Inteligentne materiały ostrzegą przed katastrofą? Naukowcy opracowali związek zmieniający kolor pod wpływem naprężeń

Katastrofy budowlane, takie jak zawalenie się mostu Morandi w Genui w 2018 roku, można by było przewidzieć, gdyby inżynierowie mieli narzędzia pozwalające na bieżąco obserwować zmiany naprężeń w konstrukcjach. Do tej pory brakowało jednak prostych i niezawodnych rozwiązań. Być może wkrótce to się zmieni – dzięki inteligentnemu materiałowi opracowanemu we współpracy naukowców z Indii, Japonii i Polski.

Barwa zamiast czujników

Nowy związek chemiczny należy do grupy materiałów mechanochromowych, czyli takich, które reagują na oddziaływania mechaniczne zmianą koloru. Badacze opisali go na łamach czasopisma Journal of Luminescence. W spoczynku świeci zielonożółtą barwą, ale pod wpływem naprężeń przechodzi w intensywną czerwień. To reakcja wywołana przesunięciem miękkich kryształów wewnątrz struktury związku, które przypominają układ „kluczy i zamków”. Kiedy równowaga zostaje zaburzona, zmienia się sposób oddziaływania cząsteczek, a wraz z nim kolor.

Co istotne, proces ten jest odwracalny. Dodanie rozpuszczalnika organicznego przywraca pierwotne ułożenie cząsteczek i tym samym początkową barwę.

Farba, która sygnalizuje zagrożenie

Jak wyjaśnia prof. Konrad Szaciłowski z Akademii Górniczo-Hutniczej, jednym z potencjalnych zastosowań jest wykorzystanie materiału w powłokach ochronnych i farbach ostrzegawczych. Na przykład w laboratoriach czy zakładach produkcyjnych, gdzie istnieje ryzyko wystąpienia toksycznych oparów, ściany pokryte taką farbą mogłyby natychmiast zasygnalizować problem. Wystarczy niewielka ilość związku – zaledwie miligram – by uzyskać działający czujnik, znacznie tańszy od skomplikowanych urządzeń elektronicznych.

Równie obiecujące jest wykorzystanie materiału w budownictwie i inżynierii lądowej. Mosty czy wiadukty pokryte farbą zmieniającą kolor w miejscach przeciążenia mogłyby same ostrzegać o niebezpieczeństwie. Monitoring ograniczałby się wówczas do obserwacji barwy konstrukcji – zarówno na żywo, jak i na zdjęciach czy nagraniach.

Wspólne badania trzech kontynentów

Projekt jest efektem międzynarodowej współpracy. Syntezy związku dokonali japońscy chemicy, indyjscy badacze przeprowadzili pomiary spektroskopowe, a polski zespół z AGH opracował modele teoretyczne, które wyjaśniły mechanizm działania materiału. – Prowadzenie takich badań przez jeden zespół byłoby niemal niemożliwe. Potrzebne są różne specjalizacje i dostęp do odmiennych technik – podkreśla prof. Szaciłowski.

Kolejne kroki

Badania nad inteligentnymi materiałami nie kończą się na mechanochromizmie. Naukowcy planują rozwijać również materiały wrażliwe na ciśnienie, które dzięki przewodnictwu elektrycznemu mogą znaleźć zastosowanie w projektach związanych ze sztucznymi neuronami i synapsami. AGH posiada już nowoczesną aparaturę, która pozwoli prowadzić część eksperymentów w kraju – m.in. laserowy spektrometr do śledzenia zmian barwy związków chemicznych w czasie rzeczywistym.

Chemia na styku z elektroniką

Co ciekawe, laboratorium, w którym pracuje prof. Szaciłowski, bardziej przypomina pracownię fizyki czy elektroniki niż klasyczną pracownię chemiczną. Zamiast probówek i kolb dominują lasery, oscyloskopy i analizatory sygnału. To właśnie takie interdyscyplinarne podejście pozwala na odkrycia, które mogą zmienić sposób projektowania przyszłych technologii.

Naukowcy podkreślają, że inteligentne materiały mają ogromny potencjał – od ochrony życia ludzkiego po rozwój nowoczesnej elektroniki i robotyki. Jeśli ich badania znajdą praktyczne zastosowanie, być może w przyszłości wystarczy rzut oka na kolor mostu, by wiedzieć, że konstrukcja wymaga natychmiastowej interwencji.

Żabka i Stagwell łączą siły i tworzą In-Pulse – Shopper-Led Marketing System*

In-Pulse to nowa inicjatywa stworzona wspólnie przez Stagwell oraz Żabka Polska, powołana w 2025 roku, aby wspierać polskich marketerów w podejmowaniu trafnych decyzji opartych na realnych zachowaniach zakupowych. To pierwszy w Polsce Shopper-Led Marketing System, który oferuje kompleksowy zestaw produktów i usług obejmujących business consulting, badania i analitykę, testowanie konceptów i produktów oraz retail media.

Projekt łączy globalne doświadczenie Stagwell w obszarze marketingu i technologii z unikalnymi danymi transakcyjnymi i konsumenckimi Żabki, tworząc unikalne rozwiązanie na polskim rynku. Skala przedsięwzięcia sprawia, że Polska ma szansę stać się ważnym punktem na mapie światowych innowacji marketingowych. – Polska jest dla Stagwell bardzo ważnym rynkiem, i to nie tylko z perspektywy lokalnej, ale i całego regionu CEE.  Polski rynek jest dla nas centralą, jeśli chodzi o usługi digital commerce i to tu pozyskaliśmy niezwykle mocnego partnera – Żabkę. Jestem pewien, że wspólne przedsięwzięcie, którego osią jest nowatorskie spojrzenie na polskiego konsumenta i realne wsłuchanie się w jego głos, stanowi rewolucję w skali całego rynku – mówi James Townsend, CEO Stagwell EMEA + Global CEO Stagwell BP.

Unikalne partnerstwo Stagwell i Żabka

Zarówno Grupa Stagwell, jak i Żabka Polska, zajmują pozycję liderów w swoich kategoriach, wyznaczających nowe trendy rynkowe. Globalna Grupa Stagwell jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych na świecie firm marketingowo-komunikacyjnych. Stagwell Marketing Cloud zapewni globalne zaplecze technologiczne, wynikające z połączenia zaawansowanych i innowacyjnych technologii w zakresie analizy danych z wiedzą ekspercką z obszaru marketingu oraz commerce. Żabka to wiodąca w Polsce sieć ponad 11 600 sklepów w formacie modern convenience, obsługująca ok. 4,1 mln transakcji dziennie oraz niemal 10 milionów użytkowników aplikacji Żappka.

W efekcie partnerstwa Stagwell i Żabki powstaje nowy podmiot Joint Venture oferujący innowacyjne rozwiązanie In-Pulse (powered by Stagwell&Żabka), będący odpowiedzią na globalne trendy oraz rosnące zapotrzebowanie na zintegrowane usługi marketingowe, które wyposaża marki w strategie oparte na aktualnej wiedzy na temat zachowań poszczególnych segmentów kupujących, ich preferencji zakupowych i w końcu możliwość testowania oraz ewaluacji efektów przeprowadzanych kampanii w miejscu sprzedaży.

Paweł Grabowski, Head of digital B2B Zabka Future, Zabka Group
Paweł Grabowski, Head of digital B2B Zabka Future, Zabka Group

– Rozwój technologiczny jest jednym z naszych priorytetów. Współpraca ze Stagwell może nam w tym pomóc w zakresie wdrażania rozwiązań, które pozwolą jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby naszych klientów – komentuje Paweł Grabowski, Head of digital B2B Zabka Future, Zabka Group

Dzięki unikalnej wiedzy, wykorzystaniu analizy i AI, In-Pulse dostarczy firmom narzędzia do realizacji precyzyjnych kampanii kierowanych do rzeczywistych shopperów. Pozwoli również postawić diagnozę, która pomoże markom skuteczniej oceniać efektywność działań marketingowych i optymalizować koszty dotarcia do klientów.

In-Pluse łączy business consulting z badaniami, analityką i retail media. W planach jest poszerzenie ekosystemu o nowe rozwiązania i kolejne moduły. Pozwala na to innowacyjne zaplecze technologiczne – Stagwell Marketing Cloud, a w nim pakiet narzędzi opartych na SaaS i AI, oraz nowoczesne modele ekonometryczne (MMM) stworzone specjalnie dla marketerów.

Dla sektorów FMCG, ale także non-FMCG współpraca z In-Pulse może stać się szansą na rozwój i lepsze dostosowanie swoich ofert do dynamicznie zmieniających się potrzeb konsumentów. W ocenie ekspertów In-Pulse to nowatorski projekt dwóch challengerów – Żabki Polska, która zrewolucjonizowała segment convenience, i Stagwell, który redefiniuje rynek marketingu poprzez cyfrowe innowacje.

Wartość globalnego rynku danych o konsumentach rośnie

Według dostawcy danych rynkowych i konsumenckich Statista wartość globalnego rynku analityki danych rośnie dynamicznie i osiągnie poziom 103 mld USD do 2027 r., co wskazuje na znaczną ekspansję w różnych branżach.

Wartość rynku analityki danych konsumenckich jest powiązana z szerszym rynkiem Big Data i analityki biznesowej, który prognozuje się na 684,12 miliarda dolarów do 2030 roku, podaje Algolytics. Wzrost ten jest napędzany przez rosnące zapotrzebowanie na analizę danych w celu zrozumienia zachowań konsumentów, optymalizacji strategii marketingowych i poprawy ogólnego doświadczenia klienta.

Rozwój rynku analityki danych konsumenckich jest również związany z postępem technologicznym, takim jak rozwój sztucznej inteligencji (AI) i uczenia maszynowego, które umożliwiają analizę ogromnych ilości danych i generowanie cennych spostrzeżeń. Firmy coraz częściej inwestują w narzędzia i technologie analityczne, aby uzyskać przewagę konkurencyjną i lepiej odpowiadać na potrzeby swoich klientów (np. sieć Walmart).

Informacja:  https://in-pulse.com

*Marketing oparty na analizie zachowań klientów

Stopy procentowe znów w dół – inwestorzy nie spodziewają się dalszych cięć w tym roku

Rada Polityki Pieniężnej na wrześniowym posiedzeniu zdecydowała się na kolejną obniżkę stóp procentowych o 25 punktów bazowych. To trzecia redukcja stóp procentowych w tym roku, a łączna skala łagodzenia polityki pieniężnej począwszy od majowego posiedzenia wynosi już 100 punktów bazowych.

Taka decyzja była najprawdopodobniej możliwa dzięki dalszemu spadkowi inflacji. Według wstępnych danych GUS inflacja konsumencka w sierpniu obniżyła się do poziomu 2,8% r/r, najniższego od czerwca 2024 r. i mieszczącego się w paśmie celu inflacyjnego NBP (2,5% ± 1 pkt proc.).

Obniżka stóp procentowych ma bezpośrednie przełożenie na sytuację gospodarstw domowych oraz finansów publicznych. Kredytobiorcy hipoteczni mogą liczyć na spadek rat. Przykładowo rata kredytu na 500 tys. zł z oprocentowaniem 7,5% i okresem 15 lat zmniejszy się o około 70 zł. Niższe koszty obsługi długu dotyczą także państwa. Rząd w przyszłości zapłaci mniej odsetek od emitowanych obligacji, których kolejne aukcje powinny mieć niższe rentowności.

Decyzja RPP pociąga za sobą również konsekwencje dla sektora bankowego. Niższe stopy procentowe zazwyczaj oznaczają redukcję oprocentowania lokat i depozytów, co ogranicza atrakcyjność oszczędzania w bankach. Jednocześnie spada zyskowność instytucji finansowych z tytułu marży odsetkowej, co może mieć szczególne znaczenie w kontekście rozważanych od przyszłego roku zmian podatkowych, w tym podwyżki CIT dla banków.

Na rynku walutowym reakcja złotego na decyzję Rady jest ograniczona. Krajowa waluta przez większość dnia zyskiwała wobec dolara, pozostając pod wpływem jego osłabienia na rynkach globalnych. Inwestorzy instytucjonalni nie oczekują już wyraźnie dalszych obniżek stóp w bieżącym roku, choć jak wielokrotnie podkreślał prezes NBP prof. Adam Glapiński, przyszłe decyzje będą uzależnione od napływających danych makroekonomicznych. Na początku roku prof. Glapiński wskazywał, że docelowy poziom stóp mógłby znaleźć się w okolicach 3,5%, najprawdopodobniej w przyszłym roku.

Szerzej na temat motywów i perspektyw polityki pieniężnej wypowie się szef RPP, Adam Glapiński podczas konferencji prasowej zaplanowanej na czwartek, 4 września, o godzinie 15:00.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Sierpień na rynku mieszkaniowym: popyt rośnie, deweloperzy hamują

Na rynku mieszkaniowym nie ma nudy – sierpień przyniósł jednocześnie mocny popyt, rosnące ceny i zaskakującą wstrzemięźliwość deweloperów. Kupujący coraz śmielej szukają okazji, mimo że w Trójmieście ceny biją rekordy, a podaż na rynku wtórnym dramatycznie się kurczy. Czy to zapowiedź wyczekiwanej równowagi czy tylko stan przejściowy?

Rynek pierwotny. Dobra sprzedaż, ale deweloperzy wciskają hamulec

Choć w porównaniu do lipca sprzedaż mieszkań deweloperskich spadła o 13% (przed korektą), to wciąż była wyższa niż przewidywano – na siedmiu największych rynkach w Polsce nabywców znalazło 3,5 tys. lokali. Co więcej, w ujęciu rocznym oznacza to imponujący wzrost, tj. o 45%.

“Po raz drugi w tym roku dane z monitoringu rynku mieszkaniowego w największych polskich miastach pozytywnie zweryfikowały tezę o istotnym choć nietrwałym wpływie obniżek stóp procentowych na skłonność potencjalnych nabywców do sfinalizowania zakupu mieszkania. Na majową obniżkę stóp na początku miesiąca, popyt na mieszkania deweloperskie zareagował incydentalnym wzrostem sprzedaży w maju jednak już w czerwcu rynek wyraźnie się ostudził zarówno po stronie popytowej jak i podażowej. W analogiczny sposób rynek mieszkaniowy w największych polskich miastach zareagował na lipcową obniżkę stóp procentowych – wzrostem liczby nowych inwestycji i sprzedanych mieszkań. Sierpień przyniósł delikatne spowolnienie po stronie popytowej i mocniejsze wyhamowanie po stronie podażowej”, komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku mieszkaniowego w Otodom.

Dobre wyniki lipca i sierpnia pozwalają na ostrożne prognozy, że sprzedaż w trzecim kwartale może osiągnąć nawet 11 tys. mieszkań co oznaczałoby 35% wzrost w stosunku do analogicznego kwartału w 2024 roku. Realizacja takiego scenariusza wydaje się możliwa w kontekście wolumenu sprzedaży z lipca i sierpnia, który jest o 46% większy niż przed rokiem.

Wykres na podstawie danych Otodom Analytics
Wykres na podstawie danych Otodom Analytics

„Deweloperzy, mając w zapasie pozwolenia na budowę, wyraźnie hamują i dostosowują tempo podaży nie tylko do bieżącego popytu, ale do całkowitej wielkości oferty. Obawy związane z wejściem we wrześniu niejasnych przepisów o jawności cen już dzisiaj studzą entuzjazm deweloperów do wprowadzania nowych inwestycji”, zauważa Kuniewicz.
Mimo lekkiego ograniczenia podaży w sierpniu, liczba mieszkań w ofercie utrzymuje się na wysokim poziomie. Na koniec miesiąca na siedmiu rynkach deweloperskich dostępnych było 62,5 tys. mieszkań, co stanowi minimalny spadek miesiąc do miesiąca (-0,5%), ale wciąż o 22% więcej niż przed rokiem. Co ważne, liczba mieszkań zarezerwowanych wzrosła o 4% i ten zasób łącznie z ofertą mieszkań w sprzedaży tworzy rekordową i stabilną pulę pozwalającą na wzrost sprzedaży.

Łódź, Poznań i Trójmiasto, czyli rynki deweloperski lokalnie

Wraz ze wzrostem skali budownictwa rynki lokalne kształtowane są przez coraz bardziej lokalne czynniki i tendencje. Dlatego oceny oparte na danych zagregowanych muszą być coraz częściej uzupełniane analizami szczegółowych wyników i statystyk opisujących rynek konkretnego miasta. Po sierpniu rynkiem wymagającym odrębnego komentarza okazał się Poznań, gdzie czas wyprzedaży oferty wydłużył się, mimo że sprzedaż była dobra a oferta niższa niż na koniec lipca. Analiza danych tamtejszego rynku wskazuje, że zmiana wskaźnika ma charakter statystyczny a nie rynkowy i wynika z metodologii przyjętej do agregacji danych sprzedażowych. Z kolei w Łodzi wydłużenie czasu sprzedaży wynika z powrotu wcześniej zarezerwowanych lokali do oferty.

Wykres na podstawie danych Otodom Analytics
Wykres na podstawie danych Otodom Analytics

Szczególne zainteresowanie budzi sytuacja w Trójmieście, gdzie od kilku miesięcy średnie ceny mieszkań w ofercie rosną najbardziej dynamicznie spośród wszystkich analizowanych rynków. Od kwietnia do sierpnia wzrosły one o 11%, osiągając poziom 16,8 tys. zł/mkw. W ciągu tych pięciu miesięcy deweloperzy wprowadzali w Trójmieście do sprzedaży 3,1 tys. mieszkań w przeciętnej cenie 17,7 tys. zł/mkw. W tym czasie nabywców znalazło 2,3 tys. lokali średnio po 15,5 tys. zł/mkw.

„W efekcie oferta mieszkań deweloperskich wzrosła o 16% głównie na skutek zastąpienia mieszkań przeciętnie tańszych od notowanej na rynku trójmiejskim średniej, lokalami wyraźnie droższymi od przeciętnie oferowanych. W poszczególnych miesiącach różnice między średnią ceną mieszkań oferowanych i wprowadzanych do sprzedaży sięgały nawet 3 tys. zł/mkw. Jednocześnie ceny mieszkań kupowanych od początku 2025 roku kształtują się wyraźnie poniżej pozostałych indeksów”, wyjaśnia ekspertka Otodom.

Tabela na podstawie danych Otodom Analytics
Tabela na podstawie danych Otodom Analytics

Rynek wtórny. Mniejsza podaż przy sezonowym odbiciu popytu

Na rynku mieszkaniowym z drugiej ręki sierpień upłynął pod znakiem dalszego kurczenia się podaży i utrzymującej się wysokiej aktywności kupujących. Liczba aktywnych ogłoszeń spadła o 3,9% m/m i 6,8% r/r, a na niektórych rynkach – jak Wrocław (-19% r/r) czy Kraków (-12% r/r) – spadki są jeszcze wyraźniejsze. Coraz częściej sprzedający decydują się na wycofanie ogłoszenia lub przekierowanie go na rynek najmu, korzystając z trwającego sezonu. Z kolei popyt pokazuje odporność na sezon wakacyjny. W sierpniu liczba zapytań do ogłoszeń wzrosła o 3,7% m/m i aż o 20,6% r/r. Największe wzrosty aktywności zanotowano we Wrocławiu (+11% m/m), Trójmieście (+8,6%) i Łodzi (+7,7%). To pokazuje, że kupujący wciąż aktywnie poszukują okazji, choć coraz trudniej o oferty spełniające ich oczekiwania cenowe.

Ceny na rynku wtórnym pozostały względnie stabilne. Największe wzrosty nastąpiły w Trójmieście (+2,1% m/m), spadki zaś w Katowicach (-1,0%). Sierpień potwierdził, że rynek wtórny wchodzi w fazę równowagi: niska podaż, mocny popyt, ale coraz dłuższy czas ekspozycji ofert (+3% m/m), który pokazuje, że rozbieżności między oczekiwaniami sprzedających a możliwościami nabywców utrudniają finalizowanie transakcji.

Rynek mieszkaniowy w fazie przejściowej. Co dalej?

Rynek mieszkaniowy w Polsce znajduje się w fazie szukania nowej równowagi. Dwa dobre miesiące na rynku pierwotnym pokazują, że obniżki stóp procentowych, stabilizacja cen i elastyczność deweloperów (np. oferty promocyjne) są w stanie pobudzić popyt. Jednak bez kontynuacji tych pozytywnych impulsów trudno będzie zwiększyć sprzedaż.

Deweloperzy stoją przed decyzją: czy inwestować mimo ryzyk legislacyjnych czy czekać? Kupujący z kolei coraz lepiej orientują się w rynku, ale też trudniej znajdują oferty dopasowane do swoich możliwości. Dlatego ta równowaga może być stanem przejściowym, a nie nową normą.

RPP znów tnie stopy procentowe. Giełda reaguje pozytywnie – tańszy pieniądz sprzyja akcjom

Rada Polityki Pieniężnej znów obniżyła stopy procentowe, tym razem o 25 punktów bazowych, sprowadzając stopę referencyjną do 4,75 proc. To już trzecia redukcja od maja i w sumie pełen punkt procentowy mniej, a decyzja natychmiast wywołała poruszenie na rynku finansowym. Kredytobiorcy mogą liczyć na niższe raty, inwestorzy na bardziej atrakcyjną giełdę, a oszczędzający muszą przygotować się na gorsze warunki lokat i właśnie dlatego ta decyzja RPP jest ważna dla portfeli milionów Polaków.

Decyzja RPP o obniżce stóp procentowych jest kluczowa dla portfeli przeciętnego Polaka, bo bezpośrednio wpływa na wysokość rat kredytów, oprocentowanie lokat i atrakcyjność inwestycji na giełdzie. Tym razem obniżka stóp nie jest zaskoczeniem. Notowania kontraktów i rynkowe stawki WIBOR od dłuższego czasu sygnalizowały, że obniżka jest przesądzona. WIBOR 3M wyniósł dziś rano 4,81 proc., czyli zszedł w okolice nowej stopy referencyjnej jeszcze przed decyzją RPP. WIBOR 6M spadł jeszcze niżej, do 4,66 proc., co pokazuje, że inwestorzy zaczęli już wyceniać kolejne obniżki w perspektywie najbliższego półrocza.

Zmiany ucieszą kredytobiorców hipotecznych, którzy spłacają raty powiązane ze stawką WIBOR. Obniżka o 25 punktów bazowych oznacza dla nich ratę niższą o około 12 do 18 zł w przeliczeniu na każde 100 tysięcy zł kredytu. Warto jednak pamiętać, że nie dotyczy to osób, które wybrały kredyty ze stałą stopą procentową – w ich przypadku zmiana oprocentowania nastąpi dopiero po zakończeniu okresu obowiązywania stałej stopy, najczęściej po pięciu latach. Spadek oprocentowania obejmie także inne produkty kredytowe o zmiennej stopie, na przykład kredyty gotówkowe czy zadłużenie na kartach kredytowych. Z drugiej strony oznacza to również, że posiadacze lokat i depozytów bankowych będą musieli liczyć się z niższymi odsetkami.

Warto podkreślić, że tego typu decyzje są dobrze odbierane przez giełdy. Niższe stopy procentowe zwiększają atrakcyjność inwestowania w akcje, co powinno przełożyć się na poprawę nastrojów inwestorów.

Za obniżką stóp przemawiała przede wszystkim spadająca inflacja. W sierpniu inflacja CPI obniżyła się do 2,8 proc., czyli znalazła się już bardzo blisko celu inflacyjnego NBP, który wynosi 2,5 proc. z dopuszczalnym odchyleniem o 1 punkt procentowy. Równocześnie wzrost gospodarczy utrzymuje się na solidnym poziomie – PKB w drugim kwartale wzrósł o 3,4 proc. rok do roku. Inflacja bazowa, która nie uwzględnia cen energii i żywności, spadła w okolice 3 proc.

Jednocześnie można wskazać argumenty przeciwko dalszym cięciom. Rząd prowadzi luźną politykę fiskalną i planuje na rok 2026 cały czas wysoki deficyt na poziomie 6,5 proc. PKB. Dodatkowym czynnikiem ryzyka jest brak decyzji dotyczących zamrożenia cen energii dla gospodarstw domowych, co w przypadku wzrostu kosztów energii mogłoby podbić inflację jesienią. Na razie jednak wiele analiz wskazuje, że taki scenariusz nie musi się ziścić.

Obecna sytuacja tworzy jednak przestrzeń do dalszych obniżek w kolejnych miesiącach. Inflacja ma szansę pozostać w trendzie spadkowym i w krótkim czasie znaleźć się trwale w granicach celu inflacyjnego. Najbliższe posiedzenie RPP odbędzie się 8 października, a dodatkowych wskazówek dostarczy listopadowa projekcja inflacyjna NBP.

Warto przy tym zauważyć, że inflacja wciąż pozostaje największym zmartwieniem inwestorów indywidualnych. Z badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego w ostatnim kwartale wynika, że 24 proc. respondentów wskazuje ją jako największe zagrożenie dla wartości swojego portfela. Polscy inwestorzy są przy tym wyraźnie bardziej wrażliwi na zmiany stóp procentowych niż inwestorzy na rynkach globalnych. Wynika to z dużego udziału krajowych banków w portfelach polskich inwestorów, a tym samym z istotnej roli, jaką sektor finansowy odgrywa w kapitalizacji warszawskiej giełdy.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Cena złota bije rekord – 3547 USD za uncję, srebro najdroższe od 14 lat

0
  • Złoto osiągnęło nowy rekord na poziomie 3547 USD, co oznacza wzrost o 34% w skali roku; ceny srebra wzrosły o 41%.
  • Oczekiwania dotyczące obniżek stóp procentowych przez Fed oraz obawy związane z zarządzaniem ryzykiem zwiększają popyt na bezpieczne aktywa.
  • Rosnące długoterminowe rentowności oraz słaby kurs dolar zmniejszają atrakcyjność inwestycji w obligacje, co wspiera popyt na złoto.
  • Napływy do ETF-ów wracają po latach wyprzedaży, co wzmacnia popyt ze strony banków centralnych.

Ole Hansen, dyrektor ds. strategii surowców w Saxo zwraca uwagę, że złoto wzrosło do nowego rekordowego poziomu 3 547 USD za uncję, kontynuując silny trend wzrostowy, który w tym roku doprowadził do wzrostu wartości metalu o 34%. Srebro również wspiera sektor, osiągając wartość powyżej 40 USD po raz pierwszy od 14 lat, co daje wzrost o 41% od początku roku. Ostatnia faza tego trendu jest wynikiem mieszanki oczekiwań dotyczących obniżek stóp procentowych, narastających obaw o niezależność Rezerwy Federalnej oraz fragmentacji światowego porządku, która zmienia przepływy związane z aktywami uznawanymi za bezpieczne.

Oczekiwania dotyczące obniżek stóp i obawy o niezależność Fedu

Rynki obecnie prognozują niemal pewną obniżkę stóp przez Rezerwę Federalną we wrześniu, z dalszymi, potencjalnie przyspieszonymi obniżkami do końca roku, jeśli nadchodzące dane gospodarcze nadal będą słabnąć w obliczu napięć związanych z cłami. Niższe stopy zwrotu z krótkoterminowych obligacji zmniejszają koszt alternatywny posiadania złota, zachęcając inwestorów, którzy w ostatnich latach byli zniechęcani wysokimi kosztami finansowania, do śmielszego inwestowania w ten kruszec.

Jednak optymistyczna narracja nie dotyczy tylko obniżek stóp procentowych. Obawy związane z zarządzaniem ryzykiem zwyżkowały dodatkową premią w ostatnich tygodniach. Sekretarz Skarbu, Scott Bessent, rozpocznie wkrótce poszukiwania nowego przewodniczącego Rezerwy Federalnej, co jest kontynuacją próby usunięcia gubernator Lisa Cook przez prezydenta Trumpa. Jeśli tym razem osiągnie sukces, może to dać Trumpowi większość w FOMC i możliwość zmian w amerykańskim banku centralnym w celu dalszego obniżania stóp procentowych. Ta sytuacja podkreśla instytucjonalną kruchość najważniejszego na świecie banku centralnego. Dla inwestorów rodzi to pytania dotyczące długoterminowej niezależności amerykańskiej polityki monetarnej – obawę, którą złoto naturalnie absorbuje jako zabezpieczenie przed ingerencją polityczną.

Podziały geopolityczne

Geopolityka pozostaje istotnym katalizatorem zmian. Parada wojskowa w Pekinie, w której uczestniczyli Władimir Putin, Kim Jong Un oraz Xi Jinping, przypomniała o fragmentacji światowego porządku. W obliczu wyłaniania się bloków wielkich mocarstw, banki centralne i państwowe fundusze majątkowe nadal dywersyfikują swoje rezerwy. Złoto jest bezpośrednim beneficjentem, a rekordowe zakupy przez banki centralne od 2022 roku uzupełniają popyt ze strony prywatnych inwestorów, który teraz wykazuje oznaki ożywienia.

Rentowności obligacji o długim terminie osłabiają ich atrakcyjność jako bezpiecznej przystani

Wzrost cen złota jest również powiązany z sytuacją na rynku obligacji państwowych. Rentowności 30-letnich obligacji skarbowych USA oscylują wokół 5%, rentowności brytyjskich obligacji osiągnęły najwyższe poziomy od dekad, a japońskie obligacje rządowe są na rekordowych poziomach. Dla wielu inwestorów obligacje długoterminowe przestały być bezpiecznym wyborem inwestycyjnym, co stworzyło możliwość dla złota, które teraz może przyciągnąć większy popyt na aktywa uważane za bezpieczne. Obok złota, również srebro i platyna zyskują na popularności, ponieważ ich podaż jest ograniczona.

Słabość dolara i globalne przepływy

Tymczasem dolar pozostaje blisko trzyletnich minimów, mimo sporadycznych prób odbicia. Niepewność polityczna w Waszyngtonie, łagodniejsze oczekiwania dotyczące stóp procentowych oraz względny silny kurs innych głównych walut utrzymują presję na amerykańską walutę. Dla inwestorów spoza USA, oznacza to niższe zyski z inwestycji w złoto w lokalnych walutach, np. XAUEUR wzrosło o 20%, a XAUJPY o 27%.

Powrót kupujących do ETF-ów po czterech latach sprzedaży netto

Kolejną ważną zmianą jest powrót inwestorów do funduszy ETF opartych na złocie. Po czterech latach sprzedaży ilość złota w ETF-ach zaczyna ponownie rosnąć, co zmienia wcześniejszy trend. W 2025 roku ETF-y dodały już 326 ton złota, co prawie równa się ilości sprzedanej w ciągu ostatnich dwóch lat. Ten zwrot wskazuje na rosnący popyt nie tylko ze strony banków centralnych, ale także innych inwestorów, co dodatkowo wzmacnia wzrost.

Momentum i wsparcie ze strony srebra

Czynniki techniczne również miały znaczący udział. Przełamanie poziomu 3 450 USD w zeszłym tygodniu spowodowało wzrost zakupów, napędzanych przez strategie inwestycyjne oparte na systematycznych i nastawionych na momentum transakcjach, dodatkowo wzmocnione przez obawę przed przegapieniem okazji (FOMO). Te przepływy mają zwykle charakter krótkoterminowy, co sprawia, że cena złota jest podatna na presję sprzedaży w przypadku spadku poniżej 3 450 USD. Wzrost wartości srebra ponad poziom 40 USD, najwyższy od 2011 roku, stanowi dodatkowe potwierdzenie tego trendu, ale podobnie jak w przypadku złota, srebro musi teraz utrzymać te wysokie zyski, aby uniknąć presji sprzedaży.

Co może zaszkodzić wzrostowi?

W sytuacji, gdy rynki są silnie nastawione na wzrost, ważne jest uwzględnienie czynników, które mogą spowodować korektę. Lista ryzyk jest krótsza niż zwykle, ale wciąż istotna. Poza wzrostem pozycji spekulacyjnych, które mogą zostać szybko zlikwidowane, jeśli niedawne zyski się nie utrzymają, zaskoczenie jastrzębim stanowiskiem ze strony Fed, takim jak opóźnienie cięć stóp procentowych lub wprowadzenie bardziej restrykcyjnych wytycznych, mogłoby osłabić nastroje na rynku. Chaotyczny wzrost wartości dolara mógłby również wystawić rynek na próbę. Wreszcie, przy już wysokich rentownościach długoterminowych, gwałtowny spadek rentowności mógłby częściowo przywrócić atrakcyjność obligacji jako bezpiecznej przystani.

Wnioski

Wzrost złota do nowego rekordowego poziomu jest napędzany nie tylko przez obawy związane z inflacją czy oczekiwania dotyczące stóp procentowych. Odzwierciedla to zbieżność kilku czynników: ryzyk związanych z zarządzaniem w USA, geopolitycznej fragmentacji, spadku zaufania do tradycyjnych bezpiecznych przystani oraz wznowionego popytu ze strony inwestorów instytucjonalnych. Zarówno złoto, jak i srebro przewyższają większość klas aktywów w 2025 roku, a napływ funduszy ETF oferuje dodatkowe wsparcie, podkreślając silne argumenty za inwestowaniem w metale szlachetne.

Nieprzewidywalność rynków i geopolityczne napięcia mają duży wpływ na to, że złoto i srebro osiągają rekordowe wzrosty cen, co podkreśla rosnące znaczenie tych metali szlachetnych w portfelach inwestycyjnych. Polska gospodarka i złotówka są również narażone na różne globalne czynniki, dlatego rozsądnym jest wziąć pod uwagę rozszerzenie swoich inwestycji o aktywa niepowiązane z rynkiem krajowym. W warunkach rosnącego ryzyka politycznego i niestabilności monetarnej, złoto zabezpiecza kapitał przed utratą wartości i pełni funkcję ochronną przed inflacją oraz deprecjacją waluty. Co więcej, wzrost popytu na złoto w ostatnich latach, również ze strony banków centralnych, potwierdza jego rolę jako strategicznego aktywa w portfelu – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Wiceprezes Asseco: „To było bardzo dobre półrocze, z optymizmem patrzymy na II połowę roku”

W I półroczu 2025 roku Grupa Asseco wypracowała 9,0 mld zł przychodów ze sprzedaży, z czego ponad 7,1 mld zł stanowiła sprzedaż własnych produktów i usług informatycznych. Zysk operacyjny był o 13% wyższy niż w porównywalnym okresie 2024 roku i wyniósł 928 mln zł, a zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej, po wzroście o 20%, wyniósł 282 mln zł. Grupa zwiększyła skalę międzynarodowej działalności i systematycznie budowała backlog na kolejne miesiące.

W raportowanym okresie Grupa rozwijała działalność zarówno w Polsce, jak i za granicą. Przychody ze sprzedaży w segmencie Asseco Poland wzrosły o 13% i wyniosły 1,1 mld zł. W tym obszarze realizowano liczne projekty transformacji cyfrowej dla sektorów: administracji publicznej, energetycznego, opieki zdrowotnej czy finansów.

Wyniki Grupy są silnie zdywersyfikowane – 88% sprzedaży pochodzi z rynków zagranicznych reprezentowanych przez segmenty Formula Systems i Asseco International. Sprzedaż Asseco International ukształtowała się na poziomie 2,2 mld zł, co oznacza wzrost o 11% w stosunku do I półrocza 2024 roku. W tym segmencie odnotowano dynamiczny wzrost przychodów z rozwiązań płatniczych w Grupie Asseco South Eastern Europe. Asseco rozwijało też obszar ERP, koncentrując się na AI i automatyzacji. Sprzedaż wzrosła również w Grupie Asseco Central Europe, która realizowała szereg projektów dla sektora publicznego oraz finansowego. Dzięki konsekwentnemu rozwojowi organicznemu, wspartemu akwizycjami, segment Formula Systems zanotował 5,8 mld zł przychodów, czyli o 6% więcej niż w tym samym okresie przed rokiem.

Skonsolidowany portfel zamówień Asseco na rok 2025, w obszarze oprogramowania i usług własnych, ma obecnie wartość 13,5 mld zł. W kursach zmiennych jest on o 9%, a w kursach stałych – w jakich został przeliczony backlog na 2024 rok – o 10% wyższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

„To było bardzo dobre półrocze dla Asseco. Nasza geograficzna, produktowa i sektorowa dywersyfikacja biznesu oraz silny popyt na rozwiązania cyfrowe pozwalają nam się stale rozwijać. Nasze przychody urosły w tym czasie o 8%, a zysk operacyjny o 13%, czyli wyższa była również nasza rentowność operacyjna. Ponadto systematycznie budujemy backlog, co pozwala nam z optymizmem patrzeć na II półrocze 2025 roku we wszystkich segmentach naszej działalności. Cały czas zwiększamy skalę biznesu i jesteśmy aktywni w obszarze M&A. W I półroczu 2025 roku do Grupy dołączyło 13 spółek, działających w Europie, Kanadzie, Indiach czy na Bliskim Wschodzie” – powiedziała Karolina
Rzońca-Bajorek, Wiceprezes Zarządu, CFO Asseco Poland.

W lutym 2025 roku Spółka podpisała warunkową umowę sprzedaży 12 318 863 akcji własnych, stanowiących 14,84% jej kapitału zakładowego, do TSS z Grupy Constellation. Realizacja umowy sprzedaży jest uzależniona od uzyskania wymaganych zgód w wielu krajach, w których działają spółki z Grupy Asseco i TSS.

„Tak jak informowaliśmy wcześniej, zamknięcie transakcji jest uzależnione od uzyskania odpowiednich zgód organów antymonopolowych i regulacyjnych w różnych krajach. Ze względu na skalę działalności zarówno Asseco, jak i Grupy TSS, procedura obejmuje organy administracyjne w kilkunastu jurysdykcjach. To proces złożony, dodatkowo wydłużany przez okres wakacyjny, kiedy tempo pracy wielu urzędów jest wolniejsze lub występują przerwy w działalności. Obie strony aktywnie realizują działania, na które mają wpływ, aby sfinalizować transakcję możliwie jak najszybciej, jednak ostateczny termin jej zamknięcia zależy od decyzji odpowiednich instytucji i może ulec przesunięciu w czasie. W takim przypadku nie widzimy przeszkód związanych przedłużającym się okresem obowiązywania umów do czasu uzyskania wszystkich wymaganych zgód” – powiedział Marek Panek, Wiceprezes Zarządu Asseco Poland odpowiedzialny za rozwój Grupy.

Silny cios Interpolu w cyberprzestępczość. Tysiące zatrzymanych osób

Silny cios Interpolu w cyberprzestępczość – tysiące zatrzymanych osób w operacji Serengeti 2.0.

Ponad 1200 zatrzymanych osób, odzyskanych blisko 100 mln dolarów i 88 tys. zidentyfikowanych ofiar – taki jest bilans koordynowanej przez Interpol operacji, przeprowadzonej od czerwca do sierpnia 2025 r. Szeroko zakrojona akcja o kryptonimie Serengeti 2.0 wymierzona była w cyberprzestępców działających w całej Afryce – m.in. grupy ransomware i oszustów internetowych. Działania sił porządkowych z 18 państw afrykańskich wspierane były przez Wielką Brytanię oraz partnerów z sektora prywatnego.

Serengeti 2.0 pod względem logistycznym i operacyjnym była jedną z najbardziej złożonych akcji ostatnich lat. Operację wymierzono w cyberprzestępców o największym wpływie w Afryce zidentyfikowanych przez Interpol – m.in. grupy ransomware, które dokonywały oszustw internetowych i kryptowalutowych oraz ataków na służbową pocztę e-mail (Business Email Compromise, BEC). Służby rozbiły również zorganizowane grupy zajmujące się nielegalnym kopaniem kryptowalut oraz handlem ludźmi. Jednym z efektów operacji było rozbicie grupy przestępców zwabiających ofiary na „inwestycje” w kryptowaluty w Zambii, którzy oszukali ponad 65 tys. osób.

Zaangażowanie wielu jurysdykcji pozwoliło „domknąć” cały łańcuch przestępczy – od namierzania infrastruktury, przez identyfikację sprawców, aż po konfiskatę wyłudzonych od ofiar środków finansowych. Skala działań odzwierciedla skalę problemu: współczesne cyberataki pod względem tempa i zasięgu dorównują działaniom międzynarodowych korporacji.

Dane wywiadowcze nie tylko u służb

W ramach akcji partnerzy techniczni Interpolu, w tym Fortinet, dostarczali danych i analiz, które pomagały w podejmowaniu decyzji operacyjnych. Dysponując rozbudowaną infrastrukturą telemetryczną i analityczną, jeszcze przed operacją przekazywali oni informacje dotyczące m.in. wskaźników naruszenia bezpieczeństwa (IOC) oraz infrastruktury C2 (Command&Control), zapewniającej komunikację pomiędzy serwerami cyberprzestępców. Umożliwiło to zawężenie obszaru poszukiwań oraz szybsze typowanie celów i dezaktywację elementów złośliwej infrastruktury. Zanim ruszyły działania w terenie, partnerzy techniczni przekazali służbom dane wywiadowcze, co umożliwiło precyzyjne zlokalizowanie kluczowej infrastruktury oraz osób stojących za procederem.

Operacja Serengeti 2.0 pokazuje, jak ważna jest wymiana danych wywiadowczych pomiędzy służbami i sektorem prywatnym, a także przygotowanie do akcji – od analizy wzorców ataków, po szybkie przełożenie informacji na działania w terenie.

Grupy cyberprzestępcze przyjęły strategię globalizacji, specjalizacji i współpracy. Korzystają z globalnej infrastruktury, działając poza zasięgiem pojedynczych rządów czy firm. Dlatego nawet najlepsze zabezpieczenia i kompetencje zespołów IT wymagają uzupełnienia o systemową współpracę. Operacje, takie jak Serengeti 2.0 pokazują, jak wiele można osiągnąć, gdy organy ścigania, eksperci i sektor prywatny działają ramię w ramię. Wymiana informacji, wzajemne zaufanie i współpraca są niezbędne, aby zwiększać bezpieczeństwo instytucji państwowych, firm oraz obywateli – podkreśla Robert Dąbrowski, Systems Engineering Customer Relationship Manager w firmie Fortinet.

Dekada współpracy, która skraca dystans do przestępców

Chociaż w centrum uwagi pozostaje akcja Serengeti 2.0, warto odnotować, że jej skuteczność to efekt wieloletnich inicjatyw oraz współpracy w ramach takich projektów, jak grupa Interpol Cybercrime Expert (#CyberEX) czy Cybercrime Atlas, prowadzony w ramach Światowego Forum Ekonomicznego.

Od ponad 10 lat również Fortinet współpracuje z Interpolem, a od 2018 r. jest oficjalnym partnerem Interpol Gateway, co ułatwia pogłębioną, szybką wymianę informacji. Wcześniejsze działania obejmowały m.in. operację w Azji Południowo-Wschodniej, podczas której zidentyfikowano blisko 9 tys. serwerów C2 oraz setki zainfekowanych stron.

Serengeti 2.0 to model operacji, który warto powtarzać: precyzyjne rozpoznanie, skoordynowane uderzenia w wielu krajach, szybkie blokowanie przepływów finansowych i stałe doskonalenie wymiany informacji. Współpraca sektora prywatnego z publicznym, dzielenie się danymi i szybsze podejmowanie decyzji dają wymierne efekty: aresztowania, odzyskane środki oraz realną ochronę dziesiątek tysięcy osób.

Cięcie czy pauza? RPP decyduje, a inwestorzy patrzą na payrolls

Początek września obfituje w dane makro i wydarzenia niemałej wagi. Lokalnie najważniejszym czynnikiem jest decyzja RPP, którą poznamy dziś po południu. Na szerokim rynku dolar wrócił do gry i na razie potwierdza trwającą od kilku tygodni konsolidację. Kluczowe dla inwestorów powinny być odczyty z amerykańskiego rynku pracy, które będą sugerować dalsze działania Fed.

Rada radzi, Rada nigdy cię nie zdradzi

Rada Polityki Pieniężnej zakończy dziś wrześniowe posiedzenie i podejmie decyzję o wysokości stóp procentowych. Konsensus rynkowy zakłada cięcie o 25 pb, ale w przestrzeni publicznej pojawiają się głosy o innych możliwościach. Główne argumenty za obniżką to niskie wskazania dynamiki cen (flesz inflacyjny za sierpień to 2,8% rdr), połączone z prognozami (także ze strony NBP), które sugerują stabilizację CPI w tym rejonie w nadchodzących miesiącach. Dodatkowo słabnie dynamika wzrostu płac w przedsiębiorstwach (lipiec to 7,6% rdr), która była jedną z kluczowych przeszkód dla dalszego luzowania monetarnego. Osobiście zaryzykuję tezę, że gdyby nie weto prezydenta Karola Nawrockiego dla tzw. ustawy wiatrakowej (która równocześnie przedłużała mrożenie cen energii), to pojawiłaby się przestrzeń do nawet 50 punktowej obniżki. Gdyby do takowej mimo wszystko doszło, to złoty otrzymałby (przynajmniej krótkoterminowo) spory cios ze strony Rady. Jednak bardziej prawdopodobne zaskoczenie ze strony decydentów to brak ruchu na stopach. Głównym hamującym czynnikiem dla RPP w tym momencie byłby nawet nie brak mrożenia cen energii, co projekt budżetu na przyszły rok (deficyt na poziomie 6,5%). Prof. Adam Glapiński wielokrotnie podkreślał, że ekspansywna polityka fiskalna może być znaczącą przeszkodą dla szybszego luzowania monetarnego. Pozostawienie kosztu pieniądza byłoby sygnałem wzmacniającym PLN.

Przemysł z ciężkim rynkiem pracy

Wczorajsze dane wyprzedzające z USA trudno było uznać za korzystne dla dolara, ale koncentracja uwagi inwestorów skupia się chyba po prostu na innych czynnikach. Ogólny przemysłowy ISM wyniósł 48,7 pkt i co prawda był to rezultat lepszy od poprzedniego, ale minimalnie gorszy od oczekiwań. Za ważniejsze można uznać, że był to już szósty z rzędu wynik poniżej granicy 50 pkt, która rozdziela recesję od ekspansji. Zajrzyjmy jednak do subindeksów, ponieważ tam dzieją się ciekawe rzeczy. Menedżerowie nie wskazują jako problemu cen płaconych, gdyż tutaj pokazano aż 63,7 pkt. Problemem nie są też nowe zamówienie, bo w tym wypadku pokazano 51,4 pkt. Uderzenie raz jeszcze nadeszło z kierunku zatrudnienia, gdzie wynik to skromne 43,8 pkt. Czy to rezultat restrykcyjnej polityki migracyjnej Białego Domu, czy wreszcie efekt polityki pieniężnej, która schłodziła rynek pracy? Tak czy siak, można to uznać za kolejny przykład pogorszenia w tym obszarze gospodarki USA, co powinno zwiększać przestrzeń do obniżek stóp procentowych za oceanem.

EUR/USD w ulubionym miejscu, PLN odrabia straty

Sesja azjatycka nie napawała optymizmem (z drobnym wyjątkiem w postaci Mumbaju), a Sydney zaliczyło zjazd aż o 1,7% (to akurat wynik bardziej wewnętrznych czynników związanych z rynkiem surowcowym). Coraz większe obawy o zadłużenia państw widać po rosnących rentownościach obligacji, japońskie 30-latki weszły na historyczne rekordy, a brytyjskie odpowiedniki na najwyższe poziomy od 1998 roku. Złoto kontynuuje swój rajd,  także tu widzimy nowe historyczne szczyty powyżej 3500 $ za uncję. Na szczęście europejska część środowej sesji przebiega w bardziej pozytywnych nastrojach, główne indeksy świecą się na zielono. Za rynkami bazowymi podążą Warszawa, gdzie WIG20 przed południem zyskuje blisko 1%. Na rynku walutowym dolar po słabym poniedziałku i bardzo mocnym wtorku postanowił wrócić do statusu quo. W trakcie pisania tych słów kurs EUR/USD wraca do punktu równowagi trwającej konsolidacji, czyli powyżej 1,165 $. Taki układ szerokiego rynku to dobra informacja dla złotego, który odrabia wczorajsze straty. Kurs EUR/PLN zerka w kierunku 4,25 zł, kurs USD/PLN wraca poniżej 3,65 zł, kurs CHF/PLN to 4,54 zł, a kurs GBP/PLN kontynuuje spadki do 4,89 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – Badanie ofert pracy i rotacji pracowników (JOLTS).

Autor: Adam Fuchs –  analityk w InternetowyKantor.pl

Cięcie o 25 pb – symboliczny ruch czy początek nowego cyklu?

Dzisiejsza decyzja Rady Polityki Pieniężnej najpewniej oznacza obniżkę stóp o 25 punktów bazowych. To niewielki ruch w dół, który delikatnie obniży raty kredytów i lekko zmniejszy oprocentowanie lokat, ale nie zmieni warunków finansowych w gospodarce z dnia na dzień. Dlaczego teraz? Inflacja w sierpniu spadła w okolice 2,8% rok do roku, czyli blisko celu NBP wynoszącego 2,5%. Może to sygnalizować, że wzrost cen jest już pod kontrolą. Wielu ekonomistów podkreśla, że „mały krok” we wrześniu byłby rozsądny i spójny z danymi – podkreśla Tomasz Gessner, główny analityk Tavex.

Niewyrównany sezonowo PKB w drugim kwartale urósł o 3,4% rok do roku, co sugeruje, że konsumpcja i inwestycje stopniowo odżywają po słabszym okresie. Z drugiej strony część wskaźników miesięcznych wygląda nierówno, a wydatki publiczne pozostają wysokie. To powód, dla którego RPP może ciąć stopy powoli i z zastrzeżeniem, że kolejne ruchy będą zależeć od napływających danych.

Ważne jest też tło globalne. 17 września Rezerwa Federalna w USA prawdopodobnie również obniży stopy procentowe, a Europejski Bank Centralny już wcześniej przeszedł w tryb łagodzenia polityki. Mniejsze różnice w poziomie stóp między Polską a największymi gospodarkami, dają NBP większą swobodę działania, bez nadmiernego ryzyka dla kursu waluty.

Warto też zwrócić uwagę na relatywnie silnego złotego, który pozostaje w trendzie umocnienia od 3 lat. Silniejszy PLN pomaga trzymać w ryzach ceny towarów z importu, co sprzyja niższej inflacji. Niewielka wrześniowa obniżka nie powinna istotnie osłabić waluty, o ile przekaz banku centralnego nie zasugeruje szybkiej serii kolejnych cięć.

Co może zakomunikować RPP? Najbardziej prawdopodobny scenariusz to dostarczenie cięcia o 25 pb i ostrożne, wyważone uzasadnienie. Rada może zasygnalizować „pauzę techniczną” w październiku, by ocenić wpływ wcześniejszych decyzji, a następnie wrócić do obniżania stóp już po nowych projekcjach inflacji oraz po ruchach Fedu i EBC.

Założenia budżetowe na 2026 rok będą jednym z istotnych czynników, które Rada Polityki Pieniężnej musi wziąć pod uwagę przed podjęciem decyzji o dalszym poziomie stóp procentowych. Rząd zaplanował rekordowy deficyt na poziomie 271,7 mld zł przy wydatkach sięgających 918,9 mld zł i prognozowanych dochodach 647,2 mld zł. Tak rozbudowana polityka fiskalna, z dużym udziałem wydatków publicznych i wzrostem zadłużenia (tu zauważmy, że relacja długu do PKB według rządowych szacunków sięgnie 53,8%), może mieć bezpośredni wpływ na ocenę ryzyk inflacyjnych oraz tempo łagodzenia polityki pieniężnej przez RPP. Z jednej strony tak duża podaż pieniądza i wydatków może sprzyjać konsumpcji i wspierać wzrost gospodarczy, z drugiej rodzi obawy, czy inflacja pozostanie pod kontrolą w kolejnych kwartałach. Z tego powodu komunikowany przez rząd budżet będzie prawdopodobnie brany pod uwagę przez członków RPP podczas aktualnego posiedzenia. Wyważenie konsensusu oraz ścieżki dalszych cięć stóp procentowych zależeć będzie nie tylko od danych bieżących, ale właśnie od oceny skutków ekspansywnej polityki fiskalnej.

Co oznaczałaby dzisiejsza obniżka stóp o 25 pb w praktyce? Raty kredytów o zmiennej stopie spadną symbolicznie, czyli o kilka / kilkanaście złotych na każde 100 tys. zł zadłużenia. Oszczędzający mogą z czasem zobaczyć nieco niższe oprocentowanie lokat oraz rachunków oszczędnościowych. Rynki finansowe będą jednak przede wszystkim czytać komunikat po posiedzeniu. Jeśli ton pozostanie ostrożny, a bank centralny podkreśli zależność od danych i celu inflacyjnego, reakcja na złotym i obligacjach powinna być ograniczona.

Gdzie ceny mieszkań rosną, a gdzie stoją w miejscu? Sierpniowy raport z rynku pierwotnego

Trójmiasto było w sierpniu jedyną metropolią, w której wzrosła średnia cena metra kwadratowego mieszkań w ofercie firm deweloperskich. W pozostałych metropoliach sierpień był kolejnym miesiącem cenowej stabilizacji – wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl.

Trójmiasto, a właściwie Gdańsk, po raz kolejny wyłamał się z trendu, który obserwujemy w największych metropoliach. Tam deweloperzy wprowadzają do sprzedaży głównie mieszkania w segmencie popularnym, co ma stabilizujący wpływ na średnią cenę metra kwadratowego wszystkich lokali dostępnych w ofercie firm deweloperskich. Natomiast w Gdańsku pojawiają się na rynku bardzo drogie lokale, które windują średnią – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Tak było też w sierpniu. Ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań w Trójmieście wzrosła o 1% do blisko 16,9 tys. zł. W rankingu najdroższych metropolii Trójmiasto zepchnęło więc na trzecią pozycję Kraków (ok. 16,7 tys. zł/m kw.), w którym średnia nie zmieniła się czwarty miesiąc z rzędu. Czwarte miejsce wciąż zajmuje Wrocław (ok. 14,7 tys. zł/m kw.), a dalej są Poznań (ok. 13,6 tys. zł/m kw.), Łódź (11,5 tys. zł/m kw.) i Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia (ok. 11,4 tys. zł/m kw.).Wyk.1-Ceny mieszkań-sierpień 2025-wstępne dane-M

Porównując średnie ceny metra kwadratowego nowych mieszkań z sierpnia tego roku i analogicznego okresu roku ubiegłego w większości metropolii wciąż widać różnicę. Wyjątkiem jest Warszawa, w której średnia jest niemal taka sama. Warto też zwrócić uwagę, że w pozostałych metropoliach różnica jest coraz mniejsza. Np. we Wrocławiu jeszcze w styczniu wynosiła ona 12%, w czerwcu – 5%, w lipcu – 3%, a w sierpniu skurczyła się do 2%. W Trójmieście średnia cena metra kwadratowego była w czerwcu o 10% wyższa niż rok temu, zaś w sierpniu – liczona rok do roku – 8%.

Po ośmiu miesiącach o tytuł najbardziej stabilnej cenowo metropolii w 2025 r. z Warszawą rywalizuje Łódź. Zmiana średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań w okresie 12 miesięcy wynosiła tu w sierpniu tylko 1%. Z kolei w Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu było to 2%, a w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – 5%.Wyk.2-Ceny mieszkań-sierpień 2025-wstępne dane-R

Sierpień przyniósł prawdopodobnie spadek sprzedaży nowych mieszkań. Nie powinno to dziwić z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że jest to okres urlopowy.  A po drugie, część potencjalnych nabywców wstrzymuje się z zawarciem umowy deweloperskiej w oczekiwaniu na spodziewaną we wrześniu obniżkę stóp procentowych – komentuje Marek Wielgo.

Należy się jednak liczyć z tym, że – jak wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl – w sierpniu w większości metropolii skurczyła się oferta mieszkań. Deweloperzy wprowadzili ich bowiem na rynek mniej niż sprzedali – dodaje Wielgo.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Rośnie liczba cyberataków w Polsce. Czas na radykalne zmiany w prawie i myśleniu o bezpieczeństwie

Eliminacja chaosu regulacyjnego i przyspieszenie procesu legislacyjnego w Polsce, wdrożenie architektury bezpieczeństwa Zero Trust, powszechne i obowiązkowe szkolenia dla pracowników administracji i firm, a także wymóg projektowania rozwiązań cyfrowych zgodnie z zasadą „Secure by Design”. To niektóre z rekomendacji opublikowanych w „Mapie drogowej dla wzmocnienia polskiej cyberodporności”, opracowanej przez Związek Cyfrowa Polska.

Dokument to zestaw propozycji i zaleceń, których szybkie wprowadzenie – zadaniem organizacji reprezentującej branżę cyfrową w kraju – może pozwolić zwiększyć nasze bezpieczeństwo cyfrowe. Jak bowiem wskazują eksperci Cyfrowej Polski w swoim najnowszym opracowaniu, Polska jest dziś celem skoordynowanych ataków wrogich państw i cyberprzestępców, a nasz system reagowania jest nadal fragmentaryczny, reaktywny i zbyt wolny. Przywołują dane, z których wynika, że w 2024 roku Polska była najczęściej atakowanym państwem w Europie w ramach rosyjskich kampanii dezinformacyjnych i cyberataków. W ciągu 12 miesięcy zgłoszono ponad 600 tysięcy incydentów, a ich wzrost rok do roku osiągnął aż 29 proc. Równocześnie poziom realnej gotowości do przeciwdziałania tym zagrożeniom – zarówno w sektorze publicznym, jak i prywatnym – pozostaje niewystarczający.

Musimy mówić wprost: jesteśmy krajem frontowym, a tymczasem np. w wielu urzędach nadal korzysta się z publicznych skrzynek e-mail i podpisuje umowy IT bez klauzul bezpieczeństwa. To realne zagrożenie dla państwa i obywateli – mówi Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. –  W odpowiedzi na to przygotowaliśmy konkretną mapę drogową, czyli gotowe punkty z dziedziny cybersecurity do wdrożenia przez rząd, samorządy, instytucje i firmy. Mamy do wyboru: albo wprowadzimy je teraz, albo będziemy za chwilę liczyć koszty. Polityczne, ekonomiczne i społeczne – wylicza Michał Kanownik, który po raz pierwszy przedstawił dokument na Forum Ekonomicznym w Karpaczu.

Postulaty Cyfrowej Polski, czyli co powinniśmy zrobić „na wczoraj”

Wprowadzenie jakich konkretnych rozwiązań postulują branżowi eksperci? Przede wszystkim wskazują na pilne ujednolicenie przepisów cyberbezpieczeństwa, zarówno na poziomie unijnym, jak i krajowym. Fragmentacja prawa (różna interpretacja dyrektyw NIS2, DORA i CRA w poszczególnych krajach) stanowi dziś poważną barierę dla firm wdrażających nowe technologie i usługi – uważają eksperci. Wzywają do stworzenia jednolitego, spójnego systemu regulacyjnego, który zapewni przewidywalność, ograniczy ryzyko niezgodności i pozwoli na realne zwiększenie poziomu bezpieczeństwa infrastruktury w całej UE.

Drugim strategicznym postulatem „mapy drogowej dla wzmocnienia polskiej cyberodporności” jest radykalna zmiana podejścia do legislacji w Polsce. W ocenie ekspertów, obecny system tworzenia prawa nie nadąża za tempem rozwoju zagrożeń. – Gdy cyberprzestępcy aktualizują swoje techniki co tydzień, my nie możemy mieć systemu, w którym na interpretację przepisów czeka się miesiącami. Potrzebne są szybkie ścieżki, konsultacje z ekspertami i gotowość do testowania rozwiązań w modelu sandboxowym – wyjaśnia prezes Cyfrowej Polski. Eksperci wskazują tu, że w jak najszybszym terminie konieczna jest nowelizacja przepisów o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa. Obowiązujące dziś przepisy o KSC powstały w 2018 roku w zupełnie innym kontekście technologicznym i geopolitycznym. Projekt nowelizacji, nad którym prace trwają od wielu miesięcy, dostosowuje nasze prawo do dyrektywy NIS2 i tworzy ramy dla skuteczniejszego przeciwdziałania zagrożeniom. Jak czytamy w raporcie, „to nie jest formalność, lecz realny zestaw konkretnych mechanizmów, które mogą realnie podnieść poziom bezpieczeństwa infrastruktury publicznej i prywatnej”.

Cyfrowa Polska w swoim raporcie podkreśla również konieczność powszechnego wdrożenia architektury Zero Trust, opartej na założeniu, że nikt, nawet wewnątrz organizacji, nie jest z założenia zaufany. Tylko stała weryfikacja tożsamości, monitorowanie aktywności i segmentacja dostępu mogą uchronić przed najbardziej wyrafinowanymi atakami, także tymi z wewnątrz – uważają autorzy opracowania. Ponadto eksperci postulują wprowadzenie obowiązkowego systemu szkoleń z zakresu cyberbezpieczeństwa dla urzędników i pracowników sektora krytycznego. – To człowiek jest dziś najsłabszym ogniwem w systemie, a brak podstawowej wiedzy o phishingu, atakach socjotechnicznych czy zasadach zarządzania hasłami prowadzi do realnych incydentów – ostrzegają.

Równie zdecydowany jest głos branży w kwestii projektowania bezpieczeństwa. Cyfrowa Polska rekomenduje, by zasada „Secure by Design”, czyli projektowanie systemów i urządzeń z wbudowanymi mechanizmami ochrony, stała się standardem regulacyjnym w Polsce i UE. Bez tego producenci nadal będą dostarczali rozwiązania narażone na znane luki, a użytkownicy pozostaną bez realnych narzędzi ochrony – zauważono w raporcie.

„Mapa drogowa” zawiera również rekomendacje rozwiązań dla użytkowników indywidualnych. Eksperci podkreślają znaczenie ochrony urządzeń mobilnych, które są obecnie głównym punktem styku z siecią. Zalecenia obejmują stosowanie rozwiązań typu Mobile Threat Defense, VPN, MFA oraz aktualizacji systemów i aplikacji. Zwrócono też uwagę na potrzebę kontynuacji szerokiej edukacji jako najtańszego i najskuteczniejszego narzędzia wzmacniania odporności cyfrowej całego społeczeństwa.

Wezwanie do działania

Opracowanie teraz trafi do polskich decydentów i ma być podstawą do dalszej pracy nad wzmacnianiem polskiej cyberodporności. Związek Cyfrowa Polska zapowiada także dalsze działania wspierające wdrażanie zawartych w raporcie rekomendacji, zarówno poprzez działania legislacyjne, jak i edukacyjne, a także współpracę z sektorem technologicznym i instytucjami międzynarodowymi.
Ten dokument to dopiero tylko początek. Polska może być liderem cyfrowego bezpieczeństwa w regionie, ale musi chcieć. My pokazujemy rekomendacje rozwiązań, których wprowadzenie można przybliżyć nas do tego celu – mówi prezes Cyfrowej Polski.

I przypomina, że cyberodporność nie jest projektem jednorazowym. – To proces, który wymaga ciągłości, konsekwencji i współpracy. Tylko wspólny wysiłek administracji, biznesu, nauki i obywateli pozwoli nam zbudować Polskę cyfrową, która będzie bezpieczna nie tylko dziś, ale i za dekadę. Dlatego zwracam się do decydentów na każdym poziomie: potraktujcie ten raport jako wezwanie do działania – apeluje Michał Kanownik.

Stres po urlopie: „post-vacation blues” dopada 63% Polaków

63% pracujących deklaruje, że po urlopie odczuwa większy stres niż przed jego rozpoczęciem, a połowa z nich jako główne źródło napięcia wskazuje na nagromadzone obowiązki, wynika z ankiety przeprowadzonej przez spółki Gi Group Holding. Ponowne wejście w rytm codziennych zadań często wiąże się ze wzrostem presji oraz poczuciem przytłoczenia, określanym mianem napięcia pourlopowego. Eksperci podkreślają, że dobra organizacja pracy i wsparcie ze strony firm mogą znacząco ułatwić powrót do obowiązków po wakacyjnej przerwie.

Napięcie pourlopowe – objawy i mechanizm

Napięcie pourlopowe, znane też jako „post– vacation blues”, nie występuje oficjalnie w klasyfikacjach medycznych, ale coraz częściej dostrzegane jest w kontekście zdrowia psychicznego. Jest to stan obniżonego nastroju i wzmożonego napięcia, który pojawia się po powrocie z urlopu, kiedy beztroski czas wypoczynku ustępuje miejsca obowiązkom zawodowym i codziennej rutynie. Jak podaje Medonet, charakteryzuje się uczuciem pustki, rozczarowania i straty, a także brakiem zdolności do odczuwania radości. Inne jego symptomy to zmęczenie, zaburzenia snu, bóle głowy, nudności czy dolegliwości układu pokarmowego.

National Alliance on Mental Illness (NAMI), amerykańska organizacja non-profit zajmująca się zdrowiem psychicznym, wskazuje, że aż 64% osób zmagających się z problemami psychicznymi mówi o pogorszeniu samopoczucia w okresach gwałtownej zmiany rytmu dnia, np. podczas świąt. Ten mechanizm pokazuje, jak duży wpływ na nastrój ma nagłe przejście z czasu wolnego do intensywnych aktywności. W przypadku powrotu z wakacji oznacza to zderzenie beztroski z codzienną presją obowiązków, co nie tylko wywołuje napięcie, ale może też utrudniać efektywną pracę przez pierwsze dni, a nawet tygodnie. Statystyki potwierdzają skalę problemu: w ankiecie przeprowadzonej przez Wirtualną Polskę niemal połowa respondentów przyznawała się do trudności z ponownym wejściem w rytm pracy przez kilka dni po urlopie.

Stres związany z powrotem do pracy może dotknąć każdego. Najsilniej odczuwają go osoby, które po urlopie mierzą się z nadmiarem obowiązków oraz brakiem czasu na stopniową adaptację. Presja, pośpiech i konieczność szybkiego „wdrożenia się” sprawiają, że napięcie może być wyjątkowo uciążliwe. Dlatego tak ważne jest planowanie zadań zarówno przed wyjazdem, jak i po powrocie. Warto przemyśleć i uporządkować listę zadań, wyznaczyć priorytety i stopniowo wchodzić w rytm pracy – mówi Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group.

Myślenie o pracy nawet podczas urlopu – jakie są nawyki Polaków?

Choć wypoczynek ma służyć oderwaniu się od obowiązków służbowych, wielu zatrudnionych ma z tym trudności. Z ankiety przeprowadzonej przez Gi Group Holding wynika, że jedynie co piąty z nich (21%) potrafi całkowicie odciąć się wtedy od pracy. Jednocześnie blisko połowa (49%) przyznaje, że sporadycznie wraca myślami do spraw zawodowych, 25% robi to często, a 5% ankietowanych niemal bez przerwy. Takie nawyki sprzyjają narastaniu napięcia i zwiększają ryzyko stresu po powrocie z urlopu.ryzyko stresu po powrocie z urlopu

Głównym powodem napięcia po powrocie do pracy z urlopu jest nagromadzenie zadań – na ten czynnik wskazała połowa respondentów ankiety Gi Group Holding. 20% zwróciło uwagę na projekty wymagające natychmiastowej realizacji, a kolejne 20% na świadomość, że na następny urlop będą musieli czekać aż rok. 10% ankietowanych przyznało, że trudnością jest przełamanie rozleniwienia.

Fakt, że tak wysoki odsetek pracowników wskazuje nagromadzenie obowiązków jako główną przyczynę stresu, pokazuje, jak dużą rolę w ich codziennym samopoczuciu odgrywa rytm pracy i możliwość odpowiedniego rozłożenia zadań. Jednocześnie widać, jak szybko napięcie może narastać po powrocie z urlopu, gdy nagromadzone zadania wymagają natychmiastowej uwagi. Warto zauważyć, że świadomość tych mechanizmów pomaga zarówno pracownikom, jak i pracodawcom lepiej zarządzać momentem powrotu do obowiązków służbowych – podkreśla Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.nagromadzenie obowiązków jako główna przyczyna stresu

Stres nie tylko po powrocie z urlopu, ale także przed

Napięcie związane z powrotem do pracy jest wyraźnie większe niż to, które towarzyszy przygotowaniom do urlopu – w ankiecie przeprowadzonej przez Gi Group Holding 63% respondentów stwierdziło, że czuje się bardziej zestresowanych po wakacjach niż przed ich rozpoczęciem. Jednak fakt, że aż 37% respondentów odczuwa większy niepokój przed wyjazdem na wypoczynek świadczy o tym, że sam etap przygotowań również może być istotnym wyzwaniem.Najczęstszą przyczyną niepokoju przed urlopem jest zmaganie się ze sprawami „na ostatnią chwilę”

Najczęstszą przyczyną niepokoju przed urlopem jest zmaganie się ze sprawami „na ostatnią chwilę”, na co wskazało 34% ankietowanych. Z kolei dla 29% stresująca jest konieczność domknięcia zadań przed wyjazdem, a dla 20% perspektywa nadrobienia zaległości. Brak zastępstwa w pracy wymieniło natomiast 17% respondentów.Brak zastępstwa w pracy wymieniło natomiast 17% respondentów

Jak uniknąć stresu?

Choć powrót z urlopu bywa trudny, nie musi oznaczać nagłego zderzenia z rzeczywistością – kilka prostych rozwiązań może skutecznie zmniejszyć stres, przy czym znaczenie ma zarówno postawa pracowników, jak i odpowiednie wsparcie ze strony pracodawcy.

 Napięcie pourlopowe to naturalna reakcja na nagłą zmianę rytmu dnia. Warto pamiętać, że każdy reaguje inaczej – niektórzy odczuwają spadek energii, inni mają trudności z koncentracją. Kluczowe jest, by już przed wyjazdem przygotować listę priorytetów i zadania, które można odłożyć, a po powrocie dać sobie kilka dni na stopniowe wejście w rytm pracy. Takie podejście pozwala zmniejszyć poczucie przytłoczenia i ochroni przed stresem – wyjaśnia Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group.

Ważną rolę odgrywa planowanie zadań zarówno przed wyjazdem, jak i tuż po nim –   rzadko zdarza się, aby wszystkie obowiązki były równie pilne i ważne. Pomocna jest także otwarta komunikacja w zespole i zapewnienie zastępstwa tam, gdzie jest to możliwe. Pracodawcy mogą dodatkowo wspierać zatrudnionych poprzez szkolenia z zakresu planowania pracy.

 Powrót z urlopu to moment, w którym często widać realny wpływ kultury organizacyjnej na samopoczucie pracowników. Firmy, które zachęcają do planowania zadań, otwartej komunikacji i elastyczności w przydzielaniu obowiązków, pozwalają zespołom nie tylko szybciej odzyskać rytm pracy, ale też długofalowo zwiększają zaangażowanie i satysfakcję – mówi Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.

Skuteczny powrót zespołu do pracy po urlopie wymaga jasnej organizacji priorytetów, co pozwala uniknąć poczucia przeciążenia, a jednocześnie zapewnia ciągłość kluczowych procesów w firmie. Transparentna komunikacja i aktywne wsparcie ze strony liderów pomagają zespołowi szybko wejść w rytm pracy, minimalizując spadki efektywności. Takie podejście chroni dobrostan pracowników, a jednocześnie umożliwia realizację celów – dodaje Karolina Popiel, Associate Partner W Wyser Executive Search.

Warto pamiętać, że regeneracja sił nie kończy się wraz z ostatnim dniem urlopu, a codzienne krótkie przerwy na odpoczynek pomagają utrzymać efektywność i dobre samopoczucie przez cały rok. Pomocne może być kontynuowanie aktywności, które dają satysfakcję podczas wakacji, zdrowy tryb życia oraz planowanie zadań tak, by uniknąć przeciążenia.

Simon J. Britsch nowym prezesem Bayer w Polsce

Simon J. Britsch został powołany na stanowisko prezesa firmy Bayer w Polsce. Obejmuje je równolegle z pełnioną funkcją dyrektora finansowego na region Europy Wschodniej. Jego międzynarodowe doświadczenie oraz dogłębna znajomość firmy Bayer pozwalają mu skutecznie wspierać dalszy rozwój i transformację firmy w Europie Wschodniej.

Simon J. Britsch, związany z firmą Bayer od 25 lat, obejmuje nowe stanowisko wnosząc bogate doświadczenie. Karierę w spółce rozpoczął w 2000 roku jako uczestnik programu stażowego w Niemczech, gdzie dostrzeżono jego potencjał. W 2009 roku objął stanowisko dyrektora finansowego firmy Bayer w Wietnamie, w Ho Chi Minh City. Trzy lata później odpowiadał za zarządzanie i rozwój działalności handlowej dywizji Healthcare w Pekinie. Po siedmiu latach pracy w Azji, w 2016 roku, powrócił do Niemiec, gdzie odpowiadał za strategiczne inicjatywy firmy, w tym zbudowanie globalnego systemu zarządzania ryzykiem (Enterprise Risk Management).

W 2021 roku objął kolejne międzynarodowe stanowisko – w Mumbaju: dyrektora finansowego regionu Azji Południowej, gdzie nadzorował operacje finansowe spółki Bayer notowanej na giełdzie w Indiach.

Od lipca 2025 roku Simon J. Britsch pracuje w Polsce – z biura w Warszawie odpowiada za kształtowanie strategii finansowej firmy w całym regionie Europy Wschodniej.

„Prawdziwe innowacje rodzą się tam, gdzie ciekawość spotyka się z odwagą – gdzie nauka nie jest jedynie dyscypliną, lecz autentyczną pasją, a przywództwo nie opiera się na hierarchii, lecz na wspólnym celu i wizji. W dzisiejszym świecie wzajemnych powiązań każda opinia ma znaczenie, każdy pomysł się liczy, a przyszłość kształtujemy wspólnie. Dlatego jestem dumny należąc do zespołu TeamBayer, wspólnie realizującego misję Health for All, Hunger for None” – mówi Simon J. Britsch.

Simon J. Britsch jest absolwentem kierunku Zarządzanie Biznesem na Uniwersytecie Nauk Stosowanych w Essen, posiada dyplom Master of Business Administration uzyskany w Instituto de Empresa Business School w Madrycie. Kompetencje przywódcze rozwijał również w ramach programów menedżerskich w Harvard Business School, której jest absolwentem.

Wrześniowe posiedzenie RPP: jastrzębie cięcie czy pauza w cyklu obniżek?

Czy Rada Polityki Pieniężnej może nas zaskoczyć brakiem cięcia, pomimo jasnego konsensusu? Zdecydowana większość ekonomistów wskazuje na to, że Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na cięcie stóp procentowych we wrześniu o 25 punktów bazowych.

W konsensusie Bloomberga jedynie 2 głosy wskazują na utrzymanie stóp procentowych bez zmian. Rada Polityki Pieniężnej ma bardzo dużo argumentów za tym, aby dokonać kolejnej obniżki w tym roku, po dwóch wcześniejszych, które miały miejsce w maju oraz lipcu. Inflacja CPI za sierpień spadła do poziomu 2,8% r/r przy poprzednim odczycie rzędu 3,1% r/r, co było spadkiem mocniejszym od oczekiwań. W ujęciu miesięcznym inflacja spadła o jedną dziesiątą procenta. Warto wspomnieć, że inflacja spadła znacząco już w lipcu z 4,1% r/r w czerwcu, co związane było z wysoką bazą z zeszłego roku w związku z częściowym wygaśnięciem tarcz związanych z cenami energii. Oprócz tego dynamika płac spadła znacząco do 7,6% za lipiec z poziomu 9,0% r/r za czerwiec.

Czy ceny energii odbiją?

Czy teraz jednak RPP może zaskoczyć i utrzymać stopy procentowe bez zmian? Warto wspomnieć, że prezydent Karol Nawrocki zawetował w ostatnim czasie ustawę wiatrakową, w której mieliśmy zapisy dotyczące mrożenia cen energii. Jeśli nie uda się w tym miesiącu przegłosować i podpisać innej ustawy, ceny energii mogą skoczyć od października. Również ceny rynkowe odbiły w ostatnim czasie, choć przez większość wakacji ceny hurtowe pozostawały wyraźnie niżej niż ceny wynikające z obecnej taryfy. Warto podkreślić, że profesor Glapiński wielokrotnie podkreślał, że ceny energii będą jednymi z najważniejszych w kontekście podejmowania decyzji o wysokości stóp procentowych. Niemniej nawet przy odmrożeniu cen energii, odbicie inflacji na koniec tego roku powinno być ograniczone.

Czy mocne wydatki rządowe stanowią problem dla inflacji?

Niemniej RPP ma kolejny argument ku temu, aby jeszcze wstrzymać się z decyzją o obniżce. Jest to budżet na przyszły rok, który zakłada bardzo wysokie wydatki, które niosą za sobą wciąż bardzo wysoki deficyt. Wysokie wydatki rządowe mogą stymulować inflację. Niemniej, zdaniem Wnorowskiego, detale dotyczące budżetu nie powinny stanowić przeszkody w decyzji o cięciu stóp procentowych. Deficyt pozostaje wysoki, głównie za sprawą wydatków na obronność.

Co mówią członkowie RPP?

Od lipcowego posiedzenia mieliśmy jedynie dwie znaczące wypowiedzi ze strony członków RPP. Henryk Wnorowski sugeruje cięcie stóp procentowych o 25 punktów bazowych i następnie wstrzymanie się z kolejnymi decyzjami. Taka decyzja wpisywałaby się w scenariusz obniżki 100 punktów bazowych w tym roku łącznie, po obniżkach w maju oraz lipcu. Prof. Adam Glapiński również sugerował w ostatnim czasie, że taka decyzja mogłaby mieć miejsce we wrześniu. Wnorowski dodaje również, że widzi scenariusz, w którym Rezerwa Federalna również dokona obniżki stóp o 25 punktów bazowych, co będzie pierwszą obniżką w tym roku. Wnorowski wskazuje również, że wrzesień może być ostatnim momentem, który daje możliwość na obniżkę, gdyż późniejsze dane mogą nie być już tak zachęcające. Jeśli taka sytuacja faktycznie miałby mieć miejsce, decyzja z 3 września mogłaby być traktowana jako “jastrzębie cięcie”.

O stopach wypowiadała się również Iwona Duda z RPP. Jej zdaniem RPP powinna poczekać z obniżką, ale nie wyklucza takiego ruchu na wrześniowym posiedzeniu. Duda mówiła również o tym, że poprzednie obniżki nie były cyklem, a jedynie dostosowaniem stóp procentowych do realiów. Niemniej warto zauważyć, że Duda wielokrotnie mówiła o inflacji, która po sierpniowym odczycie daje pretekst do obniżki stóp procentowych.

Oczekiwania rynkowe na stopy procentowe

Obecnie kontrakty na stopy procentowe sugerują obniżkę w trakcie wrześniowego posiedzenia, ale oczekiwania na dalsze cięcia w tym roku zostały wyraźnie zredukowane. Niemniej w przeciągu najbliższych 6 miesięcy oczekuje się zejścia stóp procentowych do ok. 4,5%

Wcześniej mówiło się również o tym, że RPP mogłaby dokonać kolejnego mocnego dostosowania stóp procentowych i w związku z tąpnięciem inflacji w ostatnich dwóch miesiącach zdecydować się na cięcie o 50 punktów bazowych. Jest to jednak mało realny scenariusz, biorąc pod uwagę niepewność związaną z cenami energii i wpływem sytuacji fiskalnej na inflację.

Jak niższe stopy procentowe wpłyną na kredyty?

Jak obniżka stóp procentowych może wpłynąć na finanse obywateli? Przy standardowym kredycie hipotecznym na 500 tysięcy złotych na 15 lat przy oprocentowaniu 7,5%, rata przy obniżce o 75 punktów bazowych może spaść o ok. 70 zł. Jeśli jednak RPP zdecydowałaby się na cięcie o 50 punktów bazowych, zmniejszenie raty wyniosłoby już nieco ponad 140 zł. Warto jednak wspomnieć, że rata takiego kredytu to ponad 4600 zł. Poza oprocentowaniem kredytów spadną również oprocentowania lokat i kont oszczędnościowych. W przyszłości najprawdopodobniej rząd dokona również rewizji w dół oprocentowania stało oprocentowanych obligacji skarbowych.

Kiedy decyzja?

Ostatnie decyzje RPP były publikowane dosyć późno. W lipcu decyzja była dopiero o godzinie 15:48, natomiast zdecydowana większość decyzji w tym roku, w szczególności w dalszej części była publikowana po godzinie 15:00. Warto zauważyć, że im ważniejsze posiedzenie, tym później publikowana jest decyzja. Majowa decyzja, kiedy dokonano cięcia o 50 punktów bazowych opublikowana została o 15:47. Zazwyczaj komunikat po decyzji publikowany jest o godzinie 16:00. Konferencja prasowa po decyzji odbędzie się w czwartek o godzinie 15:00.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Fincantieri i Polska Grupa Zbrojeniowa podpisują strategiczne porozumienie o współpracy na rzecz programu ORKA

Fincantieri i Polska Grupa Zbrojeniowa S.A. (PGZ) podpisały Porozumienie o Współpracy podczas MSPO, XXXIII-ego Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach, co stanowi kamień milowy w rozwoju współpracy przemysłowej w sektorze obrony morskiej.

Porozumienie podpisali dzisiaj Mauro Manzini, Wiceprezes Fincantieri ds. sprzedaży w dziale okrętów morskich i Jan Grabowski, Wiceprezes PGZ. Porozumienie ustanawia ramy strategicznej współpracy mającej na celu wsparcie modernizacji Marynarki Wojennej RP, ze szczególnym uwzględnieniem programu pozyskania okrętów podwodnych ORKA.Mauro Manzini, Wiceprezes Fincantieri ds. sprzedaży w dziale okrętów morskich i Jan Grabowski, Wiceprezes PGZ

Polska jest dla Fincantieri strategicznym partnerem i jesteśmy dumni, że możemy przyczynić się do realizacji ambitnych planów modernizacji jej marynarki wojennej”, powiedział Pierroberto Folgiero, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Fincantieri. „Dzięki doświadczeniu zdobytemu przy budowie ponad 180 okrętów podwodnych oraz sprawdzonym kompetencjom w zakresie zaawansowanych platform morskich, wnosimy niezrównaną, specjalistyczną wiedzę, mającą wesprzeć program ORKA i pomóc w rozwoju długoterminowej współpracy z PGZ oraz polskim przemysłem obronnym.”

Na mocy porozumienia, Fincantieri i PGZ będą wspólnie poszukiwać możliwości w zakresie projektowania, budowy oraz pełnego cyklu wsparcia zaawansowanych platform morskich, w tym okrętów podwodnych. Partnerstwo to połączy przywództwo technologiczne Fincantieri w obszarze budowy okrętów wojennych z rozbudowaną bazą przemysłową PGZ, która odgrywa kluczową rolę w strategii modernizacji polskiej obronności. Obie firmy zamierzają rozwijać wspólne przedsięwzięcia nie tylko na potrzeby Marynarki Wojennej RP, lecz także na szerszych rynkach międzynarodowych.

PGZ to wiodąca, państwowa grupa obronna w Polsce, zarządzająca portfelem spółek działających w obszarze stoczniowym, budownictwa offshore oraz technicznej modernizacji Sił Zbrojnych RP.

Polska giełda w odwrocie: słabość złotego, ryzyko wyższego CIT i widmo cięcia stóp

Rośnie napięcie na krajowych aktywach, a przyczyn jest przynajmniej kilka. Indeks banków ciągnie w dół cały rodzimy parkiet, a wskaźnik inflacji CPI ze strefy euro nie zmienia perspektyw polityki monetarnej w tym obszarze. 

Splot niekorzystnych zdarzeń

Dzisiejszy dzień przebiega pod znakiem osłabienia krajowej waluty. Na EUR/PLN zmiana nie jest duża, bo raptem 0,10%. Nieco gorzej wygląda to na USD/PLN, gdzie widzimy ruch w górę o prawie 0,8%. Przyczyn można szukać po stronie zewnętrznych czynników – widzimy spory ruch w dół na głównej parze walutowej świata (0,7%), a taka sytuacja wpływa niekorzystnie na waluty rynków wschodzących. Z kolei wśród wewnętrznych powodów tej słabości można wskazać rozpoczęte dzisiaj posiedzenie RPP, które ma przynieść oczekiwaną przez kredytobiorców obniżkę kosztu pieniądza. Słabnący złoty może być drogowskazem, który pokazuje, jakiego scenariusza oczekują inwestorzy. A jest to cięcie stóp procentowych o minimum 25 pkt bazowych. Dla PLN oczywiście ważna będzie też retoryka samego prezesa RPP. Być może uchyli rąbka tajemnicy na temat tego, co dalej z luzowaniem monetarnym w Polsce. Choćby niepewność wokół cen energii w przyszłości może stanowić ważny element przemawiający za tym, by jednak podejść ostrożnie do polityki monetarnej.

Niepewność wokół polskich aktywów

A jeśli już jesteśmy przy niepewności, to właśnie takowy stan skutecznie zniechęca do inwestowania w krajowe aktywa, co widać po małej zapaści na naszym parkiecie. Wyższe koszty energii to spora bolączka przedsiębiorstw, ale jeszcze bardziej w najbliższym czasie ma ucierpieć sektor bankowy. Rękę po środki z tego sektora wyciąga rząd, ale także nowy prezydent popiera nałożenie wyższego CIT. Taki scenariusz sprawia, że wprowadzenie tego pomysłu staje się realne. Indeks WIG20 od szczytu z sierpnia stracił już 10%, a spadki napędza właśnie sektor banków. Akcje banków to w pewnym sensie flagowy „produkt” naszej giełdy, gdyż są najbardziej płynne, a to przyciąga inwestorów zagranicznych. Ministerstwo Finansów chce w 2026 roku wprowadzić aż 30% CIT, który ma przynieść prawie 7 mld wpływów do budżetu. To właśnie ten temat działa na niekorzyść banków, które mają jednak z czego pokryć ten dodatkowy koszt, bo ich wyniki są rekordowe. Do tego trzeba dodać też kwestię ewentualnych obniżek stóp, które również negatywnie wpłyną na wyniki sektora bankowego. Nerwowo jest też więc na rynku długu, gdzie rentowności osiągnęły poziom 5,5% w przypadku 10 latek.

EBC może być zadowolone

Dzisiaj poznaliśmy odczyt inflacji CPI ze strefy euro. Wynik 2,1% w sierpniu jest zgodny z prognozami i nieznacznie wyższy od tego, który obserwowaliśmy w lipcu (2,0%). Można więc mówić o pewnej stabilizacji od marca tego roku wokół poziomu 2%, co z pewnością cieszy Europejski Bank Centralny. Dlaczego cieszy? Bo tak naprawdę EBC może teraz spokojnie czekać i obserwować, co się dzieje po etapie luzowania monetarnego. Taki wynik dynamiki cen sprawia, że przestrzeń do dalszych cięć jest mocno ograniczona. Zmiana podejścia banku centralnego mogłaby dopiero nastąpić, gdyby inflacja nagle odbiła w górę… bądź w dół. Takie stanowisko „wait&see” sprawi, że wspólna waluta powinna pozostawać mocna w stosunku np. do dolara amerykańskiego, w przypadku którego inwestorzy oczekują cięć kosztu pieniądza w najbliższym czasie.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Złoto bije historyczne rekordy, giełdy toną w czerwieni, a dolar wraca

Nastroje na rynkach finansowych stają się coraz bardziej napięte, ale na pewno jest jeden wygrany aktualnego układu. Złoto osiąga nowe historyczne rekordy przy wsparciu słabszego dolara, a analitycy widzą przestrzeń do dalszych wzrostów tego metalu szlachetnego. Środowa sesja zaczyna się od mocnego ataku niedźwiedzi na giełdach, a dolar przystępuje do kontrataku na FX.

Złota era trwa

Po kilku miesiącach flauty i kreowania lokalnych dołków wycena złota znowu ruszyła w górę. Ostatnie godziny przyniosły nowy historyczny rekord i przez chwilę za uncję trzeba było płacić powyżej 3500 $. Kolejna psychologiczna bariera pękła, ale duża część analityków sygnalizuje przestrzeń do dalszych wzrostów, co miałoby doprowadzić królewski kruszec nawet na okrągłe 4000 $. Za ponowną atrakcyjnością złota mają stać dwie główne przyczyny. Po pierwsze, pogarszający się ogólnorynkowy sentyment (m.in z powodu niesłabnących napięć politycznych i geopolitycznych), który łączy się z oczekiwaną korektą na giełdach (kapitał szuka innych bezpieczniejszych miejsc do lokowania). Po drugie, oczekiwane osłabienie USD na szerokim rynku w związku ze spodziewanymi obniżkami stóp procentowych w USA (dolar jest odwrotnie skorelowany ze złotem, czyli jego niemoc to szansa na zyski metalu).

Sentyment cały na czerwono

Poniedziałkowy handel odbywał się bez świętujących Amerykanów, więc do jego rezultatów warto było podchodzić z pewną dozą sceptycyzmu. Niestety wtorek nie przynosi poprawy sentymentu, a nad częścią rynków kapitałowych coraz dłuższy cień rzuca widmo korekty. Sesja w Azji była jeszcze niejednoznaczna – straty chińskich parkietów łączyły się z drobnymi zwyżkami w Tokio i Mumbaju (indyjski rząd próbuje załagodzić napięcia z Waszyngtonem). Ale już po Europie rozlała się czerwień (z małym wyjątkiem Paryża), przed godz. 11 zniżki we Frankfurcie i Madrycie sięgają blisko 1%. Za rynkami bazowymi podążą Warszawa, gdzie WIG20 przeżywa kolejną trudną sesję i traci ponad 1%. Dużą negatywną kontrybucję ponownie wnoszą banki (ich sektorowy indeks spada już o 1,5%). Może to być częściowo pokłosiem sygnałów z pałacu prezydenckiego, że Karol Nawrocki nie wyklucza poparcia dla wyższego opodatkowania banków. Na ten moment kontrakty na Wall Street także wskazują wyraźną przewagę niedźwiedzi, co może być wskazówką, że wrzesień zamierza być klasycznie trudnym miesiącem dla inwestorów giełdowych.

USD wraca naładowany po długim weekendzie

Po poniedziałkowej słabości USD na szerokim rynku we wtorkowe południe nie ma już śladu. Zresztą wczorajszy brak wybicia górnego ograniczenia konsolidacji (w rejonie 1,173 $), w której kurs EUR/USD znajduje się od kilku tygodni, można było traktować jako wskazówkę dla rychłego powrotu. Trzeba przyznać, że kontra dolara jest naprawdę znacząca i trudno na razie znaleźć mocne fundamenty za tak gwałtownym zachowaniem FX. Niemniej kurs EUR/USD w dalszym ciągu swobodnie spada w trakcie pisania tych słów i ma coraz większą chrapkę na dotarcie do 1,16 $. Taki zwrot na rynku walutowym to oczywiście bardzo zła informacja dla złotego, który ugina się pod presją globalnych przepływów kapitału i traci w podobnej skali, co pozostałe waluty naszego regionu. O godz. 11:30 kurs USD/PLN wraca powyżej 3,67 zł, a kurs EUR/PLN zbliża się do 4,27 zł. Już jutro poznamy decyzję RPP. Oczekiwana jest obniżka o 25 pb. Jej brak lub jastrzębi wydźwięk czwartkowej konferencji szefa NBP będzie wsparciem dla PLN.

Autor: Adam Fuchsanalityk walutowy w InternetowyKantor.pl

Ransomware 2025: najczęściej atakowane firmy z usług profesjonalnych, ochrony zdrowia i administracji

0

W pierwszej połowie 2025 średnia wartość okupu w atakach ransomware na świecie wyniosła 841 tys. dolarów – wynika z danych Coveware by Veeam. W porównaniu kwartał do kwartału mediana płatności wzrosła w tym czasie dwukrotnie. Cyberprzestępcy najczęściej obierali za cel firmy z branży usług profesjonalnych (m.in. doradztwo prawne i księgowe), a także instytucje ochrony zdrowia oraz administracji publicznej. Blisko 66% wszystkich analizowanych ataków dotknęło przedsiębiorstwa zatrudniające od kilkunastu do tysiąca pracowników. Rośnie znaczenie inżynierii społecznej jako podstawowego sposobu oszukiwania pracowników w celu dostania się do systemów IT firmy.

W okresie styczeń–czerwiec 2025 na globalnym rynku cyberzagrożeń postępowało rozdrobnienie i niepewność co do dalszego kierunku rozwoju działalności grup ransomware. Sukcesy organów ścigania w zakresie zwalczania cyberprzestępczości na świecie doprowadziły w ostatnich latach do upadku wielu dużych grup hakerskich. Ich miejsce coraz częściej przejmują niezależni operatorzy, tzw. lone wolves, którzy posługują się prostszymi i trudniejszymi do rozpoznania metodami manipulacji. Stopniowo traci na znaczeniu model usługowy Ransomware-as-a-Service (RaaS), czyli działalność bazująca na udostępnianiu gotowych narzędzi ransomware innym hakerom. Na jej osłabienie wpływają niższe zyski, rosnące ryzyko utraty anonimowości, a także konflikty wewnętrzne i oszustwa między partnerami.

Mniejsze firmy na celowniku

Dwa na trzy incydenty bezpieczeństwa w pierwszej połowie 2025 roku dotyczyły przedsiębiorstw liczących od 11 do 1000 pracowników. Porównując kwartał do kwartału, powoli rośnie także liczba cyberataków wymierzanych w mikroprzedsiębiorstwa zatrudniające do 10 osób – w drugim kwartale te podmioty stanowiły 4% ofiar. Na drugim biegunie znalazły się największe korporacje, zatrudniające ponad 25 tys. osób, które były ofiarami 8% incydentów. Ten niski odsetek może wynikać z faktu, że duże organizacje dysponują bardziej dojrzałymi programami cyberbezpieczeństwa i większymi budżetami na ochronę. Jednak rosnące zaangażowanie grup przestępczych sponsorowanych przez państwa może odwrócić tę tendencję. Dla takich ugrupowań duże firmy są atrakcyjnym celem nie tylko ze względu na potencjalne korzyści finansowe, ale też strategiczne znaczenie danych i możliwość wywołania zakłóceń na skalę całego kraju.

Ransomware nie atakuje na oślep

Cyberprzestępcy dobierają cele nie tylko pod względem wielkości firmy, ale coraz częściej także branży, w jakiej działa. W pierwszej trójce najczęściej atakowanych w pierwszym półroczu 2025 roku znalazły się: branża usług profesjonalnych (17%), obejmująca m.in. kancelarie prawne oraz firmy księgowe i doradcze, jak również placówki ochrony zdrowia (15%) i administracja publiczna (11%). Wspólnym mianownikiem podmiotów z tych branż jest fakt, że przetwarzają one dane wrażliwe i są często zobowiązane do działania w sposób nieprzerwany. Ryzyko nawet chwilowego zakłócenia ciągłości biznesowej i operacyjnej natychmiast przekłada się na presję, by ulec żądaniom przestępców.

Od szyfrowania do kradzieży danych

Szyfrowanie plików, choć obecne w blisko 90% analizowanych przez Coveware by Veeam ataków ransomware, coraz częściej pełni jedynie rolę dodatkowego środka nacisku na firmy, a nie głównego celu cyberprzestępców. W niemal trzech przypadkach na cztery podstawowym narzędziem szantażu była kradzież danych i groźba ich upublicznienia. Przejmowanie kolejnych elementów infrastruktury IT firm było obecne w 63% incydentów, a w co drugim ataku hakerzy podejmowali działania ukierunkowane na obejście zabezpieczeń: od wyłączania systemów ochronnych po maskowanie swojej obecności. Coraz wyraźniej widać też nowe podejście: atakujący ingerują w procesy tworzenia kopii zapasowych – manipulują harmonogramami aktualizacji lub usuwają wybrane elementy backupu – tak, by problem z odtworzeniem danych ujawnił się dopiero w momencie, gdy firma próbuje wrócić do normalnej działalności.

Atak zaczyna się od niewinnego telefonu

Jednym z wyraźnych trendów w pierwszej połowie 2025 roku był wzrost ataków bazujących na inżynierii społecznej, czyli manipulowaniu pracownikami w celu uzyskania dostępu do systemów firmowych. Najczęściej obserwowane były dwa scenariusze: pierwszy zakładał podszywanie się pod pracownika i oszukiwanie działu wsparcia technicznego w celu wyłudzenia dostępu do konta lub otrzymania dodatkowych uprawnień. W drugim cyberprzestępcy udawali pracowników z działów IT i nakłaniali zatrudnionych do zainstalowania oprogramowania do zdalnej obsługi, aby przejąć kontrolę nad komputerem ofiary. Dotąd takie metody były domeną grup anglojęzycznych, które dzięki biegłej znajomości języka mogły przekonująco prowadzić rozmowy z pracownikami. Dziś rozprzestrzeniają się globalnie i stają się jednym z kluczowych elementów w arsenale cyberprzestępców.

Edukacja i ćwiczenia z odporności

W obliczu rosnącej liczby cyberataków wymierzonych w ludzi, a nie w infrastrukturę IT, firmy muszą rozwijać odporność bazującą nie tylko na technologii, ale przede wszystkim na sprawdzonych procedurach i pogłębianiu świadomości pracowników. Kluczowe znaczenie ma inwestycja w edukację: od szkoleń uczących rozpoznawania manipulacji po regularne „ćwiczenia z odporności” – na wzór ćwiczeń przeciwpożarowych, w których pracownicy uczą się reagować na potencjalny incydent. Równie ważne jest testowanie scenariuszy potencjalnych ataków, by w praktyce przygotować się na sytuacje kryzysowe.

Autor: Tomasz Krajewski, Dyrektor Techniczny Sprzedaży na Europę Wschodnią w firmie Veeam

Polska w czołówce krajów z problemem cyberprzemocy. Eksperci obalają 10 mitów, w które wierzą rodzice

Polska młodzież jest w europejskiej czołówce pod względem doświadczania cyberprzemocy – alarmują dane WHO. Z raportu Rzecznika Praw Dziecka wynika z kolei, że aż 97% młodych ludzi dostrzega zagrożenia w sieci, a 84% za najbardziej szkodliwy uważa hejt. Dlaczego tak trudno chronić dzieci przed trollingiem, stalkingiem czy doxingiem? Specjaliści wskazują na 10 powszechnych mitów, które zniekształcają obraz problemu i utrudniają rodzicom skuteczną reakcję.

Badania Rzecznika Praw Dziecka z 2025 roku ujawniają, że w Polsce młodzi ludzie uważają hejt (84%), stalking (77%) i publikowanie treści bez zgody (74%) za najbardziej szkodliwe zjawiska w sieci. Aż 97% młodych ludzi zauważa szkodliwe zjawiska w internecie, a tylko 1% ankietowanych nie widzi żadnych zagrożeń online[1]. Z kolei Raport WHO[2] pokazuje, że Polska znajduje się w pierwszej piątce krajów o najwyższym odsetku osób doświadczających zjawiska cyberprzemocy wśród młodzieży. Cyberbulling przybiera różne formy. To m.in. trolling czyli celowe prowokowanie i obrażanie innych w sieci, doxing – publikowanie prywatnych danych ofiary bez jej zgody czy stalking – uporczywe prześladowanie i nękanie online, często przenoszące się także do życia offline.

– Wszystkie te zjawiska, choć różnią się mechanizmem, mają wspólny mianownik: naruszają poczucie bezpieczeństwa i godności drugiego człowieka. Dlatego tak ważne jest, by rodzice nie bagatelizowali problemu. Kluczowe jest czujne obserwowanie sygnałów ostrzegawczych, utrzymywanie otwartego dialogu i oferowanie zarówno emocjonalnego, jak i technicznego wsparcia. To ostatnie oznacza m.in. pomoc w ustawieniu zabezpieczeń prywatności na platformach społecznościowych, korzystanie z narzędzi kontroli rodzicielskiej, instalację oprogramowania zabezpieczającego i filtrów blokujących szkodliwe treści, a także wspólne uczenie się zasad bezpiecznego korzystania z internetu – mówi Kamil Sadkowski, analityk laboratorium antywirusowego ESET.

Specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa zwracają także uwagę na fakt, że sieć to obszar ciągłych zmian, szybkiego kształtowania się i upowszechniania niepokojących trendów i zjawisk. Dlatego – w przypadku rodziców i wychowawców  –  niezwykle ważny jest poziom świadomości zjawiska i walka z półprawdami, mitami i błędnymi wyobrażeniami, które mogą zniekształcać obraz cyberprzemocy – i utrudniać podejmowanie właściwych decyzji.

Top 10 mitów związanych z cyberprzemocą, jakie należy obalić

  1. To, co dzieje się online, zostaje online
    Choć przemoc w sieci jest możliwa dzięki technologiom, jej źródła tkwią głęboko w ludzkiej psychice. Dzieci mogą sięgać po takie zachowania z różnych powodów: presji rówieśniczej, niskiej samooceny, chęci zwrócenia na siebie uwagi czy doświadczenia przemocy w domu. Media społecznościowe ułatwiają im nękanie innych, ale skutki tych działań nie ograniczają się wyłącznie do internetu. Skutki psychiczne dla ofiar są jak najbardziej realne.
  2. To tylko dzieci, które się droczą
    Traktowanie przemocy jako naturalnego elementu dorastania bagatelizuje jej powagę. W rzeczywistości może ona mieć długofalowy, poważny wpływ na rozwój społeczny i emocjonalny ofiary. Co więcej, cyberprzemoc nie dotyczy tylko dzieci – trolling, doxing czy stalking są dobrze znane także dorosłym.
  3. Zignoruj, a samo zniknie
    To rzadko działa. Czasem ignorowanie wręcz rozzuchwala prześladowcę, jeśli widzi, że jego działania wywołują efekt. Tylko zdecydowane działanie i zmierzenie się z problemem daje szansę na rozwiązanie.
  4. Moje dziecko powie mi, jeśli coś jest nie tak
    W obliczu internetowej przemocy, nastolatki często czują wstyd lub upokorzenie, a czasem boją się, że zostaną ukarane lub pozbawione dostępu do telefonu. Mogą też nie rozumieć skali problemu. Dlatego ważne jest, by zapewnić je o wsparciu i unikaniu oceniania – to zwiększa szansę, że się otworzą.
  5. Zabiorę technologię i problem zniknie
    Odebranie telefonu nie kończy prześladowania – jeśli dziecko jest nękane w szkole, znajdą się inne okazje. Kara w postaci odebrania urządzenia nie odbiera narzędzia prześladowcy, a może osłabić relację rodzic–dziecko.
  6. Sprawców cyberprzemocy nie da się namierzyć
    Anonimowość w sieci daje poczucie bezkarności, ale większość prześladowców zna swoje ofiary – to często koledzy ze szkoły, dawni znajomi czy byli partnerzy. A platformy społecznościowe potrafią ujawnić dane użytkowników łamiących regulaminy.
  7. Cyberprzemoc łatwo rozpoznać
    Nie zostawia fizycznych śladów, ale potrafi mocno zniszczyć psychikę. Rodzice powinni nauczyć się zauważać sygnały ostrzegawcze: nagłe zmiany w zachowaniu, pogorszenie ocen, wycofanie. Nie zawsze są one oczywiste, dlatego konieczne są rozmowy i delikatne pytania.
  8. Cyberprzemoc stosują tylko osoby z tzw. „marginesu”
    Często sprawcami okazują się osoby, których nikt by nie podejrzewał. W internecie ludzie mówią i robią rzeczy, na które nigdy nie odważyliby się twarzą w twarz. Najczęściej za ich zachowaniem stoją wcześniejsze doświadczenia przemocy, problemy psychiczne czy presja otoczenia.
  9. Cyberprzemoc powoduje większość samobójstw
    Dane z USA wskazują, że 14,9% nastolatków doświadczyło cyberprzemocy, a 13,6% podjęło poważną próbę samobójczą. Ale korelacja nie oznacza przyczynowości. Przyczyn może być wiele, choć cyberprzemoc niewątpliwie stanowi dodatkowe zagrożenie.
  10. Ograniczenia nałożone na platformy społecznościowe rozwiążą większość problemów
    Media społecznościowe bywają oskarżane o umożliwianie przemocy, ale coraz częściej są prawnie zobowiązywane do reagowania. Przykładem jest brytyjski Online Safety Act, nakładający obowiązek dbania o dobro użytkowników. Algorytmy mają coraz większe trudności z wykrywaniem kontekstu i niuansów, ale stale się rozwijają. To rolą rodziców pozostaje jednak rozmowa z dziećmi o ryzykach i pułapkach internetu.

[1] Żródło: https://brpd.gov.pl/2025/02/12/spojrzmy-na-internet-oczami-dzieci-wyniki-badan-rpd/

[2] Źródło: https://www.who.int/europe/initiatives/health-behaviour-in-school-aged-children-(hbsc)-study

KSeF – co to jest i kogo dotyczy? Kompletny przewodnik dla przedsiębiorców

KSeF – co to jest i kogo dotyczy?

Od 2026 roku większość polskich firm będzie musiała przystosować się do nowego sposobu wystawiania i odbierania faktur. W związku z tym coraz więcej przedsiębiorców zadaje pytanie: co to jest KSeF i jak przygotować firmę na jego wdrożenie? Krajowy System e-Faktur ma zrewolucjonizować proces fakturowania, wprowadzając ujednoliconą i scentralizowaną platformę wymiany dokumentów.

Czym jest KSeF i dlaczego został wprowadzony?

KSeF, czyli Krajowy System e-Faktur, to system teleinformatyczny opracowany przez Ministerstwo Finansów. Umożliwia on wystawianie, odbieranie i archiwizowanie faktur ustrukturyzowanych. W praktyce oznacza to, że przedsiębiorcy będą korzystać z jednej platformy, za pomocą której będą mogli przesyłać dokumenty sprzedażowe do swoich kontrahentów, bez konieczności wysyłania ich mailem czy w formie papierowej. System ten wprowadzono z kilku powodów. Najważniejszym była chęć zwiększenia transparentności rozliczeń i ułatwienia kontroli nad przepływem faktur. Dzięki ustandaryzowanej formie dokumentów organy podatkowe zyskają lepszy dostęp do danych, co ma się przyczynić do skuteczniejszego wykrywania nadużyć. KSeF ma też usprawnić pracę przedsiębiorców, którzy będą mogli przetwarzać faktury w prostszy sposób. Dokumenty będą zapisane w jednym systemie i będą dostępne w dowolnym momencie.

Kogo obejmuje obowiązek korzystania z KSeF?

Obowiązek KSeF obejmuje niemal wszystkich podatników VAT prowadzących działalność gospodarczą na terytorium Polski. Oznacza to, że zarówno duże przedsiębiorstwa, jak i jednoosobowe działalności gospodarcze będą zobowiązane do wystawiania i odbierania faktur tylko za pośrednictwem systemu. Z obowiązku wyłączone są np. grupy podatników korzystające ze zwolnienia z VAT w ramach procedury unijnej OSS lub podmioty zagraniczne, które nie mają siedziby w Polsce. Dla większości firm korzystanie z KSeF stanie się obowiązkowe. Warto jak najszybciej zaplanować proces wdrożenia i zacząć testować integrację z systemem.

Jakie korzyści niesie elektroniczne fakturowanie?

KSeF oczywiście oznacza sporą zmianę organizacyjną, ale w dłuższej perspektywie jego wprowadzenie powinno przynieść szereg korzyści. Przede wszystkim ułatwia automatyzację procesów księgowych. Dane z faktur będą mogły być automatycznie zaczytywane do systemów księgowych. Dużym plusem jest też centralne archiwizowanie dokumentów. Dzięki Krajowemu Systemowi e-Faktur przedsiębiorcy zyskają dostęp do wszystkich wystawionych i odebranych faktur z poziomu jednego systemu. Nie ma już potrzeby drukowania dokumentów czy tworzenia lokalnych kopii zapasowych. Dla wielu dużą zaletą jest też oszczędność. Przesyłanie e-faktur przez KSeF eliminuje koszty związane z obsługą dokumentów papierowych, drukiem i wysyłką. System umożliwia również szybsze wystawianie duplikatów czy weryfikację statusu faktury, co przełoży się na większą efektywność operacyjną.

Cyberbezpieczeństwo i low-code kształtują rynek IT w 2025 roku

W 2025 roku cyberprzestępczość może kosztować światową gospodarkę nawet 10,5 bln dolarów, co czyni ją jednym z najważniejszych priorytetów biznesu. To napędza zapotrzebowanie na ekspertów w tej dziedzinie, jednak szacuje się, że na rynku globalnie brakuje 4,8 mln takich specjalistów. Równolegle branża IT przechodzi transformację dzięki technologiom low-code i no-code – w tym roku aż 70% nowych aplikacji ma powstać w oparciu o te rozwiązania, czyli niewymagające specjalistycznej wiedzy progamistycznej. Więcej o trendach rynku pracy IT w opublikowanym dziś raporcie ManpowerGroup „IT World of Work 2025 Outlook”.

Aż 41% dyrektorów IT na świecie wskazuje cyberbezpieczeństwo jako najważniejszy priorytet w 2025 roku. Szacunki mówią, że straty wynikające z cyberprzestępczości mogą sięgnąć 10,5 bln dolarów, a średni koszt pojedynczego naruszenia danych wynosi już 4,88 mln dolarów, co prowadzi do rosnącej konkurencji o wykwalifikowanych pracowników.

Zdaniem Pawła Łopatki, dyrektora Experis w Polsce, w 2025 roku popyt na ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa w Polsce jest na rekordowo wysokim poziomie, wpisując się w globalny trend. – Liczba nowych wakatów dla bezpieczeństwa wzrosła, zwłaszcza w sektorach finansowym, e-commerce, produkcji oraz usługach IT. Do najbardziej poszukiwanych specjalizacji w cybersecurity należy dziś między innymi analityk centrum operacji bezpieczeństwa, który zajmuje się monitorowaniem systemów IT, wykrywaniem incydentów bezpieczeństwa i reagowaniem na nie. Ponadto tester penetracyjny, którego zadaniem jest testowanie odporności systemów na ataki, a także specjalista od bezpieczeństwa chmury – mówi przedstawiciel Experis.

Wynagrodzenia w cyberbezpieczeństwie rosną najszybciej w całym IT

Według eksperta wynagrodzenia w cyberbezpieczeństwie w Polsce rosną najszybciej wśród wszystkich specjalizacji IT. – Z naszych danych wynika, że młodszy analityk centrum operacji bezpieczeństwa może liczyć na pensję w przedziale od 8 000 do 13 000 zł brutto miesięcznie. Specjalista ze średnim doświadczeniem pracujący jako tester penetracyjny zarabia od 16 000 do 22 000 zł brutto. Ekspert ds. bezpieczeństwa chmury osiąga wynagrodzenie w granicach 20 000 – 30 000 zł brutto. Natomiast manager ds. cybersecurity w sektorach takich jak bankowość, fintech czy w dużych korporacjach otrzymuje miesięcznie od 28 000 do nawet 45 000 zł brutto. Wzrost wynagrodzeń w cyberbezpieczeństwie w ubiegłym roku przekroczył 12%, wyżej niż średnia dla IT. Prognozy na 2026 rok wskazują na jego dalszy postęp, nawet o 14-16% rok do roku, szczególnie w obszarach chmury, AI oraz NIS2/DORA compliance – dodaje Paweł Łopatka.

Coraz większa luka kompetencyjna w cyberbezpieczeństwie

Od 2024 roku luka kompetencyjna w obszarze cyberbezpieczeństwa wzrosła o 8%. Z danych Światowego Forum Ekonomicznego wynika, że 66% organizacji deklaruje umiarkowane lub poważne braki w kluczowych talentach i umiejętnościach niezbędnych do spełnienia wymogów bezpieczeństwa. Na całym świecie potrzeba dodatkowo 4,8 mln ekspertów, aby sprostać rosnącym zagrożeniom.

Zdaniem przedstawiciela Experis wzrost luki kompetencyjnej w największym stopniu napędza gwałtownie rosnąca liczba zagrożeń i incydentów, a także transformacja cyfrowa firm związana m.in. z wdrożeniami chmury, automatyzacją, szybkim rozwojem technologii, wdrażaniem nowych regulacji. – Deficyt talentów od cyberbezpieczeństwa będzie postępował, a zatrzymać może go masowa rekwalifikacja i programy szkoleniowe skierowane do studentów oraz pracowników z innych dziedzin. Polska jest dziś uznawana za europejskiego lidera pod względem liczby ekspertów IT, także w cyberbezpieczeństwie. Duże globalne firmy otwierają tu centra kompetencyjne. Eksperci z Polski, zwłaszcza testerzy penetracyjni, specjaliści od bezpieczeństwa chmury, analitycy informatyki śledczej, są rozchwytywani na międzynarodowym rynku, a coraz więcej z nich zasila zespoły firm takich jak Google, Microsoft i innych globalnych graczy na rynku – podkreśla ekspert.

Firmy masowo wdrażają low-code/no-code – zmienia się zapotrzebowanie na programistów

Według prognoz aż 70% nowych aplikacji w 2025 roku powstanie w oparciu o technologie low-code i no-code, czyli narzędzia umożliwiające tworzenie oprogramowania bez zaawansowanej wiedzy programistycznej, co stanowi aż trzykrotny wzrost w porównaniu z 2021 rokiem. Co istotne, choć firmy wdrażają rozwiązania sztucznej inteligencji w coraz szerszym zakresie swojej działalności, 84% liderów technologicznych uważa, że nie zastąpi ona rozwiązań low-code i no-code. Z kolei ponad trzy czwarte (76%) z nich twierdzi, że AI uczyni te narzędzia bardziej efektywnymi.

– W 2025 roku technologie low-code i no-code są wdrażane na masową skalę. Najczęściej znajdują one zastosowanie w bankowości i finansach, gdzie służą do przygotowywania pierwszych, pokazowych wersji aplikacji oraz automatyzacji procesów back-office. W handlu i logistyce wspierają automatyzację procesów, integrację systemów i zarządzanie zapasami. W usługach HR umożliwiają digitalizację rekrutacji, tworzenie raportów i usprawnienie procesu pracy. W marketingu i sprzedaży pozwalają budować spersonalizowane narzędzia do kampanii. W sektorze produkcji wykorzystywane są do wizualizacji danych, automatyzacji obsługi zamówień oraz raportowania. Z kolei administracja publiczna używa ich do optymalizacji procesów i obsługi wniosków. Z takich rozwiązań korzystają zarówno działy operacyjne, biznesowe, jak i IT dla szybkiego wdrażania nowych funkcji bez długiego rozwoju produktu – mówi Paweł Łopatka.

W ocenie eksperta rozwój low-code i no-code oraz sztucznej inteligencji w dłuższej perspektywie nie eliminuje zapotrzebowania na programistów, ale zdecydowanie zmienia strukturę rynku. Światowy popyt na doświadczonych programistów wciąż przekracza podaż. – Coraz bardziej rośnie zapotrzebowanie na architektów rozwiązań, integratorów oraz programistów z umiejętnością tworzenia i adaptacji platform low-code/no-code. Zmieniają się również wymagane kompetencje, firmy szukają programistów, którzy łączą techniczne umiejętności z biznesowym podejściem i rozumieniem procesów. Jednocześnie maleje liczba ofert dla typowych frontend/backend developerów na rzecz osób wdrażających kompleksowe rozwiązania, automatyzujące pracę w firmach – podsumowuje Paweł Łopatka.

Dlaczego Europa potrzebuje stałych emisji euroobligacji?

Obligacje europejskie dają korzyści, które wychodzą poza lepsze warunki finansowania wydatków rządowych. Jednak obecny brak płynności i ciągłości emisji ogranicza ich potencjał. Włączenie wspólnego długu do polityki UE na stałe wsparłoby stabilność finansową, nawet jeśli niesie ryzyko pokusy nadużycia wśród najbardziej zadłużonych państw.

Fragmentacja to jeden z wielu strukturalnych problemów, które towarzyszą Unii Europejskiej. UE nie posiada jednolitego rynku kapitałowego, unia sektora bankowego jest wciąż w budowie, a nawet rynek dóbr i usług, mimo zniesienia jakichkolwiek ceł, napotyka znaczące bariery w handlu, które wynikają m.in. z różnic w prawie gospodarczym. Podobnie jest z rozproszonym pozyskiwaniem finansowania. Chociaż niedawno wyemitowano pierwsze obligacje UE, to wciąż jest to instrument wykorzystywany w wyjątkowych przypadkach. Tymczasem korzyści płynące ze wspólnego długu są znaczne, szczególnie jeśli stanie się on stałym elementem polityki gospodarczej UE.

Jak pokazują kwotowania obligacji wyemitowanych w ramach programu Next Generation EU, wspólne obligacje europejskie mają niższe oprocentowanie niż średnia (ważona PKB) państw strefy euro. Z jednej strony to konsekwencja niewystarczającej podaży bezpiecznych obligacji w UE, która wynosi zaledwie 36 proc. PKB całej UE (wykres poniżej). Z drugiej strony przewaga obligacji europejskich wynika w dużej mierze z łączenia ryzyka (ang. risk pooling), co eliminuje wpływ krajowych szoków na ryzyko kredytowe obligacji. Oprocentowanie jest jednak prawdopodobnie wyższe, niż mógłby sugerować potencjał obligacji europejskich, ze względu na niższą płynność oraz ograniczoną całkowitą podaż, które są kluczowymi warunkami dla rozwoju rynku derywatów oraz włączenia do indeksów instrumentów dłużnych, sprzyjających niższemu oprocentowaniu.

Dodatkowo, obligacje europejskie mają szansę zyskać status „bezpiecznego aktywa”, które charakteryzują trzy cechy: niskie ryzyko kredytowe, zdolność do utrzymania wartości w trakcie turbulencji rynkowych oraz odpowiednia płynność. Unia Europejska, jako emitent papierów dłużnych, posiada najwyższy możliwy rating (AAA) przyznany przez większość największych agencji ratingowych. Świadczy to o tym, że rynki finansowe postrzegają UE jako emitenta o bardzo niskim ryzyku kredytowym. Obligacje wyemitowane w ramach europejskiego mechanizmu stabilizacji oraz gwarantowane przez UE utrzymały swoją wartość podczas szoku, który dotknął rynki finansowe na początku pandemii COVID-19. Obligacje europejskie mają zatem znaczny potencjał, by uzyskać status „bezpiecznego aktywa”, jednak obecnie brakuje im wystarczającej płynności, aby mogły być zbywalne w każdych warunkach rynkowych. Cel ten może zostać osiągnięty, jeśli wspólny dług na stałe stanie się elementem polityki gospodarczej UE.
dekompozycja długu

Z dużą pulą obligacji o statusie bezpiecznego aktywa, za którymi stoi silny emitent i które są powszechnie wykorzystywane jako rezerwy międzynarodowe lub zabezpieczenie transakcji, wiąże się szereg korzyści dla emitenta. Podobnie jak w przypadku łączenia ryzyka, takie aktywo charakteryzuje się niższym oprocentowaniem niż wynikające z ryzyka kredytowego. Przykładowo, oprocentowanie niemieckich obligacji skarbowych jest około 20 punktów bazowych niższe od obligacji niemieckiego banku rozwoju, które są gwarantowane przez rząd federalny Niemiec (a zatem de facto mają takie samo ryzyko kredytowe). Ta „premia za wygodę” (ang. convenience yield) wynika z dodatkowych korzyści dla posiadacza obligacji, jak powszechnej możliwości wykorzystania tych obligacji jako zabezpieczenia oraz ich praktycznie nieograniczonej płynności. Premia ta jest uzupełniana przez ujemną korelację z rynkami finansowymi. W przypadku spadków na rynkach finansowych aktywa powszechnie uznawane za bezpieczne notują wzrost wyceny (efekt „flight to safety”). Jest to bardzo korzystne z punktu widzenia polityki antycyklicznej, ponieważ ułatwia finansowanie deficytu, często przy niższym oprocentowaniu, w momencie gdy antycykliczna polityka gospodarcza jest szczególnie potrzebna.

Europejskie obligacje rozwiązują również problemy niezwiązane bezpośrednio z polityką gospodarczą. Od czasu kryzysu zadłużenia strefy euro spadki wycen na rynku dłużnym negatywnie wpływały na jakość bilansów sektora bankowego, który był istotnym posiadaczem krajowych obligacji skarbowych. Obniżenie ich wycen zmniejszało kapitały własne banków, wymuszając ograniczenie akcji kredytowej, co prowadziło do pogorszenia warunków gospodarczych i dalszego spadku wycen obligacji skarbowych. Zmienność oraz obniżone wyceny obligacji nadal obciążają sektor bankowy krajów śródziemnomorskich. Dostępność obligacji, których wycena nie byłaby uzależniona od warunków gospodarczych poszczególnych gospodarek, pozwoliłaby ograniczyć tę spiralę zależności między zadłużeniem a sektorem bankowym. Sektor bankowy dysponowałby obligacjami nie tylko na ogół bezpieczniejszymi, ale także niepogarszającymi bilansów w sytuacji, gdy jakość portfela kredytów ulega pogorszeniu z powodu lokalnych warunków gospodarczych.

Poza zwiększeniem płynności europejskich obligacji wyzwaniem jest również wyraźna deklaracja i wdrożenie ich jako stałego instrumentu UE. Umożliwiłoby to ciągłość notowań euroobligacji po terminie zapadalności ostatniej obligacji oraz utrzymałoby rynek wtórny. Dzięki temu rynki finansowe byłyby bardziej skłonne do stworzenia ekosystemu wokół euroobligacji. Chodzi między innymi o włączenie ich do indeksów rynku dłużnego, które fundusze inwestycyjne muszą naśladować w ramach swoich mandatów inwestycyjnych. Ciągłość euroobligacji umocniłaby ich stałą pozycję w polityce inwestycyjnej funduszy oraz banków centralnych zarządzających rezerwami.

Przy innych warunkach niezmienionych, zwiększenie podaży euroobligacji tautologicznie prowadzi do zwiększenia długu. To zrozumiale rodzi pytanie o poziom zadłużenia strefy euro oraz o pokusę nadużycia wśród krajów o już nadmiernym zadłużeniu. Warto jednak zaznaczyć, że emisja euroobligacji nie musi prowadzić do zwiększenia zadłużenia UE, jeśli zostanie przeprowadzona kosztem mniejszej emisji krajowego deficytu. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy Europa stoi przed wspólnymi wyzwaniami, takimi jak wydatki zbrojeniowe, pandemia COVID-19 czy jakikolwiek kryzys paneuropejski, który cyklicznie występuje w gospodarkach rynkowych. Oczywiście, wspomniane korzyści płynące ze wspólnego długu mogłyby otworzyć przestrzeń fiskalną krajom UE, umożliwiając im dalsze zwiększenie wydatków. Dotyczy to szczególnie krajów, których obligacje nie są już uznawane za pozbawione ryzyka. To prawda, jednak bolesna rzeczywistość jest taka, że kraje, których politycy nie przejmują się stanem finansów publicznych, nie będą prowadzić rozsądnej polityki gospodarczej niezależnie od tego, czy mają dostęp do lepszych narzędzi polityki gospodarczej czy nie.

Autor: Dr Mateusz Dadej
————————-
Autor jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich i głównym ekonomistą Coface w regionie CEE.

DHL Express: branża technologiczna odpowiada za blisko 19% wolumenu przesyłek

Branża technologiczna w 2025 roku znajduje się w kluczowym momencie redefinicji swojej roli – zarówno w gospodarce, jak i w społeczeństwie. To już nie tylko sektor wspierający inne gałęzie przemysłu, lecz siła napędowa globalnych zmian. Z jednej strony obserwujemy gwałtowny rozwój sztucznej inteligencji, biotechnologii czy technologii kosmicznych. Z drugiej – rosnące napięcia geopolityczne, wyzwania regulacyjne, presję na zrównoważony rozwój i coraz większe oczekiwania społeczne wobec etycznego wykorzystania technologii. To wszystko sprawia, że technologia przestaje być wyłącznie narzędziem, ale fundamentem przy podejmowaniu strategicznych decyzji biznesowych.

Trendy i wyzwania kształtujące branżę tech

Jak wskazuje raport Deloitte „Tech Trends 2025”[1], jednym z najważniejszych zjawisk w branży technologicznej jest dominacja konwergencji. To odchodzenie od izolowanych narzędzi na rzecz zintegrowanych, adaptacyjnych systemów, które łączą AI, IoT, edge computing i chmurę w jedną spójną architekturę. Dzięki temu dostosowują się do potrzeb różnych branż. To właśnie ta synergia umożliwia firmom nie tylko szybsze reagowanie na zmiany, ale też tworzenie zupełnie nowych modeli biznesowych.

Coraz większe znaczenie zyskuje także sztuczna inteligencja. Traktowana jeszcze do niedawna jako eksperyment, dziś staje się dojrzałą technologią stanowiącą fundament biznesu i działań operacyjnych. Obecnie prawie co trzecie polskie przedsiębiorstwo produkcyjne zakończyło już pierwsze wdrożenie AI[2]. Równolegle, raport Stanford Emerging Technology Review 2025 wskazuje, że AI, biotechnologia i kryptografia to trzy obszary o największym wpływie na przyszłość gospodarczą i bezpieczeństwo narodowe[3]. Szczególną uwagę zwraca się na tzw. foundation models – duże modele językowe i multimodalne, które mają potencjał zrewolucjonizować edukację, medycynę, prawo i administrację publiczną. Jednak wraz z ich rozwojem rośnie też ryzyko: brak wyjaśnialności decyzji algorytmów, uprzedzenia w danych, a także zagrożenia związane z deepfake’ami i dezinformacją. To wyzwania, które wymagają nie tylko rozwiązań technologicznych, ale też etycznych i legislacyjnych.

Nie można też pominąć aspektu zrównoważonego rozwoju. Technologie zużywają coraz więcej energii – według Międzynarodowej Agencji Energetycznej, w 2024 roku centra danych, kluczowe dla działania AI, odpowiadały za około 1,5% globalnego zużycia energii elektrycznej. W związku z tym firmy technologiczne inwestują w energooszczędne układy scalone, chłodzenie cieczą i zasilanie z odnawialnych źródeł. Zrównoważony rozwój staje się nie tylko wymogiem regulacyjnym, ale też oczekiwaniem inwestorów i klientów.

W miarę jak technologia coraz głębiej przenika do codziennego funkcjonowania organizacji, rośnie świadomość znaczenia inwestycji w rozwiązania wspierające pracowników. Jednak wiele firm wciąż nie radzi sobie z oceną ich rzeczywistej skuteczności. W obliczu szybkich zmian technologicznych i transformacji modeli pracy, tradycyjne metody planowania i mierzenia zwrotu z inwestycji okazują się niewystarczające. Aż 42% firm przyznaje, że nieudane wdrożenia wynikają z nierealistycznych uzasadnień biznesowych oraz braku odpowiednich danych do oceny potencjału technologii[4].

W sytuacji, gdy sztuczna inteligencja nie zastępuje ludzi, lecz ich wspiera, kluczowe staje się przesunięcie akcentu z mierzenia oszczędności na analizę wpływu na ludzi i kulturę organizacyjną. Z raportu Deloitte wynika, że 73% liderów biznesowych ma trudność z określeniem odpowiednich wskaźników do oceny wartości technologii. To pokazuje, że skuteczne uzasadnienie inwestycji wymaga nie tylko zaangażowania działów IT i finansów, ale także HR, operacji i liderów zespołów. Jasne określenie celu – czy technologia ma automatyzować, zwiększać możliwości czy wprowadzać nowe sposoby działania – ułatwia nie tylko planowanie, ale też ocenę efektów.

Branża technologiczna a logistyka

Warto również zauważyć, że wpływ branży technologicznej wykracza daleko poza sam sektor IT – szczególnie silnie oddziałuje na logistykę, która w ostatnich latach przechodzi intensywną cyfrową transformację. Technologie takie jak sztuczna inteligencja, Internet Rzeczy (IoT), edge computing czy automatyzacja procesów magazynowych stają się fundamentem nowoczesnych łańcuchów dostaw. Dzięki nim firmy logistyczne mogą nie tylko optymalizować trasy i zarządzać flotą w czasie rzeczywistym, ale też przewidywać zakłócenia i dynamicznie reagować na zmiany popytu. AI wspiera planowanie operacyjne, a dane z czujników IoT umożliwiają pełną transparentność przesyłek – od centrum logistycznego po drzwi klienta.

Jak wynika z danych wewnętrznych DHL Express, firmy obsługującej międzynarodowe ekspresowe przesyłki lotnicze branża technologiczna zajmuje pierwsze miejsce pod względem udziału wolumenowego transportowanych przesyłek, który w pierwszym półroczu 2025 roku wyniósł 18,73% (wzrost o 6% r/r) oraz pod względem udziału wagowego – 27,5%. Ponadto branża technologiczna jest jedną z najczęściej korzystających z usług DHL Express. Odpowiada za 15% wszystkich klientów firmy.

W ujęciu sektorowym w TOP 3 znalazły się: dystrybucja, produkcja sprzętu elektrycznego, sprzęt elektroniczny i sprzęt AGD. Najprężniej działającym segmentem nieustannie od 2023 roku jest sektor dystrybucyjny z ponad 40% wolumenem. Kategoria ta dotyczy firm będących pośrednikiem między producentami technologii (np. sprzętu komputerowego, oprogramowania, elektroniki) a końcowymi użytkownikami lub innymi firmami, które sprzedają te produkty detalicznie. Wysokie wartości wolumenów DHL Express odnotował także wśród sektora produkującego sprzęt elektryczny (20%) oraz producentów sprzętów elektronicznych (18%).

Co dalej?

Branża technologiczna w 2025 roku to przestrzeń ogromnych możliwości, ale też rosnącej odpowiedzialności. Sukces nie będzie zależał wyłącznie od innowacyjności, ale od zdolności do integrowania technologii z wartościami – etyką, transparentnością i zrównoważonym rozwojem. Firmy, które potrafią połączyć te elementy, będą liderami nowej ery cyfrowej transformacji.

[1] https://www.deloitte.com/us/en/insights/topics/technology-management/tech-trends.html

[2] https://www.ey.com/pl_pl/newsroom/2025/04/ey-ai-badanie-cyberbezpieczenstwo-ot

[3] https://setr.stanford.edu/sites/default/files/2025-01/SETR2025_web-240128.pdf

[4] https://www.deloitte.com/pl/pl/services/consulting/research/human-capital-trends-2025.html

Powrót do pracy po wakacjach. To czas decyzji – nie zawsze przemyślanych

Wrzesień to dla wielu firm symboliczny „drugi początek roku”. Zespoły wracają z urlopów. Kalendarze zapełniają się spotkaniami. Projekty odzyskują dawny rytm. Ale zanim znów zaczniemy pracować na pełnych obrotach, pojawia się moment zawieszenia. Trudny, niewygodny, często lekceważony.

– Powrót z wakacji to nierzadko więcej niż zmiana statusu w komunikatorze. To moment konfrontacji – z zawodową rzeczywistością, która przez kilka tygodni nie istniała. Albo przynajmniej nie domagała się naszej uwagi – mówi Monika Smulewicz, ekspertka prawa pracy i HR.

Zmęczenie mimo odpoczynku

W teorii wracamy z urlopów wypoczęci. W praktyce zderzamy się z pokaźną listą nieprzeczytanych maili. Do tego zaległe projekty sprzed wakacji. I nowe cele na czwarty kwartał. Często bez etapu przejściowego.

– To jak kubeł zimnej wody. Nie ma czasu na spokojny rozruch. Wchodzimy od razu na pełne obroty. A organizm i głowa… jeszcze nie wróciły z urlopu – tłumaczy Smulewicz.

Zamiast motywacji – frustracja. Zamiast świeżości – krytyczna analiza: „czy ja naprawdę chcę tak dalej pracować?”

Wrzesień: miesiąc wypowiedzeń

Dane z rynku i doświadczenia doradców HR-owców są zgodne – początek września to jeden z najczęstszych momentów składania wypowiedzeń.

Dlaczego? Bo urlop daje dystans. Przerywa rutynę. I ułatwia zadanie sobie pytań, na które w biegu trudno znaleźć przestrzeń:

  • Czy jestem w odpowiednim miejscu?
  • Czy ta praca mnie rozwija – czy tylko wypala?
  • Czy wartości firmy są nadal moimi wartościami?

Monika Smulewicz zauważa:
„Decyzje podjęte po urlopie bywają najbardziej impulsywne. Bo to moment, kiedy czujemy najwięcej. Ale nie zawsze widzimy pełen obraz. Wówczas łatwo o błąd. Wyślę CV i zobaczymy, co się stanie. I nagle jesteś w nowym miejscu. Niekoniecznie lepszym.”

Co może zrobić pracownik?

  • Nie reaguj od razu – jeśli myślisz o zmianie pracy, daj sobie co najmniej dwa tygodnie na namysł. Wróć do rytmu, obserwuj, rozmawiaj.
  • Spisz swoje refleksje z urlopu – co Ci przeszkadzało? Co chcesz zmienić? Co Cię w pracy męczy, a co nadal cieszy?
  • Zamiast nowej firmy, nowa rozmowa – z szefem, z zespołem, z samą/samym sobą. Czasami to wystarczy.

Co może zrobić pracodawca?

Dla pracodawców wrzesień to jeden z najważniejszych miesięcy w kontekście retencji.

– Zespół wraca, ale nie jest gotowy na sprint. W tym czasie wygrywają ci liderzy, którzy potrafią słuchać, wyłapywać sygnały i dawać przestrzeń na spokojne odzyskanie rytmu – podkreśla Smulewicz.

W skrócie:

  • zrezygnuj z wielkich ogłoszeń na start – to nie czas na reorganizację działów i nowe cele w Excelu,
  • zadbaj o obecność liderów – menedżerowie powinni być w kontakcie z zespołem nie tylko służbowo, ale też zwyczajnie, po ludzku,
  • wykorzystaj narzędzia HR – krótkie 1:1, feedback po powrocie – niech to będzie dobry zwyczaj, nie reakcja na kryzys.

Nie wszystko trzeba zmieniać. Ale coś trzeba zrozumieć

Powakacyjna mobilizacja zespołu polega na ponownym określeniu wspólnego kierunku.

– Cisza po urlopie nie zawsze oznacza spokój. Czasem to początek decyzji, które dopiero dojrzewają – przestrzega Smulewicz.

Dlatego wrzesień to nie tylko nowy kwartał. To moment weryfikacji relacji: firma–pracownik. I szansa na to, by zbudować ją od nowa – dojrzalej, mądrzej, z wzajemną uważnością. Bo najgorsze, co można zrobić po wakacjach, to udawać, że nic się nie zmieniło.

Bez podwyżek i bez nadziei – 62% specjalistów rozważa odejście

57% profesjonalistów nie otrzymało w tym roku podwyżki, a 86% nie spodziewa się wzrostu swoich zarobków w 2025. W konsekwencji maleje ich satysfakcja i zaangażowanie.

Sytuacja na rynku pracy specjalistów i menedżerów pozostaje stabilna, chociaż niepozbawiona wyzwań. Jak wynika z raportu agencji doradztwa personalnego Hays Poland „Rynek pracy 2025. Półroczny przegląd trendów” pracodawcy nie zaprzestają rekrutacji. Mimo że dostrzegają wzrost aplikacji na oferty pracy, to wciąż doświadczają wyzwań rekrutacyjnych i kadrowych. Powód? Ograniczenia budżetowe, które utrudniają pozyskiwanie pracowników na rynku oraz adekwatne zabezpieczenie potrzeb obecnych pracowników.

  • 90 proc. pracodawców objętych badaniem planuje rekrutować w drugim półroczu 2025. Częściej niż w przeszłości motywują je zmianami strukturalnymi w firmie. Może to oznaczać, że transformacje biznesu ograniczają zapotrzebowanie na określone kompetencje, jednocześnie zwiększając popyt na inne.
  • Wyzwań rekrutacyjnych w drugiej połowie 2025 r. spodziewa się 49 proc. firm. Większość nie przewiduje, aby pozyskiwanie pracowników w najbliższym czasie miałoby stać się łatwiejsze lub trudniejsze.
  • Podwyżkę w tym roku otrzymało 43 proc. specjalistów i menedżerów, a satysfakcję z otrzymywanego wynagrodzenia zadeklarowało zaledwie 39 proc. respondentów. To o 2 pkt proc. mniej niż w styczniu br.

Pracodawcy znajdują się pod ogromną presją, która komplikuje procesy decyzyjne i niejednokrotnie wymaga od firm elastyczności. Nie pozostaje bez wpływu na kwestie kadrowo-płacowe.

Źródłem presji z jednej strony jest niepewne i podlegające dynamicznej transformacji środowisko biznesowe, które w ciągu kilku tygodni potrafi zmienić dotychczasowe zasady gry. Z drugiej strony wyzwaniem są kwestie kadrowe – malejące zaangażowanie pracowników, ograniczenia budżetowe uniemożliwiające konkurowanie o talent, a czasem również konieczność podejmowania trudnych decyzji o zmianach strukturalnych – zauważa Alex Shteingardt, Dyrektor Zarządzający Hays Poland, komentując wyniki badania do najnowszego raportu „Rynek pracy 2025. Półroczny przegląd trendów”, w którym udział wzięło blisko 600 pracodawców oraz ponad 1000 specjalistów.

Oznacza to, że w nieustannie zmieniającej się rzeczywistości, w której coraz większą rolę odgrywa technologia i sztuczna inteligencja, poprzednie rozwiązania i schematy działania często przestają być skuteczne. Niejednokrotnie niesie to za sobą konieczność reorganizacji i digitalizacji biznesu oraz inwestycji w nowe kompetencje.

Na rynku jest stabilnie, choć nie bez problemów

Chociaż nie ma załamania na rynku pracy specjalistów i menedżerów, to nie można mówić o jego rozwoju. Wyniki badania Hays Poland pokazują, że aktualna sytuacja jest niejednoznaczna.

Opisując pierwszą połowę 2025 roku, firmy zauważają, że o pracę ubiegało się więcej osób niż w przeszłości (52 proc.), a dostępność kandydatów na stanowiska juniorskie była wystarczająca (29 proc.).  Nie oznacza to jednak, że w Polsce mamy do czynienia z rynkiem pracodawcy. Równocześnie 44 proc. firm mierzyło się bowiem z oczekiwaniami finansowymi kandydatów, którym nie były w stanie sprostać, a 41 proc. twierdzi, że na rynku występował niedobór specjalistów i menedżerów.

Które z poniższych stwierdzeń opisują rynek pracy w pierwszej połowie roku 2025?

Perspektywa firm

O pracę ubiegało się więcej kandydatów niż w przeszłości 52%
Kandydaci mieli nierealistyczne oczekiwania finansowe 44%
Na rynku występował niedobór kandydatów na stanowiska specjalistyczne i menedżerskie 41%
Dostępność kandydatów na stanowiska juniorskie była wystarczająca 29%
Konkurencja o pracowników była wysoka 28%

Źródło: Raport Hays Poland „Rynek pracy 2025. Półroczny przegląd trendów”, sierpień 2025

Pięć najczęściej wskazywanych odpowiedzi. Możliwe było zaznaczenie więcej niż jednej odpowiedzi

Zdecydowana większość ankietowanych firm nie tylko rekrutowała w pierwszej połowie 2025 roku, ale ma podobne plany również na pozostałe miesiące. Chociaż jako powód najczęściej wskazują rozwój biznesu, to rekordowo dużo – co czwarta organizacja – swoje plany rekrutacyjne motywuje zmianami strukturalnymi.  Co więcej, 49 proc. organizacji oczekuje trudności związanych z pozyskiwaniem pracowników.

Pracownicy dostrzegają wyzwania

Specjaliści i menedżerowie zauważają, że okoliczności do zmiany pracy nie są idealne, a poszukując nowego miejsca zatrudnienia, muszą uzbroić się w cierpliwość. Wskazują na to odpowiedzi na pytanie o ocenę swoich perspektyw zawodowych. W porównaniu z wynikami ze stycznia br., z 14 do 8 pkt proc. zmalał odsetek profesjonalistów zdecydowanie pozytywnie oceniających swoje szanse na rynku pracy. Wyraźny spadek odnotowała również odpowiedź „raczej pozytywnie”. Ponadto aż co trzeci profesjonalista nie potrafi ocenić swoich perspektyw na dzisiejszym rynku pracy.

Jak oceniasz perspektywę swojej kariery zawodowej?

Perspektywa pracowników

  Styczeń 2025 Lipiec 2025
Zdecydowanie pozytywnie 14% 8%
Raczej pozytywnie 38% 26%
Trudno powiedzieć 37% 34%
Raczej negatywnie 9% 23%
Zdecydowanie negatywnie 2% 9%

Źródło: Raporty Hays Poland „Raport płacowy 2025”, styczeń 2025, oraz „Rynek pracy 2025. Półroczny przegląd trendów”, sierpień 2025

Optymistycznego myślenia nie ułatwiają pracownikom coraz trudniejsze starania o podwyżkę. Chociaż większość ankietowanych firm dokonała podwyżek w pierwszym półroczu 2025, to odsetek ten jest niższy od grupy pracodawców, którzy w styczniu br. deklarowali plany zwiększenia płac – 60 vs. 79 proc. W konsekwencji 57 proc. specjalistów nie otrzymało podwyżki w tym roku, a 86 proc. nie spodziewa się, że jeszcze ją otrzyma.

Firmy przyznają podwyżki rzadziej, niż planowały, co wyraźnie ostudziło oczekiwania pracowników wobec kolejnych wzrostów. Specjaliści czują się niedocenieni i odnotowują spadek satysfakcji z pracy. Rzutuje to na poziom ich zaangażowania i skutkuje faktem, że ponad 60 proc. z nich rozważa zmianę miejsca zatrudnienia – komentuje Alex Shteingardt.

62 proc. profesjonalistów rozważających zmianę pracodawcy, jako główny powód najczęściej wskazuje poziom wynagrodzenia. Brak podwyżek i satysfakcji z finansowego aspektu pracy mogą tymczasem prowadzić do spadku zaangażowania. Problem ilustrują wyniki raportu Hays – 35 proc. pracodawców i 45 proc. profesjonalistów jest zdania, że na przestrzeni minionego półrocza zaangażowanie kadr zmalało.

Zarobki to niejedyny problem

Respondenci zapytani o powody malejącego zaangażowania, wskazali na szereg różnych czynników. O ile kwestie finansowe pojawiały się najczęściej, to wielu ankietowanych wskazywało też na brak poczucia bezpieczeństwa (obawy przed utratą pracy), duże zmiany organizacyjne czy też zbyt duży nakład pracy. Źródłem przeciążenia pracą najczęściej są z kolei niedobory kadrowe lub braki kompetencyjne w zespołach.

Firmy doświadczają problemów kadrowych, lecz przeszkodą do ich rozwiązania często są ograniczone budżety. Wiele z nich znajduje się zatem w impasie – brakuje im pracowników i określonych kompetencji, lecz potrzeba poszukiwania oszczędności często uniemożliwia im zadbanie o obecne kadry oraz pozyskanie talentów z rynku – podkreśla Alex Shteingardt.

W takim kontekście, w celu utrzymania stabilności i dalszego rozwoju organizacji, niezbędna jest przemyślana strategia bazująca na aktualnej wiedzy i sprawdzonych praktykach.

O raporcie

Raport Hays Poland „Rynek pracy 2025. Półroczny przegląd trendów” został opracowany na podstawie danych uzyskanych w badaniu przeprowadzonym w okresie od czerwca do lipca 2025 roku metodą CAWI wśród blisko 600 firm oraz ponad 1000 specjalistów. Jego celem jest przedstawienie aktualnych trendów na rynku pracy oraz weryfikacja, czy plany zadeklarowane na koniec ubiegłego roku zostały zrealizowane. Wyniki zostały zestawione z  analogicznymi wartościami, uzyskanymi w badaniu opisanym na łamach „Raportu płacowego 2025” w styczniu tego roku.

Azja Centralna przyciąga inwestorów. Kazachstan liderem wzrostu i logistyki

Azja Centralna to obecnie jeden z najbardziej obiecujących regionów na globalnej mapie biznesowej – doświadcza dynamicznego wzrostu gospodarczego i przyciąga rosnącą liczbę zagranicznych inwestorów, w tym z Unii Europejskiej, Chin i Stanów Zjednoczonych. Zainteresowanie obejmuje wiele branż i odzwierciedla strategiczne znaczenie regionu. Państwa Azji Centralnej aktywnie rozwijają też infrastrukturę transportową i logistyczną, która stała się jednym z filarów lokalnego rozwoju. Ma ona kluczowe znaczenie dla przepływu towarów na rynkach wewnętrznych i wzmacnia pozycję regionu w handlu międzynarodowym.

W centrum tej transformacji znajduje się Kazachstan – regionalny lider, który dawniej pełnił głównie funkcję korytarza tranzytowego, a dziś przekształca się w nowoczesny hub logistyczny i, rozwijający się rynek. Gospodarka Kazachstanu wzrosła o 4,8% w 2024 roku, a w I kwartale 2025 roku przyspieszyła do 5,6% r/r – to najszybsze tempo od 2013 roku (według Agencji Statystyki Republiki Kazachstanu). Tempo napędzane było przez 7,7% wzrost produkcji towarowej – w tym przemysłu przetwórczego (+8,7%), wydobywczego (+6,1%) i budownictwa (+16,9%) – oraz 4,5% wzrost sektora usług, wspieranego przez silną aktywność w transporcie, handlu i magazynowaniu.

Inwestycyjny boom w infrastrukturze: drogi, lotniska i koleje

Kazachstan przeżywa inwestycyjny boom, jeśli chodzi o infrastrukturę transportową. W całym kraju powstają nowe drogi. Rozwija się również sektor lotniczy – powstaje m.in. nowe lotnisko w Khorgos (przy granicy z Chinami) oraz prowadzona jest największa modernizacja w historii Międzynarodowego Portu Lotniczego w Ałmaty. Zgodnie z planem rozwoju, miejsce to ma zostać przekształcone do 2050 roku w główny eurazjatycki hub lotniczy – z rozbudowanymi terminalami, pasami startowymi, zapleczem cargo i strefami logistycznymi. Podobne tempo rozwoju dotyczy kolei – sektor ten jest wspierany przez szeroko zakrojone inwestycje w nowe linie oraz terminale przeładunkowe, będące częścią szerszej strategii infrastrukturalnej Kazachstanu.

Dlaczego rozwój infrastruktury kolejowej jest tak istotny dla Kazachstanu?

Terminale w Ałmaty i Aktau zostały zaprojektowane z myślą o sprawnym transporcie ciężkich ładunków – od sprzętu przemysłowego po materiały budowlane. Ma to ogromne znaczenie w kontekście dynamicznego wzrostu budownictwa w Kazachstanie i całej Azji Centralnej. Tylko w 2024 roku całkowity zasób mieszkaniowy w Kazachstanie – najbardziej rozwiniętym rynku regionu – wzrósł o 3,6%, osiągając 434,3 mln m², przy jednoczesnym rozwoju powierzchni biurowej i komercyjnej. Takie zapotrzebowanie generuje masowe i ciężkie ładunki, które najlepiej obsługuje transport kolejowy oraz intermodalny – zwłaszcza w długich relacjach, gdzie kolej dominuje dzięki swojej pojemności i efektywności kosztowej.

Kolej odgrywa też kluczową rolę w handlu zagranicznym Kazachstanu. W 2024 roku wolumeny wymiany z Chinami osiągnęły rekordowy poziom 32 mln ton, co oznacza wzrost o 13% r/r. Eksport wzrósł do 13,7 mln ton – głównie za sprawą rudy żelaza i metali nieżelaznych, metali żelaznych i nieżelaznych oraz zboża – a import zwiększył się o 5%. Przesyłki tranzytowe wzrosły o 19%, do poziomu 15,3 mln ton, a kontenerowy tranzyt do Europy urósł o 43%.

Jednym z głównych katalizatorów tego wzrostu było otwarcie terminala logistycznego Kazachstanu Xi’an w Chinach. Choć znajduje się on w chińskiej prowincji Shaanxi, jest to wspólny projekt Kazachstanu i Chin – strategicznie położony, by ułatwiać transport towarów w ramach Transkaspijskiego Międzynarodowego Szlaku Transportowego. W 2024 roku przez terminal i port w Aktau przejechało ponad 300 pociągów kontenerowych – trzydzieści razy więcej niż w 2023 roku. W Rohlig SUUS Logistics obserwujemy ten trend z bliska, wspierając naszych klientów w logistyce łączącej krajowy popyt (napędzany budownictwem) z rosnącymi korytarzami handlu eurazjatyckiego.

Strategiczne położenie Kazachstanu sprawia, że pełni on rolę dwukierunkowego korytarza – nie tylko dla chińskiego eksportu do Azji Centralnej i Europy, ale również dla ładunków płynących w odwrotnym kierunku. Europejscy producenci i dystrybutorzy – m.in. z branży budowlanej, elektroniki i dóbr konsumpcyjnych – coraz częściej kierują swoją ofertę na rynki Azji Centralnej. Dla nich kolej to nie tylko środek dostawy do Kazachstanu (funkcjonującego jako regionalny hub dystrybucyjny), ale też brama do krajów takich jak Uzbekistan, Turkmenistan, Kirgistan czy Tadżykistan.

Warto też wspomnieć o znaczeniu kolei w kontekście zakłóceń geopolitycznych. Kryzys na Morzu Czerwonym pod koniec 2023 roku zmusił wiele firm do ograniczenia w wykorzystaniu transportu morskiego. W efekcie znaczna część wolumenów została przekierowana przez Kazachstan, a wiele podmiotów na stałe włączyło kolej do swoich łańcuchów dostaw. Kazachstan jest także kluczową częścią tzw. Korytarza Środkowego – intermodalnego szlaku handlowego łączącego Chiny z Europą Środkową i Południową poprzez kolej, drogi i morze. Choć zainteresowanie tą trasą rośnie, nadal niesie ona wiele wyzwań – wymaga wielu przeładunków, zmiany środków transportu i zmaga się z niedostatecznie rozwiniętą infrastrukturą oraz warunkami pogodowymi, takimi jak silne wiatry i śnieżyce zimą.

Ekspert: Erik Aitzhanov, Business Development Manager, Rohlig SUUS Logistics w Kazachstanie

USD pod presją, złoto bije rekordy – początek września na rynkach

Na początku nowego tygodnia i zarazem miesiąca uwagę przykuwa osłabienie USD. To będzie też ważny tydzień dla PLN, bo poznamy odpowiedź na pytanie: czy kredytobiorcy znów poczują ulgę? Warte odnotowania także kolejne ATH na złocie, pokłosie prognoz dotyczących obniżek stóp przez Fed. 

Cięcie stóp w USA niemal pewne

Pierwszy dzień września zaczyna się na rynkach od delikatnego osłabienia USD, choćby w relacji do EUR (0,3%). Prezes Fed w niedawnej wypowiedzi wzmocnił oczekiwania rynków na to, że już we wrześniu amerykańscy decydenci zdecydują się na cięcie stóp procentowych. Kontrakty na stopę sugerują już ponad 80% szansę na taki ruch. Nic jeszcze jednak nie jest przesądzone, a dużą wagę będzie miał piątkowy raport z rynku pracy. To właśnie w tym raporcie, jak zresztą wskazywał ostatnio Powell, możemy zobaczyć pierwsze oznaki spowolnienia. Pogorszenie na rynku pracy, jeśli taki stan zobaczymy po danych na koniec tygodnia, może też wzbudzić oczekiwania analityków co do dalszych decyzji w tym roku. W piątek pojawił się odczyt inflacji PCE, wykorzystanej przez Fed do podejmowania decyzji. Mimo że zobaczyliśmy wartość najwyższą od 5 miesięcy (2,9% rdr), to była ona zgodna z prognozami. Obyło się więc bez negatywnej niespodzianki, a istniała obawa, że przenikanie ceł do finalnego konsumenta sprawi, że zobaczymy wartość ponad 3%.

Posiedzenie RPP tuż tuż

Ten tydzień zapowiada się niezwykle ciekawie dla PLN, a wszystko za sprawą dużej niepewności co do decyzji RPP w sprawie stóp procentowych. W teorii ostatnie wskazania inflacji dają zielone światło do kontynuacji luzowania monetarnego. Problemem jest jednak opublikowany ostatnio projekt budżetu na rok 2026 z astronomicznym deficytem na poziomie 271,7 mld PLN. Prezes Glapiński wskazywał ostatnio kwestię luźnej polityki fiskalnej jako czynnik ryzyka, co może skłonić RPP do ostrożniejszego podejścia. Z dnia na dzień decyzja RPP staje się mniej oczywista, a analitycy mogą zakładać skrajnie różne scenariusze. I co gorsza na poparcie każdego z nich znajdą argumenty. Wydaje się, że najbardziej prawdopodobne wersje na ten moment to obniżka o 25 pkt bazowych, bądź brak zmian. Koniec tygodnia przyniesie decyzję Fitch w sprawie ratingu dla Polski i mimo że agencje te nie mają już takiego wpływu jak kiedyś, to z pewnością wzrost deficytu zostanie zauważony i znajdzie swoje odbicie w ocenie. Cięcie stóp przez Radę powinno być neutralne dla złotego, brak zmian może zadziałać na plus.

Nowe ATH notowań złota

Powrót po wakacjach na rynku FX jest w miarę spokojny, czego nie można powiedzieć o notowaniach złota. Ceny surowca ruszyły z przytupem na północ, ustanawiając nowe ATH, bardzo blisko granicy 3500 USD za uncję. O popycie na złoto napisano już niemal wszystko. Tym razem jednak czynnikiem decydującym o wzrostach jest kwestia oczekiwanych obniżek stóp procentowych w USA. Złoto ma odwrotną korelację z kosztem pieniądza w Stanach. To może sugerować, że nowe ATH jest tylko na teraz, a notowania nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa i niebawem „wskoczymy” na jeszcze wyższe piętra. Oczywiście przy założeniu, że spełni się aktualny scenariusz zejścia stóp procentowych o 50-75 pkt bazowych do końca roku. A wracając do popytu – niższe stopy sprawiają, że inwestowanie środków w lokaty czy obligacje staje się mniej opłacalne, co skłania nie tylko dużych, ale także mniejszych graczy do modyfikacji inwestycji. Złoto ciągle wygląda na tyle atrakcyjne, że może stać się w tych okolicznościach celem takiej modyfikacji.

Autor: Krzysztof Pawlakanalityk walutowy w InternetowyKantor.pl

Finał 11. edycji European Rover Challenge w Krakowie: zwycięstwo zespołu z Lozanny

Trzy dni intensywnej rywalizacji, 25 drużyn z całego świata i zadania inspirowane prawdziwymi misjami kosmicznymi – tak wyglądał finał 11. edycji European Rover Challenge (ERC), największych zawodów robotów marsjańskich w Europie. Wydarzenie odbyło się na kampusie Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie i zgromadziło setki studentów inżynierii oraz tysiące widzów.

Zwycięzcy i polskie sukcesy

Najlepszą konstrukcją tegorocznych zawodów okazał się łazik zespołu EPFL Xplore z Politechniki Federalnej w Lozannie. Drugie miejsce zajęła drużyna STAR Dresden e.V. z Uniwersytetu Technicznego w Dreźnie, a na trzecim stopniu podium stanął zespół gospodarzy – AGH Space Systems.

Polska, od lat utrzymująca mocną pozycję w międzynarodowych zawodach robotycznych, miała w finale aż pięć reprezentacji. To potwierdza, że krajowi studenci należą do ścisłej światowej czołówki w dziedzinie inżynierii kosmicznej i robotyki mobilnej.

Zadania inspirowane kosmosem

Uczestnicy musieli zmierzyć się z realistycznymi wyzwaniami, jakie stoją przed agencjami kosmicznymi. Roboty badały teren, pobierały i zabezpieczały próbki, wykonywały precyzyjne prace serwisowe, a nawet współpracowały z dronami w poszukiwaniu obiektów w trudnym środowisku. Był to test zarówno technologii, jak i pracy zespołowej.

Zawody były niezwykle wyrównane, a ich poziom rośnie z roku na rok. To przyjemność obserwować, w jaki sposób kształcimy kolejne pokolenia inżynierów. ERC jest jedynym wydarzeniem w Europie, które łączy środowiska akademickie, inżynierów i przemysł kosmiczny z szeroką publicznością – podkreśla Łukasz Wilczyński, prezes Europejskiej Fundacji Kosmicznej, organizatora wydarzenia.

Wydarzenie naukowe i biznesowe

ERC to nie tylko rywalizacja łazików. Tegorocznej edycji towarzyszyła konferencja popularnonaukowa podzielona na trzy bloki tematyczne: Ziemia, Księżyc i Kosmos. Wystąpili eksperci z ESA, CBK PAN, ispace Europe oraz wielu firm technologicznych. Poruszano zagadnienia m.in. medycyny kosmicznej, gospodarki o obiegu zamkniętym, programu Artemis czy planowanych misji na Międzynarodową Stację Kosmiczną.

Dla szerokiej publiczności przygotowano strefę naukową, w której można było zobaczyć eksperymenty, warsztaty edukacyjne, pokazy robotów i technologii druku 3D. Z kolei dla biznesu ERC stało się przestrzenią spotkań branżowych – firmy i start-upy miały okazję nawiązać kontakty, zdobyć partnerów i poznać możliwości finansowania innowacyjnych projektów.

Kraków centrum kosmicznej innowacji

European Rover Challenge to dla naszej uczelni coś więcej niż zawody – to prawdziwe święto nauki i technologii. Jesteśmy dumni, że mogliśmy gościć młodych inżynierów z całego świata i współorganizować wydarzenie, które inspiruje tysiące osób do odkrywania nowych technologii – zaznaczył prof. Jerzy Lis, Rektor AGH w Krakowie.

Tegoroczna edycja ERC potwierdziła, że Polska na trwałe wpisała się w mapę światowych inicjatyw kosmicznych, a Kraków staje się ważnym miejscem spotkań nauki, biznesu i pasjonatów technologii przyszłości.

Meble dla firm – od warsztatu po magazyn. Co naprawdę ułatwia codzienną pracę?

Każdy przedsiębiorca, który prowadzi warsztat, serwis czy firmę produkcyjną, wie, jak duże znaczenie ma odpowiednia organizacja stanowiska pracy. To nie maszyny ani systemy informatyczne, ale codzienne, praktyczne elementy wyposażenia decydują o tym, czy praca przebiega sprawnie i bezpiecznie. Dlatego meble dla firm – od stołów warsztatowych po regały i szafki – stają się jednym z kluczowych czynników, które ułatwiają funkcjonowanie zespołu i pozwalają utrzymać porządek.

Stół warsztatowy jako centrum pracy

Najlepszym przykładem są stoły warsztatowe. To na nich koncentruje się większość zadań: montaż, naprawy, prace kontrolne. Dobrze zaprojektowany stół nie jest zwykłym blatem, ale narzędziem pracy, które musi sprostać codziennym obciążeniom. Solidna konstrukcja zapewnia bezpieczeństwo, a ergonomia pozwala ograniczyć zmęczenie pracownika i podnieść tempo realizacji zadań. Jeśli dodatkowo stół wyposażony jest w szuflady czy nadstawki, łatwiej utrzymać porządek, a wszystkie niezbędne elementy znajdują się zawsze pod ręką. To prosta różnica, która z perspektywy całej firmy przekłada się na setki zaoszczędzonych godzin w skali roku.

Dlaczego regały porządkują biznes?

Drugim elementem, bez którego trudno wyobrazić sobie sprawnie działający warsztat czy magazyn, są regały metalowe. Chaos w przechowywaniu części, narzędzi czy materiałów szybko generuje dodatkowe koszty i frustrację pracowników. Odpowiednio dobrane regały pozwalają maksymalnie wykorzystać przestrzeń, ułatwiają dostęp do potrzebnych rzeczy i zmniejszają ryzyko uszkodzeń czy wypadków. To rozwiązanie, które jednocześnie porządkuje firmę i uwalnia dodatkowe metry kwadratowe – często bez konieczności zwiększania powierzchni hali czy wynajmu kolejnych pomieszczeń.

Małe elementy, duże korzyści

Nie można też zapominać o detalach, takich jak szafki narzędziowe, organizery czy wózki warsztatowe. To właśnie one budują kulturę pracy, w której każdy element ma swoje miejsce, a pracownik nie traci czasu na poszukiwanie drobnych części czy odpowiedniego klucza. Małe usprawnienia przekładają się na duże efekty – bardziej zorganizowany warsztat to szybsza praca, mniej błędów i większe bezpieczeństwo całego zespołu.

Inwestycja, która szybko się zwraca

Dobrze dobrane meble warsztatowe to inwestycja, która zwraca się szybciej, niż mogłoby się wydawać. Z perspektywy właściciela firmy to nie jest koszt, który można odłożyć na później, ale decyzja wpływająca na wydajność i jakość pracy każdego dnia. Stół warsztatowy, który zapewnia stabilność i ergonomię, regały pozwalające uporządkować przestrzeń czy szafki chroniące narzędzia – to fundament, od którego zaczyna się sprawnie działająca firma.

Rzecznik MŚP: projekt ustawy o nadzorze produktów może zaszkodzić firmom

Przygotowany przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii projekt ustawy o nadzorze nad spełnianiem wymagań dotyczących produktów stanowi wdrożenie rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1020 z 20 czerwca 2019 r. Akt ten tworzy ogólne ramy funkcjonowania nadzoru rynku w odniesieniu do produktów – z wyłączeniem żywności – i wyznacza standard działania organów odpowiedzialnych za kontrolę zgodności towarów z przepisami.

W opinii do projektu Minister Agnieszka Majewska, pełniąca funkcję Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, wyraziła obawy, że część proponowanych rozwiązań może pogorszyć sytuację przedsiębiorców, a także wpłynąć negatywnie na zasady prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce.

Hierarchia norm i Prawo przedsiębiorców

Rzecznik MŚP przypomniała o konieczności zharmonizowania projektowanych regulacji z tzw. Konstytucją Biznesu. Jej zdaniem wątpliwości budzi hierarchia norm dotyczących procedur kontroli przedsiębiorców. Podkreślono, że przepisy ustawy Prawo przedsiębiorców powinny mieć pierwszeństwo, a dopiero w zakresie przez nią nieuregulowanym powinny być stosowane regulacje szczególne przewidziane w projektowanej ustawie.

Minister Majewska wskazała również, że nie ma potrzeby wprowadzania w art. 23 projektu wyłączenia stosowania ustawy Prawo przedsiębiorców. W praktyce takie rozwiązanie mogłoby prowadzić do wszczynania kontroli bez obiektywnych przesłanek, co oznaczałoby dodatkowe ryzyko dla przedsiębiorców.

Kary administracyjne a Kodeks postępowania administracyjnego

Rzecznik MŚP zwróciła także uwagę na konieczność uzasadnienia odstępstw od ogólnych zasad przewidzianych w art. 189d i 189f Kodeksu postępowania administracyjnego, które określają przesłanki nakładania administracyjnych kar pieniężnych oraz możliwości odstąpienia od ich wymierzenia.

Zdaniem Agnieszki Majewskiej projekt ustawy powinien jasno wskazywać, dlaczego wprowadzane są rozwiązania różniące się od ogólnych reguł postępowania administracyjnego, tak aby nie tworzyć nadmiernych obciążeń i niepewności prawnej dla firm.

Wpływ na sektor MŚP

W opinii Rzecznika MŚP niektóre szczegółowe przepisy projektu mogą w praktyce utrudnić prowadzenie działalności przez mikro, małych i średnich przedsiębiorców. Z tego względu Majewska zaapelowała o rozważenie przedstawionych uwag w toku dalszych prac legislacyjnych.

– Konieczne jest zapewnienie, by nowe regulacje nie naruszały równowagi między skutecznym nadzorem nad rynkiem a poszanowaniem zasad wynikających z Konstytucji Biznesu – podkreślono w opinii.

Dalsze losy projektu

Projekt ustawy o nadzorze nad spełnianiem wymagań dotyczących produktów pozostaje w fazie konsultacji i analiz. Zgłoszone przez Rzecznika MŚP zastrzeżenia mogą stanowić podstawę do dalszych modyfikacji dokumentu, tak aby wdrożenie unijnego rozporządzenia odbyło się z poszanowaniem interesów polskich przedsiębiorców.

Tydzień pełen danych makro – rynki w trybie risk-off przed raportem z rynku pracy

Rynki amerykańskie zakończyły piątkową sesję w wyraźnym trybie risk-off, domykając burzliwy tydzień bez nowego impulsu kierunkowego. Kluczowy dla Rezerwy Federalnej lipcowy wskaźnik cen wydatków konsumpcyjnych (core PCE) wyniósł 2,9 proc. rok do roku, zgodnie z konsensusem, lecz nieznacznie powyżej czerwcowych 2,8 proc. Jednocześnie wydatki osobiste wzrosły najsilniej od czterech miesięcy w ujęciu miesięcznym, co potwierdza odporność popytu mimo utrzymującej się presji cenowej. Taki zestaw danych podtrzymał oczekiwania na obniżkę stóp procentowych o 25 punktów bazowych za dwa tygodnie, nie wystarczył jednak, aby poprawić nastroje na rynku akcji: ciążyły zwłaszcza spółki technologiczne o największej kapitalizacji i producenci układów sztucznej inteligencji. Dolar amerykański pozostał zasadniczo stabilny, a krzywa dochodowości w Stanach Zjednoczonych się wystromiła, czemu przewodził wzrost rentowności na długim końcu.

Kontrakty terminowe na stopę funduszy federalnych wyceniają obecnie cięcie o 22 punkty bazowe na posiedzeniu 16–17 września, łącznie około 35 punktów bazowych do października i 56 punktów bazowych do końca roku. W perspektywie średnioterminowej rynek oczekuje łącznie 109 punktów bazowych luzowania do czerwca 2026 r. oraz 140 punktów bazowych do końca 2026 r. Oznacza to ścieżkę łagodzenia polityki pieniężnej, która jest stopniowa, a nie gwałtowna, i pozostaje spójna z napływającymi danymi: nominalny popyt utrzymuje się, a proces dezinflacji spowolnił.

Na tle tego obrazu główne indeksy amerykańskie w piątek zniżkowały: Dow Jones Industrial Average spadł o 0,2 proc., S&P 500 o 0,6 proc., a Nasdaq Composite o 1,2 proc. W ujęciu tygodniowym odpowiednio: -0,2 proc., -0,1 proc. i -0,2 proc. W Europie indeks EuroStoxx 50 obniżył się o 0,8 proc. w piątek i o 2,5 proc. w skali tygodnia. Indeks dolara (DXY) pozostał na poziomie 97,77, co oznacza wzrost o 0,1 proc. w ujęciu tygodniowym, natomiast kurs EUR-USD zakończył dzień przy 1,1690, tracąc około 30 pipsów w skali tygodnia. Na rynku długu rentowność dwuletnich obligacji USA spadła do 3,62 proc. (o 1 punkt bazowy dzień do dnia i o 8 punktów bazowych w tygodniu), podczas gdy dziesięciolatki wzrosły do 4,23 proc. (o 2,5 punktu bazowego dzień do dnia i spadły o 2,5 punktu bazowego w tygodniu).

Przed rynkami tydzień skrócony w Stanach Zjednoczonych o poniedziałkowy Dzień Pracy, lecz bogaty w publikacje danych. We wtorek poznamy indeks ISM dla przemysłu oraz dane o wydatkach na budownictwo. W środę napłyną ogłoszenia o wolnych miejscach pracy (JOLTS), zamówienia w przemyśle, finalne dane o dobrach trwałego użytku oraz Beżowa Księga Rezerwy Federalnej. W czwartek pojawią się dane ADP o zatrudnieniu, liczba nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, bilans handlowy, indeks ISM dla usług oraz finalne odczyty wydajności pracy i jednostkowych kosztów pracy za drugi kwartał. W piątek kulminacją tygodnia będzie raport z rynku pracy: oczekuje się, że liczba nowych miejsc pracy w sektorach pozarolniczych (NFP) wzrośnie o 75 tys. wobec 73 tys. w lipcu, przy stopie bezrobocia na poziomie 4,3 proc. (z 4,2 proc. wcześniej) i dynamice przeciętnego godzinowego wynagrodzenia rzędu 3,7 proc. rok do roku (z 3,9 proc. wcześniej). Wrażliwość rynków na dane z rynku pracy pozostaje wysoka. Słabsze NFP i mniejsza dynamika wynagrodzeń sprzyjałyby „gołębim” wycenom i mogłyby skorygować ostatnie wystromienie krzywej dochodowości. Odwrotny zestaw danych umocniłby narrację powolnych cięć, utrzymując presję na długim końcu krzywej dochodowości.

Autor: Łukasz Zembik, OANDA TMS Brokers

Rynek biurowy w regionach w II kwartale 2025: stabilna sytuacja i rosnąca aktywność najemców

Z najnowszego raportu „Review – Rynek biurowy. Miasta regionalne”, przygotowanego przez BNP Paribas Real Estate Poland, wynika, że w II kwartale 2025 roku mimo ograniczonej nowej podaży, regionalne rynki biurowe w Polsce zachowały stabilność, a zainteresowanie najemców utrzymało się na wysokim poziomie. Struktura popytu wskazuje na dominację przedłużeń obowiązujących umów, co potwierdza ostrożne podejście firm do relokacji w warunkach ograniczonej dostępności nowoczesnej powierzchni biurowej.

Nowe biura jeszcze w budowie – Wrocław liderem

W II kwartale 2025 roku na ośmiu głównych rynkach regionalnych nie oddano do użytku żadnych nowych budynków biurowych. Suma nowej powierzchni dostarczonej w całym pierwszym półroczu wyniosła 2,4 tys. m kw. i pochodziła z projektu Dymka 188 w Poznaniu, ukończonego w pierwszym kwartale.

Obecna sytuacja jest efektem ograniczonej aktywności deweloperskiej, która związana jest z mniejszą liczbą umów przednajmu oraz ostrożnością inwestorów w kontekście finansowania i harmonogramów komercjalizacji. Pomimo tego, w budowie znajduje się obecnie ponad 312 tys. m kw. powierzchni biurowej z planowanymi terminami realizacji przypadającymi na lata 2025–2026.

Najwięcej nowej powierzchni biurowej powstaje we Wrocławiu, gdzie realizowanych jest obecnie kilka dużych projektów. Wśród nich największą inwestycją pozostaje Quorum Office Park B, którego powierzchnia przekroczy 53 tys. m kw., co czyni ją największym budynkiem biurowym powstającym aktualnie na rynkach regionalnych.

Popyt na biura wciąż rośnie

W II kwartale całkowity wolumen transakcji najmu osiągnął 217,4 tys. m kw., co oznacza wzrost o 28% względem pierwszego kwartału 2025 roku oraz o 49% w ujęciu rocznym. Największą aktywność odnotowano w Krakowie, który odpowiadał za 56% wszystkich transakcji, co potwierdza jego pozycję lidera wśród miast regionalnych. Wrocław zajął drugą pozycję z udziałem 17%, a Trójmiasto uplasowało się na trzecim miejscu z wynikiem 12%.

Największą transakcją na przestrzeni ostatnich 4 kwartałów było przedłużenie umowy najmu przez firmę Shell, obejmującej niemal 23 tys. m kw. w krakowskim kompleksie DOT Office.

Przedłużenia umów wciąż dominujące

W strukturze zawartych umów najmu wciąż przeważają przedłużenia istniejących kontraktów, które są odpowiedzią na aktualne warunki rynkowe i potrzeby najemców. Udział przednajmu w całkowitym wolumenie transakcji w 2 kwartale 2025 r. wyniósł 5,7%. Taka struktura wskazuje na ostrożne podejście firm do zmiany lokalizacji biur oraz świadome decyzje związane z kosztami i dostępnością powierzchni w atrakcyjnych lokalizacjach.

Obecnie, zarówno w Warszawie, jak i w miastach regionalnych dominują przedłużenia istniejących umów, a nie relokacje. Wynika to z niepewności gospodarczej, wysokich kosztów fit-out oraz ograniczonej dostępności nowoczesnej powierzchni biurowej. Ta ostatnia stanowi największe wyzwanie dla najemców, a to z kolei prowadzi do zaostrzenia konkurencji o atrakcyjne lokalizacje. Utrudnia to relokację firm oraz ich rozwój – podkreśla Małgorzata Fibakiewicz, Starsza Dyrektorka Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych w BNP Paribas Real Estate Poland.

Stabilność czynszów i poziomu pustostanów

Na koniec czerwca 2025 roku wskaźnik pustostanów na rynkach regionalnych wyniósł średnio 17,5%, co oznacza utrzymanie poziomu z poprzedniego kwartału. Łączna ilość niewynajętej powierzchni biurowej w regionach sięgała prawie 1,18 mln m kw.

Wśród analizowanych miast najwyższy udział pustostanów odnotowano w Katowicach, gdzie aż 22,7% całkowitej powierzchni biurowej pozostawało niewynajęte. Przełożyło się to na dostępność około 173 tys. m kw. powierzchni. Na drugim biegunie znalazł się Szczecin, który utrzymał pozycję miasta z najniższym poziomem pustostanów – wynoszącym zaledwie 7,3%. W tym mieście dostępna była najmniejsza wolna powierzchnia spośród wszystkich rynków regionalnych, wynosząca jedynie 14 tys. m kw.

– Pomimo wyzwań z jakimi mierzy się rynek nieruchomości komercyjnych, czynsze za najlepsze powierzchnie biurowe na rynkach regionalnych od kilku kwartałów utrzymują się na stabilnym, stosunkowo wysokim poziomie. Na koniec II kw. za najlepsze powierzchnie biurowe trzeba zapłacić od 16,00 do 18,00 EUR/m kw./m-c., szczególnie w przypadku budynków z wysokimi ocenami certyfikacji środowiskowej lub w prestiżowych lokalizacjach – mówi Wiktoria Weilandt, Associate, Dział Wynajmu Powierzchni Biurowych BNP Paribas Real Estate Poland.

Perspektywy na kolejne kwartały

Obserwowane ożywienie po stronie najemców oraz stabilna sytuacja czynszowa świadczą o utrzymującym się zainteresowaniu wysokiej jakości przestrzenią biurową w regionach. Choć poziom nowej podaży pozostaje ograniczony, aktywność inwestycyjna stopniowo się odbudowuje, a dynamiczny popyt może w kolejnych kwartałach sprzyjać dalszemu rozwojowi sektora.

REIT-y w Polsce: utracona szansa czy świadoma ochrona rynku?

Dyskusja o wprowadzeniu do Polski funduszy REIT trwa od blisko dekady. Ostatnie sygnały z rządu wskazują jednak na brak zgody nie tylko na REIT-y mieszkaniowe, ale również na ewentualne fundusze inwestujące w nieruchomości komercyjne. W praktyce może to oznaczać całkowite zamrożenie tej formy inwestowania w naszym kraju. Pytanie, z jakim skutkiem dla krajowych rynków nieruchomości i kapitałowego.

FINN-y, SINN-y, SRWN-y i PL-REIT-y, czyli stracona dekada

Historia prac legislacyjnych nad wprowadzeniem funduszy typu REIT do polskiego porządku prawnego już niebawem świętować będzie okrągłą dziesiątą rocznicę. Prace nad regulacją tzw. FINN – Firm Inwestujących w Najem Nieruchomości rozpoczęły się w 2016 roku. W sierpniu 2016 r. powstało Stowarzyszenie REIT, którego misją miało być wspieranie prac nad ustawą.

14 października 2016 r. opublikowano pierwszy projekt ustawy (PL-REIT lub SRWN – spółki rynku wynajmu nieruchomości). Druga wersja projektu pojawiła się 27 października 2017 r., a trzecia – 27 kwietnia 2018 r. Ta ostatnia znacząco ograniczyła inwestycje do nieruchomości mieszkaniowych, rezygnując z segmentu komercyjnego. Skąd taka decyzja?

Ministerstwo Finansów, czyli instytucja odpowiedzialna za ostateczny kształt przedmiotowych przepisów, uzasadniała tego typu decyzję opinią Narodowego Banku Polskiego, który zdecydowanie odrzucił możliwość inwestowania w komercję przez FINN-y. Powodem miałoby być wysokie ryzyko inwestycyjne, wynikające z faktu zdominowania rodzimego rynku nieruchomości komercyjnych przez dużych inwestorów zagranicznych, z którymi ponoć trudno by było konkurować świeżo powołanym podmiotom. A to – zdaniem NBP – mogłoby rodzić niebezpieczeństwo strat nie tylko dla inwestorów, ale co gorsza dla krajowego systemu bankowego, który dla FINN-ów miałby stanowić jedno z głównych źródeł pozyskiwania kapitału.

Projekt trafił do Sejmu i doczekał się pierwszego czytania 2 października 2018 r., ale pech chciał, że prace zakończyły się z powodu upływu kadencji parlamentu.

Z kolei lata 2019-2022 to dość deprymujący okres legislacyjnej flauty w dziejach rodzimych REIT-ów, w którym właściwie nie zaszło nic wartego odnotowania.

Dopiero w roku 2023 temat powrócił. Minister finansów zapowiadał ponowne podjęcie prac, a latem mówiło się o wznowieniu przygotowań. W kwietniu 2024 r. Ministerstwo Rozwoju i Technologii zaprezentowało wstępne założenia ustawy dotyczącej tym razem SINN-ów (spółki inwestujące w najem nieruchomości), obejmujące nieruchomości komercyjne i mieszkaniowe, z preferencyjnym podatkiem i wymogiem wypłaty dywidendy na poziomie 90 proc. Równolegle Ministerstwo Finansów prowadziło analizy podatkowe i konsultacje z rynkiem. W efekcie w marcu 2025 r. prace analityczne nad projektem legislacyjnym zostały dopięte, co niestety do dziś nie zaowocowało złożeniem projektu ustawy w Sejmie.

Od 2016 roku temat REIT-ów w Polsce pojawia się cyklicznie: inicjatywy legislacyjne są przygotowywane, konsultowane, ale ciągle nie przechodzą pełnej ścieżki parlamentarniej. Prace były przerywane m.in. z powodu zmian kadencji Sejmu, zmiany odpowiedzialności resortów, czy politycznych sporów. Aktualnie opracowany projekt – tradycyjnie już – wciąż nie może doczekać się zainicjowania procedury legislacyjnej. Co więcej, w ostatnim czasie Minister funduszy i polityki regionalnej – Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, wyraziła stanowisko dokładnie odwrotne do opisanej powyżej decyzji Ministerstwa Finansów z 2018 r., absolutnie wykluczając możliwość inwestowania przez rodzime REIT-y w mieszkaniówkę, dopuszczając możliwość rozważenia kwestii REIT-ów komercyjnych po ewentualnym starannym ich zaprojektowaniu. Na początku sierpnia minister finansów ostatecznie zamknął dyskusję nad REIT-ami mieszkaniowymi, wprost komunikując, że takowych nie będzie.

Takie stanowisko oznacza, że rząd w przewidywalnej przyszłości może nie wyrazić zgody nawet na REIT-y komercyjne. Grozi to całkowitym zamrożeniem tej formy inwestowania w Polsce i kompletnym fiaskiem licznych, dość kosztownych i pracochłonnych aktywności kolejnych ekip rządowych w ostatnim dziesięcioleciu, mającym doprowadzić do materializacji rynku REIT w Polsce. Czy w rodzimych warunkach gospodarczych jest ona faktycznie obciążona specyficznym ryzykiem?

Co przemawia przeciw krajowym REIT-om?

Niestety krajowe rynki kapitałowy i nieruchomości nie miały w swojej historii szczęścia do podmiotów zbiorowego inwestowania w nieruchomości. Jest tak przede wszystkim za sprawą chyba dziś już nieco zapomnianych certyfikatów krajowych funduszy nieruchomości (tzw. FIZ), a więc podmiotów pod wieloma aspektami analogicznymi do REIT-ów. Ich historia jest o tyle bogata, co zdecydowanie niechlubna. Przez szereg lat kojarzyły się one w Polsce głównie z permanentnymi, idącymi w dziesiątki procent i grube miliony złotych stratami inwestorów. Pomimo upływu czasu podmioty te wciąż pozostają aktywnym czynnikiem historycznego ryzyka inwestycji w udziały od lat planowanych krajowych REIT-ów.

Tymczasem typowym quasi-REIT-em jest Polski Holding Nieruchomości (PHN). Spółka nieruchomościowa o bardzo podobnym modelu biznesowym, notowana na GPW i w miarę skromnych możliwości wypłacająca część zysków w formie dywidendy, co niejako przypomina dywidendowy charakter REIT-ów. Różnice to jedynie standardowy reżim podatkowy, brak obowiązku dywidendowego i struktura własności z dominującym udziałem Skarbu Państwa. W sumie dla inwestora indywidualnego akcje PHN są obecnie najbliższym substytutem REIT-ów na GPW.

PHN jest notowany na rodzimej giełdzie od lutego 2013 r. Od momentu debiutu do dziś kurs spółki zanotował spadek o ponad 40 proc. przy wzroście w analogicznym okresie indeksu WIG-Nieruchomości – w ramach którego jest notowany – o grubo ponad 300 proc. Co więcej, giełdowa kapitalizacja PHN aktualnie wynosi mniej niż jedną czwartą jej wartości księgowej (C/WK=0,23), a jeszcze wiosną wynik finansowy netto za 12 miesięcy wykazywał stratę rzędu ćwierć mld zł., by ostatnio wyjść na niewielki plus. To wszystko może świadczyć o zdecydowanie niskiej rentowności aktywów, nieefektywnym ich zarządzaniu generującym ujemne wyniki finansowe, a w efekcie o deficycie potencjału rozwojowego spółki czy wręcz niezdolności generowania wartości dla akcjonariuszy.

W tej sytuacji zarząd PHN-u niedawno zdecydował się na radykalną zmianę strategii spółki. Dotychczas koncentrowała się ona głównie na zarządzaniu portfelem nieruchomości komercyjnych, co nie przynosiło zadowalających wyników z działalności operacyjnej. Nowa strategia zakłada zdecydowanie większy stopień zaangażowania się w sektor mieszkaniowy, zarówno przez działalność deweloperską, jak i wejście na rynek mieszkaniowego wynajmu instytucjonalnego (PRS).

Tak czy inaczej casus PHN-u jest kolejnym ostrzeżeniem przed zbyt optymistycznym podejściem do perspektyw rozwojowych rodzimych REIT-ów jako wehikułów inwestycyjnych gwarantujących pewny zysk akcjonariuszy w każdych warunkach gospodarczych. Dla decydentów zaś stanowi przestrogę przed zbyt pochopnym pozbawianiem rodzimej wersji funduszy możliwości inwestycji mieszkaniowych.

Tymczasem kolejnym czynnikiem mogącym wpływać negatywnie na postrzeganie funduszy REIT w Polsce może być bardzo mocno ostatnio nagłaśniany w mediach przypadek grupy kapitałowej HREIT, kojarzony już nawet z aferą GetBacku. Jak na ironię firma niefortunnej organizacji, mającej za przedmiot działalności budowę mieszkań na sprzedaż za środki pozyskane od inwestorów, dość jednoznacznie kojarzy się z pojęciem „REIT”, co dla przeciętnego Kowalskiego może mieć decydujące znaczenie przy poszukaniu bezpiecznej przystani dla swoich oszczędności.

Poza tym w rodzimych publikacjach medialnych wielokroć dość mylnie prezentuje się fundusze REIT jako absolutnie bezpieczne instrumenty finansowe, bezpieczniejsze nawet od obligacji skarbowych, a zyski z nich czerpane w postaci dywidend utożsamia się z pewnymi z zyskami z najmu, tyle tylko, że z nawet ekstremalnie niskim progiem wejścia, czyli bez konieczności inwestowania setek tysięcy czy milionów złotych w realnie nieruchomości mieszkaniowe i inne.

Tymczasem akcje notowanych na giełdach REIT-ów absolutnie niczym nie różnią się od walorów wszelkich innych spółek akcyjnych, z ryzykiem inwestycyjnym na czele. Co więcej, może być ono nawet nieco wyższe, bowiem na REIT-y silnie oddziałuje nie tylko koniunktura giełdowa, ale i ta panująca na rynku nieruchomości. Fakt ten generuje większą zmienność notowań REIT-ów w stosunku do innych spółek. Stąd w czasach giełdowo-nieruchomościowej prosperity ich indeksy szybują wyraźnie szybciej od pozostałych, niestety w trakcie hamowania czy załamania koniunktury jest dokładnie odwrotnie.

W najnowszej historii globalnych rynków REIT-y zaliczyły trzy bardzo poważne tąpnięcia notowań. Pierwsze z lat 2007-2009 po wybuchu kryzysu subprime, drugie w związku z pandemią Covid-19 w początkach 2020 roku, i po raz trzeci całkiem niedawno w 2022 roku w reakcji na wybuch inflacji i wzrost stóp procentowych, który dla REIT-ów bywa silnie destrukcyjny z racji agresywnego zazwyczaj lewarowania inwestycji.

Spadki mierzone globalnym indeksem FTSE EPRA/NAREIT wyniosły we wspomnianych przypadkach odpowiednio 68 proc., 43 proc. i 36 proc., czyli za każdym razem z możliwym do przypisania statusem krachu. Przeceny były następnie odrabiane w okresach kilkuletnich, co niejako potwierdza tezę, że na REIT-ach w dłuższej perspektywie trudno jest ponieść straty. W sumie jednak tego rodzaju emocje akcjonariuszy REIT-ów raczej mają niewiele wspólnego ze względnie spokojnym snem posiadaczy obligacji skarbowych, o bezpieczeństwie inwestycyjnym nie wspominając.

Mimo wszystko REIT-y dziejową koniecznością?

Tymczasem na ponad 40 krajów na świecie, które wdrożyły legislację REIT, większość czerpie z tego stabilne źródło kapitału i profesjonalizacji rynku. Tym samym nawet na tle Europy Środkowo-Wschodniej Polska pozostaje wyjątkiem potwierdzającym regułę o jednoznacznie pozytywnym wpływie funkcjonowania rynków REIT na najbardziej wiodące gospodarki Europy i świata. Co więcej, w globalnej perspektywie bardzo trudno byłoby wskazać zaawansowane rozwojowo rynki kapitałowe i nieruchomości, na których nie funkcjonują fundusze typu REIT.

Argumenty przeciwników REIT-ów mieszkaniowych, upatrujących w nich niepożądane źródło presji cenowej poprzez wykupy pakietowe mieszkań deweloperskich, nie są w pełni uzasadnione. Dobrze zaprojektowane i uregulowane fundusze raczej inwestowałyby w budowę nowych zasobów mieszkaniowych lub nieruchomości komercyjnych w formule built-to-rent, ograniczając ryzyko spekulacyjne.

Brak REIT-ów mieszkaniowych oznacza brak procesu przyśpieszonej profesjonalizacji rynków, wolniejszy rozwój sektora PRS oraz niski odsetek lokali mieszkalnych w gestii wynajmu instytucjonalnego, obecnie na poziomie zaledwie 1 promila zasobu krajowego i 2 proc. rynku najmu na zasadach rynkowych.

Z kolei brak jakichkolwiek REIT-ów oznacza eliminację ważnego impulsu rozwojowego krajowego rynku kapitałowego i samej GPW, pozbawionej atrakcyjnych instrumentów inwestycyjnych, a także wciąż niski udział rodzimego kapitału w finansowaniu rynku nieruchomości, który w Polsce nie przekracza 10 proc. przy sześciokrotnie wyższym udziale w Niemczech.

Co więcej, w 2024 roku inwestycje w polskie nieruchomości komercyjne przekroczyły 5 mld EUR, a inwestorzy zagraniczni, w tym REIT-y i fundusze ubezpieczeniowe odpowiadały za ponad 90 % wolumenu transakcji. To pokazuje ich dominujący od lat udział w rodzimym sektorze biurowym, handlowym i magazynowym, a także uświadamia atrakcyjność inwestycyjną polskiego rynku nieruchomości, z którego zyski szerokim strumieniem płyną zagranicę.

Wdrożenie REIT-ów do polskiego porządku prawnego oznaczałoby większą dywersyfikację inwestycji, przyciągniecie nowych inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych oraz dodatkowe źródło stabilnego kapitału. Ponadto powstałyby warunki do przekierowania kapitału prywatnego z często nietrafionych inwestycji bezpośrednich w mieszkania i inne nieruchomości do sektora PRS, który gwarantuje przejście na wyższy poziom profesjonalizacji rynku najmu. Kolejne odłożenie w czasie przedmiotowego tematu to utracona szansa dla krajowych rynków kapitałowego i nieruchomości, a także dalsze pozostawanie w tyle nie tylko w stosunku do najbardziej zaawansowanych gospodarek świata, ale nawet wobec krajów regionu, takich jak Czechy czy Węgry, które wdrażają mechanizmy zbliżone do REIT-ów.

Brak zgody na REIT-y w Polsce to decyzja, której można przypisać pewne plusy, choć raczej dość iluzoryczne, polegające głownie na uniknięciu pewnych ryzyk, których jednak mogą bardziej obawiać się sami decydenci niż inwestorzy.  Z drugiej strony mamy już bardziej realne i poważne minusy w postaci zaprzepaszczenia szansy na rozwój rynków kapitałowego i nieruchomości oraz profesjonalizację procesów najmu wszelkiej maści nieruchomości. Wręcz niewybaczalna wydaje się w końcu kwestia ewentualnej utraty licznych okazji do pomnażania majątku przez inwestorów tak instytucjonalnych jak i indywidualnych, z drobnymi ciułaczami na czele. Tym samym odpowiedź na ostatnie śródtytułowe pytanie wydaje się zdecydowanie twierdząca.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

ORLEN zawiera roczny kontrakt na dostawy ropy z Equinorem

0

ORLEN podpisał z norweskim Equinorem umowę na dostawy ponad 6 mln ton ropy naftowej ze złoża Johan Sverdrup, położonego na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Zakontraktowany wolumen pokryje około 15 proc. rocznego zapotrzebowania całej Grupy ORLEN na surowiec. Dostawy rozpoczną się we wrześniu i będą realizowane w ramach pierwszego rocznego kontraktu zawartego z norweską spółką.

Szczegóły kontraktu

Umowa została podpisana na rok i przewiduje transport tankowcami z portu w Mongstad. Surowiec może być kierowany zarówno do rafinerii w Polsce, jak i na Litwie oraz w Czechach. Ropa będzie pochodzić z złoża Johan Sverdrup, trzeciego co do wielkości na Norweskim Szelfie Kontynentalnym, którego emisje CO2 są o 80–90 proc. niższe od światowej średniej.

Wzmocnienie bezpieczeństwa energetycznego

– Budujemy bezpieczeństwo energetyczne Polski i całego regionu. W pełni uniezależniliśmy wszystkie nasze rafinerie od rosyjskiego surowca. Było to możliwe dzięki skutecznej dywersyfikacji kierunków dostaw. Kolejnym krokiem na tej drodze jest pierwsza długoterminowa umowa z Equinorem, dzięki której zyskujemy dostęp do najlepszego gatunkowo surowca o dużej efektywności produkcyjnej. Złoże Johan Svedrup jest jednym z największych na świecie i odpowiada za 1/3 całej produkcji norweskiej ropy. Co szczególnie ważne, to także jedno ze złóż naftowych, z których wydobycie prowadzone jest ze znacznym ograniczeniem emisji CO2, dzięki zasilaniu platform energią elektryczną z lądu, pochodzącą głównie z OZE. Konsekwentnie stawiamy na alternatywne źródła dostaw, bo to podstawa stabilnej produkcji i gwarancja bezpieczeństwa energetycznego – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Partnerstwo z Equinorem

– Bardzo się cieszę, że rozszerzamy naszą współpracę o dostawy ropy naftowej ze złoża Johan Sverdrup w Norwegii. Budujemy z ORLENEM długoterminowe partnerstwo energetyczne, które obejmuje już wydobycie ropy naftowej i gazu ziemnego na Norweskim Szelfie Kontynentalnym, 10-letnią umowę na dostawy gazu ziemnego do Polski oraz współpracę w zakresie rozwiązań niskoemisyjnych, takich jak wychwytywanie i składowanie dwutlenku węgla. Umowa ta przyczynia się do bezpieczeństwa energetycznego Polski, a jednocześnie wspólnie dążymy do redukcji emisji gazów cieplarnianych – podkreśla Irene Rummelhoff, Wiceprezes Wykonawcza ds. Marketingu, Midstream i Przetwarzania Equinor.

Dywersyfikacja dostaw surowca

ORLEN od kilku lat intensywnie inwestuje w bezpieczeństwo energetyczne. W czerwcu spółka zakończyła ostatni kontrakt na dostawy ropy ze wschodniego kierunku, co oznacza całkowite uniezależnienie od rosyjskiego surowca. Obecnie w rafineriach koncernu przerabiana jest ropa m.in. z Bliskiego Wschodu, Zatoki Perskiej, Morza Północnego, Afryki oraz obu Ameryk.

W pierwszym półroczu 2025 roku zakłady ORLEN przerobiły łącznie 9,8 mln ton ropy, co oznacza wzrost o 5 proc. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego.

Jak konsultanci Executive Search oceniają rynek pracy?

W rozmowach z kandydatami i klientami bardzo często powtarzają się dwa pytania:

  • Jak wygląda rynek pracy?
  • Co obecnie dzieje się na rynku pracy?

To naturalne, że odpowiedzi na te pytania są różne, w zależności od tego, kto je zadaje. W przypadku konsultantów Executive Search odpowiedź opiera się głównie na doświadczeniu z realizowanych projektów i kontaktach z menedżerami oraz firmami. Ale czy ta perspektywa daje pełny obraz całego rynku?

Nie do końca. Poniżej wyjaśniamy, dlaczego spojrzenie konsultantów Executive Search jest cenne, ale też ograniczone oraz jakie trendy dziś zauważamy.

Rynek pracy oczami konsultantów Executive Search

1. Specjalizacja i ograniczona liczba projektów

Executive Search to usługa mocno wyspecjalizowana. Konsultant realizuje średnio kilkanaście projektów rocznie, które dotyczą wyłącznie określonych branż i stanowisk menedżerskich. To sprawia, że obraz rynku jest fragmentaryczny i trudny do generalizacji.

2. Wąska perspektywa branżowa

Każdy konsultant ma własną specjalizację np. w sektorze finansowym, IT czy produkcyjnym. Dzięki temu zna świetnie konkretny segment rynku, ale niekoniecznie całość gospodarki.

3. Dynamika kilku kluczowych klientów

Zmiany w jednej lub dwóch dużych organizacjach mogą sprawiać wrażenie, że „rynek przyspieszył” albo „spowolnił”. Tymczasem takie obserwacje często odnoszą się wyłącznie do danego klienta, a nie do rynku jako całości.

Obserwacje z rynku pracy (perspektywa CTER)

Mimo ograniczeń, konsultanci Executive Search posiadają cenne informacje wynikające z codziennej pracy. Oto kluczowe trendy, które obecnie dostrzegamy.

Niepewność i większe wyzwania w motywowaniu kandydatów

Kandydaci ostrożniej podchodzą do zmiany pracy. Dla headhunterów oznacza to konieczność większego zaangażowania w budowanie motywacji, utrzymywanie zainteresowania ofertą i wspieranie procesu decyzyjnego.

Najczęstsze powody zmiany pracy pozostają jednak niezmienne:

  • chęć rozwoju zawodowego,
  • lepsze wynagrodzenie,
  • potrzeba równowagi między pracą a życiem prywatnym.

Niejednoznaczność trendów rekrutacyjnych

Na pytanie „czy jest więcej ofert, czy mniej?” trudno odpowiedzieć jednoznacznie. W niektórych branżach firmy intensywnie rekrutują, w innych koncentrują się na optymalizacji zatrudnienia.

Wzrost wynagrodzeń

Pensje rosną, choć wolniej niż jeszcze kilka lat temu. Coraz częściej nowo zatrudnione osoby otrzymują wynagrodzenie wyższe niż ich poprzednicy. Różnice płacowe między menedżerami w Polsce i Europie Zachodniej stopniowo się zmniejszają.

Znaczenie nowych technologii

AI, cyfryzacja i automatyzacja to już nie tylko modne hasła, to realne doświadczenia. Kompetencje związane z nowymi technologiami coraz częściej decydują o przewadze kandydatów w procesie rekrutacji.

Leadership i zarządzanie zmianą

Umiejętność budowania i utrzymywania zaangażowanych zespołów w czasach niepewności jest jednym z najczęściej poszukiwanych atutów wśród menedżerów.

Zmiana pokoleniowa i sukcesja

Coraz więcej procesów rekrutacyjnych wiąże się z przekazywaniem sterów firmy kolejnemu pokoleniu. Właściciele, którzy przez lata rozwijali organizacje, poszukują liderów gotowych przejąć odpowiedzialność za dalszy rozwój.

Dlaczego warto rozmawiać z konsultantami Executive Search o rynku pracy?

Choć konsultanci Executive Search nie mają pełnego obrazu rynku pracy, ich spostrzeżenia są niezwykle wartościowe. Dlaczego?

  • Szeroki network – codzienny kontakt z menedżerami, HR i decydentami w firmach.
  • Praktyczne doświadczenie – wiedza oparta na realnych projektach rekrutacyjnych.
  • Dostęp do trendów – możliwość obserwacji motywacji kandydatów i działań firm w różnych sektorach.

Rozmowa z konsultantem Executive Search może więc dać unikalny wgląd w rzeczywistość rynku pracy choć warto pamiętać, że jest to tylko jego fragment.

Podsumowanie

Konsultanci Executive Search patrzą na rynek pracy przez pryzmat realizowanych projektów, kontaktów z menedżerami i organizacjami. To daje im dostęp do bardzo cennych informacji, choć wąsko ukierunkowanych.

Obecnie rynek pracy z perspektywy Executive Search charakteryzuje się:

  • większą ostrożnością kandydatów,
  • trudnymi do jednoznacznego opisania trendami,
  • rosnącymi, choć wolniej, wynagrodzeniami,
  • rosnącą rolą nowych technologii i leadershipu,
  • procesami sukcesji w wielu firmach.

Dlatego warto korzystać z wiedzy konsultantów Executive Search, pamiętając, że ich perspektywa to ważny, ale fragmentaryczny obraz rynku pracy.

Account Based Marketing – strategia, która rewolucjonizuje sprzedaż B2B

W świecie B2B zdobycie uwagi klientów staje się coraz trudniejsze. Tradycyjne podejścia sprzedażowe często zawodzą, a firmy szukają skuteczniejszych metod dotarcia do decydentów. Jednym z najbardziej obiecujących kierunków jest Account Based Marketing, w skrócie ABM.

ABM to strategia, która zmienia logikę działania marketingu i sprzedaży. Zamiast komunikować się z szerokim rynkiem, skupiamy się na starannie wybranych kontach-klientach. Dzięki temu możemy budować głębsze relacje i prowadzić skuteczniejsze działania sprzedażowe.

W tym artykule przyjrzymy się, czym dokładnie jest Account Based Marketing, jakie daje korzyści i jak go wdrożyć. Omówimy też technologie wspierające ten model oraz przykłady zastosowań w praktyce. Na koniec zaprezentujemy model wdrożeniowy Yetiz.pl – firmy specjalizującej się w ABM dla segmentu B2B.

Definicja i istota ABM

ABM to podejście strategiczne, które zakłada personalizację komunikacji pod konkretne konta. Firma wybiera konta-klientów, które mają wysoki potencjał przychodowy lub strategiczne znaczenie. Następnie dostosowuje do nich wszystkie działania marketingowe.

W tradycyjnym modelu marketing B2B stara się dotrzeć do jak najszerszej grupy odbiorców. ABM idzie w przeciwnym kierunku. Każde konto traktuje się jako osobny rynek. To oznacza indywidualne podejście, dedykowaną komunikację i pełną synchronizację działań zespołów.

Główne cechy ABM to:

  • personalizacja treści,
  • zintegrowane działania marketingu i sprzedaży,
  • precyzyjny dobór kont,
  • silny nacisk na analizę danych.

Dzięki ABM możliwe jest budowanie lepszych relacji z klientami, a także skuteczniejsze przekonywanie do zakupu. To podejście wymaga więcej przygotowania, ale przynosi znacznie wyższy zwrot z inwestycji.

Kluczowe korzyści

Firmy, które wdrażają ABM, dostrzegają realne, mierzalne korzyści. Oto najważniejsze z nich:

  1. Wyższy zwrot z inwestycji (ROI) Skupienie się na kontach o największym potencjale pozwala maksymalizować efektywność działań. Kampanie nie są kierowane w próżnię, lecz do konkretnych osób.
  2. Skrócenie cyklu sprzedaży Decydenci otrzymują informacje dostosowane do ich potrzeb. Dzięki temu proces zakupowy przebiega sprawniej i szybciej kończy się sukcesem.
  3. Wzrost współpracy między działami Marketing i sprzedaż przestają działać osobno. Wspólnie ustalają cele, KPI i metody pomiaru. Dzielą się wiedzą o klientach.
  4. Zwiększenie wartości klienta (LTV) Dzięki personalizacji łatwiej rozwijać współpracę z obecnymi klientami. Możliwe są działania cross-sellingowe i up-sellingowe.
  5. Lepsza jakość leadów ABM generuje mniej leadów, ale są one lepiej dopasowane i bardziej skłonne do zakupu. Dzięki temu zespół sprzedaży działa efektywniej.

6.Wzmocnienie pozycji marki Dzięki spersonalizowanym kampaniom firma buduje wizerunek partnera, a nie tylko dostawcy. To szczególnie ważne w sektorze enterprise.

Etapy wdrożenia ABM

Wdrożenie ABM wymaga dokładnego planu i współpracy wielu osób. Proces ten można podzielić na sześć głównych etapów:

  1. Identyfikacja kont strategicznych Pierwszym krokiem jest wybór kont, które będą objęte programem ABM. Należy uwzględnić dane firmograficzne (branża, liczba pracowników), technograficzne (technologie używane przez firmę) oraz dane behawioralne (aktywność na stronie, sygnały zakupowe).
  2. Tworzenie profili kont Dla każdego konta przygotowuje się profil zawierający kluczowe informacje: strukturę decyzyjną, cele, wyzwania oraz aktualny etap w procesie zakupowym.
  3. Planowanie i projektowanie kampanii Na tym etapie powstaje plan komunikacji i treści. Należy zaplanować formaty i kanały – od e-mailingu, przez LinkedIn Ads, po dedykowane webinary. Wszystko musi być spójne i osadzone w realiach klienta.
  4. Produkcja i realizacja kampanii Treści muszą być dopracowane pod względem języka, formy i grafiki. Kampanie są uruchamiane jednocześnie w kilku kanałach i wymagają stałego monitorowania.
  5. Monitorowanie i optymalizacja Na podstawie danych (kliknięcia, otwarcia, czas na stronie) można poprawiać kampanie. Wskaźniki, takie jak CPL, konwersja, SQL czy pipeline, dają obraz skuteczności działań.
  6. Podsumowanie i nauka Po zakończeniu kampanii warto przeprowadzić retrospekcję. Co zadziałało? Co można poprawić? Takie podejście pozwala rozwijać wewnętrzne kompetencje zespołu.

Narzędzia i technologie

Bez odpowiednich narzędzi wdrożenie ABM byłoby bardzo trudne. Na szczęście rynek oferuje wiele rozwiązań wspierających ten model. Oto wybrane z nich:

  • Demandbase – To kompleksowa platforma ABM, która pozwala identyfikować konta, analizować dane firmograficzne i prowadzić personalizowane kampanie. Dzięki analizie intencji zakupowych można lepiej dopasować komunikaty.
  • Terminus – To narzędzie pozwalające planować, uruchamiać i optymalizować kampanie ABM. Integruje się z CRM i umożliwia pełny wgląd w działania na poziomie konta.
  • 6sense – Wyróżnia się funkcją predykcji zachowań klientów. Dzięki uczeniu maszynowemu potrafi wskazać konta gotowe do zakupu.
  • CRM i marketing automation – Do pełnego wykorzystania ABM niezbędna jest integracja z systemami takimi jak Salesforce, HubSpot czy Marketo. Pozwala to na spójne zarządzanie relacją z klientem i automatyzację komunikacji.

Wybierając narzędzia, warto wziąć pod uwagę:

  • skalę działań,
  • kompetencje zespołu,
  • dostępny budżet,
  • możliwość integracji.

Perspektywa Yetiz.pl

Yetiz.pl to agencja konsultingowa specjalizująca się w ABM. Wypracowała autorski, pięcioetapowy model wdrożeniowy, który wspiera firmy B2B na każdym etapie procesu.

Model Yetiz obejmuje:

  1. Audyt i wybór kont,
  2. Analizę person i mapowanie decydentów,
  3. Planowanie i produkcję treści,
  4. Realizację kampanii ABM w wielu kanałach,
  5. Raportowanie, analiza i optymalizacja.

Zespół Yetiz nie tylko doradza, ale także prowadzi działania operacyjne. Wspiera klientów w doborze technologii, integracji systemów i szkoleniach dla zespołów.

Dzięki temu firmy szybciej osiągają pierwsze rezultaty. Co ważne, organizacje uczą się prowadzić działania ABM samodzielnie i skalować je w przyszłości.

Co zyskujesz?

ABM to podejście, które zmienia sposób prowadzenia sprzedaży B2B. Dzięki skupieniu na kluczowych kontach, lepszej współpracy zespołów i personalizacji działań możliwe jest osiągnięcie wyższego ROI.

Wdrożenie ABM wymaga zaangażowania, ale daje przewagę konkurencyjną. Firmy, które już korzystają z tej strategii, notują wzrost przychodów, lepsze wskaźniki konwersji i silniejsze relacje z klientami.

Jeśli Twoja firma chce wdrożyć ABM, warto skorzystać ze wsparcia ekspertów. Yetiz.pl oferuje doradztwo, narzędzia i doświadczenie, które pomagają osiągnąć sukces.

Bibliografia

  1. Wikipedia – Account-based marketing [https://en.wikipedia.org/wiki/Account-based_marketing]
  2. Demandbase – What is Account Based Marketing? [https://www.demandbase.com/what-is-account-based-marketing/]
  3. HubSpot – The Ultimate Guide to Account-Based Marketing [https://blog.hubspot.com/marketing/account-based-marketing]
  4. Terminus – 50 Account-Based Marketing Statistics You Need to Know in 2024 [https://terminus.com/blog/abm-statistics/]
  5. 6sense – What Is Account-Based Marketing? A Recipe for Success [https://6sense.com/what-is-account-based-marketing/]
  6. Engagio – ABM Playbook: How to Implement Account-Based Marketing [https://www.engagio.com/resources/abm-playbook/]
  7. Yetiz.pl – Account Based Marketing [https://yetiz.pl/account-based-marketing/]

Budżet z rekordowym deficytem, inflacja spada, a rynki w oczekiwaniu na dane z USA

Wczoraj poznaliśmy główne założenia projektu budżetu na przyszły rok i nie ma raczej mowy o fiskalnej konsolidacji. Sierpniowy flesz inflacyjny wskazuje na dalsze ochłodzenie dynamiki cen, a to podsyca rozważania o ruchach RPP. Ostatnia sierpniowa sesja przebiega w mieszanych nastrojach i w oczekiwaniu na kluczowe dane z USA.

Budżet wydatków i mocnej gospodarki

Rada Ministrów przyjęła wczoraj najważniejszy dokument z gospodarczego punktu widzenia, czyli projekt budżetu na przyszły rok. Oczywiście w trakcie prac w parlamencie zwyczajowo w ustawie zajdą jeszcze jakieś zmiany, ale główne parametry powinny zostać utrzymane. Dochody państwa mają wynieść prawie 650 mld złotych, a wydatki ponad 900 mld. Te liczby przełożą się na ponad 270 mld deficytu, co stanowi 6,5% PKB. Relacja państwowego długu publicznego do PKB na koniec roku wyniesie z kolei 53,8 proc. Projekt zakłada wzrost gospodarczy na poziomie 3,5%, a inflację średnioroczną na 3%. Najwięcej pochłoną wydatki na obronność (200 mld, czyli prawie 5% PKB) i ochronę zdrowia (blisko 250 mld). Większość ekonomistów ocenia zarys budżetu jako dość realistyczny. Zwracają jednak uwagę, że potrzeby pożyczkowe państwa będą rosły, co musi przełożyć się także na rentowności papierów dłużnych. Inwestorzy przyjęli doniesienia o projekcie budżetu bardzo spokojnie, polskie aktywa aktualnie w największej mierze podążają za ogólnorynkowym sentymentem.

Inflacja daje przestrzeń

Ostatni dzień handlowy miesiąca to oczywiście klasyczny moment publikacji wstępnych szacunków inflacyjnych. W Polsce dostaliśmy miłą niespodziankę w postaci wskaźnika CPI na poziomie 2,8% rdr, czyli nie tylko poniżej poprzedniego odczytu (3,1%), ale też lekko poniżej prognoz (2,9%). Równocześnie jest to najniższe wskazanie od czerwca zeszłego roku. Co więcej w odniesieniu miesięcznym możemy mówić nawet o minimalnej deflacji (-0,1%). Bliskość celu inflacyjnego (ustalonego przez NBP na 2,5% z odchyleniem +/-1 p.proc) w połączeniu z wysokością głównej stopy procentowej (5%) rozpala oczekiwania co do obniżek kosztu pieniądza. Posiedzenie RPP już w najbliższą środą i trzeba będzie uznać za zaskoczenie, jeśli w otoczeniu ostatnich danych makro Rada nie zdecyduje się na cięcie o chociaż 25 pb. Mimo ostatnich, lekko jastrzębich komentarzy ze strony części członków władzy monetarnej (w tym tygodniu tak wybrzmiała Iwona Duda), to coraz trudniej uznawać, że nie ma odpowiedniej przestrzeni do przynajmniej minimalnego kroku w luzowaniu polityki pieniężnej. Rynek złotego przyjął powyższe dane ze spokojem.

Początek ostatniej sesji sierpnia

Nastroje wśród inwestorów pozostają mieszane. Wczorajszy handel na Wall Street zakończył się historycznym rekordem indeksu S&P500, ale dzisiejsza sesja w Azji to albo lekkie wzrosty (np. Hongkong) albo lekkie spadki (Tokio). Europejskie parkiety niestety coraz mocniej wchodzą w fazę korekcyjną i w piątek o poranku solidarnie mienią się czerwienią. Główne indeksy tracą po godz. 10 tracą ponad 0,5%, a ich śladem podąża Warszawa, gdzie WIG20 zniżkuje w podobnym zakresie. Po 8 zwyżkowych miesiącach naszych blue chipów z rzędu (drugi najdłuższy w historii byczy okres) sierpień zakończy ten bieg kilku procentowym spadkiem. Spokojniejszy przebieg ma na razie sesja na rynku walutowym, ale ten może się przygotowywać na popołudniowe dane z USA. Kurs EUR/USD utrzymuje się w sierpniowej konsolidacji, a w trakcie pisania tych słów wyszedł powyżej 1,168 $. Kurs EUR/PLN pozostaje poniżej 4,27 zł, a kurs USD/PLN oscyluje wokół 3,65 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – wskaźnik inflacji CPI

14:30 – USA – wydatki Amerykanów PCE

Autor: Adam Fuchs – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Sfinks Polska z dodatnim wynikiem operacyjnym, ale stratą netto po sześciu miesiącach 2025

Zarządzająca sieciami gastronomicznymi spółka Sfinks Polska zaraportowała jednostkowe przychody ze sprzedaży na poziomie 24,8 mln zł za I połowę 2025 r. wobec 40,9 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego, przy jednoczesnym zwiększeniu sprzedaży gastronomicznej w tym okresie w zarządzanych restauracjach, z wyłączeniem sieci Piwiarnia, z 99,5 mln zł do 102,62 mln zł. W pierwszym półroczu br. jednostkowy zysk ze sprzedaży Sfinksa wzrósł rok do roku o 40% i wyniósł 1,4 mln zł. Spółka odnotowała przy tym zysk na działalności operacyjnej w wysokości 0,6 mln zł wobec 4,6 mln zł rok wcześniej, zaś wynik netto uplasował się na poziomie -4,6 mln PLN po pierwszych sześciu miesiącach 2025 r. wobec -0,6 mln zł rok wcześniej.

– Nasz biznes jest wciąż pod wpływem dokonywanych przekształceń restauracji własnych na franczyzowe, co oddziałuje na nasze wyniki w różny sposób. Z jednej strony przekształcenia powodują, że w przychodach przestajemy odnotowywać wyniki sprzedażowe restauracji, które stają się franczyzowe, a zaliczamy do przychodów wyłącznie opłaty franczyzowe od ich właścicieli. W rezultacie, obserwujemy istotne zmniejszenie przychodów jednostkowych spółki, choć jednocześnie stały wzrost przychodów gastronomicznych odnotowanych przez nasze sieci. Dlatego te dane należy analizować łącznie, by mieć pełen obraz osiąganych wyników w ramach zarządzanego przez nas biznesu. Z drugiej strony przekształcenia restauracji własnych na franczyzowe mogą mieć skokowy pozytywny wpływ na nasze wyniki w związku z przychodami osiąganymi na skutek sprzedaży restauracji franczyzobiorcom. Są to zdarzenia o charakterze jednorazowym, których skala zależy od liczby i wielkości przekształcanych restauracji. Głównie w efekcie niższych przychodów z tego tytułu w pierwszej połowie br. odnotowaliśmy niższy o 4 mln zł wynik na pozostałej działalności operacyjnej i w konsekwencji o tyle niższy niż rok wcześniej zysk ze sprzedaży i wynik netto. Po wyeliminowaniu tego wpływu zaraportowane wyniki są na zbliżonym poziomie co przed rokiem przy większym potencjale wzrostu dzięki zwiększeniu sieci – komentuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Na koniec czerwca Sfinks zarządzał 78 lokalami (z wyłączeniem sieci Piwiarnia) i 95% z nich działało w modelu franczyzowym. Rok wcześniej analogiczna sieć liczyła 74 lokale, w tym 78% było prowadzonych przez franczyzobiorców.

Zaprezentowane wyniki jednostkowe są wynikami wstępnymi. Ostateczne wyniki jednostkowe i skonsolidowane za I półrocze 2025 r. Sfinks opublikuje 30 września br.

***

Przychody gastronomiczne to przychody wszystkich lokali działających pod markami należącymi do Grupy Sfinks Polska, z wyłączeniem sieci Piwiarnia.

Wynajem pojazdów w Polsce – rosnący trend, rosnące długi

Coraz więcej Polaków wybiera wynajem zamiast zakupu auta. To rozwiązanie daje elastyczność, pozwala uniknąć wysokich kosztów utrzymania i wpisuje się w globalny trend współdzielonej mobilności. Widać to zarówno w miastach – gdzie popularne są samochody na minuty czy godziny – jak i w turystyce, gdzie dużym zainteresowaniem cieszą się kampery. Również firmy coraz częściej korzystają z aut w abonamencie. Jednak za dynamicznym wzrostem popytu nie zawsze idzie kondycja finansowa przedsiębiorstw zajmujących się wynajmem.

Branża zmagająca się z zadłużeniem

Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK, w czerwcu 2025 r. zaległe zadłużenie przedsiębiorstw oferujących wynajem i dzierżawę pojazdów samochodowych osiągnęło 250,9 mln zł. To aż o 57,5 mln zł (29,7 proc.) więcej niż rok wcześniej. Problemy finansowe ma już 1906 firm – czyli niemal co siódma w tej branży. Średnie zadłużenie jednego przedsiębiorstwa przekracza 131 tys. zł.

Upadek wiosną tego roku operatora carsharingu Panek pokazuje, że nawet rozpoznawalne marki nie są odporne na trudności finansowe.

Kampery – wakacyjny hit z długami w tle

Pandemia zmieniła rynek kamperów nie do poznania. W 2021 roku padł rekord rejestracji – aż 4832 pojazdy. Choć później tempo wzrostu wyhamowało, caravaning nadal cieszy się ogromną popularnością, a wiele firm postawiło na wynajem domów na kółkach.

Jednak także w tym segmencie widać rosnące zaległości. Z danych BIG InfoMonitor wynika, że nieopłacone w terminie zadłużenie firm wynajmujących m.in. kampery niemal się podwoiło w latach 2022–2025, sięgając 65,5 mln zł. Średnie zaległości jednej nierzetelnej firmy przekroczyły 144 tys. zł, wobec 96 tys. zł dwa lata wcześniej.

Sezonowość i wysokie koszty barierą stabilności

Eksperci wskazują, że kluczowym problemem branży jest sezonowość. Latem popyt na wynajem aut i kamperów wyraźnie rośnie, ale poza sezonem firmy często zmagają się z dramatycznymi spadkami przychodów. Tymczasem raty leasingowe, ubezpieczenia, koszty serwisu i parkowania trzeba ponosić cały rok.

– Rynek wynajmu pojazdów, w tym kamperów, charakteryzuje się niestabilnością przychodów, co w połączeniu z rosnącymi kosztami i silną konkurencją prowadzi do problemów z utrzymaniem płynności finansowej – zauważa Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

Wynajem długoterminowy – motor wzrostu

Na tle trudności w segmencie krótkoterminowym wyróżnia się wynajem długoterminowy samochodów osobowych. Według Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), sprzedaż nowych aut w tej formule wzrosła w I połowie 2025 r. o 9,1 proc., a cały rynek powiększył się o 7,6 proc. rok do roku. Z oferty korzystają głównie firmy, ale coraz częściej także klienci indywidualni.

Popularność nie równa się rentowność

Historia sektora wynajmu pojazdów w Polsce pokazuje, że dynamiczny rozwój i popularność usług nie zawsze przekładają się na stabilne zyski. Spadek cen usług przy rosnących kosztach utrzymania floty sprawia, że skalowanie biznesu jest trudne, szczególnie dla nowych podmiotów powstałych w czasie boomu.

Aby utrzymać się na rynku, firmy powinny wdrożyć skuteczne mechanizmy zarządzania ryzykiem i płynnością finansową, m.in. weryfikować rzetelność płatniczą kontrahentów. Bez tego łatwo o popadnięcie w spiralę zadłużenia – nawet w branży, która pozornie ma przed sobą świetlaną przyszłość.