Popołudniowy komentarz walutowy z 12.11.2015 Piotr Lonczak Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 12.11.2015 Piotr Lonczak Analityk Cinkciarz.pl

Prognoza walutowa dla PLN – raport specjalny Ebury

Najważniejszym czynnikiem wpływającym na kondycję rynków walutowych są w ostatnich miesiącach trendy w światowej polityce gospodarczej. Po ostatnich doniesieniach z amerykańskiego rynku pracy, decyzja Rezerwy Federalnej o podwyższeniu stóp procentowych wydaje się być nieunikniona – podwyżka najpewniej nastąpi jeszcze w grudniu tego roku. Bank Anglii prawdopodobnie podąży śladem USA w połowie 2016 roku, tymczasem Europejski Bank Centralny zmierza raczej ku łagodzeniu polityki pieniężnej.

Zaostrzenie polityki monetarnej ze strony FED, spowolnienie gospodarcze w Chinach oraz gwałtowna deprecjacja juana, spowodowały masową wyprzedaż większości walut gospodarek wschodzących, w szczególności w krajach gdzie ropa naftowa jest głównym surowcem eksportowym.

Stopy procentowe (narazie) bez zmian

Analizując natomiast krajową gospodarkę, Narodowy Bank Polski spełnił nasze oczekiwania i na listopadowym posiedzeniu po raz kolejny pozostawił stopy procentowe na stałym poziomie. Co prawda decydenci zdają się być podzieleni co do tego jak powinna wyglądać polityka pieniężna w najbliższych miesiącach, jednak wszystko wskazuje na to, iż główna stopa procentowa pozostanie niezmieniona, głównie za przyczyną negatywnego poziomu inflacji, która nadal kształtuje się poniżej docelowego poziomu 2.5%. Potencjalne zmiany będą jednak zależne od nowego składu Rady Polityki Pieniężnej, która zostanie utworzona w lutym 2016 roku. Większość analityków uważa za prawdopodobne możliwość dalszych cięć, jako że nowa rada najpewniej będzie sprzyjała łagodzeniu polityki pieniężnej.

Deflacyjny trend

Rekordowe obniżenie stopy procentowej w marcu do poziomu 1.5% początkowo pomogło inflacji się odbić od ujemnych poziomów, jednak jej wrześniowy odczyt okazał się bardzo niski i nadal pozostaje na poziomie -0.8%. Trendom deflacyjnym sprzyja przede wszystkim brak presji kosztowej.

Poziom inflacji w Polsce (2013-2015)

Poziom inflacji w Polsce (2013-2015)

źródło: Thomson Reuters Datastream

Solidny wzrost gospodarczy, poprawa na krajowym rynku pracy, a także zanikające efekty niskich cen surowców są jednak optymistycznym znakiem, iż inflacja powinna w najbliższym czasie wzrosnąć. Według prognoz NBP tempo wzrostu cen powinno ulec pozytywnym zmianom jeszcze pod koniec bieżącego roku. Jest to jednak dość optymistyczna prognoza, biorąc pod uwagę fakt, iż ceny surowców są nadal bardzo niskie.

Solidny wzrost gospodarczy

Pomimo negatywnych trendów inflacyjnych, wzrost gospodarczy pozostaje niezwykle silny, znacznie wyprzedzając gospodarki krajów strefy euro w drugim i trzecim kwartale 2015.

Roczny wzrost PKB (2012 – 2015)

Roczny wzrost PKB (2012 – 2015)

źródło: Thomson Reuters Datastream

Najnowsze prognozy ekonomiczne NBP przewidują, iż polska gospodarka będzie rosnąć na poziomie 3.5% przynajmniej przez kolejne 18 miesięcy. Tak dobry wynik jest napędzany głównie silny popytem na krajowym rynku, w przeciwieństwie do innych państw Europy Środkowej gdzie gospodarki są zależne w większości od eksportu do krajów strefy euro.

Ozdrowieniu gospodarczemu bez wątpienia pomaga także lepsza sytuacja na rynku pracy. Poziom bezrobocia we wrześniu wyniósł 9.7% (najniższy wynik od sześciu lat), a wzrost płac w dalszym ciągu wyprzedza poziom inflacji. Poprawie uległo także saldo obrotów bieżących, które przez większość roku odnotowało nadwyżkę. Zmalał także dług publiczny, który obecnie wynosi około 50% PKB.

Kurs EUR/PLN (2011- 2015)

Kurs EUR-PLN (2011- 2015)

źródło: Thomson Reuters Datastream

Czynniki polityczne

Jedną z obaw inwestorów jest jednak bezprecedensowy wynik wyborów parlamentarnych który umożliwił partii PiS samodzielne rządzenie krajem – jeśli wierzyć obietnicom wyborczym, reformy konserwatywnej partii mogą zaważyć na przyszłych wynikach gospodarczych kraju.

Prognoza dla złotego

Stabilna polityka pieniężna Narodowego Banku Polskiego oraz spodziewane przedłużenie skupu aktywów przez Europejski Bank Centralny w grudniu powinno wzmocnić polski pieniądz wobec waluty eurolandu i pozwolić mu na stabilną pozycję wobec euro w trakcie 2017.

Odwrotnie będzie się natomiast kształtować kurs złotego do dolara – biorąc pod uwagę podwyżkę stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych jeszcze w grudniu 2015, spodziewamy się osłabienia polskiej waluty w stosunku do USD oraz utrzymania tej pozycji co najmniej przez następny rok.

kursy tabela

Balabit ogłasza debiut swojego zintegrowanego rozwiązania Contextual Security Intelligence™ Suite

Rozwiązanie to łączy sprawny biznes z bezpieczeństwem IT poprzez integrację monitoringu wewnętrznych uprzywilejowanych użytkowników z narzędziami identyfikacji ryzyka

Balabit, wiodący dostawca kontekstowej technologii bezpieczeństwa, ogłosił debiut swojego zestawu Contextual Security Intelligence™ (CSI) Suite na konferencji Black Hat Europe 2015. Nowy pakiet łączy wiodący system i aplikacje zarządzania rejestrami zdarzeń (Log Management), monitoring uprzywilejowanych użytkowników (Privileged User Monitoring) oraz narzędzia analizy ich zachowania (User Behavior Analytics) w zintegrowane rozwiązanie, które usprawnia bezpieczeństwo IT poprzez koncentrowanie się na aktywności użytkownika.

CSI Suite aktywnie chroni organizacje przed zagrożeniami związanymi z nadużywaniem kont uprzywilejowanych i wysokiego ryzyka, które stanowią bardzo częsty cel ataku. Dzięki dogłębnemu zrozumieniu aktywności użytkowników i ich wpływie na wszystkie obszary działalności przedsiębiorstwa, potencjalne zagrożenia mogą zostać wykryte przed naruszeniem lub zniszczeniem danych.

„Biznes hamowany jest przez procedury bezpieczeństwa. W odpowiedzi na rosnące ataki, organizacje przyjmują strategie obronne, które opierają się na cyklu coraz mocniejszych predefiniowanych kontroli bezpieczeństwa ” – mówi Zoltán Györkő, Prezes firmy BalaBit. – „Powoduje to, że biznes jest nadmiernie ograniczany, jego produktywność zmniejsza się, a zespoły bezpieczeństwa są przytłoczone alertami i ciągle zmienianymi poleceniami. W wielu organizacjach takie podejście w rzeczywistości osłabia bezpieczeństwo, gdyż kontrole są pomijane a potencjalne zagrożenia bezpieczeństwa niezauważone.” – dodaje Györkő.

Balabit oferuje komplementarne podejście. Zamiast ograniczać uprzywilejowanych użytkowników poprzez coraz bardziej skomplikowane i uciążliwe zasady uwierzytelniania, rozwiązanie CSI Suite działa na zasadzie zaufania, ale ze sprawdzaniem. Stale monitoruje aktywność uprzywilejowanych użytkowników i zbiera dane w czasie rzeczywistym z całego przedsiębiorstwa o okolicznościach powiązanych z tą aktywnością.

Technologia uczących się maszyn i zawansowane algorytmy są wykorzystywane do stworzenia profilu normalnych zachowania użytkownika i do identyfikacji anomalii, które są potencjalnymi zagrożeniami bezpieczeństwa. W ten sposób wcześniej nieznane zagrożenia mogą być traktowane priorytetowo i zbadane wraz z szeroką wiedzą o okolicznościach z nimi związanymi.

Kontrola oparta na zasadach i tylko predefiniowanych wzorcach nie może powstrzymać dzisiejszych inteligentnych atakujących. Zamiast tego, musimy wyposażyć firmy w możliwość szybkiego wykrycia, zbadania i reagowania na te zagrożenia. Nasze rozwiązania zapewniają to bez nakładania dodatkowych warstw bezpieczeństwa na poszczególnych użytkowników. Działają one w sposób przejrzysty w ramach istniejącego środowiska pracy.” kontynuuje Györkő.

CSI Suite zawiera zaawansowany interfejs użytkownika, który pozwala zespołowi bezpieczeństwa szybko zobaczyć przegląd zagrożeń i wybrać najbardziej ryzykowne aktywności. Dostarczony też jest poziom śledczy, zawierający pełny przegląd i wideo powtórki wszystkich aktywności uprzywilejowanych użytkowników.

Rozwiązanie CSI Suite miało swój debiut na listopadowej konferencji Black Hat Europe 2015 w Amsterdamie.

Jak skutecznie przeszkolić pracowników?

Sukcesy firmy są zasługą ludzi, którzy ją tworzą, włączając w to wszystkich pracowników. Wydawać się to może oczywiste, ale choć wiedza, umiejętności oraz motywacja są siłą napędową każdego przedsiębiorstwa, wiele firm wciąż zaniedbuje temat szkoleń pracowniczych. 

Jeśli firma chce być konkurencyjna na rynku, jej pracownicy muszą mieć większą wiedzę, lepsze umiejętności, działać sprawniej i z większym zaangażowaniem niż w przedsiębiorstwie, z którym walczy o klienta.

Co jednak zrobić w sytuacji, kiedy taka refleksja przychodzi z opóźnieniem, a więc firma nie inwestowała dotychczas w pracowników, ale właściciel lub nowy menedżer chciałby, aby również na tym polu przedsiębiorstwo wyróżniało się pozytywnie? Najlepiej zacząć od identyfikacji potrzeb szkoleniowych.

szkoleniaPo pierwsze: potrzeby szkoleniowe

– Pomóc tutaj może przeprowadzanie okresowych ocen pracowniczych. Na ich podstawie łatwiej określić poziom wiedzy poszczególnych pracowników, ich umiejętności, jak również postawę wobec wykonywanej pracy, przełożonych czy też klientów – mówi Jarosław Marciniak z firmy szkoleniowej Effect Group. – Biorąc pod uwagę stan obecny oraz plany dotyczące np. zmian organizacyjnych, można ustalić, jakie szkolenia są najbardziej wskazane – dodaje.

Dodatkowo warto przeprowadzić także ankiety lub rozmowy z pracownikami, dzięki czemu zatrudnione osoby same będą mogły zaproponować szkolenia najbardziej potrzebne z ich punktu widzenia. Dobry menedżer powinien umieć ustalić, które ze zgłaszanych pomysłów faktycznie są zgodne z potrzebami przedsiębiorstwa.

– Podstawowa zasada, którą warto zapamiętać, jest taka:  to szkolenia dobieramy do aktualnych potrzeb firmy, a nie naginamy ich do gotowego programu szkoleniowego, który z jakichś powodów wydał nam się „fajny”. Warto więc usiąść nad kartką papieru i spisać aktualne wyzwania oraz trudności – podpowiada trener.

W ostatnim czasie firma utraciła część rynku na rzecz konkurentów? Być może wynika to z błędów sprzedażowych? W takiej sytuacji wskazane mogą być szkolenia z negocjacji, technik sprzedaży i wywierania wpływu.

Atmosfera w firmie psuje się, ponieważ wystąpiły nowe konflikty między pracownikami? Możliwe, że szwankuje komunikacja. W takim przypadku wskazane może być np. szkolenie z komunikacji nastawionej na budowanie współpracy.

A może należy zaktualizować wiedzę pracowników w zakresie prawa? Do najbardziej aktualnych tematów należy obsługa reklamacji w zgodzie z nowymi przepisami oraz ochrona danych osobowych. Poza tym niektórzy pracownicy powinni być zawsze na bieżąco z prawem pracy.

Zadawanie sobie pytań o to, co nie działa lub co wypadałoby usprawnić, to najprostszy sposób odkrycia potrzeb szkoleniowych w organizacji. Dopiero mając gotową listę rzeczy do naprawienia lub też umiejętności, które warto rozwinąć, menedżer powinien przystąpić do ustalenia, jaki sposób będzie najlepszy, aby jak najefektywniej poprawić kompetencje pracowników.

Szkolenia otwarte czy zamknięte?

Szkolenia można przeprowadzać w formule otwartej lub zamkniętej.  Te pierwsze należą do najbardziej popularnych, ponieważ można na nie wysłać nawet jedną lub kilka osób. To duży atut dla małych firm, ale także dla większych, gdy szkolenia z określonego zakresu potrzebuje niewielka grupa pracowników.

Istotną, choć nie zawsze docenianą zaletą szkoleń otwartych jest możliwość zawarcia przez uczestników nowych znajomości oraz spojrzenia na omawiane sytuacje z szerszej perspektywy, nie ograniczonej do własnego miejsca pracy. Jeśli uczestnicy będą dzielili się doświadczeniami zdobytymi w różnych przedsiębiorstwach, sprzyjać to będzie pojawianiu się nowych pomysłów, możliwych do natychmiastowego wdrożenia lub choćby przedyskutowania po szkoleniu.

Niestety, ze szkoleniami otwartymi wiążą się również pewne niedogodności. Jedną z nich stanowi fakt, że uczestnicy muszą dostosować się do terminu i miejsca zajęć. Poza tym, jeśli odbywają się one w innym mieście, doliczyć należy koszty transportu. Może się również zdarzyć, że program szkolenia okaże się zbyt ogólny dla niektórych uczestników, ponieważ w zajęciach biorą udział osoby z różnych branż i firm.

Szkoleniami znacznie bardziej dopasowanymi do indywidualnych potrzeb konkretnego przedsiębiorstwa są te realizowane w formule zamkniętej. Wówczas zarówno temat, jak i materiały mogą zostać przygotowane na podstawie uzgodnień między zleceniodawcą a firmą szkoleniową, a klient może mieć wpływ zarówno na wybór terminu, jak i np. trenera. Warto też  zauważyć, że w przeliczeniu na jednego uczestnika, zajęcia zorganizowane dla dużej grupy będą znacznie tańsze, niż gdyby każdy z pracowników został wysłany na szkolenie otwarte.

Ale takie szkolenia także mają wady. Minusem jest już to, że w zajęciach uczestniczą wyłącznie pracownicy jednej organizacji. Trudno w takiej sytuacji obrać szerszą perspektywę. Szkolenie odbywające się wewnątrz firmy może też nie sprzyjać szczerości – uczestnicy mogą unikać mówienia o sprawach trudnych, obawiając się reakcji swoich kolegów. Poza tym, jeśli zajęcia odbywają się w siedzibie pracodawcy, uczestnicy będą mieli poczucie, że cały czas przebywają w pracy, a to może obniżać ich motywację, wywoływać znudzenie i w efekcie, źle wpływać na koncentrację.

Szkolenia wyjazdowe jako alternatywa

Jeśli jednak właściciel lub menedżer chciałby uzupełnić wiedzę pracowników z różnych działów w bardzo krótkim czasie, nadrabiając tym samym – być może wieloletnie – zaniedbania, istnieje jeszcze trzecie rozwiązanie, jakie stanowi możliwość skorzystania ze szkoleń wyjazdowych.

Specyfika tego rodzaju wydarzeń polega na tym, że w jednym miejscu i czasie organizowane są szkolenia nawet z kilkudziesięciu tematów, z rozmaitych obszarów. Zajęcia realizowane są w formule otwartej, a więc firmy chcące w nich uczestniczyć, same decydują, czy wyślą na nie jednego pracownika, kilku pracowników z jednego działu, czy może kilkanaście osób z wielu działów.

Dzięki takiemu rozwiązaniu część pracowników można wysłać np. na warsztat dotyczący negocjacji handlowych, kogoś innego na wykłady z prawa pracy, a jeszcze kilku innych na zajęcia związane z logistyką, przy czym każde z tych szkoleń może odbywać się jednocześnie, w sąsiadujących ze sobą salach.

– Nasza firma szkolenia wyjazdowe organizuje kilka razy do roku, a ich popularność wciąż rośnie – mówi Jacek Zaborowski, wiceprezes firmy Effect Group. – W tym roku, podczas grudniowego wyjazdu do Zakopanego, planujemy przeprowadzić szkolenia z ponad trzydziestu tematów, co stanowić będzie nasz nowy rekord – dodaje.

Ponieważ szkolenia wyjazdowe organizowane są przeważnie w miejscach atrakcyjnych turystycznie, takie wydarzenie może być zarazem rodzajem motywującej nagrody dla pracowników oraz szansą na „podładowanie akumulatorów”. Obecnie przedsiębiorstwa rzadziej niż jeszcze kilka lat temu organizują wyjazdy integracyjne dla pracowników. W przypadku szkolenia wyjazdowego efekt integracyjny można uzyskać niejako przy okazji poszerzania wiedzy pracowników i, co nie mniej ważne, bez dodatkowych kosztów.

Dla pracodawcy minusem wysłania wielu pracowników na szkolenia wyjazdowe jest kumulacja kosztów związanych z kształceniem personelu. Z drugiej strony, jeśli zdecyduje się on delegować wielu pracowników raz do roku na wybrany turnus szkoleniowy, koszt transportu poniesie tylko raz, a ewentualna dezorganizacja pracy firmy wynikająca z nieobecności części załogi także wystąpi jednorazowo. W skali roku może to oznaczać poważne oszczędności w porównaniu z opcją korzystania z wielu pojedynczych szkoleń.

beamerWarto mieć plan

Można też zrobić tak, by zaległości szkoleniowe nadrobić w formie szkoleń wyjazdowych dla wielu pracowników jednocześnie, a w dalszej perspektywie wiedzę i umiejętności uzupełniać już na bieżąco, na kolejne szkolenia delegując pojedyncze osoby. Ważne jednak, aby problem rozwoju pracowników rozwiązać systemowo, tworząc w tym zakresie odpowiednie plany i strategie.

– Istotne jest planowanie zarówno w perspektywie strategicznej, długookresowej, jak i w ujęciu operacyjnym, np. rocznym. Jeśli zarząd przedsiębiorstwa poważnie podejdzie do tego tematu, rozwój umiejętności oraz kompetencji pracowników może stać się podstawą strategii firmy w zakresie zasobów ludzkich – podpowiada Jarosław Marciniak.

17 listopada rusza Advanced Threat Summit – forum cyberbezpieczeństwa biznesu

17 i 18 listopada 2015 r. w Warszawie odbędzie się dwudniowa konferencja Advanced Threat Summit, poświęcona najbardziej zaawansowanym zagrożeniom w cyberprzestrzeni dla biznesu. Ważnymi tematami tegorocznej edycji jest zastosowanie BigData  i analizy dużych zbiorów danych na rzecz cyberbezpieczeństwa oraz bezpieczeństwo sieci przemysłowych. W ramach konferencji odbędzie się ponad 50 wykładów, debat panelowych i warsztatów, w których wezmą udział polscy i zagraniczni eksperci. Gośćmi specjalnymi konferencji są David Fuhr (ntity GmbH), Fredrik Hult (Cyber Resilience Ltd.), Ray Irving (FS-ISAC) oraz Michael Sutton (ZScaler). AT Summit to największa w Polsce konferencja ekspercka dotycząca bezpieczeństwa ICT w zakresie usług, procesów i kluczowych aplikacji biznesowych.

 AT Summit to wydarzenie dla wszystkich zainteresowanych tematyką bezpieczeństwa teleinformatycznego, w szczególności z takich branż jak finanse i bankowość, e-commerce, telekomunikacja, utilities, czy sektor publiczny. Biorąc pod uwagę zmienność ryzyk, charakteru zagrożeń technicznych, czy sposobów wykrywania i reakcji na nie, konieczne jest bieżące podnoszenie kwalifikacji i świadomość wartości, które daje wymiana doświadczeń w gronie CSO i menedżerów bezpieczeństwa IT – mówi Przemysław Gamdzyk, Prezes spółki Evention, współorganizator konferencji. – Naszym celem jest właśnie przedstawienie i wielowymiarowa analiza współczesnych, złożonych cyberzagrożeń w biznesie – dodaje.

W tym roku Rada Programowa AT Summit wybrała 8 tematów wiodących, które będą podejmowane w trakcie konferencji, m.in. ataki ukierunkowane, APT, DDOS oraz komunikacja i koordynacja działań firmy w obliczu zagrożenia. W czasie konferencji szczególna uwaga zostanie poświęcona dwóm tematom, których znaczenie w świecie bezpieczeństwa szybko rośnie. Pierwszy to zastosowanie BigData w security, czyli duże dane w świecie bezpieczeństwa – zaawansowana analityka danych pochodzących z wielu różnych źródeł, istotnych dla bezpieczeństwa IT (od danych z plików systemowych i rejestrów zdarzeń, poprzez korelację informacji o różnych incydentach, aż do przetwarzania danych z sieci społecznościowych). Drugi to bezpieczeństwo sieci przemysłowych (SCADA) i bezpieczeństwo najbliższego nam świata urządzeń M2M/IOT.

W ciągu dwóch dni Advanced Threat Summit odbędzie się łącznie ponad 50 klasycznych prezentacji i paneli, dyskusji roundtables oraz praktycznych warsztatów. W konferencji weźmie udział blisko 250 polskich i zagranicznych ekspertów w obszarze cyberbezpieczeństwa – przedstawiciele firm z takich branż jak IT, energetyka, telekomunikacja, przemysł chemiczny, logistyka, finanse i bankowość, media, usługi profesjonalne, e-commerce, public relations, a także naukowcy i administracja rządowa. Gośćmi specjalnymi konferencji są David Fuhr, założyciel  i prezes ntity GmbH, Fredrik Hult, Executive Advisor Cyber Resilience Ltd., Ray Irving, dyrektor FS-ISAC oraz Michael Sutton, VP of Security Research ZScaler. AT Summit to największa w Polsce konferencja ekspercka dotycząca bezpieczeństwa ICT w zakresie usług, procesów i kluczowych aplikacji biznesowych sprofilowana pod kątem potrzeb menedżerów bezpieczeństwa z dużych organizacji.

Advanced Threat Summit odbędzie się 17 i 18 listopada br., w Airport Hotel Okęcie, przy ulicy 17 Stycznia 24. Formularz rejestracyjny dostępny na https://atsummit.pl/formularz/

Konferencja jest organizowana przez Evention oraz ISSA Polska – krajowy oddział międzynarodowej organizacji ISSA zrzeszającej profesjonalistów cyberbezpieczeństwa na całym świecie.

Toyota Auris i Toyota Verso ulubionymi samochodami niemieckich kierowców według ADAC

Toyota Auris i Toyota Verso zajęły pierwsze miejsce w swoich segmentach w badaniu satysfakcji kierowotaców z posiadanych pojazdów. Badanie przeprowadził niemiecki automobilklub ADAC. Toy zajęła drugie miejsce w rankingu jakości serwisu, w ciągu roku awansując o jedną pozycję.

W najbardziej popularnym segmencie kompaktów pierwszą pozycję zajął Auris, zdobywając 79,1 pkt i awansując o jedno miejsce w stosunku do poprzedniego roku. Wśród vanów po raz drugi z rzędu wygrało Verso z 79,9 pkt. Z dużym uznaniem niemieckich klientów spotkał się także serwis Toyoty, który uplasował się na drugim miejscu.

Badanie ADAC objęło ponad 20 tys. wywiadów z właścicielami samochodów. Raport ocenia, które modele sprawdziły się najlepiej w życiu codziennym i którzy producenci najtrafniej spełniają oczekiwania swoich klientów. W ocenie samochodów brano pod uwagę różne czynniki, takie jak komfort, ergonomia, napęd, oszczędność, cena i wartość rezydualna, a także wizerunek marki. Autorzy raportu podkreślają, że badanie odzwierciedla hierarchię czynników właściwą dla konkretnych segmentów – na przykład cena i koszt utrzymania jest o wiele istotniejszym kryterium dla segmentu B niż dla aut sportowych.

Najwyższą jakość Toyoty i jej samochodów potwierdzają co roku liczne badania, takie jak Ranking Jakości Auto Bild oraz rankingi jakości i niezawodności TUV, Consumer Reports czy JD Power. Polscy klienci mogą liczyć na najwyższą jakość obsługi w salonach marki, co potwierdził wygrany przez Toyotę Wielki Test Salonów magazynu „Auto Świat”. Satysfakcja klientów i zaufanie, jakim cieszy się japońska marka, decydują o tym, że Toyota jest największym producentem samochodów na świecie. W Polsce samochody tej marki wybiera najwięcej klientów indywidualnych.

Ranking satysfakcji kierowców ADAC – samochody kompaktowe

ranking

Ranking satysfakcji kierowców ADAC – vany

Ranking satysfakcji kierowców ADAC – vany

Ranking satysfakcji kierowców ADAC – jakość serwisu

Ranking satysfakcji kierowców ADAC – jakość serwisu

Nie żałuj pieniędzy na szkolenie kierowców w firmie

Chcesz zmniejszyć w swojej firmie koszty eksploatacji samochodów służbowych? Twoi pracownicy często są uczestnikami kolizji, przez co pojazdy wymagają licznych napraw? Wyślij kierowców na szkolenia z bezpiecznej i ekonomicznej jazdy.

– Sylwester Pawłowski, prezes firmy Safety Logic, o tym, dlaczego firmy powinny zapewniać swoim kierowcom szkolenia z bezpiecznej i ekonomicznej jazdy oraz jak pracownicy do nich podchodzą.

– Jarosław Szymankiewicz, kierownik działu skarbu w Kompanii Piwowarskiej, twórca programu „Świadomy Kierowca KP”, o szkoleniach dla kierowców firm.

Zdigitalizowana korespondencja ułatwi obieg dokumentów w firmach

Firmy coraz chętniej przechodzą na cyfrowy obieg dokumentów. Ułatwia go między innymi usługa umożliwiająca otrzymywanie zdigitalizowanych listów zamiast korespondencji tradycyjnej.

Marcin Mączka, dyrektor Biura Informatyki z Envelo – Grupa Poczty Polskiej, o usłudze umożliwiającej otrzymywanie zdigitalizowanych listów zamiast korespondencji tradycyjnej.

Zgłaszanie dzikich wysypisk śmieci jeszcze prostsze

Pilotażowa akcja #BrudnoTu Fundacji Banku Ochrony Środowiska zmienia się w całoroczne przedsięwzięcie. Od dziś, w każdej chwili i każdym miejscu, za pomocą smartfona i aplikacji LocalSpot można zgłosić każde dzikie wysypisko śmieci w Polsce. Zgłoszenie automatycznie trafi do właściwej gminy, a zgłaszający nie będzie musiał szukać jej danych kontaktowych w Internecie. To usprawni cały proces.

 1_Fundacja BOŚJak oszacowało Ministerstwo Środowiska w samym tylko 2014 r. w lasach zebrano ponad 120 tys. m3 śmieci. Dzięki zainicjowanej przez Fundację BOŚ akcji #BrudnoTu każdy obywatel ma szansę to zmienić. – Zachęcamy do zgłaszania zarówno dużych jak i mniejszych wysypisk śmieci, które spotkaliśmy na swojej drodze w lesie, parku, na skwerze, czy chodniku. Gminy często nie wiedzą o istnieniu takich miejsc, dlatego warto ich poinformować. Dzięki aplikacji LocalSpot zgłaszający nie będą musieli szukać danych kontaktowych do konkretnej gminy i wysyłać zgłoszenia e-mailem. Dzięki aplikacji w smartfonie, zgłoszenie trafi bezpośrednio do odpowiedniego urzędu, a cały proces zajmie kilka sekund – podkreśla Barbara Lewicka-Kłoszewska, Ekolog i Wiceprezes Fundacji BOŚ. Do tej pory, dzięki akcji #BrudnoTu zlokalizowanych zostało kilkadziesiąt dzikich wysypisk. – Nasza akcja spotkała się z bardzo pozytywnym przyjęciem samorządów, które dzięki zgłoszeniom od obywateli, mogły zidentyfikować i sprawnie uprzątnąć nielegalne wysypiska śmieci. Udowodniliśmy tym samym, że wielu z nas troszczy się o dobro wspólne i chce mieć realny wpływ na swoje otoczenie – dodaje Barbara Lewicka-Kłoszewska.Barbara_Lewicka_Kloszewska_Wiceprezes Fundacji BOŚ

Jak zgłosić dzikie wysypisko?

Teraz, dzięki aplikacji mobilnej LocalSpot, można szybko i w prosty sposób zgłosić każde napotkane wysypisko śmieci. Wystarczy otworzyć aplikację w telefonie, zrobić zdjęcie zaśmieconemu miejscu, wybrać kategorię „Akcja #BrudnoTu” i kliknąć przycisk „dodaj”. Można zrobić to także za pomocą strony www.localspot.pl. W ciągu kilku sekund nasze zgłoszenie trafia do urzędu gminy. Co więcej, możemy zrobić to w pełni anonimowo, bez konieczności logowania. Wszystkie zgłoszenia pojawiają się także na mapie, a każdy użytkownik może je zobaczyć, skomentować, albo poprzeć klikając symbol serduszka.

Zgłaszaj też inne problemy

Za pomocą aplikacji LocalSpot można zgłaszać również inne problemy, które dostrzeżemy na swoim osiedlu lub na ulicy.  – Awaria latarni, nieodśnieżony chodnik czy zaśmiecony park – te i wiele innych problemów napotykamy w swoim otoczeniu. Widzimy je, ale rzadko reagujemy. Dlaczego? Bo często po prostu nie wiemy, gdzie je zgłosić.  To właśnie dlatego stworzyliśmy prostą usługę LocalSpot. Ma ona pomagać mieszkańcom i urzędom w dbaniu o przestrzeń publiczną. Aplikacja jest darmowa, a każde wysłane za jej pośrednictwem zgłoszenie automatycznie trafia do właściwej komórki w gminie – mówi Maciej Dopierała odpowiedzialny za projekt LocalSpot.

Moneta kolekcjonerska czy zwykły metal. Jak to sprawdzić?

Przed rozpoczęciem przygody z monetami kolekcjonerskimi konieczne jest nabycie podstawowej wiedzy na temat produktów, które znajdują się na rynku. Istotna jest przede wszystkim zdolność odróżnienia monet od medali i numizmatów – podkreśla Michał Tekliński, prezes zarządu, Mennica Wrocławska, Grupa Goldenmark.

monetyRozpoczynając przygodę z monetami kolekcjonerskimi, tudzież z numizmatami przede wszystkim powinniśmy zwrócić uwagę  na to, co chcemy zakupić. Jeśli chcemy kupić monetę, powinniśmy zobaczyć, czy to, co mamy przed sobą, czy to, co jest obiektem naszego zainteresowania, jest monetą. Najłatwiej to rozpoznać sprawdzając, czy moneta ma nominał na awersie lub rewersie. Monety mają nominały, numizmaty i medale nominałów nie mają – mówi newsrm.tv Michał Tekliński, prezes zarządu Mennicy Wrocławskiej, Grupa Goldenmark.

Jak podkreśla Tekliński monety, w tym także kolekcjonerskie, różnią się między sobą. Dlatego jeśli chcemy dobrze ulokować swoje pieniądze powinniśmy zobaczyć z czego zrobiona jest dana moneta. Jej wartość jest bowiem pochodną wartości rynkowej kruszcu, z którego została wytworzona. Czasem chcąc uatrakcyjnić daną monetę używa się różnego rodzaju ozdobników. Jednym z przykładów takiego działania jest platerowanie złotem, które powoduje wzrost ceny monet, ale nie oznacza istotnego zwiększenia ich wartości.

Kolejną cechą odróżniającą monety od  numizmatów i medali jest ich nakład. O ile monety muszą mieć ściśle określony nakład, w przypadku medalu zależy on wyłącznie od producenta. Oznacza to ryzyko dla nabywcy, gdyż im więcej medali zostanie wyprodukowanych, tym mniejsza ich wartość kolekcjonerska. Natomiast w przypadku monet taka sytuacja nie występuje, bo już w momencie zakupu wiemy, jaki jest maksymalny nakład tej monety.

Na rynku pojawia się bardzo wiele produktów, które noszą nazwy, które kojarzą nam się z monetami – typu dukaty, grosze itd. Jeśli chcemy zakupić tego typu produkt zawsze warto spojrzeć, czy jest to prawdziwa moneta, czyli czy ma nominał. Jeśli go nie ma to znaczy, że jest to tylko i wyłącznie medal o nazwie dukat, który nie jest środkiem płatniczym i jest wart tyle, ile kruszec, z jakiego jest zrobiony – podsumowuje Michał Tekliński.

Rozmowy rekrutacyjne przyszłości

Na polskim rynku rekrutacyjnym pojawił się nowy trend – videorekrutacja. Wykorzystanie videorekrutacji jest korzystne zarówno dla rekrutera, jak i osoby poszukującej pracy, ponieważ pozwala oszczędzić czas i koszty, a także zniwelować stres kandydatów.

– Dla rekrutera, poza skróceniem czasu, to oczywiście korzyści finansowe, bo krótszy czas rekrutacji to oszczędność w naszej firmie. Mamy również szansę na zdobycie lepszych kandydatów, którzy są obeznani w nowych technologiach i nie boją się nowych, specyficznych wyzwań – mówi newsrm.tv Łukasz Sójka, dyrektor zarządzający ATOTA Sp. z o.o., Spółki która jest odpowiedzialna za stworzenie serwisu zapraszamnarozmowe.pl.

Badania, przeprowadzone na zlecenie zapraszamnarozmowe.pl, wskazują, że około 90% osób, które uczestniczą w procesach rekrutacji, odczuwa stres. Videorekrutacja jest więc dobrym sposobem na jego zniwelowanie. Równocześnie pozwala ona rekruterom poznać umiejętności kandydata przed zaproszeniem go na bezpośrednią rozmowę.

– Ten trend dopiero pojawia się w Polsce, ale jeśli popatrzymy na rynki rozwinięte to absolutnie należy wierzyć, że trend się rozwinie, a w niektórych typach rekrutacji stanie się standardem – podsumowuje Łukasz Sójka.

Katalonia rozpoczyna procedury secesyjne

Rząd Katalonii jeszcze dobrze nie rozpoczął procedury, a już ma pierwsze kłody pod nogami. Bitcoin znów gwałtownie spadł. EBC rozważa zwiększenie skali interwencji.

Zgodnie z oczekiwaniami po wyborach lokalnych w Katalonii, gdzie partie proniepodległościowe uzyskały większość w lokalnym parlamencie, rozpoczęło się przygotowanie do separacji. Głosowanie w sprawie rezolucji przekształcenia tego regionu w osobną republikę głosowało 72 ze 135 deputowanych. Jest to dość krucha większość jak na tak ważną decyzję. Rząd w Madrycie oczywiście zapowiedział, że zablokuje te działania, korzystając ze wszelkich dostępnych demokratycznych metod. Dowodem na to jest fakt, że lokalny trybunał konstytucyjny już wczoraj przyjął do rozpatrzenia skargę rządu. Co ważniejsze zawiesił do czasu werdyktu realizację przygotowanej na 18 miesięcy procedury secesji. Gdyby doszło do rozłamu można by się spodziewać sporego zamieszania na rynkach walutowych, szczególnie na parach z euro.

Na Bitcoinie znowu duże zawirowania. “Waluta” ta oczywiście już dawno zapomniała o poziomach 1200 USD, aczkolwiek w zeszłym tygodniu wydawało się, że powróciły wzrosty. Osiągnięty został poziom 432 USD po czym kurs spadł do 310 USD. Tak duże wahania świadczą o tym, że proces zrobienia z bitcoina realnej waluty jest w dalszym ciągu odległy skoro zmienia ona swoją wartość o 30% w ciągu tygodnia. Dodatkowo wraz z wychodzeniem świata z kryzysu poszukiwanie takiej alternatywy traci sens.

Na rynkach pojawiła się informacja, że EBC rozważa poszerzenie programu skupu obligacji o te emitowane przez regiony i miasta. Powodem jest bardzo wolna poprawa sytuacji gospodarczej w Europie, co w połączeniu ze skupywaniem za 60 mld euro miesięcznie powoduje istotny wpływ na rynek. Rentowność obligacji spada, gdyż na rynku jest duży gracz, który i tak kupi za tą kwotę. Pytanie tylko, czy poszerzenie programu o obligacje miast nie zachęci ich do nadmiernego zadłużania się i co stanie się z rentownością tych papierów jak EBC zakończy program. Taki scenariusz mógłby spowodować istotne problemy gospodarcze lub nawet niewypłacalność odciętych od taniego finansowania regionów. Jak wpłynie to na rynek walutowy? To zależy od tego czy duże regiony będą mieć problemy. W przypadku tych większych można się spodziewać kolejnych spadków na EUR/USD, które zwyczajowo powinny przełożyć się również na problemy walut w naszej części świata.

Od rana poznaliśmy dane na temat inflacji z Niemiec. Zgodnie z oczekiwaniami w Niemczech nie ma zmian cen, inflacja wynosi 0%. Ten sam wskaźnik we Francji wbrew zerowym oczekiwaniom wyniósł 0,1%. Dzisiaj warto jeszcze zwrócić uwagę na:

11:15 – Strefa Euro – przetarg na TLTRO,

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Oprócz tego odbędzie się dzisiaj wiele konferencji z udziałem członków FED co zwyczajowo zwiększa zmienność na rynkach.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 12.08.2015 do 12.11.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 12.08.2015 do 12.11.2015

Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po przebiciu maksimum na poziomie 4,2500, kurs dotarł do 4,2950 i zawrócił. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest wspomniany poziom 4,2950 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2100 a następnie minima w okolicach 4,1550-4,1600.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 12.08.2015 do 12.11.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 12.08.2015 do 12.11.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebiciu poprzednich oporów kolejnym istotnym poziomem są okolice 3,9650 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9000.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 12.08.2015 do 12.11.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 12.08.2015 do 12.11.2015

Kurs USD/PLN w połowie października wybił się z trendu bocznego we wzrostowy. Nowym oporem są maksima na 3,9800. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9250.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 12.08.2015 do 12.11.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 12.08.2015 do 12.11.2015

Kurs GBP/PLN od połowy października porusza się w silnym trendzie wzrostowym. Najbliższym oporem dla ruchu w górę są obecnie maksima lokalne na 6,0150. W przypadku spadków ważnym wsparciem są okolice 5,9200 gdzie kilkukrotnie kurs już odbijał się w górę.

Brazylia: brak cudownego lekarstwa na kryzys

Brazylia, której Coface obniżył we wrześniu ocenę ryzyka do poziomu B (znaczne ryzyko zadłużenia przedsiębiorstw), przeżywa okres gospodarczych rewolucji. Podwyższenie stóp procentowych przez Bank Centralny, mające na celu poskromienie inflacji, odbiło się negatywnie na tempie wzrostu PKB. Spadek aktywności gospodarczej przekłada się na niższe wpływy podatkowe do budżetu i grozi koniecznością dokonania korekty fiskalnej. Ponadto rząd potrzebuje poparcia Kongresu, aby wygenerować zakładaną pierwotną nadwyżkę budżetową – jednak tego wsparcia brakuje. Niestabilność sytuacji politycznej wywiera istotny wpływ na krajowe wyniki gospodarcze.

Od boomu do krachu

Rok 2015 miał być okresem dokonywania korekt, szczególnie w kontekście inflacji i finansów publicznych. Na koniec 2014 r. poziom inflacji osiągnął 6,4 proc., czyli wartość bliską jej górnemu pułapowi ustalonemu na 6,5 proc. Jednak rzeczywista sytuacja w kraju okazała się gorsza od prognoz, biorąc pod uwagę jeszcze większą presję na obniżenie cen i trudności spowodowane sztucznym utrzymywaniem cen stałych na niskim poziomie. Do września 2015 r. inflacja osiągnęła 9,5 proc., napędzana głównie przez 16,3 proc. wzrost wysokości cen stałych i znaczne obniżenie wartości kursów walut.

W drugim kwartale 2015 r. tempo wzrostu PKB spadło o 2,6 proc. w stosunku rocznym. Po stronie popytowej rynku na aktywność gospodarczą wpłynął przede wszystkim spadek inwestycji (-7,9 proc. w I połowie 2015 r., r.d.r.) oraz poziomu konsumpcji spowodowany wzrostem inflacji i stopy bezrobocia (8,6 proc. za kwartał zakończony w lipcu 2015 r. wobec 6,9 proc. w lipcu 2014 r.).

Dalsza analiza pokazuje skutki recesji w podziale na poszczególne sektory gospodarki. Trzy branże przemysłowe zostały dotknięte w największym stopniu, a ich ocena została obniżona z poziomu wysokiego ryzyka na bardzo wysokie:

  • Sektor motoryzacyjny – w okresie styczeń-sierpień 2015 r. poziom produkcji spadł o 20,1 proc., sprzedaży o 22,7 proc., a eksportu o 10,8 proc. (w porównaniu do analogicznego okresu w 2014 r.).
  • Sektor stalowy – w 2015 r. wrażliwość branży na niekorzystną zewnętrzną sytuację gospodarczą wzrosła ze względu na ostry spadek aktywności w kraju.
  • Sektor budownictwa – w pierwszej połowie 2015 r. (r.d.r.) branża odnotowała spadek rzędu 5,5 proc. W sierpniu 2015 r. poziom wykorzystania mocy produkcyjnych wynosił jedynie 58 proc., co stanowi najniższy poziom od czasu wprowadzenia szeregów czasowych w 2012 r.
deficyt budzetowy
Deficyt budżetowy a dług publiczny

Brak pozytywnych prognoz dla gospodarki

Dane dotyczące krajowych finansów publicznych uległy gwałtownemu pogorszeniu. Kiedy urzędująca prezydent obejmowała swój pierwszy mandat w styczniu 2011 r., dług publiczny brutto wynosił 52 proc. PKB.

W sierpniu 2015 r. ten sam wskaźnik osiągnął wartość 65,3 proc. PKB.

Z biegiem lat brazylijski rząd przykładał coraz mniejszą wagę do osiągania pierwotnej nadwyżki budżetowej, wyznaczając niższe cele oraz stosując kreatywną księgowość. W 2014 r. doprowadził do powstania pierwotnego deficytu wynoszącego 0,6 proc. PKB, łamiąc przepisy Ustawy o odpowiedzialnej polityce budżetowej uchwalonej w 2000 r. Na początku października 2015 r. Federalny Trybunał Obrachunkowy (TCU) jednogłośnie zalecił odrzucenie rządowych danych finansowych za 2014 r. Był to pierwszy raz od 1937 r., kiedy TCU przekazał Kongresowi opinię rekomendującą odrzucenie rządowych wyników finansowych.

Przeprowadzeniu korekty budżetowej zagraża niższy poziom aktywności gospodarczej, słabe poparcie ze strony Kongresu i opóźnienia spółek w regulowaniu należnych podatków. Do sierpnia 2015 r. deficyt fiskalny wynosił 0,8 proc. PKB.

Leasing IT w przerwie na kawę

Leasing sprzętu komputerowego staje się coraz bardziej popularny wśród przedsiębiorców. Nic dziwnego: do 2020 roku polski rynek IT wzrośnie do 6,24 mld USD, jak  prognozuje firma Future Market Insights. Dla porównania w 2013 roku wartość tego rynku w Polsce sięgnęła 4,1 mld USD. Innowacyjne projekty polskich firm i popularność nowoczesnych technologii wymuszają na leasingodawcach zmianę dotychczasowego podejścia do leasingu sprzętu IT.

 Z badań zrealizowanych przez Lenovo wynika, że przedstawiciele małych i średnich spółek najczęściej wymieniają sprzęt komputerowy z powodu jego zużycia, zniszczenia lub zbyt niskich możliwości technicznych jak na aktualne potrzeby firmy. Najrzadziej zdarza się wymiana sprzętu na nowy związana z zakończeniem okresu leasingowania – do takiego powodu przyznało się jedynie 5% ankietowanych firm. Jednak popularność finansowania leasingiem sprzętu IT nadal rośnie.

Jeszcze do niedawna leasing sprzętu komputerowego i oprogramowania o niskiej wartości był traktowany przez polskich leasingodawców nieco po macoszemu. Formalności leasingowe były dla klientów równie uciążliwe jak w przypadku innych, droższych przedmiotów, zaś firmy leasingowe niechętnie udzielały finansowania na mniej kosztowne sprzęty. Dopiero przy większych zamówieniach skłonne były finansować komputery. Dla dużych firm, zamawiających sprzęt w dużych ilościach nie stanowiło to problemu. Mniejsze musiały radzić sobie inaczej w pozyskaniu elektroniki – stosowały blokujące kapitał zakupy gotówkowe lub kredyty albo kupowały tańszy, używany sprzęt.

Obecnie mamy do czynienia z zupełnie inną sytuacją. Leasing sprzętu informatycznego, podobnie jak oprogramowania, ma swoje stałe miejsce w ofercie większych firm leasingowych. Leasingodawcy prześcigają się w propozycjach związanych z finansowaniem sprzętu IT. Wciąż istotną barierą w przypadku leasingu tego typu sprzętu jest jednak jego niska cena. Nadal uzyskanie leasingu na pojedynczy zestaw komputerowy czy laptop nie wszędzie jest możliwe.

Takie nastawienie leasingodawców może być błędem. Trzon biznesu w Polsce stanowią w końcu małe i średnie firmy. To one najczęściej korzystają z usług leasingodawców, by inwestować w rozwijający się biznes, nie tracąc jednocześnie płynności finansowej. Pojawia też się coraz więcej start-upów, a dotacje unijne i granty stawiające na innowacyjne projekty z pewnością przyczynią się jeszcze do powstawania małych, nowatorskich przedsiębiorstw. Większość z nich pierwsze kroki skieruje w stronę firm zapewniających finansowanie. Co na to branża?

Oferta firm leasingowych musi dotrzymywać kroku dynamicznym zmianom na rynku – mówi Bartosz Borowski, dyrektor Linii Masowych Kanałów Dystrybucji w Raiffeisen Leasing. – Struktura klientów leasingu IT ostatnio znacznie się zmieniła. Jeżeli chodzi o wartość finansowanych środków, to oczywiście nadal prym wiodą duże podmioty. Jednak biorąc pod uwagę ilość zamówień, coraz ważniejszą rolę odgrywają niewielkie przedsiębiorstwa. Dlatego coraz częściej pojawiają się oferty skierowane do małych firm, szukających finansowania dla stosunkowo niewielkich zamówień – dodaje ekspert.

Co więcej, konkurencja sprawia, że walka cenowa nie jest optymalnym rozwiązaniem. Firmy wolą przyciągać klientów ciekawymi ofertami. Propozycje skrojone na potrzeby potencjalnych klientów muszą być więc nowatorskie, elastyczne i… wygodne. Wśród licznych możliwości ciekawą propozycją dla przedsiębiorców jest m.in. możliwość wyleasingowania sprzętu podczas zakupów w centrum handlowym.

Tak jest m.in. z ofertą na leasing produktów firmy Apple  – przekonuje Borowski. – W salonie iSpot możemy wybrać dowolny sprzęt – może to być iPhone, iPad czy MacBook (od sumy 2 000 zł. netto) dla naszej firmy i zdecydować o finansowaniu go leasingiem. Kalkulację leasingową dostaniemy od sprzedawcy, a na decyzję firmy leasingowej będziemy musieli poczekać najwyżej pół godziny – dodaje. Akurat tyle, żeby wypić kawę w pobliskiej kawiarni lub zrealizować domową listę zakupów. Umowę na leasing wybranego sprzętu podpiszemy tego samego dnia. Procedura jest uproszczona i skrócona do minimum.

Cały proces został przygotowany tak, aby klient mógł podpisać uproszczoną umowę leasingu i odebrać swoje urządzenie podczas jednej wizyty w sklepie – mówi Bartosz Borowski. – Weryfikacja klienta firmowego w czasie „filiżanki kawy” i ułatwiony dostęp do korzyści podatkowych leasingu powoduje, że oferta spotkała się z dużym zainteresowaniem naszych klientów. W najbliższym czasie szykujemy dla nich kilka niespodzianek. Cały  czas pracujemy nad tym, aby podpisanie umowy leasingu było przyjemnym doświadczeniem, a nie uciążliwą formalnością – dodaje ekspert.

Przed frankowiczami dobre czasy

Niedawno ogłoszony wstępny projekt ustawy względem „przywrócenia równości stron niektórych umów kredytu i zmianie niektórych innych ustaw” to swoista deska ratunku dla frankowiczów. Niegdyś uznawani za przegranych mogą znaleźć się w gronie zwycięzców walki kredytobiorcy-bank.

Dla każdego frankowicza 5 tys. zł

Zaproponowany przez prezydenta projekt ustawy doprowadziłaby do zdelegalizowania tzw. spreadu walutowego stosowanego przez banki. Polegałoby to na uznaniu każdego innego, poza NBP, kursu przeliczania wysokości raty i kwoty kredytu za nieważny. W efekcie banki musiałyby zwrócić kredytobiorcom tysiące złotych, które zarobiły wyliczając raty na podstawie swoich, zawyżonych w stosunku do rynku, kursów. Te pieniądze zostałyby odjęte od kwoty kapitału kredytu pozostającego do spłaty.

Jak wynika z danych Comperia.pl, dla modelowego kredytu z sierpnia 2008 r. (wówczas frank szwajcarski był najtańszy, a popyt na kredyty w tej walucie największy) na kwotę 300 tys. zł i na okres 30 lat kredytobiorcy przysługiwałby zwrot ok. 5 tys. zł. Średnio bankowe kursy sprzedaży franka szwajcarskiego przekraczały te sugerowane przez NBP o ok. 10 groszy, zatem w każdej dotychczasowej racie „nielegalnie” pobranych pieniędzy byłoby ok. 50-60 zł. Niestety na rynku znalazły się bardziej pazerne banki, które obecnie musiałyby zwrócić takiemu kredytobiorcy kwotę w wysokości ok. 10 tys. zł.

Wyliczenia:

Rata kredytu* w listopadzie 2015 r. przy średnim kursie sprzedaży CHF/PLN w bankach 1 985 zł
Rata kredytu* w listopadzie 2015 r. przy kursie CHF/PLN wg NBP 1 936 zł
Różnica 49 zł
*kredyt na 300 tys. zł na 30 lat zaciągnięty w sierpniu 2008 r.
Źródło: wyliczenia
Comperia.pl

 

Łączna kwota rat zapłaconych dotychczas, przy średnim kursie sprzedaży CHF/PLN w bankach 161 133 zł
Łączna kwota rat zapłaconych dotychczas, przy kursie CHF/PLN wg NBP 156 312 zł
Różnica 4 821 zł
*kredyt na 300 tys. zł na 30 lat zaciągnięty w sierpniu 2008 r.
Źródło: wyliczenia
Comperia.pl

 

Oczywiście odjęcie kredytobiorcom z długu kilku tysięcy złotych byłoby bardzo miłe, niemniej jednak nie miałoby to kluczowego znaczenia dla ogólnej ich sytuacji – modelowy frankowicz przy dzisiejszym kursie jest winien bankowi niemal 500 tys. zł – komentuje Mikołaj Fidziński, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl. – Pozostaje też kwestia rozliczenia klientów, którzy nie spłacali kredytu po wysokim kursie banku, ale sami wymieniali złotówki na euro czy franki taniej i przynosili do banku walutę. Z jednej strony oni także nabywali walutę drożej niż kurs NBP, choć taniej niż u swojego kredytodawcy, a z drugiej nie zawsze będzie łatwo wskazać kiedy, ile i po jakim kursie wymieniali oni pieniądze – dodaje.

Oprócz spreadu bank musiałby także zwrócić część rat w sytuacji, gdy umowa dawała mu możliwość zmiany oprocentowania kredytu „bez względu na zmianę stopy referencyjnej lub indeksu albo nieproporcjonalnie do zmian takiej stopy referencyjnej lub indeksu”.

Restrukturyzacja kredytu albo oddanie mieszkania

Według wstępnego projektu ustawy kredytobiorca otrzymałby prawo do wnioskowania w banku o restrukturyzację kredytu poprzez uznanie za bezskuteczne wszelkich kwot w obcej walucie np. kwoty kredytu, rat i żądanie ich usunięcia z umowy. – W ten sposób uwolniłby się on od ryzyka kursowego oraz zacząłby spłacać kredyt w wysokości faktycznie pożyczonej kwoty w złotych, przy oprocentowaniu WIBOR+marża, jak przy kredycie walutowym. Listopadowa rata zamiast 1 936 zł wynosiłaby ok. 1 300 zł – mówi Mikołaj Fidziński, analityk Comperia.pl.

Ustawa nie precyzuje czy miałoby nastąpić jakieś rozliczenie dotychczas zapłaconych rat. Frankowicze długi czas płacili dużo niższe raty niż osoby z kredytami w złotych i choć od pewnego czasu role się odwróciły, to nadal są oni „na plusie”. Jak podaje Mikołaj Fidziński frankowicz, który zaciągnął kredyt na początku 2007 r. jest o ponad 18 tys. zł „do przodu” względem osoby, która w tym samym czasie zaciągnęła kredyt złotowy.

W takiej sytuacji bank mógłby odrzucić wniosek klienta o przewalutowanie, ale miałby nad sobą miecz Damoklesa. Wówczas klient mógłby oświadczyć bankowi, że oddaje mu mieszkanie i chce uwolnić się od zobowiązania. – To o tyle atrakcyjne rozwiązanie dla kredytobiorców, iż obecnie przeliczone na złote saldo zadłużenia z tytułu modelowego kredytu frankowego np. z sierpnia 2008 r. jest o niemal 60 proc. wyższe od kwoty pożyczonej 7 lat temu – np. dla kredytu w wysokości 300 tys. zł dziś to prawie 500 tys. zł. Ta kwota często przekracza wartość zabezpieczenia, co w praktyce oznacza, iż obecnie środków ze sprzedaży mieszkania nie wystarczyło na całkowite pozbycie się kredytu – wylicza Mikołaj Fidziński, Comperia.pl.

Klient mógłby też spłacać i nadpłacać

W sytuacji gdyby kredytobiorca nie zdecydował się na oddanie mieszkania dostanie on duże wsparcie w spłacie kredytu walutowego. Pomimo tego, że spłacałby kredyt przy bieżącym kursie franka (już tym wg NBP, a nie zawyżonym przez bank) to część każdej raty byłaby traktowana jako nadpłata zobowiązania, co w efekcie sprawi, że klient spłaci kredyt wcześniej. Umorzeniu i uznaniu za nadpłatę miałaby podlegać część raty odpowiadająca 70 proc. różnicy obecnego kursu franka a kursu wypłaty.

Za przykład Comperia.pl podaje kredytobiorcę, który zaciągnął kredyt frankowy na 300 tys. zł, na 30 lat, w sierpniu 2008 r., przy kursie 2 zł. Kurs CHF/PLN wg NBP z 10 listopada br. wynosi 3,94 zł. Różnica kursowa to 1,94 zł. Kredytobiorca płaci całą ratę jak dla kursu 3,94 zł, wysokość raty to 1936 zł. Listopadowa rata jest jednak uznana za spłaconą już przy kwocie 1 268 zł – jak dla kursu 2,58 zł (2 zł + 0,58 zł czyli 30 proc. różnicy kursowej). Pozostała część raty, czyli 668 zł (jak dla kursu 1,36 zł czyli 70 proc. różnicy kursowej) zostaje zaliczona jako nadpłata w poczet kolejnych rat.

Powyższe wyliczenia przedstawia tabela:

Kurs wypłaty kredytu w CHF na 300 tys. zł na 30 lat w sierpniu 2008 r. 2,00 zł
Kurs CHF/PLN wg NBP w dn. 10 listopada br. 3,94 zł
Różnica 1,94 zł
Listopadowa rata kredytu przy kursie 3,94 zł 1 936 zł
Na spłatę bieżącej raty idzie kwota: 1268 zł (rata jak dla kursu CHF/PLN 2,58 zł = 2 zł + 0,58 zł czyli 30% różnicy kursowej)
Umorzeniu i uznaniu za nadpłatę podlega kwota: 668 zł (rata jak dla kursu CHF/PLN 1,36 zł czyli 70% różnicy kursowej)
źródło: wyliczenia Comperia.pl

 

Klient jest więc odpowiedzialny tylko w 30 proc. za ryzyko kursowe, a przy tym szybciej spłaca kredyt. Jako wynika z wyliczeń Comperia.pl, dzięki takim systematycznym nadpłatom kredyt zostałby całkowicie spłacony ok. 8 lat wcześniej niż wynika to z ustalonego w umowie okresu kredytowania.

Przedstawiony dokument jest jak na razie tylko projektem, ale jeśli wejdzie w życie może wiele zmienić nie tylko w sytuacji kredytobiorców, ale też banków.

P. Woźniak: Pomoc publiczna na restrukturyzację górnictwa jest sprzeczna z decyzją Rady Europy. Można ją przeznaczyć tylko na trwałą likwidację kopalń

CEO Magazyn Polska

Restrukturyzacja górnictwa przy wykorzystaniu środków publicznych stoi w sprzeczności z polityką Komisji Europejskiej. Celem strategii Europa 2020 jest marginalizacja czy wręcz likwidacja branży górnictwa węgla kamiennego i zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii w całkowitej produkcji energii. Zdaniem Piotra Woźniaka, byłego ministra gospodarki, problemem polskiego sektora są nieefektywność, kilkunastomiliardowe zadłużenie, niekorzystne warunki geologiczne oraz dominujący udział państwowego akcjonariatu.

– Pomoc publiczna może być przeznaczona wyłącznie na trwałą likwidację zakładów produkcji węgla, a nie na restrukturyzację w tym sensie, że przygotowujemy kopalnie, zakłady czy holdingi do dalszej pracy po to, żeby przetrwać kryzys – mówi Piotr Woźniak, były minister gospodarki i wiceminister środowiska, obecnie przewodniczący Rady Administracyjnej Agencji UE ds. Współpracy Organów Regulacji Energetyki (ACER).

Dodaje, że jednym z elementów planu Komisji Europejskiej jest likwidacja branży górnictwa węgla kamiennego w krajach członkowskich. Udzielenie publicznej pomocy na ratowanie sektora przez któreś z państw członkowskich stoi więc w sprzeczności z przyjętą strategią.

Jednym z postanowień strategii Europa 2020 jest osiągnięcie celu „20/20/20”. Oznacza to ograniczenie emisji dwutlenku węgla o 20 proc. w stosunku do 1990 roku oraz zwiększenie udziału odnawialnych źródeł energii w całkowitym zużyciu do 20 proc. Ma się to odbyć kosztem tradycyjnych źródeł, m.in. elektrowni zasilanych węglem kamiennym. Cel mówi także o wzroście efektywności wykorzystania energii o 20 proc.

– Prawdopodobnie są kopalnie, które są w stanie przeżyć bez pomocy publicznej. W tej chwili Tauron przejmuje czy zamierza przejąć kopalnię Brzeszcze, nierentowną kopalnię z głęboko ujemnym wynikiem, ale za to kopalnię, która ma ponad 100 mln węgla w złożu w kategorii przemysłowej – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Woźniak.

Pozytywnym wyjątkiem na tle polskich grup wydobywczych jest lubelska Bogdanka, która ma szereg przewag konkurencyjnych, pozwalających jej na zachowanie rentowności. Ta do niedawna prywatna kopalnia została niedawno przejęta przez państwową Eneę. Podstawowymi czynnikami są tutaj bogate pokłady węgla, korzystne warunki geologiczno-górnicze oraz prywatna struktura właścicielska.

– Problem mamy na Śląsku, gdzie żadna z kopalń nie ma tak dużych zasobów i praktycznie żadna – oprócz PG Silesia – nie jest prywatna, nie fedruje przez 6 czy 7 dni w tygodniu, tylko przez 5 i jest głęboko zadłużona. Ogólny poziom zadłużenia sektora to 13 mld zł – dodaje.

W połowie roku zadłużenie sektora górniczego szacowano na 13,7 mld zł. Przedstawiciel ACER stwierdza, że poziom zadłużenia polskich spółek z sektora jest na tyle wysoki, że jego obsługa może być w najbliższych latach bardzo trudna lub nawet niemożliwa do wykonania. Dodatkowo od nowego roku Kompania Węglowa będzie musiała zacząć spłacać do ZUS zaległe składki w wysokości ponad 280 mln zł. Spłata tego długu została odroczona przez Sejm na półtora roku, ale okres ten dobiega właśnie końca i przez kolejne dwa lata dług będzie musiał być spłacony.

– Oczywiście mówimy na szczęście o średniej. Mówimy o wszystkich kopalniach z uśrednionym poziomem zadłużenia, średnimi kosztami itd. Wyselekcjonowanie teraz tego, ile ziarna prawdy jest w tej sytuacji, jest niesłychanie trudne, jeśli się nie siedzi w środku – podsumowuje Piotr Woźniak.

Ceny w Polsce nadal spadają. Według CASE dopiero w przyszłym roku można się spodziewać ich ponownego wzrostu

CEO Magazyn Polska

Deflacja się utrzymuje. Z szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że ceny w październiku były niższe o 0,8 proc. niż rok wcześniej. Według projekcji NBP na tym samym poziomie utrzyma się deflacja w całym 2015 roku. Za to za rok ceny powinny już wzrosnąć, lecz tylko o 1,1 proc. Do dolnej granicy celu inflacyjnego wzrost cen ma szansę dojść dopiero za dwa lata.

Perspektywy nie są złe, ale na pewno pozostają raczej chłodne. W moim odczuciu w trzecim i czwartym kwartale tego roku nie będzie drastycznego przyspieszenia inflacji – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Bartosz Radzikowski, ekonomista Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE). – Sądzę, że do końca tego roku deflacja za cały rok wyniesie około 0,8 proc.

Na spadek cen największy wpływ mają czynniki podażowe: obniżka cen ropy (za baryłkę płaci się o połowę mniej niż w listopadzie 2014) i w ślad za nią paliwa, a także tańsza żywność, np. ceny mięsa. Jak wynika z ostatniego raportu Narodowego Banku Polskiego (NBP) dotyczącego poziomu inflacji bazowej, która nie uwzględnia cen energii i żywności, we wrześniu br. ceny wzrosły zaledwie o 0,2 proc. W sierpniu natomiast ceny wzrosły o 0,4 proc. rok do roku.

Na pewno od połowy zeszłego roku mamy w Polsce tendencję deflacyjną – podsumowuje Bartosz Radzikowski. – Nie jest więc zaskoczeniem, że ceny kształtują się właśnie albo blisko takiego samego poziomu miesiąc do miesiąca, albo spadają w relacji rok do roku, jak pokazał ostatni odczyt Głównego Urzędu Statystycznego.

Od początku br. CASE pracuje nad autorskim wskaźnikiem inflacji konsumenckiej mierzonej na podstawie danych internetowych. Roboty internetowe centrum w ciągu kilku godzin analizują ceny około 1400 towarów i usług, reprezentatywnych dla poszczególnych grup produktów, zbierając ok. 240 tys. obserwacji miesięcznie. Zgodnie z pierwszym publicznym odczytem wskaźnika CASE październikowa deflacja w Polsce wyniosła 0,7 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Najmocniej spadły ceny w kategorii żywność i napoje bezalkoholowe (o 1,9 proc.) oraz odzież i obuwie (o 1,5 proc.), natomiast nieznacznie wzrosły ceny w kategorii transport (0,3 proc.), głównie z uwagi na deprecjację złotego podnoszącą ceny paliw.

– Najnowszy raport NBP pokazuje, że spadek cen utrzyma się do końca grudnia br. – wskazuje Bartosz Radzikowski. – W przyszłym roku możemy się spodziewać powrotu inflacji do poziomu 0,7 proc., może około 1 proc.

Wszystkie dane pozyskiwane przez CASE pochodzą z internetu. Obecnie Centrum monitoruje około pięćdziesięciu stron internetowych, ale dzięki penetracji porównywarek podczas analizy brane są pod uwagę informacje cenowe z ponad trzech tysięcy punktów sprzedaży. Większość danych uaktualniana jest na bieżąco, niektóre – w regularnych odstępach czasu lub gdy nastąpi zmiana (np. cen energii elektrycznej). Obecnie, jak informuje CASE, indeks inflacji konsumenckiej pokrywa blisko 80 proc. kategorii wchodzących w skład koszyka inflacyjnego GUS. Z uwagi na specyfikę danych online ceny produktów reprezentowane są w nim mocniej niż usług. Jak pokazują badania, różnice między indeksami offline a online mogą występować w krótkim okresie, zwłaszcza na podstawie relacji miesiąc do miesiąca, natomiast średnio- i długookresowe tendencje powinny być zbliżone lub wykazywać pewne prawidłowości.

Polska spółka szuka rynków zbytu dla wypełniacza do betonu z Kazachstanu. Liczy m.in. na USA i Bliski Wschód

CEO Magazyn Polska

Cenospheres Trade & Engineering zajmująca się pozyskiwaniem i sprzedażą wypełniacza do betonu szuka nowych rynków zbytu. Jej produkty przydatne są przy specjalistycznych inwestycjach infrastrukturalnych oraz w procesach wydobywczych. Firma liczy więc na zamówienia z obu Ameryk oraz z Bliskiego Wschodu. 

– Naszymi głównymi odbiorcami są kraje europejskie, z Unii Europejskiej, głównie Niemcy, ale aktywnie szukamy w tej chwili również odbiorców w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, krajach Ameryki Południowej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jarosław Bronowski, prezes zarządu Cenospheres Trade & Engineering. – W zasadzie nie ma ograniczeń terytorialnych, jeżeli chodzi o ambicje naszej firmy.

Mikrosferę (cenosferę) stosuje się w przemyśle wydobywczym oraz budownictwie jako dodatek do betonów, pokryć dachowych, materiałów ceramicznych oraz w branży kompozytowej do tworzyw sztucznych. Jest to ultralekki wypełniacz, jego zastosowanie powoduje, że końcowy produkt jest lżejszy i ma zmienione właściwości fizykochemiczne: jest twardszy, sztywniejszy, bardziej odporny i wytrzymały na temperaturę. Prezes Jarosław Bronowski z Cenospheres Trade & Engineering zwraca uwagę na to, że sprzedaje bardzo specjalistyczny i drogi produkt, którego nabywcy na ogół nie są zależni od koniunktury na rynku.

Mikrosfera jest wykorzystywana przy specjalnego typu konstrukcjach, np. mostach przerzucanych przez morze czy innych bardzo skomplikowanych konstrukcyjnie budowach. My nie idziemy zgodnie z tym, co dyktuje branża, raczej szukamy klientów, którzy wykorzystują specjalistyczne i unikalne metody budowania i z nimi rozmawiamy, a oni są od takiej koniunktury trochę uniezależnieni.

Cenosfera powstaje w wyniku spalania wysokiej jakości węgla kamiennego. Pozyskuje się ją z wyrobisk, w których składowano popioły z elektrowni węglowych. Cenospheres Trade & Engineering ma podpisane wieloletnie umowy na eksploatację takich zasobów w dwóch lokalizacjach w Kazachstanie.

Coraz bardziej kosztowne jest wydobycie podkreśla Jarosław Bronowski. – Kraje, w których ta mikrosfera jest wydobywana, czyli Kazachstan w naszym przypadku, zdają sobie sprawę z wartości tego surowca, a więc te koszty wydobycia rosną. Musimy coraz więcej płacić za ten surowiec naszym partnerom.

Notowana na rynku NewConnect Cenospheres Trade & Engineering miała w I półroczu 663 tys. zł skonsolidowanego przychodu, o przeszło 300 tys. mniej niż rok wcześniej i ponad 1 mln zł straty netto. Rok wcześniej strata netto spółki przekraczała 700 tys. zł. Firma tłumaczy wyniki specyfiką działalności, która wymaga inwestycji przynoszących zyski dopiero po pewnym czasie.

Część z tych rynków wymaga nakładów w postaci wspólnych prób z odbiorcami wspólnych badań technicznych mówi Jarosław Bronowski. To są przede wszystkim takie rynki jak rynki przemysłu wydobywczego, czyli gas and oil. Również rynek przemysłów kompozytowych wymaga szeregu takich szczegółowych prób z produktami i część z naszych odbiorców po prostu oczekuje naszego aktywnego współuczestniczenia w tych próbach.

Próby trwają nawet ponad rok, co generuje koszty, perspektywy są jednak niezłe, ponieważ cenosfera to kosztowny i poszukiwany surowiec. Potrzebuje go m.in. przemysł wydobywczy, co oznacza, że potencjalnymi odbiorcami są np. bogate kraje Bliskiego Wschodu, posiadające złoża ropy.

Cenosfera jest wykorzystywana przez firmy działające w branży wydobywczej informuje prezes zarządu Cenospheres Trade & Engineering.  Zarówno przy cementowaniu odwiertów, jak i jako takie dodatki przy płuczkach wiertniczych. I tego typu właśnie odbiorcy wymagają od nas szczegółowych badań, współuczestniczenia w inwestycjach z tym związanych. Planujemy więc aktywnie uczestniczyć w działaniach związanych z wydobyciem ropy i gazu.

Polskie uczelnie przeznaczają na badania i rozwój 4,7 mld zł. Są liderem pod względem zgłaszania patentów

CEO Magazyn Polska

Połowa zgłoszeń wynalazków do Urzędu Patentowego RP pochodzi z polskich uczelni. Coraz większa innowacyjność szkół wyższych to efekt rosnących nakładów na działalność badawczo-rozwojową. W ubiegłym roku przekroczyły one 4,7 mld zł, a rok wcześniej wyniosły 4,2 mld zł – wynika z danych GUS.

Coraz więcej osób w poszczególnych jednostkach (instytucjach, firmach czy uczelniach) zajmuje się działalnością badawczo-rozwojową. Na uczelniach odsetek badaczy zaangażowanych w projekty B+R w stosunku do ogółu zatrudnionych jest najwyższy i wynosi około 40 proc. Dzięki temu uczelnie są liderami pod względem zgłaszanych wynalazków do Urzędu Patentowego RP. Politechnika Gdańska co roku uzyskuje ok. 60 patentów.

Działalność innowacyjną można rozumieć w sensie technicznym czy technologicznym, ale również w sensie organizacyjnym i społecznym. Sądzę, że u nas te trzy obszary są brane pod uwagę. Oczywiście akcent kładziony jest na innowacje technologiczne i techniczne – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria prof. dr hab. inż. Henryk Krawczyk, rektor Politechniki Gdańskiej. – Mamy 37 kierunków studiów i 300–400 zespołów badawczych, w związku z tym w różnych dziedzinach wiedzy pojawiają się ciekawe rozwiązania.

Jak podkreśla, część z realizowanych projektów nie byłaby możliwa bez Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Programy realizowane przez tę instytucję wspierają polskie jednostki naukowe i przedsiębiorstwa w opracowywaniu oraz wdrażaniu nowoczesnych rozwiązań i technologii, które pomagają zwiększyć innowacyjność, a tym samym konkurencyjność całej gospodarki. Środki na realizację projektów finansowanych przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju stanowią istotny udział w przychodach polskich uczelni na działalność badawczo-rozwojową. W ubiegłym roku w uczelniach publicznych było to 16,3 proc., a w szkołach niepublicznych – blisko 25 proc. (ogółem ponad 510 mln zł).

Tylko z programu operacyjnego Innowacyjna Gospodarka Politechnika Gdańska otrzymała ze środków Narodowego Centrum Badań i Rozwoju ponad 114 mln zł na projekty B+R.

Bez dofinansowania NCBiR te pomysły by nie powstały. One tliły się w naszych umysłach, ale nie mieliśmy takich możliwości. Po pierwsze, stworzyliśmy duże zespoły, które pracują nad poszczególnymi zagadnieniami, a po drugie, zakupiliśmy najszybszy w Polsce superkomputer, dzięki któremu możemy testować bardzo zawiłe scenariusze działań – wyjaśnia prof. Krawczyk.

Superkomputer o nazwie Tryton to serce projektu Centrum Doskonałości Naukowej Infrastruktury Wytwarzania Aplikacji (NIWA). Celem działań Centrum jest m.in. poszukiwanie nowych rozwiązań informatycznych, które wymagają dużych mocy obliczeniowych. Tryton jest w stanie wykonywać ponad biliard operacji matematycznych na sekundę i wart jest 30 mln zł.

Dzięki temu pojawiają się nowe ciekawe pomysły, np. związane z metodologią SOSE, która zakłada budowę wielkich przedsięwzięć ze scenariuszy usług dostępnych w świecie internetowym. To metoda pokazuje, że programy można pisać jak scenariusze filmowe. Tworzymy scenariusz działań i wdrażamy go – tłumaczy prof. Krawczyk. – Z kolei w dziedzinie np. nowych technologii mamy do czynienia z produkcją pewnych materiałów o ciekawych, oryginalnych właściwościach. Inne przykłady to nowe maszyny, nowe urządzenia, które są bardziej wydajne i efektywne energetycznie.

W ramach Centrum NIWA działa system KASKADA, który umożliwia zaawansowaną analizę danych z kamer monitorujących przestrzeń publiczną w celu identyfikowania obiektów i niebezpiecznych zdarzeń. System ten pozwala również na analizę filmów endoskopowych, pod kątem zmian chorobowych w ciele pacjenta. Umożliwia także porównywanie dokumentów cyfrowych w celu określenia ich podobieństw (np. by znaleźć plagiaty).

Jak podkreśla prof. Krawczyk, inicjatorem innowacyjnych projektów coraz częściej bywają firmy.

Okazuje się, że czasem są pewne niebezpieczeństwa w takim podejściu, bo firmy mogą być zainteresowane tylko wypożyczeniem naszych pracowników i wykonywanie tych zadań u siebie, natomiast uczelnie będą stały trochę z boku – wyjaśnia rektor Politechniki Gdańskiej.

Prof. Krawczyk podkreśla, że dlatego Politechnika Gdańska sama stara się być aktywna w tym zakresie. Ma już ok. 300 projektów gotowych do skomercjalizowania, a w ramach projektu „Inkubator Innowacyjności” przygotowano do wdrożenia 30 technologii.

UE

Przez pierwsze osiem miesięcy roku do ZUS trafiło 210 mln e-dokumentów, z czego ponad milion wymagało korekty. Błędy ma ograniczyć program Interaktywny Płatnik Plus

CEO Magazyn Polska

Co miesiąc z ZUS kontaktuje się ponad 2 mln płatników składek, którzy przesyłają dokumenty 16 mln ubezpieczonych. Tylko przez pierwsze osiem miesięcy roku drogą elektroniczną wpłynęło 210 mln dokumentów ubezpieczeniowych, z czego korekty wymagało ponad milion. Błędne dokumenty mogą przyczynić się do wszczęcia postępowanie egzekucyjne przez ZUS. Na koniec III kwartału było prowadzonych 866 tys. postępowań wyjaśniających wobec 400 tys. płatników.  Aby ograniczyć błędy, płatnicy mogą się kontaktować z Zakładem za pomocą programu Interaktywny Płatnik Plus (IPP).

Głównym celem IPP jest doprowadzenie do spójności danych o płatnikach składek i ubezpieczonych zapisanych w ZUS z danymi posiadanymi przez płatników w kartotekach programu Płatnik oraz ograniczenie do minimum wysyłanych błędnych dokumentów zgłoszeniowych i rozliczeniowych. Osiągnięcie tych celów sprawi, że dane na kontach zapisanych w ZUS będą poprawne, a po drugie wyeliminujemy przeprowadzanie postępowań wyjaśniających związanych z błędnymi dokumentami – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Romuald Krasowski, naczelnik wydziału w II Oddziale ZUS w Warszawie.

Docelowo program ma umożliwić pełną weryfikację zestawu dokumentów jeszcze przed ich wysyłką. Ponadto IPP ma automatycznie blokować wejście do systemu dokumentów, które zawierają błędy krytyczne, wskazując jednocześnie płatnikowi, w jaki sposób ma je skorygować. To istotne, zwłaszcza że każdego miesiąca z Zakładem kontaktuje się ponad 2 mln płatników składek, którzy wysyłają dokumenty dotyczące 16 mln ubezpieczeniowych.

Przez osiem miesięcy tego roku drogą elektroniczną zostało przekazanych do ZUS ponad 210 mln dokumentów ubezpieczeniowych. Z tej liczby wysłanych dokumentów 0,5 proc. to dokumenty błędne, a to daje ponad 1,1 mln dokumentów, które wymagają korekty – podkreśla Krasowski.

Prawidłowa dokumentacja oznacza przyznanie prawa do świadczenia i prawidłowe ustalenie jego wysokości. Emerytury czy zasiłki wypłacane są właśnie na podstawie danych zewidencjonowanych w ZUS. Błędy w przekazywanych dokumentach mogą oznaczać problemy w przyszłości, dlatego – jak podkreśla ekspert – warto zadbać o prawidłowość wysyłanych informacji. Wszyscy płatnicy, którzy zatrudniają powyżej pięciu ubezpieczonych, mają obowiązek wysyłania dokumentów drogą elektroniczną.

Konsekwencją wysłania błędnych dokumentów drogą elektroniczną może być, po pierwsze, brak założenia konta płatnika lub konta ubezpieczonego i ZUS, co skutkuje tym, że nie będzie miał gdzie ewidencjonować składek przekazywanych do Zakładu. Po drugie, może spowodować powstanie niedopłaty w zakresie składek i wówczas ZUS wdroży postępowanie egzekucyjne. Po trzecie, to brak możliwości skorzystania z opieki zdrowotnej, gdyż ubezpieczony nie będzie figurował w systemie eWUŚ – wyjaśnia ekspert.

Jeżeli przedsiębiorca nie dopełni swojego obowiązku i nie złoży w określonym terminie kompletu dokumentów, ZUS obliczy wymiar składek z urzędu na podstawie ostatnio złożonej deklaracji rozliczeniowej. Nie zostaną jednak wówczas sporządzone imienne raporty miesięczne za ubezpieczonych i nie utworzą się zapisy na ich kontach. Jeżeli płatnik przekaże dokumenty rozliczeniowe, ale będą one zawierały błędy, to konieczne będzie ich skorygowanie. Ponadto pojawia się też ryzyko powstania zadłużenia z tytułu nieopłaconych składek wynikających z korekty.

W związku z błędami ZUS prowadzi postępowania wyjaśniające. W ciągu trzech kwartałów bieżącego roku było to ponad 866 tys. postępowań wyjaśniających wobec 400 tys. płatników. Pozostało jeszcze do przeprowadzenia blisko 500 tys. postępowań wyjaśniających wobec 153 tys. płatników – mówi Romuald Krasowski.

Ten oraz inne tematy ważne dla osób prowadzących działalność gospodarczą oraz zamierzających założyć własną firmę zostaną zaprezentowane podczas „Tygodnia Przedsiębiorcy”. W dniach 23–27 listopada we wszystkich placówkach ZUS czekać będą eksperci, którzy pod hasłem „ZUS dla Biznesu” odpowiadać będą na wszystkie pytania zainteresowanych.

PZL-Świdnik zmodernizuje czeską flotę śmigłowców Sokół

CEO Magazyn Polska

Polski producent podpisał kontrakt na kompleksową obsługę serwisową 10 śmigłowców W-3A Sokół używanych przez czeską armię. Kontrakt będzie obowiązywał do 2021 roku. W jego ramach wykonane zostaną też przeglądy główne oraz modernizacja ośmiu sokołów w PZL-Świdnik. Jak twierdzą przedstawiciele producenta, jest to wyraźny sygnał, że światowi klienci są zadowoleni z produkowanych w Polsce maszyn i zapowiadają kolejne kontrakty.

Ten kontrakt to bardzo ważny sygnał płynący z zagranicy, że śmigłowce W-3A Sokół to maszyny, z których klienci są zadowoleni – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Krzysztof Krystowski, dyrektor zarządzający PZL-Świdnik. – Czesi chcą dalej je użytkować, co więcej, jest to dla nas szansa na pokazanie innym naszym potencjalnym klientom, że śmigłowiec jest ciągle wspierany, a nawet rozwijany.

PZL-Świdnik podpisał w zeszłym tygodniu umowę z Ministerstwem Obrony Czech na kompleksową obsługę serwisową 10 śmigłowców W-3A Sokół. Kontrakt będzie obejmował dostawę części zamiennych, realizację przeglądów i napraw wszystkich eksploatowanych przez czeskie Siły Zbrojne śmigłowców sokół, jak również przeprowadzenie szkoleń, konsultacji technicznych oraz aktualizację dokumentacji. W ramach umowy osiem czeskich sokołów zostanie również zmodernizowanych w PZL-Świdnik.

Będziemy udzielali wsparcia logistycznego, serwisowego, remontowego, a także dokonywali napraw, modernizacji, modyfikacji tych śmigłowców tak, żeby szczęśliwie mogły być użytkowane przez kolejnych co najmniej 10 lat – wyjaśnia Krystowski.

Wartość kontraktu to 991 mln koron czeskich, czyli około 155 mln zł. Czesi użytkują sokoły od lat 90. XX wieku. Wykorzystują je m.in. do transportu, akcji ratowniczych oraz ewakuacji medycznej.

Ten kontrakt to dowód na to, że model W-3A Sokół jest ciągle śmigłowcem, który cieszy się zainteresowaniem nabywców i e użytkownicy są z niego zadowoleni – twierdzi Krzysztof Krystowski.

Sokoły wciąż znajdują nowych nabywców. Spółka w tym roku dostarczy jeden śmigłowiec do Ugandy oraz kolejne maszyny do Hiszpanii, gdzie będą wykorzystywane w walce z pożarami.

Każdy śmigłowiec, którym się opiekujemy, który jest remontowany i modernizowany, wspiera istniejące miejsca pracy w naszej firmie, a przypomnę, że jest ich w tej chwili ponad 3 tysiące – mówi Krzysztof Krystowski.

Czeska armia jest w trakcie modernizacji. Jednym z jej elementów jest planowany na lata 2017–2018 zakup helikopterów wielozadaniowych. Według czeskiego ministerstwa obrony liczebność armii ma się zwiększyć z nieco ponad 16 tys. osób do ponad 24 tys. W pierwszej połowie roku czeski rząd zapowiedział zwiększenie nakładów na armię do poziomu 1,4 proc. PKB. W zeszłym roku było to 1,08 proc.

Rekordowy październik w programie Mieszkanie dla Młodych. Kupującym mieszkania sprzyja stabilizacja cen

CEO Magazyn Polska

Do Banku Gospodarstwa Krajowego trafiło w październiku ponad 5,3 tys. wniosków o dofinansowanie w ramach programu Mieszkanie dla Młodych. To dwa razy więcej niż w sierpniu. Popularność MdM jest kluczowa dla rozwoju rynku nieruchomości. Boom widać na rynku warszawskim. Tu kupującym sprzyja również stabilizacja cen.

Wprowadzenie programu MdM zwiększyło zainteresowanie klientów zakupem mieszkania. Program wydaje się być bardzo udany i powoduje, że boom na rynku mieszkaniowym w Warszawie jest bardzo widoczny – mówi agencji Newseria Waldemar Wasiluk, wiceprezes zarządu Victoria Dom.

Przez prawie dwa lata funkcjonowania programu MdM wnioski o dofinansowanie wkładu własnego złożyło ponad 36,5 tys. osób, z czego blisko 32 tys. podpisało umowy kredytowe. W tej puli 7,6 tys. to rodziny z przynajmniej jednym dzieckiem. Średnia wielkość kupowanego w programie mieszkania to 53,11 mkw., a domu – 85,48 mkw.

Jako program wsparcia młodych w zakupie mieszkań jest kluczowy dla rozwoju rynku. Poprzednie programy też były bardzo udane – wsparcie rządu dla zakupu pierwszych mieszkań zawsze pozytywnie wpływa na sprzedaż – mówi Wasiluk.

MdM ogranicza negatywny wpływ wprowadzenia wymogów co do posiadanego wkładu własnego. Zgodnie z rekomendacją S dziś nabywający mieszkania muszą mieć co najmniej 10 proc. wartości nieruchomości, w przyszłym roku będzie to 15 proc., a 2017 roku – 20 proc.

Od września program wspiera także sprzedaż na rynku wtórnym. Rekordowa liczba wniosków, które wpłynęły do BGK w ostatnich dwóch miesiącach, to m.in. efekt tych zmian. 65 proc. tych wniosków dotyczy rynku wtórnego.

W ocenie spółki Victoria Dom poszerzenie oferty MdM wpłynie na znaczące ożywienie rynku wtórnego, co może sprzyjać zamianom starszych mieszkań na nowe.

Wasiluk pozytywnie ocenia sytuację na warszawskim rynku mieszkaniowym. Kupującym sprzyja stabilizacja cen. Jak podkreśla wiceprezes Victoria Dom, w ostatnich kilku latach mamy do czynienia ze wzrostem o ok. 1–2 proc. rocznie. Perspektywy na najbliższe lata są optymistycznie, chociaż czynnikiem hamującym szybszy wzrost cen jest duża podaż nowych mieszkań. Jak wynika z danych REAS, na które powołuje się Victoria Dom w sprawozdaniu z działalności w I półroczu 2015, w okresie od kwietnia do czerwca na sześciu największych rynkach w Polsce wprowadzono do sprzedaży ok. 13,2 tys. mieszkań, czyli o 17 proc. więcej niż w poprzednich trzech miesiącach. Łącznie w ostatnich czterech kwartałach podaż wyniosła 48,5 tys. lokali. Większa była w 2007 roku.

Wszystkie projekty realizowane przez Victoria Dom obecnie i w ostatnich latach realizowane są i były w aglomeracji warszawskiej, większość na Białołęce, którą spółka ocenia jako najbardziej rozwojową dzielnicę. Do końca czerwca 2015 roku spółka oddała do użytku ponad 1,5 tys. domów i mieszkań o łącznej powierzchni ponad 130 tys. mkw.

Praca tymczasowa atrakcyjna dla pracodawców. Korzyści z tego rozwiązania jednak są często mniejsze od założeń firmy

CEO Magazyn Polska

Dzięki pracownikom tymczasowym firmy mogą obniżyć koszty i zwiększyć elastyczność. To rozwiązanie sprawdza się także w okresach zwiększonego zapotrzebowania na pracowników. Związane z pracą tymczasową korzyści mogą być jednak mniejsze, niż zakładała firma, jeśli rozwiązanie to nie będzie w odpowiedni sposób wdrażano. Błędy, jakie towarzyszą pracy tymczasowej, to najczęściej wybór nieodpowiedniego partnera czy niewłaściwe zarządzanie relacjami.

Podstawową przeszkodą przy wdrażaniu pracy tymczasowej jest błędna komunikacja między pracodawcą użytkownikiem a agencją zatrudnienia, która przenosi się potem na relacje z zatrudnionymi – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Trela, dyrektor sprzedaży w spółce LeasingTeam. – Z naszego punktu widzenia tylko otwartość, transparentność procesu, badanie potrzeb pracodawcy i użytkownika dają gwarancję sukcesu takiego wdrożenia.

Chociaż praca tymczasowa umożliwia optymalizację kosztów, podniesienie efektywności oraz elastyczne dopasowanie zasobów do potrzeb biznesowych, nie wszystkie firmy są w stanie osiągnąć związane z nią korzyści. Przyczyną są błędy popełniane już na etapie przygotowań do wprowadzenia takiego rozwiązania.

Pierwszym i podstawowym warunkiem sukcesu jest wybór partnera z dużym doświadczeniem w danym obszarze, najlepiej firmy ogólnopolskiej, mającej doświadczenie w określonej branży – przekonuje Andrzej Trela. – Dopiero drugim kryterium powinna być cena, czyli skorelowanie jakości z odpowiednią wartością materialną. Duże firmy mają już wypracowane procesy i procedury wdrażania pracy tymczasowej. Wiedzą, jakie pytania zadać klientowi i na które obszary zwrócić uwagę. Dzięki temu usługa dokładniej odpowiada im potrzebom.

Punktem kluczowym skutecznego wdrożenia, jak podkreśla Andrzej Trela, jest analiza przedwdrożeniowa. Z doświadczenia LeasingTeam wynika, że firmy bardzo często, jeszcze na etapie selekcji dostawcy, starają się zdefiniować oczekiwane rozwiązanie. Koncentrując się na swojej wizji, nie rozważają innych, a czasem nawet nie wiedzą, jakie rozwiązania mogą być bardziej korzystne.

Partner HR powinien również wykonać rzetelną analizę sytuacji i celów organizacji. Tylko znając potrzeby pracodawcy i jego model biznesowy, agencja może dostarczyć firmie pracowników, którzy rzeczywiście spełnią oczekiwania. Przydatne jest to także między innymi podczas przedstawiania firmy potencjalnym kandydatom.

Zarządzanie relacjami musi się opierać na transparentności i dobrej komunikacji między pracodawcą, czyli użytkownikiem, agencją zatrudnienia a samymi pracownikami – uważa Andrzej Trela. – Powinniśmy poznać kluczowe czynniki, którymi użytkownik ocenia współpracę z takimi partnerami jak my i powinniśmy umieć przekazać je zatrudnionym. Powiedzieć im, na co mają zwracać uwagę, jakie elementy są najważniejsze dla pracodawcy itp.

Praca tymczasowa, jak przypominają analitycy LeasingTeam, jest rozwiązaniem, w które zaangażowane są trzy podmioty: agencja, pracownik tymczasowy i pracodawca, czyli użytkownik. Pierwszy jest formalnym pracodawcą zatrudnionego. On też deleguje pracownika na rzecz użytkownika, swojego partnera biznesowego. Po stronie agencji leży więc odpowiedzialność zarówno za proces rekrutacji, jak i obsługę administracyjną (podpisywanie umów, naliczanie wynagrodzeń, rozliczanie urlopów czy odprowadzanie zaliczek na podatek dochodowy i składki ZUS itd.).

Najważniejsze jest jednak poznanie oczekiwań wobec pracowników, dlatego że istotą tej usługi jest dostarczanie zatrudnionych, którzy będą wypełniać zadania stawiane przez użytkownika – zauważa Andrzej Trela. – Tak nas oceniano i tak nas się będzie oceniać. Liczy się to, w jaki sposób realizujemy zlecenia i jak nasi ludzie realizują zadania firmy.

W pierwszym kwartale br. tylko agencje wchodzące w skład Polskiego Forum HR zatrudniły łącznie ponad 123 tys. pracowników tymczasowych, co w porównaniu do tego samego okresu ubiegłego roku daje wzrost na poziomie 24 proc.

Co piąty uczeń w Polsce ma nadwagę. Rodzice nie czytają etykiet na produktach żywnościowych i nie uczą tego dzieci

CEO Magazyn Polska

Najczęstszym kryterium wyboru produktów żywnościowych przez dzieci jest kolorowe opakowanie znane z reklamy i dobry smak. To jednak może oznaczać wysoką zawartość konserwantów, sztucznych barwników oraz cukru. Takie jedzenie ma szkodliwy wpływ na zdrowie i szybko może doprowadzić do otyłości. Eksperci podkreślają, że rodzice powinni zwracać szczególną uwagę na zawartość takich składników w produktach i uczulać na to dzieci. Problem w tym, że dorośli sami rzadko czytają etykiety.

Rodzice powinni uczyć dzieci, jak czytać etykiety na opakowaniach, żeby wiedziały, jaki jest skład danego produktu. Przykładowo, jeśli dziecko wybiera w sklepie wodę truskawkową, to myśli, że jest to zwykła woda i będzie tak samo zdrowa. Jak jednak przeczytamy etykietę, to zobaczymy, że tam jest dużo cukru i konserwantów – mówi agencji informacyjnej Newseria Alicja Sidorowicz, ekspertka Systemu Harmonizacji Opakowań Spożywczych.

Z danych Instytutu Żywności i Żywienia (IŻŻ) w Warszawie wynika, że ponad połowa Polaków nie zwraca uwagi na wartość energetyczną produktów i nie czyta tabel zawierających informacje o procentowej zawartości poszczególnych składników.

Dlatego działa taka instytucja jak System Harmonizacji Opakowań Spożywczych. Naszym celem jest nie tylko współpraca z producentami żywności i pokazywanie im, jak oni mają poprawnie zapisywać na etykietach wszystkie dane, tak żeby było to zgodne z nowymi rozporządzeniami. Planujemy również prowadzić szkolenia dla dzieci i rodziców w zakresie czytania etykiet – wyjaśnia Alicja Sidorowicz.

Jak podkreśla, trzeba patrzeć przede wszystkim na zawartość cukru, tłuszczu, konserwantów i innych sztucznych dodatków. Dziś często dany produkty wybierany jest ze względu na dobry smak. Dla przykładu, polskie dzieci często jedzą na śniadanie czekoladowe czy cynamonowe płatki śniadaniowe. Zdaniem specjalistów do spraw żywienia wbrew powszechnym opiniom nie jest to zdrowy posiłek.

W stu gramach płatków śniadaniowych może znajdować się nawet 30 gramów cukru. To powinno być sygnałem, że to nie jest zdrowy posiłek. A są przecież inne zamienniki: owsianka, płatki górskie, które przyrządzone z mlekiem albo z wodą stanowią bardzo pożywne i energetyczne pożywienie dla każdego dziecka. Można do nich dodać miód, suszone owoce czy orzechy – mówi Alicja Sidorowicz.

Tegoroczne dane IŻŻ wskazują, że na otyłość cierpi ponad 22 proc. polskich uczniów szkół podstawowych i gimnazjów. Eksperci podkreślają, że problemy z nadwagą w znacznym stopniu wynikają z nieświadomości rodziców, którzy nie zawsze wiedzą, jakie produkty wybierać i jak przygotować z nich pełnowartościowe posiłki. To się powoli zmienia, dzięki kulinarnym blogom, programom i publikacjom o zdrowym żywieniu. Coraz częściej edukacja kierowana jest też bezpośrednio do dzieci, np. na zajęciach w szkole. Dorośli powinni przekonywać i zachęcać dzieci także do aktywności fizycznej.

Dzieci w wieku szkolnym wracają ze szkoły, siadają przed komputerem czy telewizorem, a to jest błąd. Powinny pojeździć na rowerze, rolkach, wybrać jakąś aktywność fizyczną. Niestety, coraz częstsze są również zwolnienia z WF-u, co nie jest dobre – dodaje Alicja Sidorowicz.

Popołudniowy komentarz walutowy z 10.11.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 10.11.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Z IPOsystem wydajność pracy wzrasta nawet o 30 procent

Sztuczna inteligencja nie jest już domeną twórców science-fiction. Inteligentne maszyny wkraczają w kolejne obszary, jeszcze bardziej usprawniając pracę ludzi. W Japonii działa  kierujący magazynem, „robot”, który podniósł efektywność pracy o 8 proc. Tymczasem w Polsce funkcjonują przedsiębiorstwa wykorzystujące znacznie bardziej zaawansowane narzędzie, które zarządza całym procesem produkcji. Wdrożenie IPOsystem, bo o nim mowa, pozwala uzyskać jeszcze większe korzyści, m.in. wzrost wydajności pracy o 20-30 procent.
IPOsystem_pracownik logujšcy się do systemuSztuczna inteligencja to pojęcie, którego twórcą jest John McCarthy, amerykański informatyk, laureat Nagrody Turinga (określanej jako informatyczna Nagroda Nobla). Termin sformułowany w 1956 roku określał tworzenie maszyn, „o których działaniu dałoby się powiedzieć, że są podobne do ludzkich przejawów inteligencji”. Dzisiaj, niespełna 60 lat od czasu zdefiniowania sztucznej inteligencji, maszyny podnoszą komfort życia i pracy na nieznane dotąd standardy.

W Japonii, jednym z najbardziej rozwiniętych technologicznie krajów, powstał program zarządzający pracownikami magazynu. „Robot” na podstawie zgromadzonych w systemie IT danych, kieruje załogą; pełni więc rolę lidera, szefa zespołu. Program działa zgodnie z filozofią Kaizen, zakładającą stałe polepszanie i usprawnianie procesu zarządzania i produkcji na wszystkich szczeblach. Jego zastosowanie poprawiło efektywność pracy o 8 procent.

Biorąc pod uwagę dane dotyczące japońskiego oprogramowania, narzędzie opracowane przez polskich specjalistów z całą pewnością można nazwać rewolucją. Mowa o IPOsystem, który jest efektem 6-letniej pracy zespołu ekspertów rybnickiej firmy UIBS Teamwork. – Nasze narzędzie jest znacznie bardziej zaawansowane, a co za tym idzie – steruje procesami wielokrotnie bardziej skomplikowanymi – zapewnia Krzysztof Fiegler,  dyrektor handlowy i współwłaściciel UIBS Teamwork. Jak dodaje, IPOsystem w porównaniu z japońskim oprogramowaniem zarządza nie tylko znacznie bardziej złożonym obszarem, ale pozwala także uzyskać większe korzyści.

Wdrożenie IPOsystem zdecydowanie zwiększa wydajność pracy w obszarach produkcyjnych; to wzrost rzędu 20-30 procent – podkreśla K. Fiegler.

Na czym polega innowacyjność rozwiązania? IPOsystem jest pierwszym i jedynym na świecie narzędziem Inteligentnej Fabryki. Narzędzie w bezpośredni i w pełni autonomiczny sposób (a więc bez udziału planistów i dozoru bezpośredniego) steruje wszystkimi procesami na halach produkcyjnych. – System w optymalny sposób samodzielnie decyduje o kolejności działań i doborze zasobów potrzebnych do zrealizowania poszczególnych czynności. Narzędzie autonomicznie zarządza pracą zarówno załogi, jak i maszyn. Co ważne, IPOsystem w czasie rzeczywistym uwzględnia wszelkie odstępstwa mające wpływ na realizację zadania. W przypadku zaistnienia zmiany, narzędzie potrzebuje dosłownie 5 sekund, aby skorygować harmonogram i dostosować go do bieżącej sytuacji. Wszystkie operacje są wykonywane samodzielnie, w sposób niezauważalny dla pracowników – wyjaśnia Krzysztof Fiegler.

IPOsystem współpracuje z systemami klasy ERP (Enterprise Resource Planning) i stanowi wsparcie dla Lean Management i filozofii Kaizen. Narzędzie pozwala zarządzać zarówno produkcją (jednostkową, ale także seryjną oraz masową), jak i montażem.

Przedsiębiorstwa wyposażone w IPOsystem działają  już w Andrychowie, Kościanie oraz Gliwicach. W toku są kolejne implementacje innowacyjnego rozwiązania, jednocześnie twórcy IPOsystem przeprowadzają nowe analizy w przedsiębiorstwach zainteresowanych systemem.

Jak mądrze prowadzić e-commerce za granicą

W polskiej branży e-commerce działa obecnie ok. 20 tys. firm. Jak zaznaczają eksperci, ich liczba może wzrosnąć. Receptą na pokonanie konkurencji i zwiększenie rentowności może być wejście na rynki zagraniczne.

Internetową sprzedaż transgraniczną prowadzą nie tylko duże firmy – coraz chętniej decydują się na nią także małe i średnie przedsiębiorstwa. „Rozpoczęcie działalności za granicą musi być poprzedzone analizą rynku danego kraju. Trzeba sprawdzić, z jaką konkurencją przyjdzie nam się zmierzyć. Należy też zwrócić uwagę na różnice cenowe, które później przełożą się na marże, generowane w naszym e-sklepie” – radzi w wywiadzie z serwisem infoWire.pl Paweł Gołdys, członek zarządu firmy Nowe Kolory.

Kolejnym krokiem jest wybór domeny, pod którą będziemy sprzedawać. „Nazwa powinna być rozpoznawalna i łatwo wpadająca w ucho potencjalnym klientom. Warto również przetłumaczyć stronę internetową na lokalny język” – zauważa ekspert. E-sklep dobrze jest zarejestrować w kraju, do którego odbywa się sprzedaż. Dzięki mniejszym niż w Polsce stawkom podatku VAT – np. 20% w Słowacji – możemy stać się bardziej konkurencyjni, bo nasz towar będzie tańszy.

Bardzo istotną sprawą w zagranicznej działalności e-commerce jest dostosowanie form płatności do wymogów konsumentów. „Dla klientów liczy się, aby płatności były dokonywane w ich walucie, dla nas najważniejsze jest, abyśmy otrzymywali środki albo przewalutowane na złote, albo bezpośrednio w walucie, w której klient dokonał transakcji” – mówi Błażej Czachowski, dyrektor Działu Handlowego firmy Paymento. Zwróćmy też uwagę na bezpieczeństwo płatności online. Aby zabezpieczyć się przed oszukańczymi transakcjami, należy wybrać firmę, która jest w stanie dostarczyć nam usługi zabezpieczające i weryfikujące płatności.

Forcam ekspertem Forum Moto Solutions

W dniach 18-19 listopada br. odbędzie się w Krakowie szósta już edycja Forum MotoSolutions – Best Practices w przemyśle motoryzacyjnym. W trakcie spotkania firma Forcam zaprezentuje efekty wdrożenia systemu MES, który był implementowany w zakładzie BorgWarner Poland. W fabryce tej wdrożono oprogramowanie do zarządzania produkcją Forcam Force, które zbiera i koreluje dane w czasie rzeczywistym w celu optymalizacji całego procesu produkcji.

Forcam Force
Forum MotoSolutions to spotkanie specjalistów z branży motoryzacyjnej, podczas którego porusza się zagadnienia związane z sektorem automotive. Wydarzenie kierowane jest do kadry zarządzającej zakładami produkcyjnymi. Tegorocznej edycji towarzyszyła będzie wystawa, na której producenci oraz firmy nieprodukcyjne zaprezentują portfolio swoich produktów i usług. Dodatkowo podczas forum zostaną wręczone nagrody Polskiego Przemysłu Motoryzacyjnego.

W tegorocznej edycji forum udział weźmie również firma Forcam, światowy lider w zakresie oprogramowania MES dla przemysłu, dostarczający usługi takim przedsiębiorstwom z sektora motoryzacyjnego jak m.in.: Audi, BorgWarner, Porsche, czy BMW. W trakcie spotkania, o wzroście efektywności produkcji i pełnej identyfikowalności produktu i procesu w rzeszowskim BorgWarner Poland na bazie wdrożonego systemu MES, opowiedzą: Tomasz Lebitko, Managing Director Eastern Europe Forcam oraz Marek Ryczko, Operations Manager, BorgWarner Poland Sp. z o.o. Podczas prezentacji omówione m. in zostaną efekty wdrożenia takie jak: wzrost OEE o 5%, transparentna produkcja, czy systematyczne przepływ danych, stanowiących bazę dla Continuous Improvement Process.

Kupiec S.A. osiąga 1,67 mln zł zysku netto w 3 kw. 2015 r.

Kupiec S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, działająca w branży transportu i spedycji, zanotowała 1.675 tys. zł zysku netto w 3 kw. 2015 r. przy przychodach sięgających 7.777 tys. zł. Osiągnięcie tak wysokiego zysku było możliwe dzięki rozwojowi działalności inwestycyjnej oraz upublicznieniu spółki BVT S.A. na alternatywnym rynku.

 W 3 kw. 2014 r. Emitent miał 72 tys. zł zysku netto, a jego sprzedaż wynosiła 6.688 tys. zł. Po trzech kwartałach br. Kupiec S.A. wypracował już zysk netto w kwocie 2.083 tys. zł przy przychodach kształtujących się na poziomie 22.118 tys. zł, podczas gdy w analogicznym okresie ub. roku zysk netto sięgnął 113 tys. zł, a przychody wyniosły 17.117 tys. zł. Tegoroczny dobry wynik finansowy był rezultatem aktualizacji wyceny akcji BVT S.A., która we wrześniu br. zadebiutowała na rynku NewConnect oraz otrzymania dywidendy od tego podmiotu w kwocie 240 tys. zł. Kupiec S.A. rozwija także segment spedycyjny, stale zwiększając wypracowywane przychody oraz poprawiając osiągane marże.

„Jestem zadowolony w wyników działalności spedycyjnej. Systematycznie wzrastające obroty spółki stabilizują jej bilanse. Od trzech kwartałów zysk operacyjny Spółki utrzymuje się na poziomie powyżej 100 tys. zł kwartalnie. Jeszcze bardziej jest to widoczne w ujęciu rocznym, gdzie w 2013 r. zanotowaliśmy stratę operacyjną na poziomie 154 tys. zł, w 3 kwartałach 2014 r. zysk operacyjny wynosił już 238 tys. zł, a obecne 3 kwartały zamykają się zyskiem w kwocie 383 tys. zł. Oczywiście dużo większy wpływ na końcowy wynik Spółki miała jej działalność inwestycyjna. A tutaj działo się dużo dobrego. W II kw. br. Spółka po raz pierwszy odnotowała zysk na działalności inwestycyjnej w kwocie 240 tys. zł z tytułu otrzymanej od BVT dywidendy. W III kw. w wyniku debiutu tej spółki na rynku NewConnect dokonaliśmy przeszacowania jej akcji posiadanych przez Kupca. Przeszacowaliśmy je do kursu zamknięcia kwartału ogłoszonego przez GPW, czyli 0,80 zł co dało zysk w kwocie ponad 2,47 mln zł po odliczeniu rezerwy na podatek dochodowy. W raporcie za IV kw. dokonamy kolejnego przeszacowania do kursu zamknięcia z dnia 31.12.2015 r., który, jak widzimy obecnie, może być dużo wyższy od 80 groszy.” – komentuje Leszek Wróblewski, Prezes Zarządu Spółki Kupiec S.A.

Spółka wdrożyła w tym roku nowe systemy informatyczne związanych z kompleksową obsługą spedycji i fakturowaniem procesu sprzedaży, które umożliwiają prowadzenie dokładniejszych analiz świadczonych usług, co pozytywnie wpłynie na rentowność operacyjną oraz wyniki finansowe. Zdobywane przez Kupca referencje przy zwiększaniu skali działalności pozwalają z optymizmem patrzeć na możliwy wzrost przychodów w latach 2016-2017 do poziomu 30-50 mln zł. Zarząd Spółki prowadzi także działania w obszarze optymalizacji kosztów finansowych.

„Osiągniecie tak dużego poziomu obrotów niewątpliwie w dalszym stopniu ustabilizuje bilanse Spółki, poprawi jej rentowność, ale musi być poprzedzone przygotowaniami. Przede wszystkim musieliśmy zmodernizować infrastrukturę informatyczną. Będziemy musieli otworzyć jeszcze co najmniej jeden oddział w Polsce i zatrudnić kolejnych doświadczonych spedytorów. Musimy pozyskać także dodatkowe, znaczące finansowanie, stąd pomysł, który obecnie analizujemy, aby Kupiec S.A. utworzył nowy podmiot w 100% należący do Spółki, który stopniowo przejmowałby działalności spedycyjną. Jako niezależna i branżowa (bez działalności windykacyjnej, która zamazuje jej branżowy wizerunek) spółka, nowy podmiot będzie mógł w większym stopniu pozyskać finansowanie i być bardziej wyraziście widziany przez inwestorów.” – ocenia Wróblewski.

Rozwój działalności spedycyjnej umożliwił Spółce wygenerować środki, które zostały przeznaczone na działalność inwestycyjną. Po udanym debiucie na rynku NewConnect Spółki BVT S.A., w której Kupiec S.A. posiada 45,12% udziałów w kapitale zakładowym, Emitent zamierza dalej rozwijać segment biznesowy związany z inwestowaniem w nowe przedsięwzięcia. Jednym z nich jest Spółka Windykacja PL Sp. z o.o., w której Kupiec S.A. posiada 23% udziałów w kapitale zakładowym. Podmiot ten zajmuje się windykacją listowną i terenową pakietów należności masowych oraz windykacją prowadzoną na zlecenie, osiągając coraz lepsze wyniki finansowe i rozszerzając skalę prowadzonej działalności.

 „Działalność BVT S.A. i Windykacji PL Sp. z o.o., w których Kupiec S.A. ma udziały, bardzo się uzupełniają. Dlatego też obecnie analizujemy proces połączenia obu spółek, gdzie nadal wiodące będzie BVT. BVT ma mocną pozycję w zakupie wierzytelności masowych, a Windykacja PL w windykacji na zlecenie. Muszę w tym miejscu dodać, że Windykacja PL została ostatnio zakwalifikowana do dużego przetargu na zlecenie windykacji 60 milionowego pakietu wierzytelności masowych, jako jedna z trzech firm w Polsce, bowiem inne nie były niestety w stanie sprostać wymogom Zlecającego. Zarządy obu spółek, jak również i Kupiec S.A., widzą dużo korzyści z takiego procesu, w wyniku którego powstanie komplementarna firma windykacyjna działająca w szerokim spektrum działalności windykacyjnej, realizująca kompleksowo proces windykacji. Proces ten będzie też bardzo korzystny dla Akcjonariuszy, gdyż może on wpłynąć na wzrost wartości BVT i oraz wyceny jej akcji.” – podsumowuje Prezes Wróblewski.

Kupiec S.A. miał 73 tys. zł zysku netto oraz 23.094 tys. zł przychodów w 2014 r. Jednym z akcjonariuszy Spółki jest inwestor finansowy – ABS Investment S.A. Kupiec S.A. jest natomiast głównym akcjonariuszem BVT S.A. i posiada akcje stanowiące 45,12% udziału w kapitale zakładowym oraz 46,12% udziału w ogólnej liczbie głosów na WZA. Rolę Autoryzowanego Doradcy dla BVT S.A. pełni Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A.

VC Speed Dating – szybkie randki startupowców z inwestorami

„Do zakochania jeden krok”. Według badań przeprowadzonych przez Stephanie Ortigue z Syracuse University proces zakochiwania się jest u ludzi rekordowo krótki. Aby wpaść w miłosne sidła potrzebujemy tylko 1/5 sekundy. Startupowcy randkujący z inwestorami w ramach VC Speed Dating będą mieli jednak aż 7 minut na zaprezentowanie swoich projektów przed 10 funduszami Venture Capital – i na rozkochanie w nich inwestorów. Dzięki wspieranej przez Microsoft inicjatywie „szybkich randek” młodych przedsiębiorców z funduszami VC, 20 wyselekcjonowanych w drodze rekrutacji startupów będzie mogło powalczyć o serca inwestorów podczas spotkań twarzą w twarz. Druga edycja VC Speed Dating startuje w Warszawie już dzisiaj, 10 listopada 2015.

„Przy organizacji VC Speed Dating duży nacisk kładziemy na staranną selekcję projektów, które zapraszamy na to wydarzenie. Głównym kryterium są dla nas wytyczne funduszy inwestycyjnych. Dzięki temu możemy zapewnić maksymalną skuteczność takich randek. Możemy już pochwalić się pierwszym sukcesem: we wrześniu została zamknięta pierwsza inwestycja w startup, zainicjowana właśnie „szybką randką”. Drogę do serca inwestorów znalazło Fuero Games” – mówi Maks Stempniewicz odpowiedzialny za startupy w polskim oddziale Microsoft.

Fuero Games to wiodące polskie studio gier mobilnych pozyskało kolejną rundę finansowania, w wysokości 2,5 miliona złotych. W spółkę zainwestowały fundusze Experior Venture Fund, który objął większość rundy oraz Hedgehog Fund (dotychczasowy inwestor). Fuero Games miało okazję zaprezentować się EVF właśnie w trakcie VC Speed Dating .

„Cały event podzielony jest na dwie części: speed dating dla sektora ICT oraz open networking połączony ze szkoleniami, otwartymi dla szerszego grona odbiorców. Liczymy, że spośród 20 starannie wyselekcjonowanych projektów startupowych, również w tym roku przynajmniej kilku z nim uda się zdobyć wsparcie funduszy VC” – dodaje Maks Stempniewicz z Microsoft.

Pierwsza edycja VC Speed Dating odbyła się 28 listopada 2014 roku i została zorganizowana we współpracy z firmą Microsoft. Spośród 120 zgłoszonych startupów wybrano 20, które spotkały się z 12 doświadczonymi przedstawicielami siedmiu różnych VC. To było pierwsze wydarzenie o tym formacie w Polsce i na pewno stanowiło prawdziwy sprawdzian zarówno dla młodych przedsiębiorców, jak i przedstawicieli VC.

„Z perspektywy funduszy venture capital, które przyglądają się każdego roku setkom projektów i wybierają jedynie kilka najlepszych, VC Speed Dating daje świetną możliwość, aby w ciągu zaledwie kilku godzin poznać kilkadziesiąt wyselekcjonowanych wcześniej startupów oraz ludzi którzy je tworzą” – mówi Piotr Wilkowiecki z EVF.

Badanie My Company Polska przewidziało dobry wynik wyborów dla Nowoczesnej

W Polsce działa około 1,8mln firm, z czego przygniatająca większość (ok. 98%) to małe i średnie przedsiębiorstwa. Generują one prawie 45,5% polskiego PKB i zapewniają pracę ponad sześciu milionom ludzi. Ekskluzywny sondaż TNS przeprowadzony dla My Company Polska wśród 400 małych i średnich firm, zdradzał jakie są oczekiwania wobec rządu. Okazuje się, że przedsiębiorcy w większości ulokowali swój głos typując Nowoczesną i Ryszarda Petru na swojego reprezentanta.

My Company Polska to nowy magazyn skierowany do małych i średnich przedsiębiorstw (właścicieli firm oraz managerów). Na rynek wydawniczy wkroczył publikując bardzo ciekawe wyniki badań przeprowadzonych przez TNS wśród aż 400 małych i średnich firm. – „Zanim magazyn trafił w ręce managerów, postawiliśmy sobie za cel lepsze poznanie osób, do których kierujemy pismo. Dzięki sondażowi TNS odkryliśmy jakie są oczekiwania osób, które generują polskie PKB wobec rządu oraz co najbardziej utrudnia im rozwój.” – mówi Dorota Goliszewska, redaktor naczelna „My Company Polska”.

Jeszcze w listopadzie rządzenie rozpocznie zupełnie nowy układ sił politycznych. Jednakże, przedsiębiorcom bliższe jest inne słowo – „zarządzanie”. Badania zlecone przez My Company Polska trafnie oceniły możliwości zupełnie nowego ugrupowania, które znalazło się w Sejmie. Wyniki badań brzmiały jednoznacznie – to Nowoczesna wg respondentów najlepiej reprezentuje interesy przedsiębiorców, a Ryszard Petru miałby być gwarantem rozwoju polskiej gospodarki. I chociaż na fotel premiera ( pomimo, że widział go tam prawie co czwarty respondent) nie ma szans, to jednak dzięki zaufaniu, które udało mu się zdobyć wśród tej grupy społecznej, wprowadził do parlamentu 28 posłów. Ogromne zaufanie wśród polskich przedsiębiorców posiadała również Platforma Obywatelska. Gdyby o wyniku wyborach decydował tylko sondaż przeprowadzony wśród reprezentantów małych i średnich firm, to Platforma stałaby obecnie na czele rządu.  Na PiS jako partię najlepiej dbającą o interesy małego i średniego biznesu, wskazało 8 procent ankietowanych.

My Company Polska to miesięcznik dedykowany do wyspecjalizowanej, ale bardzo dużej grupy czytelników, którzy pełnią istotną funkcję w rozwoju polskiej gospodarki. W związku z tym, dziennikarze „My Company Polska” już teraz zapowiadają, iż bacznie obserwować będą zmiany na politycznej mapie, a co za tym idzie uważnie śledzić poczynania nowo wybranego parlamentu. Decyzje bezpośrednio dotyczące rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw będą szeroko komentowane na łamach kolejnych numerów miesięcznika.

Wzrost i kapitał kluczem do zrównoważonego rozwoju

Skonsolidowany zysk netto Banku Pekao po trzech kwartałach 2015 r. wyniósł 1 854 mln złotych, co pozwoliło na osiągnięcie zwrotu na kapitale ROE 10,4%, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokiego poziomu współczynnika wypłacalności Core Tier 1 wynoszącego 17,7%. Bank kontynuował szybszy niż rynek wzrost wolumenów, zarówno w kredytach, rosnących o +11,4%  r/r, jak i w depozytach, które powiększyły się o +6,3% r/r. Wartość nowych kredytów detalicznych udzielonych w ciągu trzech kwartałów przekroczyła 10 miliardów złotych.

Skonsolidowany zysk netto po 9 miesiącach 2015 roku wyniósł 1 854 mln zł, (-8,4% r/r), również dzięki wsparciu wynikiem netto osiągniętym w trzecim kwartale w wysokości 610 mln zł. Wyniki odzwierciedlają solidny rozwój działalności biznesowej, co częściowo skompensowało wpływ czynników zewnętrznych, takich jak spadek stopy lombardowej oraz stawki interchange, a także zwiększone opłaty na rzecz funduszy gwarancyjnych.

Zysk operacyjny brutto wyniósł 2 870 mln zł w efekcie osiągnięcia dochodów operacyjnych w wysokości 5 291 mln zł, na które złożył się spadek wyniku odsetkowego w środowisku niższych stóp procentowych do 3 106 mln zł oraz wynik prowizyjny w wysokości 1 502 mln zł, a także spadek kosztów operacyjnych o -2,2% r/r do wysokości 2 421 mln zł, z wyłączeniem opłaty na rzecz funduszy gwarancyjnych.

Marża odsetkowa netto na poziomie 2,73% odzwierciedla efekt redukcji stóp procentowych.

Pekao odnotował dalsze przyspieszenie wzrostu kredytów o +11,4% r/r, do poziomu 129 541 mln zł, jednocześnie utrzymując solidny wzrost depozytów o +6,3% r/r do poziomu 132 228 mln zł.

Kredyty detaliczne, wsparte wzrostem kwartalnym o +1,3%, wzrosły o +9,9% r/r i osiągnęły poziom 52 428 mln zł. W ciągu trzech kwartałów szczególnie mocno wzrosła wartość nowych kredytów detalicznych, która przekroczyła 10,1 mld zł.

Portfel kredytów korporacyjnych wzrósł o +12,4% r/r i osiągnął poziom 77 113 mln zł. Wzrost był wsparty solidnym wynikiem kluczowych kredytów korporacyjnych w trzecim kwartale, które wzrosły o +5,2% kw/kw.

W 3 kwartale Bank osiągnął dwucyfrowy wzrost depozytów detalicznych o +11,6% r/r do poziomu 60 639 mln zł, co zostało wsparte solidnym wzrostem kwartalnym o +3,3%. Depozyty korporacyjne utrzymano na wysokim poziomie 71 590 mln zł, + 2,2% r/r.

Bank Pekao rósł szybciej niż rynek we wszystkich wybranych segmentach rynku, powiększając swoje udziały rynkowe zarówno w depozytach, jak i kredytach.

Dalszej poprawie uległy wszystkie kluczowe parametry obrazujące jakość aktywów. Koszty ryzyka zostały obniżone do 49 pkt, wskaźnik kredytów nieregularnych zmniejszył się do poziomu 6,3%, natomiast wskaźnik pokrycia rezerwami wzrósł do 70,8%.

„Ponownie osiągnęliśmy dobre wyniki, dzięki szybszemu niż rynek wzrostowi wolumenów. Patrzymy z pewnością na naszą zdolność kontynuacji szybszego niż rynek wzrostu, jako że nasza silna baza kapitałowa będzie dodatkowo nabierać na znaczeniu – powiedział Luigi Lovaglio, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

BNP Paribas Real Estate Poland z nową stroną internetową

W listopadzie 2015 r. swoją premierę miała nowa, zaprojektowana od podstaw witryna internetowa BNP Paribas Real Estate Poland. Strona www.realestate.bnpparibas.pl jest dedykowana klientom korporacyjnym działającym na krajowym rynku nieruchomości komercyjnych. To drugie – po wyszukiwarce biurowej – wdrożenie nowoczesnego narzędzia informatycznego przez BNP Paribas Real Estate Poland w tym roku.

BNP ParibasNowa strona internetowa to element szerszej strategii BNP Paribas Real Estate Poland polegającej na dostosowaniu narzędzi pracy do dynamicznych zmian rynkowych w obszarach cyfryzacji i mobilności. Spełniająca najwyższe światowe standardy w zakresie funkcjonalności, nawigacji i szaty graficznej witryna, została od podstaw zaprojektowana i wdrożona przez wewnętrzny zespół specjalistów IT i marketingu. Swoim wyglądem strona nawiązuje do serwisów BNP Paribas Real Estate działających na innych europejskich rynkach.

Rozumiemy potrzebę zwiększania naszej aktywności w sieci przy równoczesnym unowocześnianiu narzędzi i ulepszaniu treści. Nowa korporacyjna strona internetowa została zaprojektowana w zgodzie ze standardami innowacyjności BNP Paribas Real Estate, w których digitalizacja staje się priorytetem.” – podkreśla Katarzyna Lemańska, Dyrektor Marketingu i PR, Europa Środkowo – Wschodnia, BNP Paribas Real Estate Poland.

Częścią składową nowej witryny jest Wyszukiwarka Biur (biura.bnpparibas.pl) oraz Wirtualne Biuro Prasowe (bnpparibas.media.pl), co będzie stanowić spore udogodnie dla użytkowników. Oba narzędzia przeszły w tym roku gruntowny lifting, a same ich funkcjonalności zostały zaprojektowane w taki sposób, żeby mechanika ich działania była zgodna z nową stroną www. Projektanci zadbali również o odpowiednią konstrukcję i strukturę strony, a także jej zawartość, które odegrają kluczową rolę w pozycjonowaniu serwisu w wynikach wyszukiwania. Istotną cechą nowego serwisu będzie możliwość korzystania z eksperckich materiałów opracowywanych globalnie  przez profesjonalistów firmy – raportów, analiz, case studies, newsów i komentarzy.

Bądź jak bank

Małe i średnie firmy często nie wiedzą o pogarszającej się sytuacji ich kontrahentów. A mogłyby.

Rozmowa z Dominikiem Lewandowskim, przedsiębiorcą, dyrektorem rozwoju biznesu w CRIF Polska odpowiedzialnym za projekt CRIBIS.pl.

Dominik Lewandowski– W Polsce, w zależności od źródeł, podaje się, że nawet co trzecia faktura nie jest regulowana w terminie. Co to oznacza dla małych i średnich firm?

– Prowadząc własną firmę, oczywiście spotykam się z tym problemem. Nazywam to problemem, bo jak inaczej określić sytuację, w której na skutek nieterminowego wywiązywania się kontrahentów ze zobowiązań moja płynność finansowa jest zachwiana?
A proszę pamiętać, że wiele mikro i małych firm ma zaledwie kilku klientów. Łatwo wyobrazić sobie, co się dzieje, gdy dwóch z nich przestaje płacić w terminie. A przecież ja też mam swoje zobowiązania – czynsz, telefony, wynagrodzenia. I koło się zamyka.

 – Można wykupić ubezpieczenie należności.

– Tak, ale jest tu kilka zastrzeżeń. Po pierwsze kontrahent może zakwestionować fakturę, może złożyć reklamację, cała procedura jest długa, skomplikowana i obciążona ryzykiem. Dlatego lepiej zawczasu tak się przygotować, by uniknąć tego typu sytuacji. Tym bardziej, że bardzo często udzielamy kredytu zaufania. Kontrahent do tej pory płacił i z tego zachowania wnosimy na przyszłość, że zawsze tak będzie, przez co nie dostrzegamy, że jego kondycja się pogarsza. A przecież nasza własna firma się zmienia, raz jest lepiej, raz gorzej – dlaczego zatem zakładamy, że inne firmy mają cały czas taką samą, zadowalającą kondycję i możliwości regulowania zobowiązań? Wyłącznie w monitorowaniu sytuacji klienta widzę klucz do unikania strat. Trzeba być jak bank.

 – Być jak bank?

– Tak. Idąc do banku po kredyt, musimy przejść przez rygorystyczne procedury, dostarczyć wiele dokumentów i poddać się ocenie zdolności kredytowej, czyli dokonywanej przez analityków kredytowych ocenie wielkości kredytu, o jaki możemy się ubiegać przy naszych dochodach i obciążeniach finansowych. Nikogo to nie dziwi, ponieważ w ten sposób banki minimalizują ryzyko niespłacania kredytów przez ich klientów. Ale czy sprzedaż towaru bądź usługi na fakturę z odroczonym terminem płatności nie stanowi podobnej sytuacji? Przecież to tak, jakby udzielić kontrahentowi kredytu na 14, 30 czasem nawet na 60 i więcej dni. Z tą tylko różnicą, że – w przeciwieństwie do banku – przedsiębiorcy nie stać na powołanie zespołu do monitorowania kondycji i poziomu zadłużenia kontrahentów. I tu z pomocą przychodzą stale aktualizowane raporty o firmach.

 – Raporty o firmach kojarzą się z długimi, drobiazgowymi opracowaniami dla korporacji. Przedsiębiorcy nie mają czasu czytać takich opracowań, nie mówiąc już o tym, że mogą mieć trudności ze zinterpretowaniem bardzo specjalistycznych danych.

–  To się zmieniło, raporty zeszły pod firmowe „strzechy”. Są proste, zrozumiałe i użyteczne. Sam jako przedsiębiorca brałem udział w stworzeniu projektu CRIBIS.pl, w ramach którego sprawdzamy, czy małe i średnie firmy przekonają się do raportów jako narzędzia w znacznym stopniu przyczyniającego się do prowadzenia bezpiecznego biznesu i unikania strat. Zarówno cena, jak i sposób prezentacji danych przez CRIBIS.pl dostosowane są do potrzeb małych i średnich firm. W raportach znajdziemy m.in.: niezależną ocenę naszego kontrahenta dokonaną przez ekspertów, a także ich wskazówki dotyczące tego, na co warto zwrócić uwagę w kontaktach z daną firmą. Od razu poznamy też rekomendowany limit kredytowy dla danej firmy wyliczony właśnie w oparciu o unikalne dane o jej kondycji i zwyczajach płatniczych. Znajdują się tu także informacje o ewentualnych opóźnionych płatnościach kontrahenta lub też o braku takowych, dzięki czemu dowiemy się, czy przypadkiem nasza firma nie jest ostatnią, której klient jeszcze płaci lub odwrotnie – jedyną, wobec której opóźnia płatności. To są dane zebrane z ponad 30 różnych źródeł i sprawdzane automatycznie w chwili otwarcia raportu, dzięki czemu zawsze są aktualne i pozwalają nam szybko zareagować! Jestem wielkim entuzjastą tego projektu i uważam, że polskie małe
i średnie firmy, które są siłą napędową gospodarki na takie informacje po prostu zasługują.

Znamy skład nowego rządu

Skład rządu Beaty Szydło to na pewno wiadomość numer jeden wczorajszego dnia dla złotówki. Dane z Chin były tylko niewiele gorsze od oczekiwań co można powoli uznać za sukces. Poznamy warunki Wielkiej Brytanii dla pozostania w UE.

Wiadomością dnia było opublikowanie składu rządu Prawa i Sprawiedliwości. Wiadomość tą można podzielić z punktu widzenia gospodarczego na dwie części. Po pierwsze zarówno giełdzie jak i złotówce przez jakiś czas ciążyć będą takie postacie jak Antoni Macierewicz, Zbigniew Ziobro i Mcihał Kamiński. Dlaczego? Głównie dlatego, że nieprzychylne nowej ekipie media boją się tych ludzi i będą nimi straszyć, czy słusznie – zobaczymy. Podobnie prasa zagraniczna, która mniej lub bardziej słusznie boi się tendencji prawicowych w polityce. Z drugiej strony mamy Mateusza Morawieckiego i Pawła Szałamachę odpowiedzialnych za gospodarkę. Ten pierwszy z pewnością znany jest w branży finansowej ze swojej działalności w WBK. Drugi kandydat nie ma tak silnie rozpoznawalnych pozycji w życiorysie, ale to co budzi zaufanie rynków to liberalne gospodarczo akcenty. Centrum Adama Smitha czy działalność w UPR. Od wczoraj złoty się umacnia zatem wygląda na to, że nowy rząd został odebrany na rynku lepiej niż sądzono. Może był to efekt straszenia ostatnimi dniami premierem Kaczyńskim.

W nocy poznaliśmy dane z Chin. Jak twierdzą złośliwi komentatorzy zgodnie z oczekiwaniami były gorsze od przewidywań. Oczekiwania wobec chińskiej gospodarki to ostatnio duży problem, są one mocno nieaktualne przez co dane regularnie wypadają gorzej od nich. Dzisiaj poznaliśmy inflację konsumencką wynoszącą 1,3% w skali roku wobec oczekiwań 1,5%. Poznaliśmy również mniej istotny parametr, ale za to dobrze mówiący o tym co dzieje się w gospodarce czyli inflację producencką. Jest to deflacja i to o imponujące 5,9%. Świadczy to o tym, że producenci walczą ceną by nie zmniejszać skali działań.

Poznaliśmy dane u naszych południowych sąsiadów. Produkcja przemysłowa na Słowacji rośnie o 7,2% wobec oczekiwanych 4,8%. Dane z Rumunii nie są już tak dobre i wzrost wyniósł 1,2%. To i tak znacznie lepiej niż Francja, która utrzymała symboliczny wzrost w wysokości 0,1%.

Dzisiaj poznamy żądania Wielkiej Brytanii w ramach jej pozostania w Unii Europejskiej. Wśród postulatów będą zarówno takie korzystne dla Polski i Polaków jak i te mniej opłacalne, przynajmniej w krótkim terminie. Z zapowiedzi wynika, ze znajdzie się tam równe traktowanie państw niezależnie od przynależności do unii walutowej. Na pewno znajdzie się próba ograniczenia dążeń federacyjnych i zwiększenia możliwości blokowania ustaw dla parlamentów krajowych. Znając życie poruszone będą też wypłaty zasiłków socjalnych bo to nośny temat w brytyjskich mediach.

Dzisiaj kalendarz danych makreokonomicznych jest niemalże pusty. Z drugiej strony należy wziąć pod uwagę, że jutro mamy święto w Polsce i inwestorzy mogą chcieć zamknąć pozycję przed dniem wolnym co może zwiększyć ruch pod koniec dnia.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 10.08.2015 do 10.11.2015Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 10.08.2015 do 10.11.2015

Kurs EUR/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Po przebiciu maksimum na poziomie 4,2500, kurs kontynuuje wzrosty. Dla ruchu w górę najbliższym oporem jest poziom 4,2950 gdzie znajduje się nowe maksimum lokalne. W przypadku spadków kolejne wsparcie stanowi linia łącząca minima lokalne na 4,2200 a następnie minima w okolicach 4,1550-4,1600.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 10.08.2015 do 10.11.2015Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 10.08.2015 do 10.11.2015

Kurs CHF/PLN przeszedł w trend wzrostowy. Po przebiciu poprzednich oporów kolejnym istotnym pozimem są okolice 3,9650 gdzie znajdują się obecne maksima. W przypadku osłabienia kursu wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9000.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 10.08.2015 do 10.11.2015Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 10.08.2015 do 10.11.2015

Kurs USD/PLN wybił się z trendu bocznego we wzrostowy. Nowym oporem są maksima na 3,9800. dla ewentualnego ruchu w dół najbliższym wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 3,9200.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 10.08.2015 do 10.11.2015Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 10.08.2015 do 10.11.2015

Kurs GBP/PLN podążał jeszcze na początku miesiąca w trendzie spadkowym. Przed wyborami doszło do silnego wybicia, które jest kontynuowane i najbliższymi ograniczeniami dla wzrostu kursu są obecnie maksima lokalne na 6,0150. W przypadku spadków ważnym wsparciem jest 5,6600 czyli ostatnie minimum.

Dobierz pracę do swojej osobowości

Flegmatyczny sprzedawca, niecierpliwy nauczyciel lub energiczny oraz kreatywny księgowy – to osoby, które nie dopasowały zawodu do własnego charakteru i teraz w pracy męczą siebie, a także innych. Aby wykonywane zajęcie dawało satysfakcję, przy jego wyborze warto wziąć pod uwagę wiele czynników.

– doradca zawodowy Iwona Centka z Instytutu Rozwoju Osobistego SENS o tym, jak wybrać odpowiedni zawód.

Stadion w Gdańsku z nową nazwą i nowym sponsorem

Nawet 22,5 mln zł może otrzymać spółka zarządzająca gdańskim stadionem przy ul. Pokoleń Lechii Gdańsk na jego utrzymanie i promowanie odbywających się na nim wydarzeń. Wszystko dzięki podpisanemu pięcioletniemu porozumieniu o współpracy pomiędzy miastem, operatorem obiektu i firmą Energa.

– Andrzej Tersa, prezes zarządu Energa SA, o tym, co znaczy dla firmy podpisanie porozumienia z miastem i operatorem stadionu.

– prezydent Gdańska Paweł Adamowicz o podpisanym porozumieniu z Energą oraz innych rodzajach współpracy z tą firmą.

– Tomasz Kowalski, prezes zarządu spółki Arena Gdańsk Operator, o porozumieniu z Energą oraz imprezach planowanych na Stadionie Energa Gdańsk.