Ceny ropy stabilne mimo napięć wokół Iranu i możliwego ataku Izraela

0
  • Ceny ropy naftowej pozostają w wąskim przedziale wahań ograniczonym do 10 USD, mimo doniesień wywiadu USA, że Izrael przygotowuje się do ataku na Iran.
  • Pomimo powtarzających się epizodów podwyższonego napięcia w ostatnich latach, inwestorzy zazwyczaj dochodzili do wniosku, że realne ryzyko zakłóceń w dostawach jest ograniczone.
  • Od 2022 roku Iran – pomimo amerykańskich sankcji – zdołał zwiększyć wydobycie, podczas gdy OPEC ograniczał produkcję w celu zarządzania podażą i utrzymania stabilnych cen.
  • Potencjalny atak może przełożyć się na krótkotrwały wzrost cen, jednak znaczna ilość wolnych mocy produkcyjnych wśród pozostałych członków OPEC może zostać szybko uruchomiona, co ogranicza potencjał długotrwałych wzrostów cen.

Po gwałtownym spadku cen na początku kwietnia zarówno ropa West Texas Intermediate (WTI), jak i Brent ustabilizowały się w szerokich, lecz zmiennych przedziałach handlowych o rozpiętości 10 USD za baryłkę. WTI wahała się w przedziale od 55 do 65 USD, natomiast Brent była handlowana w zakresie od 58,50 do 68,50 USD. Nastroje rynkowe oscylują pomiędzy obawami o rosnącą globalną podaż a lękiem przed potencjalnymi skutkami gospodarczymi w wyniku trwających napięć handlowych na świecie.

Jak podkreśla Ole Hansen, dyrektor ds. strategii surowców w Saxo, w ostatnich dniach uwaga inwestorów coraz bardziej skupia się na sytuacji na Bliskim Wschodzie. Zmienność na rynkach ropy częściowo wynika ze spekulacji dotyczących negocjacji nuklearnych pomiędzy Iranem a Stanami Zjednoczonymi. Pomyślne zakończenie rozmów mogłoby otworzyć Iranowi drogę do zwiększenia eksportu ropy na już dobrze zaopatrzony rynek globalny, co potencjalnie mogłoby wywrzeć dodatkową presję na spadek cen.

Jednak w ciągu ostatnich 24 godzin pesymistyczne nastroje uległy szybkiemu odwróceniu. Najpierw najwyższy przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei, odrzucił perspektywę negocjacji z USA, określając żądania Waszyngtonu, a w szczególności wymóg zaprzestania wzbogacania uranu przez Iran, jako „oburzające”. Następnie pojawił się raport CNN powołujący się na nowe informacje wywiadowcze USA, sugerujące, że Izrael przygotowuje się do potencjalnego ataku na irańskie instalacje nuklearne.

W reakcji na te doniesienia ceny ropy wzrosły o 1 USD za baryłkę w ciągu jednej nocy. Konfrontacja militarna z udziałem Iranu niemal na pewno zniweczyłaby negocjacje nuklearne oraz zwiększyłaby obawy dotyczące dostaw ropy z Zatoki Perskiej – regionu odpowiedzialnego za około jedną trzecią światowego eksportu ropy.

Mimo to, jak pokazuje ostatnia historia, premie za ryzyko geopolityczne rzadko utrzymują się na rynku przez dłuższy czas. Pomimo powtarzających się w ostatnich latach epizodów wzmożonych napięć, inwestorzy zazwyczaj dochodzili do wniosku, że realne zagrożenia dla podaży są ograniczone. Według Goldman Sachs, zakłócenie dostaw na poziomie miliona baryłek dziennie mogłoby początkowo podnieść ceny o ponad 5 USD za baryłkę. Jednakże wpływ ten może być krótkotrwały ze względu na znaczące wolne moce produkcyjne zgromadzone przez producentów z Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) – w szczególności Arabię Saudyjską – oraz ogólnie osłabiony globalny popyt na ropę.

Od września 2022 roku, kiedy całkowita produkcja OPEC osiągnęła niemal 30 milionów baryłek dziennie, kolejne cięcia produkcji – mające na celu aktywne zarządzanie podażą i zapewnienie stabilności cen – spowodowały spadek wydobycia w krajach OPEC o około 2,7 miliona baryłek dziennie. Przełożyło się to na utratę udziałów rynkowych na rzecz producentów spoza OPEC+, którzy skorzystali na wysokich i stabilnych cenach. W ramach OPEC Iran, który nie był objęty limitami produkcji ze względu na sankcje USA, zdołał jednak zwiększyć wydobycie o blisko 900 000 baryłek dziennie, podnosząc swój udział w rynku OPEC z 8,3% do ponad 12% w ubiegłym miesiącu.

Produkcja ropy naftowej Iranu oraz jej udział w łącznej produkcji OPEC
Produkcja ropy naftowej Iranu oraz jej udział w łącznej produkcji OPEC

W swoim najnowszym Miesięcznym Raporcie Rynkowym dotyczącym ropy naftowej Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) ostrzegła przed możliwością nadpodaży ropy zarówno w tym, jak i w przyszłym roku. Prognoza ta wynika ze znacznego wzrostu podaży, w tym już ogłoszonych zwiększeń produkcji przez ośmiu członków OPEC+ kierowanych przez Arabię Saudyjską, oraz słabszego niż oczekiwano wzrostu popytu. Ten drugi czynnik jest spowodowany częściowo przez spowolnienie globalnej aktywności gospodarczej, które zostało zaostrzone przez politykę celną prezydenta Donalda Trumpa, prowadzącą do napięć w relacjach handlowych z kluczowymi partnerami gospodarczymi i negatywnie wpływającą na perspektywy wzrostu gospodarczego.

W świetle tych uwarunkowań potencjał trwałego rajdu cenowego wydaje się ograniczony. Techniczne poziomy oporu w okolicach 65 USD dla WTI oraz 69 USD dla Brent mogą hamować krótkoterminowe wzrosty. Nawet w najgorszym scenariuszu, gdyby doszło do zakłóceń w dostawach irańskiej ropy, ewentualny skok cen prawdopodobnie spotka się z silnym zabezpieczaniem pozycji i sprzedażą ze strony producentów o wyższych kosztach, którzy będą dążyć do zabezpieczenia przyszłych przychodów. W związku z tym, mimo utrzymującej się wysokiej zmienności, czynniki fundamentalne i strukturalne sugerują, że trwała dynamika wzrostowa cen ropy może być ograniczona.

Poleganie na jednej klasie aktywów, szczególnie surowcach energetycznych, wrażliwych na napięcia geopolityczne, może prowadzić do nadmiernej ekspozycji na nieprzewidywalne wahania. Inwestorzy powinni rozważyć włączenie do portfela aktywów defensywnych, takich jak obligacje, złoto czy akcje spółek defensywnych z sektorów o niskiej korelacji z rynkiem energii. Zróżnicowany portfel pozwala łagodzić skutki krótkoterminowych szoków i budować bardziej stabilną strategię długoterminową mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za rozwój Saxo Banku w Polsce.

Kontrakty terminowe na ropę Brent, najbliższy miesiąc - Źródło: SaxoTraderGO
Kontrakty terminowe na ropę Brent, najbliższy miesiąc – Źródło: SaxoTraderGO
Ropa Brent: pięcioletnie wykresy historyczne udostępnione w celach zgodnościowych - Źródło: SaxoTraderGO
Ropa Brent: pięcioletnie wykresy historyczne udostępnione w celach zgodnościowych – Źródło: SaxoTraderGO

Tony Fletcher nowym globalnym dyrektorem marketingu we FREENOW

  • Tony Fletcher został mianowany globalnym dyrektorem marketingu FREENOW.
  • Będzie kierował strategicznymi działaniami związanymi z marką i marketingiem FREENOW, koncentrując się na rozwoju kluczowych usług taxi oraz doświadczeń kierowców.

FREENOW powołała Tony’ego Fletchera na stanowisko globalnego dyrektora marketingu. Jego zadaniem będzie strategiczne zarządzanie centralnymi i lokalnymi zespołami marketingowymi oraz realizacja precyzyjnie dopasowanych kampanii, mających na celu budowanie relacji z użytkownikami FREENOW w 150 europejskich miastach.

Tony Fletcher wnosi międzynarodowe, ponad 20-letnie doświadczenie w zakresie marketingu konsumenckiego i zarządzania marką. Zgromadził je, pracując na 40 rynkach na całym świecie oraz w różnych sektorach, takich jak technologia, handel detaliczny, dobra konsumenckie i e-commerce.

Posiada doświadczenie w zarządzaniu strategią marketingową, reklamie, performance i growth marketingu dla największych globalnych firm, takich jak TJX, MediaCom, LEGO, P&G, Volkswagen, IKEA, Sky oraz innowacyjnych platform technologicznych, takich jak Too Good To Go, Klook i 21 Buttons – zarówno po stronie klienta, jak i agencji. Przed dołączeniem do FREENOW Tony Fletcher przez ponad trzy lata pełnił funkcję wiceprezesa ds. reklamy, mediów i marketingu cyfrowego w Too Good To Go.

We FREENOW Tony Fletcher jako globalny dyrektor marketingu będzie koncentrował się na rozwijaniu strategicznej wizji marketingowej oraz kierowaniu międzynarodowym zespołem, obejmującym centralne działy Brand, Digital, CRM oraz lokalne zespoły marketingu.

„FREENOW to firma o silnych wartościach i ze świetnym zespołem. Jestem niezwykle dumny, że mogę dołączyć do niej na kolejnym ekscytującym etapie rozwoju w Europie. Będę współpracować z zespołami marketingowymi z różnych krajów, aby wzmocnić naszą kluczową ofertę taksówek i budować relacje z klientami na wszystkich rynkach. FREENOW jest znane ze swojego zaangażowania we współpracę z miastami i branżą taksówkarską, aby wspierać ich rozwój. Dlatego moim priorytetem będzie intensyfikacja działań na rzecz setek tysięcy kierowców oraz wsparcie w dotarciu do jeszcze większej liczby pasażerów, tak, aby FREENOW było ich pierwszym wyborem. W ten sposób będziemy budować lojalność i oferować większą wartość dla klientów w całej Europie” – mówi Tony Fletcher, globalny dyrektor marketingu FREENOW.

Tony Fletcher obecnie mieszka w Barcelonie, gdzie znajduje się drugie co do wielkości biuro FREENOW oraz kluczowe centrum technologiczne firmy. Dołączył tam do zespołu ponad 150 specjalistów, głównie z obszaru produktu i technologii, a także liderów z różnych centralnych działów.

70% firm nie wykorzystuje w pełni technologii wspierających sprzedaż

Nowe badanie przeprowadzone przez Bain & Company wśród ponad 1 200 dyrektorów handlowych z 18 branż na całym świecie ujawnia, że 70% firm nie radzi sobie z efektywną integracją sprzedaży z narzędziami technologicznymi wspierającymi wzrost przychodów.  Dodatkowo w warunkach niskiej inflacji przedsiębiorstwa obawiają się o swoje marże. Największy optymizm dotyczący poprawy skuteczności sprzedaży w 2025 roku wykazują firmy z sektora technologii medycznych, przemysłu maszynowego, usług informacyjnych, logistyki i telekomunikacji.

Na potrzeby raportu Commercial Excellence and Revenue Growth Agenda 2025 firma Bain przeprowadziła badanie wśród ponad 1 200 wysokiej rangi menedżerów odpowiedzialnych za sprzedaż w dużych przedsiębiorstwach z 18 branż na całym świecie. Wyniki pokazują, że choć ponad 80% respondentów deklaruje prowadzenie uporządkowanych, powtarzalnych działań sprzedażowych i marketingowych, to 70% z nich nie integruje skutecznie swoich strategii sprzedażowych z wykorzystywanymi technologiami, a w efekcie jedynie około 20% osiągnęło pełną wartość wynikającą z tych działań. Wśród najczęściej wskazywanych barier dla rozwoju firm działających w modelu B2B w 2025 roku respondenci wymieniali wdrażanie technologii wspierających wejście na rynek (go-to-market technologies), zarządzanie presją cenową oraz poprawę efektywności zespołów sprzedażowych.

Większość ankietowanych przez nas dyrektorów firm działających w modelu B2B spodziewa się, że ich przychody w 2025 roku wzrosną r/r. Jednak pomiędzy ich strategiami sprzedaży a wykorzystaniem technologii wciąż istnieje spora luka – powiedział Patryk Rudnicki, Partner zarządzający warszawskim biurem Bain & Company.Wiele firm nie wykorzystuje w pełni dostępnych technologii, takich jak AI czy nowoczesne systemy klasy CRM służące do zarządzania relacjami z klientami. Ci, którzy połączą nowoczesne narzędzia ze swoją strategią sprzedaży, będą mieli największe szanse na szybki rozwój i lepsze wyniki.

AI coraz chętniej wykorzystywana w sprzedaży, ale wielu firmom wciąż brakuje kompetencji w tym zakresie

Eksperci Bain zauważyli, że prawie wszystkie badane firmy zaczęły już korzystać ze sztucznej inteligencji przy wprowadzaniu produktów na rynek, choć sposób jej użycia różni się w zależności od branży. Kiedy zapytano o konkretne przykłady zastosowania tej technologii, 30% respondentów stwierdziło, że rozszerzyło zastosowanie AI na jeden lub dwa obszary, a 62% z nich wprowadziło ją do więcej niż dwóch obszarów. Prawie wszyscy respondenci odpowiedzieli, że AI spełniła ich oczekiwania, a 57% stwierdziło, że AI przyniosła lepsze efekty, niż się spodziewali. Mimo tych sukcesów, ponad połowa firm handlowych wciąż ma problemy z podstawami – brakuje im dobrej jakości danych i odpowiednio działających systemów, przez co nie mogą w pełni wykorzystać możliwości AI.

Prawdziwy postęp wymaga systematycznego i mierzalnego podejścia do wdrażania sztucznej inteligencji – powiedział Patryk Rudnicki. – Najlepiej radzą sobie firmy, które inwestują więcej w technologie wspierające sprzedaż i marketing – i odnoszą z tego realne korzyści. Wykorzystywanie sztucznej inteligencji na dużą skalę stało się standardem dla firm działających w modelu B2B, które chcą zapewnić sobie sukces. Ich perspektywy wzrostu w dużej mierze zależą od wdrożenia tej technologii, aby działać efektywniej i lepiej odpowiadać na potrzeby klientów.

Niska inflacja przeszkodą w podnoszeniu cen i poprawie marż

Oprócz wdrażania nowych technologii, jedną z najczęściej wskazywanych przez respondentów barier dla rozwoju firm działających w modelu B2B pozostaje zarządzanie presją cenową. W porównaniu z rokiem 2024 więcej firm przewiduje, że w tym roku uda im się zrekompensować rosnące koszty poprzez podwyżki cen. Jednocześnie wiele organizacji wyraża obawy dotyczące możliwości dalszego, skutecznego wdrażania strategii cenowych zwiększających marże w sytuacji, gdy wysoka inflacja przestaje być domyślnym uzasadnieniem dla wzrostu cen. Największą barierą dla stosowania takich strategii – wskazywaną przez 67% respondentów – jest presja konkurencji, a w dalszej kolejności opór klientów. Wśród kolejnych istotnych przeszkód wymieniano brak odpowiednich danych lub narzędzi analitycznych wspierających decyzje cenowe oraz niedobory kompetencji zespołów w obszarze zarządzania polityką cenową.

Większość firm liczy na poprawę efektywności sprzedaży

Poprawa efektywności zespołów sprzedaży to kolejne wyzwanie, na które zwracają uwagę menedżerowie firm działających w modelu B2B. Ponad połowa z nich wierzy, że w 2025 roku uda się zwiększyć skuteczność sprzedaży, choć oczekiwania różnią się w zależności od branży.

Jak przewidują eksperci Bain, w 2025 roku, aby zwiększyć produktywność, firmy skupią się na trzech głównych priorytetach: zapewnieniu pracownikom szkoleń i coachingu w celu poprawy wyników sprzedaży, lepszej segmentacji klientów oraz optymalizacji wydatków marketingowych.

Kevin Weil, Chief Product Officer OpenAI, dołącza do Rady Dyrektorów Cisco

0

Kevin Weil, Chief Product Officer w OpenAI, dołączył do Rady Dyrektorów Cisco. Jego doświadczenie w obszarze sztucznej inteligencji, innowacji technologicznych i rozwoju produktów ma wnieść istotną wartość do strategicznych działań firmy.

„Kevin ma imponujące osiągnięcia w zakresie skalowania produktów, które przynoszą realną wartość biznesową klientom” – powiedział Chuck Robbins, CEO Cisco. „Cieszymy się, że będziemy mogli skorzystać z jego bogatego doświadczenia w obszarze sztucznej inteligencji i innowacji produktowych, by wesprzeć nasze strategiczne inicjatywy i przyspieszyć rozwój Cisco”.

Weil wnosi do Cisco szeroką wiedzę w zakresie zarządzania produktami i innowacji technologicznych, zdobytą na kluczowych stanowiskach w czołowych firmach branży technologicznej. Jako Chief Product Officer w OpenAI odpowiada za przekształcanie przełomowych osiągnięć badawczych w dziedzinie AI w praktyczne, skalowalne rozwiązania, z których korzysta ponad 500 milionów użytkowników na całym świecie. Wcześniej pełnił funkcję prezesa ds. produktu i biznesu w Planet Labs, był współzałożycielem kryptowaluty Libra, wiceprezesem ds. produktu w Instagramie oraz starszym wiceprezesem ds. produktu w Twitterze.

„Jestem zaszczycony możliwością dołączenia do Rady Dyrektorów Cisco – firmy, która tworzy infrastrukturę niezbędną do urzeczywistnienia potencjału AI” – powiedział Kevin Weil. „Z niecierpliwością czekam na współpracę z Chuckiem Robbinsem i zespołem Cisco nad tworzeniem rozwiązań o realnym wpływie na rzeczywistość i wykorzystaniem nadchodzących szans”.

Poza działalnością w Cisco, Kevin Weil zasiada również w Radzie Dyrektorów organizacji The Nature Conservancy. Ukończył studia magisterskie z fizyki na Uniwersytecie Stanforda oraz licencjat z fizyki i matematyki na Uniwersytecie Harvarda, który ukończył z wyróżnieniem summa cum laude.

Czy podatek Belki zostanie zniesiony? Eksperci FOR komentują projekt zmian

Czy tzw. “podatek Belki” zostanie zniesiony? Jak mówią ekonomiści FOR, ich ocena jest “ostrożnie pozytywna”. Mimo, że propozycja zespołu Brzoski może być krokiem w dobrą stronę, zdaniem ekspertów warto rozważyć także alternatywne rozwiązania. 

Poniżej przedstawiamy komentarz Marcina Zielińskiego, głównego ekonomisty i prezesa zarządu FOR oraz Mateusza Michnika, analityka ekonomicznego FOR, przedstawicieli inicjatywy pozarządowej “deregulacja.pl”:

Propozycje z najnowszego pakietu zespołu Rafała Brzoski dotyczące zwolnienia długoterminowych inwestycji finansowych z tzw. podatku Belki należy, co do zasady, ocenić pozytywnie – pozwoliłoby to ograniczyć bodźce zachęcające do inwestowania w nieruchomości kosztem rynku kapitałowego.

Trzeba jednak pamiętać, że takie rozwiązanie obniży wpływy budżetowe w bardzo trudnej, dla polskich finansów publicznych, sytuacji i w warunkach procedury nadmiernego deficytu.

Brakuje na razie informacji, czy zwolnieniem objęte miałyby być też inwestycje w aktywa zagraniczne. Ze względu na wielkość i upolitycznienie polskiego rynku kapitałowego racjonalna dla inwestorów jest dywersyfikacja międzynarodowa. Jednocześnie wiele pomysłów w Polsce jest nakierowanych na promocję wyłącznie krajowego rynku. Jeśli zwolnienie miałoby dotyczyć wyłącznie krajowych inwestycji, zniechęcałoby ono inwestorów do dywersyfikacji międzynarodowej.

Warto także rozważyć alternatywne rozwiązanie, jakim może być indeksowanie zainwestowanego kapitału o inflację. Uwzględnienie jej przy wyznaczaniu kwoty podatku również mogłoby zachęcić do inwestycji długoterminowych.

Należy też zauważyć, że zwolnienie inwestycji długoterminowych z tzw. podatku Belki zmniejszyłoby względną atrakcyjność IKE (które polega na zwolnieniu inwestycji emerytalnych z tego podatku), podczas gdy w pakiecie zespołu SprawdzaMY zaproponowano też podwyższenie limitów wpłat na tę formę oszczędzania na emeryturę.

Podsumowanie

Propozycje zmian podatku Belki są oceniane pozytywnie jako zachęta do długoterminowego inwestowania, ale wymagają dopracowania i analizy skutków ubocznych – zarówno fiskalnych, jak i inwestycyjnych. FOR sugeruje, że rozsądna reforma powinna być szeroka, spójna i neutralna wobec decyzji inwestycyjnych, a nie faworyzować wyłącznie rynek krajowy kosztem zagranicznej dywersyfikacji.

Firmy deweloperskie bez wiary w odbicie. Dane GUS pokazują wyraźne spowolnienie

Opublikowane przez GUS dane o skali nowego budownictwa mieszkaniowego w Polsce wskazują na wyraźny brak wiary wśród firm deweloperskich we wzrost sprzedaży w 2025 roku. We wszystkich kategoriach aktywności w budownictwie mieszkaniowym (mieszkania oddawane do użytku, budowy rozpoczynane i pozwolenia na budowę) pierwsze cztery miesiące roku przyniosły wyniki gorsze niż przed rokiem.  

Z najnowszych danych GUS wynika, że liczba mieszkań i domów oddanych do użytku w Polsce w kwietniu była w porównaniu do marca o 2,6% wyższa i niemal taka sama jak w kwietniu rok temu (wzrost o 1,2%). Wyniki z czterech miesięcy potwierdzają tendencję, która rysowała się do lutego. Od stycznia do kwietnia 2025 roku w całej Polsce do użytku oddanych zostało 62,2 tys. mieszkań i domów, co oznacza najsłabszy od siedmiu lat wynik. Ostatni raz GUS odnotował w pierwszych czterech miesiącach roku mniej niż 63 tys. lokali oddanych do użytkowania w 2018 roku.

W kwietniu wszystkie grupy inwestorów oddały łącznie 16,1 tys. lokali. W tej puli firmy deweloperskie odpowiadały za budowę 10 tys. mieszkań, co oznacza wzrost o 6% w porównaniu do marca i 4-procentowy wzrost w porównaniu z kwietniem ubiegłego roku. Te kilkuprocentowe wzrosty są na tyle małe, że nie pozwalają na zmianę dotychczasowych prognoz, zgodnie z którymi pod względem liczby oddanych mieszkań, rok 2025 będzie najsłabszym w ostatnim pięcioleciu.

Nie można obiektywnie analizować i oceniać tegoroczny danych GUS prezentujących liczby mieszkań oddawanych przez firmy deweloperskie, nie mając przed oczami liczby rozpoczynanych przez te podmioty budów w pierwszej połowie 2023 roku. Warto pamiętać, że zgromadzona – jako efekt nowych rozwiązań legislacyjnych – przez deweloperów w 2022 roku duża liczba pozwoleń w połączeniu ze sprzedażą słabnącą w następstwie skokowo rosnących kosztów kredytu hipotecznych zaowocowały w pierwszej połowie 2023 roku  spowolnieniem w budownictwie mieszkaniowym. Deweloperzy uzyskali w tym okresie niewiele pozwoleń i rozpoczęli rekordowo małe liczby nowych budów. Efektem był spadek liczby rozpoczynanych przez deweloperów budów z poziomu 12 tys. miesięcznie w latach 2021-2022 do 8 tys. w I połowie 2023 roku.

Konsekwencje tego wstrzymania sprzed dwóch lat będziemy zapewne obserwowali w niskiej liczbie oddawanych mieszkań w pierwszej połowie bieżącego roku. Wyniki z pierwszych miesięcy 2025 roku dobitnie to potwierdzają.

Firmy deweloperskie odpowiadają za 62% wszystkich oddanych do użytku w kwietniu lokali mieszkalnych. Wyniki inwestorów indywidualnych są ze swej natury bardziej stabilne niż efekty działalności deweloperów, a ich udział w całości budownictwa mieszkaniowego w Polsce od kilku miesięcy utrzymuje się na poziomie 35-38% ogólnej liczby oddawanych lokali. W kwietniu i pierwszych czterech miesiącach 2025 roku udział wyniósł 36%. W porównaniu do kwietnia 2024 roku gospodarstwa domowe (w terminologii GUS to inwestorzy indywidualni) zakończyły budowę o 1,33% mniejszej liczby domów/mieszkań, a w porównaniu z poprzednim miesiącem ich wynik był niższy o mniej niż 1%.

Wzrost liczby lokali oddawanych do użytku przez firmy deweloperskie w ujęciu miesiąc do miesiąca, nie znajduje potwierdzenia w danych prezentowanych w postaci narastającej od początku roku sumy zrealizowanych lokali. W okresie styczeń–kwiecień firmy deweloperskie przekazały do użytkowania 37,7 tys. mieszkań i domów, czyli o 3% mniej niż przed rokiem.

W tym samym czasie inwestorzy indywidualni zrealizowali 22,9 tys. lokali, czyli o 4,5% mniej niż w analogicznym okresie 2024 roku. Wiele wskazuje na to, że taką tendencję będziemy obserwować również w kolejnych miesiącach 2025 roku.

Starania różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę w kwietniu przyniosły efekty wyraźnie gorsze niż w marcu. Także w porównaniu do wyników z 2024 roku uzyskanych pozwoleń jest o kilkadziesiąt procent mniej.

Z danych zagregowanych dla 12 i 36 miesięcy wiemy, że liczba pozwoleń na budowę lokali mieszkalnych wciąż wyraźnie przekracza liczbę rozpoczynanych w analogicznych okresach budów. W efekcie w całej Polsce utrzymuje się wyraźna nadwyżka pozwoleń na budowę, która istotnie zwiększa możliwości wprowadzenia przez firmy deweloperskie na rynek nowej podaży (rozpoczęcia budowy nowych mieszkań). Słaby kwietniowy wynik w kategorii „pozwolenia” nie zmniejsza istotnie tej nadwyżki.

Łączna liczba pozwoleń wydanych w kwietniu nie przekroczyła nawet 19 tys., z czego 10,7 tys. pozwoleń uzyskali deweloperzy, a 7,8 tys. inwestorzy indywidualni. W efekcie suma uzyskanych w kwietniu pozwoleń była o 14,5% niższa niż w marcu. A w porównaniu do kwietnia sprzed roku liczba pozwoleń na budowę spadła o 24%. Źródłem spadku w tej kategorii była wyraźnie niższa niż w kwietniu ubiegłego roku aktywność firm deweloperskich, które w ostatnich 5 latach w kwietniu uzyskały powyżej 14 tys. pozwoleń.

Liczba lokali mieszkalnych, na budowę których wszystkie grupy inwestorów uzyskały pozwolenie w pierwszych czterech miesiącach 2025 roku jest wyraźnie niższa niż rok temu. Jednak sytuacja w poszczególnych grupach inwestorów jest zróżnicowana. W analizowanym okresie bieżącego roku deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę łącznie 41,1 tys. mieszkań i domów (o 25% mniej r/r), a inwestorzy indywidualni 26,1 tys. (o 4,7% więcej).

Statystyki GUS dotyczące rozpoczynanych w całej Polsce budów po marcu wskazywały na wyraźne odbicie w stosunku do lutego, jednak już w kwietniu okazało się, że po wiosennym wzmożeniu nie ma śladu. Liczba rozpoczynanych przez wszystkie grupy inwestorów budów zmniejszyła się w ciągu roku o 4,5%. Słabsze wyniki odnotowano zarówno w wolnej od wahań rynkowych kategorii budownictwa indywidualnego (czyli domów budowanych przez gosp. domowe), jak również wśród firm deweloperskich (na sprzedaż lub wynajem). Dane GUS wskazują na spadki zarówno miesiąc do miesiąca jak i rok do roku. Warto także zaznaczyć, że początek ubiegłego roku charakteryzował się wyjątkowo wysokim wolumenem rozpoczynanych budów. Działo się tak głównie za sprawą firm deweloperskich, które pod wpływem wyjątkowo wysokiej sprzedaży wspieranej „Bezpiecznym kredytem 2%” przystąpiły do realizacji nowych inwestycji. Na tle ostatnich 5 lat początek 2024 roku w kategorii „budowy rozpoczynane” był wyjątkowy, więc analiza liczby rozpoczynanych w pierwszych miesiącach 2025 roku budów powinna uwzględniać ten fakt.

Wszystkie grupy inwestorów w kwietniu 2025 roku rozpoczęły budowy 20,1 tys. lokali mieszkalnych, czyli o 8% mniej niż w marcu i o 5,5% mniej niż w kwietniu 2024 roku. Ten kilkuprocentowy spadek w kategorii „ogółem” to efekt ograniczenia zarówno działalności firm deweloperskich, jak i inwestorów indywidualnych. Choć kiedy analizujemy wyniki dla pierwszych czterech miesięcy 2025 roku wyraźnie spowolnienie w rozpoczynaniu budów widzimy przede wszystkim wśród firm deweloperskich, które zanotowały o 11% gorszy wynik niż rok temu.

Bieżące dane GUS o rozpoczynanych budowach należy interpretować także w kontekście statystyki udzielanych pozwoleń. Od początku roku różnica między liczbą uzyskanych pozwoleń i liczbą rozpoczynanych budów wynosi 5,1 tys., co oznacza, że 6% uzyskiwanych pozwoleń nie ma kontynuacji w realizowanych budowach.

Warto odnotować że ponad ½  (2,6 tys.) tej nadwyżki powstała za sprawą pozwoleń na budowę mieszkań komunalnych i społecznych–czynszowych, co potwierdza zapowiedzi powstawania coraz większej liczby mieszkań na wynajem o umiarkowanym czynszu. Zastanawia jednak niskie tempo rozpoczynanych budów w tych kategoriach inwestorów.

Wyniki firm deweloperskich w kontekście nadwyżki pozwoleń nad rozpoczynanymi budowami należy oceniać nieco inaczej, jednak również w tej grupie inwestorów początek 2025 roku wygląda optymistycznie. W 2024 roku deweloperzy odłożyli 25% uzyskanych pozwoleń, podczas gdy w pierwszych miesiącach 2025 roku – zaledwie 5%. Porównanie wyników z kwietnia dotyczących liczby pozwoleń uzyskiwanych przez firmy deweloperskie z liczbą rozpoczynanych przez te firmy budów wskazuje, że możemy mieć do czynienia z delikatną zmianą dotychczasowej  tendencji, a w efekcie redukcją rekordowej nadwyżki pozwoleń zgromadzonych w latach 2022–2023.

Autor: Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku, Otodom

Sfinks Polska: 50,3 mln zł sprzedaży gastronomicznej, 2 mln zł straty netto w I kwartale

Sfinks Polska, spółka zarządzająca sieciami SPHINX, The Burgers by SPHINX czy Piwiarnia, odnotowała wzrost sprzedaż gastronomicznej realizowanej przez restauracje wszystkich swoich marek, w wyłączeniem sieci Piwiarnia, o 6% r/r., tj. do 50,3  mln zł w I kwartale 2025 r. Jednocześnie, w związku dokonanymi przekształceniami restauracji własnych na franczyzowe, w wynikach jednostkowych spółka ujawniła zmniejszenie przychodów ze sprzedaży do 12,8 mln zł w pierwszym kwartale br. wobec 20,9 mln zł rok wcześniej. Zysk ze sprzedaży został utrzymany na tym samym poziomie 0,5 mln zł, zaś zysk z działalności operacyjnej osiągnął wartość 0,1 mln zł po trzech miesiącach br. wobec 3,4 mln zł na koniec I kw. 2024 r. Po I kw. 2025 r. spółka odnotowała stratę netto na poziomie jednostkowym w kwocie -2 mln zł wobec 0,2 mln zł zysku netto przed rokiem.

– Pierwszy kwartał jest z powodów sezonowych zawsze słabszy sprzedażowo, co również pokazały dane tego roku. Operacyjnie, pierwsze trzy miesiące były bardzo podobne do tych przed rokiem, jednak wówczas do wyników dołożyły się zdarzenia jednorazowe, które zapracowały na dużo wyższy wynik na poziomie netto. W wynikach za pierwszy kwartał widoczne są też przekształcenia restauracji własnych na franczyzowe – tylko pod koniec roku takich przekształceń było 7, a w całym 2024 r aż 13. W rezultacie sprzedaż gastronomiczna tych restauracji przestała być ujmowana w naszych przychodach, a jest w nich wliczona tylko opłata franczyzowa, stąd prezentowany w księgach spadek przychodów. Dla ułatwienia porównania sprzedaży odrębnie co kwartał raportujemy sprzedaż gastronomiczną. W pierwszym kwartale  wzrosła ona o 6% – komentuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Zaprezentowane wyniki jednostkowe są wynikami wstępnymi. Ostateczne wyniki jednostkowe i skonsolidowane za I kw. 2025 r. Sfinks opublikuje 30 maja br.

Fieldfisher otwiera biura w Warszawie i Krakowie. Polska częścią europejskiej strategii ekspansji kancelarii

W maju 2025 roku europejska kancelaria prawna Fieldfisher rozpoczęła działalność operacyjną w Polsce, otwierając dwa biura – w Warszawie i Krakowie. Do zespołu Fieldfisher Poland dołączyło łącznie 32 specjalistów, w tym prawnicy oraz eksperci ds. rozwoju i operacji. To odpowiedź na rosnące zapotrzebowanie na kompleksowe doradztwo prawne dla firm rozwijających działalność poza granicami kraju.

Ekspansja polskich firm i nowe potrzeby prawne

Polskie przedsiębiorstwa coraz śmielej inwestują za granicą, w tym w kraje Unii Europejskiej. Według analiz, niemal połowa firm z Polski planuje wejście na nowe rynki europejskie w ciągu najbliższego roku. Kluczowe obszary zainteresowania to fuzje i przejęcia, spory transgraniczne, inwestycje infrastrukturalne oraz sektor odnawialnych źródeł energii. Wzrost zapotrzebowania na finansowanie inwestycji sprawia, że firmy coraz częściej sięgają po emisje obligacji oraz kredyty konsorcjalne udzielane przez międzynarodowe instytucje finansowe.

Nowa struktura Fieldfisher Poland ma wspierać klientów zarówno lokalnie, jak i w projektach międzynarodowych, oferując doradztwo uwzględniające różnice regulacyjne i praktyki biznesowe różnych krajów.

Skład zespołu i obszary specjalizacji

Na czele polskiego oddziału Fieldfisher stanęli Rafał Stroiński i Piotr Szelenbaum jako Co-Managing Partnerzy. Do grona partnerów należą również Roman Iwański, Marcin Huczkowski i Krzysztof Marzyński. Zespół uzupełniają m.in. Senior Counsel Andrzej Zając oraz Dyrektor ds. Rozwoju i Operacji Adam Piwakowski. Łącznie kancelaria w Polsce zatrudnia pięciu partnerów, jednego senior counsela, sześciu counseli, trzynastu prawników i siedem osób w zespole wsparcia biznesowego.

Fieldfisher Poland oferuje wsparcie m.in. w obszarach M&A, rynków kapitałowych, prawa własności intelektualnej, podatków, nieruchomości, sporów sądowych, a także obsługi firm z sektorów technologicznego i energetycznego.

Polska jako część regionalnej strategii

Nowe biura w Polsce są elementem szerszej strategii rozwoju Fieldfisher w Europie. Po ekspansji do Austrii i Włoch kancelaria posiada już 25 biur w 13 krajach. Polska została wskazana jako jeden z kluczowych rynków regionu Europy Środkowo-Wschodniej, ze względu na rosnące znaczenie gospodarcze, duży rynek wewnętrzny oraz znaczący udział eksportu i inwestycji zagranicznych.

Robert Shooter, Managing Partner Fieldfisher, podkreślił, że obecność w Polsce umożliwi kancelarii lepsze wsparcie klientów działających w tej części Europy. Jego zdaniem zespół Fieldfisher Poland wnosi nie tylko lokalne doświadczenie, ale także kompetencje niezbędne do realizacji transgranicznych projektów prawnych.

Wady i zalety biura open space – czy to rozwiązanie dla Twojej firmy?

Planujesz wynajem biura lub jesteś na etapie otwierania siedziby firmy? Jeśli tak, koniecznie zastanów się nad układem przestrzeni. Czy open space będzie dla Ciebie dobrym rozwiązaniem? Dowiedz się, kiedy taka organizacja się sprawdzi.

Biuro typu open space, czyli jakie?

Open space to „otwarta przestrzeń”. Chodzi więc o duże pomieszczenie bez ścian działowych, w którym znajdują się stanowiska pracy dla wielu pracowników. Zamiast osobnych gabinetów jest tam wspólna przestrzeń z biurkami ustawionymi w różnych konfiguracjach.

Ta koncepcja wydaje się być bardzo nowoczesna, ale… wcale tak nie jest! – Pierwsze biura typu open space powstawały już na początku XX wieku w Stanach Zjednoczonych. Fakt, że po tylu dekadach nadal korzysta z tego rozwiązania, świadczy o tym, że „w tym szaleństwie jest metoda” – wyjaśnia Aleksandra Paradecka z agencji Platis, która specjalizuje się m.in. we wsparciu w wynajmie biur oraz innych obiektów komercyjnych w Łodzi. – Trzeba jednak pamiętać, że nie jest to rozwiązanie w 100% uniwersalne. Są sytuacje, w których sama otwarta przestrzeń nie wystarcza – dodaje. 

Kiedy open space w biurze będzie strzałem w dziesiątkę?

Open space w biurze to dość popularne rozwiązanie. Kiedy jednak ta koncepcja będzie tą naprawdę idealną? Oto sytuacje, w których warto rozważyć tę opcję.

Gdy praca zespołowa to podstawa w Twojej firmie

Jeśli Twoja firma bazuje na częstej współpracy między członkami zespołu, open space może usprawnić ten proces. W takiej przestrzeni łatwiej o spontaniczne burze mózgów, szybkie konsultacje czy wymianę pomysłów. Pracownicy nie muszą rezerwować sal konferencyjnych ani przemieszczać się między pokojami – mogą po prostu obrócić krzesło i rozpocząć dyskusję.

biuro typu open space

W biurze typu open space znacznie łatwiej pracować nad projektami wymagającymi zaangażowania całego zespołu.

Jeżeli zależy Ci na lepszej integracji zespołu

Przestrzeń bez barier fizycznych sprzyja budowaniu relacji międzyludzkich. Pracownicy mają okazję lepiej się poznać, co przekłada się na atmosferę w firmie i efektywność wykonywania obowiązków. Codzienne interakcje w naturalny sposób rozwijają zaufanie i poczucie przynależności do zespołu.

Gdy chcesz usprawnić obieg dokumentów

W biurze open space obieg informacji i dokumentów staje się znacznie prostszy. Zamiast wysyłać wiadomości e-mail czy przekazywać dokumenty przez kilka pokoi, pracownicy mogą szybko skonsultować sprawy twarzą w twarz. To ogromna oszczędność czasu i zmniejszenie formalności.

Jeżeli myślisz o optymalizacji kosztów wynajmu

Biura typu open space są zazwyczaj bardziej ekonomiczne. Pozwalają na efektywniejsze wykorzystanie przestrzeni, a co za tym idzie – obniżenie kosztów najmu. Dodatkowo takie rozwiązanie może przynieść oszczędności w zakresie wyposażenia. Mniej ścian działowych oznacza np. większe możliwości wykorzystania mebli modułowych. Możesz się też liczyć z niższymi kosztami eksploatacji, choćby z uwagi na wspólne korzystanie z urządzeń biurowych.

Warto jednak pamiętać, że open space ma też swoje wyzwania – wyższy poziom hałasu czy ograniczoną prywatność. Dlatego może się nie sprawdzić przy wykonywaniu zadań wymagających maksymalnej koncentracji. Mimo to, nowoczesne rozwiązania, takie jak bariery akustyczne czy wydzielone strefy ciszy, pomagają minimalizować te niedogodności.

Jak widzisz, biuru open space warto w wielu sytuacjach powiedzieć „tak”. Czy to również Twoja odpowiedź? Jeżeli tak właśnie jest, podejmij współpracę z doświadczonymi ekspertami od nieruchomości, aby jak najszybciej i najwygodniej wynająć przestrzeń idealną.

Systemy magazynowe – niezbędne elementy każdego magazynu

Jednymi z najważniejszych elementów w każdym magazynie są regały i inne meble, które pozwalają na składowanie towaru. Dzięki nim można maksymalnie wykorzystać dostępną przestrzeń – nawet w wysokich budynkach. Jakie są podstawowe systemy magazynowe?

Systemy regałowe magazynowe

Współczesne systemy regałowe magazynowe pozwalają na bezpieczne składowanie towaru o dowolnych gabarytach, a także jego łatwe pobieranie podczas kompletacji zamówień. Najczęściej mają one formę:

  • regałów przyściennych – sprawdzają się świetnie zwłaszcza w mniejszych przestrzeniach, w których ważna jest wykorzystanie każdego metra kwadratowego;
  • regałów gondoli – to konstrukcje jednostronne lub dwustronne, często spotykane także w punktach sprzedaży i sklepach samoobsługowych;
  • regałów paletowych – są przeznaczone do składowania towarów na paletach;
  • regałów półkowych – są idealne do przechowywania lżejszych produktów pakowanych luzem, np. narzędzi czy części zamiennych;
  • regałów wjezdnych – umożliwiają wjazd wózka widłowego bezpośrednio między kolejne fragmenty konstrukcji. W takich systemach towar jest umieszczany w środku, co oszczędza miejsce.

Systemy magazynowe statyczne i dynamiczne

Statyczne systemy regałowe magazynowe

Systemy magazynowe dzieli się też na dynamiczne i statyczne. Pierwsze z nich pozwalają na przemieszczanie towarów w taki sposób, by zoptymalizować ich przepływ i wykorzystanie dostępnej przestrzeni. Są droższe, ale sprawdzają się świetnie w większych magazynach. Przykładami dynamicznych systemów magazynowych są roboty pobierające i odkładające ładunki czy regały przepływowe i wjezdne.

Statyczne konstrukcje są natomiast wykorzystywane w jednym miejscu – nie mają zdolności do poruszania się. W takich systemach ładunek pobiera pracownik, często z użyciem wózka widłowego. Cechują się one prostą budową i niską ceną. Są świetnym wyborem w przypadku małej lub średniej rotacji towaru. Do systemów statycznych zalicza się m.in. regały przyścienne i półkowe.

Wybór odpowiedniego systemu magazynowego zależy przede wszystkim od tego, jak dużo towaru składuje się w obiekcie. Jeśli firma realizuje setki zamówień każdego dnia, lepszym wyborem będą konstrukcje dynamiczne. W mniejszych magazynach wystarczą tańsze regały statyczne – tłumaczy specjalista z firmy Gizo oferującej m.in. systemy do magazynów oraz szafki BHP ubraniowe.

Automatyczne systemy magazynowe

W niektórych firmach stosuje się też automatyczne systemy magazynowe. To m.in. specjalne windy poruszające się w górę i w dół, karuzele poziome czy konstrukcje wykorzystujące autonomiczne wózki. Takie regały i urządzenia są zdecydowanie droższe od tych tradycyjnych, ale pozwalają na jeszcze lepsze wykorzystanie dostępnej przestrzeni i szybsze kompletowanie zamówień. Sprawdzają się przede wszystkim w dużych firmach o znacznym budżecie.

Inne meble wykorzystywane w magazynach

Systemy magazynowe to przede wszystkim regały. Nie są to jednak jedyne meble, w które wyposaża się tego typu obiekty. W magazynach stosuje się też różnego rodzaju szafki pracownicze BHP, które pozwalają na bezpieczne przechowywanie przedmiotów osobistych. Zazwyczaj powstają one z metalu odpornego na uszkodzenia mechaniczne i trudne warunki panujące w tego typu budynkach.

Podsumowując, wybór odpowiedniego systemu magazynowego jest istotną decyzją dla każdej firmy. Należy dokładnie przeanalizować potrzeby magazynu, wielkość składowanego towaru, rotację produktów oraz budżet, aby wybrać system, który będzie najbardziej efektywny i ekonomiczny. Zarówno systemy statyczne, jak i dynamiczne mają swoje zalety i wady, a ostateczny wybór powinien być podyktowany indywidualnymi potrzebami i specyfiką działalności.

Develia z mniejszym zyskiem i przychodami w I kwartale 2025

  • W I kwartale 2025 r. przychody ze sprzedaży grupy Develia wyniosły 253,5 mln zł w porównaniu do 401,6 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku.
  • Zysk netto grupy wyniósł 65,2 mln zł wobec 84,4 mln zł zysku netto w I kwartale 2024 r.
  • W okresie styczeń-marzec 2025 r. deweloper sprzedał 951 lokali wobec 1038 w analogicznym okresie ubiegłego roku.
  • Develia przekazała 524 mieszkania, czyli 12% mniej r/r, co miało wpływ na spadek przychodów ze sprzedaży. Cel przekazań na 2025 r. to 2900-3100 lokali, a ich kumulacja spodziewana jest w IV kwartale br.
  • Na koniec marca 2025 r. Develia posiadała łącznie 682,5 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych wobec 840,6 mln zł na koniec 2024 r.

– W I kwartale odnotowaliśmy solidny wynik sprzedaży i istotną poprawę wobec III i IV kwartału poprzedniego, rekordowego roku. To rezultat, który wzmacnia naszą pozycję w czołówce deweloperów mieszkaniowych i daje dobrą bazę do realizacji tegorocznych celów. Majowa obniżka stóp procentowych jest dla rynku pierwszym pozytywnym sygnałem. To spory skok w zdolności kredytowej nabywców, który, jak się spodziewamy, będzie wspierał popyt na mieszkania w kolejnych miesiącach – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii.

Działalność deweloperska

W I kwartale br. Develia sprzedała 951 mieszkań (w tym cztery lokale w inwestycjach realizowanych wspólnie z Grupo Lar Polska). Najwięcej mieszkań znalazło nabywców w projektach Aleje Praskie i Bemowo Vita w Warszawie, Traugutta Vita i Orawska Vita we Wrocławiu, Przemyska Vita i Południe Vita w Gdańsku, Centralna Vita i City Vibe w Krakowie oraz Królowej Jadwigi w Poznaniu. W okresie styczeń-marzec Develia przekazała 524 mieszkania (w tym 156 lokali w inwestycjach realizowanych wspólnie z Grupo Lar Polska) w porównaniu do 598 lokali rok wcześniej. Cel zarządu to przekazanie 2900-3100 mieszkań w 2025 r., z czego kumulacja przekazań spodziewana jest pod koniec roku, co wynika z harmonogramu projektów.

Pod koniec kwietnia br. Develia podpisała przedwstępną umowę dotyczącą nabycia 100% udziałów Bouygues Immobilier Polska, oddziału Bouygues Immobilier, francuskiego dewelopera. Cena sprzedaży ustalona w umowie przedwstępnej to 66,5 mln euro (ok. 283,6 mln zł). Dzięki przejęciu Develia zwiększy liczbę mieszkań w realizacji oraz potencjał banku ziemi w Warszawie, Poznaniu i we Wrocławiu. Na koniec 2024 r. Bouygues Immobilier Polska posiadała około 1300 mieszkań w realizacji i przygotowaniu, z czego na 1098 podpisano już umowy deweloperskie. Ponadto spółka posiadała ok. 2800 lokali w gruntach zabezpieczonych umowami przedwstępnymi. Develia sfinansuje transakcję ze środków własnych z opcją refinansowania kredytem bankowym. Umowa powinna zostać sfinalizowana do 30 czerwca 2025 r. pod warunkiem uzyskania zgody Prezesa UOKiK na dokonanie koncentracji.

Działalność komercyjna

W I kwartale br. Develia kontynuowała działania mające na celu finalizację sprzedaży Arkad Wrocławskich planowaną do końca sierpnia br. Pod koniec lutego spółka otrzymała prawomocne pozwolenie i rozpoczęła rozbiórkę obiektu.

W ramach dywersyfikacji podstawowej działalności mieszkaniowej, Develia stopniowo buduje kompetencje w segmentach PRS i PBSA. W styczniu br. spółka kupiła grunt przy pl. Orląt Lwowskich we Wrocławiu za 40,6 mln zł. Deweloper planuje zrealizować na nim akademik z ok. 600 pokojami i dwoma lokalami usługowymi. Zgodnie ze wstępnym planem budowa akademika przy pl. Orląt Lwowskich we Wrocławiu rozpocznie się w 2026 r., a obiekt będzie gotowy dwa lata później.

Wyniki finansowe

Dane finansowe (tys. zł) 1Q2025 1Q2024 Zmiana
Przychody 253 530 401 612 -36,87%
Zysk brutto ze sprzedaży 80 814 133 496 -39,46%
Zysk brutto ze sprzedaży segment deweloperski 79 205 132 978 -40,44%
Zysk brutto ze sprzedaży segment komercyjny 32 -437 n/d
EBITDA 47 515 109 942 -56,78%
EBITDA skorygowana* 49.589 112 699 -56,00%
Udział w zyskach (stratach) jednostek ujmowanych metodą praw własności JV

 

13.271 -670 n/d
Zysk netto 65 176 84 400 -22,78%
Skorygowany zysk netto* 67.160 87 788 -23,50%
ROE 3,65% 5,16% -1,51 pp.
ROE skorygowane* 3,80% 5,4% -1,60 pp.

(*) – skorygowany zysk netto, liczony według wzoru: skorygowany zysk netto = zysk netto skorygowany o sumę przeszacowań netto z tytułu nieruchomości inwestycyjnych i zapasów – przychody/koszty finansowe z tytułu wycen zobowiązań finansowych w EUR – podatek odroczony utworzony od korygowanych pozycji (odpowiednio ROE i EBITDA)

Przychody grupy za I kwartał 2025 r. wyniosły 253,5 mln zł i były o 37% niższe wobec 401,6  mln zł rok wcześniej. Spadek przychodów wynika z mniejszej liczby przekazanych mieszkań, w szczególności lokali zrealizowanych przez Develię (czyli bez joint-venture). Mieszkania realizowane w ramach współpracy z Grupo Lar Polska stanowiły 30% wszystkich przekazań w I kwartale br. Wyniki z joint-venture są prezentowane w pozycji „Udział w zyskach (stratach) jednostek ujmowanych metodą praw własności”, tym samym nie są uwzględnianie w przychodach ze sprzedaży, zysku brutto ze sprzedaży czy EBITDA. W I kwartale 2025 r. udział w zyskach jednostek ujmowanych metodą praw własności joint-venture wyniósł 13,3 mln zł w porównaniu do 0,7 mln zł straty w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Zysk netto grupy wyniósł 65,2 mln zł i był o 23% niższy od 84,4 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku. Zysk brutto ze sprzedaży z działalności deweloperskiej za pierwsze trzy miesiące 2025 r. wyniósł 79,2 mln zł przy przychodach 251,9 mln zł.

– Wynik za I kwartał odzwierciedla niższą wobec analogicznego okresu ubiegłego roku liczbę przekazanych mieszkań, a także strukturę przekazań charakteryzującą się dużym udziałem lokali zrealizowanych w ramach joint-venture. Spodziewamy się kumulacji przekazań pod koniec roku, co jest zgodne z harmonogramem realizowanych przez nas projektów i będzie budowało nasz wynik finansowy w ostatnim kwartale br. Poziom gotówki, jaki posiadaliśmy na koniec marca potwierdza bardzo dobrą sytuację płynnościową spółki i gotowość do sfinansowania transakcji przejęcia Bouygues Immobilier Polska ze środków własnych. Tak jak zapowiadaliśmy, nie wykluczamy późniejszego refinansowania zakupu kredytem bankowymmówi Paweł Ruszczak, wiceprezes zarządu Develii. – Zgodnie z realizowaną polityką chcemy podzielić się ubiegłorocznym, rekordowym zyskiem z akcjonariuszami. W maju zarekomendowaliśmy walnemu zgromadzeniu wypłatę najwyższej w historii spółki dywidendy na poziomie 265,5 mln zł, czyli 0,58 zł na akcję – dodaje Paweł Ruszczak.

W lutym 2025 r. Develia wyemitowała obligacje o wartości 160 mln zł. Oprocentowanie 4-letnich obligacji zostało ustalone w oparciu o WIBOR 3M powiększony o marżę 2,4% w skali roku.

Na koniec marca 2025 r. Develia posiadała łącznie 682,5 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych wobec 840,6 mln zł na koniec 2024 r. Na koniec I kwartału 2025 r. zobowiązania finansowe wyniosły 893,2 mln zł w porównaniu z 915,0 mln zł na koniec 2024 r.

„Odwrócony Robin Hood”? Ustawa Trumpa dzieli Amerykę i niepokoi inwestorów

Trwa legislacyjna batalia o wprowadzenie największych zmian podatkowych w USA od 2017 roku. Dziś ustawa została przepchnięta przez Izbę Reprezentantów. Rynkom zdecydowanie się to nie spodobało.

Jednym głosem

Już dawno nie pracowano w Kongresie nad ustawą, która tak mocno dzieliłaby jego przedstawicieli. Flagowy projekt Donalda Trumpa budzi kontrowersje nawet wśród Republikanów, dlatego do samego końca wynik głosowania pozostawał wielką niewiadomą. Ostatecznie udało się przepchnąć tę ustawę przez Izbę Reprezentantów jednym głosem przewagi. Wynik 215 do 214 idealnie pokazuje, jakie emocje temu towarzyszyły. Sama ustawa określana jest mianem największych zmian podatkowych od 2017 roku, kiedy wprowadzono Tax Cuts and Jobs Act. Swoją drogą część nowej ustawy to proste przedłużenie rozwiązań zawartych w TCJA. Dzisiejsze zwycięstwo administracji Trumpa nie oznacza jeszcze finalnego sukcesu. Teraz ustawa trafi do Senatu i tam również zebranie większości będzie co najmniej karkołomne. W idealnym scenariuszu spekuluje się, że prezydent chciałby podpisać gotowy akt podczas obchodów Święta Niepodległości 4 lipca.

Odwrócony Robin Hood

Ustawa jest krytykowana przede wszystkim za to, że oszczędności dla najbogatszych mają być finansowane przez tych biedniejszych. Jest to oczywiście pewne uproszczenie, jednak prawdą jest, że zakłada ona redukcję wydatków na Medicaid o około 800 miliardów dolarów. Medicaid to program federalno-stanowy, który zapewnia ubezpieczenie zdrowotne dla osób o niskich dochodach i ograniczonych zasobach. Z drugiej strony cięcia w podatkach są znacznie szersze i nie dotykają tylko najbogatszych. Ciekawym rozwiązaniem jest choćby zakładanie rachunków oszczędnościowych dzieciom urodzonym w nadchodzących trzech latach. Każdy taki rachunek zostanie dofinansowany przez państwo kwotą tysiąca dolarów. Ważną częścią planu są również zwiększone wydatki na obronność i armię – łącznie o blisko 300 mld $. Z podatku dochodowego mają zostać także zwolnione napiwki czy wypłaty za nadgodziny.

Wpływ na rynek

Największym problemem tej ustawy nie są jednak wybrane elementy, lecz całościowe niezbilansowanie wzrostu wydatków przez potencjalne oszczędności. Szacuje się, że wpływ tego aktu na deficyt finansowy może wynieść nawet 3,8 biliona dolarów w ciągu dekady. A nie da się ukryć, że i bez niego amerykański budżet był raczej w kiepskim stanie. Ostatnio mocno zwróciła na to uwagę agencja Moody’s, która postanowiła ściąć rating USA. Przepchnięcie ustawy zdecydowanie odbiło się na rentownościach amerykańskiego długu. Ostatnio oprocentowanie obligacji 20-letnich przebiło psychologiczną barierę 5%. Obecnie jest już blisko 20 punktów bazowych wyżej. Nerwowo reagują parkiety akcyjne w handlu przedsesyjnym. Co ciekawe, na kanwie pogorszenia sentymentu delikatnie umocnił się… sam dolar. A to z kolei negatywnie odbija się na złotym. Kurs EURPLN rośnie do 4,25 zł, a USDPLN do 3,76 zł.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Kwiecień 2025 najlepszym miesiącem w historii polskiej elektromobilności

  • W kwietniu udział samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) na rynku nowych pojazdów osobowych wyniósł rekordowe 5,4% – to najlepszy wynik w historii polskiej elektromobilności
  • Na koniec kwietnia 2025 r. łączna liczba zarejestrowanych w Polsce, osobowych i użytkowych BEV wynosiła 90 720 szt.
  • Liczba ogólnodostępnych punktów ładowania w ubiegłym miesiącu wzrosła do 9 524, z czego 3 056 stanowiły punkty DC
  • W kwietniu 2025 r. udział ogłoszeń BEV w łącznej liczbie ofert pojazdów używanych na portalu OTOMOTO nadal wynosił 1,1%
  • Polish EV Outlook Index (PEVO Index) to comiesięczne zestawienie kluczowych danych i statystyk sektora e-mobility w Polsce

Samochody elektryczne

Na koniec kwietnia 2025 r. flota osobowych, dostawczych i ciężarowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) w Polsce liczyła 90 720 szt. Park osobowych BEV składał się z 81 927 szt. (+42% r/r), a liczba rejestracji nowych pojazdów tego typu wyniosła 2 556 szt. – wzrosła o 102% rok do roku. Na koniec kwietnia 2025 r. flota całkowicie elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych zwiększyła się do 8 793 szt. (+35% r/r). Park osobowych, wodorowych FCEV liczył 352 szt. (+64% r/r). Najpopularniejszymi, nowymi osobowymi modelami BEV w kwietniu 2025 r. były Citroën e-C3 (178 sprzedanych szt.), KIA EV 6 (171 szt.) oraz Leapmotor T03 (157 szt.). Na podium wśród marek znalazły się Kia, Tesla oraz BMW. Udział BEV na rynku nowych samochodów osobowych w kwietniu 2025 r. wyniósł rekordowe 5,4%.

Infrastruktura ładowania

W Polsce na koniec kwietnia 2025 r. funkcjonowały 9 524 (+42% r/r) ogólnodostępne punkty ładowania, w tym 6 468 AC (+35% r/r) oraz 3 056 DC (+62% r/r). Wzdłuż sieci TEN-T były dostępne 949 punktów ładowania, czyli o 38% więcej niż w kwietniu 2024 r. „PEVO Index” zawiera ponadto informacje na temat miast o najlepiej rozwiniętej infrastrukturze dla pojazdów zeroemisyjnych. Pierwsza jest Warszawa (779 punktów w kwietniu 2025 r.), a kolejne miejsca zajmują Gdańsk (344), Szczecin i Poznań (po 282) oraz Kraków (268).

Polska na celowniku rosyjskich grup hakerskich – stan podwyższonej gotowości służb

Polskie służby specjalne ogłosiły stan podwyższonej gotowości w związku z nasilającym się zagrożeniem ze strony rosyjskich cyberprzestępców. Na celowniku znalazły się firmy z sektora logistycznego, technologicznego, a także instytucje odpowiedzialne za infrastrukturę krytyczną. Polska znajduje się w ścisłym gronie państw, będących celem rosyjskich hakerów – potwierdza firma Check Point Software.

Alarmujące informacje o atakach na firmy zaangażowane w transport morski, kolejowy i lotniczy, zarządzanie ruchem powietrznym, obsługę centrów logistycznych, a także świadczące usługi informatyczne, przekazały Służba Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) oraz Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW). Celem rosyjskich hakerów, powiązanych z wywiadem GRU jest zdobycie wrażliwych danych dotyczących m.in. tras i terminów dostaw sprzętu wojskowego oraz informacji o jego nadawcach i odbiorcach. Te dane mogą zostać wykorzystane operacyjnie przeciwko Ukrainie i jej sojusznikom.

Wszystkie tego typu zdarzenia mają jeden cel – mniejszy lub większy paraliż państwa, co w obecnej sytuacji geopolitycznej przekłada się na bezpieczeństwo strategiczne. Celem rosyjskich grup jest zaburzanie sprawnego działania funkcjonowania państwa, instytucji publicznych i wzmożenie niepokoju w Polsce jako aktywnym partnerze, wspierającym Ukrainę podczas wojny – komentuje wcześniejsze próby ataków Wojciech Głażewski, country manager firmy Check Point Software w Polsce.

Firma bezpieczeństwa Check Point Software Technologies informowała na początku roku, że intensywne ataki na polską infrastrukturę krytyczną dokonywane są przez przestępców powiązanych z rosyjską jednostką wojskową GRU – 26165, znaną jako grupa APT28 lub „Fancy Bear”, grupami KillNet, NoName057, Cyber Army of Russia, APT44 czy Storm…. Od 2022 roku prowadzą one skoordynowaną kampanię cyberszpiegowską przeciwko krajom wspierającym Ukrainę.

Najbardziej aktywne prorosyjskie grupy w 2025 roku:

  1. APT CopyCop– grupa APT powiązana z Rosją, koncentrująca się na infiltracji mediów i rozprzestrzenianiu fałszywych treści.
  2. Storm-1679– specjalizuje się w rozpowszechnianiu fałszywych narracji, często bazujących na rzeczywistych wydarzeniach, ale celowo zniekształcanych.
  3. Storm-1516–prorosyjska grupa zidentyfikowana przez analityków bezpieczeństwa jako twórca ponad 100 stron internetowych podszywających się pod portale informacyjne. Publikowała one liczne dezinformacyjne artykuły na temat niemieckich polityków i polityki wewnętrznej Niemiec.
  4. APT44 (znana również jako Sandworm)– grupa o wysokim poziomie zaawansowania, prowadząca działania zarówno w przestrzeni cyberataków, jak i psychologicznej destabilizacji.
  5. KillNet, NoName057(16) oraz Cyber Army of Russia – znane z ataków na infrastrukturę krytyczną w krajach opowiadających się przeciwko Rosji. Grupy te przeprowadzały głównie ataki typu DDoS (Distributed Denial of Service) oraz inne formy manipulacji, zakłócając działalność instytucji rządowych i sektora prywatnego w Ukrainie oraz krajach wspierających Ukrainę (w Polsce).

Rosjanie wykorzystują m.in. cywilne urządzenia, takie jak prywatne kamery IP, bez wiedzy właścicieli” – podkreślają służby, dodając, że wykryto i zablokowano próby ingerencji w łańcuchy dostaw oprogramowania. Rosjanie atakują też w inne państwa… Oświadczenie dotyczące działań rosyjskich hakerów opublikowały także Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy, Czechy, Australia, Kanada, Dania, Estonia, Francja i Holandia.

Rosja stanowi największe zagrożenie cybernetyczne dla Polski

Eksperci firmy Embroker podkreślają, że Rosja jest krajem skąd pochodzi wiele rodzajów działalności cyberprzestępczej i wynika to z kilku powodów – rozbudowanej siatki zorganizowanej działalności przestępczej, zaangażowania rządu rosyjskiego w takie działania (GRU) oraz brak egzekwowania prawa.

Rząd Rosji postrzega zdolności cybernetyczne i informacyjne jako kluczowe elementy swoich operacji wojskowych i wywiadowczych – podkreśla Justin Sherman w analizie na łamach prestiżowego magazynu Atlantic Coucil (https://www.atlanticcouncil.org/content-series/russia-tomorrow/unpacking-russias-cyber-nesting-doll/).

Tymczasem Polska znajduje się w ścisłej czołówce państw Europy Środkowej pod względem liczby ataków na strategiczne sektory: użyteczności publicznej, transportu, rządowo-wojskowy. Sektory te atakowane są ponad 1850 razy w skali miesiąca – to poziom porównywalny z sąsiednimi Czechami i Węgrami, znacznie wyższy niż na Słowacji (1 400) czy w Niemczech (1 300) – wynika z analiz firmy Check Point.

Europa i świat stają w obliczu rosnącego zagrożenia cybernetycznego. Ekstremalny wzrost łączności – 5,5 miliarda użytkowników internetu, 15 miliardów urządzeń IoT podłączonych do sieci, powszechny mobilny dostęp do sieci i rozwój sztucznej inteligencji – niosą ze sobą zarówno nowe możliwości, jak i zagrożenia – podkreślają eksperci Check Point Software.

Eksperci Check Point zwracają również uwagę na nowe techniki i cele hakerów w tym roku – zhakowane routery, urządzenia VPN i im podobne urządzenia, które stały się kluczowymi punktami dostępu dla cyberprzestępców. W ubiegłym roku (2024) ponad 200 tys. urządzeń zostało przejętych przez zaawansowane botnety, takie jak Raptor Train. Problem stanowią również luki w zabezpieczeniach. Aż 96% ataków wykorzystało podatności ujawnione przed 2024 rokiem.

Ale rosyjscy hakerzy stosują też inne metody. W kwietniu br. eksperci firmy Check Point wskazywali na ataki rosyjskich cyberprzestępców, którzy podszywali się pod Ministerstwo Spraw Zagranicznych jednego z europejskich krajów, rozsyłając e-maile z zaproszeniami na rzekome ekskluzywne spotkania dyplomatyczne przy winie. Kliknięcie w link – idealnie dopasowany do nadawcy i strony internetowej – prowadziło jednak nie na degustację, a do instalacji złośliwego oprogramowania szpiegowskiego.

Drastyczny wzrost liczby ataków to wyzwanie nie tylko dla firm, ale również dla całego sektora bezpieczeństwa narodowego. Cyberprzestępcy nie tylko stają się coraz bardziej wyspecjalizowani i zuchwali, ale również coraz lepiej finansowani i zorganizowani. – Wraz z coraz większą liczbą cyberataków, rośnie potrzeba silnej strategii obronnej opartej na współpracy międzynarodowej, wymianie informacji oraz wprowadzaniu innowacyjnych technologii ochronnych. Czas pokaże, czy Polska wraz z sąsiednimi krajami zdoła skutecznie stawić czoła cyberzagrożeniom i wzmocni swoje systemy obrony w obliczu kolejnych ataków – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.

Wyniki Grupy ORLEN za I kwartał 2025: 4,3 mld zł zysku netto i 11,6 mld zł EBITDA

0

Zysk operacyjny EBITDA LIFO wzrósł o 40 proc., a zysk netto o ponad 50 proc. (r/r). Wyniosły one odpowiednio 11,6 mld zł i 4,3 mld zł. Za 80 proc. zysku operacyjnego odpowiadały obszary wydobycia i dystrybucji węglowodorów oraz energetyka, w których prowadzone są strategiczne projekty rozwojowe. To między innymi prace nad włączeniem do produkcji nowych złóż w Norwegii, budowa morskiej farmy wiatrowej Baltic Power, modernizacja sieci energetycznych i budowa dwóch elektrowni gazowych. W pierwszym kwartale koncern odnotował też wzrost liczby aktywnych użytkowników aplikacji VITAY o 200 tysięcy i około 20 tysięcy nowych odbiorców detalicznych gazu i energii elektrycznej. Koncern w pierwszym kwartale 2025 r. zainwestował 6,2 mld zł w strategiczne projekty rozwojowe, wspierające transformację energetyczną, a jednocześnie obniżył o ponad 8 mld zł (kw/kw) dług netto.  

– Dobre wyniki finansowe to wymierne efekty porządkowania sytuacji w Grupie i realizacji ambitnej Strategii 2035. Koncentrujemy się na strategicznych celach. To zapewnienie własnego i importowanego gazu niezbędnego do transformacji polskiej gospodarki, dekarbonizacja mocy wytwórczych, inwestycje w sieci dystrybucyjne energii i gazu, czy zwiększanie mocy odnawialnych. Odzwierciedleniem dobrego odbioru obranych kierunków rozwoju jest kurs akcji ORLEN, który od początku roku zanotował wzrost niemal o 50 proc. i jest najwyższy w historii zintegrowanej Grupy – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

W pierwszym kwartale 2025 r. Grupa ORLEN wypracowała:

  • Przychody na poziomie 73,5 mld zł
  • EBITDA LIFO w wysokości 11,6 mld zł
  • Przepływy z działalności operacyjnej na poziomie 15,7 mld zł

Wyższy o 2,7 mld zł (r/r) zysk EBITDA na poziomie 5,3 mld zł wypracował segment Upstream&Supply. Koncern osiągnął ten rezultat w efekcie wyższych notowań hurtowych gazu. Istotny dla wyniku był także brak odpisu na Fundusz Wypłaty Różnicy Ceny. Produkcja węglowodorów wyniosła w tym czasie ok. 210 tys. boe/d, z czego 73 proc. stanowił gaz, wydobywany głównie z norweskich i polskich złóż, a 27 proc. stanowiła ropa i LNG.

Bardzo mocną pozycję potwierdził segment Energy, który wypracował zysk EBITDA na poziomie 4,3 mld zł, wyższy o 614 mln zł (r/r). Na wzrost złożyły się lepsze rezultaty  sieci dystrybucyjnych (Energia i Gaz) – 541 mln zł i ciepłownictwa – 145 mln zł. Łączna moc zainstalowana w Grupie ORLEN wyniosła 6,1 GWe. W tym czasie wyprodukowano 5,1 TWh energii elektrycznej. Obecnie blisko 65 proc. energii elektrycznej wytwarzanej przez koncern pochodzi z nisko- i zeroemisyjnych źródeł.

Utrzymujące się trudne otoczenie makroekonomiczne dla petrochemii, a jednocześnie normalizujący się poziom marży rafineryjnej miały kluczowe znaczenie dla wyniku EBITDA LIFO osiągniętego przez segment Downstream, który wyniósł ponad 1,2 mld zł. W pierwszym kwartale br. rafinerie należące do Grupy ORLEN przerobiły 9,2 mln ton ropy i był to poziom zbliżony do wypracowanego rok wcześniej.

EBITDA segmentu Consumers & Products wyniosła 1,2 mld zł i była wyższa o 963 mln (r/r). Zgodnie z nową strategią koncernu, segment ten integruje obecnie sprzedaż nośników energii: gazu, energii elektrycznej oraz paliw do odbiorców końcowych. Wynik został wypracowany m.in. dzięki wzmacnianiu doskonałości operacyjnej, a także wyższej sprzedaży gazu oraz utrzymaniu sprzedaży paliwowej i pozapaliwowej na stabilnym, porównywalnym (r/r) poziomie. Sieć ORLEN liczy już ponad 3,5 tys. stacji oraz przeszło 2,7 tys. punktów sprzedaży pozapaliwowej. W efekcie konsekwentnie realizowanych inwestycji koncern posiada też niemal 880 stacji alternatywnego tankowania na sześciu europejskich rynkach.

– To był bardzo dobry kwartał dla Grupy ORLEN i jej akcjonariuszy, zarówno pod względem operacyjnym, jak i finansowym. Osiągnęliśmy wyższy o 40 proc. zysk EBITDA LIFO. Warte podkreślenia są też wyższe przepływy z działalności operacyjnej, które wyniosły niespełna 16 mld zł. Wyniki tego kwartału to dowód, że Grupa ORLEN świetnie sobie radzi, pomimo utrzymującej się wysokiej zmienności na rynkach – mówi Magdalena Bartoś, Wiceprezes Zarządu ORLEN ds. Finansowych.

W pierwszym kwartale br. Grupa ORLEN wygenerowała 15,7 mld zł przepływów z działalności operacyjnej, a wskaźnik długu netto do zysku operacyjnego EBITDA na koniec minionego kwartału był jednym z najniższych spośród spółek całego sektora. Potwierdza on stabilne fundamenty finansowe Grupy ORLEN i oddaje jednocześnie wysoki potencjał do realizacji inwestycji transformacyjnych. ORLEN utrzymał najwyższe w historii oceny ratingowe – A3 przyznaną przez Agencję Moody’s Investors Service i „BBB+” przyznaną przez Agencję Fitch Ratings.

Grupa ORLEN w pierwszym kwartale tego roku konsekwentnie budowała swoją wartość i przewagi konkurencyjne, jednocześnie inwestując miliardy złotych w bezpieczeństwo surowcowe Polski i całego regionu. Odkryte zostało nowe złoże gazu w Wielkopolsce, którego zasoby wynoszą niemal ćwierć miliarda metrów sześciennych.

ORLEN, zgodnie z zapowiedziami, nawiązuje perspektywiczne partnerstwa. Jednym z nich jest współpraca z ukraińską spółką Naftogaz, w ramach której koncern zawarł dotychczas trzy kontrakty na dostawę do Ukrainy łącznie 300 mln m3 gazu ziemnego pochodzącego ze Stanów Zjednoczonych. Udział skroplonego gazu ziemnego, dostarczanego drogą morską, w imporcie gazu ziemnego do Polski systematycznie rośnie, dlatego w pierwszym kwartale br. flota ORLEN powiększyła się o kolejne dwa gazowce, a docelowo będzie liczyć osiem jednostek.

W ramach budowy kompetencji w wykorzystaniu technologii CCS, ORLEN nawiązał także współpracę z norweską spółką Equinor m.in. w zakresie transportu i składowania dwutlenku węgla na obszarze polskiej części Morza Bałtyckiego.

Z kolei wspólnie z Politechniką Warszawską Filia w Płocku oraz Akademią Górniczo-Hutniczą im. Stanisława Staszica w Krakowie, ORLEN będzie pracował nad udoskonaleniem technologii wytwarzania paliw syntetycznych. Koncern rozpoczął również badanie rynku i dialog z potencjalnymi dostawcami niskoemisyjnego i odnawialnego amoniaku, który posłuży do produkcji nawozów, a jednocześnie pozwoli zredukować emisje w zakładzie Anwil we Włocławku. Spółka rozważa również możliwość zastosowania odnawialnego amoniaku jako źródła wodoru do produkcji lotniczych paliw syntetycznych.

W rozwój technologii wodorowej zaangażował się także korporacyjny fundusz ORLEN VC. Zainwestował on w norweską spółkę Hystar, której innowacyjne rozwiązania pozwolą już w 2027 r. produkować wysokosprawne elektrolizery membranowe o łącznej mocy 1,5 GW rocznie.

Zgodnie ze strategią ORLEN2035, realizowane były też kluczowe projekty energetyczne. Priorytetem jest budowa morskiej farmy wiatrowej na Bałtyku, z której pierwsze megawatogodziny energii popłyną już w przyszłym roku. Obecnie trwają zaawansowane prace związane z przygotowaniem do  instalacji turbin i kabli morskich. Ponadto otwarta została baza serwisowa w Łebie, która wspiera realizację inwestycji i umożliwi jej efektywne serwisowanie w całym około 30-letnim cyklu życia.

ORLEN rozwija także drugi projekt Baltic East, o mocy 1 GW, sąsiadujący z koncesją Baltic Power. Procedura wydania decyzji środowiskowej dla tej inwestycji jest już na zaawansowanym etapie. Prowadzony jest także dialog z potencjalnymi dostawcami, co pozwoli maksymalnie wykorzystać local content przy tej inwestycji.

Jednocześnie realizowane są inwestycje w niskoemisyjne źródła energii. Projekty CCGT w Ostrołęce i CCGT w Grudziądzu zostały wykonane w 90 proc., a ich zakończenie jest planowane w pierwszym półroczu 2026 roku. ORLEN przygotowuje już kolejne projekty – CCGT Grudziądz II i CCGT Gdańsk – do uzupełniającej aukcji rynku mocy, która odbędzie się w sierpniu br., a także CCGT Siekierki do aukcji głównej, która zostanie zorganizowana w grudniu br.

Koncern prowadzi też na dużą skalę modernizację sieci energetycznych w północnej i środkowej Polsce. Na ten cel pozyskano preferencyjne finansowanie 7,5 mld zł z KPO.  Od początku roku przyłączone zostało 300 MW OZE, zrealizowano i zmodernizowano 400 km sieci energetycznych, a tylko w pierwszym kwartale br. na obszarze objętym przez Energa Operator przyłączonych zostało ponad 12 tys. nowych odbiorców.

Izrael grozi Iranowi, Rosja straszy Finlandię. Pensje Polaków rosną szybciej niż zakładano

Środowa sesja to przede wszystkim wzrost napięcia w geopolityce. Izrael znowu planuje atak na Iran, a Rosja przemieszcza wojska pod granicę z Finlandią. Inflacja nie odpuszcza na Wyspach, a z lokalnych wieści – Polacy zarabiają za dużo.

Izrael zaatakuje Iran?

Środę na rynkach zaczęliśmy od wystrzału na notowaniach ropy naftowej. Jest to konsekwencja medialnych doniesień o potencjalnym ataku Izraela na Iran. Według spekulacji celem mają być oczywiście instalacje nuklearne i zatrzymanie dążenia Teheranu do stworzenia broni atomowej. Doniesienia te są o tyle zaskakujące, że w ostatnim czasie administracja Trumpa poświęca dużo uwagi, by dogadać się z Iranem. Prezydent USA miał sugerować nawet, że porozumienie jest blisko. Trochę mniej entuzjastycznie do tego podchodzi druga strona. Nie zmienia to jednak faktu, że Amerykanie wydają się zaskoczeni planami Izraela. Potencjalny atak mógłby doprowadzić do rozlania się konfliktu na cały region. To z kolei zrujnowałoby wszystkie starania Trumpa, by sprowadzić cenę ropy w dół.

Wojska rosyjskie przy granicy z Finlandią

Znacznie mniej intensywnie Waszyngton zareagował na doniesienia o relokacji rosyjskiej armii w pobliżu granicy z Finlandią. Trump w swoim stylu stwierdził, że „wcale się tym nie martwi” oraz że oba kraje (jeszcze z Norwegią) pozostają „bardzo bezpieczne”. Rosyjskie manewry zbiegły się w czasie z porozumieniem europejskich państw w sprawie funduszy na zbrojenia. Program opiewający na 150 mld euro uzyskał aprobatę ambasadorów państw UE. Jest to szczególnie istotne z naszej perspektywy, gdyż szacuje się, że Polska może być jednym z największych beneficjentów tego programu. Mówi się, że ma do nas trafić nawet 20% z tej kwoty. Środki zostaną przekazane w formie pożyczki oprocentowanej na 3,3% i jest to zdecydowanie mniej, niż wynoszą obecnie rentowności polskiego długu.

Wolniej z tymi obniżkami

Pod względem makroekonomicznym kluczowym odczytem był dzisiaj ten dotyczący inflacji na Wyspach. Dynamika cen wyraźnie zaskoczyła analityków i wzrosła do poziomu 3,5% wobec ledwie 2,6% miesiąc temu. Rynek oczekiwał podbicia inflacji, ale nie aż takiego. Zmienia to trochę perspektywę ścieżki schodzenia w dół ze stopami procentowymi. Jeszcze wczoraj główny scenariusz zakładał obniżkę w sierpniu. Teraz pojawiają się sugestie, że BoE może poczekać nawet do listopada. Wydaje się jednak, że różnica między faktyczną inflacją a wcześniejszymi predykcjami nie uzasadnia aż takiej reakcji. Co nie zmienia faktu, że dzisiejszy odczyt zdecydowanie będzie wspierał funta w nadchodzących tygodniach.

Dynamika płac w Polsce

Podobne nastroje panują w Polsce, z tą różnicą, że to nie inflacja, a dynamika płac może opóźnić kolejne obniżki stóp. Dzisiejszy odczyt wskazał, że Polacy w średnich i dużych firmach zarabiają o 9,3% więcej niż przed rokiem. Przekłada się to na średnią pensję na poziomie 9045,11 zł brutto. Odczyt ten wyłamuje ostatni wyraźny trend spadkowy w dynamice wynagrodzeń. Był on jednym z ważniejszych czynników w debacie o rozpoczęciu luzowania monetarnego w kraju. Zanim jednak zacznie się wyciągać daleko idące wnioski, warto pamiętać o pewnym efekcie kalendarzowym. Mianowicie za dobrym kwietniowym wynikiem stoi zapewne Wielkanoc, która w zeszłym roku wypadała w marcu, a w obecnym – miesiąc później. Warto więc poczekać na odczyt za maj, by potwierdzić czy trend spadkowy faktycznie został zaburzony.

Silne euro szansą?

Złoty pozostaje dzisiaj raczej neutralny. Umacnia się względem słabego dolara, a jednocześnie osłabia wobec silnego euro. Wspólna waluta kosztuje 4,24 zł. Ten układ wyraźnie jest też widoczny na EURUSD, które przebiło poziom 1,13$, chwilami dochodząc nawet do 1,136$. Co ciekawe mocne euro wcale nie psuje nastrojów pani prezes EBC. Christine Lagarde miała stwierdzić, że silne euro to „szansa”. Nie do końca wiadomo jednak, na co. Możliwe, że po prostu na lepsze relacje z administracją Trumpa.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

mObywatel z informacją o środkach zgromadzonych w ZUS

Pomysł, aby udostępniać w aplikacji mObywatel informację na temat środków zgromadzonych w ZUS oraz ewentualnie informacji o prywatnych dobrowolnych programach emerytalnych jest lepszym rozwiązaniem niż to co oferował nam kilka lat temu rząd Premiera Morawieckiego w postaci rozbudowanej, niepotrzebnej tzw. Centralnej Informacji Emerytalnej. Będzie taniej, szybciej i prosto.

Z tym, że musimy sobie jasno powiedzieć, że taka informacja – aczkolwiek z pewnością przydatna dla przyszłych emerytów – sama z siebie nie spowoduje wzrostu aktywów długoterminowego oszczędzania. Od mieszania łyżeczką herbata nie staje się słodsza. Ale jeśli za tym działaniem rządu pójdą inne konkretne inicjatywy zachęcające do oszczędzania na cele emerytalne jak np. promocja IKE, IKZE, PPK czy PPE, jak i w ogóle promocja długoterminowego oszczędzania, to tę pierwszą jaskółkę z mObywatela należy tym bardziej ocenić pozytywnie.

Autor: dr Marcin Wojewódka, Instytut Emerytalny, Forum Ekspertów Ad Rem

Polacy inwestują w emocje i doświadczenia: rynek premium zmienia definicję

Świat dóbr luksusowych przechodzi istotną metamorfozę. To już nie drogocenne przedmioty, ale unikalne przeżycia i emocje stają się nowym wyznacznikiem prestiżu. Dla coraz większej liczby konsumentów – również w Polsce – ekskluzywność oznacza dziś coś więcej niż metka. Luksus to teraz indywidualne doświadczenia: fine dining, podróże w stylu boutique, personalizowane usługi i unikalne rytuały.

Zgodnie z danymi raportu Bain & Osservatorio Altagamma 2025, segment luksusu opartego na doświadczeniach zwiększył swoją wartość o 5% rok do roku. Według Claudii D’Arpizio i Federiki Levato, autorek raportu, nowoczesny klient „pragnie poczuć się wyjątkowo – a drogą do tego jest emocjonalne zaangażowanie i personalizacja”.

To już nie tylko ekskluzywne produkty są w centrum zainteresowania, lecz także sposób ich serwowania. Przykład? Ulubiony posiłek, zawsze przyrządzony dokładnie tak samo dla stałego klienta w renomowanej restauracji albo indywidualnie dobrany zestaw poduszek w luksusowym hotelu.

Polscy konsumenci coraz częściej kierują się właśnie ku takim przeżyciom – czego dowodem jest spektakularny rozwój m.in. rynku luksusowych alkoholi. To, że Polacy wykazują rosnące zainteresowanie trunkami z wysokiej półki, szczególnie whisky, zauważyli już na początku roku analitycy firmy KPMG. Z danych raportu „Rynek dóbr luksusowych w Polsce” 20204 wynika, że sprzedaż alkoholi luksusowych Premium w Polsce osiągnęła w 2024 r. ponad 1,5 miliarda złotych (wzrost o 4,2%), a największy 89 proc. udział w tym segmencie miała whisky z 900 milionami sprzedaży.

W tym roku – według danych Statista Market Insight – właśnie na whisky możemy wydać już ponad 2,5 mld zł i sprzedaż nadal szybko rośnie w tempie 5 proc. rocznie. Całkowita wartość sprzedaży w 2025 ma wynieść blisko 45 mln Litrów, stawiając nasz kraj w czołówce rynków regionu Europy Centralnej.

Amerykańska whiskey nowym symbolem prestiżu

Wśród marek, które wyraźnie zyskały na popularności, szczególnie wyróżnia się amerykańska Woodford Reserve. Produkt, głęboko zakorzeniony w tradycji Kentucky, łączy prestiż z bogactwem doświadczeń. Jako oficjalny partner Kentucky Derby – jednej z najbardziej prestiżowych imprez sportowych w USA – marka konsekwentnie łączy się z ekskluzywnym stylem życia. W 2024 roku, z okazji 150. edycji Derby, Woodford wypuścił limitowaną edycję whiskey starzonej w beczkach i rozlanej do kryształowych karafek marki Baccarat. Cena jednej – 15 000 dolarów.

„Premiumizacja jest jednym z kluczowych trendów na polskim rynku napojów spirytusowych” – zauważa Paweł Miziołowski, dyrektor marketingu Brown-Forman na Europę Środkowo-Wschodnią. „Woodford Reserve jako symbol amerykańskiej whiskey wpisuje się w ten trend, oferując nie tylko wyjątkowy smak, ale także bogatą historię i powiązania z prestiżowymi wydarzeniami”.

Eksperci podkreślają, że ekskluzywność produktu nie wynika już wyłącznie z jego ceny. Kluczowe stają się dodatkowe wartości – możliwość uczestniczenia w zamkniętych degustacjach, dostęp do wydarzeń takich jak Kentucky Derby, czy poznanie historii i rzemiosła, które stoją za marką. „Tworzenie doświadczeń produktowych, które pozwolą konsumentom lepiej poznać produkt, jego historię i proces tworzenia, to dziś fundament skutecznej strategii marketingowej” – przekonuje Miziołowski.

Kultura, konie i koktajle

Kentucky Derby, znane jako „najważniejsze dwie minuty w sporcie”, to coś więcej niż wyścigi konne – to święto amerykańskiej elegancji i tradycji. Partnerstwo marki Woodford Reserve z tym wydarzeniem nie jest przypadkowe. Oficjalnym napojem Kentucky Derby jest Mint Julep, podawany w specjalnie zaprojektowanych kubkach, często ozdobionych kamieniami szlachetnymi i przeznaczonych na aukcje charytatywne. Wyścigi konne, takie jak Kentucky Derby czy Dubai World Cup, przyciągają elitę z całego świata. Klienci segmentu premium celebrują w ich trakcie nie tylko sportowe emocje, ale także styl życia, w którym liczy się prestiż i ekskluzywność.

Eksperci są zgodni – największym atutem marek premium staje się dziś zdolność do budowania unikalnych, emocjonalnych relacji z klientem. Potwierdza to Filip Popławski, dyrektor zarządzający Brown-Forman w regionie Europy Środkowo-Wschodniej: „Koncentracja na segmencie premium i super premium to strategia, która pozwala na budowanie trwałej wartości i odpowiadanie na rosnące oczekiwania klientów. Konsumenci są gotowi płacić więcej, jeśli za ceną idą jakość, emocje i autentyczność”.

Rosnące zainteresowanie luksusem opartym na doświadczeniach nie jest chwilową modą. To długofalowy trend, który zmienia sposób, w jaki myślimy o luksusie. Nie chodzi już o to, ile coś kosztuje, ale co potrafi zaoferować – i jakie emocje wywołuje. Dla Polaków luksus staje się częścią codzienności – bardziej świadomej, bardziej emocjonalnej i zdecydowanie bardziej osobistej. To właśnie przeżycia, rytuały i smak chwili budują dziś nową definicję ekskluzywności.

Źródło:

* https://centrumpr.pl/artykul/co-czeka-rynek-alkoholi-w-polsce-w-2025-roku%2C178793.html

** https://zppps.pl/2024/10/30/polacy-pija-mniej-ale-wybieraja-lepsze-alkohole-wodka-w-odwrocie/

***https://kpmg.com/pl/pl/home/insights/2024/12/rynek-dobr-luksusowych-w-polsce-edycja-xv.html

****https://www.bain.com/insights/luxury-in-transition-securing-future-growth/

https://centrumpr.pl/artykul/co-czeka-rynek-alkoholi-w-polsce-w-2025-roku%2C178793.html?utm_source=chatgpt.com

https://przeglad-gastronomiczny.pl/co-czeka-rynek-alkoholi-w-polsce-w-2025-roku/

Matka i CEO: Czy można być skuteczną liderką i zaangażowaną mamą jednocześnie?

Łączenie roli matki i liderki w biznesie to jedno z największych wyzwań, z jakimi mierzą się dziś kobiety. Odpowiedzialność za firmę, zespół, wyniki – z jednej strony. Z drugiej – potrzeba obecności, czułości i uważności wobec dziecka. Czy te światy da się połączyć? Coraz więcej kobiet udowadnia, że tak – choć droga do tego nie zawsze jest prosta.

Dzień Matki to dobra okazja, by głośno powiedzieć: bycie mamą nie wyklucza ambicji. Może je wręcz wzmocnić – nadając nową perspektywę i głębię kobiecemu przywództwu.

Podwójna odpowiedzialność – jedna kobieta

Rola mamy nie kończy się po zamknięciu drzwi do dziecięcego pokoju, a odpowiedzialność liderki nie znika po wyjściu z biura. Macierzyństwo to pełnoetatowe, emocjonalne i fizyczne zaangażowanie. Rola CEO to nie tylko prestiżowy tytuł – to codzienne decyzje, strategiczne wybory i odpowiedzialność za ludzi, która nie kończy się wraz z wyjściem z pracy.

Etap, na którym znajduje się dziecko, znacząco wpływa na organizację życia zawodowego. Mama niemowlęcia działa w zupełnie innej rzeczywistości niż mama nastolatka. Inaczej wygląda codzienność, gdy pracujesz na etacie w korporacji, a inaczej – gdy jesteś założycielką firmy i prezeską zarządu. Elastyczność może być większa, ale tak samo większa bywa odpowiedzialność.

Między deadline’em a dobranocką: emocjonalne rozdarcie

Najczęściej wskazywane trudności? Trzy hasła powtarzają się jak mantra: brak czasu, stres i poczucie winy. Z jednej strony kobiety czują, że nie poświęcają dzieciom tyle czasu, ile by chciały. Z drugiej – towarzyszy im przekonanie, że ich nieobecność w firmie wpływa negatywnie na zespół i wyniki. Poczucie bycia „niewystarczającą” pojawia się zarówno przy kuchennym stole, jak i na sali konferencyjnej.

To emocjonalne rozdarcie wymaga nie tylko odporności psychicznej, ale i przedefiniowania własnych oczekiwań wobec siebie. Perfekcjonizm, choć często pomaga w biznesie, w macierzyństwie potrafi być bezlitosny.

Jak to pogodzić? Granice, wsparcie i priorytety

Choć nie istnieje jeden, uniwersalny przepis na pogodzenie tych dwóch ról, są elementy, które pomagają odzyskać balans:

  • Wsparcie otoczenia – partnera, rodziny, opiekunki. Samodzielne łączenie dwóch intensywnych ról prowadzi do szybkiego wypalenia.
  • Wyznaczanie granic – w kalendarzu powinno znaleźć się miejsce na nieprzerywalne momenty z dzieckiem: wspólne kolacje, weekendy offline, czas tylko dla rodziny.
  • Priorytetyzacja – zarówno w domu, jak i w biznesie. Codzienne decyzje warto opierać na pytaniu: „co dziś naprawdę ma znaczenie?”.

Zarządzanie rodziną ma wiele wspólnego z zarządzaniem organizacją – planowanie i ustalanie priorytetów, bieżący feedback, motywowanie i rozwijanie, codzienna obecność. Kluczowa różnica? Rodzinę ma się „na dobre i na złe”, a co za tym idzie nie można złożyć rezygnacji lub pójść na L4 – matką się jest zawsze.

Macierzyństwo rozwija kompetencje liderki

Doświadczenie bycia mamą rozwija kompetencje, które stają się bezcenne w zarządzaniu – takie jak empatia, uważność, umiejętność słuchania i dostrzegania indywidualnych potrzeb ludzi.

Bożena Roczniak, CEO OstendiHR, podkreśla: „Bycie mamą nauczyło mnie jeszcze większego szacunku do granic moich pracowników. Rozumiem, że życie prywatne to nie tylko dzieci – to po prostu przestrzeń, która każdemu z nas jest potrzebna, by być skutecznym i spełnionym, również zawodowo.” 

To spojrzenie zmienia kulturę organizacyjną firmy. Liderki, które doświadczyły macierzyństwa, często budują bardziej elastyczne i oparte na zaufaniu, środowiska pracy, zorientowane nie tylko na wyniki, ale też na dobrostan zespołu.

Dzień Matki: czas, by powiedzieć „to ma sens”

Dzień Matki to dobry moment, by docenić kobiety, które każdego dnia godzą te dwie rzeczywistości. Które potrafią negocjować umowy i budować z klocków, zarządzać zespołami i emocjami swoich dzieci.

Macierzyństwo nie zatrzymuje kariery – może ją przekształcić. Zmienia optykę, wartości, ale nie odbiera ambicji. Daje nowe narzędzia – czasem mniej mierzalne, ale niezwykle cenne.

EBC pozytywnie o mocnym euro. Kurs w trendzie wzrostowym

W ostatnich dniach kurs EUR/USD wzrósł w reakcji na doniesienia o potencjalnym izraelskim ataku na irańskie instalacje nuklearne. Po reakcji można wnioskować, że w obecnym klimacie geopolitycznym euro jest postrzegane jako „bezpieczna przystań”, co zwykle było zarezerwowane dla dolara amerykańskiego. Co ciekawe, Europejski Bank Centralny zareagował na aprecjację zaskakująco pozytywnie.

Z zasady Europejski Bank Centrlany nie komentuje kursu wymiany – nie jest to bowiem cel polityki monetarnej, a kwestie walutowe są formalnie pozostawione mechanizmom rynkowym. Do tego stosuje się większość tego typu instyucji na świecie. Co więcej, stanowisko G7 wyraźnie zabrania manipulowania kursami dla celów konkurencyjnych. W tym kontekście wypowiedź Lagarde, że „silne euro to szansa”, jest pewnego rodzaju odstępstwem od protokołu i może być interpretowana jako sygnał rynkowy.

Teoretycznie silna waluta dla banków centralny to z reguły niekorzystny scenariusz. Wpływa to na zmniejszenie konkurencyjności eksportu oraz powoduje, ze stosowana luźna polityka monetarna jest mniej efektywna. Tymczasem prezes EBC widzi pozytywy w aprecjacji euro i uważa, że 4 proc. umocnienie od lutowego dołka wciąż mieści się w granicach umiarkowanego ruchu. Niemniej jednak, taka wypowiedź może być odczytana przez rynki jako zaproszenie do kontynuacji tego ruchu.

Możemy jedynie spekulować, że tego typu podejście ma na celu złagodzenie napięć z USA, Być może jest jeszcze jakaś inna intencja, o której nie wiemy. Widać natomiast, że odbywa się tu pewnego rodzaju „dyplomacja kursowa”.

Z punktu widzenia polityki monetarnej silne euro niesie ryzyko: osłabia inflację importowaną, co może prowadzić do dalszego spadku presji cenowej, w sytuacji gdy inflacja i tak jest już niska. Przy obecnej strukturze gospodarki strefy euro oraz niskim tempie wzrostu, może to pogłębić wyzwania stojące przed EBC.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS

Brak płynności na rynku nieruchomości. Mieszkańcy czekają miesiącami na sprzedaż lokali

Żeby kupić dom lub mieszkanie muszą sprzedać dotychczasową nieruchomość. Gigantyczne zatory na rynku.

– Wciąż nie ma płynności na rynku nieruchomości i widzimy, że wiele osób ma problemy z realizacją planów zakupu bliźniaka, domu lub większego mieszkania jeżeli częścią kapitału na zakup jest kwota ze sprzedaży poprzedniego mieszkania. Takie zakupy „na zakładkę” nie wychodzą i okazuje się, że sprzedanie mieszkania zajmuje wiele miesięcy, co utrudnia nowe transakcje. To obecnie jeden z największych problemów rynku nieruchomości – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

„Mieszkania na rynku wtórnym obecnie potrafią sprzedawać się nawet powyżej 100 dni”

Zakupy mieszkań lub domów „na zakładkę” nie są nowym zjawiskiem na rynku nieruchomości. Właściciele małych mieszkań, kawalerek lub mieszkań po rodzicach w pewnym momencie stwierdzają, że czas na przeprowadzenie się do większego mieszkania, lokalu o wyższym standardzie lub do domu. Ich kapitałem jest kredyt oraz środki pozyskane ze sprzedaży dotychczasowej nieruchomości. Niestety w ostatnim roku wiele takich transakcji nie doszło do skutku.

– Definiuję tę sytuację jako jeden z największych problemów obecnej płynności na rynku nieruchomości, szczególnie gdy mówimy o zakupie mieszkań na rynku deweloperskim, bliźniaków albo budowy domu. Wiele rodzin ma w planach zakupy nowych mieszkań, ale muszą czekać na moment sprzedaży ich starej nieruchomości, a to wielki problem – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Takie sytuacje powodują poważne komplikacje. O ile uzyskanie kredytu nie jest wielkim problemem, bo mowa zwykle o relatywnie niskich kwotach, tak sprzedaż mieszkania może powodować zator w procesie pozyskania kapitału.

– Mieszkania na rynku wtórnym obecnie potrafią sprzedawać się nawet powyżej 100 dni. Tyle więc trzeba czekać, by pozyskać środki na to, by kupić swoją nową nieruchomość. Nie zawsze udaje się to zrobić płynnie. Zdarzają się sytuacje, że mieszkania nie są wyremontowane lub atrakcyjnie położone i ich sprzedaż nie jest łatwą sprawą. Osobiście obsługiwałem transakcje, gdzie właściciel mieszkania zgodził się na duży upust, by tylko je sprzedać, bo był już pod ścianą, chcąc opłacić zakup zarezerwowanego i opłaconego w połowie bliźniaka za miastem – mówi Mirosław Król.

Żeby kupić nowe mieszkanie wysoko się zadłużają, a kredyt nadpłacają, gdy stare mieszkanie wreszcie uda się sprzedać

W jakich sytuacjach najczęściej mają miejsce zatory na rynku nieruchomości, gdy kupujemy „na zakładkę”? Mirosław Król wskazuje kilka takich przypadków. Najczęstsze to właśnie brak możliwości szybkiej sprzedaży mieszkania, co generuje konieczność wstrzymania swoich planów lub np. zwiększenie finansowania bankowego, a następnie nadpłacenie kredytu, gdy mieszkanie wreszcie uda się sprzedać.

– Rozwiązań jest kilka. Najczęstsze to właśnie wyższy kredyt nadpłacony, gdy sprzedaż starego mieszkania wreszcie dojdzie do skutku. Zdarzają się też sytuacje, gdy na zakup nowego mieszkania kupujący zadłużają się np. u rodziców czy bliskich. Takie sytuacje nie są jednak komfortowe, bo presja sprzedaży starej nieruchomości rośnie – mówi Mirosław Król.

Czy takie sytuacje mogą się zmienić?

– Sprzedaż na rynku wtórnym jest większa niż na rynku pierwotnym, ale po kilku dniach dużego wzrostu sprzedaż mieszkań po obniżeniu stóp procentowych właściwie wróciła do poziomu sprzed ogłoszenia. Mamy więc zmiany, ale nie są to zmiany rewolucyjne. Rynek nieruchomości potrzebuje bodźca, a tego na horyzoncie nie widać. To więc dobry moment np. na negocjowanie cen, gdy chcemy zakupić mieszkanie – mówi Mirosław Król.

Złoty wiek IT się kończy? Fala zadłużenia, zwolnień i presji AI

Sektor IT, od lat uznawany za stabilny finansowo, w ostatnim czasie zatrząsł się w posadach. Firmy, które dotychczas kojarzyły się z innowacyjnością i ekspansją, masowo zaczęły zwalniać tysiące specjalistów. Ograniczały też budżety na rozwój. Dodatkowo niekorzystną już sytuację zdestabilizowała postępująca automatyzacja procesów i gwałtowny skok AI. W efekcie sektor IT znajduje się dziś w punkcie zwrotnym, a to nie pomaga mu wyjść z długów. Jak pokazują najnowsze dane KRD, branża IT ma do oddania przeszło 317 mln zł. To jednak nic w porównaniu do tego, ile sama musi odzyskać od klientów i kontrahentów.

Trudno byłoby znaleźć inny sektor gospodarki, który tak prężnie się rozwijał w ostatniej dekadzie. Wielu ekspertów było przekonanych, że fala wzrostu IT nigdy nie minie. Ostatnie lata jednak pokazały, że nie można być pewnym prosperity nawet w branży skazanej na rozwój. I choć nadal prognozy pokazują, że rynek cyfrowej gospodarki w Polsce do 2030 roku może osiągnąć 123 mld dolarów, stanowiąc 9 proc. PKB, to jednak, by do tego doszło, konieczne są inwestycje w cyfryzację, sztuczną inteligencję oraz cyberbezpieczeństwo. Nie jest to możliwe bez poniesienia znacznych nakładów na rozwój. A dziś sektor IT w Polsce boryka się z problemami finansowymi.

Jak pokazują najnowsze dane Krajowego Rejestru Długów, branża IT musi oddać wierzycielom 317 mln zł. Co więcej, dług ten tylko rośnie, w ciągu roku zwiększył się niemal o 20 proc. Średnie zadłużenie przypadające na pojedynczą firmę IT wynosi już 44,7 tys. zł.

Kim są dłużnicy z branży IT

Firmy z sektora IT, które figurują w KRD jako nierzetelni płatnicy, działają w różnych segmentach nowoczesnych technologii. To zarówno producenci komputerów i urządzeń elektronicznych, jak również firmy zajmujące się ich serwisem, instalacją i konserwacją. Na liście dłużników widnieją także przedsiębiorstwa zajmujące się handlem – zarówno hurtowym, jak i detalicznym – sprzętem komputerowym, oprogramowaniem, akcesoriami elektronicznymi oraz urządzeniami teleinformatycznymi. Zaległości wobec kontrahentów mają też dostawcy usług IT: firmy tworzące oprogramowanie, świadczące doradztwo informatyczne, zarządzające infrastrukturą technologiczną i przetwarzające dane. W rejestrze są też podmioty oferujące hosting, prowadzące portale internetowe oraz zajmujące się naprawą komputerów wykorzystywanych w domach i biurach.

Aktualnie 7,3 tys. podmiotów działających w obszarze cyfrowej gospodarki ma niespłacone należności. To o ponad 5 proc. więcej niż rok temu – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. – Polski sektor IT jest mocno rozdrobniony. W ostatnich latach doszło do 130 fuzji i przejęć, a tempo to tylko przyspieszy. Większe podmioty działające na rynku wchłoną mniejszych graczy. Jednak patrząc na strukturę zadłużenia, można zauważyć, że problemy z płynnością finansową mają zarówno duże przedsiębiorstwa, jak i jednoosobowe działalności gospodarcze. 3,8 tys. spółek prawa handlowego ma do spłaty 195 mln zł. Z kolei w gronie JDG-ów 3,6 tys. podmiotów musi zwrócić wierzycielom 122 mln zł – dodaje Adam Łącki.

Największe zobowiązania sektor IT ma wobec wtórnych wierzycieli – to łącznie 140,8 mln zł. 49 mln zł musi oddać bankom i towarzystwom ubezpieczeniowym, a prawie drugie tyle – 45 mln zł – firmom leasingowym. Kolejne 19,5 mln zł to długi wobec operatorów komórkowych i dostawców Internetu, a ponad 10,1 mln – dostawców energii elektrycznej. 14,5 mln zł firmy IT są winne przedsiębiorcom z branży handlowej, a blisko 12 mln zł – innym producentom (głównie wyrobów metalowych).

Spłata długów… lekiem na długi

Z pewnością wyjście z zadłużenia byłoby prostsze, gdyby branża IT sama odzyskała swoje należności od nierzetelnych klientów i kontrahentów. Z danych KRD wynika, że zadłużenie wobec firm IT jest wyższe niż ich własne.

Zaległości branży IT wobec banków i firm leasingowych to dziś niemal 100 mln zł. Ale jeszcze większym obciążeniem są nieuregulowane należności od klientów. Wartość wierzytelności przekracza 463 mln zł – mówi Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG. – Najwięcej do odzyskania, bo 83 proc. tej kwoty, mają firmy zajmujące się tworzeniem oprogramowania.

Software house’y, twórcy aplikacji mobilnych, dostawcy oprogramowania i startupy technologiczne coraz częściej nie otrzymują zapłaty w terminie, a jednocześnie ponoszą stałe wydatki związane z utrzymaniem zespołów, licencji, infrastruktury i projektów. Odłożone w czasie płatności od kontrahentów powodują, że dostęp do gotówki staje się problemem.

Widzimy, że w 2025 roku liczba mikroprzedsiębiorców korzystających z faktoringu w NFG wzrosła o 70 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku, a wartość finansowania o 30 proc. – wskazuje Emanuel Nowak. – Największy przyrost odnotowaliśmy w eGotówce, gdzie wartość finansowania wzrosła o 115 proc. rok do roku. W przypadku eFaktoringu i Fakturatki wzrost wyniósł 70 proc. Średnia kwota finansowania, z której korzystają mikrofirmy, to obecnie 11 200 zł.

Mniejsi przedsiębiorcy z branży IT często potrzebują środków na bieżące zobowiązania – m.in. wynagrodzenia dla pracowników, zakupy sprzętu, licencje czy usługi zewnętrzne. – eGotówka umożliwia szybkie uzyskanie finansowania bez konieczności przedstawiania faktur. Z tej formy korzystają głównie firmy, które nie mogą pozwolić sobie na opóźnienia w płatnościach i nie chcą przerywać realizowanych projektów – dodaje ekspert NFG.

Wśród aż 54 tys. podmiotów zalegających sektorowi IT dominują przedsiębiorstwa zajmujące się handlem hurtowym i detalicznym. Są zobowiązane do zwrotu 124 mln zł. Na drugim miejscu z długiem 67 mln zł znalazły się firmy budowlane. A nieco mniej, bo 61 mln zł zobowiązań wobec IT mają firmy z sektora transportu i gospodarki magazynowej.

Problemów IT ciąg dalszy…

Fala masowych zwolnień ostatnich lat, mimo że nieco opadła, to jednak nie minęła. Z szacunków Manpower Group wynika, że w II kwartale 2025 r. 13 proc. firm IT w Polsce przewiduje redukcje etatów. Tylko w pierwszym kwartale 2025 roku dziesięć firm z Krakowa zgłosiło zamiar zwolnienia łącznie aż 1877 pracowników, co niemal dorównuje bilansowi z całego 2024 roku. Co więcej, skala zwolnień może być większa, ponieważ w IT gros specjalistów pracuje na kontraktach B2B, nie w oparciu o umowę o pracę, co wymaga ujęcia w oficjalnych statystykach urzędów.

Problemy finansowe branży IT wynikają także z konieczności ponoszenia wysokich nakładów na inwestycje. Globalny rynek IT sprawia, że polskie firmy konkurują nie tylko z lokalnymi przedsiębiorstwami, ale też z regionalnymi oddziałami międzynarodowych graczy. Tymczasem wysoka inflacja w Polsce i rosnące koszty operacyjne zmuszają rodzime firmy do szukania oszczędności.

Na wzrost zadłużenia firm IT wpływa także rozwój technologiczny, wymuszając na nich nowe inwestycje. Firmy, by utrzymać swoją konkurencyjność, muszą zwiększyć nakłady na takie dziedziny, jak sztuczna inteligencja czy cyberbezpieczeństwo. Ich rozwój wymaga również inwestowania w kompetencje pracowników właśnie z tych dziedzin – z jednej strony specjaliści są zwalniani, a z drugiej będzie brakować ekspertów od AI i cyberbezpieczeństwa. Już dziś Polska jest krajem najczęściej atakowanym cybernetycznie na świecie. Ataki dotyczą zarówno administracji publicznej, jak również prywatnych firm. Ochrona przed cyberprzestępcami także niesie ze sobą kosztywyjaśnia Adam Łącki.

Juniorzy zastępowani przez AI

Coraz więcej pracowników z branży IT może sobie zadawać pytanie: „czy AI zabierze mi pracę”. Dylemat ten jest szczególnie istotny dla specjalistów z mniejszym doświadczeniem, a przede wszystkim rodzi obawy junior developerów. Autorzy raportu „The Transformational Opportunity of AI on ICT Jobs” podkreślają, że 37 proc. pracowników na poziomie podstawowym i 40 proc. specjalistów średniego szczebla jest narażonych na zmiany związane z postępem AI. Już teraz narzędzia sztucznej inteligencji, w tym rozwijany w skokowym tempie ChatGPT, potrafią wspomóc firmy w pisaniu kodu i szybkim rozwiązywaniu problemów. Zamiast pisać kod, wystarczy dobrze sprecyzowany prompt do ChatGPT.

Jak podaje firma technologiczna BairesDev, obecnie już trzech na czterech programistów korzysta z AI przy tworzeniu oprogramowania, a połowa z nich robi to codziennie, przede wszystkim właśnie do pisania kodu (81 proc.). Co więcej, powstają fabryki AI, które nazywane są motorem nowej rewolucji przemysłowej. Ich cel jest prosty – produkcja sztucznej inteligencji na ogromną skalę. Co ciekawe, w Poznaniu ruszy niebawem budowa jednej z nich. Menedżerowie z polskich przedsiębiorstw IT zwracają uwagę, że w ich firmach za kilka lat będą wirtualni developerzy. 20 operatorów AI wykona tę samą pracę, za którą dziś odpowiada 400 developerów.

Największe zadłużenie mają firmy IT z Mazowsza. Muszą oddać wierzycielom aż 116,3 mln zł. Na drugim miejscu znalazły się podmioty z Wielkopolski z długiem opiewającym na 36 mln zł, a na trzecim firmy ze Śląska z zadłużeniem 35 mln zł. Dalej mamy województwo małopolskie – 22,6 mln zł oraz Dolny Śląsk: 21,4 mln zł.

Największe centra technologiczne w Polsce to: Warszawa, Kraków, Poznań i Wrocław. Dlatego taki rozkład zadłużenia jest zrozumiały. To te miasta są siedzibą dla największych międzynarodowych korporacji, które zlecają projekty mniejszym lokalnym podmiotom. Podobnie sytuacja wygląda w Katowicach i w całym regionie Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. To tutaj samorząd z powodzeniem inwestuje w przyciąganie międzynarodowych korporacji oraz w rozwój startupów. Dzięki temu region jest coraz chętniej wybierany przez centra usług biznesowych.

IT traci wiarygodność finansową

W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy branża IT odnotowała spadek udziału firm o najwyższej wiarygodności płatniczej. Z Analizy wiarygodności płatniczej KRD dla tego sektora wynika, że w kategorii A – zarezerwowanej dla podmiotów najrzetelniej regulujących zobowiązania – nastąpił spadek o ponad 8 proc., a część z nich przesunęła się do grup o wyższym ryzyku transakcyjnym.

To niepokojący sygnał, szczególnie w kontekście wysokiej konkurencji i tempa, jakie cechuje sektor nowych technologii. Przedsiębiorstwa IT często działają na kontraktach o wysokiej wartości, a obniżenie scoringu może wpływać na ich zdolność do pozyskiwania finansowania czy nawet nawarstwianie się zatorów płatniczych – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Największy wzrost, o 105,2 proc., dotyczy firm zakwalifikowanych do grupy E – a więc będących na pograniczu średniej i niskiej wiarygodności płatniczej.

Branża IT, która przez lata cieszyła się opinią stabilnej finansowo, od pewnego czasu powoli traci już tę reputację. Powody mogą być różne – od spadku liczby zamówień krajowych, przez rosnące koszty operacyjne i pracownicze, aż po dłuższy cykl płatności w kontraktach. Warto, by firmy z tego sektora przyjrzały się swojej płynności finansowej i sprawdziły wiarygodność kontrahentów, zanim pojawią się zaległości – dodaje Adam Łącki.

W kontekście całej populacji firm, weryfikowane w KRD przedsiębiorstwa z branży IT nadal wypadają nieco lepiej, ale i tu widać wyraźny trend spadkowy. Wśród firm, które były sprawdzane w Krajowym Rejestrze Długów w ciągu ostatnich 12 miesięcy, udział kategorii A spadł o 11,5 proc., a udział kategorii E wzrósł o 63,8 proc.

Mieszkanie za świadczenia. 7 na 10 Polaków chce uregulowania rynku

Ponad 70% Polaków uważa, że państwo powinno stworzyć jak najszybciej specjalne przepisy, które chroniłyby osoby starsze przekazujące mieszkanie w zamian za świadczenia (rentę dożywotnią lub opiekę). W grupie wiekowej 50+ ten odsetek wzrasta do 77% – tak wynika z najnowszego badania opinii przeprowadzonego przez agencję badawczą SW Research.[1] Jak zauważa Związek Przedsiębiorstw Finansowych oraz największe fundusze hipoteczne w Polsce – gotowy projekt Ustawy o Dożywotnim Świadczeniu Pieniężnym, który mógłby to zapewnić, czeka na wdrożenie od ponad dekady.

Aż 70,7% Polaków chce, by przekazywanie przez seniorów nieruchomości w zamian za dożywotnie świadczenia – oparte dziś głównie na umowach o dożywocie – zostało wreszcie uregulowane przez dedykowaną ustawę – tak wynika z najświeżego badania opinii SW Research.[2] Przypomnijmy, że w zamian za przekazanie prawa własności do nieruchomości senior może otrzymywać świadczenia – najczęściej albo rentę wypłacaną dożywotnio albo (w przypadku umów zawieranych pomiędzy osobami prywatnymi) również opiekę. Dziś umowy o dożywocie regulują przepisy Kodeksu Cywilnego, ale tylko 16,4% badanych uważa, że są one wystarczające. Poparcie dla specjalnej, dedykowanej tej usłudze ustawy dominuje w każdej grupie społecznej: 72,4% kobiet i 68,7% mężczyzn popiera powstanie takich regulacji. Największe poparcie wyrażają osoby powyżej 50. roku życia – nawet 77%. Również w najmniejszych miejscowościach (do 20 tys. mieszkańców) 75% badanych uznaje, że taka ustawa jest potrzebna. W dużych miastach (200–500 tys. mieszkańców) to ponad 73%, a w metropoliach (powyżej 500 tys.) – ponad 68%. Co istotne, poparcie nie różni się znacząco ze względu na wiek, płeć ani miejsce zamieszkania – to dowód, że sprawa dotyczy całego społeczeństwa.

Liczba umów o dożywocie rośnie. Nie wszystkie kontrakty są bezpieczne

Jak wynika z danych Ministerstwa Sprawiedliwości, tylko w 2024 roku zawarto w Polsce 18 tysięcy umów o dożywocie, a w ostatniej dekadzie – ponad 130 tysięcy.[3] Aż 99% z nich to kontrakty zawarte między osobami fizycznymi, poza jakimkolwiek nadzorem państwowym, bez kontroli instytucji i bez zabezpieczenia interesu seniora. To właśnie na tym rynku dochodzi do największej liczby dramatów, czego przykładem może być głośna sprawa znanej kompozytorki Katarzyny Gärtner, który straciła dach nad głową, bo podpisała umowę o dożywocie z kimś ze swojej rodziny.[4]

Projekt ustawy jest gotowy

Projekt Ustawy o Dożywotnim Świadczeniu Pieniężnym, nad którym pracowało 10 lat temu Ministerstwo Gospodarki, przewidywał m.in.:

  • obowiązek prowadzenia działalności przez podmioty w formie spółki akcyjnej z kapitałem zakładowym min. 2 mln euro,
  • nadzór Komisji Nadzoru Finansowego,
  • obowiązkowe informowanie seniora o wszystkich szczegółach umowy,
  • zakaz oferowania powiązanych produktów (np. pożyczek, ubezpieczeń),
  • wymóg wypłacalności i funduszu rezerwowego na świadczenia.

Wszystkie te mechanizmy miały zwiększyć bezpieczeństwo i transparentność rynku. Projekt popierały instytucje takie jak UOKiK, Rzecznik Praw Obywatelskich i organizacje senioralne.

Związek Przedsiębiorstw Finansowych, wraz z największymi funduszami hipotecznymi w Polsce, od 15 lat apelują o wprowadzenie ram prawnych dedykowanych tej branży. Fundusze hipoteczne, które już dziś działają zgodnie z własnym kodeksem etycznym (Zasadami Dobrych Praktyk ZPF), chcą przekazać rządzącym wiedzę, doświadczenie i know-how, by stworzyć ustawę dedykowaną branży i objąć nią cały rynek.

– Razem ze Związkiem Przedsiębiorstw Finansowych apelujemy nie tylko o reformę obecnych przepisów, a przede wszystkim o to, by powstały w Polsce warunki do bezpiecznego oferowania profesjonalnej usługi przez podmioty nadzorowane, regulowane, mające odpowiednią wiedzę, doświadczenie i zaplecze finansowe. Nie chodzi nam o wyeliminowanie rynku prywatnego, ale o to, by senior mógł po prostu skorzystać z bezpiecznej usługi, a wiarygodni świadczeniodawcy mogli oferować swoje usługi w stabilnym otoczeniu. Nasze zdanie o potrzebie regulacji podzielał zarówno UOKiK (raport z roku 2013) oraz kolejni Rzecznicy Praw Obywatelskich, włącznie z Adamem Bodnarem – podsumowuje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

[1] Badanie opinii SW Research na zlecenie Funduszu Hipotecznego DOM przeprowadzone na reprezentatywnej grupie Polaków w dniach 12-15 maja. Metodologia: Omnibus. N=800.

[2] Tamże.

[3] Dane Ministerstwa Sprawiedliwości, akty notarialne w latach 1991-2024. Źródło:

https://isws.ms.gov.pl/pl/baza-statystyczna/opracowania-wieloletnie/download,2853,1.html

[4] Źródło: https://kultura.onet.pl/muzyka/wiadomosci/katarzyna-gartner-przekazala-majatek-w-zamian-za-opieke-nie-ma-gdzie-mieszkac/8exw4ve

Rosyjscy cyberszpiedzy nie zwalniają – kulisy ataków na kraje Europy Środkowo-Wschodniej

  • W ostatnich miesiącach analitycy ESET odnotowali nasilające się działania cyberszpiegów z rosyjskich grup APT.
  • Najczęściej atakowane były instytucje rządowe i obronne, a także firmy z sektora technologicznego i transport
  • Zdradzamy kulisy tych ataków, prezentując przykłady i schematy działań konkretnych ataków.

Cyfrowe oblicze wojny

Analitycy ESET podsumowali działania grup APT w ostatnim półroczu (październik ’24-marzec ’25)[1]. W odniesieniu do poprzedniej edycji raportu wciąż najbardziej aktywne pozostają grupy powiązane z Chinami (odpowiadają za 40,1% działań) oraz Rosją (25,7%). Zauważalna jest również aktywność grup powiązanych z Koreą Północną (14,4%) oraz Iranem (9,1%).

Grupy APT to zazwyczaj cyberprzestępcy z organizacji państwowych lub organizacji, które działają w imieniu państw. Koncentrują się na ukierunkowanych i wyrafinowanych operacjach cybernetycznych, aby przeniknąć do systemów celów wysokiego szczebla (organizacji rządowych, korporacji) i pozostać w nich niewykrytymi przez dłuższy czas. Robią to głównie w celu długoterminowego cyberszpiegostwa i kradzieży poufnych danych. Ugrupowania APT dysponują szeroką wiedzą, zaawansowanymi narzędziami i technikami oraz ogromnymi budżetami.

Jedną z najbardziej aktywnych grup powiązanych z Chinami, która nadal intensywnie atakuje europejskie organizacje jest Mustang Panda. Grupa wciąż koncentruje się na sektorze transportu morskiego i organizacjach rządowych, a jej celami były m.in. Polska, Wielka Brytania i Norwegia.

– Nasz raport pokazuje, że w całej Europie to podmioty rządowe pozostawały głównym celem działań szpiegowskich prowadzonych przez grupy APT, podczas gdy na pozostałych kontynentach kluczowym celem ataków jest sektor technologiczny. Ponadto sektor obronny znalazł się na 4. miejscu celów grup APT w Europie, a w przypadku pozostałych kontynentów w żadnym z nich nie znalazł się w TOP 5. Największą intensywność cyberataków odnotowano w Ukrainie – głównie w wyniku uporczywych kampanii grup powiązanych z Rosją, wymierzonych w krytyczną infrastrukturę i instytucje rządowe tego kraju. – mówi Kamil Sadkowski, analityk laboratorium antywirusowego ESET.

Mapa

Cyberszpiedzy z Rosji z długofalową kampanią

Jedną z najbardziej znaczących w ostatnim półroczu była operacja RoundPress. Przeprowadzona prawdopodobnie przez rosyjską grupę cyberszpiegowską Sednit kampania rozpoczęła się jeszcze w 2023 roku i była kontynuowana w 2024 roku, obejmując swoim zasięgiem instytucje rządowe i zbrojeniowe głównie w Europie Środkowo-Wschodniej. Szczególnie niepokojące jest ukierunkowanie ataków na podmioty zaangażowane w produkcję i dostawy uzbrojenia dla Ukrainy, co wskazuje na strategiczne cele działań hakerskich. Analitycy ESET wskazują na powiązania operacji RoundPress z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU.

– Grupa Sednit, prawdopodobnie powiązana z wywiadem wojskowym GRU, działa co najmniej od 2004 roku. Jest to jedna z grup odpowiedzialnych za włamanie do systemów Partii Demokratycznej tuż przed wyborami prezydenckimi w USA w 2016 roku. Grupa ta jest również uznawana za sprawcę ataku na telewizję TV5Monde oraz wycieku e-maili Światowej Agencji Antydopingowej (WADA). Stopień zaawansowania działań grupy świadczy o wysokim poziomie organizacji i wsparcia państwowego. Wśród celów operacji RoundPress zidentyfikowano urzędy państwowe i firmy zbrojeniowe różnych krajów, co wskazuje na próby pozyskiwania informacji dotyczących pomocy militarnej dla Ukrainy oraz działań dyplomatycznych innych państw. – dodaje Kamil Sadkowski.

Zaczyna się od phishingu

Wiadomość e-mail na ogół wygląda na nieszkodliwą i zawiera tekst dotyczący bieżących wydarzeń. Przykładowo, we wrześniu 2024 roku grupa Sednit rozesłała wiadomość phishingową z adresu kyivinfo24@ukr[.]net, której temat brzmiał: „SBU zatrzymała bankiera, który pracował dla wrogiego wywiadu wojskowego w Charkowie”.

Treść phishingowej wiadomości w formie newslettera zawiera fragmenty (w języku ukraińskim) oraz odnośniki do artykułów z „Kyiv Post”, znanego ukraińskiego dziennika. Złośliwy kod JavaScript, znajdujący się wewnątrz kodu HTML treści wiadomości jest niewidoczny dla użytkownika. Jego wykonanie po otwarciu wiadomości pozwala uzyskać dostęp np. do maili ofiary.Fake news Ukraina

Inne, podobne działanie zostało skierowane przeciw bułgarskim użytkownikom sieci jeszcze w listopadzie.

– E-mail został wysłany z przejętego adresu, a jego temat sugerował, że prezydent USA, Donald Trump zaakceptował rosyjskie warunki w kwestii wojny. Treść imitowała wiadomości z linkami do artykułów z News.bg, czyli znanego bułgarskiego serwisu informacyjnego. – dodaje Kamil Sadkowski, analityk laboratorium antywirusowego ESET.Fake news Bułgaria

Podobne działania opierające się o powyższy schemat mogą być wdrażane w różnych krajach Europy Środkowo-Wschodniej, znajdujących się w bezpośrednim zainteresowaniu GRU.

Ponadto w końcówce 2024 roku analitycy ESET zidentyfikowali działania cyberszpiegów wykorzystujące podatności w przeglądarce Mozilla oraz systemie operacyjnym Microsoft Windows. Zostały one przeprowadzone przez grupę RomCom założoną w 2022 r. i znaną wcześniej z ataków na ukraińskie jednostki rządowe i z sektora bezpieczeństwa.

Cyberszpiedzy uzyskiwali wysokie uprawnienia w systemie Windows i instalowali złośliwe oprogramowanie bez jakiejkolwiek interakcji ze strony użytkownika. Według danych telemetrycznych ESET, ta technika została użyta w szeroko zakrojonej kampanii, wymierzonej nawet w 250 potencjalnych ofiar.

Gamaredon – największa rosyjska grupa nadal aktywna

Swoje działania wciąż kontynuuje Gamaredon, jedna z najbardziej aktywnych rosyjskich grup APT. Ich działania stały się bardziej zaawansowane i wykorzystują nowe techniki zaciemniania kodu, np. dodawanie w kodzie adresów fałszywych serwerów zdalnej kontroli, aby utrudnić analizę. W październiku 2024 roku zanotowano rekordową liczbę unikalnych próbek złośliwego oprogramowania tej grupy.

– Z kolei w listopadzie pojawiło się nowe narzędzie stworzone przez cyberszpiegów – PteroBox. To złośliwe oprogramowanie, które kradnie pliki (dokumenty Office, PDF-y, obrazy, bazy danych) i wysyła je na Dropboxa. Gamaredon nie tylko działa agresywnie, ale też stale udoskonala swoje metody. To przypomnienie, że ochrona danych i infrastruktury wymaga ciągłej czujności – szczególnie w newralgicznych sektorach – podsumowuje Kamil Sadkowski.

Mustang Panda nadal intensywnie atakuje europejskie organizacje i jest najbardziej aktywną grupą powiązaną z Chinami, jaką widzieliśmy działającą w Europie. Grupa wciąż koncentruje się na sektorze transportu morskiego

i organizacjach rządowych, a jej celami były m.in. Polska, Wielka Brytania i Norwegia.

[1] https://web-assets.esetstatic.com/wls/en/papers/threat-reports/eset-apt-activity-report-q4-2024-q1-2025.pdf

Partner, nie przełożony – jakiego lidera (nie) potrzebuje pokolenie Z

Partner, nie przełożony – jakiego lidera (nie) potrzebuje pokolenie Z. Co powinien robić szef by zetce chciało się chcieć?

Ponad 40 proc. przedstawicieli pokolenia Z oczekuje od przełożonego gotowości do pomocy w trudnych sytuacjach, a 18 proc. dbałości o komfortowe warunki pracy. Brak wsparcia i niejasne oczekiwania to dla nich z kolei największe demotywatory (łącznie 26 proc. wskazań). To wyniki badania Work War Z przeprowadzonego przez platformę Enpulse, która służy do badania i budowania zaangażowania pracowników.

W obliczu planowanego wprowadzenia czterodniowego tygodnia pracy i nacisku na efektywność, firmy stają przed wyzwaniem dostosowania stylu zarządzania do potrzeb pracowników, w tym tych najmłodszych, którzy dopiero rozpoczynają swoją karierę zawodową. Oznacza to, że managerowie muszą dziś nie tylko dbać o realizację strategii biznesowej, lecz także budować relacje i wspierać zespoły w sposób bardziej partnerski.

Na współczesnym rynku pracy nie ma już miejsca na zarządzanie twardą ręką. Choć mogłoby się wydawać, że czasy „szefów z piekła rodem” minęły – w końcu wiele firm deklaruje dziś rodzinną atmosferę – wciąż aktualne pozostaje powiedzenie: ludzie zatrudniają się w firmie, ale odchodzą od szefa. Dotyczy to również osób z pokolenia Z, które mimo stawiania pierwszych kroków na rynku pracy już podejmują świadome decyzje zawodowe – mówi Magda Pietkiewicz, ekspertka HR i twórczyni platformy Enpulse.

Przełożony, który wymaga? Thank you, next.

Młodzi chcą dziś pracować z liderami, którzy wspierają i są gotowi do pomocy w trudnych sytuacjach – taki model przywództwa wskazało 43 proc. respondentów badania Work War Z. Ważne są dla nich także precyzyjne komunikowanie zadań i oczekiwanie konkretnych efektów (16 proc.). Istotna jest również postawa szefa – po 10 proc. wskazało na lidera, który motywuje, buduje relacje lub daje dużą swobodę działania. Jedynie 6 proc. ankietowanych uznało, że idealny przełożony to taki, który przede wszystkim stawia wymagania.

Zetki nie chcą mieć szefa roszczeniowego – takiego, który wyznacza cel i oczekuje bezdyskusyjnej realizacji. Liczą na jasną komunikację, konkretne oczekiwania, ale też bezpośredniość, szczerość i empatię. Pragną autonomii, a kiedy to konieczne, konstruktywnej krytyki zamiast „wyciągania konsekwencji”. Dla nich szef ma być autorytetem i partnerem jednocześnie. Managerom rodem z warszawskiego Mordoru przełomu milenium, którzy za zamkniętymi drzwiami wyznaczają KPI i w formalnych mailach ganią pracowników nie nadążających z wykonywaniem normy – mówią głośno „nie” – komentuje Magda Pietkiewicz.

Jasne reguły i wsparcie – miód na zaangażowanie Zetek

Wśród działań, które może podjąć przełożony, by wzmocnić zaangażowanie pracowników zetki najczęściej wskazują określenie konkretnej ścieżki kariery i kryteriów awansu (18 proc.) oraz zapewnienie przyjaznego środowiska pracy (18 proc.). Wielu przedstawicieli pokolenia Z podkreśla dodatkowo, że ich motywacja w dużej mierze zależy od tego, czy ich przełożonych docenia ich wysiłek (23 proc.). Najczęściej wskazywanymi działaniami szefa, które obniżają zaangażowanie pracowników, jest stawianie niejasnych oczekiwań (16 proc.) oraz brak wsparcia (10 proc.).

W pogoni za efektywnością

Zapowiadane wprowadzanie czterodniowego tygodnia pracy sprawia, że jednym z priorytetów staje się dziś utrzymanie efektywności pracy. To wyzwanie, ponieważ na rynku pracy coraz większą rolę odgrywają zetki, z którymi pracodawcy dopiero uczą się współpracować – mówi Magda Pietkiewicz.Bez jasno określonych celów, przejrzystych reguł panujących w organizacji i wsparcia przełożonego zetkom trudno będzie zaangażować się w pracę. Właśnie dlatego firmy, które chcą utrzymać efektywność w nowym modelu pracy, muszą nauczyć się zarządzać nie przez presję, a przez klarowność celów, elastyczność i autentyczne wsparcie – dodaje.

Gazetki wracają do łask – prawie 543 tys. promocji w I kwartale 2025 roku

Analiza blisko 543 tys. promocji gazetkowych wykazała, że w I kw. br. sieci handlowe zaoferowały ich o 11,7% więcej niż rok wcześniej. W analogicznym okresie ub.r. przybyło rdr. tylko 1,5% takich ofert. Ostatnio najbardziej zwiększyły liczbę promocji sieci cash&carry – o 26,7% rdr.  W czołówce znalazły się też dyskonty i sklepy convenience ze wzrostami rdr. odpowiednio o 20,3% i 18,1%. Z kolei największe spadki zanotowały drogerie i apteki – o 13,3%, a także sklepy z RTV i AGD – o 11,8% rdr.

Jak wykazał cyklicznie publikowany raport Hiper-Com Poland, Grupy BLIX i UCE RESEARCH, w I kw. br. ogólnie w gazetkach sieci handlowych było o 11,7% więcej promocji niż rok wcześniej. W analogicznym okresie ub.r. zanotowano wzrost o 1,5% rdr. w porównaniu do I kw. 2023 roku. Dr Krzysztof Łuczak, współautor raportu z Grupy BLIX, uważa, że zdecydowanie większy wzrost w tym roku świadczy o wyraźnym ożywieniu działań promocyjnych sieci handlowych. Więcej promocji to sposób na zachęcenie konsumentów do częstszych i większych zakupów. Wpływa to też na postrzeganie sklepów jako bardziej atrakcyjnych cenowo, nawet jeśli nie każda oferta zostaje bezpośrednio zapamiętana.

– Z moich obserwacji wynika, że konsumenci zauważyli większą liczbę promocji – zarówno w aplikacjach, jak i fizycznie w sklepach czy skrzynkach. Częstsze rotacje ofert, większy wybór i silniejsza komunikacja promocyjna wpłynęły na ich codzienne decyzje zakupowe. Szczególnie widoczne jest to w przypadku produktów pierwszej potrzeby, gdzie konkurencja cenowa jest najbardziej odczuwalna – komentuje Karina Gręda, współautorka raportu z Hiper-Com Poland.

Największy wzrost zanotowały sieci cash&carry – o 26,7% rdr. – Wynika on z rosnącej aktywności klientów biznesowych (np. gastronomii), którzy wracają do regularnych zakupów. Walka o ich uwagę wymusza bardziej intensywne promocje. W ww. segmencie gazetki są ważnym narzędziem informacyjnym i sprzedażowym, często ukierunkowanym na sezonowe potrzeby – stwierdza dr Krzysztof Łuczak.

Na drugim miejscu w tym zestawieniu są dyskonty ze wzrostem o 20,3% rdr. – Są one postrzegane jako sklepy pierwszego wyboru w czasach, gdy konsumenci szukają oszczędności. Zwiększenie liczby promocji to sposób na podtrzymanie tej pozycji i dalsze przyciąganie klientów, szczególnie w obliczu rosnącej konkurencji cenowej. Choć dyskonty tradycyjnie promują stałe niskie ceny, wyraźnie intensyfikują komunikację okazji cenowych poprzez gazetki – dodaje ekspert z Grupy BLIX.

Na podium są jeszcze sklepy convenience, które zwiększyły liczbę promocji o 18,1% rdr. – Zyskują one na znaczeniu z powodu zmieniających się zwyczajów zakupowych. Szybkie zakupy blisko domu stają się coraz popularniejsze. Promocje w tym formacie zachęcają do częstszych wizyt i budują lojalność klientów, co tłumaczy zwiększoną obecność akcji promocyjnych w gazetkach – wyjaśnia dr Krzysztof Łuczak.

Z kolei największe spadki dotyczą drogerii i aptek, a także sklepów z RTV i AGD. Wynoszą odpowiednio 13,3% i 11,8% rdr. Współautor raportu zauważa, że w obu przypadkach widać zmianę formy komunikacji, a niekoniecznie zmniejszenie aktywności promocyjnej jako takiej. To raczej przesunięcie jej w kierunku nowoczesnych, bardziej elastycznych narzędzi promocji, dostosowanych do cyfrowych zachowań konsumentów. Taki model promocji okazuje się znacznie bardziej elastyczny i lepiej dopasowany do oczekiwań współczesnych konsumentów.

– W mojej opinii, ogólnie wyniki analizy pokazują, że dla wielu klientów różnych formatów – gazetki znów stały się podstawowym źródłem informacji o cenach. To oznacza, że ich rola – mimo postępu cyfryzacji – nadal pozostaje realna i silna. Kluczowym wyzwaniem jest teraz precyzyjne targetowanie i jakość ofert, a nie sama ich ilość – podsumowuje Karina Gręda z Hiper-Com Poland.

***
Opis metody analitycznej/badawczej

Eksperci z Hiper-Com Poland, Grupy BLIX i UCE RESEARCH, przeanalizowali ponad 3,8 tys. gazetek promocyjnych o łącznej ilości przeszło 84 tys. stron i powierzchni ponad 2,2 mln cm2, wydanych w I kwartale 2025 roku i analogicznym okresie 2024 roku. W ww. publikacjach odnotowano w sumie blisko 543 tys. promocji. Pod uwagę wzięto 8 największych formatów na rynku retailowym, tj. wszystkie dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry. Ponadto sprawdzono drogerie i apteki, sieci DiY oraz sklepy z RTV i AGD.

Sprawy frankowe coraz szybciej rozstrzygane. Wzrost rdr. jest ponad 35-procentowy

W I kwartale br. liczba załatwionych spraw frankowych w sądach okręgowych wzrosła o ponad 35% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Jak przekonują eksperci, ten wzrost rdr. to efekt przede wszystkim ugruntowanego orzecznictwa. Ponadto doświadczeni sędziowie potrafią już szybciej rozwiązywać tego typu spory, unikając zbędnych przedłużeń. Ostatnio załatwiono więcej spraw frankowych, niż ich wpłynęło. Znawcy tematu mówią o przełamaniu wcześniejszego zatoru sądowego. I prognozują, że bieżący rok może przynieść dalsze skrócenie czasu oczekiwania na rozstrzygnięcia. Jednocześnie podkreślają, że niektóre sądy są wciąż przeciążone i jest jeszcze wiele do zrobienia, aby tempo orzekania było satysfakcjonujące.

Jak wynika z danych pozyskanych z 47 sądów okręgowych, w I kwartale 2025 roku załatwiono w nich 22,8 tys. spraw frankowych. To o 35,1% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków odnotowano 16,9 tys. Jak przekonuje Mikołaj Majcher z kancelarii MBM Legal, ten wzrost to efekt ugruntowanego już orzecznictwa. Dziś tego typu sprawy są prowadzone znacznie sprawniej. Na tempo postępowań wpływa również presja społeczna na sądy, aby szybciej rozwiązywać tego rodzaju spory.

– Moim zdaniem, wzrost liczby załatwionych spraw frankowych aż o 35,1% rdr. świadczy o wyraźnej poprawie wydolności sądów w zakresie rozpatrywania tego typu sporów. Doświadczeni sędziowie potrafią szybciej je prowadzić, unikając zbędnych przedłużeń. Ponadto, coraz częstsze zawieranie ugód przez frankowiczów i banki zmniejsza liczbę spraw wymagających pełnego procesu – komentuje radca prawny Adrian Goska z kancelarii SubiGo.

Natomiast Mikołaj Majcher podkreśla, że załatwienie sprawy nie zawsze oznacza wydanie wyroku. Coraz częściej dochodzi do ugody między stronami, zwłaszcza przy wsparciu sądu. Takie rozwiązanie zmniejsza koszty, jakie bank musiałyby ponieść po zakończeniu tradycyjnego procesu. Z doświadczeń eksperta wynika, że chociaż liczba takich przypadków rośnie, to większość sporów frankowych wciąż finalnie kończy się wyrokiem. Sprawy frankowe załatwiane w inny sposób są w mniejszości. W niewielu z nich dochodzi np. do cofnięcia pozwu bez zawarcia ugody. Dzisiaj kredytobiorcy są świadomi swojej pozycji procesowej i rzadko wycofują się z walki.

– Odsetek ugód systematycznie wzrasta, zwłaszcza po wypracowaniu przez banki atrakcyjniejszych propozycji. Jednak przypadki zakończenia postępowania bez wyroku nadal stanowią mniejszość. Wielu frankowiczów preferuje bowiem pełne unieważnienie umowy kredytowej, co jest możliwe tylko w drodze postępowania sądowego. Większość spraw kończy się więc wydaniem wyroku, co dodatkowo stabilizuje orzecznictwo i zmniejsza niepewność prawną – dodaje ekspert z kancelarii SubiGo.

Liczba załatwionych spraw frankowych zwiększyła się rdr. w zdecydowanej większości sądów okręgowych. Były to dwucyfrowe wzrosty rdr. Przy tym największy z nich wyniósł blisko 98%. Natomiast w kilku przypadkach nastąpił spadek. Jednocześnie analizując dane z poszczególnych sądów okręgowych, widać, że w I kw. br. najwięcej spraw frankowych załatwiono w SO w Warszawie – 5,8 tys. (w I kw. ub.r. – 5,2 tys.). Dalej można zobaczyć w zestawieniu SO w Poznaniu – 1,7 tys. (poprzednio – 1 tys.), SO w Gdańsku – 1,7 tys. (0,9 tys.), SO Warszawa-Praga w Warszawie – 1,3 tys. (0,9 tys.) i SO w Krakowie – 1,2 tys. (0,7 tys.).

– Wzrost liczby załatwionych spraw frankowych w dużych miastach, zwłaszcza w Warszawie, nie powinien nikogo dziwić. Dla sądów to wyraźne obciążenie, ale także szybsze tempo rozstrzygania spraw. Dla frankowiczów może to oznaczać sprawne zakończenie postępowań, a dla banków – rosnącą presję na zawieranie ugód, aby uniknąć dalszego wzrostu liczby przegranych procesów – analizuje ekspert z kancelarii MBM Legal.

W I kwartale br. liczba załatwionych spraw frankowych była większa od ilości złożonych pozwów w tym zakresie (22,8 tys. – 14,3 tys.), a rok wcześniej – mniejsza (16,9 tys. – 23,8 tys.). Jak przekonuje Mikołaj Majcher, różnica w tegorocznych danych świadczy o większej efektywności sądów w rozpatrywaniu tego typu sporów. To może oznaczać szybsze ich zakończenie niż w ubiegłym roku. Jednak sądy mogą nadal borykać się z przeciążeniem.

– Fakt, że ostatnio więcej spraw załatwiono, niż wpłynęło, świadczy o przełamaniu wcześniejszego zatoru sądowego. Oznacza to, że sądy są w stanie nie tylko obsłużyć nowe sprawy, ale również przepracować zaległości. Teoretycznie powinno to przełożyć się na szybsze rozpatrywanie nie tylko spraw frankowych, ale też innych cywilnych. Jednak w praktyce wszystko zależy od dalszego utrzymania obecnego tempa i od tego, czy nie nastąpi nowa fala pozwów. Optymistycznie patrząc, 2025 rok może przynieść dalsze skrócenie czasu oczekiwania na rozstrzygnięcia – stwierdza radca prawny Adrian Goska.

Z kolei Mikołaj Majcher podkreśla, że w tym roku sprawy frankowe są załatwiane znacznie szybciej niż w ubiegłym. Jednak tempo rozstrzygania takich sporów zależy nie tylko od sędziego, ale także od organizacji danego sądu, doświadczenia w tym zakresie oraz gotowości stron do osiągnięcia ugody. Znaczenie ma również złożoność sprawy oraz treść propozycji ugodowych przedstawianych przez banki. Według eksperta z kancelarii MBM Legal, choć sytuacja się poprawia, wciąż jest wiele do zrobienia, aby tempo rozstrzygania spraw było w pełni satysfakcjonujące.

– Liczba spraw frankowych nadal jest spora, a niektóre sądy są przeciążone bardziej niż inne. Możemy oczekiwać dalszej poprawy tempa rozpatrywania sporów, szczególnie przy kontynuacji działań usprawniających. Jednak ryzyko kolejnych fal pozwów, np. związanych z nowymi interpretacjami prawa, powoduje, że ostrożność w prognozach jest wskazana – podsumowuje radca prawny z kancelarii SubiGo.

ASICS z mocnym otwarciem 2025 roku

ASICS EMEA ogłosił wyniki finansowe za I kwartał 2025 roku, notując wzrost przychodów o 18,7% w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego.

Firma odnotowała znaczący rozwój we wszystkich kanałach sprzedaży. Sprzedaż hurtowa wzrosła o 17,6% rok do roku, z największymi wzrostami w regionie Europy Północno-Zachodniej (28,7%), Europy Północno-Wschodniej (18,6%) oraz we Francji (15,5%).

ASICS EMEA zanotował rentowny wzrost we wszystkich kategoriach produktowych. Segmenty Performance Running, Tennis i Indoor utrzymały solidną dynamikę wzrostu, natomiast największe wzrosty odnotowano w kategoriach SportStyle (+47,7%) oraz odzieży sportowej (+34,5%).

Nasze wyniki w Europie są bardzo mocne – notujemy stabilny wzrost we wszystkich kategoriach oraz kanałach sprzedaży. Cieszy nas, że nieustannie otrzymujemy doskonałe opinie i rekomendacje od konsumentów, ekspertów oraz sportowców, co potwierdza, że nasza konsekwencja w realizowaniu misji i inwestycje w innowacyjne produkty przynoszą wymierne efekty. Marka ASICS rozwija się dynamicznie, a coraz więcej osób wybiera nas, by wspierać swoje dążenie do równowagi ciała i umysłu – powiedział Carsten Unbehaun, CEO ASICS EMEA.

W I kwartale 2025 roku ASICS utrzymał pozycję niekwestionowanego lidera w segmencie premium obuwia do biegania w Europie. Marka zanotowała także znaczący wzrost udziału w rynku w kluczowych sportach – tenis, sporty halowe oraz padel – a także w segmencie SportStyle, w porównaniu do danych z ostatnich 12 miesięcy.

MLP Group z rekordową retencją najemców i wzrostem EBITDA w I kwartale 2025

  • Przychody na poziomie 109,2 mln PLN (+13% r./r.), 26,1 mln EUR (+17% r./r.)
  • EBITDA bez przeszacowania na poziomie 53,9 mln PLN (+7% r./r..), 12,9 mln EUR (+11% r./r.),
  • Wartość godziwa nieruchomości inwestycyjnych 5 490,7 mln PLN (-1% vs. 31 grudnia 2024 r.), 1 312,3 mln EUR (+2% vs. 31 grudnia 2024 r.),
  • Wartość aktywów netto (NAV) na poziomie 2 694,2 mln PLN (-2% vs. 31 grudnia 2024 r.),
    644,0 mln EUR (0% vs. 31 grudnia 2024 r.),
  • NAV na akcję: 112,3 PLN (-2% vs. 31 grudnia 2024 roku), 26,8 EUR (0% vs. 31 grudnia 2024 r.)
  • Wynik netto: -42,7 mln PLN (vs. 16,2 mln PLN w 1Q2024 r.), -10,2 mln EUR (vs. 3,8 mln EUR w 1Q2024 r.),
  • Umowy najmu podpisane od początku br. na około 45 tys. mkw. powierzchni.

W pierwszym kwartale br. MLP Group odnotowało solidny wzrost przychodów oraz EBITDA. Grupa utrzymała wysoką stabilność operacyjną – 99% należnych czynszów było regulowanych terminowo, a profil płatności pozostał na korzystnym poziomie. MLP Group konsekwentnie rozwija swoją pozycję jako najszybciej rosnąca platforma logistyczna w Europie, łącząc dynamiczny rozwój z przemyślaną strategią doboru najemców i efektywnym zarządzaniem ryzykiem.

MLP Group w I kwartale br. uzyskało 109,2 mln zł skonsolidowanych przychodów, co oznacza 13% wzrost w ujęciu r./r. Grupa wypracowała jednocześnie 53,9 mln zł EBITDA (bez przeszacowania), poprawiając wynik z analogicznego okresu sprzed roku o 7%.

W MLP Group łączymy wzrost z umiarkowanym ryzykiem, koncentrując się przede wszystkim na projektach zlokalizowanych w obrębie kluczowych aglomeracji miejskich oraz pozyskiwaniu najemców najwyższej jakości. Obserwujemy rosnący napływ inwestycji z Azji do Europy, a popyt ze strony najemców utrzymuje się na wysokim poziomie, co przekłada się na dalszy wzrost stawek czynszowych. Od pierwszego kwartału 2025 r. widzimy istotny trend wzrostowy w pozycji EPRA earnings i FFO, co w sposób znaczący zwiększy możliwości rozwoju MLP Group w następnych okresach. Zachowaliśmy przy tym wysoki poziom stabilności operacyjnej – około 99% należnych czynszów było regulowanych terminowo, a profil płatności pozostał niezmiennie korzystny – powiedział Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A.

Ostrożne podejście do finansów zapewnia MLP Group silną pozycją płynnościową, umożliwiającą finansowanie celów rozwojowych, przy zachowaniu stałego kosztu długu i konserwatywnego profilu spłat. Wskaźnik długu netto do EBITDA na koniec pierwszego kwartału br. obniżył się do 11.0x z 13.6x w 4 kwartale 2024 roku, co oznacza spadek o 20%. Bardzo pozytywny trend wzrostu EBITDA powinien w najbliższych okresach przełożyć się na dalszy spadek wskaźnika długu netto do EBITDA oraz wskaźnika wyprzedzającego (dług netto do Run Rate EBITDA).

Na koniec marca 2025 roku wartość aktywów brutto wynosiła 5 490,7 mln zł i była o 1% niższa względem 31 grudnia 2024 r. Wartość kapitałów własnych (NAV) w pierwszym kwartale br. obniżyła się o 2% do poziomu 2 694,2 mln zł. Na zmianę wartości portfela wpływ miało umocnienie się złotego względem euro, co częściowo zostało skompensowane wyższymi wynikami operacyjnymi. W pierwszym kwartale br. stopy kapitalizacji dla portfela pozostały na niezmienionym poziomie. W 2025 roku spodziewane są dalsze obniżki stóp procentowych, których skutkiem będzie m.in. spadek stóp kapitalizacji, a w konsekwencji wyższe wyceny nieruchomości. Na koniec pierwszego kwartału powierzchnia w budowie wynosiła 224 tys. mkw.

Portfel nieruchomości MLP Group w pierwszym kwartale br. charakteryzował się stabilnym wskaźnikiem wynajęcia, na poziomie 92,15%. Lekki spadek miał charakter przejściowy, ponieważ zwyczajowo duża cześć nowo wybudowanych obiektów kończona jest w pierwszej części roku. Grupa stara się utrzymywać poziom pustostanów nie wyższy niż 5%.

– Od początku tego roku do dnia publikacji raportu zawarliśmy umowy obejmujące łącznie około 45 tys. mkw. powierzchni. Efektywne budowanie relacji z klientem pomaga nam rozwijać długoterminową współpracę, która w niektórych wypadkach trwa już ponad 20 lat, przy wskaźniku utrzymania najemców sięgającym niemal 99%. Średni ważony czas trwania umów najmu (WAULT) dla naszego portfela wzrósł do około 7,7 lat, względem 7,1 lat w ostatnim kwartale zeszłego roku.

Dysponujemy jednym z najnowocześniejszych portfeli na europejskim rynku logistycznym – 90% budynków powstało na przestrzeni ostatnich 10 lat, a ponad 60% w okresie ostatnich 5 lat dodał Prezes Zarządu MLP Group S.A.

Trzaskowski i Nawrocki liczą szable, Australijczycy oraz Chińczycy obniżają stopy procentowe

Nie opada kurz po weekendowych wyborach. Zwycięzcy pierwszej tury ruszyli po głosy „osieroconych” wyborców. W tle przepychanka o debatę. Australijczycy oraz Chińczycy tną stopy procentowe. 

Walka o głosy

Niedzielne wybory całkiem porządnie zamieszały na rynkach. Wśród inwestorów wyraźnie widać niepewność co do wyników w drugiej turze. Z jednej strony pierwszą rundę wygrał Trzaskowski, z drugiej strony głosów do podniesienia po kandydatach, którzy już odpadli potencjalnie więcej ma Nawrocki. Zaskakująco dobre wyniki i Brauna, i Mentzena sugerują, że języczek u wagi przechyla się w kierunku kandydata wspieranego przez PiS. W ten scenariusz wierzą także bukmacherzy, którzy często trafnie odczytują nastroje wyborcze. By jednak jeszcze bardziej zamieszać w tym sosie niepewności, lider Nowej Nadziei wstrzymuje się z przekazaniem poparcia, przy okazji próbując zrobić dodatkowy show na swoim kanale w social mediach. Szable zbiera także Trzaskowski, który uzyskał już poparcie środowisk okołorządowych. Pewnym smaczkiem była także poranna przepychanka, co do potencjalnej debaty między oponentami. Przez chwilę wydawało się nawet, że może do niej nie dojść. Ostatecznie jednak udało się wypracować kompromis i bezpośrednie starcie będziemy mogli oglądać już w najbliższy piątek.

Stopy w dół

We wtorek na szerokim rynku uwagę przykuwają decyzje banków centralnych. Zgodnie z oczekiwaniami Chiny postanowiły ściąć koszt pieniądza o 10 punktów bazowych. Obecnie roczna stopa wynosi równo 3%, a jej pięcioletnia odpowiedniczka jest o pół punktu procentowego wyższa. Oczywiście w uzasadnieniu mogliśmy przeczytać, że jest to dostosowanie się do niepewnej przyszłości związanej z wojną handlową z USA. Po pewnej odwilży ostatnio znowu mieliśmy zaostrzenie retoryki w postaci wysokich ceł na polioksymetylen – tworzywo sztuczne wykorzystywane przy produkcji podzespołów samochodowych czy AGD.

Również Australijczycy zdecydowali się na ścięcie kosztu pieniądza. Główna stopa procentowa została obniżona o 25 punktów bazowych, przez co wynosi obecnie 3,85%. Co ciekawe na stole leżały zarówno opcja utrzymania stóp, jak i dwukrotnie większe cięcie. Analitycy spodziewali się dokładnie takiego posunięcia, jednak zostali zaskoczeni wypowiedzią pani gubernator, która zasugerowała, że przed nami w tym roku jeszcze obniżki łącznie o 75 punktów bazowych. I właśnie ta wzmianka została odebrana jako bardziej gołębia od oczekiwań i doprowadziła do osłabienia dolara australijskiego na szerokim rynku.

Eurodolar szuka konsolidacji

Wtorkowa sesja nie przynosi znaczących rozstrzygnięć na głównej parze walutowej. Od początku tygodnia znajdujemy się w dość szerokiej, ale jednak konsolidacji między 1,122 a 1,128$, przy czym obecnie schodzimy w okolice dolnego ograniczenia. Prawdopodobnie jest to efekt wystąpienia Bessenta, który – oprócz krytykowania agencji Moody’s za obcięcie ratingu USA – zasugerował, że administracja postara się zapanować nad budżetem i ograniczy deficyt. Nie do końca zostało jednak sprecyzowane, w jaki sposób ma tego dokonać, ale rynek docenił samą chęć działania. Co ciekawe po południu będziemy mogli wysłuchać kilku wystąpień osób decyzyjnych w Fed. Inwestorzy z pewnością najwięcej uwagi poświęcą słowom Raphaela Bostica z Atlanty. W ostatnim czasie obserwujemy próbę ostudzenia zapału wokół nadchodzących obniżek, z próbą przeniesienia ciężaru decyzyjnego na wrzesień.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

Hard2beat rusza z przytupem – pierwsze 7,5 miliona dla trzech startupów

Fundusz Hard2beat VC, za którym stoją Maciej Zawadziński, Konrad Trzyna i Maciej Frankowicz, właśnie zamknął swoje pierwsze trzy transakcje. Do Neuromedical, Defguard i DefendEye popłynęło łącznie 7,5 mln zł, a fundusz nie zamierza zwalniać tempa – zapowiada, że jeszcze w tym roku wesprze co najmniej pięć kolejnych spółek.

Inwestycje ogłoszono podczas Hard2beat Connect – inauguracyjnego wydarzenia funduszu, które odbyło się 20 maja 2025 roku. Od pierwszych zapowiedzi utworzenia Hard2beat minęło wprawdzie półtora roku, lecz ten czas został w pełni wykorzystany przez jego zespół. Rezultatem są trzy pierwsze transakcje zrealizowane ze środków FENG w ramach PFR Starter. Dla rynku to długo wyczekiwany moment: po ostatnich latach wyraźnego niedoboru kapitału na etapie pre-seed i seed pojawia się wreszcie świeży strumień pieniędzy, który zapowiada ożywienie finansowania młodych, technologicznych firm.

Choć Neuromedical, Defguard i DefendEye działają odpowiednio w obszarach medtechu, cyber­bezpieczeństwa i technologii dual-use, łączy je to, co stanowi sedno strategii Hard2beat: każda z nich posiada trwałą, trudną do skopiowania przewagę technologiczną. „Inwestujemy w zespoły, które budują coś naprawdę unikalnego – rozwiązania, których nie da się w łatwy sposób skopiować. Taka przewaga jest kluczowa, aby znaleźć się w naszym portfelu” – podkreśla Konrad Trzyna.

Pozyskany kapitał ma wystarczyć na to, co najtrudniejsze na wczesnym etapie: uzyskanie certyfikacji, stworzenie pierwszych wersji MVP oraz realizację pilotażowych kontraktów z klientami. Jak dodaje Maciej Zawadziński: „Chcemy finansować projekty, które łączą ambitną naukę z praktycznym zastosowaniem i mają wyraźną ścieżkę do globalnego skalowania.”.

Czym zajmują się spółki, w które zainwestował Hard2beat?

Neuromedical to polsko-izraelski projekt med-tech. Spółka tworzy VGuard – niewielkie, urządzenie, które stymuluje nerw błędny impulsami elektrycznymi. Taka stymulacja pobudza obszary mózgu odpowiedzialne za pamięć i koncentrację, co w przeprowadzonym przez spółkę eksperymencie medycznym doprowadziło do znaczącej poprawy stanu pacjentów cierpiących na chorobę Alzheimera oraz demencję.  Pieniądze z Hard2beat pozwolą dokończyć badania kliniczne i zdobyć europejski znak CE oraz wesprą Neuromedical w staraniach o FDA w USA. Finansowanie ze strony Hard2beat jest częścią większej rundy finansowania zbieranej aktualnie przez spółkę.

Defguard to nowoczesna, open-source’owa platforma cyberbezpieczeństwa, która umożliwia organizacjom pełną kontrolę nad dostępem do infrastruktury IT. Łączy trzy kluczowe funkcje w jednym, otwartym i samodzielnie hostowanym rozwiązaniu: zdalny dostęp (VPN), zarządzanie tożsamością (IAM) i zarządzanie cyklem życia dostępu użytkowników (ALM). To pierwsze rozwiązanie, które wymusza uwierzytelnianie wieloskładnikowe bezpośrednio na poziomie protokołu WireGuard, eliminując istotną lukę bezpieczeństwa, która dotąd powstrzymywała wiele organizacji przed wdrożeniem tego nowoczesnego protokołu VPN.

DefendEye rozwija autonomiczne systemy UAV podwójnego zastosowania (dual-use) na rynek cywilny dla zespołów ratunkowych oraz wojskowy jako element wyposażenia ochronnego żołnierza na polu walki bądź zabezpieczenia przestrzeni granicznych. System składa się z drona, wyrzutni (launch-tube) oraz infrastruktury chmurowej. Taki zestaw umożliwia szybkie reagowanie w sytuacjach kryzysowych i identyfikację zagrożenia. Spółka pozyskała rundę na około 4,8 miliona złotych od Hard2beat, Sunfish Partners oraz aniołów biznesu, która przyspieszy testy poligonowe i pozwoli na uruchomienie pierwszej małej linii produkcyjnej.

Dalsze plany funduszu

Hard2beat nie zamierza zwalniać po majowym debiucie. „W tej chwili prowadzimy zaawansowane rozmowy z dwiema kolejnymi spółkami i przyglądamy się następnym projektom. Naszym celem jest, by do końca roku zamknąć co najmniej pięć nowych inwestycji” – zapowiada Maciej Frankowicz, partner funduszu. Zespół podkreśla też, że będzie aktywnie wspierał Neuromedical, Defguard i DefendEye w kolejnych rundach, dostarczając kapitału kontynuacyjnego.

Zarząd IMS S.A. rekomenduje dywidendę i skup akcji o charakterze dywidendowym

Skup akcji własnych po 8 zł przeprowadzony do końca lipca br. ma uzupełnić wypłaconą zaliczkę na dywidendę. Jeśli Walne Zgromadzenie przychyli się do wniosku Zarządu, do akcjonariuszy lidera polskiego rynku marketingu sensorycznego (GPW: IMS) trafi łącznie 10,6 mln zł bezpośrednich transferów środków z zysku roku 2024. To ponad 8% giełdowej kapitalizacji całej Grupy IMS z ostatnich dni.

– Naszym celem jest tworzenie rosnącej wartości dla inwestorów, w co wpisuje się również zdolność do rosnących wypłat dla akcjonariuszy. Wartość zaproponowanych przez Zarząd transferów środków z zysku roku 2024 jest najwyższa w naszej historii, o 12% wyższa niż przed rokiem – wskazuje Piotr Bielawski, Wiceprezes ds. Finansowych IMS S.A.

– Proponujemy przekierowanie części strumienia bezpośrednich wypłat do akcjonariuszy w stronę skupu akcji o charakterze dywidendowym. Uważamy akcje IMS-u za niedowartościowane – kurs na GPW nie odzwierciedla w naszej opinii obecnych fundamentów biznesu marketingu sensorycznego, ale przede wszystkim nie uwidacznia perspektyw rozwoju, w tym potencjału globalnego projektu Closer Music. Dlatego w naszej ocenie skup byłby korzystny dla akcjonariuszy zarówno krótko-, jak i długoterminowo – podkreśla Michał Kornacki, Prezes Zarządu IMS S.A.

Rekomendacja Zarządu co do podziału zysku za rok 2024 zakłada dywidendę w wysokości 5,6 mln zł (0,16 zł na akcję), co odpowiada wypłaconej w grudniu zaliczce na poczet dywidendy za rok 2024. Dodatkowo ma zostać przeprowadzony skup akcji własnych o charakterze dywidendowym, na który ma być przeznaczone 5 mln zł. Skup ma zostać przeprowadzony w formie zaproszenia do składania ofert sprzedaży, skierowanego do wszystkich akcjonariuszy i zapewniającego równe prawa wszystkich akcjonariuszy (proporcjonalna redukcja zapisów i jednolita cena 8 zł za akcję). Jeśli w skupie wzięliby udział wszyscy akcjonariusze (100% akcji), to otrzymaliby ekwiwalent ponad 0,14 zł dywidendy na akcję. Łącznie można byłoby mówić o stopie transferów do akcjonariuszy na poziomie ponad 8% względem kursu akcji. Jednocześnie skupione akcje własne miałyby zostać umorzone. Rekomendacja Zarządu zostanie przekazana do zaopiniowania przez Radę Nadzorczą, a o finalnym podziale zysku roku 2024 zadecydują akcjonariusze podczas najbliższego Walnego Zgromadzenia, które ma odbyć się w czerwcu br.

Rok 2024 był kolejnym okresem wzrostu wyników Grupy IMS. Pierwszy raz w historii osiągnięty został 8-cyfrowy zysk netto, a wyraźny wzrost rentowności miał miejsce dzięki zwiększeniu bazy abonamentowej w segmencie premium oraz konsekwentnej dyscyplinie kosztowej. Skonsolidowany zysk operacyjny z wyłączeniem startupowego projektu Closer Music wzrósł o 42% wobec rezultatu roku 2023, do 16,5 mln zł, a analogiczny zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej był wyższy aż o 64% rok do roku (12,3 mln zł). Wyraźnie wzrosły też poziomy rentowności, dzięki czemu marża EBITDA zbliżyła się do 34% (+6 pkt. proc.), a marża netto przekroczyła 19% (+7 pkt. proc.).

Polacy ciekawi, ale ostrożni wobec agentów AI w pracy. Nowe badanie Salesforce z polskiego rynku

Polacy ciekawi, ale ostrożni wobec agentów AI w pracy. Nowe badanie pokazuje, gdzie przebiegają granice zaufania wobec wirtualnych współpracowników.

Agenci AI coraz śmielej wkraczają do świata pracy – nie jako futurystyczna koncepcja, ale realne wsparcie dla pracowników i firm. Jak Polacy reagują na ten proces? Z badania przeprowadzonego na zlecenie Salesforce przez ASM – Centrum Badań i Analiz Rynku wynika, że społeczeństwo jest jednocześnie zaciekawione, pełne nadziei, ale i miejscami zaniepokojone.

Ciekawość i niepokój – emocje wobec agentów AI

Na pytanie o emocje towarzyszące rozwojowi agentów AI w miejscu pracy, aż 51,2% respondentów wskazało ciekawość. Kolejne najczęściej wymieniane uczucia to: niepokój (30,2%), nadzieja (20,8%), ekscytacja (18,4%), ale również strach (13,6%) i obojętność (9,2%). Tylko 8,1% osób zadeklarowało brak zdania.

Czy agenci AI poprawią jakość pracy? Większość mówi „tak”

Zapytani o ocenę wpływu agentów AI na jakość pracy w przyszłości, 58% badanych wyraziło pozytywne nastawienie – w tym 15% „zdecydowanie tak”, a 43% „raczej tak”. Sceptycznie do tego zagadnienia podchodzi jedynie 15,6% (3,4% „zdecydowanie nie” i 12,2% „raczej nie”), natomiast 26,3% badanych nie miało zdania.

Zagrożenia? Przede wszystkim utrata pracy i niezrozumienie decyzji agentów AI

Respondenci widzą szereg ryzyk związanych z obecnością agentów AI w miejscu pracy. Największe obawy budzi możliwość utraty pracy (41,7%), a także brak zrozumienia decyzji podejmowanych przez agentów AI (32,7%) oraz spadek wartości ludzkich kwalifikacji (28,7%). Co czwarta osoba (27,6%) obawia się również utraty kontroli lub autonomii, a 16,7% wskazuje na trudności z adaptacją do nowych rozwiązań.

Zaufanie do decyzji agentów AI? Raczej warunkowe

Na pytanie o gotowość do zaufania decyzjom podejmowanym przez agenta AI, największa grupa respondentów – 41,3% – odpowiedziała: „to zależy od sytuacji”. Zdecydowaną gotowość wyraziło tylko 6%, a 18,8% „raczej tak”. Jednocześnie aż 26,2% zadeklarowało brak zaufania (9,5% „raczej nie”, 16,7% „zdecydowanie nie”). Co dwudziesty badany (7,8%) nie miał zdania.

Czy Polacy chcieliby pracować z agentem AI? Tak, ale pod pewnymi warunkami

Pomimo obaw, większość badanych nie odrzuca pomysłu pracy z agentem AI jako wirtualnym współpracownikiem. 69,6% respondentów deklaruje postawę pozytywną lub neutralną wobec takiego scenariusza: 30,2% ocenia taką współpracę „raczej pozytywnie”, a 10,9% „bardzo pozytywnie”. 28,5% podchodzi do tego neutralnie – wskazując, że wszystko zależy od sposobu wdrożenia. Negatywne stanowisko zajęło łącznie 20,4% respondentów.

Najlepsza rola dla agenta AI? Wirtualny asystent i analityk danych

Zapytani o najbardziej akceptowalne role dla agentów AI, Polacy najczęściej wskazywali na wirtualnego asystenta pomagającego w powtarzalnych zadaniach (36,8%) oraz analityka danych wspierającego decyzje (30,8%). Mniej entuzjazmu budziły funkcje zespołowego czatbota (28,8%) oraz kreatywnego asystenta (25,3%). Co dziesiąty badany (10,2%) nie zaakceptowałby żadnego zastosowania agentów AI jako współpracownika.

– Rośnie świadomość i otwartość na wykorzystanie agentów AI w pracy, ale towarzyszy jej wyraźna potrzeba kontroli i zrozumienia działania tych rozwiązań. Pracownicy nie chcą być zastępowani – chcą być wspierani – komentuje Krzysztof Augustynowicz, Regional Vice President w Salesforce.

Metodologia:

Badanie zostało przeprowadzone przez ASM – Centrum Badań i Analiz Rynku w dniach 8–13 maja 2025 roku techniką CAWI (Computer Assisted Web Interview) na ogólnopolskiej próbie 1006 dorosłych respondentów (18+). Badanie miało charakter ilościowy i zostało zrealizowane w formule OmnIBUS.

Czy każda firma potrzebuje działań Public Relations?

W dzisiejszym dynamicznie zmieniającym się świecie biznesu, pytanie o rolę Public Relations (PR) w funkcjonowaniu przedsiębiorstw staje się coraz bardziej palące. Czy każda firma, niezależnie od wielkości czy branży, powinna inwestować w PR? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, ale z pewnością warto przyjrzeć się temu zagadnieniu z różnych perspektyw.

Czym jest Public Relations i dlaczego jest ważne?

Public Relations to szeroki zakres działań komunikacyjnych, których celem jest budowanie i utrzymywanie pozytywnego wizerunku firmy w oczach różnych grup odbiorców: klientów, partnerów biznesowych, mediów czy społeczności lokalnej. PR to nie tylko reklama, ale przede wszystkim dialog i budowanie relacji opartych na zaufaniu. W dobie mediów społecznościowych i natychmiastowego dostępu do informacji, umiejętne zarządzanie komunikacją staje się kluczowe.

Małe firmy a PR – czy to się opłaca?

Wiele małych przedsiębiorstw zastanawia się, czy warto angażować się w działania PR, które często kojarzą się z dużymi budżetami i skomplikowanymi kampaniami. Tymczasem nawet najmniejsza firma może skorzystać na przemyślanej strategii PR. Budowanie pozytywnego wizerunku, lokalna obecność w mediach czy aktywność w społecznościach branżowych mogą znacząco wpłynąć na rozwój biznesu. Warto pamiętać, że PR nie musi oznaczać wielkich wydatków – liczy się przede wszystkim konsekwencja i autentyczność.

Duże przedsiębiorstwa i PR – konieczność czy standard?

W przypadku dużych firm działania PR są często nieodzownym elementem strategii biznesowej. Zarządzanie reputacją na szeroką skalę, komunikacja kryzysowa, relacje z inwestorami czy kampanie wizerunkowe wymagają profesjonalnego podejścia i specjalistycznej wiedzy. Jednak nawet tu nie chodzi tylko o „bycie widocznym”, lecz o budowanie trwałych relacji, które przekładają się na lojalność klientów i stabilność rynkową.

PR a kryzys – jak ważne jest przygotowanie?

Nie sposób przecenić roli PR w sytuacjach kryzysowych. Każda firma, niezależnie od wielkości, może stanąć w obliczu nieprzewidzianych wyzwań – od błędów produktowych po negatywne opinie w mediach społecznościowych. Profesjonalne działania PR pozwalają szybko i skutecznie reagować, minimalizując szkody dla reputacji. Warto więc mieć opracowany plan komunikacji kryzysowej, który zabezpieczy firmę przed niekontrolowanymi konsekwencjami.

Kiedy warto rozważyć współpracę z agencją PR?

Choć podstawowe działania PR można prowadzić samodzielnie, profesjonalna agencja wnosi do firmy świeże spojrzenie, doświadczenie i dostęp do szerokich kanałów komunikacji. Agencje potrafią skutecznie wypracować strategię dostosowaną do specyfiki firmy i rynku, a także zarządzać komunikacją w trudnych momentach. Jeśli więc zależy nam na kompleksowym podejściu i efektywnych rezultatach, warto rozważyć wsparcie specjalistów – na przykład z agencji goodonepr.pl, która oferuje nowoczesne i elastyczne rozwiązania PR.

Podsumowanie – czy każda firma potrzebuje PR?

Podsumowując, działania Public Relations nie są luksusem zarezerwowanym dla wielkich korporacji. Każda firma, która chce budować trwałe relacje z otoczeniem, zwiększać swoją wiarygodność i skutecznie komunikować się z rynkiem, powinna rozważyć inwestycję w PR. Oczywiście, zakres i forma tych działań będą się różnić w zależności od wielkości i specyfiki przedsiębiorstwa. Najważniejsze jest jednak, aby nie lekceważyć roli komunikacji i świadomie zarządzać swoim wizerunkiem.

Jeśli zastanawiasz się, jak zacząć lub rozwinąć działania PR w swojej firmie, warto poszukać wsparcia u specjalistów, którzy pomogą dobrać odpowiednie narzędzia i strategie. W dzisiejszym świecie, gdzie informacja rozchodzi się błyskawicznie, dobrze prowadzony PR może być kluczem do sukcesu.

Doradztwo e-commerce w strategii firmy – kiedy warto je uwzględnić

Wiele firm rozwijających sprzedaż online koncentruje się na działaniach operacyjnych: kampaniach, optymalizacji strony, wdrażaniu nowych funkcji. To naturalne, ale w pewnym momencie przestaje wystarczać. Skalowanie e-commerce wymaga nie tylko narzędzi i specjalistów, ale także przemyślanej strategii.

Doradztwo e-commerce coraz częściej staje się jej integralną częścią — nie jako doraźna pomoc w sytuacjach kryzysowych, lecz jako wsparcie decyzyjne w momentach wzrostu, zmian i inwestycji. Właśnie wtedy wnosi największą wartość.

Czym jest doradztwo e-commerce w ujęciu strategicznym?

Doradztwo e-commerce często bywa mylone z usługą operacyjną. Tymczasem jego głównym celem nie jest wykonanie konkretnego zadania, lecz wsparcie w podejmowaniu trafnych decyzji dotyczących rozwoju sprzedaży online. Dobry doradca nie pyta, „jaki baner zrobić”, ale „czy warto inwestować w ten kanał, z tym budżetem i w tym momencie rozwoju firmy”.

Na poziomie strategicznym doradztwo dotyczy takich obszarów jak: wybór modelu sprzedaży, kierunki ekspansji, struktura kanałów marketingowych, zależności między SEO, reklamą i treściami, a także analiza rentowności działań. To także uporządkowanie priorytetów, które często zacierają się w natłoku bieżących projektów.

Dzięki zewnętrznej perspektywie możliwe jest spojrzenie na działania firmy w szerszym kontekście: nie tylko tego, co dzieje się w sklepie, ale też jak działa rynek, konkurencja, jak zmienia się zachowanie klientów i co ma sens z punktu widzenia dalszego rozwoju.

Kiedy warto uwzględnić doradztwo w strategii firmy

Doradztwo e-commerce ma największą wartość wtedy, gdy towarzyszy kluczowym momentom decyzyjnym. Nie chodzi o bieżące wsparcie operacyjne, ale o sytuacje, w których firma stoi przed zmianą kierunku, potrzebuje uporządkowania procesów lub planuje inwestycje, które muszą się zwrócić.

Przed wejściem na nowy rynek

Ekspansja — czy to na nowe rynki zagraniczne, czy poprzez uruchomienie sprzedaży na marketplace’ach — wymaga analizy modelu operacyjnego, zasobów, przewagi konkurencyjnej i ograniczeń technicznych. Doradztwo pozwala ocenić ryzyko i wskazać najbardziej racjonalną ścieżkę wdrożenia.

Po okresie szybkiego wzrostu

Sklepy, które dynamicznie urosły, często działają na niezsynchronizowanych narzędziach i procesach. Brakuje im jednolitej strategii, a decyzje są podejmowane reaktywnie. Doradztwo pomaga spojrzeć na cały ekosystem sprzedażowy, zidentyfikować luki i zbudować strukturę wspierającą dalszy rozwój.

Gdy działania marketingowe są rozproszone

Prowadzone są kampanie reklamowe, optymalizuje się SEO, wysyła newslettery — ale brak spójnej koncepcji sprawia, że nie widać efektów. Doradztwo pozwala połączyć te działania w jeden system i dostosować je do rzeczywistej ścieżki klienta.

Gdy zespół jest przeciążony lub potrzebuje kierunku

Nawet doświadczony zespół wewnętrzny może potrzebować zewnętrznego spojrzenia. Doradca pomaga odciążyć osoby decyzyjne, ułożyć priorytety i wesprzeć planowanie z perspektywy biznesowej, a nie tylko marketingowej.

Dlaczego warto skorzystać z takiego doradztwa?

Doradztwo nie zastępuje zespołu operacyjnego, ale wspiera go w podejmowaniu decyzji, które mają długofalowe znaczenie. Pomaga uporządkować działania, wskazać priorytety i lepiej dopasować wysiłki marketingowe do realnych celów biznesowych. Przede wszystkim pozwala zobaczyć, które obszary wymagają zmiany — zanim zacznie się inwestować w niepotrzebne rozwiązania.

Dobrze poprowadzony proces doradczy umożliwia m.in.:

  • ustalenie, które działania przynoszą realną wartość, a które tylko zajmują czas i budżet,
  • dopasowanie strategii do zasobów i etapu rozwoju firmy,
  • weryfikację dotychczasowych założeń na podstawie danych,
  • połączenie pracy marketingu z celami właścicieli lub zarządu.

Efektem nie są kolejne raporty czy rekomendacje oderwane od rzeczywistości, ale konkretna decyzja: co dalej, z czym, kiedy i po co. To właśnie pozwala uporządkować działania, zwiększyć ich skuteczność i wrócić do strategicznego myślenia o e-commerce jako całości, a nie zbiorze niepowiązanych projektów.

Podejmowanie trafnych decyzji

Strategiczne doradztwo w e-commerce to nie luksus dla największych graczy, ale narzędzie, które coraz częściej decyduje o skuteczności działań i tempie rozwoju firmy. W momencie, gdy kanały się mnożą, dane przytłaczają, a rynek wymaga szybkich i trafnych decyzji — zewnętrzna perspektywa staje się realnym wsparciem, a nie tylko „opcją do rozważenia”.

W Webmetric pracujemy z firmami, które nie chcą już działać na wyczucie. Łączymy kompetencje z obszaru strategii, SEO, UX i analityki, by pomóc podejmować decyzje, które mają sens — nie tylko w kontekście kampanii, ale całego modelu sprzedaży online. Doradztwo to dla nas nie raporty, tylko konkretna wartość, która ma przełożyć się na wynik.

Stabilizacja po latach wzrostów – rynek magazynowo-przemysłowy w Polsce w I kwartale 2025 r.

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację na rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce w I kwartale 2025 roku. Po dziesięciu latach dynamicznych wzrostów sektor wchodzi w etap bardziej stabilnego rozwoju. Wyniki za okres styczeń – marzec pokazują spowolnienie aktywności najemców oraz powiązanej z nią aktywności deweloperskiej. Na koniec marca w budowie znajdowało się ok. 1,4 mln mkw. powierzchni magazynowej, co oznacza najniższy poziom od września 2017 roku i ponad trzykrotny spadek w porównaniu do rekordowego wolumenu odnotowanego w marcu 2022 roku.

EKONOMIA: wskaźnik PMI nareszcie powyżej 50 pkt.

Według zaktualizowanego szacunku GUS, wzrost gospodarczy Polski w 2024 roku wyniósł 2,9%. W tym roku oczekiwane jest przyspieszenie dynamiki PKB powyżej 3%, wspierane przez odbicie inwestycji infrastrukturalnych oraz napływ środków unijnych. Produkcja przemysłowa, która w 2024 roku wzrosła jedynie o 0,3%, przyspieszyła w I kwartale 2025 r. do 0,9% r/r, a w marcu – do 3,8% r/r (po odsezonowaniu).

Wskaźnik PMI, obrazujący kondycję sektora przemysłowego, w lutym tego roku, po raz pierwszy od ponad dwóch lat, przekroczył próg ekspansji, osiągając 50,6 pkt, a w marcu wzrósł do 50,7 pkt. Tym samym zakończył się najdłuższy okres spadków w historii badania, co sygnalizuje wyraźną poprawę nastrojów w przemyśle. Równolegle poprawia się sytuacja za naszą zachodnią granicą – w marcu 2025 roku niemiecka produkcja wzrosła o 3,0% m/m, osiągając najlepszy wynik od czterech lat. Szczególnie silny wzrost odnotowano w sektorze motoryzacyjnym i produkcji maszyn, które zanotowały wzrost o odpowiednio 8,1% i 4,4%, co może świadczyć o początku cyklicznego ożywienia, tłumaczy Anita Mikusek, Senior Research Consultant, Cushman & Wakefield.

POPYT: mniej nowych umów i rekordowy udział renegocjacji

W pierwszym kwartale tego roku popyt na powierzchnie magazynowe osiągnął 1,1 mln mkw., co oznacza wzrost o ponad 16% r/r, ale jednocześnie spadek o 11%, jeśli porównamy poziom aktywności najemców ze średnią dla tego okresu z lat 2020-2024, która wynosiła 1,25 mln mkw. Warto przy tym podkreślić zmianę w strukturze podpisanych umów, wśród których udział renegocjacji wzrósł do rekordowego poziomu 56% wolumenu transakcji najmu. Oznacza to kontynuację trendów widocznych w latach 2023-2024, gdy wskaźnik odnowień przekroczył poziom 40% rosnąc o 10 pp. w porównaniu do średniej z lat 2020-2022, komentuje Adrian Semaan, Senior Research Consultant, Cushman & Wakefield.

Wolumen nowych umów i ekspansji wyniósł prawie 490 000 mkw. notując spadek o 20% r/r. Może to być jednak związane z dość dużymi krótkookresowymi wahaniami popytu oraz kumulacją finalizowanych umów najmu pod koniec ubiegłego roku, kiedy to aktywność najemców objęła aż 1,06 mln mkw.

Aktualnie z jednej strony obserwujemy mniejszą gotowość najemców do podejmowania szybkich decyzji o ekspansji i relokacji, na co wpływa skomplikowana sytuacja geopolityczna, z drugiej – wzrost liczby zapytań o powierzchnie produkcyjne oraz te, służące obsłudze kanału internetowego. Nie wiadomo jednak, czy odbywa się to w ramach tzw. benchmarku pod preferowane renegocjacje, czy też przełoży się na wzrost popytu netto oraz rozwój nowych inwestycji. Efekt w dużej mierze uzależniony będzie od rozwoju sytuacji na rynkach zagranicznych. Fundamenty rynku w Polsce są jednak silne. W dłuższej perspektywie sektor wspierać będą takie czynniki, jak wciąż wysoka konkurencyjność kosztowa polskiej gospodarki, czy dalszy wzrost branży e-commerce oraz trendy związane ze skracaniem i dywersyfikacją globalnych łańcuchów dostaw, tłumaczy Damian Kołata, Partner, Head of Industrial & Logistics/E-Commerce CEE, Cushman & Wakefield.

PODAŻ: aktywność deweloperów najniższa od ośmiu lat

W I kwartale 2025 roku deweloperzy ukończyli prawie 680 000 mkw. powierzchni, dzięki czemu całkowite zasoby rynku magazynowego w Polsce osiągnęły poziom blisko 35,3 mln mkw.

Na koniec marca całkowity wolumen projektów w budowie wyniósł ok 1,4 mln mkw., co oznacza spadek o 41% w ujęciu rocznym i najniższy jego poziom od ponad siedmiu lat. W samym pierwszym kwartale deweloperzy rozpoczęli realizację 309 000 mkw. powierzchni przemysłowej, z czego aż 92% stanowiły inwestycje w województwach mazowieckim i łódzkim. Możliwa stabilizacja globalnej polityki w zakresie handlu i bezpieczeństwa, w połączeniu z odbudową popytu i stopniową absorpcją dostępnej na rynku powierzchni magazynowej, mogą doprowadzić do ponownego pobudzenia aktywności deweloperskiej w perspektywie kolejnych 12 miesięcy, dodaje Adrian Semaan.

Udział inwestycji spekulacyjnych w budowie obniżył się do 41%, co przekłada się na ok. 570 000 mkw. powierzchni dostępnej do wynajęcia. Ostatni raz tak niski wolumen inwestycji spekulacyjnych odnotowano w drugiej połowie 2020 roku, a więc w początkowej fazie pandemii koronawirusa, czyli okresie bardzo wysokiej niepewności, kiedy wiele inwestycji zostało wstrzymanych.

W aktualnych warunkach rynkowych instytucje finansowe oraz deweloperzy również bardzo rozważnie podchodzą do nowych budów, uzależniając ich rozpoczęcie od zwiększenia poziomu wynajętej powierzchni w istniejących projektach z dostępną powierzchnią lub zawarcia umów typu pre-lease. Projekty uruchamiane w pełni spekulacyjnie należą do rzadkości i dotyczą tylko wybranych subrynków typu „core”, charakteryzujących się niskim wskaźnikiem pustostanów, czego przykładem są południowo-zachodnie okolice aglomeracji warszawskiej. To właśnie na Mazowszu powstaje najwięcej nowej powierzchni magazynowej – 27% krajowego wolumenu inwestycji. Wśród najbardziej aktywnych rynków są również województwa śląskie oraz łódzkie, odpowiadające za 20% i 18% powierzchni w budowie, dodaje Damian Kołata.

CZYNSZE: stawki efektywne pod presją

Miesięczne czynsze bazowe utrzymały się na stabilnym poziomie 3,60–5,75 EUR/mkw. dla magazynów typu big-box i 4,00–8,25 EUR/mkw. dla projektów SBU/City Logistics. Większość bieżącej oferty dotyczy nowych, maksymalnie kilkuletnich budynków i inwestycji w trakcie realizacji ze stawkami czynszów powyżej poziomu 4,20 EUR/mkw.

Nadpodaż widoczna jest w szczególności na rynkach zachodniej i centralnej Polski, co powoduje nieznaczny wzrost elastyczności deweloperów w negocjacjach czynszów najmu. Dzięki zachętom finansowym, stawki efektywne czynszów mogą być niższe od bazowych o ok. 15-25%, komentuje Adrian Semaan.

PUSTOSTANY: chwilowy wzrost wskaźnika powierzchni niewynajętej

Na koniec I kwartału 2025 roku wskaźnik pustostanów osiągnął 8,5% (wzrost o 1,0 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem i wzrost o 0,3 pp. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2024 roku). Najwyższą wartość wskaźnika odnotowano w województwie lubuskim (22,9%), świętokrzyskim (17,2%) oraz dolnośląskim (11,6%). Najniższy poziom wskaźnika pustostanów odnotowano w województwach podlaskim (0%), warmińsko-mazurskim (0%) i opolskim (2,4%).

Pomiędzy styczniem a marcem poziom pustostanów wzrósł do rekordowego poziomu 2,99 mln mkw. Zmiana w ujęciu kwartalnym była znacząca i wyniosła 416 000 mkw. za co w głównej mierze odpowiadała nowa podaż spekulacyjna w I kwartale, w ramach której 348 000 mkw. pozostało dostępne do wynajęcia. Za wzrost pustostanów odpowiadały także zwalniane powierzchnie, przede wszystkim w ramach dwóch dużych projektów zlokalizowanych w Rzepinie i Sulęcinie. Coraz niższa liczba inwestycji realizowanych spekulacyjnie powinna zapobiegać dalszemu wzrostowi pustostanów, podsumowuje Adrian Semaan.

Prawie milion kont IKE, a średnia wypłata to 89 zł miesięcznie. System nadal niszowy i mało efektywny

Biorąc pod uwagę obecną średnią długość dalszego trwania życia, zgodnie z obowiązującymi tablicami GUS, która dla 60-latka wynosi obecnie około 264 miesiące, możemy oszacować, że zgromadzone na IKE kwoty przekładają się na średnią miesięczną wypłatę w wysokości 89 zł dla wszystkich kont oraz 151 zł dla kont aktywnych. W związku z tym, po 20 latach funkcjonowania systemu IKE, trudno mówić o istotnym wpływie tego rozwiązania na poziom emerytur w Polsce. Niestety, zgromadzony kapitał jest zbyt niski, by zapewnić znaczący wzrost świadczeń emerytalnych.

Na koniec 2023 roku funkcjonowało w Polsce prawie 860 tysięcy IKE, a na koniec 2024 roku liczba ta zwiększyła się do prawie 965 tysięcy kont. Delta zmiany jest konsekwencją otwartych w ciągu 2024 roku ponad 169 tysięcy nowych kont IKE oraz zamknięcia z różnych powodów (zwroty, wypłaty, wypłaty transferowe) kilkudziesięciu tysięcy istniejących kont. Netto w ciągu roku liczba kont IKE zwiększyła się więc o 104 tysiące, a więc o ponad 12%.

Na koniec 2023 roku wartość aktywów zgromadzonych w ramach kont IKE wynosiła kwotę 18 220 mln złotych, natomiast na koniec 2024 roku wartość ta zwiększyła się do kwoty prawie 22 805 mln złotych. Jest to zwiększenie o kwotę 4 585 mln zł, co stanowi zwiększenie wartości aktywów w ramach IKE o ponad 25%. Na powyższy wzrost składają się nowe wpłaty, jak też zwiększenie wartości już zgromadzonych aktywów (np. wartości jednostek uczestnictwa funduszy inwestycyjnych czy akcji).

IKE nie stały się rozwiązaniem powszechnym, nie weszły w szersze kręgi społeczne i nie stały się popularnym elementem polskiego systemu zabezpieczenia emerytalnego. Faktyczna liczba osób korzystających z IKE, blisko milion, w porównaniu do liczby kilkunastu milionów przyszłych emerytów w Polsce, to jedynie kropla w morzu potrzeb. Choć warto docenić fakt, że taki produkt jak IKE istnieje, to wciąż jest to rozwiązanie głównie skierowane do osób lepiej sytuowanych i dość elitarne. Niestety, kolejne rządy nie potrafiły przełamać barier w popularyzacji IKE, stosując te same nieefektywne rozwiązania. Zwiększenie limitów wpłat na IKE, gdy obecnie nie są one w pełni wykorzystywane, nie przyniesie spodziewanej ekspansji zainteresowania tym produktem. Kluczowe jest zaangażowanie państwa w prawdziwą edukację ekonomiczną i emerytalną obywateli oraz szerzenie wiedzy na temat produktów takich jak IKE. Działając na tym polu, możliwe będzie stworzenie realnych zachęt i ścieżek do większej aktywności obywateli w gromadzeniu oszczędności na przyszłość – komentuje dr Marcin Wojewódka, radca prawny w Kancelarii w Wojewódka i Wspólnicy, Forum Ekspertów Ad Rem.IKE nadal zbyt mało popularne w Polsce

Sytuacja w 2024 roku, gdzie ponad 40% kont IKE pozostało bez jakiejkolwiek wpłaty, jest niepokojąca. Fakt, że znaczna część osób, które założyły IKE, nie korzysta z tego rozwiązania, pokazuje, że rozwiązanie to wciąż nie zdobyło pełnej popularności. Taki stan rzeczy generuje dodatkowe koszty utrzymania infrastruktury przez usługodawców oferujących IKE, a jednocześnie nie przyczynia się do realnego rozwoju tego systemu oszczędzania, który wciąż opiera się głównie na wzroście wartości

– Rok 2024 nie przyniósł istotnego przełomu – zainteresowanie IKE pozostaje ograniczone i wciąż ma charakter niszowy względem skali wyzwań, przed którymi stoi system emerytalny. Choć tak wyraźny wzrost wartości aktywów IKE zasługuje na odnotowanie, to jego główne źródło – poprawa wyceny istniejących już inwestycji – wskazuje na brak istotnego ożywienia po stronie nowych uczestników. Również w tym zakresie rok 2024 przyniósł raczej stabilizację niż realne przyspieszenie rozwoju. Fakt, że aż 66 podmiotów oferowało w 2024 roku produkty IKE, świadczy o dużej dostępności i różnorodności tej formy oszczędzania. Warto zaznaczyć, że niektóre finansowe grupy kapitałowe udostępniały IKE w kilku wariantach jednocześnie –w dwóch (np. Santander, Alior, BNP Paribas, PZU), trzech (np. Allianz, Generali, Nationale-Nederlanden, BPS), a nawet we wszystkich pięciu formach, jak miało to miejsce w przypadku PKO BP. – dodaje dr Marcin Wojewódka, radca prawny w Kancelarii w Wojewódka i Wspólnicy, Forum Ekspertów Ad Rem.

IKE nadal zbyt mało popularne w PolsceZgodnie z obowiązującymi przepisami prawo do wpłat na IKE przysługuje osobie, która ukończyła 16 lat. Osoba małoletnia może dokonywać wpłat na IKE tylko w roku kalendarzowym, w którym uzyskuje dochody z pracy wykonywanej na podstawie umowy o pracę i w wysokości nieprzekraczającej tych dochodów. Na IKE może gromadzić oszczędności wyłącznie jeden oszczędzający. Oznacza to, iż ustawa nie pr zewiduje prowadzenia wspólnego konta IKE np. dla małżonków. IKE można założyć bez względu na to, czy posiada się już IKZE i czy jest się uczestnikiem pracowniczego programu emerytalnego. Produkty IKE są licencjonowane to jest mogą je oferować jedynie określone w przepisach kategorie podmiotów, a są nimi fundusze inwestycyjne, dobrowolne fundusze emerytalne, domy maklerskie, zakłady ubezpieczeń na życie oraz banki. Celem gromadzenia środków w ramach IKE jest ich wypłata, która możliwa jest po osiągnięciu przez oszczędzającego wieku lat 60.

ORLEN ma nowe złoże ropy na Morzu Norweskim

0

ORLEN Upstream Norway wraz z partnerami koncesyjnymi ogłosił odkrycie nowych zasobów węglowodorów w obszarze Skarv na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Zasoby złoża E-prospect szacowane są na 3–7 mln baryłek ropy naftowej. W trakcie prac wiertniczych zidentyfikowano również mniejsze złoże, zawierające dodatkowo do 2 mln baryłek ropy.

Jak podkreśla ORLEN, E-prospect znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie złoża Skarv – jednego z głównych hubów produkcyjnych spółki na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Odległość do istniejącej infrastruktury produkcyjnej wynosi mniej niż 8 kilometrów. Dzięki temu nowe odkrycie może być stosunkowo szybko zagospodarowane przy wykorzystaniu istniejących rozwiązań technicznych, co zwiększa efektywność inwestycji i ogranicza emisje.

  • Odkrycie E-prospect potwierdza potencjał obszaru Skarv i wpisuje się w naszą długofalową strategię budowania wartości Grupy ORLEN w segmencie upstream – komentuje Wiesław Prugar, Członek Zarządu ORLEN S.A. ds. Upstream.

Dobrze rozwinięty hub Skarv

Złoże E-prospect jest zlokalizowane na koncesji PL212, przylegającej do głównego obszaru produkcyjnego Skarv. Poza złożem Skarv, hub Grupy ORLEN obejmuje również eksploatowane złoża Ærfugl Nord i Gråsel oraz będące w fazie zagospodarowania: Alve Nord, Idun Nord i Ørn. Zasoby pierwotne całego obszaru Skarv przekraczają 700 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej.Złoże E-prospect

Produkcja w rejonie odbywa się za pomocą pływającej jednostki produkcyjno–magazynowo–przeładunkowej (FPSO) Skarv. Surowce są transportowane na jednostkę z pomocą podmorskich rurociągów. Jednostka jest wyposażona w wieżę obrotową, która pozwala utrzymać stabilną pozycję na morzu i jednocześnie dostosowywać się do zmiennych warunków atmosferycznych.

ORLEN wzmacnia pozycję na szelfie norweskim

ORLEN Upstream Norway jest obecny na Norweskim Szelfie Kontynentalnym od 2007 roku. Aktualnie eksploatuje 20 złóż, a na kolejnych ośmiu prowadzi prace przygotowawcze. W 2024 roku spółka wyprodukowała ponad 40 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej, w tym ponad 4,5 mld m³ gazu ziemnego. Surowiec ten przesyłany jest gazociągiem Baltic Pipe do Polski, wspierając transformację energetyczną kraju.

Udziałowcami złoża Skarv są:

  • Equinor Energy – 36,2%
  • Harbour Energy Norge – 28,1%
  • Aker BP (operator) – 23,8%
  • ORLEN Upstream – 11,9%

Odkrycie E-prospect wpisuje się w strategię ORLEN, której celem jest zwiększanie własnych zasobów węglowodorów oraz zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego Polski poprzez dywersyfikację dostaw surowców.

Nadchodzi kres SEO w tradycyjnej odsłonie

TikTok commerce, dark social i zmierzch SEO: badanie SALESmanago ujawnia, co spędza sen z powiek marketerom z sektora detalicznego.

Badanie przeprowadzone wśród europejskich marek e-commerce wskazuje na wyzwania technologiczne wynikające z ewolucji oczekiwań i zachowań konsumentów.

Nadchodzi kres SEO w tradycyjnej odsłonie – tak wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez SALESmanago, czołową europejską platformę zarządzania zaangażowaniem klientów. Aż 73% marketerów w sektorze e-commerce i handlu detalicznego uważa, że klasyczne SEO odejdzie w niepamięć jeszcze w tym roku, co wyraźnie świadczy, że zasady działania w przestrzeni cyfrowej ulegają zmianie.

W ankiecie wzięło udział 150 marketerów z Polski, Wielkiej Brytanii i Włoch. Wynika z niej, że liderzy e-commerce w Europie z coraz większym trudem nadążają za ewolucją zachowań konsumentów, rosnącą fragmentacją kanałów i postępującą rewolucją technologiczną.

Oto najważniejsze wnioski z raportu SALESmanago 2025, na które zwracają uwagę specjaliści od e-commerce:

  • Kres SEO: 73% marketerów przewiduje zmierzch tradycyjnego SEO do końca 2025 roku;
  • TikTok generuje sprzedaż: 44% ankietowanych zauważa wzrost zapotrzebowania na social commerce, a 35% w odpowiedzi na ten trend korzysta ze sztucznej inteligencji;
  • Dylemat dark social: 63% badanych przyznaje, że komunikatory takie jak WhatsApp czy wiadomości prywatne na Instagramie utrudniają mierzenie ruchu na stronie;
  • Trendy ekologiczne: 41% uczestników ankiety dostosowuje swoje strategie pod wpływem rosnącej ekologicznej świadomości klientów;
  • Presja personalizacji: 51% marketerów mierzy się z rosnącym zapotrzebowaniem na indywidualne doświadczenia zakupowe.

– Marki w całej Europie szybko dostrzegają, że ścieżki zakupowe klientów przestały być liniowe, a fakt, że tylu marketerów podważa wartość SEO, mówi sam za siebie – podkreśla Brian Plackis-Cheng, dyrektor generalny SALESmanago. – Konsumenci przenoszą się do prywatnych serwisów i dokonują zakupów wieloma kanałami w mniej przewidywalny sposób. Dlatego marki potrzebują nie tylko słów kluczowych, ale też na bieżąco informacji – stawiają nie tyle na produkt, co na personalizację.

Marketerzy deklarują, że aby nadążyć za zmianami, koncentrują inwestycje na platformach danych o klientach (CDP i CEP) (47%), inteligentnych narzędziach (35%), integracji z social commerce (38%) oraz automatyzacji marketingu omnichannel (34%).

Od marketerów wymaga się wykazywania zwrotu z inwestycji, mimo że w danych pojawia się coraz więcej luk, jak choćby dark social – dodaje Plackis-Cheng. – Zwyciężą ci, którzy będą integrować dane, wdrażać sztuczną inteligencję z jasną strategią segmentacji, stosować spersonalizowaną komunikację za pośrednictwem kanałów takich jak SMS i WhatsApp oraz oferować indywidualne doświadczenia na szeroką skalę.

Źródło: SALESmanago / All 4 Comms

Tylko 5 proc. firm handlowych prognozuje wzrost przychodów, a 23 proc. obawia się ich spadku

Polski sektor handlowy nadal zmaga się z trudnościami, a optymistycznych perspektyw w najbliższym czasie wciąż brak – wynika z najnowszej edycji Barometru EFL na II kwartał 2025 roku. Subindeks dla firm handlowych spadł do poziomu 47,9 pkt., czyli o 1,2 pkt. mniej niż kwartał wcześniej, utrzymując się poniżej progu ograniczonego rozwoju (50 pkt.) już od początku 2022 roku. Żadna inna z sześciu analizowanych branż nie znajduje się tak długo poniżej tej granicy.

Utrzymujący się pesymizm

Wynik subindeksu poniżej 50 pkt. oznacza, że przedsiębiorcy nie dostrzegają warunków sprzyjających rozwojowi. Od grudnia 2021 roku handel ani razu nie przekroczył tego poziomu. Jak zauważa Robert Dudziński, dyrektor sprzedaży w Carefleet, źródłem problemów są zarówno czynniki krajowe, jak i międzynarodowe: – „Zła passa rozpoczęła się wraz z pandemią COVID-19, a kolejne wydarzenia geopolityczne – wojna w Ukrainie, osłabienie gospodarki Niemiec, napięcia na linii USA–Chiny–UE – skutecznie uniemożliwiają odbudowę handlu. Obecnie nawet konsumpcja wewnętrzna, dotąd motor napędowy, ulega wyraźnemu spowolnieniu”.

Spadające oczekiwania co do sprzedaży

W II kwartale 2025 roku tylko 5% firm handlowych prognozuje wzrost sprzedaży, natomiast 23% spodziewa się jej spadku. Dla porównania – w poprzednim kwartale pozytywne prognozy zgłaszało 9% przedsiębiorców, a negatywne 20%. Zdecydowana większość (71%) nie oczekuje istotnych zmian w poziomie obrotów.

Inwestycje i płynność – nastroje zachowawcze

Zaledwie 8% firm planuje zwiększyć inwestycje, podczas gdy 20% rozważa ich ograniczenie. Dla przeważającej większości (72%) poziom inwestycji ma pozostać bez zmian. Równie pesymistyczne są prognozy dotyczące płynności finansowej – tylko 7% przedsiębiorstw oczekuje poprawy sytuacji finansowej, a aż 23% przewiduje jej pogorszenie. To najniższy wynik spośród wszystkich analizowanych sektorów.

Rosnące zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne

W obszarze finansowania zewnętrznego odnotowano jedyny pozytywny sygnał – 26% przedsiębiorców spodziewa się wzrostu zapotrzebowania na tego typu środki, w porównaniu do 4% oczekujących jego spadku. Eksperci podkreślają jednak, że środki z kredytów i leasingu są obecnie przeznaczane nie na rozwój, lecz na utrzymanie bieżącej działalności: opłacanie rachunków, wypłat czy zamówień towarowych.

Sytuacja w handlu na tle innych branż

Handel pozostaje branżą o najniższym wyniku w całym Barometrze EFL. Dla porównania, wartość głównego indeksu Barometru EFL dla wszystkich sektorów wyniosła w II kwartale 2025 roku 50,6 pkt., co oznacza tylko nieznaczny spadek (o 0,1 pkt.) względem I kwartału. Pokazuje to, że choć cała gospodarka zmaga się z trudnościami, handel pozostaje szczególnie wrażliwy na zmiany w otoczeniu gospodarczym i społecznym.