Dzisiejszy wstępny odczyt inflacji w Polsce otwiera szeroko drzwi do cięć stóp procentowych. Dane z Europy nie zachwyciły inwestorów. Węgrzy pomimo spadku inflacji nie obniżają stóp.
Spadek inflacji w Polsce
Poznaliśmy dzisiaj dane na temat wzrostu cen za kwiecień. Jeszcze w marcu mieliśmy 4,9% i zastanawialiśmy się, kiedy dojdzie do przebicia poziomu 5%. Oczekiwania analityków mówiły jednak o gwałtownym spadku w kwietniu – tak też było. Wynik 4,2% to nadal więcej niż cel inflacyjny, ale jednak to duża poprawa. Trzeba pamiętać, że w marcu NBP opublikował projekcje inflacji. Wynosi ona na 1. i 2. kwartał tego roku odpowiednio 5,4% i 5,2%. Widać, że tendencja spadkowa jest zauważalna, ale jest znacznie silniejsza, niż przewidywała prognoza NBP. Im niższa inflacja, tym większa szansa na szybsze obniżki stóp procentowych. Wraca zatem dyskusja o możliwym dużym cięciu już w maju. Wreszcie po wielu miesiącach nudy czeka nas emocjonujące posiedzenie RPP. Reakcja stawki WIBOR potwierdza te oczekiwania.
Dane z Europy
Dzisiejszy dzień w kalendarzu danych makroekonomicznych jest wyjątkowo bogaty. Powodem jest jutrzejszy dzień wolny z okazji Święta Pracy. Zaczęło się od słabszej sprzedaży detalicznej z Niemiec. Następnie zobaczyliśmy gorsze odczyty na temat PKB Węgier. Inflacja konsumencka we Francji niby rośnie, ale nadal wynosi 0,8%, co jest wyjątkowo niskim wynikiem. Wskaźnik dla producentów w Paryżu spada. Czeskie PKB zgodnie z oczekiwaniami rośnie o 2%. Słabiej wypadł indeks instytutu KOF w Szwajcarii. Lepsze dane na temat PKB pokazali Włosi. Za to niestety Niemcy potwierdzili, że ich gospodarka się zwija. W rezultacie tych danych euro od rana traci na wartości względem dolara.
Na Węgrzech bez niespodzianek
Wczoraj bank centralny Węgier podjął decyzję o utrzymaniu stóp procentowych na dotychczasowych poziomach. Jest to nadal 6,5%, czyli dokładnie połowa poziomu, który osiągnięto na ostatnim szczycie. Rynki oczekiwały właśnie pozostawienia tych wskaźników bez zmian. Ostatni spadek inflacji z 5,6% na 4,7% dawał co prawda cień nadziei, ale nie było to nic, pod co grali duzi inwestorzy. W rezultacie, po samej decyzji nie było widać większej reakcji na kursie forinta węgierskiego. Trzeba pamiętać, że bank centralny utrzymując wyższą stopę procentową, amortyzował trochę ostatnie zawirowania polityczne. Przykładem jest np. wczorajsza decyzja o opuszczeniu Międzynarodowego Trybunału Karnego. Niby nie ma to wpływu na waluty, ale rynki lubią przewidywalność.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
W lutym 2025 roku Komisja Europejska opublikowała propozycję zaleceń dotyczących zarządzania kryzysowego w zakresie cyberbezpieczeństwa (Cyber Blueprint). Autorzy dokumentu wskazują, że technologia cyfrowa stanowi podstawę wzrostu gospodarczego, konkurencyjności i transformacji infrastruktury krytycznej Unii Europejskiej. Powszechne wykorzystanie nowoczesnych rozwiązań jest dobrym znakiem, jednak należy mieć na uwadze, że niestabilna sytuacja geopolityczna i wzrost rywalizacji międzynarodowej zwiększają ryzyko zagrożeń cybernetycznych. Wytyczne przygotowane przez KE mają na celu poprawę koordynacji działań dotyczących przewidywania, wykrywania i identyfikacji ataków, a także łagodzenia ich skutków. Na pytanie, czy nowy plan działań zwiększy cyberbezpieczeństwo w Europie, odpowiadają eksperci Linux Polska.
UE stawia na współpracę w zakresie cyberbezpieczeństwa
Stanowisko Komisji Europejskiej podkreśla przede wszystkim rolę współpracy między krajami członkowskimi w każdym obszarze związanym z cyberbezpieczeństwem. Szczególne znaczenie ma dzielenie się zweryfikowanymi informacjami dotyczącymi incydentów, technik i procedur – KE podkreśla, że budowanie wspólnej świadomości sytuacyjnej państw i podmiotów unijnych ułatwi wykrywanie cyberataków i ich neutralizację. W tym celu proponowane jest tworzenie klastrów składających się z grup różnych krajów lub instytucji, które mierzą się z podobnymi typami zagrożeń.
Zgodnie z wytycznymi do współpracy w zakresie cyberbezpieczeństwa należy angażować również sektor prywatny i społeczności open source. Gromadzeniu danych o incydentach powinny służyć Centra Wymiany i Analizy Informacji (ISAC) na poziomie unijnym i krajowym. Dariusz Świąder, CEO Linux Polska, zwraca uwagę na fakt, że w swoim stanowisku Komisja Europejska zaznacza rolę open source dla cyberbezpieczeństwa.
– Dokument wskazuje, że zabezpieczenie kluczowej infrastruktury krytycznej, w tym energetyki, transportu, ochrony zdrowia czy usług finansowych, jest obsługiwane przede wszystkim przez podmioty prywatne, a w przypadku zagrożeń na dużą skalę konieczna jest współpraca w zakresie wymiany danych między sektorem publicznym i prywatnym oraz twórcami oprogramowania open source. Znaczenie otwartoźródłowych rozwiązań stale rośnie, zwłaszcza w kontekście budowy suwerenności technologicznej Europy. W ostatnich latach widoczny jest wzrost jego wykorzystania w administracji publicznej, a na fali niedawnych wydarzeń geopolitycznych Unia Europejska rozpoczęła nawet prace nad projektem EU OS, czyli własnego systemu operacyjnego opartego na Linuxie. Kwestie te budzą oczywiście dodatkowe pytanie o bezpieczeństwo wykorzystywanych rozwiązań. Naszą odpowiedzią jest SourceMation – system umożliwiający bezpieczne wdrożenie oprogramowania open source i zaawansowane skanowanie podatności, a także zapewniający zgodność z najlepszymi praktykami branżowymi – wyjaśnia Dariusz Świąder, CEO Linux Polska.
Skuteczna ochrona dzięki ćwiczeniom
Oprócz szeroko zakrojonej wymiany informacji na temat zagrożeń Komisja Europejska proponuje opracowanie cyklu rotacyjnych ćwiczeń z zakresu cyberbezpieczeństwa. Miałyby one opierać się na scenariuszach opracowanych w wyniku skoordynowanych ocen ryzyka na poziomie unijnym. Ćwiczenia sprawdzałyby nie tylko zdolność do odparcia cyberataku, lecz także sposoby współdziałania podczas wystąpienia incydentów cybernetycznych.
W przypadku zagrożeń na dużą skalę plan zakłada również umocnienie współpracy między podmiotami cywilnymi i wojskowymi, ze szczególnym uwzględnieniem NATO.
Działania na rzecz cyberbezpieczeństwa Unii Europejskiej
Choć Cyber Blueprint nie jest dokumentem wiążącym, a zbiorem wskazówek dla państw członkowskich Unii Europejskiej, można go uznać za kolejny krok w kierunku zacieśnienia współpracy między krajami w zakresie bezpieczeństwa cybernetycznego. Zwłaszcza że propozycje są spójne z regulacjami unijnymi w zakresie cyberbezpieczeństwa, w tym przede wszystkim z dyrektywą NIS 2 oraz rozporządzeniem 2023/2841 w sprawie ustanowienia środków na rzecz wysokiego wspólnego poziomu cyberbezpieczeństwa w instytucjach, organach i jednostkach organizacyjnych Unii.
Dyrektywa NIS 2 nakłada na przedsiębiorców działających w sektorach krytycznych nowe obowiązki w zakresie zgłaszania incydentów cyberbezpieczeństwa i wdrożenia odpowiednich środków technicznych, operacyjnych i organizacyjnych w firmie. Sektor krytyczny obejmuje m.in. organizacje działające w obszarze energetyki, łączności, ochrony zdrowia, zaopatrzenia w żywność i wodę, a także finansów. Tomasz Dziedzic, Chief Technology Officer w Linux Polska, przypomina, że podmioty finansowe są dodatkowo zobowiązane do spełnienia wymogów określonych w Rozporządzeniu DORA.
– DORA uzupełnia przepisy uwzględnione w dyrektywie NIS 2 w sektorze finansowym, który jest szczególnie narażony na cyberataki. Wymogi dla podmiotów objętych przepisami dotyczą zarządzania ryzykiem i incydentami ICT, testowania odporności operacyjnej, zarządzania ryzykiem zewnętrznych dostawców ICT oraz wymiany informacji na temat cyberzagrożeń. Choć przepisy obowiązują już od stycznia, ich wdrożenie nadal jest wyzwaniem dla niektórych organizacji – wyjaśnia Tomasz Dziedzic, CTO Linux Polska.
Ekspert dodaje, że w rozwiązaniu tych trudności może pomóc DORIAN – oprogramowanie wspierające instytucje finansowe w ochronie przed zagrożeniami cyfrowymi i spełnieniu wymogów określonych w Rozporządzeniu DORA.
– DORIAN to nasz autorski system, który umożliwia m.in. zarządzanie katalogiem zidentyfikowanych zdarzeń ryzyka oraz powiązanych systemów IT i aplikacji, wyznaczanie poziomu ryzyka operacyjnego, a także raportowanie danych z katalogów i wyników analiz. W realizację części zadań, takich jak opracowanie założeń operacyjnej odporności cyfrowej czy dostosowanie umów z dostawcami usług ICT, zaangażowany jest zespół ekspertów SourceMation – podsumowuje Tomasz Dziedzic, CTO Linux Polska.
Zmiany są konieczne
Za zacieśnieniem współpracy krajów UE i podejmowaniem kolejnych działań w zakresie cyberbezpieczeństwa przemawiają liczby. Według danych Pełnomocnika Rządu ds. Cyberbezpieczeństwa w 2024 roku tylko na terenie Polski zostało zgłoszonych 627 tysięcy incydentów, czyli o 60 proc. więcej niż przed rokiem[1]. W związku z sytuacją geopolityczną na świecie w najbliższej przyszłości należy spodziewać się dalszych wzrostów.
Źródło informacji o Cyber Blueprint:
European Commission, Cyber Blueprint – Draft Council Recommendation
[1]Gov.pl, Krajobraz cyberprzestrzeni: roczne sprawozdanie o cyberbezpieczeństwie
Podczas XVII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach odbył się panel ekspercki zatytułowany „Ciepło i zielono”. Dyskusja zgromadziła kluczowych liderów sektora ciepłowniczego, regulatorów oraz przedstawicieli administracji krajowej i europejskiej. Tematem przewodnim była transformacja ciepłownictwa systemowego w kierunku dekarbonizacji, zwiększenia efektywności energetycznej oraz integracji z systemem elektroenergetycznym.
Rozpoczynając debatę, Monika Gruźlewska, dyrektorka Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej (PTEC) podkreśliła, że sektor ciepłowniczy od dekad opierał się na paliwach kopalnych i tradycyjnych technologiach. Obecnie jednak staje wobec konieczności głębokiej dekarbonizacji – poprzez inwestycje w nowe źródła, modernizację sieci i instalacje odbiorcze w budynkach, a także dostosowanie się do unijnych regulacji.
Małgorzata Pinault – przedstawicielka Komisji Europejskiej podkreśliła, że transformacja sektora ciepła stanowi jeden z filarów unijnej strategii energetycznej, a państwa członkowskie mają dużą elastyczność w kształtowaniu swojego miksu energetycznego – o ile osiągną cel dekarbonizacji. Przypomniała najnowsze inicjatywy Komisji, które mają wspierać zieloną transformację, ale też zwiększać konkurencyjność europejskiego przemysłu. Przedstawicielka Komisji Europejskiej podkreśliła, że Wspólnota daje państwom członkowskim dużą swobodę w wyborze technologii, o ile cel dekarbonizacji zostaje zachowany. Komisja promuje zasadę Energy Efficiency First, transformację w kierunku niskotemperaturowych sieci ciepłowniczych i integrację źródeł odnawialnych oraz energii odpadowej – wspieraną przez technologie Power-to-Heat, pompy ciepła i magazyny ciepła.
– Kogeneracja pozostaje istotnym elementem systemu energetycznego, ale jej rola w perspektywie kolejnych dekad będzie się zmieniać – z pracy w podstawie na funkcję rezerwową dla systemów ciepłowniczych i elektroenergetycznych. Szczególnie w okresach „dunkelflaute”, czyli zimowych niedoborów energii odnawialnej, kiedy rośnie zapotrzebowanie na ciepło, kogeneracja stanie się kluczowym wsparciem dla stabilności całego systemu – podkreśliła Małgorzata Pinault, kierownik zespołu – Polityka efektywności energetycznej: infrastruktura energetyczna, ogrzewanie i chłodzenie, Wydział Efektywności Energetycznej (ENER.B2), Dyrekcja Generalna ds. Energii, Komisja Europejska. – Komisja Europejska zamierza doprecyzować zasady pomocy publicznej dla programów elastyczności i rozwoju magazynowania ciepła – z wyraźnym podkreśleniem ciepłownictwa. To otwiera drogę państwom członkowskim do tworzenia skutecznych mechanizmów wsparcia, w szczególności dla technologii Power-to-Heat i magazynowania.
Renata Mroczek – wiceprezes Urzędu Regulacji Energetyki, wskazała, że integracja sektora ciepła z elektroenergetyką (tzw. sector coupling) to przyszłość, ale obecny system regulacyjny nie zawsze sprzyja tej synergii. Zaznaczyła również, że taryfy wciąż pełnią kluczową rolę w planowaniu inwestycji, jednak potrzebne są nowe mechanizmy wsparcia – szczególnie w kontekście wysokich kosztów transformacji. Ciepłownictwo może zapewniać elastyczność sieci, odbierać nadwyżki z OZE i stabilizować system. Kluczowe pozostaje jednak uznanie odnawialnej energii elektrycznej użytej w ciepłownictwie jako „zielonej”.
– Taryfy wciąż odgrywają istotną rolę w transformacji ciepłownictwa. Podczas jednych z serii warsztatów pojawił się temat uwolnienia rynku od taryf, ale nie znalazł on wielu zwolenników. To pokazuje, że system taryfowy daje stabilność i przewidywalność, jakże ważną w procesie transformacji i pozyskiwania finansowania na ten cel. Dostosowujemy model taryfowania do nowych warunków m.in. poprzez możliwość stosowania dwóch metod taryfowych – uproszczonej i kosztowej w ramach odrębnych taryf jednego przedsiębiorstwa, co wcześniej było niemożliwe – podkreśliła Renata Mroczek, wiceprezes URE. – Aby skutecznie wspierać transformację i stawić czoła wyzwaniom, Urząd Regulacji Energetyki musi dysponować odpowiednimi narzędziami – zarówno kadrowymi, jak i analitycznymi. Dziś próbujemy zarządzać ogromem danych przy pomocy metod sprzed dekad. Bez wsparcia instytucjonalnego, technologicznego i legislacyjnego nie nadążymy za tempem zmian – a urząd nie może stać się hamulcowym transformacji.
Firmy energetyczne: inwestycje trwają, ale bariery są realne
Mariusz Michałek – wiceprezes zarządu PGE Energia Ciepła przedstawił aktualny stan realizacji strategii dekarbonizacyjnej w spółce. Zwrócił uwagę na skalę inwestycji – 3,6 mld zł już poniesionych nakładów, 8-10 mld zł planowanych do zainwestowania – oraz kluczowe projekty, m.in. w Siechnicach pod Wrocławiem, czy inwestycje w szczecińskich Pomorzanach oraz w Gdyni. Wskazał również na istotność dla transformacji pionierskiego wdrożenia kotłów elektrodowych w Gdańsku, które pozwoliło na zbieranie doświadczeń z pracy tego typu źródła. Podkreślił także, że biomasa, choć nie jest rozwiązaniem docelowym, pozostaje dziś istotnym elementem w utrzymaniu efektywnych systemów ciepłowniczych.
– Jako pierwsi w Polsce wdrożyliśmy kotły elektrodowe w naszej elektrociepłowni w Gdańsku. Tylko w ubiegłym roku wyprodukowane w nich ciepło pozwoliło zasilić około 10 tysięcy gospodarstw domowych. To technologia, która pozwala zagospodarować nadwyżki energii elektrycznej z OZE. Potencjał kotłów elektrodowych do produkcji ciepła z nadmiaru zielonej energii w krajowym systemie elektroenergetycznym jest obiecujący, a ich integracja z akumulatorem ciepła jeszcze bardziej zwiększy potencjał takiego rozwiązania – zaznaczył wiceprezes PGE Energia Ciepła.
Piotr Górnik – prezes Fortum, mówił o doświadczeniach firmy w Polsce i Finlandii. Wskazał, że ciepłownictwo ma potencjał, by odciążyć system elektroenergetyczny poprzez lokalne bilansowanie energii. Fortum planuje budowę kotłów elektrodowych o mocy 50 MW w Zabrzu i Częstochowie. – Ciepłownictwo może odegrać ważną rolę w odciążeniu systemów dystrybucyjnych i przesyłowych, umożliwiając lokalne bilansowanie energii. To istota sector couplingu. Ale ani sama elektryfikacja, ani sama integracja sektorów nie wystarczą – potrzebujemy podejścia wielowymiarowego, które zapewni stabilność, ciągłość dostaw i akceptowalny poziom cen dla odbiorców – wskazał prezes Fortum.
Magdalena Bezulska – prezes Veolii term mówiła o wykorzystaniu ciepła odpadowego z przemysłu, biogazowni i oczyszczalni ścieków w mniejszych miastach. Przykłady z Leżajska czy Tarnowskich Gór pokazują, że w małych systemach stosuje się nowoczesne i efektywne rozwiązania. Wskazała natomiast na potrzebę uproszczenia procedur administracyjnych i stabilnych ram wsparcia, które pozwolą przyspieszyć inwestycje w skali całego kraju. – Projekt w Lidzbarku Warmińskim pokazuje, że innowacyjne rozwiązania w ciepłownictwie są możliwe – powstała tam nowoczesna instalacja z pompami ciepła, trójstopniowym magazynem ciepła i panelami PV. To efekt współpracy z NCBiR, partnerem technologicznym i lokalnym samorządem. Ten pilotaż działa – ale pamiętajmy, że to nie jest lekarstwo na transformację tzw. dużego ciepłownictwa, tylko projekt skalowalny w małych i średnich miastach – podkreśliła prezes Bezulska.
Marcin Staniszewski – prezes zarządu TAURON Ciepło zwrócił uwagę, że wszystkie spółki energetyczne zaczynają intensywnie pracować nad dekarbonizacją. Dodał, że do 2030 r. TAURON planuje zainwestować w transformację aktywów ciepłowniczych ok. 5 mld zł.
– Dziś coraz wyraźniej widać, że ciepłownictwo może stać się stabilizatorem systemu elektroenergetycznego. Dzięki technologiom takim jak Power-to-heat czy pompy ciepła, możliwe jest magazynowanie nadwyżek zielonej energii i wykorzystanie ich do produkcji ciepła. To jeden z filarów naszej strategii – dostęp do energii z OZE i jej efektywne wykorzystanie. Przykładem jest elektrociepłownia w Bielsku-Białej, gdzie realizujemy proces przejścia na wytwarzanie ciepłej wody użytkowej wyłącznie z wykorzystaniem OZE. To pokazuje, że zielona energia może zapewnić nam również zielone ciepło – i to po konkurencyjnych cenach – powiedział prezes Staniszewski.
W lutym 2025 roku obroty centrów handlowych spadły o 2,8% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego, przy jednoczesnym spadku liczby odwiedzin. Należy jednak pamiętać, że poprzedni rok był przestępny, co oznaczało dodatkowy dzień handlu w lutym 2024 r.
Mimo niższej intensywności ruchu, o 2,4 % wzrósł współczynnik konwersji, co oznacza, że klienci wydawali więcej podczas jednej wizyty w centrum handlowym.
Największe wzrosty obrotów odnotowano w kategoriach: artykuły specjalistyczne, rozrywka oraz zdrowie i uroda.
Luty 2025 nie przyniósł przełomu dla branży centrów handlowych. Obroty ogółem zmniejszyły się o 2,8% w ujęciu rok do roku, a odwiedzalność (PRCH Footfall Density Index), mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu była niższa o 5,2%.
Przyglądając się wynikom poszczególnych miesięcy należy mieć na uwadze szereg czynników, które wpływają na odwiedzalność i na obroty w centrach handlowych. Rok 2024 był rokiem przestępnym, co oznacza, że w lutym było 25 dni handlowych, podczas gdy w roku 2025 było ich o 4% mniej (24 dni handlowe). Dodatkowo ferie zimowe w całej Polsce przypadały na więcej dni lutego w 2025 r. niż w analogicznym miesiącu poprzedniego roku. Z wnikliwością analizujemy wyniki każdego miesiąca, a obserwowane solidne dane odwiedzalności i obrotów w centrach handlowych na przestrzeni roku potwierdzają stabilność rynku nieruchomości handlowych skupiającego bezpieczne i dochodowe aktywa – komentuje Marcin Klammer, Dyrektor Zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.
Dane te pokazują też, że konsumenci podejmują decyzje zakupowe ostrożniej, ale bardziej zdecydowanie. Dowodzi tego wzrost o 2,4% współczynnika konwersji czyli średnich wydatków klienta w przeliczeniu na pojedynczą wizytę w obiekcie handlowym. Mówiąc prościej: choć klientów było mniej, ci, którzy pojawili się w centrach handlowych, zostawiali tam więcej pieniędzy niż przed rokiem. To pozytywny sygnał dla najemców i operatorów obiektów – świadczący o większej gotowości do zakupów u osób odwiedzających galerie.
Na tle ogólnej tendencji pozytywnie wyróżniły się niektóre kategorie zakupowe. Największe wzrosty obrotów zanotowały sklepy oferujące artykuły specjalistyczne (+2,6%), punkty rozrywki (+2,3%) oraz segment zdrowia i urody (+1,8%). Te wyniki mogą sugerować, że klienci coraz częściej traktują centra i parki handlowe jako miejsce nie tylko zakupów, ale także spędzania wolnego czasu i dbania o samopoczucie.
W podziale na wielkość obiektów największe spadki obrotów zanotowały duże centra handlowe (-4,5%) oraz obiekty średniej wielkości (-3,3%). Najlepiej poradziły sobie bardzo duże galerie (powyżej 60 tys. mkw. GLA) – tu spadek ograniczył się do 1,2%. W przypadku małych i bardzo małych centrów wynik wyniósł -2%.
Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego, luty 2025 roku przyniósł mieszane wyniki w handlu detalicznym. Sprzedaż detaliczna w cenach stałych spadła o 0,5% w porównaniu tym samym miesiącem roku ubiegłego (wobec wzrostu o 6,1% w lutym 2024 r.). Dane te pokazują, że cała branża handlowa w Polsce nadal mierzy się z wyzwaniami związanymi z postpandemiczną transformacją konsumpcji, wymagającym otoczeniem makroekonomicznym oraz ostrożnością konsumentów.
Luty 2024 charakteryzował się wyjątkowo wysokim wzrostem sprzedaży (wg. GUS), co oznacza wyjątkowo wysoką bazę do porównania i niekorzystne w tym kontekście wyniki dla Lutego 2024. Trudno powiedzieć, czy wyniki lutowe to początek negatywnego trendu czy np. korekta po styczniu oraz efekt szeregu zjawisk z lutego mogących mieć wpływ na zachowania zakupowe konsumentów. A były to, po pierwsze wysokie temperatury, które zawsze negatywnie wpływają na sprzedaże zimowych kolekcji. Po drugie ferie zimowe i być może przekierowanie wydatków konsumenckich w stronę turystyki i rekreacji. Po trzecie w lutym wyhamował wzrost płac, co może mieć kluczowe znaczenie, zwłaszcza że inflacja w Polsce jest wciąż wysoka, a konsumenci odczuwają wysokie koszty utrzymania. A to bezpośrednio przekłada się na ograniczenia wydatków na przyjemności. Jest jeszcze szereg innych ciekawych zjawisk, jak np. rozwój chińskich platform handlowych, wyludnianie miast, rozwój marek ekonomicznych, zmiana zwyczajów zakupowych. A to oznacza, że comiesięczne śledzenie wyników będzie ciekawe, gdyż mogą zaskoczyć nas one w tym roku niejednokrotnie – podsumowuje Przemysław Dwojak, Senior Client Business Partner w GfK – An NIQ Company.
Atak ransomware przeprowadzony na brytyjską sieć handlową Marks & Spencer spowodował, że sprzedaż internetowa została wyłączona i nie jest dostępna już od pięciu dni.
Pomimo zakłóceń sklepy stacjonarne pozostają otwarte, choć niektóre usługi – jak korzystanie z kart podarunkowych czy zwroty – zostały ograniczone.
Atak poskutkował gigantycznymi stratami wizerunkowymi znanej sieci, która posiada ponad 1000 sklepów w Wielkiej Brytanii i ponad 400 na świecie.
Z kolei straty na giełdzie szacowane są na 500 mln funtów.
Komentarz:
Beniamin Szczepankiewicz, analityk laboratorium antywirusowego ESET
Ataki typu ransomware, którego doświadczyła znana brytyjska sieć handlowa Marks & Spencer motywowane są przede wszystkim chęcią gigantycznego zarobku po stronie cyberprzestępców, dla których ten typ ataków to klasyczna sytuacja win-win, bo atak może się zakończyć opłaceniem okupu lub sprzedażą danych klientów w tzw. darknecie. Tym samym, jeśli systemy nie zostaną szybko i skutecznie naprawione, będzie rosnąć presja, by zapłacić okup i jak najszybciej wrócić do normalnego funkcjonowania.
W przypadku firmy Marks & Spencer nie tylko straty wizerunkowe wynikające z ataku, mogą być druzgocące. Gigantyczne spadki na giełdzie, a także wyłączenie sprzedaży internetowej na kilka dni będzie bardzo kosztowne.
Według doniesień medialnych za atakiem stoi grupa Scattered Spider, która wcześniej miała uderzyć w globalną firmę z branży hotelarskiej MGM Resorts i amerykańskiego operatora kasyn Caesars. W skład grupy wchodzą m.in. przestępcy z Wielkiej Brytanii i USA, w wieku około 20 lat, z których część była oskarżana o próby kradzieży kryptowalut za pomocą phishingu w USA.
Tego typu incydenty powinny przypomnieć polskim przedsiębiorcom, jak ważna jest prewencja i odpowiednie zabezpieczenie danych firmy i klientów.. Z najnowszych danych zebranych w raporcie ESET Threat Report za II półrocze 2024 wynika, że w porównaniu do I półrocza liczba ataków ransomware w naszym kraju wzrosła aż o 37%. Ponadto przedsiębiorcy powinni pamiętać o regularnych szkoleniach, bo to człowiek jest często najsłabszym ogniwem. Niestety nasze dane wskazują, że aż 52% pracowników polskich firm nie przeszło w ciągu ostatnich 5 lat ani jednego szkolenia z cyberbezpieczeństwa w miejscu pracy.
Rewolucja AI może odebrać pracę jedynie tym, którzy nie będą gotowi się uczyć, a na rynku pracy w przyszłości sztuczna inteligencja nie będzie stawiana w kontrze do człowieka, nadal będą na nim funkcjonować ludzie, ale korzystający ze wsparcia AI – uważa Alex Kartsel, ekspert ds. rynku pracy i migracji, wiceprezes EWL Group.
Około 3,7 mln osób pracuje w Polsce w zawodach, które, jak szacuje Polski Instytut Ekonomiczny, są najbardziej narażone na rozwój sztucznej inteligencji. To pracownicy, którzy wykonują czynności powtarzalne i działają w sektorach: usługowym, administracyjnym, produkcyjnym i logistycznym.
Alex Kartsel podkreśla, że, jego zdaniem, w tych zawodach, które wymagają kreatywności, elastyczności lub krytycznego myślenia, AI będzie raczej wsparciem niż konkurencją.
„Nowe technologie na pewno stworzą nowe miejsca pracy dla specjalistów IT. Dużo będzie pracy dla analityków danych czy ekspertów od wdrażania AI. Myślę, że kluczowymi będą też otwartość na zmiany i gotowość do nieustannego rozwoju” – mówi ekspert.
Na rynku pracy kluczowe będą: umiejętności cyfrowe, analityczne, kreatywność, adaptacyjność, obsługa narzędzi AI i systemów automatyzacji. Znaczenie zyska także umiejętność rozwiązywania problemów i komunikacji międzykulturowej, ponieważ już 7 proc. pracowników w Polsce to obcokrajowcy.
„W wielu sektorach, w których są teraz zatrudnieni pracownicy zagraniczni, takich jak budownictwo, logistyka, rolnictwo, technologia nie nadąży za rosnącymi potrzebami kadrowymi. Automatyzacja poszczególnych sektorów będzie ewolucją. Również bardzo istotne znaczenie dla rynku pracy i całej ekonomii ma starzejące się społeczeństwo polskie oraz naturalna chęć pracy na stanowiskach z wyższymi kompetencjami. Jeśli chodzi o pracę fizyczną, migranci zarobkowi wciąż będą odgrywać kluczową rolę w polskiej gospodarce” – zauważa Kartsel.
Zdaniem eksperta dużo większy wpływ na rynek pracy niż AI ma automatyzacja, która już teraz wspiera bardzo dużo zawodów, a najbardziej narażeni na zmiany są pracownicy wykonujący powtarzalne zadania bez inwestycji w nowe umiejętności.
W tej sytuacji agencje pracy stają się partnerami w rozwoju kompetencji, a nie tylko, jak dotychczas, poszukiwaczami talentów. Agencje powinny wspierać firmy i pracowników w procesach przekwalifikowania – szczególnie w branżach przechodzących szybką automatyzację.
„Agencje pracy muszą wyjść poza tradycyjną rekrutację. Naszym zadaniem jest nie tylko łączenie pracowników z pracodawcami, ale również wspieranie ich w rozwoju kompetencji, organizowanie różnego rodzaju szkoleń technologicznych i pomaganie w przebranżowieniu się” – zaznacza Alex Kartsel.
Kartsel podkreśla, że EWL Group już dzisiaj działa w tym kierunku, bo przyszłość rynku pracy to nie tylko zatrudnianie, ale i przygotowanie ludzi na zmiany.
Założona w 2007 roku EWL Group łączy osoby, które zamieszkują kraje na pięciu kontynentach z pracodawcami działającymi w krajach UE. Od momentu powstania firma pomogła ponad 170 tys. osób z 28 państw znaleźć zatrudnienie u ponad 1,6 tys. pracodawców w krajach Unii Europejskiej.
GUS opublikował dziś dane o inflacji za kwiecień – wyniosła ona 4,2 proc. w ujęciu rocznym. Inflacja mocno spadła zatem wobec odczytu marcowego – 4,9 proc., a także była niższa od oczekiwań analityków. To zwiększa szanse na obniżkę stóp procentowych już 7 maja. Jeśli do niej nie dojdzie, to stopy prawdopodobnie zostaną obniżone w czerwcu. Na spadki inflacji w Polsce wpływa obecnie wiele czynników: spadki cen paliw, efekt bazy, sezonowość, a także taryfy celne Donalda Trumpa.
Dzisiejsze dane o inflacji za kwiecień pokazują, że ceny w ujęciu rocznym wzrosły średnio o 4,2 proc., w ujęciu miesięcznym wzrost wyniósł 0,4 proc. W ciągu ostatniego roku żywność zdrożała o 5,3 proc., a ceny paliw spadły o 8,3 proc. Inflacja wyraźnie znajduje się w trendzie spadkowym – już w lipcu, za sprawą efektu bazy (wysokie odczyty w tych samych miesiącach rok temu), inflacja powinna spaść do poziomu około 3 proc. Zbliżamy się także do okresu, w którym hamuje wzrost cen żywności za sprawą spadków cen produktów sezonowych, choć w kwietniu żywność podrożała o 0,8 proc.
Te argumenty mogą przemawiać za dokonaniem obniżki stóp już w przyszłym tygodniu – RPP podejmie decyzję o stopach w środę 7 maja. Najlepszym wskaźnikiem tych nastrojów jest stawka WIBOR 6M, która spadła poniżej poziomu stopy referencyjnej Narodowego Banku Polskiego (5,75 proc.), osiągając poziom 5,12 proc. – podczas gdy jeszcze miesiąc temu oscylowała w okolicach 5,80 proc. To wyraźny sygnał, że rynek finansowy zakłada rychłe cięcia stóp. Dodatkowym potwierdzeniem są wypowiedzi członków Rady Polityki Pieniężnej – zarówno Ludwik Kotecki, jak i Przemysław Litwiniuk otwarcie wskazują na możliwość redukcji stóp już podczas majowego posiedzenia. Litwiniuk wspomniał nawet o potencjale cięcia o 50 punktów bazowych, choć bardziej prawdopodobny wydaje się ruch o 25 punktów. Jeśli do obniżki stóp nie dojdzie w maju, to z dużym prawdopodobieństwem nastąpi na kolejnym posiedzeniu w czerwcu.
Wpływ na spadek inflacji w Polsce mogą mieć także taryfy celne wprowadzone w USA przez Donalda Trumpa. Wysokie cła nałożone przez USA na chińskie produkty sprawiają, że chińscy producenci muszą szukać nowych rynków zbytu, by utrzymać wysoki poziom eksportu. Jednym z głównych kierunków staje się Unia Europejska, a w tym Polska. Aby zwiększyć sprzedaż tych produktów, Chiny muszą je oferować po niższych cenach. Taki szeroki napływ tanich produktów z Chin wpływa na obniżenie ogólnego poziomu cen w Polsce, co może przyczynić się do spadku inflacji. Oczywiście nie będzie to wpływ gigantyczny, ale pamiętajmy, że im niższy jest poziom inflacji, tym trudniejsze dalsze jego obniżanie. Zatem nawet spadek cen o 0,2-0,5 pkt proc. może mieć znaczenie dla naszej gospodarki.
Spadek stóp to bardzo dobra wiadomość dla kredytobiorców bowiem zapowiedzi obniżek już teraz przekładają się na spadki rat kredytów opartych o WIBOR, choć efekt ten pojawi się z opóźnieniem, ze względu na mechanizmy aktualizacji oprocentowania stosowane przez banki (najczęściej co 3 lub 6 miesięcy). Szczególnie odczują to osoby, które właśnie kończy się okres stałego oprocentowania i przechodzą na zmienną stawkę. Z drugiej strony, niższe stopy mogą osłabić złotego – odpływ części kapitału zagranicznego z rynku długu może zmniejszyć popyt na polską walutę.
Spadają także obawy inwestorów dotyczące inflacji. Według badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego, odsetek polskich inwestorów uważających inflację za największe zagrożenie dla ich portfela inwestycyjnego spadł w pierwszym kwartale do poziomu 24 proc., z 28 proc. kwartał wcześniej. Inflacja jednak cały czas pozostaje najpopularniejszym zagrożeniem dla portfela polskich inwestorów, choć jednocześnie 22 proc. z nich najbardziej obawia się konfliktów międzynarodowych, a dla 9 proc. najważniejszym problemem pozostają właśnie wysokie stopy procentowe w Polsce.
Komisja Podatkowa BCC przedstawiła Ministerstwu Finansów uwagi i rekomendacje zmian do projektu ustawy o Ordynacji podatkowej.
Ocena projektu
Największy zakres zmian dotyczy przepisów o raportowaniu schematów podatkowych, które Komisja Podatkowa BCC ocenia umiarkowanie pozytywnie, a także przedawnienia zobowiązań podatkowych, który w opinii ekspertów BCC wciąż są niewystarczające.
Ograniczenie raportowania schematów podatkowych może oczywiście cieszyć, ale tą niewątpliwą zaletę projektu zmian Ordynacji podatkowej przyćmiewają obawy o zmiany w przedawnieniu. Każdy podatnik chciałby mieć pewność co do tego kiedy przedawni się jego zobowiązanie podatkowe – funkcja gwarancyjna to zresztą podstawowy cel przedawnienia. Wprowadzanie nowych instrumentów umożliwiających wydłużanie tego terminu, ale też ingerowanie przez organy podatkowe w jego bieg nie będzie sprzyjało budowaniu zaufania podatników. Tym bardziej, że jak pokazują dane i doświadczenie, mechanizmy te niejednokrotnie bywają wykorzystywane przez administrację skarbową w sposób instrumentalny. Warto byłoby więc rozważyć zmiany w projekcie w tym obszarze. – mówi Daniel Panek, ekspert Komisji Podatkowej BBC.
Komisja Podatkowa BCC negatywnie ocenia zmiany dotyczące przedawnień zobowiązań podatkowych, podobnie jak zmiany karalności na gruncie kodeksu karnego skarbowego.
W ocenie Komisji konieczne jest usunięcie przesłanki zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązań podatkowych na skutek wszczęcia postępowania karnego skarbowego (art. 70 § 6 pkt 1 Ordynacji podatkowej).
Stosowanie tego przepisu jest przedmiotem szeregu orzeczeń sądów administracyjnych. Według danych na 28 kwietnia 2024 r. wydanych zostało ponad 10.000 orzeczeń sądów administracyjnych dotyczących tej kwestii, w tym trzy uchwały Naczelnego Sądu Administracyjnego.
Trudno jest w Ordynacji podatkowej znaleźć przykład regulacji, która byłaby bardziej kontrowersyjna, o czym świadczy fakt wydania – po razie pierwszy od siedmiu lat – postanowienia sygnalizacyjnego przez NSA z 14 kwietnia 2025 r. w sprawie o sygn. akt I FSK 1078/24, który poinformował Ministra Finansów o istotnych naruszeniach w stosowaniu art. 70 § 6 pkt 1 Ordynacji podatkowej polegających na instrumentalnym wszczynaniu postępowań karnych skarbowych w celu zapobieżenia przedawnieniu zobowiązań podatkowych. – czytamy w opinii Komisji Podatkowej BCC.
Eksperci negatywnie ocenili także wprowadzenie kolejnej przesłanki pozwalającej na wydłużenie biegu terminu przedawnienia, tj. złożenia korekty w ostatnim roku przed upływem tego terminu.
Pozytywnie oceniono natomiast m.in. :
Zrównanie terminu przedawnienia zobowiązań z tytułu opodatkowania przychodów nieznajdujących pokrycia w ujawnionych źródłach lub pochodzących ze źródeł nieujawnionych z terminem przedawnienia zobowiązania podatkowego w podatku dochodowym od osób fizycznych.
Brak jest bowiem podstaw do tego, aby zobowiązanie podatkowe będące efektem działań nagannych przedawniało się szybciej, niż zobowiązanie podatkowe wynikające z deklaracji podatkowej.
Zmianę Ordynacji podatkowej, wskazując konkretne modyfikacje przepisu tak, aby wyeliminować niezasadne przedłużanie biegu terminu przedawnienia w oczekiwaniu na zwrot akt z sądu administracyjnego.
W opinii Komisji:
– Zaproponowane brzmienie przepisu może doprowadzić do sytuacji, w której organy podatkowe będą prowadziły postępowanie podatkowe w oparciu o akta wypożyczone sądu administracyjnego, zaś bieg terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego nie będzie biegł, co naruszałoby gwarancyjną funkcję przedawnienia.
Zmianę, zgodnie z którą w przypadku podatników, którzy będą nadużywali instytucji wniosku o uzupełnienie lub sprostowanie decyzji I instancji, tj. otrzymają postanowienie o odmowie jej uzupełnienia lub sprostowania i złożą kolejny wniosek o uzupełnienie i sprostowanie tego postanowienia.
Nowe polskie kredyty mieszkaniowe najdroższe w UE nie tylko pod względem oprocentowania? Analizujemy ciekawe, choć niepełne statystyki.
W ostatnim czasie krajowe media dość często przypominają o najwyższym w Unii Europejskiej oprocentowaniu nowych polskich kredytów mieszkaniowych. Eksperci RynekPierwotny.pl niedawno również przygotowali analizę na ten temat. Pamiętajmy jednak, że same odsetki nie są jedynym kosztem dla konsumentów kupujących lokum na kredyt. Warto przyjrzeć się więc danym na temat RRSO nowych kredytów mieszkaniowych z różnych krajów.
Na wstępie trzeba wyjaśnić, że Europejski Bank Centralny tylko dla kilku krajów UE podaje dane o średniej rzeczywistej rocznej stopie oprocentowania (RRSO) nowych kredytów mieszkaniowych. Łatwiej dostępne są statystyki na temat RRSO nowych kredytów konsumpcyjnych. Niemniej jednak, informacje zaprezentowane w poniższej tabeli zasługują na uwagę. Prezentują one średnie lutowe RRSO nowych „hipotek” z ośmiu krajów oraz analogiczny poziom średniego oprocentowania kredytów mieszkaniowych, który jest oczywiście mniejszy. Różnica pomiędzy tymi wskaźnikami wynika głównie z kosztu prowizji kredytowych i ubezpieczeń.
W przypadku Polski, średni lutowy poziom RRSO nowych kredytów mieszkaniowych okazał się najwyższy wśród analizowanych państw. Jest bardzo prawdopodobne, że pod względem łącznego kosztu nowych kredytów mieszkaniowych nasz kraj osiągnął również największy wynik w skali całej Unii Europejskiej. Uwagę zwraca nie tylko duża różnica średniego RRSO nowych „hipotek” z Polski (8,42%), Czech (5,05%) oraz Niemiec (3,63%). Należy też odnotować, że dodatkowe koszty (m.in. prowizje) stanowią relatywnie dużą część „polskiego” RRSO. Jednak nie tak dużą, jak w przypadku Rumunii, która mocno wyróżnia się wśród analizowanych krajów.
Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl
W minionym tygodniu ceny benzyny Natural 95 i oleju napędowego spadły. Cena benzyny Natural 95 zmniejszyła się o 2 grosze za litr, a oleju napędowego – o 5 groszy za litr.
Na giełdzie w Rotterdamie ceny ropy Brent spadły o 1 dolara za baryłkę, oscylując w ciągu ostatnich dwóch tygodni między 65 a 68 dolarami. We wtorek po południu przekroczono w dół próg 65 dolarów. Rynek jednak pozostaje niestabilny – w ciągu jednego tygodnia ceny trzykrotnie zmieniały się o ponad 1 dolara za baryłkę.
Poza napięciami handlowymi, na rynek wpłynęły również zrewidowane prognozy. Rosja obniżyła swoją prognozę średniej rocznej ceny ropy Brent z 81,7 do 68 dolarów za baryłkę, co odzwierciedla obawy dotyczące długoterminowej nadpodaży. Na arenie międzynarodowej utrzymują się napięcia wokół dyscypliny OPEC+: Kazachstan otwarcie sygnalizuje, że będzie realizować własne cele produkcyjne, niezależnie od przyjętych limitów, a Arabia Saudyjska grozi wojną cenową wobec „oszustów”. Banki reagują, korygując swoje prognozy cenowe: Barclays przewiduje obecnie cenę Brent na poziomie 70 dolarów (spadek o 4 USD) w 2025 roku, a JPMorgan obniżył swoją prognozę do 66 dolarów za baryłkę.
W odpowiedzi na spadek cen, uwaga inwestorów kieruje się teraz ku strategiom finansowym największych firm naftowych. W nadchodzących dniach, szczególnie w trakcie publikacji wyników za pierwszy kwartał, inwestorzy będą uważnie obserwować, jak takie koncerny jak BP, Exxon, Chevron czy Shell dostosują swoje programy skupu akcji własnych. Analitycy przewidują, że niektóre firmy mogą ogłosić ich ograniczenie względem planów z początku roku.
Aby utrzymać obecne tempo skupu akcji, Chevron potrzebowałby cen ropy Brent na poziomie ok. 95 dolarów, a Exxon – około 88 dolarów. Niektóre firmy, jak włoskie Eni, reagują cięciem wydatków inwestycyjnych, ale na razie utrzymują zaplanowane wypłaty dla akcjonariuszy.
W najbliższym czasie ceny paliw prawdopodobnie się ustabilizują, z możliwym dalszym spadkiem o 3–5 groszy za litr. Na dalszy trend cenowy największy wpływ będą miały notowania ropy i możliwość ich powrotu do wcześniejszych poziomów.
Komentarz przygotował Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce
Aż 40 proc. rynku kasyn online w Polsce pozostaje poza kontrolą państwa, a obroty legalnego i nielegalnego segmentu są niemal równe – wynoszą odpowiednio 67 i 65 miliardów złotych rocznie. Uczestnicy panelu „Szara Strefa” podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego ostrzegali, że obecny model regulacyjny nie zapewnia skutecznej ochrony graczy ani interesów Skarbu Państwa. Według zaprezentowanych podczas panelu danych, od momentu nowelizacji ustawy hazardowej z polskiej gospodarki wypłynęło już 230 mld zł do zagranicznych rajów podatkowych, a budżet państwa stracił 5,8 mld zł na niezapłaconym podatku od gier.
Uczestnicy debaty wskazywali, że system monopolu państwowego – w którym jedynym legalnym operatorem kasyna online pozostaje Totalizator Sportowy – nie nadąża za rozwojem technologicznym i oczekiwaniami konsumentów. Część panelistów postulowała przejście na model licencyjny, wzorowany na rozwiązaniach z większości państw Unii Europejskiej.
– W takiej czy innej formule państwo nie nadąża z prawem, żeby rzeczywiście wyprzedzać to, co rynek może zaoferować. (…) Jeśli mówimy o szarej strefie i ściganiu operatorów z Malty, Gibraltaru czy Curacao, to ta domena leży w rękach regulatora – mówił Wojciech Szpil, były prezes Totalizatora Sportowego i przewodniczący Rady UN Global Compact Network Poland.
Zdzisław Kostrubała, prezes Stowarzyszenia „Graj Legalnie”, wskazywał, że regulacje powinny być jednolite i skuteczne wobec wszystkich uczestników rynku – niezależnie od formy własności.
– 1 kwietnia minęło 8 lat od wejścia w życie przepisów nowelizacji ustawy hazardowej. Tymczasem Ministerstwo Finansów publikuje dziś blisko 50 tys. domen oferujących nielegalne gry – mówił. – Monopol jest dziś anachronizmem. Nie da się we współczesnym internecie skutecznie blokować stron – to jest zabawa w kotka i myszkę.
Piotr Palutkiewicz, wiceprezes Warsaw Enterprise Institute, zwracał uwagę na niski poziom świadomości konsumenckiej i ograniczony wybór dla użytkowników:
– Jedno kasyno internetowe w Polsce jest legalne – Total Casino. (…) Nawet konsument, który chce grać legalnie, może nieświadomie trafić do szarej strefy – mówił. – Prawo nie nadąża za stanem faktycznym. (…) Prawie wszystkie kraje UE wdrożyły już model licencyjny.
Na skalę szarej strefy i niewystarczającą dynamikę rozwoju legalnego segmentu zwrócił uwagę Olgierd Cieślik, prezes Totalizatora Sportowego w latach 2017–2024:
– Według danych H2GC, legalny rynek kasyn online w Polsce wzrośnie jedynie o 4–5 proc. w ciągu pięciu lat. To za mało. Dziś obroty legalnego rynku wynoszą 67 mld zł, a nielegalnego – 65 mld zł. I ten drugi rośnie – zaznaczył. W jego ocenie państwowy monopol nie odpowiada na współczesne oczekiwania użytkowników, którzy – podobnie jak w przypadku platform streamingowych czy zakładów – chcą mieć wybór.
Z kolei Mariusz Rzeczkowski, dyrektor w Totalizatorze Sportowym, podkreślił nieskuteczność obecnych narzędzi ograniczania dostępu do nielegalnych gier i potrzebę wprowadzenia rozwiązań stosowanych w innych krajach:
– Jeśli nie ukrócimy reklam i płatności do szarej strefy, nielegalne podmioty będą działały bez przeszkód. (…) Rejestr domen często wręcz podpowiada graczom, gdzie zagrać. Można natomiast blokować IP czy konta bankowe. W Norwegii pośrednicy płatności są objęci sankcjami – wskazał.
Revolut udostępni nielimitowane połączenia głosowe, wiadomości tekstowe i krajowy transfer danych, połączone z dużym pakietem transferu danych za granicą, np. klienci w Wielkiej Brytanii otrzymają 20 GB roamingu w UE i USA, bez konieczności podpisywania umowy długoterminowej
Klienci Revolut na dwóch pilotażowych rynkach, w Wielkiej Brytanii i Niemczech, mogą zapisać się na listę osób oczekujących, aby uzyskać wcześniejszy dostęp do usługi i skorzystać z promocyjnej stawki 12,50 GBP/EUR za miesiąc
Klienci Revolut mogą zachować swój dotychczasowy numer telefonu komórkowego i przenieść go do nowego planu mobilnego lub przejść na numer udostępniony przez Revolut
Revolut Mobile to następstwo sukcesu wirtualnych kart Revolut eSIM udostępnionych w 2024 r., w ramach których aktywowano i wykorzystano miliony pakietów danych w ponad 100 lokalizacjach na całym świecie
Revolut ogłosił, że szykuje europejską premierę usługi Revolut Mobile. Miesięczne plany mobilne będą obejmować nielimitowane połączenia głosowe, wiadomości tekstowe oraz krajowy transfer danych, połączone z pakietem transferu danych za granicą, np. klienci w Wielkiej Brytanii otrzymają 20 GB danych roamingu w UE i USA, a wszystko to z lokalnym numerem telefonu i bez konieczności podpisywania długoterminowej umowy.
Mobile Plans zadebiutują na dwóch rynkach pilotażowych – Wielkiej Brytanii i Niemczech, a następnie na kolejnych rynkach w Europie. Klienci Revolut mogą zapisać się na listę oczekujących, aby jako pierwsi uzyskać dostęp do usługi i zapewnić sobie promocyjną cenę 12,50 GBP/EUR za miesiąc.
Revolut łączy klientów na całym świecie dzięki błyskawicznym, bezpłatnym przelewom międzynarodowym i lokalnym (peer-to-peer), wiadomościom z pomocą komunikatora w aplikacji (czat) i dostarczając pakiety transferu danych w roamingu (karty eSIM). Te ostatnie, po premierze w 2024 r., okazały się sukcesem. Klienci Revolut aktywowali miliony pakietów danych i wykorzystali je w ponad 100 lokalizacjach na całym świecie. Revolut eSIM jest dziś numerem jeden, wśród pozabankowych produktów Revolut.
Dzięki Mobile Plans, Revolut wchodzi na rynek klasycznych usług telekomunikacyjnych i rzuca wyzwanie tradycyjnym operatorom. Konsumenci na wielu rynkach w Europie cierpią z powodu wygórowanych opłat za roaming w UE (np. konsumenci z Wielkiej Brytanii), lub jednych z najwyższych w Europie cen planów mobilnych (np. konsumenci w Niemczech). Nie musi tak być.
Po udostępnieniu usługi, klienci Revolut będą mogli wybrać numer telefonu komórkowego oferowany przez Revolut i aktywować swój plan w ciągu kilku minut lub płynnie przenieść swój istniejący numer do Revolut Mobile. Plany mobilne będą ściśle zintegrowane z aplikacją Revolut i zapewnią nowy poziom doświadczenia (w porównaniu z tradycyjnymi telekomami), z intuicyjnym śledzeniem zużycia planów i nowymi funkcjami kontroli.
“Sukces Revolut eSIM udowodnił, że branża usług telekomunikacyjnych potrzebuje zmian. Naszym zdaniem europejscy konsumenci cierpią z powodu słabej oferty telekomów, braku przejrzystości umów, ukrytych opłat, wygórowanych cen, ogólnie bolesnego doświadczenia klienta i trudnego w obsłudze UX. Chcemy rozwiązać wszystkie te problemy, zapewniając klientom doświadczenie oparte na technologii, najlepszą wartość i brak stałych zobowiązań umownych. To kolejny krok Revolut na rynku telekomunikacyjnym, gdzie innowacja jest rozpaczliwie spóźniona i potrzebna. Nie możemy się doczekać, by udostępnić nową usługę na większej liczbie rynków” – powiedział Hadi Nasrallah, General Manager, Telco & Retail Director w Revolut.
Plany mobilne Revolut zostaną udostępnione na rynkach pilotażowych, w Wielkiej Brytanii i w Niemczech, pod koniec tego roku. Stanowią część szerokiej oferty Revolut w zakresie stylu życia i podróży, która ułatwia i zwiększa opłacalność prowadzenia klientom codziennych spraw finansowych, w kraju i za granicą. Klienci Revolut mogą rezerwować noclegi wybierając spośród 1,9 mln hoteli, domów i pensjonatów oraz 300 tys. lokalnych atrakcji w ciągu kilku sekund z poziomu aplikacji. Mogą też pozostać w kontakcie z bliskimi w ponad 100 krajach dzięki kartom eSIM lub korzystać z saloników lotniskowych (w zależności od rodzaju planu). Obowiązują warunki usługi eSIM i usługi Saloniki lotniskowe.
1 maja, niegdyś symbol ideologicznego spektaklu w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, dziś staje się okazją do refleksji nad tym, jak bardzo zmienił się rynek pracy. W czasach PRL-u Święto Pracy wiązało się z obowiązkowymi pochodami, transparentami, przemówieniami – a także z przymusem uczestnictwa, pod groźbą utraty pracy czy miejsca w szkole. Choć pochody przeszły do historii, przed nami stoi inne wyzwanie: tworzenie środowiska pracy opartego na dialogu, zaangażowaniu i wzajemnym szacunku. O przemianach rynku pracy opowiada Magda Pietkiewicz, ekspert HR i twórczyni platformy Enpulse, służącej do badania i budowania zaangażowania pracowników.
Zakład pracy twoim drugim domem? To, co kiedyś było pustym sloganem, dziś staje się realnym celem wielu organizacji. Coraz więcej firm świadomie tworzy środowisko pracy, które kojarzy się z komfortem, bezpieczeństwem i rozwojem. Pracodawcy zauważają, jak ogromny wpływ na efektywność i zaangażowanie ma dobre samopoczucie pracowników, dlatego stawiają na budowanie więzi, wzmacnianie poczucia przynależności i lepsze rozumienie potrzeb zespołu. Wszystko po to, by każdy mógł się czuć w pracy jak w domu. Czy im się to udaje?
Przynależność i duma
W raporcie Enpulse „Zaangażowanie 2024” czytamy, że 73 proc. Polaków jest zdania, że w ich miejscu pracy panuje przyjazna atmosfera. Podobny odsetek przyznaje, że ma poczucie przynależności do zespołu i czuje się częścią firmy. Co ważne – szczególnie w kontekście rozważań związanych ze Świętem Pracy – niemal 80 proc. osób badanych przez Enpulse utożsamia się z firmą i czuje, że sukces organizacji jest ich zasługą, a nieco mniej (blisko 70 proc.) jest dumna z tego, że pracuje w danym miejscu.
– W czasach PRL-u popularne było ironiczne hasło: „czy się stoi, czy się leży, tysiąc złotych się należy”. Oddawało ono ówczesne podejście do pracy – rutynowej, pozbawionej sensu, narzucanej odgórnie. Dziś jest to nie do przyjęcia – współczesne środowisko pracy opiera się na zupełnie innych wartościach: docenianiu, otwartym feedbacku i możliwości wniesienia czegoś od siebie. Organizacje, które to rozumieją, nie są „nowoczesne” – są normalne. Przytoczone dane pokazują, że wiele firm potrafi z sukcesem budować kulturę organizacyjną opartą na zaufaniu, bezpieczeństwie i komforcie – tak odmienną, od tego co było kiedyś. Część jednak musi jeszcze, nomen omen, przepracować ten temat – wskazuje Magda Pietkiewicz, ekspert rynku pracy i twórczyni platformy Enpulse, służącej do badania i budowania zaangażowania pracowników.
Głos nowego pokolenia
Dziś na naszych oczach ma miejsce największa od dekad transformacja. Na rynek pracy wchodzi pokolenie Z – młodzi ludzie, którzy odważniej niż poprzednicy mówią o swoich oczekiwaniach. Oprócz pensji adekwatnej do doświadczenia i wysiłku wkładanego w wykonywane obowiązki służbowe, chcą również przyjaznej atmosfery w pracy, wsparcia przełożonego i konstruktywnej informacji zwrotnej. Z badania Work War Z wynika, że tak rozumiany komfort jest ważny dla 93 proc. przedstawicieli pokolenia Z.
– Kiedyś potrzeby i oczekiwania pracowników były zamiatane pod dywan. Liczyła się wydajność, raport, norma – człowiek miał „robić swoje” i nie zadawać pytań. Dziś wiemy już, że nie ma efektywności bez równowagi psychicznej. Praca powinna być miejscem, gdzie nie tylko produkujemy wartość, lecz także dbamy o dobrostan – psychiczny, fizyczny i emocjonalny. Programy wsparcia mentalnego, mindfulness, dni well-being, elastyczne godziny pracy czy dostęp do coachów i terapeutów muszą przestać być traktowane jako benefity, którymi można skusić kandydata do przyjęcia oferty pracy, lecz jako niezbędne elementy odpowiedzialnego zarządzania firmą – dodaje Magda Pietkiewicz.
Symbol ewolucji
Dzisiejszy rynek pracy to już nie miejsce przymusu tak jak kiedyś, a przestrzeń wyboru. Rezygnujemy z narzuconej narracji na rzecz dialogu. Praca powinna być miejscem rozwoju, nie represji. 1 maja staje się symbolem ewolucji i okazją do powiedzenia: potrzebujemy więcej. Chcemy pracy, która nie zabiera nam życia, lecz staje się jego częścią. Pracy, która nas rozwija, a nie wypala. Takiej, w której jesteśmy widziani, słyszani i traktowani po ludzku. Nie od święta – ale każdego dnia.
– By kreować taką przestrzeń potrzebna jest dojrzałość – przede wszystkim po stronie liderów. Wielu menedżerów, zwłaszcza tych z długoletnim doświadczeniem, musi dziś na nowo nauczyć się słuchać, rozumieć i towarzyszyć pracownikom w ich zmieniających się potrzebach – mówi Magda Pietkiewicz. – Kultura organizacyjna, zaangażowanie, poczucie sensu – to nie są struktury raz zbudowane, ale żywe organizmy, które trzeba pielęgnować każdego dnia. Dzisiejsze przywództwo to nie tylko zarządzanie wynikami, ale zarządzanie relacjami, emocjami i znaczeniem. Dzięki takiej uważności rodzi się miejsce pracy, które możemy nazwać drugim domem – podsumowuje ekspertka.
Podczas wystąpienia w Michigan, których celem było podsumowanie pierwszych 100 dni rządów Donalda Trumpa, prezydent poruszył kilka kluczowych kwestii gospodarczych i politycznych, które wywołały szerokie reakcje. Trump ponownie skrytykował przewodniczącego Rezerwy Federalnej, Jerome’a Powella, podkreślając, że osobiście „wie więcej o stopach procentowych” niż szef Fed. Zarzucił Powellowi brak efektywności, choć zaznaczył jednocześnie, że nie planuje jego odwołania.
Ważnym punktem przemówienia była polityka taryfowa, szczególnie dotycząca przemysłu motoryzacyjnego. Trump ogłosił tymczasowe złagodzenie 25-procentowych ceł na części samochodowe na okres dwóch lat, co ma dać firmom motoryzacyjnym czas na przeniesienie produkcji z powrotem do Stanów Zjednoczonych. Prezydent ostrzegł firmy, że te, które nie dostosują się do nowej polityki, mogą zostać „zmiażdżone”.
Trump ogłosił także przedłużenie reformy podatkowej z 2017 roku, dodając do niej nowe propozycje, takie jak zniesienie podatku od napiwków, nadgodzin i świadczeń z ubezpieczenia społecznego, co ma pozytywnie wpłynąć na sytuację ekonomiczną obywateli. Prezydent wykorzystał przemówienie, by wywrzeć presję na republikanów, którzy nie popierają jego agendy, wzywając wyborców do ich usunięcia z urzędów.
Reakcje na przemówienie były mieszane. Wypowiedzi Trumpa wywołały niepewność na rynkach, szczególnie z powodu krytyki wobec szefa Fed i zmian celnych. W rezultacie, część zakładów Stellantis w USA i Kanadzie tymczasowo wstrzymała produkcję, co doprowadziło do krótkotrwałych zwolnień. Pozytywny odzew nadszedł ze strony związków zawodowych, szczególnie United Auto Workers (UAW), które widzą w polityce Trumpa szansę na powrót miejsc pracy do USA.
Pomimo obchodów 100 dni drugiej kadencji Trumpa, sondaże pokazują spadek jego poparcia do poziomu 39–41%. Druga kadencja Trumpa charakteryzuje się intensywnymi zmianami regulacyjnymi, redukcją wydatków federalnych pod nadzorem Elona Muska oraz aktywnymi próbami redefinicji relacji międzynarodowych, obejmującymi NATO, Panamę, Kanadę oraz Grenlandię. Jednocześnie kwestia imigracji pozostaje jednym z niewielu obszarów, gdzie Trump cieszy się względnie wysokim poparciem społecznym.
Nastroje klientów na rynku nieruchomości wyraźnie się zmieniają. Obawy przed dalszymi wzrostami cen słabną – w marcu odsetek osób spodziewających się podwyżek spadł do 52%. Jednak mimo stabilizacji i rekordowej liczby dostępnych mieszkań, ponad 1/3 kupujących wciąż odczuwa presję czasu. Połowa badanych dostrzega potrzebę wprowadzenia nowego programu wsparcia kredytobiorców, szczególnie sprzedający i najemcy. Z kolei największym zainteresowaniem nadal cieszy się rynek wtórny – wynika z „Monitora Nastrojów Klientów Nieruchomości” Otodom.
Kilka ostatnich lat na rynku mieszkaniowym to prawdziwy test dla kupujących. Dynamiczne wzrosty cen, skoki stóp procentowych oraz zmiany na rynku, wzmocnione przez program Bezpieczny Kredyt 2%, wystawiły ich plany na próbę. Dziś, w okresie względnego uspokojenia, emocje opadają, ale pytania pozostają: czy mieszkańcy Polski obawiają się dalszych podwyżek cen i odczuwają presję zakupową? Który rynek – deweloperski czy wtórny – wybierają? Jakie wątpliwości i nadzieje towarzyszą im, gdy przyglądają się sytuacji na rynku? Odpowiedzi na te pytania przynosi pierwsza edycja raportu Otodom „Monitor Nastrojów Klientów Nieruchomości”
Nadzieje na spadek cen rosną
Coraz mniej obawiamy się dalszych wzrostów cen mieszkań i domów. Z badania Kantar[1], zrealizowanego na zlecenie Otodom, wynika, że odsetek mieszkańców Polski przewidujących podwyżki cen nieruchomości systematycznie maleje – we wrześniu sięgał jeszcze 68%, w grudniu spadł do około 55%, a w marcu wyniósł już 52%. Jednocześnie wyraźnie przybywa osób oczekujących spadków cen. Podczas gdy jesienią było ich zaledwie 8%, na początku wiosny stanowili już jedną czwartą wszystkich badanych.
Spadek odsetka osób przewidujących dalszy wzrost cen nieruchomości to wyraźny sygnał zmiany nastrojów wśród uczestników rynku. Jeszcze niedawno przeważało przekonanie o nieuchronnych podwyżkach, dziś coraz więcej osób zaczyna dostrzegać realną szansę na stabilizację cen, a nawet ich korektę. Co istotne, ta zmiana oczekiwań, w połączeniu z prawdopodobnymi obniżkami stóp procentowych w nadchodzących miesiącach, może sprzyjać odbudowie optymizmu i pobudzeniu aktywności na rynku nieruchomości – komentuje Katarzyna Kuniewicz, ekspertka rynku nieruchomości Otodom.
Co ciekawe, wzrostów cen mieszkań najczęściej spodziewają się ci, którzy już mają własny dach nad głową. Aż 62% właścicieli nieruchomości i najemców długoterminowych wierzy w dalsze podwyżki. Jednak im bliżej realnej decyzji o zakupie lub sprzedaży, tym więcej ostrożności – wśród planujących transakcję w ciągu najbliższego roku odsetek ten spada do 53% kupujących i 50% sprzedających. To wyraźny sygnał, że spojrzenie na przyszłość rynku kształtuje nie tylko ogólna sytuacja, ale też indywidualne potrzeby i plany.
Oczekiwania na nowy program wsparcia kredytobiorców tylko to potwierdzają. Jego zwolennikami jest dziś połowa badanych. Wśród nich najliczniejsi są sprzedający (46%) i najemcy (44%), czyli grupy, dla których dodatkowe wsparcie mogłoby realnie zmienić sytuację.
Poczucie presji nie zniknęło
Czy kupujący działają pod mniejszą presją czasu? Niekoniecznie. W ostatnim kwartale 2024 roku poziom odczuwanej presji czasowej przy zakupie nieruchomości był stabilny. W okresie od września do grudnia 2024 średnio od 33% do 38% badanych[2] deklarowało, że czuje potrzebę szybkiego działania.
– Choć część nabywców wciąż odczuwa presję czasową, aktualna sytuacja na rynku tak naprawdę sprzyja spokojnym decyzjom. Osoby planujące zakup własnego „M” na siedmiu największych rynkach w Polsce mogą dziś wybierać spośród rekordowej liczby blisko 60 tys. ofert deweloperskich oraz 51,5 tys. mieszkań z rynku wtórnego. Tak szeroka dostępność daje kupującym komfort dokładnego porównania propozycji i wyboru nieruchomości najlepiej odpowiadającej ich oczekiwaniom – zaznacza Milena Chełchowska, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.
Presję zakupową częściej odczuwają kobiety (41%) niż mężczyźni (28%), co współgra z ich większą skłonnością do przewidywania dalszych wzrostów cen. Może to wynikać z różnic w postrzeganiu ryzyka i podejmowaniu decyzji finansowych. Wyraźniej presję deklarują także osoby aktywne na rynku – 38% kupujących lub sprzedających w ostatnim roku, wobec 26% tych, którzy działają na rynku sporadycznie.
Od dewelopera czy z drugiej ręki?
Poszukujący wymarzonej nieruchomości nadal chętnie kierują swoją uwagę ku rynkowi wtórnemu. Chęć zakupu mieszkania lub domu z drugiej ręki deklarowało 50% badanych, podczas gdy 20% preferowało oferty deweloperskie. Co ciekawe, aż jedna trzecia respondentów przyznała, że nie ma wyraźnych preferencji co do źródła pochodzenia nieruchomości.
– Dla wielu osób planujących zakup nieruchomości kluczowe znaczenie mają konkretne parametry, takie jak metraż, lokalizacja czy funkcjonalny układ pomieszczeń. Kryterium, czy pochodzi ona z rynku deweloperskiego czy wtórnego, często schodzi na dalszy plan, zwłaszcza w sytuacji, gdy ceny ofertowe na obu rynkach zaczynają się wyrównywać. Dla większości kupujących liczy się przede wszystkim dopasowanie lokalu do indywidualnych potrzeb i możliwości finansowych – podsumowuje Milena Chełchowska, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.
Jest nią spadek zaufania inwestorów do polityki władz USA i generalnie przewidywalności amerykańskiej gospodarki. Konsekwencje tego są jak na razie umiarkowane – w ramach dotychczasowego systemu, w którym amerykański rynek inwestycyjny nie ma alternatyw porównywalnych pod względem skali aktywów.
Kurs dolara amerykańskiego spadł od inauguracji Donalda Trumpa o 10%, chociaż wynika to raczej z nieufności inwestorów po nieprzewidywalnych decyzjach odnośnie polityki handlowej i po atakach na niezależność Fed niż z oceny znanych i spodziewanych ruchów politycznych administracji prezydenckiej.
Pomimo rosnących obaw, wielu inwestorów będzie zmuszonych pozostać na rynkach amerykańskich, ponieważ nie ma alternatywy dla przeniesienia ogromnego salda inwestycji międzynarodowych netto w wysokości 28 bilionów USD gdziekolwiek indziej.
W przypadku gdyby jednak nawet ułamek tych aktywów opuścił USA, pociągnęłoby to za sobą jeszcze większe zakłóceń kursów walutowych i globalnych cen aktywów. Zmienność na rynku walutowym utrzyma się prawdopodobnie zatem na podwyższonym poziomie w związku z napływającymi informacjami, ale fundamenty sugerują, że kurs EUR/USD może ustabilizować się do końca roku w okolicach 1,12, z ryzykiem w kierunku wyższych poziomów.
Długoterminowe wskaźniki wyceny wskazują, że dolar osłabia się głównie w stosunku do walut azjatyckich, podczas gdy waluty europejskie wyglądają na dość dobrze wycenione w stosunku do dolara.
Jednym z największych osiągnięć prezydenta Trumpa w ciągu jego pierwszych 100 dni w opinii Allianz Trade może być spełnienie obietnicy osłabienia dolara amerykańskiego. Gdy pierwsze 100 dni drugiej prezydenta kadencja Trumpa dobiegać będzie końca 30 kwietnia, śmiało można stwierdzić, iż osiągnął zaskakujący sukces w spełnieniu jednej ze swoich obietnic z czasu kampanii prezydenckiej – osłabienie dolara. Rzeczywiście, ważony wg. wymiany handlowej indeks USD spadł w ubiegłym tygodniu do poziomu najniższego od 2022 r., zmniejszając się od czasu inauguracji prezydenckiej o 10%. Kurs EURUSD przekroczył w pewnym momencie 1,15, dzięki czemu od początku roku euro zyskało na wartości w stosunku do dolara o 11% (wykres 1). Słabszy dolar był jednym z głównych celów polityki Trumpa, co było przedmiotem intensywnych dyskusji po tak zwanym dokumencie politycznym dotyczącym porozumienia Mar-a-Lago.
Wykres 1: Indeks dolara ważony handlem (lewa oś) i EURUSD (prawa oś, odwrócony)
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research
Jednak wyprzedaż dolara wywołana była utratą zaufania do polityki władz USA, a inwestorzy odwrócili się od amerykańskiej gospodarki. Utrata wartości dolara była w dużej mierze spowodowana odpływem kapitału (lub jego mniejszym napływem) z USA jako całości, ponieważ inwestorzy stracili zaufanie do amerykańskiej gospodarki w wyniku nieregularnie podejmowanych i agresywnie motywowanych środków politycznych. Pełnowymiarowa wojna handlowa zapoczątkowana trzy tygodnie temu w Dzień Wyzwolenia oraz niedawny atak na niezależność Fed wystraszyły zarówno inwestorów krajowych, jak i zagranicznych, co wiązało się z deprecjacją dolara. Zwykle kursy walut wiążą się w dużej mierze z różnicami w stopach procentowych. Gdy stopy procentowe w USA rosną w porównaniu z innymi rynkami, dolar zyskuje na wartości, ponieważ staje się bardziej atrakcyjny do inwestowania i odwrotnie. Od czasu szeroko zakrojonych zapowiedzi taryfowych z 2 kwietnia, wzorzec ten załamał się, niezależnie od tego, czy spojrzymy na długoterminowe różnice stóp procentowych, czy krótkoterminowe oczekiwania dotyczące rozbieżności stóp procentowych banków centralnych (wykres 2). Inwestorzy porzucili dolara amerykańskiego, mimo że stał się on bardziej atrakcyjny w obliczu rosnących rentowności. Wskazuje to, że inwestorzy sprzedają amerykańskie obligacje i akcje i zamieniają wpływy na inne waluty, w szczególności euro. Wstępne publikacje danych pokazują, że japońskie fundusze emerytalne i europejscy inwestorzy detaliczni zmniejszyli swoje zainteresowanie amerykańskimi aktywami.
Wykres 2: EURUSD uniezależnia się od różnic stóp procentowych, %
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research
Zagraniczni inwestorzy mają jednak pewien problem: będąc w dużym stopniu zaangażowani w USA mają niewiele alternatyw, by przenieść się gdziekolwiek indziej. Dziesięciolecia wysokiego deficytu handlowego Stanów Zjednoczonych zostały zrównoważone przez taką samą kwotę przepływów kapitałowych do USA od inwestorów zagranicznych. Wynikająca z tego międzynarodowa pozycja inwestycyjna netto (NIIP) wyniosła oszałamiające 26 bilionów USD w IV kwartale 2024 r. (wykres 3), co odpowiada około 85% amerykańskiego PKB lub około jednej trzeciej całego amerykańskiego kapitału akcyjnego. W związku z tym stawka walutowa jest dla USA i dolara amerykańskiego wysoka, nawet jeśli tylko ułamek tych funduszy miałby zostać przeniesiony z powrotem poza USA. Ponieważ odwrócenie deficytu handlowego USA nadal wydaje się mało prawdopodobne (pomimo ceł i już słabszego dolara), zaworem, który zrównać mógłby odpływy kapitału i deficyty handlowe, byłoby dalsze osłabienie dolara – przynajmniej w początkowym okresie.
Jednocześnie inwestorzy napotykają jedną, ale za to konkretną przeszkodę w przenoszeniu znacznych środków z USA gdziekolwiek indziej: TINA (there is no alternatives – nie ma alternatyw). Wykres 4 pokazuje, że Stany Zjednoczone dominują w globalnym portfelu inwestycyjnym we wszystkich istotnych klasach aktywów. 39% (45 bln USD) wszystkich produktów o stałym dochodzie i 58% (44 bln USD) wszystkich notowanych akcji ma siedzibę w USA. W opinii Allianz Trade żaden inny rynek poza Stanami Zjednoczonymi nie jest w stanie wypełnić tej pustki. Gdyby inwestorzy zagraniczni przestali lokować swoje środki w Stanach Zjednoczonych (w obliczu trwającego deficytu handlowego) lub, co gorsza, gdyby przenieśli tylko ułamek z 26 bilionów USD poza USA, doprowadziłoby to do ogromnych zakłóceń na rynkach finansowych. Ceny akcji w USA (rentowności obligacji) spadłyby (wzrosłyby), a w Europie lub na innych rynkach, na które inwestorzy przenieśliby swoje środki, nastąpiłaby odwrotna sytuacja, podczas gdy dolar amerykański uległby silnej deprecjacji i mógłby z łatwością osiągnąć poziomy około 1,20-1,40 w stosunku do euro. Jednak te ruchy cenowe szybko doprowadziłyby do poziomów wykraczających poza jakąkolwiek rozsądny poziom do zaakceptowania pod względem wycen dla inwestorów. W rezultacie siły rynkowe zatrzymałyby wszelkie dalsze odpływy, zanim faktycznie by one nastąpiły.
Wykres 3: Międzynarodowa pozycja inwestycyjna netto (NIIP) Stanów Zjednoczonych, bilion USD
Ostatnia runda deprecjacji USD została wzmocniona przez atak Trumpa na niezależność Fed – kamień węgielny zaufania do globalnej waluty rezerwowej. W ubiegłych tygodniach prezydent Trump zaatakował szefa rezerwy Jerome’a Powella, obwiniając go za „zbyt późne i błędne” decyzje w sprawie stóp procentowych i dodając, że ” zakończenie (jego kadencji) nie może nastąpić wystarczająco szybko”. Jednak po negatywnej reakcji rynku wycofał się w ubiegłym tygodniu, mówiąc, że „nie ma zamiaru” zwalniać Powella, którego kadencja jako przewodniczącego Fed kończy się w maju 2026 roku. Takiej presji politycznej na Fed w celu złagodzenia polityki pieniężnej nie widziano od lat 70-tych, kiedy instytucja tą kierował A. Burns, choć nawet wtedy była ona mniej wyraźna i odbywała się głównie za zamkniętymi drzwiami. Najnowsze badania ekonomiczne sugerują, że zwiększona presja polityczna na Fed (która nasiliła się gwałtownie podczas prezydentury Nixona) i osłabiona faktyczna niezależność w latach 60. i 70. była główną przyczyną gwałtownego wzrostu inflacji obserwowanego w tym okresie – potencjalnie nawet bardziej niż inne wstrząsy, takie jak skok cen ropy naftowej lub rozpad systemu monetarnego Bretton-Woods. W opinii Allianz Trade dzisiejsze warunki gospodarcze w Stanach Zjednoczonych nie uzasadniają złagodzenia polityki pieniężnej: podczas gdy gospodarcze przeszkody nasiliły się, grożąc wzrostem bezrobocia, to jednocześnie perspektywy inflacji są bardziej prawdopodobne w związku z gwałtownymi podwyżkami ceł. Chociaż wzrost cen spowodowany taryfami byłby generalnie postrzegany jako jednorazowy wzrost poziomu cen, fakt, że średnioterminowe oczekiwania inflacyjne gospodarstw domowych ostatnio wzrosły, sygnalizuje to ryzyko odkotwiczenia oczekiwań w stosunku do celu Fed na poziomie 2%, którego Rada Gubernatorów nie może zignorować (wykres 5). Dlatego też obniżki stóp procentowych w USA w krótkim okresie nie są uzasadnione. Jakakolwiek presja polityczna, aby to zrobić, najwyraźniej podważa zaufanie inwestorów do dolara amerykańskiego, co tłumaczy ich niechęć do dolara. Ostatecznie nie spodziewamy się, że prezydent zwolni Powella, zamiast tego raczej wybierze nowego przewodniczącego Fed po wygaśnięciu kadencji Powella w maju 2026 roku. Wraz z wygaśnięciem kadencji członka zarządu A. Kuglera w styczniu 2026 r., bilans głosów w 12-osobowym FOMC pozostałby stosunkowo jastrzębi, ale postrzegana wiarygodność Fed zostałaby nieznacznie zmniejszona z powodu dwóch nominacji prezydenta Trumpa, co byłoby umiarkowanie negatywne dla perspektyw USD i amerykańskich obligacji skarbowych .
Wykres 5: Inflacja w USA i średnioterminowe oczekiwania inflacyjne (%)
Źródła: LSGE Workspace, Uniwersytet Michigan, Allianz Research
Spodziewamy się, że zmienność będzie nowa stała na rynku, ale jednocześnie utrzymujemy naszą prognozę na koniec roku na poziomie 1,12 dla kursu EURUSD, ponieważ rynki wydają się powstrzymywać i stabilizować wszelkie zbyt agresywne ruchy polityczne władz USA, uwzględniając przede wszystkim wpływające na kurs walutowy czynniki fundamentalne. Ostatnie tygodnie pokazały, że prezydent Trump podejmuje agresywne środki polityczne, ale także wycofuje się z nich, jeśli rynki zareagują równie nerwowo (np. ogłaszając 90-dniową przerwę w taryfach celnych lub wycofując swoją groźbę usunięcia przewodniczącego Fed Powella ze stanowiska). Podczas gdy takie ruchy polityczne będą zapewne dalej miały miejsce i będą prowadzić do dużej nieprzewidywalności na rynku, warto przyjrzeć się temu całemu szumowi i jednocześnie powrócić do fundamentalnych czynników kształtujących kurs walutowy. Oczekiwana różnica stóp procentowych, oparta na naszych prognozach inflacji, stóp procentowych i długoterminowych rentowności dla strefy euro i USA, sugeruje, że kurs wymiany EURUSD powinien osiągnąć 1,12 na koniec tego roku i 1,10 w 2026 r. – z dużym przedziałem ufności, biorąc pod uwagę dużą jednocześnie dawkę niepewności (wykres 6).
Wykres 6: EURUSD i różnice realnych stóp procentowych, %
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research Uwagi: Kropki odnoszą się do prognoz Allianz Trade Research
Długoterminowe miary służące wycenie pozwalają ocenić dolara amerykańskiego jako przewartościowanego, ale biorąc pod uwagę nieodłączne (wspomniane) ograniczenia strukturalne miary te oferują jedynie przybliżone wskazówki. Patrząc na realny efektywny kurs wymiany (REER), dolar jest obecnie o 20% powyżej swojej długoterminowej średniej wartości. Z drugiej strony, z tej perspektywy japoński jen wygląda na niedowartościowanego, podczas gdy euro, funt brytyjski i chiński juan wyglądają na uczciwie wycenione. Należy jednak pamiętać, że poziom REER opiera się na arbitralnych poziomach indeksu CPI. Jedynym sposobem na jego interpretację jest spojrzenie na względne ruchy w czasie, a tym samym odchylenia od długoterminowej średniej, jak pokazano na wykresie 7.
Wykres 7: Odchylenia realnego efektywnego kursu walutowego od długoterminowej średniej, %
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research Uwagi: Odchylenia realnych efektywnych kursów walutowych od 20-letniej średniej kroczącej.
Alternatywnym sposobem porównania poziomów kursów wymiany jest przyjrzenie się cenom towarów w różnych krajach i ich odchyleniom od siebie po przeliczeniu na jedną walutę (zazwyczaj USD). Najbardziej znanym przykładem jest Big Mac Index, ponieważ porównuje on standaryzowany produkt, którego koszty produkcji są w dużej mierze uzależnione od czynników krajowych. W Stanach Zjednoczonych Big Mac kosztował 5,79 USD na początku roku w porównaniu do 5,95 USD w strefie euro i 5,73 USD w Wielkiej Brytanii. Jest on najdroższy w Szwajcarii (7,99 USD) i dość tani w Chinach (3,52 USD) i Japonii (3,11 USD), co ponownie sugeruje przewartościowanie dolara w stosunku do walut azjatyckich, ale nie tak bardzo w stosunku do Europy. Wzorzec ten był zasadniczo stabilny w ciągu ostatniej dekady (wykres 8). Podobny wniosek nasuwa się w przypadku korzystania z szerszego koszyka konsumenckiego, na przykład gdy patrzy na kursy wymiany oparte na parytecie siły nabywczej (PPP). Jednakże, podczas gdy indeks Big Maca i szersze miary oparte na PPP oferują prosty sposób oceny niedostosowania walut, mają one istotne ograniczenia. Podejścia te ignorują różnice strukturalne, takie jak produktywność, koszty pracy i wzorce konsumpcji w różnych krajach. Zakładają również identyczne koszyki towarów i usług, co zazwyczaj nie zdarza się, zwłaszcza na rynkach wschodzących. W rezultacie miary PPP mogą stanowić przybliżony, długoterminowy przewodnik, ale nie ostateczny punkt odniesienia lub godziwą wartość waluty.
Wykres 8: Odchylenie indeksu Big Mac od USA, %
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Trade Research
W dniu 29 kwietnia 2025 roku Naczelny Sąd Administracyjny (sygn. akt III OSK 5037/21) wydał wyrok, który może mieć istotne znaczenie dla ochrony danych osobowych i niezależności sądownictwa w Polsce. NSA uwzględnił skargę kasacyjną Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO) i uchylił wcześniejszy wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA) oraz decyzję Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) z 6 kwietnia 2020 r. w sprawie tzw. „ustawy kagańcowej”.
RPO i UODO po jednej stronie
Przełomowy charakter tego orzeczenia polega m.in. na tym, że do stanowiska RPO przychylił się także obecny prezes UODO – Mirosław Wróblewski. W maju 2024 r. wystosował on pismo procesowe, w którym formalnie poparł skargę RPO, argumentując, że wcześniejsze stanowisko urzędu nie uwzględniało orzecznictwa europejskiego ani nie spełniało standardów ochrony danych wynikających z RODO.
NSA w pełni zaakceptował argumentację RPO i Prezesa UODO, co oznacza, że postępowanie administracyjne, które zostało wcześniej umorzone przez organ nadzorczy, musi zostać przeprowadzone ponownie.
Ustawa niezgodna z RODO
Kwestionowane przepisy dotyczyły nowelizacji ustawy – Prawo o ustroju sądów powszechnych, ustawy o Sądzie Najwyższym oraz ustawy o prokuraturze. Wprowadzały one obowiązek składania przez sędziów i prokuratorów oświadczeń o przynależności do stowarzyszeń, fundacji, organizacji oraz związków zawodowych. Zdaniem RPO taki obowiązek stanowił nieproporcjonalną ingerencję w prawo do prywatności i był niezgodny z zasadami RODO.
Zgodnie z unijnym rozporządzeniem o ochronie danych osobowych, krajowe przepisy prawne, które pozwalają na przetwarzanie danych, muszą spełniać wymogi jakościowe – służyć celowi leżącemu w interesie publicznym i być proporcjonalne względem celu, jaki mają realizować.
Zmiana podejścia pod wpływem wyroków europejskich trybunałów
Pierwotna decyzja UODO z 2020 roku opierała się na założeniu, że jeśli obowiązek wynika z przepisów ustawy, to nie narusza on RODO. To podejście zostało jednak zakwestionowane m.in. przez wyroki Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) oraz Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz).
W szczególności wyrok TSUE potwierdził, że przepisy tzw. „ustawy kagańcowej” są sprzeczne z RODO. Z kolei ETPCz w wyroku z 22 lutego 2024 r. w sprawie Kaczmarek przeciwko Polsce (skarga nr 16974/14) stwierdził, że narzucone przez państwo obowiązki ujawniania danych naruszają art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, dotyczący prawa do poszanowania życia prywatnego.
Trybunał podkreślił, że ingerencja w prawa jednostki wymaga istnienia jasnych, szczegółowych przepisów, zawierających gwarancje dotyczące m.in. czasu trwania, dostępu, przechowywania i ochrony danych. Tych standardów polskie przepisy nie spełniały.
Konsekwencje orzeczenia NSA
Wyrok NSA to ważny sygnał nie tylko dla sędziów i prokuratorów, ale również dla wszystkich obywateli. Potwierdza on, że nawet jeśli dane przepisy są przyjęte przez parlament, nie oznacza to automatycznie, że są zgodne z europejskimi standardami ochrony danych osobowych.
Organ nadzorczy, jakim jest Prezes UODO, został zobowiązany do ponownego przeanalizowania sprawy i przeprowadzenia postępowania administracyjnego zgodnie z aktualnymi standardami prawa europejskiego. Może to otworzyć drogę do uznania, że obowiązek ujawniania przynależności do organizacji i stowarzyszeń był nielegalny – a tym samym do rehabilitacji osób, które sprzeciwiały się tym regulacjom.
Po dynamicznym wzroście przychodów i przekroczeniu prognoz finansowych, B-Act – spółka inżynieryjna notowana na NewConnect – zamierza podzielić się zyskiem z akcjonariuszami. Zarząd zarekomendował wypłatę dywidendy w wysokości 8 groszy na akcję, co oznacza wzrost o 14% r/r. Łącznie, po zatwierdzeniu przez walne zgromadzenie, do akcjonariuszy trafi 783,4 tys. zł brutto.
Ubiegły rok był dla B-Act czasem silnego wzrostu i strategicznego rozwoju. Spółka zwiększyła przychody do poziomu 27,89 mln zł, co oznacza wzrost aż o 71% w porównaniu z rokiem 2023. Zysk netto wyniósł 1,69 mln zł – więcej niż zakładano w prognozach opublikowanych pod koniec 2023 roku. Znaczącą część wyniku wygenerowano w czwartym kwartale, który tradycyjnie jest okresem największej aktywności w sektorze inżynieryjnym.
W efekcie bardzo dobrego wyniku finansowego i utrzymującej się wysokiej płynności (5 mln zł dostępnych środków na koniec roku), zarząd spółki zarekomendował wypłatę dywidendy w wysokości 783 400 zł brutto, co daje 8 groszy na jedną akcję. To już drugi rok z rzędu, w którym B-Act dzieli się zyskiem z akcjonariuszami – w roku ubiegłym dywidenda wyniosła 7 groszy na akcję.
– Rekomendacja wyższej dywidendy to wyraz naszej odpowiedzialności wobec akcjonariuszy i zaufania do dalszego wzrostu B-Act. Osiągnęliśmy ambitne cele, przekroczyliśmy prognozy i chcemy, aby inwestorzy mogli współuczestniczyć w sukcesie spółki – mówi Adam Białachowski, prezes B-Act.
B-Act pozyskał w 2024 roku nowe kontrakty o łącznej wartości ponad 50 mln zł brutto, a backlog sięgnął 80,8 mln zł. Spółka umocniła swoją pozycję za granicą, m.in. zdobywając status przedsiębiorstwa krytycznego dla gospodarki Ukrainy oraz rozpoczynając współpracę z międzynarodowymi partnerami przy odbudowie tego kraju. Jednocześnie firma zintensyfikowała działalność w sektorze obronnym oraz rozszerzyła obecność na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej.
Grupa Mercator Medical zakończyła 2024 rok z poprawą wyników finansowych. Według danych rocznych, przychody ze sprzedaży przekroczyły 542 mln zł, co oznacza prawie 16 proc. wzrost względem 2023 roku. Wynik EBITDA wyniósł blisko 55 mln zł, natomiast zysk netto niemal 50 mln zł. Kluczowy wpływ na poprawę wyników miała poprawa sytuacji na rynku rękawic jednorazowych oraz częściowe odwrócenie odpisów wartości majątku w bilansie. Jednocześnie spółka realizuje strategiczne cele na przyszłość i koncentruje się na zwiększeniu rentowności, dywersyfikacji działalności oraz wdrażaniu regulacji z obszaru ESG w swojej działalności.
– Rok 2024 był czasem intensywnych działań operacyjnych i strategicznych. Osiągnęliśmy zauważalną poprawę wyników, ale przede wszystkim zbudowaliśmy solidne fundamenty do dalszego wzrostu. Koncentrowaliśmy się na efektywności, optymalizacji procesów i przygotowaniu Grupy na nowe wyzwania.– komentuje Monika Żyznowska, Prezes Zarządu Mercator Medical S.A.
Grupa zanotowała znaczący wzrost EBITDA w segmencie produkcyjnym, który w 2024 r. wyniósł 81,5 mln zł w porównaniu ze stratą na poziomie 45,4 mln zł rok wcześniej. Na wynik operacyjny istotny wpływ miało częściowe odwrócenie odpisów wartości majątku w bilansie – w wysokości 57 mln zł – związane m.in. z poprawą perspektyw działalności produkcyjnej oraz spodziewanymi oszczędnościami z uruchomienia elektrociepłowni w 2026 roku. Grupa Mercator w ubiegłym roku wypracowała zysk z działalności finansowej na poziomie 10,8 mln zł.
Mariusz Popek, Członek Zarządu Mercator Medical S.A.
– Grupa konsekwentnie pracuje nad wzrostem EBITDA w obu kluczowych segmentach działalności – dystrybucji i produkcji. W tym drugim widać już pierwsze pozytywne efekty. Kontynuujemy prace nad zwiększeniem rentowności oraz dywersyfikacją oferty produktowej. Tak jak wspominałem przy okazji szacunkowych wyników za czwarty kwartał, Grupa Mercator nadal ponosi koszty rozwoju działalności deweloperskiej, której przychody pojawią się w kolejnych latach. Niezależnie od tego zakończyliśmy rok z dodatnim wynikiem netto, co traktujemy jako dobry punkt wyjścia do dalszego, stabilnego wzrostu – komentuje Mariusz Popek, Członek Zarządu Mercator Medical S.A.
W 2024 roku Mercator kontynuował dywersyfikację działalności poprzez rozwój segmentu nieruchomości. Spółka Mercator Estates sfinalizowała zakup dwóch zabytkowych kamienic w centrum Krakowa za 11 mln euro netto. Obecnie trwają prace koncepcyjne nad projektem, natomiast w styczniu 2025 roku na stanowisko prezesa Mercator Estates powołano Macieja Wójcika, wieloletniego prezesa TDJ Estate.
W 2024 roku Grupa Mercator Medical wzmocniła działania w obszarze ESG, traktując odpowiedzialność środowiskową, społeczną i korporacyjną jako integralny element prowadzonej działalności. W wymiarze społecznym Mercator powołał i rozwinął działalność Fundacji Hear ME, wspierającej dzieci z niedosłuchem i ich rodziny.
– Misją Grupy Mercator jest kształtowanie bezpieczniejszego świata poprzez doskonalenie naszego zrównoważonego modelu biznesowego. Koncentrujemy się na rozwoju oraz spełnianiu potrzeb naszych klientów, jednocześnie dbając o środowisko. Naszym celem jest tworzenie wartości dla klientów z różnych branż, wspierając ich rozwój i oferując rozwiązania, które przyczyniają się do budowania lepszej przyszłości. Nasze działania są zakorzenione w wartościach SAFER, które wyznaczają kierunek rozwoju i codziennej współpracy – wspieramy, reagujemy elastycznie, działamy odpowiedzialnie, z ambicją i rozsądkiem. Mimo dynamicznie zmieniającej się sytuacji globalnej patrzymy w przyszłość z ostrożnym optymizmem. Dywersyfikacja działalności oraz elastyczność operacyjna pozwalają nam z większym spokojem planować dalszy rozwój i ograniczać ryzyka zewnętrzne. – podsumowuje Monika Żyznowska.
W marcu 2025 r., w porównaniu do marca 2024 r., banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom mniej kredytów (-2,9%) i na niższą wartość (-4,4%). Dodatnią dynamiką (+4,5%) na tle innych rodzajów kredytów wyróżniały się w marcu br. kredyty w rachunku bieżącym. Podobny trend widoczny jest w danych z pierwszego kwartału br., w którym kredyty w rachunku bieżącym jako jedyne odnotowały dodatnią dynamikę w ujęciu wartościowym (+2,1%). Pod względem liczby udzielonych kredytów w marcu br. dominowały branże usługowa i handlowa. W ujęciu wartościowym, jedynie firmy produkcyjne odnotowały dodatnią dynamikę zaciągniętych kredytów (+6,0%)
– W marcu 2025 roku banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom mniej kredytów w porównaniu do marca 2024 roku. Wynika to z ogólnego trendu delewarowania się, czyli zmniejszenia udziału długu w strukturze finansowania na rzecz kapitału własnego – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.
Wysokie stopy procentowe oraz niepewność gospodarcza zarówno na poziomie globalnym, jak i makroekonomicznym, również nie sprzyjają zaciąganiu kredytów przez mikrofirmy. Wyrazem tego jest trend ujemnej dynamiki liczby i wartości kredytów inwestycyjnych.
– Spadek liczby udzielonych kredytów inwestycyjnych o 31,4% jest związany z trudnym otoczeniem gospodarczym, które nie sprzyja podejmowaniu długoterminowych zobowiązań. Kredyty inwestycyjne są wykorzystywane do finansowania działalności rozwojowej, a relacja inwestycji do PKB w Polsce od 10 lat utrzymuje się na niskim poziomie w porównaniu do innych krajów UE (ok. 17% vs 21%). Zmienność i niepewność otoczenia dodatkowo utrudniają podejmowanie decyzji o inwestycjach. Środki z KPO oraz ulgi i preferencje podatkowe dla firm inwestujących mogą stanowić impuls prorozwojowy, zachęcający do zaciągania kredytów inwestycyjnych. Ważnym czynnikiem jest również obniżka stóp procentowych, która zmniejszy koszt długu i kapitału własnego, zwiększając atrakcyjność inwestycji – wskazuje prof. Rogowski.
Jedynym rodzajem kredytu, który od początku tego roku wykazuje wzrost, jest większa liczba kredytów w rachunku bieżącym.
– Potrzeba zachowania płynności finansowej staje się wyzwaniem dla firm, w obliczu rosnących zatorów płatniczych, zwłaszcza dla mikrofirm, które częściej niż średnie i duże firmy borykają się z przeterminowanymi należnościami. To może być przyczyną zainteresowania kredytami w rachunku bieżącym, które są jedynym produktem kredytowym na plusie od początku roku. Dodatnia dynamika kredytów w rachunku bieżącym w marcu 2025 roku (+4,5%) może być zapowiedzią wzrostu zainteresowania kredytowaniem się mikrofirm w przyszłości – dodaje główny analityk Grupy BIK.
Tesla pokazała bardzo złe wyniki finansowe, a jednak rynek zareagował wzrostem kursu akcji, ponieważ Elon Musk powraca do zarządzania firmą.
Tesla opublikowała wyniki za Q1 2025, pokazując spadek zysku netto r/r o 71%. Przychody Tesli wyniosły 19,3 mld USD, okazały się niższe o 9 % r/r. Spadki były napędzane głównie niższym wolumenem Modelu Y oraz utrzymującymi się zachętami cenowymi.
Od początku roku kurs akcji w dolarach spadł o 45%. Kurs akcji w złotych jest aż o połowę niższy od szczytów z połowy grudnia 2024 r.
Pomimo tak złych wyników w dniu ich ogłoszenia akcje Tesli zyskały 0,5%. Kolejne dni też przyniosły wzrosty. Nadzieje inwestorów są podtrzymywane optymistycznymi perspektywami spółki.
– Ogłoszone wyniki były bardzo słabe, ale wcześniejsze dane też nie były dobre. Tuż przed publikacją danych kurs akcji Tesli spadł w okolice rocznych minimów – mówi w rozmowie z MarketNews24 Tymoteusz Turski, analityk rynku akcji w XTB. – Tesla jednak pozostaje bardzo ciekawą spółką, która nie jest oceniana przez inwestorów poprzez dane, które publikuje. Inwestorzy rozgrywając akcje Tesli starają się wycenić przyszłość, a wcześniejsze wzrosty kursu akcji nie wynikały z fundamentalnych przesłanek.
Raport za I kwartał Tesli ukazał zamierzony reset rentowności w miarę przygotowań do kolejnego cyklu produktowego. Przychody spadły o 9 % r/r do 19,3 mld USD, GAAP EPS obniżył się do 0,12 USD, a marża operacyjna skurczyła się do 2,1 %. Powodem takich wyników były niższe wolumeny Modelu Y i utrzymujące się rabaty cenowe, które finalnie przeważyły nad oszczędnościami na materiałach. Z pozytywnych aspektów, warto zwrócić uwagę na przepływy pieniężne, które wróciły do pozytywnych poziomów (0,7 mld USD). Płynność spółki jest obecnie na rekordowym poziomie (+37 mld USD) wobec planowanych premier w kolejnych miesiącach.
Efekty konkurencji na rynku samochodów elektrycznych znajdują swoje odzwierciedlenie w wynikach giganta technologicznego. Obecnie przychody z motoryzacji spadły o 20 %, a na znaczeniu zyskał segment Energy Generation & Storag, który wzrósł o 67 % r/r do 2,7 mld USD.
Dostawy pojazdów zmalały o 13 %, do 337 tys. sztuk. Jednak nadzieje inwestorów są zdecydowanie podtrzymywane przez wizję technologii FSD oraz Robotaxi. Technologia FSD (Supervised) działa już w Chinach, a łączny przebieg aut przekroczył 4 mld mil.
Jako ciekawostkę Tesla podała, że nowe Cybertrucki zjeżdżają autonomicznie z linii do placów logistycznych w USA. Z kolei Robotaxi „Cybercab” ma wejść do produkcji seryjnej w 2026 roku, a pilotaż w Austin do czerwca 2025 r.
Wobec regresu produkcji samochodów energia i AI nabierają znaczenia: przychody z magazynowania +67 % i rosnące marże wskazują na drugi silnik zysków Tesli, choć wysokie wydatki na AI obciążają dziś SG&A/B+R.
– Kurs akcji Tesli został bardzo mocno wywindowany po informacji, że Elon Musk będzie bardzo blisko współpracował z prezydentem Trumpem, inwestorzy liczyli, że taka współpraca wyjdzie im na dobre – wyjaśnia ekspert XTB. – Z każdym miesiącem rządów Donalda Trumpa widzieliśmy, że ta współpraca nie wychodzi Tesli na dobre.
Musk wraca do zarządzania Teslą, pomagać będzie Trumpowi przez jeden lub dwa dni w tygodniu. Inwestorzy bardzo dużo nadziei wiążą znów z Muskiem, choć stracił wiele ze swej popularności.
Ze względu na wpływ ceł na biznes Tesli zarząd spółki zaznaczył, że ponownie rozważy prognozę na 2025 r. w II kw., gdy wykrystalizują się nowa rzeczywistość dotycząca polityki handlowej USA. Z kolei to czy FY‑25 marża operacyjna powróci w okolice średnich jednocyfrowych wartości, zależeć będzie od odbicia wolumenu Modelu Y, rozwoju ceł i tempa wdrożeń energetycznych.
Tesla 85% swoich części produkuje w USA. Jednak baterie litowe w 80% są sprowadzane z Chin. Wojny handlowe Trumpa uderzyły w Muska.
Jednocześnie zarząd potwierdził, że nowe, tańsze modele pozostają w założonym harmonogramie na I półrocze 2025 r. Tesla ma wdrożyć również roboty Optimus do pomocy przy produkcji w fabrykach od przyszłego roku. Zarząd generalnie pozostaje optymistycznie nastawiony do perspektyw spółki oraz nadchodzących premier produktowych.
– Inwestorzy znów zaczynają się pozycjonować pod geniusz Elon Muska. Jeżeli ktoś wierzy w jego geniusz, to obecne wyceny akcji może uznać za bardzo niskie – komentuje T.Turski z XTB. – Ważne będzie czy spółka dowiezie obiecane wyniki na 2025 r.
Bank Pekao S.A. rozpoczął 2025 rok od solidnych wyników, do osiągnięcia których przyczyniły się wszystkie segmenty biznesowe. Zysk netto w I kwartale roku wzrósł, a bank skutecznie wykorzystał warunki makroekonomiczne. Powiększyła się baza klientów i wzrosła akcja kredytowa, bank nie zwalniał tempa w bankowości cyfrowej.
Powtarzalny skonsolidowany zysk netto, skorygowany m.in. o efekt wakacji kredytowych oraz rezerw na ryzyko prawne związane z kredytami frankowymi w I kwartale 2025 roku zamknął się kwotą 2,076 mld zł. Raportowany zysk netto wyniósł 1,685 mld zł.
– Pierwszy kwartał to zarazem ostatni z okresów sprawozdawczych przypadający jeszcze przed ogłoszeniem naszej krótkoterminowej strategii. Rezultaty minionego kwartału pokazują, że mamy wszelkie zasoby, możliwości i środki by z impetem wejść w czas realizacji naszego ambitnego planu. Ważne, że tempo utrzymuje nasza akcja kredytowa i akwizycja klientów oraz dynamika w bankowości cyfrowej – mówi Cezary Stypułkowski, prezes Banku Pekao.
Wzrost zysku netto bank osiągnął głównie dzięki dwucyfrowym pozytywnym dynamikom zarówno wyniku odsetkowego jak i prowizyjnego. Ten pierwszy wyniósł w I kwartale 2025 roku 3,4 mld zł i był w ujęciu rok do roku 11 proc. wyższy niż w okresie styczeń-marzec 2024. Wynik z tytułu opłat i prowizji był natomiast w I kwartale 2025 o 10 proc. wyższy niż rok wcześniej i zamknął się kwotą 732 mln zł.
Kolejny kwartał z rzędu wyraźnie wzrosła baza depozytowa o 8 proc. rok do roku, wsparta wysoką akwizycją nowych klientów i rekordową sprzedażą kont oszczędnościowych (170 tys. w I kw. 2025) i solidną ilością nowych rachunków bieżących.
Po stronie kredytów wzrost wolumenu ogółem w I kwartale bieżącego roku wyniósł rdr 4 proc. O 5 proc. urósł portfel kredytów detalicznych, a o 4 proc. kredytów przedsiębiorstw.
Utrzymała się wysoka dynamika nowej sprzedaży pożyczek gotówkowych, która wyniosła 25 proc., spośród których aż 89 proc. było sprzedanych zdalnie. Z kolei w bankowości dla firm uwagę zwraca 12-proc. wzrost finansowań dla przedsiębiorstw z segmentów MID oraz SME.
Koszty ryzyka znalazły się w I kwartale na niskim poziomie 33 pb. Bank Pekao zachowuje bardzo dobrą pozycję kapitałową. Na koniec marca łączny współczynnik kapitałowy grupy (TCR) wyniósł 17,4 proc., a Tier1 16,2 proc. W obydwu przypadkach znajdowały się one bardzo wyraźnie powyżej regulacyjnych minimów.
Umożliwiło to wypłatę dywidendy, na którą trafi 4,8 mld zł, a więc 75 proc. zysku za 2024, co dało 18,36 zł na akcję. Dzień dywidendy ustalono na 7 maja, a dzień jej wypłaty na 23 maja.
Bank Pekao wkracza w okres nowej strategii. Wśród jej kluczowych założeń na koniec 2027 roku jest ROE powyżej 18 proc., C/I poniżej 35 proc. oraz 4,4 mln aktywnych klientów mobile. Na koniec marca 2025 te wskaźniki wynosiły odpowiednio 20,5 proc.; 38,5 proc. (ale 31,3 proc. z wyłączeniem składki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny) oraz 3,5 mln (po przyroście aktywnych użytkowników bankowości mobilnej o 90 tys. w samym I kwartale 2025).
Develia podpisała przedwstępną umowę dotyczącą nabycia 100% udziałów Bouygues Immobilier Polska, oddziału Bouygues Immobilier, francuskiego dewelopera. Cena sprzedaży ustalona w umowie przedwstępnej to 66,5 mln euro (ok. 283,6 mln zł). Dzięki przejęciu Develia zwiększy liczbę mieszkań w realizacji oraz potencjał wzrostu banku ziemi w Warszawie, Poznaniu i we Wrocławiu.
– Od kilku lat konsekwentnie umacniamy naszą pozycję na polskim rynku mieszkaniowym. Organiczny rozwój spółki skutecznie wspieramy poprzez współprace typu joint-venture oraz transakcje M&A. Przejęcie Bouygues Immobilier Polska jest spójne z naszą strategię biznesową i umożliwi nam dalszą ekspansję w trzech miastach, w których już działamy – przede wszystkim w Warszawie, która pozostaje dla nas szczególnie atrakcyjnym rynkiem – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – W strategii założyliśmy, że średniorocznie będziemy przeznaczać na zakupy działek pod nowe projekty oraz M&A ponad 500 mln zł i ta transakcja wpisze się w te ramy. Ze względu na bardzo dobrą sytuację płynnościową Develii, jesteśmy w stanie sfinansować to przejęcie ze środków własnych, pozostawiając sobie otwartą możliwość refinansowania kredytem bankowym – dodaje Andrzej Oślizło.
Bouygues Immobilier jest jednym z liderów rynku deweloperskiego we Francji. Od 2001 r. firma jest obecna także w Polsce, gdzie zrealizowała dotychczas ponad 9500 mieszkań i lokali usługowych w 70 projektach.
Na koniec 2024 r. Bouygues Immobilier Polska posiadała około 1300 mieszkań w realizacji i przygotowaniu, z czego na 1098 podpisano już umowy deweloperskie. Ponadto spółka posiadała ok. 2800 lokali w gruntach zabezpieczonych umowami przedwstępnymi. Inwestycje są zlokalizowane w Warszawie (ok. 71% całkowitej powierzchni użytkowej mieszkań), Poznaniu (13%) i we Wrocławiu (16%). Aktualnie Bouygues Immobilier Polska realizuje projekty takie jak m.in. Viva Cité, Osiedle Lumea i Neo Praga w Warszawie, Vilda Arte w Poznaniu i Vivre we Wrocławiu.
– Przejęcie Bouygues Immobilier Polska to dla Develii nie tylko zwiększenie skali działalności, ale także jej dywersyfikacja dzięki gruntom w nowych lokalizacjach i potencjalne korzyści wynikające z efektu synergii. Zakończony sukcesem proces integracji polskich spółek Nexity, które Develia przejęła w 2023 r. pokazał, że mamy odpowiedni know-how, by te synergie stworzyć i wykorzystać w celu przyspieszenia rozwoju grupy – mówi Karol Dzięcioł, członek zarządu Develii.
Przedwstępna umowa podpisana przez Develię dotyczy nabycia 100% udziałów spółki Bouygues Immobilier Polska. Cena sprzedaży to 66,5 mln euro (ok. 283,6 mln zł). Develia sfinansuje transakcję ze środków własnych z opcją refinansowania kredytem bankowym. Umowa powinna zostać sfinalizowana do 30 czerwca 2025 r. pod warunkiem uzyskania zgody Prezesa UOKiK na dokonanie koncentracji w Polsce.
Grupa Fabrity (GPW: FAB), specjalizująca się w inżynierii oprogramowania i rozwiązaniach transformacji cyfrowej, wypracowała wzrost sprzedaży i zanotowała solidne wyniki finansowe pomimo niekorzystnej koniunktury rynkowej i negatywnych uwarunkowań walutowych dla wszystkich eksporterów usług. Fabrity zamierza pozostać spółką dywidendową.
Grupa Fabrity osiągnęła w 2024 roku 74,7 mln zł przychodów ze sprzedaży usług, co oznacza wzrost o 9% rok do roku (+6 mln zł). Jednocześnie pomimo mierzenia się z trudnym otoczeniem, Grupa Fabrity wygenerowała stabilny poziom wyniku EBITDA (8,6 mln zł) oraz zwiększyła zysk operacyjny do 6,6 mln zł.
– Potrafimy osiągać sukcesy także w mniej sprzyjających warunkach, zarówno na samym rynku IT, jak również w kontekście istotnego umocnienia złotego czy spowolnienia gospodarki niemieckiej. Szczególnie istotna jest dla nas struktura wzrostu przychodów – rozwijaliśmy się głównie w sektorze prywatnym, tworząc organiczny wzrost, który buduje stabilne podstawy rozwoju w długim okresie. Jednocześnie zmniejszeniu uległy przychody w sektorze publicznym, gdzie poprzednie umowy ramowe z agencją Frontex zbliżały się do planowego zakończenia. Jestem jednak przekonany, że w tym segmencie możemy zobaczyć szybki powrót na ścieżkę wzrostu – mówi Tomasz Burczyński, Prezes Zarządu Fabrity S.A.
– Rozwijamy się obszarach Industry 5.0, Generative AI i Machine Learning. Dokonaliśmy też pierwszego, bardzo dobrego przejęcia spółki Fabrity Commerce, specjalizującej się w rozwiązaniach e-commerce. Konsekwentnie realizujemy założenia strategii, w tym dotyczące inwestycji i akwizycji – dodaje Rafał Graboś, Wiceprezes Zarządy Fabrity S.A.
Grupa Fabrity Holding zanotowała w 2024 roku 8,3 mln zł zysku netto, przy czym miały na niego wpływ zdarzenia o charakterze jednorazowym i o przeciwstawnym kierunku. Pozytywną kontrybucję stanowiła kwota blisko 1,8 mln zł zwrotu nadpłaty podatku CIT za rok 2023 oraz rozpoznanie 2,5 mln zł nadpłaty podatku za rok 2022 (RB 45/2024, 55/2024, 63/2024) – łącznie pozytywny wpływ tych zdarzeń to 4,7 mln zł, w tym 0,4 mln zł to rozpoznane odsetki. Z kolei łączne obniżenie skonsolidowanego wyniku netto o 2,2 mln zł związane jest z konsolidacją metodą praw własności spółki PerfectBot (udział w bieżącej stracie netto oraz aktualizacja wartości aktywów związanych z tą spółką).
– Historycznie dzięki sprzedaży spółek non-core wypłacaliśmy wysokie dywidendy. Choć obecnie to my jesteśmy po stronie kupującej w transakcjach M&A, to w listopadzie wypłaciliśmy już 1,3 zł na akcję zaliczki na poczet dywidendy za rok 2024 obok wcześniej wypłaconej dywidendy i zrealizowanego skupu. W ten sposób w ubiegłym roku zrealizowaliśmy transfer ponad 18 mln zł do akcjonariuszy, a wciąż na koniec grudnia posiadaliśmy na kontach 15,1 mln zł gotówki. Nasze możliwości dywidendowe zwiększyły nie tylko dodatnie przepływy z działalności operacyjnej ale również ujęcie w wyniku netto nadpłat podatku CIT związanych z wykorzystaniem ulgi holdingowej przy transakcjach sprzedaży spółek zależnych – mówi Artur Piątek, Wiceprezes Zarządu Fabrity S.A.
Porównywalność zysku netto w latach 2023-2024 zaburza zaksięgowanie w poczet zysków roku 2023 sprzedaży spółek marketingowych, co podwyższyło wynik netto o 9,9 mln zł plus 1,4 mln zł zysku wypracowanego przez sprzedane spółki zależne.
Kalendarz makro wreszcie się zapełnił, ale inwestorom najwyraźniej za mało i czekają na impulsy większej wagi. Mieszane nastroje przekładają się na próbę korekty na rynkach kapitałowych i osłabienie dolara, ale daleko tym ruchom do ustalenia wyraźnego kierunku.
Lepiej czy gorzej?
Mieszane dane ze Starego Kontynentu nie przyniosły pozytywnego impulsu europejskim aktywom, ale też trudno je posądzać o zasadniczy wpływ na wtorkowy handel. Niemiecki Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK okazał się o wiele lepszy od oczekiwań (-25,6 pkt), zatrzymując się ostatecznie na -20,6 pkt. Chociaż rezultat pozostaje w dalszym ciągu pod kreską, to równocześnie był najlepszy od sierpnia zeszłego roku. Analitycy wiążą poprawę nastrojów w dużej mierze ze zbliżającym się powołaniem nowego rządu RFN, który prawdopodobnie dostanie kredyt zaufania od obywateli.
Na drugi ogień poszła Hiszpania z odczytami największej wagi. Niestety w oczywisty sposób schodzą one na dalszy plan w kontekście wczorajszego blackoutu, który dotknął cały półwysep Iberyjski. Mimo wszystko warto o nich pamiętać i dołożyć do układanki stanu całej strefy euro (w końcu mowa o czwartej co do wielkości gospodarce). Tempo PKB w pierwszym kwartale wyniosło 2,8% w ujęciu rocznym, co jest zauważalnym spadkiem od poprzedniego okresu (+3,4%), ale i tak pozostaje wyróżniającym się wskazaniem wśród największych rynków Starego Kontynentu. W ujęciu kwartalnym PKB urosło o 0,6%, co minimalnie rozminęło się z prognozami i było najgorszym wskazaniem od końca 2023 roku. Nie da się nie zauważyć, że hiszpańska gospodarka hamuje, ale wciąż zachowuje się ona bardziej niż przyzwoicie, szczególnie na tle swoich najbliższych partnerów. Natomiast wolniej od oczekiwań hamuje tamtejsza inflacja, która zamiast okrągłych 2%, zatrzymała się na 2,2% w ujęciu rocznym. Trend spadkowy został utrzymany, ale pierwsze małe ostrzeżenie zostało wysłane. Ostatecznie przed kolejnym posiedzeniem EBC (5 czerwca) zobaczymy jeszcze jeden odczyt, a biorąc pod uwagę wysoką bazę, może on pozytywnie zaskoczyć.
Skoro przy strefie euro jesteśmy, to na koniec warto wspomnieć o badaniach koniunktury gospodarczej dla tego bloku. Skupimy się na jego najogólniejszym parametrze, czyli indeksie nastrojów w gospodarce. W tym przypadku nie jest zbyt kolorowo, ponieważ wykazał on jedynie 93,6 pkt. To nie tylko spadek od poprzedniej publikacji i wynik gorszy od prognoz, ale też najsłabszy rezultat od ponad dwóch lat. Analitycy za główny powód pogorszenia nastrojów bez niespodzianki wskazują napięcia związane z ryzykiem wojny handlowej, która mogłaby prowadzić do stagnacji również w Europie.
Słabsze giełdy i USD
Na rynkach w dalszym ciągu trudno dostrzec wyraźny kierunek, co może wskazywać, że inwestorzy wciąż czekają na wygenerowanie mocniejszych impulsów. Sytuacja na giełdach jest mieszana, w strefie azjatyckiej zobaczyliśmy w większości zwyżki, ale oprócz Sydney (+1%) były one raczej płaskie. W Europie na głębokim minusie jest Madryt (-0,9%), co można uznać za pokłosie wczorajszego blackoutu, który dotknął półwysep Iberyjski. Zniżkuje też Paryż (-0,3%) i Amsterdam (-0,1%), a po pozytywnej stronie mocy utrzymuje się jeszcze Frankfurt (+0,3%) czy Mediolan (+0,4%). Niestety przewidywane przez kontrakty negatywne otwarcie na Wall Street może przynieść obciążenie także dla Starego Kontynentu. Do poziomu wczorajszego zamknięcie cofa się Warszawa, gdzie WIG20 generuje już tylko +0,1%. Na rynku walutowym słabszy pozostaje dolar, ale trudno mówić o jakichś rozstrzygnięciach, także tutaj widać wyczekiwanie. Kurs EUR/USD próbuje utrzymać się powyżej 1,14 $, a kurs USD/PLN odbił od 3,74 zł. Kurs EUR/PLN próbuje wygenerować ruch na północ, ale nie oddala się od 4,27 zł.
Grupa Kapitałowa Murapol, jeden z największych i najbardziej doświadczonych deweloperów mieszkaniowych w Polsce, wyemitowała obligacje o łącznej wartości nominalnej 100 mln zł. Obligacje są oprocentowane według zmiennej stopy procentowej wynoszącej WIBOR 3M powiększony o marżę w wysokości 4% w skali roku. Dzień wykupu obligacji będzie przypadał na 29 kwietnia 2028 r.
W ubiegłym roku ustanowiliśmy program emisji obligacji o łącznej wartości 500 mln zł oraz wyemitowaliśmy pierwszą serię naszych papierów dłużnych o łącznej wartości nominalnej 150 mln zł. Emisja ta spotkała się z dużym zainteresowaniem inwestorów i została wprowadzona do obrotu na rynku Catalyst. Bieżąca emisja, tak jak poprzednio, została skierowana do inwestorów instytucjonalnych. także w tym przypadku spotkała się ona z pozytywnym odbiorem rynku. To dla nas ważne potwierdzenie, że inwestorzy doceniają zarówno nasze kompetencje, jak i ugruntowaną pozycję rynkową Grupy oraz sprawdzony model biznesowy– mówi Nikodem Iskra, Prezes Zarządu Murapol S.A.
Nowa emisja dotyczyła niezabezpieczonych obligacji zwykłych na okaziciela, oprocentowanych według zmiennej stopy procentowej i okresie zapadalności 3 lat. Wartość nominalna oraz cena emisyjna jednej obligacji wyniosła 10 tys. zł.
Świadczenia Spółki z tytułu obligacji będą miały charakter wyłącznie pieniężny i będą polegać na zapłacie wartości nominalnej oraz oprocentowania. Obligacje będą podlegać wprowadzeniu do obrotu w alternatywnym systemie obrotu prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. Funkcję agenta emisji pełni IPOPEMA SECURITIES S.A.
Skutecznie realizujemy nasze założenia w zakresie dywersyfikacji źródeł finansowania oraz zapadalności zewnętrznego zadłużenia. Pomimo zawirowań i niepokoju na międzynarodowych rynkach kapitałowych, z sukcesem zamknęliśmy kolejną emisję obligacji, a popyt na papiery dłużne Murapol S.A. znacząco przekroczył zaplanowaną wartość transakcji. Dziękujemy Konsorcjum w składzie Bank Pekao S.A., Ipopema Securities S.A., Santander Bank Polska S.A. za sprawnie i profesjonalnie przeprowadzony proces emisji. Z satysfakcją przyjęliśmy do grona naszych obligatariuszy kolejne wiodące instytucje finansowe, które doceniły model biznesowy, stabilnie rosnące wyniki finansowe i rozwój skali operacyjnej Grupy Murapol. Naszym celem jest stała obecność i umacnianie pozycji Spółki jako cenionego emitenta na publicznym rynku długu korporacyjnego w Polsce. Jesteśmy przekonani, że dalszy rozwój naszego biznesu umożliwi osiąganie stabilnych zysków przez wspierające nas instytucje finansowe – zaznacza Przemysław Kromer, CFO, Członek Zarządu Murapol S.A.
Notowana na GPW spółka gastronomiczna Mex Polska S.A. poinformowała, że według wstępnych szacunków, skonsolidowane przychody ze sprzedaży grupy kapitałowej za I kwartał 2025 roku powinny osiągnąć prawie 26 mln zł, co pozwoli na osiągnięcie ponad 15% wzrostu w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego.
Utrzymująca się dynamika wzrostu przychodów pozostaje zgodna ze strategią rozwoju Grupy, która zakłada systematyczne zwiększanie skali działalności operacyjnej poprzez ekspansję sieci gastronomicznej oraz wzrost sprzedaży w lokalach już funkcjonujących.
– Pomimo sezonowo słabszego okresu w branży gastronomicznej, pierwszy kwartał bieżącego roku oceniamy pozytywnie pod względem sprzedażowym oraz operacyjnym. Rosnąca frekwencja w naszych lokalach, stabilizująca się struktura kosztów operacyjnych oraz kontynuowana ekspansja sieci przekładają się na systematyczny wzrost przychodów. Nie bez znaczenia było również wdrożenie usługi delivery dla wszystkich naszych konceptów restauracyjnych oraz otwarcia nowych lokali w Katowicach, Krakowie i Wrocławiu. – mówi Dariusz Kowalik, członek zarządu i dyrektor finansowy Mex Polska S.A.
Obecnie Grupa zarządza 55 popularnymi wśród Polaków i dochodowymi lokalami gastronomicznymi. W I kwartale br. Grupa uruchomiła dwa nowe lokale: Chicas & Gorillas przy ul. Nowy Świat 19 w Warszawie oraz pizzerię PIZZANOVA w krakowskim Pasażu Bielaka.
– W najbliższych tygodniach planujemy uruchomienie kolejnych lokali, w tym między innymi restauracji Prosty Temat w Krakowie oraz restauracji The Mexican we Wrocławiu. Przed nami również intensywny okres związany z rozpoczęciem sezonu ogródkowego, który niesie ze sobą nie tylko nowe wyzwania operacyjne, ale także realne szanse na dalszy wzrost frekwencji i przychodów grupy – komentuje Paweł Kowalewski, prezes zarządu Mex Polska S.A.
Nadrzędnym celem grupy pozostaje dalszy wzrost organiczny oraz konsekwentne zwiększanie efektywności operacyjnej.
Finalne wyniki finansowe grupy za I kwartał 2025 roku zostaną opublikowane w raporcie okresowym, zgodnie z harmonogramem publikacji raportów giełdowych, w dniu 28 maja 2025 r.
W obszarze inwestycji budowlanych dla przemysłu i logistyki coraz częściej obserwuje się zainteresowanie rozwiązaniami kompleksowymi. Właściciele firm, którzy posiadają projekt hali, działkę oraz pozwolenie na budowę, coraz częściej decydują się na przekazanie pełnej realizacji wyspecjalizowanemu wykonawcy. Model, w którym jedna firma odpowiada za wszystkie etapy inwestycji, znany jest jako generalne wykonawstwo hal stalowych.
Kompleksowe podejście do procesu budowy
Generalne wykonawstwo obejmuje nie tylko samą realizację budynku, ale także szereg czynności poprzedzających i następujących po zakończeniu prac budowlanych. W praktyce oznacza to m.in. analizę dostarczonego projektu, opracowanie harmonogramu prac, prowadzenie budowy z udziałem doświadczonego kierownika, a także koordynację odbiorów technicznych i uzyskanie pozwolenia na użytkowanie obiektu.
Z perspektywy inwestora takie podejście minimalizuje konieczność angażowania się w kwestie techniczne i proceduralne, umożliwiając skoncentrowanie się na bieżącej działalności operacyjnej firmy.
Standaryzacja, odpowiedzialność, transparentność
Jednym z istotnych elementów generalnego wykonawstwa jest przejęcie przez wykonawcę pełnej odpowiedzialności za końcowy efekt inwestycji. Oznacza to także koordynację prac różnych ekip wykonawczych oraz kontrolę punktów styku między branżami. Zintegrowany nadzór i jednolita odpowiedzialność pozwalają ograniczyć ryzyko błędów wykonawczych, przestojów oraz problemów na etapie odbiorów.
Na etapie realizacji inwestycji dużą rolę odgrywa także transparentna komunikacja z inwestorem – np. w formie regularnych narad budowlanych i raportowania postępów.
Etapy realizacji w formule „pod klucz”
Przebieg współpracy w modelu generalnego wykonawstwa można podzielić na kilka głównych etapów:
weryfikacja projektu – analiza kompletności dokumentacji, wskazanie możliwych usprawnień konstrukcyjnych lub ekonomicznych.
realizacja budowy – prace prowadzone zgodnie z harmonogramem i nadzorem kierownika budowy z uprawnieniami.
odbiory techniczne – przeprowadzane w imieniu inwestora z udziałem służb takich jak PSP, Sanepid czy PINB.
oddanie do użytkowania – przekazanie kluczy, dokumentacji powykonawczej i instrukcji obsługi.
wsparcie po zakończeniu prac – możliwość konsultacji w zakresie eksploatacji lub rozbudowy obiektu, a także jednoznaczna ścieżka gwarancyjna.
Kiedy warto rozważyć generalne wykonawstwo?
Model ten znajduje zastosowanie przede wszystkim przy budowie obiektów o powierzchni od około 1000 m² wzwyż, w szczególności hal produkcyjnych, magazynowych czy logistycznych. Jego zalety są szczególnie widoczne w przypadku inwestycji, które muszą być zrealizowane w ściśle określonym terminie oraz wymagają sprawnej koordynacji różnych branż budowlanych.
Z perspektywy firm planujących nowe obiekty istotne jest także ograniczenie liczby podmiotów odpowiedzialnych za poszczególne etapy – co przekłada się na łatwiejszy proces zarządzania całością inwestycji.
Poznaj model realizacyjny C&S Construction
Jednym z podmiotów specjalizujących się w generalnym wykonawstwie hal stalowych jest firma C&S Construction, która obsługuje inwestorów w całej Polsce. Model realizacyjny tej firmy zakłada pełne przejęcie odpowiedzialności za inwestycję – od weryfikacji dokumentacji projektowej, przez budowę prowadzoną własnymi ekipami, aż po przekazanie obiektu do użytkowania wraz z dokumentacją powykonawczą. Inwestorzy mają możliwość śledzenia postępów na bieżąco, a także skorzystania z jednoznacznego systemu gwarancyjnego obejmującego całą halę.
Wnioski
Generalne wykonawstwo hal stalowych to rozwiązanie, które zyskuje na popularności dzięki możliwości pełnej integracji procesu budowlanego. Odpowiednio przeprowadzona realizacja w tym modelu umożliwia zachowanie wysokiej jakości wykonania, terminowość i przejrzystość współpracy. Dla firm planujących rozwój infrastruktury przemysłowej może to być istotna przewaga – zarówno pod względem czasu realizacji, jak i ograniczenia ryzyka związanego z koordynacją wielu wykonawców.
Pierwszy kwartał 2025 roku był niezwykle udany dla XTB pod kątem pozyskiwania nowych klientów. Do grona użytkowników aplikacji i platformy XTB dołączyło ponad 194 tys. nowych inwestorów (+49,8% r/r). Na koniec marca 2025 r. XTB miało 1,54 mln klientów.
Liczba aktywnych klientów wzrosła do rekordowego poziomu 735,4 tys. (+76,5% r/r) wobec 416,6 tys. na koniec I kwartału 2024 roku.
Skonsolidowane przychody osiągnęły rekordowy poziom 580,3 mln zł (+ 4,4% r/r).
Zysk netto wyniósł 193,9 mln zł (wobec 302,7 mln zł rok wcześniej) przy rosnących, zgodnie z zapowiedziami, kosztach działalności operacyjnej na poziomie 315,8 mln zł.
XTB z sukcesem realizuje strategię rozwoju, której priorytetem jest poszerzanie bazy klientów i docieranie do nowych grup inwestorów. Systematycznie rosnąca liczba aktywnych klientów, połączona z ich zwiększoną aktywnością transakcyjną, przełożyła się na rekordowy poziom przychodów operacyjnych, które wyniosły 580,3 mln zł (+4,4% r/r) w pierwszym kwartale 2025 roku. Skonsolidowany zysk netto wyniósł 193,9 mln zł wobec 302,7 mln zł rok wcześniej przy rosnących, zgodnie z zapowiedziami, kosztach działalności operacyjnej na poziomie 315,8 mln zł. Zwiększony poziom kosztów wynikał głównie z wyższych nakładów na kampanie marketingowe, wyższych kosztów wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych związanych ze wzrostem zatrudnienia oraz wyższych kosztów prowizji, wynikających z większych kwot zapłaconych dostawcom usług płatniczych, za pośrednictwem których klienci deponują swoje środki na rachunkach transakcyjnych w XTB.
Pierwszy kwartał 2025 roku był dla XTB udany pod względem poszerzania bazy klientów oraz budowania marki globalnej, czyli realizacji priorytetowych celów naszej strategii rozwoju. W szczególności cieszy mnie wzrost liczby nowych klientów oraz ich aktywności inwestycyjnej. To pokazuje, że umiemy skutecznie docierać do nowych grup klientów, którzy zwiększają swoją aktywność inwestycyjną w okresach zmienności rynkowej. Rosnąca liczba klientów to fundament naszego rozwoju w kolejnych latach i na tym będziemy się nadal koncentrować – komentuje Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.
Struktura przychodów i aktywa klientów
Analizując przychody XTB pod kątem klas instrumentów można zauważyć, że w I kwartale 2025 r. największy udział (52,3%) miały CFD oparte na indeksach, w tym w szczególności niemiecki indeks akcji DAX (DE40), czy amerykańskie indeksy US 100 i US 500. Drugą najbardziej dochodową klasą aktywów były instrumenty CFD oparte na towarach – bazujące na notowaniach cen gazu ziemnego, złota oraz kawy. Ich udział w strukturze przychodów wyniósł 29,1% (wobec 48,7% rok wcześniej). Przychody na instrumentach CFD opartych o waluty stanowiły 13,5% (wobec 23,2% rok wcześniej), a najbardziej dochodowymi w tej klasie były CFD oparte o parę walutową EURUSD oraz kryptowaluty: ripple i bitcoin.
W pierwszym kwartale 2025 roku, klienci XTB bardzo aktywnie inwestowali w akcje i fundusze ETP (w tym fundusze ETF), a obrót tymi instrumentami wzrósł o 121,3% r/r do 4,1 mld USD. Na rynkach UE, blisko 80% pierwszych transakcji nowych klientów XTB to właśnie transakcje na akcjach i ETP oraz opartych o ten instrument Planach Inwestycyjnych. W pierwszym kwartale roku, klienci XTB na rynkach UE przeprowadzili 11 mln transakcji na tych instrumentach.
Niesłabnącym zainteresowaniem cieszy się również oferta oprocentowania wolnych środków, co odzwierciedla dynamiczny wzrost depozytów netto, które na koniec marca 2025 roku wyniosły 4,1 mld zł i były wyższe o 117,6% r/r.
Aktywa klientów XTB na koniec pierwszego kwartału 2025 roku wyniosły 30,3 mld zł. W tym 15,5 mld zł stanowiła wartość nominalna instrumentów posiadanych przez klientów na rachunkach (akcje i ETP), 4,2 mld zł to środki pieniężne klientów, a ponad 10,6 mld zł stanowiła wartość nominalna instrumentów CFD.
Rekordowy wzrost liczby klientów i ich aktywności inwestycyjnej
W pierwszym kwartale 2025 roku, XTB pozyskało rekordowe 194,3 tys. nowych klientów (+49,8% r/r), czyli zgodnie z kwartalnym celem zakładającym przyrost o 150-210 tys. klientów. Na koniec marca 2025 roku z platformy inwestycyjnej i aplikacji mobilnej XTB korzystało łącznie 1,54 mln klientów w porównaniu z 1,01 mln na koniec I kwartału 2024. Z kolei w dniach 1- 28 kwietnia 2025 r. do grona klientów XTB dołączyło kolejne 56,4 tys. nowych inwestorów.
Skokowo wzrosła również liczba aktywnych klientów, osiągając rekordowy poziom 735,4 tys. co oznacza wzrost o 76,5% r/r.
Ambitne plany produktowe i dalsza ekspansja zagraniczna
W 2025 roku XTB planuje nadal wzbogacać swoją ofertę o produkty dla każdego, kto chce by jego pieniądze pracowały, zarówno aktywnie jak i pasywnie. W pierwszym kwartale w aplikacji pojawiła się nowość w segmencie inwestowania długoterminowego – konto PEA we Francji. Z kolei inwestorzy w Wielkiej Brytanii zyskali możliwość przenoszenia swoich kont ISA do XTB. Zgodnie z zapowiedziami, XTB przygotowuje się do wprowadzenia do swojej oferty opcji i handlu kryptowalutami. Realizacja tegorocznego planu produktowego jest uzależniona od wielu czynników zewnętrznych, w tym m.in. uzyskania niezbędnych zgód regulacyjnych.
Budując globalną markę, XTB przygotowuje się do rozpoczęcia działalności w Indonezji (planowane na I połowę roku) oraz w Brazylii, gdzie trwa proces pozyskiwania niezbędnych licencji. Z kolei w Chile XTB pozyskała już licencję agenta papierów wartościowych, która umożliwia oferowanie klientom akcji oraz funduszy ETF. W perspektywicznym regionie Bliskiego Wschodu, XTB otworzyła w ostatnich tygodniach drugie biuro w Dubaju.
Dążymy do tego, by aplikacja XTB stała się pierwszym wyborem dla osób, które chcą by ich pieniądze pracowały – zarówno pasywnie, jak i aktywnie. Zdajemy sobie sprawę z tego, jak ważna jest nie tylko bogata oferta produktowa, ale także sprawny proces onboardingu nowych klientów czy ich wsparcia, kiedy tego potrzebują. Jesteśmy przygotowani technologicznie do tego, by efektywnie obsługiwać coraz więcej klientów, w tym na nowych, perspektywicznych rynkach Ameryki Łacińskiej czy Indonezji – podsumowuje Omar Arnaout.
PMPG Polskie Media, holding mediowy notowany na głównym parkiecie warszawskiej giełdy, opublikował wyniki za 2024 rok. W 2024 roku Grupa konsekwentnie realizowała transformację modelu biznesowego, skupiając się na budowie zdywersyfikowanego portfela dóbr cyfrowych oraz rozwoju aktywów poprzez inwestycje zewnętrzne. W analizowanym okresie osiągnęła 33,4 mln PLN przychodów ze sprzedaży. Wynik EBITDA, który wyniósł -5,1 mln PLN, odzwierciedla etap intensywnych inwestycji w nowe obszary działalności. Efektem realizacji nowej strategii jest również wzrost średniej liczby realnych użytkowników na portalach należących do Grupy. Ważnym krokiem w dalszej realizacji strategii jest planowane upublicznienie spółki Do Rzeczy.
– Intensywna realizacja wdrożonej w połowie roku, strategii przynosi realne efekty w postaci dynamicznych wzrostów na strategicznych projektach Grupy m.in. na Wprost.pl oraz Dorzeczy.pl. Według danych z Mediapanel Gemius, średnia ilość realnych użytkowników Wprost.pl oscylowała w granicach 5,8 mln w IV kw. 2024, co stawia ten portal na czele najbardziej opiniotwórczych portali w Polsce. Z kolei Do Rzeczy rośnie zarówno na portalu – 4,05 mln realnych użytkowników miesięcznie w 2024 r. wobec 3,39 mln użytkowników w 2023 r., jak w innych projektach sygnowanych logiem Do Rzeczy – kanał na Youtube ma obecnie 87 tys. subskrybentów, co stanowi wzrost o 125% z 38,7 tys. w listopadzie 2024 – komentuje Katarzyna Gintrowska, prezes PMPG Polskie Media.
PMPG stale też dywersyfikuje portfolio swoich projektów, co ma przyciągnąć nowych czytelników oraz reklamodawców. W ciągu roku spółka uruchomiła trzy nowe portale – newsmed.pl, smaki.pl oraz quizik.pl.
– Prawdziwym sukcesem okazały smaki.pl i quizik.pl, uruchomione w 2024 roku. Smaki.pl odwiedziło w grudniu 2024 2,26 mln realnych użytkowników, widzimy też, że serwis notuje od momentu uruchomienia cykliczną poprawę osiąganych zasięgów, a we wrześniu był na 10 miejscu najczęściej odwiedzanych portali wg Mediapanel Gemius. Quizik.pl odwiedziło w grudniu 2024 ponad 800 tys. realnych użytkowników, a liczba odsłon serwisu wyniosła 17,6 mln. Te liczby pozwalają nam z nadzieją patrzeć na nadchodzące miesiące – dodaje Katarzyna Gintrowska.
Creotech Instruments S.A., notowany na GPW polski producent satelitów, systemów i podzespołów satelitarnych, ogłosił powołanie spółki zależnej, która przejmie działalność w obszarze aplikacji dronowych i przetwarzania danych satelitarnych. W dniu 29 kwietnia 2025 roku Zarząd Spółki podjął decyzję o rozpoczęciu prac nad powołaniem prostej spółki akcyjnej będącej 100% własnością Creotech Instruments S.A. Zostanie do niej docelowo przeniesiona działalność Spółki prowadzona w ramach pionu aplikacji dronowych i przetwarzania danych satelitarnych. Plan przeniesienia tej działalności obejmuje zarówno przesunięcie pracowników, jak i zasobów materialnych. Nowy podmiot zależny poprowadzi Jacek Kosiec, obecny Wiceprezes Zarządu Creotech Instruments. Wydzielenie tego segmentu ma na celu sprawniejsze zarządzanie projektami już realizowanymi w tym obszarze oraz pozyskanie nowych, a także przyspieszenie ich wdrożeń. W ten sposób doświadczenie Spółki budowane przez 5 lat będzie mogło być sprawniej implementowane na rynku. W efekcie spodziewany jest szybki wzrost nowego podmiotu i generowanie wartości dla Creotech Instruments.
– Pozyskanie w ostatnim czasie dużych projektów satelitarnych – Mikroglob i Camilla – znacząco zwiększyło skalę działalności Spółki i koncentruje jej zasoby na tym obszarze, co sprawia że prowadzenie równoległej działalności w pozostałych segmentach staje się bardziej wymagające. Obecnie segment satelitarny odpowiada już za 95% przychodów Creotech Instruments, a jego dominacja nad pozostałymi obszarami będzie się dalej pogłębiać. Tymczasem dokonania Creotech Instruments w zakresie zarówno technologii kwantowych, jak i aplikacji dronowych, czy przetwarzania danych satelitarnych są istotne w skali rynku europejskiego i dają solidne podstawy do budowy silnej pozycji także w tych segmentach. Stąd decyzja o usamodzielnieniu segmentu technologii kwantowych anonsowana 16 kwietnia i dzisiejsza decyzja o wydzieleniu także działalności w obszarze aplikacji dronowych i przetwarzania danych satelitarnych. Rozdzielenie tych obszarów umożliwi skoncentrowanie działalności Creotech Instruments na systemach satelitarnych oraz usprawni zarządzanie tym kluczowym segmentem. Naszym celem jest uruchomienie nowej spółki, która będzie mogła realizować nowe przedsięwzięcia związane z przetwarzaniem danych satelitarnych oraz rozwijać aplikacje dronowe, w tym system Drone Traffic Management, w ramach ostatnio przyznanego nam przez Europejską Agencję Kosmiczną projektu DTM Tool. Opracowywany system będzie umożliwiał zaawansowany monitoring i kontrolę dronów poza zasięgiem wzroku, co będzie miało istotny wpływ na poprawę bezpieczeństwa operacji dronowych.
A obawa przed katastrofą dronów jest podstawowym czynnikiem powstrzymującym masowe ich zastosowanie, np. w dostawach małych przesyłek. W ocenie Zarządu, nowa spółka zależna będzie posiadać zdolność do samodzielnego prowadzenia działalności i stanie się istotnym składnikiem aktywów Creotech Instruments –mówi Jacek Kosiec, Wiceprezes Zarządu Creotech Instruments S.A.
Planowane jest przeniesienie do nowego podmiotu kilku pracowników Creotech Instruments, dotychczas zatrudnionych w pionie aplikacji dronowych i przetwarzania danych satelitarnych, a także zatrudnienie nowych specjalistów, zarówno do tworzenia rozwiązań sprzętowych, jak i oprogramowania. W początkowym okresie działalności nowa Spółka będzie korzystać ze wsparcia Creotech Instruments w zakresie obsługi administracyjnej i logistycznej. Wstępny biznesplan zakłada, że już w pierwszym roku funkcjonowania – w oparciu o obecnie pozyskane projekty – Spółka będzie generować przychody umożliwiające osiągnięcie dodatnich przepływów finansowych. Dalszy rozwój będzie uzależniony od pozyskania kolejnych projektów oraz skutecznej komercjalizacji produktów powstałych w ramach działalności wydzielanej z Creotech Instruments. W dłuższej perspektywie nowa Spółka liczy na dynamiczny wzrost rynku zastosowań dronów, zarówno w sektorze cywilnym, jak i wojskowym. Obecnie nie jest planowane wprowadzanie akcji nowej spółki na rynek regulowany.
Poniedziałkowa sesja przebiega w dość spokojnych nastrojach, a przecież ostatnie tygodnie przyzwyczaiły nas do dużej zmienności. Nie można jednak wykluczyć, że to tylko cisza przed burzą. W tym tygodniu otrzymamy jeszcze mnóstwo kluczowych danych makro, a trudno też uwierzyć, żeby prezydent USA przez dłuższy czas nie zakręcił rynkami.
Kalendarz pełen impulsów
Poniedziałkowy kalendarz makro świeci pustkami, jakby zbierał siły do tego, co czeka nas w kolejnych dniach. Przed nami duża liczba publikacji, z których wiele ma walory do wygenerowania poważnych rynkowych impulsów. Już jutro poznamy wstępną kwietniową inflację z Hiszpanii, a także tempo tamtejszego PKB w pierwszym kwartale. Później przyjdzie czas na badania nastrojów w strefie euro, które według prognoz mają się lekko pogorszyć w stosunku do poprzednich. Następnie decyzja węgierskiego banku centralnego, ale stopy mają pozostać tam bez zmian. Wreszcie wtorek to początek odczytów z amerykańskiego rynku pracy i na pierwszy ogień zwyczajowo pójdzie liczba wakatów wg JOLTS.
W środową noc poznamy wskaźniki wyprzedzające z Chin i podstawowym pytaniem pozostaje, czy na przemysłowym PMI zobaczymy rysy związane z wojną celną. Potem przyjdzie czas na Europę, gdzie dostaniemy informacje zarówno o inflacji, jak i PKB z trzech największych unijnych gospodarek. Niemcy dorzucą do tego jeszcze sprzedaż detaliczną i stopę bezrobocia. Tego dnia o godz. 10 dowiemy się, jak w mijającym miesiącu kształtowała się dynamika cen nad Wisłą. CPI w ujęciu rocznym ma spaść do 4,3%. Wreszcie po południu do gry wejdą Amerykanie ze swoim wzrostem gospodarczym, danymi o wydatkach i kolejnym odczytem z rynku pracy (ADP).
Czwartek to święto w wielu krajach, ale za to Bank Japonii zakończy decyzyjne posiedzenie (stopy mają pozostać na poziomie 0,5%). Z USA nadejdą za to wskaźniki wyprzedzające i także w tym przypadku otacza je niepewność co do skutków nowej polityki celnej. I wreszcie w piątek, gdy pewnie sporo ludzi będzie dalej świętować, w kalendarzu zobaczymy przemysłowe PMI ze Starego Kontynentu, a także inflację strefy euro, a w godzinach popołudniowych dane amerykańskiego Departamentu Pracy. Wyraźnie widać, że – mimo majówkowych nastrojów w wielu domach – rynki mają szansę wygenerować sporo emocji.
Spokój przed burzą?
Oprócz odczytów makro, impulsy mogą nadejść z frontu politycznego. Wybory parlamentarne odbywają się dziś w Kanadzie, a w sobotę w Australii. USA wciąż naciskają na rozejm między Rosją a Ukrainą, ale nastawienie agresora w dalszym ciągu wygląda bardziej na grę, niż realną chęć zatrzymania działań wojennych. A skoro przy wojnie jesteśmy, to jej handlowe wydanie przechodzi w co najmniej dziwną fazę. Amerykanie twierdzą, że negocjują z Chińczykami, ale ci drudzy nie potwierdzają tych informacji. Doniesienia z Państwa Środka (teraz o wsparciu dla firm, które mogą najbardziej ucierpieć na konflikcie) wskazują, że tamtejsze władze są gotowe na długotrwałe przeciąganie liny.
Żaden z powyższych tematów nie potrafi szczególnie wpłynąć na poniedziałkową sesję, która może zostać przejściową w oczekiwaniu nowych impulsów. Kurs EUR/USD w dalszym ciągu konsoliduje się wokół 1,135 $. Przekłada się to na wyciszenie par złotowych. Trend boczny coraz lepiej rozgaszcza się na EUR/PLN, kurs euro znajduje się poniżej 4,28 zł. Kurs USD/PLN nie odchodzi daleko od 3,76 zł, a kurs CHF/PLN pozostaje blisko 4,54 zł.
Kursy amerykańskich akcji i ceny obligacji skarbowych poszybowały w górę po tym, jak Trump stwierdził, że nie ma zamiaru zwolnić prezesa Powella. Dolar odnotował dość ograniczone zyski. Waluta wydaje się pełnić funkcję zaworu bezpieczeństwa, który pomaga obniżyć deficyt handlowy przy ograniczonym wpływie na resztę gospodarki.
Kluczowe punkty:
Polskie dane wskazują na słabość gospodarczą i dezinflację.
Trump wycofuje groźbę zwolnienia Powella.
Aktywa w USA zyskują, USD tylko nieznacznie.
Zbiorczy PMI spadł w strefie euro mniej niż w USA i Wlk. Brytanii.
Sprzedaż detaliczna w Wlk. Brytanii wciąż wskazuje na silny popyt.
Nagłówki dot. USA i Chin wspierają CNY i podobne waluty.
W piątek kluczowy raport NFP.
Gwałtowna reakcja rynku ponownie zmusiła Trumpa do wycofania się z kontrowersyjnych wypowiedzi, tym razem dotyczących możliwej dymisji prezesa Rezerwy Federalnej. Dolar zareagował bardzo niewielkim umocnieniem, kilka dni wcześniej, w okresie świątecznej niskiej płynności, spadł zaś w ujęciu ważonym handlem do najniższych poziomów od trzech lat.
Na razie wszystko, co umożliwia nam ocenę ciosu gospodarczego spowodowanego „dniem wyzwolenia”, to ankiety przedsiębiorców i drugorzędowe twarde dane. W tym tygodniu otrzymamy pierwsze kluczowe informacje o stanie gospodarki po wprowadzeniu ceł – raport NFP (non-farm payrolls) za kwiecień (piątek 02.05). Poznamy także szacunki wzrostu gospodarczego w I kwartale dla USA i strefy euro (środa 30.04) oraz wstępne dane o inflacji w kwietniu na Starym Kontynencie (piątek 02.05). To tydzień pełen istotnych raportów po „dniu wyzwolenia”, które powinny napędzać rynki, inwestorzy będą jednak równocześnie bardzo uważni na wieści dotyczące potencjalnych umów handlowych sygnowanych przez administrację Trumpa.
PLN
W ogólnie spokojniejszym globalnym otoczeniu złoty odnotował w ubiegłym tygodniu niewielkie zyski względem euro. Poznaliśmy liczne wieści z kraju, a dane wskazywały w dużej mierze na słabość gospodarczą i dezinflację. Dynamika wzrostu płac ponownie spadła, kluczowe odczyty aktywności pod koniec I kwartału zawiodły – a było to jeszcze przed zamieszaniem związanym z „dniem wyzwolenia” i drakońskimi cłami Trumpa.
W tym tygodniu uwaga skupi się na wstępnym odczycie inflacji w kwietniu (środa 30.04), który powinien pokazać znaczny spadek presji cenowej. Może to dodatkowo przekonać NBP do obniżenia stóp procentowych na posiedzeniu w przyszłym tygodniu (07.05), choć sądząc po ultragołębiej retoryce prezesa Adama Glapińskiego, kolejna zachęta raczej nie jest konieczna. W najbliższym czasie kluczowy dla złotego pozostanie zapewne globalny sentyment.
EUR
Opublikowane w ubiegłym tygodniu wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej w strefie euro przekroczyły nasze oczekiwania i sugerują, że cios spowodowany cłami Trumpa będzie dla niej mniejszy niż dla USA. Choć aktywność spadła, to nie tak silnie jak po drugiej stronie Atlantyku. Co istotne, indeks dla przemysłu właściwie wzrósł względem marca, choć wciąż nie wskazuje na ekspansję. Jasne jest, że różnica między wynikami gospodarczymi strefy euro i USA zatarła się, przynajmniej w krótkim terminie.
Publikowane w piątek (02.05) dane o kwietniowej inflacji w powinny dać nam większą jasność, jaką przestrzeń do dalszego obniżania stóp procentowych ma Europejski Bank Centralny, podkreślamy przy tym jednak, że nie wpływają one już na wspólną walutę tak silnie jak wcześniej.
USD
Nawet mimo silnego wzrostu amerykańskich akcji i cen obligacji skarbowych (czyli spadku ich rentowności) w ubiegłym tygodniu dolar zakończył go na niemal niezmienionym poziomie. Stanowi to sygnał, że waluta mogła stać się zaworem bezpieczeństwa, który pomaga obniżyć deficyt handlowy przy ograniczonym wpływie na resztę gospodarki.
Opublikowane w ubiegłym tygodniu drugorzędne dane za kwiecień były mieszane, raport z rynku pracy (piątek 02.05) będzie więc prawdopodobnie pierwszym istotnym wskaźnikiem rzeczywistego wpływu ceł i spowodowanego nimi chaosu rynkowego na gospodarkę. Wstępny PKB w I kwartale (środa 30.04) również może okazać się istotny, należy jednak pamiętać, że wielki pakiet ceł Trumpa ogłoszony został już w II kwartale.
GBP
Ostatni tydzień przyniósł mieszane odczyty z Wielkiej Brytanii. Sprzedaż detaliczna w marcu zaskoczyła znacznie w górę, sugerując odporny krajowy popyt wspierany przez wciąż silny rynek pracy i wzrost płac. Wskaźniki PMI były jednak poniżej oczekiwań – bez wątpienia wpłynął na nie rynkowy chaos po „dniu wyzwolenia”.
Sądzimy, że gorsze wyniki funta względem euro nie są uzasadnione fundamentami, obejmującymi wysokie stopy procentowe, stosunkową izolacją ekonomiczną od ceł Trumpa oraz perspektywą silniejszej integracji z Unią Europejską, i pozostajemy dość pozytywnie nastawieni do brytyjskiej waluty.
Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury
Kto wygra 28 kwietnia wybory w Kanadzie? Liberalny strach przed cłami Trumpa, czy może konserwatywny strach przed wizją kolejnych czterech lat rządów liberałów?
Jeszcze niedawno wydawało się, że konserwatysta Pierre Poilievre może być pewny przejęcia funkcji premiera Kanady. Przed nałożeniem ceł przez Stany Zjednoczone sytuacji gospodarczej kraju spod znaku czerwonego klonu nie można było określić mianem dobrej. Realny wzrost PKB, jeden z najniższych w krajach OECD, od II kwartału 2022 r. zaczynał hamować, żeby wrócić w III kwartale 2024 r. do poziomu sprzed pandemii 1,9 proc. Bezrobocie, które jeszcze w 2022 r. wynosiło około 5 proc., obecnie jest na poziomie około 7 proc. Na dodatek kraj boryka się z problemem małej dostępności mieszkań. Jedyną dobrą informacją jest spadek inflacji CPI z 6 proc. w 2022 r. do poziomu 2 proc., utrzymującego się od 2024 r.
25-procentowe cła, nałożone w kwietniu przez administrację Donalda Trumpa na towary kanadyjskie, mocno biją w gospodarkę kraju. W efekcie w 2025 r. PKB spadnie o 1,2 proc. proc – wynika z prognoz Banku Kanady. Szacunki amerykańskich think tanków Peterson Institute For International Economics i The Brookings Institute są zbliżone, wskazując na spadek kanadyjskiego PKB o 1 proc.
Jaką politykę gospodarczą w tej sytuacji oferują wyborcom obie rywalizujące partie? Liberalna Partia Kanady jest ugrupowaniem bardziej na lewo od konserwatystów, choć nie można mówić o niej jako o lewicy, w przeciwieństwie do kanadyjskich Nowych Demokratów i Zielonych. Liberałom przewodniczył do niedawna Justin Trudeau, przez ostatnie 10 lat premier kraju. Na początku stycznia jednak zrezygnował z obu stanowisk. Zastąpił go finansista Mark Carney, były prezes Banku Kanady i Banku Anglii, przez pewien czas także doradca Trudeau.
Objęcie przezeń teki premiera zbiegło się w czasie z uderzeniem przez Donalda Trumpa cłami w Kanadę. I spowodowało znaczący wzrost poparcia dla liberałów, którzy swoją kampanię oparli na stanowczej postawie wobec USA.
Liberałowie postulują stworzenie programu Build Canada Homes: przeznaczenie 25 mld dolarów kanadyjskich na mieszkalnictwo oraz zwolnienie nowych lokali do 1 min dolarów z VAT dla osób nabywających swoje pierwsze mieszkanie. Sytuację pracowników ma poprawić obniżka progu podatkowego dla najmniej zarabiających z 15 do 14 proc., a także zwiększenie z 25 mln do 50 mln dolarów dotacji na Union Training and Innovation Program, którego celem jest poszerzanie kompetencji zawodowych pracowników. 25 mln dolarów ma też wesprzeć programy kształcenia zawodowego w koledżach. Inne propozycje to ograniczenie wewnętrznych barier handlowych, zwiększenie ulgi podatkowej dla pracowników dojeżdżających ponad 120 km do miejsca pracy, przeznaczenie 5 mld dolarów na rozbudowę infrastruktury pod handel międzynarodowy i 2 mld dolarów wsparcia dla przemysłu motoryzacyjnego. Oprócz tego partia rządząca deklaruje zwiększenie ulg podatkowych dla firm z branży wydobycia surowców naturalnych i zwiększenie środków na rolnictwo oraz na badania i rozwój.
Zgodnie z oceną think-tanku The Institute of Fiscal Studies and Democracy, zajmującego się finansami publicznymi, koszty fiskalne realizacji propozycji wyniosą 83 mld dolarów. Instytut ocenił program partii pozytywnie, biorąc pod uwagę realistyczność założeń, odpowiedzialność fiskalną i transparentność. Według wyliczeń liberałów, w ciągu czterech lat deficyt ma spaść poniżej 1 proc. PKB na skutek wzrostu gospodarczego.
Lider konkurencyjnej wobec liberałów Konserwatywnej Partii Kanady Pierre Poilievre ma dużo większe polityczne doświadczenie od premiera. Od 21 lat jest parlamentarzystą, otrzymał tekę ministra w rządzie Stephena Harpera, później był ministrem finansów w gabinetach cieni. W kampanii porównuje Carneya do Trudeau i obiecuje zakończenie „zmarnowanej dekady liberałów”. Jest uważany za populistę, czasem nawet porównywany do Donalda Trumpa, choć ideologicznie wyraźnie się od niego różni.
Konserwatyści postulują zwolnienie z VAT nowych mieszkań o wartości do 1,3 mln dolarów oraz nowych aut wyprodukowanych w Kanadzie, obniżenia pierwszego progu podatku dochodowego z 15 proc. do 12,75 proc., zwolnienia reinwestowanych w Kanadzie zysków z podatku od zysków kapitałowych, całkowitej likwidacji węglowych opłat emisyjnych (zostały przez obecny rząd niedawno zlikwidowane – po stronie konsumentów), zwolnienia z podatku dochodów pracujących emerytów do 34 tys. dolarów.
Konserwatyści popierają zwiększenie wsparcia finansowego na Union Training and Innovation Program, aby przeszkolić 350 tys. pracowników w pięć lat. Chcą też utworzyć program Keep Canadians Working, w którego ramach 3 mld dolarów miałoby trafić do branż dotkniętych cłami. Oprócz tego Torysi postulują zasadę kasowania dwóch regulacji w razie wprowadzenia jednej nowej i obniżenie wydatków publicznych o 2 dolary przy podniesieniu innych o 1 dolara. Zapowiadają też walkę z ucieczką zysków firm do rajów podatkowych.
Według The Institute of Fiscal Studies and Democracy deficyt w 2029 r. ma w razie wygranej konserwatystów spaść do 14 mld dolarów, co instytut określa jako „niecodzienne” w dobie wojny celnej i niepewności gospodarczej. Instytut wystawił programowi Torysów ocenę poprawną.
Które grupy dochodowe skorzystają na propozycjach poszczególnych partii? Lewicowy think tank Canandian Centre for Policy Alternatives ocenia, że wdrożenie postulatów podatkowych będzie bardziej widoczne u zamożniejszych. Trevor Tombe z prawicowego think tanku Macdonald-Laurier Institute wskazuje, że choć pod względem nominalnych korzyści tego nie widać, analiza pod kątem udziałów w zapłaconym podatku dochodowym wskazuje na pozytywny efekt u najmniej zarabiających podatników. Uważa przy tym, że proponowane zmiany podatkowe nie będą miały wielkiego wpływu na gospodarkę.
Z bardzo dużym prawdopodobieństwem liberałowie nie tylko utrzymają się przy władzy, ale też odzyskają bezwzględną większość w parlamencie. Sprzyja im rozkład głosów w jednomandatowych okręgach wyborczych. By przejąć władzę, konserwatyści musieliby wygrać z dużą przewagą wybory w głosowaniu powszechnym.
Nowy rząd czeka trudne zadanie pchnięcia kraju na ścieżkę wzrostu gospodarczego. Były lider liberałów Michael Ignatieff pisze w „The Economist”, że trzeba poprawić produktywność, by poradzić sobie z presją ze strony USA. Zwraca także uwagę na szansę przyciągnięcia do Kanady naukowców z amerykańskich uczelni, dla których dotacje są obniżane. Z kolei dziennikarz „Financial Times” Tej Parikh, wskazuje na korzyści ze zniesienia krajowych barier handlowych, powołując się na przykład Australii z lat 90. Widzi też szansę Kanady w eksporcie gazu, uranu i innych zasobów naturalnych, pod warunkiem uproszczenia prawa, dopuszczenia zagranicznych inwestycji i rozwinięcia współpracy z rdzennymi Kanadyjczykami.
Szansą Kanady jest też niezamierzenie wywołane przez Trumpa zacieśnienie współpracy z Unią Europejską. Większość Kanadyjczyków – zgodnie z badaniem Abacus Data – jest nawet zainteresowana wizją członkostwa w UE, ale kluczowy jest dostęp do wspólnego rynku, bo umowa handlowa z Unią – CETA wciąż nie została ratyfikowana przez wszystkie państwa członkowskie Unii, w tym Polskę. Autor: Stanisław Stasiura
—————– jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich, byłym parlamentarzystą Parlamentu Młodych Rzeczypospolitej Polskiej VII kadencji oraz studiuje w SGH.
Wzrost długoterminowych oraz krótkoterminowych oczekiwań inflacyjnych w USA, rejestrowany przez Uniwersytet Michigan, przestaje wyglądać na statystyczną anomalię. Dane z drugiej rundy kwietniowych badań jedynie potwierdzają tendencję, którą wskazywały już wcześniejsze wyniki z marca i początku kwietnia: konsumenci wyraźnie zaczęli spodziewać się wyższej cen w krótkim oraz długim horyzoncie czasowym. To znacząca zmiana, zwłaszcza w zestawieniu z okresem inflacji po pandemii covid, kiedy wzrost oczekiwań był stosunkowo niewielki.
W gospodarce liczy się nie tylko rzeczywistość, ale także to, w co wierzą jej uczestnicy. Wysokie oczekiwania inflacyjne mogą stać się źródłem presji na wzrost cen w przyszłości. Jeżeli przekonanie o przyszłej inflacji się utrwali, Rezerwa Federalna nie będzie mogła pozostać bierna wobec szoków kosztowych, takich jak wzrost ceł. W przeciwnym razie ryzykuje, że wskaźniki CPI nie tylko utrzymają się, ale zaczną się ponownie podnosić.
W zeszłym tygodniu Christopher Waller z zarządu Fed sugerował, że w razie wzrostu bezrobocia związanego z nowymi taryfami, bank powinien rozważyć obniżkę stóp procentowych – jego zdaniem po lipcu. Jednak takie dane jak z ostatniego piątku znacząco komplikują tę strategię. Fed może stanąć przed trudnym wyborem: czy zaakceptować wzrost bezrobocia już teraz, czy dopuścić do głębszej destabilizacji cenowej w przyszłości.
Wchodząć w szczegóły, w kwietniu nastroje amerykańskich konsumentów obniżyły się już czwarty miesiąc z rzędu, co wskazuje na narastające obawy związane z potencjalnym wpływem polityki celnej na gospodarkę. Jak poinformował w piątek Uniwersytet Michigan, jego Indeks Nastrojów Konsumenckich osiągnął w tym miesiącu poziom 52,2. Choć wynik ten jest wyższy niż wstępne odczyty sprzed dwóch tygodni (50,8), to jednak pozostaje zdecydowanie niższy w porównaniu z marcowym poziomem 57,0. Ekonomiści ankietowani przez agencję Reuters oczekiwali, że końcowy odczyt utrzyma się bez zmian na poziomie 50,8, co podkreśla nieoczekiwaną poprawę, choć nadal w bardzo słabym kontekście.
Oczekiwania inflacyjne na najbliższe dwanaście miesięcy wyniosły 6,5 proc., co oznacza spadek w stosunku do wcześniejszego odczytu z tego miesiąca (6,7 proc.), ale jednocześnie wyraźny wzrost wobec marcowego poziomu 5,0 proc. Warto podkreślić, że jest to najwyższy poziom oczekiwań inflacyjnych od 1981 roku.
Uczestnicy rynku reagują na każde ogłoszenia dotyczące polityki celnej USA. Po 9 kwietnia (kiedy dowiedzieliśmy się o wstrzymaniu podwyżek taryf o 90 dni) oczekiwania infacyjne lekko skorygowały się ale jedynie na moment.
Aktualnie rynek kontraktów Fed Funds Futures zakłada, że w tym roku Fed obniży stopy procentowe o niespełna 90 punktów bazowych. Oznacza to, że konsensus wskazuje na nieco wiecej niż 3 cięcia po 25 pb ale mniej niż 4. W tym tygodniu poznamy Raport na temat wydatków Amerykanów (za marzec), PKB za Q1 a także NFP. W dużej mierze sytuacja na rynku pracy USA w kwietniu może determinować dalsze oczekiwania co do kształtowania się ścieżki stóp procetnowych w Stanach Zjednoczonych.
Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w Warszawie”, w okresie od stycznia do końca marca 2025 roku aktywność najemców na warszawskim rynku biurowym utrzymywała się na umiarkowanym poziomie, choć był to najlepszy pierwszy kwartał pod względem popytu na biura od 2022 roku. Najwięcej umów najmu podpisano w centralnych lokalizacjach. Z kolei aktywność deweloperska pozostaje ograniczona w porównaniu z rekordową liczbą inwestycji realizowanych w latach 2017-2019. W pierwszym kwartale 2025 roku nie rozpoczęto budowy żadnego nowego budynku biurowego. Dostępność powierzchni biurowej znajduje się w lekkim trendzie spadkowym – dotyczy to zwłaszcza inwestycji oddanych do użytku po 2019 roku, w których współczynnik pustostanów nie przekracza 3,5%.
Od kilku kwartałów całkowite zasoby nowoczesnych powierzchni biurowych w Warszawie, pomimo oddawania do użytku kolejnych inwestycji, utrzymują się na poziomie ok. 6,3 mln mkw. W pierwszym kwartale 2025 roku odnotowano nawet nieznaczny spadek – o 0,3% w porównaniu z końcem grudnia 2024 roku.
– Starsze i nieefektywne biurowce są sukcesywnie wycofywane z rynku, z zamiarem przeprowadzenia ich gruntownej modernizacji bądź zmiany funkcji, np. przeznaczenia na cele mieszkaniowe. W pierwszym kwartale 2025 roku dotyczyło to dwóch budynków o łącznej powierzchni 32 400 mkw. Od początku 2020 roku wycofano z warszawskiego rynku łącznie ponad 380 000 mkw. biur, z czego około 45 000 mkw. powróciło w zmodernizowanych obiektach – mówi Karol Wyka, Dyrektor Zarządzający Działu Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.
W okresie od stycznia do końca marca 2025 roku ukończono budowę tylko jednego budynku – biurowca o powierzchni 5600 mkw., przeznaczonego na potrzeby własne firmy CD Projekt.
Aktywność deweloperów kolejny kwartał z rzędu utrzymuje się na dość niskim poziomie. Na koniec marca 2025 roku w budowie pozostawało prawie 240 000 mkw., czyli mniej więcej tyle samo, co w czwartym kwartale ubiegłego roku. Prawie 60 000 mkw. znajdowało się w biurowcach przechodzących gruntowną modernizację. W okresie od stycznia do marca deweloperzy nie rozpoczęli żadnych nowych inwestycji, choć posiadają zarówno przygotowane do realizacji projekty, jak i zabezpieczone grunty pod budowę nowych biurowców.
– Do końca 2025 r. zasoby w Warszawie powiększą się o niewiele ponad 130 000 mkw., z czego prawie 65% trafi na stołeczny rynek już w drugim kwartale. Ponad 95% tegorocznej podaży zostanie dostarczone w lokalizacjach centralnych. Wśród największych inwestycji biurowych, których oddanie do użytku zaplanowano w kolejnych trzech kwartałach 2025 r., znajdują się The Bridge (47 000 mkw.), Office House (31 100 mkw.) czy modernizacja V Tower (30 750 mkw.) – dodaje Karol Wyka.
W pierwszych trzech miesiącach 2025 roku najemcy podpisali umowy najmu na prawie 160 500 mkw., co stanowi wzrost o ponad 16% rok do roku, ale spadek o ponad 34% w stosunku do czwartego kwartału 2024 roku.
W strukturze najmu w pierwszym kwartale 2025 roku dominowały lokalizacje centralne, w których wynajęto niemal 100 950 mkw. biur, co stanowiło prawie 63% wszystkich umów zawartych w tym okresie. Z kolei w strefach poza centrum podpisano umowy najmu na łącznie 59 550 mkw. Najwięcej umów najmu podpisano w Centralnym Obszarze Biznesu (52 150 mkw.), Centrum (48 800 mkw., z czego 64% w podstrefie Zachodnie Centrum) oraz na Służewcu (27 100 mkw.).
Z trzech największych transakcji sfinalizowanych w analizowanym okresie żadna nie przekroczyła 10 000 mkw. Natomiast średnia wielkość umowy podpisanej w pierwszym kwartale 2025 roku wynosiła 990 mkw. i była zbliżona do średniej z całego 2024 roku. Jednocześnie była o ponad 11% wyższa od średniej w pierwszym kwartale 2024 roku (w którym wynosiła 880 mkw.).
W strukturze popytu największy udział miały nowe umowy – 44%. Na pozostałe 56% złożyły się renegocjacje i odnowienia umów (25%), transakcje na potrzeby własne (17%), ekspansje (9%) oraz umowy przednajmu (5%). Najbardziej aktywnymi najemcami na warszawskim rynku biurowym w minionym kwartale były firmy z sektora usług dla biznesu (13,1%), finansowego (10,4%) oraz produkcyjnego (9,9%).
Od początku 2021 roku współczynnik pustostanów w Warszawie utrzymuje się na poziomie powyżej 10%. Na koniec marca 2025 roku wyniósł on 10,5%, co oznacza nieznaczny spadek w porównaniu z poprzednim kwartałem o 0,1 p.p. oraz o 0,5 p.p. w ujęciu rok do roku. W tym czasie najemcy mieli do dyspozycji łącznie prawie 657 700 mkw. wolnej powierzchni biurowej. Wskaźnik powierzchni niewynajętej w lokalizacjach centralnych wyniósł 7,4%, natomiast poza centrum – 13,0%. Współczynnik pustostanów w strefach centralnych pozostaje w trendzie spadkowym od początku 2024 roku.
Na koniec pierwszego kwartału 2025 roku miesięczne stawki czynszu za wynajem biura w najbardziej atrakcyjnych budynkach w centrum stolicy utrzymywały się w przedziale 22-27 euro za mkw., natomiast poza centrum wynosiły 16-18 euro za mkw.
– Według prognoz czynsze w kolejnych kwartałach 2025 roku pozostaną na dotychczasowym poziomie. Jednocześnie budynki biurowe wyposażone w inteligentne rozwiązania technologiczne oraz z zakresu ESG cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem najemców, co przekłada się na mniejszą elastyczność ze strony wynajmujących w trakcie negocjacji warunków umowy najmu – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.
Dynamiczne zmiany rynkowe, rosnące oczekiwania w zakresie standardów BHP, a także presja związana ze zrównoważonym rozwojem sprawiają, że firmy na całym świecie poszukują bardziej efektywnych modeli zarządzania zasobami. Jednym z obszarów, który przeszedł istotną transformację, jest zarządzanie tekstyliami – w tym odzieżą roboczą, matami podłogowymi czy tekstyliami dla branży HoReCa. Coraz częściej firmy rezygnują z samodzielnego zarządzania odzieżą na rzecz wyspecjalizowanych usług outsourcingowych.
Nowe wyzwania w zarządzaniu odzieżą i tekstyliami w firmach
Jeszcze kilka lat temu odzież robocza i tekstylia były traktowane jako standardowy koszt operacyjny – kupowane na zapas, prane we własnym zakresie lub zlecane lokalnym pralniom. Jednak w obliczu rosnącej złożoności przepisów BHP, wymogów higienicznych i standardów branżowych (np. w przemyśle spożywczym, farmaceutycznym czy motoryzacyjnym), tradycyjne podejście okazuje się niewystarczające.
Firmy borykają się z problemami logistycznymi, rosnącymi kosztami utrzymania odzieży oraz koniecznością zapewnienia jej zgodności z aktualnymi regulacjami. Dodatkowo rośnie znaczenie działań ESG – klienci i partnerzy coraz częściej oczekują, że firmy będą zarządzać zasobami w sposób odpowiedzialny środowiskowo.
Outsourcing tekstyliów – odpowiedź na potrzeby współczesnych organizacji
W odpowiedzi na te wyzwania dynamicznie rozwija się rynek usług outsourcingu tekstyliów. Wynajem i serwis odzieży roboczej, mat podłogowych czy czyściw przemysłowych stają się standardem wśród firm, które chcą skupić się na swojej podstawowej działalności, jednocześnie gwarantując najwyższe standardy bezpieczeństwa i jakości.
W modelu outsourcingowym odpowiedzialność za cały cykl życia odzieży – od zakupu, poprzez personalizację, dostawę, pranie, naprawy, aż po recykling – przejmuje wyspecjalizowany partner.
Lindström – model partnerskiej współpracy
Jednym z liderów na rynku zarządzania tekstyliami jest Lindström – fińska firma z 175-letnim doświadczeniem, obecna w ponad 24 krajach Europy i Azji. Lindström oferuje kompleksowe rozwiązania w zakresie wynajmu i serwisu odzieży roboczej, mat podłogowych, czyściw przemysłowych oraz tekstyliów dla sektora HoReCa i cleanroomów.
Model działania Lindström opiera się na partnerskim podejściu – firma przejmuje pełną odpowiedzialność za zarządzanie tekstyliami, dostosowując ofertę do specyfiki branży i potrzeb klienta. Dzięki temu organizacje mogą zoptymalizować koszty operacyjne, zwiększyć bezpieczeństwo pracowników oraz realizować cele zrównoważonego rozwoju.
Korzyści biznesowe płynące z outsourcingu tekstyliów
Optymalizacja kosztów operacyjnych
Outsourcing eliminuje konieczność ponoszenia kosztów zakupu odzieży i jej magazynowania. Stała miesięczna opłata za usługę umożliwia łatwe planowanie budżetu i redukcję kosztów związanych z utrzymaniem i serwisem tekstyliów.
Zwiększenie bezpieczeństwa i zgodności z normami
Profesjonalny serwis odzieży gwarantuje, że ubrania robocze są zawsze zgodne z obowiązującymi normami BHP i branżowymi. Regularne pranie i kontrola jakości minimalizują ryzyko wypadków oraz odpowiedzialności prawnej firmy.
Budowanie profesjonalnego wizerunku
Czysta, zadbana i spójna odzież robocza wzmacnia wizerunek firmy w oczach klientów, partnerów i pracowników. Estetyka wejścia (np. dzięki serwisowanym matom wejściowym) staje się integralną częścią strategii budowania marki.
Wsparcie celów zrównoważonego rozwoju
Firmy takie jak Lindström wdrażają rozwiązania oparte na gospodarce o obiegu zamkniętym. Dzięki odpowiedzialnemu serwisowi tekstyliów ograniczają zużycie wody, energii oraz emisji CO₂. Recykling i naprawy odzieży wydłużają jej cykl życia, zmniejszając wpływ na środowisko.
Przyszłość rynku usług zarządzania tekstyliami
Według analiz rynkowych outsourcing tekstyliów będzie dynamicznie rozwijał się w najbliższych latach, szczególnie w sektorach wymagających wysokich standardów higienicznych i bezpieczeństwa. Coraz więcej firm dostrzega, że zarządzanie tekstyliami to nie tylko kwestia operacyjna, ale strategiczna – wpływająca na koszty, reputację i zgodność z regulacjami.
Jednocześnie rośnie znaczenie transparentności procesów i ich wpływu na środowisko, co sprawia, że dostawcy usług muszą inwestować w innowacyjne, ekologiczne technologie.
Podsumowanie – tekstylia jako element strategii operacyjnej firmy
Współczesne zarządzanie firmą wymaga nie tylko koncentracji na głównym biznesie, ale także na efektywnym i odpowiedzialnym zarządzaniu wszystkimi procesami wspierającymi. Outsourcing usług tekstylnych, takich jak wynajem i serwis odzieży roboczej, staje się nieodłącznym elementem strategii operacyjnej nowoczesnych organizacji.
Kwiecień na rynkach mija pod znakiem wojny celnej. Z wojennej retoryki prezydenta USA zostaje jednak coraz mniej, co skutkuje korektą dolara, cofnięciem złota, czy wreszcie zwyżkami na giełdach. Te ostatnie przełożyły się na milowy krok w historii GPW.
Kto ma dobre karty?
Od Dnia Wyzwolenia (ogłoszenie przez prezydenta USA wprowadzenia nowych ceł na prawie cały świat) minęły 3 tygodnie, a z wojennej retoryki amerykańskiej administracji niewiele zostało. Większość globu objęło 90-dniowe zawieszenie taryf (domniemane okoliczności tej decyzji to temat na osobną historię, można ocenić je jako śmieszno-straszne), które ma dać szansę na negocjacje nowych umów handlowych. Na polu walki zostały jedynie Chiny, które pozostają siłą spokoju. W tym tygodniu Donalda Trumpa mieli odwiedzić prezesi spółek handlu detalicznego (m.in. Walmart), którzy obrazowo przedstawili zagrożenie pustych półek w sklepach, jeśli szybko nie dojdzie do deeskalacji konfliktu z Państwem Środka. Można założyć, że jakieś argumenty wreszcie przekonały lokatora Białego Domu, który łagodzi retorykę. Niestety, jak to w stylu obecnego rządu USA, komunikacja jest co najmniej chaotyczna, dlatego trudno z dużą pewnością założyć, na jakim etapie są rozmowy z Chińczykami. Podobno obie strony mają wyłączyć z absurdalnie wysokich ceł część kluczowych produktów, co rzeczywiście mogłoby stanowić dobry wstęp do dalszych negocjacji. Przynajmniej na ten moment rynki chcą wierzyć, że wojna handlowa ostatecznie rozejdzie się po kościach, co skutkuje kalibracją portfeli inwestycyjnych.
Dolar rośnie, złoto spada
Kalibracja portfeli jest doskonale widoczna w rynkowej korekcie dolara. Piszę korekcie, bo na ogłoszenie zmiany trendu jest wciąż zdecydowanie za wcześnie. W ten sposób kurs EUR/USD w piątkowe popołudnie znalazł się przy 1,135 $, czyli już 2 centy poniżej szczytów (najwyższe wskazania od jesieni 2021 roku) z początku tygodnia. Takie zachowanie głównej pary globu musiało znaleźć swoje przełożenie także na USD/PLN. Kurs dolara jeszcze we wtorkowy poranek próbował naruszyć 3,70 zł (najniżej od czerwca 2021 r.), aby następnie gwałtownie odbić i na kilka godzin przed końcem piątkowej sesji stabilizować się przy 3,76 zł. Słabsza na szerokim rynku wspólna waluta przełożyła się na odejście EUR/PLN od 4,30 zł, które można uznać za górne ograniczenie kwietniowej konsolidacji. Tym samym kurs euro znalazł się w środku trendu bocznego przy 4,27 zł. Zmiana rynkowego sentymentu chyba najlepiej widoczna jest na CHF/PLN, gdzie ugruntowuje się trend spadkowy, co potwierdza mniejsze zainteresowanie bezpiecznymi przystaniami (za jaką uchodzi helwecka waluta). Przekłada się to na kurs franka balansujący na 4,53 zł. Skoro przy safe haven jesteśmy, to nie można nie wspomnieć o złocie. Wycena królewskiego kruszcu kilka dni temu sięgnęła nowych rekordów w okolicy 3500 dolarów za uncję, aby aktualnie korygować się w kierunku 3300 USD. Czy risk on zagości na rynkach na dłużej? Niestety bardzo dużo zależy od przekazów z Białego Domu.
WIG to the moon!
Deeskalacja wojny celnej to miód na uszy inwestorów giełdowych. Wall Street już wczoraj odrobił straty spowodowane Dniem Wyzwolenia. Piątek to kolejna wzrostowa sesja na większości parkietów. Zaczęło się od Azji, gdzie tokijski Nikkei urósł o prawie 2%. W Europie wśród najistotniejszych giełd przewodzą Madryt i Mediolan (+1,2%), a najgorzej radzi sobie Amsterdam (+0,1%). Mieszane nastroje zagościły w Warszawie, gdzie główne indeksy oscylują wokół poziomów wczorajszego zamknięcia. Jednak w przypadku GPW informacja dnia (w sumie zarówno czwartku, jak i wciąż piątku) to przebicie przez szeroki WIG psychologicznej granicy 100 tys. punktów. Zajęło to rodzimej giełdzie skromne 34 lata. Krótkoterminowo pokonanie takiego poziomu może zwiastować korektę, która jednak w dużej mierze powinna być realizacją zysków. W dłuższym terminie perspektywy przed GPW pozostają pozytywne, a dodatkowo mogą je wspomóc zbliżające się obniżki stóp procentowych.
Ceny ubezpieczeń na świecie spadły średnio o 3% w pierwszym kwartale 2025 roku, po spadku o 2% w Q4 2024 r., co oznacza trzeci z rzędu kwartalny spadek po siedmniu latach wzrostów stawek – wynika z najnowszego raportu Global Insurance Market Index, opublikowanego przez Marsh, wiodącego na świecie brokera ubezpieczeniowego i doradcę ds. ryzyka, należącego do Grupy Marsh McLennan (NYSE: MMC).
Wynik ten jest kontynuacją trendu spadkowego, który po raz pierwszy zaobserwowano w Indeksie w pierwszym kwartale 2021 roku. Trend ten jest napędzany przez wzmożoną konkurencję na globalnym rynku ubezpieczeń, wynikającą z rosnącej pojemności ze strony obecnych ubezpieczycieli oraz pojawienia się tzw. „nowych graczy”. Jest to szczególnie widoczne w liniach majątkowych, finansowych i profesjonalnych oraz cybernetycznych, gdzie ubezpieczyciele aktywnie poszukują nowych możliwości biznesowych i rozszerzają swoją ofertę.
Wszystkie regiony świata odnotowały spadki stawek w Q1. W podziale na regiony, Pacyfik (8%), Wielka Brytania (6%), Indie, Bliski Wschód i Afryka – IMEA (4%), Azja i Kanada (3%), Ameryka Łacińska i Karaiby – LAC (2%), Stany Zjednoczone i Europa (1%).
Kluczowe wnioski:
Stawki ubezpieczeń majątkowych spadły o 6% na świecie, po spadku o 3% w Q4 2024 roku. Największe spadki, wynoszące 9%, odnotowano w Stanach Zjednoczonych i regionie Pacyfiku, w Wielkiej Brytanii spadek wyniósł 6%, w IMEA i LAC – 4%, Kanadzie – 3%, a Europie i Azji – 1%. Globalny rynek ubezpieczeń majątkowych doświadcza zwiększonej pojemności, napędzanej poprawą wyników finansowych ubezpieczycieli oraz niższymi kosztami reasekuracji.
Ceny ubezpieczeń OC wzrosły o 4% na świecie w pierwszym kwartale, pozostając na tym samym poziomie, co w Q4 2024 r. Wzrost ten był napędzany 8% wzrostem stawek ubezpieczeń OC w USA, głównie z powodu częstotliwości i złożoności roszczeń, z których wiele charakteryzuje się dużymi odszkodowaniami. Pojemność ubezpieczycieli w zakresie odpowiedzialności cywilnej w USA pozostała ograniczona w pierwszym kwartale. Pozostałe regiony świata odnotowały niskie jednocyfrowe wzrosty lub spadki.
Stawki dla linii finansowych i profesjonalnych spadły o 6% na świecie, podobnie jak w poprzednim kwartale, przy czym spadki stawek odnotowano we wszystkich regionach w wyniku silnej konkurencji i dostępnej pojemności.
Ceny ubezpieczeń cybernetycznych spadły o 6%, po spadku o 7% w poprzednim kwartale – z widocznymi obniżkami we wszystkich regionach. Ubezpieczeni coraz częściej przyjmują proaktywne podejście do zarządzania ryzykiem, wykorzystując oszczędności z tytułu składek do rozszerzenia ubezpieczenia, obniżenia retencji oraz zwiększenia limitów ochrony.
John Donnelly, President, Global Placement, Marsh: „Napędzane rosnącą konkurencją wśród ubezpieczycieli oraz korzystnymi cenami reasekuracji, globalne trendy w ubezpieczeniach komercyjnych w pierwszym kwartale 2025 roku uległy poprawie dla naszych klientów, z wyjątkiem rynku ubezpieczeń odpowiedzialności cywilnej w Stanach Zjednoczonych. Oczekujemy, że ten ogólny trend będzie się utrzymywał, a konkurencja wśród ubezpieczycieli będzie się nasilać, o ile nie wystąpią nieprzewidziane zmiany w warunkach. Jesteśmy zaangażowani w wspieranie naszych klientów w efektywnym zarządzaniu kosztami, ochronie ich bilansów oraz umiejętnym korzystaniu z możliwości, jakie niesie poprawa warunków rynkowych”.
Blanka Kuzdro-Chodor, Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego, Marsh Polska: „W Polsce zauważalny jest wyraźny spadek stawek, który znacząco odbiega od globalnych trendów przedstawionych w raporcie. Ubezpieczyciele wykazują większy apetyt na ryzyko, co prowadzi do intensywnej konkurencji w ofertowaniu. To z kolei przyczynia się do obniżenia stawek oraz wprowadzenia bardziej atrakcyjnych warunków. Obecnie standardem nie jest już tylko jedna oferta”.
Marcin Zimowski, Dyrektor w Pionie Klientów Strategicznych, Marsh Polska: „Przejście rynku ubezpieczeniowego w Polsce do fazy miękkiej stało się już faktem. Wyniki naszych ostatnich negocjacji wskazują na rosnącą konkurencję między ubezpieczycielami, co przekłada się na zwiększoną liczbę ofert, która jest nam bardzo potrzebna. Należy jednak zauważyć, że apetyt ubezpieczycieli na ryzyko nie jest równy dla wszystkich branż i rodzajów ryzyk. W przypadkach, gdy klienci potrafią wykazać swoje zaangażowanie w ograniczenie ryzyka i podejmują działania na rzecz jego poprawy, negocjacje często prowadzą do kilkuprocentowych obniżek stawek. Warto jednak podkreślić, że podmioty o bardzo wysokim ryzyku, które są niechętne do wdrażania rekomendacji inżynierów ds. oceny ryzyka oraz inwestycji w bezpieczeństwo, a także charakteryzujące się wysoką szkodowością w ostatnich latach, wciąż muszą liczyć się z ograniczonym zainteresowaniem ze strony ubezpieczycieli”.
Marlena Stańczak-Libich, Dyrektor Działu Klienta Strategicznego, Marsh Polska: „Przejście rynku do fazy miękkiej widoczne jest także w trudnych branżach, które dotychczas były odporne na obniżki stawek. Zauważamy, że stawki odnowieniowe utrzymują się na dotychczasowych poziomach. Należy jednak podkreślić wymagającą ocenę ryzyka ze strony ubezpieczycieli, a także szczegółową weryfikację danych. Pozytywnym aspektem jest to, że uzyskane oszczędności klienci wykorzystują na dodatkowe inwestycje, w szczególności dotyczące przeszacowania sum ubezpieczenia do wartości odtworzeniowych”.
Izabella Szymańska, Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego, Marsh Polska dodaje: „Nasze ostatnie doświadczenia pokazują, że dla ryzyk trudnych(branża, klient bardzo szkodowy) dla których w ostatnich latach z trudem można było uzyskać tylko jedna ofertę dzisiaj możemy liczyć na 2-3 oferty i ubezpieczyciele oferują elastyczność w negocjacjach, tj. w ustaleniu zakresu ubezpieczenia oraz stawek. Czasami klienci o bardzo dużej szkodowości mogą liczyć na dobrą ofertę z konkurencyjnej firmy ubezpieczeniowej, która w zasadzie nie zwraca uwagi na szkodowość klienta, co oczywiście stawia w bardzo trudnej sytuacji obecnego ubezpieczyciela klienta i często kończy się jego stratą. Dla większości klientów nadal przy wyborze ubezpieczenia kluczowa jest cena. Obserwujemy też większe zainteresowanie ryzykiem ubezpieczycieli zagranicznych spoza Polski i tym samym cześć ryzyk plasujemy na rynkach zagranicznych. „Miękki rynek” jest dobry na chwilę i dobrze wiemy jakie są jego konsekwencje w perspektywie najbliższych lat, po dużych spadkach stawek/cen będą duże wzrosty, z którymi mierzy się wtedy i klient i broker.”
Marcin Olczak, Dyrektor Departamentu Ryzyk Kredytowych, Marsh Polska: „W naszym komentarzu na temat roku 2024 przewidywaliśmy spadek składki, który rzeczywiście się zrealizował. Zgodnie z danymi opublikowanymi przez PIU, odnotowano spadek o 9%, co odpowiada ok. 100 mln zł, przy jednoczesnym wzroście szkód o ok. 23%. To prowadzi do szkodowości na poziomie około 50%. W tym roku nie opublikowano danych dotyczących windykacji, co sugeruje, że alarmistyczne prognozy ubezpieczycieli na rok 2024 nie znalazły potwierdzenia. Trend obserwowany w 2024 roku był widoczny już w pierwszym kwartale 2025, a ewentualne zmiany w kolejnych okresach będą odzwierciedleniem trwającego chaosu w globalnej gospodarce. Choć silne perturbacje związane z pandemią COVID-19 zostały złagodzone dzięki znacznemu wsparciu ze strony rządów, to w obliczu rozpoczynającej się wojny handlowej sytuacja staje się mniej pewna, zwłaszcza w kontekście innych priorytetów, takich jak obronność. W takim przypadku sama konkurencja między ubezpieczycielami oraz relatywnie dobre wyniki roku 2024 mogą okazać się niewystarczające, aby utrzymać obecny trend”.
Małgorzata Splett-Kulik, Szef Praktyki FINPRO i Cyber w Regionie CEE, Marsh: „W pierwszym kwartale 2025 nadal obserwowaliśmy istotne spadki stawek ubezpieczeń linii finansowych i od ryzyk cyber. W D&O widzimy podobne trendy, jak w przypadku analizy danych za czwarty kwartał 2024 roku. W linii cyber natomiast obserwujemy zdecydowanie bardziej konkurencyjny rynek dla mniejszych klientów, niż jeszcze pod koniec 2024 roku. Ubezpieczyciele z kolei zaczęli jeszcze większą uwagę w trakcie swojej oceny ryzyka zwracać na obowiązki firm podlegających pod dyrektywy NI2 i DORA oraz przede wszystkim na standardy zarządzania łańcuchem dostaw i gromadzenia danych wrażliwych”.
Aneta Mroczek, Dyrektor ds. Obsługi Klienta w Dziale Ubezpieczeń Komunikacyjnych, Marsh Polska: „Rynek ubezpieczeń komunikacyjnych w Polsce w I kw. 2025r. utrzymuje tendencję wzrostową z roku 2024. W roku ubiegłym odnotowano wzrost cen polis OC p.p.m. w porównaniu do roku 2023 o 5,1%. Pomimo utrzymującej się w Polsce tendencji wzrostowej, na tle innych rynków europejskich wciąż możemy pochwalić się relatywnie niskimi cenami polis odpowiedzialności cywilnej ubezpieczeń komunikacyjnych”.
W marcu 2025 r., w porównaniu do marca ub. roku., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej tylko kredytów gotówkowych (+29,0%). Pozostałych produktów kredytowych udzieliły mniej: kredytów ratalnych (-33,3%), kredytów mieszkaniowych (-3,6%), kart kredytowych (-6,0%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość zarówno kredytów gotówkowych (+42,1%), jak i kart kredytowych (+3,3%). Ujemną dynamikę wartości odnotowały kredyty ratalne (-14,7%) i kredyty mieszkaniowe (-0,7%).
W pierwszym kwartale 2025 r., w porównaniu do analogicznego okresu 2024 r., banki i SKOK-i udzieliły więcej tylko kredytów gotówkowych (+26,3%). Pozostałe trzy produkty kredytowe odnotowały ujemne dynamiki, odpowiednio: kredyty ratalne (-29,3%), kredyty mieszkaniowe (-24,8) oraz karty kredytowe (-6,6%). W ujęciu wartościowym większa wartość akcji kredytowej dotyczyła kredytów gotówkowych (+39,7%) oraz przyznanych limitów w kartach kredytowych (+4,7%). Spadki odnotowały kredyty mieszkaniowe (-23,2%) oraz kredyty ratalne (-12,6%).
Dalsze pogłębienie trendu spadkowego w kredytach ratalnych
W marcu 2025 r. udzielono o 33,3% mniej kredytów ratalnych w porównaniu do marca 2024 r. Spadła również ich wartość o 14,7% r/r.
– Analizując najnowsze marcowe dane dotyczące kredytów ratalnych br. możemy zaobserwować kontynuację, a nawet pogłębienie spadków z poprzednich miesięcy, zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym. Jest to efekt ograniczenia skali transakcji na niskie kwoty, pochodzących głównie z przekształcania niespłaconych zobowiązań z odroczonym terminem płatności przenoszonych w ramach cesji z sektora pozabankowego do banków. Obecnie proces ten ma ograniczoną skalę. Także w ujęciu wartościowym wystąpił spadek, choć niższy dzięki wysokokwotowym kredytom ratalnym związanym z finansowaniem droższych towarów i usług. Na marcową sytuację bezpośredni wpływ miał również spadek sprzedaży detalicznej w marcu r/r o 0,5%. Początek tego roku dla rynku kredytów ratalnych nie rysuje przyszłości w jasnych barwach – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.
Średnia kwota kredytu ratalnego udzielonego w marcu 2025 r. wyniosła 2.398 zł, co stanowi wzrost o 27,8% w porównaniu do marca 2024 r.
Nadal rośnie akcja kredytowa w segmencie kredytów gotówkowych
W marcu akcja kredytowa w kredytach gotówkowych w obu ujęciach – liczbowym i wartościowym, nadal rośnie. W ujęciu liczbowym r/r wzrost wyniósł 29,0%, a w wartościowym aż 42,1%.
– Klienci zaciągają kredyty gotówkowe na coraz wyższe kwoty, a głównym czynnikiem wzrostu sprzedaży w tym segmencie są, podobnie jak w ubiegłym roku, kredyty wysokokwotowe na ponad 50 tys. zł. Jest to w głównej mierze wpływ konsolidacji kredytów zarówno o charakterze wewnętrznym, jak i zewnętrznym. Klienci decydują się na konsolidacje, łącząc kilka zobowiązań finansowych w jeden kredyt, często w tym samym banku (konsolidacja wewnętrzna). Ale także dokonują konsolidacji zewnętrznej, przenosząc zobowiązania do nowego banku. Konsolidacjom często towarzyszy wzrost kwoty kredytu z uwagi na wydłużenie okresu kredytowania lub niższe oprocentowanie nowego kredytu, co zwiększa zdolność kredytową. Pierwszy kwartał tego roku dla kredytów gotówkowych należy uznać za bardzo udany, szczególnie w aspekcie wartości akcji kredytowej – podsumowuje prof. Rogowski.
Średnia kwota udzielonego w marcu br. kredytu gotówkowego wyniosła 27.548 zł, co oznacza wzrost o 10,2% w stosunku do marca 2024 r.
Kredyty mieszkaniowe – ożywienie na horyzoncie
W marcu 2025 r. banki udzieliły o 3,6% mniej kredytów mieszkaniowych w porównaniu do marca 2024 r., ale o 19,9% więcej w porównaniu do lutego br. Wartościowo sytuacja jest jeszcze lepsza – spadek tylko o 0,7% rok do roku, ale wzrost o 22,7% w porównaniu do poprzedniego miesiąca.
– Sprzedaż kredytów hipotecznych w marcu br. wyglądała bardzo dobrze. Bez żadnego programu wsparcia oraz przy najwyższym poziomie oprocentowania nowo udzielanych kredytów mieszkaniowych wśród wszystkich krajów UE, wartość akcji kredytowej w marcu br. wyniosła 7,68 mld zł. Jest to wartość nie widziana od 2021 r., pomijając okres od października 2023 r. do marca 2024 r., czyli obowiązywania programu Bezpieczny Kredyt 2%. Co prawda odczyty r/r wskazują nadal spadki, ale trzeba pamiętać, że w akcji kredytowej w marcu zeszłego roku było jeszcze 2,11mld zł kredytów z puli programu wsparcia, tj. z wniosków złożonych jeszcze w 2023 r. Gdy akcję kredytową z marca ub. roku skorygujemy o tę wartość, to dynamika r/r byłaby dodatnia i wyniosłaby +36,5% – tłumaczy prof. Rogowski.
W marcu br. średnia kwota kredytu mieszkaniowego wyniosła 428,2 tys. zł i była tylko o 3,0% wyższa niż przed rokiem, co potwierdza stabilną sytuację cenową na rynku mieszkaniowym.
Dobra jakość spłat kredytów bankowych
Poprawiły się marcowe odczyty wszystkich czterech Indeksów jakości kredytów bankowych w ujęciu rok do roku oraz miesiąc do miesiąca.
– BIK Indeksy Jakości wszystkich czterech produktów kredytowych nadal wskazują na bardzo bezpieczny poziom ryzyka portfela kredytów udzielanych gospodarstwom domowym. Zarówno w ujęciu rocznym, jak i miesięcznym jakość poprawia się. Niezbędna jest jednak stała obserwacja wartości poszczególnych Indeksów Jakości, aby wcześniej zidentyfikować sygnały o potencjalnym pogorszeniu jakości portfela kredytowego. Na razie takiego zagrożenia nie widać na horyzoncie. Obecnie większym zagrożeniem dla banków nie jest klasyczne ryzyko kredytowe, a ryzyko prawne związane zarówno z kredytami mieszkaniowymi, jak i konsumpcyjnymi – wyjaśnia główny analityk Grupy BIK.