Opieka medyczna przyszłości: Sztuczna inteligencja, telemedycyna i zdolna diagnostyka

Sztuczna inteligencja będzie bardzo pomocna, aby podpowiedzieć kolejne kroki w procesie leczenia. Będzie to wsparcie dla zdalnych konsultacji medycznych, które już teraz rozwija spółka należąca do Grupy PZU SA.

– Już teraz stosujemy zdalne konsultacje przy chorobach przewlekłych, a recepta jest wysyłana pocztą i dostarczana przez kuriera – mówi Julita Czyżewska, prezes PZU Zdrowie SA.

Zdalna diagnostyka ułatwia wywiad z pacjentem prowadzony przez lekarza. To pozwala zaoszczędzić czas lekarzowi, czyli powinno skrócić kolejki do świadczeń medycznych.

Porażka Gazpromu w sporze z ukraińską spółką będzie korzystna dla Polski

Porażka rosyjskiego Gazpromu w sporze z ukraińskim Naftogazem byłaby korzystna dla Polski. Arbitrażowy spór sądowy zakończy się prawdopodobnie jesienią.

Wygrana Naftogazu uratowałaby tę firmę przed bankructwem. A dla Polski oznaczałoby to korzystne zachowanie status quo dotyczące dostaw gazu ziemnego, z możliwością zawierania nowych kontraktów, także z udziałem innych partnerów

– Wygrana Naftogazu byłaby też pozytywnym precedensem dla sporu, jaki polski koncern PGNiG toczy z rosyjskim Gazpromem – wyjaśnia agencji MarketNews24 Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.

Kto da więcej?

Inwestorzy tuż przed rozpoczęciem europejskiej części czwartkowych notowań byli przygotowani na jej stosunkowo nudny przebieg. Miano czarnego konia notowań zgarnęły minutki z ostatniego posiedzenia ECB, które skutecznie przyczyniły się do przetasowania sentymentu na rynku walutowym. Aprecjacyjny rajd euro (0,7 proc.) spowodowały wzmianki dotyczące konieczności zmian komunikatu w przypadku kontynuacji procesów reflacyjnych. Ich siłę może skutecznie podbić rosnąca presja płacowa w państwach Wspólnoty, aczkolwiek Rada Prezesów nadal pozostaje niepewna odnośnie potencjalnych efektów przełożenia się wyższych wynagrodzeń na wskazania inflacji w nadchodzących kwartałach.

Tytuł najsilniej zyskującej waluty w koszyku G10 utrzymała szwedzka korona (0,9 proc.), która częściowo zyskuje za sprawą planów związanych z emisją długu. Ciosu w wycenę euro zadały najnowsze szacunki produkcji przemysłowej z Eurolandu. Możliwość odnotowania rocznego wzrostu produkcji przemysłowej na poziomie 3,2 proc. (konsensus: 3,1 proc.) sygnalizowały nie tylko napływające „soft-data”, ale również subkomponenty pochodzące z wiodących gospodarek Starego Kontynentu. Utrzymywanie się zwyżkowych nastrojów na światowym rynku ropy naftowej wyraźnie sprzyja norweskiej koronie, która na przestrzeni dnia zdołała się umocnić 0,7 proc. Czwartkową niemoc dolara najsłabiej wykorzystał japoński jen (0,1 proc.), który pod koniec dnia próbuje ustabilizować notowania USD/JPY w okolicach 111,30.

Najsilniejszą walutą regionu została czeska korona. Jej 0,9 proc. umocnienie częściowo napędzały dane dotyczące zdecydowanie bardziej pokaźnej sprzedaży detalicznej (4,9 proc. r/r) niż wynikało to z rynkowych oczekiwań (konsensus: 3,6 proc.). Podobną skalę umocnienia notują węgierski forint (0,9 proc.) oraz polski złoty (0,9 proc.). Obecnie EUR/PLN próbuje się przebić przez 4,1700, USD/PLN oscyluje przy 3,4650, CHF/PLN schodzi do 3,5530, a GBP/PLN atakuje 4,6900.

Do czwartkowej deprecjacji dolara częściowo przyczyniły się szacunki amerykańskiej inflacji PPI za grudzień. Miesięczny spadek indeksu cen konsumenta na poziomie 0,1 proc. (konsensus: 0,2 proc.) był przede wszystkim spowodowany niższe koszty handlowe, którym wtórowały tańsza żywności czy mniej dotkliwe koszty magazynowania. Należy mieć na szczególnym względzie, że ceny usług odnotowały pierwszy spadek od dziesięciu miesięcy. Nadzieję na bardziej spektakularny skok cen starały się podbudować wyższe ceny ropy, które jednak finalnie nie odcisnęły piętna na subkomponentach wskaźnika. Dodatkową dawkę rozczarowania zapewniła cotygodniowa publikacja raportu z amerykańskiego rynku pracy. W minionym tygodniu ilość złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wzrosła do poziomu 261 tys. wobec 245 tys. spodziewanych przez rynkowy konsensus.

Dzisiejsza sesja na europejskich parkietach stała pod znakiem próby odrobienia wczorajszych spadków. Powyższa sztuka nie udała się frankfurckim inwestorom, którzy uplasowali indeks DAX (-0,6 proc.) tuż przy poziomie 13 200 pkt. Na fali wczorajszej noty analitycznej UBS (0,6 proc.) w dalszej mierze znalazł się Commerzbank (1,7 proc.) wyraźnie dystansujący się od wzrostów ThyssenKrupp (1,0 proc.) będącego beneficjentem zbliżającego się porozumienia ze związkami zawodowymi. Obojętnie obok noty analitycznej Bank of America Merrill Lynch przeszedł BASF, który zyskał 0,8 proc. względem wczorajszego zamknięcia. Skalę potencjalnych wzrostów skutecznie ograniczył SAP (-3,3 proc.) będący pod presją masowo ustawionych zleceń sprzedaży. Zakładnikiem mniej optymistycznych perspektyw sprzedażowych stał się Infineon (-2,3 proc.), którego obroty w dużej mierze zależą od wyników wygenerowanych przez Apple. W trakcie dzisiejszej sesji swoje zeszłoroczne minima przebił Deutsche Telekom (-2,3 proc.) oczekujący na napływ pozytywnych danych za miniony kwartał.

Najsilniej rosnącą spółką w Londynie okazał się być Just Eat (4,7 proc.), który może pochwalić się przychylną notą analityczną wystawioną przez Barclays (-2,5 proc.). Dość wysoko znalazły się również walory EasyJet (3,9 proc.) za sprawą solidnie podbitego wolumenu obrotu. Wśród komponentów indeksu FTSE 100 (0,2 proc.) dość pokaźną zwyżkę zdołały wygenerować spółki z sektora wydobywczego. Na ich szczycie znalazł się Anglo American (3,6 proc.), który całkowicie zignorował ścięcie rekomendacji przez Avior. Wyspiarskim inwestorom wyraźnie ciążyły akcje Marks&Spencer (-7,0 proc.) oraz Tesco (-4,5 proc.), czyli spółek mających za sobą ponadprzeciętnie niskie obroty w trakcie świątecznej gorączki zakupowej.

W absolutnej czołówce europejskich indeksów znalazł się WIG 20 (0,9 proc.), któremu udało się wrócić w okolicę tymczasowej kotwicy przy 2 530 pkt. W trakcie czwartkowych notowań żaden z komponentów nie znalazł się „pod wodą”. Najmniej spektakularną zwyżkę odnotowała Jastrzębska Spółka Węglowa (0,1 proc.) analizująca możliwości refinansowania długu. Na szczycie znalazły się akcje Tauronu (1,9 proc.), który ma w swoich planach kooperację związaną z pozyskiwaniem metanu z pokładów węgla. Doniesienia związane z możliwością ponownych prac nad przewalutowaniem kredytów w walutach obcych chwilowo uderzyły w wycenę Alior Banku, aczkolwiek na koniec dnia walory jednego z silniejszych graczy znalazły się 1,3 proc. wyżej względem środowego zamknięcia.

Miano gwiazdy rynku surowców energetycznych zdecydowanie należy do gazu ziemnego, którego lutowe kontrakty zdołały podrożeć 5,3 proc. za sprawą najsilniejszego spadku zapasów w historii. Przez moment uwagę inwestorów próbowała zwrócić ropa Brent (0,8 proc.; 69,80 USD) próbująca uplasować cenę baryłki tuż nad nienotowanym od grudnia 2014 roku okrągłym poziomem 70 USD. Nieco bardziej pokaźny ruch w stronę północy notuje West Texas Intermediate. Obecnie baryłka jest wyceniana po 64,50 USD, tj. 1,4 proc. wyżej względem stanu z końca wczorajszej sesji.

Na rynku metali szlachetnych wyraźnie rządzi platyna, która obecnie drożeje 1,5 proc. W jej cieniu znajdują się zdecydowanie skromniejsze ruchy w wykonaniu złota (0,4 proc.; 1 323 USD) czy srebra (0,2 proc., 17,00 USD). Wśród płodów rolnych swoje przedłużone pięć minut notują marcowe kontrakty na bawełnę (3,8 proc.). Ich zwyżce wyraźnie opierały się kontrakty na cukier, które z 3,1 proc. zamknęły powyższe zestawienie.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Cyberbezpieczeństo w branży retail

Rok 2017 okazał się przełomowy pod względem podniesienia świadomości w obszarze cyberpezpieczeństwa. W maju byliśmy świadkami największego w historii ataku zwanego WannaCry, który zainfekował ponad 300 tys. komputerów w 99 krajach, w tym szpitale w Wielkiej Brytanii i znane korporacje, takie jak hiszpański operator Telefónica, FedEx czy Deutsche Bahn. Niedługo po tym, w czerwcu, zaatakował inny ransomware zwany Petya. Ogromne straty odnotowano na Ukrainie (infrastruktura krytyczna państwa – banki, poczta, metro, instytucje państwowe, a także odłączenie od sieci elektrowni w Czarnobylu) oraz w globalnych firmach, takich jak: Mondelez, Reckitt Benckiser, Beiersdorf czy TNT.

Współcześnie na stałe podłączone do sieci są już nie tylko komputer czy telefon, ale także całe obiekty oraz infrastruktura. Korzystając w sposób powszechny z sieci informatycznych musimy być świadomi, że wprost proporcjonalnie do rozwoju technologii rozwija się cyberprzestępczość. W dobie tzw. rewolucji cyfrowej dane osobowe są jednym z najcenniejszych zasobów przedsiębiorstw. Natomiast zautomatyzowane cyberataki stają się normą. Najbardziej charakterystyczne dziś cyberprzestępstwa to ransomware – polegający na szyfrowaniu danych w celu uzyskania okupu oraz phishing – czyli metody oszukiwania, wyłudzania za pomocą socjotechnik (czy inaczej inżynierii społecznej).

Badania globalnego dostawcy rozwiązań cyberbezpieczeństwa Fortinet wskazują, że w ostatnim kwartale 2017 r. niemal 80 proc. organizacji odnotowało poważne naruszenie bezpieczeństwa. Według danych statystycznych firmy F-Secure w Polsce dochodzi do około 21 tys. prób cyberataków dziennie[1]. Natomiast hasła około 30 proc. CEO na świecie zostały wykradzione przez hakerów.

Po ponad 20 latach od uchwalenia, dyrektywa i tym samym polska ustawa o ochronie danych osobowych z 1997 roku ulegają dezaktualizacji. Zastąpi je RODO – Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych. Nowe prawo ma na celu nie tylko zwiększenie ochrony prywatności, ale przede wszystkim zwiększenie poziomu cyberbezpieczeństwa systemów, w których przetwarza się dane osobowe. Przedsiębiorstwa muszą się do niego dostosować do maja 2018, a za brak aktywności w tym zakresie będą narażone na karę w wysokości do 20 milionów EUR lub 4% całkowitego rocznego światowego obrotu organizacji.

Dane konsumentów w branży retail

Przetwarzanie danych osobowych na szeroką skalę jest jedną z domen branży retail. Wystarczy wymienić takie kanały i narzędzia jak: sklepy online, aplikacje sprzedażowe i marketingowe, programy lojalnościowe, wprowadzenie elementów gamingu w proces sprzedażowy, technologia RFID, narzędzia związane z koncepcją Smart Retail, służące do zliczania klientów, analizy zachowań (profilowania), inteligentnej analizy wyników sklepu. Mogą one gromadzić olbrzymie ilości danych osobowych – dane geolokalizacyjne klientów, historie transakcji, dane kart kredytowych. Jakość zebranych informacji przesądza o utrzymaniu się na rynku.

Im cenniejsze dane, tym pilniej strzeżone powinno być bezpieczeństwo systemów informatycznych, gdzie przetrzymywane są wartościowe analizy. Cyberprzestępcy mogą celować w branże dla zysku. Nie są odosobnione przypadki nieczystych działań konkurentów, a nawet byłych pracowników (tzw. insider attack).

Rozwojowi technologii informacyjno-komunikacyjnych w branży retail powinna zawsze towarzyszyć również troska o konsumenta i respektowanie jego prywatności. RODO wprowadza nowe uprawnienia dla konsumentów, np. prawo do bycia zapomnianym, prawo przenoszenia danych osobowych (np. do konkurencji), prawo dostępu do swoich danych czy sprzeciwu. Branża powinna przygotować się do wzmożonej komunikacji z coraz to bardziej świadomym polskim konsumentem oraz przygotować swoje systemy do sprawnej realizacji uprawnień konkurentów. W branży retail, charakteryzującej się bardzo wysoką konkurencyjnością, ogromne znaczenie odgrywają ryzyka wizerunkowe, polegające na utracie renomy, zaufania klientów, przejęciu rynku przez konkurencję.

Jak uchronić się przed cyberzagrożeniami?

Jak mówi jeden z najsłynniejszych hakerów na świecie, Kevin Mitnick: „Łamałem ludzi, nie hasła”. Inżynieria społeczna wciąż okazuje się skuteczna w omijaniu zabezpieczeń. Nieświadomi pracownicy firm zapisują hasła na karteczkach post-it przyklejonych do monitora, pracownicy administracyjni z braku wyobraźni wpuszczają do pomieszczeń włamywaczy udających konserwatorów, w piątkowe popołudnie z nawyku otwierają maile mimo ich podejrzanego wyglądu. Rozmówcom podającym się za IT help desk podają hasła dostępu do najbardziej chronionych systemów. Nieczujny asystent działu księgowości, widząc maila z dyspozycją od szefa, dokonuje natychmiastowego przelewu żądanej sumy na podane konto.

Eksperci z dziedziny bezpieczeństwa twierdzą, że dużej części najpoważniejszych dotychczasowych ataków dało się zapobiec. Dlatego tak istotne są szkolenia, warsztaty dla personelu, aktualizacja ich wiedzy, rozliczanie naruszeń polityki bezpieczeństwa firmy.

Zapewnienie bezpieczeństwa danych już nigdy nie będzie stanem, który można osiągnąć. Teraz jest to ciągły proces, obejmujący: korzystanie z oprogramowania wspieranego przez producenta, instalowanie na bieżąco aktualizacji, korzystanie z aktualnego, wysokiej jakości programu antywirusowego, prawidłowe tworzenie kopii zapasowych, rozważenie stosowania dwuskładnikowego uwierzytelniania. Należy zbudować dobrą politykę bezpieczeństwa organizacji, politykę reakcji na incydenty, zdecydować się na wpisanie zarządzania bezpieczeństwem do agendy i budżetu Zarządu, wyznaczyć osobę odpowiedzialną za ten obszar w firmie. A następnie powyższe środki ochrony należy stale monitorować, testować i korygować.

Opracowanie: Wioletta Kulińska, adwokat, kancelaria Magnusson Tokaj

[1]     Dane z października 2017

#ICO i #blockchain głównymi elementami strategii inwestycyjnej ERNE VENTURES

ERNE VENTURES, fundusz kapitałowy notowany na NewConnect od blisko dziesięciu lat, ogłosił strategię rozwoju, która zakłada koncentrację na  inwestycjach opartych na technologii blockchain. Fundusz planuje także emisję własnych akcji.

ERNE VENTURES inwestujący dotychczas głównie w spółki growe koncentruje swoją strategię na inwestycjach w technologię blockchain, która ma szereg zastosowań we wszystkich dziedzinach życia: począwszy od sektora finansowego, poprzez przemysł, a na usługach skończywszy.

Gdy 20 lat temu pojawił się okres euforii związany z internetem nie było jeszcze Facebooka, Twittera czy Netflixa, bazujących właśnie na internecie. Podobną sytuację mamy  obecnie ze spółkami blockchain’owymi: nikt dziś nie wie, które z nich będą jednorożcami, gdyż ich rozwiązania staną się przełomowe dla całego świata. – mówi Arkadiusz Kuich.

Blockchain to zapis aktywów oraz transakcji zebrany w bloki. Bloki te tworzą rozproszoną i niezmienialną bazę danych opartą na algorytmach matematycznych i kryptografii niemożliwą do rozszyfrowania i złamania. W porównaniu do tradycyjnych systemów centralnych dodatkowymi zaletami są o wiele niższe koszty użytkowania oraz o wiele większe bezpieczeństwo. Każdy z użytkowników blockchaina ma bowiem kopię tej samej bazy danych, zaś nowe bloki danych dopisywane są zgodnie z przyjętym przez daną sieć algorytmem. Dzięki temu system jest też maksymalnie odporny na ataki hakerskie, gdyż praktycznie jest niemożliwe, aby zmienić bazę danych zlokalizowaną u tysięcy użytkowników na ich własnych komputerach.

Od połowy 2017 roku najbardziej popularna w świecie metoda pozyskiwania finansowania przez startupy wykorzystuje właśnie blockchain. Polega ona na zbieraniu kapitału w ramach ICO (Initial Coin Offering) poprzez sprzedaż walut cyfrowych i kryptograficznych tokenów tworzonych w oparciu o blockchain. W zeszłym roku kwota pozyskana w ten sposób przez startupy przekroczyła 4 miliardy dolarów przewyższając finansowanie otrzymane z funduszy Venture Capital.

W ramach swojej strategii – wychodząc naprzeciw najnowszym trendom w finansowaniu startupów – ERNE VENTURES szczególną uwagę zwracać będzie na projekty  planujące  wdrożenie   własnych rozwiązań opartych o blockchain w ramach ICO (Initial Coin Offering). Wadą wielu emisji cyfrowych walut jest jednak brak pełnej informacji o twórcach projektów czy też niewystarczająca dokumentacja pozwalająca w pełni ocenić ryzyko inwestycyjne. Większość ICO była też często jedynie pomysłami w bardzo wczesnej fazie rozwoju.

Z tego powodu ERNE VENTURES skoncentruje się na tzw. 'reverse ICO’, czyli na projektach spółek posiadających już gotowy produkt lub usługę. Szczególny nacisk będzie też kładziony na weryfikację pochodzenia pieniędzy w oparciu o najwyższe możliwe standardy AML i KYC.

Doświadczenie związane z wprowadzeniem na rynek publiczny w Polsce i Anglii dziesięciu spółek będzie mocno procentować przy inwestycjach w emisje cyfrowalut realizowanych na skalę globalną. Przy współpracy z partnerami z całego świata, szykujemy obecnie kilka projektów ICO, z których pierwszy będzie ogłoszony już wkrótce. Standardy dobrych praktyk jakie chcemy stosować będą przypominać te z jakimi mieliśmy do czynienia na co dzień przy upublicznianiu spółek.   dodaje Arkadiusz Kuich.  Szczególną uwagę zwracać będziemy na ograniczenia i ryzyka związane z emisjami tokenów przypominającymi zwykłą emisję akcji, które wymagać powinny zatwierdzenia prospektu emisyjnego przez KNF. Należy podkreślić jednocześnie, iż inwestowanie w waluty wirtualne nie jest  zjawiskiem nielegalnym, a osoby  inwestujące w kryptowaluty nie łamią prawa.
Podstawowe założenia strategii ERNE VENTURES pozostają bez zmian i obejmują inwestycje w unikalne projekty o globalnym potencjale rozwoju, poprzez obejmowanie pakietów mniejszościowych zapewniających ponadprzeciętne stopy zwrotu.
W najbliższych planach ERNE VENTURES jest przeprowadzenie emisji trzech milionów akcji w ramach uchwalonego w zeszłym roku kapitału warunkowego.

Fundusze MCI pozyskały w 2017 roku ponad 240 mln zł.

• W 2017 r. fundusze z Grupy MCI pozyskały ze sprzedaży aktywów i pokrewnych transakcji ponad 240 mln zł. To o 75 mln zł więcej niż wyniosły ich inwestycje. 
• To był kolejny rok z wysokim wskaźnikiem rotacji portfela inwestycyjnego Funduszy potwierdzającym jego płynność.
• W 2018 roku spodziewane są dalsze transakcje sprzedaży aktywów.

Fundusze, których większościowym uczestnikiem jest MCI Capital SA (Fundusze MCI), mają bardzo zdywersyfikowane źródła pozyskiwania środków na swoją działalność. Obok wpływów z tytułu sprzedaży spółek portfelowych, są to także rekapitalizacje i dywidendy.

– Przeprowadzone transakcje sprzedaży są początkiem realizacji zysków z inwestycji dokonanych w latach poprzednich, która będzie kontynuowana w roku 2018. Zarządzający Funduszami prowadzą rozmowy w sprawie kilku transakcji sprzedaży – powiedziała Ewa Ogryczak, członek zarządu MCI Capital TFI.

W 2017 roku miały miejsce trzy istotne transakcje sprzedaży na kwotę ponad 110 mln zł. Zrealizowaliśmy pierwsze pełne wyjście z inwestycji w obszarze finansowania dłużnego udzielonego spółce Spearhead w wysokości 44,5 mln zł w funduszu MCI.CreditVentures. Drugą,  zrealizowana przez subfundusz MCI.EuroVentures,  sprzedaż części posiadanych akcji notowanej na giełdzie w Stambule spółki Index na kwotę ponad 36 mln zł. Trzecią, sprzedaż  akcje Wirtualnej Polski za kwotę ponad 31 mln zł.

Z tytułu rekapitalizacji spółek eCard/Dotpay i Naviexpert fundusze pozyskały  prawie 100 mln zł. Fundusze otrzymały także 14,4 mln zł dywidend.

Posiadany bufor płynności pozwala funduszom MCI szybko reagować gdy pojawiają się atrakcyjne projekty inwestycyjne. Przykładem takiej transakcji jest przejęcie węgierskiej spółki Netrisk w grudniu 2017 r. MCI.EuroVentures zapłacił za jej akcje 79 mln zł. Wcześniej za 37 mln zł dokupił akcje ATM.  W 2018 roku ten subfundusz, skupiający się na dojrzałych spółkach związanych z gospodarką cyfrową bądź też z potencjałem digitalizacji modelu biznesowego, powinien pozostać aktywny zarówno w obszarze sprzedaży obecnie posiadanych aktywów jak i nowych inwestycji.

Byki i niedźwiedzie – co nasz czeka na giełdach w 2018 r.?

Początek 2018 r. był dobry na warszawskiej giełdzie, a nastroje na światowych rynkach giełdowych są dobre. Czy GPW zacznie odrabiać straty?

W minionym roku najbardziej rozczarowały małe i średnie spółki. – Przestrzeń do wzrostu istnieje, bo sytuacja polskiej gospodarki jest dobra – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Gdzie mogą pojawić się jednak zagrożenia dla notowań na GPW? – Mamy dziewięć lat hossy na giełdach, w tym roku będzie korekta na rynkach światowych – wyjaśnia ekspert.

Wizja przyszłości 2040

Aleksander Szybilski, Konsultant, Workplace Strategy w dziale Globalnej Obsługi Najemców w Cushman & Wakefield
Aleksander Szybilski, Konsultant, Workplace Strategy w dziale Globalnej Obsługi Najemców w Cushman & Wakefield

Innowacyjność stanowi obecnie najważniejszy filar strategii rozwoju przedsiębiorstw, które mają ambicję, by osiągnąć sukces globalny. Przy rosnących inwestycjach w rozwój nowych technologii na świecie, zmiany zachodzą coraz szybciej. Niemalże z dnia na dzień. Zastanówmy się zatem, jak może wyglądać nasza najbliższa przyszłość i jakie jeszcze dziedziny naszego życia ulegną zmianie dzięki pojawiającym się jak grzyby po deszczu innowacjom? Jak zmieni się sposób komunikacji, podróży i pracy?

W ciągu ostatnich 150 lat byliśmy świadkami prawdziwej rewolucji technologicznej. Głównym motywatorem innowacji i rozwoju od zawsze było przede wszystkim zaspokajanie określonych przez Abrahama Maslova potrzeb niższego rzędu, takich jak: potrzeba przynależności i uczestniczenia w życiu grupy, bezpieczeństwa, czy zwykłe potrzeby fizjologiczne, które mają wpływ na zachowanie i funkcjonowanie człowieka.

Jeszcze 20 lat temu prawdziwą rewolucją były dla nas telefony komórkowe, ponieważ nie wymagały one podłączenia kablowego do wykonywania połączeń. Obecnie korzystamy już ze smartfonów umożliwiających robienie zdjęć i nagrywanie filmów w wysokiej rozdzielczości, korzystanie z poczty, serfowanie po Internecie, a – po podłączeniu do monitora – pełniących także rolę komputera stacjonarnego.

Jeśli chcielibyśmy wyodrębnić główne ośrodki innowacyjności, to należałoby wskazać przede wszystkim metropolie krajów rozwiniętych. W takich miastach jak Tokio, Singapur czy Nowy Jork już teraz powstają całkiem nowe rozwiązania, które w bardzo niedługim czasie będą prawdopodobnie adoptowane w innych częściach świata.

Ze względu na duże zagęszczenie budowli oraz brak nowych działek pod inwestycje, ziszczają się też modernistyczne wizje architektów projektujących super budynki, w których realizowana jest jednocześnie funkcja mieszkaniowa, biurowa, rozrywkowa oraz edukacyjna. Projektowanie funkcji komercyjnych z uwzględnieniem społecznych potrzeb mieszkańców ma na celu głównie zwiększenie efektywności i skrócenie czasu potrzebnego na podróże z jednego punktu do drugiego.

W głównej siedzibie firmy Samsung Electronics, Digital City położonym w Suwonie pod Seulem działy R&D pracują nad technologiami mobilnymi, którymi będziemy mogli się ekscytować dopiero za kilka lat. Dużą atrakcją w Seulu jest także Samsung D’light studio, czyli 3-piętrowy budynek pełen interaktywnych instalacji Samsunga. Przy wejściu dostajemy opaskę, którą należy zeskanować przy instalacjach interaktywnych, żeby system mógł nas rozpoznać. Mamy do wyboru różne aktywności, w tym możliwość zrobienia sobie nowego cyfrowego awatara, zbudowania miasta przyszłości na ogromnym zakrzywionym na 180 st. ekranie, czy określenia swojej osobowości w prostych mini-grach. To tylko jedna z futurystycznych wizji, która została zrealizowana i czeka tylko na rozpowszechnienie w innych częściach świata.

Kolejnym, pionierskim projektem kreującym światowe trendy jest budynek The Edge znajdujący się w Holandii. Wielu ekspertów twierdzi jednak, że ta naszpikowana elektroniką, zaawansowana technologicznie siedziba Deloitte nie potrafi jeszcze wykorzystać swojego całkowitego potencjału.

Rozwój segmentu „smart” do 2040 roku sprawi, że komunikacja i połączenia między sensorami, kamerami i urządzeniami elektrycznymi będą stanowić swoisty „układ nerwowy”, który będzie w stanie nie tylko sygnalizować awarie zaistniałe w budynku, ale także przewidywać ewentualne zagrożenia i skutecznie im zapobiegać.

Przyszłość zostanie najprawdopodobniej zdominowana przez ekonomię współdzielenia (ang. sharing economy). W tym segmencie ogromny potencjał ma rozwój powierzchni co-workingowych. Przy czym biura te nie będą przeznaczone tylko i wyłącznie na potrzeby niewielkich start-upów, ale będą odpowiadać przede wszystkim na zapotrzebowanie dużych korporacji, które coraz częściej widzą ogromną wartość dodaną w elastyczności najmu przestrzeni biurowej i możliwości wyboru miejsca pracy przez pracowników.

Wymiana wiadomości mailowych, rozmowy telefoniczne, czy wideo konferencje dają bardzo ograniczone możliwości budowania relacji między ludźmi, a utrudniona komunikacja pomiędzy pracownikami stanowi dla niektórych firm ogromne wyzwanie. Już w niedalekiej przyszłości wirtualna rzeczywistość może umożliwić pracownikom oddalonym od siebie nawet o wiele kilometrów, przeprowadzenie spotkania. Pokazana już ponad rok temu przez Facebooka platforma Social VR będzie wykorzystywać wirtualną rzeczywistość do kontaktów użytkowników w mediach społecznościowych. Podczas prezentacji tego narzędzia prelegent za pomocą gogli i platformy Social VR nawiązał kontakt ze swoim kolegą oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów. Mogli oni wspólnie odbywać podróż do różnych miejsc na świecie, rysować w wirtualnej przestrzeni przedmioty, które mogli wykorzystać, a następnie zrobili sobie selfie, które umieścili w Internecie.

Wraz z rozwojem narzędzi do komunikacji, do naszego życia wkroczą także trójwymiarowe prezentacje. Już dziś wykorzystywane są one w medycynie, np. przy obrazowaniu wyników rezonansu magnetycznego podczas operacji mózgu.

Jeszcze jednym, ciekawym rozwiązaniem są samochody autonomiczne. Tesla, Google, Uber, Lyft (główny konkurent Ubera) do spółki z Fordem, a także chiński Baidu, Honda, Toyota i kilka innych firm pracują już nad autonomicznymi samochodami. Google, a konkretnie Waymo, spółka córka Alphabetu, rozwijająca technologię autonomicznej jazdy zamierzała już w 2017 roku wypuścić na ulice samojeżdzące „taksówki”, bez człowieka za kierownicą.

Według założeń opracowanych przez Intela, w latach 2035-2045 samochody autonomiczne zapobiegną śmierci 585 tysięcy ludzi. To efekt technologii, która pozwala używać do nawigacji kamer, czujników i radarów, które w trybie ciągłym monitorują drogę.

Kolejnym argumentem przemawiającym za tym rozwiązaniem są finanse. Zgodnie z przewidywaniami, dzięki wyeliminowaniu katastrof drogowych krajowe gospodarki będą mogły zaoszczędzić około 235 miliardów dolarów między rokiem 2035 a 2045. Wraz z całkowitym wyeliminowaniem samochodów klasycznych, liczba ta będzie mogła rosnąć w tempie geometrycznym. Dodatkowo kierowca, który musiał skupiać się na prowadzeniu pojazdu będzie mógł swój czas przeznaczyć na rozrywkę, pracę lub rozmowę z towarzyszami podróży.

Czasy, w których żyjemy są bardzo ekscytujące. Ciągłe zmiany oraz rozwój nowych technologii przypomina trochę podróż kolejką górską – trzyma nas w ciągłym napięciu, ponieważ nie wiemy, co ukaże się naszym oczom za następnym wzniesieniem.

Autor: Aleksander Szybilski, Konsultant, Workplace Strategy w dziale Globalnej Obsługi Najemców w Cushman & Wakefield

Zmiany przepisów dot. opłat eksploatacyjnych za wydobycie kopalin

Najbogatsze gminy górnicze stracą najwięcej na zmianach, przygotowanych przez rząd, a które dotyczą opłat eksploatacyjnych za wydobycie kopalin. Samorządy dostaną mniej, a rząd będzie miał do dyspozycji dodatkowo ponad 80 mln zł, które trafią do państwowego funduszu.

– Gminy górnicze dostawały rocznie ponad 150 mln zł, a teraz otrzymywać będą niecałe 70 mln zł – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Najwięcej stracą dwie gminy: Rząśnia i Kleszczów. Kleszczów to najbogatsza polska gmina pod względem rocznego budżetu w przeliczeniu na mieszkańca. Na terenie tych dwóch gmin zlokalizowana jest kopalnia węgla brunatnego.

– Efekt jest też taki, że zniechęcono samorządy do tego, by zgadzały się na lokalizację takich inwestycji na swym terenie – dodaje ekspert.

T. Kulik: Grupa PZU SA chce przeznaczać nawet 80 proc. zysku skonsolidowanego na dywidendy

Grupa PZU SA w najbliższych trzech latach nie będzie kupować nowych firm, chyba że trafiłyby się wyjątkowe okazje. Potentat z branży już nie tylko ubezpieczeniowej, ale także bankowej, chce przeznaczać nawet 80 proc. zysku skonsolidowanego na dywidendę, przez najbliższe trzy lata koncentrując się na osiągnięciu efektów synergii po przejęciu dwóch banków.

W 2017 r. PZU SA kupił Pekao SA, a wcześniej Alior Bank SA, było to więc mocne wejście w bankowość. Poprzednie duże przejęcie to było kupno Link 4 w 2014 r., a więc firmy z branży ubezpieczeniowej.

– Po mocnych zakupach w 2017 r. następuje ich konsolidacja i na tym powinniśmy się skoncentrować, aby osiągnąć efekty synergii – mówi Tomasz Kulik, członek zarządu PZU SA. – Dzisiaj nasza nadwyżka kapitałowa po przejęciu dwóch banków jest dużo szczuplejsza więc apetyt na kapitałochłonne inwestycje jest ograniczony.

Grupa PZU przyjęła właśnie nową strategię rozwoju na najbliższe trzy lata. Spółka nie zmienia swej polityki dywidendowej. Na dywidendę chce przeznaczać 50-80 proc. skonsolidowanego zysku. Tym bardziej możliwości kupowania kolejnych firm są więc mało prawdopodobne.

Zagraniczni inwestorzy pozywają Polskę. Chodzi o ustawę wiatrakową

W ostatnich dniach pojawiły się informacje o kilkunastu inwestorach zagranicznych, którzy skierowali pozwy arbitrażowe przeciw Polsce w związku ze zmianami prawnymi wprowadzonymi w tzw. ustawie wiatrakowej i dotyczącymi dopłat do energii odnawialnej.

Według informacji przekazanych przez Prokuratorię Generalną, reprezentującą interesy Skarbu Państwa, pozwy już skierowane – to roszczenia na kwotę kilkuset milionów złotych. To może być jednak dopiero początek, jak przekonało się o tym wiele państw.

– Nie wiemy, czy powyższe kwoty wyczerpują całość roszczeń inwestorów – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Marek Jeżewski, partner w kancelarii prawnej Kochański Zięba i Partnerzy (KZP), szef praktyki arbitrażu.

Należy jednak pamiętać o ogólnej regule związanej z takimi postępowaniami, ponieważ Polska, zgodnie z prawem międzynarodowym, ma swobodę zmieniania regulacji prawnych. I dotyczy to także energii odnawialnej. Takie odszkodowania finansowe za zmiany w prawodawstwie byłyby ograniczeniem suwerenności kraju, który jest członkiem UE. Co do tego w UE panuje zgoda. Spór o takie roszczenia może wydawać się jednocześnie bardzo prosty, jak i … bardzo skomplikowany. W jakiej sytuacji jest więc polski rząd?

– Poziom tolerancji dla zmian legislacyjnych przyjmowany przez trybunały arbitrażowe w ostatnich latach jest bardzo wysoki, generalnie przyjmuje się, że zmiany legislacyjne, które wyrządzają szkody inwestorom zagranicznym, o ile nie są dyskryminacyjne i nieproporcjonalne, nie pociągają za sobą finansowego obowiązku naprawienia szkody – dodaje ekspert z KZP.

ZPP o projekcie ustawy o elektromobilności: potrzebny, ale musi gwarantować uczciwą konkurencję

Długoterminową perspektywę stymulowania zwiększania ilości pojazdów elektrycznych w miastach należy ocenić pozytywnie, jednak nowe regulacje przewidują niezrozumiałe preferencje dla ściśle określonej kategorii pojazdów – taka jest opinia Związku Przedsiębiorców i Pracodawców nt. projektu ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych.

Przedstawiony projekt ustawy przewiduje szereg preferencji i ułatwień związanych z użytkowaniem samochodów elektrycznych. Chodzi tu m.in. o zwiększenie odpisów amortyzacyjnych, czy też darmowy dostęp do stref czystego transportu. Pojazdy elektryczne muszą również stanowić określoną część floty wykorzystywanej przez jednostki samorządu terytorialnego oraz naczelne i centralne organy administracji.

– Generalny kierunek zmian oceniamy pozytywnie – mówi Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. – Nie od wczoraj stoimy na stanowisku, że im szybciej Polska będzie przystosowywała swoje regulacje do rozwiązań wykorzystujących nowe technologie, tym lepiej dla innowacyjności naszej gospodarki. Warto zaznaczyć, że w projekcie jest też mowa o wykorzystywaniu dróg do testów pojazdów autonomicznych: to również krok w dobrym kierunku.

Projekt ustawy przewiduje zwolnienie samochodów elektrycznych od podatku akcyzowego. Niestety, dotyczy ono wyłącznie określonego rodzaju pojazdów, tj. pojazdów typu PHEV, czyli takich, które wyposażone są jednocześnie w silnik spalinowy i elektryczny, który można ładować „z gniazdka”. Drugi rodzaj pojazdów elektrycznych, czyli HEV, również wyposażony jest w dwa rodzaje silników, jednak w jego przypadku, bateria ładuje się podczas jazdy. Większość samochodów typu PHEV to pojazdy z segmentu premium – wskutek wejścia w życie projektowanych zmian i przewidywanych w nich preferencji podatkowych, ich cena może się znacznie obniżyć, podczas gdy ceny pojazdów HEV pozostaną takie same.

– Dostrzegamy w tym niezrozumiałą preferencję, zaburzającą konkurencję na rynku – twierdzi wiceprezes ZPP Marcin Nowacki. – Ciężko odgadnąć motywacje projektodawcy, który zdecydował się objąć zwolnieniem tylko jedną kategorię pojazdów, i to tych najdroższych. Z punktu widzenia celowości regulacji, a trzeba przypomnieć że miernikiem jej skuteczności będzie m.in. popularność samochodów elektronicznych w perspektywie najbliższych lat, optymalne byłoby albo objęcie zwolnieniem obu kategorii pojazdów elektrycznych, albo rezygnacja ze zwolnienia.

Z punktu widzenia konsumenta, konkurencja na rynku jest zjawiskiem bardzo korzystnym, żeby jednak odbywała się ona na uczciwych zasadach, podmioty funkcjonujące w ramach określonej branży, muszą być przez ustawodawcę traktowane tak samo. Dlatego też, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców rekomenduje rozszerzenie zwolnienia od akcyzy również na pojazdy HEV, ewentualnie rezygnację ze zwolnienia w ogóle.

– Popieramy działania rządu w kierunku rozwoju elektromobilności i paliw alternatywnych, ale nie zgadzamy się na naruszanie wolnej konkurencji pomiędzy podmiotami, poprzez jawne faworyzowanie niektórych z nich. – podsumowuje Kaźmierczak.

Spadki na kryptowalutach. Kurs bitcoina spadł o niemal 1000 dolarów

Dane makroekonomiczne z Europy przeszły bez większego echa przez nadchodzącą konferencję prasową szefa Europejskiego Banku Centralnego. Pojawiło się ryzyko ograniczenia handlu kryptowalutami w Korei Południowej.

Dane z Europy

Dzisiaj od rana poznaliśmy produkcję przemysłową na Słowacji. Wzrosła ona o 6,2% wobec oczekiwanych 4,5%. Pomimo dobrych danych ta gospodarka jest zbyt mała by mieć realny wpływ na notowania euro. Później przyszły dokładnie zgodne z oczekiwaniami dane z Węgier. Co ciekawe, pomimo pełnej zgodności na rynku pojawiła się spora zmienność, ale finalnie forint niemal nie zmienił swojej wartości. Szacunki rocznej dynamiki w Niemczech wyniosły 2,2% wobec oczekiwanych 2,4%. Również te dane przeszły bez większego echa. Nie może to dziwić, gdyż rynek czeka na godzinę 13:30 i wystąpienie Mario Draghiego. Być może ta konferencja wyrwie rynki walutowe z noworocznego letargu.

Spadki na kryptowalutach

W rynku kryptowalutowym Korea Południowa pełni szczególną funkcję. Kraj ten odpowiada za znacznie większy procent obrotu tymi aktywami niż mogłoby wynikać z jego potencjału gospodarczego czy liczby ludności. Dzisiaj doszło tam do akcji urzędów skarbowych przeciwko dwóm największym giełdom kryptowalutowym. Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiedziało z kolei zakaz handlu. Ministerstwo ds. strategii i finansów poinformowało z kolei, że zapowiedź jest przedwczesna. Wątpliwym jest jednak by nie doszło do pewnej regulacji rynku. Zakaz otwierania anonimowych kont na giełdach wydaje się właściwie przesądzony. Rynek zareagował bardzo szybko. Notowania najpopularniejszej kryptowaluty, czyli bitcoina, spadły o niemal 1000 dolarów. Ostatnio tak tani bitcoin był na rynku 2 stycznia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:30 – Strefa Euro – protokół z posiedzenia EBC,
  • 14:30 – USA -wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Bitcoin w trendzie spadkowym

Choć środa była dla najpopularniejszej kryptowaluty całkiem udana, to łącznie ostatnie dni nie są dla niej najlepsze. W czwartek rano bitcoin kosztuje 13,5 tys. USD. To ponad 2% mniej niż dobę wcześniej i jednocześnie najniższy poziom od 2 stycznia. Mamy do czynienia z wyraźną kontynuacją trendu spadkowego od 7 stycznia, kiedy to kryptowaluta warta była 17,2 tys. USD. Od 17 grudnia, kiedy kryptowaluta była na rekordowym poziomie wszech czasów niemal 20 tys. USD, bitcoin podlega dość głębokim wahaniom w górę i w dół pomiędzy tą wartością a 12 tys. USD. Wszelkie prognozowanie dalszego zachowania bitcoina jest w tej sytuacji niczym więcej jak wróżeniem z fusów.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do brytyjskiego funta (+0,22%) i dolara kanadyjskiego (+0,75%), a traci do euro (-0,07%), dolara australijskiego (-0,52%) oraz japońskiego jena (-0,04%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,195, GBP/USD – 1,349, USD/CAD – 1,255, AUD/USD – 0,787 i USD/JPY – 111,8. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,01%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,5, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,885. Po wcześniejszych spadkach złotówka zyskuje do głównych walut światowych. W czwartek rano dolar kosztuje ponad 3,49 zł, euro – 4,17 zł, funt – ponad 4,71 zł, a frank szwajcarski – 3,56 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i czerwonego. W środę w Europie londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,23%, frankfurcki indeks DAX spadł o 0,78%, a paryski indeks CAC 40 obniżył się o 0,35%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 stracił 0,11%, meksykański indeks Bolsa – 1,84%, a brazylijski indeks Bovespa – 0,84%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 0,33%, indeks Shanghai Composite zyskał 0,1%, a hongkoński indeks Hang Seng podniósł się o 0,12%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej rosną kolejny dzień z rzędu. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 69,2 USD (+0,55%), a ropy WTI – 63,57 USD (+0,96%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wzrosła o 1 USD do 73 USD. Po wcześniejszych spadkach rośnie także cena złota. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1317 USD. To 6 USD więcej (+0,46%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:30 – Australia – Sprzedaż detaliczna (m/m), listopad – 1,2% (prognoza 0,4%)
  • 8:00 – Rumunia – Produkcja przemysłowa (m/m), listopad – 0,7%
  • 9:00 – Słowacja – Produkcja przemysłowa (r/r), listopad – 6,2% (prognoza 4,5%)
  • 9:00 – Węgry – Produkcja przemysłowa (r/r), listopad – 3,4% (prognoza 3,4%)
  • 9:00 – Hiszpania – Produkcja przemysłowa (r/r), listopad – 4,2% (prognoza 3,1%)
  • 10:00 – Niemcy – Szacunki rocznej dynamiki PKB (r/r) (prognoza 2,4%)
  • 13:30 – Strefa euro – Protokół z posiedzenia EBC, grudzień
  • 14:30 – USA – Inflacja PPI (r/r), grudzień (prognoza 3%)
  • 21:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Nowego Jorku

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

RODO wymusi aneksowanie większości umów powierzenia przetwarzania danych osobowych

Administrator danych osobowych, który przekazuje je do przetwarzania jakiemuś podmiotowi (procesorowi), musi mieć z nim zawartą umowę powierzenia przetwarzania danych osobowych. Już niedługo do dużej części tych umów będzie trzeba wprowadzić aneks. W maju wchodzi bowiem w życie Rozporządzenie Ogólne o Ochronie Danych Osobowych (RODO).

„Zawarte dotychczas umowy powierzenia przetwarzania danych osobowych w większości przypadków będą musiały być aneksowane. Wynika to z tego, że obecny stan prawny tak naprawdę określa tylko i wyłącznie cel przetwarzania, zakres danych osobowych, które mają być przetwarzane, oraz warunki porozumienia pomiędzy procesorem […] a administratorem. Natomiast zgodnie z przepisami RODO zakres rzeczy, które muszą być uregulowane w treści umowy powierzenia przetwarzania danych osobowych, jest dużo szerszy” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Magdalena Kot, radca prawny z kancelarii LAWMORE.

Warto wiedzieć, że zgodnie z RODO procesor – pod warunkiem uzyskania pisemnej zgody administratora – będzie mógł powierzać przetwarzane dane kolejnym podmiotom (podprocesorom). To, którym podprocesorom będzie mu wolno te dane przekazywać, będzie można określić w umowie między administratorem a procesorem. Nie będzie to jednak koniecznością – w takim przypadku administrator da procesorowi wolną rękę w doborze podprocesorów. Co ważne, przy każdorazowym podpowierzeniu danych administrator będzie musiał zostać poinformowany o podprocesorze, przeprowadzanych przez niego czynnościach oraz gwarancjach co do tego, że przetwarzane przez niego dane są bezpieczne.

Frank jest najtańszy od lat. Czy to czas na przewalutowanie kredytu?

O przewalutowaniu kredytów w CHF zwykle mówiło się wtedy, gdy kurs mocno rósł, czyli w najgorszym możliwym momencie. Taka operacja jest bowiem tym korzystniejsza im kurs jest niższy. Obecnie przewalutowanie znacznie bardziej się opłaca niż np. rok temu. Z wyliczeń Expandera wynika jednak, że w większości przypadków przewalutowanie spowoduje niestety wzrost raty o 500-700 zł.

Gdy kurs franka rósł, wiele osób zadłużonych w tej walucie chciało się pozbyć ryzyka walutowego. Wtedy taka operacja była jednak nieopłacalna, gdyż zmiana waluty w takiej sytuacji powoduje, że bardzo wysokie staje się zadłużenie pozostające do spłaty. Obecnie taka operacja dużo bardziej się opłaca. Trzeba jednak dodać, że kurs wciąż jest wyższy niż w momencie udzielania takich kredytów. To sprawia, że często, mimo 10 lat spłaty, zadłużenie po przeliczeniu na złote wciąż jest wyższe niż wypłacona kwota kredytu.

Kolejny problem to różnica w poziomie stóp procentowych w Polsce i Szwajcarii. Oprocentowanie kredytów w CHF często jest niższe niż 1%. Po przewalutowaniu wzrośnie do ok. 4%. To oznacza istotny wzrost raty. Dla przykładu, w przypadku kredytu na 300 000 zł udzielonego na początku 2007 r. rata wzrosłaby o prawie 500 zł. Dla takiego udzielonego w najgorszym możliwym momencie, czyli wtedy, gdy frank kosztował 2 zł, przewalutowanie podwyższyłoby ratę aż o 671 zł.

Dobra okazja dla banków

Przewalutowanie pozwala uwolnić się od ryzyka walutowego, ale wciąż oznacza spore koszty. Spadek kursu może być jednak dobrą okazją dla banków, by zaproponować klientom przewalutowanie na specjalnych warunkach. Im również zależy na tym, aby pozbyć się problemu kredytów we frankach. Gdyby teraz na dużą skalę wyszły z inicjatywą przewalutowania po preferencyjnym kursie, które nie spowoduje wzrostu raty, to istnieje spora szansa, że duża grupa frankowiczów się na to zgodzi. Cieszą się oni obecną niską ratą i wielu zapewne chętnie zaakceptuje propozycje pozostania przy takim jej poziomie. Choć pewnie znajdą się i tacy, którzy będą liczyli na dalszy spadek kursu i raty.

Już wkrótce IX edycja konferencji „Infrastruktura Polska & Budownictwo”

Najważniejsze spotkanie przedstawicieli sektora infrastruktury i budownictwa już w lutym! Kolejna edycja konferencji Infrastruktura Polska & Budownictwo, organizowana przez Executive Club, odbędzie się 8 lutego 2018 w hotelu The Westin w Warszawie. To najbardziej prestiżowe spotkanie liderów infrastruktury o wyjątkowej renomie na rynku, która  co roku zrzesza grono reprezentantów największych firm, najwybitniejszych przedstawicieli sektora z Polski i zagranicy. Partnerami tegorocznej edycji są m.in. Dentons, Lafarge, Future Pipe Industries, Strabag, Metro Warszawskie czy Warbud.

W tym roku konferencja skupi się na zagadnieniach dotyczących postępu technologicznego i innowacji produktowych, które coraz prężniej wkraczają na rynek. Zwrócimy uwagę na tendencję wzrostową w budownictwie, która stanowi wyzwanie dla inwestorów i firm wykonawczych. Dyskutanci podejmą tematy transportu publicznego, biorąc pod uwagę potrzeby wdrażania rozwiązań w duchu zrównoważonego rozwoju. Opowiedzą ze swojej perspektywy o realiach rynkowych po zmniejszeniu współfinansowania inwestycji infrastrukturalnych z funduszy europejskich.

Tradycyjnie w trakcie konferencji zostanie dokonane podsumowanie minionego roku
w infrastrukturze, w tym efekty współpracy sektora publicznego i prywatnego.

Wśród prelegentów tegorocznej edycji będą:

  • Ryszard Trykosko – Przewodniczący Polskiego Związku Inżynierów Budownictwa
  • Barbara Dzieciuchowicz – Prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa
  • Zbigniew Kotlarek – Prezes Polskiego Kongresu Drogowego
  • Prof. dr hab. inż. Anna Siemińska-Lewandowska – Prodziekan ds. nauk, Politechnika Warszawska, Wydział Inżynierii Lądowej
  • Jan Styliński – Prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa
  • Prof. Leszek Rafalski – Dyrektor Instytutu Badawczego Dróg i Mostów
  • Libor Lochman – Dyrektor Zarządzający Wspólnotą Kolei Europejskich oraz Zarządców Infrastruktury Kolejowej (CER)

Zwieńczeniem konferencji będzie uroczysta gala wręczenia ,,Diamentów Infrastruktury
i Budownictwa”
. Już po raz trzeci przyznane zostaną nagrody za szczególne osiągnięcia w branży dla spółek na rynku polskim. Grono autorytetów sektora skupione w Kapitule Konkursowej wyłoni laureatów i wyróżni podmioty, które poprzez swoją strategię okazali się liderami w danej kategorii.

REJESTRACJA NA WYDARZENIE JUŻ OTWARTA! Więcej szczegółów na stronie internetowej organizatora www.executive-club.com.pl

Organizator: Executive Club

Patronat honorowy: Wspólnota Kolei Europejskich oraz Zarządców Infrastruktury Kolejowej (Community of European Railway and Infrastructure Companies – CER), Polska Izba Inżynierów Budownictwa, Polski Kongres Drogowy, Polski Związek Pracodawców Budownictwa, Instytut Badawczy Dróg i Mostów, Ogólnopolska Izba Gospodarcza Drogownictwa, Urząd Transportu Kolejowego, Polski Związek Inżynierów i Techników Budownictwa

Partner Główny: Dentons, Lafarge

Partnerzy Złoci: Future Pipe Industries, Strabag

Partnerzy: Bolix Polska, IDS-Bud, Metro Warszawskie, Warbud

Partnerzy Gali: Kajima Poland

Patroni medialni: BudNet, BudNews, budowa.org, budownictwo.org nieruchomości.biz, CEO Magazyn, E-Biurowce, edroga, forum PPP, Infrastruktura, Inteligentny Budynek, Magazyn Autostrady, Magazyn Kruszywa, Magazyn Mosty, PMR, Polish Market, Rynek Budowlany, Rynek Inwestycji, ViaExpert, Warsaw Business Journal

Infra_18_z_partnerami

Roboty nie zabiorą pracy księgowym, ale rewolucyjnie zmienią ich pracę

67% ankietowanych przez EY jest przekonanych, że nowe technologie będą odgrywały coraz większą rolę w firmie. Technologia, w tym robotyzacja, pozwoli księgowym nie tylko odtwarzać zdarzenia z przeszłości, ale na podstawie posiadanych danych przewidywać wyzwania podatkowe i księgowe w przyszłości – takie wnioski płyną z badania firmy doradczej EY „Robot w służbie księgowości” przeprowadzonego na grupie blisko 150 przedstawicieli zarządów, dyrektorów finansowych i głównych księgowych.

Rośnie rola nowych technologii w księgowości

Już dziś widać, że zmiany legislacyjne spowodują głęboką transformację raportowania księgowego. Jednolity Plik Kontrolny, split payment czy zmiany zasad stosowania cen transferowych zmniejszają pole do interpretacji dla księgowych i przenoszą centrum kompetencji księgowych w kierunku specjalistów od IT. Ponad 2/3 ankietowanych jest przekonanych, że nowe technologie takie jak rozwiązania robotyczne, automatyzacja procesów księgowych czy sztuczna inteligencja, będą odgrywały coraz większą rolę w ich firmie. – Technologia, w tym robotyzacja, pozwoli księgowym nie tylko „robić zdjęcia przeszłości”, ale na podstawie posiadanych danych przewidywać wyzwania podatkowe i księgowe w przyszłości – mówi Marcin Jurczak, Partner, Lider Zespołu Usług Księgowych i Płacowych EY. – Robotyka przyspiesza wykonanie zadań i uwalnia zasoby ludzkie w organizacji, umożliwiając przesunięcie ich do bardziej zaawansowanych zadań. W połączeniu z optymalizacją procesów, automatyzacja umożliwia uwolnienie 40-50% zasobów ludzkich w organizacji. W efekcie rośnie poziom zadowolenia klientów, którym taka firma dostarcza usługę szybciej i jest ona lepszej jakości. Zwiększa się też poziom innowacyjności w firmie, dzięki uwolnionym zasobom ludzkim, poprawie analityki biznesowej i wykonywaniu zadań w czasie rzeczywistym – dodaje.

Ewolucja technologiczna

Jednak, pomimo nowych technologii coraz śmielej wkraczających do Polski, rynek usług księgowych jest obszarem dość konserwatywnym. Nasycenie nowymi technologiami zazwyczaj nie przekracza 50%. Wyjątkiem jest obowiązkowy JPK, który wykorzystuje 81% badanych. Co druga firma (52%) wykorzystuje nowe technologie w sprawozdawczości podatkowej a 46% badanych w sprawozdaniach rocznych lub kwartalnych. 43% firm wykorzystuje technologię w bieżącej rejestracji transakcji, a 38% badanych używa nowych technologii do rozliczeń miesięcznych. – Inteligentny robot może być panaceum na rynek pracownika, z jakim pracodawcy mają coraz częściej do czynienia. Robot może być kolejnym pracownikiem, który przejmuje najbardziej powtarzalne czynności i najprostsze funkcje w organizacji. Można go w szybki i łatwy sposób zaprogramować do wykonywania zadań. W efekcie odciąży to firmę od konieczności szukania i szkolenia mało wykwalifikowanej kadry najniższego szczebla. W tym samym czasie pracodawca może zaoferować bardziej atrakcyjne możliwości rozwoju zawodowego pozostałym pracownikom, którzy mogą się skupić na kontakcie z klientem albo na realizacji bardziej kompleksowych projektów – mówi Dariusz Tłokiński, Starszy Menedżer w Zespole Usług Księgowych i Płacowych EY.

Co stoi na drodze nowym technologiom?

Zaledwie 7% badanych planuje zmiany w formie księgowości w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Dzieje się tak z powodu szeregu ograniczeń, jakie widzą ankietowani. Najczęściej wymienianą przeszkodą we wdrażaniu nowych rozwiązań jest brak budżetu – wymienia ją 38% ankietowanych. Tuż za nim pojawia się brak informacji o istniejących rozwiązaniach (34%) oraz konieczność zmian procesu księgowego (24%).

Przeszkody we wdrażaniu nowych technologiiPrzeszkody we wdrażaniu nowych technologii

Równocześnie 57% badanych zdaje sobie sprawę, że nowe technologie działają szybciej i sprawniej, co przekłada się na wzrost efektywności procesów księgowych. Zdaniem 54% ułatwiają one podejmowanie decyzji. – Od czerwca 2017 roku w EY pracuje Krystyna – robot wspomagający nas w pracach księgowych. Pomaga księgować wyciągi bankowe, transakcje zakupu i sprzedaży. Sprawdza też numery NIP i VAT. Dla porównania – człowiek sprawdza jeden nr NIP przez ok. minutę, robotowi czynność ta zajmuje 20 sekund. Krysia pomaga też systemowi kadrowo-płacowemu, któremu importuje automatycznie wartość premii i nadgodzin. To jednak ułamek możliwości Krysi, programiści EY pracują nad kolejnymi zastosowaniami – mówi Renata Kwas, Menedżer Projektu w Zespole Usług Księgowych i Płacowych EY.

Outsourcing w sprawach nadzwyczajnych

W sytuacjach nadzwyczajnych – takich jak urlop czy choroba pracownika – firmy są bardziej skłonne do korzystania z rozwiązań dostawców zewnętrznych. Tak deklaruje ponad 40% badanych. Zaletą outsourcingu jest przede wszystkim – zdaniem ankietowanych – doświadczenie wynikające ze współpracy z wieloma firmami o różnych potrzebach, udział pracowników tych instytucji w specjalistycznych szkoleniach i pełna dyspozycyjność pracowników zewnętrznych.

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Dobre złego początki

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Jedno ze słynnych powiedzeń Warrena Buffetta głosi, że inwestorzy powinni być bojaźliwi, gdy inni są chciwi oraz chciwi, gdy pozostali są bojaźliwi. Warto w tym kontekście porównać nastroje panujące obecnie z tymi sprzed roku. Otóż przełom 2016 i 2017 roku charakteryzował się niemałą dozą niepewności. Inwestorzy wciąż dochodzili do siebie po wcześniejszym referendum w sprawie brexitu oraz wygranej Donalda Trumpa w amerykańskich wyborach prezydenckich.

Krajowe duże spółki wychodziły w tym czasie z dłuższego okresu dekoniunktury, a inwestorzy dopiero przekonywali się, że wcale nie jest tak, że polskie blue chipy są nieinwestowanlne, jak niemalże powszechnie sądzono w 2016 roku. Jeszcze ciekawiej prezentowała się koniunktura gospodarcza. Otóż drugie półrocze 2016 roku stało pod znakiem zauważalnego spowolnienia aktywności gospodarczej.

Dynamika krajowego wzrostu PKB spadła poniżej 3% i wyroki na nowy rok wcale nie były hurraoptymistyczne. Wiele osób obawiało się serii wyborów na Starym Kontynencie, które mogły przynieść populistyczne zmiany, wcześniej widoczne w Wielkiej Brytanii i USA. Rzeczywistość okazała się bardzo łaskawa.

Polityka w minionym roku praktycznie nie odegrała znaczącej roli, gdyż pierwsze skrzypce odgrywała zsynchronizowana faza wzrostu gospodarczego, której doświadczył niemalże cały świat. W ten oto sposób wraz z wyraźnymi wzrostami cen akcji dotarliśmy do początku kolejnego roku. Jakie nastroje panują obecnie? Hurraoptymistyczne. Ze świecą szukać osób, które sądzą, że wzrost gospodarczy w Europie czy USA napotkać może jakiekolwiek problemy. Jedynie co do Chin panuje pewna niepewność, ale to pewien wyjątek, gdyż w przypadku pozostałych azjatyckich gospodarek panuje raczej zgodny pozytywny konsensus. Mało kto przejmuje się polityką, mimo że wielkimi krokami zbliżają się wybory we Włoszech.

Nastroje wśród inwestorów są wyśmienite, a zaangażowanie amerykańskich inwestorów indywidualnych jest najwyższe od czasu bańki internetowej z 2000 roku. Zresztą obserwujemy pewne echa internetowego boomu, które aktualnie przyjmują zabarwienie kryptowalutowe. Cały ten ogromny optymizm kontrarianinowi nie może się podobać. Owszem, niemała rzesza osób zdaje sobie sprawę z czających się ryzyk, ale panuje powszechne przeświadczenie, że większe niebezpieczeństwo inwestorom w 2018 roku nie grozi. Zgodnie z maksymą Buffetta wymusza to ostrożniejszą postawę, szczególnie że w tym roku zbraknie poduszki bezpieczeństwa, która była obecna przez większość ostatnich lat – Rezerwa Federalna zamiast skupować aktywa, sprzedaje je.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Deloitte: Polacy muszą odnaleźć się w cyfrowej rzeczywistości

Rozwój technologiczny, który z roku na rok nabiera tempa, coraz bardziej wpływa na życie każdego z nas. Zgodnie z tegorocznym raportem firmy doradczej Deloitte „TMT Predictions 2018” centrum cyfrowego świata staje się smartfon, który pełni rolę nie tylko telefonu, ale również coraz częściej osobistego komputera, odbiornika telewizyjnego oraz routera. Zdaniem ekspertów Deloitte trendy, które są widoczne na całym świecie, takie jak rozwój mediów cyfrowych, czy internetu mobilnego, widoczne są również w Polsce.

Kiedyś prenumerata, dziś subskrypcja serwisu online

Raport Deloitte przewiduje, że do końca 2018 roku połowa dorosłych osób w krajach rozwiniętych będzie posiadać co najmniej dwie subskrypcje mediów w kanałach online, a do końca 2020 roku liczba ta wzrośnie do czterech. Koszt tych subskrypcji, obejmujący głównie telewizję, filmy, muzykę, wiadomości i prasę, w 2018 roku będzie wynosił średnio poniżej 10 dolarów miesięcznie za subskrypcję. W tym roku liczba subskrybentów na świecie wyniesie 350 mln osób, w których posiadaniu będzie 580 mln subskrypcji. Większość z nich będą stanowiły subskrypcje VoD (375 mln).

Aż 20 proc. osób dorosłych w krajach rozwiniętych wykupi lub będzie miało dostęp do co najmniej pięciu płatnych subskrypcji mediów online, a do 2020 roku aż dziesięciu. – Model subskrypcji znany jest od dawna w kontekście mediów tradycyjnych. Wystarczy wspomnieć prenumeratę prasy. Obecnie jednak obserwujemy popularyzację subskrypcji również w internecie. Wpływa na to szereg czynników – mówi Jakub Wróbel, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte. – Jest to przede wszystkim coraz bardziej atrakcyjna treść, którą możemy odtworzyć na wielu urządzeniach a zainteresowana nią jest rosnąca liczba klientów, gotowych również za nią zapłacić– dodaje.

Seryjne oglądanie Polaków

Trendowi temu sprzyja również rozwój technologii i większa przepustowość połączeń do internetu. W Polsce w ostatnich kilkunastu miesiącach obserwujemy rozwój rynku serwisów video, takich jak np. Netflix, Player.pl czy ShowMax, które inwestują również w rodzime produkcje. Obserwujemy także zjawisko „binge-watching”, czyli seryjnego oglądania seriali czy programów telewizyjnych. Niejednokrotnie platformy udostępniają swoim odbiorcom całe sezony swoich produkcji naraz, co sprawia, że widzowie mogą spędzić przed ekranem swoich telewizorów, komputerów lub telefonów nawet kilka godzin bez przerwy. Z badania Deloitte wynika, że zjawisko to dotyczy przede wszystkim przedstawicieli pokolenia milenialsów, wśród których aż 90 proc. przyznaje się do takiego sposobu oglądania, a 38 proc. robi to regularnie (dotyczy widzów w USA). – Przy dalszej popularyzacji tego trendu, dostawcy treści i reklamodawcy będą się starać go wykorzystać, aby lepiej docierać do klientów. Jednocześnie należy się spodziewać rosnącej podaży treści, które można oglądać seryjnie – mówi Jakub Wróbel.

Domowy internet mobilny

Rozwój serwisów płatnej treści online nie byłby możliwy, gdyby nie intensywny rozwój infrastruktury sieci telekomunikacyjnych, w tym internetu stacjonarnego i mobilnego.

Raport Deloitte przewiduje, że w 2018 roku jedna piąta mieszkańców Ameryki Północnej z dostępem do internetu będzie korzystać jedynie z sieci mobilnej. W 2022 roku takich osób może być już 30-40 proc. Osoby te w ogóle zrezygnują z internetu stacjonarnego. Ludzie, którzy korzystają z sieci mobilnej w miejscach publicznych, w szkole i czasem w pracy przeniosą ten zwyczaj również do domu. Istnieje wiele powodów takiego podejścia, zarówno o charakterze demograficznym, społecznym, jak i ekonomicznym. Niejednokrotnie jednak internet mobilny jest jedyną dostępną opcją transmisji danych, zwłaszcza poza miastami.

Trend ten jest również coraz bardziej widoczny w Polsce, biorąc pod uwagę, że na wsi mieszka ponad 40 proc. populacji. Rośnie również liczba jednoosobowych gospodarstw domowych. W tym roku według prognoz GUS może być już ich ponad 4,2 mln, a to według ekspertów Deloitte single są jedną z tych grup społecznych, która będzie wybierać częściej niż inne zamiast internetu stacjonarnego internet mobilny. – Liczba użytkowników internetu mobilnego w Polsce od 2014 do 2016 roku zgodnie z danymi UKE wzrosła o blisko 28 proc. do 7,4 mln. Należy jednak pamiętać o wielu toczących się oraz planowanych inwestycjach w rozwój szerokopasmowych sieci stacjonarnych, które wciąż jednak nie są dostępne wszędzie – mówi Jakub Wróbel.

Sztuczna inteligencja poszerza zakres swojego działania

Nowe funkcjonalności używanych przez nas smartfonów nie byłyby możliwe, gdyby nie rozwój sztucznej inteligencji. – Już niebawem niemal każda czynność wykonywana przez nas na smartfonie wsparta będzie przez uczenie maszynowe. W coraz szerszym zakresie jest ono wykorzystywane również przez biznes, choć wciąż jeszcze mówimy w tym przypadku o początkowej fazie rozwoju – mówi Jan Michalski, Partner, Lider Sektora TMT, Deloitte. Według prognoz Deloitte praktyczne zastosowanie rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji wzrośnie w dużych i średnich przedsiębiorstwach. W tym roku liczba projektów pilotażowych i wdrożeniowych w tym segmencie będzie dwa razy większa niż w ubiegłym roku, a w 2020 roku będzie to już cztery razy większy wzrost w stosunku do tego roku. Wydatki na ten cel mają wynieść w 2021 roku 57,6 mld dolarów. Dla porównania w ubiegłym roku było to 12 mld dolarów.

Polska na początku drogi

Rozwój sztucznej inteligencji jest zdominowany przez gigantów technologicznych, a samo USA odpowiada za prawie 80 proc. wszystkich środków przeznaczonych na rozwój tej technologii.  – W Europie, w tym w Polsce rozwój sztucznej inteligencji jest w bardzo wczesnym stadium. Jednak w połączeniu z rosnącymi oczekiwaniami klientów kreowanymi przez gigantów technologicznych takimi jak Google czy Amazon stwarza sporą niszę do wykorzystania. W Polsce do branż, w których najbardziej zauważalne jest podejmowanie działań zmierzających w kierunku wdrożenia rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji należą np. telekomunikacja, usługi finansowe oraz firmy internetowe – mówi Jan Michalski. W wykorzystanie tej technologii inwestują przede wszystkim start-upy oraz fundusze venture capital. Na tym tle wyróżniają się takie spółki jak Growbots czy deepsense.ai. Polskim produktem jest również Ada, asystent, który przy wsparciu uczenia maszynowego i szeroko rozumianej sztucznej inteligencji pomaga w wynajmie mieszkania. Jednym z największych polskich sukcesów w tej dziedzinie było stworzenie syntezator mowy Ivona, którą kilka lat temu kupił Amazon. – Polska ma potencjał, by stać się regionalnym centrum rozwoju sztucznej inteligencji, dlatego jest tak ważne, by rodzimy biznes dostrzegł pojawiąjącą się szansę i nie przegapił rewolucji, która dzieje się na naszych oczach – podsumowuje Jan Michalski.

Raport: Najważniejsze trendy w hotelarstwie w 2018 roku

  • Branża hotelarska w 2018 roku będzie zmieniać się szybciej niż kiedykolwiek;
  • Pozyskanie nowych pracowników, rosnąca rola aparthoteli, rewolucja mobilna, internet rzeczy, relacje z klientami – na te aspekty trzeba zwrócić uwagę w 2018 roku;
  • Profitroom przygotował raport „Trends 2018” prezentujący najważniejsze wyzwania i zadania czekające hotelarzy w najbliższych dwunastu miesiącach.

Branża hotelarska w 2018 roku będzie zmieniać się szybciej niż kiedykolwiek – wynika z raportu „Trends 2018” przygotowanego przez firmę Profitroom, która postanowiła po raz kolejny przeanalizować trendy rynkowe i wskazać najważniejsze wyzwania czekające rynek w najbliższych dwunastu miesiącach.  

Aktywna polityka HR, zmiana podejścia Polaków do podróżowania, skuteczna interakcja z klientem, rosnąca rola aparthoteli, automatyzacja procesów – to tylko kilka najważniejszych trendów na 2018 rok, które czekają branżę hotelarską. Na rynku przybywa obiektów, a właściciele hoteli muszą poszukiwać coraz nowszych narzędzi komunikacji, aby sprostać wymaganiom rynkowym. Najbliższe dwanaście miesięcy zapowiada się niezwykle interesująco i dynamicznie – mówi Marcin Dragan, Dyrektor Zarządzający firmy Profitroom, dostawcy technologii rezerwacyjnej dla hoteli i apartamentów, która przygotowała raport „Trends 2018”, prezentujący najważniejsze trendy w branży. Czas poznać najważniejsze z nich w szczegółach.

Jak zatrzymać pracownika?

Obecnie w Polsce, wobec rekordowo niskiej stopy bezrobocia(6,6 proc.), mamy do czynienia z rynkiem pracownika. W przypadku branży hotelowej, wyraźnie widać mniejsze zainteresowanie pracą w branży wśród osób młodych. Z kolei pracownicy z doświadczeniem są na wagę złota i mogą przebierać w ofertach. Coraz trudniej również o zatrudnienie pokojowych czy kelnerów z odpowiednim doświadczeniem. W jaki sposób poradzą sobie z tym wyzwaniem właściciele lub zarządcy obiektów? Prowadząc aktywną politykę HR, która pozwoli nie tylko na utrzymanie obecnego zespołu, ale też wprowadzi narzędzia, umożliwiające zapewnienie stabilnego poziomu zatrudnienia w hotelu.

Kluczem do pokonania trudności, może okazać się optymalizacja pracy np. poprzez zmianę sposobu serwowania posiłków oraz wzmacnianie lojalności pracowników za pomocą udziału w szkoleniach i programach rozwoju. Pozwoli to pozostać konkurencyjnym na rynku i sprostać oczekiwaniom klienta, który zmienia swój sposób podróżowania.

3 x W – wolno, wnikliwie, wyjątkowo

Turyści nie chcą dzisiaj brać udziału w tzw. objazdówkach, a coraz częściej decydują się na dłużej pozostać w jednym miejscu, poznając jego klimat, ludzi i kulturę. Wolno, wnikliwie i wyjątkowo – to trzy słowa, które charakteryzują podróżnika w 2018 roku.

Tego typu podejście dla podróżowania to ogromna szansa dla obiektów turystycznych, które mogą zwiększyć sprzedaż bezpośrednią, konstruując ofertę wokół doświadczenia podróżyzauważa przedstawiciel Profitroom. – Dzisiaj podróżnik to osoba obeznana z nowinkami technologicznymi, kupująca usługi dodatkowe, które gwarantują wysoką jakoś produktów i usług. Na wzroście popularności tzw. slow travel skorzystać mogą również większe hotele, tworząc unikalne oferty spełniające oczekiwania różnych grup klientów: smakoszy, amatorów domków na drzewach czy campingu dodaje. Wraz ze zmianą sposobu podróżowania, rosną również wymagania co do jakości miejsca pobytu, co wiąże się z kolejnym trendem.

Aparthotele – luksus czy realizacja potrzeb

W ostatnich latach w Polsce powstaje coraz więcej obiektów turystycznych działających w ramach usługi aparthotel. Co to pojęcie oznacza? Jest to usługa wynajmu apartamentów w systemie hotelowym łącząca w sobie cechy apartamentów i hotelu. Trend ten zauważany jest głównie w dużych ośrodkach, gdzie istnieje większe zapotrzebowanie na produkty luksusowe. Standardowe usługi hotelowe przestają być gwarantem atrakcyjności hotelu, bo Polacy stawiają bardziej na doświadczenie pobytu niż na klasyczny wynajem. A w tym doświadczeniu dużą rolę zaczyna odgrywać również technologia.

Rewolucja technologiczna również w hotelarstwie

Współczesny klient hotelu przyzwyczajony do zaawansowanych technologicznie sprzętów, które posiada w swoim domu, tego samego oczekuje również w pokoju hotelowym. Zastosowanie inteligentnych urządzeń w ramach internetu rzeczy i technologii „smart room”, przynosi szereg korzyści takich jak: automatyzacja procesów, racjonalizacja zużycia energii, odciążenie obsługi czy możliwość skupienia się na zapewnieniu gościom jak najlepszego doświadczenia pobytu. Oczywiście istotne jest również dopasowanie rozwiązań do finansowych możliwości hoteli. Jednak nawet najlepsza technologia na nic się zda, jeżeli zabraknie odpowiedniej komunikacji z klientem.

Interakcja z klientem

Ostatnie lata w szeroko rozumianej branży usługowej to zupełna zmiana podejścia na linii klient-firma. Dziś komunikacja z klientem jest kluczem do budowania skutecznej relacji. Coraz istotniejszą rolę zaczynają odgrywać live chaty, które umożliwiają np. obsługę gościa hotelowego w czasie rzeczywistym, na każdym kroku procesu rezerwacyjnego. Obsługa może na bieżąco reagować na pytania i tak pokierować rozmową, aby doprowadzić do dokonania rezerwacji. Ciekawym rozwiązaniem może okazać się również wprowadzenie do komunikacji wirtualnego asystenta (chatbot), czyli programu, który będzie w stanie odpowiadać klientom na najczęściej pojawiające się pytania. A skoro już wspominamy o wirtualnym asystencie, to najlepiej sprawdzi się on na urządzeniach mobilnych, które są dużym wyzwaniem dla wszystkich przedsiębiorców.

Rewolucja mobilna i zintegrowany czynnik sukcesu

W 2017r. ponad 50 proc. ruchu w internecie pochodziło z urządzeń mobilnych, co można określić jako przełom w korzystaniu z sieci. Dlatego wdrożenie rozwiązań, które są zaprojektowane specjalnie pod urządzenia mobilne jest dla hotelarzy koniecznością, która w przyszłości przełoży się na wzrost przychodów z tytułu rezerwacji dokonanych przez smartfony.

 

Oprócz rewolucji mobilnej, istotne jest również korzystanie z systemów, które integrują dane o klientach i ułatwiają zarządzanie. – System konsolidujący dane to przyszłość́ hotelarstwa. Rozwiązania dostarczane przez jednego dostawcę, mają tę przewagę̨ nad systemami patchworkowymi, że od początku są tworzone jako spójny organizm, pozwalający na efektywne zarządzanie danymi bez konieczności pokonywania przeszkód natury technicznej – mówi Marcin Dragan.

Powyższe trendy pokazują, że najbliższe dwanaście miesięcy to duże wyzwania dla branży, ale jednocześnie podkreślić należy, że przyszłość rysuje się w optymistycznych barwach. Sektor dynamicznie się rozwija, czego dowodem jest duża liczba inwestycji, ale także wzrost liczby turystów. Wszystko w rękach hotelarzy, którzy przy odpowiedniej obserwacji i wdrażaniu nowych rozwiązań skutecznie dopasują się do rynku i mają szansę wyprzedzić konkurencję.

Chiny zastopują skup obligacji rządowych USA?

Tryb mini-paniki ogarnął rynek walutowy w środę z nagromadzeniem pytań o potencjalne potyczki handlowe USA z Chinami i Kanadą. Jednak podobnie, jak w przypadku zawirowań na JPY na początku tygodnia, emocje inwestorów przyćmiewają zdrowy rozsądek. Główny rezultat, to wyższe rentowności długu w USA i to stanowi poduszkę bezpieczeństwa dla dolara.

Wydaje mi się, że inwestorzy sprzedający USD wczoraj nie spędzili dużo czasu nad interpretacją doniesień z Chin. Według Reutersa (anonimowi) chińscy oficjele zasugerowali, że możliwe jest zmniejszenie lub zastopowanie skupu obligacji rządowych USA. Na pierwszy rzut oka wygląda to na wyraźne osłabienie popytu na dług USA i cios w zaufanie, ale czy na pewno? To nie jest tak, że Chiny robią USA łaskę i kupują obligacje. Absurdalnie wysoka nadwyżka w handlu zagranicznym, głównie realizowana w dolarze, zmusza Chiny do lokowania rezerw walutowych przeważnie w obligacje skarbowe USA, gdzie 10-latki mają już rentowność 2,55 proc. I nie bardzo można wskazać alternatywę, gdyż niemieckie Bundy dają dochód zaledwie 0,53 proc., nie wspominając o japońskich 10-latkach (0,08 proc.). A jeśli nie obligacje, to co? Akcje? Bitcoin?

Byłoby zaskakujące, jeśli chińskie władze nie zdawały sobie sprawy ze swojego położenia. Zatem być może wczorajsze „przecieki” (z resztą dziś rano już prostowane przez chiński urząd SAFE) miały inne zadanie. Nie jest tajemnicą, że prezydent Trump ma wysoko na swojej liście walkę o równe (w jego mniemaniu) traktowanie USA w handlu zagranicznym. W tym kontekście wczoraj mogliśmy być świadkami pokazu, jak Chiny mogą odpowiedzieć na działania Trumpa. Czyżby było to preludium do nowego tematu, który może przykuwać uwagę w kolejnych tygodniach i miesiącach? Jeśli tak, to rentowności długu USA będą dalej pędzić w górę, ale wojna handlowa na linii USA-Chiny położy się cieniem na apetycie na ryzyko. Jeśli jednak dementi chińskich władz przyniesie dziś uspokojenie, USD dalej pozostaje z wysokimi rentownościami długu.

Ofiarą wojen handlowych w ostatnich godzinach stała się też CAD po doniesieniach, jakoby strona kanadyjska przewidywała zerwanie porozumienia NAFTA przez prezydenta Trumpa. Wprawdzie Biały Dom przekazał później, że stanowisko Trumpa nie uległo zmianie, to ciężko oprzeć się wrażeniu, że negocjacje nie idą „gładko”. Stąd USD/CAD nie odpuszcza wzrostów. Kolejna tura rozmów między USA, Kanada i Meksykiem jest zaplanowana za dwa tygodnie, ale wcześniej (17 stycznia) mamy decyzję Banku Kanady. Przy niepewności o przyszłość NAFTA, rynek zaczyna się zastanawiać, czy BoC nie zdecyduje się wstrzymać z podwyżką – prawdopodobieństwo takiego ruchu wyliczane z rynku stopy procentowej spadło z 87 proc. do 72 proc.

Nie jestem w ogóle zaskoczony tym, że pomimo gołębich wzmianek na konferencji po posiedzeniu RPP po złotym nie widać słabości. W swoim stylu prezes NBP Glapiński powtórzył, że dane z gospodarki oraz projekcja skłaniają go do opinii, że stopy procentowe nie powinny ulec zmianie do końca 2018 r., a nawet dłużej (choć nie rozwinął tej ostatniej myśli). Zaskakująco członek RPP Gatnar wyraził swoje obawy o obniżenie ścieżki inflacji. Wcześniej Gatnar sugerował możliwość podwyższenia stóp procentowych w I kw. 2018 r. Jak dla mnie są to dość mocne sygnały uderzające w konsensus rynkowy pierwszej podwyżki w IV kw. 2018 r., za to wspierające nasza prognozę dla lipca 2019 r. Ale dla rynku FX obecnie ważniejsze jest kształtowanie się generalnego sentymentu do rynków wschodzących, co zamyka EUR/PLN w przedziale 4,16-4,20.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kurs franka może znowu zaskoczyć. Przy wycenie powyżej 3,60 czeka nas powrót do fali wzrostowej

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI
Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Początek 2018 roku przyniósł znaczący i wyczekiwany od 2009 roku spadek szwajcarskiej waluty. Utrzymujący się od kilku dni mocny kurs złotego musiałby jednak zostać zachowany do co najmniej końca stycznia, by zakładać trend spadkowy CHF w kolejnych okresach 2018 roku. Z kolei powrót w końcówce miesiąca do wyceny franka szwajcarskiego powyżej 3,60 oznaczać może – o ile nie będzie jedynie korektą – nową falę wzrostową, a nawet sugerować test lokalnego szczytu na poziomie 4,13.

Od osiągnięcia poziomu 4.13 w końcówce 2016 roku, notowania CHF osuwają się w kierunku kluczowej strefy wsparcia 3.10 – 3.17. Póki co, najważniejszą informacją jest naruszenie dotychczasowego kanału wzrostowego, który utrzymywał rynek od 2009 roku. Oznacza to, że mamy do czynienia ze wstępnym sygnałem na dalsze umocnienie naszej waluty w relacji do franka szwajcarskiego.

Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że skala zanegowania wspomnianego kanału na koniec grudnia 2017 roku jest znikoma i będzie prowokować kupujących do odreagowania. Póki co widzimy dalsze osuwanie się notowań, jednakże biorąc pod uwagę, że mamy dopiero początek miesiąca, końcówka stycznia 2018 może zaskoczyć.Analiza kursu CHF do PLN

Gdyby zatem na koniec pierwszego miesiąca 2018 roku notowania trwale powróciły powyżej poziomu 3.60, naruszony obecnie kanał wzrostowy ostatecznie utrzymałby się, a to z kolei oznaczałoby rozpoczęcie fali wzrostowej. Kwestią otwartą pozostaje to, czy nowa fala byłaby tylko korektą – wtedy ruch dotarłby w okolice poziomu 3.78  – czy mielibyśmy powrót do dominującego trendu wzrostowego. Wówczas wzrosty doprowadziłyby do testu lokalnego szczytu w cenie 4.13.

Marek Paciorkowski, dyrektor ds. rynków finansowych, Aforti Exchange / Grupa AFORTI

Dowód rejestracyjny auta jeszcze w tym roku będzie cyfrowy. Już teraz można sprawdzić szczegółową historię samochodu przed jego zakupem

Dowód rejestracyjny auta jeszcze w tym roku będzie cyfrowy. Już teraz można sprawdzić szczegółową historię samochodu przed jego zakupem 1

Na III kwartał 2018 roku Ministerstwo Cyfryzacji zapowiada wdrożenie do aplikacji mDokumenty dowodu rejestracyjnego, polisy OC i prawa jazdy. Oznacza to, że wszystkie te dokumenty będzie można okazywać za pomocą smartfona. Już teraz można poprzez portal historiapojazdu.gov.pl sprawdzić szczegółową historię auta, również sprzed jego sprowadzenia do kraju. Ministerstwo Cyfryzacji zapowiada, że niebawem zostaną uruchomione kolejne usługi i ułatwienia dla zmotoryzowanych.

Aplikacja mDokumenty ma sprawić, że jej użytkownicy nie będą musieli nosić przy sobie niektórych dokumentów, tylko w razie potrzeby wyświetlą je na ekranie telefonu. Od maja 2017 roku w Łodzi, Ełku, Koszalinie i Nowym Wiśniczu trwa pilotaż tej usługi dla dowodów osobistych. Zgodnie z harmonogramem opublikowanym przez Ministerstwo Cyfryzacji, jeszcze w I kwartale 2018 roku usługa ma być dostępna w całym kraju. Na III kwartał zaplanowano natomiast zdigitalizowanie dokumentów dotyczących samochodu, czyli dowodu rejestracyjnego, polisy OC oraz prawa jazdy.

– Na przełomie stycznia i lutego planujemy uruchomić usługę „Mój pojazd”, która pozwoli wyświetlić kompletną informację o posiadanym samochodzie. Będzie można wydrukować raport, który udostępnimy jako potencjalni sprzedawcy przyszłemu nabywcy. Dane dostępne w portalu historiapojazdu.gov.pl są w pewnym stopniu ograniczone. Te, które będzie można wygenerować w usłudze „Mój pojazd”, będą kompletne – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Karol Okoński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.

Już teraz można korzystać z udogodnień pozwalających na sprawdzenie dokładnej historii kupowanego samochodu. Osoby zainteresowane zakupem mogły dotychczas sprawdzić na portalu historiapojazdu.gov.pl szczegółową historię aut pochodzących z Polski oraz tych, które były sprowadzone i zostały już zarejestrowane w kraju. Od początku 2018 roku kupujący mają możliwość sprawdzenia tam również tego, co działo się z samochodem przed jego pojawieniem się w Polsce.

– Oprócz tego, co widzieliśmy do tej pory, czyli historii badań technicznych, podstawowych informacji o historii zmian właściciela, zyskujemy dodatkowe informacje o przeszłości auta sprzed jego sprowadzenia do kraju. To dane o czynnikach ryzyka, czyli alertach, które mają potencjalnego nabywcę poinformować o tym, czy auto było na przykład złomowane, użytkowane jako taksówka lub uczestniczyło w wypadku, po którym stwierdzono szkodę całkowitą – wyjaśnia Karol Okoński.

Raport jest dostępny zarówno dla kupujących, jak i sprzedających. Aby uzyskać dostęp do danych sprzed sprowadzenia auta z zagranicy, trzeba jednak posłużyć się profilem zaufanym. Jak wyjaśnia podsekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji, dzieje się tak dlatego, że dane udostępnia komercyjna firma Carfax. Jednym z warunków współpracy było to, że informacja ma być dostępna tylko dla obywateli polskich. Należało więc uniknąć sytuacji, w której ktoś z zagranicy, dowiadując się, że jest w Polsce taka usługa, zacznie wykorzystywać ją do swoich potrzeb.

– Założenie profilu zaufanego w tym momencie jest możliwe również zdalnie, bez wychodzenia z domu, korzystając z możliwości potwierdzania przez bankowość internetową już w wielu bankach, więc zakładamy, że nie będzie to przeszkoda, żeby tej usługi użyć, natomiast jest ona adresowana do osób fizycznych, nie do firm – wyjaśnia wiceminister.

Z informacji dostępnych w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców wynika, że w Polsce rocznie rejestruje się od 1,5 do niemal 2 mln samochodów. Większość z nich to auta używane, często sprowadzane z zagranicy. 

Odkryte luki bezpieczeństwa mogą dotknąć nawet 90 proc. nowoczesnych smartfonów. Eksperci zalecają aktualizację systemów

Odkryte luki bezpieczeństwa mogą dotknąć nawet 90 proc. nowoczesnych smartfonów. Eksperci zalecają aktualizację systemów 2

Trzy niezależne zespoły specjalistów zajmujących się bezpieczeństwem IT odkryły, że większość współczesnych procesorów, stosowanych w urządzeniach mobilnych i urządzeniach Internetu Rzeczy, jest podatnych na kradzież informacji. Część producentów urządzeń wydała już odpowiednie aktualizacje, które minimalizują ryzyko przejęcia kontroli nad urządzeniem. Eksperci zalecają, by użytkownicy bezzwłocznie zaktualizowali swoje urządzenia.

– Luka w zabezpieczeniach procesorów o architekturze ARM, wykorzystywanych m.in. w urządzeniach mobilnych czy urządzeniach internetu rzeczy, polega na tym, że przy ewentualnym wykorzystaniu tej luki, czyli napisaniu złośliwego kodu, atakujący ma dostęp do zasobów i procesów, które zachodzą w danym urządzeniu. Mam na myśli m.in. takie dane, jak loginy, hasła, ale także nasze prywatne materiały czy zdjęcia – mówi agencji Newseria Innowacje Kamil Gapiński z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń.

Luki bezpieczeństwa o nazwie Meltdown i Spectre zostały wykryte przez  zespół zajmujący się bezpieczeństwem IT i dotyczą prawdopodobnie wszystkich nowoczesnych procesorów, w tym jednostek w architekturze ARM, używanych w większości współczesnych smartfonów. Eksperci przestrzegają, ale jednocześnie uspokajają użytkowników. Atak jest możliwy, ale lokalnie, gdyż wymaga wykonania szkodliwego kodu bezpośrednio na atakowanym urządzeniu.

Odkryte luki bezpieczeństwa skupiają się na funkcji wykonywania spekulatywnego, która przyspiesza działanie systemu poprzez operowanie na różnych instrukcjach jednocześnie i poza kolejnością. Luki są trudne do załatania, ale z drugiej strony specjaliści podkreślają, że atak z ich wykorzystaniem trudno jest przeprowadzić. Musi on być bowiem wykonany z polecenia czy uprawnień użytkownika, a to wymaga wcześniejszego przejęcia kontroli nad danym urządzeniem. Po wykryciu luk powstały również obawy o wydajność sprzętu po aktualizacjach.

– Były różne debaty, czy po załataniu tej luki nasze systemy zwolnią, czy będą mniej wydajne. Okazuje się, że to ryzyko jest drugoplanowe. Warto przede wszystkim skupić się na tym, aby zaktualizować nasze urządzenia mobilne. Te wcześniejsze obawy były moim zdaniem dość przedwczesne – mówi Kamil Gapiński.

Jak zauważa ekspert z Fundacji Bezpieczna Cyberprzestrzeń, przeciętny użytkownik smartfona, zarówno z systemem iOS, jak i Android, powinien jak najszybciej zaktualizować oprogramowanie swojego urządzenia. Twórcy tych systemów wydali już stosowne aktualizacje, które chronią przed wspomnianymi atakami.

– Trudno mówić o liczbach, ale fakt, że dobra praktyka jaką jest aktualizacja systemu, nie jest praktyką często stosowaną przez użytkowników, sugeruje, że nadal znaczna część naszych urządzeń jest podatna na ataki oparte o wykorzystanie np. Spectre – podkreśla Kamil Gapiński.

Na ataki narażone są smartfony i tablety z następującymi procesorami: MediaTek MT8173, MediaTek MT6795, MediaTek MT6595, Qualcomm Snapdragon 835, Qualcomm Snapdragon 845, Qualcomm Snapdragon 810 / 808, Qualcomm Snapdragon 653 / 652 / 650, Samsung Exynos 7420, Samsung Exynos 5433, Samsung Exynos 5 Dual (Exynos 5250) MediaTek Helio X30.

Jak wynika z danych ARM, w 2016 roku udział jego procesorów w rynku wyniósł 34 proc. – firma dostarczyła 17,7 mld chipów. W przypadku urządzeń mobilnych ten udział osiągnął wartość 90 proc.

System monitoringu wykorzystujący sztuczną inteligencję pozwala rozpoznać osobę z zasłoniętą twarzą. Za projektem stoją Polacy

System monitoringu wykorzystujący sztuczną inteligencję pozwala rozpoznać osobę z zasłoniętą twarzą. Za projektem stoją Polacy 3

Sztuczna inteligencja i sieci neuronowe coraz częściej są wykorzystywane w przemyśle. Innowacyjne rozwiązania znajdują zastosowanie w systemach, z których korzystamy na co dzień. Polacy opracowali system monitoringu oparty o możliwości, które do tej pory były wykorzystywane jedynie w laboratoriach. Platforma jest w stanie rozpoznać osobę w okularach przeciwsłonecznych czy z częściowo zasłoniętą twarzą, a także przewidzieć zagrożenia. Już teraz korzysta z niej jedna z sieci ochrony w Polsce. Firma zapowiada wdrożenie systemu także na zagranicznych rynkach.

– System ecVision Monitoring jest innowacyjnym systemem monitoringu, który umożliwia nie tylko efektywne zarządzanie kamerami wideo, np. na małym urządzeniu jesteśmy w stanie uruchomić nawet 100 kamer, ale jest również systemem analizy obrazu wideo poprzez sieci neuronowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Janusz Poloczek z firmy ecVision.

Wykorzystanie sztucznej inteligencji i sieci neuronowych – uczących się systemów imitujących naturalną sieć neuronową, czyli ludzki mózg – sprawia, że system zaprojektowany przez ecVision potrafi rozpoznać różnego rodzaju zagrożenia, takie jak włamanie, kradzież, pozostawienie niebezpiecznego przedmiotu bez opieki, a także niebezpieczne zachowania, jak np. bójka. Jak podkreślają twórcy, jest to jedyny na świecie system, który jest w stanie rozpoznać ludzką twarz w całkowicie zaciemnionych okularach przeciwsłonecznych.

– W przeciwieństwie do konkurencji, która rozpoznaje jedynie de facto trzy punkty, czyli końcówkę nosa plus rozstaw źrenic, my mapujemy na twarzy 10 tys. punktów. Faktycznie dla nas zasłonięcie części twarzy burką czy okularami przeciwsłonecznymi nie stanowi przeszkody do skutecznego rozpoznania takiej osoby – twierdzi przedstawiciel firmy ecVision.

Firma ma w planach wprowadzenie rozwiązania na rynki zagraniczne. Już teraz zapowiada wdrożenia na rynkach niemieckim, brytyjskim i ukraińskim. W tej chwili z systemu korzysta już na polskim rynku jedna z największych w Polsce sieci ochrony. Platforma sprawdzi się także w sektorze handlowym.

– System posiada różnorakie analizy obrazu wideo pod sieć handlową, typu zliczanie klientów, mapy ciepła czy analizy związane chociażby ze złym oznakowaniem towarów na półkach – tłumaczy Janusz Poloczek.

Jak wynika z raportu MarketsandMarkets, w 2016 roku rynek systemów nadzoru wideo osiągnął wartość 30,37 mld dol. Prognozuje się, że w 2022 roku jego wartość będzie ponad dwa razy wyższa i osiągnie 75,64 mld dolarów, wzrastając średniorocznie o 15,4 proc.

Z kolei globalny rynek rozwiązań z użyciem sztucznej inteligencji ma być wart w 2025 roku ponad 35 mld dol., rosnąc średniorocznie o 57,2 proc. – czytamy w analizie Grand View Research. W tej dziedzinie przodują Stany Zjednoczone, gdzie innowacyjne rozwiązania są już szeroko wdrażane w takich branżach jak przemysł, media i marketing, ochrona zdrowia, transport czy motoryzacja.

Polscy olimpijczycy będą motywować zwykłych ludzi do spełniania swoich marzeń. Rusza kampania Bridgestone

Polscy olimpijczycy będą motywować zwykłych ludzi do spełniania swoich marzeń. Rusza kampania Bridgestone 4

Wytrwałe dążenie do wyznaczonego celu to dla sportowca warunek konieczny, by osiągnąć sukces. Do tego jednak potrzebna jest umiejętność przezwyciężania problemów – podkreślają przedstawiciele każdej z dziedzin sportu. Historie dwojga olimpijczyków – ambasadorów nowej kampanii Bridgestone „Podążaj za marzeniami, bez względu na wszystko” – mają być inspiracją dla zwykłych ludzi, aby mimo przeciwności losu realizowali swoje marzenia.

 Poszukiwaliśmy osób i historii, które dobrze obrazują to, czym chcielibyśmy, aby ludzie się kierowali, czyli determinacją i siłą do realizowania swoich marzeń. Ważne było również, żeby te historie były inspirujące dla ludzi, dla nas samych, czyli żeby pokazywały, jak przezwyciężyć brak wiary w siebie, problemy z własną samooceną, bądź po prostu trudny start na początku. To rzeczy, z którymi na co dzień Polacy się zmagają. Chcieliśmy, żeby te historie stanowiły dla nich inspirację, że siła i determinacja pozwoli im zrealizować ich marzenia – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Trzaskowski z firmy Bridgestone, która jest Globalnym Partnerem Olimpijskim.

Celem globalnej kampanii firmy Bridgestone „Podążaj za marzeniami, bez względu na wszystko” ma być motywacja zwykłych ludzi do walki z przeciwnościami, jaką często toczą sportowcy. Kampania będzie trwała przez cały rok olimpijski.

Ambasadorami projektu są Maciej Kot, skoczek narciarski, oraz lekkoatletka Joanna Jóźwik. Są przykładem na to, że nie warto się poddawać, a z każdej sytuacji, nawet wyjątkowo trudnej, można się podnieść i wrócić silniejszym.

– Marzenia mogą pomóc przezwyciężyć problemy, ale muszą być bardzo mocne, nie gdzieś w tle. Jeżeli mamy marzenie, to musimy do niego dążyć. To właśnie ta chęć realizacji napędza nas najbardziej. Jeżeli nie widzimy sensu w tym, co robimy, to warto zaczerpnąć przykładu z innych osób, które również zmagały się z podobnymi problemami – przekonuje Joanna Jóźwik.

Joanna Jóźwik od dziecka marzyła o lekkoatletycznej karierze. Po sukcesie w 2014 roku i zdobyciu brązowego medalu mistrzostw Europy przyszły kontuzje i zwątpienie. Odbudowała formę dopiero dwa lata później – na igrzyska w Rio w 2016 roku, gdzie zajęła piąte miejsce w biegu na 800 metrów.

Maciej Kot po zajęciu 7. miejsca na Igrzyskach Olimpijskich w Soczi w 2014 roku osiągał coraz słabsze wyniki. W efekcie rok później zabrakło go w kadrze na mistrzostwach świata organizowanych w Falun. Walka do końca, współpraca z bliskimi, przyniosły efekty w postaci złotego medalu w drużynie podczas mistrzostw świata w 2017 roku w Lahti.

 Kampania „Podążaj za marzeniami, bez względu na wszystko” pokazuje, że w sporcie trzeba mieć marzenia i dążyć do nich bez względu na przeciwności. Sport jest taką dziedziną życia, w której pojawia się mnóstwo przeciwności i żeby osiągać sukces, trzeba umieć sobie z nimi radzić. Kampania ma uświadamiać ludziom, że trzeba mieć marzenia, umieć je realizować, podążać za nimi i radzić sobie z przeciwnościami, które na tej drodze się pojawiają – tłumaczy Marek Rudziński, komentator sportowy.

Każdy sportowiec przeżywał w swojej karierze ciężkie chwile i myślę, że to bardzo ważne, by młodzi ludzie mogli poznać inspirujące historie dwójki polskich olimpijczyków. Dzięki nim mogą wyciągać wnioski i uczyć się, że ciężka praca i determinacja mogą przezwyciężyć nawet największe przeszkody – podkreślił podczas inauguracji kampanii Andrzej Kraśnicki, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

W przypadku sportowców istotna jest ciągła chęć poprawy, bicia rekordów – tych własnych i cudzych oraz przekraczania własnych granic. To daje im siłę, by walczyć dalej.

Kiedy pobiłam rekord Polski juniorek, marzyłam o tym, żeby pobić rekord Polski seniorek. Cały czas po osiągnięciu celu, który sobie postawiłam, miałam kolejne marzenia. Oczywiście nie zawsze było to proste, ponieważ czasami były kontuzje, czasami gorsza forma, ale myślę, że pasja jest ogromną motywacją – tłumaczy Irena Szewińska, lekkoatletka, 6-krotna mistrzyni olimpijska i członkini Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

Sportowcy zgodnie podkreślają, że także wyjątkowa atmosfera największych imprez sportowych, zwłaszcza olimpiad, napędza do lepszych wyników.

– Zawsze najlepsze wyniki uzyskiwałam na dużych imprezach. Atmosfera igrzysk olimpijskich mnie motywowała i sprawiała, że uzyskiwałam wyniki nawet lepsze, niż wydawało się, że mogę osiągnąć, patrząc na moje treningi i przygotowanie. Najważniejszą sprawą jest mentalne nastawienie, czyli chęć zwycięstwa i niepoddawanie się – przekonuje Szewińska.

To właśnie emocje, jakie towarzyszą olimpiadom, powodują, że również firma Bridgestone chce być ich częścią. Stąd partnerstwo z Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim i współpraca z Polskim Komitetem Olimpijskim

– Nasze partnerstwo z PKOl to przede wszystkim współudział w imprezach sportowych, które będą się odbywały na terenie Polski. Chcemy być współuczestnikami tych najważniejszych – mówi Radosław Bółkowski, prezes Bridgestone w Regionie Europy Wschodniej. – Wartości olimpijskie są warte tego, żeby je promować. Duch olimpijski dodaje marce Bridgestone emocji, których potrzebujemy, aby budować nasz wizerunek.

Bridgestone będzie Globalnym Partnerem Olimpijskim przez najbliższe siedem lat: od tegorocznych zimowych igrzysk w Pjongczangu po igrzyska w Paryżu w 2024 roku.

Płać swoim czasem – 11 stycznia ruszają pierwsze płatności w EraCoinach

EraCoin wkracza do realnego świata. Użytkownicy aplikacji już od 11 stycznia będą mogli dokonywać płatności tokenami EraCoin. Posiadacze EraCoin’ów zapłacą nimi również w dedykowanym sklepie internetowym. To pierwszy etap rozwoju projektu, który ma doprowadzić do przekształcenia EraCoinów w kryptowalutę oraz wprowadzić ją na polski rynek.

Spółka BitEvil, twórcy EraCoin, rozpoczęli kolejny etap na drodze prowadzącej do wprowadzania kryptowaluty na polski rynek. Od 11 stycznia, użytkownicy aplikacji będą mogli płacić tokenami EraCoin w wybranych punktach obsługujących płatności Snipay (terminal płatniczy umożliwiający łatwe przyjmowanie płatności Bitcoinem i innymi kryptowalutami) lub wymienić wykopane EraCoiny na produkty w dedykowanym sklepie platformy EraCoin.

Pierwszym miejscem na gastronomicznej mapie Polski, które obsługuje nowoczesną formę płatności jest warszawski coctailbar Woda Ognista. Oprócz tego, posiadacze EraCoin’ów będą mogli je wymienić na produkty z internetowego sklepu Fuki Stuff.

Jak działa aplikacja EraCoin

Tokeny EraCoin „kopie się” zużywając jedynie czas. Twórcy programu przekazują użytkownikom punkty (tokeny) tylko za to, że ci drudzy zdecydowali się na zainstalowanie aplikacji.

Maria Belka, CEO Bit Evil
Maria Belka, CEO Bit Evil

„Czas to najcenniejsze dobre jako posiadamy – dlatego naszym celem jest umożliwienie użytkownikom EraCoinów wymiany swojego czasu na wymierne korzyści.” – powiedziała Maria Belka, prezes spółki BitEvil.

Użytkownik pozyskuje tokeny dzięki algorytmowi, który przelicza jednostki czasu od momentu zarejestrowania się w aplikacji. Wydobyte tokeny EraCoin wydaje się na proporcjonalne rabaty względem ceny wybranych produktów ze zniżką. Ponadto aplikacja pozwala pozyskiwać dodatkowe EraCoiny poprzez interakcje z innymi użytkownikami i elementy grywalizacji. Aby EraCoin były naliczane nie jest wymagane połączenie z Internetem, ani bezpośrednie zaangażowanie użytkownika. Aplikacja działa w „tle”.

Interakcje w aplikacji zwiększają szybkość „kopania” tokenów, bądź bezpośrednio wpływają na liczbę posiadanych EraCoinów, ale głównym założeniem jest wynagradzanie użytkowników za to, że po prostu mają zainstalowaną aplikację.

„Jeszcze w tym roku planujemy wykorzystanie mechanizmów blockchain do zwiększenia elastyczności, bezpieczeństwa i zaufania do kryptowaluty EraCoin.” – dodała Maria Belka

Andrzej Sadowski: Rekonstrukcja rządu to za mało – potrzeba zmian w administracji państwowej

Podczas ostatniej rekonstrukcji rządu powołane zostało Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii. Zmiany wymaga jednak cały system, bo sama wymiana osób na stanowiskach w rządzie nie jest wystarczająca. Gdyby taka metoda była skuteczna, to partie rządzące nie traciłyby władzy w wyniku niezrealizowania swoich obietnic, zwłaszcza wobec przedsiębiorców. Dotychczas nie stosowano zasady, jakiej przestrzega już kilka parlamentów na świecie. Chodzi o to, że wprowadzenie jednej ustawy wymaga likwidacji kilku innych, istniejących do tej pory.Pojawiają się deklaracje, że polską gospodarkę trzeba skierować na nowe tory. Nie znaczy to jednak, że należy stawiać do pionu przedsiębiorców, narzucając im innowacyjność na każdym kroku. Trzeba zmieniać administrację, którą ciągle jeszcze znajduje się w epoce analogowej.

 Utworzenie nowego resortu nie zmieni faktu, że do tej wciąż powstają przepisy, które stale ograniczają przedsiębiorczość w Polsce. Nie otrzymaliśmy jednoznacznej deklaracji – poza stwierdzeniem premiera Morawieckiego o nadmiarze regulacji – że ta inflacja prawa zostanie zatrzymana – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha – Wtedy polscy przedsiębiorcy mogliby liczyć na lepszą sytuację. Dzisiaj, zwłaszcza małe firmy otrzymują kolejne obowiązki podatkowe, jak choćby większe zobowiązania w postaci rosnącego podatku, jakim są składki ZUS. Premierem polskiego rządu jest prezes jednego z bardziej renomowanych banków. Dotychczas nic nie stało na przeszkodzie, aby przenosić najlepsze rozwiązania z sektora komercyjnego do życia administracji publicznej. Od lat postuluje się wprowadzenie w administracji samorządowej i rządowej bankowego systemu obsługi klienta. Oznacza to umożliwienie rozwiązywanie problemów za pomocą telefonicznego kontaktu z bankiem, otrzymywanie dokumentów kurierem, bez udawania się do placówki. Stąd należałoby oczekiwać, że te najlepsze standardy zaczną obowiązywać w obecnym rządzie. Zmiany personalne bez zmiany administracji zwłaszcza centralnej i publicznej niewiele dadzą. Dopiero niedawno zaczęto stosować w niej standardy znane sektorowi prywatnemu już od kilkunastu lat, zwłaszcza w obszarze cyfrowym. Samo powołanie Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii nie przyniesie rezultatu. Konieczne jest, aby zmieniała się administracja i działania rządu – jego zadaniem jest edukowanie i wypracowanie zmian wśród polskich przedsiębiorców – dodał Sadowski.

Rynek najmu w 2018 roku: dalszy wzrost cen nieruchomości mieszkaniowych

Rok 2018 będzie kolejnym rokiem intensywnego inwestowania w mieszkania na wynajem, a także wzrostu cen nieruchomości. Jednak jak oceniają eksperci z Grupy Mzuri – lidera w zakresie zarządzania najmem w Polsce – w roku 2018 właściciele mieszkań na wynajem zderzą się z barierą dostępności fachowców, jak i rosnącymi kosztami robocizny i materiałów.

Rok 2017 stał pod znakiem wzrostów cen mieszkań w większości z polskich miast zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Średnia cena transakcyjna na rynku pierwotnym w siedmiu największych miastach Polski wzrosła o 4,6 proc. (III kwartał 2017 r. wobec III kwartału 2016 r.), a na rynku wtórnym o 5,4 proc. w analogicznym okresie. Dalszy wzrost cen mieszkań będzie efektem rosnących cen gruntów o przeznaczeniu mieszkaniowym; rosnących kosztów produkcji budowlano-montażowej, które w ciągu ostatnich miesięcy 2017 roku wzrosły o ponad 2 proc. w ujęciu rocznym; widocznego już dzisiaj ryzyka ograniczenia podaży nowych mieszkań przez deweloperów; a także utrzymującego się nadal w 2018 r. silnego popytu na zakup mieszkań, zarówno ze strony konsumentów, jak i inwestorów. – Spodziewamy się, że popyt nadal będzie przewyższać podaż, co skutkować będzie dalszym wzrostem cen najmu. Inwestycje w mieszkania na wynajem będą popularne, by nie powiedzieć powszechne. Sprzyjać temu będą niskie stopy procentowe, a więc i niska opłacalność utrzymywania środków na lokatach – komentuje Artur Kaźmierczak, prezes Mzuri Investments i spółek Mzuri CFI, które umożliwiają grupowe inwestowanie w mieszkania na wynajem osobom dysponującym nawet relatywnie niewielkim kapitałem. – Rozwój gospodarczy i wzrost wynagrodzeń utrzymają optymizm inwestycyjny oraz będą podsycać wspomniany już wzrost czynszów – dodaje Kaźmierczak.

Nie bez znaczenia pozostaje też fakt rosnącego udziału obcokrajowców wśród najemców. Według danych Mzuri, Ukraińcy, Białorusini i inne nacje stanowią dużą część rynku najmu: ok. 10 proc. Stale rośnie też liczba studentów przyjeżdżających do Polski na studia (w roku 2015/16 było ich wg. GUS ok. 60 tys., a więc o 20 proc. więcej niż rok wcześniej). Niemniej nie tylko imigranci będą motorem wzrostu. – Kończy się program MDM (Mieszkanie Dla Młodych). Spodziewamy się, że przełoży się to na ograniczenie możliwości nabycia własnego M, a w konsekwencji na zwrot części z potencjalnych klientów MDM w kierunku długoterminowego wynajmu – dodaje Kaźmierczak.

Do wzrostu popularności najmu w Polsce niezmiennie przyczyniają się też tendencje społeczne (zwiększona mobilność pracowników, zmniejszająca się presja społeczna na posiadanie mieszkania, rosnąca niechęć do wieloletnich kredytów, duża liczba rozwodów). Stale spada też liczba pustostanów, co eksperci z Grupy Mzuri zauważyli już w 2017 roku, kiedy to średni poziom pustostanów, liczony pośród portfela ponad 3000 mieszkań, którymi zarządza Mzuri, wyniósł jedynie 4,8 proc. wobec średnio 6,1 proc. w 2016 roku.

Rynek inwestowania w mieszkania na wynajem będzie zatem nadal rozkwitać, jednak dla właścicieli mieszkań będzie to mieć też negatywne konsekwencje. W roku 2018 właściciele mieszkań na wynajem zderzą się z barierą dostępności fachowców, jak i rosnącymi kosztami robocizny oraz materiałów. Według oficjalnych źródeł koszty prac budowlano-montażowych w budynkach mieszkalnych wzrosły od października 2016 r. do października 2017 r. o 1,3 proc. (główny wzrost nastąpił od czerwca 2017 r.), przy czym najszybciej rosły koszty istotne dla właścicieli mieszkań – montaż osprzętu instalacyjnego (wzrost o 4,3 proc.), instalacje (wzrosty o 1,2 do 2,3 proc. zależnie od typu instalacji), czy tynkowanie (1,2 do 2,8 proc.). – W naszym odczuciu ten wzrost był znacznie większy i wyniósł ok. 15 proc. – komentuje Kaźmierczak. Przyczynami są zarówno wzrost wynagrodzeń (ogółem wzrost o 4,9 proc. w III kw. 2017 r. względem roku poprzedniego, a w sektorze budownictwa o 5,7 proc., wywołane przede wszystkim malejącym bezrobociem, które wg metodologii BAEL spadło do jedynie 4,7 proc. w III. kw. 2017 r.), jak i wzrost kosztów materiałów budowlanych, zarówno tych istotnych przy budownictwie pierwotnym (stal, cement), jak też przy pracach wykończeniowych (np. płytki ceramiczne). – Oczekujemy, że bolesny będzie nie tylko już dzisiaj obserwowany wzrost oczekiwań wynagrodzeniowych, ale także przeciągające się remonty, czy wręcz przypadki porzucania rozpoczętych już prac – dodaje Kaźmierczak.

Różnice kulturowe a wpływ na proces rekrutacji

Obcokrajowcy mają inne podejście do rozmów o pieniądzach, czasie pracy czy umowach. Wciąż wielu HR-owców nie jest na to przygotowanych. Tymczasem znalezienie wspólnego języka, daje większą szansę na skuteczną rekrutację.

Proces rekrutacji obcokrajowców wiąże się z poznaniem ich kultury oraz specyfiki rynku pracy, na którym obecnie się znajdują. Dodatkowa wiedza pozwala szybciej i skuteczniej zamykać procesy rekrutacyjne  – taki wniosek płynie z badań jakościowych, w których wzięli udział przedstawiciele działów HR z branży nowoczesnych usług biznesowych w Polsce, w ramach raportu Monster Talent Sourcing Services „Skuteczne sposoby na rekrutacje językowe”. HR-owcy udzielili szczegółowych odpowiedzi na pytania o proces rekrutacji obcokrajowców.

Wsparcie zewnętrznego partnera

Większość rekruterów deklaruje, że rekrutacja cudzoziemców pod kątem przebiegu nie różni się od pozyskiwania Polaków do pracy. Proces rekrutacji obcokrajowców zdecydowanie różni się jednak długością i poziomem skomplikowania. Często wymaga  również wsparcia zewnętrznego partnera oraz dopełnienia dodatkowych procedur.

„Zewnętrzny partner, którzna międzynarodowe uwarunkowania, może doprowadzić do udanego finału rekrutację, która była bliska porażki. Czasem wystarczy kilka zmian w podejściu do kandydatów i mamy sukces. Takim kluczem do osób z zagranicy są chociażby pakiety wsparcia. Wystarczy dodatkowy bonus dla kandydata, a firma będzie w stanie przebić ofertę konkurencji” – zauważa Aleksandra Pocheć, Konsultant w Monster Talent Sourcing Services.

Proces rekrutacji standardowo rozpoczyna się od przygotowania oferty pracy i następnie zamieszczenia jej w serwisach internetowych. Jednak już na tym etapie warto zwrócić szczególną uwagę na międzynarodowość danego serwisu i dotarcie ogłoszenia do wybranej grupy docelowej.

Współpracujemy z agencją rekrutacyjną we Włoszech i w Polsce. Główną korzyścią jest dostęp do pracowników i fakt, że w ten sposób mamy możliwość znaleźć kandydata, o którym normalnie byśmy nie pomyśleli” – deklaruje HR-owiec, który rekrutuje dla firm zarówno w Czechach, na Ukrainie i we Włoszech. Zewnętrzni partnerzy często mają lepszą wiedzę o danym rynku.

„Potem w ramach rekrutacji odbywają się wideo rozmowy, negocjowanie warunków i w konsekwencji ustalanie zasad relokacji. Finalnie rekrutacja trwa od trzech tygodni do trzech miesięcy” – mówi Pocheć z Monster Talent Sourcing Services.

Przykładowo kandydaci z Hiszpanii czasem odpowiadają na wiadomości nawet po kilkunastu dniach. Grecy z euforią podchodzą do oferty pracy, ale na entuzjazmie się kończy.

Inaczej jest na Ukrainie. Tam jest kultura dziękowania za każdą ofertę pracy, nawet gdy kandydat nie jest zainteresowany” – mówi HR-owiec z wrocławskiej firmy zatrudniającej 700 osób. Chętnie zaś w procesach rekrutacji biorą udział Włosi.

Zrozumienie innych kultur kluczem do skutecznej rekrutacji

Mając kandydata do pracy, wyzwaniem jest odpowiednie poprowadzenie rozmowy.

Staram się rozumieć inne kultury, być bardzo obiektywny i otwarty. Jest to aspekt, którego wciąż często brakuje. Osobiście otrzymuję opinie od Włochów i Francuzów, że nie byli zadowoleni po rozmowach kwalifikacyjnych z rekruterami z Polski, ponieważ nie poczuli się przez nich wysłuchani” – mówi HR-owiec. Dodaje, że Włochom i Francuzom przeszkadzał system machinalnie zadawanych pytań, bo jak tłumaczyli cudzoziemcy  „nie chcieli dołączyć do firmy, która trzyma się jednej procedury i traktuje ich jak numer, a nie jako osobę”.

HR-owiec podkreśla, że w przypadku bardziej otwartych kultur – Włochów, Francuzów czy pewnych siebie Holendrów – ważne jest prowadzenie rozmowy w sposób bardziej naturalny, jednocześnie z zachowaniem profesjonalizmu. HR-owiec musi też otwarcie mówić o pieniądzach – gdy rozmawia z Brytyjczykiem, o warunkach umowy – gdy spotyka się z Niemcem, o integracji w firmie – gdy ma przed sobą południowca.

Argumenty, czyli kogo najtrudniej przekonać do przeprowadzki

Najtrudniej przekonać do przeprowadzki do Polski kandydatów mieszkających w Niemczech czy Szwajcarii. W tych krajach są zarówno wysokie płace, jak i bardzo dobre warunki socjalne.

Im bardziej na Wschód, tym łatwiej. Wynika to z niekorzystnej sytuacji politycznej i ekonomicznej w rym rejonie. Polskie firmy są bardzo zadowolone z pracowników z Ukrainy. Sumiennie pracują i nie mają wygórowanych oczekiwań finansowych” – mówi HR-owiec z firmy outsourcingowej IT.

Pieniędzmi można przekonać również mieszkańców południowej Europy – Włochów, Hiszpanów czy Portugalczyków, gdzie wciąż widać skutki kryzysu gospodarczego.

Popyt na pracowników z zagranicy, np. tych z określonymi kompetencjami językowymi, wciąż rośnie. Warto, więc przygotować się na rekrutacje obcokrajowców i budowanie zespołów wielokulturowych.

Już 1,5 mln Polaków korzysta z pożyczek pozabankowych

Polacy pożyczają pieniądze poza bankami. Z takich pożyczek w zeszłym roku skorzystało już 1,5 mln osób – wynika z danych Biura Informacji Kredytowej. Taka forma jest szczególnie popularna wśród klientów, którzy chcą pożyczyć niskie kwoty, czyli do 4 tys. złotych. Wartość niskokwotowych pożyczek wyniosła w zeszłym roku 10 mld zł, z czego jedna czwarta przypada na firmy oferujące chwilówki. W przypadku finansowania do kwoty 1 tys. zł udział rynkowy „chwilówek” zbliża się do połowy łącznego finansowania banków i firm pożyczkowych.

– Wydawać by się mogło, że rynek pożyczkowy to rynek dla osób, które nie mają pieniędzy i bardzo źle sobie dają radę. Jest to błędna informacja. Klient pożyczkowy to tylko czasami osoba wykluczona z rynku bankowego, ale głównie to klient młody od 21 do 34 lata, bez historii kredytowej, najczęściej kobieta. Jest to klient, który potrzebuje pieniędzy na tu i teraz, na swoją potrzebę konsumpcyjną. Odpowiedź dostajemy natychmiastowo, a pieniądze przelane na konto przychodzą bardzo szybko – mówi newsrm.tv Beata Szwankowska, prezes Miloan Polska.

Dlaczego Polacy wybierają firmy pożyczkowe? Pożyczki pozabankowe to często jedyne rozwiązanie dla grupy ponad miliona osób, nie mających zdolności otrzymania kredytu w bankach, tzw. „wykluczonych finansowo”. Surowe wymagania, brak pracy „na etat” czy raczkująca własna działalność gospodarcza jest poważną przeszkodą dla uzyskania kredytów bankowych w Polsce. Z jednej strony – dzięki niskiemu wskaźnikowi niespłaconych kredytów, związanemu z wysokimi wymaganiami – polskie banki należą do najsprawniej działających w Europie. Z drugiej strony spora grupa osób jest odcięta od możliwości wsparcia się kredytem bankowym.

– Konkurencja na rynku firm pożyczkowych jest olbrzymia. Staramy się dzielnie walczyć na tym rynku. W Miloan Polska pożyczamy pieniądze klientom w sposób łatwy, przy minimum formalności i bardzo szybko. Dlatego zostało to docenione i jesteśmy najlepszą firmą pożyczkową online w Polsce – dodaje Beata Szwankowska.

P. Kuczyński: surowce będą drożały. Tempo wzrostu będzie zależeć od rozwoju sytuacji między Iranem a Arabią Saudyjską

P. Kuczyński: surowce będą drożały. Tempo wzrostu będzie zależeć od rozwoju sytuacji między Iranem a Arabią Saudyjską 5

Dopóki dolar będzie tracił, trzeba się liczyć z podwyżką cen surowców – mówi Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion. W ubiegłym roku złoty umocnił się wobec amerykańskiej waluty o prawie 18 proc., początek 2018 roku przyniósł kontynuację tego trendu. Nowy rok rozpoczął się też od podwyżek cen ropy, które przebiły maksima z 2015 roku. Jednak kierowcy nie muszą się na razie obawiać gwałtownych podwyżek cen paliw, chyba że na Bliskim Wschodzie dojdzie do bezpośredniej wojny między Iranem a Arabią Saudyjską.

Rynki czasami są irracjonalne. Jeżeli dolar będzie dalej tracił, choć nie powinien, to surowce powinny drożeć. Arabia Saudyjska wstawiła do swojego budżetu na 2018 rok cenę ropy na poziomie 75 dolarów. Mamy ok. 60 dolarów, to tak jakby liczyli na 25-proc. wzrost ceny ropy. Niekoniecznie musi się stać tak, jak oni tego chcą, ale na razie trend jest absolutnie wzrostowy dla surowców – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion.

W ubiegłym roku euro umocniło się wobec dolara o 14 proc., z kolei złoty zyskał wobec amerykańskiej waluty 17 proc. Początek tego roku przyniósł kontynuację tego trendu.

Nowy rok rozpoczął się też od podwyżek cen ropy – baryłka surowca na amerykańskiej giełdzie kosztuje nieco ponad 63 dolary. Obecna cena jest najwyższa od ponad dwóch lat i przekracza maksimum z 2015 roku. Od strony popytowej sprzyja temu m.in. spadek zapasów ropy w USA, dobre dane makroekonomiczne i niespokojna sytuacja w Iranie, która nie wpływa jednak na produkcję.

Dla inwestorów liczy się miedź i ropa, czyli KGHM oraz spółki paliwowe jak Orlen czy Lotos. Ropa jest najważniejsza również dla ludzi, bo warunkuje koszty transportu. Jeżeli złoty będzie mocny, to nawet drożejąca ropa specjalnie nie zawyży inflacji, ale gdyby coś się zmieniło na świecie i złoty – po wspaniałym 2017 roku – zacząłby tracić, wtedy natychmiast uderzy w nas inflacja, jeśli ropa będzie droższa – mówi Piotr Kuczyński.

Główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion ocenia, że kierowcy nie powinni się na razie obawiać drastycznych podwyżek cen paliw, ale może do nich dojść, jeżeli zaostrzy się konflikt Iranu i Arabii Saudyjskiej, który spowoduje gwałtowny wzrost cen ropy. Oba państwa toczą już zastępcze wojny na terenie Jemenu. Bezpośredni zbrojny konflikt obu bliskowschodnich potęg prawdopodobnie oznaczałby też zaangażowanie Stanów Zjednoczonych i Izraela, a dla reszty świata – poważny kryzys gospodarczy.

Sytuacja się zaostrza, w Iranie dochodzi do olbrzymich niepokojów, a wiadomo, że nie ma nic lepszego na uspokojenie wewnętrznych niepokojów niż zewnętrzna wojna. Gdyby wybuchła prawdziwa wojna na linii Arabia Saudyjska – Iran, wtedy cena ropy poleciałaby gwałtownie w górę – mówi Piotr Kuczyński.

Grecja numerem jeden wśród kierunków wakacyjnych. Wybiera ją blisko 40 proc. turystów

Grecja numerem jeden wśród kierunków wakacyjnych. Wybiera ją blisko 40 proc. turystów 6

Grecja to wakacyjny hit ubiegłego sezonu. Szacuje się, że nawet 39 proc. Polaków od lipca do września na wypoczynek wybrało właśnie ten kierunek. Taki trend powinien się utrzymać także w 2018 roku. Grecja przyciąga turystów coraz lepszą infrastrukturą, nowymi formami aktywnego wypoczynku oraz formatami wakacyjnymi. Największą popularnością cieszą się duże wyspy: Kreta, Rodos, Zakynthos i Korfu. Do łask wracają też Attyka i Peloponez.

– Grecja jest absolutnym hitem wakacyjnym Polaków nieprzerwanie od kilku sezonów. Każdego roku jej udział istotnie rośnie i nic nie wskazuje na to, żeby ta tendencja miała się odwrócić. To najbardziej popularny kierunek wakacyjny, który dystansuje konkurentów. Udział Grecji w rynku to 35–40 proc., jeśli mówimy o letnim wypoczynku czarterowym, a w przypadku innych kierunków jest to kilkanaście procent – podkreśla w rozmowie z agencją  informacyjną Newseria Biznes Janusz Śmigielski, wiceprezes zarządu Grecos.

Z danych Travelplanet.pl wynika, że Grecja jest wakacyjnym numerem jeden dla polskich turystów. Od czerwca do września 2017 roku urlop spędziło tam 39 proc. Polaków. Drugie i trzecie miejsce, podobnie jak w 2016 roku, należało do Bułgarii i Hiszpanii, jednak łącznie do tych dwóch krajów wyjechało 28 proc. wypoczywających. Zdaniem przedstawiciela Grecos taki trend powinien się utrzymać, choć wzrost może nie być już tak dynamiczny jak obecnie. Ze styczniowych danych serwisu Wakacje.pl wynika, że więcej niż co czwarty rezerwujący wycieczki na lato zdecydował się na Grecję.

Przez ostatnie kilka lat podwoiliśmy liczbę klientów wysyłanych do Grecji. Teraz wzrosty z roku na rok mogą być dwucyfrowe, ale nasycenie jest już bardzo duże. Wiele zachodnich nacji powraca do Grecji i robi się już ciasno, dlatego trzeba mieć świadomość, że wzrosty nie będą już tak spektakularne jak kiedyś. Niemniej w tym roku planujemy też dwucyfrowy wzrost – ocenia Śmigielski.

W 2017 roku liczba turystów, którzy wyjechali z Grecosem do Grecji, wzrosła o 12 proc. Również u innych touroperatorów ten kierunek cieszy się dużą popularnością. Analizy Greckiej Konfederacji Turystycznej (SETE) wskazują, że już w najbliższym sezonie letnim w samolotach do Grecji będzie o 4 proc. więcej miejsc niż w poprzednim sezonie.

Polacy lubią wracać do Grecji, cenią przede wszystkim gościnność Greków, ich styl życia, brak pośpiechu, czyli tzw. siga, siga. Każdy, kto jedzie na wakacje, szuka chwili wytchnienia, spokoju i zresetowania się, więc to greckie siga, siga jest idealną receptą na udany wypoczynek. To wyjątkowy klimat wakacyjny, do którego wszyscy chcą zawsze wracać – tłumaczy wiceprezes Grecos.

Największym zainteresowaniem turystów cieszą się znane i duże greckie wyspy, czyli Kreta, Rodos, Zakynthos i Korfu. Wiele osób wybiera też małą wyspę Kos położoną tuż przy tureckim wybrzeżu. Rosnącą popularnością cieszy się także królowa Wysp Jońskich – Kefalonia.

 Jeśli ktoś był na Krecie i powiedział, że był już w Grecji, to błąd. To tak naprawdę dopiero początek, ponieważ klienci wracają co roku do Grecji i odkrywają inne fantastyczne rejony: maleńkie wyspy, jak Lefkada, Skiathos, Skopelos, archipelag Cyklady z Mykonos czy królową Santorini. Do łask wraca także kontynent, czyli wypoczynek na Riwierze Ateńskiej z możliwością zwiedzania Aten, na wyspie Evia, a także Peloponez południowy, piękny i spokojny, oraz północny, gdzie blisko jest do wszystkich atrakcji Koryntu – wymienia Śmigielski.

Według SETE przychody Grecji z turystyki w 2017 roku mogły sięgnąć 14,5 mld euro. Duże zainteresowanie wyjazdami do tego kraju przekłada się na coraz lepszą infrastrukturę. Część hoteli przejmowana jest przez duże międzynarodowe sieci, inne hotele podwyższają swój standard. Ma to niemałe znaczenie dla polskich turystów, którzy – jak pokazują dane Travelplanet – chętnie wybierają 4- i 5-gwiazdkowe hotele z opcją all inclusive.

 Standard obsługi i wypoczynku w Grecji diametralnie się zmienia – przekonuje Śmigielski. – Dodatkowo pojawia się tam wiele form nowoczesnego, aktywnego wypoczynku, coraz więcej formatów wakacyjnych, które nie były dotąd spotykane. Sprzedają się pakiety willa plus samochód albo hotel plus samochód. Pojawiają się unikalne kluby wakacyjne dla dorosłych i dzieci, podróże kulinarne czy autorskie programy zwiedzania. To wszystko powoduje, że na tle innych krajów Grecja zyskuje.

Grecja od lat utrzymuje się w czołówce wakacyjnych destynacji, jednak od 2015 roku jej popularność dynamicznie rośnie. Ma to związek z wydarzeniami geopolitycznymi w Afryce Północnej i niespokojną sytuacją w Turcji. Grecja jest bezpieczna, a jednocześnie tańsza niż np. Hiszpania.

– Turcja w wyniku zawirowań geopolitycznych w ostatnich latach straciła swoje udziały w rynku, które przynajmniej na rynku polskim były i tak niższe niż Grecji. Teraz ta tendencja zaczyna się odwracać, ale powrót na poprzednie poziomy na pewno będzie trwał przez wiele sezonów – prognozuje Janusz Śmigielski – Zatem jeśli spokojne, to tylko wielkie greckie wakacje.

Sztuczna inteligencja zwiększy możliwości biznesowe firm. Wymusi także prowadzenie przedsiębiorstw w bardziej przejrzysty sposób

Sztuczna inteligencja zwiększy możliwości biznesowe firm. Wymusi także prowadzenie przedsiębiorstw w bardziej przejrzysty sposób 7

Od przedstawicieli branży finansowej oczekiwane są kompetencje moralne – uczciwość, etyka i dbanie o dobro wspólne. Jednocześnie większość osób ocenia, że instytucje finansowe działają przede wszystkim na swoją korzyść. To może zmienić rozwój sztucznej inteligencji jako jednej z przełomowych technologii. Z jednej strony daje ona więcej możliwości biznesowych firmom, niekoniecznie moralnych, ale z drugiej strony sprawi, że prowadzenie interesów stanie się bardziej transparentne – ocenia prof. Piotr Płoszajski, kierownik Katedry Teorii Zarządzania SGH w Warszawie.

Wszystkie sektory gospodarcze powinny być moralne, a sektor finansowy w szczególności, bo w pewnym sensie jest to sektor zaufania publicznego –wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Piotr Płoszajski, kierownik Katedry Teorii Zarządzania Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Od zawodów finansowych w większym stopniu niż od jakichkolwiek innych oczekiwane są kompetencje moralne. Na większe zaufanie do sektora mogłyby wpłynąć mocniejsze nastawienie na realizację potrzeb klienta, a nie tylko na sprzedaż produktu, oraz wysokie standardy etyczne. Jak wynika z ubiegłorocznego badania przeprowadzonego w ramach projektu „Nienieodpowiedzialni.pl”, ok. 80 proc. respondentów uważa, że instytucje finansowe próbują naciągać klientów na niepotrzebne produkty finansowe, a ok. 70 proc. podkreśla, że stawiają one przede wszystkim na własne korzyści. Zmiana takiego podejścia jest istotna, zwłaszcza w świetle ery IT i robotów.

Przełomowe technologie – a sztuczna inteligencja jest na pewno jedną z nich – mogą być używane w sposób dobry i zły. O potędze danej technologii świadczy fakt, że może ona być wykorzystana w zły sposób – im gorzej, tym jest potężniejsza – mówi prof. Płoszajski.

Zdaniem naukowców lata 2040–2050 będą pierwszym w historii okresem, w którym sztuczna inteligencja dorówna ludzkim możliwościom lub je przewyższy. Szacunki IDC z 2016 roku wskazują, że wartość rynku wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości (VR i AR) może wzrosnąć z 5,2 mld dol. w 2016 roku do 162 mld dol. w 2020 roku. Prognozy mówią o 29 miliardach rzeczy podłączonych do internetu w 2022 roku.

Żyjemy w świecie cyfrowym, gdzie wszyscy ze wszystkimi są w jakimś sensie połączeni. Można więc oczekiwać, że sztuczna inteligencja zwiększy możliwości biznesowe firm, ale zwiększy też oczekiwania biznesu, żeby zarabiać więcej, niekoniecznie w sposób moralny – ocenia przedstawiciel SGH. – Jest też druga, optymistyczna strona. Gospodarka cyfrowa jest bardziej przezroczysta, niż była. To już nie jest świat Wielkiego Brata, a świat milionów małych braciszków, którzy patrzą sobie wzajemnie na ręce. To dla mnie nadzieja.

Postępująca robotyzacja i komputeryzacja postrzegane są przede wszystkim jako zagrożenie dla miejsc pracy. Roboty coraz częściej zastępują człowieka, przede wszystkim w produkcji i przemyśle. Badania Oxford Martin School wskazują, że w konsekwencji postępu technologicznego w ciągu 10–20 lat niemal połowa wszystkich amerykańskich zawodów może zostać skomputeryzowana. Sztuczna inteligencja – zwłaszcza samoświadoma – może się okazać dla ludzkości niebezpieczna. Z drugiej jednak strony zastąpienie w biznesie ludzi przez sztuczną inteligencję może wyeliminować ryzyko nieetycznych zachowań.

Chciałbym przyjąć tezę, że banki, sektor finansowy i wszystkie inne sektory będą chciały robić coś dobrze, mam też dużo zaufania do mechanizmu pilnowania się nawzajem. Z jednej stronie nowe technologie ułatwią robienie dużych biznesów, z drugiej strony zmuszą do zrobienia tego w sposób bardziej przejrzysty niż dawniej. Jestem więc optymistą – podsumowuje prof. Piotr Płoszajski.

Dzięki najnowszej technologii lekarz wykona badanie USG nawet w domu. Może to poprawić wykrywalność chorób

Dzięki najnowszej technologii lekarz wykona badanie USG nawet w domu. Może to poprawić wykrywalność chorób 8

Badanie ultrasonograficzne pozwala szybko i bezboleśnie zdiagnozować wiele schorzeń. Nie wymaga od pacjenta specjalnego przygotowania i można je powtarzać tak często, jak tylko zachodzi potrzeba – nawet w odstępie kilkunastu godzin. Jest całkowicie bezpieczne i nie ma żadnego wpływu na zdrowie chorego. Dzięki rozwojowi technologii takie badanie może przeprowadzić nie tylko specjalista w pracowni USG, lecz także lekarz pierwszego kontaktu w gabinecie czy podczas domowej wizyty.

Ultrasonografia jest badaniem obrazowym, którego sukces polega na tym, że jest pozbawione właściwie jakichkolwiek negatywnych skutków dla organizmu. To badanie, poza wyjątkowymi sytuacjami jak wczesna ciąża, może być wykonywane u pacjentów bez żadnych ograniczeń – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Tomasz Batko, pediatra.

Badanie ultrasonograficzne, popularnie znane jako USG, to podstawa diagnostyki w medycynie. Jest nieinwazyjne i – o ile lekarz nie zaleci inaczej – nie wymaga specjalnego przygotowania. Można je powtarzać wielokrotnie, bez żadnego wpływu na bezpieczeństwo i zdrowie pacjenta. Jedynym przeciwwskazaniem są otwarte rany albo oparzenia w polu badania.

Dzięki aparatowi USG lekarz może bezboleśnie i szybko wykryć wiele ciężkich schorzeń, na przykład choroby układu pokarmowego czy krążenia, dysfunkcje tarczycy czy stawów. Regularnie wykonywane USG piersi jest podstawą profilaktyki tego typu nowotworu u kobiet. Z kolei w ciąży to badanie pozwala lekarzowi ocenić, czy płód rozwija się prawidłowo.

Nie ma żadnych ograniczeń co do częstotliwości wykonywania badań. Zdarzają się sytuacje, w których moi pacjenci wymagają powtórzenia USG w odstępie kilku czy kilkunastu godzin, wtedy absolutnie bezpiecznie możemy to badanie wykonać powtórnie. Doskonałymi pacjentami są dzieci, u których – ze względu na mniejszą masę – możemy zobaczyć w USG dużo więcej niż u dorosłych – mówi dr Tomasz Batko.

Do obrazowania wnętrza ludzkiego ciała wykorzystywane są fale akustyczne o wysokiej częstotliwości, których nie jest w stanie wychwycić ludzkie ucho. Są całkowicie bezbolesne i bezpieczne – w przeciwieństwie do promieni rentgenowskich (w badaniu RTG) nie wpływają negatywnie na tkanki.

W trakcie badania lekarz najpierw smaruje fragment ciała specjalnym żelem, który ułatwia przewodzenie i prosi, aby ułożyć się w odpowiedniej pozycji. Potem przykłada głowicę aparatu USG, w której znajduje się przetwornik ultradźwięków. Przesuwając ją, uzyskuje dość dokładny obraz narządów wewnętrznych i zmian w ich obrębie.

USG to taka zmyślna maszyna, która zamienia prąd ze ściany na niesłyszalny dla nas dźwięk. Echo tego dźwięku, który wysyłamy do pacjenta, powraca do głowicy i pojawia się na ekranie. Głowica ultrasonograficzna – to, co lekarz trzyma w ręku – pełni rolę nadajnika i odbiornika. Wysyłamy falę ultradźwiękową w głąb ludzkiego ciała, ona do nas powraca i w palecie odcieni szarości widzimy to na ekranie – wyjaśnia Mateusz Kosiak, ekspert medycyny rodzinnej, ultrasonografista.

Dzięki technologii miniaturyzacji aparaty do USG mają coraz mniejsze rozmiary przy zachowaniu wysokiej jakości obrazu. W tej chwili lekarz może przeprowadzić takie badanie już nie tylko w specjalistycznie wyposażonym gabinecie, lecz także na przykład na miejscu wypadku czy w szpitalu, bezpośrednio przy łóżku pacjenta. Przy wykorzystaniu mobilnego aparatu USG połączonego z aplikacją w smartfonie może zbadać pacjenta w trakcie wizyty domowej.

– Mobilne USG działa jak normalny aparat. Cała technologia ukryta jest w głowicy, która za pomocą kabla USB komunikuje się z ekranem na telefonie komórkowym albo tablecie. Obraz z głowicy USG przesyłany jest na ekran i pozwala uruchomić aplikację, która ten obraz przetwarza, potrafi nim sterować, dostosowywać go tak, żeby jak najlepiej uwidocznić anatomię pacjenta – wyjaśnia Karol Wesołowski, dyrektor biznesu ultrasonografii w Philips.

Mobilny ultrasonograf Philips Lumify to głowica podłączona do urządzenia mobilnego, które przetwarza obraz dzięki specjalnej aplikacji. Urządzenie pozwala wykonać szybkie badanie USG w sytuacjach, kiedy liczy się czas albo lekarz pierwszego kontaktu potrzebuje potwierdzenia dla wstępnej diagnozy. Dlatego mobilne USG może ułatwić pracę zwłaszcza lekarzom rodzinnym, internistom czy pediatrom. W takim przypadku pacjent nie otrzyma jednak wyników badania wraz z opisem, jak w przypadku klasycznego USG.

– W przypadku Philips Lumify mówimy o badaniu poglądowym, orientacyjnym. Nie ma konieczności stosowania opisu, nie jest to pełne badanie USG. Ono służy bardziej do uwidocznienia tego, co dla lekarza będzie potwierdzeniem jego wstępnej diagnozy. Można wysnuć taką analogię badania USG do badania stetoskopem – przy badaniu stetoskopem lekarz nie wykonuje dokumentacji, ale oczywiście opisuje to, co zdiagnozował. Ta diagnoza jest tutaj najważniejsza – podkreśla Karol Wesołowski.

Co dla druku oznacza RODO?

Z dniem 25 maja 2018r. we wszystkich krajach UE zacznie obowiązywać nowe Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych (RODO). Od tego dnia wszystkie firmy i organy administracji publicznej działające w UE będą musiały zapewnić zgodność infrastruktury IT z nowymi regulacjami.

Należy podkreślić, że w nowym rozporządzeniu zakres danych osobowych uległ znacznemu rozszerzeniu. Informacje, które mogą prowadzić do zidentyfikowania osoby fizycznej uwzględniają szereg elementów, począwszy od informacji ekonomicznych i kulturowych, jak i tych dotyczących zdrowia psychicznego, numerów telefonów, adresów IP, nazw użytkowników w mediach społecznościowych i wiele innych. Ponadto organizacje są zobowiązane do poinformowania o wykryciu wycieku danych w ciągu 72 godzin. W przeciwnym wypadku zostaną ukarane wysoką grzywną.

W debacie na temat dostosowania infrastruktury IT do nowych regulacji przeoczono kwestię ochrony danych osobowych na wydrukach. Wyciek danych to nie zawsze cyberatak na wielką skalę, do jakiego doszło niedawno. Może się po prostu zdarzyć, że wydruk znajdzie się w niewłaściwych rękach.

Problematyczne kwestie związane z drukowaniem

Słabe punkty zabezpieczenia wydruków to zarówno kwestie zaawansowane, związane
z szyfrowaniem, jak i podstawowy błąd ludzki. Wiele firm prawdopodobnie nawet nie wie, że dane osobowe podczas drukowania są często przesyłane bez szyfrowania w sieci. Dane osobowe są również przechowywane bez szyfrowania na serwerach, a nawet na dysku drukarki.

Często zdarza się, że firmy nie wprowadzają alternatywnego obiegu dokumentów (workflow) – kluczowego narzędzia, dzięki któremu dane wrażliwe nie dostają się w niepowołane ręce. Bez alternatywnego obiegu dokumentów dane osobowe mogą zostać przesłane do drukarek pracujących w niezabezpieczonych lokalizacjach. Nawet dokument pozostawiony w tacce drukarki to niewłaściwie chronione dane.

Są to tylko niektóre zagrożenia, na jakie narażone są firmy zabezpieczające dane na wydrukach.

Wraz z rozwojem technologii IoT, która będzie przenikać do wszystkich procesów biznesowych, pojawią się jednak bardziej skomplikowane wyzwania. Firmy, chcąc się przygotować do wejścia w życie RODO, niewątpliwie mają przed sobą trudne zadanie.

Jak zabezpieczyć flotę drukarek

Bezpieczeństwo drukowania stanie się kluczowym elementem procesów planowania IT
w przedsiębiorstwach. Dlatego firmy muszą uwzględnić trzy kluczowe obszary bezpieczeństwa drukowania:

Pierwszy obszar obejmuje urządzenia – wiele organizacji posiada stare, słabo zabezpieczone urządzenia drukujące. Najlepszym zabezpieczeniem jest wdrożenie funkcjonalności bezpiecznego dostępu, które zezwalają na dostęp do urządzeń wyłącznie użytkownikom posiadającym odpowiednie uprawnienia.

Kolejny obszar to sieć. Coraz powszechniejsze korzystanie z urządzeń mobilnych oraz konieczność wspierania urządzeń będących własnością pracowników sprawiają, że działy IT stale poszukują równowagi pomiędzy udostępnianiem użytkownikom narzędzi, które są im potrzebne do poprawy efektywności, a minimalizacją ryzyka naruszenia bezpieczeństwa sieci i połączeń. Problemy rozwiązywane są poprzez nadawanie certyfikatów cyfrowych, filtrowanie portów, adresów IP, nadawanie uprawnień dostępu w zależności od zajmowanego stanowiska itd.

Ostatni obszar dotyczy dokumentów. Można zapobiec „złośliwemu“ drukowaniu przez skonfigurowanie urządzenia w taki sposób, aby wydruk mógł zostać aktywowany wyłącznie przez uwierzytelnionego użytkownika. Można również wprowadzić uwierzytelnianie kart w celu uzyskania dostępu do budynków i urządzeń, rozwiązania w zakresie wyzwalania druku i bezpiecznego monitorowania dokumentów. Tego rodzaju opcje umożliwiają pełny wgląd w wydrukowane dokumenty, równocześnie zmniejszając odpowiedzialność związaną z zagrożeniami z wewnątrz.

Ponadto firmy powinny zwrócić uwagę na to, aby bezpieczeństwo stało się integralnym elementem również urządzeń drukujących, a nie tylko oprogramowania czy infrastruktury IT. Od maja 2018 r. przypadkowo wydrukowany dokument, który dostanie się w  niepowołane ręce, może okazać się równie kosztowny jak cyberatak. UE ostrzega: organy ochrony danych będą mogły nakładać grzywny w wysokości do 20 mln EUR lub nawet do 4% rocznego globalnego obrotu firmy (w zależności od tego, która kwota jest wyższa). Z punktu widzenia przedsiębiorstw najważniejsze jest zapobieganie tego rodzaju problemom.

Ponieważ powoli zbliża się godzina zero dla RODO, firmy już teraz powinny się zastanowić, jak zamierzają chronić gromadzone przez siebie dane osobowe, zarówno te pochodzące z zewnątrz, od klientów, jak i dane pracowników. Zasadniczo przedsiębiorstwa powinny zadbać o przestrzeganie regulacji dotyczących ochrony danych osobowych we wszystkich obszarach – od bezpieczeństwa sieci po samą tackę drukarki.

Jednolity Rynek Cyfrowy wśród tegorocznych priorytetów UE. Polska mocno promuje swobodę przepływu danych w Europie

Jednolity Rynek Cyfrowy wśród tegorocznych priorytetów UE. Polska mocno promuje swobodę przepływu danych w Europie 9

Jednolity Rynek Cyfrowy ma pobudzić innowacje i unijne PKB, a także stworzyć setki tysięcy miejsc pracy i nowe możliwości rozwoju dla biznesu. Obok likwidacji barier legislacyjnych do wdrożenia JRC wymagane są też wielomiliardowe inwestycji, np. w utworzenie szybkiej sieci 5G. Na forum europejskim Polska awansowała już do miana lidera w promowaniu zagadnienia JRC i swobody przepływu danych.

– W obszarze Jednolitego Rynku Cyfrowego w UE mamy kilka działań legislacyjnych, mocno merytorycznych i technicznych. Są to działania związane z budową sieci 5G i potrzebnych do tego elementów. Mamy cały obszar tzw. kodeksu telekomunikacyjnego, nad którym będziemy pracować, rozporządzenie RODO o ochronie danych osobowych oraz e-privacy. Najważniejszym elementem – z punktu widzenia obywateli, biznesu i zrównoważonego rozwoju UE – jest natomiast obszar swobodnego przepływu danych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Szubert, sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji, pełnomocnik rządu ds. Jednolitego Rynku Cyfrowego.

Europejska gospodarka jest w fazie cyfrowej transformacji – przechodzi z modelu opartego o geopolitykę i zasoby naturalne na bardziej nowoczesny, bazujący na wykorzystaniu danych (tzw. Data Economy). Znaczenie danych – jako głównego surowca przyszłości – podkreślają Komisja Europejska, ONZ czy OECD.

Według raportu „Data Utilization Intensity 2017”, opracowanego na zlecenie resortu cyfryzacji, dostęp, analiza i wykorzystanie danych już w tej chwili wpływają w 48 proc. na produktywność polskiej gospodarki i w 46 proc. na PKB UE. Dlatego cyfrowa transformacja to jeden z najważniejszych punktów polityki gospodarczej UE realizowany m.in. w ramach Jednolitego Rynku Cyfrowego.

– Jednolity Rynek Cyfrowy jest wyceniany na 415 mld euro rocznie przepływów finansowych związanych z jego implementacją. To duże pieniądze, które będą inwestowane przez państwa członkowskie, biznes i szeroko rozumianą UE. Najważniejsze jest to, żeby w miarę szybko implementować współpracę między państwami w ramach Jednolitego Rynku Cyfrowego, bo duże gospodarki światowe – jak USA, Indie czy Chiny – nie czekają. Musimy maksymalnie przyspieszyć prace. Stąd temat Jednolitego Rynku Cyfrowego na ostatniej Radzie Europejskiej – mówi Krzysztof Szubert.

W połowie grudnia przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, przewodniczący Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani oraz Jüri Ratas, premier Estonii (która sprawowała rotacyjną prezydencję), podpisali nową deklarację dotycząca priorytetów legislacyjnych UE na lata 2018–2019. Rada i PE będą traktować je priorytetowo. Wśród siedmiu kluczowych zagadnień – obok migracji, unii energetycznej, zatrudnienia i wzrostu inwestycji oraz szeroko rozumianego bezpieczeństwa, także w kontekście cybernetycznym – znalazł się również Jednolity Rynek Cyfrowy.

– Polska, jako szósta gospodarka w Europie, ma tutaj zdecydowanie dużą rolę do odegrania. Tym bardziej że w obszarze cyfryzacji i Jednolitego Rynku Cyfrowego jesteśmy bardzo aktywnym graczem, pozytywnie postrzeganym w UE jako lider. Mamy pozytywną agendę przyszłościową dla UE, bardzo dobrze odbieraną przez komisarzy odpowiedzialnych za tematy cyfrowe – podkreśla sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji.

Na forum europejskim Polska aspiruje do roli lidera grupy państw podobnie myślących w kwestiach cyfrowych (tzw. Digital Like Minded Group). Poprzednio to miejsce zajmowała Wielka Brytania. W grudniu 2016 roku z inicjatywy Polski czternaście państw przyjęło wspólne stanowisko dotyczące swobodnego przepływu danych, wzywając Komisję Europejska do działania. Z kolei we wrześniu 2017 roku w Tallinie odbył się pierwszy w historii szczyt Rady Europejskiej poświęcony wyłącznie kwestiom cyfrowym, którego inicjatorem była Polska.

– Nie jest to już obszar informatyzacji, czyli kupowania sprzętu i oprogramowania. To zupełne przedefiniowanie prowadzenia biznesu, budowy ekonomii, funkcjonowania gospodarek europejskich i światowych. Proces transformacji jest ogromny, dotyka wielu elementów, za które odpowiadają różne resorty w różnych państwach. Obszar skutecznego zarządzania tą transformacją jest jednym z topowych tematów, o których dyskutujemy teraz na forum europejskim – mówi Krzysztof Szubert.

Pełnomocnik rządu ds. Jednolitego Rynku Cyfrowego podkreśla, że pierwszym krokiem do realizacji tego projektu jest uporządkowanie dwudziestu ośmiu różnych porządków prawnych, które obowiązują w poszczególnych państwach UE. Usunięcie barier legislacyjnych w obszarze cyfrowym umożliwi stworzenie wspólnego rynku, stworzy setki tysięcy miejsc pracy, nowe możliwość rozwoju dla biznesu oraz zapewni europejskim konsumentom nieograniczony dostęp do towarów i usług. Co najważniejsze, swoboda przepływu danych pobudzi innowacje, start-upy i wzrost gospodarczy.

Jednolity Rynek Cyfrowy – w ramach którego zagwarantowany będzie swobodny przepływ towarów, osób, usług, kapitału i danych – wymaga też szeregu inicjatyw technologicznych i wielomiliardowych inwestycji (np. w utworzenie sieci 5G).

– Będziemy przesyłać coraz więcej danych. Teraz rozmawiamy o sieci 5G, a może w przyszłości pojawią się kolejne prędkości. Poza samym dostępem do internetu chcemy coraz szybciej z tego korzystać. Dużo rozmów, które prowadzimy, dotyczy obszaru bezpieczeństwa oraz platform internetowych i ich wpływu na naszą rzeczywistość. Patrząc na największe platformy, widzimy ich przełożenie na politykę, więc dyskutujemy o tym, jak je traktować. Generalnie większość obywateli UE jest za, ale jednocześnie mamy dyskusję o bezpieczeństwie dostępu do takich wrażliwych danych – mówi Krzysztof Szubert.

Fitch grozi obniżeniem ratingu USA. Polski złoty najsilniejszą walutą regionu

Fiskalne problemy Stanów Zjednoczonych doczekały się kolejnego komentarza agencji Fitch, która tym razem zagroziła ścięciem prestiżowego ratingu AAA. Zadłużeniowy kryzys znalazł się również na ustach oficjeli Państwa Środka zwiastujących możliwość zmniejszenia tempa pozyskiwania amerykańskich obligacji lub nawet całkowite wstrzymanie się od ich zakupu. Chwilowe fluktuacje nie przeszkodziły sukcesywnemu powiększaniu zyskowności długu. Na koniec dnia rentowność „dziesięciolatek” plasuje się na poziomie 2,5660 proc., tj. 1,3 pb. wyżej względem wczorajszego zamknięcia.

Środowy kalendarz ekonomiczny należał do dość obfitych, aczkolwiek nadal mu było daleko do tych, które zapewniały nieprzerwaną zmianę sentymentu na rynku walutowym. Wśród komponentów koszyka G10 w środku stawki znalazła się norweska korona. Jej 0,4 proc. umocnienie należy wiązać nie tylko z pozytywnymi przetasowaniami na rynku ropy naftowej, ale również publikacją zdecydowanie silniejszych miar inflacji – w grudniu norweskie ceny konsumenta odnotowały roczny skok na poziomie 1,6 proc. (konsensus: 1,5 proc.), gdy w tym samym horyzoncie czasowym najmniej zmienne kosztowo produkty zdołały podrożeć o 1,4 proc. (konsensus: 1,2 proc.). Na swoje pięć minut czekał funt szterling (-0,2 proc.), który oczekiwał na świetne dane dotyczące produkcji przemysłowej zapowiadane przez napływające „soft-data”. Wpływ dobrych danych, tj. rocznej dynamiki na poziomie 2,5 proc., zniwelował bardziej pokaźny deficyt w handlu zagranicznym. Według najnowszych szacunków bilans wymiany uplasował się na poziomie -12,2 mld GBP, co wyraźnie uplasowało się poniżej rynkowych oczekiwań (-10,9 mld GBP). Niezagrożoną pozycję lidera dzierży japoński jen (1,1 proc.), który na przekór przesłankom fundamentalnym spycha parę USD/JPY w okolicę 111,50.

Miano najsilniejszej waluty regionu zyskuje polski złoty, którego 0,5 proc. aprecjacja jest wystarczająca ku uplasowaniu pary USD/JPY w okolicach poziomu 3,4910. Jego umocnienie zdecydowanie przebija argentyńskie peso (1,3 proc.) będące beneficjentem decyzji banku centralnego w sprawie mniej agresywnego ścięcia stóp procentowych. W wyraźnym odwrocie znajdują się południowoafrykański rand (-1,3 proc.) oraz turecka lira (-0,9 proc.), która pozwoliła na przebicie przez USD/TRY górnego ograniczenia kanału spadkowego.

Popołudnie było dość obfite w wypowiedzi amerykańskich bankierów centralnych. Cykl przemówień otworzył Neel Kashkari, reprezentant Fed z Minneapolis, rezygnujący z komentarza na temat aspektów związanych ze strategią sukcesywnego podnoszenia stóp procentowych. Kashkari podtrzymuje przekonanie o tym, że członkowie FOMC powinni pochylić się nad poprawą stabilności systemu finansowego, co raz na zawsze zakończy erę instytucji „zbyt wielkich, aby upaść”. Małomówność Neela Kashkariego, reprezentanta z Minneapolis, skutecznie rekompensowały wypowiedzi Charlesa Evansa i Roberta Kaplana. Pierwszy z nich podchodzi dość sceptycznie wobec zamiarów szybkich podwyżek stóp procentowych w 2018 roku, co należy wiązać z obawami dotyczącymi siły presji cenowej. Większą dawką optymizmu wykazał się Evans, który spodziewa się przyspieszenia wzrostu gospodarczego do 2,5 proc. między innymi za sprawą świetnej kondycji partnerów handlowych. Według Kaplana należy oczekiwać przebudzenia presji płacowej oraz wyraźnego podbicia nakładów kapitałowych (CAPEX) za sprawą świeżo przyjętej reformy podatkowej.

Konferencje po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej nie należą zwykle do ekscytujących. Tym razem było podobnie. Zarówno komentarz do decyzji, jak i wypowiedź prezesa NBP Adama Glapińskiego pokrywały się z doskonale znanym stanowiskiem z poprzednich spotkań. W dalszej mierze czytamy o niskich stopach zapewniających brak nierównowag ekonomicznych, solidnym wzroście gospodarczym, rozczarowująco niskich cenach bazowych czy inflacji CPI pozostającej w okolicach celu do końca horyzontu projekcji. Rada spodziewa się, że w trakcie najbliższych kwartałów dynamika PKB pozostanie na stosunkowo wysokim poziomie, aczkolwiek nie tak spektakularnym jak w II półroczu 2017 roku. Mniej optymistyczny wobec perspektyw wzrostu pozostaje Adam Glapiński, który przewiduje średnioroczną zmianę produktu na poziomie 3,5 proc. Glapiński nie widzi uzasadnionych przesłanek za podwyżką stóp procentowych w 2018 roku i dopuszcza możliwość utrzymania obecnych parametrów nawet do końca horyzontu projekcji (tj. do 2019 roku). Co więcej, prezes NBP jest wysoce zdumiony odważnymi prognozami rynkowymi w zakresie posunięć członków RPP w horyzoncie najbliższych dwunastu miesięcy (konsensus: 1,85 proc., TMS Brokers: 1,5 proc.). Dawkę zaskoczenia zdecydował się zapewnić Eugeniusz Gatnar, jastrzębio nastawiony członek Rady, który pod koniec 2017 roku optował za podniesieniem stóp jeszcze w I kwartale 2018 roku. Gatnar dopuszcza możliwość pozostawienia stóp na poziomie 1,5 proc. w zdecydowanie dłuższym horyzoncie. Czynnikiem ważącym na jego decyzji będzie marcowa projekcja kluczowych wskaźników makroekonomicznych przez NBP.

Niekwestionowaną gwiazdą rynku akcji pozostaje amerykański Eastman Kodak (79,3 proc.), który dzięki doniesieniom związanym z wprowadzeniem kryptowaluty KODAKcoin w dwa dni wypracował zwyżkę oscylującą w okolicach 300 proc. W Europie obserwowano wyraźny podział sentymentu. Spadkowym nastrojom oparły się między innymi mediolański FTSE MIB (0,7 proc.) oraz londyński FTSE 100 (0,2 proc.) za sprawą przychylnej noty analitycznej UBS (-0,4 proc.), gdzie wskazano na rosnący optymizm wśród władz spółek sektora finansowego. Na Wyspach zestawienie stu największych spółek otworzył Royal Bank of Scotland, którego 4,6 proc. zwyżkę goniło HSBC (3,8 proc.) oraz Prudential (3,3 proc.). Po drugiej stronie zestawienia wyraźnie rządziły Taylor Wimpey (-4,2 proc.) oraz Paddy Power Betfair (-3,7 proc.) plasujące się poniżej średniej z ostatnich 50 notowań. Dość nisko znalazł się również holding Rolls-Royce’a (-3,2 proc.) informujący o planowanym teście silników odrzutowych w Fort Worth w Teksasie.

Na szczycie frankfurckiej giełdy znalazły się również spółki z sektora finansowego, aczkolwiek ich zwyżka nie była wystarczająca ku temu, aby utrzymać indeks DAX (-0,8 proc.) nad poziomem 13 300 pkt. Potężny skok wyceny Commerzbanku (5,1 proc.) oraz nieco skromniejszy Deutsche Banku (3,0 proc.) skutecznie niwelowały walory Continentala (-3,5 proc.), który miał się stać beneficjentem dość solidnych wyników finansowych. Cios w wycenę producenta opon wymierzyła nota Invest Securities, gdzie rekomendowano sprzedaż walorów z ceną docelową na poziomie 218 EUR (obecnie: 242,40 EUR).
Niezbyt udane nastroje panowały również przy Książęcej, gdzie WIG 20 (-0,7 proc.) coraz odważniej zbliża się do okrągłego poziomu 2 500 pkt. Na szczycie notowań znalazło się Asseco Poland, którego 2,0 proc. zwyżkę gonił KGHM (1,4 proc.) niesiony wyższymi cenami miedzi (0,6 proc.) na światowych rynkach. Perspektywę przeceny CCC (0,2 proc.) skutecznie oddaliła zmiana rekomendacji przez Wood & Company na „kupuj”, gdzie analitycy wyznaczyli cenę docelową na poziomie 351 PLN (obecnie: 299,60 PLN). Solidny ruch w stronę południa odnotowało LPP (-5,1 proc.), które od wczorajszych szczytów straciło już 9,0 proc.

Środowemu zestawieniu surowców zdecydowanie przewodzą płody rolne. Najbardziej pokaźną zwyżką mogą pochwalić się marcowe kontrakty na kakao, których 2,6 proc. zwyżkę usilnie goni bawełna (1,9 proc.). Na rynku metali szlachetnych wyraźnie traci pallad (-1,5 proc.), sprzeciwiając się tym samym skromnym ruchom w wykonaniu złota (0,5 proc.; 1 319 USD) czy srebra (0,2 proc.; 17,01 USD). Wśród surowców energetycznych istny roller coaster ma za sobą lutowy kontrakt na gaz ziemny (-0,8 proc.), który obecnie jest wyceniany po 2,90 USD/MMBtu. Pod presją lekkich przetasowań sentymentu znalazła się ropa naftowa, która oczekiwała na najnowsze szacunki amerykańskiego Departamentu Energii. Zapasy czarnego złota zmalały o 4,9 mln baryłek, co przebiło rynkowe oczekiwania (-3,4 mln baryłek), ale pozostało w cieniu wyśrubowanych -11,2 mln baryłek podanych przez API. Szczególną uwagę inwestorów zwrócił solidny wzrost rezerw destylatów (4,3 mln baryłek, konsensus: 2,3 mln) wzmacniany przez spodziewanie większe pokłady benzyny (4,1 mln baryłek, konsensus: 3,0 mln). Na koniec dnia baryłka West Texas Intermediate plasuje się przy poziomie 63,30 USD, notując tym samym dzienny ruch na poziomie 0,6 proc.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Alior Bank i BGK aktywnie wspierają polskie firmy

10 stycznia br. Alior Bank podpisał z Bankiem Gospodarstwa Krajowego umowę w ramach Programu Akredytyw Eksportowych. Dzięki temu Alior Bank będzie mógł bezpośrednio potwierdzać akredytywy eksportowe klientom, zaś BGK przejmie ryzyko banku zagranicznego. Tego typu współpraca banków znacząco ułatwi eksporterom realizację zamówień na rynkach o podwyższonym ryzyku.

Akredytywa jest narzędziem zobowiązującym bank importera do zapłaty określonej kwoty w zamian za dokumenty, które w jej ramach zaprezentuje eksporter za pośrednictwem swojego banku. Jeżeli okażą się one zgodne, bank otwierający akredytywę zobowiązany jest do dokonania zapłaty. Przejęcie ryzyka banku importera przez BGK poprawia bezpieczeństwo transakcji i daje Alior Bankowi nowe rozwiązania w zakresie wspierania firm poszukujących możliwości rozwoju na rynkach zagranicznych.

Michał Chyczewski
Michał Chyczewski, wiceprezes Zarządu, p.o. prezesa Alior Banku

Dzięki podpisaniu umowy z BGK Alior Bank uzyska dodatkowe możliwości wspierania współpracy polskich eksporterów z kontrahentami w krajach o podwyższonym ryzyku, co pozwoli na rozszerzenie ich działalności zarówno na bliskich, jak i dalekich rynkach, np. w Afryce – mówi Michał Chyczewski, wiceprezes Zarządu, p.o. prezesa Alior Banku. – Jako bank dążymy do kompleksowej obsługi firm z sektora MŚP, więc ten instrument doskonale uzupełnia naszą ofertę – dodaje Michał Chyczewski.

Od kilku lat Alior Bank aktywnie uczestniczy w programach rządowych wspierających rozwój MŚP. Dzięki gwarancjom de minimis udzielanym przez BGK, od 2013 r. Alior Bank przyznał prawie 35 tys. kredytów o łącznej wartości ponad 12 mld zł. Coraz większy udział w finansowaniu tych programów mają środki unijne, m.in. gwarancje COSME czy Program Operacyjny Inteligentny Rozwój, w ramach którego Alior Bank oferuje kredyty na innowacje technologiczne oraz gwarancje portfelowe dla klientów biznesowych.

Alior Bank wykorzystuje również szeroką paletę programów pomocowych i gwarancyjnych ze środków publicznych i Unii Europejskiej w celu zapewnienia firmom kompleksowego wsparcia w zakresie zbadania dostępności programów unijnych, poznania warunków otrzymania dotacji, jej pozyskania oraz skutecznego i bezpiecznego rozliczenia przed instytucją wdrażającą. W oferowanym przez Alior Bank Pakiecie Europejskim przedsiębiorcy mogą znaleźć m.in. promesy kredytowe, finansowanie pomostowe czy finansowanie wkładu własnego inwestycji realizowanej z udziałem dotacji.

Ponadto Alior Bank jest jedyną w Polsce instytucją, która podpisała umowę z BGK w zakresie finansowania dostępu do szybkiego Internetu, mogąc zaoferować klientom z branży telekomunikacyjnej tzw. pożyczkę szerokopasmową, czyli finansowanie inwestycyjne dla rozwoju sieci światłowodowych. Kredyty w kwocie od 20 tys. do 10 mln złotych udzielane są na okres maksymalnie 15 lat. Do tej pory do banku wpłynęło 29 wniosków na kwotę około 80 mln zł i wkrótce zostaną podpisane pierwsze umowy.