Wczorajszy przepływ kapitału za Atlantyk odcisnął swoje piętno na Wall Street i na pozycji dolara. Kontynuacja tego trendu może być trudna, na co już wskazują notowania EUR/USD, które wróciły powyżej 1,08 $. Co ciekawe, większa część aktywów rynków wschodzących zdaje się odporna na zawirowania. Dowodem niech będzie zachowanie złotego, który wraz z wieloma walutami EM poszerza swoje zyski na forexie.
W poszukiwaniu impulsów
Poniedziałkowa sesja przebiegała w dwóch turach. Najpierw europejskie wskaźniki wyprzedzająco wspomogły euro, by potem ich amerykańskie odpowiedniki stały się pretekstem do wzmocnienia dolara. Inwestorzy z pewnością czekali na jakikolwiek impuls, bo zachowanie EUR/USD trudno uznać za mocno obudowane fundamentami. Możliwe, że właśnie dlatego ruch został zatrzymany powyżej kluczowego wsparcia w pobliżu 1,076 $. Główna para globu szybko wróciła w okowy dobrze sobie znanej (trwającej od 20 dni) konsolidacji i we wtorek po południu utrzymuje się powyżej 1,08 $. Wygląda to trochę jak wyczekiwanie na kolejne impulsy, które mogłyby wyraźniej ukierunkować kapitał, przynajmniej na eurodolarze. Poza tą parą walutową dzieje się całkiem sporo.
Sztuka ignorowania impulsów
Zacznijmy może jednak od wydarzeń, które w większym bądź mniejszym stopniu mogą mieć wpływ na rynki. Po pierwsze, rozmowy w trójkącie Ukraina-USA-Rosja, które toczą się w Arabii Saudyjskiej. Co chwilę dostajemy sygnały, że negocjacje między Ukraińcami a Amerykanami przebiegają świetnie, ale już przecieki o ustaleniach z Rosjanami wyglądają nie na negocjacje, a nieustanne podbijanie stawki przez agresora. Obserwujemy to, przed czym ostrzegali eksperci: trudno nawet o rozejm, jeśli w ogóle nie naciska się na jedną ze stron. Niestety coraz bardziej brakuje podstaw, aby uznać, że strony w rzeczywisty sposób zbliżają się do trwałego zamrożenia konfliktu. Przynajmniej w teorii powinno to stanowić czynnik ryzyka. Po drugie, kwestia wojny handlowej. Nie dalej niż wczoraj pisałem, że inwestorzy chcieli uwierzyć w możliwą deeskalację taryfową. Ich marzenia szybko rozwiał Donald Trump, który zapowiedział dodatkowe 25% na wszystkie kraje, które nie zerwą kontaktów handlowych z Wenezuelą (chodzi głównie o kupowanie ropy od reżimu Nicolasa Maduro). Brzmi dosyć egzotycznie? Tylko do momentu, kiedy zdamy sobie sprawę, że Chińczycy handlują z Wenezuelczykami, co może się skończyć na 45% cłach na produkty eksportowane z Państwa Środka do USA. Tu wreszcie czynnik ryzyka jakkolwiek przełożył się na rynki, ponieważ indeks giełdowy w Hongkongu tąpnął o 2,35%.
Wreszcie na koniec nie opuścimy Stanów. Chociaż na pierwszy rzut oka wygląda to na kwestię czysto polityczną, to chyba trzeba uznać, że amerykańska administracja mierzy się z największym kryzysem wizerunkowym od początku drugiej kadencji Trumpa (raptem 2 miesiące, aż trudno w to uwierzyć). Okazało się, że najwyżsi urzędnicy państwowi wymieniali się tajnymi informacjami, które dotyczyły operacji militarnych, na komercyjnym komunikatorze. Skąd to wiemy? Ponieważ jeden z nich dodał przypadkowo do grupowego czatu redaktora naczelnego jednego z mediów. Nikt nie zorientował się przez 2 tygodnie… Kolejnymi smaczkami tej historii jest prowadzenie konwersacji z automatycznym usuwaniem części wiadomości, czy też wymiana w ten sposób korespondencji z jednym z doradców, który w tym samym czasie był w… Moskwie. Jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie, aby wnioskować, jakie konsekwencje przyniesie ta sprawa. Jednak stanowi ona kolejny przykład niezwykłych „kompetencji” administracji Białego Domu, co tylko zwiększa wątpliwości co do stabilności tego partnera, także w kontaktach gospodarczych.
Tak czy owak, zawsze… PLN
Wróćmy do przestrzeni czysto rynkowej. Opisane powyżej ryzyka mogłyby wpłynąć na rynkowy sentyment, ale najwyraźniej inwestorzy powoli przyzwyczają się do niepewności generowanej w dużej mierze za Atlantykiem. Dlatego dobre nastroje nie opuszczają większości rynkowych obszarów. Rosną dziś solidarnie europejskie giełdy, najważniejsze indeksy zyskują powyżej 1%. Z rynków bazowych przykład bierze Warszawa. Mogłaby być jeszcze wyżej, gdyby nie obciążenie w postaci spółek zajmujących się handlem detalicznym (Żabka -6%), najwyraźniej reagujących z opóźnieniem na wczorajszy bardzo słaby odczyt o sprzedaży detalicznej. Wreszcie nasza gwiazda, lśniąca blaskiem risk on na forexie, czyli polski złoty. Rodzima waluta zyskuje solidarnie z większą częścią koszyka EM, a pozytywny sentyment nie potrafi na razie opuścić tych aktywów. W ten sposób kurs euro zbliża się do 4,16 zł, kurs dolara jest blisko 3,85 zł, kurs franka to 4,37 zł, a kurs funta jest przy 4,98 zł.
W ostatnich miesiącach drastyczne ograniczenie wydatków budżetowych w USA mocno uderzyło w spółki zależne od rządowych kontraktów – szczególnie w branżach obronności, konsultingu i ochrony zdrowia. Tymczasem europejskie firmy z tych samych sektorów notują dynamiczny wzrost zainteresowania inwestorów. Rynek wyraźnie zaczyna różnicować sytuację firm po obu stronach Atlantyku, premiując te, które najlepiej przystosują się do nowej rzeczywności. Ograniczona administracja by efektywnie działać, będzie bardzo potrzebować rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję, co może pomagać firmom z tej branży.
Jednym z obszarów, w którym cięcia wydatków już zaczęły zbierać żniwo, jest obronność. Działania DOGE mające na celu ograniczenie wydatków Pentagonu już odcisnęły piętno na wykonawcach kontraktów zbrojeniowych. Leidos – firma dostarczająca rozwiązania dla obronności, administracji i ochrony zdrowia – straciła kontrakt wart 232 mln dolarów. Akcje firmy spadły z tego powodu o 4 proc., a spadki mogą być wyższe, bowiem firma uzyskuje aż 87 proc. swoich przychodów z kontraktów z rządem USA. Producent dronów wojskowych Kratos już w lutym 2024 roku ostrzegał w dokumentach dla SEC o ryzyku utraty części kontraktów rządowych. W ubiegłym roku firma uzyskała 762 mln dolarów ze zleceń od instytucji publicznych. Natomiast Palantir, początkowo postrzegany jako potencjalna ofiara cięć, jest dziś przez wielu analityków uznawany za możliwego beneficjenta. Zmniejszona za sprawą cięć rządowa administracja może bowiem szczególnie potrzebować rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję, w których specjalizuje się ta firma. Kurs akcji Palantir ostatnio poruszał się w zakresie od 125 do 76 dolarów, by ostatnio osiągnąć 96 dolarów.
Narastająca presja ze strony administracji Trumpa na głębokie cięcia w kontraktach konsultingowych i IT doprowadziła do spadku cen akcji gigantów doradczych – Accenture i Gartner – odpowiednio o 6,35 proc. i 7,31 proc. Dyrektor generalny Accenture otwarcie określił DOGE jako „potencjalną przeszkodę we wzroście” podczas rozmowy z inwestorami, co wpłynęło na dalsze spadki cen akcji. Tymczasem sekretarz obrony Pete Hegseth ogłosił na platformie X zamiar eliminacji „niepotrzebnych wydatków”, wymieniając Gartnera wśród firm, których kontrakty zostaną ograniczone.
Zmiany w polityce USA tworzą jednak nowe możliwości dla konkurencji po drugiej stronie Atlantyku – w Europie. Podczas gdy tacy giganci jak niemieckie Rheinmetall i Hensoldt czy włoskie Leonardo zanotowali imponujące wzrosty wartości akcji w tym roku, mniejsze europejskie spółki z sektora obronnego doświadczają jeszcze bardziej gwałtownych zmian. Francuska firma satelitarna Eutelsat wzrosła o zawrotne 500 proc. w zaledwie kilka dni na fali spekulacji, że może zastąpić Starlink w Ukrainie. Francuski producent dronów Drone Volt również skorzystał z rosnących obaw o bezpieczeństwo, rosnąc o ponad 200 proc. na początku marca. Firmy te wzbudziły duże zainteresowanie wśród inwestorów – na platformie eToro liczba otwartych pozycji na Eutelsat i Drone Volt w pierwszej połowie marca wzrosła odpowiednio 25- i 18-krotnie.
Branżą, która może najbardziej odczuć skutki polityki administracji Trumpa, jest jednak ochrona zdrowia. Jest to o tyle istotne, że dla wielu inwestorów jest to branża defensywna, w którą można inwestować niezależnie od cyklu koniunkturalnego. Plan DOGE zredukowania wydatków federalnych o 500 mld dolarów prawdopodobnie oznacza cięcia w programach Medicaid oraz dopłatach z Affordable Care Act (ACA). Szpitale i kliniki, które polegają na zwrotach środków od rządu, takie jak HCA Healthcare, Community Health Systems i inne spółki giełdowe, mogą spodziewać się spadku marż i okresu niestabilności przychodów. Nowa rzeczywistość może zmusić je do radykalnych programów oszczędnościowych – szerszego postawienia na telemedycynę, wsparcie pacjentów online oraz wdrażanie AI. Wszystko to tworzy szanse dla firm działających w tych obszarach. Wpływ DOGE może także dotyczyć FDA (Agencji ds. Żywności i Leków), która zajmuje się zatwierdzaniem nowych leków. Opóźnienia w tym zakresie spowodowane redukcją personelu mogą zagrozić zyskom, szczególnie że w ciągu najbliższych dwóch lat wygasają patenty na kluczowe produkty wielu dużych koncernów farmaceutycznych.
Wszystko to wysyła inwestorom jasny sygnał: wrażliwość firm na ryzyko nie zależy już tylko od wielkości kontraktu, ale od struktury całego modelu biznesowego. Inwestorzy powinni dokładnie rozumieć, skąd pochodzą przychody firm, w które inwestują, aby móc ograniczać ryzyka lub wykorzystać nowe szanse. Zmiany w sposobie działania rządu USA pokazują, jak istotne są fundamenty spółek oraz że prosta strategia „kupuj dołki” może nie zadziałać w dotkniętych sektorach. Z drugiej strony nie ma wątpliwości, że ograniczana administracja, by zachować, a być może poprawić swoją efektywność, będzie w coraz szerszym zakresie wykorzystywać sztuczną inteligencję. A to zdecydowanie szansa dla wszystkich spółek z tej branży, które w ostatnich czasie zmagają się ze spadkami cen akcji.
W obliczu rosnącego znaczenia nowoczesnych technologii w rolnictwie, coraz wyraźniej zarysowuje się przepaść między dużymi a małymi gospodarstwami. Najnowsze badania przeprowadzone przez amerykański Departament Rolnictwa (USDA) wskazują, że małe gospodarstwa rolne w znikomym stopniu korzystają z korzyści oferowanych przez technologie rolnictwa precyzyjnego, co stanowi ważny sygnał ostrzegawczy również dla polskiego sektora rolnego.
Zgodnie z raportem USDA, aż 68% dużych gospodarstw rolnych (z rocznym przychodem powyżej 1 miliona dolarów) wykorzystuje takie technologie, jak monitory plonów czy mapy gleby, do wspomagania codziennych operacji. W kontraście, tylko 13% małych gospodarstw stosuje podobne rozwiązania. Szczególnie widoczna jest różnica w wykorzystaniu systemów automatycznego kierowania w ciągnikach i kombajnach – 70% dużych gospodarstw korzysta z tej technologii, podczas gdy wśród małych gospodarstw odsetek ten wynosi zaledwie 9%.
„Główną przeszkodą w szerszym wdrażaniu technologii rolnictwa precyzyjnego są koszty początkowe. Małe gospodarstwa, szczególnie te o niskich przychodach, często nie mają wystarczających środków, by zainwestować w zaawansowane technologie” – komentuje Marcin Kucharski, Senior Project Manager w firmie NFQ.
Raport USDA potwierdza te obserwacje, wskazując, że najbardziej niechętne do adaptacji nowych technologii są gospodarstwa prowadzone przez starsze osoby oraz te o niskich przychodach. Badacze podkreślają jednak, że poza kwestią kosztów, większe gospodarstwa mogą po prostu więcej zyskać na stosowaniu tych narzędzi niż mniejsze farmy.
Polski kontekst i preferencje technologiczne rolników
Ekspert NFQ podkreśla, że polskie rolnictwo jest wysoce rozdrobnione i zdominowane przez małe gospodarstwa, którym brakuje skali i zasobów potrzebnych do inwestowania w technologie precyzyjne. Ta fragmentacja i skromna produkcja wielu polskich gospodarstw oznacza, że borykają się one z podobnymi problemami, jak małe farmy w innych krajach na świecie, jeśli chodzi o uzasadnienie inwestycji w rolnictwo precyzyjne.
Kucharski zauważa także spójny wzorzec w globalnej adaptacji technologii rolniczych. Jego zdaniem rolnicy wybierają narzędzia, które wyraźnie poprawiają zyski lub efektywność i pozostają ostrożni wobec tych o niejasnych zwrotach.
„Systemy automatycznego sterowania są szeroko stosowane, ponieważ szybko się zwracają, zmniejszając nakłady i oszczędzając paliwo. Z drugiej strony, bardziej eksperymentalne narzędzia, jak drony czy roboty udojowe, cieszą się niskim poziomem adaptacji. Nawet wśród dużych gospodarstw w krajach UE, tylko ich niewielki odsetek korzysta z dronów, co odzwierciedla niepewność, co do ich stosunku korzyści do kosztów” – komentuje przedstawiciel NFQ.
Innowacyjne rozwiązania organizacyjne i otwarte dane kluczem do obniżenia kosztów
Wobec wysokich kosztów technologii rolnictwa precyzyjnego, kluczowe znaczenie dla małych gospodarstw mają alternatywne ścieżki dostępu do nowoczesnych rozwiązań. Ekspert NFQ wskazuje na kilka sprawdzonych modeli, które mogą przełamać barierę finansową bez rezygnacji z korzyści płynących z cyfryzacji.
„Spółdzielnie lub umowy o wspólnym użytkowaniu sprzętu mogą być kluczowe. Tworząc spółdzielnie, drobni rolnicy mogą łączyć zasoby, dzielić się wiedzą i wspólnie inwestować w technologię. Innym rozwiązaniem jest zatrudnianie zewnętrznych usługodawców, oferujących usługi wielu gospodarstwom, co mogłoby obniżyć koszty przypadające na jedno gospodarstwo. Tego typu rozwiązania są szeroko stosowane w innych krajach UE czy w Ukrainie” – komentuje Marcin Kucharski.
Przedstawiciel NFQ wskazuje też na możliwości, jakie dają otwarte dane i oprogramowanie open-source. Polskie małe gospodarstwa mogą wykorzystać je do wdrażania rolnictwa precyzyjnego bez ogromnych kosztów. Doskonałym przykładem są darmowe obrazy satelitarne z programu Copernicus, które rolnicy mogą wykorzystywać do monitorowania upraw, czy dane pogodowe dostarczane przez IMGW oraz informacje oferowane przez Geoportal, które mogą zostać wykorzystane do mapowania pól.
„Na rynku są także darmowe rozwiązania komercyjne, jak polska platforma SatAgro, która umożliwia rolnikom dostęp do obserwacji satelitarnych NASA i Europejskiej Agencji Kosmicznej dla każdego pola. Rolnicy mogą również korzystać z oprogramowania open-source, jak farmOS, do mapowania pól i planowania nakładów bez kosztów licencji” – dodaje Kucharski.
Wsparcie na cyfryzację małych gospodarstw z UE
Ekspert NFQ zwraca też uwagę, że w Europie funkcjonuje wiele inicjatyw, które mają na celu ułatwienie dostępu do technologii rolniczych dla mniejszych gospodarstw. Projekty jak Farmtopia czy SmartAgriHubs łączą start-upy, MŚP, dostawców usług i ekspertów technologicznych, aby napędzać cyfrową transformację w rolnictwie. Szansą są także środki z KPO oraz programy wspierane przez UE w ramach Wspólnej Polityki Rolnej (CAP), które oferują dotacje na modernizację gospodarstw rolnych, w tym na sprzęt do precyzyjnego rolnictwa.
„Technologie cyfrowe to nie tylko usprawnienie operacji, ale fundamentalna zmiana w podejściu do rolnictwa. Poprzez analizę danych z czujników, ciągników i satelitów, rolnicy mogą śledzić stan upraw i gleby, podejmować decyzje dotyczące siewu oraz precyzyjnie kierować nawożeniem i nawadnianiem. W efekcie poprawia się wydajność biznesowa, zmniejszają się koszty nawozów i wody, a także ogranicza się zanieczyszczenie wód i emisje” – podsumowuje Marcin Kucharski.
W Europie prawidłowa ochrona produktu zamówionego w internecie jest ważniejsza niż to, czy opakowanie jest przyjazne dla środowiska. Z kolei w Polsce ekologiczne opakowanie ma większe znaczenie niż dostawa elektrykiem. Pomimo nierzadko sprzecznych ze sobą deklaracji e-konsumentów, zrównoważony kierunek obrany przez operatorów logistycznych jest konsekwentnie realizowany, choć nie jest łatwo pogodzić oczekiwania, koszty, oddziaływanie środowiskowe i presję regulacyjną. Szczególnie ten ostatni element stanowi poważne wyzwanie.
Rynek opakowań w e-commerce obrał zrównoważony kierunek
Według analiz międzynarodowej wywiadowni gospodarczej Smithers globalny rynek opakowań wykorzystywanych w handlu elektronicznym w 2028 r. osiągnie wartość 73,3 mld dol. i średnioroczny wzrost w latach 2024-2028 na poziomie 7,5%. Za trzy lata popyt na ekologiczne wersje opakowań może wynieść nawet 48,75 mld dol., co oznacza udział w całkowitym rynku opakowań e-commerce wynoszący blisko 67% i wzrost o 3 pp. w porównaniu z 2023 r. Aż 80% tego udziału będzie należało do kartonów, kopert i pudełek wykonanych z tektury, co z kolei przełoży się na ok. 45 mln ton materiałów nadających się do recyklingu.
Jest to oczywiście dobra wiadomość, ale nie zabraknie także wyzwań, w którymi będzie musiał się zmierzyć nie tylko e‑commerce, ale także sektor logistyczny. Według Smithers najpoważniejszym z nich będą zwroty produktów zakupionych w internecie. Jak wskazują analizy tej wywiadowni, tylko w 2022 r. kosztowały one branżę e‑commerce 800 mld dol. i jest to prawie dwa razy więcej niż w 2020 r. Problem jest już na tyle poważny, że prawie 40% sprzedawców internetowych na świecie w jakiejś formie pobiera opłatę za zwroty. Bardzo duże koszty obsługi tego procesu, także środowiskowe, stały się jedną z głównych przyczyn zmiany podejścia sprzedawców i to właśnie ze względu na różnego rodzaju obciążenia coraz większą uwagę przywiązuje się do możliwości zwrotu opakowań wraz z produktem. Ma to nie tylko ułatwić czynności po stronie konsumentów, ale także usprawnić logistykę, minimalizując przy tym ilość powstających odpadów.
Także CleanHub w swoim raporcie z 2024 r. podkreśla, że zakupy online wymagają nawet 4,8 razy więcej opakowań niż te realizowane w sklepach stacjonarnych, a zwracane produkty przyczyniają się do generowania dodatkowych zanieczyszczeń w postaci emisji i odpadów opakowaniowych, zarówno plastikowych, jak i papierowych.
E-konsumenci w Polsce chcą ekologicznych i wielorazowych opakowań
Trend, którym podąża światowy rynek opakowań wykorzystywanych w e-handlu potwierdzają nie tylko prognozy popytowe, ale również działania operatorów logistycznych obsługujących e-commerce oraz badania prowadzone wśród konsumentów, którzy podejmują lub przynajmniej deklarują bardziej odpowiedzialne decyzje w obszarze realizacji dostaw.
W Polsce potwierdzeniem takich deklaracji jest m.in. zeszłoroczny raport Gemius i PBI dotyczący sektora e‑commerce. Wynika z niego, że pomimo stosunkowo niskiego odsetka krajowych e-konsumentów deklarujących, że wpływ formy dostawy na środowisko ma dla nich istotne znaczenie (41%), to dla 66% kupujących najważniejszą kwestią związaną z ekologicznymi dostawami i zwrotami jest wykorzystanie opakowań przyjaznych środowisku. Na drugim miejscu pod względem istotności znalazły się opakowania wielorazowe dające możliwość ponownego wykorzystania w celu zwrotu towaru (50% wskazań). Wyraźnie mniej istotna jest za to eliminacja śladu węglowego oraz dostawy elektrykami, które wybrało odpowiednio 34% i 25% badanych.
Ambitne oczekiwania mają również Europejczycy, choć tylko połowa wierzy w zrównoważone deklaracje marek
W lutym 2025 r. szereg interesujących wniosków dotyczących opakowań w handlu elektronicznym zaprezentowano także w badaniu RetailX i Mondi przeprowadzonym na próbie 6 tys. europejskich konsumentów realizujących zamówienia internetowe w Polsce, Czechach, Francji, Niemczech, Szwecji oraz Turcji. Z analizy jednoznacznie wynika, że rośnie znaczenie opakowań, jako czynnika wpływającego na decyzje zakupowe. Już w 2024 r. 76% badanych uważało ten element za priorytet. W 2025 r. jest to 80%. Ponadto 87% konsumentów twierdzi, że preferuje marki, które do pakowania używają materiałów pochodzących z recyklingu.
Zaledwie w ciągu roku nastąpił także 12% wzrost oczekiwań e-konsumentów, aby w ciągu 5 najbliższych lat niemal wszystkie ich przesyłki były dostarczane w opakowaniach biodegradowalnych lub nadających się do przetworzenia. Obecnie chce tego 70% klientów sklepów internetowych. Dla sprzedawców i obsługujących ich operatorów jest to jednocześnie szansa i wyznanie, aby z jednej strony podjąć walkę o lojalność i nowe grupy klientów, a z drugiej uniknąć pułapek w obszarze greenwashingu. Zwłaszcza ten drugi element nabiera znaczenia w kontekście faktu, że obecnie zaledwie 50% kupujących online wierzy w zrównoważone deklaracje odnoszące się nie tylko do opakowań, ale także proekologicznych deklaracji marek w ogóle. Dystans, jaki wobec zrównoważonych twierdzeń okazują klienci nie przeszkadza im jednak oczekiwać, że sprzedawcy powinni robić więcej, aby zminimalizować odpady związane z pakowaniem. Takiego zdania jest aż 68% badanych, a 76% chce, aby na ich zamówieniach widniała informacja, że opakowanie w 100% poddaje się recyklingowi.
Operatorzy logistyczni stoją przed wielką szansą, dużym wyzwaniem i poważnym dylematem
Z jednej strony muszą stawić czoła unijnym wymogom regulacyjnym, realnym potrzebom właściwego zabezpieczania produktu i racjonalizacji kosztowej, z drugiej sprostać oczekiwaniom własnych kontrahentów, a na końcu umiejętnie wykorzystać szansę, która wynika z proekologicznej zmiany podejścia do całego cyklu realizacji zamówień. Pogodzenie tych czynników nabiera szczególnego znaczenia w obliczu rosnącej liczby postulatów e‑konsumentów odnoszących się wprost do operacji związanych z fulfilmentem, czyli procesów realizacji zamówień internetowych odbywających się w magazynach. Waga formułowanych postulatów jest tym bardziej istotna, że fulfilment to prawie połowa przychodów operatorów logistycznych realizujących usługi na rzecz e-handlu. Według zeszłorocznych kalkulacji Transport Intelligence takie operacje w 2023 r. odpowiadały za 46,7% wartości (210 mld euro) całego rynku logistyki e-commerce.
Problem polega jednak na tym, że e-konsument nie do końca wie czego chce, a jeśli wie, to nie chce za to płacić
Badanie RetailX pokazuje na przykład, że pomimo ambitnych postulatów dotyczących surowych standardów ekologicznych, nie jest to najbardziej pożądana lub priorytetowa właściwość opakowania deklarowana przez konsumentów. Absolutnie najważniejsza jest prawidłowa ochrona zakupionego towaru. Ten czynnik jest bardzo istotny lub istotny dla łącznie 95% e-konsumentów (odpowiednio 56% i 39% wskazań). Na kolejnym miejscu znajduje się opakowanie odpowiednio dobrane do wartości produktu. Ten postulat jest kluczowy również dla 95%, z tą jednak różnicą, że nieco mniej, bo 53% kupujących uznaje go za bardzo ważny 53%, a 42% za ważny. Możliwość ponownego zamknięcia opakowania w celu zwrotu znajduje się na trzeciej pozycji (łącznie 85% wskazań), a opakowanie nadające się do recyklingu uplasowało się dopiero na czwartym miejscu z priorytetem wysokiej istotności na poziomie 34% i istotności sięgającej 44% (razem 78%). Aspekt zrównoważony lub przyjazny dla środowiska to dopiero piąta pozycja, zaraz za nią znalazła się łatwość utylizacji.
Rozdźwięk pomiędzy deklaracjami a realnymi priorytetami wzmacnia dodatkowo fakt, że aż 38% klientów e-commerce w ogóle nie chce płacić za opakowania zgodne z ich oczekiwaniami. Nie więcej niż 1% wartości opakowania może dopłacić tylko 27% zamawiających, a 28% jest wstanie pokryć dodatkowy koszt w przedziale 1‑5%.
Czy rynek logistycznego fulfilmentu dobrze czyta oczekiwania dotyczące przesyłek e-commerce?
Wydaje się, że pomimo nie do końca zbieżnych ze sobą oczekiwań, rynek logistyczny i sprzedawcy słuchają europejskich konsumentów. Przejawia się to m.in. w deklaracjach dotyczących tego, w jakich opakowaniach dostarczono ich ostatnie zamówienie internetowe. Aż 77% wskazuje, że był to papier lub karton, co stanowi udział o 10 pp. większy niż globalna prognoza Smithers przewidziana na 2028 r. W Polsce udział takich opakowań wynosi 78%.
Znaczny odsetek klientów dostrzega także wysiłki podjęte na rzecz zrównoważonych opakowań. Wciągu ostatnich 12 miesięcy aż 43% Europejczyków zauważyło wzrost udziału materiałów z recyklingu, 41% dostrzegło ogólne zmniejszenie materiałów opakowaniowych, a 35% widzi, że coraz więcej produktów jest wysyłanych zbiorczo. W Polsce poziomy te wynoszą odpowiednio 43%, 36% oraz 38%.
– Cel, do którego zmierza sposób realizacji zamówień internetowych w kontekście opakowań jest utrwalony i jednoznacznie prowadzi w kierunku zrównoważonego rozwoju. Tylko w ciągu 3 ostatnich lat zauważaliśmy znaczący wzrost udziału ekologicznych opakowań na rynku, który szacujemy obecnie na ok. 70-80%. W przypadku operacji realizowanych dla naszych kontrahentów udział takich opakowań wynosi już wyraźnie ponad 80%. Warto jednak zaznaczyć, że dla części z naszych największych klientów, którzy są jednocześnie bardzo dużymi graczami na polskim rynku e-commerce wykorzystujemy wyłącznie ekologiczne opakowania. Rozumiemy przez to zarówno te pochodzące, jak nadające się do recyklingu oraz opakowania wielorazowe umożliwiające zwroty. Wybrane marki do celów wysyłki używają już tylko materiałów papierowych, co oczywiście bardzo cieszy. Zauważamy jednak także inne, bardzo pozytywne i intersujące zjawisko, które wspieramy i często rekomendujemy z nadzieją, że takie praktyki staną się powszechną praktyką w logistyce e-commerce. Otóż przekonujemy, aby opakowanie nie spełniało wyłącznie funkcji ochronnej i marketingowej, ale było również platformą edukacyjną, tzn. zawierało szczegółowe informacje na temat wykorzystanych materiałów oraz ich potencjału do ponownego przetworzenia. Z punktu widzenia środowiska bardzo ważną wskazówką jest także sposób utylizacji np. wskazanie, do którego pojemnika wrzucić poszczególne elementy opakowania. Wyjątkowo praktycznym i logistycznie uzasadnionym rozwiązaniem jest również instrukcja krok po kroku dotyczącą ponownego wykorzystania opakowania w celu zwrotu zakupu. Opakowanie musi być jednak do tego przystosowane i z doświadczenia wiemy, że taka forma odpowiedzialności klimatycznej cieszy się bardzo dużą popularnością wśród Polaków kupujących w internecie – mówi Agata Gąbińska, CSR Manager w spółce ID Logistics Polska, świadczącej kompleksowe rozwiązania logistyczne i transportowe, obsługę e-commerce oraz zarządzanie łańcuchem dostaw w 18 krajach.
– Wiele funkcjonalnych rozwiązań podpowiada także świat cyfrowy, np. naniesiony na opakowanie kod QR może zawierać wszelkiego rodzaju instrukcje, informacje o wytworzonych lub zaoszczędzonych emisjach, lokalizację punków odbioru i nadania przesyłek, a nawet najbliższe adresy sklepów stacjonarnych marki lub lokalizacji, gdzie gromadzone są odpady. Bardzo nam także zależy, aby sprzedawcy e-commerce uświadomili sobie, że ekologiczne zachowania leżą w ich najlepiej pojmowanym interesie biznesowym. O ile od lat już wiadomo, że odpowiedzialność środowiskowa marek buduje lojalność i zachęca konsumentów do dalszych zakupów, to znacznie mniej zrozumienia przywiązuje się do faktu, że brak odpowiedzianych społecznie i środowiskowo praktyk zniechęca rzesze klientów do produktów z określonym logo. Dotyczy to także opakowań, w których te produkty są dostarczane – dodaje Agata Gąbińska z ID Logistics.
Nic tak nie zniechęca jak marnotrawstwo
W kontekście opakowań i procesów fulfilmentu to właśnie marnotrawstwo ma największy potencjał zniechęcania europejskich klientów do zakupów u konkretnych sprzedawców internetowych. Najbardziej negatywne oddziaływanie dotyczy zbyt dużych opakowań w relacji do ich zawartości. Wskazuje na to 45% kupujących. Niewiele mniej, bo 41% będzie się starało unikać zakupu, jeśli opakowanie będzie trudne w recyklingu, a 40% jeśli po otwarciu ukaże się, że zastosowano zbyt wiele wypełniaczy. Warto jednak zaznaczyć, że brak zrównoważonego opakowania nie przesądza o definitywnej rezygnacji z zakupu, ponieważ twierdzi tak tylko 20% badanych. To jednak wciąż jedna piąta wszystkich klientów, co w wysoko konkurencyjnym środowisku jest bardzo znaczącym udziałem, na który sprzedawcy nie mogą sobie pozwolić.
Część postulatów jest bardzo trudna w realizacji lub traci na znaczeniu
Wśród wielu oczekiwań dotyczących opakowań i sposobu realizacji zamówień znajdują się także te, które z czysto operacyjnego lub ekologicznego punktu widzenia trudno dziś uznać za możliwe do zrealizowania, nawet w postulowanym czasie 5 najbliższych lat. Dla przykładu 26% e-klientów chce, aby w ramach zachęt do stosowania recyklingu opakowań to sprzedawca zorganizował odbiór odpadów i samodzielnie poddał je przetworzeniu. Na popularności traci z kolei oczekiwanie, aby za 5 lat opakowanie zabrał kurier. Obecnie takie rozwiązanie popiera 14% konsumentów. W zeszłym roku było to 20%. Coraz mniej chętnych, bo 10% kupujących, jest także przywiązanych do opcji, aby zamówienie przybyło bez dodatkowego opakowania. W zeszłym roku chciało tego 15% internautów.
Bardzo interesujący wątek dotyczy jednak tego, że 21% konsumentów e-commerce w ciągu 5 lat oczekuje zwrotu pieniędzy za odesłanie lub dostarczenie opakowania do punktu zbiórki. W porównaniu do zeszłorocznej analizy RetailX ten postulat stracił 10 pp. z poziomu 31%. Koncepcja jest o tyle interesująca, że zbiórka opakowań wymagałaby stworzenia systemu ich gromadzenia, rotacji i ponownego użycia, a nad takimi rozwiązaniami pochyliła się już Unia Europejska.
Rozporządzenie 2025/40 w sprawie opakowań i odpadów opakowaniowych
Zgodnie z unijnymi założeniami takie rozwiązanie oznacza ustalenia organizacyjne, techniczne, finansowe oraz zachęty, które umożliwiają ponowne wykorzystanie opakowań w systemie otwartym lub zamkniętym, np. poprzez system kaucyjny zapewniający zbieranie opakowań w celu ich ponownego użycia. Jest to tylko jedna z bardzo wielu ścieżek, które mają sprawić, że ilość odpadów opakowaniowych na mieszkańca Wspólnoty zmniejszy się o 5% do 2030 r. w porywaniu z 2018 r. Na 2035 r. ustalono próg na poziomie 10%, natomiast na 2040 r. redukcję o 15%. Według unijnych urzędników powinno to skutkować ogólnym bezwzględnym ograniczeniem odpadów opakowaniowych o odpowiednio 19 %, 29% i 37% dla całej Unii. Rozporządzenie weszło w życie 11 lutego 2025 r., ale datę rozpoczęcia stosowania ustalono na 12 sierpnia 2026 r., a przypadku wielu rozwiązań przesunięto ją nawet na 2030 r. lub później.
Utworzenie systemów rotacji opakowań to tylko niektóre z podjętych decyzji
Według przyjętych regulacji, przedsiębiorstwa z UE, a więc także operatorzy logistyczni, będą zobligowani m.in. do przestrzegania maksymalnego odsetka pustej przestrzeni w opakowaniach zbiorczych, transportowych oraz opakowaniach stosowanych w handlu elektronicznym. Określono go na poziomie 50% i zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2030 r. Z takiego obowiązku będą jednak zwolnieni przedsiębiorcy, którzy stosują opakowania handlowe, jako opakowania transportowe w e-commerce, czyli w praktyce wysyłają produkty w fabrycznym opakowaniu bez dodatkowych warstw. Alternatywną drogą do zwolnienia będzie stosowanie systemów wielokrotnego użytku. Tak czy inaczej w obu przypadkach przedsiębiorcy będą jednak zobowiązani zredukować masę i objętość opakowania do niezbędnego minimum zapewniającego funkcjonalność, zarówno pod kątem kształtu oraz materiału. Od 2030 r. wszystkie opakowania w Unii muszą także nadawać się do recyklingu i zabronione będzie stosowanie wersji, których zdolność do ponownego przetworzenia będzie wynosić mniej niż 70%. Ponadto recykling będzie musiał być uwzględniony już na etapie projektowania, zarówno pod kątem konstrukcji opakowania, jak i zastosowanych materiałów.
System rotacyjny opakowań w e-handlu wygeneruje gigantyczne wyzwania dla logistyki
Na etapie prac nad unijnymi przepisami dotyczącymi opakowań i odpadów opakowaniowych analitycy z McKinsey przeprowadzili symulację, jak taki system wpłynąłby m.in. na koszty i emisje powstałe w wyniku dostaw e-commerce i za jaki ich udział odpowiadałyby procesy logistyczne, a dokładnie transport. Okazało się, że wywołałoby to daleko idące negatywne skutki ograniczające zastosowanie owych rozwiązań na masową skalę, zwłaszcza w kontekście logistyki.
Analizie poddano sektor non-food e-commerce w Niemczech, czyli m.in. kategorie moda, elektronika i uroda. W symulacji założono przejście z papierowych toreb kurierskich z wypełnieniem oraz papierowych pudełek na ochronne plastikowe torby kurierskie lub pudełka z PP, które nadają się do recyklingu. W badaniu założono zbiórkę takich wielorazowych opakowań z punktów zlokalizowanych w pobliżu konsumentów i ich pełną redystrybucję do następnego cyklu użytkowania, z wyłączeniem etapu czyszczenia. Okazało się, że taki mechanizm poskutkowałaby m.in. radykalnym wzrostem kosztów transportu niezbędnego do dostarczenia opakowań do operatorów, centrów logistycznych i dystrybucyjnych. W przypadku osiągnięcia progu opłacalności, czyli poziomu 20 cykli, sam transport będzie odpowiedziany za 70-80% kosztów związanych z tym procesem oraz 55-65% emisji dwutlenku węgla na każdą rotację. Co prawda korzyść środowiskowa takiego rozwiązania jest widoczna na poziomie powyżej 20 rotacji, ale konieczność czyszczenia wielorazowych opakowań wygeneruje dodatkowe zanieczyszczenia, co wywoła potrzebę wdrożenia kolejnych rotacji i doprowadzi do większej liczby transportów.
Prognozowany wzrost kosztów to nawet 205%
McKinsey porównał także skutki finansowe i środowiskowe dla każdego rodzaju opakowania. Okazało się, że koszt jednokrotnego wykorzystania opakowania o minimalnej żywotności 20 rotacji, w porównaniu do jednorazowego użycia opakowania papierowego, którego poziom recyklingu wynosi 90% wzrasta o 50-60% w przypadku toreb kurierskich oraz o 195-205% w przypadku pudełek. Tak jak wcześniej wspominano za 70-80% tego kosztu odpowiadałby transport. Warto mieć również na uwadze, że nawet wprowadzenie opakowań wielokrotnego użytku do co dziesiątej paczki oznaczałby wzrost kosztów obsługi rynku e-commerce u naszego zachodniego sąsiada o ok. 30 mln euro. Zwiększenie wolumenu wielorazowych opakowań w systemie tworzy także dodatkowe wyzwania dla infrastruktury logistycznej i są to m.in. składowanie, mycie i utylizacja po wyczerpaniu się przyjętej liczby rotacji.
Emisje w górę o dodatkowe 65%
Duże zmiany idące za wdrożeniem systemu wielorazowych opakowań widać także w obszarze emisji. W przypadku zastąpienia jednorazowych toreb wielorazowymi przewidzianymi na min. 20 rotacji emisje wzrastają w przedziale 30‑40% na każdy cykl użycia. Scenariusz zastąpienia pudełek to każdorazowy skok zanieczyszczeń o 10-20%. Udział emisji pochodzących z samego transportu kształtuje w tym wypadku na poziomie 55-65%. Zupełnie odrębną konsekwencją jest także to, że system wielorazowego wykorzystania będzie wymagał znormalizowanych rozmiarów opakowań, co z kolei rodzi ryzyko marnotrawstwa przestrzeni ładunkowej i magazynowej, gdyż nie każde opakowanie będzie odpowiadało gabarytom dystrybuowanego produktu. Znaczenie odgrywać będzie także odległość, na jaką należy przetransportować pojemnik, ponieważ musi on ostatecznie wrócić do systemu i zostać wykorzystany w kolejnej rotacji. Według Mckinsey skuteczni operatorzy systemów obsługujących e‑commerce będą musieli przejść ponad 20 cykli rotacyjnych zanim możliwe będzie osiągnięcie redukcji emisji. W przypadku opakowań żywności może to być nawet 200 rotacji.
Nad koniecznością ustalenia minimalnej liczby cykli użycia rozmyśla także Unia Europejska i choć podjęto już decyzję o konieczności tworzenia systemów obiegu opakowań, to postanowienia w sprawie zakresu rotacji mają zapaść do 12 lutego 2027 r. Do tego czasu mają także zostać ustalone niezbędne formaty opakowań, które uwzględnią m.in. wymogi dotyczące logistyki.
Niemiecka gospodarka znajduje się na rozdrożu – z jednej strony wskaźniki makroekonomiczne sugerują pierwsze oznaki ożywienia, z drugiej natomiast nadal obecne są poważne zagrożenia oraz polityczna niepewność. W marcu 2025 roku indeks Ifo, będący kluczowym wskaźnikiem nastrojów gospodarczych w Niemczech, wzrósł do poziomu 86.7, co jest najwyższą wartością od lipca poprzedniego roku. Szczególnie wyraźnie poprawiły się oczekiwania biznesowe (osiągając 87.7), podczas gdy ocena bieżącej sytuacji gospodarczej poprawiła się jedynie nieznacznie.
Pozytywne zmiany nastrojów przypisywane są głównie zapowiedziom nowego pakietu fiskalnego, który miałby stymulować gospodarkę. Jednak pomimo ogłoszenia tych działań, nadal brak jest jasności politycznej – nie został jeszcze utworzony nowy rząd, brakuje także szczegółowych porozumień koalicyjnych oraz konkretnych planów wydatkowych.
Dostępne dane wskazują, że gospodarka niemiecka prawdopodobnie osiągnęła dołek w pierwszym kwartale 2025 roku. Nie oznacza to jednak końca stagnacji – dalszy rozwój sytuacji zależy w dużej mierze od balansu pomiędzy zewnętrznymi zagrożeniami, przede wszystkim potencjalnymi cłami ze strony Stanów Zjednoczonych, a efektami zapowiedzianych działań fiskalnych.
Choć inwestycje infrastrukturalne mogą wywołać krótkoterminowe, cykliczne ożywienie gospodarcze, nie wpłyną one na strukturalną konkurencyjność Niemiec. Aby osiągnąć trwałe efekty, konieczne są głębsze reformy strukturalne, które powinien wprowadzić przyszły rząd. Bez takich działań obserwowane obecnie ożywienie będzie miało jedynie krótkotrwały charakter.
Podsumowując, niemiecka gospodarka stoi przed szansą odbicia dzięki bodźcom fiskalnym, lecz brak politycznej stabilności oraz zagrożenia płynące z USA ograniczają optymizm. Długoterminowe perspektywy poprawią się tylko wówczas, gdy nowy rząd przeprowadzi kompleksowe reformy strukturalne. Obecnie DAX znajduje się na poziomie 23000 pkt, a EURUSD na 1.0803.
Narodowe Centrum Badań i Rozwoju rozpoczyna nabór wniosków na wspólne projekty przedsiębiorców i naukowców, którzy chcą otrzymać dofinansowanie z Funduszy Szwajcarskich na prowadzenie badań stosowanych. Wnioski można składać w systemie on-line od 25 marca do 26 maja 2025 roku, w ostatnim dniu naboru do godz. 16:00. Do wykorzystania w konkursie CALL 2025 jest blisko 14,8 miliona franków szwajcarskich, czyli ponad 66 milionów złotych.
NCBR jest operatorem programu Badania Naukowe i Innowacje, Badania Stosowane, finansowanego w ramach drugiej edycji Szwajcarsko-Polskiego Programu Współpracy, czyli tzw. Funduszy Szwajcarskich. Program ma zwiększyć potencjał naukowy i innowacyjność polskich jednostek badawczych, uczelni i przedsiębiorstw poprzez ułatwienie współpracy w obszarze badań naukowych i innowacji z partnerami szwajcarskimi oraz innymi partnerami międzynarodowymi.
– Międzynarodowe projekty badawczo-rozwojowe realizowane w ramach programu powinny prowadzić do poprawy konkurencyjności przedsiębiorstw w dziedzinie badań stosowanych – mówi prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. – Program ma również na celu promowanie kobiet-badaczy oraz młodych naukowców. Udział we wspólnych projektach badawczych jest dla nich znakomitą okazją do doskonalenia się w swoich dziedzinach wiedzy.
O naborze
CALL 2025 nie jest ograniczony tematycznie. Badania planowane w ramach projektu muszą koncentrować się wyłącznie na zastosowaniach cywilnych. We wspólnych projektach badawczych mogą uczestniczyć konsorcja składające się z co najmniej jednego przedsiębiorstwa z siedzibą w Polsce i co najmniej jednego przedsiębiorstwa z siedzibą w Szwajcarii. Po spełnieniu powyższego warunku, członkami konsorcjów mogą zostać również polskie i szwajcarskie organizacje badawcze. Finansowane mogą być wyłącznie badania przemysłowe oraz eksperymentalne prace rozwojowe. Minimalna kwota dofinansowania jednego projektu wynosi 2 242 400 zł, czyli 500 tys. franków szwajcarskich, maksymalna zaś kwota to 4 484 800 zł, czyli 1 mln franków szwajcarskich.
Wnioski należy składać elektronicznie w języku angielskim, za pośrednictwem systemu składania wniosków on-line: https://lsi.ncbr.gov.pl/. Termin składania wniosków w Call 2025 upływa 26 maja 2025 r. o godz. 16:00:00 czasu środkowoeuropejskiego letniego.
B2Match pomaga nawiązać współpracę w dziedzinie badań aplikacyjnych
Jak znaleźć idealnych partnerów do składania wniosków i rozwijania współpracy między Polską a Szwajcarią w dziedzinie badań aplikacyjnych?
Szwajcarskim Partnerem Programu jest agencja Innosuisse, która zarządza platformą B2Match. Narzędzie ułatwia nawiązywanie współpracy między zainteresowanymi podmiotami z Polski i Szwajcarii, w tym pomiędzy organizacjami badawczymi i przedsiębiorstwami, oraz tworzenie międzynarodowych konsorcjów badawczych, które chcą wspólnie starać się dofinansowanie ze środków Programu Badania Naukowe i Innowacje.
Szwajcarska Agencja ds. Innowacji Innosuisse oferuje również indywidualne wsparcie w znalezieniu partnera do projektu.
Fundusze Szwajcarskie
Szwajcarsko-Polski Program Współpracy to fundusze przeznaczone przez Szwajcarię na rozwój naszego kraju, na podstawie uzgodnień z Unią Europejską oraz z Polską. Poprzednią edycję realizowano w latach 2007-2017. Obecna, druga już edycja, będzie realizowana do 2029 roku. Obejmuje ona Program Wsparcia Rozwoju Miast oraz Program Badania Naukowe i Innowacje. Program wspiera badania podstawowe i stosowane. Każda z dwóch części programu ma innego operatora. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju odpowiada za realizację programu w obszarze badań stosowanych we współpracy ze Szwajcarską Agencją ds. Innowacji – Innosuisse. W zakresie badań podstawowych za program odpowiada Szwajcarska Narodowa Fundacja Nauki, której partnerem po stronie polskiej jest Narodowe Centrum Nauki.
Budżet programu wynosi 41,176 mln franków szwajcarskich, w tym 35 mln – wkład Szwajcarii oraz 6,176 mln – wkład Polski. Z programu Badania Naukowe i Innowacje będą mogły skorzystać, uczelnie wyższe, instytuty badawcze, inne podmioty prowadzące badania i zatrudniające badaczy oraz – naborach w ramach badań stosowanych – dodatkowo przedsiębiorcy, ze szczególnym uwzględnieniem MŚP.
Archicom zamknął 2024 r. z rekordowymi wynikami sprzedaży mieszkań i dynamicznym rozwojem działalności. Ogólnopolski deweloper umocnił swoją pozycję w sześciu największych polskich aglomeracjach, a także zadebiutował w nowej – Katowicach.
Spółka sprzedała w 2024 r. 2179 lokali, odnotowując wzrost na poziomie 20% rdr. W analizowanym okresie Archicom wprowadził do oferty projekty obejmujące 3592 mieszkania. Znaczącym sukcesem dewelopera było również uruchomienie prestiżowej marki Archicom Collection, w ramach której firma oferuje unikalne inwestycje premium w ramach warszawskich projektów Towarowa22 oraz FLARE przy ul. Grzybowskiej. Deweloper kontynuuje również dynamiczny rozwój na rynku krakowskim, gdzie już po zakończeniu 2024 r. wprowadził do oferty 305 nowych mieszkań i rozszerzył bank ziemi o niemal 700 lokali. Jednocześnie umacnia swoją pozycję w Warszawie, intensyfikując działania w zakresie rozwoju oferty mieszkaniowej.
Wyniki finansowe skorelowane z cyklem inwestycyjnym
Spółka Archicom przekazała łącznie 1076 mieszkań w 2024 r., w tym 941 mieszkań z własnych projektów i 135 mieszkań z projektów grupy Echo. Z tego tytułu osiągnęła w 2024 r. przychody na poziomie 742 mln zł, zysk brutto na sprzedaży wyniósł 286,6 mln zł, a zysk netto z działalności kontynuowanej 120,3 mln zł. Rozpoznane przychody wynikają z długości cyklu inwestycyjnego w branży nieruchomości. Wyniki finansowe odzwierciedlają sprzedaż mieszkań w minionych latach i przekazanych klientom w 2024 r. Potencjał przekazań na 2025 r. przekracza 2300 lokali, co pozwala deweloperowi zakładać dalszy wzrost wyników finansowych w przyszłości.
Wielkość przychodów jest wprost związana z liczbą przekazanych mieszkań, która wynika ze specyfiki cyklu inwestycyjnego w naszej branży. Jednocześnie dbamy o to, aby nasi akcjonariusze partycypowali w sukcesie Archicom. W 2024 r. łączna kwota wypłaconej dywidendy wyniosła 146,8 mln zł. Potencjał przekazań w 2025 r. jest istotnie większy niż w ubiegłym roku, co daje dobrą perspektywę na dalszy wzrost wyników. Skutecznie pozyskujemy finansowanie dłużne, co wspiera skalowanie działalności, a jednocześnie utrzymujemy rentowność, co pozostaje dla nas priorytetem – komentuje Agata Skowrońska-Domańska, wiceprezeska zarządu w Archicom.
Dzięki silnej pozycji rynkowej oraz stabilnemu bilansowi, spółka kontynuuje ekspansję i dynamiczny rozwój oferty. Na koniec 2024 r. Archicom posiadał w sprzedaży ponad 3000 mieszkań, a już w pierwszym kwartale 2025 r. oferta została powiększona o kolejne 938 mieszkań.
Miniony rok był dla Archicom czasem realizacji strategicznych założeń. Rekordowa sprzedaż, ekspansja na nowe rynki i rozwój portfolio projektów to dowód naszej skuteczności i dynamicznego wzrostu – podkreśla Waldemar Olbryk, prezes zarządu Archicom. Dzięki współpracy w ramach Grupy Echo i konsekwentnej realizacji celów wchodzimy w 2025 r. z ambitnym planem sprzedaży ponad 3000 mieszkań i dalszego umacniania pozycji rynkowej. Nasze ambicje to również rozwój segmentu popularnego, który stanie się jednym z silników napędzających realizację tych celów w nadchodzących latach.
Spółka zakończyła rok z bankiem ziemi zabezpieczającym budowę 11 340 mieszkań oraz skutecznie plasowanymi emisjami obligacji, które w 2024 r. przyniosły 358 mln zł finansowania. Jednocześnie Archicom kontynuuje swoje zobowiązania w zakresie ESG, wprowadzając zrównoważone rozwiązania do swoich inwestycji i budując wartość w dialogu z interesariuszami.
Impulsem dla rekrutacji nowych pracowników w branży IT jest rozwój firm (48%) oraz potrzeba zwiększenia przewagi konkurencyjnej i pozyskania pracowników z nowymi kompetencjami (48%). Zwolnienia wynikają przede wszystkim z automatyzacji (50%) i wyzwań ekonomicznych (25%), a mówiąc o stabilności zatrudnienia, pracodawcy zwracają uwagę na odpowiednie dopasowanie zespołu do aktualnych celów biznesowych (44%).W drugim kwartale 2025 roku, 34% firm obszaru IT chce zwiększyć zatrudnienie, 13% przewiduje redukcje etatów, a połowa nie chce zmieniać liczby pracowników. Jakie czynniki wpływają na decyzje przedsiębiorców i co będzie kształtować rynek pracy IT w nadchodzących miesiącach? Więcej w analizie ManpowerGroup.
Według „Barometru ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” prognozy rekrutacyjne firm w obszarze IT są pozytywne, zdecydowanie więcej firm planuje rekrutacje nowych pracowników, niż redukcje etatów. Prognoza netto zatrudnienia w branży IT na drugi kwartał 2025 roku wynosi +21%. Choć w porównaniu do poprzedniego kwartału oznacza to spadek o 4 p.p., to w skali roku wskaźnik wzrósł o 15 p.p.
Największa grupa, aż 52% respondentów z branży IT, deklaruje brak zmian w zatrudnieniu. W tej grupie, wśród powodów takiej decyzji najczęściej wskazywane są odpowiednie dopasowanie zespołu do aktualnych celów biznesowych (44%), stabilność rynku i brak oczekiwanych większych zmian w branży (34%) oraz ograniczenia finansowe, które uniemożliwiają zwiększenie liczby pracowników (31%).
– W branży IT utrzymanie liczby pracowników na stałym poziomie wynika z kilku kluczowych czynników. Po pierwsze, wiele firm osiągnęło równowagę między strukturą zespołu a potrzebami biznesowymi, co pozwala im działać efektywnie bez konieczności gwałtownych zmian kadrowych. Po drugie, stabilność zatrudnienia w IT często wiąże się z długoterminowymi kontraktami oraz trwającymi projektami, które wymagają utrzymania określonych kompetencji w zespole – mówi Dominik Malec, lider rekrutacji IT w Experis – Dodatkowo, firmy obawiają się nadmiernego ryzyka związanego z dynamicznymi zmianami rynkowymi i wybierają ostrożne podejście do zatrudnienia, koncentrując się na optymalizacji wewnętrznych procesów i wykorzystaniu dostępnych zasobów – komentuje ekspert.
– Stabilność rynku IT nie oznacza stagnacji, lecz raczej strategiczne podejście do zarządzania zasobami ludzkimi. Firmy nie wstrzymują się z inwestycjami, lecz podejmują bardziej przemyślane decyzje dotyczące zatrudnienia. Wiele organizacji czeka na rozwój technologii, które mogą wpłynąć na ich działalność, na przykład sztuczna inteligencja, automatyzacja czy nowe modele chmurowe. Jednocześnie, pracodawcy monitorują sytuację makroekonomiczną oraz dostępność specjalistów, co wpływa na ich decyzje rekrutacyjne – dodaje Malec. – Specjaliści IT są otwarci na zmianę, ale pod warunkiem, że nowa oferta wiąże się z lepszymi warunkami, ciekawszymi projektami lub możliwością rozwoju. W obecnej sytuacji rynkowej wielu programistów, administratorów czy analityków preferuje stabilność, jednak nadal są skłonni do zmiany w przypadku atrakcyjnych ofert, zwłaszcza tych umożliwiających pracę zdalną lub dostęp do innowacyjnych technologii – zaznacza ekspert.
Kogo szukają firmy i jak przyciągają talenty?
Analiza pokazuje, że 34% firm z sektora IT planuje zwiększać zatrudnienie. Główne powody rekrutacji to rozwój organizacji i tworzenie nowych stanowisk (48%) oraz potrzeba pozyskania specjalistów z nowymi kompetencjami, co pozwala utrzymać przewagę konkurencyjną (48%). Dla 38% firm impulsem do rozbudowy zespołów jest ekspansja na kolejne regiony, obszary działania, a rosnące wymagania rynkowe i postęp technologiczny skłaniają pracodawców do inwestowania w pracowników o nowych umiejętnościach.
– Najbardziej poszukiwane kompetencje obejmują cyberbezpieczeństwo, w tym SIEM, SOC, pentesting i IAM, a także sztuczną inteligencję oraz uczenie maszynowe. Dużym zainteresowaniem cieszą się również technologie chmurowe, takie jak AWS, Azure i Google Cloud, oraz DevOps i automatyzacja z wykorzystaniem CI/CD, Kubernetes i Terraform. Kluczowe są także umiejętności programowania w językach takich jak Python, Java i Rust oraz analityka danych i Big Data, obejmująca SQL, NoSQL i Apache Spark – wskazuje Malec, dodając, że rosnąca popularność modelu polegającego na tymczasowym angażowaniu zewnętrznych specjalistów pozwala organizacjom dynamicznie dostosowywać zespoły do bieżących potrzeb. Etaty są oferowane kluczowym ekspertom i liderom, natomiast kontraktorzy i outsourcing wspierają projekty krótkoterminowe oraz w obszarach wymagających elastyczności.
Zdaniem Dominika Malca firmy przyciągają dobrych specjalistów dzięki atrakcyjnemu wynagrodzeniu i benefitom, a także elastycznym modelom pracy, takim jak praca zdalna lub hybrydowa oraz dostępie do szkoleń i certyfikacji. Istotnym czynnikiem są również ciekawe projekty i wykorzystanie nowoczesnych technologii. – Dodatkowo specjaliści cenią sobie możliwość awansu i rozwoju – mówi lider rekrutacji IT w Experis i podkreśla, że postęp technologiczny wymusza zarówno inwestycje w szkolenia obecnych pracowników, jak i zatrudnianie ekspertów z odpowiednim doświadczeniem, aby szybko uzupełnić braki kompetencyjne – firmy łączą oba podejścia, dostosowując strategię do swoich bieżących potrzeb.
Automatyzacja zmienia rynek pracy IT
Zwolnienia rozważa 13% organizacji, a najczęstszym powodem redukcji etatów jest automatyzacja – co drugi pracodawca (50%) deklaruje, że postęp technologiczny zmniejsza zapotrzebowanie na pewne role. Kolejnym czynnikiem są wyzwania ekonomiczne, które wpływają na decyzje co czwartej organizacji (25%). Firmy wspominają również o optymalizacji procesów, łączeniu stanowisk, zmianach rynkowych oraz zakończeniu projektów skutkujących ograniczeniem zatrudnienia.
– Automatyzacja w branży IT najbardziej zagraża testerom manualnym, których zadania przejmują zautomatyzowane testy, administratorom IT zastępowanym przez rozwiązania chmurowe i automatyzację procesów, a także programistom wykonującym powtarzalne zadania – stwierdza Malec. – Technologie, które najczęściej przyczyniają się do redukcji etatów, to sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe wykorzystywane w analizie danych i automatyzacji, a także RPA, czyli robotyzacja procesów biznesowych oraz platformy No-Code i Low-Code, które pomagają tworzyć niektóre aplikacje. Natomiast cyberbezpieczeństwo, sztuczna inteligencja, cloud computing i data science to nadal stabilne obszary w IT, w których popyt na specjalistów pozostaje wysoki – dodaje.
Polska z dobrymi prognozami na tle regionu
Dane dla branży IT w krajach regionu EMEA wskazują na utrzymujące się pozytywne perspektywy zatrudnienia, choć dynamika rekrutacji w drugim kwartale 2025 roku nieco osłabła. Prognoza netto zatrudnienia wynosi +26%, co oznacza spadek o 6 p.p. w porównaniu z poprzednim kwartałem oraz o 2 p.p. rok do roku. Największe plany rekrutacyjne mają firmy z Wielkiej Brytanii (+49%), Norwegii (+42%) i Belgii (+35%). Wśród sąsiadów Polski największy popyt na nowych pracowników zgłaszają pracodawcy z Niemiec (+28%) oraz Czech (+22%), podczas gdy Słowacja (-11%) deklaruje spadek zatrudnienia w sektorze IT.
– Polskie firmy IT podnoszą wynagrodzenia, ponieważ zagraniczni pracodawcy oferują konkurencyjne stawki w zdalnym modelu pracy, co zwiększa presję płacową na krajowym rynku. Choć model remote-first dominuje, zagraniczne organizacje coraz częściej otwierają biura w Polsce, aby łatwiej pozyskiwać pracowników i optymalizować koszty. Przedsiębiorstwa mogą zatrzymać talenty IT na rodzimym rynku, oferując atrakcyjne benefity pozafinansowe, takie jak dbałość o work-life balance i możliwość rozwoju. Kluczowe jest również zapewnienie elastycznych form zatrudnienia i modeli pracy oraz angażowanie specjalistów w ciekawe projekty z dostępem do nowoczesnych technologii – podsumowuje Dominik Malec.
Warta konsekwentnie umacnia swoją pozycję rynkową, osiągając w 2024 roku najwyższy w historii poziom przypisu składki brutto w segmencie ubezpieczeń majątkowych i życiowych na poziomie ponad 12,6 mld zł, co oznacza wzrost o 17 proc. r/r. To kolejny rekordowy rok Grupy Warta.
Warta odnotowała największy wzrost w segmentach indywidualnych ubezpieczeń komunikacyjnych oraz majątkowych na poziomie 22 proc. r/r.
Spółki wypracowały łącznie w 2024 roku zysk netto na poziomie 1,1 mld zł.
Warta utrzymuje pozycję lidera w zakresie jakości obsługi klienta, co potwierdzają niezależne analizy, w tym sprawozdanie Rzecznika Finansowego.
W 2025 r. spółka kontynuuje strategię wzrostu inwestując w rozwój struktur, zaawansowane technologie oraz optymalizację procesów biznesowych.
Wzrost, rentowność i stabilność
W 2024 roku Warta kolejny raz osiągnęła historyczny poziom sprzedaży, umacniając swoją pozycję jako jeden z liderów rynku ubezpieczeń majątkowych w Polsce. Przypis składki przypisanej brutto spółki majątkowej wyniósł 11,0 mld zł, co oznacza wzrost o 17,3 proc. rok do roku. Segment ubezpieczeń majątkowych dla klientów indywidualnych odnotował imponujący wzrost o 22,4 proc., osiągając poziom 1,3 mld zł. Natomiast przypis składki z ubezpieczeń korporacyjnych w obszarze majątkowym wzrósł o 11,6 proc., osiągając niemal 2 mld zł.
Tak znaczące wyniki są efektem konsekwentnej strategii rozwoju oraz najlepiej ocenianej na rynku współpracy z agentami i brokerami, których rola pozostaje kluczowa dla dalszego wzrostu spółki. Warta dynamicznie rozwija także inne istotne kanały dystrybucji, w tym sieci dealerskie, leasingowe, a także sprzedaż bezpośrednią. Fundamentem tego sukcesu jest wysoko ceniony przez rynek zespół oraz nowoczesna taryfikacja, oparta na zaawansowanej analizie danych – wyjaśnia Jarosław Parkot, prezes zarządu Warty.
Segment ubezpieczeń komunikacyjnych dla klientów indywidualnych odnotował w 2024 r. wzrost o 21,8 proc., osiągając poziom 6,5 mld zł, natomiast w obszarze ubezpieczeń korporacyjnych osiągając wzrost ze składką na poziomie 1,2 mld zł.
Miniony rok był pełen wyzwań dla rynku ubezpieczeń komunikacyjnych, zarówno w segmencie OC ppm, jak i autocasco. Kluczowe trudności wynikały z rosnącej inflacji średniej szkody oraz konieczności dostosowywania stawek ubezpieczeniowych do dynamicznie zmieniających się warunków rynkowych. Wzrost wartości wypłacanych odszkodowań był bezpośrednią konsekwencją wyższych kosztów napraw, drożejących części zamiennych oraz rosnących stawek za usługi serwisowe. Pomimo tak niesprzyjających warunków rynkowych zakończyliśmy rok z pozytywnym wynikiem technicznym w tym segmencie. Rośniemy szybciej niż rynek, zachowując rentowność również w ubezpieczeniach OC ppm– mówi Jarosław Parkot, prezes zarządu Warty.
Rekordowa sprzedaż ubezpieczeń na życie
W 2024 roku spółka życiowa Warty zwiększyła skalę działania, osiągając wzrost sprzedaży na poziomie 16,4 proc., co przełożyło się na niemal 1,6 mld zł przypisu składki brutto.
Tak efektywny rozwój to rezultat strategicznego podejścia do budowy atrakcyjnej oferty produktowej oraz efektywnej współpracy z partnerami dystrybucyjnymi. W rozwoju ubezpieczeń na życie koncertujemy się na produktach ochronnych ze składką regularną. Nasze wysiłki skupiamy także na zmniejszeniu luki ubezpieczeniowej, dzięki oferowaniu atrakcyjnych zakresowo oraz składkowo produktów, również w obszarze zdrowia. Rozszerzamy ofertę, która zapewnia wsparcie w trudnych sytuacjach zdrowotnych, chociażby leczenie za granicą w specjalistycznych ośrodkach oraz medycynę precyzyjną – mówi Jarosław Parkot, prezes zarządu Warty.
Jakość przede wszystkim
Za sukcesem Warty stoi jakość oraz profesjonalny zespół. Spółka inwestuje w precyzyjną taryfikację, wysoki poziom merytoryczny menedżerów sprzedaży, a także atrakcyjność produktów. Wraz z rozwojem spółek wzrasta wolumen wypłacanych odszkodowań i świadczeń. W zeszłym roku Warta wypłaciła o 22 proc. więcej odszkodowań i świadczeń w spółce majątkowej oraz o 14,4 proc. więcej w życiowej.
W roku 2024 rynek ubezpieczeń zmagał się z rosnącymi kosztami szkód katastroficznych, które stały się poważnym wyzwaniem zarówno dla poszkodowanych, jak i ubezpieczycieli. Tylko w związku z powodzią wypłaciliśmy ponad 206 mln zł. Dzięki sprawności naszego zespołu średni czas oględzin wyniósł sześć dni, a czas likwidacji – 15 dni – mówi Jarosław Parkot, prezes zarządu Warty. W ubezpieczeniach na życie wiele procesów realizowanych jest w czasie rzeczywistym. Naszym priorytetem jest zapewnienie najwyższej jakości obsługi rosnącej liczbie klientów.
Świetne wyniki finansowe
Warta nie tylko dynamicznie zwiększa sprzedaż, ale także osiąga ponadprzeciętną rentowność. W 2024 roku Warta majątkowa wypracowała 940 mln zł wyniku finansowego netto, co było możliwe m.in. dzięki efektywnej działalności inwestycyjnej w warunkach wysokich stóp procentowych. Spółka życiowa Warty odnotowała wynik finansowy netto na poziomie 193 mln zł, co oznacza znaczący wzrost w porównaniu do 2023 roku.
Rentowność kapitału własnego (ROE) w 2024 roku osiągnęła imponujący poziom – 21,8 proc. dla spółki majątkowej oraz 32,8 proc. dla spółki życiowej, co potwierdza wysoką efektywność zarządzania finansami w obu spółkach.
Stabilna kondycja finansowa Warty znajduje odzwierciedlenie w utrzymujących się na wysokim poziomie wskaźnikach wypłacalności. Wzrost zaufania do spółki potwierdza międzynarodowa agencja Standard & Poor’s, która w tym roku podniosła rating TUiR Warta na poziom AA- (bardzo silny).
W ciągu ostatniego roku wyłoniło się kilka kluczowych czynników, które dominują w kształtowaniu priorytetów najemców przy wyborze powierzchni biurowej.
Kwestie środowiskowe, społeczne i ładu korporacyjnego (ESG) odgrywają coraz większą rolę w procesie wyboru nieruchomości, często wpływając na decyzje już na pierwszym etapie poszukiwań. Najemcy nie tylko zwracają uwagę na certyfikaty związane ze zrównoważonym rozwojem budynku, ale także poszukują zobowiązań związanych z ESG, które są uwzględnione w umowach najmu.
Ze względu na wzrost kosztów adaptacji powierzchni do potrzeb najemcy, średnia długość zawieranych umów uległa wydłużeniu. W nowo wybudowanych obiektach standardem stały się umowy na siedem lat, podczas gdy w istniejących nieruchomościach normą są umowy co najmniej pięcioletnie. Podpisywanie umów na trzy lata staje się coraz rzadsze.
Zdając sobie sprawę, że nie wszystkie firmy mogą zobowiązać się do długich okresów najmu, wynajmujący wprowadzili również bardziej elastyczne opcje najmu. Oferują gotowe do użytkowania powierzchnie biurowe na krótsze okresy, nawet na rok lub dwa. Jest to opcja skierowana głównie do mniejszych organizacji, które są gotowe wynajmować standardowe przestrzenie bez potrzeby szerokiej personalizacji.
W odpowiedzi na ewoluujące strategie pracy, urosła także popularność przestrzeni coworkingowych. Zarówno niezależni operatorzy, jak i ci działający pod egidą wynajmujący poszerzają swoją ofertę, zapewniając elastyczne rozwiązania biurowe dostosowane do potrzeb firm różnej wielkości. Trend ten wpisuje się w rosnące zapotrzebowanie na większą elastyczność w umowach najmu.
Transakcje typu pre-let – nowy trend?
W ciągu najbliższych dwóch-trzech lat spodziewamy się kilku dużych transakcji pre-let. Przy ograniczonej liczbie nowych inwestycji realizowanych w trybie spekulacyjnym, pre-let może stać się głównym sposobem zabezpieczenia optymalnej przestrzeni biurowej pod względem lokalizacji, układu i standardów jakości.
Jednocześnie niedobór dostępnej powierzchni prawdopodobnie spotęguje presję na renegocjacje umów najmu, ponieważ najemcy będą dążyć do utrzymania korzystnych warunków w obliczu ograniczonych alternatyw.
Negocjacje w obliczu luki podażowej
Przez lata najemcy cieszyli się silną pozycją negocjacyjną, jednak krajobraz nieco się zmienia. Dziś coraz trudniej jest zrealizować wygórowane oczekiwania negocjacyjne. Wraz ze wzrostem luki podażowej rośnie presja na wzrost czynszów, a wynajmujący mają obecnie silniejszą pozycję niż w poprzednich latach. Choć zmiana ta jest naturalnym elementem cyklu rynkowego, stanowi nowe wyzwanie dla najemców.
Dla dużych organizacji kluczowe jest proaktywne podejście – rozpoczęcie negocjacji dotyczących najmu wcześniej niż dotychczas, nawet 2-3 lata przed wygaśnięciem umowy, może pomóc w zabezpieczeniu najlepszych opcji. Tymczasem mniejsze firmy mogą zyskać przewagę, usprawniając proces decyzyjny, co pozwoli im szybko reagować na pojawiające się możliwości. Ostatnie lata pokazały, że opóźnienia w podejmowaniu decyzji mogą niepotrzebnie wydłużać proces, dlatego zręczność w działaniu staje się kluczowym czynnikiem w zapewnieniu odpowiedniej przestrzeni.
Wyzwania ESG
Liczba najemców, którzy nie mają doświadczenia w sektorze nieruchomości, stale maleje. Jednak wraz ze wzrostem znaczenia ESG firmy potrzebują coraz większego wsparcia w tym obszarze, który jeszcze kilka lat temu był praktycznie nieistniejący.
Procesy wynajmu stały się bardziej skomplikowane, wymagając zaangażowania ekspertów z wielu dziedzin, co z kolei wydłuża podejmowanie decyzji. Takie wielowarstwowe podejście stanowi obecnie jedno z największych wyzwań na rynku.
Kraków pozostaje liderem regionalnych rynków biurowych z najwyższym poziomem nowej podaży w budowie i rekordowym popytem, który w 2024 roku wzrósł aż o 33% r/r. Sektor IT i branża finansowa odpowiadały za niemal połowę aktywności najemców. Wzrost stawek czynszowych w kluczowych lokalizacjach potwierdza rosnącą konkurencyjność krakowskiego rynku biurowego. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych prezentuje specjalną publikację/raport pt. „Rynek biurowy w Krakowie 2024”.
Kraków umacnia swoją pozycję lidera wśród rynków regionalnych w Polsce. Na koniec 2024 roku całkowita podaż nowoczesnej powierzchni biurowej w mieście wyniosła 1,83 mln mkw. – to największy zasób poza Warszawą. Mimo relatywnie wysokiego wskaźnika pustostanów, który sięgnął 19% (ok. 350 000 mkw. wolnej powierzchni dostępnej od zaraz), to właśnie w Krakowie buduje się dziś najwięcej nowych biur spośród wszystkich miast regionalnych. W 2024 roku deweloperzy oddali do użytku ponad 20 000 mkw. powierzchni w trzech projektach, z czego największym był budynek C kompleksu Brain Park dostarczony przez Echo Investment. Natomiast w budowie pozostaje blisko 70 000 mkw., a największy realizowany projekt – Tischnera Green Park – będzie miał 24 000 mkw. i ma zostać ukończony w 2027 roku.
Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Analiz i Badań Rynkowych, AXI IMMO, komentuje: „W 2024 r. zaskakująco mocna była aktywność najemców – popyt brutto sięgnął aż 270 000 mkw., co oznacza wzrost o 33% rok do roku. Poziom ten był porównywalny z rekordowym 2019 rokiem, jeszcze sprzed pandemii, jednak trzeba mieć na uwadze, że w całkowitym wolumenie najmu przeważały renegocjacje i przedłużenia dotychczasowych umów, które stanowiły aż 58%. Udział nowych umów wyniósł 40%, z kolei jedynie 2% firm zdecydowało się na ekspansję”.
Krakowski rynek biurowy od lat zdominowany jest przez branże IT i sektor finansowy. W 2024 r. oba sektory odpowiadały łącznie za niemal połowę całej aktywności najemców w regionie. Największe transakcje w Krakowie dotyczyły powierzchni ok. 14–16 tys. mkw., przy średniej wielkości podpisywanej umowy na poziomie ok. 1 500 mkw. Czynsze ofertowe, jak na większości rynków uzależnione są od lokalizacji i standardu budynku przy czym wahały się od 10,00 do 17,80 EUR za mkw. miesięcznie. W części rozpoznawalnych biurowców odnotowano wzrost stawek w ujęciu rocznym.
Tomasz Michalczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, podsumowuje: „Kraków od lat udowadnia, że jest jednym z najbardziej dojrzałych rynków biurowych w Polsce i pomimo różnych zawirowań rynkowych pozostaje atrakcyjny dla kluczowych sektorów gospodarki. Firmy z branży IT i finansowej, które od lat stanowią fundament popytu w tym regionie, nadal intensywnie poszukują elastycznych i dobrze skomunikowanych lokalizacji z wysokim standardem technicznym. W perspektywie najbliższych lat tempo nowych inwestycji może się zmieniać – wiele projektów będzie realizowanych w sposób bardziej ostrożny i selektywny, co w średnim terminie może przełożyć się na stopniowe obniżanie poziomu pustostanów. Choć ESG pozostaje istotnym elementem strategii, największe znaczenie dla najemców mają dziś te rozwiązania, które realnie wpływają na optymalizację kosztów użytkowania. Jednocześnie, niezmiennie kluczowymi czynnikami decyzyjnymi pozostają lokalizacja, układ powierzchni i całkowity koszt najmu – to one w praktyce często przesądzają o wyborze konkretnego biura.. Potencjał popytowy, zwłaszcza ze strony firm technologicznych oraz od lat obecnych w Krakowie centrów usług wspólnych, pozostanie jednym z kluczowych czynników napędzających lokalny rynek biurowy”.
Cena złota nadal rośnie, osiągając bezprecedensowe poziomy ponad 3000 dolarów za uncję. Ten wzrost jest napędzany przez szereg czynników, w tym eskalację napięć geopolitycznych i wojen handlowych. Popyt napędzają także zakupy kruszcu przez banki centralne i fundusze ETF.
Rynek złota nie zwalnia tempa. Cena uncji kruszcu trzykrotnie w minionym tygodniu biła swoje ATH (all-time high), osiągając poziom 3057 dolarów, co oznacza wzrost o 17% od początku roku i niemal 41% rok do roku. W piątek 21 marca, na zakończenie sesji, kurs królewskiego metalu wciąż przekraczał 3000 USD/oz. Tak dynamiczny wzrost budzi zainteresowanie inwestorów i analityków, a przyczyny tego zjawiska są wielowarstwowe.
Jednym z kluczowych czynników wspierających wzrost ceny złota jest napięta sytuacja geopolityczna. Eskalacja konfliktu izraelsko-palestyńskiego z powodu niedotrzymania warunków zawieszenia broni przez Hamas, a także niepewność związana z wojną na Ukrainie podsycają niepokój wśród inwestorów. W takich warunkach tradycyjnie wzrasta popyt na bezpieczne aktywa, do których złoto jest zaliczane.
Nasiliły się także obawy o globalny handel. Zapowiedziane na 2 kwietnia wprowadzenie kolejnych taryf celnych przez Donalda Trumpa, bez oznak odwrotu od tej decyzji, budzi emocje i niepewność na rynkach. Odpowiedź taryfowa ze strony Unii Europejskiej, która od kwietnia nałoży 50% cła na amerykańską whisky oraz retorsje ze strony Trumpa (200% cła na wina i szampany) dodatkowo eskalują napięcia handlowe.
Fed nie ścina stóp, a ETF-y kupują złoto na potęgę
Na sytuację rynkową duży wpływ mają także decyzje Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych. Na ostatnim posiedzeniu Fed postanowił utrzymać stopy procentowe na niezmienionym poziomie, co dla wielu inwestorów było sygnałem, że inflacja i niepewność monetarna pozostają istotnymi ryzykami.
A presja polityczna na obniżkę stóp procentowych rośnie. Prezydent Donald Trump publicznie wzywał FED do obniżenia stóp procentowych, argumentując, że zbyt wysokie stopy hamują gospodarkę USA. Decyzje dotyczące stóp procentowych mogą wpływać na siłę dolara amerykańskiego, co z kolei ma implikacje dla cen złota.
Dodatkowym czynnikiem napędzającym wzrost cen kruszcu jest powrót popytu ze strony notowanych na giełdzie funduszy inwestycyjnych ETF. Amerykańskie ETF-y pobiły rekord zakupów z lipca 2020 roku, kupując ponad 72 tony złota w lutym i kontynuując zakupy w marcu, nabywając dodatkowo ponad 40 ton. Ta tendencja nie ogranicza się tylko do USA – wzrosty zakupów odnotowano również w Europie i Chinach.
Warto zauważyć, że europejskie ETF-y, które w zeszłym roku wyprzedawały złoto, w tym roku ponownie zaczęły je kupować. Obecnie ETF-y na złoto osiągają lepsze wyniki niż ETF-y oparte na kryptowalutach. Co więcej, firmy ubezpieczeniowe w Chinach otrzymały możliwość alokowania do 1% swoich aktywów w fizycznym złocie i zaczęły to robić, co dodatkowo zwiększa globalny popyt na kruszec.
W Utah będzie można płacić złotem
Utah przesuwa naprzód ustawodawstwo, które pozwoli na używanie monet złotych i srebrnych jako prawnego środka płatniczego. Ten amerykański stan proceduje bowiem ustawę H.B. 306, która ma na celu zobowiązanie gubernatora Spencera Coxa do przeprowadzenia postępowania konkurencyjnego (przetargu) w celu wyłonienia operatora, który będzie mógł obsługiwać płatności w złotych i srebrnych monetach.
Inicjatywa może sygnalizować szerszy zwrot w kierunku alternatywnych walut, odzwierciedlając obawy dotyczące stabilności dolara amerykańskiego. Jest ona następstwem wcześniejszej ustawy Utah Legal Tender Act, która została wprowadzona w 2011 roku i stworzyła ramy prawne umożliwiające dokonywanie płatności w Utah za pomocą złotych i srebrnych monet, w tym do spłacania długów oraz dokonywania transakcji.
Ustawa H.B. 306 jest krokiem naprzód w kierunku urzeczywistnienia tych możliwości poprzez stworzenie infrastruktury do obsługi takich płatności, w tym skarbców stanowych do deponowania kruszcu, co ma stanowić podstawę rozliczeń. Celem jest zapewnienie mieszkańcom Utah wyboru waluty, w jakiej chcą dokonywać płatności, dając im możliwość używania monet ze złota i srebra jako alternatywy dla dolara amerykańskiego.
Zwolennicy tej regulacji argumentują to między innymi znacznym zadłużeniem Stanów Zjednoczonych i chcą dać obywatelom możliwość płacenia tak zwanym „dobrym” lub „twardym” pieniądzem, jakim jest metal szlachetny. Chociaż jest to na razie regionalne działanie, dalszy rozwój tej inicjatywy może mieć w przyszłości szersze implikacje dla postrzegania i użycia złota jako środka wymiany.
Pytania o „złotą” strategię NBP
Tymczasem w Polsce pojawiają się pytania odnośnie strategii Narodowego Banku Polskiego dotyczącej złota. Ostatnie komentarze członkini Rady Polityki Pieniężnej, profesor Tyrowicz, zwróciły uwagę na to, że o ile wcześniejsze zakupy generowały zyski poprzez leasing i inne instrumenty finansowe, to nowo nabyte złoto nie jest wykorzystywane w ten sam sposób.
Profesor Tyrowicz z RPP zauważyła, że część złota zakupionego przez NBP w przeszłości nadal przynosi Polsce odsetki, co sugeruje, że mechanizm wypożyczania złota jest w pewnym stopniu nadal wykorzystywany. Natomiast nowo zakupione złoto nie przynosi tych odsetek, prawdopodobnie dlatego, że jest przechowywane bez możliwości obrotu nim.
Warto podkreślić, że głównym celem zakupu złota przez banki centralne nie jest zarabianie na nim poprzez handel, lecz zabezpieczenie własnych rezerw i ochrona wartości waluty, czyli w przypadku NBP – złotówki. Wzrost wartości rezerw złota w wyniku wzrostu cen kruszcu jest traktowany jako hipotetyczny zysk, ale nie jest to zysk z bieżącej działalności handlowej.
Jak banki centralne mogą zarabiać na złocie?
Bank centralny, taki jak Narodowy Bank Polski, który posiada złoto zdeponowane na przykład w Londynie, gdzie kwitnie handel kruszcem, może wypożyczyć to złoto podmiotom, takim jak wielkie banki inwestycyjne czy banki zajmujące się handlem “bulionem”. Przykładowo, NBP był w przeszłości znakomitym partnerem dla niemieckiego banku drezdeńskiego, któremu leasingował złoto.
Za korzystanie z wypożyczonego złota, podmioty te płacą bankowi centralnemu odsetki przez cały okres, w którym korzystają ze złota. Gdy bank centralny zdecyduje się zakończyć umowę, wypożyczający jest zobowiązany do zwrotu kruszcu. To właśnie na tych odsetkach polega zarabianie na złocie w ten sposób. Banki centralne mogą zarabiać na posiadanym złocie także poprzez pożyczki pod jego zastaw lub lokaty terminowe.
Te metody zarabiania na złocie były kiedyś bardziej powszechne, obecnie banki centralne wycofują się z nich w pewnym stopniu z różnych przyczyn, m. in. ze względu na ryzyko związane z dostępnością fizycznego złota. Niemniej jednak, jak wskazuje profesor Tyrowicz, część złota zakupionego przez NBP w przeszłości nadal przynosi Polsce odsetki, co sugeruje, że te mechanizmy są w pewnym zakresie nadal wykorzystywane.
Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark
Novo Nordisk ogłosił dziś rano porozumienie z chińską firmą United Laboratories w celu dalszego rozwoju, produkcji i komercjalizacji leku na otyłość i cukrzycę UBT251 – leku opartego na GLP-1, znajdującego się we wczesnej fazie badań klinicznych.
Plan Novo Nordisk dotyczący wzmocnienia swojego pipeline’u badawczo-rozwojowego ma na celu rozwianie obaw inwestorów związanych z rosnącą konkurencją w segmencie leczenia otyłości. Jednakże umowa ta jest prawdopodobnie zbyt mała, by znacząco wpłynąć na cenę akcji, biorąc pod uwagę skalę finansową Novo Nordisk. Dla porównania, marcowe partnerstwa zwiększyły znacząco wartość akcji takich firm jak Zealand Pharma (+35 proc.) i Gubra (+15 proc.) W przeciwieństwie do nich Novo Nordisk nie zawarło umowy znaczącej w stosunku do swojej kapitalizacji rynkowej.
Novo Nordisk w ramach zawartej transakcji zapłaci teraz około 1,4 miliarda koron duńskich (ok. 803 miliony złotych) , a w kolejnych latach potencjalnie do 12 miliardów koron duńskich (6,9 miliarda złotych) w płatnościach uzależnionych od osiągnięcia określonych kamieni milowych, gdy lek będzie przechodził kolejne fazy badań klinicznych i być może trafi na rynek leczenia otyłości. Patrząc globalnie jest to jednak niewielka pozycja w księgach Novo Nordisk. Dla porównania, w 2024 roku firma wygenerowała przepływy operacyjne na poziomie 120 miliardów koron duńskich (69 miliardów złotych) i obecnie ma kapitalizację rynkową wynoszącą około 2 200 miliardów koron duńskich (ponad 2 biliony złotych).
Z drugiej strony, dzisiejsza umowa może sprawić, że niektórzy inwestorzy staną się nerwowi, obawiając się, że Novo Nordisk w przyszłości będzie musiało się zmierzyć dotychczas nie braną pod uwagę konkurencją ze strony chińskiego rynku. Podpisane porozumienie dowodzi, że w Chinach działają firmy biotechnologiczne, które nie tylko produkują leki generyczne i preparaty ze schodzącymi z patentu substancjami czynnymi, ale także są w stanie opracowywać innowacyjne terapie, które wzbudzają zainteresowanie nawet wśród czołowych europejskich gigantów farmaceutycznych.
Jakob Westh Christensen, analityk eToro w Skandynawii
Rezerwa Federalna w ubiegłym tygodniu utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie i ostrzegła, że nie będzie się spieszyć z ich obniżaniem na kolejnych posiedzeniach, co wzmocniło dolara. Po ostatnich danych z kraju rynek coraz mocniej nastawia się z kolei na obniżki stóp procentowych w Polsce.
Kluczowe punkty:
USD zyskuje na braku pośpiechu FOMC do cięć.
Fed utrzymał projekcje stóp procentowych na 2025 r.
Rozczarowujące dane z Polski przybliżają perspektywę cięć stóp.
BoE utrzymuje stopy, ale dokonuje małych jastrzębich zmian.
Stymulacja fiskalna w Niemczech pokonała kolejną przeszkodę.
Obawy dotyczące konsekwencji chaotycznej polityki handlowej prezydenta Donalda Trumpa dla amerykańskiej gospodarki szkodziły w tym miesiącu dolarowi. W środę FOMC ściął swoje projekcje wzrostu, przekazał, że nie spodziewa się recesji oraz zasugerował, że pozostaje na drodze obniżania stóp procentowych co najwyżej stopniowo w 2025 r. Będzie to zależało w dużej mierze oczywiście od wpływu ceł na twarde dane ekonomiczne. Komitet bez wątpienia będzie uważnie obserwować efekty wzajemnych ceł, które mają zostać ujawnione w kolejną środę (02.04).
Bank Anglii również utrzymał w ubiegłym tygodniu stopy procentowe na niezmienionym poziomie. W komunikatach Rady wprowadzono jednak niewielkie jastrzębie zmiany – prognoza wzrostu w krótkim terminie została zrewidowana w górę, a bank stwierdził, że szczyt inflacji będzie wyższy, niż uprzednio sądzono, co nieznacznie wsparło funta. Szwajcarski Bank Narodowy zaś po raz kolejny obniżył swoje stopy o 25 pb. i wydaje się bardzo prawdopodobne, że to ostatnie cięcie w tym cyklu.
Poza kolejnymi wiadomościami o cłach rynki skupią się w tym tygodniu na wskaźnikach PMI dla gospodarek G3 (poniedziałek 24.03), inflacji w Wielkiej Brytanii (środa 26.03) i preferowanej przez Fed inflacji PCE w USA (piątek 28.03).
Złoty
W ubiegłym tygodniu złoty nie radził sobie dobrze i był jedyną spośród obserwowanych przez nas walut CEE, która doświadczyła wyprzedaży względem euro. Może być to spowodowane znacznym pogorszeniem danych makroekonomicznych, które było widoczne w ostatnich dniach. Niemal wszystkie odczyty były poniżej oczekiwań. Wzrost płac jeszcze bardziej oddalił się od wartości dwucyfrowych. Z kolei produkcja przemysłowa odnotowała zaskakująco duży spadek i nawet produkcja budowlana, która w styczniu pokazała się z dobrej strony, była płaska. Najbardziej zaskakujący może być jednak poniedziałkowy (24.03) odczyt sprzedaży detalicznej. Choć ma ona swoje ograniczenia jako wskaźnik konsumpcji, rzadko spotykany spadek o 6% w ujęciu realnym jest niczym kubeł zimnej wody na ostatni optymizm, który również po części podzielaliśmy.
Powyższe, szczególnie znaczne spadki dynamiki płac i sprzedaży detalicznej, stanowią solidne argumenty za tym, by NBP zaczął kierować się w stronę cięć stóp procentowych. Rynek ocenia to podobnie, przyspieszając swoje oczekiwania powrotu do rozluźniania polityki monetarnej – w ciągu niewiele ponad tygodnia inwestorzy zwiększyli wycenę cięć w ciągu najbliższych sześciu miesięcy o blisko 20 pb. W Czechach (które wydają się powoli zbliżać do końca cyklu obniżek) i na Węgrzech podobne oczekiwania skierowały się w odwrotną stronę.
W tym tygodniu uwaga skupi się przede wszystkim na wieściach z zagranicy. Z krajowych poznamy tylko stopę bezrobocia (wtorek 25.03), która niemal na pewno nie wpłynie na rynki.
Euro
Optymizm wokół ogłoszenia ogromnej stymulacji fiskalnej w Niemczech sprawił, że euro znalazło się blisko szczytu zestawienia walut G10 za ten miesiąc. W ciągu kilku ostatnich sesji handlowych wspólna waluta oddała jednak część zysków. Historyczne plany Niemiec przeszły w ubiegłym tygodniu przez parlament. Przekonamy się, czy działania te znacząco wesprą wzrost strefy euro, szczególnie że inne kraje bloku mają ograniczone możliwości, by podążyć podobną ścieżką.
Dzisiejsze wstępne dane PMI za marzec są mieszane – z pozytywów, warto zwrócić uwagę na odbicie indeksu przemysłowego, który w przypadku Niemiec znalazł się najwyżej od dwóch i pół roku, choć nadal pozostaje w obszarze kurczenia się aktywności.
Dolar
W ubiegłym tygodniu dolar umocnił się nieznacznie względem innych głównych walut, wsparły go jastrzębi Fed i ogólnie pozytywne dane z USA. W ostatnią środę Rezerwa Federalna zgodnie z oczekiwaniami, utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie, a do tego dość mocno obniżyła swoje projekcje wzrostu na kolejne trzy lata. FOMC wydaje się coraz bardziej obawiać ryzyk inflacyjnych, a dot plot sugeruje, że oficjele spodziewają się tylko dwóch cięć po 25 pb. w tym roku – podobnie jak w grudniu.
Największą obawą inwestorów w ostatnim czasie jest to, że nieprzewidywalne oświadczenia Trumpa dotyczące ceł doprowadzą amerykańską gospodarkę do silnego i chaotycznego spowolnienia. Jak na razie nie jest to szczególnie widoczne w danych, a raporty dotyczące rynków pracy i nieruchomości w ubiegłym tygodniu zaskoczyły w górę. W poniedziałek (24.03) poznamy wstępne wskaźniki PMI za marzec, które mogą znacznie złagodzić dotyczące recesji obawy rynku. Niemal cała uwaga skupi się na przyszłotygodniowym ogłoszeniu ceł wzajemnych, które powinny być kolejnym kluczowym pod względem ryzyka wydarzeniem dla rynków finansowych.
Funt
Bank Anglii zgodnie z oczekiwaniami utrzymał w ubiegłym tygodniu stopy procentowe na niezmienionym poziomie, dokonał jednak niewielkich jastrzębich zmian w swoich komunikatach. Rozkład głosów 8:1 był bardziej zdecydowany niż się spodziewano (7:2) – Catherine Mann, która ostatnio opowiedziała się za cięciem o 50 pb., ponownie dołączyła do jastrzębi. Decydenci ostrzegli przed ryzykami stwarzanym przez cła Trumpa, ale również zrewidowali w górę projekcję PKB na I kwartał i stwierdzili, że inflacja w Wielkiej Brytanii osiągnie w tym roku wyższy poziom, niż sądzono. Ogólnie komunikaty są spójne z naszą prognozą tylko dwóch cięć po 25 pb. w pozostałej części 2025 r.
Uwaga skupia się teraz na polityce fiskalnej – Partia Pracy ma przedstawić w środę (26.03) swój wiosenny mini budżet. Prognoza wzrostu Biura Odpowiedzialności Budżetowej (Office for Budget Responsibility; OBR) ma zostać obniżona niemal do zera, a możliwości fiskalne rządu wydają się znacznie ograniczone. Bardzo prawdopodobne wydają się dodatkowe cięcia wydatków poza tymi ogłoszonymi w ubiegłym tygodniu. Nie spodziewamy się w tym tygodniu wiadomości o kolejnych podwyżkach podatków. Mimo wszystko nie bylibyśmy jednak zaskoczeni, gdyby kanclerz Rachel Reeves położyła podwaliny pod takie działanie jesienią.
Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury
Kraków pozostaje liderem regionalnych rynków biurowych z najwyższym poziomem nowej podaży w budowie i rekordowym popytem, który w 2024 roku wzrósł aż o 33% r/r. Sektor IT i branża finansowa odpowiadały za niemal połowę aktywności najemców. Wzrost stawek czynszowych w kluczowych lokalizacjach potwierdza rosnącą konkurencyjność krakowskiego rynku biurowego. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych prezentuje specjalną publikację/raport pt. „Rynek biurowy w Krakowie 2024”.
Kraków umacnia swoją pozycję lidera wśród rynków regionalnych w Polsce. Na koniec 2024 roku całkowita podaż nowoczesnej powierzchni biurowej w mieście wyniosła 1,83 mln mkw. – to największy zasób poza Warszawą. Mimo relatywnie wysokiego wskaźnika pustostanów, który sięgnął 19% (ok. 350 000 mkw. wolnej powierzchni dostępnej od zaraz), to właśnie w Krakowie buduje się dziś najwięcej nowych biur spośród wszystkich miast regionalnych. W 2024 roku deweloperzy oddali do użytku ponad 20 000 mkw. powierzchni w trzech projektach, z czego największym był budynek C kompleksu Brain Park dostarczony przez Echo Investment. Natomiast w budowie pozostaje blisko 70 000 mkw., a największy realizowany projekt – Tischnera Green Park – będzie miał 24 000 mkw. i ma zostać ukończony w 2027 roku.
Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Analiz i Badań Rynkowych, AXI IMMO, komentuje: „W 2024 r. zaskakująco mocna była aktywność najemców – popyt brutto sięgnął aż 270 000 mkw., co oznacza wzrost o 33% rok do roku. Poziom ten był porównywalny z rekordowym 2019 rokiem, jeszcze sprzed pandemii, jednak trzeba mieć na uwadze, że w całkowitym wolumenie najmu przeważały renegocjacje i przedłużenia dotychczasowych umów, które stanowiły aż 58%. Udział nowych umów wyniósł 40%, z kolei jedynie 2% firm zdecydowało się na ekspansję”.
Krakowski rynek biurowy od lat zdominowany jest przez branże IT i sektor finansowy. W 2024 r. oba sektory odpowiadały łącznie za niemal połowę całej aktywności najemców w regionie. Największe transakcje w Krakowie dotyczyły powierzchni ok. 14–16 tys. mkw., przy średniej wielkości podpisywanej umowy na poziomie ok. 1 500 mkw. Czynsze ofertowe, jak na większości rynków uzależnione są od lokalizacji i standardu budynku przy czym wahały się od 10,00 do 17,80 EUR za mkw. miesięcznie. W części rozpoznawalnych biurowców odnotowano wzrost stawek w ujęciu rocznym.
Tomasz Michalczyk, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, podsumowuje: „Kraków od lat udowadnia, że jest jednym z najbardziej dojrzałych rynków biurowych w Polsce i pomimo różnych zawirowań rynkowych pozostaje atrakcyjny dla kluczowych sektorów gospodarki. Firmy z branży IT i finansowej, które od lat stanowią fundament popytu w tym regionie, nadal intensywnie poszukują elastycznych i dobrze skomunikowanych lokalizacji z wysokim standardem technicznym. W perspektywie najbliższych lat tempo nowych inwestycji może się zmieniać – wiele projektów będzie realizowanych w sposób bardziej ostrożny i selektywny, co w średnim terminie może przełożyć się na stopniowe obniżanie poziomu pustostanów. Choć ESG pozostaje istotnym elementem strategii, największe znaczenie dla najemców mają dziś te rozwiązania, które realnie wpływają na optymalizację kosztów użytkowania. Jednocześnie, niezmiennie kluczowymi czynnikami decyzyjnymi pozostają lokalizacja, układ powierzchni i całkowity koszt najmu – to one w praktyce często przesądzają o wyborze konkretnego biura.. Potencjał popytowy, zwłaszcza ze strony firm technologicznych oraz od lat obecnych w Krakowie centrów usług wspólnych, pozostanie jednym z kluczowych czynników napędzających lokalny rynek biurowy”.
Syndyk Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej Marcin Kubiczek sprzedał działkę przy ul. Twardej 16A w Warszawie. W drodze przetargu wyłoniono najlepszą ofertę, która opiewa na kwotę 29,6 mln zł. Środki ze sprzedaży trafią do masy upadłości Spółdzielni.
Jedna z najbardziej atrakcyjnych działek w centrum Warszawy, zlokalizowana przy ul. Twardej 16A, została sprzedana w piątek 21 marca w ramach przetargu ogłoszonego przez syndyka masy upadłości Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. To działka leżąca pomiędzy biurowcami Spektrum Tower i Q22.
Własność gruntu była podzielona na kilka podmiotów – działka należała do Spółdzielni Mieszkaniowej „Żelazna Brama”, Spółdzielni Mieszkaniowej „Oś Saska”, Spółdzielni Budowlano-Mieszkaniowej „Wolska Żelazna Brama” oraz Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Na mocy umowy zawartej przez współwłaścicieli nieruchomość przy Twardej została sprzedana w ramach przetargu prowadzonego przez kwalifikowanego doradcę restrukturyzacyjnego Marcina Kubiczka. Pozyskana kwota zostanie podzielona pomiędzy współwłaścicieli adekwatnie do posiadanych przez nich udziałów w nieruchomości.
– To już kolejne miliony, które zasilają masę upadłości Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Cieszę się, że sprzedaż została przeprowadzona tak sprawnie – to kolejna transakcja w jednym tygodniu. To dobra wiadomość dla wszystkich interesariuszy Spółdzielni – wierzycieli, mieszkańców, samorządu oraz kontrahentów. Mam nadzieję, że to nie koniec dobrej passy – wskazuje Marcin Kubiczek, syndyk masy upadłości Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.
To nie pierwsze środki, które syndyk ŚSM pozyskał ze sprzedaży działek wchodzących w skład masy upadłości Spółdzielni. W kwietniu 2024 r. udało mu się sprzedać działkę przy skrzyżowaniu ul. Grzybowskiej i Al. Jana Pawła II – co nie udawało się wcześniej kilku jego poprzednikom. Pozyskał w ten sposób 77 mln zł brutto, które zasiliły masę upadłości. Zaledwie kilka dni temu natomiast udało się pozyskać ponad 13 mln zł, co było możliwe dzięki zawarciu ugody dotyczącej nieruchomości przy ul. Grzybowskiej 6/10.
W toku postępowania upadłościowego syndykowi Marcinowi Kubiczkowi udało się już pozyskać środki, które pozwalają na zaspokojenie wszystkich wierzycieli w 100%, łącznie z dodatkowymi kosztami (np. odsetki, koszty postępowania, bieżące zobowiązania masy upadłości, podatki). Wierzyciele otrzymają je niezwłocznie po zatwierdzeniu przez sędziego-komisarza planów podziału, jak tylko zostaną rozstrzygnięte postępowania zarzutowe.
Marcin Kubiczek jest kolejnym syndykiem Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Sąd ogłosił jej upadłość 22 kwietnia 2015 r., wyznaczając na syndyka Wiesława Ostrowskiego. W grudniu 2016 r. zarządcą tymczasowym ŚSM w upadłości został Krzysztof Gołąb, który od 5 stycznia 2018 r. pełnił funkcję syndyka. W połowie 2023 r., po zawieszeniu Gołąbowi licencji doradcy restrukturyzacyjnego przez ministra sprawiedliwości, sąd wyznaczył Marcina Kubiczka na zarządcę tymczasowego ŚSM w upadłości.
Spadające zaufanie amerykańskich konsumentów każe oczekiwać spadku ich wydatków konsumpcyjnych już pod koniec obecnego kwartału. Czy zakończy to trzy lata solidnego wzrostu PKB USA o średnio +2,4% w l. 2022-2024? Może na ratunek przyjdą oszczędności amerykańskich gospodarstw domowych, wyższe niż przed pandemią nawet w grupie 20% najgorzej zarabiających. Ujemne efekty majątkowe pociąga za sobą z kolei spadek cen akcji – co jest z wyrazem obaw rynku kapitałowego w związku z tą samą nieprzewidywalnością otoczenia, która martwi konsumentów…
Wygląda na to, że gospodarka USA gwałtownie słabnie w obliczu napięć handlowych, niepewności politycznej i ryzyka wyższej inflacji. Pogarszające się nastroje amerykańskich konsumentów sygnalizują nadciągające znaczne ograniczenie ich wydatków w drugim kwartale 2025 roku.
Zakres potencjalnych szkód zależy od trzech czynników: dochodów gospodarstw domowych, bilansów i efektów majątkowych związanych z rynkiem akcji.
Pozytywną stroną są transfery rządowe i silniejszy wzrost płac dla gospodarstw domowych o niskich dochodach, co wspiera dochody gospodarstw domowych. Co więcej, bilanse są ogólnie solidne, z dobrą pozycją kredytową netto na poziomie 2-3% PKB.
Analizując wzrost PKB w USA pod kątem terms of trade, spreadów obligacji i rynku akcji, oczekujemy spadku kw/kw o -0,7 punktu procentowego wzrostu PKB na koniec I kwartału. Wydaje się, że większość z tego, bo -0,6 punktu procentowego (około dwie trzecie) wiąże się z negatywnymi skutkami majątkowymi jakie pociągnął za sobą spadek cen akcji, a pozostałą jedną trzecią wyjaśnić pogorszeniem warunków handlowych spowodowanym cłami.
W Allianz Trade oczekujemy, że PKB Stanów Zjednoczonych spadnie w pierwszej połowie 2025 r. i wzrośnie o słabe +1,6% w całym 2025 r., jeśli napięcia handlowe osłabną (a nie wzrosną) do połowy roku.
Spadające zaufanie konsumentów w USA każe oczekiwać nagłego zahamowania wydatków konsumpcyjnych w II kwartale 2025 r., co zwiększyłoby ryzyko recesji w USA. Po znakomitym wzroście w ciągu ostatnich trzech lat (średnio rocznie +2,4% w latach 2022-2024), fala wzrostu dla amerykańskiej gospodarki szybko się odwróciła w wyniku nagłych podwyżek ceł i rosnącej niepewności politycznej. Podczas gdy najnowsze twarde dane o wysokiej częstotliwości (np. wnioski o świadczenia dla bezrobotnych, zużycie energii elektrycznej, ruch kolejowy) nie wskazują jeszcze na zauważalne osłabienie dynamiki wzrostu, wskaźniki prognostyczne związane z zaufaniem gospodarstw domowych gwałtownie się pogorszyły w związku z obawami o perspektywy zatrudnienia i rosnącymi oczekiwaniami inflacyjnymi. Na przykład indeks nastrojów konsumentów Uniwersytetu Michigan (UoM) w lutym i marcu gwałtownie spadł (wykres 1). Biorąc pod uwagę ścisły związek między zaufaniem konsumentów a ich wydatkami, wydaje się prawdopodobne, że pod koniec I kwartału 2025r. i w II kwartale 2025 r. wydatki konsumenckie gwałtownie spowolnią – jeśli nawet nie spadną. Biorąc pod uwagę ogromny udział wydatków konsumenckich w gospodarce USA (około 70% PKB), osłabienie wydatków gospodarstw domowych prawie na pewno doprowadzi do znacznego osłabienia wzrostu gospodarczego w USA – a nawet recesji.
Wykres 1: Wzrost konsumpcji i zaufania amerykańskich gospodarstw domowych
Źródła: Uniwersytet Michigan, Allianz Research
Perspektywy kształtować będą trzy czynniki: dochód rozporządzalny gospodarstw domowych, finanse i siła negatywnych skutków majątkowych jako efekt sytuacji na rynku akcji. Pogarszające się nastroje nie zawsze prowadziły do gwałtownego spadku wydatków konsumpcyjnych. Na przykład inflacja spowodowała spadek ankiety UoM w lipcu 2022 r., ale wydatki konsumpcyjne utrzymywały się nadal na zbliżonym poziomie. Inne ankiety konsumenckie, takie jak Conference Board, również spadały w kilku przypadkach, ale bez odzwierciedlenia tego w spadku wydatków konsumenckich. W 2025 r. wiele będzie zależeć od kierunku polityki handlowej administracji Trumpa w nadchodzących tygodniach: dalsza eskalacja napięć handlowych może skłonić amerykańskie gospodarstwa domowe do zwiększenia oszczędności zapobiegawczych i znacznego ograniczenia wydatków. Wysoka inflacja i zmęczenie wysokimi stopami procentowymi to czynniki ryzyka, które mogą spotęgować spowolnienie w wydatkach konsumenckich. Jednak dochód rozporządzalny do dyspozycji gospodarstw domowych i solidne bilanse mogą zrównoważyć te czynniki, pomimo pewnych negatywnych skutków majątkowych wywołanych przez spadki na rynku akcji.
Wykres 2: Struktura wzrostu realnego dochodu do dyspozycji gospodarstw domowych (% r/r, IV kw. – 2024 r.)
Źródła: LSGE Workspace, Allianz Research
Uwaga: dochód własny to dochód pochodzący z produkcji w odniesieniu do gospodarstw domowych, które posiadają własną firmę.
Dochody gospodarstw domowych wspierane są przez transfery rządowe i silniejszy wzrost płac w odniesieniu do gospodarstw domowych o niskich dochodach. Wykres 2 przedstawia składniki wzrostu realnego dochodu do dyspozycji między IV kwartałem 2023 r. a IV kwartałem 2024 r., który zwiększył się o przyzwoite +2%. Największymi czynnikami napędzającymi wzrost były zatrudnienie (wkład +1,2pp) i realne wpływy z transferów (+1,1pp), podczas gdy realne płace przyczyniły się do zmiany tylko nieznacznie (+0,4pp). Strukturalne niedobory siły roboczej – które prawdopodobnie nasilą się wraz z intensyfikacją restrykcyjnej polityki imigracyjnej – mogą ograniczyć zakres, w jakim firmy są gotowe do zwolnienia swoich pracowników, zapewniając bufor w dochodach gospodarstw domowych. Transfery rządowe są jednak prawdopodobnie bardziej istotne. Jak dotąd wysiłki administracji zmierzające do ograniczenia wydatków federalnych ograniczały się do finansowania agencji rządowych. Większość wydatków federalnych – a mianowicie programy uprawniające do świadczeń, takie jak Social Security i Medicare/Medicaid – pozostaje na autopilocie i powinny one nadal wspierać dochody gospodarstw domowych w 2025 roku. W tym kontekście realny wzrost płac gospodarstw domowych o niskich dochodach (1. decyl rozkładu dochodów) przyspieszył w ostatnich kwartałach, po tym jak od czasu pandemii przewyższał już wzrost płac osób o wysokich dochodach (9. decyl) (wykres 3). Fakt, że gospodarstwa domowe pracujących o niskich dochodach odnotowały silniejszy wzrost zarobków może ograniczyć negatywny wpływ bieżącej sytuacji (i nastrojów konsumenckich) na realnie realizowane wydatki konsumpcyjne.
Pomimo pewnych słabości, bilanse gospodarstw domowych nadal ogólnie pozostają solidne. Amerykańskie gospodarstwa domowe zgromadziły duże zasoby gotówki i płynnego majątku, co stanowi istotny bufor, który można łatwo spożytkować w obliczu potencjalnej utraty pracy. W III kwartale 2024 r. realny płynny majątek amerykańskich gospodarstw domowych był o blisko 25% wyższy niż przed pandemią. Chociaż w dużej mierze wzrost ten napędzały gospodarstwa domowe o wyższych dochodach, to także dolne 20% rozkładu dochodów miało płynny majątek o prawie 10% powyżej trendu sprzed pandemii (wykres 4). W efekcie w tym środowisku podwyższonych buforów gotówkowych, ogólne opóźnienia w spłacie kredytów pozostały na niskim poziomie. Zaległości wzrosły najbardziej w przypadku kredytów konsumenckich (zarówno powyżej 30 dni, jak i 90 dni+ ), kredytów samochodowych (powyżej 30 dni) oraz, w mniejszym stopniu, kategorii „inne”[1] . Czynnikiem, który pomógł utrzymać niski poziom zaległości w spłacie kredytów hipotecznych, jest powszechność stałych stóp procentowych dla tego typu produktów. Całkowite płatności z tytułu zadłużenia wyniosły umiarkowane 11,3% dochodu rozporządzalnego w IV kwartale 2024 r. – wciąż poniżej poziomu sprzed pandemii. Ogólną siłę bilansu gospodarstw domowych potwierdza również znaczna nadwyżka kredytowa netto w tym segmencie, która w ciągu ostatnich dwóch lat oscylowała wokół 2-3% PKB. Oznacza to, że łącznie amerykańskie gospodarstwa domowe mają dużą zdolność do samofinansowania, co oznacza, że byłyby one bardziej odporne na zaostrzenie warunków kredytowych.
Wykres 4: Rzeczywisty płynny majątek według rozkładu dochodów
Źródła: NY Fed, Allianz Research
Z drugiej strony, negatywne skutki majątkowe gwałtownej korekty na amerykańskich rynkach akcji mogą spowodować spadek rocznego PKB o -0,6 punktu procentowego. Interakcja między gospodarką a rynkiem akcji jest złożona, a oba te czynniki wzajemnie na siebie oddziałują. Ujemne ceny akcji prowadzą do niższego wzrostu PKB, głównie poprzez tak zwane „efekty majątkowe”, w wyniku których gospodarstwa domowe czują się mniej zamożne i w konsekwencji ograniczają wydatki. Korzystając z modelu, który rozkłada wzrost PKB w USA na trzy czynniki (warunki handlowe, spready obligacji i rynek akcji,[2] patrz wykres 5), stwierdzamy spadek o -0,7 punktu procentowego kw/kw (odpowiednik -1,1 punktu procentowego r/r) we wzroście PKB w USA pod koniec I kwartału – co jest znaczącym ciosem. Wydaje się, że ujemny efekt majątkowy spowodowany niższymi cenami akcji przyczynił się do spadku o 0,6 punktu procentowego (około dwie trzecie), a pozostałą jedną trzecią wyjaśniono pogorszeniem warunków handlowych spowodowanym cłami (-0,3 punktu procentowego)
Podsumowując, w Allianz Trade spodziewamy się, że PKB Stanów Zjednoczonych spadnie w pierwszej połowie 2025 r. i wzrośnie o słabe +1,6% w całym roku 2025. Dochody i bilanse gospodarstw domowych powinny złagodzić wpływ podwyżek ceł i pogorszenia nastrojów na wydatki konsumpcyjne. Niemniej jednak, jeśli napięcia handlowe nie osłabną do połowy roku, konsumenci mogą ograniczyć wydatki bardziej niż oczekiwano.
Wykres 5: Wzrost PKB wyjaśniony przez terms of trade, termin spreadu i rynek akcji (% r/r)
Źródła: Allianz Research
[1] Kategoria „inne” obejmuje kredyty konsumenckie (finansowanie sprzedaży, pożyczki osobiste) i kredyty detaliczne (odzież, artykuły spożywcze, domy towarowe, wyposażenie domu, gaz itp.
[2] Wygenerowana przez model symulacja „dynamiczna” jest uruchamiana ponownie co dwa lata. Oznacza to, że co dwa lata przyglądamy się wygenerowanej przez model ścieżce wzrostu PKB w oparciu o egzogeniczne zmienne objaśniające (warunki handlowe itp.) i opóźnienie PKB wygenerowane przez model. Pokazuje to, że model jest ogólnie dobrze dopasowany. Aby przeanalizować PKB w I kwartale 2025 r., wykorzystujemy zmianę spreadów między tygodniem 9 marca a IV kwartałem 2024 r.; w przypadku terms of trade zakładamy, że cena eksportu wzrosła zgodnie z ostatnimi kilkoma kwartałami, podczas gdy w przypadku ceny importu zakładamy wzrost o 5,5 punktu procentowego w oparciu o naszą ocenę wzrostu efektywnej stawki celnej w USA między IV kwartałem 2024 r. a I kwartałem 2025 roku. Chociaż ściśle rzecz biorąc, cena importu jest obliczana przez krajowe urzędy statystyczne przed płatnościami taryfowymi, niemniej jednak gwałtowne podwyżki ceł nadal oznaczają znaczny negatywny szok cen importu dla gospodarki, który będzie hamował wzrost.
Dlaczego rynki finansowe nie kupują obietnic „America First” i wybierają Europę, Japonię czy rynki wschodzące do alokowania funduszy?
suwerenności produkcyjnej i technologicznej skłonił korporacje do natychmiastowego zadeklarowania dużych wydatków w USA w ciągu najbliższych kilku lat.
Giganci technologiczni i półprzewodnikowi Apple i TSMC ruszyli jako pierwsi, a następnie firmy farmaceutyczne Amgen, Merck i Eli Lilly, planując budowę gigantycznych fabryk w USA. Ogólnie rzecz biorąc, w opinii Allianz Trade zapowiedzi inwestycyjne powinny przekroczyć próg 1 biliona USD, co odpowiada około 3% amerykańskiego PKB.
Inwestorzy kapitałowi obawiają się jednak, że wyższe koszty operacyjne wpłyną na marże – w efekcie amerykańskie indeksy reshoringu spadły o -10% od inauguracji Trumpa a przepływy inwestycji portfelowych wskazują na wyraźne przesunięcie kapitału z amerykańskich akcji (-41% w amerykańskich funduszach ETF od początku roku) w kierunku Europy (+97%) i rynków wschodzących, które są obecnie postrzegane jako mniej zagrożone stagflacją gospodarczą i niepewnością związaną z polityką.
Ta rozbieżność sugeruje, że choć inwestorzy nadal ufają amerykańskiej gospodarce, to jednocześnie wykazują ostrożność co do jej krótkoterminowych perspektyw politycznych.
„Najpierw Ameryka” działa na producentów, ale nie na Wall Street?
Korporacje prewencyjnie przenoszą się (z powrotem) do USA. Druga kadencja prezydenta Trumpa rozpoczęła się z jasnym przesłaniem: reshoring produkcji i zaostrzenie kontroli importu w celu wzmocnienia amerykańskiej produkcji i suwerenności technologicznej. W ciągu kilku tygodni od objęcia urzędu administracja wprowadziła szereg ukierunkowanych taryf celnych, w szczególności nakładając 20% cła na wybrane towary technologiczne z Chin i potencjalną 25% taryfę na import farmaceutyków i chipów, a także zwiększoną kontrolę zagranicznych przejęć w strategicznych branżach, uzasadnioną jako niezbędną dla bezpieczeństwa narodowego, niezależności gospodarczej i tworzenia miejsc pracy. W opinii Allianz Trade firmy, które wcześniej w dużym stopniu polegały na produkcji zagranicznej, zwłaszcza w Azji, są obecnie zachęcane – a nawet zmuszane – do zwiększenia produkcji i inwestycji w USA. W odpowiedzi strategie biznesowe uległy szybkiej zmianie, a zarówno amerykańskie, jak i zagraniczne firmy przyspieszyły inicjatywy inwestycyjne w całych Stanach Zjednoczonych. Wiele firm wyraźnie powoływało się na taryfy celne, ogłaszając znaczną ekspansję, co wskazuje na bezpośredni związek między zapowiedziami politycznymi a ich decyzjami (wykres 1). Z szerszej perspektywy bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ) w Stanach Zjednoczonych odbijają się od końca 2024 r., ale czas dopiero pokaże, czy ostatnie zapowiedzi rzeczywiście zainicjują szerszy ich napływ (wykres 2).
Wykres 1: Wzmianki o „reshoringu” w wynikach finansowych i spotkaniach z inwestorami w USA i Europie
Źródła: Bloomberg Intelligence, Allianz Research
Wykres 2: Napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) do USA (r/r%)
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research
Firmy technologiczne i farmaceutyczne działały szybko, obiecując miliardowe inwestycje
Giganci technologiczni dokonywali najbardziej widocznych deklaracji I ruchów po inauguracji Trumpa. Apple już 24 lutego nadało ton obietnicą inwestycji o wartości 500 mld USD w czteroletniej perspektywie, która obejmuje plany budowy dużej fabryki w Teksasie we współpracy z tajwańskim Foxconnem, ukierunkowanej w szczególności na zaawansowany sprzęt serwerowy AI, wcześniej produkowany w Chinach. Firma wyraźnie powołała się na nowo nałożone 10% cła na produkty technologiczne montowane w Chinach jako katalizator do przeniesienia produkcji o znacznej wartości do Stanów Zjednoczonych. Taiwan Semiconductor Manufacturing Company (TSMC), największa na świecie fabryka półprzewodników, również zapowiedział inwestycję o wartości 100 mld USD w budowę pięciu nowych fabryk półprzewodników w USA. Dzieje się to w czasie, gdy administracja Trumpa sugeruje ograniczenie funduszy CHIPS Act – których TSMC jest jednym z największych odbiorców. Japońska grupa SoftBank przeznaczyła również 100 mld USD na wsparcie amerykańskich przedsięwzięć w zakresie sztucznej inteligencji i technologii. Jednocześnie inwestycje w infrastrukturę, w szczególności w centra danych, również wzrosły, ponieważ firmy spodziewają się rosnącego popytu krajowego, częściowo z powodu zaostrzenia przez Trumpa kontroli eksportu zaawansowanych technologii obliczeniowych.
Przemysł farmaceutyczny jest drugim z sektorów, w którym ogłoszono największe inwestycje. Amerykańskie firmy farmaceutyczne szybko zwiększyły produkcję krajową, aby złagodzić potencjalne zakłócenia wynikające z proponowanych przez administrację 25% ceł na importowane leki. Firma Eli Lilly zapowiedziała największą inwestycję w ekspansję farmaceutyczną w historii Stanów Zjednoczonych, polegającą na budowie czterech dużych fabryk na sumę 27 mld USD, czyli ponad dwukrotnie więcej niż przeznaczono na produkcję krajową od 2020 roku. Amgen podobnie – ogłosił, iż zbuduje nowy zakład produkujący substancje lecznicze w Karolinie Północnej (za 1 mld USD), co zostało podbite przez Merck, który również otwiera nowy zakład produkcji szczepionek o wartości 1 mld USD w tym samym stanie, z zapowiedzianymi dalszymi inwestycjami na sumę 8 mld USD do 2028 roku. Jeśli chodzi o sektor transportowy, CMA-CGM ujawnił właśnie plan inwestycyjny o wartości 20 mld USD, mający na celu zwiększenie zdolności przewozowych w USA, przy czym fundusze mają zostać przeznaczone zarówno na logistykę, jak i na poprawienie możliwości łańcucha dostaw w ciągu najbliższych czterech lat.
Reakcja rynku akcji była mieszana, podkreślając ostrożną kontrolę nad rosnącymi kosztami operacyjnymi. Podczas gdy inwestorzy cieszyli się z zapowiedzi Apple (+1,2%), SoftBank (+3%), Eli Lilly (+1,5%) i Merck (bez zmian), akcje TSMC spadły o około -2% z powodu obaw o znacznie wyższe koszty produkcji w USA w porównaniu z Tajwanem. Wskazuje to iż pomimo długoterminowych korzyści strategicznych inwestorzy zaniepokojeni są potencjalnym wpływem wyższych kosztów operacyjnych w USA na marże. Płace na rynku amerykańskim są znacznie wyższe w porównaniu z regionami takimi jak Azja, co sprawia, że produkcja w USA jest droższa. Firmy mogą stanąć również przed problemem niedoboru pracowników o specjalistycznych umiejętnościach potrzebnych w niektórych branżach, a gospodarka ma bardziej złożone wymogi regulacyjne i stosunkowo wyższe podatki od osób prawnych, co może dodatkowo zwiększyć złożoność operacyjną i zmniejszyć wydajność. W tym kontekście wskaźniki reshoringu w USA spadły o -10% od inauguracji Trumpa (wykres 3).
Wykres 3: Indeksy giełdowe reshoringu w USA
Źródła: Bloomberg, Allianz Research.
*Uwaga: Oba indeksy mają na celu śledzenie wyników giełdowych amerykańskich spółek, które skorzystałyby na przywróceniu działalności do USA w kluczowych branżach, takich jak półprzewodniki, IT, przemysł obronny i farmaceutyczny oraz produkcja ogólna.
BIZ „WCHODZĄ”, ale inwestycje portfelowe „WYCHODZĄ” z USA?
Obecna polityka Stanów Zjednoczonych może przyciągać BIZ, ale przepływy inwestycji portfelowych wskazują na wyraźne przesunięcie kapitału z amerykańskich akcji w kierunku rynków europejskich i wschodzących, które obecnie oferują bardziej atrakcyjne wyceny, lepszy potencjał wzrostu i niższe postrzegane ryzyko makroekonomiczne. Jak pokazujemy na wykresie 4, alokacja kapitału w amerykańskich funduszach ETF (Exchange Traded Funds) spadła od początku roku o -41%, podczas gdy europejskie fundusze ETF odnotowały w tym samym czasie znaczny wzrost, bo o +97%. Co więcej, ostatnie badania inwestycyjne wskazują, że inwestorzy instytucjonalni, którzy wcześniej przeważnie lokowali w aktywa amerykańskie, szybko w podobny sposób dostosowują obecnie swoją alokację środków (wykres 5). U podstaw tej migracji kapitału leżą obawy inwestorów dotyczące trajektorii amerykańskiej gospodarki, w szczególności obawy przed stagflacją. Tendencja ta znajduje również odzwierciedlenie w ostatnich danych dotyczących wyników rynkowych, pokazujących, że S&P 500 pozostaje w tyle za indeksami europejskimi, które odnotowały znaczące wzrosty od początku 2025 roku. Stosunkowo stabilne perspektywy polityki pieniężnej w Europie i niedawno potwierdzona odporność gospodarcza sprawiają, że jest to atrakcyjna alternatywa dla inwestorów zaniepokojonych potencjalnymi wahaniami stóp procentowych lub błędami politycznymi w USA. Gospodarki rynków wschodzących, w szczególności w Azji i Ameryce Łacińskiej, również cieszą się zainteresowaniem dzięki lepszym fundamentom gospodarczym, atrakcyjnym wycenom i niższym względnym profilom ryzyka w obliczu obecnej globalnej niepewności. Rynki takie jak Hongkong i Japonia rzeczywiście skorzystały na ponownym zainteresowaniu inwestorów ze względu na poprawę perspektyw zysków przedsiębiorstw i względną stabilność polityczną w porównaniu z poprzednimi latami. Nowy krajobraz wyraźnie pokazuje, że podczas gdy BIZ zyskują impuls dzięki polityce nowej administracji, amerykański rynek akcji nie cieszy się analogicznym zainteresowaniem inwestorów.
Wykres 4: Napływ netto środków do największych funduszy ETF w USA i Europie (kwartalne dane kroczące, mld USD)
Dobre zmiany przyspieszyłyby obieg pieniądza w gospodarce. Pozwoliłyby też kolejnym przedsiębiorcom płacić podatek dochodowy dopiero po otrzymaniu przelewu od kontrahenta.
Jakie branże mogą skorzystać? Dzięki wskazanym przez eksperta postulatom m.in. budowlana, produkcyjna czy handlowa.
Wielu postulatów brakuje. Jedną ze zmian już dawno wprowadzili Niemcy, co zwiększyło konkurencyjność i bezpieczeństwo firm MŚP sąsiada. W Polsce taka zmiana była planowana, ale nie weszła w życie.
Na postulaty można głosować. Najwięcej przedsiębiorców nie chce badań okresowych dla osób z trwałą niepełnosprawnością, obowiązku drukowania paragonów w przypadku płatności bezgotówkowych oraz udostępnienia danych.
Krótszy termin zwrotu VAT, czyli jak długo firma może czekać na należne pieniądze ze skarbówki?
Długie terminy zwrotu VAT są plagą utrudniającą prowadzenie biznesu. Blokują należne przedsiębiorcy środki, które mógłby wydać na składki ZUS czy inwestycje. Przyczyniają się do powstawania zatorów płatniczych, a wielu przedsiębiorców zmuszają do szukania środków na łatanie dziur. Skrócenie maksymalnego okresu zwrotu do 20 dni dla rzetelnych podatników mogłoby poprawić płynność finansową firm, a tym samym zwiększyć konkurencyjność na wymagającym rynku.
– Obecnie standardowy termin wynosi 60 dni. W praktyce terminy te mogą się wydłużać, jeśli urząd skarbowy zdecyduje się na dodatkową weryfikację, co jest częstą praktyką. Wprowadzenie krótszego terminu mogłoby pozytywnie wpłynąć na rozwój inwestycji i rynek pracy. W sytuacji, kiedy cała gospodarka działa w modelu odroczonych przelewów, dodatkowe opóźnienia ze strony Urzędu Skarbowego są ciosem w serce każdego biznesu – mówi Kamil Fac – Dyrektor Zarządzający, Wiceprezes Faktura.pl, platformy księgowej wspierającej MSP w rozliczeniach podatkowych.
Wg eksperta jest to szczególnie uciążliwe dla eksporterów, branży budowlanej (działających w systemie odwrotnego obciążenia), firm produkcyjnych (szczególnie przy inwestycjach w drogie maszyny), a także w handlu detalicznym i hurtowym (przy nadpłatach VAT, w sytuacji stosowania promocji, rabatów).
Kasowy termin PIT dla szerszego grona przedsiębiorców, czyli #czekamnaprzelew
Zmiana w zakresie kasowego PIT wprowadzona przed rokiem została bardzo dobrze przyjęta. Tak dobrze, że kolejne podmioty chcą z niej skorzystać. Obecnie te przepisy ograniczają się do jednoosobowych działalności gospodarczych o przychodach do 1 mln zł. Warto pójść za ciosem. Propozycja dotyczy podniesienia limitu i umożliwienia większej liczbie przedsiębiorców opłacania podatku dochodowego dopiero po przelewie od kontrahenta to strzał w dziesiątkę. Rozszerzenie kasowego PIT mogłoby poprawić płynność firm, szczególnie tych najmniejszych o najsłabszej pozycji negocjacyjnej.
Mechanizm ostrzegania przed nieuczciwymi kontrahentami, czyli Skarbówka cię ostrzeże
Przedsiębiorcy nie otrzymują informacji od organów podatkowych o nierzetelnych kontrahentach, choć mogliby. Brak takiego, wydawałoby się oczywistego wsparcia, naraża ich na złe decyzje biznesowe, a w efekcie na konsekwencje podatkowe i prawne. Propozycja zakłada wprowadzenie mechanizmu ostrzegania, który pomoże firmom unikać współpracy z podmiotami mogącymi prowadzić do sankcji skarbowych. US miałby obowiązek informowania podatnika o dłużnikach wpisanych do rejestru będących kontrahentami kontrolowanego przez organy administracji skarbowej podatnika.
– Dzięki wprowadzeniu takiej zmiany rynek stałby się bardziej transparentny. Ograniczyłoby to skalę oszustw podatkowych. MŚP potrzebuje takiego wsparcia, bo samodzielnie ma za małe zasoby i możliwości weryfikacji partnera biznesowego. Ostrzeżenia przed nieuczciwymi czy nierzetelnymi kontrahentami coraz częściej są zapewniane także przez instytucje komercyjne wspierające firmy np. BIK, KRD czy banki. Także faktoring wspiera w tym zakresie firmy MŚP weryfikując dokumenty do sfinansowania. Ocenia wiarygodność płatnika faktury i stara się przewidzieć, gdzie w przyszłości może się pojawić problem z przelewem. Informacja na temat zastrzeżeń jest kierowana do wnioskującego co jest automatycznym ostrzeżeniem. Trudno będzie uruchomić taki system ostrzegania w ramach organów podatkowych, ale na pewno byłby pomocny szczególnie dla małychfirm np. JDG – mówi Magdalena Martynowska-Brewczak, Członek Zarządu eFaktor.
Złe pomysły lub brak postulatów zgłaszanych przez MŚP
Wyłączenie naliczania odsetek za zwłokę po upływie określonego ustawą terminu zakończenia kontroli podatkowej albo celno-skarbowej.
Obecnie kontrole podatkowe i celno-skarbowe powinny trwać maksymalnie 3 miesiące. W rzeczywistości przedłużają się na wiele miesięcy lub lat. To duży kłopot dla kontrolowanych, może też narażać podatników na wysokie koszty odsetek od zaległości. Propozycja zakłada wyłączenie naliczania odsetek po upływie ustawowego terminu kontroli aż do jej faktycznego zakończenia, co zmniejszyłoby niepewność przedsiębiorców i ograniczyło ich straty finansowe.
– Wprawdzie przedsiębiorcy nie mają wpływu na czas trwania kontroli, a urzędy mogą je dowolnie przedłużać bez konieczności podawania konkretnych powodów, ale wyłączenie odsetek wydaje się ryzykowne. Są istotnym czynnikiem mobilizującym do płatności. Sygnał, że w jakichś określonych warunkach mogą być zawieszone, mógłby prowadzić do złych nawyków – analizuje Magdalena Martynowska-Brewczak z eFaktor.
Czego w pomysłach deregulacji zespołu Brzoski brakuje?
Przykładem jest brak postulatu skrócenia długich postępowań sądowych. Przedłużające się sprawy wzbudzają niepewność, utrudniają funkcjonowanie, blokują rozwój i inwestycje MSP. Zamrażają też środki oraz generują dodatkowe koszty obsługi prawnej. Jeśli ciągną się latami, w znaczący sposób obciąża to przedsiębiorcę. Sam fakt prowadzenia długoletniego sporu prawnego angażuje zasoby firmy osłabiając konkurencyjność i wyniszczając je. Firmy działające w krajach o sprawnym systemie sądownictwa mają przewagę, ponieważ szybciej rozwiązują konflikty i mogą elastyczniej reagować na zmiany rynkowe. Przyspieszenie procesów sądowych poprawiłoby płynność finansową biznesu i zwiększyło atrakcyjność inwestycyjną Polski.
Zmiana, która zwiększyłaby konkurencyjność polskich firm, Niemcy już ją wprowadzili
Jerzy Dąbrowski z Finea wskazuje na inny postulat, którego na liście brakuje. Chodzi o pro biznesowe złagodzenie kodeksowych zapisów dotyczących zakazu cesji wierzytelności, który obecnie ogranicza firmom dostęp do płynności finansowej, co zwiększa prawdopodobieństwo powstawania zatorów płatniczych w całych łańcuchach dostaw. Zmiany te są szczególnie potrzebne małym i średnim firmom, które nie są w stanie wynegocjować eliminacji zakazów cesji z kontraktów handlowych z dużymi odbiorcami. Państwo – poprzez kodeksowe zmiany – powinno przyjść im z odsieczą. W tym postulacie nie chodzi o skracanie terminów płatności, ale o danie możliwości firmom z sektora MŚP finansowania się w oparciu o faktury sprzedażowe, których bardzo często mają pod dostatkiem. Rynek finansowy oferuje rozwiązania pozwalające na przyspieszenie płatności takie jak faktoring, ale blokuje je zakaz cesji.
– Zakazy cesji stosują nie tylko duże sieci handlowe, ale także spółki Skarbu Pastwa np. spółki PKP czy energetyczne. A przecież zatory płatnicze są zmorą całej gospodarki i w interesie absolutnie wszystkich podmiotów, także tych dużych i tych państwowych, powinno być wprowadzanie regulacji i deregulacji zwiększających drożność płatności między pomiotami gospodarczymi. Trzeba pamiętać przy tym, że nie ma konieczności całkowitego zniesienia możliwości stosowania zakazów cesji, bo te pełnią także pewne funkcje zabezpieczające. Jednak – pozostawiając możliwość dochodzenia swoich uzasadnionych roszczeń za szkody powstałe w wyniku cesji – powinny dać możliwość skutecznego ich przelewu na podmioty trzecie – mówi Jerzy Dąbrowski, Członek Zarządu Finea.
–Jako Członek Polskiego Związku Faktorów (we współpracy z innymi organizacjami) prowadziliśmy liczne rozmowy z Ministerstwem Rozwoju i Technologii oraz Ministerstwem Sprawiedliwości w sprawie złagodzenia zakazu cesji, postulując określone zapisy, niestety ostatecznie nie udało się ich wprowadzić, a jedynie doprowadzić do bardzo małej zmiany, która jest pożądana, ale dalece niewystarczająca. Chodzi tu zmiany w tzw. ustawie anty-zatorowej, które funkcjonują od grudnia 2022 roku, a które sprowadzają się do tego, że umowny zakaz cesji staje się bezskuteczny, jeżeli zapłata nie nastąpiła w terminie wymagalności. To jednak za mało! Ta poprawka nie daje jednak pełnego efektu, bo nadal nie pozwala „użyć” takiej faktury (wierzytelności) w celu uzyskania finansowania na potrzeby firmy, zwłaszcza przed terminem jej płatności – dodaje Jerzy Dąbrowski z Finea.
Ekspert powołuje się także na zmiany w niemieckim kodeksie cywilnym, który był pewnym wzorcem kodeksu wprowadzone w Polsce w 1964 roku. Pomimo tego, że – we wszystkich krajach – zmiany kodeksowe wprowadza się niezbyt często i są one poprzedzone głęboką analizą, to jednak nasz zachodni sąsiad, w 1994 roku, zdecydował się na poprawkę dotyczącą zakazów cesji. Polska propozycja ma jednak pewne różnice, które czynią ją o wiele bardziej spójnym mechanizmem. W odróżnieniu od niemieckich przepisów, dłużnik mógłby skutecznie spełnić swoje zobowiązanie pieniężne wyłącznie na rzecz nowego wierzyciela (nabywcy wierzytelności). Jeśli jednak poniesie z tego powodu straty, ma prawo domagać się odszkodowania od pierwotnego wierzyciela za niewłaściwe wykonanie zobowiązania. Taka zmiana z jednej strony daje swobodę dysponowania wierzytelnością dostawcy, z drugiej w pełni chroni dłużnika.
Postulaty zespołu Brzoski – jak głosują zainteresowani?
Najwięcej głosów w połowie czerwca miały postulaty:
Zniesienie obowiązku badań okresowych dla osób z trwałą niepełnosprawnością,
Nowoczesna rejestracja sprzedaży – wyeliminowanie obowiązku drukowania paragonów w przypadku płatności bezgotówkowych
Koniec z wymaganiem przez urzędy publicznie dostępnych danych od obywateli i przedsiębiorców.
Najbardziej popularne postulaty mają po 5,6 tys. głosów, a tygodniowo przybywa ich po kilkaset.
Warto jednak zaznaczyć, że głosowanie cały czas trwa, a część postulatów zgłoszonych później może z tego powodu mieć mniej głosów.
Wydarzenia ostatnich dni są bardzo szeroko komentowane w mediach, ale pomijając pierwsze godziny, tureckiemu banku centralnemu udało się wyciszyć rynkowo temat. Rynki czekają na odczyty PMI, a agencja ratingowa kolejny raz nie zmienia perspektyw dla Polski.
Rynek czeka na indeksy koniunktury
Dzisiaj poznamy wyniki indeksów PMI na temat usług i przemysłu dla głównych gospodarek – zarówno unijnych, jak i z USA. Są to badania wykonywane na wyselekcjonowanych grupach menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia. Sprawdzają one czy widzą oni w swojej branży dobre, neutralne czy złe perspektywy na przyszłość. Powodem takiego doboru grupy jest fakt, że menedżerowie są za nie odpowiedzialni poziomem swojego optymizmu, a jednocześnie zamówienia same kształtują w pewnym sensie przyszłość. To właśnie dlatego indeksy te uważane są za tak istotne w przewidywaniu przyszłej kondycji gospodarek.
Turcja płaci i stabilizuje rynek
Patrząc na notowania walut, można odnieść wrażenie, że w Turcji nic złego się już nie dzieje. Media donoszą jednak o licznych manifestacjach i protestach. Dlaczego zatem lira turecka jest tak stabilna względem dolara? Powód jest bardzo prosty – nie jest to kurs rynkowy, tylko administrowany. Bank centralny widząc, co się dzieje, już w czwartek, wyprzedzająco podniósł stopę procentową z 44% na 46%. Dzięki temu inwestorzy mniej chętnie sprzedają liry tureckie za obce waluty, co powoduje, że obrona kursu jest tańsza. Tańsza, ale i tak następuje przy 3,5% słabszej walucie niż przed aresztowaniem potencjalnego głównego rywala w następnych wyborach prezydenckich. Wyborach, które nie dość, że powinny mieć miejsce dopiero w 2028 roku, ale w których prezydent Erdogan nie może teoretycznie startować. Wiemy niestety, jak to jest w niedojrzałych demokracjach z takimi limitami. Czego należy się zatem spodziewać na lirze? Jeżeli sytuacja będzie eskalować, może się okazać, że bank centralny będzie zmuszony bronić jeszcze słabszych poziomów, bo tego typu interwencje rynkowe mogą okazać się zbyt drogie dla gospodarki.
Agencja ratingowa nie zaskoczyła
W ostatnich latach komunikaty agencji ratingowych nie budzą już takich emocji. Rating Polski nie zmienił się bowiem w żadnej z kluczowych agencji od 2018 roku. Nie inaczej było w piątek, kiedy to agencja Moody’s utrzymała nasz na niezmienionym poziomie. Ciekawsze od samej decyzji były jednak prognozy i uzasadnienia. Wiadomo, na stabilność wpływa rosyjska agresja na terytorium Ukrainy, ale z drugiej strony doceniono zakończenie konfliktu z Unią Europejską i odblokowanie środków. Pojawiła się nawet wzmianka o możliwym podniesieniu ratingu w przypadku poprawy sytuacji geopolitycznej. Jest też niepokojąca prognoza – agencja spodziewa się wzrostu zadłużenia Polski z obecnych okolic niecałych 50% względem PKB powyżej 60% w 2030. Jest to o tyle istotne, że poziom 60% jest jednym z kryteriów z Maastricht określających wejście do wspólnej unii walutowej. Musimy pamiętać jednak, że i tak już teraz nie spełniamy pozostałych kryteriów.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień odczytów indeksów PMI.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Obecnie każda firma chce być firmą AI, ale według McKinsey tylko 1% przedsiębiorstw uważa, że osiągnęło pełną dojrzałość w zakresie wdrażania sztucznej inteligencji. W miarę przechodzenia od chatbotów, przez kopilotów, aż do autonomicznych agentów AI, czyli tzw. „systemów agentowych”, firmy, które jeszcze nie wdrożyły AI, mogą stracić przewagę konkurencyjną i to szybciej, niż im się wydaje.
Autonomiczni agenci AI wykraczają poza predefiniowane skrypty, umożliwiając bardziej złożone interakcje. Nie tylko generują treści, ale także podejmują decyzje i działają z ograniczonym nadzorem człowieka lub całkowitym jego brakiem. Przejście na inteligentną, skalowalną siłę roboczą opartą na AI stanowi prawdziwą rewolucję. Gartner prognozuje, że do 2028 roku 33% aplikacji biznesowych będzie zawierać agentowe AI, co pozwoli na autonomiczne podejmowanie 15% codziennych decyzji w pracy.
Ta transformacja ma ogromne konsekwencje dla firm: cyfrowa siła robocza może współpracować z ludźmi, obniżając koszty i wspierając wdrażanie innowacji oraz skalowalność. Po raz pierwszy zespoły mogą być wspomagane przez autonomicznych agentów AI działających 24/7, co zwiększa produktywność, efektywność i przewagę konkurencyjną.
Deloitte przewiduje, że 25% firm korzystających z generatywnej AI w tym roku uruchomi pilotażowe projekty z zakresu agentowego AI.
Agenci AI w różnych branżach
Agenci AI wywierają istotny wpływ na wiele branż. W obsłudze klienta zapewniają wsparcie 24/7, rozwiązując szeroki zakres problemów. W zarządzaniu zapasami automatyzują zadania, optymalizują poziomy magazynowe i dostarczają informacji w czasie rzeczywistym. W rekrutacji usprawniają procesy, przeszukując CV, planując rozmowy kwalifikacyjne i przeprowadzając wstępne oceny, co odciąża rekruterów.
Automatyzując powtarzalne zadania, agenci AI pozwalają pracownikom skupić się na działaniach o wyższej wartości, pobudzając kreatywność, strategię i realny wpływ na organizację.
Poza biznesem technologia ta poprawia wyniki edukacyjne uczniów poprzez spersonalizowane korepetycje. W sektorze opieki zdrowotnej agenci AI zmniejszają obciążenia administracyjne, umożliwiając lekarzom koncentrowanie się na bardziej złożonych przypadkach i monitorowanie postępów pacjentów, co przekłada się na lepsze wyniki leczenia.
Wyzwania i kwestie zaufania
Przejście na systemy agentowe AI wiąże się z pewnymi zakłóceniami i ryzykiem, zwłaszcza w zakresie zaufania oraz dokładności danych. Kluczowe jest, aby organizacje ufały tej technologii.
Według badań Salesforce, 93% pracowników biurowych nie uważa wyników AI za w pełni wiarygodne w zadaniach zawodowych. 60% konsumentów twierdzi natomiast, że rozwój AI sprawia, iż zaufanie do tej technologii jest jeszcze ważniejsze.
Aby budować zaufanie, konieczne jest zapewnienie, że systemy AI korzystają z dokładnych i odpowiednich danych, przestrzegają zasad prywatności oraz działają w granicach prawa i etyki. Oznacza to konieczność wdrożenia solidnych mechanizmów zarządzania danymi oraz nadzoru.
Agenci AI muszą także funkcjonować transparentnie, tak aby użytkownicy wiedzieli, kiedy mają do czynienia z AI oraz w jaki sposób podejmowane są decyzje. Niezbędna jest też jasna odpowiedzialność za wyniki działania agentów.
Aby integracja agentów AI była skuteczna i przynosiła korzyści, konieczna jest współpraca między firmami, rządami, organizacjami non-profit i środowiskiem akademickim w celu stworzenia kompleksowych wytycznych oraz zabezpieczeń.
Przyszłość agentów AI
Nie chodzi już o to, czy agenci AI powinni zostać zintegrowani z rynkiem pracy – pytanie brzmi, jak najlepiej zoptymalizować współpracę ludzi i cyfrowej siły roboczej, aby osiągnąć zamierzone cele.
Mimo że agenci AI są nowatorską technologią, fundamentalne zasady dobrej polityki w zakresie AI pozostają niezmienne: podejście oparte na ocenie ryzyka, wyraźne określenie ról w ekosystemie oraz solidne zabezpieczenia dotyczące prywatności, przejrzystości i bezpieczeństwa.
Poprzez rozwiązanie tych problemów możemy wykreować przyszłość o nowym poziomie produktywności i dobrobytu, napędzanym przez cyfrową siłę roboczą, która stale się uczy i doskonali.
Autor: Krzysztof Augustynowicz, Regional Vice President CEE w Salesforce
Rok temu polskie nowe kredyty mieszkaniowe były niemal najdroższe w Unii Europejskiej. Sytuacja uległa zmianie, ale nie na lepsze.
Już rok temu pojawiały się doniesienia o tym, że nowe polskie kredyty mieszkaniowe mają niemal najwyższe średnie oprocentowanie w Unii Europejskiej. Potwierdzenie stanowiła między innymi krótka analiza przygotowana w lutym 2024 r. przez portal RynekPierwotny.pl. Warto sprawdzić, czy przez rok sytuacja uległa zmianie.
Eksperci RynekPierwotny.pl tak samo jak rok temu wzięli pod uwagę dane Europejskiego Banku Centralnego. Tym razem analiza dotyczy jednak stycznia 2025 roku. Informacje zaprezentowane w poniższej tabeli wskazują, że na początku bieżącego roku średnie oprocentowanie nowych polskich kredytów mieszkaniowych było najwyższe w Unii Europejskiej. To różnica, bo w grudniu 2023 r. oraz styczniu 2024 r. niechlubnym liderem były Węgry z wynikiem odpowiednio 8,65% i 8,55%.
W ciągu kolejnego roku, średnie oprocentowanie nowych węgierskich „hipotek” jednak wyraźnie spadło (do 6,77% w styczniu 2025 r.). W przypadku Polski, roczny spadek też miał miejsce. Mowa o zmianie z 7,65% (styczeń 2024 r.) do 7,42% (styczeń 2025 r.). Ta zmiana była jednak stosunkowo mała na tle spadków średniego oprocentowania z Węgier i Rumunii, czyli dwóch innych krajów cechujących się drogimi kredytami mieszkaniowymi. W Czechach średnie oprocentowanie nowych „hipotek” przez rok też spadło mocniej niż w Polsce (z 5,26% do 4,78%).
Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl
Trwające rozmowy pokojowe w sprawie wojny w Ukrainie nabierają tempa, co potwierdziło niedzielne spotkanie delegacji ukraińskiej i amerykańskiej w Arabii Saudyjskiej. Celem było omówienie ochrony infrastruktury energetycznej i krytycznej, kluczowej dla funkcjonowania Ukrainy. Minister obrony, Rustem Umerow, podkreślał, że strona ukraińska chce zbliżyć się do sprawiedliwego pokoju i wzmocnić bezpieczeństwo w regionie. Równocześnie prezydent Zełenski sygnalizował, że realna deeskalacja zależy od rozkazu Władimira Putina – bez takiego polecenia ostrzały nie ustaną.
W poniedziałek zaplanowane są dalsze rozmowy między USA a Rosją, w których specjalny wysłannik Steve Witkoff wyraził optymizm co do możliwego przełomu w sprawie zawieszenia broni na Morzu Czarnym. To potencjalnie istotny krok, zważywszy że mimo ogłoszonego wcześniej czasowego wstrzymania ataków na infrastrukturę energetyczną, w weekend obie strony zgłosiły kolejne incydenty – Rosja przeprowadziła atak dronowy na Kijów, zaś Ukraina przyznała się do działań skierowanych przeciwko dronom rosyjskim.
Według planów Waszyngtonu, do 20 kwietnia może zostać wypracowane szerokie zawieszenie ognia, obejmujące m.in. ustalenie linii kontroli, mechanizmy weryfikacyjne czy wprowadzenie ewentualnych sił pokojowych. Przy tym kluczową kwestią pozostaje los ukraińskich dzieci wywiezionych do Rosji, co podnosi rangę humanitarną rozmów.
Sytuacja budzi jednak pewne obawy w Europie. Kontakty Donalda Trumpa z Putinem – zarówno oficjalne, jak i nieoficjalne – niepokoją przywódców państw unijnych, którzy obawiają się, że Stany Zjednoczone będą dążyć do porozumienia z Rosją w sposób nieuwzględniający w pełni interesów europejskich. W odpowiedzi między innymi Francja i Wielka Brytania wzmacniają wsparcie dla Ukrainy i rozbudowują własny potencjał obronny, by w razie potrzeby być mniej zależnymi od decyzji Waszyngtonu. Mimo wszystko pojawiają się wyraźne sygnały, że Rosja nie planuje dalszej ekspansji w Europie, co potwierdzają słowa Witkoffa, iż „Putin nie chce zająć całej Europy”.
Wszystkie te wydarzenia mają bezpośredni wpływ na rynki finansowe. Pozytywne sygnały na temat rozmów pokojowych zwykle zmniejszają tzw. premię za ryzyko, co w krótkiej perspektywie może umocnić rynki akcji i ustabilizować notowania surowców energetycznych – zwłaszcza jeśli dojdzie do porozumienia w sprawie zawieszenia ataków na kluczową infrastrukturę. Już teraz kontrakty na amerykańskie indeksy cieszą się sporymi wzrostami. NASDAQ100 zyskuje 1.12%, a Dow Jones 0.73%. Tymczasem obawy dotyczące możliwego „separatystycznego” pokoju między USA a Rosją bez pełnego zaangażowania państw europejskich mogą przyczynić się do wahań na rynku walutowym i zwiększonej zmienności na giełdach Starego Kontynentu. Wzrost wydatków na zbrojenia w państwach europejskich z kolei może długofalowo przełożyć się na większy popyt w sektorze obronnym i przemysłach powiązanych, co częściowo równoważy ogólną niepewność wywołaną przedłużającymi się działaniami wojennymi.
Ostateczny wpływ na stabilność finansową zależy więc od tempa i skuteczności rozmów pokojowych oraz determinacji wszystkich stron w realizacji obietnic. Jeśli dojdzie do szerokiego zawieszenia broni, rynki mogą zareagować odreagowaniem i umiarkowanym optymizmem. W przeciwnym razie utrzymywanie się konfliktu w obecnej postaci będzie nadal generować wysokie ryzyko geopolityczne, co przełoży się na niepewność inwestorów i wahania notowań na światowych giełdach.
Rok 2024 przyniósł dla rynku dóbr luksusowych globalne wyzwania. Zmieniające się uwarunkowania geopolityczne i gospodarcze miały wpływ na zachowania konsumentów. Jednak mimo trudności światowy rynek luksusu wykazuje oznaki silnego odrodzenia. Najlepszym przykładem może być Polska, gdzie sektor dóbr luksusowych rośnie dynamicznie. Zgodnie z raportem KPMG, wartość tego rynku w Polsce do końca 2024 roku ma wynieść 55,6 miliarda złotych, co oznacza wzrost o 24,6% w porównaniu do poprzedniego roku. A prognozy są jeszcze bardziej optymistyczne – wartość rynku ma przekroczyć 70 miliardów złotych do 2029 roku. Jakie zmiany napędzają ten rozwój? Odpowiedzią na to pytanie jest fenomen premiumizacji.
Premiumizacja to proces, w którym marki podnoszą jakość swoich produktów, oferując klientom nie tylko wyższe ceny, ale także unikalne doświadczenia związane z konsumpcją. Klientom nie chodzi jedynie o posiadanie luksusowego przedmiotu, ale także o emocje i wrażenia, jakie mu towarzyszą. Takie podejście zmienia cały rynek, wpływając na branże od motoryzacyjnej po alkoholową.
Wartość sprzedaży dóbr luksusowych w Polsce może wzrosnąć do ponad 70 mld zł do 2029 roku, co oznacza stabilny rozwój sektora – mówi Tomasz Wiśniewski, partner w Dziale Deal Advisory, szef Zespołu Wycen w Europie Środkowo-Wschodniej, KPMG w Polsce.
„Polacy doceniają luksus i marki premium” – stwierdza jeden z ekspertów rynku, podkreślając, że konsumenci kierują się przede wszystkim emocjami, designem oraz jakością, stawiając te aspekty ponad cenę. Luksus to już nie tylko drogie samochody czy marki modowe. Praktycznie w każdej branży pojawiają się nowe produkty i usługi na poziomie premium. Restauracje, hotele i producenci trunków coraz częściej zwracają się w stronę premiumizacji. Konsumenci, mimo że mogą ograniczać budżety, są skłonni płacić wyższą cenę za najlepsze produkty.
Eksperci KPMG zauważają, że kluczowym czynnikiem wzrostu sprzedaży dóbr luksusowych stały się „niezapomniane wrażenia” dostarczane przez produkty. Trend ten szczególnie widać również w branży alkoholi premium, gdzie konsumenci chętniej sięgają po produkty wyjątkowe, odpowiednie do ich gustów i stylu życia. Paweł Miziołowski, dyrektor marketingu firmy Brown-Forman, odpowiedzialny za rynki Polski, Czech i Słowacji, podkreśla: „Premiumizacja jest jednym z kluczowych trendów na polskim rynku napojów spirytusowych”. I nie chodzi tylko o wyższe ceny, ale o ekskluzywne doświadczenia, jak degustacje, warsztaty czy zamknięte wydarzenia, które przyciągają wymagających konsumentów.
Wzrost Zainteresowania Formułą 1 – Nowa Droga Marki Premium
Coraz więcej luksusowych marek angażuje się w sponsoring i współpracę z wydarzeniami, które wiążą się z prestiżem i ekskluzywnością. Jednym z najgłośniejszych przykładów jest Formuła 1, która w 2024 roku przeżyła bezprecedensowy wzrost popularności. Formuła 1 przeżyła bezprecedensowy wzrost w 2024 roku, umacniając swoją pozycję jako globalna potęga w dziedzinie sportu i rozrywki. Model biznesowy tego sportu nadal ewoluuje, z wyraźnym wzrostem przychodów, zaangażowania fanów i wartości sponsoringu.Wzrost zaangażowania fanów, szczególnie na platformach społecznościowych, otworzył nowe perspektywy dla firm, które chcą dotrzeć do klientów premium. Organizatorzy Formuły 1 raportują o 25% wzroście śledzenia wyścigów w mediach społecznościowych i 40% wzroście liczby subskrybentów usługi F1 TV, co potwierdza rosnące zainteresowanie tą dyscypliną sportu.
Marki takie jak Oracle, koncern paliwowy Aramco, Petronas, producent zegarków TAG Heuer, czy producenci Jack Daniel’s i Heineken zainwestowały w partnerstwa z zespołami wyścigowymi i organizatorami Grand Prix, organizując dla swoich klientów ekskluzywne doświadczenia, takie jak przejażdżki luksusowymi supersamochodami czy dostęp do zamkniętych eventów. Jack Daniel’s, na przykład, zorganizował wyjątkowe przejażdżki supersamochodami w Melbourne z okazji współpracy z zespołem McLaren, dając fanom poczuć dreszczyk emocji związany z elitarnym światem Formuły 1. To świetny przykład, jak markom luksusowym udało się połączyć emocje sportowe z wartościami swojej marki.
Z informacji organizatorów F1 wynika, że Grand Prix Australii Formuły 1 (odbyło się w dniach 21-24 marca 2024 r.), przyciągnęło rekordową liczbę widzów. gromadząc największą liczbę uczestników w historii. Trybuny były wypełnione 452 055 fanami z całej Wiktorii, innych stanów oraz z zagranicy. To efekt, m.in. popularności serialu na platformie Netflix Drive to Survive, który wyniósł Australian Grand Prix Formuły 1 do rangi jednego z najgłośniejszych wydarzeń w kraju, a firmy rzuciły się, by wykorzystać rosnącą popularność i przyciągnąć nową publiczność, w tym również kobiety. A to – jak podkreślają eksperci marketingu – otwiera nowe perspektywy dla firm, chcących wynieść swoje marki na piedestał.
Zmiany na rynku luksusu nie kończą się tylko na wyższych cenach i ekskluzywnych produktach. Wzrost znaczenia pokolenia Z i ich preferencji zakupowych stawia przed markami nowe wyzwania. Personalizacja, zrównoważony rozwój i społeczna odpowiedzialność stają się coraz ważniejsze w komunikacji z konsumentami. Jak zauważa Tomasz Wiśniewski, partner w Dziale Deal Advisory, KPMG w Polsce: „Zmiana pokoleniowa wśród konsumentów, a zwłaszcza wzrost znaczenia preferencji zakupowych pokolenia Z, przynosi nowe wyzwania w zakresie inkluzywności, personalizacji oraz zrównoważonego rozwoju”.
Co jest kluczem do „Klientów premium’’?
Najdroższe marki świata muszą odpowiadać na najbardziej wyszukane potrzeby swoich klientów, sprzedawać konkretny styl życia, dawać możliwość wyróżnienia się i dostarczać niecodziennych doświadczeń. Stąd komunikacja z tą grupą klientów wymaga dyskrecji i specyficznego marketingu.
Luksusowe marki pojawiają się w mało dostępnych miejscach, prestiżowych imprezach, starannie ograniczając dostęp do swoich produktów dla wybranych. Namacalnym tego potwierdzeniem są kolejki przed salonami Dior w Paryżu, ograniczone listy zapisów na najdroższe egzemplarze czasomierzy Patek Philippe, brak dostępu do niektórych sieci hoteli (Casa Cipriani Milano) dla osób spoza ‘’klubu’’ czy listy oczekujących na degustacje najlepszych trunków w prestiżowych restauracjach (Alain Ducasse w The Dorchester).
Inwestycje w doświadczenia konsumpcyjne, jak degustacje, warsztaty czy dostęp do zamkniętych wydarzeń, stają się nieodłącznym elementem strategii marketingowych marek premium. Dzięki nim firmy zyskują nowych lojalnych klientów, a konsumenci zyskują poczucie wyjątkowości. Jak mówi Paweł Miziołowski, dyrektor marketingu Brown-Forman: „Kluczowym elementem strategii jest stworzenie doświadczeń produktowych, które pozwolą konsumentom lepiej poznać produkt, jego historię i proces tworzenia”.
Dlaczego konsumenci płacą wyższą cenę za markę premium? Robią to, ponieważ doceniają wyższą jakość, emocje, wartości i doświadczenia jakie niesie ze sobą dana marka. Jak podkreśla Filip Popławski, dyrektor zarządzający Brown-Forman Polska, koncentracja na segmentach premium i super premium to właściwa strategia rozwoju, umożliwiająca długoterminowe i stabilne tworzenie wartości wspólnie z partnerami biznesowymi oraz zaspokajanie oczekiwań konsumentów.
Świat stoi w obliczu ogromnego wyzwania związanego ze zmianami klimatycznymi, które mogą mieć wpływ na życie miliardów ludzi oraz przyszłość naszej planety. Europa zmierza do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, czy jednak działania podejmowane w ramach polityki klimatycznej Unii Europejskiej będą wystarczające, aby sprostać rosnącym zagrożeniom związanym z globalnym ociepleniem?
Zgodnie z założeniami Europejskiego Zielonego Ładu, do 2030 roku emisja gazów cieplarnianych powinna zostać zredukowana o 55 proc. Nowe cele klimatyczne idą jeszcze dalej, przewidując obniżenie emisji CO2 o 90 proc. do 2040 roku, co stawia przed Europą niezwykle ambitne wyzwanie. Już teraz wiadomo, że cele Porozumienia Paryskiego, które zakładają ograniczenie globalnego wzrostu temperatury do 1,5°C, mogą okazać się niewystarczające. Obecne działania, jeśli nie zostaną wzmocnione, nie gwarantują zatrzymania zmian klimatycznych i mogą skutkować wzrostem temperatury nawet o 3-4°C, co miałoby katastrofalne skutki dla środowiska i społeczeństwa. Niezbędne jest natychmiastowe podjęcie zdecydowanych działań oraz wola polityczna, zwłaszcza że dostępne technologie umożliwiają skuteczne wprowadzanie koniecznych zmian.
Przemysł dodaje gazu?
Nie jest tajemnicą, że przemysł odpowiada za znaczną część emisji gazów cieplarnianych, co sprawia, że jego rola w walce ze zmianami klimatycznymi jest nie do przecenienia. Dlatego wysiłki Unii Europejskiej koncentrują się na dekarbonizacji najważniejszych sektorów gospodarki, w tym przemysłu, energetyki oraz budownictwa, które są głównymi źródłami emisji gazów cieplarnianych.
– Budynki odpowiadają za 38 proc. emisji gazów cieplarnianych i około 40 proc. globalnego zużycia energii. To jeden z najistotniejszych sektorów, które powinny przejść transformację, jeśli Europa ma choćby zbliżyć się do postawionego sobie celu neutralności emisyjnej – mówi Przemysław Pokorski, Dyrektor Rynku w VELUX Polska
Osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku będzie możliwe jedynie dzięki współpracy wielu sektorów. Kluczowym elementem transformacji jest równoczesna dekarbonizacja sektora budownictwa, ciepłownictwa oraz elektroenergetyki. W tym kontekście niezwykle istotny jest rozwój odnawialnych źródeł energii oraz modernizacja infrastruktury przesyłowej, co pozwoli na efektywne zarządzanie energią i jej dystrybucją.
Budownictwo, które odpowiada za 1/3 emisji CO2, odgrywa istotną rolę w procesie dekarbonizacji gospodarki. Podejmowane działania powinny być widoczne na każdym etapie, od przemyślanego projektowania budynków, produkcji materiałów budowlanych, przez eksploatację budynków, aż po ich rozbiórkę i recykling. Niezbędne jest zwiększenie inwestycji w technologie poprawiające efektywność energetyczną budynków, w tym zastosowanie nowoczesnych materiałów o niskim śladzie węglowym oraz rozwój cyfrowych systemów zarządzania energią. Dekarbonizacja przedsiębiorstw produkujących materiały budowlane obejmuje ograniczenie emisji gazów cieplarnianych w trzech obszarach, dotyczących działalności własnej firm oraz całego łańcucha wartości, w tym transportu i dystrybucji tych produktów.
Dekarbonizacja lekiem na całe zło
Świadomość potrzeby dekarbonizacji rośnie wśród firm, które podejmują konkretne działania na rzecz ograniczenia swojego wpływu na środowisko. Nie tylko ustalają dotyczące tego cele, ale także dążą do obniżenia śladu węglowego produktów czy zachęcają do podobnych działań swoich partnerów biznesowych. Dla przykładu Grupa VELUX postawiła sobie za cel nie tylko niemal całkowite ograniczenie emisji CO2 w zakresie 1 i 2, ale również zmniejszenie ich o połowę w zakresie 3, czyli pośród swoich dostawców i partnerów biznesowych.
W 2024 roku Grupa VELUX podpisała na przykład umowę z ArcelorMittal na dostawy stali z linii XCarb® pochodzącej z recyklingu i produkowanej z wykorzystaniem energii odnawialnej. Celem było obniżenie śladu węglowego stali używanej w oknach dachowych VELUX o nawet 70 proc. w porównaniu do stali produkowanej tradycyjnie. Linia produktów XCarb® jest wytwarzana w co najmniej 75 proc. ze stali pochodzącej z recyklingu i przy użyciu 100% energii elektrycznej z odnawialnych źródeł. Do produkcji XCarb® w zakładzie ArcelorMittal w północnej Hiszpanii wykorzystywany jest elektryczny piec łukowy zasilany odnawialnymi źródłami energii. Podpisanie umowy to kolejny krok w kierunku osiągnięcia celu Grupy VELUX, jakim jest zmniejszenie emisji z zakresu 3 o 50% w porównaniu do roku bazowego 2020.
– Dekarbonizacja przemysłu powinna zostać przeprowadzona kompleksowo i wspólnymi siłami. Tylko wtedy ma szansę na powodzenie. Wiele firm już podejmuje realne działania, aby ograniczyć swój wpływ na środowisko. Grupa VELUX ma konkretne plany, aby do roku 2030 niemal do zera zredukować emisje z zakresu 1 i 2 w porównaniu do roku bazowego 2020. Strategia zakłada również ograniczenie emisji z zakresu 3, który stanowi 98 proc. całkowitych emisji firmy, o 50 proc. Wprowadzane podejście ograniczy wykorzystanie surowców niezbędnych do powstania produktu, a tym samym zmniejszy jego wpływ na środowisko naturalne. Dodatkowo obniży ilość CO2 wbudowanego w produkt, co sprawi, że stanie się on bardziej konkurencyjny – wyjaśnia Przemysław Pokorski.
Osiągnięcie ambitnych celów klimatycznych nie będzie możliwe bez efektywnej legislacji, która wspiera wszystkie te działania oraz zapewnia odpowiednie mechanizmy finansowe i doradcze dla inwestorów i przedsiębiorców.
W styczniu 2023 roku weszła w życie dyrektywa CSRD, nakładająca na przedsiębiorstwa obowiązek raportowania kwestii środowiskowych i społecznych. Do tego należy dodać Dyrektywę w sprawie należytej staranności przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju (CSDDD). Akt ten dotyczy przedsiębiorstw z UE oraz firm współpracujących z nimi i ma na celu zapobieganie oraz eliminowanie negatywnego wpływu na środowisko i społeczeństwo.
Czy budownictwo może być zdrowe?
Rosnąca urbanizacja stanowi dodatkowe wyzwanie dla polityki klimatycznej. Obecnie około 3,5 miliarda ludzi mieszka w miastach, a według prognoz do 2050 roku liczba ta wzrośnie do 70 proc. światowej populacji. Wymaga to odpowiedniego planowania przestrzennego, zapobiegania niekontrolowanemu rozprzestrzenianiu się miast oraz ograniczenia tzw. betonozy, czyli nadmiernego zabudowywania terenów zielonych. Istotna jest również redukcja energii zużywanej w miastach, a tu ważną rolę odgrywają budynki. W Europie sytuacja jest szczególnie trudna, ponieważ aż 65 proc. budynków mieszkalnych powstało przed 1979 rokiem i ma niski poziom efektywności energetycznej.
Jak wynika z VIII edycji Barometru Zdrowych Budynków, opracowanej przez Buildings Performance Institute Europe (BPIE) we współpracy z Grupą VELUX, w Polsce aż 70 proc. budynków jest nieefektywnych energetycznie, z czego najgorszy standard ma około 15 proc. z nich. Budynki nadal zużywają zbyt dużo energii, emitują znaczne ilości gazów cieplarnianych i zanieczyszczeń powietrza, a liczba inwestycji w poprawę efektywności energetycznej maleje, co skutkuje coraz niższym rocznym wskaźnikiem renowacji. Jak wskazano w Barometrze Zdrowych Budynków, obecny wskaźnik głębokiej modernizacji w całej Unii Europejskiej wynosi 0,2 proc., co przy zalecanych 3 proc. modernizacji rocznie, nie ma praktycznie wpływu na realizację założeń klimatycznych.
Eksploatacja budynków stanowi największe źródło emisji w sektorze budowlanym, dlatego kluczowe znaczenie ma wznoszenie nowych budynków w standardzie niskoemisyjnym oraz szeroko zakrojona modernizacja istniejących obiektów. Przyjęte unijne regulacje, w tym dyrektywa w sprawie charakterystyki energetycznej budynków (EPBD), zobowiążą państwa członkowskie do przyspieszenia tempa renowacji, szczególnie w zakresie głębokich modernizacji. Takie działania nie tylko pozwolą na znaczącą redukcję zużycia energii, ale również wpłyną pozytywnie na jakość życia mieszkańców.
Odetchnąć pełną piersią
– Wyniki badań zaprezentowanych w Barometrze Zdrowych Budynków nie pozostawiają wątpliwości. Jeden na czterech Polaków jest narażony na zagrożenia związane z klimatem wewnętrznym, takie jak brak światła dziennego, niska temperatura, nadmierny hałas, wilgoć i grzyb. Zły klimat w pomieszczeniach to coś więcej niż tylko niedogodność czy irytacja – mówi Przemysław Pokorski.
I dodaje, że skutki mieszkania w budynkach, w których występują zagrożenia związane z klimatem wewnętrznym, poważnie wpływają na zdrowie. Przyczyniają się do powstawania chorób układu krążenia, układu odpornościowego, układu oddechowego i astmy, a także zaburzają sen i mogą prowadzić do depresji. Dlatego jednym z podstawowych przesłań VIII edycji Barometru jest uwzględnienie zdrowia oraz klimatu wewnętrznego w regulacjach dotyczących budynków. Ważne jest, aby działania na rzecz neutralności klimatycznej szły w parze z dbałością o jakość życia obywateli.
Modernizacja budynków przynosi wiele korzyści społecznych oraz ekonomicznych. Może przyczynić się do zmniejszenia ubóstwa energetycznego, zwiększając odporność na wahania cen energii. Dlatego trzeba wzmocnić programy wsparcia finansowego dla takich przedsięwzięć oraz skuteczne wykorzystanie funduszy unijnych. Renowacja budynków to także impuls do rozwoju rynku pracy – tworzenie nowych miejsc zatrudnienia oraz możliwość przebranżowienia pracowników z sektorów wysokoemisyjnych, takich jak górnictwo. Dzięki dobrze zaprojektowanym programom wsparcia modernizacji budynków, można by stworzyć od 200 tys. do 500 tys. miejsc pracy rocznie w całej UE. W samej Polsce mówi się o około 100 tys. bezpośrednich oraz 200 tys. pośrednich (w innych branżach gospodarki) nowych etatach.
Europa może zostać globalnym liderem zielonej transformacji. Aby to osiągnąć, konieczna jest dalsza intensyfikacja działań, zarówno na poziomie legislacyjnym, jak i inwestycyjnym. Odpowiednie wykorzystanie dostępnych technologii, wsparcie dla innowacyjnych rozwiązań oraz mobilizacja społeczeństwa mogą sprawić, że kontynent ten stanie się wzorem do naśladowania dla reszty świata w walce ze zmianami klimatycznymi.
– Europa stoi przed ogromnym wyzwaniem związanym z utrzymaniem konkurencyjności oraz osiągnięciem neutralności klimatycznej. Europejskie firmy muszą inwestować w innowacyjne produkty, automatyzację i cyfryzację procesów oraz wysoko wyspecjalizowaną kadrę. Znaczenia nabierają działania związane z dążeniem do zrównoważonego rozwoju kontynentu. Proces dekarbonizacji wymaga podjęcia skoordynowanych kroków na poziomie rządów, przedsiębiorstw i społeczeństwa. Tylko wspólne działania wszystkich interesariuszy, polityków, decydentów, przedsiębiorców i społeczeństwa, pozwolą Europie postawić znaczący krok w kierunku walki ze zmianami klimatycznymi i uczynić ją rzeczywiście zielonym punktem na mapie świata – podsumowuje Przemysław Pokorski.
W 2024 roku mieliśmy do czynienia z najwyższą od 9 lat aktywnością inwestorów na rynku handlowym. Do użytku oddano 73 nowe obiekty, a 23 zostały rozbudowane – wynika z raportu CBRE „Poland Real Estate Market Outlook 2025”. W sumie w ciągu roku przybyło 610,2 tys. mkw. powierzchni handlowej. Zdecydowaną większość nowych inwestycji stanowiły parki handlowe. Coraz więcej najemców dostrzega ich potencjał, w związku z tym oferta staje się coraz bardziej zróżnicowana. Rośnie konkurencja w sektorach odzieżowym oraz restauracji i kawiarni, a największy potencjał wzrostu mają usługi, a także branża zdrowia i urody.
Na koniec 2024 roku zasoby nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce wyniosły 14,96 mln mkw. Przez cały rok działalność inwestycyjna była wyjątkowo intensywna i na rynek dostarczono w sumie 610,2 tys. mkw., w postaci 73 nowych nieruchomości oraz 23 rozbudów. To najwyższy poziom inwestycji od 2015 roku.
– W sumie w minionym roku na rynku handlowym zrealizowano 96 projektów inwestycyjnych. Większość dotyczyła parków handlowych. Do użytku oddano 71 takich obiektów, a 21 rozbudowano. Pozostałe to trzy centra handlowe i jedno centrum wyprzedażowe. Parki stają się najpopularniejszym formatem wśród inwestorów, a sprzyja im m.in. krótki czas budowy – mówi Mariusz Majkowski,dyrektor działu wynajmu powierzchni handlowych CBRE.
Zakupy w małych miejscowościach
Spośród parków handlowych wybudowanych w 2024 roku, niemal połowa zlokalizowana jest poza aglomeracjami, w mniejszych miejscowościach liczących poniżej 100 tys. mieszkańców. Dzięki temu mieszkający z dala od centrów dużych miast zyskują możliwość częstszych i wygodniejszych zakupów. Poza tym parki handlowe coraz częściej powstają w bliskim sąsiedztwie konkurencji i na terenach relatywnie nasyconych powierzchnią handlową. Dlatego ich właściciele w większym stopniu koncentrują się na odpowiednim doborze i dywersyfikacji najemców oraz doświadczeniu osób zarządzających nieruchomością, by wyróżnić się na tle konkurencji.
– Coraz więcej firm dostrzega potencjał parków handlowych, dlatego ich oferta staje się bardziej różnorodna. O uwagę konsumentów rywalizują przede wszystkim najemcy z sektorów takich jak odzież, restauracje i kawiarnie. W efekcie w minionym roku mieliśmy do czynienia z wysoką liczbą zarówno zamknięć, jak i otwarć lokali z tych branż w obiektach handlowych. Spory potencjał do wzrostu mają za to usługi oraz firmy zajmujące się zdrowiem i urodą. Dla właścicieli nieruchomości handlowych kluczowe jest monitorowanie zachowań konsumentów oraz dostosowanie do nich strategii wyboru najemców – mówi Mariusz Majkowski,dyrektor działu wynajmu powierzchni handlowych CBRE.
Coraz mniej pustych obiektów handlowych
Duże miasta, takie jak Warszawa, Trójmiasto czy Łódź, odnotowały w 2024 roku znaczny spadek pustej powierzchni handlowej w porównaniu do poprzedniego roku. Średni wskaźnik pustostanów w polskich aglomeracjach wynosi obecnie 3,4 proc. To pokazuje, że popyt na lokale handlowe jest coraz wyższy.
Mimo rosnącej świadomości dotyczącej ekologii, konieczności transformacji energetycznej i korzyści finansowych płynących z przejścia na odnawialne źródła energii, wokół tematu OZE i powiązanej z nim termomodernizacji narosło wiele mitów i nieporozumień. Negatywne stereotypy mogą zniechęcać inwestorów, opóźniając transformację energetyczną a tym samym hamować płynące z niej korzyści finansowe, środowiskowe i zdrowotne. Warto zatem rozwiać najczęściej powielane mity o termomodernizacji. Do zyskania mamy przecież bardzo wiele.
Mit nr 1: Rachunki za prąd wzrosną kilkakrotnie
Dobrze przeprowadzona termomodernizacja zawsze daje oszczędności w całkowitym zużyciu energii, a więc i kosztach utrzymania domu. Co to znaczy “dobrze”? Przede wszystkim, w ścisłym związku z obecnymi i przewidywanymi potrzebami mieszkańców domu. A następnie w logicznej, racjonalnej kolejności, czyli najpierw zmniejszamy niepotrzebne straty energii – docieplając ściany, stropy, dach, wymieniając drzwi i okna na lepiej utrzymujące nasz komfort temperaturowy. Dopiero w kolejnym kroku dobieramy źródło ciepła i jego moc do tak zoptymalizowanych potrzeb. I wreszcie krok trzeci, ściśle związany z drugim – odpowiedniej wielkości fotowoltaika z magazynem energii, precyzyjnie dobrana do potrzeb zużycia energii w domu, w tym na potrzeby grzewcze. W ten sposób zużywamy tylko tyle energii, ile potrzebujemy, żeby mieć odpowiednie ciepło w zimie, a chłód w lecie. A przechodząc na własne odnawialne źródła energii (OZE) z magazynem, minimalizujemy koszt zakupu tej energii z sieci.
Ważne by na koszty utrzymania domu spoglądać całościowo. Jeśli wcześniej grzaliśmy się węglem lub gazem, to przechodząc na elektryczną pompę ciepła – owszem – nasz rachunek za prąd może wzrosnąć. Ale znikną jednocześnie koszty zakupu gazu czy zakupu, dostawy i rozładunku węgla a także odbioru popiołu.
Do tego pompa ciepła jest o wiele bardziej efektywnym urządzeniem niż kotły gazowe czy węglowe, bo ok ¾ energii potrzebnej do grzania czy chłodzenia domu pobiera za darmo z otoczenia (zarówno w zimie jak i w lecie!), tylko resztę uzupełniając prądem. A jeśli ten prąd pochodzi z własnej fotowoltaiki lub magazynu energii ładowanego prądem z niej – całkowity koszt może spaść nawet blisko zera, co najmniej w niektórych okresach roku.
Dobrze przeprowadzona termomodernizacja zawsze zmniejsza zużycie energii, a więc i koszty. To jest jej sens i po to się ją przeprowadza. Inny efekt końcowy procesu wskazywałby na nierzetelne lub niekompetentne przeprowadzenie audytu i termomodernizacji – dlatego zawsze warto wybrać zaufaną firmę, która nam taką termomodernizację zrealizuje od A do Z.
Mit 2: Termomodernizacja to droga inwestycja, która się nigdy nie zwróci
W rzeczywistości jest odwrotnie: odnawialne źródła energii to najtańsza opcja, a ich inwestycja zwraca się w ciągu kilkunastu lat – lub nawet w zaledwie kilka lat, jeśli skorzystamy z dotacji.
Termomodernizacja budynku oznacza zmniejszenie zapotrzebowania na energię w domu, przy spełnieniu oczekiwań mieszkańców co do komfortu temperaturowego przez cały rok. Mniejsze zużycie energii to zawsze mniejszy koszt, zatem inwestycja w dobrze przeprowadzoną termomodernizację się z pewnością zwróci, właśnie dzięki tym oszczędnościom. Różny jest tylko czas zwrotu – owszem, może wynieść nawet do kilkunastu lat, ale nawet wtedy będzie się to opłacać. Warto jednak zaznaczyć, że tak długi okres zwrotu to raczej rzadkość. Zwrot następuje zazwyczaj w kilka, nie więcej niż 10 lat – w zależności od skali prac (a więc i wielkości uzyskanych oszczędności) oraz skorzystania z publicznych dofinansowań do inwestycji, których dzięki środkom z UE jest naprawdę dużo. A termomodernizacja to przecież inwestycja na co najmniej kilka dziesięcioleci, więc ma to sens finansowy.
Mit 3: Z fotowoltaiką będziemy przez połowę roku siedzieć przy świeczkach
Wszyscy rozważający montaż instalacji fotowoltaicznej muszą wiedzieć, że gdy nie świeci słońce, można korzystać z energii z sieci lub – jeszcze lepiej, bo za darmo! – z własnego magazynu energii. Panele fotowoltaiczne generują energię oczywiście tylko w dzień, ale nawet w taki pochmurny, zimowy – oczywiście będzie jej mniej niż w długi, słoneczny, czerwcowy dzień, ale będzie. A w nocy? Oczywiście, wtedy także mamy prąd – wtedy pobieramy go z własnego magazynu energii lub z sieci. To drugie rozwiązanie jest jednak mniej korzystne, bo ze względu na sposób bilansowania można w uproszczeniu powiedzieć, że mamy prawo pobrać za darmo z sieci tylko niewielką część prądu oddanego do niej w okresach największej produkcji prądu przez naszą instalację. Część ta może się bardzo różnić w różnych okresach roku i wg nowych zasad obowiązujących od 2022 rozliczana jest finansowo. Jak poprawić tę sytuację? Zdecydować się koniecznie na magazyn energii czyli w uproszeniu “dużą baterię” lub zbiornik na ciepłą wodę. W ten sposób gromadzimy nadmiar prądu, gdy “dobrze świeci” i wykorzystujemy go wtedy, gdy światła jest mniej lub wcale. Ograniczamy dzięki temu wymianę prądu z siecią elektroenergetyczną i dodatkowo poprawiamy efektywność naszej inwestycji i przyspieszamy jej zwrot.
Mit 4: Dom mi się spali od fotowoltaiki, a pompy ciepła wybuchają
Fotowoltaika, magazyn energii, pompa ciepła są bezpieczniejsze od innych źródeł energii. W Polsce nie prowadzi się szczegółowych statystyk, ale służby pożarnicze zapewniają, że fachowo wykonana instalacja nie stanowi istotnego ryzyka pożarowego – nieporównywalnie bardziej niebezpieczne są inne, zwłaszcza przestarzałe, urządzenia czy instalacje elektryczne w naszych domach. Potwierdzają to dane z krajów, gdzie fotowoltaika funkcjonuje od dekad i bada się zagadnienie bardziej szczegółowo (np. Wielka Brytania, Niemcy, Holandia) – dobrze wykonana instalacja nie grozi pożarem.
A pompy ciepła? Na setki tysięcy zainstalowanych już w Polsce takich urządzeń, głośno było o jednej tragicznej eksplozji podczas serwisu takiego urządzenia. Pierwsze ustalenia wskazują jednak, że problemem była nie pompa, ale całkowicie niezgodne ze sztuką działania serwisowe. O wiele większe ryzyko eksplozji czy pożaru wiąże się z urządzeniami na gaz, węgiel czy olej, a do tego podczas spalania paliw emitują substancje szkodliwe dla środowiska oraz naszego zdrowia.
Mit 5 : OZE niszczą środowisko, a ich elementy nie nadają się do recyklingu
Dla energii wiatrowej te różnice są jeszcze bardziej znaczące – jest ona 40 razy mniej szkodliwa dla klimatu niż gazowa i aż 88 razy mniej niż węglowa. Raz zainstalowane źródła odnawialne nie potrzebują już do funkcjonowania paliwa – nie trzeba go wydobywać, importować (bo większość paliw w Polsce jest importowana!), dostarczać, spalać i w przypadku węgla jeszcze potem sprzątać. Dzięki OZE pozbywamy się tych problemów – jest nie tylko czysto, bezpiecznie i taniej, ale też wygodnie. A koniec życia urządzeń? Już Wbrew obawom, to odnawialne źródła energii są najbezpieczniejsze i najczystsze dla środowiska. Fakty są jednoznaczne. I to oczywiście uwzględniając cały cykl życia urządzeń – od pozyskania surowców i wytwarzania urządzeń, poprzez ich instalację i użytkowanie, aż po koniec funkcjonowania i recykling. Dane renomowanej instytucji statystycznej Our World In Data pokazują, że jednostka energii wytworzonej ze słońca odpowiada za 8 razy mniej emisji dwutlenku węgla (CO2) niż jednostka energii z gazu oraz aż 18 razu mniej niż z węgla! dzisiaj panele fotowoltaiczne w co najmniej 95% nadają się do recyklingu – składają się z wartościowych materiałów, które nadają się do ponownego wykorzystania. Po upływie 25-30 lat, bo taki czas życia paneli należy zakładać, bez większych trudności będzie można odzyskać i ponownie użyć surowce – potwierdzają to doświadczenia z krajów, gdzie na szerszą skalę od dłuższego czasu wykorzystuje się energię słoneczną.
Mit 6: Fotowoltaika jest szkodliwa dla zdrowia
Jest wręcz przeciwnie! Instalacja fotowoltaiczna nie tylko jest nieszkodliwa, ale dzięki niej zmniejszamy emisje szkodliwych dla zdrowia zanieczyszczeń. Źródło Our World In Data podaje, że jednostka energii wytworzonej z promieni słonecznych jest aż 1230 razy mniej szkodliwa dla zdrowia publicznego niż taka z węgla i 920 razy mniej szkodliwa niż z ropy oraz 140 razy mniej niebezpieczna niż jednostka energii z gazu. Pomijając niebezpieczeństwa dotyczące samego wydobycia paliw kopalnych i relatywnie częste wypadki z tym związane, samo ich spalanie jest niebezpieczne dla naszego zdrowia. Powstają przy tym rozliczne zanieczyszczenia, które pogarszają jakość powietrza i w naszych domach, i wokół nich. Smog to nie tylko problem estetyczny czy zapachowy, ale przede wszystkim zagrożenie dla zdrowia, powodujące czy zaostrzające choroby układu oddechowego i krążenia. Panele fotowoltaiczne natomiast niczego nie spalają, nie emitują, nie brudzą i nie hałasują. Fotowoltaika jest więc najlepszym wyborem również z punktu widzenia zdrowia naszego i najbliższych.
Mit 7, z kategorii komedii absurdu: Krowy się nie będą cielić i mniej mleka będą dawać
Termomodernizacja domu – zaizolowanie budynku i przejście na odnawialne źródła energii to najlepsze rozwiązanie dla domowego budżetu, dla zdrowia i dla środowiska. Niestety co jakiś czas media i media społecznościowe przywołują dość zaskakujące oskarżenia dotyczące fotowoltaiki czy innych odnawialnych źródeł energii, sugerujące, że mogą one szkodzić ludziom, zwierzętom gospodarskim czy uprawom. Jest to oczywiście nieprawda, bo fotowoltaika zwyczajnie nie ma czym szkodzić. Mało tego, coraz częściej montuje się fotowoltaikę nad polami uprawnymi, żeby połączyć produkcję czystej energii z zacienieniem upraw, co przy rosnących temperaturach i zmieniającym się klimacie staje się ważne. Czy fotowoltaika przyciąga pioruny? Nie. Czy z powodu fotowoltaiki lub energii wiatrowej krowy przestają się cielić lub dają mniej mleka? Absolutnie nie! Jest to całkowicie zmyślona informacja. Czy turbiny wiatrowe zabijają ptaki? Owszem, niestety może się to zdarzyć, ale po pierwsze relatywnie łatwo można ten wpływ ograniczać. A po drugie, fakty są jasne: nieporównywalnie większym zagrożeniem dla ptaków są wszelkie wysokie czy przeszklone budynki oraz linie energetyczne. Największe zaś spustoszenie sieją wśród ptaków nasze domowe koty. Nie wspominając już jak szkodliwe dla ptaków – i zwierząt w ogóle – są paliwa kopalne.
Podsumowanie
Przeprowadzenie w domu termomodernizacji, popularnie zwanej dociepleniem, zdecydowanie zmniejsza zużycie energii, gdyż w efekcie marnuje się jej o wiele mniej. A energia zaoszczędzona jest najlepsza zarówno dla kieszeni, jak i dla środowiska. Kosztuje nasze portfele i naszą planetę okrągłe zero. Do tego to korzystne dla zdrowia, nowoczesne i wygodne.
A gdy dodatkowo przejdziesz na odnawialne źródła energii takie jak pompa ciepła zasilana z własnej fotowoltaiki z magazynem energii? Zaoszczędzisz jeszcze więcej! A przede wszystkim zlikwidujesz szkodliwe dla zdrowia i czystego powietrza zanieczyszczenia ze spalania paliw w domu oraz wyeliminujesz ogromną część emisji gazów cieplarnianych! Ciepły dom zimą, chłodny latem może i powinien być oszczędny. A oszczędzać się opłaca – pieniądze, zdrowie i środowisko.
Jacek Hutyra, Członek Zarządu ds. Zrównoważonego Rozwoju / ESG Leroy Merlin Polska
W ostatnich latach obserwujemy dynamiczne zmiany na rynku energetycznym. Z jednej strony, rosnące ceny surowców energetycznych oraz niestabilność dostaw skłaniają przedsiębiorstwa do poszukiwania efektywniejszych metod zarządzania energią. Z drugiej – wzrastająca świadomość ekologiczna oraz zobowiązania wynikające z międzynarodowych porozumień klimatycznych (takich jak Porozumienie Paryskie) wymuszają na firmach wdrażanie strategii mających na celu ograniczenie emisji gazów cieplarnianych. Unijne dyrektywy, w tym Dyrektywa EED (Energy Efficiency Directive), stawiają przed przedsiębiorstwami obowiązek przeprowadzania audytów energetycznych oraz wdrażania działań poprawiających efektywność energetyczną. W efekcie, sektor przemysłowy stoi przed koniecznością transformacji, która nie tylko wpływa na zmniejszenie negatywnego oddziaływania na środowisko, ale również przekłada się na wymierne korzyści finansowe.
Innowacyjne technologie – fundamenty nowoczesnej produkcji
Przemysł XXI wieku charakteryzuje się nieustanną modernizacją procesów technologicznych. Innowacyjne rozwiązania, takie jak pompy ciepła, odzysk ciepła odpadowego, kogeneracja oraz tworzenie nowych źródeł chłodu, stanowią odpowiedź na potrzebę optymalizacji zużycia energii. Wdrożenie takich technologii pozwala na wykorzystanie energii, która dotychczas była niezagospodarowana, a także na generowanie dodatkowych źródeł energii wewnątrz zakładu produkcyjnego.
Przykładowo, pompy ciepła wykorzystywane w procesach technologicznych nie tylko zapewniają efektywne ogrzewanie, ale również umożliwiają odzysk ciepła odpadowego, co przekłada się na redukcję zużycia paliw kopalnych. W systemach kogeneracyjnych, produkcja ciepła i energii elektrycznej odbywa się jednocześnie, co przy odpowiednio dobranych parametrach może zapewniać nawet całkowite pokrycie zapotrzebowania energetycznego zakładu przy jednoczesnej poprawie efektywności całego systemu. Wprowadzenie nowych źródeł chłodu, które zastępują przestarzałe układy chłodnicze, dodatkowo optymalizuje koszty operacyjne, przyczyniając się do zwiększenia konkurencyjności przedsiębiorstwa.
Model ESCO – finansowanie, które nie obciąża bilansu
Jednym z kluczowych elementów umożliwiających realizację ambitnych inwestycji w zakresie efektywności energetycznej jest model ESCO (Energy Service Company). Dzięki niemu, inwestycje nie wymagają angażowania dużych nakładów finansowych ze strony klienta. Model ten opiera się na finansowaniu inwestycji przez wyspecjalizowaną firmę, która realizuje projekt, a następnie otrzymuje wynagrodzenie uzależnione od osiągniętych oszczędności energetycznych.
Rozwiązanie to umożliwia przedsiębiorstwom natychmiastowe korzystanie z efektów modernizacji, jednocześnie nie obciążając ich bieżących zobowiązań. Jak podkreśla dr inż. Piotr Danielski, Prezes Zarządu i współzałożyciel DB Energy:
„Misja DB Energy to wdrażanie dekarbonizacji i efektywności energetycznej w taki sposób, aby przedsiębiorstwa nie tylko mogły osiągać znaczące oszczędności, ale przede wszystkim czuły realną korzyść z inwestycji. To dekarbonizacja, która się opłaca!”
Model ESCO pozwala na kompleksową obsługę inwestycji – od przeprowadzenia audytu energetycznego, poprzez projektowanie i wdrożenie rozwiązań, aż po uzyskanie gwarancji efektu. Dzięki temu rozwiązaniu, oszczędności energetyczne stają się bezpośrednio mierzalne, a przedsiębiorstwa mogą liczyć na wynagrodzenie oparte na sukcesie wdrożenia, co minimalizuje ryzyko finansowe.
Studium przypadku – transformacja w zakładzie Słodowni Soufflet Polska
W praktyce efektywności energetycznej i dekarbonizacji doskonałym przykładem jest projekt realizowany przez DB Energy we współpracy z Słodownią Soufflet Polska w Poznaniu. Zakład ten, należący do światowego lidera w produkcji słodu, przez ponad 20 lat utrzymywał status jednego z najbardziej efektywnych w globalnym portfelu firmy. Jednak dynamiczne zmiany rynkowe oraz wymogi regulacyjne wymusiły potrzebę dalszej modernizacji.
Projekt rozpoczął się od obowiązkowego audytu energetycznego, który wyznaczył kierunki optymalizacji. Na podstawie zidentyfikowanych wyzwań, DB Energy zaprojektowała i wdrożyła szereg nieoczywistych rozwiązań technologicznych, mających na celu zarówno zwiększenie efektywności energetycznej, jak i redukcję emisji. Kluczowe elementy projektu obejmowały:
Modernizację układu cieplnego – umożliwiającą odzysk ciepła odpadowego z procesów technologicznych,
Instalację pompy ciepła – generującej ciepło niezbędne dla procesów produkcyjnych, przy jednoczesnym wykorzystaniu odzyskanego ciepła,
Uruchomienie jednostek kogeneracyjnych – które nie tylko dostarczają ciepło, ale także niemal całkowicie pokrywają zapotrzebowanie zakładu na energię elektryczną,
Budowę nowego źródła chłodu – zastępującego przestarzałe rozwiązania i umożliwiającego lepszą kontrolę nad procesami technologicznymi.
Rezultatem wdrożenia była m.in. redukcja emisji CO₂ o 40% – co przekłada się na ograniczenie emisji o 9 543 tCO₂, oszczędność 30 GWh energii cieplnej i 12 GWh energii elektrycznej, a także miesięczne oszczędności rzędu 1,2 mln zł netto. Jak zauważa przedstawiciel Słodowni, wybór modelu ESCO pozwolił na realizację inwestycji bez konieczności angażowania własnych środków.
Korzyści ekonomiczne i środowiskowe – inwestycja, która przynosi zysk
Wdrożenie projektów z zakresu efektywności energetycznej wiąże się nie tylko z ograniczeniem negatywnego wpływu na środowisko, ale przede wszystkim z realnymi korzyściami ekonomicznymi.
Decydujące dla wielu przedsiębiorstw są również długoterminowe oszczędności, wynikające z niższego zużycia energii i mniejszej zależności od zmiennych cen surowców. Efektywność energetyczna przekłada się również na poprawę jakości produktów – modernizacja układów technologicznych, jak pokazuje przykład Słodowni Soufflet, wpływa na podniesienie standardów produkcji. Stanowi to dodatkowy atut konkurencyjny.
Przedsiębiorstwa, które decydują się na transformację energetyczną, nie tylko przyczyniają się do ochrony środowiska, ale również zyskują na elastyczności i odporności operacyjnej. W dobie rosnących wymagań regulacyjnych, inwestycje te pozwalają na spełnienie norm emisji. Podejście to jest szczególnie ważne dla firm działających na rynkach międzynarodowych.
Perspektywy i wyzwania dekarbonizacji w przemyśle
Decyzja o wdrożeniu rozwiązań poprawiających efektywność energetyczną to nie tylko kwestia wyboru technologii, ale przede wszystkim strategicznego podejścia do zarządzania przedsiębiorstwem. Współczesny przemysł stoi przed szeregiem wyzwań, które obejmują:
Maksymalizację efektu energetycznego – konieczność ciągłej optymalizacji procesów w celu wykorzystania każdej jednostki energii,
Realizację celów strategicznych – transformacja energetyczna musi być zgodna z długoterminową wizją rozwoju przedsiębiorstwa,
Optymalizację działania zakładu – modernizacja infrastruktury produkcyjnej wpływa na poprawę wydajności i niezawodności procesów,
Poznanie niuansów procesów technologicznych – szczegółowa analiza i audyt energetyczny stanowią fundament skutecznych rozwiązań,
Zrozumienie perspektywy klienta – każda inwestycja powinna być dostosowana do specyfiki i potrzeb konkretnego przedsiębiorstwa.
Umiejętność zrozumienia zarówno technicznych możliwości, jak i biznesowych aspektów modernizacji wyróżnia firmy myślące przyszłościowo. Wdrożone w Słodowni Soufflet rozwiązania pokazują, że dekarbonizacja przemysłu nie musi być postrzegana wyłącznie jako kosztowna konieczność, lecz jako inwestycja, która generuje dodatkowe zyski i przewagę konkurencyjną.
Dr inż. Piotr Danielski, Prezes Zarządu i współzałożyciel DB Energy, podkreśla, że kluczowym aspektem w drodze do zrównoważonej produkcji jest umiejętne łączenie nowoczesnych technologii z modelem finansowania, który minimalizuje ryzyko przedsiębiorstwa. W jego słowach brzmiąca misja firmy to:
„Tak wdrażamy dekarbonizację i efektywność energetyczną w przemyśle, żeby przedsiębiorstwa chciały to robić i żeby im to się opłacało. Naszym celem jest współtworzenie fabryk, które moglibyśmy mieć tuż za płotem – zeroemisyjnych, cichych i efektywnych energetycznie.”
Taka wizja nie tylko wpisuje się w globalne trendy, ale również stanowi praktyczny model, który może być adaptowany przez inne przedsiębiorstwa przemysłowe. Dążenie do transformacji energetycznej staje się zatem strategicznym narzędziem wzmacniającym pozycję firmy na konkurencyjnym rynku.
Szerszy kontekst – jak branża przemysłowa może odnosić korzyści
Decydując się na transformację energetyczną, przedsiębiorstwa nie tylko wchodzą w grono ekologicznych liderów, ale przede wszystkim zyskują na stabilności finansowej i operacyjnej. Kluczowe korzyści obejmują:
Redukcję kosztów operacyjnych: Inwestycje w efektywność energetyczną przekładają się na mniejsze zużycie energii, co w długoterminowej perspektywie obniża koszty produkcji.
Zwiększenie konkurencyjności: Przedsiębiorstwa, które wdrażają nowoczesne technologie, są lepiej przygotowane na zmieniające się warunki rynkowe oraz rosnące wymagania regulacyjne.
Budowanie pozytywnego wizerunku: Zaangażowanie w działania proekologiczne wpływa korzystnie na wizerunek firmy, co jest istotne zarówno w oczach klientów, jak i inwestorów.
Spełnienie norm środowiskowych: Coraz bardziej rygorystyczne przepisy dotyczące emisji CO₂ wymagają od firm podejmowania działań na rzecz ochrony środowiska – transformacja energetyczna jest odpowiedzią na te wymagania.
Z perspektywy menedżerów i decydentów, wdrożenie rozwiązań opartych na modelu ESCO pozwala na realizację ambitnych projektów bez konieczności angażowania dużych środków własnych. Przykład Słodowni Soufflet Polska pokazuje, że dzięki starannie przeprowadzonemu audytowi energetycznemu oraz kompleksowej obsłudze inwestycji, możliwe jest osiągnięcie oszczędności na poziomie setek tysięcy złotych miesięcznie oraz znacząca redukcja emisji CO₂, co ma niebagatelne znaczenie dla strategii zrównoważonego rozwoju.
Wyzwania i perspektywy dalszych inwestycji
Choć efektywność energetyczna przynosi wymierne korzyści, proces transformacji wiąże się z szeregiem wyzwań. Do najważniejszych należą:
Infrastruktura technologiczna: Modernizacja istniejących zakładów produkcyjnych wymaga nie tylko inwestycji, ale także dostosowania systemów zarządzania energią oraz kompetencji kadry inżynieryjnej.
Dostosowanie do zmieniających się przepisów: Przepisy unijne i krajowe ulegają ciągłym zmianom, co wymusza regularne aktualizacje strategii energetycznych.
Integracja nowych technologii: Wdrożenie rozwiązań takich jak pompy ciepła czy systemy kogeneracyjne wymaga precyzyjnego dopasowania do specyfiki produkcji i procesów technologicznych przedsiębiorstwa.
Zarządzanie ryzykiem finansowym: Mimo że model ESCO minimalizuje ryzyko inwestycyjne, niezbędne jest stałe monitorowanie efektów wdrożonych rozwiązań oraz elastyczne dostosowywanie strategii finansowania.
Dla menedżerów i decydentów kluczowe jest, aby inwestycje te były postrzegane jako element długoterminowej strategii rozwoju, a nie jedynie jako koszt operacyjny. Transformacja energetyczna, oparta na solidnych analizach i wdrażana w modelu partnerskim, może stać się fundamentem stabilności i innowacyjności przedsiębiorstwa na przestrzeni kolejnych lat.
Przykłady sukcesów i inspiracje dla innych branż
Wdrożenie rozwiązań wskazanych w kompleksowym audycie energetycznym oraz dalsze kroki modernizacyjne pokazują, że efektywność energetyczna to nie tylko inwestycja w technologie, ale przede wszystkim w przyszłość firmy. Przedsiębiirstwa, które decydują się na taki krok, mogą liczyć na:
Wyższy poziom bezpieczeństwa operacyjnego: Stabilne i zoptymalizowane systemy energetyczne redukują ryzyko przestojów oraz awarii.
Lepsze wyniki finansowe: Mniejsze koszty operacyjne przekładają się na wyższe marże i lepszą pozycję konkurencyjną na rynku.
Wzrost wartości rynkowej: Inwestorzy coraz częściej zwracają uwagę na proekologiczne inicjatywy, co wpływa na pozytywną ocenę przedsiębiorstw angażujących się w transformację energetyczną.
Podsumowanie
Transformacja energetyczna i dekarbonizacja przemysłu to wyzwania, które wymagają innowacyjnego podejścia, integracji nowoczesnych technologii oraz przemyślanych modeli finansowania. Przykład DB Energy i Słodowni Soufflet Polska pokazuje, że możliwe jest osiągnięcie efektów, które przekładają się zarówno na wymierne oszczędności finansowe, jak i na znaczną redukcję emisji CO₂. Dzięki wdrożeniu technologii takich jak pompy ciepła, odzysk ciepła odpadowego, systemy kogeneracyjne oraz nowe źródła chłodu, przedsiębiorstwa mogą osiągnąć poziom efektywności energetycznej, który pozwala im konkurować na globalnym rynku, jednocześnie spełniając wymogi zrównoważonego rozwoju.
Jak podkreśla dr inż. Piotr Danielski, „dekarbonizacja to inwestycja, która się opłaca” – a model ESCO umożliwia realizację tych inwestycji bez obciążania bilansu przedsiębiorstwa, co czyni go atrakcyjnym rozwiązaniem zarówno dla dużych, jak i średnich firm przemysłowych.
W obliczu nieustannie rosnących wyzwań związanych z ochroną środowiska oraz potrzeby optymalizacji kosztów, transformacja energetyczna staje się nieodzownym elementem strategii rozwoju. Przedsiębiorstwa, które już dziś decydują się na wdrożenie nowoczesnych rozwiązań, zyskują nie tylko na efektywności operacyjnej, ale również budują fundamenty pod przyszły rozwój w coraz bardziej wymagającym otoczeniu regulacyjnym i rynkowym. Dla decydentów i menedżerów kluczowe jest, aby patrzeć na efektywność energetyczną jako na strategiczną inwestycję, która przynosi długoterminowe korzyści – zarówno w wymiarze finansowym, jak i w zakresie odpowiedzialności ekologicznej.
Perspektywy na przyszłość
Przemysł, który z powodzeniem wdrożył rozwiązania transformacji energetycznej, może stać się wzorem do naśladowania dla innych sektorów. W miarę jak technologie energetyczne będą się rozwijać, a przepisy dotyczące emisji CO₂ będą coraz bardziej restrykcyjne, inwestycje w efektywność energetyczną staną się nie tylko koniecznością, ale i źródłem przewagi konkurencyjnej. Możliwość uzyskania natychmiastowych oszczędności finansowych, połączona z długoterminową redukcją emisji, sprawia, że model ESCO oraz kompleksowe podejście do transformacji energetycznej zyskują na znaczeniu.
Warto zwrócić uwagę, że transformacja energetyczna to proces ciągły, wymagający stałego monitorowania, analizy danych energetycznych oraz adaptacji do nowych warunków rynkowych i technologicznych. Przedsiębiorstwa, które zdecydują się na taki kierunek rozwoju, muszą liczyć się z koniecznością inwestycji nie tylko w nowoczesne urządzenia, ale również w rozwój kompetencji swoich kadr. Szkolenia, modernizacja systemów zarządzania energią oraz ciągłe doskonalenie procesów technologicznych będą stanowić integralny element strategii długoterminowej.
Wnioski
Podsumowując, efektywność energetyczna i dekarbonizacja przemysłu to kluczowe wyzwania współczesnej gospodarki, które mają wymiar nie tylko ekologiczny, ale przede wszystkim ekonomiczny. Wdrożenie nowoczesnych technologii, takich jak pompy ciepła, odzysk ciepła odpadowego, kogeneracja czy nowe źródła chłodu, w połączeniu z innowacyjnym modelem finansowania ESCO, pozwala przedsiębiorstwom na osiągnięcie wymiernych korzyści. Przykład projektu DB Energy realizowanego w zakładzie Słodowni Soufflet Polska w Poznaniu stanowi dowód na to, że transformacja energetyczna, oparta na kompleksowym podejściu i partnerskiej współpracy, może stać się realnym narzędziem poprawy efektywności operacyjnej i budowania przewagi konkurencyjnej.
Dla decydentów i menedżerów przemysłowych, inwestycje w nowoczesne technologie energetyczne to szansa na zbudowanie bardziej odpornego, elastycznego i przyjaznego środowisku systemu produkcji. W obliczu globalnych wyzwań i rosnących wymagań rynkowych, decyzja o wdrożeniu strategii transformacji energetycznej staje się strategicznym krokiem w kierunku zrównoważonego rozwoju, który przynosi zysk nie tylko finansowy, ale również społeczny i ekologiczny.
Transformacja energetyczna to nie tylko przyszłość – to już teraźniejszość, z którą muszą zmierzyć się nowoczesne przedsiębiorstwa. Wprowadzając innowacyjne rozwiązania i korzystając z modeli finansowania opartych na efektywności, firmy mogą nie tylko spełniać coraz bardziej rygorystyczne normy środowiskowe, ale przede wszystkim budować fundamenty pod długoterminowy rozwój i konkurencyjność na globalnym rynku.
Według danych z końca lutego 2025 r., w Polsce były zarejestrowane łącznie 84 802 osobowe i użytkowe samochody całkowicie elektryczne (BEV). W lutym ich liczba zwiększyła się o 4 102 szt., czyli o 15% więcej niż w analogicznym okresie 2024 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.
Pod koniec lutego 2025 r. po polskich drogach jeździły 150 953 samochody osobowe z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 76 384 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 74 569 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 8 451 szt. Stale rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec lutego składała się z 23 880 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 1 014 635 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1512 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1423 szt., zaś wodorowe 89 szt.).
Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec lutego 2025 r. w Polsce funkcjonowało 9 125 ogólnodostępnych punktów ładowania pojazdów elektrycznych. 31% z nich stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 69% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW.
– Od początku roku w Polsce przybyło prawie 500 nowych punktów ładowania, z czego niemal połowę stanowiły szybkie punkty DC – ich udział w polskiej sieci infrastruktury ogólnodostępnej systematycznie wzrasta. Impuls do znacznie szybszej rozbudowy punktów DC mogą stanowić dwa nowe programy wsparcia, których regulaminy poznaliśmy w ubiegłym tygodniu. Nabory zostaną uruchomione pod koniec marca. Oba programy są od siebie niezależne, ale ich efektywność rynkowa zależy od odpowiedniej koordynacji naborów. W wielu lokalizacjach, zwłaszcza tranzytowych wzdłuż sieci TEN-T, dopłaty do punktów ładowania powinny zostać skorelowane z dofinasowaniem przyłącza wysokiej mocy. W tym kontekście, biorąc pod uwagę znacznie krótszy czas trwania konkursu na wsparcie infrastruktury ładowania (ma trwać do końca sierpnia, zaś nabór dotyczący przyłączy do końca grudnia), kwestią kluczową będzie w szczególności odpowiednio sprawne procedowanie złożonych wniosków przez NFOŚIGW. Charakter naboru w ramach programu dopłat do infrastruktury ładowania sprawia również, że potencjalni beneficjenci powinni we wnioskach racjonalnie określić kwotę oczekiwanego dofinansowania, aby zwiększyć swoje szanse w konkursie – mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.
– Luty okazał się być bardzo dobrym miesiącem rejestracji zarówno nowych jak i używanych pojazdów. Jeżeli chodzi o wyniki nowych pojazdów, efektem wzrostu jest zapewne wprowadzenie nowego programu wsparcia – NaszEauto, a tylko w ciągu kilku pierwszych tygodni funkcjonowania tego programu wpłynęło ponad 1300 wniosków. Znacznie wzrosła liczba rejestracji hybryd plug-in, ale to też nie dziwi, bo w związku z zaostrzeniem celów emisyjnych, które muszą zostać spełnione w 2025 roku, producenci przygotowali bardzo dobrą ofertę na te modele pojazdów. Nieco gorsza sytuacja jest w przypadku samochodów dostawczych – w ciągu dwóch pierwszych miesięcy bieżącego roku – w porównaniu z rokiem ubiegłym – liczba rejestracji tych pojazdów spadła. Tu przyczyną spadków jest zapewne zakończenie programu wsparcia Mój Elektryk. Warto odnotować bardzo dynamiczne wzrosty w segmencie elektrycznych motocykli, motorowerów i pojazdów mikro, a także pojazdów wodorowych. Na zakończenie należy też zaznaczyć, że w Polsce przekroczyliśmy liczbę miliona sztuk zarejestrowanych osobowych i dostawczych samochodów hybrydowych, co więcej – ilość tych pojazdów dynamicznie i sukcesywnie rośnie – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.
Temat taryf celnych jest wiodący dla rynków i to prawdopodobnie nie zmieni się w najbliższej przyszłości. Przynajmniej do 2 kwietnia, kiedy to wygasa zwolnienie z opłat na wybrane produkty z Kanady oraz Meksyku i kiedy mają zostać ogłoszone nowe wzajemne taryfy na partnerów handlowych USA.
Należy pamiętać, że cła mogą mieć dwa całkowicie przeciwstawne cele. Mogą być stosowane jako narzędzie negocjacyjne lub jako instrument długoterminowej polityki przemysłowej. Ale nie da się realizować obydwu jednocześnie. Jeśli mają one służyć jako element nacisku, Stany Zjednoczone powinny wiarygodnie zapewnić inne kraje, że zostaną one wycofane, jeśli dojdzie do porozumienia. USA powinny utrzymać je w mocy tylko wtedy, gdy ostateczny cel nie zostanie osiągnięty, innymi słowy, kiedy negocjacje zakończą się fiaskiem.
W przypadku drugim (cel polityki przemysłowej) , krajowe przedsiębiorstwa powinny mieć pewność, że cła zostaną utrzymane przez długi czas. Jedynie w takim wypadku mogą być skutecznym mechanizmem ochrony krajowych firm przed zagraniczną konkurencją. W takich warunkach lepiej jest planować przez nie długoterminowe inwestycje i zwiększać swoje moce produkcyjne. W innym przypadku wiarygodność ceł jako narzędzia przemysłowego zostanie utracona.
Niestety w komentarzach płynących z administracji USA nie jest do końca jasne, który z tych celów ma zostać osiągnięty. W przypadku Kanady politycy zakładają, że naciski celne mają skłonić ten kraj do większej współpracy z zakresie bezpieczeństwa granic i jednocześnie mają za zadanie zachęcić firmy do przeniesienia produkcji do USA, aby uniknąć problemów wyższych kosztów.
Aktualne środowisko jest trudne dla dolara amerykańskiego, który przez długi czas był wspierany przez wyjątkową pozycję gospodarczą USA. Pogłębiająca się niepewność związana z polityką handlową w pewnym momencie zaczęła osłabiać tę pozycję i wpływać negatywnie na jego perspektywy.
Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami, Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) ponownie obniżył stopy procentowe o 25 punktów bazowych do poziomu 0,25 proc.. NIe ujawniono dalszych planów. Rynek odebrał decyzję SNB jako „gołębią”, co wywołało presję na franka szwajcarskiego. Prognozy inflacyjne na 2025 rok zostały nieznacznie podniesione, ale podkreślono, że byłyby niższe, gdyby nie cięcia kosztu pieniądza.
O parametrach swojej polityki monetarnej decydował również Bank Anglii pozostawiając stopy procentowe bez zmian (4,5 proc.). Jednak samo głosowanie okazało się pewnym rozczarowaniem – zamiast poprzeć kolejną obniżkę stóp, jak tego oczekiwano, Catherine Mann zagłosowała za ich utrzymaniem. Komunikat BoE poinformował rynek, że nastąpił znaczący postęp w procesie dezinflacji co pozwala na stopniowe wycofywanie się z restrykcyjnej polityki pieniężnej. Natomiast niepewność w globalnej polityce handlowej wzrosła od ostatniego posiedzenia.
Notowania GBP/USD po porannym spadku (na skutek słabych danych z rynku pracy UK) lekko urosły. Dzi rano nastąpiła kolejna zniżka do 1,2930.
Uwolnienie wydatków na obronę i infrastrukturę: jak i dlaczego z poślizgiem przełoży się to na wzrost gospodarczy (co decyduje też o polskim eksporcie); osłabiony przemysł wąskim gardłem we wdrażaniu środków; do środków publicznych dołączy wzrost inwestycji prywatnych; koszt obsługi długu nie powinien być problemem w dłuższej perspektywie – po uwzględnieniu bodźca do dodatkowego wzrostu.
Większością dwóch trzecich głosów Bundestag wyłączył wydatki na obronę z reguł (zrównoważonego) normalnego budżetu, zezwalając na nowe zadłużenie powyżej 1% PKB
Utworzono również specjalny fundusz infrastrukturalny w wysokości 500 mld EUR, aby zaradzić potrzebom narosłym przez dziesięciolecia niedoinwestowania (zasób kapitału zmniejszył się o -10 punktów procentowych w ciągu ostatniej dekady).
W pierwszej kolejności będą realizowane wydatki na obronę, a wdrożenie projektów infrastrukturalnych prawdopodobnie będzie wymagać więcej czasu.
W opinii Allianz Trade bodziec ten może jednak zwiększyć równocześnie inwestycje prywatne nawet o +5,9% łącznie w ciągu 12-letniego okresu funkcjonowania funduszu infrastrukturalnego, chociaż do pełnego uwolnienia i wykorzystania potencjału tego wzrostu potrzebne są reformy strukturalne.
Allianz Trade szacuje, że finansowane długiem wydatki fiskalne dodadzą +0,3% do PKB Niemiec w 2025 r., a skala tak pobudzonego dodatkowego wzrostu przyspieszy do +1,7% w 2026 r. i +2,1% w 2027 r.
Nadal jednak równolegle utrzymują się zagrożenia, takie jak inflacja i ograniczenia w zdolnościach produkcyjnych, a wskaźnik zadłużenia do PKB ma przekroczyć do 2037 r. 72%, z obecnego poziomu 62,8%.
Rynki kapitałowe wyceniły już w tym tygodniu to głosowanie i obecnie wyceniają stopy procentowe dla Niemiec o około 30pb wyżej. Biorąc pod uwagę pozytywny wpływ na wzrost gospodarczy i inflację, wynikające z tego dodatkowe koszty obsługi zadłużenia dla Niemiec powinny być możliwe do opanowania (0,1-0,2% PKB, ceteris paribus – w tych samych okolicznościach).
Na nadzwyczajnym posiedzeniu w tym tygodniu Bundestag przyjął poprawki do Ustawy Zasadniczej w zakresie obronności, infrastruktury i neutralności klimatycznej, które mogą wyciągnąć Niemcy z gospodarczego dołka. W Bundestag znalazła się większość dająca wymagane dwie trzecie głosów, aby zwolnić wydatki na obronę – w tym ochronę ludności i obronę, cyberbezpieczeństwo, wywiad i wsparcie dla państw zaatakowanych z naruszeniem prawa międzynarodowego – z reguł normalnego budżetu, gdy przekroczone zostanie 1% PKB wydatków na ten cel, co umożliwi rządowi federalnemu zaciągnięcie nowego długu. Ponadto Bundestag postanowił dodać do konstytucji specjalny fundusz w wysokości 500 mld euro na finansowanie nowych inwestycji w infrastrukturę i osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2045 roku. Ten specjalny fundusz może zostać uruchomiony na dodatkowe inwestycje tylko jeśli 10% normalnego budżetu federalnego zostanie uprzednio wydane na inwestycje. 100 mld euro z tego funduszu zostanie przeznaczone na Fundusz Klimatyczny i Transformacyjny (KTF), a kolejne 100 mld euro będzie dostępne dla krajów związkowych na inwestycje w ich infrastrukturę, zwłaszcza sieci ciepłownicze i inne sieci związane z energią.
Wydatki fiskalne są krokiem we właściwym kierunku, ponieważ Niemcy muszą pilnie odbudować swoją infrastrukturę publiczną po latach zaniedbań, a jednocześnie w szczególności zwiększyć i ustabilizować wydatki zorientowane na przyszłość. W ciągu ostatniej dekady wartość niemieckiego kapitału (w środkach trwałych) zmniejszyła się o 10 punktów procentowych. Niedoinwestowanie było najbardziej dotkliwe w infrastrukturze publicznej – kolejach, autostradach i drogach wodnych – ze szczytową stratą -22 mld EUR w 2023 r., co pogłębia niekorzystną sytuację. Kluczowe obszary w wydatkach ukierunkowanych na przyszłość, takie jak infrastruktura transportowa, edukacja i obrona, stanowią obecnie nieco poniżej 25% wydatków publicznych na szczeblu federalnym, stanowym i lokalnym. Ich udział w PKB pozostawał względnie stabilny w ostatnich dziesięcioleciach, ale nadal jest poniżej średniej UE (7,3% PKB w 2023 r. wobec średniej unijnej 10,5%), zwłaszcza w przypadku obronności i edukacji (wykres 1). Nawet przy pakiecie fiskalnym Niemcy nadal stać będą przed wyzwaniem przyspieszenia rozwoju infrastruktury, ponieważ ograniczenia w zdolnościach produkcyjnych i napięcia na rynku pracy spowolnią wydatkowanie i wdrażanie środków. Z drugiej strony, nacisk na inwestycje publiczne będzie zapewne również stymulować inwestycje sektora prywatnego – jak Allianz Trade szacuje wzrost z tym związanym może wynieść +5,9% łącznie w ciągu 12-letniego okresu funkcjonowania funduszu infrastrukturalnego, pod warunkiem jednak, że pakietowi fiskalnemu towarzyszyć będą reformy strukturalne, takie jak reformy podatkowe lub ograniczenie biurokracji.
Wykres 1: Wydatki publiczne ukierunkowane na przyszłość są w Niemczech niższe niż średnia UE
Źródła: Eurostat, Allianz Research. Uwaga: UE11 to 11 europejskich państw założycielskich.
Podczas gdy wydatki na obronę prawdopodobnie będą już na wstępie skoncentrowane, to wdrożenie projektów infrastrukturalnych zajmie trochę czasu, choć i tak zwiększy to prognozę niemieckiego PKB. Zastosowaliśmy dolną granicę mnożników dla infrastruktury i obronności, ponieważ uruchomienie infrastruktury zajmie trochę czasu, a wydatki na obronność mają zwykle skromniejszy wpływ (na wzrost), ponieważ część środków przeznaczana jest na importowany sprzęt, a nie na produkcję krajową. Zakładając stopniowe wdrażanie dodatkowych 2% PKB wydatków fiskalnych finansowanych długiem[1] , PKB może wzrosnąć w następstwie tego o +0,3% w 2025 r. (w porównaniu z bazowym poziomem stagnacji), +1,7% w 2026 r. (z +0,9%) i +2,1% w 2027 r. (z +1,1%) (wykres 2, po lewej). Jednak wydatki fiskalne finansowane długiem prawdopodobnie zwiększą również inne zagrożenia, takie jak wzrost płac i inflację, ponieważ ograniczenia dostępnych mocy produkcyjnych będą hamować wzrost produkcji. Przy stopniowym wdrażaniu wskaźnik zadłużenia do PKB osiągnąłby nieco ponad 72% do 2037 r. (wykres 2, po prawej).
Wykres 2: Wzrost wynikający z pakietu fiskalnego, r/r w pp i ogółem w % (po lewej) oraz dług publiczny w % PKB (po prawej)
Rynki już wcześniej w dużej mierze wyceniały głosowanie w Bundestagu. Rynki finansowe nie zareagowały zbytnio na wtorkowe głosowanie, utrzymując reakcję obserwowaną w pierwszych dwóch dniach po jego zapowiedzi 4 marca. Ogólnie rzecz biorąc, krzywa rentowności przesunęła się w górę o około 20-30 pb (2 letnie papiery skarbowe o 15 pb, 10-letnie o 30 pb, i 30-lenie również o 30 pb). Ruch ten był spowodowany wyższymi realnymi stopami procentowymi (17 pb) i w nieco mniejszym stopniu wyższymi oczekiwaniami inflacyjnymi (14 pb, wykres 3). Niemiecki indeks giełdowy (DAX) wzrósł o +5%, zwiększając zyski w ujęciu rocznym do 17%. Euro umocniło się o 3,0% do 1,09 w stosunku do USD. Ogólnie rzecz biorąc, reakcja rynku odzwierciedla naszą opinię i nie widzimy pola do dalszego wzrostu rentowności (kosztu obsługi obligacji rządowych) w oparciu o to wydarzenie.
Wykres 3: Realne rentowności i inflacja wpłynęły na wzrost rentowności niemieckich 10-latek już po ogłoszeniu planów nowych wydatków, zmiana %
Źródła: Bloomberg, Allianz Research.
Wyższe stopy procentowe przekładają się na około 0,1-0,2% PKB dodatkowego deficytu fiskalnego w długim okresie, co powinno być do zaakceptowania i opanowania. Jeśli założymy, że koszty zadłużenia wzrosną o 30 punktów bazowych w długim okresie, przełoży się to na 8 mld EUR dodatkowych kosztów odsetkowych rocznie, biorąc pod uwagę obecny stan zadłużenia w wysokości 2,6 bln EUR. Jest to równowartość 0,19% PKB dodatkowego deficytu. Liczba ta może być lepszym wskaźnikiem, ponieważ a) minie trochę czasu, zanim dodatkowe koszty odsetkowe przełożą się na cały stan zadłużenia ze względu na średnią zapadalność długu i b) całkowity stan zadłużenia będzie stopniowo wzrastał (ogólnie, ale także z powodu dodatkowych wydatków), ale tak samo jak nominalny PKB, biorąc pod uwagę wyższy wzrost gospodarczy i trajektorię inflacji, ceteris paribus. Podsumowując, 0,1-0,2% PKB dodatkowego deficytu wynikającego z wyższych kosztów odsetkowych wydaje się nie być problemem nie do opanowania dla Niemiec. Dlatego też efekt ten sam w sobie nie ma wpływu na naszą prognozę stóp procentowych. Głównym powodem założenia wyższych stóp procentowych jest raczej wzrost oczekiwań inflacyjnych, a nie wzrost emisji długu.
[1] Wydatki na obronę osiągną 3% PKB do 2025 r., a wydatki na infrastrukturę zaczną się materializować dopiero od 2026 r. ze względu na dłuższe ramy czasowe projektów, przy jednoczesnym uwzględnieniu wzajemnych ceł na aluminium i samochody w wysokości 25% ze strony USA, które weszły w życie 12 marca 2025 r.
Choć w pierwszych dwóch miesiącach tego roku liczba rozpoczętych inwestycji jest o 10 proc. słabsza niż w tym samym czasie ubiegłego roku, sytuację na rynku należy uznać za stabilną. A to jest pozytywnym sygnałem.
Główny Urząd Statystyczny opublikował najnowsze dane dotyczące wyników budownictwa mieszkaniowego w okresie styczeń-luty 2025 roku.
Rozpoczęte budowy
W lutym deweloperzy w całym kraju rozpoczęli inwestycje obejmujące 10 925 nowych mieszkań, natomiast w pierwszych dwóch miesiącach łącznie wynik ten wyniósł 23,5 tys. lokali w budowie. Był o 10,2 proc. słabszy niż w analogicznym okresie zeszłego roku.
– Uważamy, że z uwagi na dysproporcję popytu i podaży oraz rekordową liczbę mieszkań dostępnych w ofercie, w kolejnych miesiącach budowniczy mogą obniżyć swoją aktywność jeszcze mocniej. W takich okolicznościach utrzymanie bardzo dobrego tempa wprowadzeń nowych inwestycji, który obserwowaliśmy w 2024 roku, będzie niemożliwe – komentuje Patryk Kozierkiewicz, radca prawny w Polskim Związku Firm Deweloperskich.
Zdaniem PZFD nie oznacza to jednak, że obecny rok maluje się dla branży w ciemnych barwach. Przeciwnie, powinien to być czas stabilizacji i złapania równowagi, której rynek usilnie oczekiwał.
– Przypomnijmy, branża przeszła w ostatnich latach wstrząs związany z osłabieniem gospodarczym i wybuchem wojny w Ukrainie, który został niemal natychmiast zastąpiony euforycznym okresem funkcjonowania programu Bezpieczny Kredyt 2 proc. – twierdzi Patryk Kozierkiewicz.
Nawet gdyby aktualny rok był pod względem wprowadzeń około 15-20 proc. słabszy niż poprzedni, wciąż mówilibyśmy o znacznie lepszym wyniku niż w latach 2022-2023. Osiągnięcie takiego pułapu pozwoliłoby branży na dalszy, harmonijny rozwój.
– Szczególnie, że z uwagi na poprawiającą się sytuację gospodarczą i dobre prognozy inflacyjne, na horyzoncie widać już potencjalne obniżenie stóp procentowych, co powinno przyczynić się do wzrostu popytu na kredyty hipoteczne – twierdzi radca prawny Związku.
Pozwolenia na budowę
Podobnie jak przy statystyce dotyczącej rozpoczęć, częściowy spadek aktywności inwestorów widać również w zakresie pozwoleń na budowę. W lutym udzielono zgód na budowę 13 391, a w dwóch pierwszych miesiącach łącznie 26 519 mieszkań. Stanowi to spadek o 12,4 proc. względem tego samego okresu rok wcześniej.
– Wysokie koszty obsługi długu i obniżenie popytu powodują, że obecna sytuacja będzie sprzyjała dużym podmiotom, z silnie ugruntowaną pozycją rynkową. I to właśnie tacy, realizujący długofalową strategię deweloperzy mogą w tym roku odpowiadać za dużą część uzyskiwanych pozwoleń – uważa Patryk Kozierkiewicz.
Mieszkania oddane do użytkowania
W styczniu i lutym oddano do użytkowania łącznie 18,3 tys. nowych mieszkań, co jest niemal identycznym wynikiem względem pierwszych dwóch miesięcy 2024 r.
Tendencja ta powinna utrzymywać się w perspektywie kolejnych miesięcy, skutkując najmniejszym rocznym odchyleniem spośród omawianych statystyk.
Taki stan rzeczy wynika z okresu budowy inwestycji deweloperskiej, który w uśrednieniu wynosi niecałe dwa lata. Ponieważ w 2022 i 2023 r. rozpoczęto budowę niemalże takiej samej liczby budowanych lokali, podobnie powinny prezentować się statystyki mieszkań oddawanych do użytkowania dwa lata później, czyli kolejno w 2024 i 2025 roku.
Opublikowane przez GUS dane o skali nowego budownictwa mieszkaniowego w Polsce wskazują, że stabilizacja na rynku mieszkaniowym trwa. Dwie największe grupy podmiotów budujących w Polsce mieszkania i domy – firmy deweloperskie i gospodarstwa domowe w lutym rozpoczęły budowy mniejszej liczby mieszkań niż przed rokiem, jednak warto pamiętać, że początek roku 2024 był wyjątkowy. Na tle wyników z lat 2020-2023 liczba rozpoczynanych budów napawa optymizmem. Na szczególną uwagę i pozytywną ocenę zasługuje przebudzenie w kategorii mieszkań komunalnych i społeczno-czynszowych.
Z najnowszych danych GUS wynika, że liczba mieszkań i domów oddanych do użytku w Polsce w lutym była niższa, zarówno w porównaniu do poprzedniego miesiąca, jak również do wyników sprzed roku. W lutym wszystkie grupy inwestorów oddały łącznie 14,9 tys. lokali, czyli o 4% mniej niż w styczniu i o prawie 8% mniej niż rok temu. Deweloperzy oddali w ramach tej puli 8,9 tys. mieszkań, co oznacza spadek o 5% w porównaniu do stycznia i o 10% w porównaniu z lutym ubiegłego roku. Pomimo tego kilkuprocentowego spadku m/m (miesiąc do miesiąca) wynik z lutego nie odbiega istotnie od liczby mieszkań oddanych do użytku przez firmy deweloperskie w poprzednich latach. Natomiast spadek w porównaniu do lutego sprzed roku jest naturalną konsekwencją bardzo niskiej liczby rozpoczętych budów sprzed dwóch lat.
Nie można obiektywnie analizować i oceniać tegoroczny danych GUS prezentujących liczby mieszkań oddawanych przez firmy deweloperskie, nie mając przed oczami liczby rozpoczynanych przez te podmioty budów w pierwszej połowie 2023 roku. Warto pamiętać, że zgromadzona przez deweloperów w 2022 roku w efekcie nowych rozwiązań legislacyjnych duża liczba pozwoleń w połączeniu ze słabnącą w następstwie skokowo rosnących kosztów kredytu hipotecznych – sprzedażą, zaowocowały w pierwszej połowie 2023 roku spowolnieniem w budownictwie mieszkaniowym. Deweloperzy uzyskali w tym okresie niewiele pozwoleń i rozpoczęli rekordowo małe liczby nowych budów. Efektem był spadek liczby rozpoczynanych przez deweloperów budów z poziomu 12 tys. miesięcznie w latach 2021-2022 do 8 tys. w I połowie 2023 roku. Następstwa tego wstrzymania sprzed dwóch lat będziemy zapewne obserwowali w niskiej liczbie oddawanych mieszkań w pierwszej połowie bieżącego roku.
Firmy deweloperskie odpowiadają za 60% wszystkich oddanych do użytku w lutym lokali mieszkalnych. W sytuacji gorszych niż w styczniu wyników firm deweloperskich oraz odrobinę lepszych wyników inwestorów indywidualnych, udział tych ostatnich w ogólnej liczbie oddawanych lokali wzrósł z 36% do 38%. W porównaniu do lutego 2024 roku, gospodarstwa domowe (w terminologii GUS to inwestorzy indywidualni) zakończyły budowę o 4% mniejszej liczby domów/mieszkań, ale w porównaniu z poprzednim miesiącem ich wynik był o 1,5% lepszy.
Spadek liczby lokali oddawanych do użytku przez firmy deweloperskie w ujęciu miesiąc do miesiąca, nie znajduje potwierdzenia w danych prezentowanych w postaci narastającej od początku roku sumy zrealizowanych lokali. W okresie styczeń-luty firmy deweloperskie przekazały do użytkowania 18,3 tys. mieszkań i domów, czyli minimalnie więcej niż przed rokiem (18 103 tys.).
W tym samym czasie inwestorzy indywidualni zrealizowali 11,2 tys. lokali czyli o 8% mniej niż w analogicznym okresie 2024 roku. Wiele wskazuje na to, że z niższymi w porównaniu rok do roku wynikami w kategorii mieszkań oddanych do użytkowania będziemy mieli do czynienia przez kilka najbliższych miesięcy.
Starania różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę w lutym przyniosły lepsze efekty niż w styczniu. Jednak w porównaniu do wyników z 2024 roku wyniki te są o kilka procent niższe.
Wiemy z danych zagregowanych dla 12 i 36 miesięcy, że liczba pozwoleń na budowę lokali mieszkalnych wciąż wyraźnie przekracza liczbę rozpoczynanych w analogicznych okresach budów. W efekcie w całej Polsce utrzymuje się wyraźna nadwyżka pozwoleń na budowę, która istotnie zwiększa możliwości wprowadzenia przez firmy deweloperskie na rynek nowej podaży (rozpoczęcia budowy nowych mieszkań).
Łączna liczba pozwoleń wydanych w lutym przekroczyła 20 tys., z czego 13,4 tys. pozwoleń uzyskali deweloperzy, a 5,6 tys. inwestorzy indywidualni. Zatem suma uzyskanych w lutym pozwoleń była o 2% wyższa niż w styczniu. W porównaniu do lutego sprzed roku liczba pozwoleń na budowę spadła o prawie 7%. Inaczej niż w styczniu to gospodarstwa domowe a nie firmy deweloperskie wykazały w tej kategorii większą niż rok wcześniej aktywność.
Liczba lokali mieszkalnych, na budowę których różne grupy inwestorów uzyskały pozwolenie w okresie styczeń-luty (narastająco), jest niższa niż rok temu. W pierwszych dwóch miesiącach 2025 roku deweloperzy uzyskali pozwolenia na budowę łącznie 26,5 tys. mieszkań i domów (o 12,4% mniej r/r), a inwestorzy indywidualni 11,2 tys. (o 2,3% więcej).
Statystyki GUS po lutym dotyczące rozpoczynanych w całej Polsce budów sugerują wyraźne spowolnienie. Liczba rozpoczynanych przez wszystkie grupy inwestorów budów zmniejszyła się w ciągu roku o niemal 20%. Warto jednak zauważyć że początek ubiegłego roku charakteryzował wyjątkowo wysoki wolumen rozpoczynanych budów. Działo się tak głównie za sprawą firm deweloperskich, które pod wpływem wyjątkowo wysokiej sprzedaży wspieranej “Bezpiecznym kredytem 2%” przystąpiły do realizacji nowych inwestycji. Na tle ostatnich 5 lat początek roku 2024 w kategorii ‘budowy rozpoczynane’ był wyjątkowy i dlatego analiza liczby rozpoczynanych w pierwszych miesiącach 2025 roku budów musi uwzględniać ten fakt.
Wszystkie grupy inwestorów w lutym 2025 roku rozpoczęły budowy 16,6 tys. lokali mieszkalnych, czyli o 4% mniej niż w styczniu i o 19% mniej niż w lutym 2024 roku. Tak znaczący spadek to przede wszystkim efekt działań podejmowanych przez firmy deweloperskie, które rozpoczęły budowę wyraźnie mniejszej liczby lokali – w stosunku do stycznia br. o 13%, a w stosunku do lutego ubiegłego roku o 23%. Jednak w stosunku do lat 2020-2023 wyniki firm deweloperskich w tej kategorii są wyraźnie wyższe od średniej z tego okresu.
Bieżące dane GUS o rozpoczynanych budowach należy interpretować także w kontekście statystyki udzielanych pozwoleń. Od początku roku różnica między liczbą uzyskanych pozwoleń i liczbą rozpoczynanych budów wynosi 3,5 tys., co oznacza, że 15% uzyskiwanych pozwoleń nie ma kontynuacji w realizowanych budowach.
Warto odnotować że ponad ⅓ (1,3 tys.) tej nadwyżki powstała za sprawą pozwoleń na budowę mieszkań komunalnych i społeczno-czynszowych co może świadczyć o wyczekiwanym przebudzeniu w budowie mieszkań na wynajem o umiarkowanym czynszu.
Wyniki firm deweloperskich w kontekście nadwyżki pozwoleń nad rozpoczynanymi budowami należy oceniać nieco inaczej, jednak również w tej grupie inwestorów początek 2025 roku wygląda optymistycznie. W 2024 roku deweloperzy odłożyli 25% uzyskanych pozwoleń podczas gdy w pierwszych dwóch miesiącach 2025 roku – zaledwie 11%. Czy to chwilowe wahnięcie czy zmiana tendencji – pokażą wyniki następnych miesięcy.
Autor: Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku Otodom
Ministerstwo Klimatu i Środowiska ogłosiło dziś szczegóły nowego regulaminu programu Czyste Powietrze. Realizatorzy programu widzą w nim kilka zagrożeń.
Ogłoszony dziś regulamin programu Czyste Powietrze jest wypadkową zmian, zapowiadanych przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska pod koniec grudnia 2024 r. W wyniku konsultacji społecznych, ministerstwo opracowało nowe zasady realizacji programu, w tym warunki przydzielania rządowych dotacji. Patrząc z punktu widzenia branży OZE, tj. producentów urządzeń oraz wykonawców termomodernizacji, zasady te nie uwzględniają praw i potrzeb samych przedsiębiorstw.
Niedawno utworzony Związek Pracodawców Czystego Powietrza, reprezentujący interesy już kilkudziesięciu firm członkowskich, które od wielu lat realizują rządowych program, zwraca uwagę, iż zaproponowane zmiany regulaminowe zupełnie pomijają rolę firm wykonawczych w całym procesie. Kontrowersje budzą zwłaszcza limity cenowe na każdy element inwestycji, które nie uwzględniają stawek rynkowych urządzeń i materiałów ani też różnic cenowych w poszczególnych regionach kraju.
– Cieszymy się, że Ministerstwo Klimatu i Środowiska opublikowało informację o nowych zasadach programu Czyste Powietrze zgodnie z zapowiadanym terminem. Uważamy jednak, że regulamin ten mocno uderza w bezpieczeństwo przedsiębiorców branży OZE, którzy będą musieli dostosować swoje cenniki do narzuconych limitów, znacznie redukując marżowość produktów i usług. To z kolei zagraża utrzymaniu rentowności firm, które często od wielu miesięcy borykają się z zatorami płatniczymi, spowodowanymi odzyskiwaniem środków z Wojewódzkich Funduszy Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – komentuje Mariusz Dąbek, Prezes Związku PCP.
Związek PCP proponuje, aby władze rozpatrzyły postulaty, jakie przedsiębiorcy zebrali w ramach działalności Związku, i które chcą omówić z przedstawicielami NFOŚiGW podczas najbliższych, zaplanowanych spotkań.
Z kolei Górzny Group, jedna z firm założycielskich Związku PCP, zwraca uwagę, że dotychczasowe wyzwania, związane z zatorami płatniczymi w ramach programu, budziły niepokój zarówno wśród beneficjentów, jak i wykonawców. Górzny Group podkreśla, że kluczowe jest zapewnienie bezpieczeństwa finansowego dla firm realizujących inwestycje w zakresie termomodernizacji i wymiany źródeł ciepła.
– Jeśli chcemy realnie przyspieszyć procesy modernizacji budynków i wymiany nieefektywnych źródeł ciepła, powinniśmy zweryfikować cenniki zawierane w regulaminie. Aktualne stawki, przewidziane w regulaminie, nie odzwierciedlają rzeczywistych kosztów realizacji projektów, co może wpływać na możliwość ich sprawnej realizacji biorąc pod uwagę konieczne przyspieszenie w tym zakresie – dodaje Adrian Górzny, prezes Górzny Group.
Firma zwraca też uwagę na elastyczne podejście do finansowania oraz usprawnienie procesów decyzyjnych, tak aby program Czyste Powietrze był skuteczniejszym narzędziem wspierającym transformację energetyczną w Polsce, zwłaszcza wśród gospodarstw domowych dotkniętych ubóstwem energetycznym.
Początek roku w statystykach GUS budownictwa mieszkaniowego zazwyczaj upływa pod znakiem sezonowego osłabienia aktywności inwestycyjnej. Tymczasem w roku bieżącym po optymistycznym styczniu pod względem budów rozpoczętych w lutym nastąpiła stabilizacja danych statystycznych na dość przeciętnych poziomach wartości. Tym samym, jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, na wiosenne ożywienie budownictwa mieszkaniowego przyjdzie uczestnikom rynku jeszcze trochę poczekać.
Początek roku bez niespodzianek
Tegoroczny styczeń, choć jak na początek roku nie zawiódł oczekiwań pod względem nowych inwestycji, to jednak nie zapowiadał większego przesilenia w dość wyraźnie słabnącej przez większą część ubiegłego roku dynamice zmian danych budownictwa mieszkaniowego. Raczej zasygnalizował perspektywę ich utrzymania w przewidywalnej przyszłości na przeciętnych poziomach, z szansą na progres w okolicznościach ewentualnej poprawy warunków około rynkowych.
Luty w pełni potwierdził tego typu perspektywy poprzez utrzymanie wartości wszystkich trzech rodzajów GUS-owskich statystyk na zbliżonym poziomie w relacji miesiąc do miesiąca. W drugim miesiącu br. rozpoczęto ogółem budowę 16,6 tys. mieszkań, co jest wynikiem słabszym, licząc rok do roku o blisko jedną piątą. Z kolei sami deweloperzy ruszyli z budową niespełna 11 tys. lokali, co oznacza regres o 23 proc. w stosunku do analogicznego miesiąca ub. roku oraz ponad 13% spadek w relacji miesiąc do miesiąca. Zdaniem ekspertów portalu RynekPierwotny.pl taki rezultat znacznie umniejsza optymistyczną wymowę styczniowego wybicia przedmiotowych danych, które robiło wrażenie początku kolejnego impulsu wzrostowego mieszkań rozpoczętych.
Ogółem w pierwszych dwóch miesiącach br. ruszyła budowa niespełna 34 tys. mieszkań i domów, co oznacza wynik o kilka procent gorszy w relacji rok do roku. Z kolei sami deweloperzy rozpoczęli budowę ponad 23,5 tys. lokali, co oznacza wartość o jedną dziesiątą poniżej uzyskanej w analogicznym okresie ub. roku. W sumie daje efekt raczej słabnącej koniunktury inwestycyjnej, choć nie bez znaczenia jest fakt relatywnie wysokiej bazy porównawczej sprzed roku.
Nowe pozwolenia również z topniejącym potencjałem
Z kolei w przypadku statystyk nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym, luty potwierdził trwający już od blisko roku regres danych. GUS w ubiegłym miesiącu doliczył się ich ogółem 20 tys., czyli o 2 procent więcej licząc miesiąc do miesiąca, a w relacji rok do roku okazało się to wynikiem gorszym o kilka procent. W podobnym zakresie nastąpił spadek pozwoleń ogółem z obu tegorocznych miesięcy na poziomie blisko 40 tys. decyzji administracyjnych.
Jak wiadomo, statystyki nowych pozwoleń na budowę wciąż pozostają relatywnie wiarygodnym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów. Ich lutowy wynik na poziomie prawie 13,4 tys. jest powyżej wyniku poprzedzającego stycznia o symboliczne 2 proc., z kolei w relacji rok do roku daje to rezultat gorszy o 14 proc. W tym przypadku jest to po części efekt wysokich lotów przedmiotowych statystyk z początku 2024 roku, a więc podobnie jak w przypadku mieszkań rozpoczętych relatywnie wysokiej bazy. Mimo wszystko osiągnięty przez deweloperów w lutym wolumen nowych pozwoleń należy uznać za dosyć przeciętny i raczej nie wróżący koniunkturze inwestycyjnej w nadchodzących miesiącach ponadprzeciętnych wyników.
Słabe dane GUS vs hossa giełdowych deweloperów
W ostatnim czasie w danych GUS budownictwa mieszkaniowego statystyki lokali oddanych do użytkowania ciążą ku najniższemu od co najmniej 5 lat poziomowi, który w lutym został ponownie potwierdzony. Ogółem lokali oddanych było niespełna 15 tys., o kilka procent mniej zarówno w relacji rok do roku, jak i miesiąc do miesiąca. Od początku roku oddano nieco ponad 30 tys. mieszkań, co daje wynik minimalnie gorszy rok do roku o 2 proc.
Spadek przedmiotowych danych GUS w lutym to efekt pogorszenia aktywności deweloperów, których wynik poniżej 9 tys. ukończonych lokali oznacza regres zarówno w relacji rok do roku, jak i miesiąc do miesiąca odpowiednio o 10 i 5 proc. Z kolei w obu tegorocznych miesiącach przedsiębiorcy oddali ponad 18,3 tys. mieszkań, co jest rezultatem niemal identycznym w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku.
Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl najnowsze dane GUS budownictwa mieszkaniowego jednoznacznie sugerują, że wiosna w inwestycyjnym segmencie krajowej mieszkaniówki w tym roku jeszcze nie nadeszła, a co gorsza, na chwilę obecną trudno jest przewidzieć czy i kiedy nadejdzie w postaci wyraźnego ożywienia koniunktury.
Tymczasem spektakularne ożywienie zagościło na parkiecie warszawskiej giełdy w notowaniach deweloperów mieszkaniowych, dzięki czemu sektorowy indeks WIG-Nieruchomości po kilkunastu miesiącach uciążliwej dla inwestorów stabilizacji wybił się ponad szczyt z maja ub. roku blisko 13-letniej hossy. Taka sytuacja powinna zwiastować świetlane perspektywy dla pierwotnego segmentu rodzimej mieszkaniówki, tak pod względem prawdopodobnego wzrostu popytu na nowe mieszkania, jak i perspektyw koniunktury nowych inwestycji deweloperskich.
Niestety na wyciąganie tak optymistycznych i daleko sięgających wniosków jest jeszcze zdecydowanie za wcześnie. Euforia inwestorów giełdowych dotyczy bowiem zaledwie kilku rynkowych tuzów deweloperki mieszkaniowej, którzy nawet w środowisku rynkowego hamowania koniunktury potrafią osiągać rekordowe wyniki kontraktacji. To zdecydowanie za mało, by prognozować powrót boomu na szeroko pojętym rynku nieruchomości mieszkaniowych w przewidywalnej przyszłości.
Zakupy w sklepach BHP – online czy stacjonarnie? Każda z tych opcji ma swoje unikalne zalety. Sklepy internetowe kuszą szerokim asortymentem, dostępnością 24/7 i atrakcyjnymi promocjami, oszczędzając czas oraz pieniądze. Z kolei placówki stacjonarne zapewniają możliwość przymierzenia produktów, personalizowane doradztwo i natychmiastowy odbiór towaru. Odkryj, które rozwiązanie lepiej odpowiada Twoim potrzebom i poznaj różnice, które mogą wpłynąć na Twój wybór!
Jakie są różnice między sklepem BHP online a stacjonarnym?
Sklep BHP działający online odróżnia się od tradycyjnego przede wszystkim formą dokonywania zakupów oraz dostępem do usług. W sieci klienci mogą korzystać z bardziej rozbudowanego asortymentu, który często przewyższa ofertę sklepów stacjonarnych. Możliwość przeglądania produktów o dowolnej porze dnia i nocy jest szczególnie atrakcyjna dla osób o nieregularnym trybie życia. Co więcej, brak konieczności dojazdu pozwala oszczędzić zarówno czas, jak i pieniądze.
Z drugiej strony sklepy stacjonarne oferują doświadczenia, których internet nie jest w stanie zapewnić. Klient może na miejscu ocenić jakość materiałów czy przymierzyć odzież ochronną, co ma ogromne znaczenie w przypadku takich produktów jak obuwie robocze czy hełmy ochronne, wymagających idealnego dopasowania. Dodatkowo zakupy w sklepie fizycznym dają możliwość natychmiastowego odbioru towaru – cecha niezwykle istotna w sytuacjach wymagających szybkiego działania. Różnice widoczne są również w kosztach prowadzenia biznesu. Sklepy internetowe dzięki mniejszym wydatkom na wynajem lokali czy zatrudnienie personelu mogą pozwolić sobie na bardziej konkurencyjne ceny. Natomiast działalność stacjonarna musi uwzględniać te dodatkowe koszty, co często przekłada się na wyższe ceny produktów.
Nie można pominąć także kwestii czasu realizacji zakupów. W przypadku sklepów fizycznych towary są dostępne niemal od ręki po dokonaniu płatności. Z kolei zamawiając online, trzeba liczyć się z oczekiwaniem na dostawę. Oba rozwiązania mają swoje atuty i odpowiadają różnorodnym potrzebom klientów, pozostawiając im możliwość wyboru najwygodniejszej opcji.
Dlaczego zakupy w sklepie BHP online mogą być korzystniejsze?
Zakupy w internetowych sklepach BHP, takich jak https://pol-paw.pl/, mają wiele korzyści. Przede wszystkim oferują bogaty asortyment, często szerszy niż ten dostępny w punktach stacjonarnych. Dzięki temu łatwo znaleźć produkty idealnie odpowiadające indywidualnym potrzebom. Co więcej, możliwość porównania cen w jednym miejscu pozwala szybko wybrać najkorzystniejsze oferty, co sprzyja oszczędnościom.
Zakupy online to także ogromna wygoda – dostępne są o każdej porze dnia i nocy, co jest nieocenione dla osób z napiętym grafikiem. Brak konieczności dojazdu nie tylko eliminuje wydatki na transport, ale także pozwala zaoszczędzić cenny czas. Produkty dostarczane pod wskazany adres dodatkowo upraszczają cały proces i zwiększają komfort użytkowników. Kolejnym plusem są promocje oraz rabaty. Sklepy BHP online regularnie organizują wyprzedaże i oferują kody zniżkowe, co umożliwia tańszy zakup odzieży roboczej czy sprzętu ochronnego. Niższe ceny wynikają również z ograniczonych kosztów prowadzenia działalności przez te platformy. Nie można pominąć również sprawności obsługi zamówień. Od wyboru towarów aż po finalizację transakcji wszystko przebiega szybko i bez zbędnego oczekiwania w kolejkach. To doskonałe rozwiązanie dla osób ceniących prostotę oraz efektywność podczas zakupów.
Kiedy warto wybrać zakupy w sklepie stacjonarnym?
Robienie zakupów w sklepie stacjonarnym to świetna opcja, gdy chcemy osobiście ocenić jakość produktu i jego wygodę użytkowania. Jest to szczególnie istotne w przypadku odzieży ochronnej czy obuwia roboczego, gdzie odpowiednie dopasowanie odgrywa kluczową rolę zarówno dla komfortu, jak i bezpieczeństwa pracy. Bezpośredni kontakt z artykułem pozwala uniknąć problemów związanych z niewłaściwym rozmiarem czy nieodpowiednim materiałem. Placówki stacjonarne są również niezastąpione przy zakupach wymagających natychmiastowej realizacji. Klient ma możliwość odebrania potrzebnych rzeczy od razu, co bywa niezwykle pomocne w nagłych sytuacjach zawodowych. To idealne rozwiązanie dla firm oraz pracowników, którzy często dysponują ograniczonym czasem na zakupy.
Dodatkowo w sklepach fizycznych można liczyć na fachowe doradztwo. Pracownicy z doświadczeniem pomagają wybrać sprzęt ochronny dostosowany do indywidualnych potrzeb i oczekiwań. Tego rodzaju wsparcie nierzadko okazuje się bardziej komfortowe niż porady otrzymywane online, co jest dużym atutem dla osób preferujących tradycyjną formę zakupów. Dla tych, którzy cenią sobie bezpośredni kontakt z obsługą, stacjonarne sklepy oferują możliwość natychmiastowego uzyskania informacji oraz rozwiania wszelkich wątpliwości już podczas jednej wizyty.
Jak porównać dostępność i różnorodność produktów w obu formatach?
Produkty dostępne w sklepach BHP online oferują znacznie większą różnorodność niż te, które znajdziemy w placówkach stacjonarnych. Brak ograniczeń związanych z przestrzenią magazynową pozwala sklepom internetowym prezentować niezwykle szeroki wybór, obejmujący m.in. odzież ochronną, obuwie robocze czy sprzęt zgodny z obowiązującymi normami.
Wirtualne sklepy organizują swoje oferty w przejrzyste kategorie, co znacząco ułatwia odnalezienie potrzebnych artykułów. Dodatkowo szczegółowe opisy produktów oraz opinie innych użytkowników pomagają kupującym podejmować bardziej świadome decyzje. Możliwość łatwego porównania modeli i marek bez konieczności przemieszczania się między różnymi lokalizacjami to kolejna istotna korzyść.
Z kolei sklepy stacjonarne są ograniczone wielkością swojej ekspozycji i magazynu, co wpływa na mniejszy wybór dostępnych artykułów. Niektóre produkty mogą być niedostępne od ręki i wymagają specjalnego zamówienia. Niemniej jednak zakupy w takich miejscach mają swoją zaletę – umożliwiają dokładne sprawdzenie jakości materiałów i przymierzenie wybranych przedmiotów, co jest szczególnie istotne przy wyborze np. obuwia roboczego czy hełmów ochronnych. Ostatecznie sklepy internetowe przyciągają klientów szerokim asortymentem i wygodą zakupów bez wychodzenia z domu, podczas gdy atutem placówek stacjonarnych pozostaje możliwość osobistego sprawdzenia produktu przed podjęciem decyzji o zakupie.
Jakie znaczenie mają ceny i promocje w sklepach BHP?
Ceny oraz promocje w sklepach z artykułami BHP odgrywają kluczową rolę, wpływając na decyzje zakupowe klientów. Sklepy działające online mogą pozwolić sobie na niższe ceny, ponieważ nie ponoszą wydatków związanych z wynajmem przestrzeni handlowej czy utrzymywaniem personelu. Dodatkowo oferty specjalne, takie jak sezonowe wyprzedaże czy kody rabatowe, czynią zakupy internetowe jeszcze bardziej kuszącymi. Dzięki temu kupujący mają możliwość zaopatrzenia się w odzież ochronną oraz sprzęt BHP na korzystniejszych warunkach finansowych.
Zakupy przez internet dają również szansę na szybkie i wygodne porównanie cen u różnych dostawców. Nie ma potrzeby odwiedzania kilku miejsc osobiście – wystarczy kilka kliknięć, by odnaleźć najkorzystniejszą propozycję. Hurtownie BHP dostępne online oferują bogaty wybór produktów często w promocyjnych cenach, co pozwala oszczędzić zarówno czas, jak i pieniądze. Promocje odgrywają jednak dużą rolę także w tradycyjnych sklepach stacjonarnych. Tam często organizowane są lokalne wyprzedaże lub akcje rabatowe skierowane do osób robiących większe zakupy. Tego typu inicjatywy przyciągają klientów preferujących obejrzenie produktów na żywo przed dokonaniem zakupu. Odpowiednia polityka cenowa oraz atrakcyjne promocje nie tylko pomagają obniżyć koszty ponoszone przez konsumentów, ale również zwiększają ich lojalność i satysfakcję z dokonanych wyborów. Zarówno sklepy internetowe, jak i stacjonarne powinny uwzględniać te aspekty marketingu, aby efektywnie rywalizować na rynku.
Niepewność pracujących Polaków wyraźnie wzrosła – aż 32% z nich obawia się utraty zatrudnienia, o 6 p.p. więcej w porównaniu do ubiegłego roku. Największy niepokój jest zauważalny wśród młodych pracowników – w grupie do 24. roku życia odsetek ten wynosi niemal 40%, a także w branży handlowej, w której sięga on 39%. Sześć na dziesięć osób czujących zagrożenie zwolnieniem aktywnie poszukuje nowej pracy miejsca pracy, wynika z badania przeprowadzonego na potrzeby „Barometru Rynku Pracy 2025” Gi Group Holding.
Z badania przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Gi Group Holding w lutym br. wynika, że utraty pracy obawia się niemal co trzecia osoba. Łącznie to 32% badanych, w tym 4% lęka się zwolnienia w najbliższym miesiąc, 7% – w najbliższym półroczu, 12% – w ciągu roku, 10% – w okresie dwóch lat. Grono zatrudnionych czujących się pewnie w swoim miejscu pracy wynosi 54,9%.
Co na to pracodawcy? Z badania wynika, że zdecydowana większość firm (74,3%) planuje utrzymanie poziomu zatrudnienia w najbliższym kwartale, a zwolnienia zamierza przeprowadzić niecałe 5%. Jednocześnie więcej organizacji niż w ubiegłym roku chce zwiększyć poziom zatrudnienia. Takie plany deklaruje 16,7% ankietowanych firm, podczas gry rok temu odsetek ten wynosił 12,9%.
– Dane jasno wskazują, że niepewność coraz bardziej wkrada się do codziennego życia pracujących, szczególnie tych młodszych oraz zatrudnionych w sektorach bardziej podatnych na zmiany rynkowe, takich jak handel. Choć nadal większość osób wskazuje na stabilizację, to rosnąca liczba tych, którzy obawiają się zwolnienia, to sygnał dla pracodawców, że powinni w jeszcze większym stopniu zadbać o transparentność komunikacji oraz długoterminową perspektywę zatrudnienia – komentuje Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group.
Obawy częściej niż ogół pracujących podzielają osoby do 24 roku życia (40%) oraz zarabiający w granicach 3000 zł – 3999 zł, a także powyżej 10 tys. zł (po 39%). Niepewność zatrudnienia odczuwają w podobnej mierze mężczyźni (32,5%) i kobiety (niecałe 31%).
Utraty pracy obawiają się najczęściej pracujący w handlu (39%) oraz osoby na stanowisku młodszego specjalisty (38%). Bezpieczniej czują się natomiast zatrudnieni w sektorze publicznym (29,3%), transporcie i logistyce (30,8%) oraz usługach (34,6%). Takie nastawienie mają także przedstawiciele kadry kierowniczej – wśród managerów niepewność zatrudnienia wynosiła jedynie 21%. Dość pewnie czują się także pracownicy fizyczni – w tym gronie obawy odczuwa 29% pracujących.
Na poziomie regionalnym największy skok obaw widać w Polsce południowej, gdzie aż 40% pracowników martwi się o swoją pracę – to niemal dwa razy więcej niż rok temu (24%). Podobna sytuacja występuje w regionie południowo-zachodnim, gdzie odsetek osób obawiających się zwolnienia wzrósł z 25,9% do 36%.
Może to być związane z trudnościami branży motoryzacyjnej, która w tych regionach jest istotnym pracodawcą. Wyjątkiem jest region centralny, gdzie odsetek obawiających się o zatrudnienie spadł z ponad 23% do 11%.
2024 vs 2025 – wzrost niepewności zatrudnienia
W 2024 roku odsetek pracowników deklarujących obawy o utratę pracy wynosił 26%, co było poziomem niemal identycznym jak rok wcześniej (27,1%). Natomiast na początku 2025 roku było to aż 32% badanych, czyli niemal co trzeci. Oznacza to wzrost niepewności o około 6 p.p. w ciągu roku. Mimo to nadal ponad połowa pracowników (54,9%) nie obawia się utraty pracy, co sugeruje, że większość zatrudnionych wciąż czuje się dość pewnie – prawdopodobnie dzięki utrzymującemu się zapotrzebowaniu na pracowników i niedoborom kadrowym w wielu branżach.
Niepewność zatrudnienia jest różna w zależności od wieku, stanowiska, branży oraz miejsca zamieszkania Najmłodsi pracownicy (poniżej 24 lat) wykazują najwyższy poziom obaw – w 2025 r. aż 40% z nich bało się zwolnienia (wobec 33% rok wcześniej, a w 2023 r. było to blisko 28%). Niepewność wśród młodych ma więc charakter rosnącego trendu. Warto podkreślić, że poczucie stabilności rośnie wraz z wiekiem – osoby starsze znacznie rzadziej spodziewają się utraty pracy.
Najbardziej niepewnie czują się zatrudnieni w handlu – w 2025 r. niemal 39% pracowników handlu obawiało się zwolnienia. Na drugim miejscu są pracownicy sektora usług, wśród których podobną niepewność odczuwa niemal 35%.
Obawiający się utraty pracy rozglądają się za nowym miejscem zatrudnienia
Już od kilku lat w naszych badaniach obserwujemy, że pracownicy, którzy zamierzają zmienić pracę lub obawiają się jej utraty, wykazują dużą aktywność w poszukiwaniach nowego pracodawcy.
Mimo że w tym roku odsetek pracujących deklarujących, że aktualnie szukają nowego miejsca zatrudnienia, spadł o 4,7 p.p. w porównaniu do ubiegłego roku, nadal wynosi ponad 60%. Wskazuje to, że proaktywność pracowników na rynku pracy staje się stałym trendem.
Spadek odsetka respondentów, którzy – mimo planów zmiany pracy lub obaw o zwolnienie – nie podejmują działań w poszukiwaniu nowego pracodawcy, sugeruje większą ostrożność pracowników. Wobec doniesień medialnych o redukcjach etatów oraz mniejszej liczbie dostępnych ofert pracy, wiele osób może odkładać poszukiwanie nowego miejsca zatrudnienia tak długo, jak to możliwe. Nie zmienia to jednak faktu, że aktywność pracowników na rynku pracy pozostaje wysoka, co dla pracodawców oznacza konieczność podejmowania działań w celu przeciwdziałania rotacji.
– Niepewność, ale też i potrzeba rozwoju skłaniają coraz większą liczbę pracowników do poszukiwania alternatyw. Najczęściej dotyczy to osób młodych, które dopiero budują swoją karierę, oraz specjalistów, którzy chcą wykorzystać swoje kompetencje w organizacjach oferujących lepsze warunki i bardziej atrakcyjne ścieżki awansu – wskazuje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.
Wyższa otwartość na przebranżowienie
Pracownicy, którzy odczuwają niepewność co do bezpieczeństwa zatrudnienia, częściej rozważają zmianę zawodu lub branży. Aż 69,4% osób obawiających się utraty pracy lub planujących jej zmianę deklaruje otwartość na przebranżowienie. Dla porównania, wśród ogółu pracowników ten odsetek jest znacznie niższy – 42,5% rozważa zmianę zawodu, przy czym tylko 10,2% deklaruje pełną gotowość do takiej decyzji.
– Dane pokazują, że niepewność zatrudnienia jest silnym czynnikiem skłaniającym do elastyczności zawodowej. Osoby, które czują się zagrożone zwolnieniem, są znacznie bardziej skłonne do zdobywania nowych kwalifikacji i eksplorowania innych ścieżek kariery. To wyraźny sygnał dla pracodawców i instytucji edukacyjnych – podkreśla Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group.
W obliczu dynamicznych transformacji gospodarczych i technologicznych, otwartość na przebranżowienie i gotowość na zdobywanie nowych umiejętności są wysoce cenione przez pracodawców, co potwierdzają wyniki badania. Według raportu „Future of Jobs 2025” Światowego Forum Ekonomicznego 50% organizacji przewiduje, że obsadzi obecnych pracowników w nowych rolach, a 40% rozważa redukcję etatów, gdy umiejętności pracowników przestaną być adekwatne. W związku z tym zarówno wśród pracodawców, jak i pracowników rośnie zapotrzebowanie na programy rozwoju kompetencji i przekwalifikowania, które mogą pomóc w płynnym dostosowaniu się do zmieniających się warunków rynkowych.
– Niepokój o stabilność zatrudnienia jest szczególnie widoczny w sektorach, które przechodzą intensywne zmiany technologiczne. Automatyzacja i cyfryzacja przyczyniają się do likwidacji niektórych stanowisk, ale jednocześnie tworzą nowe miejsca pracy wymagające specjalistycznych kompetencji. To powoduje, że osoby z nieco bardziej tradycyjnych sektorów gospodarki zaczynają rozważać reskilling i przebranżowienie jako sposób na utrzymanie konkurencyjności na rynku – podkreśla Daniel Piaszczyk, Senior Partner Executive IT w Wyser Executive Search.
Analiza rynku pokazuje, że choć większość pracowników nie lęka się utraty zatrudnienia w najbliższym czasie, w porównaniu z ubiegłym rokiem więcej zatrudnionych obawia się takiego scenariusza. Pozostaje to w sprzeczności z deklarowanymi planami firm, spośród których tylko niewielki odsetek zamierza zredukować zatrudnienie, zdecydowana większość utrzymać jego poziom, a zwiększyć więcej (16,7%), więcej niż w ub. roku.
Całość 19. edycji raportu „Barometr rynku pracy 2025” będzie dostępna wkrótce.
Według ostatniego raportu jednej z największych firm doradczych na rynku nieruchomości, Savills, polski rynek biurowy kontynuuje rozwój, dostosowując się do nowych wyzwań i trendów. Pomimo ograniczonej nowej podaży, stabilizacja gospodarcza i rosnące zainteresowanie elastycznymi rozwiązaniami biurowymi wskazują na pozytywne perspektywy dla sektora w nadchodzących latach. Deweloperzy oraz właściciele nieruchomości koncentrują się na optymalizacji istniejących przestrzeni, a także na wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań, które zwiększają atrakcyjność powierzchni dla firm poszukujących biur o wysokim standardzie.
PODAŻ I PROJEKTY W BUDOWIE
Pod koniec 2024 roku całkowita powierzchnia nowoczesnych biur w miastach regionalnych wyniosła 6,78 mln m kw., co oznacza wzrost o 2% rok do roku. Największymi rynkami pozostają Kraków (1,83 mln m kw.), Wrocław (1,38 mln m kw.) i Trójmiasto (1,07 mln m kw.). Spadł jednak zarówno wolumen powierzchni w budowie jak i nowej podaży odpowiednio o 41% i o 56% w porównaniu z 2023 rokiem. Wśród nowych projektów o powierzchni przekraczającej 10 000 m kw. znalazły się: Grundmanna Office Park A Katowice (20 700 m kw.), Quorum Office Park A Wrocław (18 200 m kw.), B10 we Wrocławiu (14 100 m kw.) i Brain Park C w Krakowie (13 000 m kw.).
Dynamiczny rozwój Krakowa i Poznania, gdzie w budowie znajduje się odpowiednio 57 500 m kw. i 52 600 m kw., świadczy o wciąż silnym zainteresowaniu inwestycjami biurowymi na rynkach regionalnych. Nowe biurowce powstają także we Wrocławiu – 28 600 m kw., w Trójmieście – 22 700 m kw., w Katowicach – 15 600 m kw. i w Lublinie – 13 000 m kw.
– Nowoczesne przestrzenie coraz częściej uwzględniają technologie zwiększające efektywność energetyczną oraz komfort użytkowników. Nowe inwestycje są projektowane z myślą o zrównoważonym rozwoju, a certyfikaty środowiskowe, takie jak LEED i BREEAM, są standardem na rynku. Dbają o nie inwestorzy i deweloperzy, oczekują najemcy – komentuje Daniel Czarnecki, Head of Landlord Representation, Office Agency, Savills.
AKTYWNOŚĆ NAJEMCÓW I NOWE MOŻLIWOŚCI
Pomimo wymagających warunków rynkowych, 2024 rok zakończył się solidnym wynikiem 714 tys. m kw. wynajętej powierzchni, co potwierdza silny popyt na biura. Najwięcej najemców reprezentowało branże: IT (27% wynajętej powierzchni), usług dla biznesu (16%), przemysłu (14%), finansów (12%).
Najwyższy popyt odnotowano w Krakowie (266,7 tys. m kw.), Wrocławiu (146,5 tys. m kw.) i Trójmieście (116,3 tys. m kw.), przy czym Kraków i Łódź wyróżniły się na tle innych rynków wzrostem aktywności najemców o 33% i 9% rok do roku, a z kolei Szczecin, Lublin i Trójmiasto najniższym poziomem powierzchni niewynajętej; odpowiednio 7,7%, 11,6% oraz 12,5%.
W sytuacji rosnącego współczynnika powierzchni niewynajętej, który w 2024 roku wyniósł 17,8%, warto zwrócić uwagę na rosnącą rolę renegocjacji umów, które stanowiły 51% wszystkich transakcji.
DYNAMICZNY ROZWÓJ RYNKU ELASTYCZNYCH BIUR
Rok 2024 przyniósł znaczący wzrost na rynku elastycznych przestrzeni biurowych. Najwięcej powierzchni biurowej wynajął The Shire – Beyond Coworking, który w dwóch lokalizacjach zajmie 4 500 m kw., ale istotny wpływ na rozwój tego formatu mają również koncepty tworzone przez właścicieli biurowców.
– Konsekwentnie obserwujemy wysoką aktywność operatorów elastycznych przestrzeni coworkingowych, którzy, z uwagi na zwiększającą się popularność hybrydowych form pracy, wynajęli łącznie 24 500 m kw. powierzchni, to o 25% więcej niż przed rokiem. Trend wzrostowy potwierdza rosnące zainteresowanie elastycznymi formami pracy i adaptacją przestrzeni do zmieniających się potrzeb najemców – dodaje Jarosław Pilch.
Pod koniec roku w miastach regionalnych działały 104 lokalizacje flex o łącznej powierzchni 181,3 tys. m kw., oferując około 22 300 stanowisk pracy. Największe rynki – Kraków (60 000 m kw.) i Wrocław (42 000 m kw.) – odpowiadały za 56% zasobów. Dodatkowe 12 000 m kw. zostanie udostępnionych w 2025 roku.
Miasta regionalne oferują dużą różnorodność – średnia powierzchnia biura flex przekracza 1700 m kw., a największa lokalizacja, Fabryczna Flex w Krakowie, zajmuje aż 9 000 m kw.
TRENDY KSZTAŁTUJĄCE RYNEK
Na rynku można zauważyć dynamiczny rozwój trendów w zakresie aranżacji przestrzeni biurowych. Firmy coraz częściej inwestują w biura sprzyjające pracy zespołowej, oferujące strefy relaksu, zielone tarasy oraz zaawansowane rozwiązania technologiczne, takie jak inteligentne systemy zarządzania budynkiem. Rośnie również zainteresowanie lokalizacjami w pobliżu głównych węzłów komunikacyjnych, co sprzyja komfortowi pracowników dojeżdżających do biura.
Kolejnym istotnym trendem jest zwiększona świadomość ekologiczna. Coraz więcej firm poszukuje biur z certyfikatami ekologicznymi, co wpisuje się w strategie ESG. Nowoczesne budynki oferują efektywne systemy zarządzania energią, rozwiązania ograniczające zużycie wody oraz zielone technologie poprawiające jakość powietrza wewnętrznego.
STABILNE WARUNKI NAJMU I OPTYMISTYCZNE PROGNOZY
Czynsze w regionach utrzymały się na poziomie od 12 do 17 EUR/m kw. miesięcznie, co czyni polski rynek biurowy atrakcyjnym zarówno dla krajowych, jak i międzynarodowych firm.
– W 2025 roku można oczekiwać dalszej stabilizacji rynku i stopniowego wzrostu aktywności najemców. Firmy coraz chętniej inwestują w nowoczesne rozwiązania biurowe, a rosnąca popularność elastycznych przestrzeni wskazuje na przyszłe kierunki rozwoju sektora – dodaje Jarosław Pilch.
W nadchodzących latach kluczowe znaczenie będzie miało dostosowanie oferty do zmieniających się oczekiwań najemców, co z pewnością przyczyni się do dalszego umacniania polskiego rynku biurowego. Rozwój sektora będzie zależał od elastycznego podejścia do zmieniających się potrzeb firm, wdrażania nowych technologii oraz dbałości o zrównoważony rozwój. Polska pozostaje atrakcyjnym miejscem dla inwestycji biurowych, a innowacyjne podejście do projektowania przestrzeni pozwoli na dalsze umacnianie jej pozycji na europejskim rynku nieruchomości komercyjnych.
Komentarze z rynków regionalnych
Wojciech Mazur, Office Agency, Savills
Kraków
W segmencie biur do 500 m kw. obserwujemy największe zainteresowanie, co potwierdza ostrożne podejście firm do długoterminowych zobowiązań. Duże transakcje – powyżej 1 000 m kw. – pojawiają się rzadziej i dotyczą głównie centralnych lokalizacji. Popyt wciąż napędza sektor IT oraz usługi biznesowe, przy czym wiele firm renegocjuje umowy, ograniczając liczbę zajmowanych stanowisk. Coraz wyraźniej rośnie również popularność elastycznych przestrzeni coworkingowych, które zyskują na znaczeniu w całym mieście.
Katowice
W Katowicach firmy przede wszystkim reorganizują dotychczasowe biura, rzadziej decydując się na relokacje. Model hybrydowy nadal dominuje, ale powrót pracowników do stacjonarnej pracy staje się bardziej widoczny. Przekłada się to na rosnące zainteresowanie poprawą jakości zajmowanych powierzchni, przy jednoczesnej optymalizacji kosztów. Część firm zmniejsza metraż, inwestując jednak w nowocześniejsze rozwiązania. W centrum popyt na większe biura utrzymuje się na stabilnym poziomie, natomiast w innych lokalizacjach dominują renegocjacje i dostosowywanie umów do bieżących potrzeb.
Dorota Kościelniak, Office Agency, Savills
Wrocław
Wrocławski rynek biurowy wyraźnie koncentruje się obecnie na optymalizacji kosztów najmu. Choć w 2024 roku zawarto wiele umów, tylko około 40% dotyczyło relokacji, a największą aktywność obserwujemy w segmencie powierzchni poniżej 500 m kw. Zainteresowanie mniejszymi, bardziej funkcjonalnymi biurami stale rośnie, natomiast duże transakcje – powyżej 1 000 m kw. – są w mniejszości i dotyczą głównie ścisłego centrum.
Ponad 65% popytu na biura generują firmy z sektora IT, BPO i produkcji. Renegocjacje umów najmu, często wiążące się z redukowaniem wynajmowanej przestrzeni, wciąż stanowią istotną część transakcji. Spodziewamy się, że rok 2025 przyniesie stabilizację, a przy jednoczesnej redefinicji modelu pracy hybrydowej i większej gotowości firm do powrotu do biur może dojść do delikatnego ożywienia i ekspansji na rynku.
Piotr Skuza, Office Agency, Savills
Trójmiasto
Rok 2024 na trójmiejskim rynku biurowym przyniósł wyraźny spadek nowej podaży – do użytku oddano około 20 000 m kw., czyli o ponad 10 000 m kw. mniej niż w roku poprzednim. Najważniejszymi zrealizowanymi inwestycjami są druga faza Waterfront w Gdyni (14 500 m kw.) oraz gdański Silk (5 000 m kw.). W budowie pozostają m.in. Punkt, Alzare Office i kolejny etap LPP Fashion Lab – Velvet.
Choć wskaźnik pustostanów w całym regionie obniżył się do 12,5% (z 13,3% w 2023 roku), to w Gdyni wzrósł do rekordowych 21,8%. Główną przyczyną tak wysokiego poziomu był zarówno debiut Waterfront II, jak i redukcje wynajmowanych przez firmy powierzchni. Całkowita aktywność najemców sięgnęła 116,3 tys. m kw., z czego połowę stanowiły przedłużenia dotychczasowych umów.
Rynek podtrzymuje trend ograniczania wynajmowanego metrażu, wynikający przede wszystkim z hybrydowego modelu pracy. W 2024 roku średnia powierzchnia transakcji spadła do niespełna 1 100 m kw. (w 2023 było to niemal 1 400 m kw.), a 58% nowych umów dotyczyło najmniejszych biur do 500 m kw. Transakcje powyżej 2 000 m kw. były natomiast nieliczne. Wnioski z kilku minionych kwartałów sugerują, że najemcy – w obliczu zmian w organizacji pracy – szukają elastycznych rozwiązań i starannie dopasowanych powierzchni. Należy się spodziewać, że ta tendencja utrzyma się w najbliższym czasie, wspierając rozwój zróżnicowanych formatów biurowych i usług dopasowanych do potrzeb firm.
Mateusz Jakubowicz, Office Agency, Savills
Poznań
Rok 2024 zapisał się na poznańskim rynku biurowym niemal zerową nową podażą; do użytku oddano jedynie niewielki kameralny budynek. Podobnie będzie wyglądać sytuacja w tym roku, w którym powstaną zaledwie dwa mniejsze projekty o łącznej powierzchni 5 000 m kw. W efekcie najemcy, poszukując bardziej atrakcyjnych lokalizacji, wybierają spośród najlepszych już istniejących obiektów. Największym zainteresowaniem cieszyły się m.in. budynki Nowy Rynek, Andersia Tower oraz Pixel, z którego – po kilkunastu latach – wyprowadziło się Allegro.
Rosnące koszty fit-out (aranżacja powierzchni) i presja na optymalizację wydatków często skłaniają firmy do przeprowadzki ze starszych budynków do nowych redukując jednak jednocześnie zajmowaną powierzchnię nawet o 20–50%. Z uwagi na niedużą liczbę nowych inwestycji, część najemców woli jednak tymczasowo renegocjować umowy, odkładając zmianę biura na moment, gdy rynek zaoferuje większy wybór. Zyskują na tym właściciele biurowców, którzy inwestują w modernizację instalacji, odświeżenie części wspólnych czy poprawę standardów dotyczących ESG.
Praca w modelu hybrydowym dodatkowo sprzyja transakcjom w mniejszej skali (poniżej 1 000 m kw.), a jednocześnie przyczynia się do wzrostu czynszów, które przez długi czas utrzymywały się na stałym poziomie. W nowych projektach, które mogą się pojawić na rynku w perspektywie 2–3 lat, stawki sięgną nawet 18 EUR i więcej. Wysokie zainteresowanie najemców przy ograniczonej podaży przekłada się na jeden z najniższych wśród miast regionalnych wskaźników pustostanów, co dodatkowo wzmacnia atrakcyjność poznańskiego rynku biurowego.
Gdyby dziś poprosić ekonomistów z całego świata o wybór Rynkowego Słowa Roku, bez cienia wątpliwości wygrałaby „niepewność”. Od początku prezydentury Donalda Trumpa to słowo robi w ekonomii zawrotną karierę. Wczoraj amerykański FED, zgodnie z oczekiwaniami rynku, pozostawił stopy procentowe w USA bez zmian. Jednocześnie szef FED, Jerome Powell, powiedział, że mamy do czynienia z nadzwyczaj wysokim poziomem niepewności, który utrudnia prognozowanie i obniża zaufanie wszystkich uczestników rynku. Inwestorzy bardziej niż decyzji oczekiwali wskazówek dotyczących dalszej sytuacji gospodarczej. Jednak kluczowe odpowiedzi znajdują się raczej w głowie prezydenta Trumpa niż szefa FED, Jerome’a Powella. Niepewność zmusza także wielu inwestorów do zmiany strategii.
Podczas wczorajszej konferencji Powell wypowiadał się pozytywnie o gospodarce jako całości, mimo że najnowsze prognozy FED przewidują wyższą inflację oraz niższy wzrost PKB w 2025 roku. Szef FED zauważył, że obecny wzrost inflacji to odpowiedź na wprowadzenie ceł i spodziewa się, że inflacja wynikająca z taryf będzie miała charakter „przejściowy”, choć przyznał, że trudno będzie odróżnić wzrost cen wywołany cłami od tego spowodowanego innymi czynnikami.
Podczas gdy wielu analityków skupiło się na słowie „przejściowa” w komunikacie FED – co przywołuje wspomnienia z 2021 roku, gdy galopująca inflacja zmusiła FED do agresywnego podnoszenia stóp procentowych – to najważniejszym słowem jest „niepewność”. Analizując najnowsze prognozy ekonomiczne, Powell podkreślił nadzwyczajnie wysoki poziom niepewności, który negatywnie wpływa na zaufanie konsumentów oraz przedsiębiorstw. Mimo to prezydent Donald Trump napisał, że FED powinien obniżyć stopy procentowe, apelując, by „zrobić to, co słuszne”.
Polityka Trumpa zaczęła również odbijać się na konsumentach – ich zaufanie spadło o 22 proc. w okresie od grudnia 2024 roku, a prognozy inflacji wskazują na wzrost do 4,9 proc. do końca roku, co dodatkowo komplikuje wysiłki FED na rzecz walki z inflacją. W takim scenariuszu inflacja w USA okazałaby się wyższa niż inflacja w Polsce, która obecnie wynosi 4,9 proc. i powinna w ciągu kilku miesięcy zacząć spadać. Niepewność potęgują także ostrzeżenia ekonomistów – UCLA Anderson School of Management wydała ostrzeżenie „Recession Watch” na 2025 rok, wskazując, że polityka administracji Trumpa może doprowadzić do spowolnienia gospodarczego, jeśli zostanie w pełni wdrożona.
Inwestorzy zareagowali pozytywnie na decyzję FED, co pozwoliło amerykańskim indeksom zakończyć dzień na plusie. Jednak w ujęciu rocznym indeksy pozostają na minusie: S&P 500 stracił 3,78 proc., Dow Jones 1,71 proc., a technologiczny Nasdaq aż 8,3 proc. Niepewność jest również widoczna w cenie złota, które obecnie kosztuje ponad 3000 dolarów za uncję – osiągając historyczne maksimum. Marcowy sondaż Bank of America dotyczący globalnych funduszy inwestycyjnych wysyła jasny sygnał: nastroje inwestorów osiągnęły punkt krytyczny, co widać po drugim największym w historii spadku oczekiwań dotyczących globalnego wzrostu gospodarczego oraz największej w historii redukcji alokacji w amerykańskie akcje.
Podczas gdy polityka Trumpa wprowadza zamieszanie wśród amerykańskich inwestorów i firm, w Europie niepewność płynąca z USA oraz zagrożenia związane ze spowolnieniem globalnego handlu są postrzegane jako czynnik sprzyjający ożywieniu gospodarki europejskiej. Połączenie korzystnych elementów – stabilnej inflacji, spadających stóp procentowych, rosnących wydatków rządowych (w tym zwiększonych nakładów na sektor obronny) oraz historycznie niskich wycen europejskich akcji – tworzy idealne warunki do wzrostu na europejskich rynkach. Widać to również po świetnych wynikach polskich indeksów WIG oraz WIG20 od początku roku.
Rok 2025 zmusza inwestorów do całkowitej zmiany strategii. Najpopularniejsza wśród polskich inwestorów strategia (na co wskazuje badanie Puls Inwestora Indywidualnego eToro), polegająca na prostym inwestowaniu w akcje gigantów technologicznych, musi ustąpić bardziej zrównoważonemu podejściu – większej dywersyfikacji i stawianiu na jakość. W obliczu utrzymujących się obaw o inflację oraz niepewnych perspektyw cięć stóp procentowych inwestorzy zwracają się ku złotu i surowcom jako zabezpieczeniu. A niepewność to słowo, które pozostanie z nami przez cały 2025 rok. Oby tylko pozostało słowem roku, a nie całej dekady.
Wzrost przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw w lutym 2025 roku wyniósł 7,9 proc. r/r i negatywnie zaskoczył względem oczekiwań rynkowych kształtujących się na poziomie 8,7 proc. r/r. Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w lutym 2025 roku ukształtowało się na poziomie 8 613,14 złotych.
Widać ewidentny trend hamowania dynamiki wzrostu wynagrodzeń, po rekordowym 2024 roku, w którym zanotowano w Polsce najszybszy wzrost płac od ponad 20 lat. Wraz z dalszym osłabianiem się presji płacowej zaobserwować też można coraz mniejszy jej wpływ na procesy proinflacyjne w Polsce.
Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski