Rynek mieszkaniowy w Krakowie: stabilizacja czy powrót wzrostów? Co dalej z cenami mieszkań?

Kraków zakończył 2025 rok bardzo dobrą sprzedażą nowych mieszkań. Od stycznia do grudnia sprzedano ich prawie 6,4 tys., więcej o 29% r/r. Koniec roku przyniósł też wzrost popytu na rynku wtórnym – zainteresowanie kupujących zanotowane w grudniu 2025 r. było o 6% wyższe niż to w grudniu 2024 r. Za nowe mieszkanie trzeba zapłacić średnio 16,7 tys. zł/mkw., czyli praktycznie tyle samo co na rynku wtórnym. Kraków w 2025 r. wyróżnił się też na tle pozostałych polskich miast liczbą wprowadzonych mieszkań z rynku PRS.

Oferta nowych mieszkań najwyższa od lat

Oferta krakowskich deweloperów na koniec grudnia 2025 r. wyniosła 10,2 tys. mieszkań. To więcej o blisko 20% niż na koniec 2024 r., a także więcej o 148% niż na koniec 2023 r. oraz o 41% niż na koniec 2022 r. W całej historii deweloperów działających w Krakowie nigdy jeszcze oferta mieszkań nie była tak duża. Największy wybór na koniec 2025 r. oferowała dzielnica Prądnik Biały (ok. 3 tys. lokali), a najmniejszy dzielnica Łagiewniki-Borek Fałęcki (przeszło 20 lokali). Od początku 2024 r. widać systematyczny spadek średniego metrażu oferowanych mieszkań – w ciągu 2 lat skurczył się on z 59,5 mkw. do 54 mkw.

Krakow ceny mieszkań na rynku deweloperskimNa koniec 2025 r. za nowe mieszkanie w Krakowie trzeba było średnio zapłacić 16,7 tys. zł/mkw., co oznacza, że w ujęciu rocznym cena ofertowa wzrosła tu jedynie o 2%. Przez większość roku zmiany cen w ujęciu miesięcznym nie przekraczały 1%. Na koniec grudnia 2025 r. najwyższe średnie ceny ofertowe zanotowano w dzielnicach Stare Miasto i Grzegórzki (blisko 30 tys. zł/mkw.), a najniższe na obszarach Rybitwy oraz Wzgórza Krzesławickie-Nowa Huta (ok. 12,2 tys. zł/mkw.).

Wysoka sprzedaż na koniec roku

W całym 2025 r. deweloperzy wprowadzili do sprzedaży prawie 7,3 tys. mieszkań w Krakowie. To o 18% mniej niż w 2024 r., ale więcej o 22% niż w 2023 r. i o 14% niż w 2022 r. W 2025 r. wśród wszystkich wprowadzonych do sprzedaży mieszkań dominowały te o metrażu 40-59 mkw. (46% wszystkich wprowadzeń). Najwięcej mieszkań wprowadzono do sprzedaży w I kwartale (ponad 2,2 tys.), a najmniej w IV (1,6 tys.).Krakow mieszkania wprowadzien do sprzedazy, sprzedane i oferta

W 2025 r. na terenie Krakowa sprzedano w sumie blisko 6,4 tys. nowych mieszkań – więcej o 29% niż w 2024 r., jednak mniej o 28% niż w 2023 r. i o 4% niż w 2022 r. W 2025 r. krakowscy deweloperzy najwięcej mieszkań sprzedali w ostatnim kwartale roku – ponad 2 tys. W III kwartale sprzedano 1,7 tys. lokali, a w II i I po ok. 1,3 tys. Na wysoki popyt w końcówce roku wpłynęły m.in. liczne akcje promocyjne i rabaty oferowane przez firmy deweloperskie. Spora skala podjętych działań marketingowych i promocyjnych pozwoliła osiągnąć świetne wyniki sprzedażowe pomimo mniejszej liczby dni handlowych w grudniu i świątecznych urlopów. Nie bez znaczenia dla sprzedaży były też obniżki stóp procentowych oraz upublicznienie cenników wszystkich mieszkań oferowanych przez deweloperów.

Czas wyprzedaży oferty w Krakowie (obliczany na podstawie aktualnej oferty i sprzedaży z 3 ostatnich miesięcy) wynosi 5 kwartałów. To już 4 miesiąc z rzędu, gdy miasto znajduje się w równowadze popytowo-podażowej (tj. 4-6 kwartałów).Kraków czas wyprzedaży oferty

Za używane mieszkanie tyle co za nowe

W Krakowie na koniec grudnia 2025 r. można było też wybierać spośród ponad 6 tys. mieszkań z rynku wtórnego – to o 19% mniej niż na koniec grudnia 2024 r., o 25% więcej niż na koniec 2023 r. i o 9% mniej niż na koniec 2022 r. Pod kątem popytu grudzień 2025 r. był najsłabszym miesiącem w roku, a liczba odpowiedzi na ogłoszenia z rynku wtórnego wyniosła w tym miesiącu przeszło 8,2 tys., gdy w najlepszych miesiącach było to ok. 11-12 tys. Warto jednak przy tym zaznaczyć, że wynik z grudnia 2025 r. jest o 6% wyższy od tego z grudnia 2024 r. Krakówoferta mieszkań z rynku wtórnego

Za mieszkanie z rynku wtórnego pod koniec 2025 r. trzeba było tu zapłacić niecałe 16,8 tys. zł/mkw., czyli praktycznie tyle samo co rok wcześniej. Co ciekawe, średnia cena ofertowa mieszkania z rynku wtórnego wynosi też prawie tyle samo co cena nowego mieszkania (0,3% różnicy). W IV kwartale 2025 r. najwięcej kosztowały mieszkania z rynku wtórnego w dzielnicach Stare Miasto i Zwierzyniec (przeszło 20 tys. zł/mkw.), a najmniej te znajdujące się w dzielnicy Wzgórza Krzesławickie (niecałe 13 tys. zł/mkw.).

Dobre wyniki na krakowskim rynku PRS

Na koniec grudnia 2025 r. na krakowskim rynku najmu znajdowało się blisko 2,5 tys. mieszkań na wynajem. To więcej o 15% r/r, a także o 7% w porównaniu do grudnia 2023 r. i o 63% w porównaniu do grudnia 2022 r. w ujęciu rocznym zainteresowanie takimi mieszkaniami spadło tylko o 3%.

Za mieszkanie z rynku najmu w Krakowie na koniec grudnia 2025 r. trzeba było średnio zapłacić 3,2 tys. zł, o 3% mniej niż rok wcześniej. Największym zainteresowaniem najemców cieszą się mieszkania 2-pokojowe do kwoty 3 tys. zł.Kraków ceny na rynku pierwotnym, wtórnym i najmu

Ponadto, jak wynika z raportu Savills i Crido „Rynek PRS w Polsce. Aspekty komercyjne, prawne i podatkowe”, w okresie od stycznia do października 2025 r. najwięcej nowych mieszkań na rynku najmu instytucjonalnego oddano właśnie w Krakowie (1742). Na drugim miejscu znalazła się Warszawa (1484), a za nią Poznań (416) i Wrocław (369).

Zasób mieszkań PRS w Polsce liczy w sumie ponad 25 tys. lokali. Liderem tego rynku jest Warszawa, gdzie takich lokali znajduje się w sumie blisko 9,5 tys., dalej są Kraków (ok. 4,7 tys.) oraz Wrocław (prawie 4,1 tys.).

Dodatkowe inicjatywy mieszkaniowe w Krakowie

  • SIM – społeczna inicjatywa mieszkaniowa

KZN SIM Ziemia Krakowska to spółka utworzona przez 11 gmin oraz Krajowy Zasób Nieruchomości. W ramach Społecznej Inicjatywy Mieszkaniowej powstają mieszkania na wynajem o umiarkowanym czynszu, które po upływie 15 lat można wykupić na własność. W ramach tej inicjatywy w Krakowie przy ul. Padniewskiego planowane jest stworzenie od 125 do 148 lokali mieszkalnych, w gminach Alwernia oraz Iwanowice po 48, w gminach Skała oraz Wieprz po 32, w gminie Pałecznica  30, w gminie Sułoszowa 28, w gminie Charsznica  24, a w gminach Gdów i Gołcza  po 12.

  • Program Społecznej Agencji Najmu

W drugiej połowie 2025 r. wystartował pilotażowy program Społecznej Agencji Najmu (SAN) dla osób w tzw. luce czynszowej, czyli zarabiających za dużo, by móc skorzystać z mieszkania komunalnego lub socjalnego, ale za mało, by wziąć kredyt. SAN oferuje tańszy wynajem, ale i obowiązkowy program rozwoju zawodowego, dzięki któremu uczestnicy mogą poprawić swoje kwalifikacje i warunki finansowe. W programie bierze udział 50 pustostanów z gminnego zasobu mieszkaniowego, a umowę można zawrzeć maksymalnie na 5 lat. Docelowo w ramach programu planowane jest pozyskiwanie mieszkań również z rynku prywatnego.

  • Program „Mieszkanie za remont”

Miasto od kilku lat oferuje też możliwość wzięcia udziału w programie „Mieszkanie za remont”, w ramach którego – jak sama nazwa wskazuje – można wynająć mieszkanie w zamian za wykonanie w nim remontu. W najnowszej, czwartej edycji, trwającej na przełomie września i października 2025 r., zaoferowano 180 mieszkań zlokalizowanych głównie w dzielnicy Nowa Huta. W 2024 r. w ramach programu wnioski złożyło 1061 osób, w 2023 r. – 972, a w 2022 r. – 717.

Rynek mieszkaniowy w Krakowie w 2026 roku wchodzi w fazę stabilizacji z wyraźnym przesunięciem siły negocjacyjnej w stronę kupującego. Pierwsza połowa roku prawdopodobnie upłynie pod znakiem utrzymującej się dużej podaży na rynku pierwotnym, co zmusza deweloperów do stosowania elastyczności cenowej i licznych promocji, aby utrzymać tempo sprzedaży. Jednak w drugiej połowie 2026 roku, wraz z oczekiwanymi obniżkami stóp procentowych oraz wzrostem realnych wynagrodzeń, popyt zacznie się odbudowywać. Może to skutkować umiarkowanymi wzrostami cen w skali całego roku, szczególnie w najlepiej skomunikowanych dzielnicach i na rynku wtórnym, który w Krakowie ma mocną pozycję ze względu na dobre lokalizacje.

Make dollar weak again? Kurs dolara najniżej od 2018 roku

W ostatni tydzień stycznia rynek walutowy wchodzi ekstremalnie rozgrzany. Dolar amerykański znalazł się pod ogromną presją, która rozlała się z Japonii na cały świat. Kurs USD/PLN najniżej od 2018 roku. Czy to już koniec, czy jedynie przystanek?

„Sprawdzam karty” wystarczyło

Chyba nie będzie dużym nadużyciem stwierdzenie, że w piątek mieliśmy do czynienia z jedną z najmniej kosztownych interwencji na rynku walutowym. Przyczynił się do niej Fed z Nowego Jorku, który na zlecenie Departamentu Skarbu wysłał do dealerów walutowych zapytanie o kwotowanie pary USD/JPY. Taki rate-check był dla rynku niezwykle mocnym sygnałem ostrzegawczym przed połączonym działaniem Japonii i USA w celu umocnienia jena. Ostatni raz Amerykanie pomagali w ten sposób partnerom z Azji w 2011 roku po tsunami i katastrofie w Fukushimie. Na ten moment nie stwierdzono, aby tym razem doszło do rzeczywistej interwencji rynkowej, ale efekt na forexie był drastyczny. Nagromadzone na jenie pozycje krótkie zaczęły lawinowo topnieć, a JPY w trakcie piątkowej sesji zyskiwał do dolara nawet 3%. Ostatecznie dla jena piątkowa sesja wiązała się z największą zmiennością od ponad pół roku. Co więcej w poniedziałek kurs USD/JPY dodatkowo otworzył się spadkową luką i pierwszy raz od dwóch miesięcy wrócił poniżej 154 JPY. Aktualne umocnienie jena nie musi być długotrwałe, ale ta waluta w najbliższych miesiącach ma szansę jeszcze niejednokrotnie znaleźć się w centrum uwagi. Tym bardziej jeśli będzie jej w tym pomagał USD.

Make dollar weak again

Dolar wpadł w tarapaty od samego otwarcia zeszłego tygodnia, co pierwotnie było efektem eskalacji napięcia wokół Grenlandii. Ten pożar udało się chwilowo opanować, ale sposób zarządzania amerykańskiej administracji zaczyna ponownie coraz bardziej ciążyć dolarowi. W przestrzeni publicznej znowu co rusz pojawiają się straszaki celne wobec partnerów handlowych (najnowsze to 100% cła na kanadyjskie produkty). Wszyscy już znają doktrynę TACO, jednak – kiedy Amerykanie stają się coraz trudniejszymi partnerami, którzy cały czas uderzają w stabilność – to wreszcie odkłada się także na pozycji USD. W ostatnich dniach nieznacznie zmieniły się rynkowe oczekiwania co do stóp w USA (najszybciej cięcie w czerwcu i 50 pb do końca roku), ale za to diametralnie zmieniła się rynkowa sytuacja dolara. Wydarzenia na JPY były tak naprawdę katalizatorem kolejnej fali ucieczki z USD. Jeszcze 10 dni temu kurs EUR/USD był poniżej 1,16 USD, a dziś w trakcie azjatyckiej sesji zbliżył się już do 1,19 USD i znalazł się całkiem niedaleko zeszłorocznych szczytów. Ekstrema zobaczymy na wielu parach, np. wobec funta dolar jest najsłabszy od września. To jednak nic w porównaniu z odniesieniami dla USD/PLN. Kurs dolara dziś w nocy zbliżył się do 3,53 PLN, czyli poziomu widzianego ostatnio prawie 8 lat temu. W trakcie poniedziałkowej sesji obserwujemy pewne odreagowanie, ale USD/PLN wciąż jest blisko 3,55 zł, co trudno uznać za wyraźne wymazywanie strat z poprzednich godzin. Część analityków wskazuje, że docieramy do kumulacji napięcia wokół Fed, a prezydent Donald Trump ma ogłosić nowego szefa Rezerwy jeszcze w tym tygodniu. Ostatecznie może to wyjść na korzyść dolarowi, tym bardziej że aktualnie liderem wyścigu po nominację jest Rick Rieder (jeden z dyrektorów w BlackRock), czyli nie ktoś z bezpośredniego zaplecza lidera Republikanów. Taki wybór mógłby zmniejszyć obawy o niezależność banku centralnego.

PLN zyskał na parze z USD, ale nie jest już tak kolorowo na parach z innymi głównymi walutami. Kurs euro jest jeszcze w miarę stabilny poniżej 4,21 PLN. Jednak globalne napięcia odbijają się na wycenie bezpiecznych przystani, co skierowało kurs franka na 2-miesięczne szczyty powyżej 4,57 zł. Coraz bardziej oślepia blask złota, które zbliżyło się już do 5100 USD za uncję.

Trump wycofuje groźby celne, ale dolar i tak traci

Za dolarem fatalny tydzień względem niemal wszystkich pozostałych walut G10, mimo że prezydent USA zgodnie z oczekiwaniami wycofał się ze swoich gróźb celnych podyktowanych zamiarem przejęcia Grenlandii.

Kluczowe punkty:

  • PLN wśród lepiej radzących sobie walut regionu.
  • Trump dokonuje zwrotu ws. ceł za Grenlandię
  • Handel „sell America” wygasa, wyprzedaż USD jednak trwa.
  • Fed powinien utrzymać stopy procentowe i zasygnalizować brak pośpiechu do dalszych cięć.
  • Mieszane dane z Wlk. Brytanii zaciemniają ścieżkę stóp procentowych BoE.

Początkowa ulga na rynkach finansowych nie rozciągnęła się na dolara. Nowe groźby celne i próby politycznego wykorzystania sądownictwa do wymuszenia obniżenia stóp procentowych oznaczają, że niepewność polityczna i degradacja instytucjonalna w USA pozostaną w centrum uwagi międzynarodowych inwestorów. Ograniczanie ryzyka walutowego poprzez wyprzedaż dolara staje się coraz częściej ścieżką najmniejszego oporu. Japońskie groźby interwencji w celu umocnienia jena (przy wsparciu USA) zwiększyły zamieszanie, co poskutkowało najgorszym od miesięcy tygodniem dla dolara.

Posiedzenie Rezerwy Federalnej w środę (28.01) będzie niezwykle istotne. Choć nie ma wątpliwości co do decyzji (brak zmian), ze względu na silne dane gospodarcze i w odpowiedzi na zamachy Trumpa na autonomię Fedu oczekuje się jastrzębiej retoryki banku. Należy zauważyć, że trwająca wyprzedaż dolara nie jest powiązana z handlem „sell America”. Na rynki może wpływać również niedawna strzelanina w Minnesocie, ponieważ zwiększa ona prawdopodobieństwo kolejnego zamknięcia rządu po wygaśnięciu w piątek (30.01) obecnego porozumienia budżetowego.

PLN

W obliczu słabości dolara polski złoty radzi sobie bardzo dobrze. Znalazł się blisko szczytu zestawienia walut regionu, a kurs USD/PLN poniżej 3,55 jest najniższy od 2018 r. Kluczowe dane z Polski za grudzień w dużej mierze zaskoczyły in plus – znacznie wyższe od oczekiwań okazały się dynamika płac (8,6%) oraz produkcja przemysłowa (7,3%). Do nadzwyczaj mocnej dynamiki płac raczej nie należy się przywiązywać, podbiły ją bowiem wypłaty bonusów świątecznych. Ogólnie płace hamują, a rynek pracy jest luźniejszy.

Nieco słabsza, lecz nadal względnie mocna, okazała się z kolei opublikowana w poniedziałek (26.01) sprzedaż detaliczna. Sytuacja w gospodarce jest korzystna – a o tym, jaki wzrost zanotowaliśmy w całym 2025 r., przekonamy się w piątek (30.01). Są spore szanse, że tegoroczny będzie silniejszy.

EUR

Wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej w styczniu nieco rozczarowały. Potwierdziły narrację odbicia niemieckiej gospodarki dzięki pakietowi stymulacji fiskalnej z początku 2025 r., utrata momentum francuskiej gospodarki stanowiła jednak silną przeciwwagę i w efekcie wskaźnik zbiorczy nie wzrósł. Pozytywnym czynnikiem jest stała aprecjacja juana, która pozwoli europejskiemu przemysłowi konkurującemu na międzynarodowych rynkach z chińskimi produktami na odrobinę wytchnienia.

Oczekujemy wciąż, że ścieżka najmniejszego oporu dla euro względem dolara będzie wiodła w górę – międzynarodowi inwestorzy w dalszym ciągu zmniejszają swoją ekspozycję na amerykańskie aktywa poprzez wyprzedaż waluty. Europejskie aktywa niezmiennie stanowią bezpieczną i płynną alternatywę dla dolara dla inwestorów, którzy poszukują przewidywalności i stabilności rządowych decyzji, co powinno wspierać euro tak długo, jak długo Trump będzie prezydentem USA.

USD

Dane gospodarcze z USA pozostają dość dobre, nawet w obliczu już mocnego wzrostu w III kwartale (4,4%). Liczba cotygodniowych deklaracji bezrobotnych utrzymuje się blisko historycznych minimów, co sugeruje, że niższe poziomy kreacji miejsc pracy nie przekładają się na wyższą stopę bezrobocia. Wydaje się jednak, że międzynarodowe obawy związane z politycznym chaosem i degradacją instytucjonalną przeważają, a dolar radzi sobie od początku najgorzej spośród walut G10 – wyprzedza go nawet jen.

Uwaga skupi się w tym tygodniu oczywiście na styczniowym posiedzeniu Fedu (środa 28.01). Nie dojdzie do zmiany stóp procentowych, a jastrzębie tony podczas konferencji prasowej prezesa Jerome’a Powella prawdopodobnie wesprą – przynajmniej w krótkim terminie – dolara, który mógł doświadczyć zbyt silnej i szybkiej deprecjacji. Spodziewamy się, że Powell podkreśli, że amerykańska gospodarka radzi sobie przyzwoicie i zasygnalizuje rynkom, że FOMC niespieszno do dalszych cięć stóp procentowych. W kontraktach futures kolejna ich obniżka jest wyceniania w pełni dopiero na lipiec.

GBP

Ubiegłotygodniowy zalew danych makroekonomicznych z Wysp nie wyklarował dalszej ścieżki stóp procentowych Banku Anglii. Rynek pracy ulega ochłodzeniu w stałym tempie. Z wyłączeniem okresu pandemii, stopa bezrobocia jest najwyższa od dekady, zaś liczba zatrudnionych spadła w grudniu o zatrważające 43 tys., co jest największą wartością od rozpoczęcia zbierania danych w 2014 r. Inflacja pozostaje uporczywie wysoka i przekracza 3%, niemniej jest to spowodowane czynnikami przejściowymi, sprzedaż detaliczna była zaś w grudniu zaskakująco wysoka.

W tym tygodniu będzie niewiele odczytów z Wielkiej Brytanii i komunikatów Banku Anglii, spodziewamy się więc, że funt będzie podążać za euro niemal krok w krok. Inwestorzy będą jedną nogą przy kolejnej decyzji Komitetu Polityki Monetarnej (05.02), jednak właściwie nie oczekuje się dalszych obniżek stóp procentowych w ciągu jeszcze dwóch–trzech posiedzeń, nie wpłynie więc ona raczej istotnie na sytuację.

Sztuczna inteligencja w medycynie – jak AI wspiera rozwój opieki zdrowotnej?

Sztuczna inteligencja imponująco przyspieszyła rozwój sektora medycznego pod kątem technologicznym. Globalni gracze, np. NVIDIA, inwestują w rozwiązania medtech, tworząc nawet pierwsze humanoidalne roboty chirurgiczne, które będą wspierać lekarzy, a docelowo – samodzielnie operować. Jak jeszcze AI ulepsza opiekę medyczną z perspektywy pacjentów oraz pracowników służby zdrowia?

AI sprzyja spersonalizowanej opiece zdrowotnej

Sztuczna inteligencja w medycynie ułatwia lekarzom i personelowi medycznemu szybsze diagnozowanie oraz kompleksowe monitorowanie stanu zdrowia, szczególnie w przypadku chorób przewlekłych oraz nagłych stanów zagrożenia życia. Narzędzia wykorzystujące AI sprzyjają udzielaniu celnych, spersonalizowanych porad na podstawie indywidualnych, niepowtarzalnych cech pacjentów.

Dzięki sztucznej inteligencji, która błyskawicznie analizuje duże i skomplikowane zbiory danych, można m.in. zminimalizować wystąpienie działań niepożądanych leków oraz zwiększyć skuteczność terapii. Co więcej, pacjenci, którzy wiedzą, że otrzymują unikalne zalecenia medyczne, mogą wyróżniać się wyższym zaangażowaniem w procesie leczenia i rekonwalescencji. Ponadto świadomość rzetelnej, spersonalizowanej opieki zdrowotnej sprawia również, że rośnie zaufanie pacjentów do lekarzy.

Jakie zastosowanie ma sztuczna inteligencja w medycynie?

AI w medycynie, rozumiana jako zbiór zaawansowanych algorytmów i modeli, analizuje ogromne ilości danych, w tym historię leczenia pacjenta, informacje o przyjmowanych lekach czy wyniki badań. Co istotne, sztuczna inteligencja ma zastosowanie w zaawansowanych sprzętach, np. w robotach chirurgicznych, stacjach diagnostycznych obrazowania medycznego czy aparaturze EKG.

Urządzenia monitorujące zbierają dane o kluczowych parametrach życiowych pacjentów, a następnie przetwarzają informacje w czasie rzeczywistym za pomocą AI, aby niezwłocznie wykrywać niepokojące anomalie i umożliwiać szybką reakcję pracowników służby zdrowia. AI odgrywa ważną rolę również w aptekach szpitalnych, usprawniając przygotowywanie leków i ustalanie ich dawkowania. Ponadto dzięki sztucznej inteligencji specjaliści w zakresie medycyny estetycznej mogą tworzyć wysoce realistyczne modele 3D, przedstawiając efekty zabiegów pacjentom.

Rozwój AI w opiece zdrowotnej szansą dla start-upów w branży medtech

7 stycznia 2026 roku OpenAI ogłosiło udostępnienie ChatGPT Health w Stanach Zjednoczonych – specjalnej wersji narzędzia, które pozwala na pozyskiwanie informacji medycznych i zdrowotnych na podstawie m.in. wyników badań użytkowników. Twórcy podkreślają, że aplikacja nie zastępuje profesjonalnej diagnozy i leczenia, tylko wspiera w poszukiwaniu trafnych porad na bazie spersonalizowanych danych. Jak podaje OpenAI, 230 mln osób w skali tygodnia „rozmawia” z ChatGPT o zdrowiu. To potwierdza zapotrzebowanie globalnego rynku na aplikacje mobilne ułatwiające dbanie o dobrostan fizyczny i psychiczny użytkowników. Warto podkreślić, że przedsiębiorstwa z sektora medtech (technologii medycznych) muszą zwrócić uwagę na bezpieczeństwo i poufność danych klientów, które nie powinny być używane do m.in. dalszego trenowania modeli AI.

Piotr Baszak nowym dyrektorem Freedom24 w Polsce

Freedom24, europejska platforma inwestycyjna należąca do międzynarodowej grupy inwestycyjnej Freedom Holding Corp., powołała Piotra Baszaka na stanowisko Dyrektora Generalnego polskiego oddziału. W swojej nowej roli Baszak będzie odpowiedzialny m.in. za realizację międzynarodowej strategii spółki, dalszy rozwój działalności na rynku krajowym oraz wzmacnianie pozycji i rozpoznawalności marki Freedom24 w Polsce.

Piotr Baszak ma ponad 25-letnie doświadczenie w sektorze finansowym. Specjalizuje się w zarządzaniu strategicznym, rynkach kapitałowych oraz transformacji cyfrowej, a jego kompetencje obejmują efektywne kierowanie zespołami operacyjnymi, zarządzanie ryzykiem oraz optymalizację procesów w dynamicznym otoczeniu biznesowym. Dzięki szerokiemu spektrum umiejętności Piotr jest postrzegany jako doświadczony lider z umiejętnością łączenia wizji strategicznej z realnymi wynikami biznesowymi.

W trakcie swojej kariery zawodowej Piotr Baszak pełnił kluczowe funkcje w krajowych instytucjach finansowych oraz organizacjach inwestycyjnych. Zajmował stanowiska od dealera korporacyjnego i eksperta ds. finansów po funkcje dyrektorskie w takich instytucjach jak BZ WBK (obecnie Santander Bank Polska) i Citibank.

Doświadczenie zdobywał również jak członek zarządu w wiodących firmach sektora finansowego, m.in. w XTB oraz TMS Brokers gdzie odpowiadał za trading, zarządzanie ryzykiem rynkowym, realizację projektów transformacji cyfrowej, rozwój innowacyjnych produktów finansowych oraz dynamiczny wzrost skali działalności.

Równolegle z karierą w sektorze finansowym zdobywał szerokie doświadczenie międzynarodowe, współpracując jako doradca strategiczny z organizacjami w Stanach Zjednoczonych, krajach Unii Europejskiej oraz w Azji. Istotnym etapem jego kariery było również kierowanie kompleksową transformacją biznesową jako CEO spółki działającej na rynku niemieckim, obejmującą restrukturyzację operacyjną, optymalizację procesów oraz wdrażanie nowoczesnego modelu zarządzania, co przełożyło się na trwały wzrost wartości przedsiębiorstwa.

Objęcie stanowiska Dyrektora Generalnego Freedom24 w Polsce to dla mnie nowe, ekscytujące wyzwanie. Dzięki wieloletniemu doświadczeniu w zarządzaniu organizacjami finansowymi widzę ogromny potencjał do dalszego rozwoju firmy i budowania świadomości marki opartej na nowoczesnych technologiach oraz transparentnej ofercie. Moim celem jest długofalowy wzrost Freedom24 i tworzenie realnej wartości dla klientów – mówi Piotr Baszak, Dyrektor Generalny dla Freedom24 Polska

Nowy dyrektor Freedom24 ukończył studia z zakresu finansów i bankowości na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. Jest również absolwentem programu Executive MBA realizowanego wspólnie przez London Business School, HEC Paris, NHH Norwegian School of Economics oraz Politechnikę Warszawską.

PIGEOR: Doceniamy otwartość Ministerstwa Energii na dialog, lecz projekt „ustawy sieciowej” (UC84) nadal wymaga kluczowych zmian

0

Polska Izba Gospodarcza Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej (PIGEOR) ocenia, że trwające prace nad nowelizacją Prawa energetycznego świadczą o gotowości do dialogu z branżą oraz o dostrzeganiu sygnałów płynących z rynku i środowiska realizującego inwestycje OZE, co Izba wyraźnie zauważa i docenia. Jednocześnie, bez dalszych kluczowych korekt obowiązujące rozwiązania mogą doprowadzić do poważnych i trwałych zaburzeń na rynku OZE. W ocenie Izby, utrzymanie obecnego kształtu przepisów grozi paraliżem inwestycyjnym, utratą tysięcy miejsc pracy oraz zahamowaniem rozwoju krajowych projektów, w szczególności realizowanych przez polskie małe i średnie przedsiębiorstwa.

Jako reprezentanci sektora OZE popieramy nadrzędny cel ustawy, jakim jest uporządkowanie rynku i eliminacja tzw. „projektów zombie” blokujących moce przyłączeniowe. Jednak narzędzia dobrane do realizacji tego celu w projekcie UC84 są wciąż zbyt radykalne i mogą wylać dziecko z kąpielą, uderzając w rzetelnych inwestorów, którzy od lat rozwijają projekty zgodnie z obowiązującym prawem. W obecnym kształcie przepisy te niosą ryzyko, że kapitał zainwestowany zgodnie z obowiązującym prawem przepadnie, a zaawansowane projekty zostaną wyeliminowane z rynku nie z winy inwestorów, lecz wskutek nagłej zmiany reguł gry, co usiłuje wprowadzić ustawa.

Pułapka planistyczna

Nasz sprzeciw budzą przepisy przejściowe (art. 14 i 15 projektu). Projekt zakłada wygaszanie ważnych umów o przyłączenie, jeśli inwestorzy nie dostarczą pozwolenia na budowę w bardzo krótkich terminach (np. 24 miesiące dla fotowoltaiki, 36 miesięcy dla wiatru) liczonych od wejścia ustawy w życie.

Projekt wiąże zatem ważność warunków przyłączenia z posiadaniem Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP) lub koniecznością jego szybkiego uchwalenia. W polskich realiach, gdzie procedury planistyczne w gminach trwają latami, uzależnienie utrzymania warunków przyłączenia od tempa prac urzędów jest rozwiązaniem nierealnym do spełnienia dla setek zaawansowanych projektów.

Karanie inwestorów za przewlekłość postępowań administracyjnych, na co nie mają wpływu, podważa zaufanie do państwa prawa. Weryfikacja już wydanych warunków przyłączenia pod kątem nowych, zaostrzonych wymogów to niebezpieczny precedens, który może zahamować napływ kapitału niezbędnego do transformacji – mówi dr Ewa Krasuska Dyrektor Generalny Izby.

Grozi nam utrata kapitału liczonego w dziesiątkach miliardów złotych i zamrożenie projektów, które mogłyby wkrótce zasilać polskie domy i fabryki.

Stanowisko PIGEOR – co należy zmienić?

Aby ustawa realnie usprawniła rynek, a nie doprowadziła do luki inwestycyjnej i wzrostu cen energii, PIGEOR postuluje:

  1. Ochronę praw nabytych: Nowe, rygorystyczne wymogi powinny dotyczyć wyłącznie nowych wniosków o przyłączenie. Projekty z ważnymi umowami przyłączeniowymi, które są aktywnie rozwijane i poniosły już znaczne nakłady finansowe, powinny mieć zagwarantowaną stabilność otoczenia prawnego.
  2. Urealnienie terminów: Terminy na uzyskanie pozwoleń na budowę muszą uwzględniać realia administracyjne w Polsce. Sztywne ramy czasowe zaproponowane w art. 7 ust. 2a nie biorą pod uwagę skomplikowania procedur środowiskowych.
  3. Precyzyjną definicję „projektów zombie”: Eliminacja spekulacji nie może odbywać się kosztem uczciwych deweloperów. Mechanizmy weryfikacji powinny skupiać się na podmiotach, które nie podejmują żadnych działań inwestycyjnych, a nie na tych, którzy utknęli w procedurach urzędowych.

Wierzymy, że dalsze prace legislacyjne pozwolą wyeliminować te ryzyka. Branża OZE jest gotowa do dalszej współpracy nad przepisami, które uwolnią sieci elektroenergetyczne, jednocześnie gwarantując bezpieczeństwo inwestycyjne i realizację celów klimatycznych Polski.

Jakie wsparcie można zaoferować działowi HR?

Obecnie osoby odpowiedzialne za kadry i płace korzystają z nowoczesnych narzędzi, których celem jest ułatwienie wykonywania obowiązków. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie, ponieważ dzięki temu można m.in. na czas wypłacać wynagrodzenia oraz dopilnować wszystkich szczegółów związanych z umowami. Im większa liczba zatrudnionych osób w przedsiębiorstwie, tym obsługa kadrowo-płacowa stanie się łatwiejsza dzięki takim rozwiązaniom. 

Program kadrowo-płacowy – co należy wiedzieć na jego temat?

Wśród licznych propozycji, których celem jest ułatwienie pracy poszczególnych działów, jest program kadrowy, taki jak np. HRappka.pl. Jego obecność pozwala na prowadzenie dokumentacji związanej z zatrudnieniem, zwolnieniem, wypłatą wynagrodzeń. Stosowanie nowoczesnych programów sprawia, że nie ma konieczności wykonywania wielu prac ręcznie. Konieczność wypełniania wszystkich dokumentów osobiście sprawiała, że dużo czynności wykonywało się za długo. Nie ma więc co dziwić się temu, że w tym zakresie dążono do pełnej automatyzacji, która pomaga także zredukować pojawiające się błędy. Już na samym początku można dodać, że program opracowuje wszystkie dokumenty zgodnie z obowiązującymi przepisami. Program kadrowy zalicza się do polecanych rozwiązań, stosowanych przez coraz większą ilość przedsiębiorców, ponieważ pozwala na obsługę pracowników od momentu zatrudnienia do odejścia.

Jakie możliwości jest w stanie zapewnić program kadrowy?

Chcąc przekonać się do tego programu, warto zapoznać się z możliwościami przez niego oferowanymi. Wśród nich znaleźć można:

  • zatrudnienie pracowników – wystarczy do programu wpisać niezbędne dane osobowe i inne szczegóły, aby on sam wygenerował potrzebne dokumenty do zatrudnienia nowych osób. Do dyspozycji są gotowe szablony, dzięki czemu czas potrzebny na zatrudnienie zostaje zminimalizowany;
  • ewidencja pracy czasu i nieobecności – to dzięki temu będzie można w jednym miejscu rejestrować czas pracy, który będzie stanowić podstawę do naliczenia wynagrodzenia. Oprócz tego, w systemie będzie można umieścić wszystkie niezbędne informacje związane np. ze zwolnieniami, urlopami, a nawet delegacjami;
  • wynagrodzenie – teraz samo wyliczanie przysługującego wynagrodzenia będzie zdecydowanie szybsze. Oprócz tego, program pomaga również naliczyć wszystkie składki, podatki. Przy jego pomocy będzie można wygenerować listę płac do banku;
  • ZUS i Urząd Skarbowy – to po stronie pracodawcy leży wygenerowanie odpowiednich deklaracji, które muszą zostać skierowane do ZUS i Urzędu Skarbowego. Program umożliwia automatyzację tego procesu i minimalizowanie ewentualnych błędów, które mogłyby wymusić konieczność złożenia deklaracji.

W niektórych miejscach z programu skorzystać może nie tylko pracodawca. Specjalnie wyodrębniony portal pracownika umożliwia sprawdzenie wszystkich niezbędnych szczegółów (np. wniosków urlopowych) pracownikowi, dzięki czemu nie trzeba będzie notorycznie udawać się do działu kadr w przypadku pojawiających się wątpliwości.

Gdzie warto zastosować program kadrowy?

Coraz popularniejsze programy kadrowe, które można dopasować do potrzeb przedsiębiorstwa, są tak naprawdę narzędziem uniwersalnym, możliwym do zastosowania w wielu miejscach. Zarówno jeżeli mowa o małych i średnich firmach, jak również tych miejscach, gdzie zatrudnionych jest po kilkaset lub więcej osób. Chętnie bazują na nich również biura księgowe, które zajmują się na co dzień obsługą podmiotów i ich pracowników z różnych sektorów. Nie trzeba obawiać się takich rozwiązań. Tym bardziej że dział kadr zawsze uczony jest obsługi programów od podstaw tak, aby zaznajomienie się z tematem nie sprawiało żadnych trudności.

Czy warto zdecydować się na automatyzację przez program kadrowy?

Nowoczesne oprogramowania to tak naprawdę inwestycja w przyszłość firmy, która będzie zwracała się przez wiele lat użytkowania. Za zastosowaniem takich systemów przemawia oszczędność czasu. Dzięki temu możliwe będzie skupienie się na najważniejszych zadaniach przez dział kadr. Często podczas wypełniania takich dokumentów dochodziło do popełniania błędów. Teraz mając taki program, który wiele rubryk wypełnia samodzielnie, owe błędy będą zdarzały się jeszcze rzadziej. Za takim systemem przemawia również pełna legalność i aktualizacje, które zawsze będą odbywać się zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa. Przedsiębiorca nie będzie musiał obawiać się tego, że coś będzie źle wykonane, co też mogłoby wygenerować niepotrzebne koszta. Kolejną zaletą takich programów jest także lepsza organizacja danych. Wszystkie informacje o pracownikach znajdują się w jednym, bezpiecznym miejscu. To także wsparcie dla pracowników, które pozytywnie wpłynie na komunikację pomiędzy poszczególnymi działami. 

Każde przedsiębiorstwo dąży do tego, aby móc się rozwijać. Tak, aby w przyszłości móc osiągać jeszcze większe zyski. Warto więc szukać rozwiązań, które w pewnych sektorach mogą odciążyć działy kadrowe. Taką propozycją staje się oprogramowania kadrowe, które można wykorzystać do ewidencji pracy, zarządzania kandydatami, generowania zezwoleń, raportowania oraz do wielu innych czynności. 

Arche zdradza plany rewitalizacji Elektrociepłowni Zabrze i zakupu kolejnego obiektu w woj. śląskim

W piątek 23 stycznia b.r. w Katowicach w trakcie jubileuszowej X edycji 4 Design Days w ramach panelu zatytułowanego „Hot List: O tych projektach mówi branża! Najświeższe projekty, które już wkrótce zdefiniują miejski krajobraz”, znana z ratowania zabytków hotelarsko-deweloperska Grupa Arche przedstawiła swój projekt rewitalizacji Elektrociepłowni Zabrze oraz poinformowała o planach nabycia kolejnego — czwartego z kolei — historycznego obiektu w województwie śląskim. Jak oznajmił w nagraniu zaprezentowanym uczestnikom tego ważnego w świecie architektury i designu wydarzenia, prezes Arche Władysław Grochowski, tym razem jego firma ma apetyt na nieruchomość położoną w budynku dawnej elektrowni Renarda w Sosnowcu. 

— Jestem szczęśliwym człowiekiem, że mogę inwestować na Śląsku. To jest absolutna rewelacja! Obecnie intensywnie realizujemy tutaj projekty Elektrociepłowni Szombierki w Bytomiu i Pałacu Donnersmarcków w Siemianowicach Śląskich, a niedługo będziemy wchodzili z pracami do Elektrociepłowni Zabrze. Z kolei nasz kolejny nabytek, który myślę, że będzie dla wszystkich dużym zaskoczeniem, to stojący od wielu lat pustostan — niedokończony hotel — w Sosnowcu, który ma bardzo ciekawą historię. Wszystkie nasze cztery projekty są bardzo, bardzo ambitne. Pamiętam kiedy wiele lat temu trafiłem pierwszy raz do Sosnowca, jeszcze się przymierzałem do Śląska i wówczas szybko stamtąd uciekłem, ale teraz jak przyjeżdżam, to jestem tak naładowany dobrą energią, tak mi wszyscy kibicują, że wierzę, iż razem poderwiemy ten rejon mocno do góry, bo on na to zasługuje. Aktualnie prezydenci kolejnych śląskich miast chcą współpracować z Arche, jednak muszą troszkę poczekać, żebyśmy póki co dokończyli obecne rewitalizacje, lub przynajmniej byli na bardziej zaawansowanych etapach prac — mówił Władysław Grochowski prezes Arche.

Warto dodać, że niedokończony hotel w budynku dawnej elektrowni Renarda, a następnie kopalni Sosnowiec, jest starszy niż samo miasto. Jego najstarszą, zabytkową część wzniesiono w roku 1893, ale od tamtego czasu właściciele zmieniali się kilkakrotnie. W czasie okupacji należała ona do niemieckiego koncernu Preussag, a po zakończeniu II wojny światowej majątek znacjonalizowano — samą kopalnię przemianowując w 1946 r. na „Sosnowiec”. W latach 1949-1956 nosiła ona nawet imię Józefa Stalina. Natomiast po upadku PRL-u pod koniec lat 90. XX w. przedsiębiorstwo zrestrukturyzowano, ale i tak ostatecznie nie przetrwało i wydobycie zakończono w styczniu 1998 r. To był początek likwidacji Kopalni Węgla Kamiennego „Sosnowiec”, której nieruchomości podzielono i sprzedano. Nabył je lokalny przedsiębiorca, który planował uruchomić tam hotel ze spa. Biznesmen przebudowę rozpoczął w 2010 r. i  planował oddanie kompleksu do użytku w ciągu czterech lata. Jednak zamiast tego w 2014 r. prace budowlane przerwano, a obiekt zaczął popadać w ruinę — strasząc swoim wyglądem okolicznych mieszkańców.

Metamorfoza Elektrociepłowni Zabrze

W ostatnich latach Arche mocno inwestuje na Śląsku. W połowie ub.r. firma nabyła za 7,4 mln zł także zabytkową elektrociepłownię położoną w samym sercu Zabrza. Teraz ten niezwykły, ponad 5-hektarowy kompleks, składający się z 13 budynków poprzemysłowych, przejdzie spektakularną metamorfozę. Celem jest stworzenie przestrzeni, która połączy funkcje hotelowe, edukacyjne, kulturalne i gastronomiczne, zachowując przy tym ducha miejsca i industrialny charakter obiektu. Rewitalizacja ma kosztować ok. 70 mln zł i zakończyć się w 2028 r.

— Planując prace na terenie EC Zabrze, podchodzimy do tego zadania z ogromnym szacunkiem. Nie zamierzamy tu wchodzić z ciężkim sprzętem, by burzyć i budować wszystkiego od nowa. Naszym celem jest ożywienie miejsca, które od 1897 r. było „Sercem Śląska”. Chcemy, aby ten obiekt, który kiedyś dawał miastu prąd i ciepło, w przyszłości zaczął „produkować” dobrą energię poprzez kulturę, spotkania i edukację — wyjaśnia Piotr Grochowski główny architekt Arche.

Jego wizja architektoniczna jest prosta — Arche ma ingerować w zabytkowe mury tak mało, jak to tylko możliwe. EC Zabrze obecnie

— Nie będziemy ukrywać pęknięć ani czyścić cegieł do idealnej gładkości — te ślady to historia, którą chcemy zachować. Nowe elementy, które wprowadzimy do środka, będą lekkie i nienachalne. Często będą to rozwiązania mobilne, które będzie można przestawiać, by nie zdominowały potężnych, fabrycznych hal. Sercem projektu będzie żywe Muzeum Energetyki o powierzchni około 2 tys. m kw. W starej kotłowni pozostawimy olbrzymie piece, które staną się tłem dla nowoczesnych wystaw. Z kolei w hali turbin planujemy stworzyć przestrzeń gastronomiczną, przypominającą gwarną halę targową. Co najważniejsze — nie usuniemy stamtąd maszyn. Wielkie turbiny i pompy zostaną na swoich miejscach. Zamierzamy zamontować w nich przezroczyste elementy, żeby każdy mógł zajrzeć do ich środka — zdradza Piotr Grochowski.

Również powstała baza noclegowa będzie połączeniem historii z nowoczesnością. Łącznie zaprojektowania tam około 250 pokoi. Około 100 z nich urządzone będzie bezpośrednio w starych budynkach. Drugą część, czyli 150 pokoi, zrealizowane będą w zupełnie nowym budynku we wschodniej części terenu. Aby przyśpieszyć rewitalizację, Arche wykorzysta tam również nowoczesną technologię modułową. Ten budynek urbanistycznie domknie historyczną zabudowę, a jego detale będą nawiązywać do stalowej konstrukcji dawnych chłodni kominowych.

EC Zabrze obecnie

— EC Zabrze nie będzie zamkniętą twierdzą. Tworzymy tu otwartą przestrzeń dla inicjatyw społecznych. Zapraszamy szkoły na żywe lekcje historii i techniki. Tworzymy miejsce dla seniorów, którzy będą mogli aktywnie spędzać czas, dzieląc się swoją wiedzą o śląskim przemyśle. Całkowicie odmienimy też otoczenie budynków. Naszym celem jest dwukrotne zwiększenie powierzchni terenów zielonych. Chcemy, aby beton ustąpił miejsca naturze. W miejscu dawnych chłodni kominowych powstanie unikalny Park Industrialny. Znajdzie się tam nie tylko strefa festiwalowa na 5 tys. osób, ale także niezwykły, industrialny plac zabaw dla dzieci, wykonany z elementów nawiązujących do fabrycznej przeszłości. Chcemy, aby to miejsce łączyło pokolenia — od dzieci bawiących się w parku, przez młodzież na koncertach, po seniorów-przewodników. EC Zabrze ma stać się zielonym, otwartym punktem na mapie, połączonym ze szlakami Kopalni Guido i Sztolni Królowa Luiza, gdzie historia spotyka się z odpowiedzialną przyszłością — dodaje Piotr Grochowski.

Rosnący potencjał turystyczny Śląska

Arche mocno wierzy w rozwój turystyki na Śląsku. Wskazuje, że to wciąż nie w pełni doceniony przepiękny region Polski o rosnącym znaczeniu nie tylko turystyki biznesowej (MICE), ale i wypoczynkowej. A jego potencjał jest ogromny i różnorodny, oparty na unikalnym połączeniu dziedzictwa industrialnego, kultury, przyrody i zabytków, ale także z nowoczesnymi atrakcjami oraz dobrze rozwiniętą infrastrukturą.

— Inwestycja w EC Zabrzu to dla Grupy Arche kolejny krok w realizacji misji przywracania życia miejscom zapomnianym i tworzenia przestrzeni otwartych na ludzi, ideę wspólnoty i kulturę. To szczególny projekt, ponieważ łączy szacunek do lokalnej tożsamości z odwagą i innowacji. W istocie to nie tylko rewitalizacja, ale dowód, że historia może być fundamentem przyszłości i że robimy, coś dla kolejnych pokoleń. Stąd niezmiernie istotne jest dla nas budowanie lokalnych relacji, dbałość o środowisko i wszelkie detale, dlatego działamy w myśl zasady, że nic nie powinno się zmarnować. Dla przykładu materiały pozyskane z niezbędnych rozbiórek — stara cegła, stalowe elementy czy beton — nie trafią na śmietnik. Zostaną oczyszczone i wykorzystane ponownie przy aranżacji wnętrz oraz w małej architekturze na zewnątrz. Chętnie korzystamy też z wiedzy ludzi, których życie wiązało się z danym obiektem. Jest to wyraz respektu do zasobów i historii danego miejsca. Na pewno nasze cztery rewitalizacje na Śląsku będą wpisać się w rozwój regionu z korzyścią dla lokalnych społeczności — podsumowuje Adam Białas dyrektor komunikacji i operacji Arche.

Za atakiem na polską energetykę stała rosyjska grupa Sandworm

0

Analitycy ESET: Za grudniowym atakiem na polską energetykę stoi rosyjska grupa Sandworm. Uderzyli w 10. rocznicę blackoutu w Ukrainie.

Analitycy cyberzagrożeń z ESET przedstawili szczegóły ataku na polski sektor energetyczny, o którym  niedawno informowali premier Donald Tusk oraz minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski. Eksperci potwierdzili, że za próbą paraliżu sieci z 29 grudnia 2025 roku stoi powiązana z rosyjskim wywiadem grupa Sandworm. Atak nastąpił dokładnie w 10. rocznicę zorganizowanego przez tę samą grupę pierwszego w historii blackoutu wywołanego przez cyberatak – w grudniu 2015 roku w Ukrainie.

Jak informowały polskie władze, pod koniec ubiegłego roku polski sektor energetyczny stał się celem znaczącego cyberataku. Analitycy ESET potwierdzają próbę zakłócającego ataku cybernetycznego, która miała miejsce 29 grudnia 2025 roku. Napastnicy wykorzystali oprogramowanie typu wiper, które analitycy ESET przeanalizowali i nazwali DynoWiper. ESET nie ma informacji, aby w wyniku tego ataku doszło do jakichkolwiek skutecznych zakłóceń.

Na podstawie analizy złośliwego oprogramowania oraz powiązanych z nim taktyk, technik i procedur (TTP), z umiarkowaną pewnością przypisujemy ten atak powiązanej z Rosją grupie Sandworm. Wynika to ze znacznej zbieżności z licznymi, wcześniejszymi działaniami Sandworm z użyciem wiperów, które analizowaliśmy.

Choć szczegóły dotyczące zamierzonych skutków ataku są wciąż badane, należy zwrócić uwagę na czas tego skoordynowanego uderzenia. Przeprowadzono je w samym środku zimy, dokładnie w 10. rocznicę zorganizowanego przez grupę Sandworm ataku na ukraińską sieć energetyczną. Był to pierwszy w historii przypadek przerwy w dostawie prądu spowodowany przez złośliwe oprogramowanie. W grudniu 2015 roku ta grupa APT, wykorzystując malware BlackEnergy, przeniknęła do systemów krytycznych kilku podstacji elektrycznych, pozbawiając około 230 000 osób energii na kilka godzin.

Kryzys zaufania do USA uderza w kurs dolara. Geopolityka ważniejsza niż makro

W 2026 roku stan psychiczny inwestorów, podobnie jak nastawienie do treści oglądanych w internecie, można zdefiniować jednym słowem – zwątpienie. Po pojawieniu się istotnej informacji rynki reagują, jednak z czasem zdają sobie sprawę, że prawdopodobnie zostały nabrane, tak jak po obejrzeniu fake’owego filmiku stworzonego przez AI. Przykładem tego zjawiska jest powrót eurodolara na 1,175 USD, spowodowany kulejącym zaufaniem do amerykańskiej waluty. W piątek o poranku nieliczni chcieli uwierzyć, a potem jednak uwierzyli w odrodzenie funta.

Wizerunek łatwiej zepsuć, niż zbudować

Amerykańska waluta ma za sobą ciężki tydzień. W poniedziałek kurs głównej pary walutowej świata oscylował przy 1,16 USD. Dziś jesteśmy o ponad cent wyżej. Oznacza to około 1,1% strat względem euro. Głównym powodem osłabienia dolara była groźba siłowego przejęcia Grenlandii przez USA. Groźba, która na rynku znów poddała w wątpliwość wiarygodność Stanów Zjednoczonych. Wtedy to kurs EUR/USD po raz pierwszy w tym tygodniu zwyżkował do 1,175 USD. Po wycofaniu pogróżek Trumpa wiara w dolara wróciła, jednak była słaba i chwilowa. Po zejściu do 1,169 USD notowania „edka” szybko odbiły, wracając do wcześniej wskazanego oporu. Widzimy więc, że zmiana narracji względem największej wyspy świata dała ulgę rynkom, jednak poczucie dyskomfortu pozostało. Co więcej, z każdym kolejnym straszakiem Trumpa niesmak wokół USD jest coraz większy, co szkodzi mu na arenie międzynarodowej.

Waluty USA nie wspiera już nawet wizja odsunięcia cięcia stóp procentowych na czerwiec. Jak łatwo się domyślić, powodem jest również Trump, a dokładnie jego prawdopodobna gołębia nominacja nowego szefa (niezależnej instytucji) FED. W tym otoczeniu pojawiły się również dane z USA. Inflacja PCE za listopad to zgodnie z oczekiwaniami 2,8% r/r, a za październik to 2,7% r/r. Jednoczesny wzrost annualizowanego PKB z 3,8% do 4,4%, który delikatnie przewyższył prognozę 4,3%, ani nie osłabił, ani nie wzmocnił USD. Oznacza to, że rynki aktualnie nadają większą wagę geopolityce, niż publikacjom makroekonomicznym.

Agresywny PLN

Straty wizerunkowe waluty zza oceanu i przepływ kapitału do Europy pozwala krajowej walucie umocnić się na forex. W piątek o poranku kurs USD/PLN to 3,582 PLN (wczoraj byliśmy o grosz niżej). Podobnie wyglądają notowania EUR/PLN, które utrzymują się ok. 4,205 (wczoraj zeszliśmy nawet do 4,197 PLN). Warszawski parkiet także zyskuje, czwartkowa sesja zakończyła się zwyżką w okolicach 3340 pkt., a szeroki WIG wyznaczył nowe historyczne szczyty przy 123500 pkt. Złotemu w ofensywie dodatkowo pomagają dobre dane z krajowej gospodarki, o których pisaliśmy wczoraj. Ich potwierdzeniem jest dzisiejszy wzrost Wskaźnika Dobrobytu wg BIEC z 90,5 pkt. do 96 pkt. Wśród czynników zewnętrznych można wskazać również dobre odczyty indeksów PMI. W przypadku strefy euro wskaźnik badający sektor przemysłu zwyżkował z 48,8 pkt. do 49,4 pkt (prognoza 49,1 pkt.), zbliżając się do neutralnego poziomu 50 pkt. Powyżej niego (51,9 pkt.) utrzymał się sektor usługowy, który mimo delikatnej zniżki wciąż znajduje się w strefie rozwoju.

Rynek chce uwierzyć w funta

Piątkowy poranek przebiegał pod dyktando funta. Brytyjska waluta w końcu umocniła się na forex. Z samego rana dowiedzieliśmy się o wzroście sprzedaży detalicznej w ujęciu rocznym o 2,5%, mimo prognozowanego spadku z 1,8% do 1%. W ujęciu miesięcznym odnotowano wzrost o 0,4%, mimo prognoz pozostania przy -0,1%. Większa sprzedaż sugeruje przyszłe wzrosty dynamiki cen, co oddala nas od cięć stóp procentowych. Po publikacji funt delikatnie umocnił się na forex, jednak ciążyło nad nim widmo szybkiego odreagowania. Obawy zostały rozwiane wraz z danymi o PMI, które wrosły powyżej oczekiwań. PMI dla usług zwyżkował z 50,6 pkt. do 51,6 pkt. (prognoza 50,6 pkt.), natomiast sektor przemysłowy to skok z 51,4 pkt. do 54,3 pkt. (konsensus 51,7 pkt.). Poprawa aktywności gospodarczej to dobra informacja, jednak naraża Brytyjczyków na wzrost inflacji. To dodało paliwa GBP (bardziej jastrzębia polityka BoA). Do południa kurs GBP/PLN wzrósł z 4,82 PLN na 4,85 PLN (powrót do poziomu sprzed wczorajszego silnego umocnienia złotego). Na szerokim rynku funt istotnie zyskiwał dopiero po danych PMI, gdyż po porannych danych o sprzedaży inwestorzy nie do końca byli przekonani co do siły funta.

Coraz mniej wolnej powierzchni w Warszawie: pustostany spadły do 9,1% przy wysokim popycie

Warszawski rynek biurowy zamknął 2025 rok jednym z najwyższych poziomów popytu w historii, przy jednoczesnym spadku podaży i wyraźnym obniżeniu wskaźnika pustostanów. Jak wynika z raportu „Warsaw Office Market Spotlight Q4 2025” przygotowanego przez Savills Polska, kluczowymi zjawiskami są: przewaga renegocjacji, ograniczona dostępność dużych modułów w centrum oraz rosnąca presja na czynsze w najlepszych budynkach.

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły na koniec 2025 roku 6,23 mln m kw., czyli o 1% mniej niż rok wcześniej. To efekt wyburzeń i zmiany przeznaczenia starszych obiektów. Tylko w minionym roku ze stołecznego rynku zniknęło ponad 152 tys. m kw. biur (w formie wyburzeń lub zmian przeznaczenia budynków biurowych). Jednocześnie nowa podaż była niska i sięgnęła 88,7 tys. m kw. (spadek o 15% r/r), z czego około 90% przypadło na centralne lokalizacje. W budowie pozostaje 202 000 m kw., a największe projekty, takie jak AFI Tower czy Upper One, powstają w centrum.

Od 2020 roku z warszawskiego rynku ubyło już blisko 410 tys. m kw. powierzchni biurowej. Z całą pewnością nie możemy mówić o chwilowym trendzie, a raczej o znaczącej zmianie struktury rynku, której efektem jest to, że starsze biurowce ustępują miejsca mieszkaniom, hotelom lub poddawane są głębokim modernizacjom. Coraz częściej dotyczy to także lokalizacji centralnych, co dodatkowo ogranicza dostępność powierzchni biurowych w najbardziej poszukiwanych częściach miasta – mówi Wioleta Wojtczak, Head of Reaserch, Savills.

Największe inwestycje, które pojawiły się na rynku w ubiegłym roku zrealizowano w zachodniej części centrum miasta (strefa Zachodnie Centrum). Były to The Bridge o powierzchni 47 tys. m kw. oraz Office House z 27,8 tys. m kw. biur. Skala projektów różni się wyraźnie w zależności od lokalizacji – w strefach centralnych średnia powierzchnia budynków będących w realizacji sięga ok. 25 tys. m kw., podczas gdy poza centrum dominują mniejsze, bardziej kameralne inwestycje, zazwyczaj poniżej 10 tys. m kw.

Autorzy raportu szacują, że do końca 2028 roku na rynek może trafić łącznie ok. 290 tys. m kw. nowej powierzchni biurowej, z czego blisko 230 tys. m kw. przypadnie na lokalizacje centralne, głównie w strefie Zachodnie Centrum.

Popyt osiągnął poziom 794 tys. m kw., co oznacza wzrost o 7% r/r i plasuje go w gronie najlepszych wyników w historii rynku. W samym czwartym kwartale wynajęto rekordową powierzchnię sięgającą blisko 310 tys. m kw. W 2025 roku aż 51% wolumenu stanowiły renegocjacje umów, co pokazuje, że firmy częściej decydowały się na pozostanie w dotychczasowych lokalizacjach niż na relokacje. Poza centrum szczególnie wyróżniał się Służewiec, gdzie wynajęto 180 tys. m kw. To trzeci najwyższy wynik w historii tej strefy, ustępując jedynie wynikom z lat 2015 i 2019. Najaktywniejszymi grupami najemców były sektory: produkcyjny (14%), IT (13%) oraz finansowy (11%).

Spadek nowej podaży i wysoki popyt przełożyły się na wyraźne obniżenie wskaźnika pustostanów. Na koniec roku wyniósł on 9,1%, czyli o 150 punktów bazowych mniej niż rok wcześniej. W strefach centralnych dostępność spadła do 6,1% zasobów, a a tylko w siedmiu budynkach położonych w centralnych strefach charakteryzowało się łączną dostępną powierzchniąpowyżej 5 tys. m kw. Równocześnie absorpcja netto wzrosła aż o 117% rok do roku, do poziomu 188,4 tys. m kw.

Ograniczona dostępność najlepszych powierzchni zaczęła wpływać na poziom czynszów. W drugiej połowie 2025 roku stawki w centralnych lokalizacjach wzrosły do około 27,50 EUR za m kw./miesięcznie, a poza centrum do około 19,00 EUR. Opłaty eksploatacyjne ustabilizowały się na poziomie 30-40 zł za m kw., choć w części budynków przekraczają 45 zł.

2025 rok potwierdził, że warszawski rynek biurowy wszedł w fazę wyraźnej nierównowagi pomiędzy popytem a podażą. W centrum miasta problemem nie jest dziś brak zainteresowania najemców, lecz bardzo ograniczona dostępność odpowiednio dużych i nowoczesnych powierzchni. To zjawisko będzie jednym z kluczowych czynników kształtujących rynek w tym roku, zarówno po stronie czynszów, jak i strategii, które obiorą najemcy – mówi Jarosław Pilch, Head of Tenant Representation, Savills.

Raport wskazuje, że przy prognozowanym przyspieszeniu wzrostu gospodarczego w 2026 roku i dalszym spadku stóp procentowych presja na najlepsze budynki biurowe może się utrzymać, a polaryzacja rynku pomiędzy obiektami „prime” a starszymi zasobami jeszcze bardziej się pogłębi.

W Warszawie mamy dziś rynek, na którym najlepsze budynki wyraźnie zyskują na wartości. Malejąca dostępność powierzchni „prime” oznacza większą konkurencję i dalszą presję na czynsze, a właściciele mogą pozwolić sobie na bardziej selektywne podejście do doboru najemców. Jednocześnie przewidujemy, że stabilizacja inflacji powinna ograniczyć skalę indeksacji, co częściowo złagodzi wzrost kosztów. To jednak nie zmienia faktu, że część firm zacznie realnie rozważać relokację poza centrum w poszukiwaniu projektów bardziej przystępnych cenowo – komentuje Daniel Czarnecki, Head of Landlord Representation, Savills.

Rynki odetchnęły: bez ceł za Grenlandię, dolar słabnie, złoto znów w natarciu

Wygląda na to, że scenariusz ceł za wspieranie Grenlandii się oddala, na co rynki reagują entuzjastycznie. Płace w Polsce rosną dużo szybciej od oczekiwań, a co z inflacją? Złoto znów idzie w górę i przygotowuje się ataku na psychologiczną barierę 5000 USD.

Jednak bez ceł a Grenlandię

Zgodnie z przewidywaniami wielu analityków dwa tygodnie, które od ogłoszenia ceł do ich wejścia w życie miały upłynąć, to było dość czasu, by doszło do zmiany zdania. Już w tym tygodniu okazuje się, że taryf jednak nie będzie i przygotowywane jest porozumienie w sprawie tego terytorium. Wygląda więc na to, że na wyspie faktycznie staną amerykańskie instalacje obronne. Nie dojdzie jednak do jej przejęcia przez USA. Jak reagują rynki? Na giełdach widać ulgę. Nie wróciliśmy jeszcze do poziomów sprzed początku zamieszania, ale główne indeksy odbiły w górę. Na rynku walutowym z kolei trwa przecena dolara względem euro. Od początku tygodnia amerykańska waluta potaniała z okolic 1,16 USD za 1 EUR w okolice 1,175 USD za 1 EUR.

Płace w Polsce przyspieszają

Wczoraj poznaliśmy pakiet danych z Polski. Produkcja budowlano-montażowa niespodziewanie wzrosła o 4,5%, podczas gdy analitycy spodziewali się spadku. Ważniejsze wydają się jednak odczyty na temat wynagrodzeń. Grudzień był pierwszym miesiącem w historii, w którym średnia płaca przekroczyła 9500 zł. Co więcej, był o ponad 500 zł lepszy od poprzedniego rekordowego miesiąca. Pensje rosną o 8,6% w skali roku, czyli o 1,5% powyżej oczekiwań. Na tę informację musimy spojrzeć z dwóch stron. Z jednej – przeciętnie jako społeczeństwo zarabiamy więcej, co jest z pewnością pozytywne. Z drugiej – oddala to dalsze obniżki stóp procentowych. Wysoka presja płacowa jest rzeczą, która może wpłynąć na szybki wzrost poziomu cen. Gdyby miało dojść do wzrostu inflacji, należy oczekiwać, że powstrzyma on lub przynajmniej spowolni dalsze obniżki stóp.

Kiedy 5000?

Wczoraj wieczorem kurs kontraktów na złoto zatrzymał się na poziomie 4960 dolarów. Do psychologicznej granicy wciąż brakuje, ale już naprawdę niewiele. Od początku roku wzrost ceny wyniósł wówczas ponad 14%. Ten dodatkowy procent, którego zabrakło, wydaje się zatem jedynie kwestią czasu. Oprócz próby ucieczki kapitału do bezpiecznych przystani mamy jeszcze jeden ważny powód – osłabienie dolara. Im tańszy jest bowiem dolar, w którym wyceniane jest złoto, tym mniej złoto kosztuje w walutach lokalnych. Z tego powodu, gdy amerykańska waluta słabnie, cena dolarowa surowców idzie w górę. W rezultacie cena surowca w walucie lokalnej pozostaje w miarę stała.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na odczyty indeksów PMI oraz:

14:30 – Kanada – wyniki sprzedaży detalicznej.

Finalizacja akwizycji Euvic Digital przez Digitree Group. Grupa celuje w 150 mln zł przychodów

Digitree Group S.A., notowana na GPW grupa technologiczno-marketingowa, zakończyła proces przejęcia 100% udziałów spółki Euvic Digital od Euvic Performance. Closing transakcji nastąpił po uzyskaniu wymaganych zgód korporacyjnych, w tym zatwierdzenia przez Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy w grudniu 2025 r.

Euvic Digital to agencja digital działająca w obszarach: kreacja, performance marketing, SEO/SEO-AI, social listening oraz ochrona reputacji online. W okresie styczeń-listopad 2025 r. spółka wypracowała 10,4 mln zł przychodów, 0,7 mln zł EBITDA oraz 0,7 mln zł zysku netto, utrzymując tym samym powtarzalne wyniki roczne na poziomie ok. 12 mln zł przychodów oraz ok. 1 mln zł zysku netto. W przejmowanej spółce i jej podmiotach zależnych pracuje ponad 40 specjalistów. Portfolio klientów Euvic Digital obejmuje m.in. Orange, mBank, Hewlett-Packard Enterprise, TIM, Haier Group, Kulczyk Investments, Związek Banków Polskich, QService Castrol, MHC Mobility oraz Otto Workforce. Spółka świadczy usługi także w ramach wyspecjalizowanych marek: Euvic Buzz (social listening, raportowanie, reputacja) oraz Euvic Organic Search (SEO i GEO/SEO-AI).

ZNACZENIE TRANSAKCJI DLA STRATEGII GRUPY DIGITREE

Przejęcie Euvic Digital wspiera realizację strategii Digitree Group, zakładającej wejście na poziom 150 mln zł przychodów rocznie poprzez jednoczesny, szybki rozwój organiczny oraz kolejne akwizycje. Ostatnia transakcja zapewnia Grupie dostęp do doświadczonych zespołów oraz otwiera możliwość synergii sprzedażowych (cross-selling) w obszarze digital marketingu i usług kreatywnych.

Dołączenie Euvic Digital do Digitree Group mocno wspiera nasz strategiczny cel budowy szerokiej oferty w obszarze digital oraz wzmacnia kompetencje zespołów w zakresie kreacji, performance marketingu oraz SEO-AI. Wchodzimy w 2026 rok jako grupa gotowa odpowiedzieć na zdecydowaną większość marketingowych wyzwań naszych klientów. To potężny impuls do dalszego wzrostu, jasny i czytelny znak dla rynku, ale przede wszystkim realne wzmocnienie naszej pozycji jako partnera. Pracujemy także nad kolejnymi akwizycjami – komentuje Tobiasz Wybraniec, prezes zarządu Digitree Group.

Po latach niezależnego wzrostu widzimy w ramach Digitree Group realną możliwość skalowania naszych kompetencji i wartości rynkowej. Integracja z większym partnerem daje nam dostęp do dobrze zorganizowanego backoffice oraz szerszych zasobów, dzięki czemu możemy skupić się na biznesie i klientach – mówi Krzysztof Małecki, prezes zarządu Euvic Digital. – Jako właściciele obejmujemy akcje Grupy, co pozwala nam współuczestniczyć w budowie dużego podmiotu reklamowego. Wnosimy do holdingu dojrzałe kompetencje: agencję digital z silnymi relacjami, agencję SEO rozwijającą obszar SEO-AI oraz zespół specjalizujący się w monitoringu i ochronie reputacji online. To uzupełnia istniejące możliwości Digitree i wzmacnia zdolność do dostarczania klientom pełnego wsparcia – od strategii i pozyskania ruchu, przez konwersję, aż po ochronę marki – dodaje.

POPRAWA WYNIKÓW PO TRANSFORMACJI

Digitree Group po kolejnych kwartałach 2025 r. raportowała wyraźną poprawę rentowności operacyjnej po przeprowadzonej transformacji strukturalnej. W trzecim kwartale 2025 r. spółka osiągnęła 1,93 mln zł EBITDA (+112% r/r) oraz 1,28 mln zł zysku netto, co jest najlepszym kwartalnym wynikiem spółki od początku transformacji. Łącznie po trzech kwartałach 2025 r. Grupa wypracowała 48,1 mln zł przychodów oraz 2,82 mln zł EBITDA (+13,6% r/r), przy dodatnim wyniku netto 0,4 mln zł (vs. –0,8 mln zł r/r).

Digitree Group kontynuuje identyfikację kolejnych celów akwizycyjnych, wskazując na rosnący potencjał konsolidacji rynku w 2026 r.

OTOCZENIE RYNKOWE SPRZYJA KONSOLIDACJI

Według danych Publicis Groupe Polska, wartość netto rynku reklamowego w Polsce po trzech kwartałach 2025 r. wyniosła ponad 9,6 mld zł (+6,6% r/r), przy czym najszybciej rosnącymi segmentami pozostają wideo online oraz reklama digital w rozproszonym ekosystemie platform. W ocenie analityków trend ten sprzyja integracji usług marketingowo-technologicznych oraz przewadze podmiotów oferujących skalowalne modele digitalowe.

Rekordowy grudzień 2025 w budownictwie

Takiego grudnia w polskim budownictwie nie było od dwóch dekad. Liczba mieszkań oddanych przez deweloperów osiągnęła najwyższy poziom od 2005 roku. Choć ogólny wynik budownictwa mieszkalnego w 2008 roku był formalnie wyższy, wynikało to wówczas z jednorazowej fali rejestracji starych budynków. Grudzień 2025 roku jest więc realnym, rynkowym rekordem.

Grudniowe dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS)  dotyczące skali nowego budownictwa mieszkaniowego w Polsce wskazują, że mieliśmy do czynienia z wyjątkowym miesiącem na tym rynku. W każdej kategorii rejestrowanej przez GUS (mieszkania oddane, pozwolenia na budowę, rozpoczęte budowy) zagregowane dla wszystkich grup inwestorów wyniki okazały się lepsze niż w listopadzie, a także w stosunku do grudnia 2024 roku. Liczba mieszkań oddanych do użytku w grudniu jest o 15% wyższa niż przed rokiem, pozwoleń na budowę było o 20% więcej, a rozpoczętych budów o 4% więcej niż przed rokiem.

Jak odczytywać ten wynik?

Warto przyjrzeć się uważniej statystykom całorocznym. W ubiegłym roku rozpoczęto budowę 212,4 tys. mieszkań, co oznacza spadek o 9% w stosunku do 2024 roku. Niemal taką samą 9,5% redukcję GUS odnotował w udzielonych w całym 2025 roku pozwoleniach ogółem. Jedynie liczba mieszkań i domów oddanych do użytkowania była – dzięki rewelacyjnym wynikom z grudnia –  o 4% wyższa niż w 2024 roku.

Opublikowane przez GUS dane wzmocniły wrażenie, że ocena kondycji budownictwa mieszkaniowego w Polsce na podstawie danych miesięcznych jest niezwykle ryzykowną praktyką. Dwie największe grupy inwestorów budujących w Polsce lokale mieszkalne: gospodarstwa domowe i firmy deweloperskie odnotowały w niemal wszystkich kategoriach wyniki lepsze niż miesiąc wcześniej. Wyjątek stanowią wyniki gospodarstw domowych w kategorii rozpoczynanych budów, których było o 21% mniej, co w kontekście zaskakująco mroźnego tegorocznego grudnia, nie zaskakuje. Warto podkreślić, że całoroczne efekty budownictwa mieszkaniowego  w 2025 roku są lepsze od wyników z 2024 roku tylko w kategorii mieszkań i domów oddanych do użytkowania. W pozostałych kategoriach rejestrowanych przez GUS (pozwolenia i rozpoczynane budowy) wyniki są wyraźnie gorsze niż w 2024 roku, przede wszystkim z powodu ograniczenia aktywności firm deweloperskich. Tego niepokojącego stanu nie zmienią optymistyczne sygnały świadczące o ożywieniu w budownictwie komunalnym i społeczno-czynszowym (TBS-y, SIM-y), ponieważ skala ich działalności pozostaje niewielka.

Z najnowszych danych GUS wynika, że liczba mieszkań i domów oddanych do użytku w Polsce w grudniu sięgnęła 203,4 tys. i była o 28% wyższa w porównaniu do wyników z listopada. W stosunku do grudnia 2024 roku GUS odnotował w tej kategorii 15% wzrost. Wyniki z dwunastu miesięcy br. okazały się o 4% wyższe niż w 2024 dzięki wyraźnie lepszej drugiej połowie roku. Liczba mieszkań i domów oddanych do użytkowania od lipca do grudnia była o 26% wyższa od wyniku z pierwszego półrocza. Sprawdziła się więc nasza listopadowa prognoza, zgodnie z która 2025 rok w mieszkaniach oddanych okaże się nieznacznie lepszy od 2024 roku.

Rekordowe domknięcie roku u deweloperów

Na wysokie grudniowe statystyki najsilniej wpłynęły wyniki  firm deweloperskich, które  odpowiadały za budowę ponad 16,4 tys. mieszkań i domów, co wskazuje na imponujący wzrost zarówno w stosunku do listopada (o 20%), jak i w porównaniu do grudnia ubiegłego roku (o 13,5%). Warto zaznaczyć, że ten kilkudziesięcioprocentowy wzrost miesiąc do miesiąca nastąpił po dobrym wyniku z poprzednich trzech miesięcy i oznacza najlepszy miesięczny wynik lokali oddanych do użytkowania przez firmy deweloperskie w 2025 roku. Na tle liczb z lat 2020-2023, kiedy do użytku oddanych było ponad 220 tys. lokali rocznie, wynik z 2025 roku na poziomie 208 tys., to solidna średnia.

Firmy deweloperskie odpowiadają za 67% wszystkich lokali mieszkalnych oddanych do użytku w grudniu. Wyniki inwestorów indywidualnych są ze swej natury bardziej stabilne niż efekty działalności deweloperów. W trzech pierwszych kwartałach 2025 roku ich udział w całości budownictwa mieszkaniowego w Polsce wahał się od 30% do 38% ogólnej liczby oddawanych lokali. W grudniu w porównaniu z listopadem gospodarstwa domowe (w terminologii GUS to inwestorzy indywidualni) zakończyły budowę o 38% większej liczby domów/mieszkań, a w stosunku do grudnia 2024 roku ich wynik był o 13% lepszy. Wzrost w porównaniu z listopadem wyhamował tendencję spadkową w budownictwie indywidualnym, którą obserwowaliśmy od początku 2025 roku. W rezultacie w grudniu udział tej grupy inwestorów w budownictwie ogółem w Polsce wzrósł w odniesieniu do listopada i wyniósł 30% (w listopadzie zaledwie 27%).

Plany inwestycyjne pod lupą

Starania o uzyskanie pozwoleń na budowę w grudniu przyniosły wyraźnie lepsze efekty niż w listopadzie. Grudniowe wyniki w tej kategorii okazały się najlepsze w 2025 roku. Łączna liczba pozwoleń uzyskanych przez wszystkie grupy inwestorów w listopadzie 2025 roku sięgnęła niemal 28 tys. lokali. Z tego 20 tys. pozwoleń otrzymali deweloperzy, a 6,9 tys. inwestorzy indywidualni. W efekcie w grudniu suma udzielonych pozwoleń była niższa o 35% w porównaniu do listopada tego roku i o 20% w stosunku do grudnia 2024 roku.

Liczba lokali mieszkalnych, na budowę których wszystkie grupy inwestorów uzyskały pozwolenie w 2025 roku, wyniosła tylko 265,6 tys. mieszkań i jest wyraźnie niższa niż rok temu (-8,8%). W całym 2025 roku deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę łącznie 171,5 tys. mieszkań i domów (o 16,6% mniej r/r), a inwestorzy indywidualni 85,8 tys. (o 8,6% więcej).

Statystyki GUS z poszczególnych miesięcy 2025 roku dotyczące rozpoczynanych w całej Polsce budów wskazywały, że od kwietnia skala nowych inwestycji słabła. Nadzieją na odwrócenie tej tendencji były dane GUS z lipca, kiedy nastąpił wyraźny wzrost w ujęciu miesiąc do miesiąca i wyrównanie wyników sprzed roku. Podobnie wyglądał wrzesień i październik za sprawą wyższej aktywności firm deweloperskich. Listopadowe dane zmroziły nadzieje o ożywieniu w budownictwie mieszkaniowym, a grudniowe tylko delikatnie je poprawiły. Liczba budów rozpoczętych w grudniu przez wszystkie grupy inwestorów była nieznacznie wyższa niż w listopadzie (0,6%) i delikatnie wyższa niż w analogicznym okresie 2024 roku (4,1%).

W grudniu 2025 roku wszystkie grupy inwestorów rozpoczęły budowę zaledwie 13,1 tys. lokali mieszkalnych. Niewielkim pocieszeniem jest fakt, że w listopadzie budów rozpoczętych było 13 tys., a rok temu – 12,6 tys. Ten minimalny wzrost w rozpoczynanych budowach ogółem w stosunku do listopada to przede wszystkim zasługa większej aktywności firm deweloperskich (o 11% w porównaniu z listopadem).

Rynek dwóch prędkości – kto budował w 2025 roku?

Wyniki zagregowane dla całego minionego roku potwierdzają prognozy Otodom z połowy roku: aktywność w sektorze rozpoczynanych budów spadła o 9,2% względem 2024 roku. Choć wynik jest ujemny okazał się łagodniejszy niż zakładane kilkunastoprocentowe spadki. Gdyby nie stabilna aktywność gospodarstw domowych, redukcja liczby rozpoczynanych w całej Polsce budów byłaby znacznie większa. W 2025 roku inwestorzy indywidualni rozpoczęli o 2,6% więcej projektów budowlanych niż w 2024 r. Natomiast spółdzielnie mieszkaniowe, jednostki samorządu terytorialnego oraz TBS-y i SIM-y przeciwnie – rozpoczęły budowę mniejszej liczby mieszkań niż w 2024 roku.

Bieżące dane GUS o rozpoczynanych budowach ogółem warto zestawić z liczbą wydanych  pozwoleń. W 2025 roku różnica między tymi statystykami  wyniosła 51,1 tys., co oznacza, że niemal co piąte (19%) uzyskiwanych pozwoleń ogółem nie przełożyło się na start budowy. Wśród firm deweloperskich odsetek odkładanych pozwoleń jest większy i wynosi 23%. Dla porównania w przypadku inwestorów indywidualnych wskaźnik ten wynosi nieco ponad 8% (nadwyżka 7,1 tys. pozwoleń).

Po frankowiczach czas na „wiborowiczów”? Decyzja TSUE może wywołać lawinę pozwów

Już wkrótce sądy może dotknąć kolejny kłopot. Wzrasta bowiem zainteresowanie składaniem pozwów związanych ze wskaźnikiem WIBOR. Według części ekspertów, grozi nam nawet swego rodzaju paraliż. Banki mogłyby wyjść do swoich klientów z propozycjami zmian, aby uniknąć długotrwałych procesów. Jednak w przestrzeni publicznej pojawiają się opinie, że nie należy spodziewać się ugód na warunkach korzystnych dla konsumentów. Ponadto nie brakuje ostrzeżeń przed firmami, które udają kancelarie prawne, stosując np. nierzetelną narrację. Do tego eksperci dodają, że być może trzeba powołać w sądach wydziały zajmujące się tylko kwestiami finansowymi, żeby tego typu sprawy były szybciej procedowane.

Polskie sądy od wielu lat ogólnie są przeciążone. Do sprawy przyłożyli się m.in. frankowicze. Jednak wkrótce sytuacja może być jeszcze gorsza, co wynika z prognoz pojawiających się w przestrzeni publicznej. Rośnie bowiem zainteresowanie sprawdzaniem umów ze wskaźnikiem WIBOR i składaniem pozwów z tego tytułu.

– Na pewno coraz więcej takich spraw trafia do sądów. Docierają też kolejne zapytania prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości UE w tych kwestiach. Prawdopodobnie część pozwów troszkę „leżakuje” w sądach, bo nie wszyscy wiedzą, jak się za to zabrać, czekają na Trybunał, na rozwój sytuacji – żeby nie popełnić błędów jak na początku historii z kredytami frankowymi. Jednocześnie mamy patologiczną sytuację systemową. W niektórych sądach na jednego orzekającego przypada ponad 1000 bieżących spraw. Grozi nam paraliż, więc Ministerstwo Sprawiedliwości powinno zweryfikować to, co się dzieje. Chciałoby się powiedzieć „zanim będzie za późno”, ale w gruncie rzeczy już i tak jest zdecydowanie „za późno” – komentuje dr Dawid Rogoziński z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego.

Podobnego zdania są też inni rynkowi eksperci. Jak stwierdza adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal, obciążenie sądów może faktycznie wzrosnąć. Pozostaje mieć nadzieję, że doświadczenie nabyte przy sprawach walutowych pomoże w rozładowaniu tego wzrostu. W opinii eksperta, pomocne są także przepisy umożliwiające wniesienie sprawy do sądu właściwego dla kredytobiorcy, a nie siedziby banku – odciąży to sądy warszawskie. Z uwagi na wartość przedmiotu sporu więcej spraw będzie trafiać również do sądów rejonowych, a nie tylko do okręgowych.

– Przeciążenie sądów wynika przede wszystkim z niedoborów kadrowych. W praktyce spotykam się ze sprawami, w których na pierwszą rozprawę czasem trzeba czekać nawet dwa lata. Organy wymiaru sprawiedliwości na bieżąco powinny być gotowe do rozpatrywania pozwów, bez względu na to, czego one dotyczą. Nic nie zwiększy efektywności sądów lepiej niż powołanie do wykonywania zawodu zastępów dobrze wykształconych, gotowych do nieustannego podnoszenia swoich kwalifikacji i mądrych sędziów – zaznacza dr Paweł Klimek z Wydziału Prawa Uniwersytetu Andrzeja Frycza Modrzewskiego i prezes zarządu Fundacji Poradnictwa Pro Bono.

Z kolei mec. Jakub Bartosiak podkreśla, że sądownictwo powołane jest do rozstrzygania sporów. Skoro banki nie są zdolne do samoregulacji i przyznania, że postępowały niewłaściwie, to konieczne jest orzekanie w tych kwestiach przez sądy. Według eksperta z MBM Legal, banki mogą obecnie wyjść do swoich klientów z propozycjami zmian. Dzięki temu uniknęlibyśmy długotrwałych procesów. Doświadczenie wskazuje jednak, że nie bardzo chyba możemy liczyć na taką refleksję.

– Kredytobiorcy złotowi mocno obserwowali to, co się działo z kredytami frankowymi. Na początku straszono tzw. frankowiczów, że nie mają szans na wygraną. W narracji ta sytuacja jest nieco podobna. Dochodzi do tego identyczny problem w Hiszpanii, w której część kredytobiorców chce kwestionować wskaźniki stosowane przez tamtejsze banki podobne do naszych SKOKów. Zapadły już pierwsze orzeczenia Trybunału, więc zaczyna się ferment. I to przekłada się na rosnące zainteresowanie sprawdzeniem umów i składaniem pozwów – dodaje dr Dawid Rogoziński.

Natomiast jak podkreśla dr Paweł Klimek, można wyróżnić umowy, których postanowienia są sprzeczne z ich społeczno-gospodarczym przeznaczeniem lub zasadami współżycia społecznego (art. 5 k.c.), naruszają przepisy o odsetkach maksymalnych (art. 359 k.c.), dobre obyczaje lub interesy konsumenta (art. 385[1] k.c.) bądź prowadzą do wyzysku (art. 388 k.c.). Z doświadczenia eksperta wynika, że instytucje kredytowe, w tym banki, konstruując umowy kredytu lub pożyczki, zawierały i nadal zawierają w nich takie postanowienia. Zastosowanie w umowie wskaźnika WIBOR może prowadzić do naruszenia przepisów o odsetkach maksymalnych. Jednak każdą umowę trzeba analizować indywidualnie.

– Skala zjawiska zależy od rocznika szablonów umów, które stosowano czy materiałów informacyjnych poszczególnych banków. Nie są to problemy systemowe. I trzeba tutaj zaznaczyć, że dynamika zjawiska będzie zupełnie inna niż w przypadku spraw frankowych. Część z kredytobiorców zdecyduje się na ścieżkę prawną. Mogą to być zwłaszcza posiadacze umów z gorszym standardem informacyjnym. Natomiast większa liczba wybierze strategię obserwowania i czekania na pierwsze wyroki czy ugody – mówi dr hab. Krzysztof Piech, prof. Uczelni Łazarskiego.

Z kolei mec. Jakub Bartosiak nie sądzi, aby zaproponowano ugody na korzystnych warunkach, choć to w zasadzie byłoby najlepsze rozwiązanie. Sektor bankowy nadal oficjalnie nie przyznaje, że umowy kredytów walutowych były wadliwe – mimo setek tysięcy przegranych spraw. Ugody pisane są takim językiem, żeby nie przyznać tej okoliczności. W ocenie eksperta, dopiero masowe wyroki sądowe skłonią banki do proponowania ugód.

– Do rosnącego zainteresowania tematem WIBOR-u przyczynia się też negatywny czynnik marketingowy. Wiele kancelarii, które nazywają się prawnymi, stosuje jednostronną i nierzetelną narrację. Przekonują, że daną umowę można unieważnić i nie wskazują na realne ryzyka. Obawiam się, że te podmioty znikną z rynku, a kredytobiorcy zostaną z ogromnymi kosztami procesu do zapłacenia. Jednocześnie nie będą mieli do kogo skierować pretensji, bo ktoś spółkę zlikwiduje lub postawi w stan upadłości. Takie firmy mają przeważnie niewielki kapitał zakładowy, więc roszczenia odszkodowawcze za potencjalnie źle prowadzoną sprawę będą faktycznie niemożliwe do faktycznej egzekucji – wyjaśnia ekspert z Uniwersytetu Gdańskiego.

Warto też wskazać, że już 12 lutego br. TSUE ma zająć się tematem WIBOR-u. Zdaniem eksperta z Kancelarii MBM Legal, niezależnie od orzeczenia banki będą próbować przedstawiać jako korzystny dla nich. Jednak kredytobiorcy potrafią czytać i z pewnością pozytywny wyrok Trybunału spowoduje zwiększone zainteresowanie. Według eksperta, mimo wszystko banki mogą rozwiązać ten problem już teraz, odpowiednio dostosowując umowy. Wymaga to jednak przyznania się do błędów i zaproponowania uczciwych warunków. Jednak na chwilę obecną nie wydaje się, żeby były do tego zdolne.

– W orzeczeniu Trybunału każdy znajdzie coś dla siebie. Natomiast w jego świetle w sprawie WIBOR-u ja nie dostrzegam problemu systemowego, podobnego do tego, z jakim mieliśmy do czynienia przy kredytach frankowych. Nie spodziewam się więc takiej fali pozwów. Sprawy frankowe coraz mniej obciążają sądy, ale to przede wszystkim zasługa niektórych banków, które proponują ugody na warunkach akceptowalnych dla klientów, bo odpowiadających realiom, sytuacji orzeczniczej. Tu niestety wciąż nie widać rozwiązań systemowych – mówi dr Dawid Rogoziński.

Do tego ekspert dodaj, że długie oczekiwanie na rozprawy uderza w nas wszystkich. Wydziały cywilne zajmują się przecież nie tylko kwestiami umów kredytowych, ale wszystkimi sprawami cywilnymi. Może więc trzeba powołać wydziały zajmujące się kwestiami finansowymi (na wzór tych dotyczących ochrony praw własności intelektualnej), z sędziami wyspecjalizowanymi w tym zakresie.

Medinice zawarła list intencyjny na sprzedaż CoolCryo

Medinice S.A., notowana na GPW spółka MedTech rozwijająca innowacyjne technologie w obszarze kardiologii i kardiochirurgii, podpisała list intencyjny (LoI: Letter of Intent) z renomowanym międzynarodowym graczem branżowym, zakładający sprzedaż projektu CoolCryo – autorskiego systemu krioablacji do leczenia arytmii serca. Podpisanie LoI stanowi kluczowy krok w procesie pierwszej komercjalizacji technologii Medinice i potwierdza gotowość projektu do wejścia na globalny rynek.

Zdarzenie to wpisuje się bezpośrednio w strategię spółki zakładającą budowę wartości poprzez rozwój przełomowych technologii medycznych, ich walidację kliniczną i regulacyjną, a następnie monetyzację we współpracy z międzynarodowymi partnerami branżowymi. Zainteresowanie sprzedażą projektu CoolCryo potwierdza jego konkurencyjność oraz atrakcyjność ekonomiczną w dynamicznie rosnącym, globalnym rynku ablacji serca.

Podpisanie listu intencyjnego (Lol) potwierdza skuteczność Medinice SA w przejściu z etapu rozwoju technologii do jej realnej komercjalizacji na rynku globalnym. – CoolCryo posiada istotne przewagi technologiczne oraz klarowną ścieżkę regulacyjną, co czyni go atrakcyjnym aktywem w procesach M&A. Konsekwentnie realizujemy strategię skoncentrowaną na wzroście wartości spółki i maksymalizacji zwrotu dla akcjonariuszy. – komentuje Sanjeev Choudhary, Prezes Zarządu Medinice S.A.

Potencjalnym partnerem transakcji jest globalny podmiot o ugruntowanej pozycji rynkowej w segmencie wyrobów i urządzeń kardiochirurgicznych, obecny na kluczowych rynkach światowych. Planowana transakcja wpisuje się w strategię partnera zakładającą rozszerzenie portfolio produktowego oraz wzmocnienie pozycji w jednym z najszybciej rosnących segmentów rynku MedTech – ablacji serca.

Zakres planowanej transakcji obejmuje prawa do technologii i wyrobu CoolCryo wraz z pełnym, globalnym zabezpieczeniem patentowym, ze szczególnym uwzględnieniem rynków USA i Europy. Pozwoli to na szybkie skalowanie rozwiązania w ramach struktur globalnego partnera oraz jego dalszy rozwój komercyjny. Równolegle Medinice SA finalizuje proces rejestracyjny FDA 510(k) – w styczniu br. spółka złożyła komplet wymaganych dokumentów i odpowiedzi do amerykańskiego regulatora i obecnie oczekuje na decyzję urzędu, która stanowić będzie kolejny istotny kamień milowy dla projektu.

System CoolCryo został opracowany przez zespół naukowy Medinice SA pod kierownictwem prof. Piotra Suwalskiego, światowej klasy kardiochirurga oraz Przewodniczącego Rady Naukowej Spółki. Technologia umożliwia wykonywanie małoinwazyjnych zabiegów krioablacji w leczeniu arytmii serca, oferując potencjał skrócenia czasu procedury, zwiększenia bezpieczeństwa pacjentów oraz poprawy efektywności klinicznej – kluczowych parametrów z perspektywy globalnych operatorów rynku.

W ostatnich miesiącach kurs akcji Medinice SA wykazuje systematyczny wzrost, co odzwierciedla rosnące zaufanie rynku kapitałowego do strategii i potencjału spółki. Pod koniec 2025 r. do grona akcjonariuszy Medinice SA dołączył znaczący inwestor instytucjonalny – TFI PZU S.A., jedno z największych towarzystw funduszy inwestycyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej. Fundusze PZU dokapitalizowały spółkę kwotą 12 mln zł, wzmacniając jej strukturę kapitałową oraz zapewniając solidne podstawy do finansowania bieżących i przyszłych projektów badawczo-rozwojowych.

XTPL osiągnął w 2025 roku najwyższą historycznie sprzedaż komercyjną i oczekuje dalszych wzrostów w 2026

XTPL według szacunkowych danych wygenerował w całym 2025 roku łącznie 13,7 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług, uzyskując najwyższy wynik w historii Spółki. W największym stopniu do wyniku kontrybuowała dojrzała linia biznesowa urządzeń DPS (Delta Printing System), których w 2025 roku Spółka dostarczyła do klientów w rekordowej ilości 13 sztuk. W styczniu XTPL dostarczył ostatni moduł UPD (Ultra-Precise Dispensing) do klienta z Chin w ramach pierwszego historycznie wdrożenia przemysłowego i wkrótce rozpocznie rozmowy o kolejnej transzy dostaw. Na ostatnim etapie ewaluacji Spółka posiada obecnie 5 kolejnych zaawansowanych projektów nakierowanych na wdrożenie przemysłowe, a także prowadzi zaawansowane rozmowy z potencjalnymi klientami na urządzenia DPS+. Uzyskanie pierwszego zamówienia rozpocznie komercjalizację nowej linii biznesowej o szacunkowo znaczącym wpływie na przychody XTPL w 2026 roku i w horyzoncie Strategii 2026–2028.

– Za nami rekordowy rok, w którym pomimo wielu wyzwań dla prowadzenia globalnej komercjalizacji technologii o przełomowym znaczeniu, wygenerowaliśmy łącznie 13,7 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług, kolejny raz skutecznie docierając do klientów z każdego istotnego dla nas rynku: Ameryki Płn., Azji i Europy. Okres ten wypełniony był także szerokimi działaniami o charakterze B+R w ramach rozwoju prototypu urządzenia DPS+, które pierwszy raz zaprezentowaliśmy w listopadzie 2025 roku na targach Productronica w Niemczech. Wysokie zainteresowanie z jakim spotkał się pokaz naszego urządzenia, a także toczące się zaawansowane rozmowy z klientami, utwierdzają nas w przekonaniu, że DPS+ stanowić będzie kolejne istotne źródło przychodów dla XTPL w 2026 roku i w horyzoncie Strategii 2026–2028 – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL S.A.

– W obszarze wdrożeń przemysłowych dostarczyliśmy ostatni moduł UPD z początkowej partii 6 szt. dla wiodącego chińskiego producenta maszyn do masowej produkcji nowoczesnych wyświetlaczy FPD. Oznacza to, że wkrótce rozpoczniemy rozmowy o kolejnej transzy dostaw na rok 2026. Nasza współpraca przebiega zgodnie z harmonogramem dostaw klienta, a dodatkowo pozytywnie oddziałuje na kolejne zaawansowane ewaluacje, które prowadzimy z różnymi partnerami – ich liczbę zwiększyliśmy na przestrzeni 2025 roku do poziomu aż 5 zaawansowanych projektów. W 2026 roku liczymy na kolejne wdrożenia przemysłowe, co pozwoli nam regularnie zwiększać liczbę dostarczanych do rynku urządzeń UPD i wpinać technologię XTPL do łańcucha wartości największych globalnie producentów zaawansowanej elektroniki nowej generacji – dodaje Filip Granek.

XTPL, zgodnie z danymi szacunkowymi, osiągnął w całym 2025 roku łącznie 13,7 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług, co stanowi najwyższy wynik w historii Spółki, przekładając się na wzrost o +11% w ujęciu rok do roku. W samym IV kwartale 2025 roku sprzedaż komercyjna wyniosła 3,4 mln zł, a Spółka nie pozyskała nowych środków z dotacji, jednak zgodnie z zasadą rozliczania grantów do wielkości aktywów, może wykazać przychody z tego tytułu w sprawozdaniu finansowym. Stan środków pieniężnych Spółki na dzień 31 grudnia 2025 roku wyniósł 7,3 mln zł w porównaniu do 9,9 mln zł na dzień 30 września 2025 roku.

– Dostarczenie do rynku w 2025 roku najwyższej historycznie liczby urządzeń DPS oraz modułów UPD potwierdza, że globalne zainteresowanie technologią XTPL cały czas wzrasta. Krok po kroku zbliżamy się do poziomu, który umożliwi nam break-even i generowanie dodatniego cash flow. Do czasu osiągnięcia tej wielkości sprzedaży, będziemy musieli zabezpieczyć nasze finansowanie na rok 2026, w którym zidentyfikowaliśmy lukę kapitałową na poziomie ok. 15-20 mln zł. Ostatnie decyzje instytucji dotacyjnych zwiększają prawdopodobieństwo pozostałych scenariuszy, które rozpatrujemy: pozyskania finansowania dłużnego od instytucji lub banków, wejścia do spółki inwestora strategicznego na mniejszościowym pakiecie lub podwyższenia kapitału i emisji akcji skierowanej do rynku. W najbliższych tygodniach podejmiemy decyzję o najbardziej optymalnym dla XTPL rozwiązaniu – mówi Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL S.A.

– Środki pieniężne XTPL na koniec roku wyniosły 7,3 mln zł w porównaniu do 9,9 mln zł na dzień 30 września 2025 roku, co wynika z utrzymywanej w Spółce wysokiej dyscypliny kosztowej, a także sprzyjającego rozkładu terminów dostarczenia i rozliczenia wpływów z tytułu sprzedanych urządzeń DPS. W 2026 roku nie spodziewamy się istotnego wzrostu bazy kosztowej w ujęciu rok do roku – dodaje Jacek Olszański.

XTPL komercjalizuje trzy linie biznesowe: moduły UPD (głowice drukujące) do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące Delta Printing System (DPS, demonstrator technologii) oraz High Performance Materials (HPM, nanotusze zużywane przez UPD i DPS). Na zaawansowanym etapie prac B+R znajduje się czwarta linia biznesowa: urządzeń DPS+, która wypełni niszę pomiędzy DPS, a modułami UPD. Przeznaczona jest do małoskalowej produkcji przemysłowej o charakterze HMLV (High-Mix Low-Volume), generując zainteresowanie klientów korporacyjnych oraz sektora obronnego. Urządzenia DPS+ będą cechować się ponad 2x wyższą ceną jednostkową niż DPS, przy zachowaniu wysokich, porównywalnych marż i specyfice pozwalającej na sprzedaż większej liczby szt. w pojedynczym zamówieniu.

Spółka posiada obecnie 5 zaawansowanych projektów na ostatnim etapie ewaluacji, poprzedzającym decyzję o wdrożeniu przemysłowym, obejmujących strategiczne dla XTPL obszary: półprzewodniki oraz wyświetlacze. Klientami końcowymi lub partnerami są globalne podmioty odpowiadające za produkcję elektroniki nowej generacji m.in. czołowy producent półprzewodników z Tajwanu, jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy z Korei Płd. i notowany na Nasdaq 100 renomowany producent maszyn przemysłowych z USA.

Ruszył akcelerator innowacji NATO DIANA w Krakowie

Siedem firm z USA i Europy przyjechało do Polski, by doskonalić swoje technologie w obszarze obronności w ramach programu akceleracyjnego NATO DIANA. To międzynarodowa inicjatywa Sojuszu, wspierająca rozwój innowacji podwójnego zastosowania tworzonych z myślą o wykorzystaniu w sektorze wojskowym i cywilnym. Jej operatorem w kraju jest FORT Kraków – wspólne przedsięwzięcie Krakowskiego Parku Technologicznego (KPT) i Akademii Górniczo-Hutniczej (AGH). Inauguracja programu akceleracyjnego połączona z otwarciem projektu FORT Kraków odbyła się 22 stycznia z udziałem przedstawicieli NATO, administracji publicznej oraz środowiska technologicznego.

Decyzją NATO, Polska, jako jedyny kraj na wschodniej flance Sojuszu, stała się gospodarzem akceleratora DIANA, dziesięciu centrów testowych i biura NATO Innovation Fund. To strategiczne wyróżnienie podkreśla kluczową rolę naszego kraju w rozwoju innowacji technologicznych na rzecz bezpieczeństwa i obronności NATO.Ruszył akcelerator innowacji NATO DIANA w Krakowie

– Uruchomienie akceleratora NATO DIANA w Krakowie to potwierdzenie, że polska nauka i ekosystem innowacji osiągnęły dojrzałość, która pozwala współtworzyć rozwiązania kluczowe dla bezpieczeństwa całego Sojuszu. AGH, jako uczelnia techniczna o silnych kompetencjach w obszarze deep tech, bierze odpowiedzialność nie tylko za rozwój technologii, ale także za ich realne zastosowanie, od laboratoriów, przez testy, po wdrożenia we współpracy z przemysłem i użytkownikiem wojskowym. FORT Kraków to przykład tego, jak nauka i biznes mogą działać wspólnie na rzecz obronności państwa i NATO – podkreślił w trakcie inauguracji prof. Jerzy Lis, Rektor AGH w Krakowie.

DIANA (Defence Innovation Accelerator for the North Atlantic) to agencja NATO wspierana przez zlokalizowane w krajach członkowskich akceleratory i centra testowe, której celem jest przyspieszanie rozwoju technologii istotnych z punktu widzenia bezpieczeństwa i obronności państw Sojuszu. Łączy ona innowatorów technologicznych z przedstawicielami instytucji wojskowych, zapleczem testowym oraz mentorami z sektora obronnego, przemysłu i uczelni wyższych.

Siedem startupów, sześć miesięcy

W programie realizowanym przez FORT Kraków bierze udział siedem wyselekcjonowanych przez NATO startupów z USA i Europy, pracujących nad zaawansowanymi technologiami (deep tech) o podwójnym zastosowaniu (dual-use). Przez sześć miesięcy zespoły będą korzystać z programów mentoringowych, zaplecza eksperckiego oraz infrastruktury testowej, rozwijając kompetencje techniczne i biznesowe, niezbędne na wszystkich etapach rozwoju produktów i usług – od badań i prototypowania, przez walidację, aż po wdrożenie i skalowanie działalności.

W polskim akceleratorze innowatorzy DIANA rozwijać będą technologie kluczowe dla współczesnego pola walki, w tym autonomiczne rozwiązania wspierające m.in. wykrywanie i przeciwdziałanie bezzałogowym systemom powietrznym (szwedzka firma AegisX), autonomiczną nawigację i planowanie misji dla pojazdów działających w środowiskach pozbawionych sygnału GPS (grecki startup Alpha Autonomy), identyfikację i śledzenie dronów dzięki czujnikom akustycznym i radiowym (brytyjski Arcani Systems), autonomiczny pilotaż dla bezzałogowych systemów, zaprojektowany z myślą o pracy w warunkach utraty sygnału GPS i zakłóceń wojny elektronicznej (duńska spółka Robotto), zintegrowane systemy obrony przed rojami dronów, platformy integrujące różne sensory oraz rozwiązania wspierające identyfikację obiektów w hałaśliwym otoczeniu (firmy ze Stanów Zjednoczonych: mara, Picogrid czy Wave Sciences).

– Innowatorzy, którzy pracują w ramach krakowskiego programu akceleracyjnego, rozwijają rozwiązania odpowiadające na bardzo konkretne potrzeby – od zwiększania bezpieczeństwa operacji wojskowych i wsparcia żołnierzy na linii frontu po ochronę infrastruktury krytycznej. Naszą rolą jako opiekuna programu NATO DIANA w Polsce jest stworzenie im warunków do testowania tych technologii w praktyce, ich weryfikacji oraz przygotowania do dalszego rozwoju w ścisłej współpracy z partnerami międzynarodowymi i potencjalnymi użytkownikami – mówi Bartosz Józefowski, wicedyrektor działu parku technologicznego w Krakowskim Parku Technologicznym.

Sukcesy Polaków w NATO DIANA

Choć akcelerator innowacji obronnych w ramach NATO DIANA uruchomił działalność w Polsce w tym roku, sam program działa już od kilku lat i z powodzeniem wspiera rozwój firm technologicznych z państw członkowskich Sojuszu. W poprzednich edycjach w akceleratorach realizowanych poza granicami naszego kraju uczestniczyły także polskie podmioty, które dziś skutecznie rozwijają i skalują swoje technologie w środowisku międzynarodowym.

Wśród polskich absolwentów NATO DIANA znajdują się m.in. IS-Wireless, Blue Armada Robotics czy Revobeam – twórcy inteligentnych anten do systemów komunikacji bezprzewodowej.

NATO DIANA to program, który otwiera drzwi do rynku obronnościowego. Proces akceleracji pozwolił nam błyskawicznie zrozumieć procesy w tym obszarze i zdobyć kontakty, na które pracuje się latami. Gdyby nie NATO DIANA, nie prowadzilibyśmy dzisiaj poważnych rozmów z kilkunastoma czołowymi firmami z branży wojskowej i nie bylibyśmy obecni z naszymi antenami i systemem antydronowym na kilku kontynentach – mówi Mateusz Rzymowski, CEO Revobeam.

Przykłady te pokazują, że udział w programie NATO DIANA realnie przekłada się na rozwój i komercjalizację zaawansowanych technologii. Kolejne polskie firmy biorą zresztą udział także w nowym rozdaniu NATO DIANA, w ramach programów akceleracyjnych realizowanych przez inne ośrodki.

Polski ośrodek jest teraz jednym z 16 akceleratorów tworzonej od 2022 r. sieci. Jego uruchomienie oznacza nie tylko wzmocnienie współpracy międzynarodowej na wschodniej flance NATO w zakresie tworzenia i adopcji nowoczesnych technologii na potrzeby obronności, ale przede wszystkim zmianę roli naszego kraju w ekosystemie innowacji Sojuszu: z uczestnika stajemy się gospodarzem, opiekunem innowatorów i ich relacji ze zrzeszonymi w sieci centrami testowymi. Będzie to także cenna lekcja, w jaki sposób budować ekosystem innowacji dual-use w Polsce i jeszcze intensywniej rozwijać polskie przedsiębiorstwa tej ważnej branży – podsumowuje Izabela Albrycht, pełnomocnik rektora AGH ds. NATO DIANA.

Bumech S.A. wraz z amerykańskim partnerem wchodzi w sektor ciężkich pojazdów wojskowych

Bumech S.A. podpisał umowę o współpracy z amerykańską spółką United Manufacturing Technologies LLC (UMT). Porozumienie dotyczy pozyskania przez Bumech Defense zdolności wykonawczych w zakresach remontów, serwisu i modernizacji ciężkich pojazdów opancerzonych oraz rozwoju systemów antydronowych pochodzących z USA. Umowa wzmacnia nowy kierunek działalności Bumechu, oparty na silnych kompetencjach przemysłowych spółki.

Umowa o współpracy w sektorze obronnym otwiera drogę do prowadzenia napraw, serwisowania i modernizacji ciężkich pojazdów wojskowych wyprodukowanych w USA. W ramach porozumienia spółka skupia się na pojazdach Stryker, Bradley, M113 oraz MaxxPro. UMT – United Manufacturing Technologies, partner Bumechu, to spółka posiadająca doświadczenie w produkcji pojazdów MRAP oraz systemów przeciwdronowych.

Apetyt na regionalny hub

Jak wyjaśnia Jonasz Drabek, prezes zarządu Bumech S.A., zawarcie umowy z UMT jest kontynuacją strategii, w której spółka wykorzystuje dotychczasowe kompetencje i przenosi je do nowego segmentu rynku. – Mamy unikatowe doświadczenie w budowie ciężkich maszyn i remontach przemysłowych. Synergie pomiędzy branżami sa oczywiste. To kompetencje, które obecnie sa bardzo deficytowe w sektorze zbrojeniowym i zamierzamy to wykorzystać. 

Od rozpoczęcia wojny na Ukrainie, na polu walki pojawiły się setki egzemplarzy ciężkiego sprzętu bojowego przekazanego tam przez rząd Stanów Zjednoczonych w ramach wsparcia wschodniego sąsiada Polski.

Ukraina otrzymała pełen wachlarz sprzętu: począwszy od lekkich pojazdów MRAP, wozów wsparcia i bojowych, kończąc na ciężkich systemach artyleryjskich. – Po kilku latach intensywnego użytkowania w warunkach frontowych przekazany sprzęt naturalnie wchodzi w fazę głębokich remontów i modernizacji. Do tego należy dodać znaczącą liczbę sprzętu uszkodzonego w wyniku walk oraz wyłączonego z użytkowania z powodów technicznych – mówi Drabek. – Europejskie bazy remontowe już nie są w stanie sprostać tym potrzebom. Widzimy tu duży potencjał do budowy regionalnego hubu serwisowo–modernizacyjnego – dodaje.   

Ale ambicje Bumechu na Ukrainie się nie kończą. W ostatnich dniach USA zaoferowały Polsce przekazanie 250 używanych pojazdów opancerzonych Stryker za symbolicznego dolara za sztukę. Sztab Generalny Wojska Polskiego przygotował pozytywną rekomendację przyjęcia tego sprzętu, ale będzie on wymagał modernizacji. Śląskie zaplecze gotowe do modernizacji może więc być odpowiedzią na największe wyzwanie tej transakcji. 

Kontynuacja współpracy

Zakres planowanej współpracy Bumechu z UMT obejmuje dostęp do certyfikowanego personelu technicznego, technologii, dokumentacji oraz części zamiennych. Te elementy są niezbędne przy obsłudze sprzętu pochodzącego z USA. Umowa jest kontynuacją wspólnych działań, które polska spółka podjęła w ubiegłym roku z OTT Technologies, którego właścicielem jest właśnie UMT. 

Porozumienie zakłada także powołanie Joint Venture w USA oraz wspólną produkcję systemów antydronowych oraz zdalnie sterowanych systemów uzbrojenia w Polsce i USA. Strony będą wspólnie ubiegać się o zamówienia w Polsce i w Europie, w zakresach programów zbrojeniowych realizowanych przez NATO oraz w ramach Unii Europejskiej. 

Zapisy umowy będą realizowane przez spółkę zależną – Bumech Defense. Podmiot ten odpowiada za rozwój projektów obronnych, integrację systemów oraz współpracę z partnerami zagranicznymi w ramach grupy kapitałowej Bumech S.A.

IOD nie do zwolnienia? UODO chce specjalnej ochrony

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych wskazuje na potrzebę wprowadzenia do polskiego systemu prawnego przepisów, które wprost gwarantowałyby inspektorom ochrony danych (IOD) ochronę przed odwołaniem z powodu wykonywania ich ustawowych zadań. Zdaniem organu nadzorczego brak takich regulacji osłabia jedną z kluczowych gwarancji niezależności IOD przewidzianych w przepisach RODO, jaką jest trwałość podstawy zatrudnienia.

Stanowisko to zostało sformułowane w następstwie orzeczenia wydanego 16 grudnia 2025 r. przez Trybunał EFTA w sprawie E-5/25 Silbernagl. Wnioski z wyroku Prezes UODO Mirosław Wróblewski przedstawił wiceministrowi spraw zagranicznych Ignacy Niemczycki, odpowiadając na prośbę resortu o analizę skutków orzeczenia dla Polski.

Spór przed Trybunałem EFTA

Sprawa, którą rozpoznawał Trybunał EFTA, dotyczyła pytania, czy inspektor ochrony danych może zostać odwołany z przyczyn niezwiązanych z wykonywaniem swoich zadań. Skargę wniósł Rainer Silbernagl, domagając się ustalenia, czy jego stosunek pracy jako IOD w Uniwersytet Liechtensteinu nadal obowiązuje.

Trybunał dokonał wykładni przepisów RODO, podkreślając, że choć rozporządzenie wprowadza zakaz karania i odwoływania IOD za wykonywanie jego zadań, to nie wyklucza przyjęcia przez państwa członkowskie bardziej szczegółowych regulacji krajowych.

Dwie dopuszczalne ścieżki rozwiązania stosunku pracy

Z orzeczenia Trybunału EFTA wynika, że krajowe przepisy mogą przewidywać rozwiązanie stosunku pracy z inspektorem ochrony danych w dwóch sytuacjach:

  • bez uzasadnionej przyczyny, pod warunkiem że rozwiązanie nie jest związane z wykonywaniem przez IOD jego ustawowych zadań;
  • z uzasadnionej przyczyny, o ile takie uregulowanie nie zagraża realizacji celów RODO.

Trybunał zaznaczył przy tym, że każdorazowo konieczna jest ocena, czy dana regulacja nie prowadzi do faktycznego ograniczenia niezależności inspektora ochrony danych.

Polska luka regulacyjna

Jak zauważa Prezes UODO, polski porządek prawny – w przeciwieństwie do rozwiązań obowiązujących m.in. w Księstwie Liechtensteinu – nie zawiera przepisów, które wprost odnosiłyby się do zasad odwoływania IOD. Jedyną podstawą ochrony pozostaje art. 38 ust. 3 RODO, zakazujący karania i odwoływania inspektora za wykonywanie jego zadań.

W praktyce przepis ten budzi jednak liczne wątpliwości interpretacyjne, zwłaszcza na gruncie prawa pracy i relacji między pracodawcą a IOD. Brak jasnych regulacji krajowych może prowadzić do sytuacji, w których inspektor, obawiając się utraty zatrudnienia, nie będzie w pełni niezależny w realizacji swoich obowiązków.

Niezależność IOD a cele RODO

Zdaniem Prezesa UODO wprowadzenie doprecyzowanych przepisów do polskiego prawa zwiększyłoby stabilność zatrudnienia inspektorów ochrony danych, a tym samym realnie wzmocniło ich niezależność. Im silniejsza ochrona przed arbitralnym odwołaniem, tym większa szansa, że IOD będzie skutecznie pełnił funkcję strażnika zgodności przetwarzania danych z prawem.

Ma to bezpośrednie znaczenie dla realizacji podstawowego celu RODO, jakim jest zapewnienie wysokiego poziomu ochrony danych osobowych osób fizycznych oraz właściwe funkcjonowanie systemu wyznaczania inspektorów ochrony danych w organizacjach publicznych i prywatnych.

Możliwe kierunki zmian

Analiza skutków wyroku Trybunału EFTA dla Polski otwiera dyskusję na temat ewentualnej nowelizacji przepisów krajowych. W ocenie UODO byłby to krok w stronę większej pewności prawa, zarówno dla inspektorów ochrony danych, jak i dla administratorów oraz podmiotów przetwarzających dane osobowe.

Wprowadzenie jasnych reguł dotyczących odwoływania IOD mogłoby stać się istotnym elementem wzmacniania systemu ochrony danych osobowych w Polsce, zgodnie z duchem i celami unijnego rozporządzenia.

Adamed przejmuje od Sanofi zakład produkcyjny w Hiszpanii

Adamed Pharma podpisał wstępne porozumienie z Sanofi dotyczące przejęcia zakładu produkcyjnego w Riells i Viabrea w Hiszpanii. To kolejny krok w rozwoju międzynarodowym polskiej firmy. Celem transakcji jest zwiększenie mocy produkcji, dywersyfikacja miejsca wytwarzania, wzmocnienie odporności łańcucha dostaw oraz bezpieczeństwa lekowego w Europie.

Harmonogram i warunki transakcji

Formalne zamknięcie transakcji planowane jest na II kwartał 2026 roku. Do tego czasu produkcja będzie prowadzona bez zakłóceń, a proces przejęcia będzie realizowany stopniowo.

Po zakończeniu okresu przejściowego Adamed przejmie operacyjne zarządzanie zakładem. Firma zapowiada utrzymanie obecnego poziomu zatrudnienia oraz dotychczasowych warunków pracy.

– Chcemy budować na tym, co już tam jest: na ludziach, ich wiedzy i doświadczeniu. To solidny zakład, który ma przed sobą przyszłość. To projekt długoterminowy, w który zamierzamy inwestować, by odgrywał istotną rolę w nadchodzących latach – podkreśla dr n. med. Małgorzata Adamkiewicz, Przewodnicząca Rady Nadzorczej i Współwłaścicielka Adamed Pharma.

Zakład w Riells – dalszy rozwój

Zakład w Riells działa od ponad 50 lat i specjalizuje się w produkcji tabletek i kapsułek. Zatrudnia ponad 200 osób i wytwarza około 75 mln opakowań leków rocznie. Produkcja trafia do 77 krajów na świecie, głównie na eksport.

– Zakład Riells odgrywa ważną rolę w dostarczaniu leków pacjentom na całym świecie. Zależy nam na długoterminowej stabilności i rozwoju zakładów produkcyjnych. Jesteśmy przekonani, że pod kierownictwem Adamed zakład utrzyma najwyższe standardy jakości i bezpieczeństwa – powiedziała Marzia Bove, Dyrektor ds. Produkcji i Łańcucha Dostaw w klastrze (General Medicines Sanofi).

Zakład będzie jednym z kluczowych punktów w międzynarodowej sieci produkcyjnej Adamed, skoncentrowanym na wytwarzaniu leków o dużych wolumenach trafiających przede wszystkim na rynki europejskie. Firma zainwestuje w modernizację produkcji, infrastruktury i logistyki oraz dostosowanie jej do obecnych i nowych produktów.

 – W dużych, międzynarodowych firmach produkcyjnych standardem jest uniezależnianie się od jednego miejsca wytwarzania. Taka dywersyfikacja daje nam większą elastyczność i niezawodność operacyjną. Hiszpania to dla nas strategiczna lokalizacja, blisko rynków Ameryki Łacińskiej, na których chcemy wzmacniać swoją obecność – podkreśla Paweł Roszczyk, Dyrektor Zarządzający Adamed Pharma. 

Decyzja Sanofi

Decyzja dotycząca sprzedaży zakładu w Riells wynika ze strategii koncernu, który chce być globalnym liderem w immunologii i dostosowuje globalną sieć przemysłową do przyszłych potrzeb rozwijanych leków.

Zgodnie z porozumieniem, poza wprowadzeniem do produkcji leków Adamed, przez kilka kolejnych lat w zakładzie w Riells Adamed będzie nadal produkował leki Sanofi. Ma to zapewnić pełną ciągłość dostaw i brak zmian dla pacjentów. Własność produktów oraz ich dystrybucja handlowa pozostaną po stronie Sanofi.

Hiszpania i Polska w centrum rozwoju Adamedu

Adamed jest obecny w Hiszpanii od 2009 roku poprzez spółkę Adamed Laboratorios. Obecnie jest to drugi co do wielkości rynek w Europie pod względem przychodów, charakteryzujący się stabilną perspektywą wzrostu.

Równolegle Adamed inwestuje w Polsce, gdzie posiada dwa zakłady produkcyjne – w Pabianicach i Ksawerowie. Spółka rozbudowuje Centrum Logistyczno-Produkcyjne w Pabianicach, a do 2030 roku planuje przeznaczyć około 300 mln zł m.in. na budowę fabryki leków wziewnych. W ciągu ostatnich 5 lat Adamed zwiększył produkcję leków o 75% – z 2 do 3,5 mld tabletek rocznie. Dzięki przejęciu zakładu w Riells, spółka planuje do 2029 roku podwoić wolumen produkcyjny, do poziomu 7 mld tabletek rocznie.

Międzynarodowa strategia polskiej firmy

Zakład w Riells będzie drugą fabryką zagraniczną w międzynarodowej sieci produkcyjnej Adamedu. Od 2017 roku spółka posiada fabrykę w Wietnamie. Leki polskiej firmy trafiają do pacjentów w ponad 80 krajach na 6 kontynentach.

Złoto bije rekordy wszech czasów. Cena zbliża się do 4 900 USD, a prognozy mówią nawet o 7 tysiącach

Cena złota może poszybować ponieważ rynki nie są w stanie nadążyć za zmiennością decyzji D.Trumpa. Inwestorzy z coraz większą determinacją szukają bezpiecznej przystani, a tym bardziej jest nią złoto, skoro dolar jest znów słaby.

Na rynku spot cena złota ustanowiła w styczniu nowy rekord przekraczając 4 800 USD za uncję, natomiast na kontraktach terminowych 21 stycznia cena ta wyniosła aż 4 888 USD, a to oznacza wzrost od początku roku o ponad 11% i bardzo zbliżyła się do 4 900 USD.

– Bardzo mocne wzrosty cen złota są powiązane z potężną niepewnością na rynkach finansowych, działania D.Trumpa powodują, że przyszłość jest ogromnie niepewna – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz w XTB. – Trump twierdzi, że chce przejąć Grenlandię, sytuacja jest zagrożeniem dla przyszłości NATO i w tak szczególnej sytuacji złoto stało się jedyną bezpieczną przystanią, bo konflikt pomiędzy USA spowoduje, że ani amerykańskie aktywa, ani europejskie nie będą bezpieczne. Sytuacja rozszerzy się też na Azję, bo inwestorzy będą realizować zyski i wyciągać swój kapitał z rynków, które były postrzegane jako mniej bezpieczne.

Rynki przede wszystkim wyczekują, czy administracja zdecyduje się na zaostrzenie bądź złagodzenie sporu o Grenlandię i czy pojawią się nowe taryfy wobec Europy. Pomimo solidnych fundamentów makroekonomicznych, w krótkim terminie rosnące napięcia geopolityczne przeważają nad pozytywnymi sygnałami gospodarczymi. Trump próbował jednak uspokoić inwestorów, zapewniając, że nie chce użyć nadmiernej siły, by zdobyć Grenlandię i podkreślając, że zależy mu na pokojowym rozwiązaniu sprawy opartej na negocjacjach i dyplomacji.

Nawet takie deklaracje mają jednak ograniczoną moc łagodzenia niepewności, ponieważ inwestorzy pozostają wyczuleni na każdy sygnał mogący wpłynąć na relacje handlowe i międzynarodowe.

– Mieliśmy już prognozy, że złoto w tym roku osiągnie cenę 5 100 USD za uncję, ale w obecnej sytuacji prognozy mniej znanych instytucji czy ekonomistów to już poziom 7 tys. dolarów – dodaje ekspert XTB.

Prawdopodobieństwo eskalacji konfliktu o Grenlandię, z rosnącymi cłami dopóki USA kupią Grenlandię, jest wprawdzie wciąż małe, to przecież D.Trump zaatakował Wenezuelę, grozi Iranowi. Niepewna jest sytuacja w Ukrainie. W USA może dojść do tego, że przed sądem postawiony zostanie prezes Fed, co jeszcze bardziej osłabi dolara. Osłabienie dolara spowoduje wzrost cen surowców, a zwłaszcza metali szlachetnych. Wiele musiałoby się więc zmienić, aby cena złota spadła do znacząco niższych poziomów.

Amerykańska polityka zagraniczna coraz bardziej traktuje handel i gospodarkę jako narzędzia geopolityczne. Groźby taryfowe wobec Europy oraz kontrowersje wokół Grenlandii zwiększają ryzyko w relacjach z kluczowymi partnerami, a w połączeniu z nieprzewidywalnością decyzji administracji prowadzą do wzrostu awersji do ryzyka i nasilonej zmienności na rynkach finansowych.

Każde słowo Trumpa, nawet uspokajające, jest dokładnie analizowane przez inwestorów, ponieważ może przesunąć oczekiwania wobec polityki handlowej i kierunku działań międzynarodowych w nadchodzących miesiącach. Doświadczenie ostatnich lat pokazuje, że w takich warunkach rynki globalne reagują niemal natychmiastowo, a krótkoterminowe wahania mogą przyćmić fundamenty makroekonomiczne.

Warto też zwrócić uwagę na słabnącego jena, który był jeszcze niedawno postrzegany jako bezpieczna przystań. W Japonii oprocentowanie obligacji 40-letnich przekroczyło 4% i jest najwyższe w historii.

– Cena złota na poziomie 7 tys. dolarów wydaje się niebywale wysoka, ale należy pamiętać, że jesteśmy dopiero po jednym roku prezydentury D.Trumpa i jaka jest skala chaosu na rynkach finansowych – podsumowuje dyr. M.Stajniak z XTB. – A przed nami jeszcze trzy lata jego prezydentury i prognoza 7 000 USD za uncję może okazać się konserwatywną.

Działy finansowe przebudowują kompetencje. Kto zarobi najwięcej w 2026 roku? Przegląd stawek w księgowości, audycie i podatkach

Automatyzacja i sztuczna inteligencja przekształcają role finansowe, ograniczając potrzebę tworzenia nowych etatów, wzmacniając jednocześnie popyt na kompetencje analityczne. Oczekiwania wobec specjalistów dodatkowo podnoszą coraz bardziej złożone wymogi regulacyjne. Jak wynika z raportu „Wynagrodzenia i trendy w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment, w 2026 roku kluczowe będą umiejętności łączenia ekspertyzy finansowej z technologią.

Zapotrzebowanie na role w finansach, audycie, podatkach

W 2025 roku firmy podejmowały decyzje rekrutacyjne ostrożniej niż w poprzednich latach. Popyt na pracowników w obszarze finansów pozostawał stabilny – wskaźnik zapotrzebowania wyniósł 0,73 i był zbliżony do 2024 roku, choć nadal utrzymywał się poniżej średniej dla wszystkich stanowisk. Niższe wartości odnotowano w działach podatków (0,57) i audytu (0,47), wynika z raportu „Wynagrodzenia i trendy w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment.

Postępująca automatyzacja procesów zmienia strukturę zapotrzebowania na określone role i kompetencje, działy finansowe i księgowości firm nie są tu wyjątkiem. Technologia przejmuje część zadań operacyjnych, ograniczając potrzebę tworzenia nowych etatów, z drugiej strony wzmacnia popyt na konkretne umiejętności, np. pracy z danymi. W efekcie w minionym roku firmy rekrutowały bardziej selektywnie, kładąc nacisk na jakość kompetencji – wyjaśnia Dagmara Jaworecka, Regional Division Manager.Działy finansowe w firmach_Popyt na Role_Raport Grafton

W ubiegłym roku największe zapotrzebowanie dotyczyło samodzielnych i głównych księgowych. Jednocześnie coraz większe znaczenie zyskiwały stanowiska o profilu analitycznym, takie jak analityk finansowy, kontroler czy specjalista ds. kosztów. Firmy rekrutowały także ekspertów zajmujących się zagadnieniami regulacyjnymi, compliance oraz zarządzaniem ryzykiem, a na wyższym szczeblu – dyrektorów finansowych i CFO.

Jakie umiejętności w cenie?

Technologia stopniowo przekształca tradycyjne procesy w bardziej analityczne, a rutynowe zadania są wspierane przez rozwiązania oparte na AI i automatyzacji. W działach finansowych, podatków i audycie kluczowa staje się więc umiejętność pracy z danymi, narzędziami cyfrowymi i systemami automatyzującymi raportowanie. Jednocześnie coraz bardziej złożone wymogi legislacyjne, w tym rosnąca rola raportowania ESG, tworzą zapotrzebowanie na specjalistów łączących kompetencje z zakresu finansów, regulacji i zrównoważonego rozwoju.

Działy finansowe są dziś realnym partnerem biznesu. To przesunięcie roli wymaga nowych kompetencji, szerszego rozumienia kontekstu biznesowego i umiejętności łączenia danych finansowych z celami operacyjnymi. Oczekiwania wobec zespołów obejmują aktywne wspieranie zarządów w podejmowaniu decyzji, analizę scenariuszową, ocenę ryzyk czy interpretację zmian regulacyjnych pod kątem ich wpływu na strategię firmy. W praktyce oznacza to konieczność budowania bardziej interdyscyplinarnych zespołów – podkreśla Dagmara Jaworecka, Regional Division Manager.

Jak kształtują się stawki w działach finansowych?

Działy finansowe w firmach_Wynagrodzenia_Grafton

Jak wynika z raportu „Wynagrodzenia i trendy w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment, poziomy wynagrodzeń są zróżnicowane zarówno w zależności od stanowiska, jak i lokalizacji przedsiębiorstwa. W Warszawie miesięczne wynagrodzenia CFO sięgają nawet 65 000 zł, podczas gdy w Trójmieście i Krakowie górna granica dochodzi do 60 000 zł. Nieco niższe, choć nadal wysokie, są wynagrodzenia dyrektorów finansowych. W Krakowie i Warszawie ich maksymalne pensje wynoszą 45 000 zł, natomiast we Wrocławiu oraz Trójmieście stawki kształtują się w przedziale 28 000-40 000 zł.

Z kolei stawki dla Głównych Księgowych są obecnie zbliżone w całej Polsce, a różnice regionalne wynikają głównie z wielkości organizacji oraz znajomości języków obcych, zwłaszcza angielskiego. W Poznaniu, Trójmieście oraz Wrocławiu poziom płac dla tego stanowiska mieści się w przedziale od 15 000 do 25 000 zł, w Łodzi wręcz do 26 000. Wśród ról specjalistycznych istotne miejsce zajmują analitycy finansowi – w dużych aglomeracjach, takich jak Katowice i Kraków, ich płace mieszczą się w przedziale 10 000–16 000 zł.

Na uwagę zasługują również poziomy wynagrodzeń w działach podatkowym oraz audytu. Najlepiej opłacani są menedżerowie ds. podatków w Warszawie, ich pensje sięgają 35 000 zł, w Krakowie, Poznaniu i Trójmieście są nieco niższe i dochodzą do 30 000 zł. Wynagrodzenia doradców podatkowych we Wrocławiu oraz w Trójmieście zaczynają się od 12 000 zł i osiągają maksymalny poziom 20 000 zł. W działach audytu na wysokie stawki mogą liczyć kierownicy projektów audytowych w Warszawie, gdyż wynagrodzenia mieszczą się tam w przedziale 20 000-30 000 zł. Na drugim biegunie znajdują się natomiast młodsi audytorzy, których płace są znacznie niższe, ale relatywnie wyrównane między miastami. Na przykład w Krakowie i Katowicach stawki zaczynają się od około 7 000–8 000 zł i dochodzą do 10 000 zł.Działy finansowe w firmach_Wynagrodzenia w podatkach i audycie_Grafton

Podwyżki wynagrodzeń – najwyższe dla księgowych

Najwyższe średnie podwyżki pensji rok do roku otrzymali księgowi, aż 13,7%. Wyraźne wzrosty objęły także starszych księgowych (8,5%) oraz samodzielnych księgowych (5,8%). W przypadku głównych księgowych dynamika zmian była znacznie mniejsza i wyniosła 4,6%. Na szczeblach zarządczych podwyżki były bardziej umiarkowane – dyrektorzy finansowi odnotowali wzrost na poziomie 6,3%, natomiast CFO / członków zarządu 3,9%.

W działach audytu kierownicy projektów audytowych mogli liczyć na podwyżkę pensji na poziomie 8%, natomiast młodsi audytorzy – 9%. W działach podatkowych wzrosty wynagrodzeń również nie były jednolite. Np. menedżerowie ds. podatków odnotowali średni wzrost o 7,3%, natomiast w przypadku doradców podatkowych było to 13%.

Kierunki zmian w działach finansowych w 2026 roku

Wzrost gospodarczy w Polsce, szacowany na 3,5–3,7% PKB, będzie sprzyjał stabilnemu rozwojowi sektora finansowego w 2026 roku. Prognozy wskazują, że popyt na role finansowo-księgowe w przedsiębiorstwach powinien utrzymać się na zbliżonym poziomie do ubiegłorocznego, co oznacza, iż nadal będzie niższy niż ogólna liczba ogłoszeń na rynku pracy.

Zgodnie z przewidywaniami stanowiska o charakterze operacyjnym będą w coraz większym stopniu wspierane automatyzacją, co może przełożyć się na rosnącą konkurencję wśród kandydatów. Najlepsze perspektywy rozwoju będą dotyczyć analityków finansowych, kontrolerów, specjalistów ds. ryzyka i raportowania oraz osób łączących kompetencje finansowe z technologicznymi – wyjaśnia Dagmara Jaworecka, Regional Division Manager Grafton Recruitment.

Spodziewany jest stopniowy wzrost wynagrodzeń, a wraz z postępującymi zmianami technologicznymi – jeszcze większe znaczenie nowoczesnych kompetencji. Kluczową przewagą stanie się umiejętność łączenia wiedzy finansowej z analityką i technologią.

O raporcie: Raport Grafton Recruitment został opracowany na podstawie danych ogłoszeniowych oraz badania ilościowego przeprowadzonego wśród pracowników. Analiza objęła 4 975 256 ogłoszeń o pracę pochodzących z jednego z popularnych serwisów rekrutacyjnych w Polsce. Z tego zbioru wyodrębniono 1 414 836 ofert dotyczących sektora prywatnego. Po procesie deduplikacji, mającym na celu usunięcie powtarzających się rekordów, końcowa liczba unikalnych ogłoszeń wyniosła 637 793. Do badania włączono stanowiska ujęte w siatkach wynagrodzeń Grafton Recruitment.

Mieszkaniowy bilans: popyt wraca, fundamenty pozostają mocne

ok 2025 upłynął na rynku mieszkaniowym bez programowych impulsów, przy rekordowej ofercie i wciąż wysokich stopach procentowych. Mimo to deweloperzy rozpoczęli budowę niemal 130 tys. mieszkań, potwierdzając, że sektor potrafi funkcjonować w warunkach rynkowej równowagi, a nie krótkotrwałych bodźców popytowych. Główny Urząd Statystyczny udostępnił grudniowe dane dotyczące budownictwa mieszkaniowego, tym samym dając nam pełen obraz tego, jak kształtował się rynek w 2025 roku.

Rozpoczęte budowy

Deweloperzy rozpoczęli w 2025 roku budowę niemal 130 tys. mieszkań (129 714). Zważywszy, że wynik ten został osiągnięty w czasie, gdy oferta dostępnych mieszkań jest najwyższa w historii, a stopa procentowa NBP wciąż znacznie przewyższa tę z okresu boomu z lat 2016-2021, co mogłoby przecież skłaniać inwestorów do większej ostrożności, miniony rok należy uznać za relatywnie udany.

Fakt, że w porównaniu do 2024 roku odnotowany został 15% spadek nowych inwestycji jest w tym wypadku mylący. W 2024 roku, szczególnie w jego pierwszej połowie, starty nowych inwestycji były bowiem napędzane ożywieniem popytu na skutek funkcjonowania BK2% i jak się później okazało płonną wiarą w zapewnienia o przedłużeniu programu. Tymczasem, rezultat ostatnich 12 miesięcy został osiągnięty w sposób organiczny, bez zewnętrznych impulsów – komentuje dane GUS Patryk Kozierkiewicz, radca prawny Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Pomimo wyzwań sektora związanego z poziomem oferty, przyjęta strategia uruchamiania nowych projektów może zostać zweryfikowana pozytywnie. O prawdopodobieństwie takiego scenariusza świadczą niedawne obniżki stóp i wzmożony popyt, który obserwowaliśmy w ostatnich miesiącach 2025 roku. Nabywcy wracają do biur sprzedaży, a liczba sprzedanych mieszkań w 7 największych miastach była w ostatnim kwartale 2025 najwyższa od czasu analogicznego okresu 2023, czyli szczytu obowiązywania BK2% (za Otodom Analytics).

Tak wysoki poziom będzie trudny do utrzymania w skali całego przyszłego roku, ale na pewno jest to pozytywny prognostyk dla rynku. Przewidujemy, że na koniec 2026 roku liczba nowo wprowadzonych inwestycji będzie oscylowała wokół podobnego poziomu, tj. 125-130 tys. mieszkań. Równoważyć będą się w tym przypadku wymienione wyżej siły, z jednej strony zwiększonego popytu, z drugiej zaś wysokiej oferty i nieobserwowanej od lat liczby niesprzedanych gotowych mieszkań – dodaje ekspert PZFD.

Pozwolenia na budowę

W minionym roku inwestorzy otrzymali zgodę na realizację 171 493 mieszkań, co stanowi spadek o 16% względem 2024 roku.

– Lekkie schłodzenie wydaje się w tym przypadku naturalne. Nasycenia ofertą i spadek tempa sprzedaży mogły ograniczyć potencjalną aktywność w zakresie przygotowania przyszłych inwestycji. Część inwestorów skupiała się bowiem w większym stopniu na sprzedaży istniejących projektów, co ograniczało przestrzeń na długofalowe planowanie nowych inwestycji. Zjawisko to mogło dotykać w dużej mierze mniejszych deweloperów, działających poza głównymi rynkami i realizujących pojedyncze projekty jeden po drugim. Choć nadpodaż obserwowana jest również w większych metropoliach, takich jak Łódź czy Katowice – twierdzi Patryk Kozierkiewicz.

Pozytywna końcówka minionego roku i poprawiające się warunki makroekonomiczne, a także nadchodzące zmiany prawne powinny skłaniać deweloperów do większej aktywności w 2026 roku.

Pozwolenia na użytkowanie

Po dwóch latach spadków liczby mieszkań oddawanych do użytkowania deweloperzy zamknęli 2025 rok rezultatem 134 tys. ukończonych lokali, co stanowi 8% wzrost r/r. Zważywszy na czas trwania budowy, liczba mieszkań oddawanych do użytku jest wypadkową inwestycji, których budowa rozpoczęła się ok. 18-24 miesięcy wcześniej.

– Jako że 2024 rok był dla branży niezwykle dobry pod względem uruchomionych budów, obecny rok powinien zakończyć się jeszcze lepszym wynikiem, oscylującym zapewne wokół 140 tys. oddanych mieszkań. To z kolei zbliżyłoby nas do rekordowych poziomów z lat 2020-2022 – podsumowuje ekspert PZFD.

Średnia wartość kredytu mieszkaniowego to niemal 500 tys. zł, rośnie liczba wnioskodawców

Zebrane przez Biuro Informacji Kredytowej dane z ostatnich miesięcy pokazują wzrost wartości zapytań o kredyty mieszkaniowe, jak i liczby osób występujących o takie finansowanie. Równolegle rośnie średnia kwota wnioskowanego kredytu. Jak podkreśla ekspert SonarHome.pl, daje to spójny obraz zwiększonej aktywności po stronie kredytobiorców.

Na początku stycznia br. opublikowany został BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe, którego dane pokazują realny wzrost popytu na kredyty mieszkaniowe. W grudniu 2025 r. wartość zapytań wzrosła o 41,3% rok do roku, a średnia wartość wnioskowanego kredytu wyniosła 487,77 tys. zł i była o 9,7% wyższa niż rok wcześniej. W porównaniu z grudniem 2024 r. większa była także liczba osób składających wnioski – niemal 33,5 tys. wobec 26 tys. rok wcześniej, co oznacza wzrost o 28,8% r/r, przy jednoczesnym spadku liczby wnioskodawców o 9,6% w ujęciu miesiąc do miesiąca.

– Obserwowany wzrost popytu jest zbieżny z poprawą zdolności kredytowej, wynikającą z cyklu obniżek stóp procentowych w 2025 roku oraz z poziomem cen nieruchomości. BIK zwraca uwagę na wpływ obniżek stóp, a także wskazuje wzrost wynagrodzeń jako czynnik wspierający dostępność kredytu – wskazuje Anton Bubiel, ekspert rynku mieszkaniowego w SonarHome.pl.

Warto przy tym uwzględnić dodatkowy element – według szacunków BIK około 18% obecnego popytu może stanowić refinansowanie już istniejących kredytów, wynikające z polepszenia warunków finansowania. Chodzi o sytuację, w której kredytobiorcy zaciągnęli kredyt na mniej korzystnych warunkach, a obecnie – mając lepszą ofertę – chcą przenieść go do innego banku. Jednocześnie, nawet przy uwzględnieniu refinansowań, należy zakładać, że znaczna część zapytań i nowych kredytów dotyczy jednak zakupu nieruchomości.

Co kryje przyszłość?

Wzrost aktywności kredytowej może przekładać się na rynek nieruchomości poprzez uwolnienie skumulowanego popytu. Kredytem mogą być zainteresowane osoby, które w poprzednich dwóch latach wstrzymywały się z decyzją zakupową, czekając na rządowe programy wsparcia. Nowymi klientami banków mogą stać się także gospodarstwa domowe, które przy wysokich stopach procentowych nie dysponowały wystarczającą zdolnością kredytową, aby sfinansować zakup nieruchomości – mówi ekspert SonarHome.pl, platformy umożliwiającej znalezienie agenta i wycenę mieszkania.

Jednocześnie kupujący funkcjonują obecnie w warunkach dużej podaży i szerokiego wyboru nieruchomości. Przekłada się to na dogodne warunki negocjacyjne, ponieważ u wielu sprzedających można zaobserwować efekt zmęczenia i skłonność do akceptacji niższych cen. Z drugiej strony kupujący mają świadomość, że zdolność kredytowa się zwiększa i coraz więcej osób może zaktywizować się w poszukiwaniu i kupowaniu mieszkań.

W kolejnych kwartałach będzie można zaobserwować efekt skokowy, związany z dynamiczną falą obniżek, która materializuje się w postaci wyższej zdolności kredytowej oraz faktycznych poszukiwań i realizacji potrzeb zakupowych. Jeżeli cykl obniżek nie będzie kontynuowany i stopy pozostaną na obecnym poziomie, możliwe jest stopniowe wypłaszczenie popytu, a następnie powrót do bardziej znormalizowanego poziomu aktywności.

Jednocześnie można rozważać scenariusz, w którym stopy referencyjne nadal będą spadać, potencjalnie nawet do poziomu 3,5%. – W takim wariancie podwyższony poziom zapytań i popytu na kredyty może utrzymać się również w 2026 roku. Skutkowałoby to relatywnie szybszym „czyszczeniem” dużej podaży mieszkań z rynku oraz stanowiłoby sygnał dla sprzedających, aby utrzymywać lub testować wyższe poziomy cenowe. Natomiast w scenariuszu stopniowej normalizacji możliwe jest utrzymanie obecnego poziomu cen transakcyjnych – bez znaczącej presji na obniżki, ale również bez argumentów za wprowadzeniem podwyżek – podsumowuje Anton Bubiel.

Warszawskie biura w świetnej formie: rekordowy popyt, pustostany najniżej od 5 lat

Warszawski rynek biurowy zakończył 2025 rok w bardzo dobrej kondycji. Rekordowo wysoki popyt, przy jednocześnie ograniczonej nowej podaży, przełożył się na dalszy spadek poziomu pustostanów oraz stabilizację stawek czynszowych. Łączny wolumen transakcji najmu w całym 2025 roku wyniósł 794 000 m kw., co oznacza wzrost o 7% rok do roku, a wskaźnik pustostanów obniżył się do 9,1% – najniższego poziomu od ponad pięciu lat.

„Końcówka 2025 roku była bezprecedensowa pod względem aktywności najemców. Sam IV kwartał przyniósł niemal 310 000 m kw. wynajętej powierzchni, co było najwyższym kwartalnym wynikiem w historii warszawskiego rynku biurowego i pokazuje, że decyzje odkładane w poprzednich okresach znalazły swoje finalizacje właśnie pod koniec roku”, – komentuje Michał Kusy, analityk w dziale badań rynku w Knight Frank.

Rekordowo niska nowa podaż i koncentracja inwestycji w centrum

Na koniec 2025 roku całkowite zasoby biurowe w Warszawie osiągnęły 6,23 mln m kw. Aktywność deweloperska pozostawała na historycznie niskim poziomie. Od początku roku oddano do użytku jedynie 89 000 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej, co było najniższym wynikiem od ponad dwóch dekad. Największym ukończonym projektem był biurowiec The Bridge (47 000 m kw.), zrealizowany przez Ghelamco.

W budowie pozostaje obecnie 189 000 m kw. powierzchni biurowej, z czego aż 90% zlokalizowane jest w centralnych strefach miasta. Ponad połowa realizowanych projektów ma zostać oddana do użytku w 2026 roku, co wskazuje, że w najbliższych latach nowa podaż pozostanie ograniczona.

Renegocjacje dominują, a zielone budynki zyskują na znaczeniu

Struktura popytu w 2025 roku wyraźnie pokazuje ostrożność najemców i ich koncentrację na optymalizacji kosztów. Renegocjacje odpowiadały za rekordowe 51% całkowitego wolumenu najmu, podczas gdy udział nowych umów spadł do 40%. Jednocześnie rynek konsekwentnie zmierza w stronę zrównoważonego rozwoju – 67% warszawskich zasobów posiada zielone certyfikaty, a aż 73% powierzchni wynajętej w 2025 roku przypadło na budynki certyfikowane.

„Najemcy coraz częściej łączą decyzje kosztowe z wymaganiami ESG. Najniższy poziom pustostanów obserwujemy w najnowszych, certyfikowanych budynkach, co potwierdza rosnące znaczenie jakości, efektywności energetycznej i lokalizacji”, – dodaje Piotr Kalisz, dyrektor działu reprezentacji najemcy w Knight Frank.

Spadek pustostanów i stabilne czynsze

Na koniec IV kwartału 2025 roku wskaźnik pustostanów w Warszawie wyniósł 9,1%. W strefach centralnych spadł do 6,1%, natomiast poza centrum do 11,6%. Najniższy poziom niewynajętej powierzchni odnotowano w budynkach oddanych do użytku po 2020 roku, gdzie wskaźnik wyniósł jedynie 3,9%.

Stawki czynszów wywoławczych pozostały stabilne. W centralnych lokalizacjach mieściły się najczęściej w przedziale 18–32 EUR/m kw./miesiąc, natomiast poza centrum 12–18 EUR/m kw./miesiąc. Stabilne pozostawały również opłaty eksploatacyjne.

Scanway z globalną umową na dostawę nowej klasy instrumentów optycznych oraz sprzedaż danych satelitarnych

Scanway podpisał umowę o współpracy z klientem z rynku amerykańskiego na dostawę nowej klasy instrumentów optycznych do budowanej przez partnera konstelacji satelitarnej. Umowa przewiduje ponadto uzgodniony podział zysków z tytułu możliwej komercjalizacji danych rejestrowanych przez teleskop Spółki w modelu Data-as-a-Service (DaaS). Wg szacunków Spółki, wartość umowy może sięgnąć ok. 4,3 mln USD (ok. 15,5 mln PLN wg kursu NBP na dzień 22 stycznia) i dotyczy płatności za dostarczenie pierwszego instrumentu optycznego, którego planowane dostarczenie do klienta nastąpi w okresie 24 miesięcy od operacyjnego rozpoczęcia projektu. Zawarta dzisiaj umowa ma charakter strategiczny – istotnie wpływa na poziom backlogu (portfela zamówień), jak również perspektywy rozwojowe i finansowe polskiej Spółki.

  • Scanway po raz pierwszy opracuje nowej klasy teleskop integrujący w sobie kilka kamer pracujących w różnych zakresach fal, który zostanie wykorzystany w budowanej konstelacji satelitarnej do obserwacji Ziemi
  • Wynagrodzenie należne Spółce wypłacane będzie w transzach, po akceptacji określonych kamieni milowych projektu, dodatkowo Spółka spodziewa się wpływu środków z tytułu komercjalizacji danych generowanych przez jej instrument optyczny, co umożliwi budowę stabilnych i powtarzalnych strumieni przychodów
  • Nowy partner to doświadczony podmiot z siedzibą w Stanach Zjednoczonych, specjalizujący się w projektowaniu i realizacji dużych misji kosmicznych, w tym operacji satelitarnych prowadzonych na rzecz odbiorców komercyjnych

Zawarta dzisiaj umowa o współpracy z klientem z USA stanowi podstawę do realizacji kolejnych działań i zadań operacyjnych po stronie Spółki, których wykonanie będzie skutkować uruchamianiem poszczególnych transz płatności. To kolejna umowa o charakterze konstelacyjnym i traktujemy ją jako początek długofalowej współpracy. Po raz pierwszy zrealizujemy projekt teleskopu integrującego kilka kamer pracujących w różnych zakresach spektralnych. Pozyskanie nowych kompetencji technologicznych umożliwi nam wejście na nowe rynki, dalszy rozwój portfolio produktowego oraz wzmocnienie współpracy z podmiotami sektora kosmicznego w Stanach Zjednoczonych mówi Mikołaj Podgórski, COO Scanway S.A. Dostarczone przez nas instrumenty zostaną wykorzystane w budowanej przez partnera konstelacji satelitarnej do obserwacji Ziemi, opartej na większej liczbie mniejszych jednostek. Takie podejście stanowi kwintesencję New Space podsumowuje.

Podpisana umowa obejmuje również założenie komercjalizacji danych rejestrowanych przez teleskop Scanway, który zostanie wykorzystany w ramach budowanej konstelacji satelitarnej. Dane te będą udostępniane międzynarodowym klientom w modelu Data-as-a-Service (DaaS) w oparciu o ustalony podział zysków, gdzie Spółce przysługuje procentowy zysk już od pierwszej skomercjalizowanej paczki danych. Zgodnie z praktyką rynkową, model ten zakłada udostępnianie klientom strumieni danych satelitarnych w formule subskrypcyjnej lub w oparciu o długoterminowe kontrakty bez konieczności ponoszenia przez nich kosztów budowy i utrzymania własnej infrastruktury satelitarnej. Finansowanie kolejnych instrumentów optycznych planowane jest poprzez współfinansowanie z Partnerem w oparciu m.in. o środki pieniężne generowane z modelu DaaS.

Z perspektywy Scanway S.A. model Data-as-a-Service (DaaS) posiada potencjał do generowania stabilnych i powtarzalnych strumieni przychodów, które długoterminowo mogą przewyższyć wartość całego satelity. Rosnące zapotrzebowanie na dane satelitarne sprawia, że model DaaS będzie naturalnym kierunkiem monetyzacji usług w globalnym ekosystemie New Space, wzmacniając segment downstream jako najbardziej dochodową część sektora kosmicznego. Cieszy mnie, że stopniowo budujemy w nim swoją pozycję, dołączając do kontraktu na przetwarzanie danych księżycowych dla ESA kolejny projekt z potencjałem do generowania przychodów ze sprzedaży danych rejestrowanych instrumentem optycznym Scanway tłumaczy Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A. Zawarta dzisiaj umowa bezpośrednio wpisuje się w realizację „Strategii Scanway S.A. na lata 2026–2028”, w szczególności poprzez wzmocnienie oraz komercjalizację kompetencji Spółki w zakresie budowy pełnego łańcucha danych optycznych, tzw. APAP – od akwizycji, przez przetwarzanie i analitykę, aż po predykcję zdarzeń na ich podstawie. W mojej ocenie podpisany dzisiaj kontrakt ma istotne znaczenie dla perspektyw finansowych i rozwojowych Spółki podsumowuje.

Szczegółowe informacje dotyczące liczby dostarczonych instrumentów optycznych, ich parametrów technicznych, nazwy klienta oraz planów rozwoju całej konstelacji objęte są tajemnicą handlową i stanowią informacje poufne. Partner Spółki jest podmiotem z sektora kosmicznego z siedzibą w Stanach Zjednoczonych, specjalizującym się w technologiach satelitarnych, w tym w projektowaniu i wytwarzaniu podzespołów oraz kompletnych satelitów. Dysponuje doświadczonym zespołem zarządzającym i inżynierskim, posiadającym wieloletnie kompetencje w zakresie projektowania, integracji, testów oraz realizacji operacji satelitarnych, zarówno na rzecz klientów komercyjnych, jak i instytucji rządowych.

Scanway S.A. od lat aktywnie wspiera rozwój ekonomii kosmicznej i obecnie jest wiodącym eksporterem technologii kosmicznych w Polsce. Spółka realizuje projekty konstelacyjne dla globalnych klientów, w tym m.in. dla Nara Space z Korei Południowej o wartości 2,7 mln EUR, Marble Imaging z Niemiec o wartości 3,2 mln EUR oraz klienta z Azji o wartości 9,0 mln EUR (wszystkie realizowane projekty mają potencjał do rozszerzania). Spółka posiada również kompetencje w zakresie projektowania instrumentów optycznych przeznaczonych do misji w daleki kosmos, w tym na Księżyc. Jako pierwsza krajowa firma dostarczy instrument optyczny do komercyjnej misji lunarnej. Ponadto stworzy europejski system przetwarzania danych satelitarnych z Księżyca i może połączyć Europę z amerykańskim programem księżycowym Artemis, obecnie największym i najbardziej zaawansowanym na świecie.

Strategicznym, długofalowym dążeniem Scanway S.A. jest wejście do światowej czołówki największych komercyjnych integratorów ładunków optycznych. Kluczowym celem do końca 2028 roku jest osiągnięcie pozycji jednego z największych integratorów ładunków optycznych w Europie.

KLM wprowadza bezpłatne Wi-Fi na trasach europejskich. Usługa dostępna od dziś

Pasażerowie linii lotniczych KLM podróżujący na trasach europejskich zyskują nową możliwość. Od dziś, tj. 22 stycznia 2026 r., przewoźnik udostępnia bezpłatny dostęp do internetu na pokładach swoich samolotów. Usługa jest już aktywna w połowie europejskiej floty, w tym na wybranych rejsach z i do Polski.

Decyzja o wprowadzeniu darmowej łączności jest odpowiedzią na potrzeby klientów, dla których dostęp do sieci podczas lotu stał się jednym z kluczowych oczekiwań. Dzięki nowej funkcjonalności pasażerowie mogą na własnych urządzeniach mobilnych (smartfonach, tabletach czy laptopach) nie tylko sprawdzać pocztę i przeglądać media społecznościowe, ale także korzystać z usług wymagających szerszego pasma, takich jak streaming filmów i muzyki czy gry online.

Jeden warunek: Flying Blue

Dostęp do pokładowego Wi-Fi jest całkowicie darmowy, jednak wymaga spełnienia jednego warunku technicznego. Aby połączyć się z siecią, pasażer musi zalogować się do programu lojalnościowego Flying Blue. Osoby, które nie posiadają jeszcze konta, mogą dokonać szybkiej rejestracji w trakcie lotu, co natychmiast odblokowuje dostęp do usługi.

Rozwiązanie to ma na celu poprawę komfortu podróży na trasach krótkiego i średniego zasięgu. Europejska flota wąskokadłubowa KLM nie posiada wbudowanych systemów rozrywki (ekranów w fotelach). Udostępnienie szybkiego internetu pozwala pasażerom na zorganizowanie sobie czasu w powietrzu według własnych preferencji, korzystając z prywatnych urządzeń.

– Uważnie wsłuchujemy się w prośby i potrzeby naszych pasażerów, a bezpłatny dostęp do internetu od dawna znajdował się na ich liście życzeń. Dzięki wprowadzonej dziś usłudze podróże KLM-em po Europie mogą być teraz przyjemniejsze, a każdy podróżny może spędzić czas tak jak lubi, pozostając w kontakcie – mówi Stephanie Putzeist, odpowiedzialna za doświadczenie klienta w KLM.

Rok 2026 będzie rynkiem kompetencji, nie pracownika ani pracodawcy

Rok 2026 nie będzie ani rynkiem pracownika, ani rynkiem pracodawcy. Będzie rynkiem kompetencji – realnych, mierzalnych i precyzyjnie dopasowanych do faktycznych potrzeb organizacji. Po okresie dynamicznych, często reaktywnych rekrutacji firmy przechodzą w fazę większej selektywności i ostrożności decyzyjnej. Coraz rzadziej mówimy przy tym o powstawaniu zupełnie nowych zawodów, a znacznie częściej o ewolucji istniejących ról, których zakres odpowiedzialności i wymagania kompetencyjne ulegają istotnemu pogłębieniu.

Z makroekonomicznego punktu widzenia polski rynek pracy pozostaje stabilny. Niski poziom bezrobocia utrzymuje się mimo spadku liczby ofert pracy, co nie świadczy o osłabieniu rynku, lecz o zmianie podejścia do zatrudniania. Procesy rekrutacyjne wydłużają się, a decyzje coraz częściej poprzedza dokładna analiza kompetencji, doświadczenia i potencjału rozwojowego kandydatów, szczególnie na poziomie specjalistycznym i menedżerskim. Rynek będzie premiował pogłębione specjalizacje, m.in. w obszarach ESG, zaawansowanej analityki danych i programowania, cyberbezpieczeństwa oraz tzw. zielonych kompetencji, ściśle związanych z transformacją energetyczną i rosnącymi wymaganiami regulacyjnymi.

Na ten obraz nakłada się technologia. Narzędzia oparte na AI stały się standardem wspierającym selekcję kandydatów i organizację procesów rekrutacyjnych. W 2026 roku nie będą już jednak źródłem przewagi konkurencyjnej, lecz elementem infrastruktury HR. O wartości procesów decydować będzie jakość i trafność decyzji rekrutacyjnych, a nie sama skala automatyzacji.

Zmiany na rynku pracy nie zmniejszą zapotrzebowania na pracowników zagranicznych. W sektorach takich jak produkcja, logistyka czy przemysł ich obecność pozostanie kluczowa, jednak procesy legalizacji pracy będą coraz bardziej złożone i czasochłonne. W 2026 roku firmy będą więc funkcjonować w warunkach strukturalnej potrzeby zatrudniania cudzoziemców przy jednoczesnym wzroście barier formalnych, co bezpośrednio wpłynie na tempo i organizację rekrutacji.

Równolegle zmieniają się oczekiwania pracowników. Wynagrodzenie pozostaje kluczowe, jednak coraz większe znaczenie mają przewidywalność, transparentność oraz stabilność warunków zatrudnienia. Kandydaci są dziś bardziej świadomi i selektywni, a oferty pracy poddawane są znacznie dokładniejszej ocenie niż jeszcze kilka lat temu.

Polskie uczelnie coraz wyżej w światowych zestawieniach

Najnowsza edycja THE World University Rankings by Subject 2026 przynosi kolejne potwierdzenie rosnącej pozycji polskich uczelni na arenie międzynarodowej. W tegorocznej edycji rankingu znalazły się w sumie aż 42 polskie uczelnie. W wielu dyscyplinach nie tylko utrzymały swoje miejsca, ale też wyraźnie awansowały o wyższych przedziałów rankingowych.

Notowane w rankingu polskie uczelnie reprezentują szerokie spektrum dyscyplin, zgrupowanych w 11 głównych obszarach naukowych. Są to: sztuka i nauki humanistyczne, biznes i ekonomia, informatyka, edukacja, kierunki inżynierskie, prawo, nauki przyrodnicze, medycyna i zdrowie, ale też nauki ścisłe, psychologia i nauki społeczne.

Wyniki THE World University Rankings by Subject 2026 wskazują na systematyczne umacnianie pozycji polskich uczelni.

Silna reprezentacja polskich uczelni

Biorąc pod uwagę wszystkie główne obszary naukowe, w rankingu zostały sklasyfikowane aż 42 polskie uczelnie – część z nich bardzo wysoko. Przykładowo: w obszarze prawo Uniwersytet Jagielloński uplasował się na pozycji 126-150. Z kolei w obszarze sztuka i nauki humanistyczne prym wśród polskich uczelni wiedzie Uniwersytet Warszawski z lokatą 151-175. W gronie liderów na tle światowej konkurencji znalazł się również Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, któremu w obszarze edukacja została przypisana pozycja 251-300.

Sztuka i nauki humanistyczne

Ranking Arts and Humanities 2026 obejmuje szerokie spektrum dyscyplin, w tym: języki, literaturę i językoznawstwo; historię; filozofię; teologię; architekturę; archeologię; a także sztuki wizualne, sztuki performatywne oraz projektowanie (design).

Spośród polskich uczelni najlepiej w tym zestawieniu wypadły: Uniwersytet Warszawski (151-175), Uniwersytet Jagielloński (251-300) i Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (301-400).

Biznes i ekonomia

Ranking Business and Economics 2026 ocenia wyniki uczelni w trzech kluczowych dyscyplinach: biznesie i zarządzaniu; rachunkowości i finansach; oraz ekonomii i ekonometrii.

W tym zestawieniu spośród polskich uczelni najwyższe lokaty zajęły: Uniwersytet Śląski (401-500) i Uniwersytet Jagielloński  (501-600).

Computer science

Ranking Computer Science 2026 ocenia z kolei doskonałość uczelni w obszarach, takich jak: tworzenie i inżynieria oprogramowania; sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe; a także cyberbezpieczeństwo i sieci komputerowe, a także w innych pokrewnych zagadnieniach.

Tu zdecydowanym liderem spośród polskich uczelni jest Uniwersytet Warszawski (301-400).

Edukacja

Ranking Education Studies 2026 ocenia zaś wyniki uczelni w trzech kluczowych dyscyplinach: badaniach nad edukacją, kształceniu nauczycieli oraz akademickich studiach nad edukacją.

W tym zestawieniu najlepiej spośród polskich uczelni wypadł Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu z pozycją 251-300.

Kierunki inżynieryjne

Ranking Engineering 2026 ocenia uczelnie pod kątem pięciu podstawowych dyscyplin inżynieryjnych: ogólnej inżynierii, inżynierii elektrycznej i elektronicznej, inżynierii mechanicznej i lotniczej, inżynierii lądowej oraz inżynierii chemicznej.

W tym zestawieniu polskimi liderami są: Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie i Politechnika Gdańska (obie uczelnie w przedziale 601-800).

Prawo

Ranking Law 2026 ocenia natomiast doskonałość uczelni w obszarach, takich jak: prawo konstytucyjne i administracyjne; prawo międzynarodowe; prawo handlowe i korporacyjne; prawo karne i wymiar sprawiedliwości; a także teoria prawa i jurysprudencja, a także w innych pokrewnych zagadnieniach.

W tym przypadku zdecydowanym liderem jest Uniwersytet Jagielloński z lokatą 126-150. Wysokie miejsca zajęły również: Uniwersytet Warszawski (176-200) oraz Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, Uniwersytet Gdański, Uniwersytet Łódzki, Uniwersytet Śląski oraz Uniwersytet Wrocławski (te zajęły noty z przedziału 301-400).

Nauki przyrodnicze

Ranking Life Sciences 2026 zaś to klasyfikacja uczelni w czterech kluczowych dyscyplinach: naukach weterynaryjnych, naukach biologicznych (w tym biologii i biochemii), rolnictwie i leśnictwie oraz naukach o sporcie.

Spośród polskich uczelni najlepiej w tym zestawieniu wypadły Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Warszawski (501-600).

Medycyna i zdrowie

Ranking Medical and Health 2026 stawia sobie za cel ocenę uczelni w obszarze medycyny, stomatologii, pielęgniarstwa oraz innych dyscyplin związanych z ochroną zdrowia.

W tym zestawieniu spośród polskich uczelni najwyższe lokaty zajął Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu (401-500).

Nauki ścisłe

Ranking Physical Sciences 2026 ocenia z kolei uczelnie w kilku kluczowych dyscyplinach: fizyce, chemii, matematyce, statystyce, astronomii, geologii oraz naukach o środowisku, naukach o Ziemi i naukach morskich.

W tym zestawieniu spośród polskich uczelni najwyżej uplasował się Uniwersytet Warszawski (401-500).

Psychologia

Ranking Psychology 2026 ocenia uczelnie w kilku węższych dyscyplinach: psychologii klinicznej, psychologii edukacyjnej, psychologii sportu, psychologii biznesu oraz psychologii zwierząt.

Spośród polskich uczelni w tym zestawieniu na podium znalazły się: Uniwersytet Warszawski i Uniwersytet Wrocławski (251-300), Uniwersytet Jagielloński (301-400) oraz Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i Uniwersytet SWPS (401-500).

Nauki społeczne

Ranking Social Sciences 2026 obejmuje szerokie spektrum dyscyplin, w tym: nauki o komunikacji i mediach, nauki polityczne i studia międzynarodowe (w tym studia nad rozwojem), socjologię, geografię oraz antropologię.

W tym przypadku liderami wśród polskich uczelni są: Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Warszawski (501-600).

Trwały trend wzrostowy dla polskich uczelni

Tegoroczne wyniki rankingu jasno wskazują, że polskie uczelnie nie są już jedynie sporadycznymi uczestnikami globalnych rankingów, lecz coraz częściej budują stabilną i rozpoznawalną obecność, opartą na jakości badań, umiędzynarodowieniu oraz konsekwentnym rozwoju instytucjonalnym – mówi prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

THE World University Rankings by Subject 2026 po raz kolejny wskazuje, że obrany przez polskie uczelnie kierunek wzmacniania pozycji polskiej nauki na świecie przynosi wymierne efekty.

Co to za ranking?

THE World University Rankings by Subject 2026 umożliwiają porównanie uczelni z całego świata w ramach różnych dysycyplin. Są  opracowywane w oparciu o tę samą kompleksową i sprawdzoną metodologię, która stosowana jest w THE World University Rankings. Co istotne, wagi poszczególnych wskaźników są każdorazowo dostosowywane do specyfiki danej dyscypliny, co pozwala na rzetelne odzwierciedlenie jej priorytetów, sprawiedliwą ocenę mocnych stron instytucji oraz dostarczenie pogłębionych, adekwatnych do danej dziedziny wniosków porównawczych.

Deeskalacja na linii USA–UE: Trump wstrzymuje cła, rynki reagują ulgą

Prezydent Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone nie wprowadzą ceł na towary z krajów europejskich, które sprzeciwiały się jego planom przejęcia Grenlandii. Decyzję uzasadnił zawarciem „ram przyszłego porozumienia” dotyczącego wyspy, nie ujawniając jednak szczegółowych zapisów ani zakresu uzgodnień. Zapowiedź ta stanowi wyraźny zwrot w dotychczasowej narracji, ponieważ wcześniej Trump groził Europie wprowadzeniem ceł w wysokości 10% od 1 lutego oraz 25% od 1 czerwca, traktując je jako narzędzie presji politycznej.

Informacja została przekazana po spotkaniu Trumpa z sekretarzem generalnym NATO – Mark Rutte – które odbyło się na marginesie World Economic Forum w Davos. Rozmowy koncentrowały się na kwestiach bezpieczeństwa, w szczególności ochronie regionu Arktyki, obronie przeciwrakietowej, w tym koncepcji systemu „Golden Dome”, oraz ograniczaniu wpływów Rosji i Chin w tym strategicznym obszarze. NATO potwierdziło, że negocjacje pomiędzy USA, Danią i Grenlandią będą kontynuowane, z naciskiem na wzmocnienie wspólnego bezpieczeństwa.

Decyzja Trumpa spotkała się z pozytywną reakcją rynków finansowych. Amerykańskie giełdy zanotowały wzrosty, rentowności obligacji 5-letnich USA spadły poniżej 3,83%, zaś 10-letnich poniżej 4,25%. EURUSD zszedł poniżej 1,1700, co można odebrać jako sygnał deeskalacji napięć handlowych i politycznych z Europą. Jednocześnie Dania konsekwentnie odrzuca możliwość negocjowania kwestii suwerenności nad półautonomiczną Grenlandią. Premier Mette Frederiksen zadeklarowała gotowość rozmów o bezpieczeństwie, inwestycjach i współpracy gospodarczej, podkreślając jednak, że suwerenność kraju nie podlega negocjacjom.

Sam Trump mówi o „długoterminowym, wręcz nieskończonym porozumieniu”, unikając jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy oznacza ono przejęcie Grenlandii przez USA. Według doniesień medialnych ramy porozumienia mogą zakładać poszanowanie suwerenności Danii przy jednoczesnym zwiększeniu roli Stanów Zjednoczonych w architekturze bezpieczeństwa Arktyki. W efekcie czasowe wycofanie się z ceł uspokoiło rynki i złagodziło napięcia transatlantyckie, jednak brak jasnych i wiążących szczegółów sprawia, że spór wokół Grenlandii nie został definitywnie rozwiązany, a relacje USA z europejskimi sojusznikami pozostają kruche.

GenAI w kodowaniu stała się standardem. Hakerzy tylko na to czekali

Sztuczna inteligencja w ciągu ostatnich 2 lat stała się jednym z najważniejszych motorów cyfrowej transformacji – i jednocześnie jednym z największych źródeł nowych zagrożeń. Najnowszy raport Palo Alto Networks pokazuje, że organizacje na całym świecie zmagają się dziś z bezprecedensową skalą ataków wymierzonych w środowiska chmurowe oraz systemy oparte na AI. Według analiz dzienny wolumen cyberataków wzrósł z 2,3 do blisko 9 milionów, a włamanie, które kiedyś zajmowało tygodnie, przy wsparciu narzędzi sztucznej inteligencji może dziś nastąpić w mniej niż pół godziny.

Eksperci Palo Alto Networks w raporcie „State of Cloud Security 2025”, opartym na badaniu ponad 2,8 tys. specjalistów IT i cyberbezpieczeństwa, podkreślają, że chmura stała się „kręgosłupem” współczesnych firm. To tam działają najważniejsze aplikacje, systemy finansowe, usługi dla klientów i coraz większa liczba rozwiązań AI. Jednocześnie są też jednym z głównych celów atakujących, ponieważ łączą szybkie zmiany, dużą złożoność i krytyczne znaczenie dla działania firm.

Ataki na systemy AI dotyczą niemal wszystkich firm

Z raportu wynika, że aż 99% organizacji doświadczyło w ostatnim roku co najmniej jednego ataku wymierzonego w systemy AI. Cyberprzestępcy celują nie tylko w same modele, lecz przede wszystkim w infrastrukturę, usługi i dane, z których te systemy korzystają. Najczęściej wykorzystywane wektory obejmują kradzież danych, przejmowanie uprawnień oraz manipulację sposobem, w jaki systemy AI komunikują się z otoczeniem.

Sama sztuczna inteligencja staje się jednocześnie źródłem nowych podatności. Aż 99% firm wykorzystuje GenAI do tworzenia oprogramowania, co przyspiesza prace, ale zwiększa liczbę błędnych konfiguracji i podatności. Jak pokazuje analiza zespołu ds. zagrożeń Unit 42, takie działania – określane jako tzw. „vibe coding” – sprawiają, że podatności są wbudowywane w aplikacje już na etapie ich powstawania[1]. Kod generowany przez modele AI koncentruje się przede wszystkim na funkcjonalności, często pomijając podstawowe mechanizmy ochrony, takie jak uwierzytelnianie, kontrola uprawnień czy separacja środowisk, co zwiększa skalę i złożoność późniejszych incydentów. Połowa organizacji wdraża nowy kod co tydzień lub częściej, podczas gdy jedynie 18% jest w stanie naprawiać błędy w podobnym tempie. W efekcie szybko rośnie „zadłużenie bezpieczeństwa”, na którym opiera się wiele współczesnych ataków.

Obserwujemy, że większość organizacji dopuszcza dziś korzystanie z narzędzi generatywnej AI do tworzenia kodu, często dlatego, że nie wprowadzono żadnych technicznych ograniczeń ich użycia. Jednocześnie tylko nieliczne firmy przeprowadziły formalną ocenę ryzyka związaną z tymi narzędziami lub monitorują, w jaki sposób generowany kod, dane wejściowe i wyjściowe wpływają na bezpieczeństwo systemów. Dlatego kluczowe staje się przywrócenie podstawowych zasad bezpieczeństwa już na etapie tworzenia oprogramowania – w tym kontroli uprawnień, ograniczenia autonomii narzędzi AI oraz obowiązkowego udziału człowieka w przeglądzie i wdrażaniu zmian – mówi Wojciech Gołębiowski, wiceprezes i dyrektor zarządzający Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej.

Badanie „State of Cloud Security 2025” pokazuje również gwałtowny wzrost złożoności środowisk chmurowych. Przeciętna organizacja korzysta dziś z 6 dostawców chmury i aż 17 narzędzi bezpieczeństwa. Aż 60% respondentów wskazuje rozproszone środowiska chmurowe jako główne źródło ryzyka, a blisko połowa firm identyfikuje i klasyfikuje dane w chmurze… ręcznie, co znacząco zwiększa prawdopodobieństwo błędu.

Na znaczeniu zyskują także ataki na interfejsy API – według danych Palo Alto Networks to najszybciej rosnący wektor zagrożeń, których liczba wzrosła o 41% rok do roku. Równolegle rośnie liczba incydentów wykorzystujących nadmierne uprawnienia i słabości w zarządzaniu tożsamościami.

Firmy szybko wykrywają incydenty – ale wolno je zamykają

Z raportu wynika również, że choć 74% organizacji potrafi wykryć i zatrzymać incydent w ciągu 24 godzin, to jego pełne zamknięcie często zajmuje znacznie więcej czasu – w co trzeciej firmie ponad dzień, a w 9% przypadków od tygodnia do miesiąca. To skutek przede wszystkim braku jednego modelu działania i fragmentacji narzędzi. Według danych Palo Alto Networks aż 70% rzeczywistych incydentów bezpieczeństwa obejmuje jednocześnie 3 lub więcej powierzchni ataku, takich jak chmura, aplikacje, API czy tożsamość, co czyni podejście silosowe nieskutecznym. Ponad 50% analityków bezpieczeństwa deklaruje, że połowę czasu pracy poświęca na ręczne łączenie rozproszonych danych i alertów, co znacznie wydłuża czas reakcji. Dlatego aż 89% firm deklaruje potrzebę połączenia ochrony chmury i operacji bezpieczeństwa w jeden zintegrowany model obejmujący analizę ryzyka, wykrywanie i reagowanie.

Podział na osobne zespoły od aplikacji, chmury i operacji bezpieczeństwa przestaje mieć sens. Ataki nie respektują wewnętrznych struktur firm. Przechodzą przez wiele warstw jednocześnie. Dlatego organizacje na świecie i coraz częściej w Polsce dochodzą do tego samego wniosku bezpieczeństwo musi być zintegrowane, zarządzane centralnie i oparte na pełnej widoczności, a nie na wielu odrębnych narzędziach – dodaje Wojciech Gołębiowski.

Jednocześnie polskie przedsiębiorstwa funkcjonują w wyjątkowo wymagającym środowisku – szybka transformacja technologiczna, nowe regulacje (jak NIS2), wdrażanie KSeF i szczególnie wysoka intensywność cyberataków powodują, że bezpieczeństwo przestaje być jedynie kwestią techniczną. Staje się fundamentem odporności operacyjnej.

Aby utrzymać ciągłość działania, organizacje będą musiały postawić na bezpieczeństwo działające w czasie rzeczywistym, centralne zarządzanie ryzykiem w chmurze, automatyzację reakcji na incydenty oraz pełną widoczność w całej infrastrukturze. Przewagę w 2026 roku osiągną te firmy, które zbudują odporność szybciej, niż rośnie ich złożoność.

[1] https://unit42.paloaltonetworks.com/securing-vibe-coding-tools/

EY: Firmy w Polsce przyspieszają w dostosowaniu się do AI Act

Ponad 70% średnich i dużych firm w Polsce podejmuje działania mające na celu spełnienie wymogów unijnego Aktu o sztucznej inteligencji (AI Act) – wynika z trzeciej edycji badania EY „Jak polskie firmy wdrażają AI”. Oznacza to wzrost o 13 pkt proc. w przeciągu roku. Jednocześnie 32% przedsiębiorstw wskazało kwestie związane z compliance jako barierę utrudniającą wdrożenie AI w ich organizacji.

W sierpniu 2024 r. wszedł w życie AI Act. Jego celem jest wyznaczenie standardów w zakresie bezpiecznego i zgodnego z prawem wykorzystania sztucznej inteligencji. Wdrożenie rozporządzenia zostało rozłożone na kilka etapów. Zgodnie z pierwotnymi założeniami, od sierpnia 2026 roku zaczną być stosowane m.in. przepisy dotyczące systemów wysokiego ryzyka. Rok później, przewidziany jest ostatni etap wdrożeniowy dotyczący systemów objętych istniejącymi przepisami UE o bezpieczeństwie produktów. Obecnie na poziomie unijnym trwają prace nad przesunięciem harmonogramu wejścia w życie powyższych przepisów. Jeżeli proponowane zmiany w ramach pakietu Omnibus zostaną przyjęte, terminy stosowania kolejnych grup regulacji ulegną odpowiedniej modyfikacji.

– W ramach AI Act organizacje powinny podjąć konkretne kroki, w tym dokonać przeglądu stosowanych rozwiązań AI oraz przeprowadzić ich klasyfikację, wprowadzić system zarządzania jakością oraz odpowiednie polityki i procedury w zakresie m.in. zarządzania ryzykiem i etyką AI. Konieczne będzie także dokonanie oceny zarządzania ryzykiem oraz wdrożenie mechanizmów nadzoru i kontroli nad systemami AI w organizacji – mówi Justyna Wilczyńska-Baraniak, Partnerka EY, Lider Zespołu Prawa Własności Intelektualnej, Technologii, Danych Osobowych w Kancelarii EY Law.

Badanie EY pokazało, że 31% firm rozpoczęło proces wdrożenia AI Act, a 40% jest w jego trakcie. Oznacza to, że ponad 70% organizacji nad Wisłą pracuje nad dostosowaniem się do nowych regulacji. W ostatnim roku odsetek firm, które już rozpoczęły wdrożenia, wzrósł z 29% do 31%, a będących w trakcie prac z 29% do 40%, co łącznie stanowi zmianę o 13 pkt proc. rok do roku. Jednocześnie zmalała grupa organizacji, które na razie mają to tylko w planach (z 17% do 8%). Warto również zwrócić uwagę na fakt, że niezmienny – 16% – pozostał odsetek organizacji, które podjęły próbę wdrożenia, które podjęły próbę wdrożenia, ale wstrzymały prace.

Ponad 1/3 przedsiębiorstw (34%) oceniła, że pełne dostosowanie się do AI Act będzie pracochłonne i wymusi zmiany zarówno w procesach wewnętrznych, jak i biznesowych. Dla 23% będzie to na tyle trudne zadanie, że sięgną po zewnętrznych ekspertów. Jedynie 3% firm wskazuje, że AI Act ich nie dotyczy.

– Widać, że AI Act stał się częścią szerszej transformacji technologicznej w polskich organizacjach, a także impulsem dla organizacji do uporządkowania kluczowych obszarów związanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Największa grupa badanych podmiotów podjęła kroki dostosowawcze mierząc się ze złożonością wymagań stawianych przez AI Act. Wstrzymanie prac przez pozostałe organizacje może wynikać z trudności w interpretacji regulacji lub ograniczeń organizacyjnych – dodaje Justyna Wilczyńska-Baraniak.

Zgodność z przepisami

Ponad połowa badanych organizacji wdrażała AI przede wszystkim w obszarze IT. Najrzadziej wprowadzano AI do działu compliance i obszarów prawno-proceduralnych, takie działania podjęło tylko 8% polskich firm, o 3 p.p. więcej niż rok wcześniej. Wskazuje to na potrzebę większej dojrzałości prawnej i procesowej przedsiębiorstw oraz przyspieszenia procesów w tym obszarze.

Ograniczenia i niepewność regulacyjna znalazły się na trzecim miejscu największych barier utrudniających wdrożenie AI – po kwestiach związanych z obawami o bezpieczeństwo i trudnościami technologicznymi. Wskazała je prawie 1/3 respondentów (32%). Niezależnie od AI Act, do modeli sztucznej inteligencji stosuje się także inne przepisy, m.in. RODO lub NIS2.

– Efektywne zapewnienie zgodności w obszarze AI to skomplikowany proces, który wymaga świadomości złożonego otoczenia regulacyjnego, specyfiki samej organizacji oraz charakterystyki sektora, w którym organizacja operuje. To punkt wyjścia pozwalający postawić właściwą diagnozę i określić strategię efektywnego oraz kompleksowego wdrożenia obowiązków z AI Act. Efektem całego procesu powinno być wdrożenie ram zarządzania AI w organizacji, czyli AI Governance – podsumowuje Justyna Wilczyńska-Baraniak, Partnerka EY, Lider Zespołu Prawa Własności Intelektualnej, Technologii, Danych Osobowych w Kancelarii EY Law.

O badaniu
Badanie – Jak polskie firmy wdrażają AI – zrealizował na zlecenie EY przez CubeResearch. Respondentami było 499 polskich firm: 45% z sektora produkcji, 33% z sektora usług, 22% z handlu. 56% przedsiębiorstw to firmy średniej wielkości, 44% duże. Trzecia edycja została przeprowadzona w ostatnim kwartale 2025 roku.

Zaskoczenie na polskim rynku pracy: dynamika płac wyraźnie powyżej oczekiwań (8,6% vs 6,9%)

W grudniu 2025 roku przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 8,6 proc. rok do roku. To wynik wyraźnie lepszy od oczekiwań rynkowych, które zakładały wzrost na poziomie około 6,9 proc. Średnia płaca brutto w firmach zatrudniających co najmniej 10 osób – z wyłączeniem sektora publicznego, czyli m.in. administracji, edukacji czy ochrony zdrowia – sięgnęła 9 583 zł.

Tak silna dynamika płac jest szczególnie istotna w kontekście sytuacji inflacyjnej. Pod koniec 2025 roku inflacja konsumencka spadła do 2,4 proc. w ujęciu rocznym, a więc znalazła się w celu inflacyjnym Narodowego Banku Polskiego. Mimo to Rada Polityki Pieniężnej zwraca uwagę, że presja płacowa pozostaje jednym z kluczowych czynników ryzyka dla przyszłej inflacji – obok wysokiego deficytu budżetowego.

Rynek finansowy pozostaje jednak spokojny. Inwestorzy nadal zakładają, że w najbliższych miesiącach dojdzie do dwóch kolejnych obniżek stóp procentowych, co mogłoby sprowadzić główną stopę NBP do poziomu około 3,5 proc. jeszcze w pierwszej połowie bieżącego roku. To pokazuje, że rynek bardziej wierzy w trwałe wygasanie inflacji niż w scenariusz jej szybkiego powrotu.

Złoty korzysta na spadku awersji do ryzyka. Kakao najtańsze od 2 lat, funt znów słabnie

Uspokojenie emocji na rynkach powoduje, że inwestorzy nie uciekają od ryzyka do złota tylko szukają walut rozwijających się, np. złotego. Kakao jest najtańsze od 2 lat, a funt brytyjski znów łapie zadyszkę.

Złoty czeka na dobre dane

Wczoraj byliśmy świadkami dość silnego umocnienia złotego. Kurs EURPLN umocnił się o ponad 1 grosz i cena wspólnej europejskiej waluty znów spadła poniżej poziomu 4,22 zł. Dolar w miarę stabilnie kotłował się w przedziale 3,60-3,61 zł. Amerykańska waluta zyskiwała wczoraj względem euro, co spowodowało względną stabilność względem naszego pieniądza. Wczoraj mieliśmy również przecenę franka, a zyskiwały także inne waluty naszego regionu, takie jak forint i korona, ale nie tak silnie jak w przypadku PLN. Co powodowało moc złotego? Z jednej strony to oczekiwanie na dzisiejszy duży pakiet danych z Polski. Z drugiej strony na rynkach doszło do częściowego wytłumienia emocji. W rezultacie kapitał znów przechodzi z aktywów uważanych za bezpieczniejsze (takich jak wspomniany powyżej frank czy złoto) do tych dających potencjalnie lepsze stopy zwrotu (takich jak złoty).

Nie wszystkie informacje ze świata są złe

Obserwując surowce, najczęściej patrzymy na ropę czy metale szlachetne. Często pomijamy surowce konsumpcyjne, mimo że – choć może nie dotyczą naszych portfeli tak bardzo jak ropa – to często znacznie bardziej niż złoto czy srebro. Wczoraj kakao osiągnęło najniższe ceny od stycznia 2024 roku. Czy skończy to szalone ceny czekolad na sklepowych półkach? Nie wiadomo, trzeba jednak pamiętać, że są ku temu dobre warunki. W ciągu roku tona kakao staniała o imponujące 60%. Analitycy wskazują, że duża część wcześniejszych wzrostów wynikała ze spekulacji w obliczu niewystarczających dostaw towaru. Wraz z napływem nowych plonów na rynek cena zaczęła się normalizować. Trzeba jednak pamiętać, że ta „normalizacja” to i tak poziomy niewidziane nigdy w historii przed 2024 rokiem. Surowiec ten nadal ma swoje problemy i niewykluczone, że nie wróci już do poziomów sprzed 2024 r.

Słaby początek dnia dla funta

Wczoraj poznaliśmy dane na temat zmian cen w Wielkiej Brytanii. Inflacja konsumencka znów rośnie. Po dwóch miesiącach spadków mamy, zgodnie z oczekiwaniami, odbicie w górę. Problem w tym, że jest ono wyższe od oczekiwań o dodatkowe 0,1%. W rezultacie ceny rosną w Wielkiej Brytanii w skali roku o 3,4%, to aż 1% powyżej poziomów w Polsce. Warto jednak zwrócić uwagę, że inflacja bazowa w Wielkiej Brytanii wynosi 3,2% i pozostała stabilna względem listopada. Stabilnie zachowują się też ceny producentów, te jednak rosną również o 3,4%. Jak to często bywa w takich sytuacjach, wraca dyskusja co dalej ze stopami procentowymi. W Wielkiej Brytanii mieliśmy w grudniu obniżkę do 3,75%. Przy inflacji 3,4% rynek boi się, że będzie ona rosła dalej, jeżeli miałoby dojść do kolejnych cięć. W rezultacie oddalających się cięć wczoraj do końca dnia funt wyraźnie umacniał się względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – finalne dane o PKB,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 16:00 – USA – zaległe dane o dochodach i wydatkach Amerykanów za wrzesień i październik.

Obraz polskiego pracownika w liczbach: 53% odczuwa silny stres, 39% chce zmienić pracę, 28% nie ufa przełożonym

Z opublikowanego dziś raportu ManpowerGroup „Barometr Talentów” wynika, że 28% osób nie wierzy w dobre intencje swojego przełożonego, a 53% codziennie odczuwa silny stres. O odejściu z pracy myśli 39%, a ponad połowa jest przekonana, że w ciągu 6 miesięcy znajdzie nową, spełniającą oczekiwania. Więcej o nastrojach polskich pracowników, ich wierze w możliwości na rynku pracy, w swoje kompetencje oraz o tym, czy udaje im się utrzymać równowagę między pracą a życiem prywatnym w poniższej analizie.

ManpowerGroup przeanalizował 12 czynników składających się na dobre samopoczucie pracowników, ich pewność zawodową i satysfakcję z pracy. Zgodnie z raportem, niemal co czwarty badany (23%) uważa, że pracodawca nie wspiera go w osiąganiu work-life balance, podczas gdy 70% pozytywnie ocenia ten aspekt. Częściej ten problem zgłaszają kobiety (25%) niż mężczyźni (21%), a także przedstawiciele pokolenia X (25%) i Z (24%). Rzadziej deklarują go Boomersi (17%) i Millenialsi (22%). Wśród pracowników stacjonarnych brak wsparcia w zakresie work-life balance odczuwa 32% badanych, natomiast w przypadku pracujących zdalnie problem ten dotyczy 15%, a hybrydowo 18%.

Jak zaznacza Luiza Luranc, dyrektor sprzedaży w ManpowerGroup, praca stacjonarna w wielu organizacjach nadal opiera się na sztywnych godzinach, ważna jest fizyczna obecność w firmie, a to ogranicza realną możliwość godzenia życia zawodowego i prywatnego. – Model zdalny i hybrydowy przenosi część odpowiedzialności za czas pracy na pracownika, co poprawia subiektywną ocenę równowagi, nawet jeśli obciążenie zadaniowe pozostaje wysokie. Z kolei różnice płciowe wynikają z nierównomiernego podziału obowiązków domowych. Kobiety częściej odczuwają presję łączenia pracy i życia prywatnego. Pokolenia X i Z mają wysokie oczekiwania wobec wsparcia i granic pracy, a Boomersi i część Millenialsów lepiej oceniają balans, co wynika z doświadczenia zawodowego i większej sprawczości w organizacji – dodaje ekspertka.

Wyższy stres w pracy zdalnej

Codzienny stres to doświadczenie większości pracowników, odczuwa go już ponad połowa badanych (53%), podczas gdy 40% deklaruje, że ten problem ich nie dotyczy. Bardziej narażone są kobiety (54%) niż mężczyźni (53%), a także przedstawiciele pokolenia Z (63%) i wyższej kadry zarządzającej (61%). Poniżej średniej są Boomersi (42%) i osoby z Pokolenia X (52%). Co ciekawe najbardziej zestresowani są pracujący zdalnie, gdzie aż 61% mówi o tym problemie, natomiast wśród osób pracujących stacjonarnie ten odsetek wynosi 47%.

Praca stacjonarna osłabia zaufanie do szefów

Wyzwaniem dla pracowników i firm może być stosunkowo niski poziom zaufania do przełożonych, o którym mówi 28% badanych, podczas gdy 65% deklaruje zaufanie. Z większym kryzysem zaufania mierzą się kobiety (35%) niż mężczyźni (21%), a także przedstawiciele pokolenia X (32%), częściej niż Zetki (16%), Boomersi (22%) i Millenialsi (28%). Najbardziej wyraźna linia podziału przebiega jednak między modelami pracy. Wśród osób pracujących stacjonarnie, które nie mają wpływu na miejsce wykonywania pracy lub praca zdalna w ich przypadku nie jest możliwa, brak zaufania do szefów deklaruje 38% badanych. To ponad dwukrotnie więcej niż wśród pracujących zdalnie (16%) lub hybrydowo (16%).

– Osoby, które nie mogą decydować o miejscu i czasie wykonywania zadań, czują się bardziej zależne od decyzji przełożonych. To przekłada się na poczucie bezsilności i niedostatecznego wsparcia. Dodatkowo kobiety częściej doświadczają kumulacji obowiązków zawodowych i domowych, co w połączeniu z brakiem elastyczności zwiększa frustrację i kryzys zaufania. Pokolenie X natomiast mierzy się z presją równoczesnego zarządzania odpowiedzialnymi rolami zawodowymi i rodzinnymi. W modelach zdalnych i hybrydowych autonomia i elastyczność pozwalają na lepsze dopasowanie pracy do życia prywatnego, co wzmacnia relacje z liderami i zaufanie. Z drugiej strony tak wysokie poziomy stresu w pracy zdalnej nie są przypadkowe. Brak fizycznej separacji między pracą a domem zwiększa presję i poczucie nieustannej dostępności. Pokolenie Z dopiero buduje odporność zawodową i mechanizmy radzenia sobie ze stresem. Wyższa kadra zarządzająca doświadcza stresu z powodu odpowiedzialności za wyniki zespołów w zmiennym, niepewnym środowisku pracy. Z kolei spadek napięcia wśród starszych pokoleń wynika z doświadczenia i wypracowanych strategii radzenia sobie z trudnymi sytuacjami – dodaje ekspertka ManpowerGroup.

Kto najbardziej boi się utraty pracy?

Polskich pracowników coraz częściej niepokoi perspektywa utraty pracy, to zmartwienie 33% ankietowanych. Największe obawy mają pracownicy zdalni, gdzie 55% martwi się o redukcje etatów, podczas gdy wśród pracowników stacjonarnych  ten odsetek wynosi 31%. Większe obawy wyrażają także mężczyźni (35%) niż kobiety (32%), a także Zetki (40%) i Millenialsi (37%), podczas gdy X (26%) i Boomersi (31%) wykazują mniejszy niepokój.

Zdalni i młodsze pokolenia wierzą w swoje możliwości na rynku pracy

Polscy pracownicy wierzą w swoje możliwości na rynku pracy. Okazuje się, że 64% jest przekonanych, że w ciągu 6 miesięcy znajdzie nową pracę spełniającą ich oczekiwania. Największymi optymistami są pracownicy zdalni (72%) i hybrydowi (67%), zdecydowanie mniej w swoje możliwości wierzą pracujący stacjonarnie (57%). Także mężczyźni (68%) są większymi optymistami niż kobiety (60%). Wśród pokoleń największą pewność wykazują Millenialsi (73%) i Zetki (69%), podczas gdy Boomersi i przedstawiciele pokolenia X są bardziej ostrożni (po 53%).

– Millenialsi i przedstawiciele pokolenia Z szybciej aktualizują kompetencje i częściej testują rynek pracy, co daje im realną orientację w wymaganiach i poziomach wynagrodzeń. To wzmacnia poczucie sprawczości, zmiana pracy nie jest dla nich ryzykiem, lecz narzędziem aktywnego zarządzania karierą i wyraźnie odróżnia ich od starszych pokoleń, które częściej postrzegają rynek przez pryzmat stabilności i ciągłości zatrudnienia – mówi Luiza Luranc i dodaje – Jednocześnie wyższy poziom lęku wśród pracowników zdalnych wynika nie z braku kompetencji, lecz z mniejszej widoczności w organizacji i ograniczonego dostępu do nieformalnych informacji decyzyjnych. Młodsze pokolenia są przyzwyczajone do niestabilności i traktują zmianę pracy jako naturalny etap kariery, nie jako porażkę. Starsze generacje, mimo mniejszego optymizmu co do szybkiego znalezienia nowej pracy, rzadziej deklarują lęk, ponieważ opierają swoje poczucie bezpieczeństwa na doświadczeniu, stażu i relacjach wewnątrz organizacji – podsumowuje przedstawicielka ManpowerGroup.

Baker McKenzie: Boom inwestycyjny w polskiej energetyce może dać impuls rozwojowy całej gospodarce

Boom inwestycyjny w sektorze energetycznym, który nabiera tempa w Polsce, ma szansę dać mocny impuls rozwojowy całej krajowej gospodarce, uważają ekspertki Baker McKenzie. Na transformacji energetycznej szczególnie mogą zyskać branże budownicza i produkcyjna. Konieczne są jednak zmiany poprawiające stabilność i przewidywalność regulacyjną państwa w obszarze biznesu.

Zdaniem ekspertek Baker McKenzie bezprecedensowa akumulacja inwestycji systemowych w sektorze energetycznym, jak również w przemyśle, obronności i infrastrukturze jest ogromną szansą rozwojową dla Polski. Jednocześnie będzie ona sprawdzianem sprawności działania państwa.

– Polska może stać się hubem bezpieczeństwa energetycznego i bezpieczną przystanią dla globalnego biznesu – uważa Agnieszka Skorupińska, partnerka kierująca praktyką zrównoważonego rozwoju i transformacji energetycznej w warszawskim biurze Baker McKenzie. – Na chwilę obecną liczne zmiany przepisów odstraszają inwestorów i utrudniają życie przedsiębiorców. To jest dzisiaj polska racja stanu, aby organy legislacyjne działały sprawnie i ponad podziałami.

W pierwszych trzech kwartałach 2025 roku polskie grupy energetyczne zainwestowały łącznie ponad 19 mld PLN, jak wynika z raportów Grupy PGE, Tauron, Enea i Energa. Strategie na kolejne 10 lat zakładają kolejne inwestycje sięgające setek miliardów złotych związane głównie z transformacją energetyczną w tym odnawialnymi źródłami energii, gazem, atomem oraz magazynami energii. Inwestycje związane z energetyką planuje też przemysł – biznes poszukuje efektywnych, niskoemisyjnych rozwiązań inwestując w fotowoltaikę i inne metody wytwarzania energii.

– Transformacja energetyczna to szansa na poprawę warunków energetycznych w Polsce, które mogą stać się atutem w oczach inwestorów zagranicznych w wyborze Polski jako lokalizacji dla inwestycji w branży produkcyjnej czy centrów danych – uważa Agnieszka Skorupińska. W obu tych obszarach inwestorzy zmagają się z ograniczeniami na rynkach zachodnich, co stanowi szansę dla Europy Środkowo-Wschodniej.

Dzięki inwestycjom w transformację energetyczną rozwijać się mogą liczne sektory, w tym branża budowlana. Popyt na jej usługi wygeneruje sama budowa pierwszej elektrowni jądrowej oraz inwestycje towarzyszące. Przyjęty w czerwcu 2023 roku program rządowy przewiduje wydatki na inwestycje towarzyszące rzędu 4,7 mld PLN. Realizacja przewidziana jest na lata 2023-29 i zakłada budowę między innymi dwóch odcinków linii kolejowej, drogi krajowej, konstrukcji morskiej (tzw. MOLF) oraz stacji 400 kV będącej kluczowym elementem sieci przesyłowej.

Ekspertki Baker McKenzie zwracają uwagę, że dobrze wykorzystana transformacja energetyczna pozwoli zbudować kompetencje krajowej kadry i przedsiębiorstw. Wraz z rozwojem polskiego przemysłu jądrowego, lokalny sektor będzie mógł konkurować na światowych rynkach.

Ekspertki podkreślają, że kraje, z którymi Polska konkuruje o inwestycje zagraniczne, nie wygrywały niższymi stawkami podatku, ale większą pewnością i stabilnością regulacyjną, krótszym procesem inwestycyjnym, większą otwartością urzędów widoczną w polityce tak zwanego jednego okienka, centralizacją procesu wydawania zgód czy choćby tworzeniem internetowych stron informacyjnych w wariantach innych niż wyłącznie język lokalny.

– Polska jest na inwestycyjnym zakręcie: tania, wykwalifikowana siła robocza nie jest już atutem naszego kraju, a jednocześnie nie zbudowaliśmy przewagi w kategorii innowacji i zaawansowanych technologii – mówi Weronika Achramowicz, partner zarządzająca Baker McKenzie w Polsce, współkierująca praktyką transakcyjną. Dodatkowo, nasze położenie geopolityczne, które do niedawna stanowiło przewagę konkurencyjną, zmieniło się w oczach inwestorów zagranicznych na ryzyko, powiększając narastający problem spadku inwestycji w stosunku do PKB, z którym Polska zmaga się od dekady.

Zdaniem Baker McKenzie konieczne jest również skrócenie procesu inwestycyjnego, na co Polska może mieć wpływ zabiegając w instytucjach unijnych o uproszczenie i ograniczenie wymogów formalnych. Ponadto państwu brakuje wartościowych, wiążących dokumentów strategicznych w zakresie energetyki i klimatu, które dawałyby przedsiębiorcom długoterminowy ogląd na plany państwa. Powolność procesów urzędowych, formalizm, częste zmiany prawa utrudniają życie lokalnym firmom i mogą odstraszać inwestorów zagranicznych, czego skutkiem będzie utrata wartościowych, przyjaznych środowisku inicjatyw ważnych dla przyszłości kraju.

Jak działa kalkulator usług księgowych i komu może się przydać?

Przedsiębiorcy zazwyczaj porównują ceny i szukają możliwych oszczędności przed podjęciem decyzji zakupowej lub rozpoczęciem współpracy. Choć to naturalne, w praktyce okazuje się, że niska cena nie zawsze idzie w parze z jakością. Szczególnie w przypadku usług księgowych, gdzie kluczowe znaczenie mają rzetelność, kompleksowość i bezpieczeństwo rozliczeń. Właśnie dlatego coraz więcej przedsiębiorców sięga po narzędzia, które pozwalają nie tylko porównać ceny, ale także lepiej zrozumieć zakres i wartość oferowanych usług. Jednym z nich jest kalkulator usług księgowych.

Jak oszacować koszty obsługi księgowej? Zastosowanie kalkulatora usług księgowych

Podczas poszukiwania biura księgowego, które zajmie się rozliczeniami w Twojej firmie, możesz zacząć od:

  • ustalenia zakresu potrzebnych usług księgowych;
  • skali skomplikowania rozliczeń w swoim przedsiębiorstwie;
  • preferowanej formy kontaktu i współpracy ze specjalistami od księgowości.

Warto też ustalić swój miesięczny budżet na usługi księgowe. To ułatwi Ci poszukiwania i pomoże wybrać odpowiednią firmę, która zajmie się księgowością od A do Z. W praktyce możesz wykorzystać kalkulator usług księgowych, np. taki jak ten dostępny na https://taxology.co/pl/kalkulator-uslug-ksiegowych/.

W kalkulatorze możesz w kilka sekund dowiedzieć się, ile będzie kosztował miesięczny abonament netto. Wystarczą trzy informacje:

  1. Liczba faktur sprzedażowych.
  2. Liczba faktur kosztowych.
  3. Ilość umów z pracownikami.

Na podstawie wprowadzonych danych kalkulator pokaże orientacyjny koszt obsługi księgowej Twojego przedsiębiorstwa. Co istotne, narzędzie jest całkowicie bezpłatne i dostępne bezpośrednio z poziomu przeglądarki internetowej.

Dlaczego warto wybierać kompleksowe usługi księgowe?

Kompleksowa obsługa księgowa to gwarancja porządku i spokoju w codziennym prowadzeniu firmy. Wszystkie podatki, rozliczenia i formalności są realizowane w jednym miejscu, bez konieczności samodzielnego pilnowania terminów czy interpretowania przepisów.

Prowadzisz działalność nierejestrowaną i zastanawiasz się nad kosztami po przejściu na jednoosobową działalność gospodarczą? Skorzystaj z kalkulatora usług księgowych i sprawdź orientacyjne wydatki. Możesz też liczyć na wsparcie ekspertów — szczegóły znajdziesz na https://taxology.co/pl/blog/dzialalnosc-nierejestrowana/.

Wybierając najtańsze usługi, często otrzymujesz tylko podstawowy zakres wsparcia. Dodatkowe sprawy bywają płatne osobno lub odkładane „na później”, co prowadzi do strat czasu i stresu. Kompleksowa obsługa księgowa zapewnia ciągłość, odpowiedzialność i przejrzystą komunikację, dając przedsiębiorcom pewność i możliwość skupienia się na rozwoju firmy.

Na co zwrócić uwagę przed rozpoczęciem współpracy z biurem rachunkowym?

Cena usług biura rachunkowego nie powinna być jedynym wyznacznikiem, który weźmiesz pod uwagę przed nawiązaniem współpracy. To istotny parametr, bo będzie mieć przełożenie na koszty operacyjne prowadzonej działalności, ale nie najważniejszy.

W momencie poszukiwania takich firm jak https://taxology.co/pl/, możesz wziąć pod uwagę:

  • opinie dotychczasowych klientów biura księgowego;
  • sposób kontaktu z biurem, czyli metoda przekazywania dokumentów i kontaktowania się w razie problemów z rozliczeniami księgowymi;
  • doświadczenie specjalistów.

Ważny jest też całkowity zakres świadczonych usług. Nigdy nie wiesz, czy w przyszłości nie będzie potrzebne rozszerzenie zakresu działań księgowości, a wtedy, zamiast zmieniać biuro, możesz poprosić o aneks do umowy i rozszerzyć pakiet o potrzebne wsparcie.

Podsumowując, kalkulator usług księgowych pozwala szybko i bez zobowiązań oszacować realny koszt obsługi księgowej firmy. Daje punkt odniesienia jeszcze przed rozmową z biurem i pomaga zaplanować budżet w przedsiębiorstwie – bez rezygnowania z kompleksowości usług księgowych.

KSeF największym wyzwaniem organizacyjnym od lat. Najwięcej zapłacą duże firmy

Dla wielu przedsiębiorstw wdrożenie Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF) będzie jednym z największych wyzwań organizacyjnych ostatnich lat. Nie chodzi tu jedynie o kwestie techniczne, ale o konieczność gruntownego przemodelowania całego systemu raportowania oraz procesów fakturowania wewnątrz organizacji. Ciężar tej transformacji rozkłada się jednak nierównomiernie.

– Największą pracę do wykonania, a co za tym idzie, największe koszty wdrożenia poniosą duże podmioty gospodarcze. Wynika to z samej skali ich działalności: korporacje wystawiają miliony faktur rocznie i operują na niezwykle złożonych, często zindywidualizowanych ekosystemach IT. Mimo że wiele z tych firm znajduje się w procesie przygotowawczym już od dwóch lat, wciąż muszą one dostosowywać swoje systemy do ewoluujących wytycznych oraz nowych schematów publikowanych przez Ministerstwo Finansów. Jest to proces ciągły, kosztowny i angażujący znaczne zasoby – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Przemysław Pruszyński, Dyrektor Departamentu Podatkowego Konfederacji Lewiatan. – Zupełnie inaczej sytuacja wygląda z perspektywy małych firm. W tym sektorze można oczekiwać, że transformacja odbędzie się bez nadmiernego zaangażowania samych przedsiębiorców. Kluczową rolę odegrają tu dostawcy oprogramowania księgowego. To na nich spoczywa obowiązek zaktualizowania systemów w taki sposób, aby mechanizm łączenia z platformą Ministerstwa Finansów i przesyłania faktur do KSeF dział się automatycznie, w tle codziennej pracy. Jeśli dostawcy technologii wywiążą się z tego zadania dla najmniejszych podmiotów wejście w nowy system powinno być niemal niezauważalne – podkreślił Przemysław Pruszyński.

Brak nagrań nie oznacza braku naruszenia. Prezes UODO kwestionuje umorzenie śledztwa ws. monitoringu na SOR w Przemyślu

0

Prezes Urząd Ochrony Danych Osobowych, Mirosław Wróblewski, złożył zażalenie na postanowienie prokuratury o umorzeniu dochodzenia w sprawie nielegalnego monitoringu wizyjnego w sali reanimacyjnej Szpitalnego Oddziału Ratunkowego szpitala w Przemyślu. Zdaniem organu nadzorczego decyzja śledczych opiera się na błędnym rozumowaniu oraz nieprawidłowej ocenie prawnej zgromadzonego materiału dowodowego.

Sprawa dotyczy przetwarzania danych osobowych pacjentów znajdujących się w stanie zagrożenia życia oraz personelu medycznego. Prokuratura przyjęła, że skoro nagrania z monitoringu są niedostępne, a sama kamera została zutylizowana, nie jest możliwe jednoznaczne ustalenie, czy doszło do przetwarzania danych osobowych. Prezes UODO zdecydowanie nie zgadza się z takim podejściem.


Monitoring bez wiedzy dyrekcji

O tym, że w sali reanimacyjnej SOR funkcjonował monitoring zainstalowany pierwotnie bez zgody i wiedzy dyrekcji szpitala, Prezes UODO dowiedział się od Rzecznik Praw Obywatelskich.

Z materiału dowodowego zgromadzonego przez UODO wynika, że kamerę zamontował szpitalny informatyk z inicjatywy pielęgniarki oddziałowej. Powodem były podejrzenia dotyczące kradzieży leków i innych działań na szkodę szpitala. Monitoring miał umożliwić ustalenie osoby odpowiedzialnej za te zdarzenia.


Prokuratura: brak dowodów, brak sprawy

Mimo tych ustaleń prokuratura umorzyła dochodzenie, wskazując przede wszystkim na niemożność jednoznacznego ustalenia osoby odpowiedzialnej za montaż kamery oraz brak dowodów rzeczowych w postaci nagrań lub samego urządzenia.

W ocenie śledczych, skoro kamera została zniszczona, a nagrania nie zachowały się, nie można jednoznacznie stwierdzić:

  • jaki obszar obejmował monitoring,
  • jakie osoby zostały nim zarejestrowane,
  • czy kamera obejmowała swoim zasięgiem pacjentów,
  • ani czy jakikolwiek pacjent został faktycznie nagrany.

UODO: błędne rozumowanie i nieprawidłowa ocena prawna

Prezes UODO kwestionuje tę argumentację, wskazując, że brak fizycznego nośnika nie przekreśla możliwości ustalenia faktów. Choć nagrania i kamera się nie zachowały, z zebranego materiału dowodowego jednoznacznie wynika, w jakim celu monitoring został zainstalowany, co pozwala logicznie odtworzyć zakres potencjalnego przetwarzania danych.

Zdaniem UODO twierdzenie prokuratury, że nie można ustalić, czy kamera rejestrowała pacjentów, jest nie do utrzymania. Monitoring zlokalizowany w sali reanimacyjnej mógł rejestrować dane osobowe pacjentów, a w trakcie udzielania im świadczeń medycznych także informacje o stanie zdrowia – czyli szczególną kategorię danych osobowych objętą najwyższym poziomem ochrony.


Dane personelu również podlegały przetwarzaniu

Niespornym pozostaje również fakt, że kamera rejestrowała dane osobowe pracowników szpitala. Właśnie w tym celu została zamontowana – aby ustalić sprawcę kradzieży z szafki lekowej. Jednocześnie dostęp do tej szafki miało wielu pracowników, co oznacza, że monitoring obejmował szersze grono osób, a nie jedynie potencjalnego sprawcę.

W tym kontekście Prezes UODO stanowczo sprzeciwia się ustaleniom prokuratury, zgodnie z którymi „brak jest jednoznacznych i pewnych dowodów potwierdzających, że kamera działała i rejestrowała obraz”, wyłącznie dlatego, że nie zachowały się nagrania ani urządzenie.


Sprawa trafi do sądu

W ocenie Prezesa UODO zarówno personel, jak i osoby odpowiedzialne za proces przetwarzania danych w szpitalu faktycznie przetwarzały dane osobowe, przy czym przetwarzanie to było niedopuszczalne. W konsekwencji, po analizie materiału dowodowego, Prezes UODO złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych, dotyczącego nieuprawnionego przetwarzania danych.

Złożone zażalenie oznacza, że postanowienie prokuratury o umorzeniu dochodzenia zostanie poddane kontroli niezależnego sądu powszechnego, który oceni zasadność decyzji śledczych.

Sygnatura sprawy: DKN.5101.448.2024