UJ: nowa metoda podawania temozolomidu w leczeniu glejaka. Lek także donosowo w aerozolu

Badacze z Uniwersytetu Jagiellońskiego opracowali nową metodę podawania leku stosowanego w terapiach nowotworu mózgu. Potencjalnie pozwala ona zwiększyć efektywność leczenia i poprawić komfort życia pacjentów. Nowe rozwiązanie umożliwia podawanie leku na dwa sposoby – bezpośrednio do mózgu podczas operacji resekcji guza, jak również w aerozolu poprzez jamę nosową chorego.

Opracowana metoda polega na miejscowym podawaniu temozolomidu (TMZ) – obecnie najczęściej stosowanego leku w chemioterapii złośliwego glejaka mózgu – za pomocą innowacyjnych platform biopolimerowych. Ze względu na swoje właściwości nośniki te spełniają kluczowe wymagania dla terapii onkologicznej:

  • uwalniają lek stopniowo w wydłużonym okresie i tylko w tym miejscu, gdzie jest on potrzebny, co powoduje, że silnie toksyczny terapeutyk działa z maksymalną efektywnością przy zminimalizowanych skutkach ubocznych;
  • pozwalają ominąć barierę krew-mózg (barierę biochemiczną oddzielającą krwiobieg organizmu od tkanki nerwowej), która stanowi jedno z głównych wyzwań w obecnie prowadzonych chemioterapiach ośrodkowego układu nerwowego;
  • ich skład chemiczny jest w pełni biokompatybilny (biozgodny) z organizmem pacjenta, przy czym komponenty nośnika mają pozytywne właściwości mogące dodatkowo wspierać leczenie;
  • po podaniu do organizmu nośnik leku nie wykazuje negatywnego oddziaływania na zdrowe komórki tkanek.

Opracowane nośniki TMZ są wynikiem kilkuletniej współpracy interdyscyplinarnego zespołu naukowców z UJ pod medycznym kierunkiem dr n. med. Eweliny Grzywny z Kliniki Neurochirurgii i Neurotraumatologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Ominąć barierę krew-mózg

Siłą napędową prac badawczych była potrzeba opracowania rozwiązania, które potencjalnie może stać się wsparciem w terapii glejaka. Standardowa chemoterapia z wykorzystaniem temozolomidu powoduje poważne skutki uboczne, wpływając negatywnie na komfort życia pacjentów. Wynika to stąd, iż silnie toksyczny lek podawany jest doustnie, lub rzadziej dożylnie, działa ogólnoustrojowo, czyli na cały organizm, a nie tylko na komórki nowotworowe.

– Zależało nam na opracowaniu sposobu podawania TMZ bezpośrednio do mózgu zajętego przez nowotwór, tak by pominąć krążenie ogólnoustrojowe pacjentów. Jeśli uda się spełnić ten warunek, działanie TMZ będzie maksymalnie efektywne, a skutki uboczne jego użycia minimalne. Przez kilka lat pracowaliśmy nad uniwersalnymi systemami biopolimerowymi, które w przyszłości mogą być powszechnie wykorzystane przez środowisko medyczne jako nośnik leków. Na obecnym etapie badań mogę powiedzieć, że mamy obiecujące wyniki – mówi dr Ewelina Grzywna ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Lek podawany przez nos

Co ważne, opracowane na UJ kompozycje pozwalają podawać TMZ nie tylko w trakcie operacji usuwania guza (bezpośrednio, jako substancja wyścielająca miejsce po usuniętym guzie), ale także przez jamę nosową – w postaci aerozolu z użyciem atomizera.

– Donosowa metoda podania TMZ jest małoinwazyjna. W tym przypadku lek, który powoli jest uwalniany z preparatu żelowego, przedostaje się do mózgu poprzez znajdujące się w jamie nosowej zakończenia nerwowe nerwów węchowego i trójdzielnego, nie przenikając w znacznych ilościach do krwiobiegu chorej osoby. Opracowany przez nas nośnik ma właściwości mukoadhezyjne, co oznacza, iż ulega on wolniejszej migracji z nosa do gardła wraz ze śluzem i przylega do śluzówki, przez co może dłużej działać – wyjaśnia współtwórczyni technologii, dr hab. Joanna Lewandowska-Łańcucka, prof. UJ z Wydziału Chemii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

– Aplikowanie TMZ bezpośrednio do loży po usuniętym guzie, jak i drogą donosową może zmienić dotychczasowe metody leczenia nowotworów mózgu. Na świecie nie ma jeszcze ani jednej dopuszczonej do stosowania medycznego formulacji tego leku. Jednocześnie podkreślamy, że ta nowatorska metoda nie oznacza próby eliminowania tradycyjnego, systemowego leczenia chemioterapeutycznego. Może być natomiast elementem uzupełniającym terapię, propozycją dla tych osób, które nie kwalifikują się do standardowego leczenia systemowego – dodaje współtwórczyni technologii, mgr Aleksandra Krajcer ze Szkoły Doktorskiej Nauk Ścisłych i Przyrodniczych UJ.

Zaawansowane prace badawcze

Dotychczas zespół przeprowadził szereg badań niezbędnych do tego, by opracowaną technologię wprowadzić do praktyki medycznej. Naukowcy wykazali w badaniach in vitro, że nowy nośnik uwalnia lek stopniowo i w sposób kontrolowany, co powoduje, że terapeutyk działa w dłuższym okresie, a to zwiększa jego skuteczność. Poza tym opracowana kompozycja do śródoperacyjnego podawania TMZ ma odpowiednio niskie parametry pęcznienia, co jest kluczowe w zastosowaniu miejscowym – preparat nie powoduje ucisku na tkankę (tzw. efektu masy) i powstawania miejscowego nadciśnienia.

– Nasze badania wykazały, że TMZ, który jest stopniowo uwalniany z nośnika, w warunkach laboratoryjnych działa na komórki nowotworowe glejaka hamując ich podział na poziomie 90%. Poza tym, opracowana przez nas kompozycja pomyślnie przeszła badania biokompatybilności w warunkach in vitro/ex vivo. Wiemy, że nośnik leku nie jest szkodliwy dla zdrowych komórek organizmu – mówi współtwórczyni technologii dr Alicja Hinz z Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Czym jest nowy nośnik TMZ?

Opracowana technologia to specjalny hydrożel uzyskiwany z połączenia metakrylowanych biopolimerów: żelatyny, chitozanu oraz kwasu hialuronowego. Są one sieciowane światłem UV w obecności fotoinicjatora. Opracowany tą metodą system może zawierać wbudowany w jego strukturę temozolomid (TMZ) – zarówno w formie wolnej, jak i zmodyfikowanej.

Podany do organizmu preparat ulega powolnej biodegradacji, a zawarty w nim lek jest stopniowo uwalniany. Daje to istotne korzyści w porównaniu do ogólnoustrojowego podawania zwiększonych dawek TMZ. Toksyczny lek działa przede wszystkim w miejscu jego podania, a nie ogólnoustrojowo i dodatkowo okres jego działania ulega wydłużeniu.

Warto zaznaczyć, że użyte do zbudowania nośników komponenty, czyli chitozan i kwas hialuronowy korzystnie oddziałują na organizm człowieka. Chitozan wykazuje działania przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i przeciwkrwotoczne, a kwas hialuronowy jako żelowa matryca międzykomórkowa wspomaga gojenie ran i również wykazuje działanie przeciwzapalne.

Droga do komercjalizacji

Opracowane na UJ biopolimerowe nośniki TMZ oraz metody jego podawania są przedmiotem kilku zgłoszeń patentowych. Centrum Transferu Technologii UJ (CITTRU), które odpowiada za komercjalizację opracowanych rozwiązań, obecnie nawiązuje relacje z partnerami z branży biomedycznej i farmaceutycznej, z którymi będzie możliwe przeprowadzenie dalszych badań.

– Dotarliśmy do tego momentu rozwoju technologii, w którym konieczne jest nawiązanie współpracy z wyspecjalizowanymi podmiotami w celu przeprowadzenia badań klinicznych. Dzięki tym badaniom będzie można ostatecznie uznać, że opracowane metody podawania TMZ są skuteczne i bezpieczne dla pacjentów. Fazy badań klinicznych wymagają zaangażowania znacznych środków finansowych i są długotrwałe, niemniej ufam, że opracowane przez nas zespół naukowy technologie w przyszłości trafią na rynek – powiedziała dr inż. Gabriela Konopka-Cupiał, dyrektorka CITTRU UJ.

Współtwórcami przedstawionych technologii są także dr hab. Monika Bzowska, prof. UJ i mgr Sylwia Stankiewicz z Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii UJ, a także Adrian Grzonka z Wydziału Chemii UJ. Badania zostały sfinansowane ze środków Narodowego Centrum Nauki w ramach projektu OPUS 21 pt. „W poszukiwaniu rozwiązań dla ograniczeń stosowania temozolomidu (TMZ) w terapii glejaka mózgu”.

Sprzedaż detaliczna w grudniu 2025 mocno w górę. GUS: +12,5% m/m i +5,3% r/r

GUS opublikował dane o sprzedaży detalicznej za grudzień 2025 r. Sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła aż o 12,5 proc. w porównaniu z listopadem i była wyższa niż przed rokiem o 5,3 proc. Z jednej strony to wyraźny efekt sezonu świątecznego, który w 2025 r. przyniósł znacznie mocniejszą dynamikę niż rok wcześniej (1,9 proc.). Ale to coś więcej: pozytywne podsumowanie całego, dobrego dla sprzedaży, roku.

Skąd taki optymizm? W ujęciu całorocznym sprzedaż detaliczna w 2025 r. wzrosła o 4,3 proc. rok do roku (wobec 2,7 proc. w 2024 r.). To potwierdza, że końcówka roku była nie tylko sezonowym impulsem, ale także dopełnieniem stopniowej poprawy konsumpcji obserwowanej od drugiego kwartału 2025 r.

Online vs. offline. Tu nie ma miejsca na rywalizację

W handlu internetowym grudzień przyniósł obraz zgodny z historycznym schematem. Wartość sprzedaży online rośnie – tym razem była o 4,5 proc. wyższa niż przed rokiem, jednak jej udział w sprzedaży ogółem spadł z 11,0 proc. w listopadzie do 10,1 proc. w grudniu. To zjawisko powtarzalne i naturalne – w grudniu część zakupów wraca do kanałów stacjonarnych, a decyzje zakupowe są częściej podejmowane pod presją czasu, dostępności produktu i natychmiastowego odbioru. Jednocześnie dane miesiąc do miesiąca pokazują, że sprzedaż internetowa wzrosła o 3 proc. względem listopada, co potwierdza, że kanał online pozostaje istotnym beneficjentem świątecznego szczytu.

Struktura sprzedaży internetowej w grudniu pokazuje dojrzały rynek, w którym e-commerce stanowi stabilny element świątecznego ekosystemu zakupowego. Choć część konsumentów wraca do sklepów stacjonarnych, sprzedaż online nadal koncentruje się na kategoriach wymagających wcześniejszego researchu, porównań cen i planowania zakupów. To potwierdza, że spadek udziału e-commerce w grudniu nie oznacza osłabienia kanału, lecz raczej sezonowe przesunięcie akcentów między kanałami sprzedaży.

Tajemnicą poliszynela jest to, że w niektórych firmach istnieje bardziej lub mniej poważny konflikt pomiędzy działami odpowiadającymi za sprzedaż internetową a stacjonarną. Z pewną trudnością przychodzi im zaakceptowanie faktu, że grają do jednej bramki. Wyciągają krótkoterminowe dane, żeby udowodnić swoje tezy o zabieraniu klienta offline przez online i na odwrót, o kanibalizowaniu sprzedaży etc. W ciągu całego roku te wahania się wyrównują i wskazują niezbędność każdego kanału.

E-commerce rośnie na urządzaniu domu

Szczególnie wyraźnie widać to w kategorii meble, RTV, AGD, która w grudniu pozostaje jednym z filarów sprzedaży internetowej. W ujęciu rok do roku sprzedaż online w tej kategorii wzrosła o 17,5 proc., a miesiąc do miesiąca aż o 13,1 proc. Jednocześnie udział e-commerce w całkowitej sprzedaży tej grupy zwiększył się do 21,8 proc., co potwierdza, że nawet w miesiącu sprzyjającym zakupom stacjonarnym konsumenci chętnie realizują większe i droższe transakcje w kanale online. To jeden z najbardziej dojrzałych segmentów e-commerce, w którym internet stał się naturalnym miejscem zakupu sprzętu wysokiej wartości.

Samochody ciągle do przodu, ale wolniej

Od początku roku silnym motorem wzrostu sprzedaży internetowej pozostaje kategoria pojazdy samochodowe, motocykle, części. W grudniu wzrost sprzedaży detalicznej w tej grupie wyniósł 13,1 proc. rok do roku, a w całym 2025 r. była ona wyższa o 11,1 proc. w porównaniu z 2024 r. W ujęciu miesiąc do miesiąca sprzedaż również wzrosła – o 4,1 proc., co pokazuje, że popyt w tej kategorii utrzymuje się na wysokim poziomie także poza szczytem promocyjnym.

W kanale online dynamika sprzedaży w kategorii pojazdy samochodowe, motocykle, części pozostaje bardzo wysoka – w grudniu sprzedaż była o 474,7 proc. wyższa niż przed rokiem. Jednak w ujęciu miesiąc do miesiąca odnotowano spadek o 24,3 proc., będący pierwszym cofnięciem po trzech miesiącach dynamicznych wzrostów. To może sugerować, że listopadowy szczyt miał charakter wyjątkowo silny, a część popytu została zrealizowana wcześniej. Jeśli chodzi o udział sprzedaży internetowej towarów z tej kategorii, to w grudniu wyniósł 4,9 proc. Choć był niższy niż w październiku i listopadzie, kiedy osiągnął szczytowe jak dotąd poziomy, przekraczając znacznie 6 proc., nadal pozostaje wyraźnie wyższy niż w poprzednich latach.

RODO: łącznie 7,1 mld euro kar od wejścia w życie przepisów, 1,2 mld w 2025

Łączna wartość kar nałożonych przez europejskich regulatorów za naruszenia Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych (RODO) od wprowadzenia przepisów w 2018 roku wyniosła 7,1 mld EUR, wynika z najnowszego raportu kancelarii DLA Piper – GDPR Fines and Data Breach Survey. W 2025 roku drastycznie wzrosła liczba zgłoszeń naruszenia ochrony danych osobowych, co eksperci wiążą z rosnącym zagrożeniem cyberatakami oraz upowszechnieniem narzędzi AI wykorzystywanych do tego celu. W Polsce liczba zgłoszeń wzrosła o jedną trzecią.

Wartość kar nałożonych w 2025 roku w Europie przez organy nadzoru wyniosła 1,2 mld EUR, co stanowi wynik zbliżony do tego z 2024 roku. W ubiegłym roku największą karą pieniężną o wartości 530 mln EUR została ukarana firma z sektora mediów społecznościowych, z powodu niezapewnienia odpowiedniego poziomu ochrony w związku z transferem danych osobowych do Chin. Rekordową karę nałożył irlandzki organ nadzoru.

– Zeszłoroczny poziom kar pokazuje, że europejskie organy regulacyjne pozostają bardzo aktywne. Tę aktywność widać szczególnie w obszarach takich jak bezpieczeństwo informacji, międzynarodowe transfery danych, transparentność, a także w kwestii wykorzystania danych do rozwoju sztucznej inteligencji – mówi Ewa Kurowska-Tober, partnerka kierująca zespołem prawa własności intelektualnej i nowych technologii (IPT) w DLA Piper w Warszawie.

O ponad jedną piątą wzrosła w 2025 roku liczba zgłoszeń naruszeń danych osobowych w Europie, osiągając średnio 443 zgłoszeń dziennie. Podobnie jak w ostatnich latach trzy kraje – Holandia, Niemcy i Polska zajmują czołowe miejsca pod względem liczby zgłoszonych naruszeń bezpieczeństwa danych. W 2025 roku w Holandii zgłoszono 39 773 naruszeń, a w Niemczech 34 467. W Polsce liczba zgłoszonych naruszeń wzrosła rok do roku o 4 779 przypadków, czyli o 33 proc. i wyniosła 19 065, wynika z analiz DLA Piper.

– Silny wzrost liczby naruszeń pokazuje jak ważne jest cyberbezpieczeństwo, coraz większa liczba cyberataków na systemy IT przekłada się na liczbę naruszeń – dodaje Ewa Kurowska-Tober. Ta sytuacja powinna skłonić firmy do skupienia się na obszarze bezpieczeństwa danych w nadchodzącym roku, zaniedbanie oznacza rosnące ryzyko strat finansowych i wizerunkowych związanych z cyberatakami. Nie bez znaczenia pozostaje także fakt, że wraz z rozwojem sztucznej inteligencji pojawiają się nowe zagrożenia związane z ochroną danych, na które wiele organizacji nie jest dziś przygotowane.

Irlandia pozostaje liderem pod względem wysokości kar nałożonych od momentu wejścia w życie RODO w maju 2018 roku. Urząd ochrony danych osobowych tego kraju nałożył już kary o łącznej wartości 4,04 mld EUR. Na drugim miejscu plasuje się Francja z łącznymi karami w wysokości 1,13 mld EUR, a na trzecim Luksemburg z 747 mln EUR. W Polsce łączna wartość kar wydanych od 2018 roku przez Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych wyniosła 22,3 mln EUR. Choć uwagę regulatorów w ostatnim roku w coraz większym stopniu przyciągały firmy świadczące usługi finansowe, telekomunikacyjne i dostawcy usług użyteczności publicznej, najwyższe kary w Europie nadal dotyczą podmiotów z branży technologicznej i mediów społecznościowych – dziewięć z dziesięciu najwyższych kar w historii otrzymały firmy właśnie z tego sektora.

Patrząc na wysokość kar nałożonych w ostatnich kilku latach, wyraźnie widzimy, że europejscy regulatorzy nie ulegają presji pomimo rosnącej krytyki ich działań spoza Europy i nadal są skłonni twardo egzekwować przestrzeganie przepisów w zakresie ochrony danych – mówi Piotr Czulak, counsel w zespole IPT w warszawskim biurze DLA Piper.

Kar związanych z wykorzystaniem danych osobowych nie uniknęły też firmy rozwijające produkty oparte na AI. Włoski organ nadzoru ukarał firmę Luka Inc. w związku z jej usługą Replika, chatbotem z interfejsem głosowym i pisemnym opartym na generatywnej sztucznej inteligencji. Regulator uznał, że firma naruszyła przepisy RODO, ponieważ nie określiła podstawy prawnej operacji przetwarzania danych, nie dostarczyła odpowiednich klauzul informacyjnych, a także nie wdrożyła żadnych mechanizmów weryfikacji wieku użytkowników.

Europejscy regulatorzy nadal aktywnie monitorują wykorzystanie danych do szkolenia modeli językowych, ale znajdują się pod coraz większą presją, by ochrona danych nie stała na przeszkodzie innowacji zarówno w sektorze prywatnym jak i publicznym. Propozycje zmian w prawie wysuwane w ostatnich miesiącach miałyby zakładać wyjątki od przepisów RODO związane z wykorzystaniem danych osobowych na potrzeby rozwoju AI na podstawie „prawnie uzasadnionego interesu”, z zachowaniem zabezpieczeń takich jak minimalizacja danych, przejrzystość i prawo do sprzeciwu – dodaje Piotr Czulak.

Raport DLA Piper objął 27 państw członkowskich Unii Europejskiej, a także Wielką Brytanię, Norwegię, Islandię i Liechtenstein.

PINK: rynek biurowy w regionach odbija. Najem +85% kw/kw w IV kw. 2025

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała dane dotyczące rynku powierzchni biurowych na ośmiu głównych rynkach regionalnych w Polsce (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin) za IV kwartał 2025 roku. Źródłem informacji są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (Avison Young, Axi Immo, BNP Paribas Real Estate Poland, CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska, Savills), a podsumowanie dotyczy istniejących zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych obiektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec IV kwartału 2025 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych wyniosły 6 724 300 mkw. Niezmiennie największymi rynkami biurowymi w Polsce (po Warszawie) pozostawały Kraków (1 842 300 mkw.), Wrocław (1 337 600 mkw.) oraz Trójmiasto (1 067 000 mkw.).

W IV kwartale 2025 roku do użytku oddano jeden obiekt biurowy o powierzchni 2,500 mkw. – Bukowska 144 w Poznaniu, zrealizowany przez prywatnego inwestora.

Na koniec grudnia 2025 roku na ośmiu głównych rynkach regionalnych do wynajęcia od zaraz było oferowane około 1 138 800 mkw. powierzchni biurowej, co odpowiada współczynnikowi pustostanów na poziomie 16,9% (spadek o 0,8 p.p. względem III kwartału 2025 roku i 0,9 p.p. wobec analogicznego okresu 2024 roku). Najwyższy wskaźnik niewynajętej powierzchni odnotowano w Katowicach – 21,6%, a najniższy w Szczecinie – 6,4%.

Całkowity wolumen transakcji najmu zarejestrowanych w IV kwartale 2025 roku wyniósł 249 300 mkw., co jest wynikiem o 84% wyższym względem ubiegłego kwartału oraz o 13% wyższym względem analogicznego okresu 2024 roku. Najwięcej powierzchni biurowej zostało wynajęte we Wrocławiu (75 600 mkw.), Krakowie (65 700 mkw.) oraz Trójmieście (41 800 mkw.).

W IV kwartale 2025 roku odnowienia obecnych umów najmu odnotowały największy udział – 48% – w wolumenie transakcji. Nowe umowy stanowiły 42%, ekspansje 9%, natomiast powierzchnie użytkowane na potrzeby właścicieli budynków stanowiły 1% całkowitej aktywności najemców.

Wśród największych transakcji odnotowanych w IV kwartale 2025 roku znalazły się m.in. przedłużenie umowy najmu na 12 600 mkw. przez Align Technology w budynku Wrocławski Park Biznesu Bierutowska Park III we Wrocławiu, przedłużenie i ekspansja na łączną powierzchnię 12 200 mkw. przez poufnego najemcę z sektora bankowości w budynku Olivia Star w Gdańsku oraz nowa umowa najmu na 8 600 mkw. w Grundmanna Office Park A w Katowicach, wynajęta przez Wartę.

Rynek LPG wobec nowych sankcji

Udział importu rosyjskiego gazu płynnego LPG w imporcie do Polski spadł w 2025 roku z ok. 45 procent do ok. 13 procent w listopadzie. W tej sytuacji na początku 2026 r. bardziej na ceny LPG wpływa pogoda za oknem niż sankcje na Rosję. Zakładamy, że w 2026 roku ceny autogazu nie powinny się istotnie zmieniać. Tymczasem LPG pozostaje trzecim najważniejszym paliwem transportowym w Polsce z udziałem przekraczającym 8 procent całej sprzedaży. Utrzymuje też trwałą pozycję jako jedno z kluczowych paliw w krajowym miksie energetycznym – w szczególności jest trudny do zastąpienia na obszarach ze słabo rozwiniętą infrastrukturą sieciową.

– Jak zastępujemy na stacjach rosyjski gaz? Za około 70% przywozów do Polski odpowiadają dziś państwa Europy Zachodniej i Północnej, a przede wszystkim szybko rośnie import ze Stanów Zjednoczonych. USA są dziś zdecydowanie największym producentem LPG na świecie. Całkowity eksport z Teksasu jest czterokrotnie większy niż eksport z Emiratów, drugiego największego globalnego eksportera. Amerykańska produkcja i transporty LPG do Europy biją historyczne rekordy. Już w pierwszej połowie 2025 roku udział USA w dostawach do portów Morza Północnego sięgnął 2/3 i nadal rośnie. To właśnie ten gaz, przeładowywany na mniejsze statki lub na wagony kolejowe, trafia potem do Polski. Poza ujemnymi temperaturami nie widać w tym momencie czynników, które mogłyby wpływać na wzrost cen autogazu w Polsce. Całkowitego odcięcia od dostaw z Rosji nie powinniśmy na stacjach odczuć – komentuje Bartosz Kwiatkowski, Dyrektor Generalny Polskiej Organizacji Gazu Płynnego (POGP).

Po 11 miesiącach 2025 r. udział gazu rosyjskiego w strukturze importu LPG do Polski wynosił niespełna 13%. Największym dostawcą pozostaje Szwecja z udziałem ok. 25% przed Norwegią (17%) i Stanami Zjednoczonymi (14%), które w ciągu minionego roku awansowały na trzecie miejsce. W tym samym okresie terminale morskie przejęły dominującą rolę w zaopatrzeniu rynku krajowego, zastępując dostawy kolejowe. Ich udział w imporcie gazu płynnego do Polski wzrósł z 29% w 2024 r. do 57% w 2025 r. W ciągu roku Polska odwróciła się od wschodu i zwróciła ku Bałtykowi.

Dlaczego sankcje zostały rozszerzone

Gdy Unia Europejska nałożyła sankcje na import z Rosji gazu płynnego od grudnia 2024 r., pozostawiła poza zakazem butan o czystości ponad 95% oraz izobutan. Stało się tak dlatego, że były one w przeszłości wykorzystywane przede wszystkim do produkcji przemysłowej – na przykład pianek montażowych, kosmetyków w sprayu, aerozoli medycznych czy polistyrenowych opakowań.

Po wejściu w życie 12. pakietu sankcji nawet czterokrotnie wzrósł import wyłączonego z embargo czystego butanu z Rosji. Osiągnął on szczyt w marcu ubiegłego roku, kiedy wwieziono do Polski blisko 40 tys. ton gazu wobec 8 tys. ton średniomiesięcznego poziomu importu w latach ubiegłych. Nie był to efekt ożywienia przemysłowego, a zmiany modelu biznesowego. Niektórzy przedsiębiorcy w miejsce objętej sankcjami rosyjskiej mieszanki, sprowadzali ze Wschodu czysty butan i mieszali go z propanem sprowadzanym z innych kierunków, aby wprowadzać tak uzyskaną mieszankę na krajowe stacje paliw.

Ważną przesłanką rozszerzenia sankcji były też czynniki geopolityczne. We wrześniu 2025 r. naruszenia przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony skłoniły Radę Europejską do przyjęcia 23 października kolejnego pakietu sankcyjnego, który objął tym razem wszystkie frakcje klasyfikowane jako LPG. Całkowity zakaz importu gazu płynnego do Unii Europejskiej wszedł w życie 26 stycznia 2026 r. Okres przejściowy zapewniły sobie jedynie Węgry, które jeszcze do lipca mogą sprowadzać rosyjski butan bez prawa sprzedaży go innym podmiotom.

Nowe ATH na złocie i srebrze. Rynek wchodzi w kolejną fazę hossy

Rynek metali szlachetnych wszedł w nową fazę historycznej hossy. Złoto i srebro ustanowiły w poniedziałek kolejne absolutne rekordy cenowe, reagując na narastające napięcia geopolityczne, presję polityczną wokół Rezerwy Federalnej oraz oczekiwania dalszego luzowania polityki monetarnej w USA.

W poniedziałek 26 stycznia 2026 roku cena złota ustanowiła kolejny absolutny rekord, przekraczając 5100 USD za uncję – poziom, który jeszcze kilka miesięcy temu większość analityków uznawała za scenariusz odległy. Równocześnie srebro również zanotowało rekordowe maksimum, z ceną 110 USD za uncję, co jest najwyższym poziomem w dziejach notowań tego metalu.

Napędzającym siłą tego ruchu jest przede wszystkim zwiększony popyt na aktywa “bezpiecznej przystani” w obliczu rosnącej niepewności globalnej. Ostatnie tygodnie przyniosły kumulację czynników, które w naturalny sposób kierują kapitał w stronę metali szlachetnych – od napięć geopolitycznych, przez presję na politykę monetarną USA, po coraz śmielsze prognozy cenowe największych instytucji finansowych.

Geopolityka wraca na pierwszy plan

Jednym z kluczowych czynników stojących za dynamicznym wzrostem cen są działania administracji Donalda Trumpa, które w styczniu wywołały silne turbulencje na rynkach finansowych. Szczególne emocje wzbudziła kwestia Grenlandii. Prezydent USA publicznie zasugerował, że Stany Zjednoczone powinny przejąć kontrolę nad wyspą, argumentując to koniecznością jej ochrony przed wpływami Rosji i Chin.

Choć później, podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, Trump zapewniał, że nie planuje użycia siły, a po rozmowach z przedstawicielami Danii ogłosił „postępy w negocjacjach”, rynki odebrały te komunikaty jako element presji politycznej, a nie realnego uspokojenia sytuacji. Dodatkowo, w tle pojawiły się groźby wprowadzenia ceł wobec Unii Europejskiej. To wystarczyło, by kapitał ponownie zaczął szukać bezpiecznych przystani.

Trump serwuje “TACO”?

W komentarzach rynkowych coraz częściej pojawia się pojęcie „TACO” – skrót od „Trump Always Chickens Out”, opisujący schemat, w którym prezydent USA wysuwa bardzo daleko idące żądania, by następnie częściowo się z nich wycofać pod presją rynków. Choć mechanizm ten bywa wykorzystywany spekulacyjnie, sam fakt jego istnienia zwiększa zmienność i niepewność.

W Davos premier Kanady Mark Carney wprost mówił o końcu dotychczasowego ładu i konieczności znalezienia nowej równowagi pomiędzy dominacją USA i Chin a interesami mniejszych i średnich państw. Historycznie takie momenty sprzyjały wzrostowi znaczenia złota jako neutralnego, ponadnarodowego aktywa.

Coraz silniejsza presja na Fed

Dodatkowym impulsem dla rynku są wydarzenia wokół amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Słabsze od przewidywań dane makroekonomiczne i oczekiwania kolejnych obniżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych sprawiają, że koszt alternatywny trzymania złota maleje. Osłabienie dolara amerykańskiego, które obserwujemy w tym okresie, również wzmacnia pozycję kruszcu.

Jednocześnie narasta presja polityczna na Fed oraz spekulacje dotyczące przyszłości Jerome’a Powella, co rodzi pytania o niezależność banku centralnego USA. Każde osłabienie wiarygodności polityki monetarnej Stanów Zjednoczonych historycznie działało na korzyść złota.

Srebro rośnie szybciej niż złoto

W przypadku srebra do klasycznych czynników “safe-haven” dochodzi także popyt przemysłowy i strukturalne deficyty podaży. Srebro jest szeroko wykorzystywane w sektorach takich jak elektronika, fotowoltaika czy produkcja baterii, a ograniczenia eksportowe ze strony dużych producentów, takich jak Chiny, dodatkowo zwiększają presję na dostępność metalu. W efekcie jego wzrosty procentowe od początku roku są znacznie wyższe niż wzrosty cen złota, co potwierdza zarówno fundamentalne, jak i techniczne przesłanki do ekspansji.

Podsumowując, dzisiejsze ATH na rynku złota i srebra to nie jednorazowy impuls, ale wynik złożenia się wielu podstawowych czynników: intensyfikacji napięć geopolitycznych, oczekiwań dotyczących polityki monetarnej, relatywnego osłabienia dolara oraz fundamentalnego popytu inwestycyjnego i przemysłowego. W takich warunkach złoto i srebro nie tylko reagują na krótkoterminowe wstrząsy, ale również potwierdzają swoją rolę strategii długoterminowej ochrony kapitału.

Banki podnoszą prognozy, a Dubaj umacnia swoją pozycję

Nie bez znaczenia pozostają również prognozy cenowe największych banków inwestycyjnych. Goldman Sachs podniósł swoją prognozę ceny złota na koniec 2026 roku do poziomu 5400 dolarów za uncję. Jeszcze niedawno takie poziomy uznawano za skrajnie agresywne, dziś coraz częściej pojawiają się w bazowych scenariuszach analitycznych. To pokazuje, że rynek zaczyna traktować wysokie ceny złota nie jako chwilową anomalię, lecz efekt długoterminowych zmian strukturalnych.

Na globalnej mapie rynku złota coraz wyraźniej zaznacza się także rola Dubaju. Dubai Gold Commodities Exchange odnotowała w minionym roku ponad 30-procentowy wzrost wolumenu obrotu oraz wzrost wartości kontraktów o 47 miliardów dolarów. Akredytacja przyznana przez Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych ułatwia europejskim inwestorom dostęp do tego rynku, a Dubaj staje się jednym z kluczowych centrów handlu fizycznym kruszcem. Szacuje się, że przez ten hub przepływa dziś około 15 procent światowego złota.

Metale szlachetne strategicznym aktywem w portfelu

Warto również spojrzeć na rynek metali szlachetnych szerzej. Rok 2025 był wyjątkowo silny nie tylko dla złota, które wzrosło o około 64 procent, osiągając największy roczny wzrost od 1979 roku, ale także dla srebra. Cena srebra wzrosła w ubiegłym roku o około 157 procent, napędzana deficytami podaży, rosnącym popytem przemysłowym oraz uznaniem srebra za minerał krytyczny w USA. Platyna i pallad również notowały silne wzrosty, potwierdzając, że inwestorzy coraz chętniej dywersyfikują portfele w kierunku metali.

Wszystko to składa się na obraz rynku, na którym złoto i srebro nie są już wyłącznie „bezpieczną przystanią na czas kryzysu”, ale elementem strategicznego zabezpieczenia kapitału w świecie permanentnej niepewności. W obecnym otoczeniu gospodarczym i politycznym pytanie nie brzmi, czy metale szlachetne mają jeszcze sens w portfelu, lecz jak dużą rolę powinny w nim odgrywać.

Nowa zagraniczna inwestycja Grupy Selena: spółka planuje w Kazachstanie budowę drugiego zakładu produkcji tynków i zapraw

Rynki Azji Centralnej są jednymi z priorytetowych kierunków rozwoju działalności Grupy Selena poza granicami Polski. Wśród nich na czele jest Kazachstan, w którym działa ona już od 23 lat. To tu, w Astanie, 9 lat temu firma zbudowała pierwszy zakład produkcyjny zapraw suchych. Polski gigant sektora chemii budowlanej nie zwalnia jednak tempa. Selena rozpoczyna kolejną inwestycję w Kazachstanie – budowę zakładu produkcji tynków i zapraw klejowych.

W ramach inwestycji, Grupa Selena planuje budowę oraz wyposażenie w niezbędną infrastrukturę zakładu produkcyjnego na południu Kazachstanu. Inwestycja zwiększy moce produkcyjne firmy i pozwoli na wytwarzanie wysokiej jakości, nowoczesnych produktów chemii budowlanej.

Grupa Selena prowadzi w Kazachstanie działalność od 2002 roku i od tego czasu zbudowała silną pozycję lidera lokalnego rynku. Tytan Professional® – wiodąca marka w portfolio grupy – jest tam obecnie najbardziej rozpoznawalną marką produktów chemii budowlanej.

– Kazachstańscy budowniczy wymagają coraz wyższej jakości produktów dlatego marka TYTAN cieszy się tam niesłabnącym zainteresowaniem. Zapowiadana inwestycja jest zarówno odpowiedzią na wciąż rosnący popyt na suche mieszanki budowlane jak i potwierdzeniem naszego trwałego zaangażowania w gospodarkę kraju.– mówi Sławomir Majchrowski, prezes Grupy Selena. – Na bieżąco śledzimy analizy ekonomiczne, które jednoznacznie wskazują, że gospodarka Kazachstanu pozostaje w trendzie wzrostu. Chcemy wykorzystać ten potencjał także w kontekście jego doskonałego położenia geograficznego. Traktujemy Kazachstan jako strategiczne i najbardziej efektywne miejsce do dalszej ekspansji w tej części świata. Nasza obecność w regionie rozwija się także w takich krajach jak Kirgistan i Uzbekistan. Dlatego nowy zakład produkcyjny powstaje na południu Kazachstanu. – dodaje Sławomir Majchrowski.

Celem Seleny jest zapewnienie budowniczym wysokiej jakości materiałów tam, gdzie są one najbardziej potrzebne. Zaufanie jakie przez lata uzyskała główna marka Seleny Tytan Professional®, pozwala firmie podejmować kolejne decyzje inwestycyjne przyczyniające się do rozwoju lokalnej gospodarki oraz stworzenia nowych miejsc pracy.

Szacowany koszt najnowszej inwestycji Grupy Selena w Kazachstanie to ok. 5 mln euro. Projekt zakłada możliwość rozszerzenia inwestycji w przyszłości o kolejną linię produkcyjną.

Cena złota przekroczyła 5000 USD za uncję. Trzeci rekord w rok i nowa era dla kruszcu

0

Złoto przekroczyło barierę 5000 USD za uncję. To trzeci historyczny rekord w ciągu niecałych 12 miesięcy – po poziomach 3000 USD w marcu 2025 r. i 4000 USD w październiku 2025 r. Granica, która jeszcze 2–3 lata temu nie śniła się nawet największym entuzjastom kruszcu, właśnie została trwale złamana. Polacy to dostrzegają i coraz częściej inwestują w złoto, co potwierdzają najnowsze badania.

To nie jest jednorazowy skok cenowy, tylko efekt długiego, konsekwentnego trendu. Złoto weszło w fazę strukturalnego wzrostu już jesienią 2022 roku, startując z poziomu 1615 USD za uncję.

Od tego momentu każdy kolejny kwartał dokłada nowe czynniki popytowe: od wojny na Ukrainie i globalnych ryzyk geopolitycznych, przez zamrażanie dolarowych aktywów, co zmusiło wiele krajów do szukania alternatyw, aż po ostatni rok w wykonaniu Donalda Trumpa, który coraz agresywniej podbija stawkę w geopolitycznej grze, nasilając procesy de-globalizacji, wzajemnych sankcji i walki o surowce – wskazuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex.

W tym kontekście złoto – mimo że nie generuje odsetek – coraz częściej traktowane jest jako realna alternatywa dla obligacji skarbowych, a nie tylko klasyczna „bezpieczna przystań”. Symboliczna bariera 5000 USD nie jest więc zaskoczeniem, lecz logicznym etapem procesu, który trwa od ponad dwóch lat.

Równolegle zmienia się zachowanie inwestorów indywidualnych. W najnowszym badaniu firmy Tavex złoto wskazało już 16% respondentów jako formę inwestowania oszczędności (wzrost z 13% r/r), co daje mu czwarte miejsce w rankingu aktywów inwestycyjnych – za lokatami, funduszami i giełdą. Co kluczowe, 34% inwestujących w złoto deklaruje, że wybiera je dlatego, że długofalowo zabezpiecza oszczędności, a nie w celach spekulacyjnych.

Rekord 5000 USD domyka ten obraz. Złoto przestaje być „aktywem kryzysowym”, a zaczyna funkcjonować jako strategiczny element architektury bezpieczeństwa finansowego – zarówno w portfelach prywatnych inwestorów, jak i w politykach banków centralnych. I tak oto dochodzimy do kamienia milowego, jakim jest bariera 5000 USD. Dochodzimy tu świetnie przygotowani, bo z 550 tonami kruszcu w rezerwach Narodowego Banku Polskiego (i apetytem na więcej)! – podsumowuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex. Nowy rekord to już nie emocja rynku. To zmiana systemowa – dodaje.

Warszawski rynek biurowy: rekord popytu i coraz mniej biur w centrum. Czy czynsze pójdą jeszcze wyżej?

Finał 2025 roku przyniósł na warszawskim rynku biurowym nowy rekord – w IV kwartale wynajęto blisko 310 tys. mkw., co jest najlepszym kwartalnym wynikiem w historii stolicy. Taki rezultat sprawił, że popyt zanotował rok do roku 7% wzrost, a dostępność biur w strefie centralnej stopniała do zaledwie 6,1%. Co za tym idzie, czynsze w budynkach klasy premium wciąż pną się w górę. Jak podkreślają eksperci międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield, w obliczu prognozowanej na 2026 rok skromnej podaży rzędu 75 tys. mkw., rynek wysyła najemcom jasny komunikat: czas na odważne decyzje to „teraz”.

PODAŻ: nowe projekty wyłącznie w najatrakcyjniejszych lokalizacjach

Rok 2025 zakończył się z zasobami powierzchni biurowej w Warszawie na poziomie 6,23 mln mkw. Według szacunków Cushman & Wakefield rynek ten może powiększyć się w 2026 roku jedynie o ok. 75 000 mkw. Większość, bo aż 75% powierzchni planowanej do oddania w tym czasie znajduje się w strefie centralnej, z kolei poza centrum spodziewane jest ukończenie budynków Vena (PHN) oraz Puławska 533 (Forest Project).

Ostatni kwartał minionego roku nie przyniósł zmiany w naszych prognozach na najbliższe lata. Wysokie koszty finansowania i budowy, dość ostrożne podejście firm do zmiany siedziby czy coraz mniejsza dostępność terenów w preferowanym obszarze centrum – te czynniki decydują o utrzymaniu się niskiego poziomu nowej podaży. Mimo to w centrum miasta, poza budową wieży biurowej Skyliner II (Karimpol) oraz flagowego wieżowca Upper One (Strabag RE), rozpoczęła się również konstrukcja wysokościowego biurowca Afi Tower (Afi/ Echo Investment). Dalsze planowane inwestycje obejmują prace nad II etapem kompleksu VIBE (Ghelamco) oraz procesem wyburzania starszego biurowca przy ul. Prostej 69, na miejscu którego inwestor – spółka CPI – planuje realizację nowej inwestycji biurowej o nazwie LightOn”, tłumaczy Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

POPYT: rekord na finiszu roku

Całkowita aktywność najemców w 2025 roku wyniosła 794 100 mkw., co oznacza wzrost r/r o ok. 7%. Do takiego wyniku przyczynił się rekordowy popyt zaobserwowany w IV kwartale 2025 roku – 309 850 mkw. – największa wartość kwartalna zaobserwowana w Warszawie od początku prowadzenia statystyk.

Chociaż w I i III kwartale przeważały nowe umowy, to w ciągu całego ubiegłego roku struktura transakcji została zdominowana przez renegocjacje – 50%. Udział nowych umów z kolei wyniósł 40%, ekspansji 6%, a powierzchnia zajęta przez właściciela odpowiadała za 4% całości wynajętej powierzchni. Z naszych obserwacji wynika, że do wzrostu zainteresowania powierzchnią biurową w Warszawie przyczynia się szybki rozwój centrów usług wspólnych, natomiast sektorami z potencjałem do wzrostu pozostają firmy z branży IT, bankowości, sektora publicznego oraz farmaceutyki”, wylicza Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research Poland, Cushman & Wakefield.

Wśród transakcji zawartych w IV kwartale możemy wyróżnić renegocjację i ekspansję firmy Astra Zeneca w budynku przy Postępu 14 (22 500 mkw.), renegocjację Zarządu Transportu Miejskiego w budynku Fabryka PZO I (12 000 mkw.), a także nową umowę najmu Komendy Głównej Policji w budynku Lipowy Park (9 750 mkw.).

Warto zauważyć, że oprócz wzmożonego zainteresowania najemców strefą centralną, obserwujemy utrzymujący się popyt również poza centrum – w strefach Służewiec i Korytarz Jerozolimskich. Pozostają one dobrą i tańszą alternatywą zarówno dla dużych firm, w przypadku chęci utrzymania części działów, dla których lokalizacja jest mniej ważna jak i dla mniejszych podmiotów, działających w mniejszej skali lub dopiero wchodzących na rynek”, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

Cushman & Wakefield prognozuje utrzymanie się aktywności najemców na warszawskim rynku biurowym w najbliższych kwartałach na zbliżonym poziomie do lat 2023-2024. Niemniej jednak, tempo rozwoju rynku może ulec zmianie w zależności od ogólnego klimatu gospodarczego, a także strategii firm międzynarodowych dotyczących redukcji kosztów i ekspansji.

WSKAŹNIK PUSTOSTANÓW: coraz mniej atrakcyjnych powierzchni dostępnych od ręki

Wskaźnik powierzchni niewynajętej na koniec grudnia 2025 roku w Warszawie wyniósł 9,1% i był 0,6 pp. niższy w porównaniu do poprzedniego kwartału oraz o 1,5 pp. niższy względem grudnia 2024.

Spadek ten wynika z relatywnie korzystnego poziomu popytu, zarejestrowanego zarówno w strefach centralnych jak i nie centralnych. Dodatkowo na zmniejszenie dostępności powierzchni w strefach niecentralnych (Służewiec) miało wpływ wyłączenie kilku budynków, co do których planowana jest zmiana funkcji na mieszkaniową. Przekłada się to na dostępność powierzchni na poziomie niecałych 565 000 mkw., co oznacza spadek o ok. 41 000 mkw. względem ubiegłego kwartału”, komentuje Vitalii Arkhypenko.

Wraz ze spodziewanym ograniczeniem nowej podaży w latach 2026-2027, będziemy obserwować dalszą kompresję wskaźnika powierzchni niewynajętej. Pozwoli to warszawskiemu rynkowi na wchłonięcie nadwyżki dostępnej powierzchni biurowej w istniejącym zasobie. Dodatkowo, struktura pustostanów różni się w zależności od lokalizacji. Obecnie wyższy wskaźnik pustostanów utrzymuje się w strefach niecentralnych (11,6%), co oznacza delikatny spadek względem kwartałów Q1 2024- Q3 2025 (12-13%). Natomiast w strefie centralnej, dostępność powierzchni pod koniec 2025 roku wyniosła 6,1%, co świadczy o niskiej i nadal malejącej dostępnej powierzchni w Centrum. Wskaźnik ten w szczytowym momencie wynosił 13,8% w 2021 roku.

Warto również zauważyć, że oczekiwany dalszy spadek dostępnej powierzchni biurowej w centralnych lokalizacjach może prowadzić do dalszego wzrostu czynszów w Centrum, co przy jednoczesnym ograniczeniu nowych inwestycji, może sprzyjać starszym projektom, ale też projektom poza centrum. Sytuacja ta może zachęcić do modernizacji budynków starszych, by umożliwić im skuteczniejsze konkurowanie o utrzymanie obecnych i pozyskanie nowych najemców.

STAWKI CZYNSZÓW: mniejsza dostępność biur i rosnące koszty z wpływem na dalsze wzrosty

W grudniu 2025 roku stawki „premium” za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły przeciętnie 24,00-28,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 15,00-19,00 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach poza centralnych. Wzrosty czynszu obserwowano przede wszystkim w budynkach w Centrum (zarówno w trakcie budowy jak i w istniejących). Czynsze w budynkach poza centrum również doświadczyły wzrostów, choć i o niższej skali – zbliżonej lub nieznacznie wyższej względem wskaźnika inflacji.

Cushman & Wakefield przewiduje, że w kolejnych kwartałach, presja na wzrost stawek czynszu będzie widoczna nadal przede wszystkim w projektach w budowie oraz w najbardziej atrakcyjnych obiektach zlokalizowanych w Centrum. Podczas gdy w większości obiektów w lokalizacjach niecentralnych wzrost czynszów będzie ograniczony ze względu na większą konkurencję i relatywnie wyższy poziom wakatu.

Rynek mieszkaniowy w Warszawie: rynek kupującego dzięki rekordowej ofercie – ale czy na długo?

Rynek mieszkaniowy w Warszawie osiągnął stan dojrzałej równowagi. Na koniec 2025 r. średnia cena ofertowa mieszkania na rynku pierwotnym oraz wtórnym w stolicy wynosiła ok. 18,4 tys. zł/mkw.,  przy czym w pierwszym przypadku oznacza to wzrost o 6% r/r (przeszło 1 tys. zł), a w drugim spadek o -0,5% (niecałe 100 zł). Z kolei średnia stawka na rynku najmu na koniec ub.r. wyniosła 5 tys. zł (-2% r/r).

Stolica z dużą ofertą mieszkań deweloperskich

Na koniec grudnia 2025 r. deweloperzy działający na terenie Warszawy mieli w ofercie blisko 14,6 tys. mieszkań, czyli więcej w porównaniu do 2024 r. (+8%), 2023 r. (+68%) i 2022 r. (+24%). Pod koniec ub.r. zdecydowanie największy wybór nowych mieszkań był dostępny na Białołęce (3,2 tys.) oraz na Mokotowie (1,7 tys.). Z kolei średni metraż oferowanych mieszkań spadł w 2 lata z 59 mkw. do niecałych 55 mkw.

Pod koniec grudnia 2025 roku średnia cena ofertowa nowego mieszkania na rynku warszawskim wyniosła 18,4 tys. zł/mkw., co stanowi wzrost o 6% w skali roku i przekłada się na nominalną podwyżkę o ponad tysiąc złotych. Najwyższe stawki odnotowano na Woli, gdzie metr kwadratowy kosztuje średnio 35 tys. zł, a w dalszej kolejności uplasowały się Ochota, Śródmieście oraz Żoliborz z cenami przekraczającymi 27 tys. zł/mkw. Na przeciwległym biegunie zestawienia znajdują się prawobrzeżne dzielnice – Wawer, Rembertów i Białołęka,  oferujące lokale w najbardziej przystępnej cenie, oscylującej wokół 13,5 tys. zł/mkw.

Więcej sprzedanych mieszkań niż w 2024 roku

W całym 2025 roku warszawski rynek pierwotny zasiliło łącznie niemal 13,2 tys. nowych mieszkań, co stanowi spadek podaży o 11% względem 2024 roku oraz o odpowiednio 4% i 2% w porównaniu do lat 2023 i 2022. Największą aktywność deweloperów w zakresie nowych wprowadzeń odnotowano w trzecim kwartale (ponad 3,7 tys. jednostek), podczas gdy w pierwszym i czwartym do oferty trafiło po około 3,2 tys. lokali, a w drugim – 2,9 tys.Warszawa mieszkania wprowdzone do sprzedaży, sprzedane i oferta

Równocześnie w okresie od stycznia do grudnia nabywców znalazło łącznie 13,1 tys. mieszkań. Wynik ten jest o 13% wyższy niż w 2024 roku i o 19% lepszy niż w roku 2022, choć jednocześnie o 21% niższy w zestawieniu z rekordowym rokiem 2023. Pod względem sprzedaży najintensywniejszy okazał się czwarty kwartał (blisko 4 tys. transakcji), który wyprzedził trzeci (niecałe 3,6 tys.) oraz kwartały pierwszy i drugi, w których sprzedano po około 2,8 tys. lokali.

Czas wyprzedaży oferty w Warszawie (obliczany na podstawie obecnej oferty i sprzedaży z ostatnich 3 miesięcy) wyniósł w grudniu ub.r. 3,7 kw., czyli trochę poniżej optymalnego zakresu 4-6 kw. Podobny czas wyprzedaży został zanotowany w stolicy miesiąc wcześniej, natomiast od czerwca 2024 r. do października 2025 r. miasto nieprzerwanie mieściło się w pożądanym przedziale, zachowując tym samym równowagę popytowo-podażową.Warszawa_czas wyprzedaży oferty wyrażony w kwartałach

Mieszkanie z rynku wtórnego za prawie tyle co rok temu

Na koniec grudnia 2025 r. do dyspozycji osób poszukujących mieszkania na terenie Warszawy było też 13,6 tys. mieszkań z rynku wtórnego – mniej o 11% niż rok wcześniej, ale więcej o 53% niż na koniec 2023 r. i o 4% niż na koniec 2022 r. Zainteresowanie tego typu lokalami ze strony kupujących wzrosło o 11% r/r. Warszawa_oferta mieszkań na rynku wtórnym

Średnia cena ofertowa mieszkania z drugiej ręki wynosi w stolicy przeszło 18,4 tys. zł/mkw., czyli prawie tyle samo co rok wcześniej. W IV kwartale 2025 r. najwięcej kosztowały mieszkania z rynku wtórnego w dzielnicy Śródmieście (przeszło 23,5 tys. zł/mkw.) oraz w dzielnicach Wola i Żoliborz (ok. 21 tys. zł/mkw.). Natomiast na drugim biegunie znajdują się Rembertów i Białołęka, gdzie średnie ceny mieszkań wynoszą najmniej – odpowiednio 13,6 tys. zł/mkw. i 14,3 tys. zł/mkw.

Duży potencjał rynku najmu

Osoby poszukujące mieszkania na wynajem w Warszawie w grudniu 2025 r. mogły wybierać spośród 5,9 tys. ogłoszeń w serwisie Otodom (+2% r/r). Największym zainteresowaniem cieszyły się lokale 2-pokojowe zarówno do kwoty 3 tys. zł, jak i 3,5 tys. zł. Z kolei średnia cena ofertowa mieszkania na wynajem wyniosła tu 5 tys. zł, o 2% mniej niż rok wcześniej. Warszawa_ceny na rynku pierwotnym i wtórnym oraz stawki najmu

Rozwojowi sektora najmu sprzyjają dane dotyczące systematycznego wzrostu ruchu turystycznego w stolicy. W 2024 roku Warszawę odwiedziło blisko 21 milionów gości z kraju i zagranicy, co stanowiło wzrost o 27% w skali roku. Pozytywny trend utrzymuje się również w opiniach samych przyjezdnych, co potwierdzają badania przeprowadzone przez Stołeczne Biuro Turystyki między majem a październikiem 2025 roku. Miasto zyskuje w oczach odwiedzających coraz większe uznanie – niemal wszyscy, bo aż 97% turystów, pozytywnie oceniają lokalną ofertę kulturalną. Rośnie także ogólny poziom satysfakcji z atrakcyjności metropolii, którą obecnie dobrze ocenia 66% osób.

Mieszkania na tani wynajem

Warszawski zasób mieszkaniowy, obok ofert z rynków pierwotnego, wtórnego i najmu, jest systematycznie powiększany przez towarzystwa budownictwa społecznego, które oferują lokale z preferencyjnym, niskim czynszem. Obecnie TBS Warszawa Północ realizuje dwie takie inwestycje: na Woli przy ulicy Kolskiej powstaje 26 mieszkań, natomiast na Pradze-Północ przy ulicy Jagiellońskiej budowanych jest 207 jednostek. Równolegle TBS Warszawa Południe prowadzi prace przy ulicy Skaryszewskiej 5. Ten projekt obejmuje 25 mieszkań na wynajem, z czego 5 to lokale wspomagane, dedykowane osobom z niepełnosprawnościami. Przedsięwzięcie to wyróżnia się pod względem technologicznym jako pierwszy budynek TBS w stolicy wznoszony w technologii prefabrykowanej. Wykorzystanie gotowych elementów konstrukcyjnych pozwala na znaczące przyspieszenie i zwiększenie efektywności procesu budowy, będąc jednocześnie rozwiązaniem przyjaznym dla środowiska.

Nowe zasady dotyczące mieszkań komunalnych

W Warszawie wprowadzono zmiany w zasadach przydzielania mieszkań komunalnych. Zgodnie z nową uchwałą o najmie lokali komunalnych pierwszeństwo otrzymają osoby, które wykonują ważne dla miasta zawody. Wśród nich są pracownicy kultury, nauczyciele, ratownicy medyczni pracujący w podmiotach leczniczych należących do miasta oraz pracownicy instytucji pomocy społecznej.

Aktualnie w Warszawie znajduje się ponad 80 tys. mieszkań komunalnych, a miasto od lat realizuje program, który ma na celu zwiększanie tej liczby. Najwięcej takich lokali znajduje się na Woli (ok. 13,8 tys.), Mokotowie (ok. 11,8 tys.) i w Śródmieściu (ok. 11,6 tys.).

Rynek mieszkaniowy w Warszawie osiągnął stan dojrzałej równowagi, kończąc okres gwałtownych wahań i „paniki zakupowej” wywoływanej wcześniej przez programy dopłat. Rekordowo wysoka podaż ofert daje kupującym największy komfort wyboru mieszkania od lat. Ponadto obniżki stóp procentowych znacząco zwiększyły zdolność kredytową Polaków, czyniąc finansowanie zakupu bardziej dostępnym. Rynek mieszkaniowy w stolicy staje się w końcu bardziej przewidywalny, co daje komfort planowania zarówno przy zakupie na własne potrzeby, jak i inwestycyjnie.Ceny mieszkań na rynku deweloperskim w Warszawie

Strategia Polski na AI w latach 2026-2030

Przyjęta przez Ministerstwo Cyfryzacji „Polityka rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce do 2030 roku” zakłada budowę krajowego ekosystemu AI, szersze wykorzystanie tej technologii w administracji publicznej oraz wzmacnianie zaufania do AI poprzez regulacje, standardy bezpieczeństwa i zasady etyczne. Dokument wyznacza ramy dla wdrażania AI w usługach publicznych oraz rozwoju krajowych kompetencji technologicznych, które mają przełożyć się na realne zastosowania w całej gospodarce.

Należy zaznaczyć, że administracja publiczna już dziś testuje i wdraża rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Instytucje korzystają z platformy AI HUB Poland, która ma ułatwiać dostęp do sprawdzonych technologii i przyspieszać ich implementację. Równolegle prowadzone są pilotaże polskich modeli językowych, takich jak PLLuM, wykorzystywane m.in. w jednostkach samorządu terytorialnego. Celem tych działań jest nie tylko zwiększenie efektywności pracy urzędów, ale także ograniczenie zależności od zagranicznych rozwiązań oraz budowa lokalnych kompetencji.

AI coraz wyraźniej zaznacza także swoją obecność w biznesie. Z badania Polcom „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025-2026” wynika, że 65% firm wykorzystuje AI w obszarze cyberbezpieczeństwa, m.in. do wykrywania zagrożeń i analizy anomalii. 63% przedsiębiorstw stosuje ją do zarządzania wiedzą i wspierania procesów poznawczych, również z użyciem zaawansowanych modeli językowych. 52% organizacji wdraża AI do automatyzacji procesów operacyjnych – zarówno biurowych, jak i produkcyjnych. Jednocześnie 37% firm intensywnie analizuje rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji i rozważa ich wdrożenie w najbliższym czasie.

Dane z badania Polcom pokazują, że sztuczna inteligencja przestała być w Polsce domeną wyłącznie innowatorów i największych korporacji. Coraz częściej sięgają po nią firmy średniej wielkości, które widzą szybki zwrot z inwestycji i przede wszystkim skuteczność, szczególnie w obszarach bezpieczeństwa, automatyzacji i zarządzania wiedzą – wskazuje Adam Pastuszka, Business Development Manager w Polcom.

Warto podkreślić, że rozwój AI jest ściśle powiązany z inwestycjami w infrastrukturę IT. Kluczową rolę odgrywa chmura obliczeniowa oraz nowoczesne centra danych. Z przytoczonego już badania wynika, że 62% firm z sektora MŚP planuje inwestycje w chmurę do 2026 roku, traktując ją jako podstawowy warunek dalszego skalowania rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji.

Mimo rosnącej popularności sztucznej inteligencji, firmy nadal mierzą się z barierami. Najczęściej wskazują na brak kompetencji i doświadczenia, obawy związane z bezpieczeństwem danych i zgodnością z regulacjami oraz konieczność integracji rozwiązań AI z istniejącymi systemami IT. Podobne wyzwania stoją przed administracją publiczną, gdzie kluczowym zadaniem na najbliższe lata będzie przejście od pilotaży do trwałych, skalowalnych wdrożeń, które realnie poprawią jakość usług dla obywateli – podkreśla Adam Pastuszka.

Branża IT wchodzi w 2026 rok z „dojrzałym optymizmem”. Firmy wracają do planowania, ale ryzyka makro pozostają kluczowe

Najnowsza edycja raportu „Barometr Nastrojów w Branży IT” przygotowana przez SoDA we współpracy z Future Processing pokazuje wyraźną poprawę nastrojów wśród firm technologicznych. Ponad 70% respondentów pozytywnie ocenia swoją sytuację w ostatnich sześciu miesiącach, a udział ocen negatywnych spadł do jednocyfrowych wartości. Jednocześnie około 80% firm pozytywnie patrzy w przyszłość – w prognozach praktycznie nie pojawiają się oceny negatywne, co odróżnia wyniki od wcześniejszych edycji badania.

Nastroje: koniec „czekania”, powrót do decyzji

Wyniki Barometru wskazują, że firmy coraz częściej wychodzą z fazy ostrożnej obserwacji i zaczynają postrzegać swoją sytuację jako realnie dobrą. SoDA zwraca uwagę, że choć część organizacji nadal wybiera odpowiedzi neutralne, dominującym trendem staje się „ugruntowany optymizm” oparty o większą przewidywalność warunków prowadzenia biznesu oraz poprawę sytuacji operacyjnej.

PMI dla IT: siła nabywcza rośnie, poprawa jest „ewolucyjna”

Wskaźnik PMI SoDA dla branży IT wyniósł 56,26 (powyżej progu 50, który oznacza poprawę). To umiarkowany wzrost wobec poprzednich edycji (53,38 i 53,72) i sygnał stopniowego umacniania siły nabywczej sektora. Większość firm lokuje się nadal w przedziale 40–60, co sugeruje, że poprawa ma charakter stabilizacyjny, a nie gwałtowny.

AI na plus, waluty na minus: wyraźny podział między tym, co firmy kontrolują, a tym, co je ogranicza

Analiza czynników wpływających na biznes pokazuje silny kontrast:

  • Najbardziej pozytywnie oceniane są obszary wewnętrzne – rozwój AI (sentyment netto +68%), rotacja pracowników (+52%) oraz cyberbezpieczeństwo i pozyskiwanie talentów (po +45%).
  • Najbardziej negatywne pozostają czynniki zewnętrzne: kursy walut (–46%), sytuacja geopolityczna (–40%) oraz obciążenia podatkowe (–31%) i krajowa sytuacja polityczna (–22%).

Podobnie jak w poprzedniej edycji badania otrzymaliśmy bardzo podobne „Negatywne” wartości w obszarze ryzyka walutowego, ale co istotniejsze zauważalny jest znaczący wzrost „Bardzo Negatywnych” sentymentów. Moim zdaniem jest to spowodowane gwałtownym osłabieniem kursu USD do PLN z poziomu powyżej 4.00 rok temu do 3.60 obecnie – w sytuacji gdzie coraz większy odsetek polskich firm IT realizuje kontrakty dla klientów z USA (wg moich obserwacji co najmniej 20% wzrost sprzedaży wyrażonej w USD).

Z uwagi na fakt, że to Stany Zjednoczone są obecnie niekwestionowanym liderem wzrostu popytu na usługi IT (AI driven) problem ten będzie niewątpliwie pojawiał się w kolejnych miesiącach. Ponownie więc hasło „Hedging Walutowy” powinno pojawiać się w „book of work” każdej polskiej firmy zainteresowanej. – dodaje Adam Stosio, Senior Head of Desk z firmy Ebury.

W obszarze AI raport podkreśla, że 78% organizacji oczekuje pozytywnego wpływu AI już w perspektywie 6 miesięcy, co ma wskazywać na przejście „od testów do wartości biznesowej” (m.in. wzrost efektywności, lepsze wykorzystanie danych, szybsze decyzje).

Plany na 2026: efektywność, sprzedaż i ostrożne skalowanie

W pytaniach otwartych i tych dotyczących priorytetów na kolejne 12 miesięcy przedstawiciele branży najczęściej wskazują:

  • sprzedaż jako stały priorytet (najwięcej wskazań),
  • poszukiwanie nisz rynkowych – wysoka i stabilna pozycja,
  • rosnące znaczenie utrzymania rentowności oraz wyraźny wzrost wskazań dotyczących skalowania działalności (interpretowany jako ostrożny powrót do myślenia rozwojowego), przy utrzymującym się nacisku na koszty.

W raporcie pojawia się też wątek konsolidacji: większość firm nie planuje sprzedaży udziałów, ale ok. ⅓ pozostaje otwarta na rozmowy w przypadku atrakcyjnej propozycji – co potwierdza tezę o ostrożnym ożywieniu rynku M&A w IT.

Rentowność i projekty: oczekiwanie wzrostu marż, stabilizacja „ławki”

Wyniki wskazują na przesunięcie w stronę poprawy rentowności: w H2 2025 rośnie odsetek firm spodziewających się wzrostu marży brutto, a szczególnie przybywa prognoz wzrostu powyżej 3 p.p. Jednocześnie spada udział firm oczekujących braku zmian w marży, co może sugerować, że organizacje coraz częściej widzą efekty wcześniejszych działań optymalizacyjnych.

Operacyjnie branża stabilizuje poziom „ławki”: ponad połowa firm nie oczekuje istotnych zmian liczby osób bez projektów, co można interpretować jako utrzymanie równowagi po okresie korekt zatrudnienia oraz przejście w stronę „optymalizacji operacyjnej” zamiast dalszej rozbudowy zasobów.

Praca i biuro w 2026: hybryda dominuje, biuro zmienia funkcję

W badanych firmach dominuje model hybrydowy i zdalny (łącznie 91%). W prognozach na 2026 rok ponad połowa respondentów nie przewiduje zmian w sposobie korzystania z biura, ale równolegle rośnie postrzeganie biura jako miejsca spotkań projektowych – „narzędzia współpracy”, a nie wyłącznie miejsca pracy.

“Długoterminowy najem to wciąż najpopularniejsze rozwiązanie na rynku. Biura  serwisowane, znane również jako „biura flex” idealnie uzupełniają model tradycyjny. Jednocześnie rosnące wykorzystanie biura jako miejsca spotkań projektowych potwierdza, że jego rola przesuwa się z „miejsca pracy” w stronę „narzędzia współpracy”. To sygnał, że biuro musi być coraz bardziej funkcjonalne i elastyczne, nawet jeśli formalnie nic się nie zmienia.” – komentuje Magdalena Śnieżek, Head of Ace of Space powered by Globalworth

Rynek pracy: stabilniejsza rotacja, ostrożniejsze decyzje pracowników

Raport pokazuje spadek rotacji dobrowolnej i stabilizację rynku pracy w IT. Średnia rotacja dobrowolna w firmach biorących udział w ankiecie wynosi 8,18%, przy czym najwyższa jest w najmniejszych firmach (ok. 10%+), a najniższa w największych (ok. 5,79%). Dane wpisują się w trend większej ostrożności pracowników przy zmianie pracy.

“Rotacja dobrowolna na poziomie 8,18% wskazuje na wyraźną stabilizację rynku IT w 2025 roku i jest zdecydowanie niższa niż piki obserwowane w latach 2021–2022, gdy rotacja potrafiła sięgać nawet 20–25%. Dane dobrze odzwierciedlają szerszy trend spadku rotacji i większej ostrożności pracowników przy zmianie pracy.” – komentuje Ewa Ebelewicz-Plaza Head of People, Future Processing

„Dwie równoległe rzeczywistości”

SoDA podsumowuje wyniki jako sytuację, w której branża funkcjonuje w dwóch równoległych porządkach: firmy wzmacniają się operacyjnie i technologicznie, ale jednocześnie muszą reagować na niestabilne otoczenie makroekonomiczne. W praktyce oznacza to wejście w 2026 rok z optymizmem „ostrożnym, ale coraz lepiej uzasadnionym” oraz koncentracją na obszarach pozostających pod kontrolą organizacji, przy zachowaniu elastyczności w planowaniu.

“Wyniki Barometru za H2 2025 pokazują dość istotną zmianę w nastrojach branży IT, od dawna nieobserwowaną w wynikach tego badania. Sentyment dotyczący zarówno ostatnich miesięcy, jak i przyszłości wyraźnie się poprawił i ma charakter powtarzalny. Co nietypowe – coraz mniej odpowiedzi ma charakter neutralny, a oceny negatywne niemal znikają z prognoz dotyczących przyszłości.

Mimo wyraźnie rosnących fundamentów wewnętrznych, dominującym podejściem pozostaje ostrożny, ale coraz lepiej uzasadniony optymizm. W efekcie branża IT wchodzi w 2026 z dojrzałym, ugruntowującym się optymizmem. Dla liderów branży oznacza to konieczność dalszego wzmacniania obszarów pozostających pod bezpośrednią kontrolą firm, przy jednoczesnym zachowaniu dyscypliny i elastyczności w reagowaniu na zmienne otoczenie rynkowe.” – komentuje Marta Kępa, COO SoDA.

O badaniu

SoDA we współpracy z Future Processing cyklicznie (co pół roku) bada nastroje, trendy i wyzwania w branży IT w Polsce. Raport obejmuje barometr nastrojów, analizę czynników wpływu (sentyment netto), wskaźnik PMI dla IT, oraz plany firm technologicznych na kolejny okres.

Rynek mieszkaniowy w Krakowie: stabilizacja czy powrót wzrostów? Co dalej z cenami mieszkań?

Kraków zakończył 2025 rok bardzo dobrą sprzedażą nowych mieszkań. Od stycznia do grudnia sprzedano ich prawie 6,4 tys., więcej o 29% r/r. Koniec roku przyniósł też wzrost popytu na rynku wtórnym – zainteresowanie kupujących zanotowane w grudniu 2025 r. było o 6% wyższe niż to w grudniu 2024 r. Za nowe mieszkanie trzeba zapłacić średnio 16,7 tys. zł/mkw., czyli praktycznie tyle samo co na rynku wtórnym. Kraków w 2025 r. wyróżnił się też na tle pozostałych polskich miast liczbą wprowadzonych mieszkań z rynku PRS.

Oferta nowych mieszkań najwyższa od lat

Oferta krakowskich deweloperów na koniec grudnia 2025 r. wyniosła 10,2 tys. mieszkań. To więcej o blisko 20% niż na koniec 2024 r., a także więcej o 148% niż na koniec 2023 r. oraz o 41% niż na koniec 2022 r. W całej historii deweloperów działających w Krakowie nigdy jeszcze oferta mieszkań nie była tak duża. Największy wybór na koniec 2025 r. oferowała dzielnica Prądnik Biały (ok. 3 tys. lokali), a najmniejszy dzielnica Łagiewniki-Borek Fałęcki (przeszło 20 lokali). Od początku 2024 r. widać systematyczny spadek średniego metrażu oferowanych mieszkań – w ciągu 2 lat skurczył się on z 59,5 mkw. do 54 mkw.

Krakow ceny mieszkań na rynku deweloperskimNa koniec 2025 r. za nowe mieszkanie w Krakowie trzeba było średnio zapłacić 16,7 tys. zł/mkw., co oznacza, że w ujęciu rocznym cena ofertowa wzrosła tu jedynie o 2%. Przez większość roku zmiany cen w ujęciu miesięcznym nie przekraczały 1%. Na koniec grudnia 2025 r. najwyższe średnie ceny ofertowe zanotowano w dzielnicach Stare Miasto i Grzegórzki (blisko 30 tys. zł/mkw.), a najniższe na obszarach Rybitwy oraz Wzgórza Krzesławickie-Nowa Huta (ok. 12,2 tys. zł/mkw.).

Wysoka sprzedaż na koniec roku

W całym 2025 r. deweloperzy wprowadzili do sprzedaży prawie 7,3 tys. mieszkań w Krakowie. To o 18% mniej niż w 2024 r., ale więcej o 22% niż w 2023 r. i o 14% niż w 2022 r. W 2025 r. wśród wszystkich wprowadzonych do sprzedaży mieszkań dominowały te o metrażu 40-59 mkw. (46% wszystkich wprowadzeń). Najwięcej mieszkań wprowadzono do sprzedaży w I kwartale (ponad 2,2 tys.), a najmniej w IV (1,6 tys.).Krakow mieszkania wprowadzien do sprzedazy, sprzedane i oferta

W 2025 r. na terenie Krakowa sprzedano w sumie blisko 6,4 tys. nowych mieszkań – więcej o 29% niż w 2024 r., jednak mniej o 28% niż w 2023 r. i o 4% niż w 2022 r. W 2025 r. krakowscy deweloperzy najwięcej mieszkań sprzedali w ostatnim kwartale roku – ponad 2 tys. W III kwartale sprzedano 1,7 tys. lokali, a w II i I po ok. 1,3 tys. Na wysoki popyt w końcówce roku wpłynęły m.in. liczne akcje promocyjne i rabaty oferowane przez firmy deweloperskie. Spora skala podjętych działań marketingowych i promocyjnych pozwoliła osiągnąć świetne wyniki sprzedażowe pomimo mniejszej liczby dni handlowych w grudniu i świątecznych urlopów. Nie bez znaczenia dla sprzedaży były też obniżki stóp procentowych oraz upublicznienie cenników wszystkich mieszkań oferowanych przez deweloperów.

Czas wyprzedaży oferty w Krakowie (obliczany na podstawie aktualnej oferty i sprzedaży z 3 ostatnich miesięcy) wynosi 5 kwartałów. To już 4 miesiąc z rzędu, gdy miasto znajduje się w równowadze popytowo-podażowej (tj. 4-6 kwartałów).Kraków czas wyprzedaży oferty

Za używane mieszkanie tyle co za nowe

W Krakowie na koniec grudnia 2025 r. można było też wybierać spośród ponad 6 tys. mieszkań z rynku wtórnego – to o 19% mniej niż na koniec grudnia 2024 r., o 25% więcej niż na koniec 2023 r. i o 9% mniej niż na koniec 2022 r. Pod kątem popytu grudzień 2025 r. był najsłabszym miesiącem w roku, a liczba odpowiedzi na ogłoszenia z rynku wtórnego wyniosła w tym miesiącu przeszło 8,2 tys., gdy w najlepszych miesiącach było to ok. 11-12 tys. Warto jednak przy tym zaznaczyć, że wynik z grudnia 2025 r. jest o 6% wyższy od tego z grudnia 2024 r. Krakówoferta mieszkań z rynku wtórnego

Za mieszkanie z rynku wtórnego pod koniec 2025 r. trzeba było tu zapłacić niecałe 16,8 tys. zł/mkw., czyli praktycznie tyle samo co rok wcześniej. Co ciekawe, średnia cena ofertowa mieszkania z rynku wtórnego wynosi też prawie tyle samo co cena nowego mieszkania (0,3% różnicy). W IV kwartale 2025 r. najwięcej kosztowały mieszkania z rynku wtórnego w dzielnicach Stare Miasto i Zwierzyniec (przeszło 20 tys. zł/mkw.), a najmniej te znajdujące się w dzielnicy Wzgórza Krzesławickie (niecałe 13 tys. zł/mkw.).

Dobre wyniki na krakowskim rynku PRS

Na koniec grudnia 2025 r. na krakowskim rynku najmu znajdowało się blisko 2,5 tys. mieszkań na wynajem. To więcej o 15% r/r, a także o 7% w porównaniu do grudnia 2023 r. i o 63% w porównaniu do grudnia 2022 r. w ujęciu rocznym zainteresowanie takimi mieszkaniami spadło tylko o 3%.

Za mieszkanie z rynku najmu w Krakowie na koniec grudnia 2025 r. trzeba było średnio zapłacić 3,2 tys. zł, o 3% mniej niż rok wcześniej. Największym zainteresowaniem najemców cieszą się mieszkania 2-pokojowe do kwoty 3 tys. zł.Kraków ceny na rynku pierwotnym, wtórnym i najmu

Ponadto, jak wynika z raportu Savills i Crido „Rynek PRS w Polsce. Aspekty komercyjne, prawne i podatkowe”, w okresie od stycznia do października 2025 r. najwięcej nowych mieszkań na rynku najmu instytucjonalnego oddano właśnie w Krakowie (1742). Na drugim miejscu znalazła się Warszawa (1484), a za nią Poznań (416) i Wrocław (369).

Zasób mieszkań PRS w Polsce liczy w sumie ponad 25 tys. lokali. Liderem tego rynku jest Warszawa, gdzie takich lokali znajduje się w sumie blisko 9,5 tys., dalej są Kraków (ok. 4,7 tys.) oraz Wrocław (prawie 4,1 tys.).

Dodatkowe inicjatywy mieszkaniowe w Krakowie

  • SIM – społeczna inicjatywa mieszkaniowa

KZN SIM Ziemia Krakowska to spółka utworzona przez 11 gmin oraz Krajowy Zasób Nieruchomości. W ramach Społecznej Inicjatywy Mieszkaniowej powstają mieszkania na wynajem o umiarkowanym czynszu, które po upływie 15 lat można wykupić na własność. W ramach tej inicjatywy w Krakowie przy ul. Padniewskiego planowane jest stworzenie od 125 do 148 lokali mieszkalnych, w gminach Alwernia oraz Iwanowice po 48, w gminach Skała oraz Wieprz po 32, w gminie Pałecznica  30, w gminie Sułoszowa 28, w gminie Charsznica  24, a w gminach Gdów i Gołcza  po 12.

  • Program Społecznej Agencji Najmu

W drugiej połowie 2025 r. wystartował pilotażowy program Społecznej Agencji Najmu (SAN) dla osób w tzw. luce czynszowej, czyli zarabiających za dużo, by móc skorzystać z mieszkania komunalnego lub socjalnego, ale za mało, by wziąć kredyt. SAN oferuje tańszy wynajem, ale i obowiązkowy program rozwoju zawodowego, dzięki któremu uczestnicy mogą poprawić swoje kwalifikacje i warunki finansowe. W programie bierze udział 50 pustostanów z gminnego zasobu mieszkaniowego, a umowę można zawrzeć maksymalnie na 5 lat. Docelowo w ramach programu planowane jest pozyskiwanie mieszkań również z rynku prywatnego.

  • Program „Mieszkanie za remont”

Miasto od kilku lat oferuje też możliwość wzięcia udziału w programie „Mieszkanie za remont”, w ramach którego – jak sama nazwa wskazuje – można wynająć mieszkanie w zamian za wykonanie w nim remontu. W najnowszej, czwartej edycji, trwającej na przełomie września i października 2025 r., zaoferowano 180 mieszkań zlokalizowanych głównie w dzielnicy Nowa Huta. W 2024 r. w ramach programu wnioski złożyło 1061 osób, w 2023 r. – 972, a w 2022 r. – 717.

Rynek mieszkaniowy w Krakowie w 2026 roku wchodzi w fazę stabilizacji z wyraźnym przesunięciem siły negocjacyjnej w stronę kupującego. Pierwsza połowa roku prawdopodobnie upłynie pod znakiem utrzymującej się dużej podaży na rynku pierwotnym, co zmusza deweloperów do stosowania elastyczności cenowej i licznych promocji, aby utrzymać tempo sprzedaży. Jednak w drugiej połowie 2026 roku, wraz z oczekiwanymi obniżkami stóp procentowych oraz wzrostem realnych wynagrodzeń, popyt zacznie się odbudowywać. Może to skutkować umiarkowanymi wzrostami cen w skali całego roku, szczególnie w najlepiej skomunikowanych dzielnicach i na rynku wtórnym, który w Krakowie ma mocną pozycję ze względu na dobre lokalizacje.

Make dollar weak again? Kurs dolara najniżej od 2018 roku

W ostatni tydzień stycznia rynek walutowy wchodzi ekstremalnie rozgrzany. Dolar amerykański znalazł się pod ogromną presją, która rozlała się z Japonii na cały świat. Kurs USD/PLN najniżej od 2018 roku. Czy to już koniec, czy jedynie przystanek?

„Sprawdzam karty” wystarczyło

Chyba nie będzie dużym nadużyciem stwierdzenie, że w piątek mieliśmy do czynienia z jedną z najmniej kosztownych interwencji na rynku walutowym. Przyczynił się do niej Fed z Nowego Jorku, który na zlecenie Departamentu Skarbu wysłał do dealerów walutowych zapytanie o kwotowanie pary USD/JPY. Taki rate-check był dla rynku niezwykle mocnym sygnałem ostrzegawczym przed połączonym działaniem Japonii i USA w celu umocnienia jena. Ostatni raz Amerykanie pomagali w ten sposób partnerom z Azji w 2011 roku po tsunami i katastrofie w Fukushimie. Na ten moment nie stwierdzono, aby tym razem doszło do rzeczywistej interwencji rynkowej, ale efekt na forexie był drastyczny. Nagromadzone na jenie pozycje krótkie zaczęły lawinowo topnieć, a JPY w trakcie piątkowej sesji zyskiwał do dolara nawet 3%. Ostatecznie dla jena piątkowa sesja wiązała się z największą zmiennością od ponad pół roku. Co więcej w poniedziałek kurs USD/JPY dodatkowo otworzył się spadkową luką i pierwszy raz od dwóch miesięcy wrócił poniżej 154 JPY. Aktualne umocnienie jena nie musi być długotrwałe, ale ta waluta w najbliższych miesiącach ma szansę jeszcze niejednokrotnie znaleźć się w centrum uwagi. Tym bardziej jeśli będzie jej w tym pomagał USD.

Make dollar weak again

Dolar wpadł w tarapaty od samego otwarcia zeszłego tygodnia, co pierwotnie było efektem eskalacji napięcia wokół Grenlandii. Ten pożar udało się chwilowo opanować, ale sposób zarządzania amerykańskiej administracji zaczyna ponownie coraz bardziej ciążyć dolarowi. W przestrzeni publicznej znowu co rusz pojawiają się straszaki celne wobec partnerów handlowych (najnowsze to 100% cła na kanadyjskie produkty). Wszyscy już znają doktrynę TACO, jednak – kiedy Amerykanie stają się coraz trudniejszymi partnerami, którzy cały czas uderzają w stabilność – to wreszcie odkłada się także na pozycji USD. W ostatnich dniach nieznacznie zmieniły się rynkowe oczekiwania co do stóp w USA (najszybciej cięcie w czerwcu i 50 pb do końca roku), ale za to diametralnie zmieniła się rynkowa sytuacja dolara. Wydarzenia na JPY były tak naprawdę katalizatorem kolejnej fali ucieczki z USD. Jeszcze 10 dni temu kurs EUR/USD był poniżej 1,16 USD, a dziś w trakcie azjatyckiej sesji zbliżył się już do 1,19 USD i znalazł się całkiem niedaleko zeszłorocznych szczytów. Ekstrema zobaczymy na wielu parach, np. wobec funta dolar jest najsłabszy od września. To jednak nic w porównaniu z odniesieniami dla USD/PLN. Kurs dolara dziś w nocy zbliżył się do 3,53 PLN, czyli poziomu widzianego ostatnio prawie 8 lat temu. W trakcie poniedziałkowej sesji obserwujemy pewne odreagowanie, ale USD/PLN wciąż jest blisko 3,55 zł, co trudno uznać za wyraźne wymazywanie strat z poprzednich godzin. Część analityków wskazuje, że docieramy do kumulacji napięcia wokół Fed, a prezydent Donald Trump ma ogłosić nowego szefa Rezerwy jeszcze w tym tygodniu. Ostatecznie może to wyjść na korzyść dolarowi, tym bardziej że aktualnie liderem wyścigu po nominację jest Rick Rieder (jeden z dyrektorów w BlackRock), czyli nie ktoś z bezpośredniego zaplecza lidera Republikanów. Taki wybór mógłby zmniejszyć obawy o niezależność banku centralnego.

PLN zyskał na parze z USD, ale nie jest już tak kolorowo na parach z innymi głównymi walutami. Kurs euro jest jeszcze w miarę stabilny poniżej 4,21 PLN. Jednak globalne napięcia odbijają się na wycenie bezpiecznych przystani, co skierowało kurs franka na 2-miesięczne szczyty powyżej 4,57 zł. Coraz bardziej oślepia blask złota, które zbliżyło się już do 5100 USD za uncję.

Trump wycofuje groźby celne, ale dolar i tak traci

Za dolarem fatalny tydzień względem niemal wszystkich pozostałych walut G10, mimo że prezydent USA zgodnie z oczekiwaniami wycofał się ze swoich gróźb celnych podyktowanych zamiarem przejęcia Grenlandii.

Kluczowe punkty:

  • PLN wśród lepiej radzących sobie walut regionu.
  • Trump dokonuje zwrotu ws. ceł za Grenlandię
  • Handel „sell America” wygasa, wyprzedaż USD jednak trwa.
  • Fed powinien utrzymać stopy procentowe i zasygnalizować brak pośpiechu do dalszych cięć.
  • Mieszane dane z Wlk. Brytanii zaciemniają ścieżkę stóp procentowych BoE.

Początkowa ulga na rynkach finansowych nie rozciągnęła się na dolara. Nowe groźby celne i próby politycznego wykorzystania sądownictwa do wymuszenia obniżenia stóp procentowych oznaczają, że niepewność polityczna i degradacja instytucjonalna w USA pozostaną w centrum uwagi międzynarodowych inwestorów. Ograniczanie ryzyka walutowego poprzez wyprzedaż dolara staje się coraz częściej ścieżką najmniejszego oporu. Japońskie groźby interwencji w celu umocnienia jena (przy wsparciu USA) zwiększyły zamieszanie, co poskutkowało najgorszym od miesięcy tygodniem dla dolara.

Posiedzenie Rezerwy Federalnej w środę (28.01) będzie niezwykle istotne. Choć nie ma wątpliwości co do decyzji (brak zmian), ze względu na silne dane gospodarcze i w odpowiedzi na zamachy Trumpa na autonomię Fedu oczekuje się jastrzębiej retoryki banku. Należy zauważyć, że trwająca wyprzedaż dolara nie jest powiązana z handlem „sell America”. Na rynki może wpływać również niedawna strzelanina w Minnesocie, ponieważ zwiększa ona prawdopodobieństwo kolejnego zamknięcia rządu po wygaśnięciu w piątek (30.01) obecnego porozumienia budżetowego.

PLN

W obliczu słabości dolara polski złoty radzi sobie bardzo dobrze. Znalazł się blisko szczytu zestawienia walut regionu, a kurs USD/PLN poniżej 3,55 jest najniższy od 2018 r. Kluczowe dane z Polski za grudzień w dużej mierze zaskoczyły in plus – znacznie wyższe od oczekiwań okazały się dynamika płac (8,6%) oraz produkcja przemysłowa (7,3%). Do nadzwyczaj mocnej dynamiki płac raczej nie należy się przywiązywać, podbiły ją bowiem wypłaty bonusów świątecznych. Ogólnie płace hamują, a rynek pracy jest luźniejszy.

Nieco słabsza, lecz nadal względnie mocna, okazała się z kolei opublikowana w poniedziałek (26.01) sprzedaż detaliczna. Sytuacja w gospodarce jest korzystna – a o tym, jaki wzrost zanotowaliśmy w całym 2025 r., przekonamy się w piątek (30.01). Są spore szanse, że tegoroczny będzie silniejszy.

EUR

Wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej w styczniu nieco rozczarowały. Potwierdziły narrację odbicia niemieckiej gospodarki dzięki pakietowi stymulacji fiskalnej z początku 2025 r., utrata momentum francuskiej gospodarki stanowiła jednak silną przeciwwagę i w efekcie wskaźnik zbiorczy nie wzrósł. Pozytywnym czynnikiem jest stała aprecjacja juana, która pozwoli europejskiemu przemysłowi konkurującemu na międzynarodowych rynkach z chińskimi produktami na odrobinę wytchnienia.

Oczekujemy wciąż, że ścieżka najmniejszego oporu dla euro względem dolara będzie wiodła w górę – międzynarodowi inwestorzy w dalszym ciągu zmniejszają swoją ekspozycję na amerykańskie aktywa poprzez wyprzedaż waluty. Europejskie aktywa niezmiennie stanowią bezpieczną i płynną alternatywę dla dolara dla inwestorów, którzy poszukują przewidywalności i stabilności rządowych decyzji, co powinno wspierać euro tak długo, jak długo Trump będzie prezydentem USA.

USD

Dane gospodarcze z USA pozostają dość dobre, nawet w obliczu już mocnego wzrostu w III kwartale (4,4%). Liczba cotygodniowych deklaracji bezrobotnych utrzymuje się blisko historycznych minimów, co sugeruje, że niższe poziomy kreacji miejsc pracy nie przekładają się na wyższą stopę bezrobocia. Wydaje się jednak, że międzynarodowe obawy związane z politycznym chaosem i degradacją instytucjonalną przeważają, a dolar radzi sobie od początku najgorzej spośród walut G10 – wyprzedza go nawet jen.

Uwaga skupi się w tym tygodniu oczywiście na styczniowym posiedzeniu Fedu (środa 28.01). Nie dojdzie do zmiany stóp procentowych, a jastrzębie tony podczas konferencji prasowej prezesa Jerome’a Powella prawdopodobnie wesprą – przynajmniej w krótkim terminie – dolara, który mógł doświadczyć zbyt silnej i szybkiej deprecjacji. Spodziewamy się, że Powell podkreśli, że amerykańska gospodarka radzi sobie przyzwoicie i zasygnalizuje rynkom, że FOMC niespieszno do dalszych cięć stóp procentowych. W kontraktach futures kolejna ich obniżka jest wyceniania w pełni dopiero na lipiec.

GBP

Ubiegłotygodniowy zalew danych makroekonomicznych z Wysp nie wyklarował dalszej ścieżki stóp procentowych Banku Anglii. Rynek pracy ulega ochłodzeniu w stałym tempie. Z wyłączeniem okresu pandemii, stopa bezrobocia jest najwyższa od dekady, zaś liczba zatrudnionych spadła w grudniu o zatrważające 43 tys., co jest największą wartością od rozpoczęcia zbierania danych w 2014 r. Inflacja pozostaje uporczywie wysoka i przekracza 3%, niemniej jest to spowodowane czynnikami przejściowymi, sprzedaż detaliczna była zaś w grudniu zaskakująco wysoka.

W tym tygodniu będzie niewiele odczytów z Wielkiej Brytanii i komunikatów Banku Anglii, spodziewamy się więc, że funt będzie podążać za euro niemal krok w krok. Inwestorzy będą jedną nogą przy kolejnej decyzji Komitetu Polityki Monetarnej (05.02), jednak właściwie nie oczekuje się dalszych obniżek stóp procentowych w ciągu jeszcze dwóch–trzech posiedzeń, nie wpłynie więc ona raczej istotnie na sytuację.

Sztuczna inteligencja w medycynie – jak AI wspiera rozwój opieki zdrowotnej?

Sztuczna inteligencja imponująco przyspieszyła rozwój sektora medycznego pod kątem technologicznym. Globalni gracze, np. NVIDIA, inwestują w rozwiązania medtech, tworząc nawet pierwsze humanoidalne roboty chirurgiczne, które będą wspierać lekarzy, a docelowo – samodzielnie operować. Jak jeszcze AI ulepsza opiekę medyczną z perspektywy pacjentów oraz pracowników służby zdrowia?

AI sprzyja spersonalizowanej opiece zdrowotnej

Sztuczna inteligencja w medycynie ułatwia lekarzom i personelowi medycznemu szybsze diagnozowanie oraz kompleksowe monitorowanie stanu zdrowia, szczególnie w przypadku chorób przewlekłych oraz nagłych stanów zagrożenia życia. Narzędzia wykorzystujące AI sprzyjają udzielaniu celnych, spersonalizowanych porad na podstawie indywidualnych, niepowtarzalnych cech pacjentów.

Dzięki sztucznej inteligencji, która błyskawicznie analizuje duże i skomplikowane zbiory danych, można m.in. zminimalizować wystąpienie działań niepożądanych leków oraz zwiększyć skuteczność terapii. Co więcej, pacjenci, którzy wiedzą, że otrzymują unikalne zalecenia medyczne, mogą wyróżniać się wyższym zaangażowaniem w procesie leczenia i rekonwalescencji. Ponadto świadomość rzetelnej, spersonalizowanej opieki zdrowotnej sprawia również, że rośnie zaufanie pacjentów do lekarzy.

Jakie zastosowanie ma sztuczna inteligencja w medycynie?

AI w medycynie, rozumiana jako zbiór zaawansowanych algorytmów i modeli, analizuje ogromne ilości danych, w tym historię leczenia pacjenta, informacje o przyjmowanych lekach czy wyniki badań. Co istotne, sztuczna inteligencja ma zastosowanie w zaawansowanych sprzętach, np. w robotach chirurgicznych, stacjach diagnostycznych obrazowania medycznego czy aparaturze EKG.

Urządzenia monitorujące zbierają dane o kluczowych parametrach życiowych pacjentów, a następnie przetwarzają informacje w czasie rzeczywistym za pomocą AI, aby niezwłocznie wykrywać niepokojące anomalie i umożliwiać szybką reakcję pracowników służby zdrowia. AI odgrywa ważną rolę również w aptekach szpitalnych, usprawniając przygotowywanie leków i ustalanie ich dawkowania. Ponadto dzięki sztucznej inteligencji specjaliści w zakresie medycyny estetycznej mogą tworzyć wysoce realistyczne modele 3D, przedstawiając efekty zabiegów pacjentom.

Rozwój AI w opiece zdrowotnej szansą dla start-upów w branży medtech

7 stycznia 2026 roku OpenAI ogłosiło udostępnienie ChatGPT Health w Stanach Zjednoczonych – specjalnej wersji narzędzia, które pozwala na pozyskiwanie informacji medycznych i zdrowotnych na podstawie m.in. wyników badań użytkowników. Twórcy podkreślają, że aplikacja nie zastępuje profesjonalnej diagnozy i leczenia, tylko wspiera w poszukiwaniu trafnych porad na bazie spersonalizowanych danych. Jak podaje OpenAI, 230 mln osób w skali tygodnia „rozmawia” z ChatGPT o zdrowiu. To potwierdza zapotrzebowanie globalnego rynku na aplikacje mobilne ułatwiające dbanie o dobrostan fizyczny i psychiczny użytkowników. Warto podkreślić, że przedsiębiorstwa z sektora medtech (technologii medycznych) muszą zwrócić uwagę na bezpieczeństwo i poufność danych klientów, które nie powinny być używane do m.in. dalszego trenowania modeli AI.

Piotr Baszak nowym dyrektorem Freedom24 w Polsce

Freedom24, europejska platforma inwestycyjna należąca do międzynarodowej grupy inwestycyjnej Freedom Holding Corp., powołała Piotra Baszaka na stanowisko Dyrektora Generalnego polskiego oddziału. W swojej nowej roli Baszak będzie odpowiedzialny m.in. za realizację międzynarodowej strategii spółki, dalszy rozwój działalności na rynku krajowym oraz wzmacnianie pozycji i rozpoznawalności marki Freedom24 w Polsce.

Piotr Baszak ma ponad 25-letnie doświadczenie w sektorze finansowym. Specjalizuje się w zarządzaniu strategicznym, rynkach kapitałowych oraz transformacji cyfrowej, a jego kompetencje obejmują efektywne kierowanie zespołami operacyjnymi, zarządzanie ryzykiem oraz optymalizację procesów w dynamicznym otoczeniu biznesowym. Dzięki szerokiemu spektrum umiejętności Piotr jest postrzegany jako doświadczony lider z umiejętnością łączenia wizji strategicznej z realnymi wynikami biznesowymi.

W trakcie swojej kariery zawodowej Piotr Baszak pełnił kluczowe funkcje w krajowych instytucjach finansowych oraz organizacjach inwestycyjnych. Zajmował stanowiska od dealera korporacyjnego i eksperta ds. finansów po funkcje dyrektorskie w takich instytucjach jak BZ WBK (obecnie Santander Bank Polska) i Citibank.

Doświadczenie zdobywał również jak członek zarządu w wiodących firmach sektora finansowego, m.in. w XTB oraz TMS Brokers gdzie odpowiadał za trading, zarządzanie ryzykiem rynkowym, realizację projektów transformacji cyfrowej, rozwój innowacyjnych produktów finansowych oraz dynamiczny wzrost skali działalności.

Równolegle z karierą w sektorze finansowym zdobywał szerokie doświadczenie międzynarodowe, współpracując jako doradca strategiczny z organizacjami w Stanach Zjednoczonych, krajach Unii Europejskiej oraz w Azji. Istotnym etapem jego kariery było również kierowanie kompleksową transformacją biznesową jako CEO spółki działającej na rynku niemieckim, obejmującą restrukturyzację operacyjną, optymalizację procesów oraz wdrażanie nowoczesnego modelu zarządzania, co przełożyło się na trwały wzrost wartości przedsiębiorstwa.

Objęcie stanowiska Dyrektora Generalnego Freedom24 w Polsce to dla mnie nowe, ekscytujące wyzwanie. Dzięki wieloletniemu doświadczeniu w zarządzaniu organizacjami finansowymi widzę ogromny potencjał do dalszego rozwoju firmy i budowania świadomości marki opartej na nowoczesnych technologiach oraz transparentnej ofercie. Moim celem jest długofalowy wzrost Freedom24 i tworzenie realnej wartości dla klientów – mówi Piotr Baszak, Dyrektor Generalny dla Freedom24 Polska

Nowy dyrektor Freedom24 ukończył studia z zakresu finansów i bankowości na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Jest również absolwentem programu Executive MBA realizowanego wspólnie przez London Business School, HEC Paris, NHH Norwegian School of Economics oraz Politechnikę Warszawską.

PIGEOR: Doceniamy otwartość Ministerstwa Energii na dialog, lecz projekt „ustawy sieciowej” (UC84) nadal wymaga kluczowych zmian

0

Polska Izba Gospodarcza Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej (PIGEOR) ocenia, że trwające prace nad nowelizacją Prawa energetycznego świadczą o gotowości do dialogu z branżą oraz o dostrzeganiu sygnałów płynących z rynku i środowiska realizującego inwestycje OZE, co Izba wyraźnie zauważa i docenia. Jednocześnie, bez dalszych kluczowych korekt obowiązujące rozwiązania mogą doprowadzić do poważnych i trwałych zaburzeń na rynku OZE. W ocenie Izby, utrzymanie obecnego kształtu przepisów grozi paraliżem inwestycyjnym, utratą tysięcy miejsc pracy oraz zahamowaniem rozwoju krajowych projektów, w szczególności realizowanych przez polskie małe i średnie przedsiębiorstwa.

Jako reprezentanci sektora OZE popieramy nadrzędny cel ustawy, jakim jest uporządkowanie rynku i eliminacja tzw. „projektów zombie” blokujących moce przyłączeniowe. Jednak narzędzia dobrane do realizacji tego celu w projekcie UC84 są wciąż zbyt radykalne i mogą wylać dziecko z kąpielą, uderzając w rzetelnych inwestorów, którzy od lat rozwijają projekty zgodnie z obowiązującym prawem. W obecnym kształcie przepisy te niosą ryzyko, że kapitał zainwestowany zgodnie z obowiązującym prawem przepadnie, a zaawansowane projekty zostaną wyeliminowane z rynku nie z winy inwestorów, lecz wskutek nagłej zmiany reguł gry, co usiłuje wprowadzić ustawa.

Pułapka planistyczna

Nasz sprzeciw budzą przepisy przejściowe (art. 14 i 15 projektu). Projekt zakłada wygaszanie ważnych umów o przyłączenie, jeśli inwestorzy nie dostarczą pozwolenia na budowę w bardzo krótkich terminach (np. 24 miesiące dla fotowoltaiki, 36 miesięcy dla wiatru) liczonych od wejścia ustawy w życie.

Projekt wiąże zatem ważność warunków przyłączenia z posiadaniem Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP) lub koniecznością jego szybkiego uchwalenia. W polskich realiach, gdzie procedury planistyczne w gminach trwają latami, uzależnienie utrzymania warunków przyłączenia od tempa prac urzędów jest rozwiązaniem nierealnym do spełnienia dla setek zaawansowanych projektów.

Karanie inwestorów za przewlekłość postępowań administracyjnych, na co nie mają wpływu, podważa zaufanie do państwa prawa. Weryfikacja już wydanych warunków przyłączenia pod kątem nowych, zaostrzonych wymogów to niebezpieczny precedens, który może zahamować napływ kapitału niezbędnego do transformacji – mówi dr Ewa Krasuska Dyrektor Generalny Izby.

Grozi nam utrata kapitału liczonego w dziesiątkach miliardów złotych i zamrożenie projektów, które mogłyby wkrótce zasilać polskie domy i fabryki.

Stanowisko PIGEOR – co należy zmienić?

Aby ustawa realnie usprawniła rynek, a nie doprowadziła do luki inwestycyjnej i wzrostu cen energii, PIGEOR postuluje:

  1. Ochronę praw nabytych: Nowe, rygorystyczne wymogi powinny dotyczyć wyłącznie nowych wniosków o przyłączenie. Projekty z ważnymi umowami przyłączeniowymi, które są aktywnie rozwijane i poniosły już znaczne nakłady finansowe, powinny mieć zagwarantowaną stabilność otoczenia prawnego.
  2. Urealnienie terminów: Terminy na uzyskanie pozwoleń na budowę muszą uwzględniać realia administracyjne w Polsce. Sztywne ramy czasowe zaproponowane w art. 7 ust. 2a nie biorą pod uwagę skomplikowania procedur środowiskowych.
  3. Precyzyjną definicję „projektów zombie”: Eliminacja spekulacji nie może odbywać się kosztem uczciwych deweloperów. Mechanizmy weryfikacji powinny skupiać się na podmiotach, które nie podejmują żadnych działań inwestycyjnych, a nie na tych, którzy utknęli w procedurach urzędowych.

Wierzymy, że dalsze prace legislacyjne pozwolą wyeliminować te ryzyka. Branża OZE jest gotowa do dalszej współpracy nad przepisami, które uwolnią sieci elektroenergetyczne, jednocześnie gwarantując bezpieczeństwo inwestycyjne i realizację celów klimatycznych Polski.

Jakie wsparcie można zaoferować działowi HR?

Obecnie osoby odpowiedzialne za kadry i płace korzystają z nowoczesnych narzędzi, których celem jest ułatwienie wykonywania obowiązków. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie, ponieważ dzięki temu można m.in. na czas wypłacać wynagrodzenia oraz dopilnować wszystkich szczegółów związanych z umowami. Im większa liczba zatrudnionych osób w przedsiębiorstwie, tym obsługa kadrowo-płacowa stanie się łatwiejsza dzięki takim rozwiązaniom. 

Program kadrowo-płacowy – co należy wiedzieć na jego temat?

Wśród licznych propozycji, których celem jest ułatwienie pracy poszczególnych działów, jest program kadrowy, taki jak np. HRappka.pl. Jego obecność pozwala na prowadzenie dokumentacji związanej z zatrudnieniem, zwolnieniem, wypłatą wynagrodzeń. Stosowanie nowoczesnych programów sprawia, że nie ma konieczności wykonywania wielu prac ręcznie. Konieczność wypełniania wszystkich dokumentów osobiście sprawiała, że dużo czynności wykonywało się za długo. Nie ma więc co dziwić się temu, że w tym zakresie dążono do pełnej automatyzacji, która pomaga także zredukować pojawiające się błędy. Już na samym początku można dodać, że program opracowuje wszystkie dokumenty zgodnie z obowiązującymi przepisami. Program kadrowy zalicza się do polecanych rozwiązań, stosowanych przez coraz większą ilość przedsiębiorców, ponieważ pozwala na obsługę pracowników od momentu zatrudnienia do odejścia.

Jakie możliwości jest w stanie zapewnić program kadrowy?

Chcąc przekonać się do tego programu, warto zapoznać się z możliwościami przez niego oferowanymi. Wśród nich znaleźć można:

  • zatrudnienie pracowników – wystarczy do programu wpisać niezbędne dane osobowe i inne szczegóły, aby on sam wygenerował potrzebne dokumenty do zatrudnienia nowych osób. Do dyspozycji są gotowe szablony, dzięki czemu czas potrzebny na zatrudnienie zostaje zminimalizowany;
  • ewidencja pracy czasu i nieobecności – to dzięki temu będzie można w jednym miejscu rejestrować czas pracy, który będzie stanowić podstawę do naliczenia wynagrodzenia. Oprócz tego, w systemie będzie można umieścić wszystkie niezbędne informacje związane np. ze zwolnieniami, urlopami, a nawet delegacjami;
  • wynagrodzenie – teraz samo wyliczanie przysługującego wynagrodzenia będzie zdecydowanie szybsze. Oprócz tego, program pomaga również naliczyć wszystkie składki, podatki. Przy jego pomocy będzie można wygenerować listę płac do banku;
  • ZUS i Urząd Skarbowy – to po stronie pracodawcy leży wygenerowanie odpowiednich deklaracji, które muszą zostać skierowane do ZUS i Urzędu Skarbowego. Program umożliwia automatyzację tego procesu i minimalizowanie ewentualnych błędów, które mogłyby wymusić konieczność złożenia deklaracji.

W niektórych miejscach z programu skorzystać może nie tylko pracodawca. Specjalnie wyodrębniony portal pracownika umożliwia sprawdzenie wszystkich niezbędnych szczegółów (np. wniosków urlopowych) pracownikowi, dzięki czemu nie trzeba będzie notorycznie udawać się do działu kadr w przypadku pojawiających się wątpliwości.

Gdzie warto zastosować program kadrowy?

Coraz popularniejsze programy kadrowe, które można dopasować do potrzeb przedsiębiorstwa, są tak naprawdę narzędziem uniwersalnym, możliwym do zastosowania w wielu miejscach. Zarówno jeżeli mowa o małych i średnich firmach, jak również tych miejscach, gdzie zatrudnionych jest po kilkaset lub więcej osób. Chętnie bazują na nich również biura księgowe, które zajmują się na co dzień obsługą podmiotów i ich pracowników z różnych sektorów. Nie trzeba obawiać się takich rozwiązań. Tym bardziej że dział kadr zawsze uczony jest obsługi programów od podstaw tak, aby zaznajomienie się z tematem nie sprawiało żadnych trudności.

Czy warto zdecydować się na automatyzację przez program kadrowy?

Nowoczesne oprogramowania to tak naprawdę inwestycja w przyszłość firmy, która będzie zwracała się przez wiele lat użytkowania. Za zastosowaniem takich systemów przemawia oszczędność czasu. Dzięki temu możliwe będzie skupienie się na najważniejszych zadaniach przez dział kadr. Często podczas wypełniania takich dokumentów dochodziło do popełniania błędów. Teraz mając taki program, który wiele rubryk wypełnia samodzielnie, owe błędy będą zdarzały się jeszcze rzadziej. Za takim systemem przemawia również pełna legalność i aktualizacje, które zawsze będą odbywać się zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa. Przedsiębiorca nie będzie musiał obawiać się tego, że coś będzie źle wykonane, co też mogłoby wygenerować niepotrzebne koszta. Kolejną zaletą takich programów jest także lepsza organizacja danych. Wszystkie informacje o pracownikach znajdują się w jednym, bezpiecznym miejscu. To także wsparcie dla pracowników, które pozytywnie wpłynie na komunikację pomiędzy poszczególnymi działami. 

Każde przedsiębiorstwo dąży do tego, aby móc się rozwijać. Tak, aby w przyszłości móc osiągać jeszcze większe zyski. Warto więc szukać rozwiązań, które w pewnych sektorach mogą odciążyć działy kadrowe. Taką propozycją staje się oprogramowania kadrowe, które można wykorzystać do ewidencji pracy, zarządzania kandydatami, generowania zezwoleń, raportowania oraz do wielu innych czynności. 

Arche zdradza plany rewitalizacji Elektrociepłowni Zabrze i zakupu kolejnego obiektu w woj. śląskim

W piątek 23 stycznia b.r. w Katowicach w trakcie jubileuszowej X edycji 4 Design Days w ramach panelu zatytułowanego „Hot List: O tych projektach mówi branża! Najświeższe projekty, które już wkrótce zdefiniują miejski krajobraz”, znana z ratowania zabytków hotelarsko-deweloperska Grupa Arche przedstawiła swój projekt rewitalizacji Elektrociepłowni Zabrze oraz poinformowała o planach nabycia kolejnego — czwartego z kolei — historycznego obiektu w województwie śląskim. Jak oznajmił w nagraniu zaprezentowanym uczestnikom tego ważnego w świecie architektury i designu wydarzenia, prezes Arche Władysław Grochowski, tym razem jego firma ma apetyt na nieruchomość położoną w budynku dawnej elektrowni Renarda w Sosnowcu. 

— Jestem szczęśliwym człowiekiem, że mogę inwestować na Śląsku. To jest absolutna rewelacja! Obecnie intensywnie realizujemy tutaj projekty Elektrociepłowni Szombierki w Bytomiu i Pałacu Donnersmarcków w Siemianowicach Śląskich, a niedługo będziemy wchodzili z pracami do Elektrociepłowni Zabrze. Z kolei nasz kolejny nabytek, który myślę, że będzie dla wszystkich dużym zaskoczeniem, to stojący od wielu lat pustostan — niedokończony hotel — w Sosnowcu, który ma bardzo ciekawą historię. Wszystkie nasze cztery projekty są bardzo, bardzo ambitne. Pamiętam kiedy wiele lat temu trafiłem pierwszy raz do Sosnowca, jeszcze się przymierzałem do Śląska i wówczas szybko stamtąd uciekłem, ale teraz jak przyjeżdżam, to jestem tak naładowany dobrą energią, tak mi wszyscy kibicują, że wierzę, iż razem poderwiemy ten rejon mocno do góry, bo on na to zasługuje. Aktualnie prezydenci kolejnych śląskich miast chcą współpracować z Arche, jednak muszą troszkę poczekać, żebyśmy póki co dokończyli obecne rewitalizacje, lub przynajmniej byli na bardziej zaawansowanych etapach prac — mówił Władysław Grochowski prezes Arche.

Warto dodać, że niedokończony hotel w budynku dawnej elektrowni Renarda, a następnie kopalni Sosnowiec, jest starszy niż samo miasto. Jego najstarszą, zabytkową część wzniesiono w roku 1893, ale od tamtego czasu właściciele zmieniali się kilkakrotnie. W czasie okupacji należała ona do niemieckiego koncernu Preussag, a po zakończeniu II wojny światowej majątek znacjonalizowano — samą kopalnię przemianowując w 1946 r. na „Sosnowiec”. W latach 1949-1956 nosiła ona nawet imię Józefa Stalina. Natomiast po upadku PRL-u pod koniec lat 90. XX w. przedsiębiorstwo zrestrukturyzowano, ale i tak ostatecznie nie przetrwało i wydobycie zakończono w styczniu 1998 r. To był początek likwidacji Kopalni Węgla Kamiennego „Sosnowiec”, której nieruchomości podzielono i sprzedano. Nabył je lokalny przedsiębiorca, który planował uruchomić tam hotel ze spa. Biznesmen przebudowę rozpoczął w 2010 r. i  planował oddanie kompleksu do użytku w ciągu czterech lata. Jednak zamiast tego w 2014 r. prace budowlane przerwano, a obiekt zaczął popadać w ruinę — strasząc swoim wyglądem okolicznych mieszkańców.

Metamorfoza Elektrociepłowni Zabrze

W ostatnich latach Arche mocno inwestuje na Śląsku. W połowie ub.r. firma nabyła za 7,4 mln zł także zabytkową elektrociepłownię położoną w samym sercu Zabrza. Teraz ten niezwykły, ponad 5-hektarowy kompleks, składający się z 13 budynków poprzemysłowych, przejdzie spektakularną metamorfozę. Celem jest stworzenie przestrzeni, która połączy funkcje hotelowe, edukacyjne, kulturalne i gastronomiczne, zachowując przy tym ducha miejsca i industrialny charakter obiektu. Rewitalizacja ma kosztować ok. 70 mln zł i zakończyć się w 2028 r.

— Planując prace na terenie EC Zabrze, podchodzimy do tego zadania z ogromnym szacunkiem. Nie zamierzamy tu wchodzić z ciężkim sprzętem, by burzyć i budować wszystkiego od nowa. Naszym celem jest ożywienie miejsca, które od 1897 r. było „Sercem Śląska”. Chcemy, aby ten obiekt, który kiedyś dawał miastu prąd i ciepło, w przyszłości zaczął „produkować” dobrą energię poprzez kulturę, spotkania i edukację — wyjaśnia Piotr Grochowski główny architekt Arche.

Jego wizja architektoniczna jest prosta — Arche ma ingerować w zabytkowe mury tak mało, jak to tylko możliwe. EC Zabrze obecnie

— Nie będziemy ukrywać pęknięć ani czyścić cegieł do idealnej gładkości — te ślady to historia, którą chcemy zachować. Nowe elementy, które wprowadzimy do środka, będą lekkie i nienachalne. Często będą to rozwiązania mobilne, które będzie można przestawiać, by nie zdominowały potężnych, fabrycznych hal. Sercem projektu będzie żywe Muzeum Energetyki o powierzchni około 2 tys. m kw. W starej kotłowni pozostawimy olbrzymie piece, które staną się tłem dla nowoczesnych wystaw. Z kolei w hali turbin planujemy stworzyć przestrzeń gastronomiczną, przypominającą gwarną halę targową. Co najważniejsze — nie usuniemy stamtąd maszyn. Wielkie turbiny i pompy zostaną na swoich miejscach. Zamierzamy zamontować w nich przezroczyste elementy, żeby każdy mógł zajrzeć do ich środka — zdradza Piotr Grochowski.

Również powstała baza noclegowa będzie połączeniem historii z nowoczesnością. Łącznie zaprojektowania tam około 250 pokoi. Około 100 z nich urządzone będzie bezpośrednio w starych budynkach. Drugą część, czyli 150 pokoi, zrealizowane będą w zupełnie nowym budynku we wschodniej części terenu. Aby przyśpieszyć rewitalizację, Arche wykorzysta tam również nowoczesną technologię modułową. Ten budynek urbanistycznie domknie historyczną zabudowę, a jego detale będą nawiązywać do stalowej konstrukcji dawnych chłodni kominowych.

EC Zabrze obecnie

— EC Zabrze nie będzie zamkniętą twierdzą. Tworzymy tu otwartą przestrzeń dla inicjatyw społecznych. Zapraszamy szkoły na żywe lekcje historii i techniki. Tworzymy miejsce dla seniorów, którzy będą mogli aktywnie spędzać czas, dzieląc się swoją wiedzą o śląskim przemyśle. Całkowicie odmienimy też otoczenie budynków. Naszym celem jest dwukrotne zwiększenie powierzchni terenów zielonych. Chcemy, aby beton ustąpił miejsca naturze. W miejscu dawnych chłodni kominowych powstanie unikalny Park Industrialny. Znajdzie się tam nie tylko strefa festiwalowa na 5 tys. osób, ale także niezwykły, industrialny plac zabaw dla dzieci, wykonany z elementów nawiązujących do fabrycznej przeszłości. Chcemy, aby to miejsce łączyło pokolenia — od dzieci bawiących się w parku, przez młodzież na koncertach, po seniorów-przewodników. EC Zabrze ma stać się zielonym, otwartym punktem na mapie, połączonym ze szlakami Kopalni Guido i Sztolni Królowa Luiza, gdzie historia spotyka się z odpowiedzialną przyszłością — dodaje Piotr Grochowski.

Rosnący potencjał turystyczny Śląska

Arche mocno wierzy w rozwój turystyki na Śląsku. Wskazuje, że to wciąż nie w pełni doceniony przepiękny region Polski o rosnącym znaczeniu nie tylko turystyki biznesowej (MICE), ale i wypoczynkowej. A jego potencjał jest ogromny i różnorodny, oparty na unikalnym połączeniu dziedzictwa industrialnego, kultury, przyrody i zabytków, ale także z nowoczesnymi atrakcjami oraz dobrze rozwiniętą infrastrukturą.

— Inwestycja w EC Zabrzu to dla Grupy Arche kolejny krok w realizacji misji przywracania życia miejscom zapomnianym i tworzenia przestrzeni otwartych na ludzi, ideę wspólnoty i kulturę. To szczególny projekt, ponieważ łączy szacunek do lokalnej tożsamości z odwagą i innowacji. W istocie to nie tylko rewitalizacja, ale dowód, że historia może być fundamentem przyszłości i że robimy, coś dla kolejnych pokoleń. Stąd niezmiernie istotne jest dla nas budowanie lokalnych relacji, dbałość o środowisko i wszelkie detale, dlatego działamy w myśl zasady, że nic nie powinno się zmarnować. Dla przykładu materiały pozyskane z niezbędnych rozbiórek — stara cegła, stalowe elementy czy beton — nie trafią na śmietnik. Zostaną oczyszczone i wykorzystane ponownie przy aranżacji wnętrz oraz w małej architekturze na zewnątrz. Chętnie korzystamy też z wiedzy ludzi, których życie wiązało się z danym obiektem. Jest to wyraz respektu do zasobów i historii danego miejsca. Na pewno nasze cztery rewitalizacje na Śląsku będą wpisać się w rozwój regionu z korzyścią dla lokalnych społeczności — podsumowuje Adam Białas dyrektor komunikacji i operacji Arche.

Za atakiem na polską energetykę stała rosyjska grupa Sandworm

0

Analitycy ESET: Za grudniowym atakiem na polską energetykę stoi rosyjska grupa Sandworm. Uderzyli w 10. rocznicę blackoutu w Ukrainie.

Analitycy cyberzagrożeń z ESET przedstawili szczegóły ataku na polski sektor energetyczny, o którym  niedawno informowali premier Donald Tusk oraz minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. Eksperci potwierdzili, że za próbą paraliżu sieci z 29 grudnia 2025 roku stoi powiązana z rosyjskim wywiadem grupa Sandworm. Atak nastąpił dokładnie w 10. rocznicę zorganizowanego przez tę samą grupę pierwszego w historii blackoutu wywołanego przez cyberatak – w grudniu 2015 roku w Ukrainie.

Jak informowały polskie władze, pod koniec ubiegłego roku polski sektor energetyczny stał się celem znaczącego cyberataku. Analitycy ESET potwierdzają próbę zakłócającego ataku cybernetycznego, która miała miejsce 29 grudnia 2025 roku. Napastnicy wykorzystali oprogramowanie typu wiper, które analitycy ESET przeanalizowali i nazwali DynoWiper. ESET nie ma informacji, aby w wyniku tego ataku doszło do jakichkolwiek skutecznych zakłóceń.

Na podstawie analizy złośliwego oprogramowania oraz powiązanych z nim taktyk, technik i procedur (TTP), z umiarkowaną pewnością przypisujemy ten atak powiązanej z Rosją grupie Sandworm. Wynika to ze znacznej zbieżności z licznymi, wcześniejszymi działaniami Sandworm z użyciem wiperów, które analizowaliśmy.

Choć szczegóły dotyczące zamierzonych skutków ataku są wciąż badane, należy zwrócić uwagę na czas tego skoordynowanego uderzenia. Przeprowadzono je w samym środku zimy, dokładnie w 10. rocznicę zorganizowanego przez grupę Sandworm ataku na ukraińską sieć energetyczną. Był to pierwszy w historii przypadek przerwy w dostawie prądu spowodowany przez złośliwe oprogramowanie. W grudniu 2015 roku ta grupa APT, wykorzystując malware BlackEnergy, przeniknęła do systemów krytycznych kilku podstacji elektrycznych, pozbawiając około 230 000 osób energii na kilka godzin.

Kryzys zaufania do USA uderza w kurs dolara. Geopolityka ważniejsza niż makro

W 2026 roku stan psychiczny inwestorów, podobnie jak nastawienie do treści oglądanych w internecie, można zdefiniować jednym słowem – zwątpienie. Po pojawieniu się istotnej informacji rynki reagują, jednak z czasem zdają sobie sprawę, że prawdopodobnie zostały nabrane, tak jak po obejrzeniu fake’owego filmiku stworzonego przez AI. Przykładem tego zjawiska jest powrót eurodolara na 1,175 USD, spowodowany kulejącym zaufaniem do amerykańskiej waluty. W piątek o poranku nieliczni chcieli uwierzyć, a potem jednak uwierzyli w odrodzenie funta.

Wizerunek łatwiej zepsuć, niż zbudować

Amerykańska waluta ma za sobą ciężki tydzień. W poniedziałek kurs głównej pary walutowej świata oscylował przy 1,16 USD. Dziś jesteśmy o ponad cent wyżej. Oznacza to około 1,1% strat względem euro. Głównym powodem osłabienia dolara była groźba siłowego przejęcia Grenlandii przez USA. Groźba, która na rynku znów poddała w wątpliwość wiarygodność Stanów Zjednoczonych. Wtedy to kurs EUR/USD po raz pierwszy w tym tygodniu zwyżkował do 1,175 USD. Po wycofaniu pogróżek Trumpa wiara w dolara wróciła, jednak była słaba i chwilowa. Po zejściu do 1,169 USD notowania „edka” szybko odbiły, wracając do wcześniej wskazanego oporu. Widzimy więc, że zmiana narracji względem największej wyspy świata dała ulgę rynkom, jednak poczucie dyskomfortu pozostało. Co więcej, z każdym kolejnym straszakiem Trumpa niesmak wokół USD jest coraz większy, co szkodzi mu na arenie międzynarodowej.

Waluty USA nie wspiera już nawet wizja odsunięcia cięcia stóp procentowych na czerwiec. Jak łatwo się domyślić, powodem jest również Trump, a dokładnie jego prawdopodobna gołębia nominacja nowego szefa (niezależnej instytucji) FED. W tym otoczeniu pojawiły się również dane z USA. Inflacja PCE za listopad to zgodnie z oczekiwaniami 2,8% r/r, a za październik to 2,7% r/r. Jednoczesny wzrost annualizowanego PKB z 3,8% do 4,4%, który delikatnie przewyższył prognozę 4,3%, ani nie osłabił, ani nie wzmocnił USD. Oznacza to, że rynki aktualnie nadają większą wagę geopolityce, niż publikacjom makroekonomicznym.

Agresywny PLN

Straty wizerunkowe waluty zza oceanu i przepływ kapitału do Europy pozwala krajowej walucie umocnić się na forex. W piątek o poranku kurs USD/PLN to 3,582 PLN (wczoraj byliśmy o grosz niżej). Podobnie wyglądają notowania EUR/PLN, które utrzymują się ok. 4,205 (wczoraj zeszliśmy nawet do 4,197 PLN). Warszawski parkiet także zyskuje, czwartkowa sesja zakończyła się zwyżką w okolicach 3340 pkt., a szeroki WIG wyznaczył nowe historyczne szczyty przy 123500 pkt. Złotemu w ofensywie dodatkowo pomagają dobre dane z krajowej gospodarki, o których pisaliśmy wczoraj. Ich potwierdzeniem jest dzisiejszy wzrost Wskaźnika Dobrobytu wg BIEC z 90,5 pkt. do 96 pkt. Wśród czynników zewnętrznych można wskazać również dobre odczyty indeksów PMI. W przypadku strefy euro wskaźnik badający sektor przemysłu zwyżkował z 48,8 pkt. do 49,4 pkt (prognoza 49,1 pkt.), zbliżając się do neutralnego poziomu 50 pkt. Powyżej niego (51,9 pkt.) utrzymał się sektor usługowy, który mimo delikatnej zniżki wciąż znajduje się w strefie rozwoju.

Rynek chce uwierzyć w funta

Piątkowy poranek przebiegał pod dyktando funta. Brytyjska waluta w końcu umocniła się na forex. Z samego rana dowiedzieliśmy się o wzroście sprzedaży detalicznej w ujęciu rocznym o 2,5%, mimo prognozowanego spadku z 1,8% do 1%. W ujęciu miesięcznym odnotowano wzrost o 0,4%, mimo prognoz pozostania przy -0,1%. Większa sprzedaż sugeruje przyszłe wzrosty dynamiki cen, co oddala nas od cięć stóp procentowych. Po publikacji funt delikatnie umocnił się na forex, jednak ciążyło nad nim widmo szybkiego odreagowania. Obawy zostały rozwiane wraz z danymi o PMI, które wrosły powyżej oczekiwań. PMI dla usług zwyżkował z 50,6 pkt. do 51,6 pkt. (prognoza 50,6 pkt.), natomiast sektor przemysłowy to skok z 51,4 pkt. do 54,3 pkt. (konsensus 51,7 pkt.). Poprawa aktywności gospodarczej to dobra informacja, jednak naraża Brytyjczyków na wzrost inflacji. To dodało paliwa GBP (bardziej jastrzębia polityka BoA). Do południa kurs GBP/PLN wzrósł z 4,82 PLN na 4,85 PLN (powrót do poziomu sprzed wczorajszego silnego umocnienia złotego). Na szerokim rynku funt istotnie zyskiwał dopiero po danych PMI, gdyż po porannych danych o sprzedaży inwestorzy nie do końca byli przekonani co do siły funta.

Coraz mniej wolnej powierzchni w Warszawie: pustostany spadły do 9,1% przy wysokim popycie

Warszawski rynek biurowy zamknął 2025 rok jednym z najwyższych poziomów popytu w historii, przy jednoczesnym spadku podaży i wyraźnym obniżeniu wskaźnika pustostanów. Jak wynika z raportu „Warsaw Office Market Spotlight Q4 2025” przygotowanego przez Savills Polska, kluczowymi zjawiskami są: przewaga renegocjacji, ograniczona dostępność dużych modułów w centrum oraz rosnąca presja na czynsze w najlepszych budynkach.

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły na koniec 2025 roku 6,23 mln m kw., czyli o 1% mniej niż rok wcześniej. To efekt wyburzeń i zmiany przeznaczenia starszych obiektów. Tylko w minionym roku ze stołecznego rynku zniknęło ponad 152 tys. m kw. biur (w formie wyburzeń lub zmian przeznaczenia budynków biurowych). Jednocześnie nowa podaż była niska i sięgnęła 88,7 tys. m kw. (spadek o 15% r/r), z czego około 90% przypadło na centralne lokalizacje. W budowie pozostaje 202 000 m kw., a największe projekty, takie jak AFI Tower czy Upper One, powstają w centrum.

Od 2020 roku z warszawskiego rynku ubyło już blisko 410 tys. m kw. powierzchni biurowej. Z całą pewnością nie możemy mówić o chwilowym trendzie, a raczej o znaczącej zmianie struktury rynku, której efektem jest to, że starsze biurowce ustępują miejsca mieszkaniom, hotelom lub poddawane są głębokim modernizacjom. Coraz częściej dotyczy to także lokalizacji centralnych, co dodatkowo ogranicza dostępność powierzchni biurowych w najbardziej poszukiwanych częściach miasta – mówi Wioleta Wojtczak, Head of Reaserch, Savills.

Największe inwestycje, które pojawiły się na rynku w ubiegłym roku zrealizowano w zachodniej części centrum miasta (strefa Zachodnie Centrum). Były to The Bridge o powierzchni 47 tys. m kw. oraz Office House z 27,8 tys. m kw. biur. Skala projektów różni się wyraźnie w zależności od lokalizacji – w strefach centralnych średnia powierzchnia budynków będących w realizacji sięga ok. 25 tys. m kw., podczas gdy poza centrum dominują mniejsze, bardziej kameralne inwestycje, zazwyczaj poniżej 10 tys. m kw.

Autorzy raportu szacują, że do końca 2028 roku na rynek może trafić łącznie ok. 290 tys. m kw. nowej powierzchni biurowej, z czego blisko 230 tys. m kw. przypadnie na lokalizacje centralne, głównie w strefie Zachodnie Centrum.

Popyt osiągnął poziom 794 tys. m kw., co oznacza wzrost o 7% r/r i plasuje go w gronie najlepszych wyników w historii rynku. W samym czwartym kwartale wynajęto rekordową powierzchnię sięgającą blisko 310 tys. m kw. W 2025 roku aż 51% wolumenu stanowiły renegocjacje umów, co pokazuje, że firmy częściej decydowały się na pozostanie w dotychczasowych lokalizacjach niż na relokacje. Poza centrum szczególnie wyróżniał się Służewiec, gdzie wynajęto 180 tys. m kw. To trzeci najwyższy wynik w historii tej strefy, ustępując jedynie wynikom z lat 2015 i 2019. Najaktywniejszymi grupami najemców były sektory: produkcyjny (14%), IT (13%) oraz finansowy (11%).

Spadek nowej podaży i wysoki popyt przełożyły się na wyraźne obniżenie wskaźnika pustostanów. Na koniec roku wyniósł on 9,1%, czyli o 150 punktów bazowych mniej niż rok wcześniej. W strefach centralnych dostępność spadła do 6,1% zasobów, a a tylko w siedmiu budynkach położonych w centralnych strefach charakteryzowało się łączną dostępną powierzchniąpowyżej 5 tys. m kw. Równocześnie absorpcja netto wzrosła aż o 117% rok do roku, do poziomu 188,4 tys. m kw.

Ograniczona dostępność najlepszych powierzchni zaczęła wpływać na poziom czynszów. W drugiej połowie 2025 roku stawki w centralnych lokalizacjach wzrosły do około 27,50 EUR za m kw./miesięcznie, a poza centrum do około 19,00 EUR. Opłaty eksploatacyjne ustabilizowały się na poziomie 30-40 zł za m kw., choć w części budynków przekraczają 45 zł.

2025 rok potwierdził, że warszawski rynek biurowy wszedł w fazę wyraźnej nierównowagi pomiędzy popytem a podażą. W centrum miasta problemem nie jest dziś brak zainteresowania najemców, lecz bardzo ograniczona dostępność odpowiednio dużych i nowoczesnych powierzchni. To zjawisko będzie jednym z kluczowych czynników kształtujących rynek w tym roku, zarówno po stronie czynszów, jak i strategii, które obiorą najemcy – mówi Jarosław Pilch, Head of Tenant Representation, Savills.

Raport wskazuje, że przy prognozowanym przyspieszeniu wzrostu gospodarczego w 2026 roku i dalszym spadku stóp procentowych presja na najlepsze budynki biurowe może się utrzymać, a polaryzacja rynku pomiędzy obiektami „prime” a starszymi zasobami jeszcze bardziej się pogłębi.

W Warszawie mamy dziś rynek, na którym najlepsze budynki wyraźnie zyskują na wartości. Malejąca dostępność powierzchni „prime” oznacza większą konkurencję i dalszą presję na czynsze, a właściciele mogą pozwolić sobie na bardziej selektywne podejście do doboru najemców. Jednocześnie przewidujemy, że stabilizacja inflacji powinna ograniczyć skalę indeksacji, co częściowo złagodzi wzrost kosztów. To jednak nie zmienia faktu, że część firm zacznie realnie rozważać relokację poza centrum w poszukiwaniu projektów bardziej przystępnych cenowo – komentuje Daniel Czarnecki, Head of Landlord Representation, Savills.

Rynki odetchnęły: bez ceł za Grenlandię, dolar słabnie, złoto znów w natarciu

Wygląda na to, że scenariusz ceł za wspieranie Grenlandii się oddala, na co rynki reagują entuzjastycznie. Płace w Polsce rosną dużo szybciej od oczekiwań, a co z inflacją? Złoto znów idzie w górę i przygotowuje się ataku na psychologiczną barierę 5000 USD.

Jednak bez ceł a Grenlandię

Zgodnie z przewidywaniami wielu analityków dwa tygodnie, które od ogłoszenia ceł do ich wejścia w życie miały upłynąć, to było dość czasu, by doszło do zmiany zdania. Już w tym tygodniu okazuje się, że taryf jednak nie będzie i przygotowywane jest porozumienie w sprawie tego terytorium. Wygląda więc na to, że na wyspie faktycznie staną amerykańskie instalacje obronne. Nie dojdzie jednak do jej przejęcia przez USA. Jak reagują rynki? Na giełdach widać ulgę. Nie wróciliśmy jeszcze do poziomów sprzed początku zamieszania, ale główne indeksy odbiły w górę. Na rynku walutowym z kolei trwa przecena dolara względem euro. Od początku tygodnia amerykańska waluta potaniała z okolic 1,16 USD za 1 EUR w okolice 1,175 USD za 1 EUR.

Płace w Polsce przyspieszają

Wczoraj poznaliśmy pakiet danych z Polski. Produkcja budowlano-montażowa niespodziewanie wzrosła o 4,5%, podczas gdy analitycy spodziewali się spadku. Ważniejsze wydają się jednak odczyty na temat wynagrodzeń. Grudzień był pierwszym miesiącem w historii, w którym średnia płaca przekroczyła 9500 zł. Co więcej, był o ponad 500 zł lepszy od poprzedniego rekordowego miesiąca. Pensje rosną o 8,6% w skali roku, czyli o 1,5% powyżej oczekiwań. Na tę informację musimy spojrzeć z dwóch stron. Z jednej – przeciętnie jako społeczeństwo zarabiamy więcej, co jest z pewnością pozytywne. Z drugiej – oddala to dalsze obniżki stóp procentowych. Wysoka presja płacowa jest rzeczą, która może wpłynąć na szybki wzrost poziomu cen. Gdyby miało dojść do wzrostu inflacji, należy oczekiwać, że powstrzyma on lub przynajmniej spowolni dalsze obniżki stóp.

Kiedy 5000?

Wczoraj wieczorem kurs kontraktów na złoto zatrzymał się na poziomie 4960 dolarów. Do psychologicznej granicy wciąż brakuje, ale już naprawdę niewiele. Od początku roku wzrost ceny wyniósł wówczas ponad 14%. Ten dodatkowy procent, którego zabrakło, wydaje się zatem jedynie kwestią czasu. Oprócz próby ucieczki kapitału do bezpiecznych przystani mamy jeszcze jeden ważny powód – osłabienie dolara. Im tańszy jest bowiem dolar, w którym wyceniane jest złoto, tym mniej złoto kosztuje w walutach lokalnych. Z tego powodu, gdy amerykańska waluta słabnie, cena dolarowa surowców idzie w górę. W rezultacie cena surowca w walucie lokalnej pozostaje w miarę stała.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na odczyty indeksów PMI oraz:

14:30 – Kanada – wyniki sprzedaży detalicznej.

Finalizacja akwizycji Euvic Digital przez Digitree Group. Grupa celuje w 150 mln zł przychodów

Digitree Group S.A., notowana na GPW grupa technologiczno-marketingowa, zakończyła proces przejęcia 100% udziałów spółki Euvic Digital od Euvic Performance. Closing transakcji nastąpił po uzyskaniu wymaganych zgód korporacyjnych, w tym zatwierdzenia przez Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy w grudniu 2025 r.

Euvic Digital to agencja digital działająca w obszarach: kreacja, performance marketing, SEO/SEO-AI, social listening oraz ochrona reputacji online. W okresie styczeń-listopad 2025 r. spółka wypracowała 10,4 mln zł przychodów, 0,7 mln zł EBITDA oraz 0,7 mln zł zysku netto, utrzymując tym samym powtarzalne wyniki roczne na poziomie ok. 12 mln zł przychodów oraz ok. 1 mln zł zysku netto. W przejmowanej spółce i jej podmiotach zależnych pracuje ponad 40 specjalistów. Portfolio klientów Euvic Digital obejmuje m.in. Orange, mBank, Hewlett-Packard Enterprise, TIM, Haier Group, Kulczyk Investments, Związek Banków Polskich, QService Castrol, MHC Mobility oraz Otto Workforce. Spółka świadczy usługi także w ramach wyspecjalizowanych marek: Euvic Buzz (social listening, raportowanie, reputacja) oraz Euvic Organic Search (SEO i GEO/SEO-AI).

ZNACZENIE TRANSAKCJI DLA STRATEGII GRUPY DIGITREE

Przejęcie Euvic Digital wspiera realizację strategii Digitree Group, zakładającej wejście na poziom 150 mln zł przychodów rocznie poprzez jednoczesny, szybki rozwój organiczny oraz kolejne akwizycje. Ostatnia transakcja zapewnia Grupie dostęp do doświadczonych zespołów oraz otwiera możliwość synergii sprzedażowych (cross-selling) w obszarze digital marketingu i usług kreatywnych.

Dołączenie Euvic Digital do Digitree Group mocno wspiera nasz strategiczny cel budowy szerokiej oferty w obszarze digital oraz wzmacnia kompetencje zespołów w zakresie kreacji, performance marketingu oraz SEO-AI. Wchodzimy w 2026 rok jako grupa gotowa odpowiedzieć na zdecydowaną większość marketingowych wyzwań naszych klientów. To potężny impuls do dalszego wzrostu, jasny i czytelny znak dla rynku, ale przede wszystkim realne wzmocnienie naszej pozycji jako partnera. Pracujemy także nad kolejnymi akwizycjami – komentuje Tobiasz Wybraniec, prezes zarządu Digitree Group.

Po latach niezależnego wzrostu widzimy w ramach Digitree Group realną możliwość skalowania naszych kompetencji i wartości rynkowej. Integracja z większym partnerem daje nam dostęp do dobrze zorganizowanego backoffice oraz szerszych zasobów, dzięki czemu możemy skupić się na biznesie i klientach – mówi Krzysztof Małecki, prezes zarządu Euvic Digital. – Jako właściciele obejmujemy akcje Grupy, co pozwala nam współuczestniczyć w budowie dużego podmiotu reklamowego. Wnosimy do holdingu dojrzałe kompetencje: agencję digital z silnymi relacjami, agencję SEO rozwijającą obszar SEO-AI oraz zespół specjalizujący się w monitoringu i ochronie reputacji online. To uzupełnia istniejące możliwości Digitree i wzmacnia zdolność do dostarczania klientom pełnego wsparcia – od strategii i pozyskania ruchu, przez konwersję, aż po ochronę marki – dodaje.

POPRAWA WYNIKÓW PO TRANSFORMACJI

Digitree Group po kolejnych kwartałach 2025 r. raportowała wyraźną poprawę rentowności operacyjnej po przeprowadzonej transformacji strukturalnej. W trzecim kwartale 2025 r. spółka osiągnęła 1,93 mln zł EBITDA (+112% r/r) oraz 1,28 mln zł zysku netto, co jest najlepszym kwartalnym wynikiem spółki od początku transformacji. Łącznie po trzech kwartałach 2025 r. Grupa wypracowała 48,1 mln zł przychodów oraz 2,82 mln zł EBITDA (+13,6% r/r), przy dodatnim wyniku netto 0,4 mln zł (vs. –0,8 mln zł r/r).

Digitree Group kontynuuje identyfikację kolejnych celów akwizycyjnych, wskazując na rosnący potencjał konsolidacji rynku w 2026 r.

OTOCZENIE RYNKOWE SPRZYJA KONSOLIDACJI

Według danych Publicis Groupe Polska, wartość netto rynku reklamowego w Polsce po trzech kwartałach 2025 r. wyniosła ponad 9,6 mld zł (+6,6% r/r), przy czym najszybciej rosnącymi segmentami pozostają wideo online oraz reklama digital w rozproszonym ekosystemie platform. W ocenie analityków trend ten sprzyja integracji usług marketingowo-technologicznych oraz przewadze podmiotów oferujących skalowalne modele digitalowe.

Rekordowy grudzień 2025 w budownictwie

Takiego grudnia w polskim budownictwie nie było od dwóch dekad. Liczba mieszkań oddanych przez deweloperów osiągnęła najwyższy poziom od 2005 roku. Choć ogólny wynik budownictwa mieszkalnego w 2008 roku był formalnie wyższy, wynikało to wówczas z jednorazowej fali rejestracji starych budynków. Grudzień 2025 roku jest więc realnym, rynkowym rekordem.

Grudniowe dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS)  dotyczące skali nowego budownictwa mieszkaniowego w Polsce wskazują, że mieliśmy do czynienia z wyjątkowym miesiącem na tym rynku. W każdej kategorii rejestrowanej przez GUS (mieszkania oddane, pozwolenia na budowę, rozpoczęte budowy) zagregowane dla wszystkich grup inwestorów wyniki okazały się lepsze niż w listopadzie, a także w stosunku do grudnia 2024 roku. Liczba mieszkań oddanych do użytku w grudniu jest o 15% wyższa niż przed rokiem, pozwoleń na budowę było o 20% więcej, a rozpoczętych budów o 4% więcej niż przed rokiem.

Jak odczytywać ten wynik?

Warto przyjrzeć się uważniej statystykom całorocznym. W ubiegłym roku rozpoczęto budowę 212,4 tys. mieszkań, co oznacza spadek o 9% w stosunku do 2024 roku. Niemal taką samą 9,5% redukcję GUS odnotował w udzielonych w całym 2025 roku pozwoleniach ogółem. Jedynie liczba mieszkań i domów oddanych do użytkowania była – dzięki rewelacyjnym wynikom z grudnia –  o 4% wyższa niż w 2024 roku.

Opublikowane przez GUS dane wzmocniły wrażenie, że ocena kondycji budownictwa mieszkaniowego w Polsce na podstawie danych miesięcznych jest niezwykle ryzykowną praktyką. Dwie największe grupy inwestorów budujących w Polsce lokale mieszkalne: gospodarstwa domowe i firmy deweloperskie odnotowały w niemal wszystkich kategoriach wyniki lepsze niż miesiąc wcześniej. Wyjątek stanowią wyniki gospodarstw domowych w kategorii rozpoczynanych budów, których było o 21% mniej, co w kontekście zaskakująco mroźnego tegorocznego grudnia, nie zaskakuje. Warto podkreślić, że całoroczne efekty budownictwa mieszkaniowego  w 2025 roku są lepsze od wyników z 2024 roku tylko w kategorii mieszkań i domów oddanych do użytkowania. W pozostałych kategoriach rejestrowanych przez GUS (pozwolenia i rozpoczynane budowy) wyniki są wyraźnie gorsze niż w 2024 roku, przede wszystkim z powodu ograniczenia aktywności firm deweloperskich. Tego niepokojącego stanu nie zmienią optymistyczne sygnały świadczące o ożywieniu w budownictwie komunalnym i społeczno-czynszowym (TBS-y, SIM-y), ponieważ skala ich działalności pozostaje niewielka.

Z najnowszych danych GUS wynika, że liczba mieszkań i domów oddanych do użytku w Polsce w grudniu sięgnęła 203,4 tys. i była o 28% wyższa w porównaniu do wyników z listopada. W stosunku do grudnia 2024 roku GUS odnotował w tej kategorii 15% wzrost. Wyniki z dwunastu miesięcy br. okazały się o 4% wyższe niż w 2024 dzięki wyraźnie lepszej drugiej połowie roku. Liczba mieszkań i domów oddanych do użytkowania od lipca do grudnia była o 26% wyższa od wyniku z pierwszego półrocza. Sprawdziła się więc nasza listopadowa prognoza, zgodnie z która 2025 rok w mieszkaniach oddanych okaże się nieznacznie lepszy od 2024 roku.

Rekordowe domknięcie roku u deweloperów

Na wysokie grudniowe statystyki najsilniej wpłynęły wyniki  firm deweloperskich, które  odpowiadały za budowę ponad 16,4 tys. mieszkań i domów, co wskazuje na imponujący wzrost zarówno w stosunku do listopada (o 20%), jak i w porównaniu do grudnia ubiegłego roku (o 13,5%). Warto zaznaczyć, że ten kilkudziesięcioprocentowy wzrost miesiąc do miesiąca nastąpił po dobrym wyniku z poprzednich trzech miesięcy i oznacza najlepszy miesięczny wynik lokali oddanych do użytkowania przez firmy deweloperskie w 2025 roku. Na tle liczb z lat 2020-2023, kiedy do użytku oddanych było ponad 220 tys. lokali rocznie, wynik z 2025 roku na poziomie 208 tys., to solidna średnia.

Firmy deweloperskie odpowiadają za 67% wszystkich lokali mieszkalnych oddanych do użytku w grudniu. Wyniki inwestorów indywidualnych są ze swej natury bardziej stabilne niż efekty działalności deweloperów. W trzech pierwszych kwartałach 2025 roku ich udział w całości budownictwa mieszkaniowego w Polsce wahał się od 30% do 38% ogólnej liczby oddawanych lokali. W grudniu w porównaniu z listopadem gospodarstwa domowe (w terminologii GUS to inwestorzy indywidualni) zakończyły budowę o 38% większej liczby domów/mieszkań, a w stosunku do grudnia 2024 roku ich wynik był o 13% lepszy. Wzrost w porównaniu z listopadem wyhamował tendencję spadkową w budownictwie indywidualnym, którą obserwowaliśmy od początku 2025 roku. W rezultacie w grudniu udział tej grupy inwestorów w budownictwie ogółem w Polsce wzrósł w odniesieniu do listopada i wyniósł 30% (w listopadzie zaledwie 27%).

Plany inwestycyjne pod lupą

Starania o uzyskanie pozwoleń na budowę w grudniu przyniosły wyraźnie lepsze efekty niż w listopadzie. Grudniowe wyniki w tej kategorii okazały się najlepsze w 2025 roku. Łączna liczba pozwoleń uzyskanych przez wszystkie grupy inwestorów w listopadzie 2025 roku sięgnęła niemal 28 tys. lokali. Z tego 20 tys. pozwoleń otrzymali deweloperzy, a 6,9 tys. inwestorzy indywidualni. W efekcie w grudniu suma udzielonych pozwoleń była niższa o 35% w porównaniu do listopada tego roku i o 20% w stosunku do grudnia 2024 roku.

Liczba lokali mieszkalnych, na budowę których wszystkie grupy inwestorów uzyskały pozwolenie w 2025 roku, wyniosła tylko 265,6 tys. mieszkań i jest wyraźnie niższa niż rok temu (-8,8%). W całym 2025 roku deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę łącznie 171,5 tys. mieszkań i domów (o 16,6% mniej r/r), a inwestorzy indywidualni 85,8 tys. (o 8,6% więcej).

Statystyki GUS z poszczególnych miesięcy 2025 roku dotyczące rozpoczynanych w całej Polsce budów wskazywały, że od kwietnia skala nowych inwestycji słabła. Nadzieją na odwrócenie tej tendencji były dane GUS z lipca, kiedy nastąpił wyraźny wzrost w ujęciu miesiąc do miesiąca i wyrównanie wyników sprzed roku. Podobnie wyglądał wrzesień i październik za sprawą wyższej aktywności firm deweloperskich. Listopadowe dane zmroziły nadzieje o ożywieniu w budownictwie mieszkaniowym, a grudniowe tylko delikatnie je poprawiły. Liczba budów rozpoczętych w grudniu przez wszystkie grupy inwestorów była nieznacznie wyższa niż w listopadzie (0,6%) i delikatnie wyższa niż w analogicznym okresie 2024 roku (4,1%).

W grudniu 2025 roku wszystkie grupy inwestorów rozpoczęły budowę zaledwie 13,1 tys. lokali mieszkalnych. Niewielkim pocieszeniem jest fakt, że w listopadzie budów rozpoczętych było 13 tys., a rok temu – 12,6 tys. Ten minimalny wzrost w rozpoczynanych budowach ogółem w stosunku do listopada to przede wszystkim zasługa większej aktywności firm deweloperskich (o 11% w porównaniu z listopadem).

Rynek dwóch prędkości – kto budował w 2025 roku?

Wyniki zagregowane dla całego minionego roku potwierdzają prognozy Otodom z połowy roku: aktywność w sektorze rozpoczynanych budów spadła o 9,2% względem 2024 roku. Choć wynik jest ujemny okazał się łagodniejszy niż zakładane kilkunastoprocentowe spadki. Gdyby nie stabilna aktywność gospodarstw domowych, redukcja liczby rozpoczynanych w całej Polsce budów byłaby znacznie większa. W 2025 roku inwestorzy indywidualni rozpoczęli o 2,6% więcej projektów budowlanych niż w 2024 r. Natomiast spółdzielnie mieszkaniowe, jednostki samorządu terytorialnego oraz TBS-y i SIM-y przeciwnie – rozpoczęły budowę mniejszej liczby mieszkań niż w 2024 roku.

Bieżące dane GUS o rozpoczynanych budowach ogółem warto zestawić z liczbą wydanych  pozwoleń. W 2025 roku różnica między tymi statystykami  wyniosła 51,1 tys., co oznacza, że niemal co piąte (19%) uzyskiwanych pozwoleń ogółem nie przełożyło się na start budowy. Wśród firm deweloperskich odsetek odkładanych pozwoleń jest większy i wynosi 23%. Dla porównania w przypadku inwestorów indywidualnych wskaźnik ten wynosi nieco ponad 8% (nadwyżka 7,1 tys. pozwoleń).

Po frankowiczach czas na „wiborowiczów”? Decyzja TSUE może wywołać lawinę pozwów

Już wkrótce sądy może dotknąć kolejny kłopot. Wzrasta bowiem zainteresowanie składaniem pozwów związanych ze wskaźnikiem WIBOR. Według części ekspertów, grozi nam nawet swego rodzaju paraliż. Banki mogłyby wyjść do swoich klientów z propozycjami zmian, aby uniknąć długotrwałych procesów. Jednak w przestrzeni publicznej pojawiają się opinie, że nie należy spodziewać się ugód na warunkach korzystnych dla konsumentów. Ponadto nie brakuje ostrzeżeń przed firmami, które udają kancelarie prawne, stosując np. nierzetelną narrację. Do tego eksperci dodają, że być może trzeba powołać w sądach wydziały zajmujące się tylko kwestiami finansowymi, żeby tego typu sprawy były szybciej procedowane.

Polskie sądy od wielu lat ogólnie są przeciążone. Do sprawy przyłożyli się m.in. frankowicze. Jednak wkrótce sytuacja może być jeszcze gorsza, co wynika z prognoz pojawiających się w przestrzeni publicznej. Rośnie bowiem zainteresowanie sprawdzaniem umów ze wskaźnikiem WIBOR i składaniem pozwów z tego tytułu.

– Na pewno coraz więcej takich spraw trafia do sądów. Docierają też kolejne zapytania prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości UE w tych kwestiach. Prawdopodobnie część pozwów troszkę „leżakuje” w sądach, bo nie wszyscy wiedzą, jak się za to zabrać, czekają na Trybunał, na rozwój sytuacji – żeby nie popełnić błędów jak na początku historii z kredytami frankowymi. Jednocześnie mamy patologiczną sytuację systemową. W niektórych sądach na jednego orzekającego przypada ponad 1000 bieżących spraw. Grozi nam paraliż, więc Ministerstwo Sprawiedliwości powinno zweryfikować to, co się dzieje. Chciałoby się powiedzieć „zanim będzie za późno”, ale w gruncie rzeczy już i tak jest zdecydowanie „za późno” – komentuje dr Dawid Rogoziński z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego.

Podobnego zdania są też inni rynkowi eksperci. Jak stwierdza adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal, obciążenie sądów może faktycznie wzrosnąć. Pozostaje mieć nadzieję, że doświadczenie nabyte przy sprawach walutowych pomoże w rozładowaniu tego wzrostu. W opinii eksperta, pomocne są także przepisy umożliwiające wniesienie sprawy do sądu właściwego dla kredytobiorcy, a nie siedziby banku – odciąży to sądy warszawskie. Z uwagi na wartość przedmiotu sporu więcej spraw będzie trafiać również do sądów rejonowych, a nie tylko do okręgowych.

– Przeciążenie sądów wynika przede wszystkim z niedoborów kadrowych. W praktyce spotykam się ze sprawami, w których na pierwszą rozprawę czasem trzeba czekać nawet dwa lata. Organy wymiaru sprawiedliwości na bieżąco powinny być gotowe do rozpatrywania pozwów, bez względu na to, czego one dotyczą. Nic nie zwiększy efektywności sądów lepiej niż powołanie do wykonywania zawodu zastępów dobrze wykształconych, gotowych do nieustannego podnoszenia swoich kwalifikacji i mądrych sędziów – zaznacza dr Paweł Klimek z Wydziału Prawa Uniwersytetu Andrzeja Frycza Modrzewskiego i prezes zarządu Fundacji Poradnictwa Pro Bono.

Z kolei mec. Jakub Bartosiak podkreśla, że sądownictwo powołane jest do rozstrzygania sporów. Skoro banki nie są zdolne do samoregulacji i przyznania, że postępowały niewłaściwie, to konieczne jest orzekanie w tych kwestiach przez sądy. Według eksperta z MBM Legal, banki mogą obecnie wyjść do swoich klientów z propozycjami zmian. Dzięki temu uniknęlibyśmy długotrwałych procesów. Doświadczenie wskazuje jednak, że nie bardzo chyba możemy liczyć na taką refleksję.

– Kredytobiorcy złotowi mocno obserwowali to, co się działo z kredytami frankowymi. Na początku straszono tzw. frankowiczów, że nie mają szans na wygraną. W narracji ta sytuacja jest nieco podobna. Dochodzi do tego identyczny problem w Hiszpanii, w której część kredytobiorców chce kwestionować wskaźniki stosowane przez tamtejsze banki podobne do naszych SKOKów. Zapadły już pierwsze orzeczenia Trybunału, więc zaczyna się ferment. I to przekłada się na rosnące zainteresowanie sprawdzeniem umów i składaniem pozwów – dodaje dr Dawid Rogoziński.

Natomiast jak podkreśla dr Paweł Klimek, można wyróżnić umowy, których postanowienia są sprzeczne z ich społeczno-gospodarczym przeznaczeniem lub zasadami współżycia społecznego (art. 5 k.c.), naruszają przepisy o odsetkach maksymalnych (art. 359 k.c.), dobre obyczaje lub interesy konsumenta (art. 385[1] k.c.) bądź prowadzą do wyzysku (art. 388 k.c.). Z doświadczenia eksperta wynika, że instytucje kredytowe, w tym banki, konstruując umowy kredytu lub pożyczki, zawierały i nadal zawierają w nich takie postanowienia. Zastosowanie w umowie wskaźnika WIBOR może prowadzić do naruszenia przepisów o odsetkach maksymalnych. Jednak każdą umowę trzeba analizować indywidualnie.

– Skala zjawiska zależy od rocznika szablonów umów, które stosowano czy materiałów informacyjnych poszczególnych banków. Nie są to problemy systemowe. I trzeba tutaj zaznaczyć, że dynamika zjawiska będzie zupełnie inna niż w przypadku spraw frankowych. Część z kredytobiorców zdecyduje się na ścieżkę prawną. Mogą to być zwłaszcza posiadacze umów z gorszym standardem informacyjnym. Natomiast większa liczba wybierze strategię obserwowania i czekania na pierwsze wyroki czy ugody – mówi dr hab. Krzysztof Piech, prof. Uczelni Łazarskiego.

Z kolei mec. Jakub Bartosiak nie sądzi, aby zaproponowano ugody na korzystnych warunkach, choć to w zasadzie byłoby najlepsze rozwiązanie. Sektor bankowy nadal oficjalnie nie przyznaje, że umowy kredytów walutowych były wadliwe – mimo setek tysięcy przegranych spraw. Ugody pisane są takim językiem, żeby nie przyznać tej okoliczności. W ocenie eksperta, dopiero masowe wyroki sądowe skłonią banki do proponowania ugód.

– Do rosnącego zainteresowania tematem WIBOR-u przyczynia się też negatywny czynnik marketingowy. Wiele kancelarii, które nazywają się prawnymi, stosuje jednostronną i nierzetelną narrację. Przekonują, że daną umowę można unieważnić i nie wskazują na realne ryzyka. Obawiam się, że te podmioty znikną z rynku, a kredytobiorcy zostaną z ogromnymi kosztami procesu do zapłacenia. Jednocześnie nie będą mieli do kogo skierować pretensji, bo ktoś spółkę zlikwiduje lub postawi w stan upadłości. Takie firmy mają przeważnie niewielki kapitał zakładowy, więc roszczenia odszkodowawcze za potencjalnie źle prowadzoną sprawę będą faktycznie niemożliwe do faktycznej egzekucji – wyjaśnia ekspert z Uniwersytetu Gdańskiego.

Warto też wskazać, że już 12 lutego br. TSUE ma zająć się tematem WIBOR-u. Zdaniem eksperta z Kancelarii MBM Legal, niezależnie od orzeczenia banki będą próbować przedstawiać jako korzystny dla nich. Jednak kredytobiorcy potrafią czytać i z pewnością pozytywny wyrok Trybunału spowoduje zwiększone zainteresowanie. Według eksperta, mimo wszystko banki mogą rozwiązać ten problem już teraz, odpowiednio dostosowując umowy. Wymaga to jednak przyznania się do błędów i zaproponowania uczciwych warunków. Jednak na chwilę obecną nie wydaje się, żeby były do tego zdolne.

– W orzeczeniu Trybunału każdy znajdzie coś dla siebie. Natomiast w jego świetle w sprawie WIBOR-u ja nie dostrzegam problemu systemowego, podobnego do tego, z jakim mieliśmy do czynienia przy kredytach frankowych. Nie spodziewam się więc takiej fali pozwów. Sprawy frankowe coraz mniej obciążają sądy, ale to przede wszystkim zasługa niektórych banków, które proponują ugody na warunkach akceptowalnych dla klientów, bo odpowiadających realiom, sytuacji orzeczniczej. Tu niestety wciąż nie widać rozwiązań systemowych – mówi dr Dawid Rogoziński.

Do tego ekspert dodaj, że długie oczekiwanie na rozprawy uderza w nas wszystkich. Wydziały cywilne zajmują się przecież nie tylko kwestiami umów kredytowych, ale wszystkimi sprawami cywilnymi. Może więc trzeba powołać wydziały zajmujące się kwestiami finansowymi (na wzór tych dotyczących ochrony praw własności intelektualnej), z sędziami wyspecjalizowanymi w tym zakresie.

Medinice zawarła list intencyjny na sprzedaż CoolCryo

Medinice S.A., notowana na GPW spółka MedTech rozwijająca innowacyjne technologie w obszarze kardiologii i kardiochirurgii, podpisała list intencyjny (LoI: Letter of Intent) z renomowanym międzynarodowym graczem branżowym, zakładający sprzedaż projektu CoolCryo – autorskiego systemu krioablacji do leczenia arytmii serca. Podpisanie LoI stanowi kluczowy krok w procesie pierwszej komercjalizacji technologii Medinice i potwierdza gotowość projektu do wejścia na globalny rynek.

Zdarzenie to wpisuje się bezpośrednio w strategię spółki zakładającą budowę wartości poprzez rozwój przełomowych technologii medycznych, ich walidację kliniczną i regulacyjną, a następnie monetyzację we współpracy z międzynarodowymi partnerami branżowymi. Zainteresowanie sprzedażą projektu CoolCryo potwierdza jego konkurencyjność oraz atrakcyjność ekonomiczną w dynamicznie rosnącym, globalnym rynku ablacji serca.

Podpisanie listu intencyjnego (Lol) potwierdza skuteczność Medinice SA w przejściu z etapu rozwoju technologii do jej realnej komercjalizacji na rynku globalnym. – CoolCryo posiada istotne przewagi technologiczne oraz klarowną ścieżkę regulacyjną, co czyni go atrakcyjnym aktywem w procesach M&A. Konsekwentnie realizujemy strategię skoncentrowaną na wzroście wartości spółki i maksymalizacji zwrotu dla akcjonariuszy. – komentuje Sanjeev Choudhary, Prezes Zarządu Medinice S.A.

Potencjalnym partnerem transakcji jest globalny podmiot o ugruntowanej pozycji rynkowej w segmencie wyrobów i urządzeń kardiochirurgicznych, obecny na kluczowych rynkach światowych. Planowana transakcja wpisuje się w strategię partnera zakładającą rozszerzenie portfolio produktowego oraz wzmocnienie pozycji w jednym z najszybciej rosnących segmentów rynku MedTech – ablacji serca.

Zakres planowanej transakcji obejmuje prawa do technologii i wyrobu CoolCryo wraz z pełnym, globalnym zabezpieczeniem patentowym, ze szczególnym uwzględnieniem rynków USA i Europy. Pozwoli to na szybkie skalowanie rozwiązania w ramach struktur globalnego partnera oraz jego dalszy rozwój komercyjny. Równolegle Medinice SA finalizuje proces rejestracyjny FDA 510(k) – w styczniu br. spółka złożyła komplet wymaganych dokumentów i odpowiedzi do amerykańskiego regulatora i obecnie oczekuje na decyzję urzędu, która stanowić będzie kolejny istotny kamień milowy dla projektu.

System CoolCryo został opracowany przez zespół naukowy Medinice SA pod kierownictwem prof. Piotra Suwalskiego, światowej klasy kardiochirurga oraz Przewodniczącego Rady Naukowej Spółki. Technologia umożliwia wykonywanie małoinwazyjnych zabiegów krioablacji w leczeniu arytmii serca, oferując potencjał skrócenia czasu procedury, zwiększenia bezpieczeństwa pacjentów oraz poprawy efektywności klinicznej – kluczowych parametrów z perspektywy globalnych operatorów rynku.

W ostatnich miesiącach kurs akcji Medinice SA wykazuje systematyczny wzrost, co odzwierciedla rosnące zaufanie rynku kapitałowego do strategii i potencjału spółki. Pod koniec 2025 r. do grona akcjonariuszy Medinice SA dołączył znaczący inwestor instytucjonalny – TFI PZU S.A., jedno z największych towarzystw funduszy inwestycyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej. Fundusze PZU dokapitalizowały spółkę kwotą 12 mln zł, wzmacniając jej strukturę kapitałową oraz zapewniając solidne podstawy do finansowania bieżących i przyszłych projektów badawczo-rozwojowych.

XTPL osiągnął w 2025 roku najwyższą historycznie sprzedaż komercyjną i oczekuje dalszych wzrostów w 2026

XTPL według szacunkowych danych wygenerował w całym 2025 roku łącznie 13,7 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług, uzyskując najwyższy wynik w historii Spółki. W największym stopniu do wyniku kontrybuowała dojrzała linia biznesowa urządzeń DPS (Delta Printing System), których w 2025 roku Spółka dostarczyła do klientów w rekordowej ilości 13 sztuk. W styczniu XTPL dostarczył ostatni moduł UPD (Ultra-Precise Dispensing) do klienta z Chin w ramach pierwszego historycznie wdrożenia przemysłowego i wkrótce rozpocznie rozmowy o kolejnej transzy dostaw. Na ostatnim etapie ewaluacji Spółka posiada obecnie 5 kolejnych zaawansowanych projektów nakierowanych na wdrożenie przemysłowe, a także prowadzi zaawansowane rozmowy z potencjalnymi klientami na urządzenia DPS+. Uzyskanie pierwszego zamówienia rozpocznie komercjalizację nowej linii biznesowej o szacunkowo znaczącym wpływie na przychody XTPL w 2026 roku i w horyzoncie Strategii 2026–2028.

– Za nami rekordowy rok, w którym pomimo wielu wyzwań dla prowadzenia globalnej komercjalizacji technologii o przełomowym znaczeniu, wygenerowaliśmy łącznie 13,7 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług, kolejny raz skutecznie docierając do klientów z każdego istotnego dla nas rynku: Ameryki Płn., Azji i Europy. Okres ten wypełniony był także szerokimi działaniami o charakterze B+R w ramach rozwoju prototypu urządzenia DPS+, które pierwszy raz zaprezentowaliśmy w listopadzie 2025 roku na targach Productronica w Niemczech. Wysokie zainteresowanie z jakim spotkał się pokaz naszego urządzenia, a także toczące się zaawansowane rozmowy z klientami, utwierdzają nas w przekonaniu, że DPS+ stanowić będzie kolejne istotne źródło przychodów dla XTPL w 2026 roku i w horyzoncie Strategii 2026–2028 – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL S.A.

– W obszarze wdrożeń przemysłowych dostarczyliśmy ostatni moduł UPD z początkowej partii 6 szt. dla wiodącego chińskiego producenta maszyn do masowej produkcji nowoczesnych wyświetlaczy FPD. Oznacza to, że wkrótce rozpoczniemy rozmowy o kolejnej transzy dostaw na rok 2026. Nasza współpraca przebiega zgodnie z harmonogramem dostaw klienta, a dodatkowo pozytywnie oddziałuje na kolejne zaawansowane ewaluacje, które prowadzimy z różnymi partnerami – ich liczbę zwiększyliśmy na przestrzeni 2025 roku do poziomu aż 5 zaawansowanych projektów. W 2026 roku liczymy na kolejne wdrożenia przemysłowe, co pozwoli nam regularnie zwiększać liczbę dostarczanych do rynku urządzeń UPD i wpinać technologię XTPL do łańcucha wartości największych globalnie producentów zaawansowanej elektroniki nowej generacji – dodaje Filip Granek.

XTPL, zgodnie z danymi szacunkowymi, osiągnął w całym 2025 roku łącznie 13,7 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług, co stanowi najwyższy wynik w historii Spółki, przekładając się na wzrost o +11% w ujęciu rok do roku. W samym IV kwartale 2025 roku sprzedaż komercyjna wyniosła 3,4 mln zł, a Spółka nie pozyskała nowych środków z dotacji, jednak zgodnie z zasadą rozliczania grantów do wielkości aktywów, może wykazać przychody z tego tytułu w sprawozdaniu finansowym. Stan środków pieniężnych Spółki na dzień 31 grudnia 2025 roku wyniósł 7,3 mln zł w porównaniu do 9,9 mln zł na dzień 30 września 2025 roku.

– Dostarczenie do rynku w 2025 roku najwyższej historycznie liczby urządzeń DPS oraz modułów UPD potwierdza, że globalne zainteresowanie technologią XTPL cały czas wzrasta. Krok po kroku zbliżamy się do poziomu, który umożliwi nam break-even i generowanie dodatniego cash flow. Do czasu osiągnięcia tej wielkości sprzedaży, będziemy musieli zabezpieczyć nasze finansowanie na rok 2026, w którym zidentyfikowaliśmy lukę kapitałową na poziomie ok. 15-20 mln zł. Ostatnie decyzje instytucji dotacyjnych zwiększają prawdopodobieństwo pozostałych scenariuszy, które rozpatrujemy: pozyskania finansowania dłużnego od instytucji lub banków, wejścia do spółki inwestora strategicznego na mniejszościowym pakiecie lub podwyższenia kapitału i emisji akcji skierowanej do rynku. W najbliższych tygodniach podejmiemy decyzję o najbardziej optymalnym dla XTPL rozwiązaniu – mówi Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL S.A.

– Środki pieniężne XTPL na koniec roku wyniosły 7,3 mln zł w porównaniu do 9,9 mln zł na dzień 30 września 2025 roku, co wynika z utrzymywanej w Spółce wysokiej dyscypliny kosztowej, a także sprzyjającego rozkładu terminów dostarczenia i rozliczenia wpływów z tytułu sprzedanych urządzeń DPS. W 2026 roku nie spodziewamy się istotnego wzrostu bazy kosztowej w ujęciu rok do roku – dodaje Jacek Olszański.

XTPL komercjalizuje trzy linie biznesowe: moduły UPD (głowice drukujące) do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące Delta Printing System (DPS, demonstrator technologii) oraz High Performance Materials (HPM, nanotusze zużywane przez UPD i DPS). Na zaawansowanym etapie prac B+R znajduje się czwarta linia biznesowa: urządzeń DPS+, która wypełni niszę pomiędzy DPS, a modułami UPD. Przeznaczona jest do małoskalowej produkcji przemysłowej o charakterze HMLV (High-Mix Low-Volume), generując zainteresowanie klientów korporacyjnych oraz sektora obronnego. Urządzenia DPS+ będą cechować się ponad 2x wyższą ceną jednostkową niż DPS, przy zachowaniu wysokich, porównywalnych marż i specyfice pozwalającej na sprzedaż większej liczby szt. w pojedynczym zamówieniu.

Spółka posiada obecnie 5 zaawansowanych projektów na ostatnim etapie ewaluacji, poprzedzającym decyzję o wdrożeniu przemysłowym, obejmujących strategiczne dla XTPL obszary: półprzewodniki oraz wyświetlacze. Klientami końcowymi lub partnerami są globalne podmioty odpowiadające za produkcję elektroniki nowej generacji m.in. czołowy producent półprzewodników z Tajwanu, jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy z Korei Płd. i notowany na Nasdaq 100 renomowany producent maszyn przemysłowych z USA.

Ruszył akcelerator innowacji NATO DIANA w Krakowie

Siedem firm z USA i Europy przyjechało do Polski, by doskonalić swoje technologie w obszarze obronności w ramach programu akceleracyjnego NATO DIANA. To międzynarodowa inicjatywa Sojuszu, wspierająca rozwój innowacji podwójnego zastosowania tworzonych z myślą o wykorzystaniu w sektorze wojskowym i cywilnym. Jej operatorem w kraju jest FORT Kraków – wspólne przedsięwzięcie Krakowskiego Parku Technologicznego (KPT) i Akademii Górniczo-Hutniczej (AGH). Inauguracja programu akceleracyjnego połączona z otwarciem projektu FORT Kraków odbyła się 22 stycznia z udziałem przedstawicieli NATO, administracji publicznej oraz środowiska technologicznego.

Decyzją NATO, Polska, jako jedyny kraj na wschodniej flance Sojuszu, stała się gospodarzem akceleratora DIANA, dziesięciu centrów testowych i biura NATO Innovation Fund. To strategiczne wyróżnienie podkreśla kluczową rolę naszego kraju w rozwoju innowacji technologicznych na rzecz bezpieczeństwa i obronności NATO.Ruszył akcelerator innowacji NATO DIANA w Krakowie

– Uruchomienie akceleratora NATO DIANA w Krakowie to potwierdzenie, że polska nauka i ekosystem innowacji osiągnęły dojrzałość, która pozwala współtworzyć rozwiązania kluczowe dla bezpieczeństwa całego Sojuszu. AGH, jako uczelnia techniczna o silnych kompetencjach w obszarze deep tech, bierze odpowiedzialność nie tylko za rozwój technologii, ale także za ich realne zastosowanie, od laboratoriów, przez testy, po wdrożenia we współpracy z przemysłem i użytkownikiem wojskowym. FORT Kraków to przykład tego, jak nauka i biznes mogą działać wspólnie na rzecz obronności państwa i NATO – podkreślił w trakcie inauguracji prof. Jerzy Lis, Rektor AGH w Krakowie.

DIANA (Defence Innovation Accelerator for the North Atlantic) to agencja NATO wspierana przez zlokalizowane w krajach członkowskich akceleratory i centra testowe, której celem jest przyspieszanie rozwoju technologii istotnych z punktu widzenia bezpieczeństwa i obronności państw Sojuszu. Łączy ona innowatorów technologicznych z przedstawicielami instytucji wojskowych, zapleczem testowym oraz mentorami z sektora obronnego, przemysłu i uczelni wyższych.

Siedem startupów, sześć miesięcy

W programie realizowanym przez FORT Kraków bierze udział siedem wyselekcjonowanych przez NATO startupów z USA i Europy, pracujących nad zaawansowanymi technologiami (deep tech) o podwójnym zastosowaniu (dual-use). Przez sześć miesięcy zespoły będą korzystać z programów mentoringowych, zaplecza eksperckiego oraz infrastruktury testowej, rozwijając kompetencje techniczne i biznesowe, niezbędne na wszystkich etapach rozwoju produktów i usług – od badań i prototypowania, przez walidację, aż po wdrożenie i skalowanie działalności.

W polskim akceleratorze innowatorzy DIANA rozwijać będą technologie kluczowe dla współczesnego pola walki, w tym autonomiczne rozwiązania wspierające m.in. wykrywanie i przeciwdziałanie bezzałogowym systemom powietrznym (szwedzka firma AegisX), autonomiczną nawigację i planowanie misji dla pojazdów działających w środowiskach pozbawionych sygnału GPS (grecki startup Alpha Autonomy), identyfikację i śledzenie dronów dzięki czujnikom akustycznym i radiowym (brytyjski Arcani Systems), autonomiczny pilotaż dla bezzałogowych systemów, zaprojektowany z myślą o pracy w warunkach utraty sygnału GPS i zakłóceń wojny elektronicznej (duńska spółka Robotto), zintegrowane systemy obrony przed rojami dronów, platformy integrujące różne sensory oraz rozwiązania wspierające identyfikację obiektów w hałaśliwym otoczeniu (firmy ze Stanów Zjednoczonych: mara, Picogrid czy Wave Sciences).

– Innowatorzy, którzy pracują w ramach krakowskiego programu akceleracyjnego, rozwijają rozwiązania odpowiadające na bardzo konkretne potrzeby – od zwiększania bezpieczeństwa operacji wojskowych i wsparcia żołnierzy na linii frontu po ochronę infrastruktury krytycznej. Naszą rolą jako opiekuna programu NATO DIANA w Polsce jest stworzenie im warunków do testowania tych technologii w praktyce, ich weryfikacji oraz przygotowania do dalszego rozwoju w ścisłej współpracy z partnerami międzynarodowymi i potencjalnymi użytkownikami – mówi Bartosz Józefowski, wicedyrektor działu parku technologicznego w Krakowskim Parku Technologicznym.

Sukcesy Polaków w NATO DIANA

Choć akcelerator innowacji obronnych w ramach NATO DIANA uruchomił działalność w Polsce w tym roku, sam program działa już od kilku lat i z powodzeniem wspiera rozwój firm technologicznych z państw członkowskich Sojuszu. W poprzednich edycjach w akceleratorach realizowanych poza granicami naszego kraju uczestniczyły także polskie podmioty, które dziś skutecznie rozwijają i skalują swoje technologie w środowisku międzynarodowym.

Wśród polskich absolwentów NATO DIANA znajdują się m.in. IS-Wireless, Blue Armada Robotics czy Revobeam – twórcy inteligentnych anten do systemów komunikacji bezprzewodowej.

NATO DIANA to program, który otwiera drzwi do rynku obronnościowego. Proces akceleracji pozwolił nam błyskawicznie zrozumieć procesy w tym obszarze i zdobyć kontakty, na które pracuje się latami. Gdyby nie NATO DIANA, nie prowadzilibyśmy dzisiaj poważnych rozmów z kilkunastoma czołowymi firmami z branży wojskowej i nie bylibyśmy obecni z naszymi antenami i systemem antydronowym na kilku kontynentach – mówi Mateusz Rzymowski, CEO Revobeam.

Przykłady te pokazują, że udział w programie NATO DIANA realnie przekłada się na rozwój i komercjalizację zaawansowanych technologii. Kolejne polskie firmy biorą zresztą udział także w nowym rozdaniu NATO DIANA, w ramach programów akceleracyjnych realizowanych przez inne ośrodki.

Polski ośrodek jest teraz jednym z 16 akceleratorów tworzonej od 2022 r. sieci. Jego uruchomienie oznacza nie tylko wzmocnienie współpracy międzynarodowej na wschodniej flance NATO w zakresie tworzenia i adopcji nowoczesnych technologii na potrzeby obronności, ale przede wszystkim zmianę roli naszego kraju w ekosystemie innowacji Sojuszu: z uczestnika stajemy się gospodarzem, opiekunem innowatorów i ich relacji ze zrzeszonymi w sieci centrami testowymi. Będzie to także cenna lekcja, w jaki sposób budować ekosystem innowacji dual-use w Polsce i jeszcze intensywniej rozwijać polskie przedsiębiorstwa tej ważnej branży – podsumowuje Izabela Albrycht, pełnomocnik rektora AGH ds. NATO DIANA.

Bumech S.A. wraz z amerykańskim partnerem wchodzi w sektor ciężkich pojazdów wojskowych

Bumech S.A. podpisał umowę o współpracy z amerykańską spółką United Manufacturing Technologies LLC (UMT). Porozumienie dotyczy pozyskania przez Bumech Defense zdolności wykonawczych w zakresach remontów, serwisu i modernizacji ciężkich pojazdów opancerzonych oraz rozwoju systemów antydronowych pochodzących z USA. Umowa wzmacnia nowy kierunek działalności Bumechu, oparty na silnych kompetencjach przemysłowych spółki.

Umowa o współpracy w sektorze obronnym otwiera drogę do prowadzenia napraw, serwisowania i modernizacji ciężkich pojazdów wojskowych wyprodukowanych w USA. W ramach porozumienia spółka skupia się na pojazdach Stryker, Bradley, M113 oraz MaxxPro. UMT – United Manufacturing Technologies, partner Bumechu, to spółka posiadająca doświadczenie w produkcji pojazdów MRAP oraz systemów przeciwdronowych.

Apetyt na regionalny hub

Jak wyjaśnia Jonasz Drabek, prezes zarządu Bumech S.A., zawarcie umowy z UMT jest kontynuacją strategii, w której spółka wykorzystuje dotychczasowe kompetencje i przenosi je do nowego segmentu rynku. – Mamy unikatowe doświadczenie w budowie ciężkich maszyn i remontach przemysłowych. Synergie pomiędzy branżami sa oczywiste. To kompetencje, które obecnie sa bardzo deficytowe w sektorze zbrojeniowym i zamierzamy to wykorzystać. 

Od rozpoczęcia wojny na Ukrainie, na polu walki pojawiły się setki egzemplarzy ciężkiego sprzętu bojowego przekazanego tam przez rząd Stanów Zjednoczonych w ramach wsparcia wschodniego sąsiada Polski.

Ukraina otrzymała pełen wachlarz sprzętu: począwszy od lekkich pojazdów MRAP, wozów wsparcia i bojowych, kończąc na ciężkich systemach artyleryjskich. – Po kilku latach intensywnego użytkowania w warunkach frontowych przekazany sprzęt naturalnie wchodzi w fazę głębokich remontów i modernizacji. Do tego należy dodać znaczącą liczbę sprzętu uszkodzonego w wyniku walk oraz wyłączonego z użytkowania z powodów technicznych – mówi Drabek. – Europejskie bazy remontowe już nie są w stanie sprostać tym potrzebom. Widzimy tu duży potencjał do budowy regionalnego hubu serwisowo–modernizacyjnego – dodaje.   

Ale ambicje Bumechu na Ukrainie się nie kończą. W ostatnich dniach USA zaoferowały Polsce przekazanie 250 używanych pojazdów opancerzonych Stryker za symbolicznego dolara za sztukę. Sztab Generalny Wojska Polskiego przygotował pozytywną rekomendację przyjęcia tego sprzętu, ale będzie on wymagał modernizacji. Śląskie zaplecze gotowe do modernizacji może więc być odpowiedzią na największe wyzwanie tej transakcji. 

Kontynuacja współpracy

Zakres planowanej współpracy Bumechu z UMT obejmuje dostęp do certyfikowanego personelu technicznego, technologii, dokumentacji oraz części zamiennych. Te elementy są niezbędne przy obsłudze sprzętu pochodzącego z USA. Umowa jest kontynuacją wspólnych działań, które polska spółka podjęła w ubiegłym roku z OTT Technologies, którego właścicielem jest właśnie UMT. 

Porozumienie zakłada także powołanie Joint Venture w USA oraz wspólną produkcję systemów antydronowych oraz zdalnie sterowanych systemów uzbrojenia w Polsce i USA. Strony będą wspólnie ubiegać się o zamówienia w Polsce i w Europie, w zakresach programów zbrojeniowych realizowanych przez NATO oraz w ramach Unii Europejskiej. 

Zapisy umowy będą realizowane przez spółkę zależną – Bumech Defense. Podmiot ten odpowiada za rozwój projektów obronnych, integrację systemów oraz współpracę z partnerami zagranicznymi w ramach grupy kapitałowej Bumech S.A.

IOD nie do zwolnienia? UODO chce specjalnej ochrony

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych wskazuje na potrzebę wprowadzenia do polskiego systemu prawnego przepisów, które wprost gwarantowałyby inspektorom ochrony danych (IOD) ochronę przed odwołaniem z powodu wykonywania ich ustawowych zadań. Zdaniem organu nadzorczego brak takich regulacji osłabia jedną z kluczowych gwarancji niezależności IOD przewidzianych w przepisach RODO, jaką jest trwałość podstawy zatrudnienia.

Stanowisko to zostało sformułowane w następstwie orzeczenia wydanego 16 grudnia 2025 r. przez Trybunał EFTA w sprawie E-5/25 Silbernagl. Wnioski z wyroku Prezes UODO Mirosław Wróblewski przedstawił wiceministrowi spraw zagranicznych Ignacy Niemczycki, odpowiadając na prośbę resortu o analizę skutków orzeczenia dla Polski.

Spór przed Trybunałem EFTA

Sprawa, którą rozpoznawał Trybunał EFTA, dotyczyła pytania, czy inspektor ochrony danych może zostać odwołany z przyczyn niezwiązanych z wykonywaniem swoich zadań. Skargę wniósł Rainer Silbernagl, domagając się ustalenia, czy jego stosunek pracy jako IOD w Uniwersytet Liechtensteinu nadal obowiązuje.

Trybunał dokonał wykładni przepisów RODO, podkreślając, że choć rozporządzenie wprowadza zakaz karania i odwoływania IOD za wykonywanie jego zadań, to nie wyklucza przyjęcia przez państwa członkowskie bardziej szczegółowych regulacji krajowych.

Dwie dopuszczalne ścieżki rozwiązania stosunku pracy

Z orzeczenia Trybunału EFTA wynika, że krajowe przepisy mogą przewidywać rozwiązanie stosunku pracy z inspektorem ochrony danych w dwóch sytuacjach:

  • bez uzasadnionej przyczyny, pod warunkiem że rozwiązanie nie jest związane z wykonywaniem przez IOD jego ustawowych zadań;
  • z uzasadnionej przyczyny, o ile takie uregulowanie nie zagraża realizacji celów RODO.

Trybunał zaznaczył przy tym, że każdorazowo konieczna jest ocena, czy dana regulacja nie prowadzi do faktycznego ograniczenia niezależności inspektora ochrony danych.

Polska luka regulacyjna

Jak zauważa Prezes UODO, polski porządek prawny – w przeciwieństwie do rozwiązań obowiązujących m.in. w Księstwie Liechtensteinu – nie zawiera przepisów, które wprost odnosiłyby się do zasad odwoływania IOD. Jedyną podstawą ochrony pozostaje art. 38 ust. 3 RODO, zakazujący karania i odwoływania inspektora za wykonywanie jego zadań.

W praktyce przepis ten budzi jednak liczne wątpliwości interpretacyjne, zwłaszcza na gruncie prawa pracy i relacji między pracodawcą a IOD. Brak jasnych regulacji krajowych może prowadzić do sytuacji, w których inspektor, obawiając się utraty zatrudnienia, nie będzie w pełni niezależny w realizacji swoich obowiązków.

Niezależność IOD a cele RODO

Zdaniem Prezesa UODO wprowadzenie doprecyzowanych przepisów do polskiego prawa zwiększyłoby stabilność zatrudnienia inspektorów ochrony danych, a tym samym realnie wzmocniło ich niezależność. Im silniejsza ochrona przed arbitralnym odwołaniem, tym większa szansa, że IOD będzie skutecznie pełnił funkcję strażnika zgodności przetwarzania danych z prawem.

Ma to bezpośrednie znaczenie dla realizacji podstawowego celu RODO, jakim jest zapewnienie wysokiego poziomu ochrony danych osobowych osób fizycznych oraz właściwe funkcjonowanie systemu wyznaczania inspektorów ochrony danych w organizacjach publicznych i prywatnych.

Możliwe kierunki zmian

Analiza skutków wyroku Trybunału EFTA dla Polski otwiera dyskusję na temat ewentualnej nowelizacji przepisów krajowych. W ocenie UODO byłby to krok w stronę większej pewności prawa, zarówno dla inspektorów ochrony danych, jak i dla administratorów oraz podmiotów przetwarzających dane osobowe.

Wprowadzenie jasnych reguł dotyczących odwoływania IOD mogłoby stać się istotnym elementem wzmacniania systemu ochrony danych osobowych w Polsce, zgodnie z duchem i celami unijnego rozporządzenia.

Adamed przejmuje od Sanofi zakład produkcyjny w Hiszpanii

Adamed Pharma podpisał wstępne porozumienie z Sanofi dotyczące przejęcia zakładu produkcyjnego w Riells i Viabrea w Hiszpanii. To kolejny krok w rozwoju międzynarodowym polskiej firmy. Celem transakcji jest zwiększenie mocy produkcji, dywersyfikacja miejsca wytwarzania, wzmocnienie odporności łańcucha dostaw oraz bezpieczeństwa lekowego w Europie.

Harmonogram i warunki transakcji

Formalne zamknięcie transakcji planowane jest na II kwartał 2026 roku. Do tego czasu produkcja będzie prowadzona bez zakłóceń, a proces przejęcia będzie realizowany stopniowo.

Po zakończeniu okresu przejściowego Adamed przejmie operacyjne zarządzanie zakładem. Firma zapowiada utrzymanie obecnego poziomu zatrudnienia oraz dotychczasowych warunków pracy.

– Chcemy budować na tym, co już tam jest: na ludziach, ich wiedzy i doświadczeniu. To solidny zakład, który ma przed sobą przyszłość. To projekt długoterminowy, w który zamierzamy inwestować, by odgrywał istotną rolę w nadchodzących latach – podkreśla dr n. med. Małgorzata Adamkiewicz, Przewodnicząca Rady Nadzorczej i Współwłaścicielka Adamed Pharma.

Zakład w Riells – dalszy rozwój

Zakład w Riells działa od ponad 50 lat i specjalizuje się w produkcji tabletek i kapsułek. Zatrudnia ponad 200 osób i wytwarza około 75 mln opakowań leków rocznie. Produkcja trafia do 77 krajów na świecie, głównie na eksport.

– Zakład Riells odgrywa ważną rolę w dostarczaniu leków pacjentom na całym świecie. Zależy nam na długoterminowej stabilności i rozwoju zakładów produkcyjnych. Jesteśmy przekonani, że pod kierownictwem Adamed zakład utrzyma najwyższe standardy jakości i bezpieczeństwa – powiedziała Marzia Bove, Dyrektor ds. Produkcji i Łańcucha Dostaw w klastrze (General Medicines Sanofi).

Zakład będzie jednym z kluczowych punktów w międzynarodowej sieci produkcyjnej Adamed, skoncentrowanym na wytwarzaniu leków o dużych wolumenach trafiających przede wszystkim na rynki europejskie. Firma zainwestuje w modernizację produkcji, infrastruktury i logistyki oraz dostosowanie jej do obecnych i nowych produktów.

 – W dużych, międzynarodowych firmach produkcyjnych standardem jest uniezależnianie się od jednego miejsca wytwarzania. Taka dywersyfikacja daje nam większą elastyczność i niezawodność operacyjną. Hiszpania to dla nas strategiczna lokalizacja, blisko rynków Ameryki Łacińskiej, na których chcemy wzmacniać swoją obecność – podkreśla Paweł Roszczyk, Dyrektor Zarządzający Adamed Pharma. 

Decyzja Sanofi

Decyzja dotycząca sprzedaży zakładu w Riells wynika ze strategii koncernu, który chce być globalnym liderem w immunologii i dostosowuje globalną sieć przemysłową do przyszłych potrzeb rozwijanych leków.

Zgodnie z porozumieniem, poza wprowadzeniem do produkcji leków Adamed, przez kilka kolejnych lat w zakładzie w Riells Adamed będzie nadal produkował leki Sanofi. Ma to zapewnić pełną ciągłość dostaw i brak zmian dla pacjentów. Własność produktów oraz ich dystrybucja handlowa pozostaną po stronie Sanofi.

Hiszpania i Polska w centrum rozwoju Adamedu

Adamed jest obecny w Hiszpanii od 2009 roku poprzez spółkę Adamed Laboratorios. Obecnie jest to drugi co do wielkości rynek w Europie pod względem przychodów, charakteryzujący się stabilną perspektywą wzrostu.

Równolegle Adamed inwestuje w Polsce, gdzie posiada dwa zakłady produkcyjne – w Pabianicach i Ksawerowie. Spółka rozbudowuje Centrum Logistyczno-Produkcyjne w Pabianicach, a do 2030 roku planuje przeznaczyć około 300 mln zł m.in. na budowę fabryki leków wziewnych. W ciągu ostatnich 5 lat Adamed zwiększył produkcję leków o 75% – z 2 do 3,5 mld tabletek rocznie. Dzięki przejęciu zakładu w Riells, spółka planuje do 2029 roku podwoić wolumen produkcyjny, do poziomu 7 mld tabletek rocznie.

Międzynarodowa strategia polskiej firmy

Zakład w Riells będzie drugą fabryką zagraniczną w międzynarodowej sieci produkcyjnej Adamedu. Od 2017 roku spółka posiada fabrykę w Wietnamie. Leki polskiej firmy trafiają do pacjentów w ponad 80 krajach na 6 kontynentach.

Złoto bije rekordy wszech czasów. Cena zbliża się do 4 900 USD, a prognozy mówią nawet o 7 tysiącach

Cena złota może poszybować ponieważ rynki nie są w stanie nadążyć za zmiennością decyzji D.Trumpa. Inwestorzy z coraz większą determinacją szukają bezpiecznej przystani, a tym bardziej jest nią złoto, skoro dolar jest znów słaby.

Na rynku spot cena złota ustanowiła w styczniu nowy rekord przekraczając 4 800 USD za uncję, natomiast na kontraktach terminowych 21 stycznia cena ta wyniosła aż 4 888 USD, a to oznacza wzrost od początku roku o ponad 11% i bardzo zbliżyła się do 4 900 USD.

– Bardzo mocne wzrosty cen złota są powiązane z potężną niepewnością na rynkach finansowych, działania D.Trumpa powodują, że przyszłość jest ogromnie niepewna – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz w XTB. – Trump twierdzi, że chce przejąć Grenlandię, sytuacja jest zagrożeniem dla przyszłości NATO i w tak szczególnej sytuacji złoto stało się jedyną bezpieczną przystanią, bo konflikt pomiędzy USA spowoduje, że ani amerykańskie aktywa, ani europejskie nie będą bezpieczne. Sytuacja rozszerzy się też na Azję, bo inwestorzy będą realizować zyski i wyciągać swój kapitał z rynków, które były postrzegane jako mniej bezpieczne.

Rynki przede wszystkim wyczekują, czy administracja zdecyduje się na zaostrzenie bądź złagodzenie sporu o Grenlandię i czy pojawią się nowe taryfy wobec Europy. Pomimo solidnych fundamentów makroekonomicznych, w krótkim terminie rosnące napięcia geopolityczne przeważają nad pozytywnymi sygnałami gospodarczymi. Trump próbował jednak uspokoić inwestorów, zapewniając, że nie chce użyć nadmiernej siły, by zdobyć Grenlandię i podkreślając, że zależy mu na pokojowym rozwiązaniu sprawy opartej na negocjacjach i dyplomacji.

Nawet takie deklaracje mają jednak ograniczoną moc łagodzenia niepewności, ponieważ inwestorzy pozostają wyczuleni na każdy sygnał mogący wpłynąć na relacje handlowe i międzynarodowe.

– Mieliśmy już prognozy, że złoto w tym roku osiągnie cenę 5 100 USD za uncję, ale w obecnej sytuacji prognozy mniej znanych instytucji czy ekonomistów to już poziom 7 tys. dolarów – dodaje ekspert XTB.

Prawdopodobieństwo eskalacji konfliktu o Grenlandię, z rosnącymi cłami dopóki USA kupią Grenlandię, jest wprawdzie wciąż małe, to przecież D.Trump zaatakował Wenezuelę, grozi Iranowi. Niepewna jest sytuacja w Ukrainie. W USA może dojść do tego, że przed sądem postawiony zostanie prezes Fed, co jeszcze bardziej osłabi dolara. Osłabienie dolara spowoduje wzrost cen surowców, a zwłaszcza metali szlachetnych. Wiele musiałoby się więc zmienić, aby cena złota spadła do znacząco niższych poziomów.

Amerykańska polityka zagraniczna coraz bardziej traktuje handel i gospodarkę jako narzędzia geopolityczne. Groźby taryfowe wobec Europy oraz kontrowersje wokół Grenlandii zwiększają ryzyko w relacjach z kluczowymi partnerami, a w połączeniu z nieprzewidywalnością decyzji administracji prowadzą do wzrostu awersji do ryzyka i nasilonej zmienności na rynkach finansowych.

Każde słowo Trumpa, nawet uspokajające, jest dokładnie analizowane przez inwestorów, ponieważ może przesunąć oczekiwania wobec polityki handlowej i kierunku działań międzynarodowych w nadchodzących miesiącach. Doświadczenie ostatnich lat pokazuje, że w takich warunkach rynki globalne reagują niemal natychmiastowo, a krótkoterminowe wahania mogą przyćmić fundamenty makroekonomiczne.

Warto też zwrócić uwagę na słabnącego jena, który był jeszcze niedawno postrzegany jako bezpieczna przystań. W Japonii oprocentowanie obligacji 40-letnich przekroczyło 4% i jest najwyższe w historii.

– Cena złota na poziomie 7 tys. dolarów wydaje się niebywale wysoka, ale należy pamiętać, że jesteśmy dopiero po jednym roku prezydentury D.Trumpa i jaka jest skala chaosu na rynkach finansowych – podsumowuje dyr. M.Stajniak z XTB. – A przed nami jeszcze trzy lata jego prezydentury i prognoza 7 000 USD za uncję może okazać się konserwatywną.

Działy finansowe przebudowują kompetencje. Kto zarobi najwięcej w 2026 roku? Przegląd stawek w księgowości, audycie i podatkach

Automatyzacja i sztuczna inteligencja przekształcają role finansowe, ograniczając potrzebę tworzenia nowych etatów, wzmacniając jednocześnie popyt na kompetencje analityczne. Oczekiwania wobec specjalistów dodatkowo podnoszą coraz bardziej złożone wymogi regulacyjne. Jak wynika z raportu „Wynagrodzenia i trendy w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment, w 2026 roku kluczowe będą umiejętności łączenia ekspertyzy finansowej z technologią.

Zapotrzebowanie na role w finansach, audycie, podatkach

W 2025 roku firmy podejmowały decyzje rekrutacyjne ostrożniej niż w poprzednich latach. Popyt na pracowników w obszarze finansów pozostawał stabilny – wskaźnik zapotrzebowania wyniósł 0,73 i był zbliżony do 2024 roku, choć nadal utrzymywał się poniżej średniej dla wszystkich stanowisk. Niższe wartości odnotowano w działach podatków (0,57) i audytu (0,47), wynika z raportu „Wynagrodzenia i trendy w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment.

Postępująca automatyzacja procesów zmienia strukturę zapotrzebowania na określone role i kompetencje, działy finansowe i księgowości firm nie są tu wyjątkiem. Technologia przejmuje część zadań operacyjnych, ograniczając potrzebę tworzenia nowych etatów, z drugiej strony wzmacnia popyt na konkretne umiejętności, np. pracy z danymi. W efekcie w minionym roku firmy rekrutowały bardziej selektywnie, kładąc nacisk na jakość kompetencji – wyjaśnia Dagmara Jaworecka, Regional Division Manager.Działy finansowe w firmach_Popyt na Role_Raport Grafton

W ubiegłym roku największe zapotrzebowanie dotyczyło samodzielnych i głównych księgowych. Jednocześnie coraz większe znaczenie zyskiwały stanowiska o profilu analitycznym, takie jak analityk finansowy, kontroler czy specjalista ds. kosztów. Firmy rekrutowały także ekspertów zajmujących się zagadnieniami regulacyjnymi, compliance oraz zarządzaniem ryzykiem, a na wyższym szczeblu – dyrektorów finansowych i CFO.

Jakie umiejętności w cenie?

Technologia stopniowo przekształca tradycyjne procesy w bardziej analityczne, a rutynowe zadania są wspierane przez rozwiązania oparte na AI i automatyzacji. W działach finansowych, podatków i audycie kluczowa staje się więc umiejętność pracy z danymi, narzędziami cyfrowymi i systemami automatyzującymi raportowanie. Jednocześnie coraz bardziej złożone wymogi legislacyjne, w tym rosnąca rola raportowania ESG, tworzą zapotrzebowanie na specjalistów łączących kompetencje z zakresu finansów, regulacji i zrównoważonego rozwoju.

Działy finansowe są dziś realnym partnerem biznesu. To przesunięcie roli wymaga nowych kompetencji, szerszego rozumienia kontekstu biznesowego i umiejętności łączenia danych finansowych z celami operacyjnymi. Oczekiwania wobec zespołów obejmują aktywne wspieranie zarządów w podejmowaniu decyzji, analizę scenariuszową, ocenę ryzyk czy interpretację zmian regulacyjnych pod kątem ich wpływu na strategię firmy. W praktyce oznacza to konieczność budowania bardziej interdyscyplinarnych zespołów – podkreśla Dagmara Jaworecka, Regional Division Manager.

Jak kształtują się stawki w działach finansowych?

Działy finansowe w firmach_Wynagrodzenia_Grafton

Jak wynika z raportu „Wynagrodzenia i trendy w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment, poziomy wynagrodzeń są zróżnicowane zarówno w zależności od stanowiska, jak i lokalizacji przedsiębiorstwa. W Warszawie miesięczne wynagrodzenia CFO sięgają nawet 65 000 zł, podczas gdy w Trójmieście i Krakowie górna granica dochodzi do 60 000 zł. Nieco niższe, choć nadal wysokie, są wynagrodzenia dyrektorów finansowych. W Krakowie i Warszawie ich maksymalne pensje wynoszą 45 000 zł, natomiast we Wrocławiu oraz Trójmieście stawki kształtują się w przedziale 28 000-40 000 zł.

Z kolei stawki dla Głównych Księgowych są obecnie zbliżone w całej Polsce, a różnice regionalne wynikają głównie z wielkości organizacji oraz znajomości języków obcych, zwłaszcza angielskiego. W Poznaniu, Trójmieście oraz Wrocławiu poziom płac dla tego stanowiska mieści się w przedziale od 15 000 do 25 000 zł, w Łodzi wręcz do 26 000. Wśród ról specjalistycznych istotne miejsce zajmują analitycy finansowi – w dużych aglomeracjach, takich jak Katowice i Kraków, ich płace mieszczą się w przedziale 10 000–16 000 zł.

Na uwagę zasługują również poziomy wynagrodzeń w działach podatkowym oraz audytu. Najlepiej opłacani są menedżerowie ds. podatków w Warszawie, ich pensje sięgają 35 000 zł, w Krakowie, Poznaniu i Trójmieście są nieco niższe i dochodzą do 30 000 zł. Wynagrodzenia doradców podatkowych we Wrocławiu oraz w Trójmieście zaczynają się od 12 000 zł i osiągają maksymalny poziom 20 000 zł. W działach audytu na wysokie stawki mogą liczyć kierownicy projektów audytowych w Warszawie, gdyż wynagrodzenia mieszczą się tam w przedziale 20 000-30 000 zł. Na drugim biegunie znajdują się natomiast młodsi audytorzy, których płace są znacznie niższe, ale relatywnie wyrównane między miastami. Na przykład w Krakowie i Katowicach stawki zaczynają się od około 7 000–8 000 zł i dochodzą do 10 000 zł.Działy finansowe w firmach_Wynagrodzenia w podatkach i audycie_Grafton

Podwyżki wynagrodzeń – najwyższe dla księgowych

Najwyższe średnie podwyżki pensji rok do roku otrzymali księgowi, aż 13,7%. Wyraźne wzrosty objęły także starszych księgowych (8,5%) oraz samodzielnych księgowych (5,8%). W przypadku głównych księgowych dynamika zmian była znacznie mniejsza i wyniosła 4,6%. Na szczeblach zarządczych podwyżki były bardziej umiarkowane – dyrektorzy finansowi odnotowali wzrost na poziomie 6,3%, natomiast CFO / członków zarządu 3,9%.

W działach audytu kierownicy projektów audytowych mogli liczyć na podwyżkę pensji na poziomie 8%, natomiast młodsi audytorzy – 9%. W działach podatkowych wzrosty wynagrodzeń również nie były jednolite. Np. menedżerowie ds. podatków odnotowali średni wzrost o 7,3%, natomiast w przypadku doradców podatkowych było to 13%.

Kierunki zmian w działach finansowych w 2026 roku

Wzrost gospodarczy w Polsce, szacowany na 3,5–3,7% PKB, będzie sprzyjał stabilnemu rozwojowi sektora finansowego w 2026 roku. Prognozy wskazują, że popyt na role finansowo-księgowe w przedsiębiorstwach powinien utrzymać się na zbliżonym poziomie do ubiegłorocznego, co oznacza, iż nadal będzie niższy niż ogólna liczba ogłoszeń na rynku pracy.

Zgodnie z przewidywaniami stanowiska o charakterze operacyjnym będą w coraz większym stopniu wspierane automatyzacją, co może przełożyć się na rosnącą konkurencję wśród kandydatów. Najlepsze perspektywy rozwoju będą dotyczyć analityków finansowych, kontrolerów, specjalistów ds. ryzyka i raportowania oraz osób łączących kompetencje finansowe z technologicznymi – wyjaśnia Dagmara Jaworecka, Regional Division Manager Grafton Recruitment.

Spodziewany jest stopniowy wzrost wynagrodzeń, a wraz z postępującymi zmianami technologicznymi – jeszcze większe znaczenie nowoczesnych kompetencji. Kluczową przewagą stanie się umiejętność łączenia wiedzy finansowej z analityką i technologią.

O raporcie: Raport Grafton Recruitment został opracowany na podstawie danych ogłoszeniowych oraz badania ilościowego przeprowadzonego wśród pracowników. Analiza objęła 4 975 256 ogłoszeń o pracę pochodzących z jednego z popularnych serwisów rekrutacyjnych w Polsce. Z tego zbioru wyodrębniono 1 414 836 ofert dotyczących sektora prywatnego. Po procesie deduplikacji, mającym na celu usunięcie powtarzających się rekordów, końcowa liczba unikalnych ogłoszeń wyniosła 637 793. Do badania włączono stanowiska ujęte w siatkach wynagrodzeń Grafton Recruitment.

Mieszkaniowy bilans: popyt wraca, fundamenty pozostają mocne

ok 2025 upłynął na rynku mieszkaniowym bez programowych impulsów, przy rekordowej ofercie i wciąż wysokich stopach procentowych. Mimo to deweloperzy rozpoczęli budowę niemal 130 tys. mieszkań, potwierdzając, że sektor potrafi funkcjonować w warunkach rynkowej równowagi, a nie krótkotrwałych bodźców popytowych. Główny Urząd Statystyczny udostępnił grudniowe dane dotyczące budownictwa mieszkaniowego, tym samym dając nam pełen obraz tego, jak kształtował się rynek w 2025 roku.

Rozpoczęte budowy

Deweloperzy rozpoczęli w 2025 roku budowę niemal 130 tys. mieszkań (129 714). Zważywszy, że wynik ten został osiągnięty w czasie, gdy oferta dostępnych mieszkań jest najwyższa w historii, a stopa procentowa NBP wciąż znacznie przewyższa tę z okresu boomu z lat 2016-2021, co mogłoby przecież skłaniać inwestorów do większej ostrożności, miniony rok należy uznać za relatywnie udany.

Fakt, że w porównaniu do 2024 roku odnotowany został 15% spadek nowych inwestycji jest w tym wypadku mylący. W 2024 roku, szczególnie w jego pierwszej połowie, starty nowych inwestycji były bowiem napędzane ożywieniem popytu na skutek funkcjonowania BK2% i jak się później okazało płonną wiarą w zapewnienia o przedłużeniu programu. Tymczasem, rezultat ostatnich 12 miesięcy został osiągnięty w sposób organiczny, bez zewnętrznych impulsów – komentuje dane GUS Patryk Kozierkiewicz, radca prawny Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Pomimo wyzwań sektora związanego z poziomem oferty, przyjęta strategia uruchamiania nowych projektów może zostać zweryfikowana pozytywnie. O prawdopodobieństwie takiego scenariusza świadczą niedawne obniżki stóp i wzmożony popyt, który obserwowaliśmy w ostatnich miesiącach 2025 roku. Nabywcy wracają do biur sprzedaży, a liczba sprzedanych mieszkań w 7 największych miastach była w ostatnim kwartale 2025 najwyższa od czasu analogicznego okresu 2023, czyli szczytu obowiązywania BK2% (za Otodom Analytics).

Tak wysoki poziom będzie trudny do utrzymania w skali całego przyszłego roku, ale na pewno jest to pozytywny prognostyk dla rynku. Przewidujemy, że na koniec 2026 roku liczba nowo wprowadzonych inwestycji będzie oscylowała wokół podobnego poziomu, tj. 125-130 tys. mieszkań. Równoważyć będą się w tym przypadku wymienione wyżej siły, z jednej strony zwiększonego popytu, z drugiej zaś wysokiej oferty i nieobserwowanej od lat liczby niesprzedanych gotowych mieszkań – dodaje ekspert PZFD.

Pozwolenia na budowę

W minionym roku inwestorzy otrzymali zgodę na realizację 171 493 mieszkań, co stanowi spadek o 16% względem 2024 roku.

– Lekkie schłodzenie wydaje się w tym przypadku naturalne. Nasycenia ofertą i spadek tempa sprzedaży mogły ograniczyć potencjalną aktywność w zakresie przygotowania przyszłych inwestycji. Część inwestorów skupiała się bowiem w większym stopniu na sprzedaży istniejących projektów, co ograniczało przestrzeń na długofalowe planowanie nowych inwestycji. Zjawisko to mogło dotykać w dużej mierze mniejszych deweloperów, działających poza głównymi rynkami i realizujących pojedyncze projekty jeden po drugim. Choć nadpodaż obserwowana jest również w większych metropoliach, takich jak Łódź czy Katowice – twierdzi Patryk Kozierkiewicz.

Pozytywna końcówka minionego roku i poprawiające się warunki makroekonomiczne, a także nadchodzące zmiany prawne powinny skłaniać deweloperów do większej aktywności w 2026 roku.

Pozwolenia na użytkowanie

Po dwóch latach spadków liczby mieszkań oddawanych do użytkowania deweloperzy zamknęli 2025 rok rezultatem 134 tys. ukończonych lokali, co stanowi 8% wzrost r/r. Zważywszy na czas trwania budowy, liczba mieszkań oddawanych do użytku jest wypadkową inwestycji, których budowa rozpoczęła się ok. 18-24 miesięcy wcześniej.

– Jako że 2024 rok był dla branży niezwykle dobry pod względem uruchomionych budów, obecny rok powinien zakończyć się jeszcze lepszym wynikiem, oscylującym zapewne wokół 140 tys. oddanych mieszkań. To z kolei zbliżyłoby nas do rekordowych poziomów z lat 2020-2022 – podsumowuje ekspert PZFD.

Średnia wartość kredytu mieszkaniowego to niemal 500 tys. zł, rośnie liczba wnioskodawców

Zebrane przez Biuro Informacji Kredytowej dane z ostatnich miesięcy pokazują wzrost wartości zapytań o kredyty mieszkaniowe, jak i liczby osób występujących o takie finansowanie. Równolegle rośnie średnia kwota wnioskowanego kredytu. Jak podkreśla ekspert SonarHome.pl, daje to spójny obraz zwiększonej aktywności po stronie kredytobiorców.

Na początku stycznia br. opublikowany został BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe, którego dane pokazują realny wzrost popytu na kredyty mieszkaniowe. W grudniu 2025 r. wartość zapytań wzrosła o 41,3% rok do roku, a średnia wartość wnioskowanego kredytu wyniosła 487,77 tys. zł i była o 9,7% wyższa niż rok wcześniej. W porównaniu z grudniem 2024 r. większa była także liczba osób składających wnioski – niemal 33,5 tys. wobec 26 tys. rok wcześniej, co oznacza wzrost o 28,8% r/r, przy jednoczesnym spadku liczby wnioskodawców o 9,6% w ujęciu miesiąc do miesiąca.

– Obserwowany wzrost popytu jest zbieżny z poprawą zdolności kredytowej, wynikającą z cyklu obniżek stóp procentowych w 2025 roku oraz z poziomem cen nieruchomości. BIK zwraca uwagę na wpływ obniżek stóp, a także wskazuje wzrost wynagrodzeń jako czynnik wspierający dostępność kredytu – wskazuje Anton Bubiel, ekspert rynku mieszkaniowego w SonarHome.pl.

Warto przy tym uwzględnić dodatkowy element – według szacunków BIK około 18% obecnego popytu może stanowić refinansowanie już istniejących kredytów, wynikające z polepszenia warunków finansowania. Chodzi o sytuację, w której kredytobiorcy zaciągnęli kredyt na mniej korzystnych warunkach, a obecnie – mając lepszą ofertę – chcą przenieść go do innego banku. Jednocześnie, nawet przy uwzględnieniu refinansowań, należy zakładać, że znaczna część zapytań i nowych kredytów dotyczy jednak zakupu nieruchomości.

Co kryje przyszłość?

Wzrost aktywności kredytowej może przekładać się na rynek nieruchomości poprzez uwolnienie skumulowanego popytu. Kredytem mogą być zainteresowane osoby, które w poprzednich dwóch latach wstrzymywały się z decyzją zakupową, czekając na rządowe programy wsparcia. Nowymi klientami banków mogą stać się także gospodarstwa domowe, które przy wysokich stopach procentowych nie dysponowały wystarczającą zdolnością kredytową, aby sfinansować zakup nieruchomości – mówi ekspert SonarHome.pl, platformy umożliwiającej znalezienie agenta i wycenę mieszkania.

Jednocześnie kupujący funkcjonują obecnie w warunkach dużej podaży i szerokiego wyboru nieruchomości. Przekłada się to na dogodne warunki negocjacyjne, ponieważ u wielu sprzedających można zaobserwować efekt zmęczenia i skłonność do akceptacji niższych cen. Z drugiej strony kupujący mają świadomość, że zdolność kredytowa się zwiększa i coraz więcej osób może zaktywizować się w poszukiwaniu i kupowaniu mieszkań.

W kolejnych kwartałach będzie można zaobserwować efekt skokowy, związany z dynamiczną falą obniżek, która materializuje się w postaci wyższej zdolności kredytowej oraz faktycznych poszukiwań i realizacji potrzeb zakupowych. Jeżeli cykl obniżek nie będzie kontynuowany i stopy pozostaną na obecnym poziomie, możliwe jest stopniowe wypłaszczenie popytu, a następnie powrót do bardziej znormalizowanego poziomu aktywności.

Jednocześnie można rozważać scenariusz, w którym stopy referencyjne nadal będą spadać, potencjalnie nawet do poziomu 3,5%. – W takim wariancie podwyższony poziom zapytań i popytu na kredyty może utrzymać się również w 2026 roku. Skutkowałoby to relatywnie szybszym „czyszczeniem” dużej podaży mieszkań z rynku oraz stanowiłoby sygnał dla sprzedających, aby utrzymywać lub testować wyższe poziomy cenowe. Natomiast w scenariuszu stopniowej normalizacji możliwe jest utrzymanie obecnego poziomu cen transakcyjnych – bez znaczącej presji na obniżki, ale również bez argumentów za wprowadzeniem podwyżek – podsumowuje Anton Bubiel.

Warszawskie biura w świetnej formie: rekordowy popyt, pustostany najniżej od 5 lat

Warszawski rynek biurowy zakończył 2025 rok w bardzo dobrej kondycji. Rekordowo wysoki popyt, przy jednocześnie ograniczonej nowej podaży, przełożył się na dalszy spadek poziomu pustostanów oraz stabilizację stawek czynszowych. Łączny wolumen transakcji najmu w całym 2025 roku wyniósł 794 000 m kw., co oznacza wzrost o 7% rok do roku, a wskaźnik pustostanów obniżył się do 9,1% – najniższego poziomu od ponad pięciu lat.

„Końcówka 2025 roku była bezprecedensowa pod względem aktywności najemców. Sam IV kwartał przyniósł niemal 310 000 m kw. wynajętej powierzchni, co było najwyższym kwartalnym wynikiem w historii warszawskiego rynku biurowego i pokazuje, że decyzje odkładane w poprzednich okresach znalazły swoje finalizacje właśnie pod koniec roku”, – komentuje Michał Kusy, analityk w dziale badań rynku w Knight Frank.

Rekordowo niska nowa podaż i koncentracja inwestycji w centrum

Na koniec 2025 roku całkowite zasoby biurowe w Warszawie osiągnęły 6,23 mln m kw. Aktywność deweloperska pozostawała na historycznie niskim poziomie. Od początku roku oddano do użytku jedynie 89 000 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej, co było najniższym wynikiem od ponad dwóch dekad. Największym ukończonym projektem był biurowiec The Bridge (47 000 m kw.), zrealizowany przez Ghelamco.

W budowie pozostaje obecnie 189 000 m kw. powierzchni biurowej, z czego aż 90% zlokalizowane jest w centralnych strefach miasta. Ponad połowa realizowanych projektów ma zostać oddana do użytku w 2026 roku, co wskazuje, że w najbliższych latach nowa podaż pozostanie ograniczona.

Renegocjacje dominują, a zielone budynki zyskują na znaczeniu

Struktura popytu w 2025 roku wyraźnie pokazuje ostrożność najemców i ich koncentrację na optymalizacji kosztów. Renegocjacje odpowiadały za rekordowe 51% całkowitego wolumenu najmu, podczas gdy udział nowych umów spadł do 40%. Jednocześnie rynek konsekwentnie zmierza w stronę zrównoważonego rozwoju – 67% warszawskich zasobów posiada zielone certyfikaty, a aż 73% powierzchni wynajętej w 2025 roku przypadło na budynki certyfikowane.

„Najemcy coraz częściej łączą decyzje kosztowe z wymaganiami ESG. Najniższy poziom pustostanów obserwujemy w najnowszych, certyfikowanych budynkach, co potwierdza rosnące znaczenie jakości, efektywności energetycznej i lokalizacji”, – dodaje Piotr Kalisz, dyrektor działu reprezentacji najemcy w Knight Frank.

Spadek pustostanów i stabilne czynsze

Na koniec IV kwartału 2025 roku wskaźnik pustostanów w Warszawie wyniósł 9,1%. W strefach centralnych spadł do 6,1%, natomiast poza centrum do 11,6%. Najniższy poziom niewynajętej powierzchni odnotowano w budynkach oddanych do użytku po 2020 roku, gdzie wskaźnik wyniósł jedynie 3,9%.

Stawki czynszów wywoławczych pozostały stabilne. W centralnych lokalizacjach mieściły się najczęściej w przedziale 18–32 EUR/m kw./miesiąc, natomiast poza centrum 12–18 EUR/m kw./miesiąc. Stabilne pozostawały również opłaty eksploatacyjne.

Scanway z globalną umową na dostawę nowej klasy instrumentów optycznych oraz sprzedaż danych satelitarnych

Scanway podpisał umowę o współpracy z klientem z rynku amerykańskiego na dostawę nowej klasy instrumentów optycznych do budowanej przez partnera konstelacji satelitarnej. Umowa przewiduje ponadto uzgodniony podział zysków z tytułu możliwej komercjalizacji danych rejestrowanych przez teleskop Spółki w modelu Data-as-a-Service (DaaS). Wg szacunków Spółki, wartość umowy może sięgnąć ok. 4,3 mln USD (ok. 15,5 mln PLN wg kursu NBP na dzień 22 stycznia) i dotyczy płatności za dostarczenie pierwszego instrumentu optycznego, którego planowane dostarczenie do klienta nastąpi w okresie 24 miesięcy od operacyjnego rozpoczęcia projektu. Zawarta dzisiaj umowa ma charakter strategiczny – istotnie wpływa na poziom backlogu (portfela zamówień), jak również perspektywy rozwojowe i finansowe polskiej Spółki.

  • Scanway po raz pierwszy opracuje nowej klasy teleskop integrujący w sobie kilka kamer pracujących w różnych zakresach fal, który zostanie wykorzystany w budowanej konstelacji satelitarnej do obserwacji Ziemi
  • Wynagrodzenie należne Spółce wypłacane będzie w transzach, po akceptacji określonych kamieni milowych projektu, dodatkowo Spółka spodziewa się wpływu środków z tytułu komercjalizacji danych generowanych przez jej instrument optyczny, co umożliwi budowę stabilnych i powtarzalnych strumieni przychodów
  • Nowy partner to doświadczony podmiot z siedzibą w Stanach Zjednoczonych, specjalizujący się w projektowaniu i realizacji dużych misji kosmicznych, w tym operacji satelitarnych prowadzonych na rzecz odbiorców komercyjnych

Zawarta dzisiaj umowa o współpracy z klientem z USA stanowi podstawę do realizacji kolejnych działań i zadań operacyjnych po stronie Spółki, których wykonanie będzie skutkować uruchamianiem poszczególnych transz płatności. To kolejna umowa o charakterze konstelacyjnym i traktujemy ją jako początek długofalowej współpracy. Po raz pierwszy zrealizujemy projekt teleskopu integrującego kilka kamer pracujących w różnych zakresach spektralnych. Pozyskanie nowych kompetencji technologicznych umożliwi nam wejście na nowe rynki, dalszy rozwój portfolio produktowego oraz wzmocnienie współpracy z podmiotami sektora kosmicznego w Stanach Zjednoczonych mówi Mikołaj Podgórski, COO Scanway S.A. Dostarczone przez nas instrumenty zostaną wykorzystane w budowanej przez partnera konstelacji satelitarnej do obserwacji Ziemi, opartej na większej liczbie mniejszych jednostek. Takie podejście stanowi kwintesencję New Space podsumowuje.

Podpisana umowa obejmuje również założenie komercjalizacji danych rejestrowanych przez teleskop Scanway, który zostanie wykorzystany w ramach budowanej konstelacji satelitarnej. Dane te będą udostępniane międzynarodowym klientom w modelu Data-as-a-Service (DaaS) w oparciu o ustalony podział zysków, gdzie Spółce przysługuje procentowy zysk już od pierwszej skomercjalizowanej paczki danych. Zgodnie z praktyką rynkową, model ten zakłada udostępnianie klientom strumieni danych satelitarnych w formule subskrypcyjnej lub w oparciu o długoterminowe kontrakty bez konieczności ponoszenia przez nich kosztów budowy i utrzymania własnej infrastruktury satelitarnej. Finansowanie kolejnych instrumentów optycznych planowane jest poprzez współfinansowanie z Partnerem w oparciu m.in. o środki pieniężne generowane z modelu DaaS.

Z perspektywy Scanway S.A. model Data-as-a-Service (DaaS) posiada potencjał do generowania stabilnych i powtarzalnych strumieni przychodów, które długoterminowo mogą przewyższyć wartość całego satelity. Rosnące zapotrzebowanie na dane satelitarne sprawia, że model DaaS będzie naturalnym kierunkiem monetyzacji usług w globalnym ekosystemie New Space, wzmacniając segment downstream jako najbardziej dochodową część sektora kosmicznego. Cieszy mnie, że stopniowo budujemy w nim swoją pozycję, dołączając do kontraktu na przetwarzanie danych księżycowych dla ESA kolejny projekt z potencjałem do generowania przychodów ze sprzedaży danych rejestrowanych instrumentem optycznym Scanway tłumaczy Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A. Zawarta dzisiaj umowa bezpośrednio wpisuje się w realizację „Strategii Scanway S.A. na lata 2026–2028”, w szczególności poprzez wzmocnienie oraz komercjalizację kompetencji Spółki w zakresie budowy pełnego łańcucha danych optycznych, tzw. APAP – od akwizycji, przez przetwarzanie i analitykę, aż po predykcję zdarzeń na ich podstawie. W mojej ocenie podpisany dzisiaj kontrakt ma istotne znaczenie dla perspektyw finansowych i rozwojowych Spółki podsumowuje.

Szczegółowe informacje dotyczące liczby dostarczonych instrumentów optycznych, ich parametrów technicznych, nazwy klienta oraz planów rozwoju całej konstelacji objęte są tajemnicą handlową i stanowią informacje poufne. Partner Spółki jest podmiotem z sektora kosmicznego z siedzibą w Stanach Zjednoczonych, specjalizującym się w technologiach satelitarnych, w tym w projektowaniu i wytwarzaniu podzespołów oraz kompletnych satelitów. Dysponuje doświadczonym zespołem zarządzającym i inżynierskim, posiadającym wieloletnie kompetencje w zakresie projektowania, integracji, testów oraz realizacji operacji satelitarnych, zarówno na rzecz klientów komercyjnych, jak i instytucji rządowych.

Scanway S.A. od lat aktywnie wspiera rozwój ekonomii kosmicznej i obecnie jest wiodącym eksporterem technologii kosmicznych w Polsce. Spółka realizuje projekty konstelacyjne dla globalnych klientów, w tym m.in. dla Nara Space z Korei Południowej o wartości 2,7 mln EUR, Marble Imaging z Niemiec o wartości 3,2 mln EUR oraz klienta z Azji o wartości 9,0 mln EUR (wszystkie realizowane projekty mają potencjał do rozszerzania). Spółka posiada również kompetencje w zakresie projektowania instrumentów optycznych przeznaczonych do misji w daleki kosmos, w tym na Księżyc. Jako pierwsza krajowa firma dostarczy instrument optyczny do komercyjnej misji lunarnej. Ponadto stworzy europejski system przetwarzania danych satelitarnych z Księżyca i może połączyć Europę z amerykańskim programem księżycowym Artemis, obecnie największym i najbardziej zaawansowanym na świecie.

Strategicznym, długofalowym dążeniem Scanway S.A. jest wejście do światowej czołówki największych komercyjnych integratorów ładunków optycznych. Kluczowym celem do końca 2028 roku jest osiągnięcie pozycji jednego z największych integratorów ładunków optycznych w Europie.

KLM wprowadza bezpłatne Wi-Fi na trasach europejskich. Usługa dostępna od dziś

Pasażerowie linii lotniczych KLM podróżujący na trasach europejskich zyskują nową możliwość. Od dziś, tj. 22 stycznia 2026 r., przewoźnik udostępnia bezpłatny dostęp do internetu na pokładach swoich samolotów. Usługa jest już aktywna w połowie europejskiej floty, w tym na wybranych rejsach z i do Polski.

Decyzja o wprowadzeniu darmowej łączności jest odpowiedzią na potrzeby klientów, dla których dostęp do sieci podczas lotu stał się jednym z kluczowych oczekiwań. Dzięki nowej funkcjonalności pasażerowie mogą na własnych urządzeniach mobilnych (smartfonach, tabletach czy laptopach) nie tylko sprawdzać pocztę i przeglądać media społecznościowe, ale także korzystać z usług wymagających szerszego pasma, takich jak streaming filmów i muzyki czy gry online.

Jeden warunek: Flying Blue

Dostęp do pokładowego Wi-Fi jest całkowicie darmowy, jednak wymaga spełnienia jednego warunku technicznego. Aby połączyć się z siecią, pasażer musi zalogować się do programu lojalnościowego Flying Blue. Osoby, które nie posiadają jeszcze konta, mogą dokonać szybkiej rejestracji w trakcie lotu, co natychmiast odblokowuje dostęp do usługi.

Rozwiązanie to ma na celu poprawę komfortu podróży na trasach krótkiego i średniego zasięgu. Europejska flota wąskokadłubowa KLM nie posiada wbudowanych systemów rozrywki (ekranów w fotelach). Udostępnienie szybkiego internetu pozwala pasażerom na zorganizowanie sobie czasu w powietrzu według własnych preferencji, korzystając z prywatnych urządzeń.

– Uważnie wsłuchujemy się w prośby i potrzeby naszych pasażerów, a bezpłatny dostęp do internetu od dawna znajdował się na ich liście życzeń. Dzięki wprowadzonej dziś usłudze podróże KLM-em po Europie mogą być teraz przyjemniejsze, a każdy podróżny może spędzić czas tak jak lubi, pozostając w kontakcie – mówi Stephanie Putzeist, odpowiedzialna za doświadczenie klienta w KLM.