się na tym, czy kandydat potrafi szybko wdrożyć się w obowiązki i utrzymać tempo pracy. Zmienia się również sama definicja kwalifikacji, która coraz częściej oznacza nie tylko formalne wykształcenie, ale też doświadczenie zdobywane w praktyce, często już w trakcie pierwszych lat pracy zawodowejmówi Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres.

Edukacja formalna nadal ma znaczenie, ale nie jest już jedyną walutą na rynku pracy – doświadczenie i zaangażowanie zaczynają ją równoważyć, ponieważ w warunkach niedoborów kadrowych i rosnącej rotacji pracowników firmy szybciej i chętniej inwestują w osoby, które potrafią realnie wykonywać zadania, a nie tylko spełniają formalne kryteria rekrutacyjne. Co więcej, przedsiębiorcy doceniają takich kandydatów i oferują im zarobki, które coraz częściej pozwalają konkurować z wynagrodzeniami osób z wyższym wykształceniem – dodaje.

Dyplom vs wypłata: różnice się rozmywają

To, że niskie wykształcenie nie oznacza bezrobocia ani pracy wyłącznie za najniższą krajową, potwierdzają też dane GUS. W IV kwartale 2025 roku w Polsce pracowało ponad 4,1 mln osób z wykształceniem policealnym, średnim zawodowym lub branżowym, a liczba bezrobotnych w tej grupie wyniosła 128 tys. Wśród osób z wykształceniem średnim ogólnokształcącym pracę wykonywało 2,054 mln osób, przy 81 tys. bezrobotnych. Z kolei w grupie z wykształceniem zasadniczym zawodowym lub branżowym pracowało 3,095 mln osób, a bez pracy pozostawało 154 tys. Natomiast wśród osób z wykształceniem gimnazjalnym, podstawowym lub bez wykształcenia pracowało 557 tys. osób, przy 77 tys. bezrobotnych.

Niższe wykształcenie automatycznie nie oznacza też najniższych zarobków. Przy średnim wynagrodzeniu w gospodarce wynoszącym tylko w październiku 2024 roku 8 944,79 zł brutto, najwyższe płace rzeczywiście osiągają osoby z najwyższym poziomem wykształcenia – z tytułem doktora lub wyższym (średnio 11 468,96 zł), a także z wykształceniem magisterskim lub równorzędnym (10 284,14 zł). Jednak różnice pomiędzy średnią a wynagrodzeniami osób z niższymi poziomami edukacji nie są tak duże, jak mogłoby się wydawać. W przypadku wykształcenia policealnego przeciętne wynagrodzenie wynosiło 7 515,19 zł, średniego zawodowego 7 528,70 zł, średniego ogólnokształcącego 6 854,34 zł, a zasadniczego zawodowego 6 586,77 zł. Nawet najniższe wartości – dla osób z wykształceniem gimnazjalnym (6 379,71 zł) oraz podstawowym i niepełnym podstawowym (6 318,77 zł) – pozostają relatywnie blisko średniej krajowej. Co więcej, w wielu branżach, szczególnie w sektorze prywatnym, możliwe są znacznie wyższe stawki, zależne od doświadczenia, specjalizacji oraz kompetencji, które w wielu przypadkach mogą skutecznie niwelować różnice wynikające z formalnej ścieżki edukacyjnej.

W praktyce siatka wynagrodzeń jest dziś znacznie bardziej elastyczna niż sugerują statystyki. W wielu firmach o pensji decyduje realna wartość pracownika: jego wydajność, umiejętność pracy pod presją czasu i gotowość do nadgodzin czy pracy zmianowej. Osoby, które szybko zdobywają doświadczenie i specjalizują się w konkretnych zadaniach, bardzo często doganiają, a nierzadko przeganiają finansowo ludzi z wyższym wykształceniem. Widać to szczególnie w branżach deficytowych, gdzie pracodawcy są skłonni płacić więcej, żeby utrzymać pracownika – bo koszt jego utraty jest jeszcze wyższy podkreśla Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres.

Praca bez studiów nie jest wyjątkiem

Największe możliwości zatrudnienia dla osób bez wykształcenia wyższego koncentrują się w kilku kluczowych sektorach: logistyce i magazynach, produkcji przemysłowej, budownictwie, transporcie, handlu detalicznym, gastronomii (HoReCa), usługach porządkowych oraz prostych usługach technicznych. W logistyce i magazynach najczęściej wymagane są podstawowa sprawność fizyczna, gotowość do pracy zmianowej oraz często uprawnienia na wózki widłowe. W budownictwie i produkcji liczą się przede wszystkim doświadczenie praktyczne, umiejętność pracy w zespole oraz odporność na warunki pracy fizycznej, natomiast w transporcie dodatkowym atutem jest prawo jazdy kategorii B lub C.

W handlu i gastronomii kluczowe są umiejętności obsługi klienta, komunikatywność, dyspozycyjność oraz gotowość do pracy w systemie zmianowym i weekendowym. W usługach porządkowych i technicznych wymagania wejściowe są zwykle najniższe, jednak istotne pozostają dokładność, rzetelność i samodzielność. W wielu przypadkach pracodawcy oferują krótkie szkolenia stanowiskowe, co obniża barierę wejścia i pozwala rozpocząć pracę nawet bez wcześniejszego doświadczenia zawodowego.

Najczęściej spotykane stanowiska w tych sektorach to: magazynier, pracownik kompletacji zamówień, operator wózka widłowego, pakowacz, sortowacz przesyłek, pracownik produkcji, operator linii produkcyjnej, monter elementów, kontroler jakości, pomocnik budowlany, murarz, zbrojarz, cieśla, tynkarz, brukarz, kierowca dostawczy, kierowca ciężarówki, kurier, pomocnik kierowcy, sprzedawca, kasjer, pracownik sklepu, pomoc kuchenna, kucharz, kelner, barman, sprzątacz lub sprzątaczka, pracownik utrzymania czystości, pomocnik elektryka, elektromonter, pomocnik mechanika, mechanik samochodowy czy spawacz.

– Przedsiębiorcy coraz częściej stawiają na gotowość do pracy zamiast formalnych kwalifikacji, a pracownicy mogą rozwijać się już w trakcie zatrudnienia poprzez kursy, szkolenia i zdobywanie uprawnień branżowych. To oznacza, że ścieżka kariery nie jest dziś liniowa – można ją budować etapowo, zaczynając od stanowisk podstawowych i awansując wraz z doświadczeniem – zaznacza Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres. Osoby, które wybierają ścieżki praktyczne, często szybciej wchodzą na rynek i szybciej osiągają niezależność finansową niż absolwenci kierunków ogólnych. To nie dyplom decyduje dziś o sukcesie zawodowym, ale umiejętność odnalezienia się w realiach rynku i gotowość do pracy tam, gdzie ta praca faktycznie jestocenia ekspertka.

Ze szkoły do pracy

Wielu młodych ludzi nie czeka nawet do zakończenia edukacji i podejmuje pracę już w jej trakcie. Według danych GUS w ubiegłym roku nadal dominowały osoby bierne zawodowo, jednak spośród 2,813 mln uczniów aż 523 tys. łączyło naukę z pracą. W tej grupie 412 tys. osób kształciło się na poziomie wyższym, 61 tys. uczęszczało do szkół policealnych oraz średnich zawodowych i branżowych, 25 tys. stanowili licealiści, a 24 tys. uczniowie szkół branżowych I stopnia. Aktywność zawodowa na etapie szkoły podstawowej była marginalna i dotyczyła jedynie niewielkiej liczby osób.

***

Analizę Grupy Progres prowadzono w kwietniu i pierwszych dniach maja 2026 r. Poddano jej zbiór ponad 100 tys. ofert pracy opublikowanych w portalach ogłoszeniowych. Analizie poddano ogłoszenia oferowane przez przedsiębiorców, organizacje i instytucje z całej Polski.

„Tu chcesz mieć biuro” Adgar Poland wcielił w życie swój firmowy slogan!

Adgar Poland przeniósł się do nowej siedziby w Adgar Plaza One na warszawskim Służewcu. Biuro zaprojektowano z myślą o ludziach, o różnych stylach pracy i codziennym komforcie. Dla firmy, która na co dzień jest deweloperem, właścicielem i zarządcą powierzchni biurowych w 12 warszawskich budynkach, projekt własnej siedziby oznaczał wejście w rolę najemcy i spojrzenie na proces aranżacji z perspektywy klienta. W efekcie, na 800 mkw powstała modelowa przestrzeń, która dobrze oddaje sens nowego hasła marki: „Tu chcesz mieć biuro!”.

Nowe biuro Adgar Poland jako dowód na hasło „Tu chcesz mieć biuro!”
photos: Katarzyna Seliga-Wróblewska, Marcin Wróblewski / Fotomohito

Projektując nową przestrzeń, zespół Adgar Poland stanął przed nie lada wyzwaniem – tym razem to potrzeby własnych pracowników należało zdefiniować, ustalić priorytety, pogodzić oczekiwania różnych działów, wybrać rozwiązania funkcjonalne, estetyczne i budżetowe. Większość najemców zna te wyzwania doskonale, ale dla firmy, która wynajmuje powierzchnie biurowe i zarządza biurami dla innych, a także wdraża autorskie koncepty biurowe, tworzenie biura na swoje potrzeby oznacza, że będzie ono wizytówką, punktem odniesienia i sprawdzianem podejścia, które rekomenduje się swoim klientom.

„Praca nad własnym biurem była dla nas bardzo wartościowym doświadczeniem. Mogliśmy przejść przez ten proces od środka: od rozmów o potrzebach bardzo świadomego zespołu, przez decyzje dotyczące układu i funkcji przestrzeni, aż po testowanie przyjętych rozwiązań. Taka perspektywa pozwala nam lepiej rozumieć najemców, ich dylematy, proces i tempo podejmowania decyzji czy znaczenie detali, które ostatecznie wpływają na komfort pracy. Jesteśmy bogatsi o kolejne doświadczenie a wnioski z tego projektu z pewnością będą procentować w relacjach i jakości usług dla naszych najemców” – mówi Monika Szelenberger, Director of Leasing & Asset Management w Adgar Poland.

Bezpośrednim impulsem do przeprowadzki było wynajęcie poprzedniej siedziby Adgar Poland w budynku Adgar BIT. Tamta przestrzeń również pełniła funkcję biura pokazowego i była chętnie prezentowana klientom jako przykład dobrze zaprojektowanego miejsca pracy. Ostatecznie jednemu z nich spodobała się na tyle, że została wynajęta w całości.

Nowe biuro z poprzednim łączy podobna filozofia, ale w jeszcze dojrzalszej formie. Powierzchnię zaprojektowano wokół jakości, funkcjonalności i ergonomii. Przestrzeń obejmuje miejsca do pracy w skupieniu, sale spotkań o różnym charakterze, gabinety pozwalające na kameralne rozmowy, rekreacyjne i relaksujące strefy wspólne oraz rozwiązania poprawiające akustykę i komfort codziennego korzystania z biura. Szerokie biurka, regulowane stanowiska, dobrze zaplanowane oświetlenie, rolety, otwierane okna i materiały poprawiające wygłuszenie wpływają na komfort pracy w bardzo praktyczny, codzienny sposób.

Od sloganu do doświadczenia. Adgar Poland prezentuje nowe biuro
photos: Katarzyna Seliga-Wróblewska, Marcin Wróblewski / Fotomohito

Kuchnia jako centralny punkt biura

Najwięcej energii w nowej siedzibie kumuluje się jednak nie przy recepcji, lecz w kuchni. Podobnie jak podczas domowych spotkań, kiedy najciekawsze rozmowy często przenoszą się właśnie do kuchni, także tutaj ta przestrzeń naturalnie przyciąga ludzi. Duży stół dla ponad 20 osób, piekarnik, Thermomix, możliwość wspólnego gotowania i miejsce do nieformalnych rozmów sprawiają, że w biurze Adgar Poland wiele zaczyna się właśnie tam – od porannej kawy, przez wspólne lunche – lub kończy, np. piątkowym spotkaniem „po pracy”.

„Zależało nam na biurze, które będzie naprawdę dla ludzi. Nie tylko estetycznym i dobrze wyposażonym, ale takim, w którym chce się być. Kuchnia jest tego najlepszym przykładem. Integrujący stół, wspólne gotowanie, śmiech, rozmowy po pracy – właśnie takie momenty budują kulturę organizacyjną, łączą ludzi i sprawiają, że biuro żyje” – dodaje Martyna Czarnota, Senior Asset Manager w Adgar Poland.

Nowa siedziba Adgar Poland działa również na zmysły. Od wejścia gości wita zapach kawy, świeże kwiaty i zielone rośliny, naturalne materiały i spokojna kolorystyka. Reprezentacyjny charakter połączono tu z atmosferą miejsca bliskiego użytkownikom. Widoczne logo Adgar Poland, mapa Warszawy z lokalizacjami biurowców firmy oraz hasło „Tu chcesz mieć biuro!” nie są wyłącznie elementami identyfikacji wizualnej. Slogan pozostaje chwytliwy, ale w tej siedzibie zyskuje znacznie szerszy niż marketingowy kontekst. Staje się deklaracją popartą konkretnym doświadczeniem – miejsca, w którym dobrze się pracuje, dobrze się rozmawia i w którym ludzie po prostu dobrze się czują.

Biuro pełni więc kilka ról jednocześnie: jest siedzibą zespołu, przestrzenią pokazową i praktycznym inkubatorem wiedzy o potrzebach najemców. Adgar Poland pokazuje w nim, że dobrze zaprojektowane miejsce pracy nie kończy się na metrażu, standardzie wykończenia i układzie pomieszczeń. Równie ważne okazują się detale, które pomagają kształtować codzienne doświadczenie ludzi – ich komfort, rytm pracy, rozmowy i relacje.

NanoGroup przedstawia roadmapę na lata 2026–2027

NanoGroup S.A. – polska spółka biotechnologiczna notowana na Głównym Rynku GPW w Warszawie – ogłasza roadmapę rozwoju projektowego na lata 2026–2027, koncentrującą się m.in. na finalnym etapie certyfikacji NanOX Recovery Box – innowacyjnego urządzenia transplantologicznego służącego do mechanicznej perfuzji nerek poza organizmem człowieka. Kluczowym kamieniem milowym będzie audyt jednostki notyfikowanej TÜV NORD zaplanowany na 2026 rok oraz uzyskanie oznakowania CE najpóźniej do I kwartału 2027 roku. Realizacja tych etapów istotnie ograniczy ryzyko projektu i otworzy drogę do komercjalizacji technologii na rynku europejskim. Projekty Grupy wpisują się w globalny rynek normotermicznej perfuzji maszynowej, którego wartość ma wzrosnąć ponad czterokrotnie – do poziomu 9,04 mld USD w 2034 roku (CAGR +18,1%) – co podkreśla wysoki potencjał skalowania technologii oraz atrakcyjność segmentu.

Rok 2025 był dla nas momentem przejścia z fazy budowy fundamentów do fazy konsekwentnej egzekucji strategicznej. Dziś dysponujemy kompletną bazą technologiczną, finansową i regulacyjną, która pozwala nam wejść w najbardziej wymagający etap rozwoju – walidację kliniczno-regulacyjną oraz przygotowanie do komercjalizacji kompleksowego systemu NanOX. – komentuje Przemysław Mazurek, Prezes Zarządu NanoGroup S.A.

W 2026 roku NanoGroup koncentruje się na realizacji kluczowych etapów procesu certyfikacyjnego, obejmujących zakończenie badań inżynierskich, testów biozgodności oraz badań GLP i non-GLP. Równolegle rozwijane są standardy produkcyjne GMP, niezbędne do przyszłego skalowania i wejścia na rynek.

System NanOX stanowi technologię o największym potencjale partneringowym w Grupie. To innowacyjny system do pozaustrojowej perfuzji nerek, obejmujący NanOX Recovery Box oraz NanOX 4K Perfusion Set. Po prezentacji prototypu i rozpoczęciu prac inżynierskich projekt wszedł w formalną ścieżkę regulacyjną MDR (UE) 2017/745, co stanowi kluczowy element procesu de-riskingu technologii. –  Naszym celem nie jest już wyłącznie rozwój technologii, ale jej skuteczne przeprowadzenie przez ścieżkę regulacyjną i stworzenie powtarzalnych modeli komercjalizacji. Chcemy by konsekwentna egzekucja, a nie sama innowacja, była kluczowym źródłem długoterminowej wartości dla akcjonariuszy NanoGroup – dodał Przemysław Mazurek.

Równolegle rozwijanym projektem jest NanOX 4 Kidney – pierwszy płyn perfuzyjny zaprojektowany z myślą o przenoszeniu tlenu, umożliwiający szansę na zmianę paradygmatu transplantologii: z samego spowalniania procesów na aktywne utrzymanie odpowiedniego metabolizmu w narządzie. Po pozytywnych wynikach badania autotransplantacyjnego w 2025 roku projekt wszedł w fazę intensywnej walidacji przedklinicznej.

Na rok 2026 zaplanowano realizację kluczowych działań rozwojowych, podzielonych na dwa etapy. W I półroczu 2026 przewidziano wybór wytwórcy kontraktowego (CDMO), selekcję docelowego wariantu płynu przeznaczonego do badań certyfikacyjnych oraz wybór wykonawcy badań non-GLP obejmujących izolowane organy i modele autotransplantacyjne. Na II półrocze br. zaplanowano zaś wytworzenie pierwszych serii materiału w standardzie non-GMP oraz w warunkach zgodnych z wymaganiami systemu zarządzania jakością ISO 13485 dla wyrobów medycznych (standardu jakościowego dla wyrobów medycznych, zbliżonego do zasad GMP), a także realizację badań non-GLP na izolowanych organach i w modelach autotransplantacyjnych. Zwieńczeniem tego etapu będzie zakończenie badań w modelu autotransplantacji na świniach w warunkach non-GLP oraz potwierdzenie możliwości skutecznego wytwarzania płynu NanOX 4 Kidney Fluid w warunkach zgodnych z ISO 13485.

Warto podkreślić, że istotnym elementem strategii NanoGroup pozostaje dywersyfikacja portfela oraz budowa stabilnego finansowania. W 2025 roku Grupa pozyskała w ramach dofinansowania projektów grantowych  24,8 mln zł oraz 24,5 mln zł kapitału z emisji serii N. Do akcjonariatu dołączyły również instytucje finansowe (TFI), wzmacniając bazę inwestorską.

Celem strategii rozwoju NanoGroup na lata 2026–2028 pozostaje budowa jednej z trzech największych grup biotechnologicznych w Polsce pod względem kapitalizacji rynkowej, rozwój co najmniej 10 projektów oraz zawarcie minimum dwóch istotnych umów partneringowych generujących powtarzalne przychody. Równolegle Spółka koncentruje się na technologiach o wysokim potencjale rynkowym i możliwie krótkiej ścieżce komercjalizacji.

W ostatnim czasie Spółka zwiększyła również ekspozycję na segment Value Added Medicines poprzez inwestycję w Auxilius Pharma S.A. (7,5 mln zł) oraz wzmocniła kompetencje w obszarze diagnostyki i terapii celowanych poprzez przejęcie platformy aptamerowej.

Realizowane przez Grupę projekty wpisują się w globalny trend dynamicznego wzrostu rynku normotermicznej perfuzji maszynowej, którego wartość ma wzrosnąć z 1,7 mld USD w 2024 roku do 9,04 mld USD w 2034 roku, co oznacza CAGR na poziomie +18,1%. Trend ten potwierdza istotny potencjał skalowania technologii oraz atrakcyjność segmentu, w którym działa Grupa.

Najbliższe kwartały będą dla NanoGroup okresem przejścia z fazy intensywnego rozwoju technologicznego do zaawansowanej walidacji regulacyjnej i przygotowania do komercjalizacji, przy jednoczesnym dalszym rozwoju portfela projektów oraz budowie partnerstw międzynarodowych.

Highlander Enterprise rozwija segment kosmetyczny. Spółka podpisała umowę z Aurumaris

Highlander Enterprise S.A., spółka specjalizująca się w produkcji i sprzedaży produktów do
stylizacji paznokci pod marką „8belle” oraz produkcji grafenu, zawarła umowę agencyjną z Aurumaris sp. z o.o. Na mocy podpisanej umowy Spółka będzie – w zamian za wynagrodzenie prowizyjne – świadczyć usługi pośrednictwa handlowego w zakresie promocji oraz sprzedaży wysokiej jakości produktów kosmetycznych oferowanych przez Aurumaris na terytorium Polski. Zakres współpracy obejmuje m.in. aktywne pozyskiwanie kontrahentów, prezentowanie oferty produktowej partnera, organizację spotkań biznesowych oraz wsparcie procesu zawierania umów handlowych.

Podpisanie umowy wpisuje się w realizowaną przez Highlander Enterprise strategię rozwoju segmentu kosmetycznego, który – obok technologii grafenowych – stanowi jeden z kluczowych kierunków wzrostu Spółki.

Podpisanie umowy agencyjnej z Aurumaris to kolejny krok w konsekwentnej realizacji naszej strategii rozwoju segmentu kosmetycznego. Rynek beauty charakteryzuje się wysoką dynamiką wzrostu, a model prowizyjny pozwala nam efektywnie wykorzystywać kompetencje sprzedażowe i relacje biznesowe przy jednoczesnym ograniczeniu zaangażowania kapitałowego oraz ryzyka operacyjnego. Wierzymy, że połączenie naszego doświadczenia handlowego z ofertą produktową partnera może przyczynić się do dalszego rozwoju działalności Spółki – mówi Artur Górski, Prezes Zarządu Highlander Enterprise S.A.

Aurumaris sp. z o.o. koncentruje się na rozwoju i sprzedaży ekskluzywnych produktów do pielęgnacji skóry i włosów, skierowanych zarówno do klientów indywidualnych, jak i profesjonalnych salonów urody. W ramach marki Aurumaris Professional spółka oferuje innowacyjne rozwiązania kosmetyczne, w tym linie produktowe wykorzystujące technologię Nano-Needles®, opartą na mikronakłuwaniu z użyciem naturalnych komponentów, umożliwiające uzyskanie efektów zbliżonych do zabiegów profesjonalnych przy zachowaniu niskiej inwazyjności.

Marka Aurumaris Professional systematycznie umacnia swoją pozycję w segmencie profesjonalnym, współpracując z rosnącą liczbą gabinetów kosmetycznych oraz inwestując w rozwój oferty produktowej i zaplecza szkoleniowego dla partnerów.

Istotnym elementem współpracy jest także zaangażowanie Sylwii Gołębiewskiej, Wiceprezes Zarządu Highlander Enterprise S.A., która jest zaangażowana kapitałowo i operacyjnie w rozwój marki Aurumaris Professional, co dodatkowo wzmacnia potencjał synergii pomiędzy partnerami.

Jestem współwłaścicielką Aurumaris Professional i od lat współtworzę tę markę. Jej rozwój opiera się na realnych potrzebach gabinetów kosmetycznych i klientów końcowych, podobnie jak w przypadku 8belle. Dlatego naturalnym kierunkiem było prowadzenie części działań, np. dystrybucyjnych i  w ramach współpracy z Highlander Enterprise. Dzięki temu możemy połączyć sprawdzony, wysokiej jakości produkt z profesjonalnym zapleczem sprzedażowym i skalować biznes w modelu sprzyjającym stabilnym, powtarzalnym przychodom, jednocześnie wzmacniając naszą obecność w atrakcyjnym segmencie rynku beauty – dodaje Sylwia Gołębiewska, Wiceprezes Zarządu Highlander Enterprise S.A.

Umowa została zawarta na okres 5 lat, z możliwością wcześniejszego rozwiązania przez każdą ze stron. Porozumienie nie ma charakteru wyłączności, a pozostałe zapisy odpowiadają standardowym warunkom rynkowym dla tego typu umów.

Zawarcie umowy wpisuje się w strategię  dalszego rozwoju segmentu kosmetycznego, który – obok technologii grafenowych – stanowi jeden z kluczowych kierunków rozwoju Spółki. Współpraca z Aurumaris może może przyczynić się do wzrostu skali działalności handlowej Spółki oraz stworzyć potencjał do generowania powtarzalnych przychodów prowizyjnych.

Wymiana handlowa Polski z Tajwanem na rekordowym poziomie. Warszawa gospodarzem Taiwan Expo 2026

Wymiana handlowa między Polską a Tajwanem osiągnęła w 2025 roku rekordowy poziom 2,54 mld USD, rosnąc o ponad 22% rok do roku, jednak – jak podkreśla strona tajwańska – to dopiero początek silniejszego trendu wzrostowego. Rząd Tajwanu wskazuje, że w najbliższych latach istnieje realna szansa na pobicie tych wyników, napędzana zarówno rosnącym popytem na zaawansowane technologie, jak i pogłębiającą się współpracą inwestycyjną. Wzrost eksportu z Tajwanu do Polski o ponad 26% oraz stabilny wzrost importu z Polski potwierdzają, że relacje handlowe wchodzą w fazę przyspieszonej ekspansji. Dlatego między innymi strona tajwańska podjęła decyzję o organizacji w Polsce wydarzenia „ Tajwan Expo 2026 in Europe” które odbędzie się w Warszawie w dniach 22-24 czerwca.

Całkowity wolumen wymiany handlowej między Tajwanem a Polską wyniósł w 2025 r. 2,54105 mld USD, co stanowi wzrost o 22,37% w porównaniu z rokiem 2024. Z tej kwoty eksport Tajwanu do Polski wyniesie około 2,02605 mld USD, co oznacza wzrost o 26,21%, natomiast import z Polski wyniesie około 481 mln USD, co oznacza wzrost o 8,29%. Stosunki gospodarcze i handlowe pomiędzy Polską a Tajwanem rozwijają się dynamicznie. Tajwan jest siódmym największym partnerem handlowym Polski w Azji. Polska eksportuje na Tajwan m.in. wyroby przemysłu elektromaszynowego, przemysłu chemicznego, a także produkty spożywcze. Z Tajwanu do Polski importowane są m.in. produkty dla przemysłu elektromaszynowego (panele LCD, półprzewodniki i inne części elektroniczne), wyroby metalurgiczne oraz pojazdy mechaniczne i ich części. Wymiana handlowa charakteryzuje się deficytem po stronie polskiej.

Odporność łańcucha dostaw stanowi kluczowy priorytet w dzisiejszej gospodarce światowej. W ostatnich latach stosunki między Tajwanem a Polską stały się coraz bliższe, otwierając nowe możliwości pogłębienia współpracy, między innymi poprzez takie inicjatywy jak Taiwan Expo 2026 w Europie.”- podkreślił Kung Ming-hsin, Minister Gospodarki Tajwanu,

W Polsce obecnych jest ponad 40 firm z kapitałem tajwańskim. Strona tajwańska ocenia, że bezpośrednie inwestycje tajwańskie wynoszą ok. 100 mln USD, i że generują ok. 3000 miejsc pracy.  Z perspektywy makroekonomicznej rozwój relacji wpisuje się w szerszy proces przebudowy globalnych łańcuchów dostaw oraz dywersyfikacji kierunków handlu w Europie. Polska, jako największa gospodarka Europy Środkowo-Wschodniej, korzysta na relokacji produkcji i rosnącym znaczeniu regionu jako zaplecza przemysłowego dla Unii Europejskiej. Tajwan z kolei wzmacnia swoją obecność w Europie, odpowiadając na zapotrzebowanie na komponenty elektroniczne, rozwiązania ICT oraz technologie wspierające transformację energetyczną i cyfrową.

Istotnym czynnikiem wzrostu pozostają bezpośrednie inwestycje zagraniczne, które wzmacniają lokalne ekosystemy przemysłowe i transfer technologii. Tajwańskie firmy rozwijają działalność w Polsce nie tylko w obszarze dystrybucji i serwisu produktów ICT, ale coraz częściej także w produkcji i zaawansowanych usługach. Nowe projekty – obejmujące m.in. elektronikę samochodową, przemysł spożywczy czy materiały przemysłowe – wskazują na rosnącą rolę Polski jako centrum operacyjnego dla regionu.

Rosnąca skala współpracy znajduje odzwierciedlenie w planach kolejnych partnerstw oraz inicjatyw biznesowych. Polska przyciąga inwestorów stabilnym otoczeniem makroekonomicznym, dostępem do wykwalifikowanej siły roboczej oraz strategicznym położeniem w obrębie jednolitego rynku UE. To właśnie te czynniki zadecydowały o wyborze Polski jako gospodarza drugiej edycji Taiwan Expo 2026 w Europie – wydarzenia, które ma dodatkowo wzmocnić relacje gospodarcze i otworzyć nowe możliwości dla biznesu.

Rynki wierzą w deeskalację na Bliskim Wschodzie. Dolar słabnie, ropa tanieje

Wczorajszy pakiet danych makro z USA wskazuje na odporność amerykańskiej gospodarki, na której pojawiają się wciąż tylko drobne rysy. Jednak dla rynków główną osią zainteresowania pozostaje Bliski Wschód, a stamtąd napłynęły pozytywne sygnały, na które inwestorzy reagują z trudną do pohamowania radością.

Silne fundamenty USA

We wtorek po południu otrzymaliśmy kilka istotnych odczytów z USA. Na pierwszy ogień wskaźniki wyprzedzające, które jako pierwsze potrafią objawiać aktualny stan gospodarki, ponieważ składają się na nie ankiety wśród menedżerów przedsiębiorstw. Usługowy PMI co prawda wzrósł w kwietniu do 51 pkt (strefa ekspansji powyżej 50 pkt), ale jednocześnie pokazał pierwszy od dwóch lat spadek nowych zamówień, przy ponownie mocno rosnących kosztach i cenach. Natomiast istotniejszy w Stanach wskaźnik ISM dla usług spadł do 53,6 pkt, ale wciąż pozostaje bardziej niż przyzwoity. Przy czym indeks nowych zamówień spadł bardzo mocno, a indeks cen utrzymał się wysoko na 70,7, najwyżej od końcówki 2022 r. W praktyce analitycy czytają to jako spowolnienie popytu przy wciąż uporczywej inflacji kosztowej.

Pierwszy tydzień miesiąca to też okres odczytów z amerykańskiego rynku pracy, którego dobra kondycja jest jednym z dwóch (obok niskiej inflacji) mandatów dla Fed. Wczorajszy JOLTS wykazał lekki spadek liczby wakatów (6,866 mln), ale zatrudnienie wyraźnie wzrosło (o 655 tys.). Dodatkowo dokonano znaczącej rewizji w górę w danych za luty. Taki układ po raz kolejny udowadnia odporność rynku pracy, czyli z tej strony wciąż brak sygnałów do dalszych obniżek stóp procentowych.

Mocno zaskoczył odczyt z rynku ropy, ale scenariusz niespodzianki stał się w tym przypadku już chyba regułą. Według danych API zapasy ropy w USA spadły o 8,1 mln baryłek, benzyny o 6,1 mln, a destylatów o 4,6 mln — czyli fundamentalnie był to odczyt wyraźnie prowzrostowy dla ropy. Jednak aktualnie takie fundamenty schodzą na dalszy plan, a dla czarnego złota kluczowe są sygnały z Bliskiego Wschodu.

Bez „Wolności” słabszy USD

Aktualnie Donald Trump wylosował w swoim podejściu do konfliktu z Iranem kartę deeskalacji. Działania w ramach „Projektu Wolność” (czyli ochrony statków przepływających przez Ormuz) mają zostać zawieszone, a porozumienie z Irańczykami ma być o wiele bliższe niż jeszcze przedwczoraj. Trudno ocenić, na ile najnowsze komentarze prezydenta USA przełożą się na rzeczywistą deeskalację i (co najważniejsze dla rynków i gospodarki) na odblokowanie tranzytu z Zatoki Perskiej. Mimo takich wątpliwości inwestorzy chcą bardzo wierzyć w zakończenie konfliktu i powrót do business as usual (o ile to w ogóle możliwe). Dlatego ceny ropy zintensyfikowały spadki, lipcowy kontrakt na baryłkę europejskiego Brenta wynosi lekko powyżej 108 USD, a czerwcowy kontrakt na amerykańską WTI zbliżył się do okrągłych 100 USD. Risk on podbija też rynki kapitałowe, wczoraj zobaczyliśmy kolejne rekordy na Wall Street. Dziś w Azji powszechnie rozgościła się zieleń, a liderem jest koreański KOSPI (+6,5%, ale tam dodatkowy impuls związany jest z AI i półprzewodnikami). Otwarcie w Europie także jest mocne, niemiecki DAX rośnie o 1,2%, podobnie francuski CAC40. Za rynkami bazowymi podąża Warszawa, gdzie WIG20 zyskuje już prawie 1,5%. Wreszcie lepszy rynkowy sentyment uderza w dolara amerykańskiego, który zauważalnie słabnie po szerokości rynku. Kurs EUR/USD sięga 1,173 USD, co przekłada się na zejście kursu USD/PLN poniżej 3,62 zł. Wreszcie kurs euro spada w pobliże 4,24 zł, co może nie zmienia jeszcze zasadniczo układu na tej parze, ale jest pozytywnym sygnałem dla polskiego złotego. Jaki impuls ze strony polityki monetarnej napłynie do rodzimej waluty, przekonamy się już dziś po południu, gdy poznamy decyzję RPP. Na koniec jeszcze królewski kruszec, do którego znowu szerokim strumieniem płynie kapitał, za uncję złota trzeba znowu płacić blisko 4700 USD.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na decyzję Rady Polityki Pieniężnej, którą poznamy w godzinach popołudniowych.