Tomasz Kuciel: Redukcja CO2 zależy od właścicieli firm i „Kowalskiego”, nie od polityków

0

W Katowicach trwa Szczyt Klimatyczny ONZ, czyli tzw. COP (Conference of the Parties). Przez dwa tygodnie politycy, biznesmeni, naukowcy i eksperci będą dyskutować o działaniach na rzecz polityki klimatycznej. Tymczasem to od właścicieli firm i obywateli zależy to, czy uda się ograniczyć emisję dwutlenku węgla do atmosfery i tym samym zatrzymać globalne ocieplenie.

Zakłady przemysłowe, dymiące kominy i spowite smogiem miasta – taki obraz zazwyczaj przychodzi nam na myśl, gdy mowa o największych trucicielach środowiska i konieczności ograniczenia emisji CO2. To poważny błąd. Problem dotyczy bowiem każdej firmy i każdego odbiorcy produktów.

Jak zniszczyć miliony dolarów i…. drzew

W tym roku firma Burberry, znana przede wszystkim ze swej słynnej kratki i płaszczy, zniszczy swoje produkty o wartości 38 mln dolarów. Przyczyna jest wyjątkowo błaha – produkty w sezonie się nie sprzedały a firma nie dopuszcza wyprzedaży. Burberry to nie jedyna marka odzieżowa, która budzi kontrowersje swoim podejściem. Nadmiar swoich wyrobów skórzanych spala również Louis Vuitton, a H&M – jak wykazało śledztwo duńskiej telewizji – spalał przez ostatnie lata aż 12 ton odzieży rocznie. To czyste marnotrawstwo i prawdziwy dowód na to, że ograniczenie emisji szkodliwego dwutlenku węgla, zależy nie tylko od decydentów, polityków, ale w dużej mierze od właścicieli firm i konsumentów.

Przemysł odzieżowy zajmuje drugie miejsce w rankingu branż najbardziej zanieczyszczających środowisko. Przed nim są tylko koncerny naftowe – zwraca uwagę Eileen Fisher, właścicielka jednego z odzieżowych potentatów, eksportującego swoje produkty do ponad 200 krajów na świecie. Jest w tym dużo racji. Sami Amerykanie kupują ponad 22 mld ubrań rocznie, z tego zaledwie kilka procent produkuje się na miejscu. Nietrudno wyobrazić sobie ile energii potrzeba, by je wytworzyć a następnie dostarczyć do końcowego odbiorcy. Podobnych przykładów marnotrawstwa i negatywnego wpływu na środowisko jest o wiele więcej. Choćby papierowe faktury.

W kleszczach papieru

Co miesiąc otrzymujemy od dostawców usług telekomunikacyjnych, energetycznych, spółdzielni mieszkaniowych papierową fakturę lub w postaci pliku PDF, którego zawartość i tak trzeba wydrukować. W relacjach pomiędzy przedsiębiorcami jest podobnie. W dobie technologii pozwalających na wystawianie i odbiór automatycznych faktur, nie wymagających wydruku, jest to czyste marnotrawstwo i działanie wręcz antyekologiczne – zwraca uwagę Tomasz Kuciel, prezes firmy Edison będącej częścią konsorcjum PEF Expert, które  jest brokerem rządowej Platformy Elektronicznego Fakturowania.

Z wyliczeń Edisona wynika, że wystawiając i odbierając rocznie 10 000 faktur firma oszczędza 30 000 kartek papieru, ocalając tym samym 2 drzewa. Teoretycznie niewiele, jednak szacuje się, że w Polsce każdego roku wystawia się około półtora miliarda faktur, średnio 4 000 000 dziennie. Wystarczy więc niecała doba, żeby uratować pół tysiąca drzew. Argumentem jest też ograniczenie emisja CO2.

– Gdyby udało się wprowadzić całkowity automatyczny obrót faktur, to rocznie uratowalibyśmy 300 tys. drzew. Jednocześnie do atmosfery nie wprowadzilibyśmy 1 mln kilogramów substancji zanieczyszczających powietrze. Pamiętajmy, że do wytworzenia i transportu 1,5 mld faktur potrzeba tyle paliwa, ile do przejechania 39 mln kilometrów przeciętnym samochodem. Warto mieć to na uwadze zastanawiając się nad możliwościami ograniczenia emisji CO2 – zwraca uwagę Tomasz Kuciel. Według tegorocznych danych Eurostatu, Polska znajduje się w połowie zestawienia największych emitentów CO2 w Unii Europejskiej. Tuż przed nami są Finlandia, Włochy i Belgia, tuż za: Francja oraz Grecja. Jesteśmy piątym co do wielkości krajem w Europie z największym udziałem emisji dwutlenku węgla. Zmiany są więc bardzo potrzebne, ale wiele zależy od podejścia przedsiębiorców. Przykład?

Czytaj również:  Ile kosztuje gram złota?

Miasta mają pole do popisu

Od połowy kwietnia przyszłego roku polska administracja publiczna będzie zobowiązana do przyjmowania automatycznych, elektronicznych e-faktur. To dobry sygnał dla rynku, bo doświadczenia pokazują, że zmiany w administracji zazwyczaj pociągają za sobą zmiany w biznesie. Pytanie na ile uda się przekonać do nich przedsiębiorców. EDISON wyliczył, że firma wystawiająca miesięcznie 1000 automatycznych e-faktur ocali 1 drzewo. Argumentem jest jednak nie tylko środowisko, ale i pieniądze. Dzięki rezygnacji z papieru firma oszczędzi rocznie około 40 osobo-dni (lub 40 dni pracy 1 osoby) i ok. 20 000 zł na materiałach i energii. Przy 10 tys. faktur te oszczędności są znacząco większe.

Dużo do powiedzenia w kwestii ekologii i ograniczenia emisji CO2 i wprowadzeniu automatycznych faktur mają miasta. Zachętą mogą być znaczące oszczędności. Bruno Koch, autor raportu „E-Invoicing/E-Billing. Digitisation & Automation” stawia tezę: „jeden mieszkaniec, jedna faktura” i twierdzi, że reguła ma zastosowanie w aglomeracjach zamieszkałych przez minimum pół miliona ludzi. Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę podatki, opłaty za wywóz śmieci, dystrybucję energii i komunikację, to na jednego mieszkańca przypada rocznie od dwóch do sześciu faktur.

W zestawieniu pada przykład Warszawy, miasta z populacją dwóch milionów mieszkańców i prognozą potencjalnych, rocznych oszczędności w wysokości 55 mln Euro. Sumując, pod kątem populacji, dziewięć kolejnych największych polskich miast otrzymamy wynik 4,5 mln mieszkańców. Hipotetycznie daje to przy rozliczaniu z samorządem  i wykorzystaniu automatycznych e-faktur oszczędności na poziomie około 120 mln Euro rocznie. Dodatkowo oznacza to oszczędność 900 drzew i redukcję 3000 kg substancji zanieczyszczających powietrze. Pojawia się jednak istotne zastrzeżenie w opozycji do wyliczeń Kocha. Szwajcar zakłada, że 40% elektronicznych rozliczeń odbywa się w formie maila i załącznika PDF, a 60% jako e-faktura do automatycznego przetwarzania. Tymczasem w Polsce ponad 84% faktur wystawia się w papierowej formie, a większość tych elektronicznych to zwykły PDF, który z automatyczną, elektroniczną fakturą nie ma nic wspólnego. To oznacza, że u nas te oszczędności mogą być znacznie większemówi Tomasz Kuciel z Edisona.

Internet wielkim trucicielem?

Potencjał do ograniczenia redukcji CO2 tkwi nawet w….. Internecie. Szacuje się, że od początku tego roku globalna sieć wyemitowała do atmosfery ponad 1 mld ton dwutlenku węgla. Nie ma w tym nic dziwnego. Rośnie znaczenie nowych technologii – Big Data, chmury obliczeniowej czy Internetu Rzeczy. Centra danych zużywają już tyle samo prądu, ile potrzebują do funkcjonowania blisko 60-milionowe Włochy. Oczywiście są sposoby, by ten negatywny wpływ na środowisko ograniczyć. Dzięki wirtualizacji firmowej infrastruktury IT możliwa jest redukcja emisji dwutlenku węgla o równowartości całej konsumpcji CO2 potrzebnej do zasilenia elektrowni we Włoszech, Hiszpanii, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii razem wziętych. Na tym polega piękno nowych technologii jak cloud, edge computing czy infrastruktura konwergentna. To fundament, który pozwala tworzyć narzędzia przyspieszające działanie biznesu, ale jednocześnie gwarantuje zdrowy i bezpieczny klimat zwraca uwagę Joe Baguley, wiceprezes i dyrektor generalny ds. technologicznych w firmie VMware, dostawcy oprogramowania do wirtualizacji serwerów, dysków, sieci oraz usprawniającego cyfryzację przedsiębiorstw. Dzięki naszym technologiom tylko w 2017 r. udało się zredukować emisję dwutlenku węgla o 540 mln ton, co jest odpowiednikiem dwóch trzecich całej konsumpcji CO2 w USA. Pozwoliło nam to osiągnąć w naszych działania neutralność węglową – podkreślał niedawno na konferencji technologicznej VMworld 2018 w Barcelonie, Pat Gelsinger, prezes firmy VMware.