Czeka nas zmiana układu sił na rynku obligacji

Dariusz Lasek, dyrektor inwestycyjny ds. papierów dłużnych Union Investment TFI
Dariusz Lasek, dyrektor inwestycyjny ds. papierów dłużnych Union Investment TFI

Gorsza passa na rynku obligacji trwa nadal i obecnie na horyzoncie nie widać czynnika, który byłby w stanie zasadniczo zmienić ten obraz (choć w pewnym stopniu mogłoby pomóc rozwiązanie problemu greckiego).

Fed zmieni układ sił

W USA wszyscy spoglądają na działania Fed. Wypowiedzi członków Rezerwy Federalnej wskazują na to, że pierwsze podwyżki stóp procentowych w USA nastąpią już we wrześniu. Co prawda w tym roku skala podwyżek nie będzie bardzo duża, ale już w 2016 r. można się spodziewać bardziej zdecydowanego zaostrzania polityki pieniężnej przez amerykański bank centralny. Proces ten zmieni układ sił na rynku papierów dłużnych na całym świecie, także w Polsce.

W Polsce podwyżki stóp mało prawdopodobne

Na naszym lokalnym podwórku ociepleniu sentymentu nie sprzyja podwyższone ryzyko polityczne, które zapewne utrzyma się co najmniej do wyborów parlamentarnych na jesieni. W 2015 r. nie spodziewałbym się już żadnych ruchów ze strony Rady Polityki Pieniężnej, ponieważ inflacja jest ujemna. Na koniec roku najpewniej przekroczy zero, ale przewidujemy, że wciąż będzie bardzo niska – w granicach 0,5%. A to wciąż bardzo daleko od celu inflacyjnego NBP na poziomie 2,5% (z możliwością odchylenia o 1 punkt procentowy). Większy wpływ na kształtowanie się cen polskich obligacji ma obecnie wspomniany sentyment na świecie. Część graczy szacuje także ryzyko ewentualnej podwyższonej podaży ze strony inwestorów zagranicznych, którzy posiadają ok. 50% polskich obligacji skarbowych.

Masowa wyprzedaż polskich obligacji? Raczej nie

W kontekście wahań globalnego sentymentu należy brać pod uwagę ryzyko związane z dużym udziałem inwestorów w polskim rynku długu. Masowa wyprzedaż polskich papierów raczej nam nie grozi, ale jeśli na całym świecie trend spadkowy się pogłębi, również nasze obligacje mogą być sprzedawane. Tak działają rynki. Częściowym zabezpieczeniem dla Polski jest to, że Ministerstwo Finansów bardzo dba o dywersyfikację obligatariuszy. Nasze obligacje są w posiadaniu inwestorów z różnych regionów świata, m.in. Europy, USA i Azji.

Samochody na wodór to przyszłość motoryzacji

Pierwszy seryjny model na wodorowe ogniwa paliwowe – Toyota Mirai – jest już w sprzedaży, mimo to podstawowa wiedza na temat działania napędu wodorowego wciąż jeszcze nie jest rozpowszechniona. Dziś przybliżamy najważniejsze informacje na ten temat. A  już we wrześniu będzie można zobaczyć Mirai na własne oczy w wybranych salonach Toyoty w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Danii.

Pierwszy seryjny model na wodorowe ogniwa paliwowe – Toyota MiraiGdyby zapytać inżynierów motoryzacyjnych, jaki rodzaj silnika będzie napędzał samochody przyszłości, wszyscy bez wahania odpowiedzą: elektryczny. W stosunku do silników spalinowych ma on mnóstwo zalet: bardzo duży moment obrotowy, możliwość pracy w niezwykle szerokim zakresie obrotów, prostota i trwałość wynikająca z minimalnej liczby części ruchomych, łatwość i precyzja sterowania parametrami, niewielkie wymiary i masa, wreszcie sprawność sięgająca 98% (dla typowych silników spalinowych to zaledwie ok. 33%).

Schemat działania wodorowej Toyoty
Schemat działania wodorowej Toyoty

Dlaczego więc samochody z napędem elektrycznym nie zdominowały jeszcze rynku, choć silniki elektryczne są powszechnie wykorzystywane we wszelkich dziedzinach techniki, od gospodarstwa domowego po kolej, metro i tramwaje? Problemem wciąż pozostaje zapewnienie autonomicznego źródła energii elektrycznej o pojemności umożliwiającej podróżowanie na większe odległości i szybkie doładowanie po jej wyczerpaniu. Mimo ogromnego postępu w technologii akumulatorów, są one wciąż spore i ciężkie, a choć można je doładowywać ze zwykłego gniazdka elektrycznego, odnowienie zapasu energii oznacza co najmniej kilkudziesięciominutową przerwę w podróży. I to tylko w przypadku, jeśli używamy do tego celu superładowarek, których nie da się podłączyć do zwykłego gniazdka i które powodują szybką degradację baterii. Przy zwykłej, ogólnodostępnej technologii ładowania zajmuje ono kilka godzin. O ile wygodniej podjechać na kilka minut na stację benzynową!

Prąd z wodoru

Rozwiązaniem tego problemu może być zastosowanie ogniw paliwowych. Urządzenia te wytwarzają prąd elektryczny jako bezpośredni efekt reakcji paliwa z tlenem z powietrza, bez tłoków, cylindrów i innych ruchomych elementów. Najwydajniejszym paliwem dla ogniw paliwowych jest czysty wodór. Brzmi to kosmicznie – wodór, spalający się w silnikach rakietowych w temperaturze niemal 3000 stopni Celsjusza? Tak, ten sam wodór, tyle że w ogniwie paliwowym utlenianie zachodzi na zimno, dzięki obecności katalizatora. Nawiasem mówiąc, wodorowe ogniwa paliwowe opracowano właśnie z myślą o wytwarzaniu prądu w statkach kosmicznych.

Wydawać by się mogło, że tak wyrafinowane rozwiązanie długo jeszcze pozostanie domeną pojazdów studyjnych, które można podziwiać jedynie podczas wystaw motoryzacyjnych. Tymczasem na rynku jest już dostępny seryjny samochód osobowy, zasilany ogniwami paliwowymi – to Toyota Mirai.

Elektryczna przyszłość

Seryjny model Mirai (po japońsku „przyszłość”) powstał jako rozwinięcie zaprezentowanego w 2013 roku koncepcyjnego pojazdu Toyota FCV (Fuel Cell Vehicle). Choć zewnętrznie jest do niego bardzo podobny, zawiera wiele udoskonaleń, które znacząco poprawiły jego osiągi. W konstrukcji zespołu napędowego wykorzystano też szereg produkowanych wielkoseryjnie elementów pochodzących z hybrydowego napędu Toyota Hybrid Synergy Drive (HSD), co z jednej strony wpływa korzystnie na niezawodność, a z drugiej pozwala znacząco obniżyć koszty dzięki ekonomii skali.

Mirai to czterodrzwiowy sedan o wielkości porównywalnej z Toyotą Camry. Napęd przenoszony na przednią oś zapewnia sprawdzony w jednostkach HSD silnik elektryczny o mocy 113 kW (154 KM), zapewniający moment obrotowy 335 N·m. Z jednostek HSD wzięto również sterujący silnikiem elektroniczny układ PCU (Power Control Unit). Przy niewielkim zapotrzebowaniu na moc prąd jest dostarczany z akumulatora niklowo-metalowo-wodorkowego o pojemności 1,6 kWh, który magazynuje też energię odzyskiwaną podczas hamowania rekuperacyjnego (silnik elektryczny pracuje wówczas jako generator). Przy większych prędkościach energię elektryczną wytwarza zestaw ogniw paliwowych.

Dojrzała technologia

Użyty w Mirai zestaw ogniw paliwowych z elektrolitem polimerowym to zupełnie nowa konstrukcja o mocy 114 kW (155 KM). Zastosowane w nim rozwiązania zasługują na osobny artykuł; o ich wartości niech świadczy fakt, że konstruktorom Toyoty udało się osiągnąć rekordową gęstość mocy wynoszącą 3,1 kW/dm³ – dwukrotnie większą, niż w studyjnym modelu FCHV-adv. Dla poprawy wydajności systemu, między zestawem ogniw paliwowych a sterownikiem mocy zainstalowano elektroniczny przekształtnik, którego zadaniem jest podwyższanie napięcia do 650 woltów. Jego użycie umożliwiło zmniejszenie liczby ogniw paliwowych i obniżenie masy całego systemu. W chwilach największego zapotrzebowania na moc, czyli podczas gwałtownego przyspieszania, ogniwa paliwowe wspomagane są przez akumulator.

Zestaw ogniw paliwowych waży jedynie 56 kg i ma objętość zaledwie 37 dm³, dzięki czemu udało się go umieścić pod podłogą pojazdu, tak by nie ograniczał przestrzeni użytkowej nadwozia. Pod podłogą umieszczono także dwa zbiorniki wodoru (przedni mieszczący 60 l i tylny o pojemności 62,4 l), które same w sobie są prawdziwym cudem techniki. Wykonane z wielowarstwowego kompozytu, wytrzymują ogromne ciśnienie 70 MPa, a przy tym są bardzo lekkie, zaś rekordowy współczynnik pojemności sprawia, że aż 5,7% masy pełnych zbiorników to wodorowe paliwo. Wewnętrzna nylonowa wyściółka zapewnia wymaganą szczelność, następna warstwa kompozytu o zbrojeniu z włókien węglowych daje wytrzymałość na ciśnienie, wreszcie zewnętrzna warstwa kompozytu o zbrojeniu z włókien szklanych gwarantuje odporność na uszkodzenia mechaniczne. Zastosowanie włókien szklanych pozwoliło ograniczyć zużycie bardzo drogich włókien węglowych i tym samym obniżyć cenę zbiorników przy zachowaniu wymaganych parametrów.

Czysto, cicho, szybko

Konsekwencją zastosowania wodorowego paliwa jest absolutna czystość gazów wydechowych – to po prostu para wodna; czyściej się już nie da. Wodór może być przy tym paliwem całkowicie odnawialnym – sceptycy powiedzą, że do jego uzyskania np. poprzez elektrolizę wody potrzebny jest prąd wytwarzany przez elektrownie, ale może on pochodzić z elektrowni wodnych, wiatrowych bądź słonecznych. Wodór można produkować także kilkoma innymi metodami, co rozwiązuje problem dywersyfikacji źródeł energii. Inne ekologiczne aspekty Mirai to mniejsze obciążenie środowiska przez czynności eksploatacyjne – nie trzeba zmieniać oleju silnikowego i pasków klinowych, hamowanie rekuperacyjne zmniejsza zużycie okładzin hamulcowych. Inną cenną zaletą jest doskonała cisza, jaką zapewnia napęd elektryczny i bezgłośna praca ogniw paliwowych.

Elektryczny napęd może rozpędzić Mirai do prędkości maksymalnej 178 km/h, a zawarty w zbiornikach wodór umożliwia przejechanie na jednym tankowaniu 480 km (przy tankowaniu na stacjach nowej generacji nawet 700 km). Uzupełnienie paliwa trwa jedynie trzy minuty – porównywalnie z tankowaniem na stacji benzynowej.

Toyotę Mirai można już kupić w Japonii, lada moment samochód trafi na rynek amerykański. Rozpoczęcie sprzedaży w Europie ma nastąpić we wrześniu, początkowo w Wielkiej Brytanii, Danii i Niemczech (przewidywana cena netto na rynku niemieckim to ok. 60 tys. euro), a później również w innych krajach, w miarę rozwoju infrastruktury tankowania wodoru.

Kursy walut Cinkciarz.pl na zegarki z systemem Android

Inteligentny zegarek to kolejny elektroniczny gadżet, który ma ułatwić nam życie. Do czego jest nam potrzebny? Oczywiście, możemy sprawdzić godzinę, ale także skorzystać z wielu funkcji smartfona. Cinkciarz.pl przygotował bardzo praktyczną aplikację specjalnie na urządzenia z najpopularniejszym na rynku systemem Android.

Kursy walut Cinkciarz.pl na zegarki z systemem AndroidAplikacja Cinkciarz.pl jest przeznaczona na urządzenia typu smartwatch działające pod kontrolą systemu Android Wear. Zegarek komunikuje się z telefonem przez Bluetooth. Dotykowy ekran działa jak w smartfonie. Korzystając z jego funkcji m.in. zrobisz zdjęcie, sprawdzisz tętno, posłuchasz muzyki.

Nie przegapisz również najlepszych ofert serwisu Cinkciarz.pl. Serwis wymiany walut udostępnił właśnie nową aplikację. Pozwala ona na wyświetlanie aktualnych kursów trzech wybranych
przez siebie walut.

Zainstalowana na telefonie aplikacja co godzinę sprawdza aktualne kursy walut i informacje
na ten temat wysyła do zegarka. Użytkownik może także w dowolnym momencie, bezpośrednio
na zegarku, zaktualizować wyświetlane kursy. Są one prezentowane w prostej formie. Dla osób,
które wymieniają waluty to bardzo praktyczne rozwiązani
e – mówi Kamil Sahaj, Marketing Manager
w Cinkciarz.pl.

Popularne modele smartwatchy, np. Motorola, Sony czy LG, są dostępne w ofercie największych sklepów internetowych. Zegarki oraz wiele ciekawych aplikacji można również kupić korzystając
z oferty Google Play.

Internetowy serwis wymiany walut Cinkciarz.pl był także jedną z pierwszych na świecie firm,
które stworzyły aplikację finansową na Google Glass™.

Coraz więcej biur coworkingowych w Polsce

Od trzech lat następuje sukcesywny wzrost zainteresowania modelem pracy w przestrzeniach coworkingowych. Według danych z platformy Best2Invest w Polsce w chwili obecnej istnieje 145 biur oferujących wynajem biurek na godziny. Najwięcej jest ich w województwie mazowieckim, wielkopolskim, małopolskim i pomorskim.

W czym tkwi siła coworkingu?

Poszukując swojej ścieżki kariery, Polacy coraz częściej decydują się na wykonywanie wolnych zawodów. Rośnie liczba firm jednoosobowych, które dają ich właścicielom biznesową wolność i poczucie niezależności. Według danych GUS liczba pracujących na własny rachunek, niezatrudniających innych osób, zwiększyła się w ubiegłym roku o 63 tysiące i obecnie ten model praktykowany jest przez blisko 1/5 wszystkich aktywnych zawodowo. Są to między innymi przedstawiciele branży consultingowej, marketingu, graficy, informatycy, architekci czy osoby zajmujące się coachingiem.
Na początkowym etapie samodzielnej działalności gospodarczej utrzymywanie własnego biura nie zawsze się opłaca. Ci, którzy w jednoosobowej firmie poszukują wolności niekoniecznie chcą wiązać się długoterminową umową najmu, a tym bardziej kredytem na zakup własnego biura. Coraz więcej freelancerów i małych, działających w pojedynkę, przedsiębiorców korzysta z przestrzeni coworkingowych, które w sposób elastyczny udostępniają nowoczesną powierzchnię biurową. Dzisiejsze coworkingi to miejsca, które nie ograniczają się już tylko do wynajmu biurek na godziny. Obecnie są to miejsca pomysłowo aranżowane, kolorowe, zaprojektowane w sposób, który buduje klimat kreatywności. Biura coworkingowe posiadają specjalne przestrzenie do burzy mózgów, strefy relaksu, sale konferencyjne.
Wiktor Doktór, Prezes Fundacji Pro Progressio ocenia, że coworking w Polsce najlepsze ma dopiero przed sobą. Stale rośnie liczba osób, które szukają swojej zawodowej ścieżki poza korporacjami i decydują się na własną działalność gospodarczą. Coworking stwarza sprzyjające środowisko przedsięwzięciom start-upowym, które szukają optymalnego dla siebie modelu biznesowego. Coworking to zatem nie tylko niskie koszty powierzchni biurowej, ale przede wszystkim wolność i ogromna wartość dodana w postaci inspirującego otoczenia innych przedsiębiorców i realna szansa budowy kręgu powiązań zawodowych.
Piotr Boulange, twórca warszawskich biur coworkingowych „ClockWork” zauważa wzrost zainteresowania pracą, w tego typu przestrzeniach. Przedsiębiorcy poszukują miejsc, które oprócz wynajmu stanowisk biurowych oferują również cykliczne wydarzenia, warsztaty, wykłady, szkolenia. Wspólne dyskusje i ćwiczeniu sprzyjają wymianie biznesowej energii. Nowe znajomości i sieć kontaktów to coś, czego nie można wycenić. Możliwość dzielenia się doświadczeniami wpływa na wzrost kreatywności oraz produktywności i dodaje odwagi w działaniu. Już teraz zdarza się, że start-upy, które działały w coworkach sprzedawane są za kwoty rzędu miliona euro. Przykładem może być Filmaster, założony przez Borysa Musielaka w co-worku Reaktor.
Coraz więcej biur coworkingowych w PolsceBiura coworkingowe powstają jako indywidualne inicjatywy, ale także w ramach projektów finansowanych przez Unię Europejską. Obecnie w Polsce działa 145 tego typu ośrodków. Najwięcej przestrzeni do pracy wspólnej znajduje się w województwach mazowieckim (34), wielkopolskim (17), małopolskim (14) i pomorskim (13). Biura coworkingowe powstają zarówno w dużych miastach takich jak Warszawa, Łódź czy Poznań, ale także i w mniejszych jak Radom, Piła czy Częstochowa.
Na platformie Best2Invest.org stworzyliśmy możliwość sprawdzenia rozmieszczenia coworkingów na mapie Polski. Dzięki temu każdy początkujący przedsiębiorca może dowiedzieć się gdzie w jego okolicy znajduje się przestrzeń do wspólnej pracy – mówi Wiktor Doktór.

Nowy gracz na rynku usług finansowych. Międzynarodowa firma Ebury wesprze handel zagraniczny polskich małych i średnich przedsiębiorstw

Ebury, międzynarodowa firma specjalizująca się w usługach finansowych dla MŚP (małych i średnich firm) rozpoczyna działalność w Polsce. Ebury pomaga firmom rozwijać biznes na rynkach zagranicznych eliminując bariery w obszarze rozliczania transakcji walutowych oraz zarządzania ryzykiem walutowym. Dzięki innowacyjnej technologii i usługom dopasowanym do indywidualnych potrzeb biznesowych, Ebury podnosi także efektywność transakcji międzynarodowych i zabezpiecza marże przedsiębiorców.

Ebury zostało założone w 2009 r. Do tej pory firma obsłużyła transakcje handlowe o wartości ponad 7 mld funtów (w przeliczeniu ok. 40 mld zł) dla ponad 5 tys. europejskich eksporterów i importerów.

Dzięki współpracy z Ebury polskie firmy będą mogły korzystać z możliwości niedostępnych dotychczas na naszym rynku. Ebury umożliwia m.in. dostęp do ponad 140 różnych walut, w tym walut odległych krajów  takich jak rupia indyjska, chiński juan, real brazylijski, thajski bat czy meksykańskie peso.

Widzimy duży potencjał polskiego rynku. Do tej pory usługi analogiczne do naszych świadczyły w Polsce w zasadzie tylko banki. Ich oferta jest jednak kierowana przede wszystkim do dużych korporacji. My natomiast wychodzimy z propozycją współpracy do polskich małych i średnich przedsiębiorstw udostępniając rozwiązania precyzyjnie dostosowane do ich potrzeb i możliwości. Chcemy pomagać realizować potencjał eksporterów i importerów, realizując transakcje z kontrahentami nawet z najbardziej odległych krajów świata, eliminując tym samym bariery w handlu zagranicznym – mówi Salvador Garcia, Prezes i współzałożyciel Ebury. – Jesteśmy przekonani, że polski rynek będzie się dalej rozwijał. Już teraz, wg MFW, Polska jest 23 gospodarką świata i posiada wszelkie predyspozycje, aby stać się jednym z liderów światowego handlu międzynarodowego – dodaje Salvador Garcia.

Do tej pory firma działała w trzech krajach – Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Holandii, zatrudniając łącznie ok. 300 specjalistów z bogatym doświadczeniem na światowych rynkach finansowych.

Dzięki narzędziom finansowym zabezpieczającym ryzyko kursowe, które za każdym razem dopasowywane są indywidualnych potrzeb biznesowych, współpraca z Ebury zwiększa bezpieczeństwo rozliczeniowe oraz generuje znaczące oszczędności dla małych i średnich firm. – W Ebury mamy możliwość przeprowadzenia transakcji oraz wykonywania przelewów zagranicznych gdziekolwiek znajduje się kontrahent naszego klienta – podkreśla Jakub Makurat, Dyrektor Generalny Ebury w Polsce. – Współpracujemy z największymi podmiotami międzynarodowego rynku walutowego i dzięki temu jesteśmy w stanie zaoferować bardzo atrakcyjny kurs wymiany oraz narzędzia dostarczające siłę negocjacyjną małym i średnim firmom. Dodatkowo, nasi analitycy codziennie obserwują rynki przekazując klientom zestaw użytecznych informacji i własnych analiz, co pozwala przedsiębiorcom skoncentrować się na tym co dla nich najważniejsze – na prowadzeniu własnego biznesu – dodaje Jakub Makurat. Prognozy walutowe Ebury dostępne są m.in. regularnie w terminalach agencji Bloomberg.

Firma jest zarejestrowana w Wielkiej Brytanii (z siedzibą w Londynie) i podlega przepisom prawnym Urzędu Skarbowego i Celnego Jej Królewskiej Mości (HM Revenue and Customs). Ebury posiada także status Autoryzowanej Instytucji Płatniczej i paszport uprawniający do wykonywania usług we wszystkich krajach Unii Europejskiej oraz w krajach należących do Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Firma podlega regulacji Urzędu ds. Operacji Finansowych (Financial Conduct Authority), który w zakresie prowadzonej działalności jest brytyjskim odpowiednikiem polskiej Komisji Nadzoru Finansowego.

Lokowanie w biurowcach atrakcyjnych dla najemców usług staje się istotnym elementem strategii marketingowej na rynku biurowym

Coraz większe znaczenie przywiązujemy do zdrowego trybu życia, diety i kondycji fizycznej. Chcemy w ten sposób funkcjonować nie tylko w domu, ale i w miejscu pracy. Poszukujemy sprzyjającego środowiska pracy, zapewniającego różnego rodzaju udogodnienia i wygody. Dla osób spędzających wiele czasu w biurze, dużym ułatwieniem jest bezpośredni dostęp do dobrej jakości placówek gastronomicznych, sklepów convenience oraz różnego rodzaju, użytecznych usług.

Takie oczekiwania pracowników stają sie z kolei dla firm poszukujących powierzchni biurowej wyznacznikiem podczas selekcji. Obok lokalizacji, standardu i czynszu, kluczowym aspektem przy wyborze biura staje się jakość pracy, jaką zapewnić może nie tylko biurowe wnętrze, ale także najbliższe otoczenie budynku.

Od restauracji, po fitness

Na obecnym, mocno konkurencyjnym rynku oferowanie wysokiej jakości powierzchni nie gwarantuje jeszcze sukcesu. Znacznie większym zainteresowaniem cieszą się biurowce, zapewniające także dostęp do usług związanych ze zdrowym stylem życia, sportem, czy ochroną zdrowia. Im więcej takich udogodnień oferuje biurowiec, tym jest atrakcyjniejszy dla najemcy. Deweloperzy podążają za oczekiwaniami swoich klientów i urządzają w budynkach nawet kluby fitness, czy przedszkola. Dodatkowa funkcjonalność obiektów biurowych to wartość dodana, która jest silnym atutem, zarówno dla inwestora komercjalizującego biurowiec, jak i najemcy, którego pracownicy mają zapewniony dostęp do różnego rodzaju usług.

Takie funkcje budynków znacznie podnoszą ich atrakcyjność. – Najemcy bardzo dobrze oceniają zastosowane udogodnienia i użyteczne funkcje, które oferuje biurowiec. W ten sposób tworzy się przyjazny klimat w miejscu pracy, a inwestycja wyróżnia się na tle innych – uważa Jacek Ochnik, prezes Ochnik Development. – Najemcy Dzielnej 60, warszawskiego kompleksu biurowego, którego modernizację niedawno zakończyliśmy, mają do dyspozycji na miejscu m.in. restaurację urządzoną w dwupoziomowym lofcie, centrum urody i zdrowia, czy showroom z wyselekcjonowanymi gatunkami win – wymienia Jacek Ochnik.

Dobry klimat jest najważniejszy

Zdaniem prezesa Ochnik Development, miłą atmosferę można wykreować również dzięki stworzeniu na terenie obiektu miejsc służących do wypoczynku.  – W Dzielnej 60 mamy specjalną Strefę Relaksu, z której korzystać mogą wszyscy pracownicy, jeśli w ciągu dnia potrzebują chwili wytchnienia lub chcą popracować w swobodnej atmosferze. Podobną funkcję spełnia, usytuowany wewnętrznie, zielony dziedziniec z miejscami do odpoczynku i ogródkiem kawiarnianym – dodaje Jacek Ochnik.

Jacek Ochnik zauważa, że wraz ze wzrostem świadomości znaczenia zdrowego trybu życia, coraz wyżej na liście życzeń najemców plasują się udogodnienia związane ze sportem. Przyznaje, że odkąd popularne stało się poruszanie się jednośladami, wiele biurowców oferuje parkingi dla rowerów, prysznice i szatnie dla rowerzystów, a nawet stanowiska do drobnych napraw.

Kanapy, wyspy i budki telefoniczne

Strategia deweloperów, nakierowana na komfort pracy, obejmuje również odpowiednie projektowanie powierzchni biurowych. Przestrzeń biura powinna umożliwiać dowolną adaptację, pozwalającą na przykład na swobodną aranżację bura według popularnej ostatnio koncepcji Activity Based Workplace.

Zgodnie z jej założeniami uwolnieni od biurek pracownicy, pracują w otwartej przestrzeni, podzielonej na różne strefy aktywności. Tak zaprojektowane biura oferują miejsca przeznaczone do różnego trybu pracy. Jest przestrzeń do pracy w ciszy, stanowiska do pracy przy biurku i pracy stojącej. Są też specjalne, wyciszone miejsca do ekspresyjnych rozmów i negocjacji, przypominające budki telefoniczne. Ponadto mieszczą się w nich zarówno tradycyjne sale konferencyjne do oficjalnych zebrań, jak i wyspy służące do nieformalnych spotkań projektowych, czy przeprowadzania burzy mózgów.

W takich biurach pojawiają się także dodatkowe obszary, w których ustawiane są kanapy i fotele z podwyższonymi ściankami, zapewniające prywatność. Przy tym, część przeznaczona do pracy w skupieniu i pracy kreatywnej, choć płynnie przechodzą jedna w drugą, są od siebie wyraźnie oddzielone. Firmy coraz częściej decydują się na aranżację tego typu biur, bo pozwalają zwiększyć integrację zespołu, jego kreatywność i efektywność pracy.

Więcej wiadomości   Dzielna60.pl

Grupa Mzuri planuje utworzenie w tym roku jeszcze dwóch spółek celowych. Ich start nastąpi jesienią

0

CEO Magazyn Polska

Tegoroczne plany Grupy Mzuri zakładają utworzenie jeszcze przynajmniej dwóch spółek celowych. Aktywność grupy uzależniona jest jednak od zainteresowania ze strony odbiorców i inwestorów. Przyjęty model biznesowy zakłada zakup nieruchomości we wszystkich największych miastach w Polsce. Pozwoli to na ograniczenie ryzyka inwestycyjnego.

– Ten model nazwaliśmy modelem emerytalnym, gdzie powołamy kolejną spółkę, znowu zbierzemy kapitał, ale zyski z najmu nie będą wypłacane na bieżąco, tylko przez 5 lat będą reinwestowane. Całość przychodów z najmu będzie reinwestowana po to, żeby zwiększyć bazę kapitałową tej spółki – informuje Sławek Muturi, założyciel Grupy Mzuri.

Na takiej właśnie koncepcji opiera się model biznesowy spółki o nazwie Mzuri CFI 3. Jej start planowany jest na listopad 2015 roku. Założyciel Grupy Mzuri zakłada także możliwość uruchomienia – wcześniej nawet niż CFI 3 – spółki flippingowej. Strategia spółki tego typu zakłada inwestycje w kamienice wymagające remontu, a następnie sprzedaż ich inwestorom jeszcze przed zakończeniem prac remontowych. Pozwoli to na uzyskanie wzrostu wartości zainwestowanego kapitału.

Spodziewamy się, że jeszcze może ze dwie spółki uruchomimy w tym roku i pewnie w kolejnym kolejne, ale dużo będzie zależało od zainteresowania rynku – zastrzega Sławek Muturi.

Tak jak w przypadku niedawno uruchomionej Mzuri CFI 2, planowana na jesień spółka emerytalna będzie szukała okazji inwestycyjnych we wszystkich dużych miastach w Polsce.

Myślę, że model będzie bardzo podobny. Dzięki temu, że będziemy mogli reinwestować, spółka będzie mogła kupować mieszkania w kilku czy kilkunastu miastach. Nastąpi też naturalne rozproszenie ryzyka inwestycyjnego – odpowiada Sławek Muturi, pytany o to, gdzie spółki Grupy Mzuri będą szukały podaży mieszkań.

Plany spółek celowych w ramach Grupy Mzuri zakładają aktywność raczej na rynku wtórnym lub po prostu tam, gdzie pojawią się dogodne okazje biznesowe. Muturi nie wyklucza także, że w przyszłości inwestycje realizowane będą również na rynkach zagranicznych.

Rozważamy takie scenariusze. Natomiast teraz jest jeszcze na to za wcześnie, chcemy zobaczyć, jak to będzie działało na polskim rynku, a potem ewentualnie rozważymy inne – wyjaśnia Muturi.

Podkreśla, że w przypadku alokacji środków za granicą niezbędna jest jednak spora ostrożność. O ile kupno nieruchomości za gotówkę nie jest problemem, o tyle dużo trudniej jest ją później wynajmować, tak żeby przynosiła przyzwoite przychody z najmu.

Zanim byśmy weszli czy zaproponowali inwestorom wejście na jakiś inny rynek, musielibyśmy naprawdę bardzo dużo czasu poświęcić na to, żeby go dogłębnie zbadać, zrozumieć, by uniknąć spekulowania. Chcemy być inwestorami, a nie spekulantami – wyjaśnia Sławek Muturi.

Po rebrandingu Vestor Dom Maklerski zamierza utrzymać tempo rozwoju i poprawić rentowność. W tym roku chce wprowadzić na giełdę nawet 6 nowych firm

0

CEO Magazyn Polska

Dom Inwestycyjny Investors zmienił nazwę na Vestor Dom Maklerski. Planuje, że w tym roku zdoła wprowadzić na giełdę nawet sześć spółek oraz przeprowadzić ok. 40 emisji obligacji swoich klientów. Liczy też, że zdecydowanie podniesie własną rentowność.

Zmiana nazwy przeprowadzona w tym tygodniu związana jest z wykupem menadżerskim, który został dokonany przez grupę osób zarządzających oraz współpracujących z firmą.

– Nasza firma urosła w ostatnich 5 latach mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jakub Bartkiewicz, prezes zarządu Vestor Dom Maklerski. – Przychody wzrosły mniej więcej dziesięciokrotnie, a ostatni rok to jest 40-proc. wzrost przychodów. Jesteśmy na tyle duzi i na tyle ustabilizowani, że menadżerowie z pełną świadomością, zarówno czynników ryzyka, jak i potencjału, który przed nami jest, podjęli decyzję o tym przedsięwzięciu.

Zamiarem domu maklerskiego jest nawet dwu-trzykrotne podniesienie rentowności. Jak podkreśla prezes Vestora, firma od samego początku przynosiła zyski.

– Generalnie rzecz biorąc, walczymy w tej chwili wyłącznie o to, żeby poprawić rentowność naszego przedsięwzięcia. Rentowność w postaci 20-30 proc. przychodów to jest to, do czego chcemy dotrzeć. Dzisiaj oscylujemy wokół 10-15 proc. naszych przychodów.

Klientem Vestora są firmy szukające pieniędzy z emisji  obligacji, kapitałochłonne przedsięwzięcia, jak spółki wierzytelnościowe, deweloperzy, a także firmy, które się rozwijają i w obecnym stadium rozwoju niełatwo im pozyskać finansowanie bankowe. Przy emisji akcji Vestor DM stara się koncentrować na przedsiębiorstwach innowacyjnych, niewielkich, ale z dobrymi pomysłami, takich jak firmy z branży biotechnologicznej i technologicznej, spółkach internetowych, twórcach gier komputerowych.

– W tym roku mamy zamiar przeprowadzić około 5-6 emisji wraz z wprowadzeniem na giełdę, czyli 5-6 IPO deklaruje prezes zarządu Vestor Dom Maklerski . Liczymy na 35, być może 40 emisji obligacji. To są liczby, które zrealizowaliśmy w zeszłym roku, więc one nie są ani absurdalne, ani oderwane od rzeczywistości. Liczymy tylko na większy ich rozmiar niż w ubiegłym roku. I mamy nadzieję na zachowanie pozycji lidera, zarówno w prywatnych emisjach obligacji, jak i w IPO małych i średnich przedsiębiorstw.

Jako dom maklerski Vestor chce w ramach Private Brokerage zaoferować produkty inwestycyjne nie tylko z marką Investors, lecz także ze wszystkimi markami, które są na rynku osiągalne.

Będziemy mogli z pełną świadomością działać jako niezależny broker, niezależny dom maklerski zapowiada prezes Jakub Bartkiewicz. W ramach usługi Private Brokerage przewidujemy wzrost aktywów w zarządzaniu tylko w tym roku do 0,5 mld zł. Mamy nadzieję, że to będzie nam rosło o 200-300 mln zł rocznie.

Ruszyły rozmowy w sprawie mostu energetycznego Polska-Ukraina. Inwestycja stwarza szansę m.in. dla polskich kopalni

CEO Magazyn Polska

Delegacji polskiego parlamentu i ukraińskiej Rady Najwyższej rozmawiały w tym tygodniu w Warszawie na temat bezpieczeństwa energetycznego na Ukrainie i w Polsce. Strategicznym projektem w tym kontekście jest most energetyczny między Ukrainą a UE, który jest ważnym elementem projektu integracji gospodarczej Ukrainy z UE. Ukrainie pozwoliłby on eksportować do Polski oraz innych państw Unii Europejskiej nadwyżki energii z chmielnickiej elektrowni jądrowej, za które Polska mogłaby płacić potrzebnym Ukrainie węglem i gazem.

Projekt mostu energetycznego został zatwierdzony specjalnym rozporządzeniem na posiedzeniu rządu Ukrainy w dniu 15 czerwca 2015 r. Most oznaczałby nie tylko ulgę dla gospodarki Ukrainy, lecz także wzmocnienie polityczne tego osłabianego przez Rosję państwa. Otwiera drogę do eksportu energii elektrycznej z Ukrainy oraz dostęp do międzynarodowych rynków finansowych dla rozwoju i modernizacji sektora energetycznego Ukrainy. Projekt mostu pozawala na pozyskania technologii atomowych, które mogłyby być alternatywą dla dominujących na Ukrainie rosyjskich rozwiązań. Projekt jest również ważny dla demonopolizacji sektora energetycznego Ukrainy.

– Bezsprzecznie jest to ważne zarówno dla Polski, jak i dla Ukrainy mówi agencji informacyjnej Newseria Anatolij Matwijenko, deputowany Rady Najwyższej Ukrainy, z Bloku Petra Poroszenki.

Ukraina oraz Polska byłyby bezpośrednimi beneficjentami uruchomienia mostu energetycznego. Polska miałaby dostęp do prądu na korzystnych warunkach oraz stały rynek zbytu dla polskich kopalni, w których produkcja jest obecnie nieopłacalna. Ukraina natomiast wzmocniłaby własne bezpieczeństwo energetyczne.

Anatolij Matwijenko podkreśla, że most energetyczny rozwiązuje wiele problemów, z którymi dziś musi sobie radzić i Polska, i Ukraina.

– Moglibyśmy stworzyć między Polską a Ukrainą hub gazowy dla Europy Środkowo-Wschodniej – przekonuje.

Równie ważna jest możliwość wykorzystania nadwyżki energii pochodzącej z ukraińskich elektrowni atomowych. Do jej importu można po odpowiednim rozbudowaniu wykorzystać istniejącą linię Chmielnicki-Rzeszów, prowadzącą z zachodniej Ukrainy do Rzeszowa.

W wyniku wojny Ukraina znalazła się w bardzo trudnej sytuacji gospodarczej. Anektując Krym, Rosja zajęła też ukraińskie wody terytorialne z bogatymi złożami ropy i gazu na polu Skifska. Część ukraińskich kopalni znajduje się na terenach zajętych przez wspieranych przez wojska rosyjskie separatystów, którzy zajmują także terytoria pomiędzy Donieckiem a Charkowem, z największymi złożami gazu łupkowego.

Anatolij Matwijenko tłumaczy, że w wyniki konfliktu Ukraina nie może korzystać z kopalni w obwodzie donieckim.

– Polskie kopalnie mogą tę lukę wypełnić i stać się trwałym elementem energetycznego rynku Ukrainy ocenia deputowany Rady Najwyżej Ukrainy z Bloku Petra Poroszenki.

Polsko-ukraiński most energetyczny mógłby zdaniem Matwijenki ruszyć w ciągu półtora roku. Zależy to od tempa prac wykonawców, którzy muszą nie tylko stworzyć połączenie energetyczne, lecz także dobudować II, III i IV blok w elektrowni Chmielnicki. Deputowany Anatolij Matwijenko zwraca uwagę, że szybkie tempo prac będzie korzystne także dla Polski, gdzie wkrótce pojawi się bardzo poważny problem deficytu energetycznego ze względu na przestarzałą konstrukcję bloków węglowych. Inwestycja jest więc okazją do rozwiązania tego problemu.

– Dziś tak naprawdę walczymy o niezależność energetyczną zarówno Polski, jak i dla Ukrainy – dodaje.

Autobusy hybrydowe i elektryczne będą coraz popularniejsze. Możliwe m.in. stworzenie przystanków w budynkach

CEO Magazyn Polska

W Polsce będzie rosło zapotrzebowanie na ekologiczne autobusy hybrydowe i elektryczne. Coraz więcej miast będzie decydowało się na rozwój tego typu transportu publicznego – to niezbędne z uwagi na zatłoczenie i zanieczyszczenie miast. Daje on wyjątkowe możliwości – w Szwecji powstały już nawet przystanki wewnątrz budynków.

Zapotrzebowanie w polskich miastach ciągle rośnie. Następuje wzrost rynku w segmencie autobusów miejskich. Każde z miast ogłasza kolejne projekty, które będą realizowane w najbliższym czasie. Będą one dotyczyły zarówno autobusów niskoemisyjnych, jak i autobusów tradycyjnych – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Małgorzata Durda, dyrektor ds. sprzedaży autobusów w Volvo Polska. – Transport publiczny w Polsce ma przed sobą dosyć duże wyzwania do zrealizowania.

Durda podkreśla, że dla polskich miast stawianie na rozwój transportu miejskiego jest koniecznością z dwóch powodów. Pierwszym argumentem jest to, że aglomeracje są coraz bardziej zatłoczone, więc władze muszą przekonać mieszkańców do korzystania z transportu zbiorowego. Drugim argumentem jest zanieczyszczenie oraz hałas – autobusy, szczególnie hybrydowe oraz elektryczne, mogą wyraźnie poprawić jakość powietrza w miastach.

By jednak w pełni wykorzystać zalety transportu zbiorowego, potrzebna jest całościowa strategia, której w Polsce – według Durdy – cały czas brakuje. Podkreśla, że w takiej strategii muszą znaleźć się sposoby na zwiększenie dostępności transportu publicznego, poprawienie możliwości podróży łączącej różne środki transportu oraz optymalne wykorzystanie różnego typu pojazdów.

Jesteśmy przedstawicielem producenta, który ma odpowiednie rozwiązania właśnie dla transportu autobusowego w Polsce – podkreśla Durda. – Mamy zarówno autobusy hybrydowe, które charakteryzują się tym, że mają niższą emisję zanieczyszczeń i hałasu niż tradycyjne autobusy napędzane silnikiem wysokoprężnym. Nasza technologia umożliwia ruszanie takiego pojazdu z przystanku lub poruszanie się w korku przy wykorzystaniu tylko silnika elektrycznego, co generuje niższą emisję i brak hałasu. Inną propozycją są autobusy elektryczne hybrydowe lub autobusy elektryczne.

Durda przywołuje dwa przykłady udanego wprowadzenia ekologicznych autobusów przez Volvo w Szwecji. W Sztokholmie jedna z miejskich linii jest obsługiwana wyłącznie taborem hybrydowym spalinowo-elektrycznym, co doprowadziło do wyraźnego obniżenia poziomu hałasu. Z kolei w Göteborgu na jednej z linii, łączących uniwersytet z lokalnym parkiem naukowo-technologicznym, kursuje siedem autobusów hybrydowych i trzy całkowicie elektryczne.

Zastosowanie tych ekologicznych pojazdów umożliwiło ulokowanie jednego z przystanków wewnątrz budynku.

Jest to niesamowita wygoda dla pasażerów, którzy mogą oczekiwać w niesprzyjających warunkach pogodowych wewnątrz budynku, czekać na swój autobus, popijając kawę, a następnie wygodnie ruszyć w dalszą podróż – przekonuje Durda.

W Polsce autobusy elektryczne jeżdżą już w Ostrołęce, Jaworznie, Lublinie i Warszawie. Postępowanie na zakup tego typu pojazdów prowadzą Kraków i Zielona Góra, kolejne elektrobusy chce też kupić Warszawa. Znacznie więcej miast korzysta z pojazdów hybrydowych.

Resort rolnictwa: Nie zgadzamy się z karą Komisji Europejskiej za niewłaściwe wykorzystanie funduszy rolnych. Polska odwoła się do Trybunału Sprawiedliwości

CEO Magazyn Polska

Minister rolnictwa nie zgadza się z wieloma zarzutami Komisji Europejskiej, która uznała, że unijne pieniądze na wsparcie producentów warzyw i owoców były wydawane nieprawidłowo. Polsce grozi z tego tytułu 220 mln zł kary, ale zdaniem szefa resortu rolnictwa uda się przed nią obronić przed Trybunałem Sprawiedliwości.  

Kontrola Komisji Europejskiej dotyczyła początku obecnej dekady. Polska korzystała wtedy ze środków, dzięki którym poprawiono warunki działania grup producenckich.

To jest audyt, który był przeprowadzany w 2010 i 2012 roku mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Sawicki, minister rolnictwa i rozwoju wsi. – Komisja zarzuca, że niektóre grupy tworzyły sztuczne warunki w zakresie ich powstawania i że zarówno urzędy marszałkowskie, jak i Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa nie dość rygorystycznie rozliczały je przy wypłacaniu środków.

Pomoc z Brukseli grupy i organizacje producentów owoców i warzyw mogły otrzymać na pokrycie kosztów związanych z utworzeniem grupy i prowadzeniem działalności administracyjnej oraz na część kwalifikowanych kosztów inwestycji, m.in. na budowę lub modernizację budynków w których owoce i warzywa magazynowano lub przygotowywano do sprzedaży. Pieniądze mogły być także przeznaczone na zakup urządzeń lub środków transportu niezbędnych przy produkcji owoców i warzyw.

My z tymi zarzutami się nie zgadzamy tłumaczy Marek Sawicki. Dlatego że program dla 10 tworzonych nowych państw unijnych był programem prostym, miał charakter zachętowy. Przez kilka lat państwa z tego nie korzystały. Polska rzeczywiście w roku 2010 i 2011, 2012 skorzystała z tego programu, w bardzo dużym zakresie wykorzystując prawie 80 proc. puli dostępnych środków. To są inwestycje warte ponad 10 mld zł. Nakładana kara to jest kwota około 220 mln zł. Myślę, że przed Trybunałem Sprawiedliwości uda nam się przed tą karą obronić, ale to jest długa droga.

Podobne do polskich problemy z unijnym audytem ma wiele krajów wspólnoty. Kary za niewłaściwe w ocenie Brukseli wydatkowanie pieniędzy nakładane są systematycznie i np. Francja w ciągu ostatnich 10 lat musiała zwrócić do wspólnej kasy prawie 2 mld euro. Polska ma jednak nadzieję unikać w przyszłości podobnych problemów i zamierza ściśle kontrolować beneficjentów unijnego wsparcia.

W grudniu rozpoczęliśmy program ponownej kontroli, program naprawczy, ustalony z audytem Komisji Europejskiej podkreśla minister Marek Sawicki. Mamy go zakończyć pod koniec grudnia tego roku, co miesiąc składamy Komisji raporty z tego naszego audytu. Kontrolom pełnym poddanych jest ponad 180 grup i organizacji i dopiero po tym audycie będziemy mogli stwierdzić, czy rzeczywiście te uchybienia są faktyczne, czy tylko Komisja Europejska sprawdzając, rzeczywiście trafiła na tych kilkanaście gospodarstw, które w jakiś sposób nieprawidłowo się rozliczyły.

Firmy mają coraz więcej informacji o klientach. Umiejętność wykorzystania tych danych może przynieść im wymierne korzyści

0

CEO Magazyn Polska

Firmy mogą wykorzystywać zbierane dane już nie tylko do lepszego poznawania własnych klientów i skuteczniejszego marketingu, lecz także do personalizowania oferty, a nawet wykrywania oszustw. Ich ilość podwaja się każdego roku. Wzrost generuje w dużej mierze internet rzeczy – do 2020 r. do internetu ma być podłączonych 26 mld urządzeń.

Dane mają taką wartość, jaką potrafimy z nich wydobyć. Ważne jest to, aby podjąć działania i zacząć coś robić w kierunku ich wykorzystania. Szukamy takich informacji o kliencie, które stanowią wartość dla nas i innych podmiotów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Horawa, dyrektor generalny Teradata Polska.

Jak szacuje firma analityczna IDC, do 2020 r. generowanych będzie 40 zetabajtów danych (zetabajt to tryliard bajtów). Duża część będzie pochodziła z internetu rzeczy – produkty i usługi w tym sektorze będą co roku dawały firmom 300 mld dol. przychodu.

Największy sukces odniosą jednak te firmy, które będą potrafiły efektywnie wykorzystać dostępne dane, np. poprzez ich monetyzację. Ich analiza będzie coraz większym wyzwaniem, ale dobrze przeprowadzona pozwoli na wyraźne poprawienie efektywności marketingu i sprzedaży. Teradata prognozuje, że dzięki odpowiedniej analityce danych skuteczność ich wykorzystania firmy mogą zwiększyć o od 3 do 20 proc.

Dane można monetyzować w trzech obszarach: do poprawy operacyjnej działalności firmy w obszarze marketingowym albo działań własnych firmy i sprzedaży usług marketingowych firmom zewnętrznym. Możliwości jest wiele, w sektorze telekomunikacyjnym, bankowym, detalicznym, wszędzie tam, gdzie interakcja z klientem pozwala gromadzić największą ilość danych. Jest też dział automatyki przemysłowej, tam, gdzie można poprawiać skuteczność utrzymania prewencyjnego infrastruktury czy dbania o ciągłość procesów na liniach produkcyjnych – wylicza Horawa.

Badania IDC pokazują jednak, że jedynie co dziesiąta firma posiada specjalistyczne systemy do analizy danych. Bez nich nie ma możliwości odpowiedniego zarządzania pozyskanymi informacjami oraz odfiltrowania przydatnych danych od tych niepotrzebnych.

Taka analiza umożliwia firmom wyróżnienie się na rynku dzięki tworzeniu tzw. spersonalizowanych pakietów usług dopasowujących się do preferencji danego klienta. I odbywa się to z uszanowaniem jego prywatności. Teradata podaje przykład usługi oferowanej w Stanach Zjednoczonych – każdy klient galerii handlowej może otrzymać spersonalizowane zniżki na 10-20 proc., ale ci, którzy wyrażą zgodę na dzielenie się większą ilością swoich danych, mogą robić zakupy jeszcze taniej.

Szukanie wartości danych standardową metodą w danych strukturalnych jest po prostu niemożliwe lub nieopłacalne ze względu na ilość danych. Zakłada to konieczność zastosowania nowych metod w ich przetwarzaniu, np. analizy danych multistrukturalnych. I właśnie w tym obszarze poprzez zastosowanie nowych metod i narzędzi analitycznych pomagamy naszym klientom odnieść sukces biznesowy – podkreśla Horawa.

Polska w czołówce krajów z najdłuższym czasem oczekiwania na wizytę u reumatologa

CEO Magazyn Polska

Opóźnienia we wczesnej diagnostyce zapalnych chorób reumatycznych w Polsce są trzykrotnie większe niż zalecane normy europejskie. Czas oczekiwania na wizytę u reumatologa wynosi nawet 35 tygodni. Nie tylko zmniejsza to skuteczność terapii, lecz także może prowadzić do nieodwracalnych zmian, a nawet niepełnosprawności.

Nowoczesne metody terapii w reumatologii dają pacjentom możliwość znacznie skuteczniejszego leczenia niż jeszcze kilka lat temu. Kluczowym czynnikiem wpływającym na powodzenie terapii jest jednak tzw. okno terapeutyczne, czyli czas jaki upływa od momentu postawienia diagnozy do wdrożenia odpowiedniego leczenia. Powinien on wynosić maksymalnie 12 tygodni. Z raportu Instytutu Reumatologii wynika jednak, że w Polsce występują znaczne opóźnienia w diagnostyce, co nie tylko zmniejsza skuteczność terapii i podnosi jej koszty, lecz także przyczynia się do powstawania nieodwracalnych zmian, a nawet niepełnosprawności.

– Opóźnienia diagnostyczne w Polsce są trzykrotnie większe niż wynika to z zapotrzebowania ekonomicznego pacjenta i zaleceń europejskich. W związku z powyższym podstawą w tej chwili do wszczęcia jakichkolwiek zmian w organizacji opieki jest utworzenie tzw. ośrodków wczesnej diagnostyki zapalnej stawów. To ma decydujące znaczenie dla szybkiej diagnozy i rozpoczęcia właściwego leczenia – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. dr  hab. Brygida Kwiatkowska, kierownik Kliniki Wczesnego Zapalenia Stawów Instytutu Reumatologii.

Niezbędne są zwłaszcza zmiany w organizacji opieki nad pacjentami cierpiącymi na choroby zapalne stawów. Obecnie jednak czas oczekiwania na wizytę u lekarza reumatologa wynosi nawet 35 tygodni. Stawia to Polskę w rzędzie krajów Unii Europejskiej z najdłuższym okresem oczekiwania. Po części wynika to z niskiej świadomości samych pacjentów – większość, zwłaszcza osoby młode, bagatelizują pierwsze objawy choroby. Do lekarza należy zgłosić się, gdy występują ból i obrzęk stawu. Istotną przyczyną są także problemy w organizacji diagnostyki reumatologicznej.

Wynika to z niedoszacowanej i niedofinansowanej opieki ambulatoryjnej i konieczności czekania pacjenta w kolejkach na równi z chorymi z chorobą zwyrodnieniową, która nie jest chorobą zapalną i może być leczona i prowadzona przez lekarzy rodzinnych. Jest to bardzo ważny aspekt terapeutyczny tych schorzeń, dlatego że skuteczność uzyskania remisji uzależniona jest od jak najwcześniejszego rozpoznania i włączenia właściwego leczenia – mówi prof. dr  hab. Brygida Kwiatkowska.

Wczesne zastosowanie właściwego leczenia zmniejsza ponadto zapotrzebowanie na leki biologiczne, często bardzo drogie. Zniwelowanie opóźnień diagnostycznych może mieć także istotne skutki społeczne. Państwo ponosiłoby bowiem znacznie niższe koszty ze względu na mniejszą liczbę osób przechodzących na rentę. W Instytucie Reumatologii powstał raport pt. „Wczesna diagnostyka chorób reumatycznych. Ocena obecnej sytuacji i rekomendacje zmian”, który wskazuje kierunki rozwoju nowoczesnej diagnostyki. Raport trafił do Narodowego Funduszu Zdrowia oraz Ministerstwa Zdrowia.

Mam nadzieję, że zostaną podjęte zmiany krok w krok za pakietem onkologicznym. Bardziej udany pakiet reumatologiczny pozwoli na wyodrębnienie ośrodków wczesnej diagnostyki, w których pacjenci będą szybko diagnozowani, szybko leczeni i właściwie monitorowani. To jest spektakularne posunięcie i uważam, że zmieni absolutnie oblicze współczesnej reumatologii w Polsce – mówi prof. dr  hab. Brygida Kwiatkowska.

Rekomendowane przez Instytut Reumatologii zmiany mają przyczynić się do zwiększenia dostępu do specjalistycznych świadczeń dla pacjentów pierwszorazowych, a więc takich, którzy nie korzystali z nich w przeciągu 730 dni poprzedzających świadczenie, oraz przesunięcia środków ze świadczeń szpitalnych na opiekę ambulatoryjną.

Polacy coraz częściej wspierają organizacje dobroczynne

CEO Magazyn Polska

Z badań TNS Polska wynika, że Polacy coraz chętniej pomagają osobom potrzebującym. Czynią to jednak nieregularnie, zazwyczaj w okresie przedświątecznym lub przy okazji rozliczeń podatkowych. Wynika to przede wszystkim z faktu, że większości Polaków nie stać na regularne, co miesięczne wspieranie instytucji dobroczynnych.

Polacy najchętniej przekazują więc datki podczas dużych zbiórek, np. Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Taką formę dobroczynności preferuje 41 proc. badanych. Nieco mniej, bo 34 proc., woli przekazywać 1 proc. podatku na organizacje pożytku publicznego – według Ministerstwa Finansów co roku decyduje się na taki krok coraz więcej osób.

– Myślę, że my, Polacy, częściej lubimy wspierać dzieci znajdujące się w potrzebie. Fundacja Świętego Jana Jerozolimskiego istnieje wyłącznie dzięki dobrym ludziom, których wbrew pozorom jest bardzo dużo na świecie. Dałabym taki przykład: raz na dwa tygodnie przychodzi do mnie starsza pani, ma 85 lat, prawie nie widzi, chociaż oczy ma tak jasne jak anioł, i daje mi dla dzieci 50 zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Joanna Radziwiłł, dyrektor Fundacji Świętego Jana Jerozolimskiego.

Badania TNS Polska pokazują, że Polacy najczęściej wpłacają drobne kwoty, które nie uszczuplają ich domowego budżetu, a mimo to stanowią realną pomoc dla potrzebujących. Ci, których stać na regularną pomoc, wspierają fundacje opiekujące się np. pokrzywdzonymi przez los dziećmi. Fundacja Świętego Jana Jerozolimskiego przygotowała dwa programy dla darczyńców. Mogą oni wziąć finansowo pod opiekę jedno konkretne dziecko i co miesiąc łożyć na jego potrzeby. Możliwe jest też comiesięczne wpłacanie określonej sumy na posiłki, bez wskazania konkretnego dziecka.

– Kilka razy już w fundacji odbywały się dni wolontariusza. Kiedy konkretna firma przychodzi do nas zrobić konkretną rzecz, np. odnowić płot czy pokój, zbierają na to fundusze. W zaprzyjaźnionych firmach bardzo dużo osób przesyłało też sobie informacje dotyczące możliwości wpłaty jednego procenta podatku na rzecz dzieci. Dzięki temu dzieci mają co jeść, mają jak się wychowywać, mogą jeździć na wakacje – mówi Joanna Radziwiłł.

W ubiegłym roku 1 proc. na rzecz OPP przekazało 12 mln podatników, czyli niemal połowa rozliczających się.

Fundacjom pomagają często lekarze, dentyści i rehabilitanci, którzy zapewniają bezpłatną pomoc medyczną. Organizacje takie jak Fundacja Świętego Jana Jerozolimskiego zapewniają potrzebującym bezpieczne miejsce do spędzania wolnego czasu, zabawy, domowe posiłki oraz dobrą opiekę. Dzieci mogą w tego typu domach aktywnie spędzić czas po lekcjach, nadrobić zaległości w nauce, brać udział w zajęciach hobbystycznych, jak np. nauka gry na gitarze. Fundacje organizują ponadto wyjazdy na wakacje dla dzieci z biednych rodzin, pielgrzymki do Lourdes we Francji, prowadzą także kuchnię dla bezdomnych. Przede wszystkim jednak potrzebujący, zwłaszcza dzieci, otrzymują u nich wsparcie emocjonalne.

Wszystkie dzieci potrzebują dorosłych. Czasu, bycia z nimi, dotyku, głaskania, dobrego jedzenia, mądrych rozmów. Dzieci, które przychodzą do fundacji, są z rodzin bardzo potrzebujących pomocy. To są dzieci, które w szkole są najczęściej traktowane jak osoby drugiej kategorii, bo są trochę zaniedbane, bo są słabiej wyedukowane, ale my mamy dla nich bardzo dużo czasu – mówi Joanna Radziwiłł.

Z badań TNS Polska wynika, że w 2010 roku prawie 50 proc. Polaków nie wspomagało nigdy akcji charytatywnych ani fundacji dobroczynnych. Cztery lata później pomocy potrzebującym udzieliło już trzech na czterech Polaków.

Popołudniowy komentarz walutowy z 23.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 23.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 23.06.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Grecy ulegną?

Choć wczorajszy szczyt w Brukseli nie przyniósł spodziewanych efektów, a więc pełnego porozumienia w sprawie wdrożenia niezbędnych reform w Grecji, europejscy przywódcy z umiarkowanym optymizmem spoglądają w najbliższą przyszłość. Zarówno Donald Tusk, jak i Jean-Claude Juncker, podkreślają, że wczorajsze propozycje premiera Ciprasa są solidną podstawą merytoryczną do dalszych negocjacji.

Ostatnie godziny pokazały, że wszystkie strony są w pełni zaangażowane by znaleźć porozumienie. Nowe greckie propozycje przedstawione trzem instytucjom są pozytywnym krokiem –  skomentował Tusk.

Według informacji napływających z Brukseli, Grecy zgodzili się na szereg nowych regulacji mających w założeniu zwiększyć wpływy do budżetu, a tym samym uratować Helladę przed bankructwem. Rozszerzenie 23 proc. stawki VAT na kolejne produkty i usługi, zwiększenie podatku od zysku przedsiębiorstw do 29 proc, rozbudowanie podatku od luksusu – to tylko niektóre zobowiązania, które – teoretycznie – przyjął na siebie Cipras. Grecki optymizm udzielił się również inwestorom: Po spotkaniu ministrów finansów państw strefy euro (poprzedzającym główny szczyt z udziałem liderów krajów Eurostrefy), giełdy na Starym Kontynencie wykazywały niezwykle pozytywne nastroje – najważniejsze indeksy na frankfurckim oraz paryskim parkiecie wzrosły o ok. 4 proc., natomiast w Londynie o prawie 2 proc.

Dzisiejsza sesja to kolejny dzień wyczekiwania europejskich inwestorów na ostateczne rozwiązanie greckich problemów. Szef KE Jean-Claude Juncker poinformował bowiem, że już jutro odbędzie się kolejne spotkanie ministrów finansów państw strefy euro, na którym zapaść mają konkretne już decyzje. Oby.

saxo bank

LOT chce przewozić 10 milionów pasażerów rocznie

LOT planuje być za pięć lat dwa razy większą linią lotniczą. Przewozić 10 milionów pasażerów rocznie, czyli ponad dwa razy więcej niż obecnie. Mieć prawie dwa razy większą flotę i wykonywać 60% więcej rejsów. Spółka przedstawiła założenia strategiczne i plany rozwoju 2016 – 2020. Na przyszły rok zapowiedziała otwarcie pięciu nowych połączeń długodystansowych. Trzy nowe do Azji – Tokio, Seul i Bangkok oraz kilkanaście europejskich właśnie zostało ogłoszonych. Kolejne nowości będą znane jesienią. To pierwszy tak dynamiczny rozwój w historii firmy. LOT zamierza walczyć o pozycję lidera w regionie stając się największym przewoźnikiem sieciowym w Nowej Europie.

LOT chce łączyć Nową Europę ze światem stając się najbardziej międzynarodową polską marką. Zamiast bronić pozycji przewoźnika etnicznego na swoim rynku przejść do aktywnej walki o udziały rynkowe w skali europejskiej. „Mamy wszelkie atuty by stać się liderem w regionie. Już w tej chwili mamy silną pozycję wobec innych przewoźników sieciowych w Nowej Europie i dostęp do największego regionalnego rynku, który będzie się intensywnie rozwijał. Nasz warszawski hub jest doskonale zlokalizowany, efektywny i największy w tej części Europy. Kończymy restrukturyzację z sukcesem, jesteśmy historycznie główną linią latającą z regionu do Ameryki Północnej, a 86 lat historii przekłada się na dość wysoką rozpoznawalność. To zaledwie kilka argumentów, które przemawiają za nami” – mówi Sebastian Mikosz, Prezes PLL LOT. Celem spółki jest rozwój a zadaniem wykorzystanie potencjału rynkowego i prognozowanych wzrostów. „To dla nas doskonały moment. Region Nowej Europy to ponad 175 milionów mieszkańców. Tempo wzrostu gospodarczego jest ponad
4-krotnie wyższe niż w krajach strefy Euro, a liczba pasażerów w przeliczeniu na mieszkańca, chociaż rośnie zdecydowanie szybciej niż w krajach Starej Europy, jest ciągle 5-krotnie niższa niż w Unii” –
wyjaśnia Sebastian Mikosz.

LOT opiera swoje założenia strategiczne na pięciu kluczowych elementach. Pierwszy z nich to rejsy długodystansowe, które spółka zamierza konsekwentnie rozwijać. Już teraz połączenia Dreamlinerami stanowią najbardziej dochodową część biznesu, a LOT jest jedyną linią, która oferuje na większą skalę dogodne, regularne połączenia z Nowej Europy do USA, Kanady i Chin. „Będzie to główny motor naszego wzrostu, który pociągnie za sobą resztę siatki. Mamy w obszarze rejsów długodystansowych najmniejszą konkurencję w regionie. Nasze samoloty tworzą jedną z najmłodszych flot w Europie i jako jedyni wszystkie połączenia dalekodystansowe obsługujemy najnowocześniejszymi samolotami świata, B787 Dreamliner. Pasażerowie nie tylko Polscy mocno to doceniają” – zapewnia Sebastian Mikosz.

Drugi element to hub w Warszawie. LOT będzie przewoźnikiem sieciowym, konsekwentnie rozwijającym ofertę szybkich i wygodnych przesiadek przez Warszawę. „Już zwiększyliśmy możliwości transferowe o 40%. Wspólnie z Lotniskiem Chopina mamy potencjał skonsolidowania rozdrobnionych rynków Nowej Europy oraz stworzenia dla niej wiodącego portu przesiadkowego na połączenia międzykontynentalne” – przekonuje Prezes LOT-u. Dogodna lokalizacja geograficzna nie jest głównym atutem. Najbardziej istotny argument dla pasażerów to minimalny czas przesiadki – 35-45 minut, czyli jeden
z najkrótszych w Europie. Do tego nowoczesny, przestronny terminal, bliskość największych centrów biznesowo-biurowych oraz centrum miasta. To wszystko przy potencjale rozwoju lotniska do ponad 20 mln pasażerów rocznie (obecnie 10 mln).

Trzeci element to wzrost. LOT chce przewozić w 2020 roku ponad 10 milionów pasażerów rocznie, czyli ponad dwa razy więcej niż obecnie, wykonywać sto kilkanaście tysięcy operacji w ciągu roku (obecnie ponad 68 tysięcy) i latać do około 75-80 destynacji (obecnie 49). Zamierza odzyskać udział w polskim rynku do poziomu ok 30% i zbliżyć się do 10% udziału w rynkach Nowej Europy. To wszystko ma spowodować zwiększenie przychodów do około 9 miliardów złotych (obecnie mniej niż 3,5 miliarda złotych) przy stale poprawiającej się marżowości, która już teraz lokuje LOT powyżej średniej dla europejskich przewoźników sieciowych.

„Musimy skupić się na budowaniu skali. Nie wystarczająca skala działania to obecnie największy problem LOT-u. Nie ma absolutnie żadnego powodu dla którego za pięć lat nie moglibyśmy być linią wielkości Austrian Airlines, Finnair, TAP czy Air Lingus. Funkcjonujemy na dynamicznie rosnącym rynku, bez rozwoju nasz udział rynkowy będzie szybko spadał.
Bez rozbudowywania siatki jesteśmy bardzo podatni na presję ze strony konkurencji” –
wyjaśnia Prezes LOT-u. Poza konkurencją to kwestia efektywności firmy i pozycji w branży. „Dopiero mając realny potencjał skonsolidowania rynku regionalnego LOT może stać się atrakcyjnym partnerem do szerszej współpracy w ramach sojuszy czy Joint Venture. Rozwój ma też kluczowe znaczenie w kontekście potencjalnej prywatyzacji, do której LOT się przygotowuje” – podkreśla Sebastian Mikosz.

Czwarty – niezwykle istotny element to łańcuch wartości. „W naszej branży na zadowolenie klienta składa się wiele elementów, które są realizowane przez partnerów czy podwykonawców, a nie samą linię lotniczą. Za procedury lotniskowe odpowiada lotnisko i odpowiednie służby, a np. agent handlingowy (również oddzielny podmiot) odpowiedzialny jest za odprawy, odbiór bagażu i dostarczenie go do samolotu a potem na taśmę. Chcemy ściślej współpracować i kontrolować cały łańcuch. Oczekujemy, że nasi dostawcy będą rośli razem z nami i także podnosili jakość swoich usług. Tylko w ten sposób możemy zabezpieczyć rozwój LOT-u” – wyjaśnia z kolei Ewa Kołowiecka, Członek Zarządu do Spraw Operacyjnych.

Piąty kluczowy element to zaangażowany zespół. „LOT to ludzie dla których to nie tylko praca, to przede wszystkim pasja. Ale musimy się zmieniać jako organizacja – ten proces już trwa, potrzebujemy jednak istotnej transformacji kultury korporacyjnej. Jesteśmy zdecydowani budować spójny system rozwoju pracowników aby LOT stał się nowoczesną i dynamicznie rosnąca linią lotniczą” – dodaje Monika Kiełtyka-Michna, Członek Zarządu  do Spraw Korporacyjnych.

Prezentując główne założenia strategiczne LOT przedstawił jednocześnie plany rozwoju siatki. Zapowiedział otwarcie w 2016 roku pięciu nowych tras długodystansowych. Trzy – Tokio, Bangkok i Seul właśnie zostały ogłoszone. Kolejne poznamy jesienią. Po otwarciu pięciu nowych kierunków, już w przyszłym roku LOT będzie miał dwa razy większą siatkę połączeń długodystansowych niż obecnie. Jeżeli chodzi o nowe połączenia Europejskie to w systemach rezerwacyjnych pojawiły się już trzy nowości: Wenecja, Kluż – Napoka i Lublana. LOT wraca także na niektóre trasy, które musiał zawiesić stosując wymagane przez Komisję Europejską środki kompensacyjne w zamian za otrzymanie pomocy publicznej. Są to: Ateny, Barcelona, Nicea, Zurich i Bejrut. Od stycznia 2016 wrócą także: Belgrad, Dusseldorf, Erywań, Kiszyniów, Zagrzeb oraz Gdańsk – Kraków, które są zawieszone od lipca tego roku w ramach ostatniej puli wymaganej kompensacji.

LOT podkreśla, że pierwszą fazę rozwoju siatki połączeń jest w stanie zrealizować w całości z wykorzystaniem posiadanej już floty, dopiero do kolejnych faz rozwoju potrzebuje więcej samolotów. Do 2020 roku chce mieć co najmniej 70-80 maszyn. „Oczywiście na dalszy intensywny rozwój potrzebne będą większe środki. Do tego spółka musi pozyskać inwestora. Jest do tego w najlepszym momencie. Sytuacja finansowa jest stabilna. LOT jest na ostatniej prostej do zamknięcia z sukcesem procesu restrukturyzacji. Ubiegły rok po raz pierwszy od siedmiu lat zakończył z zyskiem na działalności podstawowej, czyli na lataniu – w wysokości ponad 99 milinów złotych” – podkreśla Maciej Dziudzik, Członek Zarządu do spraw Finansowych.

Dzięki atrakcyjnej ofercie połączeń oraz wysokim standardom obsługi LOT chce zapewniać przyjazną podróż szerokiej grupie klientów, nawet najbardziej wymagających. Dzięki bogatej palecie klas, taryf, produktów i usług dodatkowych dawać duże możliwości wyboru i komponowania podróży z najbardziej ulubionych i potrzebnych elementów. „Już w tej chwili z jednej strony ciągle ulepszamy ofertę biznesową z drugiej, dzięki nowym taryfom, tworzymy nowe możliwości podróżowania dla osób, dla których niska cena jest kluczowa. Zmieniamy się i poprawiamy jakość w całym procesie tzw. customer journey. Chcemy towarzyszyć naszym pasażerom i być gospodarzem ich podróży już od samej myśli o niej, następnie poprzez poszukiwanie atrakcyjnej oferty, sprzedaż i dystrybucję, obsługę przed lotem, produkt pokładowy i obsługę po rejsie. Zamierzamy m.in. nadal rozwijać aplikacje mobilne i własne kanały sprzedaży online, by klientom było łatwiej korzystać z naszych usług, wprowadzać narzędzia, które pozwalają na spersonalizowane oferty i promocje oraz systematycznie monitorować poziom zadowolenia. Na przełomie roku chcemy odświeżyć wnętrze Boeingów 737 oraz sukcesywnie wprowadzać we wszystkich Boeingach, zaczynając od Dreamlinerów elementy nowego designu i kolorystyki dla poszczególnych klas podróży. Wnętrze samolotów będzie dzięki temu wyglądało bardziej nowocześnie i przyjaźnie. Nowe kolory i oznaczenia znacząco ułatwią podróż, by pasażerowie mogli łatwo odnaleźć się na lotnisku, gładko przez nie przejść i zająć wygodne miejsce w samolocie. Chcemy być świadomie wybieranym przewoźnikiem regionu” – podsumowuje Marcin Celejewski, Członek Zarządu do Spraw Handlowych.

Prezentując założenia strategiczne i plany rozwoju LOT przedstawił swoją na nowo zdefiniowaną misję: „Z dumą łączymy Nową Europę ze Światem. Dbamy o naszych pasażerów pełni pozytywnej energii, pamiętając o polskiej tradycji i gościnności. Dzięki pasji i profesjonalizmowi całego zespołu rozwijamy się, tworząc rentowną linię lotniczą. Wspólnie budujemy najbardziej międzynarodową polską markę”.

Popoludniowy komentarz walutowy z 22.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popoludniowy komentarz walutowy z 22.06.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Wiesław Rozłucki, prezes Rady Giełdy: Dobra koniunktura w polskiej gospodarce powinna ożywić warszawską giełdę. Akcje zaczną rosnąć, gdy spółki zwiększą kapitalizację

CEO Magazyn Polska

Koniunktura na warszawskiej giełdzie nie jest ostatnio najlepsza. Od wyborów prezydenckich ceny akcji raczej spadają i w ciągu ostatniego miesiąca WIG20 stracił niemal 7 proc. Wiesław Rozłucki, prezes Rady Giełdy, liczy jednak na to, że dobra kondycja polskiej gospodarki pozwoli spółkom pomnożyć wartość i przyciągnie inwestorów.

Inwestorzy indywidualni, ale nie tylko indywidualni, mają jedno pragnienie: chcą zarabiać na giełdzie mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Wiesław Rozłucki, prezes Rady Giełdy. I najprostszym, ale nie najłatwiejszym środkiem do tego jest podwyższenie zyskowności spółek notowanych na giełdzie. Mamy dobrą koniunkturę, wzrost ponad 3-proc. i na razie dosyć słabo to się przekłada na zyski spółek.

Pomimo niepokoju na scenie politycznej polska gospodarka znajduje się w dobrej kondycji. Produkcja przemysłowa wzrosła w ciągu pierwszych pięciu miesięcy roku o 4 proc. Wzrost PKB utrzymuje się na ponad 3-proc. poziomie, a pierwszy kwartał był pod tym względem lepszy od oczekiwań. To pozwala mieć nadzieje na dobre wyniki spółek giełdowych. Gdy te dobre wyniki gospodarcze zaczną być widoczne w zyskach konkretnych spółek, na warszawską giełdę powinny wrócić wzrosty.

Nasze wskaźniki na giełdzie są na poziomie umiarkowanym, nie są ani bardzo tanie, ani bardzo drogie. Wydaje mi się, że inwestorzy czekają na to, żeby zobaczyć wyraźną poprawę zysków spółek. Jestem przekonany, że wtedy nastąpi, może nie masowy, ale na pewno wyraźny powrót inwestorów, czyli to koło zacznie się kręcić w drugą stronę podkreśla Wiesław Rozłucki.

Inwestorom giełdowym w Polsce sprzyjają też rekordowo niskie stopy procentowe. Z jednej strony oznaczają one, że wszelkie inne formy oszczędzania tracą na atrakcyjności, co może przyciągnąć na rynek kolejnych kupujących akcje. Z drugiej strony przy niskich stopach pozyskanie przez firmy pieniędzy na rozwój jest i łatwiejsze, i tańsze, co może podnieść zyskowność spółek. Rynek jest zgodny co do tego, że stopy w Polsce pozostaną niskie jeszcze co najmniej przez rok.

– Niska stopa procentowa zawsze sprzyja rynkowi kapitałowemu, ponieważ we wszystkich modelach wyceny akcji niskie stopy, a tym bardziej perspektywy utrzymujących się niskich stóp, sprzyjają wycenom dodaje prezes Rady Giełdy. W związku z tym kapitał pozyskiwany przez spółki może być tańszy. Zresztą uważam, że chętnie widzimy na giełdzie warszawskiej nowe spółki, szczególnie duże spółki.

Prezes Rady Giełdy ma nadzieję, że powrót dobrej koniunktury przyciągnie na polski rynek nie tylko inwestorów. Parkiet potrzebuje też nowych spółek oraz wzmocnienia tych, które są tam już notowane.

– Giełda warszawska jest, można powiedzieć, zaludniona przez bardzo dużo małych spółek. Przytłaczająca większość polskich spółek to są w skali europejskiej spółki małe i średnie. Chodzi o to, żeby te firmy właśnie dzięki giełdzie były większe i bardziej płynne. Czyli nie tylko pierwsze oferty publiczne, lecz także drugie, trzecie i piąte powinny być przeprowadzane przez giełdę i to właśnie pomoże spółkom budowę masy, siły konkurencyjnej, skali. Tej skali bardzo wielu polskim przedsiębiorcom nadal brakuje.

Grecy poszli po rozum do głowy

Spotkanie przywódców Strefy Euro w Brukseli zakończyło się bez porozumienia. Póki co Ateny nie otrzymają ponad siedmiu miliardów euro pożyczki. Odżyły jednak nadzieje, że do porozumienia dojdzie. Złoty mocniejszy na fali optymizmu inwestorów. Euro traci do dolara, EUR/USD poniżej 1,1300.

Krzysztof Pawlak - dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Bez wątpienia w ostatnim czasie najważniejszą kwestią na rynkach finansowych pozostaje to czy Grecja porozumie się z wierzycielami. Inwestorów interesuje tylko to czy uda się odsunąć groźbę bankructwa tego południowego kraju. Wczorajsze spotkanie “ostatniej szansy” wreszcie wlało trochę optymizmu.

Szczególnie ważne było to, że w końcu Hellada przesłała nowe propozycje reform. Nie wiadomo czego one dotyczyły, ale z pewnością była tam poruszana dość drażliwa kwestia systemu emerytalnego. Rozwiązania zostały przesłane zbyt późno, by mogło jeszcze wczoraj dojść do podpisania porozumienia. Zamieszanie wokół Grecji nie ma końca, ale jak to zwykle bywa inwestorzy interesują się plotkami i dzięki temu zapanował taki optymizm na rynkach.

Eksperci mają teraz przeanalizować przesłany plan reform, od którego uzależniona jest wypłata pieniędzy. Jak podkreśliła jednak kanclerz Niemiec konieczne są intensywne negocjacje bo czasu zostało niewiele. W środę dojdzie do spotkania ministrów finansów strefy euro, tym samym będzie to kolejna próba dojścia do porozumienia. Ale co ważne podstawa do rozmów jest, zastanawia tylko to dlaczego tak późno, i dlaczego grecki rząd tak długo grał na zwłokę.

Pozycja negocjacyjna Aten słabła z każdym dniem. Do greckiego rządu w końcu chyba dotarło, że scenariusz niewypłacalności byłby druzgocący dla gospodarki walczącej z olbrzymim bezrobociem, a także ciągłą recesją. Trzeba jasno powiedzieć, że system bankowy w tym kraju funkcjonuje tylko dzięki pieniądzom z EBC. Odcięcie tej płynności oznaczałoby całkowity krach na rynku finansowych w tym kraju. Wczoraj EBC po raz kolejny podniósł limit płynności dla greckich banków. To już trzecia taka decyzja w ostatnich dniach by powstrzymać odpływ depozytów z sektora bankowego.

Dzisiaj napłynęły dane na temat PMI dla Francji i Niemiec. Indeks dla usług i przemysłu z francuskiej gospodarki był bardzo dobry i wyniósł odpowiednio 54,1 i 50,5, czyli lepiej od prognoz i poprzednich wskazań. Również pozytywnie zaskoczyły odczyty z Niemiec, które również były lepsze od prognoz i poprzednich wartości. Tym samym została przełamana negatywna passa.

W dalszej części dnia ciąg dalszy odczytów PMI. O godzinie 10 poznamy indeks dla usług i przemysłu dla całej strefy euro, o 15.45 indeks dla przemysłu z USA. Oprócz tego warto zwrócić uwagę na inne odczyty z amerykańskiej gospodarki, a mianowicie o 14.30 zamówienia na dobra trwałego użytku i o 16.00 sprzedaż nowych domów.

EUR/PLNeur Komentarz walutowy 23.06.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 25.03.2015 do 23.06.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,1840. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,1300, a następnie poziom 4,1025, zniesienie Fibonnaciego 38,2%.

CHF/PLNchf - Komentarz walutowy 23.06.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 05.04.2015 do 23.06.2015

Kurs CHF/PLN jeszcze niedawno poruszał się w trendzie bocznym pomiędzy poziomami 3,8000 a 3,9400, po czym wyskoczył w górę i utworzył trend wzrostowy. Aktualnie przebił linie oporu na poziomie 3,9700. Najbliższym oporem będzie teraz ostatnie maksimum na poziomie 4,0200. Dla ruchu w dół wsparciem jest obecnie 3,9700 czyli 23,6% zniesienie Fibonnaciego.

USD/PLNusd Komentarz walutowy 23.06.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 25.04.2015 do 23.06.2015

Kurs USD/PLN porusza się obecnie w ramach kanału spadkowego. Opór stanowić będzie górne ograniczenie na poziomie 3,7000. W przypadku ruchu w dół wsparciem będzie najpierw linia łącząca minima ostatnich tygodni w okolicach 3,6600 a następnie dolne ograniczenie kanału na poziomie 3,6050.

GBP/PLNgbp Komentarz walutowy 23.06.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 18.03.2015 do 23.06.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w szerokim kanale wzrostowym. Po zbliżeniu się do linii wsparcia, kurs skutecznie się odbił i skierował ku górze. Na drodze przed dalszymi wzrostami stoi poziom 5,8500, a więc górne ograniczenie kanału. Później istotnym poziomem oporu dla dalszych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,8800. W przypadku ruchu w dół wsparciem jest dolne ograniczenie kanału wzrostowego na 5,7500.

Rynki akcji w oczekiwaniu na przełamanie impasu

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

W minionym tygodniu odbyło się długo wyczekiwane przez rynek posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Wypowiedzi członków Fed zostały przez rynki akcji zinterpretowane jako gołębie, bo konsensus zakłada tylko dwie podwyżki stóp procentowych w USA tym roku i nie pięć, a cztery podwyżki w 2016 r. Fed obniżył także prognozę wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych. Głównym efektem czerwcowego posiedzenia Fed było osłabienie się dolara do euro, na co pozytywnie zareagował m.in. amerykański indeks S&P 500.

Fed – nie pomógł Europie, ale wsparł Turcję

Sygnały ze strony Fed nie miały większego przełożenia na indeksy europejskie, które wciąż zachowują się dość słabo. Deprecjacja amerykańskiej waluty pomogła natomiast giełdzie w Stambule, choć nie spodziewam się, żeby to paliwo wsparło turecki rynek na dłużej. Szczególnie że w Turcji trwają rozmowy koalicyjne – Partia Sprawiedliwości
i Rozwoju (AKP) próbuje porozumieć się z Nacjonalistyczną Partią Działania (MHP). Pojawiają się głosy, że nawet jeśli koalicja powstanie, będzie on nietrwała. Oznacza to ryzyko przedterminowych wyborów i dalszą niepewność.

GPW – krótka sprzedaż akcji banków

Obawy o kształt polskiej sceny politycznej po jesiennych wyborach parlamentarnych wciąż nie wygasły. Ponadto produkcja przemysłowa w maju okazała się niższa od oczekiwań i zaledwie o 2,8% wyższa niż przed rokiem. To znacznie mniej, niż oczekiwano, stąd inwestorzy wstrzymują się z zakupami akcji. Żeby zarobić na warszawskiej giełdzie, sprzedają oni np. na krótko akcje polskich banków, powodując ich dalszą przecenę.

Polskie „misie” też są pod presją

W wyniku powszechnej niepewności inwestorzy wyprzedają też akcje małych i średnich spółek. Choć ryzyko polityczne nie dotyka ich tak jak dużych spółek, potwierdza się stara reguła, że w okresach „niedźwiedzia”, gdy inwestorzy wycofują się z rynku, tracą wszystkie segmenty – bez wyjątku. Poza tym rynki europejskie też są w odwrocie i na chwilę obecną trudno ocenić, czy to tylko korekta, czy już początek silniejszego trendu. Przyjmując założenie, że giełdy dyskontują przyszłość, spadki indeksów nie rokują dobrze gospodarce strefy euro. Oczywiście rzeczywistość może się okazać całkiem inna, ale sama wiara inwestorów w taki scenariusz przyczynia się do przeceny akcji polskich „misiów”. Trzeba pamiętać, że spora część tych spółek sprzedaje swoje towary właśnie na rynkach zachodnich. Do tego dochodzi aspekt czysto emocjonalny – inwestorzy wolą realizować zyski i ograniczać ryzyko.

Grecja – spłata 1,6 mld euro to nie koniec?

Punktem zwrotnym powinno być rozwiązanie problemu greckiego. Najbliższa istotna data w tej kwestii przypada na 30 czerwca, do kiedy Grecja musi zwrócić do Międzynarodowego Funduszu Walutowego ok. 1,6 mld euro pożyczki. Nie oczekiwałbym jednak, że spłacenie tej kwoty lub nie definitywnie zakończy temat. Problem grecki towarzyszy inwestorom od dawna i trzeba się nastawić na to, że jeszcze będzie wpływał w najbliższych miesiącach na europejskie rynki akcji, w tym polski.

Tech Cave chce wspierać programy lojalnościowe w galeriach handlowych na całym świecie. Grupa IMS, do której należy, w dalszym ciągu szuka spółek do przejęcia

0

CEO Magazyn Polska

Grupa Internet Media Services nie jest uzależniona od zewnętrznego finansowania i jest w dobrej kondycji finansowej. Zapowiada fuzje z przedsiębiorstwami zajmującymi się podobną lub pokrewną działalnością lub ich przejęcia. Będąca częścią tej Grupy spółka Tech Cave będzie promować rozwiązania polegające na pełnej obsłudze ofert specjalnych w galeriach handlowych, nie tylko w Polsce, lecz także na świecie. 

– Jako grupa Internet Media Services myślimy o tym, żeby integrować firmy, które nam odpowiadają i wpisują się w nasze bardzo szerokie podejście do marketingu w punkcie sprzedaży – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Paweł Przetacznik, prezes firmy Tech Cave, będącej członkiem grupy Internet Media Services (IMS). – Na razie nie mogę podawać szczegółów, ale takie rozmowy są prowadzone.

Rozwój przez akwizycje jest jednym z planów strategicznych grupy IMS. Jak podkreśla prezes Tech Cave, Grupa Internet Media Services ma dobrą pozycję finansową i nie jest zależna od zewnętrznego finansowania. Według prognoz opublikowanych w połowie maja wypracuje ona w tym roku 41,5 mln zł przychodów, 11,25 mln zł zysku EBITDA, 8,15 mln zł zysku operacyjnego i 6,6 mln zł zysku netto przypisanego akcjonariuszom jednostki dominującej. Natomiast do nowych projektów podchodzi ostrożnie.

IMS jest spółką akcyjną notowaną na głównym parkiecie, w związku z tym są to nie tylko nasze pieniądze, lecz także akcjonariuszy – zauważa Przetacznik. – Dlatego korzystamy z synergii i innych rozwiązań, żeby finansowanie było bezpieczne.

IMS zarabia na marketingu sensorycznym, sprzedając usługi audiomarketingowe, wideomarketingowe i aromamarketingowe oddziaływające na zmysły klientów w centrach handlowych. Rozwiązania spółki obejmują dostarczanie programów muzycznych, zawartości wideo oraz zapachów, które umilają pobyt w punkcie sprzedaży.

Tech Cave jest spółką córką IMS i dostarcza do tych rozwiązań serwery, oprócz tego prowadzi własną działalność. Oferuje rozwiązania wspierające sprzedaż, które budują lojalność, tzw. rabatomaty. To interaktywne plany galerii wyposażone w opcję wskazywania, rezerwacji i druku kuponów rabatowych. Informacje o  wykorzystanych kuponach trafiają na specjalny serwer i stają się źródłem wiedzy o zachowaniach i preferencjach grup konsumentów.

Chcielibyśmy bardzo mocno pracować nad tym rozwiązaniem – deklaruje Paweł Przetacznik. – Mamy otwarty kontrakt międzynarodowy z jedną z zarządzających grup, która jest obecna w całej Europie, i zamierzamy go eksplorować. Oprócz tego prowadzimy implementację w Singapurze oraz kilku galeriach w Hiszpanii. W jednej z nich pracujemy nad bardzo ciekawym programem lojalnościowym, który jest już wdrożony. Ten kierunek chcemy dalej rozwijać i pogłębiać.

Aby propagować rozwiązania, jak informuje Przetacznik, spółka prowadzi rozmowy z różnymi grupami, na ogół ogólnoeuropejskimi. Bierze także udział w imprezach targowych i wystawienniczych, takich jak największe i najbardziej prestiżowe w europejskiej branży nieruchomości komercyjnych Międzynarodowe Targi MAPIC w Cannes.

W ten sposób kontaktujemy się z firmami, które są obecne nie tylko w Polsce, lecz także w całej Europie – tłumaczy Przetacznik. – Poza tym zwracam uwagę na to, że grupy zarządzające, takie jak Apsys, DTZ, Cushman & Wakefield, prowadzą działalność na różnych rynkach europejskich. Jesteśmy więc z nimi w stałym kontakcie. Polski rynek jest dla nas i duży, i mały. To bardzo charakterystyczne, że nie można się na nim najeść, ale przeżyć jak najbardziej. W związku z tym jest on bardzo dobry do tego, żeby pewne koncepcje na nim sprawdzić, przećwiczyć, rozwinąć i doprowadzić do określonego poziomu, aby potem atakować inne rynki.

Firma chciałaby przejmować od zarządzających galerią handlową relacje z najemcami w zakresie ofert specjalnych. Takie rozwiązanie – zdaniem Pawła Przetacznika – jest dla wszystkich bardziej efektywne.

Kontakt zarządzających galerią z najemcami jest zawsze pełny innych kontekstów, które nie pomagają – przekonuje Przetacznik. – Jesteśmy zewnętrzną firmą marketingową, która przychodzi, komunikuje rozwiązanie, mówi, ile to kosztuje i co trzeba zrobić, żeby w to wejść. I jest to łatwiejsze, bardziej efektywne. W rezultacie niższe są koszty wdrożenia takiej funkcjonalności. Po pierwsze galeria ma kłopot z tym, żeby w ogóle obsługiwać technologię, której nie kontroluje, dlatego oferujemy pewien pakiet. To wszystko jest komplementarne, zamknięte i składa się z wielu modułów. Możemy wybrać takie, które razem z zarządzającymi uznamy za stosowne.

W pierwszym kwartale br. przychody ze sprzedaży IMS wyniosły 8,8 mln zł i były o prawie 1,3 mln zł wyższe niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Firma zarobiła (netto) 1,48 mln zł, o blisko 10 proc. więcej niż rok wcześniej.

HFT Brokers: Ceny surowców pozostaną stabilne lub będą spadać. Nadmiar gotówki w Europie zostanie skierowany raczej na rynek akcji

CEO Magazyn Polska

Po realizacji wcześniejszych zysków z akcji i obligacji obecnie na rynku znajduje się sporo wolnej gotówki. Zdaniem Roberta Pietrzaka z Domu Maklerskiego HFT Brokers po osiągnięciu ewentualnego porozumienia między Grecją a Unią Europejską środki raczej trafią znowu na parkiet. Prawdopodobieństwo, że zostaną skierowane na rynek surowców, jest niewielkie. W niedawnej ankiecie agencji Bloomberg Europa została wskazana jako najlepsze obecnie miejsce do inwestowania.

Na rynku jest dzisiaj wiele niezagospodarowanej gotówki – przyznaje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Robert Pietrzak z Domu Maklerskiego HFT Brokers. – Inwestorzy zrealizowali wcześniejsze zyski z akcji i obligacji. Obecnie przytrzymują gotówkę, czekając na ostateczne rozwiązanie i dojście do porozumienia Unii Europejskiej z Grecją. Scenariuszem bazowym w dalszym ciągu pozostaje jednak późniejsze skierowanie tych środków na rynki akcyjne w Europie.

Jak wynika z przeprowadzonej pod koniec kwietnia ankiety Bloomberg Markets Global Poll, 35 proc. profesjonalistów z branży finansowej, analityków, zarządzających funduszami i prezesów firm ocenia, że kraje strefy euro w br. będą najlepszym miejscem dla inwestorów, oferując najkorzystniejsze warunki. Taka sytuacja miała miejsce po raz pierwszy, od kiedy Bloomberg rozpoczął badania w październiku 2009 r. Prawie 40 proc. ankietowanych ocenia, że gospodarka strefy euro poprawia się, podczas gdy w styczniowym badaniu taką opinię wyrażało tylko 14 proc. respondentów.

Na Stany Zjednoczone wskazało 33 proc. badanych i tym samym znalazły się one na drugim miejscu, po Eurolandzie. Po raz pierwszy od listopada 2010 r. kraj ten jednak nie był liderem. Za jedno z najgorszych miejsc do lokowania funduszy uchodzą natomiast obecnie Chiny. Większość pytanych przez Bloomberga analityków była zdania, że gospodarka tego kraju jest w najgorszej kondycji od ponad dwóch lat. Razem z Rosją i Brazylią Chiny zostały uznane za rynki, których inwestorzy powinni w br. unikać.

Wszyscy odpytywani przez agencję Bloomberg stratedzy w stu procentach odpowiedzieli, że indeksy europejskie zakończą ten rok na sporych plusach – zauważa Robert Pietrzak. – W związku z czym po ustabilizowaniu się sytuacji na południu Europy gotówka zostanie raczej przekazana w stronę europejskich parkietów giełdowych niż surowców.

W pierwszej połowie roku najważniejszym czynnikiem, który wpływał na notowania surowców, był silny kurs dolara amerykańskiego, w którym większość jest nominowana. Doszło także, jak przypomina Robert Pietrzak, do konfliktu militarnego na Bliskim Wschodzie, w który zaangażowana była Arabia Saudyjska, największy producent ropy naftowej na świecie. To wszystko spowodowało odbicie na tym rynku.

W II półroczu silny dolar cały czas powinien ciążyć nad notowaniami, ponieważ Rezerwa Federalna ma zamiar rozpocząć cykl zacieśnienia polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych, w związku z czym amerykańska waluta powinna być jeszcze silniejsza – prognozuje Pietrzak. – Wydaje się również, że konflikt militarny nieco się uspokoił, co oznacza, że obecnie większych geopolitycznych czynników ryzyka raczej nie widać.

Fundacja Watch Health Care: Nie widać końca kryzysu w polskiej służbie zdrowia. Okres urzędowania ministra Arłukowicza to czas stracony

CEO Magazyn Polska

W polskiej publicznej służbie zdrowia nie widać końca kryzysu – ocenia fundacja Watch Health Care. Zarówno eksperci, jak i opinia publiczna są zgodni, że publiczna opieka zdrowotna funkcjonuje coraz gorzej, a kolejne reformy są nieskuteczne. Niewiele zdołał tu zmienić także odchodzący minister zdrowia Bartosz Arłukowicz.

Oceniam okres sprawowania urzędu przez ministra Arłukowicza jako czas stracony – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Krzysztof Łanda, prezes fundacji Watch Health Care. – Cały czas od momentu, kiedy on objął stanowisko, w rankingach międzynarodowych nasz system jest coraz niżej, nasza pozycja jest coraz gorsza. To się również pokrywa z naszym barometrem fundacji Watch Health Care, który pokazuje, że kolejki cały czas rosną i jest ich coraz więcej. Ten system nie tylko w ramach obiektywnych wskaźników, lecz także w opinii Polaków coraz gorzej funkcjonuje.

Jak twierdzi fundacja, w Polsce nadal nie rozpoczęto istotnych reform w służbie zdrowia, a największym grzechem polityków był grzech zaniechania. Padło mnóstwo obietnic, ale mało konkretów.

Pakiet onkologiczny to zarówno zwycięstwo, oczywiście pod pewnymi względami, jak i klęska – mówi dr Krzysztof Łanda. – Zwycięstwo dlatego że rzeczywiście udało się skrócić przynajmniej na razie czas od momentu podejrzenia choroby nowotworowej do wdrożenia leczenia. Ale obawiam się, że kosztem innych pacjentów onkologicznych. W tej chwili obserwujemy pogorszenie dostępu do leczenia dla tych osób, które cierpią na nowotwory od lat.

Jak mówi Łanda, tak jest niemal z każdą dziedziną publicznej służby zdrowia w Polsce. Kolejne zmiany czy reformy rozwiązują na ogół jeden problem, ale tworzą kolejne.

Powołano co prawda Agencję Taryfikacji, ale jest ona w modelu kosztowym, a nie w modelu podażowo-popytowym, tak jak to powinno być – wskazuje dr Krzysztof Łanda. – Metodyka, która tam została przyjęta, jest nie do zaakceptowania. Ta agencja na pewno będzie niewydajna i będziemy mieli z nią dużo problemów. Co więcej połączenie Agencji Taryfikacji i Agencji Oceny Technologii Medycznych to rozwiązanie korupcjogenne, któremu przynajmniej ja bym się stanowczo przeciwstawiał.

Jednym z najpoważniejszych zaniechań reformatorskich jest – w ocenie prezesa fundacji Watch Health Care – brak Rejestru Usług Medycznych. Taki system pozwoliłby skutecznie kontrolować to, gdzie i jak leczą się Polacy, ograniczając marnotrawstwo i korupcję.

Próbuje się stworzyć jakiś bardzo skomplikowany system, który przypomina mi „never ending story”. Ciągle odwleka się zakończenie i wprowadzenie tego RUM-u, kiedy Rejestr Usług Medycznych można by natychmiast uruchomić w formie prostej i potem dołączać do niego kolejne funkcjonalności. Kartę RUM-owską należałoby wydać wszystkim Polakom i natychmiast zobaczylibyśmy 10-proc. oszczędności w systemie. Komuś musi bardzo zależeć, żeby ten RUM w Polsce jednak nie powstał.

W ocenie fundacji Watch Health Care błędem było także wprowadzenie ustawowego zakazu wywozu leków refundowanych, który według jej przewidywań będzie nieskuteczny, wpłynie za to na dalszy rozwój biurokracji i związanych z nim kosztów.

Ustawa o zakazie wywozu leków refundowanych z Polski jest moim zdaniem jednym z największych bubli prawnych w ostatnim dwudziestoleciu – uważa dr Krzysztof Łanda z fundacji Watch Health Care. – Po pierwsze jest to ustawa niezwykle opresyjna, rozwija biurokrację, wprowadza jakieś systemy, które na pewno nie mogą dobrze działać. Miodowa [ulica, przy której mieści się Ministerstwo Zdrowia – red.] powinna się uderzyć we własne piersi i wykorzystać tzw. instrumenty dzielenia ryzyka. Utrzymać ceny urzędowe na takim poziomie, który by zapobiegał wywożeniu leków z Polski.

Małe i średnie firmy mają szansę na obniżenie kosztów energii

CEO Magazyn Polska

Dzięki liberalizacji rynku energii elektrycznej w Polsce liczba podmiotów posiadających koncesję na obrót energią wzrosła do ponad 400. Większa konkurencja to szansa na podniesienie jakości uzyskiwanych usług i obniżenie ich ceny. Największe pole do obniżki kosztów mają małe i średnie przedsiębiorstwa.

– Większość małych i średnich przedsiębiorstw, które jeszcze nie skorzystały ze zmiany sprzedawcy prądu, ma niezoptymalizowane taryfy i płaci wysokie rachunki za energię bierną, dlatego tam też może szukać sporych oszczędności. Brakuje im jednak tej wiedzy, dlatego że jest to wiedza specjalistyczna i po to właśnie powinny szukać alternatywnych sprzedawców prądu – mówi Piotr Ostaszewski, prezes spółki Energia dla firm.

Piotr Ostaszewski informuje, że w bazie klientów spółki znajdują się 42 tysiące firm. Z usług firmy korzystają zarówno bardzo duże podmioty, jak i małe przedsiębiorstwa. Ekspert zaznacza, że największe korzyści płynące z optymalizacji planów taryfowych mogą odczuć właśnie firmy z sektora MSP.

– W tej chwili szukamy klientów wśród małych i średnich przedsiębiorstw. Klienci, którzy mają duże pobory mocy, zwykle mają też swoje własne działy, własnych energetyków i własnych specjalistów. Dlatego przychodząc tam, zastajemy uporządkowany już teren – mówi Piotr Ostaszewski.

Natomiast małe firmy, których nie stać na własnych specjalistów, często same zgłaszają się z prośbą o doradztwo i optymalizację planów taryfowych. Części składowe rachunku za energię są dla wielu przedsiębiorców niezrozumiałe. Energia dla firm dostarcza usługę polegającą na wyjaśnieniu, co kryje się za kolejnymi pozycjami rachunku i zaproponowaniu sposobu jego obniżenia.

– My przychodzimy i „odczarowujemy” rachunek. Mówimy: ta część opłaty jest za to, ta część za to, dopasowujemy rzeczywiste zużycie czy różnego rodzaju taryfy przesyłowe, czy moc bierną do profilu działalności klienta i dzięki temu obniżamy mu koszty – wyjaśnia prezes Energii dla Firm.

Spółka dostarcza też swoim klientom produkty fotowoltaiczne. Pozwolić to ma na własną produkcję energii i uniezależnienie się od dużych odbiorców. To kolejny krok ku rozwojowi spółki.

– Jest to zgodne z tym, co propaguje Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska, z tym, co propaguje Unia Europejska, ale co najważniejsze – klienci dzięki tego typu rozwiązaniom mogą oszczędzać. Ponadto wprowadzamy nie tylko fotowoltaikę, lecz także np. źródła światła oparte na LED-ach – tłumaczy Piotr Ostaszewski.

Spółka Energia dla firm jest aktywna także na rynku gazu ziemnego. We wrześniu 2013 roku w życie weszła nowelizacja, potocznie określana małym trójpakiem. Nałożyła ona między innymi na spółkę PGNiG obowiązek sprzedaży części gazu na giełdzie towarowej. Od stycznia 2015 roku jest to 55 proc. całkowitego wolumenu. Prowadzi to do częściowej liberalizacji rynku gazu ziemnego w Polsce i stwarza bardzo atrakcyjne perspektywy biznesowe dla sprzedawców.

Wzrost liczby podejmowanych decyzji o zmianie sprzedawcy gazu widać w danych sprzedażowych spółki. Pod koniec ubiegłego roku Energia dla firm zanotowała dynamiczny przyrost klientów o prawie 50 proc. w stosunku do pierwszej połowy 2014 roku.

– Można powiedzieć, że rynek dla klienta biznesowego czy klienta indywidualnego został uwolniony w zeszłym roku, a ruch obserwujemy tak naprawdę dopiero w tym, ale jest to rozwijający się, bardzo dynamiczny rynek – tłumaczy Piotr Ostaszewski.

Energia dla firm to największy w kraju niezależny sprzedawca energii elektrycznej. Z jej usług skorzystało już ponad 40 tysięcy klientów, nie tylko przedsiębiorców, lecz takżw samorządów. W zeszłym roku spółka osiągnęła przychody na poziomie ponad 300 milinów złotych.

Link4 wprowadza nowy rodzaj ubezpieczenia komunikacyjnego. Stawia na poprawę bezpieczeństwa jazdy kierowców

CEO Magazyn Polska

Według raportu opublikowanego przez policję w zeszłym roku w Polsce doszło do ponad 34 tys. wypadków, w których śmierć poniosło około 3,2 tys. osób, a ponad 42,5 tys. osób zostało rannych. W poprawie bezpieczeństwa na drogach chce pomóc ubezpieczyciel Link4. Wprowadza rozwiązanie, które pozwoli kierowcom jeździć bezpieczniej.

Drogi w Polsce są szczególnie niebezpieczne, dlatego stworzyliśmy innowacyjne rozwiązanie, które pomoże Polakom jeździć bezpieczniej. Przy wykupieniu polisy Link4 z nawigacją NaviExpert kierowca otrzyma informacje o swoim stylu jazdy – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marta Perwenis, dyrektor departamentu e-business i marketingu direct w Link4.

Kierowca, który wykupi polisę samochodową w Link4 (OC, AC), otrzyma bezpłatnie roczną licencję na nawigację NaviExpert z zawartą w niej aplikacją „Bezpieczna jazda z Link4”. Dzięki aplikacji, z której korzystanie jest dobrowolne, prowadzący pojazd dowie się, jak płynnie przyspiesza i hamuje oraz czy jeździ w zgodzie z przepisami. Otrzyma także wskazówki, co zrobić, by poprawić swój styl poruszania się autem.

Link4 będzie także nagradzał kierowców. Na najlepszych czekają m.in. kursy bezpiecznej jazdy w Sobiesław Zasada Centrum.

Ponadto kierowcy otrzymają informacje o tym, co dzieje się na drogach. O niebezpiecznych miejscach, wypadkach, robotach drogowych i wszystkim, co może wpłynąć na bezpieczeństwo jazdy – dodaje Marta Perwenis.

Zapewnia również, że dzięki temu rozwiązaniu kierujący będą mogli zaoszczędzić na paliwie i częściach samochodowych.

Jak wiadomo, przy płynnej, bezpiecznej jeździe spalamy mniej paliwa i w mniejszym stopniu zużywają się części samochodowe. Ten trend jest obserwowany na świecie. Nasza aplikacja wpisuje się w to, co nazywamy dzisiaj eco-drivingiem – podkreśla dyrektor.

Dyrektor zapewnia jednocześnie, że informacje o stylu jazdy kierowcy nie będą wpływać na wysokość kalkulowanej później składki ubezpieczeniowej.

W przypadku klientów indywidualnych proponowane rozwiązania nie będą wpływały na wysokość składki. Takie rozwiązanie chcemy wprowadzić w drugiej połowie roku do ubezpieczeń flot samochodowych, choć już dzisiaj z badań wynika, że ponad połowa kierowców byłaby zainteresowana sprawdzaniem stylu jazdy, jeżeli miałoby to obniżyć koszty ich polisy – podsumowuje Perwenis.

Większość danych firm na świecie wkrótce znajdzie się w chmurach obliczeniowych. Za 2-3 lata takie rozwiązanie będzie standardem

CEO Magazyn Polska

Najpóźniej za trzy lata chmury obliczeniowe staną się standardowym miejscem przechowywania firmowych danych – oceniają przedstawiciele branży IT. Z każdym rokiem liczba przechowywanych w ten sposób informacji rośnie o 40 proc. Chmura to dla firm spora oszczędność, bo ich wydatki na ten cel wzrastają co roku o 3-4 proc.

Według specjalizującej się w branży IT firmy badawczej IDC w 2016 roku 65 proc. przedsiębiorstw na świecie będzie miało już wdrożone rozwiązania chmurowe. W Polsce wygląda to podobnie. Firmy albo już mają takie rozwiązania, albo myślą o ich wdrożeniu.

Z punktu widzenia IT Polska wcale nie odstaje od Europy Zachodniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Bocian, sales development manager NetApp Polska. – Myślę, że należymy do liderów, którzy wdrażają rozwiązania innowacyjne i przyszłościowe.

Tego typu rozwiązania są konieczne ze względu na coroczny przyrost danych, który wynosi ok. 40 proc.

Jednocześnie koszty, jakie ponoszą przedsiębiorstwa, zwiększają się tylko o około 3-4 proc. rocznie. Oznacza to, że bez zmiany podejścia do inwestowania we własny wzrost, firmy nie będą w stanie poradzić sobie ze wzrostem liczby danych, które muszą przetwarzać i przechowywać, równocześnie wiedząc, że będą mogły coraz mniej pieniędzy wydawać na rozbudowę własnej infrastruktury – wyjaśnia Maciej Bocian.

Chmura daje bardzo dużą elastyczność w zakresie przechowywania danych źródłowych oraz ich kopii zapasowych. Integracja na tym poziomie stwarza jednak bardzo poważne wyzwanie, jakim jest zarządzanie danymi – mówi Bogusz Błaszkiewicz, senior systems engineer w NetApp.

Dane w chmurze to technologiczna rewolucja, na którą firmy tak naprawdę są skazane. W pewnym momencie brak takich rozwiązań może mieć skutki dla funkcjonowania w biznesie. Firma będzie w tyle za swoimi konkurentami.

Technologia chmury ma dziś tak szerokie spektrum zastosowań, że najprawdopodobniej jest to nowy standard, który, jak uczy historia IT, zdobędzie świat w ciągu roku, dwóch lub trzech lat – ocenia Bogusz Błaszkiewicz. – W Stanach Zjednoczonych, skąd pochodzi większość firm wyznaczających standardy IT na świecie, chmura jest już absolutnym standardem i o tym się głównie mówi. Europa ten standard będzie musiała prędzej czy później zaadoptować.

Eksperci wyjaśniają, że większość dużych firm buduje swoje chmury prywatne. Za to rozwiązaniem dla mniejszych są chmury publiczne czy hybrydowe (łączące chmury prywatne i publiczne).

 Chmura hybrydowa pozwala nam na obniżenie kosztów, gdyż na czas wdrożenia nowego systemu czy wykonania testów wypożyczamy zasoby chmurowe, czy to serwer, czy storage, po czym po zakończeniu testów zwracamy te zasoby i przestajemy za nie płacić. Klienci mogą w sposób dowolny i swobodny decydować o tym, ile zasobów będą wykorzystywać, jak długo i w jakiej cenie – wyjaśnia Maciej Bocian.

Jednocześnie mnogość tych rozwiązań i ich zaawansowanie technologiczne generuje również zaawansowane cenowo rozwiązania – dodaje Błaszkiewicz.

Eksperci wyjaśniają, że firmy potrzebują jednak strategii korzystania z rozwiązań w chmurze.

Bez określenia, czy budujemy chmurę prywatną, hybrydową, czy przesiadamy się do chmury publicznej, przedsiębiorstwa nie będą w stanie funkcjonować – podkreśla Bocian. – Większość przedsiębiorstw, zwłaszcza dużych, chmurę ma już u siebie. Inne może jeszcze nie do końca wiedzą, czy będą ją budować. Dzięki zastosowaniu naszych produktów będą w stanie podjąć decyzję później, czyli wdrożyć u siebie chmurę prywatną z opcją rozszerzenia jej na chmurę publiczną czy stworzenia chmury hybrydowej.

Jak podkreśla, w portfolio NetApp firmy znajdą każde z tych rozwiązań: począwszy od małych produktów, które można rozbudowywać, zwiększać czy przenosić, a skończywszy na dużych chmurach.

NetApp wprowadził na rynek nowe rozwiązania przeznaczone dla hybrydowych środowisk IT, które skracają czas tworzenia kopii zapasowych i odzyskiwania danych oraz dają klientom większą kontrolę nad ich przechowywaniem. Według ekspertów tej firmy architektura hybrydowa przez co najmniej dziesięć lat będzie dominującym modelem wdrożeń IT.

Od nowego sezonu mniej obcokrajowców w piłkarskiej ekstraklasie. W klubach powinno zostać więcej pieniędzy

0

CEO Magazyn Polska

Już od najbliższego sezonu w życie wchodzą zmiany dotyczące obcokrajowców grających w piłkarskiej ekstraklasie. Na boisku będzie mogło przebywać maksymalnie trzech zawodników spoza Unii Europejskiej, a w sezonie 2016/2017 już tylko dwóch. To może sprawić, że w klubach zostanie więcej pieniędzy, bo bilans zakupów i sprzedaży zagranicznych zawodników w ostatnich 5 latach to 2,3 mln euro na minusie.

Przede wszystkim warto zauważyć, że już w ostatnich sezonach nastąpił spadek liczby obcokrajowców występujących na polskich boiskach – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Animucki, wiceprezes zarządu Ekstraklasy SA.

W zakończonym sezonie w składach klubów polskiej Ekstraklasy SA znajdowało się łącznie 140 obcokrajowców. Najwięcej z nich, bo aż szesnastu, zatrudnionych było w Lechu Poznań. Najmniej – jedynie trzech – grało w Ruchu Chorzów. Najwięcej było Słowaków (24). Wśród graczy spoza Unii Europejskiej najliczniej reprezentowani byli Brazylijczycy (12).

Jak wynika z raportu Grant Thornton, opublikowanego kilka miesięcy temu, zdecydowana większość pieniędzy wydawanych na transfery zawodników przeznaczana była na zakup sportowców zagranicznych – przez ostatnie pięć lat łącznie 21,7 mln euro, czyli ok. 60 proc. wszystkich wydatków. W tym samym czasie przychody ze sprzedaży piłkarzy zagranicznych wyniosły 19,4 mln euro, czyli kluby dopłaciły do tych transakcji 2,3 mln euro.

– Od kolejnego sezonu wprowadzone zostało ograniczenie liczby zawodników spoza Unii Europejskiej. Oczywiście zawodnicy, którzy mają paszport unijny, mogą bez ograniczenia występować w klubach Ekstraklasy SA. Ale na pewno zmieni się podejście do zatrudniania zawodników, czy to z Ameryki, czy z Afryki – ocenia wiceprezes Animucki.

Ekspert stwierdza, że ograniczenie liczby obcokrajowców nie będzie mocno dostrzegalne. Zmiany pomogą z kolei w umocnieniu roli polskich piłkarzy w swoich drużynach. Dzięki mniejszej presji ze strony graczy zza granicy młodzi zawodnicy szkoleni w kraju będą mieli większe szanse na zdobycie miejsca najpierw na ławce rezerwowych, a ostatecznie w meczowej jedenastce swojego zespołu.

– Wydaje się, że mamy do czynienia z regulacjami, które są także stosowane na Zachodzie, bo pomagają wzmacniać rolę tych wychowanków, którzy są szkoleni w polskich klubach – tłumaczy Marcin Animucki. – Ważne jest także to, co warto podkreślić, że prawie po 25 proc. składów drużyn stanowią zawodnicy poniżej 20-21 lat, więc jesteśmy ligą młodą.

Zarząd PZPN postanowił również, że w niższych klasach rozgrywkowych będzie mógł występować tylko jeden zawodnik spoza UE. W minionym sezonie w I lidze grało łącznie 52 obcokrajowców.

IMM: W maju w polskich mediach dominowały tematy polityczne. „Do Rzeczy” liderem wśród tygodników

0

CEO Magazyn Polska

W wyborczym maju zgodnie z oczekiwaniami w polskich mediach dominowały tematy polityczne. W przygotowanym przez Instytut Monitorowania Mediów rankingu najchętniej cytowanych tytułów liderami są gazety i stacje specjalizujące się w poważniejszej tematyce. Na najwyższych miejscach podium znalazły się konkurujące ze sobą dzienniki.

– Zgodnie z analizą Instytutu Monitorowania Mediów pierwsze miejsce w rankingu najbardziej opiniotwórczych mediów w maju zdobyła „Gazeta Wyborcza” mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karolina Masalska, młodszy specjalista ds. PR Instytutu Monitorowania Mediów. – Drugie miejsce zajęła „Rzeczpospolita”, a trzecie – stacja TVN. Kolejne miejsca zajęła telewizja TVN24 oraz Radio RMF FM. „Gazeta Wyborcza” została zacytowana ponad 430 razy, zdobywając o prawie 100 cytowań więcej niż „Rzeczpospolita”. Natomiast kolejne tytuły od miejsca trzeciego do piątego miały ok. 300 cytowań.

W maju teksty publikowane przez „Gazetę Wyborczą” cytowane były 432 razy, zaś przez „Rzeczpospolitą” – 348 razy. Na główny kanał TVN powoływano się 317 razy, zaś 295 razy na kanał informacyjny tej stacji, czyli TVN24.

Najczęściej poruszanym tematem była oczywiście kampania wyborcza, II tura wyborów prezydenckich, a także słaby wynik wyborczy Bronisława Komorowskiego – informuje Karolina Masalska. – Szeroko komentowano również nowe fakty w sprawie afery podsłuchowej, a także kwestie lokalizacji pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej. Nowe zapisy rozmów pomiędzy minister Elżbietą Bieńkowską a szefem CBA Pawłem Wojtunikiem sprawiły, że „Do Rzeczy” zostało najbardziej opiniotwórczym tygodnikiem w maju, wyprzedzając „Newsweek” oraz „Wprost”, który w ostatnich miesiącach był w czołówce rankingu.

„Do Rzeczy”, na które w maju powoływano się 229 razy, zdecydowanie wyprzedziło inne tygodniki. Kolejny na liście „Newsweek” cytowano 145 razy, zaś lider wcześniejszych rankingów, „Wprost”, cytowany był zaledwie 81 razy i spadł na trzecią pozycję w rankingu tygodników, a na 14. w rankingu wszystkich mediów. W rezultacie wśród najczęściej cytowanych tytułów w Polsce „Do Rzeczy” zajął szóste miejsce. Częściej niż tygodnik, bo 290 razy, cytowano w tym czasie radio RMF FM, zaś Radio Zet, cytowane 195 razy, znalazło się na miejscu siódmym rankingu najbardziej opiniotwórczych mediów w Polsce.

Radio RMF FM utrzymało pozycję lidera wśród najbardziej opiniotwórczych stacji radiowych – podkreśla młodsza specjalistka ds. PR Instytutu Monitorowania Mediów. – Natomiast wśród stacji telewizyjnych podobnie jak miesiąc wcześniej dwa pierwsze miejsca przypadły stacji TVN oraz stacji TVN24. Wśród mediów ekonomicznych najbardziej opiniotwórczym medium został „Dziennik Gazeta Prawna”, zdobywając 161 cytowań i wyprzedzając „Puls Biznesu” oraz „Forbes”. W tym samym rankingu najbardziej opiniotwórczym portalem ekonomicznym został portal Money.pl, prawie dwukrotnie wyprzedzając portal Bankier.pl.

Majowe badanie Instytut Monitorowania Mediów przeprowadził po analizie ponad 900 gazet, czasopism, stacji telewizyjnych, radiowych oraz portali internetowych. W tym okresie informacje podawane przez media cytowano w innych tytułach 4,8 tys. razy, z czego ponad 3 tys. w prasie, przeszło 900 w telewizji i 875 razy w radiu.

Dużo informacji znalazło się w mediach regionalnych zwraca uwagę Karolina Masalska z IMM.  – O czym świadczy fakt, że w rankingu najbardziej opiniotwórczych mediów regionalnych mamy aż 7 tytułów. Zwyciężyło Radio Merkury, pokonując Radio Gdańsk, które w kwietniu było liderem rankingu.

Okazje inwestycyjne z perspektywy europejskiej

Ostatni wzrost rentowności obligacji europejskich i umocnienie euro spowodowały, że inwestujący w akcje stali się bardziej ostrożni. Było to również przypomnienie, że również i na rynkach co jakiś czas mogą następować korekty (DAX stracił 10% w przeciągu jednego miesiąca), niemniej jednak europejskie rynki mogły zyskać ponad 15% w ujęciu rok do dnia.

W tym kontekście inwestorzy mogą zadawać sobie pytanie, czy akcje europejskie już odnotowały najlepsze wyniki w skali roku i czy nie należy obniżyć poziomu ryzyka. Nie podzielam tego poglądu; w istocie, przewiduję, że do końca 2015 r. inwestycje europejskie będą bezpieczne.

Najpierw jednak przyjrzyjmy się obecnej chaotycznej sytuacji. Obawa przed podwyżkami stóp Fed i wyraźny brak efektów luzowania ilościowego przez EBC przyczyniły się do wzrostu rentowności, w ramach którego rentowności dziesięcioletnich niemieckich obligacji wzrosły z 0 do 1%. Po głębszej analizie można dostrzec, że ten ruch jest znaczny; w szerszym kontekście, zaskakująca była jedynie prędkość tego wzrostu.

Znacznie bardziej negatywnie na kursy akcji europejskich wpłynęła aprecjacja euro, biorąc pod uwagę cel luzowania ilościowego – ożywienie gospodarki (i cen akcji) dzięki słabszej walucie. A zatem zarówno wyższe rentowności, jak i mocniejsze euro to pierwsze negatywne czynniki wpływające na akcje europejskie. Jeżeli jednak jeszcze bardziej zagłębimy się w ten problem, dostrzeżemy, że fundamenty w istocie są coraz lepsze, nastroje gospodarcze ulegają poprawie, a od czerwca znów przekraczają wszelkie oczekiwania w sensie pozytywnym (indeks niespodzianek idzie w górę). Podsumowując, rentowności rosną, jednak jest z tym związany aspekt pozytywny: wszystko wskazuje na to, iż w pewnym momencie osiągniemy zrównoważony wzrost w Europie.

Dalsza poprawa może być wynikiem spadku cen ropy, mimo iż jego oddziaływanie na gospodarkę europejską i światową wymaga nieco czasu, ale może być również wynikiem reaktywacji EBC. Ścieżka luzowania ilościowego jest skuteczna jedynie wówczas, gdy jest nieodwracalna, co moim zdaniem oznacza, że EBC będzie dążyć do wzmocnienia potencjału luzowania ilościowego, przede wszystkim dzięki wykorzystaniu rynku obligacji jako katalizatora dla osłabienia euro i ewentualnego wzrostu cen akcji. Można zadawać sobie pytanie, czy mogłoby to doprowadzić do przeładowania bodźcami – i w istocie jest to pewien problem, jednak zaledwie pół roku temu scenariusz pesymistyczny zakładał, że strefa euro znajdzie się w deflacyjnym błędnym kole w stylu japońskim, co na szczęście nie miało miejsca. Podsumowując, akcje europejskie mogą być gotowe na dalsze zyski w pozostałej części 2015 r.

Jeśli chodzi o Grecję, próba skokowego rozpoczęcia 2015 r. przez greckie giełdy została powstrzymana, jednak, co bardziej istotne, w porównaniu z poziomami sprzed kryzysu w Europie (2011 r.), indeks ASE stracił na wartości o połowę.  Dla porównania, rynki akcji w Hiszpanii i Portugalii ustabilizowały się, portugalski indeks PSI jest na zbliżonym poziomie, co na początku 2011 r., natomiast indeks hiszpański zyskał około 6% w porównaniu z poziomem sprzed kryzysu. W tak oportunistycznym i pragmatycznym kontekście można argumentować, iż potencjał wzrostu jest olbrzymi, jeżeli greckie akcje w pewnym momencie zdołają zamknąć lukę. Wymagałoby to wykonalnego rozwiązania obecnej sytuacji, w tym również reformy sektora publicznego. Jeden z niezbędnych warunków już został jednak spełniony: konkurencyjność greckiego sektora prywatnego wzrosła w ostatnich latach ze względu na zdecydowane, choć być może zbędne, delewarowanie wdrożone po kryzysie. Gdyby udało się zatem przeprowadzić niezbędne reformy, greckie akcje stanowiłyby jedną z najlepszych okazji inwestycyjnych w Europie w perspektywie średnio- i długoterminowej.

Simon Fasdal, Saxo Bank

 

saxo bank