Zyski w czasach niepewności

1

Podczas, gdy amerykańskie giełdy biją historyczne rekordy, warszawski parkiet może patrzeć za ocean z zazdrością. Jednak zarówno hossa w USA, jak stagnacja na GPW stwarzają ciekawe okazje inwestycyjne.

W piątek, 29 lipca indeks S&P500 pobił historyczny poziom, wspinając się do 2,177 pkt. To kolejny rekordowy wynik po ostatnim zanotowanym 11 lipca. Nastroje inwestorów sugerują, że kierunek trendu jest trwały i należy oczekiwać kolejnych zysków. Tak uważają optymiści. I nie ma znaczenia, że dopiero co Wielka Brytania wzięła rozwód z Brukselą, że Europa za sprawą Włoch znalazła się na skraju kryzysu bankowego i finansowego (analitycy szacują potrzeby kapitałowe banków nad Tybrem na poziomach pomiędzy 38 mld EUR a 150 mld EUR). Nie przeraża też fakt, że rentowności obligacji szorują po dnie, a ich cena idzie w górę, co mogłoby wskazywać – i wcześniej tak było – że inwestorzy przerzucają się z akcji na bezpieczne papiery rządowe.

Jakie są zatem źródła optymizmu w tak nieprzewidywanym i nerwowym otoczeniu rynkowym? Jeśli chodzi o rynek amerykański to nastroje inwestorów od dawna są niezłe. Ostatnio zostały dodatkowo podbudowane przez dobre informacje z rynku pracy w czerwcu. Trzeba do tego dodać brak podwyżek stóp procentowych w USA i prognozy, że nie dojdzie do nich w tym roku. Kolejny czynnik wspierający optymistów stanowią zapowiedzi Banku Anglii, że gotów jest sięgnąć po narzędzia luzowania monetarnego, żeby pomóc bankom
i gospodarce w trudnym okresie po Brexicie. W Japonii wybory pewnie wygrała partia premiera Shninzo Abe, zwolennika ujemnych stóp i stymulowania gospodarki poprzez dostarczanie jej dodatkowej płynności. Jeśli chodzi o Włochy i UE, to inwestorzy zakładają, że Europejski Bank Centralny jeszcze mocniej zakręci maszyną do dodruku pieniędzy i problem kryzysu bankowego uda się zażegnać.

Pomimo optymistycznych nastrojów w USA, największe obawy inwestorów paradoksalnie dotyczą właśnie amerykańskiego rynku. Cieniem na giełdzie kładą się jesienne wybory
i obawy związane z możliwym zwycięstwem Donalda Trumpa. Nawet jeśli czarny scenariusz, bo tak większość analityków postrzega wygraną kontrowersyjnego multimilionera, nie ziści się to zmiana władzy w Waszyngtonie może odbić się niekorzystnie na rynkach, co wynika
z tzw. cyklu prezydenckiego. Zgodnie z tą teorią pierwsze dwa lata prezydentury zbiegają się w czasie z najsłabszym okresem na amerykańskich giełdach, druga połowa jest zdecydowanie lepsza. Szczególnie mocno korelacja ta ma występować w momencie zmiany urzędującego prezydenta, a Barak Obama kończy właśnie drugą kadencję. Ponadto amerykańskie giełdy rosną nieprzerwanie od 2009 r., a obecna hossa jest jedną z najdłuższych w historii. Nie trudno zatem wywnioskować że jesteśmy zdecydowanie bliżej jej końca niż początku.

Czytaj również:  Jak najlepiej wspierać polski biznes za granicą?

Polska na szarym końcu

Tymczasem chociaż fundamenty polskiej gospodarki są solidne, nasza giełda jest lata świetlne od historycznych poziomów z 2007 r. Tylko w ciągu ostatnich 12 miesięcy GPW straciła ok 22,5 proc. i jest to jeden z najsłabszych wyników na Starym Kontynencie. Patrząc w dłuższej perspektywie, w ciągu 5 lat z giełdy wyparowało niemal 40 proc. wartości. Gorsze wyniki zanotowały jedynie parkiety w Moskwie i Atenach, czyli na rynkach funkcjonujących w warunkach wojny (Rosja – Krym, Syria) lub w warunkach krachu finansowego (Grecja).

  • Dominik Burza

    jakoś mnie to nie dziwi. jak się odwiedza portale finansowe typu money, tradebeat to jak na dłoni widać jak sytuacja naszego kraju na skali pozostałych państw wyglada. niestety