BBI Development nie zwalnia tempa w Warszawie. Planuje budowę 170-metrowego wieżowca Roma Tower oraz biurowca Centrum Marszałkowska Sezam

CEO Magazyn Polska

Według przedstawicieli spółki ten rok jest dla niej niezwykle istotny. Właśnie trwa sprzedaż apartamentów w wykańczanym przez nią wieżowcu Złota 44 oraz rozpoczęto budowę Kwartału Centralnego Konesera. Udało się także obronić pozwolenie na budowę Centrum Marszałkowska Sezam oraz uzyskać zgodę Stolicy Apostolskiej na drapacz chmur Roma Tower na gruncie należącym do Archidiecezji Warszawskiej.

Ten rok był niezwykle istotny dla BBI Development. Ruszyliśmy z wieloma projektami, w tym z Kwartałem Centralnym Konesera, wykańczamy Złotą 44 oraz Plac Unii (jeden z największych budynków wybudowanych w ostatnich latach w Warszawie) oraz mamy pozwolenie na budowę Centrum Marszałkowska Sezam – wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Michał Skotnicki, prezes zarządu BBI Development. – Również udało się przenieść za zgodą Stolicy Apostolskiej do spółki celowej działkę pod Roma Tower. To umożliwia w niedalekiej przyszłości rozpoczęcie bardzo istotnego projektu – dodaje.

Roma Tower będzie 170-metrowym wieżowcem wybudowanym u zbiegu ulic Nowogrodzkiej i Emilii Plater w Warszawie. Współudziałowcem inwestycji jest Archidiecezja Warszawska, która przekazała grunt o wartości 34,6 mln zł. BBI Development natomiast poprzez spółki zależne zainwestuje w budowę 19 mln zł. Wkrótce ma być wiadomo, ile będzie kosztować cała inwestycja.

Zgodę na przekazanie działki musiała wyrazić Stolica Apostolska. Tę udało się już uzyskać i w listopadzie przeniesiono grunt do spółki celowej. Teraz inwestorzy czekają na zgodę Rady Miasta, która musi uwzględnić wieżowiec w miejscowym planie zagospodarowania.

Z planem miejscowym prace idą dobrze, jesteśmy już na końcu tej drogi, bo powinien być zatwierdzony w ciągu najbliższych trzech miesięcy – twierdzi Michał Skotnicki.

Roma Tower będzie miała około 55 tys. metrów kwadratowych powierzchni. Inwestycja ma ruszyć na początku przyszłego roku i według planu powinna być gotowa już w 2018 roku. Początkowa koncepcja zakładała, że w drapaczu chmur znajdą się jedynie biura. Skotnicki jednak nie wyklucza jej zmiany i znalezienia w nim miejsca przeznaczone pod inne funkcje.

Sądzimy, że komercjalizacja w tym miejscu się uda. Jesteśmy blisko Dworca Centralnego, stacji metra, w ścisłym centrum Warszawy jak wszyscy wiedzą, ale również, co podkreślam jakość lokalizacji, to też bezpośrednie otoczenie, a ono jest tutaj wyjątkowo korzystne – przekonuje prezes spółki. – Ul. św. Barbary, Nowogrodzka, Emilii Plater to są ulice łacińskiej tkanki Warszawy, niezniszczonej podczas wojny, która jak najbardziej wpływa na tę lokalizację – dodaje.

Deweloper jest także w trakcie wykańczania wnętrz innego wieżowca – Złotej 44. Właśnie trwa sprzedaż i wynajem apartamentów. Jak przekonuje Michał Skotnicki, zainteresowanie jest duże.

Według niego wyjątkowo wysoki poziom wykończenia oraz elementy części wspólnej, w tym 25-metrowy basen, sala kinowa, obiekty sportowe oraz sala konferencyjna na 50. piętrze, sprawiają, że Złota 44 będzie cieszyć się niezwykłą popularnością.

Planujemy odbiór budynku do użytku za mniej więcej rok, prace trwają, jesteśmy w trakcie komercjalizacji, sądzimy, że tutaj z każdym miesiącem wraz z przybliżeniem się do odbioru technicznego będziemy mieć coraz więcej transakcji – twierdzi Michał Skotnicki.

Przedstawiciel spółki zapowiada także rozpoczęcie kolejnego projektu – Centrum Marszałkowska Sezam, gdzie znajdować się będzie 13 tys. mkw. biur i 3 tys. mkw. powierzchni handlowej. Działka zlokalizowana jest obok przecięcia się dwóch linii metra.

Ogłosiliśmy niecałe dwa miesiące temu wygraną w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym przy Centrum Marszałkowskiej Sezam. Sąd Administracyjny odrzucił odwołania sąsiadów – przypomina Michał Skotnicki. – Zamierzamy ruszyć z budową w I kw. przyszłego roku, w styczniu, lutym wbijamy łopatę, grunt jest już przygotowany, a pewne prace już zostały poczynione na styku z metrem.

Instytut Allerhanda: Polski nadzór nad rynkiem finansowym nie wymaga rewolucyjnych zmian. Jest dobrze skonstruowany, bo udowodnił, że radzi sobie z kryzysami

0

CEO Magazyn Polska

Polski model nadzoru nad rynkiem finansowym nie odbiega od europejskich standardów i dobrze poradził sobie podczas kryzysów finansowych. Skoro sprawdził się w praktyce, to nie wymaga gruntownych zmian – ocenia dr Wojciech Rogowski z Instytutu Allerhanda.

Na rynku słychać dużo głosów o przeregulowaniu, o nadmiernej władzy Komisji Nadzoru Finansowego – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor dr Wojciech Rogowski, wiceprezes Instytutu Allerhanda, wykładowca Szkoły Głównej Handlowej. Choć są pewne grupy oponentów, m.in. przedstawiciele Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych, to jednak bilans wypada pozytywnie. Ten system jest stabilny, absorbuje najnowsze trendy płynące z Unii Europejskiej i z ośrodków standaryzujących funkcjonowanie rynków finansowych.

Polski nadzór finansowy jest zintegrowany, a jego podmiotem jest Komisja Nadzoru Finansowego, która sprawuje nadzór nad sektorem bankowym, rynkiem kapitałowym, ubezpieczeniowym, emerytalnym, nad instytucjami płatniczymi, biurami usług płatniczych i instytucjami pieniądza elektronicznego oraz nadzór uzupełniający nad konglomeratami finansowymi. Częścią systemu jest też Komitet Stabilności Finansowej, jako organ nadzoru makrostabilnościowego, oraz Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który gwarantuje wypłacanie pieniędzy z depozytów.

– Dla znawców nie jest to dużo, ale dla uczestnika spoza rynku wydaje się, że to jest dosyć skomplikowany system. Ale ten system nie odbiega od europejskich standardów – przekonuje. – W zasadzie w Europie nie ma jakiegoś dominującego modelu poza tym, że duża część Unii Europejskiej mająca wspólną walutę wytworzyła Europejski Bank Centralny, w którego rękach są silnie skoncentrowane funkcje nadzorcze.

Dr Wojciech Rogowski przypomina, że od jesieni ubiegłego roku działa nadzór bankowy sprawdzający największe banki strefy euro, a od kilku lat działa Rada ds. Ryzyka Systemowego w Europejskim Banku Centralnym.

W Polsce w pierwszej dekadzie XXI wieku dokonano scalenia nadzoru, czego początkiem było scalenie w 2002 roku Urzędu Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi i Państwowego Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń, a następnie połączenie ich z Komisją Papierów Wartościowych i Giełd w wyniku czego powstała dzisiejsza KNF. W 2008 roku do jej kompetencji włączono nadzór bankowy, likwidując Komisję Nadzoru Bankowego przy NBP.

Ja mam taką zasadę, że po efektach można poznać jakość instytucji – mówi wiceprezes Instytutu Allerhanda i wykładowca Szkoły Głównej Handlowej.  I tak to jest w zakresie sektora finansowego, że w czasach trudnego, dużego kryzysu finansowego, gospodarczego i pewnego kryzysu zaufania nasz sektor bankowy i finansowy pozostał w zasadzie stabilny i w tym jest duża rola dobrze funkcjonującego nadzoru.

Dlatego według niego zmiany, o ile będą wprowadzane, nie powinny mieć charakteru rewolucyjnego, lecz co najwyżej niewielkiej korekty.

 Wydaje mi się, że nie ma potrzeby radykalnych zmian, że ten system się broni – ocenia dr Wojciech Rogowski z Instytutu Allerhanda. Poza tym nigdy nie ma tak, żebyśmy wchodzili dwa razy do tej samej rzeki, nawet, jeśli będą pewne zmiany, to na pewno nie będą to zmiany idące w kierunku likwidacji czy podziału Komisji Nadzoru Finansowego. Być może w przyszłości ten system będzie ewoluował w kierunku, w którym poszły zmiany w Wielkiej Brytanii.

Tam w 2013 roku Urząd do spraw Usług Finansowych (FSA) podzielono na Urząd Przezorności (PRA) i Urząd do spraw Prowadzenia Operacji Finansowych (FCA). Pierwszy, będący częścią Banku Anglii, ma za zadanie chronić stabilności firm działających na rynku usług finansowych, w tym banków, natomiast drugi sprawuje nadzór nad prowadzonymi przez nie operacjami.

Cloud Technologies chce przyciągnąć młodych innowatorów do swojego parku technologicznego. Rozwijane tu pomysły mają znaleźć zastosowanie komercyjne

CEO Magazyn Polska

Cloud Technologies liczy, że pomysły, jakie będą się rozwijać w uruchomionym przez spółkę warszawskim parku technologicznym, uda się wykorzystać, tworząc produkty komercyjne. Na początek w parku rozpocznie się etap pilotażowy, w ramach którego będziemy rozwijać 10 projektów, choć już teraz firma nie wyklucza poszerzenia programu o kolejne. 

Aktualnie rozpoczęliśmy fazę pilotażową działalności parku technologicznego – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.  Już dziś zapraszamy wszystkich chętnych do aplikowania do nas. Jeżeli chodzi o terminy, nie mamy tutaj sztywnych wytycznych z tego powodu, że będzie to działalność, którą prowadzić będziemy w sposób ciągły, czyli tak naprawdę w miarę dostępności miejsc taki nabór będziemy prowadzić cały czas.

Spółka informuje, że szczególnie zainteresowana jest projektami związanymi z big data marketingiem, czyli z analizą dużych zbiorów danych w celu optymalizacji przestrzeni reklamowej. Cloud Technologies specjalizuje się się w reklamie internetowej, ale jak mówi Piotr Prajsnar, nie ogranicza do nich, więc spektrum zagadnień, nad którymi można pracować, jest szerokie.

Przede wszystkim naszą propozycję kierujemy do młodych, zdolnych studentów nauk informatycznych. Zapraszamy ich do tworzenia i rozwijania nowych projektów w ramach naszych struktur. Dajemy im do dyspozycji zaplecze techniczne, wszystkie kompetencje, które mają nasi eksperci i zachęcamy ich do rozwoju u nas nowych projektów, w szczególności innowacyjnych.

Na pierwszym pilotażowym etapie Cloud Technologies przewiduje uruchomienie około 10 projektów. Spółka podkreśla, że nie jest funduszem inwestycyjnym, który inwestuje w start-upy, licząc się z niepowodzeniem 90 proc. z nich. Zakłada, że duża część tych projektów znajdzie później ciąg komercyjny w ramach Cloud Technologies.

U nas jest zupełnie inaczej, ponieważ nie jesteśmy funduszem inwestycyjnym deklaruje prezes zarządu Cloud Technologies. Chcemy zaangażować się w projekty, które naszym zdaniem mają największe prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu komercyjnego. Dlatego bardzo starannie wybieramy już na tym etapie projekty, które po prostu mają potencjał i którym możemy tak naprawdę pomóc rozwoju.

Mimo że na razie trwa pilotaż, to spółka już myśli o rozwoju projektu. Zapewnia, że już dziś widać duże zainteresowanie, więc nie wyklucza rozszerzenia liczby dostępnych miejsc jeszcze na tym etapie.

Zapraszamy do naszej nowej siedziby, w której oferujemy w pełni wyposażoną przestrzeń biurową, dostęp do zasobów technologicznych, do infrastruktury, którą posiadamy zachęca prezes Piotr Prajsnar z Cloud Technologies.  Oferujemy wsparcie naszych ekspertów. Będziemy się kompleksowo takim pomysłem i pomysłodawcą zajmować, począwszy od back office, poprzez jakiś mentoring, pomoc w rozwoju tego typu pomysłów.

Ponad połowa Polaków oszczędza. Tylko co jedenasty inwestuje posiadane środki

CEO Magazyn Polska

Coraz więcej osób podchodzi do oszczędzania świadomie – wynika z raportu „Postawy Polaków wobec finansów” Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy. Ponad połowa odkłada swoje nadwyżki finansowe. Jednocześnie spada odsetek osób, które żyją z miesiąca na miesiąc. Choć większość z nas planuje wydatki z krótkim wyprzedzeniem, to rośnie liczba osób oszczędzających z myślą o przyszłości. Dwukrotnie wzrosła też liczba inwestujących i oszczędzających, którzy korzystają z profesjonalnych porad.

Z naszego raportu wynika, że Polacy coraz chętniej oszczędzają. Przepaść między osobami, które widzą sens w oszczędzaniu, a tymi, które to rzeczywiście robią, maleje. I to nas cieszy. Natomiast widać pole do poprawy, jeśli chodzi o planowanie wydatków – wciąż większość z nas nie wybiega poza horyzont miesiąca – mówi agencji Newseria Biznes Norbert Konarzewski, dyrektor programowy Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy, która przeprowadziła badanie.

Z raportu „Postawy Polaków wobec finansów” wynika, że 43 proc. z nas większe wydatki planuje z krótkim wyprzedzeniem – miesięcznym (34 proc.) lub tygodniowym (9 proc.). Tylko 23 proc. myśli o finansach w dłuższej perspektywie – półrocznej (17 proc.) czy rocznej (6 proc.).

Jeszcze kilka lat temu co trzeci Polak przyznawał się do nieplanowania wydatków, dziś – co piąty. To może wynikać z wyższych dochodów gospodarstw domowych – od 2008 roku, po uwzględnieniu inflacji, wzrosły one o ponad 10 proc.

Systematycznie wzrasta odsetek osób, które oszczędzają. Od 2008 roku wzrósł on z 41 do 59 proc. Do 16 proc. zwiększyła się grupa odkładających pewną kwotę co miesiąc. Jednocześnie przez ostatnie pięć lat o blisko 20 pkt proc. spadła liczba osób, które deklarują brak jakiejkolwiek nadwyżki finansowej.

Wzrósł odsetek osób oszczędzających w celu zapewnienia lepszej przyszłości sobie lub rodzinie – z 18 proc. w 2013 roku do 28 proc. obecnie. Jeszcze w 2013 roku na wakacje i drobne przyjemności oszczędzało 31 proc., według najnowszego badania – 18 proc.

Część Polaków przeorientowała swoje cele krótkoterminowe, czyli wydatki na zakupy pierwszej potrzeby, na cele związane z zabezpieczeniem przyszłości naszej i najbliższych. To optymistyczna informacja, że myślimy o oszczędzaniu w perspektywie kilku bądź kilkunastu lat – wskazuje Norbert Konarzewski.

Na polu zarządzania oszczędnościami mamy jeszcze braki. Konto osobiste jako miejsce składowania oszczędności wybiera 17 proc., konto oszczędnościowe – 10 proc. Na lokacie terminowej według badań pieniądze trzyma 8 proc. osób, a 5 proc. wybiera fundusze inwestycyjne. Tylko 9 proc. przyznaje, że lokuje swoje pieniądze w celu osiągnięcia zysku w przyszłości.

To pokazuje, że inwestowanie jest dla nas czarną magią. Nie rozumiemy, jak funkcjonują najprostsze produkty finansowe, więc trudno, żebyśmy zdecydowali się na inwestowanie nadwyżek finansowych w coś bardziej skomplikowanego. Z jednej strony jest przestrzeń do edukowania Polaków, ale też wymusza to na instytucjach finansowych formułowanie jasnych zasad tak, aby dla potencjalnego odbiorcy było zrozumiałe, w jaki sposób środki będą inwestowane i na ile jest to związane z ryzykiem – podkreśla Norbert Konarzewski.

Przy inwestowaniu coraz więcej osób (37 proc.) korzysta z porad profesjonalistów. Liczba inwestujących i oszczędzających czerpiących w ten sposób wiedzę wzrosła dwukrotnie, choć wciąż połowa badanych sugeruje się reklamą lub radami rodziny i znajomych.

Maleje jednocześnie grupa tych osób, które podejmują decyzje finansowe w oparciu o własną intuicję. Zaledwie co 10 respondent wskazał w 2015 roku intuicję jako bazę do podejmowania decyzji finansowych, gdy w 2008 było to aż 49 proc. W połączeniu z równoległym wzrostem zaufania do pracowników i materiałów instytucji finansowych (z 17 proc. w 2008 roku do 37 proc. obecnie) tworzy to optymistyczny obraz przesłanek, jakie kształtują zachowania Polaków wobec pieniędzy – mówi Tomasz Daniun, dyrektor ds. segmentów detalicznych w Citi Handlowy.

Badania Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy wskazują, że od 2011 roku trzykrotnie więcej osób trzyma oszczędności w domu, obecnie taką formę wybiera 12 proc. Wynika to przede wszystkim ze spadku oprocentowania lokat. Wysokość stopy referencyjnej spadła z 6 proc. w 2008 roku do 1,5 proc. w tym roku. Z drugiej strony systematycznie rośnie grupa osób, które zamiast gotówką płacą kartą.

Myślę, że odsetek Polaków posiadających konta w bankach będzie dynamicznie rósł – wskazuje Tomasz Daniun. – Aktualnie ponad 40 proc. osób deklaruje, że dokonuje zakupów kartą bankową i myślę, że również ten odsetek będzie rósł, biorąc pod uwagę to, w ilu sklepach możemy dokonać takich transakcji – dodaje.

Zbyt duża ingerencja polityków nie sprzyja branży górniczej. Sektor po trzech kwartałach zanotował 1,7 mld zł straty

CEO Magazyn Polska

Jeszcze w 2011 roku zysk netto polskiego sektora górniczego wynosił ok. 3 mld złotych. Dziś branża jest głęboko deficytowa. Według katowickiego oddziału ARP po trzech kwartałach strata wyniosła blisko 1,7 mld zł. Zdaniem Piotra Woźniaka, byłego ministra gospodarki, ostatnie 5 lat to zmarnowany czas. Winę za to ponoszą politycy. Przykład ostatnich działań Kompanii Węglowej zmierzających ku ograniczeniu kosztów pokazuje jednak, że zmiany są możliwe.

Według danych katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu w ciągu trzech kwartałów 2015 roku górnictwo węgla kamiennego zanotowało stratę netto w wysokości 1,674 mld zł. Po I półroczu była ona o ponad 200 mln zł niższa. Strata za cały 2014 roku przekroczyła 2,2 mld złotych.

Zmarnowano co najmniej 5 lat – od momentu, kiedy w 2011 roku sektor miał 3 mld zł czystego zysku, do momentu, kiedy cały sektor jest w czerwieni, czyli ma wyniki ujemne. W tym czasie nie podjęto żadnych działań restrukturyzacyjnych oprócz ostatnich miesięcy dość nieuporządkowanych ruchów i pomysłów – ocenia kondycję polskiego górnictwa Piotr Woźniak, były minister gospodarki i przedstawiciel Rady Administracyjnej Agencji UE ds. Współpracy Organów Regulacji Energetyki.

Polskiemu sektorowi górniczemu nie pomagają także spadające ceny węgla. W ciągu zaledwie 3 lat obniżyły się one o ponad 40 procent. Obecnie za tonę węgla na europejskich giełdach płaci się 50–55 dolarów amerykańskich. W 2012 roku było to ponad 90 dolarów. Według ARP w ostatnich miesiącach zmniejszała się jednostkowa strata ze sprzedaży węgla. We wrześniu wynosiła ona średnio prawie 22 zł za tonę (średnia dla trzech kwartałów to blisko 35 zł).

Jak podkreśla Woźniak, pozytywny przykład to ostatnie działania Kompanii Węglowej, której udało się ograniczyć koszty wydobycia z 300 do 250 zł za tonę. Krzysztof Sędzikowski, który będzie zarządzał spółką do końca roku, zapowiadał, że w przyszłym roku koszty mają być jeszcze niższe.

50 zł na tonie to bardzo poważna kwota. Przy światowej cenie węgla około 50 dol. To jest już na granicy ceny konkurencyjnej, jeśli bierze się pod uwagę cenę transportu, bo węgiel kupowany na giełdach trzeba przecież jeszcze przywieźć do naszych elektrowni. Jeżeli ta tendencja będzie się z taką samą dynamiką rozwijać, to jesteśmy na dobrej drodze. Pytanie tylko, czy starczy nam czasu zanim cała Kompania Węglowa nie straci płynności albo jej następczyni, która ma powstać, czy wystarczy jej pieniędzy na obsługę bieżących płatności, przede wszystkim wynagrodzeń – mówi Piotr Woźniak.

Zdaniem eksperta podjęcie tego typu działań zmierzających do ograniczenia kosztów powinno się zacząć już wcześniej. Podkreśla, że nie wymagało to nadzwyczajnych chwytów i metod zarządczych, tylko odpowiedniego zarządzania organizacją czasu pracy czy kolejnością inwestycji.

Gdyby lata temu zastosowano wewnętrzne zarządzanie w spółce całym szeregiem instrumentów, które ma w ręku każdy prezes i zarząd, to spółka nie miałaby wyników za ten rok zero plus, tylko miałaby wynik dodatni już trzy lata temu – mówi Piotr Woźniak. – Jarosław Zagórowski, były prezes JSW, mówi jasno: zarządy miały skrępowane ręce. Zamiast zarządów w relacjach ze stroną społeczną występowali politycy, a zarządy nie były do tych rozmów dopuszczane. Taka była diagnoza pana prezesa Zagórowskiego. To jest właśnie efekt takiego podejścia.

Stolica stawia na innowacje. Priorytety na przyszły rok to projekt Virtualna Warszawa, rozbudowa drugiej linii metra oraz rower miejski

CEO Magazyn Polska

Władze stolicy chcą wprowadzać innowacyjne rozwiązania technologiczne w przestrzeni miejskiej, aby ułatwiać życie mieszkańców oraz stwarzać lepsze warunki do inwestowania. W przyszłym roku priorytetem ma być m.in. realizacja opartego o internet rzeczy systemu Virtualna Warszawa, który ma być gotowy w latach 2017–2018, rozbudowa drugiej linii metra oraz sieci wypożyczalni rowerów miejskich.

Koncentrujemy się na kilkunastu obszarach, w których miasto chce doskonalić swoje parametry społeczne i gospodarcze, a także środowiskowe – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Michał Olszewski, zastępca prezydenta miasta stołecznego Warszawy. – Innowacje są w tym procesie bardzo ważne, bo przede wszystkim pozwalają wiele efektów osiągnąć taniej, szybciej albo przy znacznie mniejszych kosztach społecznych.

Jak tłumaczy Michał Olszewski, w szybko zmieniających się realiach innowacje są konieczne, by poprawiać jakość życia mieszkańców. Czasem inwestycje te wiążą się z pewnymi utrudnieniami, które jednak są chwilowe i służą długoterminowym celom.

Skłamałbym, gdybym powiedział, jakie innowacje będziemy realizowali za rok, bo rynek technologii, rozwiązań i oczekiwania mieszkańców są tak zmienne, że pewnie za rok będziemy mówić o jeszcze innych projektach, które będziemy chcieli zrobić w Warszawie – mówi Olszewski.

Jednocześnie dodaje, że zmiana miasta w smart city to projekt długoterminowy, którego nie da się zrealizować w rok lub dwa lata. Priorytetem dla Warszawy jest transport miejski i mobilność. Jak zaznacza Olszewski, nie jest to problem stolicy Polski, ale wszystkich miast w Europie.

To problem przekrojowy – od planowania przestrzennego po rozwiązania technologiczne, ale na końcu też wszystko kończy się na infrastrukturze – wyjaśnia zastępca prezydenta Warszawy. – Nie da się dzisiaj mówić o polskich miastach i o innowacjach w polskich miastach bez mówienia o potężnych nakładach na infrastrukturę. Chcemy, żeby ta infrastruktura również była innowacyjna, jak np. pociągi Inspiro, które mają bardzo niskie zużycie energii.

Takie inwestycje jak stołeczne metro czy Pomorska Kolej Metropolitalna w Trójmieście to działania, które poprawiają komfort życia mieszkańców i przyciągają do miast inwestorów. Prace nad rozbudową drugiej linii metra będą jednym z najważniejszych zadań władz stolicy w 2016 roku. Pod koniec października br. Metro Warszawskie wybrało ofertę włoskiej firmy Astaldi i tureckiej Gülermak, wykonawców odcinka centralnego, na rozbudowę w wariancie 3+3 (po trzy stacje w każdą ze stron). Inne koncerny ubiegające się o kontrakt zaskarżyły jednak decyzję do Krajowej Izby Odwoławczej. Zgodnie z harmonogramem rozbudowa drugiej linii powinna zakończyć się w 2019 roku.

Innym priorytetem władz Warszawy będzie rower miejski. Działający od 2012 roku system wypożyczalni rowerów cieszy się coraz większą popularnością – niedawno odnotowano 6-milionowy wynajem, a liczba rowerów w systemie Veturilo przekracza już 3 tysiące. W przyszłym roku umowa z dotychczasowym operatorem wygasa, więc miasto planuje nowy przetarg, a wraz z nim wprowadzenie do systemu kilku nowości.

Mamy cały pakiet projektów, które mają poprawić jakość przestrzeni miejskiej, budować tzw. centra lokalne. Ten projekt również rusza w przyszłym roku. Przyszły rok będzie owocował w kilkadziesiąt nowych przedsięwzięć – zapowiada Michał Olszewski. – Kolejną rzeczą istotną dla Warszawy są projekty z obszaru beaconów, jak Virtualna Warszawa.

To jeden z pierwszych systemów, który w tak dużej skali wykorzystuje beacony, miniaturowe nadajniki, kluczowe elementy internetu rzeczy. Celem tej realizacji ma być poprawa komunikacji zarówno w mieście, jak i w poszczególnych budynkach. Dzięki specjalnej aplikacji na telefony komórkowe użytkownicy systemu będą mogli na przykład zdalnie zająć miejsce w kolejce, a system poprowadzi ich krok po kroku do wyznaczonej lokalizacji. Virtualna Warszawa ma ułatwić także poruszanie się w przestrzeni miejskiej i urzędach osobom niepełnosprawnym oraz turystom.

– To projekt, który z miesiąca na miesiąc coraz bardziej dojrzewa i będzie w pełni doskonały w latach 2017–2018 – zapowiada Michał Olszewski.

Polskie wina owocowe i cydr mają szanse zdobyć zagraniczne rynki. Rośnie również spożycie wina w Polsce

CEO Magazyn Polska

W ubiegłym roku wyprodukowano 98 mln litrów win owocowych. W tym roku po trzech kwartałach zanotowano prawie 15-proc. spadek. Kategoria ta jednak znacząco się zmienia: przestaje być kojarzona z tanimi trunkami, a w ofercie producentów coraz częściej pojawiają się wina wysokiej jakości. Przedstawiciele branży uważają, że polskie wina owocowe mogą uzupełnić ofertę win gronowych na rynkach zagranicznych. Prawdziwą polską specjalnością może być zaś cydr.

Wina owocowe w Polsce to nie tylko źle kojarzone tanie wina, lecz także cała gama różnego rodzaju produktów na bazie rodzimych owoców: wina deserowe, wiśniowe, nalewki, wina ekologiczne i wreszcie cydry. To wszystko branża winiarstwa owocowego, której nie można bezpośrednio porównywać z winem gronowym. Choć uprawa winorośli również się rozwija – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jacek Jantoń, prezes zarządu Jantoń SA, jednego z największych producentów w branży winiarskiej w Polsce.

W Polsce działa ponad 500 winnic. W ewidencji Agencji Rynku Rolnego za rok 2013/2014 widniało ok. 50 producentów, którzy wyprodukowali blisko 2 tys. hektolitrów wina (w sezonie 2009/2010 21 winnic wyprodukowało nieco ponad 400 hektolitrów) – wynika z ubiegłorocznego raportu na temat rynku alkoholi w Polsce. Eksperci oceniają, że jakość produkowanych w Polsce win jest coraz wyższa.

Zmiany jakościowe zachodzą także w kategorii win owocowych. Powoli przestaje ona być kojarzona z tanimi winami za kilka złotych, a w ofercie producentów pojawia się coraz więcej wysoko jakościowych trunków. Jak podaje Portalspozywczy.pl za GUS-em, w ubiegłym roku produkcja tego trunku sięgnęła w Polsce 98 mln litrów (wzrost o 3,6 proc. rok do roku). W tym roku wyniki są jednak gorsze. Po trzech miesiącach 2015 roku produkcja spadła o blisko 15 proc.

Myślę, że jako ciekawostka na rynkach świata wina z Polski mają duże szanse zaistnienia. Nie będą z pewnością konkurowały ani ceną, ani jakością, ale będą uzupełnieniem tej bogatej oferty win gronowych świata – ocenia Jacek Jantoń.

Choć z alkoholi wciąż najwięcej eksportujemy spirytusu i piwa, to rośnie również zainteresowanie polskimi winami, przede wszystkim owocowymi, w tym również cydrem. W porównaniu z 2000 r. eksport win owocowych w ujęciu wartościowym wzrósł z 0,3 do 14 mln euro.

Nasza firma produkuje wino aroniowe, które eksportujemy do wielu zamożnych krajów, m.in. Niemiec, Szwajcarii i Japonii – mówi prezes firmy Jantoń.

Dużą szansę branża widzi w sprzedaży cydru zagranicą. Popularność napoju produkowanego z jabłek rośnie. Jeszcze w 2013 roku produkcja cydru sięgała 3 mln litrów, w 2014 – już ok. 10 mln.

– Nie jesteśmy krajem winiarskim i byłoby nieprawdą, gdybym powiedział, że zaczniemy zalewać Europę polskimi winami. Ale wina ekologiczne produkowane z niektórych rodzajów owoców mają duże szanse na rynkach zagranicznych. Nie będzie to może polska specjalność, ale może być uzupełnieniem oferty w tamtych krajach. Natomiast narodowym winiarskim wyrobem niewątpliwie może być cydr – przekonuje Jantoń.

Na rynkach zagranicznych dobrze sprzedają się także kategorie RTD, czyli gotowe drinki, oraz wina grzane. Jak przekonują przedstawiciele Polskiej Rady Winiarstwa, konsumenci za granicą doceniają i coraz częściej sięgają po krajowe produkty winiarskie.

W Polsce wino zyskuje coraz większy udział w konsumpcji alkoholu. W ciągu dekady sprzedaż wina wzrosła o 56 proc. Z raportu KPMG „Rynek napojów alkoholowych w Polsce w 2014 roku” wynika, że co dziesiąta złotówka wydana na alkohol przeznaczana jest właśnie na wino.

Większość Polaków cały czas preferuje wina półwytrawne i półsłodkie. W większych miastach większa jest konsumpcja klasycznych win stołowych czy jakościowych importowanych, ale pijemy też wina deserowe – zaznacza Jacek Jantoń.

Rocznie Polak wypija ok. 7 litrów wina, z czego 3,5 litra stanowi wino gronowe.

Coraz więcej osób korzysta z płatności mobilnych. Nawet połowa transakcji bezgotówkowych może być dokonywana za pomocą smartfonów czy tabletów

Choć transakcje bezgotówkowe stanowią zaledwie ok. 20 proc. wszystkich płatności, to ich skala zdecydowanie rośnie. Coraz więcej osób korzysta też z płatności mobilnych. Obecnie robi to niewiele ponad 5 proc. Polaków, jednak eksperci oceniają, że w ciągu kilku lat nawet połowa transakcji bezgotówkowych będzie inicjowana właśnie na urządzeniach mobilnych. 

Płatności mobilne w Polsce rozwijają się bardzo dynamicznie, oczywiście na razie dokonuje się ich niewiele, ale są szacunki, że za 3–4 lata około 50 proc. transakcji bezgotówkowych będą stanowiły transakcje inicjowane na urządzeniach mobilnych, czyli na telefonach i tabletach. Przez transakcje mobilne rozumiemy również takie, które nie wykorzystują infrastruktury kartowej – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Długosz, prezes Polskiego Standardu Płatności, operatora systemu płatności mobilnych BLIK.

Polacy wciąż najchętniej płacą gotówką, ale z roku na rok rośnie liczba transakcji przeprowadzonych za pomocą kart płatniczych. Dane NBP wskazują, że w ubiegłym roku było warte ok. 2,5 mld zł, a tylko w II kwartale tego roku ponad 840 mln zł.

Z badania „Finansowy Barometr ING” wynika, że dwie trzecie mieszkańców Polski (63 proc.) przyznaje, że używa gotówki rzadziej niż rok temu.

Polacy przekonują się także do płatności mobilnych, choć obecnie korzysta z takiej możliwości tylko kilka procent społeczeństwa. Użytkowników powinno być jednak coraz więcej, zwłaszcza że polscy konsumenci szybko przyjmują nowinki technologiczne.

Liczymy na to, że płatności mobilne nie tylko będą konkurować z płatnościami kartowymi, lecz także wchodzić w nowe nisze. Tam, gdzie używanie karty nie jest obecnie możliwe albo nie jest do końca wygodne – przekonuje Długosz.

Z polskiego systemu płatności mobilnych BLIK korzysta coraz więcej osób. Szacuje się, że system jest już zainstalowany na ponad milionie urządzeń. W taki sposób można dokonać zakupu w ponad 130 tys. terminali płatniczych czy wypłacając gotówkę z ponad 12,5 tys. bankomatów. Jak podkreśla ekspert, liczba osób korzystających z płatności mobilnych będzie rosła, wraz z liczbą osób szerzej korzystających ze smartfonów czy tabletów. Z raportu „Polska jest mobi 2015” wynika, że w kieszeniach Polaków w wieku 15+ znajduje się niemal 19 milionów smartfonów.

Widzimy osoby, które nie boją się używać smartfonów do innych celów niż dzwonienie albo wysyłanie SMS-ów. Korzystają z internetu i doceniają wygodę, łatwość i natychmiastowość dokonania transakcji. Nie mówimy tu tylko o ludziach młodych, ale o wszystkich, którzy używają smartfonów do czegoś więcej niż telefon – wskazuje Grzegorz Długosz.

Coraz więcej osób też korzysta z aplikacji do płatności mobilnych. Międzynarodowe badanie ING wskazało, że dwóch na pięciu użytkowników smartfonów i tabletów w Polsce korzysta z takich aplikacji, a 67 proc. zamierza skorzystać z nich w ciągu najbliższego roku. W Europie wskaźniki te wynoszą odpowiednio 33 oraz 51 proc.

Plany reformy szkolnictwa dzielą Polaków. W internecie trwa gorąca dyskusja o przyszłości gimnazjów

CEO Magazyn Polska

Internauci żywo dyskutują na temat jednego z pomysłów tworzonego właśnie rządu Prawa i Sprawiedliwości, czyli planu likwidacji gimnazjów. Jak wynika z analiz Instytutu Monitorowania Mediów, stosunek do tej reformy dzieli internautów niemal po równo.

Po wyborach na Facebooku zainicjowano dwa opozycyjne wydarzenia: „Nie dla likwidacji gimnazjum” oraz „Tak dla likwidacji gimnazjum”. To drugie poparło ponad 20 tys. osób, a obserwuje je prawie 39 tys. internautów. Natomiast wydarzenie, które opowiada się za zostawieniem obecnej organizacji edukacji, zostało poparte przez około 24 tys. osób, a obserwowane jest przez ponad 40 tys.

To wydarzenie zostało zainicjowane przez licealistę z Gdańska, według którego wszelkie zmiany w edukacji powinny być poprzedzone debatą publiczną, żeby każdy mógł się zapoznać ze skutkami danej decyzji – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Karolina Masalska, młodszy specjalista ds. PR w Instytucie Monitorowania Mediów.

Zgodnie z danymi Instytutu Monitorowania Mediów od 4 listopada na temat likwidacji gimnazjów w internecie i mediach społecznościowych pojawiło się ponad 3,5 tys. informacji. Najwięcej ukazało się na portalu Facebook – prawie 2,5 tys. wzmianek.

Ten pomysł jest dopiero w fazie zapowiedzi, ale już wzbudził wiele kontrowersji wśród internautów i użytkowników portali społecznościowych – wyjaśnia Karolina Masalska. – Warto zaznaczyć, że według zwolenników tej reformy gimnazjum powinno być zlikwidowane, ponieważ wynika to z negatywnych doświadczeń zarówno nauczycieli, jak i uczniów.

Masalska zwraca uwagę na to, że jedynie 20 proc. wszystkich wzmianek, które się ukazały, były jasnymi deklaracjami za lub przeciw.

Pojawiało się też wiele komentarzy bardziej merytorycznych, które dotyczyły tego, że zmiana poprzedniego systemu, czyli 8 plus 4, na podział z gimnazjum jednak wiele kosztowała. Internauci zastanawiają się, czy w takiej sytuacji, jeżeli będziemy chcieli ponownie wprowadzić jakieś zmiany, będzie to również bardzo kosztowne dla naszego państwa – mówi ekspertka IMM.

Nie wszystkie głosy w internetowej dyskusji na temat przyszłości gimnazjów były tak przemyślane i wyważone.

Dyskusja rozgorzała również na Twitterze, na którym internauci wymieniali się wzajemnymi doświadczeniami ze swoich szkół – mówi Masalska. – Część internautów narzekała, że nie podoba im się gimnazjum, ponieważ nie są zadowoleni ze swojej nauczycieli.

Pozostałe, czyli prawie 80 proc., dotyczyły ogólnej dyskusji na temat przyszłości edukacji w Polsce, co świadczyłoby o bardzo dojrzałym podejściu internautów do proponowanej zmiany.

Jak Polacy prezentują się ze znajomością języka angielskiego?

Jak wynika z badań Bilansu Kapitału Ludzkiego, znajomość języka obcego to jedna z najbardziej kluczowych kompetencji wymaganych przez pracodawców. Jak się okazuje, Polacy bardzo dobrze radzą sobie z językiem angielskim. W rankingu przygotowanym przez organizację Education First, nasz kraj został sklasyfikowany na wysokim 9. miejscu. Wynik Polski (62,95 punktów) wskazuje, że nasi rodacy posługują się językiem angielskim w stopniu bardzo dobrym.

Pierwsze trzy miejsca w rankingu przypadły Szwecji, Holandii i Danii – państwom tym przyznano ocenę powyżej 70 punktów. Zadziwiająco nisko wypadła Francja – przyznano jej niespełna 52 punkty.

Indeks sprawności językowej 2015 w państwach europejskich
Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie Education First

Marta Kowalówka
Sedlak & Sedlak

Złotówka odrobiła część strat – komentarz makro-walutowy

W zeszły piątek kurs USDPLN ustanowił 11-letni szczyt. Tydzień temu za dolara płacono 3,9894 zł. W obecnym tygodniu kurs USD spadł w czwartek do poziomu 3,9088. Umocnienie złotówki zostało wsparte doniesieniami Reutersa nt. planów EBC dotyczących dalszego luzowania ilościowego. Informacja ta bardziej umocniła złotówkę niż osłabiła euro (na parze EURUSD nie widać tak wyraźnej reakcji na tę informację). Pieniądze pompowane w gospodarkę strefy euro wspomagają jej partnerów handlowych poprzez wymianę międzynarodową- stąd (w reakcji na takie doniesienia) obserwujemy umocnienie walut krajów handlujących ze strefą euro i to nie tylko w stosunku do wspólnej waluty.

W piątek poznaliśmy serię odczytów PKB dla krajów europejskich oraz strefy euro. Odczyt PKB dla Niemiec i Francji okazał się zgodny z oczekiwaniami analityków. Gorszy od przewidywań okazał się rozwój całej strefy euro. Za to pozytywnie zaskoczył wzrost gospodarczy w Polsce i w Czechach. Deflacja w Polsce zmalała, ku uciesze Narodowego Banku Polskiego, do 0,7%. Wbrew piątkowym danym złotówka się dziś osłabia. W piątek około godziny 14:00 kurs dolara notowany jest powyżej 3,94 zł a euro ponad poziom 4,24. Kursy walut prawdopodobnie próbują się już ustawić pod posiedzenia zaplanowane na przyszły tydzień. W środę o godzinie 20:00 poznamy protokół z posiedzenia FOMC, a następnego dnia o godzinie 13:30 opublikowany zostanie protokół z posiedzenia EBC. W tych dniach można spodziewać się podwyższonej zmienności na rynku walutowym.

Michał Borzuchowski, analityk instytucji płatniczej AKCENTA

Polska rajem dla szarej strefy

0

Bierność organów państwa w walce z nielegalnymi zakładami bukmacherskimi w sieci powoduje rokrocznie wielomilionowe straty dla budżetu państwa. Okazuje się, że to za mało, aby podjąć skuteczne kroki w walce z szarą strefą.

Państwo w obecnym stanie prawnym dysponuje instrumentem, który mógłby znacząco ograniczyć szarą strefę w branży internetowych zakładów bukmacherskich. Chodzi mianowicie o możliwość blokowania witryn internetowych niezarejestrowanych w Polsce bukmacherów, tzw. operatorów offshore. Takie rozwiązanie funkcjonuje już w niektórych krajach Unii Europejskiej, np. w Danii, jak również w USA, Japonii czy Nowej Zelandii. Doświadczenia tych państw pokazują, że blokada stron operatorów offshore z powodzeniem spełnia swoją funkcję oraz skutkuje znacznym ograniczeniem szarej strefy i zwiększeniem wpływów do budżetu.

W Polsce na zablokowanie strony internetowej w określonych warunkach pozwala art. 180 ustawy Prawo telekomunikacyjne. Na gruncie tego przepisu uprawnione podmioty w określonych w ustawie przypadkach mogą żądać od przedsiębiorcy telekomunikacyjnego zablokowania danej witryny. Jednakże, pomimo wielokrotnych apeli organizacji pracodawców oraz legalnie działających przedsiębiorców z branży bukmacherskiej, z tego instrumentu się nie korzysta. Wskutek bierności organów państwa szara strefa w branży internetowych zakładów szacowana jest na, bagatela, 90% udziału w rynku. Mimo to przedstawiciel Policji – czyli jednego z podmiotów uprawnionych do żądania zablokowania danej witryny – stwierdził na łamach „Dziennika Gazety Prawnej”, że jego zdaniem blokowanie stron w tym przypadku nie jest możliwe, bowiem wyświetlanie witryn nielegalnych bukmacherów nie spełnia warunku zagrażania bezpieczeństwu i porządkowi publicznemu. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, iż zarówno organizowanie nielegalnych zakładów w Internecie, jak i uczestnictwo w tych zakładach jest przez polskie prawo zabronione. Zatem w wyniku łamania przepisów przez operatorów offshore budżet Skarbu Państwa traci szacunkowo około 300–400 mln złotych rocznie. Mając więc na uwadze skalę problemu, wydaje się, że zagrożenie dla porządku publicznego jest jak najbardziej realne.

W tym kontekście bierność organów państwa jawi się jako zaproszenie do czerpania zysków z nielegalnej działalności. I trzeba przyznać, że wielu z tego zaproszenia skorzystało, bowiem w 2014 roku na rynku funkcjonowało 156 nielegalnych bukmacherów. A ilu było legalnych? Zaledwie 4 (słownie: czterech). Wskutek tej rażącej dysproporcji tracą wszyscy. Traci budżet Skarbu Państwa, gdyż roczne uszczuplenia sięgają setek milionów złotych, które wyprowadzane są za granicę. Tracą gracze, którzy często nieświadomi konsekwencji grają u operatorów offshore i narażają się na odpowiedzialność karnoskarbową. Wreszcie tracą także przedsiębiorcy, którzy zarejestrowali swoją działalność i – pozostawieni sami sobie – próbują walczyć z nieuczciwą konkurencją.

Brak jakichkolwiek działań ze strony państwa doprowadził do sytuacji, w której Polska stała się rajem dla nielegalnego hazardu. Nieuczciwi bukmacherzy tę bierność traktują jako otwartą furtkę do bezkarnego łamania przepisów i osiągania zawrotnych zysków kosztem polskiego budżetu. Dodatkowy niesmak powoduje fakt, że oferty zagranicznych bukmacherów są często firmowane wizerunkami znanych w kraju osób, które tym sposobem w oczach graczy uwiarygodniają nielegalną działalność bukmachera. Bierność organów państwa spowodowała, że osoby te, zamiast wykorzystać swój autorytet do walki z nielegalnym hazardem, przyczyniają się do jego reklamy.

Łukasz Czucharski, Komitet Podatkowy Pracodawców RP

Turcja zyskała polityczną stabilność

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), z której wywodzi się prezydent Erdogan, zdobyła zdecydowaną większość głosów w listopadowych wyborach parlamentarnych w Turcji. Jako że taki wynik okazał się pozytywnym zaskoczeniem, reakcja rynku była imponująca – wzrosły ceny akcji i umocniła się lira. Z punktu widzenia dalszych perspektyw dla tureckiego rynku istotny jest fakt, że Turcja zyskała rzecz niezwykle ważną w jej obecnej sytuacji: stabilność polityczną.

Turecka demokracja jest krucha, wobec czego jednopartyjny rząd i prezydent z tej samej opcji politycznej stanowią optymalne rozwiązanie. Inwestorzy oczekują, że nowy gabinet przeprowadzi zdecydowane reformy progospodarcze – stąd też tak euforyczna reakcja na wyniki głosowania. Najważniejsze jest to, że wraz ze zwycięstwem AKP zniknął jeden z najważniejszych elementów niepewności, który blokował wzrosty na giełdzie w Stambule. Dlatego też zmieniliśmy nasze nastawienie do tureckich akcji z neutralnego na pozytywne. Za tureckimi aktywami przemawia także ich relatywne niedowartościowanie– zarówno akcji, obligacji, jak i waluty. Kurs dolara do liry oscyluje obecnie w okolicach 2,90.

Tureckim rynkiem rządzą czynniki lokalne

W momencie podwyżek stóp procentowych w USA turecki rynek zostanie wystawiony na próbę – głównie na skutek spodziewanego dalszego umacniania się dolara. Zwróćmy jednak uwagę, że w tym roku to czynniki lokalne zdecydowanie zdominowały sentyment inwestorów do Turcji i nadal go determinują. W przededniu wyborów lira była drugą najgorszą walutą na świecie (zaraz po brazylijskim realu). Po ustabilizowaniu tureckiej sceny politycznej obraz Turcji uległ znaczącej poprawie. Warto też zwrócić uwagę na inny pozytywny czynnik – prognozy wzrostu zysków spółek w 2016 r. szacujemy na 14-15%.

Popołudniowy komentarz walutowy z 13.11.2015 Piotr Lonczak Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 13.11.2015 Piotr Lonczak Analityk Cinkciarz.pl

Alior Bank obniża spread w Kantorze Walutowym o 30 proc. aż na 6 miesięcy!

W ramach najnowszej promocji „Ocieplamy kursy na zimę” internetowy Kantor Alior Banku wprowadził możliwość wymiany walut na preferencyjnych warunkach. Z wyjątkowej oferty może skorzystać każdy nowy klient Kantoru, który zarejestruje się za pośrednictwem strony http://kantor-online.aliorbank.pl. Promocja trwa do 31 stycznia 2016 r.

Kantor Walutowy obniżył spread, czyli różnicę pomiędzy ceną sprzedaży a ceną kupna waluty przez Bank o 30% w porównaniu do oferty standardowej, którą można sprawdzić na stronie www.kantor.aliorbank.pl/forex. Oznacza to, że 13 walut obcych dostępnych w Kantorze będzie można kupić i sprzedać po jeszcze lepszych cenach niż obecnie przez 6 miesięcy od dnia rejestracji.

Internetowa wymiana walut zyskuje coraz większą popularność. Nic dziwnego, bo jak pokazuje większość dostępnych w internecie kalkulatorów oszczędności na wymianie online, tańszej w stosunku do standardowych przewalutowań bankowych, można podczas zagranicznego wyjazdu oszczędzić nawet kilkaset złotych. Alior Bank jest pierwszym bankiem w Polsce, który wprowadził na rynek bankowy kantor internetowy, który nie tylko wyróżnia się wyjątkowo atrakcyjnymi kursami, ale również zapewnia wiele innych udogodnień, które może zagwarantować jedynie instytucja finansowa jaką jest bank. Przewagą rozwiązania oferowanego przez Alior Bank jest nie tylko wysokie bezpieczeństwo środków i realizowanych transakcji (gwarancja BFG i nadzór KNF), ale również możliwość otwarcia bezpłatnych rachunków typu ROR w 14 walutach i wymiany walut w czasie rzeczywistym, a także dokonywania wpłat i wypłat walut w oddziałach czy korzystanie z kart debetowych wydawanych do rachunków.

Cechą wyróżniającą Kantor Walutowy Alior Banku jest łatwość wymiany środków. Wystarczy zalogować się do platformy i wykonać transakcję, a zakupiona waluta od razu zostanie zaksięgowana na rachunku. Nie ma zatem potrzeby przelewania środków na obce rachunki firm i oczekiwania na przelew zwrotny, jak w przypadku innych rozwiązań dostępnych na rynku.

Uruchomiony przez Alior Bank w lipcu 2012 roku Kantor Walutowy oferuje usługi skierowane miedzy innymi do podróżników, osób pracujących za granicą, a także do klientów innych banków posiadających kredyty walutowe, umożliwiając im łatwe, bezpieczne i przede wszystkim tanie pozyskiwanie waluty.

Poza atrakcyjnymi kursami, jedną z głównych przewag Kantoru Walutowego Alior Banku, jakie wymieniają nasi klienci spłacający kredyty walutowe, są bezpłatne przelewy zakupionej waluty do innych banków. Pod względem funkcjonalnym natomiast klienci doceniają przede wszystkim szybkość transakcji oraz automatyczne zlecenia walutowe pozwalające na kupno środków po wybranym kursie i w określonym dniu miesiąca – mówi Tomasz Dośpiał, dyrektor Działu Walutowych Platform Transakcyjnych w Alior Banku.

Kantor Walutowy z miejsca podbił też serca podróżników, którzy docenili bezpłatne karty walutowe, darmowe przelewy zagraniczne, czy wypłaty w oddziałach Alior Banku i zagranicznych bankomatach. Dużą popularnością wśród klientów cieszy się również aplikacja mobilna, dostępna na telefony z systemem Android i iOS, pozwalająca na sprawne korzystanie z Kantoru z dowolnego miejsca za pośrednictwem smartfona.

alior

BVT S.A. podwaja zysk w 3 kw. 2015 r.

BVT S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od września 2015 r., zajmująca się windykacją pakietów wierzytelności masowych, wypracowała w 3 kw. br. zysk netto w wysokości 377 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży wynoszących 1.260 tys. zł. Emitent dokonał dywersyfikacji portfela wierzytelności nabywając pakiety z nowych branż.

 Realizacja przyjętej strategii rozwoju pozwala na stałą poprawę wyników finansowych Spółki. W 3 kw. 2014 r. BVT S.A. osiągnęła 188 tys. zł zysku netto oraz 576 tys. zł przychodów. Tegoroczne wyniki wykazują więc ponad dwukrotny wzrost w ujęciu rdr. Od początku tego roku Emitent wypracował 1.555 tys. zł zysku netto przy sprzedaży na poziomie 4.594 tys. zł. Rok wcześniej było to odpowiednio 424 tys. zł oraz 1.278 tys. zł.

„Czynników, które pozwoliły nam osiągnąć taki pułap wyniku finansowego, jest wiele. Niewątpliwie najważniejszym z nich jest nacisk, jaki Zarząd kładzie na analizę pakietów przeznaczonych do potencjalnego zakupu pod względem ich rentowności. Chodzi tu głównie o poziom ściągalności oraz nakładów na dany pakiet. Spółka prowadzi politykę dywersyfikacji portfela, niemniej jednak postanowiono stworzyć sobie swego rodzaju podstawę przychodu, jaką w naszym przypadku są wierzytelności transportowe. Jest to sektor nam znany, pozwalający na stosowanie sprawdzonych schematów. Ten „bufor” pozwala nam na w miarę spokojne planowanie wejścia w inne obszary rynku wierzytelności bez konieczności nadmiernego ryzykowania płynności finansowej Spółki.” – komentuje Katarzyna Szuba, Prezes Zarządu Spółki BVT S.A.

Spółka rozszerzyła portfel posiadanych wierzytelności o nową branżę, nabywając nowy pakiet od polskiego operatora telekomunikacyjnego. Łączna wartość zakupionych pakietów w tej branży wynosi 9 mln zł, a obecnie trwa proces wdrożenia ich do realnej windykacji, co będzie miało swoje odzwierciedlenie w wynikach finansowych w pierwszej połowie 2016 r.

Emitent dokonał także nabycia pakietów wierzytelności z segmentu masowego transportu miejskiego, a ich łączna nominalna wartość wierzytelności wynosi blisko 3,5 mln złotych. Zakupione 3 pakiety wierzytelności zostały już w całości wdrożone do obsługi. Pierwsze efekty związane z ich windykacją będą widoczne w sprawozdaniu finansowym Spółki za 4 kw. 2015 r.

„Zakup pakietów pochodzących z sektora transportu miejskiego jest naturalnym zachowaniem Spółki zawierającym się w jej podstawowym modelu działania. Zakup kolejnych pakietów masowych z obszaru transportu pokazuje, że strategia, jaką Spółka realizuje od początku swojej działalności, jest prawidłowa. Oczywiście każdy pakiet ma swoją charakterystykę, ale prowadzona obsługa wierzytelności jest na tyle elastyczna, że pozwala na bieżące jej przystosowanie do poszczególnych wierzytelności. W chwili obecnej zakupione pakiety są w całości windykowane. Spodziewam się, że ich wpływ na wyniki Spółki będzie widoczny w wynikach za 4 kwartał 2015 roku. Drugą drogą, jaką Spółka obrała w minionym kwartale, było rozszerzenie posiadanych wierzytelności o branżę telekomunikacyjną. Na chwilę obecną posiadamy trzy pakiety zakupione od jednego z polskich operatorów telefonicznych. Wierzytelności te są sukcesywnie wdrażane do procesu windykacji lub znajdują się już na pierwszych jego etapach. Ponieważ jest to inna specyfika należności i z tego faktu wynika również rozłożenie procesu obsługi w czasie, zakładam że pierwsze wyniki pochodzące z tych pakietów pokażemy w pierwszym półroczu 2016 roku.” – dodaje Prezes Szuba.

BVT S.A. prognozuje wypracowanie w 2015 r. zysku netto w wysokości 2,5 mln zł. Przygotowana prognoza finansowa została oparta na osiąganych przychodach finansowych netto, wartościach i planowanej rentowności nabywanych pakietów wierzytelności oraz na przewidywanym rozwoju i efekcie skali działalności Emitenta.

BVT S.A. specjalizuje się w nabywaniu i obsłudze pakietów wierzytelności masowych o dużej dywersyfikacji dłużników, a ich zlokalizowanie obejmuje swoim zasięgiem teren całego kraju. Nabyte przez Spółkę pakiety wierzytelności zlecane są do windykacji firmie prowadzącej działalność w tym zakresie. Emitent specjalizuje się obecnie w obsłudze wierzytelności związanych z przedsiębiorstwami z branży transportu kolejowego.

Głównym akcjonariuszem BVT S.A. jest notowana na rynku NewConnect Spółka Kupiec S.A., która posiada akcje stanowiące 45,12% udziału w kapitale zakładowym oraz 46,12% udziału w ogólnej liczbie głosów na WZA. Rolę Autoryzowanego Doradcy dla BVT S.A. pełni Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. Natomiast Doradcą Finansowym i jednym z akcjonariuszy Spółki jest ABS Investment S.A.

BVT S.A. zakończyło 2014 r. zyskiem netto w wysokości 822 tys. zł oraz przychodami na poziomie 2.536 tys. zł. Akcjonariusze Spółki otrzymali również dywidendę z zysku wypracowanego w 2014 r. w łącznej kwocie 532 tys. zł, co stanowiło blisko 65% całego osiągniętego zysku.

RAFAMET. Tokarki dla Arabii Saudyjskiej i Turcji

Przedstawiciele Fabryki Obrabiarek RAFAMET S.A. podpisali umowy na dostawę kolejnych maszyn dla zagranicznych klientów. Dwie sterowane numerycznie tokarki karuzelowe KCM 150 N, które zostały zamówione przez niezwykle wymagającą firmę Alstom Transport, będą pracowały w Arabii Saudyjskiej. Jeszcze w tym roku przedsiębiorstwo z Kuźni Raciborskiej zrealizuje także kontrakt na tokarkę podtorową UGE 300 N dla klienta z Turcji.

Najnowsze kontrakty firmy RAFAMET S.A. są z pewnych względów wyjątkowe. Zamawiający zdecydowanie się od siebie różnią, ale ich zlecenia jednoznacznie dowodzą silnej pozycji producenta z Kuźni Raciborskiej na bardzo konkurencyjnym rynku.

RAFAMET na liście dostawców Alstom

Sfinalizowaliśmy umowę z jednym z największych graczy na światowym rynku transportu szynowego. Firma Alstom, bo o niej mowa, obecnie buduje nową linię metra w Rijadzie, stolicy Arabii Saudyjskiej. W pakiecie znajdują się dwa warsztaty naprawcze; każdy z nich będzie wyposażony w naszą tokarkę karuzelową do obróbki kół kolejowych typu KCM 150 N – relacjonuje Paweł Michalewski, Dyrektor Marketingu w Fabryce Obrabiarek RAFAMET S.A.

Alstom specjalizuje się w produkcji taboru szynowego; jest głównym wykonawcą projektów „pod klucz”. RAFAMET S.A. wcześniej współpracował z firmą Alstom Power realizującą projekty infrastrukturalne z zakresu energetyki. Nowy kontrakt jest natomiast dla tej firmy pierwszym po upływie dłuższego czasu zamówieniem od firmy Alstom Transport.
Dyrektor Marketingu przypomina jednocześnie, że Alstom (podobnie jak inne koncerny) jest niezwykle wymagającym klientem.

Przeszliśmy długotrwałą i skomplikowaną procedurę kwalifikacji, obejmującą także kilkudniowy, szczegółowy audyt odbywający się w naszej fabryce. Kwalifikatorzy działają kompleksowo, uwzględniają zarówno procedury, jak i system zapewnienia jakości oraz wiele innych czynników. Trzeba przy tym wiedzieć, że dla firmy Alstom niebagatelną rolę odgrywa również idea zrównoważonego rozwoju. Ten wymagający proces zakończył się dla nas pozytywnie, i co ważne – z wynikiem dużo wyższym niż standardowo. W rezultacie zostaliśmy zaaprobowani jako dostawca firmy Alstom, co już poskutkowało wieloma zapytaniami ofertowymi – podkreśla Paweł Michalewski.

Wyprodukowane przez RAFAMET S.A. tokarki będą pracowały w klimatyzowanych i wyposażonych na najwyższym poziomie warsztatach. – W związku z tym, panujące w Arabii Saudyjskiej wysokie temperatury i znaczna ilość piasku w powietrzu nie będą stanowiły problemu – zapewnia dyrektor P. Michalewski. Ciekawostkę stanowi fakt, że jedna zamówionych maszyn będzie pracowała w warsztacie znajdującym się pod ziemią – obiekt będzie ulokowany pod stacją metra.

Opisywana inwestycja, której częścią są tokarki firmy RAFAMET S.A., jest jednym z wielu projektów infrastruktury transportu szynowego realizowanych w Arabii Saudyjskiej.

Tokarka dla największej tureckiej rafinerii

Tüpraş to największa turecka rafineria, dysponująca własnym taborem szynowym, służącym do przewozu produktów naftowych. Jak wyjaśnia Paweł Michalewski, zarządzający turecką firmą postanowili, że remonty nie będą już zlecane „na zewnątrz”, stąd decyzja o zbudowaniu warsztatu znajdującego się w miejscowości Kirikkale. Jego integralną częścią będzie wyprodukowana przez RAFAMET tokarka podtorowa UGE 300 N do regeneracji profili kół jezdnych zestawów pojazdów trakcji szynowej.

Odbiór wszystkich trzech maszyn przewidywany jest na koniec bieżącego roku, jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia. Natomiast ich wysyłka nastąpi w styczniu – podsumowuje dyrektor Paweł Michalewski.

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 13 .11.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Satelitarny internet dla Lexusów

Jak podaje Forbes.com, Toyota – macierzysty koncern Lexusa – prowadzi prace nad wyposażeniem samochodów w szerokopasmowy dostęp do internetu wykorzystujący łącza satelitarne.

lexusCytowany przez Forbesa analityk Roger Lanctot mówi, że Toyota współpracuje z powiązaną z jednym z przedsięwzięć Billa Gatesa firmą Kymeta z Redmond nad samochodowymi antenami do szerokopasmowej łączności satelitarnej.

Obecnie dostęp do internetu w samochodach realizowany jest za pośrednictwem naziemnej sieci telefonii komórkowej z użyciem smartfonów pełniących rolę punktów dostępowych lub przez pokładowe systemy z własną kartą SIM. Istotną wadą tego rozwiązania są jednak problemy z dostępnością sygnału komórkowego np. poza obszarami miejskimi. W przeciwieństwie do naziemnych łączy komórkowych, sygnał satelitarny jest dostępny praktycznie na obszarze całego globu.

Oczywiście zainstalowanie na dachu samochodu konwencjonalnej, parabolicznej anteny satelitarnej w postaci wklęsłego talerza nie wchodzi w rachubę, dlatego anteny, które dla Toyoty opracowuje Kymeta, będą małe i płaskie. Będzie to możliwe dzięki wykorzystaniu tzw. syntetycznej apertury – kształtowania wiązki odbieranych i nadawanych fal radiowych za pomocą mozaiki wielu elementów sterowanych przez wyrafinowane oprogramowanie. W ten sposób antena umieszczona nieruchomo na dachu poruszającego się auta będzie zawsze wirtualnie „skierowana” w stronę znajdującego się na orbicie satelity.

Choć usługi satelitarnej transmisji danych są coraz tańsze, ich koszt wciąż jest znacznie większy, niż w przypadku transmisji komórkowej. Dlatego nowe systemy łączności pojawią się zapewne najpierw w luksusowych samochodach marki Lexus. Według Forbesa, prawdopodobnym kandydatem do otrzymania systemu satelitarnej transmisji danych może być nowe coupe Lexus LC, którego premiera spodziewana jest podczas przyszłorocznego North American International Auto Show w Detroit.

Euro nie jest priorytetem dla Polski

Nowy minister finansów ograniczył entuzjazm zwolenników wprowadzenia euro. Kolejna spekulacje na temat podwyżki stóp w USA. Pakiet danych na temat wzrostu PKB w państwach europejskich.

Zgodnie z przewidywaniami nowemu rządowi nie spieszy się do strefy euro. Nowy minister finansów, wypowiadając się na ten temat użył sformułowania “nie jest priorytetem”. Z jednej strony padają typowe dla tej ekipy argumenty o suwerenności i samostanowieniu. Z drugiej, co ważniejsze pojawiają się jak najbardziej słuszne obserwacje o zagrożeniach płynących z integrowania tak różnie rozwiniętych państw jedną unią walutową. O tym, jak ciężko wychodzi się z problemów gospodarczych, nie mając naturalnego mechanizmu osłabiania kursu walutowego, dowiedziało się niemal całe południe naszego kontynentu. Pojawiły się również plany uczynienia ze złotego waluty rezerwowej, aczkolwiek do tego droga wydaje się jeszcze dalsza niż do strefy euro.

Wczorajsze dane z USA wypadły w miarę neutralnie. Wbrew oczekiwaniom nie spadła liczba zasiłków dla bezrobotnych. Ważniejsze okazały się jednak liczne wystąpienia członków FED-u. O tym, że rynek nie uwierzył dzięki nim w dolara najlepiej świadczą indeksy. W ich trakcie EUR/USD przesunął się z 1,07300 na 1,08000 a na wczorajszej sesji giełda amerykańska osiągnęła najgorszy wynik od września. Powodem jest zmieniające się prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w grudniu. Obecnie ta decyzja wyceniana jest na 70%, biorąc pod uwagę kontrakty terminowe. eksperyment zerowych stóp trwa jednak na tyle długo, że odcięcie kroplówki tanich kredytów może być bardzo bolesne dla gospodarki, stąd spadki na giełdzie.

W nocy poznaliśmy dane temat produkcji przemysłowej w Japonii. Spada ona delikatniej wolniej niż oczekiwano, bo 0,8% w skali roku wobec oczekiwanych 0,9%. Tak niewielka zmiana nie wpłynęła na rynki finansowe.

Od rana poznajemy wstępne wyniki PKB kolejnych państw. Francuska gospodarka zgodnie z oczekiwaniami rośnie o 0,3% w ujęciu kwartalnym. To dokładnie tak samo jak niemiecka. W skali roku to jednak Niemcy rosną szybciej ze wzrostem 1,8%, wobec 1,2% Francji. Lepiej od oczekiwań wypadła Rumunia, która w skali roku rośnie o 3,6% wobec oczekiwań 3%. Na Węgrzech wzrost wynosi 2,3%, wobec oczekiwanych 2,5%. Lepiej jest za to w Czechach. Wzrost wynosi 4,3%, wobec oczekiwanych 4,2%.

O tym, że w Grecji nie ma końca problemów najlepiej świadczą obecne strajki. Jak widać rząd, który doszedł do władzy w wyniku protestów społeczeństwa na wprowadzane oszczędności, musi się zmierzyć dokładnie z tym samym.

Dzisiaj warto jeszcze zwrócić uwagę na:

11:00 – Strefa Euro – wstępne PKB,

14:00 – Polska – inflacja konsumencka,

14:30 – USA – sprzedaż detaliczna.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 13.08.2015 do 13.11.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 13.08.2015 do 13.11.2015

Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po przebiciu maksimum na poziomie 4,2500, kurs dotarł do 4,2950 i zawrócił. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest wspomniany poziom 4,2950 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2100 a następnie minima w okolicach 4,1550-4,1600.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 13.08.2015 do 13.11.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 13.08.2015 do 13.11.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebiciu poprzednich oporów kolejnym istotnym poziomem są okolice 3,9650 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9000.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 13.08.2015 do 13.11.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 13.08.2015 do 13.11.2015

Kurs USD/PLN w połowie października wybił się z trendu bocznego we wzrostowy. Nowym oporem są maksima na 3,9800. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9250.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 13.08.2015 do 13.11.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 13.08.2015 do 13.11.2015

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są obecnie maksima lokalne na 6,0150. W przypadku spadków ważnym wsparciem są okolice 5,9200 gdzie kilkukrotnie kurs już odbijał się w górę.

Niska projekcja inflacji może skłonić przyszłą RPP do obniżki stóp procentowych

Andrzej Czarnecki, zarządzający funduszami obligacji Union Investment TFI
Andrzej Czarnecki, zarządzający funduszami obligacji Union Investment TFI

Andrzej Czarnecki, zarządzający funduszami obligacji Union Investment TFI

W minionym tygodniu odbyło się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej, na którym znano już nową projekcję inflacji i PKB w Polsce w najbliższych latach. Największą zmianą w stosunku do poprzednich projekcji jest obniżenie prognozy inflacji za 2016 r. Co prawda w styczniu powinniśmy zobaczyć pierwszy od kilkunastu miesięcy dodatni odczyt inflacji, jednak – w perspektywie całego okresu projekcji (do 2017 r.) – będzie się ona znajdowała poniżej celu inflacyjnego NBP. To bardzo ważna informacja w kontekście polskiego rynku obligacji, szczególnie że już na początku przyszłego roku zmieni się cały skład RPP (z wyjątkiem prezesa Marka Belki oraz Jerzego Osiatyńskiego, których kadencja kończy się w czerwcu).

Obniżka stóp procentowych niewykluczona

Inwestorzy oczekują, że nowa rada będzie gołębia. To oznacza, że pomimo prognozowanego wzrostu gospodarczego (PKB) w Polsce na poziomie nieco ponad 3% niska inflacja może skłonić organ Narodowego Banku Polskiego do złagodzenia polityki pieniężnej (wbrew wcześniejszym zapowiedziom, że cykl obniżek stóp dobiegł końca). Rynek wycenia, że w kolejnych miesiącach RPP obniży stopy procentowe o 0,25%, a następnie o kolejne 0,25%, przy czym prawdopodobieństwo tego drugiego ruchu wynosi 50%. W takim scenariuszu stopa referencyjna w Polsce spadłaby z obecnego 1,5% do 1%.

RPP a fundusze obligacyjne

Obniżka stóp procentowych przełożyłaby się pozytywnie na wyniki funduszy obligacji. Obecnie jednak dużą niewiadomą pozostaje przyszła polityka fiskalna w Polsce. To znajduje odzwierciedlenie m.in. w rentowności 10-letnich papierów skarbowych, która wzrosła ostatnio do poziomu ok. 2,93%. Optymistyczne jest to, że choć pewne obietnice, złożone jeszcze przed wyborami, budzą obawy o stabilność finansów państwa i rynku finansowego, to realna polityka okaże się bardziej umiarkowana.

Podsumowanie wyników MLP Group S.A. za 3 kwartał 2015

O 7,2% do 80,8 mln zł zwiększyły się w pierwszych 9 miesiącach 2015 r. skonsolidowane przychody dewelopera powierzchni magazynowych w porównaniu do tego samego okresu poprzedniego roku. Wartość kapitałów własnych wzrosła od początku roku o 12,3% do 626,4 mln zł, na co korzystny wpływ miała sprzedaż parku logistycznego MLP Tychy. Na poziomie wyniku netto Grupa MLP wypracowała 64,1 mln zł, czyli aż o 54,3% więcej w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników finansowych osiągniętych przez Grupę w pierwszych dziewięciu miesiącach 2015 roku. Kontynuujemy wzrostowy trend wykorzystując sprzyjającą sytuację na rynku, czego przejawem jest systematycznie rosnący popyt na nowoczesne powierzchnie magazynowe. W trzecim kwartale br. dokonaliśmy jednocześnie sprzedaży niemieckiemu funduszowi inwestycyjnemu Deka Immobilien dwóch parków logistycznych MLP Tychy oraz MLP Bieruń łącznie za blisko 90 mln euro. Wartość transakcji, która była wyższa od wartości godziwej zbywanych nieruchomości, potwierdziła że wyceny posiadanych obiektów są w naszych księgach bardzo rzetelne”  – podkreślił Radosław T. Krochta, Dyrektor Generalny, Wiceprezes MLP Group S.A.

MLP Group kontynuuje wzrostowy trend
MLP Bieruń

Deweloper nowoczesnych powierzchni magazynowych, w pierwszych trzech kwartałach 2015 r. uzyskał 80,8 mln zł skonsolidowanych przychodów, co oznacza 7,2% poprawę w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. Na poziomie wyniku netto z działalności kontynuowanej Grupa w pierwszych dziewięciu miesiącach tego roku wypracowała 64,1 mln zł, czyli aż o 54,3% więcej w ujęciu rok do roku. Wartość kapitałów własnych (aktywów netto) na koniec września br. wyniosła 626,4 mln zł, czyli o 12,3% więcej niż na koniec 2014 r. Na wzrost aktywów netto istotny wpływ miała sprzedaż nieruchomości inwestycyjnych należących do parku MLP Tychy, która nastąpiła w trzecim kwartale 2015 roku. Całkowity wpływ tej transakcji na wynik finansowy sięgnął 28,2 mln zł.

Całkowita powierzchnia wynajęta na koniec września 2015 roku wyniosła 358,5 tys. m2 i zmniejszyła się o blisko 17% w stosunku do powierzchni wynajętej na koniec minionego roku. Miała na to wpływ głównie sprzedaż parku logistycznego MLP Tychy, którego powierzchnia wynosiła 90,6 tys. m2. Jednocześnie w trzech kwartałach br. Grupa MLP podpisała umowy najmu na 43,1 tys. m2. Na koniec trzeciego kwartału br. wskaźnik pustostanów zmniejszył się do poziomu zaledwie 3%.

Aktualnie w skład portfela nieruchomości Grupy Kapitałowej wchodzą cztery operacyjne parki logistyczne zlokalizowane w Polsce: MLP Pruszków I, MLP Pruszków II, MLP Poznań oraz MLP Lublin. W trakcie budowy jest piąty park MLP Teresin. W przygotowaniu są także kolejne inwestycje w regionie Wielkopolski, Górnego i Dolnego Śląska oraz Polski Centralnej, w tym m.in. MLP Poznań Zachód, MLP Poznań Południe, MLP Gliwice, MLP Łódź oraz MLP Wrocław. Uwzględniając te projekty docelowa powierzchnia magazynowa MLP Group przekroczy 1 mln mkw.

Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. notuje wysoki wzrost zysku w 3 kw. 2015 r.

Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., zajmująca się świadczeniem usług ekonomiczno-finansowych, osiągnęła w 3 kw. 2015 r. zysk netto w wysokości 314 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży sięgających 123 tys. zł. Emitent liczy, że nadchodzące kwartały będą dla niego bardzo udane w związku z rozpoczęciem naborów na projekty w ramach Perspektywy 2014-2020.

W 3 kw. 2014 r. Spółka miała stratę netto w kwocie 30 tys. zł przy przychodach na poziomie 295 tys. zł. Od początku tego roku BBC zanotowało już 480 tys. zł zysku netto oraz 592 tys. zł przychodów ze sprzedaży. Rok wcześniej po trzech kwartałach Emitent miał stratę netto sięgającą 155 tys. zł, a jego sprzedaż wynosiła 765 tys. zł. Najistotniejszy wpływ na wyniki finansowe Spółki w minionym kwartale miała działalność inwestycyjna, a jej saldo było dodatnie i wyniosło blisko 553 tys. zł. W portfelu inwestycyjnym BBC na koniec września br. znajdowało się 15 spółek, w tym 12 publicznych oraz 3 niepubliczne, a jego wartość sięgnęła 5.094 tys. zł.

„Uruchomienie działalności inwestycyjnej przed kilkoma laty okazało się dobrym posunięciem ze strony Spółki, gdyż w okresie dużej konkurencji na rynku usług doradczych i opóźnieniach we wdrażaniu funduszy strukturalnych jest to platforma do osiągania dobrych wyników finansowych i utrzymywania wysokiej płynności finansowej. Częściowa synergia działań z głównym akcjonariuszem – ABS Investment S.A., okazała się trafna i gwarantująca bezpieczeństwo funkcjonowania.” – ocenia Bogdan Pukowiec, Prezes Zarządu Spółki Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A.

Spółka osiąga przychody z prowadzenia działalności w trzech głównych segmentach biznesowych: pełnienia funkcji Autoryzowanego Doradcy na rynku NewConnect, świadczenia usług związanych z projektami współfinansowanymi ze środków pomocowych Unii Europejskiej oraz usług w zakresie doradztwa finansowego, głównie wycen finansowych i audytów projektów. Nabory na projekty unijne w ramach Perspektywy 2014-2020 rozpoczęły się dopiero w 4 kw. br., więc Emitent liczy na wzrost przychodów uzyskiwanych w tym segmencie biznesowym w roku 2016. W związku z przesunięciami w realizacji projektów z dofinansowaniem ze środków Unii Europejskiej, BBC świadczyła także usługi dla klientów ubiegających się o pozyskanie dofinansowania ze środków niepochodzących z funduszy UE.

Aktywność biznesowa Emitenta w zakresie rynków kapitałowych również przynosi oczekiwane rezultaty. BBC będąc Autoryzowanym Doradcą dla spółki BVT S.A. świadczyło usługi doradcze w zakresie wprowadzenia akcji tego podmiotu do obrotu na rynku NewConnect. Debiut BVT S.A. na alternatywnym rynku nastąpił pod koniec września 2015 r. i był dużym sukcesem, bowiem kurs akcji podczas otwarcia pierwszej sesji notowań wzrósł o 100% w stosunku do ceny emisyjnej.

„BBC penetruje aktualnie kilka projektów, które w przypadku pozytywnej diagnozy co do wprowadzenia na rynek NewConnect, powinny skutkować w najbliższym okresie kolejnymi umowami na Autoryzowane Doradztwo i przychodami z doradztwa finansowego. Środki z perspektywy budżetowej UE na lata 2014-2020 zostały częściowo uruchomione w połowie 2015 r. i obecnie trwają nabory wniosków na programy krajowe, a aplikowanie do programów regionalnych dla przedsiębiorców rozpocznie się na przełomie roku 2015/2016. BBC posiada już podpisane umowy z klientami, ale trwa ciągły proces weryfikacji projektów, które będą się nadawały do złożenia wniosku o dofinansowanie. Oprócz usług doradczych związanych z dotacjami ważnym segmentem działania jest także sporządzanie wycen znaków towarowych i innych wartości niematerialnych oraz prawnych, w czym BBC stało się specjalistą na rynku lokalnym.” – podsumowuje Prezes Pukowiec.

Na koniec 3 kw. 2015 r. łączna wartość inwestycji kapitałowych i środków pieniężnych BBC wyniosła ponad 5.661 tys. zł, a wraz z inwestycjami długoterminowymi było to ponad 6 mln zł. Wartość zobowiązań Spółki na koniec września br. sięgnęła 802 tys. zł, co świadczy o bardzo dobrej kondycji finansowej Emitenta. Stanowi to także istotny fundament do jej dalszego rozwoju, który powinien znacząco przyśpieszyć dzięki wzrostowi przychodów z działalności doradczej w zakresie pozyskiwania dotacji. Ma to pozwolić Spółce osiąganie bardzo dobrych wyników w kolejnych kwartałach.

Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. jest Spółką notowaną na rynku NewConnect od listopada 2012 r. Zajmuje się ona pozyskiwaniem dotacji dla przedsiębiorstw, opracowywaniem analiz finansowych i wycen oraz prowadzi także działalność inwestycyjną. Spółka jest Autoryzowanym Doradcą dla rynku NewConnect oraz Catalyst.

Plast-Box zwiększa zysk netto o 48%

Krzysztof Pióro, prezes zarządu Plast-Box SA
Krzysztof Pióro, prezes zarządu Plast-Box SA

Plast-Box, jeden z wiodących producentów opakowań z tworzyw sztucznych, sprzedający swoje produkty do większości krajów w Europie, wypracował narastająco za III kwartały 2015 roku skonsolidowany zysk netto o wartości blisko 5 mln zł, czyli o 48 % więcej niż rok wcześniej. Ponadto od stycznia do września 2015r. zysk brutto grupy Plast-Box  zwiększył się o 58 % r/r i osiągnął wartość ponad 6 mln zł.

Skonsolidowane przychody ze sprzedaży za 9 miesięcy wyniosły 108 mln zł wobec 111,8 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość EBITDA wypracowana w tym czasie osiągnęła 15 mln zł, przy 13,9 % marży EBITDA.

Spółka matka grupy kapitałowej Plast-Box zlokalizowana w Słupsku, przy przychodach na poziomie ubiegłego roku,  poprawiła zysk brutto na sprzedaży o 10,2 % oraz wartość EBITDA o 9,9 %. Natomiast spółka córka na Ukrainie może pochwalić się 14 % – owym wzrostem sprzedaży wyrażonym w hrywnach, wzrostem zysku brutto na sprzedaży o 9,8 % i wartości EBITDA o 12,9 % (także UAH).

Stabilizowanie się sytuacji na Ukrainie sprzyja poprawianiu wyników naszej spółki córki, choć po uwzględnieniu, rok do roku, spadku wartości hrywny w stosunku do złotówki, rezultaty te prezentują się dużo skromniej. Spółka matka wyraźnie poprawiła rentowności – skupienie się na efektywności przyniosło dobry efekt.  Wzrost zysku całej grupy kapitałowej za 9 miesięcy 2015 roku, osiągnięcie 4,6 % stopy zysku netto, to dobra informacja po kilku miesiącach rekordowo wysokich cen surowca   – zauważa Krzysztof Pióro, prezes zarządu Plast-Box SA.

E-kantory coraz bardziej opłacalne

Chcesz wymienić walutę na spłatę kredytu np. we franku szwajcarskim, potrzebujesz obcej waluty na wyjazd zagraniczny, a może musisz rozliczyć się w niej z kontrahentem? Zastanów się, czy nie warto skorzystać z usług któregoś z kantorów internetowych. Stają się one w Polsce coraz popularniejsze.
– Michał Hojowski, prezes Raiffeisen Solutions, spółki prowadzącej Rkantor.com, o kantorach internetowych.

Polskie spółki będą miały więcej czasu na przygotowanie się do zmian w raportowaniu. Dyrektywa Transparency II nie wejdzie na czas w życie

W najbliższych miesiącach polskie spółki czekają bardzo poważne zmiany w raportowaniu. Nie wiadomo jednak kiedy dokładnie. Jeszcze w listopadzie miała zacząć obowiązywać dyrektywa Transparency II dotycząca raportowania okresowego, jednak Sejm nie zdążył przyjąć projektu ustawy. W połowie przyszłego roku wchodzą w życie unijne regulacje MAR i MAD. Projekt, który miał powstać do końca III kwartału, nie został jednak przedstawiony przez rząd. Może się więc opóźnić wprowadzenie i tych przepisów.

– Zmiany w raportowaniu okresowym wprowadza dyrektywa Transparency, której termin implementacji mija w listopadzie tego roku podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor dr Mirosław Kachniewski, prezes zarządu Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.  Nie wiemy jeszcze do końca, jak będzie to zaimplementowane w Polsce, ale możemy się spodziewać, że może się z tym wiązać duże zamieszanie na rynku polskim, jeśli chodzi o obowiązek lub jego brak w kontekście raportowania kwartalnego.

Dyrektywa Transparency II obok obecnie wymaganych raportów wprowadza też m.in. obowiązkowe sprawozdania dotyczące płatności dokonywanych na rzecz administracji rządowej. Znacząco podnosi też sankcje za niedopełnianie obowiązków informacyjnych przez spółki. W projekcie przygotowanym przez rząd maksymalna kara pieniężna, jaka może zostać nałożona na emitenta, rośnie z 1 miliona do 40 mln zł. Członkowie zarządu mogą zapłacić nie 100 tys. zł, jak dziś, a 8 mln zł, podobnie jak członkowie rad nadzorczych, dla których dotychczas kar nie przewidywano.

– Jako stowarzyszenie opracowaliśmy pewnego rodzaju wytyczne – informuje dr Mirosław Kachniewski. – Nazwaliśmy je ogólnymi standardami raportowania, a więc pewnego rodzaju zaleceniami, które spółki powinny wykorzystać do tworzenia swoich indywidualnych polityk raportowania tak, aby zarówno dla nich, dla spółek, jak i dla inwestorów jasne było, co i w jakich okolicznościach raportować.

Sejm nie zdążył jednak przeprowadzić prac nad projektem, więc albo nowi parlamentarzyści będą musieli zacząć nad nim prace od początku, albo nowy rząd zdecyduje się na wniesienie innego projektu. W każdym razie do 26 listopada, gdy miała zostać zaimplementowana dyrektywa Transparency II, nie wejdzie ona w życie.

Przepisy zmieniające sposób raportowania bieżącego powinny się zmienić najpóźniej 3 lipca roku 2016, kiedy zaczną obowiązywać w Polsce rozporządzenia MAR i dyrektywy MAD. Rozszerzają one definicję informacji poufnej jako takiej, która w wypadku ujawnienia wpłynęłaby na kurs giełdowy i którą racjonalny inwestor wziąłby pod uwagę przy decyzjach inwestycyjnych. Ponadto likwidują katalog wydarzeń, które wymagają raportu bieżącego i spółka sama będzie musiała ocenić, które wydarzenia powinna zaraportować. Przewidują też upublicznienie informacji niezwłocznie, a nie jak dziś w ciągu 24 godzin. W dodatku obowiązkiem tym objęte zostaną także spółki z NewConnect (Transparency ich nie obowiązuje).

– Pojawią się zupełnie nowe wymogi, zupełnie przesunięta zostanie odpowiedzialność na emitenta, który w pełni będzie musiał zdecydować, która informacja jest ważna dla inwestorów, która nie tłumaczy prezes zarządu Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.  A to wszystko jeszcze w warunkach bardzo wysokich sankcji, które absolutnie nie przystają do polskiego rynku kapitałowego i do wielkości notowanych tam spółek.

Maksymalne kary przewidziane w dyrektywie MAD są znaczące. Emitent może zostać ukarany grzywną od 1 mln euro do 2,5 mln euro lub 2 proc. obrotów, a członkowie władz firmy od 0,5 mln do 1 mln euro.

Projekt ustawy w tej sprawie rząd miał przedstawić w III kwartale, lecz tego nie zrobił. Wdrożenie dyrektywy i rozporządzenia spadnie więc znów na nowe władze i nie jest pewne, czy uda się tego dokonać w przewidzianym terminie. Choć Polsce mogą grozić z tego tytułu kary za niedostosowanie prawa na czas, to spółki zyskają więcej czasu na przygotowanie się do zmian.

 Polskie spółki nie są jeszcze właściwie przygotowane do wdrożenia regulacji MAD i MAR – mówi dr Mirosław Kachniewski. – To wynika z tego, że jest jeszcze mimo wszystko sporo czasu – uspokaja.

Ponad 60 proc. klientów Millennium Leasing pochodzi z branży usługowej. Dla spółki istotne znaczenie ma również finansowanie maszyn i urządzeń dla przemysłu

CEO Magazyn Polska

Blisko 2/3 klientów korzystających z usług spółki Millennium Leasing związanych jest z branżą usługową. Istotną rolę odgrywa także leasing maszyn i urządzeń. Ostatnio firma informowała o wygraniu dwóch przetargów na autobusy miejskie. W ramach współpracy z Solarisem sfinansowana zostanie dostawa łącznie 100 nowych pojazdów, które trafią do Łodzi i Warszawy. Jak podkreśla prezes Wojciech Rybak, jest to specyficzny sektor, który wymaga sporego doświadczenia w zakresie postępowania przetargowego.

– Finansujemy przedmioty leasingu głównie dla podmiotów prowadzących działalność gospodarczą. Większość naszych klientów to firmy z sektora SME, czyli mali  i średni przedsiębiorcy – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Wojciech Rybak, prezes zarządu Millennium Leasing.

Jeśli chodzi o branże korzystające z usługi Millennium Leasing to podział jest podobny jak w przypadku innych spółek z sektora. Około 2/3 klientów związanych z branżą usługową, z czego dominujący jest obszar związany z transportem towarów. Ponad 20-procentowy jest natomiast udział branży przemysłowej, dla której leasingowane są maszyny i urządzenia.

– Jeżeli kryterium jest rodzaj leasingowanych aktywów, to mamy transport lekki, w którym uwzględniamy samochody osobowe oraz małe samochody dostawcze do 3,5 tony, oraz transport ciężki, w którym główną rolę odgrywają ciężkie pojazdy drogowe – ciągniki siodłowe, naczepy, pojazdy ciężarowe – wylicza prezes Rybak.

Przedmiotem leasingu są także inne środki transportu, jak np. pojazdy wykorzystywane w ruchu kolejowym czy drogowo-osobowym, takie jak lokomotywy, wagony oraz autobusy. Zdecydowanie mniejszy udział w strukturze leasingowanych pojazdów mają natomiast środki transportu wodnego i powietrznego.

– Kolejną grupą są maszyny i urządzenia przemysłowe. W tej grupie należy wydzielić również linie technologiczne, które są w klasyfikacji wyróżniane są pod nazwą inne – wyjaśnia ekspert.

Odrębną kategorię przedmiotów leasingu stanowią nieruchomości. Ta grupa cechuje się z reguły dłuższym czasem trwania oraz innymi zasadami udzielania finansowania.

Spółka Millennium Leasing w ostatnim czasie podpisała umowę leasingu flot autobusowych dla Łodzi i Warszawy. Na jej podstawie do stołecznego MZA dostarczone zostanie 60 nowych pojazdów.

– Rzeczywiście w tym roku dwie duże umowy dotyczyły autobusów we współpracy z Solarisem, czołowym polskim producentem. Udało nam się wygrać dwa przetargi na finansowanie oraz serwisowanie floty w Łodzi i Warszawie – informuje prezes zarządu Millennium Leasing .

Radpol: Wahania cen surowców oraz restrukturyzacja wewnątrz grupy odbiły się na rentowności. Spółka szuka oszczędności i chce znacząco poprawić marże

CEO Magazyn Polska

Przychody spółki Radpol za pierwsze III kwartały 2015 roku wyniosły ponad 153 mln zł. Choć jest to wynik porównywalny z 2014 rokiem, to jednak wyraźnie obniżyła się rentowność prowadzonej działalności. Powodem są wahania na rynku surowców oraz duże nakłady na restrukturyzację grupy. Podjęte działania powinny wpłynąć jednak na obniżenie kosztów działalności i wzrost poziomu uzyskiwanych marży.

– Jeżeli porównamy przychody za trzy kwartały tego roku z przychodami za ubiegły rok, to zobaczmy, że odnotowaliśmy niewielki spadek. Natomiast cały czas mamy spadek rentowności zysku na sprzedaży, na który w III kw. największy negatywny wpływ miała dywizja wodno-kanalizacyjno-gazowa – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Daniel Dajewski, prezes zarządu spółki Radpol.

Spółka Radpol osiągnęła narastająco za pierwsze trzy kwartały 2015 roku przychody na poziomie 153,6 mln zł. Jest to o 2,5 proc. mniej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Zysk netto obniżył się przy tym do nieco ponad 3,4 mln zł co jest 3-krotnie słabszym wynikiem niż w 2014 roku.

– Ciągłe zmiany cen surowców i dynamika zarówno wzrostów w II kwartale, jak i spadków w III kwartale odbiła się negatywnie na naszych wynikach finansowych. Jeżeli jeszcze do tego dołożymy odczuwalny spadek popytu w energetyce czy w segmencie wod-kan-gaz, to powoduje to, że utrzymanie marż jest bardzo trudne – tłumaczy prezes Dajewski.

Utrzymanie przychodów na zbliżonym do poprzedniego roku poziomie pozwoliło spółce Radpol na zachowanie dotychczasowej pozycji na rynku w segmencie wod-kan-gaz. Spółka przyjęła strategię utrzymania wolumenów produkcji mimo osiąganych istotnie niższych marży. To wyprzedzające działania polegające na przygotowaniu pozycji rynkowej firmy do aplikowania w projektach z nowej perspektywy finansowej UE na lata 2014–2020.

– Wynik za II i III kwartał jest również mocno obciążony kosztami jednorazowymi związanymi z restrukturyzacją grupy, ze zmianą modelu działalności i  z przeniesieniem zakładu Finpol Rohr z Warszawy do Lublina – wyjaśnia rozmówca.

W tym okresie dokonano działań związanych z redukcją kosztów stałych, audytem usług zewnętrznych oraz reorganizacją zatrudnienia. Wszystkie podjęte kroki mają sprawić, że w przyszłości spółka Radpol będzie działała efektywniej.

– W każdej firmie, a szczególnie tak dużej jak nasza, czyli zatrudniającej prawie 600 osób w grupie i z pięcioma zakładami, można coś zaoszczędzić. Nie mówię tylko o oszczędnościach związanych chociażby z kosztami stałymi, ale mówię o oszczędnościach związanych z procesami, z ich szybkością, elastycznością – zauważa.

Prezes zarządu spółki Radpol informuje, że obecnie prowadzone są działania mające usprawnić przebieg procesów operacyjnych i doprowadzić do wygenerowania kolejnych oszczędności, m.in. w obszarze kosztów zmiennych. Celem programu jest przede wszystkim wzrost poziomu rentowności przedsiębiorstwa.

Tauron szykuje się do wielkich inwestycji. Kluczową jest budowa bloku węglowego w elektrowni Jaworzno III

CEO Magazyn Polska

Ceny energii w Polsce w przyszłym roku nie powinny wzrosnąć – uważa prezes Tauronu Jerzy Kurella. Firma ma dobre wyniki. To pomoże jej sfinansować gigantyczne inwestycje zaplanowane w koncernie na najbliższe lata. Zarząd liczy też na rynek obligacji oraz realizowane programy oszczędnościowe.

W 2016 roku Tauron będzie kontynuować prace związane ze sztandarową inwestycją spółki, jaką jest budowa bloku węglowego w elektrowni Jaworzno III. Jest ona obecnie zrealizowana w około 10 proc., do końca 2019 roku nakłady na nią mają sięgnąć 5,6 mld zł.

– Inwestycja ta jest kluczowa nie tylko dla samej grupy Tauron, lecz także dla krajowego systemu energetycznego oraz dla bezpieczeństwa energetycznego kraju – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Jerzy Kurella, prezes zarządu Tauronu. Jednocześnie kontynuujemy nasze działania związane z dokończeniem inwestycji w EC Stalowa Wola, to jest nasz wspólny projekt realizowany razem z PGNiG. Na ukończeniu są inwestycje związane z modernizacją naszych instalacji energetycznych.

Tauron planuje też dalszą poprawę efektywności i bezpieczeństwa w zakładach górniczych spółki, m.in. budowę szybu Grzegorz oraz rozbudowę poziomu 800 w Zakładzie Górniczym Janina. Nakłady finansowe spółki w tym roku sięgają już ok. 2,8 mld zł. Firmę stać na to, bowiem może się pochwalić dobrymi wynikami finansowymi po 9 miesiącach obecnego roku. Jej zysk netto to 1,1 mld zł.

– Pozwala to grupie Tauron w sposób bezpieczny prowadzić inwestycje, przede wszystkim w sektorze wytwarzania, jak również w sektorze dystrybucji tak, żeby pokazać, że grupa Tauron jest wiarygodnym i mocnym partnerem i bardzo istotnym graczem na rynku energii w Polsce – mówi Jerzy Kurella.

Tauron prowadzi też w dalszym ciągu programy poprawy efektywności kosztowej. Pierwszy, w latach 2010–2012, przyniósł oszczędności na poziomie miliarda złotych.

– Program, który prowadzimy od 2013 roku, po 9 miesiącach 2015 roku przynosi już oszczędności na poziomie 1,1 mld zł – informuje prezes zarządu Tauronu. – Rzeczywiście jesteśmy na ostatnim etapie prac związanych z wprowadzeniem w ramach grupy Tauron trzeciego programu poprawy efektywności i mam nadzieję, że przy sprzyjających warunkach powinien przynieść pozytywny efekt dla grupy na podobnym poziomie jak dwa poprzednie programy.

Spółka stara się też pozyskać kapitał na inwestycje z rynku dłużnego. W przyszłym roku jej dotychczasowy program obligacyjny wygasa i Tauron chce go refinansować tak wcześnie, jak to możliwe. Dobre wyniki spółki mogą mieć wpływ na wynegocjowanie jak najlepszych warunków finansowania. To o tyle istotne, że w najbliższym czasie ceny energii utrzymywać się mają na takim poziomie jak w mijającym roku – ocenia prezes Jerzy Kurella.

– Choć otoczenie rynkowe poprawiło się w ciągu ostatniego miesiąca czy dwóch, to jednak nie są to jeszcze na tyle istotne zmiany, związane z podwyżką czy zwyżką cen, które by powodowały po naszej stronie jakiś bardzo duży optymizm czy zmianę podstawowych założeń. Nasze prognozy w zdecydowanej części są oparte na dotychczasowych, dosyć konserwatywnych założeniach.

Raport Fundacji UMCS: wybór oferty Airbus Helicopters to mniejsze wpływy do polskiej gospodarki o ponad 0,5 mld zł i utrata 3 700 miejsc pracy w regionie lubelskim

CEO Magazyn Polska

Wybór francuskiego samolotu Caracal produkcji Airbus Helicopters w przetargu na dostawę śmigłowców dla polskiej armii spowodowałby utratę 3 700 miejsc pracy na Lubelszczyźnie oraz o 580 mln zł mniejsze wpływy w 2030 roku do polskiej gospodarki niż w przypadku wyboru oferty PZL-Świdnik na śmigłowiec AW149 – wynika z raportu Fundacji UMCS o wpływie przetargu śmigłowcowego na rozwój przemysłu lotniczego w Polsce Wschodniej.

– Z naszych obliczeń wynika, że w perspektywie 2030 r., jeżeli przetarg byłby realizowany w PZL-Świdnik, moglibyśmy się liczyć z wpływami do szeroko rozumianej gospodarki rzędu 600 mln zł – mówi dr hab. prof. nadzw. Zbigniew Pastuszak, dziekan Wydziału Ekonomicznego UMCS w Lublinie.

Ekonomiści z UMCS dokonali analizy wpływu przetargu śmigłowcowego polskiego MON na rozwój przemysłu lotniczego w Polsce Wschodniej, biorąc pod uwagę różne warianty rozstrzygnięcia postępowania. Na potrzeby raportu przyjęto, że w Polsce odbywałby się montaż końcowy 50 caracali. Podobne założenia przyjęto dla PZL-Świdnik, szacując jednocześnie dodatkowe wpływy z tytułu ulokowania w zakładzie globalnego centrum produkcji i rozwoju śmigłowca AW149. Raport nie uwzględnia dotychczasowych inwestycji PZL-Świdnik w kwocie przekraczającej 600 mln zł oraz ich wpływu na gospodarkę. Porównywany jest jedynie efekt netto liczony od 2017 roku.

Według obliczeń Fundacji UMCS, jeśli MON zdecyduje się na ofertę Airbus Helicopters, to gospodarka polska de facto utraci 3700 miejsc pracy mimo pewnego przyrostu zatrudnienia przy montażu caracali i ich remontach w Łodzi.

Nie kwestionujemy woli firmy Airbus do utworzenia miejsc pracy, jednak nasze badania wyraźnie dowodzą, że straty dla gospodarki lubelskiej i całej Doliny Lotniczej będą znacznie większe niż drobne na tym tle korzyści w Łódzkiem – wyjaśnia prof. Pastuszak.

Analiza Fundacji UMCS pokazuje, że liczba miejsc pracy tworzonych przez PZL-Świdnik przy produkcji śmigłowców AW149 byłaby cztery razy większa niż przy montażu caracali. W raporcie zauważono, że utracone szanse Polski Wschodniej są znacznie większe i liczone są w setkach milionów złotych, przy czym straty dla regionu Podkarpacia wynikające z osłabienia pozycji PZL Mielec nie zostały ujęte w opracowaniu, a niewątpliwie ich uwzględnienie może wskazywać na jeszcze większy ubytek szans rozwojowych wschodniej Polski.

Jak podkreśla przedstawiciel świdnickiego urzędu miasta, konsekwencje dla regionu będą tym bardziej dotkliwe, że na wschodzie kraju bezrobocie jest stosunkowo wysokie.

– To jest ogromna strata, na którą nasze województwo nie może sobie pozwolić, bo jesteśmy wciąż regionem „goniącym czołówkę”, który wymaga wsparcia w nadrabianiu dystansu do najbogatszych. Decyzja o zakupie caracali nie tylko nie jest żadnym wsparciem dla regionu, lecz także istotnie podważa potencjał rozwojowy, który mamy – mówi Artur Soboń, sekretarz Urzędu Miasta Świdnik, poseł PiS nowej kadencji.

Dodaje, że dzięki PZL-Świdnik Lubelszczyzna ma największy w Polsce i unikalny w Europie potencjał do produkcji śmigłowców, z ponad 3 tysiącami pracowników, 650 inżynierami i specjalistami.

– Według dotychczasowych wyliczeń przy zakupie 70 śmigłowców w Świdniku powstałoby prawie 6 tys. miejsc pracy w firmie i u jej dostawców. Z analizy UMCS jasno wynika, że szkody, jakie dla polskiej gospodarki generuje wybór produktu firmy Airbus, są znacznie większe niż nieliczne korzyści, które obiecano w formie Wyżyny Lotniczej. Co więcej, twarde naukowe dane daleko odbiegają in minus od marketingowych deklaracji firmy – tłumaczy Artur Soboń.

Polityk jest zdania, że odrzucenie oferty polskiej firmy byłoby ciosem nie tylko dla gospodarki całego kraju, lecz także stratą dla polskiej armii. Bezpieczeństwo żołnierzy może zapewnić w jego ocenie jedynie dostawa sprzętu przez polskich producentów.

– Każda inna sytuacja, w której kto inny posiada kody źródłowe, a sprzęt jest importowany, nie daje państwu polskiemu gwarancji dostępu do tej technologii. Jest to potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju – zapewnia Soboń.

Decyzja MON o zakwalifikowaniu tylko Airbus Helicopters do kolejnych etapów postępowania przetargowego spotkała się z krytyką. Wielu ekspertów wskazywało na polityczne podłoże decyzji jako wzmocnienie sojuszu z Francją. Jeszcze w trakcie kampanii wyborczej będący wówczas w opozycji PiS wzywał do ponownego zweryfikowania procedury przetargowej, tłumacząc to szeregiem nieprawidłowości, które miały się pojawić w trakcie realizacji przetargu. Odrzucone z postępowania polskie zakłady PZL-Świdnik i PZL Mielec złożyły w tej sprawie pozwy sądowe.

– Obowiązkiem rządu jest dbanie o interesy własnej armii i przemysłu oraz o przestrzeganie prawa. Procedurę przetargową trzeba jak najszybciej zweryfikować, bo wątpliwości w tym postępowaniu jest zbyt wiele. Trudno sobie wyobrazić sytuację, w której nowy rząd nie zacząłby od wyjaśnienia tego w ramach programu modernizacji armii – stwierdza Soboń.

Szczegóły raportu Fundacji UMCS zostaną przedstawione podczas konferencji „Przemysł lotniczy szansą rozwoju Lubelszczyzny”, która odbędzie się 23 listopada w Lublinie.

Kwota wolna od podatku ma być powiązana z minimum egzystencji. To korzystna zmiana dla najbiedniejszych

0

CEO Magazyn Polska

Zakwestionowany przez Trybunał Konstytucyjny brak waloryzacji kwoty zmniejszającej podatek oznacza, że w przyszłości będzie ona rosnąć, co oznacza mniejszy podatek przynajmniej dla części społeczeństwa. Może to zmniejszyć wpływy do budżetu państwa i kas samorządów. Zdaniem ekspertów kwota wolna od podatku powinna rosnąć stopniowo, a powiązanie jej z minimum egzystencji ma być korzystne dla najbiedniejszych.

Trybunał Konstytucyjny zakwestionował brak mechanizmu waloryzacji kwoty zmniejszającej podatek, a więc kwoty, która od ponad siedmiu lat utrzymuje się na stałym poziomie, czyli 556,02 zł. To kwota, o którą każdy, kto płaci podatek progresywny, może zmniejszyć podatek w rocznym rozliczeniu z fiskusem – mówi agencji Newseria Biznes Anna Misiak, szef zespołu ds. podatków osobistych, doradca podatkowy w kancelarii Michalik Dłuska Dziedzic i Partnerzy. – Ta kwota jest o tyle istotna, że ma przełożenie również na kwotę wolną od podatku.

Kwota wolna od podatku jest w Polsce jedną z najniższych w Europie. Od 2009 roku wynosi 3 091 zł, a ostatnia podwyżka wyniosła 2 zł. Z raportu „Praca w UE – podatki i składki” firmy PwC wynika, że w ponad połowie krajów Unii kwota ta jest wyższa. W przeliczeniu na euro w Polsce zwolnione z podatku jest 750 euro. To 21 razy mniej niż w Finlandii (ponad 16 tys. euro), 14 razy mniej niż w Wielkiej Brytanii (13,5 tys.) i ponad 11 razy mniej niż w Niemczech (8,3 tys.).

W ciągu dziesięciu lat w Polsce ceny wzrosły o ponad 32 proc., a kwota wolna od podatku – o 11 proc. Kiedy rozpoczęły się przemiany gospodarcze, była ona warta nawet osiem pensji minimalnych, po 10 latach – cztery, obecnie to mniej niż dwie.

Wyrok Trybunału oznacza dla podatników, że mogą spodziewać się w przyszłości waloryzacji kwoty zmniejszającej podatek. To oznacza również, przynajmniej dla części osób, że zapłacą mniej podatku. Może to dotyczyć wszystkich podatników, ale to będzie zależało od ostatecznej propozycji ustawodawcy – wskazuje Anna Misiak.

Dzięki uldze podatkowej w kieszeni każdego podatnika pozostaje 46,33 zł (przy podatku 18 proc.). Doradca podatkowy zaznacza jednak, że może zdarzyć się taka sytuacja, że na zmianach skorzystają wyłącznie najbiedniejsi.

Możliwy jest scenariusz, w którym zyskują osoby, które mają dochód na poziomie minimum egzystencji wynikający z ustawy o pomocy społecznej, a tracą lepiej zarabiający. Być może przyszłe propozycje, które przedstawi ustawodawca, będą polegały na tym, że z jednej strony będzie zwiększenie kwoty wolnej od podatku, a z drugiej wzrost stawek podatkowych i w efekcie niektórzy zapłacą więcej – tłumaczy Misiak.

Próg egzystencji określono w Polsce na poziomie 6 054 zł rocznie, czyli niemal dwukrotnie więcej, niż wynosi kwota wolna od podatku. Dlatego w Polsce podatek płacą także ci, którzy środki na przeżycie otrzymują od państwa. Jak podkreśla Misiak, należałoby zmienić cały mechanizm i dzięki temu usprawnić działania administracji.

Po pierwsze, oszczędzamy energię na składanie zeznań podatkowych przy dochodzie na poziomie minimum egzystencji, po drugie, eliminujemy problem, że organy zajmujące się udzielaniem pomocy społecznej muszą dokonywać świadczeń na rzecz osób, które mają minimalny poziom dochodu. Trzeba zapanować nad mechanizmem rozdzielania środków z budżetu i w ten sposób pomyśleć nad rozwiązaniem podatkowym, które usprawniałoby pracę administracji – przekonuje ekspertka.

Deklaracje Andrzeja Dudy z kampanii prezydenckiej mówiły o wzroście kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł. Eksperci Fundacji Centrum Analiz Ekonomicznych CenEA obliczyli, że podwojenie obowiązującej dziś kwoty kosztowałoby budżet ponad 13 mld zł. Z drugiej strony ubytek mógłby być mniejszy, bo część środków wróciłaby do państwa w postaci np. akcyzy.

Taką opcję należy jednak zakładać, ponieważ wzrost kwoty wolnej od podatku przy utrzymaniu aktualnej skali podatkowej oznacza, że po prostu mniej podatku wpłynie do budżetu – wskazuje doradca podatkowy MDDP.

Ministerstwo Finansów oceniło, że straty samorządów w związku z podniesieniem kwoty do 8 tys. zł sięgną 9 mld zł, a tym samym może się zwiększyć liczba gmin i powiatów z deficytem. Powiaty stracą 1,8 mld zł, a województwa – 0,3 mld zł. Już w 2009 roku, po obniżce stawek podatkowych, dochody w gminach spadły o ok. 8 mld zł, wzrosło natomiast zadłużenie jednostek samorządowych. Ekspertka podkreśla, że rozwiązaniem, przy którym budżet nie odczuje radykalnej zmiany, może być stopniowe zwiększanie kwoty wolnej od podatku.

Perspektywa 2–3 lat byłaby odpowiednia i spowodowałaby, że zyskaliby podatnicy, a jednocześnie budżet państwa nie straciłby natychmiastowo. Natomiast dla wszystkich podatników najlepsze byłoby jak najszybsze urealnienie kwoty i umożliwienie wszystkim płacenia mniejszych podatków – przekonuje Anna Misiak.

Sukces polskich firm chemicznych jest możliwy tylko dzięki inwestycjom. Największe z nich zwiększają wydatki na badania i rozwój

CEO Magazyn Polska

Polski przemysł chemiczny ma dobre perspektywy. Wartość sprzedanej produkcji polskiej chemii systematycznie rośnie i w ubiegłym roku osiągnęła 137 mld zł. Branża w Europie rozwija się jednak wolniej niż w pozostałych częściach świata. Wpływ na to mają m.in. unijne regulacje dotyczące polityki klimatycznej. By wzrastała konkurencyjności europejskich i polskich firm, konieczne są inwestycje w badania i rozwój.

Globalne sukcesy polskich firm chemicznych są zależne od regulacji europejskich. Powodują one, że przemysł chemiczny w Europie jest mniej konkurencyjny niż w innych częściach świata. Inną kwestią jest sprawa energii, ale ta energia ma cenę, która również wynika z takiej, a nie innej polityki klimatycznej Unii Europejskiej – ocenia w rozmowie z agencją Biznes Jacek Socha, wiceprezes PwC w Polsce.

Branża podlega licznym regulacjom, przede wszystkim ze względu na duży wpływ na środowisko. Unia Europejska wprowadziła surowe normy certyfikowania produktów chemicznych, które mają duży wpływ na działalność firm – ustawy o substancjach i preparatach chemicznych, prawie farmaceutycznym, substancjach zubażających warstwę ozonową czy o zakazie stosowania azbestu w produkcji.

Z opracowania „Sektor chemiczny w Polsce” Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych wynika, że sektor chemiczny rozwija się stabilnie na całym świecie. Obecnie kluczowymi rynkami napędowymi są jednak Stany Zjednoczone i Azja, która do 2030 roku może odpowiadać za 2/3 światowego rynku.

Antidotum jest ucieczka do przodu, czyli przede wszystkim badania i rozwój. Każda inwestycja to też dodatkowo praca przynajmniej dla jednej osoby w usługach. Jeżeli więc Europa chce utrzymać zatrudnienie również w usługach, to musi nastąpić industrializacja i inwestycje. Te zaś będą możliwe tylko wtedy, gdy na badania i rozwój przeznaczana będzie odpowiednia kwota pieniędzy – podkreśla Socha.

Przemysł chemiczny ma ograniczone możliwości szukania oszczędności na ropie naftowej i gazie wykorzystywanym do produkcji, których ceny są kształtowane przez rynek, a w przypadku gazu – uzależnione od sytuacji międzynarodowej. Zwiększenie konkurencyjności jest więc możliwe tylko dzięki innowacjom. Na szczęście polskie koncerny przeznaczają na ten cel coraz więcej pieniędzy.

Synthos pokazał wyraźnie, że nadrabiamy lukę, która powstała po wielu latach nieobecności w światowej gospodarce. Na badania i rozwój przeznacza ponad 3 proc. obrotów. Podobnie jest w Grupie Azoty. Patrząc na polski rynek, widać, że mamy coraz lepiej zorganizowane podmioty działające w sektorze chemicznym, zarówno Synthos, jak i Anwil czy Grupa Azoty to liderzy i zostało to również zauważone za granicą – przekonuje wiceprezes PwC.

W tym roku tylko trzy największe firmy chemiczne wydadzą na inwestycje 2,3 mld zł, czyli ponad 70 proc. więcej niż w 2014 roku. Grupa Azoty zapowiedziała podwojenie wydatków do 1,1 mld zł. Synthos chce na inwestycje wydać ponad 662 mln zł, a Ciech – 530 mln zł.

Socha przypomina, że niższe ceny gazu w USA (kilkukrotnie niższe niż w Polsce) i taniejące surowce sprawiają, że aby konkurować na światowych rynkach, konieczne są inwestycje w niemal każdej dziedzinie.

Przemysł w Europie przez ostatnie lata się kurczył i jeżeli nie zrobimy kroku do przodu, to w 2030 roku spadnie znowu o ok. 20 proc. – podkreśla Jacek Socha. – Innowacje potrzebne są w każdym aspekcie. Nie można powiedzieć, że w takich wyrobach więcej, a w innych mniej. Badania i rozwój to podstawowy element rozwoju i strategii działania grup chemicznych w Polsce.

Inwestycjom sprzyjają również unijne środki, np. z programu Horyzont 2020, dzięki któremu tworzone są programy sektorowe. W Polsce wkrótce ruszy projekt Innochem – w grudniu NCBiR ma ogłosić konkurs, a nabór wniosków potrwa od 1 lutego do 1 marca 2016 roku. Ma on zmniejszyć ryzyko innowacyjnych przedsięwzięć, bo inwestycje mają być finansowane do 50 proc. Pula środków przeznaczonych na dofinansowanie projektów badawczo-rozwojowych wyniesie ok. 120 mln zł.

Ceny w sklepach internetowych spadają szybciej niż w tradycyjnych

CEO Magazyn Polska

Ceny w internecie zanotowały większe spadki niż w tradycyjnych sklepach – wynika z danych Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych. W październiku ceny w sieci były średnio o 0,7 proc. niższe niż miesiąc wcześniej. Różnica w poziomie cen między sklepami online a offline nie przekracza jednak 1 pkt proc. 

– Zgodnie z naszymi szacunkami ceny produktów w internecie spadły o 0,7 proc. miesiąc do miesiąca. Odpowiadały za to ceny produktów spożywczych i napojów bezalkoholowych, przede wszystkim masła, mąki, jabłek, a także szynki. Dodatkowo wyraźnie spadły ceny odzieży, około 1,5 proc., głównie odzieży dziecięcej oraz damskiego obuwia – mówi agencji Newseria Biznes Bartosz Radzikowski, ekonomista z Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE), niezależnej instytucji badawczej.

Z badania wynika, że w sieci najbardziej, bo o 1,9 proc., spadły ceny żywności i napojów bezalkoholowych. Mniej płacono za jabłka (o 6 proc.), mąkę (4 proc.), masło (2 proc.), tłuszcze roślinne (2 proc.) oraz produkty w kategorii podroby i przetwory podrobowe (o 4 proc.), a także za szynkę (o 2,1 proc.). Ceny w restauracjach i hotelach w październiku obniżono przeciętnie o 1,3 proc. Internetowe oferty hoteli były tańsze niż we wrześniu średnio o 9,1 proc.

Ceny w październiku wzrosły w kategorii transport (0,3 proc.), przede wszystkim ze względu na spadek wartości złotego i związane z nim wzrostu ceny paliwa (o 0,4 proc.).

Ceny internetowe reagują bardziej elastycznie niż ceny w realnej gospodarce – przekonuje ekspert CASE. – W Wielkiej Brytanii urząd statystyczny zbadał koszyk inflacyjny towarów spożywczych online i offline, różnice w ciągu 9 miesięcy to prawie 3 punkty procentowe. Produkty oferowane w internecie podlegają większej konkurencji, łatwiej jest je porównać. Zmiana cen w internecie jest także tańsza – menedżer sklepu internetowego może to zrobić jednym kliknięciem, natomiast zmiana oferty w całej sieci sklepów w Polsce wymaga fizycznej pracy wielu osób – tłumaczy.

W Polsce testowe pomiary w poprzednich miesiącach były zbieżne z danymi GUS. Różnica nie przekraczała 0,3 pkt proc., a tendencje zmian były identyczne. W październiku różnica była większa – o ile według CASE ceny spadły o 0,7 proc., o tyle dane GUS-u pokazały 0,1 proc. wzrost.

Należy też pamiętać o tym, że w naszym indeksie jest przewaga dóbr nad usługami względem GUS-u. Część z usług wciąż nie ma swoich reprezentantów w sieci. GUS uwzględnia też aspekt regionalizacji, ankieterzy badają ceny w 200 okręgach w całej Polsce. My takiej regionalizacji nie uwzględniamy, choć część portali dostarcza informacji także właśnie w przekroju geograficznym – ocenia Bartosz Radzikowski.

Metodologia badania indeksu CASE CPI jest porównywalna z indeksem CPI GUS-u, bazuje na jego koszyku inflacyjnym składającym się z 12 głównych kategorii. Główną różnicą jest źródło danych – dane Centrum pochodzą wyłącznie z internetu. Roboty w ciągu kilku godzin analizują ceny ok. 1,4 tys. reprezentantów produktów i usług, zbierając ok. 240 tys. obserwacji miesięcznie.

Nasz indeks inflacyjny to kombinacja oficjalnej metodologii GUS-u i danych internetowych. Staraliśmy się tę metodologię używaną przez urząd statystyczny wdrożyć, zmieniając tylko źródło danych na internet – wyjaśnia Radzikowski.

Polskie start-upy szybko się rozwijają. Co trzeci zwiększa przychody o połowę, a co piąty je podwaja

CEO Magazyn Polska

W Polsce działa ponad 2,4 tys. start-upów, głównie w dużych aglomeracjach. Ich główne źródło kapitału to własne oszczędności. Z tej opcji korzysta aż 60 proc. wszystkich podmiotów – wynika z badania „Polskie startupy. Raport 2015”. Młode innowacyjne firmy charakteryzują się bardzo wysoką dynamiką wzrostu. Średnio co piąta firma w ciągu roku podwaja swoje przychody. Lepiej radzą sobie te start-upy, które sprzedają również na rynkach zagranicznych.

Stworzyliśmy bazę polskich start-upów, w której mamy ponad 2,4 tys. podmiotów. Najwięcej start-upów powstaje w dużych ośrodkach miejskich. Pierwszym największym miastem jest Warszawa, zaraz potem Kraków i Gdańsk, gonią ich w tym rankingu Wrocław i Katowice – mówi agencji informacyjnej Newseria Eliza Kruczkowska, prezes fundacji Startup Poland, współautorka raportu.

Popularnymi ośrodkami, gdzie rozwijają się firmy, są także Poznań i Łódź.

Według badania „Polskie startupy. Raport 2015” (autorstwa A. Skali, E. Kruczkowskiej i M. Olczak) start-upy charakteryzują się wysoką dynamiką wzrostu. Przychody co trzeciego polskiego start-upu rosną w tempie 50 proc. rocznie, a kolejne 20 proc. notuje dynamikę wzrostu na poziomie 100 proc. Co drugi badany spodziewa się co najmniej pięciokrotnego wzrostu wyceny przedsięwzięcia w kolejnych dwóch latach.

Polskie podmioty nie ograniczają się jedynie do rynku krajowego. Raport pokazuje, że ponad połowa start-upów to eksporterzy, z czego co drugi realizuje zagranicą ponad 50 proc. sprzedaży. Wiodącymi rynkami są Stany Zjednoczone, Wielka Brytania oraz Niemcy. Z badania wynika, że start-upy, które eksportują, są zwykle większe, szybciej się rozwijają i tworzą więcej miejsc pracy niż firmy działające lokalnie.

Okazało się, że 60 proc. polskich start-upów finansuje się z własnych oszczędności. My to nazywamy rundą 3F, czyli family, friends and fools – wyjaśnia Eliza Kruczkowska.

Kolejne źródło kapitału to środki z UE w formie dotacji lub funduszu zalążkowego. Prawie 20 proc. badanych start-upów korzystało z polskich lub zagranicznych funduszy venture capital. Prawie tyle samo skorzystało z pomocy aniołów biznesu. Trzy czwarte badanych chce rozwijać się w oparciu o własne przychody ze sprzedaży, ponad połowa liczy na wsparcie inwestora, a tylko jedna czwarta chce korzystać z funduszy unijnych.

Ponad połowa z ponad 420 start-upów, które wzięły udział w badaniu, deklaruje, że oferowane przez nie rozwiązania są innowacyjne w skali globalnej. Jedna na cztery firmy przyznała się, że wzorem dla jej produktów są już istniejące technologie.

Najwięcej jest producentów oprogramowania działających w modelu software as a service [którzy operują najchętniej w branżach aplikacji mobilnych, handlu elektronicznego oraz usług internetowych – red.]. Największą grupą odbiorców rozwiązań start-upów jest tzw. biznes, czyli to B2B. Ponad 3/4 start-upów właśnie działa w tym sektorze – informuje prezes Fundacji Startup Poland.

Słabo wygląda natomiast współpraca z uczelniami wyższymi. Zaledwie 1/4 wszystkich podmiotów korzysta z akademickiego zaplecza, a w co szóstym założycielem jest osoba zaangażowana w pracę naukową. Zdaniem Elizy Kruczkowskiej na tym polu jest w Polsce jeszcze dużo do zrobienia. Tym bardziej że zgodnie z badaniami start-upy naukowców są skuteczniejsze w zdobywaniu finansowania zewnętrznego, zwłaszcza funduszy VC i środków UE oraz dużo częściej korzystają z inkubatorów, parków technologicznych i programów akceleracyjnych.

Tania złotówka to okazja do realizacji zysków

Z punktu widzenia polskiego inwestora bitcoin jest dziś o 33% droższy niż przed rokiem, a nieruchomości w USA zyskały w tym samym czasie na wartości aż 20%. Osiągnięcie tak dobrych wyników było możliwe jedynie dzięki przecenie złotówki wobec dolara – wynika z danych zebranych przez Lion’s Bank.

Oprocentowanie przeciętnej rocznej lokaty spadło już wyraźnie poniżej 2%. Najnowsze dane NBP sugerują, że osoba, która zaniosła we wrześniu do banku kwotę 100 tys. zł na roczną lokatę mogła liczyć na 1377 zł odsetek (netto – po uwzględnieniu podatku od zysków kapitałowych tzw. podatku Belki). Trudno więc się dziwić, że inwestorzy szukają alternatywy.

2015 11 10 wykres1

Czas realizacji zagranicznych zysków?

Dziś w dobrej sytuacji są ci, którzy swoje pieniądze zainwestowali w aktywa zagraniczne lub przynajmniej notowane w obcych walutach. Wszystko dlatego, że złotówka w ciągu ostatnich 12 miesięcy wyraźnie straciła na wartości wobec większości głównych walut (oprócz euro). W efekcie jeśli np. domy w największych miastach USA zyskały na wartości 5,1%, a dolar był na początku listopada o 14,4% droższy niż przed rokiem, to z punktu widzenia rodzimego inwestora zysk z inwestycji w dom w Stanach mógłby wynieść aż 20,2% (po przeliczeniu na złotówki). Oczywiście w tym przypadku pomijamy koszty transakcyjne.

Ciekawym przykładem wpływu zmian kursu walut na wynik inwestycji jest też złoto. Za żółty kruszec trzeba było na początku listopada br. płacić wyraźnie mniej niż przed rokiem (1135,9 USD za uncję względem 1169,8 USD za uncję). Jeśli jednak przeliczymy dolarowe notowania na złotowe, to okaże się, że nawet na taniejącym złocie rodzimy inwestor mógł sporo zarobić – około 11%.

2015 11 10 tabela 1

Oba te przykłady pokazują, że osoba, która rok temu zainwestowała w aktywa notowane w obcych walutach powinna sprawdzić czy po przeliczeniu na złotówki nie osiągnęła przypadkiem już dziś zadowalającego wyniku, który mógłby skłonić do realizacji zysków. Dla ułatwienia takich porównań Lion’s Bank przygotował zestawienie, które może pomóc podjąć taką decyzję.

Wirtualna waluta na szczycie

Najbardziej spektakularną stopę zwrotu mógł zrealizować rodzimy inwestor, który na początku listopada kupił wirtualna walutę bitcoin. Trzeba podkreślić, że jej notowania są bardzo zmienne, a w październiku doszło do bardzo mocnej aprecjacji. W efekcie na początku listopada za jedną monetę trzeba było zapłacić 379 dolarów. To o 16,3% więcej niż przed rokiem. Dodając do tego wzrost kursu amerykańskiej waluty (o 14,4%) rodzimy inwestor mógł zrealizować zysk na poziomie jednej trzeciej zainwestowanego przed rokiem kapitału.

O ponad jedną czwartą więcej może być też wart kupiony rok temu portfel funduszy ETF lub akcji amerykańskich spółek zgrupowanych w indeksie NASDAQ. Podobnie wzrosła też wartość portfela aut klasycznych, którego wyceny śledzi brytyjska firma HAGI. W tych wypadkach także spora część potencjalnych zysków pochodzi z deprecjacji złotówki, ponieważ nieuwzględniające zmian wartości złotego notowania NASDAQ były na początku listopada br. wyższe „tylko” o 10,5% niż rok wcześniej. W przypadku portfela aut klasycznych wyrażony w brytyjskich funtach progres wyniósł 13,8%.

Straty należą do rzadkości

Zebrane przez Lion’s Bank dane na temat notowań 22 różnych aktywów zagranicznych pokazują, że sytuacje, w których rodzimy inwestor w ostatnich 12 miesiącach nie zrealizowałby zysku są rzadkością. Dzięki drożejącym walutom nawet złoto czy srebro, za które trzeba było na początku listopada br. zapłacić mniej dolarów niż przed rokiem, są dziś po przeliczeniu na złotówkę warte więcej. Progres wynosi odpowiednio 11,1% dla złota i 8,9% dla srebra.

Deprecjacja rodzimej waluty nie uchroniła jednak przed stratami inwestorów, którzy wybrali przed rokiem miedź czy ropę. Notowania tych surowców są co prawda kwotowane w dolarze, ale spadki ich cen były w ostatnim czasie tak duże, że nawet po przeliczeniu na złotówkę, próżno liczyć na zysk. Za miedź rodzimy inwestor dostałby o 13,2% mniej złotówek niż przed rokiem, a w przypadku ropy stan posiadania zmalałby w ciągu roku o ponad jedną trzecią.

autor: Bartosz Turek, Lion’s Bank

Rynek walutowy. Przerwać flautę

Impulsów do handlu na rynku walutowym wciąż jest niewiele, stąd marginalne zmiany na rynku walutowym. USD systematycznie, ale powoli oddaje pola po zeszłotygodniowym umocnieniu. W czwartek wyróżnia się AUD na silnym raporcie z rynku pracy. Tymczasem EUR/PLN puka do 4,21.

W październiku w Australii stopa bezrobocia spadła do 5,9 proc. przy oczekiwanej stabilizacji na 6,2 proc. Zatrudnienie skoczyło o 58 tys. przy prognozie 15 tys. Wrześniowe dane o zatrudnieniu i bezrobociu otrzymały też pozytywną rewizję. Dane okazały się tak dobre, że od razu wzbudzają wątpliwości, na ile wpływ na odczyt mają zaburzenia statystyczne w sporządzaniu danych, którymi urząd statystyczny boryka się od ponad roku? Na tej podstawie ostrożnie podchodzimy do oczekiwania kontynuacji wzrostów AUD/USD, ale póki USD ma pauzę w swoim rajdzie aprecjacyjnym, inwestorzy szukają emocji tam, gdzie są. Oczekiwania na obniżkę stóp procentowych przez RBA w grudniu dalej spadają i na tej podstawie lepiej pozycjonować się pod relatywną siłę aussie względem innych walut surowcowych (głównie NZD), albo EUR.

Gdzie indziej otrzymaliśmy niewiele tematów do zaczepienia. Wystąpienia prezesa ECB Draghiego i prezesa Banku Anglii Carneya obyły się bez wzmianek o polityce monetarnej. Jednak sprawa dodatkowego luzowania ECB w grudniu staje się coraz gorętszym tematem, choć jak na razie opartym na spekulacjach. Wczoraj Reuters donosił, że bank może rozważyć kupowanie obligacji komunalnych, choć dla rynku walutowego kluczem będzie skala cięcia stopy depozytowej. Niemieckie obligacje dwuletnie handlują się już z rentownością poniżej 0,35 proc., implikując cięcie o przynajmniej 10 pb. Jeśli ECB chce utrzymać słabość euro, musi dokonać obniżki przynajmniej o tyle, jeśli nie o więcej.

Williams z Fed z San Francisco stwierdził wczoraj, że są „silne argumenty” za podwyżką w grudniu, ale jego jastrzębiość nie jest zaskoczeniem. Oczekiwania na ruch Fed za miesiąc pozostają wysoko (ok. 75 proc.), ale by poszły wyżej (i w efekcie pociągnęły USD) potrzeba czegoś więcej niż zapewnień bankierów. Dzisiejsze dane o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych z USA raczej niewiele zmienią w sytuacji dolara i większą uwagą będzie cieszyć się dopiero jutrzejszy raport o sprzedaży detalicznej. W międzyczasie mamy wysyp komentarzy przedstawicieli Fed. Bullard (15:15) i Lacker (15:45) powinny dostarczyć jastrzębich komentarzy, Yellen (15:30) ma tylko słowa wstępu na konferencji Fed, ale później weźmie udział w serii pytań i odpowiedzi razem z Evansem (16:15). W poniedziałek Evans zasugerował, że nie będzie się upierał przeciw podwyżce, więc rozwinięcie tego tematu może mieć znaczenie. Dziś mamy jeszcze Dudleya (18:10), a w nocy (0:00) Fischera.

Z innych wydarzeń inflacja CPI ze Szwecji (9:30) będzie mieć znaczenie dla SEK, za to produkcja przemysłowa z Eurolandu (11:00) już nie tak bardzo dla euro. Prezes Draghi przemawia przed PE od 9:30, ale małe są szanse na impulsy dla FX. EUR/USD pozostaje skazany na spadki w oparciu o kierunki polityki ECB i Fed, ale realizacja zysków na krótkich pozycjach wciąż jest krótkoterminowych zagrożeniem. Dziś warto też patrzeć na ropę naftową, która znowu przeżywa ciężkie czasy przez obawy o piętrzące się zapasy surowca w USA – dziś dane o zapasach wg DOE (17:00). Na krajowym podwórku złoty zgodnie z naszymi oczekiwaniami realizuje plan odrzucania presji politycznej i powrót do bardziej uzasadnionych fundamentalnie poziomów. EUR/PLN dotknął 4,21 w nocy, a CHF/PLN flirtuje z 3,90.

Sporządził: Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.