Cyfryzacja w edukacji a kwestia e-learningu

0

Powszechność urządzeń mobilnych i dostęp do szybkiego Internetu, umożliwiające naukę z dowolnego miejsca i o każdej porze, stały się jednym z głównych czynników rozwoju edukacji. Potencjał e-learningu wciąż jednak wykorzystujemy zaledwie w ułamku procenta.

– Według klasycznej literatury SF, ludzie naszej epoki mieli nabywać pożądane umiejętności i wiedzę poprzez zażycie odpowiednich „uczących” pastylek albo wlewając informacje wprost do mózgu przy pomocy skomplikowanych maszyn. Wciąż daleko nam do tych wizji, ale nie próżnujemy. Digitalizacja to obecnie jeden z najważniejszych trendów w edukacji, a wartość rynku e-learningu na świecie szacuje się już na ok. 200 mld dol[1]. – mówi Robert Paszkiewicz, Dyrektor Sprzedaży w OVH Polska, dostawcy usług w chmurze.

Z danych wynika, że cyfryzacja stabilnie postępuje, tak w sektorze prywatnym, jak i publicznym. Zresztą, digitalizacja to jedno z ważniejszych zagadnień, o których stale mówi się w kontekście uniwersytetów przyszłości[2]. Jak natomiast prezentuje się teraźniejszość?

Uniwersytet, nowoczesność… i stara szafa (serwerowa)

Jak co roku wraz z początkiem roku akademickiego wracają problemy z systemami IT, zbudowanymi z myślą o ułatwieniu wielu administracyjnych kwestii, np. takich jak zapisy na zajęcia.

Jeden z najstarszych funkcjonujących w Polsce systemów – USOS (lub USOSweb), czyli Uniwersytecki System Obsługi Studiów, powstał niespełna 20 lat temu i zapoczątkował cyfryzację polskich uczelni. Zaprojektowano go tak, by towarzyszył studentom od momentu rekrutacji na studia, aż do uzyskania dyplomu. Opanowanie jego obsługi powinno być zatem jedną z pierwszych nowo nabytych umiejętności każdego studenta. Z założenia, system miał uprościć życie studentów, umożliwiając im załatwienie większości spraw związanych ze studiami przez Internet, z pominięciem konieczności stania w kolejkach do dziekanatu. W praktyce, prawie co drugi student negatywnie ocenia działanie cyfrowej administracji[3].

W przypadku USOS-a, studenci narzekają m.in. na system migracji danych. Pojawiają się zarzuty, że aktualizacja baz danych wykonywana raz na dobę uniemożliwia śledzenie zmian na indywidualnych kontach w czasie rzeczywistym. Jest jednak jeszcze inna wada, którą wytykają użytkownicy systemu. Najpoważniejszym zarzutem wobec USOS-a jest jego zawodność podczas elektronicznych zapisów na zajęcia i egzaminy. W momencie, w którym studenci mają zdecydować o kształcie swojego planu zajęć na najbliższy semestr, system przestaje płynnie działać. O powodzeniu zapisów decyduje natomiast przypadek[4].

Czytaj również:  "Facility & Property Managment – bezpieczna i oszczędna nieruchomość" 29 sierpnia 2018 w Warszawie

Bolączką tego typu systemów do administrowania jest brak skalowalności zasobów – tłumaczy Robert Paszkiewicz, OVH Polska. – Nawet dobrze zaprojektowany system, który z powodzeniem obsługuje dziennie dziesiątki tysięcy zapytań, może odmówić posłuszeństwa, kiedy w przeciągu kilku sekund od startu zapisów, stara się z niego skorzystać jednocześnie kilka tysięcy studentów. Od strony technicznej przypomina to trochę atak DDoS w skali mikro.

E-learning w szkolnictwie – mile widziany gość