Grupa Śniadecki planuje potrojenie wartości w cztery lata i debiut na GPW do 2028 roku

Śniadecki S.A., holding działający w sektorze nieruchomości mieszkaniowych, przedstawił swoje plany rozwoju na najbliższe lata, które obejmują dynamiczny wzrost wartości Grupy oraz wdrożenie polityki dywidendowej. Spółka prowadzi obecnie prekampanię w ramach crowdfundingu inwestycyjnego na platformie Emiteo, której celem jest weryfikacja wstępnego zainteresowania emisją akcji wśród inwestorów.

Grupa Śniadecki zakłada rozwój w tempie co najmniej 40% rocznie, co w perspektywie czterech lat ma pozwolić na potrojenie wartości holdingu*. Przyjęte prognozy opierają się na już posiadanym banku ziemi, którego końcowy potencjał sprzedażowy przekracza 400 mln zł, oraz na zawartych umowach przedwstępnych, dotyczących kolejnych gruntów. Szacunki nie uwzględniają dodatkowych projektów, które mogą zostać pozyskane w nadchodzących miesiącach.

Od 2027 roku spółka planuje wdrożyć politykę dywidendową zakładającą wypłatę minimum 25% zysku netto**. Według szacunków, przy zakładanym tempie rozwoju, stopa zwrotu dla akcjonariuszy z samej dywidendy może sięgnąć 20% z zainwestowanych środków w perspektywie czterech lat – bez uwzględniania potencjalnego wzrostu wartości akcji.

Podjęliśmy decyzję o publicznej emisji akcji, ponieważ widzimy realną możliwość dynamicznego wzrostu wartości Grupy w oparciu o aktywa, które już dziś posiadamy przy dodatkowym wsparciu kapitałowym inwestorów. Jesteśmy na etapie weryfikacji rynku, jednak już teraz możemy potwierdzić, że przygotowujemy się do emisji. Nasze działania koncentrują się na budowaniu trwałych fundamentów rozwoju, a jednocześnie tworzeniu przestrzeni do regularnych wypłat dywidendy w kolejnych latach – komentuje Sylwester Śniadecki, prezes Śniadecki S.A.

W sierpniu 2025 roku rozpoczęła się realizacja pierwszego projektu wielorodzinnego w ramach spółki z Grupy. Projekt Smart14 przy ul. Smardzewskiej w Poznaniu obejmuje budowę 52 mieszkań w standardzie premium, z przestrzeniami wspólnymi, nowoczesnymi rozwiązaniami technologicznymi, strefą coworkingową, wellness oraz zieloną strefą rekreacyjną. Zakończenie inwestycji planowane jest na II/III kwartał 2027 roku.

Grupa Śniadecki prowadzi obecnie przygotowania do kolejnych projektów deweloperskich mieszkaniowych w Poznaniu i Szczecinie oraz hotelowych w Sianożętach oraz Mrzeżynie. Równolegle procedowane są inwestycje mieszkaniowe realizowane wspólnie z inwestorami w formule joint venture. Celem Grupy jest dalsza ekspansja w największych miastach w Polsce oraz rozwój kompetencji operacyjnych w obszarach pozyskiwania gruntów, realizacji inwestycji i sprzedaży mieszkań oraz rozbudowy struktury sprzedaży biura nieruchomości.

Do końca 2028 roku Śniadecki S.A. planuje debiut na Głównym Rynku Giełdy Papierów Wartościowych***. Wejście na giełdę ma zwiększyć elastyczność finansową spółki i otworzyć dostęp do kolejnych źródeł kapitału, niezbędnych do dalszej realizacji strategii rozwoju.

* Planowana strategia wzrostu i rozwoju holdingu Śniadecki S.A. jest stworzona przez spółkę. Spółka dokłada starań, aby zrealizować wskazaną strategię, ale nie może tego zagwarantować. Istnieje możliwość wystąpienia okoliczności zewnętrznych, niezależnych od Śniadecki S.A. i spółek z grupy, które mogą spowodować, że wskazane plany nie spełnią się (okoliczności takie jak m.in. ewentualne zmiany preferencji konsumentów, zmiany legislacyjne, otoczenie konkurencyjne).

** Wskazane plany dotyczące wypłaty dywidendy na rzecz akcjonariuszy Spółki dotyczą sytuacji, w której Spółka osiągnie zysk. Spółka od 2027 roku planuje przeznaczać 25% wypracowanego zysku na dywidendę, co dla akcjonariusza oznacza wypłatę na poziomie ok. 5% wartości posiadanych akcji w skali roku. Powyższe założenia co do polityki dywidendy oraz zakładanego wzrostu wartości akcji Spółki mogą jednak ulec zmianie w przypadku zmiany okoliczności rynkowych, m.in. konieczności przeznaczenia większej ilości środków własnych na realizację projektu lub pokrycie bieżących kosztów prowadzenia działalności Spółki. Spółka będzie dokładać starań, aby wyniki finansowe w kolejnych latach były na tyle wysokie, aby możliwa była wypłata dywidendy na rzecz akcjonariuszy, ale nie można wykluczyć ryzyka, że będzie to niemożliwe lub ograniczone, np. z uwagi na konieczność pokrycia straty z lat ubiegłych.

*** Spółka nie gwarantuje też wejścia na giełdę, a jeśli dojdzie do IPO, nie ma gwarancji, że inwestor będzie mógł sprzedać akcje lub że sprzedaż nastąpi po korzystnej cenie.

Warimpex ogłasza wyniki finansowe za I półrocze 2025

  • Wynik netto za I półrocze 2025 wzrósł rok do roku z -8,8 mln euro do -3,0 mln euro
  • Przychody z wynajmu biur o 14% w górę, wynik operacyjny (EBITDA) również na wyraźnym plusie
  • Sprzedaż w obszarze coworkingu wzrosła o ok. 70%
  • Polska kluczowym rynkiem dla spółki. Pozwolenie na budowę dla projektu Mogilska 31 spodziewane jest na jesieni 2025 r.

Warimpex zwiększył w pierwszym półroczu 2025 przychody z wynajmu biur o 14%, a wynik EBITDA wyraźnie utrzymał się na plusie i wyniósł 0,6 mln euro. Wynik netto za ten okres w wysokości -3,0 mln euro uległ zdecydowanej poprawie w porównaniu z poprzednim rokiem, w którym wynosił -8,8 mln euro. Sytuację gospodarczą w pierwszej połowie roku nadal charakteryzowała stagnacja koniunktury w UE i niepewność geopolityczna. „Nasz kluczowy rynek, jakim jest Polska, rośnie nieco powyżej średniej unijnej. Nasze projekty i nowe transakcje wynajmu w naszych biurowcach realizujemy zgodnie z planem. Szczególnie cieszy fakt, że w ostatnim czasie udało nam się w całości wynająć powierzchnie biurowe w obiekcie Mogilska 35 Office, co w przyszłości, po ukończeniu zamówionych przez najemców prac wykończeniowych i wprowadzeniu się wszystkich najemców, zaowocuje odpowiednio wyższym udziałem tego obiektu w przychodach ze sprzedaży” – mówi Prezes Warimpexu Franz Jurkowitsch. „Jednocześnie koncentrujemy się na dalszej dywersyfikacji naszego portfolio, włączając do niego nowe projekty w obszarze powierzchni mieszkaniowych i biurowych w Krakowie.”

Wskaźniki finansowe: Wzrost przychodów z nieruchomości biurowych o 14%

Przychody z wynajmu powierzchni biurowych wzrosły o 14% dzięki pozyskaniu nowych najemców, natomiast przychody hotelu w Darmstadt spadły. Łączne przychody ze sprzedaży w pierwszym półroczu 2025 r. utrzymały się na zbliżonym poziomie 10,2 mln EUR (w poprzednim roku: 10,3 mln EUR), a koszty bezpośrednio związane z przychodami ze sprzedaży zmniejszyły się o 5%. W związku z powyższym wynik ze sprzedaży brutto jest wyższy o 4% i wynosi 4,7 mln EUR (w roku ubiegłym: 4,5 mln EUR). Wartość wskaźnika EBITDA wzrosła z 0,4 mln EUR do 0,6 mln EUR, głównie dzięki wzrostowi przychodów ze sprzedaży generowanych przez nieruchomości biurowe. Poziom EBIT w okresie sprawozdawczym był zrównoważony, natomiast w tym samym okresie poprzedniego roku straty z wyceny nieruchomości spowodowały jego wartość ujemną w wys. -6,1 mln EUR. Wynik z działalności finansowej uległ zmianie wskutek niższej średniej wartości zadłużenia i niższych odsetek i wzrósł z -3,9 mln EUR do -2,9 mln EUR. W ostatecznym rozrachunku wynik z działalności kontynuowanej1 za pierwsze półrocze wyniósł -3,0 mln EUR i uległ znaczącej poprawie w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku, w którym wynosił -10,3 mln EUR, natomiast wynik finansowy netto okresu wzrósł zauważalnie z -8,8 mln EUR do -3,0 mln EUR.

Innowacyjne koncepcje powierzchni biurowych z naciskiem na aspekty środowiskowe

Dzięki precyzyjnie planowanym i realizowanym działaniom w biurowcach stale dokonywane są zmiany, a ich celem jest zawsze połączenie zrównoważonego rozwoju z innowacyjnością. Obiekt Red Tower w Łodzi na bieżąco poddawany jest rewitalizacji. Rozszerzając ofertę powierzchni coworkingowych Memos w Łodzi i Krakowie o kolejne 1 500 m² do końca tego roku, Warimpex odpowiada na rosnące zapotrzebowanie na elastyczną przestrzeń biurową. W porównaniu z pierwszym półroczem ubiegłego roku udało się zwiększyć sprzedaż w segmencie coworkingu o ok. 70%. Również w tym obszarze ważną kwestię stanowi zrównoważony rozwój. Wszystkie powierzchnie Cowork by Memos znajdują się w obiektach posiadających certyfikat BREEAM i spełniają najwyższe standardy środowiskowe.

Perspektywy

W Polsce Warimpex koncentruje się na realizacji nowych projektów mieszkaniowych i biurowych w Krakowie. Jesienią 2025 roku spodziewane jest pozwolenie na budowę dla projektu Mogilska 31, obejmującego 146 lokali mieszkalnych wraz z powierzchnią handlowo-usługową i miejscami parkingowymi. Najnowszy biurowiec – Mogilska 35 Office w Krakowie – został w całości wynajęty, co po wprowadzeniu się najemców zwiększy odpowiednio udział tego obiektu w przychodach ze sprzedaży. „W pozostałym okresie bieżącego roku oczekujemy kontynuacji pozytywnego trendu rozwojowego naszej działalności operacyjnej” – mówi na zakończenie Franz Jurkowitsch.

1 Sprzedaż rosyjskich spółek zależnych na początku czwartego kwartału 2024 r. pozwoliła Warimpexowi na spłacenie zobowiązań finansowych w Grupie i ostateczne pozbycie się ryzyka związanego z prowadzeniem działalności w Rosji. Prezentowane dane porównawcze za ubiegły rok odnoszą się już do działalności kontynuowanej, tzn. nie uwzględniają Rosji. Wynik finansowy netto za pierwsze półrocze 2024 r. obejmuje również działalność zaniechaną (w Rosji).

Wskaźniki finansowe za I półrocze 2025:

w TEUR 1-6/2025 Dynamika 1-6/2024

1 po korekcie

Przychody ze sprzedaży – Investment Properties 6 904 14% 6 033
Przychody ze sprzedaży – Hotele 2 301 – 23% 2 983
Przychody ze sprzedaży – Development & Services 995 – 24% 1 311
Przychody ze sprzedaży razem 10 200 – 1% 10 327
Koszty przypisane bezpośrednio do przychodów ze sprzedaży – 5 534 – 5 % – 5 834
Wynik brutto ze sprzedaży 4 667 4% 4 493
EBITDA 622 46% 422
Odpisy amortyzacyjne i korekty wartości – 641 – 90 % – 6 495
EBIT – 20 – 6 073
Wynik z działalności finansowej – 2 936 – 24 % – 3 867
Wynik z działalności kontynuowanej – 2 998 – 71 % – 10 293
Wynik netto okresu (wynik finansowy netto) – 2 998 – 66 % – 8 783
 
Przepływy pieniężne z działalności operacyjnej 1 092 – 78% 4 673
w tym działalność przewidziana do zaniechania lub zaniechana   4 327
w tym działalność kontynuowana 1 092 150% 436
       
Suma bilansowa 231 262 -38% 375 062
Kapitał własny 70 155 -40% 117 744
Udział kapitału własnego 30% -1 pp 31%
       
Liczba akcji w szt. 54 000 000 54 000 000
Wynik na jedną akcję w EUR – 0,06 – 65 % – 0,17
w tym działalność przewidziana do zaniechania lub zaniechana 0,03
w tym działalność kontynuowana -0,06 -71% -0,20
Akcje własne w szt. 1 939 280 1 939 280
       
Liczba nieruchomości biurowych i komercyjnych 6 -4 10
Powierzchnia na wynajem 85 000 m2 -53 200 m2 138 200 m2
m² z certyfikatami zrównoważonego rozwoju 80 000 m2 -38 700 m2 118 700 m2
w % całkowitej powierzchni 94% 8 pp 86%
Liczba hoteli 2 -1 3
Liczba pokoi hotelowych (skorygowana o udziały częściowe) 537 -294 831
       
  30.06.2025 Dynamika 31.12.2024
Gross Asset Value (GAV)

w mln EUR

231,2 1% 229,7
NNNAV na jedną akcję w EUR 1,63 – 3% 1,68
EPRA NTA na jedną akcję w EUR 1,57 – 3% 1,62
Kurs akcji (ultimo) z ostatniego notowania w roku w EUR 0,566 -1% 0,572

 

1 Korekta dokonana w rachunku zysków i strat zgodnie z MSSF 5 (działalność przewidziana do zaniechania lub zaniechana).

Rynek pracy i status Ukraińców w Polsce pod znakiem zapytania. Co dalej z nowelizacją specustawy?

Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu nowelizacji specustawy o pomocy obywatelom Ukrainy otworzyła gorącą dyskusję o stabilności polskiego rynku pracy i przyszłości setek tysięcy pracowników zza wschodniej granicy. W tle toczą się spory o świadczenia, dostęp do opieki zdrowotnej i konsekwencje gospodarcze, które mogą przyczynić się do wzrostu szarej strefy i osłabienia dynamiki polskiego PKB.

Prezydenckie Weto – czego dotyczy i co było jego powodem?

Prezydent Karol Nawrocki zawetował nowelizację specustawy o pomocy obywatelom Ukrainy, która miała przedłużyć ich prawo pobytu, pracy oraz dostęp do świadczeń socjalnych do 4 marca 2026 r. Sprzeciw dotyczył m.in. braku zapisu, by świadczenie 800+ przysługiwało wyłącznie osobom pracującym i płacącym podatki w Polsce, a także uprzywilejowanego dostępu do opieki zdrowotnej. Warto jednak pamiętać, że legalny pobyt obywateli Ukrainy został zabezpieczony decyzją Rady UE przedłużającą ochronę czasową do 4 marca 2027 r., co gwarantuje osobom ze statusem „UKR” prawo do pobytu i pracy. Niepewność obejmuje natomiast tych, którzy korzystają jedynie z przedłużonych wiz, zezwoleń pobytowych lub ruchu bezwizowego.

Prezydent zaproponował zmiany, które przewidują m.in. uzależnienie świadczenia 800+ od podjęcia pracy w Polsce, ograniczenie dostępu do publicznej opieki zdrowotnej dla osób niepracujących, a także znaczące wydłużenie okresu pobytu wymaganego do uzyskania obywatelstwa – z trzech do dziesięciu lat. Projekt zakłada również wprowadzenie sankcji karnych: do pięciu lat pozbawienia wolności za nielegalne przekroczenie granicy oraz do trzech lat za propagowanie ideologii banderowskiej i działań OUN-UPA.

Konsekwencje prawe – skomplikowana sytuacja pracowników z Ukrainy

W przypadku braku uchwalenia nowelizacji specustawy podstawą legalności pobytu obywateli Ukrainy ze statusem UKR będzie art. 106 ustawy z 12 grudnia 2013 r. o cudzoziemcach, w powiązaniu z odpowiednimi regulacjami prawa unijnego. Zapewnia on dostęp do rynku pracy bez konieczności uzyskiwania zezwolenia na pracę ani dokonywania zgłoszenia do urzędu pracy, co oznacza, że w niektórych aspektach sytuacja tej grupy może pozostać stabilna, a nawet bardziej elastyczna. W trudnej sytuacji mogą znaleźć się natomiast obywatele Ukrainy, którzy korzystają obecnie z automatycznego przedłużenia ważności wiz krajowych i zezwoleń na pobyt – brak przedłużenia czasu obowiązywania specustawy może skutkować utratą legalności ich pobytu. W tej sytuacji rekomendowane jest złożenie wniosku o udzielenie zezwolenia na pobyt czasowy przed 30 września tego roku. Niezmiennie jednak, na mocy art. 22 obowiązującej specustawy, zatrudnienie obywateli Ukrainy w procedurze powiadomienia o powierzeniu pracy pozostaje w mocy – zgłoszenia złożone do powiatowych urzędów pracy zachowują swoją ważność niezależnie od przyszłego kształtu przepisów.

 Kluczowe jest to, aby osoby, których pobyt oparty jest wyłącznie na przedłużonych dokumentach krajowych – wizach czy kartach pobytu – zareagowały odpowiednio wcześnie i zabezpieczyły swój status składając wniosek o pobyt czasowy. W przeciwnym razie ich pobyt zostanie uznany za nielegalny, mimo że nadal będą pracować i płacić podatki – podkreśla Tetiana Hrynchyshyn, specjalistka ds. legalizacji pobytu cudzoziemców.

Jak zareaguje rynek?

Wstrzymanie prac nad nowelizacją specustawy ma istotne konsekwencje z punktu widzenia rynku pracy w Polsce. Jak wynika z najnowszych danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, w lipcu 2025 roku liczba obywateli Ukrainy objętych ubezpieczeniem społecznym wynosiła blisko 825 tysięcy. Stanowią oni około 5% wszystkich ubezpieczonych w ZUS oraz ponad dwie trzecie ogółu legalnie pracujących cudzoziemców. Z kolei badanie przeprowadzone przez Polski Instytut Ekonomiczny w maju 2025 roku wykazało, że co trzecie przedsiębiorstwo w Polsce zatrudnia obecnie pracowników z Ukrainy, a ich odejście uznawane jest za realne zagrożenie dla ciągłości operacyjnej firm.

 Skala obecności obywateli Ukrainy w polskim systemie pracy nie ma precedensu. Ich udział nie tylko łagodzi niedobory kadrowe, ale w wielu branżach warunkuje codzienne funkcjonowanie przedsiębiorstw. Zmiany regulacyjne grożą nie tylko ograniczeniem podaży pracy, ale także wzrostem szarej strefy, destabilizacją lokalnych rynków pracy i przerwaniem procesów integracyjnych – ocenia Natalia Myskova, prezes zarządu Smart Solutions HR.

Weto wobec nowelizacji specustawy nie przyniosło natychmiastowych efektów, ale zwiększyło niepewność wśród przedsiębiorstw. Firmy zatrudniające pracowników fizycznych – w logistyce, rolnictwie czy przetwórstwie – muszą obecnie uwzględniać w swoich kalkulacjach ryzyko przerwania ciągłości zatrudnienia po 30 września 2025 roku. Taka sytuacja przekłada się na większą ostrożność przy podejmowaniu decyzji kadrowych, może też wpływać na tempo nowych rekrutacji i ograniczać zdolność firm do elastycznego reagowania w okresach zwiększonego zapotrzebowania. Już sama perspektywa braku stabilnych przepisów podnosi koszty planowania działalności i wprowadza napięcie na rynku pracy.

W ujęciu długoterminowym stawką jest nie tylko bieżąca płynność zatrudnienia, ale też tempo rozwoju całej gospodarki. Odpływ części siły roboczej oznaczałby wzrost kosztów rekrutacji i konieczność intensyfikacji szkoleń, a także spadek efektywności w sektorach szczególnie uzależnionych od pracy migrantów. Według badania „Analiza wpływu uchodźców z Ukrainy na gospodarkę Polski” przeprowadzonego przez Deloitte dla UNHCR wkład uchodźców z Ukrainy w polskie PKB w 2024 roku wyniósł 2,7%, co obrazuje ich realne znaczenie dla gospodarki. Brak przewidywalnych ram prawnych może w konsekwencji osłabić wzrost gospodarczy, a jednocześnie sprzyjać przenoszeniu się pracowników do innych państw UE.

 W tej chwili największym problemem nie jest brak ludzi do pracy, tylko brak jasności, czy ci, którzy już pracują, będą mogli robić to nadal po określonym terminie. Dla firm to sytuacja, w której nie da się podjąć żadnej racjonalnej decyzji — nie wiadomo czy inwestować w nowe zamówienia, zatrudniać dalej, czy przeczekać. Niepewność ma swoją cenę i rynek zaczyna ją kalkulować. Pracodawcy nie działają w panice, ale zaczynają analizować ryzyka, które dotąd były marginalne  –  mówi Natalia Myskova.

Niepewność życiowa i wzrost szarej strefy

Niepewność co do dalszego pobytu i dostępu do legalnego zatrudnienia utrudnia podejmowanie podstawowych decyzji życiowych. W sytuacji przedłużającego się braku rozwiązań rośnie również ryzyko, że część zatrudnienia przesunie się poza ramy oficjalnego rynku pracy.

Gdy brakuje jasnych regulacji, naturalnym mechanizmem staje się poszukiwanie rozwiązań tymczasowych – także poza formalnym systemem. Dla wielu firm priorytetem pozostaje utrzymanie ciągłości operacyjnej, a dla pracowników — źródła dochodu. W takiej sytuacji rozwój zatrudnienia nieformalnego nie wynika z intencji obejścia prawa, lecz z próby utrzymania dotychczasowego stanu rzeczy przy braku przepisów, które by to umożliwiały. Niestety, ale to prosta droga do rozwoju szarej strefy – konkluduje Natalia Myskova.

Co dalej z nowelizacją specustawy?

Decyzja prezydenta wywołała wiele kontrowersji i przyczyniła się do eksperckich dyskusji na temat stanu polskiego runku pracy. Karol Nawrocki zapowiedział złożenie własnego projektu nowelizacji ustawy, który w jego rozumieniu będzie dokumentem kompletnym i odpowiadającym obecnym realiom gospodarczym i międzynarodowym. Rząd z kolei zadeklarował przygotowanie odrębnej ustawy oraz prowadzenie działań mających na celu uporządkowanie statusu prawnego obywateli Ukrainy w Polsce. Obecna sytuacja pozostaje dynamiczna i wskazuje na konieczność wypracowania rozwiązań legislacyjnych, które z jednej strony zabezpieczą interesy pracowników i przedsiębiorców, a z drugiej zapewnią stabilność systemową w perspektywie kolejnych lat.

Źródła:

  1. Tygodnik Gospodarczy PIE, 15.05.2025 – opracowanie własne Smart Solutions HR.
  2. „Analiza wpływu uchodźców z Ukrainy na gospodarkę Polski” przeprowadzonego przez Deloitte dla UNHCR – opracowanie własne Smart Solutions HR.
  3. Dane z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Liczba ubezpieczonych (osoby fizyczne), którzy w zgłoszeniu do ubezpieczeń emerytalnego i rentowych podali obywatelstwo inne niż polskie w okresie od stycznia do lipca 2025 r. – opracowanie własne Smart Solutions HR.

Agnieszka Mosór nową rzeczniczką prasową i kierowniczką komunikacji korporacyjnej Adamed Pharma

Agnieszka Mosór objęła stanowisko rzeczniczki prasowej oraz kierownika komunikacji korporacyjnej Adamed Pharma. Odpowiadać będzie również za komunikację międzynarodową spółki, która działa w ośmiu krajach i posiada fabrykę w Wietnamie – największą polską inwestycję w Azji. 

– To dla mnie bardzo ciekawe wyzwanie zawodowe, ale i zaszczyt. Jako dziennikarka zajmowałam się głównie ekonomią. Dziś pracuję w firmie, która ma ogromny wpływ nie tylko na zdrowie i życie ludzi, ale także na gospodarkę. Adamed produkuje leki, które trafiają do pacjentów w kilkudziesięciu krajach. Fabryka w Wietnamie to dowód, że polska firma rodzinna może być globalnym graczem. Warto o tym mówić, bo takie sukcesy polskich przedsiębiorców są najlepszą wizytówką naszego kraju na świecie – mówi Agnieszka Mosór.

Agnieszka Mosór ma 25-letnie doświadczenie w mediach. Była reporterką i prezenterką głównego wydania „Wydarzeń” Telewizji Polsat oraz prowadzącą programy publicystyczne „Graffiti” i „Gość Wydarzeń”. Współpracowała także z Radio France Internationale, gdzie relacjonowała wydarzenia z Polski. W ostatnich latach pełniła rolę trenerki biznesu i wykładowczyni komunikacji na studiach MBA Uniwersytetu Vizja.

Jest absolwentką romanistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Europejskiej Szkoły Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego i Ecole de Journalisme de Lille. Ukończyła studia podyplomowe z Non Violent Communication (NVC) na Uniwersytecie Civitas, była także stypendystką Departamentu Stanu USA.

Spadek przychodów, ale zysk netto na plusie. Fabrity podsumowuje pierwsze półrocze 2025

Technologiczna Grupa Fabrity działała w pierwszym półroczu 2025 pod presją niekorzystnego otoczenia, ale mimo to wypracowała pozytywne rezultaty na każdym poziomie. Zarząd z optymizmem patrzy na kolejne kwartały, widząc w szczególności rosnący backlog, zawarte ważne umowy ramowe i perspektywy na kolejne duże kontrakty.

Grupa Fabrity (GPW: FAB) zanotowała w okresie styczeń-czerwiec 2025 roku przychody ze sprzedaży usług o wartości 33,9 mln zł, co wobec okresu porównawczego sprzed roku oznacza spadek o 3,8 mln zł rdr, przy czym należy pamiętać o efekcie wysokiej bazy (przed rokiem przychody wzrosły o 20% rdr). Osiągnięte przychody pozwoliły w minionym półroczu na wypracowanie 3,3 mln zł wyniku EBITDA (-1,0 mln zł rdr), co jest zbieżne z opublikowanymi przed tygodniem szacunkami wyników półrocza, podobnie jak inne wartości zawarte w stosownym raporcie bieżącym. Jednocześnie warto zwrócić uwagę na to, że w minionych miesiącach spółka mierzyła się z opóźnieniami w rozstrzygnięciu istotnych przetargów wśród dotychczasowych klientów, a tempo rozwoju nowych projektów pozostawało poniżej wcześniejszych oczekiwań w ślad za obserwowanym spowolnieniem w podejmowaniu decyzji inwestycyjnych wśród klientów i w obliczu ogólnie negatywnego sentymentu rynkowego.

Zysk operacyjny w wysokości 2,2 mln zł (-1,2 mln zł rdr) przełożył się na 1,6 mln zł zysku netto, z tym że wartość ta nie jest porównywalna do sytuacji sprzed roku, chociażby ze względu na rozpoznanie w wyniku netto pierwszego półrocza 2024 roku łącznie 4,3 mln zł z tytułu nadpłat podatku dochodowego. Było to 1,8 mln zł otrzymanego już wtedy zwrotu nadpłaty CIT z tytułu wykorzystania ulgi holdingowej przy sprzedaży spółek marketingowych w 2023 roku oraz 2,5 mln zł spodziewanego wówczas zwrotu analogicznej nadpłaty CIT wynikającej z transakcji zbycia spółki zależnej Oktawave w roku 2022 (po wyroku NSA w tej sprawie w lipcu br. Fabrity oczekuje obecnie na uregulowanie przez organy skarbowe kwoty głównej wraz z odsetkami – łącznie ponad 3 mln zł).

Mamy wyraźnie rosnący backlog, a także powiększający się lejek sprzedażowy potencjalnych nowych umów, podejmujemy kroki w celu rozwoju działalności z dużymi klientami, w tym z takimi instytucjami jak unijna agencja Frontex i nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa w tym zakresie. Europa inwestuje w IT coraz więcej, a my mamy wszelkie atuty, aby na tym korzystać. Minione półrocze było poniżej naszych oczekiwań ze względu na uwarunkowania zewnętrzne, natomiast niezmiennie jesteśmy optymistycznie nastawieni co do przyszłości, w której oczekujemy, że rozwój współpracy z dotychczasowymi i z nowymi klientami, nasza efektywność operacyjna i wypracowane przewagi konkurencyjne przełożą się na pozytywne tendencje wynikowepodkreśla Tomasz Burczyński, Prezes Zarządu Fabrity S.A.

Celem Fabrity pozostaje bycie wysoko wyspecjalizowanym partnerem dużych przedsiębiorstw i organizacji publicznych, świadczącym kompleksowe usługi związane z transformacją cyfrową w skali międzynarodowej. Dlatego też spółka rozbudowuje ofertę usług, zwłaszcza w obszarach takich jak przemysłowy internet rzeczy (Industrial IoT), sztuczna inteligencja (AI) oraz w zakresie przetwarzania danych (Data&Cloud).

Działania sprzedażowe prowadzone są zarówno na rynku polskim, jak i na rynkach zagranicznych – Niemcy, Austria, Szwajcaria – tzw. kraje DACH oraz Wielka Brytania i Irlandia. Ich wynikiem było zawarcie w pierwszym półroczu 2025 dużych umów ramowych na świadczenie usług IT. W czerwcu nastąpiło zawarcie dwóch umów ramowych z Agencją Frontex na świadczenie usług IT w formule „Time and Means”, obejmujących m.in. rozwój aplikacji, integrację systemów, analizę biznesową i bezpieczeństwo informacji. Kontrakty zostały zawarte na 24 miesiące, z możliwością przedłużenia do czterech lat z budżetem do 60 mln euro dla Obszaru 1 (on-site i near-site) oraz do 52,5 mln euro dla Obszaru 2 (far-site). Umowy zostały podpisane w formule „multiple framework contract with reopening of competition”, co oznacza konkurencję kilku wykonawców o realizację zadań. Dodatkowo Fabrity zawarła umowy ramowe z European Stability Mechanism – międzyrządową instytucją finansową strefy euro, Centrum e-Zdrowia – polską jednostką odpowiedzialną za cyfryzację systemu ochrony zdrowia, a także Polską Agencją Prasową (PAP). Spółka pozyskała również klienta z branży transportowej ze Skandynawii oraz dwóch nowych klientów z Polski – z branży motoryzacyjnej oraz ubezpieczeniowej, a z jednym z aktualnych klientów z branży oil&gas zawarła umowę ramową na rozwój oprogramowania w nowym obszarze biznesowym. Co warte podkreślenia, w pierwszym półroczu 2025 spółka Fabrity nie straciła żadnego klienta i dostrzega duży potencjał  wzrostu przychodów we współpracy z wieloma relatywnie nowym klientami, z którymi zawarła umowy w zeszłym roku. Z kolei spółka zależna Fabrity Commerce, czyli przejęta na początku zeszłego roku Panda Group, pozyskała w pierwszym półroczu sześciu nowych klientów.

Z punktu widzenia rozwoju biznesu ważnym wydarzeniem było uzyskanie przez Fabrity certyfikacji ISO 27001 (zarządzanie bezpieczeństwem informacji) i ISO 9001 (zarządzanie jakością), dzięki czemu wzrosła wiarygodność Fabrity jako dostawcy rozwiązań IT dla dużych organizacji zarówno w Polsce, jak i zagranicą (DACH, UK, Irlandia), szczególnie z branży produkcyjnej, finansowej, farmaceutycznej czy z administracji publicznej.

Z końcem lipca br. Wiceprezes Artur Piątek zakończył swoją misję w Zarządzie Fabrity S.A., co stanowiło zakończenie procesu transformacji wielobranżowej Grupy K2 Holding w technologiczną Grupę Fabrity, czego zwieńczeniem był wspomniany wyrok NSA, potwierdzający konieczność zwrotu nadpłaty CIT przez organy skarbowe. Równolegle Grupa wzmacniała w omawianym okresie pierwszego półrocza 2025 kluczowe kompetencje w obszarze finansów i kontrolingu, co pozwoliło na outsourcing części procesów operacyjnych, takich jak księgowość oraz kadry i płace. Dzięki temu struktura organizacyjna została uproszczona, a od początku przyszłego roku Zarząd spodziewa się pierwszych oszczędności wynikających z przeprowadzonych zmian.

Turyści z zagranicy ratują polskie wybrzeże przed kaprysami pogody. Czesi gonią Niemców

Poza krajowymi turystami największą grupą wypoczywającą nad Bałtykiem pozostają oczywiście turyści z Niemiec. Rośnie udział turystów z Czech w strukturze turystów spoza Polski. Cieszy również obecność Skandynawów czy gości z bardziej odległych kierunków na świecie. – Turystyka w Polsce uzależniona jest od pewnej kapryśnej damy, jaką jest pogoda. Możemy mieć świetną infrastrukturę, fantastyczne eventy i najpiękniejsze plaże, ale bez sprzyjającej aury trudno będzie mówić o pełnym sukcesie. W tym roku mieliśmy świetny sierpień i bardzo trudny lipiec – przyznaje Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Czechów więcej, turyści z zagranicy chętnie odwiedzają Świnoujście, Międzyzdroje, Mielno i Kołobrzeg

Prezes Hanna Mojsiuk dodaje jednocześnie, że kapryśna aura jest problemem bardziej dla krajowych turystów niż zagranicznych. Klienci spoza Polski zwykle planują wypoczynek nad Bałtykiem z dużym wyprzedzeniem, a poza kąpielami w morzu liczy się dla nich także infrastruktura hotelu, SPA czy atrakcje dla dzieci.

– Niemcy wciąż pozostają naszym głównym klientem turystycznym, który docenia uroku Bałtyku i nasi hotelarze przyznają, że mają gości, którzy wracają co roku na tydzień i jest to ich lipcowa czy sierpniowa rutyna. Pogoda mniej wpływa na plany turystów z zagranicy, bo oni zwykle wiedzą czego się spodziewać po danym kraju i tak, jak jedzie się do Hiszpanii po upał, tak do Polski po chłodniejsze wakacje – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Zauważamy, że turyści z Czech nad Bałtykiem są coraz liczniejszą grupą wypoczywających – jest to jeden z naszych największych sukcesów, że udaje się docierać z ofertą zachodniopomorskich kurortów nadbałtyckich do turystów nie tylko z Polski i Niemiec, ale także z Czech, Skandynawii czy mniej oczywistych kierunków turystycznych. Drugim aspektem przyciągającym Czechów jest infrastruktura. Droga łącząca Czechy z polskim wybrzeżem Bałtyku to przede wszystkim droga ekspresowaS3  w Polsce, która jest obecnie w ostatniej fazie budowy, oraz autostrada D11 w Czechach, która połączy się z S3 na granicy. Niewątpliwie również droga A1 jest linią łączącą Czechy i Polskę. Efekt inwestycji infrastrukturalnych to możliwość dotarcia nad morze w 5-6 godzin – mówi prezes Mojsiuk.

Niemcy bardziej oszczędni

Grzegorz Dobosz, właściciel hotelu Hamilton przyznaje, że struktura gości w jego pięciogwiazdowym obiekcie oparta jest w dużej mierze na turystach z Niemiec. Około 10% to Czesi, a około 30% to Polacy.

– Zdecydowanie to był inny sezon. Pełen niepewności jak potoczy się sytuacja z kontrolami na granicach. To działało na wyobraźnie turystów i był moment, gdy turystów było mniej, obawiali się kontroli czy samozwańczych kontrolerów i nieprzyjemności z tym związanych. Pamiętajmy, że w niemieckich mediach to był jeden z głośniejszych tematów lipca i na pewno miał społeczne przełożenie na zainteresowanie wakacjami w Polsce – przyznaje Grzegorz Dobosz.

– Nie zauważyłem, by w Koszalinie, Mielnie i w okolicach ubyło turystów z Niemiec – mówi Andrzej Mielcarek, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Koszalinie.

– Na pewno jednak turyści z Niemiec byli w tym roku bardziej oszczędni – dodaje. – Czeski szturm to też określenie na wyrost, ale coroczny, konsekwentny wzrost zainteresowania turystyką w naszym kraju mnie cieszy – dodaje Mielcarek.

Niemcy wolą hotele, a Czesi apartamenty na wynajem

Jaką formę obecności nad morzem wybierają zwykle turyści z zagranicy? Niemcy nadal wybierają hotele, najlepiej wysokiej klasy. Czesi za to częściej decydują się na krótsze wyjazdy, przyjeżdżają samochodami i wolą apartamenty niż hotele. Inni turyści z zagranicy – bardzo różne, ale w tym sezonie mamy renesans hotelarstwa.

– Czeski turysta jest nieco inny niż niemiecki czy skandynawski. Niemcy preferują wynajem hoteli i głównie to właśnie w pięciogwiazdkowych nadbałtyckich resortach można spotkać turystów z tego kraju. Czesi za to chętniej wynajmują apartamenty i samodzielnie organizują sobie czas nad Bałtykiem czy w okolicznych miejscowościach. Zauważamy, że czeski turysta jest bardziej mobilny, a jednocześnie bardziej niż na drogie apartamenty stawia na wygodę – przyznaje ekspert rynku nieruchomości Mirosław Król.

Ekspert dodaje jednocześnie, że Polacy w tym sezonie częściej niż rok temu wybierali hotele i pensjonaty, co nie zmienia faktu, że zainteresowanie apartamentami szczególnie w sierpniu było nadal wysokie.

Koniec aplikacji, początek ekosystemów: Bankowość mobilna w 2025 roku

Blisko 7 na 10 klientów bankowości oczekuje, że będzie w stanie wykonać każdą operację finansową wyłącznie za pomocą aplikacji mobilnej. Ta fundamentalna zmiana w oczekiwaniach konsumentów redefiniuje pojęcie aplikacji bankowej, przekształcając ją ze zwykłego kanału dostępu w strategiczne centrum relacji z klientem i podstawowe narzędzie do zarządzania finansami. W odpowiedzi, banki muszą na nowo określić swoją strategię, opierając ją na czterech filarach technologicznych, jednocześnie mierząc się z rosnącą presją regulacyjną.

Bankowość mobilna 2025: balansowanie pomiędzy regulacjami a innowacyjnością

Rosnąca dominacja kanału mobilnego doprowadziła do fenomenu znanego jako „aplikacja jako bank” – dla milionów klientów na całym świecie interfejs w smartfonie stał się wręcz synonimem instytucji finansowej. To zjawisko podnosi stawkę i może generować pewne problemy. Z jednej strony, banki muszą ponosić ogromne, obowiązkowe wydatki na zapewnienie zgodności z nowymi ramami prawnymi. Koszty wdrożenia samego tylko rozporządzenia DORA już przekroczyły 1 milion EUR dla 38% firm w UE. Z drugiej strony, nowa sytuacja wymusza na nich kolejne inwestycje w rozwój aplikacji, by sprostać rosnącym oczekiwaniom klientów, które nie są małe: zdecydowana większość dorosłych użytkowników – 65% w USA, 68% w Wielkiej Brytanii i aż 73% w Australii – uważa, że powinna mieć możliwość wykonania każdego zadania finansowego za pośrednictwem aplikacji mobilnej.

Bankowe aplikacje mobilne w 2025: 4 filary

Strategiczna transformacja aplikacji mobilnej w centrum finansów klienta opiera się na czterech kluczowych filarach technologicznych:

  • Sztuczna Inteligencja (AI),

  • SuperAplikacje i usługi o wartości dodanej (VAS),

  • Otwarta Bankowość i Finanse Wbudowane (Embedded Finance),

  • Biometria.

Sztuczna inteligencja jako standard w bankowości

Potrzeba personalizacji ofert, walka z oszustwami i optymalizacja procesów sprawiają, że sztuczna inteligencja staje się kluczowym elementem strategii bankowej. Jej rosnące znaczenie potwierdza skala inwestycji, napędzana wymiernymi korzyściami biznesowymi: algorytmy AI potrafią zredukować straty związane z oszustwami nawet o 50%, a personalizacja oparta na sztucznej inteligencji może zwiększyć przychody o 5-20%. W 2025 roku globalny rynek AI w bankowości wyceniany jest na około 34,58 mld USD, przy rocznej stopie wzrostu (CAGR) przekraczającej 30%. Inne szacunki wskazują na wartość 26,7 mld USD i wzrost na poziomie 32,6% (CAGR).

SuperAplikacje i usługi VAS, czyli jak banki walczą o zaangażowanie klienta

Nadrzędnym celem banków jest przekształcenie aplikacji bankowej w centralny punkt zarządzania codziennym życiem – model znany jako SuperAplikacja. Potencjał tego kierunku odzwierciedla wartość globalnego rynku, szacowaną na 127,46 mld USD w 2025 roku. Skąd tak duże zainteresowanie tym segmentem? Główną motywacją jest przede wszystkim możliwość tworzenia nowych źródeł przychodów i – z perspektywy banków – budowania przewagi konkurencyjnej nad fintechami.

W jaki sposób banki chcą zrealizować tak ambitną wizję? Odpowiedzią jest często strategia ewolucyjna, która rozpoczyna się od integracji usług o wartości dodanej (VAS). Technicznym fundamentem, który umożliwia włączanie usług zewnętrznych partnerów, jest infrastruktura oparta na API, rozwijana w ramach Otwartej Bankowości. Za udany przykład takiego podejścia może posłużyć np. Mobilna aplikacja bankowa fińskiej grupy POP Pankki. Dzięki dodaniu dodatkowych kanałów sprzedaży ubezpieczeń i produktów finansowych, firma zwiększyła liczbę klientów w tym sektorze o prawie 20% już w pierwszym roku od wdrożenia.

Otwarta bankowość i finanse wbudowane: nowa era monetyzacji usług

Jedną z najbardziej widocznych zmian strategicznych w 2025 roku jest ewolucja w postrzeganiu Otwartej Bankowości. Jeszcze niedawno patrzono na nią wyłącznie w kategoriach regulacyjnego obowiązku, obecnie widzimy w niej nowe źródło przychodów.

Monetyzacja tego modelu polega na oferowaniu zaawansowanych, płatnych interfejsów API partnerom zewnętrznym. Umożliwia im to wbudowanie usług bankowych – takich jak płatności „kup teraz, zapłać później” (BNPL) czy szybkie pożyczki – bezpośrednio w swoje platformy e-commerce lub systemy rezerwacyjne. Ten model, znany jako finanse wbudowane (embedded finance), pozwala bankom docierać do klientów z ofertą dokładnie w momencie, w którym pojawia się potrzeba. To właśnie esencja bankowości kontekstowej, która staje się niemal niewidoczną częścią innej usługi.

Biometria jako fundament bezpieczeństwa i wygody w aplikacjach bankowych

Biometria oferuje unikalny zestaw korzyści: jednocześnie podnosi poziom bezpieczeństwa i poprawia doświadczenie klienta, rozwiązując odwieczny kompromis między ochroną a wygodą. O zwiększeniu zainteresowania tematem biometrii najlepiej świadczą liczby – wartość rynku biometrii mobilnej szacowana jest na ponad 51 mld USD w 2025 roku, przy rocznym wzroście na poziomie 21,7% (CAGR).

Tak jak wspomnieliśmy wyżej, siła biometrii leży właśnie w tej podwójnej korzyści. Eliminuje ona frustrację związaną z koniecznością zapamiętywania haseł, stając się kluczowym komponentem, który pozwala budować cyfrowe zaufanie w relacji klient-bank.

Podsumowanie: przyszłość bankowości to rola zaufanego partnera w cyfrowym życiu

Sukces w nowej erze bankowości mobilnej nie zależy już wyłącznie od sprzedaży własnych produktów, ale od zdolności do zarządzania siecią partnerów i usług w ramach szerszego ekosystemu. Osiągnięcie tego celu wymaga jednak nie tylko wdrożenia innowacji. Kluczowa staje się umiejętność balansowania pomiędzy wymogami regulacyjnymi a niezbędnymi inwestycjami w technologie. W efekcie obronną ręką wyjdą tylko te instytucje, które potrafią wykorzystać synergię kluczowych technologii: infrastruktury API Otwartej Bankowości jako technicznego fundamentu, sztucznej inteligencji jako motoru napędowego personalizacji oraz biometrii jako bezpiecznego punktu dostępu.

Ostateczne pytanie, przed którym stają dziś zarządy, nie brzmi „jaką aplikację mobilną zbudować?”, ale „jaką rolę w cyfrowym życiu klienta chcemy pełnić?”.

Niższa inflacja w sierpniu. Ekonomiści widzą przestrzeń dla głębszej obniżki stóp

Poznaliśmy wstępne sierpniowe odczyty inflacji CPI w Polsce. Zarówno w ujęciu rocznym (2,8 proc. vs 3,1 proc. w lipcu), jak i miesięcznym (-0,1 proc. vs 0,3 proc. w lipcu) są one znacznie niższe niż poprzednie odczyty.

Takie odczyty mogą okazać się przesądzające o obniżce stóp procentowych na najbliższym, wrześniowym posiedzeniu RPP, może nawet o 50 punktów bazowych.

Autor: Piotr Bawolski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych Michael / Ström Dom Maklerski

Ekspresy nowej generacji z IoT – nowa odsłona telemetrii. Czym się wyróżniają i do kogo są kierowane?

Ekspresy Jetinno od CoffeeTech to inteligentne ekspresy do kawy z IoT (nowa odsłona telemetrii) dla biur, hoteli i restauracji. Zapewniają zdalny nadzór, monitoring w czasie rzeczywistym, alerty serwisowe, historię awarii, eksport raportów, zdalny restart oraz statystyki i analizy sprzedaży wspierające dopasowanie oferty.

W świecie, gdzie technologia kształtuje każdy aspekt codziennego życia i pracy, ekspresy do kawy przestają być tylko urządzeniami gastronomicznymi. Marka Jetinno, dostępna w ofercie CoffeeTech, to przykład, jak Internet Rzeczy (IoT) realnie usprawnia zarządzanie kawą w biurach i hotelach. To więcej niż innowacja – to odpowiedź na konkretne potrzeby nowoczesnych organizacji.

Inteligencja ukryta w obudowie – jak działa IoT w Jetinno?

Ekspresy Jetinno są zintegrowane z platformą IoT / telemetrii, która stale monitoruje pracę urządzenia. W panelu widać lokalizację, numer urządzenia i status w czasie rzeczywistym, a alerty serwisowe natychmiast sygnalizują odchylenia. Administrator zarządza całą flotą ekspresów z jednego panelu administracyjnego, ma wgląd w historię awarii i może generować eksport raportów do dalszej analizy. Gdy liczy się czas, dostępny jest zdalny restart, który często przywraca działanie bez wizyty technika. Dodatkowo dostępne są statystyki sprzedaży oraz analiza trendów (np. popularność napojów w wybranych okresach), co wspiera decyzje ofertowe i zaopatrzeniowe.Ekspresy Jetinno od CoffeeTech nowej generacji z IoT

Jetinno w hotelach – komfort gości na pierwszym miejscu

W branży hotelarskiej priorytetem jest niezawodny serwis. Monitoring IoT i alerty serwisowe gwarantują szybkie wychwytywanie anomalii, a historia awarii ułatwia planowanie działań prewencyjnych. Przestoje w działaniu ekspresu w lobby, restauracji hotelowej czy strefie śniadaniowej może natychmiast przełożyć się na niezadowolenie gości.

Dzięki zdalnemu restartowi wiele incydentów rozwiązuje się natychmiast, bez przestojów w lobby czy strefach śniadaniowych. Managerowie mają wgląd w zużycie i sprzedaż, więc z pomocą analizy trendów mogą dopasować ofertę napojów do preferencji gości, zachowując wysoką dostępność i spójność jakości.

Jetinno w restauracjach i gastronomii – stabilność i kontrola kosztów

W restauracjach, kawiarniach czy punktach gastronomicznych liczy się nie tylko smak kawy, ale też tempo obsługi, powtarzalna jakość i kontrola kosztów. Rynek gastronomiczny to szczególnie wymagające środowisko, gdzie liczy się tempo obsługi i jakość. Dzięki IoT/telemetrii właściciele i managerowie restauracji zyskują wgląd w zużycie, historię awarii oraz statystyki sprzedaży. Ułatwia to kontrolę kosztów, planowanie zakupów i szybką reakcję w razie przestojów. Stabilność i spójność jakości przekłada się na lepszą obsługę gości i optymalizację pracy personelu.

Jetinno w biurach – wydajność pracy i spokój administracji

W środowisku biurowym liczy się przewidywalność i czas reakcji. Jetinno w biurze zapewnia monitoring w czasie rzeczywistym, alerty, historię zdarzeń oraz zdalny restart, co minimalizuje przestoje i ogranicza ad-hoc interwencje. Panel administracyjny porządkuje pracę zespołów odpowiedzialnych za infrastrukturę, a statystyki sprzedaży i dashboardy trendów pomagają planować budżet, dostawy surowców i konfigurację oferty na poszczególnych piętrach czy w strefach wspólnych.

Nowy standard obsługi – dla firm, które myślą przyszłościowo

Ekspresy Jetinno od CoffeeTech nowej generacji z IoT

Ekspresy Jetinno to połączenie zdalnego nadzoru, diagnostyki i analityki w jednym środowisku. Monitoring, alerty, historia awarii, eksport raportów oraz zdalny restart skracają czas reakcji, zwiększają dostępność i wspierają decyzje oparte na danych. W praktyce przekłada się to na stabilny serwis kawowy w hotelach, biurach, coworkingach i przestrzeniach premium – dokładnie tam, gdzie liczy się jakość, przewidywalność i szybka obsługa użytkownika.

FAQ – Ekspresy z telemetrią

1) Co daje monitoring IoT w Jetinno?
Zapewnia podgląd statusu w czasie rzeczywistym, alerty serwisowe oraz historię awarii, co przyspiesza diagnozę i planowanie działań.

2) Ile godzin przestoju realnie „odzyskam” dzięki alertom i restartowi zdalnemu?
Przy skróceniu detekcji z 4 h do 1 min i 40% rozwiązań zdalnych dla 40 inc./msc: ok. 160 h/mies. odzyskanej pracy; przy 15 zł/h to ~2 400 zł/msc.

3) Czy można zrestartować ekspres zdalnie?
Tak, dostępny jest zdalny restart z panelu administracyjnego, dzięki czemu wiele incydentów znika bez wizyty technika.

4) Czy są raporty i analizy sprzedaży?
Tak, dostępne są statystyki sprzedaży i analiza trendów (np. popularność napojów), które pomagają dopasować ofertę i zakupy.

5) Czy da się zarządzać całą flotą z jednego miejsca?
Tak, panel administracyjny umożliwia kontrolę całej floty ekspresów, od lokalizacji po status i raporty.

6) Czy IoT to dodatkowy koszt?
Nie. Moduł IoT/telemetrii jest standardem w cenie ekspresu Jetinno – masz go od razu, bez dopłat.

7) Czy ekspresy Jetinno sprawdzają się w gastronomii?
Tak. Są zaprojektowane także z myślą o restauracjach, kawiarniach i lokalach gastronomicznych. Dzięki IoT można monitorować sprzedaż, kontrolować koszty i zapewnić ciągłość obsługi gości. To praktyczne rozwiązanie dla miejsc o dużym natężeniu ruchu.

Dolar słabnie mimo lepszych danych z USA

Im bliżej końca tygodnia, tym więcej istotnych danych dostarcza nam kalendarz makroekonomiczny. Oprócz wczorajszych publikacji wyników największej spółki na świecie, dziś otrzymaliśmy odczyt PKB z amerykańskiej gospodarki. Mimo że dane nie były najgorsze, to nie wyhamowały strat dolara na forex. Amerykańska waluta od wczorajszego popołudnia traci do euro, na czym zyskuje polski złoty.

Wyniki największej spółki na świecie

Wczoraj odbyła się publikacja kwartalnych wyników Nvidii. Dlaczego to na niej skupiona była uwaga całego rynku kapitałowego? Otóż amerykański producent chipów to globalny lider w dziedzinie sztucznej inteligencji z kapitalizacją rynkową wynoszącą 4,4 biliona dolarów. Jednocześnie jest to prawie 8% udziału w indeksie S&P 500 (500 spółek o najwyższej kapitalizacji notowanych na amerykańskich giełdach), czyli najwyższy udział w historii indeksu w przypadku pojedynczej spółki. Jeszcze bardziej rozbudza wyobraźnie fakt, że to dwukrotnie więcej niż wartość niemieckiego indeksu DAX. Wczorajsze wyniki przedsiębiorstwa po raz kolejny przewyższyły oczekiwania, a mimo to firma odnotowała spadki w handlu posesyjnym. Wśród przyczyn zniżki wskazuje się gorsze rezultaty segmentu centrów danych, czy zerową sprzedaż chipów H20 do Chin, co dla niektórych inwestorów może być oznaką studzenia entuzjazmu wokół branży AI. Niepewność o przyszłość spółki wzbudza również sposób prowadzenia polityki handlowej przez USA, czy wspomniane ostatnio pobierane 15% prowizji od sprzedaży chipów do Państwa Środka. Inni natomiast sugerują, że zniżki to naturalna realizacja zysków, co szybko zostanie odkupione.

Odbicie na „edku”

Wracając na rynek forex, należy zacząć od naruszenia siły dolara w środowe popołudnie. Zbiegło się to w czasie z gołębio odebraną wypowiedzią członka FED, Johna Williamsa. Ruch eurodolara w kierunku północnym jest kontynuowany w czwartek. Kurs EUR/USD wzrósł z wczorajszego minimum 1,158 USD do 1,167 USD. Co warte uwagi to fakt, że amerykańska waluta traci do unijnej, mimo chaosu politycznego we Francji oraz słabszych publikacji o nastrojach w strefie euro. Wzrosty na wykresie głównej pary walutowej świata nie zdołały zatrzymać nawet dane o PKB ze Stanów Zjednoczonych, które w ujęciu annualizowanym wykazały wzrost z -0,5% do 3,3% (prognoza 3,1%), przy jednoczesnym głębszym od oczekiwanego spadku inflacji PCE core z 3,5% k/k do 2,5% k/k (konsensus 2,6% k/k).  Delikatnie spadła również liczba złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych z 234 tys. do 229 tys. Mimo danych lepszych od prognoz, kurs EUR/USD tuż po publikacji utrzymywał kierunek północny.

Umocnienie złotego

Dziś krajowa waluta wykorzystuje dominację euro i odrabia wczorajsze straty na forex. Kurs EUR/PLN wraca na 4,26 PLN, a USD/PLN schodzi poniżej 3,65 PLN.  Zniżkują także GBP/PLN i CHF/PLN. Szwajcarskiego franka osłabia w czwartek gorszy od oczekiwanego wzrost gospodarczy, który spadł z 1,8% r/r do 1,2% r/r. Rynek prognozował zniżkę jedynie do 1,4% r/r. Na sam koniec warto zaznaczyć, że dla notowań krajowej waluty szczególnie istotna będzie jutrzejsza publikacja inflacji konsumenckiej w naszym kraju. Prognozy mówią o spadku z 3,1% r.r do 2,9 % r/r. To jeden z głównych czynników branych pod uwagę przez Radę Polityki Pieniężnej podczas podejmowania decyzji w sprawie stóp procentowych, a następna już w przyszłym tygodniu.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Rozdźwięk w postrzeganiu AI – konsumenci wskazują ryzyka, zarządzający podkreślają szanse

Badanie EY – AI Pulse – ujawnia rozdźwięk między firmami, a konsumentami w kwestii sztucznej inteligencji. Mimo że 63% członków zarządu deklaruje zrozumienie obaw klientów, tylko 23% z nich widzi problem w braku odpowiedzialności za negatywne użycie AI. Ponadto 51% respondentów zgodziła się że opracowanie ram zarządzania dla tej technologii jest dla ich organizacji wyzwaniem. Tymczasem 58% konsumentów uważa, że brak odpowiedzialności przedsiębiorstw za szkodliwe wykorzystanie AI to problem.

Najnowsze badanie EY – AI Pulse – rzuca światło na znaczące różnice w postrzeganiu kwestii związanych z odpowiedzialnym rozwojem sztucznej inteligencji pomiędzy zarządami firm a konsumentami. Mimo że większość (63%) członków zarządu badanych przedsiębiorstw (CxO) uważa, że ich odczucia dotyczące AI są zbliżone do klientów, to szczegółowe wyniki wskazują na wyraźne rozbieżności.

Jeden z kluczowych obszarów, w którym widoczna jest ta dysproporcja, to kwestia odpowiedzialności za negatywne lub szkodliwe wykorzystanie AI. Zaledwie 23% ankietowanych członków zarządów uważa, że brak odpowiedzialności za takie incydenty stanowi problem. W tym samym czasie, aż 58% konsumentów wskazuje ten obszar jako znaczącą obawę, co oznacza aż 35 p.p. różnicy.

Znaczące rozbieżności zaobserwowano również w odniesieniu do innych kluczowych aspektów odpowiedzialnego wdrażania AI:

  • Naruszenia systemów bezpieczeństwa AI: tylko 32% członków zarządów postrzega to jako problem, w porównaniu do 64% konsumentów.
  • Niewystarczające zabezpieczenia prywatności: 31% wśród CxO wobec 61% konsumentów.
  • Nieprzestrzeganie regulacji i przepisów dotyczących AI: 23% wśród CxO wobec 52% konsumentów.

– Rozdźwięk pomiędzy obawami użytkowników oraz kadry zarządzającej może wynikać z różnych kwestii, jak niejasna komunikacja pomiędzy działem technologicznym a zarządem, bądź zbytnią pewnością siebie i wiarą we wdrożone rozwiązania. Przedsiębiorstwa, które jako pierwsze rozpoczęły procesy implementacyjne często robiły „krok w nieznane”, więc, jak wielu innowatorów, skupiły się na potencjale AI do uzyskania przewagi konkurencyjnej, a kwestie związane z ryzykiem mogły mieć dużo mniejszy priorytet. Warto jednak zaznaczyć – podejście konsumentów w sprawie AI jest jednoznacznie, co oznacza, że firmy będą musiały zaadresować kwestie związane z bezpieczeństwem i odpowiedzialnym wykorzystaniem AI. Te które tego nie zrobią stracą w efekcie przewagę zbudowaną dzięki swoim wcześniejszym działaniom – mówi Radosław Frańczak, Consulting Sales Leader, EY Polska.

Im większa adopcja, tym większe rozbieżności

Badanie EY pokazuje, że poziom zaawansowania we wdrażaniu sztucznej inteligencji w firmach ma istotny wpływ na to, jak zarządy postrzegają swoją zgodność z oczekiwaniami konsumentów. Firmy, które dopiero integrują AI, wykazują znacznie większą ostrożność. Tylko nieco ponad połowa (51%) członków zarządu z firm będących w fazie implementacji AI uważa, że ich postawy są zbieżne z poglądami konsumentów. To znacząca różnica w porównaniu do 71% członków zarządu z organizacji, w których sztuczna inteligencja jest już wdrożona w działalności biznesowej.

Dodatkowo ponad połowa (51%) respondentów zgodziła się że opracowanie ram zarządzania dla obecnych technologii AI jest dla ich organizacji wyzwaniem. Jednocześnie, zauważalna jest duża luka kompetencyjna pomiędzy odsetkiem firm chcących wprowadzić kolejne technologie AI, a będące świadomymi ryzyk, które się z nimi wiążą. Prawie 9/10 (88%) chce korzystać z SDG (Synthetic Data Generation) ale tylko 58% jest zaznajomiona z wiążącymi się z tą technologią zagrożeniami.

– Wdrażanie innowacyjnych technologii, takich jak sztuczna inteligencja, wiąże się z rosnącymi wymaganiami regulacyjnymi, które często bywają niedostatecznie uwzględniane w strategiach bezpieczeństwa firm. A trzeba przecież pamiętać, że przyjęte rozporządzenie AI ACT zakazuje stosowania systemów, które m.in. „stosują techniki podprogowe lub manipulacyjne będące poza świadomością danej osoby lub wprowadzają w błąd”, a kary w tym wypadku mogą sięgać aż do 35 mln euro lub 7% rocznego obrotu. Wdrożenie tej regulacji do unijnego porządku prawnego odbywa się stopniowo, ale już od 2 sierpnia tego roku zaczęły być stosowane przepisy dotyczące kar oraz modeli AI ogólnego przeznaczenia – mówi Justyna Wilczyńska-Baraniak, Partnerka EY Law, Liderka Zespołu Prawa Własności Intelektualnej, Technologii i Danych Osobowych.

O badaniu:
Globalne badanie EY, przeprowadzone w marcu i kwietniu 2025 roku, objęło 975 liderów C-suite odpowiedzialnych za AI w swoich organizacjach. Respondenci reprezentowali firmy o rocznych przychodach powyżej 1 mld USD, działające we wszystkich głównych sektorach w 21 krajach Ameryki Północnej i Południowej, APAC i EMEIA.

Polska i Czechy wzorem dla regionu w jakości dostaw e-commerce

  • Po wynikach Q1, które pokazały problemy z terminowością i stosunkowo wysoki poziom odmów w wynikach dostaw ostatniej mili w Europie Środkowo-Wschodniej, w Q2 widać pozytywną zmianę trendu.
  • Dane za drugi kwartał roku udostępnione przez Postis, dostawcę platformy do zarządzania dostawami ostatniej mili, ukazują poprawę kluczowych wskaźników: wzrosła skuteczność dostarczenia przesyłek, zmalał odsetek odmów i– choć w mniejszym stopniu – poprawiła się punktualność.
  • Jednak choć paczki częściej docierają do adresatów, a klienci coraz rzadziej odmawiają ich przyjęcia, statystyki w poszczególnych krajach mocno się od siebie różnią, co wpływa szczególnie na realizację zamówień w firmach sprzedających swoje towary na wielu europejskich rynkach jednocześnie.

Dane Postis Dostawy e-commerce w Europie Środkowo-Wschodniej Q2 2025Średni współczynnik skuteczności dostarczenia wzrósł z 97,48 procent w pierwszym kwartale do 98,93 procent w drugim (dane dotyczą ponad 3 mln przesyłek). Jeszcze bardziej wymowna jest zmiana w poziomie odmów: spadek z 2,52 do zaledwie 1,07 procent. Nieco wolniej poprawia się punktualność, ale i tu widać ruch w dobrym kierunku – odsetek paczek dostarczonych na czas zwiększył się z 76,49 do 78,67 procent. Choć oznacza to, że wciąż co piąta przesyłka nie dociera w terminie, trend pozostaje pozytywny.

Polska zdecydowanie wyróżnia się na tle regionu, a w drugim kwartale osiągnęła najlepsze wyniki w Europie Środkowo-Wschodniej. Skuteczność dostarczenia wyniosła 99,41 procent, a odmowy spadły do rekordowo niskiego poziomu 0,59 procent. Jeszcze większe wrażenie robi poprawa w punktualności – z 86,59 procent w pierwszym kwartale do aż 94,42 procent w drugim.

Czechy utrzymują pozycję wzorcowego rynku w zakresie terminowości. W obu kwartałach wskaźnik dostaw na czas przekroczył 91 procent, co potwierdza stabilność tamtejszego systemu dostaw. Nieco mniej optymistycznie wygląda sytuacja w Rumunii i Grecji. Rumunia wciąż boryka się z najwyższymi wskaźnikami odmów w regionie. W pierwszym kwartale odsetek nieprzyjętych przesyłek wyniósł 3,14 procent, a w drugim 2,97 procent, co jednoznacznie wskazuje na potrzebę poprawy jakości obsługi lub dopasowania oferty do oczekiwań odbiorców. Grecja z kolei zanotowała znaczący spadek terminowości – z 80,49 procent w pierwszym kwartale do 68,15 procent w drugim. Co ciekawe, greccy klienci wykazali się dużą wyrozumiałością wobec opóźnień, ponieważ tylko 0,71 procent paczek dostarczonych po czasie zostało ostatecznie odrzuconych.

Najważniejsza obserwacja płynąca z danych obejmujących oba kwartały jest jednoznaczna: opóźnienia zwiększają ryzyko odmowy przyjęcia przesyłki. W drugim kwartale średnio 1,92 procent paczek doręczonych po czasie zostało zwróconych, podczas gdy w przypadku przesyłek dostarczonych punktualnie ten odsetek wyniósł zaledwie 0,97 procent.

Jak podsumowuje Damian Siusta, Business Developmnet Manager Postis w Polsce, pierwszy kwartał 2025 roku przyniósł sygnały ostrzegawcze, z kolei w drugim widzimy poprawę, choć do perfekcji jeszcze kilka kroków. – W dzisiejszym bardzo konkurencyjnym środowisku e-commerce to właśnie skuteczność dostaw i ich punktualność generuje przewagi konkurencyjne. O ile Polska i Czechy pokazują, że wysoka efektywność i terminowość są możliwe, a ich sukcesy mogą być inspiracją dla sąsiednich rynków, to dla wszystkich sprzedających na wielu rynkach różnice w terminowości dostaw mogą wpływać na efektywność i ostateczny bilans – komentuje Damian Siusta.

Rynek opon w Polsce rośnie o 4% w I półroczu 2025 – SUV-y i motocykle na czele, ciężarówki w odwrocie

W pierwszym półroczu 2025 roku sprzedaż opon na rynek do dystrybutorów kontynuuje wzrosty: ogółem zwiększyła się o +4%, w największym segmencie opon do samochodów osobowych o +1,2%, a do SUV aż o +20%. Mocne wzrosty notowano również w segmencie opon dostawczych +9%, rolniczych +15% i motocyklowych +15%. Natomiast spadki zanotowano segmencie opon przemysłowych -10% oraz ciężarowych -14%.

W drugim kwartale 2025 wzrostowe trendy utrzymywały się: sprzedaż opon ogółem wzrosła o +2%, opon do samochodów osobowych o +1%, do SUV aż o +15%, dostawczych +1%, a motocyklowych aż o +20% – co jest związane z wyraźną sezonowością. Opony do maszyn rolniczych notowały wzrost o +2%, zmalała zaś sprzedaż w segmencie opon przemysłowych o -1% i ciężarowych o -11%. Z perspektywy rynku europejskiego zanotowano spadki sprzedaży w segmencie konsumenckim, jedynie opony motocyklowe i zimowe miały dodatnią dynamikę.SPRZEDAŻ POLSKA Q2 2025 SPRZEDAŻ POLSKA H1 2025

– W pierwszym półroczu 2025 roku rynek opon w Polsce, jak sprzedaż nowych samochodów, utrzymał pozytywną dynamikę, pomimo wyzwań makroekonomicznych i utrzymującej się niepewności w otoczeniu gospodarczym. Łączna sprzedaż opon do dystrybutorów wzrosła o 4% – co świadczy o stabilnym popycie, zarówno konsumenckim, jak i biznesowym. Największy segment – opony do samochodów osobowych – zanotował niewielki, ale pozytywny wzrost o 1,2%, natomiast segment SUV-ów wyróżnił się imponującym wzrostem aż o 20%. To odzwierciedla trwający trend konsumencki – rosnące zainteresowanie większymi, bardziej uniwersalnymi pojazdami, także w kontekście zmian klimatycznych czy jakości dróg. Dobre wyniki odnotowano również w segmentach powiązanych z działalnością operacyjną firm – opony dostawcze wzrosły o 9%, wyraźne są też sezonowe skoki w segmentach rolniczym i motocyklowym – wskazał Rafał Spirydon, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

Członkowie PZPO to najwięksi w Polsce i na świecie producenci opon. Codziennie z ich fabryk w naszym kraju wyjeżdża ponad 140 tys. opon z napisem „made in Poland” do samochodów osobowych, ciężarowych, autobusów czy maszyn rolniczych i przemysłowych.

– Spadki w segmentach opon przemysłowych i ciężarowych są efektem wyhamowania inwestycji infrastrukturalnych oraz osłabienia tempa wzrostu w sektorze transportowym, które notujemy od końca 2024 roku. W szerszym kontekście, wyniki rynku opon wpisują się w umiarkowany, ale stabilny obraz polskiej gospodarki – prognozy PKB na 2025 rok wskazują na wzrost w granicach 2,5–3%, przy jednoczesnej presji kosztowej i ostrożnym podejściu konsumentów. W takich warunkach branża motoryzacyjna oraz powiązany z nią sektor części i serwisu wykazują się dużą elastycznością i odpornością. Warto jednak uważnie obserwować dalszy rozwój sytuacji w sektorze transportu ciężkiego i przemysłowego, które mogą wymagać dodatkowego wsparcia lub impulsów inwestycyjnych dodał Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO.

Europejski rynek opon

SPRZEDAŻ EUROPA Q2 2025 SPRZEDAŻ EUROPA Q2 2025 SEZONOWE SPRZEDAŻ EUROPA H1 2025 SPRZEDAŻ EUROPA H1 2025 SEZONOWEEuropejskie tendencje w sprzedaży opon w drugim kwartale znajdują odzwierciedlenie w wynikach pierwszego półrocza. W segmencie konsumenckim spadek o 4% w drugim kwartale skutkował lekko ujemnymi wolumenami w pierwszym półroczu. Zarówno w segmencie opon ciężarowych, jak i rolniczych, drugi kwartał zasadniczo podążał za trendem w pierwszych trzech miesiącach. W rezultacie, z wyjątkiem segmentu motocykli, wolumeny są niższe niż osiągnięte w pierwszej połowie 2019 r. (przed kryzysem Covid): opony konsumenckie -2,8%, ciężarowe -14,3% i rolnicze -47%.

Wydarzenia w drugim kwartale potwierdzają trudne otoczenie gospodarcze i geopolityczne, które nadal utrudnia budowanie zaufania na rynku i inwestycje. Jedynie segment motocykli i skuterów notował wzrosty – powiedział Adam McCarthy, sekretarz generalny Europejskiego Związku Producentów Opon i Gumy (ETRMA).

Europejskie Stowarzyszenie Producentów Opon i Gumy (ETRMA) reprezentuje 14 członków korporacyjnych, których globalna sprzedaż stanowi 70% światowego rynku opon, w tym 8 z 10 największych liderów branży. Łącznie producenci ci utrzymują silną pozycję w Unii Europejskiej (UE) i krajach kandydujących, posiadając ponad 80 zakładów produkcyjnych i ponad 20 centrów badawczo-rozwojowych. W sumie sektor oponiarski zapewnia prawie 500.000 miejsc pracy w całej UE.

Rekordowe wyniki finansowe Nvidia, ale rynek patrzy chłodno

W drugim kwartale roku fiskalnego 2025 Nvidia osiągnęła imponujące wyniki, choć prognozy na kolejne miesiące studzą entuzjazm inwestorów. Przychody spółki wzrosły o 56% rok do roku, osiągając poziom 46.7 mld USD, co było zgodne z oczekiwaniami rynku. Niemniej jednak, był to najniższy procentowy wzrost przychodów od ponad dwóch lat, co może sugerować powolne wyhamowywanie tempa ekspansji po okresie intensywnych inwestycji w sztuczną inteligencję.

Zysk na akcję wyniósł 1.05 USD, przewyższając prognozy analityków, które zakładały 1.01 USD. Segment centrów danych wygenerował 41.1 mld USD przychodów, nieznacznie poniżej oczekiwań, natomiast dział gamingowy zaskoczył pozytywnie, osiągając 4.29 mld USD wobec prognozowanych 3.8 mld USD. Gorzej wypadł segment motoryzacyjny, którego przychody wyniosły 586 mln USD, co również było poniżej rynkowych założeń.

Na uwagę zasługują problemy na rynku chińskim, gdzie Nvidia nie zrealizowała żadnej sprzedaży chipów H20 w drugim kwartale, co przełożyło się na spadek przychodów w tym obszarze o 4 mld USD kwartał do kwartału. W prognozach na trzeci kwartał firma nie uwzględnia sprzedaży H20 w Chinach, co wynika z ograniczeń regulacyjnych narzuconych przez rząd USA. Wznowienie dostaw zależne jest od uzyskania stosownych zezwoleń, a rynek chiński, którego roczna wartość może sięgać nawet 50 mld USD, pozostaje obszarem strategicznej niepewności.

Mimo tych wyzwań, prezes Jensen Huang pozostaje optymistą co do długoterminowych perspektyw rozwoju sztucznej inteligencji. Szacuje on, że globalne nakłady na infrastrukturę AI osiągną poziom 3–4 bln USD do końca dekady. W tym kontekście Nvidia naciska na administrację USA o zgodę na eksport zaawansowanych układów, takich jak seria Blackwell, do Chin.

Warto również odnotować decyzję o uruchomieniu nowego programu skupu akcji własnych o wartości 60 mld USD. Nvidia, z kapitalizacją przekraczającą 4 bln USD, jest obecnie najcenniejszą spółką giełdową na świecie. Jej szybki wzrost budzi jednak pewne obawy, szczególnie ze względu na silne uzależnienie od kilku kluczowych klientów, takich jak Microsoft czy Amazon, oraz brak własnych zakładów produkcyjnych, co czyni firmę zależną od tajwańskiego giganta TSMC.

Pomimo rekordowych wyników finansowych i pozytywnego nastawienia zarządu wobec przyszłości AI, rynek zareagował chłodno na prognozę przychodów na trzeci kwartał, która wyniosła około 54 mld USD – zgodnie z konsensusem analityków, lecz poniżej najbardziej optymistycznych oczekiwań przekraczających 60 mld USD. To może oznaczać, że po dwóch latach dynamicznego wzrostu następuje faza stabilizacji, a dalsze sukcesy Nvidii będą uzależnione od zdolności do dywersyfikacji przychodów, zwiększenia kontroli nad łańcuchem dostaw oraz nawigowania w trudnym środowisku geopolitycznym.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

ORLEN i Synthos z porozumieniem. Pierwsza polska elektrownia atomowa SMR stanie we Włocławku

0

Wyrównanie uprawnień partnerów, dostęp do amerykańskiej technologii, wskazanie pierwszej lokalizacji oraz ustalenie kolejnych kroków – ORLEN z sukcesem zamknął negocjacje w sprawie funkcjonowania spółki OSGE. Porozumienie z Synthosem otwiera drogę do realnych działań, których efektem będzie budowa pierwszej polskiej elektrowni atomowej SMR w lokalizacji wskazanej przez ORLEN (Włocławek).

– W Polsce powstanie pierwsza w Europie mała elektrownia jądrowa BWRX-300. Budujemy energię jutra. Taki jest sens podjętej przez Radę Nadzorczą Grupy ORLEN decyzji, która zatwierdziła treść porozumienia w tej sprawie. Poświęciliśmy ponad rok na wynegocjowanie warunków, by zabezpieczyć interes ORLENU, zapewniając naszemu wspólnemu przedsięwzięciu z Synthosem bezpośredni dostęp do amerykańskiej technologii umożliwiającej realizację projektów SMR – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Porozumienie składa się z dwóch kluczowych elementów. To nowa treść umowy spółki oraz porozumienia wspólników tej spółki, w której ORLEN oraz Synthos mają po 50 proc. udziałów. Zmiany zrównują prawa wspólników oraz zwiększają kontrolę ORLENU w kluczowych kwestiach korporacyjnych. Drugi element to  umowa licencyjna, która daje spółce OSGE pełny dostęp do amerykańskiej technologii BWRX-300 (tzw. Standard Design), co pozwoli ruszyć z procesem, którego finałem będzie budowa pierwszej polskiej elektrowni atomowej SMR w lokalizacji kluczowej dla ORLEN – we Włocławku. Za jego budowę będzie odpowiadać spółka celowa kontrolowana przez koncern.

Rozwijana przez amerykański koncern GE Vernova technologia reaktora BWRX-300 to najbardziej zaawansowany technologicznie projekt SMR na świecie. Dostęp do tych rozwiązań stawia OSGE, a tym samym ORLEN wśród pionierów wykorzystania tej technologii.

Wspólnicy z równymi prawami

Nowa treść umowy spółki i porozumienia wspólników OSGE wyrównuje prawa wspólników oraz wskazuje Włocławek jako priorytetową lokalizację, gdzie powstać ma pierwszy reaktor BWRX-300 w Polsce.

ORLEN i Synthos Green Energy otrzymują prawo do naprzemiennego powoływania i wskazywania prezesa OSGE oraz przewodniczącego Rady Nadzorczej. Rotacja następować będzie co trzy lata. Prawo wskazania przewodniczącego RN będzie przysługiwać ORLENOWI jako pierwszemu. Z kolei Synthos Green Energy wskaże prezesa zarządu.

Umowa spółki w nowej treści wprowadza także instytucję Komitetu Sterującego, którego zadaniem będzie nadzór i zarząd nad realizacją umowy oraz podejmowanie decyzji w bieżących sprawach dotyczących działalności OSGE oraz spółek celowych powołanych do budowy kolejnych reaktorów.

Przynajmniej dwa reaktory do 2035 w ORLENIE

Reaktory BWRX-300 znalazły się w strategii ORLENU „Energia Jutra Zaczyna się Dziś”. Według dokumentu wyznaczającego kierunek działań spółki, do roku 2035 koncern chce posiadać przynajmniej dwa SMR-y o łącznej mocy 0,6 GW.

Kiedy ZUS ogranicza rentę przy niezdolności do pracy?

  • Po 6-miesięcznym zasiłku chorobowym ZUS przyznaje samozatrudnionym rentę z tytułu niezdolności do pracy, ale może ją ograniczyć lub zawiesić przy dodatkowych zarobkach.
  • Osoby otrzymujące rentę tracą świadczenie przy zarobkach powyżej 11 373 zł brutto miesięcznie, a powyżej 6124 zł brutto renta jest obniżana nawet o 939 zł.
  • Z kolei rynek ubezpieczeniowy w ramach polis od utraty dochodu, zapewnia wsparcie w razie utraty zdolności do pracy w konkretnym zawodzie i bez ograniczeń dochodowych.
  • Prywatne ubezpieczenia oferują np. do 80% przychodów przez 2 lata – dla przedsiębiorcy z przychodem 10 000 zł miesięcznie oznacza to 4-krotnie większe świadczenie niż w ZUS-ie.

Zasady przyznawania i wysokość świadczenia po utracie zdolności do pracy wskutek wypadku lub choroby różnią się w ZUS-ie i prywatnych ubezpieczeniach. Kluczowa różnica dotyczy definicji całkowitej niezdolności do pracy i możliwości przekwalifikowania się. Problem ten szczególnie dotyczy przedsiębiorców i samozatrudnionych, którzy w przypadku utraty zdolności do pracy w swoim zawodzie mogą liczyć jedynie na niewielkie wsparcie z systemu publicznego.

Zgodnie z art. 12 Ustawy z dnia 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, ZUS rozróżnia dwa stopnie niezdolności do pracy. Całkowita oznacza utratę zdolności do wykonywania jakiejkolwiek aktywności zawodowej, niezależnie od charakteru dotychczasowego zawodu. Częściowa niezdolność to natomiast znaczne ograniczenie zdolności do wykonywania pracy zgodnej z posiadanymi kwalifikacjami.

Na rynku prywatnych ubezpieczeń całkowita niezdolność do pracy dotyczy niekiedy jakiejkolwiek pracy, tak jak w ZUS-ie. Jednak może być też definiowana jako brak możliwości wykonywania konkretnego zawodu. To dla klienta korzystniejsze rozwiązanie, dostępne m.in. w niektórych ubezpieczeniach od utraty dochodu. Jeżeli po wypadku lub w chorobie klient nie będzie mógł pracować w swoim zawodzie, otrzyma świadczenie skorelowane z jego dotychczasowymi przychodami. Może się też przekwalifikować, jeżeli chce to zrobić i stan zdrowia mu na to pozwala. Wypłata z polisy i zarobki z nowej pracy skumulują się, ale na innych zasadach niż w ZUS-ie, gdzie po przekwalifikowaniu istnieje ryzyko ograniczenia lub utraty renty chorobowej – mówi Sylwia Bartołd, Regionalny Dyrektor Sprzedaży w Leadenhall Insurance.

Świadczenia z ZUS-u: zasiłek i renta

ZUS wypłaca zasiłek chorobowy przez maksymalnie 6 miesięcy. Wysokość świadczenia zależy od podstawy wymiaru składek, którą płacą przedsiębiorcy i samozatrudnieni. W 2025 roku na tzw. małym ZUS-ie minimalna podstawa oznacza wypłatę 722 zł miesięcznie, a na dużym jest to 2872 zł. Po tym okresie można liczyć na rentę z tytułu niezdolności do pracy. W tym roku wynosi ona 1878,91 zł brutto przy całkowitej niezdolności lub 1409,18 zł przy częściowej niezdolności do pracy. Jeżeli niezdolność to skutek wypadku przy pracy lub choroby zawodowej – wypłaty są nieco wyższe, odpowiednio 2254,69 zł i 1691,02 zł brutto.

Osoby otrzymujące rentę mogą dodatkowo pracować, ale muszą pamiętać o limitach dochodów. ZUS obniża rentę nawet o 939,61 zł przy zarobkach powyżej 70% średniego wynagrodzenia w kraju (od 1 września 2025 r. to 6124,10 zł brutto). I zawiesza świadczenie, jeżeli zarobki przekroczą 130% tego wynagrodzenia (11 373,30 zł brutto od 1 września 2025 r.).

Jak działa ubezpieczenie od utraty dochodu?

Rynek prywatnych polis daje alternatywę dla świadczeń z ZUS-u ubezpieczeniem od utraty dochodu. Celem jest zapewnienie rekompensaty zarobków utraconych w związku z wypadkiem lub chorobą. Polisa obejmuje przede wszystkim całkowitą okresową niezdolność do pracy – sytuację, w której ubezpieczona osoba po pewnym czasie może wrócić do swojego zawodu. Świadczenie może sięgać 80% średniego miesięcznego przychodu z 12 miesięcy przed zakupem polisy i jest wypłacane przez maksymalnie 24 miesiące. Polisa może również objąć trwałą niezdolność do pracy, czyli brak możliwości powrotu do zawodu. W tym przypadku świadczenie może wynosić nawet 10-krotność rocznych przychodów.

Tak definiowana niezdolność do pracy obejmuje zawód wskazany w polisie, a nie jakąkolwiek pracę. Ubezpieczony nie ma obowiązku przekwalifikowania się, a świadczone zbliżone poziomem do zarobków sprzed wypadku czy choroby pozwala mu utrzymać siebie i najbliższych, gdy dochodzi do zdrowia – wyjaśnia Sylwia Bartołd z Leadenhall Insurance.

Praktyczne zastosowanie tego rodzaju ochrony pokazują przykłady szkód zgłoszonych do Leadenhall Insurance, m.in. chirurga po udarze, który przez 24 miesiące otrzymywał świadczenie w wysokości 8000 zł miesięcznie, czy chorej na raka piersi lekarki, która po operacji, radio- i chemioterapii otrzymała łącznie ok. 110 000 zł przez 16 miesięcy niezdolności do pracy.

Dom Development z 6% wyższym zyskiem netto w I półroczu 2025 r.

W pierwszym półroczu 2025 roku Grupa Dom Development sprzedała 2 033 lokale netto, o 4% więcej niż w analogicznym okresie 2024 roku, umacniając pozycję lidera rynku mieszkaniowego w Polsce.

W tym samym okresie Grupa przekazała klientom detalicznym – zgodnie z harmonogramami realizowanych inwestycji – 1 595 lokali wobec 1 637 przed rokiem. Mimo niższego wolumenu przekazań i niższych przychodów z tego tytułu, wypracowany w pierwszych sześciu miesiącach tego roku zysk netto wzrósł o 6% r/r do blisko 246 mln zł.

Grupa Dom Development spodziewa się bardzo dobrych wyników finansowych w całym 2025 roku. Na koniec czerwca br. miała ponad 5,4 tys. lokali, które zostały już sprzedane, ale jeszcze nieprzekazane nabywcom. Ich łączna wartość to niemal 4,1 mld zł. Potencjał przekazań w samym drugim półroczu tego roku szacowany jest na ponad 3 tys. lokali.

Drugi kwartał 2025 roku był czwartym z rzędu, w którym Grupa Dom Development – jako jedyny deweloper na polskim rynku – utrzymała sprzedaż na stabilnym, wysokim poziomie co najmniej 1 000 lokali netto. Dla całego sektora pierwsze półrocze było czasem wyzwań i zmiennej dynamiki. Po tym, jak w pierwszym kwartale dominował nastrój wyczekiwania i dużej niepewności, drugi kwartał zapoczątkował długo oczekiwane obniżki stóp procentowych, co przełożyło się na większą dostępność kredytów mieszkaniowych i ostrożne ożywienie w biurach sprzedaży mieszkań. Efekty tej zmiany widoczne są także w wynikach Grupy Dom Development, gdzie w drugim kwartale tego roku transakcje finansowane kredytem istotnie wzrosły i stanowiły 58% całkowitej sprzedaży lokali – wskazuje Mikołaj Konopka, prezes Dom Development.

W całym pierwszym półroczu tego roku Grupa Dom Development sprzedała 2 033 lokale netto, czyli o 4% więcej niż w analogicznym okresie 2024 roku. Średnia wartość transakcji, obejmująca cenę mieszkania wraz z ewentualnym wykończeniem, komórką lokatorską i miejscem postojowym, wyniosła 824 tys. zł brutto i była zbliżona do tej sprzed roku (840 tys. zł). Niewielki spadek r/r wynika głównie z różnicy w strukturze osiedli i sprzedawanych na nich lokali (zarówno pod względem średniej ceny sprzedaży, jak i metrażu).

Konsekwentny wzrost skali działalności na niełatwym rynku

– Mimo dwóch obniżek stóp procentowych od początku tego roku, kredyty hipoteczne w Polsce wciąż należą do najdroższych w Unii Europejskiej. Trudno więc dziś prognozować, na ile silne i trwałe będzie ożywienie popytu w kolejnych kwartałach. Jednocześnie, liczba mieszkań w ofercie deweloperów wzrosła do rekordowych poziomów. Efektem jest wydłużony czas wyprzedaży oferty i stabilizacja cen na rynku pierwotnym. W takich warunkach Grupa Dom Development odnotowuje bardzo dobre tempo wyprzedaży swojej oferty na tle rynku i planuje dalszy konsekwentny rozwój. Podtrzymujemy nasze zamiary dotyczące zwiększania skali działalności, w tym cel sprzedania w 2025 roku większej liczby mieszkań niż w dotychczas rekordowym 2024 roku, kiedy znaleźliśmy nabywców na 4 269 lokali netto. Zarazem bardziej selektywnie podchodzimy do uruchamiania nowych inwestycji – zapowiada Mikołaj Konopka.

Wprowadzenia dostosowane do tempa sprzedaży i sytuacji rynkowej

W pierwszym półroczu 2025 roku Grupa rozpoczęła realizację 19 projektów, liczących łącznie 1 942 lokale we wszystkich czterech aglomeracjach, w których prowadzi działalność, tj. w Warszawie, Trójmieście, Wrocławiu i Krakowie. Na koniec czerwca tego roku oferta Grupy obejmowała 3 778 lokali dostępnych do sprzedaży, tj. o 30% więcej niż przed rokiem oraz niemal tyle samo, co na koniec 2024 roku (3 776 lokali).

Skala realizowanych inwestycji na koniec czerwca bieżącego roku obejmowała 8 270 lokali w budowie i była na zbliżonym poziomie jak przed rokiem. Grupa dysponowała ponadto bankiem ziemi z potencjałem do wybudowania niemal 19 tys. lokali, a zatem umożliwiającym sprzedaż na obecnym poziomie przez blisko 5 lat.

246 mln zł zysku netto po pierwszym półroczu

W pierwszym półroczu tego roku Grupa Dom Development przekazała klientom detalicznym 1 595 lokali, czyli nieco mniej niż w analogicznym okresie 2024 roku (1 637 lokali), co wynika z harmonogramów realizowanych inwestycji. Nieznacznie niższy był również średni przychód ze sprzedaży lokalu (763 tys. zł wobec 777 tys. zł przed rokiem) z uwagi na istotnie inną strukturę przekazań – w omawianym okresie Grupa Dom Development przekazała najwięcej lokali we Wrocławiu, a mniej w Warszawie i w Krakowie, gdzie średnie ceny mieszkań są obecnie najwyższe.

W efekcie, rozpoznane w pierwszym półroczu 2025 roku przychody Grupy Dom Development wyniosły 1,29 mld zł wobec 1,37 mld zł przed rokiem. Mimo niższych przychodów, wypracowany w pierwszych sześciu miesiącach tego roku zysk netto wzrósł o 6% r/r do blisko 246 mln zł, co potwierdza wysoką efektywność Grupy Dom Development w zakresie realizowanych projektów.

Rekordowy potencjał przekazań w kolejnych kwartałach

– Biorąc pod uwagę, że prezentowane przez deweloperów wyniki finansowe zależą głównie od liczby lokali przekazywanych nabywcom w danym okresie, spodziewamy się bardzo dobrych rezultatów w drugiej połowie bieżącego roku. Planujemy bowiem w tym czasie rozpocząć przekazania w projektach liczących łącznie około 3,2 tys. lokali, z czego większość – podobnie jak przed rokiem – przypadnie na czwarty kwartał. W połączeniu ze stabilną sytuacją na rynku materiałów i usług budowlanych, pozwala nam to oczekiwać solidnych wyników finansowych zarówno pod względem przychodów, jak i rentowności – wskazuje Monika Dobosz, wiceprezes i dyrektor finansowy Dom Development.

Jak podkreśla wiceprezes, Grupa Dom Development wkroczyła w drugie półrocze z rekordowym potencjałem przychodów do rozpoznania w nadchodzących kwartałach. Na koniec czerwca br. miała w sumie ponad 5,4 tys. lokali, które zostały już sprzedane, ale jeszcze nieprzekazane nabywcom. Ich łączna wartość sprzedaży to niemal 4,1 mld zł.

Mocną stroną i przewagą rynkową Grupy Dom Development jest także jej silny bilans oraz wysoki poziom dostępnego finansowania – w wysokości niemal 1,6 mld zł (gotówka plus niewykorzystane linie kredytowe), wg stanu na koniec czerwca tego roku. Pozwala to Grupie elastycznie reagować na pojawiające się okazje.

Wybrane skonsolidowane wyniki finansowe Grupy Dom Development

Rachunek zysków i strat (dane w mln zł) II kw. 2025 II kw. 2024 Zmiana r/r I poł. 2025 I poł. 2024 Zmiana r/r
Przychody ze sprzedaży 552,1 663,7 (17)% 1 293,9 1 369,6 (6)%
Przychody ze sprzedaży wyrobów gotowych 505,1 613,3 (18)% 1 217,5 1 272,5 (4)%
Przekazane lokale (szt.) 611 716 (15)% 1 595 1 637 (3)%
Przychody na lokal (tys. zł) 826,7 856,6 (3)% 763,3 777,3 (2)%
Zysk brutto ze sprzedaży 201,9 198,9 2% 455,3 438,8 4%
Marża brutto 36,6% 30,0% 6,6 p.p. 35,2% 32,0% 3,2 p.p.
Zysk operacyjny (EBIT) 120,0 114,2 5% 302,0 285,8 6%
Marża EBIT 21,7% 17,2% 4,5 p.p. 23,3% 20,9% 2,4 p.p.
Zysk brutto 120,7 116,7 3% 304,7 288,4 6%
Marża zysku brutto 21,9% 17,6% 4,3 p.p. 23,6% 21,1% 2,5 p.p.
Zysk netto 97,3 93,8 4% 245,6 231,2 6%
Marża zysku netto 17,6% 14,1% 3,5 p.p. 19,0% 16,9% 2,1 p.p.
Zysk na akcję (zł) 3,77 3,64 4% 9,52 8,96 6%

 

Chorobowe od ZUS od pierwszego dnia? Projekt w stanie zawieszenia

Przedsiębiorcy nie chcą, by Rząd wycofał się z planu, by chorobowe od pierwszego dnia było płacone przez ZUS. 

– Trudna sytuacja budżetowa nie może być powodem dla którego rządzący wycofują się z ważnych dla przedsiębiorców zmian. Oczekujemy na oficjalną informację, jaka będzie przyszłość propozycji, by zasiłki od pierwszego dnia były pokrywane przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Uznajemy tę propozycję za ważną, bo pozwala ona na lepsze budowanie relacji pracowników i pracodawców, a jednocześnie na lepszą organizację pracy firmy – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Wycofanie się z prac nad projektem oceniane jest krytycznie przez  przedsiębiorców”

Przedsiębiorcy wiązali dużą nadzieję z zapowiedzianymi w kampanii wyborczej zmianami, gdzie deklarowano, iż zasiłki chorobowe pracowników, już od pierwszego dnia absencji będzie  pokrywał ZUS. Początkowo pomysł miał dotyczyć jedynie przedsiębiorców z zatrudnieniem do 10 osób, jednakże umowa koalicyjna rozszerzyła zapisy obejmując wszystkich przedsiębiorców.

Przedsiębiorcy przyjęli informację o wstrzymaniu prac negatywnie.

– Polityka Rządu RP musi wspierać przedsiębiorców. Nie chodzi tylko o pieniądze z KPO czy wprowadzanie zapisów deregulacyjnych, które doceniamy, ale także o zmiany systemowe, które sprawią, że prowadzenie biznesu będzie w Polsce łatwiejsze. Musimy dążyć do tego, by dla małych i średnich firm, codzienna działalność nie wiązała się z trudnościami spinania budżetów czy harmonogramów związanych z ilością pracowników, którzy dostępni są w pracy. Pomysł pokrywania kosztów zwolnienia lekarskiego od pierwszego dnia chorobowego przez ZUS uznaliśmy za jeden z tych pomysłów, który przedsiębiorcom jest potrzebny najbardziej – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Wycofanie się z prac nad projektem oceniane jest krytycznie przez  przedsiębiorców, bowiem to rozwiązanie byłoby realnym  wsparciem dla firm zwłaszcza tych z sektora MŚP, które w ostatnich czasach mocno odczuły rynek pracownika a także regulacje dotyczące wynagrodzenia minimalnego. Rezultatem są niedobory w zatrudnieniu i niski budżet wynagrodzeń. Mikroprzedsiębiorca nie dysponuje rezerwą pracowniczą w przypadku zwolnienia chorobowego pracownika a jeszcze musi pokrywać koszty jego zwolnienia chorobowego przez pierwsze 33 dni – mówi Agnieszka Zamaro – Wiśniewska, księgowa i ekspertka Północnej Izby Gospodarczej

– ZUS dysponuje narzędziami do przeprowadzania kontroli prawidłowości wykorzystywania zwolnień lekarskich, obecnie  pracodawcy mogą kontrolować pracowników dopiero gdy zatrudniają więcej niż 20 ubezpieczonych. Mniejsi i tak muszą wystąpić o kontrolę do oddziału ZUS co tylko wydłuża formalności – dodaje ekspertka.

Przedsiębiorcy: „Szukajmy kompromisów”

Eksperci zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej przyznają, że w pracach legislacyjnych Rządu RP brakuje im zadań, które w realny sposób przyczyniłyby się do poprawy prowadzenia firmy w Polsce.

– Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej pracuje nad wieloma projektami, ale przedsiębiorcy odnoszą wrażenie, że te najbardziej potrzebne przedsiębiorcom, jak np. opłacanie chorobowego przez ZUS od pierwszego dnia zwolnienia lekarskiego, idą wolniej niż powinny.  Jeżeli promujemy zasady deregulacji w sektorze MŚP to właśnie ta zmiana jest uproszeniem zasad relacji ZUS – przedsiębiorstwo, ale też pracownik – pracodawca – przyznaje Paweł Skotnicki, ekspert gospodarczy i ubezpieczeniowy.

– Ze strony pracodawcy nie ma wówczas presji, by pracownik wracał jak najszybciej do pracy, co sprzyja powrotowi do zdrowia. Jeżeli jest za to podejrzenie, że zwolnienie lekarskie wykorzystywane jest niezgodnie z przeznaczeniem to ZUS ma wszelkie możliwości kontrolne – dodaje Skotnicki.  – Jeżeli faktycznie płacenie od pierwszego dnia absencji jest zbyt kosztowne to warto zastanowić się chociaż nad skróceniem terminu opłacania składek przez przedsiębiorców, który wynosi obecnie 33 dni, czyli zdecydowanie za długo – dodaje ekspert.

Detektyw i windykator Małgorzata Marczulewska mówi o dziesiątkach spraw rocznie, gdy kontestowana jest zasadność zwolnienia lekarskiego. Zmiany w prawie przyniosłyby większą mobilizację Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w weryfikacji oraz karaniu osób nadużywających zwolnień lekarskich nielegalnie.

– Nie byłby to już obowiązek przedsiębiorcy, który zazwyczaj po prostu nie ma jak zweryfikować czy pracownik jest na zwolnieniu lekarskim słusznie czy symuluje lub wykorzystuje L4, by np. iść do innej pracy, wyjechać na wakacje czy np. ukrywać się przed zmianami w miejscu pracy. ZUS ma większe możliwości ich wykrycia nieprawidłowości. Co więcej to teraz właśnie przedsiębiorcy mają problem z walką z takimi zwolnieniami, bowiem jak powszechnie wiadomo otrzymanie długotrwałego zwolnienia za odpowiednią opłatą nie stanowi żadnego problemu – mówi Małgorzata Marczulewska.

Północna Izba Gospodarcza deklaruje gotowość do współpracy z Rządem RP nad opracowaniem kompromisowych przepisów. Ten projekt jednak nie powinien być porzucony.

Ceny kawy w Polsce rosną dwucyfrowo – lipiec przyniósł wzrost o 18%

W lipcu br. średnie ceny kawy w sklepach zwiększyły się rdr. o 18,3% (mielona) oraz o 16,8% (rozpuszczalna). Z kolei w czerwcu br. wzrosty rdr. wyniosły odpowiednio 25,1% i 20,3%. Natomiast w całym 2024 roku odnotowano skoki o 5,4% i 1% rdr. Wiadomo też, że w I półroczu br. sieci handlowe zrobiły zaledwie o 0,1% więcej akcji promocyjnych na kawę niż w analogicznym okresie ub.r. Promocji najbardziej przybyło rdr. w dyskontach – 13%. Dodatnie wyniki rdr. zanotowały też sieci cash&carry i sklepy typu convenience – odpowiednio 9,9% i 7,1%. Z kolei na minusie były zarówno hipermarkety, jak i supermarkety – 19,7% i 7,7%.

Według danych, cyklicznie zbieranych przez UCE RESEARCH i Uniwersytety WSB Merito (raport pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”), w lipcu br. średnie ceny kawy w sklepach poszły w górę rdr. o 18,3% (mielona) oraz o 16,8% (rozpuszczalna). Z kolei w czerwcu br. urosły odpowiednio o 25,1% i 20,3% rdr. Ponadto z tzw. szybkiego szacunku ww. podmiotów wynika, że dwucyfrowe podwyżki utrzymają się również w sierpniu (tj. do połowy miesiąca były na poziomach 17,9% i 16,9% rdr.). Natomiast w całym 2024 roku odnotowano wzrosty o 5,4% i 1% w porównaniu do 2023 roku. Do tego wspólna analiza Hiper-Com Poland, Grupy BLIX i UCE RESEARCH wykazała, że sieci handlowe dość ostrożnie podchodzą do robienia akcji rabatowych, które mogłyby pomóc w jakimś stopniu obniżyć ceny.

– Główne przyczyny gwałtownych wzrostów cen kawy można podzielić na kilka kluczowych czynników. Jednym z nich są zmiany klimatyczne i niekorzystne warunki pogodowe. Kurczą się obszary nadające się do uprawy. Prognozuje się, że do 2050 roku ich powierzchnia może spaść nawet o połowę. Druga kwestia to rosnące koszty produkcji i transportu. Dystrybutorzy i detaliści zaczęli je przerzucać na konsumentów. Trzecia sprawa to niski poziom globalnych zapasów. W następnej kolejności trzeba wskazać na rosnący popyt globalny. Do tego dochodzą spekulacje na rynkach finansowych – wylicza dr Rafał Parvi z Uniwersytetu WSB Merito.

Ekspert podkreśla, że ceny kawy na giełdach są wzmacniane przez działania funduszy inwestycyjnych i spekulantów, którzy reagują na informacje o nieurodzaju i innych zakłóceniach. W 2025 roku cena arabiki przekroczyła 4,35 USD za funt, a robusty osiągnęła rekordowe 5 694 USD za tonę. Wahania kursów walut, w tym osłabienie złotego wobec dolara, zwiększają koszty importu kawy do Polski. Dr Rafał Parvi przypomina też o inflacji i presji kosztowej. Wzrost kosztów energii, pracy i opakowań wpływa na ceny detaliczne kawy. Sieci handlowe w Polsce intensyfikują działania promocyjne wiosną, co maskuje wzrosty, ale później prowadzi do efektu odbicia cen.

– Bazując na analizach danych Hiper-Com Poland oraz sytuacji na międzynarodowych rynkach surowcowych, można oczekiwać, że do końca 2025 roku średnie ceny kawy mielonej wzrosną o kolejne 4-7%, a w przypadku kawy rozpuszczalnej – o 3-6%. Tempo wzrostu będzie zależne głównie od stabilizacji notowań arabiki i robusty oraz kursu złotego wobec dolara. Jeśli złoty się umocni, presja cenowa może się nieco zmniejszyć. W przeciwnym razie koszt importu dalej będzie rósł – prognozuje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland.

Ponadto ekspertka wyjaśnia, że w przypadku kawy rozpuszczalnej wzrosty będą nieco łagodniejsze, ponieważ część konsumentów już teraz zaczęła ograniczać jej zakup lub przeszła na tańsze alternatywy. Z kolei kawa mielona, szczególnie w segmencie premium, nadal będzie doświadczać presji cenowej – zarówno z powodu globalnej sytuacji, jak i ograniczonej elastyczności sieci w zakresie promocji.

– Warto również zauważyć, że przy aktualnym poziomie marż i strategii ograniczania liczby promocji przez sieci handlowe, realny koszt popularnej paczki kawy o wadze 250g może wzrosnąć o ok. 1-1,50 zł do końca roku. Cena w promocji będzie rzadziej schodzić poniżej 8 zł, a regularna może przekroczyć barierę 11 zł w wielu sieciach – uzupełnia Julita Pryzmont.

Do tego z raportu Hiper-Com Poland, Grupy BLIX i UCE RESEARCH wynika, że w I półroczu br. sklepy detaliczne w Polsce zrobiły zaledwie o 0,1% więcej akcji promocyjnych na kawę niż w analogicznym okresie ub.r. Zdaniem Marcina Lenkiewicza z Grupy BLIX, tak niewielki wzrost świadczy o tym, że sieci handlowe nie chcą dodatkowo obniżać marż w kategorii, w której ceny surowca są rekordowo wysokie i sama sprzedaż pozostaje stabilna. Promocje są w tym przypadku ograniczane, bo kawa i tak jest produktem o wysokiej lojalności konsumenckiej.

– W najbliższym czasie trudno spodziewać się wyraźnego zwiększenia liczby akcji rabatowych, chyba że dojdzie do wyraźnej stabilizacji cen na giełdach surowcowych lub nasilenia walki konkurencyjnej między dyskontami. Dla konsumentów oznacza to więc raczej konieczność przyzwyczajenia się do wyższych cen i uważniejszego śledzenia okazji, bo promocje mogą być rzadsze i mniej atrakcyjne niż w poprzednich latach – przewiduje Marcin Lenkiewicz.

W I półroczu 2025 roku rdr. najbardziej zwiększyły liczbę promocji dyskonty – o 13%. Na plusie znalazły się też sieci cash&carry – 9,9%, a także sklepy typu convenience – 7,1%. Z kolei na minusie rdr. były hipermarkety – 19,7%, jak również supermarkety – 7,7%. Eksperci wskazują na różnice w strategiach pomiędzy formatami.

– Dyskonty zwiększają liczbę promocji na kawę, bo to produkt codziennego wyboru, świetnie budujący ruch w sklepie i lojalność klienta. Mocne akcje na kawę dobrze wpisują się w ich model typu low price i hit promocyjny. Sieci cash&carry i convenience wykorzystują z kolei promocje, aby przyciągać przedsiębiorców oraz konsumentów kupujących szybko i blisko domu. Spadki w hipermarketach i supermarketach wynikają z ograniczania inwestycji w promocje w kategoriach wysokokosztowych. Te formaty tracą klientów i nie mają dziś takiej siły oddziaływania cenowego jak dyskonty – analizuje ekspert z Grupy BLIX.

Z kolei dr Rafał Parvi stwierdza, że ww. dane wskazują na rosnącą konkurencję w segmencie convenience i cash&carry oraz na zmieniające się nawyki konsumenckie, faworyzujące szybkie zakupy. Według eksperta, w przyszłości dyskonty i sieci convenience prawdopodobnie utrzymają dynamiczny wzrost promocji na kawę, hipermarkety będą odbudowywać akcje promocyjne w okresach sezonowych, a supermarkety pozostaną w tyle, chyba że dostosują się do nowych trendów. Dla konsumentów oznacza to konieczność aktywnego poszukiwania promocji w dyskontach i sieciach convenience, korzystania z aplikacji lojalnościowych oraz rozważenia zakupów w większych opakowaniach w cash&carry, aby zminimalizować koszty w obliczu wysokich cen kawy.

– Zebrane dane pokazują też wyraźną zmianę układu sił w handlu. Kawa staje się narzędziem promocyjnym głównie w rękach dyskontów. W najbliższym czasie można oczekiwać, że dyskonty będą jeszcze silniej eksploatować ten obszar. Natomiast hipermarkety i supermarkety raczej skoncentrują się na ograniczonych i selektywnych akcjach zamiast szerokiej walce cenowej – przewiduje Marcin Lenkiewicz.

Jak podsumowuje Julita Pryzmont, w najbliższych miesiącach głównym źródłem promocji kawy pozostaną dyskonty i ewentualnie sieci convenience. Natomiast w hipermarketach raczej nie należy oczekiwać dużego powrotu do intensywnych działań promocyjnych. Z perspektywy konsumenta oznacza to, że osoby poszukujące niższych cen kawy powinny śledzić ofertę głównie dyskontów, zarówno offline, jak i online, gdzie polityka promocyjna staje się coraz bardziej dynamiczna.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

W ramach analizy wzięto pod uwagę blisko 3,6 tys. cen detalicznych kawy występujących w lipcu 2025 roku i w analogicznym okresie w ubiegłym roku. Dane pochodzą z zasobów UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito. Są pozyskiwane w ramach projektu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”. Do tego analitycy z Hiper-Com Poland, Grupy BLIX i UCE RESEARCH porównali ilość promocji w sklepach dot. kawy mielonej i rozpuszczalnej. Analizie poddano ponad 10,3 tys. akcji promocyjnych przeprowadzonych w I półroczu 2025 roku i 2024 roku.

Magia pierwszego wrażenia – dlaczego warto zainwestować w wysokiej jakości kubki z logo?

W dzisiejszym konkurencyjnym świecie tworzenie pozytywnego pierwszego wrażenia ma kluczowe znaczenie dla sukcesu firmy, a wysokiej jakości kubki z logo stają się niezastąpionym narzędziem marketingowym. Te praktyczne i estetyczne gadżety nie tylko budują rozpoznawalność marki, ale również podkreślają profesjonalizm i dbałość o detale. Dowiedz się, jak odpowiednio zaprojektowane kubki mogą wzmacniać lojalność klientów i pozostawiać trwałe wrażenie na rynku.

Co sprawia, że pierwsze wrażenie zależy od jakości kubków z logo?

Jakość kubków reklamowych z logo odgrywa kluczową rolę w tym, jak marka jest postrzegana przez odbiorców. Wygląd i funkcjonalność produktu mają bezpośredni wpływ na opinię o firmie. Kubek, który łączy efektowny design z komfortem użytkowania, automatycznie podnosi wartość marki w oczach klientów. Na przykład produkt wykonany z trwałych materiałów oraz zaprojektowany z dbałością o szczegóły świadczy o profesjonalizmie firmy, budując zaufanie i pozytywne emocje. Estetyczne i praktyczne kubki zachęcają do częstszego użytkowania, co zwiększa widoczność marki. Komfort picia oraz trwałość podkreślają niezawodność firmy, kreując jej pozytywny wizerunek. Wybierając unikalne produkty jako prezenty firmowe, przedsiębiorstwo może być kojarzone ze starannością i wyjątkowością. Dzięki starannie dobranym materiałom i przemyślanemu projektowi logo, takie kubki stają się nie tylko narzędziem promocyjnym, ale także symbolem prestiżu i jakości. W ten sposób pełnią funkcję ambasadorów marki, wpływając na jej rozpoznawalność oraz budując trwałe relacje z klientami poprzez pozytywne pierwsze wrażenie.

Jak kubki z logo wspierają budowanie świadomości i wizerunku marki?

Kubki z logo odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu świadomości i wizerunku marki. Codziennie przyciągają wzrok zarówno w domach, jak i biurach. Dzięki możliwości personalizacji stają się efektywnym narzędziem marketingowym, które zwiększa widoczność i rozpoznawalność firmy. Regularne korzystanie z takiego gadżetu sprawia, że logo naturalnie wpisuje się w codzienność odbiorców, umacniając pozycję marki w ich umysłach.

Prezenty personalizowane, takie jak kubki z logo, wspierają emocjonalne zaangażowanie klientów. Estetyczne dopasowanie do wartości firmy wzmacnia pozytywny obraz oraz tworzy więzi emocjonalne, co skutkuje większą lojalnością. Przykładowo, podczas eventów i targów takie kubki mogą podnieść prestiż przedsiębiorstwa, przyciągając uwagę gości i potencjalnych klientów.

Jakie materiały i techniki znakowania zapewniają trwałość i estetykę kubków reklamowych?

Wytrzymałość i estetyka kubków reklamowych w dużej mierze zależą od zastosowanych materiałów oraz metod znakowania. Do najważniejszych surowców należą:

  • ceramika,
  • metal,
  • plastik,
  • kubki termiczne.

Ceramika łączy trwałość z atrakcyjnym wyglądem, podczas gdy metal zachwyca elegancją i wysoką odpornością na uszkodzenia. Plastik natomiast charakteryzuje się lekkością i korzystną ceną. Metody znakowania mają kluczowy wpływ na wytrzymałość nadruku. Sublimacja doskonale sprawdza się przy ceramice, oferując żywe kolory i długotrwały efekt. Tampodruk jest idealny dla prostych grafik umieszczanych na plastiku. Jeśli chodzi o metal, grawerowanie laserowe tworzy elegancki wzór odporny na ścieranie. Przy wyborze techniki warto uwzględnić rodzaj materiału kubka, dostępny budżet oraz zamierzony efekt wizualny. Niemniej jednak w kontekście zrównoważonego rozwoju coraz większe znaczenie mają ekologiczne materiały i procesy produkcji. Odpowiednie dobranie surowców i metod wpływa nie tylko na praktyczność kubków promocyjnych, ale także kształtuje sposób postrzegania marki przez klientów.

Na co zwrócić uwagę przy wyborze dostawcy i budżetu na firmowe kubki?

Wybierając dostawcę kubków firmowych z logo, warto rozważyć kilka istotnych aspektów. Przede wszystkim zwróć uwagę na jakość wyrobów oraz techniki znakowania, które mają wpływ na trwałość nadruków i estetyczny wygląd. Różnorodność materiałów, takich jak ceramika, metal czy plastik, pozwala dopasować produkt do specyficznych potrzeb marki.

Budżet przeznaczony na firmowe kubki powinien współgrać z celami kampanii marketingowej. Przy większych zamówieniach tańsze opcje, jak plastik czy ceramika, mogą być odpowiednie. Z kolei inwestycja w droższe metalowe kubki z grawerem może okazać się trafnym wyborem jako prezent dla kluczowych klientów. Analiza kosztów oraz zwrotu z inwestycji (ROI) pomoże zoptymalizować wydatki. Nie mniej istotny jest profesjonalizm dostawcy. Warto sprawdzić referencje i opinie innych klientów, by upewnić się co do jakości i terminowości realizacji zamówień. Dbałość o detale, takie jak estetyka opakowań, wpływa na postrzeganie marki przez odbiorców.

Nie tylko reklama. Dlaczego firmy inwestują w sport, by wygrać

Coraz więcej przedsiębiorstw angażuje się w sponsoring sportowy. To już nie tylko narzędzie promocji, ale element strategii CSR i employer brandingu. Sport staje się skuteczną platformą do budowania relacji ze społecznością, wzmacniania pozytywnego wizerunku marki i podkreślania jej odpowiedzialności społecznej.

Sport staje się coraz ważniejszym obszarem działań komunikacyjnych firm, szczególnie na poziomie lokalnym. Z danych raportu Sponsoring Monitor ARC Rynek i Opinia wynika, że ponad 60% Polaków pozytywnie ocenia marki angażujące się w sponsoring sportowy. Co więcej, aż 45% deklaruje, że obecność logo firmy na koszulkach drużyny czy podczas zawodów zwiększa ich sympatię wobec marki. To dowód, że sponsoring sportowy to nie tylko koszt, ale realna inwestycja w wizerunek i relacje z otoczeniem.

Firmy angażujące się w sport korzystają z mechanizmu tzw. transferu wartości. Kibic, utożsamiający się z klubem czy zawodnikiem, automatycznie przypisuje pozytywne emocje sponsorowi. To nie jest abstrakcyjna teoria – takie efekty pokazują badania wizerunkowe prowadzone w branży FMCG i usług. Lokalny biznes może z tego czerpać równie skutecznie, a nawet intensywniej, bo więzi w mniejszych społecznościach są silniejsze. — komentuje Łukasz Roszkowski ekspert ds. marketingu

Według raportu Deloitte “Global Sports Sponsorship Trends” sponsoring sportowy generuje średnio 1,5–2 razy wyższe wskaźniki zapamiętywalności marki niż reklama telewizyjna. W przypadku sportu lokalnego, gdzie relacja z odbiorcą jest bezpośrednia, ten efekt bywa jeszcze silniejszy.

Wizerunek budowany na emocjach sportowych jest nieporównywalnie bardziej trwały niż w kampaniach stricte reklamowych. To element długofalowej strategii, który wzmacnia markę i zwiększa lojalność klientów. Przedsiębiorstwa, które konsekwentnie wspierają sport, uzyskują efekt podobny do budowania marki premium – są postrzegane jako odpowiedzialne i wiarygodne.— ocenia Łukasz Roszkowski

Z perspektywy CSR sponsoring sportowy jest przykładem działania o dużej skali oddziaływania społecznego – firma realnie wspiera rozwój młodzieży, promocję aktywności fizycznej i integrację społeczności. To bezpośrednio przekłada się na wizerunek odpowiedzialnego i świadomego partnera lokalnej społeczności. Jednocześnie ma to wymiar employer brandingowy: przedsiębiorstwo angażujące się w sport buduje narrację, że dba o zdrowie i rozwój ludzi, co jest coraz bardziej cenione przez potencjalnych pracowników. Badania nad rynkiem pracy pokazują, że kandydaci częściej wybierają pracodawców utożsamianych z wartościami społecznymi i zrównoważonym rozwojem – a sponsoring sportu wpisuje się w ten trend w sposób szczególnie wiarygodny.

Zaangażowanie w sport ma ogromne znaczenie wizerunkowe. Z jednej strony firma staje się częścią procesu wychowania i integracji społecznej, a z drugiej – wysyła czytelny sygnał do obecnych i przyszłych pracowników, że nie jest obojętna wobec wartości społecznych. To przykład komunikacji, która działa równocześnie na poziomie lokalnej wspólnoty, budowania marki i employer brandingu.— podkreśla Łukasz Roszkowski

Z perspektywy klubów sportowych, wsparcie finansowe czy rzeczowe od firm często decyduje o możliwości funkcjonowania. Dla przedsiębiorstw natomiast sponsoring przekłada się nie tylko na wizerunek, ale także na wymierne korzyści biznesowe. Badania Harvard Business Review wskazują, że marki inwestujące w inicjatywy społeczne mają średnio o 12% wyższy poziom lojalności klientów niż te, które tego nie robią.

Przedsiębiorstwo sponsorując drużynę czy wydarzenie, nie tylko wzmacnia swoją rozpoznawalność, ale również zwiększa prawdopodobieństwo, że mieszkańcy wybiorą jego produkty czy usługi. To przykład synergii, w której wszyscy wygrywają – sportowcy, kibice i biznes.— zaznacza Łukasz Roszkowski

Współczesne strategie komunikacyjne coraz mocniej stawiają na CSR (Corporate Social Responsibility). Raport Edelman Trust Barometer 2024 pokazuje, że 63% konsumentów oczekuje od firm realnego wpływu na otoczenie, w którym funkcjonują. Sport – dzięki swojej masowości i sile emocjonalnej – jest jednym z najbardziej naturalnych pól do realizacji tej potrzeby.

Dziś konsumenci oceniają marki nie tylko przez pryzmat ceny i jakości. Liczy się, jakie wartości reprezentują. Dlatego zaangażowanie w sport, zwłaszcza na poziomie lokalnym, jest jasnym sygnałem, że firma chce być częścią społeczności i budować jej przyszłość.— podsumowuje Łukasz Roszkowski

Czym jest Security Operations Center (SOC) i SOC as a Service

Security Operations Center (SOC), czyli centrum operacji bezpieczeństwa, to zespół ludzi, procesów i technologii, którego celem jest stałe monitorowanie infrastruktury informatycznej organizacji oraz reagowanie na cyberzagrożenia. Najprościej mówiąc, SOC jest cyfrową wieżą kontrolną – dba o to, aby wszystkie systemy działały bezpiecznie, a ewentualne incydenty były szybko wykrywane i neutralizowane.

W praktyce oznacza to pracę analityków, którzy całodobowo obserwują sygnały z sieci i systemów firmowych, badają nietypowe zdarzenia, a gdy trzeba – gaszą pożary, czyli zatrzymują ataki. Jednocześnie zespół SOC analizuje nowe trendy w świecie cyberzagrożeń i dba o to, aby zabezpieczenia były na bieżąco aktualizowane.

Po co organizacjom SOC?

Krajobraz zagrożeń jest dziś wyjątkowo złożony. Firmy narażone są nie tylko na wirusy czy phishing, ale również na wyrafinowane ataki hakerskie, próby kradzieży danych, a nawet działania złośliwych pracowników wewnątrz organizacji. SOC odpowiada na te wyzwania, zapewniając nieprzerwany nadzór i szybkie reagowanie.

Bez specjalistów monitorujących systemy łatwo przeoczyć sygnały ostrzegawcze – nietypowy ruch w sieci, podejrzane logowanie czy próbę zaszyfrowania danych. SOC pozwala takie zdarzenia zauważyć w porę i zareagować, zanim spowodują realne straty.

Tradycyjny SOC a SOC as a Service

Budowa własnego SOC jest przedsięwzięciem kosztownym i skomplikowanym. Wymaga zatrudnienia specjalistów, zakupu systemów do monitorowania i korelacji zdarzeń, stworzenia procedur, a potem ciągłego rozwijania kompetencji oraz technologii. To rozwiązanie, na które decydują się zwykle największe przedsiębiorstwa i instytucje.

Alternatywą jest SOC as a Service, czyli usługa świadczona przez wyspecjalizowanego dostawcę. Firma nie musi inwestować w budowę całej infrastruktury ani prowadzić własnego zespołu – korzysta z kompetencji i narzędzi dostępnych „na abonament”. To model podobny do chmury obliczeniowej: klient płaci za korzystanie, a dostawca dba o zasoby i ich rozwój.

Różnice między tymi podejściami sprowadzają się do trzech obszarów. Po pierwsze – kosztów: własny SOC to inwestycja kapitałowa i wysokie koszty stałe, a SOC as a Service to przewidywalny wydatek operacyjny. Po drugie – zasobów ludzkich: znalezienie i utrzymanie ekspertów bezpieczeństwa jest coraz trudniejsze, a w modelu usługowym firma dostaje dostęp do ich wiedzy od razu. Po trzecie – czasu: zbudowanie SOC trwa miesiące lub lata, podczas gdy usługa może ruszyć w kilka tygodni.

Kiedy warto rozważyć model usługowy?

SOC w formie usługi jest szczególnie atrakcyjny, gdy organizacja nie dysponuje dużym działem IT ani budżetem na własne centrum bezpieczeństwa. Sprawdza się również wtedy, gdy potrzebna jest szybka poprawa poziomu ochrony – na przykład po incydencie, podczas ekspansji na nowe rynki lub po wejściu w życie wymogów regulacyjnych.

Dla wielu firm kluczowa jest dostępność całodobowego monitoringu. Zapewnienie dyżurów 24/7 wewnątrz organizacji jest kosztowne i trudne logistycznie, a zewnętrzny SOC może takie wsparcie zapewnić w standardzie. Model usługowy warto także rozważyć wtedy, gdy organizacja chce przewidywalnych kosztów i elastyczności – zakres usługi można łatwo dopasować do zmian w firmie.

Jak wygląda wdrożenie?

Proces rozpoczęcia współpracy z dostawcą SOC as a Service zwykle zaczyna się od analizy potrzeb i oceny obecnego stanu bezpieczeństwa. Następnie definiuje się zakres usługi – czyli jakie systemy mają być monitorowane i jak ma wyglądać reakcja na incydenty. Kolejny etap to integracja z infrastrukturą klienta: podłączenie logów, konfiguracja narzędzi i ustalenie procedur komunikacji.

Po testach i uruchomieniu usługa zaczyna działać w trybie ciągłym. Zespół dostawcy monitoruje środowisko, filtruje alerty, reaguje na zagrożenia i przekazuje raporty menedżerom. Dobre wdrożenie nie jest jednorazowym projektem – to proces, w którym reguły i procedury są stale dopasowywane do zmieniającej się sytuacji w firmie i w świecie cyberataków.

Koszty i modele współpracy

Usługa SOCaaS najczęściej rozliczana jest w modelu abonamentowym. Cena zależy od wielkości środowiska i zakresu usługi – inny będzie koszt dla kilkunastu serwerów w średniej firmie, a inny dla międzynarodowej korporacji. Dostawcy oferują również różne tryby współpracy: monitoring całodobowy, nadzór tylko w określonych godzinach, albo pełną obsługę incydentów wraz z działaniami naprawczymi.

Choć trudno mówić o konkretnych kwotach, można przyjąć, że koszt SOC as a Service to ułamek tego, co pochłonęłoby stworzenie i utrzymanie własnego zespołu. W praktyce wiele organizacji traktuje to jako inwestycję w spokój i ciągłość działania.

O co pytać dostawcę?

Decydując się na SOC as a Service warto przeprowadzić rozmowę, która da jasność co do zakresu i jakości usługi. Kluczowe pytania dotyczą tego, jak wygląda reakcja na incydenty, jakie technologie są stosowane, w jaki sposób raportowane są zdarzenia oraz czy dostawca spełnia wymagania prawne i branżowe. Istotne jest też, aby upewnić się, gdzie przechowywane będą dane oraz jak zabezpieczona jest komunikacja z centrum operacyjnym.

Raport kwartalny Nvidii nie zachwycił Wall Street

Nvidia ma za sobą kolejny raport, który dowiódł, że popyt na sztuczną inteligencję stale rośnie, napędzając biznes firmy. Spółka utrzymuje niemal monopolistyczną pozycję na rynku układów AI od 2023 roku. Akcje spółki traciły jednak 2,6% w handlu po zamknięciu sesji, choć na finalne 'przyjęcie’ wyników na Wall Street przyjdzie nam poczekać co najmniej do jutrzejszego otwarcia amerykańskiej giełdy.

Pomimo świetnej dynamiki wzrostu, inwestorzy zareagowali na raport delikatną niepewnością, ponieważ sprzedaż w segmencie centrów danych (AI) rozminęła się z oczekiwaniami o symboliczne 200 mln USD, rosnąc kwartalnie o 5% i 56% rocznie do 41,1 mld USD. Co prawda analitycy windowali oczekiwania w ostatnich dniach, 'przyłączając się do optymistycznego trendu’, ale wobec coraz bardziej wymagającej wyceny, każda 'rysa na szkle’ dla spółki może okazać się kosztowna. Podobnie jak dla całego Wall Street.

Ryzyko koncentracji jest znaczące, ponieważ Nvidia aktualnie odpowiada za ok. 10% całego indeksu Nasdaq 100 i blisko 8% flagowego, amerykańskiego indeksu akcji S&P 500. Przez ostatnie 2 lata, 'koncentracja’ sprzyjała rynkom akcji, w miarę jak wyniki Nvidia wręcz zachwycały dynamiką wzrostu, mimo rosnącej, ogromnej skali. Tempo to zawróciło inwestorom w głowie i do dziś pozwala wierzyć, że podobne tempo wzrostu jest osiągalne dla spółki w kolejnych kwartałach i latach. W efekcie dzisiejsza wycena okazałaby się oderwana od fundamentów, jeśli biznes Nvidii w segmencie centrów danych miały istotnie spowolnić. Ale dziś nie obserwujemy zwiastunów takiego scenariusza.

Różnica na poziomie 200 mln USD, przy skali przekraczającej 41 mld USD nie jest znacząca, przez co błędem byłoby nadawać jej 'strategiczne’ znaczenie. Co więcej, firma wyłączyła z wyników 'zawieszoną’ sprzedaż układów H20 do Chin a w kolejnym kwartale prognozuje sprzedażna poziomie ok. 54 mld USD. Akcje spółki nieznacznie tanieją po raporcie, choć ten nie tylko potwierdza, że biznes AI 'nie schodzi ze sceny’, ale także segmenty takie jak gaming, wizualizacja i rozwiązania dedykowane dla sektora motoryzacyjnego mają się bardzo dobrze.

Sprzedaż chipów Blackwell wzrosła o 17% kwartał do kwartału, ponad trzykrotnie przekraczając dynamikę sprzedaży w centrach danych ogółem. Wzrost zysku netto i sprzedaży rok do roku nadal wygląda imponująco. Wyniki nie powinny być powodem do niepokoju, a Wall Street może nie chcieć sprzedawać akcji firmy, przynajmniej do 'pierwszego, zaskakująco słabego raportu’. Wciąż nie widać go dziś na horyzoncie.

Autor: Eryk Szmyd, analityk XTB

Chaos polityczny we Francji i nowe cła Trumpa – dolar zyskuje, złoty pod presją

Francja powoli staje się europejskim synonimem chaosu politycznego, za chwilę znowu może być bez rządu. Prezydent Trump nie rezygnuje ze swojej ulubionej broni, a na celowniku ponownie Chiny i Indie. Apetyt na rynkowe ryzyko maleje, co wzmacnia USD i uderza w PLN.

We Francji po staremu

Premier Francois Bayrou postanowił wyrwać francuską politykę z wakacyjnego marazmu i zagrał klasyczną kartą. Wystąpił o głosowanie nad wotum zaufania dla swojego rządu, które tak naprawdę będzie też wyrażeniem poparcia (lub jego braku) dla bardzo niepopularnego w społeczeństwie planu zmniejszania zadłużenia państwa. Media zwracają uwagę na symbolikę sceny, gdy premier w trakcie wchodzenia na podium, aby uargumentować swoją decyzję, potknął się i nieomal upadł. Z wypowiedzi liderów frakcji politycznych można na ten moment wywnioskować, że 8 września (termin głosowania) francuski rząd rzeczywiście upadnie, co otworzy nowy rozdział w chaosie ogarniającym tamtejszą scenę polityczną od kilku lat. Następny krok będzie należał do prezydenta Emmanuela Macrona, który albo poszuka nowego szefa rządu, którego zaakceptuje parlament, albo rozpisze kolejne wybory. Inwestorzy zareagowali w klasyczny sposób na wzrost ryzyka politycznego, które niesie za sobą ryzyka fiskalne i zadłużeniowe, czyli awersją do francuskich aktywów. We wtorek główny indeks paryskiej giełdy CAC40 zniżkował o 1,5% (od otwarcia tygodnia to już -3%), a rentowność 10-letnich obligacji skarbowych wzrosła do 3,5%, czyli najwyższego poziomu od marca. Dodatkowo spread (różnica punktowa) między 10-latkami francuskimi a niemieckimi sięgnęła blisko 80 punktów, czyli największej wartości od kwietnia.

Cłami w Azję

Prezydent Donald Trump aktualnie obrał za cel kierunek azjatycki. Najpierw zagroził nałożeniem 200 proc. stawek celnych „albo coś w tym stylu” – to cytat, na chińskie produkty, o ile Państwo Środka nie przywróci pełnych dostaw magnesów do Stanów. Chiny traktują eksport metali ziem rzadkich (kontrolują 90% światowej produkcji magnesów) jako punkt nacisku na USA w negocjacjach handlowych, ponieważ te surowce są niezbędne dla elektroniki i zaawansowanych technologii. Dodatkowym polem pertraktacji stały się samoloty, ponieważ Boeing prowadzi rozmowy o sprzedaży aż 500 maszyn do Chin. Prezydent Trump zdradził, że Amerykanie potrafili w ostatnim czasie wstrzymać dostawy części zamiennych dla chińskich przewoźników. Po tych doniesieniach można założyć, że do osiągnięcia porozumienia handlowego między tymi dwoma krajami jeszcze daleka droga. Biały Dom uderza też w innego azjatyckiego gracza i nakłada 50 proc. cła na niektóre produkty z Indii. Ten ruch to konsekwencja zapowiadanej kary za kontynuowanie zakupów rosyjskiej ropy przez Indusów. Jednak także w tym wypadku prezydent Trump trafił na twardego przeciwnika. Według doniesień niemieckich mediów premier Narendra Modi miał w ostatnich tygodniach zignorować aż cztery próby kontaktu telefonicznego ze strony amerykańskiego przywódcy. Klimat do negocjacji z azjatyckimi mocarstwami staje się coraz bardziej napięty, co powoli może się przekładać na zwiększoną awersję do ryzyka na rynkach.

Środowy risk off

W oczywisty sposób napięcia na azjatyckim kierunku już przełożyły się na notowania tamtejszych parkietów giełdowych. Główne indeksy zaliczyły mocny spadek w Hongkongu (-1,13%), Szanghaju (-1,7%) i Mumbaju (-1%). Europa otworzyła się głównie nad kreską, ale zyski w pierwszej godzinie handlu są co najwyżej rachityczne, czego najlepszym przykładem jest balansujący wokół wczorajszego poziomu zamknięcia  frankfurcki DAX. Za przykładem rynków bazowych podążą Warszawa, gdzie WIG20 znowu ma problem z utrzymaniem psychologicznego poziomu 2900 pkt. Na rynku walutowym mimo działań prezydenta Trumpa (zwolnienie jednej z członkiń Rady Gubernatorów Fed), które dość powszechnie postrzegane są jako próba zmniejszenia niezależności władzy monetarnej, to dolar znów przeszedł do ataku. „Zielony” na ten moment nie planuje tracić swojego tradycyjnego waloru bezpiecznej przystani. Kurs EUR/USD po raz kolejny próbuje naruszyć od góry psychologiczne 1,16 $, a tym samym zagrozić dolnemu ograniczeniu sierpniowej konsolidacji. Przekłada się to na presję na waluty rynków wschodzących, w tym polskiego złotego. O godz. 10 kurs EUR/PLN utrzymuje się powyżej 4,26 zł, a kurs USD/PLN przekracza 3,67 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:30 – USA – zapasy ropy naftowej,

22:00 – USA – wyniki kwartalne spółki Nvidia (po zamknięciu notowań na Wall Street).

Autor: Adam Fuchs –  analityk w InternetowyKantor.pl

Boom na rynku kredytów mieszkaniowych – II kwartał z rekordowym wzrostem akcji kredytowej

W drugim kwartale 2025 r. banki udzieliły o 15 proc. więcej kredytów mieszkaniowych niż w poprzednim kwartale i o 22 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej – wynika z najnowszego raportu o kredytach mieszkaniowych i cenach transakcyjnych nieruchomości AMRON-SARFiN. Wartość kredytów udzielonych w tym okresie wyniosła ponad 24 mld zł, co oznacza wzrost o 29 proc. r./r. Jednocześnie pojawiły się oczekiwane przez potencjalnych nabywców spadki średnich cen transakcyjnych na rynku mieszkaniowym w niektórych miastach.

Po czterech kwartałach stabilności na rynku kredytów mieszkaniowych, które okazały się niezbędne dla odreagowania zaburzenia wprowadzonego przez program „Bezpieczny Kredyt 2%”, w II kwartale 2025 r. akcja kredytowa ponownie nabrała tempa. W okresie od kwietnia do czerwca banki w Polsce udzieliły 55 519 kredytów mieszkaniowych o łącznej wartości ponad 24 mld zł. Znacząco wzrosła również wartość nowego kredytu hipotecznego, która na koniec czerwca wyniosła 443 tys. zł.

Ten systematyczny wzrost średniej wartości kredytu mieszkaniowego sprawił, że łączna wartość portfela aktywnych kredytów mieszkaniowych przekroczyła ponownie, po 4 latach, pułap 500 mld zł, i to pomimo kontynuacji spadku liczby tych kredytów. Liczba czynnych umów o kredyt mieszkaniowy w Polsce na koniec II kwartału 2025 r. wyniosła 2 176 tys. kredytów.

Wyższemu zainteresowaniu zaciąganiem kredytów mieszkaniowych sprzyja wyhamowanie wzrostu cen transakcyjnych mieszkań, wzrost wynagrodzeń oraz zmaterializowana 7 maja 2025 r. zapowiedź obniżki stóp procentowych NBP. Pierwsza od października 2023 r. decyzja o obniżce stóp procentowych o 0,50 p.p. spowodowała obniżenie stopy referencyjnej z 5,75 proc. do 5,25 proc., co zdecydowanie wpłynęło na wzrost zdolności kredytowej widoczny na wykresie monitorowanego przez Centrum AMRON Indeksu Dostępności Mieszkaniowej – mówi dr Jacek Furga, przewodniczący Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości ZBP i prezes CPBiI.

Tak znaczący wzrost akcji kredytowej spowodował pogorszenie dwóch wskaźników oceny jakości nowego portfela kredytowego. Nieznacznie wzrósł udział kredytów o wskaźniku LtV powyżej 80 proc. – ich odsetek wzrósł o 1,56 proc., do poziomu 28,25 proc.. Niepokojącym sygnałem jest również wydłużanie okresu zapadalności nowo udzielanych kredytów. W porównaniu do wyników z II kwartału 2024 r., o 4,5 p.p. wzrósł udział kredytów o okresie zapadalności między 25 i 35 lat.

Niezależnie jednak od tych niepokojących sygnałów dotyczących bieżącej akcji kredytowej z satysfakcją należy odnotować kolejny spadek wskaźnika kredytów zagrożonych w portfelu kredytów mieszkaniowych ogółem do poziomu 1,47 proc. Jest to kontynuacja spadkowej tendencji, która utrzymuje się od połowy 2023 r. – komentuje dr Jacek Furga.

W analizowanym okresie zaobserwowano także kontynuację słabnącej koniunktury inwestycyjnej deweloperów mieszkaniowych. Co prawda w II kwartale 2025 r. firmy deweloperskie przekazały do użytkowania ponad 29 tys. mieszkań i domów – o prawie 6 proc. więcej niż w poprzednim kwartale i mniej o niecały 1 proc. niż rok wcześniej. Jednak w kategoriach świadczących o stanie bieżącej koniunktury – liczbie uzyskanych pozwoleń budowlanych oraz rozpoczynanych budów – zanotowano znaczne spadki.

W II kwartale 2025 r. na rynku mieszkaniowym pojawiły się wyczekiwane przez potencjalnych nabywców spadki średnich cen transakcyjnych. W porównaniu do cen z I kwartału 2025 r.:

  • w Krakowie spadek wyniósł 2,73 proc.,
  • w Warszawie 1,67 proc.,
  • w Poznaniu 1,27 proc..

W pozostałych aglomeracjach odnotowano symboliczne wzrosty poniżej 1 proc., a jedynie w Gdańsku ceny wzrosły o 1,18 proc.

Do stabilizacji cenowej doszło również na rynku najmu prywatnego mieszkań. W II kwartale 2025 r. przeważały wzrosty stawek czynszu (średnio między 1,5 a 2,5 proc.), jednak w skali roku wzrosty czynszów – z wyjątkiem Gdańska i Łodzi – nie przekraczały poziomu 5 proc.

Trump kontra Fed? Rynki patrzą na Nvidię, ignorując próbę odwołania Lisy Cook

Mimo bezprecedensowej próby Donalda Trumpa odwołania Lisy Cook z Rady Gubernatorów Rezerwy Federalnej, rynki finansowe wykazały się zaskakującym spokojem. Potencjalne zagrożenie dla niezależności amerykańskiego banku centralnego zostało w dużej mierze zignorowane przez inwestorów, którzy skoncentrowali się na wynikach kwartalnych Nvidii – spółki technologicznej będącej obecnie jednym z kluczowych motorów wzrostu indeksów giełdowych. Takie odwrócenie uwagi od fundamentalnych kwestii instytucjonalnych może jednak okazać się kosztownym błędem w dłuższym horyzoncie.

Notowania dolara amerykańskiego wykazały chwilową słabość, ale szybko nastąpiło odbicie. Na rynku obligacji skarbowych nie doszło do istotnych przetasowań – rentowność papierów dziesięcioletnich nieznacznie spadła, natomiast trzydziestoletnich lekko wzrosła. Tymczasem główne indeksy giełdowe – Dow Jones, S&P 500 i Nasdaq – utrzymały trend wzrostowy, jakby napięcia wokół Rezerwy Federalnej nie miały większego znaczenia dla perspektyw rynkowych.

Eksperci ostrzegają jednak przed złudnym spokojem. Rynki mogą nie doszacowywać ryzyka, jakie niesie potencjalne naruszenie niezależności Fed, a także ewentualna zmiana kierunku polityki pieniężnej po 2026 roku. Brak zdecydowanej reakcji może wynikać zarówno z bagatelizowania zagrożeń, jak i z oczekiwania, że ewentualne kontrowersje zostaną rozstrzygnięte na drodze sądowej.

Jeśli Trump skutecznie doprowadzi do odwołania Cook, uzyska kolejne miejsce w Radzie Gubernatorów, co – po wcześniejszej rezygnacji Adriany Kugler – może zapewnić mu przewagę nominowanych przez siebie członków. W efekcie możliwe byłoby ukształtowanie bardziej „gołębiego” Fed, skłonnego do wcześniejszych i głębszych obniżek stóp procentowych. Taki scenariusz, choć potencjalnie korzystny dla rynku nieruchomości i sektora budowlanego, niesie ze sobą ryzyko wyższej inflacji oraz osłabienia pozycji dolara na rynkach międzynarodowych.

Na platformach zakładów politycznych, takich jak Kalshi czy Polymarket, prawdopodobieństwo skutecznego usunięcia Cook w 2025 roku szacowane jest obecnie na około 33%. Mimo że rynki zachowują się tak, jakby kwestia politycznej ingerencji w Fed była marginalna, coraz więcej ekonomistów i analityków ostrzega, że jej skutki mogą być poważne. Niezależność Rezerwy Federalnej, traktowana dotąd jako jeden z fundamentów stabilności gospodarczej USA, może zostać naruszona – a to z kolei mogłoby uruchomić falę nieprzewidywalnych zmian w polityce pieniężnej i na rynkach finansowych.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Rekordowe przychody i portfel zamówień Rheinmetalla, ale inwestorzy obawiają się turbulencji

Przemysł i firmy zbrojeniowe znajdują się obecnie w centrum zainteresowania, nie tylko inwestorów. Już w przyszłym tygodniu w Kielcach odbędzie się Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego, najważniejsze targi zbrojeniowe w Europie Środkowej. Od środy na warszawskim parkiecie będzie notowany nowy fundusz ETF umożliwiający inwestycje w branżę zbrojeniową państw NATO. Jednym z kluczowych elementów portfela funduszu, odpowiadającym za 4,5 proc., jest Rheinmetall – niemiecki koncern zbrojeniowy, który w ostatnim czasie przeżywał trudniejsze momenty. Inwestorzy wciąż zadają sobie pytanie, czy akcje firmy mogą dalej rosnąć, czy też hossę mają już za sobą. W drugim kwartale akcje spółki były inwestycyjnym hitem, bowiem liczba polskich inwestorów posiadających jej papiery wzrosła o 18 proc., co było czwartym najwyższym wynikiem według badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego.

Wczoraj akcje Rheinmetall wzrosły o 1,5 proc. Ostatnie tygodnie upłynęły jednak pod znakiem korekty, a obecna cena pojedynczej akcji wynosi 1650 euro, czyli o 15 proc. mniej niż rekord z czerwca na poziomie 1940 euro. Trzy ostatnie tygodnie przyniosły spadki wywołane nadziejami inwestorów m.in. na deeskalację i zakończenie wojny w Ukrainie. Spółka w ostatnich latach dała inwestorom powody do satysfakcji – od początku roku kurs wzrósł o 168 proc., w ciągu ostatnich 12 miesięcy o 208 proc., a w perspektywie pięciu lat nastąpił spektakularny niemal 20-krotny wzrost ceny akcji.

Wyniki za drugi kwartał 2025 roku potwierdzają, że spółka wciąż korzysta z europejskiego boomu zbrojeniowego. Przychody wzrosły o 24 proc. do 4,7 mld euro, a zysk operacyjny o 18 proc. do 475 mln euro. Największy rozwój dotyczył segmentu obronnego, gdzie sprzedaż zwiększyła się o 36 proc., a marża operacyjna utrzymała się na poziomie 12,4 proc. W poszczególnych działach widać dalszy potencjał – Vehicle Systems i Electronic Solutions notują wzrosty przekraczające 40 proc., a dział Weapon & Ammunition osiągnął rekordową marżę powyżej 21 proc.

Kluczowym czynnikiem dla całej branży pozostaje dynamika nowych zamówień. Firmy obronne muszą nie tylko pozyskiwać kontrakty, ale także sprawnie je realizować. Portfel zamówień Rheinmetalla na koniec drugiego kwartału wyniósł 63 mld euro, a według prezesa Armina Pappergera może wzrosnąć nawet do 120 mld euro w kolejnych latach. Szczególnie obiecujące są zamówienia z Niemiec, gdzie rząd planuje wydatki rzędu 30–35 mld euro na czołgi i pojazdy opancerzone. Dodatkowym impulsem jest dziesięciokrotne zwiększenie mocy w zakresie amunicji, co obniża koszty i poprawia konkurencyjność. Podobne efekty mogą w kolejnych latach dotyczyć także innych obszarów produkcji, co przełoży się na większy popyt. Rozbudowa mocy wytwórczych pozostaje jednym z kluczowych motorów wzrostu, choć jednocześnie rodzi ryzyko nadpodaży, jeśli popyt zacznie słabnąć.

Rheinmetall nie jest uzależniony od jednego budżetu czy pojedynczego klienta, co zwiększa odporność biznesową. Nowe ustępstwa ze strony Unii Europejskiej wobec USA mogą jednak spowolnić dotychczasową dynamikę zamówień, z powodu przekierowania części unijnych wydatków do firm amerykańskich. Pomimo tych ryzyk boom w branży obronnej trwa, a rosnący popyt wciąż wspiera wyceny.

Firma ma jednak także słabe punkty. Wolne przepływy pieniężne operacyjne spadły do –644 mln euro wobec –19 mln euro rok wcześniej, co wynika z intensywnych inwestycji i gromadzenia zapasów.  Słabo wypadł segment Power Systems, notując spadek sprzedaży i zysków. Do tego w drugim kwartale przychody okazały się niższe od oczekiwań, co natychmiast wywołało spadek kursu akcji o 6 proc. Te czynniki pokazują, że mimo świetnych wyników w obronności Rheinmetall musi mierzyć się z wyzwaniami w działalności cywilnej i z ryzykiem wynikającym z nieregularnego napływu kontraktów.

W ramach strategicznej transformacji firma wspólnie z Leonardo przejmuje od Iveco działalność w sektorze obronnym. Równocześnie planuje wycofanie się z produkcji części samochodowych i skoncentrowanie się na bardziej rentownych projektach zbrojeniowych. Duży potencjał tkwi także w inwestycjach w technologie przyszłości, takie jak systemy cyberobrony, drony czy rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji.

Popyt w branży obronnej pozostaje cykliczny i silnie uzależniony od budżetów państwowych oraz sytuacji geopolitycznej. Warto jednak podkreślić, że nawet w scenariuszu wyhamowania konfliktu w Ukrainie europejskie zamówienia powinny pozostać silne, szczególnie gdy Stany Zjednoczone ograniczą swoją obecność na kontynencie.

Rheinmetall pozostaje jednym z największych beneficjentów rosnących wydatków obronnych w Europie. Rekordowe przychody, wysokie marże i duży portfel zamówień potwierdzają solidne fundamenty wzrostu. Szczególnie istotna jest perspektywa napływu kontraktów z Niemiec, które mogą dodatkowo wzmocnić pozycję spółki. Inwestorzy muszą jednak liczyć się z kosztownymi inwestycjami, ujemnymi przepływami pieniężnymi i wahaniami kursu akcji, a także ze zmieniającą się sytuacją geopolityczną, która w ostatnim czasie generuje szczególnie silne turbulencje. Mimo tych ryzyk przewaga strukturalna Rheinmetall sprawia, że firma ma szansę umocnienia się na pozycji jednego z globalnych liderów w branży obronnej.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Rekordowe zapotrzebowanie na energię elektryczną – OZE przyspieszają, ale paliwa kopalne wciąż dominują globalny miks

0

Globalny popyt na energię osiągnął w 2024 roku historyczne maksimum, rosnąc o ponad 2% r/r, a zapotrzebowanie na energię elektryczną wzrosło aż o 4%. Jednocześnie globalne emisje CO zwiększyły się o 1%, osiągając rekordowy poziom czwarty rok z rzędu. Takie dane prezentuje 74. edycja raportu „Statistical Review of World Energy”, przygotowanego przez Energy Institute we współpracy z KPMG. Analiza wskazuje, że mimo dynamicznego rozwoju odnawialnych źródeł energii, paliwa kopalne wciąż stanowią 87% światowego miksu energetycznego, a globalna transformacja przebiega nierównomiernie i podlega silnym napięciom geopolitycznym oraz gospodarczym.

Światowa transformacja pełna kontrastów

Raport „Statistical Review of World Energy” zwraca uwagę na znaczące różnice regionalne w tempie transformacji energetycznej. W USA i Europie obserwuje się oznaki stabilizacji zużycia paliw kopalnych, przy jednoczesnym spowolnieniu rozwoju OZE, m.in. z powodu rosnących kosztów finansowania i presji w łańcuchach dostaw. W Europie tempo przyłączania nowych instalacji wiatrowych i fotowoltaicznych wyhamowało, podczas gdy w Chinach w 2024 roku oddano do użytku więcej nowych mocy odnawialnych niż w USA, Europie i Indiach łącznie.

Kraje spoza Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (ang. Organization for Economic Co-operation and Development – OECD) wdrażają OZE w tempie dwukrotnie szybszym niż państwa rozwinięte, co przesuwa środek ciężkości inwestycji energetycznych w stronę rynków wschodzących.

Łączna produkcja energii z wiatru i słońca wzrosła w 2024 roku o ponad 16% – prawie dziewięciokrotnie szybciej niż całkowity popyt na energię. Jednak same OZE nie są jeszcze w stanie zaspokoić rosnącego globalnego zapotrzebowania, szczególnie w regionach z ograniczoną infrastrukturą i niedoborami inwestycji.

Polska perspektywa

W „Statistical Review of World Energy” podkreślono, że inwestycje w OZE to element dekarbonizacji oraz filar bezpieczeństwa energetycznego, pozwalający uniezależniać gospodarki od importu paliw i wahań cen na rynkach międzynarodowych.

Światowa transformacja energetyczna przyspiesza, ale jest nierównomierna i pełna napięć między celami klimatycznymi a priorytetami bezpieczeństwa. Dla Polski to sygnał, że musimy równolegle inwestować w rozwój OZE, modernizację sieci i magazyny energii, a także wykorzystywać technologie poprawiające efektywność systemu. Kluczowe będzie także budowanie niezależności energetycznej w oparciu o krajowe zasoby oraz wzmacnianie odporności infrastruktury na skrajne zjawiska pogodowe – mówi Anna Szczodra, Partner współzarządzający w KPMG Law, radca prawny, Lider doradztwa dla branży energetycznej w Polsce i EMA, KPMG w Polsce.

Nowe wyzwania i szanse dla biznesu

Światowy sektor energetyczny staje się coraz bardziej złożony. Elektryfikacja postępuje szybciej niż wzrost całkowitego zapotrzebowania na energię, a równoległy rozwój paliw kopalnych i OZE powoduje fragmentaryczną transformację. Dla przedsiębiorstw oznacza to konieczność elastycznego reagowania na zmieniające się uwarunkowania rynkowe, rosnące koszty finansowania i presję regulacyjną.

Coraz większego znaczenia nabiera dywersyfikacja portfela energetycznego oraz wdrażanie technologii niskoemisyjnych, które mogą stać się źródłem przewagi konkurencyjnej.

Pełna treść raportu dostępna jest na stronie: Home | Statistical Review of World Energy

O raporcie:

„Statistical Review of World Energy 2025” to jedno z najbardziej uznanych źródeł danych o globalnych rynkach energii. Raport został przygotowany przez Energy Institute we współpracy z KPMG, a jego opracowanie wspierali eksperci z Heriot-Watt University, S&P Global Commodity Insights oraz bp. Publikacja analizuje produkcję i zużycie energii na świecie, emisje oraz wpływ wydarzeń geopolitycznych, dostarczając rzetelnych informacji wspierających decydentów, przedsiębiorstwa i badaczy w podejmowaniu strategicznych decyzji.

Testament audiowizualny i inne zmiany w prawie spadkowym – co planuje ustawodawca

Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło projekt nowelizacji Kodeksu cywilnego i Kodeksu postępowania cywilnego, który wprowadza istotne zmiany w obszarze prawa spadkowego. Najwięcej uwagi skupia propozycja wprowadzenia testamentu audiowizualnego – rozwiązania pionierskiego w Europie, które może zrewolucjonizować sposób rozporządzania majątkiem po śmierci. Choć zmiany odpowiadają na wyzwania współczesności, rodzą jednocześnie wiele pytań dotyczących bezpieczeństwa prawnego, ryzyka nadużyć i technicznych możliwości ich stosowania.

Najbardziej nowatorską propozycją jest testament audiowizualny, umożliwiający nagranie ostatniej woli np. smartfonem, w sytuacji nagłego zagrożenia życia. Projekt przewiduje, że testator, który znajdzie się w dramatycznych okolicznościach, będzie mógł wyrazić swoją wolę, utrwalając ją w formie nagrania wideo, z podaniem daty, miejsca i okoliczności. – Rozwiązanie to odpowiada na realne problemy praktyki i stanowi ukłon w stronę rozwoju technologii. Jednak trzeba mieć świadomość jego ograniczeń. – tłumaczy mec. Aleksandra Załęcka z kancelarii Kurpiejewski, Budzewski i Wspólnicy.

Ryzyko związane jest przede wszystkim z możliwością fałszowania nagrań przy użyciu technologii deepfake, które coraz trudniej odróżnić od materiałów autentycznych. Brak świadków przy sporządzaniu testamentu audiowizualnego dodatkowo utrudnia jego weryfikację. Pojawia się pytanie, w jaki sposób sądy będą mogły ocenić, czy nagranie rzeczywiście odzwierciedla ostatnią wolę spadkodawcy i czy zostało złożone dobrowolnie.

– Jeżeli ustawodawca zdecyduje się na tak pionierski krok, konieczne będzie opracowanie standardów technicznych oraz procedur, które pozwolą zweryfikować autentyczność nagrań. Bez tego nowe przepisy mogą zamiast ułatwień generować liczne spory sądowe – podkreśla ekspertka.

Testamenty ustne i podróżne – ograniczenia i zmiany

Projekt zakłada również istotne zmiany w zakresie testamentów ustnych. Do tej pory wystarczyła jedna z przesłanek: obawa rychłej śmierci lub brak możliwości zachowania zwykłej formy testamentu. Teraz obie będą musiały wystąpić jednocześnie.

W praktyce oznacza to znaczne ograniczenie możliwości korzystania z tej formy. Do tego ustawodawca skrócił termin na potwierdzenie testamentu ustnego z sześciu do trzech miesięcy. To z jednej strony zwiększa bezpieczeństwo obrotu prawnego, ale z drugiej wymusza na spadkobiercach szybsze działania, co w trudnych okolicznościach rodzinnych może być wyzwaniem – wskazuje mec. Załęcka.

Jednocześnie projekt całkowicie usuwa instytucję testamentu podróżnego, uznaną za rozwiązanie anachroniczne. W ocenie ustawodawcy, w dobie powszechnego dostępu do technologii cyfrowych i tradycyjnych form sporządzania testamentu, nie znajduje ona już uzasadnienia praktycznego.

Testamenty wojskowe i świadkowie – odpowiedź na współczesne potrzeby

Ważną nowością jest także poszerzenie katalogu osób mogących sporządzać testamenty wojskowe. Obok żołnierzy, takie uprawnienie otrzymają również personel medyczny i cywilni współpracownicy wojska pełniący służbę za granicą.

To rozszerzenie jest odpowiedzią na realia współczesnych działań militarnych, gdzie polscy żołnierze i ich współpracownicy coraz częściej stacjonują w odległych miejscach i narażeni są na szczególne ryzyko – zauważa mec. Załęcka.

Doprecyzowano także przepisy dotyczące świadków testamentów ustnych. Wyłączone z tej roli będą osoby powiązane z beneficjentami testamentu – od najbliższej rodziny, przez małżonków, po wspólników i akcjonariuszy. Co ważne, ograniczenia te będą obowiązywać również po rozwodzie, separacji czy ustaniu przysposobienia, co usuwa wcześniejsze wątpliwości interpretacyjne.

Stabilność obrotu prawnego – koniec z podwójnymi orzeczeniami

Projekt odpowiada również na poważny problem praktyki sądowej, jakim jest wydawanie kilku sprzecznych orzeczeń spadkowych dotyczących tego samego spadkodawcy. Obecnie wymaga to wszczynania skomplikowanych postępowań wznowieniowych.

Nowelizacja daje sądowi prostsze narzędzie: możliwość uchylenia wadliwego orzeczenia, jeśli stwierdzi istnienie wcześniejszego, prawomocnego postanowienia. To istotne usprawnienie, które zwiększa pewność prawa i bezpieczeństwo obrotu – komentuje mec. Załęcka.

Krok w stronę nowoczesności czy pole do sporów?

Planowana nowelizacja porządkuje wiele zagadnień i odpowiada na problemy zgłaszane w praktyce. Eliminuje instytucje martwe, doprecyzowuje niejasności i zwiększa bezpieczeństwo spadkobierców. Jednak wprowadzenie testamentu audiowizualnego, choć potencjalnie przełomowe, budzi liczne wątpliwości.

Jeśli Polska zdecyduje się na tak pionierskie rozwiązanie, będzie to symboliczny krok w stronę cyfryzacji prawa spadkowego. Jednak, aby przyniósł on realne korzyści, konieczne jest wsparcie go jasnymi procedurami technicznymi i prawnymi. Inaczej zamiast uproszczenia możemy doczekać się fali sporów i niepewności – podsumowuje mec. Aleksandra Załęcka.

Nowe przepisy mają wejść w życie miesiąc po ogłoszeniu ustawy, a testamenty sporządzone wcześniej będą oceniane według dotychczasowych zasad.

Robert Szustkowski apeluje do Premiera RP o ochronę bezpieczeństwa osobistego w obliczu fali mowy nienawiści

Robert Szustkowski – autor europejskiej inicjatywy mającej na celu rozszerzenie „Prawa do bycia zapomnianym” na media jako administratorów danych osobowych – wystosował osobisty apel do Premiera RP Donalda Tuska z prośbą o pilną interwencję w sprawie zapewnienia ochrony jemu i jego rodzinie w związku z nasilającą się falą mowy nienawiści oraz dezinformacji obecnej w polskich mediach.

Szustkowski wzywa premiera RP do podjęcia działań na rzecz zwiększenia ochrony obywateli przed nadużywaniem wolności słowa przez niektóre media – szczególnie poprzez rozpowszechnianie zmanipulowanych narracji, które mogą prowadzić do trwałego zniszczenia reputacji osób publicznych.

W swoim liście Szustkowski zwraca uwagę na działania dwóch dziennikarzy śledczych, zajmujących się tematyką rosyjskich wpływów w Polsce, którzy – jak twierdzi – od 2016 roku prowadzą przeciwko niemu zorganizowaną kampanię medialną mającą na celu jego zdyskredytowanie. W publikacjach sugeruje się m.in. jego rzekome powiązania z rosyjskimi służbami wywiadowczymi, mafią czy Kremlem, a także udział w licznych polskich aferach politycznych jako domniemanego „agenta wpływu” czy “gangstera”. Według Szustkowskiego, tego rodzaju nieprawdziwe informacje nie tylko niszczą jego dobre imię, ale także realnie zagrażają jego bezpieczeństwu osobistemu.

– Od 2016 roku udokumentowano ponad 7600 negatywnych publikacji i wzmianek na mój temat w Internecie. Nowe pojawiają się niemal codziennie. To systematyczna, trwająca latami kampania, której celem jest zniszczenie mojego wizerunku jako przedsiębiorcy, filantropa i człowieka. Ostatecznie, sytuacja ta doprowadziła do zagrożenia mojego bezpieczeństwa osobistego oraz mojej rodziny – podkreśla Szustkowski w swoim liście do Premiera RP.

Jak zaznacza, skutkiem tej sytuacji było m.in. zamknięcie jego działalności charytatywnej, rezygnacja z życia towarzyskiego i zawodowego, a także poważne problemy zdrowotne wpływające na jego codzienne funkcjonowanie. Podkreśla przy tym, że raz utrwalony, fałszywy wizerunek – bazujący na zmanipulowanych informacjach – jest niemal niemożliwy do odwrócenia.

Szustkowski zwraca również uwagę, że medialna nagonka trwa mimo prawomocnych wyroków sądów, które kilkukrotnie orzekały naruszenie jego dóbr osobistych w zakresie, w którym się go pomawia. Pomimo tego, niektóre redakcje nadal powielają nieprawdziwe informacje, ignorując wcześniejsze sprostowania czy przeprosiny. W jego ocenie szczególnie niepokojące jest to, że jeden z autorów publikacji, specjalizujący się w tematyce dezinformacji, sam był wielokrotnie krytykowany za brak rzetelności – niezależnie od politycznych sympatii mediów. Drugi z kolei najwyraźniej unika procesu wytoczonego mu przez Szustkowskiego, jednego dnia przynosząc do sądu zwolnienie lekarskie a już kilka dni później publikując kolejny szkalujący materiał na jego temat.

Niestety, powielanie tych nieprawdziwych informacji przez kolejne redakcje i dziennikarzy prowadzi do zniekształcenia rzeczywistości i wprowadza opinię publiczną w błąd – zaznacza Szustkowski.

Europejska inicjatywa ochrony praw obywateli

W odpowiedzi na tę sytuację, Szustkowski rozpoczął działania na szczeblu Unii Europejskiej, zmierzające do skuteczniejszej ochrony jednostek przed dezinformacją. Proponuje m.in. powołanie Rzecznika Praw Czytelników oraz wprowadzenie rejestru naruszeń dóbr osobistych na poziomie unijnym, co uprościłoby procedury i zwiększyło skuteczność reakcji w weryfikowaniu publikowanych treści.

W obliczu narastającej fali mowy nienawiści w przestrzeni publicznej, apeluję do władz o stworzenie skutecznych mechanizmów ochrony obywateli przed dezinformacją, pomówieniami i nękaniem – konkluduje Robert Szustkowski. Zobacz list otwarty do Komisji Europejskiej

Autor inicjatywy podkreśla, że nigdy nie był objęty żadnym śledztwem, nie postawiono mu zarzutów, ani nie przesłuchiwano go w charakterze świadka. Żaden sąd – ani w Polsce, ani za granicą – nie potwierdził jakichkolwiek jego powiązań z rosyjskimi służbami, mafią czy politycznymi aferami. Co więcej, żadna z jego działalności – zarówno biznesowa, charytatywna, jak i prywatna – nigdy nie była przedmiotem postępowań karnych czy administracyjnych. A nadal spotyka się z aktami dezinformacji na swój temat.

Ta sprawa dawno już wykracza poza granice dziennikarstwa. To zła wola i próba budowania karier na mojej krzywdzie, co nigdy nie powinno mieć miejsca. Moja walka o prawdę i apel o zmiany systemowe mają na celu uchronić innych przed patologiami czwartej władzy – mówi Szustkowski.

Stop wykorzystywaniu instytucji publicznych do kampanii dezinformacji

Autor apelu do Premiera RP zwraca również uwagę na próby angażowania przedstawicieli Sejmu, wymiaru sprawiedliwości oraz służb specjalnych w działania zmierzające do wszczęcia postępowań wobec niego, oparte wyłącznie na medialnych doniesieniach.

Tego rodzaju działania, polegające na inspirowaniu organów państwowych przez media, noszą znamiona bezprawności i są głęboko nieetyczne. Ich celem jest wywołanie sensacji i potwierdzenie nieprawdziwych tez o spiskowym charakterze mojej działalności – podkreśla.

Szustkowski zauważa, że podejmowane przez niego próby dochodzenia sprawiedliwości na drodze sądowej są odbierane przez pomawiających go dziennikarzy i wydawnictwa jako forma cenzury czy zagrożenie dla wolności słowa.  – Chciałbym podkreślić, że nie atakuję wolności słowa. Wprost przeciwnie. Bronię jej przed osobami, które jej nadużywają. Wolność słowa oznacza prawo do wyrażania swoich opinii. Ale nie oznacza prawa do zniekształcania rzeczywistości czy kłamania oczekując jednocześnie braku jakichkolwiek konsekwencji i ponoszenia odpowiedzialności za swoje słowa – dodaje autor listu.

Polska przyjęła ustawę wdrażającą DORA – KNF zyskał nowe kompetencje kontrolne

Polska przyjęła długo wyczekiwaną ustawę dającą KNF kompetencje w zakresie kontroli zgodności instytucji finansowych z DORA. Nowe przepisy krajowe wyznaczają właściwe organy kontroli oraz ustalają sankcje, jakie mogą być nakładane przez polskiego regulatora – wskazują przedstawiciele kancelarii prawnej DLA Piper.

Rozporządzenie DORA, które weszło w życie 17 stycznia 2025 roku, ma na celu zapewnienie, aby banki, ubezpieczyciele, firmy inwestycyjne oraz inne instytucje finansowe były w stanie skutecznie reagować na zakłócenia związane z wykorzystaniem technologii informacyjnych i komunikacyjnych. Systemy ICT obejmują zarówno urządzenia fizyczne, jak i oprogramowanie oraz infrastrukturę sieciową, które wspierają kluczowe operacje biznesowe i procesy decyzyjne.

– Choć DORA, jako rozporządzenie UE, jest stosowana bezpośrednio we wszystkich krajach członkowskich, konieczne było przyjęcie przepisów proceduralnych, które w Polsce nastąpiło na mocy ustawy z dnia 25 czerwca 2025 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z zapewnieniem operacyjnej odporności cyfrowej sektora finansowego oraz emitowaniem europejskich zielonych obligacji. Wśród wprowadzonych reguł szczególne znaczenie ma rozszerzenie zakresu nadzoru nad rynkiem finansowym. Znacząco wzmacnia to kompetencje Komisji Nadzoru Finansowego, która uzyskuje uprawnienia do przeprowadzania kontroli zgodności działalności podmiotów finansowych z aktualnymi wymogami dotyczącymi odporności cyfrowej – komentuje Ewa Kurowska-Tober, partnerka kierująca zespołem IPT w DLA Piper w Polsce.

W przypadku wystąpienia poważnego incydentu w środowisku cyfrowym, instytucje finansowe są zobowiązane do przekazania KNF wstępnego zawiadomienia, a następnie szczegółowego raportu. Natomiast KNF niezwłocznie przekazuje te dokumenty do odpowiedniego krajowego zespołu reagowania na incydenty bezpieczeństwa komputerowego.

Podczas czynności kontrolnych pracownicy Komisji Nadzoru Finansowego będą mieli prawo wstępu na grunt oraz do budynków, lokali i innych pomieszczeń kontrolowanego podmiotu, żądania od tego podmiotu lub od osoby przez niego upoważnionej udzielenia ustnych lub pisemnych wyjaśnień związanych z przedmiotem kontroli oraz wglądu do dokumentów i danych cyfrowych związanych z przedmiotem kontroli.

Po zakończeniu kontroli KNF przygotuje protokół w ciągu 30 dni roboczych. Zanim dokument zostanie podpisany, kontrolowana instytucja finansowa ma 14 dni na zgłoszenie pisemnych uwag. Jeśli Komisja uzna je za zasadne, może ponownie przeprowadzić część kontroli i uzupełnić protokół poprzez jego aneks.

Karol Kuterek, associate w zespole IPT DLA Piper w Polsce
Karol Kuterek, associate w zespole IPT DLA Piper w Polsce

Instytucje finansowe powinny zatem przygotować odpowiednie procedury wewnętrzne na wypadek kontroli oraz szczegółowo monitorować przebieg kontroli i zakres informacji żądanych przez pracowników KNF, tak aby móc zgłosić ewentualne zastrzeżenia – Karol Kuterek, associate w zespole IPT DLA Piper w Polsce.

W przypadku wykrycia naruszenia Komisja Nadzoru Finansowego może nakazać zaprzestanie działań niezgodnych z DORA, czasowo zakazać osobom zarządzającym daną instytucją pełnienia funkcji kierowniczych oraz nałożyć wysokie kary finansowe – nawet do ponad 20 mln zł lub 10% rocznego przychodu.

Przestrzeganie nowych standardów cyfrowej odporności operacyjnej sektora finansowego ma zapewnić utrzymanie stabilności i bezpieczeństwa rynku w warunkach postępującej cyfryzacji. Ujednolicenie regulacji na poziomie Unii Europejskiej oraz wyposażenie krajowych organów nadzoru w odpowiednie kompetencje ma natomiast na celu zapewnienie skutecznego zarządzanie ryzykiem ICT na rynku finansowym oraz zapewnienie lepszej ochrony interesów klientów korzystających z usług finansowych.

Piotr Czulak, counsel w zespole IPT w DLA Piper w Polsce
Piotr Czulak, counsel w zespole IPT w DLA Piper w Polsce

Wejście w życie długo wyczekiwanych krajowych przepisów proceduralnych może oznaczać intensyfikację działań nadzorczych KNF, dlatego podmioty podlegające przepisom DORA powinny przygotować się na możliwe kontrole oraz konieczność zgłaszania poważnych incydentów. W ramach dedykowanego zespołu DLA Piper wspieramy klientów z sektora finansowego zarówno we wdrożeniu regulacji, jak również we właściwym przygotowaniu do kontroli KNF – podkreśla Piotr Czulak, counsel w zespole IPT w DLA Piper w Polsce.

BIK: kredyty mieszkaniowe i gotówkowe rosną w dwucyfrowym tempie, kredyty ratalne w odwrocie

W lipcu 2025 r., w porównaniu do lipca 2024 r., banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów mieszkaniowych (+31,7%), gotówkowych (+21,5%) i kart kredytowych (+7,6%). Spadek odnotowano jedynie w segmencie kredytów ratalnych (-8,1%). W ujęciu wartościowym instytucje finansowe przyznały wyższe kwoty kredytów gotówkowych (+40,2%), mieszkaniowych (+39,8%) i kart kredytowych (+16,5%), natomiast kredyty ratalne utrzymały się na poziomie sprzed roku.

W okresie styczeń–lipiec 2025 r. w porównaniu z analogicznym okresem roku 2024 wzrost liczby udzielonych kredytów zanotowały wyłącznie kredyty gotówkowe (+22,9%). Pozostałe produkty kredytowe odnotowały spadki: kredyty ratalne (-22,4%), karty kredytowe (-2,3%) oraz kredyty mieszkaniowe (-0,6%). W ujęciu wartościowym wzrost dotyczył kredytów gotówkowych (+33,2%), mieszkaniowych (+4,2%) oraz limitów na kartach kredytowych (+7,1%). Spadek dotknął kredytów ratalnych (-7,8%).


Osłabienie kredytów ratalnych

W lipcu 2025 r. liczba kredytów ratalnych spadła o 8,1% r/r. Ich wartość pozostała stabilna w ujęciu rocznym, ale w ciągu siedmiu miesięcy roku obniżyła się o 7,8%.

„Najświeższe dane wskazują na utrzymanie trendu spadkowego widocznego od początku roku, zarówno pod względem liczby, jak i wartości kredytów ratalnych. Jest to efekt ograniczenia skali niewielkich transakcji wynikających z przenoszenia zobowiązań BNPL z sektora pozabankowego do bankowego. Obecnie proces ten jest już niewielki. Choć w ujęciu wartościowym spadki były mniejsze, to rynek może się poprawić dopiero przy wyraźnym wzroście konsumpcji, który wymaga zmniejszenia niepewności i większej skłonności Polaków do wydawania pieniędzy” – komentuje prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Średnia kwota kredytu ratalnego w lipcu 2025 r. wyniosła 2 198 zł, co oznacza wzrost o 8,9% r/r.


Dynamiczny wzrost kredytów gotówkowych

Segment kredytów gotówkowych kontynuuje silne wzrosty. W lipcu liczba udzielonych kredytów wzrosła o 21,5% r/r, a ich wartość aż o 40,2%.

„Kredytobiorcy zaciągają coraz wyższe kwoty. Motorem napędowym pozostają kredyty powyżej 50 tys. zł. W lipcu średnia wartość kredytu gotówkowego osiągnęła niemal 26,5 tys. zł. Wynika to m.in. z konsolidacji zobowiązań, wydłużania okresu spłaty i niższego oprocentowania po obniżkach stóp procentowych. W pierwszych siedmiu miesiącach roku banki udzieliły kredytów gotówkowych na łączną kwotę 70 mld zł, co oznacza, że rekord roczny jest bardzo prawdopodobny” – podkreśla prof. Rogowski.

Średnia kwota kredytu gotówkowego w lipcu wyniosła 26 498 zł (+15,4% r/r).


Kredyty mieszkaniowe wspierane oczekiwaniem dalszych obniżek stóp

W lipcu 2025 r. banki udzieliły o 31,7% więcej kredytów mieszkaniowych niż rok wcześniej i o 15,7% więcej niż w czerwcu br. Wartość nowych hipotek wzrosła o 39,8% r/r i o 14,2% m/m.

„Lipiec potwierdził wyraźny wzrost zainteresowania kredytami hipotecznymi. Bez programów wsparcia i przy wciąż wysokim oprocentowaniu, akcja kredytowa osiągnęła niemal 10 mld zł – poziom nienotowany od stycznia 2024 r., kiedy działał program Bezpieczny Kredyt 2%. Obecna dynamika wynika częściowo z efektu statystycznego, gdyż rok temu akcję kredytową ograniczały wysokie stopy procentowe i brak dopłat” – wyjaśnia prof. Rogowski.

Średnia kwota kredytu mieszkaniowego w lipcu wyniosła 445 740 zł (+6,1% r/r).


Jakość portfela kredytowego pozostaje dobra

Mimo pogorszenia miesięcznych odczytów wszystkich czterech Indeksów Jakości BIK, w ujęciu rocznym widać poprawę dla kredytów gotówkowych i mieszkaniowych.

„Indeksy jakości nadal utrzymują się na bezpiecznych poziomach, świadczących o niskim ryzyku kredytowym. Szczególnie pozytywne jest to, że w dwóch głównych segmentach – gotówkowym i hipotecznym – obserwujemy poprawę jakości rok do roku. Ryzyko pogorszenia jakości portfela w najbliższym czasie wydaje się niewielkie, zwłaszcza w perspektywie możliwych dalszych obniżek stóp procentowych. Obecnie większym wyzwaniem dla banków pozostaje ryzyko prawne, a nie kredytowe” – podsumowuje główny analityk BIK.

W I półroczu 2025 r. obcokrajowcy dostali w ramach 800 plus przeszło 1,6 mld złotych

Zakład Ubezpieczeń Społecznych wypłacił w I połowie br. świadczenie Rodzina 800+ dla ponad 365 tys. dzieci, których rodzice zadeklarowali obywatelstwo inne niż polskie. To o 1,5% mniej niż w analogicznym okresie ub.r. Łączna kwota wyniosła 1,613 mld zł, czyli o 4,5% mniej niż rok wcześniej, kiedy było to 1,689 mld zł. Najwięcej odbiorców ww. świadczenia pochodzi z Ukrainy.  ZUS przekazał w sumie 1,438 mld zł na rzecz blisko 305 tys. ukraińskich dzieci. Kolejnymi grupami są Białorusini, Rumuni oraz Rosjanie. Na dalszych miejscach znaleźli się beneficjenci z obywatelstwem indyjskim, wietnamskim, gruzińskim, bułgarskim, mołdawskim i chińskim.

Świadczenie wychowawcze w wysokości 800 zł jest wypłacane przebywającym w Polsce obywatelom innych państw, którzy wykażą spełnienie przewidzianych w ustawie warunków. Z danych ZUS wynika, że w I połowie 2025 roku wypłacono je na rzecz 365,3 tys. dzieci obcokrajowców. To o 1,5% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Jednocześnie kwota wypłaconych świadczeń wyniosła 1,613 mld zł, czyli o 4,5% mniej niż rok wcześniej, kiedy było to 1,689 mld zł. Dr Tomasz Rzychoń, Główny Ekonomista Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej, zauważa, że program wciąż cieszy się popularnością wśród obcokrajowców, a fluktuacja rzędu półtora procent oznacza stabilizację liczby wnioskodawców w średnim okresie.

– Jeśli usunąć z analizy kwestie polityczne czy ideowe, te 365,3 tys. dzieci obcokrajowców korzystających z programu można zestawić ze spadkową prognozą liczby ludności w Polsce, która za dziesięć lat może być bliska 36 milionom w porównaniu z dzisiejszą liczbą 37,4 miliona. Jak widać, te dodatkowe 365 tys. czy 370 tysięcy dzieci obcokrajowców pobierających świadczenie nie odwraca tego negatywnego trendu – dodaje ekspert.

Do tego dr Tomasz Kopyściański z Uniwersytetu WSB Merito przekonuje, że ten drobny spadek liczby dzieci osób deklarujących obywatelstwo inne niż polskie nie jest sygnałem odwrotu od programu. Można to odczytywać jako korektę wynikającą z mobilności tej grupy. Niewielki spadek może też odzwierciedlać zakończenie okresu przejściowego po masowym napływie migrantów. Dalsze wyjazdy lub powroty do ojczyzny mogą być powodem, dla którego spadła liczba beneficjentów programu z ukraińskim obywatelstwem. W I połowie zeszłego roku świadczenie przyznano na rzecz 315,5 tys. dzieci z Ukrainy (przeznaczono na nie – 1,342 mld zł), a w analogicznym okresie tego roku otrzymało je blisko 305 tys. (1,438 mld zł). To, zdaniem eksperta, nie jest jedyny powód spadku liczby beneficjentów z Ukrainy.

– Część dzieci korzystających w poprzednich latach z programu teraz osiągnęła wiek, w którym świadczenie już nie przysługuje. Ponadto postępują zmiany w statusie prawnym obywateli ukraińskich, np. uzyskanie obywatelstwa polskiego, co zmienia klasyfikację statystyczną. Nie można też wykluczyć, że część rodzin nie odnowiła wniosków lub nie spełniła warunków formalnych. Ogólnie zatem dane te, w mojej ocenie, nie świadczą o spadku zainteresowania programem, lecz raczej o zmianach w strukturze populacji ukraińskiej w Polsce – ocenia dr Tomasz Kopyściański.

Innymi beneficjentami, na rzecz których w I połowie br. ZUS wypłacił najwięcej świadczeń Rodzina 800+, byli wnioskodawcy z obywatelstwem białoruskim – 24,7 tys. i 117,5 mln zł (rok wcześniej – 24,5 tys. i 115,6 mln zł). Dalej w zestawieniu znalazły się dzieci wnioskodawców z obywatelstwem rumuńskim – ponad 7 tys. i 26,1 mln zł (rok wcześniej – 4,9 tys. i 19,9 mln zł), rosyjskim – blisko 4 tys. i 18,5 mln zł (prawie 4 tys. i 18,2 mln zł), indyjskim – 2,8 tys. i 12 mln zł (2,5 tys. i 10,7 mln zł), wietnamskim – 2,7 tys. i 12,5 mln zł (2,7 tys. i 12,2 mln zł), gruzińskim – ponad 2 tys. i 8,6 mln zł (1,7 tys. i 7,6 mln zł), bułgarskim – 1,8 tys. i 8,3 mln zł (1,8 tys. i 7,9 mln zł), mołdawskim – 1,1 tys. i 5 mln zł (1,1 tys. i 4,7 mln zł) i chińskim – 833 i 3,6 mln zł (821 i 3,6 mln zł). Dr Tomasz Rzychoń zauważa, że zdecydowana większość migracji do Polski jest o charakterze ekonomicznym, a tych przybywa.

– Należy spodziewać się wzrostu liczby migrantów w nadchodzących latach. Pamiętajmy, że zarobki w Polsce wzrosły znacząco w ostatnich kilku latach i są mocno zbliżone do średniej europejskiej, a Polska to kraj Unii Europejskiej sąsiadujący z państwami, w których zarobki nie można nazwać europejskimi – prognozuje Główny Ekonomista Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej.

Z kolei dr Tomasz Kopyściański wyjaśnia wzrost liczby dzieci objętych świadczeniem wśród obywateli Rumunii, Indii, Gruzji czy Mołdawii rosnącą obecnością tych społeczności w Polsce. W przypadku Rumunów, wzrost o ponad 2 tys. dzieci rdr. może być efektem migracji zarobkowej w ramach UE, gdzie obywatele tego kraju mają pełną swobodę przemieszczania się.

– Wzrosty wśród obywateli Indii czy Wietnamu mogą być związane z napływem pracowników sektora IT, gastronomii czy logistyki. Świadczenie wychowawcze jest dostępne dla wszystkich legalnie przebywających i pracujących rodziców, co czyni je atrakcyjnym elementem wsparcia rodzinnego. Dane te pokazują, że Polska staje się coraz bardziej zróżnicowanym krajem pod względem narodowościowym – dodaje ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.

Co pewien czas pojawiają się propozycje zmierzające do zmiany zasad wypłacania świadczenia wychowawczego na rzecz obcokrajowców. Nie chodzi o wstrzymanie wypłat, ale przede wszystkim o uszczelnienie systemu poprzez wprowadzenie dodatkowych kryteriów. Jednym z celów ograniczenia liczby beneficjentów jest zmniejszenie wydatków budżetowych na transfery społeczne. W 2024 roku program kosztował budżet blisko 70 mld zł.

– W koalicji rządzącej panuje konsensus w kwestii tego, że 800+ powinni otrzymywać tylko ci cudzoziemcy, którzy w Polsce chcą pracować, mieszkać i odprowadzać podatki. Kluczowe wydaje się tu kryterium legalnego zatrudnienia. Postulat taki znajduje poparcie u wyborców Prawa i Sprawiedliwości. W mojej ocenie, wdrożenie zmian jest osiągalne jeszcze w tym roku – uważa dr Tomasz Rzychoń.

Natomiast ekspert z WSB Merito zauważa, że z punktu widzenia budżetu państwa wypłata świadczenia wychowawczego cudzoziemcom stanowi niewielki ułamek całkowitych kosztów programu. Ekspert jest zdania, że obecne zasady uzależniające prawo do świadczenia od legalnego pobytu i zatrudnienia są racjonalne i zgodne z zasadą równego traktowania.

– Ewentualne zmiany powinny dotyczyć raczej usprawnienia weryfikacji uprawnień niż ograniczania dostępu. Wprowadzenie dodatkowych kryteriów mogłoby być zresztą trudne do realnego wdrożenia i potencjalnie sprzeczne z prawem UE. W najbliższym czasie nie widać przesłanek do radykalnych zmian, choć warto monitorować sytuację i reagować na ewentualne nadużycia. Kluczowe jest zachowanie równowagi między wsparciem rodzin a odpowiedzialnością fiskalną – podsumowuje dr Tomasz Kopyściański.

Dolar odrabia straty po Jackson Hole

Gołębie wystąpienie prezesa Fedu podczas sympozjum w Jackson Hole napędziło wzrosty na giełdach i rynkach obligacji, jednocześnie początkowo osłabiając dolara. W poniedziałek, gdy londyńska giełda była zamknięta, amerykańska waluta odrobiła jednak dużą część strat.

Kluczowe punkty:

  • Złoty traci na malejących szansach na zawieszenie broni w Ukrainie.
  • Spadek dynamiki płac przybliża cięcia NBP.
  • Powell przyjmuje gołębi ton w Jackson Hole.
  • Dolar traci w obawie o utratę niezależności Fedu.
  • Wzrost inflacji w UK ogranicza oczekiwania wobec cięć.

W warunkach ograniczonej płynności odwrócenie piątkowego ruchu odnotowaliśmy także na rynku długoterminowych obligacji, które wyczekują na piątkową publikację lipcowej inflacji PCE ze Stanów Zjednoczonych. Lepiej radziły sobie akcje, które notowały dalsze zyski. Na ten moment obawy dotyczące utraty niezależności Fedu i ogólnej degradacji instytucji są zrównoważone perspektywami wcześniejszej i intensywniejszej stymulacji ze strony polityki monetarnej, niż wyceniano zaledwie tydzień temu.

Dane na całym świecie od jakiegoś czasu wysyłają coraz bardziej stagflacyjne sygnały. Spowolnienie w kreacji miejsc pracy, słabszy wzrost i uporczywie wysoka inflacja stawiają Rezerwę Federalną w trudnej pozycji. Fed jest jednocześnie poddawany coraz to większej politycznej presji ze strony prezydenta Trumpa. W zeszłym tygodniu zaatakował on kolejnego z decydentów, Lisę Cook, oskarżając ją o oszustwo hipoteczne i grożąc zwolnieniem, jeśli dobrowolnie nie zrezygnuje. Rozwój sytuacji na tym froncie może być równie ważny jak kluczowe dane z USA zaplanowane na ten tydzień. Należą do nich czwartkowa rewizja PKB za II kwartał oraz piątkowy raport PCE o inflacji za lipiec.

PLN

Złoty nieznacznie osłabił się w minionym tygodniu względem euro, przy czym kurs EUR/PLN pozostał bardzo blisko naszej prognozy na poziomie 4,25. Po początkowym umocnieniu napędzanym rosnącymi nadziejami na zawieszenie broni między Rosją a Ukrainą przyszło otrzeźwienie. Nadzieje okazały się płonne i w obliczu braku wiarygodnych sygnałów wskazujących na taki scenariusz optymizm rynkowy osłabł. Trend ten widoczny jest w spadku cen ukraińskich obligacji dolarowych. Uważamy także, że przynajmniej po części można mu przypisać słabość walut regionu CEE, przy czym w owym zakresie istotny mógł być także spadek kursu EUR/USD.

W kontekście czynników lokalnych na pierwszy plan wysuwa się gwałtowna wyprzedaż na polskiej giełdzie. Główny indeks WIG20 stracił niemal 5% w ciągu zaledwie jednego dnia w związku z planowaną podwyżką podatków dla sektora bankowego, co mogło dodatkowo zaważyć na nastrojach inwestorów.

Za nie mniej istotny uważamy lipcowy odczyt dynamiki płac. Nieoczekiwanie silny spadek do 7,6% r/r, najniższego poziomu od lutego 2021 r., stanowi dla RPP kolejny argument za kontynuacją obniżek stóp procentowych. Choć wydaje się, że obserwujemy na rynku pracy pewne ochłodzenie, inne dane wskazują na ożywienie gospodarcze – w zeszłym tygodniu pozytywnie zaskoczyła produkcja przemysłowa, a poniedziałkowe dane wykazały wzrost sprzedaży detalicznej o 4,8% rok do roku w ujęciu realnym. Jest to spójne z tezą, że tempo obniżek stóp procentowych będzie stopniowe. Pod koniec tygodnia będziemy uważnie śledzić dane o inflacji. Dane CPI za sierpień powinny wykazać spadek poniżej bariery 3%.

EUR

Dane makro ze strefy euro za pierwszą połowę 2025 r. były zniekształcone przez amerykańskie cła. Eksport gwałtownie wzrósł w pierwszym kwartale, gdy amerykańskie firmy przyspieszyły import przed wprowadzeniem nowych obostrzeń, po czym nastąpił jego dynamiczny spadek. Teraz, gdy nowy reżim handlowy się stabilizuje, oczekujemy, że dane staną się bardziej miarodajne. Wskaźniki nastrojów wydają się wskazywać na umiarkowaną poprawę sytuacji gospodarczej. W minionym tygodniu oczekiwania przekroczyły sierpniowe wskaźniki PMI.

Skromny wzrost gospodarczy i inflacja bliska celu najprawdopodobniej oznaczają stabilną politykę monetarną. Gołębie nastawienie, które zdaje się przyjmować Rezerwa Federalna, powinno więc doprowadzić do zmniejszenia różnic w stopach procentowych po obu stronach Atlantyku. Może to wspierać euro. W tym tygodniu powinno ono pozostać w dużej mierze zależne od czynników zewnętrznych, uwagę inwestorów mogą wzbudzić jednak czwartkowe minutki z posiedzenia EBC oraz piątkowe dane inflacyjne z poszczególnych krajów wspólnoty.

USD

Ubogi w dane tydzień został zdominowany przez piątkowe przemówienie prezesa Rezerwy Federalnej, Jerome’a Powella, na dorocznym sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole. Miało ono gołębi charakter, położył on bowiem nacisk bardziej na potencjalne ochłodzenie na rynku pracy, aniżeli na niedawny wzrost inflacji, który Fed uważa za przejściowy. Chociaż zmiana tonu może być uzasadniona najnowszymi danymi, stawia pytania odnośnie do tego, czy instytucja zaczyna uginać się pod nieustającą presją polityczną ze strony Białego Domu pod rządami Trumpa.

Początkowy entuzjazm po publikacji przemówienia w dużej mierze wyparował w ciągu weekendu. Weryfikacją dla słów Powella może okazać się piątkowy odczyt inflacji PCE. Zaskoczenie w górę postawiłoby prezesa Fedu w niezręcznej sytuacji.

GBP

Możliwość dalszego rozluźnienia polityki monetarnej przez Bank Anglii w 2025 r. jeszcze bardziej się oddaliła. Inflacja po raz kolejny uplasowała się powyżej oczekiwań, podczas gdy wyprzedzające wskaźniki PMI wskazały na ponowne ożywienie aktywności gospodarczej. Dane dot. presji cenowej uważamy za szczególnie istotne – trend wzrostowy jest obecnie niepodważalny, a wskaźnik dla sektora usługowego sugeruje wzrost cen w tempie 5%.

Pomimo pozytywnego zaskoczenia w kontekście danych miękkich, twarde dane nadal rysują stagflacyjny obraz, z inflacją utrzymującą się znacznie powyżej celu banku centralnego i pogarszającą się sytuacją na rynku pracy. Uważamy, że Komitet Polityki Monetarnej nie będzie miał wyboru i będzie musiał priorytetowo traktować walkę z inflacją. W związku z tym nie oczekujemy obecnie dalszego cięcia stóp procentowych przed końcem roku.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk i Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

ORLEN zwiększy wydobycie gazu w Norwegii – zakończono kolejną fazę zagospodarowania Ormen Lange

0

Norweska spółka ORLEN, wraz z partnerami, zakończyła kolejną fazę zagospodarowania złoża Ormen Lange. Zastosowanie innowacyjnych rozwiązań technicznych, pozwoli znacząco zwiększyć wydobycie gazu. ORLEN zakłada, że dzięki inwestycji pozyska ze złoża dodatkowe 0,5 mld m sześc. surowca w szczytowym okresie produkcji.

– Ormen Lange to drugie największe złoże gazowe na Norweskim Szelfie Kontynentalnym i jedno z najcenniejszych aktywów wydobywczych w portfelu Grupy ORLEN. Inwestycja, którą tam zrealizowaliśmy, zwiększy nasze wydobycie ze złoża do 1,5 mld m sześc. gazu rocznie, umacniając pozycję koncernu w Norwegii. Ten projekt to także przykład odpowiedzialnego podejścia do działalności wydobywczej – zastosowane rozwiązania eliminują emisję dwutlenku węgla, a jednocześnie poprawiają stopień wykorzystania zasobów naturalnych. Dzięki dobrej współpracy partnerów i podwykonawców, całość została zrealizowana w ramach założonego budżetu i zgodnie z harmonogramem – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Ormen Lange zostało odkryte w 1997 r. a jego zasoby oszacowano na 330 mld m sześc. gazu. Złoże położone jest na Morzu Norweskim, ok. 120 km od brzegu. Głębokość morza w tym miejscu wynosi 850-1000 metrów a samo złoże znajduje się ok. 3000 metrów pod dnem.

Trzecia faza zagospodarowania Ormen Lange polegała na montażu czterech sprężarek gazu, które pozwalają zrekompensować spadek ciśnienia w złożu skutkujący stopniowym zmniejszeniem wydobycia. Pomimo głębokości morza wynoszącej prawie kilometr, partnerzy koncesyjni zdecydowali, że sprężarki zostaną zainstalowane na dnie, choć standardowo montuje się je na platformach wydobywczych. Wybór takiego rozwiązania pozwolił zwiększyć efektywność wydobycia, ograniczyć koszty i podnieść poziom bezpieczeństwa pracowników. Sprężarki są sterowane i zasilane z lądu.

– Ormen Lange to jeden z najbardziej zaawansowanych technicznie projektów wydobywczych na świecie. Podłączenie podwodnych sprężarek do lądowej sieci elektroenergetycznej oznacza, że są one zasilane prawie wyłącznie energią odnawialną. Praca urządzeń jest kontrolowana z terminalu gazowego Nyhamna, oddalonego od złoża o 120 kilometrów. Zapewnienie efektywnego sterowania sprężarkami na taką odległość było dużym wyzwaniem. Wcześniej tego rodzaju rozwiązania były stosowane na Szelfie na znacznie krótszym dystansie – mówi Wiesław Prugar, Członek Zarządu ORLEN ds. Upstream.

Zanim sprężarki zostały zainstalowane na dnie morza, projektanci przeprowadzili serię testów, które miały potwierdzić skuteczność systemów kontroli – najpierw za pomocą symulacji komputerowych, następnie w specjalnie wybudowanym modelu całego układu, który miał wielkość boiska do piłki nożnej. Przy okazji wypróbowano i udoskonalono oprogramowanie wspierające pracę układu sterowniczego.

W szczytowym okresie, sprężarki zamontowane na Ormen Lange pozwolą zwiększyć dzienne wydobycie gazu nawet o 50 proc., co przełoży się na wzrost produkcji przypadającej na ORLEN o ok. 500 mln metrów sześciennych rocznie. Wzrośnie również całkowita ilość gazu, którą udziałowcy Ormen Lange będą mogli wydobyć ze złoża w całym okresie jego eksploatacji. To dodatkowe 30-50 mld m sześc. surowca, z czego na ORLEN przypadnie 4-7 mld m sześciennych. Tym samym współczynnik wykorzystania zasobów Ormen Lange wzrośnie z 75 do 85 proc., co stawia je w rzędzie najefektywniej zagospodarowanych złóż gazowych na świecie.

Udziałowcami Ormen Lange – oprócz ORLEN Upstream Norway, który posiada 14 proc. udziałów – są Petoro (36,5 proc.), Equinor Energy (25,4 proc.), Norske Shell (17,8 proc., operator złoża) oraz Vår Energi (6,3 proc.).

ORLEN Upstream Norway prowadzi wydobycie z 20 złóż a na siedmiu kolejnych prowadzi prace zmierzające do rozpoczęcia eksploatacji. W ubiegłym roku spółka wyprodukowała 40,5 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej, w tym prawie 4,6 mld m sześc. gazu, który jest przesyłany do Polski gazociągiem Baltic Pipe.

Zgodnie ze strategią ORLEN, do 2030 r. własne wydobycie gazu przez Grupę ma wzrosnąć o ok. 50 proc. do 12 mld m sześc. rocznie, z czego 6 mld m sześc. będzie pochodziło z Norwegii. Planowany wzrost produkcji jest spójny z prognozami dotyczącymi zapotrzebowania Polski na gaz, które od 2030 r ma zwiększyć się do 27 mld m sześciennych. Rosnący popyt będzie spowodowany przede wszystkim uruchomianiem nowych bloków energetycznych zasilanych gazem w ramach transformacji energetycznej polskiej gospodarki.

Sprzedaż internetowa rośnie wartościowo, ale nadal traci udział w rynku

GUS opublikował dane o sprzedaży detalicznej w lipcu. Zarówno porównując rok do roku, jak i miesiąc do miesiąca, widzimy wzrosty – odpowiednio o 4,8 proc. i 4,4 proc. Podobnie w e-commerce, gdzie w ujęciu rocznym wzrost wyniósł 2,5 proc., a w miesięcznym – 2,9 proc.

Ale najciekawsze wcale nie są wzrosty, lecz ich brak. W jednym konkretnym miejscu.

Chodzi o udział sprzedaży internetowej w handlu detalicznym. Przez ostatnie pięć lat ten wskaźnik miał swój stały rytm – szczyt w listopadzie (Black Friday, święta), potem spadek o 2 pkt proc., potem pół roku wahania, a w czerwcu–lipcu zwykle zaczynało się podbijanie wyniku.

A w tym roku? Cisza. Od ośmiu miesięcy udział e-commerce w handlu detalicznym powoli, sukcesywnie spada – z 10,7 proc. w listopadzie 2024 do 8,6 proc. w lipcu 2025. To pierwszy tak długi okres bez odnotowanego wzrostu udziału e-commerce w handlu detalicznym.

Czy to znaczy, że kanał online doszedł do ściany? A może wręcz przeciwnie – bierze rozbieg. Może zamiast szerzej, zaczyna iść głębiej: w nowe kategorie, większe koszyki, bardziej złożone potrzeby klientów. Prawdziwy wzrost być może już nie będzie widoczny w procentowym udziale, ale w sile relacji z klientem.

Trzeba też przypomnieć, że kategoria pojazdy samochodowe, motocykle, części dłuższy czas działa na wyższym biegu.

W lipcu dynamika sprzedaży online rok do roku przekroczyła 400 proc. Była też o 2,9 proc. wyższa, niż w czerwcu. A udział e-commerce w całkowitej sprzedaży tej kategorii wyniósł 4,0 proc. To ponad cztery razy więcej niż typowy poziom z ostatnich lat, gdy wskaźnik ten rzadko przekraczał 1 proc.

Ten trend widoczny jest od początku roku. To już nie są jednorazowe wyskoki – to stabilny ruch w kierunku cyfryzacji jednej z najbardziej tradycyjnych kategorii. Jeśli konsumenci kupują online części i pojazdy z taką regularnością, to znaczy jedno: zaufanie do e-commerce właśnie wkroczyło na zupełnie nowy poziom.

Autor: Miłosz Mickiewicz, dyrektor ds. sprzedaży i rozwoju biznesu w Grupie Comperia.pl SA

Cyberprzestępcy wykorzystali Google Classroom do globalnej kampanii phishingowej

Cyberprzestępcy znaleźli nowy sposób na omijanie zabezpieczeń. Tym razem w tym celu wykorzystali popularną platformę edukacyjną Google Classroom. W ciągu zaledwie tygodnia rozesłali aż 115 tysięcy maili phishingowych, atakując ponad 13,5 tysiąca organizacji – ujawniła firma Check Point Software.             

Eksperci firmy Check Point Software Technologies ujawnili zakrojoną na szeroką skalę kampanię, w której cyberprzestępcy podszywali się pod zaproszenia do wirtualnych klas. Zamiast treści edukacyjnych, wiadomości zawierały oferty sprzedaży produktów czy usług SEO. Kluczowym elementem oszustwa był numer telefonu z WhatsApp.

Mechanizm ataku był wyjątkowo podstępny, ponieważ większość systemów bezpieczeństwa automatycznie ufa komunikatom pochodzącym z usług Google. To pozwoliło oszustom ominąć tradycyjne bramki pocztowe i trafić prosto do skrzynek tysięcy organizacji w Europie, Ameryce Północnej, na Bliskim Wschodzie i w Azji.

Skala zagrożenia była ogromna. W ciągu zaledwie tygodnia, między 6 a 12 sierpnia 2025 roku, cyberprzestępcy rozesłali aż 115 tysięcy fałszywych maili, uderzając w 13,5 tysiąca organizacji na całym świecie. Ataki odbyły się w pięciu skoordynowanych falach, a każda z nich bazowała na fałszywych zaproszeniach z Google Classroom. Ich głównym celem było przeniesienie rozmowy na WhatsApp i wyłudzenie poufnych danych.

– Coraz częściej cyberprzestępcy wykorzystują legalne platformy chmurowe jako „konia trojańskiego”, dzięki czemu łatwiej zdobywają zaufanie ofiar i omijają zabezpieczenia. To pokazuje, że tradycyjne systemy filtrujące pocztę to dziś za mało – uważa Wojciech Głażewski, country manager polskiego oddziału Check Point Software.

Jak się bronić?

Check Point podkreśla, że kluczowe znaczenie ma odpowiednie przygotowanie uczniów i pracowników, którzy powinni być świadomi, że nie można ślepo ufać zaproszeniom, nawet jeśli pochodzą z dobrze znanych narzędzi. Równie istotne jest wdrażanie nowoczesnych rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, które potrafią analizować kontekst wiadomości, a nie tylko sprawdzać adres nadawcy. Eksperci zwracają też uwagę na konieczność rozszerzenia ochrony poza samą pocztę elektroniczną. Zabezpieczenia powinny obejmować także komunikatory, aplikacje do współpracy oraz usługi SaaS.

Atak na Google Classroom pokazuje, jak łatwo przestępcy mogą przekształcić edukacyjne narzędzie w globalny wektor zagrożeń. 115 tysięcy wiadomości w ciągu jednego tygodnia to dowód, że cyberprzestępczość nie zna granic – ani geograficznych, ani cyfrowych.

Koniec tanich biletów dla osób plus size? Nowe przepisy Southwest Airlines

Podróżowanie tanimi liniami lotniczymi od lat kojarzy się z niskimi cenami i prostotą rezerwacji. Jednak nowa decyzja amerykańskiej linii Southwest Airlines może zmienić ten obraz. Od stycznia 2026 roku pasażerowie, którzy nie mieszczą się w jednym fotelu między podłokietnikami, będą musieli wykupić drugie miejsce już podczas rezerwacji. To oznacza, że dla wielu osób podróże samolotem mogą stać się droższe, mniej komfortowe, a w niektórych przypadkach – wręcz niemożliwe.

Obowiązkowy zakup drugiego fotela

Dotychczas zakup dodatkowego miejsca był jedynie zaleceniem, a pasażerowie mogli ubiegać się o zwrot kosztów drugiego miejsca, jeśli w samolocie były wolne fotele. Od 2026 roku sytuacja się zmienia:

  • Wykupienie drugiego fotela będzie obowiązkowe już podczas rezerwacji.
  • Zwrot za dodatkowe miejsce będzie możliwy tylko wtedy, gdy samolot nie będzie pełny.

To oznacza, że pasażerowie nie mogą liczyć na automatyczny zwrot pieniędzy – wszystko zależy od stopnia zapełnienia lotu.

Brak gwarancji zwrotu kosztów

Nowe przepisy jasno określają, że nawet po wykupieniu drugiego biletu nie ma pewności, że pieniądze zostaną zwrócone. Aby w ogóle móc starać się o zwrot, pasażer musi:

  • Złożyć wniosek maksymalnie 90 dni po podróży.
  • Kupić oba bilety w tej samej taryfie.

Linie lotnicze – kto ustala przepisy

Southwest Airlines to amerykańska tania linia lotnicza z siedzibą w Dallas w Teksasie. Jest jednym z największych przewoźników w USA, znanym z modelu low-cost, prostych zasad rezerwacji i braku opłat za bagaż rejestrowany w podstawowej taryfie. Southwest obsługuje głównie połączenia krajowe w Stanach Zjednoczonych, a także loty do Meksyku, Karaibów i Ameryki Środkowej. Linie słyną z przyjaznej obsługi pasażerów i polityki „first-come, first-served” przy przydziale miejsc.

Każda linia ustala własne zasady rezerwacji, sprzedaży biletów i opłat dodatkowych. W przypadku przewoźników komercyjnych, takich jak Southwest, regulacje mogą różnić się od standardów państwowych i zależą głównie od polityki firmy oraz przepisów Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA) w USA. Linie lotnicze mają obowiązek informować pasażerów o wszystkich opłatach, ale szczegóły dotyczące wykupienia dodatkowego miejsca zależą od konkretnego przewoźnika.

Duże poruszenie w USA

Zmiany wywołały spory sprzeciw wśród pasażerów, zwłaszcza że Southwest uchodziło dotychczas za najbardziej przyjazną linię dla osób plus size.

Southwest nie jest jedyną linią z takimi przepisami. Obowiązek wykupienia dodatkowego miejsca od dawna obowiązuje w United Airlines, Delta Airlines i American Airlines – jednak bez możliwości zwrotu kosztów nawet przy wolnych miejscach na pokładzie.

Czy w Europie są podobne regulacje

W Europie takie przepisy nie są standardem. Linie lotnicze zazwyczaj nie wymagają wykupienia dodatkowego miejsca ze względu na wagę lub rozmiar pasażera, choć niektóre przewoźnicy mogą zalecać zakup drugiego fotela dla komfortu innych pasażerów. Wprowadzenie podobnych regulacji zależy od prawa lokalnego oraz wytycznych Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA). W praktyce oznacza to, że w Europie pasażerowie nie spotykają się jeszcze z tak restrykcyjnymi wymogami jak w USA.

Prawo pasażerów – komentarz eksperta

Jak podkreśla ekspert ds. praw pasażerów lotniczych z AirCashBack nowe regulacje Southwest mogą rodzić wątpliwości prawne, szczególnie w zakresie ochrony konsumentów. Pasażerowie powinni dokładnie sprawdzać regulaminy i warunki zakupu biletów, a w przypadku problemów z odmową zwrotu mają prawo dochodzić swoich roszczeń. Linie lotnicze są zobowiązane do jasnego informowania o kosztach i ograniczeniach, a każde nieprzestrzeganie tego obowiązku może być podstawą do reklamacji.

Cyberprzestępcy zarobili 6,6 mld dolarów na fałszywych inwestycjach. Ofiar przybywa

W czasach niepewności gospodarczej i wysokiej inflacji coraz więcej osób szuka sposobów na zabezpieczenie swoich oszczędności i pomnożenie kapitału. Niestety, tę potrzebę coraz częściej wykorzystują cyberprzestępcy, publikując w mediach społecznościowych fałszywe reklamy łatwego i wysokiego zysku oraz zaproszenia do grup inwestycyjnych. W polskiej przestrzeni internetowej widoczna jest fala tego typu oszustw. Treści są kierowane do osób zainteresowanych tematyką finansów, a przestępcy wykorzystują, by zwiększyć wiarygodność przekazu materiały podobne do tych, którymi posługują się popularni influencerzy finansowi.

Oszustwa tego typu stają się coraz trudniejsze do rozpoznania. Ich twórcy posługują się dziś zaawansowanymi narzędziami, w tym materiałami generowanymi przez sztuczną inteligencję, które nadają przekazom pozór autentyczności. Dlaczego coraz trudniej je rozpoznać?

Jak działają oszustwa inwestycyjne?

Fałszywe oferty inwestycyjne od lat należą do najbardziej dochodowych form cyberprzestępczości. Według danych FBI, tylko w ostatnim roku przestępcy zarobili na nich niemal 6,6 miliarda dolarów – to ponad dwa razy więcej niż na popularnych atakach typu BEC (Business Email Compromise), które przyniosły 2,8 miliarda dolarów strat .

– Schemat działania oszustów często wygląda podobnie: zaczyna się od reklam w mediach społecznościowych, które mają skłonić ofiarę do kliknięcia w link prowadzący do fałszywej oferty inwestycyjnej. W takich kampaniach przestępcy mogą prosić o podanie danych osobowych, przekazanie dostępów do kont bankowych albo próbować przekierować użytkownika do komunikatorów, gdzie kontynuują manipulację. W ostatnim czasie obserwujemy także rosnącą liczbę przypadków wykorzystywania deepfake’ów, co znacząco utrudnia rozpoznanie oszustwa na pierwszy rzut oka – mówi Kamil Sadkowski, analityk laboratorium antywirusowego ESET.

W jednym z przypadków przestępcy w reklamach publikowanych np. na Facebooku zachęcają do wypełnienia formularza kontaktowego, co szybko przenosi do rozmowy na Whatsappie Materiały reklamowe wizualnie są bardzo podobne do tych, którymi posługują się popularni twórcy internetowi. Oszuści w atrakcyjny sposób oferują szybkie zyski i zapewniają o fachowej wiedzy, którą dzielą się w prywatnych konwersacjach. Budują z ofiarami relację – to działania nastawione na sprytne manipulacje i zaatakowanie w najmniej oczekiwanym momencie. W kolejnych krokach mogą przesyłać linki zawierające złośliwe oprogramowanie, które wykrada dane dostępowe do posiadanych inwestycji.

Cyberprzestępcy zarobili 6,6 mld dolarów na fałszywych inwestycjach. Ofiar przybywa 1 Uwaga na oszustwa inwestycyjne 3 Uwaga na oszustwa inwestycyjne

– Inwestycyjni przestępcy profesjonalizują się nie tylko w zakresie narzędzi i technologii jaką wykorzystują przeciwko swoim ofiarom. Bardzo często to również profesjonalizacja pod kątem wiedzy ekonomicznej, używanych sformułowań i języka jakim operują. Osoba, która nawiązuje relacje z oszustami ma wrażenie, że po drugiej stronie jest fachowiec znający się na rzeczy. Zna ofertę biur maklerskich, popularne instrumenty inwestycyjne i orientuje się w zakresie wydarzeń rynkowych. Przestępcy sugerują np. w jakie akcje zainwestować kusząc zyskami, których tak naprawdę nikt nie może przewidzieć. Mamy do czynienia z wytrawnymi przestępcami, którzy są cierpliwi i usypiają czujność ofiary. Pod pozorem troski proszą o przesyłanie screenów z wykonywanych operacji finansowych co ułatwi im później dokonanie oszustwa – tłumaczy Marcin Mazur z DAGMA Bezpieczeństwo IT.Uwaga na oszustwa inwestycyjne Uwaga na oszustwa inwestycyjne

Innym przykładem tego typu działań była kampania z wykorzystaniem trojana Nomani, zaobserwowana przez ESET w 2024 roku. Jej celem było podszywanie się pod lokalne media oraz znane instytucje. Fałszywe reklamy kierowały użytkowników na spreparowane strony phishingowe, które do złudzenia przypominały witryny znanych redakcji lub organizacji.

W innych przypadkach oszuści wykorzystywali ogólne motywy wizualne związane z tematyką finansową, nadając kampaniom losowe, często zmieniane nazwy – takie jak „Quantum Bumex”, „Immediate Mator” czy „Bitcoin Trader”. To zabieg, który ma utrudnić wykrycie i zablokowanie kampanii przez platformy reklamowe oraz uśpić czujność użytkownika, sugerując nową, nieznaną, a przez to rzekomo atrakcyjną ofertę inwestycyjną.

Oszustwo dopasowane do ofiary

Kampania z użyciem trojana Nomani, podobnie jak wiele innych tego typu operacji, była precyzyjnie dopasowana do lokalnych odbiorców. W zależności od regionu oszuści posługiwali się rozpoznawalnymi markami i nazwiskami – w USA wykorzystywano wizerunek Elona Muska, a w Niemczech np. Lufthansy czy partii CDU. Fałszywe reklamy pojawiały się na Facebooku, Instagramie, X, YouTube, a także w komunikatorze Messenger i Threads.

W kampaniach często wykorzystywano deepfake’i, w postaci niskiej jakości nagrań z celebrytami, w których powtarzano te same słowa kluczowe. Reklamy były emitowane z fałszywych lub przejętych kont, w jednym przypadku należącego do aktora z ponad 300 tys. obserwujących. Choć nazwy kampanii i wizualna oprawa często się zmieniały, wiele z nich korzystało z tych samych szablonów i zaplecza technicznego.

Celem przestępców było zdobycie danych kontaktowych ofiary. W kolejnym kroku dzwonili do użytkownika, próbując nakłonić go do udziału w fałszywej inwestycji, zaciągnięcia pożyczki lub zainstalowania oprogramowania do zdalnego dostępu.

Dlaczego wciąż dajemy się nabrać?

Z perspektywy technicznej fałszywe kampanie inwestycyjne często zawierają wyraźne sygnały ostrzegawcze. Jednak w praktyce łatwo je przeoczyć, zwłaszcza gdy jesteśmy pod presją rosnących kosztów życia i szukamy sposobu na szybkie podreperowanie domowego budżetu. W takich okolicznościach nawet oczywiste oszustwa mogą wydać się wiarygodne.

– W trudnej sytuacji ekonomicznej wiele osób staje się bardziej podatnych na oferty obiecujące szybki zysk. Korzystając z urządzeń mobilnych, często przeglądamy treści w pośpiechu, bez większej uwagi, co sprzyja impulsywnym decyzjom. Dodatkowo niewielu użytkowników zdaje sobie sprawę z tego, jak wyrafinowane techniki wykorzystują dziś cyberprzestępcy: od deepfake’ów po reklamy publikowane z przejętych kont – dodaje Kamil Sadkowski.

SD Worx zwiększa przychody o 11,6% – 649 mln EUR w I półroczu 2025 r.

0

Firma SD Worx ogłosiła wyniki finansowe za pierwsze półrocze 2025 roku. Skonsolidowane przychody wzrosły o 11,6% – z 581,8 mln EUR w pierwszej połowie 2024 roku do 649,0 mln EUR w pierwszych sześciu miesiącach 2025 roku. Skonsolidowana skorygowana EBITDA również wzrosła o 11,6%, osiągając 135,0 mln EUR wobec 121,0 mln EUR rok wcześniej. Skonsolidowany wynik netto sięgnął 55,8 mln EUR.

Dynamiczny rozwój SD Worx napędza dalsza ekspansja międzynarodowa, w tym przejęcie w ubiegłym roku włoskiego lidera rynku HR i payroll – firmy F2A – a także konsekwentne poszerzanie oferty i portfolio oraz ścisła współpraca pomiędzy spółkami z grupy na różnych rynkach.

Kobe Verdonck, CEO SD Worx, podkreśla:
„Z satysfakcją podsumowujemy pierwsze półrocze. Nasze konsekwentne inwestycje w cyfrowe rozwiązania HR przyniosły nowe produkty na rynkach takich jak Finlandia, Niemcy czy Luksemburg, a nakłady na sztuczną inteligencję znacząco wzrosły. Jednocześnie pozostajemy wierni ludzkiemu wymiarowi naszego biznesu – SD Worx zawsze będzie firmą stawiającą na ludzi. Łącząc możliwości cyfrowe, AI i wiedzę ekspertów, skutecznie podnosimy jakość obsługi klientów, co znajduje wyraźne odzwierciedlenie we wzroście ich satysfakcji.”

Sebastiaan Peeters, CFO SD Worx, dodaje:
„Nasza dynamika sprzedażowa w całej Europie pozostaje wysoka, a jednocześnie skutecznie kontrolujemy koszty. Wchodzimy w drugą połowę roku z dużą pewnością i determinacją, w pełni realizując strategię dalszego wzrostu finansowego.”

Filip Dierckx, przewodniczący rady dyrektorów SD Worx, zaznacza:
„Nasze solidne wyniki są szczególnie imponujące w kontekście obecnej sytuacji makroekonomicznej i na tle rynku. Osiągnęliśmy organiczny wzrost na poziomie 3,6% w segmencie SD Worx People Solutions (obejmującym Payroll & Reward, Human Capital Management i Workforce Management) oraz powrót na ścieżkę wzrostu w segmencie SD Worx Staffing & Career Solutions (elastyczne formy zatrudnienia). Nawet w wymagających warunkach konsekwentnie zwiększamy inwestycje w oprogramowanie HR – nasze nakłady kapitałowe rosną rok do roku o 21%.”

Wyniki finansowe

Amounts in EUR million 30 Jun 2025 30 Jun 2024 Difference
       
People Solutions 545.4 481.2 64.2
Staffing & Career Solutions 104.4 101.9 2.4
Intersegment elimination -0.8 -1.4 0.6
Revenue 649.0 581.8 67.3
Total net operating costs (excluding adjustments) -514.0 -460.8 -53.2
Adjusted EBITDA (aEBITDA) 135.0 121.0 14.1
Adjusted EBITDA margin 20.8% 20.8% 0.0%
Adjustments to EBITDA -10.6 -7.9 -2.7
EBITDA 124.5 113.1 11.4
Depreciation, amortisation, and impairment -46.0 -34.3 -11.8
EBIT 78.4 78.8 -0.4
Financial result -8.0 -2.6 -5.4
Taxes -14.6 -21.3 6.7
Net result 55.8 54.9 0.9

 

 

Wyniki według segmentu

  30 Jun 2025 30 Jun 2024 Growth
Amounts in EUR million Revenue aEBITDA Revenue aEBITDA Revenue aEBITDA
People Solutions 545.4 135.0 481.2 121.8 13.3% 10.8%
Staffing & Career Solutions 104.4 0.1 101.9 -0.8 2.4% 107.7%
Intersegment elimination -0.8   -1.4   -42.8%  
Total 649.0 135.0 581.8 121.0 11.6% 11.6%