Spodziewajmy się kolejnych protestów i strajków pracowników budżetówki

0
Grażyna Spytek-Bandurska
prof. Grażyna Spytek-Bandurska z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego

Po protestach policjantów kolejne zapowiadają nauczyciele. Za nimi mogą pójść inne grupy zawodowe – od urzędników administracji publicznej po personel medyczny, naukowców i pracowników sądownictwa. Oni wszyscy nie korzystają z owoców koniunktury gospodarczej. Ich płace zostały zamrożone, a koszty życia wciąż rosną. Jednoczesny strajk sektora publicznego doprowadziłby do paraliżu państwa. Pracownicy budżetówki widzą rosnące w biznesie pensje, ale sami nie dostają podwyżek. Duża liczba wakatów powoduje, że są przeciążeni pracą, jednak pozostają bez kompensaty finansowej. To budzi złość i frustrację, może też doprowadzić do buntu. O sytuacji zatrudnionych i o ryzyku związanym z niepokojami mówi prof. Grażyna Spytek-Bandurska z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego.

Grażyna Spytek-Bandurska
prof. Grażyna Spytek-Bandurska z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego

Nie tak dawno przeżyliśmy strajk pracowników Policji, a także konflikt związków zawodowych z zarządem PLL LOT. Swoje sprzeciwy zapowiadają też nauczyciele. Czy niezadowolenie tych wszystkich grup dotyczy jedynie kwestii płacowych? A może stoją za nim także inne postulaty?

Prof. Spytek-Bandurska: W ogólnym ujęciu spór zbiorowy może dotyczyć warunków pracy, płac lub świadczeń socjalnych oraz praw i wolności związkowych. Ale o konkretnych przyczynach niezadowolenia powinni się wypowiadać sami zainteresowani. Szczególnym przykładem, w którym rolę odgrywają nie tylko pieniądze, jest konflikt między związkami zawodowymi a zarządem PLL LOT. W tym przypadku protest wiązał się ze zwolnieniem aktywnych działaczy. Związkowcy oczekiwali też uregulowania umów z personelem i podwyżek. Najczęściej jednak pojawiają się żądania zwiększenia zarobków, czego przykładem są nauczyciele czy służby mundurowe. Wynika to z faktu, że pracownicy sfery publicznej od lat otrzymują niższe wynagrodzenia od osób zatrudnionych w sektorze prywatnym.

Jakie grupy zawodowe mogą pójść w ich ślady? Czy w nadchodzącym czasie możemy spodziewać się kolejnych strajków lub innych form dochodzenia swoich praw?

Prof. Spytek-Bandurska: Można założyć, że dojdzie do takich wydarzeń. Skoro jedni protestują, to dlaczego inni nie mogą domagać się wyższych świadczeń czy nowych przywilejów? Należy szczególnie brać to pod uwagę, jeśli mówimy o grupach zawodowych zbliżonych pod względem warunków zatrudniania, źródeł i zasad finansowania. Jednak o to, kiedy i dlaczego planują wejście w spór zbiorowy, należy pytać samych przedstawicieli związków zawodowych prowadzących rozmowy z pracodawcą na temat postulatów pracowniczych. Na pewno płace w sferze budżetowej są nieatrakcyjne, a koszty utrzymania ciągle rosną. Pracownicy to odczuwają, a jednocześnie widzą wzrost wynagrodzeń w przedsiębiorstwach prywatnych. Pensja urzędnika jest niższa niż sprzedawcy, a jeszcze kilka lat temu markety były kojarzone z nieatrakcyjnymi zarobkami. Wiele zależy od kondycji gospodarczej kraju, sytuacji na rynku pracy i polityki rządzących.

W których sektorach załogi nie wykazują żadnej chęci do strajkowania?

Prof. Spytek-Bandurska: Nie przejawiają jej osoby, które są godziwie wynagradzane i doceniane przez pracodawców. Wiele firm prywatnych zareagowało na niedobór pracowników podniesieniem płac, wprowadzeniem dodatkowych bonusów materialnych i uelastycznieniem organizacji pracy. Natomiast w sektorze publicznym też muszą nadejść zmiany, jeśli rządzący chcą uniknąć niezadowolenia i masowych protestów. To odbija się negatywnie na wykonywaniu zadań państwa.

Czytaj również:  Instytut Millenials: Na zatrudnieniu millenialsów firma może tylko skorzystać. Konieczne jednak jest dopasowanie się do ich potrzeb, a nie próba ich zmiany

Gdzie są punkty zapalne?

Prof. Spytek-Bandurska: Zarobki wielu grup pracowników są wysoce niesatysfakcjonujące, a pracy im przybywa. Te problemy nie zawsze są nagłośniane, np. z powodu braku siły przebicia bądź charakteru świadczonej pracy. Dotyczą one m.in. pracowników sądów i prokuratur. Jeśli rozmowy i negocjacje nie przynoszą efektu, pozostają akcje protestacyjne, strajki lub inne środki nacisku, których skutki odczuwa całe społeczeństwo.

Ktoś jeszcze może wywołać strajki?

Prof. Spytek-Bandurska: Od lat sytuacja personelu medycznego jest niekorzystna. Część osób wyemigrowała, a młode pokolenie nie garnie się do trudnej i nisko opłacanej pracy. Pamiętamy jeszcze tzw. białe miasteczko w Warszawie. To może się powtórzyć. Kluczowy problem to brak środków na podwyżki. Pracodawcami są zwykle samorządy, które borykają się z deficytami i zwiększającym się zadłużeniem. Wykonują coraz więcej obowiązkowych zadań własnych i dodatkowo zleconych.

W sektorze publicznym mamy jeszcze innych pracowników. Tu też czuje się napięcie?

Prof. Spytek-Bandurska: Oczywiście. Trudno wyszczególnić problemy i postulaty konkretnych działów finansowanych z budżetu, ale ci pracownicy mają prawo domagać się podwyżek czy lepszej organizacji pracy. To problem złożony, ponieważ sektor publiczny nie generuje zysków i nie podlega regułom rynkowym. Ale bez tej sfery społeczeństwo nie jest w stanie poprawnie funkcjonować. Administracja ma służyć wszystkim obywatelom w różnych wymiarach – od bezpieczeństwa i porządku po działalność kulturalną. Należy odpowiednio wcześniej interweniować, gdyż strajki skutkują ogromnymi stratami i frustracją, zwłaszcza gdy mają zasięg generalny.

Jakie skutki przyniosłyby właśnie strajki prowadzone jednocześnie w kilku branżach?

Prof. Spytek-Bandurska: Masowy protest pracowników sektora publicznego może doprowadzić do paraliżu państwa. Działania pojedynczych grup zawodowych już pokazują, jakie zagrożenie za tym idzie. Jednoczesny strajk budżetówki osłabiłby poczucie bezpieczeństwa i porządku, spowodowałby zatory w postępowaniach sądowych, brak dostępu do urzędów, szkół, opieki medycznej i wielu innych usług publicznych. Trudno wyliczyć straty finansowe, na pewno byłyby ogromne, podobnie jak społeczne.

Jak powinien działać rząd, by nie doprowadzić do takiej sytuacji?

Prof. Spytek-Bandurska: Nie wyobrażam sobie, by doszło do takich zjawisk na wielką skalę. Są podejmowane działania zapewniające bezpieczne funkcjonowanie państwa i zapobiegające potencjalnym problemom. Jak powszechnie wiadomo, przedstawiciele władzy prowadzą dyskusje ze związkami zawodowymi, żeby zrozumieć sytuację zatrudnionych i ich postulaty oraz przedsięwziąć odpowiednie środki. Kluczowe jest poszukiwanie funduszy w budżecie na zaspokojenie oczekiwań płacowych. Trzeba też zadbać o lepsze warunki zatrudnienia i tworzyć nowe, atrakcyjne miejsca pracy. Zmiany są konieczne, jednak powinny być przemyślane i dostosowane do wyzwań współczesności. Wyższym zarobkom powinien towarzyszyć profesjonalizm i innowacyjność działającej administracji.