Sytuacja na rynku walutowym. Kurs funta, euro i dolara

0

Emocje znaczą teraz więcej niż fundamenty, co pomaga funtowi, ale szkodzi dolarowi. W dłuższym terminie jednak czyny, a nie słowa liderów politycznych będą generować skutki ekonomiczne. Inwestorzy na razie pozostają w oparach niepewności, co nie zachęca do obrony fundamentalnych przekonań, a przynosi gwałtowne reakcje na każda nową informację.

Funt, największy wygrany wtorkowego handlu, dziś traci najwięcej, co nie wydaje się niespodzianką, biorąc pod uwagę, jak bardzo rynek pozostaje niepewny przyszłości i niechętny do utrzymywania pozycji na dłużej. Wczorajsze przemówienie premier Wielkiej Brytanii Theresy May w większości było zgodne z prasowymi przeciekami, a zatem nie stanowiło dodatkowego paliwa do presji na funcie, a za to stało się impulsem do „sprzedaży faktów”. May chciała wybrzmieć optymistycznie i dla Brytyjczyków zapewne tak została odebrana.

Wielka Brytania chce porozumienia bez członkostwa w jednolitym rynku europejskim, ale z jak najszerszym dostępem do niego poprzez nowe umowy wolnocłowe. Innymi słowy dla handlu dóbr i usług chce tego, co ma, ale przy okazji oczekuje kontroli nad przepływem ludzi. Taki pakiet na pewno nie znajdzie akceptacji w UE i w najbliższym czasie należy się liczyć z tym, że strona europejska pogrąży oczekiwania polubownego porozumienia i przynajmniej na wstępnym etapie zasygnalizuje szorstkość stanowiska w negocjacjach. Największym ciosem będzie sprzeciw UE dla porozumienia przejściowego, na które liczy rząd May. Jest to element, który może przywrócić wyprzedaż funta.

Na razie jednak GBP zdaje się zdyskontować cały strach przed „twardym Brexitem” przy danych makro z Wielkiej Brytanii jeszcze nie pokazujących kosztów Brexitu. Silniejszy odczyt CPI wczoraj oddala Bank Anglii od luzowania polityki. Dziś dane z rynku pracy mają mniejszą istotność, jednak jeśli wzrost płac nie zrówna przyspieszenia inflacji, będzie to oznaczać drenaż realnych dochodów.

Czytaj również:  Tydzień ciekawy - poniedziałek nie

USD doświadcza dziś osłabienia negatywnej presji, choć wczorajsze komentarze Trumpa o tym, że dolar może już być „zbyt silny” podkopują zaufanie posiadaczy długich pozycji. Rynki prawdopodobnie pozostaną nerwowe aż do piątku, kiedy odbędzie się inauguracja prezydentury Trumpa. Dziś ryzyka leżą w danych o inflacji i przemówieniu Yellen.

Globalne sygnały przyspieszenia inflacji także powinny być zaobserwowane w USA przy wzrostach cen paliw w okresie, kiedy ceny tradycyjnie maleją. Inflacja bazowa ma utrzymać się na 2,1 proc. r/r, ale ogólny CPI z 1,7 proc. do 2,1 proc. Ruch w górę inflacji bazowej może mieć istotny wpływ na USD, gdyż wzmocni presję na szybszą reakcję Fed. W trakcie wystąpienia prezes Fed wieczorem rynek będzie bardziej wrażliwy na wszelkie tonowanie dotychczas jastrzębich komentarzy, choć generalny wydźwięk wypowiedzi przedstawicieli Fed w ostatnich dniach pozostaje optymistyczny, nawet ze strony gołębich członków.

Z pozostałych wydarzeń rewizja CPI z Eurolandu powinna potwierdzić silne wartości, ale nie będzie to istotny impuls dla EUR. Po południu dostaniemy grudniowe dane z polskiego rynku pracy, gdzie spodziewana jest stabilizacja tempa wynagrodzeń i zatrudnienia. Złoty powinien neutralnie przyjąć dane, a EUR/PLN utrzymać ściekanie w żółwim tempie w kierunku 4,35.

Po posiedzeniu Banku Kanady oczekujemy utrzymania głównej stopy procentowej na 0,50 proc. Ostatnie sygnały z gospodarki nie dają podstaw, aby odejść od wyrażanego przed miesiącem stwierdzenia, że „ryzyka dla inflacji są mniej więcej zrównoważone”. Z drugiej strony rośnie niepewność o wpływ polityki USA na perspektywy gospodarcze Kanady. Ogólnie jednak nie traktujemy decyzji Banku Kanady jako źródła poważnych impulsów dla CAD w tym tygodniu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.