Rynek magazynowy w Polsce przyspiesza – wartość transakcji w I półroczu 2025 wzrosła dwukrotnie

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała aktywność inwestorów na rynku nieruchomości magazynowych w pierwszej połowie 2025 roku. Wartość transakcji inwestycyjnych między styczniem a czerwcem wzrosła ponad dwukrotnie r/r i wyniosła 694 mln EUR. Wraz z wolumenem zwiększa się też gotowość inwestorów do finalizowania transakcji na dużą skalę, a to stanowi dobry prognostyk na kolejne kwartały.

Rosnące tempo inwestycji na rynku logistycznym

Aktywność kupujących i sprzedających na rynku magazynowym w pierwszym półroczu 2025 roku mocno przyspieszyła, zamykając się wolumenem na poziomie 694 mln EUR. Tym samym wartość transakcji zanotowała ponad dwukrotny wzrost – w analogicznym okresie ubiegłego roku wyniosła ona bowiem 294 mln EUR. Punktem zwrotnym dla rynku był drugi kwartał, kiedy zarówno sfinalizowano umowę o wartości 250 mln EUR, jak i wzrosła liczba rozważanych transakcji o dużej skali, tłumaczy Robert Tomaszewski, Associate Capital Markets Poland, Cushman & Wakefield.

Choć ogólny przepływ transakcji pozostaje selektywny, aktywność rynkowa wyraźnie rośnie, wspierana przez poprawę płynności oraz większą gotowość kupujących i sprzedających do angażowania się w większe transakcje.

Stabilne stopy kapitalizacji mimo mieszanych sygnałów kompresji

Stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości logistycznych w Polsce pozostają zasadniczo stabilne, z poziomem referencyjnym około 6,25%, a większość transakcji zamykana jest w przedziale od 6,50% do nieco poniżej 7,00%. Choć stopy poniżej 6,00% są ostrożnie rozważane dla najwyższej klasy aktywów z długim okresem najmu (WAULT), nie potwierdzono jeszcze takich wycen w zamkniętych transakcjach.

Obniżone stopy procentowe i poprawa warunków finansowania mogą sprzyjać kompresji stóp transakcyjnych, jednak ich wpływ wydaje się ograniczany przez stosunkowo dużą podaż produktu na rynku. Ta dynamika nadal powstrzymuje presję na wzrost cen. Tymczasem aktywa typu „value-add” z wyraźnym potencjałem wzrostu dochodów przyciągają największą konkurencję, tłumaczy Robert Tomaszewski.

Obserwujemy, że wciąż zauważalna presja na zwiększanie zachęt ze strony właścicieli oraz wydłużony okres podejmowania decyzji przez najemców wpływają na obniżenie poziomu czynszów efektywnych. To z kolei przekłada się na bardziej konserwatywne podejście inwestorów. W obecnym otoczeniu rynkowym wartość aktywów jest w coraz większym stopniu wypadkową nie tylko lokalizacji i parametrów technicznych, ale również jakości najemców, długości WAULT czy poziomu absorpcji powierzchni w danym regionie, komentuje Marcin Malmon, Head of Valuations & Advisory, Cushman & Wakefield.

Jak wskazuje analiza Cushman & Wakefield, rynki długu stopniowo się otwierają, a kredytodawcy wykazują odnowione zainteresowanie sektorem logistycznym – szczególnie w przypadku dobrze zlokalizowanych, dochodowych aktywów.

Apetyt banków na finansowanie sektora logistycznego pozostaje stabilny mimo np. zmniejszenia aktywności deweloperskiej. Zauważamy też, że choć marże uległy poprawie, a samo finansowanie jest bardziej dostępne, to standardy oceny ryzyka pozostają konserwatywne. Na rynku preferowane są podmioty z dobrze udokumentowanym doświadczeniem i jasnym planem biznesowym, podczas gdy spekulacyjne projekty deweloperskie pozostają trudniejsze do sfinansowania. Banki zwracają szczególną uwagę na lokalizację nieruchomości, strukturę najmu oraz parametry ESG. Największe zainteresowanie budzą nowe projekty realizowane w uznanych hubach logistycznych, wynajęte dla kilku lub kilkunastu renomowanych najemców. Finansowanie budynków z jednym najemcą jest możliwe, pod warunkiem zawarcia długoterminowej umowy najmu lub lokalizacji o wysokiej atrakcyjności i standardzie technicznym, umożliwiającym łatwe dostosowanie obiektu do potrzeb nowego najemcy, komentuje Mira Kantor-Pikus, Partner, Equity, Debt & Alternative Investments, Capital Markets, Cushman & Wakefield.

Na rynku widoczny jest też wzrost popularności transakcji typu Sale and Leaseback (S&LB), w ramach których właściciel sprzedaje nieruchomość inwestorowi i jednocześnie wynajmuje ją na długi okres. Pozwala to na uwolnienie kapitału na inne cele – zarówno inwestycyjne, jak i operacyjne.

Czechy wyprzedziły Polskę na rynku inwestycji komercyjnych w regionie

W pierwszej połowie 2025 roku obserwowana była dalsza poprawa na rynku nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej (CEE). Jak wynika z danych Knight Frank, łączna wartość transakcji inwestycyjnych na pięciu kluczowych rynkach regionu (Czechy, Polska, Rumunia, Słowacja, Węgry) osiągnęła blisko 5 mld euro, co stanowi niemal 60% całkowitego wolumenu z 2024 roku. Liderem zostały Czechy z wynikiem 2,1 mld euro, wyprzedzając po raz pierwszy Polskę, gdzie zarejestrowano 1,7 mld euro. Łącznie oba kraje odpowiadały za 77% całej aktywności inwestycyjnej w regionie.

Sektor logistyczny utrzymał pozycję lidera, przyciągając 32% całkowitego wolumenu inwestycyjnego, szczególnie w Czechach, Polsce i na Słowacji. Popularność tego segmentu wynika z mocnych fundamentów, stabilnych źródeł dochodów, niskiego poziomu ryzyka oraz trendów strukturalnych, takich jak rozwój e-commerce i nearshoring. Na kolejnych miejscach znalazły się: biura (23%), handel (16%), hotele (11%) oraz sektor mieszkaniowy (8%).

Wśród największych transakcji znalazły się m.in. przejęcie portfela Contera (aktywa w Czechach i na Słowacji) przez Blackstone za 470 mln euro, zakup hoteli Hilton Prague i Four Seasons Hotel Prague przez PPF Real Estate oraz rekordowa transakcja sprzedaży i wynajmu zwrotnego (sale & leaseback) zakładów produkcyjnych Eko-Okna w Polsce o wartości 253 mln euro.

„W Polsce obserwujemy powrót dużych inwestorów instytucjonalnych, jak dotąd głównie w segmencie magazynowym. Warto podkreślić również dynamiczny rozwój aktywności kapitału krajowego. Trend, który jeszcze pięć lat temu miał marginalne znaczenie w sektorze nieruchomości komercyjnych, a dziś odpowiada już za 15% całkowitego wolumenu transakcji. Spodziewamy się, że jego udział będzie nadal rósł,” – komentuje Dorota Lachowska, Dyrektor Działu Badań Rynku w Knight Frank Polska.

Raport „CEE Investment Market” podkreśla również rosnącą rolę inwestorów krajowych w całym regionie. W Czechach i na Węgrzech stanowili oni odpowiednio 78% i 80% wolumenu, w Rumunii 35%, a w Polsce 15%.

„Czeski rynek inwestycyjny wyróżnia się silną obecnością kapitału krajowego, który dominuje w największych transakcjach. Solidne fundamenty gospodarcze, stabilny popyt w segmencie logistycznym oraz perspektywy

wzrostu czynszów w najlepszych biurach sprawiają, że nasz rynek pozostaje wyjątkowo odporny,” – dodaje Lenka Šindelářová, Dyrektor Działu Badań i Doradztwa w Knight Frank Czechy.

Perspektywy na drugą połowę roku pozostają pozytywne – sprzyja im stabilna oferta transakcyjna, utrzymujące się stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów oraz spadające stopy procentowe. Wśród sektorów, które mają szansę przewodzić rynkowi, wymienia się biura (we wszystkich krajach CEE), nieruchomości przemysłowe (w Polsce i na Słowacji) oraz handel (w Czechach i w Rumunii).

„Rumunia nadal oferuje najbardziej atrakcyjne stopy zwrotu w regionie, co wzmacnia jej pozycję jako destynacji przyciągającej kapitał międzynarodowy. W pierwszej połowie 2025 roku sektor biurowy zanotował imponujący powrót, odpowiadając za niemal jedną trzecią wartości inwestycji, podczas gdy aktywa handlowe osiągnęły 42% udziału w rynku. Aktywność koncentrowała się głównie wokół parków handlowych, które pozostają preferowanym formatem zarówno dla inwestorów, jak i najemców, dzięki elastyczności, silnym wynikom w miastach regionalnych i stabilnemu popytowi konsumenckiemu. Ta zrównoważona struktura sektorowa podkreśla odporność Rumunii oraz jej zdolność do zapewniania trwałych możliwości wzrostu w różnych klasach aktywów,” – mówi Ileana Stanciu-Necea, Dyrektor Działu Badań Rynku w Knight Frank Rumunia.

Sztuczna inteligencja zmienia banki: 70% instytucji zwiększy budżety na AI

Sztuczna inteligencja staje się ważną częścią strategii banków – ponad połowa liderów instytucji finansowych na świecie twierdzi, że AI wprowadza głębokie zmiany w sposobie działania ich organizacji. Aż 70% planuje zwiększyć budżety na rozwój tych technologii, w tym 38% chce podnieść nakłady o ponad 20% – wynika z raportu KPMG pt. „Inteligentne rozwiązania w sektorze bankowym”.

Banki najczęściej wykorzystują sztuczną inteligencję w procesach kredytowych – m.in. do oceny zdolności kredytowej i analizy ryzyka. Zaawansowane algorytmy pomagają także dopasować oferty i komunikację do potrzeb klientów, analizując ich dane finansowe i zachowania w czasie rzeczywistym. Sztuczna inteligencja wspiera również wykrywanie nadużyć finansowych i podejrzanych transakcji. Jest też wykorzystywana w automatyzacji obsługi klienta – na przykład w formie chatbotów lub systemów rekomendacji.

Z raportu KPMG wynika, że banki oczekują szybkich efektów finansowych po wdrożeniu AI. Aż 62% ankietowanych chce widzieć wyraźne korzyści z inwestycji, a 68% wskazuje, że głównym celem wprowadzania tych rozwiązań jest obniżenie kosztów. Jednocześnie 70% instytucji czuje presję ze strony akcjonariuszy, aby udowodnić, że AI przynosi wymierne efekty.

Już 66% badanych osiągnęło oszczędności kosztowe dzięki wykorzystaniu AI. Jednak tylko 26% odnotowało wzrost przychodów, a 20% – znaczący wpływ tych rozwiązań na wyniki finansowe.

Banki coraz częściej traktują AI jako narzędzie wspierające nie tylko wydajność, ale i konkurencyjność – szczególnie tam, gdzie liczy się szybkość decyzji, personalizacja usług i przewidywanie potrzeb klienta. Widoczna jest również zmiana w nastawieniu – świadome wdrażanie zastępuje fazę eksperymentowania. Aby jednak osiągnąć kolejny poziom dojrzałości, instytucje finansowe muszą lepiej poradzić sobie z wyzwaniami strukturalnymi, takimi jak niespójne dane czy konieczność modernizacji systemów. Liderzy branży rozumieją te ograniczenia i widzą w AI szansę na trwałą przewagę. Zaufanie do sztucznej inteligencji, spełnianie wymogów prawnych i zrozumiałe działanie algorytmów są dziś tak samo ważne, jak tempo reakcji na zmiany czy redukcja kosztów. Przyszłość bankowości to AI, która wspiera ludzi, jest częścią strategii całej firmy, a nie tylko narzędziem działu IT – komentuje Andrzej Gałkowski, Partner, Lider doradztwa dla sektora bankowego, Head of AI w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Technooptymizm w sektorze nie jest pozbawiony barier. Tylko nieliczne banki oceniają swoje dane operacyjne jako w pełni gotowe do zastosowań AI. Do innych wyzwań należą braki kadrowe – niewielu specjalistów, którzy jednocześnie rozumieją możliwości sztucznej inteligencji, przepisy regulujące sektor finansowy oraz logikę procesów bankowych. Wiele instytucji mierzy się też z ograniczeniami technologicznymi. Przestarzałe systemy IT, skomplikowana architektura i mało elastyczne środowiska testowe spowalniają wdrożenia, a przez to ograniczają korzyści płynące z AI.

Raport jest dostępny jest na stronie: Inteligentne rozwiązania w sektorze bankowym – KPMG Poland

O raporcie:

Seria raportów „Intelligent industries” powstała w oparciu o badanie KPMG International, łączące metody ilościowe i jakościowe. W jego ramach przeprowadzono pogłębione wywiady z ekspertami z obszaru technologii, regulacji i biznesu oraz z doradcami sektorowymi KPMG. Badanie objęło także ankietę wśród 1390 decydentów z kluczowych rynków (Australii, Chin, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Kanady, Francji, Japonii oraz Stanów Zjednoczonych), w tym 163 przedstawicieli sektora energetycznego. Uzupełnieniem był 18-miesięczny projekt analizy wartości biznesowej generatywnej AI. Wyniki tworzą praktyczne kompendium dla organizacji chcących skutecznie wykorzystać potencjał sztucznej inteligencji.

Grupa Pracuj zwiększa przychody i zyski w I półroczu 2025 r.

Grupa Pracuj systematycznie poprawia wyniki finansowe. W pierwszym półroczu tego roku jej skonsolidowane przychody wzrosły o 5% r/r do 409,3 mln zł, przy jednoczesnej poprawie rentowności. Skorygowana EBITDA1 Grupy Pracuj za pierwsze sześć miesięcy 2025 roku wyniosła 188,5 mln zł (+6,7% r/r), zaś wypracowany w tym okresie skonsolidowany zysk netto sięgnął 122,0 mln zł (+19,9% r/r).

Na wzrost przychodów Grupy Pracuj w pierwszej połowie tego roku złożyły się przede wszystkim: większa liczba i wyższa średnia cena projektów rekrutacyjnych w serwisie Pracuj.pl, rosnąca średnia cena projektów rekrutacyjnych w ukraińskim serwisie Robota.ua, a także systematycznie rosnąca liczba klientów korzystających z systemów do zarządzania procesami HR, oferowanych w modelu subskrypcyjnym (SaaS) – polskich systemów eRecruiter i Kadromierz oraz niemieckiego softgarden.

Pierwsze półrocze tego roku Grupa Pracuj zakończyła wzrostem wszystkich kluczowych wyników finansowych i operacyjnych. Rosną też wszystkie nasze biznesy. Serwis Pracuj.pl skutecznie komercjalizuje nowe rozwiązania oraz notuje wzrost liczby pracodawców, w tym z segmentu MŚP, którzy aktywnie korzystają z jego usług. eRecruiter także rozszerza swoją ofertę i powiększa bazę klientów. Z zadowoleniem obserwujemy również dynamiczny rozwój Kadromierza – spółki, która w tym roku dołączyła do naszej Grupy. Niemiecki softgarden – mimo wciąż wymagającego otoczenia gospodarczego w Niemczech – także systematycznie zwiększa przychody z usług oferowanych w modelu SaaS. Z kolei ukraiński serwis Robota.ua z jednej strony wspiera rząd i organizacje pozarządowe działające na rzecz wysiłku obronnego Ukrainy, oferując możliwość publikacji darmowych ogłoszeń o pracę, a jednocześnie skutecznie monetyzuje usługi oferowane w ramach płatnych pakietów, co przekłada się na dalszy wzrost przychodów i zysków. Zbudowaliśmy organizację o dużej skali, która sprawnie wdraża innowacje i adaptuje się do zmiennej sytuacji rynkowej. W drugiej połowie roku naszym priorytetem jest kontynuacja wdrażania nowych rozwiązań produktowych oraz dalsze zwiększanie bazy klientów – Przemysław Gacek, prezes Grupy Pracuj

Jednym z filarów stabilnego i długoterminowego rozwoju Grupy Pracuj są autorskie rozwiązania AI, które rozwijamy in-house nieprzerwanie od ponad 10 lat. Nasze technologie, budowane z myślą o efektywności i skalowalności, są dodatkowo wzmacniane przez integrację najnowszych dostępnych na rynku rozwiązań generatywnej sztucznej inteligencji. Dzięki temu konsekwentnie zwiększamy wartość dla kandydatów i partnerów biznesowych, jednocześnie budując przewagę konkurencyjną na rynku HR Tech. – Rafał Nachyna, członek zarządu i dyrektor operacyjny Grupy Pracuj

Pracuj.pl rośnie szybciej niż rynek pracy w Polsce, coraz więcej pracodawców korzysta z usług w kanale e-commerce oraz rozwiązań AI

Przychody Grupy Pracuj z polskiego rynku w pierwszym półroczu tego roku sięgnęły 289,8 mln zł i były o 5,5% wyższe niż rok wcześniej, z kolei zysk operacyjny segmentu Polska wyniósł 144,0 mln zł, co oznacza wzrost o 6,6% r/r.

Większość przychodów Grupy Pracuj na krajowym rynku generowana jest przez serwis Pracuj.pl. Liczba projektów rekrutacyjnych opublikowanych w tym serwisie w pierwszych sześciu miesiącach 2025 roku wzrosła o 1,5% r/r do 258 tysięcy. Liczba klientów (pracodawców) aktywnie korzystających z usług Pracuj.pl na koniec czerwca br. sięgnęła rekordowego poziomu i przekroczyła 61 tysięcy (+3,3% r/r), z czego blisko 40 tysięcy to klienci korzystający z usług rekrutacyjnych w kanale e-commerce (+7% r/r).

Pomimo zmiany struktury publikowanych ogłoszeń, tj. rosnącego udziału ofert pracy w kategoriach Pink i Blue Collars, które z reguły charakteryzują się niższą średnią ceną niż oferty pracy w kategorii White Collars, średnia cena projektów rekrutacyjnych w serwisie Pracuj.pl w pierwszym półroczu tego roku była o 1,8% wyższa niż przed rokiem. To efekt m.in. skutecznej monetyzacji nowych rozwiązań oferowanych pracodawcom, w szczególności narzędzi opartych na sztucznej inteligencji.

W pierwszym półroczu 2025 roku czołowy polski serwis rekrutacyjny został również wzbogacony o kolejne tzw. rozwiązania hiperpersonalizacyjne. Obejmują one zarówno stronę główną, wyszukiwarkę ofert, jak i segmenty branżowe. Personalizacja rekomendacji oraz interfejsu użytkownika przełożyła się na wzrost liczby aplikacji o ponad 70 tysięcy miesięcznie.

Z kolei dzięki wdrożeniu nowej wersji aplikacji mobilnej Pracuj.pl użytkownicy zyskali dostęp do personalizowanych funkcji opartych o mapy ofert pracy oraz dedykowanych ścieżek dla poszczególnych segmentów. Pracodawcy natomiast mają możliwość dotarcia do użytkowników w nowy, innowacyjny sposób poprzez narzędzie Pracuj Stories, inspirowane mediami społecznościowymi.

W Pracuj.pl w tym roku uruchamiamy także „Pracuj Club”. To pierwszy na rynku program lojalnościowy w serwisie rekrutacyjnym, skierowany do klientów korzystających z kanału e-commerce. Premiuje on aktywne korzystanie z platformy. „Pracuj Club” oferuje pracodawcom dostęp do dedykowanych promocji, rabatów oraz dodatkowych usług wspierających procesy rekrutacyjne. Wdrożenie tego programu wpisuje się w strategię cyfryzacji i automatyzacji procesów sprzedażowych Grupy Pracuj, wspierając wzrost przychodów w kanale online oraz poprawę retencji klientów. – Rafał Nachyna, dyrektor operacyjny Grupy Pracuj

eRecruiter powiększa bazę klientów i rozszerza swoją ofertę. Kadromierz dynamicznie rośnie w Grupie Pracuj

Grupa Pracuj odnotowuje również systematyczny przyrost liczby klientów korzystających z systemu eRecruiter – najczęściej wybieranego systemu do zarządzania rekrutacjami w Polsce. Na koniec czerwca 2025 roku aktywnie używało go 2 137 pracodawców, o 4,8% więcej niż rok wcześniej, natomiast miesięczne powtarzalne przychody (MRR) osiągnięte przez eRecruiter w czerwcu tego roku wyniosły 4,3 mln zł, co oznacza wzrost o 11% r/r.

W pierwszej połowie 2025 roku eRecruiter został wzbogacony o nowe funkcje automatyzujące procesy HR, w tym automatyczne tagowanie CV, generowanie pytań rekrutacyjnych, nowy widok zarządzania kandydatami kanban, nowe formularze zgodne z wytycznymi dotyczącymi dostępności treści internetowych (WCAG), czy integracja z aplikacją do prowadzenia spotkań online – Zoom. Rozwiązania te wspierają szybkość, efektywność pracy rekruterów oraz zgodność z RODO, a także pozytywnie wpływają na doświadczenie kandydatów.

W najnowszej edycji raportu Fosway 9-Grid 20252, oceniającego potencjał rozwiązań HR Tech, eRecruiter został wyróżniony jako „Strong Performer”.

Pozytywny wpływ na skonsolidowane przychody Grupy Pracuj z polskiego rynku miało także ujęcie przychodów spółki Kadromierz, oferującej nowoczesne rozwiązania do planowania i zarządzania czasem pracy. Dołączyła ona do Grupy Pracuj na początku marca br. Miesięczne powtarzalne przychody osiągnięte przez Kadromierz w czerwcu wzrosły o 58,7% r/r.

Niemiecki softgarden z solidnymi wynikami na tle rynku

Przychody z rynku niemieckiego, drugiego największego rynku Grupy Pracuj pod względem osiąganych wyników, w pierwszej połowie tego roku wyniosły 89,7 mln zł i były na zbliżonym poziomie jak przed rokiem (-0,4% r/r). Obejmują one głównie przychody softgarden, który obok systemu do zarządzania rekrutacjami (Talent Acquisition Suite) oferuje również usługę multipostingu3. Przychody w ujęciu netto4 w pierwszym półroczu br. sięgnęły 75,5 mln zł, co oznacza wzrost o 4,7% r/r. Zysk operacyjny segmentu Niemcy wzrósł natomiast o 37,1% r/r do 13,7 mln zł, dzięki rosnącej efektywności i pozytywnym efektom rosnącej skali niemieckiego biznesu. ​

Na koniec czerwca tego roku z usług softgarden oferowanych w modelu SaaS aktywnie korzystało 1 868 firm, czyli o 8,6% więcej niż rok wcześniej. Przełożyło się to na wzrost miesięcznych powtarzalnych przychodów o 9,6% r/r do 8,14 mln zł. Po wyeliminowaniu wpływu zmian kursowych, wzrost MRR w euro wyniósł natomiast 11,4% r/r.

Systematyczny wzrost powtarzalnych przychodów osiąganych przez softgarden bardzo dobrze pokazuje większą odporność usług oferowanych w modelu SaaS na wahania rynkowe. Pomimo wymagającego otoczenia gospodarczego w Niemczech, obserwujemy postępującą cyfryzację przedsiębiorstw, która przekłada się na rosnące zainteresowanie rozwiązaniami typu TAS. Narzędzia te wspierają zarządzanie rekrutacjami oraz innymi obszarami HR. – Rafał Nachyna, dyrektor operacyjny Grupy Pracuj

Softgarden również został wyróżniony w najnowszej edycji raportu Fosway 9-Grid 2025, jako „Core Leader”.

Zgodnie z zaprezentowaną w maju strategią Grupy Pracuj do 2030 roku, znaczenie obszaru HR Software będzie systematycznie rosnąć, przekładając się na coraz wyższe przychody powtarzalne, a udział przychodów z tego obszaru w łącznych przychodach Grupy w dłuższej perspektywie ma sięgnąć około 50%. W pierwszej połowie 2025 roku wyniósł on około 27%.

Organiczny wzrost w obszarze HR Software ma być realizowany dzięki systematycznie rosnącej liczbie klientów oraz rozszerzaniu zakresu usług świadczonych dotychczasowym klientom o dodatkowe moduły i funkcjonalności (takie jak np. onboarding, preselekcja, analityka czy integracje z zewnętrznymi systemami). Skalowalny model SaaS, wspierany przez rozwiązania samoobsługowe i inteligentne modele cenowe, umożliwia dynamiczne zwiększanie skali przy relatywnie niskich kosztach pozyskania klienta.

Uzupełnieniem rozwoju organicznego Grupy Pracuj mają być selektywne przejęcia, koncentrujące się właśnie na obszarze HR Software, w szczególności na spółkach oferujących rozwiązania post-hire.

Robota.ua z nowymi cennikami

Grupa Pracuj notuje również dalszy wzrost wyników w Ukrainie. Przychody z tego rynku w pierwszym półroczu 2025 roku wyniosły 29,8 mln zł i były o 19,5% wyższe niż rok wcześniej. Zysk operacyjny segmentu Ukraina wzrósł natomiast o 5% r/r do 7,8 mln zł.

Całkowita liczba projektów rekrutacyjnych w serwisie Robota.ua w pierwszej połowie tego roku sięgnęła 684,6 tys., co oznacza wzrost o 4,6% r/r, do czego przyczyniła się między innymi wyższa liczba projektów publikowanych w modelu freemium5, służących wsparciu rządu oraz organizacji pozarządowych podczas intensyfikacji działań zbrojnych Rosji. Liczba płatnych projektów rekrutacyjnych nieznacznie zmalała w porównaniu do analogicznego okresu 2024 roku (-2,8% r/r) i wyniosła 281,4 tys. ​

Jednocześnie, dzięki pracom nad efektywnościowym modelem monetyzacji i wprowadzeniu nowych cenników w serwisie Robota.ua, w pierwszej połowie 2025 roku średnia cena projektów rekrutacyjnych w hrywnach wzrosła o 35,1% r/r, a w przeliczeniu na złote wzrost ten sięgnął 22,3% r/r.

Serwis Robota.ua już dziś jest liderem ukraińskiego rynku pod względem liczby ogłoszeń o pracę. Biorąc pod uwagę trwały niedobór pracowników, z jakim zmagają się ukraińscy pracodawcy, a także spodziewany wzrost zapotrzebowania na pracę w tym kraju po zakończeniu działań wojennych, w związku z odbudową kraju, Grupa Pracuj może być jednym z głównych beneficjentów pokojowego zakończenia trwającego od 2022 roku konfliktu.

Nie tylko przychody, ale i rentowność w górę

Łączne przychody Grupy Pracuj ze wszystkich rynków w pierwszym półroczu tego roku sięgnęły 409,3 mln zł, co oznacza wzrost o 5% r/r. Rosnącej skali działalności towarzyszył wzrost rentowności. Skorygowana EBITDA Grupy Pracuj za pierwsze sześć miesięcy 2025 roku wyniosła 188,5 mln zł (+6,7% r/r), zaś wypracowany w tym okresie skonsolidowany zysk netto sięgnął 122 mln zł (+19,9% r/r).

Istotny wpływ na raportowany wynik netto miała cykliczna aktualizacja wartości godziwej należących do Grupy Pracuj mniejszościowych udziałów w spółce Beamery Inc. Eliminując wpływ tego przeszacowania w obu porównywalnych okresach, skorygowany zysk netto Grupy Pracuj w pierwszej połowie tego roku wyniósł 131 mln zł i był o 13,7% wyższy niż przed rokiem.

Polskie firmy z branży elektronicznej ostrzegają – podatek od smartfona uderzy w krajowy biznes, a nie w zagranicznych gigantów

Polska branża elektroniczna bije na alarm. Polscy przedsiębiorcy w otwartym liście zaapelowali do przedstawicieli rządu o wstrzymanie prac nad projektem nowelizacji rozporządzenia w sprawie opłat reprograficznych, który w praktyce wprowadza tzw. „podatek od smartfona”. Zdaniem krajowych firm nowe przepisy nie uderzą w zagraniczne koncerny, lecz w rodzime przedsiębiorstwa technologiczne – w tym największych dystrybutorów i dostawców rozwiązań e‑commerce w Polsce.

Pod opublikowanym w poniedziałek (18 sierpnia) apelem do premiera Donalda Tuska, ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego w tej sprawie podpisało się 56 polskich przedsiębiorców. To reakcja na projekt rozporządzania minister kultury i dziedzictwa narodowego rozszerzającego wprowadzenie opłaty reprograficznej na nowoczesne urządzenia elektroniczne takie jak smartfony, tablety, komputery, laptopy, telewizory czy dekodery.

Zdaniem sygnatariuszy listu projekt ten zaszkodzi rozwojowi polskich firm, zaszkodzi gospodarce i pogłębi problem nierównej konkurencji pomiędzy rodzimymi przedsiębiorcami a azjatyckimi platformami sprzedaży. – Wbrew narracji pojawiającej się w debacie publicznej, to nie globalne korporacje poniosą główny ciężar tego podatku, lecz polskie przedsiębiorstwa, które są filarem naszego rynku i odpowiadają za niemal 2 proc. PKB – podkreśla Andrzej Przybyło, prezes zarządu AB S.A., który podpisał się pod apelem.  – To cios w lokalny biznes, a jednocześnie prezent dla azjatyckich platform sprzedażowych, które i tak omijają wiele obowiązków podatkowych i regulacyjnych – dodaje.

Według polskich przedsiębiorców, nowa opłata może zwiększyć ceny smartfonów, tabletów, komputerów czy telewizorów. Powód jest prosty – marże dystrybutorów w Polsce wynoszą średnio około 1 proc., a dodatkowy podatek w podobnej wysokości sprawi, że utrzymanie rentowności będzie możliwe tylko poprzez podniesienie cen dla konsumentów. – Mówi się, że wpływ tego podatku na ceny będzie marginalny. To nieprawda. Jeśli nasza marża to 1 proc., a nakłada się na nas opłatę o tej samej wartości, to matematyka jest bezlitosna – zaznacza Andrzej Przybyło. – Taka zmiana uderzy w konsumentów i zahamuje rozwój polskich firm, które inwestują, płacą podatki i tworzą miejsca pracy w kraju – przewiduje przedsiębiorca.

Sygnatariusze listu podkreślają także, że obecny system opłat reprograficznych jest przestarzały, nieprzystosowany do realiów cyfrowej konsumpcji treści, a środki trafiające do organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi nie zawsze skutecznie docierają do twórców. Przedsiębiorcy wskazują na przykłady z Finlandii i innych krajów, gdzie udało się wdrożyć przejrzyste i sprawiedliwe modele finansowania artystów. W apelu zadeklarowali, że są gotowi do rozmowy o nowoczesnym, skutecznym systemie wspierania twórców. Jednak w ich ocenie narzucanie dodatkowych obciążeń polskim firmom w obecnej formie jest szkodliwe i krótkowzroczne.

Polskie firmy z branży elektronicznej oczekują od rządu wstrzymania prac nad projektem w obecnym kształcie i rozpoczęcia konsultacji, które uwzględnią zarówno potrzeby artystów, jak i realia funkcjonowania polskiej gospodarki.

Pod listem do premiera Donalda Tuska oraz Ministra Gospodarki i Finansów Andrzeja Domańskiego podpisali się przedstawiciele 56 firm – zarówno ogólnokrajowi giganci, jak i firmy zajmujące się obrotem sprzętem elektronicznym na lokalną skalę.

18,4 mln zł kary dla ING Banku Śląskiego za kopiowanie dokumentów tożsamości

0

Urząd Ochrony Danych Osobowych (UODO) nałożył na ING Bank Śląski rekordową karę w wysokości 18,4 mln zł za nieuprawnione skanowanie dokumentów tożsamości klientów i potencjalnych klientów. Jak ustalono w trakcie kontroli, bank przetwarzał dane osobowe w sposób nadmierny, bez przeprowadzenia wymaganej analizy celowości.

Skala naruszenia

Praktyka kopiowania dokumentów trwała od 1 kwietnia 2019 r. do 23 września 2020 r. i obejmowała szeroką grupę klientów – zarówno indywidualnych, jak i korporacyjnych. Według raportów banku w 2020 roku obsługiwał on 4,72 mln klientów, w tym ponad 4,2 mln osób fizycznych.

Kontrola UODO wykazała, że skany dokumentów były wykonywane nie tylko w sytuacjach przewidzianych przez przepisy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu (AML), ale także w przypadkach niezwiązanych z tymi obowiązkami – np. podczas składania reklamacji dotyczących bankomatów.

Naruszenie przepisów RODO

Zgodnie z art. 5 i art. 6 RODO administrator danych ma obowiązek działać zgodnie z zasadą minimalizacji i legalności. Oznacza to, że przetwarzanie danych powinno być ograniczone wyłącznie do niezbędnego zakresu i oparte na wyraźnej podstawie prawnej.

Prezes UODO, Mirosław Wróblewski, podkreślił, że skanowanie dokumentów tożsamości jest dopuszczalne tylko wtedy, gdy jest konieczne z punktu widzenia ustawy AML. Bank nie przeprowadzał jednak indywidualnej oceny ryzyka prania pieniędzy ani finansowania terroryzmu, stosując automatyczną praktykę kopiowania dokumentów w niemal każdej procedurze.

Wysokie ryzyko dla klientów

Choć dane zawarte w dowodzie osobistym nie należą do tzw. szczególnych kategorii danych osobowych, ich zakres – obejmujący m.in. imię i nazwisko, PESEL, wizerunek, datę urodzenia, numer i serię dokumentu – stwarza poważne ryzyko naruszenia praw i wolności obywateli.

Jak wskazuje UODO, połączenie numeru PESEL z innymi danymi identyfikacyjnymi umożliwia jednoznaczną identyfikację osoby, a w razie wycieku – ułatwia kradzież tożsamości, wyłudzenia kredytów czy inne nadużycia.

Kara proporcjonalna i odstraszająca

W decyzji podkreślono, że masowe i długotrwałe naruszenie przepisów wymagało zastosowania wysokiej kary. UODO uznał, że kwota ponad 18 mln zł jest skuteczna, proporcjonalna i odstraszająca – ma nie tylko ukarać bank, ale także zapobiec podobnym praktykom w przyszłości.

Co istotne, urząd zaznaczył, że od instytucji finansowych należy oczekiwać szczególnej staranności i profesjonalizmu w zakresie przetwarzania danych osobowych.

Ukraińcy w Polsce a świadczenie 800+ – wyniki badania Grupy Progres 2025

Dyskusja na temat skali wsparcia dla obywateli Ukrainy w Polsce trwa, a głos w niej zabrali także sami zainteresowani. Z badania Grupy Progres wynika, że jedynie 25% ankietowanych Ukraińców spodziewa się otrzymania świadczenia 800+, 54% nie ma takich oczekiwań, a 21% nigdy o tym rozwiązaniu nie słyszało.

Na koniec marca 2025 roku na terenie Unii Europejskiej przebywało ponad 4,25 mln osób uciekających z Ukrainy, którym przyznano ochronę (dane Eurostat). Aż 98,4% z nich to obywatele Ukrainy. Najwięcej uchodźców przyjęły Niemcy (1 184 890 – 27,8%), Polska (997 120 – 23,4%, przy czym w 2022 roku liczba ta przekraczała 1,5 mln) oraz Czechy (365 055 – 8,6%). Po przyjeździe do państw członkowskich wielu Ukraińców podejmuje pracę, co widoczne jest również w Polsce, gdzie według danych GUS legalnie zatrudnionych jest kilkaset tysięcy obywateli zza naszej wschodniej granicy.

Według danych GUS w ostatnim dniu lutego 2025 r. etat w naszym kraju miało 1,057 mln cudzoziemców, tj. o 5,3% więcej niż w lutym 2024 r. Najliczniejszą grupą byli obywatele Ukrainy, było ich 708,9 tys., tj. o 2,7% więcej niż w analogicznym miesiącu poprzedniego roku oraz więcej o 1,0% niż w styczniu 2025 r.  (według stanu na 28 lutego 2025 r.). Nasi wschodni sąsiedzi stanowili 67,0% ogólnej liczby cudzoziemców wykonujących pracę w Polsce. Ich udział zmniejszył się względem lutego 2024 r. o 1,7 p. proc. oraz 0,2 p. proc. w porównaniu ze styczniem 2025 r. Z kolei raport Deloitte dla UNHCR szacował, że aktywność zawodową podjęło od 225 000 do 350 000 osób, a 80% gospodarstw domowych uchodźców utrzymywało się z pracy (marzec 2024).

Wysoka aktywność zawodowa Ukraińców w Polsce wynika m.in. z ich chęci samodzielnego utrzymania się i integracji na rynku pracy. Po przyjeździe do naszego kraju chcą pracować, są odpowiedzialni i angażują się w swoje obowiązki zawodowe, szczególnie gdy mają na utrzymaniu rodzinę. Nasze analizy pokazują, że wielu z nich podejmuje legalną pracę, poświęca na nią więcej godzin niż inni pracownicy tymczasowi i aktywnie uczestniczy w rynku pracy. Wbrew stereotypom Ukraińcy nie liczą wyłącznie na benefity – zaznacza Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres.

Jak wynika z badania Grupy Progres nt. oczekiwań socjalnych przeprowadzonego wśród obywateli Ukrainy przebywających i pracujących w Polsce, większość z nich chce utrzymywać się sama. 54% respondentów nie oczekuje świadczenia 800+, jedynie 25% ankietowanych Ukraińców spodziewa się otrzymania takich środków, a 21% nigdy o tym rozwiązaniu nie słyszało. Co więcej, dane Grupy Progres wykazują, że Ukraińcy poświęcają na pracę najwięcej czasu ze wszystkich narodowości zatrudnionych tymczasowo w naszym kraju. Są też najliczniejszą grupą wykonującą ten rodzaj pracy nad Wisłą. W pierwszej połowie 2025 roku obywatele Ukrainy stanowili aż 67% wszystkich pracowników tymczasowych w Polsce. W tej grupie 66% stanowiły kobiety, a 34% mężczyźni. Średni czas pracy Ukraińców, w przeliczeniu na osobę, wyniósł 520 godzin, podczas gdy Polacy przepracowali średnio 315 godzin, a przedstawiciele innych narodowości – 480 godzin.

Jednocześnie badani Ukraińcy wyraźnie sygnalizują, że oczekują równych praw na rynku pracy i możliwości pełnego uczestnictwa w polskim systemie zatrudnienia. 66% respondentów uważa, że obcokrajowcy powinni mieć takie same prawa na rynku pracy jak obywatele Polski, 12% jest przeciwnego zdania, a 22% nie ma w tej kwestii wyrobionej opinii.

Nie jest zaskakujące, że Ukraińcy oczekują równych praw na rynku pracy, skoro aktywnie pracują w Polsce i odprowadzają tu podatki. Ich codzienna aktywność zawodowa, często wykonywana w nadgodzinach i przy dużym zaangażowaniu. To pokazuje, że traktują swoje zatrudnienie poważnie i chcą w pełni uczestniczyć w systemie, który daje im szansę na stabilizację życiową i rozwój zawodowy. Równe prawa na rynku pracy stają się więc dla nich naturalnym oczekiwaniem – mówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres. I dodaje, że warto patrzeć na obecność migrantów nie tylko przez pryzmat kosztów, ale także wkładu w naszą gospodarkę. Regularnie płacone składki, aktywność na rynku pracy i perspektywa zwiększania PKB pokazują, że uchodźcy z Ukrainy stają się realnym wsparciem dla Polski i budżetu naszego państwa.

Zgodnie z raportem Banku Gospodarstwa Krajowego z marca 2025 roku, w 2024 roku wypłacono ponad 2,8 mld zł świadczeń 800+ na 292 000 dzieci z obywatelstwem ukraińskim. Jednocześnie 794 000 Ukraińców odprowadzało składki na ubezpieczenia społeczne, a całkowity wkład imigrantów z Ukrainy do polskiego budżetu oszacowano na 15,1 mld zł. Według BGK, świadczenia pobierane przez uchodźców nie przewyższają ich wkładu do budżetu.

– Dobrze, że temat wsparcia Ukraińców pracujących w Polsce jest przedmiotem dyskusji. Warto rozmawiać o równych prawach i możliwościach integracji w systemie zatrudnienia, bo to korzystne zarówno dla obcokrajowców aktywnych zawodowo w naszym kraju, jak i dla gospodarki naszego państwa. Dobrze byłoby, gdyby do dialogu o zakładanych rozwiązaniach zostali zaproszeni również kluczowi interesariusze, w tym polski biznes i sami cudzoziemcy. Rozmowa w szerszym gronie pomogłaby wypracować rozwiązania korzystne dla wszystkich stron i umożliwiające stabilny rozwój polskiego rynku pracy – podsumowuje Cezary Maciołek.

Badanie Grupy Progres „Życie Ukraińców w Polsce 2025” przeprowadzono w lipcu i sierpniu 2025 roku na próbie 1500 pełnoletnich obywateli Ukrainy mieszkających w Polsce. Wśród respondentów dominowały kobiety (61%), mężczyźni – 39%. Większość – 89% badanych posiadało źródło dochodu – jest zatrudnionych w Polsce lub prowadzi swoją firmę. Badanie zrealizowano metodami ilościowymi – ankietą internetową (CAWI) oraz badaniem DAR.

Cała prawda o kosztach edukacji domowej

Edukacja domowa wciąż budzi wiele pytań, a jednym z nich są koszty w edukacji domowej. Czy rzeczywiście nauka w domu to luksus tylko dla wybranych? A może wręcz przeciwnie – jest dostępna dla każdego? Sprawdźmy, ile naprawdę kosztuje edukacja domowa i na co trzeba się przygotować.

Ile kosztuje edukacja domowa?

Przede wszystkim warto wiedzieć, że edukacja domowa w Polsce jest bezpłatna. Zarówno przejście na ten tryb nauczania, jak i nauka czy przystąpienie do egzaminów nie wiążą się z opłatami. Edukacja domowa jest bowiem finansowana z subwencji oświatowej, którą otrzymuje szkoła.

Nie oznacza to, że edukacja domowa nie generuje żadnych kosztów. Trzeba uwzględnić opłaty za zajęcia dodatkowe, materiały edukacyjne, bilety, np. do muzeum oraz kształcące podróże. Są to jednak koszty dobrowolne, a ich wysokość zależy od tego, w jaki sposób rodzic chce prowadzić edukację swojego dziecka. Często jest to po prostu inwestycja w rozwój ucznia.

Koszty w edukacji domowej

To, ile kosztuje nauczanie domowe, zależy w dużej mierze od możliwości i pomysłowości rodzica. Ten tryb daje ogromną elastyczność zarówno pod względem czasu, jak i budżetu. Edukacja domowa może być niemal bezkosztowa, jeśli tylko odpowiednio ją zaplanujemy. Dziecko może uczyć się z podręczników udostępnionych przez szkołę, a ogromna ilość bezpłatnych materiałów edukacyjnych dostępna jest w Internecie. Ciekawym pomysłem na naukę są także eksperymenty czy doświadczenia, do których często można wykorzystać rzeczy dostępne w niemal każdej kuchni.

Co więcej, dzieci w edukacji domowej mają możliwość uczestniczenia w zajęciach dodatkowych czy wydarzeniach organizowanych przez szkołę, do której są zapisane. Warto też poszukać muzeów, wystaw oraz innych ciekawych miejsc w okolicy, które oferują bezpłatny wstęp i są świetną okazją do poszerzenia wiedzy.

Z drugiej strony, edukacja domowa może być bardziej kosztowna, jeśli rodzic ma większe możliwości finansowe i chce zapewnić dziecku dostęp do szerokiej oferty zajęć dodatkowych. Wsparcie dziecięcych pasji może również wymagać zakupu specjalistycznych narzędzi i akcesoriów, np. sprzętu sportowego czy dobrej jakości instrumentu muzycznego. Koszty rosną także w przypadku regularnych wyjść do teatrów, muzeów czy na płatne warsztaty edukacyjne. W edukacji domowej budżet może być bardzo różny – i to właśnie jest jej ogromna zaleta.

Koszty w szkole a w edukacji domowej

Choć publiczne szkoły w Polsce są bezpłatne, to generują wiele ukrytych kosztów, których nie ma w edukacji domowej. Jednym z nich są niemal codzienne dojazdy, co jest szczególnie istotne w przypadku uczniów mieszkających daleko od szkoły. W edukacji domowej jedyny koszt dojazdu do placówki, to ten na egzaminy, które zwykle odbywają się raz w roku. W edukacji domowej odpadają też opłaty na rzecz rady rodziców, składki klasowe czy wycieczki szkolne.

Kolejnym kosztem w szkole stacjonarnej jest wyprawka. Koniec wakacji często wiąże się z tym, że uczniowie muszą zaopatrzyć się w takie przedmioty jak plecak, zeszyty, przybory plastyczne, strój na wf, zmienne obuwie, galowe ubranie czy podręczniki w przypadku starszych klas. W edukacji domowej dziecko nie musi mieć zeszytów czy konkretnych przyborów szkolnych. Może korzystać z rzeczy, które ma już w domu, a dokupić jedynie potrzebne przedmioty. To od ucznia i rodzica zależy, jakie materiały będą przydatne podczas codziennej nauki.

Bezpłatny dostęp do platformy w edukacji domowej

W edukacji domowej można korzystać z dowolnych materiałów edukacyjnych, w tym ze źródeł internetowych. Jednym z chętniej wybieranych narzędzi są platformy edukacyjne. W Centrum Nauczania Domowego uczniowie otrzymują bezpłatny dostęp do innowacyjnej platformy, która zawiera treści zgodne z podstawą programową. Znajdują się na niej interaktywne lekcje, gry, zabawy oraz materiały audio i wideo. Dzięki temu nauka jest znacznie przyjemniejsza!

Na platformie oferowanej przez Centrum Nauczania Domowego odbywają się także cykliczne zajęcia przedmiotowe z nauczycielami. Są one nagrywane, więc można je obejrzeć w dowolnym momencie. Pozwala to na jeszcze bardziej elastyczną naukę. Ponadto uczniowie mogą brać też udział w spotkaniach integracyjnych online, podczas których mają okazję poznać swoich rówieśników.

Uczniowie, którzy chcą przejść na edukację domową mogą liczyć na bezpłatne wsparcie Centrum Nauczania Domowego. Wystarczy wypełnić formularz na stronie i zapisać się do jednej ze szkół przyjaznych edukacji domowej.

Opracowano na podstawie

Centrum Nauczania Domowego, Ile kosztuje nauczanie domowe?, https://domowi.edu.pl/blog/ile-kosztuje-nauczanie-domowe/, Data publikacji: 2022.10.07, Data odczytu: 2025.08.25

Obsługa finansowa dla firm – jak dobra księgowość wspiera rozwój biznesu?

Księgowość to dla wielu przedsiębiorców przede wszystkim obowiązek – konieczność rozliczenia podatków i przygotowania dokumentacji zgodnej z przepisami. Jednak coraz częściej firmy dostrzegają, że profesjonalna obsługa finansowa może stać się realnym narzędziem rozwoju biznesu. Rzetelne raporty, analizy i wsparcie doradcze pozwalają właścicielom firm podejmować lepsze decyzje strategiczne, ograniczać ryzyko i planować inwestycje z większą pewnością.

Księgowość jako narzędzie rozwoju

Dobrze prowadzona księgowość to coś więcej niż zestawienia liczb w tabelach. To wiedza o tym, skąd biorą się koszty, gdzie generowane są przychody i które działania są najbardziej rentowne. Dzięki temu przedsiębiorca nie porusza się po omacku – ma przed sobą obraz firmy w liczbach, a to podstawa do świadomego rozwoju.

Rzetelna obsługa finansowa firm chroni przed ryzykiem

Ryzyko finansowe i podatkowe dotyka każdej firmy, niezależnie od jej wielkości. Błędy w rozliczeniach mogą prowadzić do kar, a niewłaściwe decyzje inwestycyjne – do strat trudnych do odrobienia. Profesjonalna obsługa finansowa pomaga zminimalizować to ryzyko, bo księgowi śledzą zmiany w prawie, dbają o zgodność z przepisami i sygnalizują zagrożenia, zanim staną się problemem.

Jak księgowość dla firm wspiera decyzje biznesowe?

Nowoczesne biura rachunkowe oferują dziś coś więcej niż obsługę księgową. To także przygotowywanie raportów zarządczych, prognoz finansowych czy analiz rentowności. Na ich podstawie właściciel firmy może np. sprawdzić, czy planowana inwestycja ma szansę się zwrócić, albo które produkty i usługi generują największe marże.

Obsługa finansowa a bezpieczeństwo podatkowe

Jednym z kluczowych obszarów jest bezpieczeństwo podatkowe. Zmieniające się przepisy, nowe obowiązki raportowe i dynamiczne interpretacje prawa podatkowego sprawiają, że przedsiębiorca bez wsparcia specjalistów łatwo może się pogubić. Profesjonalne doradztwo pozwala nie tylko uniknąć błędów, ale także optymalizować podatki w granicach prawa.

Kiedy warto skorzystać z zewnętrznych usług księgowych?

Małe i średnie przedsiębiorstwa często stają przed dylematem – zatrudnić księgowego na etat czy skorzystać z outsourcingu. W praktyce, zewnętrzna obsługa finansowa daje dostęp do całego zespołu ekspertów, specjalizujących się w różnych dziedzinach – od podatków po kadry i płace. Co więcej, przedsiębiorca może dopasować zakres obsługi do własnych potrzeb i budżetu.

Przed wyborem biura warto sprawdzić, jak wygląda cennik usług księgowych. To pozwoli dobrać model współpracy adekwatny do wielkości firmy i uniknąć nieprzewidzianych kosztów.

Księgowość jako partner biznesu

Kiedy księgowość traktuje się jak partnera, a nie wyłącznie jako obowiązek, zmienia się podejście do finansów w firmie. Obsługa finansowa staje się wtedy wsparciem strategicznym – pozwala planować, przewidywać i reagować na zmiany w otoczeniu gospodarczym. To już nie tylko rozliczenia i formalności, ale przede wszystkim narzędzie, które może decydować o przewadze konkurencyjnej.

Cloud Technologies: sprzedaż w dolarach rośnie, różnice kursowe wpływają na wyniki w PLN

Cloud Technologies, jeden z największych dostawców danych na świecie, opublikował wyniki sprzedaży do kluczowych klientów za czerwiec 2025 roku. To kolejny miesiąc z dwucyfrową dynamiką sprzedaży – w czerwcu wzrosła ona o 27% r./r. Notowany na GPW adtech rozwija portfolio klientów i dynamicznie zwiększa wolumen sprzedaży.

– Dynamika sprzedaży do kluczowych klientów w II kwartale tego roku sukcesywnie rosła. W maju i w czerwcu osiągnęła dwucyfrowe wartości, między innymi dzięki poczynionym przez nas w ostatnim czasie inwestycjom w rozwój kanałów sprzedaży danych. Począwszy od czerwca w wynikach widoczne są też pierwsze efekty naszej ostatniej akwizycji w kanadzie, a w przyszłości pojawią się również efekty synergii – komentuje Piotr Prajsnar, prezes Zarządu Cloud Technologies.

Raportowany wskaźnik obejmuje kluczowych klientów Cloud Technologies i jest wyrażony w USD. Natomiast w raportach okresowych, spółka prezentuje dane w PLN, a zatem na dynamiki mają wpływ różnice kursowe. Około 80% przychodów ze sprzedaży danych Cloud Technologies pochodzi z największego rynku reklamowego świata, czyli z USA, który jest jednym z najbardziej wymagających i konkurencyjnych rynków reklamy na świecie.

Celem strategicznym Cloud Technologies w perspektywie 2023-2025 jest dalszy dynamiczny rozwój sprzedaży danych w obecnych i nowych obszarach o dużym potencjale wzrostu. W ramach realizacji nowej strategii spółka zamierza przeznaczyć do 100 mln PLN w latach 2023 – 2025. Szczegółowy plan zakłada przeznaczenie do 60 mln PLN na potencjalne akwizycje i inwestycje, około 10 mln PLN na prace badawczo-rozwojowe, a także około 30 mln PLN na skup 250 000 akcji w ramach programu motywacyjnego dla pracowników, z czego 125 000 akcji zostało już nabytych w ramach skupu akcji własnych, który został zrealizowany w grudniu 2023 roku. Jednocześnie Zarząd Cloud Technologies zarekomendował ustanowienie polityki dywidendowej, z dywidendą w wysokości około 20% oczyszczonego wyniku EBITDA. 27 czerwca br. spółka wypłaciła z zysku netto za 2024 rok dywidendę w łącznej wysokości 5,63 mln PLN, co oznaczało 1,25 PLN dywidendy na akcję.

Jakie są metody kompletacji w magazynie?

Zarządzanie procesami magazynowymi to fundament sprawnego łańcucha dostaw. Jednym z jego najważniejszych elementów jest kompletacja. To bardzo ważny proces, który wywiera wpływ nie tylko na szybkość realizacji zamówień, lecz przyczynia się również do ograniczenia liczby błędów oraz obniżenia kosztów operacyjnych, jeśli jest prowadzony poprawnie. Sprawdźmy, czym jest kompletacja, jakie ma znaczenie dla funkcjonowania magazynu oraz jakie dostępne metody kompletacji warto wziąć pod uwagę.

Czym jest kompletacja, do czego służy i dlaczego jest ważna?

Kompletacja, znana także jako picking, jest procesem, który polega na zbieraniu zamówionych towarów z różnych lokalizacji magazynowych w celu ich przygotowania do wysyłki. Działania te muszą być realizowane precyzyjnie, zgodnie z ustalonymi procedurami, ponieważ każdy błąd na tym etapie, np. pomyłka w ilości, niewłaściwy produkt, a nawet samo opóźnienie, mogą prowadzić do reklamacji, niezadowolenia klientów oraz strat finansowych i wizerunkowych dla przedsiębiorstwa. Efektywna, prawidłowo realizowana kompletacja, bezpośrednio przekłada się natomiast na poprawę jakości obsługi oraz wzrost konkurencyjności przedsiębiorstwa.

W dobie stale rosnącej liczby zamówień oraz coraz wyższych oczekiwań klientów, efektywne zarządzanie kompletacją staje się z punktu widzenia przedsiębiorstwa coraz bardziej wymagające. Nic więc dziwnego, że aby sprostać temu wyzwaniu, firmy decydują się na wdrożenie systemu WMS (ang. Warehouse Management System), który skutecznie wspomaga planowanie, realizację oraz kontrolę procesów magazynowych. Oprogramowanie tej klasy wspiera kompletację, przyczyniając się do redukcji pomyłek oraz optymalnego wykorzystania zasobów magazynowych.

Jak wygląda proces kompletacji? Jakie metody wyróżniamy?

Wybór odpowiedniej metody kompletacji zależy od szeregu czynników, w tym m. in. od wielkości magazynu, rodzaju asortymentu, liczby napływających zamówień oraz dostępnych zasobów. Do podstawowych metod należy kompletacja jednostkowa (jednostopniowa), która polega na zbieraniu produktów do danego zamówienia przez jednego pracownika. Jest to prosta i przejrzysta metoda, która jednak często okazuje się zbyt mało wydajna, zwłaszcza przy dużej liczbie zamówień.

Kolejną metodą jest kompletacja grupowa (batch picking). Pracownicy zbierają produkty do różnych zamówień jednocześnie, a dopiero później następuje ich sortowanie i przydzielenie do konkretnych zamówień. Pozwala to znacząco skrócić czas kompletacji towarów, zwłaszcza gdy różne zamówienia zawierają te same pozycje.

Istnieje także tzw. kompletacja strefowa, która polega na podziale magazynu na sektory, w których poszczególni pracownicy odpowiadają za konkretne grupy produktów. W dużych magazynach często stosuje się natomiast metodę kompletacji falowej (ang. wave picking), w której zlecenia są realizowane partiami w określonych interwałach czasowych. Z roku na rok na znaczeniu zyskuje także metoda pick-by-light lub voice picking, w której pracownicy otrzymują instrukcje za pomocą specjalnych systemów świetlnych lub głosowych.

Wszystkie te metody mogą być z powodzeniem zintegrowane oraz zarządzane przy użyciu systemu WMS, który pozwala automatycznie przypisywać zlecenia, optymalizować trasy kompletacyjne oraz monitorować postępy. Nowoczesne oprogramowanie klasy WMS nie tylko wspiera wybór najlepszej metody kompletacji, lecz także umożliwia analizę danych, co bezpośrednio przekłada się na stałe udoskonalanie logistyki magazynowej.

Złoto w górę po Jackson Hole. Fed szykuje cięcia stóp, ale w ostrożnym tempie

Notowania złota ponownie znalazły się w centrum uwagi po piątkowym wystąpieniu Jerome’a Powella podczas dorocznego sympozjum w Jackson Hole. Szef Rezerwy Federalnej zasygnalizował, że obniżka głównej stopy procentowej w USA może nastąpić już we wrześniu, ale podkreślił, że cykl luzowania będzie przebiegał wolniej i ostrożniej niż oczekuje rynek i Biały Dom.

Cena złota po wystąpieniu przewodniczącego Fed na sympozjum w Jackson Hole wzrosła o około 1%, dochodząc do poziomu około 3370 dolarów za uncję. Było to spowodowane sygnałami oczekiwań na obniżki stóp procentowych przez Fed, o których wspomniał Powell, co zainspirowało inwestorów do zwiększenia popytu na ten metal szlachetny jako bezpieczną przystań.

Jackson Hole przyniosło to, na co czekał rynek: jasny sygnał gotowości do pierwszego cięcia już we wrześniu, ale bez obietnicy szybkiego cyklu. Dla złota to układ sprzyjający – łagodniejszy Fed to słabszy dolar i niższe realne stopy, co zwykle wspiera notowania kruszcu. Z drugiej strony ostrzeżenia Powella o ryzyku inflacji i wpływie ceł oznaczają, że ścieżka będzie wyboista, a reakcje cen – nerwowe.

Fed pod presją: gospodarka kontra polityka

Podczas wystąpienia Powell wskazał, że bilans ryzyk w gospodarce przesunął się na stronę spowolnienia i osłabienia popytu na pracę. To, jego zdaniem, uzasadnia możliwość cięcia stóp procentowych. Jednocześnie podkreślił, że jeśli inflacja utrzyma się w II połowie roku, a aktywność gospodarcza odbije, obniżka mogłaby być przedwczesna.

Na Fed silną presję wywiera prezydent Donald Trump, który wzywa do szybkich i głębokich obniżek, argumentując to wysokim kosztem obsługi długu publicznego (37 bln USD). Powell odrzucił tę narrację, wskazując, że decyzje Fed będą wynikały z oceny gospodarki, a nie czynników politycznych.

Sztabki złota objęte cłami?

Na początku sierpnia okazało się, że sztabki złota importowane do USA – w tym ze Szwajcarii – zostały objęte dodatkowymi taryfami celnymi. Informacja ta wywołała gwałtowne poruszenie na rynku i przyczyniła się do wzrostu cen kruszcu.

Cena spot złota przekroczyła 3 400 USD za uncję, a kontrakty terminowe na COMEX sięgnęły nawet 3 500 USD. Różnica między ceną spot a kontraktową przekroczyła 100 USD – poziom rzadko spotykany w spokojniejszych czasach.

Niespodziewane włączenie złota do listy towarów objętych taryfami spowodowało dużą nerwowość na rynku. Choć Donald Trump zapowiedział później wyłączenie sztabek z tej listy, przepisy wciąż formalnie obowiązują. To sytuacja bez precedensu, która zwiększa niepewność i podbija zmienność notowań.

Tajemnicze rezerwy Chin i rekordowe zakupy z Ameryki Południowej

Niepewność potęgują także niejasne dane dotyczące chińskich rezerw złota. Rozbieżności w statystykach Kanady i Chin sięgają dziesiątek miliardów dolarów – kanadyjskie dane wskazują na 1,9 mld USD eksportu złota do Chin, podczas gdy Pekin raportuje aż 25 mld dolarów.

Oficjalne dane wskazują, że Ludowy Bank Chin zwiększył rezerwy o zaledwie 6 ton w II kwartale, co daje łącznie niecałe 2300 ton. Tymczasem różnice w raportach handlowych Kanady i Chin pokazują, że realny poziom zakupów może być znacznie wyższy. Według szacunków niezależnych analityków Chiny mogą mieć już ponad 5000 ton złota.

Nieprzejrzystość chińskich danych tylko wzmacnia przekonanie, że złoto pozostaje strategicznym aktywem rezerwowym. Widać też rosnące zakupy z Ameryki Południowej – Peru w pierwszej połowie roku sprzedało do Chin więcej złota niż w całym 2024. To wszystko są czynniki, które wspierają globalny popyt.

Polska: spada inflacja, niespodziewany ruch NBP

Ważnym kontekstem dla polskich inwestorów pozostają również krajowe dane makroekonomiczne. Według Eurostatu inflacja HICP w Polsce wyniosła w lipcu 2,9%, nieco powyżej średniej unijnej (2,4%), ale jednocześnie znacznie mniej niż rok temu, gdy wynosiła 4%. Z kolei PKB wzrósł w II kwartale o 3% r/r, podczas gdy średnia dla UE wyniosła 1,5%.

Polska wyróżnia się na tle Europy – inflacja stopniowo hamuje, a gospodarka rośnie szybciej niż średnia unijna. To pozytywne tło dla oszczędzających, ale też sygnał, że złoto w portfelu pozostaje istotnym zabezpieczeniem na wypadek nagłych zmian otoczenia makroekonomicznego.

Narodowy Bank Polski w lipcu utrzymywał poziom rezerw powyżej 20% wartości aktywów, a nawet dokonał symbolicznej sprzedaży ok. 150 kg złota, co odpowiada około 5 tys. uncji, pokazując gotowość do aktywnego zarządzania rezerwami. NBP wchodzi w nową fazę – nie tylko gromadzi złoto, ale zaczyna nim realnie zarządzać.

Złoto wciąż kluczowym aktywem strategicznym

Obecne turbulencje – od ceł w USA, przez niejasne dane z Chin, po decyzje Fed – pokazują, jak bardzo złoto pozostaje aktywem strategicznym. Dla inwestorów indywidualnych oznacza to, że włączenie złota do portfela to wciąż jeden z najlepszych sposobów na ochronę oszczędności w niepewnych czasach.

Mimo krótkoterminowych wahań notowań, złoto pozostaje jednym z najbardziej stabilnych aktywów ochronnych. W długim terminie kruszec nie tylko przechowuje wartość, ale też chroni kapitał w okresach geopolitycznych i gospodarczych turbulencji. Dlatego warto traktować go jako fundament zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego.

Autor: Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver i Goldenmark

Wyniki finansowe Grupy Heimstaden w drugim kwartale 2025 roku

W drugim kwartale 2025 roku Grupa Heimstaden zwiększyła przychody z najmu o 5,2 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Działając w dziewięciu europejskich krajach, Grupa osiągnęła wskaźnik wynajęcia mieszkań na poziomie 98,5 proc. Na polskim rynku rozpoczęto proces stopniowej prywatyzacji portfela mieszkań.

W drugim kwartale Heimstaden utrzymał stabilny wzrost oraz wysoką efektywność operacyjną. Korzystna sytuacja popytowa na rynku mieszkaniowym przełożyła się na dalszy wzrost przychodów z najmu – o 5,2 proc. rok do roku – co umożliwiło utrzymanie bardzo wysokiego poziomu wynajęcia mieszkań (98,5 proc.). Marża NOI wyniosła 74,1 proc., a wskaźnik LTV netto utrzymał się na poziomie 51,7 proc. W warunkach stabilnych stóp procentowych, poprawiającej się sytuacji na rynkach kredytowych oraz rosnącego zainteresowania inwestorów sektorem mieszkaniowym, Heimstaden odnotował również wzrost wartości aktywów oraz przeprowadził korzystne transakcje prywatyzacyjne.

W drugim kwartale rozpoczęto także proces prywatyzacji mieszkań na polskim rynku. Wybrane lokale są oferowane na sprzedaż w przypadku braku przedłużenia umowy z obecnymi najemcami. Prywatyzacja przebiega zgodnie ze strategią realizowaną przez Heimstaden w innych krajach. Do tej pory na wszystkich rynkach, na których obecna jest Grupa, sprywatyzowano łącznie ponad 3 tys. mieszkań. Tylko w okresie od kwietnia do czerwca 2025 roku sprzedano 507 lokali, z czego najwięcej w krajach skandynawskich (Dania, Norwegia, Szwecja) oraz w Holandii.

– Na polskim rynku mamy za sobą bardzo intensywny i wyjątkowy kwartał. Utrzymujemy bardzo wysoki poziom obłożenia, doskonałe wskaźniki finansowe i poziom satysfakcji naszych klientów, a także rosnącą wartość aktywów. Dodatkowo wprowadziliśmy do sprzedaży część mieszkań z naszego portfela. Naszym priorytetem pozostaje optymalne zarządzanie portfelem mieszkań – przeznaczonych zarówno na sprzedaż, jak i wynajem – oraz zapewnienie klientom najwyższego standardu usług – podkreśla Paweł Romańczuk, Head of Asset Management & Operations w Heimstaden Poland.

Heimstaden jest wiodącą europejską firmą działającą w sektorze nieruchomości mieszkaniowych. Grupa jest obecna w Norwegii, Szwecji, Danii, Finlandii, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Holandii, Czechach i Polsce.

Ponad 1,5 mln zasięgu fake newsa od Groka – lekcja dla mediów i internautów

Jedno błędne wskazanie sztucznej inteligencji wystarczyło, by wywołać lawinę hejtu. W ciągu zaledwie 40 minut fałszywa informacja o Joannie Dunikowskiej-Paź, podana przez narzędzie Grok na platformie X, rozlała się po sieci, generując falę obraźliwych komentarzy pod adresem dziennikarki TVP. Jak pokazuje analiza Instytutu Monitorowania Mediów (IMM), choć większość redakcji była wstrzemięźliwa w informowaniu o sprawie bez potwierdzenia informacji, to internauci nie mieli już takich zahamowań.

Cała sytuacja zaczęła się od niezręcznego zdarzenia. W trakcie konferencji prasowej ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza jedna z dziennikarek zapytała: „Czy planuje pan konsultacje z KN przed wylotem do USA?”. Minister nie wiedział, kogo ma na myśli pytająca, a dopiero później okazało się, że chodzi o Karola Nawrockiego, pełniącego obecnie urząd prezydenta RP. Na nagranie po raz pierwszy zwrócono uwagę w TVP Info w audycji “Kwiatki Polskie”, przy czym szerszą reakcję wywołało to samo nagranie wrzucone kolejnego dnia (14 sierpnia 8:26) na X przez Kanał Zero z treścią “Czasami nie warto iść na skróty’”. 95% komentarzy było negatywnych w stosunku do nieznanej (aż do dzisiaj) dziennikarki (“Dyplom dziennikarka znalazła w czipsach”). Pojawiły się pojedyncze domysły, że pytanie mogła zadać przedstawicielka TVP, jednak nikt nie podał konkretnego nazwiska.

oficjalne zero
Źródło: https://x.com/OficjalneZero/status/1955878724399743224

Po pięciu godzinach post zacytował Marek Jakubiak z pytaniem o nazwisko pytającej. Użytkownik o nicku @Duke07696804 podbił to pytanie kierując je do sztucznej inteligencji X, a Grok odpowiedział: “Tak, dziennikarką zadającą pytanie jest Joanna Dunikowska-Paź, prowadząca programy informacyjne w TVP Info. Z moich źródeł wynika, że unikała pełnego tytułu prezydenta Nawrockiego z powodów politycznych”. Po ok. 40 minutach jednak Grok wycofał się się z tego w odpowiedzi na wiadomość od użytkownika @joluus, który napisał: “Myślę, że @grok się myli Imo to nie jest głos Dunikowskiej-Paź”. Grok napisał: Sprawdziłem nagranie i źródła – masz rację, to nie głos Joanny Dunikowskiej-Paź. Prawdopodobnie inna dziennikarka TVP. Dziękuję za korektę!” W tym czasie Marzena Paczuska, obecna członkini Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, zdążyła już podać dalej ten wpis (kolejnego dnia napisała “Grok oszukuje”).

marek jakubiak
Źródło: https://x.com/jakubiak_marek/status/1955957229183467976

Od czasu podania nazwiska Dunikowksiej-Paź do odwołania tej informacji minęło 40 minut, a wiadomość ta żyła przez kolejne kilkanaście godzin, podczas których wylała się fala hejtu na dziennikarkę. Zarówno w komentarzach, jak i wiadomościach prywatnych, o czym sama poinformowała.
fake news
W całej tej historii jest jeden mały pozytyw: w żadnym materiale redakcyjnym nie pojawiła się informacja sugerująca, że dziennikarką na konferencji była Joanna Dunikowska-Paź. W redakcjach Telewizji Republika, wPolsce24, wPolityce.pl oraz Fronda.pl informowano jedynie, że jest to “dziennikarka TVP” (łączny zasięg 1,1 mln kontaktów).

wPolityce.pl: Komiczna sytuacja na konferencji Kosiniaka-Kamysza. Pytanie z kartki od neo-TVP. Nie byli w stanie… rozszyfrować skrótu

fronda.pl: „Planuje pan konsultacje z KN?” Kompromitacja neo-TVP na konferencji szefa MON

Pozostałe redakcje nie informowały w ogóle o tej sprawie do czasu jej wyjaśnienia. Dużo mniejszą powściągliwością wykazali się komentujący internauci, którzy zaatakowali dziennikarkę:

Jak miało przejść przez gardło tej funkcjonariuszce z @1930_tvp / @TVP_INFOskoro Joanna Dunikowska Paź , jak widać, nazywa się: „JoDuPa”… 🙂

Joanna Dunikowska-Paź do zwolnienia natychmiast kto popiera podaje dalej !

Monika Ezman, dyrektorka Centrum Zarządzania Jakością i Działu Analiz w Instytucie Monitorowania Mediów zauważa:

Przypadek Joanny Dunikowskiej-Paź jest bardzo mocnym przykładem tego, jak niebezpieczne mogą być pomyłki generatywnej sztucznej inteligencji. Wystarczyło jedno błędne przypisanie wypowiedzi przez narzędzie AI, by uruchomić falę hejtu i nieuzasadnionej nagonki na osobę, która w ogóle nie brała udziału w zdarzeniu. To pokazuje, że „halucynacje” AI – czyli sytuacje, gdy system podaje fałszywe informacje z pełnym przekonaniem – mogą mieć bardzo realne, poważne konsekwencje dla reputacji i bezpieczeństwa konkretnych osób.

Do czasu zdementowania fałszywej informacji wpisy w social mediach o Dunikowskiej-Paź lub o “dziennikarce TVP” (bez nazwiska) wygenerowały ok. 0,5 mln kontaktów. Całość tematu w dniach 13-19 sierpnia uzyskała 8,1 mln zasięgu. Z tego prawie 6,5 mln to dotarcie przekazów opisujących sytuację bez nawiązania do TVP oraz tych, które ukazały się po zdementowaniu fałszywej informacji. Były to publikacje, w których przedstawiano całą sprawę, zwracano uwagę na fake newsy w internecie czy mówiono o ewentualnym pozwie. Dla porównania fake’owe zdjęcie z przywódcami europejskimi czekającymi w przedpokoju na Trumpa wygenerowało w dniach 18-19 sierpnia blisko 3,9 mln zasięgu.

fake news 2

Ta sprawa to kolejne ostrzeżenie zarówno dla użytkowników, jak i dla mediów oraz platform społecznościowych. Informacje, nie tylko te generowane przez AI (co bez ich oznaczenia nie zawsze jest łatwo stwierdzić), powinny być zawsze weryfikowane, oraz porównywane z danymi z wiarygodnych źródeł. W przeciwnym razie ryzykujemy sytuację, w której technologia, zamiast wspierać debatę publiczną, staje się narzędziem dezinformacji i niekontrolowanego hejtu – dodaje Monika Ezman z IMM.

Metodologia: Analiza objęła przekazy w prasie, radiu, telewizji, portalach internetowych i social mediach w dniach 13-20 sierpnia 2025 r.

Dolar odbija po piątkowym osłabieniu – inwestorzy ostrożnie reagują na deklaracje Fed

Dolar odrabia straty po piątkowej niespodziance ze strony szefa Fed. Sprzedaż detaliczna w lipcu w Polsce pozytywnie zaskakuje. Niepewność na rynku ropy naftowej ciągle aktualna. Impas w rozmowach dotyczących pokoju na Ukrainie. 

Zaskakujące deklaracje prezesa Fed

Początek tygodnia przynosi odreagowanie, po zapaści na amerykańskiej walucie w piątek. EUR/USD wybił poziom 1,17 tuż przed zamknięciem poprzedniego tygodnia, by dzisiaj powrócić poniżej tego oporu technicznego. Niespodziankę rynkom sprawił prezes Fed, który na spotkaniu bankierów w Jackson Hole uderzył w gołębie tony. Było to zaskoczenie, gdyż choćby ostatnie minutki z posiedzenia amerykańskich decydentów wskazywały, że o obniżki stóp procentowych w tym roku może być ciężko. Fakt, sytuację zmienił nieco bardzo słaby raport NFP. Niemniej jednak rozpoczęcie luzowania monetarnego to były bardziej oczekiwania rynków, niż same głosy z Fed, w którym brakowało jasnego stanowiska. Piątkowe popołudnie dało jednak zielone światło na obniżki stóp również od strony FOMC. Trzeba jednak być ostrożnym, bo te oczekiwania mogą natrafić na ścianę w postaci danych inflacyjnych i z rynku pracy. Wątpliwości po stronie inwestorów widać wraz z rozpoczęciem tego tygodnia. USD odrabia straty, widzimy także odbicie rentowności amerykańskich obligacji, a wycena prawdopodobieństwa cięcia stóp we wrześniu spadła z 90 do 85%.

Mocny odczyt sprzedaży detalicznej w Polsce

Dzisiaj kalendarium nie jest zbyt imponujące, niemniej jednak zwraca uwagę zaskakująco dobry odczyt sprzedaży detalicznej w Polsce. Wynik 4,8% znacznie przewyższa prognozy analityków (3,5%). To także wyższa wartość niż w czerwcu, kiedy zanotowano 2,1%. To kolejny dowód na to, że polska gospodarka napędzana jest przede wszystkim konsumpcją, a trzeba dodać, że dzieje się to przy ciągle wysokich stopach procentowych. Jeśli do tego dołożymy duży plus po stronie inwestycji, choćby dzięki KPO, to rzeczywiście PKB za ten rok może wynieść spokojnie 3,5%, co byłoby wyróżnikiem na arenie europejskich gospodarek. Na krajowej walucie dzisiaj spokój, nieznaczne straty PLN notuje do USD, ale wynika to z ruchu w dół na głównej parze walutowej świata. Presja na naszą walutę może jednak rosnąć wraz ze zbliżaniem się posiedzenia RPP we wrześniu i możliwego cięcia stóp procentowych.

Niepewność w sprawie Ukrainy

Dzisiaj rosną notowania ropy naftowej – ciągle jest to wypadkowa rozmów na temat zawieszenia broni bądź zakończenia wojny w Ukrainie. W ostatnich dniach widać, że kwestia ewentualnego porozumienia utknęła w martwym punkcie, a żądania zarówno Rosji, jak i Ukrainy są na tyle nie do przyjęcia przez obie strony, że możemy być świadkami impasu jeszcze przez wiele miesięcy. Wydaje się, że bez negocjatora, którym próbował być Trump, trudno będzie wypracować jakiś konsensus. Wzrosty notowań ropy naftowej to kwestia możliwego nałożenia ceł na kraje, które będą kupować rosyjski surowiec. Skoro w ten sposób podaż zostanie ograniczona, to cena będzie wyższa. Ewentualne porozumienie dałoby ulgę notowaniom czarnego złota i z pewnością zobaczylibyśmy poziomy poniżej 60 USD za baryłkę w przypadku WTI.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

70% firm korzysta z generatywnej AI – skuteczność bada tylko co piąta

Z globalnego badania firmy McKinsey wynika, że ponad 70% firm korzysta z generatywnej sztucznej inteligencji, ale tylko mniej niż 20% z nich mierzy efektywność tych działań przy użyciu jasno określonych wskaźników. Jak podkreśla ekspert firmy Progress Software, kluczowe znaczenie ma sposób oceniania rezultatów pracy narzędzi bazujących na AI oraz wykorzystanie tych informacji do analizy stopnia wypełnienia przyjętych celów biznesowych. W przeciwnym razie statystyki dotyczące zastosowania sztucznej inteligencji stają się jedynie „wskaźnikami próżności” – opisującymi aktywność, a nie wpływ na działalność firmy.

W 2024 roku odsetek firm w Unii Europejskiej korzystających z AI wzrósł z 8,1% do 13,5% – wynika z raportu „State of the Digital Decade 2025”. Przy zachowaniu obecnego tempa osiągniecie unijnego celu, według którego w 2030 r. ze sztucznej inteligencji czerpać zyski ma 75% przedsiębiorstw, będzie możliwe dopiero w 2042 r. (tymczasem do końca bieżącej dekady odsetek ten wyniesie 35,9%). Raport wskazuje również wyraźne różnice między dużymi firmami a MŚP – w 2024 r. poziom upowszechnienia AI w tych pierwszych wyniósł 41,2%, podczas gdy w małych i średnich przedsiębiorstwach było to zaledwie 12,6%.

Strategia ważniejsza niż tempo wdrożeń AI

Warto mieć na uwadze, że statystyki dotyczące wdrożeń AI nie są równoznaczne z faktyczną cyfrową dojrzałością przedsiębiorstw. Sama liczba wykorzystywanych narzędzi nie świadczy jeszcze o skuteczności ich zastosowania. Sztucznej inteligencji nie należy wdrażać dla samego faktu jej posiadania – powinna bowiem w przemyślany i mierzalny sposób rozwiązywać konkretne problemy biznesowe. Do oceny efektywności jej użycia nie jest zalecane uwzględnianie liczby wdrożonych narzędzi czy przeprowadzonych testów, ale konkretnych uzyskanych rezultatów, takich jak skrócenie czasu obsługi klienta, poprawa konwersji, wyższy poziom satysfakcji użytkowników czy spadek kosztów operacyjnych.

Zamiast pytać „jak możemy użyć AI?”, należy zadać pytanie „jakie są obecnie nasze najważniejsze wyzwania i czy sztuczna inteligencja może pomóc nam je przezwyciężyć?”. Kluczowe jest stopniowe wdrażanie nowych rozwiązań – zaczynając od drobnych, ale mierzalnych usprawnień, które pozwalają na bieżąco oceniać ich skuteczność oraz elastycznie korygować działania. Biorąc pod uwagę tempo zmian technicznych, strategia wykorzystania AI powinna być otwarta na częste wprowadzanie zmian. Udane projekty powstają na styku dobrze zdefiniowanego problemu do rozwiązania, jasno określonych mierników sukcesu oraz wysokiej jakości danych, które mogą zasilać modele sztucznej inteligencji – wskazuje Ed Keisling, Chief AI Officer w firmie Progress Software.

Jak pomóc sztucznej inteligencji wyjść z cienia?

Brak spójnej i jasno zdefiniowanej strategii wykorzystania sztucznej inteligencji w firmie może prowadzić do pojawienia się zjawiska „shadow AI”. Zachodzi ono w sytuacji, gdy w ramach oddolnej inicjatywy pracownicy samodzielnie sięgają po narzędzia bazujące na sztucznej inteligencji – poza oficjalną kontrolą przedsiębiorstwa. Takie działania, chociaż zazwyczaj wynikają z potrzeby usprawnienia pracy oraz otwartości na nowe rozwiązania, mogą jednocześnie prowadzić do poważnych zagrożeń, np. związanych z naruszeniami bezpieczeństwa firmowych danych.

Rozwiązaniem tego problemu nie jest jednak blokowanie inicjatyw pracowników, ale stworzenie wewnętrznych mechanizmów wsparcia. Należą do nich m.in.: przejrzyste zasady użycia sztucznej inteligencji w firmie, możliwość zgłaszania potrzeb pracowników związanych z jej wykorzystaniem oraz dostęp do katalogu zatwierdzonych narzędzi. Istotne jest także zapewnienie pracownikom bezpiecznych środowisk do testowania możliwości sztucznej inteligencji – przestrzeni, w których będą oni mogli swobodnie eksperymentować, popełniać błędy oraz szukać praktycznych zastosowań AI. W takich warunkach możliwa jest rzetelna identyfikacja obszarów, w których narzędzia te mogą przynieść wartość biznesową, a także ocena, gdzie ich wdrożenie nie znajduje uzasadnienia – bez ryzyka dla wyników finansowych czy reputacji firmy.

Dzięki kontrolowanemu eksperymentowaniu z możliwościami sztucznej inteligencji, przedsiębiorstwa mogą zidentyfikować obszary, w których AI faktycznie usprawnia procesy biznesowe, a także te, w których nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Takie podejście ułatwia podejmowanie decyzji o dalszych inwestycjach oraz kierunkach zmian. Potrzebne jest również zapewnienie bieżących szkoleń dla pracowników i rozwijanie ich kompetencji. Dzięki temu wykorzystanie sztucznej inteligencji stanie się naturalnym elementem codziennej pracy, a nie obowiązkiem stosowania narzuconego odgórnie narzędzia – podkreśla Ed Keisling.

Przedsiębiorstwa, które chcą wykorzystać potencjał sztucznej inteligencji, muszą wyjść poza presję rynkową i „modę na AI”. Implementacja nowych narzędzi powinna być powiązana z długofalową strategią rozwoju, realnymi potrzebami biznesowymi oraz rozwojem kompetencji pracowników. Wówczas wdrożenie AI przestaje być celem samym w sobie, a staje się narzędziem wspierającym wzrost, innowacyjność i konkurencyjność firm.

Źródła:

Raport Komisji Europejskiej: https://digital-strategy.ec.europa.eu/en/library/state-digital-decade-2025-report

Raport firmy McKinsey: https://www.mckinsey.com/capabilities/quantumblack/our-insights/the-state-of-ai#/

Prezydent Nawrocki blokuje specustawę dla uchodźców z Ukrainy. Warunkiem – praca w Polsce

0

Prezydent Karol Nawrocki nie podpisał specustawy przedłużającej legalności pobytu dla uchodźców z Ukrainy do marca 2026 roku.

Stwierdził, że dostęp do Polskiej służby zdrowia powinien należeć się tylko tym Ukraińcom, którzy podejmują się wysiłku pracy w Polsce. Prezydent oznajmił, że dopóki te przepisy się nie zmienią, nie podpisze nowelizacji specustawy. Obecne przepisy obowiązują tylko do 30 września 2025.

Pan prezydent mocno zaskoczył, bo w trakcie kampanii prezydenckiej nic nie wspominał o tym, że jest przeciwny pomocy Ukrainie78 % uchodźców ze statusem UKR podjęło pracę, więc mowa o pozostałych 20 % niezaktywizowanych zawodowo. Kim oni są? Kiedy dowiedziałem się o tym newsie, akurat stałem przy konsulacie generalnym Ukrainy w Krakowie i mogłem zapytać co Ukraińcy myślą o tym posunięciu. Zwykła kobieta czekająca na zgłoszenie dziecka do obywatelstwa ukraińskiego pod konsulatem, powiedziała mi, że dla przykładu ona – osoba, która przebywa w Polsce, nie pracuje, urodziła dziecko jest dzięki specustawie objęta ochroną zdrowia, co jest zdaniem pana prezydenta niesprawiedliwe w odniesieniu do Polaków. Tylko jest mała różnica, jej mąż przebywa w Ukrainie, więc nie jest w stanie korzystać z ubezpieczenia męża i dostać pełną opiekę zdrowotną i to jest ta wrażliwa grupa uchodźców, która ucierpi na tej zmianie bardzo mocno i pytanie czy o to naprawdę chodziło? Rzadko mówi się o tym jakiego rodzaju jest wolumen pomocy kierowanej do osób nieaktywnych zawodowo w stosunku do tego, jakie wpłaty do tego samego ZUS-u wpływają dzięki tym ponad 800 tysięcy Ukraińców, którzy są aktywni zawodowo. W najbliższych miesiącach i tak ustawa zostanie podpisana, bo jest to wymóg Unii Europejskiej, mam nadzieję. A ani pracodawcy którzy ich zatrudniają, ani sami Ukraińcy nie są gotowi na powrót i ta ustawa nic zasadniczo nie zmieni w ich sytuacji, za to brak opieki zdrowotnej dla i tak wrażliwej grupy wśród samych obywateli z UKR tylko pogorszy ich sytuację, więc trudno mi sobie wyobrazić, że to jest cel pana prezydenta. 

Jeśli chodzi o pracę na czarno, to szara strefa w przypadku obcokrajowców na pewno jeszcze jest, ale nie na skalę jak 5 czy 10 lat temu. Wszystkie nowe przepisy tak uszczelniły obowiązujący system, że w tej chwili jest to prawie niemożliwe. Jeśli specustawa nie będzie obowiązywała od 1 października, system też nie jest przygotowany na to, żeby w ciągu miesiąca setki tysięcy osób wystąpiły o legalizację pobytu w Polsce wg obowiązujących przepisów sprzed specustawy. To będzie kolosalny i natychmiastowy cios dla rynku pracy oraz gospodarki Polski. Czy jest na to gotowa Polska, która już teraz zaczęła odczuwać kryzys także z innych, zarówno zewnętrznych, jak i wewnętrznych powodów? Zmiany zaproponowane przez prezydenta osłabią też poczucie bezpieczeństwa Ukraińców, którzy w Polsce pracują i to może być impulsem do zmiany kraju zamieszkania albo nawet powrót do ojczyzny. – komentuje Yuriy Grygorenko, dyrektor Centrum Analitycznego Gremi Personal.

Phishing słabnie, ale ransomware i stare luki wciąż groźne

0

Cisco Talos opublikowało raport za drugi kwartał 2025 roku. Wynika z niego, że phishing wciąż jest najczęściej wykorzystywaną metodą ataku, choć jego udział spadł z 50 do ok. 33 procent. Eksperci tłumaczą to osłabieniem głośnej kampanii phishingu głosowego (vishingu), która dominowała w pierwszych miesiącach roku. Nadal jednak trzy czwarte kampanii phishingowych bazowało na przejętych, zaufanych kontach e-mail, co pozwalało przestępcom łatwo obchodzić zabezpieczenia.2025 Infection Vectors 2025 Security Weakness 2025 Targets dark

Co ważne, w tym kwartale phishing nie służył już głównie wyłudzaniu pieniędzy, ale zdobywaniu kolejnych danych logowania. Ofiary trafiały na spreparowane strony logowania, gdzie przestępcy przechwytywali zarówno dane dostępowe, jak i tokeny MFA. Następnie, za pomocą spersonalizowanych kampanii spear phishingowych, sięgali po dane kolejnych użytkowników np. w ramach tej samej organizacji. Brak żądań płatności sprawiał, że maile wydawały się mniej podejrzane, a tym samym bardziej skuteczne.

Zwykle takie działania kojarzą się z atakami typu Business Email Compromise (BEC). Tymczasem obserwacje Cisco Talos pokazują, że cyberprzestępcy coraz częściej traktują zdobyte dane logowania jak towar handlowy, równie cenny jak dane firmowe czy możliwość wymuszeń finansowych.

Ransomware nie odpuszcza

W drugim kwartale 2025 roku, podobnie jak w poprzednim roku, aż połowa analizowanych incydentów miała związek właśnie z tą formą ataku. Na cyberprzestępczej scenie pojawiły się nowe grupy ransomware, takie jak Qilin i Medusa, a nadal aktywni byli też hakerzy z Chaos. Eksperci Cisco Talos ostrzegają, że szczególnie Qilin może wkrótce znacząco zwiększyć swoją aktywność, bo korzysta z metod, których dotąd nikt nie stosował.

Na przykład: grupa ta wykorzystuje infrastrukturę command-and-control Backblaze i narzędzie CyberDuck do wykradania danych – technikę wcześniej niespotykaną w podobnych atakach. Od lutego 2025 roku liczba włamań powiązanych z Qilin podwoiła się, gdy północnokoreańska grupa Moonstone Sleet zaczęła rozprzestrzeniać ich ransomware. Eksperci podejrzewają też, że do Qilin dołączyły odłamy RansomHub, jednego z operatorów ransomware-as-a-service, którego strona wycieków zniknęła z sieci w kwietniu.

Stare narzędzia, nowe zagrożenia

Cisco Talos odkryło, że w jednej trzeciej ataków ransomware cyberprzestępcy sięgają po archaiczną wersję języka skryptowego PowerShell 1.0. To wydanie pozbawione jest kluczowych zabezpieczeń obecnych w nowszych wersjach, takich jak logowanie uruchamianych skryptów, rejestrowanie sesji czy interfejs AMSI, który pozwala antywirusom skanować kod jeszcze przed jego wykonaniem.

Dla atakujących to otwarta furtka. W jednym z incydentów przypisywanych grupie Medusa przestarzały PowerShell umożliwił dodanie katalogu głównego systemu (C:\Windows) do listy wykluczeń antywirusa, co dramatycznie obniżyło poziom ochrony. Dlatego eksperci Cisco Talos apelują: każda organizacja powinna wymusić stosowanie PowerShell w wersji 5.0 lub wyższej na wszystkich systemach.

Edukacja pod największym ostrzałem

W ujęciu globalnym najbardziej dotkniętym sektorem w tym kwartale była edukacja – to wyraźna zmiana względem poprzedniego kwartału, w którym Cisco Talos nie odnotowało ataków na organizacje edukacyjne. Inne sektory często będące celem hakerów w II kw. 2025 r. to produkcja, budownictwo i administracja publiczna.

MFA: włącz i monitoruj

Ponad 40 procent incydentów z drugiego kwartału wiązało się z problemami z uwierzytelnianiem wieloskładnikowym (MFA) – było ono źle skonfigurowane, wyłączone lub obchodzone. Cisco Talos zaleca nie tylko włączanie MFA, ale także jego stałe monitorowanie. Dzięki temu organizacje mogą szybciej wykrywać nadużycia, takie jak używanie kodów obejściowych, dodawanie nowych urządzeń i kont do omijania MFA czy wyłączanie tego mechanizmu w przypadku wybranych kont.

Prezydent rozpatrzył osiem ustaw: pięć podpisał, trzy zawetował

Prezydent RP Karol Nawrocki poinformował, że rozpatrzył osiem ustaw przekazanych mu przez parlament. Z tej liczby pięć podpisał, a trzy zawetował. Jak podkreślił, decyzje podejmuje, kierując się dobrem państwa i obywateli.

Te rozwiązania, które są dla Polski dobre, spotykają się z moją otwartością, z otwartością mojej Kancelarii i biorę za nie odpowiedzialność – powiedział Prezydent.

Ustawy podpisane przez Prezydenta

Wśród podpisanych aktów znalazły się dwie ustawy dotyczące Karty nauczyciela. Jak zaznaczył Karol Nawrocki, decyzja o ich akceptacji, mimo pewnych zastrzeżeń, miała na celu zapewnienie spokojnego rozpoczęcia nowego roku szkolnego.

Mimo że są do nich pewne uwagi, to uznałem, że przed 1 września warto, żeby wszystkie te ustawy były podpisane i żeby nasze dzieci mogły spokojnie rozpocząć rok szkolny, zostawiając szczegóły do dalszej dyskusji – wyjaśnił.

Prezydent podpisał również:

  • nowelizację ustawy Prawo bankowe, umożliwiającą spadkobiercom uruchamianie uśpionych lokat,
  • ustawę wprowadzającą szczegółowe rozwiązania w zakresie przechowywania nawozów naturalnych.

Trzy weta Prezydenta

Karol Nawrocki zawetował trzy projekty ustaw:

  • nowelizację Kodeksu karnego skarbowego,
  • nowelizację ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy,
  • jeden z projektów związanych z prawem karnym.

W przypadku ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy Prezydent podkreślił, że Polska nadal będzie wspierać Ukrainę w obliczu agresji Rosji, jednak – jak zaznaczył – przepisy powinny być dostosowane do obecnych realiów.

Po 3,5 roku nasze prawo powinno zostać skorygowane. (…) Nie ma mojej zgody na to, aby świadczenie 800+ przysługiwało obywatelom Ukrainy, którzy nie podejmują pracy. „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy” to nie tylko hasło wyborcze, ale zasada sprawiedliwości społecznej – oświadczył.

Prezydencki projekt zmian w prawie

Karol Nawrocki zapowiedział także przedstawienie własnego projektu ustawy dotyczącego zasad nadawania polskiego obywatelstwa. Zgodnie z propozycją proces uzyskania obywatelstwa ma zostać wydłużony z 3 do 10 lat.

Projekt przewiduje również:

  • podwyższenie kary za nielegalne przekroczenie polskiej granicy do 5 lat więzienia,
  • wprowadzenie przepisów zakazujących propagowania ideologii banderowskiej, na równi z symbolami nazizmu i komunizmu,
  • korekty w ustawie o IPN, odnoszące się do zbrodni OUN-UPA.

Żeby wyeliminować rosyjską propagandę i ustawić relacje polsko-ukraińskie na właściwe tory, powinniśmy jasno powiedzieć „stop banderyzmowi” – podkreślił Prezydent.

American Eagle z rekordowym wzrostem – viralowa kampania podniosła kurs akcji

American Eagle Outfitters odnotował największy w historii wzrost wartości rynkowej po kampanii reklamowej z udziałem aktorki Sydney Sweeney. Hasło „Sydney Sweeney has great jeans” w ciągu dwóch dni podniosło kurs akcji o 25%, czyniąc projekt najdroższym i najszybciej działającym przedsięwzięciem marketingowym marki. Jednak – jak podkreślają eksperci – za błyskawicznym sukcesem finansowym mogą iść poważne koszty wizerunkowe.

Slogan, który miał sprzedawać denim i generować dochody, ściągnął na markę oskarżenia mogące szybko zniwelować giełdowe zyski i doprowadzić do odwrócenia trendu – komentuje Marek Górniak z Freedom24.

Viral i efekt „meme stock”

Kampania, startująca na początku sierpnia, wykorzystała marketing wirusowy oraz lokowanie w 800 sklepach. Jej celem było dotarcie do młodszych konsumentów przed powrotem do szkół, lecz nieoczekiwanie przyciągnęła uwagę społeczności WallStreetBets na Reddicie – znanej z promowania tzw. meme stocków. Wartość akcji American Eagle zaczęła rosnąć przede wszystkim dzięki rozgłosowi w internecie, a nie realnym fundamentom finansowym.

Kontrowersyjny slogan

Hasło kampanii – „Sydney Sweeney has great jeans” – wywołało burzę w mediach społecznościowych. Gra słów, oparta na podobieństwie wyrazów „jeans” (dżinsy) i „genes” (geny), została przez część odbiorców odczytana jako nawiązanie do genetyki aktorki, co doprowadziło do oskarżeń o seksizm i rasizm. Krytycy podkreślają, że wizerunkowy kryzys może szybko podważyć zaufanie klientów i zniwelować efekt wzrostu kursu.

Ryzyko dla marki

Choć popularność Sydney Sweeney zwiększyła zainteresowanie marką, eksperci wskazują, że w przeciwieństwie do długofalowych i spójnych współprac, takich jak Nike z Michaelem Jordanem czy Levi’s z Beyoncé, kampania American Eagle opiera się głównie na krótkotrwałym efekcie viralu.

Wybór ambasadora marki powinien minimalizować ryzyko inwestycyjne i wzmacniać spójność wizerunkową. W przypadku American Eagle pojawiły się oskarżenia o rasizm i dysonans pomiędzy konserwatywnym przekazem a próbą dotarcia do pokolenia Z – wskazuje Marek Górniak.

Przykładem ostrzegawczym pozostaje historia Bud Light, który po współpracy z transpłciową influencerką stracił 20 mld USD kapitalizacji.

Co dalej z American Eagle?

W dniu ogłoszenia kampanii kurs American Eagle wzrósł o 6,2%, a w kolejnych dniach osiągnął łącznie 25% wzrostu, podnosząc notowania z 10,20 do 11,20 USD. Jednak – jak wskazują analitycy – kolekcja wiosna/lato nie spełniła oczekiwań, a rosnące koszty marketingu i cła mogą obniżyć wyniki w kolejnych kwartałach.

Zdolność spółki do zrównoważenia krótkoterminowych impulsów rynkowych z długoterminową stabilnością finansową stanie się kluczowym czynnikiem dla przyszłej wyceny i kondycji American Eagle – podsumowuje Marek Górniak z Freedom24.

Fundusz Vinci z grupy BGK inwestuje ponad 40 mln zł w ICEYE

Należący do grupy BGK fundusz Vinci, został inwestorem spółki ICEYE, będącej światowym liderem w dziedzinie radarowej obserwacji Ziemi. Technologie kosmiczne ICEYE są już wykorzystywane przez rządy wielu krajów takich, jak Stany Zjednoczone, Brazylia czy Japonia, a w tym roku kontrakty na dostawę satelitów podpisały również siły zbrojne Polski Holandii i Portugalii. Dzięki inwestycji Vinci, Polska wkracza na wart miliardy dolarów rynek monitoringu globu z przestrzeni kosmicznej.

Istniejąca od 2015 r. polsko-fińska spółka ICEYE jest właścicielem i operatorem największej na świecie konstelacji mikrosatelitów obserwacyjnych, wyposażonych w radar z syntetyczną aperturą (SAR). Od 2018 roku firma z powodzeniem umieściła na orbicie okołoziemskiej 54 satelity, zarówno na potrzeby własnej konstelacji, jak i dla klientów. Technologia ta pozwala na monitorowanie Ziemi przez całą dobę, dostarczając dane radarowe w czasie niemal rzeczywistym, z możliwością wykonania kolejnego zobrazowania w odstępie nawet 90 minut, niezależnie od warunków atmosferycznych.

Vinci stawia na kosmos

– Nasza inwestycje w ICEYE oznacza, że Polska na wczesnym etapie wkracza w zupełnie nowych segment branży satelitarnej. Wysokiej jakości dane satelitarne mają zastosowanie zarówno w działaniach obronnych i wywiadowczych, jak i w zapobieganiu oraz usuwaniu skutków katastrof naturalnych. Rynek monitoringu Ziemi z kosmosu rośnie w tempie 2 mld dolarów rocznie, na które składają się zamówienia ze strony państw oraz sektora prywatnego – informuje Bartosz Drabikowski, prezes Vinci, funduszu z grupy BGK, wspierającego rozwój innowacyjnych technologii. – Wchodzimy na ten perspektywiczny rynek z dużym apetytem, widząc w nim szansę rozwoju dla Polski, ale też okazję do pomnożenia posiadanego przez Vinci kapitału. Tuż po drugim w historii locie Polaka w kosmos, ogłaszamy naszą pierwszą inwestycję w technologie kosmiczne – dodaje.

Również Rafał Modrzewski, prezes i współzałożyciel ICEYE, zauważa, że inwestycja dokonana przez Vinci, to krok w przyszłość, który będzie służyć Polsce. – Niezmiernie cieszy nas, że grupa BGK dostrzega strategiczną potrzebę wspierania inwestycji w technologie kosmiczne, których znaczenie dla bezpieczeństwa i światowej gospodarki nieustannie rośnie. Firmy New Space, takie jak ICEYE, dzięki swojej dynamice i innowacyjności, radykalnie zmieniają oblicze przemysłu kosmicznego – komentuje Rafał Modrzewski.

Sektor prywatny i obronny

Vinci inwestuje w ICEYE ponad 40 mln zł, nie wykluczając swojego dalszego zaangażowania w tę dochodową i szybko rosnącą spółkę w przyszłości. Z satelitów ICEYE, korzystają już dla celów związanych z obronnością i ochroną przed kataklizmami rządy takich krajów, jak USA, Brazylia czy Japonia. Używa ich także Ukraina, a grono użytkowników technologii ICEYE stale rośnie. W 2025 roku kontrakty podpisały Polska i Portugalia, a Holandia, w zaledwie kilka miesięcy od zawarcia umowy, ma już na orbicie swojego pierwszego satelitę. W najbliższym czasie do klientów firmy ma dołączyć także Finlandia. Innowacyjne rozwiązania ICEYE znajdują też zastosowanie w sektorze prywatnym, np. w branży ubezpieczeniowej, zwłaszcza w rejonach świata objętych częstymi kataklizmami, takimi, jak powodzie, pożary lasów czy trzęsienia ziemi.

Ambitne plany ICEYE

Przypomnijmy, że polskie Ministerstwo Obrony Narodowej zawarło z ICEYE umowę zakupu trzech satelitów radarowych z możliwością zwiększenia kontraktu do sześciu urządzeń. Pierwszy polski satelita wojskowy ma zostać wyniesiony na orbitę jeszcze w tym roku. ICEYE planuje ponadto zwiększyć swoje moce produkcyjne, aby sprostać rosnącemu globalnemu zapotrzebowaniu na satelitarne systemy obserwacji Ziemi oraz dane satelitarne. Polska spółka jest kluczowym filarem firmy. W Warszawie mieszczą się Centrum Operacji Satelitarnych, odpowiadające za globalną obsługę konstelacji ICEYE, zespół planowania satelitarnego oraz laboratorium badawczo-rozwojowe, w którym powstają kluczowe podzespoły. Trwają prace nad dalszą rozbudową kompetencji polskiego biura.

Misja wspierania innowacji

– Podpisując umowę z ICEYE, za pośrednictwem Vinci, Bank Gospodarstwa Krajowego realizuje swoją strategię na lata 2025-2030, która zakłada wsparcie innowacyjnych polskich technologii. Rozwiązania przez nią oferowane to dobry przykład rozwiązań dual-use. Satelity ICEYE pozwalają dostarczać dane np. w rolnictwie, zarządzaniu  kryzysowym, a także w obronności. Spółka ICEYE ma już ugruntowaną pozycję na rynku. Niedawno zawarła kontrakt z MON – podsumowuje Mirosław Czekaj, prezes BGK.

4 na 10 pracowników chce zmienić pracę. Kobiety myślą o tym częściej niż mężczyźni

Kobiety częściej niż mężczyźni myślą o zmianie pracy. Zmianę pracodawcy planuje też blisko połowa pracowników z pokolenia millenialsów. Biorąc pod uwagę miejsce pracy o odejściu myśli też co druga osoba pracująca tylko zdalnie. Sytuację komplikuje brak zaufania do przełożonych, na który wskazuje aż 29% pracowników w Polsce. W takiej atmosferze niepewność dotycząca przyszłości zawodowej dotyka blisko jednej trzeciej zatrudnionych. Więcej w analizie przygotowanej przez ManpowerGroup.

Kobiety częściej niż mężczyźni rozważają odejście z pracy, co potwierdza 41% z nich w porównaniu do 36% mężczyzn. Szczególnie niepokojąca sytuacja dotyczy millenialsów, z których prawie połowa (49%) przyznaje, że chce odejść z firmy. Dla porównania, podobną decyzję rozważa 40% osób z Pokolenia Z oraz 28% przedstawicieli Pokolenia X. Biorąc pod uwagę tryb pracy, najmniej usatysfakcjonowane i chętne do opuszczenia obecnego miejsca pracy z własnej inicjatywy są osoby pracujące zdalnie – aż 49% z nich deklaruje gotowość do zmiany pracodawcy.

Kobiety z niższym poczuciem bezpieczeństwa zawodowego

W analizie uwzględniono także dane dotyczące poczucia stabilności i obaw o zwolnienie. Okazuje się, że kobiety czują się mniej bezpieczne zawodowo niż mężczyźni – 34% z nich obawia się utraty pracy, podczas gdy wśród mężczyzn ten odsetek wynosi 29%. Wśród wszystkich pokoleń najmniej pewnie w obecnym miejscu pracy czują się osoby z Generacji Z (37%) oraz millenialsi (36%). Dla porównania, w przypadku Pokolenia X odsetek ten wynosi 26%. Biorąc pod uwagę tryb pracy, najmniejsze poczucie bezpieczeństwa zawodowego deklarują obecnie osoby wykonujące swoje obowiązki zdalnie (38%). W przypadku osób zobowiązanych do pracy stacjonarnej brak poczucia bezpieczeństwa deklaruje 29%, a w pracy hybrydowej – 25%.

– Niepewność zawodowa wśród młodszych pokoleń może być efektem braku doświadczeń z częstymi i dynamicznymi zmianami na rynku pracy, z czym starsze pokolenia mierzyły się już wcześniej. Osoby wchodzące na rynek pracy lub stawiające na nim pierwsze kroki nie mają ugruntowanej wiedzy, jak się po rynku poruszać, a to może generować brak poczucia bezpieczeństwa i obawy przed utratą pracy lub trudnościami ze znalezieniem nowego pracodawcy. Poczuciu stabilności nie sprzyjają oferowane formy zatrudnienia, jak umowy czasowe, projektowe lub zlecenia – mówi Katarzyna Pączkowska, dyrektor rekrutacji stałej w Manpower.

Zdaniem ekspertki dodatkowo niepewne nastroje potęguje także niestabilność gospodarcza czy widmo kryzysu, z czym starsi pracownicy radzili sobie w poprzednich latach. – Jednocześnie praca w modelu zdalnym lub hybrydowym znacznie wydłuża zbudowanie poczucia przynależności do organizacji oraz utrudnia integrację w zespole i budowanie trwałych relacji. W tych modelach pracy wyzwaniem jest także sprawny onboarding oraz efektywne zarządzanie, co także może sprzyjać większemu poczuciu zagrożenia zawodowego – podkreśla Pączkowska.

Zetki najbardziej nieufne wobec szefów

Najniższy poziom zaufania do menedżerów deklarują przedstawiciele Pokolenia Z (36%). W przypadku pokolenia X i millenialsów odsetek ten jest nieco niższy i wynosi kolejno 29% i 27%. Pod względem płci różnice są minimalne – brak zaufania do menedżerów deklaruje 28% kobiet i 29% mężczyzn. Dane pokazują, że sposób pracy wpływa na relacje z przełożonym, szefom nie ufa 28% osób pracujących zdalnie i tylko 12% w modelu hybrydowym.

Według Pączkowskiej podstawą budowania zaufania do menadżerów jest komunikacja, która jest transparentna, ale także dwustronna. – Ważne jest wsłuchanie się w informację zwrotną od pracowników i udzielanie konstruktywnego feedbacku. Dialog przyjmuje różną formułę w zależności od tego czy pracujemy stacjonarnie, hybrydowo czy zdalnie. Natomiast niezależnie od reprezentowanego pokolenia czy modelu pracy, pracownicy oczekują od liderów autentyczności i umożliwienia im rozwoju zawodowego zgodnie z indywidualnymi potrzebami, co tworzy atmosferę większego zaufania – dodaje ekspertka.

Rośnie pesymizm wśród zatrudnionych

Aż 60% pracowników wierzy, że w ciągu najbliższych sześciu miesięcy znajdzie lepszą pracę. Jednocześnie co trzeci pracownik (33%) wątpi, że w podobnym czasie uda mu się znaleźć nowe zatrudnienie spełniające jego oczekiwania. Wśród pokoleń brak pewności w tym zakresie najczęściej deklarują przedstawiciele generacji X (41%), rzadziej Zetki (31%) i millenialsi (27%). Różnice między kobietami (34%) a mężczyznami (33%) są niewielkie. Dodatkowo 38% osób zobowiązanych do pracy stacjonarnej również odczuwa brak pewności w znalezieniu nowego zatrudnienia w ciągu sześciu miesięcy, podobnie jak pracujący hybrydowo (33%) lub zdalnie (27%).

– Młodsze pokolenia nie przywiązują się mocno do jednego pracodawcy i nie planują długofalowej ścieżki kariery w jednej firmie, co jest charakterystyczne dla starszych pokoleń. Takie podejście sprzyja większej elastyczności do zmiany pracy. Większemu optymizmowi w odnalezieniu się na dzisiejszym rynku pracy sprzyjają także bardziej rozwinięte kompetencje cyfrowe, a one są najczęściej domeną najmłodszych generacji pracowników – podsumowuje Katarzyna Pączkowska.

Badanie ManpowerGroup „Globalny Barometr Talentów 2025” zostało przeprowadzone w dniach od 14 marca do 11 kwietnia 2025 roku. Objęło ponad 13 000 pracowników z 19 krajów na całym świecie, w tym blisko 500 respondentów z Polski.

Netflix pod lupą UOKiK. Podwyżki cen subskrypcji bez zgody konsumentów

0

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) postawił zarzuty platformie Netflix w związku z praktyką jednostronnego podwyższania cen subskrypcji. Jak wskazuje urząd, zmiany wprowadzone w sierpniu 2024 r. – sięgające nawet 7 zł miesięcznie – odbyły się bez wyraźnej zgody użytkowników, co stanowi naruszenie praw konsumentów.

Nie można mówić o uczciwym traktowaniu konsumenta, jeśli platforma streamingowa zakłada, że „brak sprzeciwu” oznacza zgodę na nowe istotne warunki umowy. To tak, jakby ktoś wprowadzał nowe zasady gry, nie uzyskując zgody i nie pytając Cię, czy nadal chcesz brać w niej udział. Od lat podkreślamy, że cena usługi – jak każde świadczenie – nie powinna być zmieniana jednostronnie, bez wyraźnej i świadomej zgody użytkownika. Takie działanie stanowi naruszenie prawa, któremu będziemy przeciwdziałać – podkreśla Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

„Milczenie to nie zgoda”

Według urzędu informacja o podwyżkach pojawiała się w mailach i komunikatach po zalogowaniu na konto, jednak brak reakcji ze strony konsumenta był traktowany przez Netflix jako akceptacja nowych warunków. Zdaniem UOKiK, tego rodzaju praktyki są niedopuszczalne.

Urząd zwraca uwagę, że w modelu subskrypcyjnym każda zmiana ceny czy istotnych warunków umowy musi odbywać się za wyraźną i aktywną zgodą konsumenta. Klauzule modyfikacyjne, które pozostawiają przedsiębiorcy nieograniczoną swobodę w jednostronnym wprowadzaniu zmian, są niedozwolone.

Za stosowanie takich postanowień Netflixowi grozi kara sięgająca nawet 10% obrotu za każde niedozwolone postanowienie oraz obowiązek zwrotu klientom niesłusznie pobranych opłat. Jeśli zarzuty się potwierdzą, zakwestionowane klauzule nie będą wiązać subskrybentów.

Kontrola także u innych gigantów

Sprawa Netflixa to element szerszych działań UOKiK wobec globalnych dostawców usług subskrypcyjnych. Obecnie urząd prowadzi postępowania wyjaśniające wobec takich firm jak Apple, Disney+, Google (YouTube Premium), HBO Max, Microsoft (GamePass), Sony (PlayStation Plus) oraz Adobe.

Część firm zadeklarowała już zmianę praktyk. – Dostrzegamy powolne, ale pozytywne zmiany na rynku. Duzi gracze oferujący polskim konsumentom usługi subskrypcyjne mają świadomość tego, że jesteśmy stanowczy i konsekwentni w eliminowaniu praktyk naruszających prawa konsumentów. (…) Jeśli dochodziło do podwyższenia opłat subskrypcyjnych bez zgody konsumentów, to platformy powinny konsumentom te różnice w opłatach zwrócić i to w sposób automatyczny – zaznacza Tomasz Chróstny.

Amazon już zmienił praktyki

Nie jest to pierwsza interwencja UOKiK w tym obszarze. W 2023 r. urząd informował o zmianach wprowadzonych przez Amazon, który dostosował warunki korzystania z usług Prime i Prime Video do obowiązujących regulacji.

Według UOKiK obecne działania mają na celu wyeliminowanie podobnych nieuczciwych praktyk na całym rynku usług subskrypcyjnych, zapewniając konsumentom większą ochronę przed nieuzasadnionymi podwyżkami cen.

Artur Turemka dołącza do Autopay jako Chief Global Growth Officer

Z początkiem sierpnia Artur Turemka objął stanowisko Chief Global Growth Officer (CGGO).

Nowy członek zarządu będzie odpowiedzialny za rozwój Autopay na rynkach zagranicznych, w tym w regionalnych hubach firmy w Brazylii, Singapurze i Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz na rynkach europejskich. Do jego obowiązków należeć będzie także koordynacja komercjalizacji rozwiązań, dopasowanie oferty produktowej do specyfiki lokalnych rynków, a także rozwój i zarządzanie globalną siecią sprzedaży.

Doświadczenie zdobyte w Mastercard

Artur Turemka związany jest z branżą fintech od ponad 15 lat. Przez ten czas pełnił regionalne i globalne funkcje w strukturach Mastercard, w obszarach sprzedaży, zarządzania rynkami oraz rozwoju produktów konsumenckich.

Jako SVP Head of Mastercard Prepaid Management Services zarządzał programem kart przedpłaconych i wielowalutowych, nadzorując globalną realizację strategii oraz rozwój produktów prepaid. Dokonał transformacji i dywersyfikacji tej linii biznesowej. Z kolei jako SVP Global Commercial Lead, Prepaid odpowiadał za rozwój i komercjalizację rozwiązań prepaid. Wcześniej pełnił funkcję dyrektora generalnego Mastercard w Europie Południowo-Wschodniej, gdzie odpowiadał za operacje i rozwój biznesu na Bałkanach.

Przed dołączeniem do Mastercard pracował m.in. w Raiffeisen Bank Polska SA. Jest absolwentem Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, studiował także na Uniwersytecie Karl-Franzens w Grazu oraz w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

Globalne ambicje Autopay

Autopay od wielu miesięcy prowadzi intensywną ekspansję zagraniczną. Firma otwiera biura w Brazylii, Singapurze oraz na Bliskim Wschodzie. Już wcześniej rozwinęła działalność w Europie – działa m.in. w Niemczech, Szwajcarii, Słowacji, Hiszpanii i we Włoszech.

Celem strategicznym spółki jest zbudowanie globalnej marki fintech z siedzibą w Polsce.

– Niezwykle wszechstronne doświadczenie Artura w rozwijaniu i komercjalizacji globalnych projektów wesprze realizację naszych planów zagranicznej ekspansji, która jest ważnym elementem strategii rozwoju Autopay. Istotna będzie także jego umiejętność budowania i doskonalenia międzynarodowych zespołów realizujących działania na najwyższym, światowym poziomie – mówi Andrzej Antoń, CEO Autopay.

Paulina Chmielewska nową Prezes Zarządu Mostostal S.A.

Rada Nadzorcza Mostostal S.A. powołała Paulinę Chmielewską do Zarządu spółki i powierzyła jej funkcję Prezesa Zarządu. To doświadczona menedżerka z ponad 20-letnim stażem w branży nieruchomości, związana z największymi firmami deweloperskimi w Polsce.

– Powołanie Pauliny Chmielewskiej na stanowisko Prezesa Zarządu Mostostal S.A. to krok w stronę dalszego wzmocnienia pozycji Spółki na rynku. Jej bogate doświadczenie operacyjne i strategiczne w sektorze nieruchomości oraz silne kompetencje przywódcze są gwarancją dynamicznego rozwoju Mostostalu w kolejnych okresach – mówi Robert Pydzik, Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej Mostostal S.A.

Paulina Chmielewska posiada ponad 20 letnie doświadczanie w branży nieruchomościowej. Swoją karierę zawodową budowała m.in. w takich firmach jak Dom Development, Panattoni, Nexity Polska czy Develia.

Ostatnie lata swojej kariery zawodowej poświęciła rozwojowi dużych projektów deweloperskich. Przez sześć lat z sukcesem rozwijała firmę Nexity Polska (część międzynarodowego koncernu Nexity S.A.), pełniąc funkcję m.in. Dyrektora Operacyjnego. W 2023 roku, w ramach realizacji strategicznych decyzji właściciela, realizowała proces sprzedaży spółki, który zakończył się transakcją o wartości 100 mln euro. Po przejęciu przez Develia S.A. objęła stanowisko Dyrektora Ekspansji oraz Dyrektora Zarządzającego i Członka Zarządu w Develia Land Development. Rok później dołączyła do spółki deweloperskiej Ekopark, obejmując funkcję Wiceprezesa Zarządu.

Nowa Prezes Zarządu Mostostal S.A. jest absolwentką Politechniki Krakowskiej na kierunku budownictwo ogólne, Wyższej Szkoły Prawa im. Heleny Chodakowskiej w zakresie zarządzania przedsiębiorstwem, a także studiów podyplomowych z zarządzania projektami i programu MBA w obszarze przywództwa i coachingu.

Ceni pracę zespołową, otwartą komunikację i zaangażowanie. Jest mentorką w wielu programach rozwojowych, wspiera młode talenty oraz aktywnie działa na rzecz edukacji, m.in. jako wiceprezes społecznej szkoły podstawowej. Brała udział w inicjatywach takich jak Fundacja Liderek Biznesu, Wise & Young czy Queen Hedvig Academy.

Prywatnie pasjonatka podróży, miłośniczka gór, Włoch i literatury. Wolny czas poświęca również pogłębianiu wiedzy o rynku sztuki.

Accenture: tylko 13% firm w Europie korzysta z AI – luka wobec USA się pogłębia

Najnowszy raport Accenture Europe’s AI reckoning: Reinventing industries for a new era wskazuje na ogromną lukę w produktywności pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Europą. Według badania przeciętny europejski pracownik wytwarza obecnie jedynie 76% tego, co jego odpowiednik po drugiej stronie Atlantyku. Rozwiązaniem, które ma potencjał wyrównać szanse europejskich firm, jest sztuczna inteligencja, ale ponad połowa (56%) dużych przedsiębiorstw ze Starego Kontynentu nie wdrożyła jeszcze żadnej znaczącej inwestycji w AI na skalę operacyjną.

Jak wynika z najnowszego raportu Accenture Europe’s AI Reckoning: Reinventing Industries for a New Era produktywność pracy w Europie jest dziś aż o 24% niższa niż w USA. To znaczny spadek w porównaniu do 2005 roku, kiedy to przeciętny europejski pracownik wytwarzał 85% tego, co jego amerykańscy odpowiednicy. Dziś ten wskaźnik wynosi prawie 10 pp. mniej – 76%.

Spóźnione inwestycje

Raport jako główną przyczynę tej rosnącej przepaści wskazuje niedobór inwestycji. Od 2017 roku amerykańskie firmy opracowały 70% podstawowych modeli AI, a USA obecnie posiada około 70% globalnej mocy obliczeniowej wykorzystywanej do sztucznej inteligencji, w porównaniu z zaledwie 4% w Europie. Inwestycje w big data i analitykę, a także w bezpieczeństwo w USA przewyższają europejski poziom dwukrotnie, a poziom inwestycji w sztuczną inteligencję jest prawie 3x wyższy niż w Europie.

Pomimo że opublikowany niedawno raport Mario Draghiego na temat konkurencyjności Europy wskazuje AI jako potencjalne rozwiązanie problemu produktywności, badanie Accenture wykazało, że europejskie firmy wciąż nie wykorzystują w pełni szansy, jaką daje ta technologia. Obecnie ponad połowa (56%) z 800 dużych europejskich firm objętych badaniem nie wdrożyła jeszcze żadnego rozwiązania w AI na skalę operacyjną. Dodatkowo według badania Komisji Europejskiej tylko 13% firm w Europie korzysta ze sztucznej inteligencji, chociaż w przypadku większych firm odsetek ten wzrasta do 41%. Wolne tempo wdrożeń technologii ma swoją cenę: szacuje się, że w ciągu ostatnich dwóch lat europejskie firmy straciły z tego powodu 3,2 biliona dolarów przychodów.

W czasach rosnącej niepewności geopolitycznej znalezienie sposobu na zmniejszenie luki produktywności w Europie jest ważniejsze niż kiedykolwiek. W tym celu firmy muszą znacząco przyspieszyć wdrażanie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji – nie tylko w formie pilotaży, ale na skalę operacyjną. Choć wiele z nich podejmuje pierwsze kroki, potrzebne są bardziej zdecydowane działania: intensywniejsze wykorzystanie chmury, modernizacja architektury danych oraz inwestycje w rozwój kompetencji – to warunki konieczne, aby skutecznie skalować AI i wykorzystać jej pełny potencjał. Równolegle kluczowa będzie skoordynowana strategia przemysłowa, która zapewni wspólną infrastrukturę AI, ułatwi inwestycje oraz pozwoli uniknąć rozproszenia działań. Tylko w ten sposób przedsiębiorstwa w całej Europie – także te mniejsze – zyskają dostęp do zaawansowanej mocy obliczeniowej, badań i rozwoju oraz szkoleń – powiedział Dawid Osiecki, dyrektor zarządzający, Head of Data & AI w Accenture w Polsce.

Europa na cyfrowym zakręcie

Badanie wykazało, że duże europejskie firmy wdrażają AI szybciej niż mniejsze, co biorąc pod uwagę ich większy w porównaniu z USA udział w gospodarce może dodatkowo pogłębić problem niskiej produktywności i konkurencyjności w regionie. Podczas gdy prawie połowa (48%) największych europejskich firm wdrożyła co najmniej jedną transformacyjną inicjatywę opartą na generatywnej AI, w przypadku mniejszych przedsiębiorstw ten odsetek wynosi mniej niż jedną trzecią (31%).

Poziom adopcji AI różni się także w zależności od branży. Sektory takie jak motoryzacja, lotnictwo i obronność są liderami we wdrażaniu rozwiązań AI, podczas gdy inne – w tym telekomunikacja i usługi komunalne – pozostają w tyle. Raport podkreśla, że niski poziom dojrzałości AI w sektorach o strategicznym znaczeniu dla infrastruktury (takich jak systemy energetyczne czy sieci cyfrowe) stanowi poważne zagrożenie dla konkurencyjności i suwerenności Europy. Nadchodząca ustawa UE o rozwoju chmury i AI ma na celu co najmniej potrojenie zasobochłonnych i zrównoważonych mocy przetwarzania danych do 2030 roku. Zapotrzebowanie na energię elektryczną w Europie w ciągu najbliższych 5 lat ma wzrosnąć o 70%.

Pełnego potencjału AI nie wykorzystuje także sektor przemysłowy – odpowiadający za ponad jedną czwartą PKB Europy. Tymczasem, gdyby wszystkie duże europejskie przedsiębiorstwa (o przychodach przekraczających 1 miliard euro) rozwinęły swoje kompetencje AI do poziomu firm odpowiedników z wiodących branż, według szacunków Accenture ich roczne przychody mogłyby wzrosnąć o prawie 200 miliardów euro.

Recepta na przyszłość

Raport identyfikuje także kluczowe zasoby – od danych po kapitał ludzki – które są niezbędne do osiągania wartości biznesowej z inwestycji w AI. W tym celu w Europie musi powstać ekosystem AI obejmujący wsparcie mniejszych firm w rozwoju ich kompetencji AI i operujący w ramach skoordynowanej strategii przemysłowej.

Równie istotna jest edukacja i rozwój kompetencji pracowników. W UE na milion mieszkańców co roku przypada 850 absolwentów STEM, ale w USA jest ich ponad 1100. 60% europejskich pracowników obawia się utraty pracy na skutek automatyzacji, a 36% nie czuje się odpowiednio przygotowanych do efektywnego korzystania z narzędzi AI.

Raport wskazuje także szereg kluczowych wyzwań w skalowaniu AI, w tym: budowę solidnej bazy danych, tworzenie i utrzymywanie zespołów multidyscyplinarnych, zarządzanie ryzykiem w zakresie bezpieczeństwa i prywatności, a także ujawnianie wartości biznesowej.

Kurs dolara reaguje na sygnały Fed – wrześniowa obniżka stóp coraz bliżej?

Wystąpienie Jerome’a Powella w Jackson Hole przyniosło sygnał, na który rynki czekały od miesięcy: jeśli napływające dane nie wykażą ponownego przyspieszenia presji cenowej, obniżka stóp procentowych może nastąpić już na najbliższym posiedzeniu Rezerwy Federalnej w dniach 16–17 września. Szef Fed zarysował jednak decyzję jako warunkową i obarczoną istotną niepewnością, podkreślając, że wśród decydentów narastają różnice zdań co do właściwego tempa i skali luzowania.

Ta ostrożność bierze się z niejednoznacznego obrazu gospodarki. Inflacja wciąż pozostaje powyżej celu 2%, a jednocześnie rynek pracy wysyła sygnały słabnięcia. Dla polityki pieniężnej to układ wyjątkowo wymagający: ryzyko zbyt szybkiego poluzowania – i odbicia inflacji – trzeba ważyć przeciwko ryzyku utrzymywania stóp na restrykcyjnym poziomie, który mógłby pogłębić spowolnienie aktywności i zatrudnienia. Powell zasugerował, że ścieżka wyjścia z tej równowagi będzie zależeć od najbliższych odczytów, co de facto przesuwa punkt ciężkości na dane o inflacji i rynku pracy publikowane przed wrześniowym posiedzeniem.

Sympozjum przebiegało w wyraźnie napiętej atmosferze politycznej. Donald Trump znów zaostrzył retorykę wobec Fed, grożąc zwolnieniem członkini FOMC – Lisy Cook. Dla banku centralnego takie tło to dodatkowy czynnik ryzyka – nie tylko komunikacyjnego, lecz także instytucjonalnego – który może wpływać na postrzeganie niezależności Fed i wrażliwość rynków na każdy niuans w przekazie.

Powell nie unikał także odniesień do rozbieżności w łonie samego FOMC. Już w lipcu pojawiły się głosy sprzeciwu wobec utrzymania stóp, a jeśli we wrześniu dojdzie do obniżki, scenariusz kolejnych różnic zdań jest prawdopodobny. W tle pozostaje kalendarz personalny: zbliżający się koniec kadencji Powella w maju oraz perspektywa nominacji do zarządu Fed mogą dodatkowo polaryzować dyskusję o strategii i narzędziach polityki pieniężnej.

Ważnym elementem wystąpienia była prezentacja zaktualizowanego podejścia do prowadzenia polityki monetarnej. Fed odchodzi od rozwiązań ukształtowanych w epoce chronicznie zbyt niskiej inflacji i sprowadza strategię do dwóch filarów: stabilności cen oraz pełnego zatrudnienia. Taki powrót do podstaw ma uporządkować oczekiwania co do reakcji banku centralnego na nowe wstrząsy: w centrum uwagi pozostanie trwała dezinflacja bez nadmiernych kosztów dla rynku pracy, a narzędzia będą stosowane bardziej elastycznie i symetrycznie wobec odchyleń od celu. Komentarze zagranicznych ekonomistów i decydentów w przeważającej mierze oceniały ton przemówienia jako wyważony, a rynki walutowe odnotowały umocnienie euro wobec dolara.

Jackson Hole nie przyniosło rewolucji, ale wyznaczyło ramy dla potencjalnego zwrotu we wrześniu. Fed stoi przed koniecznością precyzyjnego dawkowania akomodacji w warunkach mieszanych sygnałów makroekonomicznych, nasilonej presji politycznej i wewnętrznych sporów o właściwą trajektorię stóp. Przemówienie Powella ustawiło poprzeczkę – aby rozpocząć cykl łagodzenia, potrzebne są dalsze dowody trwałego wygaszania inflacji przy akceptowalnych kosztach dla rynku pracy. Rynki – w USA i poza nimi – będą teraz czytać każdy kolejny raport przez pryzmat tej właśnie obietnicy ostrożności.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

FED szykuje się do cięć stóp. Kurs dolara w dół, giełdy w górę

Ubiegły tydzień mijał w atmosferze rosnącego zwątpienia we wrześniową obniżkę stóp procentowych w USA. Prawdopodobieństwo redukcji kosztu pieniądza z dnia na dzień malało. Wystarczyła jednak jedna wypowiedź prezesa FED, żeby rynek wpadł w euforię. Jak piątkowe słowa Jerome Powella w Jackson Hole wpłynęły na forex?

Dylemat FED

Od początku roku koszt pieniądza w Stanach Zjednoczonych nie ulega zmianie. Stopy procentowe za oceanem znajdują się w przedziale 4,25%-4,50%. Jest to o wiele wyżej niż np. stopa refinansowa 2,15% w strefie euro. Wielu analityków, w tym prezydent USA, uważa, że drogi pieniądz ciąży amerykańskiej gospodarce i trzeba ciąć! Twierdzą, że jeżeli redukcja stóp przyjdzie za późno, nadejdzie recesja, co pogorszy sytuację na rynku pracy w Stanach. Przeciwnicy tej teorii są bardziej ostrożni i dostrzegają ryzyka taryfowe. Niepewność celna stwarza presję inflacyjną. Obawy nasiliły się szczególnie po ostatnim odczycie inflacji producenckiej z USA z połowy sierpnia, kiedy to PPI zamiast oczekiwanego 2,5% r/r podskoczyło do 3,3% r/r. Rynek boi się, że producenci prędzej czy później przerzucą koszta na klientów, co podbije dynamikę cen konsumenckich. Fakt ten oddalał wizję cięć stóp procentowych przez większość ubiegłego tygodnia. Zjawisko było szczególnie widoczne na topniejącym prawdopodobieństwie wrześniowej obniżki stóp, które spadło z poziomów ok. 90% w poniedziałek do 70% w piątkowe południe.

USA gotowe na obniżki stóp?

Wszystko zmieniło tegoroczne sympozjum w Jackson Hole. Podczas wydarzenia rynki czekały na wypowiedź prezesa FED, który tym razem nie owijał w bawełnę. Zamiast wymówek i doskonale dobranych kompozycji słownych sugerujących kontynuację polityki „wait & see” (reagowanie na napływające dane z rynku), tym razem dostaliśmy konkret. Jerome Powell podkreślił wagę słabnącego rynku pracy i zniżkującej konsumpcji. Jego zdaniem permanentne utrzymanie tego stanu może doprowadzić do spowolnienia gospodarki, dlatego należy reagować. Dał także do zrozumienia, że to nie czas na pojedyncze kroki, a raczej rozpoczęcie całego procesu luzowania monetarnego. To doprowadziło do prawdziwej euforii na rynkach.

Osłabienie dolara

Niższy koszt pieniądza to dla rynków kapitałowych tańszy kredyt, czyli więcej inwestycji. To dlatego podczas piątkowej wypowiedzi prezesa FED amerykańskie indeksy giełdowe zwyżkowały. W przypadku obligacji nastąpił spadek ich rentowności. Na rynku forex redukcja stóp w USA to osłabienie dolara, co rynki zdyskontowały natychmiastowo. Kurs EUR/USD podczas wypowiedzi Powella poszybował z 1,16 USD na 1,174 USD. To ogromny ruch jak na główną parę walutową świata. W tym samym czasie kurs USD/PLN spadł z 3,674 PLN do 3,626 PLN. W sobotę, na sympozjum w Jackson Hole dowiedzieliśmy się od EBC, że stopy procentowe we wrześniu najprawdopodobniej zostaną utrzymane bez zmian. Powodem jest utrzymująca się niska inflacja i zgodny z czerwcowymi prognozami wzrost gospodarczy strefie euro. Dodatkowo umowa handlowa między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi nie budzi poważnych obaw. Słowa te nie wpłynęły znacząco na rynki w poniedziałkowe otwarcie sesji. Dziś o godzinie 10:30 kurs EUR/USD utrzymuje się powyżej 1,17 USD, kurs EUR/PLN to 4,26 PLN, a USD/PLN to 3,64 PLN.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Autor: Dawid Górny – główny analityk w InternetowyKantor.pl

NFZ bez zatwierdzonego planu finansowego – luka w budżecie na 2026 r. sięgnąć ma 26 mld zł.

Narodowy Fundusz Zdrowia stoi przed poważnym kryzysem finansowym. Według prognoz samego NFZ luka w budżecie Funduszu w 2026 roku wyniesie aż 26 miliardów złotych. Sytuacja ta rodzi poważne wątpliwości co do stabilności finansowania systemu ochrony zdrowia w Polsce.

Niepokój potęguje fakt, że sejmowa Komisja Zdrowia negatywnie zaopiniowała projekt opinii dotyczącej planu finansowego NFZ, w przeciwieństwie do Komisji Finansów Publicznych. Oznacza to brak jednomyślności w ocenie kluczowego dokumentu dla funkcjonowania polskiego systemu zdrowia.

Zgodnie z obowiązującym prawem minister właściwy do spraw zdrowia, w porozumieniu z ministrem właściwym do spraw finansów publicznych, powinien zatwierdzić plan finansowy Funduszu do 31 lipca roku poprzedzającego rok, którego plan dotyczy. Tymczasem – jak wynika z dostępnych informacji – minister finansów Andrzej Domański nie zatwierdził dotychczas planu na rok 2025, a już powinien był podpisać dokument dotyczący roku 2026.

Historia problemu sięga końcówki 2024 r.:

  • już w listopadzie 2024 r. informowano, że choć sejmowe komisje przyjęły projekt planu finansowego NFZ, Ministerstwo Finansów go nie podpisało,
  • do końca 2024 r. trwały rozmowy między ministrami zdrowia i finansów, lecz dokument nie został zatwierdzony,
  • minister finansów Andrzej Domański deklarował wielokrotnie, że podpis złoży dopiero po zapewnieniu dodatkowych środków na dofinansowanie Funduszu,
  • w styczniu 2025 r. wiceminister Neneman potwierdził w Senacie, że plan nadal nie został zatwierdzony, nie wskazując jednak powodów opóźnienia,
  • w lipcu 2025 r. wiceprezes NFZ Jakub Szulc wyjaśnił, że brak podpisu ministra finansów nie paraliżuje działalności Funduszu, choć w praktyce część operacji wymaga zgody obu ministrów.

„Obowiązujące przepisy nie pozostawiają wątpliwości – plan finansowy NFZ powinien być zatwierdzony w ustawowym terminie. Obecna sytuacja, w której dokument na rok 2025 pozostaje niepodpisany, a jednocześnie brak decyzji dotyczących 2026 roku, rodzi ryzyko destabilizacji całego systemu ochrony zdrowia” – podkreśla dr n. pr. Marek Woch, ekspert Centrum Legislacji Fundacji Lex Nostra.

W obliczu narastającej dziury w budżecie NFZ konieczne jest pilne podjęcie decyzji przez Ministra Finansów i Ministra Zdrowia. Brak zatwierdzenia planu finansowego nie tylko pogłębia chaos legislacyjny, lecz także osłabia zaufanie społeczne do państwowego systemu finansowania ochrony zdrowia.

Polscy licealiści zdobyli cztery medale na Międzynarodowej Olimpiadzie Ekonomicznej w Grecji

Aż cztery medale przywieźli reprezentanci Polski z Międzynarodowej Olimpiady Ekonomicznej w Grecji. W dorobku polskich licealistów znalazły się trzy srebrne krążki oraz jeden brązowy. Tym samym młodzi Polacy potwierdzili, że należą do ścisłej czołówki młodych ekonomistów na świecie. Udział w zawodach możliwy był dzięki długofalowej współpracy Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego z polskim fintechem XTB.

W dniach 22-23 sierpnia w greckiej Olimpii pięciu najlepszych laureatów XXXVIII Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej zmierzyło się z reprezentantami 28 krajów podczas Międzynarodowej Olimpiady Ekonomicznej. Uczniowie szkół średnich z całego świata rywalizowali w trzech etapach – dwóch testowych oraz ustnym. Polacy spisali się znakomicie, zdobywając łącznie cztery medale.

Sukces polskich licealistów

Srebrne medale wywalczyli: Szymon Jackowski (XIV Liceum Ogólnokształcące im. Stanisława Staszica w Warszawie), Jakub Zalewski (Uniwersyteckie Liceum Ogólnokształcące w Toruniu) oraz Antoni Pokora (2 Społeczne Liceum Ogólnokształcące z Oddziałami Międzynarodowymi im. Pawła Jasienicy STO w Warszawie). Brązowy medal zdobyła natomiast Zuzanna Augustyniak (VII Liceum Ogólnokształcące im. J. Słowackiego w Warszawie).

Zadowolenia z kolejnego sukcesu nie krył Szymon Jackowski, multimedalista olimpiad krajowych i międzynarodowych, który został przyjęty na jedną z najbardziej prestiżowych uczelni świata – UC Berkeley.

Te dwa dni rywalizacji były świetną okazją, by sprawdzić swoje umiejętności na tle najlepszych rówieśników z całego świata. Jak widać, po raz kolejny wypadło to bardzo dobrze i cieszę się, że mogłem zdobyć dla Polski kolejny medal na międzynarodowej olimpiadzie przedmiotowej – mówi Szymon Jackowski. – Jestem dopiero na początku swojej drogi naukowej. Teraz czekają mnie lata nauki w Stanach Zjednoczonych, które, mam nadzieję, zaowocują w przyszłości. Liczę też, że jeszcze wielokrotnie będę miał okazję dumnie reprezentować Polskę na międzynarodowych salonach – dodaje.

Polscy ekonomiści zachwycają świat

Świetny występ polskich uczniów w Grecji to kolejny dowód na wysoki poziom przygotowania naszej młodzieży. Reprezentacja Polski, nad którą zarówno pod względem organizacyjnym, jak i merytorycznym czuwa Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, od lat udowadnia swoją klasę. Od 2019 roku Polacy przywieźli z Międzynarodowej Olimpiady Ekonomicznej łącznie aż 7 złotych medali, 16 srebrnych oraz 4 brązowe.

Jestem dumna z każdego naszego reprezentanta. Polscy licealiści po raz kolejny pokazali, że mają ogromny potencjał i bez kompleksów mogą rywalizować ze swoimi rówieśnikami z całego świata. Mam nadzieję, że to dopiero początek ich wielkich karier – podkreśla Sylwia Kozoń, prezeska Fundacji XTB. – Często słyszymy, że Polacy niewiele wiedzą o ekonomii czy finansach. Tymczasem mamy specjalistów i to wybitnych. Teraz kluczowe jest, by tę wiedzę upowszechniać – dodaje.

Partnerstwo Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego i XTB ma charakter długofalowy. Oprócz wspierania reprezentacji Polski oraz Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej, obie instytucje prowadzą ogólnopolski cykl spotkań z nauczycielami przedmiotu “Biznes i Zarządzanie”. Ich celem jest wyposażenie pedagogów w nowoczesne metody nauczania wiedzy ekonomicznej i finansowej oraz dostarczanie gotowych schematów zajęć. Dzięki tym działaniom zwiększa się świadomość ekonomiczna młodzieży, a uczniowie są lepiej przygotowani zarówno do udziału w olimpiadach przedmiotowych na poziomie ogólnopolskim, jak i do międzynarodowych zmagań.

Czym jest Fundacja Edukacji Domowej?

Fundacja Edukacji Domowej jest krakowską organizacją pozarządową powstałą w 2017 r. z inicjatywy rodziców i szkół zaangażowanych w edukację domową. Zajmuje się obszarem spełniania obowiązku szkolnego lub nauki poza szkołą, czyli tzw. edukacją domową (art. 37 ustawy z dnia 14 grudnia 2016 r. – Prawo oświatowe). Fundacja Edukacji Domowej swoimi działaniami obejmuje całą Polskę. Jej misją jest wspieranie i rozwijanie edukacji domowej w Polsce, pragnąc zapewnić stabilne i sprzyjające warunki dla rodzin wybierających tę formę nauczania. Fundacja łączy rodziców, szkoły i decydentów w otwartym dialogu, promując indywidualną drogę rozwoju dla każdego dziecka.

W jakim celu działa Fundacja Edukacji Domowej?

Fundacja Edukacji Domowej zajmuje się propagowaniem wśród ogółu społeczeństwa edukacji domowej.

Jednym z celów działalności Fundacji Edukacji Domowej jest informowanie rodziców o prawnych aspektach nauczania domowego, przede wszystkim o procedurze uzyskiwania zgody na spełnianie przez dziecko obowiązku szkolnego lub nauki poza szkołą.

Organizacja udziela również wsparcia w zakresie znalezienia tzw. szkoły przyjaznej edukacji domowej (placówki doświadczonej w tej formie nauki, oferującej rodzinie dodatkowe wsparcie). Realizuje to m.in. prowadząc Katalog Szkół Przyjaznych Edukacji Domowej, zawierający szkoły podstawowe oraz szkoły średnie z całego kraju.

Fundacja wspiera i promuje działania edukacyjno-oświatowe, organizując konferencje oraz webinaria tematyczne, śledząc losy absolwentów edukacji domowej, prowadząc badania oraz projekty społeczne.

Organizacja prowadzi dialog z politykami i lobbuje zmiany dążące do uznania spełniania obowiązku szkolnego poza szkołą za pełnoprawną alternatywę do nauki w trybie klasowo-lekcyjnym, uwzględniając także równe finansowanie niezależne od formy edukacji czy wybranej placówki.

Współpracownicy Fundacji Edukacji Domowej – kim są?

Fundacja Edukacji Domowej utrzymuje bliskie kontakty z przedstawicielami szkół przyjaznych edukacji domowej, oferując im wsparcie, ale i korzystając z praktycznego doświadczenia osób zarządzających placówkami. Organizacja regularnie bierze udział w roli eksperta w Parlamentarnym Zespole ds. Edukacji Domowej, zwracając uwagę na aktualne problemy, z którymi mierzy się środowisko edukujących domowo. Lobbing polityczny Fundacji obejmuje również spotkania z przedstawicielami Ministerstwa Edukacji Narodowej, z posłami wszystkich większych partii politycznych oraz reprezentantami władz samorządu terytorialnego. Przy realizowanych projektach Fundacja współpracuje z innymi organizacjami pozarządowymi oraz uczelniami wyższymi, np. Uniwersytetem Jagiellońskim.

Jakie działania podejmuje Fundacja Edukacji Domowej?

Fundacja Edukacji Domowej aktywnie działa na rzecz polskiego środowiska edukacji domowej.

Przygotowuje merytoryczne raporty, np. „Nowa jakość czy patologia? Edukacja domowa w Polsce” (2023) oraz „Dlaczego Polacy coraz częściej wybierają edukację domową?” (2024).

Fundacja zapoczątkowała również obchody Dnia Edukacji Domowej, w ramach którego od kilku lat organizuje bezpłatną konferencję skierowaną do rodziców, nauczycieli, dyrektorów i wszystkich innych zainteresowanych edukacją domową. Przykładowo w 2025 roku odbyła się konferencja zatytułowana: „Edukacja domowa – Świadomy wybór czy moda?”.

Organizacja angażuje się także w działalność polityczną, śledząc zmiany prawne dotykające edukacji domowej. Aktywnie okazywała sprzeciw wobec projektu rozporządzenia w sprawie sposobu podziału łącznej kwoty potrzeb oświatowych między jednostki samorządu terytorialnego na 2026, które drastycznie obniża finansowanie edukacji domowej. W ramach szerszych działań Fundacja Edukacji Domowej zorganizowała akcję negatywnego opiniowania projektu przez środowisko edukujących domowo oraz przeprowadziła wśród szkół badanie „Ile naprawdę kosztuje edukacja domowa?”

Pełen opis działalności Fundacji Edukacji Domowej znajduje się na stronie internetowej organizacji, pod adresem: https://domowa.edu.pl/

Mieszane dane z Polski i mocne odczyty z USA – rynki patrzą na Jackson Hole

Czwartek minął pod dyktando słabszych danych z Polski i lepszych zza oceanu. Również w USA rozpoczyna się ważna konferencja członków banków centralnych. Rynki liczą na wskazówki w sprawie dalszych decyzji monetarnych w tym kraju.

Dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy pokaźny pakiet danych znad Wisły. Zaczęło się produkcją przemysłową, która rośnie o 2,9% w ujęciu rocznym. To bardzo miła niespodzianka, gdyż oczekiwano wzrostu o 1,6%. Jest to też duża poprawa względem czerwcowego odczytu, który pokazywał spadek roczny o 0,4%. Żeby nie było za dobrze – słabiej niż przypuszczano wypadła produkcja budowlano-montażowa. Poznaliśmy też dane z rynku pracy. Tutaj również nie wieje optymizmem. Zatrudnienie w skali rocznej spada o 0,9%, co jest szybszym spadkiem, niż prognozowane 0,8%. Wolniej od oczekiwań rosną także wynagrodzenia. Analitycy spodziewali się wzrostu o 8,6%, a przedstawiono o 7,6%. Oznacza to, że nowe średnie wynagrodzenie w gospodarce wynosi 8905,63 zł. Gdyby wzrosło ono zgodnie z oczekiwaniami, byłoby to niemal 9 000 zł.

Pakiet danych z USA

Po wczorajszych porannych danych z Europy, które okazały się dobre, przyszedł czas na indeksy koniunktury z USA. Wypadły one podobnie jak europejskie – wyraźnie lepiej od oczekiwań. Wskaźnik dla przemysłu wyniósł imponujące 53,3 pkt, wobec prognozowanych 49,5 pkt. To najlepszy wynik od lat, od czasu odbicia po pandemii. Lepiej także przedstawiono indeks dla usług. Dla pewnej równowagi – słabiej wypadły wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. Różnica między oczekiwanymi 226 tysiącami wniosków a otrzymanymi 235 tysiącami wyniosła 9 tysięcy. To oczywiście zła wiadomość, ale w tych danych 9 tysięcy nie jest kluczową różnicą. Nie jest też na tyle złą, by przykryć dobre odczyty z indeksów koniunktury. W rezultacie wczoraj dolar zyskał pół centa względem euro, a względem złotego wzrósł o 2 grosze.

Sympozjum w Jackson Hole

Wspomniane Sympozjum to coroczne wydarzenie przedstawicieli banków centralnych w amerykańskiej miejscowości. Bardzo często podczas tych spotkań mają miejsca ważne wystąpienia. Biorąc pod uwagę jak dużo się obecnie dzieje w polityce monetarnej, szanse na to są bardzo duże. Rynek czeka na wyjaśnienie sytuacji, czy bardziej oczekiwać dwóch, czy trzech obniżek stóp procentowych. Jeśli wypowiedzi będą sugerować dwa cięcia, dolar prawdopodobnie się umocni. Natomiast jeśli pojawi się więcej sygnałów o trzech obniżkach, amerykańska waluta może się osłabić. W tym miejscu warto zauważyć, że stopy w USA są obecnie wyższe o ponad 2 punkty procentowe niż w strefie euro. Powoduje to, że mamy jeszcze 8 obniżek, by wejść na zbliżone poziomy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – sprzedaż detaliczna.

Autor: Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

ORLEN odkrył w Norwegii złoże o zasobach szacowanych na 134 mln baryłek ropy

0

ORLEN Upstream Norway, wraz z partnerami, odkrył złoże, którego zasoby wydobywalne szacowane są nawet na około 134 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej. To największe odkrycie na Norweskim Szelfie Kontynentalnym w tym roku. Zagospodarowanie złoża i wydobywane z niego węglowodory będą wspierać realizację celów strategii ORLEN 2035.

Najnowsze odkrycie ORLEN w Norwegii zostało dokonane w ramach projektu Omega Alfa, na obszarze Yggdrasil na Morzu Północnym. Grupa zrealizowała go wspólnie z Aker BP, jako operatorem, oraz pozostałymi partnerami – Equinor i Petoro. Zastosowane w trakcie wiercenia innowacyjne metody poszukiwań umożliwiły szybkie a jednocześnie bardzo dokładne przebadanie dużego obszaru.

Partnerzy wykonali najpierw odwiert pionowy do głębokości 2250 metrów, z którego następnie odwiercono kilka odwiertów horyzontalnych w różnych kierunkach. Trzy z nich przekroczyły 10 km, ustanawiając rekord długości odwiertów horyzontalnych na Norweskim Szelfie Kontynentalnym.

– Projekt Omega Alfa wyznacza nowe standardy działalności poszukiwawczej. Dzięki odwierceniu wyjątkowo długich, precyzyjnie poprowadzonych odwiertów, zebraliśmy szczegółowe dane, które ułatwią i przyspieszą potencjalne wydobycie. Zasoby Omega Alfa będą włączone do produkcji wspólnie z innymi złożami ropy i gazu na obszarze Yggdrasil, w których ORLEN jest udziałowcem, i które obecnie są w trakcie zagospodarowania. Przełoży się to na większą efektywność wydobycia, zarówno w wymiarze finansowym jak i operacyjnym – powiedział Wiesław Prugar, Członek Zarządu ORLEN SA ds. Wydobycia. – Ropa naftowa to nie tylko źródło energii, lecz także surowiec wykorzystywany przez wiele branż. W efekcie przetworzenia ropy naftowej powstają m.in. części samochodów, drogi, a także elektronika – dodał.

W sumie, w ciągu trzech miesięcy, partnerzy wykonali odwierty o łącznej długości 45 km. Pozwoliło to udokumentować znaczące zasoby węglowodorów, przede wszystkim ropy naftowej, w ilości szacowanej 96-134 milionów baryłek ekwiwalentu ropy.

Przy wykonywaniu odwiertów horyzontalnych partnerzy zastosowali technologię geo-steeringu, która umożliwia bardzo precyzyjne, bieżące modyfikowanie trajektorii wiercenia na podstawie danych przekazywanych z czujników zainstalowanych tuż za świdrem wiertniczym. Pozwala to tak prowadzić wiercenie, aby odwiert cały czas znajdował się w warstwie roponośnej. O skuteczności tej metody świadczy fakt, że w trakcie wiercenia Omega Alfa partnerzy uzyskali kontakt ze złożem na łącznym odcinku 40 kilometrów.

Zasoby odkryte w ramach projektu Omega Alfa znajdują się na koncesjach PL873, PL873B i PL1249. W dwóch pierwszych ORLEN Upstream Norway posiada 12,3 proc. udziałów, w ostatniej 9,84 proc. Pozostałymi partnerami są Aker BP i Equinor a w przypadku PL1249 również Petoro. Biorąc pod uwagę udziały ORLEN w koncesjach, najnowsze odkrycie zapewni Grupie dodatkowe 10.5-15 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej.

Omega Alfa to drugie odkrycie dokonane w tym roku w Norwegii przez Grupę ORLEN. Poprzednim było złoże E-prospect, o szacowanych zasobach wydobywalnych 3-7 mln baryłek ekwiwalentu ropy. Złoże znajduje się w pobliżu hubu produkcyjnego Skarv, w którym ORLEN Upstream Norway również ma udziały.

Google zapłaci 30 mln dolarów za naruszenie prywatności dzieci na YouTube

Google zgodziło się zapłacić 30 milionów dolarów w ramach ugody w pozwie zbiorowym dotyczącym naruszenia prywatności dzieci korzystających z platformy YouTube – poinformował Reuters*. Sprawa dotyczyła nielegalnego gromadzenia danych osobowych małoletnich użytkowników bez zgody rodziców oraz wykorzystywania tych informacji do emisji spersonalizowanych reklam.

W opinii Wojciech Głażewskiego, dyrektora firmy Check Point Software Technologies w Polsce, to porozumienie jest przypomnieniem, że duże platformy muszą traktować dane dzieci z najwyższą ostrożnością. ‘’Ochrona prywatności nie jest opcją – to obowiązek nas wszystkich. Obserwujemy przełomowy moment w zakresie cyfrowej odpowiedzialności: egzekwowanie prawa nie polega tylko na karach, ale na pokazaniu, że zgoda i przejrzystość są fundamentem zaufania. Dla wszystkich firm technologicznych przesłanie jest jasne: albo teraz postawicie na etyczne i transparentne praktyki dotyczące danych – albo jutro stracicie wiarygodność.”

Ugoda została złożona w federalnym sądzie w San Jose (Kalifornia), gdzie oczekuje jeszcze na zatwierdzenie przez sędzię magistracką Susan van Keulen. Mimo zawarcia porozumienia, Google nie przyznało się do winy.

Nie jest to pierwsza sprawa dotycząca tej kwestii. Już w 2019 roku spółka Alphabet (właściciel Google) zapłaciła 170 milionów dolarów kary w ramach porozumienia z Federalną Komisją Handlu (FTC) oraz prokurator generalną Nowego Jorku, Letitią James. Wówczas również chodziło o zbieranie danych dzieci z naruszeniem przepisów COPPA (Children’s Online Privacy Protection Act). Tamta ugoda została jednak uznana przez wielu ekspertów za zbyt łagodną.

W nowym pozwie, rodzice lub opiekunowie 34 dzieci oskarżyli Google o kontynuowanie nielegalnych praktyk nawet po zawarciu ugody z 2019 roku. Twierdzili, że platforma YouTube umożliwiała twórcom treści przyciąganie dzieci przy pomocy bajek, kołysanek czy programów animowanych, a następnie gromadziła ich dane osobowe bez zgody opiekunów.

Pozew dotyczy dzieci poniżej 13. roku życia, które oglądały YouTube w okresie od 1 lipca 2013 r. do 1 kwietnia 2020 r.. Na początku 2024 roku sędzia Susan van Keulen oddaliła zarzuty wobec partnerów treściowych YouTube, takich jak Hasbro, Mattel, Cartoon Network czy DreamWorks Animation, uznając, że brakuje dowodów na ich udział w gromadzeniu danych. Tym samym odpowiedzialność w pełni spadła na Google.

Według prawników reprezentujących powodów, liczba potencjalnych członków pozwu zbiorowego może sięgnąć 35–45 milionów dzieci. Przy założeniu, że tylko 1–2% uprawnionych zgłosi roszczenia (co jest typowe dla podobnych przypadków), wypłaty mogą wynieść od 30 do 60 dolarów na osobę – przed odliczeniem kosztów prawnych.

Ugoda Google może mieć dalekosiężne skutki dla całej branży technologicznej. Po raz kolejny podniesiono kwestię przejrzystości algorytmów, zgody rodzicielskiej, a także odpowiedzialności gigantów cyfrowych za treści dostępne dla dzieci.

W dobie coraz większej obecności dzieci w internecie i rosnącej wartości danych użytkowników, sprawa Google może wyznaczyć nowe standardy ochrony prywatności najmłodszych. Platformy takie jak YouTube muszą udowodnić, że są w stanie łączyć rozwój z odpowiedzialnością społeczną – nie tylko dla dobra użytkowników, ale i swojej reputacji.

*https://www.reuters.com/sustainability/boards-policy-regulation/google-settles-youtube-childrens-privacy-lawsuit-2025-08-19/

Polskie meblarstwo w kryzysie surowcowym – apel branży o zmianę polityki wobec drewna

O zagrożeniu brakiem dostępności surowców dla branży drzewnej, a także o nadchodzącym X Ogólnopolskim Kongresie Meblarskim, rozmawiamy z Janem Szynaką, Prezesem Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.

Jak wygląda obecnie rynek surowców dla przemysłu meblarskiego?

Polska wciąż jest liderem w eksporcie mebli w Unii Europejskiej, ale coraz bardziej odczuwa ograniczenia w dostępności do rodzimych zasobów drewna i wzrost jego ceny. To w połączeniu z wysokimi kosztami pracy i energii sprawia, że polska branża meblarska zaczyna tracić konkurencyjność – i to nie tylko na rynkach międzynarodowych, ale również na naszym rodzimym polskim rynku, gdzie musimy toczyć nierówną walkę z azjatyckimi dostawcami. Problemem pogłębia dodatkowo eksport polskiego drewna – surowiec wyjeżdża za granicę, zamiast zasilać lokalny przemysł meblarski, co nas osłabia gospodarczo

Z jednej strony mamy ogromny potencjał – Polska jest jednym z największych producentów mebli w Europie, a drewno z polskich lasów od lat zasila cały sektor rodzimej gospodarki. Z drugiej jednak – coraz trudniej o dostęp do tego drewna. Obecne działania instytucji publicznych, zwłaszcza ograniczenia w pozyskaniu drewna z Lasów Państwowych, coraz mocniej uderzają w fundamenty branży. Brakuje transparentności, stabilności i długoterminowego myślenia. Rynek jest rozchwiany, a producenci mebli ponoszą coraz większe ryzyko operacyjne.

Jakie działania rządu i polityków mogłyby pomóc złagodzić negatywne skutki wzrastających kosztów surowców dla producentów mebli?

Na pewno sytuację w przemyśle drzewnym, w tym meblarskim, pomogłaby ustabilizować odpowiednia polityka prowadzona przez Lasy Państwowe.  Ograniczanie pozyskania drewna powinno być wprowadzane stopniowo, przy uwzględnianiu opinii naukowców i analiz gospodarczych. Natomiast system jego sprzedaży powinien preferować firmy produkujące w Polsce, tworzące miejsca pracy i wpływy podatkowe.

Przede wszystkim potrzebna jest zmiana w podejściu decydentów. Musimy wreszcie traktować drewno jako zasób strategiczny dla polskiej gospodarki, a nie jako łatwy materiał do zagospodarowania w najprostszy sposób. Konieczne jest wprowadzenie priorytetu dla przetwórstwa drzewnego i branży meblarskiej w polityce surowcowej państwa. Mamy ogromny potencjał – zatrudniamy setki tysięcy ludzi, jesteśmy potęgą eksportową. Ale to nie będzie trwało wiecznie, jeśli dalej będziemy ignorowani.

Oczekuję uważnego słuchania i działania. Nie potrzebujemy pustych deklaracji, tylko konkretnych decyzji: systemowych, prawnych, organizacyjnych. Wzywamy do wprowadzenia zmian w regulacjach dotyczących sprzedaży drewna, do zwiększenia jego dostępności dla polskich przetwórców, a także do zrównoważonego podejścia do ochrony przyrody – takiego, które nie będzie paraliżować całej gałęzi przemysłu. Mamy do czynienia z niezrozumieniem, że ochrona środowiska i przemysł nie muszą się wykluczać. Można je pogodzić.

Czy te problemy będą szeroko dyskutowane podczas nadchodzącego X Ogólnopolskiego Kongresu Meblarskiego?

Zdecydowanie tak. Jubileuszowy Kongres to doskonała okazja, by jasno i mocno wybrzmiały postulaty branży. Zgromadzimy przedstawicieli firm, organizacji branżowych i ekspertów. Będziemy mówić jednym głosem – o potrzebie reformy systemu dystrybucji surowca, o konieczności realnego wsparcia dla producentów mebli, o inwestycjach w innowacje i ekspansję zagraniczną. Potrzebujemy współpracy, nie tylko wewnątrz branży, ale i ze strony państwa.

Co powiedziałby Pan przedsiębiorcom z branży meblarskiej, którzy obawiają się o swoją przyszłość w związku z coraz większymi zagrożeniami w otoczeniu rynkowym?

Powiedziałbym: nie poddawajcie się. Mimo trudności, jesteśmy wciąż silną i liczącą się branżą. Ale musimy działać razem – aktywnie, głośno, merytorycznie. Kongres jest miejscem, gdzie tworzy się wspólna strategia. Zachęcam wszystkich – dużych, średnich i małych producentów – do udziału. To nie jest czas na bierne obserwowanie. To jest czas na działanie.

PKO Leasing rośnie szybciej niż rynek – 7,82 mld zł finansowania w I półroczu 2025

  • W I poł. 2025 roku Grupa PKO Leasing sfinansowała przedmioty o wartości 7,82 mld zł i osiągnęła dynamikę wzrostu na poziomie 9,7 proc. r/r, prześcigając rynek o 4,1 p.p.
  • Ponad 50 proc. wolumenu sprzedaży zrealizowanej w I półr. 2025 roku w Grupie PKO Leasing stanowi segment pojazdów o masie do 3,5 tony.
  • W przypadku dwóch z trzech głównych grup aktywów (pojazdy lekkie, pojazdy ciężarowe, maszyny i urządzenia), spółka osiągnęła wyższą dynamikę w porównaniu z branżą.
  • Zgodnie z ogłoszoną wiosną strategią „Leasing numer 1 i kropka” celem Grupy PKO Leasing jest wzrost udziału w rynku do 16 proc. w 2027 roku.
  • Spółka zamierza to osiągnąć dzięki realizacji strategicznych projektów, m.in. rozwojowi platformy Automarket.pl, nawiązywaniu partnerstw w modelu captive i zacieśnianiu współpracy w ramach Grupy Kapitałowej PKO Banku Polskiego.

Grupa PKO Leasing zamknęła I poł. 2025 roku ponadrynkowym wzrostem. Firma udzieliła 7,82 mld zł finansowania i o 9,7 proc. poprawiła wynik z półmetka zeszłego roku. Dzięki temu wypracowała 13,8 proc. udziału w rynku i utrzymała swoją silną pozycję w polskiej branży leasingowej. Z danych Związku Polskiego Leasingu (ZPL) wynika, że rynek sfinansował w I poł. 2025 roku przedmioty o wartości 56,7 mld zł przy 5,6 proc. dynamice wzrostu r/r.

Nasze wyniki to nie tylko liczby – to przede wszystkim efekt rosnącego zaufania klientów i realne wsparcie dla rozwoju przedsiębiorstw. Dynamiczny rozwój naszej działalności sprawia, że coraz większa część inwestycji w Polsce jest realizowana z udziałem Grupy PKO Leasing – a to bezpośrednio przekłada się na transformację sektora MŚP i szybszy rozwój gospodarki – podkreśla Tomasz Bogus, Prezes Zarządu PKO Leasing.

W pierwszym półroczu tym różniliśmy się od rynku, że rozwijaliśmy się dynamicznie w obu kwartałach. Tymczasem branża na początku roku rozpędzała się powoli i przyspieszyła dopiero w II kw. U źródeł naszej stabilności leży z jednej strony skala działania, a z drugiej przemyślany i zebrany w strategii „Leasing numer 1 i kropka” plan na lata 2025-2027. Z dużą wiarą w powodzenie podchodzimy do realizacji naszego celu, czyli 16 proc. udziału w rynku w ciągu 2 lat. Mamy powody do zadowolenia, bo rośniemy we wszystkich kluczowych segmentach i w najbliższej przyszłości powinniśmy ten trend utrzymać – dodaje Tomasz Bogus, Prezes Zarządu PKO Leasing.

Wzrosty we wszystkich kluczowych segmentach

Dominującą pozycję w strukturze wartości aktywów sfinansowanych w I półr. 2025 przez GK PKO Leasing stanowią pojazdy (70,9 proc., z czego – 50,1 proc. to pojazdy lekkie, zaś 20,1 proc. transport ciężki, 0,7 proc. inne pojazdy), a także segment maszyn i urządzeń (23,1 proc.) Struktura ta pozostaje zbliżona do trendów obserwowanych na całym rynku leasingowym.

Finansowanie pojazdów lekkich (osobowych i dostawczych) zwiększyło się o 8,1 proc. r/r (rynek 8,7 proc.). Z kolei w wymagającej kategorii transportu ciężkiego firma urosła o 3,8 proc. r/r – to dynamika wyraźnie powyżej rynku, który spadł w omawianym okresie o 0,5 proc. r/r. Segment maszyn i urządzeń wzrósł o 3,5 proc. r/r, wyprzedzając dynamikę rynkową o 2,2 p.p.

–  W drugą połowę roku weszliśmy nie tylko z dobrymi wynikami w głównych kategoriach, ale i konkretną realizacją ambitnych planów z pierwszego półrocza. Część dużych projektów już ogłosiliśmy, wkrótce przedstawimy kolejne. W lipcu informowaliśmy o wielomilionowych kontraktach na finansowanie autobusów dla Łodzi i Krakowa, a także o partnerstwie z ChargeEuropa, które wzmacnia nasz potencjał w obszarze finansowania infrastruktury dla elektromobilności. To kierunek rozwoju, który wprost wynika z zapisów naszej strategii. Podobnie jest z nowymi współpracami w formule captive, które będziemy ogłaszać w kolejnych miesiącach – dodaje Tomasz Bogus, Prezes Zarządu PKO Leasing.

Spółka rozwija także kompleksowe rozwiązania finansowe wspierające elektromobilność oraz inwestycje w odnawialne źródła energii. Udział nisko- i zeroemisyjnego transportu w Polsce systematycznie rośnie, a regulacje i dopłaty dodatkowo wzmacniają ten trend.

Celem lidera na rynku leasingu w Polsce jest jeszcze wyraźniejsze zaznaczenie obecności w tym segmencie poprzez ofertę obejmującą zarówno pojazdy i infrastrukturę ładowania – ogólnodostępną i prywatną – jak i finansowanie projektów OZE, takich jak instalacje fotowoltaiczne, pompy ciepła czy magazyny energii.

Większość projektów strategicznych w fazie realizacji

Grupa PKO Leasing koncentruje się na wdrażaniu projektów ogłoszonych wiosną wraz z prezentacją nowej strategii. Do tej pory rozpoczęto pracę nad 15 z 21 strategicznych inicjatyw zaplanowanych na lata 2025-2027. Do kluczowych należą te związane z rynkiem motoryzacyjnym, a więc największą częścią portfela Grupy PKO Leasing.

Wśród nich znajduje się m.in. wzmacnianie kompetencji Grupy w zakresie wynajmu długoterminowego i położenie na ten obszar większego nacisku – według szacunków potencjał nowego wolumenu na rynku w tym modelu finansowania szacuje się na 20–25 mld zł do 2030 roku. Planowane współprace captive’owe mają być również oparte na finansowaniu pojazdów w formule najmu, która dobrze odpowiada na trend przechodzenia klientów od posiadania do użytkowania.

Równolegle Grupa PKO Leasing pracuje nad rozwojem ekosystemu mobilności – rozwiązania, które w jednym miejscu ma zaspokajać wszystkie potrzeby klientów: od zakupu i finansowania, przez obsługę, po odsprzedaż pojazdu. Ważnym elementem tego podejścia pozostaje rozwój platformy Automarket.pl.

Istotnym kierunkiem strategicznym Grupy jest także transformacja technologiczna i rozwój usług embedded finance. Celem jest pełna digitalizacja procesów, zarówno w kontakcie z klientami, jak i wewnątrz organizacji, co pozwoli PKO Leasing szybciej reagować na zmiany rynkowe, w tym wprowadzać nowe marki oraz rozwiązania w formule captive. Celem działań lidera na rynku leasingu w Polsce jest również oferowanie usług leasingu i najmu bezpośrednio na cyfrowych platformach sprzedażowych partnerów spoza sektora finansowego, dzięki czemu finansowanie staje się naturalnym elementem procesu zakupowego.

Chcemy, aby technologia wspierała realizację naszej strategii – to dzięki niej będziemy mogli skalować biznes, szybciej odpowiadać na potrzeby rynku i oferować klientom obsługę na najwyższym poziomie. Wszystkie nasze produkty planujemy udostępnić w jednym, spójnym systemie, który wspiera zarówno naszą sieć, jak i partnerów zewnętrznych. Centralny CRM i elastyczna architektura IT pozwolą nam w krótkim czasie wdrażać nowe rozwiązania i zapewniać klientom intuicyjne, wygodne doświadczenia. To właśnie cyfryzacja procesów sprzedaży i obsługi sprawia, że dostarczamy realną wartość w codziennym korzystaniu z naszych usług – mówi Ryszard Słowiński, Wiceprezes Zarządu PKO Leasing.

Realizacja strategii PKO Leasing opiera się na potencjale całej Grupy Kapitałowej PKO Banku Polskiego. Ścisła integracja z bankiem umożliwia dostęp do milionów klientów oraz bankowych kanałów sprzedaży, co stanowi motor napędowy dalszego rozwoju i umacniania pozycji lidera rynku leasingowego w Polsce.

Deweloperzy wracają do ofensywy – lipiec przyniósł silny wzrost aktywności inwestycyjnej

Najnowsza informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w lipcu oraz siedmiu miesiącach bieżącego roku, zakomunikowała wyraźne odbicie wszystkich parametrów aktywności inwestycyjnej inwestorów. Średnioterminowa tendencja spadkowa głównych statystyk budownictwa mieszkaniowego tym samym uległa wyraźnemu osłabieniu z perspektywą koniunkturalnego przesilenia już w bezpośredniej perspektywie.

Mocno utrwalony spadkowy trend GUS-owskich statystyk budownictwa mieszkaniowego w lipcu uległ wyraźnemu odwróceniu, co w istotnym stopniu oddaliło narastające widmo ryzyka załamania koniunktury inwestycyjnej pierwotnego segmentu rodzimej mieszkaniówki. Co ciekawe, do znacznej poprawy danych przyczynili się zarówno inwestorzy indywidualni, jak i deweloperzy, choć ci ostatni w wyraźnie większym stopniu. Najsilniejsze odreagowanie tendencji malejącej stało się udziałem nowych deweloperskich pozwoleń na budowę, jednak równie optymistycznie zaprezentowały się dane najbardziej istotne z punktu widzenia stanu bieżącej koniunktury, czyli dotyczące mieszkań, których budowę rozpoczęto. Wygląda na to, że obawy budowniczych mieszkań o perspektywy rozwoju koniunktury sprzedażowej nowych mieszkań ustąpiły mobilizacji inwestycyjnej przed oczekiwanym jesiennym wzrostem aktywności popytowej rynku pierwotnego.Wyk.1 - Statystyki GUS budownictwa mieszkaniowego

W ubiegłym miesiącu inwestorzy ruszyli ogółem z budową blisko 20 tys. mieszkań, co jest rezultatem o prawie jedną czwartą lepszym od uzyskanego w poprzedzającym czerwcu i tylko minimalnie gorszym licząc rok do roku. Mocne wybicie statystyk nowych budów pokazali deweloperzy z wynikiem blisko 12 tys. rozpoczętych lokali, co stanowi wzrost o 35 proc. w relacji miesiąc do miesiąca i wyrównanie wyniku z lipca ub. roku.

Tymczasem w siedmiu miesiącach bieżącego roku w Polsce ruszyła budowa ponad 130 tys. mieszkań i domów, co wciąż oznacza prawie 8-procentowy regres w odniesieniu do analogicznego okresu ub. roku. Z kolei deweloperzy uzyskali wynik rzędu 80 tys. lokali, czyli o 13 proc. słabszy w relacji rok do roku. Take rezultaty wciąż mogą świadczyć o  nienajlepszym stanie koniunktury inwestycyjnej pierwotnego rynku mieszkaniowego, jednak za sprawą lipcowych wyników z nadzieją na przełamanie impasu już w bezpośredniej perspektywie.

Jeszcze lepiej prezentują się GUS-owskie dane za lipiec br. dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. W sumie w ramach wszystkich form budownictwa pozyskano z górą 26 tys. decyzji administracyjnych, co oznacza niemal 40 proc. wzrost względem tegorocznego czerwca, i minimalny regres rzędu 2 proc. w relacji rok do roku. Natomiast od początku roku inwestorzy pozyskali 147,6 tys. pozwoleń, co daje wynik gorszy w relacji do analogicznego okresu ub. roku o 14 proc.

Inwestorzy indywidualni uzyskali w tegorocznych siedmiu miesiącach wynik na poziomie 50 tys. pozwoleń, o 7 proc. lepszy w relacji rdr. Z kolei rezultat deweloperskich pozwoleń w tym okresie na poziomie niespełna 93 tys. jest wciąż o blisko jedną czwartą gorszy. Jednak bardzo wyraźne wybicie przedmiotowych statystyk w lipcu daje nadzieję na wyraźną redukcję regresu w najbliższych miesiącach.

Stan rynku inwestycji mieszkaniowych w Polsce uległ pewnej poprawie także za sprawą lipcowych wolumenów lokali oddawanych do użytkowania. W minionym miesiącu było takich mieszkań w sumie 18 tys., czyli 17 proc. więcej niż miesiąc wcześniej i 4 proc. mniej w relacji rok do roku. Z kolei wynik od początku roku rzędu 110 tys. lokali oddanych jest o 4 proc. gorszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku.

Najnowsza informacja GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce tym razem zaprezentowała zdecydowanie optymistyczną wymowę. Szczególną uwagę zwracają statystyki mieszkań rozpoczętych, które w lipcu wyraźnie odreagowując trend spadkowy, zastopowały niebezpieczny ruch w kierunku swojego wieloletniego dna notowań.

Jednocześnie jeszcze lepiej zaprezentowały się statystyki deweloperskich pozwoleń na budowę, które po okresie testowania dna wieloletnich minimów notowań w lipcu zdecydowanie się od niego odbiły. Można to uznać je za wiarygodny sygnał dość nagłego wzrostu optymizmu inwestycyjnego deweloperów. Zastopowany w lipcu regres zarówno w rozpoczęciach, pozwoleniach, jak i lokalach oddanych do użytkowania wskazuje na zdecydowaną zmianę nastawienia przedsiębiorców mieszkaniowych w dotąd dość mocno niepewnym dla nich środowisku gospodarczym.

Zmiana ta jest zapewne rezultatem pojawiających się pierwszych symptomów ożywienia popytu mieszkaniowego rynku pierwotnego po dwóch obniżkach stóp procentowych i oczekiwanej trzeciej być może już w przyszłym miesiącu. Po spadku wolumenu sprzedaży mieszkań deweloperskich w czerwcu lipiec przyniósł wyraźne odreagowanie w większości głównych metropolii kraju. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Łodzi, Poznaniu i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii deweloperzy znaleźli w lipcu chętnych na łącznie nieco ponad 4,1 tys. mieszkań, czyli o 8 proc. więcej niż w czerwcu. Jest to niewątpliwy efekt poprawy dostępności kredytów mieszkaniowych w ostatnich tygodniach.

Co więcej, lipiec był pierwszym w tym roku miesiącem, w którym w żadnej z największych metropolii nie wzrosła średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów, a w Warszawie, Trójmieście i Łodzi nawet minimalnie spadła. Przy historyczne rekordowej ofercie rynku pierwotnego stwarza to optymalne warunki dla poszukujących lokum do nabycia, zwłaszcza w kwestii negocjacji stawek. Taka sytuacja nie będzie trwała w nieskończoność, zwłaszcza w perspektywie oczekiwanego jesiennego przyspieszenie koniunktury sprzedażowej. Dlatego też kolejne dane GUS budownictwa mieszkaniowego mogą utrzymać zapoczątkowany w lipcu swój optymistyczny wydźwięk.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Wyceny AI są „szalone” – rynek wchodzi w fazę weryfikacji

  • AI 2.0 = od „build it” do „prove it”: inwestycje w sztuczną inteligencję ponoszone przez wielkie firmy technologiczne sięgają już setek miliardów dolarów, lecz monetyzacja pozostaje na umiarkowanym poziomie. Cykl inwestycyjny przesuwa się z wydatków na rozwój AI na osiąganie realnych efektów w zakresie produktywności i przychodów.
  • Słabym punktem jest infrastruktura: układy pamięci, opakowania, możliwości sieci energetycznych i przestrzeń w centrach danych stają się coraz bardziej ograniczone. Dla inwestorów, przedsiębiorstwa użyteczności publicznej, firmy zajmujące się infrastrukturą energetyczną oraz fundusze inwestycyjne typu REIT związane z centrami danych mogą oferować bardziej stabilne zyski niż inwestowanie w niepewne projekty oprogramowania.
  • Chiny oferują korzyści w zakresie efektywności i wyceny: dzięki temu, że DeepSeek wskazuje na innowacje o niższych kosztach, a giganty takie jak Alibaba, Tencent, Baidu i Meituan są notowane z dyskontem w porównaniu do amerykańskich odpowiedników, chińska technologia może przyciągnąć kapitał, o ile ryzyka polityczne i geopolityczne pozostaną pod kontrolą.

Dlaczego cykl zainteresowania napotkał przeszkodę?

Jak wskazuje Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo, po dużych wzrostach od kwietnia, akcje technologiczne ostatnio spadły, co przypomniało inwestorom, że rynek mógł się zbytnio pospieszyć w obliczu boomu na AI. Powodem jest raport MIT, który stwierdza, że 95% wydatków firm na generatywną AI nie przynosi znaczących korzyści. To nienajlepsza wiadomość dla sektora, który był wyceniany bardzo optymistycznie.

Dodatkowo, Sam Altman zwrócił uwagę, że wyceny są wręcz „szalone” z powodu przesadnego entuzjazmu inwestorów. To budzi obawy, że niektóre części rynku rozwijają się szybciej niż technologia jest w stanie zapewnić rzeczywiste korzyści.

Gwałtowny spadek cen akcji podkreśla kruchość narracji o AI: mimo że wydatki na chipy, modele i infrastrukturę znacząco wzrosły, dowody na szeroko zakrojoną monetyzację są małe. Inwestorzy zaczynają odróżniać „hype” od rzeczywistych zysków, co powoduje, że sektor przechodzi w fazę, która bardziej przypomina etap „prove it”, niż gwałtowne pęknięcie bańki.

Bloomberg

Źródło: Bloomberg

Jaki jest dalszy kierunek rozwoju AI?

  1. Od wydatków kapitałowych do monetyzacji

Faza wydatków na procesory GPU i pilotażowe projekty dobiegła końca. Kolejna faza cyklu AI będzie oparta na dowodach, a nie obietnicach. Giganci technologiczni zainwestowali ogromne środki w AI, jednak monetyzacja nie nadąża za tymi wydatkami.

  • W 2025 roku wielkie firmy technologiczne zainwestowały już około 155 miliardów dolarów w AI, a prognozy wskazują, że wydatki mogą przekroczyć 400 miliardów dolarów, gdy firmy będą rozwijać centra danych i inwestować w układy AI.
  • Sam Microsoft planuje wydać około 80 miliardów dolarów na infrastrukturę AI w tym roku, a Amazon, Alphabet i Meta mają wydatki kapitałowe w zakresie 60–100 miliardów dolarów każdy.

Jednak zwroty są znacznie mniejsze:

  • Microsoft twierdzi, że zaoszczędził ponad 500 milionów dolarów dzięki centrom obsługi klienta i narzędziom rozwojowym opartym na AI.
  • Meta wiąże swoje produkty reklamowe oparte na AI ze znacznymi wzrostami przychodów, ale dla szerszego rynku zwrot z inwestycji jest nieuchwytny. Wkrótce na posiedzeniach zarządu może nastąpić zmiana z podejścia „build fast” na „prove or pause”.
  • Firmy zaczynają oczekiwać od projektów AI nie tylko obietnic, ale konkretnych korzyści, takich jak zwiększenie efektywności czy nowych źródeł przychodów. Te spółki, które będą w stanie wykazać rzeczywiste zainteresowanie klientów, możliwość ustalania cen czy oszczędności w kosztach operacyjnych dzięki AI, wyróżnią się wśród tych, które nadal opierają się na samych obietnicach.

Bez wymiernego zwrotu z inwestycji, zarządy mogą zacząć ograniczać budżety.

  1. Od modeli do infrastruktury

Choć rywalizacja między modelami AI jest zacięta, główne ograniczenia zaczynają dotyczyć infrastruktury. Układy pamięci, zaawansowane technologie montażu, przestrzeń w centrach danych, a nawet dostawy energii elektrycznej stają się coraz bardziej ograniczone i drogie. Przewiduje się, że amerykańska sieć energetyczna znajduje się pod dużym obciążeniem, ponieważ centra danych mogą zużywać do 12% energii elektrycznej do 2028 roku, a do 2030 roku przewiduje się dodatkowe zapotrzebowanie na 20 GW.

Firmy zajmujące się usługami użyteczności publicznej i infrastrukturą energetyczną, które przeprowadzają modernizacje sieci, REIT-y związane z centrami danych oraz przedsiębiorstwa produkujące sprzęt specjalizujący się w chłodzeniu, dystrybucji energii i montażu mogą w najbliższym czasie osiągnąć bardziej trwałe zyski niż spekulacyjne inwestycje w oprogramowanie AI.

  1. Stany Zjednoczone vs Chiny

Stany Zjednoczone nadal dominują w dziedzinie AI, ale technologia z Chin zaczyna doganiać konkurencję. Modele takie jak DeepSeek, które zostały wytrenowane za ułamek kosztów (zbudowane za mniej niż 6 milionów dolarów w porównaniu do ponad 100 milionów dolarów dla GPT-4), spowodowały globalną dyskusję na temat marż zysku i monetyzacji AI.

Chiny korzystają również z solidnej infrastruktury energetycznej, w tym z energii wodnej i jądrowej, co daje im strukturalną przewagę w rozwoju AI.

Handel AI w Stanach Zjednoczonych pozostaje dominujący, prowadzony przez firmy, takie jak Nvidia czy hiperskalerzy, ale przy wyśrubowanych wycenach uwaga może ponownie skupić się na tańszym, ale bardziej efektywnym sektorze technologii w Chinach. Chińscy giganci technologiczni, tacy jak Alibaba, Tencent, Meituan, Baidu i Xiaomi, często nazywani „Wspaniałą Dziesiątką”, oferują korzyści z różnicy w wycenach i ponownie przyciągają zainteresowanie inwestorów.

Jeśli napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Chinami złagodnieją, kapitał może coraz bardziej płynąć na wschód, szukając możliwości inwestycji w AI poprzez tańsze, dynamicznie rozwijające się lokalne firmy.

Co warto obserwować w przyszłości:

  • Wyniki finansowe Nvidii (27 sierpnia): wskazówki dotyczące rozwoju Blackwell, popytu w Chinach oraz marż brutto określą kierunek dla całego sektora.
  • Zwrot z inwestycji w przedsiębiorstwach: szukaj konkretnych przypadków dotyczących monetyzacji AI przedstawianych w raportach finansowych lub podczas rozmów o wynikach finansowych.
  • Sygnały dotyczące infrastruktury: dostępność pamięci o dużej przepustowości, moce produkcyjne w zakresie opakowań i umowy dotyczące dostaw energii to nowe wskaźniki alarmowe.
  • Polityka i przepływy kapitałowe w Chinach: kontynuacja zawieszenia ceł lub złagodzenie przepływów kapitału mogą ożywić zagraniczne zainteresowanie chińską technologią.
  • Tło makroekonomiczne: stopy procentowe, ceny energii i regulacje mogą znacząco wpłynąć na równowagę między nakładami kapitałowymi a zwrotem z inwestycji.

  W obliczu dynamicznego rozwoju rynku AI, inwestorzy powinni rozważyć dywersyfikację portfela, aby zminimalizować ryzyko. Inwestowanie w firmy z różnych etapów rozwoju oraz regionów – od USA po Chiny – może przyczynić się do lepszego zbalansowania portfela. Obecnie kluczowe jest skupienie się na firmach, które mają solidne podstawy do generowania rzeczywistych zysków. Elastyczność narzędzi inwestycyjnych pozwala dostosować strategię do zmieniających się warunków gospodarczych i regulacyjnych. Długoterminowo, umiejętność łączenia inwestycji z różnych rynków i sektorów może przyczynić się do stabilności i sukcesu finansowego – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Podsumowanie

Handel związany z AI się nie kończy, ale wchodzi w fazę „prove it”. Inwestorzy będą premiować firmy z mocną infrastrukturą i platformami, które oferują jasno określone ścieżki do monetyzacji, podczas gdy będą unikać inwestycji w projekty obarczone jedynie spekulacjami na temat AI, bez realnych podstaw do generowania zysków.

Dla inwestorów kluczowe będzie oddzielenie firm, których wyceny są oparte na „obietnicach doskonałości”, od tych, które już teraz generują realne zwroty. Rozproszenie, a nie załamanie, będzie głównym tematem kolejnego rozdziału w historii AI.

Polski rynek pracy słabnie – złoty pod presją. PMI z Europy powyżej prognoz

Dzisiejszy pakiet danych z Polski nie pomógł złotemu, bo może zwiększać szanse na szybszą ścieżkę luzowania monetarnego. Dobre odczyty z Europy, a słabe z USA nie poruszyły szczególnie EUR/USD, który chyba już nie może się doczekać sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole.

Chłodny rynek pracy rozpala oczekiwania

Polskiemu złotemu z pewnością nie pomogły opublikowane dziś odczyty, szczególnie te z rynku pracy. W lipcu zatrudnienie w ujęciu rocznym spadło o 0,9%, co było wskazaniem przekraczającym prognozy i potwierdzającym trend, z którym Polska mierzy się już od prawie dwóch lat (warto też podkreślić, że dzieje się to w okresie letnim, który kiedyś charakteryzował się m.in. pracami sezonowymi). Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw (+9 pracowników) przekroczyło 8900 zł, czyli rok do roku wzrosło o 7,6%. Nie dość, że był to rezultat znacznie niższy od poprzedniego (9%) i równocześnie od oczekiwań (8,6%), to równocześnie najniższy wynik od początku 2021 roku. Coraz wyraźniej widać schłodzenie w tym obszarze gospodarki, co może się przełożyć na odważniejsze działania Rady Polityki Pieniężnej i przyspieszenie cyklu obniżek stóp procentowych. Brak presji inflacyjnej ze strony rynku pracy to doskonały argument dla kolejnych cięć kosztu pieniądza. Tym bardziej jeśli pod uwagę weźmiemy też ceny produkcji sprzedanej przemysłu, czyli w uproszczeniu inflację producencką. PPI w ujęciu rocznym wciąż spada, chociaż tym razem lekko poniżej prognoz, bo o 1,2%. Za pewien hamulec w stosunku do oczekiwanej ścieżki działań monetarnych można by uznać dane o produkcji przemysłowej. Ta po czerwcowym dołku (-0,4%) w lipcu rdr poszła w górę aż o 2,9 (konsensus wskazywał na 1,6%). Jednak w tym przypadku należy zachować daleko idącą ostrożność, ponieważ ostatnie kwartały w przypadku zarówno produkcji przemysłowej, jak i sprzedaży detalicznej wskazują na dużą niestabilność tych wskaźników. Taki stan rzeczy utrudnia odpowiednią weryfikację trendów i ich wpływu na całościowy obraz polskiej gospodarki.

Silniejsza Europa

Teraz czas na trochę danych ze świata, a zaczniemy od Europy. Poznaliśmy wskaźniki wyprzedzające, czyli wyniki ankiet, które badają nastawienie menedżerów w przedsiębiorstwach. Wypadły one naprawdę dobrze, ponieważ prawie wszystkie były (i to wyraźnie) lepsze od prognoz i co ważne blisko albo wręcz przekroczyły pułap 50 pkt, który oddziela recesję od ekspansji. Ale po kolei. We Francji wskaźnik dla przemysłu wyniósł 49,9 pkt, a dla usług 49,7 pkt. W Niemczech przemysłowy PMI wykazał identyczne 49,9 pkt, a usługowy utrzymał się powyżej kluczowego poziomu i zatrzymał na 50,1 pkt. Wreszcie cała strefa euro, w której obie gałęzie gospodarki znalazły się po pozytywnej stronie. Przemysł to 50,5 pkt, a usługi 50,7 pkt. Dzisiejszy pakiet odczytów wygląda naprawdę dobrze dla europejskiego rynku, który żył w dużej niepewności w związku z napięciami handlowymi na linii UE-USA. Porozumienie handlowe, które zawarto na początku sierpnia najwyraźniej zrzuca ryzyko wątpliwości, nawet jeśli powszechnie jest postrzegane jako zdecydowanie bardziej korzystne dla Stanów. Dodatkowo dzisiaj pojawiło się wspólne oświadczenie obu stron umowy handlowej, które zakłada zmniejszenie ceł na europejskie samochody do powszechnej stawki 15% (wcześniej było to 27,5%).

Słabsze USA?

Pozostańmy jeszcze na chwilę po drugiej stronie Atlantyku. Dziś poznaliśmy też cotygodniowe dane z amerykańskiego rynku pracy. W ciągu ostatnich 7 dni pojawiło się 235 tys. nowych wniosków osób bezrobotnych (prognozy to 226 tys.), co jest najwyższym wynikiem od czerwca. Dodatkowo powyżej oczekiwań znalazła się liczba bezrobotnych, którzy kontynuują pobieranie zasiłków (1 mln 972 tys.). Za wcześnie na daleko idące rozważania, ale jeśli kolejne tygodnie przyniosą potwierdzenie schłodzenia rynku pracy, to przed Amerykanami jeszcze szerzej otworzy się perspektywa obniżek stóp procentowych. Jednak w tej chwili rynki czekają na jutrzejsze wystąpienie szefa Fed Jerome’a Powella, który na sympozjum w Jackson Hole może ostudzić coraz bardziej rozgrzane głowy inwestorów.

Dzień na FX

W trakcie czwartkowej sesji obserwujemy dosyć spokojne zachowanie EUR/USD, który pozostaje w pobliżu 1,165 $. Przekłada się to mimo wszystko na presję na waluty naszego regionu. Taki układ może wskazywać na rosnącą niepewność globalnych inwestorów, których do obrania kierunku nie przekonują szczególnie dane makro. Aktualnie sterują chyba nimi w większej mierze obawy o jutrzejszy przekaz, który popłynie z Jackson Hole. Po godz. 15 kurs EUR/PLN utrzymuje się powyżej 4,25 zł, kurs USD/PLN sięga 3,65 zł, a kurs CHF/PLN oscyluje przy 4,53 zł.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Mocne odbicie w budownictwie mieszkaniowym – PZFD komentuje dane GUS

Po słabszym czerwcu, lipiec przyniósł wyraźne ożywienie w sektorze deweloperskim. Według danych GUS rozpoczęto budowę blisko 12 tys. mieszkań – o ponad 35 proc. więcej niż miesiąc wcześniej. Deweloperzy uzyskali także rekordową w tym roku liczbę pozwoleń na budowę, sięgającą 16,8 tys. lokali.

Choć w ujęciu rocznym skala nowych inwestycji wciąż pozostaje niższa, lipcowe wyniki mogą być sygnałem, że rynek przygotowuje się na poprawę dostępności kredytowej i przyszły wzrost popytu.


Rozpoczęte inwestycje

Według Głównego Urzędu Statystycznego w lipcu, w sektorze deweloperskim rozpoczęto budowę ponad 11,9 tys. nowych lokali, co oznacza pozytywne odbicie względem bardzo słabego wyniku obserwowanego w czerwcu, gdy było to 8,8 tys. mieszkań.

Budowniczy mieszkań stoją obecnie przed trudną, systemową decyzją, która sprowadza się do oceny ryzyka uruchamiania nowych inwestycji w otoczeniu największej rynkowej oferty mieszkań na rynku pierwotnym w historii.

– Z jednej strony obserwujemy dużą konkurencję o klienta. Z drugiej jednak, na horyzoncie widać perspektywę poprawy dostępności kredytowej i potencjalnego wzrostu popytu, który może być impulsem do utrzymania obecnego tempa nowych inwestycji – uważa Patryk Kozierkiewicz, radca prawny w Polskim Związku Firm Deweloperskich.

Wynik wprowadzeń w pierwszych siedmiu miesiącach tego roku był o 13,2 proc. słabszy niż w analogicznym okresie 2024 r. – W naszych analizach z początku roku zakładaliśmy spadek o około 18 proc., co miało związek z wysoką zeszłoroczną bazą i wspomnianym wcześniej nasyceniem oferty dostępnych mieszkań – dodaje Patryk Kozierkiewicz.

Warto nadmienić, że od końca ubiegłego roku oferta mieszkań na siedmiu największych rynkach wzrosła o ponad 7 tys. do 62,7 tys. (dane Otodom Analytics).


Pozwolenia na budowę

O ile w pierwszych siedmiu miesiącach roku deweloperzy uzyskali w urzędach zgody na budowę o 23 proc. mniej inwestycji niż w tym samym okresie rok wcześniej, ubiegły miesiąc stanowi pod tym względem pozytywną anomalię. W lipcu deweloperom wydano bowiem pozwolenie na budowę 16,8 tys. lokali, co jest wynikiem o ponad 3 tys. wyższym aniżeli w najlepszym w tym roku marcu.

– Jest jeszcze za wcześnie, by mówić o odwróceniu negatywnego trendu, ale niewątpliwie obserwowanie w kolejnych miesiącach danych dotyczących pozwoleń na budowę może stanowić pewną podpowiedź, co do przyszłych planów inwestycyjnych sektora. Przy czym należy pamiętać, że uzyskanie pozwolenia nie obliguje do natychmiastowego wprowadzenia inwestycji na rynek i rozpoczęcia budowy – zauważa radca prawny PZFD.


Pozwolenia na użytkowanie

W lipcu deweloperzy oddali do użytkowania ponad 11,5 tys. nowych lokali. Różnica pomiędzy mieszkaniami oddanymi do użytkowania w bieżącym roku i w tym samym okresie 2024 r. ponownie utrzymała się na poziomie -2,9 proc. Zbliżone wyniki r/r nie dziwią z uwagi na niemal identyczną liczbę inwestycji rozpoczynanych w latach 2022–2023 i fakt, że według danych GUS średni okres budowy budynku mieszkalnego wielorodzinnego trwa właśnie niecałe dwa lata.

Znacznie bardziej czułym barometrem aktualnych nastrojów branży są jednak dane dotyczące rozpoczynanych inwestycji i wydawanych pozwoleń na budowę.