Presja Zachodu na Kreml rośnie. Dolar umacnia się po deeskalacji napięć na linii USA-UE

We wtorek po przedłużonym weekendzie wracają do gry inwestorzy ze Stanów i Wielkiej Brytanii. Wraz z nimi chce wrócić zaufanie do USA. Zyskują na tym amerykańskie aktywa, do których kapitał płynie nawet z bezpiecznych przystani. 

Przełomowe decyzje

We wtorek media obiegła informacja dotycząca sytuacji za naszą wschodnią granicą. Ukraina otrzymała oficjalne pozwolenie na użycie broni dostarczonej przez sojuszników bez dodatkowych warunków. Zgodnie z wypowiedzią Kanclerza Niemiec nie ma żadnych ograniczeń zasięgu dla sprzętu dostarczanego z Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec czy USA. Może więc zostać on użyty do ataków w głąb Rosji. Zwiększona presja Zachodu na Kreml jest odpowiedzią na największy rosyjski ostrzał Ukrainy przy użyciu dronów od czasu pełnej inwazji ponad trzy lata temu. Oprócz wsparcia dla naszych wschodnich sąsiadów, dziś usłyszeliśmy także, że Unia Europejska planuje przyspieszyć negocjację z USA, aby uniknąć transatlantyckiej wojny handlowej. Jest to jednocześnie podkreślenie przyjaznego podejścia Wspólnoty do Stanów Zjednoczonych po tym, jak ich prezydent opóźnił termin wprowadzenia ceł na Unię. Wszystko to wskazuje na chęć dialogu między dwoma gospodarkami.

Dolar zyskuje

Deeskalacja zamieszania celnego na linii USA-UE powoduje spadek ryzyka geopolitycznego. Wsparcie Ukrainy również zostało odebrane przez rynki jako czynnik niwelujący ryzyko najbardziej negatywnych scenariuszy. Dodatkowo dziś do pracy wracają inwestorzy z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych po wczorajszych dniu wolnym. Wszystko to powoduje umocnienie amerykańskiej waluty na forex. Eurodolar, po wczorajszej nieudanej próbie sforsowania oporu 1,14 USD, dziś o poranku zszedł do 1,34 USD. Umocnienie dolara widoczne jest również w zestawieniu ze złotym. Kurs USD/PLN wzrósł dziś w okolicach południa do 3,75 USD. Oprócz rynku walutowego, powrót zaufania do USA widoczny jest także na rynku kapitałowym i rynku długu. Rosną kontrakty terminowe na amerykańskie indeksy giełdowe. Spadają rentowności długoterminowych obligacji USA. W przypadku 30-latków jest to powrót poniżej 5% (4,98% w momencie pisania tekstu). Jeszcze pod koniec tygodnia było to 5,15%.

Spada ryzyko

Zmniejszający się niepokój jest widoczny również na innych wykresach. Zacznijmy od złota, które dziś traci. Przed godziną 15:00 wycena jednej uncji spadła poniżej 3300 USD. Sesję zaczynaliśmy pięćdziesiąt dolarów wyżej. Odwrót od ryzyka widać także na walutach zaliczanych do grona bezpiecznych przystani. Na rynku forex osłabia się frank. Widzimy to na notowaniach do dolara, euro, funta czy złotego. We wtorek kurs CHF/PLN zniżkuje do 4,525 PLN. Straty odnotowuje także japoński jen. Kurs USD/JPY wzrósł dziś z 142 JPY do 144 JPY. Dzisiejsze ruchy co prawda nie są wymazaniem strat dolara do bezpiecznych przystani z ostatnich tygodni. Nie jest to także trwała zmiana kierunku. Widać jednak, że rynek chce ufać dolarowi i dodatkowo jest gotowy na większą akceptację ryzyka. W tym otoczeniu nieźle radzi sobie złoty. Po porannym osłabieniu kurs EUR/PLN wraca na 4,24 PLN, a GBP/PLN poniżej 5,06 PLN.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Rynki czekają na II turę wyborów prezydenckich – stabilność polityczna kluczowa dla złotego

Dane z początku tygodnia o sprzedaży detalicznej w kwietniu mogą umocnić postawę „wait and see” wśród członków Rady Polityki Pieniężnej. Stanowią one jeden z najbardziej optymistycznych sygnałów z ostatnich miesięcy. W dalszej części tygodnia uwaga skupi się m.in. na II turze wyborów prezydenckich. Nie spodziewamy się na rynku znacznych zmian po wyborach (niezależnie od ich wyniku), lecz wygrana liberalnego kandydata, Trzaskowskiego, może być uznana za korzystniejszą dla stabilności politycznej.

Kluczowe punkty:

  • PLN mocniejszy, dane o sprzedaży imponują.
  • USD traci przez obawy fiskalne.
  • Ustawa podatkowa Trumpa zdaje pierwszy test w Kongresie.
  • Ogłoszono, a później odsunięto w czasie, 50-proc. cła USA na UE.
  • Wysokie odczyty inflacji w Wlk. Brytanii wspierają GBP.

W ubiegłym tygodniu Izba Reprezentantów Stanów Zjednoczonych zatwierdziła ustawę budżetową, która implikuje dalszy wzrost zadłużenia, a inwestorzy zareagowali wyprzedażą amerykańskich obligacji skarbowych i dolara. Deprecjacja waluty nastąpiła w odpowiedzi na wyższe rentowności – zależność między dolarem a rentownościami odwróciła się po „dniu wyzwolenia”. Długoterminowe papiery skarbowe doświadczają wyprzedaży na całym świecie, w USA ruchy są jednak na ogół silniejsze. Dolar stracił względem pozostałych głównych walut, przy czym utrzymuje się znacznie powyżej minimów z 2 kwietnia. Gwiazdą tygodnia był jen japoński, który wydaje się najbardziej zyskiwać na globalnej zmianie wycen stóp procentowych.

W tym tygodniu poznamy szereg odczytów z USA: zamówienia środków trwałych (wtorek 27.05), istotne obecnie nowe deklaracje bezrobotnych (czwartek 29.05), przychody i wydatki osobiste oraz inflacja PCE (piątek 30.05). Inwestorzy będą je uważnie analizować, by ocenić ewentualne skutki ceł Trumpa. Istotne będą również kluczowe sygnały płynące z postów prezydenta USA w mediach społecznościowych. Rynki stają się jednak na nie mniej wrażliwe – tak było w przypadku ogłoszenia i odsunięcia w czasie 50-procentowych ceł na Unię Europejską.

PLN

Złoty w ostatnich dniach odrabiał straty. Kurs EUR/PLN powrócił do poziomu 4,25, a walutę wspierały zarówno czynniki zewnętrzne, jak i lokalne. Globalnie handel „sell America” trwa w najlepsze, w wyniku czego zyskała para EUR/USD, w kraju zaś rynek uspokoił się szybko po wynikach I tury wyborów prezydenckich, a ostatnie odczyty były dla złotego całkiem korzystne. Znaczne zaskoczenie w górę kwietniowymi danymi o dynamice płac powinno wesprzeć utrzymanie postawy „wait and see” RPP, podobnie jak opublikowana w poniedziałek sprzedaż detaliczna, która była szczególnie imponująca. To jeden z najbardziej optymistycznych sygnałów z ostatnich miesięcy, który może wskazywać, że po nijakim początku roku popyt rośnie.

W tym tygodniu uwaga skupi się na wstępnym odczycie inflacji w maju (piątek 30.05) i II turze wyborów prezydenckich (niedziela 01.06). Zgodnie z sondażami i wycenami bukmacherów Trzaskowski i Nawrocki idą niemal łeb w łeb, choć różnica w implikowanym prawdopodobieństwie w serwisie Polymarket zwiększyła się w ostatnich dniach – obecnie to 65-36 na korzyść Trzaskowskiego. Nie spodziewamy się ogromnych zawirowań po wyborach (niezależnie od ich wyniku), rynki będą jednak preferować zapewne wybór liberalnego kandydata, bowiem powinno być to postrzegane jako lepsza opcja z punktu widzenia stabilności politycznej.

EUR

Wygląda na to, że najnowszym celem gróźb celnych Trumpa stała się Unia Europejska, rynki nauczyły się już jednak oczekiwać od prezydenta USA wielu słów, a mało działania. Wspólnej waluty nie dotknęły zbytnio ani groźby dotyczące podwyżki ceł, ani ich odsunięcie w czasie i wydaje się, że euro jest w trwałym, choć stopniowym trendzie wzrostowym.

Obraz fiskalny w strefie euro zdecydowanie nie jest tak ponury jak w USA – średnio deficyty utrzymują się na poziomie poniżej połowy tych po drugiej stronie Atlantyku, nawet mimo planów fiskalnych Niemiec. Względnie zdroworozsądkowe podejście może wspierać wspólną walutę, inwestorzy zwracają bowiem obecnie większą uwagę na stabilność fiskalną. Nie wszystkie informacje są pozytywne z punktu widzenia siły euro: dobre odczyty inflacyjne prawdopodobnie utorowały drogę do jeszcze dwóch obniżek stóp procentowych Europejskiego Banku Centralnego w tym roku.

USD

Wyprzedaż obligacji skarbowych w obliczu obaw związanych z projektem ustawy One Big Beautiful Bill podtrzymuje słabość dolara, co ponownie podważa prawidłowości, które były obserwowane przez dekady. Pozytywne dla dolara jest to, że w danych ekonomicznych widoczny jest tylko niewielki negatywny wpływ ceł, zaś ankiety dotyczące aktywności biznesowej, w tym najnowsze odczyty PMI od S&P z ubiegłego tygodnia, normalizują się. Nie widzimy żadnych oznak pogorszenia na rynku pracy, a dane dotyczące deklaracji bezrobotnych nie wskazują, by dochodziło do masowych zwolnień.

Paradoksalnie rosnący gwałtownie dochód z ceł jest obecnie jedynym pozytywem na froncie fiskalnym. W połączeniu z wyższymi rentownościami amerykańskich obligacji i bardzo jednostronnym rynkiem, na którym zgodnie z danymi dotyczącymi pozycjonowania inwestorzy obstawiają znaczne spadki dolara, może to pozwolić na krótko odetchnąć walucie. Długoterminowo ścieżka dolara amerykańskiego wiedzie jednak zapewne w dół.

GBP

Ogromne zaskoczenie inflacyjne z ubiegłego tygodnia w pełni uzasadniło ostatnią jastrzębiość Banku Anglii i wydaje się, że w przewidywalnej przyszłości funt pozostanie drugą za dolarem walutą G10 o najwyższej rentowności. Widzimy uzasadnienie dla dalszej aprecjacji funta, biorąc pod uwagę również stosunkową odporność brytyjskiej gospodarki na cła Trumpa, perspektywy bliższych więzi z Unią Europejską i odporny wewnętrzny popyt.

W tym tygodniu nie poznamy żadnych kluczowych danych, odbędzie się jednak szereg przemówień członków Komitetu, w tym prezesa Andrew Baileya – ciekawi jesteśmy ich spojrzenia na nieprzyjemne zaskoczenie inflacyjne i bardzo dobre dane o sprzedaży detalicznej. Podejrzewamy, że ponownie będzie mowa o „stopniowym i ostrożnym” podejściu do rozluźniania polityki monetarnej, a większość członków Komitetu zapewne odrzuci możliwość obniżki stóp procentowych w niedalekiej przyszłości (rynki kolejne cięcie wyceniają w pełni dopiero w listopadzie).

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

PMPG Polskie Media z EBITDA na minusie w I kwartale 2025 – efekt intensywnych inwestycji

PMPG Polskie Media, holding mediowy notowany na głównym parkiecie warszawskiej giełdy, opublikował wyniki za I kw. 2025 r. W ciągu pierwszych miesięcy br. Grupa dalej skupiała się na sumiennej realizacji założeń strategii budowy zdywersyfikowanego portfela dóbr cyfrowych oraz rozwoju aktywów poprzez inwestycje zewnętrzne. W analizowanym okresie osiągnęła 7,34 mln PLN przychodów ze sprzedaży. Wynik EBITDA, który wyniósł -1,72 mln PLN, odzwierciedla etap intensywnych inwestycji w nowe obszary działalności. Efektem realizacji nowej strategii jest również wzrost średniej liczby realnych użytkowników na portalach należących do Grupy. Na koniec marca rozpoczął się kolejny etap rozwoju tzn. 31.03.2025 oficjalnie rozpoczęła się oferta publiczna akcji Do Rzeczy SA.

– Nie zwalniamy tempa w realizacji kolejnych etapów strategii. Kolejny kwartał przynosi nam pozytywne informacje. Tak jak w przypadku wyników rocznych, widzimy gwałtowne wzrosty na naszych portalach.  Wprost.pl znacząco wzrósł w ilości odsłon – 37,2 mln w I kw. 2025 r. wobec 23,2 mln w I kw. 2024 r., a jeśli chodzi o unikalnych użytkowników to wzrost oscylował w okolicach 75%, co przekłada się na 4,3 mln unikalnych użytkowników miesięcznie w ciągu I kw. 2025 r. – podsumowuje Katarzyna Gintrowska, Prezes Zarządu PMPG Polskie Media.

PMPG stale pracuje nad dynamicznym rozwojem swoich portali. Jednym z takich zabiegów jest oferta publiczna Do Rzeczy SA. Dzięki pozyskanemu kapitałowi rozwinięte zostaną m.in. kanał Do Rzeczy na platformie Youtube oraz redakcja portalu dorzeczy.pl. Ze szczegółami strategii rozwoju można zapoznać się w memorandum i prezentacji inwestycyjnej.

– W projektach sygnowanych logiem Do Rzeczy widzimy ogromny potencjał. W każdym miesiącu portal zbiera średnio 27 mln odsłon oraz blisko 4 mln unikalnych użytkowników, a kanał na Youtube notuje w każdym miesiącu przyrosty średnio o 10 tys. subskrybentów, a dziś jest ich ponad 95 tys. Dlatego na koniec I kwartału ruszyliśmy z publiczną emisją. Chcemy wynagrodzić zaufanie naszych czytelników i dać im realną szansę na bycie częścią zespołu tworzącego jeden z najbardziej opiniotwórczych tygodników w Polsce. Dzięki emisji i debiutowi na NewConnect będziemy mogli pilnie zrealizować ich sugestie na temat rozwoju projektów spod marki Do Rzeczy. – dodaje Katarzyna Gintrowska.

W kwestii nowego kontentu należy podkreślić ogromny sukces portalu smaki.pl. Portal został uruchomiony w marcu zeszłego roku, a w każdym miesiącu notuje ponad 6,5 mln odsłon. Kolejnym sukcesem jest to, że nieprzerwanie od września zeszłego roku utrzymuje się w dziesiątce najczęściej odwiedzanych portali kulinarnych w Polsce. – podkreśla Katarzyna Gintrowska.

Wartym odnotowania jest fakt, iż w pierwszym kwartale spółka, wraz z podmiotami zależnymi, prowadziła intensywne przygotowania mające na celu zawarcie umowy na opracowanie innowacyjnej platformy social-mediowo-newsowej wykorzystującej sztuczną inteligencję. Umowa została sfinalizowana w II kw. 2025 r. a zakres projektu obejmuje badania przemysłowe oraz prace rozwojowe. Całkowity maksymalny koszt realizacji Projektu wynosi 20 187 054,20 zł.

Grupa Asseco z przychodami 4,6 mld zł i wzrostem zysku netto o 9% w I kwartale 2025

W I kwartale 2025 roku Grupa Asseco osiągnęła 4,6 mld zł przychodów ze sprzedaży, z czego 3,6 mld zł stanowiła sprzedaż własnych produktów oraz usług informatycznych. Zysk operacyjny wzrósł o 12% do 470 mln zł, a zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej wzrósł o 9% i wyniósł 136 mln zł. Grupa zwiększyła skalę międzynarodowej działalności dzięki przejęciu 8 nowych spółek.

Wyniki Grupy są silnie zdywersyfikowane – 88% sprzedaży pochodzi z rynków zagranicznych reprezentowanych przez segmenty Asseco International i Formula Systems. Przychody ze sprzedaży w segmencie Asseco Poland wzrosły o 7% i wyniosły 544 mln zł. Sprzedaż segmentu Asseco International ukształtowała się na poziomie 1,1 mld zł, co oznacza wzrost o 11% w stosunku do I kwartału 2024 roku. Wyższe przychody tego segmentu są efektem wzrostu sprzedaży rozwiązań dla finansów w Grupie Asseco South Eastern Europe, wyższej sprzedaży do sektora publicznego spółek Asseco Central Europe w Czechach i na Słowacji, a także dobrych wyników sprzedażowych rozwiązań ERP skupionych w Grupie Asseco Enterprise Solutions. Z kolei segment Formula Systems wypracował 3,0 mld zł przychodów. Stanowi to wzrost o 7% w stosunku do tego samego okresu 2024 roku. Dobre wyniki, w walutach raportowych, odnotowały spółki Matrix IT, Sapiens International i Magic Software.

Skonsolidowany portfel zamówień Asseco na rok 2025, w obszarze oprogramowania i usług własnych, ma obecnie wartość 12,3 mld zł. W kursach zmiennych jest on o 10%, a w kursach stałych – w jakich został przeliczony backlog na 2024 rok – o 12% wyższy niż w analogicznym okresie przed rokiem.

„To kolejny udany okres dla Asseco. Stabilny rozwój Grupy opiera się na szerokiej dywersyfikacji działalności – zarówno pod względem oferty produktowej, obsługiwanych sektorów, jak i zasięgu geograficznego. Długofalowe relacje z klientami oraz znaczący udział przychodów o charakterze powtarzalnym wzmacniają odporność biznesu i pozwalają Asseco skutecznie się rozwijać, a także generować wzrosty na każdym poziomie rachunku wyników. Cały czas zwiększamy skalę biznesu i jesteśmy aktywni w obszarze M&A. W I kwartale 2025 roku do Grupy dołączyło 8 spółek, działających na rynkach: polskim, izraelskim, hiszpańskim, egipskim, a także amerykańskim. Mamy też dobre perspektywy i backlog na cały 2025 rok we wszystkich segmentach naszej działalności” – powiedziała Karolina Rzońca-Bajorek, Wiceprezes Zarządu, CFO Asseco Poland.

Cyberstalking to realna przemoc. Co mówi prawo, co mówią sądy, co możemy zrobić?

Wraz z dynamicznym rozwojem Internetu, który zapewnił społeczeństwu niemal nieograniczony dostęp do informacji, wiedzy i różnorodnych usług, pojawiły się również nowe formy zagrożeń. Jednym z bardziej niepokojących zjawisk jest cyberstalking – coraz częściej obserwowany w przestrzeni cyfrowej, stanowiący istotne wyzwanie dla organów ścigania oraz wymiaru sprawiedliwości.

Cyberstalking to jedna z form cyberprzemocy. Polega na uporczywym nękaniu osoby lub grupy osób z wykorzystaniem narzędzi elektronicznych i teleinformatycznych – takich jak media społecznościowe, komunikatory, poczta elektroniczna czy fora internetowe. Działania sprawcy, często działającego anonimowo, mają na celu wyrządzenie szkody psychicznej, naruszenie prywatności lub wywołanie lęku. W skrajnych przypadkach mogą prowadzić do czynów o charakterze przestępczym.

Pojęcie cyberstalkingu wywodzi się od angielskiego czasownika to stalk, oznaczającego śledzenie lub prześladowanie. W polskiej przestrzeni publicznej funkcjonuje również jako „cybernękanie” lub „przemoc emocjonalna”. Naukowe definicje opisują je jako powtarzalne, intencjonalne i wrogie działania jednej osoby (lub grupy) wobec innej, które rażąco naruszają jej prywatność, godność lub inne dobra osobiste.

Do typowych zachowań cyberstalkera należą: uporczywe śledzenie aktywności ofiary w sieci, przesyłanie niechcianych wiadomości, publikowanie jej wizerunku bez zgody, zamieszczanie negatywnych komentarzy, rozpowszechnianie fałszywych informacji czy też zachęcanie innych do ośmieszania, znieważania lub prowokowania ofiary. Takie działania niosą za sobą poważne skutki psychiczne – zarówno dla osoby bezpośrednio dotkniętej, jak i jej bliskich. Mogą prowadzić do poczucia osaczenia, utraty bezpieczeństwa, depresji, a w skrajnych przypadkach nawet do myśli samobójczych.

W polskim prawie karnym zjawisko stalkingu zostało uregulowane dopiero w 2011 roku, wraz z dodaniem art. 190a do Kodeksu karnego. Wcześniej brakowało przepisów, które wprost odnosiłyby się do tego typu zachowań. Zanim doszło do legislacyjnych zmian, Ministerstwo Sprawiedliwości przeprowadziło badania społeczne na próbie 10 200 osób. Wyniki pokazały, że aż 9,9% respondentów padło ofiarą uporczywego nękania. To jednoznacznie wykazało, że stalking przestał być zjawiskiem marginalnym i wymagał odpowiedzi ustawodawcy.

Z biegiem czasu coraz większe znaczenie zaczęła odgrywać jego forma cyfrowa – cyberstalking. Rozwój technologii umożliwił sprawcom dotarcie do ofiar na niespotykaną dotąd skalę, często bez ich wiedzy i z wykorzystaniem narzędzi utrudniających identyfikację sprawcy. W odpowiedzi na tę nową rzeczywistość ustawodawca wprowadził nowelizację art. 190a § 1 k.k. z dnia 31 marca 2020 r. Zmiana ta miała istotny charakter – oprócz już istniejących przesłanek, takich jak poczucie zagrożenia i naruszenie prywatności, do katalogu znamion przestępstwa dodano poniżenie i udręczenie. To poszerzenie pozwoliło objąć ochroną osoby, które – choć niekoniecznie odczuwają lęk – doświadczają przemocy w innych formach: psychicznego wyczerpania, erozji godności czy poczucia bycia nieustannie obserwowaną.

W nowelizacji doprecyzowano również, czym są dane identyfikujące ofiarę. Wprowadzono zapis o „innych danych, za pomocą których osoba jest publicznie identyfikowana”. Dzięki temu ochroną objęto także osoby korzystające z pseudonimów, nicków czy avatarów – co ma ogromne znaczenie m.in. dla artystów, dziennikarzy czy aktywistów działających w sieci. Był to ważny krok, odzwierciedlający zrozumienie przemian w sposobie, w jaki ludzie funkcjonują i prezentują swoją tożsamość w przestrzeni wirtualnej.

Mimo istotnych zmian prawnych, ściganie cyberstalkingu w praktyce wciąż napotyka poważne trudności. Jak wynika z raportu „Przestępczość w XXI wieku”, funkcjonariusze organów ścigania często mierzą się z nadmiernym formalizmem procedur, brakiem elastyczności oraz niewystarczającymi narzędziami operacyjnymi, które nie przystają do szybko zmieniającej się rzeczywistości cyfrowej. Dodatkowym problemem jest trudność w ustaleniu tożsamości sprawcy, szczególnie w przypadkach, gdy działa on anonimowo lub zza granicy.

Interpretacja przepisów dotyczących cyberstalkingu znalazła swoje odzwierciedlenie również w orzecznictwie. W wyroku z 29 marca 2017 r. (IV KK 413/16) Sąd Najwyższy podkreślił, że poczucie zagrożenia musi być obiektywnie uzasadnione, tzn. odpowiadać reakcji przeciętnego człowieka. Sąd wskazał również, że obserwacja czy filmowanie z przestrzeni publicznej nie zawsze jest przestępstwem, ale może stanowić naruszenie prywatności, jeśli jest uporczywe i nacechowane wrogością. Kluczowe znaczenie ma tu systematyczność i natarczywość działań, które muszą być oceniane całościowo.

Z kolei Europejski Trybunał Praw Człowieka w sprawie Buturugă przeciwko Rumunii (56867/15) uznał, że rumuńskie władze nie zapewniły skarżącej odpowiedniej ochrony przed cyberprzemocą ze strony byłego partnera. Trybunał przypomniał, że państwa mają obowiązek zagwarantować skuteczną ochronę jednostki przed przemocą – również w formie cyfrowej, co wynika z podstawowych standardów ochrony praw człowieka.

W kontekście cyberstalkingu coraz częściej pojawia się także pytanie o granicę wolności słowa w Internecie. Zgodnie z art. 54 Konstytucji RP, każdemu przysługuje prawo do wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Wolność ta jednak – jak każda – ma swoje granice. Musi być równoważona z innymi wartościami konstytucyjnymi, takimi jak prawo do ochrony życia prywatnego (art. 47) oraz ochrona dóbr osobistych, które są również chronione na gruncie Kodeksu cywilnego.

Dlatego też postulaty dotyczące dalszych działań legislacyjnych powinny obejmować nie tylko doprecyzowanie przepisów karnych, lecz także rozwój narzędzi ochrony i systemowego wsparcia dla ofiar. W szczególności warto rozważyć:

  • stworzenie wyspecjalizowanych komórek w strukturach organów ścigania, zajmujących się cyberprzemocą,
  • wprowadzenie szybkich środków ochrony prawnej, takich jak elektroniczne zakazy kontaktu,
  • zwiększenie dostępności do pomocy psychologicznej i prawnej dla ofiar przemocy cyfrowej,
  • prowadzenie kampanii społecznych uświadamiających, gdzie kończy się wolność słowa, a zaczyna przemoc.

Cyberstalking to zjawisko złożone i niebezpieczne – nie tylko dlatego, że jest trudne do wykrycia, ale przede wszystkim dlatego, że jego skutki są realne i długotrwałe. Dotyka emocji, tożsamości, życia codziennego. Wymaga z jednej strony skutecznego i przemyślanego prawa, a z drugiej – zaangażowanego społeczeństwa oraz instytucji zdolnych do reakcji. Ochrona godności, prywatności i poczucia bezpieczeństwa w świecie cyfrowym powinna być jednym z filarów współczesnego prawa karnego – nie jako reakcja na zagrożenie, ale jako świadoma i aktywna forma odpowiedzialności państwa wobec swoich obywateli.

Autorka: Marta Macuga – Adwokatka specjalizująca się w prawie gospodarczym, własności intelektualnej oraz nowych technologiach. Z sukcesem wspiera firmy z sektora IT w kwestiach umów informatycznych, RODO i ochrony IP, reprezentując ich interesy również w sporach sądowych.

Jej praktyka obejmuje także prawo medyczne i farmaceutyczne, gdzie współpracuje z placówkami medycznymi, firmami life sciences oraz startupami medtechowymi.

Silne dane z Polski oddalają obniżki stóp. Argentyna wraca na rynek długu

Poniedziałek to dobre dane z Polski, które oddalają szanse na obniżki stóp procentowych przed wakacjami. Poza tym poznaliśmy kolejne pomysły ekipy Javiera Milei. Argentyna wraca na rynek długu z obligacjami wycenianymi w argentyńskim peso.

Dobre dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy dwa ważne odczyty z naszego kraju. Mowa o stopie bezrobocia oraz sprzedaży detalicznej. Bezrobocie zgodnie z oczekiwaniami spadło z 5,3% na 5,2%. Należy jednak pamiętać, że kwiecień to już początek zatrudniania sezonowego. Co roku bezrobocie w tym czasie spada (a w grudniu i styczniu rośnie), ale rok temu spadało szybciej niż w tym roku. Dobrą wiadomością i pozytywną niespodzianką była natomiast sprzedaż detaliczna. Analitycy oczekiwali wzrostu o 4% w skali roku. Faktyczny odczyt wyniósł jednak 7,9%. Dobre dane pozwoliły złapać polskiemu złotemu wiatr w żagle. Wczoraj PLN, choć rano atakował niemal 4,26 zł za jedno euro, kończył dzień w okolicach 4,24 zł.

Co ze stopami procentowymi w Polsce?

Następne posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej odbędzie się 3-4 czerwca. Decyzje zwyczajowo zapadają drugiego dnia. Analitycy wskazują jednak, że czerwcowe posiedzenie może się zakończyć bez decyzji, a kluczowy może być lipiec. Z jednej strony, po mocniejszym cięciu w maju, RPP może chcieć przeczekać czerwiec. Z drugiej strony sierpniowe posiedzenie jest zwyczajowo niedecyzyjne. W rezultacie, jeżeli obniżka nie nastąpi w lipcu, to możemy się jej spodziewać dopiero we wrześniu. Dodatkowo za obniżką lipcową przemawia jeszcze fakt, że w zeszłym roku lipiec był miesiącem częściowego uwolnienia cen energii. W rezultacie w tym roku w lipcu można oczekiwać spadku tempa wzrostu cen, bo będziemy się już odwoływać do tych podwyższonych poziomów. Jak powinny reagować rynki? Im później zobaczymy obniżkę stóp procentowych, tym silniejszy powinien być złoty względem głównych walut. O ile czerwcowy brak decyzji już jest w cenach, o tyle jeżeli nie zobaczymy obniżki w lipcu to można oczekiwać umocnienia polskiego złotego.

Argentyna wraca na rynek obligacji

Wczoraj Argentyna poinformowała o pierwszej od prawie dekady sprzedaży obligacji wycenianych w argentyńskim peso. W międzyczasie obligacje emitowane były w dolarach, jako stabilniejszej walucie. Obecnie za rządów Javiera Milei również to ulega zmianie. Są to 5-letnie obligacje z maksymalnym limitem 1 miliarda dolarów. Pokazuje to, że rząd podchodzi do projektu ostrożnie. Ostatnie zmiany nie są na razie korzystne dla argentyńskiego peso, ale uwolnienie sztucznie utrzymywanego kursu często kończy się przecenami. Warto zauważyć, że po pierwszym szoku z kwietnia rynek się stabilizuje i to na korzystniejszych poziomach niż pierwsza przecena wywołana strachem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – USA – zamówienia na dobra trwałego użytku,
  • 16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów Conference Board.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Rodzina w biznesie czy biznesowa rodzina? Nowe modele zarządzania firmami rodzinnymi

Rodzinne przedsiębiorstwa, które wprowadzają formalne struktury zarządcze, angażują się w działania ESG i strategicznie podchodzą do sukcesji znacznie częściej osiągają ponadprzeciętne wyniki. Jak wynika z raportu KPMG „Global family business report 2025”, 32% firm rodzinnych na świecie deklaruje, że osiąga wysokie wyniki finansowe, a wśród nich dominują te, które wdrożyły rady nadzorcze i zarządy. W ciągu ostatnich trzech lat niemal 1 na 5 firm rodzinnych dokonała przejęcia – z czego ponad 60% dotyczyło innych firm rodzinnych. Jednocześnie 80% najlepiej prosperujących firm rodzinnych wykazuje średni lub wysoki poziom efektywności w zakresie zrównoważonego rozwoju.

Wśród firm o wysokich wynikach 66% posiada formalną radę nadzorczą lub zarząd (dla porównania – średnia dla całej próby to 56%). W Europie ten odsetek sięga nawet 72%. Dodatkowo 80% najlepiej prosperujących firm rodzinnych wykazuje średni lub wysoki poziom efektywności w zakresie zrównoważonego rozwoju, co potwierdza, że działania ESG stanowią dziś realną przewagę konkurencyjną.

Ważnym czynnikiem sukcesu w firmach rodzinnych jest przedsiębiorczość międzypokoleniowa – organizacje, które potrafią angażować różne generacje w proces podejmowania decyzji strategicznych, mają o ponad 40% większe szanse na osiąganie ponadprzeciętnych wyników.

W kontekście wyzwań związanych z sukcesją i długoterminowym rozwojem, jedynie 21% badanych liderów zadeklarowało zadowolenie z jakości komunikacji wewnątrz rodziny, podczas gdy 40% wskazało na potrzebę jej poprawy. Jednocześnie 37% respondentów wskazało, że posiada jasno określone role i obowiązki w ramach działalności firmy.

Jednym z kluczowych sposobów, w jaki firmy rodzinne redefiniują pojęcie sukcesu, jest przejście od modelu firmy prowadzonej przez założyciela, przez rodzinny model zarządzania, aż po model własnościowy, w którym rodzina pozostaje właścicielem, ale niekoniecznie zarządza operacyjnie. Każdy z tych etapów odzwierciedla zmieniające się relacje pomiędzy rodziną a przedsiębiorstwem. Transformację tę często określa się mianem przejścia od „rodziny w biznesie” do „biznesowej rodziny”. Typowa biznesowa rodzina przyjmuje bardziej uporządkowany i sprofesjonalizowany model funkcjonowania, kładąc nacisk na struktury zarządcze i ład korporacyjny, a także na rozwój odrębnych rad, służących zarządzaniu sprawami rodzinnymi. W niektórych przypadkach skala działalności rodziny jest już na tyle duża, że udział i reprezentacja w radzie rodzinnej podlegają sformalizowanym zasadom i procedurom. W praktyce biznesowa rodzina to taka, która potrafi świadomie wycofać się z codziennego zarządzania i zaufać kompetencjom zewnętrznych menedżerów, pozwalając im w ten sposób skuteczniej zwiększać wartość majątku rodzinnego – mówi Andrzej Bernatek, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Lider doradztwa dla firm prywatnych, KPMG w Polsce.

Z badania KPMG wynika również coraz większa rola fuzji i przejęć. W ciągu ostatnich trzech lat niemal 1 na 5 firm rodzinnych dokonała przejęcia – z czego ponad 60% dotyczyło innych firm rodzinnych. Dane te pokazują, że przedsiębiorstwa rodzinne coraz częściej traktują M&A jako narzędzie do skalowania działalności i dywersyfikacji ryzyka.

Istotną rolę w strukturze firm rodzinnych aktywnie uczestniczących w procesach M&A odgrywa przedsiębiorczość międzypokoleniowa – około 40% przedsiębiorstw angażujących się w te transakcje wykazywało wysokie zróżnicowanie pokoleń na różnych poziomach działalności biznesowej.

Wzrost firm rodzinnych wymaga nie tylko odwagi strategicznej, lecz także umiejętnego zarządzania ich unikalnym kapitałem – relacjami, wartościami oraz długoterminową perspektywą. W procesie dywersyfikacji źródeł przychodów i ekspansji na nowe rynki nie można pominąć jednej z kluczowych przewag firm rodzinnych: autentycznej tożsamości marki, budowanej na wieloletniej historii i wartościach. To właśnie ona stanowi fundament trwałej lojalności klientów i powinna wyznaczać kierunek dalszych działań strategicznych. Równolegle profesjonalizacja zarządzania – poprzez zatrudnianie menedżerów spoza rodziny oraz współpracę z zewnętrznymi doradcami – poszerza kompetencje organizacyjne i otwiera firmę na innowacyjne modele działania. Z kolei inwestowanie w rozwój talentów, szczególnie w przygotowanie młodego pokolenia do roli sukcesorów, stanowi gwarancję ciągłości i stabilności. Zatem wzrost w firmie rodzinnej to złożony proces, który znacznie wykracza poza same wyniki finansowe – odzwierciedla zdolność do ciągłego uczenia się, dzielenia odpowiedzialnością oraz budowania i pielęgnowania relacji, zarówno wewnątrz organizacji, jak i w jej otoczeniu. To efekt równowagi między tradycją a nowoczesnym zarządzaniem – komentuje Krzysztof Szwaja, Partner, Dział Doradztwa Podatkowego, KPMG w Polsce.

O raporcie:

Global family business report 2025 to wspólna publikacja KPMG Private Enterprise oraz konsorcjum STEP Project Global Consortium, analizująca wyzwania, cele i modele rozwoju firm rodzinnych na całym świecie. Raport powstał na podstawie odpowiedzi 2 683 prezesów firm rodzinnych z 80 krajów i regionów, w tym z Polski. Respondenci reprezentowali przedsiębiorstwa o średnim stażu 42 lat. Publikacja zawiera dane, analizy i rekomendacje dotyczące m.in. sukcesji, ładu korporacyjnego, zrównoważonego rozwoju oraz strategii wzrostu, w tym fuzji i przejęć. Raport pokazuje, w jaki sposób firmy rodzinne mogą budować trwałą przewagę konkurencyjną w kontekście zmieniających się wartości rodzinnych i realiów gospodarczych.

Folia stretch pod presją unijnych regulacji. Branża apeluje o decyzje oparte na faktach

W świetle proponowanych zmian w unijnym Rozporządzeniu dotyczącym opakowań i odpadów opakowaniowych PPWR, Polski Związek Przetwórców Tworzyw Sztucznych wyraża uznanie dla dążeń Unii Europejskiej do budowy gospodarki opartej na zasadach zrównoważonego rozwoju i obiegu zamkniętego. Jednocześnie z niepokojem odnosi się do konkretnych zapisów – art. 29 ust. 1–3, które w przypadku jednorazowych folii transportowych mogą przynieść odwrotne skutki od zamierzonych, zarówno dla środowiska, jak i dla gospodarki.

Wyniki badań: naukowe podstawy decyzji

Aby ocenić realne skutki potencjalnego zastąpienia jednorazowych folii stretch alternatywami wielokrotnego użytku, Europejskie Stowarzyszenie Przetwórców Tworzyw Sztucznych (EuPC) zleciło dwie niezależne analizy: badanie cyklu życia produktu, czyli LCA, oraz analizę wpływu ekonomicznego w ośmiu kluczowych sektorach. Wyniki są jednoznaczne – obecnie nie istnieje bardziej zrównoważona alternatywa niż nowoczesne jednorazowe folie paletowe, wykonane z PCR, czyli recyklatu poużytkowego.

Fakty środowiskowe: jednorazowe folie stretch nawet z udziałem 35% recyklatu (PPWR limit 2030) zdecydowanie wygrywają

Analiza LCA przeprowadzona przez renomowany Instytut IFEU wykazała, że jednorazowe folie stretch z 35% i 65% PCR mają niższy wpływ we wszystkich kategoriach środowiskowych niż alternatywy wielokrotnego użytku. Co więcej, wyniki dla opakowań jednorazowych tworzyw sztucznych były znacznie korzystniejsze w każdej z siedmiu analizowanych aplikacji transportowych.

Przykładowe wyniki:

  • Zastąpienie folii stretch z udziałem 35% PCR rękawem wielokrotnego użytku przy transporcie worków cementowych zwiększa emisję gazów cieplarnianych, wytwarzaną podczas przewozu towaru, aż o 470%, a pojemnikiem wielorazowym nawet o 1750%.
  • W transporcie wody butelkowanej pakowanie za pomocą wielorazowych rękawów zwiększa emisję o 31%, a zmiana na pojemnik transportowy wielokrotnego użytku – aż o 620%.

Wzmożona emisja gazów cieplarnianych nie jest jedynym problemem. Nie wszystkie systemy wielokrotnego użytku nadają się do wszystkich rodzajów towarów – problemem jest m.in. niestabilność ładunku, ochrona przed wilgocią i brak dostępnych, wystandaryzowanych rozwiązań.

Konsekwencje ekonomiczne: 5 miliardów euro więcej rocznie

Badanie RDC Environment oceniło skutki wprowadzenia obowiązkowego ponownego użycia w ośmiu kluczowych sektorach, w tym w handlu detalicznym, przemyśle cementowym, mleczarstwie i przemyśle szklarskim. Wyniki wskazują na wzrost kosztów operacyjnych w całej UE o ponad 4,9 mld euro rocznie.

Wprowadzenie obowiązku stosowania opakowań wielokrotnego użytku w transporcie towarów może znacząco obciążyć finansowo wiele sektorów gospodarki, szczególnie handel detaliczny. W przypadku opakowań szklanych koszty opakowań mogą wzrosnąć nawet o 15,9% wartości produktu.

Główne źródła tych kosztów to wyższa cena samych opakowań wielokrotnego użytku w porównaniu do jednorazowych rozwiązań, a także konieczność ponoszenia kosztów związanych z logistyką zwrotną, myciem, magazynowaniem i końcową utylizacją opakowań. Dodatkowo, firmy musiałyby zainwestować w nowe maszyny linii pakujących oraz przeprowadzić reorganizację procesów produkcyjnych, co generuje kolejne, znaczące obciążenia finansowe.

Branża tworzyw sztucznych wskazuje te wyniki badań jako powód do ponownego przeanalizowania zapisów rozporządzenia. Jednorazowe rozwiązania, takie jak folia stretch, odpowiednio utylizowane, wspierają założenia zrównoważonego rozwoju oraz Gospodarki o Obiegu Zamkniętym z uwagi na możliwość ponownego wykorzystania surowca do produkcji. Jednocześnie są sprawdzonymi logistycznie rozwiązaniami, które odpowiadają na realne wyzwania transportu produktów, ograniczając możliwość ich uszkodzenia, zanieczyszczenia i przemieszczania się podczas dostaw.

Brak gotowości technologicznej i ryzyko dla rynku wewnętrznego

Systemy wielokrotnego użytku dla folii transportowych są na obecnym etapie rozwoju fragmentaryczne i nie są wystandaryzowane. Co więcej, ich wdrożenie do 2030 r. jest nierealistycznym celem i może doprowadzić do chaosu logistycznego, wzrostu kosztów i osłabienia jednolitego rynku UE.

Firmy eksportujące do UE oraz działające wyłącznie wewnątrz wspólnoty będą zmuszone do utrzymywania równoległych systemów pakowania, co znacząco zwiększy koszty i utrudni procesy operacyjne.

Postulaty przemysłu przetwórstwa tworzyw sztucznych

Dowody naukowe i analizy ekonomiczne jednoznacznie wskazują na podjęcie działań zgodnych z realiami. Apelujemy do Komisji Europejskiej i Państw Członkowskich o :

  1. Wyłączenie folii stretch do owijania palet z celów ponownego użycia na podstawie art. 29 ust. 18a i 18c PPWR – poprzez przyjęcie aktu delegowanego.
  2. Akceptowanie i wspieranie stosowania surowców z recyklingu – jako skutecznego narzędzia redukcji emisji CO₂ oraz materiału wspierającego dążenie do GOZ.
  3. Prowadzenie polityki środowiskowej opartej na analizach LCA, nie na intuicyjnych założeniach.
  4. Promowanie recyklingu, efektywności materiałowej i innowacji jako ścieżki do realnej i skutecznej cyrkularności.

Jednorazowe folie stretch nie są problemem – są częścią rozwiązania w kwestiach środowiskowych. Wprowadzenie sztywnego obowiązku ponownego użycia wbrew analizom naukowym i ekonomicznym grozi poważnymi skutkami dla przemysłu, konsumentów i przede wszystkim dla środowiska. Aby osiągnąć cele PPWR, nie możemy kierować się uproszczonymi założeniami – potrzebujemy decyzji opartych na dowodach.

Polski Związek Przetwórców Tworzyw Sztucznych apeluje o racjonalne podejście do regulacji PPWR, które pozwoli chronić środowisko, wspierać innowacje i utrzymać konkurencyjność europejskiego przemysłu.

Autor: Robert Szyman, dyrektor generalny Polskiego Związku Przetwórców Tworzyw Sztucznych

Artykuł powstał na podstawie badań EuPC, IFEU oraz RDC Environment.

Amerykańska fotowoltaika w odwrocie: inwestorzy porzucają branżę, mimo rosnącego popytu

0

Po uchwaleniu ustawy Enphase stracił 19,63 proc. – to amerykańska firma specjalizująca się w mikroinwerterach i systemach do zarządzania energią w instalacjach domowych. Sunrun spadł o ponad 37 proc. – to jeden z największych operatorów systemów fotowoltaicznych w modelu leasingowym i subskrypcyjnym. SolarEdge zanotował minus 24,67 proc. – izraelski lider rynku falowników i systemów optymalizacji energii. Kolejne mocne spadki objęły także SunPower, Maxeon oraz Canadian Solar. Nie mamy tu do czynienia z korektą – to aktualizacja wycen wynikająca ze zmiany fundamentalnych warunków rynkowych.

Ale kryzys amerykańskiego sektora solarnego nie zaczął się dziś. To zjawisko postępujące od kilku lat. Wystarczy spojrzeć na wyniki całkowite: w 2023 roku Enphase stracił 50 proc., SolarEdge 66,9 proc., a Maxeon 55,3 proc. W 2024 roku tendencja się utrzymała – Maxeon spadł o 98,9 proc., SolarEdge o 85,5 proc., Sunnova o 77,5 proc. W 2025 roku trend pozostaje negatywny: od początku roku Sunnova spadła o 95 proc., Maxeon o 65,7 proc., Enphase o 44,7 proc. Mamy do czynienia z kilkuletnim procesem zmiany cen, który całkowicie zmienił sposób wyceny sektora.

EV/Sales to prosty wskaźnik, który pokazuje, ile inwestorzy płacą za każdą złotówkę przychodu firmy. Im niższy, tym gorzej – oznacza, że rynek przestaje wierzyć, że spółka potrafi zarabiać na swojej sprzedaży. W przypadku branży solarnej te wskaźniki spadły z poziomów 5-6 do wartości kryzysowych: dziś Maxeon notowany jest na poziomie 0,3x, Complete Solaria 0,7x, a SolarEdge 0,8x. Inwestorzy stracili zaufanie do sektora. A narastające problemy i ryzyko, przeważają nad szansami na wzrost.

Równie niepokojąca jest sytuacja techniczna. Wskaźnik RSI dla Enphase spadł do 32, dla Sunrun do 38, a SolarEdge do 44. Notowania tych spółek znajdują się ponad 40 proc. poniżej swoich 200-dniowych średnich kroczących. Spadki względem historycznych szczytów są drastyczne: Maxeon -99,5 proc., Sunnova -99,75 proc., SolarEdge -96,2 proc., Enphase -88,8 proc. Wskazuje to, że sektor utracił impet.

Wyniki kwartalne jedynie potwierdzają słabość. Enphase prognozuje spadek marż brutto o 6-8 punktów procentowych od trzeciego kwartału – skutek nowych ceł. SolarEdge spodziewa się podobnego efektu już w drugim półroczu. Sunrun otwarcie mówi o wzroście kosztów od 1 do 3 tys. dolarów na instalację, co przekłada się na wzrost całkowitych kosztów o 3-7 proc. Żadna z tych firm nie wdrożyła jeszcze strategii cenowej, która mogłaby w pełni zrekompensować efekt taryfowy.

Prawda jest taka, że cały sektor przechodzi transformację – z kategorii „growth” do „deep value”. Nie dlatego, że znikają ulgi i wsparcie – ale dlatego, że nawet one nie wystarczyły, by utrzymać fundamenty. Ich ograniczenie jedynie przyspiesza proces, który trwa od dłuższego czasu.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

John Nash – matematyk, który odmienił sposób myślenia o gospodarce

10 lat temu, 23 maja 2015 roku zmarł John Nash: matematyk, ekonomista, laureat Nagrody im. Nobla w dziedzinie ekonomii.

Niewielu ekonomistów zyskało taką popularność jak John Nash. To paradoks, bo nie podejmował on w swojej pracy badawczej kwestii ani prostych, ani bezpośrednio związanych z klasycznym rozumieniem ekonomii.

Urodzony w 1928 roku w rodzinie o tradycjach inżynierskich Nash od młodych lat interesował się matematyką. Podjął studia na Uniwersytecie Carnegie Mellon, następnie zaś doktoranckie na Princeton. Jego praca badawcza dotyczyła właśnie matematyki, a nie ekonomii. Ekonomistą – i to wybitnym – Nash stał się, kiedy to liczni ekonomiści zauważyli, że jego błyskotliwe odkrycia można wykorzystać na polu badań ekonomicznych.

Nash wniósł bowiem znaczący wkład w rozwój teorii gier, działu matematyki podejmującego wyzwanie badania optymalnych zachowań graczy mogących znaleźć się w konflikcie interesów. Teoria gier rozwijała się niezwykle szybko w połowie XX wieku: była stosowana do zrozumienia procesów społecznych, ewolucji, konfliktów politycznych czy problemu gospodarowania dobrami.

John Nash wprowadził pojęcie „równowagi”, zwanej od jego nazwiska „równowagą Nasha”. Zakłada ono, że przy określonych strategiach każdego z przeciwników, żadnemu z graczy nie opłaca się zmienić swojej strategii, gdyż gracz przyjmuje optymalne rozwiązanie ze względu na działania przeciwników. Założenie to pozwoliło zmienić podejście do interpretacji procesów gospodarczych i odrzucić darwnistyczne postrzeganie wolnego rynku jako miejsca, gdzie sukces można odnieść jedynie kosztem przeciwnika. Okazało się, że przedsiębiorstwa na rynku mogą ze sobą współistnieć bez prowadzenia np. wojen cenowych.

Zasługą Johna Nasha, po części nieświadomą, była zmiana aparatu pojęciowego ekonomistów. O ile pojęcie „równowagi” było znane w odniesieniu np. do gospodarek pozostających w równowadze, to dzięki Nashowi zaczęło być stosowane szerzej, także
w mikroekonomii.

Echa myśli Nasha możemy odnaleźć w pracach wielu innych ekonomistów-matematyków takich jak np. Robert Aumann, który stosuje teorię gier do analizowania problemów
bezpieczeństwa międzynarodowego czy nawet wydarzeń historycznych.

Całość dorobku Nasha została doceniona w roku 1994, gdy przyznano mu Nagrodę im. Nobla z ekonomii. Otrzymał ją wspólnie z Johnem Harsanyi oraz Reinhardem Seltenem.

Co ciekawe, dorobek Nasha pozostałby jedynie w pamięci ekonomistów i matematyków, gdyby nie Hollywood. Film „Piękny Umysł”, luźno oparty na biografii Nasha, dostał aż cztery Oskary, pięć Złotych Globów, a także wiele innych nagród. Został obejrzany przez miliony widzów w kinach, a potem w telewizji i za pomocą platform streamingowych, dzięki czemu przyczynił się do popularyzacji ekonomii na całym świecie. Postać genialnego matematyka, zmieniającego podejście do ekonomii i zmagającego się z choroba psychiczną (Nash przez całe dorosłe życie leczył się na schizofrenię) była fascynującym bohaterem filmu.

John Nash zginął wraz z żoną Alicją w wypadku samochodowym 23 maja 2015 roku.

Autor: Janusz Wdzięczak
————————-
Autor jest ekonomistą, członkiem TEP oraz wykładowcą na Uczelni Techniczno-Handlowej w Warszawie.

Gorączka złota 2025. Rekordy cen i popytu w Polsce i na świecie

0

Na rynku złota nie ma dziś miejsca na chłodną kalkulację – jest gorączka. I to dosłownie. Królewski kruszec (w USD) drożeje w tempie, które jeszcze niedawno wydawało się nie do utrzymania: ponad +20% od początku roku, +14% w ostatnim kwartale. W dwa lata – wzrost o prawie 70%, a w dekadę – niemal trzykrotny skok. W Polsce cena uncji złota przekroczyła już 12 000 zł, osiągając historyczne maksimum w rodzimej walucie. Co więcej, maj przynosi kolejny rekordowy rozdział – już w połowie miesiąca klienci Tavex zakupili więcej złota niż przez cały maj ubiegłego roku. Jeśli obecne tempo się utrzyma, wynik może być nawet trzykrotnie wyższy niż rok wcześniej. Co najczęściej składnia Polaków do inwestycji w złoto?

Globalny popyt na złoto wciąż rośnie

Według danych Światowej Rady Złota, światowy popyt na sztabki i monety w I kwartale 2025 roku wyniósł 325 ton – to aż o 15% więcej niż średnia z ostatnich pięciu lat. Całkowite inwestycje w złoto osiągnęły 552 tony, niemal dorównując poziomowi z początku 2022 roku, kiedy wybuch wojny w Ukrainie wywołał masową ucieczkę kapitału w stronę bezpiecznych aktywów.

Popyt inwestycyjny na poziomie detalicznym wzrósł o 3% rok do roku. Wzrosty były szczególnie widoczne w Chinach, które zanotowały drugi najwyższy kwartalny wynik zakupów złota przez klientów indywidualnych w historii.

Wysokie tempo wzrostu cen – aż 20 nowych rekordów w ciągu jednego kwartału – stało się nie tylko medialnym tematem, ale i impulsem do działania dla inwestorów. Jednych zachęciło do szybkich zakupów w oczekiwaniu na dalsze wzrosty, innych – odwiodło od sprzedaży w nadziei na jeszcze wyższe ceny.

Choć osłabienie dolara amerykańskiego w I kwartale częściowo ograniczyło wzrost cen złota mierzonych w innych walutach, skala dynamiki pozostała imponująca. W czasach niepewności gospodarczej, inflacyjnych napięć i geopolitycznych wstrząsów, złoto ponownie staje się nie tylko symbolem bezpieczeństwa – ale realnym narzędziem budowania odporności finansowej.

W Polsce popyt na fizyczne złoto eksplodował

Trend globalny w pełni odzwierciedla sytuacja na krajowym rynku. W I kwartale 2025 roku klienci Tavex zakupili łącznie 16 345 uncji złota – to wzrost aż o 44% względem analogicznego okresu ubiegłego roku.

Maj również przynosi spektakularne wyniki: już w połowie miesiąca sprzedaliśmy więcej złota niż przez cały maj 2024 roku – o 10%. Jeśli obecne tempo się utrzyma, zakończymy miesiąc z wynikiem dwukrotnie, a być może nawet trzykrotnie wyższym niż rok wcześniej.

Złoto przyciąga dziś nie tylko doświadczonych graczy, ale też osoby, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z inwestowaniem. W strukturze sprzedaży widzimy wyraźny wzrost zainteresowania małymi gramaturami – takimi jak sztabki 1g Tavex – które pozwalają inwestować regularnie, ostrożnie i elastycznie. Jednocześnie niesłabnącym powodzeniem cieszą się klasyczne monety bulionowe, jak Krugerrand czy Australijski Kangur – wskazuje Grzegorz Nowakowski, Public Affairs Manager, Tavex. Coraz więcej klientów traktuje złoto nie jako szybki zysk, lecz jako długoterminowe zabezpieczenie kapitału. Rosnąca świadomość finansowa Polaków przekłada się na przemyślane decyzje zakupowe – i stabilny popyt, nawet przy rekordowych cenach – dodaje.

Wysokie zainteresowanie złotem potwierdzają również badania firmy Tavex. W złoto – swoje oszczędności – zainwestowało 13% Polaków. Wśród powodów, czemu akurat to aktywo respondenci wskazywali m.in. jako długofalowe zabezpieczenie oszczędności (46%). Złoto było postrzegane przez prawie połowę inwestorów jako sposób na ochronę wartości zgromadzonych oszczędności w długim okresie. Jego wartość historycznie wykazywała stabilność, co czyniło je idealnym wyborem w niepewnych czasach. Ochrona przed inflacją (28%). W warunkach rosnących kosztów życia złoto stało się popularnym narzędziem do ochrony kapitału przed erozją wartości pieniądza.

Czy euro ma realną szansę, by zastąpić dolara jako globalną walutę rezerwową?

W swoim ostatnim przemówieniu w Berlinie prezeska Europejskiego Banku Centralnego, Christine Lagarde, podjęła temat roli euro w globalnym systemie finansowym i jego potencjalnej zdolności do zdetronizowania dolara. To wystąpienie może być odczytywane jako sygnał ambicji Europy do odegrania większej roli w międzynarodowym porządku monetarnym. Czy wystarczy wola polityczna, by euro rzeczywiście stało się walutą rezerwową świata?

Lagarde trafnie zauważyła, że kluczowym czynnikiem ekspansji waluty na rynki międzynarodowe jest jej udział w handlu zagranicznym. To właśnie powszechne stosowanie waluty w rozliczeniach między państwami sprawia, że staje się ona atrakcyjna jako instrument rezerwowy. Rezerwy walutowe mają przede wszystkim umożliwić krajom import w warunkach kryzysu bilansu płatniczego. Dlatego ich wielkość często mierzy się liczbą miesięcy importu, które można nimi sfinansować. Jeśli świat miałby odejść od dolara jako środka płatniczego w handlu, to naturalną konsekwencją byłoby przestawienie się banków centralnych na inną walutę – być może właśnie euro.

Jednak dominacja dolara to nie efekt odgórnego porozumienia, lecz skutek tysięcy niezależnych decyzji podejmowanych przez eksporterów, importerów i inwestorów na całym świecie. Lagarde wspomniała również o efekcie sieciowym, który utrwala pozycję dolara – im więcej podmiotów korzysta z tej waluty, tym bardziej opłaca się z niej korzystać. Zerwanie z dolarem oznaczałoby wyższe koszty transakcyjne, przynajmniej na początku. Dlatego nie chodzi o to, czy euro byłoby lepszą walutą rezerwową, ale o to, czy dostatecznie wielu użytkowników globalnych uzna dalsze korzystanie z dolara za nie do przyjęcia. W tym kontekście to nie jakość euro, lecz ewentualna nieakceptowalność dolara może stać się czynnikiem zmiany. Zbyt agresywna polityka sankcyjna USA może skłonić część świata – w tym Unię Europejską – do poszukiwania alternatywy.

Z tego punktu widzenia nie wystarczy „wypromować” euro, by przejąć pozycję dolara. System oparty na dolarze nie runie sam z siebie – jego trwałość opiera się na efekcie sieciowym i zaufaniu. Realna zmiana mogłaby nastąpić tylko wtedy, gdy USA popełnią poważny błąd, który podważy to zaufanie. Choć jeszcze niedawno wydawało się to mało prawdopodobne, dziś taki scenariusz nie jest już całkowicie abstrakcyjny.

Kurs głównej pary walutowej zdołał wczoraj „wyjść” na moment powyżej 1,1400 ale trwało to dość krótko. Obecnie notowania lekko zniżkują w stronę 1,1365. Wydaje się, że wspomniany pułap jest w tym momencie lokalnym, najbliższym oporem, które nieco hamuje dalsze wzrosty. Główna para walutowa wciąż jednak znajduje się w trendzie wzrostowym i wydaje się, że to jedynie kwestia czasu, kiedy ponownie zobaczymy poziom 1,1550-1,1570.

Autor: Łukasz Zembik, OANDA TMS Brokers

Powrót wzrostu w Europie? Inflacja usług i amerykańskie cła studzą entuzjazm

Niższe stopy procentowe, silny popyt konsumencki, wydatki z programu Next Generation EU oraz nadchodzące złagodzenie polityki fiskalnej w Niemczech będą wspierać wzrost ekonomiczny w Europie, jednak napięcia handlowe z USA oraz uporczywa inflacja usług mogą ograniczyć skalę ożywienia – wynika z najnowszej edycji EY European Economic Outlook. Według aktualnych prognoz EY, wzrost gospodarczy w strefie euro przyspieszy w 2025 r. do 1,1% r/r, po szacowanych 0,6% w 2024 r. Wśród krajów UE, które zanotują najwyższy wzrost PKB będzie m.in. Polska, gdzie prognozowany wzrost w latach 2025–26 wynosi 3,4–3,5% r/r.

Nierównomierne tempo wzrostu w regionie

Tempo wzrostu PKB w strefie euro utrzymuje się na umiarkowanym poziomie 0,2–0,4% kw/kw. Wciąż widoczne są różnice między krajami – liderami wzrostu są Polska, Chorwacja i Hiszpania, podczas gdy Niemcy oraz część państw Europy Środkowo-Wschodniej (m.in. Austria, Rumunia i Węgry) notują stagnację. Słabe wyniki sektora przemysłowego w tych krajach znajdują odzwierciedlenie w spadku eksportu i inwestycji.

Różnice w tempie wzrostu utrzymają się w tym roku, ale będą się zmniejszać w latach kolejnych. Zgodnie z prognozami EY, w Hiszpanii wzrost PKB spowolni z 3,2% w 2024 r. do 2,9% w 2025 r. i 1,5% w 2027 r. W Niemczech, gospodarka pozostanie w stagnacji w br., ale dzięki ekspansji fiskalnej dynamika PKB powinna wzrosnąć do 1,1% w przyszłym roku i do ponad 2% w 2027 r. We Francji oczekiwany wzrost wynosi 0,9% w 2025 r., 1,4% w 2026 r i 1,3% w 2027 r., a we Włoszech odpowiednio 0,4%, 0,7% i 0,5%. Wśród średnich gospodarek liderem pozostanie Polska – prognozowany wzrost to 3,4–3,5% w latach 2025–26. Kraje nordyckie także odnotują lekkie ożywienie, choć słabsze wyniki sektora ropy i farmacji ograniczą wzrost ich PKB w 2025 r.

Inflacja blisko celu, ale presja na ceny usług utrzymuje się

Zarówno inflacja ogółem, jak i inflacja bazowa stopniowo zbliżają się do celu ustalonego przez Europejski Bank Centralny (EBC) na poziomie 2%.

Oczekujemy, że inflacja ogółem w strefie euro utrzyma się w okolicach 2% w całym 2025 r. Inflacja bazowa będzie jednak nieco podwyższona – w pobliżu 2,5% r/r. Jej spadku do 2% średniorocznie można spodziewać się w przyszłym roku – tłumaczy Marek Rozkrut, Partner EY, szef Zespołu Analiz Ekonomicznych, Główny Ekonomista EY na Europę i Azję Centralną.

Główne źródła presji inflacyjnej to ceny usług i podwyżki podatków pośrednich. W krajach Europy Środkowo-Wschodniej, takich jak Polska czy Czechy, inflacja usług pozostaje podwyższona (4-6%) ze względu na silny wzrost wynagrodzeń.

Poza strefą euro, inflacja wykazuje znaczne zróżnicowanie. Czechy i Polska zbliżają się do celów inflacyjnych, natomiast Rumunia i Bułgaria pozostają w tyle – głównie ze względu na utrzymującą się znaczną inflację bazową. Najniższa presja cenowa występuje w krajach nordyckich i Szwajcarii. Wysoka inflacja utrzymuje się natomiast na Kaukazie i w Azji Centralnej.

Przestrzeń do łagodzenia polityki monetarnej

W reakcji na ustabilizowaną inflację i umiarkowany wzrost, EBC obniżał stopy procentowe o 25 punktów bazowych na każdym posiedzeniu w tym roku, sprowadzając stopę depozytową w kwietniu do poziomu 2,25%. Oczekiwane są kolejne cięcia w czerwcu i we wrześniu, z docelowym poziomem 1,75%. Bank Anglii kontynuował łagodzenie polityki i tu również oczekiwane są kolejne, łącznie trzy cięcia stóp procentowych. Banki centralne w krajach nordyckich powinny natomiast powrócić do łagodzenia polityki pieniężnej jesienią. W Polsce, Rada Polityki Pieniężnej, w reakcji na niższą od oczekiwanej inflację, po długiej przerwie także obniżyła stopy o 50 pb. Przewidywane są dalsze cięcia, łącznie o 75 pb w tym roku oraz o 100 pb w roku przyszłym.

Polska powinna utrzymać wysoki wzrost PKB

Polska pozostaje jednym z liderów wzrostu gospodarczego w UE, z prognozowanym tempem wzrostu PKB na poziomie 3,5% w 2025 i 3,4% w 2026 r. Kluczowym czynnikiem wspierającym krajową konsumpcję będzie spadek inflacji i poprawa dochodów realnych. Inwestycje, po wyraźnym spadku w 2024 r., powinny silnie wzrosnąć wraz z przyspieszeniem wydatkowania środków z Funduszu Odbudowy UE. Mimo silnych fundamentów wzrostu, strukturalne ograniczenia po stronie podaży pracy oraz słabe wyniki eksportu pozostaną istotnym wyzwaniem dla polskiej gospodarki.

Amerykańskie cła kluczowym ryzykiem dla wzrostu

Zmiana polityki handlowej USA staje się jednym z głównych czynników ryzyka dla gospodarki europejskiej. Administracja amerykańska wprowadziła 10% cła na większość towarów z (niemal) wszystkich krajów. Dodatkowo, nowe taryfy celne objęły stal, aluminium, pojazdy oraz szereg produktów z Chin, Kanady i Meksyku. Choć część ceł została ostatnio obniżona, efektywna stawka celna w USA pozostaje najwyższa od lat 40. XX wieku.

Szacujemy, że w naszym scenariuszu bazowym nowe bariery handlowe obniżą wzrost PKB UE o ok. 0,5 pkt proc. w 2026 r., bo to właśnie w przyszłym, a nie bieżącym roku ten efekt będzie najsilniejszy. Nastąpi to głównie poprzez ograniczenie eksportu i spadek aktywności inwestycyjnej. W Europie, wpływ na PKB będzie najsilniejszy w krajach takich jak Irlandia, Słowacja, Czechy i Węgry. Gdyby natomiast przyjąć, że w życie weszłaby ostatnia groźba prezydenta Trumpa dotycząca 50% ceł na towary z UE, negatywny efekt dla PKB UE byłby znacznie silniejszy i wyniósłby dodatkowe -0,6 pkt. proc w 2026 r.– dodaje Marek Rozkrut.

Obok ryzyk związanych z handlem międzynarodowym, EY wskazuje również na inne zagrożenia dla scenariusza bazowego. Należą do nich m.in.: niestabilność geopolityczna (w tym wojna w Ukrainie i konflikty na Bliskim Wschodzie), niepewność co do dalszej ścieżki konsumpcji prywatnej, ryzyko długotrwałego spowolnienia w przemyśle oraz strukturalna utrata konkurencyjności w części sektorów gospodarki europejskiej. Do czynników, które dotąd regularnie pojawiały się jako sprzyjające wyższemu wzrostowi, takich jak automatyzacja i rozwój sztucznej inteligencji, doszły nowe: zwiększone wydatki militarne w UE i ekspansja fiskalna Niemiec.

W ocenie ekonomistów EY, bilans ryzyka dla prognozowanego w Europie wzrostu gospodarczego oraz inflacji jest skierowany w dół.

Inwestycje magazynowe 2025: mniej spekulacji, więcej selekcji

Obecnie największą aktywność inwestycyjną obserwujemy w projektach, które mają zabezpieczony pre-let na poziomie co najmniej 50 – 60% powierzchni. Taki poziom wynajmu często stanowi warunek konieczny do rozpoczęcia budowy. Deweloperzy kładą dziś duży nacisk na ograniczenie ryzyka, co sprawia, że realizacje w pełni spekulacyjne należą do rzadkości.

Rynek wyraźnie się spolaryzował. Z jednej strony działają podmioty takie jak GLP, CTP czy Hillwood, które wciąż aktywnie rozwijają projekty spekulacyjne – głównie w najlepszych lokalizacjach, gdzie popyt jest stabilny i przewidywalny. Z drugiej strony znajdują się deweloperzy preferujący model pre-let, uruchamiający inwestycje dopiero po podpisaniu umów najmu.

Projekty typu BTS (build-to-suit) i BTO (build-to-own) nadal stanowią istotny segment rynku, zwłaszcza w przypadku najemców o sprecyzowanych wymaganiach technicznych lub zainteresowanych własnością obiektu. Realizowane są jednak selektywnie, głównie przez doświadczonych deweloperów specjalizujących się w rozwiązaniach „szytych na miarę”.

Na znaczeniu zyskują również rewitalizacje i konwersje terenów poprzemysłowych, szczególnie w kontekście logistyki miejskiej i ograniczonej dostępności gruntów w aglomeracjach. Choć ich udział w rynku pozostaje niewielki, trend ten stopniowo się umacnia.

A zatem, na pierwszym miejscu są dziś projekty z odpowiednim poziomem pre-letu, a nie konkretny typ inwestycji. To dostępność klienta i poziom zabezpieczenia najmu decydują o tym, czy projekt zostanie zrealizowany, niezależnie od tego, czy mówimy o obiekcie spekulacyjnym, BTS, czy BTO.

ESG – to już nie przewaga konkurencyjna, ale konieczność

Zielone certyfikaty, takie jak BREEAM czy LEED, coraz wyraźniej stają się rynkowym standardem w sektorze magazynowym. Obecnie trudno znaleźć nowy projekt, który nie uwzględniałby certyfikacji środowiskowej już na etapie planowania. Minimalny poziom BREEAM Very Good to dziś norma, a większość deweloperów realizujących obiekty klasy A dąży do uzyskania poziomu Excellent.

Na rynku pojawiają się już również magazyny z certyfikatem BREEAM Outstanding, co świadczy o rosnącym zaangażowaniu branży w zrównoważony rozwój oraz coraz wyższych ambicjach deweloperów. Dla inwestorów aspekty ESG stają się jednym z kluczowych kryteriów – wpływają nie tylko na decyzję o zaangażowaniu w projekt, ale także na jego późniejszą wycenę.

Warto podkreślić, że certyfikacja ma dziś również wymierny wpływ na finansowanie. Banki finansujące inwestycje coraz częściej uzależniają warunki kredytowe od wyników scoringu ESG, w którym certyfikaty środowiskowe odgrywają istotną rolę. W efekcie przestają one być jedynie narzędziem wizerunkowym, a stają się realnym elementem budującym wartość nieruchomości.

Podsumowując – certyfikacja środowiskowa nie jest już przewagą konkurencyjną, lecz obowiązującym standardem. W wielu przypadkach to wręcz warunek konieczny, aby projekt mógł zostać zrealizowany lub sprzedany.

Hamulce inwestycyjne

Jedną z najczęstszych barier opóźniających realizację inwestycji magazynowych i produkcyjnych są przedłużające się procedury administracyjne, szczególnie te związane z uzyskaniem decyzji środowiskowej oraz pozwolenia na budowę. Najwięcej trudności dotyczy inwestycji produkcyjnych w dużych aglomeracjach, gdzie samo postępowanie środowiskowe może trwać nawet do 2 lat.

Ostatnie 3 lata pokazały również, jak dużym wyzwaniem stało się zabezpieczenie odpowiednich mocy przyłączeniowych – szczególnie dla firm planujących otwarcie zakładów produkcyjnych w Polsce. Wzrastające zapotrzebowanie na energię, w połączeniu z ograniczoną dostępnością uzbrojonych gruntów, sprawia, że znalezienie działki z szybkim dostępem do prądu staje się coraz trudniejsze. Terminy realizacji przyłączy oferowane przez operatorów energetycznych sięgają często kilku lat, co znacząco utrudnia sprawne rozpoczęcie inwestycji.

Do dodatkowych barier należą:

  • brak miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, co zmusza inwestorów do uzyskiwania decyzji o warunkach zabudowy,
  • złożone procedury administracyjne, szczególnie w przypadku projektów planowanych w sąsiedztwie zabudowy mieszkaniowej,
  • nieuregulowane kwestie własnościowe – m.in. spory prawne, roszczenia czy konieczność scalania działek.

To właśnie projekty produkcyjne najczęściej napotykają na największe wyzwania formalno-prawne. Dostępność infrastruktury oraz długość procedur administracyjnych stają się dziś kluczowymi czynnikami, które realnie wpływają na tempo realizacji inwestycji.

Autor Katarzyna Madej – Director, Industrial Agency w Avison Young

Metale szlachetne wracają do łask: inwestorzy znów wybierają złoto i srebro

W dobie inflacji, napięć geopolitycznych i niestabilności systemów walutowych, metale szlachetne ponownie zyskują na znaczeniu. Złoto, traktowane jako klasyczna „bezpieczna przystań” w czasach kryzysu, oraz srebro, coraz częściej uważane za niedowartościowany zasób, przyciągają uwagę tak indywidualnych inwestorów, jak i banków centralnych.

Wszystko wskazuje na to, że metale szlachetne wracają do łask nie tylko jako aktywa inwestycyjne, ale również jako potencjalny filar nowego systemu monetarnego. Eksperci wskazują na mocne fundamenty dla długoterminowego wzrostu cen kruszców, a rosnący kurs złota potwierdza tezę o powrocie kapitału do metali szlachetnych.

Cena uncji złota oscyluje obecnie wokół poziomu 3330 dolarów amerykańskich za uncję, a jednym z impulsów do wzrostu notowań kruszcu w ubiegłym tygodniu była decyzja agencji Moody’s o obniżeniu ratingu kredytowego USA w związku z niewystarczającą skutecznością w ograniczaniu zadłużenia.

Zachwiało to zaufaniem inwestorów do dolara, co natychmiast przełożyło się na wzrost ceny złota. W obliczu nieskutecznych cięć budżetowych i rosnącego deficytu inwestorzy zwracają się bowiem ku aktywom odpornym na inflację i dewaluację walut — a królewski kruszec spełnia te kryteria idealnie.

Srebro – niedowartościowane i gotowe na „short squeeze”?

Choć tradycyjnie to złoto dominuje w rozmowach o bezpieczeństwie kapitału, coraz więcej wskazuje na to, że to srebro może być “czarnym koniem” 2025 roku. Jego cena nie nadąża za rosnącym zapotrzebowaniem przemysłowym, zwłaszcza w kontekście elektromobilności, fotowoltaiki i technologii medycznych. Zdaniem wielu analityków prawdopodobny jest zatem znaczny wzrost notowań – nawet o ponad 20% rocznie.

Eksperci przewidują bowiem możliwy short squeeze – sytuację, w której nagły popyt na fizyczne srebro przewyższa dostępną podaż, co może skutkować gwałtownym wzrostem ceny. W przeszłości podobne zjawisko miało miejsce w przypadku akcji GameStop – teraz scenariusz ten nie jest wykluczony dla rynku srebra, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego ograniczoną dostępność i wysoką rolę kontraktów terminowych.

Raport „In Gold We Trust”, czyli długoterminowy optymizm

Coroczny raport inwestycyjny Incrementum – „In Gold We Trust” – przewiduje systematyczny wzrost ceny złota. Analitycy tej firmy prognozują, że w scenariuszu bazowym, przy stabilnym tempie dodruku dolara, złoto może osiągnąć 4800 dolarów za uncję do 2030 roku.

Z kolei w przypadku wpadnięcia gospodarki amerykańskiej w stagflację (czyli niski wzrost gospodarczy przy wysokiej inflacji), cena królewskiego może sięgnąć nawet 8900 USD/oz. Tegoroczna edycja raportu wskazuje bowiem na bardzo silne fundamenty dla rosnącej w długim terminie wartości królewskiego metalu:

  • Zakupy banków centralnych na niespotykaną skalę – instytucje finansowe na całym świecie intensyfikują budowanie rezerw złota, co nigdy wcześniej nie występowało w takiej skali.
  • Podwyższona inflacja – analitycy prognozują utrzymanie się inflacji na stosunkowo wysokim poziomie przez najbliższe lata, co tradycyjnie wspiera popyt na metale szlachetne jako zabezpieczenie przed utratą wartości pieniądza.
  • Proces dedolaryzacji – państwa rozwijające się coraz częściej odchodzą od dolara amerykańskiego jako waluty rezerwowej na rzecz złota, co dodatkowo napędza popyt na kruszec.
  • Niepewność geopolityczna – obecna sytuacja międzynarodowa, w tym polityka handlowa nowej administracji amerykańskiej, generuje niepewność na rynkach finansowych, co historycznie kieruje inwestorów w stronę bezpiecznych aktywów.

Rekomendacje dla inwestorów – fizyczne złoto i „performance gold”

Incrementum proponuje strukturę portfela inwestycyjnego, która łączy bezpieczeństwo z możliwością aktywnego zarabiania na zmienności rynkowej i dzieli inwestycje w metale szlachetne na dwie kategorie:

  • Safe haven gold – fizyczne złoto przechowywane jako zabezpieczenie przed inflacją i kryzysami. Zalecana alokacja: 15% portfela inwestycyjnego.
  • Performance gold – instrumenty oparte na złocie (ETF-y, kontrakty terminowe, metale szlachetne jak srebro czy platyna), których celem jest generowanie zysków. Zalecana alokacja: 10%.

Złoto jako “kryzysogenne” aktywo? Wątpliwe tezy EBC

Zaskoczeniem dla rynku był raport Europejskiego Banku Centralnego, który sugeruje, że – w razie spadku zaufania do walut fiducjarnych – złoto, którego podaż jest ograniczona, przy masowym popycie może stanowić zagrożenie dla stabilności systemu finansowego.

Zdaniem EBC, jeśli zaufanie do walut fiducjarnych (jak euro czy dolar) spadnie, inwestorzy mogą masowo przenosić się do kruszcu, żądając jego fizycznej dostawy. Tymczasem fizycznych zasobów złota jest wielokrotnie mniej niż papierowych kontraktów (rynek OTC).

Choć teza EBC może wydawać się wewnętrznie sprzeczna, pokazuje ona, że złoto zyskuje coraz większą rolę w myśleniu o przyszłości finansów, również w kontekście nowego porządku monetarnego po ewentualnych reformach globalnych instytucji.

NBP kontynuuje zakupy

Narodowy Bank Polski, mimo osiągnięcia strategicznego celu 20% rezerw w złocie, utrzymuje dynamiczne tempo zakupów. W samym kwietniu 2025 r. dokupił 12,5 tony kruszcu, przekraczając już deklarowany wcześniej cel 20% udziału złota w rezerwach.

Co ciekawe, Polska z 509 tonami w skarbcu dysponuje obecnie większymi rezerwami złota niż Europejski Bank Centralny. To pokazuje konsekwencję i strategiczne podejście NBP do dywersyfikacji rezerw i zarządzania ryzykiem walutowym.

Wzrost znaczenia złota w rezerwach banków centralnych, niepewność co do przyszłości amerykańskiego dolara i euro, oraz coraz bardziej zauważalna dedolaryzacja pokazują, że inwestorzy globalni szykują się na poważne zmiany.

Złoto nie tylko przetrwało próbę czasu – ono właśnie wraca do roli, którą pełniło przez tysiąclecia: gwaranta wartości i stabilności. A srebro? Może być tym, czym Bitcoin był w 2017 roku – dynamiczną alternatywą o ogromnym potencjale wzrostu.

Autor: Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

Dolar słabnie, rentowności obligacji rosną, a WIG20 zyskuje mimo globalnej niepewności

Taktyka zastraszania partnerów handlowych działa tak dobrze, że Donald Trump postanowił użyć jej ponownie. Chyba jednak nie była skuteczna, skoro przez weekend zmienił zdanie. Na pewno skutecznie słabnie dolar, co pewnie ucieszy amerykańską administrację. Niestety w odwrotnym kierunku podążają rentowności obligacji, a obsługa długu USA staje się coraz kosztowniejsza.

Prezydencki poker

Najwyraźniej Donald Trump staje się coraz bardziej zirytowany faktem, że rzeczywistość nie chce się dostosować do jego woli. Dwa główne przykłady pochodzą z ostatnich godzin. W jednym z wpisów w mediach społecznościowych uderza we Władimira Putina, który zdaje się dalej wodzić za nos negocjatorów pokojowych ze wszystkich stron. Rekordowej wymianie jeńców w weekend towarzyszył kolejny potężny i krwawy atak powietrzny na cywilne cele w Ukrainie. Rynki już od jakiegoś czasu nie mają raczej złudzeń i nie wyceniają wysoko rychłego zakończenia konfliktu.

Można założyć, że jeszcze bardziej frustrujące dla prezydenta USA są przedłużające się negocjacje handlowe. Z tego powodu w piątek postanowił zagrozić wprowadzeniem od 1 czerwca 50% stawki na towary z UE. Unijni liderzy chyba coraz lepiej radzą sobie w kontaktach z amerykańską administracją, bo odpowiedzią była zachęta do poszerzenia zakresu negocjowanych aspektów. Nie do końca wiadomo, co ostatecznie przekonało Donalda Trumpa do zmiany zdania, ale w nowy tydzień weszliśmy już w starym trybie. Czyli pertraktacje z UE trwają, a do 9 lipca obowiązują 10% cła (z pewnymi wyjątkami, w tym bolesną wyższą stawką na przemysł motoryzacyjny).

Nie takie straszne strachy

Poniedziałkowe odbicie na parkietach giełdowych jest równe albo nawet mocniejsze od piątkowych spadków. Warto jednak podkreślić, że dzieje się to przy zdecydowanie płytszym rynku z powodu świętujących Amerykanów i Brytyjczyków. W trakcie azjatyckiej sesji najlepiej poradził sobie tokijski Nikkei, który zyskał 1%. Była to przygrywka przed europejskim handlem, gdzie główne indeksy rosną o podobną wartość, ale już frankfurcki DAX idzie w górę aż o 1,5%. Raz jeszcze jednym z najlepiej radzących sobie indeksów jest warszawski WIG20, który przed godz. 15 wykazuje aż +2,5%.

Oprócz pozytywnego otoczenia zewnętrznego, polskim aktywom pomagają dziś również zaskakująco dobre dane z naszej gospodarki. O ile stopa bezrobocia, schodząca ponownie do 5,2% nie była niespodzianką, to sprzedaż detaliczna już tak. Można już wręcz powoli uznać za zasadę, że w przypadku tego odczytu oczekiwania rozminą się z rzeczywistością. Kwietniowy wzrost sprzedaży w ujęciu rocznym miał wynieść 4%, a był prawie 2 razy większy (7,9%). Dodatkowo jest to najwyższe wskazanie od ponad dwóch lat. Teoretycznie takie dane mogą odsuwać w czasie obniżki stóp procentowych.

Rentowności w górę, a dolar w dół, tak krótko można by podsumować amerykańskie aktywa. Nie milkną echa kolejnej obniżki ratingu Stanów, a politycy za oceanem forsują jeszcze większy deficyt. 10-latki USA coraz lepiej czują się powyżej 4,5%, za to kurs EUR/USD testował już 1,14$. Przekłada się to na kurs USD/PLN, który coraz śmielej zerka na poziom 3,73 zł. Widoczne jest również wzmocnienie złotego w stosunku do euro, a kurs EUR/PLN próbuje przebić od góry 4,24 zł.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

AGH Racing prezentuje RTE 3.0 – elektryczny bolid z napędem na cztery koła

Zespół AGH Racing z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie oficjalnie zaprezentował swój najnowszy projekt – RTE 3.0, w pełni elektryczny bolid wyścigowy. Uroczystość odbyła się w Muzeum Lotnictwa Polskiego i zgromadziła przedstawicieli świata nauki, przemysłu oraz motorsportu. RTE 3.0 to przełomowy pojazd, który wyznacza nowe standardy konstrukcyjne i technologiczne w polskich zespołach Formuły Student.

AGH Racing z nowym elektrycznym bolidem
fot. AGH w Krakowie

Nowy bolid jest pierwszym elektrycznym samochodem AGH Racing z napędem na cztery koła, zbudowanym na ultralekkiej i wytrzymałej strukturze monocoque wykonanej z włókna węglowego – materiału powszechnie stosowanego w profesjonalnym motorsporcie. Dzięki temu konstrukcja jest nie tylko sztywna, ale również zapewnia wysokie bezpieczeństwo kierowcy.

RTE 3.0 waży jedynie 225 kg i napędzany jest przez cztery silniki elektryczne zamontowane w kołach. Każdy z nich sterowany jest autorskimi algorytmami wektorowania momentu obrotowego, co gwarantuje wyjątkową precyzję prowadzenia. Zespół napędowy generuje łącznie 140 kW mocy (190 KM) oraz 1000 Nm momentu obrotowego, pozwalając na przyspieszenie do 100 km/h w zaledwie 2,5 sekundy – parametry porównywalne z profesjonalnymi samochodami wyścigowymi.

AGH Racing prezentuje RTE 3.0 – elektryczny bolid z napędem na cztery koła 1
fot. AGH w Krakowie

Energię dostarcza wysokowydajny, 600-woltowy akumulator o pojemności 7,86 kWh, zaprojektowany z myślą o maksymalnej efektywności i bezpieczeństwie. Aerodynamika pojazdu została starannie opracowana – pakiet generuje ponad 3200 N siły docisku przy prędkości 120 km/h, co zapewnia doskonałą stabilność i prowadzenie nawet przy przeciążeniach bocznych do 2,5 g.

Po raz pierwszy w historii zespołu bolid został również przygotowany do jazdy autonomicznej. Wykorzystuje systemy kamer, skanów laserowych i czujników, a także algorytmy sztucznej inteligencji do wyznaczania optymalnej trasy i sterowania układem napędowym. Funkcje autonomiczne będą rozwijane w kolejnych miesiącach, stanowiąc fundament przyszłych projektów.

Projekt RTE 3.0 to efekt pracy ponad 120 studentów z różnych wydziałów AGH – od inżynierii mechanicznej, przez elektronikę, informatykę, aż po zarządzanie projektami. Jak podkreśla rektor AGH, prof. Jerzy Lis, bolid jest nie tylko technologicznym osiągnięciem, ale także wyrazem pasji i zaangażowania młodych konstruktorów, którzy tworzą przyszłość motoryzacji i automatyki.

W sezonie 2025 AGH Racing planuje udział w czterech rundach Formuły Student w Holandii, Czechach, Niemczech i Polsce, gdzie zmierzy się z najlepszymi zespołami akademickimi z całego świata zarówno w konkurencjach dynamicznych, jak i statycznych.

Inwestorzy wracają na rynek gruntów, ale stawiają na projekty o potwierdzonym popycie

Dla polskiego rynku gruntów inwestycyjnych 2025 będzie raczej rokiem odbudowy potencjału niż okresem spektakularnych transakcji inwestycyjnych. W ostatnich miesiącach finalizowanych jest więcej umów, ale decyzje poprzedzają wnikliwe analizy przeprowadzane przez kupujących. Inwestorzy wracają na rynek, mimo że jest aktualnie znacznie bardziej wymagający niż wcześniej.

Ożywienie inwestycyjne nie oznacza jednak powrotu do skali ekspansji, jaką mogliśmy obserwować przed pandemią. Okres wzmożonej aktywności transakcyjnej widoczny w 2021 i 2022 roku wzbudził emocje, ale równie szybko je ostudził brakiem rządowych programów wsparcia, brakiem spójnej polityki planistycznej i restrykcyjną polityką kredytową, która utrzymuje się do dziś i skutkuje selektywnym podejściem banków do projektów.

Dominuje dziś myślenie mikroanalityczne. Kapitał poszukuje gruntów pod konkretne typy projektów, przede wszystkim pod inwestycje o potwierdzonym potencjale popytowym, jak projekty PRS, magazyny miejskie, czy obiekty typu mixed-use w miastach wojewódzkich. Szczególnie intensywnie pozyskiwane są też grunty pod budownictwo mieszkaniowe.

Udział inwestycyjny kapitału polskiego

Po długim okresie “wait and see” wielu graczy wraca do aktywnego poszukiwania okazji inwestycyjnych. Wśród inwestorów widoczne są nastroje ostrożnego optymizmu. Niemniej, 2025 rok zapowiada się jako znacznie bardziej intensywny transakcyjnie w porównaniu do roku minionego, obfitujący większą ilością transakcji szczególnie w drugiej połowie.

W oczekiwaniu na większy udział kapitału zachodnioeuropejskiego, realizowane inwestycje bazują w znacznym stopniu na „transakcyjności sąsiedzkiej”, głównie partycypacji czeskiej, niemieckiej i krajów bałtyckich. Na rynku królują także lokalni inwestorzy kapitałowi, nie powiązani z branżą deweloperską, którzy aktywnie inwestują i zaczynają odgrywać coraz bardziej znaczącą rolę w stabilnej strukturze akwizycji gruntowych.

W podobny sposób realizujemy przedsięwzięcia inwestycyjne także jako Walter Herz. W ostatnim czasie udało nam się zgromadzić ponad 50 mln zł od osób prywatnych na tego typu projekty akwizycyjne. Jako doświadczeni doradcy transakcyjni przejmujemy presję regulacyjną i planistyczną, natomiast inwestorzy oczekują gwarancji pełnej transparentności. Możemy pochwalić się już pewnymi sukcesami na tym polu w postaci własnych zasobów gruntów w Warszawie, Poznaniu czy Trójmieście, co odpowiada zapytaniom płynącym ze strony inwestorów i naszych partnerów biznesowych.

Globalne tarcia handlowe a polski rynek gruntów

Istotny wpływ na rynek gruntów inwestycyjnych w Polsce mają w ostatnich miesiącach także globalne zmiany gospodarcze, w tym ostatnie napięcia handlowe pomiędzy krajami. Polska, dzięki swojej stabilnej gospodarce i strategicznemu położeniu przyciąga inwestorów poszukujących alternatywnych lokalizacji dla swoich operacji. Do szczegółowych analiz wracają m.in. grunty pod projekty magazynowe, Data Centre, magazyny energii oraz inne inwestycje komercyjne.

Tarcia pomiędzy USA a Chinami związane z polityką ceł prowadzą do przekształceń w globalnych łańcuchach dostaw, co ma ujście w ilości zapytań o nowe przestrzenie logistyczne w Polsce, wśród których rejestrowanych jest także wiele zapytań od inwestorów z Państwa Środka.

Pomimo globalnych wyzwań, Polska pozostaje atrakcyjna dla inwestorów zagranicznych. Przewidywany średni wzrost PKB na poziomie 3,4% w latach 2025–2026 oraz napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych czynią nasz rynek konkurencyjnym, jeśli chodzi o inwestycje w nieruchomości i grunty. W tym kontekście inwestorzy postrzegają inwestycje gruntowe jako bezpieczną przystań dla kapitału.

Wzrost zainteresowania dotyczy szczególnie gruntów pod zabudowę mieszkaniową oraz ziemi rolnej z opcją przekształcenia. Ten trend widoczny jest przede wszystkim w regionach o dużym potencjale urbanizacyjnym. Jednocześnie ciągła obawa inwestorów związana jest z niestabilnością planistyczną i kwestiami, które pozostają nieuregulowane w tym zakresie, co ma bezpośredni wpływ na kalkulację parametrów dla przygotowywanych inwestycji.

Nowi inwestorzy pochodzący z Turcji czy basenu Morza Śródziemnego decydują się na wyścig cenowy, niwelując jednocześnie ryzyko wejścia poprzez skoncentrowanie na mniejszych i bezpiecznych inwestycjach. Potwierdzają to cztery umowy rozporządzające zawarte przez Walter Herz w ciągu ostatniego miesiąca tylko w samej Warszawie.

Zmiany legislacyjne usprawniające proces inwestycyjny

Tendencje na rynku gruntów inwestycyjnych kształtują również zmieniające się preferencje inwestorów oraz wprowadzane w naszym kraju reformy planistyczne. Jednym z największych wyzwań w Polsce jest niedostateczne pokrycie terenu miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego (MPZP), które obejmują obecnie tylko około 30–40% powierzchni kraju. Inwestorzy zmuszeni są do długiego oczekiwania na warunki zabudowy (WZ), które bywają nieprzewidywalne, zależą od uznaniowości urzędów i często są również po prostu nie wydawane. Rewolucja związana z Planami Ogólnymi związana jest pasmem ciągłych analiz i kolejnych zmian w terminach ich wdrożenia przez rządzących, co pogłębia chaos legislacyjny.

Aby rynek gruntów inwestycyjnych w Polsce był transparentny i mógł rozwijać się w szybszym tempie niezbędne jest wdrożenie prostych, przewidywalnych, cyfrowych procedur. Wprowadzane aktualnie w naszym kraju deregulacje powinny przekładać się na racjonalizację procesów, które dziś wstrzymują rozwój.

Dobrym kierunkiem dla reformy prawa budowlanego w Polsce byłoby zmiany polegające na zniesieniu decyzji środowiskowych dla wybranych inwestycji, które wydłużają proces uzyskania pozwolenia na budowę o wiele miesięcy nawet przy projektach o niewielkim wpływie na środowisko, jak w przypadku obiektów usługowych czy magazynowych.
Pomocne byłoby także stworzenie katalogu inwestycji „niskiego wpływu”, dla których decyzja środowiskowa nie byłaby konieczna lub zastąpiona oświadczeniem inwestora.

Rozwiązaniem usprawniającym proces inwestycyjny byłoby również nakaz obowiązkowej cyfryzacji ksiąg wieczystych w całym kraju czy wprowadzenie „białej księgi gruntów inwestycyjnych” – rejestru terenów gotowych do inwestowania.

Istotnym aspektem w świetle poszerzenia możliwości pozyskania inwestorów byłoby również nakreślenie jasnej ścieżki kryteriów, pozwalających na wyłączenie gruntów IV i V klasy z produkcji rolnej bez zgody ministerstwa.

Autor: Emil Domeracki, Partner, Board Member Land Development Advisory, Walter Herz

Pierwsze oznaki ożywienia: Rynek mieszkaniowy reaguje na obniżkę stóp procentowych

Wiele wskazuje na to, że na rynku mieszkaniowym widać już pierwsze efekty obniżki stóp procentowych. Według danych Otodom do 15 maja przeciętna dzienna sprzedaż mieszkań deweloperskich na siedmiu głównych rynkach była najwyższa od roku. Rezerwacje osiągnęły poziomy z końcówki 2023 r., a wzrost aktywności osób poszukujących własnego M sięgnął nawet 20% r/r. A to, jak podkreślają eksperci, może zapowiadać ożywienie na rynku w najbliższych miesiącach.

Kupujący w blokach startowych

Decyzja Rady Polityki Pieniężnej z 7 maja o cięciu stóp procentowych o 0,50 pkt proc. była pierwszym takim ruchem od października 2023 roku i stanowiła długo oczekiwany impuls dla rynku nieruchomości. Jeszcze przed oficjalnym jej głoszeniem kupujący testowali swój zdolność kredytową, spodziewając się lepszych warunków finansowania. Według danych BIK w samym kwietniu 2025 roku o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 35,6 tys. osób, co oznacza wzrost o ponad 10% rok do roku. Średnia kwota wnioskowanego kredytu również poszła w górę – do 458,2 tys. zł  (+5,9% r/r).

Z kolei w badaniu przeprowadzonym przez Otodom aż 13% osób na ścieżce zakupowej deklarowało, że obniżka stóp będzie dla nich sygnałem do sfinalizowania transakcji. To grupa, która przy odpowiednich warunkach  mogłaby wygenerować nawet 5 tysięcy dodatkowych transakcji rocznie, przekraczając próg 42 tys. mieszkań sprzedanych na największych rynkach w kraju, i przebić wyniki sprzedaży w całym 2024 r. na poziomie 37 tys.

Co ciekawe, dla tej grupy większe znaczenie miały tylko „większy wybór tańszych mieszkań” oraz „wysoki rabat”. Nie dziwi więc fakt, że decyzja o obniżce stóp procentowych zmotywowała zainteresowanych zakupem nieruchomości do większej aktywności.

Szybka reakcja rynku

Popyt zareagował na obniżki stóp procentowych krótko po ich ogłoszeniu. W pierwszych dwóch tygodniach maja liczba rezerwacji mieszkań na siedmiu największych rynkach w Polsce wzrosła gwałtownie. Wyniosła średnio 115 dziennie, wobec 72 dziennie w kwietniu i 67 w marcu. To najwyższy poziom od początku roku i już teraz (w połowie miesiąca) o blisko 60% więcej niż w kwietniu. Co więcej, choć sprzedaż nie przyspieszyła jeszcze równie dynamicznie, także ona rośnie. Do 15 maja przeciętna dzienna sprzedaż deweloperów działających w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Katowicach, Trójmieście i we Wrocławiu wyniosła 137. Dla porównania: od lutego do kwietnia było to średnio ok. 126 transakcji dziennie, a w styczniu 108.

Liczba rezerwacji do połowy miesiąca to efekt zarówno obniżki stóp procentowych, jak i pojawienia się nowych ofert deweloperskich, które odświeżyły zainteresowanie klientów. Same rezerwacje, choć nie są równoznaczne ze sprzedażą, mogą być forpocztą zmian i zwiastować odbicie popytu. Jeśli obecne tempo się utrzyma, sprzedaż w maju może być zauważalnie wyższa niż w poprzednich miesiącach. Niewykluczone też, że kolejne miesiące przyniosą dobre lub nawet lepsze wyniki, zwłaszcza jeśli spadek stóp okaże się początkiem dłuższego trendu  – komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom.

Przeciętne dzienne rezerwacje i wprowadzeniaPrzeciętna dzienna sprzedaż i rezerwacje

Równocześnie, serwis Otodom odnotował znaczący wzrost aktywności użytkowników. W tygodniu bezpośrednio po ogłoszeniu decyzji o obniżce stóp procentowych liczba odwiedzin portalu sięgnęła 9 milionów (wzrost o 14% m/m i 16% r/r), a liczba odpowiedzi na ogłoszenia wzrosła do 96 tys. – to o 24% więcej niż miesiąc wcześniej. Kolejny tydzień utrzymał wysoki poziom, co sugeruje, że impuls nie był chwilowy.

Jedna decyzja nie wystarczy

Eksperci studzą jednak nadmierny optymizm. Jednorazowe cięcie stóp procentowych nie rozwiąże strukturalnych problemów rynku, takich jak wysokie ceny nieruchomości czy wciąż ograniczona dostępność kredytów hipotecznych. Wskazują, że wyraźne ożywienie sprzedaży sięgające 15–20%  może nastąpić dopiero po łącznej redukcji stóp o 100–150 punktów bazowych.

– Majowa obniżka stóp procentowych nie jest lekarstwem na wszystkie bolączki rynku mieszkaniowego, ale niewątpliwie stanowi pierwszy, długo oczekiwany impuls. Obserwowane w maju wzmożone zainteresowanie mieszkaniami widoczne w danych Otodom, to sygnał, że klienci kredytowi wracają do gry. Jeśli pojawią się kolejne decyzje wspierające popyt, również te poza polityką pieniężną, możemy wejść w etap stopniowego odbudowywania się ich aktywności zakupowej – ocenia Katarzyna Kuniewicz.

Trump przypomina o sobie: wraca temat ceł, złoto drożeje, a dolar traci

Na wypadek, gdyby ktokolwiek zapomniał, że to Donald Trump jest głównym rozgrywającym na świecie, postanowił on o sobie przypomnieć. Przez chwilę wydawało się, że wraca wojna celna z UE, ale jednak nie. W górę znów idą metale szlachetne.

Wraca temat ceł

W weekend dość niespodziewanie wrócił temat amerykańskich taryf celnych. Donald Trump najpierw zasygnalizował w mediach społecznościowych swoją irytację, jednocześnie grożąc podniesieniem obecnych ceł z 10% na 50% od 1 czerwca. Kolejnym krokiem była wiadomość o rozmowach z szefową Komisji Europejskiej. Po niej wróciliśmy jednak do poprzedniego scenariusza. Mamy zatem „obniżone” stawki do 9 lipca. Obniżone, gdyż najpierw dostaliśmy 20%, które właśnie do 9 lipca na czas negocjacji zredukowano do 10%. Wyższe taryfy nadal obowiązują jednak na stal i aluminium. Co na to rynek? Na walutach znów wyprzedaż amerykańskiego dolara. Pierwszy raz od kwietnia zobaczyliśmy więcej niż 1,14 USD za 1 EUR. Inwestorzy nie wierzą w działania USA. Trzeba pamiętać, że dane za bilans handlowy otrzymujemy z dużym opóźnieniem. Kwietniowy odczyt poznamy dopiero w czerwcu. W tych danych będzie już widać zarówno wpływ ceł, jak i słabszego dolara na deficyt.

Złoto wraca do łask

Ostatni czas pokazuje, że inwestorzy szukają i nie boją się ryzyka. Widzieliśmy spore odbicia na głównych parkietach, pomimo spadkowego zakończenia ostatniego tygodnia. Pojawiły się one również na rynku kryptowalut oraz wśród metali szlachetnych, szczególnie na złocie. Notowania tego surowca znów istotnie idą w górę. Obecnie po wzroście od okolic 3125 dolarów za uncję, wróciliśmy już do 3360 dolarów. Rekord wszechczasów z kwietnia wynosi 3509 dolarów. Biorąc pod uwagę tempo zmian w ciągu kilku dni, możemy znów oglądać kolejne najwyższe poziomy cen złota.

Dobre dane z Kanady

W piątek poznaliśmy dane na temat sprzedaży detalicznej w Kanadzie. Rosła ona o 0,8%, co było wynikiem lepszym od oczekiwanych 0,7%. Warto jednak zwrócić uwagę, że za wzrost odpowiadają głównie samochody. Wskaźnik bez nich spadał bowiem o 0,7%. Rynki uznały to jednak za bardzo dobry odczyt dla dolara kanadyjskiego i byliśmy świadkami wyraźnego umocnienia. Przed publikacją danych dolar kanadyjski oscylował około 2,71 zł, a tuż po niej dotarł do 2,73 zł. Ruch było widać również względem dolara amerykańskiego, który to jest głównym punktem odniesienia dla waluty Kanady.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

AI w pracy i życiu prywatnym – raport EY o trendach i barierach adopcji sztucznej inteligencji

Badanie EY – AI Sentiment Index – wskazało, że 74% osób czuje się komfortowo z obecnością AI w ich codziennym życiu. Wyniki wskazują jednak na występowanie tzw. „luki adopcyjnej” – w przypadku energetyki 83% badanych chciałoby używać AI, ale tylko 37% faktycznie to robi. Badanie ujawniło też, że największym zaufaniem netto – czyli różnicą pomiędzy zaufaniem lub jego brakiem do danego podmiotu – w kwestii wykorzystywania narzędzi AI cieszą się firmy technologiczne (26 p.p.), a najmniejszym (5 p.p.) administracja publiczna.

Wyniki badania EY – AI Sentiment Index – wykazują pozytywny odbiór AI wśród jej użytkowników. Przeważający odsetek osób (81%) uważa, że może pochwalić się „pewną” bądź „dobrą” znajomością AI, a 74% zaznaczyło też, że czuje się komfortowo z jej obecnością w swoim codziennym życiu. Ponad połowa (54%) uważa, że miała ona korzystny wpływ na ich życie, podczas gdy tylko 9% określa go jako negatywny.

– Badanie jasno pokazuje, że przeszliśmy już etap AI jako nowinki i obecnie jest to technologia z solidnym ugruntowaniem w świadomości społecznej. Ludzie coraz aktywniej korzystają z opartych na niej rozwiązań, zarówno w pracy jak i w życiu prywatnym. Dziś AI wykorzystywane jest nie tylko do tworzenia treści czy grafik. Sztuczną inteligencję znajdziemy wielu sferach: od wsparcia obsługi klienta, przez narzędzia do zarządzania maszynami w fabrykach, po zaawansowane programy do prognozowania popytu. Można ze znaczącym prawdopodobieństwem założyć, że wpływ tej technologii na nasze życie będzie w najbliższym czasie wyłącznie rósł – mówi Radosław Frańczak, Partner, Technology Consulting Leader w EY Polska.

Badani podzielili się też swoimi opiniami na temat szans i zagrożeń stwarzanych przez AI. 73% z nich zgadza się ze stwierdzeniem, że narzędzia AI wspierające tłumaczenia pomagają ludziom się efektywniej porozumiewać, a 67% że sztuczna inteligencja ułatwia czynności, które inaczej wymagałyby specjalistycznego szkolenia lub wiedzy na poziomie akademickim. Dodatkowo 63% zgadza się, że jest to świetne narzędzie do automatyzacji powtarzalnych zadań w miejscu pracy. Z drugiej strony 75% martwi się, że deepfake’i generowane przez AI będą odbierane jako prawdziwe informacje, a 67% obawia się, że bez ludzkiego nadzoru AI może wymknąć się spod kontroli.

Chcieć nie zawsze znaczy móc. Skąd wynika luka w korzystaniu ze sztucznej inteligencji?

Badanie wskazało, że we wszystkich obszarach, w których mamy styczność z AI, deklarowane chęci do korzystania z tych rozwiązań są większe, niż realny poziom ich użycia. Podczas gdy aż 84% użytkowników widziałoby zastosowanie AI w sferze finansów, tylko 43% korzystało z takich narzędzi w tym obszarze w ciągu ostatnich 6 miesięcy. Wskazuje to na istnienie tzw. „luki adopcyjnej”, czyli różnicy pomiędzy potencjałem a rzeczywistym wykorzystaniem. W przypadku AI, oprócz sektora finansowego, największa różnica występuje w obszarze energetyki (83% do 37%), współpracy z administracją publiczną (82% do 45%) i zdrowia (81% do 56%).

– Największa luka adopcyjna widoczna jest w obszarach mocno regulowanych, jak finanse, energetyka, czy zdrowie, gdzie wdrożenie AI jest dużym wyzwaniem m.in. pod kątem prawnym. Tak jak w przypadku innych nowoczesnych rozwiązań, gdzie świetnym przykładem jest chociażby dowód osobisty w telefonie czy e-recepty, możemy spodziewać się stopniowego dostosowywania się do biznesowej rzeczywistości – mówi Bartosz Pacuszka, Partner, Lider Zespołu AI Technology.

Poszczególne obszary, nawet w ramach jednego sektora gospodarki, różnią się również od siebie w kwestii zaufania, jakim użytkownicy darzą AI w ramach konkretnych zastosowań. W przypadku ochrony zdrowia 57% respondentów odpowiedziało, że czuje się komfortowo ze sztuczną inteligencją przewidującą potencjalne problemy zdrowotne, zanim te staną się poważne – względem 18% odpowiedzi negatywnych. Jednak już w przypadku AI w roli praktykującego lekarza przy podstawowych konsultacjach zdrowotnych 38% osób nie czuło się z tym faktem dobrze, w porównaniu do 37% odpowiedzi pozytywnych.

Akceptacja odnośnie stosowania narzędzi AI jest różna także ze względu na podmiot nimi zarządzający. Największym zaufaniem netto (rozumianym jako przewaga osób, które ufają nad tymi, które nie ufają danemu podmiotowi) cieszą się firmy technologiczne (różnica 26 p.p.), przedsiębiorstwa z branży transportowej np. linie lotnicze (25 p.p.) i podmioty przemysłowe (22 p.p.). Najmniejszym cieszy się natomiast sektor finansowy (12 p.p.), media i branża rozrywkowa (6 p.p.) oraz administracja publiczna (5 p.p.).

– W przypadku sztucznej inteligencji, optymizm nie wyklucza sceptycyzmu. Część obszarów, jak administracja publiczna czy branża finansowa, będą miały zdecydowanie większe wyzwanie w domknięciu luki adopcyjnej. Dane pokazują, że w wielu miejscach szanse na dalszą popularyzację AI są znaczące, ale warunkiem tego jest przede wszystkim tworzenie rozwiązań, które faktycznie będą rozprawiać się z rzeczywistymi problemami oraz proaktywnie rozwiewać obawy użytkowników, dotyczące m.in. bezpieczeństwa danych czy tworzenia fałszywych treści – mówi Ewa Nowakowska, Partnerka, Liderka Zespołu AI Data Science & AI Lab.

O badaniu:
AI Sentiment Index przygotowany został w oparciu o badania EY przeprowadzone pomiędzy grudniem 2024 a styczniem 2025 na grupie 15 060 osób z 15 krajów. Wyniki zostały uzupełnione o pogłębione wywiady z 135 osobami.

W kwietniu 2025 roku wzrost kredytów gotówkowych i mieszkaniowych, spadek kredytów ratalnych i kart kredytowych

W kwietniu 2025 r., w porównaniu do kwietnia 2024 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej dwóch rodzajów kredytów: gotówkowych (+21,6%) oraz mieszkaniowych (+11,6%). Natomiast przyznały mniej kredytów ratalnych (-26,6%) oraz kart kredytowych (-5,5%). W ujęciu wartościowym wystąpił wzrost w kredytach gotówkowych (+25,1%), mieszkaniowych (+17,7%) i w kartach kredytowych (+0,9%). Ujemną dynamikę przyznanej wartości odnotowały kredyty ratalne (-8,8%).

W okresie styczeń-kwiecień 2025 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2024 r. banki i SKOK-i udzieliły więcej tylko kredytów gotówkowych (+25,1%). Pozostałe trzy produkty kredytowe odnotowały ujemne dynamiki, odpowiednio: kredyty ratalne (-28,6%), kredyty mieszkaniowe (-17,3%) oraz karty kredytowe (-6,2%). Większa wartość akcji kredytowej dotyczyła kredytów gotówkowych (+35,6%) oraz przyznanych limitów w kartach kredytowych (+3,8%). Spadki odnotowały kredyty mieszkaniowe (-14,9%) oraz kredyty ratalne (-11,5%).

Ostre hamowanie w kredytach ratalnych

W kwietniu 2025 r. udzielono o 26,6% mniej kredytów ratalnych w porównaniu do kwietnia 2024 r. Spadła również ich wartość o 8,8% r/r.

– Analizując najnowsze kwietniowe dane dotyczące kredytów ratalnych, możemy zaobserwować kontynuację trendu spadkowego z poprzednich miesięcy, zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym. Jest to w dużej części efekt ograniczenia skali transakcji na niskie kwoty, pochodzących głównie z przekształcania niespłaconych zobowiązań z odroczonym terminem płatności (BNPL-i) przenoszonych w ramach cesji z sektora pozabankowego do bankowego. Obecnie proces ten ma ograniczoną skalę. Także w ujęciu wartościowym wystąpił spadek, choć niższy dzięki wysokokwotowym kredytom ratalnym związanym z finansowaniem droższych towarów i usług. Na poprawę sytuacji na rynku kredytów ratalnych może wpłynąć wzrost sprzedaży detalicznej, aby jednak do tego doszło konieczne jest zmniejszenie poziomu niepewności (politycznej i ekonomicznej), która skłoniłaby Polaków do większej konsumpcji – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Średnia kwota kredytu ratalnego udzielonego w kwietniu 2025 r. wyniosła 2 275 zł, co stanowi wzrost o 24,3% w porównaniu do kwietnia 2024 r.

Hossa w segmencie kredytów gotówkowych trwa w najlepsze

W kwietniu akcja kredytowa w kredytach gotówkowych w obu ujęciach – liczbowym i wartościowym, nadal rośnie. W ujęciu liczbowym wzrost r/r wyniósł 21,6%, a w wartościowym 25,1%.

– Klienci zaciągają kredyty gotówkowe na coraz wyższe kwoty, a głównym czynnikiem wzrostu sprzedaży w tym segmencie są, podobnie jak w ubiegłym roku, kredyty wysokokwotowe na ponad 50 tys. zł. Jest to efekt konsolidacji kredytów przez klientów, którzy łączą kilka zobowiązań finansowych w jeden kredyt, często w tym samym banku albo przenoszą swoje zobowiązania do nowego banku. Konsolidacjom często towarzyszy wzrost kwoty kredytu z uwagi na wydłużenie okresu kredytowania lub niższe oprocentowanie nowego kredytu, co zwiększa zdolność kredytową i robi „miejsce” na dodatkowe finansowanie. Cztery miesiące tego roku dla kredytów gotówkowych należy uznać za bardzo udane, szczególnie w aspekcie wartości udzielonych kredytów – 38,26 mld zł – podsumowuje prof. Rogowski.

Średnia kwota udzielonego w kwietniu br. kredytu gotówkowego wyniosła 26 864 zł, co oznacza wzrost o 2,9% w stosunku do kwietnia 2024 r.

Kredyty mieszkaniowe – ożywienie widać w dodatniej dynamice

W kwietniu 2025 r. banki udzieliły o 11,6% więcej kredytów mieszkaniowych w porównaniu do kwietnia 2024 r., i o 3,7% więcej w porównaniu do marca br. Wartościowo sytuacja jest jeszcze lepsza – wzrost o 17,7% r/r i o 5,7% w porównaniu do poprzedniego miesiąca.

– Sprzedaż kredytów hipotecznych w kwietniu br. wyglądała bardzo dobrze. Bez żadnego programu wsparcia oraz przy nadal, pomimo obniżki, wysokim poziomie oprocentowania nowo udzielanych kredytów mieszkaniowych, wartość akcji kredytowej w kwietniu br. wyniosła 8,13 mld zł. Jest to wartość niewidziana od 2021 r., pomijając okres od października 2023 r. do marca 2024 r., czyli obowiązywania programu Bezpieczny Kredyt 2%.

Padł kolejny rekord średniej kwoty udzielonego kredytu – 436,87 tys. zł. Wzrost wartości wynika zarówno ze wzrostu zainteresowania kredytami mieszkaniowymi, które związane może być z jednej strony z oczekiwaniem na dalsze obniżki stóp procentowych (WIBOR 6M już wynosi 5%), jak i korzystnej dla kupujących sytuacji na rynku mieszkaniowym zarówno wtórnym, jak i pierwotnym. Drugim powodem dodatniej dynamiki wartości jest to, że sprzedaż z kwietnia br. odnosimy do sprzedaży z kwietnia 2024, gdzie zanikał już efekt kredytów z puli programu wsparcia, tj. z wniosków złożonych jeszcze w 2023 r. (0,311 mld) – tłumaczy prof. Rogowski.

W kwietniu br. średnia kwota kredytu mieszkaniowego wyniosła 436,87 tys. zł i była o 5,5% wyższa niż przed rokiem.

Dobra jakość spłat kredytów bankowych

Poprawiły się kwietniowe odczyty wszystkich czterech Indeksów jakości kredytów bankowych w ujęciu rok do roku oraz miesiąc do miesiąca.

– BIK Indeksy Jakości wszystkich czterech produktów kredytowych nadal są na niskim, bezpiecznym poziomie. Pozytywne jest również to, że ulegają one systematycznej poprawie zarówno w ujęciu rocznym, jak i miesięcznym. Niezbędna jest jednak stała obserwacja wartości poszczególnych Indeksów Jakości, aby wcześniej zidentyfikować sygnały o potencjalnym pogorszeniu jakości portfela kredytowego. Na razie takiego zagrożenia nie widać na horyzoncie. Jakość powinna się nadal poprawiać w przypadku dalszych obniżek stóp procentowych. Obecnie większym zagrożeniem dla banków nie jest klasyczne ryzyko kredytowe, a ryzyko prawne związane zarówno z kredytami mieszkaniowymi, jak i konsumpcyjnymi – wyjaśnia główny analityk Grupy BIK.

Branża cyfrowa i telekomunikacyjna proponuje reformę systemu zbiorowego zarządzania prawami autorskimi

Siedem organizacji reprezentujących kluczowe segmenty branży cyfrowej i telekomunikacyjnej w Polsce wspólnie opracowało projekt mapy drogowej dla reformy systemu zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Dokument zawiera zmiany w sześciu kluczowych obszarach i powstał jako odpowiedź na rosnące pytania i niejasności wynikające z działalności organizacji zbiorowego zarządu. Autorzy opracowania przedstawią swoje propozycje przedstawicielom OZZ-ów oraz urzędnikom resortu kultury.

Z opublikowanego w marcu br. raportu przygotowanego na zlecenie branży cyfrowej i telekomunikacyjnej wynika, że w latach 2019–2023 organizacje zbiorowego zarządu zwiększyły swoje łączne wpływy o około 35 proc., osiągając poziom ponad 4 miliardów złotych. Dla porównania, w tym samym czasie przychody sektora mediów i rozrywki zmniejszyły się o 4 proc. – Obecny system nie działa w sposób zrównoważony ani uczciwy. To niepokojące, gdy w organizacjach pobierających opłaty w imieniu twórców, w tym od firm, które reprezentujemy, rosną przychody i jednocześnie wzrastają sumy niewypłaconych środków przeznaczonych dla uprawnionych oraz koszty operacyjne. Liczne nieprawidłowości w funkcjonowaniu OZZ-ów, które wykazaliśmy na podstawie analizy sprawozdań finansowych tych organizacji, wywołują liczne pytania o sposób zarządzania finansami – mówi Bogdan Łaga, Prezes Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej (PIKE).

Dlatego, zdaniem branżowych ekspertów, potrzebne są pilne konkretne zmiany w tym systemie. By wesprzeć resort kultury w procesie naprawy, branża cyfrowa i telekomunikacyjna przygotowała swoje propozycje na reformę. Zawarła je w mapie drogowej, opracowanej wspólnie przez ekspertów siedmiu organizacji, w której znalazło się sześć głównych postulatów, mających uczynić cały system zarządzania prawami autorskimi bardziej przejrzystym. Ich wdrożenie miałoby też wzmocnić pozycję twórców. Co konkretnie proponują branżowi eksperci?

Czas na uczciwe i proporcjonalne naliczanie tantiem

Jednym z kluczowych postulatów jest reforma zasad naliczania wynagrodzeń. Przede wszystkim ich wysokość powinna być ustawowo ograniczona, by skończyć z niesprawiedliwą praktyką podwójnego naliczania za te same usługi, jak obecnie często ma to miejsce w przypadku płatnej telewizji – wskazuje branża. W ocenie autorów propozycji zmian, również obecny model polegający na ustalaniu opłat na podstawie całkowitych przychodów przedsiębiorstw, niezależnie od tego, czy związane są one z eksploatacją utworów, prowadzi do systemowego zawyżania wysokości opłat. Zamiast tego postulowane jest oparcie naliczeń wyłącznie na rzeczywistych przychodach wynikających z eksploatacji konkretnych utworów audiowizualnych. Co więcej, branża postuluje, by nowy model premiował inwestycje w rozwój rynku, takie jak produkcja treści w Polsce czy budowa infrastruktury technologicznej.

Propozycja zakłada też na nowo uregulowanie zasad ustalania wysokości opłat. Organizacje cyfrowe podkreślają, że zmiany stawek OZZ powinny odbywać się wyłącznie na jasnych, ustawowo określonych regułach i przy zachowaniu pełnej transparentności.  – Użytkownicy utworów muszą mieć realny wpływ na proces kształtowania tych stawek. Nie może być tak, że są one narzucane odgórnie przez same OZZ-y lub rosną one w oderwaniu od jakichkolwiek obiektywnych przesłanek. To szczególne zadanie dla Komisji Prawa Autorskiego – zauważa Andrzej Dulka, Prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.

Wśród proponowanych przez branżę rozwiązań, które miałyby uzdrowić system zarządzania prawami autorskimi, znalazł się również model „One Stop Shop”, którego wdrożenie umożliwiłoby użytkownikom zawarcie jednej umowy z wybraną OZZ i dokonanie jednej zbiorczej płatności. Dziś przedsiębiorcy zmuszeni są do zawierania osobnych porozumień z wieloma organizacjami, co generuje niepotrzebne koszty administracyjne i zwiększa ryzyko błędów.

Pieniądze muszą trafiać do twórców

Mapę drogową” dopełnia apel o zagwarantowanie przejrzystości w zarządzaniu środkami. Zdaniem autorów propozycji reformy, użytkownicy powinni mieć dostęp do informacji, w jaki sposób dzielone są środki pobierane przez OZZ-y, komu są wypłacane i jaka część z nich faktycznie trafia do uprawnionych autorów. Niedopuszczalne jest, aby organizacja pobierała wynagrodzenie z tytułu korzystania z utworów z pełną świadomością, że nie zostanie ono przekazane ich autorom – podkreślają autorzy dokumentu. Eksperci wskazują również na terminy przedawnienia roszczeń. Te ich zdaniem powinny być w końcu ujednolicone (branża proponuje, by było to 3 lata od dnia zakończenia roku kalendarzowego).

Jednocześnie aby zagwarantować skuteczne działanie systemu po zmianach, niezbędne będzie zbudowanie sprawnego państwowego nadzoru nad działalnością organizacji zbiorowego zarządzania – uważa branża cyfrowa i telekomunikacyjna. Dodatkowo reforma ma skończyć z nagminnym nadużywaniem pozycji dominującej OZZ-ów. Obecna sytuacja powoduje, że użytkownicy utworów w sytuacji spornej często narażeni są na wysokie kary finansowe, nawet jeśli stawki nie były zatwierdzone przez Komisję Prawa Autorskiego. Postulowana zmiana zakłada, że w takich przypadkach nie powinny być naliczane dodatkowe opłaty do czasu wyjaśnienia takiego sporu.

Sygnatariusze dokumentu zgodnie podkreślają, że proponowana reforma nie jest wymierzona przeciwko twórcom – przeciwnie, ma na celu wzmocnienie ich pozycji w przejrzystym, uczciwym i przewidywalnym systemie. – Twórcy potrzebują realnego wsparcia, ale to nie może się odbywać kosztem przedsiębiorców, którzy inwestują, rozwijają polskie treści i tworzą przestrzeń dla kultury – wskazuje Teresa Wierzbowska, prezeska Związku Pracodawców Prywatnych Mediów Lewiatan.

Mapę drogową wspólnie opracowały: Krajowa Izba Gospodarcza Elektroniki i Telekomunikacji, Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji, Związek Pracodawców Mediów Elektronicznych i Telekomunikacji Mediakom, Polska Izba Komunikacji Elektronicznej, Krajowa Izba Komunikacji Ethernetowej, Związek Pracodawców Prywatnych Mediów oraz Związek Cyfrowa Polska. Organizacje przedstawią swoje propozycje osobiście przedstawicielom OZZ-ów. Rozmowa na ten temat odbędzie się w ramach Ogólnopolskiej Konferencji Operatorów Komunikacji Elektronicznej w Sopocie. – Liczymy, że w duchu konsensusu uda nam się wypracować propozycję ostatecznego kształtu reformy, która uzdrowi same OZZ-y  i będzie wychodziła naprzeciw oczekiwaniom biznesu, twórców i konsumentów – mówi Bogdan Łaga z PIKE, organizator konferencji w Sopocie.

Rynek nieruchomości magazynowych w Polsce: inwestycje rosną o niemal 50% w pierwszym kwartale 2025

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała aktywność inwestorów na rynku nieruchomości magazynowych w I kwartale tego roku. Wolumen inwestycyjny osiągnął w tym czasie wartość ponad 202 mln EUR, co stanowi prawie 50-procentowy wzrost rok do roku. Następne kwartały tego roku mogą przynieść powrót transakcji portfelowych, co dowodzi dużego zaufania funduszy w stosunku do polskiego sektora.

Zwiększona aktywność kapitałowa i powrót transakcji portfelowych

W pierwszym kwartale tego roku wolumen inwestycji w sektorze logistycznym w Polsce osiągnął ponad 202 mln EUR, co stanowi wzrost o 47% w porównaniu do tego samego okresu w zeszłym roku. Dowodzi to, że aktywność inwestorów w tym segmencie nadal przyspiesza, z około 2 mld EUR kapitału obecnie poszukującego możliwości inwestycyjnych. Na rynku widoczny jest znaczący powrót skali, co odzwierciedla ponowne zainteresowanie transakcjami portfelowymi. Chociaż w pierwszym kwartale 2025 roku nie sfinalizowano żadnej umowy przekraczającej 100 milionów euro, trwające procesy sugerują, że takie transakcje mogą się zmaterializować w kolejnych miesiącach tego roku, tłumaczy Robert Tomaszewski, Senior Investment Consultant, Capital Markets Poland, Cushman & Wakefield.

Strategie inwestycyjne nadal koncentrują się głównie na nowoczesnych aktywach z dużym potencjałem rewersyjnym. Jednak ten trend zaczyna się łagodzić z powodu słabszego rynku najmu i kurczącej się puli aktywów oferujących znaczący wzrost czynszów.

W odpowiedzi inwestorzy coraz częściej celują w nieruchomości z dłuższymi WAULT, gdzie obecne ceny nie odzwierciedlają jeszcze odpowiedniej premii za długość umowy najmu. Jednocześnie na popularności zyskują transakcje typu sale-and-leaseback, oferujące inwestorom prostszą drogę do osiągnięcia swoich celów zwrotu, dodaje Robert Tomaszewski.

Stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości logistycznych w Polsce pozostają zasadniczo stabilne w porównaniu do 2024 roku, z benchmarkowymi stopami kapitalizacji na poziomie około 6,25%, a większość transakcji zamykana jest w przedziale od 6,50% do nieco poniżej 7,00%. Przewidywana poprawa warunków finansowania dłużnego w nadchodzących kwartałach może stworzyć przestrzeń do kompresji stóp kapitalizacji.

Stabilny apetyt banków na finansowanie logistyki

Największym zainteresowaniem wśród banków cieszą się nowe projekty realizowane w uznanych hubach logistycznych i wynajęte przez kilku czy też kilkunastu renomowanych najemców. Finansowanie dla budynków z jednym najemcą jest możliwe, natomiast instytucje finansowe w takim przypadku albo oczekują długoterminowej umowy albo bardzo atrakcyjnej lokalizacji i standardowych parametrów budynku, łatwo wynajmowanego dla firm z innych branż, komentuje Mira Kantor-Pikus, Partner, Equity, Debt & Alternative Investments, Capital Markets, Cushman & Wakefield.

Poziom finansowania bankowego odpowiada przeważnie 50-55% wartości rynkowej nieruchomości. Marża jest ściśle uzależniona od jakości budynku, wieku, lokalizacji i najmu, a także od reputacji kredytobiorcy. W przypadku akwizycji starszych budynków banki kładą duży nacisk na kryteria ESG i uzależniają swoją decyzję od strategii dekarbonizacyjnej nabywcy. Ponadto cele związane ze zrównoważonym rozwojem mocno wpływają na samą wycenę aktywów magazynowych.

W segmencie logistycznym sytuacja po stronie dochodów pozostaje stabilna, choć nadal obserwujemy presję na efektywne czynsze wynikającą z utrzymujących się zachęt dla najemców. Coraz większe znaczenie w procesie wyceny mają również czynniki ESG – nawet jeśli na wielu rynkach wciąż brakuje twardych danych pozwalających jednoznacznie określić wysokość tzw. „zielonych premii” czy „brązowych obniżek”. Wpływ ESG jest jednak widoczny pośrednio – poprzez koszty operacyjne budynków, poziom czynszów oraz rosnące oczekiwania inwestorów, banków i ubezpieczycieli względem aktywów spełniających najwyższe standardy zrównoważonego rozwoju, podsumowuje Marcin Malmon, Head of Valuations & Advisory, Cushman & Wakefield.

Cła odroczone – nowy etap starego konfliktu handlowego między USA a UE

Donald Trump zdecydował o opóźnieniu wprowadzenia 50-procentowych ceł na towary importowane z Unii Europejskiej do 9 lipca. Prezydent Stanów Zjednoczonych podjął tę decyzję po rozmowie telefonicznej z przewodniczącą Komisji Europejskiej, Ursulą von der Leyen, która zaapelowała o więcej czasu na osiągnięcie kompromisu w trwających negocjacjach handlowych.

Początkowo planowano objęcie unijnych towarów 20-procentowym cłem, zapowiedzianym w kwietniu bieżącego roku w ramach mechanizmu ceł wzajemnych. Tymczasowo stawka ta została jednak obniżona do 10%, obowiązująca do 9 lipca. Trump, zarzucając Unii Europejskiej opieszałość w rozmowach oraz dyskryminację amerykańskich przedsiębiorstw, zagroził podwyższeniem ceł do 50% już od 1 czerwca.

W odpowiedzi Unia Europejska przedstawiła nową propozycję porozumienia, obejmującą zarówno kwestie celne, jak i redukcję barier pozataryfowych oraz pogłębienie współpracy gospodarczej i inwestycyjnej. Według nieoficjalnych źródeł, projekt ten uwzględnia także wspólne zakupy strategiczne oraz koordynację działań w obliczu globalnych wyzwań.

Michael Faulkender z Departamentu Skarbu USA zwrócił uwagę na trudności wynikające z konieczności wypracowania wspólnego stanowiska nie tylko z Komisją Europejską, ale również z poszczególnymi państwami członkowskimi Unii, co znacznie komplikuje przebieg negocjacji.

Nałożenie 50-procentowych ceł mogłoby objąć europejskie towary o łącznej wartości około 321 miliardów dolarów. Eksperci z Bloomberg Economics ostrzegają, że konsekwencją takiej decyzji byłby spadek amerykańskiego PKB o około 0.6% oraz wzrost cen dla konsumentów o 0.3%.

Decyzja o odroczeniu wpisuje się w szerszą strategię przemysłową Trumpa, której celem jest zachęcanie firm do lokowania inwestycji i uruchamiania produkcji na terenie Stanów Zjednoczonych, zwłaszcza w sektorach zaawansowanych technologii, takich jak półprzewodniki, komputery czy sztuczna inteligencja. Mniej strategiczne branże, jak przemysł tekstylny, pozostają poza tymi priorytetami.

Informacja o opóźnieniu wprowadzenia ceł została dobrze przyjęta przez rynki, choć inwestorzy zdążyli się już częściowo przyzwyczaić do efektownych, lecz chwilowych deklaracji Trumpa, które z czasem są łagodzone. I może to właśnie dobrze.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS Brokers

ORLEN VC inwestuje w innowacyjną technologię recyklingu plastiku szkockiego start-upu ReVentas

0

Fundusz ORLEN VC zainwestował w nowoczesną technologię oczyszczania odpadów z tworzyw sztucznych, by umożliwić ich ponowne wykorzystanie m.in. w opakowaniach konsumenckich. To innowacyjne rozwiązanie, stworzone przez szkocki start-up ReVentas, przyczyni się do zredukowania śladu węglowego plastików i zaspokojenia rosnącego zapotrzebowania rynku na wysokiej jakości surowiec z recyklingu. Inwestycja ORLEN VC podkreśla rolę dekarbonizacji i gospodarki obiegu zamkniętego w strategii ORLEN 2035.

– Stawiamy na rozwój napędzany innowacjami. Aktywnie poszukujemy nowatorskich, zaawansowanych technologicznie rozwiązań, które pozwolą nam budować trwałe przewagi konkurencyjne i osiągać strategiczne cele. Mamy ambicje, by w przyszłości przekształcić naszą działalność w neutralną dla klimatu. Dlatego skutecznie wdrażamy zasady gospodarki obiegu zamkniętego i inwestujemy w kolejną spółkę technologiczną specjalizującą się w recyklingu tworzyw sztucznych. To pozwoli nam osiągnąć realne korzyści biznesowe i środowiskowe oraz sprostać unijnym regulacjom – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Opatentowana technologia ReVentas przetwarza dwa najczęściej stosowane tworzywa sztuczne – polietylen i polipropylen, które stanowią prawie 50 proc. z 390 milionów ton plastiku produkowanego każdego roku na świecie.

Proces start-upu polega na rozpuszczeniu polimerów, a następnie wyeliminowaniu z powstałego roztworu zanieczyszczeń takich, jak wypełniacze, barwniki i zapachy. W efekcie możliwe jest ponowne uzyskanie jednorodnych polimerów, gotowych do bezpośredniego stosowania w produkcji m.in. opakowań, komponentów dla branży motoryzacyjnej i różnego typu produktów konsumenckich.

Technologia ta działa w niskich temperaturach i ciśnieniach, co przekłada się na niższą energochłonność oraz mniejszy ślad węglowy. Jej przemysłowe zastosowanie może znacząco zwiększyć dostępność na rynku wysokiej czystości plastiku pochodzącego z recyklingu. Na świecie, w obecnie dostępnych komercyjnie technologiach przetwarzanych jest tylko ok. 9 proc. polimerów ze względu na trudności w uzyskaniu odpowiedniej jakości recyklatu ze zmieszanych odpadów plastikowych.

– Unijne regulacje od 2030 roku nakładają obowiązek stosowania w opakowaniach 10 proc. materiałów pochodzących z recyklingu. Jednocześnie szacuje się w Europie wysokie niedobory odpowiedniej jakości surowców wtórnych pozwalających na ponowne zastosowanie w produkcji. Wypełnienie tego zobowiązania będzie więc wyzwaniem. My traktujemy je jako szansę biznesową, którą dzięki kolejnej inwestycji w nowoczesną technologię recyklingu chcemy dobrze wykorzystać – mówi Marek Garniewski, Prezes Zarządu ORLEN VC.

– Inwestycja ORLEN VC to nie tylko kapitał niezbędny do dalszego rozwoju naszej firmy, ale również możliwość współpracy w wielu obszarach. Widzimy duży potencjał dla naszej technologii w środkowej Europie. ORLEN jako lider w regionie jest świetnym partnerem, który może pomóc w szybszej komercjalizacji naszej technologii na tym rynku – mówi Tom Rose, CEO ReVentas.

Zgodnie ze strategią ORLEN do 2035 roku, w obszarze petrochemii systematycznie będzie rósł udział surowców odnawialnych i wtórnych w ramach gospodarki obiegu zamkniętego. Ich zabezpieczenie umożliwią m.in. strategiczne partnerstwa. Moce recyklingu Grupy ORLEN w ciągu dekady wzrosną z obecnych 40 tys. ton do 250 tys. ton. Wytworzone z surowców odnawialnych i wtórnych produkty będą miały w 2035 roku 10-proc. udział w sprzedaży wszystkich petrochemikaliów.

ORLEN VC w ciągu trzech lat swojej działalności zainwestował już blisko 250 mln zł, budując portfel składający się z 13 spółek technologicznych i dwóch funduszy inwestycyjnych. W ReVentas, oprócz ORLEN VC, zainwestowały także: Beiersdorf Venture Capital, fundusz inwestycyjny jednej z wiodących na świecie firm zajmujących się pielęgnacją skóry oraz Scottish Enterprise, szkocka, rządowa agencja wsparcia przedsiębiorczości.

Rynek biurowy w regionach: ponad 72% popytu przypada na Kraków, Wrocław i Trójmiasto

0

– Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w regionach”, pierwszy kwartał 2025 roku upłynął na regionalnych rynkach biurowych (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin) pod znakiem stabilnego popytu ze strony najemców, którzy decydowali się przeważnie na renegocjowanie dotychczasowych umów. Jednocześnie odnotowano wzrost udziału ekspansji, a dostępność powierzchni biurowej utrzymywała się na znaczącym poziomie. Niska aktywność deweloperska koncentruje się na trzech miastach: Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu, które odpowiadają za 68% powierzchni pozostającej w budowie.

Na koniec marca 2025 roku największe rynki regionalne poza Warszawą utrzymywały przewagę ok. pół miliona mkw. nad stolicą pod względem wielkości zasobów powierzchni biurowej – ponad 6,7 mln mkw. versus prawie 6,3 mln mkw.

W pierwszym kwartale oddano do użytku zaledwie 2400 mkw. nowej powierzchni w Poznaniu – to najsłabszy wynik od początku prowadzenia statystyk dla miast regionalnych. Aktywność deweloperów w miastach regionalnych pozostaje na niskim poziomie. Na koniec marca 2025 roku w budowie znajdowało się prawie 193 000 mkw. – to o niecałe 13% mniej niż w czwartym kwartale 2024 roku i aż o prawie 73% mniej w porównaniu ze średnią roczną z ostatnich 10 lat, wynoszącą ok. 711 000 mkw., 68% tego wolumenu przypada na trzy miasta: Kraków, Poznań i Wrocław.

– Według zapowiedzi deweloperów w całym 2025 roku nowa podaż w miastach regionalnych nie przekroczy 70 000 mkw., co będzie najniższym wolumenem nowej podaży od 2006 roku. Spowolnienie na polskim rynku biurowym pod względem realizacji nowych inwestycji prawdopodobnie utrzyma się także w kolejnych kwartałach – głównie z powodu wysokiego wskaźnika pustostanów w istniejących budynkach oraz tendencji najemców do pozostawania w dotychczasowych lokalizacjach – mówi Karol Wyka, Dyrektor Zarządzający Działu Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

Z kolei popyt na biura na głównych rynkach regionalnych utrzymuje się na stabilnym poziomie. W pierwszym kwartale 2025 roku najemcy podpisali umowy na blisko 176 900 mkw. – to wynik o prawie 20% niższy niż w poprzednim kwartale, ale o ponad 27% wyższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W tym czasie żadna ze sfinalizowanych transakcji nie przekroczyła 10 000 mkw., a średnia wielkość podpisywanych umów wyniosła ok. 1000 mkw., co oznacza wzrost o blisko 10% względem pierwszego kwartału 2024 roku.

– Od początku stycznia do końca marca 2025 roku najwięcej powierzchni biurowej, bo aż 56 600 mkw., najemcy wynajęli w Krakowie. Na drugim miejscu uplasował się Wrocław z ponad 43 800 mkw. podpisanych umów. W Trójmieście aktywność najemców wyniosła prawie 26 400 mkw. Na te trzy miasta przypadło ponad 72% całkowitego popytu zarejestrowanego na rynkach regionalnych w pierwszym kwartale – dodaje Karol Wyka.

Od czwartego kwartału 2023 roku udział renegocjacji i odnowień umów najmu w całkowitym popycie na głównych rynkach regionalnych przekracza 45%. W pierwszych trzech miesiącach 2025 roku wyniósł on 47,6%. Na drugim miejscu znalazły się nowe umowy, które stanowiły 39,6% łącznego wolumenu. Natomiast pozostałe 12,8% przypadło na ekspansje (8,4%), umowy przednajmu (3,0%) oraz transakcje na potrzeby własne (1,4%).

– Pozytywnym sygnałem dla rynku biurowego jest wzrost ilości powierzchni wynajętej w pierwszym kwartale 2025 roku w ramach ekspansji do prawie 15 000 mkw., co stanowi niemal 70% wszystkich umów tego typu zawartych w całym 2024 roku (22 000 mkw.). Największy udział w popycie miały firmy z sektora IT i usług dla biznesu. Przypadło na nie odpowiednio 18% i 16% całkowitego wolumenu transakcji najmu. Na trzecim miejscu znalazła się branża produkcyjna z 14-procentowym udziałem – mówi Karol Wyka.

Pod koniec marca 2025 roku współczynnik pustostanów na głównych rynkach regionalnych ustabilizował się na stosunkowo wysokim poziomie – 17,5%. W kolejnych kwartałach może jednak stopniowo się obniżać z powodu ograniczonej aktywności deweloperów oraz stabilnego popytu ze strony najemców. W pierwszym kwartale 2025 roku odnotowano jego spadek o 0,3 p.p. w ujęciu zarówno kwartalnym, jak i rocznym. Wskaźnik pustostanów przekroczył 20% w trzech miastach: w Łodzi, Katowicach i Wrocławiu. Całkowity wolumen wolnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych osiągnął poziom 1,18 mln mkw.

– Czynsze za najlepsze powierzchnie biurowe już od kilku kwartałów utrzymują się na stabilnym, stosunkowo wysokim poziomie (16,00-18,00 EUR/mkw./miesiąc). Dotyczy to w szczególności budynków, które uzyskały wysokie oceny w systemach certyfikacji środowiskowej lub znajdują się w najbardziej prestiżowych lokalizacjach. Na niższe stawki czynszu mogą liczyć najemcy w obiektach, które charakteryzują się niższym standardem lub wysokim wskaźnikiem pustostanów. Takie budynki są też niekiedy tymczasowo wycofywane z rynku w celu modernizacji lub ewentualnej zmiany funkcji, np. na mieszkaniową – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Pierwszy milion… długu. Kim są polscy dłużnicy-milionerzy?

Czy milion złotych zadłużenia to wciąż bariera nie do przekroczenia, czy już codzienność? Najnowsze dane Krajowego Rejestru Długów pokazują, że 371 konsumentów w Polsce przekroczyło próg miliona złotych niespłaconych zobowiązań. W sumie milionerzy zalegają wierzycielom 790 mln zł. Najwięcej ich spotkamy w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Gdyni. Co czwarty z nich to senior. Zdaniem ekspertów, długi tej skali bywają efektem niepowodzeń biznesowych lub… świadomego unikania spłaty przez lata.

Obecnie w Krajowym Rejestrze Długów Biurze Informacji Gospodarczej widnieje 371 konsumentów z niespłaconymi zobowiązaniami przekraczającymi milion złotych. Liczba dłużników-milionerów nieznacznie spadła na przestrzeni ostatnich 2 lat. W listopadzie 2022 roku było ich 373.

Odzyskiwanie milionowych należności od konsumentów to proces znacznie bardziej złożony niż w przypadku niższych kwot. Tacy dłużnicy są często dobrze zorientowani w mechanizmach finansowych i prawnych, a ich majątek, jeśli jeszcze istnieje, bywa rozproszony lub trudny do zidentyfikowania. Często mamy też do czynienia z osobami, które celowo unikały egzekucji przez lata, korzystając z luk prawnych lub przepisywania majątku na bliskich. W przypadku seniorów takie długi to nierzadko pozostałość po nietrafionych decyzjach biznesowych z przeszłości albo efekt poręczania cudzych kredytów. Ich sytuacja bywa szczególnie trudna, bo mają ograniczone dochody i są świadomi, że perspektywa uwolnienia się od długu jest bardzo odległa. Z kolei młodsze osoby z milionowym zadłużeniem to często byli przedsiębiorcy, których działalność nie przetrwała na rynku, ale nie zrezygnowali oni z dotychczasowego stylu życia. Windykacja takich dłużników wymaga dużej elastyczności, doświadczenia oraz działań analitycznych – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Regiony z największym zadłużeniem

Pod względem miejsca zamieszkania dłużnika, można powiedzieć, że liderem rankingu jest województwo mazowieckie. Tu 85 dłużników-milionerów musi uregulować blisko 150 mln zł. Na drugim miejscu znajduje się Pomorze, gdzie 43 osoby zalegają 147 mln zł. Trzecie miejsce zajmuje województwo śląskie – 36 dłużników ma do spłacenia prawie 70,5 mln zł.

Najwięcej dłużników można spotkać w dużych miastach na prawach powiatu: Warszawa – 50, Łódź – 19, Kraków – 12, Wrocław – 11, Poznań – 11, Gdynia – 10.

W przypadku powiatów, pod względem kwoty zadłużenia przypadającej na dłużnika, króluje powiat wejherowski w województwie pomorskim, tam 3 konsumentów ma do zwrotu blisko 78 mln zł, ale lwia część tej kwoty należy do mężczyzny w wieku 46-55 lat, który zalega 76 mln zł wobec sądu i funduszu sekurytyzacyjnego.

Najwięcej przeterminowanych płatności – 470 – przypada na województwo śląskie. Tam też najwięcej, bo 98 wierzycieli, czeka na swoje pieniądze od dłużników-milionerów. Tuż za Śląskiem plasuje się Mazowieckie – 387 niespłaconych zobowiązań finansowych. A na trzecim miejscu są konsumenci z Pomorza, z liczbą 243 nieuregulowanych rachunków.

Najniższy wskaźnik odnotowuje województwo świętokrzyskie: gdzie 3 dłużników ma „zaledwie” 11 niespłaconych zobowiązań finansowych o łącznej wartości 4,3 mln zł.

Pierwszy milion przychodzi z wiekiem

W spirali zadłużenia tkwią głównie 46-55-latkowie. Ta grupa wiekowa liczy w KRD 118 osób i odpowiada za 305 mln zł długu rozłożonego na 622 zobowiązania. Niewiele mniej, bo 100, jest seniorów, czyli osób powyżej 65. r.ż. Mają łącznie 189,3 mln zł długów. Na trzecim miejscu wśród milionerów są osoby w wieku 56-65 lat – to 95 dłużników z długiem 186,4 mln zł. Najmłodsza kategoria wiekowa dłużników (26-35 lat) liczy 13 osób i 47 zobowiązań o łącznej wartości 29 mln zł.

Na szczęście nie notujemy jeszcze w KRD „milionerów” w wieku 18-25 lat, choć przyrost dłużników w tej grupie wiekowej ogólnie z roku na rok jest coraz wyższy. Pierwszy milion zadłużenia nie przychodzi jednak tak łatwo i tak szybko. Częściej pojawia się wśród starszych. Seniorzy mierzą się zwykle z konsekwencjami decyzji finansowych sprzed lat – ich długi trafiły już pod zarządzanie funduszy sekurytyzacyjnych. Natomiast wśród wierzycieli młodszych dłużników dominują banki, sądy i towarzystwa ubezpieczeniowe. Widzimy natomiast, że młodzi dłużnicy mają drugie pod względem wysokości obciążenie per capita, co może oznaczać poważne konsekwencje społeczno-ekonomiczne w przyszłości – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Patrząc przez pryzmat płci, aż 68 proc. „milionerów” to mężczyźni – do nich należy 1351 zobowiązań, które składają się na 594 mln zł długu. W niechlubnej grupie milionerów znajduje się też 120 kobiet, do których należy 195 mln nieuregulowanej kwoty.

Główni wierzyciele

Najwięcej, bo 389,6 mln zł, dłużnicy muszą zwrócić funduszom sekurytyzacyjnym i firmom, które zarządzają należnościami. Drugim dużym wierzycielem „milionerów” są sądy, które czekają na spłatę 231,3 mln zł, a banki, SKOK-i, firmy pożyczkowe i ubezpieczeniowe czekają na zwrot – 109,7 mln zł.

Szkoły pod ostrzałem: ponad 3 300 cyberataków tygodniowo na placówki edukacyjne

Analitycy cyberbezpieczeństwa z firmy Check Point Research ujawnili skokowy wzrost liczby ataków na amerykańskie placówki edukacyjne — z 1 176 tygodniowo w styczniu 2024 r. do aż 3 323 w kwietniu 2025 r. W ciągu 1,5 roku liczba ataków niemal się potroiła, a sektor edukacji i badań stał się jednym z najbardziej atakowanych na świecie.

Przykładem działań cyberprzestępczych wycelowanych w sektor edukacyjny był tegoroczny atak na firmę PowerSchool, dostawcę oprogramowania dla sektora edukacyjnego. Doprowadził on do wycieku danych osobowych ponad 60 milionów uczniów oraz 10 milionów nauczycieli. Sprawcą okazał się 19-letni student z Massachusetts, Matthew Lane, który uzyskał nieautoryzowany dostęp do systemów PowerSchool, wykorzystując skradzione dane logowania pracownika kontraktowego firmy.  Haker zażądał od PowerSchool okupu w wysokości 2,85 miliona dolarów w bitcoinach, grożąc upublicznieniem skradzionych danych. Mimo że firma zdecydowała się zapłacić żądaną kwotę, haker kontynuował próby szantażu, kontaktując się bezpośrednio z poszczególnymi okręgami szkolnymi i żądając dodatkowych płatności.

– Szkoły, uczelnie i inne instytucje edukacyjne są szczególnie podatne na cyberataki z kilku powodów. Przede wszystkim charakteryzują się ogromną powierzchnią ataku – korzystają z rozległych sieci, tysięcy urządzeń (często niezarządzanych) i współpracują z wieloma podmiotami zewnętrznymi. Przechowują również ogromne ilości wrażliwych danych, takich jak dane osobowe (PII), informacje zdrowotne (PHI), dane finansowe studentów i pracowników, a także wyniki badań naukowych. Dodatkowo wiele z nich działa w oparciu o przestarzałą infrastrukturę i boryka się z ograniczonymi budżetami oraz niedoborami kadrowymi w zespołach IT – mówi Wojciech Głażewski, przedstawiciel firmy Check Point Software w Polsce.

Polskie uczelnie celem cyberataków

Zagrożenie obecne jest nie tylko za oceanem. W ostatnich latach cyberprzestępcy atakowali m.in. polskie uczelnie. W styczniu zeszłego roku zaatakowany został Uniwersytet Zielonogórski. W wyniku tego incydentu przestały działać m.in. poczta elektroniczna, systemy biblioteczne oraz system pobierania kluczy do sal wykładowych. Choć zajęcia odbywały się zgodnie z planem, uczelnia musiała przeprowadzić analizę zabezpieczeń i stopniowo przywracać działanie systemów. W tym samym okresie rosyjscy cyberprzestępcy mieli zaatakować Wyższą Szkołę Gospodarki w Bydgoszczy. WSG przekazało, że w wyniku ataku (…) część serwerów uczelnianych została zablokowana, jednak nie stwierdzono wycieku danych, a beneficjenci i interesariusze.

Rok wcześniej doszło z kolei do głośnego cyberataku na Akademię Sztuki Wojennej w Warszawie. Grupa hakerska CyberTriad, powiązana z Rosją i Chinami, przeprowadziła atak na komputery uczelni, wykorzystując oprogramowanie typu wiper, które usuwa dane z zainfekowanych urządzeń. W wyniku ataku uczelnia utraciła dostęp do części danych osobowych, w tym danych wrażliwych.

Kiedy i jak będą wyglądać kolejne ataki?

Analizy danych Check Pointa wskazują, że cyberataki na sektor edukacyjny mają charakter sezonowy. Największy skok odnotowano we wrześniu 2024 r. (3 243 ataki tygodniowo), a szczyt osiągnięto w marcu 2025 r. (3 492 ataki). Spadki widoczne są natomiast w okresie wakacyjnym i zimowej przerwy, co sugeruje, że ataki są celowo planowane na czas największego zaangażowania szkół.

Najczęstsze metody ataków na instytucje edukacyjne obejmują phishing i inżynierię społeczną, czyli wysyłanie oszukańczych e-maili, tworzenie fałszywych portali logowania oraz wykorzystywanie przynęt generowanych przez sztuczną inteligencję. Coraz większą popularność zyskuje także tzw. QR phishing (quishing), polegający na wykorzystywaniu złośliwych kodów QR podczas rejestracji obecności, wydarzeń czy ankiet, które przekierowują użytkowników na spreparowane strony.

Kolejnym powszechnym zagrożeniem jest ransomware, czyli oprogramowanie szyfrujące systemy edukacyjne i wymuszające okup za ich odblokowanie. Do ataków dochodzi również w wyniku nieautoryzowanego dostępu, często spowodowanego słabymi lub powtarzającymi się hasłami, niezałatanymi lukami w oprogramowaniu lub błędami konfiguracyjnymi w systemach i chmurze.

W dobie ogólnodostępnych narzędzi AI, gotowych zestawów ransomware i handlu skradzionymi danymi, każdy może stać się cybernapastnikiem. A to oznacza, że szkoły nie mogą już traktować cyberbezpieczeństwa jako dodatku – to podstawa funkcjonowania współczesnej edukacji. Eksperci zaznaczają, że cyberbezpieczeństwo to dziś nie wybór, a konieczność — warunek przyszłości nauki, ochrony uczniów i społecznego zaufania.

Spada aktywność deweloperów – mniej nowych pozwoleń i mieszkań w budowie

Najnowsza informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w kwietniu oraz czterech pierwszych miesiącach bieżącego roku, potwierdziła słabnącą od początku roku kondycję segmentu inwestycyjnego pierwotnego rynku mieszkaniowego. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl, to efekt dość wyraźnie postępującej ostrożności inwestycyjnej deweloperów i skomplikowanej sytuacji geopolitycznej.

Widoczne już od jesieni ub. roku osłabienie gusowskich statystyk budownictwa mieszkaniowego, zaznaczone szczególnie w danych mieszkań rozpoczętych i nowych pozwoleń, znalazło swoje potwierdzenie w publikacji kwietniowej. Co więcej, taki stanWyk.1 - Statystyki GUS - inwestycje mieszkaniowe 2022-2025 rzeczy wynika przede wszystkim z hamowania aktywności inwestycyjnej deweloperów. Może to budzić obawy o stan koniunktury sprzedażowej nowych mieszkań już w perspektywie najbliższych miesięcy.

Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl w sumie w ubiegłym miesiącu inwestorzy ruszyli z budową ponad 20 tys. mieszkań, co jest rezultatem o 5,5 proc. gorszym od uzyskanego w kwietniu ub. roku i o 8 proc. licząc miesiąc do miesiąca. Relatywnie słabo wypadli deweloperzy z wynikiem niespełna 12 tys. rozpoczętych lokali. To jeden z ich najsłabszych wyników, licząc od połowy 2023 r.

Z kolei w czterech pierwszych miesiącach br. w Polsce ruszyła budowa blisko 76 tys. mieszkań i domów, co oznacza 7-procentowy regres w odniesieniu do analogicznego okresu ub. roku. Sami deweloperzy uzyskali wynik 48 tys. lokali, czyli o 11 proc. gorszy w relacji rok do roku. Take rezultaty prezentują dość niepokojące hamowanie koniunktury inwestycyjnej pierwotnego rynku mieszkaniowego.

Tymczasem jeszcze słabiej prezentują się gusowskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. W sumie w kwietniu w ramach wszystkich form budownictwa pozyskano 19 tys. decyzji administracyjnych, natomiast licząc od początku roku prawie 81 tys., co w obu przypadkach oznacza spadek w relacji rok do roku odpowiednio o 24 i 15 proc.

Z kolei wynik deweloperskich pozwoleń na poziomie niespełna 11 tys. w kwietniu i 51 tys. od początku roku komunikuje bardzo wyraźny regres rdr odpowiednio o 37 i 25 proc. Nawet licząc miesiąc do miesiąca, pojawił się już spadek rzędu 23 proc. Tego typu statystyki zaliczają się do historycznie najsłabszych wyników pozyskiwania przez deweloperów przedmiotowych decyzji administracyjnych.

W dalszym ciągu statystyki lokali oddawanych do użytkowania stanowią tylko tło danych sygnalnych GUS budownictwa mieszkaniowego. W kwietniu było takich mieszkań w sumie nieco ponad 16 tys., czyli mniej więcej tyle samo licząc zarówno rok do roku, jak i miesiąc do miesiąca. Z kolei wynik od początku roku rzędu 62 tys. lokali oddanych jest o zaledwie 3 proc. gorszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku.

Najnowsza informacja GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce wydaje się więc mieć dość pesymistyczną wymowę. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl szczególnie niepokojąco prezentują się statystyki nowych pozwoleń na budowę deweloperów, które uznaje się za wiarygodny wskaźnik optymizmu inwestycyjnego budowniczych mieszkań na sprzedaż lub wynajem. Wprawdzie znaczenie obecnych spadków omawianych statystyk nieco umniejsza fakt zgromadzenia pokaźnej ilości przedmiotowych decyzji administracyjnych w okresie ub. roku, ale i tak miesięczny wynik kwietniowy na poziomie nieco ponad 10 tys. jednostek wydaje się dość deprymujący.

W sumie widać dość wyraźnie postępującą ostrożność inwestycyjną deweloperów, spowodowaną najprawdopodobniej niepewnością co perspektyw rozwoju koniunktury gospodarczej w Polsce w obliczu szeregu zagrożeń determinowanych coraz bardziej skomplikowaną sytuacją geopolityczną. Na razie jednak wydaje się, że jest zdecydowanie za wcześnie, by całkowicie wykluczyć możliwość trwalszego ożywienia koniunktury krajowej mieszkaniówki jeszcze przed końcem bieżącego roku.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Dla 70% tłumaczy nie ma już przyszłości – AGI zmienia zasady gry

Choć OpenAI oficjalnie nie podało jeszcze dokładnej daty premiery ChatGPT-5, wiele wskazuje, że nowy model pojawi się na rynku jeszcze w 2025. To najbardziej zaawansowany jak dotąd model przetwarzania języka naturalnego, zaliczany już nie tylko do klasy LLM (Large Language Model), lecz do pierwszych kroków w kierunku AGI (Artificial General Intelligence). ChatGPT-5 potrafi rozumieć kontekst, intencję, idiomy, niuanse stylistyczne i rejestrowe, a także posługuje się wieloma językami na poziomie bliskim native speakera. Szczególną cechą wersji 5.0 jest umiejętność „kontrolowanej” adaptacji stylu do odbiorcy, co znacznie zbliża jej efekty pracy do tłumaczeń wykonywanych przez człowieka. To właśnie ta cecha czyni ChatGPT-5 narzędziem, które diametralnie zmienia rynek tłumaczeń.

Czy tłumacz zostanie wyparty przez algorytm? A może jego rola ulegnie transformacji? Celem niniejszego artykułu jest analiza tego, jak rozwój ChatGPT-5 wpływa na zawód tłumacza w Polsce oraz jaką rolę może odegrać państwo w łagodzeniu skutków technologicznej rewolucji.

Analiza wpływu ChatGPT-5 na zawód tłumacza

Według prognoz branżowych nawet 70% obecnych tłumaczy może w najbliższych latach stracić pracę lub zostać zmuszonych do całkowitej zmiany specjalizacji.

Zadania podatne na automatyzację

Tłumacze wykonują szeroki wachlarz zadań, jednak nie wszystkie są jednakowo podatne na automatyzację. Poniższa tabela pokazuje, które czynności mogą zostać zautomatyzowane przez modele pokroju ChatGPT-5:

Zadanie Podatność na automatyzację Uwagi
Tłumaczenia ogólne (np. e-commerce) Wysoka Niewielkie ryzyko błędu, duża powtarzalność treści
Tłumaczenia techniczne Średnia/wysoka Wymagana terminologia, ale modele radzą sobie coraz lepiej
Tłumaczenia prawnicze Średnia Potrzeba wiedzy prawnej i odpowiedzialność za dokładność
Tłumaczenia medyczne Średnia Wysoka precyzja konieczna; potencjalnie wspomagane przez ekspertów
Tłumaczenia ustne Niska Wymagana obecność, reakcje na sytuację, intonacja, emocje
Tłumaczenia literackie Niska/Średnia Styl, metafory, kultura – trudne do odtworzenia przez AI

Wpływ na branże specjalistyczne

W branży technicznej ChatGPT-5 może przyspieszyć i potanić tłumaczenia dokumentacji, instrukcji obsługi czy kodu. W prawniczej – wspierać tłumaczy przysięgłych poprzez tworzenie wstępnych wersji dokumentów. W medycynie – może pomóc w tłumaczeniu dokumentów GCP, raportów z badań klinicznych, jednak zawsze wymagane będzie sprawdzenie przez specjalistę. W każdym przypadku rola tłumacza zmienia się z „twórcy” na „redaktora/recenzenta”.

Typologia tłumaczeń vs AI

  • Tłumaczenia pisemne: zagrożone automatyzacją.
  • Tłumaczenia ustne konsekutywne: ograniczone zastosowanie AI.
  • Tłumaczenia symultaniczne: technicznie możliwe, ale jakość nadal słabsza.
  • Tłumaczenia przysięgłe: prawnie wymagane źręczne wykonanie (choć możliwe wsparcie przez ChatGPT-5 w trybie „asystenta”).

Przyszłość firm tłumaczeniowych w Polsce

Ewolucja modeli biznesowych

W miarę jak ChatGPT-5 oraz inne systemy LLM stają się coraz bardziej dostępne i precyzyjne, firmy tłumaczeniowe będą musiały przejść transformację. Klasyczny model „człowiek+tłumaczenie od zera” będzie coraz częściej zastępowany przez model hybrydowy: AI tworzy pierwszą wersję tekstu, człowiek dokonuje korekty i walidacji. Z czasem pojawią się nowe usługi, takie jak: audyt tłumaczeń maszynowych, konsultacje terminologiczne, personalizacja modeli AI pod potrzeby klienta.

Kto zyska, kto straci?

Zyskają firmy, które szybko wdrożą narzędzia oparte na ChatGPT-5 i zaoferują klientom wartość dodaną: jakość, szybkość, doradztwo. Stracą natomiast mniejsze biura tłumaczeń, które nie będą miały środków na inwestycje technologiczne lub nie dostosują oferty do zmieniających się realiów.

Nowe nisze i specjalizacje

Rosnące znaczenie będą miały nisze: tłumaczenia w sektorze regulowanym, lokalizacja gier i aplikacji, tłumaczenia dla medycyny i farmacji, korekty tłumaczeń AI pod konkretne rynki. Ponadto pojawią się zawody pokrewne: trener modeli językowych, korektor AI, specjalista ds. jakości tłumaczeń automatycznych.

Rola państwa w edukacji i przekwalifikowaniu zawodowym

Konieczność działań systemowych

Transformacja zawodu tłumacza nie powinna odbywać się bez wsparcia państwa. W obliczu gwałtownego tempa zmian technologicznych, konieczne jest stworzenie ram edukacyjnych i instytucjonalnych umożliwiających tłumaczom dostosowanie się do nowych realiów. Dotyczy to zarówno osób młodych, jak i doświadczonych specjalistów, którzy potrzebują przekwalifikowania lub uzupełnienia kompetencji.

Propozycje programów edukacyjnych

Państwo może wspierać sektor tłumaczeniowy poprzez uruchamianie programów szkoleń i certyfikacji dla zawodów przyszłości, takich jak korektor AI, operator narzędzi CAT+AI, specjalista ds. lokalizacji. Współpraca uczelni wyższych, szkół językowych i instytucji publicznych może zaowocować stworzeniem zintegrowanego systemu kształcenia tłumaczy nowej generacji.

Wsparcie finansowe i społeczne

Warto rozważyć wprowadzenie grantów i stypendiów dla osób decydujących się na przekwalifikowanie. Wsparcie może mieć formę bonów szkoleniowych, ulg podatkowych lub dofinansowania dla firm szkoleniowych. Takie działania zwiększą szanse na zachowanie aktywności zawodowej tłumaczy, którzy nie mogą konkurować z AI w tradycyjnych obszarach.

Alternatywne ścieżki zawodowe

Tłumacze dysponują wyjątkowymi kompetencjami lingwistycznymi, kulturowymi i komunikacyjnymi. Dzięki temu mogą odnaleźć się w wielu innych zawodach: jako nauczyciele języków, redaktorzy treści AI, konsultanci ds. komunikacji międzykulturowej, a nawet twórcy treści edukacyjnych wspieranych przez sztuczną inteligencję.

Argumenty i perspektywy

Argumenty przemawiające za marginalizacją zawodu tłumacza

Zwolennicy tezy o stopniowym zaniku tradycyjnego zawodu tłumacza wskazują na gwałtowny rozwój AI oraz coraz szerszą dostępność wysokiej jakości narzędzi automatyzujących przekład. Ich zdaniem, przy rosnącej efektywności ChatGPT-5, wiele firm i klientów indywidualnych będzie wybierać tańsze, szybsze i łatwo dostępne rozwiązania, co znacznie ograniczy zapotrzebowanie na pracę ludzką. Dodatkowo, modele AI są w stanie uczyć się preferencji użytkowników i dostosowywać się do konkretnych stylów, co jeszcze bardziej zaciera granice między tłumaczem a algorytmem.

Argumenty przeciwko marginalizacji

Z drugiej strony, wielu ekspertów podkreśla, że język to nie tylko zestaw słów, lecz także kultura, intencje, kontekst i emocje. W przypadku tekstów literackich, umów prawnych czy komunikatów marketingowych, precyzja interpretacyjna i odpowiedzialność pozostają kluczowe. Tłumacz jako człowiek jest w stanie lepiej rozpoznać niuanse sytuacyjne i kulturowe oraz dostosować komunikat do odbiorcy. W dodatku, tłumaczenia przysięgłe nadal będą wymagać walidacji ludzkiej ze względu na regulacje prawne.

Głos środowiska tłumaczy

Tłumacze wyrażają mieszane uczucia. Z jednej strony obawiają się spadku liczby zleceń i obniżenia stawek, z drugiej widzą szansę na odejście od monotonnych, powtarzalnych zadań na rzecz pracy kreatywnej, konsultacyjnej i redakcyjnej. Pojawiają się postulaty o formalne uznanie roli korektora AI jako nowego zawodu oraz o integrację narzędzi AI z procesem kształcenia.

Perspektywa firm tłumaczeniowych i klientów

Firmy widzą w ChatGPT-5 szansę na zwiększenie wydajności i obniżenie kosztów operacyjnych. Z kolei klienci oczekują usług szybszych, tańszych, ale nie rezygnują z jakości – co otwiera pole do synergii: AI+człowiek. Istnieje potrzeba edukowania klientów w zakresie tego, czym różni się pełne tłumaczenie ludzkie, od wersji „machine-assisted” – co może dać przewagę firmom oferującym transparentność i wsparcie eksperckie.

Rola państwa i polityki publicznej

Rząd powinien wspierać nie tylko rozwój kompetencji cyfrowych, ale także prowadzić dialog z branżą tłumaczeniową w celu zachowania wartości społecznej języka, rzetelności przekładu i pluralizmu kulturowego. Warto rozważyć certyfikację tłumaczeń AI, a także finansowanie badań nad jakością i etyką tłumaczeń wspomaganych maszynowo.

Zakończenie

W obliczu rosnących możliwości sztucznej inteligencji zawód tłumacza w Polsce nie zniknie, ale ulegnie głębokiej przemianie. Będzie mniej pracy rutynowej, a więcej kreatywności, odpowiedzialności i współpracy z technologią. Kluczem do sukcesu będzie gotowość do adaptacji, otwartość na nowe kompetencje oraz współdziałanie sektora prywatnego i publicznego na rzecz bezpiecznej i sprawiedliwej transformacji rynku językowego.

Europa dryfuje wyborczo na prawo

Odmienne trendy gospodarcze w Rumunii, Polsce i Portugalii łączy wspólny mianownik: presja na finanse publiczne i wysokie koszty finansowania zewnętrznego. W zmniejszeniu problemów z finansowaniem pomóc może szybsze wykorzystywanie środków unijnych na odbudowę i rozwój (Next generation EU – w Polsce jako KPO) co powinno być priorytetem dla wszystkich trzech rządów.

  • Wybory w Rumunii, Polsce i Portugalii odzwierciedlają rozdrobnienie polityczne w całej Europie. W Rumunii prounijny Nicușor Dan wygrał wybory prezydenckie, stabilizując rentowność obligacji w oczekiwaniu na konsolidację fiskalną i rozwiązanie podwójnego deficytu na poziomie -9%. Jednocześnie silny wynik ultranacjonalisty George’a Simiona podkreśla powszechne niezadowolenie.
  • W Polsce centrysta Rafał Trzaskowski zmierzy się z konserwatystą Karolem Nawrockim, a wynik będzie kluczowy dla reform UE.
  • W Portugalii wzrost znaczenia skrajnie prawicowej partii Chega sygnalizuje niezadowolenie, choć kondycja fiskalna pozostaje solidna i dobrze odzwierciedlona w niedawnej podwyżce ratingu i niskiej premii za ryzyko.
  • Ogólnie rzecz biorąc, ryzyko związane z finansowaniem nasiliło się, a pilne przyspieszenie wydatków w ramach NGEU powinno być priorytetem dla wszystkich trzech rządów.

Wybory w Rumunii, Polsce i Portugalii w opinii Allianz Trade odzwierciedlają szerszy trend: rosnącą siłę prawicowego populizmu i nastrojów antyestablishmentowych w całej Europie. Podczas gdy europejscy przywódcy wyrazili ulgę z powodu zwycięstwa prounijnego centrysty Nicușora Dana w rumuńskim wyścigu prezydenckim (53,6% głosów przeciwko ultranacjonaliście George’owi Simionowi z 46,4%), wąski margines i silny wynik Simiona sygnalizują głębokie niezadowolenie. Partia AUR Simiona, założona zaledwie pięć lat temu, jest obecnie drugą co do wielkości w rumuńskim parlamencie i może zyskać dalsze poparcie w obliczu zbliżających się oszczędności mających na celu opanowanie rosnącego deficytu fiskalnego. Dan, choć obecnie niezależny, był kiedyś założycielem reformatorskiej partii USR i zyskał rozgłos jako burmistrz Bukaresztu. Jego zwycięstwo nastąpiło po tym, jak tradycyjne rumuńskie partie osiągnęły fatalne wyniki w pierwszej turze, uzyskując łącznie zaledwie 20% głosów – co było uderzającym znakiem odrzucenia przez wyborców politycznego establishmentu.

W międzyczasie w Portugalii skrajnie prawicowa partia Chega, która sześć lat temu ledwo zarejestrowała jakiekolwiek głosy, wzrosła w niedzielnych wyborach parlamentarnych i może zająć drugie miejsce po podliczeniu głosów zagranicznych 28 maja. Wzrost Chegi pchnął portugalskich socjalistów w kierunku najgorszego wyniku od 1987 r., podczas gdy partie prawicowo-centrowe posiadają obecnie dwie trzecie mandatów. Zarówno w Rumunii, jak i w Portugalii, rosnąca polaryzacja – i w mniejszym stopniu rosnąca fragmentacja polityczna – spowodowały wzrost naszego indeksu niestabilności politycznej (wykres 1).

Z kolei w Polsce w ostatnich latach odnotowano znaczny spadek niestabilności politycznej, w dużej mierze spowodowany zmniejszoną alienacją polityczną (zwiększonym zaangażowaniem). Jednak w obliczu zbliżającej się drugiej tury wyborów prezydenckich perspektywy pozostają niepewne. W Polsce centrysta Rafał Trzaskowski (31,4%) zmierzy się 1 czerwca z konserwatystą Karolem Nawrockim (29,5%) w rozdrobnionym polu politycznym, w którym prawicowi kandydaci zdobyli łącznie ponad połowę głosów (dodatkowo Sławomir Mentzen (14,8%) i Grzegorz Braun (6%)). Chociaż rozwidlenie dróg dla Polski nie jest tak wyraźne, jak w przypadku Rumunii z jej podwójnym deficytem, to jednak wynik w przyszłym miesiącu będzie miał ogromne znaczenie dla stanowiska Polski wobec UE. Jeśli Nawrocki wygra, może to zniweczyć prounijne reformy premiera Donalda Tuska. We wszystkich trzech krajach przesłanie jest jasne: podczas gdy centryści wciąż utrzymują pozycję, prawicowy populizm nabiera tempa – a wyborcy domagają się zmian.

Wykres 1: Wskaźnik niestabilności politycznej

Wskaźnik niestabilności politycznej

Źródła: sondaże krajowe, Wikipedia, EiQCC, Allianz Research. Uwaga: Indeks składa się z trzech elementów: fragmentacji (udział 2 największych tradycyjnych partii, liczba partii >10%), polaryzacji (udział partii skrajnie prawicowych, skrajnie lewicowych i populistycznych, na podstawie EiQCC z Uniwersytetu Cambridge) oraz alienacji (udział osób niegłosujących w ostatnich wyborach, możliwość i wpływ referendów).

Każdy z tych trzech krajów wykazuje odmienne trendy gospodarcze i polityczne, co ma różny wpływ na wzrost gospodarczy i inflację. Oczekiwać można, że wybór Nicușora Dana, prounijnego reformatora, który skupił się na konsolidacji fiskalnej, zwiększy stabilność rządu i zaufanie inwestorów w Rumunii. Nie zostało to jednak jeszcze udowodnione. PKB Rumunii wzrósł o+ 0,6% kw/kw w I kwartale 2025 r. (wykres 2, po lewej), odbijając się od zaledwie +0,1% w IV kwartale 2024 r. i sygnalizując stabilizację produkcji przemysłowej. Niemniej jednak trzeba być ostrożnym odnośnie perspektyw, a wzrost Rumunii za cały rok prognozujemy na poziomie +1,6% w 2025 r., w porównaniu z +0,8% w 2024 r. i +2,3% w 2026 r. Pomimo inwestycji finansowanych ze środków UE i odporności konsumpcji prywatnej to niepewność polityczna związana z utworzeniem nowej koalicji rządowej może opóźnić wdrożenie niezbędnych reform. Inflacja wciąż jest wyzwaniem do przezwyciężenia a ceny nadal rosły – o +4,9% w kwietniu 2025 r. (wykres 2, po prawej).

W Polsce wzrost PKB spowolnił do +0,7% w I kwartale 2025 r., z +1,4% w IV kwartale, ale wynik ten nadal przewyższał oczekiwania. Oczekujemy, że Polska wzrośnie o +2,8% w 2025 r. i o +2,9% w 2026 r., a wzrost ten napędzać będzie duży (i odporny) rynek krajowy oraz fundusze UE. Inflacja spadła w kwietniu do +4,3%, co oznacza spadek o -0,7 punktu procentowego w porównaniu z październikiem 2024 roku. Skłoniło to Narodowy Bank Polski do obniżenia w maju stopy procentowej o 50 pb, co było pierwszą taką obniżką od października 2023 r. Ryzyko polityczne utrzymuje się jednak, ponieważ zbliżające się wybory prezydenckie 1 czerwca mogą albo wesprzeć dalsze reformy, albo zdestabilizować rząd.

W Portugalii gospodarka skurczyła się o -0,5% kw/kw w I kwartale 2025 r., prawdopodobnie korygując silny wzrost o +1,4% w IV kwartale 2024 r., kiedy to konsumpcja prywatna wzrosła z powodu czynników przejściowych. Wzrost dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych był spowodowany zmianami w systemie podatku dochodowego od osób fizycznych (z mocą wsteczną od początku 2024 r.) oraz wyjątkowym dodatkiem do emerytury wypłaconym w październiku 2024 r. Pomimo tego tymczasowego załamania, produkcja pozostaje o 16% powyżej poziomów sprzed pandemii, a Portugalia nadal wyprzedza (w tym względzie) strefę euro. Odczyt za I kwartał stwarza jednak ryzyko pogorszenia prognozy wzrostu na 2025 r., która obecnie wynosi +1,9%. Niemniej jednak perspektywy pozostają korzystne. Chociaż dezinflacja w Portugalii jest zasadniczo na dobrej drodze, kryzys kosztów utrzymania zdominował bardzo krótką kampanię wyborczą. Ceny wzrosły w kwietniu o +2,1% r/r z siedmiomiesięcznego minimum +1,9% w marcu, a napędzały ją ceny usług. W Allianz Trade spodziewamy się jednak, że w tym ciągu całego roku inflacja wyniesie +1,9%.

Wykres 2: PKB (2019=100, po lewej) i inflacja zasadnicza (%, r/r, po prawej)

Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research

Presja na finanse publiczne rośnie. Każdy z tych trzech krajów stoi przed innymi wyzwaniami fiskalnymi, kształtowanymi przez jego sytuację polityczną i warunki gospodarcze. Sytuacja w Rumunii jest najpoważniejsza, z prognozowanym deficytem budżetowym na poziomie -8,7% PKB w 2024 r. i długiem publicznym, który do 2027 r. ma przekroczyć próg 60% z Maastricht. Kraj ten ma duże podwójne deficyty, z saldami fiskalnymi i obrotów bieżących zbliżającymi się do -9% PKB, co sprawia, że jest on silnie uzależniony od napływu kapitału. Niedawne odchylenia fiskalne były spowodowane wydatkami związanymi z inflacją i niezadowalającymi wypłatami z funduszy UE. Zgodnie z unijną procedurą nadmiernego deficytu, Rumunia musi zmniejszyć swój deficyt do poziomu poniżej -3% do 2031 roku. Niepewność polityczna w najbliższej przyszłości i brak jasnego planu fiskalnego grożą dalszym poślizgiem, ale z drugiej strony zwycięstwo Dana otwiera drogę do stabilności i odnowienia dyscypliny fiskalnej.

Polska, choć znajduje się w lepszej sytuacji, również stoi w obliczu presji na konsolidację fiskalną. Deficyt budżetowy w 2024 r. ma wynieść -5,3% PKB, co jest mniej dotkliwe niż deficyt Rumunii, ale nadal znaczące. Oczekiwać można jednak poprawy i osiągnięcia dzięki konsolidacji fiskalnej poziomu -3% do 2028 r.. Jednak niepewność polityczna przed drugą turą wyborów prezydenckich zwiększa ryzyko, ponieważ urzędujący prezydent zablokował reformy sądownictwa, które mają kluczowe znaczenie dla odmrożenia funduszy UE. Zwycięstwo prounijnego kandydata Trzaskowskiego usunęłoby tę przeszkodę i utorowałoby drogę do wiarygodnej strategii fiskalnej, w szczególności poprzez zapewnienie pełnego dostępu do funduszy NGEU.

Z kolei Portugalia wyróżnia się odpornością fiskalną i niedawną poprawą. Pomimo rozdrobnienia politycznego, zwycięstwo centroprawicowej koalicji sygnalizuje ciągłość polityki. Kraj odnotował nadwyżkę budżetową w 2023 r., a wskaźnik zadłużenia do PKB spadł o ponad 40 punktów procentowych w stosunku do szczytowego poziomu z 2021 r. wynoszącego 95,6%, przy czym spodziewane są dalsze spadki. Jednak zwiększenie rządowych wydatków na obronę z obecnego poziomu 1,55% PKB do 2% docelowego poziomu NATO do 2029 r. spowolni trend spadku zadłużenia.

Ryzyko związane z zapewnieniem finansowania wyraźnie wzrosło, więc pilne przyspieszenie wydatków w ramach instrumentu Next Generation EU (Fundusz Odbudowy, w Polsce wdrażany poprzez Krajowy Plan Odbudowy) powinno być priorytetem dla wszystkich trzech rządów. Portugalia, Rumunia i Polska są głównymi beneficjentami unijnego instrumentu Next Generation EU (NGEU) i mają otrzymać środki odpowiadające około 10% ich PKB w okresie wypłaty (2021-2026). Wszystkie te kraje charakteryzują się jednak niskim tempem absorpcji w stosunku do PKB (wykres 3). Dostęp do funduszy NGEU ma kluczowe znaczenie dla Polski, aby wesprzeć jej długoterminowe plany inwestycyjne, w szczególności w zakresie infrastruktury i zielonej transformacji. Prounijny rząd zaangażowany w reformy sądownictwa i zarządzania mógłby wreszcie odblokować pełną wypłatę tych dotacji, z których znaczna część została zamrożona z powodu obaw o praworządność. Dalsze dostosowanie do priorytetów UE nie tylko wzmocniłoby zaufanie inwestorów, ale także pozwoliłoby Polsce w pełni wykorzystać potencjał transformacyjny funduszy NGEU (KPO). W Rumunii powolne postępy we wdrażaniu Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRP – Recovery and Resilience Plan) potęgują te wyzwania. Kraj ten wykorzystał jedynie 33% funduszy i osiągnął zaledwie 14% wymaganych kamieni milowych i celów, ponieważ utrzymujący się podział polityczny i długotrwałe procesy wyborcze utrudniały wysiłki reformatorskie.

Bez przyspieszenia reform, przyszłe wypłaty z UE są zagrożone, co zwiększa prawdopodobieństwo, że rząd będzie musiał samofinansować lub anulować kluczowe projekty. Utrudniłoby to średnioterminowy wzrost gospodarczy i zwiększyło podatność Rumunii na zagrożenia zewnętrzne, szczególnie biorąc pod uwagę znaczny deficyt na rachunku obrotów bieżących. Co więcej, niedawna decyzja Narodowego Banku Rumunii o utrzymaniu stopy procentowej na niezmienionym poziomie 6,5% przez piąte posiedzenie z rzędu, pomimo presji inflacyjnej i niepewności fiskalnej, ogranicza zdolność rządu do złagodzenia krajowych warunków finansowania. Wreszcie, rząd Portugalii podkreślił już wyzwania związane z dotrzymaniem terminów i osiągnięciem wymaganych kamieni milowych, co może spowodować, że kraj ten nie zmaksymalizuje korzyści płynących z otrzymania pełnej części przyznanych pożyczek (do tej pory Portugalia otrzymała 50% z przyznanych 5,9 mld EUR).

Rysunek 3: Środki przydzielone w ramach Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności(RRF – Recovery and Resilience Facility), % PKB w 2021 r. oraz % zaawansowania w realizacji celi pośrednich (kamieni milowych) i końcowychŚrodki przydzielone w ramach Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności

Źródła: Komisja Europejska, NGEU Tracker, Allianz Research

Rynki finansowe w związku z wyborami zareagowały ostrożnie. Po pierwszej turze wyborów prezydenckich w Rumunii rynki finansowe zareagowały gwałtownie, a rentowność 10-letnich obligacji wzrosła wtedy o 100 pb do 8,5%, podczas gdy lej wzrósł o 3% w stosunku do euro, osiągając rekordowo niski poziom 5,12/EUR. W obliczu odpływu kapitału i wyzwań związanych z finansowaniem zewnętrznym, bank centralny interweniował w celu wsparcia waluty. Chociaż rentowności obligacji zareagowała pozytywnie, spadkiem do 7,6% po prounijnym zwycięstwie Nicușora Dana, lej nadal rośnie o około 1,5% w stosunku do euro. Rynki oczekują dalszej stabilizacji, jeśli nowy rząd przywróci dyscyplinę fiskalną.

Z kolei polskie rynki finansowe są silne i należą do najlepiej radzących sobie w tym roku na tle rynków akcji krajów wschodzących, napędzane przez solidne wyniki gospodarcze, ograniczoną ekspozycję na globalne napięcia handlowe, stosunkowo wysokie wydatki na obronność i oczekiwany impuls ze strony niemieckiego pakietu fiskalnego. Około trzy czwarte handlu Polski odbywa się w ramach UE, co czyni ją atrakcyjną dla inwestorów zagranicznych. Jednak nastroje inwestorów zależą obecnie od wyników wyborów prezydenckich, które odbędą się 1 czerwca. Zwycięstwo Trzaskowskiego może umożliwić kontynuację reform, podczas gdy przegrana może grozić ponowną niestabilnością polityczną.

Inny obraz wyłania się w przypadku Portugalii: zaledwie dwa tygodnie przed upadkiem rządu w marcu 2025 r. agencja S&P podniosła rating kredytowy Portugalii do A z A-, powołując się na poprawę zewnętrznej sytuacji finansowej kraju i przyspieszoną redukcję długu publicznego. Od tego czasu reakcja rynku była stonowana, bez oznak znacznego ryzyka idiosynkratycznego, a premia za ryzyko portugalskiego rządu utrzymywała się poniżej francuskich spreadów (wykres 4).

Wykres 4: Spready 10-letnich obligacji skarbowych względem niemieckich Bundów10-letnich obligacji skarbowych względem niemieckich Bundów

Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research

OpenAI kupuje startup Jony’ego Ive’a za 6,5 mld USD. Czy legendarny projektant Apple odmieni świat sztucznej inteligencji?

Ryzykowna inwestycja OpenAI o wysokości 6,5 mld dolarów: czy Jony Ive może zrobić dla sztucznej inteligencji to samo, co zrobił dla iPhone’a?

  • Inwestycja OpenAI w urządzenia AI o wartości 6,5 miliarda USD z udziałem Jony’ego Ive’a może zrewolucjonizować sposób, w jaki konsumenci korzystają z technologii – jednak ryzyko związane z realizacją projektu pozostaje wysokie.
  • Potencjalnymi beneficjentami mogą być producenci półprzewodników i chipów edge-AI, podczas gdy tradycyjni producenci smartfonów i Apple stoją przed rosnącą presją konkurencyjną.
  • Inwestorzy powinni dywersyfikować portfele z rozwagą, zachowując realistyczne podejście do możliwych spadków marż sprzętowych i ryzyk związanych z wyceną.

Kiedy geniusz stojący za ChatGPT łączy siły z projektantem, który stworzył iPhone’a, Wall Street nie tylko zwraca uwagę – wstrzymuje oddech.

OpenAI, potęga technologiczna stojąca za ChatGPT, wstrząsnęła rynkami, przejmując io – startup Jony’ego Ive’a za 6,5 miliarda USD w ramach transakcji opartej wyłącznie na akcjach. Jacob Falkencrone, główny strateg inwestycyjny w Saxo podkreśla, że to odważny krok: połączenie umysłu stojącego za przełomową sztuczną inteligencją z człowiekiem, którego projekty zmieniły nasze cyfrowe życie. Inwestorzy na całym świecie słusznie zastanawiają się, co to może oznaczać dla ich portfeli i przyszłości technologii.

Jednak gdy rynki finansowe ogarnia fala ekscytacji, inwestorzy muszą się zastanowić: czy to narodziny rewolucyjnej nowej kategorii produktów, czy też po prostu kolejne kosztowne marzenie?

Co dokładnie się stało?

OpenAI, gigant, który osiągnął wartości już 300 miliardów USD dzięki swoim przełomom w AI, właśnie kupił io, startup założony przez legendarnego projektanta Apple, Jony’ego Ive’a. Ive, twórcza siła stojąca za iPhonem, iPadem i Apple Watch, opuścił Apple w 2019 roku z wizją redefinicji następnej generacji technologii konsumenckiej.

Oto umowa w skrócie:

  • Cena przejęcia: 6,5 miliarda USD, w całości w akcjach.
  • Kluczowe talenty dołączające do OpenAI: Jony Ive i doświadczony zespół 55 inżynierów i projektantów.
  • Debiut produktu: Zaplanowany na koniec 2026 roku. To nie będzie smartfon ani inteligentne okulary, ale coś zupełnie nowego, być może urządzenie, które wsuniesz do kieszeni lub dyskretnie umieścisz na biurku, niepostrzeżenie zmieniające twoje cyfrowe życie.
  • Sam Ive będzie pełnił rolę konsultanta kreatywnego, kierując nie tylko jednym produktem, ale całym ekosystemem OpenAI.

Dlaczego inwestorzy muszą zwrócić uwagę?

To nie tylko kwestia gadżetów. Dla inwestorów już zafascynowanych boomem AI wejście OpenAI w urządzenia sygnalizuje zmianę w sposobie, w jaki sztuczna inteligencja może wpłynąć na nasze codzienne życie.

Obecnie handel związany ze sztuczną inteligencją koncentruje się na gigantach chmury obliczeniowej oraz producentach chipów, którzy ich zaopatrują, jak Nvidia i Google. Jednak integracja sprzętu to coś innego. To jak przejście od dostarczania silników do budowy całych samochodów: bardziej ryzykowne, droższe, ale i potencjalnie rewolucyjne.

Jony Ive i Sam Altman, CEO OpenAI nie próbują po prostu stworzyć kolejnego gadżetu. Ich celem jest zmiana fundamentalnego sposobu, w jaki wchodzimy w interakcję z technologią. Altman niedawno idealnie podsumował tę ambicję: „Mamy tutaj okazję całkowicie na nowo wyobrazić sobie, co oznacza korzystanie z komputera”.

Zwycięzcy, przegrani i ci pomiędzy

Każdy przełom technologiczny oznacza zwycięzców i przegranych. Śmiałe wejście OpenAI w urządzenia to nie tylko wizjonerski krok – to przetasowanie kart w branży AI i technologii. Inwestorzy potrzebują jasności co do tego, kto może wygrać, kto może stracić i którzy gracze pozostają niewiadomymi w tym scenariuszu.

Kto może zyskać?

  • Producenci półprzewodników i czujników: firmy takie jak, Qualcomm, Sony (czujniki obrazu) i TSMC mogą skorzystać z rosnącego popytu na specjalistyczne komponenty w miarę wprowadzania nowych urządzeń AI na rynek.
  • Firmy opanowujące technologię edge-AI: ci, którzy są liderami w dziedzinie niskoenergetycznych, wysokowydajnych chipów dla urządzeń osobistych, mogą znacznie zyskać.

Kto może stracić?

  • Firmy produkujące tradycyjne urządzenia: tradycyjni producenci smartfonów, którzy opierają się na stopniowych aktualizacjach i brakuje im głębokiej integracji z AI, ryzykują, że staną się przestarzali.
  • Apple (w krótkim terminie): inwestorzy Apple natychmiast okazali zaniepokojenie, redukując wartość firmy o około 45 miliardów dolarów w reakcji na tę transakcję.

Niewiadome?

  • Meta, Microsoft i Google: ci giganci technologiczni muszą szybko zareagować – albo wdrażając bardziej zaawansowane urządzenia, albo ryzykując utratę pozycji na potencjalnie przełomowym rynku.

Rzut oka w przyszłość: Życie poza ekranami?

Ive i Altman jasno stawiają sprawę: nie chcą stworzyć kolejnego smartfona czy tabletu, ale raczej nowego typu płynnie działające urządzenia oparte na sztucznej inteligencji –  być może coś, co tak łatwo zintegruje się z twoją codzienną rutyną, że prawie nie zauważysz jego obecności.

Rozważ, jak smartfony zmieniły życie w ciągu zaledwie dwóch dekad. Podobna zmiana może się powtórzyć, ale tym razem z AI jako niewidzialną siłą zapewniającą proaktywną, inteligentną pomoc i wykraczającą daleko poza to, co oferują dzisiaj Siri lub Alexa.

Jednak należy zachować ostrożność. Nie każda ekscytująca historia technologiczna kończy się szczęśliwie. Pamiętasz Ai Pin firmy Humane? Wizjonerski koncept, być może, ale absolutna klapa komercyjna. Sukces wymaga, aby OpenAI i Ive dostarczyli nie tylko genialną technologię, ale urządzenia, których konsumenci naprawdę pragną.

Kluczowe wnioski dla inwestorów

Entuzjazm inwestorów wymaga równowagi. Rozważ te praktyczne kroki:

  • Dywersyfikuj swoje portfolio AI: spójrz poza oczywiste nazwy, takie jak Nvidia. Zbadaj producentów komponentów edge-AI, którzy mogą prosperować wraz z rozwojem sprzętu konsumenckiego.
  • Uważaj na presję marży: Urządzenia często oznaczają mniejsze marże i większą zmienność. Bądź realistą – urządzenia zmieniające reguły gry wymagają doskonałego wykonania i mogą być drogie w produkcji.
  • Korzystaj ze zintegrowanych ekosystemów: Firmy tworzące kompletne rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji (od sprzętu po chmurę) prawdopodobnie przewyższą rozproszonych rywali.
  • Zwracaj uwagę na wyceny: unikaj pułapki szumu informacyjnego. Wizja OpenAI jest ekscytująca, ale dla inwestorów kluczowe jest bycie „przyziemnym” w kwestii wyceny i długoterminowych ryzyk.

Refleksje i perspektywy: Zrównoważone spojrzenie

Ta transakcja daje inwestorom cenną lekcję: nawet giganci tacy jak, OpenAI i legendarni projektanci, jak Ive muszą osiągnąć sukces dzięki bezbłędnemu wykonaniu, a nie oszałamiającym nagłówkom. Historia jest pełna obiecujących innowacji, które nie zdobyły popularności wśród konsumentów.

Rozważ tę metaforę: „Projektowanie rewolucyjnego produktu jest jak budowanie samolotu w trakcie lotu – wymaga błyskotliwości, równowagi i odwagi. Ale nawet genialni piloci czasami tracą kontrolę”.

Dla Ive’a, który powiedział: „Wszystko, czego nauczyłem się przez ostatnie 30 lat, doprowadziło mnie do tego momentu”, stawka nie może być wyższa. Dla inwestorów emocje są ogromne, ale lekcje ostrożności, dywersyfikacji i zdyscyplinowanego myślenia nigdy nie były bardziej istotne.

Ruch OpenAI o wartości 6,5 mld USD jest śmiały, wizjonerski – i bardzo ryzykowny. Dla inwestorów oznacza to, że okazja i ostrożność muszą iść ramię w ramię.

Dlaczego spółki z ograniczoną odpowiedzialnością najczęściej ogłaszają upadłość?

Według Głównego Urzędu Statystycznego, w pierwszym kwartale 2025 roku 100 polskich firm ogłosiło upadłość – to tyle samo, ile w analogicznym okresie ubiegłego roku. Aż 78 procent z nich stanowiły spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Dlaczego właśnie one najczęściej decydują się na ogłoszenie bankructwa? Tłumaczy Konrad Latoch z Kancelarii Lege Restrukturyzacje.

Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością to jedna z najchętniej wybieranych form prowadzenia biznesu w Polsce. Obecnie działa ich już około 600 tysięcy. Do założenia spółki z o.o. wystarczy kapitał zakładowy w wysokości 5000 zł, a proces jej rejestracji można przeprowadzić online. Popularność tego typu spółki wynika też z korzystnych rozwiązań podatkowych i ograniczonej odpowiedzialności wspólników.

Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością są wygodną formą prowadzenia działalności gospodarczej, ponieważ ich konstrukcja prawna daje wspólnikom większe bezpieczeństwo.tłumaczy Konrad Latoch z Kancelarii Lege Restrukturyzacje. – W praktyce oznacza to, że w przypadku niewypłacalności spółki, prywatny majątek właścicieli, co do zasady, nie jest zagrożony. – dodaje.

Ryzyko głównie po stronie zarządu

I choć wspólnicy spółki z o.o. cieszą się względnym spokojem, to ciężar odpowiedzialności w przypadku problemów finansowych często spada na członków zarządu. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, jeżeli spółka staje się niewypłacalna, to właśnie oni mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności majątkowej. Istnieje jednak możliwość uwolnienia się od tej odpowiedzialności. Warunkiem jest złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości „we właściwym czasie”.

Kiedy powinni złożyć wniosek upadłościowy?

Zgodnie z art. 11 ust. 1 Prawa upadłościowego, spółka jest niewypłacalna, jeżeli nie jest w stanie regulować swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych. Przyjmuje się, że do utraty tej zdolności dochodzi, gdy opóźnienia w spłacie przekraczają trzy miesiące. W świetle orzecznictwa (np. wyrok SN z 11 lipca 2023 r., sygn. akt: II CSKP 754/22), zarząd ma 30 dni od momentu powstania stanu niewypłacalności na złożenie wniosku o upadłość.

Oznacza to, że członkowie zarządu często mają około czterech miesięcy od wystąpienia pierwszych problemów finansowych, by podjąć właściwe kroki. – podkreśla Konrad Latoch.Zwlekanie z decyzją do ostatniej chwili jest jednak ryzykowne, bo granice czasowe bywają trudne do jednoznacznego ustalenia. – dodaje.

Błędy formalne mogą słono kosztować

Ekspert podkreśla również, że sam fakt złożenia wniosku upadłościowego nie wystarczy. Musi on spełniać wszystkie wymogi formalne przewidziane przez prawo. Jeśli sąd zwróci wniosek z powodów formalnych i nie zostanie on skutecznie wniesiony, nie wywoła żadnych skutków prawnych. – W takiej sytuacji członkowie zarządu nadal ponoszą odpowiedzialność majątkową za długi spółki.ostrzega Konrad Latoch.

Kurs dolara w cieniu deficytu: strukturalne zagrożenia dla amerykańskiej waluty

Mimo że twarde dane z gospodarki USA nie wskazują jeszcze na wyraźne spowolnienie wynikające z nieprzewidywalnej polityki handlowej i fiskalnej nowej administracji, pojawiają się coraz wyraźniejsze sygnały ryzyka dla kursu dolara. Choć pierwszy kwartał przyniósł zaskakujący spadek PKB, co wzbudziło obawy recesyjne, to majowe odczyty indeksów PMI dla przemysłu i usług pokazały solidne odbicie i powrót w strefę ekspansji. Czy to oznacza, że ryzyko recesji zostało wyolbrzymione, a dolar może odetchnąć z ulgą?

Opinia na temat tego, że recesji w USA można uniknąć została wsparta przez solidne dane makro z ostatnich tygodni. Rzeczywiście publikacje złagodziły nastroje rynkowe. Jednak efekty taryf celnych (obecnie zawieszonych na 90 dni) mogą się dopiero ujawnić w drugiej połowie roku. Problem nie został więc rozwiązany, a jedynie odsunięty w czasie.

Co więcej, dolarowi zaczyna zagrażać inny czynnik o charakterze strukturalnym. Mowa tu o sytuacji fiskalnej w USA. Uchwalona przez Izbę Reprezentantów ustawa podatkowa prezydenta Trumpa, obecnie procedowana w Senacie, zakłada m.in. trwałe przedłużenie wcześniejszych ulg podatkowych. Brakuje jednak trwałego źródła finansowania tych zmian, co oznacza dalszy wzrost deficytu budżetowego, który już teraz jest mocno napięty.

Jeśli temat ten zyska większą uwagę opinii publicznej i inwestorów, może stać się istotnym obciążeniem dla kursu dolara. Rynki jak dotąd koncentrowały się na danych krótkoterminowych i polityce monetarnej, lecz pogarszające się fundamenty fiskalne USA mogą wkrótce skłonić uczestników rynku do rewizji swoich oczekiwań wobec amerykańskiej waluty. Pytanie nie brzmi więc „czy”, ale „kiedy” rynek uświadomi sobie wagę tego zagrożenia.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Rewolucja AI już trwa. Prof. Dragan: „Nie człowiek, a AI rozwiąże problemy przyszłości”

Najpierw modele AI były trenowane na danych z internetu, potem na danych dostarczanych przez ludzi. Wiele zmieniło się w ubiegłym roku, kiedy AI zaczęło uczyć się przez wzmocnienie. To znaczy, że modele potrafią „łączyć kropki”, dostrzec analogie z istniejącymi danymi i przygotować odpowiedź, rozwiązać logicznie problem, który nie był nigdzie opisany. Te granice, które wydawały się ludziom nie do przeskoczenia w kontekście rozwiązywania skomplikowanych problemów przez AI, szybko znikają – mówił podczas konferencji „ERP Made in Poland” prof. Andrzej Dragan, popularyzator nauki i autor książek. Wydarzenie zgromadziło w warszawskiej Fabryce Norblina ponad stu przedstawicieli dużych polskich firm zainteresowanych transformacją cyfrową w swoich organizacjach.

Technologia i jej wpływ na rozwój przedsiębiorstw stanowiły rdzeń dyskusji podczas konferencji organizowanej przez Comarch. Eksperci rozmawiali o trendach z dziedziny oprogramowania ERP, systemach automatyzacji, sztucznej inteligencji, oraz wdrożeniu Krajowego Systemu e-Faktur.

To ważne tematy dla polskiego biznesu, zwłaszcza gdy spojrzy się na dane. Nie są one zbyt optymistyczne: według badania firmy PMR Market Experts i Comarch „Made in Poland” rodzime firmy nadal mają problemy z cyfryzacją – blisko 40 proc. dużych i średnich podmiotów wciąż przesyła dokumenty w formie papierowej, a prawie 60 proc. wpisuje dane produkcyjne do systemów IT ręcznie. Polskie przedsiębiorstwa nie są też gotowe na Krajowy System e-Faktur (przypomnijmy: obowiązek jego integracji wejdzie w życie w przyszłym roku): prawie połowa firm nie umie określić, jakie działania podjęła w związku z wdrożeniem KSeF. Podobnie jest z AI: przedsiębiorstwa dostrzegają w niej szansę, ale 49 proc. nie jest w stanie wskazać, gdzie inteligentne algorytmy potrafiłyby przyspieszyć ich biznes.

W tym dostawca IT z Polski jest lepszy od zagranicznego

Konferencja „ERP Made in Poland” podjęła się wyzwania analizy tych wątków. 22 maja w Fabryce Norblina pojawiło się ponad sto osób, by posłuchać o cyfryzacji i historiach sukcesu w organizacjach.

Większość firm zdecydowanie popiera cyfrową transformację, głos aprobaty słychać we wszystkich branżach, ale szkopuł tkwi w szczegółach – mówił Paweł Olszynka, Head of Strategic Projects and Partnerships w PMR Market Expert. – Po pierwsze: firmy zachowują swoje dziedzictwo z zeszłych lat; są świadome korzyści z cyfryzacji, ale czas nie pozwala im na zatrzymanie się i dokonanie zmiany. Część z nich twierdzi, że nie ma dla nich rozwiązań odpowiednich do potrzeb. Aż prosi się, aby pojechać do tych przedsiębiorstw i przekonać się, jakie narzędzia będą dopasowane do ich specyfiki. Przy czym najważniejsze nie jest, by firmy budowały kompetencje techniczne wewnątrz firmy, istotne są znajomość procesu oraz odpowiedni wybór dostawcy oprogramowania. I tu ciekawa obserwacja: nasze badanie pokazało, że dostawca krajowy niczym nie różni się od zagranicznego, poza jednym – polski lepiej zna przepisy i często szybciej wprowadzi związane z nimi nowości do systemu IT. Wniosek? Cyfryzacja to synteza wiedzy o procesach i wyboru dostawcy – dodawał.

AI? Nie mamy innego wyjścia

Podczas konferencji uczestnicy usłyszeli m.in. o sposobach na efektywne zarządzanie informacją w firmie, digitalizacji dokumentów, aplikacjach Business Intelligence, AI w systemach ERP czy automatyzacji procesów księgowych w kontekście KSeF. Zbigniew Rymarczyk, wiceprezes Comarch i dyrektor sektora Enterprise Solutions, podkreślił wagę wdrażania sztucznej inteligencji w firmie.

Sztuczna inteligencja zyskuje dzisiaj możliwość interakcji ze światem zewnętrznym np. dzięki robotom. Dlaczego konieczne jest wdrażanie AI? Nie mamy innego wyjścia, bo rosną koszty pracy, jest nas coraz mniej ze względu na czynniki demograficzne, dlatego wzrost produktywności jest konieczny. W Comarch od lat inwestujemy w AI, a najbardziej ambitnym obecnie produktem, stale rozwijanym, jest ChatERP, inteligentny asystent, który umożliwia naturalną komunikację użytkownika z systemem ERP – powiedział wiceprezes Comarch.

Prof. Dragan: mamy rewolucję

Ze sceny wykład wygłosił również gość specjalny konferencji, prof. Andrzej Dragan, który przedstawił swój punkt widzenia na sztuczną inteligencję. Nazwał ją rewolucją, która zupełnie zmienia podejście do życia codziennego.

Aby udawać inteligencję, trzeba być… inteligentnym. Czy z AI tak jest? Jeśli to tempo rozwoju inteligentnych algorytmów zostanie utrzymane, to ludzkość nie rozwiąże żadnego problemu, jeśli AI sobie z tym wcześniej nie poradzi. Modele potrafią skutecznie rozwiązywać trudne łamigłówki logiczne, są w stanie rozumować na abstrakcyjnym poziomie czy programować w różnych językach. Dzisiaj te modele są lepsze w rozwiązywaniu zadań matematycznych niż złoci medaliści olimpiad naukowych – mówił naukowiec.

Prof. Dragan zwrócił też uwagę na dynamiczny rozwój modeli AI oraz na to, jak wpłynie to na biznes. – Najpierw te modele były trenowane na danych z internetu, potem na danych dostarczanych przez ludzi. Wiele zmieniło się w ubiegłym roku, kiedy AI zaczęło uczyć się przez wzmocnienie. To znaczy, że modele potrafią „łączyć kropki”, dostrzec analogie z istniejącymi danymi i przygotować odpowiedź, rozwiązać logicznie problem, który nie był nigdzie opisany. Te granice, które wydawały się ludziom nie do przeskoczenia w kontekście rozwiązywania skomplikowanych problemów przez AI, szybko znikają. AI będzie rewolucjonizować wiele branż w biznesie. Sztuczna inteligencja jest stworzona do optymalizacji, do dostrzegania rzeczy, które powinny zostać usprawnione. Ludzie nie będą tracić pracy na rzecz AI, ale na rzecz ludzi, którzy używają AI – powiedział.

Euvic i Rafał Sonik planują przejęcie udziałów w Komputroniku

To kolejna inwestycja Grupy Euvic w strategiczny dla niej obszar rozwoju. Wehikuł inwestycyjny Rafała Sonika i Euvic – spółka Euvic 2030 – właśnie podpisała list intencyjny, potwierdzający gotowość do odkupu i objęcia nowych akcji w Komputronik SA.

Infrastruktura i dystrybucja IT to dynamicznie rozwijający się segment, w którym Grupa Euvic dostrzega wiele szans i możliwości. Po zeszłorocznej inwestycji w Senetic, Grupa robi kolejny krok, wzmacniający jej pozycję w tym obszarze. Dzięki współpracy z Komputronik zbuduje pierwszą w Polsce grupę, która będzie miała zaadresowany pełen rynek – od konsumentów, przez small buisness aż po enterprise – ofertą sprzętową z komponentem usługowym w zakresie serwisu, wdrożeń i outsourcingu utrzymania. Euvic liczy też na efekt synergii zakupowych i technologicznych szczególnie w obszarze ecommerce.

„Niezmiennie mocno trzymamy się strategii wzrostu bazującej na akwizycjach. Jednocześnie, aby móc się dalej rozwijać, szukamy coraz większej skali, a tę zapewniają nam między innymi takie inwestycje. Z przychodami na poziomie 2,5 miliarda złotych z obszaru dostaw i obsługi sprzętu stajemy się istotnym partnerem dla producentów. Komputronik wpisuje się w obraz biznesu jaki chcemy rozwijać. Spółka przetrwała trudny dla siebie czas. Jest silna operacyjnie, skutecznie dostosowuje się do zmieniającego się rynku, inwestując w nowe technologie, udoskonalając swoje procesy i skutecznie zarządza kosztami. Dodatkowym atutem dla nas jest jej obecność na GPW, co stanowi potencjał dla przyszłej ewentualnej konsolidacji.” – mówi Wojciech Wolny, Prezes Zarządu Euvic S.A.

Komputronik S.A. jest obecny na rynku od 1996 roku. Jest jednym z największych dostawców sprzętu elektronicznego w Polsce. W swojej ofercie posiada ponad 100 tys. produktów m.in. w kategoriach smartfony, laptopy, akcesoria gamingowe, smartwatche i akcesoria, małe AGD, Smart Home i sezonowe. Oferuje również szeroki wachlarz usług dodatkowych, m.in. usługi finansowe (raty oraz leasing), serwisowe, około sprzedażowe i serwerowe. Spółka osiąga synergię działań i komplementarność usług, dzięki sprzedaży omnichannel, łącząc komfort zakupów on-line z zaletami tradycyjnej sieci sprzedaży.

W segmencie biznesowym Komputronik działa od lipca 2003 roku. Od początku 2014 roku Komputronik Biznes funkcjonuje jako spółka dedykowana do obsługi przedsiębiorstw i instytucji. Jako integrator rozwiązań IT opracowuje i realizuje plany kompleksowej informatyzacji, w tym modernizacji i integracji istniejących systemów informatycznych na terenie całego kraju. Oferuje doradztwo i kompleksową obsługę przedsiębiorstw i instytucji, bazując na wysokich kwalifikacjach oraz know-how w zakresie sprzętu, usług IT oraz oprogramowania. Współtworzy ją blisko trzystu doradców, inżynierów, programistów i serwisantów w całej Polsce.

Euvic 2030 to wehikuł inwestycyjny założony wspólnie przez Euvic S.A. oraz Gemini Holding Rafała Sonika. Jego dotychczasowe projekty, a także potencjał jaki generuje dla podmiotów, w które się angażuje, tworząc i zwiększając szanse ich rozwoju, zachęcają przedsiębiorców do dyskusji z Euvic 2030 o synergii, a Euvic 2030 do analizy i rozpatrywania kolejnych potencjalnych przedsięwzięć. Inwestycja w Komputronik S.A. będzie drugą, po Digitree Group S.A, inwestycją Euvic 2030 w spółkę giełdową.

Rafał Sonik, wspólnik Euvic 2030
Rafał Sonik, wspólnik Euvic 2030

„Do inwestycji w Komputronik podchodzę z ogromną ciekawością i przekonaniem o jej przyszłym sukcesie. Doskonale rozumiem handel stacjonarny i ecommerce – to naturalny dla mnie obszar zainteresowania. Dodatkowo mówimy o obecnym na rynku i rozpoznawalnym brandzie konsumenckim, w którego potencjał wierzę i któremu kibicuję. Synergia kompetencji Senetic z tymi, które dostarczy Komputronik zagwarantuje dalszy dynamiczny rozwój obydwu podmiotów” – mówi Rafał Sonik, wspólnik Euvic 2030.

Zgodnie z informacją dostępną w ostatnim sprawozdaniu finansowym, Komputronik notuje wzrost sprzedaży w segmencie konsumenckim, systematyczne zwiększa udział w rynku, jednocześnie widzi rosnące znaczenie i potrzebę dalszego doskonalenia oferty omnichannel. Jako jeden z liderów rynku, Komputronik skutecznie dostosowuje się do zmian rynkowych, inwestując w nowe technologie, poprawę doświadczeń zakupowych klientów oraz rozwój współpracy z dostawcami.

„Cieszę się, że przekonałem do swojej wizji i strategii biznesowej przedsiębiorców, którzy doskonale rozumieją specyfikę rynku i charakter naszej działalności. Mówimy tym samym językiem i biznesowo patrzymy w tym samym kierunku, co otwiera przed nami wiele wspólnych możliwości i szans. Wracamy na ścieżkę wzrostu i dynamicznego rozwoju. Rodzina zachowuje kontrolę nad firmą, jednocześnie zyskuje świetnych partnerów, którzy będą wspierać nas w drodze do sukcesu.” – mówi Wojciech Buczkowski, Prezes Komputronik S.A.

Inwestycja Euvic 2030 zapewni Komputronik S.A. dalsze możliwości wzrostu dzięki poręczeniom limitów handlowych, dostępowi do kilentów w Unii Europejskiej, a także potencjalnym synergiom kosztowym.

Jak skutecznie prowadzić negocjacje z deweloperem?

Zakup mieszkania na rynku pierwotnym to jedna z najważniejszych decyzji życiowych. Nabywca nieruchomości, który podpisuje umowę z deweloperem, często nie zdaje sobie sprawy z przysługujących mu praw i obowiązków drugiej strony. Niestety często przyszli właściciele lokali podpisują niekorzystne umowy, nie mając pełnej świadomości ich konsekwencji. Skuteczne negocjacje z deweloperem wymagają znajomości podstawowych mechanizmów ochrony konsumenta, znajomości ustawy deweloperskiej oraz aktualnej praktyki rynkowej. Dlatego też warto skorzystać z porady ekspertów, na przykład prawników.

Jakie są prawa nabywcy nieruchomości w umowie deweloperskiej?

Zgodnie z ustawą z dnia 20 maja 2021 r. o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego oraz Deweloperskim Funduszu Gwarancyjnym, każda umowa deweloperska musi zawierać określone informacje. Należą do nich m.in. dane o stanie prawnym nieruchomości, harmonogram realizacji inwestycji, cena brutto, powierzchnia lokalu oraz termin przeniesienia własności. Przed podpisaniem jakichkolwiek dokumentów warto skonsultować je z prawnikiem https://www.terlecki.net/.

Nabywca ma prawo do bezpłatnego wglądu w prospekt informacyjny i załączniki, a deweloper ma obowiązek ich udostępnienia przed podpisaniem umowy. Ponadto, każda zmiana umowy wymaga formy aneksu, co chroni konsumenta przed jednostronnymi modyfikacjami przez dewelopera.

Jak negocjować z deweloperem? Praktyczne podejście dla każdego

W praktyce negocjacyjnej nabywca może uzyskać realne ustępstwa, o ile zna swoje prawa i rozumie ryzyko. Jak już wspomnieliśmy, oczywiście każdą umowę deweloperską przed podpisaniem warto przeanalizować z prawnikiem. Nierzadko zawiera ona zapisy ograniczające odpowiedzialność dewelopera za opóźnienia czy niedotrzymanie parametrów technicznych lokalu.

Negocjacje mogą dotyczyć terminu odbioru, wysokości kar umownych za zwłokę, zasad rozliczenia wad i usterek oraz zakresu wykończenia. Dobrze przygotowany nabywca jest w stanie wpłynąć na treść umowy, nawet w relacji z dużym deweloperem. Ważna jest również dokumentacja z odbioru technicznego – wszelkie zastrzeżenia powinny zostać opisane protokolarnie.

Jakie błędy popełniają nabywcy lokali?

Do najczęstszych błędów należy podpisywanie umowy bez jej analizy przez profesjonalistę, zbyt szybkie wpłacenie zaliczki, czy brak zabezpieczenia terminów odbioru. Czasami nabywca nie sprawdza księgi wieczystej nieruchomości ani pozwolenia na budowę, co może mieć poważne skutki prawne. Współpraca z kancelarią prawną pozwala uniknąć tych ryzyk i skutecznie dochodzić roszczeń, jeśli deweloper nie wywiązuje się z umowy.

Zakup nieruchomości to decyzja na lata, dlatego warto podjąć ją świadomie i z należytą ostrożnością. Dobrze przeprowadzone negocjacje z deweloperem są pierwszym krokiem do bezpiecznej inwestycji.

Polacy liderami „rozsądnego optymizmu”? Tak wynika z europejskiego sondażu

0

Jak wynika z raportu UCE RESEARCH i Shopfully, 46,7% Polaków wierzy we wzrost rdr. swojej siły nabywczej, ale nadal zamierza oszczędzać. Wśród badanych Europejczyków tylko Austriacy częściej tak uważają – 46,9%. W Polsce ww. stanowisko zajmują głównie osoby zarabiające 5000-6999 zł netto miesięcznie. Natomiast 35,4% konsumentów w Polsce nie wierzy, że ich sytuacja się poprawi. W pozostałych krajach taka odpowiedź pojawia się częściej, a na I miejscu w zestawieniu są Francuzi – 71,1%. U nas ww. przekonanie mają przede wszystkim konsumenci z dochodami na poziomie 1000-2999 zł na rękę. Tylko 17,9% rodaków wierzy w zwiększenie swojej siły nabywczej i planuje podnieść wydatki. Pod tym względem jesteśmy na I pozycji w rankingu. Najbardziej optymistyczni są Polacy zarabiający ponad 9000 zł netto.

Z międzynarodowego raportu, opartego na specjalnym badaniu opinii konsumenckich, autorstwa UCE RESEARCH i Shopfully, wiadomo, czy konsumenci wierzą, że w porównaniu z ubiegłym rokiem w 2025 r. ich siła nabywcza ulegnie poprawie. 46,7% ankietowanych przewiduje to, ale nadal zamierza oszczędzać. Według autorów raportu, oznacza to, że sytuacja finansowa sporej części społeczeństwa trochę się poprawiła, ale nawyk oszczędzania pozostał z czasów wysokiej inflacji.

– Wyniki sondażu są zbieżne z tym, co ostatnio publikuje GUS. Ponadto różne inne badania rynkowe pokazują, że konsumenci nie bardzo wierzą w poprawę sytuacji ekonomicznej w kraju. Mimo że inflacja jest już mniejsza, Polacy nadal nie czują się do końca bezpiecznie. Głównym powodem jest to, że ceny w sklepach nie bardzo chcą spadać. Owszem ostatnio dynamika ich wzrostu lekko wyhamowała, ale to nie spowodowało, że na półkach jest taniej. W mojej ocenie, to jest główny powód tego, że postawy Polaków wciąż są zachowawcze – mówi Robert Biegaj, ekspert rynku retailowego, a także współautor raportu z Shopfully.

Z kolei analitycy z UCE RESEARCH informują, że podobnie do nas myślą Austriacy – 46,9%. Dalej w zestawieniu znaleźli się Włosi – 39,9%, Rumuni – 37,3%, Bułgarzy – 36,3%, jak również Hiszpanie – 35,5%. Na kolejnych pozycjach są Niemcy – 33,5%, a także Węgrzy – 31,3%. Tabelę zamykają Francuzi – 25,2%. – Widać, że jesteśmy aż na II miejscu w rankingu, zaraz za Austriakami. Zatem trzeba przyznać, że nasz optymizm konsumencki jest naprawdę wysoki na tle Europy – dodaje Robert Biegaj.

Wśród Polaków, którzy wierzą w poprawę swojej siły nabywczej, ale nadal oszczędzają, są głównie osoby w wieku 18-24 lat (wśród nich 60,4%), z miesięcznym dochodem netto w wysokości 5000-6999 zł (51,5%). To przeważnie mieszkańcy miast liczących od 200 tys. do 499 tys. ludności (50,9%). Z kolei biorąc pod uwagę status zawodowy (podział na 8 grup), mówią o tym przede wszystkim studenci i uczniowie (wśród nich 69%).

– Moim zdaniem, młode osoby, zwłaszcza studiujące lub uczące się, mogą bardziej oszczędzać, bo z reguły mają ambitne plany na przyszłość. Chcą np. odłożyć pieniądze na mieszkanie, samochód bądź wakacje. Dochody na poziomie pomiędzy 5 a 7 tys. zł na rękę dają już taką przestrzeń, choć nie stwarzają zbytnio wielkiego komfortu – uważa współautor raportu.

Jak wynika z badania, 35,4% Polaków nie wierzy, że ich sytuacja się poprawi. – W mojej ocenie, głównym powodem prezentowania takiej opinii jest bieżący stan finansów danej osoby. Do tego dochodzi obserwacja, że ceny w sklepach miały spadać, ale wciąż rosną. Tutaj można dodać, że w innych krajach jest jeszcze więcej sceptycznych konsumentów niż w Polsce. Powyższą odpowiedź udzieliło 71,1% Francuzów, 64,3% Węgrów, 62,7% Niemców, 56,9% Hiszpanów, 55,9% Włochów, 55,1% Rumunów, 53,1% Bułgarów i 41,8% Austriaków – informuje ekspert z Shopfully.

Jeśli chodzi o Polaków, w poprawę swojej sytuacji finansowej nie wierzą przede wszystkim osoby w wieku 65-74 lat (wśród nich 56,2%), z miesięcznymi dochodami netto na poziomie 1000-2999 zł (49,4%), a także mieszkańcy miejscowości liczących od 5 tys. do 19 tys. ludności (39,5%). Mówią o tym głównie emeryci (57,1%). – Ten fragment raportu pokazuje, że w najgorszej sytuacji są seniorzy, w tym emeryci i osoby najmniej zarabiające. W dodatku dotyczy to mieszkańców małych miejscowości. Oznacza to, że cała ta grupa społeczna uzyskuje bardzo niskie świadczenia, a ich waloryzacja jest słaba – zauważa Robert Biegaj.

Tylko 17,9% Polaków wierzy w zwiększenie swojej siły nabywczej w tym roku i planuje wydawać więcej pieniędzy. – W ostatnim roku sytuacja materialna prawie co piątego Polaka mogła się poprawić bądź pojawiły się sygnały, że stanie się to w najbliższym czasie. Na pewno na takie stanowisko miał też wpływ spadek inflacji. Patrząc na wyniki z innych krajów, jesteśmy pod tym względem na I miejscu w rankingu. Za nami są Austriacy – 11,4%. Dalej plasują się Bułgarzy – 10,6%, Hiszpanie – 7,6%, Rumuni – 7,5%, Węgrzy – 4,4%, Włosi – 4,3%, Niemcy – 3,9%, a także Francuzi – 3,6% – wylicza ekspert z Shopfully.

Wierzą w poprawę swojej sytuacji finansowej i planują więcej wydawać przede wszystkim Polacy w wieku 18-24 lat (wśród nich 30,8%), z miesięcznymi dochodami netto powyżej 9000 zł (37,9%). Deklarują to głównie mieszkańcy miast liczących od 100 tys. do 199 tys. ludności (23,5%). Dotyczy to zwłaszcza osób, które są na urlopie macierzyńskim, tacierzyńskim lub wychowawczym (wśród nich 33,3%).

– Młode osoby z reguły bardziej mogą sobie pozwolić na luzowanie wydatków, bo mają mniej zobowiązań finansowych, w tym kredytowych. Mogą nie mieć jeszcze rodziny na utrzymaniu. Szczególnie jeśli zarabiają powyżej średniej krajowej i zamieszkują duże miasta, to co do zasady posiadają większe możliwości zarobkowe niż ich rówieśnicy w małych miejscowościach. I to właśnie dobrze pokazuje nasz raport – podsumowuje Robert Biegaj z Shopfully.

Opis metody analitycznej/badawczej

Raport powstał na kanwie specjalnego badania opinii publicznej. Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Shopfully na próbie 1032 Polaków w wieku 18-80 lat. Identyczny sondaż w tym samym czasie został również zrealizowany w Niemczech, Austrii, Hiszpani, Włoszech, Bułgarii, Rumuni, a także we Francji i na Węgrzech.

Osteopatia – czym jest i w czym może pomóc osteopata?

Osteopatia to holistyczna forma terapii manualnej, która koncentruje się na diagnozowaniu, leczeniu i zapobieganiu zaburzeniom funkcjonalnym w organizmie człowieka. Jej podstawowym założeniem jest ścisły związek pomiędzy strukturą ciała (kośćmi, mięśniami, stawami, tkankami) a jego funkcjonowaniem (ruchomością, krążeniem, układem nerwowym). W odróżnieniu od wielu klasycznych metod leczenia, osteopatia nie skupia się jedynie na objawach, ale dąży do znalezienia i usunięcia pierwotnej przyczyny problemu zdrowotnego.

Twórcą osteopatii był Andrew Taylor Still – amerykański lekarz, który pod koniec XIX wieku opracował nową koncepcję leczenia opartą na naturalnych mechanizmach samoregulacji organizmu. Still zauważył, że wiele schorzeń można skutecznie leczyć poprzez odpowiednie oddziaływanie na układ mięśniowo-szkieletowy, bez konieczności stosowania leków. W 1892 roku założył pierwszą szkołę osteopatii w Kirksville, w stanie Missouri.

Obecnie osteopatia jest uznaną dziedziną opieki zdrowotnej w wielu krajach na świecie. W Europie – w tym także w Polsce – zyskuje coraz większą popularność jako skuteczna metoda wspomagająca leczenie bólu i wielu dolegliwości przewlekłych.


Podstawowe zasady osteopatii

Osteopatia opiera się na czterech fundamentalnych zasadach, które stanowią filozoficzną i praktyczną podstawę tej metody leczenia:

  1. Ciało jest jednością – oznacza to, że organizm ludzki funkcjonuje jako spójny system, w którym poszczególne części są ze sobą ściśle powiązane. Zaburzenia w jednym obszarze mogą wpływać na funkcjonowanie całego organizmu.
  2. Struktura i funkcja są wzajemnie powiązane – odpowiednia biomechanika i ruchomość struktur anatomicznych mają kluczowe znaczenie dla ich prawidłowego działania. Zmiany w strukturze (np. napięcia, przeciążenia) mogą prowadzić do dysfunkcji narządowych i bólu.
  3. Ciało posiada zdolność do samoleczenia – organizm ludzki ma wrodzoną umiejętność przywracania równowagi i zdrowia, pod warunkiem że nie napotyka przeszkód (np. w postaci zaburzeń przepływu krwi lub nerwów). Rolą osteopaty jest wspomaganie tych naturalnych mechanizmów.
  4. Leczenie osteopatyczne opiera się na tych zasadach – terapia nie jest schematyczna, lecz dostosowana indywidualnie do potrzeb pacjenta, z uwzględnieniem całego organizmu.

Diagnostyka osteopatyczna

Wizyta u osteopaty zaczyna się od szczegółowego wywiadu, w którym specjalista pyta o objawy, historię chorób, przebyte urazy, styl życia, sposób odżywiania, poziom stresu i aktywność fizyczną. Następnie przeprowadza badanie manualne (palpacyjne) – niezwykle precyzyjne „czytanie” ciała za pomocą dotyku, pozwalające ocenić napięcia mięśni, ruchomość stawów, elastyczność tkanek i rytmy czaszkowo-krzyżowe.

Osteopata może także wykonać testy funkcjonalne, ocenić postawę, sposób chodu i reakcje neurologiczne. Jeśli zachodzi potrzeba, kieruje pacjenta na dodatkowe badania obrazowe lub konsultacje specjalistyczne (np. ortopedyczne lub neurologiczne). Kluczową cechą diagnostyki osteopatycznej jest jej kompleksowość i indywidualne podejście do pacjenta.


Metody leczenia osteopatycznego

Osteopaci stosują szeroki wachlarz technik manualnych, dobieranych w zależności od wieku pacjenta, rodzaju problemu oraz stanu zdrowia. Najczęściej stosowane techniki to:

Techniki manipulacyjne (HVLA)

Szybkie, precyzyjne ruchy mające na celu przywrócenie prawidłowej ruchomości stawów. Często towarzyszy im charakterystyczne „kliknięcie” (kawitacja). Stosowane są głównie w terapii kręgosłupa i stawów obwodowych.

Mobilizacje

Delikatniejsze niż manipulacje, polegają na rytmicznych ruchach wykonywanych w zakresie fizjologicznym stawu. Poprawiają ruchomość i zmniejszają ból.

Techniki mięśniowo-powięziowe

Służą do rozluźniania napiętych mięśni i tkanek łącznych. Działają głęboko i są często stosowane w przewlekłych napięciach mięśniowych i pourazowych.

Techniki wisceralne

Skierowane na narządy wewnętrzne, takie jak żołądek, jelita, wątroba. Celem jest poprawa ich ruchomości i funkcji, poprzez redukcję napięć w otaczających je strukturach.

Techniki czaszkowo-krzyżowe

Subtelne techniki oddziałujące na rytm czaszkowo-krzyżowy. Używane m.in. w terapii bólów głowy, migren, zaburzeń snu i problemów u dzieci.


Wskazania do osteopatii

Osteopatia znajduje zastosowanie w wielu dolegliwościach – zarówno ostrych, jak i przewlekłych. Wśród najczęstszych wskazań znajdują się:

  • Bóle kręgosłupa (lędźwiowe, piersiowe, szyjne).
  • Rwa kulszowa.
  • Bóle głowy i migreny.
  • Zawroty głowy i szumy uszne.
  • Zaburzenia postawy, skoliozy.
  • Problemy ze stawami (kolana, biodra, barki, łokcie).
  • Dolegliwości mięśniowo-powięziowe.
  • Zespół cieśni nadgarstka, łokieć tenisisty.
  • Problemy trawienne (zaparcia, refluks).
  • Dolegliwości związane z ciążą: bóle pleców, obrzęki, napięcia miednicy.
  • Problemy poporodowe: rozejście mięśni brzucha, blizny po cesarskim cięciu.
  • U niemowląt i dzieci: kolki, asymetrie, napięcia mięśniowe, problemy z karmieniem i snem.

Osteopatia a inne metody leczenia

Osteopatia często bywa porównywana z fizjoterapią czy chiropraktyką, jednak różni się od nich podejściem:

  • W fizjoterapii głównym celem jest przywrócenie funkcji ruchowych za pomocą ćwiczeń, masażu i terapii manualnej, często na konkretne struktury.
  • Chiropraktyka skupia się głównie na kręgosłupie i układzie nerwowym, z naciskiem na szybkie manipulacje.
  • Medycyna konwencjonalna zazwyczaj koncentruje się na leczeniu objawów za pomocą leków lub zabiegów chirurgicznych.

Osteopatia łączy elementy każdej z tych dziedzin, ale dodatkowo bierze pod uwagę całościową kondycję pacjenta – jego emocje, styl życia, dietę i historię medyczną. Dzięki temu może stanowić uzupełnienie tradycyjnych terapii lub samodzielną formę leczenia.


Bezpieczeństwo osteopatii

Leczenie osteopatyczne jest generalnie bezpieczne, jeśli wykonywane jest przez odpowiednio wykwalifikowanego specjalistę. Większość pacjentów odczuwa ulgę już po kilku sesjach. Możliwe są jednak krótkotrwałe skutki uboczne, takie jak:

  • ból mięśniowy,
  • uczucie zmęczenia,
  • zawroty głowy,
  • pogorszenie objawów przez 24–48 godzin (reakcja adaptacyjna).

Przeciwwskazaniami do niektórych technik mogą być: nowotwory, złamania, stany zapalne, choroby zakaźne, zakrzepica czy świeże urazy. Dlatego ważne jest, by osteopata przeprowadził dokładną diagnostykę i – jeśli to konieczne – współpracował z innymi specjalistami.


Jak znaleźć dobrego osteopatę?

Wybór odpowiedniego osteopaty ma kluczowe znaczenie dla skuteczności terapii. Warto zwrócić uwagę na:

  • Wykształcenie i certyfikaty – najlepiej, jeśli ukończył renomowaną szkołę osteopatii (np. Still Academy of Osteopathy).
  • Doświadczenie kliniczne – w pracy z dorosłymi, dziećmi, sportowcami, kobietami w ciąży itp.
  • Opinie pacjentów – dostępne w Internecie, mediach społecznościowych lub z polecenia.
  • Empatię i komunikatywność – dobry osteopata tłumaczy, co robi i dlaczego, oraz buduje relację opartą na zaufaniu.
  • Ciągłe kształcenie – regularne uczestnictwo w kursach i szkoleniach.

Podsumowanie

Osteopatia to skuteczna, bezpieczna i coraz bardziej popularna forma terapii manualnej, której celem jest nie tylko złagodzenie bólu, ale przywrócenie równowagi całemu organizmowi. Dzięki holistycznemu podejściu, uwzględniającemu zarówno ciało, jak i umysł pacjenta, osteopatia znajduje zastosowanie w leczeniu wielu dolegliwości – od bólu pleców, przez migreny, aż po problemy trawienne i zaburzenia snu.

W rękach doświadczonego specjalisty może stać się ważnym elementem profilaktyki zdrowotnej i drogą do lepszego samopoczucia, większej sprawności oraz harmonii ciała i ducha.