Meta bije rekordy w Q4, ale marża spada. Rynek liczy koszt AI

Rekordowe przychody nie mogą przysłonić rzeczywistości: Reality Labs przepala miliard za miliardem, ale gigant z branży social media nie bierze jeńców i inwestuje setki miliardów dolarów w rozwój sztucznej inteligencji. Znacznie więcej niż oczekiwał rynek, co spotyka się z mieszanym odbiorem, nawet przy rekordowych przychodach.

Meta rozbiła bank, a Wall Street przygląda się szczegółom raportu Mety.. Podczas gdy większość spodziewała się możliwej zadyszki w czasach inflacji i niepewności, social mediowy gigant założony i prowadzony przez Marka Zuckerberga ponownie pokazuje się od najlepszej strony. Przychody są rekordowe, a zyski powracają do wysokich poziomów wraz ze znaczną poprawą marży netto. Jednak pod tymi liczbami kryje się brutalna gra o przetrwanie, w której Meta stawia 125 miliardów dolarów rocznie na sztuczną inteligencję, akceptując gigantyczne straty w dziale Reality Labs.

Najważniejsze dane z raportu finansowego (Q4 2025):

  • Przychody całkowite: 59,89 mld USD (+24% r/r, powyżej konsensusu 58,42 mld).
  • Zysk netto: 22,77 mld USD (+9% r/r, rekord) – fundamenty tej liczby są złożone.
  • Zysk na akcję (EPS): 8,88 USD (vs 8,02 USD rok wcześniej).
  • Przychody z reklam: 58,14 mld USD (+24% r/r, szacunki wynosiły 56,79 mld).
  • Dochód operacyjny: 24,75 mld USD (+5,9% r/r), ale marża spadła z 48% do 41% – co jest sygnałem alarmowym dla inwestorów.

Prognozy na rok 2026:

  • CAPEX (Wydatki inwestycyjne): 115–135 mld USD (skok o 59–87% r/r w porównaniu do 72,2 mld w 2025). Prognozowano CAPEX na poziomie 110 mld USD
  • Przychody Q1 2026: Szacowane na 53,5–56,5 mld USD.
  • Całkowite wydatki FY2026: 162–169 mld USD, przy oczekiwaniu na poziomie 151 mld USD
  • Zysk operacyjny: Zarząd zapowiada, że będzie wyższy niż w 2025 mimo ogromnych inwestycji.

Głębokie podziały: AI, Metaverse i brutalna rzeczywistość

Warto zacząć od tego, co boli najbardziej. Dział Reality Labs zanotował stratę operacyjną rzędu 6,02 mld USD tylko w czwartym kwartale. To kwota, którą potężne europejskie koncerny zarabiają latami. Bilans jest bezlitosny: od końca 2020 roku, gdy Meta ruszyła na podbój metawersum, łączna strata wyniosła już ponad 75 miliardów dolarów. To więcej niż kapitalizacja dużej ilośći europejskich spółek.

Co otrzymali w zamian? Zaledwie 955 mln USD przychodu z segmentu w Q4 (spadek o 12% r/r). Podczas gdy koszty rosną w tempie lawinowym, przychody kurczą się lub stoją w miejscu. To matematyka, która w każdej innej firmie oznaczałaby upadłość.

Reakcja? Meta przyznaje się po części do błędu i początku stycznia zwolniła 1500 osób z tego działu (ok. 10% zespołu). To jasny sygnał: Wizja metawersum schodzi na boczny tor, teraz liczy się tylko AI. Zuckerberg przesuwa ciężar uwagi na inteligentne okulary Ray-Ban Meta (z wbudowaną AI), rezygnując z agresywnego promowania gogli Quest, które nie doczekały się premiery w ubiegłym roku. Andrew Bosworth, szef technologii, przyznał to, co rynek wiedział od dawna: adopcja VR idzie znacznie wolniej, niż zakładano.

CAPEX AI: Na co pójdzie 125 miliardów dolarów (plus minus 10 miliardów)?

To serce nowej strategii. Meta planuje wydać na inwestycje w 2026 roku nawet 135 mld USD. To kwota przekraczająca budżety obronne wielu średniej wielkości państw. Dlaczego Zuckerberg idzie na całość?

  • Wyścig zbrojeń: Google, OpenAI i Anthropic nie czekają. Meta nie chce być tylko obserwatorem – chce stworzyć „Meta Superintelligence Labs” – infrastrukturę, która zasili wszystko: od algorytmów Instagrama po chatboty przyszłości.
  • Nowa matematyka: Plan jest prosty – zamienić każdy zarobiony miliard w moc obliczeniową (chipy Nvidii, centra danych). Marża spadła, ale obietnica jest jedna: AI pozwoli zarabiać efektywniej, co z nawiązką pokryje te monstrualne wydatki.

Jak Meta monetyzuje sztuczną inteligencję?

Meta nie sprzedaje AI w modelu subskrypcyjnym jak ChatGPT. Robi to zdecydowanie inaczej w porównaniu do klasycznych modeli, co jest pozytywnie odbierane od wielu kwartałów ze strony rynku:

  • Lepsze reklamy = większe zyski: AI jest ukryta w każdym pikselu. Systemy rekomendacji i aukcji reklam dzięki AI zwiększyły liczbę wyświetleń o 18% r/r. Nawet jeśli średnia cena reklamy bywa zmienna, zaangażowanie użytkowników dzięki AI rośnie.
  • Ekspansja i personalizacja: Systemy zautomatyzowane pozwalają lepiej docierać do niszowych reklamodawców na rynkach wschodzących.
  • Chatboty i Commerce: Przy 3,5 mld użytkowników dziennie, wdrożenie AI do obsługi klienta na WhatsAppie czy Messengerze może uczynić z Mety gigantycznego pośrednika w handlu, pobierającego prowizję od każdej transakcji.

Marża operacyjna: Wyraźne pogorszenie

Warto jednak spojrzeć na sporą rysę na raporcie: spadek marży z 48% do 41% oznacza, że koszty operacyjne rosną szybciej niż przychody. Zuckerberg obiecuje, że rok 2026 będzie lepszy, ale to ryzykowny zakład. Jeśli inwestycje w AI nie przyniosą skokowego wzrostu efektywności, rok 2027 może przynieść bolesne rozliczenie.Warto jednak wspomnieć, że marża netto zaliczyła odbicie, więc wciąż można uznać, że sytuacja nie wygląda aż tak źle, patrząc jedynie na jedną liczbę

Prognoza: Co dalej z Meta w 2026?

Scenariusz optymistyczny zakłada, że AI monetyzuje się szybciej, niż zakładano. Marża operacyjna wraca powyżej 45%, a inwestycje rzędu 125 mld USD okazują się fundamentem nowego imperium. Akcje mogłyby wzrosnąć jeszcze o 20-30%, na co wskazuje target analiczny z Wall Street.

Scenariusz pesymistyczny wskazuje, że inwestycje w AI nie dadzą oczekiwanych zwrotów, a marża pozostaje pod presją w okolicach 40%, a rynek zaczyna karać spółkę za „marnotrawstwo”. Reality Labs przynosi jeszcze większe straty.

Scenariusz realistyczny to sprawdzam ze strony rynku. Czeka nas kilka kwartałów napięć na linii zarząd-inwestorzy. Akcje będą zmienne, a rynek będzie obsesyjnie śledzić każdy punkt procentowy marży operacyjnej, czekając na dowody, że AI faktycznie zarabia.

AI wygrywa z Metaversem

Meta zarobiła fortunę w Q4 2025, ale cena za przyszłość jest astronomiczna. Zuckerberg postawił wszystko na jedną kartę, czyli AI. Tymczasem Reality Labs, wizja, która miała zdefiniować nową erę, powoli wykrwawia się na marginesie. To nie jest typowy „success story”. To opowieść o gigancie, który w porę zrozumiał błąd w pierwotnej wizji i teraz próbuje go naprawić, rzucając na szalę miliardy dolarów. Czy to zadziała? Wall Street dowie się w połowie roku, gdy koszty inwestycji najmocniej uderzą w wyniki. Kluczowym wskaźnikiem dla rynku pozostanie marża operacyjna. To ona powie nam, czy Meta tworzy superinteligencję, czy po prostu najdroższe laboratorium na świecie.

Jak reaguje rynek na doniesienia ze strony Mety? Początkowo akcje traciły nawet 2% w notowaniach posesyjnych, ale wraz z analizą sprawozdania finansowego, inwsestorzy zaczęli składać zlecenia kupna. Obecnie Meta notowana jest po sesji w okolicach 696 dolarów – najwyżej od dramatycznego spadku z października po publikacji poprzedniego sprawozdania finansowego, ale jednocześnie ok. 14% poniżej historycznych szczytów.

Tesla z pierwszym spadkiem rocznych przychodów, a akcje rosną. Rynek stawia na AI

Zyski nurkują o 61%, marże topnieją, a konkurencja przejmuje koronę lidera. Mimo to kurs Tesli rośnie o 2% w handlu posesyjnym, osiągając 444 USD. Inwestorzy podjęli decyzję: Tesla to już nie producent aut, to zakład o to, czy spółka zacznie być rozgrywającym w dziedzinie sztucznej inteligencji.

Rynek kapitałowy bywa nierzadko absurdem, w szczególności, kiedy mamy do czynienia z takimi ikonicznymi postaciami jak Elon Musk. Co więcej, raport Tesli za Q4 2025 roku i za cały 2025 rok jest tego najlepszym dowodem. Spółka Elona Muska właśnie zamknęła rok, który w każdej innej branży uznano by za katastrofalny. Po raz pierwszy w historii Tesla odnotowała spadek rocznych przychodów, a jej zyski potężnie stopniały. Mimo to Wall Street kupuje wizję przyszłości, ignorując rozczarowującą teraźniejszość.

Wyniki za 2025 rok: Historyczny regres

  • Przychody roczne: 94,8 mld USD (spadek o 3% r/r) – to pierwszy taki przypadek w historii spółki.
  • Przychody kwartalne: 24,90 mld USD – gorzej niż w Q3 i gorzej niż Q2, Q3, Q4 2024
  • Zysk netto (cały rok): 3,8 mld USD (spadek o 46% r/r).
  • Zysk netto (Q4): 840 mln USD (spadek o 61% r/r). Gorzej było tylko w Q1 2025
  • Marża brutto: 20,1% – jedyny jasny punkt raportu (wzrost z 16,3%), sugerujący skuteczną walkę z kosztami produkcji.
  • Sprzedaż pojazdów: 1,64 mln sztuk (spadek o 8,5% r/r).

Fundamenty w odwrocie: Koniec dominacji na rynku EV

Tesla oficjalnie straciła status światowego lidera aut elektrycznych na rzecz chińskiego giganta BYD, który w 2025 roku dostarczył 2,26 mln pojazdów. W Europie palmę pierwszeństwa przejął Volkswagen. Brak nowych modeli (ostatni, Cybertruck, sprzedaje się poniżej oczekiwań) sprawia, że oferta Tesli staje się przestarzała, a agresywne obniżki cen zbiły marżę operacyjną do poziomu 6%. To mniej niż połowa rentowności Toyoty.

Dodatkowym obciążeniem stała się polityka. Elon Musk angażując się w administrację Trumpa (projekt DOGE), zraził część tradycyjnej, liberalnej bazy klientów. Szacuje się, że polaryzacja wizerunkowa mogła kosztować spółkę nawet milion potencjalnie sprzedanych aut.

Dlaczego akcje rosną? Zakład o przyszłość

Inwestorzy ignorują spadek sprzedaży, ponieważ wyceniają Teslę jako spółkę technologiczną, a nie motoryzacyjną. Kluczowe dla wzrostu kursu są trzy filary:

  1. Robotaksówki (Cybercab): Choć Musk od lat obiecuje autonomiczną rewolucję, a rynek wierzy, że kwiecień 2026 r. będzie przełomem. Nawet ograniczona usługa w Austin i San Francisco jest postrzegana jako „dowód zysków przyszłości” (Proof of Concept), który dzięki skali fabryk Tesli może zmiażdżyć konkurencję.
  2. Optimus i Humanoidy: Wizja robotów zastępujących pracę ludzką to dla Wall Street potencjał mierzony w biliardach dolarów. Inwestorzy liczą, że pierwsze komercyjne egzemplarze trafią do klientów jeszcze w tym roku.
  3. Sojusz z xAI: Inwestycja 2 mld USD w startup Muska (xAI) ma być „skrótem” do pełnej autonomii (FSD). Tesla nie buduje AI od zera, tylko kupuje mózg dla swoich maszyn.

Scenariusze na rok 2026: Wóz albo przewóz

Rynek jest obecnie zawieszony w próżni między twardymi danymi a wiarą w geniusz Muska.

  • Scenariusz Optymistyczny. Tesla uruchamia Robotaxi w połowie roku. System FSD osiąga poziom niezawodności pozwalający na jazdę bez nadzoru. Akcje kontynuować wzrost, sięgając kolejnych kamieni milowych, które pozwolą Muskowi na jeszcze większe wzbogacenie. Pierwszym celem będzie kapitalizacja 2 bilionów dolarów.
  • Scenariusz Pesymistyczny. Robotaxi pozostaje gadżetem w dwóch miastach, a Optimus nie wychodzi z laboratorium. Przy dalszym spadku sprzedaży aut i braku subsydiów (polityka Trumpa), rynek zacznie pytać o realne zyski. Wtedy wycena 1,3 biliona dolarów może pęknąć jak bańka.
  • Scenariusz Realistyczny. Musk dostarczy „wystarczająco dużo”, by utrzymać narrację o postępie, ale fundamenty finansowe będą nadal pod presją konkurencji z Chin. Kurs pozostanie zmienny, silnie reagując na każdy tweet i komunikat o postępach w AI.

Tesla przestała być bezpieczną przystanią inwestora szukającego lidera zielonej transformacji. Dziś to głównie zakład o coraz to nowsze wizje Elona Muska. Dla optymistów obecna cena to okazja przed „skokiem do nadprzestrzeni”. Dla analityków patrzących na marże i spadające przychody to hazard na wysokich stawkach. Jedno jest pewne: do połowy 2026 roku Musk musi udowodnić, że jego roboty potrafią zarabiać prawdziwe pieniądze. W przeciwnym razie wystrzelona w kosmos przed latami Tesla powróci na ziemie.

Akcje spółki zanotowały ponad 2% wzrost w pierwszych minutach handlu posesyjnego, pomimo pierwszego w historii rocznego spadku przychodów. Źródło: Bloomberg Finance LP

Kawalerki tanieją, większe metraże trzymają ceny – raport cen mieszkań

W końcówce 2025 r. ceny ofertowe kawalerek częściej spadały, podczas gdy większe mieszkania wciąż trzymały wysokie stawki. Rynek mieszkań zaczyna się coraz bardziej różnicować, nie ma jednego scenariusza cenowego – wynika z danych portalu Nieruchomosci-online.pl podsumowujących IV kwartał 2025 r. na rynku wtórnym.

W IV kwartale 2025 r. średnia cena ofertowa za kawalerkę z rynku wtórnego spadła w ośmiu miastach wojewódzkich. W tym gronie znalazły się: Warszawa, Wrocław, Łódź, Lublin, Białystok, Katowice, Kielce i Rzeszów. Obniżki wynosiły najczęściej 1-3% k/k, co przekładało się – w zależności od miasta – na 100-400 zł mniej na metrze kwadratowym. Większy kwartalny spadek ceny zanotował tylko Lublin.

Jak wynika z danych Nieruchomosci-online.pl, w Krakowie, Bydgoszczy, Poznaniu i Olsztynie ceny ofertowe ustabilizowały się, bo tak można interpretować wahania w górę lub w dół wynoszące mniej niż 1% k/k. Średnie stawki wzrosły natomiast w Gdańsku, Szczecinie, Toruniu, Zielonej Górze i Gorzowie Wlkp. (1-4% k/k, czyli 250-400 zł na metrze).

Aktualnie – spośród wszystkich miast wojewódzkich – jeszcze w siedmiu lokalizacjach średnia cena ofertowa za kawalerkę wynosi mniej niż 10 tys. zł/mkw. Przy tym Katowice i Olsztyn od pewnego czasu ocierają się o tę granicę.

1-pokojowe 2-pokojowe 3-pokojowe Główne miasta - 1-pokojowe Główne miasta - 2-pokojowe Główne miasta - 3-pokojowe

Kredyt tańszy, ale wciąż poza zasięgiem młodych

Dlaczego w IV kwartale 2025 r. osiem miast wojewódzkich zanotowano obniżkę średniej ceny ofertowej za kawalerkę?

Możemy mówić o pewnej kontynuacji, ponieważ w III kwartale ub.r. takich miast było sześć. Na pierwszy rzut oka może to dziwić, bo dostępność kredytów wzrosła. W teorii, tańszy kredyt powinien zwiększyć popyt, a co za tym idzie, sprzedający nie powinni być tacy skłonni schodzić z ceny. Pamiętajmy jednak, że obniżki stóp procentowych nie poprawiły dostępności kredytów dla wszystkich – zwraca uwagę Rafał Bieńkowski z działu analiz Nieruchomosci-online.pl.

– Na rynek wróciły głównie rodziny i pary, ale też single wymieniający posiadane już mieszkanie na większe. Innymi słowy, tańszy kredyt najbardziej pomógł segmentowi mieszkań rodzinnych. Tymczasem kawalerki, jako pierwsze mieszkania, najczęściej kupują młodzi single. Takie osoby są najbardziej zależne od kredytów. A te nawet pomimo obniżek stóp procentowych pozostają wciąż poza zasięgiem wielu młodych ludzi – dodaje Bieńkowski.

Na to wszystko nakłada się też fakt, że w ostatnich latach segment kawalerek był też mocno „napompowany” inwestycyjnie.

– Kawalerki długo były traktowane jak najprostszy produkt pod wynajem. Kiedy jednak rentowność najmu przestała wyglądać tak atrakcyjnie (wyższe koszty, większa ostrożność najemców), popyt ze strony inwestorów spadł. To także mogło wpłynąć na to, że ceny kawalerek zaczęły łapać zadyszkę – dodaje Rafał Bieńkowski.

Najpopularniejsze metraże odporne na spadki

Jak wynika z danych Nieruchomosci-online.pl, osoby szukające mieszkania na rynku wtórnym najczęściej rozglądały się za lokalami dwupokojowymi – w IV kwartale ub.r. stanowili oni 55% poszukujących. Z kolei 22% użytkowników portalu szukało mieszkań trzypokojowych, a 20% kawalerek. Analiza pokazuje, że najpopularniejsze mieszkania cały czas trzymają wysoką cenę.

O ile w przypadku kawalerek średnia cena ofertowa spadła w ośmiu miastach wojewódzkich, o tyle w przypadku mieszkań dwupokojowych takie sytuacje można było policzyć na palcach jednej ręki. Przeciętne oczekiwania sprzedających spadły w trzech stolicach regionalnych: nieznacznie w Zielonej Górze i Rzeszowie (1% k/k, czyli około 150 zł na metrze) i mocniej w Kielcach (5% k/k, czyli o około 500 zł).

W pozostałych miastach było nieco drożej lub tak samo jak w III kwartale 2025 r. Wzrost średniej ceny ofertowej za dwa pokoje zaobserwowano w ośmiu stolicach regionalnych, chociaż skala zmian różniła się w zależności od regionu. We Wrocławiu, Szczecinie i Gorzowie Wlkp. było to tylko 1% k/k (średnio od 80 do 130 zł drożej na metrze), a w przypadku Gdańska, Bydgoszczy, Opola, Olsztyna i Torunia 3-5% k/k (od 330 do ponad 600 zł drożej na metrze). W pozostałych siedmiu miastach było stabilnie – kwartalne wahania cen wyniosły mniej niż 1%.

Sytuacja bardzo podobnie wyglądała w przypadku mieszkań trzypokojowych. Tam również tylko trzy miasta zanotowały spadek średniej ceny (Łódź, Lublin, Toruń). Siedem miast wojewódzkich utrzymało ceny z III kwartału (Wrocław, Kraków, Gorzów Wlkp., Katowice, Kielce, Rzeszów Szczecin), a osiem zanotowało podwyżkę. Należy jednak podkreślić, że w większości tych lokalizacji wzrost wyniósł 1-2% (od 120 do 330 zł na metrze), jedynie w Bydgoszczy było to 6% (około 500 zł na metrze).

W IV kwartale 2025 r. ceny mieszkań trzypokojowych generalnie wahały się w najmniejszym stopniu. W aż 16 z 18 miast średnia cena ofertowa zmieniła się maksymalnie do około 2%.

Tylko w Gdańsku wciąż coraz drożej

Podobnie jak w kilku ostatnich kwartałach, podwyżki cen raczej sporadycznie pojawiały się w największych miastach.

Patrząc na wszystkie analizowane wielkości mieszkań (jedno-, dwu- i trzypokojowe) w miastach TOP 5 (Warszawa, Kraków, Wrocław, Łódź, Poznań), widzimy, że były tylko trzy przypadki symbolicznych wzrostów średniej ceny ofertowej na poziomie 1% k/k. Dotyczyło to Warszawy (trzypokojowe), Wrocławia (dwupokojowe) i Poznania (trzypokojowe).

Z trendu obserwowanego w największych miastach wciąż wyłamuje się Gdańsk. Tam w IV kwartale ub.r. kawalerki podrożały średnio o prawie 2% (do blisko 17 tys. zł/mkw.), mieszkania dwupokojowe o ponad 4% (do 16,1 tys. zł/mkw.), a trzypokojowe o ponad 2% (do 15 tys. zł/mkw.). Tym samym Gdańsk coraz bardziej dogania Kraków, czyli drugie najdroższe miasto w Polsce, jeśli chodzi o ceny mieszkań.

Gdańsk pozostaje liderem wzrostów, ponieważ tamtejszy rynek ma nieco inną specyfikę niż reszta dużych miast. Oprócz mieszkańców kupujących pod kątem pracy czy rodziny, jest tu też duża grupa nabywców z innych regionów, którzy chcą mieć drugi adres nad morzem – na weekendy, na przyszłą emeryturę albo najem sezonowy. To dodatkowe źródło popytu potrafi podbijać ceny nawet wtedy, gdy w innych miastach aktywność kupujących wyhamowuje. W Gdańsku wielu kupujących jest gotowych dopłacić za styl życia i prestiż, a sprzedający rzadziej czują presję, by schodzić z ceny – mówi Rafał Bieńkowski z Nieruchomosci-online.pl.

Liczne „hamulce” wciąż wstrzymują część kupujących

W IV kwartale 2025 r. zainteresowanie mieszkaniami z rynku wtórnego było nieznacznie mniejsze niż w III kwartale – liczba kontaktów nawiązanych przez poszukujących z ogłoszeniodawcami była niższa o 4% k/k.

IV kwartał ub.r. nie przyniósł wzrostu zainteresowania ogłoszeniami, ponieważ część kupujących dalej wstrzymywały takie „hamulce” jak: wciąż wysokie ceny, wysokie oprocentowanie kredytów (nawet mimo obniżek stóp), wyhamowywanie wzrostu płac i niepokoje związane z wojną w Ukrainie. Znaczenie miał też kalendarz. W końcówce roku aktywność kupujących często spada, a grudzień należy pod tym względem do jednych ze słabszych miesięcy w roku.

USD próbuje odbić po serii spadków. Test przyjdzie po decyzji Fed i Powellu

0

Po kilku dniach nieustannej presji, USD wreszcie próbuje odpowiedzieć. Czy kontra utrzyma się po decyzji Fed i konferencji Powella? Uwagę inwestorów przyciągnie dziś też sezon wynikowy na Wall Street, który wchodzi w kluczową fazę big techów.

Dzień powrotu do USD?

Część analityków twierdzi, że wczorajsza wypowiedź Donalda Trumpa, który zachwalał słabszego dolara, była kolejnym impulsem do osłabienia USD. Moim zdaniem wykres pokazuje nam coś całkiem innego. Przekaz prezydenta USA stał się wręcz katalizatorem do kontry na rynku dolara. Kurs EUR/USD zawrócił na południe i znowu znalazł się poniżej 1,20 USD, mimo wszystko pozostając na kilkuletnim szczycie. Oczywiście znalazło to swoje przełożenie na USD/PLN, który – po zejściu wczoraj wieczorem poniżej 3,50 PLN – dziś wraca powyżej tego psychologicznego poziomu. Przed nami kluczowe wydarzenie tygodnia, czyli decyzja amerykańskiej władzy monetarnej. Rynek nie przewiduje zmiany wysokości stóp procentowych, dlatego jeszcze mocniej oczekuje na argumentację szefa Fed. Jeżeli Jerome Powell jakkolwiek zachwieje scenariuszem bazowym (2 obniżki do końca roku, pierwsza w czerwcu), to na rynkach może się pojawić zdecydowanie podwyższona zmienność. Trudno oczekiwać jakiegoś gwałtownego zwrotu ku gołębiej retoryce, a przynajmniej trudno znaleźć za tym fundamenty. Już prędzej można się spodziewać pewnego usztywnienia stanowiska przez przewodniczącego FOMC. Wszystko przez trwającą ze strony rządu presję na Rezerwę, czego dowodem kolejne oskarżenia kierowane przez Departament Sprawiedliwości w stosunku do Gubernatorów. W wypadku bardziej jastrzębich nut ze strony Powella, należy się spodziewać rozwinięcia korekty ostatniego gwałtownego osłabienia USD.

Mocny początek roku – kontynuacja

Uwagę koncentruje dzisiejsze posiedzenie Rezerwy, ale inwestorzy czekają na jego efekt w mieszanych nastrojach. Bez zmian zachowuje się złoto, które we wciąż bardziej niż imponującym tempie śrubuje rekord, aktualnie cena za uncję przekracza 5300 USD. Kontynuowane jest odbicie na rynku ropy, na którym intensyfikuje się tegoroczny trend zwyżkowy (+10% od początku stycznia). Za baryłkę notowanej w Londynie odmiany Brent pierwszy raz od września trzeba płacić powyżej 67 USD. Kolejny impuls dla surowca nadszedł z Białego Domu. Prezydent Donald Trump zagroził Iranowi, a wszystko przy okazji wielodniowych ćwiczeń pokaźnych amerykańskich sił wojskowych w rejonie Bliskiego Wschodu. Giełdowa sesja w Azji przebiegała niejednolicie, ale wyróżniały się dwa parkiety. Hang Seng w Hongkongu zyskał blisko 2,6%, głównie na fali przepływu kapitału do chińskich spółek technologicznych (w związku z ogromnymi wycenami amerykańskich spółek ten trend ma szansę rozlewać się także po innych rynkach). W takim otoczeniu +1,7% ze strony koreańskiego Kospi nie robi może wielkiego wrażenia, ale warto w tym miejscu się zatrzymać. Po dzisiejszym zamknięciu Kospi przebił kapitalizację niemieckiego Daxa (3,25 bln USD). Ten niestety razem ze zdecydowaną większością europejskich parkietów (poza np. Amsterdamem +0,7%) znalazł się dziś pod presją. Takowej nie poddaje się Warszawa, gdzie WIG20 zyskuje blisko 0,4%. Dla rynków kapitałowych najważniejsze wydarzenia będą rozgrywać się już po zakończeniu europejskiej sesji. Oprócz wspomnianej wcześniej decyzji Fed wyniki opublikują spółki pokroju Meta, Microsoft i Tesla. Kontrakty na Wall Street wskazują na pozytywne otwarcie.

UPS lepszy od oczekiwań w IV kw. 2025: 24,5 mld USD przychodów, marża 10,5%. Spółka podaje cele na 2026

  • Skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 24,5 mld USD
  • Marża operacyjna w ujęciu skonsolidowanym na poziomie 10,5%; marża operacyjna w ujęciu skonsolidowanym skorygowana według standardów innych niż U.S. GAAP* na poziomie 11,8%
  • Rozwodniony zysk na akcję w wysokości 2,10 USD; rozwodniony zysk na akcję w ujęciu skorygowanym według standardów innych niż U.S. GAAP w wysokości 2,38 USD
  • Deklaracja wypłaty dywidendy kwartalnej w kwocie 1,64 USD

W dniu dzisiejszym spółka UPS (NYSE: UPS) opublikowała dane dotyczące skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży za czwarty kwartał 2025 roku, które wyniosły 24,5 mld USD. Skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej ukształtował się na poziomie 2,6 mld USD, natomiast skorygowany skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej obliczony według standardów innych niż U.S. GAAP wyniósł 2,9 mld USD. Rozwodniony zysk na akcję wyniósł w omawianym kwartale 2,10 USD oraz 2,38 USD w ujęciu skorygowanym według standardów innych niż U.S. GAAP.

Wyniki czwartego kwartału 2025 roku ustalone zgodnie ze standardami rachunkowości U.S. GAAP obejmują koszty w łącznej wysokości 238 mln USD, tj. 0,28 USD w przeliczeniu na jedną akcję rozwodnioną. Na kwotę tę złożył się niepieniężny koszt po opodatkowaniu w wysokości 137 mln USD, wynikający ze spisania floty samolotów MD-11, oraz koszty procesów transformacyjnych po opodatkowaniu w kwocie 101 mln USD.

W odniesieniu do samolotów MD-11 spółka UPS przyspieszyła realizację planów modernizacji floty, kończąc proces wycofywania samolotów tego typu z eksploatacji w czwartym kwartale 2025 roku.

– Dziękuję wszystkim pracownikom UPS na całym świecie za ich konsekwentne zaangażowanie w obsługę naszych klientów. Ósmy rok z rzędu w szczycie sezonu zapewniliśmy najwyższy standard usług, a w czwartym kwartale osiągnęliśmy wyniki finansowe lepsze od zakładanych – powiedziała Carol Tomé, dyrektor generalna UPS. – Rok 2025 był dla UPS okresem dużych zmian. Podjęliśmy działania, które mają poprawić jakość generowanych przychodów i zwiększyć elastyczność naszej sieci operacyjnej. Wraz z zakończeniem procesu stopniowego ograniczania współpracy z Amazon rok 2026 będzie momentem przełomowym dla realizacji strategii wzrostu i trwałej poprawy rentowności spółki – dodała Carol Tomé.

Segment przesyłek krajowych w Stanach Zjednoczonych

   

4Q 2025

Dane skorygowane według

standardów innych niż U.S. GAAP

4Q 2025

 

4Q 2024

Dane skorygowane według

standardów innych niż U.S. GAAP

4Q 2024

Przychody ze sprzedaży 16.756 mln USD   17.312 mln USD  
Zysk z działalności operacyjnej 1.428 mln USD 1.706 mln USD 1.681 mln USD 1.754 mln USD
  • Przychody ze sprzedaży spadły o 3,2%, głównie z powodu prognozowanego wcześniej spadku wolumenu. Przychody ze sprzedaży w przeliczeniu na przesyłkę wzrosły o 8,3%.
  • Marża operacyjna ukształtowała się na poziomie 8,5%, a marża operacyjna skorygowana według standardów innych niż U.S. GAAP wyniosła 10,2%.

Segment przesyłek międzynarodowych

   

4Q 2025

Dane skorygowane według

standardów innych niż U.S. GAAP

4Q 2025

 

4Q 2024

Dane skorygowane według

standardów innych niż U.S. GAAP

4Q 2024

Przychody ze sprzedaży 5.045 mln USD   4.923 mln USD  
Zysk z działalności operacyjnej 884 mln USD 908 mln USD 1.019 mln USD 1.062 mln USD
  • Przychody ze sprzedaży zwiększyły o 2,5% za sprawą 7,1-procentowego wzrostu przychodów w przeliczeniu na przesyłkę.
  • Marża operacyjna ukształtowała się na poziomie 17,5%, a marża operacyjna skorygowana według standardów innych niż U.S. GAAP wyniosła 18,0%.

Rozwiązania dla łańcuchów dostaw1

   

4Q 2025

Dane skorygowane według

standardów innych niż U.S. GAAP

4Q 2025

 

4Q 2024

Dane skorygowane według

standardów innych niż U.S. GAAP

4Q 2024

Przychody ze sprzedaży 2.678 mln USD   3.066 mln USD  
Zysk z działalności operacyjnej 263 mln USD 276 mln USD 226 mln USD 284 mln USD

1 Kategoria ta obejmuje wyniki segmentów działalności niespełniających kryteriów segmentu sprawozdawczego określonych w ramach ASC Topic 280 – Sprawozdawczość segmentowa.

  • Przychody ze sprzedaży spadły o 12,7%, głównie ze względu na niższy wolumen odnotowany w ramach działalności Mail Innovations.
  • Marża operacyjna ukształtowała się na poziomie 9,8%, a marża operacyjna skorygowana według standardów innych niż U.S. GAAP wyniosła 10,3%.

Wyniki skonsolidowane za 2025 rok

  • Przychody ze sprzedaży zamknęły się kwotą 88,7 mld USD.
  • Zysk z działalności operacyjnej osiągnął poziom 7,9 mld USD, natomiast skorygowany zysk z działalności operacyjnej obliczony według standardów innych niż U.S. GAAP wyniósł 8,7 mld USD.
  • Marża operacyjna ukształtowała się na poziomie 8,9%, a marża operacyjna skorygowana według standardów innych niż U.S. GAAP wyniosła 9,8%.
  • Rozwodniony zysk na akcję wyniósł 6,56 USD, a skorygowany rozwodniony zysk na akcję obliczony według standardów innych niż U.S. GAAP – 7,16 USD.
  • Przepływy pieniężne z działalności operacyjnej wyniosły 8,5 mld USD, a skorygowane przepływy wolnych środków pieniężnych obliczone według standardów innych niż U.S. GAAP sięgnęły 5,5 mld USD.

Ponadto spółka zwróciła swoim akcjonariuszom kwotę 6,4 mld USD w postaci dywidend i płatności za akcje nabyte w ramach programu skupu akcji własnych.

Deklaracja wypłaty dywidendy

Rada Dyrektorów UPS zatwierdziła wypłatę dywidendy za pierwszy kwartał 2026 roku w wysokości 1,64 USD na akcję dla wszystkich wyemitowanych akcji klasy A oraz klasy B. Dywidenda zostanie wypłacona w dniu 5 marca 2026 roku akcjonariuszom posiadającym akcje na dzień 17 lutego 2026 roku.

Prognoza na 2026 rok

Spółka przedstawia prognozę wybranych wyników w wartościach skorygowanych według standardów innych niż U.S. GAAP, ponieważ nie można przewidzieć ani przedstawić uzgodnienia odzwierciedlającego wpływ różnych potencjalnych przyszłych zdarzeń, w tym aktualizacji wyceny programów świadczeń emerytalnych, niektórych inicjatyw strategicznych czy nieprzewidzianych okoliczności, które byłyby ujęte w wynikach raportowanych według U.S. GAAP i mogłyby stanowić ich istotną pozycję.

UPS prognozuje, że w ujęciu skonsolidowanym przychody ze sprzedaży za cały 2026 rok wyniosą około 89,7 mld USD, a skonsolidowana marża operacyjna skorygowana według standardów innych niż U.S. GAAP ukształtuje się na poziomie ok. 9.6%.

Spółka planuje poniesienie nakładów inwestycyjnych na poziomie około 3,0 mld USD oraz wypłatę dywidendy w wysokości ok. 5,4 mld USD, pod warunkiem jej zatwierdzenia przez Radę Dyrektorów. Prognozowana efektywna stopa podatkowa wyniesie około 23,0%.

* Kwoty określane jako „skorygowane według standardów innych niż U.S. GAAP” to wskaźniki finansowe sporządzane w oparciu o zasady inne niż obowiązujące w ramach amerykańskich standardów rachunkowości U.S. GAAP. Więcej informacji na temat wskaźników finansowych skorygowanych według standardów rachunkowości innych niż U.S. GAAP, w tym uzgodnienie do najbliżej skorelowanego wskaźnika U.S. GAAP, przedstawiono w załączniku do niniejszego komunikatu.

Złoto przebija 5 200 USD: słaby dolar napędza „handel dewaluacyjny”

  • Złoto przebija poziom 5 200 USD, a słabość dolara wzmacnia „handel dewaluacyjny”.
  • Zmienność srebra gwałtownie rośnie.
  • Ryzyka polityczne, obawy o zamknięcie rządu i spekulacje wokół Fed utrzymują presję na dolara amerykańskiego.
  • Popyt strategiczny na twarde aktywa może ostatecznie koncentrować się na złocie, gdy zacznie spadać przemysłowy popyt na srebro.

Jak zauważa Ole Hansen, dyrektora ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, osiągnięcie przewidywanego poziomu cen dla złota na 2026 rok, wynoszącego 5 000 USD, już w pierwszym miesiącu roku to potwierdzenie, jak silny i trwały stał się popyt na złoto – obok srebra i innych twardych aktywów. To, co początkowo przedstawiano jako długoterminowe zabezpieczenie przed dewaluacją pieniądza, rozluźnieniem dyscypliny fiskalnej i niepewnością geopolityczną, przyspieszyło i stało się działaniem podjętym z wyprzedzeniem, zmuszając inwestorów do ponownej oceny nie tylko celów cenowych, lecz także trwałości i jakości popytu.

Czynniki stojące za tym wzrostem są dziś dobrze znane i w dużej mierze wynikają z obaw. Nieograniczona kreacja długu publicznego nadal podważa zaufanie do walut fiducjarnych, a dolar amerykański osłabł, gdy narracja o wyjątkowości USA blednie i kapitał zaczyna rotować w inne miejsca. Niepewność geopolityczna pozostaje podwyższona, wzmacniana przez coraz bardziej nieprzewidywalne tło polityczne w USA, a obawy inflacyjne okazały się bardziej trwałe niż wielu decydentów miało nadzieję.

Ta zmiana jest już widoczna także poza rynkami surowcowymi. Wyniki globalnych rynków akcji odzwierciedlają stopniową realokację z aktywów amerykańskich – rynki wschodzące w tym roku jak dotąd przewyższają rozwiniętych konkurentów. Równolegle rola złota jako stabilizatora portfela i zabezpieczenia przed ryzykiem systemowym ponownie się potwierdziła, przyciągając napływy od inwestorów poszukujących ochrony, a nie dochodu.

Dolar amerykański słabnie w wyniku nasilających się obaw przed dewaluacją

Kluczowym czynnikiem przyspieszającym ponowny wzrost popytu na twarde aktywa był dolar amerykański, który w ostatnich tygodniach znalazł się pod rosnącą presją. Krótkoterminowe obawy o potencjalne zamknięcie administracji rządowej w Stanach Zjednoczonych powróciły w związku ze sporami dotyczącymi finansowania Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego, co dodatkowo pogorszyło i tak już niestabilną sytuację waluty. Jednocześnie zaczęła się umacniać szersza narracja „Sell America”, napędzana obawami o względny wzrost gospodarczy, rosnącym deficytem fiskalnym i ponowną oceną przepływów kapitałowych do aktywów amerykańskich.

Osłabienie dolara przyspieszyło we wtorek, gdy waluta spadła do najniższego poziomu od czterech lat po komentarzach prezydenta Trumpa sugerujących, że jego administracja akceptuje słabszego dolara. Wypowiedzi te zbiegły się z narastającymi spekulacjami o możliwej koordynacji walutowej między Stanami Zjednoczonymi a Japonią, ponieważ władze obu krajów monitorują umocnienie jena i jego implikacje dla handlu oraz stabilności finansowej.

Do tej narracji dokłada się fakt, że Rick Rieder z BlackRock – głośny zwolennik agresywnych cięć stóp procentowych – coraz częściej jest postrzegany jako jeden z głównych kandydatów na następnego przewodniczącego Rezerwy Federalnej. Perspektywa bardziej wyraźnie gołębiego nastawienia polityki pieniężnej, połączona z polityczną tolerancją dla słabości waluty, dodatkowo wzmocniła przekonanie, że dewaluacja pieniądza pozostaje akceptowanym narzędziem polityki.

Łącznie te wydarzenia nadal dolewają paliwa do „handlu dewaluacyjnego”, wspierając popyt na fizyczne sposoby przechowywania wartości, takie jak złoto – i, w konsekwencji, srebro.

Widać obawy, ale część z nich jeszcze się nie ziściła

Co istotne, wiele ryzyk napędzających popyt na złoto nie zmaterializowało się jeszcze w pełni. Zadłużenie fiskalne USA nadal rośnie, ale stres rynkowy jak dotąd wyrażał się głównie w bardziej stromej krzywej dochodowości, a nie w chaotycznych ruchach stóp procentowych czy kredytu. Dolar osłabł, lecz nie załamał się, a napięcia geopolityczne nie eskalowały jeszcze do poziomu zakłóceń na tyle poważnych, by wstrzymać globalny wzrost.

Jednocześnie popyt banków centralnych – wyjątkowo silny w latach 2022–2024 – spowolnił w ubiegłym roku, a zakupy netto zbliżyły się do poziomów sprzed pandemii. Nie podważa to strukturalnych argumentów za złotem, ale oznacza, że prywatne i instytucjonalne napływy odgrywają teraz większą rolę w utrzymaniu cen.

Na tym tle wzrost popytu na twarde aktywa może zacząć słabnąć. W przypadku aktywów nieprzynoszących zysków, takich jak złoto, aby uzasadnić coraz wyższe ceny, konieczne są ciągłe napływy. Dynamika może nadal napędzać ceny w kierunku 6000 USD, jeśli nasilą się ryzyka makroekonomiczne lub polityczne, ale powyżej tego poziomu wzrasta ryzyko konsolidacji, a nie rychłej poważnej korekty.

Obok banków centralnych znaczącym źródłem popytu stała się także Tether Holdings SA, stając się największym znanym posiadaczem złota poza instytucjami oficjalnymi, z raportowanymi zasobami ok. 140 ton. Cotygodniowe zakupy stanowią dodatkowy, nietradycyjny filar wsparcia rynku, wzmacniając zakres popytu stanowiącego podstawę cen złota.

W obecnym rajdzie złota nie widzimy spekulacyjnej anomalii, lecz wyraźny sygnał narastających napięć w globalnej gospodarce. Dynamiczny wzrost cen złota i srebra wynika z polityki administracji Trumpa, która poprzez tolerancję słabszego dolara, ekspansję fiskalną i presję na bardziej gołębi Fed podważa zaufanie do walut niemających pokrycia w kruszcu. W odpowiedzi kapitał coraz szybciej kieruje się ku twardym aktywom, postrzeganym jako ochrona przed dewaluacją pieniądza, ryzykiem politycznym i spadkiem realnej wartości oszczędności. Szybkie dotarcie złota do poziomu 5 000 USD potwierdza, że inwestorzy z wyprzedzeniem dyskontują ryzyka związane z zadłużeniem i nieprzewidywalnością polityki gospodarczej. W tym otoczeniu dywersyfikacja portfela – obejmująca różne waluty, regiony i klasy aktywów – ma fundamentalne znaczenie – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Japonia jako potencjalny czynnik wpływający na płynność

Jedną z niedocenianych zmiennych jest Japonia. W ostatnich tygodniach rynki musiały na nowo ocenić sytuację fiskalną Japonii przed wyborami 8 lutego oraz to, co rosnące rentowności japońskich obligacji skarbowych i potencjalnie silniejszy jen mogą oznaczać dla globalnych przepływów kapitału. Przez dwie dekady Japonia była źródłem zarówno taniego finansowania, jak i stabilności finansowej, wspierając globalną płynność w wielu klasach aktywów.

Odwrócenie tych przepływów miałoby wpływ. Silniejszy jen i wyższe krajowe rentowności mogłyby zachęcić kapitał do powrotu do Japonii, skutecznie wyczerpując część globalnej puli płynności, która wspierała inwestycje zagraniczne w akcje, obligacje i nieruchomości. Choć nie jest to jeszcze scenariusz bazowy, jest to ryzyko, które warto uważnie monitorować – tym bardziej, że w scenariuszu skrajnym mogłoby ono ciążyć akcjom, jednocześnie podbijając rentowności obligacji, potencjalnie wzmacniając popyt na twarde aktywa z perspektywy bezpiecznej przystani.

Złoto pozostaje stabilne; srebro – nie

Podczas gdy wzrost złota jak dotąd przebiegał stosunkowo uporządkowanie, z niewielkimi oznakami klasycznej bańki spekulacyjnej, tego samego nie można powiedzieć o srebrze. Srebro coraz wyraźniej wykazuje oznaki wejścia w strefę bańki, gdzie udział inwestorów detalicznych, spekulacyjne pozycjonowanie i obawa przed utratą okazji (FOMO) są głównymi czynnikami napędzającymi wzrost cen do historycznie wysokich poziomów, zarówno w stosunku do złota, jak i platyny.

To momentum, a nie fundamenty, ma obecnie największy wpływ. Dodatkowo rajd podbiło domykanie krótkich pozycji przez producentów przemysłowych: rosnące ceny wywołały wezwania do uzupełnienia depozytu na zabezpieczeniach futures, co sprawia, że utrzymanie zabezpieczenia przed przyszłą produkcją staje się coraz bardziej bolesne. Dynamika ta może utrzymać się w krótkim okresie, ale jest z natury niestabilna.

W normalnych warunkach około 60% popytu na srebro pochodzi od użytkowników przemysłowych, a popyt ten jest wrażliwy na ceny. Przy obecnych poziomach rośnie ryzyko spadku popytu, szczególnie w sektorze energii słonecznej, gdzie coraz bardziej atrakcyjne staje się zastąpienie srebra miedzią. W tym względzie stare powiedzenie, że „najlepszym lekarstwem na wysoką cenę jest wysoka cena” nadal ma zastosowanie w przypadku srebra. Z kolei złoto jest przede wszystkim metalem monetarnym, traktowanym jako środek przechowywania wartości, i dlatego jest znacznie mniej wrażliwe na spadki popytu spowodowane cenami.

Zmienność jako sygnał ostrzegawczy

Obecny poziom zmienności srebra staje się coraz mniej zrównoważony i zwiększa ryzyko wystąpienia nieuporządkowanych warunków rynkowych, potencjalnie skutkujących gwałtownymi ruchami cen w obie strony. Zarówno dla byków, jak i niedźwiedzi rynek stał się trudny do handlu: szerokie dzienne wahania podważają zarządzanie ryzykiem i dobór wielkości pozycji.

Obecne, intensywne zainteresowanie „białym metalem” – dziś to częsty temat w mediach, przy stołach podczas kolacji, a nawet w miejscach pracy, co nie jest typowe – pokazuje, jak daleko zaszła ta historia. Zainteresowanie to przełożyło się na ekstremalną aktywność w zakresie produktów oferujących ekspozycję na srebro, zwłaszcza popyt detaliczny na monety i małe sztabki. Innym przykładem jest rynek opcji na ETF iShares Silver (SLV), gdzie w poniedziałek łączny wolumen opcji wzrósł do niemal półtora raza w stosunku do bardzo popularnego QQQ ETF śledzącego Nasdaq 100. Co ciekawe, krótka pozycja w SLV spadła do najniższego poziomu od pięciu lat, wynoszącego zaledwie 0,7%, co jest kolejnym sygnałem, że ryzyko związane z pozycjonowaniem staje się coraz bardziej jednokierunkowe.

W perspektywie długoterminowej, nadal oczekujemy poprawy bilansu podaży i popytu na srebro, co zmniejszy jego wspierający wpływ na ceny. Popyt przemysłowy prawdopodobnie spowolni przy podwyższonych cenach, podczas gdy konsumenci na całym świecie mogą skorzystać z hossy, aby sprzedać długo przechowywane sztabki, biżuterię i srebrne wyroby po siedmiokrotnym wzroście cen w ciągu ostatniej dekady. Podaż wtórna, często pomijana podczas hossy napędzanej dynamiką, będzie potrzebowała czasu, aby się ujawnić, ale kiedy to nastąpi, narracja może się szybko zmienić.

Implikacje strategiczne

W skrócie: choć srebro może pozostać zbyt atrakcyjne, by część inwestorów mogła je ignorować w krótkim terminie – zwłaszcza ci stosujący podejście taktyczne lub oparte na dynamice – profil ryzyka i zysku uległ znacznemu pogorszeniu. Cechą charakterystyczną rynku stała się zmienność, a nie kierunek zmian.

Dla inwestorów szukających strategicznej ekspozycji na twarde aktywa nadal postrzegamy złoto jako bardziej solidny wybór. Chociaż po szybkim wzroście powyżej 5000 USD rośnie ryzyko konsolidacji w najbliższym czasie, popyt ze strony banków centralnych, utrzymujące się obawy fiskalne i niepewność geopolityczna powinny nadal chronić złoto przed znaczącą korektą. W świecie, który nadal boryka się z zadłużeniem, nieprzewidywalnością polityki i kruchym zaufaniem do systemów fiducjarnych, złoto pozostaje dojrzałą inwestycją – nawet jeśli obecnie to srebro przyciąga uwagę mediów.

Zwykła obniżka to utrata marży. Retail przechodzi na dynamic pricing

0

Dla niemal 74 proc. konsumentów najbardziej istotnym czynnikiem podczas codziennych zakupów jest cena produktów. W badaniu przeprowadzonym w 2025 roku więcej osób wskazało jedynie na jakość (niemal 79 proc.)[1]. Duże zapotrzebowanie na tanie produkty stawia detalistów przed koniecznością ich zapewnienia. Każda z dróg prowadzących do tego celu wiąże się jednak z wyzwaniami. Wymiana towaru na tańsze alternatywy rodzi ryzyko niespełnienia oczekiwań klientów odnośnie do jakości. Z kolei zmiany organizacyjne są trudne do przeprowadzenia i często wiążą się z wysokimi kosztami. W takiej sytuacji właściciele sklepów rozważają podjęcie trudnej decyzji o obniżeniu marży.

Związana z nią presja jest aktualnie głównym trendem w branży retail. Z jednej strony stanowi szansę na przyciągnięcie klientów, z drugiej zaś wiąże się z ryzykiem utraty rentowności, na której zależy właścicielom sklepów oraz inwestorom. Choć wydaje się, że z sytuacji nie ma dobrego wyjścia, szansą dla detalistów okazują się nowoczesne platformy do zarządzania sprzedażą.

Nadzieja w analityce? Tak, ale nie wszyscy ją widzą

Podniesienie lub obniżenie marży jest decyzją poprzedzoną szeroko zakrojonymi analizami, tak aby ocenić ich wpływ na popyt i wyniki finansowe. Globalne badania pokazują, że detaliści coraz lepiej sobie z nimi radzą – 52 proc. z nich uważa, że skutecznie pozyskuje informacje z danych. To wzrost aż o 14 punktów procentowych względem ubiegłego roku[2]. Choć badania napawają optymizmem, wynika z nich jednocześnie, że nadal blisko połowa detalistów nie wykorzystuje pełnego potencjału analityki. Przyczyny takiej sytuacji mogą być różne – od braku specjalistów, przez ograniczone kompetencje analityczne, aż po strach przed zmianą kultury organizacyjnej. Jak wyjaśnia Michał Miśniakiewicz, Dyrektor ds. Technologii w INEOGroup, sporym problemem jest także rozproszenie i niska jakość pozyskiwanych danych sprzedażowych.

Problem z gromadzeniem danych mają przede wszystkim te sieci sklepów, które od wielu lat korzystają z monolitycznych systemów legacy, czyli przestarzałych aplikacji, w których wszystkie komponenty i funkcjonalności są ze sobą połączone. Ich mało elastyczna architektura utrudnia rozwój poszczególnych funkcjonalności i integrację z zewnętrznymi rozwiązaniami. Jeśli więc wraz z rozwojem firma decyduje się na wdrożenie nowych aplikacji, to muszą one działać na osobnych systemach. Taka sytuacja prowadzi do powstania silosów danych, czyli zbiorów informacji przechowywanych w oddzielnych, izolowanych bazach. Dane o sprzedaży w sklepie stacjonarnym i internetowym, stanach magazynowych czy historii zakupowej klienta mogą więc znajdować się w różnych miejscach, a w żadnym z nich nie będą spójne i pełne. Nie można na ich podstawie podejmować efektywnych decyzji biznesowych, również tych dotyczących marży i innych aspektów wpływających na koszty i przychody, na przykład zatowarowania czy kontroli asortymentu z określoną datą przydatności – mówi Michał Miśniakiewicz, Dyrektor ds. Technologii w INEOGroup.

W kierunku cen dynamicznych

Jednym ze sposobów na obronę przed spadkiem marży jest wykorzystanie strategii dynamic pricing, która polega na dynamicznej zmianie cen produktów w zależności od popytu, dostępności czy aktualnej sytuacji rynkowej. Rozwiązanie z powodzeniem stosowane jest w sprzedaży internetowej, między innymi przez linie lotnicze, platformy przewozowe, a także firmy z branży e-commerce. Skuteczność strategii cen dynamicznych jest ściśle powiązana z analizą danych w czasie rzeczywistym, a nawet analizami predykcyjnymi. Badania pokazują, że przed podjęciem decyzji biznesowych korzysta z nich 46 proc. detalistów[3]. Jak wskazuje Krzysztof Łukaszek, Wiceprezes ds. Sprzedaży w INEOGroup, aby skorzystać z takiej opcji, konieczna jest integracja zdarzeniowa systemów sklepu.

To taki model integracji, w którym poszczególne systemy komunikują się w czasie rzeczywistym poprzez zdarzenia. Mowa przykładowo o sprzedaży produktu – informacja o niej jest automatycznie przekazywana do systemu centralnego, a następnie trafia do innych systemów. Rozwiązanie to zapewnia spójność danych w całym ekosystemie IT, w przeciwieństwie do sytuacji, gdy poszczególne systemy aktualizują się raz na jakiś czas. Jeśli firma chce wprowadzić dynamiczne ceny w sklepie internetowym, uzależniając je od liczby sprzedanych produktów we wszystkich kanałach albo od dostępności w magazynie, integracja zdarzeniowa systemów jest jedynym skutecznym środkiem do tego celu – dodaje Krzysztof Łukaszek, Wiceprezes ds. Sprzedaży w INEOGroup.

Strategia dynamic pricing jest dzisiaj jednym z wielu obszarów funkcjonowania retailu, w którym zastosowanie znalazły narzędzia oparte na sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym. Już 37 proc. firm z branży retail przyznaje, że wdrożenie takich technologii pomaga im zwiększyć przychody, a 29 proc. widzi w nich szansę na redukcję kosztów. Dla 28 proc. są one szansą na optymalizację planowania finansowego i prognozowania[4].

Promocje zamiast niższej marży?

Gdy długotrwałe obniżenie marży wydaje się zbyt ryzykowne, detaliści starają się przyciągnąć klientów czasowymi promocjami i zniżkami.  Ich prawdziwą siłę pokazują dane z 2025 roku – po otrzymaniu ciekawej promocji (np. drugiego produktu w niższej cenie) aż 19 proc. konsumentów byłoby skłonnych do zakupu produktu w sklepie stacjonarnym, nawet gdyby znaleźli ten sam produkt w niższej cenie w Internecie. Zaoferowanie kuponu zniżkowego na następne zakupy w tym samym sklepie przekonałoby z kolei 22 proc. osób[5]. Jak tłumaczy Witold Miśniakiewicz, Prezes INEOGroup, opłacalność promocji zależy przede wszystkim od jej formy, a badania wskazują na dużą rolę personalizacji.

Zwykłe obniżenie ceny produktu w ramach promocji nie jest niczym innym jak utratą marży. Jeśli sklep chce zaspokoić potrzeby klienta, a jednocześnie zadbać o własne przychody, konieczne jest tworzenie bardziej złożonych warunków promocyjnych, w których atrakcyjna cena jednego produktu wspiera sprzedaż tych droższych. Bardzo dobrze sprawdzają się również oferty spersonalizowane, oparte na dotychczasowej historii zakupowej. Możliwości w tym zakresie zależą od platformy sprzedażowej sieci sklepów oraz jej przystosowania do sprzedaży wielokanałowej. Gdy firma prowadzi sprzedaż w wielu kanałach offline i online, a każdy z nich działa na odrębnym systemie, dane o kliencie są gromadzone w różnych bazach i skutecznie utrudniają realizację strategii personalizacji. Konieczna jest zatem integracja kanałów i centralizacja zarządzania kampaniami promocyjnymi – wskazuje Witold Miśniakiewicz, Prezes INEOGroup.

Nowe technologie są skutecznym narzędziem w walce ze spadającą marżą. To dzięki nim możliwe stało się znalezienie złotego środka między celami biznesowymi firm z branży retail a oczekiwaniami konsumentów odnośnie taniej i atrakcyjnej oferty produktów. Skorzystanie z tej szansy nie zawsze jest możliwe od razu – czasami musi być poprzedzone transformacją cyfrową, zwłaszcza w przypadku sieci sklepów opierających się na przestarzałych systemach monolitycznych.

Mimo że 74 proc. detalistów przyznaje, że ich priorytety inwestycyjne w zakresie technologii bazują na sprawdzonych wynikach[6], nie wszyscy decydują się na tak dużą zmianę organizacyjną. Powodem są między innymi obawy przed chaosem, przerwaniem ciągłości biznesu, a także kosztami transformacji w kierunku mikroserwisów i integracji zdarzeniowej. Architektura mikroserwisowa, której podstawą jest zbiór niezależnych od siebie serwisów odpowiedzialnych za poszczególne funkcje biznesowe, może być jednak wdrażana stopniowo. Początek roku to dobry czas na rozpoczęcie procesu zmian, które ochronią firmę przed spadkiem marży.

[1] Teraz Polska, 2025, Zachowania zakupowe Polaków

[2] KMPG, 2025, KPMG global tech report: Consumer and retail insights

[3] KMPG, 2025, KPMG global tech report: Consumer and retail insights

[4] KPMG, 2025, Intelligent retail: A blueprint for creating value through AI-driven transformation

[5] Raport e-Izby: Omni-commerce. Kupuję wygodnie 2025

[6] KMPG, 2025, KPMG global tech report: Consumer and retail insights

Polacy przestali czekać na przeceny. 85% nie wierzy w spadek cen mieszkań

Mieszkańcy Polski przestali wierzyć w spadki cen mieszkań, co bezpośrednio przekłada się na ich decyzje zakupowe. Z najnowszego „Monitora nastrojów klientów nieruchomości” Otodom wynika, że aż 85% osób aktywnych na rynku nie spodziewa się już obniżek stawek, a 62% postrzega zakup nieruchomości jako dobrą inwestycję. W efekcie coraz częściej finalizowane są odkładane dotąd decyzje, a wybór między rynkiem pierwotnym a wtórnym w coraz większym stopniu zależy od celu zakupu – własnych potrzeb mieszkaniowych lub lokowania kapitału.

Ostatnie miesiące 2025 roku przyniosły wyraźne ożywienie na rynku nieruchomości, napędzane serią obniżek stóp procentowych oraz świątecznymi promocjami oferowanymi przez deweloperów. To jednak nie tylko czas wzmożonej aktywności zakupowej, lecz także moment istotnej zmiany nastrojów klientów, zarówno w podejściu do samego zakupu, jak i w postrzeganiu rynku pierwotnego oraz wtórnego.

Koniec wiary w spadki cen wpływa na sprzedaż

Po okresie ostrożnego optymizmu osoby planujące zakup nieruchomości porzuciły nadzieję na spadki cen. Z najnowszego „Monitora nastrojów klientów nieruchomości” Otodom wynika, że w IV kwartale 2025 roku odsetek respondentów oczekujących obniżek spadł o 6 p.p. ​ kw/kw do zaledwie 14%. Jednocześnie ponad połowa badanych (55%) jest przekonana, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy stawki wzrosną. Najsilniejsze przekonanie o przyszłych podwyżkach widać wśród młodych dorosłych, czyli osób w wieku 18–34 lata – aż 58% z nich spodziewa się dalszych podwyżek.

„Paradoksalnie, przekonanie o dalszych wzrostach cen nieruchomości zadziałało w obecnych warunkach rynkowych jak katalizator. Przy dużej dostępności ofert i relatywnie stabilnej sytuacji kredytowej zachęciło do finalizowania odkładanych wcześniej decyzji zakupowych, co potwierdzają także wysokie wyniki sprzedażowe na rynku deweloperskim w ostatnich miesiącach 2025 roku. Ta tendencja jest widoczna także w grupie najmłodszych badanych, którzy zamiast czekać na korektę stawek, starają się wyprzedzić kolejne podwyżki i zabezpieczyć swój kapitał w nieruchomościach” – podkreśla Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku, Otodom.

Dopełnieniem tego obrazu jest rosnąca grupa osób przewidujących stabilizację stawek. W IV kwartale 2025 roku 30% respondentów oceniło, że ceny mieszkań pozostaną na obecnym poziomie, co oznacza wzrost o 3 p.p. w porównaniu do III kwartału. W efekcie łączny odsetek aktywnych na rynku nieruchomości mieszkańców Polski, którzy nie widzą w najbliższej przyszłości przestrzeni do obniżek, wzrósł aż do 85%.

Inwestycja czy własny kąt?

Okazuje się, że nieruchomości w Polsce niezmiennie cieszą się statusem bezpiecznej przystani dla kapitału. Z najnowszych danych Otodom wynika, że aż 62% badanych uznaje zakup mieszkania czy domu za dobrą inwestycję , przy czym przekonanie to jest szczególnie silne wśród kobiet (64%) oraz osób w wieku 35–55 lat (65%).

Czy zatem główną grupą kupujących są obecnie inwestorzy indywidualni? Połowa mieszkańców Polski planuje zakup na własne potrzeby, choć motywacje rynkowe stają się coraz bardziej różnorodne. Co szósta osoba zabezpiecza w ten sposób przyszłość bliskich, a 10% stawia na najem długoterminowy.

Wyniki badania pokazują, że cel zakupu w istotny sposób determinuje wybór konkretnego segmentu rynku. O ile rynek wtórny jest domeną osób szukających lokalu dla siebie, o tyle rynek pierwotny stał się magnesem dla inwestorów. To właśnie na nowe inwestycje najczęściej decydują się osoby planujące najem lub chcące zyskać na wzroście wartości nieruchomości w czasie – zaznacza Paweł Jarząbek, ekspert rynku nieruchomości, Otodom.

Szczególnie ciekawie prezentuje się profil najmłodszych uczestników rynku (18–34 lata). W tej grupie odsetek osób kupujących dla siebie jest najwyższy i wynosi 58%. Jednocześnie to właśnie młodzi dorośli częściej niż ogół populacji wykazują zacięcie inwestycyjne w nowoczesnym wydaniu. Aż 9% z nich planuje zakup, aby zdywersyfikować swój portfel inwestycyjny (wobec 4% ogółu), a 7% szuka lokali pod najem krótkoterminowy.

Widoczna u najmłodszych badanych chęć dywersyfikacji kapitału poprzez nieruchomości to sygnał, że mieszkanie przestało być postrzegane wyłącznie jako dach nad głową, a stało się kluczowym elementem budowania strategii finansowej – dodaje Paweł Jarząbek.

Coraz cieńsze granice między rynkami

Wizerunek firm deweloperskich w oczach Polaków wciąż pozostaje wyzwaniem. W ostatnich miesiącach 2025 roku pozytywną ocenę branży wystawiło zaledwie 16% ankietowanych. To najniższy wynik w historii badania. Jednak co ważne, zamiast wzrostu otwartej niechęci, obserwujemy wyraźne przesunięcie nastrojów w stronę środka skali. Już co drugi respondent (50%) ocenia działalność deweloperów jako „ani pozytywną, ani negatywną” (wzrost o 6 p.p. kw/kw).

Klienci nie rezygnują jednak z ofert deweloperskich, ale podziały między rynkiem pierwotnym a wtórnym coraz wyraźniej się zacierają. Dla 33% mieszkańców Polski rodzaj rynku nie ma już kluczowego znaczenia. Przy zbliżonych cenach ofertowych o wyborze decydują dziś przede wszystkim parametry użytkowe takie jak metraż, układ czy infrastruktura społeczna. Ostateczny kierunek decyzji wyznacza jednak cel zakupu. Rynek wtórny dominuje tam, gdzie priorytetem jest cena (37% vs 26%) oraz zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych (55% vs 38%). Nowe inwestycje przyciągają natomiast osoby stawiające na standard wykończenia (15% vs 8%) oraz inwestorów. Aż 24% kupujących od dewelopera planuje wynajem lokalu (wobec 12% na wtórnym), a 21% liczy na zysk z jego przyszłej odsprzedaży.

Dla deweloperów wzrost grupy osób bez sprecyzowanych preferencji oznacza, że ich oferta musi dziś wygrywać nie tylko architekturą, ale przede wszystkim standardem i bezpieczeństwem procesu. Widzimy, że o ile cena jest głównym magnesem na rynku wtórnym, o tyle na rynku pierwotnym klienci szukają wyższego standardu wykończenia i transparentności. Kluczem do sukcesu staje się także umiejętne wpisanie inwestycji w tkankę miejską i infrastruktura społeczna, szczególnie istotna dla młodych nabywców kupujących mieszkanie na swoje potrzeby – podsumowuje Katarzyna Kuniewicz.

Kurs dolara pod presją po wypowiedziach Trumpa

We wtorek wieczorem wypowiedzi Trumpa przyspieszyły osłabienie dolara amerykańskiego. Jako że ruchy cenowe były chaotyczne, można uznać, że prawdopodobnie były to luźne uwagi. To gwałtowne wybicie z wysokim momentum na chwilę odwróciło uwagę od JPY jako kluczowej pary walutowej z USD, a rynki z niepokojem czekają na wybory w Japonii, które odbędą się 8 lutego.

Prezydent Trump wygłosił we wtorek wieczorem szereg oświadczeń sugerujących, że jego administracja jest zadowolona z osłabienia USD. Zaznaczył, że uważa ostatni spadek wartości dolara za „wspaniały”, ale „mógłby sprawić, że jego wartość wzrosłaby lub spadła jak efekt jojo”. Narzekał też na politykę walutową Chin i Japonii, mówiąc, że te dwa kraje „zawsze chcą dewaluować”. To typowy styl Trumpa i jego uwagi są z pewnością warte reakcji, nawet jeśli najprawdopodobniej nie były to celowe wypowiedzi mające wpłynąć na rynek.

John J. Hardy, główny strateg makroekonomiczny w Saxo Banku zauważa ponadto, że komentarze te wygłoszone we wtorek, gdy płynność była niższa, spowodowały początkowo przesadny spadek wartości dolara amerykańskiego. Kurs EURUSD osiągnął poziom 1,2081, zanim sytuacja została opanowana i cena powróciła do poziomu bliskiego 1,2000. Reakcja wydaje się nieco przesadzona i zbyt szybka, ale trend jest trendem po silnym wybiciu powyżej poziomu 1,1900+. Patrząc na względne wyceny głównych walut, należy skupić się bardziej na kursie USDJPY niż EURUSD, ponieważ euro nie jest tanie, ale do czasu wyborów 8 lutego panuje znaczna niepewność co do par z jenem japońskim.

Dzisiaj odbędzie się posiedzenie FOMC, ale trudno powiedzieć, jak wpłynie to na rynek. Prezes Fed Jerome Powell jest już politykiem schodzącym ze stanowiska, a my czekamy na nominację Trumpa na nowego prezesa Fed, którą prawdopodobnie otrzyma Rick Rieder, główny dyrektor inwestycyjny BlackRock.

Istnieją co najmniej trzy czynniki wpływające na obecne i potencjalne dalsze osłabienie dolara amerykańskiego:

  • Przejście do dominacji fiskalnej. Jednym z nich jest oczekiwanie na gołębią nominację nowego przewodniczącego Fed, który miałby zastąpić Powella w maju. Ogłoszenie tej decyzji może nastąpić lada dzień. To, czy nowy szef Fed będzie w stanie skłonić FOMC do tak agresywnych obniżek stóp, jakich chciałby FOMC albo administracja Trumpa, jest jednak w krótkim terminie wątpliwe – niezależnie od tego, kto obejmie to stanowisko. Ważniejsze jest trwające i nasilające się osłabienie niezależności Fed, ponieważ nowa strategia „krajowego kapitalizmu” realizowana przez administrację Trumpa oznacza powrót do polityki fiskalnej przypominającej gospodarkę wojenną, w której branże i sektory gospodarki kluczowe dla bezpieczeństwa narodowego mogą liczyć na łatwiejszy dostęp do kredytów i skuteczniejsze stopy procentowe niż inne sektory. Stopa procentowa Fed nie ma szczególnego znaczenia, jeśli dysponuje się know-how i zamiarem produkcji materiałów o znaczeniu krytycznym.
  • Strategia „Sell America”. Trend ten wywołała agresywna postawa administracji Trumpa wobec tradycyjnych sojuszników, od Kanady po Europę, co obudziło powszechny opór inwestorów wobec posiadania aktywów amerykańskich, a nawet zmianę nastawienia instytucji i rządów w tej kwestii. Pojawiły się doniesienia, że kanadyjskie oficjalne fundusze emerytalne są nadmiernie skoncentrowane na inwestycjach w Stanach Zjednoczonych, podobnie jak fundusze europejskie. Ma to ogromne konsekwencje dla USD, choć wielu zwraca uwagę, że wielkość amerykańskich rynków kapitałowych wynika z faktu, że dolar jest światową walutą rezerwową, a inne rynki będą miały trudności z absorpcją znacznych przepływów inwestycyjnych. Niemniej jednak narracja pozostaje narracją, jeśli wywołuje pozycjonowanie spekulacyjne. Należy zwrócić uwagę na wczorajsze zmiany kursu NOK po tym, jak powołana przez rząd komisja doradcza wygłosiła ostre komentarze na temat konieczności uwzględnienia ryzyk geopolitycznych.
  • Oznaki, że Stany Zjednoczone są zadowolone z osłabienia USD. Częścią szeroko reklamowanego porozumienia „Mar-a-lago”, przedstawionego przez obecnego tymczasowego prezesa Fed Stephena Mirana, jest osłabienie dolara amerykańskiego w celu zwiększenia konkurencyjności amerykańskiego eksportu i zmuszenia innych mocarstw do płacenia za przywilej korzystania z USD jako globalnej waluty rezerwowej, zamiast absorbowania nadmiernej siły samej waluty. To przekonanie, że Stany Zjednoczone chcą zastosować bardziej zdecydowane podejście do polityki walutowej, wzmacnia trend „Sell America”. Przekonanie, że administracja Trumpa cieszy się z osłabienia dolara amerykańskiego, pogłębiło się w piątek, kiedy Fed w Nowym Jorku „sprawdził” kurs wymiany USD/JPY, co było oznaką, że Stany Zjednoczone chętnie pomogły Japonii w podtrzymaniu jej waluty.

– Na obecną sytuację trzeba patrzeć z rosnącą ostrożnością – sygnały płynące z USA jasno pokazują, że polityka walutowa staje się narzędziem gry gospodarczej. Osłabianie dolara, presja fiskalna i podważanie niezależności Fed zwiększają zmienność oraz ryzyko koncentracji w aktywach amerykańskich. W takich warunkach dywersyfikacja portfela staje się koniecznością i sposobem na ochronę kapitału. Rozłożenie ekspozycji między różne waluty, regiony i klasy aktywów pozwala ograniczyć skutki nagłych decyzji politycznych i rynkowych „efektów jojo” – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

ASML największa firma w Europie rośnie na fali inwestycji w AI

Akcje ASML wzrastają o ponad 6 proc. po dzisiejszej publikacji wyników. W ciągu roku akcje wzrosły już o 113 proc. Holenderski gigant półprzewodników zaskoczył rynek nie tylko rekordowymi wynikami, ale też niespodziewanym boomem na nowe zamówienia. W tle znajduje się wyścig o dominację w sztucznej inteligencji, a budowa centrów danych na jej potrzeby to „największa inwestycja infrastrukturalna w historii ludzkości”. ASML to największa firma w Europie, która umacnia swoją pozycję wśród 20 najcenniejszych spółek świata.

ASML przedstawiło swoje wyniki w środę rano, przed rozpoczęciem notowań na giełdzie w Amsterdamie. Firma osiągnęła w czwartym kwartale przychody na poziomie 9,7 mld euro, co daje łącznie 32,7 mld euro za cały 2025 rok. Roczny zysk netto wyniósł rekordowe 9,6 mld euro. Te wyniki umożliwiają 17-procentową podwyżkę dywidendy oraz uruchomienie nowego programu skupu akcji o wartości 12 mld euro w ciągu trzech lat.

Po publikacji wyników akcje spółki rosną o ponad 6 proc. To kolejna fala wzrostów, bowiem od początku roku wzrosły już o 25 proc., a w ciągu ostatnich 12 miesięcy o 113 proc.

ASML zaskoczyło rynek rekordową wartością nowych zamówień w czwartym kwartale – 13,2 mld euro, czyli niemal dwa razy więcej, niż prognozowali analitycy. Ponad połowa zamówień dotyczyła zaawansowanych maszyn EUV, niezbędnych do produkcji najnowocześniejszych chipów. ASML utrzymuje w tym zakresie pozycję światowego lidera. Urządzenia kupują nie tylko TSMC, ale także Intel i Samsung – czyli czołowi producenci chipów. Także SK Hynix, Micron i ponownie Samsung, produkujący kości pamięci. Jak podkreśla szef NVIDII Jensen Huang, to właśnie połączenie chipów logicznych i pamięciowych jest kluczem do osiągania najlepszych rezultatów w AI, a budowę centrów danych dla AI określił jako „największą inwestycję infrastrukturalną w historii ludzkości”.

Głównym motorem wzrostu ASML była rosnąca globalna presja na rozwój infrastruktury AI, szczególnie ze strony amerykańskich gigantów technologicznych. Zdecydowane działania Stanów Zjednoczonych, zmierzające do uniezależnienia się w produkcji najbardziej zaawansowanych chipów dla sztucznej inteligencji, odbijają się teraz w wynikach ASML. Firma będzie także beneficjentem ogłoszonego zaledwie dwa tygodnie temu zwiększenia wydatków inwestycyjnych przez TSMC.

Mimo świetnych wyników firma ma przed sobą także wyzwania. ASML planuje redukcję zatrudnienia o ok. 1700 etatów by zwiększyć efektywność operacyjną i poprawić marże. Firma zapowiedziała, że w przyszłości przestanie raportować dane o zamówieniach kwartalnych, uznając je za niemiarodajne wskaźniki tempa swojego wzrostu.

Wzrosty cen akcji powodują, że ASML niepodzielnie króluje obecnie jako największa firma w Europie. Jej wycena zbliża się obecnie do poziomu 570 mld dolarów, co stawia ją w jednej lidze z największymi spółkami świata. Na drugim miejscu znajduje się francuski LVMH, dominujący w segmencie dóbr luksusowych, choć ostatnie tygodnie przyniosły wyraźne osłabienie notowań. Trzecie miejsce zajmuje duński Novo Nordisk – lider branży farmaceutycznej, który zyskał rozgłos dzięki przełomowym terapiom na cukrzycę i otyłość. Tuż za nim plasuje się niemiecki SAP, największy producent oprogramowania biznesowego w Europie. Kapitalizacja tych firm jest jednak około dwa razy niższa niż ASML.

ASML umacnia też swoją pozycję w gronie 20 największych firm świata. Wycena rynkowa firmy jest dziś porównywalna z takimi gigantami jak Visa czy ExxonMobil. W perspektywie 2030 roku realna staje się możliwość osiągania przychodów rocznych na poziomie od 44 do nawet 60 mld euro. Kurs akcji jest dziś ustawiony na potencjalny wzrost. Warto jednak pamiętać, że inwestycje w sektor półprzewodników historycznie charakteryzowały się silnymi falami wzrostów i równie gwałtownymi korektami, dlatego inwestorzy powinni być przygotowani na zwiększoną zmienność.

Rzecznik MŚP alarmuje: kary w ustawie o zarządzaniu danymi mogą być nieproporcjonalne

Przyjęcie przepisów służących stosowania w Polsce rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) w sprawie europejskiego zarządzania danymi to przedmiot wystąpienia Minister Agnieszki Majewskiej do Marszałka Sejmu oraz Przewodniczącego sejmowej Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii. W swoim stanowisku Rzecznik MŚP koncentruje się na zagadnieniu kar za naruszanie obowiązków przewidzianych w rozporządzeniu, podkreślając, że niektóre z proponowanych regulacji budzą wątpliwości co do ich adekwatności, a nawet konieczności ich wprowadzenia.

Materia ta wymaga dużej ostrożności ze strony prawodawcy. Do Rzecznika trafia bowiem wiele skarg ze strony przedsiębiorców, którzy na podstawie zróżnicowanych ustaw administracyjnoprawnych padają ofiarą nieproporcjonalnych sankcji. Ochroną przed nimi i istotną gwarancją praw mikro- oraz małych i średnich przedsiębiorców jest rozdział IVA k.p.a., który porządkuje i ujednolica kwestie dotyczące nakładania i wymierzania kar. Tymczasem projektowana ustawa o zarządzaniu danymi wyłącza stosowanie przepisów art. 189d-189f Kodeksu postępowania administracyjnego, co może otwierać drogę do nakładania niesprawiedliwych sankcji. Dlatego Minister Majewska postuluje zaniechanie tego rozwiązania i wykreślenie go z projektu ustawy.

Faktoring w Polsce w ofensywie: więcej klientów, więcej faktur, szybsze tempo

Rynek faktoringu w Polsce w 2025 roku wyraźnie przyspieszył i ponownie wszedł w fazę dwucyfrowego wzrostu obrotów. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów wykupiły w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy wierzytelności o łącznej wartości blisko 520 mld zł, co oznacza wzrost obrotów o 10,4%. w ujęciu rok do roku. Dla porównania, w 2024 roku dynamika rynku wyniosła 4,7%, co pokazuje wyraźne odbicie i powrót do bardziej zdecydowanego tempa rozwoju.

Członkowie PZF udzielili w 2025 roku finansowania ponad 33 tys. przedsiębiorstw, czyli o blisko jedną czwartą więcej niż rok wcześniej. Firmy te przedstawiły do wykupu 31,5 mln faktur, co oznacza wzrost wolumenu obsługiwanych dokumentów o 10% w porównaniu z 2024 rokiem. Dane te potwierdzają, że faktoring jest coraz częściej wybieranym narzędziem finansowania bieżącej działalności, nie tylko przez dużych graczy rynkowych, ale również przez sektor małych i średnich przedsiębiorstw.

Faktoring, osiągając ponad trzykrotnie szybszy wzrost niż wzrost PKB, ponownie udowodnił, że jest jedną z najdynamiczniej rosnących form finasowania przedsiębiorstw. Ponad 65% wzrost wartości obrotu faktoringu pełnego eksportowego pokazuje, że nie ma lepszej formy finansowania, która jednocześnie poprawia płynności firmy oraz znosi ryzyko braku zapłaty za fakturę  – mówi Paweł Kacprzak, członek zarządu BNP Paribas Faktoring.

Na tle danych z poprzedniego roku szczególnie widoczny jest skokowy wzrost liczby przedsiębiorstw korzystających z usług faktoringowych. Podczas gdy w 2024 roku z finansowania korzystało nieco ponad 27 tys. firm, w 2025 roku liczba ta przekroczyła 33 tys., co pokazuje rosnącą świadomość korzyści płynących z tego rozwiązania w warunkach zmiennego i wymagającego otoczenia gospodarczego. Wzrost ten rynek zawdzięcza nowym firmom faktoringowym oferującym finansowanie dla mniejszych firm oraz dla wybranych branż, np. transportowej. Jest to oznaka ciągłego rozwoju branży oraz postępującej specjalizacji graczy rynkowych..

Przedsiębiorcy coraz częściej sięgają po faktoring nie tylko po to, by szybciej uwolnić środki z wystawionych faktur, ale także po to, by ograniczać ryzyko prowadzenia działalności. Widzimy rosnące zainteresowanie rozwiązaniami, które łączą finansowanie z elementami zabezpieczenia transakcji, czyli faktoringiem pełnym. W warunkach podwyższonej liczby niewypłacalności i utrzymującej się niepewności makroekonomicznej takie podejście staje się dla firm realnym wsparciem w zachowaniu stabilności finansowej – podsumowuje Paweł Kacprzak.

Na tle wyników z poprzednich lat rok 2025 można uznać za moment wyraźnego umocnienia pozycji faktoringu na rynku finansowania przedsiębiorstw w Polsce. Dwucyfrowy wzrost obrotów, znaczący przyrost liczby klientów oraz rosnąca skala obsługiwanych faktur potwierdzają, że usługa ta coraz częściej pełni rolę stabilnego filaru zarządzania płynnością finansową firm. Wszystko wskazuje na to, że faktoring pozostanie jednym z kluczowych narzędzi wspierających działalność przedsiębiorstw także w kolejnych latach, niezależnie od zmieniających się warunków gospodarczych.

Sztuczna inteligencja miała uprościć rekrutację – a zaczyna ją komplikować. 3 na 4 kandydatów uważa, że AI ocenia ich niesprawiedliwie

Sztuczna inteligencja miała przyspieszyć i uporządkować procesy rekrutacyjne. Tymczasem coraz częściej prowadzi do spadku zaufania – zarówno po stronie kandydatów, jak i pracodawców. Choć według raportu World of Work Trends 2026 opublikowanego przez Top Employers Institute, co drugi pracodawca uważa, że AI wesprze go właśnie w rekrutacji, wiele firm przekonuje się, że technologia wdrażana bez jasno określonego celu, zasad i systemu weryfikacji komplikuje proces zamiast go usprawniać. Obecnie połowa polskich pracodawców (49%) systematycznie ocenia swoje wdrożenia AI, aby sprawdzić, jak współpraca ludzi z technologią wpływa na firmę i pracowników.

Sztuczna inteligencja stała się codziennym elementem procesu rekrutacyjnego po obu stronach rynku pracy. Kandydaci wykorzystują ją do przygotowywania CV, dopasowywania aplikacji do ofert czy porządkowania swojego doświadczenia zawodowego. Pracodawcy sięgają po narzędzia wspierające preselekcję, analizę dopasowania kompetencji czy organizację procesów rekrutacyjnych. Jak wynika z badania Gartnera przeprowadzonego wśród 3 290 kandydatów, 39% z nich korzystało z AI podczas aplikowania. Choć takie wsparcie technologiczne nie musi być samo w sobie nieetyczne, prognozy pokazują skalę wyzwania: do 2028 roku nawet 25% CV może być w takim stopniu przeredagowanych przez AI, że będzie można je uznać za fałszywe.

Kandydaci pod presją algorytmu

Sami poszukujący pracy mają jednocześnie świadomość, że AI jest wykorzystywana przez pracodawców. Według Gartnera, ponad połowa kandydatów uważa, że ich aplikacje są oceniane automatycznie, a tylko 26% wierzy, że taka ocena jest sprawiedliwa.

Dodatkowo badania opublikowane przez Proceedings of the National Academy of Sciences (PNAS) wskazują na tzw. „efekt bycia ocenianym przez AI”. Polega on na tym, że uczestnicy procesu rekrutacyjnego zaczynają eksponować cechy i kompetencje, które ich zdaniem są faworyzowane przez algorytmy. W efekcie pracodawcom trudniej podjąć rzetelną decyzję, a kandydatom znaleźć stanowisko dopasowane do ich rzeczywistych predyspozycji.

Potrzeba weryfikacji

Wyraźnie widać, że istnieje przestrzeń do poprawy – zarówno w sposobie, w jaki kandydaci korzystają z nowoczesnych narzędzi, jak i w tym, jak organizacje wdrażają AI oraz komunikują jej rolę. Top Employers Institute zwraca uwagę, że obecne napięcia wokół AI mają wspólne źródło: brak jasno określonych zasad. Problem nie dotyczy jednak wyłącznie etapu aplikowania. Jak pokazują dane S&P Global, średnio 46% projektów AI jest porzucanych pomiędzy fazą pilotażu a pełnym wdrożeniem, a odsetek firm rezygnujących z ponad połowy swoich inicjatyw AI wzrósł rok do roku z 17% do 42%.

Obecnie problemem nie jest to, że firmy wdrażają AI zbyt wolno, lecz że robią to bez refleksji nad efektem, jaki ma ona wywierać na procesy HR i decyzje personalne. Widzimy wiele projektów, które kończą się na etapie pilotażu, bo zabrakło jasnej intencji: po co ta technologia ma być wykorzystywana w rekrutacji i jakie decyzje dotyczące ludzi ma realnie wspierać. Sukces AI nie powinien być definiowany przez tempo wdrożenia, ale przez jakość decyzji HR podejmowanych przez ludzi, przy wsparciu technologii – mówi Katarzyna Konieczna-Michałek, Senior HR Auditor w Top Employers Institute.

W odpowiedzi na te wyzwania raport wprowadza koncepcję „AI with intent”, czyli podejścia opartego na świadomych decyzjach dotyczących tego, gdzie AI realnie wspiera lepsze decyzje, w których momentach niezbędny jest ludzki osąd i jak zapewnić przejrzystość i odpowiedzialność całego procesu.

Jak pokazują dane Top Employers Institute, obecnie niemal połowa pracodawców w Polsce (49%) systematycznie ocenia swoje wdrożenia AI, aby upewnić się, że współpraca człowieka z technologią równoważy potrzeby organizacji z wpływem na pracowników. To powyżej średniej globalnej – gdzie taką weryfikację wdrożyło 40% organizacji. Polskie firmy wyprzedzają też nieco średnią międzynarodową, jeśli chodzi o wdrożenie systemu zasad etycznego wykorzystania sztucznej inteligencji – wprowadziło go 48% przedsiębiorstw, w porównaniu do 45% globalnie.

Celem nie jest wycofanie się z technologii, lecz jej świadome wykorzystywanie. Rekrutacja jest pierwszym poligonem doświadczalnym, ale lekcje, które wyciągamy będą miały o wiele szersze zastosowanie, w różnych obszarach działania HR i całej organizacji, zwłaszcza tam, gdzie AI jest wsparciem w podejmowaniu decyzji – dodaje Katarzyna Konieczna-Michałek, Top Employers Institute.

Pięć trendów kształtujących miejsca pracy w 2026 roku

Dane dotyczące wykorzystania AI w rekrutacji pochodzą z raportu World of Work Trends 2026. Publikacja identyfikuje pięć kluczowych trendów kształtujących środowisko pracy: Purpose in Practice – czyli przechodzenie od deklaracji do realnego osadzania celu organizacji w codziennych decyzjach, AI with Intent – świadome i odpowiedzialne wykorzystywanie sztucznej inteligencji, Structured Flexibility – elastyczność pracy opartą na jasno określonych zasadach, Designing for Productivity – projektowanie pracy wokół zadań o najwyższej wartości oraz The Stability Paradox – równoważenie potrzeby bezpieczeństwa pracowników z koniecznością adaptacji organizacji do zmian. Raport powstał na podstawie analizy zanonimizowanych danych z 2 358 certyfikowanych organizacji na całym świecie, zebranych w ramach badania Top Employers Institute.

Europejski Dzień Ochrony Danych Osobowych – moment na cyfrowy rachunek sumienia

Przypadający na 28 stycznia Europejski Dzień Ochrony Danych Osobowych to dobra okazja, by przypomnieć o znaczeniu szyfrowania w ochronie informacji przed szpiegowaniem i innymi działaniami naruszającymi prywatność. Chociaż od ujawnienia przez Edwarda Snowdena wycieków dotyczących działalności amerykańskiej NSA minęło już niemal 13 lat, debata wokół szyfrowania typu end-to-end wciąż pozostaje aktualna, ostatnio w kontekście sporu wokół inicjatywy Chat Control. Eksperci Sophos ostrzegają, że próby wprowadzania backodoorów oraz polityki „autoryzowanego dostępu” do danych nie zwiększają poziomu bezpieczeństwa, a wręcz mogą go obniżać.

Na czynniki ryzyka związanego z takim podejściem zwraca uwagę Chester Wisniewski, Director, Global Field CISO w Sophos. Podkreśla on na podstawie doświadczeń ostatnich lat, że osłabianie mechanizmów ochrony prywatności prowadzi do skutków odwrotnych od zamierzonych.

Stosowanie backdoorów oraz polityki „autoryzowanego dostępu” nie działa. Widzieliśmy liczne przypadki, w których amerykańskie firmy technologiczne zostały oszukane przez grupy cyberprzestępcze takie jak LAPSUS$ i Scattered Spider, które podszywały się pod organy ścigania, aby uzyskać „legalny dostęp” do danych osobowych ludzi – mówi Chester Wiśniewski.

Ekspert wskazuje jednocześnie, że fundamentem bezpieczeństwa w cyfrowym świecie pozostaje kontrola użytkownika nad własnymi danymi: – Szyfrowanie pozwala nam udostępniać to, co chcemy, kiedy chcemy i komu chcemy. Rozpoczynając od założenia, że to użytkownik sprawuje kontrolę, dajemy mu możliwość bezpiecznego i świadomego dzielenia się danymi za jego zgodą. Dzień Ochrony Danych Osobowych to dobry moment, aby przejrzeć aplikacje, platformy i media społecznościowe, z których korzystamy na co dzień i ocenić, czy są one bezpiecznym wyborem na przyszłość.

W tym kontekście Sophos przedstawia pięć praktycznych wskazówek dla lepszej ochrony danych:

  1. Wybieraj odpowiednie hasła

Warto uporządkować swoje hasła i włączyć uwierzytelnianie dwuskładnikowe. Menedżer haseł ułatwia zmianę starych haseł, zastąpienie ich nowymi i silnymi oraz stosowanie różnych kombinacji dla każdego konta. Chroni on również przed fałszywymi stronami. Jeśli użytkownik trafi na nieprawdziwą, phishingową stronę logowania do banku, menedżer haseł jej nie rozpozna i nie wstawi żadnego hasła. Z kolei w ramach uwierzytelniania dwuskładnikowego zazwyczaj wykorzystywane są jednorazowe kody wysyłane na telefon w wiadomości SMS lub generowane za pomocą aplikacji. Użytkownikowi ta dodatkowa czynność nie zabiera wiele czasu, ale dla przestępców stanowi ogromne utrudnienie.

  1. Przejrzyj ustawienia prywatności

Większość systemów operacyjnych, aplikacji i kont online pozwala użytkownikowi zdecydować, ile informacji chce udostępniać, kiedy i w jaki sposób. Przy okazji Dnia Ochrony Danych Osobowych warto zadać sobie pytania, czy każda aplikacja w telefonie rzeczywiście powinna mieć dostęp do lokalizacji? Czy istnieje potrzeba, aby pozostawać zalogowanym na swojej ulubionej stronie internetowej przez wiele tygodni? Czy aplikacje powinny mieć prawo publikowania treści w mediach społecznościowych w imieniu właściciela konta?

Nie istnieje jedna uniwersalna zasada w tym zakresie, ponieważ każda aplikacja i strona zawiera własny zestaw opcji i ich nazw oraz inne menu konfiguracji, w którym można dostosować ustawienia. Dlatego warto, aby użytkownicy samodzielnie poświęcili chwilę na odnalezienie odpowiednich ustawień i świadomie zdecydowali, które z nich chcą zmienić.

  1. Nie udostępniaj wizerunków i danych innych osób bez ich zgody

Media społecznościowe mogą być świetną zabawą i właśnie po to zostały stworzone. Nie należy w nich jednak dzielić się każdą informacją, a tym bardziej udostępniać treści o innych osobach bez ich zgody. Warto wyrobić w sobie nawyk, aby zawsze prosić o pozwolenie, niezależnie od tego, jak mało istotne może się to wydawać. Dzięki temu użytkownik pokazuje również, jak sam chciałby być traktowany przez znajomych. Ponadto, publikowane treści mogą przypadkowo dostarczać cyberprzestępcom informacji, które nie powinny być jawne, jak miejsce zamieszkania, data urodzin czy fakt, że ktoś spędza czas poza domem, który stoi wtedy pusty. Informacje tego rodzaju mają dla przestępców realną wartość.

  1. Zachowaj szczególną ostrożność w pracy

W kontekście pracy warto zachować szczególną uważność na to, jakimi danymi się dzielimy. Wycieki danych firmowych, a zwłaszcza informacji powierzonych przez klientów i takich, które zgodnie z prawem muszą być chronione, mogą mieć niezwykle poważne konsekwencje. Nierozważne obchodzenie się z zasobami firmowymi może mieć wpływ bezpośrednio na sytuację pracownika: od odpowiedzialności dyscyplinarnej po realne zagrożenie dla jego miejsca pracy.

  1. Znaj swoje granice prywatności

Każdy użytkownik powinien samodzielnie określić wartość swoich danych osobowych: ile jest gotów udostępnić i co otrzymuje w zamian. Jeśli firma lub strona internetowa prosi o więcej informacji, niż faktycznie potrzebuje, nie należy temu ulegać. Na przykład wypożyczalnia samochodów ma uzasadnione powody, by poprosić o potwierdzenie adresu przed przekazaniem kluczyków do pojazdu wartego 100 tys. złotych. Jednak, jeśli portal informacyjny lub hotspot w kawiarni domaga się podania adresu zamieszkania albo daty urodzenia, warto się zastanowić, do jakich celów miałyby te dane posłużyć i dlaczego w ogóle należy je udostępniać.

AI zmienia zasady gry w bankowości, w stawce niemal 300 mld USD

Sektor bankowy wkracza w erę, w której technologia decyduje o przetrwaniu. Raport Accenture „Top Banking Trends for 2026” szacuje, że ponad 70 proc. klientów byłoby skłonnych do korzystania z inteligentnych asystentów AI w ramach aplikacji mobilnej banku ich pierwszego wyboru. Jednocześnie 2/3 klientów jest otwartych na zarządzanie swoimi finansami poprzez korzystanie z asystentów AI poza aplikacją bankową, co może osłabić ich lojalność wobec banków. Accenture szacuje, że wdrożenie AI w 200 największych bankach świata w ciągu trzech lat może przynieść łączne korzyści rzędu 289 mld USD, zarówno dzięki wzrostowi przychodów, jak i obniżeniu kosztów operacyjnych.

Raport został opracowany na podstawie badań ilościowych przeprowadzonych wśród klientów, jak i kadry kierownicznej banków oraz wniosków z setek rozmów z prezesami, członkami rad nadzorczych i zarządów banków. Wnioski są jednoznaczne: dzięki sztucznej inteligencji branża wkracza w erę „bankowości bez barier” i już dziś może zwiększać skalę działalności i produktywność bez proporcjonalnego wzrostu kosztów operacyjnych. Warunek jest jeden: zmiany technologiczne muszą zostać wsparte przebudową modeli decyzyjnych, infrastruktury i organizacji pracy. Brak reakcji na te zmiany oznacza dla banków realne ryzyko utraty konkurencyjności.

Autorzy podkreślają, że mimo skali zmian fundamenty bankowości, czyli zaufanie, bezpieczeństwo i relacje z klientami pozostaną niezmienne. Przewagę konkurencyjną w nadchodzących latach zbudują jednak te instytucje, które wykorzystają AI nie tylko do redukcji kosztów, lecz przede wszystkim do wzrostu przychodów, lepszego zarządzania ryzykiem oraz tworzenia bardziej produktywnych i atrakcyjnych ról dla pracowników.

Cyfrowy pieniądz rewolucjonizuje branżę

Jednym z najsilniejszych trendów opisanych w raporcie jest zmiana charakteru pieniądza i płatności. Stablecoiny, waluty cyfrowe banków centralnych oraz tokenizowane depozyty przechodzą z etapu pilotaży do realnego wykorzystania na dużą skalę. Analiza obejmująca okres od listopada 2024 do października 2025 roku pokazuje, że skorygowany roczny wolumen transakcji stablecoinami powiązanych bezpośrednio z płatnościami sięgnął 10,7 bln USD. To poziom odpowiadający 81 proc. wolumenu płatności realizowanych przez Visa oraz ponad sześciokrotności wolumenu PayPal.

Według prognoz Accenture, do 2030 roku nawet 13 bln USD wartości transakcji międzynarodowych B2B realizowanych przez największe przedsiębiorstwa może zostać przeniesione do alternatywnych metod płatności, narażając banki na utratę około 13 mld USD przychodów z opłat transakcyjnych. Jednocześnie przeważająca większość (87 proc.) instytucji finansowych analizuje dziś wykorzystanie tokenizacji, która ma przyczynić się do poprawy płynności i efektywności rozliczeń. W praktyce jednak 76 proc. z nich musi znacząco przyspieszyć modernizację kluczowych systemów i architektury rozliczeniowej, aby w pełni umożliwić funkcjonowanie rozwiązań określanych mianem „inteligentnego pieniądza”.

Przez lata banki funkcjonowały w przekonaniu, że pieniądz jest „ich” z definicji, bo depozyt leży na rachunku, a klient przychodzi do oddziału albo korzysta z aplikacji. Dziś pieniądz porusza się szybciej niż instytucje, które go obsługują. Stablecoiny czy tokenizacja nie są problemem technologicznym, lecz organizacyjnym i decyzyjnym. W wielu bankach ambicje biznesowe wyprzedzają gotowość infrastruktury o kilka lat, co oznacza, że realna konkurencja już trwa, tylko jeszcze nie zawsze widać ją w wynikach – mówi Dominika Bosek-Rak, Liderka badań nad płatnościami w Europie w Accenture, członkini zespołu tworzącego raport „Top Banking Trends for 2026”.

Decyzje bliżej algorytmów

Zmiany w infrastrukturze pieniądza idą w parze z transformacją doświadczenia klienta. Bankowość coraz częściej przenosi się do konwersacyjnych interfejsów opartych na AI, które stają się nowym pierwszym punktem kontaktu z instytucją finansową. Ponad 70 proc. klientów deklaruje chęć skorzystania z inteligentnych asystentów AI, jeśli takie zostaną zaoferowane przez ich bank pierwszego wyboru.

Jednocześnie 35 proc. klientów jest już gotowych pozwolić sztucznej inteligencji na samodzielne podejmowanie decyzji zakupowych w ich imieniu. To znacząco zwiększa ryzyko osłabienia bezpośredniej relacji bank-klient, zwłaszcza jeśli instytucje finansowe nie będą w stanie osadzić swoich usług w ekosystemach, w których decyzje podejmowane są automatycznie i w czasie rzeczywistym.

Presja konkurencyjna coraz wyraźniej dotyczy również bilansów banków. Fintechy, emitenci stablecoinów oraz niebankowi pożyczkodawcy konkurują dziś z bankami o pozycje bilansowe o łącznej wartości przekraczającej 200 bln USD. Analizy Accenture pokazują, że 53 proc. klientów detalicznych nie zna oprocentowania swoich oszczędności. W połączeniu z asystentami AI automatycznie wyszukującymi lepsze oferty depozytowe może to prowadzić do zwiększonej presji na marże odsetkowe i dalszej erozji lojalności klientów.

Raport wskazuje również na głęboką zmianę sposobu organizacji pracy w bankach. Agentowa AI umożliwia pracownikom koordynowanie zespołów cyfrowych współpracowników i osiąganie wykładniczych efektów biznesowych. To prowadzi do sytuacji, w której produktywność pojedynczego pracownika może wzrosnąć nawet kilkukrotnie. Autorzy wyraźnie podkreślają, że sztuczna inteligencja będzie przede wszystkim katalizatorem efektywności, a nie prostym substytutem zatrudnienia. Podobnie postrzega to kadra kierownicza banków – zaledwie 6 proc. liderów IT w sektorze bankowym deklaruje plany redukcji tradycyjnych ról. Oznacza to przesunięcie akcentu z redukcji etatów na przebudowę kompetencji, odpowiedzialności i modeli decyzyjnych.

Największym nieporozumieniem wokół AI w bankowości jest przekonanie, że jej głównym efektem będą zwolnienia. Problemem nie jest nadmiar ludzi, tylko niedobór kompetencji i zdolności decyzyjnych. AI nie eliminuje pracy, ona obnaża procesy utrzymywane latami siłą przyzwyczajenia. Banki, które traktują sztuczną inteligencję wyłącznie jako narzędzie do cięcia kosztów, szybko odkryją, że oszczędzają tam, gdzie akurat powstaje nowa wartość – ostrzega Dariusz Orynek, Manager w Accenture. – Dlatego kluczowe staje się przejście w stronę humanokracji: organizacji, w której technologia wzmacnia sprawczość ludzi, a decyzje zapadają bliżej klienta i problemu, a nie w cieniu wielopiętrowych procedur. Jeśli AI ma realnie podnosić produktywność, bank musi uprościć zasady gry, skrócić ścieżki akceptacji i oddać więcej odpowiedzialności zespołom. Automatyzacja bez zaufania i autonomii jedynie przyspiesza biurokrację – dodaje lider zespołu analitycznego tworzącego raport „Top Banking Trends for 2026”.

Skala potencjalnych korzyści ekonomicznych jest znacząca. Jak wskazują analizy Accenture, skuteczne wdrożenie generatywnej AI w 200 największych bankach świata w ciągu najbliższych trzech lat może przynieść łączne korzyści rzędu 289 mld USD, wynikające ze wzrostu przychodów o około 5 proc. oraz ograniczenia kosztów operacyjnych o 8 proc.

Uwolnienie potencjału

Jednym z najbardziej kosztownych obciążeń sektora bankowego pozostaje obsługa przestarzałych systemów informatycznych. Obecnie około 70 proc. budżetów IT banków przeznaczanych jest na bieżące utrzymanie istniejących rozwiązań oraz spełnianie wymogów regulacyjnych. W ostatnich dwóch dekadach koszty technologii w sektorze rosły średnio czterokrotnie szybciej niż przychody, a od 2017 roku koszty oprogramowania zwiększają się w tempie około 8 proc. rocznie. Generatywna AI po raz pierwszy umożliwia modernizację kluczowych systemów w tempie i skali odpowiadającej skali problemu, przy jednoczesnym uwolnieniu potencjału zespołów technologicznych.

Fed + Big Tech + Trump: kumulacja wydarzeń może rozbujać kurs dolara i Nasdaq

Dzisiejszy wieczór może przynieść wyjątkowo wysoką zmienność na rynkach finansowych, ponieważ kumulują się czynniki o dużej wadze: decyzja Rezerwy Federalnej, publikacje wyników Tesli, Microsoftu i Mety oraz ostatnie wypowiedzi prezydenta USA Donalda Trumpa dotyczące kursu dolara. Ich łączny efekt może istotnie wpłynąć zarówno na notowania indeksu Nasdaq 100, jak i na dalsze zachowanie amerykańskiej waluty. Komentarze prezydenta Trumpa, w których bagatelizował on gwałtowne osłabienie dolara, zostały przez rynek odebrane jako ciche przyzwolenie na słabszą walutę. W efekcie indeks dolara zszedł do najniższych poziomów od niemal czterech lat. Euro, funt oraz frank szwajcarski wyraźnie umocniły się wobec waluty USA, a ceny złota osiągnęły nowe historyczne rekordy.

W tym kontekście kluczowa będzie dzisiejsza decyzja Fedu, od której powszechnie oczekuje się utrzymania stóp procentowych w przedziale 3.5–3.75%. Znacznie większe znaczenie niż sama decyzja będzie miał jednak ton konferencji prasowej prezesa Jerome’a Powella. Jeżeli podkreśli on brak pośpiechu w dalszym luzowaniu polityki pieniężnej z uwagi na inflację wciąż wyraźnie powyżej celu 2%, może to chwilowo ustabilizować dolara i ostudzić euforię na Nasdaq 100, który obecnie zbliża się do październikowych rekordów. Z kolei sygnały otwartości na kolejną obniżkę stóp jeszcze w tym roku, zgodnie z grudniową medianą projekcji, mogłyby wzmocnić narrację o słabszym dolarze i wesprzeć wyceny spółek.

Dodatkowym źródłem impulsów będą wyniki największych spółek technologicznych. Tesla kończy rok fiskalny 2025 w trudnym otoczeniu rynkowym. Oczekiwany spadek przychodów rok do roku oraz nasilająca się presja konkurencyjna ze strony Chin mogą ciążyć notowaniom spółki w krótkim terminie, zwłaszcza jeśli prognozy na 2026 rok okażą się ostrożne. Z drugiej strony inwestorzy mogą skupić się na potencjale średnioterminowym, wynikającym z rozwoju tańszych modeli, segmentu energetycznego, a także projektów związanych ze sztuczną inteligencją i autonomią, co mogłoby ograniczyć skalę ewentualnej negatywnej reakcji rynku. Wyniki Microsoftu i Meta Platforms będą natomiast testem dla narracji o utrzymującym się silnym popycie na rozwiązania oparte na AI, która w ostatnich kwartałach stanowiła główne paliwo wzrostów indeksu Nasdaq 100.

Kumulacja tych wydarzeń sprawia, że rynek znajduje się obecnie w punkcie równowagi pomiędzy dwoma scenariuszami. Z jednej strony słabszy dolar, gołębi wydźwięk Fedu oraz solidne wyniki spółek technologicznych mogłyby wywołać kolejną falę wzrostów na Nasdaq 100. Z drugiej strony jastrzębi ton Powella lub rozczarowujące prognozy największych spółek mogą zaowocować gwałtowną korektą i umocnieniem dolara. W rezultacie pod koniec dnia inwestorzy powinni liczyć się z podwyższoną zmiennością zarówno na rynku akcji, jak i na rynku walutowym.

MAZOP Group S.A. zwiększa backlog zamówień na 2026 r. o ponad 52 proc.

MAZOP Group S.A., polski producent opakowań dla e-commerce, przemysłu i branży motoryzacyjnej, osiągnął portfel zamówień (backlog) zakontraktowanych na 31 grudnia 2025 r. na poziomie 5,77 mln zł. Oznacza to wzrost o ponad 52% w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. Ponadto spółka planuje w tym roku zwiększyć swoją obecność na rynkach węgierskim i rumuńskim oraz rozwija linię opakowań membranowych Fixbox.

Wzrost portfela zamówień to bezpośredni efekt utrzymującej się wysokiej aktywności sprzedażowej na kluczowych rynkach zagranicznych, przede wszystkim w Niemczech, Holandii i krajach skandynawskich, które pozostają dla nas głównymi kierunkami eksportu. Jednocześnie budujemy coraz silniejsze relacje z dużymi klientami, co przekłada się na większe i bardziej przewidywalne wolumeny zamówień. Mamy konkretne plany dalszej ekspansji na kolejne rynki, ale nie zapominamy również o Polsce, gdzie wciąż widzimy istotny potencjał wzrostu sprzedaży – mówi Krzysztof Rusin, prezes MAZOP Group S.A.

Produkty MAZOP Group dostarczane są obecnie do klientów w 24 krajach. Spółka przygotowuje się do wzrostu sprzedaży na Węgrzech i w Rumunii, jako perspektywicznych rynkach rozwoju. W ramach przygotowań spółka uruchamia dedykowane wersje strony internetowej w języku węgierskim i rumuńskim oraz rozpoczyna współpracę z lokalnymi przedstawicielami handlowymi, których zadaniem będzie pozyskiwanie klientów i rozwój sprzedaży na tych rynkach.

Istotnym elementem strategii produktowej, oprócz opakowań dla e-commerce, pozostaje dalszy rozwój segmentu opakowań ochronnych, w szczególności linii Fixbox.  W 2025 roku sprzedaż produktów z tej kategorii wzrosła o 36%, a spółka zakłada dalszą dynamiczną ekspansję tego segmentu w 2026 roku.

– W pierwszym kwartale tego roku instalujemy nową maszynę do produkcji opakowań membranowych Fixbox. Inwestycja pozwoli na produkcję większych opakowań, które do tej pory nie były możliwe do realizacji. To konsekwencja strategii rozwoju tego konkretnie produktu, którego portfel zamówień z roku na rok dynamicznie wzrasta, jak również założenia poszerzania kategorii opakowań ochronnych. Jesteśmy również w trakcie przygotowywania inwestycji automatyzacji transportu wewnętrznego, która znacząco obniży koszt związany z przewożeniem gotowych wyrobów po hali produkcyjnej. Zakładamy zakończenie inwestycji w drugim kwartale tego roku. – dodaje Krzysztof Rusin, prezes MAZOP Group S.A.

W 2026 roku MAZOP Group planuje kontynuować wzrost przychodów w tempie co najmniej zbliżonym do 2025 roku, co przy lepszym rozłożeniu kosztów stałych, powinno przełożyć się na dalszą poprawę wyników finansowych. Spółka koncentruje się na poprawie efektywności operacyjnej poprzez optymalizację procesów, a nie poprzez kosztowne inwestycje w nowy park maszynowy.

Podejrzenie zmowy cenowej na rynku IT. AB, Action, GT Group Tomaszek i Beko pod lupą UOKiK

0

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął postępowanie wyjaśniające dotyczące podejrzeń porozumień ograniczających konkurencję przy sprzedaży sprzętu elektronicznego w Polsce. UOKiK analizuje, czy konsumenci mogli przepłacać za popularne produkty z segmentów IT, RTV i AGD, a ewentualna zmowa mogła obejmować sprzęt wielu marek.

Do Urzędu napłynęły sygnały wskazujące na możliwość zawarcia niedozwolonych uzgodnień rynkowych dotyczących sprzedaży m.in. komputerów, laptopów, telewizorów, pralek, lodówek, kuchenek, odkurzaczy czy suszarek do włosów. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreślił, że sprawa może mieć szeroki zakres, a Urząd prowadzi analizę materiału dowodowego.

– Sprawa może mieć bardzo szeroki zakres, obejmując urządzenia wielu marek. Analizujemy obszerny materiał dowodowy zebrany w trakcie przeszukań – mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

W ramach działań dowodowych UOKiK zlecił przeszukania, które – za zgodą sądu i w asyście policji – odbyły się w siedzibach trzech największych hurtowych dystrybutorów sprzętu AGD, RTV i IT w Polsce: AB, Action oraz GT Group Tomaszek. Przeszukania objęły również jednego z producentów – firmę Beko.

Z ustaleń Urzędu wynika, że podejrzewane porozumienia mogły obejmować przedsiębiorców na różnych szczeblach obrotu: producentów i importerów, dystrybutorów hurtowych, a także sprzedawców detalicznych – w tym duże elektromarkety i sklepy internetowe. Oznacza to, że analizowany mechanizm (jeśli rzeczywiście miał miejsce) mógł dotyczyć nie tylko pojedynczego kanału sprzedaży, lecz całego łańcucha dystrybucji.

UOKiK zaznacza, że postępowanie wyjaśniające prowadzone jest „w sprawie”, a nie przeciwko konkretnym przedsiębiorcom. Na tym etapie celem jest weryfikacja sygnałów oraz ocena zebranych materiałów. Jeżeli analiza potwierdzi podejrzenia, Prezes Urzędu może wszcząć postępowanie antymonopolowe i postawić zarzuty konkretnym podmiotom.

Za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję grozi kara finansowa do 10 proc. obrotu przedsiębiorcy. Dodatkowo menedżerom odpowiedzialnym za zawarcie zmowy może grozić kara do 2 mln zł.

Oferta IBEX zakończona: Pepco nabywa akcje własne, IBEX schodzi do 63,5%

Pepco Group N.V. potwierdziła udział w sprzedaży akcji przeprowadzonej przez IBEX Group, o której spółka informowała w komunikacie z 27 stycznia 2026 r. Transakcja („Oferta”) objęła łącznie około 49 mln akcji zwykłych w kapitale Pepco Group.

W ramach Oferty Pepco Group odkupiła około 7,6 mln akcji po cenie 27,75 PLN za akcję. Łączna wartość zakupu wyniosła 50 mln euro, a finansowanie zostanie pokryte z własnych rezerw gotówkowych spółki. Nabyte walory mają zostać utrzymane na rachunku Pepco Group jako akcje własne.

Po zakończeniu zakupu łączna liczba wyemitowanych akcji Pepco Group ma wynieść 577 451 935. Na tę liczbę składa się 553 766 008 akcji w wolnym obrocie oraz 23 685 927 akcji utrzymywanych na rachunku spółki. Po Ofercie udział IBEX Group w Pepco Group ma wynosić 366 461 005 akcji, co odpowiada 63,5% kapitału zakładowego.

Spółka wskazuje, że decyzja o udziale w Ofercie ma odzwierciedlać jej podejście do budowania wartości dla akcjonariuszy oraz zaufanie do długoterminowego potencjału wyników Pepco Group. Jednocześnie transakcja zwiększa free float akcji Pepco Group notowanych na GPW w Warszawie (PCO.WA) – z 25% do 32% akcji w wolnym obrocie – przy zachowaniu IBEX jako kluczowego akcjonariusza.

Pepco Group podkreśla również, że zakup w ramach Oferty wpisuje się w szerszy kontekst działań kapitałowych. Dzisiejsza transakcja stanowi element programu skupu akcji własnych o łącznej wartości do 200 mln euro, ogłoszonego podczas Capital Markets Day w marcu 2025 r. Do tej pory spółka nabyła akcje własne o wartości około 97 mln euro, a niedawno potwierdziła zamiar uruchomienia trzeciego etapu programu skupu akcji o wartości do 50 mln euro w trakcie roku obrotowego 2026. Jednocześnie spółka zaznacza, że udział w Ofercie IBEX Group jest realizowany niezależnie od tego trzeciego etapu.

Faktoring wraca do dwucyfrowego wzrostu. Obroty branży +10,4% w 2025 r.

Rynek faktoringu w Polsce powrócił do dwucyfrowego wzrostu obrotów. Rozwój branży w 2025 r. przyspieszył. Krajowe firmy faktoringowe, zrzeszone w Polskim Związku Faktorów, wykupiły w ciągu ostatnich 12 miesięcy wierzytelności na łączną kwotę blisko 520 mld zł. Oznacza to wzrost obrotów branży o 10,4 proc. Członkowie PZF udzielili finansowania ponad 33 tys. przedsiębiorstw (o 23 proc. więcej niż rok wcześniej), które przedstawiły do wykupu 31,5 mln faktur (o 10 proc. więcej niż przed rokiem).

Polski Związek Faktorów (PZF) skupia obecnie większość podmiotów świadczących usługi faktoringowe w Polsce. Należą do niego 4 banki komercyjne, 21 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania, a także 6 podmiotów o statusie partnera.

– PZF wchodzi w jubileuszowy rok 25-lecia swojej działalności. Jesteśmy dojrzałą, silną i profesjonalną organizacją samorządu branżowego. Zaczynaliśmy w 2001 r. jako Konferencja Instytucji Faktoringowych, by po pięciu latach przekształcić się w PZF. Za nami 25 lat bardzo intensywnego rozwoju branży i standardów jej funkcjonowania. Dzięki nim faktorzy mogli zbudować pozycję rynkową, zdobyć zaufanie przedsiębiorców i stać się ważnym partnerem dla swoich klientów. Dziś PZF to nie tylko reprezentacja środowiska, ale też istotny głos w debacie o finansowaniu polskich firm.

Jubileuszowy rok zaczynamy od znakomitych wyników za 2025 r., który był dla branży okresem wyraźnego przyspieszenia. Obroty faktoringu wzrosły o ponad 10 proc., a łączna wartość przejętych wierzytelności sięgnęła blisko 520 mld zł. To pokazuje skalę i tempo rozwoju naszego rynku. Przedsiębiorcy coraz wyraźniej dostrzegają największe atuty faktoringu: szybki dostęp do środków, elastyczność i realne wsparcie płynności finansowej. Nasza oferta to narzędzie, które pozwala bezpiecznie rozwijać biznes, ograniczać ryzyko zatorów płatniczych i lepiej planować działalność. Coraz częściej jest traktowana nie jako rozwiązanie doraźne, ale jako stały element zarządzania finansami firmy. Efektem jest rosnące zainteresowanie tą formą finansowania –

– mówi Konrad Klimek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF.

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 33,2 tys. przedsiębiorstw. Przekazały one do sfinansowania 31,5 mln faktur o łącznej wartości 520 mld zł.

– Wszystko wskazuje na to, że bieżący rok może przynieść kontynuację dynamicznego rozwoju polskiego faktoringu. Prognozy dla polskiej gospodarki na 2026 r. zakładają stabilny wzrost, wspierany przez konsumpcję i stopniowy wzrost inwestycji. Oczekiwane jest także dalsze hamowanie inflacji oraz większa przewidywalność warunków finansowych. To sprzyja aktywności przedsiębiorców i zwiększa zapotrzebowanie na elastyczne formy finansowania.

Jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że będzie to rok istotnych wyzwań. Kluczowymi są: zwiększenie bezpieczeństwa przepływu danych w procesie finansowania firm oraz adaptacja do nowego standardu fakturowania, opartego na Krajowym Systemie e-Faktur. W odpowiedzi na pierwsze z tych wyzwań, branże faktoringu i bankowości – pod auspicjami Polskiego Związku Faktorów oraz Związku Banków Polskich – wspólnie zbudowały i rozwijają System Wymiany Informacji Firm Faktoringowych. Umożliwi on wymianę informacji o transakcjach budzących wątpliwości, co znacząco ograniczy ryzyko związane z nadużyciami. W odniesieniu do drugiego ze wspomnianych wyzwań, jesteśmy jako branża w pełni przygotowani do współpracy z Klientami, zgodnie z wymogami KSeF –

– mówi Konrad Klimek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF.

Ukraińcy na polskim rynku pracy w 2026 roku. Nowe realia legalizacji pracy cudzoziemców

Rok 2026 zapowiada się jako moment porządkowania zasad zatrudniania obywateli Ukrainy oraz dalszego zaostrzania warunków legalizacji pracy cudzoziemców w Polsce. Choć Ukraińcy pozostają największą grupą pracowników zagranicznych i filarem wielu branż, ich zatrudnianie coraz wyraźniej przechodzi z trybu nadzwyczajnego w systemowy, z istotnymi konsekwencjami dla pracodawców. Jak wskazują eksperci Job Impulse, specjalizującej się w zatrudnianiu i legalizacji pracy cudzoziemców, firmy wchodzą w okres, w którym kluczowe znaczenie ma nie tylko dostępność pracowników, ale także koszt, stabilność i poprawność formalna całego procesu.

Wygaszanie specustawy, ale nie wygaszanie zatrudnienia

Przyjęcie przez Radę Ministrów projektu ustawy wygaszającej rozwiązania specustawy regulującej pobyt i pracę obywateli Ukrainy formalizuje proces, który dotychczas funkcjonował głównie w zapowiedziach. Projekt ustawy zakłada utrzymanie ochrony czasowej – zgodnie z decyzjami na poziomie unijnym – do marca 2027 roku, co wyznacza realny horyzont czasowy dla planowania zatrudnienia.

Równolegle część rozwiązań znanych ze specustawy ma zostać przeniesiona do ustawy o zatrudnianiu cudzoziemców, nowelizowanej w 2025 roku. Dotyczy to m.in. powiadomień o powierzeniu pracy obywatelom Ukrainy. Zgodnie z projektem ustawy wygaszającej rozwiązania specustawy, mechanizm ten ma zostać utrzymany w okresie przejściowym – co najmniej przez kolejne trzy lata – jako jedna z podstaw legalnego zatrudniania obywateli Ukrainy.

Z perspektywy rynku pracy nie mamy do czynienia z nagłym „zamknięciem drzwi”. Raczej z procesem porządkowania rozwiązań, które przez kilka lat funkcjonowały w trybie wyjątkowym. To zmienia sposób myślenia firm – z reaktywnego na bardziej planistyczny. To moment przejścia z elastycznych, interwencyjnych rozwiązań do bardziej sformalizowanego modelu. Firmy muszą liczyć się z tym, że legalizacja pracy – także w przypadku obywateli Ukrainy – będzie wymagała większej uwagi organizacyjnej i wiązała się z większą odpowiedzialnością po stronie pracodawców – podkreśla Łukasz Koszczoł, Prezes Job Impulse.

Rosnące koszty legalizacji pracy

Zmiany dotyczące obywateli Ukrainy zbiegają się z istotnym wzrostem kosztów legalizacji pracy cudzoziemców, który obowiązuje od 1 grudnia. Podwyżki obejmują większość najczęściej wykorzystywanych przez pracodawców trybów zatrudnienia:

  • oświadczenie o powierzeniu pracy – wzrost opłaty z 100 zł do 400 zł,
  • zezwolenie na pracę do 3 miesięcy – z 50 zł do 200 zł,
  • zezwolenie na pracę powyżej 3 miesięcy – z 100 zł do 400 zł,
  • zezwolenie przy delegowaniu – z 200 zł do 800 zł.

Co istotne, opłaty te mają charakter bezzwrotny, co oznacza, że każda pomyłka formalna, zmiana planów rekrutacyjnych lub rezygnacja kandydata generuje realne straty finansowe po stronie pracodawcy.

W praktyce obserwujemy, że legalizacja pracy przestaje być kosztem marginalnym i wyłącznie obowiązkiem administracyjnym. Dla firm zatrudniających większą liczbę cudzoziemców to pozycja, którą trzeba dziś uwzględniać w budżetach i planach operacyjnych. Jednocześnie znacząco spada tolerancja na błędy formalne – zaznacza Łukasz Koszczoł.

Nowe statusy pobytowe i ich znaczenie dla zatrudnienia

Zmiany dotyczą również sposobu potwierdzania legalności pobytu obywateli Ukrainy. Pojawiają się nieoficjalne informacje o możliwym wygaszaniu PESEL UKR jako kluczowego identyfikatora pobytowego i wzmacnianiu roli aplikacji DIIA PL jako narzędzia potwierdzającego status pobytowy. Na obecnym etapie brak jest jednak jednoznacznych, wiążących rozstrzygnięć w tym zakresie. Dla pracodawców oznacza to konieczność bieżącej weryfikacji statusów pracowników, a także zachowania szczególnej ostrożności w zarządzaniu dokumentacją kadrową.

Istotnym elementem nowego porządku ma być również karta pobytu CUKR, która ma zapewniać obywatelom Ukrainy bardziej stabilny, czasowy status pobytowy. Zgodnie z zapowiedziami, karta ma być wydawana na okres trzech lat, a jej uzyskanie będzie wiązało się z anulowaniem statusu UKR.

Jednocześnie należy podkreślić, że sytuacja prawna pozostaje dynamiczna, a ostateczne brzmienie przepisów może jeszcze ulec zmianie w toku dalszych prac legislacyjnych. Zgodnie z aktualnymi zapowiedziami możliwe jest jednak utrzymanie uproszczonej ścieżki zatrudniania obywateli Ukrainy – w oparciu o mechanizm powiadomienia – w ramach okresu przejściowego. Rozwiązanie to może w praktyce ograniczyć skalę zmian organizacyjnych po stronie pracodawców, choć będzie wymagało bieżącego monitorowania regulacji i dostosowywania procedur do ich ostatecznego kształtu.

Ukraina na tle innych kierunków rekrutacji

Warto podkreślić, że zmiany dotyczące Ukraińców zachodzą w momencie, gdy rekrutacja pracowników z innych krajów pozaunijnych staje się coraz trudniejsza. Skomplikowane procedury wizowe czy ograniczona dostępność terminów sprawiają, że pozyskanie pracowników z odległych rynków jest co raz trudniejsze.

Rok 2026 nie będzie rewolucją, lecz testem dojrzałości firm w podejściu do zatrudniania cudzoziemców. Ukraińcy pozostaną jednym z kluczowych filarów polskiego rynku pracy, jednak będą funkcjonować w coraz bardziej sformalizowanym otoczeniu prawnym. W tych warunkach przewagę zyskają organizacje, które już dziś uwzględnią zmiany legislacyjne, koszty i ryzyka w swoich strategiach kadrowych – komentuje Łukasz Koszczoł, Prezes Job Impulse.

Wiele wskazuje na brak zmian stóp w USA – rynek może zobaczyć umiarkowane umocnienie dolara

Powszechnie oczekuje się, że Rezerwa Federalna utrzyma w środę stopę procentową na niezmienionym poziomie. Ostatnie wiadomości gospodarcze sugerują, że na kolejną ich obniżkę przyjdzie nam trochę zaczekać.

Kluczowe punkty:

  • Fed powinien utrzymać wysokość stóp procentowych.
  • Liczba zwolnień jest ograniczona mimo ochłodzenia na rynku pracy.
  • Inflacja ma wzrosnąć przez wpływ ceł.
  • Nie będzie nowego dot plotu ani projekcji makroekonomicznych.
  • Powell powinien podkreślić brak pośpiechu do dalszych cięć.
  • Kolejna obniżka jest wyceniana w pełni dopiero na lipiec.

Choć retoryka towarzysząca grudniowej obniżce stóp procentowych FOMC nie była tak jastrzębia, jak oczekiwały rynki, prezes Jerome Powell właściwie potwierdził, że bank nie zamierza dokonywać w styczniu większych zmian. Coraz wyraźniejszy jest również pogłębiający się w Komitecie podział między jastrzębiami i gołębiami – spośród 19 członków FOMC siedmioro opowiedziało się za brakiem zmian stóp procentowych w 2026 r., zaś ośmioro za co najmniej dwoma ich obniżkami.

Dane od czasu ostatniego posiedzenia być może nie są wystarczające, by przechylić szalę w którąś stronę, sugerują jednak, że prędkie rozluźnianie polityki monetarnej nie jest do końca uzasadnione. Rynek pracy wciąż pozostaje w stanie „low fire, low hire”, czyli niskiej liczby zarówno zwolnień i zatrudnień, przyrost miejsc pracy jest niski, a oficjalne dane i cotygodniowe nowe wnioski o zasiłek nie wskazują na wzrost bezrobocia. Gospodarka rośnie w solidnym tempie – pierwsza rewizja dynamiki PKB w III kwartale wskazuje na wzrost o ponad 4% w ujęciu zannualizowanym.Wykres 1: Dynamika PKB w USA w ujęciu zanualizowanym (2022 – 2025)

Wskaźniki inflacji w ostatnich miesiącach w dużej mierze rozmijały się z szacunkami. Co istotne, jak dotąd nie dostrzegamy wyraźnych oznak wpływu ceł na dynamikę cen – wydaje się, że firmy wciąż przyjmują w większości na siebie wyższe koszty. Nie spodziewamy się jednak utrzymania takiego stanu – warto zaznaczyć, że ostatnie niskie odczyty są po części wynikiem zamknięcia rządu. Fed oczekuje, że bazowa inflacja PCE – preferowana przez niego miara dynamiki cen konsumenckich – będzie w 2026 r. zdecydowanie przekraczać 2-proc. cel i wyniesie średnio 2,5%.

Wykres 2: Inflacja PCE w USA (2017 – 2025)Nie poznamy nowych projekcji ekonomicznych ani dot plotu, uwaga skupi się więc na szczegółach oświadczenia i konferencji prasowej prezesa Powella. Fed bez wątpienia powtórzy, że jest uważny na ryzyka dla obu swoich celów – promowania zatrudnienia i utrzymania inflacji na stabilnym poziomie. Powell będzie zapewne mówić o ostatnim ochłodzeniu na rynku pracy i wciąż podwyższonej inflacji, spodziewamy się także stwierdzenia, że ryzyka inflacyjne wciąż pozostają wysokie.

W kontekście ścieżki stóp procentowych nie sądzimy, że Fed uzna za potrzebne zasygnalizowanie czegoś innego niż ostrożnego podejścia do dalszych cięć. Spodziewamy się, że po serii trzech obniżek z rzędu Powell zasugeruje brak pośpiechu Komitetu. Powinien również podkreślić zależność terminu kolejnego cięcia od danych. Za jastrzębiością Fedu przemawiają również większe obawy dotyczące jego autonomii i rosnący wpływ prezydenta Donalda Trumpa na amerykańskie stopy procentowe. Taka postawa mogłaby wzmocnić jego wiarygodność i obiektywność.

Poza samymi komunikatami przyjrzymy się również rozkładowi głosów członków FOMC. Spodziewamy się, że po raz kolejny decyzja nie będzie jednomyślna. Gołębi Stephen Miran zapewne opowie się ponownie za obniżeniem stopy procentowej – od czasu dołączenia do Komitetu we wrześniu na każdym posiedzeniu głosuje za cięciem o 50 pb., nie bylibyśmy jednak zaskoczeni, gdyby tym razem zdecydował się na 25 pb. Najprawdopodobniej podążą za nim Christopher Waller i Michelle Bowman oraz, być może, jeszcze jedna lub dwie osoby.

Sądzimy więc, że Fed uderzy w środę w dość jastrzębie tony. Podczas swojej konferencji prasowej prezes Powell prawdopodobnie rozwieje wszelkie oczekiwania dotyczące rychłych obniżek, wyrażając obawy o inflację i zaznaczając, że FOMC musi przeanalizować nadchodzące dane, nim zdecyduje się na kolejne cięcie. Taka stosunkowo jastrzębia postawa powinna w krótkim terminie zapewnić dolarowi nieco tak potrzebnego mu wsparcia. Biorąc jednak pod uwagę, że w kontraktach futures obniżka stóp procentowych jest wyceniana w pełni dopiero na lipiec, wszelka aprecjacja w środę może być dość ograniczona.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (28.01) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Grupa Pepco zamierza odkupić akcje własne o wartości 50 mln euro od IBEX Group

Pepco Group N.V. planuje nabycie akcji własnych w ramach procesu przyspieszonej budowy księgi popytu ogłoszonego przez większościowego akcjonariusza, IBEX Group. Transakcja zostanie sfinansowana z rezerw gotówkowych spółki.

Szczegóły transakcji i rola IBEX Group

Pepco Group N.V. (dalej „Grupa Pepco”), wiodąca ogólnoeuropejska sieć dyskontowych sklepów wielobranżowych, informuje, że zamierza zakupić akcje własne o wartości do 50 mln euro, przy wykorzystaniu własnych rezerw gotówkowych. Ma to związek z ogłoszeniem przez IBEX Group (dalej „IBEX”, wraz ze swoją spółką zależną „IBEX Retail Investments (Europe) Limited”), większościowego akcjonariusza Grupy Pepco (posiadającego 72% udziałów), zamiaru sprzedaży poprzez IBEX Retail Investments (Europe) Limited (dalej „Sprzedający”) ok. 42 mln akcji zwykłych Grupy Pepco, w ramach procesu przyspieszonej budowy księgi popytu (dalej „Oferta”).

Realizacja strategii alokacji kapitału

Ogłoszony dzisiaj zamiar zakupu akcji realizowany jest w ramach programu skupu akcji własnych o łącznej wartości do 200 mln euro, o którym Spółka informowała podczas Dnia Inwestora (Capital Markets Day) w marcu 2025 r.

Dotychczasowe postępy programu prezentują się następująco:

  • Do chwili obecnej Spółka zakupiła akcje własne o wartości ok. 97 mln euro.
  • Niedawno potwierdzono zamiar uruchomienia trzeciego etapu programu o wartości do 50 mln euro w trakcie roku obrotowego 2026.
  • Dzisiejsza deklaracja udziału w Ofercie IBEX Group będzie realizowana niezależnie od planowanego trzeciego etapu skupu.

Komentarz Zarządu

Willem Eelman, dyrektor ds. finansowych (CFO) Grupy Pepco powiedział:

„Cieszymy się z możliwości wzięcia udziału w ofercie zakupu akcji Grupy Pepco od IBEX. Jest to w pełni zgodne z naszymi celami utrzymania zdyscyplinowanego podejścia do alokacji kapitału przy jednoczesnym zapewnieniu akcjonariuszom wyższych zwrotów za pomocą zarówno dywidendy jak i skupu akcji własnych.”

Globalna logistyka w rytmie Chińskiego Nowego Roku 2026

Chiński Nowy Rok (CNY), który w tym roku przypada 17 lutego, to najważniejsze i najbardziej uroczyste święto w kulturze chińskiej. Jego rytm wpływa jednak nie tylko na życie społeczne w Chinach, ale równie, i to w bardzo wymierny sposób, na funkcjonowanie globalnej gospodarki. Skala oddziaływania Chin na światowe łańcuchy dostaw sprawia, że skutki tego okresu odczuwalne są na wszystkich kontynentach. Warto przy tym pamiętać, że Chiny są dziś kluczowym partnerem importowym spoza UE dla rynków na naszym kontynencie, w tym dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej. To właśnie ta strukturalna zależności sprawia, że wpływ Chińskiego Nowego Roku jest w naszym regionie wyraźnie widoczny. Rohlig SUUS Logistics jest obecny ze swoimi spółkami m.in. w Polsce, Czechach, na Słowacji, Węgrzech, w Rumunii czy Słowenii, dlatego obserwujemy te zależności bardzo wyraźnie w codziennej działalności operacyjnej.

W czasie Chińskiego Nowego Roku mamy do czynienia z kilkunastodniową przerwą w pracy, podczas której pracownicy opuszczają fabryki, często podróżując wiele godzin do swoich rodzinnych miejscowości. Duża liczba zakładów produkcyjnych jest w tym okresie całkowicie zamknięta, a powrót do pełnych mocy wytwórczych następuje stopniowo, również po zakończeniu oficjalnych dni wolnych. Dlatego firmy na całym świecie muszą uwzględniać ten czas w planowaniu produkcji, dostaw oraz budowaniu zapasów.

Jak wyglądają globalne łańcuchy dostaw w kontekście CNY 2026?

Obecnie widzimy, że firmy podchodzą do okresu poprzedzającego Chiński Nowy Rok w sposób bardziej planowy i rozłożony w czasie. Mimo utrzymujących się napięć geopolitycznych i podwyższonej niepewności w handlu międzynarodowym, sytuacja w globalnych łańcuchach dostaw przed CNY pozostaje relatywnie stabilna i wpisuje się w znane już schematy, obserwowane także podczas jesiennych szczytów przewozowych w ubiegłym roku. Aktywność importowa z Chin jest zwiększona, jednak nie przybiera formy gwałtownego, krótkoterminowego szczytu – wysyłki są w większym stopniu rozłożone w czasie, a rynek funkcjonuje w sposób bardziej uporządkowany i przewidywalny. Transport morski, pozostający podstawowym środkiem globalnej wymiany handlowej, realizowany jest obecnie bez istotnych zakłóceń po stronie dostępności mocy przewozowych, a po wcześniejszych podwyżkach obserwujemy raczej korektę stawek frachtowych niż dalszą presję wzrostową.

Warto jednak podkreślić, że obecna sezonowość przed CNY funkcjonuje w szerszym kontekście globalnych zmian w handlu. Rok 2025 był w dużej mierze definiowany przez rosnącą politykę protekcjonistyczną, w szczególności wynikającą z działań administracji USA w obszarze taryf celnych. Od ponad roku globalny biznes mierzy się z podwyższoną nieprzewidywalnością – kolejnymi wprowadzanymi cłami, ich czasowym zawieszaniem oraz zapowiedziami nowych barier handlowych. W dużym stopniu dotyka to Chin i przekłada się na spadek sprzedaży lokalnych produktów na rynku amerykańskim, przy jednoczesnym wzroście przepływów na linii Chiny-Europa, co obrazuje nam struktura operacji we frachcie morskim. Ten kontekst sprawia, że firmy coraz częściej dywersyfikują kierunki i momenty wysyłek, rozkładając wolumeny w czasie i dostosowując swoje łańcuchy dostaw do zmiennego otoczenia regulacyjnego, co widać obecnie przed Chińskim Nowym Rokiem. Równolegle rosną także wolumeny w relacjach krajów ASEAN, takich jak Wietnam czy Tajlandia, a także Tajwanu, w kierunku rynku amerykańskiego, co dodatkowo wpływa na układ sił w globalnym handlu.

Istotnym zjawiskiem jest także zmiana zainteresowania serwisem kolejowym na trasie Chiny-Europa. Wzrost wolumenów kolejowych obserwowaliśmy po grudniu 2023 roku, w reakcji na kryzys na Morzu Czerwonym i wydłużenie tranzytu morskiego do Europy. Obecnie widać jednak, że wiele firm dostosowało swoje procesy biznesowe – produkcję, dystrybucję oraz poziomy zapasów – do dłuższego czasu transportu morskiego. Oczywiście, w okresie poprzedzającym Chiński Nowy Rok, obserwujemy umiarkowane ożywienie zainteresowania transportem kolejowym, szczególnie w segmencie drobnicowym (LCL), jednak popyt na kolej jest niższy niż dwa lata temu.  Warto również zaznaczyć, że mniejsze zainteresowanie frachtem kolejowym, a co za tym idzie bardziej konkurencyjne stawki, może stanowić szansę biznesową dla importerów, którzy, zachęceni niższymi cenami, zdecydują się przenieść część wolumenów na pociąg i wykorzystać tę opcję jako element dywersyfikacji łańcucha dostaw, również w relacjach innych niż Chiny-Europa.

Tradycyjnie trendy logistyczne najpóźniej widoczne są w transporcie lotniczym, który, ze względu na najkrótszy transit time, wykorzystywany jest na końcowym etapie planowania dostaw. Dotyczy to przede wszystkim towarów świeżych, wysokowartościowych oraz sektora e-commerce, pozostającego jednym z głównych motorów wzrostu rynku cargo lotniczego. Transport lotniczy pełni również rolę rozwiązania dla pilnych wysyłek w innych branżach, które muszą zdążyć z kluczowymi dostawami, także w kontekście Chińskiego Nowego Roku. Podobnie jak w transporcie morskim, obserwujemy obecnie wzrost wolumenów przewozów lotniczych z Chin do Europy, choć nie jest to gwałtowny, nadzwyczajny szczyt. Przekłada się to standardowo na wzrost cen, zwłaszcza że funkcjonujemy w ramach zimowych siatek połączeń, oferujących około 10% mniej rejsów pasażerskich niż w sezonie letnim. Ma to bezpośredni wpływ na dostępność przestrzeni cargo, ponieważ znaczna część ładunków przewożona jest w lukach bagażowych samolotów pasażerskich (tzw. belly cargo).

Pełniejszy obraz sytuacji w globalnych łańcuchach dostaw dają również operacje w obszarze usług celnych. Utrzymujące się zainteresowanie tym obszarem, które obecnie obserwujemy, odzwierciedla zwiększoną aktywność logistyczną w okresie poprzedzającym Chiński Nowy Rok. Dla klientów kluczowe pozostają sprawne i przewidywalne procedury celne, niezależnie od środka transportu, którym realizowany jest import. Efektywność odpraw ma bezpośredni wpływ na płynność całego łańcucha dostaw, szczególnie w okresach sezonowych, takich jak CNY.

Podsumowując, Chiński Nowy Rok 2026 nie przynosi gwałtownego szoku dla globalnych łańcuchów dostaw. Zamiast krótkiego, intensywnego szczytu, podobnie jak w jesiennych szczytach przewozowych, obserwujemy bardziej rozłożoną w czasie sezonowość, stabilniejsze operacje i rynek, który nauczył się funkcjonować w warunkach podwyższonej niepewności.

Ubezpieczenia wchodzą w erę agentów AI: szybka likwidacja szkód i decyzje „od ręki”

Perspektywa roku 2026 rysuje obraz przełomu, w którym sztuczna inteligencja przestanie być dodatkiem do systemów ubezpieczycieli, a stanie się ich fundamentem – swoistym „systemem operacyjnym” całej organizacji ubezpieczeniowej. Od underwritingu, przez obsługę polis, aż po likwidację szkód – AI będzie napędzać kluczowe decyzje biznesowe.

27 stycznia 2026 – Branża ubezpieczeniowa funkcjonuje w coraz trudniejszym otoczeniu. Niestabilność gospodarcza i zmieniające się regulacje powodują, że poziom coraz częściej powiązanych ze sobą ryzyk staje się coraz bardziej nieprzewidywalny niż kiedykolwiek wcześniej. Właśnie dlatego presja na szybkość i jakość decyzji rośnie. Klienci oczekują natychmiastowych odpowiedzi, a firmy muszą reagować sprawnie, nie tracąc przy tym kontroli nad ryzykiem i zgodnością z przepisami.

Jednym z najbardziej widocznych efektów tej transformacji będą tzw. insurance copilots, czyli inteligentni asystenci opierający się na generatywnej AI. Jeden z dużych globalnych ubezpieczycieli ogłosił na początku roku, że może rozpocząć wygaszanie tradycyjnych systemów administracji polis na rzecz takich właśnie rozwiązań. Klasyczne systemy są drogie w utrzymaniu, skomplikowane i mało elastyczne. Copiloty pozwalają natomiast pracować bezpośrednio na danych, szybko, sprawnie i bez potrzeby przechodzenia przez ciężkie struktury systemowe. Underwriter czy likwidator szkód zadaje pytanie w naturalnym języku i natychmiast otrzymuje odpowiedź opartą na pełnym obrazie danych klienta pozyskanych zarówno z danych wewnętrznych jak i w razie potrzeby zewnętrznych. To diametralnie skraca czas podejmowania decyzji.

Jeszcze większą zmianę przyniesie rozwój agentic AI, czyli systemów zdolnych do półautonomicznego działania. Wiele prostych roszczeń ubezpieczeniowych będzie mogło być rozliczanych w ciągu minut, bez udziału człowieka. Zamiast dni czy tygodni klient otrzyma decyzję z uzasadnieniem niemal natychmiast. Warunek jest jeden: silne zarządzanie i nadzór nad AI. Ubezpieczyciele będą musieli zadbać o bezpieczeństwo, ochronę przed uprzedzeniami algorytmicznymi i odporność na cyberataki. Zaufanie klientów stanie się walutą, a wygrają ci, którzy pokażą, że potrafią budować systemy, które działają nie tylko szybko, ale też uczciwie, rzetelnie i odpowiedzialnie – mówi Łukasz Libuda, Principal Business Solutions Manager, Risk Practice, SAS Central Europe

Szybko, ale czy dobrze?

Sztuczna inteligencja przyspieszy również proces modelowania aktuarialnego i podejmowania decyzji na całej ścieżce życia polisy. Od momentu wyceny ryzyka, przez wystawienie polisy, aż po likwidację szkody procesy będą dokładniejsze, szybsze i bardziej spójne przy jednocześnie niższym koszcie ich obsługi. To otwiera podwójną szansę: z jednej strony zmniejszenie globalnej luki ochronnej, szacowanej na 1,8 biliona dolarów, a z drugiej zwiększenie odporności rynku na skutki zmian zachowania klientów, zmian klimatycznych (fizyczne czynniki ryzyka klimatycznego) i wahań gospodarczych.

Zmieni się także sam underwriting. Zamiast sztywnych reguł opartych na historycznych danych coraz większą rolę odegrają elastyczne modele uczące się relacji z klientem w czasie. Underwriting stanie się dynamicznym procesem, w którym poziom ryzyka jest szacowany na bieżąco na podstawie zmieniającego się stylu życia i zachowań klientów czy też warunków zewnętrznych. Będzie to swoisty dialog pomiędzy modelem a klientem. Warunkiem sukcesu stanie się jednak wyjaśnialność decyzji i transparentność etyczna – bez tego trudno będzie utrzymać zaufanie rynku i regulatorów.

Nie można przy tym zapominać o rosnącym wpływie zmian klimatycznych. Coraz częstsze i bardziej dotkliwe katastrofy naturalne zmuszają ubezpieczycieli do przeglądu swoich strategii. Optymalizacja reasekuracji, ograniczanie ekspozycji na najbardziej ryzykowne obszary czy podnoszenie składek mogą stać się koniecznością. To oznacza, że decyzje ubezpieczeniowe muszą być nie tylko szybsze, ale też oparte na znacznie bardziej aktualnych i precyzyjnych przesłankach – mówi Łukasz Libuda.

Unifikacja może przejść do lamusa

Osobnym wyzwaniem pozostaje walka z oszustwami. Przestępcy również sięgają po AI, tworząc fałszywe tożsamości, dokumenty czy obrazy. Dlatego ubezpieczyciele coraz częściej będą wybierać najlepsze, wyspecjalizowane narzędzia zamiast jednego „uniwersalnego” systemu. Copiloty i agenci AI będą wspierać zespoły dochodzeniowe, automatyzując analizę danych i pozwalając pracownikom skupić się na najbardziej skomplikowanych przypadkach. Dzięki temu organizacje będą mogły działać sprawniej, dysponując tymi samymi zasobami.

Do tego dochodzi coraz bardziej złożone środowisko regulacyjne. W Stanach Zjednoczonych to poszczególne stany przejmują inicjatywę w regulowaniu AI, co prowadzi do fragmentaryzacji przepisów. Podobne tendencje widać także w innych częściach świata. Najbardziej zaawansowani ubezpieczyciele już dziś wbudowują mechanizmy nadzoru i zgodności bezpośrednio w swoje modele i systemy decyzyjne tak aby zapewnić pełną transparentność swoich decyzji przed klientem.

Dynamicznie rozwijają się cyberubezpieczenia, które są już rynkiem wartym ponad 16 miliardów dolarów globalnie. Tu także decyzje będą coraz szybsze i bardziej precyzyjne, bo zamiast ogólnych modeli aktuarialnych pojawi się underwriting techniczny, dopasowany do konkretnego klienta i jego poziomu zabezpieczeń. Firmy, które dbają o cyberhigienę i dobre zarządzanie bezpieczeństwem, będą premiowane, a te, które tego nie robią, mogą spotkać się z odmową ochrony.

Decyzje ubezpieczeniowe będą wydawane zdecydowanie szybciej, i to na wielu frontach. Niestety szybkość nie będzie jedynym miernikiem sukcesu. Równie ważne stanie się to, czy decyzje będą trafne, przejrzyste i godne zaufania. Przyszłość należy do tych ubezpieczycieli, którzy połączą automatyzację i tempo działania AI z odpowiedzialnością, etyką i skutecznym nadzorem. Bo w świecie, gdzie decyzje zapadają w minutach, zaufanie klientów może zostać zbudowane lub stracone równie szybko – podsumowuje Łukasz Libuda.

Koszty pracy wchodzą na „pierwszy plan”. Firmy szykują podwyżki cen i ostrożność kadrową

8 na 10 firm w kluczowych sektorach gospodarki spodziewa się dalszego wzrostu kosztów zatrudnienia w najbliższym czasie – wynika z najnowszych danych GUS za styczeń 2026 r. Największą presję kosztową odczuwają przedsiębiorcy z gastronomii, TSL i budownictwa, co może przełożyć się nie tylko na wyższe ceny usług i towarów, ale też na ostrożniejsze decyzje kadrowe. W efekcie skutki wyższych kosztów odczuje też przysłowiowy Kowalski.

Z danych GUS wynika, że przedsiębiorcy niemal we wszystkich analizowanych branżach są zgodni: wzrost kosztów zatrudnienia będzie jednym z kluczowych czynników podnoszących koszty działalności w najbliższym kwartale. Najczęściej ten problem dostrzegają firmy z sektora zakwaterowania i gastronomii (85 proc.), transportu i gospodarki magazynowej (82,9 proc.) oraz budownictwa (82,1 proc.). Wysokie wskazania odnotowano także w handlu detalicznym (79,3 proc.) i hurtowym (76,4 proc.) oraz przetwórstwie przemysłowym (76,9 proc.). Jednocześnie jedynie marginalny odsetek przedsiębiorców – zazwyczaj od 1 do 4 proc. – liczy na spadek kosztów pracy.

Koszty zatrudnienia przestały być zmienną, którą firmy mogą w krótkim czasie skompensować wzrostem efektywności. Z danych GUS wyraźnie wynika, że dziś to one są dla przedsiębiorców największym i najmniej elastycznym obciążeniem – żaden z pozostałych czynników nie został wskazany równie często. W wielu branżach wręcz zdeklasowały one inne bariery rozwoju, takie jak ceny energii i paliw, koszty komponentów i usług czy zmiany regulacyjne mówi Iwona Wieczyńska, dyrektor regionu w Grupie Progres. – Jeszcze kilka lat temu przedsiębiorstwa mogły częściowo „nadrobić” wyższe wydatki na pracowników poprzez lepszą organizację pracy, automatyzację czy wzrost produktywności. Obecnie wzrost płac, składek na ubezpieczenia społeczne czy innych kosztów związanych z zatrudnieniem nie jest już tak łatwo równoważony przez działania wewnętrzne firmy dodaje.

Wyższe ceny coraz bliżej

Przedsiębiorcy wskazują, że rosnące koszty pracy – obok wysokich cen energii i paliw – bezpośrednio przełożą się na wzrost ogólnych kosztów funkcjonowania firm, a w konsekwencji wpłyną na podwyżkę cen usług i produktów. Ponad połowa podmiotów w większości branż prognozuje, że wolniej lub szybciej, ale będzie musiała podnieść ceny usług i produktów. W przetwórstwie przemysłowym taki scenariusz w ciągu 1-3 miesięcy (w porównaniu z aktualną sytuacją) deklaruje łącznie 57,5 proc. przedsiębiorstw, w budownictwie 66,3 proc., w handlu hurtowym 60,7 proc., a w handlu detalicznym 65,8 proc. Podobne nastroje panują w transporcie i gospodarce magazynowej (65,4 proc. firm) oraz w zakwaterowaniu i gastronomii, gdzie aż 72,3 proc. przedsiębiorców przewiduje wzrost cen usług. W praktyce oznacza to konieczność przenoszenia części obciążeń finansowych na klientów końcowych lub ograniczania innych wydatków. Najbardziej narażone są sektory, w których udział kosztów pracy w strukturze finansowej jest wysoki, a możliwości automatyzacji pozostają ograniczone.

Z perspektywy pracodawców problemem nie jest już pojedynczy wzrost kosztów, ale ich kumulacja. Wynagrodzenia, składki, energia, paliwa i coraz bardziej złożone obowiązki administracyjne powodują, że nawet firmy z relatywnie stabilnym portfelem zamówień zaczynają ostrożniej planować rozwój. Część przedsiębiorców przenosi te koszty na ceny towarów i usług, a część wstrzymuje inwestycje lub decyzje kadrowe. To mechanizm, który ostatecznie odczuwa także konsument — w portfelu i w dostępności usług zaznacza Iwona Wieczyńska, dyrektor regionu w Grupie Progres.

Zmiany w prawie jako dodatkowy koszt

Istotnym czynnikiem pogarszającym nastroje przedsiębiorców są także zmiany w przepisach i wymogach prawnych, które firmy postrzegają głównie jako dodatkowe obciążenie administracyjne i finansowe. Najczęściej wskazują je przedsiębiorcy z zakwaterowania i gastronomii (56,2 proc.), handlu hurtowego (54,0 proc.) oraz budownictwa (52,1 proc.), jednak również w pozostałych sektorach odsetek pozostaje wysoki – na poziomie 40–48 proc. Z analiz Grupy Progres wynika, że na liście obaw pojawiają się nie tylko kolejne podwyżki płacy minimalnej, ale także pakiet zmian systemowych, które wpływają na koszty i organizację pracy. Od 2026 roku nowe zasady wliczania umów zlecenia, agencyjnych oraz okresów prowadzenia działalności gospodarczej do stażu pracy będą miały bezpośrednie przełożenie na wymiar urlopów i wysokość odpraw – najpierw w sektorze publicznym (od 1 stycznia), a następnie w prywatnym (od 1 maja). Dodatkowym wyzwaniem są regulacje dotyczące jawności wynagrodzeń, w tym obowiązek podawania widełek płacowych w ofertach pracy oraz raportowania różnic płacowych między kobietami a mężczyznami, a także wymóg neutralności płciowej w nazewnictwie stanowisk. Przedsiębiorcy wskazują również na rosnące obciążenia związane z cyfryzacją obowiązków administracyjnych, m.in. wdrożeniem obowiązkowych e-faktur, oraz na zmieniające się przepisy dotyczące zatrudniania cudzoziemców, które w wielu branżach mają kluczowe znaczenie dla ciągłości operacyjnej.

– Tylko nieliczne firmy postrzegają zmiany przepisów jako czynnik obniżający koszty działalności, co potwierdza, że prawo jest dziś odbierane raczej jako bariera niż impuls rozwojowy. Regulacje coraz częściej wymagają od pracodawców dodatkowych inwestycji, zmian organizacyjnych i większych nakładów na obsługę administracyjną. To szczególnie dotkliwe dla małych i średnich przedsiębiorstw, które nie dysponują rozbudowanymi zapleczami prawnymi czy HR-owymipodkreśla dyrektor regionu w Grupie Progres.

Koszty stałe, a praca na „tymczasie”

Rosnące koszty pracy i niepewność regulacyjna wyraźnie odbijają się na planach zatrudnieniowych firm. We wszystkich analizowanych przez GUS branżach więcej przedsiębiorców deklaruje możliwość ograniczenia zatrudnienia niż jego zwiększenia. Najwyższy odsetek wskazań na redukcję etatów występuje w handlu detalicznym (21,8 proc.), przetwórstwie przemysłowym (21,5 proc.) oraz handlu hurtowym (21,2 proc.). Najniższy – choć nadal istotny – w transporcie (17,1 proc.). Zamiar zwiększania zatrudnienia deklaruje jedynie kilka procent firm w każdej branży, a dominującą odpowiedzią pozostaje „nie mam zdania”, co świadczy o dużej ostrożności i wstrzymywaniu decyzji kadrowych.

Dane GUS bardzo dobrze pokazują nastroje panujące dziś na rynku pracy: firmy nie tyle planują masowe zwolnienia, co wchodzą w tryb „czekania i obserwowania”. To tłumaczy wysoki odsetek odpowiedzi wskazujących brak jednoznacznych decyzji dotyczących zatrudnienia. W takich warunkach coraz większego znaczenia nabierają elastyczne modele pracy, które pozwalają reagować na zmiany bez długoterminowych zobowiązań kosztowych podsumowuje Iwona Wieczyńska.

Z analiz Grupy Progres wynika, że w ostatnich latach systematycznie rośnie liczba firm, które uwzględniają pracę tymczasową w swoich planach zatrudnieniowych – nie jako rozwiązanie doraźne, lecz jako element stałej polityki kadrowej. W 2024 roku w tej formule pracowało w Polsce ponad 700 tys. osób, a zainteresowanie tą formą zatrudnienia stopniowo rośnie także po stronie kandydatów biorących udział w rekrutacji. Co więcej, jak pokazują dane Agencji, choć nadal niemal połowę pracujących tymczasowo stanowią młodzi do 26. roku życia, ten model zyskuje na popularności we wszystkich grupach wiekowych – 17 proc. zatrudnionych tymczasowo to osoby 50+, a 34 proc. ma od 26 do 49 lat.

DM INC podniósł wycenę Mex Polska do 8,82 zł za akcję

Analitycy DM INC S.A., w aktualizacji raportu analitycznego, 26 stycznia 2026 r. podnieśli wycenę akcji publicznej spółki Mex Polska S.A. do 8,82 zł z 5,44 zł wcześniej (w odniesieniu do raportu pierwotnego z 25 listopada 2025). Decyzja wynika ze znacznego wzrostu przychodów spółki na 2025 rok, które według szacunków Mex Polska S.A. przekroczą 127 mln zł, co oznacza 19% wzrost rok do roku. Silne wyniki operacyjne oraz konsekwentna, dynamiczna ekspansja sieci – zarówno w kluczowych aglomeracjach, jak i atrakcyjnych lokalizacjach turystycznych – skłoniły DM INC S.A. do aktualizacji prognoz, w tym wcześniejszych, bardziej ostrożnych założeń przychodowych. W zaktualizowanym raporcie analitycznym zmieniono także założenia dotyczące tempa rozwoju sieci. W obecnym modelu przyjęto otwarcie 7 nowych lokali w 2026 roku, natomiast w dalszym horyzoncie założono utrzymanie tempa ekspansji na poziomie 6 nowych lokali rocznie.

Podwyższenie wyceny wynika z trwałej poprawy ekonomiki modelu biznesowego Mex Polska, w tym wyższych wolnych przepływów pieniężnych oraz rewizji wartości rezydualnej, przy jednoczesnym obniżeniu średnioważonego kosztu kapitału (WACC) z 14,55% do 13,45%.

Spółka zaraportowała wyraźnie wyższe przychody za IV kw. 2025 r. od naszych oczekiwań, co skłoniło nas do rewizji przyjętych, relatywnie konserwatywnych, założeń w modelu finansowym. Jednocześnie firma charakteryzuje się wysoką dźwignią operacyjną, co przy wzroście przychodów bezpośrednio przekłada się na istotny wzrost przepływów pieniężnych. – mówi dr Albert Trąpczyński, analityk DM INC sporządzający raport.

Zmiany założeń w modelu wynikają z kilku czynników operacyjnych i rynkowych: wyższych od zakładanych przychodów w 2025 r. (127,3 mln zł vs. 118,9 mln zł w pierwotnym raporcie, ok. +5%), rewizji dynamiki sprzedaży like-for-like w istniejących lokalach (z 4,0% do 5,0%), szybszej materializacji dźwigni operacyjnej i poprawy marż EBIT (z 6,3% do 7,5% w 2029 r.), zwiększonego tempa ekspansji do 7 nowych lokali w 2026 r., zawarcia porozumienia z kluczowym akcjonariuszem (które obniża ryzyko z tytułu płynności i tym samym koszt kapitału spółki) oraz zmiany struktury rozwoju w kierunku lokali własnych.

Aktualizacja prognoz i wyceny pokazuje, że strategia Grupy Mex Polska przynosi wymierne efekty: rosnąca sieć lokali, wyższa marża EBITDA i netto, a także dynamiczny wzrost ROE. Konsekwentny, strukturalny rozwój oraz dywersyfikacja marek pozwalają nam nie tylko zwiększać skalę działalności, ale też poprawiać efektywność kapitałową. – komentuje Paweł Kowalewski, Prezes Zarządu Mex Polska S.A.

Grupa Mex Polska konsekwentnie realizuje strategię multibrandową i hybrydowy model ekspansji, łącząc rozwój lokali własnych i franczyzowych. Na koniec 2025 roku sieć liczyła ponad 60 lokali ( w tym trzy lokale dark kitchen pod marką Spoko Taco), a zgodnie z prognozami DM INC S.A., liczba ta może przekroczyć 90 lokali do końca 2029 roku. Strategia zakłada w dłuższym horyzoncie średnio 6 nowych otwarć rocznie, z naciskiem na wysokomarżowe lokale w dużych miastach i atrakcyjnych lokalizacjach turystycznych, przy jednoczesnym zachowaniu stabilnego finansowania i niskiego poziomu zadłużenia.

Podniesienie wartości docelowej akcji przez DM INC S.A. niemal dwukrotnie względem bieżącego kursu potwierdza atrakcyjność i stabilność modelu biznesowego Grupy Mex Polska. My zaś konsekwentnie koncentrujemy się na dalszym rozwoju marek, zwiększaniu wartości dla akcjonariuszy oraz umacnianiu pozycji na rynku gastronomicznym. – podkreśla prezes Kowalewski.

Ostatni okres w historii działalności grupy był bardzo intensywny: rozszerzono zasięg sieci, odnotowano sukcesywny wzrost przychodów oraz osiągnięcie w dalszej części roku oczekiwanych  rentowności. W listopadzie 2025 r. Zarząd Mex Polska S.A. uchwalił politykę dywidendową, przewidującą wypłatę co najmniej 30% zysku netto za dany rok obrotowy, począwszy od wyniku za 2025 r.

Podsumowanie wyceny      
  Waga Wycena z Aktualizacji Wycena z Raportu
Wycena DCF 90% 8,67 zł 5,10 zł
Wycena porównawcza 10% 10,18 zł 8,48 zł
Wycena 1 akcji Mex Polska S.A.   8,82 zł 5,44 zł
Źródło: Dom Maklerski INC S.A.      

Nationale-Nederlanden PTE dołącza do akcjonariatu Medicalgorithmics

Nationale-Nederlanden Polskie Towarzystwo Emerytalne (NN PTE), największy inwestor instytucjonalny na rynku akcji w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, objął 8,3% akcji Medicalgorithmics – notowanego na GPW globalnego innowatora branży EKG i obrazowej diagnostyki kardiologicznej. Inwestor dołączył do akcjonariatu nabywając akcje podczas transakcji realizowanej przez Biofund Capital Management LLC, w ramach której do akcjonariatu dołączyło kilkanaście dużych funduszy inwestycyjnych, emerytalnych oraz fundacji rodzinnych.

Medicalgorithmics od 3 lat skutecznie realizuje transformację w podmiot oferujący najwyższej jakości oprogramowanie oraz algorytmy AI do analizy EKG. Polski medtech podpisał w ubiegłym roku rekordowe 20 umów (więcej niż w 2024 roku: 14), co przełożyło się na istotny wzrost kursu akcji (+85% w 2025). Przełomowy okazał się jednak czwarty kwartał ur. Spółka odnotowała w tym okresie szacunkowe skonsolidowane przychody ze sprzedaży na poziomie 10,2 mln zł, co daje wzrost na poziomie +74% r/r oraz +42% q/q. Jednocześnie Spółka odnotowała dodatni szacunkowy wynik EBITDA na poziomie 1,0 mln zł.

– Pojawienie się w naszym akcjonariacie największej instytucji finansowej w Europie Środkowo-Wschodniej pokazuje, jak daleko zaszła Spółka w procesie transformacji modelu biznesowego. Inwestycję odczytujemy jako docenienie tej drogi oraz w wiarę w nasze perspektywy, szczególnie dalszej ekspansji naszego oprogramowania i algorytmów AI do analizy EKG oraz rozwoju projektów R&D na czele z VCAST – komentuje dr Kris Siemionow, Prezes Zarządu oraz udziałowiec Biofund Capital Management LLC.

Nationale-Nederlanden PTE jest w gronie kilkunastu funduszy i fundacji rodzinnych, które nabyły akcje Spółki od Biofund Capital Management LLC, głównego akcjonariusza Medicalgorithmics. W ramach transakcji Biofund sprzedał 2,1 mln akcji Spółki o wartości niemal 70 mln zł. Transakcja była odpowiedzią na duży popyt złożony przez inwestorów po ogłoszeniu przez Spółkę przełomowych szacunkowych wyników za IV kwartał 2025 r.

UJ: nowa metoda podawania temozolomidu w leczeniu glejaka. Lek także donosowo w aerozolu

Badacze z Uniwersytetu Jagiellońskiego opracowali nową metodę podawania leku stosowanego w terapiach nowotworu mózgu. Potencjalnie pozwala ona zwiększyć efektywność leczenia i poprawić komfort życia pacjentów. Nowe rozwiązanie umożliwia podawanie leku na dwa sposoby – bezpośrednio do mózgu podczas operacji resekcji guza, jak również w aerozolu poprzez jamę nosową chorego.

Opracowana metoda polega na miejscowym podawaniu temozolomidu (TMZ) – obecnie najczęściej stosowanego leku w chemioterapii złośliwego glejaka mózgu – za pomocą innowacyjnych platform biopolimerowych. Ze względu na swoje właściwości nośniki te spełniają kluczowe wymagania dla terapii onkologicznej:

  • uwalniają lek stopniowo w wydłużonym okresie i tylko w tym miejscu, gdzie jest on potrzebny, co powoduje, że silnie toksyczny terapeutyk działa z maksymalną efektywnością przy zminimalizowanych skutkach ubocznych;
  • pozwalają ominąć barierę krew-mózg (barierę biochemiczną oddzielającą krwiobieg organizmu od tkanki nerwowej), która stanowi jedno z głównych wyzwań w obecnie prowadzonych chemioterapiach ośrodkowego układu nerwowego;
  • ich skład chemiczny jest w pełni biokompatybilny (biozgodny) z organizmem pacjenta, przy czym komponenty nośnika mają pozytywne właściwości mogące dodatkowo wspierać leczenie;
  • po podaniu do organizmu nośnik leku nie wykazuje negatywnego oddziaływania na zdrowe komórki tkanek.

Opracowane nośniki TMZ są wynikiem kilkuletniej współpracy interdyscyplinarnego zespołu naukowców z UJ pod medycznym kierunkiem dr n. med. Eweliny Grzywny z Kliniki Neurochirurgii i Neurotraumatologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Ominąć barierę krew-mózg

Siłą napędową prac badawczych była potrzeba opracowania rozwiązania, które potencjalnie może stać się wsparciem w terapii glejaka. Standardowa chemoterapia z wykorzystaniem temozolomidu powoduje poważne skutki uboczne, wpływając negatywnie na komfort życia pacjentów. Wynika to stąd, iż silnie toksyczny lek podawany jest doustnie, lub rzadziej dożylnie, działa ogólnoustrojowo, czyli na cały organizm, a nie tylko na komórki nowotworowe.

– Zależało nam na opracowaniu sposobu podawania TMZ bezpośrednio do mózgu zajętego przez nowotwór, tak by pominąć krążenie ogólnoustrojowe pacjentów. Jeśli uda się spełnić ten warunek, działanie TMZ będzie maksymalnie efektywne, a skutki uboczne jego użycia minimalne. Przez kilka lat pracowaliśmy nad uniwersalnymi systemami biopolimerowymi, które w przyszłości mogą być powszechnie wykorzystane przez środowisko medyczne jako nośnik leków. Na obecnym etapie badań mogę powiedzieć, że mamy obiecujące wyniki – mówi dr Ewelina Grzywna ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Lek podawany przez nos

Co ważne, opracowane na UJ kompozycje pozwalają podawać TMZ nie tylko w trakcie operacji usuwania guza (bezpośrednio, jako substancja wyścielająca miejsce po usuniętym guzie), ale także przez jamę nosową – w postaci aerozolu z użyciem atomizera.

– Donosowa metoda podania TMZ jest małoinwazyjna. W tym przypadku lek, który powoli jest uwalniany z preparatu żelowego, przedostaje się do mózgu poprzez znajdujące się w jamie nosowej zakończenia nerwowe nerwów węchowego i trójdzielnego, nie przenikając w znacznych ilościach do krwiobiegu chorej osoby. Opracowany przez nas nośnik ma właściwości mukoadhezyjne, co oznacza, iż ulega on wolniejszej migracji z nosa do gardła wraz ze śluzem i przylega do śluzówki, przez co może dłużej działać – wyjaśnia współtwórczyni technologii, dr hab. Joanna Lewandowska-Łańcucka, prof. UJ z Wydziału Chemii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

– Aplikowanie TMZ bezpośrednio do loży po usuniętym guzie, jak i drogą donosową może zmienić dotychczasowe metody leczenia nowotworów mózgu. Na świecie nie ma jeszcze ani jednej dopuszczonej do stosowania medycznego formulacji tego leku. Jednocześnie podkreślamy, że ta nowatorska metoda nie oznacza próby eliminowania tradycyjnego, systemowego leczenia chemioterapeutycznego. Może być natomiast elementem uzupełniającym terapię, propozycją dla tych osób, które nie kwalifikują się do standardowego leczenia systemowego – dodaje współtwórczyni technologii, mgr Aleksandra Krajcer ze Szkoły Doktorskiej Nauk Ścisłych i Przyrodniczych UJ.

Zaawansowane prace badawcze

Dotychczas zespół przeprowadził szereg badań niezbędnych do tego, by opracowaną technologię wprowadzić do praktyki medycznej. Naukowcy wykazali w badaniach in vitro, że nowy nośnik uwalnia lek stopniowo i w sposób kontrolowany, co powoduje, że terapeutyk działa w dłuższym okresie, a to zwiększa jego skuteczność. Poza tym opracowana kompozycja do śródoperacyjnego podawania TMZ ma odpowiednio niskie parametry pęcznienia, co jest kluczowe w zastosowaniu miejscowym – preparat nie powoduje ucisku na tkankę (tzw. efektu masy) i powstawania miejscowego nadciśnienia.

– Nasze badania wykazały, że TMZ, który jest stopniowo uwalniany z nośnika, w warunkach laboratoryjnych działa na komórki nowotworowe glejaka hamując ich podział na poziomie 90%. Poza tym, opracowana przez nas kompozycja pomyślnie przeszła badania biokompatybilności w warunkach in vitro/ex vivo. Wiemy, że nośnik leku nie jest szkodliwy dla zdrowych komórek organizmu – mówi współtwórczyni technologii dr Alicja Hinz z Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Czym jest nowy nośnik TMZ?

Opracowana technologia to specjalny hydrożel uzyskiwany z połączenia metakrylowanych biopolimerów: żelatyny, chitozanu oraz kwasu hialuronowego. Są one sieciowane światłem UV w obecności fotoinicjatora. Opracowany tą metodą system może zawierać wbudowany w jego strukturę temozolomid (TMZ) – zarówno w formie wolnej, jak i zmodyfikowanej.

Podany do organizmu preparat ulega powolnej biodegradacji, a zawarty w nim lek jest stopniowo uwalniany. Daje to istotne korzyści w porównaniu do ogólnoustrojowego podawania zwiększonych dawek TMZ. Toksyczny lek działa przede wszystkim w miejscu jego podania, a nie ogólnoustrojowo i dodatkowo okres jego działania ulega wydłużeniu.

Warto zaznaczyć, że użyte do zbudowania nośników komponenty, czyli chitozan i kwas hialuronowy korzystnie oddziałują na organizm człowieka. Chitozan wykazuje działania przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i przeciwkrwotoczne, a kwas hialuronowy jako żelowa matryca międzykomórkowa wspomaga gojenie ran i również wykazuje działanie przeciwzapalne.

Droga do komercjalizacji

Opracowane na UJ biopolimerowe nośniki TMZ oraz metody jego podawania są przedmiotem kilku zgłoszeń patentowych. Centrum Transferu Technologii UJ (CITTRU), które odpowiada za komercjalizację opracowanych rozwiązań, obecnie nawiązuje relacje z partnerami z branży biomedycznej i farmaceutycznej, z którymi będzie możliwe przeprowadzenie dalszych badań.

– Dotarliśmy do tego momentu rozwoju technologii, w którym konieczne jest nawiązanie współpracy z wyspecjalizowanymi podmiotami w celu przeprowadzenia badań klinicznych. Dzięki tym badaniom będzie można ostatecznie uznać, że opracowane metody podawania TMZ są skuteczne i bezpieczne dla pacjentów. Fazy badań klinicznych wymagają zaangażowania znacznych środków finansowych i są długotrwałe, niemniej ufam, że opracowane przez nas zespół naukowy technologie w przyszłości trafią na rynek – powiedziała dr inż. Gabriela Konopka-Cupiał, dyrektorka CITTRU UJ.

Współtwórcami przedstawionych technologii są także dr hab. Monika Bzowska, prof. UJ i mgr Sylwia Stankiewicz z Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii UJ, a także Adrian Grzonka z Wydziału Chemii UJ. Badania zostały sfinansowane ze środków Narodowego Centrum Nauki w ramach projektu OPUS 21 pt. „W poszukiwaniu rozwiązań dla ograniczeń stosowania temozolomidu (TMZ) w terapii glejaka mózgu”.

Sprzedaż detaliczna w grudniu 2025 mocno w górę. GUS: +12,5% m/m i +5,3% r/r

GUS opublikował dane o sprzedaży detalicznej za grudzień 2025 r. Sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła aż o 12,5 proc. w porównaniu z listopadem i była wyższa niż przed rokiem o 5,3 proc. Z jednej strony to wyraźny efekt sezonu świątecznego, który w 2025 r. przyniósł znacznie mocniejszą dynamikę niż rok wcześniej (1,9 proc.). Ale to coś więcej: pozytywne podsumowanie całego, dobrego dla sprzedaży, roku.

Skąd taki optymizm? W ujęciu całorocznym sprzedaż detaliczna w 2025 r. wzrosła o 4,3 proc. rok do roku (wobec 2,7 proc. w 2024 r.). To potwierdza, że końcówka roku była nie tylko sezonowym impulsem, ale także dopełnieniem stopniowej poprawy konsumpcji obserwowanej od drugiego kwartału 2025 r.

Online vs. offline. Tu nie ma miejsca na rywalizację

W handlu internetowym grudzień przyniósł obraz zgodny z historycznym schematem. Wartość sprzedaży online rośnie – tym razem była o 4,5 proc. wyższa niż przed rokiem, jednak jej udział w sprzedaży ogółem spadł z 11,0 proc. w listopadzie do 10,1 proc. w grudniu. To zjawisko powtarzalne i naturalne – w grudniu część zakupów wraca do kanałów stacjonarnych, a decyzje zakupowe są częściej podejmowane pod presją czasu, dostępności produktu i natychmiastowego odbioru. Jednocześnie dane miesiąc do miesiąca pokazują, że sprzedaż internetowa wzrosła o 3 proc. względem listopada, co potwierdza, że kanał online pozostaje istotnym beneficjentem świątecznego szczytu.

Struktura sprzedaży internetowej w grudniu pokazuje dojrzały rynek, w którym e-commerce stanowi stabilny element świątecznego ekosystemu zakupowego. Choć część konsumentów wraca do sklepów stacjonarnych, sprzedaż online nadal koncentruje się na kategoriach wymagających wcześniejszego researchu, porównań cen i planowania zakupów. To potwierdza, że spadek udziału e-commerce w grudniu nie oznacza osłabienia kanału, lecz raczej sezonowe przesunięcie akcentów między kanałami sprzedaży.

Tajemnicą poliszynela jest to, że w niektórych firmach istnieje bardziej lub mniej poważny konflikt pomiędzy działami odpowiadającymi za sprzedaż internetową a stacjonarną. Z pewną trudnością przychodzi im zaakceptowanie faktu, że grają do jednej bramki. Wyciągają krótkoterminowe dane, żeby udowodnić swoje tezy o zabieraniu klienta offline przez online i na odwrót, o kanibalizowaniu sprzedaży etc. W ciągu całego roku te wahania się wyrównują i wskazują niezbędność każdego kanału.

E-commerce rośnie na urządzaniu domu

Szczególnie wyraźnie widać to w kategorii meble, RTV, AGD, która w grudniu pozostaje jednym z filarów sprzedaży internetowej. W ujęciu rok do roku sprzedaż online w tej kategorii wzrosła o 17,5 proc., a miesiąc do miesiąca aż o 13,1 proc. Jednocześnie udział e-commerce w całkowitej sprzedaży tej grupy zwiększył się do 21,8 proc., co potwierdza, że nawet w miesiącu sprzyjającym zakupom stacjonarnym konsumenci chętnie realizują większe i droższe transakcje w kanale online. To jeden z najbardziej dojrzałych segmentów e-commerce, w którym internet stał się naturalnym miejscem zakupu sprzętu wysokiej wartości.

Samochody ciągle do przodu, ale wolniej

Od początku roku silnym motorem wzrostu sprzedaży internetowej pozostaje kategoria pojazdy samochodowe, motocykle, części. W grudniu wzrost sprzedaży detalicznej w tej grupie wyniósł 13,1 proc. rok do roku, a w całym 2025 r. była ona wyższa o 11,1 proc. w porównaniu z 2024 r. W ujęciu miesiąc do miesiąca sprzedaż również wzrosła – o 4,1 proc., co pokazuje, że popyt w tej kategorii utrzymuje się na wysokim poziomie także poza szczytem promocyjnym.

W kanale online dynamika sprzedaży w kategorii pojazdy samochodowe, motocykle, części pozostaje bardzo wysoka – w grudniu sprzedaż była o 474,7 proc. wyższa niż przed rokiem. Jednak w ujęciu miesiąc do miesiąca odnotowano spadek o 24,3 proc., będący pierwszym cofnięciem po trzech miesiącach dynamicznych wzrostów. To może sugerować, że listopadowy szczyt miał charakter wyjątkowo silny, a część popytu została zrealizowana wcześniej. Jeśli chodzi o udział sprzedaży internetowej towarów z tej kategorii, to w grudniu wyniósł 4,9 proc. Choć był niższy niż w październiku i listopadzie, kiedy osiągnął szczytowe jak dotąd poziomy, przekraczając znacznie 6 proc., nadal pozostaje wyraźnie wyższy niż w poprzednich latach.

RODO: łącznie 7,1 mld euro kar od wejścia w życie przepisów, 1,2 mld w 2025

Łączna wartość kar nałożonych przez europejskich regulatorów za naruszenia Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych (RODO) od wprowadzenia przepisów w 2018 roku wyniosła 7,1 mld EUR, wynika z najnowszego raportu kancelarii DLA Piper – GDPR Fines and Data Breach Survey. W 2025 roku drastycznie wzrosła liczba zgłoszeń naruszenia ochrony danych osobowych, co eksperci wiążą z rosnącym zagrożeniem cyberatakami oraz upowszechnieniem narzędzi AI wykorzystywanych do tego celu. W Polsce liczba zgłoszeń wzrosła o jedną trzecią.

Wartość kar nałożonych w 2025 roku w Europie przez organy nadzoru wyniosła 1,2 mld EUR, co stanowi wynik zbliżony do tego z 2024 roku. W ubiegłym roku największą karą pieniężną o wartości 530 mln EUR została ukarana firma z sektora mediów społecznościowych, z powodu niezapewnienia odpowiedniego poziomu ochrony w związku z transferem danych osobowych do Chin. Rekordową karę nałożył irlandzki organ nadzoru.

– Zeszłoroczny poziom kar pokazuje, że europejskie organy regulacyjne pozostają bardzo aktywne. Tę aktywność widać szczególnie w obszarach takich jak bezpieczeństwo informacji, międzynarodowe transfery danych, transparentność, a także w kwestii wykorzystania danych do rozwoju sztucznej inteligencji – mówi Ewa Kurowska-Tober, partnerka kierująca zespołem prawa własności intelektualnej i nowych technologii (IPT) w DLA Piper w Warszawie.

O ponad jedną piątą wzrosła w 2025 roku liczba zgłoszeń naruszeń danych osobowych w Europie, osiągając średnio 443 zgłoszeń dziennie. Podobnie jak w ostatnich latach trzy kraje – Holandia, Niemcy i Polska zajmują czołowe miejsca pod względem liczby zgłoszonych naruszeń bezpieczeństwa danych. W 2025 roku w Holandii zgłoszono 39 773 naruszeń, a w Niemczech 34 467. W Polsce liczba zgłoszonych naruszeń wzrosła rok do roku o 4 779 przypadków, czyli o 33 proc. i wyniosła 19 065, wynika z analiz DLA Piper.

– Silny wzrost liczby naruszeń pokazuje jak ważne jest cyberbezpieczeństwo, coraz większa liczba cyberataków na systemy IT przekłada się na liczbę naruszeń – dodaje Ewa Kurowska-Tober. Ta sytuacja powinna skłonić firmy do skupienia się na obszarze bezpieczeństwa danych w nadchodzącym roku, zaniedbanie oznacza rosnące ryzyko strat finansowych i wizerunkowych związanych z cyberatakami. Nie bez znaczenia pozostaje także fakt, że wraz z rozwojem sztucznej inteligencji pojawiają się nowe zagrożenia związane z ochroną danych, na które wiele organizacji nie jest dziś przygotowane.

Irlandia pozostaje liderem pod względem wysokości kar nałożonych od momentu wejścia w życie RODO w maju 2018 roku. Urząd ochrony danych osobowych tego kraju nałożył już kary o łącznej wartości 4,04 mld EUR. Na drugim miejscu plasuje się Francja z łącznymi karami w wysokości 1,13 mld EUR, a na trzecim Luksemburg z 747 mln EUR. W Polsce łączna wartość kar wydanych od 2018 roku przez Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych wyniosła 22,3 mln EUR. Choć uwagę regulatorów w ostatnim roku w coraz większym stopniu przyciągały firmy świadczące usługi finansowe, telekomunikacyjne i dostawcy usług użyteczności publicznej, najwyższe kary w Europie nadal dotyczą podmiotów z branży technologicznej i mediów społecznościowych – dziewięć z dziesięciu najwyższych kar w historii otrzymały firmy właśnie z tego sektora.

Patrząc na wysokość kar nałożonych w ostatnich kilku latach, wyraźnie widzimy, że europejscy regulatorzy nie ulegają presji pomimo rosnącej krytyki ich działań spoza Europy i nadal są skłonni twardo egzekwować przestrzeganie przepisów w zakresie ochrony danych – mówi Piotr Czulak, counsel w zespole IPT w warszawskim biurze DLA Piper.

Kar związanych z wykorzystaniem danych osobowych nie uniknęły też firmy rozwijające produkty oparte na AI. Włoski organ nadzoru ukarał firmę Luka Inc. w związku z jej usługą Replika, chatbotem z interfejsem głosowym i pisemnym opartym na generatywnej sztucznej inteligencji. Regulator uznał, że firma naruszyła przepisy RODO, ponieważ nie określiła podstawy prawnej operacji przetwarzania danych, nie dostarczyła odpowiednich klauzul informacyjnych, a także nie wdrożyła żadnych mechanizmów weryfikacji wieku użytkowników.

Europejscy regulatorzy nadal aktywnie monitorują wykorzystanie danych do szkolenia modeli językowych, ale znajdują się pod coraz większą presją, by ochrona danych nie stała na przeszkodzie innowacji zarówno w sektorze prywatnym jak i publicznym. Propozycje zmian w prawie wysuwane w ostatnich miesiącach miałyby zakładać wyjątki od przepisów RODO związane z wykorzystaniem danych osobowych na potrzeby rozwoju AI na podstawie „prawnie uzasadnionego interesu”, z zachowaniem zabezpieczeń takich jak minimalizacja danych, przejrzystość i prawo do sprzeciwu – dodaje Piotr Czulak.

Raport DLA Piper objął 27 państw członkowskich Unii Europejskiej, a także Wielką Brytanię, Norwegię, Islandię i Liechtenstein.

PINK: rynek biurowy w regionach odbija. Najem +85% kw/kw w IV kw. 2025

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała dane dotyczące rynku powierzchni biurowych na ośmiu głównych rynkach regionalnych w Polsce (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin) za IV kwartał 2025 roku. Źródłem informacji są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (Avison Young, Axi Immo, BNP Paribas Real Estate Poland, CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska, Savills), a podsumowanie dotyczy istniejących zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych obiektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec IV kwartału 2025 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych wyniosły 6 724 300 mkw. Niezmiennie największymi rynkami biurowymi w Polsce (po Warszawie) pozostawały Kraków (1 842 300 mkw.), Wrocław (1 337 600 mkw.) oraz Trójmiasto (1 067 000 mkw.).

W IV kwartale 2025 roku do użytku oddano jeden obiekt biurowy o powierzchni 2,500 mkw. – Bukowska 144 w Poznaniu, zrealizowany przez prywatnego inwestora.

Na koniec grudnia 2025 roku na ośmiu głównych rynkach regionalnych do wynajęcia od zaraz było oferowane około 1 138 800 mkw. powierzchni biurowej, co odpowiada współczynnikowi pustostanów na poziomie 16,9% (spadek o 0,8 p.p. względem III kwartału 2025 roku i 0,9 p.p. wobec analogicznego okresu 2024 roku). Najwyższy wskaźnik niewynajętej powierzchni odnotowano w Katowicach – 21,6%, a najniższy w Szczecinie – 6,4%.

Całkowity wolumen transakcji najmu zarejestrowanych w IV kwartale 2025 roku wyniósł 249 300 mkw., co jest wynikiem o 84% wyższym względem ubiegłego kwartału oraz o 13% wyższym względem analogicznego okresu 2024 roku. Najwięcej powierzchni biurowej zostało wynajęte we Wrocławiu (75 600 mkw.), Krakowie (65 700 mkw.) oraz Trójmieście (41 800 mkw.).

W IV kwartale 2025 roku odnowienia obecnych umów najmu odnotowały największy udział – 48% – w wolumenie transakcji. Nowe umowy stanowiły 42%, ekspansje 9%, natomiast powierzchnie użytkowane na potrzeby właścicieli budynków stanowiły 1% całkowitej aktywności najemców.

Wśród największych transakcji odnotowanych w IV kwartale 2025 roku znalazły się m.in. przedłużenie umowy najmu na 12 600 mkw. przez Align Technology w budynku Wrocławski Park Biznesu Bierutowska Park III we Wrocławiu, przedłużenie i ekspansja na łączną powierzchnię 12 200 mkw. przez poufnego najemcę z sektora bankowości w budynku Olivia Star w Gdańsku oraz nowa umowa najmu na 8 600 mkw. w Grundmanna Office Park A w Katowicach, wynajęta przez Wartę.

Rynek LPG wobec nowych sankcji

Udział importu rosyjskiego gazu płynnego LPG w imporcie do Polski spadł w 2025 roku z ok. 45 procent do ok. 13 procent w listopadzie. W tej sytuacji na początku 2026 r. bardziej na ceny LPG wpływa pogoda za oknem niż sankcje na Rosję. Zakładamy, że w 2026 roku ceny autogazu nie powinny się istotnie zmieniać. Tymczasem LPG pozostaje trzecim najważniejszym paliwem transportowym w Polsce z udziałem przekraczającym 8 procent całej sprzedaży. Utrzymuje też trwałą pozycję jako jedno z kluczowych paliw w krajowym miksie energetycznym – w szczególności jest trudny do zastąpienia na obszarach ze słabo rozwiniętą infrastrukturą sieciową.

– Jak zastępujemy na stacjach rosyjski gaz? Za około 70% przywozów do Polski odpowiadają dziś państwa Europy Zachodniej i Północnej, a przede wszystkim szybko rośnie import ze Stanów Zjednoczonych. USA są dziś zdecydowanie największym producentem LPG na świecie. Całkowity eksport z Teksasu jest czterokrotnie większy niż eksport z Emiratów, drugiego największego globalnego eksportera. Amerykańska produkcja i transporty LPG do Europy biją historyczne rekordy. Już w pierwszej połowie 2025 roku udział USA w dostawach do portów Morza Północnego sięgnął 2/3 i nadal rośnie. To właśnie ten gaz, przeładowywany na mniejsze statki lub na wagony kolejowe, trafia potem do Polski. Poza ujemnymi temperaturami nie widać w tym momencie czynników, które mogłyby wpływać na wzrost cen autogazu w Polsce. Całkowitego odcięcia od dostaw z Rosji nie powinniśmy na stacjach odczuć – komentuje Bartosz Kwiatkowski, Dyrektor Generalny Polskiej Organizacji Gazu Płynnego (POGP).

Po 11 miesiącach 2025 r. udział gazu rosyjskiego w strukturze importu LPG do Polski wynosił niespełna 13%. Największym dostawcą pozostaje Szwecja z udziałem ok. 25% przed Norwegią (17%) i Stanami Zjednoczonymi (14%), które w ciągu minionego roku awansowały na trzecie miejsce. W tym samym okresie terminale morskie przejęły dominującą rolę w zaopatrzeniu rynku krajowego, zastępując dostawy kolejowe. Ich udział w imporcie gazu płynnego do Polski wzrósł z 29% w 2024 r. do 57% w 2025 r. W ciągu roku Polska odwróciła się od wschodu i zwróciła ku Bałtykowi.

Dlaczego sankcje zostały rozszerzone

Gdy Unia Europejska nałożyła sankcje na import z Rosji gazu płynnego od grudnia 2024 r., pozostawiła poza zakazem butan o czystości ponad 95% oraz izobutan. Stało się tak dlatego, że były one w przeszłości wykorzystywane przede wszystkim do produkcji przemysłowej – na przykład pianek montażowych, kosmetyków w sprayu, aerozoli medycznych czy polistyrenowych opakowań.

Po wejściu w życie 12. pakietu sankcji nawet czterokrotnie wzrósł import wyłączonego z embargo czystego butanu z Rosji. Osiągnął on szczyt w marcu ubiegłego roku, kiedy wwieziono do Polski blisko 40 tys. ton gazu wobec 8 tys. ton średniomiesięcznego poziomu importu w latach ubiegłych. Nie był to efekt ożywienia przemysłowego, a zmiany modelu biznesowego. Niektórzy przedsiębiorcy w miejsce objętej sankcjami rosyjskiej mieszanki, sprowadzali ze Wschodu czysty butan i mieszali go z propanem sprowadzanym z innych kierunków, aby wprowadzać tak uzyskaną mieszankę na krajowe stacje paliw.

Ważną przesłanką rozszerzenia sankcji były też czynniki geopolityczne. We wrześniu 2025 r. naruszenia przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony skłoniły Radę Europejską do przyjęcia 23 października kolejnego pakietu sankcyjnego, który objął tym razem wszystkie frakcje klasyfikowane jako LPG. Całkowity zakaz importu gazu płynnego do Unii Europejskiej wszedł w życie 26 stycznia 2026 r. Okres przejściowy zapewniły sobie jedynie Węgry, które jeszcze do lipca mogą sprowadzać rosyjski butan bez prawa sprzedaży go innym podmiotom.

Nowe ATH na złocie i srebrze. Rynek wchodzi w kolejną fazę hossy

Rynek metali szlachetnych wszedł w nową fazę historycznej hossy. Złoto i srebro ustanowiły w poniedziałek kolejne absolutne rekordy cenowe, reagując na narastające napięcia geopolityczne, presję polityczną wokół Rezerwy Federalnej oraz oczekiwania dalszego luzowania polityki monetarnej w USA.

W poniedziałek 26 stycznia 2026 roku cena złota ustanowiła kolejny absolutny rekord, przekraczając 5100 USD za uncję – poziom, który jeszcze kilka miesięcy temu większość analityków uznawała za scenariusz odległy. Równocześnie srebro również zanotowało rekordowe maksimum, z ceną 110 USD za uncję, co jest najwyższym poziomem w dziejach notowań tego metalu.

Napędzającym siłą tego ruchu jest przede wszystkim zwiększony popyt na aktywa “bezpiecznej przystani” w obliczu rosnącej niepewności globalnej. Ostatnie tygodnie przyniosły kumulację czynników, które w naturalny sposób kierują kapitał w stronę metali szlachetnych – od napięć geopolitycznych, przez presję na politykę monetarną USA, po coraz śmielsze prognozy cenowe największych instytucji finansowych.

Geopolityka wraca na pierwszy plan

Jednym z kluczowych czynników stojących za dynamicznym wzrostem cen są działania administracji Donalda Trumpa, które w styczniu wywołały silne turbulencje na rynkach finansowych. Szczególne emocje wzbudziła kwestia Grenlandii. Prezydent USA publicznie zasugerował, że Stany Zjednoczone powinny przejąć kontrolę nad wyspą, argumentując to koniecznością jej ochrony przed wpływami Rosji i Chin.

Choć później, podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, Trump zapewniał, że nie planuje użycia siły, a po rozmowach z przedstawicielami Danii ogłosił „postępy w negocjacjach”, rynki odebrały te komunikaty jako element presji politycznej, a nie realnego uspokojenia sytuacji. Dodatkowo, w tle pojawiły się groźby wprowadzenia ceł wobec Unii Europejskiej. To wystarczyło, by kapitał ponownie zaczął szukać bezpiecznych przystani.

Trump serwuje “TACO”?

W komentarzach rynkowych coraz częściej pojawia się pojęcie „TACO” – skrót od „Trump Always Chickens Out”, opisujący schemat, w którym prezydent USA wysuwa bardzo daleko idące żądania, by następnie częściowo się z nich wycofać pod presją rynków. Choć mechanizm ten bywa wykorzystywany spekulacyjnie, sam fakt jego istnienia zwiększa zmienność i niepewność.

W Davos premier Kanady Mark Carney wprost mówił o końcu dotychczasowego ładu i konieczności znalezienia nowej równowagi pomiędzy dominacją USA i Chin a interesami mniejszych i średnich państw. Historycznie takie momenty sprzyjały wzrostowi znaczenia złota jako neutralnego, ponadnarodowego aktywa.

Coraz silniejsza presja na Fed

Dodatkowym impulsem dla rynku są wydarzenia wokół amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Słabsze od przewidywań dane makroekonomiczne i oczekiwania kolejnych obniżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych sprawiają, że koszt alternatywny trzymania złota maleje. Osłabienie dolara amerykańskiego, które obserwujemy w tym okresie, również wzmacnia pozycję kruszcu.

Jednocześnie narasta presja polityczna na Fed oraz spekulacje dotyczące przyszłości Jerome’a Powella, co rodzi pytania o niezależność banku centralnego USA. Każde osłabienie wiarygodności polityki monetarnej Stanów Zjednoczonych historycznie działało na korzyść złota.

Srebro rośnie szybciej niż złoto

W przypadku srebra do klasycznych czynników “safe-haven” dochodzi także popyt przemysłowy i strukturalne deficyty podaży. Srebro jest szeroko wykorzystywane w sektorach takich jak elektronika, fotowoltaika czy produkcja baterii, a ograniczenia eksportowe ze strony dużych producentów, takich jak Chiny, dodatkowo zwiększają presję na dostępność metalu. W efekcie jego wzrosty procentowe od początku roku są znacznie wyższe niż wzrosty cen złota, co potwierdza zarówno fundamentalne, jak i techniczne przesłanki do ekspansji.

Podsumowując, dzisiejsze ATH na rynku złota i srebra to nie jednorazowy impuls, ale wynik złożenia się wielu podstawowych czynników: intensyfikacji napięć geopolitycznych, oczekiwań dotyczących polityki monetarnej, relatywnego osłabienia dolara oraz fundamentalnego popytu inwestycyjnego i przemysłowego. W takich warunkach złoto i srebro nie tylko reagują na krótkoterminowe wstrząsy, ale również potwierdzają swoją rolę strategii długoterminowej ochrony kapitału.

Banki podnoszą prognozy, a Dubaj umacnia swoją pozycję

Nie bez znaczenia pozostają również prognozy cenowe największych banków inwestycyjnych. Goldman Sachs podniósł swoją prognozę ceny złota na koniec 2026 roku do poziomu 5400 dolarów za uncję. Jeszcze niedawno takie poziomy uznawano za skrajnie agresywne, dziś coraz częściej pojawiają się w bazowych scenariuszach analitycznych. To pokazuje, że rynek zaczyna traktować wysokie ceny złota nie jako chwilową anomalię, lecz efekt długoterminowych zmian strukturalnych.

Na globalnej mapie rynku złota coraz wyraźniej zaznacza się także rola Dubaju. Dubai Gold Commodities Exchange odnotowała w minionym roku ponad 30-procentowy wzrost wolumenu obrotu oraz wzrost wartości kontraktów o 47 miliardów dolarów. Akredytacja przyznana przez Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych ułatwia europejskim inwestorom dostęp do tego rynku, a Dubaj staje się jednym z kluczowych centrów handlu fizycznym kruszcem. Szacuje się, że przez ten hub przepływa dziś około 15 procent światowego złota.

Metale szlachetne strategicznym aktywem w portfelu

Warto również spojrzeć na rynek metali szlachetnych szerzej. Rok 2025 był wyjątkowo silny nie tylko dla złota, które wzrosło o około 64 procent, osiągając największy roczny wzrost od 1979 roku, ale także dla srebra. Cena srebra wzrosła w ubiegłym roku o około 157 procent, napędzana deficytami podaży, rosnącym popytem przemysłowym oraz uznaniem srebra za minerał krytyczny w USA. Platyna i pallad również notowały silne wzrosty, potwierdzając, że inwestorzy coraz chętniej dywersyfikują portfele w kierunku metali.

Wszystko to składa się na obraz rynku, na którym złoto i srebro nie są już wyłącznie „bezpieczną przystanią na czas kryzysu”, ale elementem strategicznego zabezpieczenia kapitału w świecie permanentnej niepewności. W obecnym otoczeniu gospodarczym i politycznym pytanie nie brzmi, czy metale szlachetne mają jeszcze sens w portfelu, lecz jak dużą rolę powinny w nim odgrywać.

Nowa zagraniczna inwestycja Grupy Selena: spółka planuje w Kazachstanie budowę drugiego zakładu produkcji tynków i zapraw

Rynki Azji Centralnej są jednymi z priorytetowych kierunków rozwoju działalności Grupy Selena poza granicami Polski. Wśród nich na czele jest Kazachstan, w którym działa ona już od 23 lat. To tu, w Astanie, 9 lat temu firma zbudowała pierwszy zakład produkcyjny zapraw suchych. Polski gigant sektora chemii budowlanej nie zwalnia jednak tempa. Selena rozpoczyna kolejną inwestycję w Kazachstanie – budowę zakładu produkcji tynków i zapraw klejowych.

W ramach inwestycji, Grupa Selena planuje budowę oraz wyposażenie w niezbędną infrastrukturę zakładu produkcyjnego na południu Kazachstanu. Inwestycja zwiększy moce produkcyjne firmy i pozwoli na wytwarzanie wysokiej jakości, nowoczesnych produktów chemii budowlanej.

Grupa Selena prowadzi w Kazachstanie działalność od 2002 roku i od tego czasu zbudowała silną pozycję lidera lokalnego rynku. Tytan Professional® – wiodąca marka w portfolio grupy – jest tam obecnie najbardziej rozpoznawalną marką produktów chemii budowlanej.

– Kazachstańscy budowniczy wymagają coraz wyższej jakości produktów dlatego marka TYTAN cieszy się tam niesłabnącym zainteresowaniem. Zapowiadana inwestycja jest zarówno odpowiedzią na wciąż rosnący popyt na suche mieszanki budowlane jak i potwierdzeniem naszego trwałego zaangażowania w gospodarkę kraju.– mówi Sławomir Majchrowski, prezes Grupy Selena. – Na bieżąco śledzimy analizy ekonomiczne, które jednoznacznie wskazują, że gospodarka Kazachstanu pozostaje w trendzie wzrostu. Chcemy wykorzystać ten potencjał także w kontekście jego doskonałego położenia geograficznego. Traktujemy Kazachstan jako strategiczne i najbardziej efektywne miejsce do dalszej ekspansji w tej części świata. Nasza obecność w regionie rozwija się także w takich krajach jak Kirgistan i Uzbekistan. Dlatego nowy zakład produkcyjny powstaje na południu Kazachstanu. – dodaje Sławomir Majchrowski.

Celem Seleny jest zapewnienie budowniczym wysokiej jakości materiałów tam, gdzie są one najbardziej potrzebne. Zaufanie jakie przez lata uzyskała główna marka Seleny Tytan Professional®, pozwala firmie podejmować kolejne decyzje inwestycyjne przyczyniające się do rozwoju lokalnej gospodarki oraz stworzenia nowych miejsc pracy.

Szacowany koszt najnowszej inwestycji Grupy Selena w Kazachstanie to ok. 5 mln euro. Projekt zakłada możliwość rozszerzenia inwestycji w przyszłości o kolejną linię produkcyjną.

Cena złota przekroczyła 5000 USD za uncję. Trzeci rekord w rok i nowa era dla kruszcu

0

Złoto przekroczyło barierę 5000 USD za uncję. To trzeci historyczny rekord w ciągu niecałych 12 miesięcy – po poziomach 3000 USD w marcu 2025 r. i 4000 USD w październiku 2025 r. Granica, która jeszcze 2–3 lata temu nie śniła się nawet największym entuzjastom kruszcu, właśnie została trwale złamana. Polacy to dostrzegają i coraz częściej inwestują w złoto, co potwierdzają najnowsze badania.

To nie jest jednorazowy skok cenowy, tylko efekt długiego, konsekwentnego trendu. Złoto weszło w fazę strukturalnego wzrostu już jesienią 2022 roku, startując z poziomu 1615 USD za uncję.

Od tego momentu każdy kolejny kwartał dokłada nowe czynniki popytowe: od wojny na Ukrainie i globalnych ryzyk geopolitycznych, przez zamrażanie dolarowych aktywów, co zmusiło wiele krajów do szukania alternatyw, aż po ostatni rok w wykonaniu Donalda Trumpa, który coraz agresywniej podbija stawkę w geopolitycznej grze, nasilając procesy de-globalizacji, wzajemnych sankcji i walki o surowce – wskazuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex.

W tym kontekście złoto – mimo że nie generuje odsetek – coraz częściej traktowane jest jako realna alternatywa dla obligacji skarbowych, a nie tylko klasyczna „bezpieczna przystań”. Symboliczna bariera 5000 USD nie jest więc zaskoczeniem, lecz logicznym etapem procesu, który trwa od ponad dwóch lat.

Równolegle zmienia się zachowanie inwestorów indywidualnych. W najnowszym badaniu firmy Tavex złoto wskazało już 16% respondentów jako formę inwestowania oszczędności (wzrost z 13% r/r), co daje mu czwarte miejsce w rankingu aktywów inwestycyjnych – za lokatami, funduszami i giełdą. Co kluczowe, 34% inwestujących w złoto deklaruje, że wybiera je dlatego, że długofalowo zabezpiecza oszczędności, a nie w celach spekulacyjnych.

Rekord 5000 USD domyka ten obraz. Złoto przestaje być „aktywem kryzysowym”, a zaczyna funkcjonować jako strategiczny element architektury bezpieczeństwa finansowego – zarówno w portfelach prywatnych inwestorów, jak i w politykach banków centralnych. I tak oto dochodzimy do kamienia milowego, jakim jest bariera 5000 USD. Dochodzimy tu świetnie przygotowani, bo z 550 tonami kruszcu w rezerwach Narodowego Banku Polskiego (i apetytem na więcej)! – podsumowuje Tomasz Gessner, główny analityk Tavex. Nowy rekord to już nie emocja rynku. To zmiana systemowa – dodaje.

Warszawski rynek biurowy: rekord popytu i coraz mniej biur w centrum. Czy czynsze pójdą jeszcze wyżej?

Finał 2025 roku przyniósł na warszawskim rynku biurowym nowy rekord – w IV kwartale wynajęto blisko 310 tys. mkw., co jest najlepszym kwartalnym wynikiem w historii stolicy. Taki rezultat sprawił, że popyt zanotował rok do roku 7% wzrost, a dostępność biur w strefie centralnej stopniała do zaledwie 6,1%. Co za tym idzie, czynsze w budynkach klasy premium wciąż pną się w górę. Jak podkreślają eksperci międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield, w obliczu prognozowanej na 2026 rok skromnej podaży rzędu 75 tys. mkw., rynek wysyła najemcom jasny komunikat: czas na odważne decyzje to „teraz”.

PODAŻ: nowe projekty wyłącznie w najatrakcyjniejszych lokalizacjach

Rok 2025 zakończył się z zasobami powierzchni biurowej w Warszawie na poziomie 6,23 mln mkw. Według szacunków Cushman & Wakefield rynek ten może powiększyć się w 2026 roku jedynie o ok. 75 000 mkw. Większość, bo aż 75% powierzchni planowanej do oddania w tym czasie znajduje się w strefie centralnej, z kolei poza centrum spodziewane jest ukończenie budynków Vena (PHN) oraz Puławska 533 (Forest Project).

Ostatni kwartał minionego roku nie przyniósł zmiany w naszych prognozach na najbliższe lata. Wysokie koszty finansowania i budowy, dość ostrożne podejście firm do zmiany siedziby czy coraz mniejsza dostępność terenów w preferowanym obszarze centrum – te czynniki decydują o utrzymaniu się niskiego poziomu nowej podaży. Mimo to w centrum miasta, poza budową wieży biurowej Skyliner II (Karimpol) oraz flagowego wieżowca Upper One (Strabag RE), rozpoczęła się również konstrukcja wysokościowego biurowca Afi Tower (Afi/ Echo Investment). Dalsze planowane inwestycje obejmują prace nad II etapem kompleksu VIBE (Ghelamco) oraz procesem wyburzania starszego biurowca przy ul. Prostej 69, na miejscu którego inwestor – spółka CPI – planuje realizację nowej inwestycji biurowej o nazwie LightOn”, tłumaczy Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

POPYT: rekord na finiszu roku

Całkowita aktywność najemców w 2025 roku wyniosła 794 100 mkw., co oznacza wzrost r/r o ok. 7%. Do takiego wyniku przyczynił się rekordowy popyt zaobserwowany w IV kwartale 2025 roku – 309 850 mkw. – największa wartość kwartalna zaobserwowana w Warszawie od początku prowadzenia statystyk.

Chociaż w I i III kwartale przeważały nowe umowy, to w ciągu całego ubiegłego roku struktura transakcji została zdominowana przez renegocjacje – 50%. Udział nowych umów z kolei wyniósł 40%, ekspansji 6%, a powierzchnia zajęta przez właściciela odpowiadała za 4% całości wynajętej powierzchni. Z naszych obserwacji wynika, że do wzrostu zainteresowania powierzchnią biurową w Warszawie przyczynia się szybki rozwój centrów usług wspólnych, natomiast sektorami z potencjałem do wzrostu pozostają firmy z branży IT, bankowości, sektora publicznego oraz farmaceutyki”, wylicza Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research Poland, Cushman & Wakefield.

Wśród transakcji zawartych w IV kwartale możemy wyróżnić renegocjację i ekspansję firmy Astra Zeneca w budynku przy Postępu 14 (22 500 mkw.), renegocjację Zarządu Transportu Miejskiego w budynku Fabryka PZO I (12 000 mkw.), a także nową umowę najmu Komendy Głównej Policji w budynku Lipowy Park (9 750 mkw.).

Warto zauważyć, że oprócz wzmożonego zainteresowania najemców strefą centralną, obserwujemy utrzymujący się popyt również poza centrum – w strefach Służewiec i Korytarz Jerozolimskich. Pozostają one dobrą i tańszą alternatywą zarówno dla dużych firm, w przypadku chęci utrzymania części działów, dla których lokalizacja jest mniej ważna jak i dla mniejszych podmiotów, działających w mniejszej skali lub dopiero wchodzących na rynek”, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

Cushman & Wakefield prognozuje utrzymanie się aktywności najemców na warszawskim rynku biurowym w najbliższych kwartałach na zbliżonym poziomie do lat 2023-2024. Niemniej jednak, tempo rozwoju rynku może ulec zmianie w zależności od ogólnego klimatu gospodarczego, a także strategii firm międzynarodowych dotyczących redukcji kosztów i ekspansji.

WSKAŹNIK PUSTOSTANÓW: coraz mniej atrakcyjnych powierzchni dostępnych od ręki

Wskaźnik powierzchni niewynajętej na koniec grudnia 2025 roku w Warszawie wyniósł 9,1% i był 0,6 pp. niższy w porównaniu do poprzedniego kwartału oraz o 1,5 pp. niższy względem grudnia 2024.

Spadek ten wynika z relatywnie korzystnego poziomu popytu, zarejestrowanego zarówno w strefach centralnych jak i nie centralnych. Dodatkowo na zmniejszenie dostępności powierzchni w strefach niecentralnych (Służewiec) miało wpływ wyłączenie kilku budynków, co do których planowana jest zmiana funkcji na mieszkaniową. Przekłada się to na dostępność powierzchni na poziomie niecałych 565 000 mkw., co oznacza spadek o ok. 41 000 mkw. względem ubiegłego kwartału”, komentuje Vitalii Arkhypenko.

Wraz ze spodziewanym ograniczeniem nowej podaży w latach 2026-2027, będziemy obserwować dalszą kompresję wskaźnika powierzchni niewynajętej. Pozwoli to warszawskiemu rynkowi na wchłonięcie nadwyżki dostępnej powierzchni biurowej w istniejącym zasobie. Dodatkowo, struktura pustostanów różni się w zależności od lokalizacji. Obecnie wyższy wskaźnik pustostanów utrzymuje się w strefach niecentralnych (11,6%), co oznacza delikatny spadek względem kwartałów Q1 2024- Q3 2025 (12-13%). Natomiast w strefie centralnej, dostępność powierzchni pod koniec 2025 roku wyniosła 6,1%, co świadczy o niskiej i nadal malejącej dostępnej powierzchni w Centrum. Wskaźnik ten w szczytowym momencie wynosił 13,8% w 2021 roku.

Warto również zauważyć, że oczekiwany dalszy spadek dostępnej powierzchni biurowej w centralnych lokalizacjach może prowadzić do dalszego wzrostu czynszów w Centrum, co przy jednoczesnym ograniczeniu nowych inwestycji, może sprzyjać starszym projektom, ale też projektom poza centrum. Sytuacja ta może zachęcić do modernizacji budynków starszych, by umożliwić im skuteczniejsze konkurowanie o utrzymanie obecnych i pozyskanie nowych najemców.

STAWKI CZYNSZÓW: mniejsza dostępność biur i rosnące koszty z wpływem na dalsze wzrosty

W grudniu 2025 roku stawki „premium” za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły przeciętnie 24,00-28,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 15,00-19,00 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach poza centralnych. Wzrosty czynszu obserwowano przede wszystkim w budynkach w Centrum (zarówno w trakcie budowy jak i w istniejących). Czynsze w budynkach poza centrum również doświadczyły wzrostów, choć i o niższej skali – zbliżonej lub nieznacznie wyższej względem wskaźnika inflacji.

Cushman & Wakefield przewiduje, że w kolejnych kwartałach, presja na wzrost stawek czynszu będzie widoczna nadal przede wszystkim w projektach w budowie oraz w najbardziej atrakcyjnych obiektach zlokalizowanych w Centrum. Podczas gdy w większości obiektów w lokalizacjach niecentralnych wzrost czynszów będzie ograniczony ze względu na większą konkurencję i relatywnie wyższy poziom wakatu.

Rynek mieszkaniowy w Warszawie: rynek kupującego dzięki rekordowej ofercie – ale czy na długo?

Rynek mieszkaniowy w Warszawie osiągnął stan dojrzałej równowagi. Na koniec 2025 r. średnia cena ofertowa mieszkania na rynku pierwotnym oraz wtórnym w stolicy wynosiła ok. 18,4 tys. zł/mkw.,  przy czym w pierwszym przypadku oznacza to wzrost o 6% r/r (przeszło 1 tys. zł), a w drugim spadek o -0,5% (niecałe 100 zł). Z kolei średnia stawka na rynku najmu na koniec ub.r. wyniosła 5 tys. zł (-2% r/r).

Stolica z dużą ofertą mieszkań deweloperskich

Na koniec grudnia 2025 r. deweloperzy działający na terenie Warszawy mieli w ofercie blisko 14,6 tys. mieszkań, czyli więcej w porównaniu do 2024 r. (+8%), 2023 r. (+68%) i 2022 r. (+24%). Pod koniec ub.r. zdecydowanie największy wybór nowych mieszkań był dostępny na Białołęce (3,2 tys.) oraz na Mokotowie (1,7 tys.). Z kolei średni metraż oferowanych mieszkań spadł w 2 lata z 59 mkw. do niecałych 55 mkw.

Pod koniec grudnia 2025 roku średnia cena ofertowa nowego mieszkania na rynku warszawskim wyniosła 18,4 tys. zł/mkw., co stanowi wzrost o 6% w skali roku i przekłada się na nominalną podwyżkę o ponad tysiąc złotych. Najwyższe stawki odnotowano na Woli, gdzie metr kwadratowy kosztuje średnio 35 tys. zł, a w dalszej kolejności uplasowały się Ochota, Śródmieście oraz Żoliborz z cenami przekraczającymi 27 tys. zł/mkw. Na przeciwległym biegunie zestawienia znajdują się prawobrzeżne dzielnice – Wawer, Rembertów i Białołęka,  oferujące lokale w najbardziej przystępnej cenie, oscylującej wokół 13,5 tys. zł/mkw.

Więcej sprzedanych mieszkań niż w 2024 roku

W całym 2025 roku warszawski rynek pierwotny zasiliło łącznie niemal 13,2 tys. nowych mieszkań, co stanowi spadek podaży o 11% względem 2024 roku oraz o odpowiednio 4% i 2% w porównaniu do lat 2023 i 2022. Największą aktywność deweloperów w zakresie nowych wprowadzeń odnotowano w trzecim kwartale (ponad 3,7 tys. jednostek), podczas gdy w pierwszym i czwartym do oferty trafiło po około 3,2 tys. lokali, a w drugim – 2,9 tys.Warszawa mieszkania wprowdzone do sprzedaży, sprzedane i oferta

Równocześnie w okresie od stycznia do grudnia nabywców znalazło łącznie 13,1 tys. mieszkań. Wynik ten jest o 13% wyższy niż w 2024 roku i o 19% lepszy niż w roku 2022, choć jednocześnie o 21% niższy w zestawieniu z rekordowym rokiem 2023. Pod względem sprzedaży najintensywniejszy okazał się czwarty kwartał (blisko 4 tys. transakcji), który wyprzedził trzeci (niecałe 3,6 tys.) oraz kwartały pierwszy i drugi, w których sprzedano po około 2,8 tys. lokali.

Czas wyprzedaży oferty w Warszawie (obliczany na podstawie obecnej oferty i sprzedaży z ostatnich 3 miesięcy) wyniósł w grudniu ub.r. 3,7 kw., czyli trochę poniżej optymalnego zakresu 4-6 kw. Podobny czas wyprzedaży został zanotowany w stolicy miesiąc wcześniej, natomiast od czerwca 2024 r. do października 2025 r. miasto nieprzerwanie mieściło się w pożądanym przedziale, zachowując tym samym równowagę popytowo-podażową.Warszawa_czas wyprzedaży oferty wyrażony w kwartałach

Mieszkanie z rynku wtórnego za prawie tyle co rok temu

Na koniec grudnia 2025 r. do dyspozycji osób poszukujących mieszkania na terenie Warszawy było też 13,6 tys. mieszkań z rynku wtórnego – mniej o 11% niż rok wcześniej, ale więcej o 53% niż na koniec 2023 r. i o 4% niż na koniec 2022 r. Zainteresowanie tego typu lokalami ze strony kupujących wzrosło o 11% r/r. Warszawa_oferta mieszkań na rynku wtórnym

Średnia cena ofertowa mieszkania z drugiej ręki wynosi w stolicy przeszło 18,4 tys. zł/mkw., czyli prawie tyle samo co rok wcześniej. W IV kwartale 2025 r. najwięcej kosztowały mieszkania z rynku wtórnego w dzielnicy Śródmieście (przeszło 23,5 tys. zł/mkw.) oraz w dzielnicach Wola i Żoliborz (ok. 21 tys. zł/mkw.). Natomiast na drugim biegunie znajdują się Rembertów i Białołęka, gdzie średnie ceny mieszkań wynoszą najmniej – odpowiednio 13,6 tys. zł/mkw. i 14,3 tys. zł/mkw.

Duży potencjał rynku najmu

Osoby poszukujące mieszkania na wynajem w Warszawie w grudniu 2025 r. mogły wybierać spośród 5,9 tys. ogłoszeń w serwisie Otodom (+2% r/r). Największym zainteresowaniem cieszyły się lokale 2-pokojowe zarówno do kwoty 3 tys. zł, jak i 3,5 tys. zł. Z kolei średnia cena ofertowa mieszkania na wynajem wyniosła tu 5 tys. zł, o 2% mniej niż rok wcześniej. Warszawa_ceny na rynku pierwotnym i wtórnym oraz stawki najmu

Rozwojowi sektora najmu sprzyjają dane dotyczące systematycznego wzrostu ruchu turystycznego w stolicy. W 2024 roku Warszawę odwiedziło blisko 21 milionów gości z kraju i zagranicy, co stanowiło wzrost o 27% w skali roku. Pozytywny trend utrzymuje się również w opiniach samych przyjezdnych, co potwierdzają badania przeprowadzone przez Stołeczne Biuro Turystyki między majem a październikiem 2025 roku. Miasto zyskuje w oczach odwiedzających coraz większe uznanie – niemal wszyscy, bo aż 97% turystów, pozytywnie oceniają lokalną ofertę kulturalną. Rośnie także ogólny poziom satysfakcji z atrakcyjności metropolii, którą obecnie dobrze ocenia 66% osób.

Mieszkania na tani wynajem

Warszawski zasób mieszkaniowy, obok ofert z rynków pierwotnego, wtórnego i najmu, jest systematycznie powiększany przez towarzystwa budownictwa społecznego, które oferują lokale z preferencyjnym, niskim czynszem. Obecnie TBS Warszawa Północ realizuje dwie takie inwestycje: na Woli przy ulicy Kolskiej powstaje 26 mieszkań, natomiast na Pradze-Północ przy ulicy Jagiellońskiej budowanych jest 207 jednostek. Równolegle TBS Warszawa Południe prowadzi prace przy ulicy Skaryszewskiej 5. Ten projekt obejmuje 25 mieszkań na wynajem, z czego 5 to lokale wspomagane, dedykowane osobom z niepełnosprawnościami. Przedsięwzięcie to wyróżnia się pod względem technologicznym jako pierwszy budynek TBS w stolicy wznoszony w technologii prefabrykowanej. Wykorzystanie gotowych elementów konstrukcyjnych pozwala na znaczące przyspieszenie i zwiększenie efektywności procesu budowy, będąc jednocześnie rozwiązaniem przyjaznym dla środowiska.

Nowe zasady dotyczące mieszkań komunalnych

W Warszawie wprowadzono zmiany w zasadach przydzielania mieszkań komunalnych. Zgodnie z nową uchwałą o najmie lokali komunalnych pierwszeństwo otrzymają osoby, które wykonują ważne dla miasta zawody. Wśród nich są pracownicy kultury, nauczyciele, ratownicy medyczni pracujący w podmiotach leczniczych należących do miasta oraz pracownicy instytucji pomocy społecznej.

Aktualnie w Warszawie znajduje się ponad 80 tys. mieszkań komunalnych, a miasto od lat realizuje program, który ma na celu zwiększanie tej liczby. Najwięcej takich lokali znajduje się na Woli (ok. 13,8 tys.), Mokotowie (ok. 11,8 tys.) i w Śródmieściu (ok. 11,6 tys.).

Rynek mieszkaniowy w Warszawie osiągnął stan dojrzałej równowagi, kończąc okres gwałtownych wahań i „paniki zakupowej” wywoływanej wcześniej przez programy dopłat. Rekordowo wysoka podaż ofert daje kupującym największy komfort wyboru mieszkania od lat. Ponadto obniżki stóp procentowych znacząco zwiększyły zdolność kredytową Polaków, czyniąc finansowanie zakupu bardziej dostępnym. Rynek mieszkaniowy w stolicy staje się w końcu bardziej przewidywalny, co daje komfort planowania zarówno przy zakupie na własne potrzeby, jak i inwestycyjnie.Ceny mieszkań na rynku deweloperskim w Warszawie

Strategia Polski na AI w latach 2026-2030

Przyjęta przez Ministerstwo Cyfryzacji „Polityka rozwoju sztucznej inteligencji w Polsce do 2030 roku” zakłada budowę krajowego ekosystemu AI, szersze wykorzystanie tej technologii w administracji publicznej oraz wzmacnianie zaufania do AI poprzez regulacje, standardy bezpieczeństwa i zasady etyczne. Dokument wyznacza ramy dla wdrażania AI w usługach publicznych oraz rozwoju krajowych kompetencji technologicznych, które mają przełożyć się na realne zastosowania w całej gospodarce.

Należy zaznaczyć, że administracja publiczna już dziś testuje i wdraża rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Instytucje korzystają z platformy AI HUB Poland, która ma ułatwiać dostęp do sprawdzonych technologii i przyspieszać ich implementację. Równolegle prowadzone są pilotaże polskich modeli językowych, takich jak PLLuM, wykorzystywane m.in. w jednostkach samorządu terytorialnego. Celem tych działań jest nie tylko zwiększenie efektywności pracy urzędów, ale także ograniczenie zależności od zagranicznych rozwiązań oraz budowa lokalnych kompetencji.

AI coraz wyraźniej zaznacza także swoją obecność w biznesie. Z badania Polcom „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025-2026” wynika, że 65% firm wykorzystuje AI w obszarze cyberbezpieczeństwa, m.in. do wykrywania zagrożeń i analizy anomalii. 63% przedsiębiorstw stosuje ją do zarządzania wiedzą i wspierania procesów poznawczych, również z użyciem zaawansowanych modeli językowych. 52% organizacji wdraża AI do automatyzacji procesów operacyjnych – zarówno biurowych, jak i produkcyjnych. Jednocześnie 37% firm intensywnie analizuje rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji i rozważa ich wdrożenie w najbliższym czasie.

Dane z badania Polcom pokazują, że sztuczna inteligencja przestała być w Polsce domeną wyłącznie innowatorów i największych korporacji. Coraz częściej sięgają po nią firmy średniej wielkości, które widzą szybki zwrot z inwestycji i przede wszystkim skuteczność, szczególnie w obszarach bezpieczeństwa, automatyzacji i zarządzania wiedzą – wskazuje Adam Pastuszka, Business Development Manager w Polcom.

Warto podkreślić, że rozwój AI jest ściśle powiązany z inwestycjami w infrastrukturę IT. Kluczową rolę odgrywa chmura obliczeniowa oraz nowoczesne centra danych. Z przytoczonego już badania wynika, że 62% firm z sektora MŚP planuje inwestycje w chmurę do 2026 roku, traktując ją jako podstawowy warunek dalszego skalowania rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji.

Mimo rosnącej popularności sztucznej inteligencji, firmy nadal mierzą się z barierami. Najczęściej wskazują na brak kompetencji i doświadczenia, obawy związane z bezpieczeństwem danych i zgodnością z regulacjami oraz konieczność integracji rozwiązań AI z istniejącymi systemami IT. Podobne wyzwania stoją przed administracją publiczną, gdzie kluczowym zadaniem na najbliższe lata będzie przejście od pilotaży do trwałych, skalowalnych wdrożeń, które realnie poprawią jakość usług dla obywateli – podkreśla Adam Pastuszka.

Branża IT wchodzi w 2026 rok z „dojrzałym optymizmem”. Firmy wracają do planowania, ale ryzyka makro pozostają kluczowe

Najnowsza edycja raportu „Barometr Nastrojów w Branży IT” przygotowana przez SoDA we współpracy z Future Processing pokazuje wyraźną poprawę nastrojów wśród firm technologicznych. Ponad 70% respondentów pozytywnie ocenia swoją sytuację w ostatnich sześciu miesiącach, a udział ocen negatywnych spadł do jednocyfrowych wartości. Jednocześnie około 80% firm pozytywnie patrzy w przyszłość – w prognozach praktycznie nie pojawiają się oceny negatywne, co odróżnia wyniki od wcześniejszych edycji badania.

Nastroje: koniec „czekania”, powrót do decyzji

Wyniki Barometru wskazują, że firmy coraz częściej wychodzą z fazy ostrożnej obserwacji i zaczynają postrzegać swoją sytuację jako realnie dobrą. SoDA zwraca uwagę, że choć część organizacji nadal wybiera odpowiedzi neutralne, dominującym trendem staje się „ugruntowany optymizm” oparty o większą przewidywalność warunków prowadzenia biznesu oraz poprawę sytuacji operacyjnej.

PMI dla IT: siła nabywcza rośnie, poprawa jest „ewolucyjna”

Wskaźnik PMI SoDA dla branży IT wyniósł 56,26 (powyżej progu 50, który oznacza poprawę). To umiarkowany wzrost wobec poprzednich edycji (53,38 i 53,72) i sygnał stopniowego umacniania siły nabywczej sektora. Większość firm lokuje się nadal w przedziale 40–60, co sugeruje, że poprawa ma charakter stabilizacyjny, a nie gwałtowny.

AI na plus, waluty na minus: wyraźny podział między tym, co firmy kontrolują, a tym, co je ogranicza

Analiza czynników wpływających na biznes pokazuje silny kontrast:

  • Najbardziej pozytywnie oceniane są obszary wewnętrzne – rozwój AI (sentyment netto +68%), rotacja pracowników (+52%) oraz cyberbezpieczeństwo i pozyskiwanie talentów (po +45%).
  • Najbardziej negatywne pozostają czynniki zewnętrzne: kursy walut (–46%), sytuacja geopolityczna (–40%) oraz obciążenia podatkowe (–31%) i krajowa sytuacja polityczna (–22%).

Podobnie jak w poprzedniej edycji badania otrzymaliśmy bardzo podobne „Negatywne” wartości w obszarze ryzyka walutowego, ale co istotniejsze zauważalny jest znaczący wzrost „Bardzo Negatywnych” sentymentów. Moim zdaniem jest to spowodowane gwałtownym osłabieniem kursu USD do PLN z poziomu powyżej 4.00 rok temu do 3.60 obecnie – w sytuacji gdzie coraz większy odsetek polskich firm IT realizuje kontrakty dla klientów z USA (wg moich obserwacji co najmniej 20% wzrost sprzedaży wyrażonej w USD).

Z uwagi na fakt, że to Stany Zjednoczone są obecnie niekwestionowanym liderem wzrostu popytu na usługi IT (AI driven) problem ten będzie niewątpliwie pojawiał się w kolejnych miesiącach. Ponownie więc hasło „Hedging Walutowy” powinno pojawiać się w „book of work” każdej polskiej firmy zainteresowanej. – dodaje Adam Stosio, Senior Head of Desk z firmy Ebury.

W obszarze AI raport podkreśla, że 78% organizacji oczekuje pozytywnego wpływu AI już w perspektywie 6 miesięcy, co ma wskazywać na przejście „od testów do wartości biznesowej” (m.in. wzrost efektywności, lepsze wykorzystanie danych, szybsze decyzje).

Plany na 2026: efektywność, sprzedaż i ostrożne skalowanie

W pytaniach otwartych i tych dotyczących priorytetów na kolejne 12 miesięcy przedstawiciele branży najczęściej wskazują:

  • sprzedaż jako stały priorytet (najwięcej wskazań),
  • poszukiwanie nisz rynkowych – wysoka i stabilna pozycja,
  • rosnące znaczenie utrzymania rentowności oraz wyraźny wzrost wskazań dotyczących skalowania działalności (interpretowany jako ostrożny powrót do myślenia rozwojowego), przy utrzymującym się nacisku na koszty.

W raporcie pojawia się też wątek konsolidacji: większość firm nie planuje sprzedaży udziałów, ale ok. ⅓ pozostaje otwarta na rozmowy w przypadku atrakcyjnej propozycji – co potwierdza tezę o ostrożnym ożywieniu rynku M&A w IT.

Rentowność i projekty: oczekiwanie wzrostu marż, stabilizacja „ławki”

Wyniki wskazują na przesunięcie w stronę poprawy rentowności: w H2 2025 rośnie odsetek firm spodziewających się wzrostu marży brutto, a szczególnie przybywa prognoz wzrostu powyżej 3 p.p. Jednocześnie spada udział firm oczekujących braku zmian w marży, co może sugerować, że organizacje coraz częściej widzą efekty wcześniejszych działań optymalizacyjnych.

Operacyjnie branża stabilizuje poziom „ławki”: ponad połowa firm nie oczekuje istotnych zmian liczby osób bez projektów, co można interpretować jako utrzymanie równowagi po okresie korekt zatrudnienia oraz przejście w stronę „optymalizacji operacyjnej” zamiast dalszej rozbudowy zasobów.

Praca i biuro w 2026: hybryda dominuje, biuro zmienia funkcję

W badanych firmach dominuje model hybrydowy i zdalny (łącznie 91%). W prognozach na 2026 rok ponad połowa respondentów nie przewiduje zmian w sposobie korzystania z biura, ale równolegle rośnie postrzeganie biura jako miejsca spotkań projektowych – „narzędzia współpracy”, a nie wyłącznie miejsca pracy.

“Długoterminowy najem to wciąż najpopularniejsze rozwiązanie na rynku. Biura  serwisowane, znane również jako „biura flex” idealnie uzupełniają model tradycyjny. Jednocześnie rosnące wykorzystanie biura jako miejsca spotkań projektowych potwierdza, że jego rola przesuwa się z „miejsca pracy” w stronę „narzędzia współpracy”. To sygnał, że biuro musi być coraz bardziej funkcjonalne i elastyczne, nawet jeśli formalnie nic się nie zmienia.” – komentuje Magdalena Śnieżek, Head of Ace of Space powered by Globalworth

Rynek pracy: stabilniejsza rotacja, ostrożniejsze decyzje pracowników

Raport pokazuje spadek rotacji dobrowolnej i stabilizację rynku pracy w IT. Średnia rotacja dobrowolna w firmach biorących udział w ankiecie wynosi 8,18%, przy czym najwyższa jest w najmniejszych firmach (ok. 10%+), a najniższa w największych (ok. 5,79%). Dane wpisują się w trend większej ostrożności pracowników przy zmianie pracy.

“Rotacja dobrowolna na poziomie 8,18% wskazuje na wyraźną stabilizację rynku IT w 2025 roku i jest zdecydowanie niższa niż piki obserwowane w latach 2021–2022, gdy rotacja potrafiła sięgać nawet 20–25%. Dane dobrze odzwierciedlają szerszy trend spadku rotacji i większej ostrożności pracowników przy zmianie pracy.” – komentuje Ewa Ebelewicz-Plaza Head of People, Future Processing

„Dwie równoległe rzeczywistości”

SoDA podsumowuje wyniki jako sytuację, w której branża funkcjonuje w dwóch równoległych porządkach: firmy wzmacniają się operacyjnie i technologicznie, ale jednocześnie muszą reagować na niestabilne otoczenie makroekonomiczne. W praktyce oznacza to wejście w 2026 rok z optymizmem „ostrożnym, ale coraz lepiej uzasadnionym” oraz koncentracją na obszarach pozostających pod kontrolą organizacji, przy zachowaniu elastyczności w planowaniu.

“Wyniki Barometru za H2 2025 pokazują dość istotną zmianę w nastrojach branży IT, od dawna nieobserwowaną w wynikach tego badania. Sentyment dotyczący zarówno ostatnich miesięcy, jak i przyszłości wyraźnie się poprawił i ma charakter powtarzalny. Co nietypowe – coraz mniej odpowiedzi ma charakter neutralny, a oceny negatywne niemal znikają z prognoz dotyczących przyszłości.

Mimo wyraźnie rosnących fundamentów wewnętrznych, dominującym podejściem pozostaje ostrożny, ale coraz lepiej uzasadniony optymizm. W efekcie branża IT wchodzi w 2026 z dojrzałym, ugruntowującym się optymizmem. Dla liderów branży oznacza to konieczność dalszego wzmacniania obszarów pozostających pod bezpośrednią kontrolą firm, przy jednoczesnym zachowaniu dyscypliny i elastyczności w reagowaniu na zmienne otoczenie rynkowe.” – komentuje Marta Kępa, COO SoDA.

O badaniu

SoDA we współpracy z Future Processing cyklicznie (co pół roku) bada nastroje, trendy i wyzwania w branży IT w Polsce. Raport obejmuje barometr nastrojów, analizę czynników wpływu (sentyment netto), wskaźnik PMI dla IT, oraz plany firm technologicznych na kolejny okres.