Sfinks zwiększył przychody gastronomiczne, ale zakończył rok stratą netto 7 mln zł

Grupa Sfinks Polska w 2025 zanotowała przychody gastronomiczne, realizowane przez zarządzane sieci bez Piwiarni, w wysokości 216 mln zł i skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 46,68 mln zł. Rok do roku oznacza to zwiększenie skali biznesu o 4,5% oraz zmniejszenie skonsolidowanych przychodów Sfinksa o 38%, które jest bezpośrednim efektem realizacji kolejnych przekształceń restauracji własnych na franczyzowe. W ich efekcie przychody i koszty działania lokali przekazanych we franczyzę przestają być bowiem uwzględniane w rachunku wyników Sfinksa. Od początku 2025 roku Sfinks otworzył osiem restauracji i przygotowuje do uruchomienia dwie kolejne, w tym nową inwestycję w koncepcie SPHINX Hotel.

W 2025 r. Sfinks zwiększył skonsolidowany zysk ze sprzedaży o 3,77 mln zł do 5,05 mln zł. Na tę różnicę zapracowało zwiększenie zysku ze sprzedaży przed kosztami ogólnego zarządu o 1 mln zł oraz zmniejszenie kosztów ogólnego zarządu o 2,77 mln zł, wynikające m.in. z niższej kosztochłonności procesów zarządzania siecią franczyzową w porównaniu do zarządzania siecią własną. Na pozostałej działalności operacyjnej wynik grupy w 2025 r. był niższy o 5,66 mln zł niż rok wcześniej, co było efektem głównie niższego wyniku na przekształceniach zrealizowanych w 2025 r. (m.in. w związku z mniejszą liczbą lokali przekazanych we franczyzę niż rok wcześniej odnotowano mniejsze przychody ze sprzedaży wyposażenia restauracji). W efekcie wynik netto grupy w 2025 roku ukształtował się na poziomie -7 mln zł, zaś EBITDA w wysokości 9,64 mln zł. Rok wcześniej było to odpowiednio -5,05 i 14,64 mln zł.

 – Zgodnie z założeniami naszej strategii w minionym roku dokonaliśmy przekształceń kolejnych siedmiu restauracji własnych na model franczyzowy i stanowi on już 97,1% struktury naszej sieci, podczas gdy rok temu jeszcze niemal co dziesiąta restauracja była prowadzona jako lokal własny Sfinksa. Docelowo chcemy dokonać przekształcenia wszystkich restauracji na franczyzę i w tym modelu otwieramy nowe lokale. W minionym roku uruchomiliśmy sześć restauracji pod szyldem SPHINX, a w tym roku następne dwie i dwie są przygotowywane do otwarcia. Jedną z nich będzie kolejny hotel sygnowany marką SPHINX oraz działająca w jego wnętrzu restauracja pod naszym brandem. Niezależnie, cały czas optymalizujemy strukturę grupy. W 2025 roku zamknęliśmy jeszcze 8 lokali, w efekcie z końcem roku w sieci działały o dwie restauracje mniej niż rok wcześniej. Mimo to sieć zwiększyła sprzedaż o 9,27 mln zł – mówi Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska SA.

W 2025 roku Sfinks uruchomił nowe restauracje SHIPNX w Lubinie, Jarocinie, Gdańsku, Starogardzie Gdańskim, Grudziądzu oraz w Katowicach, a od początku 2026 następne dwie: w Gdańsku i w Aleksandrowie Łódzkim. W przygotowaniu są kolejne restauracje, m.in. SPHINX w prestiżowej lokalizacji w Łodzi na terenie rewitalizowanych pofabrycznych terenów przy ul. Piotrkowskiej oraz nowa inwestycja hotelowa w Rawiczu, w ramach której będzie działał drugi SPHINX Hotel.

Po sukcesie biznesowym hotelu i restauracji w Żabiej Woli, gdzie wprowadzona została marka SPHINX nie tylko do restauracji, ale także jako nazwa hotelu, pracowaliśmy nad udoskonaleniem i doprecyzowaniem tego konceptu, by był możliwy jego rozwój w formie sieciowej. Obecnie trwają przygotowania do oddania gościom do użytku kolejnej takiej inwestycji – w Rawiczu. Nowy SPHINX Hotel i restauracja tej marki otworzą się tam w najbliższych miesiącach – zapowiada Sylwester Cacek.

Głównym motorem sprzedaży w grupie jest sieć SPHINX, która w 2025 roku odpowiadała za 97% przychodów gastronomicznych. Pozostałą część wypracowały trzy lokale The Burgers oraz restauracje Chłopskie Jadło i Lepione & Pieczone. Sfinks planuje w przyszłości rozwój sieci pod tymi markami. Źródłem przychodów dla Sfinks jest też narzędzie marketingowo-sprzedażowe Aperitif, które funkcjonuje jako program lojalnościowy. W jego ramach Sfinks sprzedaje abonament uprawniający do 30% zniżki w restauracjach, tzw. Aperitif Smart.

W kolejnych latach projekty rozwijane poza siecią SPHINX mogą okazać się głównym obszarem działalności Grupy w związku z jej możliwą sprzedażą. W minionym roku zarząd Sfinksa rozpoczął działania ukierunkowane na pozyskanie inwestora dla tej sieci, by zdobyć środki na spłatę zobowiązań finansowych i rozwój pozostałej działalności.

– W marcu tego roku otrzymaliśmy wstępną ofertę nabycia wydzielonej części biznesu pod marką SPHINX od funduszu inwestycyjnego z siedzibą na Malcie. Oferta ma na razie charakter niewiążący, więc nie można przesądzić, czy dojdzie do zawarcia umowy. Niezależnie, kontynuujemy rozwój różnych obszarów działalności grupy. Od tego roku naszym głównym partnerem logistycznym została wyspecjalizowana w obsłudze gastronomii firma Transgourmet Polska. Zakładamy, że w ramach współpracy z nami w latach 2026-2032 obsłuży ona obrót o wartości ok. 300-350 mln zł – komentuje prezes Sfinksa

Sfinks cały czas udziela licencji na sprzedaż dań gotowych, w tym na sprzedaż diety pudełkowej pod marką SPHINX. Kontynuuje też prace nad rozwojem sieci SPHINX na terenie Egiptu i Arabii Saudyjskiej na bazie umowy masterfranczyzy podpisanej w 2024 roku z firmą GRG for Development and Projects Management Egyptian Shareholding Company z siedzibą w Kairze. Sfinks spodziewa się również, że pozytywny wpływ na przyszłe wyniki będzie miał rozwój biznesów, w których ma on mniejszościowe udziały. Dotyczy to m.in. spółki SuperFood360, oferującej usługi w ramach świadczeń benefitu pracowniczego, w której w minionym roku Sfinks zwiększył swoje zaangażowanie do 10,8%. Grupa zarządza też siecią 28 pubów Piwiarnia, w ramach której otrzymuje opłaty na bazie umów franczyzowych. Sieć ta nie jest jednak uwzględniana w przychodach gastronomicznych grupy z uwagi na zapisy w umowach ze Sfinksem.

Dzięki negocjacjom podejmowanym w minionym roku i na początku obecnego z kredytującym nas bankiem BOŚ podpisaliśmy w lutym br. aneks do umowy, który zmienia naszą sytuację finansową i potencjał rozwojowy, gdyż więcej środków będzie zostawać w spółce najbliższych latach – wyjaśnia Sylwester Cacek.

Na bazie nowych warunków spłaty kredytu, określonych aneksem z BOŚ, od lutego 2026 r. Sfinks spłaca miesięczne raty po 300 tys. zł do raty za lipiec 2028 r. Dodatkowo spółka ma uregulować 4 mln zł do końca 2026 r. i pozostałą kwotę zadłużenia do końca sierpnia 2028 r. Jednocześnie bank obniżył marżę o 2 p.p., a spłacane środki w pierwszej kolejności zalicza na odsetki.

Na poziomie jednostkowym w 2025 r. spółka Sfinks Polska wygenerowała przychody ze sprzedaży w wysokości 46,54 mln zł, zysk netto na poziomie -7,02 mln zł oraz EBITDA o wartości 9,61 mln zł. W 2024 r. dane te wyniosły odpowiednio 74,31 mln zł, -5,71 mln zł oraz 15,49 mln zł.

***

Przychody gastronomiczne to przychody wszystkich lokali działających pod markami należącymi do Grupy Sfinks Polska, z wyłączeniem sieci Piwiarnia.

Retail optymalizuje promocje. Mniej masowych rabatów, więcej selektywnych działań

W I kw. br. w gazetkach handlowych przybyło 7% akcji rabatowych rdr. To prawie o połowę mniejszy wzrost rdr. niż w całym 2025 r. Aż pięć z ośmiu analizowanych formatów jest na minusie. Dwucyfrowe spadki zaliczyły sieci z art. remontowo-budowlanymi (-22,7% rdr.) i RTV-AGD (-20,1% rdr.). Na jednocyfrowych minusach znalazły się drogerie i apteki, sieci convenience oraz hipermarkety. Z kolei najmocniejszy wzrost odnotowały sieci cash&carry (+45% rdr.). Na dwucyfrowym plusie są też dyskonty (+18,7% rdr.). Ponadto dodatni wynik mają supermarkety. Powyższe dane wyraźnie wskazują, że rynek przechodzi od fazy intensywnej ekspansji działań promocyjnych do etapu ich optymalizacji.

Przeprowadzona przez UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Shopfully Poland analiza blisko 600 tys. promocji zaoferowanych w ponad 4 tys. gazetek wykazała, że w I kw. br. ogólnie sieci handlowe zrobiły o 7% więcej akcji promocyjnych niż w analogicznym okresie ub.r. Wzięto pod uwagę w sumie osiem największych na rynku formatów, w tym wszystkie dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry. Ponadto sprawdzono drogerie i apteki, sieci DiY oraz sklepy RTV-AGD. W tym miejscu warto zauważyć, że w całym 2025 roku było ich o 13,1% więcej niż w 2024 roku (w 2024 vs. 2023 było to 12,5% rdr. na plusie).

– Wynik w I kwartale br. pokazuje, że sieci handlowe nadal utrzymują wysoką aktywność promocyjną, ale tempo wzrostu wyraźnie wyhamowało w porównaniu z całym 2025 rokiem. Tę różnicę można tłumaczyć tym, że rynek po bardzo intensywnych latach 2024-2025 wszedł w fazę normalizacji i większej dyscypliny kosztowej – mówi Julita Pryzmont, współautorka analizy z Hiper-Com Poland.

Jak wyjaśnia Robert Biegaj, współautor analizy z Shopfully Poland, w ww. latach sieci handlowe znacząco zwiększały aktywność promocyjną w reakcji na wysoką inflację oraz dużą wrażliwość cenową konsumentów. W efekcie rok 2025 zamknął się wzrostem na poziomie 13,1% rdr. To oznacza, że punkt odniesienia dla kolejnych okresów był już bardzo wysoki.

– Obecne dane wskazują raczej na stopniową stabilizację rynku niż na jego osłabienie. Retailerzy coraz częściej odchodzą od prostego zwiększania liczby promocji na rzecz poprawy ich efektywności – poprzez lepsze targetowanie, personalizację ofert czy rozwój programów lojalnościowych. Dodatkowo spadek presji inflacyjnej ogranicza konieczność agresywnego konkurowania ceną. Okres przedświąteczny w I kwartale tradycyjnie wspiera aktywność promocyjną. Jednak nie zmienia ogólnego trendu wyhamowania dynamiki – dodaje Robert Biegaj.

W okresie przedświątecznym promocje muszą być widoczne. Jednak, zdaniem Julity Pryzmont, sieci coraz częściej przenoszą ciężar z ilości na jakość działań. – Stosują krótsze okna, bardziej precyzyjne kategorie i częstsze wykorzystanie narzędzi lojalnościowych zamiast masowego zwiększania liczby akcji w gazetkach. To sugeruje, że nadal trwa walka o klienta, lecz zarządzana jest bardziej selektywnie niż rok wcześniej, kiedy presja inflacyjna i wojna cenowa były mocniej odczuwalne w komunikacji promocyjnej – uważa ekspertka z Hiper-Com Poland.

Patrząc na szczegółowe dane, widać, że pięć z ośmiu analizowanych formatów zmniejszyło liczbę promocji w gazetkach. Najmocniejsze spadki zaliczyły największe sklepy DiY z art. remontowo-budowlanymi (-22,7% rdr.) oraz RTV-AGD (-20,1% rdr.). Dalej w zestawieniu są drogerie i apteki (-9,4% rdr.), a także sieci convenience (-3,9% rdr.). Ranking zamykają hipermarkety (-1,2% rdr.). Według Julity Pryzmont, to, że największe spadki zanotowały DiY i RTV-AGD, jest spójne z sytuacją popytową w kategoriach dóbr trwałych.

– W tych segmentach konsumenci są ostrożniejsi, zakupy są odkładane, a sieci częściej optymalizują promocje pod kątem marży i rotacji, a nie nagłówkowej liczby akcji. W praktyce mniej opłaca się szeroko promować produkty o dużej wartości koszyka przy niepewnym popycie, a bardziej – pracować selektywnie – na wybranych modelach, krótkich kampaniach lub w kanałach digitalowych. Dwucyfrowe spadki mogą też wynikać z ograniczenia klasycznych gazetek na rzecz komunikacji w aplikacjach, newsletterach i performance marketingu – komentuje Julita Pryzmont.

W opinii eksperta z Shopfully Poland, w przypadku drogerii i aptek spadek wynika przede wszystkim ze zmiany podejścia do promocji. Coraz większe znaczenie mają działania personalizowane (np. w aplikacjach mobilnych), oferty pakietowe oraz programy lojalnościowe, które nie zawsze są odzwierciedlane w tradycyjnych gazetkach promocyjnych.

– Segment convenience z natury opiera się bardziej na dostępności i wygodzie niż na cenie, dlatego ograniczenie liczby promocji może być elementem strategii poprawy rentowności. Z kolei niewielki spadek w hipermarketach wpisuje się w długoterminowy trend stabilizacji i stopniowej utraty znaczenia tego formatu na rzecz innych kanałów sprzedaży – tłumaczy z Robert Biegaj.

Zdecydowana mniejszość formatów znalazła się na plusie rdr. Najwyższy wzrost zaliczyły sieci typu cash&carry (+45% rdr.). Dalej w zestawieniu są dyskonty (+18,7% rdr.), a także supermarkety (+4,4% rdr.). W ocenie ekspertki, to, że cash&carry przegonił dyskonty, wynika z intensyfikacji walki o klienta profesjonalnego i półprofesjonalnego, tj. gastronomię, mały handel, firmy i klientów prywatnych robiących zakupy na zapas. W I kwartale, przed okresem wiosennego odbicia w HoReCa i w czasie przedświątecznym, sieci cash&carry miały okazje do tego, by komunikować ofertę wolumenową, wielopaki i mechaniki hurtowe, które zwiększają liczbę odnotowanych akcji.

– Dyskonty pozostają jednym z głównych motorów wzrostu, co wynika z ich modelu biznesowego, opartego na atrakcyjnej cenie i wysokiej rotacji produktów. Supermarkety notują umiarkowany skok, starając się utrzymać konkurencyjność wobec dyskontów przy jednoczesnym zachowaniu szerszej oferty – analizuje ekspert z Shopfully Poland.

Jak podsumowuje Robert Biegaj, fakt, że tylko trzy z ośmiu analizowanych formatów zanotowały wzrost liczby promocji, wskazuje na zmianę podejścia w całym sektorze handlu. Rynek przechodzi od fazy intensywnej ekspansji działań promocyjnych do etapu ich optymalizacji. Rosnące koszty operacyjne oraz potrzeba poprawy efektywności powodują, że sieci handlowe coraz częściej stawiają na jakość i skuteczność promocji, a nie na ich skalę.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Analitycy z UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Shopfully Poland przeanalizowali ponad 4,1 tys. gazetek handlowych z promocjami o łącznej ilości blisko 358 tys. stron i powierzchni przeszło 2,3 mln cm2 wydanych w całym I kwartale 2025 i 2026 roku. W ww. publikacjach znalazło się w sumie blisko 600 tys. promocji. Pod uwagę wzięto 8 największych formatów na rynku retailowym, tj. wszystkie dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry. Ponadto sprawdzono drogerie i apteki, sieci DiY oraz sklepy RTV-AGD.

ZASP apeluje o wcześniejsze emerytury dla zawodowych tancerzy

Związek Artystów Scen Polskich (ZASP), reprezentujący środowisko tancerzy zawodowych, apeluje o pilną zmianę przepisów emerytalnych i przywrócenie uprawnień do wcześniejszej emerytury dla artystów tańca. Obecny system emerytalny w Polsce nie uwzględnia specyfiki profesji tancerza zawodowego. Wieloletnie uprawianie tańca klasycznego prowadzi średnio u 35-letnich tancerzy do poważnych zmian zwyrodnieniowych kręgosłupa i stawów, odpowiadających dolegliwościom typowym dla przeciętnej osoby w wieku 70 lat. Gdy ciało odmawia posłuszeństwa, artysta traci narzędzie pracy z dnia na dzień, zostając bez środków do życia i bez prawa do świadczeń. Obecne regulacje całkowicie rozmijają się z realiami zawodu, który wymaga skrajnej sprawności fizycznej, nienagannej aparycji oraz gotowości do codziennego wysiłku na najwyższym poziomie.

Kariera artysty baletu rozpoczyna się bardzo wcześnie. Dzieci w wieku 9 lat są objęte profilowaną edukacją artystyczną i przechodzą codzienne, rygorystyczne treningi, a przez kolejne lata doskonalą technikę tańca. Balet to zawód, który wymaga nie tylko talentu, lecz także ogromnej dyscypliny, odporności psychofizycznej oraz stałego utrzymywania najwyższej formy.

Scena stawia przed tancerzami wyjątkowo wysokie oczekiwania dotyczące kondycji, siły, ale też gracji i odpowiedniego wyglądu scenicznego. W praktyce oznacza to, że wykonywanie zawodu na profesjonalnym poziomie po przekroczeniu 40. roku życia staje się dla zdecydowanej większości artystów niezwykle trudne, a często wręcz niemożliwe. W przeciwieństwie do kina, na scenie operowej nie ma dubli, kaskaderów, ani wizualizacji komputerowych zamiast artystów. Każdy występ angażuje artystów w pełnym wymiarze ich talentu, sił, możliwości fizycznych i aparycji.

Cena zawodu: urazy i przeciążenia

Jak wskazują specjaliści medycyny w dziedzinie traumatologii narządu ruchu, wieloletnie uprawianie tańca zawodowego prowadzi do licznych przeciążeń, zmian zwyrodnieniowych stawów i kręgosłupa, uszkodzeń więzadeł, ścięgien oraz przewlekłych stanów zapalnych. Wśród najczęstszych problemów zdrowotnych wymienia się urazy kolan, stawów skokowych, kręgosłupa czy uszkodzenia ścięgna Achillesa. To efekt zarówno pojedynczych kontuzji, jak i tysięcy powtarzalnych mikrourazów, które przez lata kumulują się w organizmie tancerzy baletowych. Dlatego postulat przywrócenia wieku emerytalnego dla tej grupy artystów w przypadku kobiet (40 lat, zamiast obecnych 60 lat) i mężczyzn (45 lat zamiast 65 lat) jest uzasadniony.

– Podziwiamy mistrzowską choreografię i lekkość tancerzy w „Jeziorze Łabędzim” – ikonie klasycznego baletu. Nie dostrzegamy jednak codziennych kulisów, za którymi kryją się np. operacje więzadeł i chroniczny ból, który towarzyszy tancerzom baletowym. Państwo polskie, promując kulturę wysoką, nie może dłużej udawać, że ci ludzie będą zdolni do pracy fizycznej do 60. i 65. roku życia. Nie można wymagać od zawodowego tancerza np. Polskiego Baletu Narodowego, aby wykonywał ten zawód do powszechnego wieku emerytalnego. Balet to profesja o ekstremalnych przeciążeniach, wymagająca sprawności, doskonałej kondycji, pełnej wydolności organizmu i aparycji scenicznej na najwyższych poziomach. Po czterdziestym roku życia wielu artystów zmaga się już z poważnymi skutkami wieloletnich przeciążeń, urazów i zmian zwyrodnieniowych. Dlatego apelujemy o przywrócenie rozwiązań, które uwzględnią realia tego zawodupodkreśla Monika Myśliwiec, Przewodnicząca Zarządu Sekcji Tańca i Baletu ZASP.

Apel środowiska tancerzy. Czas na decyzję

Prawo do wcześniejszej emerytury to nie przywilej. To konieczność. Nie można wymagać od tancerki baletu pracy do 60. roku życia w zawodzie, który fizycznie wyniszcza organizm przed czterdziestką. Potrzebujemy rozwiązań systemowych, które uznają balet i taniec zawodowy za zawód wysokiego ryzyka fizycznego i przywrócą artystom prawo do wcześniejszych emerytur.

Sztuka wymaga poświęceń, ale nie może oznaczać braku środków do życia po zakończeniu krótkiej i intensywnej kariery. Brak odpowiednich rozwiązań emerytalnych zniechęca młodych adeptów tańca i baletu do wyboru tej ścieżki zawodowej, osłabia narodowe zespoły baletowe oraz sprzyja wyjazdom najbardziej utalentowanych artystów poza granice kraju.

Postulowane przez ZASP zmiany dotyczyłyby bardzo wąskiej grupy zawodowej, obejmującej zaledwie kilkaset osób w skali kraju, zawodowych artystów tańca pracujących m.in. w zespołach baletowych teatrów operowych czy w zespołach, takich jak np. Państwowy Zespół Ludowy Pieśni i Tańca „Mazowsze” czy Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk”. Ich znaczenie i wkład współtworzących te instytucje artystów tańca są dla polskiej kultury, ciągłości i przyszłości sztuki tańca fundamentalne.

Prawie połowa firm ogranicza ekspansję w obawie o płynność finansową

Polska gospodarka weszła w drugi kwartał 2026 roku w warunkach wyraźnie podwyższonej niepewności. Przedsiębiorcy coraz częściej koncentrują się nie na ekspansji, lecz na utrzymaniu płynności finansowej i kontroli kosztów. Z najnowszego badania „Skaner MŚP”, przygotowanego dla BIG InfoMonitor i BIK, wynika, że aż 87 proc. firm doświadcza opóźnień w płatnościach ze strony kontrahentów.

Problem nieterminowych rozliczeń przestaje być jedynie niedogodnością administracyjną. Dla wielu firm staje się realnym zagrożeniem dla bieżącego funkcjonowania. Przeterminowane należności negatywnie wpływają na kondycję biznesu w przypadku 74 proc. badanych przedsiębiorstw. Oznacza to, że zatory płatnicze coraz mocniej ograniczają zdolność firm do regulowania własnych zobowiązań, finansowania zakupów, utrzymywania zatrudnienia oraz planowania inwestycji.

Skala problemu widoczna jest również w danych BIG InfoMonitor i BIK. Na koniec lutego 2026 roku łączna kwota zaległości kredytowych i pozakredytowych przedsiębiorstw przekroczyła 46,2 mld zł. W ciągu roku wzrosła o prawie 2,5 mld zł, czyli o 5,7 proc. Na jednego niesolidnego dłużnika przypada obecnie średnio niemal 150 tys. zł zaległych zobowiązań.

Na problemy płatnicze nakłada się presja kosztowa. Według badania 37 proc. firm wskazuje wzrost ogólnych kosztów prowadzenia działalności jako jedno z najważniejszych wyzwań 2026 roku. Szczególnie dotkliwa pozostaje nieprzewidywalność cen energii, gazu i paliw, którą jako kluczowe ryzyko wymienia 29 proc. przedsiębiorców. Dodatkową presję tworzą składki ZUS, niekorzystne zmiany podatkowe oraz rosnące koszty pracy.

Niepewność kosztową wzmacnia sytuacja geopolityczna, w tym napięcia na Bliskim Wschodzie, które wpłynęły na ceny ropy i gazu. Według danych GUS inflacja w Polsce w marcu 2026 roku wyniosła 3 proc. rok do roku oraz 1,1 proc. miesiąc do miesiąca, co oznaczało przyspieszenie względem lutego.

W efekcie firmy coraz częściej odkładają decyzje rozwojowe. Prawie połowa przedsiębiorstw ogranicza plany ekspansji lub wstrzymuje nowe projekty. Co trzeci przedsiębiorca zmniejsza nakłady na modernizację, a ponad 13 proc. całkowicie je zawiesza. Łącznie 45 proc. badanych przyznaje, że obecny klimat gospodarczy zniechęca ich do inwestycji.

Niemal 40 proc. przedsiębiorców negatywnie ocenia wpływ obecnej sytuacji gospodarczej i geopolitycznej na funkcjonowanie swojego biznesu. Firmy coraz częściej przechodzą w tryb defensywny: ograniczają ryzyko, skracają terminy płatności, weryfikują kontrahentów i rozważają wprowadzanie przedpłat. Według badania 76 proc. przedsiębiorców planuje aktywne działania mające ograniczyć ryzyko zatorów płatniczych.

Obecna sytuacja pokazuje, że dla wielu firm najważniejszym wyzwaniem najbliższych miesięcy będzie nie wzrost sprzedaży, lecz odporność finansowa. Bez poprawy dyscypliny płatniczej i stabilizacji kosztów skłonność przedsiębiorstw do inwestowania może pozostać ograniczona. To z kolei może spowolnić modernizację polskiego biznesu oraz wdrażanie nowych technologii.

The Heart uruchamia Defence Production Hub dla sektora obronnego

  • The Heart, największy polski venture builder specjalizujący się m.in. w ko-kreacji i komercjalizacji spółek technologicznych uruchomił Defence Production Hub – spółkę budującą sieć zweryfikowanych producentów z Polski i regionu CEE na potrzeby globalnego sektora obronnego.
  • Nowy podmiot identyfikuje za granicą sprawdzone technologie – udokumentowane wdrożeniami – których nie ma jeszcze na polskim rynku ani w regionie CEE. Projekt był rozwijany przez ponad rok w modelu inkubacyjnym i wchodzi obecnie w fazę pełnej działalności operacyjnej jako samodzielna spółka.
  • Defence Production Hub odpowiada na strukturalną lukę w łańcuchach dostaw europejskiego sektora defence: dynamiczny wzrost wydatków obronnych nie jest równomiernie absorbowany przez moce produkcyjne przemysłu. Spółka tworzy pomost między tym popytem a istniejącą, lecz niewystarczająco wykorzystaną bazą przemysłową regionu.
  • Spółką kieruje dr Marek Tomczuk – ekonomista i menedżer z 26-letnim doświadczeniem w sektorze bankowym i obronnym, były wiceprezes Banku Pekao SA oraz członek zarządu BGK. Drugim założycielem jest Dominik Wieliński.

The Heart ogłasza powstanie Defence Production Hub jako samodzielnej spółki. Projekt stanowi kolejny przykład działania modelu inkubacyjnego, w ramach którego The Heart ko-kreuje spółki technologiczne z founderami od etapu pomysłu aż po wejście na rynek – tym razem w odpowiedzi na strukturalną potrzebę sektora obronnego.

Defence Production Hub łączy zagranicznych dostawców technologii obronnych z polskimi i środkowoeuropejskimi partnerami przemysłowymi oraz kapitałem instytucjonalnym, aby sprawdzone innowacje z obszaru defence i dual-use mogły być skutecznie wdrażane na wschodniej flance NATO. Strukturalna luka między rosnącym popytem obronnym a ograniczonymi zdolnościami produkcyjnymi (w tym sprawną i szybką implementacją innowacyjnych rozwiązań technologicznych) Europy Zachodniej staje się jednym z kluczowych wyzwań bezpieczeństwa przemysłowego NATO. Nadchodzące instrumenty finansowania – program SAFE i inicjatywa ReArm Europe – wzmocnią popyt, nie rozwiązując problemu podaży. Defence Production Hub odpowiada na tę asymetrię, włączając sprawdzony potencjał przemysłowy Polski i regionu CEE w globalne łańcuchy dostaw sektora obronnego.

Sektor obronny stoi przed największymi wyzwaniami, z jakimi przyszło nam się mierzyć: dynamicznie rosnącym popytem, niewydolnością linii produkcyjnych, słabo rozwiniętymi możliwościami skalowania, łańcuchami dostaw zdecydowanie zbyt odległymi od frontu, barierami finansowymi dla inwestorów prywatnych oraz złożonymi ramami regulacyjnymi. Drony, systemy satelitarne i AI stają się standardem, nie niszą. Misją Defence Production Hub jest odpowiedź na te wyzwania poprzez połączenie potencjału polskich firm – szczególnie z sektora MŚP – ze światowym popytem i nowymi technologiami, w sposób systemowy i skalowalny – mówi dr Marek Tomczuk – prezes Defence Production Hub.

Za Defence Production Hub stoi zespół łączący kompetencje branżowe z doświadczeniem venture buildingowym. Spółką kieruje dr Marek Tomczuk (CEO & Co-Founder) – ekonomista i menedżer z 26-letnim doświadczeniem w sektorze bankowym i obronnym, były wiceprezes Banku Pekao SA, członek zarządu BGK, dyrektor zarządzający Raiffeisen Bank Polska, Santander Bank i Kredyt Banku oraz członek rad nadzorczych m.in. Biura Informacji Kredytowej, Raiffeisen TFI i Pekao Bank Hipoteczny – z udokumentowanym dorobkiem w budowaniu i negocjacji złożonych struktur finansowania największych kontraktów zbrojeniowych w Europie. Drugim założycielem jest Dominik Wieliński (Co-Founder). Po stronie The Heart projekt rozwijał zespół venture buildingowy w modelu Incubate – ko-kreacji spółki z founderami od identyfikacji potrzeby rynkowej, przez walidację, budowę modelu biznesowego i pozyskanie partnerów, aż do usamodzielnienia.

Cztery  segmenty, jeden ekosystem

Model działania DPH opiera się na obsłudze czterech  wzajemnie powiązanych grup uczestników rynku. Międzynarodowe firmy zbrojeniowe oraz dual use – mierzące się z rosnącymi wolumenami zamówień przy ograniczonych własnych mocach produkcyjnych – uzyskują dostęp do sieci zweryfikowanych producentów z Polski i CEE, umożliwiającej elastyczny outsourcing od produkcji podzespołów po obsługę poprodukcyjną. Startupy i scale-upy defence-tech otrzymują wsparcie w pokonaniu dwóch kluczowych barier wejścia: dostępu do certyfikowanych partnerów produkcyjnych oraz złożonych wymogów compliance, co skraca czas komercjalizacji technologii. Producenci z regionu CEE, dysponujący zdolnościami wytwórczymi lecz bez doświadczenia w sektorze obronnym, przechodzą z kolei przez kompleksowy proces adaptacji – od certyfikacji (ISO 9001:2015, AQAP 2110) po wprowadzenie do pipeline międzynarodowych zamówień – otwierając w ten sposób dostęp do globalnego rynku defence. Zagraniczne firmy technologiczne dysponujące nowoczesnymi rozwiązaniami i udokumentowanymi wdrożeniami, zainteresowane wejściem na rynek polski i do regionu CEE, otrzymują wsparcie w budowie lokalnych partnerstw biznesowych i dystrybucji swoich produktów.

Defence Production Hub to projekt, który od początku pokazuje, jak działa The Heart: identyfikujemy realną, nieobsłużoną potrzebę rynkową i budujemy wokół niej ekosystem – z właściwymi ludźmi, modelem operacyjnym i siecią partnerów. W ciągu roku inkubacji udało się dotrzeć do kluczowych interesariuszy sektora, zweryfikować założenia biznesowe i zbudować solidne fundamenty pod działalność komercyjną, w tym podpisać pierwsze międzynarodowe partnerstwa. Dziś spółka jest gotowa, by działać samodzielnie i skalować swoją ofertę na rynkach międzynarodowych – komentuje Jędrzej Iwaszkiewicz – COO & Co-Founder The Heart.

Baza producentów: rosnąca sieć partnerów przemysłowych z Polski i regionu CEE

W trakcie fazy inkubacyjnej Defence Production Hub nawiązał relacje z ponad 60 firmami z Polski i Turcji, reprezentującymi szeroki przekrój kompetencji przemysłowych – od produkcji i montażu systemów bezzałogowych, sprzętu lotniczego i lądowego, przez konstrukcje stalowe i obróbkę cieplną, aż po układy hydrauliczne, zaawansowane powłoki i wyroby kompozytowe – z których znacząca część dysponuje już certyfikatami ISO 9001:2015, TUV oraz AQAP 2110.

Sieć ma być sukcesywnie rozszerzana o kolejne podmioty z regionu CEE i Skandynawii. Wpisuje się to w szerszy kontekst polityki przemysłowej realizowanej na poziomie UE i NATO: program SAFE oraz inicjatywa ReArm Europe mają skierować setki miliardów euro na rozbudowę zdolności obronnych. Polska – przeznaczająca w 2025 roku około 5% PKB na obronność, najwięcej spośród państw członkowskich Sojuszu – stanowi naturalny punkt ciężkości tych inwestycji.

Powołanie Defence Production Hub jako niezależnej spółki jest potwierdzeniem skuteczności modelu Incubate – w którym The Heart współtworzy spółki z founderami od etapu pomysłu, przeprowadzając je przez walidację rynkową i budowę modelu biznesowego aż do samodzielnego działania. Projekt był rozwijany przez ponad rok w strukturach The Heart i po przejściu pełnej fazy inkubacyjnej wchodzi dziś na rynek jako niezależny podmiot.

Praca tymczasowa zamiast zlecenia? Firmy szykują się na reformę PIP

Nowa ustawa o Państwowej Inspekcji Pracy, która wejdzie w życie 8 lipca 2026 r., znacząco zwiększa ryzyko stosowania umów cywilnoprawnych. Firmy będą musiały zmienić strategie zatrudnienia i postawić na rozwiązania bezpieczne prawnie. Eksperci wskazują, że jedną z głównych alternatyw dla umów zlecenia staje się praca tymczasowa.

Nowelizacja ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy (ustawa o PIP 2026), opublikowana 7 kwietnia 2026 r., to jedna z najważniejszych reform rynku pracy w Polsce w ostatnich latach. Nowe przepisy wejdą w życie 8 lipca 2026 r. i znacząco rozszerzą kompetencje kontrolne PIP wobec pracodawców. Zmiany obejmują w szczególności kontrolę umów zlecenia, współpracy B2B oraz innych form zatrudnienia cywilnoprawnego. Reforma ma na celu ograniczenie nadużyć i zastępowania umów o pracę mniej stabilnymi formami współpracy. W praktyce oznacza to fundamentalną zmianę podejścia do zatrudniania pracowników.

Patrzymy na ustawę PIP, jak na nowelizację przepisów. W praktyce jednak, zmiany, które wymusza ustawa wykraczają daleko poza przepisy pracy i wiążą się z koniecznością redefinicji strategii zatrudnienia w przedsiębiorstwach. Dotyczy to firm, które w poszukiwaniu elastyczności zatrudniania, wybierały umowy zlecenie, jako najłatwiejsze i najtańsze rozwiązanie. To się zmieni.  – podkreśla Ewelina Glińska-Kołodziej, CEO agencji zatrudnienia Trenkwalder i Członek Zarządu Polskiego Forum HR.

JUŻ NIE TANIEJ, A BEZPIECZNIEJ

W warunkach rosnącej liczby regulacji, niepewności gospodarczej i presji kontrolnej, głównym kryterium, którym będą kierować się firmy powinno być bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo dla firmy, pracownika, a także przy wyborze partnera, jakim jest agencja zatrudnienia.

Do tej pory firmy pytały, gdzie jest taniej. Po zmianach w ustawie o PIP kluczowe będzie pytanie, gdzie jest bezpiecznie. Bezpieczeństwo prawne i finansowe, stabilność biznesowa stają się dziś najważniejszym kryterium wyboru modelu zatrudnienia i partnerów biznesowychmówi Ewelina Glińska-Kołodziej

W świetle zwiększonych kontroli PIP, współpraca z nierzetelnymi agencjami może stać się realnym kosztem dla firmy.

Problemem, jaki od lat trapi rynek agencji zatrudnienia jest zbyt niski próg wejścia na rynek. Dzisiaj każdy podmiot, także spoza Polski, może założyć agencję zatrudnienia praktycznie od ręki, bez udokumentowanej płynności finansowej czy certyfikatu. Jeśli kontrola wykaże nieopłacone składki, zaległości w wynagrodzeniach, to nie uderzy to w agencję założoną „na chwilę”, która za moment może zniknąć z rynku. Uderzy w wizerunek pracodawcy, który z nią współpracuje. Dlatego firmy powinny zadbać o swoje bezpieczeństwo także pod tym kątem podkreśla Ewelina Glińska-Kołodziej.

PRACA TYMCZASOWA ALTERNATYWĄ DLA UMOWY ZLECENIA

Najczęściej wskazywaną bezpieczną alternatywą dla umów zlecenia jest praca tymczasowa. Według raportu Polskiego Forum HR „Rynek usług HR 2025” z 2026 roku, odsetek umów o pracę tymczasową wśród agencji zrzeszonych w PFHR wyniósł 82 proc., a w całej Polsce – 38 proc. I w kierunku, jaki obrały agencje zrzeszone w Polskim Forum HR powinien iść cały rynek agencji zatrudnienia. Praca tymczasowa jest dobrze uregulowana prawnie i korzystna zarówno dla pracowników, jak i pracodawców. Pracownicy tymczasowi mają prawo do urlopów i warunki pracy takie, jak inni pracownicy na analogicznych stanowiskach w firmie, a ich wynagrodzenia są w pełni oskładkowane. Pracodawcom praca tymczasowa zapewnia elastyczność zatrudnienia i możliwość dostosowania do zmieniających się potrzeb biznesowych. Dodatkowo, model ten pozwala pracodawcom przenieść na agencję odpowiedzialność za rozliczenia, dokumentację oraz prawidłowość zatrudnienia. Alternatywą pozostaje zatrudnienie na etat, które jednak wiąże się z wyższymi kosztami oraz mniejszą elastycznością operacyjną.

Praca tymczasowa to dziś jedno z nielicznych rozwiązań, które łączy elastyczność z pełnym bezpieczeństwem prawnym. Dodatkowo odciąża pracodawcę operacyjnie, co w warunkach rosnącej złożoności regulacyjnej ma ogromne znaczenie. Dla wielu firm będzie to naturalny kierunek po zmianach w ustawie o PIPmówi Ewelina Glińska-Kołodziej.

Ekspertka z agencji zatrudnienia Trenkwalder wskazuje także na co firmy powinny zwrócić szczególną uwagę weryfikując swoje modele zatrudnienia pod kątem zmian w ustawie PIP.

RYZYKO ORZECZENIA WSTECZNEGO

Jedną z kluczowych zmian, jest możliwość ustalenia stosunku pracy przez inspektora pracy w drodze decyzji administracyjnej. Oznacza to, że PIP może zakwestionować umowę zlecenia lub B2B i uznać ją za umowę o pracę. Nowa procedura kontrolna przewiduje najpierw polecenie usunięcia naruszeń, a następnie – w przypadku jego niewykonania – wydanie decyzji administracyjnej. Przewidziano też rozwiązanie przejściowe pozwalające pracodawcom na dobrowolne uregulowanie umów w ciągu 12 miesięcy od wejścia w życie przepisów. To czas, który może uchronić firmy nawet przed bankructwem. Dlaczego? Choć decyzja inspektora działa co do zasady na przyszłość, ryzyko skutków wstecznych pojawia się w przypadku wyroku sądu pracy. W takiej sytuacji pracodawca może zostać zobowiązany do ponownego naliczenia składek ZUS, przeliczenia wynagrodzeń, wypłaty urlopów i ekwiwalentów.

Dla firm zatrudniających setki osób na umowach zlecenia może to oznaczać bardzo poważne konsekwencje finansowe. 12-miesięczny okres przejściowy daje pracodawcom czas na dostosowanie swoich modeli zatrudnienia bez ponoszenia konsekwencji za wcześniejsze nieprawidłowości. To kluczowy moment na audyt, wdrożenie zmian i uporządkowanie dokumentacji. Dlatego firmy nie powinny czekać na wejście w życie nowych przepisów, a już teraz zająć się tym tematem.podkreśla Ewelina Glińska-Kołodziej.

PRACOWNIK POD OCHRONĄ

Za szybkim przeprowadzeniem audytu modeli zatrudnienia przemawia fakt, że nowe przepisy wprowadzają także ochronę pracowników objętych kontrolą PIP. Wydanie decyzji o ustaleniu stosunku pracy nie może być podstawą wypowiedzenia, nie może prowadzić do niekorzystnego traktowania pracownika. W praktyce oznacza to ograniczoną możliwość reagowania przez pracodawcę w trakcie postępowania.

CZĘSTSZE I SZYBSZ KONTROLE

Nowelizacja wprowadza również kontrole zdalne PIP. Inspektorzy będą mogli analizować dokumentację elektronicznie, bez konieczności wizyty w firmie. Dla pracodawców oznacza to konieczność stałego utrzymywania zgodności dokumentacyjno-prawnej, mniej czasu na przygotowanie się do kontroli i większe prawdopodobieństwo częstszych kontroli. Digitalizacja dokumentacji pracowniczej (e-teczki) stanie się standardem, a nie przewagą.

 INTEGRACJA PIP-ZUS-KAS – SZYBSZA IDENTYFIKACJA NARUSZEŃ

Jednym z istotnych elementów reformy jest integracja danych pomiędzy PIP, ZUS i Krajową Administracją Skarbową. Kontrola rynku pracy będzie coraz bardziej oparta na analizie danych. Organy państwowe będą identyfikować firmy o podwyższonym ryzyku naruszeń na podstawie danych podatkowych, składek ZUS, faktur (KSeF), modeli współpracy z pracownikami. Kontroli nie unikną też umowy B2B, zwłaszcza jeśli pracownik zatrudniony przez wiele lat w firmie na umowę o pracę przejdzie na umowę B2B i będzie świadczył dokładnie te same usługi cały czas tylko dla tego jednego pracodawcy.

Modele B2B, w których pracownik działa pod nadzorem, w określonym czasie i miejscu, będą coraz częściej kwestionowane. Dzięki integracji danych takie przypadki są dziś znacznie łatwiejsze do wykryciazaznacza Ewelina Glińska-Kołodziej, CEO agencji zatrudnienia Trenkwalder i Członek Zarządu Polskiego Forum HR.

WYŻSZE KARY I REALNE KOSZTY DLA FIRM

Ustawa o PIP przewiduje również podwyższenie kar finansowych – nawet do 90 tys. zł. Jednak dla wielu firm większym problemem niż same kary mogą okazać się koszty związane z decyzją o zmianie podstawy zatrudnienia i konieczność zawarcia umów o pracę. Przy modelu opartym o umowy zlecenia przedsiębiorstwa nie tworzyły rezerw w swoich budżetach na urlopy, koszty wypowiedzeń czy świadczeń pracowniczych. Zmiana modelu zatrudnienia pociągnie za sobą realne zmiany w budżetach firmy.

Wojna w Iranie oddala cięcia stóp w USA. Fed bez zmian w kwietniu, możliwe cięcie dopiero we wrześniu

Biorąc pod uwagę niepewność dotyczącą wojny w Iranie, nie jest to najlepszy moment, by Fed się do czegoś zobowiązywał. Jesteśmy przekonani, że podczas swojego kwietniowego posiedzenia nie zmieni wysokości stóp procentowych.

Kluczowe punkty:

  • Fed powinien utrzymać stopy mimo ryzyka płynącego z wojny w Iranie.
  • Inflacja w USA wzrosła w marcu, miara bazowa pozostaje jednak na razie pod kontrolą.
  • W tym miesiącu nie będzie projekcji ekonomicznych ani stóp procentowych.
  • Powell powinien przyjąć umiarkowanie jastrzębi ton w związku z obawami dot. inflacji.
  • Przyszły prezes Warsh sugeruje odejście od forward guidance.
  • Fed może rozpocząć cięcia we wrześniu.

Szok związany z cenami energii odcisnął się już w amerykańskiej inflacji. Ceny konsumenckie wzrosły w marcu o 0,9% w ujęciu miesięcznym – najsilniej od niemal czterech lat – zaś w skali roku o 3,3%, co jest najwyższym poziomem od maja 2024 r. Choć ponowne „pełne otwarcie” cieśniny Ormuz powinno teoretycznie osłabić presję wzrostową na inflację, utrzymanie się przez jakiś czas podwyższonych cen energii wydaje się prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że cieśnina jest praktycznie nieprzekraczalna, a ruch przez nią nie zostanie całkowicie wznowiony z dnia na dzień.

Wykres 1: Inflacja w USA (2024 – 2026)

Biorąc pod uwagę ryzyko dla inflacji wyrastające z wojny, spodziewamy się, że podczas swojej konferencji prasowej prezes Jerome Powell przyjmie umiarkowanie jastrzębi ton. Podobnie jak zrobił w marcu, prawdopodobnie opisze szok energetyczny jako czynnik komplikujący sytuację, a nie wymuszający podjęcie działań. Położy również naszym zdaniem duży nacisk na „niepewność”, zamiast próbować wprost ocenić skalę skoku inflacyjnego. Uważamy, że pomoże to Powellowi przekazać rynkom gotowość do działania, jeśli podwyższona inflacja się utrzyma, a jednocześnie zasygnalizować, że bazowym scenariuszem pozostaje utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie, podczas gdy Rezerwa Federalna będzie oceniać wpływ wojny na gospodarkę.

Konflikt w Iranie zagraża jednak obu stronom podwójnego mandatu Fedu, ponieważ stanowi ryzyko również dla zatrudnienia. Powell zapewne zaznaczy podczas konferencji prasowej, że przyrost miejsc pracy jest niski, lecz wystarczający, by dotrzymać kroku wzrostowi siły roboczej. W tym miesiącu nie będzie rewizji projekcji ekonomicznych ani stóp procentowych, sądzimy jednak, że Fed może złagodzić swój język w kontekście perspektyw wzrostu gospodarczego i rynku pracy. Fed może też dostosować swoją retorykę, by zasygnalizować, że – ze względu na obawy inflacyjne – kolejnym ruchem na stopach procentowych niekoniecznie będzie cięcie. Byłby to wyraźny jastrzębi sygnał dla dolara.

Nowy szeryf w mieście: nadchodzi Warsh

Pora zająć się tematem tabu. Głównym tłem dla posiedzenia w tym miesiącu jest przesłuchanie nominacyjne Kevina Warsha (kandydata prezydenta Donalda Trumpa na prezesa FOMC), które odbyło się 21 kwietnia – przedstawił on wtedy swoją wizję radykalnych zmian w Fedzie. Postrzegamy jego wypowiedzi jako mające niejednoznaczne konsekwencje dla dolara. Dobrą wiadomością dla rynków jest to, że Warsh wydaje się zdecydowany utrzymać niezależność banku centralnego i nic nie wskazuje na to, by poglądy Trumpa miały mieć na niego jakikolwiek wpływ. Oczywiście trudno w pełni zaufać Warshowi, szczególnie że sam Trump przyznał, że byłby „rozczarowany”, gdyby Fed pod kierownictwem nowego prezesa nie obniżył stóp procentowych. Choć wypowiedzi nominata Trumpa były jak dotąd stosunkowo zachęcające, to przekonamy się, co powiedzą jego czyny.

Komentarze Warsha sugerujące odejście od zakupów aktywów są postrzegane jako pozytywne dla dolara, niemniej jego plany porzucenia forward guidance i przejścia na inne ramy zarządzania inflacją skutkują niepewnością i trudnymi do przewidzenia konsekwencjami. Na razie prezesem jest Powell i może minąć trochę czasu, nim uzyskamy lepsze wyobrażenie tego, jak właściwie będzie wyglądać Fed pod przewodnictwem Warsha, jako że jego nominację musi jeszcze zatwierdzić Senat. Przypuszcza się, że Warsh będzie bardziej gołębi niż Powell; sądzimy jednak, że jego mianowanie nie zmieni istotnie ścieżki stóp procentowych w USA. To dlatego, że będzie on tylko jednym z wielu głosujących członków FOMC.

Kolejnym ruchem będzie raczej cięcie

Naszym zdaniem podczas kilku kolejnych posiedzeń Fed utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie, zatrzymując się, by ocenić skalę wpływu wojny w Iranie na gospodarkę. Spodziewamy się, że Powell wspomni w środę o ryzyku inflacyjnym wynikającym z wojny, nie podkreślając go jednak na tyle, by rynki zaczęły wyceniać podwyżki stóp procentowych w dalszej części roku. Sądzimy, że skok cen energii tylko odsunie w czasie ich obniżki, a nie wywoła zwrot w polityce monetarnej, ponieważ status USA jako eksportera netto surowców energetycznych powinien sprawić, że przełożenie wyższych cen ropy na inflację będzie ograniczone. Nasz bazowy scenariusz zakłada cięcie stóp procentowych we wrześniu, kiedy przyszły prezes Warsh obejmie stanowisko. Jego nastawienie na rozluźnianie polityki monetarnej może wywołać presję na dolara, szczególnie jeśli stopy w innych gospodarkach, zwłaszcza strefie euro, zostaną w następstwie wojny podwyższone.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (29.04) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji wybrała nowe kierownictwo

27 kwietnia 2026 r. na posiedzeniu Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji wybrano nowe kierownictwo Rady oraz wiceprezesów zarządu na kadencję 2026–2029, wyznaczając kierunki dalszych działań organizacji oraz jej reprezentacji wobec administracji i rynku.

Funkcję przewodniczącego Rady objął po raz kolejny Andrzej Abramczuk (Netia S.A.), a wiceprzewodniczących Artur Wiza (Asseco Poland S.A.) oraz Marcin Grabarczyk (NASK-PIB).

Nowe kierownictwo rozpoczyna kadencję z mandatem do dalszego wzmacniania pozycji Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji jako partnera dla administracji publicznej i sektora prywatnego.

– Będziemy kontynuowali dotychczasowy kierunek działań w sposób świadomy i konsekwentny. Opieramy się na dorobku oraz doświadczeniu poprzednich lat, gdzie systematycznie budowaliśmy pozycję PIIT jako partnera dialogu dla administracji publicznej oraz reprezentanta interesów branży ICT. Chcę tę rolę dalej wzmacniać – zarówno w obszarze legislacyjnym, jak i w wspieraniu rozwoju rynku cyfrowego. Kluczowe pozostaje dla mnie umacnianie stabilnego i przewidywalnego otoczenia regulacyjnego, rozwój współpracy między dużymi firmami a sektorem MŚP oraz wzmacnianie kompetencji cyfrowych. Kontynuacja oznacza odpowiedzialność za utrzymanie tego kursu, ale także jego rozwijanie w odpowiedzi na zmieniające się dynamicznie realia i potrzeby rynku. Jako PIIT chcemy aktywnie uczestniczyć w tym procesie – nie tylko jako reprezentant branży, lecz także jako partner w kształtowaniu długofalowej strategii rozwoju cyfrowego Polski. Wierzę, że jesteśmy w stanie wykorzystać zachodzącą transformację jako realną szansę na wzmocnienie konkurencyjności naszej gospodarki. Niezmiennie dla Izby ważnym jest wspieranie polskiego biznesu, zarówno dużego jak i mniejszego który reprezentujemy, budowanie zrozumienia potrzeb dla jego rozwoju i zajęciu należnej priorytetowej pozycji przy wyborze preferowanych dostawców usług i rozwiązań dla biznesu i administracji – zaznacza Andrzej Abramczuk, Przewodniczący Rady PIIT.

Nowy skład Zarządu PIIT na kadencję 2026–2029

Rada wybrała również nowych członków Zarządu Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. W jego skład weszli przedstawiciele firm członkowskich:

  • Marta Brzoza, Orange Polska S.A.
  • Xawery Konarski, Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy Sp. j.
  • Olaf Krynicki, Samsung Electronics Polska Sp. z o.o.
  • Wiesław Paluszyński, e-Konsulting
  • Krzysztof Sosnowski, Ericsson Sp. z o.o.
  • Mirosław Śmiałek, Polkomtel Sp. z.o.o.
  • Teresa Wierzbowska, Cyfrowy Polsat S.A.

Nowy Zarząd będzie odpowiadał za bieżącą działalność Izby oraz realizację jej celów strategicznych,

w tym działania na rzecz rozwoju rynku cyfrowego oraz otoczenia regulacyjnego sprzyjającego innowacjom i rozwojowi rodzimej branży ICT. Funkcję Prezesa Zarządu PIIT pełni Andrzej Dulka, wybrany 26 marca 2026 r. podczas XXXVII Zwyczajnego Zgromadzenia Członków PIIT. Jego kolejny mandat stanowi kontynuację dotychczasowych działań organizacji oraz zapewnia stabilność zarządzania w nowej kadencji.

– Nowy skład Rady i Zarządu łączy doświadczenie z bardzo szerokimi kompetencjami poszczególnych członków, co jest niezmiernie istotne w kontekście rosnących wyzwań technologicznych i regulacyjnych, m.in. w obszarach sztucznej inteligencji, danych i cyberbezpieczeństwa. Priorytetem będzie tworzenie stabilnego otoczenia dla innowacji, rozwój kompetencji cyfrowych oraz wzmacniania bezpieczeństwa i infrastruktury, przy jednoczesnym umacnianiu roli Izby jako partnera w procesach decyzyjnych. Zależy nam, aby aktywnie we wszystkich tych obszarach uczestniczyć i wspierać rozwój innowacji, które będą realnie wpływać na konkurencyjność polskiej gospodarki – podkreśla Andrzej Dulka, Prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.

Rada Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji liczy 25 członków. W strukturach organizacji działają również Komisja Rewizyjna, w której zasiadają cztery osoby, oraz czteroosobowy Sąd Koleżeński.

Niejasne limity poręczeń dla firm turystycznych. Rzecznik MŚP apeluje o zmiany

Rzecznik MŚP Agnieszka Majewska przekazała uwagi do projektu rozporządzenia Ministra Sportu i Turystyki, dotyczącego poręczenia udzielanego przedsiębiorcom z Turystycznego Funduszu Pomocowego. Poręczenie takie nie ma dla przedsiębiorców charakteru obligatoryjnego, jednak istotnie wpływa na możliwość spełnienia ustawowego obowiązku posiadania zabezpieczenia finansowego na wypadek niewypłacalności. Zdaniem Minister Agnieszki Majewskiej projekt, który może bezpośrednio oddziaływać na sytuację podmiotów sektora MŚP, wymaga doprecyzowania.

Dotyczy to w szczególności paragrafu 2, który określa cztery odrębne ograniczenia maksymalnej wartości poręczenia. Ujęte są one w formie wyliczenia punktowego, a z treści przepisu nie wynika jednoznacznie, czy wskazane limity mają charakter kumulatywny, czy też są stosowane alternatywnie ani wreszcie jakie są ich wzajemne relacje. Dlatego Agnieszka Majewska postuluje nadanie przepisowi charakteru jednoznacznie rozstrzygającego te wątpliwości.

Kolejna z uwag Rzecznika MŚP dotyczy wprowadzenia rozwiązań bardziej dogodnych dla przedsiębiorców. Chodzi np. o mechanizm indywidualnej oceny ryzyka z maksymalnym progiem obniżenia poręczenia, zamiast automatycznego obniżenia tego poręczenia o 10%. Ma być ono stosowane, w przypadku koncentracji prowadzonej działalności przedsiębiorcy na terytorium jednego państwa. W praktyce dotyczyć to może zatem także firm skupiających się na oferowaniu wypoczynku na terytorium Polski, a w tej grupie przeważającą większość stanowią podmioty sektora MŚP i to dla nich proponowane przez Ministerstwo rozwiązanie jest niekorzystne. Projektowane regulacje budzą też wątpliwości z punktu widzenia zasady równego traktowania i proporcjonalności, zawartej w Konstytucji Biznesu.

Minister Majewska zwraca na koniec uwagę, że projekt posługuje się pojęciem „łącznej wartości imprez turystycznych”, które nie zostało w przepisach zdefiniowane ani jasno określone. Brak zatem wskazówek, co pojęcie to oznacza, a także wytycznych, jak należy liczyć „łączną wartość”.

Przekaz wystąpienia Rzecznika jest jasny – doprecyzowanie projektowanych regulacji ułatwi ich późniejsze stosowanie w praktyce.

Medinice przedłuża list intencyjny dla CoolCryo. Trwają dwa procesy due diligence

Medinice S.A., notowana na GPW spółka medtech należąca do indeksu sWIG, przedłużyła ważność listu intencyjnego (LoI – Letter of Intent) dotyczącego projektu CoolCryo, zawartego na początku tego roku z renomowanym międzynarodowym partnerem branżowym. Decyzja o wydłużeniu jego obowiązywania do dn. 30 czerwca 2026 r. wynika z toku postępu prowadzonych rozmów.

Tym samym Medinice S.A. prowadzi dla CoolCryo proces due diligence z dwoma niezależnymi podmiotami. Spółka ocenia, że wchodzi w te etapy z istotnie wzmocnioną pozycją negocjacyjną, przy rosnącym zainteresowaniu projektem na rynku międzynarodowym.

Przedłużenie listu intencyjnego jest naturalnym etapem tego typu procesów i potwierdza, że rozmowy z partnerem strategicznym prowadzone są w sposób merytoryczny oraz zgodny z harmonogramem prac po obu stronach. CoolCryo zatem znajduje się w fazie dwóch niezależnych procesów due diligence prowadzonych przez międzynarodowych graczy branżowych, co wyraźnie wzmacnia jego pozycję negocjacyjną i potwierdza zainteresowanie rynkowe technologią – komentuje Sanjeev Choudhary, Prezes Zarządu Medinice S.A.

Celem Zarządu Spółki jest wypracowanie struktury transakcji, która w pełni odzwierciedli wartość technologii CoolCryo oraz jej potencjał międzynarodowy. Obecna sytuacja rynkowa oraz poziom zaawansowania rozmów sprzyjają dalszym negocjacjom, jednak tego typu procesy z natury mają charakter długofalowy i wieloetapowy, co wynika zarówno ze skali projektów medycznych, jak i złożonych procedur decyzyjnych po stronie globalnych partnerów. W praktyce oznacza to wielomiesięczne analizy technologiczne, regulacyjne i biznesowe prowadzone przez międzynarodowe zespoły eksperckie. – Naszym celem pozostaje wypracowanie rozwiązania, które optymalizuje zwrot z inwestycji korzystając z dużego zainteresowania i wartości rynkowej projektu, poprzez międzynarodową komercjalizację i długoterminowy rozwój. – dodaje Sanjeev Choudhary.

Decyzja o przedłużeniu LoI odzwierciedla zarówno postęp w rozmowach z partnerem wiodącym, jak i konieczność zapewnienia odpowiedniego czasu na przeprowadzenie analiz oraz uzgodnień regulacyjnych, prawnych i biznesowych niezbędnych do strukturyzacji potencjalnej transakcji. Dodatkowo, kilka dni temu spółka poinformowała o równoległym uruchomieniu niezależnego procesu due diligence prowadzonego przez duży międzynarodowy podmiot branżowy, tym samym w naturalny sposób kreując konkurencję między potencjalnymi kupcami.

CoolCryo to autorski system krioablacji przeznaczony do małoinwazyjnego leczenia arytmii serca. Jego celem jest skrócenie czasu zabiegu, zwiększenie bezpieczeństwa procedur oraz poprawa ich skuteczności klinicznej. Projekt wpisuje się w globalny trend rozwoju nowoczesnych terapii kardiologicznych i posiada szeroką ochronę patentową na kluczowych rynkach, w tym w USA i Europie.

W lutym 2026 r. system CoolCryo uzyskał zgodę FDA (Food and Drug Administration), tzw. „clearance”, stając się pierwszym w Polsce wyrobem klasy III z obszaru kardiochirurgii dopuszczonym do obrotu na rynku amerykańskim. Dodatkowo Spółka umocniła swoją sytuację finansową dzięki pozyskaniu 58 mln zł od Nationale-Nederlanden, co zapewnia stabilne finansowanie dalszego rozwoju oraz wspiera procesy komercjalizacyjne.

Spółka konsekwentnie realizuje strategię budowy wartości poprzez rozwój innowacyjnych technologii medycznych i ich globalną monetyzację, a kolejne miesiące będą kluczowe dla dalszego postępu rozmów oraz potencjalnej finalizacji transakcji dotyczącej CoolCryo.

Złoto vs. Srebro w 2026 roku: Strategiczna stabilność kontra przemysłowa zmienność

0
  • Za krótkoterminową słabość metali szlachetnych odpowiada przede wszystkim inflacja napędzana przez ceny ropy, a nie czynniki geopolityczne. Wzrost cen energii wzmacnia dolara i utrwala scenariusz dłuższego utrzymywania wysokich stóp procentowych.
  • Korekta złota ma charakter cykliczny, a nie strukturalny – długoterminowe fundamenty pozostają nienaruszone.
  • Korekta srebra ograniczyła nadmierne pozycjonowanie spekulacyjne, jednak jego perspektywy pozostają bardziej wrażliwe ze względu na zależność od popytu przemysłowego i przepływów inwestycyjnych.
  • Złoto pozostaje silniejszym wyborem strategicznym, podczas gdy srebro – jako metal o wyższej zmienności – oferuje większy potencjał wzrostu, ale również wyższe ryzyko spadków.

Jak wyjaśnia Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Banku, rynek metali szlachetnych w ostatnich miesiącach przechodzi wyraźne przegrupowanie. Po dynamicznym rajdzie, który wyniósł złoto – a zwłaszcza srebro – na nowe historyczne maksima, oba metale weszły w fazę korekty. Nie wynika ona z istotnego pogorszenia fundamentów długoterminowych, lecz z gwałtownej zmiany otoczenia makroekonomicznego po wybuchu wojny z Iranem. Wzrost cen energii, umocnienie dolara, wyższe oczekiwania inflacyjne oraz powrót scenariusza dłuższego utrzymywania wysokich stóp procentowych w USA stworzyły trudniejsze warunki dla aktywów niegenerujących dochodu.

Cena złota spadła do najniższego poziomu od trzech tygodni, a presja sprzedażowa nasiliła się po przełamaniu wsparcia w okolicach 4 650 USD. Kluczowe jest jednak to, że obecnie to rosnące ceny ropy – a nie napięcia geopolityczne – odgrywają dominującą rolę. Przy notowaniach ropy Brent powyżej 111 USD rynek koncentruje się na inflacyjnych konsekwencjach drożejącej energii. W warunkach utrzymującego się wzrostu gospodarczego w USA, wspieranego m.in. przez inwestycje związane ze sztuczną inteligencją, Rezerwa Federalna nie ma pilnej potrzeby obniżania stóp procentowych. Dodatkowym źródłem niepewności są publikacje wyników części spółek z grupy „Magnificent Seven” oraz posiedzenie FOMC, które odbywają się tego samego dnia.

W krótkim terminie uwaga rynku pozostaje skupiona na sektorze energii. Notowania ropy Brent utrzymują się powyżej 111 USD, a brak postępów w odblokowaniu Cieśniny Ormuz – gdzie blokady ze strony USA i Iranu niemal całkowicie wstrzymały transport – podtrzymuje napięcia podażowe. Ostrzeżenia dotyczące skali globalnych niedoborów surowców energetycznych nasilają się, a napięta sytuacja na rynku paliw rafinowanych już wypycha ceny oleju napędowego i paliwa lotniczego w kierunku 200 USD za baryłkę. Kluczowym krótkoterminowym czynnikiem wzrostowym dla metali pozostaje ewentualne odblokowanie cieśniny i spadek cen ropy.

Złoto: korekta nie zmienia długoterminowego trendu

Na początku roku jako Saxo nie wykluczaliśmy, że cena złota może osiągnąć 6 000 USD do końca roku. Od tego czasu korekta o około 1 500 USD od szczytu na poziomie 5 595 USD zmieniła jednak zarówno ścieżkę, jak i tempo tego scenariusza. W krótkim terminie wzrost cen ropy i wynikający z niego szok inflacyjny wzmacniają dolara oraz przesuwają w czasie oczekiwania na luzowanie polityki monetarnej, co ogranicza atrakcyjność złota.

Nie oznacza to jednak zmiany trendu. Konflikt geopolityczny stanowi przeszkodę w krótkim terminie, ale nie podważa fundamentów rynku. Czynniki, które napędzały wzrosty w ostatnich dwóch latach, pozostają aktualne, a w niektórych przypadkach nawet się wzmocniły.

Ryzyko stagflacji utrzymuje się, m.in. w związku z kryzysem energetycznym i jego wpływem na ceny oraz aktywność gospodarczą. Zadłużenie fiskalne nadal rośnie, a choć dominująca rola dolara jako waluty rezerwowej nie jest bezpośrednio zagrożona, widoczny jest trend dywersyfikacji rezerw przez część banków centralnych i instytucji państwowych. W tym procesie złoto pozostaje naturalną alternatywą.

W przeciwieństwie do większości surowców złoto pełni przede wszystkim funkcję pieniężną. Wzrost cen nie prowadzi do istotnego spadku popytu, jak ma to miejsce w przypadku surowców przemysłowych. Popyt jubilerski może słabnąć, a banki centralne mogą spowolnić zakupy wraz ze wzrostem wartości posiadanych rezerw, jednak strukturalnie złoto pozostaje mniej wrażliwe na wysokie ceny niż inne metale.

Z technicznego punktu widzenia kluczowym poziomem wsparcia pozostaje 200-dniowa średnia krocząca w okolicach 4 250 USD. Dopóki ten poziom się utrzymuje, długoterminowy trend wzrostowy pozostaje nienaruszony.

Srebro: solidne fundamenty, ale większa wrażliwość

Sytuacja srebra jest bardziej złożona. Po dynamicznym rajdzie do styczniowych szczytów rynek znalazł się w stanie wyraźnego wykupienia. Ograniczona podaż fizyczna, silny popyt ze strony sektora fotowoltaiki oraz napływ kapitału spekulacyjnego – wzmocniony aktywnością inwestorów detalicznych – wyniosły ceny do poziomów wymagających bardzo sprzyjających warunków do ich utrzymania.

Korekta rozpoczęła się jeszcze przed eskalacją konfliktu, jednak wojna z Iranem przyspieszyła jej przebieg. Wyższe ceny ropy wzmocniły dolara, podniosły oczekiwania inflacyjne i oddaliły perspektywę obniżek stóp procentowych, co stworzyło mniej sprzyjające warunki dla metali szlachetnych. Srebro – jako bardziej zmienne i częściowo zależne od koniunktury gospodarczej – zareagowało silniejszym spadkiem.

Z perspektywy rynku była to jednak zdrowa korekta. Ograniczyła nadmierne pozycjonowanie spekulacyjne i zmniejszyła podatność na gwałtowne ruchy cenowe. Fundamenty pozostają wspierające. Według raportu World Silver Survey 2026 przygotowanego przez Metals Focus, rynek odnotuje szósty z rzędu rok deficytu podaży, a popyt nadal przewyższa dostępne zasoby, co prowadzi do dalszego spadku zapasów nadziemnych. Malejące zapasy zwiększają podatność rynku na okresy niskiej płynności, większą zmienność cen i wyższe premie.

Dodatkowo silny popyt z Chin – zarówno ze strony sektora fotowoltaiki, jak i inwestorów indywidualnych – nadal wspiera rynek, a obecny kryzys energetyczny może w dłuższym okresie sprzyjać inwestycjom w odnawialne źródła energii, zwiększając zapotrzebowanie na srebro.

Jednocześnie perspektywy srebra pozostają bardziej złożone niż w przypadku złota. Popyt przemysłowy jest wrażliwy na cykl koniunkturalny, a utrzymująca się wysoka inflacja i wolniejszy wzrost gospodarczy mogą ograniczać zużycie w sektorach takich jak elektronika czy produkcja przemysłowa. Również popyt inwestycyjny – kluczowy dla utrzymania deficytu – bywa zmienny i może szybko się odwrócić wraz ze zmianą sentymentu rynkowego.

To właśnie dlatego srebro pozostaje metalem o wyższej zmienności: oferuje większy potencjał wzrostu, ale wiąże się też z wyższym ryzykiem.

Złoto czy srebro? Różnice, które teraz mają znaczenie

Wraz z wygasaniem napięć geopolitycznych i stabilizacją łańcuchów dostaw energii złoto powinno ponownie korzystać z popytu o charakterze monetarnym, dywersyfikacji rezerw, obaw fiskalnych oraz utrzymującej się niepewności geopolitycznej. Jest mniej wrażliwe na cykliczne spadki popytu i mniej podatne na gwałtowne zmiany nastrojów inwestorów.

Srebro pozostaje atrakcyjne fundamentalnie, jednak jego perspektywy w większym stopniu zależą od kondycji popytu przemysłowego oraz aktywności inwestorów. Rynek może ponownie się zacieśnić, a w sprzyjającym scenariuszu makroekonomicznym srebro może ponownie przewyższać złoto pod względem stóp zwrotu. Droga ta będzie jednak prawdopodobnie bardziej zmienna.

Obecny stosunek ceny złota do srebra na poziomie około 62 sugeruje, że srebro jest relatywnie drogie względem długoterminowej średniej w okolicach 70. Oznacza to, że aby wyraźnie przewyższać złoto, potrzebny będzie nowy impuls – czy to w postaci dalszego ograniczenia podaży, silniejszego popytu przemysłowego, czy powrotu zainteresowania spekulacyjnego.

Hossa na rynku metali szlachetnych wydaje się więc raczej wstrzymana niż zakończona. Złoto pozostaje opóźnione, ale nie zatrzymane, a jego fundamenty pozostają silne. Srebro nadal oferuje znaczący potencjał wzrostu, jednak po wcześniejszych nadmiarach pozostaje bardziej wrażliwe na czynniki makroekonomiczne i zmienność nastrojów inwestorów.

W praktyce oznacza to, że złoto pozostaje kluczowym elementem alokacji strategicznej, natomiast srebro pełni raczej rolę taktyczną – z wyższym ryzykiem i potencjalnie wyższą stopą zwrotu.

Historyczny kwartał XTB: 535 mln zł zysku netto i rekordowe przychody

  • Pierwszy kwartał 2026 roku był najlepszym w historii XTB pod względem osiągniętych wyników finansowych. W tym czasie spółka wygenerowała 535 mln zł szacunkowego zysku netto (+176% r/r), przy przychodach operacyjnych na poziomie 1,09 mld zł (+88,5% r/r).
  • W I kwartale 2026 roku pozyskano również rekordową liczbę 370 tys. nowych klientów. Jest to wzrost o ponad 90% względem I kwartału 2025 roku.
  • W I kwartale 2026 roku odnotowano również rekordową liczbę aktywnych klientów na poziomie 1,27 mln (+72% r/r).
  • Wartość nominalna aktywów zgromadzonych przez klientów XTB na koniec I kwartału 2026 wyniosła 49,6 mld zł. Największy udział w nich mają akcje (ponad 17,6 mld zł) oraz ETFy (ponad 15,2 mld zł). 

XTB odnotowało zdecydowanie najlepszy kwartał w historii swojej działalności. Konsekwentnie prowadzone działania marketingowe, połączone z bardzo dużą zmiennością na rynkach finansowych, przełożyły się na rekordowy zysk netto oraz najwyższe w historii przychody operacyjne. Co więcej, w I kwartale 2026 roku spółka pozyskała ponad 370 tys. nowych klientów.

Pierwszy kwartał 2026 roku pokazał, że strategia oparta na konsekwentnym budowaniu bazy klientów oraz kreowaniu marki XTB jako aplikacji finansowej pierwszego wyboru jest niezwykle skuteczna w warunkach podwyższonej zmienności rynkowej. Taka sytuacja miała miejsce w omawianym okresie, w którym początkowo odnotowano znaczącą zmienność na rynku metali szlachetnych, a w jego drugiej części doszło do eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, co również istotnie wpłynęło na sytuację na rynkach finansowych.

W takim otoczeniu XTB wygenerowało 535 mln zł szacunkowego zysku netto, co jest najlepszym wynikiem w historii działalności spółki. Oznacza to wzrost o niemal 176% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. W minionym kwartale odnotowano również rekordowe przychody operacyjne, które przekroczyły 1,09 mld zł, co oznacza wzrost o 88,5% r/r.

Najbardziej przychodową klasą aktywów w I kwartale 2026 roku były kontrakty CFD na towary, które odpowiadały za 88,5% przychodów z tytułu operacji na instrumentach finansowych brutto. Na drugim miejscu, z udziałem 5,1%, znalazły się kontrakty CFD na waluty, w tym także kryptowaluty.

Miniony kwartał potwierdził słuszność naszej strategii rozwoju. Niedawno, bo w październiku 2025 roku, wskazywaliśmy, że nasza baza klientów ma potencjał, aby przy korzystnych warunkach rynkowych wygenerować ponad 500 mln zł zysku netto. Tak też się stało, przy pierwszej nadarzającej się ku temu okazji. Dlatego, mimo rekordowego kwartału w historii spółki, nie spoczywamy na laurach i konsekwentnie realizujemy naszą strategię, opartą na zwiększaniu dynamiki pozyskiwania nowych klientów, wzmacnianiu marki XTB jako aplikacji inwestycyjnej pierwszego wyboru w Europie oraz rozwoju oferty produktowej, aby spełniała oczekiwania nawet najbardziej wymagających klientów – mówi Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.

XTB ma już ponad 2,5 mln klientów na całym świecie

Szerokie działania marketingowe prowadzone zarówno w kanałach online, jak i offline pozwoliły zwiększyć dynamikę pozyskiwania nowych klientów. W I kwartale 2026 roku do XTB dołączyło ponad 370 tys. nowych klientów, co oznacza wzrost o 90,4% r/r. Dynamiczne tempo akwizycji przełożyło się na wzrost całkowitej bazy klientów do poziomu ponad 2,5 mln na koniec tego okresu, czyli o 62,8% więcej niż rok wcześniej. Warto również podkreślić, że spółka odnotowała rekordową liczbę aktywnych klientów, która osiągnęła poziom blisko 1,27 mln. Stanowi to wzrost o ponad 72% r/r.

Niezmiennie bardzo dużym zainteresowaniem wśród polskich inwestorów cieszą się rachunki emerytalne – IKE oraz IKZE. Tych pierwszych otworzono już ponad 159 tys., natomiast drugich ponad 41 tys. Coraz większą popularność zyskują również rachunki wspierające inwestowanie długoterminowe na innych rynkach. Na wyróżnienie zasługuje w szczególności Francja, gdzie otworzono już niemal 11 tys. rachunków PEA.

Rośnie również wartość nominalna aktywów klientów zgromadzonych na rachunkach XTB. Na koniec marca 2026 roku wynosiła ona ponad 49,5 mld zł. Największy udział w tej kwocie miały akcje oraz ETF-y. Pokazuje to, że transformacja XTB z brokera CFD w fintech do kompleksowego zarządzania finansami osobistymi przebiega w dobrym kierunku.

Jestem bardzo zadowolony z rosnącej dynamiki pozyskiwania klientów. Mimo coraz większej skali prowadzonych działań nadal utrzymujemy odpowiednią dyscyplinę kosztową, a koszt pozyskania klienta pozostaje na stabilnym poziomie. Cieszy również fakt, że XTB zyskuje na znaczeniu na kluczowych dla nas rynkach zagranicznych, takich jak Francja i Niemcy. Wierzę, że ogłoszone niedawno projekty marketingowe, m.in. współpraca z Paris La Défense Arena czy sponsoring mistrzostw świata w koszykówce, pozwolą nam jeszcze mocniej zaistnieć w świadomości tamtejszych inwestorów – mówi Arnaout.

Intensywne prace produktowe

W pierwszym kwartale 2026 roku spółka rozszerzyła handel opcjami kupna i sprzedaży o kolejne rynki – Hiszpanię oraz Niemcy. Szczególnie istotny jest rynek hiszpański, na którym spółka miała dotychczas ograniczone możliwości promocyjne związane z regulacjami dotyczącymi kontraktów CFD. Co więcej, aktywni inwestorzy zyskali więcej możliwości analitycznych dzięki implementacji wykresów opartych na technologii TradingView.

Warto również odnotować, że Plany Inwestycyjne 2.0 weszły w kolejną fazę rozwoju. Obecnie są one testowane w ramach specjalnej grupy testerów. Nowa wersja flagowego produktu XTB ma być jeszcze bardziej intuicyjna i przyjazna dla nowych użytkowników.

Kontynuowane są również prace nad udostępnieniem handlu kryptowalutami na rynku spot. Pierwszym rynkiem, na którym pojawi się ta funkcjonalność, będzie Cypr – zgodnie z planem w I połowie 2026 roku. W dalszej kolejności rozwiązanie to będzie wdrażane w regionie LATAM oraz na innych rynkach europejskich, pod warunkiem uzyskania niezbędnych zgód regulacyjnych. Spółka podkreśla, że pozostaje zainteresowana uzyskaniem odpowiedniego zezwolenia również w Polsce, o ile pojawi się taka możliwość.

Grupa Żabka z 12-procentowym wzrostem sprzedaży i 435 nowymi sklepami w I kwartale 2026 r.

0

W I kwartale 2026 r. sprzedaż do klienta końcowego (StEC) Grupy Żabka zwiększyła się o 12% rok do roku, osiągając poziom 7,4 mld zł. Dynamika sprzedaży porównywalnej (LfL), która wyniosła 3,2%, pozostawała pod istotnym wpływem wyjątkowo niekorzystnych warunków pogodowych w styczniu i lutym br., kiedy niskie temperatury oraz opady śniegu ograniczały ruch klientów. Wraz z poprawą pogody, w kolejnych tygodniach kwartału obserwowano wyraźny wzrost ruchu w sklepach oraz poprawę dynamiki sprzedaży.

Skorygowany wynik EBITDA wyniósł 674 mln zł i był wyższy o 13,1% rok do roku. Dzięki dalszej ekspansji sieci, wzrostowi LfL oraz konsekwentnej optymalizacji kosztów marża skorygowanego wyniku EBITDA wzrosła do 9,1% z 9,0% rok wcześniej. Skorygowana strata netto zmniejszyła się do 51 mln zł, co oznacza poprawę o 25 mln zł rok do roku, głównie dzięki dalszemu wzrostowi wyników operacyjnych oraz obniżeniu kosztów finansowych. Warto podkreślić sezonowy charakter działalności Grupy – pierwszy kwartał, co do zasady, ma najmniejszy wpływ na całoroczny wynik, ze względu na warunki pogodowe ograniczające ruch klientów, a także mniej korzystny miks produktowy. W tym kontekście osiągnięte wyniki potwierdzają odporność modelu biznesowego Grupy oraz tworzą dobrą podstawę dla rozwoju w kolejnych okresach roku.

Grupa, tworząca największy ekosystem modern convenience w Europie, otworzyła w pierwszym kwartale 435 nowych sklepów w Polsce i Rumunii. Utrzymujące się wysokie tempo ekspansji pozwala Grupie pewnie zmierzać w kierunku realizacji celu ponad 1 300 nowych placówek w całym 2026 roku. Rozwój sieci wspierany jest przez stały napływ nowych franczyzobiorców, co potwierdza trafność przyjętej strategii rozwoju oraz wysoką atrakcyjność modelu franczyzowego i propozycji współpracy z Żabką.

Tomasz Suchański, CEO Grupy Żabka, komentuje:

W pierwszym kwartale konsekwentnie realizowaliśmy nasze zamierzenia strategiczne. Przede wszystkim utrzymujemy wysokie tempo ekspansji sieci i uruchomiliśmy aż 435 nowych placówek w Polsce i Rumunii, co odpowiada średnio blisko pięciu otwarciom dziennie. Silne zainteresowanie ze strony franczyzobiorców oraz intensywny rozwój na obu rynkach potwierdzają naszą zdolność do dalszego skalowania biznesu i stawiają nas na dobrej drodze do realizacji celu ponad 1 300 nowych otwarć w 2026 roku. W pierwszym kwartale 2026 r. utrzymaliśmy równowagę między wzrostem sprzedaży w istniejących placówkach a dalszą ekspansją sieci, przy zachowaniu stabilnej rentowności. Było to możliwe dzięki konsekwentnej kontroli kosztów i odpowiedzialnemu zarządzaniu wydatkami. Pomimo najchłodniejszej zimy od ponad 10 lat, odnotowaliśmy dwucyfrowy wzrost przychodów oraz dynamikę sprzedaży porównywalnej (LfL) na poziomie 3,2%. Rosnąca skala działalności, konsekwentna dyscyplina kosztowa oraz inwestycje w technologie i infrastrukturę tworzą solidne fundamenty dla dalszego rozwoju i wzrostu sprzedaży w kolejnych, sezonowo dla nas silniejszych, kwartałach.

Tomasz Blicharski, Group Chief Strategy & Development Officer, powiedział:

Pierwszy kwartał 2026 r. dobrze pokazał, co wyróżnia Żabkę na tle rynku: zdolność do elastycznego reagowania na wyzwania płynące z otoczenia oraz skutecznego dostosowywania oferty do oczekiwań klientów nowoczesnego formatu convenience. Nasza szybkość adaptacji wynika z połączenia analityki danych, wykorzystania rozwiązań opartych na AI oraz wysokiej elastyczności operacyjnej, co pozwala nam sprawnie wprowadzać na rynek innowacyjne produkty i usługi. Doskonałym przykładem jest kampania „Obiady czwartkowe”, która okazała się dużym sukcesem – sprzedaż dań gotowych wzrosła o ponad 30% wartościowo i ponad 40% wolumenowo. W każdy czwartek sprzedajemy już ponad pół miliona dań. Równolegle konsekwentnie rozwijamy biznesy cyfrowe. Wszystkie te inicjatywy odzwierciedlają nasze konsekwentne podejście do rozwoju: wykorzystujemy naszą podstawową platformę convenience, jednocześnie selektywnie rozszerzając działalność na pokrewne obszary, zwiększające dostępność naszej oferty.

Marta Wrochna-Łastowska, CFO Grupy Żabka, dodaje:

Pierwszy kwartał 2026 roku potwierdził, że skutecznie łączymy dalszy wzrost skali działalności z dyscypliną kosztową, co pozostaje jednym z fundamentów realizowanej strategii finansowej. Kontynuowaliśmy optymalizację kosztów operacyjnych, w tym usprawnienia w logistyce oraz działania poprawiające efektywność energetyczną, co przełożyło się na wzrost marży skorygowanego wyniku EBITDA rok do roku. Pomimo sezonowo najmniej istotnego kwartału, negatywnego kapitału obrotowego i otwarcia aż 435 nowych sklepów, wygenerowaliśmy pozytywne przepływy pieniężne, co jest kolejnym dowodem na znakomitą zdolność generowania przepływów przez nasz biznes. Jednocześnie wskaźnik zadłużenia uległ dalszemu obniżeniu w ujęciu rok do roku, osiągając 1,1x. Patrząc na kolejne okresy, podtrzymujemy nasze oczekiwanie średniego do wysokiego jednocyfrowego wzrostu sprzedaży porównywalnej (LfL) w 2026 roku oraz w średnim terminie. Zakładamy również utrzymanie marży skorygowanej EBITDA w górnej części przedziału 12–13%, przy jednoczesnej stopniowej poprawie marży zysku netto w kierunku około 4,5% w średnim okresie.

Kluczowe informacje nt. wyników Grupy Żabka po I kwartale 2026 roku

  • Sprzedaż do klienta końcowego (StEC) wyniosła 7 411 mln zł i była wyższa o 12% rok do roku. StEC obejmuje segment Ultimate Convenience (sklepy Żabka) oraz Nowe Silniki Rozwoju (NGE), w tym działalność w Rumunii i Biznesy Cyfrowe (DCO). Całkowity wzrost StEC w I kwartale 2026 r. w ujęciu rocznym był napędzany przez ekspansję sieci (64%), wzrost LfL (25%) oraz NGE (11%).
  • Skonsolidowane przychody zwiększyły się rok do roku o 15,9% do poziomu 6 565 mln zł.
  • Na poprawę wyników sprzedażowych wpłynęły wyższa sprzedaż porównywalna (LfL) oraz szybki rozwój sieci sklepów.
  • Grupa Żabka otworzyła w pierwszym kwartale 435 nowych sklepów w Polsce i Rumunii, co dało 12 750 placówek na koniec marca 2026 r. (+11,3 rdr). Skuteczne zarządzanie siecią doprowadziło do spadku wskaźnika zamknięć do 0,2% całkowitej liczby sklepów, z 0,4% w I kwartale 2025 r. W Rumunii, gdzie sieć rozwija się pod marką Froo, liczba sklepów wzrosła do 204 placówek, w tym 32 zostały otwarte w I kwartale 2026 r. Ekspansję wspiera rekordowe 2 742 nowych franczyzobiorców pozyskanych w ciągu ostatnich 12 miesięcy, co zapewnia stabilność i dalszy rozwój sieci. Grupa jest na dobrej drodze do realizacji celu ponad 1 300 nowych sklepów w 2026 r. Na koniec 2028 r. sieć ma liczyć około 16 tys. sklepów, czyli o 1 500 więcej niż pierwotnie zakładano podczas debiutu na GPW.
  • Pomimo niekorzystnych warunków pogodowych w styczniu i lutym, przekładających się na mniejsze natężenie ruchu w sklepach, sprzedaż porównywalna LfL wzrosła o 3,2%. Jednocześnie w cieplejszych okresach I kwartału 2026 r. LfL osiągał poziom średnio- do wysokiej jednocyfrowej dynamiki.
  • Skorygowany wynik EBITDA wzrósł o 13,1% do 674 mln zł, a jego marża wyniosła 9,1% wobec 9,0% w I kwartale 2025 r. Poprawa marży skorygowanej EBITDA wynikała przede wszystkim ze wzrostu w segmencie Ultimate Convenience, wspieranego ekspansją sieci i wzrostem sprzedaży LfL, oraz z poprawy efektywności kosztowej dzięki optymalizacji logistyki i oszczędnościom w zużyciu energii. Grupa Żabka kontynuuje również inwestycje w cyfrowe usługi dla klientów.
  • Sprzedaż do klienta końcowego w segmencie NGE zwiększyła się o 25,7% do 439 mln zł. W ramach innowacyjnych inicjatyw uruchomiono ponad 40 urządzeń vendingowych, głównie w fabrykach i biurach. Internetowy supermarket Delio, rozwijany przez Lite e-Commerce z Grupy Żabka, przekroczył próg 1 mln zamówień.
  • Skorygowana strata netto wyniosła 51 mln zł, co przekłada się na poprawę o 25 mln zł rok do roku, przede wszystkim dzięki solidnym wynikom operacyjnym i efektywnemu refinansowaniu ograniczającemu koszty finansowe.
  • Marża skorygowanego wyniku netto w 2025 r. odnotowała poprawę do -0,7% z poziomu -1,2% przed rokiem.
  • Wolne przepływy pieniężne (FCF) wyniosły 28 mln zł (-69% rdr). Spadek wynikał z niższego napływu kapitału obrotowego, będącego efektem intensywniejszej aktywności promocyjnej oraz świadomego zwiększenia poziomu zapasów w magazynach własnych i sieci franczyzowej. Grupa koncentrowała się na wspieraniu sprzedaży i utrzymaniu marżowości.
  • Poziom wydatków inwestycyjnych (CAPEX) był konsekwentnie kontrolowany. W I kwartale 2026 r. wyniosły one 299 mln zł, co oznacza spadek o 8% rok do roku. Kluczowe inwestycje obejmowały otwarcia nowych sklepów oraz modernizację istniejących placówek.
  • Dzięki silnej generacji gotówki oraz wzrostowi skorygowanej EBITDA wskaźnik długu netto do skorygowanej EBITDA po uwzględnieniu czynszów (z wyłączeniem zobowiązań leasingowych) spadł na koniec I kwartału 2026 do 1,1x z 1,6x na koniec I kwartału 2025 r. W porównaniu do końca 2025 r. był wyższy o 0,1x ze względu na sezonowo wyższe zaangażowanie kapitału obrotowego.

Podsumowanie wyników za 1Q2026

W mln PLN 1Q 2026 1Q 2025 Zmiana
Przychody ze sprzedaży 6 565 5 666 +15,9%
Zysk brutto ze sprzedaży 959 814 +17,8%
EBITDA 648 545 +19,0%
Skorygowany wynik EBITDA 674 596 +13,1%
Wynik netto (73) (125) +41,8%
Skorygowany wynik netto (51) (77) +33,0%

 

Wybrane KPI i mierniki efektywności

(wszystkie marże obliczone na podstawie sprzedaży do klienta końcowego)

1Q 2026 1Q 2025 Zmiana
Skonsolidowana sprzedaż do klienta końcowego, w mln PLN 7 411 6 618 +12,0%
Liczba sklepów na koniec okresu

w tym Rumunia

12 750

204

11 460

87

+11,3%

+134,5%

Wzrost sprzedaży porównywalnej (LFL) 3,2% 6,0% (2,9pp)
Nowo uruchomione sklepy (brutto)

w tym Rumunia

435

32

436

29

(0,2%)

+10,3%

Marża EBITDA 8,7% 8,2% +0,5pp
Marża skorygowanego wyniku EBITDA 9,1% 9,0% +0,1pp
Marża zysku netto (1,0%) (1,9%) +0,9pp
Marża skorygowanego zysku netto (0,7%) (1,2%) +0,5pp

 

Podwyżki wyjątkiem, nie regułą? Firmy ostrożnie planują płace, pracownicy obniżają oczekiwania

Spada odsetek osób spodziewających się wzrostu pensji, jednocześnie rośnie grupa tych, którzy zakładają brak zmian, wynika z „Barometru rynku pracy 2026” Gi Group Holding. Tymczasem deklaracje pracodawców na najbliższy kwartał są zbliżone do ubiegłorocznych: 52,4% firm zamierza utrzymać poziom wynagrodzeń, 29,4% chce wprowadzić podwyżki, a 3,5% rozważa ich zmniejszenie. Częściej niż w ub. roku motywacją do podniesienia płac jest chęć docenienia pracowników.

Oczekiwania nadal wysokie, choć z roku na rok słabną

Oczekiwania płacowe pracowników pozostają wysokie, choć słabną już kolejny rok z rzędu, wynika z „Barometru rynku pracy 2026” Gi Group Holding. Spada odsetek spodziewających się podwyżki, rośnie natomiast grupa tych, którzy zakładają brak zmian wynagrodzenia. Nieznacznie zwiększa się także odsetek osób zakładających utrzymanie płac na dotychczasowym poziomie.

Podwyżek w najbliższych miesiącach spodziewa się 53,4% zatrudnionych, czyli o 2,6 p.p. mniej niż rok temu, o 6,2 p.p. niż dwa lata temu i o 8,1 p.p. niż trzy lata temu. Jednocześnie nieznacznie wzrosło grono zakładających, że ich wynagrodzenie nie zmieni się – z około 33% do 35%. W 2024 roku wynosił on 30,7%, 2023, a w 26,2%.Spodziewana zmiana wynagrodzenia na przestrzeni lat

Na podwyżki liczą przede wszystkim osoby w wieku 45–54 lat (60,9%), kierownicy i starsi specjaliści (po 59%), pracownicy transportu i logistyki (59,8%) oraz handlu (56,3%). Częściej są to kobiety – blisko 60% wobec 47,5% mężczyzn. Warto odnotować, że relatywnie najwyższe oczekiwania płacowe mają osoby zarabiające od 5000 do 9999 zł netto miesięcznie – w tej grupie odsetek spodziewających się podwyżki wynosi 56–57%. W najmniejszym stopniu podwyżek oczekują osoby w wieku 55+ (40%), z sektora transportu i logistyki (43%), pracownicy niższego szczebla (42,4%), a także zarabiający powyżej 10 tys. (41%).Oczekiwania płacowe w zależności od branży

Zmieniają się również oczekiwania co do wysokości podwyżek. W tegorocznym badaniu 37,5% respondentów spodziewa się wzrostu na poziomie 11-20%, podczas gdy rok temu było to 44%. Jednocześnie nieco częściej niż w 2025 roku pracownicy liczą na podwyżkę do 10% – obecnie to około 30% zatrudnionych wobec 26% rok wcześniej. Większych wynagrodzeń oczekują zwłaszcza pracownicy w wieku 18-24 lat (łącznie ponad 43% z nich zakłada wzrost o co najmniej 20%), zatrudnieni w transporcie i logistyce (tutaj 44%) oraz osoby zarabiające powyżej 10 000 zł netto miesięcznie. Oczekiwana wysokość podwyżki w zależności od branży

Widoczne jest stopniowe tonowanie oczekiwań płacowych, co może wynikać ze skali wcześniejszych podwyżek, a także z tego, że pracownicy bardziej realistycznie patrzą na realia rynkowe, dostrzegając wpływ niepewności koniunktury gospodarczej na kondycję firm. Zróżnicowanie oczekiwań w zależności od branży, wieku czy płci pokazuje złożoność obecnej sytuacji na rynku pracy. Uwagę zwraca nastawienie kobiet, które częściej niż mężczyźni liczą na podwyżki, co można wiązać z wprowadzanymi regulacjami unijnymi dotyczącymi ograniczania luki płacowej — podkreśla Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group.

Większe szanse na podwyżki w średnich i dużych firmach, w sektorze publicznym, transporcie i logistyce

Deklaracje pracodawców odnośnie planów płacowych na najbliższy kwartał są zbliżone do ubiegłorocznych. 52,4% firm zamierza utrzymać poziom wynagrodzeń, 29,4% chce wprowadzić podwyżki (w 28,2% w 2025 roku), a 3,5% rozważa ich zmniejszenie (4,5% rok wcześniej).Planowane zmiany wynagrodzenia na przestrzeni lat

Jak wynika z „Barometru rynku pracy 2026” Gi Group Holding, podniesienie wynagrodzeń najczęściej planują średnie i duże firmy (31,2%) – w obu przypadkach widoczny jest wyraźny wzrost takich deklaracji w porównaniu do ubiegłego roku, kiedy podwyżki zamierzała wprowadzić około 1/4 przedsiębiorstw tej wielkości. Inaczej wygląda sytuacja wśród małych firm – tu odsetek pracodawców zakładających wzrost płac spadł o 7 p.p., z blisko 33% do niespełna 26%.

Zmianę widać także w ujęciu branżowym. W 2026 roku plany podwyżek częściej sygnalizują firmy z sektora publicznego oraz transportu i logistyki – po 31,8%. To istotna różnica wobec 2025 roku, gdy branże te należały do najbardziej ostrożnych, a podwyżki zakładało 24% z nich. Znacząco mniej przedsiębiorstw zakłada natomiast wzrost wynagrodzeń w handlu – 20,5% w porównaniu z blisko 33% rok wcześniej.Planowane zmiany wynagrodzenia w zależności od branży

Dane dotyczące planów płacowych firm na najbliższy kwartał świadczą o utrzymaniu ostrożnego podejścia do polityki wynagrodzeń. Warto jednak zwrócić uwagę na różnice podejścia w zależności od wielkości firmy. W średnich i dużych przedsiębiorstwach odsetek podmiotów planujących podwyżki wyraźnie wzrósł, podczas gdy w małych istotnie się obniżył – komentuje Agnieszka Żak, Dyrektor ds. kluczowych klientów Gi Group.

Co stoi za decyzjami o wzroście wynagrodzeń?

Podobnie jak przed rokiem, najważniejszym impulsem do wprowadzania podwyżek pozostaje wzrost płacy minimalnej, na co wskazuje 68,3% pracodawców (64,5% rok temu). Drugim ważnym powodem pozostaje inflacja, sygnalizowana przez 42,3% firm (+4,2 p.p. r/r).

Na uwagę zwraca częstsza niż rok temu chęć docenienia pracowników. W tym roku taką motywację wprowadzania podwyżek wskazało 39,2% firm (wobec 30,2% rok wcześniej). Zmiana ta jest widoczna szczególnie w dużych organizacjach, w których ten powód podało 46%, aż o 23 p.p. więcej w porównaniu do ubiegłego roku. Większe znaczenie chęci docenienia finansowego jako powodu podniesienia wynagrodzeń obserwowany jest w handlu (55%, wzrost o 20 p.p.) oraz przemyśle (43%, wzrost o 14 p.p.).

Ponad 28% firm podnosi pensje także po to, by ograniczać rotację (w ub. roku było to 26,4%). Taką motywację częściej wskazują mniejsze przedsiębiorstwa (30%), a szczególnie wyraźnie zyskała ona na znaczeniu w usługach – 38%, o 7 p.p. więcej rok do roku. Rzadziej natomiast taki powód sygnalizuje branża przemysłowa (20% wobec 32% rok temu). Blisko co piąta firma deklaruje z kolei, że zwiększa płace, aby dostosować je do poziomów rynkowych (19,4%). Częściej robią to średnie i duże organizacje oraz, podobnie jak rok temu, firmy z branży usługowej.

Tegoroczne wyniki badania pokazują, że choć nadal na decyzje dotyczące podwyżek najsilniejszy wpływ mają czynniki zewnętrzne, takie jak poziom płacy minimalnej czy inflacja, coraz większego znaczenia nabierają motywacje związane z chęcią doceniania pracowników i przeciwdziałania rotacji. To ważna zmiana, świadcząca nie tylko o rozumieniu oczekiwań, ale i motywacji pracujących. Dla zatrudnionych najistotniejszymi czynnikami w podejmowaniu decyzji zawodowych pozostają kwestie finansowe – podsumowuje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.Powody zwiększania wynagrodzenia

Zmiany wynagrodzeń w ostatnim kwartale

Dane z „Barometru Rynku Pracy 2026” Gi Group Holding świadczą o wyhamowaniu dynamiki płac. Wskazują na to zarówno firmy, jaki zatrudnieni – choć wynagrodzenia rosły, działo się to wolniej i w bardziej ograniczonym zakresie niż w latach ubiegłych.

  • Organizacje utrzymały ubiegłoroczny poziom płac. 31% firm podniosło wynagrodzenia w ostatnim kwartale (31,8% rok temu), 55,9% utrzymało ich poziom (wobec 56,3% rok temu), a 5,3% firm je zmniejszyło (5,1% w ub. roku).
  • Nieco inaczej na płace patrzą pracownicy – zgodnie z wynikami badania o 4,5 p.p. zmniejszył się odsetek osób, których wynagrodzenie wzrosło (z 38,9% do 34,6%), przy czym same podwyżki w większości były niższe lub równe 10% (łącznie 62,1% wobec 57,9% rok wcześniej). Jednocześnie o ponad 5 p.p. wzrósł udział osób, których pensje nie zmieniły się w ostatnim kwartale (z 47,6% do 52,8%). 13,5% wskazało na zmniejszenie wynagrodzenia (12,6% w ub. roku).

Kto w ub. roku zarobił więcej, a kto mniej?

Najczęściej na wzrost wynagrodzenia w ostatnim kwartale wskazują najmłodsi pracownicy 18–24 lat (44%), najrzadziej osoby w wieku 45–54 lat (23,6%) i 55–67 lat (25,6%). Podwyżki częściej otrzymywali młodsi specjaliści (42,6%), a najrzadziej pracownicy niższego szczebla (28,3%) i starsi specjaliści (30,3%). Z kolei spadek wynagrodzenia częściej niż inni sygnalizują pracownicy fizyczni (15,1%) i niższego szczebla (14,1%).

Częściej podwyżki wprowadzały firmy z sektora transportu i logistyki (41,4%) oraz handlu (39,3%). Rzadziej wzrosty pensji odnotowano w usługach (31,3%) i sektorze publicznym (31,7%), gdzie też częściej niż w innych branżach pracownicy deklarowali brak zmian w poziomie wynagrodzeń – odpowiednio 56,4% i 57,3%.

Największy odsetek osób, których wynagrodzenie wzrosło, odnotowano w województwie mazowieckim (blisko 38%), najmniejszy zaś w województwach: pomorskim, kujawsko-pomorskim i warmińsko-mazurskim (31%).

Link do raportu: https://www.gigroupholding.com/polska/insights/barometr-rynku-pracy-2026/?utm_source=media&utm_medium=komunikat&utm_campaign=barometr_20

O raporcie:

„Barometr Rynku Pracy 2026” to już 20. edycja raportu przygotowywanego od 2014 roku. Został opracowany przez ekspertów Gi Group Holding na podstawie badań przeprowadzonych przez Agencję Badań Rynku i Opinii SW Research. Badanie wśród pracodawców zostało zrealizowane metodą CATI (25.02–09.03.2026 r.), a wśród pracowników metodą CAWI (23.02–03.03.2026 r.). Partnerami raportu są: Federacja Przedsiębiorców Polskich, Polskie Forum HR oraz Konfederacja Lewiatan.

Bank Millennium z mocnym otwarciem roku. Zysk netto wzrósł do 301 mln zł

Grupa Kapitałowa Banku Millennium S.A. wypracowała w pierwszym kwartale 2026 roku zysk netto w wysokości 301 mln zł, co oznacza wzrost o 68% r/r i przekłada się na kwartalny, zannualizowany wskaźnik ROE na poziomie 12,1%. Podstawowa działalność operacyjna pozostała solidna i stanowiła główne źródło bardzo dobrego wyniku kwartalnego.

Z satysfakcją informuję, że pierwszy kwartał był mocnym otwarciem roku. Bank Millennium osiągnął solidny wynik finansowy – zysk netto wyniósł 301 mln zł. Odnotowaliśmy wyraźny wzrost biznesowy oraz dalsze wzmocnienie naszej pozycji kapitałowej. Konsekwentnie realizowaliśmy strategię wzrostu. Pozyskiwanie nowych klientów utrzymywało się na wysokim poziomie, a środki klientów nadal rosły – zarówno w obszarze oszczędności, jak i inwestycji. Baza klientów detalicznych Banku osiągnęła 3,3 mln, natomiast liczba aktywnych użytkowników cyfrowych przekroczyła 3,1 mln.

Równolegle pozostawaliśmy w pełni skoncentrowani na jakości obsługi we wszystkich kanałach. Zostało to docenione – Bank Millennium otrzymał nagrodę Złoty Bankier. Kontynuowaliśmy również rozwój systemów i aplikacji IT, utrzymując silny nacisk na bezpieczeństwo systemów oraz edukację klientów – powiedział Joao Bras Jorge, Prezes Banku Millennium.

Portfel kredytowy wzrósł o 2% kw/kw, co przełożyło się na 5% wzrost r/r. Dynamika w segmencie korporacyjnym dalej przyspieszyła (+28% r/r), przy wzroście samych kredytów korporacyjnych o 40% r/r. Pomimo niekorzystnej sezonowości, kredyty inwestycyjne stanowiły około ¼ nowej sprzedaży w 1kw26. Działalność leasingowa odnotowała wyraźne ożywienie po okresie stabilizacji – portfel wzrósł o 2% kw/kw i 6% r/r.

W bankowości korporacyjnej pierwszy kwartał był kolejnym okresem transformacji, w którym odnotowaliśmy znaczący wzrost nowo udzielonych kredytów. Bank Millennium jeszcze bardziej umocnił swoją pozycję wśród najszybciej rozwijających się banków w segmencie bankowości korporacyjnej – ponad 50% wzrostu portfela kredytowego zostało wygenerowane dzięki nowym klientom. Ma to szczególne znaczenie, ponieważ potwierdza zarówno wysoką jakość naszej aktywności komercyjnej, jak i rosnącą zdolność do nawiązywania nowych relacji z klientami korporacyjnymi. Reakcja klientów korporacyjnych na nasze usługi w obszarze kredytów, leasingu, faktoringu oraz bankowości transakcyjnej jest bardzo pozytywna. To wyraźnie potwierdza, że obrana przez nas strategia jest skuteczna, a budowane przez nas relacje z klientami są coraz silniejsze, szersze i bardziej wartościowe – dodał Joao Bras Jorge, Prezes Banku Millennium.

Portfel detaliczny wzrósł nieznacznie w ujęciu kwartalnym, a ujemna dynamika r/r spowolniła do -2%. Negatywne trendy wynikały głównie z szybko kurczącego się portfela walutowych kredytów hipotecznych oraz portfela kredytów hipotecznych w PLN. Jednocześnie w 1kw26 zaobserwowano odwrócenie trendu w portfelu hipotek złotowych, który wzrósł o 1% kw/kw, co było pierwszym efektem bardzo silnej sprzedaży w 1kw26 na poziomie 2,2 mld zł (+79% r/r). Dynamika w portfelu kredytów konsumpcyjnych pozostała solidna – sprzedaż wyniosła 1,9 mld zł, tj. nieznacznie poniżej rekordowych poziomów, a portfel wzrósł o 5% r/r.

Nadwyżka płynności dalej rosła – depozyty zwiększyły się o 3% kw/kw i 13% r/r, a wskaźnik kredyty/depozyty obniżył się do poziomu 58,0%.

Liczba aktywnych klientów detalicznych utrzymała stabilny trend wzrostowy i osiągnęła 3,3 mln (+5% r/r), natomiast liczba aktywnych klientów mikrofirm rosła w tempie 14% r/r. Liczba aktywnych klientów cyfrowych przekroczyła 3,1 mln, przy czym klienci „mobile only” stanowili 78% tej grupy. Wartość produktów inwestycyjnych wzrosła o 1% kw/kw do 17,5 mld zł, pomimo niekorzystnych warunków rynkowych. W ramach tej kategorii aktywa zarządzane przez Millennium TFI wzrosły o 3% kw/kw i 39% r/r, osiągając poziom 11,4 mld zł.

Wskaźniki kapitałowe istotnie poprawiły się w analizowanym okresie – skonsolidowany współczynnik TCR wzrósł do 17,6%, T1 do 16,4% co odzwierciedla włączenie do funduszy własnych emisji obligacji AT1 o wartości 1,5 mld zł oraz zysku netto za 2poł25.

1 kw. 2026 roku stanowi kolejny etap realizacji strategii “Wartość i Wzrost’28”. Bank koncentruje się na rozwoju w segmencie detalicznym, wzmocnieniu pozycji banku w segmencie firm oraz poprawie rentowności. Bank stawia na cyfryzację, rozwój oferty, w tym produktów inwestycyjnych i oszczędnościowych, a także na konsekwentne doskonalenie obsługi klienta.

W raportowanym okresie Bank Millennium wdrażał rozwiązania ukierunkowane na wsparcie potrzeb klientów detalicznych oraz firmowych. Zgodnie z podejściem budowy spójnego, wielokanałowego ekosystemu obsługi, łączącego rozwiązania cyfrowe z bezpośrednim wsparciem doradców, w obszarze bankowości detalicznej, Bank umożliwił bezpośredni zdalny kontakt z doradcą i zaoferował nową metodę wsparcia klientów, która pozwala na współdzielenie ekranu w aplikacji mobilnej podczas połączenia. Klienci mają również dostęp do historii wymienianych plików. Ponadto uruchomiona została usługa połączenia z tłumaczem online Polskiego Języka Migowego (PJM). W zakresie rozszerzania oferty o nowe rozwiązania inwestycyjne, w pierwszym kwartale zakończono prace nad uruchomieniem czterech funduszy indeksowych Millennium TFI notowanych w złotych, odwzorowujących globalne indeksy, które zostały udostępnione klientom z początkiem kwietnia.

W obszarze bankowości przedsiębiorstw klienci od pierwszego kwartału bieżącego roku mogą skorzystać z nowej funkcji, która umożliwia pełną obsługę firmowej karty płatniczej w smartfonie w specjalnym trybie “Mam tylko kartę”, bez konieczności korzystania z pełnej bankowości internetowej. Użytkownicy aplikacji Bank Millennium dla Firm zyskują bezpieczny dostęp do kluczowych funkcji karty, w tym salda, historii transakcji, zarządzania PINem, limitami, płatnościami internetowymi oraz blokadą karty. Mając na uwadze założenia strategii Banku w zakresie rozwoju oferty leasingowej oraz wzmacniania synergii w ramach Grupy, w raportowanym kwartale spółka Millennium Leasing zainicjowała działania promocyjne wspierające finansowanie, skierowane do klientów ze wszystkich segmentów biznesowych – od mikrofirm po duże korporacje. Klienci, po zawarciu dwóch umów leasingu w określonych terminach, mogą uzyskać nagrodę pieniężną, wypłacaną na karcie przedpłaconej Mastercard wydanej przez Bank Millennium.

Grupa ZUE podpisała trzy umowy na prace tramwajowe na Śląsku o łącznej wartości 52 mln zł

Grupa ZUE podpisała z Tramwajami Śląskimi trzy umowy na realizację zadań w ramach I etapu projektu „Modernizacja i rozwój infrastruktury tramwajowej w Górnośląsko – Zagłębiowskiej Metropolii”. Umowy dotyczą prac w formule „projektuj i buduj” na zadaniach w Chorzowie i Bytomiu oraz prac w formule „buduj” na zadaniu w Katowicach. Wartość brutto wszystkich trzech umów wynosi 52,1 mln zł, co oznacza łączną kwotę netto 42,3 mln zł.

Umowa o najwyższej wartości, czyli 33,6 mln zł brutto, dotyczy przebudowy torowiska tramwajowego wzdłuż ul. 1 Maja i ul. Obrońców Westerplatte w Katowicach. Inwestycja obejmuje przebudowę istniejącego torowiska tramwajowego, sieci trakcyjnej i jezdni wraz z infrastrukturą towarzyszącą.

Druga z podpisanych umów również obejmuje przebudowę torowiska tramwajowego i sieci trakcyjnej wraz z infrastrukturą towarzyszącą, ale w Bytomiu i Chorzowie. Prace będą prowadzone wzdłuż ul. Katowickiej i Chorzowskiej na odcinku od ul. Polnej do przystanku Łagiewniki Cmentarz. Wartość brutto tej umowy to 14,2 mln zł, a wartość netto wynosi
11,5 mln zł.

Trzecia umowa dotyczy przebudowy torów tramwajowych oraz regulacji sieci trakcyjnej  w Chorzowie wzdłuż ul. Katowickiej na odcinku od ul. Metalowców do ul. Nowej. Wartość brutto tej umowy wynosi 4,3 mln zł, a wartość netto 3,5 mln zł.

Wszystkie prace, związane z realizacją podpisanych umów, powinny zakończyć się do końca 2027 roku.

„Rynek tramwajowy w Europie bez wątpienia zyskuje na znaczeniu jako element zrównoważonego transportu. Polska, w tym Śląsk, wpisuje się w ten trend, budując nowe sieci tramwajowe oraz modernizując i ulepszając te już istniejące. Jako Grupa z wieloletnim doświadczeniem w zakresie prac tramwajowych, niezmiernie cieszymy się z podpisania umów z Tramwajami Śląskimi. Już od dawna realizujemy prace tramwajowe w tym rejonie Polski. Teraz chcemy jak najszybciej przystąpić do prac, których realizacja realnie poprawi warunki  i komfort podróży mieszkańców Aglomeracji Śląskiej” mówi Wiesław Nowak, Prezes Zarządu ZUE S.A.

„Mimo dużego portfela zamówień, kontynuujemy aktywność na rynku ofertowym, biorąc udział w przetargach kolejowych i tramwajowych, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Uczestniczymy w większości dużych postępowań przetargowych ogłaszanych przez PKP PLK i miasta, by jak najlepiej wykorzystać czas ożywienia inwestycyjnego. Jesteśmy gotowi na realizację nowych projektów oraz dalsze umacnianie swojej pozycji rynkowej” – dodaje Prezes.

Branża leasingowa z dobrym początkiem 2026 roku – dwucyfrowy wzrost w I kwartale

  • Rynek leasingu wzrósł o 10,8 proc. r/r, osiągając wartość 29,2 mld zł w I kwartale 2026 r., co potwierdza stabilny trend wzrostowy branży
  • Segment pojazdów pozostaje głównym motorem rynku – szczególnie silny wzrost odnotowano w finansowaniu pojazdów ciężkich (19 proc. r/r)
  • Maszyny i urządzenia rosną umiarkowanie (8,8 proc. r/r) przy wyraźnym zróżnicowaniu sektorowym – dynamiczne wzrosty w części kategorii kontrastują ze spadkami m.in. w rolnictwie

Branża leasingowa w Polsce utrzymuje pozytywną dynamikę rozwoju. W pierwszym kwartale 2026 r. firmy leasingowe sfinansowały inwestycje przedsiębiorstw o łącznej wartości 29,2 mld zł, co oznacza wzrost o 10,8 proc. r/r.

Zdecydowanie szybciej niż leasing rosło finansowanie pożyczką leasingową. Wartość tej ostatniej wzrosła o 29 proc., do 4,6 mld zł. Leasing jest jednak dominującą formą finansowania – wartość sfinansowanych w ten sposób aktywów wyniosła 24,6 mld zł, co oznacza wzrost o 7,9 proc. r/r.

Pierwszy kwartał 2026 roku potwierdza stabilny rozwój branży leasingowej i jej istotną rolę w finansowaniu inwestycji przedsiębiorstw. Szczególnie pozytywnie wyróżnia się segment transportu ciężkiego, który jest silnie powiązany z aktywnością gospodarczą i handlem – komentuje Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu.

Struktura finansowa I Q 2026

Lekkie na plusie

Największy udział w strukturze rynku niezmiennie mają pojazdy, które odpowiadają za trzy czwarte sfinansowanych inwestycji firm w Polsce przez firmy leasingowe. Wartość tego segmentu wyniosła 22,1 mld zł, co oznacza wzrost o 12,1 proc. r/r. W ramach tej kategorii finansowanie pojazdów lekkich (samochody osobowe i dostawcze do 3,5 t) osiągnęło wartość 16,5 mld zł, rosnąc o 10,1 proc. r/r i odpowiadając za 56,5 proc. całego rynku leasingu.

Rok 2026 rozpoczął się od umiarkowanego wzrostu finansowania samochodów osobowych i dostawczych leasingiem, przy jednoczesnym wyraźnym odbiciu w segmencie pożyczki. Widzimy przyspieszenie dynamiki w kolejnych miesiącach – w marcu była ona istotnie wyższa niż w styczniu i lutym, a także przekroczyła tempo obserwowane pod koniec 2025 roku. Podobnie jak w poprzednich kwartałach, szybciej rośnie finansowanie samochodów osobowych niż lekkich pojazdów dostawczych. Zakładamy, że utrzymująca się wysoka dynamika wydatków gospodarstw domowych w 2026 roku będzie nadal wspierać popyt na pojazdy lekkie w Polsce – mówi Marcin Nieplowicz, główny ekonomista EFL i ZPL.

Ciężkie przyspieszają

Segment pojazdów ciężkich rozwijał się szybciej i widać tu wyraźne ożywienie – jego wartość wyniosła 5,4 mld zł, co oznacza wzrost o 19 proc. r/r. To już drugi miesiąc z rzędu solidnych wzrostów – po 18,6% r/r w lutym, w marcu dynamika przyspieszyła do 32,0% r/r, po znacznie słabszym początku roku i końcówce 2025 roku. Na szczególną uwagę zasługują ciągniki siodłowe, które kolejny miesiąc utrzymują bardzo wysoką dynamikę. Częściowo wynika to z efektu niskiej bazy, ale widoczny jest również pozytywny wpływ stabilizacji sytuacji gospodarczej w strefie euro. Jednocześnie obserwujemy spadki w finansowaniu naczep przy silnym wzroście w segmencie ciężarówek powyżej 3,5 tony, co wskazuje na większą rolę popytu krajowego. Jak podkreśla Marcin Nieplowicz, w  kolejnych miesiącach wyniki segmentu będą w dużej mierze uzależnione od sytuacji geopolitycznej, w szczególności rozwoju wydarzeń na Bliskim Wschodzie.

Maszyny odbijają

Drugim co do wielkości segmentem po pojazdach pozostają maszyny i urządzenia, których finansowanie osiągnęło wartość 6,4 mld zł (22,3 proc. udziału w rynku), przy wzroście o 8,8 proc. r/r. Segment ten odnotował wyraźne ożywienie w marcu 2026 roku, z istotnym wzrostem rok do roku, po wcześniejszych spadkach obserwowanych na początku roku oraz umiarkowanej dynamice w końcówce 2025.

Do lutego widoczne były wyraźne spadki w finansowaniu sprzętu budowlanego i maszyn rolniczych, natomiast marzec przyniósł odwrócenie tego trendu – dodatnie wyniki w segmencie agro oraz bardzo silne wzrosty w obszarze maszyn budowlanych i pozostałych maszyn. Wzrosty te były w dużej mierze napędzane finansowaniem pożyczką, przy bardziej umiarkowanej dynamice leasingu. Spadki w finansowaniu maszyn rolniczych w ujęciu kwartalnym są efektem pogorszenia koniunktury wśród gospodarstw rolniczych, w szczególności niższych ocen dochodowości działalności, a także wysokiej bazy z ubiegłego roku – komentuje Marcin Nieplowicz.

Finansowanie w podziale na aktywa:

  • Pojazdy – 22,1 mld zł (wzrost o 12,1 proc. r/r), w tym:
  • pojazdy lekkie – 16,5 mld zł (wzrost o 10,1 proc. r/r)
  • pojazdy ciężkie – 5,4 mld zł (wzrost o 19,0 proc. r/r)
  • inne pojazdy – 0,2 mld zł (wzrost o 5,9 proc. r/r)
  • Maszyny i urządzenia – 6,4 mld zł (wzrost o 8,8 proc. r/r)
  • Pozostałe ruchomości – 0,7 mld zł (wzrost o 9,1 proc. r/r)
  • Nieruchomości – 0,01 mld zł (spadek o 91,9 proc. r/r/)

Prognozy 2026

Związek Polskiego Leasingu szacuje, że w 2026 roku wartość inwestycji sfinansowanych przez branżę leasingową może osiągnąć poziom 129,7 mld zł, co oznaczałoby wzrost o około 9% rok do roku. Prognoza zakłada utrzymanie stabilnej aktywności inwestycyjnej przedsiębiorstw oraz dalszą istotną rolę leasingu jako narzędzia finansowania rozwoju polskiej gospodarki. Według ZPL, 2026 rok powinien być okresem wzmożonych inwestycji, czemu sprzyjać będzie kumulacja pieniędzy unijnych z Krajowego Planu Odbudowy oraz perspektywy finansowej na lata 2021–2027. Szacuje się, że wydatki inwestycyjne finansowane z funduszy UE mogą wynieść około 182 mld zł, wobec około 63 mld zł w 2025 roku. Tak znaczący wzrost ma stanowić silny impuls dla inwestycji prywatnych, w tym sektora MŚP, co w konsekwencji powinno pozytywnie wpłynąć na rozwój rynku leasingu.

Po umiarkowanych wynikach na początku 2026 roku, w marcu obserwowaliśmy wyraźne przyspieszenie dynamiki. To częściowo efekt odreagowania po słabszych miesiącach, na które wpływ miały m.in. warunki pogodowe oraz układ kalendarza, ale także sygnał rosnącego popytu inwestycyjnego, szczególnie wśród większych przedsiębiorstw. W kolejnych kwartałach oczekujemy, że silny popyt konsumpcyjny, uruchamianie pieniędzy unijnych oraz stopniowa poprawa eksportu będą wspierały wyraźniejszy wzrost finansowania inwestycji firm przez branżę leasingową w 2026 roku – komentuje Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu.Wartość finansowania lata

Co polityczna zmiana w Budapeszcie może oznaczać dla Polski i regionu?

Minęły dwa tygodnie od wyborów parlamentarnych na Węgrzech, które zakończyły 16-letnie rządy Viktora Orbána. Opozycyjna partia TISZA nie tylko wygrała, ale po ostatecznym przeliczeniu głosów utrzymała silny mandat do rządzenia. Dla rynków finansowych był to sygnał, że zmiana polityczna może przełożyć się na realny zwrot gospodarczy. Najbardziej widoczna reakcja nastąpiła na rynku walutowym. Forint utrzymał znaczną część powyborczego umocnienia, a inwestorzy zaczęli ograniczać premię za ryzyko przypisywaną wcześniej Węgrom. Poprawiły się również nastroje wokół węgierskich obligacji i spółek notowanych w Budapeszcie.

Rynki nie reagują dziś już wyłącznie na sam wynik wyborów, ale na oczekiwanie konkretnych działań: poprawy relacji z Unią Europejską, napływu kapitału i większej przewidywalności gospodarczej. To klasyczny przykład, jak polityka wpływa na wycenę waluty i koszt finansowania państwa. Po dwóch tygodniach inwestorzy zaczynają jednak oczekiwać nie deklaracji, lecz pierwszych decyzji rządu Pétera Magyara – komentuje Jacek Jurczyński, prezes Akcenta CZ.

Bruksela w centrum uwagi inwestorów

Najważniejszym tematem po wyborach pozostają relacje Węgier z UE. Inwestorzy zakładają, że nowy rząd będzie dążył do szybkiego odblokowania funduszy unijnych wstrzymywanych wcześniej z powodu sporów instytucjonalnych. W grze pozostają środki liczone w miliardach euro, które mogłyby istotnie pobudzić inwestycje i wzrost gospodarczy. Dodatkowym impulsem dla rynku są rozmowy nowego premiera Pétera Magyara z przedstawicielami Komisji Europejskiej. Dla inwestorów to pierwszy test skuteczności nowego gabinetu i sygnał, czy polityczna zmiana rzeczywiście przełoży się na poprawę warunków finansowych kraju.

Odblokowanie funduszy unijnych oznaczałoby mniejsze potrzeby pożyczkowe państwa, silniejszy impuls inwestycyjny i większą stabilność finansową całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. W praktyce rynki zaczęły traktować Węgry nie jako źródło politycznego ryzyka w UE, lecz potencjalny rynek odbicia gospodarczegoocenia Jurczyński.

Węgry wracają do gry o kapitał

Coraz częściej pojawiają się sygnały, że inwestorzy zagraniczni patrzą dziś na Węgry nie tylko przez pryzmat kosztów pracy czy ulg podatkowych, ale przede wszystkim stabilności regulacyjnej, przewidywalności decyzji gospodarczych i jakości otoczenia biznesowego. To zmiana istotna dla całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej.

Jeśli nowy rząd skutecznie poprawi relacje z Brukselą i uruchomi napływ środków unijnych, Węgry mogą szybko wrócić do gry o nowe projekty przemysłowe, centra logistyczne oraz inwestycje produkcyjne. Oznaczałoby to większą konkurencję o kapitał w regionie, również dla Polski.

Ostatnie lata pokazały, że inwestorzy coraz rzadziej wybierają wyłącznie najniższe koszty działalności. Dziś równie ważne są przewidywalne regulacje, stabilna waluta i możliwość planowania przepływów finansowych. Jeśli Węgry odzyskają wiarygodność gospodarczą, mogą szybko stać się jednym z aktywniejszych rynków regionu wskazuje prezes Akcenta CZ.

Nowy układ sił w regionie. Co to oznacza dla Polski?

Zmiana na Węgrzech może mieć znaczenie również dla Polski. Przez ostatnie lata Warszawa i Budapeszt często znajdowały się po tej samej stronie sporów europejskich. Nowe otwarcie w Budapeszcie może osłabić dawny układ polityczny i przesunąć środek ciężkości regionu w stronę bardziej pragmatycznej współpracy gospodarczej z Brukselą.

Dodatkowym sygnałem jest zapowiedź Pétera Magyara, że swoją pierwszą oficjalną wizytę zagraniczną jako premiera chce złożyć w Warszawie. Może to oznaczać próbę budowy nowego formatu relacji Polska–Węgry, opartego bardziej na gospodarce, handlu i inwestycjach niż na dotychczasowej symbolice politycznej.

Inwestorzy coraz częściej patrzą na region jako całość. Jeśli Węgry wracają do gry, Polska również może korzystać na poprawie postrzegania Europy Środkowej. Jednocześnie rośnie konkurencja o kapitał, szczególnie w sektorach produkcyjnych i logistycznych. Dla Polski oznacza to zarówno szansę, jak i wyzwanie mówi prezes Akcenta CZ.

Co dalej z forintem, złotym i firmami?

Po silnym ruchu forinta możliwa jest krótkoterminowa korekta, ale kierunek średnioterminowy będzie zależeć od pierwszych decyzji nowego rządu. Rynek będzie obserwował tempo rozmów z Brukselą, skład gabinetu oraz sygnały dotyczące polityki fiskalnej i stóp procentowych. Dla polskich firm handlujących z Węgrami lub szerzej w regionie oznacza to jedno: większą zmienność kursów walut w najbliższych miesiącach. Dotyczy to nie tylko forinta, ale pośrednio także złotego i korony czeskiej.

Dwa tygodnie po wyborach widzimy, że zmiana polityczna może błyskawicznie przełożyć się na kursy walut. Dla firm to przypomnienie, że ryzyko walutowe nie jest teorią, lecz realnym elementem marży i planowania finansowego. W takich momentach szczególnego znaczenia nabiera zarządzanie ekspozycją walutową podsumowuje Jurczyński.   

Region wraca na radar inwestorów

Eksperci Akcenta CZ wskazują, że inwestorzy coraz częściej patrzą na Polskę, Czechy, Węgry i Rumunię jako wspólny koszyk regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Jeśli polityczne ryzyko na Węgrzech będzie spadać, korzystać mogą również inne waluty regionu, w tym złoty i korona czeska. Zdaniem ekspertów Akcenta CZ najbardziej prawdopodobny scenariusz to stopniowe umacnianie pozycji Węgier w regionie, przy jednoczesnym utrzymaniu podwyższonej zmienności walut. Jeśli nowy rząd szybko poprawi relacje z UE, Budapeszt może stać się jednym z ciekawszych rynków Europy Środkowej w drugiej połowie 2026 roku.

Kruche zawieszenie broni bez porozumienia. Geopolityka nadal dyktuje rytm rynkom

Choć kruche zawieszenie broni w Iranie na razie się utrzymuje, cieśnina Ormuz jest wciąż niemal całkowicie zablokowana przez obie strony i niewiele wskazuje, by rozmowy pokojowe posuwały się do przodu – lub w ogóle się odbywały. Gorszy sentyment do ryzyka odbił się na kursie EUR/PLN, który wrócił do okolic 4,25.

Kluczowe punkty:

  • Dane z Polski zaskakują.
  • Gospodarka strefy euro zwalnia przez skok cen energii.
  • Fed powinien utrzymać stopy procentowe w oczekiwaniu na nadejście Warsha.
  • EBC powinien wstrzymać się od ruchu, choć Lagarde może robić aluzje do podwyżki stóp latem.
  • Świetne wskaźniki PMI w Wlk. Brytanii przed posiedzeniem BoE.

Na rynku walutowym nie widać żadnych wyraźnych trendów – bezterminowe zawieszenie broni sugeruje zakończenie działań zbrojnych, nie wymusza jednak pośpiechu w zawarciu porozumienia pokojowego. Amerykańskie akcje osiągnęły jednak nowe maksima, zaś niepokojące sygnały płynące z gospodarki strefy euro ograniczają zyski europejskich aktywów ryzykownych. Trend „sell America” został wstrzymany na nieokreślony czas, rynki spodziewają się bowiem, że wojna będzie miała na USA stosunkowo mały wpływ.

Ten tydzień zapowiada się jako niezwykle istotny. Do nagłówków dotyczących wojny dołączą decyzje najważniejszych banków centralnych, w tym Rezerwy Federalnej (środa 29.04) oraz Banku Anglii i Europejskiego Banku Centralnego (czwartek 30.04). Choć nie oczekuje się, by któryś z nich zmienił wysokość stóp procentowych, decydenci przekazywali rynkowi stosunkowo niewiele informacji na temat tego, jak oceniają wpływ wojny na ceny oraz wzrost gospodarczy i który z tych aspektów będzie priorytetowy dla ich reakcji. Intensywny tydzień na rynkach dopełnią dane o inflacji HICP w strefie euro i PCE w USA (czwartek 30.04).

PLN

Pogorszenie sentymentu do ryzyka w obliczu rozczarowujących nagłówków dotyczących perspektyw porozumienia na Bliskim Wschodzie przerwało dobrą passę złotego. Kurs EUR/PLN powrócił do okolic 4,25, zmienność nie jest jednak zbyt duża. Wieści z kraju były w zeszłym tygodniu wyjątkowo dobre – po rozczarowującym początku roku w marcu dane zaskoczyły pozytywnie na całej linii, wzmacniając przekonanie, że aktywność gospodarcza będzie w tym roku silna.

Realna sprzedaż detaliczna i produkcja przemysłowa w ujęciu rocznym rosły najmocniej od 2022 r. – odpowiednio o 8,7% i 9,4%. Mocniejsza od oczekiwań była również dynamika płac, która podbiła do 6,6%. Choć złoty nadal powinien reagować przede wszystkim na sygnały z zewnątrz, warto będzie zwrócić uwagę na kwietniowy odczyt inflacji (czwartek 30.04), który może pokazać lekki spadek względem marca.

EUR

Ubiegłotygodniowe dane ankietowe ze strefy euro były jednoznacznie negatywne. Mimo odporności europejskich rynków indeks nastrojów gospodarczych ZEW spadł do najniższego poziomu od trzech lat. Bardziej niepokojące są wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej w kwietniu, które spadły poniżej i tak już pesymistycznych oczekiwań do poziomów spójnych z wyraźnym kurczeniem się gospodarki. Przekonamy się, czy te miękkie dane są nadmiernie silną reakcją na niepokój związany z wojną, a twarde będą radzić sobie lepiej, wydaje się jednak, że jakiekolwiek szanse na podwyżkę stóp EBC w tym tygodniu (czwartek 30.04) zostały przekreślone.

Czwartek przyniesie również wstępne odczyty PKB w I kwartale i inflacji w kwietniu. Dzięki nim i komunikatom EBC przed końcem tygodnia zyskamy znacznie wyraźniejszy obraz wpływu wojny na gospodarkę i reakcji banku centralnego. Ostatnie wypowiedzi decydentów sugerują, że nie spieszno im do podwyżki stóp procentowych, spodziewamy się jednak, że prezeska Christine Lagarde pozostawi otwartą furtkę dla takiego ruchu latem w razie, gdyby pojawiły się obawy dotyczące odkotwiczenia oczekiwań inflacyjnych.

USD

Amerykańskie dane makro w dalszym ciągu cechuje odporność na wojnę. Sprzedaż detaliczna w marcu była na bardzo dobrym poziomie, co potwierdza rozbieżność między niskim zaufaniem konsumentów a rzeczywistymi wydatkami gospodarstw domowych. Wskaźniki PMI również się umocniły, a kluczowy, dla usług, wrócił w kwietniu do obszaru oznaczającego ekspansję sektora.

Jakby nie patrzeć, powszechnie oczekiwane utrzymanie poziomu stóp procentowych Fedu w środę (29.04) jest prawdopodobnie uzasadnione. Nie będzie publikacji nowego dot plotu ani rewizji projekcji ekonomicznych, spodziewamy się jednak, że prezes Jerome Powell przyjmie podczas swojej konferencji prasowej ostrożnie jastrzębi ton. Zapewne wspomni o ryzyku inflacyjnym wynikającym z wojny, nie podkreślając go jednak na tyle, by rynki zaczęły wyceniać podwyżki stóp procentowych w dalszej części roku. Biorąc jednak pod uwagę ogólny brak klarowności spowodowany konfliktem i dodatkową niepewność w związku z nadchodzącą zmianą prezesa na Kevina Warsha, prawdopodobnie gołębiego nominata Donalda Trumpa, kolejnym ruchem może być równie dobrze podwyżka, jak i cięcie.

GBP

Opublikowane w ubiegłym tygodniu odczyty ekonomiczne uzasadniły i wsparły niewielką aprecjację funta od początku wojny w Iranie. Zarówno płace, jak i bezrobocie pozytywnie zaskoczyły, niemniej dane dotyczą lutego, więc czasu sprzed wybuchu wojny. Inflacja zgodnie z oczekiwaniami wzrosła, prawdziwie optymistyczne wieści przyniosły zaś kwietniowe wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej, które mimo ponurych nagłówków dotyczących wojny i skoków cen energii wzrosły.

Posiedzenie Banku Anglii (czwartek 30.04) niemal na pewno nie zaowocuje zmianą wysokości stóp procentowych. Zamiast tego będziemy wyczekiwać podziału głosów i towarzyszących decyzji komunikatów, by przekonać się, czy rynkowe oczekiwania dwóch podwyżek po 25 pb. w 2026 r. pokrywają się z przekonaniami Komitetu. Choć uważamy, że obecna wycena wysokości stóp procentowych jest zbyt agresywna, nie spodziewamy się, by prezes Andrew Bailey odsuwał silnie te oczekiwania, biorąc pod uwagę, że potrzeba trochę czasu, nim decydenci poznają rzeczywisty wpływ wojny w Iranie na gospodarkę.

Wall Street utrzymuje historyczne poziomy. Wyniki Apple, Microsoftu i Amazona mogą zmienić sentyment

Inwestorzy dość sceptycznie reagują na informacje ze strony irańskiej o nowej propozycji zakończenia wojny. Mimo napięcia w geopolityce, Wall Street utrzymuje się na historycznych maksimach – czy wyniki technologicznych gigantów coś zmienią? Skrócony tydzień m.in. w Polsce upływa pod znakiem posiedzeń bankierów centralnych na czele z Fed. 

Ograniczony risk on

Tydzień zaczynamy od doniesień ze strony irańskiej na temat nowej propozycji zakończenia konfliktu. Szef dyplomacji Teheranu ponownie chce otwarcia Cieśniny Ormuz, aby zakończyć wojnę. Najbardziej wrażliwą kwestię, czyli posiadanie broni nuklearnej, proponuje jednak omawiać w późniejszym terminie. Negocjacje utknęły w martwym punkcie, a strona irańska twardo stawia warunki i wykorzystuje blokadę Cieśniny Ormuz jako straszak. Inwestorzy dość sceptycznie podeszli do tej nowej propozycji. I trudno się im dziwić, bo oczekiwania USA są znane: zawieszenie programu wzbogacania uranu na co najmniej 10 lat i wywiezienie z Iranu „gotowego” surowca do produkcji broni atomowej. Mamy więc bardzo duży rozstrzał oczekiwań, co może skutkować tym, że strona amerykańska propozycji Teheranu nawet nie rozważy. EUR/USD powrócił ponad poziom 1,1750, niemniej jednak widać dużą ostrożność inwestorów. Już niejednokrotnie pojawiały się sygnały o deeskalacji, które w kolejnych godzinach były dementowane przez obie strony.

Sezon wyników

W centrum uwagi rynków pozostają negocjacje między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, ale na Wall Street jeszcze ważniejszą kwestią będzie sezon wyników amerykańskich gigantów technologicznych. Giełdy amerykańskie, mimo wojny na Bliskim Wschodzie, utrzymują się na historycznych poziomach. W tym tygodniu odbędzie się swoisty sprawdzian ich kondycji, czyli publikacja sprawozdań finansowych. W środę i w czwartek pojawią się raporty technologicznych gigantów. Decydującą kwestią pozostaje zwrot olbrzymich kosztów wydatkowanych na sztuczną inteligencję i to, jak ten czynnik przełoży się na wyniki finansowe. Wyniki Apple, Microsoftu czy Amazona potrafią decydować o sentymencie na wszystkich indeksach giełdowych. Do tej pory sezon wynikowy przebiegał pod hasłem „pozytywnych zaskoczeń”. Jeśli ten tydzień potwierdzi zwyżkowy trend, będziemy mogli znów spoglądać na historyczne poziomy.

Będzie się działo

Ostatni tydzień kwietnia w niektórych krajach Europy pozostaje nieco krótszy, również w Polsce 1 maja będzie dniem wolnym. Nie oznacza to, że nic nie będzie się działo, bo zarówno środa, jak i czwartek zapowiadają się na rynkach ekscytująco. Poza wspomnianymi wynikami spółek, mamy posiedzenia bankierów centralnych z USA, strefy euro, Wielkiej Brytanii czy Japonii. Nie zanosi się, że dojdzie do zmian stóp procentowych, niemniej jednak uwaga inwestorów skupi się na komunikatach po posiedzeniach. Drastyczne wzrosty cen energii, ropy naftowej czy gazu ziemnego, muszą wywrzeć wpływ na dynamikę inflacji w najbliższych miesiącach. Pytanie tylko, który bank pierwszy wyjdzie przed szereg i zacznie sygnalizować możliwe podwyżki stóp w związku z tym faktem. Spora uwaga powinna się też skupić na czwartkowym odczycie inflacji PCE core, czyli tej wykorzystywanej przez Fed do oceny perspektyw polityki monetarnej. Prognozy mówią o poziomie 3,1% r/r w marcu. Każdy wyższy wynik może przyczynić się do wzrostu rentowności obligacji USA i wpłynąć na plus na notowania dolara.

Regulacje najmu krótkoterminowego uderzą w turystykę? „Mocno spadnie podaż przy rekordowym popycie”

– Regulacje zwiększają transparentność rynku, ale jednocześnie faworyzują profesjonalne zajmujące się tematem najmu firmy – mówi Łukasz Szykuć, prezes zachodniopomorskiego oddziału Polskiego Związku Firm Deweloperskich. Trwa dyskusja, jak powinny wyglądać zmiany w najmie krótkoterminowym, by pogodzić oczekiwania społeczne i gospodarcze. – Zmiany są konieczne, ale mamy obawy związane ze spadkiem dostępności obiektów na wynajem w dużych miastach i kurortach turystycznych. Dla Pomorza Zachodniego ten temat jest bardzo ważny – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Dobre rozwiązania pomieszane z kontrowersyjnymi”

Rozporządzenie unijne wprowadza obowiązkową rejestrację lokali w Centralnym Wykazie Obiektów Noclegowych z unikalnymi numerami ewidencyjnymi. Trwające prace sejmowe nad krajowymi regulacjami – w tym między innymi zgoda wspólnot mieszkaniowych, limity dni najmu do 120 rocznie w strefach gminnych oraz możliwość wprowadzania stref zakazu przez samorządy – zapowiadają dalsze zaostrzenie zasad. W opinii przedsiębiorców zmiany ograniczą swobodę inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych, dotychczas napędzających segment mieszkań głównie pod platformy rezerwacyjne.

– Najem krótkoterminowy powinien być uregulowany. Jesteśmy świadomi tego, jak mocno zmieniła się skala prowadzenia tego rodzaju działalności. Należy wprowadzić ewidencję mieszkań na wynajem krótkoterminowy, a podmioty zajmujące się tym komercyjnie powinny uiszczać z tego tytułu wszelkie należności oraz działać tak, by nie naruszać zasad współżycia społecznego. Najem powinien być prowadzony tak, by złe incydenty nie wpływały na wizerunek działania w sposób horyzontalny. Należy jednak zauważyć, że często przedsiębiorcy nie mają wpływu na to, kto wynajmuje mieszkanie w ramach najmu krótkoterminowego – przyznaje Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Ustawa powinna być rozwiązaniem porządkującym, ale w duchu idei deregulacyjnych uznajemy także racje przedsiębiorców zajmujących się najmem krótkoterminowym, którzy zwracają uwagę, że np. obowiązek wyrażania zgody przez wspólnoty mieszkaniowe i właścicieli budynków na możliwość działania komercyjnego poprzez wynajem mieszkań, mogłoby doprowadzić do zniknięcia z rynku setek mieszkań z dużych miast i kurortów turystycznych. To spowodowałoby radykalny wzrost cen, także cen w hotelach, a to miałoby duży wpływ na turystykę – mówi Hanna Mojsiuk.

„Wzrost cen w obiektach turystycznych i hotelach niemal pewny”

Regulacje zwiększają transparentność rynku najmu, w szczególności dla organów podatkowych. W opinii przedsiębiorców dobre rozwiązania pomieszane są z takimi, które mogą generować negatywne konsekwencje np. dla turystyki.

 – Projekt ustawy o najmie krótkoterminowym zapewne jest potrzebny, aby zniwelować uciążliwości dla lokatorów, którzy w tej samej lokalizacji zamieszkują na stałe. Nie możemy jednak zapominać, że najem krótkoterminowy to często jedyna sensowna cenowo alternatywa dla polskich rodzin, które zamierzają spędzić wakacje w Polsce. Budownictwo to koło zamachowe naszej gospodarki, jak również, bezpośrednio i pośrednio, miejsce pracy dla milionów osób. Musimy działać w przemyślany i logiczny sposób, aby nie zdusić tego segmentu budownictwa i nie zmusić tym samym rodzimych inwestorów do kupowania nieruchomości na wynajem za granicą. To między innymi ze względu na trudność w przewidywaniu regulacji dotyczących nieruchomości wielu z nich już dzisiaj decyduje się na zainwestowanie kapitału na rynkach innych krajów – mówi Łukasz Szykuć, prezes zachodniopomorskiego oddziału Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

– Nie mam wątpliwości, że wprowadzenie ograniczeń będzie powodować wzrost cen w obiektach turystycznych w tym w hotelach. Popyt na turystykę nadmorską, a także turystykę w dużych miastach takich jak Wrocław czy Kraków jest ogromny, a podaż mieszkań na wynajem może się znacząco zmniejszyć – mówi ekspert rynku nieruchomości Mirosław Król.

– Szukajmy dobrych rozwiązań, które będą wpływać na poprawę komfortu życia stałych lokatorów obiektów w których prowadzony jest najem krótkoterminowy, ale nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Wyobrażam sobie, że wprowadzenie takich regulacji spowoduje, że wiele mieszkań z rynku wtórnego może wrócić na rynek, jako lokale na sprzedaż – mówi Mirosław Król.

ORLEN i Wojska Obrony Terytorialnej będą współpracować przy ochronie infrastruktury krytycznej

ORLEN oraz Wojska Obrony Terytorialnej podpisały porozumienie dotyczące współpracy w zakresie wzmacniania bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej spółki. Partnerstwo ma obejmować szkolenia, ćwiczenia, inicjatywy edukacyjne oraz wymianę doświadczeń między koncernem energetycznym a formacją wojskową.

Nowe porozumienie ma zwiększyć gotowość ORLENU i Wojsk Obrony Terytorialnej do działania w wymagających warunkach operacyjnych. Współpraca będzie koncentrować się przede wszystkim na efektywnej ochronie aktywów produkcyjnych, które mają kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. Jak podkreślają strony, ochrona infrastruktury krytycznej wymaga nie tylko odpowiednich procedur, ale również praktycznych kompetencji, stałego przygotowania i sprawnego współdziałania różnych instytucji.

ORLEN wskazuje, że bezpieczeństwo energetyczne jest jednym z fundamentów odporności państwa. Dotyczy to zarówno ciągłości dostaw paliw i energii, jak również zdolności reagowania na sytuacje kryzysowe, awarie, zagrożenia hybrydowe czy inne zdarzenia mogące wpływać na funkcjonowanie strategicznych obiektów. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera przygotowanie pracowników koncernu do współpracy ze służbami i wojskiem.

– Bezpieczeństwo Polski i stabilne dostawy energii są ze sobą nierozerwalnie związane. Bierzemy odpowiedzialność nie tylko za rozwój biznesu, ale także za wzmacnianie odporności kraju. Ważną rolę odgrywają w tym nasi pracownicy – ich wiedza, zaangażowanie i gotowość do działania. Współpraca z Wojskami Obrony Terytorialnej pozwoli rozwijać ich kompetencje i przekładać je na konkretne efekty, realnie zwiększając bezpieczeństwo naszej infrastruktury – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

WOT będzie szkolić się w warunkach zbliżonych do rzeczywistych

Porozumienie zakłada rozwój współpracy szkoleniowej oraz przygotowanie zarówno pracowników ORLENU, jak i żołnierzy WOT-u do wspólnego działania w różnych sytuacjach operacyjnych. W praktyce oznacza to organizację wspólnych szkoleń i ćwiczeń, w tym zajęć z przysposobienia wojskowego dla pracowników koncernu. Elementem współpracy będzie także udostępnienie wybranych instalacji ORLENU na potrzeby warsztatów i zajęć praktycznych.

Dla Wojsk Obrony Terytorialnej możliwość prowadzenia ćwiczeń w środowisku rzeczywistych obiektów infrastrukturalnych ma znaczenie operacyjne. Pozwala lepiej rozumieć specyfikę strategicznych instalacji przemysłowych, ich organizację, ograniczenia techniczne oraz procedury bezpieczeństwa. Takie działania mogą wzmacniać zdolność formacji do współpracy z podmiotami odpowiedzialnymi za kluczowe elementy gospodarki i systemu bezpieczeństwa państwa.

– Ochrona infrastruktury krytycznej jest jednym z kluczowych elementów systemu bezpieczeństwa państwa. Współpraca z ORLENEM umożliwia Wojskom Obrony Terytorialnej doskonalenie zdolności operacyjnych w środowisku rzeczywistych obiektów infrastrukturalnych oraz budowanie efektywnego modelu współdziałania z partnerem strategicznym sektora energetycznego – podkreślił gen. dyw. dr Krzysztof Stańczyk, Dowódca Wojsk Obrony Terytorialnej.

Szkolenia, edukacja i wymiana doświadczeń

Współpraca ORLENU i WOT-u nie ograniczy się wyłącznie do ćwiczeń praktycznych. Porozumienie obejmuje również wymianę wiedzy, wsparcie kompetencyjne oraz inicjatywy edukacyjne. Strony zapowiadają działania, które mają zwiększać świadomość społeczną w obszarze bezpieczeństwa, odpowiedzialności obywatelskiej i roli infrastruktury krytycznej w funkcjonowaniu państwa.

ORLEN umożliwi także prowadzenie działań informacyjnych i rekrutacyjnych WOT-u wśród swoich pracowników. Ma to wspierać rozwój formacji oraz zwiększać zaangażowanie społeczne osób zatrudnionych w koncernie. Z punktu widzenia spółki istotne jest również wzmacnianie kompetencji własnej kadry, szczególnie w zakresie reagowania na sytuacje nadzwyczajne i współpracy z instytucjami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo.

Porozumienie ma charakter systemowy i wpisuje się w szersze podejście do budowy odporności państwa. Zakłada ono współdziałanie administracji publicznej, sił zbrojnych, sektora gospodarczego oraz społeczeństwa obywatelskiego. W przypadku ORLENU szczególne znaczenie ma fakt, że spółka zarządza aktywami o strategicznym znaczeniu dla krajowego bezpieczeństwa energetycznego.

Wzmocnienie ochrony kluczowych obiektów

Zawarte partnerstwo ma stworzyć trwałe ramy współdziałania pomiędzy potencjałem obronnym Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej a zasobami, infrastrukturą i kompetencjami strategicznego podmiotu sektora energetycznego. Współpraca ma pozwolić na efektywne wykorzystanie uzupełniających się zdolności obu stron. Chodzi zarówno o lepsze przygotowanie do ochrony kluczowych obiektów, jak i o zwiększenie zdolności reagowania w przypadku sytuacji kryzysowych.

Istotnym elementem porozumienia będą również wydarzenia i inicjatywy skierowane do społeczności lokalnych. Ich celem ma być zwiększanie świadomości dotyczącej bezpieczeństwa oraz pokazanie, że ochrona infrastruktury krytycznej nie jest wyłącznie zadaniem wyspecjalizowanych służb. To także obszar wymagający odpowiedzialności, wiedzy i współpracy wielu środowisk.

Kuehne+Nagel pod presją geopolityki i słabego dolara. Wyniki za I kwartał 2026 roku

Wyniki Kuehne+Nagel za pierwszy kwartał 2026 r. 

Q1 2026 Q1 2025 Δ Δ*
Obrót netto 5,603 6,330 -12% -5%
Zysk brutto 2,110 2,237 -6% -%
EBITDA 562 627 -10% -4%
EBIT 343 402 -15% -8%
Cykliczny EBIT** 308 402 -23% -17%
Zyski 248 303 -18% -12%
Wolne przepływy pieniężne 194 173 12%  

*po uwzględnieniu wpływu kursów walutowych

**po uwzględnieniu jednorazowego zysku z transakcji sprzedaży i leasingu zwrotnego

W pierwszym kwartale 2026 r. Grupa Kuehne+Nagel osiągnęła obroty netto w wysokości 5,6 mld CHF. Wskaźnik EBIT wyniósł 343 mln CHF, a zysk 248 mln CHF. Wskaźnik konwersji Grupy wyniósł 16%.

Ogłoszone w październiku 2025 r. działania mające na celu redukcję kosztów miały istotny wpływ na wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2026 r. W rezultacie udało się obniżyć koszty na jednostkę.

Stefan Paul, Dyrektor Zarządzający Kuehne+Nagel International AG:

„Dzięki konsekwentnemu zarządzaniu kosztami firma Kuehne+Nagel rozpoczęła rok od dobrych wyników w segmentach transportu lotniczego, drogowego i logistyki kontraktowej. Jednostka logistyki morskiej krótkotrwale odczuła skutki zakłóceń na Bliskim Wschodzie. Uważnie obserwujemy sytuację, zwłaszcza w kontekście rosnących cen energii i możliwego wpływu na popyt konsumencki.

Ponieważ rynki nadal charakteryzują się zmiennością, nasz dostęp do globalnej sieci oraz ścisła współpraca z klientami pozwalają nam szybko i elastycznie reagować na zmieniające się warunki. Ta siła, w połączeniu z obecną dynamiką rynku i naszym konsekwentnym zarządzaniem kosztami, daje nam pewność co do wyników w drugim kwartale 2026 r.”

Biorąc pod uwagę wyniki z pierwszego kwartału, firma Kuehne+Nagel oczekuje obecnie, że cykliczny EBIT Grupy w 2026 r. wyniesie od 1,25 do 1,40 mld CHF.

Logistyka morska

CHF mill. Q1 2026 Q1 2025 Δ Δ*
Obrót netto 1,886 2,499 -25% -19%
Zysk brutto 449 577 -22% -16%
EBIT 113 210 -46% -42%

*po uwzględnieniu wpływu kursów walutowych

W pierwszym kwartale 2026 roku dział logistyki morskiej osiągnął obroty netto w wysokości 1,9 mld CHF oraz EBIT na poziomie 113 mln CHF. Wskaźnik konwersji wyniósł 25%. Na koniec marca 2026 r. wolumeny wyniosły 1 mln TEU.

Sytuacja na Bliskim Wschodzie spowodowała wzrost intensywności usług w pierwszym kwartale 2026 r. Wolumeny w analogicznym okresie poprzedniego roku (I kwartał 2025 r.) były wyjątkowo wysokie ze względu na efekt przyspieszenia zamówień przez klientów w związku z „Liberation Day”.

Logistyka lotnicza

CHF mill. Q1 2026 Q1 2025 Δ Δ*
Obrót netto 1,627 1,782 -9% -%
Zysk brutto 407 439 -7% 1%
EBIT 111 116 -4% 7%

*po uwzględnieniu wpływu kursów walutowych

Segment logistyki lotniczej osiągnął w pierwszym kwartale 2026 r. obroty netto w wysokości 1,6 mld CHF, a EBIT wyniósł 111 mln CHF. Wskaźnik konwersji wyniósł 27%. Na koniec marca 2026 r. wolumen przewozów lotniczych osiągnął 516 000 ton, co oznacza nieznaczny wzrost w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego.

Wydarzenia na Bliskim Wschodzie doprowadziły do krótkotrwałego ograniczenia zdolności przewozowych w transporcie lotniczym, co spowodowało wzrost popytu na rozwiązania czarterowe.

Logistyka drogowa

CHF mill. Q1 2026 Q1 2025 Δ Δ*
Obrót netto 908 871 4% 9%
Zysk brutto 339 331 2% 7%
EBIT 25 19 32% 42%

*po uwzględnieniu wpływu kursów walutowych

W pierwszym kwartale 2026 roku jednostka logistyki drogowej osiągnęła obroty netto w wysokości 908 mln CHF oraz EBIT w wysokości 25 mln CHF.

Segment ten zwiększył swój udział w rynku we wszystkich regionach. Od wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie firma Kuehne+Nagel przyczynia się również do zabezpieczenia regionalnych łańcuchów dostaw poprzez tworzenie korytarzy lądowych, na przykład w ramach usług transportu ciężarowego z Arabii Saudyjskiej do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Logistyka kontraktowa

CHF mill. Q1 2026 Q1 2025 Δ Δ*
Obrót netto 1,182 1,178 -% 5%
Zysk brutto 915 890 3% 8%
EBIT 94 57 65% 72%
Cykliczny EBIT* 59 57 4% 11%

*po uwzględnieniu wpływu kursów walutowych

W pierwszym kwartale 2026 r. segment logistyki kontraktowej osiągnął obroty netto w wysokości 1,2 mld CHF, a EBIT wyniósł 94 mln CHF. Odnotowano jednorazowy wynik dodatni w wysokości 35 mln CHF z tytułu sprzedaży nieruchomości w Niemczech.

Firma Kuehne+Nagel otworzyła nowe centra dystrybucyjne w Ameryce Północnej i Południowej, Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz w Singapurze.

Kto szuka pracy, a kogo szukają firmy? Polski rynek IT w I kwartale 2026 roku

W sektorze IT hybrydowy model pracy (41 proc. ogłoszeń) po raz pierwszy wyprzedził pracę zdalną, wymienianą obecnie w 38,5 proc ogłoszeń. W 1. kwartale roku branża notuje też 23-procentowe odbicie w liczbie ogłoszeń kwartał do kwartału, chociaż nadal dominują oferty kierowane do seniorów i midów (łącznie ponad 90 proc. ogłoszeń z sektora). Wśród najlepiej opłacanych specjalizacji nastąpiło przetasowanie – dominująca od 3 lat kategoria Architecture została zdetronizowana przez ERP. Kolejne miejsca zajmują Security oraz DevOps. 

Ponownie przybywa ofert pracy w branży IT. W 1. kwartale 2026 r. ich liczba zwiększyła się o 23 proc. w porównaniu do ostatniego kwartału 2025 r., jak wynika z najnowszej analizy ogłoszeń opublikowanych na No Fluff Jobs, największego polskiego portalu z widełkami w ogłoszeniach o pracy. Nie zmienia się jednak zapotrzebowanie na specjalistów o konkretnym poziomie doświadczenia. Blisko 60 proc. ofert kierowanych jest do seniorów, nieco ponad ⅓ do midów, a tylko ok. 5 proc. do juniorów. Ogólne mediany widełek wynagrodzeń również pozostają na stałym poziomie, chociaż widać zmiany w przypadku poszczególnych specjalizacji. 

Wzrost liczby ogłoszeń pokazuje, że rynek dalej potrzebuje specjalistów i specjalistek, nawet w dobie coraz powszechnego AI. Jako No Fluff Jobs, portal z obowiązkowymi widełkami płacowymi, liczymy też, że coraz częściej na rynku będą pojawiać się transparentne oferty pracy komentuje Paulina Król, Chief People and Operations Officer w No Fluff Jobs. – Wprowadzona w grudniu ustawa „Jasne zarobki”, jakkolwiek nieidealna, oraz nadchodząca dyrektywa unijna o równym wynagradzaniu wymuszają na firmach budowę siatek płac i uporządkowanie poziomów pensji wewnątrz. Tym samym część organizacji staje się gotowa też na publiczne pokazywanie widełek, bo tak obecni, jak i przyszli pracownicy będą dokładnie wiedzieć, w jakim przedziale wynagrodzenia mogą się poruszać.

Zmiana na 1. miejscu najlepiej opłacanych specjalizacji

W pierwszych trzech miesiącach 2026 r. najbardziej spadły wynagrodzenia w kategoriach Mobile – aż do 21 proc. w dolnych widełkach na etacie – oraz UX – do 17 proc. w dolnych widełkach na etacie. Spadek odnotowano również w najlepiej od trzech lat opłacanej kategorii Architecture, nawet do 17,5 proc. w górnych widełkach na umowie o pracę. W wielu specjalizacjach nastąpiły też jednak wzrosty oferowanych zarobków. 

Obecnie najlepiej opłacane specjalizacje IT to:

  • ERP (Enterprise Resource Planning): 28,5-33,5 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B i 18-24,8 tys. zł na umowie o pracę;
  • Architecture IT: 27-32 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B i 18-22 tys. zł na umowie o pracę;
  • Security: 25-30 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B i 18-24,8 tys. zł na umowie o pracę;
  • DevOps: 23,5-28,5 zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B i 17-24 tys. zł na umowie o pracę.

Wynagrodzenia w IT w 1. kwartale 2026 r.

Kategoria B2B UoP
Mediana dolnych widełek wynagrodzenia Mediana górnych widełek wynagrodzenia Zmiana w dolnych widełkach Q1 26 vs Q4 25 Zmiana w górnych widełkach Q1 26 vs Q4 25 Mediana dolnych widełek wynagrodzenia Mediana górnych widełek wynagrodzenia Zmiana w dolnych widełkach Q1 26 vs Q4 25 Zmiana w górnych widełkach Q1 26 vs Q4 25
Agile/Scrum Master 20 000 25 200 -8.9% -6.3% 17 500 24 000 +2.9% +20%
Architecture IT 26 880 31 920 0% -5.0% 18 000 22 000 -7.7% -17.5%
AI/ML 21 840 28 000 +4% 0% 18 000 24 000 -2.7% -14.3%
Backend 21 840 26 040 +4% -1.3% 17 000 23 400 0% +1.7%
Business Analyst 21 000 24 765 +5% +5.3% 13 500 17 500 -1.8% +1.2%
Data & Bi 21 840 27 000 -3.4% -5.5% 18 500 24 800 +8.8% +5.5%
DevOps 23 520 28 560 +1.8% 0% 17 000 23 950 0% +0.2%
Embedded 20 080 23 520 +8.7% -3.4% 17 000 19 000 +9.7% -2.6%
ERP 28 560 33 600 +6.3% +5.3% 18 000 24 800 +38.5% +18.1%
Frontend 19 905 25 000 +0.4% +6.3% 16 000 21 100 +6.7% +5.5%
Fullstack 23 520 28 350 +1.8% +2.3% 19 500 24 000 +14.7% +4.3%
Mobile 20 000 25 200 -0.8% 0% 15 000 21 200 -21.1% -12.6%
Product Management 20 160 25 200 -7.7% -3.2% 20 000 25 000 +8.1% +4.2%
Project Manager 20 160 25 000 0% +4.2% 16 000 20 700 +6.7% +8.9%
Security 25 200 30 240 +9.6% +4.3% 20 000 25 000 +11.1% +2.4%
Support 13 440 18 000 0% +4.5% 9 000 12 500 -7.2% 0%
SysAdministrator 20 160 25 000 +18.6% +6.3% 10 500 15 500 -12.5% -8.8%
Testing 16 800 21 840 0% +8.3% 13 750 18 000 +14.6% +12.5%
UX 15 000 18 690 -10.7% -9.2% 12 400 17 250 -17.3% -6.3%

 

Dominuje praca hybrydowa

Najpopularniejszą formą zatrudnienia w branży IT niezmiennie pozostaje kontrakt B2B, wymieniany w 71 proc. ofert pracy. Możliwość zatrudnienia na etat pojawia się w 37 proc. ogłoszeń (wartości nie sumują się do 100%, bo pracodawcy mogą podać kilka proponowanych umów w ogłoszeniu – red.). Proporcje te różnią się jednak w zależności od poziomu doświadczenia. W ogłoszeniach adresowanych do juniorów częściej oferowany jest etat (52 proc. ogłoszeń, a B2B pojawia się w 42 proc.). W ofertach pracy kierowanych do midów kontrakt B2B pojawia się już w 72 proc., a umowa o pracę w 38 proc. W przypadku ofert dla seniorów kontrakt B2B pojawia się w 74,5 proc. ogłoszeń, a etat – w 24 proc. 

W 1. kwartale 2026 r. po raz pierwszy od lat w ogłoszeniach o pracy dominował tryb hybrydowy, wymieniany w 41 proc. ofert. Najpopularniejszy dotychczas tryb zdalny pojawił się w 38,5 proc. ofert, a praca z biura – w 20,5 proc. 

To potwierdzenie trendu, który w IT obserwujemy od kilku lat. W trakcie pandemii praca zdalna „wystrzeliła” jako bardzo powszechny tryb pracy, jednak po unormowaniu sytuacji pracodawcy coraz częściej zaczynają zapraszać pracowników do biura. Ponieważ opór w sektorze technologicznym wobec pracy w całości stacjonarnej byłby duży, firmy zwykle decydują się na tryb hybrydowy jako opcję „pośrednią”, która na długim dystansie ma zadowolić obie stronytłumaczy Paulina Król, Chief People and Operations Officer w No Fluff Jobs.

Accor zwiększył przychody w I kw. 2026 r. mimo wpływu konfliktu na Bliskim Wschodzie

Grupa hotelowa Accor odnotowała w pierwszym kwartale 2026 roku przychody w wysokości 1 313 mln €, co oznacza wzrost o 2,3% przy stałych kursach walut. Przychody z zarządzania i franczyzy wzrosły o 8,3% do poziomu 332 mln €, a wzrost sieci netto wyniósł 3,8% w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

– „W pierwszym kwartale 2026 roku Grupa ponownie odnotowała stabilny wzrost. Silna dynamika z początku roku zrównoważyła skutki konfliktu na Bliskim Wschodzie. Nasze zespoły sprawnie dostosowują operacje do potrzeb właścicieli hoteli i gości. Wdrożyliśmy środki ochrony, które ograniczają wpływ obecnej sytuacji na nasze wyniki. Dzięki temu przygotowujemy się na ożywienie rynku i wykorzystujemy wzrost w regionach o dużym popycie, takich jak Europa i Azja Południowo-Wschodnia. Nasza szeroka obecność geograficzna, wyjątkowe portfolio marek oraz zdolność do adaptacji dają nam pewność, że w 2026 roku dostarczymy jeszcze lepsze efekty” – komentuje Sébastien Bazin, Chairman and CEO Accor.

W pierwszym kwartale bieżącego roku Accor odnotował przychody w wysokości 1 313 mln €, co stanowi wzrost o 2,3% przy stałych kursach walut w porównaniu z pierwszym kwartałem 2025 roku. Wynik ten obejmuje wzrost o 4,6% w dywizji Premium, Midscale and Economy (PM&E). Przychody w dywizji Luxury & Lifestyle (L&L) spadły o 0,7%, co wynika głównie z planowanej sprzedaży części aktywów (wpływ na poziomie 6,2%).

Kluczowy wskaźnik RevPAR (przychód na dostępny pokój) wzrósł o 5,1% w porównaniu z pierwszym kwartałem 2025 roku. Na ten wynik wpłynął wzrost o 4,5% w dywizji PM&E oraz o 6,0% w dywizji Luxury & Lifestyle.

W pierwszym kwartale 2026 roku Accor otworzył 48 hoteli (ponad 6 700 pokoi). Pod koniec marca 2026 roku Grupa dysponowała portfolio 5 815 hoteli (879 676 pokoi). Obecnie sieć planowanych otwarć obejmuje 1 545 nowych inwestycji (260 000 pokoi) w przygotowaniu.

Dziewięć zmian prawnych i podatkowych, które wpłyną na firmy w 2026 roku

Cyfrowa rewolucja w fakturowaniu, przełomowy wyrok unijny w sprawie VAT i nowa europejska spółka, a jednocześnie droższe firmowe auta, nowe uprawnienia inspektorów pracy i koniec wojennych uproszczeń w zatrudnianiu cudzoziemców. Te zmiany wpłyną na prowadzenie biznesu w Polsce w 2026 roku wynika z Polskiego Barometru TMF Group za pierwszy kwartał 2026 roku.

Polski Barometr TMF Group to cykliczne opracowanie ekspertów TMF Poland, pracujących na co dzień w biurach w Katowicach i Warszawie. Raport koncentruje się na zmianach administracyjnych, podatkowych, księgowych i pracowniczych mających realny wpływ na bezpieczeństwo, koszty i przewidywalność prowadzenia działalności gospodarczej. Pierwszy kwartał 2026 roku obfitował w zmiany zarówno korzystne dla firm, jak i takie, które wymagają szybkiego dostosowania procesów.

Wśród zmian ocenianych jako korzystne lub neutralne dla przedsiębiorców autorzy Barometru wyróżniają przede wszystkim wyrok Sądu Unii Europejskiej z 11 lutego 2026 roku, który podważa jeden z najbardziej uciążliwych mechanizmów polskiego systemu VAT – przymusowe odsuwanie prawa do odliczenia podatku naliczonego tylko dlatego, że faktura dotarła z opóźnieniem. Sąd orzekł, że podatnik może odliczyć VAT naliczony w deklaracji za okres, w którym doszło do transakcji, nawet jeśli faktura wpłynęła w kolejnym miesiącu – o ile dokument jest w jego rękach przed złożeniem deklaracji. Sprawa nie została jednak ostatecznie zamknięta – złożono wniosek o szczególną kontrolę orzeczenia i to TSUE ma rozstrzygnąć ją definitywnie.

„To orzeczenie należy traktować jako jedno z ważniejszych rozstrzygnięć podatkowych ostatnich lat – nie tylko z perspektywy techniczno-prawnej, ale przede wszystkim ekonomicznej. Sztuczne opóźnianie prawa do odliczenia VAT o cały miesiąc rozliczeniowy generuje dla firm realne koszty. Czas pokaże, jak ta sprawa się zakończy i jaki finalnie będzie miała wpływ na polskich podatników”. – komentuje Mikołaj Ślusarek, ekspert TMF Group.

Równie istotną zmianą, na którą uwagę zwracają autorzy Barometru, jest przedstawiona 18 marca 2026 roku przez Komisję Europejską propozycja rozporządzenia EU Inc. Dotyczącego nowej formy spółek.

Spółka europejska EU Inc. byłaby automatycznie uznawana we wszystkich państwach członkowskich, a jej rejestracja odbywałaby się w pełni cyfrowo w nie więcej niż 48 godzin, za nie więcej niż 100 euro. Miałaby funkcjonować równolegle do 27 krajowych systemów prawnych jako tzw. „28. reżim”.

Jako dopełnienie projekt zakłada też utworzenie cyfrowego Europejskiego Portfela Biznesowego umożliwiającego składanie zeznań podatkowych i wniosków online o pozwolenia związane z prowadzoną działalnością, unijny model opcji na akcje dla pracowników (EU-ESO) z opodatkowaniem dopiero w momencie sprzedaży akcji oraz uproszczone postępowania upadłościowe dla startupów.

„Inicjatywa EU Inc. to bezpośrednia odpowiedź na jeden z najbardziej palących problemów europejskiej konkurencyjności. Europejskie startupy od lat przenosiły się do Delaware, Londynu czy Singapuru w poszukiwaniu prostszego otoczenia prawnego. Kluczowe znaczenie ma forma prawna instrumentu: rozporządzenie, a nie dyrektywa. Komisja chce w ten sposób wyeliminować ryzyko fragmentacji, które często niwelowało efekty unijnych reform”. – wskazuje Mikołaj Ślusarek, ekspert TMF Group.

Przełomowym momentem dla polskich przedsiębiorców był też 1 kwietnia 2026 roku, kiedy wdrożony został drugi i największy etap Krajowego Systemu e-Faktur – od tej daty niemal każdy przedsiębiorca wystawiający faktury w Polsce objęty jest obowiązkiem korzystania z KSeF. Ostatnia grupa, czyli mikroprzedsiębiorcy ze sprzedażą do 10 tys. zł miesięcznie, dołączy do systemu od 1 stycznia 2027 roku. Ministerstwo Finansów pracuje równolegle nad nowym mechanizmem identyfikacji tzw. faktur scamowych (czyli fałszywych faktur kosztowych), które od 1 lutego 2026 roku można zgłaszać przez formularz w aplikacji KSeF 2.0.

„To historyczny moment dla cyfryzacji systemu podatkowego w Polsce, ale też realny test operacyjny na niespotykaną dotąd skalę: setki tysięcy podmiotów w jednym systemie jednocześnie. Przedsiębiorcy wchodzą teraz w najtrudniejszy etap – nietechniczny, lecz procesowy. KSeF zmienia nie tylko narzędzie do wystawiania faktur, ale cały cykl obiegu dokumentów w firmie. Rok 2026 jest okresem przejściowym z formalnym brakiem sankcji – ale wyrobione obecnie nawyki i procedury zdecydują o bezpieczeństwie podatkowym firm od 2027 roku”. – podkreśla Mikołaj Ślusarek, ekspert TMF Group.

Za wyraźnie pozytywną zmianę eksperci TMF Group uznają też nowelizację ustawy o rachunkowości podpisaną przez Prezydenta Karola Nawrockiego 11 marca 2026 roku, która pozwala tysiącom polskich firm legalnie zrezygnować z kosztownych raportów ESG za lata 2025 i 2026. Ze zwolnienia skorzystają podmioty, które nie przekroczyły progu 1000 pracowników lub 1 900 mln zł przychodów netto ze sprzedaży w roku obrotowym i roku poprzedzającym. Nowelizacja wdraża opcję przewidzianą w unijnej dyrektywie 2026/470 (pakiet Omnibus I), która od 2027 roku zawęzi obowiązek raportowania ESG wyłącznie do firm jednocześnie przekraczających próg 1000 pracowników i 450 mln euro przychodów.

„To jedna z tych zmian, które firmy odczują realnie – nie tylko w portfelu, ale też w harmonogramie pracy działów finansowych i ESG. Koszt przygotowania pełnego raportu zrównoważonego rozwoju zgodnego z europejskimi standardami ESRS może wynosić od kilkuset tysięcy do nawet kilku milionów złotych rocznie, wliczając audyt, systemy zbierania danych i zasoby ludzkie”. – komentuje Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

Przedsiębiorcy powinni też odnotować nową funkcjonalność aplikacji mObywatel, która na mocy ustawy z 9 stycznia 2026 roku zostanie zintegrowana z Krajowym Rejestrem Sądowym – pełna funkcjonalność uruchomiona zostanie 31 maja 2026 roku. Wspólnicy, członkowie zarządów i prokurenci będą otrzymywać automatyczne powiadomienia push o zmianach rejestrowych dla maksymalnie 50 podmiotów w każdym kanale komunikacji. Równolegle od 31 marca elektroniczne dokumenty generowane z ksiąg wieczystych uzyskały pełną moc dokumentów sądowych.

„Dla przedsiębiorców powiązanych z wieloma podmiotami nowe narzędzie to realna oszczędność czasu i podniesienie standardu kontroli korporacyjnej bez żadnych dodatkowych kosztów. Warto jednak pamiętać o ograniczeniu do 50 podmiotów per kanał”. – mówi Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

Autorzy Barometru pozytywnie oceniają również modernizację zasad korzystania ze zwolnień lekarskich – reforma wdrażana jest etapami od stycznia, z kluczowymi przepisami obowiązującymi od 13 kwietnia 2026 roku. Najważniejszą zmianą jest nowe podejście do aktywności podczas zwolnienia: kluczowym kryterium staje się wyłącznie wpływ danej aktywności na proces leczenia, a incydentalny kontakt z zakładem pracy – odebranie telefonu czy odpowiedź na e-mail – nie skutkuje już automatyczną utratą zasiłku.

„Reforma systemu zwolnień lekarskich to jedna z tych zmian, które były potrzebne od lat. Nowe kryterium – wpływ aktywności na leczenie – jest znacznie bardziej racjonalne i proporcjonalne. Dla firm to sygnał, że system zaczyna nadążać za rynkiem. Równocześnie wzmocnienie kontroli ZUS to właściwy kierunek: sprawne egzekwowanie przepisów chroni tych, którzy korzystają ze zwolnień rzetelnie, i eliminuje patologie obciążające cały system”. – ocenia Anna Jendo, ekspert TMF Group.

Siódmą i zarazem ostatnią zmianą, którą eksperci TMF Group zaliczają do pozytywnych, jest reforma zasad zatrudniania cudzoziemców z 5 marca 2026 roku, porządkująca wieloletni chaos prawny narosły wokół tej kwestii. Nowe przepisy z jednej strony zachowują ochronę czasową dla Ukraińców posiadających numer PESEL UKR, z drugiej nakładają na pracodawców obowiązek zgłoszenia cudzoziemca do powiatowego urzędu pracy w ciągu 7 dni od zatrudnienia i dają firmom 3-letni okres przejściowy na pełne dostosowanie się do nowych wymagań.

„Szczególnie istotne jest zachowanie ochrony czasowej dla Ukraińców z numerem PESEL UKR – dowód na to, że ustawodawca nie działa mechanicznie i nie cofa nabytych praw. Ujednolicenie procedur dla pozostałych grup to natomiast krok w stronę równego i przewidywalnego rynku”. – ocenia Anna Jendo, ekspert TMF Group.

Pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł jednak również zmiany stanowiące poważne wyzwanie dla polskich przedsiębiorców. Wśród nich autorzy Barometru wymieniają przede wszystkim obniżenie od 1 stycznia 2026 roku limitu kosztów podatkowych dla samochodów spalinowych i większości hybryd – ze 150 000 zł do 100 000 zł. Nowy system limitów uzależniony jest od emisji CO2, 225 000 zł dla aut elektrycznych i napędzanych wodorem, 150 000 zł dla pojazdów o emisji poniżej 50 g/km oraz 100 000 zł dla wszystkich samochodów spalinowych i większości hybryd. Limity obejmują nie tylko odpisy amortyzacyjne, ale też raty leasingowe i opłaty dzierżawne – a więc najczęściej wybierane przez przedsiębiorców formy finansowania.

„To zmiana, która uderza tam, gdzie boli najbardziej – w codzienną kalkulację kosztów prowadzenia działalności. Limit 100 000 zł jest realnie oderwany od rynkowych cen: od 2019 roku ceny nowych samochodów wzrosły o 50 – 100 proc., a dziś przeciętny samochód klasy średniej kosztuje 150 – 200 tys. zł, co oznacza, że połowa lub więcej jego wartości jest wykluczona z kosztów podatkowych”.  – wyjaśnia Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.

Poważnym wyzwaniem pozostaje też reforma Państwowej Inspekcji Pracy, przyznająca okręgowemu inspektorowi pracy prawo do samodzielnego wydania decyzji administracyjnej stwierdzającej istnienie stosunku pracy – bez wyroku sądu – skutkującej natychmiastową reklasyfikacją umowy. Choć reforma wymierzona jest w fikcyjne kontrakty B2B, tysiące specjalistów – programistów, grafików, konsultantów – świadomie i dobrowolnie prowadzi działalność w tej formie, ceniąc jej elastyczność. Dla nich, jak wskazują eksperci TMF Group, nowe przepisy rodzą ryzyko błędnych ocen ze strony inspektorów, które mogą uderzyć w legalnie działające firmy.

„Reforma PIP może przynieść dobre efekty w walce z patologiami rynku pracy, ale źle wdrożona – bez precyzyjnych kryteriów i rzetelnej kontroli uznaniowości inspektorów – stanie się narzędziem, które uderzy również w legalnie działające firmy i świadomych freelancerów”. – ostrzega Anna Jendo, ekspert TMF Group.

Autorzy Barometru zwracają wreszcie uwagę na negatywne konsekwencje wspomnianej wcześniej reformy zasad zatrudniania cudzoziemców, która dla sektorów budowlanego, logistycznego i produkcyjnego oznacza realne zagrożenie dla płynności operacyjnej. Nowe procedury wydłużają rekrutację pracowników zagranicznych, a 7-dniowy termin zgłoszeniowy dla tysięcy małych i średnich firm to dodatkowy koszt operacyjny i ryzyko sankcji za błędy. Kolejnym ryzykiem jest sytuacja pracowników bez potwierdzonego numeru PESEL UKR – ich ewentualne wypadnięcie z legalnego rynku pracy oznaczałoby realną lukę kadrową, której zapełnienia nikt dziś nie potrafi zaplanować.

„Zmiany najbardziej odczują pracodawcy zatrudniający Ukraińców bez numeru PESEL UKR – to właśnie dla tych pracowników droga do legalnej pracy staje się bardziej formalna i zbliżona do standardów obowiązujących obywateli innych państw”. – wskazuje Anna Jendo, ekspert TMF Group.

Nowe zasady obliczania stażu pracy od 1 maja. Co trzeba zrobić, by z nich skorzystać?

1 maja 2026 roku w sektorze prywatnym zaczną obowiązywać zmiany w Kodeksie pracy, które poszerzają sposób obliczania stażu pracy. Będą wliczane do niego m.in. okresy prowadzenia działalności gospodarczej oraz wykonywania pracy na podstawie umów zlecenia. Do tej pory rozwiązania te obejmowały wyłącznie pracowników sektora publicznego.  Dla wielu osób przełoży się to na dłuższy staż pracy, a w konsekwencji – większy wymiar urlopu oraz dostęp do dodatków stażowych.

Pracownicy będą musieli udokumentować wcześniejsze okresy prowadzenia działalności gospodarczej, wykonywania umów zlecenia czy innych form aktywności zawodowej, aby pracodawca mógł uwzględnić je przy ustalaniu stażu pracy. Sama nowelizacja Kodeksu pracy z 26 września 2025 r. nie oznacza więc automatycznego przeliczenia tego stażu.

Nowe zasady liczenia stażu pracy od 2026 roku

Od 1 stycznia nowe zasady obliczania stażu pracy obowiązują w sektorze publicznym (m.in. w urzędach, szkołach publicznych, samorządowych instytucjach kultury, SP ZOZ-ach).

Nowelizacja Kodeksu nie opiera sposobu obliczania stażu pracy wyłącznie na stosunku pracy. Zamiast tego wprowadza szerokie podejście obejmujące różne formy aktywności zawodowej, w tym działalność gospodarczą oraz wybrane umowy cywilnoprawne, o ile spełnione są warunki ustawowe. Do tej pory uwzględniano głównie zatrudnienie na etacie oraz wybrane formy służby. Inne aktywności zawodowe nie miały wpływu na uprawnienia pracownicze. Zmiany w tym obszarze prowadzą do wyrównania sytuacji osób samozatrudnionych i pracujących na zleceniach z pracownikami etatowymi – wyjaśnia Joanna Łuksza, kierownik Zespołu Ekspertów Księgowych w IFIRMA.PL.

Zgodnie z nowymi przepisami do stażu pracy będą wliczane również m. in..:

  • okresy prowadzenia działalności gospodarczej, w których przedsiębiorca faktycznie wykonywał działalność i podlegał ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym albo miał obowiązek ich opłacania (w tym na podstawie wpisu do CEIDG i zgłoszenia do ZUS);
  • okresy zawieszenia działalności gospodarczej w związku z opieką nad dzieckiem, o ile w tym czasie opłacane były składki na ubezpieczenia społeczne;
  • okresy wykonywania umów cywilnoprawnych, w tym umów zlecenia, agencyjnych oraz innych umów o świadczenie usług;
  • okresy współpracy z przedsiębiorcą, w szczególności w ramach rodzinnego zaangażowania w działalność gospodarczą (np. współpraca z małżonkiem);
  • okresy członkostwa w rolniczych spółdzielniach produkcyjnych oraz spółdzielniach kółek rolniczych;
  • udokumentowane okresy pracy za granicą, niezależnie od tego, czy były wykonywane w ramach stosunku pracy.

Co istotne, art. 302(1) § 4 Kodeksu pracy rozszerza ten katalog jeszcze dalej i wprost obejmuje również:

  • okres tzw. „ulgi na start” z art. 18 ust. 1 ustawy Prawa przedsiębiorców, czyli czas, w którym osoba rozpoczynająca działalność gospodarczą nie podlega obowiązkowym ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym;
  • okres współpracy z osobą korzystającą z „ulgi na start”, jeżeli odprowadzane były składki na ubezpieczenia społeczne (emerytalne, rentowe lub wypadkowe).

Jak udokumentować staż pracy?

Krok 1: Ustalenie, jakie okresy można do niego wliczyć

Na początek warto dokładnie przeanalizować swoją historię zawodową pod kątem aktywności, które moga zostać wliczone do stażu pracy. Należy pamiętać, że okresy te muszą być powiązane z ubezpieczeniami społecznymi. W praktyce oznacza to, że były odprowadzane składki emerytalne i rentowe albo istniał obowiązek ich opłacania.

Krok 2: Złóżenie wniosku o zaświadczenie z ZUS

Podstawą potwierdzenia stażu nie są umowy ani wpisy w rejestrach, ale zaświadczenie z ZUS.

Aby je uzyskać:

  • zaloguj się do swojego konta na PUE ZUS (eZUS),
  • złóż wniosek o wydanie zaświadczenia o okresach podlegania ubezpieczeniom, realizując poszczególne kroki:
  • w prawym górnym rogu wybierz zakładkę ,,Ubezpieczony”,
  • wejdź w menu znajdujące się po lewej stronie i kliknij w zakładkę ,,Dokumenty i wiadomości”,
  • wybierz z listy ,,Dokumenty robocze”, a następnie ,,Utwórz nowy”,
  • po otwarciu listy wniosków wyszukaj ,,Wniosek USP” i kliknij ,,Utwórz dokument”,
  • wypełnij formularz, który pojawi się w nowym oknie, wybierając okresy ubezpieczeń, których dotyczy wniosek,
  • po wypełnieniu formularza kliknij ,,Sprawdź”, jeśli weryfikacja przebiegła pomyślnie, wybierz ,,Zapisz”, a następnie ,,Zamknij”,
  • czas zautoryzować usługę, wybierając jeden ze sposobów – profil PEU, profil zaufany ePUAP, kwalifikowany podpis elektroniczny. Po podpisaniu wniosek zostanie przekazany do ZUS.
  • zaświadczenie zostanie umieszczone w profilu ubezpieczonego (PUE/eZUS),
  • ZUS powiadomi Cię o dostępności dokumentu (SMS, e-mail, aplikacja).

To właśnie ten dokument będzie kluczowy dla pracodawcy przy przeliczaniu stażu pracy.

Krok 3: Weryfikacja danych w zaświadczeniu

Po otrzymaniu dokumentu nie warto od razu przekazywać go dalej. Najpierw sprawdź:

  • czy uwzględnia wszystkie okresy aktywności,
  • czy daty się zgadzają,
  • czy nie ma przerw lub brakujących informacji.

Krok 4: Uzupełnienie ewentualnych braków

Jeśli okaże się, że ZUS nie posiada pełnych danych, konieczne będzie ich uzupełnienie. W tym celu możesz przedstawić:

  • umowy zlecenia lub inne umowy cywilnoprawne,
  • faktury lub rachunki,
  • potwierdzenia opłacania składek,
  • dokumenty z CEIDG lub urzędu skarbowego.

Na tej podstawie ZUS może uzupełnić Twoją historię ubezpieczeniową i wydać poprawione zaświadczenie.

Krok 5. Przekazanie dokumentów pracodawcy

Dopiero po uzyskaniu kompletnego zaświadczenia należy przekazać je pracodawcy (np. do działu HR) wraz z wnioskiem o przeliczenie stażu pracy.

Na tej podstawie pracodawca:

  • uwzględni dodatkowe okresy w stażu,
  • przeliczy uprawnienia pracownicze (np. wymiar urlopu),
  • zaktualizuje dokumentację kadrową.

Krok 6: Dopilnowanie terminów

Choć przepisy działają wstecz, nie oznacza to pełnej dowolności czasowej.

Pracownicy mają 24 miesiące na dostarczenie dokumentów od momentu wejścia przepisów w życie dla ich pracodawcy (w sektorze prywatnym od 1 maja 2026 r.).

Po tym czasie pracodawca nie będzie zobowiązany do uwzględnienia dodatkowych okresów.

Na co szczególnie uważać?

Kluczowym kryterium pozostaje podleganie ubezpieczeniom społecznym lub możliwość ich udokumentowania, co oznacza, że sama formalna aktywność nie zawsze będzie wystarczająca do zaliczenia okresu do stażu pracy

Niestety wiele osób błędnie zakłada, że, aby skorzystać z nowych zasad, wystarczą same umowy lub wpis do CEIDG. Tymczasem bez zaświadczenia z ZUS pracodawca nie ma podstaw do przeliczenia stażu. Tym samym skorzystanie z dodatkowych uprawnień wymaga złożenia w ZUS „Wniosku o wydanie zaświadczenia o ubezpieczeniu dla celów doliczenia okresów do stażu pracy”. Można to zrobić wyłącznie online, korzystając ze swojego konta na platformie eZUS – komentuje Joanna Łuksza z IFIRMA.PL.

Ważne zagadnienie stanowi tu także działalność nierejestrowana. W kontekście nowych regulacji nie jest ona traktowana jako działalność gospodarcza, a jej ewentualne uwzględnienie w stażu pracy nie wynika z automatycznego przypisania do kategorii przedsiębiorców, lecz wymagałoby odrębnej podstawy prawnej jako „inna praca zarobkowa” w rozumieniu art. 302(1) Kodeks pracy.

Na tym etapie warto również podkreślić ryzyko jakie niesie za sobą odkładanie tego tematu „na później”. Mimo że przepisy działają wstecz, nie działają automatycznie. Jeśli nie złożysz dokumentów w określonym czasie, Twój staż formalnie się nie zmieni.

Dodatkowo należy pamiętać, że wliczanie nowych okresów nie będzie wpływało wstecz na długość wypowiedzenia umowy o pracę ani na toczące się już nabory, w których wymagany był określony staż pracy.

Kupujący mieszkania za gotówkę i na kredyt grają na różnych rynkach. Otodom pokazuje skalę zjawiska

Rynek mieszkaniowy nie dzieli się wyłącznie na tanie i drogie nieruchomości. Pomiędzy nimi znajduje się wyraźny segment mieszkań umiarkowanych cenowo. O ile najtańsze i najdroższe lokale kupowane są najczęściej za gotówkę, o tyle „w środku” dominują klienci finansujący zakup przede wszystkim kredytem hipotecznym — i to właśnie oni stanowią statystycznie najliczniejszą grupę. Ekspert Otodom wyjaśnia, czym jest górka kredytowa i jak duża jest skala tego zjawiska w Polsce.

Jak zauważa Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań i analiz w Otodom, na polskim rynku mieszkaniowym przyjęło się analizować popyt przez pryzmat wieku kupującego lub poziomu cen. Tymczasem warto też przyjrzeć się strukturze finansowania nabywanej nieruchomości.

Z badania Otodom przeprowadzonego wśród użytkowników serwisu wynika, że w segmentach cenowych do 400 tys. zł większość transakcji realizowana jest za gotówkę. Wraz ze wzrostem ceny rośnie jednak znaczenie finansowania kredytowego. Już w przedziale 250–400 tys. zł udział hipoteki zbliża się do jednej trzeciej wszystkich transakcji, a w segmencie 400–700 tys. zł przekracza 40%. To właśnie ten przedział cenowy jest najczęściej i najmocniej wspierany kredytem, a jednocześnie odpowiada za zdecydowaną większość popytu.

Wykres na podstawie danych z badania przeprowadzonego przez Otodom

„Powyżej tego poziomu zależność od kredytu zaczyna słabnąć. Choć w segmencie cenowym 850 tys.-1 mln zł jego udział pozostaje jeszcze względnie wysoki, to im wyższa cena za nieruchomość, tym  finansowanie kredytowe systematycznie maleje. W przypadku najdroższych nieruchomości, powyżej 1,4 mln zł, niemal siedem na dziesięć zakupów realizowanych jest już za gotówke, a znaczenie kredytu spada do poziomu marginalnego. Jest to grupa klientów zamożnych, zainteresowanych inwestycjami premium lub finansujących zakup nowego, drogiego mieszkania lub domu środkami ze sprzedaży innej nieruchomości”, wyjaśnia Paweł Jarząbek z Otodom.

Pompowanie górki kredytowej, czyli makroekonomia w tle

Obecnie zjawisko tzw. górki kredytowej jest dodatkowo wzmocnione przez niespotykany od lat popyt na kredyty mieszkaniowe. Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej, w pierwszym kwartale 2026 r. o taki sposób finansowania wnioskowało 144 tys. osób (+47% r/r i +83% wobec 2024 r.). Sam marzec 2026 r. przyniósł 63,3 tys. wniosków. Warto podkreślić także, że średnia kwota wnioskowanego kredytu pobiła rekord, osiągając 506 tys. zł. Zgodnie z danymi BIK w okresie styczeń-luty banki udzieliły 44,9 tys. kredytów o łącznej wartości 20,4 mld zł, co stanowi wzrost o 41,8% w ujęciu liczbowym oraz 53% wartościowo rok do roku. Kredyty mieszkaniowe udzielane w Polsce finansują zarówno zakup nieruchomości na rynku pierwotnym i wtórnym, jak również refinansowanie już istniejących kredytów, w styczniu i lutym br. tych ostatnich mogło być około 30% liczbowo. Nie zmienia to jednak faktu, że Polacy ruszyli po finansowanie nieruchomości do banków i na podstawie dynamiki zapytań z lutego, można przewidywać, że w całym pierwszym kwartale 2026 r. liczba udzielonych kredytów wyniesie ok. 70 tys., a ich wartość ok. 31 mld zł. Prognozy na drugi kwartał br. są pozytywne. Zatem popyt ze strony grupy klientów kredytowych nie będzie słabnąć w kolejnych miesiącach 2026 roku. Jak zatem będzie wyglądać aktywność klientów na rynkach mieszkaniowych w poszczególnych miastach?

W tych miastach kredytobiorca może mieć pod górkę

„W każdym z siedmiu największych miast w Polsce można wskazać odrębne ryzyka i szanse, ponieważ rynek nie jest jednorodny, a to, czy klient wchodzi na niego z gotówką czy z kredytem, stawia go w całkowicie innej pozycji w zależności od aglomeracji”, zauważa ekspert Otodom.Wykres na podstawie danych z badania przeprowadzonego przez Otodom 2

„Są miasta, w których klient z gotówką dyktuje warunki, a jego budżet znacząco przewyższa możliwości osób posiłkujących się kredytem. Takimi lokalizacjami są na przykład Warszawa i Trójmiasto. Natomiast w Poznaniu, Krakowie i Wrocławiu sytuacja wygląda odwrotnie – kredytobiorcy mają statystycznie wyższe budżety. W Łodzi i Katowicach występuje względna równowaga, jeśli idzie o budżety osób kredytujących się i tych bardziej gotówkowych”, dodaje Paweł Jarząbek.

Dwugłos miast – Warszawa i Trójmiasto

Na rynku warszawskim odsetek transakcji gotówkowych (43%) i kredytowych (39%) jest bardzo zbliżony. Jednak klienci, kupujący w większości za środki własne, dysponują średnim budżetem o 138 tys. zł wyższym niż kredytobiorcy (830 tys. do 692 tys. zł). Wysoki udział finansowania zakupu nieruchomości z własnych środków zauważalny jest także w Trójmieście (52%) przy jednoczesnym niższym odsetku kredytów (32%). Na rynku trójmiejskim mamy do czynienia z wyższymi o 67 tys. zł budżetami klientów gotówkowych (607 tys. zł do 540 tys. zł).

Wielka trójca równych – Poznań, Wrocław i Kraków

W tej grupie rynków tzw. górka kredytowa jest wyraźna, ale osoby, biorące kredyt, dysponują równym lub nawet większym budżetem niż inwestorzy gotówkowi. W Poznaniu króluje zakup z kapitału własnego (54% wszystkich transakcji), jednak to kredytobiorcy dominują w wyższych segmentach cenowych. Ich średni budżet to 585 tys. zł, czyli o 100 tys. zł więcej niż u kupujących za oszczędności. Podobną sytuację obserwujemy we Wrocławiu. Z kolei w Krakowie panuje największa równowaga. Udział obu form płatności jest zbliżony (42% gotówka, 38% kredyt), a różnica w średnim budżecie to około 15 tys. zł na korzyść kredytobiorców.

Tańsze rynki inwestycyjne – Łódź i Katowice

W tych aglomeracjach ceny nieruchomości są na tyle niskie, że zaciąganie kredytu jest stosunkowo niewielkie. Na przykład w Katowicach aż 57% wszystkich nieruchomości kupuje się za gotówkę. Wynika to z bardzo niskich progów wejścia na rynek, ponieważ średnie budżety całkowite wynoszą tu około 400 tys. zł zarówno dla gotówki, jak i kredytu. W Łodzi blisko połowa transakcji na rynku mieszkaniowym jest finansowana oszczędnościami (49%). Udział kredytów to zaledwie 30% transakcji. Budżety łódzkich nabywców kredytowych i gotówkowych są niemal identyczne i wynoszą 418-428 tys. zł.

Wtórny czy pierwotny – oto jest pytanie?

„Biorąc pod uwagę, że 45% udzielanych dziś kredytów celuje w rynek wtórny, a rywalizacja na nim toczy się na warunkach dyktowanych przez gotówkę, dla indywidualnych sprzedających nieruchomości z drugiej ręki klient, dysponujący gotówką jest bezpieczniejszy. Kredyt to zawsze czas i ryzyko decyzji bankowej. Dla kredytobiorców, którzy mają budżet podobny do gotówkowiczów bardziej łaskawy może być rynek deweloperski, odpowiadający za 40% kredytów. Deweloperzy mają własne wypracowane procedury i zazwyczaj chętniej czekają na dopełnienie formalności bankowych, podsumowuje Paweł Jarząbek, ekspert rynku mieszkaniowego, Otodom.

Stabilny popyt przy rekordowo niskiej powierzchni w budowie na warszawskiej mapie biurowej

Warszawski rynek biurowy mierzy się z dalszym spowolnieniem po stronie przyszłej podaży. Jak wynika z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield, wolumen powierzchni w budowie spadł do zaledwie 118 000 mkw. – poziomu nienotowanego od 30 lat. Aktywność najemców w pierwszym kwartale utrzymała się na relatywnie stabilnym poziomie, osiągając niecałe 134 tys. mkw., choć pozytywnie wyróżniły się nowe umowy, które odpowiadały za 51% całkowitego popytu. Najemcy poszukujący małych i średnich powierzchni pozostają aktywni na rynku relokacji.

PODAŻ: NAJMNIEJ POWIERZCHNI W BUDOWIE OD 30 LAT

W pierwszym kwartale 2026 roku całkowite zasoby powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły 6,28 mln mkw. W analizowanym okresie do użytku oddano trzy budynki biurowe o łącznej powierzchni blisko 43 000 mkw.: nowo wybudowane Studio A (24 000 mkw. – Skanska) oraz Vena (15 400 mkw. – PHN), a także budynek po renowacji – Przemysłowa 26a (3 500 mkw. – Powiśle Nieruchomości).

Wraz z oddawaniem do użytkowania kolejnych projektów, obserwowany jest dalszy spadek wolumenu powierzchni biurowej w budowie. Na koniec pierwszego kwartału 2026 roku wynosił on zaledwie 118 000 mkw., co stanowi nowe minimum w Warszawie na przestrzeni ostatnich 30 lat.

Obecnie wśród największych inwestycji realizowanych w Warszawie znajdują się m.in. wieża biurowa Skyliner II (Karimpol), flagowy projekt Strabag Real Estate – Upper One oraz biurowiec Afi Tower (AFI / Echo Investment). Najbliższe przyszłe inwestycje obejmują rozpoczęcie przez Ghelamco prac nad drugim etapem kompleksu VIBE, a także proces wyburzania starszego biurowca przy ul. Prostej 69, na którego miejscu inwestor – spółka CPI – planuje realizację nowego projektu biurowego LightOn”, tłumaczy Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

POPYT: SPOKOJNY PIERWSZY KWARTAŁ

Aktywność najemców w pierwszym kwartale 2026 roku wyniosła 133 800 mkw., co oznacza spadek o około 9% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego, jednocześnie pozostając na poziomie zbliżonym do roku 2024.
W analizowanym okresie zawarto ponad 180 transakcji, z czego 34 dotyczyły powierzchni przekraczających 1000 mkw. W strukturze transakcji w okresie styczeń-marzec dominowały nowe umowy, które odpowiadały za 51% całkowitego wolumenu. Renegocjacje stanowiły 39%, ekspansje 9%, natomiast powierzchnie zajęte przez właściciela około 1%.
Wśród największych transakcji zawartych w analizowanym okresie znalazły się m.in. renegocjacja umowy najmu przez firmę P4 (Play) w budynku Neopark B na ponad 8850 mkw., renegocjacja firmy Baxter w Nordic Park na około 4700 mkw., a także umowa przednajmu podpisana przez Mindspace w budynku Skyliner II na blisko 4400 mkw.

Z naszych obserwacji wynika, że utrzymujące się zainteresowanie powierzchniami biurowymi w Warszawie jest w dużej mierze wspierane przez dynamiczny rozwój centrów usług wspólnych. Jednocześnie sektorami o potencjale wzrostu, poza usługami dla biznesu, pozostają firmy z branży IT, bankowości, sektora publicznego oraz farmaceutycznego. Oprócz wysokiego zainteresowania strefą centralną obserwowany jest również stabilny popyt poza centrum, w szczególności w strefach Służewiec oraz Korytarz Jerozolimskich. Dodatkową opcją dla najemców pozostają także niszowe strefy biurowe, takie jak strefa Wschód, Północ czy korytarz Puławskiej. Lokalizacje te stanowią atrakcyjną i kosztowo konkurencyjną alternatywę – zarówno dla dużych firm, dążących do utrzymania części działów w mniej centralnych lokalizacjach, jak i dla mniejszych podmiotów, działających w ograniczonej skali lub dopiero wchodzących na rynek”, mówi Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research Poland, Cushman & Wakefield.

Cushman & Wakefield prognozuje utrzymanie aktywności najemców na warszawskim rynku biurowym w najbliższych kwartałach na poziomie zbliżonym do lat 2023–2024. Jednocześnie tempo rozwoju rynku może ulegać zmianom w zależności od ogólnego klimatu gospodarczego oraz strategii firm międzynarodowych w zakresie redukcji kosztów lub ekspansji.

WSKAŹNIK PUSTOSTANÓW: LEKKA KOREKTA DOSTĘPNOŚCI, PRZY UTRZYMUJĄCYM SIĘ TRENDZIE SPADKOWYM

Na koniec marca 2026 roku wskaźnik powierzchni niewynajętej w Warszawie wyniósł 9,5%, co oznacza wzrost o 0,4 pp. w ujęciu kwartalnym, przy jednoczesnym spadku o 1,0 pp. w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku.

Obecny, nieznaczny wzrost dostępności wynika przede wszystkim z oddania na rynek nowych budynków biurowych. Jednocześnie obserwowany jest stabilny, dodatni poziom absorpcji, przejawiający się wyższym wolumenem najmu w porównaniu do powierzchni zwalnianych. W perspektywie ograniczonej nowej podaży w latach 2026-2028 oczekiwany jest dalszy spadek wskaźnika powierzchni niewynajętej. Struktura pustostanów pozostaje nadal wyraźnie zróżnicowana lokalizacyjnie. Obecnie wyższy poziom niewynajętej powierzchni utrzymuje się w strefach niecentralnych (12,2%), podczas gdy w strefie centralnej dostępność na koniec I kwartału 2026 roku kształtowała się na niskim poziomie 6,5%”, dodaje Paweł Kłosiński, Senior Office Leasing Manager, Cushman & Wakefield.

Trwająca kompresja dostępnej powierzchni biurowej w centralnych lokalizacjach może nadal prowadzić do wzrostu stawek czynszowych w Centrum. W połączeniu z ograniczoną liczbą nowych inwestycji sytuacja ta może sprzyjać zarówno poprawie pozycji konkurencyjnej starszych projektów centralnych, jak i wzrostowi zainteresowania wybranymi lokalizacjami poza centrum. Trend ten może również zachęcać właścicieli starszych budynków do przeprowadzania modernizacji, umożliwiających skuteczniejsze konkurowanie o utrzymanie obecnych, a także pozyskanie nowych najemców.

STAWKI CZYNSZÓW: DALSZY WZROST PRZEDE WSZYSTKIM W CENTRUM, NIEZNACZNIE POZA CENTRUM

W marcu 2026 roku stawki „premium” za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły przeciętnie 24,00-29,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 15,00-19,00 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach niecentralnych. Wzrosty czynszu obserwowaliśmy przede wszystkim w budynkach w Centrum (zarówno w trakcie budowy, jak i w istniejących). Czynsze w budynkach poza centrum również doświadczyły wzrostów, choć o niższej skali – zbliżonej lub nieznacznie wyższej względem wskaźnika inflacji.

Cushman & Wakefield przewiduje, że w kolejnych kwartałach, presja na wzrost stawek czynszu będzie widoczna nadal przede wszystkim w projektach w budowie oraz w najbardziej atrakcyjnych obiektach zlokalizowanych w Centrum czy wybranych strefach przycentralnych. Podczas gdy w większości obiektów w lokalizacjach niecentralnych wzrost czynszów będzie ograniczony ze względu na większą konkurencję i relatywnie wyższy poziom wakatu.

UOKiK ukarał Travelplanet.pl. Chodzi o nieaktualne i niepełne ceny wycieczek

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny nałożył na Travelplanet.pl karę w wysokości 647 tys. zł za praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów. Według UOKiK spółka prezentowała na stronie internetowej nieaktualne lub niepełne ceny wycieczek, przez co konsumenci mogli być wprowadzani w błąd już na etapie wyszukiwania ofert. Decyzja dotyczy sposobu prezentowania cen imprez turystycznych w serwisie internetowym Travelplanet.pl, w którym użytkownicy mogą porównywać wyjazdy według kierunku, terminu i ceny. Decyzja nie jest prawomocna, a przedsiębiorcy przysługuje od niej odwołanie do sądu.

Cena w wynikach wyszukiwania różniła się od ceny w szczegółach oferty

Travelplanet.pl działa jako agent turystyczny i sprzedaje wycieczki organizatorów turystyki, m.in. za pośrednictwem własnego serwisu internetowego. Konsumenci korzystający ze strony mogą wyszukiwać wyjazdy według określonych kryteriów, takich jak kierunek podróży, termin czy przedział cenowy. Mogą również sortować oferty od najtańszej do najdroższej lub odwrotnie. Zdaniem UOKiK właśnie na tym etapie dochodziło do problemu, ponieważ cena widoczna w wynikach wyszukiwania nie zawsze odpowiadała cenie prezentowanej po wejściu w szczegóły konkretnej wycieczki.

Urząd wskazał, że w jednym z badanych okresów, trwającym trzy tygodnie, na 100 sprawdzonych wycieczek w 47 przypadkach cena w szczegółach oferty była wyższa niż cena pokazana wcześniej w wynikach wyszukiwania. Średnia różnica wynosiła 329 zł za osobę. Największa rozbieżność dotyczyła wyjazdu do Dubaju, gdzie cena prezentowana w wynikach wyszukiwania wynosiła 4293 zł za osobę, natomiast po wejściu w szczegóły oferty wzrastała do 9023 zł. Różnica wyniosła więc 4730 zł za osobę.

UOKiK: konsumenci mogli mieć problem z rzetelnym porównaniem ofert

Według UOKiK takie działanie mogło utrudniać konsumentom rzeczywistą ocenę atrakcyjności ofert. Osoba planująca wyjazd mogła wybrać konkretną propozycję, kierując się ceną widoczną w wynikach wyszukiwania, a dopiero po kliknięciu dowiadywała się, że koszt imprezy turystycznej jest inny. W praktyce mogło to zaburzać porównywanie ofert i prowadzić do sytuacji, w której konsumenci poświęcali czas na analizę propozycji niespełniających ich faktycznych oczekiwań cenowych. Problem był szczególnie istotny w przypadku narzędzi sortowania i filtrowania po cenie, które powinny pomagać użytkownikowi w szybkim znalezieniu właściwej oferty.

UOKiK zwrócił również uwagę, że w niektórych przypadkach ceny nie zawierały obowiązkowych składek na turystyczny fundusz gwarancyjny. Tego rodzaju opłaty powinny być uwzględnione w cenie, ponieważ są elementem obowiązkowego kosztu wyjazdu. Jak wynika z informacji urzędu, Travelplanet.pl zmienił tę praktykę w toku postępowania i obecnie prezentowane ceny uwzględniają składki.

Prezes UOKiK: cena musi być aktualna i kompletna

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreślił, że cena jest jedną z najważniejszych informacji, którymi konsumenci kierują się przy wyborze towarów i usług. Dotyczy to również imprez turystycznych, gdzie różnice cenowe mogą mieć kluczowe znaczenie dla decyzji zakupowej. Z perspektywy konsumenta cena widoczna w wyszukiwarce ofert powinna być aktualna, pełna i możliwa do zweryfikowania bez konieczności przechodzenia przez kolejne etapy rezerwacji. Zdaniem UOKiK przedsiębiorca ma obowiązek tak prezentować ceny, aby klient nie musiał samodzielnie sprawdzać, czy kwota pokazana w wynikach wyszukiwania odpowiada rzeczywistemu kosztowi wyjazdu.

Urząd ocenił, że praktyki Travelplanet.pl naruszały zbiorowe interesy konsumentów. W konsekwencji Prezes UOKiK nałożył na spółkę karę w wysokości 647 tys. zł oraz nakazał zmianę zakwestionowanej praktyki. Travelplanet.pl będzie musiał także poinformować o decyzji na swojej stronie internetowej oraz w profilach w mediach społecznościowych. Decyzja nie kończy jednak sprawy definitywnie, ponieważ spółka może odwołać się do sądu.

To kolejna decyzja UOKiK dotycząca cen wycieczek online

Sprawa Travelplanet.pl wpisuje się w szersze działania UOKiK dotyczące sposobu prezentowania cen usług turystycznych w internecie. Urząd przypomniał, że nie jest to pierwsza decyzja dotycząca zamieszczania nieprawdziwych cen imprez turystycznych na stronach internetowych. W grudniu 2023 roku Prezes UOKiK nałożył ponad milion złotych kary na właściciela portalu wakacje.pl za podobną praktykę.

Oświadczenie Travelplanet.pl S.A. w związku z decyzją UOKiK:

Postępowanie prowadzone przez Prezesa UOKiK rozpoczęło się przed zmianą właścicielską Travelplanet.pl, więc aktualny właściciel nie był stroną zdarzeń, których ono dotyczy.

Zgodnie z warunkami transakcji, wszelkie zobowiązania oraz ewentualne konsekwencje prawne związane ze sprawami wszczętymi przed finalizacją przejęcia pozostają po stronie poprzedniego właściciela.

Travelplanet.pl nie zgadza się z decyzją UOKiK. Spółka będzie się od niej odwoływać i podejmować dalsze kroki prawne. Jednocześnie zaznacza, że Travelplanet.pl, jako agent turystyczny, prezentuje zawsze takie ceny, jakie zostały mu przesłane przez biura podróży, i na żadnym etapie nie wpływa na ich poziom. Tym samym ceny na stronie Travelplanet.pl są takie same jak na stronach biur podróży.

Aktorzy i lektorzy przeciwko kradzieży głosu przez AI. Rusza akcja „Mój głos. Moja własność”

Bezprawne wykorzystywanie wizerunku, a także dóbr osobistych takich jak głos, przez nowe technologie i ich użytkowników, musi mieć swoje konsekwencje. Największe organizacje: Związek Artystów Scen Polskich (ZASP), Związek Zawodowy Twórców Dubbingu (ZZTD) oraz Związek Zawodowy Aktorów Polskich (ZZAP), zawiązały koalicję w obronie praw aktorów głosowych, dubbingowych oraz lektorów. Domagamy się prawnej i finansowej ochrony dla twórców, a nasze postulaty, w ramach akcji „Mój głos. Moja własność”, kierujemy do instytucji władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej.

Koalicja w obronie ludzi, których pracą jest głos

Rozwój narzędzi opartych na sztucznej inteligencji stwarza nowe możliwości technologiczne, ale rodzi też poważne zagrożenia dla artystów-twórców. Coraz częściej obserwujemy zastępowanie pracy i wkładu aktorów w produkcjach audiowizualnych oraz audialnych całkowicie nowymi wytworami generatywnej AI, tworzonymi bez jakiegokolwiek udziału wykonawców pierwotnych. Prawa twórców są naruszane m.in. w procesie tworzenia syntetycznych kopii głosu bez wiedzy i zgody wykonawców.

Brak odpowiednich regulacji prowadzi do bezprawnego kopiowania głosu oraz pozbawiania twórców należnego im wynagrodzenia. Celem Koalicji z udziałem ZASP, ZZTD i ZZAP jest ochrona praw aktorów głosowych, lektorów i dubbingowców w obliczu dynamicznego rozwoju generatywnej sztucznej inteligencji. Wspólne stanowisko w tej sprawie, pt. „Mój głos. Moja własność”, kierujemy do instytucji władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej.

Głos to nie plik danych. To element tożsamości i pracy zawodowej lektora

Głos, podobnie jak wizerunek zewnętrzny artysty, stanowi sceniczny element tożsamości i rozpoznawalności danego twórcy, jego podstawowe narzędzie pracy oraz dorobek zawodowy, na który pracuje latami. Powinien on podlegać ochronie na równi z dobrami osobistymi oraz prawami pokrewnymi.

Rozumiemy, że technologia rozwija się szybciej niż przepisy, ale państwo nie może pozostawać bierne wobec nadużyć. Potrzebne są jasne regulacje, które zagwarantują twórcom prawo do decydowania o wykorzystaniu ich głosu, adekwatne wynagrodzenie oraz skuteczną ochronę przed bezprawnym kopiowaniem. W ramach Koalicji „Mój głos. Moja własność” – z udziałem ZASP, ZZTD oraz ZZAP – apelujemy do władz o pilne działania regulacyjne w tym obszarze – mówi Jan Tomaszewicz, Prezes Zarządu Głównego Związku Artystów Scen Polskich (ZASP).

Lektor filmowy usłyszał swój głos w reklamie… której nigdy nie nagrał

Szczególnie niepokojące są przypadki wykorzystywania artystycznych wykonań, wizerunku oraz głosu aktorów, a także ich próbek, do tworzenia nowych produkcji – bez ich udziału albo przy użyciu wcześniej istniejących nagrań. Dotyczy to trenowania modeli sztucznej inteligencji, zarówno bez zapłaty, jak i za wynagrodzeniem rażąco nieadekwatnym do wartości pracy twórczej oraz stawek obowiązujących przy standardowym cenniku usług wykonawców.

Jednym z symboli tego procederu jest m.in. proces z udziałem poszkodowanego lektora Jarosława Łukomskiego, przed Sądem Okręgowym w Warszawie. To pierwsza w Polsce bezprecedensowa sprawa dotycząca bezprawnego wykorzystania w reklamie cyfrowego modelu głosu lektora, bez jego wiedzy i zgody, przez podmiot z branży wodno-kanalizacyjnej (producenta m.in. szamb). Orzeczenie to może mieć istotne znaczenie dla przyszłej ochrony prawa do głosu w dobie technologii deepfake oraz wyznaczać standardy odpowiedzialności za podobne naruszenia.

Sprawa ta pokazuje, że kradzież głosu jest realna – i to na dużą skalę komercyjną. Dlatego tym bardziej nie akceptujemy użycia wygenerowanych głosów, np. w reklamach czy kampaniach prosprzedażowych bez wiedzy, zgody oraz odpowiedniego wynagrodzenia dla twórców. Sprzeciwiamy się również generowanym m.in. audiobookom, często korzystającym nie tylko z rozpoznawalnych głosów poszczególnych artystów, ale też z indywidualnych interpretacji artystycznych tych twórców, wynikających z ich wieloletniego warsztatu.

Brak systemowego wsparcia uderza w całe środowisko

Jako Koalicja organizacji zrzeszonych w obronie aktorów głosowych, dubbingowych oraz lektorów zwracamy uwagę, że problem nie dotyczy wyłącznie pojedynczych przypadków poszczególnych twórców. Jest to zagrożenie systemowe. Bez odpowiednich rozwiązań i zabezpieczeń prawnych oraz rynkowych, skutki będą odczuwalne przez całe środowisko artystyczne, nie tylko przez tych, którzy zawodowo użyczają swojego głosu.

Jeżeli państwo polskie nie zagwarantuje skutecznych mechanizmów ochrony, będziemy obserwować wypieranie profesjonalnych wykonawców, spadek jakości produkcji, ciągłą presję na zaniżanie stawek artystom oraz ograniczanie miejsc pracy na rzecz technologii.

„Mój głos. Moja własność”

W ramach akcji „Mój głos. Moja własność” postulujemy wprowadzenie obowiązku uzyskania zgody na każde wykorzystanie głosu przez narzędzia AI, pełnej transparentności źródeł danych treningowych oraz wyraźnego oznaczania, że w danej produkcji użyto AI, a także prawa do usunięcia danych głosowych z systemów AI. We wspólnym stanowisku kierowanym do decydentów – władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej – apelujemy o pełną ochronę twórców głosowych oraz realną odpowiedzialność firm za nadużycia technologiczne. Domagamy się także rozwiązań promujących producentów, którzy korzystają z pracy aktorów zamiast narzędzi AI, poprzez system dotacji, dofinansowań lub odpowiednie instrumenty podatkowe. Liczymy też na wsparcie ze strony środowiska dziennikarskiego, które w równym stopniu narażone jest na zagrożenia generowane przez AI.

Rozwój sztucznej inteligencji musi odbywać się z poszanowaniem zasad etyki, prawa oraz uczciwej współpracy z twórcami. Chcemy, by nasz głos został usłyszany. Dlatego domagamy się od decydentów zagwarantowania ochrony wykonawców przed zagrożeniami ze strony  generatywnej AI.

Greenwashing, dark patterns i promocje. Regulatorzy coraz częściej analizują całe modele biznesowe

Coraz częściej te same działania przedsiębiorców podlegają jednocześnie ocenie z perspektywy prawa konkurencji i ochrony konsumentów. Praktyka organów regulacyjnych w Polsce i Europie pokazuje wyraźnie: komunikacja marketingowa, polityka cenowa czy modele sprzedaży przestają być wyłącznie kwestią relacji z klientem — stają się elementem wpływającym na warunki konkurencji na rynku.

Trend ten potwierdzają m.in. ostatnie działania UOKiK, który rozwija narzędzia do wykrywania tzw. dark patterns, interweniuje w sprawach komunikacji dotyczącej promocji i prowadzi postępowania związane z tzw. greenwashingiem.

W praktyce oznacza to, że jedna decyzja biznesowa może dziś generować ryzyka w kilku reżimach prawnych jednocześnie. Firmy często tego nie dostrzegają, dopóki nie pojawi się regulator. Równolegle organy antymonopolowe w Europie – jak w sprawie Ryanair we Włoszech – pokazują, że praktyki ograniczające dostęp do rynku mogą bezpośrednio przekładać się na wybór i sytuację konsumentów”, mówi Karolina Olszewska, Senior Associate w kancelarii GESSEL.

Na poziomie prawnym ten obszar opiera się przede wszystkim na unijnej dyrektywie o nieuczciwych praktykach handlowych 2005/29/WE, którą w zakresie green claims wzmacnia dyrektywa 2024/825. W Polsce kluczowe znaczenie ma art. 24 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, który definiuje praktyki naruszające zbiorowe interesy konsumentów, obejmujące m.in. działania wprowadzające w błąd oraz posługiwanie się nierzetelną, nieprawdziwą lub niepełną informacją. W obszarze nadużyć pozycji dominującej znaczenie ma także art. 102 TFUE, a w przypadku zatorów płatniczych – ustawa o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych.

Kary są nakładane także na firmy naruszające prawa konsumentów – np. 105 mln zł dla jednej z firm, za przekaz reklamowy wprowadzający konsumentów w błąd.

Jeden problem, dwa reżimy

Dobrym przykładem przenikania się tych obszarów jest greenwashing. Z jednej strony może on oznaczać wprowadzanie konsumentów w błąd co do cech produktu lub jego wpływu na środowisko. Z drugiej — daje przewagę rynkową firmom, które nie ponoszą realnych kosztów działań ESG, a mimo to komunikują je w sposób atrakcyjny marketingowo.

W sprawach greenwashingu nie chodzi już tylko o prawdziwość komunikatu, ale o jego wpływ na rynek. Jeżeli firma buduje przewagę na deklaracjach, których nie jest w stanie udowodnić, to jest to problem nie tylko konsumencki, ale też konkurencyjny”, podkreśla Karolina Olszewska.

W efekcie przedsiębiorcy faktycznie inwestujący w zrównoważony rozwój, mogą przegrywać konkurencję z podmiotami „tańszymi, ale bardziej komunikacyjnymi”, co prowadzi do zakłócenia mechanizmu konkurencji opartego na jakości i innowacyjności.

Podobne zjawisko widać w obszarze dark patterns oraz komunikacji promocyjnej — nieczytelne rabaty, presja czasowa czy manipulacyjne interfejsy mogą jednocześnie wpływać na decyzje konsumentów i zmieniać realne warunki rywalizacji rynkowej.

Praktyka: kary i postępowania

To podejście ma już bardzo konkretne przełożenie na działania regulatorów. We Włoszech organ antymonopolowy nałożył na Ryanair i jego spółkę-matkę karę ponad 255 mln euro za nadużycie pozycji dominującej wobec biur podróży, wskazując, że działania firmy ograniczały dostęp do oferty i zaburzały konkurencję.

W Polsce UOKiK w styczniu 2026 r. nałożył niemal 37 mln zł kar na Zalando i Temu za nieprawidłowe prezentowanie promocji i wprowadzające w błąd informacje o obniżkach. Równolegle prowadzone są postępowania dotyczące greenwashingu wobec Allegro, DHL, DPD i InPost — w tych sprawach potencjalne kary mogą sięgać do 10% obrotu. Urząd rozwija także narzędzia do identyfikowania dark patterns, co sygnalizuje wyraźne przesunięcie w stronę bardziej systemowego podejścia do kontroli praktyk cyfrowych.

Widzimy wyraźnie, że organy nadzorcze przestają reagować wyłącznie na pojedyncze naruszenia, a zaczynają analizować całe modele biznesowe i sposób projektowania doświadczenia użytkownika”,  wskazuje Karolina Olszewska.

Istotne znaczenie ma również orzecznictwo. Trybunał Sprawiedliwości UE w sprawie C-330/23 (Aldi Süd) potwierdził, (co ma kluczowe znaczenie dla interpretacji przepisów unijnej dyrektywy Omnibus), że informowanie o obniżkach cen musi odnosić się do najniższej ceny z 30 dni przed promocją, co ma przeciwdziałać sztucznemu zawyżaniu atrakcyjności ofert.

W szczególności rosnące znaczenie mają dziś trzy obszary: greenwashing, dark patterns, komunikacja promocyjna. Te czynniki najczęściej analizowane są w kontekście ochrony konsumentów, ale coraz częściej mają także wymiar konkurencyjny — wpływają nie tylko na decyzje zakupowe, lecz także na równość warunków działania na rynku.

Wnioski dla przedsiębiorców

Dla firm oznacza to konieczność szerszego spojrzenia na ryzyka regulacyjne. Praktyki marketingowe, sposób prezentacji cen, komunikacja ESG czy nawet zarządzanie płatnościami nie powinny być analizowane wyłącznie w jednym obszarze prawa.

„Obecnie problemem nie jest już tylko to, czy komunikat jest atrakcyjny marketingowo, ale czy jest prawdziwy, porównywalny i mieści się w granicach wyznaczonych przez prawa konsumenta, konkurencji i czyni zadość wymogom nakładanym przez regulatora” – podsumowuje Karolina Olszewska.

Zdaniem ekspertów, granice między prawem konkurencji a ochroną konsumentów będą się dalej zacierać, a regulatorzy coraz częściej będą analizować praktyki rynkowe w sposób całościowy. Dla przedsiębiorców oznacza to konieczność budowania spójnego podejścia do compliance, które uwzględnia jednocześnie oba obszary.

Redukcje zatrudnienia w przemyśle. Pracodawcy sprawdzają nie tylko kompetencje, ale też absencję

Tysiące likwidowanych miejsc pracy w przemyśle i rosnąca presja na efektywność sprawiają, że firmy coraz częściej podejmują decyzje kadrowe w oparciu o dane. W samej branży AGD w latach 2024-2025 pracę straciło ok. 6 tys. osób, natomiast w branży meblarskiej ponad 22 tys. osób. Jednym z kluczowych analizowanych wskaźników staje się absencja chorobowa, zwłaszcza krótkie, powtarzalne L4 wśród pracowników. To efekt m.in. rosnącej skali nadużyć. Z danych Barometru Absencji Chorobowej 2025 wynika, że około 1/3 skontrolowanych zwolnień lekarskich w kraju była wykorzystywana niezgodnie z przeznaczeniem.

Redukcje zatrudnienia przybierają na sile

Z najnowszych informacji wynika, że procesy redukcji zatrudnienia obejmują kolejne zakłady produkcyjne. W fabryce IKEA Industry w Goleniowie rozpoczęła się restrukturyzacja, w ramach której pracę może stracić ok. 160 osób z załogi liczącej około 580 pracowników. Z kolei spółka Black Red White zdecydowała o wygaszeniu produkcji w zakładzie w Zamościu, do końca czerwca ubędzie tam ponad 160 miejsc pracy.

Ostatnie miesiące przynoszą także informacje o ograniczaniu zatrudnienia w dużych zakładach przemysłowych. Zgodnie z informacjami medialnymi Electrolux zapowiedział redukcję etatów, która może objąć około 200 osób. W całej branży AGD skala zwolnień w ostatnich latach pozostaje bardzo wysoka.

Zmiany widoczne są również w sektorze motoryzacyjnym. Fabryka Stellantis w Tychach przechodzi z systemu trzyzmianowego na dwuzmianowy, co wiąże się ze zwolnieniami obejmującymi, według oficjalnych informacji, około 320 osób.

W obliczu takich decyzji działy HR coraz częściej sięgają po analitykę, aby ograniczyć ryzyko destabilizacji pracy zakładu po redukcjach.

Krótkie L4 na celowniku pracodawców

Eksperci rynku pracy wskazują, że to nie długie zwolnienia, ale krótkie, powtarzalne absencje chorobowe są dziś największym wyzwaniem operacyjnym, szczególnie w środowiskach produkcyjnych gdzie nawet krótkie nieobecności mają bezpośredni wpływ na ciągłość pracy.

Z danych Barometru Absencji Chorobowej Conperio 2025 wynika, że ponad 44 proc. jednodniowych zwolnień lekarskich przypada na poniedziałki i piątki. Taki schemat jest coraz bardziej widoczny i, jak podkreślają eksperci, nie pozostaje bez znaczenia przy analizie stabilności pracy pracowników.

– W czasie redukcji zatrudnienia firmy patrzą nie tylko na kompetencje, ale również na przewidywalność i ciągłość pracy. Powtarzalne, krótkie absencje są dziś czytelnym sygnałem dla organizacji, bo można je zmierzyć i porównać w skali całego zespołu – mówi Mikołaj Zając, ekspert rynku pracy i prezes Conperio, polskiej firmy doradczej specjalizującej się w problematyce absencji chorobowych.

Jak podkreśla, w środowiskach produkcyjnych nawet jednodniowa nieobecność może wywołać efekt domina.

– W fabryce jedna osoba na L4 to często konieczność natychmiastowej reorganizacji pracy całej zmiany. To generuje nadgodziny, spadki wydajności i napięcia w zespołach. Dlatego firmy coraz częściej analizują, które obszary działalności są najbardziej narażone na tego typu zakłócenia – dodaje.

Ekspert zaznacza przy tym, że absencja chorobowa jest jednym z wielu elementów oceny pracownika, obok kompetencji, doświadczenia czy wyników pracy.

HR przechodzi na zarządzanie oparte na danych

Zmiany na rynku pracy zbiegają się z rosnącą dostępnością narzędzi analitycznych, które pozwalają firmom precyzyjnie monitorować absencję chorobową, zarówno na poziomie pojedynczych pracowników, jak i całych zespołów.

Na rynku dostępne są już rozwiązania wspierające analizę absencji chorobowej w organizacjach. W Polsce powstał Pulpit Absencji – dedykowana działom HR aplikacja webowa, która umożliwia bieżące monitorowanie wskaźników absencji oraz identyfikację powtarzalnych schematów nieobecności.

Dzięki temu zarządzanie absencją chorobową przestaje być działaniem reaktywnym, a staje się elementem strategii biznesowej. W realiach rosnących kosztów i presji na efektywność to właśnie stabilność zespołu zaczyna odgrywać kluczową rolę w decyzjach kadrowych.

– Firmy coraz częściej podejmują decyzje w oparciu o dane operacyjne, a nie wyłącznie intuicję. Absencja chorobowa staje się jednym z najbardziej czułych wskaźników pokazujących, jak funkcjonuje organizacja i gdzie pojawiają się ryzyka – podsumowuje Mikołaj Zając.

Absencja chorobowa nad Wisłą z pewnością nie jest zjawiskiem marginalnym. Według danych ZUS w 2025 roku wystawiono 27,5 mln zwolnień lekarskich, obejmujących łącznie 290,5 mln dni absencji. To właśnie ta skala sprawia, że analiza absencji staje się dziś koniecznością w zarządzaniu organizacją.

Balkon przestał być dodatkiem. Dziś decyduje o wartości i atrakcyjności mieszkania

Jeszcze kilkanaście lat temu balkon bywał dodatkiem. Niewielki, często symboliczny, traktowany bardziej jako miejsce na suszarkę niż realną przestrzeń do życia. Z danych portalu RynekPierwotny.pl wynika, że dziś w największych polskich miastach zdecydowana większość nowych mieszkań – często ponad 80–90 proc. oferty – posiada balkon, loggię lub taras.

Trudno wyobrazić sobie mieszkanie na rynku pierwotnym bez dostępu do prywatnej przestrzeni na zewnątrz. Balkon, loggia czy taras stały się jednym z kluczowych elementów wpływających na decyzje zakupowe – i to nie tylko w segmencie premium.

Ile kosztuje balkon – i dlaczego „zawyża” cenę metra?

To jedno z częstszych pytań kupujących – choć odpowiedź nie jest oczywista.

W praktyce balkon nie jest sprzedawany jako osobna przestrzeń, ale jego wartość jest uwzględniona w cenie mieszkania. Przyjmuje się, że 1 mkw. balkonu wyceniany jest na około 25–50 proc. ceny metra lokalu, a w przypadku loggii udział ten bywa jeszcze wyższy. W praktyce oznacza to, że balkon o powierzchni 5 mkw. w dużym mieście może „kosztować” od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Mimo to większość kupujących nie traktuje tego jako zbędnego dodatku – raczej jako inwestycję w komfort życia.

Jest jednak jeden istotny szczegół, który dla wielu kupujących bywa zaskoczeniem: zgodnie z obowiązującą normą PN-ISO 9836 balkon nie wlicza się do powierzchni użytkowej mieszkania, co oznacza, że choć podnosi wartość nieruchomości, nie zwiększa jej oficjalnego metrażu. W efekcie im większy balkon, tym wyższa może być cena 1 mkw. mieszkania liczona formalnie.

W praktyce kupujący płaci więc za dodatkową przestrzeń, która poprawia komfort życia i wartość nieruchomości, ale formalnie nie jest częścią powierzchni mieszkalnej.

Balkon standardem, loggia coraz częściej wyborem

Z danych portalu RynekPierwotny.pl wynika, że dziś w największych polskich miastach zdecydowana większość nowych mieszkań – często ponad 80–90 proc. oferty – posiada balkon, loggię lub taras. Lokale pozbawione takiej przestrzeni należą do rzadkości i pojawiają się głównie w specyficznych projektach, takich jak adaptacje starszych budynków.

To efekt wyraźnej zmiany preferencji kupujących. Dla wielu osób dostęp do prywatnej przestrzeni na zewnątrz stał się jednym z podstawowych kryteriów wyboru mieszkania, a nie jedynie dodatkowym atutem.

Najczęściej spotykanym rozwiązaniem pozostaje klasyczny balkon – wysunięty poza bryłę budynku, lżejszy konstrukcyjnie i tańszy w realizacji.

Coraz częściej jednak w ofertach deweloperskich pojawiają się loggie, czyli balkony „wcięte” w bryłę budynku. Dają one większe poczucie prywatności, lepszą ochronę przed wiatrem i hałasem oraz możliwość korzystania z przestrzeni przez większą część roku.

– W projektach miejskich loggie zyskują na popularności, bo lepiej odpowiadają na potrzebę komfortu i prywatności – na co zwracają uwagę projektanci. – Balkon jest bardziej otwarty, loggia bardziej „pokojowa”.

Po pandemii balkon stał się koniecznością

Momentem przełomowym był okres pandemii. Wtedy nawet kilka metrów kwadratowych na zewnątrz zaczęło mieć zupełnie inne znaczenie niż wcześniej.

Deweloperzy szybko to zauważyli. W nowych inwestycjach:

– zwiększyła się średnia powierzchnia balkonów,

– częściej projektuje się loggie zamiast klasycznych balkonów,

– większy nacisk kładzie się na funkcjonalność (miejsce na stół, rośliny, wypoczynek).

Dziś balkon coraz rzadziej jest „dodatkiem”, za to coraz częściej jest jednym z warunków zakupu. Z badań preferencji kupujących wynika, że dla ponad połowy klientów balkon lub loggia to dziś element konieczny, a nie dodatkowy atut.

Balkon, loggia czy taras – czym się różnią i ile są warte?

Różnice między tymi rozwiązaniami przestają być wyłącznie architektoniczne, a zaczynają mieć znaczenie użytkowe – i cenowe.

Klasyczny balkon jest najprostszym i najtańszym rozwiązaniem. Loggia, „wcięta” w bryłę budynku, daje większą prywatność i ochronę przed warunkami atmosferycznymi, dlatego często bywa wyżej wyceniana.

Jeszcze wyżej w tej hierarchii znajduje się taras. W praktyce jest on traktowany jako pełnoprawna przestrzeń użytkowa – często większa, bardziej funkcjonalna i projektowana z myślą o realnym spędzaniu czasu.

W inwestycjach premium tarasy potrafią mieć kilkadziesiąt metrów kwadratowych i stają się jednym z głównych atutów nieruchomości. Ich wycena bywa indywidualna i znacząco wpływa na cenę całego mieszkania.

Można więc powiedzieć, że taras jest dziś czymś więcej niż „większym balkonem” – to osobna kategoria przestrzeni, która coraz częściej pełni funkcję dodatkowego pokoju na świeżym powietrzu.

W praktyce wybór między balkonem, loggią a tarasem coraz rzadziej jest kwestią estetyki – a coraz częściej realnego stylu życia i budżetu.

Kto odpowiada za balkon? Przepisy się zmieniają

Kwestia odpowiedzialności za balkony od lat budziła w Polsce wątpliwości – i często kończyła się sporami między właścicielami mieszkań a wspólnotami. Problem polegał na tym, że balkon formalnie bywał traktowany jednocześnie jako część prywatna i element konstrukcyjny budynku.

To właśnie dlatego rząd pracuje obecnie nad nowelizacją przepisów, która ma jednoznacznie uporządkować tę kwestię. Zgodnie z założeniami zmian elementy konstrukcyjne balkonów – takie jak płyta czy balustrady – mają zostać uznane za część wspólną nieruchomości.

W praktyce oznaczałoby to, że za ich stan techniczny oraz remonty odpowiadać będą wspólnoty mieszkaniowe, a nie indywidualni właściciele lokali. Po stronie właścicieli pozostaną natomiast elementy wykończeniowe – takie jak płytki, zabudowa czy wyposażenie balkonu.

Nowe przepisy mają zakończyć wieloletnią niejednoznaczność, która często prowadziła do sporów sądowych. Jednocześnie mogą mieć wymierne konsekwencje finansowe.

Koszty remontów balkonów byłyby pokrywane z funduszu remontowego, co w wielu przypadkach może oznaczać wzrost opłat dla mieszkańców. Już dziś jego wysokość waha się zazwyczaj od około 1 do 5 zł za metr kwadratowy mieszkania – a w starszych budynkach, wymagających większych nakładów, może być wyższa.

Dla właścicieli mieszkań oznacza to jedno: balkon pozostanie przestrzenią prywatną w codziennym użytkowaniu, ale jego konstrukcja stanie się elementem wspólnej odpowiedzialności.

Balkon jako „dodatkowy pokój”

Zmieniło się także to, jak korzystamy z tej przestrzeni.

Jeszcze niedawno balkon pełnił funkcję pomocniczą. Dziś coraz częściej staje się realnym przedłużeniem mieszkania:

  • miejscem pracy w cieplejszych miesiącach,
  • przestrzenią do odpoczynku,
  • mini-ogrodem w środku miasta.

W odpowiedzi na to deweloperzy projektują balkony o większej głębokości i lepszych proporcjach. Coraz częściej uwzględniają też rozwiązania, które ułatwiają ich aranżację – odpowiednie odwodnienie, oświetlenie czy dostęp do prądu.

Czy można jeszcze kupić mieszkanie bez balkonu?

Tak – ale coraz rzadziej.

Mieszkania bez balkonów wciąż pojawiają się w ofercie, głównie w niższych segmentach cenowych lub w specyficznych układach (np. partery z ogródkami zamiast balkonów).

Jednak w większości nowych inwestycji dostęp do przestrzeni zewnętrznej stał się standardem. W praktyce oznacza to, że mieszkanie bez balkonu jest dziś trudniejsze do sprzedaży i mniej atrakcyjne dla kupujących.

Rynek jasno pokazuje kierunek

Zmiana podejścia do balkonów i loggii to nie chwilowy trend, ale efekt głębszej zmiany stylu życia.

Więcej czasu spędzanego w domu, praca zdalna, potrzeba kontaktu z przestrzenią zewnętrzną – wszystko to sprawia, że nawet kilka metrów kwadratowych na zewnątrz ma dziś realną wartość.

Dlatego balkon przestał być dodatkiem.

Stał się jednym z najważniejszych elementów mieszkania – takim, który nie tylko decyduje o wyborze konkretnego lokalu i podnosi jego wartość rynkową, ale przede wszystkim jakość codziennego życia.

Dun & Bradstreet: 86 proc. płatności firm w Polsce realizowanych jest w terminie

Prawie 86 proc. kwoty z faktur jest przez firmy w Polsce płacone w terminie. Najlepszymi płatnikami są przedsiębiorstwa z branży opakowań. Najgorzej wygląda sytuacja w produkcji i sprzedaży opon samochodowych.

Analiza Dun & Bradstreet Poland ponad 2.7 mln płatności o wartości ponad 176 mld złotych pokazuje, że blisko 86 proc. zobowiązań zostało uregulowane w uzgodnionym przez strony terminie. W porównaniu z dwoma ostatnimi latami sytuacja nie uległa zasadniczej zmianie. Niepokojące jest to, że niemal 30 proc. zaległości płatniczych jest przeterminowana o co najmniej 90 dni – mówi Tomasz Starzyk z Dun & Bradstreet Poland.

W ujęciu procentowym największy udział mają przeterminowane płatności w szeroko pojętym sektorze produkcji i sprzedaży opon samochodowych (40.8 proc.) i tworzyw sztucznych (23.2 proc.). Niewiele lepiej jest w budowlance (20 proc.) i spedycji (17.3 proc.). Najlepszymi płatnikami są firmy z branży opakowań, gdzie 95.3 proc. płatności regulowanych jest w czasie, producenci i sprzedawcy RTV i AGD – 92.5 proc. i branża papiernicza z 87.5 proc. płatności dokonywanych w terminie.

Pomimo pozytywnych sygnałów płynących z rynku oraz wyraźnej poprawy moralności płatniczej polskich przedsiębiorstw, nadal istotnym problemem pozostają tzw. złe długi, sięgające opóźnień rzędu 90, a nawet 120 dni. Jest to szczególnie niepokojące, ponieważ znaczna część tak przeterminowanych należności w praktyce okazuje się nieściągalna. Problem przeterminowanych płatności powyżej czterech miesięcy najbardziej dotyka branżę produkcji i sprzedaży opon samochodowych (52.8 proc.). Nieznacznie lepiej jest w branży sanitarnej, gdzie odsetek przeterminowanych płatności powyżej 120 dni sięga 45 proc. i branży papierniczej – blisko 40 proc.

Poprawa dyscypliny płatniczej polskich firm wiąże się z ogólną poprawą ich kondycji finansowej. Nadal jednak, analiza wiekowania monitorowanych na rynku należności pokazuje, że około 15 proc. faktur nie jest regulowana w terminie. W kwocie bezwzględnej długi firm sięgają kilkunastu mld w skali roku, które w bezpośredni sposób negatywnie wpływają na płynność finansową tysięcy firm. Dla wielu z nich, zwłaszcza tych z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, nawet niewielkie opóźnienia mogą pociągać za sobą nie tylko utratę rentowności, ale uruchomiają tzw. cały łańcuch zatorów płatniczych i opóźnienia własnych zobowiązań. W praktyce opóźnione płatności stanowią najtańsze źródło bieżącego kredytowania działalności firmy z zerowym oprocentowaniem. Na poziomie operacyjnym, nierzetelni płatnicy własne koszty przenoszą na podwykonawców i kontrahentów.

Zatory płatnicze są poważną barierą dla rozwoju polskich firm. Niezależnie od branży czy wielkości, firmy w swoją strategię powinny mieć wpisany plan przeciwdziałania nieuczciwym praktykom i zatorom płatniczym. Na bieżąco sprawdzać i monitorować kontrahentów. Nieopłacone w terminie faktury mogą przełożyć się na utratę płynności finansowej firmy, a w skrajnych przypadkach doprowadzić do upadłości.

Influencerzy pokazali, jak zmienia się pomaganie w Polsce

30 kwietnia mija termin na zadeklarowanie, której organizacji pożytku publicznego przekażemy 1,5% naszego podatku. To dlatego w ostatnim czasie wiele NGO’sów zintensyfikowało swoje działania, namawiając nie tylko do udzielenia im wsparcia finansowego, ale także do zmiany postaw czy nawyków – w zgodzie z deklarowaną misją. Czy Polacy oceniają te działania pozytywnie? Czy decydują się na podjęcie konkretnych działań pod ich wpływem? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, choć spektakularny sukces zbiórki Łatwogang na rzecz Cancer Fighters pokazuje, że pod wpływem influencerów i komunikacji w social mediach Polacy są gotowi otworzyć nie tylko serca, ale i portfele. 

Kampanie spoleczne oczami Polakow infografika

Gdy piszemy te słowa (27 kwietnia 2026 r., godz. 9:30) skarbonka https://www.siepomaga.pl/latwogang na rzecz Fundacji Cancer Fighters, założonej przez młodego influencera Piotra z Łatwogang, napędzana przez jego livestream z udziałem czołowych influencerów i celebrytów, osiągnęła 213 mln złotych, zbliżając się do kwoty 289 mln złotych zebranych podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy z roku 2025 roku, a nie jest to jedyny kanał, przez który zbierane są pieniądze.  – To wydarzenie, którego nie da się pominąć i nadaje nowy kontekst zrealizowanym przez nas i SW Research nieco wcześniej badaniom dotyczącym efektywności kampanii społecznych, które dziś mieliśmy upublicznić – komentuje Joanna Niemiec, Vice Chairman Strategy & Communication w LoveBrands Group.

Kryzys wiarygodności kampanii społecznych

Choć niemal co drugi Polak (46%) deklaruje pozytywny stosunek do kampanii społecznych, branża mierzy się z wyzwaniem wiarygodności, bo prawie co piąty respondent (17%) poddaje w wątpliwość ich autentyczność. – Z badania wynika, że Polacy wierzą w celowość kampanii społecznych, ale nie zawsze ufają ich nadawcom. Większość badanych przyznaje, że kampanie poruszają ważne tematy (53%) i są po prostu potrzebne (52%), ale zaledwie 41% badanych uznaje je za wiarygodne. Taki sam odsetek respondentów (41%) nie widzi różnicy między kampanią społeczną a komercyjną reklamą. Warto zatem zadać sobie pytanie, czy to oznacza koniec tradycyjnego podejścia do prowadzenia kampanii społecznych, czy może jednak włączenie się telewizji do akcji, którą ankietowani wskazują, jako pierwsze źródło wiedzy o kampaniach społecznych, wpłynęło na to, że zbiórka nabrała nowej trajektorii i objęła grupy demograficzne i biznes, które nie są tak aktywne na social mediach zaznacza Piotr Zimolzak, wiceprezes zarządu SW Research.

Dlaczego akcja Łatwogang x Cancer Fighters okazała się skuteczna? – Przede wszystkim dlatego, że u jej źródła jest prawdziwa historia wsparta jedynie przez influencerów – podkreśla Joanna Niemiec.  Jej początkiem była nagrana przez rapera Bedoesa 2115 i 11-letnią Maję Mecan — podopieczną Fundacji Cancer Fighters – piosenka. Mamy tu zatem prawdziwą historię, a nie jedynie znanego influencera – dodaje.

Badania pokazują także, że 31% ankietowanych uważa, że tematy poruszane w kampaniach społecznych ich nie dotyczą, a co trzeci jest zdania (34%), że problemy w nich przedstawiane są wyolbrzymiane. Co gorsza, tylko 23% Polaków, którzy w ostatnim czasie mieli styczność z jakąś kampanią społeczną przyznaje, że pod jej wpływem podjęło konkretne działanie.

Jednak, choć nie każdy z nas ma osobiste doświadczenia z nowotworami, to zaangażowanie się influencerów w działania na rzecz fundacji wspierającej chorych na tę chorobę przyniosło skutki i to naprawdę budujące.

Czy zatem prowadzenie tradycyjnych kampanii społecznych ma swoje uzasadnienie?

– Zdecydowanie tak – uważa Joanna Niemiec. – Optymizmem napawa to, że zapytani o konkrety, Polacy wskazują na to, że pod wpływem adresowanych do nich działań komunikacyjnych zwiększyli swoją ostrożność w sieci (38%), 33% zadeklarowało, że zdecydowało się zaszczepić, a 31% wybrało się na badania profilaktyczne. Dla nas to powód do satysfakcji, ponieważ w zeszłym roku prowadziliśmy zarówno kampanie na temat cyberbezpieczeństwa (dla Banku Pocztowego pod hasłem „Cyberdojrzali”), jak również w zakresie promocji badań profilaktycznych (z ramienia Ministerstwa Zdrowia i w ramach projektu „Moje Zdrowie”). Warto jednak pamiętać o tym, że influencerzy powinni stać się elementem każdej takiej kampanii, zwłaszcza jeśli chcemy docierać do wszystkich grup społecznych, zwłaszcza tych aktywnych w mediach społecznościowych. Influencerzy ci muszą jednak być wiarygodni dla poruszanego tematu.

Warto także zauważyć, że niestety kampanie społeczne na rzecz ograniczania używek plasują się na końcu pod kątem skuteczności. Zaledwie 14% Polaków, którzy zdecydowali się na jakiś krok na skutek kampanii, zadeklarowało, że pod ich wpływem zdecydowało się rzucić lub ograniczyć picie alkoholu lub też palenie papierosów – w skali całej populacji to mniej niż 3%.

Kampanie 1,5% mają sens

Z badań płynie także inny ciekawy wniosek. Polacy, choć nie zawsze gotowi są na zmianę postaw lub też na zaangażowanie się osobiste w działania wolontariackie (tylko 26% zdecydowała się na to pod wpływem kampanii społecznej), są gotowi sięgnąć do kieszeni i wesprzeć wybrany cel społeczny. Dowodem na to jest deklaracja 49% ankietowanych, że pod wpływem kampanii społecznej dokonało wpłaty na zbiórkę lub fundację i to, czego świadkiem właśnie jesteśmy – spektakularny sukces zbiórki na rzecz Fundacji Cancer Fighters.

Oczekiwania wobec kampanii społecznych zależne od płci

Bez względu na płeć największym oczekiwaniem Polaków wobec kampanii społecznych pozostaje to, aby informowały one o skali problemu (41% respondentów). Jednak różnice w wielu postawach ze względu na płeć są zauważalne. Kobiety bardziej przekonane są co do tego, że głównym celem kampanii społecznych powinna być edukacja i zwiększanie świadomości problemu (42% kobiety vs 31% mężczyźni) lub też skłanianie do konkretnych działań, np. wsparcia finansowego lub udział w akcjach (27% kobiety vs 18% mężczyźni). Z kolei mężczyźni częściej oczekują od kampanii społecznych tego, by wpływały na decyzje konkretnych instytucji lub też wprost na decyzje polityczne (23% mężczyźni vs 16% kobiety), np. podpisanie petycji.

Telewizja wciąż na topie

Badania SW Research i LoveBrands Group pokazują, że głównym źródłem kontaktu z kampaniami społecznymi dla Polaków pozostaje telewizja (62%), a następnie internet (42%) i media społecznościowe (39%). Co ciekawe, dla mężczyzn istotniejszym kanałem, poprzez który konsumują treści o przekazie społecznym, jest radio (25% mężczyźni vs 19% kobiety).

Eksperci od trudnych tematów

Temat badań podjęty przez SW Research zainicjowała agencja LoveBrands Group, która od lat specjalizuje się w tego typu kampaniach. Oprócz wspomnianych kampanii na rzecz cyberbezpieczeństwa, w ostatnim czasie realizowała bowiem także kampanię #OkresNoStres dla marki Bella wspierającą dobrostan psychiczny dziewcząt wchodzących w świat menstruacji, a także autorską kampanię na rzecz zdrowia psychicznego „Nasza w tym Głowa”. Agencja wspiera także kampanię społeczną na rzecz czytelnictwa realizowaną przez Fundację Powszechnego Czytania.

Kampanie społeczne są katalizatorem zmian i siłą napędową przekształcania postaw społecznych, kwestionowania przestarzałych przekonań, zachęcania do krytycznego myślenia, a także zastępowania biernej świadomości w aktywne zaangażowanie. W powoływaniu do życia nowych inicjatyw społecznych kluczowe jest umiejętne inspirowanie, angażowanie i skłanianie odbiorców do refleksji. Niezależnie od tego, czy chodzi o kwestie zdrowotne, zmiany klimatyczne, czy nierówności społeczne, kampanie muszą opierać się na danych i celnych insightach, które znajdą podatny grunt i będą rezonować z konkretnie sprecyzowaną grupą docelową. Co jeszcze uwiarygadnia takie projekty? Włączenie do narracji historii osób, których dotyczy dany temat, co wzbudza empatię i ułatwia zrozumienie niejednokrotnie skomplikowanych kwestii. Prowadzenie kampanii przez kilka lat pozwala zbadać realnie zmiany w świadomości odbiorców i porównać wynik końcowy z wyjściowym. Obserwowanie tego, jak zmienia się ta percepcja, zgodnie z pożądanym efektem, daje ogromną satysfakcję – komentuje Katarzyna Puchacz, Health Care & Medical Director w LoveBrands Group.

Jeden z obszarów, w których rola kampanii społecznych jest dziś szczególnie istotna, to cyberbezpieczeństwo. Edukacja społeczna na ten temat jest dziś realną potrzebą. Cyberprzestępcy stale modyfikują swoje metody, wykorzystując nowe technologie i bieżące wydarzenia do tworzenia coraz bardziej wiarygodnych oszustw. Dlatego kampanie społeczne dotyczące bezpieczeństwa w sieci muszą nadążać za tymi zmianami i w przystępny, dla różnych grup docelowych, sposób odpowiadać na aktualne zagrożenia. W LoveBrands Group wspieramy program Banku Pocztowego, „Cyberdojrzali. Bądź mądrzejszy od oszusta”, prowadząc komunikację w mediach społecznościowych i przekładając temat cyberzagrożeń na praktyczne, przystępne treści edukacyjne. Naszym celem jest nie tylko informowanie o ryzykach, ale przede wszystkim budowanie nawyków cyfrowego bezpieczeństwa – dodaje Weronika Szmaja, Project Manager w LoveBrands Group.

Badanie zostało zrealizowane przez agencję SW Research w dniach 31.03-2.04.2026 r. techniką wywiadów online (CAWI) na reprezentatywnej próbie 1002 Polaków w wieku 16+ na panelu badawczym swpanel.pl.

Producent regałów czy pośrednik? Jak porównać oferty, żeby nie przepłacić

Przy zakupie regałów magazynowych wiele firm porównuje oferty przede wszystkim po cenie. To naturalne, ale często prowadzi do mylnego wniosku, że najtańsza propozycja jest najkorzystniejsza. W praktyce dwie wyceny o podobnym zakresie mogą oznaczać zupełnie inną odpowiedzialność za projekt, inny standard wykonania, inny poziom dopasowania do obiektu i inne ryzyko kosztów po wdrożeniu.

Najwięcej problemów nie wynika z samego zakupu konstrukcji, ale z braków w zakresie: pomiarów, projektu, montażu, dopasowania do procesu pracy i późniejszego wsparcia. Dlatego decyzję warto podejmować nie tylko na podstawie ceny jednostkowej, lecz także w oparciu o realny zakres usługi i przewidywalność całej realizacji.

Co realnie porównywać w ofertach

Pierwsza kwestia to zakres. Czy oferta obejmuje analizę przestrzeni, dopasowanie do rodzaju towaru, projekt układu, montaż i wskazanie zasad eksploatacji? Czy obejmuje rozwiązanie problemów takich jak słupy, wnęki, niestandardowa wysokość, strefy kompletacji lub sezonowe skoki wzrostu towarów w magazynie? Bez tych informacji porównanie cen jest tylko pozorne. Druga kwestia to stopień dopasowania. W wielu firmach przewagę daje produkcja regałów na wymiar, bo pozwala wykorzystać przestrzeń zgodnie z realnym układem hali i procesem pracy. Jeżeli oferta opiera się wyłącznie na katalogowych modułach bez analizy obiektu, oszczędność na starcie może oznaczać straty operacyjne później.

Dlaczego najtańsza oferta bywa najdroższa

Różnice kosztowe bardzo często pojawiają się dopiero po podpisaniu zamówienia. Dodatkowe elementy, korekty projektu, dopłaty za montaż, konieczność przebudowy układu lub niedoszacowanie liczby miejsc składowania powodują, że początkowo atrakcyjna cena przestaje być przewagą. Z perspektywy zarządczej oznacza to nie tylko wyższy koszt, ale też większe ryzyko opóźnień i zakłóceń pracy magazynu. Dlatego dobra oferta powinna jasno pokazywać, za co klient płaci: czy obejmuje dopasowanie do obiektu, jakie są założenia obciążeniowe, jak wygląda montaż, co dzieje się po wdrożeniu i kto odpowiada za zgodność rozwiązania z ustalonym zakresem.

Co powinna zawierać dobra wycena

Przed podjęciem decyzji warto sprawdzić, czy wycena regałów obejmuje nie tylko same elementy konstrukcyjne, ale też informacje o konfiguracji układu, przewidywanym sposobie użytkowania, montażu i ewentualnych zabezpieczeniach. Im bardziej przejrzysta oferta, tym mniejsze ryzyko nieporozumień na etapie realizacji. W praktyce dobrze przygotowana wycena pomaga też szybciej porównać kilka propozycji. Zamiast koncentrować się wyłącznie na cenie końcowej, można zestawić realny zakres, poziom dopasowania i odpowiedzialność wykonawcy.

Dlaczego warto patrzeć dalej niż do momentu montażu

Zakup regałów nie kończy się na odbiorze konstrukcji. Liczy się również późniejsza eksploatacja, bezpieczeństwo pracy i możliwość dalszego rozwoju magazynu. Jeżeli system ma być elementem procesu na lata, warto zwrócić uwagę na to, czy wykonawca zapewnia wsparcie także po uruchomieniu. Jednym z ważnych obszarów są przeglądy regałów po wdrożeniu, które pomagają utrzymać system w dobrym stanie i szybciej reagować na uszkodzenia lub przeciążenia. Z punktu widzenia firmy oznacza to większą przewidywalność kosztów, lepszą kontrolę ryzyka i mniejsze prawdopodobieństwo, że po kilku miesiącach trzeba będzie naprawiać skutki pośpiesznej decyzji zakupowej.

Podsumowanie

Różnica między producentem a pośrednikiem nie sprowadza się wyłącznie do źródła zakupu. Najważniejsze jest to, kto bierze odpowiedzialność za dopasowanie rozwiązania do obiektu, procesu pracy i przyszłych potrzeb firmy. Dopiero w takim ujęciu można uczciwie porównać oferty i ocenić, która z nich naprawdę ogranicza ryzyko kosztów po wdrożeniu. Jeżeli chcesz porównać warianty nie tylko cenowo, ale też pod kątem zakresu, dopasowania i bezpieczeństwa eksploatacji, skontaktuj się z REMA: [email protected], +48 533 555 071.

Ropa, dolar i FED w centrum uwagi inwestorów. Na rynkach widać ostrożny optymizm

Po raz kolejny w notowaniach surowców widać powiew optymizmu. Nie są to jednak przełomowe zmiany, lecz raczej pewna stabilizacja związana z rosnącymi szansami. W tle wygląda na to, że nominacja nowego szefa FED pokonała znaczący problem.

Rynek uwierzył w przełom

Patrząc na zmiany cen ropy, inwestorzy z jakiegoś powodu wierzą w przełom. W piątek mieliśmy bowiem odmianę Brent po 105 USD za baryłkę, a dzisiaj nad ranem jest 4 USD tańsza. Poziom 101 USD to oczywiście nie są pułapy, które wskazywałyby na wiarę inwestorów w rychły pokój. Wygląda to raczej na wzrost szans choćby na częściowe udrożnienie drogi wodnej przez Cieśninę Ormuz. Warto zaznaczyć, że jeszcze w piątek ropa amerykańska była 11 USD tańsza, a dzisiaj ta różnica wynosi zaledwie 5 USD. Pokazuje to, że rynek się wyrównuje. Wyraźnie droższa ropa Brent wynika bowiem z tego, że jest to gatunek będący punktem odniesienia dla cen światowych. Znacznie bardziej zatem na niego wpływa konflikt na Bliskim Wschodzie, niż na surowiec wydobywany w USA i tam wyceniany. Warto natomiast pamiętać, że rozmowy cały czas trwają, a obecne ruchy wynikają ze zmiany oczekiwań inwestorów, a nie realnych przełomów w negocjacjach.

Waluty też wierzą

Wraz ze spadkiem cen ropy Brent mamy również drugi sygnał świadczący o oczekiwaniach inwestorów na przyciszenie konfliktu. Jest nim odwrót od dolara. Ten ruch jest jednak znacznie mniej imponujący niż zmiany na ropie naftowej. Rynki walutowe, podobnie jak kruszce, nie reagują już tak silnie na kolejne oczekiwania przełomu. Prawdopodobnie dlatego, że większość analityków najbardziej wierzy obecnie w scenariusz stopniowego udrażniania Cieśniny Ormuz i wygaszania walk bez formalnego podpisania pokoju. Obie strony muszą bowiem móc ogłosić sukces. Warto zwrócić uwagę, że w negocjacjach panuje impas. Kluczowym tematem ma być kwestia tego, czy najpierw ma dojść do zaprzestania ataków i dopiero później do rozmów o programie nuklearnym, czy odwrotnie. Amerykanie chcą najpierw rozmawiać, a Iran chce najpierw przestać być bombardowany.

Nowy szef FED coraz bliżej

Kevin Warsh został nominowany na szefa FED przed Donalda Trumpa, ale procedura nie idzie zbyt płynnie. W ostatnich dniach nastąpił jednak przełom. Jeden z republikańskich senatorów blokował bowiem jego kandydaturę do czasu zakończenia śledztwa przeciwko obecnemu szefowi FED. Dotyczyło ono domniemanych nieprawidłowości przy remoncie siedziby banku. Obecnie wraz z zamknięciem tego postępowania, pojawiła się zapowiedź poparcia wniosku. Jeżeli Komisja Bankowa Senatu zaakceptuje Kevina Warsha, kolejnym krokiem jest głosowanie w pełnym składzie Senatu. To wydarzenie poprzedzone jest jednak kolejną serią pytań do kandydata. Trzeba pamiętać, że w Senacie potrzebna jest zwykła większość 51 głosów. Obecnie Republikanie mają 53 głosy, więc jeśli nie wyłamie się przynajmniej 3 republikańskich senatorów, przy pełnym sprzeciwie demokratów i dwóch powiązanych z nimi kandydatów niezależnych nie powinno być niespodzianek.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Zmiana w zarządzie Banku Millennium. Hugo Resende zastąpi António Pinto

Z dniem 24 kwietnia 2026 roku Rada Nadzorcza Banku Millennium powołała Hugo Resende na stanowisko Członka Zarządu Banku Millennium S.A. Zastąpi on António Pinto, który po ośmiu latach kończy pełnienie funkcji w Polsce, aby kontynuować pracę zawodową w innym podmiocie Grupy Kapitałowej Millennium bcp w Portugalii.

Hugo Resende posiada 19-letnie doświadczenie w sektorze bankowym. Karierę zawodową rozpoczął w Millennium bcp w Portugalii, gdzie pełnił funkcje menedżerskie obejmujące strategię, marketing, zarządzanie siecią sprzedaży detalicznej, doświadczenie klienta oraz rozwój kultury wysokiej efektywności organizacyjnej. Ostatnio pracował na stanowisku Dyrektora Generalnego Kierującego Marketingiem i Wsparciem Sieci Sprzedaży Detalicznej w Millennium bcp. Był stałym członkiem kluczowych komitetów banku.

Hugo Resende ukończył studia w zakresie ekonomii oraz posiada tytuł magistra ekonomii finansowej i monetarnej Lisbon School of Economics & Management. Ukończył także program menedżerski AESE Business School w Lizbonie.

– W imieniu Rady Nadzorczej gratuluję Hugo Resende objęcia stanowiska członka Zarządu Banku Millennium i życzę powodzenia w realizacji stojących przed nim ambitnych celów zapisanych w strategii Banku „Wartość i Wzrost’28”. Jednocześnie dziękuję António Pinto za ogromne zaangażowanie i znaczący, wieloletni wkład w rozwój Banku oraz życzę sukcesów w dalszej karierze zawodowej w Grupie Millennium bcp – powiedziała Olga Grygier-Siddons, Przewodnicząca Rady Nadzorczej Banku Millennium.

António Pinto jest związany z Grupą Millennium od początku lat 90. Od kwietnia 2018 roku był Członkiem Zarządu Banku Millennium S.A. w Polsce, a wcześniej pełnił szereg kluczowych funkcji menedżerskich w Grupie Millennium w Polsce i Portugalii.

Karierę zawodową rozpoczął w Banco Português do Atlântico (1990), od 1994 roku wchodzącym w skład Grupy Millennium bcp, zdobywając doświadczenie w bankowości detalicznej i przedsiębiorstw dzięki zajmowaniu stanowisk kierowniczych w obszarach marketingu i wsparcia sprzedaży. W latach 2001 – 2011 pracował w Banku Millennium S.A., jako kierujący departamentami odpowiedzialnymi za marketing, jakość, procesy i operacje, a od kwietnia 2010 roku jako Członek Zarządu. W ciągu kolejnych 7 lat zajmował stanowisko kierującego Departamentem Marketingu Bankowości Detalicznej w Millennium bcp w Portugalii, a w okresie lipiec 2016 – maj 2018 roku także niewykonawczego członka Zarządu ActivoBank.

Antonio Pinto złożył rezygnację, ze skutkiem na dzień 24 kwietnia 2026 r., z funkcji Członka Zarządu Banku, w związku z zamiarem kontynuacji swojej ścieżki zawodowej w innym podmiocie Grupy Kapitałowej Millennium bcp.

– W imieniu wszystkich członków Zarządu chciałbym wyrazić ogromne podziękowania António za osiem ważnych lat pracy w Zarządzie Banku. Dziękuję w szczególności za udział w kreowaniu ambitnych strategii Banku oraz wdrażaniu ich w życie i osiąganiu świetnych rezultatów; za dbałość o ofertę produktów i usług Banku, rozwój kanałów cyfrowych, a także nieustanną pracę nad jakością naszej obsługi we wszystkich kanałach Banku, za co jesteśmy doceniani przez klientów i sektor bankowy. Szczególnie dziękuję także za niezwykłą umiejętność współpracy, troskę o zespoły i bankowe talenty oraz za ludzką, dobrą, pozytywną energię, którą dzielił się z nami każdego dnia. Witam w Polsce i w zespole Millennium Hugo Resende. Jestem przekonany, że multidyscyplinarne doświadczenie Hugo będzie świetnie wykorzystane w dalszym ambitnym rozwoju Banku Millennium w sektorze bankowym – powiedział João Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium.

AI w bankowości – jak sztuczna inteligencja zmienia sektor finansowy?

Sztuczna inteligencja pozwala bankom szybciej rozpoznawać potrzeby użytkownika i porządkować obsługę w tle.. Zmiana nie polega tylko na wdrożeniu technologii AI, ale na przebudowie sposobu świadczenia usług finansowych. Z korzyścią dla klientów.

Inteligentna obsługa zamiast reakcji po fakcie

Nowoczesny bank nie ogranicza AI do czatu czy automatycznej odpowiedzi. Systemy uczące się analizują historię korzystania z usług, wychwytują powtarzalne zachowania i na tej podstawie wspierają kontakt z klientem w odpowiednim momencie. Mogą przypominać o zobowiązaniach, porządkować wydatki, podpowiadać działania w aplikacji i kierować sprawę do właściwego procesu bez zbędnego udziału klienta. Dobrze wdrożone AI w bankowościoznacza spersonalizowaną obsługę, ale bez chaosu informacyjnego. Klient nie dostaje przypadkowych komunikatów, tylko wsparcie powiązane z realnym kontekstem jego aktywności.

Szybsze decyzje i lepsza ocena ryzyka dzięki AI

Jednym z najważniejszych skutków wdrażania sztucznej inteligencji jest przyspieszenie procesów, które wcześniej wymagały wielu ręcznych działań. Dotyczy to zwłaszcza analizy wniosków, weryfikacji danych, segmentacji klientów i oceny zdolności do korzystania z określonych produktów. Algorytmy potrafią szybciej łączyć informacje z różnych systemów, wychwytywać zależności i wskazywać przypadki wymagające dodatkowej kontroli. To nie eliminuje nadzoru człowieka, ale porządkuje pracę i ogranicza liczbę błędów operacyjnych. Z perspektywy klienta oznacza to krótszą ścieżkę obsługi, większą przewidywalność procesu i mniejsze ryzyko, że sprawa utknie na etapie technicznej weryfikacji.

Większe bezpieczeństwo w kanałach cyfrowych

Sektor finansowy wykorzystuje sztuczną inteligencję również tam, gdzie najważniejsza jest ochrona pieniędzy i danych. Mechanizmy analizujące zachowanie użytkownika potrafią rozpoznać nietypową aktywność, wyłapać próbę przejęcia dostępu albo zatrzymać podejrzaną operację, zanim szkoda stanie się realna. W połączeniu z biometrią, silnym uwierzytelnianiem, szyfrowaniem i integracją przez API AI wzmacnia bezpieczeństwo bez nadmiernego komplikowania obsługi. Ma znaczenie także w otwartej bankowości, gdzie usługi finansowe są obecne nie tylko w systemie banku, ale również w innych środowiskach cyfrowych. Klient korzysta więc z wygody nowych rozwiązań, a bank może lepiej łączyćinnowację z kontrolą ryzyka i wymogami regulacyjnymi.

Sztuczna inteligencja zmienia sektor finansowy przede wszystkim dlatego, że łączy szybkość działania z lepszą analizą i automatyzacją. Dla klienta banku oznacza to wygodniejszą obsługę, bardziej dopasowane usługi oraz wyższy poziom bezpieczeństwa w codziennym korzystaniu z bankowych produktów. Należy jednak podkreślić, że dobrze wdrożona AI nie zastępuje relacji z klientem, lecz czyni ją sprawniejszą, trafniejszą i bardziej przewidywalną.