W czasie pandemii rzadziej zawieszano jednoosobowe firmy. Spadek rok do roku jest dwucyfrowy

zezwolenie

Z danych Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej wynika, że w I półroczu br. wpłynęło do urzędów w całej Polsce 115,6 tys. wniosków dot. zawieszenia jednoosobowych firm. To o 19,2% mniej niż w analogicznym okresie 2020 roku, gdy było ich 143,1 tys. Z kolei w ciągu 2 lat nastąpił spadek o 12,3%. W I połowie 2019 roku 131,8 tys. samozatrudnionych dokonało zawieszenia działalności. Prognozy ekspertów komentujących ww. wyniki nie są jednoznaczne. Część przewiduje wzrost liczby ww. wniosków, m.in. w związku z rosnącymi kosztami prowadzenia działalności. Niektórzy jednak uważają, że zawieszanie firm byłoby wbrew makroekonomicznemu trendowi. I wskazują na ożywienie gospodarcze.

Od stycznia do czerwca br. do rejestru CEIDG wpłynęło 115,6 tys. wniosków dot. zawieszenia jednoosobowej działalności gospodarczej (JDG). W porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku nastąpił spadek o 19,2%. W I połowie ub.r. odnotowano 143,1 tys. takich przypadków. Jak podkreśla ekonomista Marek Zuber, w 2020 roku więcej osób zawieszało działalność w nadziei, że problemy związane z pandemią i obostrzeniami okażą się przejściowe. Natomiast po roku turbulencji samozatrudnieni częściej decydują się na całkowite przebranżowienie, nie czekając już na poprawę sytuacji w ich sektorze.

– W mojej ocenie, w tym roku liczba wniosków o zawieszenie działalności gospodarczej wcale nie jest niska. Wspomniany spadek wynika z dostosowania się przedsiębiorców do realiów gospodarczych czasów pandemii. To też efekt przyjęcia subwencji, przyznawanych w ramach antykryzysowych działań rządu – komentuje Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Jak wyjaśnia prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, w poprzednim roku działalność zawieszały głównie firmy, które z różnych względów nie mogły liczyć na pomoc publiczną. Przede wszystkim były to podmioty z grupy JDG, mikropodmioty z sektora usług gastronomicznych, fryzjerskich, artystycznych, eventowych i innych, w tym także podmioty z branży turystycznej, hotelarskiej i transportowej. Wielu samozatrudnionych decydowało się na działalność w zmienionej formie. Gdy jednak działania te ze względu np. na rozczarowującą, niedostateczną wielkość obrotów nie były opłacalne, podejmowano decyzje o przeczekaniu trudności i zawieszano działalność. Obecna sytuacja jest zupełnie inna niż w ubiegłym roku, co zaznacza ekspert. I dodaje, że nie mamy już recesji, tylko wzrost gospodarczy. Zawieszanie działalności byłoby więc wbrew makroekonomicznemu trendowi.

– Najczęściej zawiesza się działalność, licząc na możliwość jej przywrócenia po zmianie warunków. I to się nie zmieniło od zeszłego roku. Wielu przedsiębiorców nie ma już nadziei na poprawę ich sytuacji, woli ostatecznie zamykać firmy i szukać dla siebie nowych rozwiązań. Obecnie muszą oni już liczyć tylko na siebie, bo pomoc państwa się skończyła. Dlatego liczba analizowanych wniosków zmalała – mówi Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

W I półroczu br. liczba wniosków dot. zawieszenia działalności gospodarczej (115,6 tys.) była o 12,3% mniejsza niż od stycznia do czerwca 2019 roku (131,8 tys.). Słabszy spadek (z 143,1 tys. do 131,8 tys.)  w relacji rocznej zanotowano w I połowie 2020 roku, tj. o 8,6%. W trzech badanych okresach łącznie 390,5 tys. samozatrudnionych dokonało zawieszenia działalności.

– Dwa lata temu składanie wniosków o zawieszenie działalności wynikało z oceny rentowności firm, której dokonali przedsiębiorcy. Nie można zapomnieć o tym, że w 2019 roku wydatki związane z prowadzeniem działalności znacznie rosły. Zwiększyły się koszty pracy, ceny energii itd. – przypomina mec. Goszczyński.

Od kilku lat status danej osoby na rynku pracy wynika z indywidualnych oczekiwań pracodawcy, na co zwraca uwagę Andrzej Głowacki, prezes zarządu grupy kapitałowej DGA. Jeśli np. duża firma zaczyna oczekiwać samozatrudnienia, to powstaje kilkadziesiąt nowych podmiotów. A jeżeli przedsiębiorstwo zostaje przejęte przez inne, w którym obowiązuje kultura umów o pracę, wówczas rośnie liczba zawieszonych działalności. Do tego ekspert dodaje, że w Polsce – według danych GUS-u – jest obecnie ok. 2,8 mln JDG. Ponad 600 tys. stanowią zawieszone podmioty. To blisko 1/5.

– W II półroczu br. nie spodziewam się fali wniosków o zawieszenie działalności, z uwagi na pewne ożywienie gospodarcze, z jakim mamy do czynienia po okresie lockdownu. Ponadto nie można zapomnieć o bardzo popularnym uproszczonym postępowaniu o zatwierdzenie układu, z którego firmy masowo korzystają. Nowy model postępowania restrukturyzacyjnego w najbliższych miesiącach pozwoli przetrwać wielu przedsiębiorcom – przewiduje Łukasz Goszczyński.

Jednak, zdaniem Adriana Parola, należy spodziewać się wzrostu liczby wniosków dot. zawieszenia działalności. W ocenie eksperta, sytuacja gospodarcza jest gorsza, niż to jest przedstawiane publicznie. Znaczący wzrost inflacji przy planowanym zwiększeniu obciążeń dla przedsiębiorców sprawi, że firmy przestaną być rentowne. Nie bez znaczenia będzie również uszczelnianie systemu podatkowego. Natomiast IV fala pandemii nie będzie miała tak dużego wpływu wobec znacznie mniejszych ograniczeń niż poprzednio, z powodu rosnącej liczby zaszczepionych osób.

– Rozmiar prognozowanej na jesień IV fali pandemii wciąż jeszcze pozostaje wielką niewiadomą. Przedsiębiorcy będą podejmowali ostateczne decyzje co do ewentualnego otwarcia lub zamknięcia swoich działalności w zależności od tego, jak będzie wyglądała sytuacja po ewentualnym kolejnym lockdownie. Nie da się wykluczyć przedłużonego stanu niepewności, w którym preferowane jest zawieszenie działalności – podsumowuje prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce.