Połowa Polaków zrealizowała swoje cele na ten rok. 40 proc. wierzy, że przyszły będzie jeszcze lepszy

CEO Magazyn Polska

Co drugi Polak deklaruje, że udało mu się zrealizować w tym roku swoje cele – wynika z Barometru Providenta. Większość ankietowanych z optymizmem patrzy w przyszłość – tylko 13 proc. obawia się, że 2016 rok będzie gorszy niż obecny. Wśród planów na przyszły rok wymieniane są zmiana trybu życia na zdrowszy, zmiana pracy oraz wygospodarowanie więcej czasu dla rodziny.

52 proc. Polaków zadeklarowało, że udało im się zrealizować dodatkowe cele stawiane sobie na 2015 rok. To pozytywny wynik, ponieważ jest o 10 pkt proc. wyższy niż ten, który uzyskaliśmy na koniec 2014 roku – mówi agencji Newseria Przemysław Kasza z działu badań i analiz Provident Polska.

Tylko 3 proc. ankietowanych w badaniu Barometr Providenta przyznało, że nie udało im się zrealizować żadnego celu.

Większość Polaków również w tym roku wyznaczy sobie nowe wyzwania. Tylko 16 proc. podkreśla, że nie ma żadnych sprecyzowanych planów na kolejne 12 miesięcy.

Najczęściej chcemy zadbać o swoje zdrowie, chcemy więcej czasu spędzać z rodziną i częściej spotykać się z przyjaciółmi – wymienia Kasza.

Zmianę trybu życia na zdrowszy planuje 11 proc. ankietowanych, a zmianę pracy – blisko 9 proc. Z kolei 6 proc. myśli o remoncie mieszkania lub domu, a kolejne 5 proc. już planuje przyszłoroczne podróże.

Ludzie częściej wskazują jako dodatkowy cel poprawę sytuacji i dobrostanu najbliższego otoczenia, a rzadziej konieczność zakupu dóbr materialnych czy poprawę swojej sytuacji materialnej. Oznacza to, że koncentrują się na wyższych szczeblach drabiny potrzeb. Świadczyć to może o tym, że jesteśmy coraz bliżej społeczeństw Zachodu niż społeczeństw na dorobku – mówi Przemysław Kasza.

W porównaniu z wynikami ubiegłorocznej ankiety widać poprawę nastrojów Polaków. Coraz więcej z nich optymistycznie patrzy na kolejne 12 miesięcy – w tym roku takie podejście deklaruje 40 proc. ankietowanych, w ubiegłym – 30 proc.

Niecałe 48 proc. uważa, że będzie równie dobry jak obecny, a jedynie 13 proc. prognozuje, że będzie gorszy. Biorąc pod uwagę fakt, że 52 proc. Polaków zrealizowało swoje plany na 2015 rok, można przyjąć, że w przyszłym roku będzie lepiej – mówi przedstawiciel Providenta.

Rośnie sprzedaż mieszkań. Koniunkturę na rynku nakręciły niskie stopy procentowe i program Mieszkanie dla Młodych

CEO Magazyn Polska

2015 rok był wyjątkowo dobry dla rynku nieruchomości. Tylko w III kwartale deweloperzy w największych sześciu miastach kraju sprzedali ponad 13 tys. mieszkań – wynika z danych firmy Reas. Utrzymywane od dłuższego czasu na niskim poziomie stopy procentowe oraz nowe warunki rządowego programu Mieszkanie dla Młodych skłaniają klientów do zaciągania kredytów. Utrzymujący się duży popyt przekłada się na dużą aktywność deweloperów.

Mamy bardzo dobrą koniunkturę na rynku mieszkaniowym, z której deweloperzy są zadowoleni – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Liberski, dyrektor sprzedaży i marketingu w Atlas Estates. – W ostatnich miesiącach zaobserwowaliśmy bardzo wiele transakcji, których poziom jest porównywalny nawet do tego sprzed boomu w 2006 i 2007 roku.

Według analityków firmy Reas wiele wskazuje na to, że w 2015 roku uda się deweloperom przekroczyć barierę 50 tys. sprzedanych lokali, co oznacza wzrost sprzedaży o około 16 proc. rdr. W perspektywie ostatnich dwóch lat wzrost wyniósłby blisko 40 proc. III kwartał na największych sześciu rynkach mieszkaniowych zamknął się liczbą około 13 tys. transakcji.

Rosnąca sprzedaż ma związek z tym, że Polska jest w okresie stabilnego wzrostu gospodarczego – tłumaczy Marcin Liberski. – Na pewno znaczenie mają stopy procentowe, które od dłuższego czasu pozostają na niskim poziomie, co skłania klientów do zaciągania kredytów hipotecznych, bo koszty ich obsługi są niewielkie. Konsumenci więc chętnie decydują się na zakup mieszkania finansowanego kredytem.

Niskie stopy procentowe skłaniają też inwestorów do przenoszenia oszczędności z lokat bankowych na rynek mieszkaniowy. W większości nabywane przez nich lokale trafią na rynek najmu, co dobrze wróży jego rozwojowi. Opłaty za wynajem dają znacznie wyższe zyski niż nawet najlepiej oprocentowane depozyty.

Wpływ na wysoki popyt ma też program rządowy Mieszkanie dla Młodych, w którym niedawno zwiększono limity cen – wskazuje Marcin Liberski. – Klienci mogą zatem wybierać spośród szerszej oferty, bo więcej lokali zostało objętych programem. W ostatnim czasie wprowadzono również dodatkowe udogodnienia, program został rozszerzony o rynek wtórny, a większym wsparciem objęto rodziny wielodzietne.

Do tej pory z programu skorzystało ponad 36,5 tys. osób. W listopadzie do BGK wpłynęła po raz kolejny rekordowa liczba wniosków o dofinansowanie wkładu własnego na kwotę ponad 143 mln zł.

Duża aktywność kupujących powoduje również ożywienie po stronie podażowej. Z danych GUS wynika, że od stycznia do listopada rozpoczęto budowę 156 tys. lokali, czyli o 12 proc. więcej niż w 2014 roku, a wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia na budowę ponad 171 tys. mieszkań (wzrost o 18,7 proc.)

Deweloperzy intensywnie wprowadzają nowe projekty na rynek, chcąc jak najwięcej sprzedać w okresie dobrej koniunktury, kiedy jest wysoki popyt i klienci poszukują mieszkań. W ostatnim czasie na rynku warszawskim, czyli w największej aglomeracji, było blisko 20 tys. lokali w ofercie – podkreśla Marcin Liberski.

Polacy coraz częściej witają Nowy Rok za granicą. Najmodniejsze kierunki to Rzym, Barcelona, Florencja, Wyspy Kanaryjskie i Cypr

CEO Magazyn Polska

Zainteresowanie lotami w okresie noworocznym w ostatnich czterech latach wzrosło o ok. 70 proc. – wynika z danych FRU.PL. Polacy chętnie spędzają sylwestra w największych europejskich miastach, na egzotycznych wyspach lub w popularnych kurortach narciarskich. Na liście ulubionych kierunków są Londyn, Paryż i Rzym. Coraz większą popularnością cieszą się także inne europejskie miasta, jak Amsterdam, Mediolan, Barcelona, Madryt i Sztokholm.

Sylwester jest dniem, który chcielibyśmy spędzić hucznie. Coraz częściej wyjeżdżamy za granicę, aby zobaczyć, jak świętują Europejczycy czy inni turyści. Dobrym pomysłem jest spędzenie okresu sylwestrowo-noworocznego w Bolonii i Florencji. To jest dość ciekawe zestawienie – stolica kulinarna i stolica renesansu. Widzimy, że klienci coraz częściej wybierają właśnie te kierunki – mówi agencji informacyjnej Newseria Maciej Knopa, travel manager FRU.PL.

Na przełomie grudnia i stycznia Polacy chętnie wybierają egzotyczne wyspy, gdzie mogą odpocząć od przygnębiającej zimowej aury. Dużą popularnością cieszą się rejony słynące z hucznych imprez lub karnawału. Z danych linii lotniczych wynika, że Polacy często wykorzystują ten czas również na to, by poszusować na nartach w zagranicznych kurortach.

W okresie poświątecznym notujemy bardzo dużo lotów w miejsca, gdzie jest cieplej, czyli Wyspy Kanaryjskie, Barcelona, Madryt, Cypr. Wśród kierunków narciarskich popularne są Genewa, Grenoble czy Milan. To świetne punkty wypadowe – mówi Maciej Knopa.

Nie bez znaczenia są również kwestie finansowe. Wzrost liczby rezerwacji biletów lotniczych w okresie noworocznym wynika z coraz niższych cen przelotów. Okazuje się, że krótki pobyt w Londynie czy Rzymie nie będzie kosztował więcej niż bal sylwestrowy w kraju.

Co więcej, na okres sylwestrowy widzimy również tendencje do rozwiązań typu lot + hotel – podkreśla Maciej Knopa.

Wzrost zainteresowania podróżami w okresie noworocznym wynika przede wszystkim z tego, że Polacy coraz chętniej wykorzystują wolne dni, aby wyrwać się z domu i zwiedzić nowe miejsca. Często decydują się na rezerwację lotu nawet w ostatniej chwili.

W przypadku linii lotniczych im bliżej wylotu, im atrakcyjniejszy kierunek, tym niestety drożej, więc nie mam dobrej wiadomości dla tych, którzy jeszcze nie kupili biletów. Niestety, nie będzie to zbyt niska cena, ale można jeszcze znaleźć jakąś okazję – podkreśla Maciej Knopa.

Z raportu FRU.PL wynika, że między 2011 a 2014 rokiem niemal trzykrotnie wzrosła liczba lotów po Polsce. Najczęściej celem jest stolica. Krajowe połączenia lotnicze bywają tańsze niż samochodowe czy kolejowe.

Boże Narodzenie na świecie

Działo się to w Wigilię

Boże Narodzenie na świecieŚwięta są obchodzone co roku na całym świecie. Zarówno chrześcijanie jak i coraz częściej ludzie spoza tej religii zbierają się w swoich udekorowanych domach, aby oddać się tradycji przekazywania sobie prezentów, wspólnego kolędowania oraz spędzania ze sobą czasu w świątecznej atmosferze. Jako osoba zaangażowana w usługi tłumaczeniowe mam styczność z wieloma kulturami. Podczas gdy zachodni świat często utożsamia czas świąt ze śpiewaniem kolęd, prezentami, Świętym Mikołajem i jego zaprzęgiem, choinką bożonarodzeniową oraz innymi znanymi nam elementami, są miejsca na świecie gdzie święta obchodzi się całkiem inaczej.

Australia

Tu w Australii nasze świętowanie narodzin Chrystusa wygląda bardzo podobnie jak w przypadku Stanów Zjednoczonych lub Wielkiej Brytanii. Obchodzenie świąt wiąże się u nas z obecnością tłuściutkiego mikołaja (znanego również jako Ojca Świąt) ubranego w czerwony strój i mającego gęstą białą brodę, choinki w każdym domu, pięknych dekoracji w galeriach handlowych oraz tradycyjnych świątecznych kolęd. Cieszymy również się “Kolędami przy świeczkach”, czyli koncertami podczas których ludzie zbierają się na wolnym powietrzu aby razem śpiewać tradycyjne pieśni oraz zapalać świeczki lub sztuczne światełka na podobieństwo świeczek. Przy okazji organizuje się wówczas zbiórki pieniędzy na kościół lub fundacje charytatywne pomagające dzieciom.

Możliwie jedyną główną różnicą między świętami Australii a USA i Wielkiej Brytanii jest fakt, iż w Australii święta przypadają na szczytowy moment lata. Nawet jeśli śpiewamy kolędy o białych świętach i śniegu, świąteczne dni spędzamy na plaży jedząc morskie potrawy.

Indie

Boże Narodzenie, ze względu na dawne powiązania z Wielką Brytanią, jest świętem państwowym. Pomimo że religię chrześcijańską wyznaje mniej niż 3% populacji jest to szeroko celebrowane święto. Podczas gdy chrześcijanie w Indiach dostrzegają religijną stronę świąt, dla reszty jest to zwykle świeckie wydarzenie znane jako bada din – Wielki Dzień, które poprzez odbywanie zakupów oraz wpływ ikonografii zachodu traci niemalże całkowicie swoje religijne znaczenie.

Chiny

Większość populacji chin nie jest ani chrześcijanami ani nie wiąże się zbytnio z zachodem, stąd też Boże Narodzenie nie jest oficjalnym świętem. Jednak na obszarach tego kraju które są silnie powiązane z zachodem, na przykład w Hong Kongu, Boże Narodzenie jest już oficjalnym świętem. Jednakże to święto przez wielu jest coraz częściej obchodzone jako świeckie (jako religijne również – w domowym zaciszu chrześcijan). Sposób świętowania w Chinach naśladuje zachodnie tradycje takie jak rozdawanie prezentów i wysyłanie sobie kartek. Bardziej jednak liczy się zachwycanie się zachodnią kulturą niż samo świętowanie.

Meksyk

W Meksyku rozwinięto własne tradycje bożonarodzeniowe aby pasowały one pod ich własne założenia kościoła rzymskokatolickiego. Podczas dziewięciodniowego okresu sąsiedzi przemierzają domy w okolicy aby w ten sposób upamiętnić wędrówkę Józefa, Maryi i ich nienarodzonego Jezusa w poszukiwaniu schronienia. Sąsiedzi często są zapraszani do środka jako specjalni goście, oraz pomagają rozłupać tradycyjną piñatę wypełnioną słodyczami. Pomimo że rozdawanie prezentów jest szeroko rozpowszechnione w Meksyku, Boże Narodzenie zachowuje tam swój religijny charakter bardziej niż w przypadku ich północnych sąsiadów ze Stanów Zjednoczonych.

Japonia

W Japonii Boże Narodzenie jest na tyle zakorzenione, że istnieją tam odrębne tradycje, nawet pomimo że nie jest to oficjalne święto państwowe. Oprócz rozdawania sobie prezentów oraz wysyłania kartek, Japończycy często pieką tradycyjne ciasta, w tym ciasto biszkoptowe polane kremem i udekorowane truskawkami które jest zjadane w dzień świąt.

Popołudniowy komentarz walutowy z 24.12.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 24.12.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Biznes i nauka w Polsce współpracują coraz chętniej. Kooperacja tych środowisk przyspieszy proces budowania innowacyjnej gospodarki

CEO Magazyn Polska

Bliższa współpraca nauki z biznesem przyczyni się do komercjalizacji innowacyjnych projektów na większą skalę. Sytuacja jest coraz lepsza, ale wyniki prowadzonych badań przez świat nauki wciąż są w niewystarczającym stopniu finansowane z pieniędzy prywatnych. Pomostem między wynalazcami a prywatnymi firmami jest fundusz Polski Instytut Badań i Rozwoju, który prowadzi obecnie 11 inwestycji. 

Projekty w Polsce, zwłaszcza wywodzące się ze świata nauki, mają problem z uzyskaniem finansowania prywatnego, w przeciwieństwie do finansowania publicznego. W finansowaniu prywatnym pod uwagę brana jest stopa zwrotu. Naukowiec nie zawsze potrafi przedstawić odpowiednie parametry biznesowe przedsięwzięcia, dlatego projekty nie są do końca przygotowane. W tym właśnie ich wspieramy – mówi agencji Newseria Biznes Michał Olszacki, prezes Polskiego Instytutu Badań i Rozwoju.

Dzięki zaangażowaniu funduszy private equity coraz więcej projektów B+R w Polsce znajduje prywatne finansowanie. Jak wynika z informacji GUS, kolejny rok z rzędu wzrosły wydatki na B+R ogółem. Nakłady wewnętrzne na działalność badawczą i rozwojową (GERD) w 2014 r. wyniosły ponad 16,1 mld zł i wzrosły w stosunku do roku poprzedniego o ponad 12 proc. To oznacza, że na finansowanie prac B+R przeznaczyliśmy 0,94 proc. PKB (wobec 0,87 proc. rok wcześniej).

Dane te potwierdzają trend odnotowany w światowych klasyfikacjach. Jak pokazują wyniki Global Innovation Index 2015, w latach 2008–2013, a zatem w czasie kryzysu gospodarczego, Polska zajmowała pierwsze miejsce pod względem dynamiki wzrostu nakładów prywatnych (BERD) oraz drugie – za Chinami – jeśli chodzi o wzrost wydatków rządowych (GERD).

Współpraca na linii nauka–biznes w Polsce jest tematem bardzo skomplikowanym, choć w stosunku do tego, co było jeszcze 5 lat temu, jest znacznie lepiej. Problemem jest brak zaufania pomiędzy światem nauki a biznesem, ale uważam, że im więcej inicjatyw takich jak nasza, gdzie publiczno-prywatne wsparcie finansowe jest mostem łączącym prywatnych inwestorów i świat nauki, tym bardziej będzie to szło w dobrą stronę – ocenia prezes PIBiR.

Polski Instytut Badań i Rozwoju realizuje zadania z zakresu wspierania komercjalizacji i innych form transferu nowych technologii do gospodarki. To jeden z funduszy, który z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju uczestniczy w projekcie finansowania prywatno-publicznego BRIdge Alfa. Celem aktywności PIBiR  jest wspieranie naukowców w rozwijaniu innowacyjnych pomysłów. Zdaniem Olszackiego potencjał polskich uczelni jest duży, zespołom brakuje jednak wsparcia.

Czasami zespoły badawcze są zostawione same sobie i oczekuje się od nich więcej niż to, do czego zostali zatrudnieni. Dlatego tak ważne jest to, żeby miały w sobie komponent zarówno biznesowy, jak i naukowy, staramy się ich wspierać, łącząc w takie właśnie zespoły – tłumaczy Olszacki.

Współpraca świata nauki i biznesu mogłaby być lepsza, gdyby lepsza była promocja rozwiązań opracowywanych na polskich uczelniach. Istotne jest również to, by podkreślać udane przypadki współpracy. Choć firmy odnoszą wymierne korzyści z wdrożenia technologii, zbyt rzadko się to podkreśla. Potrzebne są też instytucje, które ułatwią komunikację między obiema stronami.

Potrzebne jest wspieranie uczelni w procesie transferu technologii i w procesie komercjalizacji, gdyż one często się na tym nie znają. Tworzy się coraz więcej jednostek wspierających tego typu działalność i państwo powinno odegrać dużą rolę w takich działaniach tak, aby profesjonaliści mogli pomagać zespołom naukowym, rozmawiać ze światem biznesu i partnerami – przekonuje Michał Olszacki.

Polski Instytut Badań i Rozwoju stara się doprowadzić do współpracy między uczelniami a przedsiębiorstwami. Wyszukuje projekty, analizują je pod kątem nie tylko naukowym, lecz także biznesowym. W przypadku ewentualnych braków w zespole, PIBiR stara się temu zaradzić.

Następnie staramy się przekonać inwestorów, z którymi pracujemy, i sfinansować projekt – mówi Olszacki. – W ubiegłym roku przejrzeliśmy około tysiąca propozycji projektowych, z 500 zespołami spotkaliśmy się osobiście, 100 projektów zanalizowaliśmy dogłębnie i mamy 11 inwestycji.

Jednym z takich projektów jest ten realizowany wspólnie ze spółką REDS, która instaluje system wspomagający oszczędniejszą jazdę pociągami. Rozwiązanie pozwala na znaczne oszczędności energii, nawet rzędu 10 proc. Koleje Mazowieckie wydają na to ponad 70 mln zł, oszczędności mogą więc sięgać 7 mln zł.

Obecnie jesteśmy w trakcie podpisywania umowy z kolejnymi partnerami, m.in. z SKM i Tramwajami Olsztyńskimi. Mamy też nadzieję, że wyjdziemy za granicę do innych przewoźników kolejowych. To ciekawy projekt, 10-proc. uzysk energetyczny w branży kolejowej to bardzo duży zysk dla przedsiębiorców. To rozwiązanie powstało właśnie w umysłach polskich naukowców – podkreśla Michał Olszacki.

UE

Co roku przed świętami rośnie popularność akcji charytatywnych

Już co piąty Polak na co dzień angażuje się w pomoc innym. Święta Bożego Narodzenia skłaniają do pomagania wielu ludzi. W tym roku w ramach akcji Szlachetna Paczka pobity został kolejny rekord – 21 tys. paczek o łącznej wartości 50 mln zł trafiło do 84 tys. rodzin. Akcji towarzyszą tysiące wolontariuszy. Jak podkreślają eksperci, wolontariat to nie tylko pomaganie innym, lecz także pomaganie sobie.

Często angażujemy się w inicjatywy charytatywne przed świętami. Przykładów jest wiele, począwszy od Szlachetnej Paczki, skończywszy na zaangażowaniu społecznym tysiący firm. Jest to widoczne w konkursie Dobroczyńca Roku, gdzie w kategorii „wolontariat pracowniczy” przybywa nominacji. Duża część z nich to właśnie działania w okresie przedświątecznym – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Łukasiak, prezes Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce.

Polacy coraz częściej chcą pomagać innym. Z przeprowadzonego w tym roku badania stowarzyszenia Klon/ Jawor wynika, że wolontariuszami jest 20 proc. społeczeństwa. Przybywa inicjatyw, w które angażują się całe rodziny (wolontariat pracowniczy) czy pracownicy firm (wolontariat pracowniczy). Dla wolontariuszy istotne jest to, by widzieć efekty i by pomoc trafiła rzeczywiście do potrzebujących.

Fenomen Szlachetnej Paczki polega na dobrowolności i bezpośredniości w przekazywaniu pomocy. Ci, którzy kompletują paczkę, jednocześnie sami wybierają rodzinę i wiedzą, do kogo te dary trafią – mówi Łukasiak.

Jeszcze kilka lat temu popularność takich inicjatyw w firmach była niewielka, teraz jednak systematycznie rośnie. Korzyści z tego odnoszą też same firmy. Z badań brytyjskiej organizacji Business in the Community wynika, że wolontariat pomaga lepiej budować zespół niż wyjazdy integracyjne. Rośnie też przywiązanie do firmy, która angażuje się w pomoc – nawet o 70 proc.

W części firm programy wolontariackie trwają cały rok, jednak największym zainteresowaniem cieszą się w okresie przedświątecznym.

Każdy chciałby, żeby atmosfera świąt była wzbogacona o wartości, które kojarzymy ze świętami, czyli z dzieleniem się, współodczuwaniem, empatią i solidaryzmem społecznym. Jeżeli nie idzie za tym działanie, to są one puste. Dzięki zaangażowaniu tysięcy ludzi mamy szansę być świadkami realnego społecznego zaangażowania. Wierzymy, że ludzie potrafią sobie wzajemnie pomagać i być dla siebie dobrzy – przekonuje Łukasiak.

Inną z form pomocy, która zyskuje w Polsce popularność, są fundusze wieczyste. To swego rodzaju żywy pomnik dla darczyńcy, ponieważ wspiera on cele społeczne bliskie fundatorowi, a zapewnia potrzebującym długofalowe wsparcie. Jeszcze przed wojną w samej Warszawie było zarejestrowanych ok. 300 funduszy. Dziś jest ich w całej Polsce 150–200, ale ich liczba rośnie, szczególnie tych zarządzanych przez stowarzyszenia i fundusze.

Fundusze wieczyste są szansą na zbudowanie czegoś trwałego. Przykładem może być Wigilijny Fundusz Wieczysty, w ramach którego zbierane są środki na pomoc samotnym matkom i ich rodzinom. Z zysku z gromadzonych pieniędzy będzie można kontynuować tę pracę w przyszłości, aby nawet w latach, w których ta ofiarność będzie mniejsza, poziom pomocy mógł pozostać taki sam – tłumaczy prezes Akademii Rozwoju Filantropii.

Amerykanie pokochali polskie bombki choinkowe. Do Stanów Zjednoczonych trafia nawet 40 proc. polskiej produkcji

CEO Magazyn Polska

Polskie ozdoby choinkowe cieszą się coraz większą popularnością w Stanach Zjednoczonych. Na amerykański rynek trafia 40 proc. polskiej produkcji. Polskie bombki cenione są za wysoką jakość wykonania oraz bogate wzornictwo. Mimo znacznie wyższej ceny wygrywają w konkurencji z chińskimi ozdobami świątecznymi.

Polska osiąga bardzo dobre wyniki w zakresie eksportu ozdób choinkowych. W 2014 roku wartość tego eksportu sięgnęła 107 mln zł. Podstawowe rynki zbytu to Rosja i Stany Zjednoczone – na amerykański rynek w 2014 roku trafiło 40 proc. polskiej produkcji. Największą popularnością cieszą się zwłaszcza bombki choinkowe, mimo stosunkowo wysokich cen – nawet 30 euro za sztukę. Najwyższe ceny polskie bombki osiągają w Stanach Zjednoczonych – w tym roku na korzystny bilans sprzedaży wpłynęło dodatkowo umocnienie dolara.

Polskie wyroby zyskują ogromną popularność na całym świecie, a szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Do każdej bombki musimy obowiązkowo dokładać etykietkę made in Poland i ten polski produkt cieszy się dużym uznaniem – mówi agencji informacyjnej Newseria Magdalena Słodyczka, współwłaścicielka Silverado, firmy produkującej bombki choinkowe.

Polskie ozdoby choinkowe cenione są za bogate wzornictwo i wysoką jakość wykonania – w większości przypadków produkowane i zdobione są ręcznie. Dzięki temu zarówno w Polsce, jak i na zagranicznych rynkach polskie bombki wciąż wygrywają w konkurencji z masowymi wyrobami z Chin, i to mimo wyższej ceny.

Konkurencja jest duża, czujemy na plecach oddech chińskich producentów. To się zaczyna trochę zmieniać, bo w Chinach też zmienia się sytuacja ekonomiczna i ceny zaczynają rosnąć. To już nie jest tak miażdżąca różnica w cenach jak do tej pory. Cały czas jednak nasz produkt jest droższy, natomiast my możemy wygrać jakością – mówi Magdalena Słodyczka.

Silverado 90 proc. produkcji wysyła do USA. Pozostałe 10 proc. trafia na rynki europejskie i do sklepów w Polsce. Nastawienie na eksport powoduje, że szczyt produkcji na rynku ozdób choinkowych przypada w lecie – od maja do sierpnia.

– Zainteresowanie bombkami w Stanach Zjednoczonych jest stałe i wciąż duże. Trzeba sprostać wymaganiom i wzornictwu, które jest coraz trudniejsze i bardziej wymagające. Wszyscy interesują się polskimi firmami, bo są to bardzo dobre firmy i mają świetne produkty. Tylko trzeba umiejętnie to wykorzystać – mówi Magdalena Słodyczka.

We wzorcowni firmy Silverado znajduje się ok. 8 tys. wzorów. Wiele bombek powstaje też na zamówienie według wzoru klientów. W tym roku w Stanach Zjednoczonych szczególną popularnością cieszą się średnich rozmiarów bombki w kształcie figur mikołaja.

Popołudniowy komentarz walutowy z 23.12.2015 Piotr Lonczak Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 23.12.2015 Piotr Lonczak Analityk Cinkciarz.pl

Badanie Microsoft: technologia przy świątecznym stole

Technologia nie omija Świąt Bożego Narodzenia. Przeciwnie – Polacy chętnie korzystają z niej przy wigilijnym stole i w kolejne świąteczne dni. Microsoft przeprowadził sondaż dotyczący postrzegania przez Europejczyków roli technologii podczas nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia. Ponad połowa z nas będzie przeszukiwać popularne blogi i serwisy kulinarne w poszukiwaniu przepisów świątecznych, a blisko 43 proc. pobierze z Sieci kolędy. W obu przypadkach europejskimi liderami są Polacy. Aż 61 proc. z nas zdecydowanie się zgadza, a 36,2% raczej się zgadza, że technologia podczas świąt jest dopuszczalna tak długo jak służy spędzaniu wspólnego czasu z rodziną i przyjaciółmi.

Sondaż przeprowadzono w Polsce i 12 innych krajach europejskich, na grupie ponad 13 tys. ankietowanych[i]. Okazuje się, że Polacy często mają inne przyzwyczajenia bożonarodzeniowe, niż pozostali mieszkańcy Europy.

Tak dla selfie, nie dla SMS

Większość osób akceptuje technologię w okresie świątecznym pod warunkiem, że jest używana do komunikacji z rodziną i przyjaciółmi. Zaczynając od pobierania przepisów na wigilijne potrawy, a kończąc na robieniu świątecznych zdjęć i przesyłaniu ich do serwisów społecznościowych, uważamy, że technologia daje każdemu niezliczone okazje, aby święta były bardziej udane.

Polacy zapytani o to, jak będą używać technologii podczas świąt, na kilku listach zajęli pierwsze miejsce wśród europejskich krajów:

  • Co drugi Polak (52 proc.) pobierze z Sieci przepis na wigilijną potrawę, w porównaniu z zaledwie 27 proc. Skandynawów;
  • 43 proc. z nas pobierze z Sieci kolędy, które umilą czas spędzony przy świątecznym stole;
  • 82 proc. wyśle co najmniej jedną wiadomość SMS z życzeniami świątecznymi;
  • 74,3 proc. uważa, że dopuszczalne jest robienie selfie z rodziną przy wigilijnym stole;
  • 33 proc. zajrzy podczas świąt na media społecznościowe, zaktualizuje swoje statusy lub opublikuje nowe posty;
  • 33,6 proc. wykorzystuje połączenia wideo, aby porozmawiać ze swoimi bliskimi podczas świąt;
  • 20 proc. akceptuje wysyłanie w tym momencie wiadomości tekstowych;
  • Co dziesiąty z nas (blisko 11 proc. badanych) zamierza pobrać z Internetu rozmaite aplikacje (np. quizzy), które chce wykorzystać do wspólnej zabawy z rodziną;

Życzenia na odległość

Choć 85 proc. respondentów uważa, że połączenia wideo są dobrym sposobem na podtrzymanie kontaktów z nieobecnym członkiem rodziny lub przyjacielem, to 23 proc. aktywnie prowadzi rozmowy wideo ze znajomymi w okresie świątecznym. Oczywiście najchętniej łączymy się z naszymi bliskimi i ukochanymi – w tym przypadku rozmowy wideo prowadzi ponad 33,6 proc. Polaków.

– Wiemy, że tradycja ma wielką siłę. W cyfrowych czasach powinniśmy jednak nauczyć się również wykorzystywać nowe technologie do podtrzymywania kontaktu z bliskimi, którzy są daleko od nas, zwłaszcza w okresie świątecznym. Dlatego warto wypróbować nowoczesne i osobiste sposoby umożliwiające nam pozostawanie w kontakcie z tymi, z którymi chcemy podzielić się świąteczną radością. Dzięki takim narzędziom, jak np. komunikator Skype, dostępny na wielu urządzeniach, nie ominie nas bezcenna mina obdarowanego, kiedy będzie otwierał prezent od nas! A dzięki chmurze OneDrive możemy szybko i łatwo podzielić się z bliskimi nagraniami video czy zdjęciami ze świąt – mówi Sebastian Pawłowski, Dyrektor Grupy Produktowej Windows w polskim oddziale Microsoft.

Zapomnieć o pracy

W czasie Świąt Bożego Narodzenia warto więc zapomnieć o pracy i skupić się na najbliższych. Sprawdzanie firmowej poczty w święta deklaruje tylko 22,2 proc. Polaków.

[i] Badania przeprowadzono w dniach 10.11. 2015 – 19.11. 2015 wśród 13 053 konsumentów z Austrii, Belgii, Danii, Finlandii, Irlandii, Włoch, Holandii, Norwegii, Polski, Portugalii, Hiszpanii, Szwecji i Szwajcarii.

Zbigniew Jakubas: Ten rok był jednym z najlepszych w mojej historii biznesowej. Odniosłem spektakularny sukces w Mennicy

CEO Magazyn Polska

Mijający rok był dobry we wszystkich spółkach Zbigniewa Jakubasa. Inwestor giełdowy ocenia jednak, że największy sukces odniósł w Mennicy Polskiej. Przedsiębiorca liczy, że w nadchodzącym roku tani złoty wciąż będzie zapewniał jego firmom dobre wyniki z eksportu. Obawy u inwestora wzbudzają jednak liczne tlące się na świecie ogniska konfliktów. 

W 2015 roku polska gospodarka miała się dobrze. Rósł eksport i jak podaje główny Urząd Statystyczny, po trzech kwartałach jego wartość przekroczyła 148 mld euro. To oznacza wzrost o 7 proc. w stosunku do roku poprzedniego.

 Wszystko nam sprzyjało, słaby kurs złotego do euro i dolara pomagał eksportowi. Te spółki, które eksportują, zarobiły na tym  ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Zbigniew Jakubas, inwestor giełdowy i przedsiębiorca.  Polska gospodarka i PKB od kilku lat rosły, dlatego to również odbijało się pozytywnie na wynikach spółek. Popyt był większy i za granicą, i w kraju. Natomiast spektakularny sukces w tym roku miałem w Mennicy.

Mennica Polska, którą kontroluje Zbigniew Jakubas, ma po trzech kwartałach przychody sięgające niespełna 597 mln zł. To o ponad 6 mln zł mniej niż w zeszłym roku, jednak mimo to zysk netto spółki wzrósł o 34 proc., przekraczając 29 mln zł.

– Zgodnie z powiedzeniem: „co cię nie zabije, to cię wzmocni”, kiedy rok temu Narodowy Bank Polski odszedł od nas z częścią produkcji, intensywnie poszukaliśmy możliwości konkurowania za granicą. To była nasza tak silna działalność, że w tej chwili mamy przebukowane moce na przyszły rok w stu procentach. W związku z tym nie jesteśmy uzależnieni od jednego naszego banku. Mamy kontrahentów zagranicznych, co uważam za duży sukces.

Mając gotówkę, przy słabych notowaniach na warszawskiej giełdzie Mennica postanowiła skupić 0,5 mln akcji po cenie nie wyższej niż 14,2 zł za papier. Właściciel spółki jest zadowolony z mijającego roku.

 W moim przypadku jest to rok udany. We wszystkich spółkach, w których działamy, był to dobry rok. Zanotowaliśmy dobre zyski, rozwój, spore inwestycje. 2015 był chyba jednym z lepszych lat w mojej historii biznesowej.

Nadchodzącego nowego roku inwestorzy trochę się jednak obawiają. Dla Zbigniewa Jakubasa najpoważniejszym problemem są dziś rozliczne konflikty wybuchające i tlące się na świecie. Wojna nie sprzyja inwestycjom, bo  jak mówi  każdy się obawia i w takiej sytuacji dba przede wszystkim o bezpieczeństwo i własne życie.

– Mamy od dwóch lat konflikt na Ukrainie. To jest nasz bezpośredni sąsiad. Mamy w tej chwili Syrię, Libię, mamy wszędzie zarzewie. Egipt, Francja ostatnimi czasy i to mnie trochę martwi, dlatego że jeżeli ta sytuacja się nie ustabilizuje, nie będzie wyciszenia ataków terrorystycznych, może to mieć wpływ na gospodarkę i przyczynić się do niechęci inwestorów.

Wokół warszawskiej giełdy powstaje nowoczesne centrum biurowe

CEO Magazyn Polska

Biurowiec Nowy Świat 2.0 jest już wynajęty w 70 proc. Jego właściciel prowadzi rozmowy z kolejnymi najemcami i zapowiada, że komercjalizacja budynku zakończy się najprawdopodobniej w I połowie 2016 roku. Kolejny projekt spółki – Centrum Bankowo-Finansowego „Nowy Świat” SA – zakłada gruntowną modernizację tzw. Białego Domu – budynku, w którym mieściła się pierwsza siedziba giełdy.

Budowę pierwszej siedziby warszawskiej giełdy zakończono w 1952 roku. Gmach powstał jednak nie jako symbol wolnego rynku tylko siedziba najwyższej władzy PRL. Dopiero po zmianie ustrojowej symbolicznie przekazano go maklerom.

– Jest to piękny budynek, przykład czystej architektury modernistycznej. Jest to również jeden z niewielu tak charakterystycznych budynków w Warszawie ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Małgorzata Kosińska, prezes zarządu Centrum Bankowo-Finansowego „Nowy Świat” SA.  Elewacja tego budynku jest już odnowiona. Mamy tam również odnowioną część powierzchni oraz prestiżowych najemców, jak np. Agencja Rozwoju Przemysłu. Chcemy odnowić ten budynek w standardzie powierzchni klasy A także dla innych najemców, wpisujących się w profil tej lokalizacji.

Prace modernizacyjne w pierwszej siedziby giełdy mają się rozpocząć na początku przyszłego roku. Budynek jest objęty pełną ochroną konserwatora zabytków, co nakłada na spółkę obowiązek konsultacji wszystkich prac. Jak podkreśla Małgorzata Kosińska, spółka, realizując inwestycję w tak niepowtarzalnej lokalizacji, zdaje sobie sprawę z tego, że ciąży na niej szczególna odpowiedzialność, również o to, aby to miejsce otworzyło się na miasto.

– Uważamy, że inwestycje takie jak Nowy Świat 2.0 czy modernizacja Centrum Bankowo-Finansowego wymuszają na nas szczególną dbałość, większą niż przeciętnego dewelopera. Musimy zaproponować dobrą jakość powierzchni, dodatkowe atrakcyjne usługi oraz miejsca i wydarzenia zachęcające do spotkań mieszkańców Warszawy.

Najważniejszy dotąd projekt firmy, czyli sąsiadujący z warszawską giełdą biurowiec Nowy Świat 2.0, zgodnie z planami inwestora ma zostać wynajęty w 100 proc. w II kwartale 2016 roku, najpóźniej na przełomie II i III kwartału przyszłego roku. Cały proces zależy również od prowadzonych prac wykończeniowych dla najemców, ponieważ zaawansowane negocjacje z kolejnymi klientami już trwają. Obecnie wynajęte jest ok. 70 proc. powierzchni biurowca.

– Zainteresowanie projektem Nowy Świat 2.0 jest bardzo duże, szczególnie teraz, kiedy budynek został oddany już do użytku i kiedy mamy tak znamienitych najemców, jak chociażby renomowana kancelaria prawna Greenberg Traurig czy restauracja Weranda – mówi prezes zarządu Centrum Bankowo-Finansowego „Nowy Świat” SA.

Nowy Świat 2.0 to budynek biurowo-handlowo-usługowy z najlepszym  jak podkreśla spółka – adresem biznesowym w Polsce. Oferuje prawie 2 tys. mkw. powierzchni handlowo-usługowej oraz ponad 4 tys. mkw. biur. Ponadto, otoczenie budynku, sąsiedztwo parku czy bliskość pl. Trzech Krzyży powodują, że budynek jest bardzo atrakcyjny zarówno dla najemców, jak i ich klientów.

 Najemców przyciąga do naszego budynku przede wszystkim lokalizacja w centrum Warszawy, dobre połączenia komunikacyjne, a jednocześnie sąsiedztwo innych prestiżowych instytucji finansowych, w tym giełdy. Jest to budynek kameralny, stosunkowo niewielki, 6-kondygnacyjny, dzięki czemu możemy zapewnić pełną identyfikację najemcy z budynkiem – podkreśla Małgorzata Kosińska.

W ciągu 1,5 roku ceny akcji Ciechu wzrosły o 170 proc. To efekt restrukturyzacji i sprzyjających okoliczności rynkowych

CEO Magazyn Polska

Dobra sytuacja na rynku sody, spadające ceny surowców i słabnący złoty – to najważniejsze czynniki zewnętrzne, które miały wpływ na dynamiczny wzrost kursu akcji spółki Ciech. Równocześnie w opinii analityków rynkowych na rosnącą wartość spółki wpłynęły: restrukturyzacja, nadzór prywatnego właściciela oraz korzystne renegocjacje zadłużenia. W efekcie w ciągu ostatnich 18 miesięcy cena akcji poszła w górę o blisko 170 proc. i dziś wynosi ok. 80 zł. Dynamicznie rośnie także cały indeks WIG-chemia (o ok. 42 proc. w ciągu roku).

Ciech może ten rok zaliczyć do bardzo udanych, a złożyło się na to wiele czynników. Z jednej strony mieliśmy podwyżki cen sody [wzrost o 5 proc. rdr. – red.], które są pochodną wyłączenia kilku instalacji wytwórczych w poprzednim roku. Z drugiej strony spółka mocno korzystała na spadku cen surowców, począwszy od węgla, poprzez gaz, kończąc na koksie, który jest wykorzystywany przy produkcji sody – mówi agencji Newseria Kamil Kliszcz, analityk DM mBanku.

Dzięki dobrej koniunkturze na rynku sody Ciech zwiększył o 14 proc. przychody z tego segmentu działalności.

Jak podkreśla Kliszcz, spodziewane efekty przynoszą również podejmowane wysiłki restrukturyzacyjne, reorganizacyjne i cięcia kosztów prowadzone pod nadzorem prywatnego właściciela. Ciech cały czas się rozwija i szuka nowych rynków, dzięki czemu sprzedaż systematycznie rośnie. Spółka uruchomiła także nowe moce produkcyjne w Polsce i Rumunii.

W III kwartale spółka podpisała z bankami umowę na kredyt o wartości 1,34 mld zł na refinansowanie obecnego zadłużenia finansowego grupy. W opinii Kliszcza zostało to bardzo pozytywnie odebrane przez rynek. W ostatnich tygodniach agencje ratingowe S&P i Moody’s podniosły rating Ciechu.

Kurs akcji Ciechu jest od dłuższego czasu w trendzie wzrostowym i to jest pochodną tych pozytywnych zaskoczeń praktycznie na wszystkich frontach. Zaczynając od restrukturyzacji kosztowej, poprzez sprzyjające otoczenie na kluczowym rynku sodowym oraz sprzyjające spółce tendencje na cenach głównych surowców – mówi Kamil Kliszcz. – Dodatkowo, w ostatnim czasie kurs akcji wspiera osłabiająca się względem euro waluta. Spółka jest eksporterem netto, więc bardzo korzysta na tym wysokim kursie euro. To są elementy, które na pewno wspierają wycenę rynkową.

Dziś akcja spółki kosztuje ok. 80 zł. W ciągu roku kurs wzrósł o ponad 85 proc. W maju 2014 roku, kiedy miało miejsce wezwanie KI Chemistry na akcje Ciechu, cena wynosiła ok. 30 zł. Należąca do grupy Kulczyk Investments spółka za jeden walor zapłaciła wówczas 31 zł. Mimo że w procesie wezwania na sprzedaż akcji Ciech nikt nie zaproponował wyższej ceny, Najwyższa Izba Kontroli uznała w raporcie, że Ciech jest jedną z czterech największych spółek prywatyzowanych przez ministra skarbu w latach 2012–2014, które zostały sprzedano za tanio. Jednak w opinii analityków rynkowych tak duży wzrost ceny akcji Ciechu zaskoczył rynek. To nie tylko efekt zaufania inwestorów do prywatnego właściciela i wprowadzanych przez niego zmian w spółce, lecz także obiektywnych i niemożliwych do przewidzenia wcześniej czynników rynkowych.  

Dobre wyniki spółki potwierdzają także coraz lepszą koniunkturę w całej branży chemicznej. Indeks WIG-chemia wzrósł w ciągu ostatniego roku o 42 proc., podczas gdy WIG20 spadł o 24 proc., a WIG-banki – o blisko 30 proc.

W opinii analityka DM mBanku w przyszłym roku otoczenie rynkowe w dalszym ciągu będzie sprzyjać Ciechowi.

Ceny sody może nie będą już rosły w takim tempie jak w tym roku, ale myślę, że jest szansa na niewielkie podwyżki u klientów. Jeśli chodzi o surowce, to jeszcze w I półroczu poprzez efekt bazy spółka będzie raportowała niższy średni koszt produkcji. 2016 rok również będzie bardzo dobry dla wyników Ciechu. Problemy mogą się pojawić w 2017 roku wraz z uruchamianiem pierwszych mocy w produkcji sody naturalnej w Turcji, które mogą nieco zdestabilizować bilans podażowo-popytowy w regionie i wywołać presję na ceny u klientów końcowych – prognozuje Kamil Kliszcz.

Dostawcę energii zmieniło już ponad 370 tys. Polaków. Co miesiąc przybywa kilka tysięcy

CEO Magazyn Polska

Ponad 370 tys. gospodarstw domowych zmieniło dostawcę energii elektrycznej. Miesięcznie odbywa się kilka tysięcy takich migracji. Choć dynamika zmian jest coraz wyższa, to Urząd Regulacji Energetyki spore nadzieje wiąże z procedurą zbiorowej zmiany dostawcy uruchomioną niedawno przez Federację Konsumentów. Dzięki niej odbiorca indywidualny ma mieć gwarancję korzystnej umowy, bez kruczków prawnych i dodatkowych opłat.

Już kilka tysięcy odbiorców w gospodarstwach domowych miesięcznie zmienia dostawcę energii elektrycznej – informuje agencję Newseria Biznes Agnieszka Głośniewska, rzecznik prasowa Urzędu Regulacji Energetyki. – Gospodarstwa domowe robią to znacznie rzadziej niż firmy, bo przeważnie mają podpisaną umowę na czas określony.

Zdaniem Agnieszki Głośniewskiej migracja najczęściej następuje, gdy konsumentowi doskwiera aktualny usługodawca (na przykład jego dział obsługi klienta) lub znajdzie ofertę obiecującą znacznie niższą cenę lub korzystniejsze warunki (na przykład oferty łączone).

Najczęściej w umowie jest wskazany okres obowiązywania umowy, którym jesteśmy związani, i prawdopodobnie, niestety, mamy kary umowne za jej wcześniejsze wypowiedzenie – mówi Agnieszka Głośniewska. – Dopiero, gdy kończy się czas obowiązywania umowy, zaczynamy się rozglądać po rynku i sprawdzać, czy jakaś oferta nie jest dla nas korzystniejsza.

Dostawcę energii elektrycznej według informacji URE zmieniło dotychczas około 372 tys. gospodarstw domowych i 154 tys. innych podmiotów biznesowych oraz instytucjonalnych. Dynamika tego zjawiska wciąż rośnie. We wrześniu br. podmioty instytucjonalne dokonały 2,6 tys. zmian, a w październiku – ponad 4 tys. W przypadku gospodarstw domowych liczba zmian wzrosła z 7,2 tys. we wrześniu do 10,5 tys. w październiku.

Coraz więcej firm handluje także energią, mamy coraz większy wybór, na pewno wraz z rozwojem rynku zmian będzie więcej – prognozuje Agnieszka Głośniewska. – Jako klienci także powinniśmy tworzyć rynek, a przedsiębiorstwa powinny odpowiadać na nasze oczekiwania. To nie tylko jest kwestia ceny, która wprawdzie jest bardzo ważna, ale jeżeli nie możemy się dogadać ze sprzedawcą energii, gdy obsługa klienta nie jest jednak na odpowiednim poziomie, warto rozejrzeć się za konkurencyjną ofertą.

W obecnym stanie prawnym i materialnym (własność sieci przesyłowych) zmiana dystrybutora nie będzie możliwa. Można jedynie wymienić podmiot sprzedający.

Jeżeli obsługa klienta u dystrybutora szwankuje, to powstaje kwestia ewentualnego domagania się praw konsumenta, bo właściciela sieci przesyłowych nie zmienimy – precyzuje Agnieszka Głośniewska. – Bardzo duża część problemów w relacjach klientów z przedsiębiorstwem energetycznym dotyczy infrastruktury, a dystrybutora, czyli właściciela sieci przesyłowych, nie zmienimy.

URE dużą nadzieję wiąże z grupową zmianą dostawcy energii elektrycznej, która niedawno została zaproponowana przez Federację Konsumentów. Organizacja chce zgromadzić jak największą grupę gospodarstw domowych, które wyrażą chęć zmiany sprzedawcy energii elektrycznej. Migracja ma być przeprowadzona w nieskomplikowany sposób, przejrzyście. Do grupy może przystąpić każdy konsument, a udział w niej jest bezpłatny. Decyzja o podpisaniu umowy zostanie podjęta po przeprowadzeniu tzw. odwróconej aukcji (do jak najniższej ceny) wśród zgłaszających się sprzedawców, a Federacja sprawdzi zaproponowane oferty. Akcji patronuje prezes URE.

To będzie bardzo duża zmiana nie tylko ilościowa, ale i jakościowa – zachęca do udziału w akcji Agnieszka Głośniewska. – Konsument będzie mieć gwarancję dobrej umowy, bez kruczków prawnych, na czas nieokreślony, bez dodatkowych opłat. Bardzo ważne jest bezpieczeństwo, którego gwarantem stanie się Federacja. Dokument, który otrzyma klient w ramach grupowej zmiany sprzedawcy, będzie sprawdzony przez prawników. Taką umową żadna firma energetyczna na pewno nikogo nie oszuka.

Rynek hotelowo-restauracyjny w Polsce wzrośnie w tym roku o 3,4 proc. Wydatki Polaków mniejsze niż sąsiadów

0

CEO Magazyn Polska

Według prognoz PMR polski rynek hotelowo-restauracyjny (HoReCa) wzrośnie w tym roku o 3,4 proc. do 24,2 mld zł. Chociaż Polacy coraz więcej podróżują i chętniej jadają poza domem, na usługi tego typu wydają mniej niż Czesi czy Niemcy. To pozwala optymistycznie patrzeć w przyszłość. Jak ocenia Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska, rynek gastronomiczny ma przed sobą nawet dekadę systematycznego rozwoju. 

Myślę, że ten rok dla restauratorów nie był chyba najgorszy. Z badań wynika, że sieć restauracji w Polsce rosła, wydatki też, więc sytuacja na rynku nie była najgorsza. Na pewno rośnie rywalizacja na rynku i jest trudno, ale nie jest źle – mówi agencji informacyjnej Newseria Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Miesiące jesienne i zimowe to dla branży HoReCa słabszy okres w roku. Widać to również w ocenach przedsiębiorców. Wskaźnik klimatu koniunktury dla branży hotelowo-restauracyjnej publikowany przez GUS wyniósł w październiku -4. Miesiąc wcześniej zanotowano poziom -1. Długoterminowy trend pozostaje jednak wzrostowy. W 2014 roku rynek wzrósł o 2,2 proc. i osiągnął wartość 23,4 mld. zł. Według prognoz firmy badawczej PMR w tym roku rynek będzie wart już 24,2 mln zł (wzrost o 3,4 proc. rdr.)

– Perspektywy dla rynku gastronomicznego na najbliższe 10 lat są dobre, bo ten rynek jest cały czas raczkujący w Polsce. Nadal Polacy mało wydają na gastronomię w stosunku do mieszkańców Czechy, Bułgarii czy Rumunii, już nie mówię o Niemcach – podkreśla Cacek.

Według danych RIA Rating odsetek wydatków Polaków na usługi restauracyjne oraz hotelowe wynosi 2,9 proc. miesięcznych zarobków. Dla porównania w Czechach jest to 5,2 proc., a na Słowacji – 6,1 procent. Najwięcej na posiłki w restauracjach wydają Portugalczycy – aż 10,4 proc. Wpływ na niskie wydatki w Polsce mają osiągane zarobki, a także mentalność. Ta jednak znacząco się zmienia.

W ciągu trzech lat w grupie 55+ odpowiedzialność restauracji z kilkunastu procent skoczyła do 50 proc., więc widać, że to się zmienia wraz z pokoleniem – mówi Cacek.

Z badań przeprowadzonych we współpracy GFK Polonia z grupą Sfinks wynika, że najczęściej z lokali gastronomicznych korzystają mieszkańcy Krakowa oraz Warszawy. Odpowiednio 44 proc. oraz 40 proc. z nich przynajmniej raz w tygodniu bywa w restauracji. Najrzadziej poza domem stołują się poznaniacy oraz gdańszczanie – zaledwie 29 proc. z nich minimum raz na tydzień korzysta z usług restauracyjnych.

Klientami restauracji są zarówno osoby konserwatywne, jak i poszukujące kulinarnych nowości. Widoczne jest to na przykładzie lokali działających w sieciach grupy Sfinks.

W Wooku praktycznie nie robiliśmy nowości przez rok i to dobrze nam zrobiło. Nowością w ogóle po 8 latach było wprowadzenie talerzy, do tego klienci musieli się przyzwyczaić, bo zawsze kupowali w pojedynczych miseczkach – mówi Sylwester Cacek.

W restauracjach sieci Chłopskie Jadło i w Sphinx nowości pojawiają się częściej. Jak podkreśla Cacek, średnio 10–15 proc. dań serwowanych w danym miesiącu to nowe propozycje.

W świąteczny dyżur jeden lekarz przyjmuje nawet 200 pacjentów. Wszystko z powodu przepisów i braków kadrowych

CEO Magazyn Polska

Pacjenci, których stan zdrowia uległ pogorszeniu w święta, na wizytę lekarską czekają w rekordowo długich kolejkach. W trakcie jednego dyżuru w dni wolne od pracy lekarz przyjmuje nawet 200 chorych. Wszystko z powodu przepisów i braków kadrowych w polskich placówkach. Rozwiązaniem może być zdalna konsultacja stanu zdrowia ze specjalistami. Takie rozwiązania już są testowane w części placówek. 

W święta oraz na dyżurach nocnych są dwie grupy pacjentów podstawowych. Pierwszą są osoby z doraźnymi problemami, które występują w sposób nagły i najczęściej wymagają drobnej pomocy. Drugą istotną grupą są pacjenci chorzy przewlekle, u których pojawia się zaostrzenie choroby i problemy, które wymagają nagłej interwencji – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Jakubowski, prezes zarządu spółki Webska i twórca aplikacji Remedizer.

Z doraźnej opieki medycznej może nieodpłatnie skorzystać każdy ubezpieczony pacjent, którego stan zdrowia uległ pogorszeniu. W dni powszednie od 18.00 do 8.oo i całodobowo w weekendy i święta w części placówek dyżurują lekarze i pielęgniarki. Personelu jest jednak zbyt mało. Jak podaje NIK, w czasie jednego dyżuru w ramach nocnej i świątecznej opieki medycznej w dni wolne od pracy jeden lekarz przyjmuje od 30 do nawet 200 pacjentów. Za taką sytuację w dużej mierze odpowiedzialne są przepisy.

– Regulacje prawne mają wpływ na to, że jest niedobór lekarzy, którzy zajmują się opieką świąteczną i nocną. Ustawa o opiece zdrowotnej definiuje, że lekarz, który ma własną praktykę, nie może jednocześnie świadczyć usług u innego świadczeniodawcy, a co za tym idzie – nie może pracować przy dyżurach nocnych i świątecznych – tłumaczy Jakubowski.

W związku z niekorzystnymi przepisami Związek Powiatów Polskich wystosował do Ministerstwa Zdrowia apel o ich zmianę.

Na długie kolejki wpływ ma również niedobór kadry. Z raportu organizacji OECD „Health at Glance” wynika, że w Polsce na 1 tys. mieszkańców przypada 2,19 lekarzy. To jeden z najniższych wskaźników w Europie. Według danych OECD polski lekarz w ciągu roku odbywa ponad 3 tys. konsultacji z pacjentami. Średnia europejska to ok. 2 tys. Sytuacja demograficzna sprawia, że zapotrzebowanie na lekarzy będzie rosło. GUS wskazuje, że w 2030 roku liczba osób w wieku poprodukcyjnym sięgnie 9,6 mln.

– Rozwiązaniem, które może wspomóc opiekę nad pacjentami, jest telemedycyna. Po pierwsze, pozwala na zdalne konsultacje w prostych przypadkach, które nie wymagają bezpośredniego kontaktu z pacjentem. Również w przypadku pacjentów przewlekle chorych takie rozwiązania są pomocne, dużo wcześniej można zweryfikować ich stan zdrowia, monitorując parametry życiowe, i wcześniej podjąć decyzję o hospitalizacji, badaniu czy zmianie sposobu opieki – przekonuje Jakubowski.

Telemedycyna w Polsce dopiero raczkuje. Zintegrowane centra całodobowego monitorowania to kwestia przyszłości, w niektórych placówkach takie rozwiązania są już jednak testowane. Część z nich pozwala na stały kontakt z pacjentem przewlekle chorym. Umożliwiono również wystawianie takim pacjentom recept. Wprowadzono też czaty z pielęgniarkami, z którymi można konsultować się jeszcze po wizycie lekarskiej.

Telemedycyna pozwala znacznie zmniejszyć kolejki podczas dyżurów. W Wielkiej Brytanii National Health Service zanotował spadek o 60 proc. liczby nagłych przyjęć osób przewlekle chorych.

Aplikacje powinny być wykorzystywane, kiedy pacjenci zgłaszają się z drobnymi sprawami. Mogą zrobić to na odległość, gdzie lekarz może dokonać wstępnej klasyfikacji i stwierdzić, czy potrzebna jest szersza diagnostyka. Czasami można to zrobić w kilka, kilkanaście minut, uspokoić pacjenta, zaproponować mu proste rozwiązanie czy dalszą obserwację – podkreśla ekspert.

W Instytucie Kardiologii w Aninie pacjenci z wszczepionymi pompami serca LVAD testują działanie mobilnej aplikacji Remedizer, która pozwala monitorować pomiary pompy i podstawowe parametry, jak ciśnienie czy tętno. Ułatwia to życie pacjentom i uspokaja ich. Tym bardziej że przy ciężkich chorobach nagłe pogorszenie samopoczucia budzi u chorych duży strach, który może jeszcze nasilać niepokojące objawy.

Obecnie aplikacje są dopiero testowane, dlatego liczba osób z nich korzystających jest stosunkowo niewielka.

Są to wdrożenia testowe, w związku z czym grupa pacjentów jest zamknięta do specyficznych grup osób leczonych na konkretne schorzenia. Jednak sam fakt przeprowadzenia tych testów pozwoli rozszerzać je na kolejne grupy pacjentów – zaznacza Michał Jakubowski.

Wspólne pomaganie wzmacnia relacje w rodzinie. To dobry sposób na spędzenie czasu razem, nie tylko w święta

CEO Magazyn Polska

Nic tak nie buduje więzi, jak wspólne działanie – podkreślają organizacje pozarządowe i zachęcają do wolontariatu rodzinnego. Tego typu inicjatywy cieszą się coraz większą popularnością. W tym roku zgłosiło się do wolontariatu blisko 1,8 tys. rodzin. Co ważne, takie działania nie tylko przynoszą korzyści potrzebującym czy lokalnym społecznościom, na rzecz których są podejmowane, lecz także wpływają na relacje w rodzinie. Rodzice dają przykład dzieciom i uczą je społecznego zaangażowania.

Wolontariat rodzinny to przede wszystkim możliwość łączenia korzyści wspólnotowych z korzyściami indywidualnymi. Robimy pożyteczną rzecz, która służy innym, służy naszej społeczności, a jednocześnie my, jako rodzina, na tym korzystamy, bo pozwala nam to wspólnie spędzić czas. W ten sposób budują się silne rodzinne więzy, których nie da się zbudować, siedząc przed telewizorem, tylko właśnie we wspólnej pracy, która służy społeczności – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Tomasz Schimanek, ekspert Akademii Rozwoju Filantropii w Polsce.

Wolontariat w Polsce cieszy się coraz większą popularnością. Jak wynika z tegorocznego badania Stowarzyszenia Klon/Jawor, w pomoc innym angażuje się 20 proc. Polaków. Od kilku lat ten odsetek utrzymuje się na podobnym poziomie. Najczęściej wolontariuszami są osoby młode, dobrze wykształcone i ze stabilną sytuacją materialną. Rośnie jednak popularność takich inicjatyw jak wolontariat pracowniczy czy rodzinny.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej uwzględniło wsparcie wolontariatu rodzinnego jako jeden z priorytetów w Programie Fundusz Inicjatyw Obywatelskich, który finansowo wspiera działania obywatelskie. Wolontariat rodzinny jest bowiem znakomitą formułą realizacji w praktyce zasady pomocniczości, która zapisana została w naszej Konstytucji. W myśl tej zasady także samorząd powinien wspierać rozwój wolontariatu rodzinnego, tworząc  lokalnie warunki instytucjonalne, organizacyjne i finansowe dla jego upowszechniania – przekonuje Schimanek.

Wolontariat rodzinny ma szansę na szybki rozwój. Jak wynika z badań TNS Polska, ponad 70 proc. Polaków przyznaje, że brakuje im atrakcyjnych inicjatyw społecznych, w które mogliby się zaangażować. Jednocześnie zdecydowana większość osób deklaruje, że wolny czas najchętniej poświęca rodzinie, która stanowi dla nich największą wartość. Właśnie w odpowiedzi na te potrzeby Akademia Rozwoju Filantropii w Polsce wraz z Fundacją PZU stworzyły w 2013 roku program „Wolontariat Rodzinny”.

Proponujemy naszym pracownikom gotowe rozwiązania, zapraszamy ich na przygotowane akcje wolontariackie, w których uczestniczą ze swoimi rodzinami. Proponujemy im proste zaangażowania, wystarczy być, spędzić czas ze swoją rodziną i z podopiecznymi różnych organizacji pozarządowych. Nie trzeba mieć wielkich umiejętności, wystarczy pokazać, jak wygląda nasza rodzina, jakie mamy relacje między ojcem, matką, między dziećmi a rodzicami – tłumaczy Agnieszka Kazimierska, kierownik zespołu Fundacji PZU, koordynator ds. wolontariatu pracowniczego w Grupie PZU.

W tym roku w ramach kontynuacji działań podjętych w 2014 roku realizowany był program „Wolontariat Rodzinny – lokalnie”. Laureaci programu mogli liczyć na granty w wysokości 7 tys. zł na wdrożenie projektów, które odpowiadają na potrzeby lokalnej społeczności, a realizowane były przez całe rodziny wolontariuszy. W tym roku chętnych do takiego zaangażowania było blisko 1,8 tys. rodzin z całej Polski.

Jak podkreśla koordynatorka wolontariatu pracowniczego w PZU, w promowaniu wolontariatu ważną rolę odgrywają firmy, zwłaszcza że same mogą skorzystać na takiej formie aktywności pracowników.

Największą korzyścią jest to, że możemy się poznać i integrować. Z badań, które przeprowadzamy, wynika, że pracownicy nabywają w ten sposób nowe kompetencje. Blisko połowa twierdzi, że są one przydatne w pracy. Z punktu widzenia biznesu dobrze jest mieć zgrany zespół, który radzi sobie z rozwiązywaniem problemów – mówi Kazimierska.

W ramach I edycji programu rodziny działały na rzecz zmiany w  lokalnych społecznościach – miasteczkach, wsiach, osiedlach, poprzez współpracę z innymi rodzinami, organizacjami i instytucjami. To dzięki nim powstały nowe miejsca spotkań, miały miejsce ważne kulturalne wydarzenia (np. zorganizowanie po raz pierwszy Nocy Muzeów w niektórych miejscowościach). Wszystkie projekty połączyła idea działania rodzin. W ten sposób tworzą się więzi, a osiedla czy miasteczka stają się ważną lokalną ojczyzną.

Nasze osiedle jest oddalone o 2 km od miasta, jesteśmy więc w naturalny sposób odgrodzeni. Wolontariat pozwolił nam stworzyć więzi sąsiedzkie. Wspólne działanie, wraz z dziećmi i rodzicami, pozwala na aktywne spędzenie czasu, poznajemy się w różnych dziedzinach i wyznaczamy sobie cele do osiągnięcia – podkreśla Lidia Pieńkos z Fundacji Inicjatywa Społeczna FIS ze Szczecinka.

Blisko 40 proc. rodzin, które wzięło udział w programie, przyznaje, że najważniejszą korzyścią było zacieśnienie więzi i nawiązanie nowych przyjaźni. W działania angażowane są również rodziny, w których są osoby niepełnosprawne.

Dzięki wolontariatowi rodzinnemu w naszej niewielkiej społeczności wszyscy się znamy, a to jest wartość niemierzalna. Znamy się wszyscy po imieniu, mamy do siebie zaufanie, gdy jedni sąsiedzi wyjeżdżają zostawiają klucze innym sąsiadom, żeby doglądali domostwa. Dzięki temu możemy się czuć bezpiecznie – zaznacza Lidia Pieńkos.

Trudny świąteczny wypoczynek pracoholików. Nie potrafią przestać myśleć o pracy

CEO Magazyn Polska

Czasami wyłączenie telefonu i komputera niewiele daje. Pracoholicy i tak spędzają święta na myśleniu o pracy i obowiązkach służbowych. Psychologowie radzą jednak, by nauczyć się relaksować, bo brak wypoczynku jest obciążeniem dla zdrowia fizycznego i psychicznego. Jednym ze sposobów może być wyznaczenie sobie określonych godzin, w których można myśleć o pracy, i stopniowe zmniejszanie poświęcanego na to czasu.

Jeśli ktoś cały czas myśli o pracy, to zakładanie, że nie będzie o niej w ogóle myślał przez święta, jest nierealne. W związku z tym lepiej wyznaczyć sobie godziny, kiedy będziemy o niej myśleć. To skutkuje i po jakimś czasie ludziom wystarczy już 20 minut myślenia o pracy – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Izabela Kielczyk, psycholog biznesu.

Jak podkreśla, warto to zrobić, bo nikt nie jest w stanie żyć bez przerwy w stanie ciągłego napięcia psychicznego. Na dłuższą metę jest to niewykonalne, a stres może doprowadzić do poważnych chorób. Osobom, które poświęcają pracy większość czasu, trudno jednak wykorzystać święta na odpoczynek. Czasami nie pomagają nawet wyłączenie służbowego telefonu czy niekorzystanie z poczty. Są też takie osoby, które wyjątkowo silne zaangażowanie w pracę przenoszą na grunt domowy.

Przygotowując święta, też mówimy, że muszę coś zrobić, muszę to zrobić w określonym terminie i sama, bez proszenia nikogo o pomoc – mówi Kielczyk. – Miałam taką szefową, która w podobny sposób organizowała wigilię w pracy – sama wszystko załatwiając, tak jak i w domu. Domownicy siedzieli, oglądali sobie telewizję, a ona jeździła po sklepach, czyli przenosiła perfekcyjną czynność z jednej sfery do drugiej, a w efekcie w ogóle nie wypoczywała.

Święta to dobry czas, żeby nie stawiać przed sobą zbyt ambitnych zadań. Perfekcjonizm i obowiązkowość w pracy są zaletą, ale robienie wszystkiego samemu, bez korzystania z pomocy innych, niekoniecznie jest najlepszym pomysłem. Szczególnie, że jakiekolwiek niepowodzenie w realizacji zadań jest dodatkowym źródłem stresu.

O efektywny wypoczynek powinni dbać nie tylko pracoholicy. Nie wszyscy potrafią bowiem zrelaksować się podczas kilku dni świątecznych.

Są osoby, które odpoczywają w każdy weekend, więc święta są dla nich dodatkowym doładowaniem akumulatorów. Ale człowiek, który w ogóle nie odpoczywał, przez te trzy dni nie odpocznie, to fizycznie niemożliwe. Czasami, jak pokazują badania psychologiczne, potrzebuje tygodnia, żeby w ogóle przestał myśleć o pracy – wyjaśnia Kielczyk.

Jak podkreśla, najważniejszym zadaniem na czas świąteczny powinno być spędzenie czasu z drugim człowiekiem.

Warto być z najbliższymi nawet przez godzinę, ale aktywnie. W tym czasie nie używamy telefonów komórkowych, nie oglądamy telewizji, nie interesują nas portale społecznościowe. Godzina w relacji z drugim człowiekiem to już jest bardzo dużo. Czasami, jeśli człowiek doświadczy tego w święta, będzie wysłuchany, to będzie chciał tego coraz więcej i coraz częściej – przekonuje Izabela Kielczyk.

ERNE VENTURES: QubicGames rozszerza dystrybucję nowej gry

ERNE VENTURES S.A. notowana na rynku NewConnect od lutego 2008 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną, otrzymała informację ze swojej spółki portfelowej QubicGames, o rozpoczęciu dystrybucji w Polsce gry „Geki Yaba Runner” w wersji na urządzenia z systemem Android. W październiku br. produkcja ta w wersji na iOS zadebiutowała na polskim rynku.

Na przełomie września i października br. gra „Geki Yaba Runner” została wprowadzona do dystrybucji na rynku polskim i japońskim. W ciągu dwóch tygodni od premiery produkcja ta znalazła się na drugim miejscu wśród najczęściej pobieranych bezpłatnych gier na telefony iPhone w Polsce. Dzięki dystrybucji wersji gry „Geki Yaba Runner” na urządzenia z systemem Android, liczba jej użytkowników może znacząco wzrosnąć, co będzie miało także wpływ na wyniki finansowe spółki QubicGames, w której ERNE VENTURES posiada 21,11% udziałów. QubicGames zamierza również zadebiutować na rynku NewConnect w pierwszym kwartale 2016 r.

ERNE VENTURES zainwestowała swoje środki w kilka spółek z branży gier komputerowych. Jedną z nich jest notowana na rynku NewConnect The Farm 51 Group, w której Emitent objął akcje po cenie emisyjnej wynoszącej 7,00 zł za szt., a łączna kwota tej inwestycji przekroczyła wartość 2 mln zł. Spółka posiada również 39,02% udziałów w Huckleberry Studio, podmiocie, który prowadzi obecnie zaawansowane prace nad produkcją wieloosobowej gry typu MMORPG pod tytułem „Edengrad”. Jej premiera jest przewidziana na rok 2016. Zarząd ERNE VENTURES uważa, że inwestycja w branżę gier pozwoli mu osiągać wysokie stopy zwrotu dzięki dobrym perspektywom dla rynku gier komputerowych i możliwej wysokiej dynamice jego wzrostu w kolejnych latach.

„Nasze trzy inwestycje w branży gier komputerowych oceniam bardzo dobrze, bowiem każdy z podmiotów rozwija się w bardzo dynamiczny sposób. Potencjał rozwoju dla tego rynku jest ogromny, co widoczne jest także w rosnącym zainteresowaniu branżą przez inwestorów instytucjonalnych. Warto również wspomnieć o inicjatywie Stowarzyszenia Polskie Gry skupiającego krajowych producentów gier wideo w programie GameINN, który uzyskał pozytywną rekomendację NCBiR do podjęcia prac nad jego ustanowieniem. Jego celem jest wsparcie rozwoju sektora producentów gier wideo poprzez opracowanie i wdrożenie innowacyjnych produktów oraz technologii o wysokim potencjale komercyjnym, jak również międzynarodowym zasięgu. Polska branża gier komputerowych dzięki wsparciu finansowemu będzie mogła jeszcze skuteczniej konkurować z zagranicznymi podmiotami.” – mówi Arkadiusz Kuich, Prezes Zarządu ERNE VENTURES.

ERNE VENTURES osiągnęła w 3 kw. 2015 r. jednostkowy zysk netto na poziomie 970 tys. zł. Narastająco, po trzech kwartałach br. jednostkowy zysk netto Emitenta sięgnął prawie 4.324 tys. zł. Wypracowanie bardzo dobrych wyników finansowych było możliwe dzięki wzrostowi wartości spółek znajdujących się w jego portfelu inwestycyjnym, m.in. The Farm 51 Group S.A. oraz Arrinera S.A.

ERNE VENTURES jest notowanym na rynku NewConnect funduszem kapitałowym, który jako inwestor krótkoterminowy lub średnioterminowy nastawia się na inwestycje w produkty i usługi charakteryzujące się potencjałem rozwoju na rynku globalnym.

Spółka konsekwentnie realizuje założenia przyjętej strategii rozwoju, co przekłada się  na istotny wzrost wartości jej akcji: na początku stycznia br. kosztowały one 0,90 zł, podczas gdy obecny kurs akcji wynosi ok. 4,30 zł, co oznacza wzrost o ponad 400% od początku tego roku. Wysoka płynność obrotu pozwoliła również Spółce wejść w skład indeksu NCIndex30, który obejmuje swoim portfelem jedynie 30 najbardziej płynnych spółek spośród blisko 440 notowanych na rynku NewConnect.

Prognozy rynkowe Union Investment TFI na 2016 r.

Gospodarka światowa i emerging markets w świetle globalnej polityki monetarnej

W 2016 r. oczekujemy przyspieszenia tempa wzrostu PKB w gospodarce światowej do 3,5%. Jednocześnie dynamika ta będzie bardzo wrażliwa na wszelkie zmiany w globalnej polityce pieniężnej. Jest to o tyle ważny czynnik, że po raz pierwszy w historii działania największych banków centralnych stały się rozbieżne. Podczas gdy amerykańska Rezerwa Federalna rozpoczęła cykl podwyżek stóp procentowych, Europejski Bank Centralny, a także japoński bank centralny w dalszym ciągu utrzymują luźną politykę monetarną. Warto przy tym podkreślić, że zacieśnianie polityki pieniężnej w USA nigdy nie przebiegało tak łagodnie. Co prawda Fed podwyższył stopy do 0,25–0,5%, ale pozostaje gołębi, podkreślając, iż cykl podwyżek stóp procentowych będzie miał charakter stopniowy i będzie uzależniony od danych napływających z gospodarki. Poziom stóp procentowych w USA na koniec 2016 r. może wynieść 0,75–1,0%.

Warto dodać, że prognozowany wzrost w światowej gospodarce będzie się dokonywał w otoczeniu niewielkiej presji inflacyjnej. Spodziewana niska inflacja to przede wszystkim „zasługa” taniejących ropy i żywności, a także sytuacji w Chinach. W Państwie Środka dokonuje się transformacja modelu gospodarczego (z opartego na eksporcie i inwestycjach na oparty na konsumpcji wewnętrznej), której najważniejszą konsekwencją jest spadek zapotrzebowania na surowce. Najważniejsze jest jednak to, że Chiny powinny uniknąć prognozowanego przez niektórych twardego lądowania, czyli gwałtownego spadku dynamiki PKB. Spodziewamy się, że wzrost gospodarczy w Państwie Środka w 2016 r. łagodnie spowolni do ok. 6–6,5%.

Bardziej zróżnicowana okazuje się sytuacja w krajach emerging markets. Większość tamtejszych gospodarek opiera się na eksporcie surowców, co – w dobie silnego dolara – będzie powodowało ich słabość. Należy tu zwrócić uwagę na eksporterów netto surowców, którzy dodatkowo borykają się z problemami strukturalnymi (vide Brazylia, Rosja, Indonezja, Australia, kraje MENA). Warto natomiast kupować aktywa w krajach z dużym deficytem obrotów bieżących, związanym z importem surowców oraz relatywnie tanią lokalną walutą, takich jak Indie i Filipiny. Spadek cen ropy naftowej powoduje, że kraje, które są importerami surowców energetycznych, będą miały niższą inflację oraz znacząco poprawią swój deficyt obrotów bieżących.

Gospodarka polska

W Polsce spodziewamy się lekkiego spowolnienia gospodarki z 3,6% do 3,2%. Jeśli polski rząd doda impuls fiskalny, to PKB może wzrosnąć do 3,4–3,5%. Jakie czynniki będą miały pozytywny, kluczowy wpływ na kształtowanie się wzrostu gospodarczego? Przede wszystkim konsumpcja wewnętrzna – główna siła napędowa polskiego PKB. Oczekujemy wzrostu siły nabywczej polskiego społeczeństwa ze względu na realny wzrost funduszu płac, deflację oraz impuls fiskalny w postaci programu „500 zł na dziecko i podwyższenie kwoty wolnej od podatku. Ponadto polskim przedsiębiorcom powinien sprzyjać eksport netto, który jest wspierany przez słabego złotego oraz kondycja naszych partnerów handlowych, w tym Niemiec. Pod znakiem zapytania stoją natomiast inwestycje w sektorze prywatnym i publicznym. Jeśli jednak rząd będzie realizował program inwestycyjny, to na PKB będzie to oddziaływało pozytywnie.

Jak inwestować w 2016 r.?

Patrząc całościowo na wszystkie klasy aktywów, podobnie jak w 2015 r., preferujemy akcje względem obligacji (zarówno skarbowych, jak i korporacyjnych), ale zmienność będzie wysoka, najprawdopodobniej zbliżona do obserwowanej w 2015 r. Za rynkiem akcji przemawia jego relatywna atrakcyjność, otoczenie makroekonomiczne (perspektywy gospodarcze, inflacja, banki centralne), a także perspektywy zysków spółek i wzrost efektywności biznesowej przedsiębiorstw. Z kolei alternatywą dla bezpiecznych obligacji skarbowych w panującym środowisku niskich rentowności mogą być inwestycje alternatywne o charakterze market-neutral.

Akcje

W ujęciu globalnym zdecydowanie lepiej oceniamy perspektywy akcji rynków rozwiniętych (developed markets) niż wschodzących (emerging markets).

Najatrakcyjniej prezentują się akcje europejskie (z naciskiem na strefę euro i Szwajcarię) oraz japońskie. Sprzyjają im atrakcyjniejsze niż w USA wyceny (np. wskaźnik cena/zysk), stopa dywidendy oraz prognozowana poprawa efektywności (ROE, marże). Kontynuacja programu luzowania ilościowego (QE) przez EBC oznacza, że euro będzie w dalszym ciągu tanie względem dolara amerykańskiego. W rezultacie tańszy będzie też eksport z Unii Europejskiej, na czym skorzystają np. Niemcy, a pośrednio również kraje CE4 (Polska, Czechy, Słowacja i Węgry). Warto też wspomnieć o możliwym pozytywnym wpływie efektu drugiej rundy, tzn. wzrostu płac w efekcie wzrostu inflacji (wraz z kontynuacją ożywienia w gospodarce spodziewany jest jej stopniowy wzrost). Prognozowana stopa zwrotu z akcji europejskich i japońskich w 2016 r. to 6–8%.

Do akcji amerykańskich (choć również należą one do segmentu rynków rozwiniętych) podchodzimy bardziej sceptycznie. Ich ceny są wyższe niż w przypadku akcji spółek europejskich, a oczekiwana stopa dywidendy jest niższa.

W obrębie rynków wschodzących najbezpieczniejszą opcją inwestycyjną wydaje się teraz selektywny wybór krajów wschodzącej Azji oraz Meksyku. W pozostałych regionach relacja zysku do ryzyka jest obecnie niekorzystna. Szczególnie negatywnie prezentuje się sytuacja w Rosji i Brazylii. Nie dość, że prezentują się one słabo od strony makroekonomicznej, to są uzależnione od surowców (których ceny spadają) i ciąży nad nimi ryzyko polityczne.

Polska

Polityka – tak w skrócie można określić główny czynnik, który będzie determinował zachowanie indeksów na warszawskiej giełdzie. Pozytywny jest natomiast fakt, że dużo negatywnych informacji już uwzględniono w cenach akcji, a nawet skala przeceny niejednokrotnie przewyższa możliwy rzeczywisty wpływ konkretnych decyzji politycznych. Tak jest np. w przypadku sektora finansowego. Również małe i średnie spółki wyglądają korzystnie po przecenie. Dlatego gdy kurz opadnie, emocje powinny wygasnąć, a na pierwszy plan wysuną się fundamenty. Taki scenariusz, przy założeniu braku zmian dotyczących OFE, pozwala na umiarkowanie optymistyczne oczekiwania co do akcji polskich w 2016 r. Szczególnie że nasza gospodarka wciąż znajduje się w trendzie wzrostowym.

Obligacje

Co do zagranicznych rynków obligacji, spodziewamy się, że wzrosną rentowności obligacji w centrum strefy euro – głównie w Niemczech. W USA rentowności na długim końcu krzywej (czyli o dłuższym terminie zapadalności) powinny zachowywać się stabilnie, natomiast rentowności papierów krótkoterminowych mogą rosnąć w odpowiedzi na kolejne podwyżki stóp procentowych ogłoszone przez Fed. W tej sytuacji preferujemy obligacje z krajów peryferyjnych strefy euro (Hiszpania, Włochy), a także obligacje skarbowe z rynków wschodzących denominowane w dolarach. Za tymi drugimi przemawia brak ryzyka walutowego i atrakcyjna rentowność absolutna.

W obrębie obligacji korporacyjnych preferujemy europejskie obligacje high yield (ryzykowne z wysokim oprocentowaniem) oraz amerykańskie papiery z ratingiem inwestycyjnym (investment-grade). Za pierwszymi przemawia spadające zadłużenie spółek oraz mały udział emitentów z sektora energetycznego i materiałowego w porównaniu z USA. Z kolei amerykańskie obligacje investment-grade są bezpieczniejsze niż high yield i oferują przyzwoitą rentowność.

W Polsce jednym z ważniejszych czynników będzie powołanie w styczniu nowej, gołębiej Rady Polityki Pieniężnej. Jeśli inflacja będzie się utrzymywać poniżej 1% (ryzyko stanowi podatek od supermarketów oraz zachowanie ceny ropy naftowej), możliwa jest obniżka stóp procentowych o 50 punktów bazowych (z 1,5% do 1%). Pewne obawy budzi polityka fiskalna prowadzona przez polski rząd. Problem polega na tym, że w kształtowaniu budżetu wydatki planowane przez państwo w zbyt dużym stopniu przekraczają możliwe do pozyskania wpływy (np. z tytułu zadłużania się czy podatków). Jeśli więc nawet dojdzie do obniżki stóp procentowych, dla polskich obligacji może to oznaczać spadek rentowności papierów krótkoterminowych, a jednocześnie wzrost rentowności papierów o długim terminie zapadalności (przez wzgląd na wyższe ryzyko). Cieszy natomiast fakt, że zagraniczne instytucje wydają pozytywne rekomendacje dla polskiego długu, ponieważ zagraniczni inwestorzy posiadają 60% wyemitowanych przez rząd obligacji skarbowych.

Surowce

W 2016 r. dolar nie powinien umacniać się tak silnie, jak w 2015 r. To oznacza, że nie powinno dojść do dużych spadków cen surowców. Jednocześnie brakuje czynników, które mogłyby ­– przynajmniej w pierwszym półroczu – pobudzić wzrosty na tym rynku. Hamulcem jest przede wszystkim utrzymująca się nadpodaż surowców na rynku.

W odniesieniu do poszczególnych surowców oczekujemy ustabilizowania się w 2016 r. sytuacji na rynku ropy i zmniejszenia jej obecnej nadpodaży. W pierwszym półroczu możliwe są duże wahania kursu tego surowca – ze względu na działania OPEC i zniesienie sankcji gospodarczych dla Iranu. Druga połowa roku powinna przynieść stabilizację i prawdopodobny wzrost kursu ropy naftowej z powodu zwiększonego popytu oraz ograniczenia produkcji w Stanach Zjednoczonych.

Metale szlachetne czeka trudny rok, ponieważ ich kursy mogą ulegać presji oczekiwań dalszych podwyżek stóp procentowych w USA, a co za tym idzie – silniejszego kursu dolara. Rzeczywista podaż i popyt na te surowce mogą mieć mniejsze znaczenie dla ich ceny niż działania i komunikaty przekazywane przez Fed.

Metale przemysłowe będą w dalszym ciągu pod presją wysokiej nadpodaży. Ogłaszane
w tym roku cięcia produkcji nie były wystarczające, aby rynki spojrzały na te surowce przychylniejszym okiem. Osłabianie walut lokalnych krajów rozwijających się i niska cena ropy tworzą przestrzeń do dalszej obniżki kosztów wytwarzania metali przemysłowych, co przy utrzymującej się nadpodaży może doprowadzić do deprecjacji ich kursów.

Waluty

Na progu 2016 r. zakład rynkowy na umocnienie się dolara amerykańskiego jest tak zatłoczony, że naszym zdaniem pierwsza część przyszłego roku upłynie pod znakiem jego osłabienia lub stabilizacji w relacji do innych walut. Jednocześnie amerykańska waluta w drugim półroczu może ponownie – wraz z kolejnymi podwyżkami stóp procentowych przez Fed – zacząć się umacniać. Szczególnie widoczne może to być w odniesieniu do walut azjatyckich (japońskiego jena i chińskiego juana).

Nieumacniający się dolar to dobra wiadomość dla walut z rynków wschodzących np. tureckiej liry), które są mocno wyprzedane. W takim otoczeniu inwestorzy mogą ponownie zacząć je kupować, co przełoży się pozytywnie na lokalne rynki akcji.

Podsumowanie

Za każdym razem, gdy mówimy o dobrych perspektywach, z drugiej strony kryją się potencjalne czynniki zagrożenia. Pierwszym z nich, z punktu widzenia globalnych rynków, może być szybsza ścieżka podwyżek stóp procentowych w USA. Drugim – referendum w sprawie Brexitu (wyjścia Wielkiej Brytanii ze strefy euro) oraz kwestia uchodźców w Unii Europejskiej. Ponadto trzeba brać pod uwagę możliwą dewaluację juana (w ślad za nim mogłyby podążyć inne waluty krajów wschodzących) czy też konflikty regionalne, np. w Syrii czy na Ukrainie. W Polsce czynnikiem zagrożenia może być rozpoczęcie zmian w systemie emerytalnym (wspomniane OFE).

Jednocześnie nie zapominajmy, że nie ma roku, w którym rynkom finansowym nie zagrażałby choćby jeden czynnik ryzyka. Dlatego kluczowe będzie przyjęcie aktywnej strategii i poszukanie okazji inwestycyjnych także na globalnych rynkach.

Ocena perspektyw dla poszczególnych sektorów w 2016 r.

 

Banki neutralnie
Energetyka negatywnie
Telekomunikacja negatywnie
Surowce negatywnie
Handel pozytywnie
Paliwa neutralnie
IT pozytywnie
Budownictwo pozytywnie
Przemysł pozytywnie

Zbigniew Jakubowski, Wiceprezes Union Investment TFI

Popołudniowy komentarz walutowy z 22.12.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 22.12.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Marynarska Point II z oceną doskonałą w certyfikacji BREEAM In-Use

Budynek biurowy Marynarska Point II zlokalizowany przy ul. Postępu 15C w Warszawie otrzymał certyfikat BREEAM In-Use.Mimo upływu 7 lat od powstania obiektu, budynek nadal spełnia najwyższe standardy „Zielonego Budownictwa”. 

Obiekt był oceniany w dwóch obszarach: rozwiązania techniczne zastosowane w budynku (Asset) oraz zarządzania budynkiem (Building Management). Zarówno w pierwszym jak i w drugim obszarze budynek uzyskał bardzo wysokie wyniki. Wyposażenie techniczne budynku Marynarska Point II zostało ocenione zgodnie z brytyjskim systemem certyfikacji na poziom Very Good, natomiast procedury zarządcze na poziomie Excellent. Proces certyfikacji przeprowadziła firma Go4Energy. Zarządcą biurowca jest BNP Baribas Real Estate Poland.

Barbara Berta„Uzyskanie certyfikatu BREEAM In-Use na poziomie Excellent stanowi potwierdzenie stosowanych przez BNP Paribas Real Estate Poland najwyższych standardóww zakresie zarządzania nieruchomościami, gdzie dbałość o ochronę środowiska naturalnego i komfort pracowników są priorytetami.” – mówi Barbara Berta, Dyrektor Techniczny, BNP Paribas Real Estate Poland.

Już na etapie koncepcji projektowej Marynarska Point II założono, że obiekt ma spełniać ponadstandardowe wymagania dotyczące oszczędności energii. Zastosowane technologie: freecooling, wydajny odzysk ciepła w centralach klimatyzacyjnych, adiabatyczne nawilżanie wysokociśnieniowe, system zarządzania obiektem – BMS, dodatkowe liczniki energii, pozwalają na utrzymanie zużycia energii na racjonalnym poziomie. Dodatkowo procedury zarządcze wdrożone przez firmę  BNP Paribas Real Estate Poland pozwalają na stałe utrzymanie urządzeń technicznych w najwyższej sprawności, jak również bieżące monitorowanie obszarów zużycia energii.

mp2_building_photo_1W 2009 roku Marynarska Point otrzymał certyfikat w systemie European GreenBuilding, w którym wykazano, że budynek zużywa o 31% mniej energii niż wymagają tego polskie normy. Certyfikat BREEAM In-Use potwierdza zatem, że mimo upływu 7 lat od powstania obiektu budynek nadal spełnia najwyższe standardy  „Zielonego Budownictwa”.

Złoty dalej się umacnia

W zeszłym tygodniu złotówka mocno odzyskała siły, w poniedziałek widzieliśmy kontynuację tego ruchu. Szczególnie zauważalne było to względem walut krajów anglosaskich. Poznaliśmy kandydatów PiS-u na członków RPP, są to profesorowie Grażyna Ancyparowicz oraz Eryk Łon. Putin przypomina, że na Wschodzie jeszcze może się sporo wydarzyć.

Złoty wciąż zyskuje na wartości. Euro od wczoraj staniało kolejne 1,5 grosza i kosztuje 4,24 zł. Frank spadł nawet więcej i osiągnął poziom 3,91 zł, co stanowi bardzo sympatyczny prezent na święta dla kilkuset tysięcy Polaków. Dolar stracił aż 4 grosze i kosztuje 3,88, było to spowodowane zarówno umacniającą się złotówką, jak i ruchami na głównej parze walutowej świata. Funt staniał w ciągu dnia o niemal 6 groszy. W tym wypadku pomogły gorsze od oczekiwań dane makroekonomiczne. Sprzedaż detaliczna wg Konfederacji Brytyjskiego Handlu zachowywała się gorzej od oczekiwań.

Poznaliśmy dwóch kandydatów do RPP zgłoszonych przez sejm. Jest sens analizować właściwie tylko kandydatury PiS-u, ze względu na arytmetykę sejmową. Pozostali kandydaci właściwie nie mają żadnych szans na wybór. Sejm wymienia obecnie dwóch członków. Na miejsce Elżbiety Chojny-Duch oraz Andrzeja Bratkowskiego rekomendowani są Grażyna Ancyparowicz oraz Eryk Łon. Nie są to pierwszoplanowe osoby w polskiej gospodarce, ale z pewnością nie można powiedzieć, że to kandydaci pozbawieni kwalifikacji na te stanowiska. Grażyna Ancyparowicz to profesor akademicki, członek rady naukowej Spółdzielczego Instytutu Naukowego (organizacja powiązana ze SKOK), były dyrektor departamentu finansów GUS. Eryk Łon z kolei jest wieloletnim pracownikiem naukowym Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu (dawniej Akademii Ekonomicznej w Poznaniu). Pierwsze wypowiedzi nominowanych pokazują, że nie trzeba bać się rewolucji, aczkolwiek przebija się nuta wsparcia rozwoju jako celu. Wiadomości te raczej uspokoiły rynki, pomagając tylko złotówce odrabiać ostatnie straty.

Teoretycznie okres przed świętami powinien być spokojniejszy, aczkolwiek zawsze “można liczyć” na wydarzenia na Wschodzie. Nadchodząca zima poprawia sytuację Rosjan na swojej pozycji. W tym tygodniu Putin poinformował, że nie pozostawi mieszkających na wschodniej Ukrainie Rosjan na pastwę nacjonalistów. Rozpoczął się intensywny sezon grzewczy, zatem Moskwa czuje się pewniej, wysuwając na razie jeszcze zawoalowane roszczenia terytorialne wobec Ukrainy. Jeżeli tej zimy znów dojdzie do starć z pewnością kapitał znów będzie się wycofywał z naszej części świata na czym stracą waluty naszego regionu.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

14:30 – USA – produkt krajowy brutto,

16:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 22.09.2015 do 22.12.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 22.09.2015 do 22.12.2015

Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest poziom 4,3650 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków wsparcie stanowić będzie linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na 4,2100.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 22.09.2015 do 22.12.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 22.09.2015 do 22.12.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebiciu poprzednich oporów kolejnym istotnym poziomem są okolice 4,0400 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem są okolice 3,9000 na których to kurs wielokrotnie odbijał w górę.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 22.09.2015 do 22.12.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 22.09.2015 do 22.12.2015

Kurs USD/PLN w połowie października wybił się z trendu bocznego we wzrostowy. Nowym oporem są maksima na 4,0450. Dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem minima lokalne na 3,9400 od których kurs już dwukrotnie się odbijał.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 22.09.2015 do 22.12.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 22.09.2015 do 22.12.2015

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym. Najbliższym oporem dla ruchu w górę jest krótkookresowa linia spadkowa na poziomie 5,9000. W przypadku kontynuacji spadków ważnym wsparciem jest dopiero minimum stanowiące punkt wyjścia do obecnego ruchu wzrostowego czyli poziom 5,6600.

Nawet gdyby benzyna na świecie była za darmo, to Polacy płaciliby 3 zł/litr

Europejska ropa Brent kosztuje obecnie ok. 90 gr za litr. Podstawowe paliwa używane do transportu wyceniane są w europejskich i amerykańskich portach w granicach 1.0-1.3 zł za litr. Jak to możliwe, że na polskich stacjach średnia cena popularnej bezołowiówki czy diesla nadal przekracza 4 zł? Odpowiada Marcin Lipka, analityk Cinkciarz.pl.

Marcin_Lipka4 grudnia państwa kartelu OPEC zdecydowały o zniesieniu konkretnego limitu wydobycia. Cena ropy Brent spadła od tego momentu o 13 proc. i kosztuje teraz niewiele ponad 36 dol. amerykańskich (USD) za baryłkę (90 gr/litr). Jest to najniższy poziom od połowy 2004 r.

Wieloletnie minima osiągają również paliwa na świecie. Tona benzyny bezołowiowej 95 na rynku ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) kosztuje obecnie 345 dol, czyli 1.03 zł/litr. Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja diesla. Jego cena spadła przez trzy tygodnie o prawie 20 proc. i na rynku ARA jest wyceniany w granicach 337 dol za tonę (1.14 zł/litr). Wartości dla oleju napędowego (ON), także wyrażone w dolarach amerykańskich, są najniższe od połowy 2004 r.

Również ON w złotówkach jest rekordowo tani. Pomijając grudzień 2008 r., kiedy diesel chwilowo kosztował tylko nieco ponad 1 zł, są to najniższe poziomy od prawie 11 lat. Warto również zauważyć, że nie są to tylko lokalne zaburzenia cen. W związku z nadprodukcją ropy naftowej i ciepłą zimą na półkuli północnej, cena oleju napędowego w amerykańskich portach Zatoki Meksykańskiej, według danych Departamentu Energii USA (EIA), spadła w ub. tyg. poniżej 1 dol. za galon (1.04 zł/litr).

Na polskich stacjach daleko od 10-letnich minimów

Wg EIA, 14 grudnia w USA średnia cena detaliczna paliwa bezołowiowego wynosiła 2.03 dol za galon (ok. 2.12 zł za litr, w tym około 50 gr wynoszą podatki). Są to najniższe wartości od ponad 10 lat, pomijając przełom 2008/2009, czyli szczyt kryzysu finansowego. Dodatkowo w Stanach Zatoki Meksykańskiej (od Nowego Meksyku do Alabamy), gdzie jest duże zagęszczenie rafinerii, cena detaliczna to według EIA 1.79 dol. za galon (1.87 zł za litr).

W Polsce, wg ostatniego raportu Komisji Europejskiej, średnie ceny detaliczne ON i PB 95 wynosiły na początku ub. tyg. odpowiednio 4.10 zł i 4.18 zł. W przypadku diesla podobnie niska cena była dostępna na stacjach w marcu 2010 r. Obecne koszt oleju napędowego na rynku światowym, przeliczony na złotówki, jest jednak bliski temu, co obserwowaliśmy na początku 2005 i 2007 r. Wtedy koszt oleju napędowego kształtował się pomiędzy 3.3-3.5 zł.

W przypadku ON, zaburzenie pomiędzy cenami hurtowymi a detalicznymi, można jednak częściowo wytłumaczyć znacznym wzrostem podatków. Jeszcze do 2009 r. akcyza i opłata paliwowa wynosiły w sumie niecałe 1.15 zł/litr. Teraz jest to ponad 1.45 zł/litr. Biorąc pod uwagę, że ta różnica jest jeszcze powiększana przez podatek VAT, dodatkowe obciążenia fiskalne w detalu są o prawie 40 gr wyższe niż w poprzedniej dekadzie.

Inaczej natomiast wygląda sytuacja z popularną bezołowiówką. Przez ostatni miesiąc cena PB 95 na rynku ARA kształtuje się w przedziale 1.03-1.20 zł/litr. Są to podobne wartości, które były obserwowane od lutego do marca 2009 oraz w pierwszych dwóch miesiącach 2007 r. Wtedy na polskim rynku hurtowym cena PB 95 bez obciążeń fiskalnych wynosiła ok. 1.35 zł. Teraz natomiast jest to ok. 1.65 zł. Te 30 gr różnicy netto oznacza prawie 40 gr wyższą cenę brutto przy dystrybutorze, niż wynikałoby to z normalnej zależności ceny hurtowej od globalnych uwarunkowań rynkowych.

PB 95 za darmo, a my płacimy 3 zł/litr

Biorąc pod uwagę, że hurtowa cena ON wraz opłatą paliwową i akcyzą kształtuje się na poziomie 3.05 zł netto, można oczekiwać, że niedługo większość kierowców powinna płacić za diesla w okolicach 3.9-4 zł z podatkiem VAT. Znacznie trudniej będzie znaleźć benzynę bezołowiową poniżej granicy czterech złotych, gdyż jej hurtowa cena wynosi około 3.3 zł, mimo że przy obecnej sytuacji na światowym rynku paliw nie powinna przekraczać 3 zł.

Na koniec należy jeszcze zauważyć jedną ciekawą zależność. Biorąc pod uwagę, że obecna różnica pomiędzy ceną PB 95 w krajowym hurcie i na rynku ARA wynosi 60 gr za litr, to nawet gdyby benzyna na świecie była za darmo, to i tak płacilibyśmy ok. 3 zł za litr.

Wynika to z prostej kalkulacji. Zakładamy, że cena gotowego paliwa bezołowiowego ARA 95 na świecie wynosi zero. Dodajemy do tego obecną różnicę między polskim hurtem i ARA 95 w wysokości 60 gr. Dalej dokładamy stałą akcyzę w wysokości 1.54 zł oraz opłatę paliwową w kwocie 13 gr. Dostajemy więc 2.27 zł. Do tego dochodzi średnia marża detaliczna w wysokości 16 gr (dane POPiHN za 2014 r.). Tym sposobem cena netto PB 95 to około 2.43 zł/litr. Na koniec należy oczywiście dodać 23 proc. podatku VAT. W rezultacie dostajemy finalną kwotę w okolicach 3 zł/litr.

Deloitte: Kupując prezenty, zwracamy uwagę na warunki, w jakich zostały wytworzone

Współcześni konsumenci zwracają coraz większą uwagę na przestrzeganie zasad zrównoważonego rozwoju przez firmy, w tym w zakresie odpowiedzialnej produkcji i sprawiedliwego handlu. Ten trend widoczny jest także w Polsce. Ale czy odgrywa on również dużą rolę podczas zakupów z okazji Bożego Narodzenia? Pytanie to zostało zadane Polakom w najnowszej edycji badania „Zakupy świąteczne 2015”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte. Okazało się, że sześciu na dziesięciu naszych rodaków przyznaje, że uważnie czyta etykiety, wybierając prezenty. Podobny odsetek unika kupowania upominków, które są wyprodukowane ze szkodą dla środowiska naturalnego.

Aż 62 proc. z nas uważnie czyta informacje na opakowaniach nabywanych upominków świątecznychW czasie świątecznych zakupów nie zapominamy o kwestiach społecznych, zwracając szczególną uwagę na kraj pochodzenia upominków czy też przestrzeganie przez ich producenta zasad sprawiedliwego handlu. Taką odpowiedź wskazało 67 proc. respondentów z Europy oraz 62 proc. Polaków. Jednocześnie jeszcze rok temu takiej samej odpowiedzi udzieliło 57 proc. naszych rodaków.

Coraz więcej klientów nie chce kupować prezentów, przy produkcji których wykorzystywano pracę dzieci. W Europie na ten problem zwróciło uwagę 65 proc. respondentów, w Polsce – 53 proc.

W naszym kraju wśród bardziej palących kwestii znalazły się m.in. szkodliwy wpływ produkcji towarów na środowisko naturalne (58 proc.) oraz unikanie kupowania tych towarów, które powodują zbyt wysoką emisję dwutlenku węgla (55 proc.).

Z roku na rok odpowiedzialna konsumpcja zyskuje na znaczeniu w naszym kraju. Coraz więcej Polaków świadomie kupuje produkty, które wytwarzane są w odpowiedzialny sposób, czyli z poszanowaniem praw człowieka i pracownika, za godne wynagrodzenie i z przestrzeganiem zasad ochrony środowiska. Ponad połowa Polaków zadeklarowała, że nie kupuje prezentów produkowanych w nieodpowiednich warunkach pracy w krajach rozwijających się (53 proc.) oraz tych wytwarzanych niezgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju społecznego (53 proc.). Jedna i druga odpowiedź zyskała w ciągu ostatniego roku po sześć punktów procentowych” – mówi Irena Pichola, Partner Deloitte, Lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i w Europie Środkowej.

Trzeba jednak pamiętać, że udział w badaniu, w którym pyta się ankietowanych o kwestie społeczne, ma charakter deklaratywny. Wskazuje na to także odpowiedź na inne pytanie, w którym respondenci dzielili się opinią, w jakie obszary powinni zainwestować sprzedawcy, by poprawić warunki zakupów. Najczęściej wymieniane kwestie to: niższe ceny, poprawa relacji z klientem, lepsza integracja pomiędzy sklepami tradycyjnymi i online, zapewnienie tym pierwszym zalet e-commerce oraz dostawa do domu. Zrównoważony rozwój znalazł się wśród pięciu najrzadziej wybieranych odpowiedzi. Poza tym 45 proc. przyznało, że nie kupuje prezentów wyprodukowanych zgodnie z jego zasadami, bo są zbyt drogie.

„Rosnąca w naszym kraju świadomość dotycząca zasad zrównoważonego rozwoju i racjonalnych zakupów jest bardzo pozytywnym zjawiskiem i w niedalekiej przyszłości ma szansę w coraz większym stopniu realnie wpływać na decyzje zakupowe Polaków. Cieszy nas, że już ponad połowa polskich konsumentów przy okazji zakupów świątecznych nie kieruje się tylko kryterium cenowym, ale bierze pod uwagę również czynniki społeczne i środowiskowe. Co więcej, produkty wytworzone zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju zwykle cechuje wyższa jakość, a ich producent zapewnia lepszą obsługę klienta” – podkreśla Irena Pichola.

Gra na Forex tylko dla ludzi z silnym charakterem

Gra na Forex jest małą cząstką odzwierciedlającą nasze dziecięce marzenia o byciu bankierem. Wielu z nas podczas gry w Monopoli chciało być tym, kto rozdziela kasę. Po wielu latach od niewinnej zabawy przechodzimy w poważne inwestycje, które nie kończą się schowaniem pionków, planszy i banknotów do pudełka. W rzeczywistości jesteśmy narażeni na realne straty, ale i zyski. Dlatego zanim zaczniemy inwestować swój kapitał w handel na rynku walutowym zastanówmy się czy mamy wystarczająco silny charakter, aby w odpowiednim momencie powiedzieć sobie dość i spieniężyć swoją „wygraną”.

Przetestuj swoją osobowość

Zanim rozpoczniemy szusować po prawdziwej platformie transakcyjnej lepiej poćwiczyć na wersji testowej, która jest udostępniana przez dużych polskich brokerów. Oprócz tego musimy pamiętać, że bez podstawowej wiedzy ekonomicznej i obserwacji wydarzeń gospodarczo-politycznych na świecie nie ma co zabierać się za grę na poważnie. Prędzej czy później łut szczęścia nas opuści. Ostrzeżeniem powinien dla nas być komunikat Komisji Nadzoru Finansowego dotyczący wyników osiągnanych przez inwestorów na rynku Forex. Według ich badań wynika, że jedynie 19% graczy osiąga zysk, pozostałe 81% niestety, ale ponosi straty (https://www.knf.gov.pl/Images/KNF_forex_8_10_2014_tcm75-39268.pdf). Często wiąże się to ze zbyt impulsywnym i niecierpliwym podejściem do pootwieranych transakcji. Nie uczymy się na swoich błędach. W wielu przypadkach przyczyną utraty całego depozytu okazuje się po prostu zła metoda zarządzania kapitałem, albo w ogóle jej brak.

Forex uczy panowania nad emocjami

Gra na forex nie jest dla każdego, nie ma co tego ukrywać. Osoby o słabych nerwach, które są niecierpliwe i mają dużą skłonność do ryzyka raczej za wiele nie zarobią. Trzeba wyrobić w sobie umiejętność panowania nad emocjami, które często nie służą podejmowaniu racjonalnych decyzji. W codziennej grze niesamowite jest, gdy widzimy, że wykres bardzo powoli rośnie i rośnie a my czekamy wpatrzeni w monitor z kłębiącymi się w głowie myślami: zamykać już, czy jeszcze poczekać? Jego siła naprawdę wzrasta w momencie, gdy się okazuje, że udało nam się zamknąć pozycję w ostatniej chwili przed spadkiem.

Najczęściej graczy gubi pewność siebie. W okolicznościach sprzyjających, gdy przez pewien czas idzie nam dobrze, uważamy się za mistrzów gry, którzy są nieomylni. Gdy dochodzimy do tego punktu najczęściej następuje sromotna porażka.

Forex jest nieprzewidywalny. W sytuacjach, gdy wydaje nam się, że największe znaczenie mają dane makroekonomiczne, czy wydarzenia polityczne pojawią inne czynnikiktórych nie możemy w żaden sposób przewidzieć, których nie wyliczymy w żadnych prognozach. I to właśnie one: spekulacje największych graczy, plotki, nieoczekiwane wypowiedzi ważnych osobistości odwracają do góry nogami wszystkie założenia inwestorów i powodują straty. Na szczęście występują sporadycznie, a rozważna gra może uchronić nas przed związanymi z nimi konsekwencjami – przestrzega Aniela Agopsowicz Analityk Rynku Walutowego i Kapitałowego w kantorze internetowym ekantor.pl

Warto spróbować

O tym, czy gra na Forex jest dla nas musimy się przekonać sami. Nie słuchajmy ludzi, którzy mówią, że to nieopłacalne lub zbyt ryzykowne. Dzięki ogólnodostępnym platformom transakcyjnym w wersji demo mamy możliwość sprawdzić, czy taka forma lokowania naszych pieniędzy jest przeznaczona właśnie dla nas. Wiadome jest, że nie zastąpi to realnej gry, ale da możliwość przeanalizowania naszych zdolności i zapoznania się z tym jak działa rynek. Spróbuj, a dowiesz się czy warto.

Nadchodzi Data Armageddon – firmom grozi jeszcze większe przeciążenie danymi?

Analitycy podają, że 90 proc. globalnych danych zostało stworzonych tylko w ciągu ostatnich dwóch lat. Do 2020 r. ma być ich już 44 bilionów gigabajtów. Rosnąca liczba informacji uderza w firmy i zbliża do niebezpiecznego przeciążenia.  Czy polscy przedsiębiorcy są na to gotowi?

Już w 1970 r. futurolog Alvin Toffler  pisał o przeciążeniu informacyjnym, które nas czeka. Po latach wizja science fiction jest coraz bardziej realna. Liczba informacji prywatnych, jak i publicznych stała się tak duża, że niedługo możemy stracić nad nimi kontrolę. Ich źródeł jest wiele: Internet, Big Data, intranety korporacyjne, e-mail, e-commerce, ERP, CRM, media strumieniowe, video i mnóstwo aplikacji. Za każdą z tych informacji stoją kolejne dane do przechowywania, których przybywa w dynamicznym tempie. Technologie nie zwalniają.  W 2011 r. masowe rozpowszechnienie takich rozwiązań jak Android, Windows Phone, tablety czy chmura publiczna, były dopiero na etapie prognoz , dziś są one dostępne niemal dla każdego.Czy firmom grozi przeciążenie danych?

Lawina danych od Internetu Rzeczy (IoT)

Wg Gartnera do 2020 roku na świecie będzie 26 miliardów podłączonych urządzeń, generujących i konsumujących dane. Powstające podłączone do sieci samochody, inteligentne domy, czy wearables, czyli technologie ubieralne nie przyniosą stabilizacji w tej kwestii. Przykładowo samoloty brytyjskich linii lotniczy Virgin Mobile, wykorzystujące rozwiązania telematyczne, mają w ciągu jednego lotu wytworzyć 0,5  mln GB danych. Flota Virgin wykonuje 21 tys. lotów rocznie, co daje 10 milionów GB.

Analitycy przewidują, że w nadchodzącej dekadzie Internet of Things wymusi na firmach weryfikacje posiadanych zasobów, które pozwalają  na przesyłanie i zarządzanie danymi. – Rozwój nowych technologii jest nie do zatrzymania, a firmy, żeby utrzymać wysoki poziom konkurencyjności, są wręcz skazane na przyjęcie coraz większej ilość danych klientów oraz zapewnienie tym informacjom stabilnej infrastruktury.  Umożliwi ona obsługę i zarządzanie zgodnie z oczekiwaniami użytkowników.  – komentuje Łukasz Polak, wiceprezes Beyond.pl, polskiego centrum danych i dostawcy rozwiązań IT dla biznesu.

Schronienie w elastycznej infrastrukturze

W obliczu potopu danych firmy zastanawiają się już nie tylko nad zminimalizowaniem ryzyka związanego z ich bezpieczeństwem  przechowywania, ale również nad sposobem ich przetwarzania i dystrybucji na potrzeby biznesowe .. Dane mają być dostępne w dowolnym miejscu i czasie, a w wielu przypadkach wykorzystywane w jednym momencie przez kilka tysięcy pracowników, czego doskonałym przykładem są firmy ubezpieczeniowe. Nic więc dziwnego, że rosnąca ich liczba zwiększa presję na wydajność i skalowalność infrastruktury IT firm i wymaga od niej elastyczności oraz dostosowania się do obowiązujących realiów.  I tu pojawia się dylemat: czy rozbudowywać posiadane zasoby IT czy outsoursować je na zewnątrz?

Przenosząc swoje zwiększające się dane do zewnętrznego dostawcy, przedsiębiorca według uznania, dynamicznie zwiększa lub zmniejsza dostępność zasobów serwerowych, bez inwestowania w infrastrukturę. – Firmy poszukują rozwiązań, które gwarantują stabilność, bezpieczeństwo i optymalność działania ich usług. Współpracując z nimi dzielimy się swoim know how tym zakresie – tłumaczy Łukasz Polak z Beyond.pl. –  Już za moment przyrost danych oraz zapotrzebowanie na moc obliczeniową osiągną gigantyczne rozmiary. Firmy, chcąc jednocześnie zachować stabilność, bezpieczeństwo i optymalność działania swoich usług muszą poszukać odpowiednich rozwiązań, które im to zagwarantują. Decydując się na wybór zewnętrznego dostawcy usług IT,  otrzymują przede wszystkim cenne know how tym zakresie – tłumaczy Łukasz Polak z Beyond.pl.

Ustawa o pomocy frankowiczom w obecnym kształcie jest mało realna. W przypadku jej wprowadzenia banki straciłby ponad 13 mld zł

CEO Magazyn Polska

Wprowadzenie ustawy o pomocy frankowiczom w takiej postaci, jaką zaproponowała Kancelaria Prezydenta, jest mało realne – uważa Kamil Stolarski z Haitong Banku. Projekt zakłada, że bank poniósłby 70 proc. kosztów przewalutowania, a kredytobiorca mógłby zrezygnować ze spłaty kredytu, oddając bankowi swoją nieruchomość. Zdaniem analityka ustawa bardzo niekorzystnie wpłynęłaby na gospodarkę, a Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową szacuje jej koszt na 13,6 mld zł.

– Jestem sceptyczny, nie sądzę, żeby prezydent i rząd zdecydowali się na wprowadzenie ustawy frankowej w takim brzmieniu, w jakim zostało ono ostatnio zaproponowane przez biuro prezydenta – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Kamil Stolarski, analityk Haitong Bank.

Projekt ustawy, który w listopadzie został przedstawiony przez Kancelarię Prezydenta, zakłada, że kredytobiorcy ponieśliby 30 procent kosztów przewalutowania. Zadłużony mógłby także zrezygnować z dalszej spłaty, oddając bankowi kredytowaną nieruchomość. Od tego przepisu obowiązywałby jednak wyjątek  w przypadku posiadania majątku o wartości wyższej niż 20 proc. kredytu bank mógłby nie wyrazić zgody za zwrot. Ustawą nie byłyby natomiast objęte osoby, które swoje zobowiązania zdążyły spłacić przed końcem 2014 roku.

– Miałoby to bardzo negatywny wpływ na poszczególne banki, takie jak Getin, Raiffeisen czy Millennium. Po prostu zostałyby wyeliminowane z rynku kredytowego, a skutki tego dla makroekonomii byłyby w tym momencie ctrudne do obliczenia, ale byłyby duże – ocenia Stolarski.

Według danych Domu Maklerskiego BPS odsetek kredytów walutowych w przypadku Banku Millennium wynosił w styczniu 2015 roku prawie 40 proc. łącznej wartości portfela udzielonych hipotek. Oprócz portugalskiej instytucji bardzo dużą ekspozycję na kredyty frankowe mają także mBank oraz Getin Noble Bank.

– Wydaje mi się, że sam pozytywny wpływ tego, że części klientów zaczęłoby się żyć łatwiej, nie jest na tyle istotny, żeby usprawiedliwiać tym tak mocne uderzenie w gospodarkę – uważa Stolarski.

Szacunki Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową pokazują, że wejście w życie ustawy frankowej byłoby dla banków dodatkowym kosztem rzędu 13,6 mld zł.

– W mojej opinii będzie ustawa frankowa. Ona pomoże gospodarce jako takiej, czyli ograniczy ryzyko, które ciąży na gospodarce polskiej. Na miejscu frankowiczów nie spodziewałbym się jednak tak dużej pomocy, jaka była zaproponowana w ostatnim brzmieniu propozycji pana prezydenta – stwierdza.

Rząd aktualnie pracuje natomiast nad ustawą o podatku bankowym. Projekt zakłada, że banki oraz firmy ubezpieczeniowe będą musiały zapłacić rocznie odpowiednio 0,39 oraz 0,60 proc. wysokości posiadanych aktywów (z wyłączeniem aktywów własnych). Koszt tego rozwiązania szacowany jest od 5,4 do 7 mld zł.

W 2016 r. warto zainwestować w obligacje korporacyjne części spółek, certyfikaty strukturyzowane i niektóre akcje

CEO Magazyn Polska

Wobec dużej przeceny na GPW w 2015 roku ceny wielu akcji stały się atrakcyjnie tanie. Wybierając spółki nisko wyceniane i z dobrymi perspektywami na przyszły rok, można liczyć na zwrot z inwestycji powyżej lokaty. W portfelu w 2016 roku przeważać jednak powinny instrumenty bezpieczne, czyli obligacje korporacyjne i struktury z ochroną kapitału.

 Struktura takiego portfela może wyglądać następująco: 40 proc. obligacje spółek Kruk i Cyfrowy Polsat, 20 proc. – certyfikaty strukturyzowane, gwarantowane z ochroną kapitału i 40 proc. – akcje spółek – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Sobiesław Kozłowski, koordynator ds. analiz giełdowych Domu Maklerskiego Raiffeisen Bank Polska. – Zaakcentowałbym z jednej strony bezpieczeństwo, ale mając na uwadze, że wyceny są na relatywnie niskich poziomach, wydaje mi się jednak, że dobrze mieć ekspozycję na rynek akcyjny.

Na bezpieczną część portfela składają się obligacje korporacyjne, które oferują wyższą stopę zwrotu niż rządowe i wyższą niż zysk z lokat bankowych. Jedynym ryzykiem przy tego typu inwestycji jest groźba niewykupienia papierów przez spółkę w wyznaczonym terminie. Dlatego ważny jest staranny dobór spółek, którym nie grozi niewypłacalność. Sobiesław Kozłowski proponuje tu obligacje Kruka i Cyfrowego Polsatu, na które chce przeznaczyć po 20 proc. miejsca w portfelu.

– Mając na uwadze bezpieczeństwo, zaakcentowałbym certyfikaty gwarantowane z ochroną kapitału, np. Mistrzowie Dywidend 3 – sugeruje Kozłowski. – Ich waga w portfelu to kolejne 20 proc.

Mistrzowie Dywidend to certyfikaty emitowane przez Raiffeisen Polbank i Raiffeisen Centrobank, mające całkowitą ochronę kapitału. Ich trzecia seria weszła na rynek w lutym 2015 roku i będzie na nim obecna do lutego 2020 r. Podstawą tej inwestycji jest indeks STOXX Global Select Dividend 100, zawierający akcje spółek o najwyższych stopach dywidend: 40 z Ameryki Północnej, 30 z Europy i 30 z Azji i Australii.

Pomimo minorowych nastrojów na GPW, na której indeks WIG20 stracił od początku roku niemal 20 proc., a szeroki indeks WIG – ponad 10 proc., analityk postanowił przeznaczyć dwie piąte miejsca w portfelu na zakup wybranych akcji na polskiej giełdzie.

– Taka struktura portfela wydaje mi się wypośrodkowaniem między ochroną kapitału a szansami stopy zwrotu trochę powyżej lokat. Ile to będzie trochę, to będzie głównie zależało od tego czynnika akcyjnego – tłumaczy Kozłowski. – Podzieliłbym go na: PKO BP – 15 proc., Atal – 5 proc., LiveChat – 5 proc., Torpol – 5 proc., Polnord – 5 proc.

Pozostałe 5 proc. przypadłoby spółce EuCO (Europejskie Centrum Odszkodowań).

 To spółka, która pozyskuje przychody z odszkodowań i systematycznie poprawia wyniki oraz szuka nowych źródeł przychodów. Wydaje się, że jest szansa na kontynuację tego trendu. Warto więc w nim uczestniczyć poprzez kupno akcji – wyjaśnia swój wybór analityk.

Sobiesław Kozłowski zwraca uwagę na fundamenty, czyli sytuację finansową spółki, rodzaj działalności wybranych spółek, perspektywy rynków, na których działają, i sposób zarządzania przez kierownictwo.

 Głównym czynnikiem doboru były z jednej strony perspektywy wzrostu poprawy wyników – mówi koordynator ds. analiz giełdowych Domu Maklerskiego Raiffeisen Bank Polska. – Na przykład LiveChat jest eksporterem, ponad 90 proc. w dolarze, silny dolar sprzyja poprawie wyników i spółka systematycznie co miesiąc zwiększa liczbę klientów. W Polnordzie – zmiany w zarządzie, zmiany w akcjonariacie, potencjał do dewelopowania gruntów, środowisko sprzyjające. Jest szansa na wyraźną poprawę, a nowy prezes zarządu, który obejmie stanowisko w lutym 2016 roku, wydaje się, że będzie jednym z motorów napędowych restrukturyzacji.

Podkreśla też znaczenie nowej perspektywy unijnej, z której pieniądze powinny w przyszłym roku zacząć napływać do Polski. Skorzystać na tym ma m.in. wybrany do portfela Torpol, który działa w segmencie zleceń kolejowych, a szykujące się duże przetargi kolejowe są dla niego szansą na zwiększenie przychodów.

Polskie spółki energetyczne są w trudnej sytuacji. Rok 2016 będzie kluczowy dla odzyskania zaufania inwestorów

CEO Magazyn Polska

Polskie spółki energetyczne czeka trudny czas. Prąd powinien tanieć ze względu na niskie ceny surowców i rosnącą konkurencję energetyki odnawialnej, a pomysły polityków na wsparcie bankrutującego górnictwa mogą dodatkowo osłabić branżę. To nie zwiększa zaufania inwestorów, dlatego ceny akcji spadają.

Sytuacja na warszawskiej giełdzie nie jest dobra. W tym roku WIG20 stracił prawie 20 proc. O ile w maju wartość głównego indeksu rynku przekraczała 2500 punktów, to obecnie spadła do nieco ponad 1800. Na tym tle jednak jeszcze gorzej prezentują się firmy z branży energetycznej. Akcje Tauronu i Energi w ciągu ostatniego roku straciły ponad 40 proc. swojej wartości, zaś PGE – jedną trzecią.

– Sektor energetyczny stoi teraz przed poważnym wyzwaniem związanym ze strukturalną zmianą rynku energii  tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Kamil Kliszcz, analityk Domu Maklerskiego mBanku.  Ceny energii są pod presją zarówno taniejącego węgla, jak i coraz większej presji związanej z produkcją energii ze źródeł odnawialnych. W Polsce te wyzwania są jeszcze dodatkowo poszerzone o zaangażowanie sektora w ratowanie górnictwa.

O ile bowiem spółki energetyczne są zyskowne, sporo inwestują w nowoczesne elektrownie i zwiększają swoje moce wytwórcze, o tyle polskie kopalnie staną się dla nich znaczącym balastem. Ceny węgla cały czas spadają i tona, za którą przed rokiem płacono około 70 dolarów, dziś kosztuje niespełna 50. Firmy wydobywcze przynoszą więc gigantyczne straty. Obciążają je nie tylko niskie ceny węgla na rynkach światowych, lecz także nierentowne kopalnie, których nie można zamknąć z powodów politycznych. Agencja Rozwoju Przemysłu informuje, że w ciągu trzech kwartałów 2015 roku górnictwo miało prawie 1,7 mld zł straty netto. Strata za zeszły rok przekraczała 2,2 mld zł.

 Wciąż nie wiemy, w jakim stopniu i w jakiej formie spółki energetyczne będą wspierać ten sektor  zastanawia się Kamil Kliszcz.  Czy poprzez inwestycje w nowe moce wytwórcze, które wygenerują dodatkowy popyt na węgiel, czy poprzez zaangażowanie kapitałowe w istniejące kopalnie i wspieranie ich płynności w ten sposób. Najbliższy rok będzie kluczowy i dowiemy się pewnie więcej na ten temat.

Obecnie we wszystkich firmach energetycznych, w których udział ma Skarb Państwa, dochodzi do zmian menadżerów. Ceny akcji tych podmiotów cały czas więc spadają, ale inwestorzy uważnie obserwują te spółki. Dalsza ich strategia będzie zależała od tego, jakie decyzje będą podejmowane przez nowe władze koncernów.

 W przypadku wyceny giełdowej spółek energetycznych kluczowa jest polityka inwestycyjna, którą te spółki będą realizować. Ważne będzie również to, jakie decyzje będą podejmowane, jakie projekty będą realizowane i jak te spółki będą postrzegane przez inwestorów na rynku akcji  ocenia analityk Domu Maklerskiego mBanku.

PKP potrzebuje dużych zmian. Konieczny przegląd planów inwestycyjnych

CEO Magazyn Polska

Przywrócenie dialogu na kolei, integracja usług dla pasażera i przygotowanie do nowej perspektywy finansowej – to najważniejsze zadania, jakie stoją przed nowym zarządem PKP. Mocną stroną powołanych niedawno członków zarządu Jarosława Kołodziejczyka i Mirosława Pawłowskiego jest – zdaniem ekspertów – dobra znajomość branży i otwartość na zmiany. Kolej potrzebuje też przeglądu planów inwestycyjnych.

– Do zarządu wracają kolejarze. W ubiegłych latach pojawiła się świeża krew w postaci osób, które znają się na finansach [np. były prezes Jakub Karnowski był wcześniej prezesem PKO TFI – red.], ale stracono, niestety, wielu fachowców związanych z koleją, czy to od ruchu pociągów, czy od spraw technicznych – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Adrian Furgalski, wiceprezes zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Dziś powinniśmy zachować rozsądne proporcje pomiędzy osobami z zewnątrz a osobami, które kolej znają od podszewki.

Nowo powołani na członków zarządu Mirosław Pawłowski (obecnie pełniący funkcję prezesa) i Jarosław Kołodziejczyk są związani z koleją. Pawłowski pełnił funkcję zastępcy naczelnego dyrektora Dyrekcji Infrastruktury Kolejowej, w latach 2006–2008 był też członkiem zarządu PKP Polskie Linie Kolejowe. Kołodziejczyk był natomiast dyrektorem ds. pozyskiwania środków z Unii Europejskiej w PKP Przewozy Regionalne, dyrektorem Śląskiego Zakładu Przewozów Regionalnych w Katowicach i dyrektorem PKP Intercity Zakład Południowy w Krakowie.

Mocną stroną nowych zarządzających jest to, że znają kolej, oraz że zdobywali doświadczenia także poza branżą, więc znają trendy biznesowe. Teraz wracają do kolei, wnosząc świeże podejście. Mam nadzieję, że wraz z przyszłymi szefami spółek wchodzących w skład grupy stworzą zgraną drużynę, bo wyzwań przed nimi jest sporo – podkreśla Furgalski.

Konkretne zadania będą zależały od wytycznych resortu infrastruktury. PiS w kampanii wyborczej przedstawiał swoje pomysły zmian na kolei. Zgodnie z zapowiedziami zarządzanie nieruchomościami ma zostać przeniesione do PKP Polskich Linii Kolejowych, tym samym samo PKP SA może zostać rozwiązanie.

– Należy przypuszczać, że będziemy mieli do czynienia z początkiem końca PKP SA i to może być największe wyzwanie. Dodatkowo, jeśli nie będzie blokady, to nowy zarząd czeka również przygotowanie prywatyzacji największej spółki w portfolio, czyli PKP Intercity. Jestem przekonany, że pozostałe projekty, takie jak sprzedaż zbędnych nieruchomości, będą kontynuowane – zaznacza ekspert TOR.

Istotne będzie również rozliczenie poprzedniej perspektywy finansowej i przygotowanie nowej. Rząd przyjął Krajowy Program Kolejowy do 2023 roku, który przewiduje, że na inwestycje kolejowe, przede wszystkim modernizację szlaków, trafi 67,5 mld zł. Dzięki realizacji programu powinna wzrosnąć długość linii kolejowych i warunki przewozów. Dokument był jednak krytykowany za zbyt dużą ogólność i brak weryfikacji zaplanowanych inwestycji.

Te inwestycje nie zostały przepuszczone przez tzw. model ruchu, który pokazuje, że warto w daną linię inwestować, bo jest szansa na powrót pasażerów i towarów po jej modernizacji – mówi Furgalski. – Potrzebny jest audyt planów inwestycyjnych kolei. Komisja Europejska zwraca uwagę na to, że znowu nabieramy opóźnienia w nowej perspektywie, dlatego trzeba się przyjrzeć strukturom Polskich Linii Kolejowych i personaliom. To prawdopodobnie dwie rzeczy, które nie zapewniają sprawnej realizacji i przygotowania do inwestycji – podkreśla.

PiS zapowiadał wznowienie projektu budowy kolei dużych prędkości (tzw. projekt igrek), zamiast modernizacji już istniejących linii. Znacznemu skróceniu uległby czas podróży między Warszawą a Poznaniem i Wrocławiem.

Intercity zaczyna odzyskiwać pasażerów, dlatego trzeba będzie kontynuować program wymiany taboru. Pieniądze są na to przygotowane, jest też lepsza polityka handlowa niż dotychczas, żeby pozyskiwać klientów. Było to już zapowiadane wiele lat, ale mam nadzieję, że w końcu dojdzie do skutku integracja usług dla pasażera – mówi ekspert.

PiS wskazywał również na dezintegrację systemu taryfowego w przewozach – dziś pasażer musi kupować bilet u wielu przewoźników, a lepszym rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie wspólnego systemu biletowego. Co więcej, docelowo taki system miałby być zintegrowany z kartami miejskimi, czyli transportem lokalnym.

Dwa lata to wystarczający okres na to, żeby takie rozwiązanie, które funkcjonuje z powodzeniem w krajach Europy Zachodniej, wprowadzić w Polsce – ocenia Adrian Furgalski.

Nowy zarząd powinien również – zdaniem Furgalskiego – skupić się na dialogu ze stroną społeczną. Napięcie, który istnieje między władzami spółek a zarządami nie sprzyja rozwojowi biznesu. Spór zbiorowy i zapowiedzi strajku w PKP Cargo wpłynęły na wyniki finansowe grupy i jej notowania na giełdzie. 17 grudnia spółka poinformowała o zawarciu porozumienia ws. zawieszenia strajku do końca marca 2016 roku.

120 mln zł na innowacje w polskim przemyśle chemicznym. Ruszył pierwszy konkurs w programie INNOCHEM

CEO Magazyn Polska

Ruszył pierwszy konkurs w ramach programu sektorowego INNOCHEM Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Firmy z sektora chemicznego stawiające na innowacyjne rozwiązania, technologie i produkty mogą liczyć łącznie na 120 mln zł. Program ma podnieść poziom innowacyjności tej branży, a tym samym zwiększyć jej konkurencyjność na światowych rynkach. Zyska też cała gospodarka, bo jedno miejsce pracy w sektorze chemicznym generuje nawet osiem w innych branżach.

INNOCHEM to kolejny, po INNOMED i INNOLOT, program sektorowy Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, który wspiera innowacje w konkretnej branży.

Program INNOCHEM powstał jako odpowiedź na potrzeby przedsiębiorców z branży chemicznej. Został ustanowiony na podstawie studium wykonalności złożonego przez PIPCh. W 2014 roku zaprosiliśmy zainteresowane branże do składania propozycji ustanowienia specjalnych programów sektorowych. Jednym z nich jest właśnie INNOCHEM – mówi Anna Ostapczuk, dyrektor Działu Zarządzania Programami w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju.

Dzięki programowi branża chemiczna może liczyć na środki na realizację nowatorskich badań przemysłowych i eksperymentalnych prac rozwojowych. Pozwoli to zwiększyć zdolność polskich firm chemicznych do tworzenia innowacyjnych rozwiązań, a tylko te są w stanie zapewnić im sukces na światowych rynkach.

Program INNOCHEM inicjowany przez Polską Izbę Przemysłu Chemicznego i uruchamiany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju to pierwszy w historii program sektorowy skonstruowany na potrzeby polskiego sektora chemicznego. Może stać się impulsem do podnoszenia innowacyjności w branży. Jest ona niezwykle potrzebna, a przedsiębiorstwa mogą uzyskać bardzo wysokie dotacje – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Tomasz Zieliński, prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego (PIPCh). – Jest to na pewno dla przedsiębiorstw z branży chemicznej impuls do rozwoju, ale także do poprawy funkcjonowania w zakresie konkurencyjności krajowej i globalnej. Oczywiście również do rozszerzania portfela innowacyjnych produktów, rozwiązań, technologii i procesów – tłumaczy Zieliński.

Jak wskazuje prezes PIPCh, INNOCHEM został tak skonstruowany, żeby mógł odpowiedzieć na większość potrzeb polskiego sektora chemicznego. Wspierane będą innowacyjne projekty związane z pozyskiwaniem surowca, wytwarzaniem produktów podstawowych oraz specjalistycznych, nowymi technologiami i obszarami horyzontalnymi, czyli optymalizacją prowadzonych procesów i niskoemisyjnymi technologiami wytwórczymi.

W ramach projektów mogą być finansowane badania przemysłowe i prace rozwojowe. Taki model pozwala na opracowanie i przetestowanie co najmniej prototypu w warunkach zbliżonych do rzeczywistych. Ostatnim etapem, który jest możliwy do sfinansowania w ramach programu, jest przetestowanie danego rozwiązania czy technologii w skali demonstracyjnej w warunkach rzeczywistych – tłumaczy Anna Ostapczuk.

Pierwszy konkurs w ramach programu INNOCHEM (realizowanego ze środków programu operacyjnego Inteligentny Rozwój) ruszył 18 grudnia. Nabór wniosków rozpocznie 1 lutego i potrwa do 1 marca 2016 roku. Łącznie na dofinansowanie projektów w konkursie NCBiR  przeznaczyło 120 mln zł. Minimalna wartość kosztów kwalifikowanych wynosi 1 mln zł, a maksymalna – 20 mln zł.

Uruchomiony przez NCBiR program INNOCHEM nie jest jedyną inicjatywą na rzecz polskiej branży chemicznej. W lipcu tego roku NCBiR i Synthos SA podpisały porozumienie, na mocy którego na wsparcie prac badawczo-rozwojowych przeznaczą wspólnie 200 mln zł.

Polski przemysł chemiczny stopniowo zwiększa wydatki na badania i rozwój. W ubiegłych latach, jak wynika z danych PIPCh, wyniosły one ok. 6 mld zł. W tym roku tylko trzy największe firmy chemiczne (Grupa Azoty, Synthos i Ciech) wydadzą na inwestycje 2,3 mld zł, czyli ponad 70 proc. więcej niż w 2014 roku. Choć do światowych potęg sporo nam brakuje, to istotne jest to, że rośnie świadomość co do konieczności inwestowania.

Bez innowacyjności nie można mówić o rozwoju polskiej chemii – podkreśla Zieliński. – Nie jest ważne to, czy będą to produkty poszukiwane po sygnale płynącym od klientów, czy w wyniku podpatrywania konkurencji. Ważne, żeby branża w sposób trwały i stabilny, jednocześnie zwiększając nakłady, mogła inwestować coraz więcej w innowacje, które będą mogły pozycjonować ich pozycję nie tylko w kraju – wskazuje.

Innowacyjne projekty pozwalają firmom na zwiększenie udziałów na zagranicznych rynkach. Korzyści odczuwa wówczas cała gospodarka. Szacuje się, że w branży chemicznej zatrudnionych jest 250 tys. osób. Jedno miejsce pracy w tym sektorze generuje od dwóch do nawet ośmiu miejsc pracy w innych dziedzinach.

UE

Wprowadzenie od nowego roku elektronicznej dokumentacji ma ułatwić życie lekarzom i pacjentom. To mniej formalności i oszczędność czasu

CEO Magazyn Polska

Od 2016 roku lekarze będą mogli wystawiać zaświadczenia lekarskie w formie elektronicznej. Zdecydowanie przyspieszy to komunikację między przychodnią, ZUS-em a pracodawcą, a z pacjenta zdejmie to konieczność biegania z papierowym drukiem. Powinno to również ułatwić i przyspieszyć samo wystawienie zwolnienia. Elektroniczne zwolnienia będą mogli wystawiać wszyscy lekarze, którzy mają profil na platformie ZUS.

Lekarze od wielu lat czekają na elektroniczną dokumentację. Dzięki temu nie trzeba będzie mieć bloczków zwolnień, ręcznie ich wypełniać, a kopii zawozić do ZUS-u. Wszystko będzie zautomatyzowane, co o wiele przyspieszy naszą pracę, więcej czasu będziemy mogli poświęcić pacjentowi. Wypisanie jednego zwolnienia trwa około 3 minut. Nowy system pozwoli to przyspieszyć – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr n. med. Piotr Niedziałkowski, specjalista chorób wewnętrznych i alergologii, prezes Polskiego Towarzystwa Lekarzy Medycyny Estetycznej „POLME”.

Nowy system ma ułatwić życie zarówno pacjentom, jak i lekarzom. Dotychczas jeśli w wypisanym zwolnieniu znalazł się błąd, pacjent musiał się ponownie udać do lekarza. Teraz będzie można zrobić to elektronicznie. E-ZLA będzie funkcjonalnością Platformy Usług Elektronicznych, dzięki czemu pacjenci nie będą musieli dostarczać pracodawcy papierowego dokumentu, bo trafi on do nich właśnie przez PUE. Informacje o zwolnieniach będą zbierane w centralnym rejestrze prowadzonym przez ZUS.

Zakład będzie dysponował wszystkimi danymi, które będzie mógł w czasie rzeczywistym opracowywać. Mam nadzieję, że dostaniemy informacje zwrotne, na co nasi pacjenci chorują najczęściej, z jakimi chorobami się u nas pojawiają i ile dni wynosi absencja. To bardzo istotne z epidemiologicznego punktu widzenia dla lekarza – przekonuje Niedziałkowski.

E-ZLA będzie mógł wystawić każdy lekarz, który ma decyzję ZUS-u upoważniającą do wystawiania zaświadczeń lekarskich i ma dostęp do odpowiedniego oprogramowania. Jeżeli lekarz takiej decyzji nie ma, może o nią wystąpić poprzez wypełnienie wniosku w sprawie upoważnienia do wystawiania zaświadczeń lekarskich. Dokument można przekazać do ZUS bezpośrednio lub za pośrednictwem PUE.

Do wystawiania e-ZLA niezbędne jest również posiadanie profilu zaufanego na platformie ZUS lub dostęp do aplikacji gabinetowej zintegrowanej z tą platformą. Dzięki nowej funkcjonalności platformy ZUS lekarz w czasie wystawiania zwolnienia uzyska dostęp do danych swojego pacjenta. Wystarczy wpisać PESEL, a większość danych zostanie automatycznie pobrana z systemu – tłumaczy Grzegorz Kamiński z Departamentu Orzecznictwa Lekarskiego w ZUS.

E-zwolnienie trafi drogą elektroniczną do ZUS, w ten sposób odciąży pracodawcę i lekarza od dodatkowych obowiązków. Zakład zamieści e-ZLA na profilu pracodawcy na PUE. Dzięki temu zyskają pacjenci, którzy nie będą już mieli obowiązku dostarczania do pracodawcy zwolnień w formie papierowej w ciągu 7 dni od wystawienia.

Również osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą nie będą musiały ze zwolnieniem nic robić. Trafi ono prosto do ZUS, a zainteresowany będzie mógł złożyć wniosek o zasiłek.

System ułatwi również uzupełnienie danych dotyczących niezdolności do pracy, podpowie kod choroby i kody literowe A–D [określające niezdolność do pracy – red.]. Lekarz będzie miał również dostęp do zaświadczeń wystawionych danemu pacjentowi. Wystarczy mieć tablet lub laptop z dostępem do internetu, a e-ZLA będzie można wystawić w dowolnym miejscu – przypomina ekspert ZUS.

W połowie 2016 roku na rynek trafi tablet fiskalny. Połączy funkcje drukarki fiskalnej, czytnika kart oraz tradycyjnego urządzenia mobilnego

CEO Magazyn Polska

Spółka Innova pracuje nad tabletem fiskalnym, czyli innowacyjnym urządzeniem, który ułatwi proces sprzedaży. Tablet łączyć będzie cechy tradycyjnego urządzenia mobilnego oraz innych certyfikowanych sprzętów, m.in. drukarki fiskalnej. Użytkownik będzie mógł dzięki niemu przyjmować płatności kartą i zarządzać centrum logistycznym. Budżet projektu to ponad 4 mln zł. Produkt trafi do sprzedaży w połowie 2016 roku. 

Tablet fiskalny jest urządzeniem innowacyjnym pod wieloma względami. Ważne są względy technologiczne. Jest to urządzenie, które łączy kilka światów, które do tej pory nie były przez nikogo połączone, a to dlatego, że są to światy ściśle certyfikowane – mówi agencji Newseria Biznes Michał Pawłowski, wiceprezes zarządu Innova SA.

Oprócz funkcji drukarki fiskalnej tablet ma umożliwić użytkownikowi tworzenie elektronicznych kopii drukowanych rachunków, skanowanie kodów kreskowych oraz przetwarzanie płatności za pomocą kart płatniczych. Oprócz tego będzie mieć wszystkie cechy tradycyjnego tabletu z możliwością zainstalowania własnego oprogramowania, np. wykorzystywanego do zarządzania magazynem.

Urządzenie jest przeznaczone przede wszystkim do systemów sprzedaży, w których potrzebne są urządzenia fiskalne, ściśle certyfikowane, podlegające regulacjom, a także terminale płatnicze, które również podlegają certyfikacjom – tłumaczy Michał Pawłowski.

W założeniu tablet ma łączyć w sobie funkcje wszystkich certyfikowanych urządzeń wykorzystywanych w procesie sprzedaży. Dzięki niemu prowadzenie biznesu będzie dużo łatwiejsze, a jednocześnie spełnione będą przy tym wszystkie wymogi, jakie sprzedawcom stawia polskie prawo.

Praca z tabletem będzie odbywać się tak, jak praca z urządzeniami codziennego użytku, np. smartfonami i tabletami, czyli urządzeniami, które są bardzo intuicyjne i łatwe w użytkowaniu – dodaje ekspert.

Tablet będzie można wykorzystywać także w wielu innych obszarach. Dzięki rozwiązaniom fiskalnym i niefiskalnym urządzenie będzie nadawać się do użytku m.in. w systemach logistycznych. Drugą z zalet jest łatwość wprowadzenia dodatkowych usług, takich jak np. obsługa płatności elektronicznych. W Polsce wciąż niski jest odsetek punktów sprzedaży, które akceptują tę formę płatności. Jego zdaniem tablet pozwoli to zmienić.

Tablet w sprzedaży pojawi się w maju lub czerwcu 2016 roku i od razu w kilku wersjach dla różnych branż. Możliwości komercjalizacji są ogromne i już w tej chwili mamy wielu odbiorców, którzy czekają na to urządzenie – mówi Pawłowski.

Koszt opracowania i wprowadzenia tabletu na rynek szacowany jest na ponad 4 mln zł. Projekt finansowany jest ze środków własnych firmy oraz funduszy Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, które udzieliło wsparcia w ramach programu INNOTECH. Jest to ścieżka dla rozwiązaniom z zakresu hi-tech, a spółka Innova uzyskała z tego tytułu łącznie 1,85 mln zł.

W sektorze systemów sprzedaży, czyli urządzeń do prowadzenia sprzedaży, realizujemy łącznie kilka projektów. Pracujemy nad tym, żeby obsługiwać pełen proces sprzedaży, który obejmuje i płatności elektroniczne, i fiskalizację, i branżowe aplikacje zarówno w placówkach stacjonarnych, jak i mobilnie – wyjaśnia Michał Pawłowski.

UE

Lipcowa konferencja NATO, światowy Szczyt Kobiet w czerwcu oraz duże imprezy sportowe. Na te przyszłoroczne wydarzenia liczą stołeczne hotele

CEO Magazyn Polska

W III kwartale Warszawę odwiedziło blisko 365 tys. turystów zagranicznych – wynika z danych stołecznego Urzędu Statystycznego. Ich liczba w tych miesiącach rosła w tempie dwucyfrowym. Odwiedzają Warszawę coraz częściej nie tylko przy okazji spotkań biznesowych i konferencji, lecz także w celach czysto turystycznych. To przekłada się na wzrost popytu na usługi hotelowe. Hotelarzy wspierają również duże wydarzenia organizowane w stolicy. 

– To był bardzo udany rok nie tylko dla nas, ale dla całego rynku hotelarskiego – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mariusz Paszkiel, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Hotelu Marriott w Warszawie. – Rynek się zmienia. W trakcie roku weekendy były zawsze trochę luźniejsze. Natomiast z racji tego, że Warszawa rośnie w siłę i promocje są coraz częstsze, również w soboty i niedziele mamy stuprocentowe obłożenie. Nie tylko w hotelu Marriott. Śledzimy statystyki więc wiemy, że w innych placówkach jest podobnie.

W trzecim kwartale stopień wykorzystania pokoi w warszawskich hotelach był na poziomie 74,3 proc. W lipcu i w sierpniu liczba udzielonych noclegów rosła odpowiednio o 10 proc. i 8,8 proc., ale uwzględniający tylko turystów zagranicznych dynamika przekraczała 15 proc. Ogółem w trzecim kwartale do Warszawy przyjechało ponad 818 tys. turystów, w tym blisko 365 tys. z zagranicy.

Stolica jest ważnym punktem na mapie spotkań biznesowych, konferencji i kongresów. Jednak hotele starają się przyciągać gości także w weekendy, na tzw. city break. Zainteresowanie Warszawą rośnie.

Na pewno z dużą nadzieją wchodzimy w przyszły rok, bo popyt na Warszawę na pewno cały czas będzie rósł – przekonuje Mariusz Paszkiel. – Powoli szykujemy się do tego, co wydarzy się w 2016 roku.

Zapotrzebowanie na usługi hotelarskie jest ściśle związane również z liczbą dużych imprez i wydarzeń, czy to o charakterze kulturalnym, sportowym, społecznym czy politycznym. Tym bardziej jeśli są to wydarzenia międzynarodowe. W przyszłym roku najazdu gości warszawskie hotele spodziewają się m.in. na początku lipca, kiedy będzie szczyt NATO (8-9.07).

Poza tym w czerwcu odbędzie się Światowy Szczyt Kobiet. To są dwa główne projekty, na których się będziemy skupiać – mówi Paszkiel. – Dzięki temu, że Stadion Narodowy prężnie działa i dużo się na nim dzieje, odczuwamy to w naszym obłożeniu. Będziemy więc koncentrować się również na każdym pojedynczym wydarzeniu. To m.in. dnia meczów reprezentacji, nawet towarzyskich.

W związku z tym Hotel Marriott przygotowuje nową ofertę. To m.in. globalna koncepcja Meetings Imagined, która udostępnia organizatorom szereg narzędzi potrzebnych do sprawnego planowania różnego rodzaju spotkań i wydarzeń, zgodnie z ich konkretnymi wymaganiami.

Paszkiel podkreśla, że zmieniają się także lokale w hotelu. W tym roku odnowiono restaurację Parmizzano’s, zmienia się również Panorama Bar na 40 piętrze hotelu, gdzie planowany jest Sylwester.

Przeprowadziliśmy także remont 523 pokoi i mamy dalsze plany renowacji przestrzeni konferencyjnej. Cały czas dużo inwestujemy i zależy nam na tym, żeby Marriott pozostał na mapie Warszawy gdzieś tam takim sztandarowym miejscem i najbardziej rozpoznawalnym poza Pałacem Kultury i Nauki – mówi Mariusz Paszkiel.

Hotel liczy także na tłumy gości-miłośników sportu podczas dużych wydarzeń sportowych w restauracji Champions Sports Bar.

Obserwujemy w tym miejscu dużą aktywność, szczególnie podczas wydarzeń sportowych – zauważa Mariusz Paszkiel. – Skupiamy się na dużym projekcie związanym z mistrzostwami Europy w piłce ręcznej, w których też chcielibyśmy w jakiś sposób uczestniczyć i przy okazji promować Champions Sports Bar jako miejsce oglądania meczów na żywo. Ważne dla nas także będą oczywiście mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Jesteśmy przekonani, że Champions w tym czasie będzie pełny.

Gry cyfrowe będą jednym z prezentowych hitów. Taki upominek zamierza kupić prawie jedna piąta Polaków

CEO Magazyn Polska

Gry stają się jednym z najczęściej planowanych przedświątecznych zakupów. Taki prezent pod choinkę zamierza w tym roku podarować 19 proc. Polaków. Dlatego producenci gier wideo i komputerowych na okres między wrześniem a grudniem przygotowują premiery największych produkcji i rozbudowują związane z nimi uniwersum. Obejmuje ono już nie tylko grę, lecz także książki, gry planszowe oraz dodatkowe analogowe akcesoria.

Większość hitów na rynku gier wideo, tzw. Triple-A, wychodzi między wrześniem a grudniem. Nie jest to przypadek – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grzegorz Szabla, brand manager w polskim oddziale Ubisoft. – Wtedy gracze i w ogóle konsumenci są szczególnie zainteresowani grami i kupują najwięcej tego rodzaju produktów.

Jak wynika z raportu dotyczącego zakupów świątecznych firmy doradczej Deloitte, gry są coraz bardziej pożądanym prezentem. W tym roku taki upominek zamierza kupić 19 proc. ankietowanych, co tego rodzaju produktom dało piąte miejsce (w 2014 roku było to 11 proc.). Lepsze rezultaty segment ten osiągnął w kategorii zakupów dla nastolatków w wieku 12–18 lat (22 proc., o trzy pkt proc. więcej niż w 2014 roku). To drugi po książkach najpopularniejszy prezent dla tej grupy wiekowej.

Widzimy w portfolio, a także w portfelach, że jest to produkt coraz popularniejszy w okresie świątecznym – zapewnia Grzegorz Szabla. – Nie ma prostej odpowiedzi na pytanie, do kogo gry są adresowane. Jest całe spektrum graczy – od dzieci do ludzi dorosłych, również starszych. Jest to rozrywka, która zdecydowanie staje się coraz popularniejsza.

Zdaniem Szabli na popularności zyskują gry rozgrywające się w otwartym świecie, który można odkrywać w dowolny sposób, bez liniowości rozgrywki. To m.in. takie gry, jak Grand Theft Auto studia Rockstar czy produkcje Ubisoftu z serii Assassin&HASH39;s Creed oraz Far Cry.

Drugi trend to gry w tzw. modelu free-to-play, które na początku są darmowe, a gdy konsument chce zdobyć coś więcej, to musi ponieść koszty związane z dodatkową zawartością – tłumaczy Szabla.

Mimo szybkiego rozwoju cyfrowych platform dystrybucji zarówno na Xbox (Xbox Live), Playstation (PS Network), jak i związanej z PC aplikacji Steam najpopularniejszym kanałem dystrybucji gier w Polsce pozostają tradycyjne sklepy.

Dodatkowo akcesoria i wszystko, co jest związane z grami, staje się coraz popularniejsze. Wszystkie firmy próbują więc te swoje uniwersa rozbudowywać – mówi Grzegorz Szabla. – W przypadku Assassin&HASH39;s Creed uniwersum tworzone przez nas to gry, książki, komiksy, figurki, filmy czy gry planszowe.

Jak podkreśla Szabla, konsole do gier w Polsce sprzedają się coraz lepiej i stopniowo zmniejszamy dystans do Europy Zachodniej w tym zakresie. Wciąż jednak mniej więcej połowa graczy korzysta z komputerów. Na Zachodzie jest to 5–10 proc.

W Polsce mniej ludzi gra, bo nieco później dołączyliśmy do tego rynku. Właściwie od momentu transformacji jesteśmy wśród grających – mówi brand manager Ubisoft. – Trudno określić typowego gracza. Oczywiście są grupy preferujące taką rozrywkę bardziej niż inne, np. mężczyźni w wieku 15–40 lat. Natomiast w przypadku niektórych produktów naszą grupą docelową często są również kobiety. Mniej więcej połowa graczy serii Assassin’s Creed to kobiety.

Ubisoft jest jednym z czołowych producentów i wydawców gier komputerowych. Na polskim rynku prowadzi działalność od siedmiu lat, a krajowy oddział wciąż jest rozbudowywany i przyjmuje nowych pracowników. Od ubiegłego roku zajmuje się również rynkami czeskim, słowackim oraz węgierskim.

Tendencja jest bardzo pozytywna, oby tak dalej. Co roku wydajemy od kilku do kilkunastu tytułów, wśród których są nasze największe hity, jak seria Assassin’s Creed czy Just Dance – przekonuje Grzegorz Szabla. – Ale mamy też kilka silnych pozycji pojawiających się co roku, np. gry z serii Might & Magic: Heroes, której w tym roku wydaliśmy kolejną odsłonę.