Asseco: Tylko 1/3 polskich firm korzysta z AI

Jak wynika z raportu „Cyfrowe wyzwania polskiego biznesu”, przygotowanego przez PMR na zlecenie Asseco Cloud, zaledwie 31% firm deklaruje, że korzysta z systemów sztucznej inteligencji lub uczenia maszynowego. Choć AI to jedno z najczęściej pojawiających się haseł w przestrzeni technologicznej, jego implementacja w polskich organizacjach pozostaje ograniczona. Zdaniem ekspertów sukces inicjatyw z zakresu sztucznej inteligencji i innych projektów cyfryzacyjnych wymaga stworzenia odpowiedniego środowiska w chmurze obliczeniowej.

Polskie firmy chętnie korzystają z technologii, które mają bezpośredni wpływ na optymalizację procesów operacyjnych oraz bezpieczeństwo informacji. Wśród najcześciej wymienianych rozwiązań znalazły się systemy do archiwizacji danych – 90% odpowiedzi, kopie zapasowe – 86% odpowiedzi oraz oprogramowanie finansowo-księgowe i kadrowo-płacowe – 82% odpowiedzi. Eksperci Asseco Cloud zwracają uwagę, że są to dość podstawowe rozwiązania, niezbędne do prowadzenia bieżącej działalności w większości organizacji. Dużo niższy odsetek deklarowanych wdrożeń dotyczy innowacyjnych technologii z obszaru analityki (Business Intelligence) – 53% odpowiedzi czy systemów do prototypowania – 37% wskazań.

Polski biznes potrzebuje innowatorów

Cyberbezpieczeństwo zyskuje w polskim biznesie coraz wyższy priorytet, 6 na 10 firm deklaruje korzystanie z rozwiązań z zakresu bezpieczeństwa IT oraz zapewnienia ciągłości działania. Problemem pozostają innowacje. Jedynie 12% polskich przedsiębiorstw wskazało, że stara się być w czołówce cyfrowego wyścigu, wcześniej eksperymentując i wdrażając nowe technologie. Z kolei aż 41% firm obserwuje i czeka z wdrożeniem dopiero wtedy, gdy technologia jest dobrze sprawdzona i powszechnie stosowana.

O ograniczonym stopniu innowacji świadczy również fakt, że mniej niż co trzeci respondent badania Asseco Cloud i PMR przyznał, że jego firma korzysta ze sztucznej inteligencji. Biznes wciąż szuka przykładów praktycznych zastosowań i sposobów na wykorzystanie potencjału tej technologii. Realizacja projektów wykorzystujących inteligentne algorytmy wymaga stworzenia odpowiedniego środowiska IT, które umożliwi łatwe skalowanie oraz odciąży zespół od codziennych czynności, pozwalając skupić się na rozwoju produktów i usług.

„Cloud computing jest katalizatorem cyfrowej transformacji biznesu i technologią stanowiącą podstawę większości projektów innowacyjnych, w tym tych z zakresu AI. Chmura działa w tle, nie jest widoczna, ale przynosi liczne korzyści wynikające z jej wdrożenia. Uczestnicy naszego badania wskazali m.in. większą dostępność i skalowalność zasobów IT (54% odpowiedzi), usprawnienia w zakresie automatyzacji procesów (49% odpowiedzi), a także lepszą wydajność systemów i aplikacji (46% odpowiedzi)” – mówi Marcin Lebiecki, Wiceprezes Zarządu Asseco Cloud. „Współpraca z partnerem technologicznym, który wesprze organizacje w stworzeniu odpowiedniego środowiska chmurowego, pozwala skupić się na rozwoju produktów i usług oferując wartość dodaną klientom” – dodaje Wiceprezes Asseco Cloud.

Regulacje przyczynią się do zwiększenia budżetów na bezpieczeństwo IT

Respondenci badania Asseco Cloud i PMR wskazali również czynniki, które przyczyniają się do przyspieszenia rozwoju technologicznego. Istotnymi z nich są zmiany regulacyjne, takie jak NIS2 czy DORA, które mobilizują przedsiębiorstwa do wdrożenia odpowiednich rozwiązań m.in. z obszaru berbezpieczeństwa IT. Strategie dostosowania do wymogów regulacyjnych różnią się w zależności od wielkości organizacji. Duże przedsiębiorstwa deklarują zwiększenie budżetu na cyberbezpieczeństwo i monitorowanie sieci (65% odpowiedzi). Mniejsze organizacje stawiają na szkolenia pracowników (64% odpowiedzi). Choć polskie firmy coraz aktywniej przygotowują się do wdrożenia regulacji, takich jak DORA czy NIS2, napotykają na szereg poważnych wyzwań. Najczęściej wskazywanymi przez przedsiębiorstwa są wysokie koszty dostosowania systemów i obciążenia administracyjne.

Badanie przeprowadzone przez PMR i Asseco Cloud miało na celu sprawdzenie gotowości na wyzwania technologiczne dużych i średnich polskich firm, a także identyfikację barier i potrzeb w obszarze cyfryzacji. W badaniu uczestniczyło 115 przedstawicieli biznesu odpowiedzialnych za obszary zarządzania infrastrukturą IT w przedsiębiorstwie.

Raport „Cyfrowe wyzwania polskiego biznesu” jest dostępny na stronie: https://www.asseco.cloud/raport2025.

Dziś premiera iPhone’a 17, iPhone’a Air, Apple Watcha 11 i nowych AirPods. Czy Apple odzyska blask?

Dziś wieczorem Apple pokaże nowego iPhone’a 17 i całą serię produktów, które mają rozbudzić emocje inwestorów i klientów. Według nieoficjalnych informacji pojawi się także wyjątkowo smukły iPhone Air. Czy będzie to największe od lat odświeżenie oferty, które skłoni konsumentów do wymiany starszych modeli na nowe? I czy przekona Wall Street, która od dawna patrzy krytycznie na wysoką wycenę spółki i jej problemy, takie jak opóźnienia w rozwoju sztucznej inteligencji czy spowolnienie sprzedaży w Chinach. Dodatkowym zagrożeniem mogą być cła, które utrudnią osiągnięcie sukcesu, choć Tim Cook robi wszystko, aby tak się nie stało. Podczas ostatniej kolacji prezesów big techów aż osiem razy dziękował Donaldowi Trumpowi.

Apple nie ma w tym roku łatwego życia. Sprzedaż iPhone’ów rozczarowuje, popyt w Chinach jest słabszy, a inwestorzy pytają, gdzie jest strategia firmy w obszarze sztucznej inteligencji. Akcje spółki pozostawały w tyle za konkurencją. Dopiero sierpień przyniósł przełom, a Apple odnotowało najlepszy miesiąc na giełdzie od ponad roku, rosnąc o 12 proc.. Powodem były dobre wyniki finansowe i rosnące oczekiwania przed premierą iPhone’a 17.

Przychody w ostatnim kwartale wzrosły o 10 proc., do 94 miliardów dolarów i był to najsilniejszy kwartalny wzrost od 2021 roku. Sprzedaż iPhone’ów zwiększyła się o 13 proc. rok do roku, co pokazuje, że klienci wciąż czekają na nowości z Cupertino. Pomogły promocje w Chinach i przedłużająca się dyskusja o nowych cłach, która skłoniła klientów do wcześniejszych zakupów w obawie przed wzrostem cen.

Widzowie dzisiejszej premiery, zgodnie z zapowiedzią, mają przeżyć efekt „opadającej szczęki”. Trzeba jednak pamiętać, że Apple co roku pokazuje „najlepsze” i „najszybsze” urządzenia w historii. Tym razem jednak zapowiedzi mogą okazać się uzasadnione, bo to najmocniejsze od lat odświeżenie oferty. Nowa linia iPhone’a 17 obejmie także ultracienki model Air. Do tego dojdzie Apple Watch 11, AirPods i być może pierwsza zapowiedź składanego telefonu. Nieoficjalne informacje mówią także o nowych goglach wirtualnej rzeczywistości.

Już w czerwcu Apple pokazało system iOS 26, który będzie zainstalowany na nowych iPhone’ach oraz części starszych urządzeń. Szczególnie ciekawym krokiem jest znaczny wzrost funkcjonalności systemu iPadOS, dzięki czemu iPad zyskuje możliwości do tej pory zarezerwowane dla laptopów. Wcześniej Apple rozdzielało te dwie kategorie, aby uniknąć kanibalizacji, teraz jednak postawiło na integrację. Może to oznaczać wzrost sprzedaży tabletów, choć kosztem komputerów Mac.

Apple musi nadrobić opóźnienia w sztucznej inteligencji, bo konkurencja już wdraża AI w swoich urządzeniach. Spółka zapowiada dopiero teraz znaczące inwestycje w ten obszar. Tim Cook przyznał, że wydatki na AI wzrosną „istotnie”, a przejęcia mają przyspieszyć rozwój.

Mimo wyzwań fundamenty Apple są solidne. Firma sprzedała już trzy miliardy iPhone’ów, a baza użytkowników wciąż się powiększa. Rekordowa lojalność klientów sprawia, że kolejne zakupy są niemal pewne. Apple może też liczyć na bilans, którego pozazdrościłaby każda firma – 100 miliardów dolarów wolnych przepływów gotówkowych rocznie, 110 miliardów wydanych na skup akcji i regularne dywidendy.

Jednym z kluczowych ryzyk pozostają jednak cła, bo aż 80 proc. urządzeń powstaje w Chinach, co naraża Apple na skutki napięć handlowych i politycznych decyzji. Dlatego spółka przenosi część produkcji do Indii oraz planuje rozwój fabryk w USA. Tim Cook, dbając o relacje z Donaldem Trumpem, podczas ostatniej kolacji prezesów firm technologicznych w Białym Domu zadeklarował rekordowe 600 miliardów dolarów inwestycji w USA. Podkreślał, że polityka administracji stworzyła warunki dla tak dużego zaangażowania, a Apple traktuje współpracę z rządem jako element strategii innowacyjności i bezpieczeństwa rozwoju.

Problemem pozostaje wycena. Akcje kosztują dziś trzydziestokrotność prognozowanych zysków, co jest wyraźnie powyżej średniej dla indeksu S&P500. Analitycy oceniają potencjał wzrostu na zaledwie 1 proc., co oznacza, że po sierpniowym rajdzie przestrzeń do dalszych zwyżek jest ograniczona.

Historia pokazuje, że kurs Apple zwykle rośnie przed premierą iPhone’a, a potem słabnie, gdy entuzjazm opada. Tym razem dodatkowym wsparciem dla notowań mogą być jednak obniżki stóp procentowych w USA, które poprawią nastroje konsumentów i których rynek spodziewa się już w przyszłym tygodniu.

Apple to marka zarabiająca miliardy i otoczona wyjątkowo lojalną społecznością klientów. Aby jednak przekonać inwestorów, potrzebuje teraz nie tylko mocnego iPhone’a 17, lecz także realnej strategii  rozwoju sztucznej inteligencji. Najbliższe tygodnie pokażą, czy Apple odzyska blask, czy pozostanie w cieniu konkurentów.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Chiny zlikwidują polską elektronikę? Wojna o metale ziem rzadkich uderza w polskich eksporterów

  • Chiny wprowadzają drastyczne ograniczenia eksportu kluczowych metali ziem rzadkich, co może sparaliżować wytwarzanie elektroniki na całym świecie.
  • Polska jako europejski lider produkcji telewizorów (50 proc. unijnej produkcji) i eksportu maszyn cyfrowych (55 proc. eksportu UE) znajdzie się na pierwszej linii uderzenia.
  • Eksperci ostrzegają przed nadchodzącym wzrostem kosztów produkcji związanym z niedoborem surowców, zwłaszcza dla podwykonawców czy ogólnie sektora MSP.
  • Polski rynek smart TV, który ma osiągnąć przychody 2,48 mld dolarów do 2030 roku, może zostać poważnie zagrożony przez chińską blokadę surowców.

W minionych tygodniach napięcia handlowe między Waszyngtonem a Pekinem były duże i niepokojące dla światowego handlu. Jednym z ich przejawów jest zapowiedź Chin o wprowadzeniu drastycznych ograniczeń w eksporcie kluczowych metali ziem rzadkich. Taka decyzja to zły sygnał dla wielu gałęzi przemysłu. W szczególności może ona sparaliżować produkcję elektroniki na całym świecie – w tym w Polsce, która urasta to roli lidera w tej dziedzinie na rynku europejskim.

Elektronika – ważny towar eksportowy Polski

Warto zwrócić uwagę, że elektronika jest dziś jednym z najlepiej rozwijających się segmentów polskiego eksportu. Nasz kraj to prawdziwy europejski potentat w produkcji telewizorów – 50 proc. europejskiej produkcji telewizorów LCD pochodzi właśnie z Polski. W naszym kraju wytwarza się około 20 mln odbiorników rocznie, z czego 90 proc. trafia na rynki zachodnie.

Podobnie sytuacja wygląda w kategorii maszyn cyfrowych do przetwarzania danych. Polska kontroluje ponad 55 proc. unijnego eksportu i jest trzecim co do wielkości eksporterem tych urządzeń na świecie. Dodatkowo nasz kraj przoduje w UE, jeśli chodzi o eksport akumulatorów litowo-jonowych. W polskich rękach jest 20 proc. wspólnotowego rynku, choć ostatnio zmniejszył się. Kroki Pekinu wprowadzające ograniczenia eksportu metali ziem rzadkich, zapalają czerwoną lampkę wśród przedsiębiorców działających w tych branżach.

Chińska broń ekonomiczna uderza

Od kwietnia 2025 roku Chińskie Ministerstwo Handlu wprowadziło surowe kontrole eksportowe obejmujące siedem kluczowych metali ziem rzadkich: samar, gadolin, terb, dysproz, lutet, skand i itr. Decyzja ta stanowi bezpośrednią odpowiedź na podwyżki ceł wprowadzone przez administrację Donalda Trumpa. Odbije się rykoszetem także na polskich firmach.

– Firmy z sektora elektronicznego powinny już dziś przygotowywać się na spore wzrosty kosztów produkcji. Niedobór metali ziem rzadkich może znacznie utrudnić możliwości i opłacalność ich funkcjonowania w ciągu najbliższych miesięcy. Przedsiębiorcy z branż, które korzystają z tych zasobów już dziś stają przed koniecznością zabezpieczenia rezerw finansowych i poszukiwanie alternatywnych dostawców surowców czy podzespołów, nawet jeśli będą oni drożsi. Ważne będzie w tej sytuacji przyspieszanie obiegu pieniądza. Uzyskana dzięki temu płynność finansowa pozwoli być bardziej elastycznym i lepiej reagować na zmieniające się warunki handlowe czy cła – mówi Magdalena Martynowska-Brewczak, Członkini Zarządu eFaktor, specjalizującego się w finansowaniu MŚP.

Wiele polskich branż pod presją

Metale ziem rzadkich to fundament nowoczesnej gospodarki. Przyglądając się bliżej niektórym z nich, można zwrócić uwagę, że np. terb i dysproz są niezbędne w produkcji turbin wiatrowych czy silników pojazdów elektrycznych. Z kolei np. gadolin jest kluczowy dla obrazowania medycznego, a we wspomnianych, zaawansowanych systemach elektronicznych powszechne zastosowanie znajduje samar.

Dlatego sektor energetyki odnawialnej czy branża motoryzacyjna również mogą odczuć w najbliższym czasie zawirowania w handlu międzynarodowym. Turbiny wiatrowe wymagają magnesów neodymowych wzbogaconych terbem i dysprozem, a silniki elektryczne w pojazdach EV także potrzebują specjalnych magnesów zawierających metale ziem rzadkich. Szczególnie dotkliwy może być wpływ na polski sektor akumulatorów – również jednego z wiodących podmiotów w UE.

Niedobory metali ziem rzadkich uderzą także w przemysł zbrojeniowy (systemy nawigacji i radary), telekomunikację (stacje bazowe 5G), a nawet jubilerstwo (lantanowce używane w produkcji luksusowych zegarków).

– Oczywiście te zmiany będą najbardziej odczuwalne dla mniejszych podmiotów. Największe koncerny mają zapasy na kilka miesięcy, łatwiej im też konkurować o surowce. Mniejsze firmy żyją z dnia na dzień i mogą być zmuszone do podnoszenia swoich cen. Szczególnie bolesne jest zawsze wstrzymanie produkcji, więc właściciele firm MSP powinni podejmować kroki zapewniające im solidnych partnerów, którzy pozwolą im przetrwać trudniejszy czas. Mam tu na myśli poszukiwanie alternatywnych dostawców, ale też firmy, które będą mogły wesprzeć ich w utrzymywaniu płynności finansowej – analizuje Magdalena Martynowska-Brewczak z eFaktor.

Ograniczenia uderzą w polskie fabryki globalnych marek

Amerykańscy producenci ostrzegają przed poważnymi niedoborami w łańcuchach dostaw. Już w maju chiński eksport niektórych powiązanych materiałów znacząco spadł. Eksperci zastanawiają się, jak długo ten stan się utrzyma i jakie będą skutki obecnej wojny handlowej.

Dla Polski, gdzie według wcześniejszych szacunków rynek smart TV ma osiągnąć przychody 2,48 mld dolarów do 2030 roku przy rocznym wzroście 17,2 proc., chińskie ograniczenia mogą być szczególnie bolesne. Status Polski jako europejskiego lidera produkcji telewizorów i hegemona w produkcji maszyn cyfrowych oznacza, że zakłócenia uderzą w fabryki globalnych marek – LG, Philips, TCL i Sharp.

Wobec chińskich ograniczeń kraje zachodnie intensywnie poszukują alternatywnych źródeł dostaw. Australia, Kanada i kraje skandynawskie posiadają złoża metali ziem rzadkich, ale uruchomienie ich eksploatacji wymaga lat przygotowań i miliardowych inwestycji.

Chiny po raz pierwszy „uzbroiły” metale ziem rzadkich w 2010 roku podczas sporu z Japonią. Obecna eskalacja pokazuje, że Pekin traktuje kontrolę nad metalami ziem rzadkich jako strategiczną broń w wojnie handlowej z Zachodem. Czy polska elektronika przetrwa chińską blokadę? Czas pokaże, ale era tanich metali ziem rzadkich zdaje się dobiegać końca.

UJ stawia na edukację przedsiębiorczą. Nowa gra planszowa „Biznes na medal” trafi do szkół

Uniwersytet Jagielloński finalizuje prace nad programem, który ma pomagać rozwijać kompetencje przedsiębiorcze i menedżerskie uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych. Osią programu jest nowa, planszowa gra symulacyjna, towarzyszące jej scenariusze lekcji oraz warsztaty dla szkół i nauczycieli.

Jedną z inicjatyw Uniwersytetu Jagiellońskiego związanych z transferem wiedzy do otoczenia jest nowy program wsparcia szkół w edukacji ekonomicznej i rozwoju kompetencji przedsiębiorczych. W tym celu w Instytucie Spraw Publicznych na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ zaprojektowano planszową grę „Biznes na medal”, która w realistyczny sposób odzwierciedla warunki, w jakich prowadzi się niewielki biznes. Wokół nowej gry budowana jest również propozycja warsztatów dla nauczycieli i placówek edukacyjnych, a także scenariusze lekcji, by w sposób optymalny móc rozwijać kompetencje przedsiębiorcze.

Narzędzie dla nauczycieli i szkół

Naszą ideą jest udostępnienie nauczycielom przedmiotu biznes i zarządzanie oraz prowadzącym doradztwo zawodowe atrakcyjnego narzędzia, które w ciekawy sposób umożliwia rozwijanie kompetencji potrzebnych do zarządzania przedsiębiorstwem. Narzędziem tym jest gra symulacyjna oparta na wiedzy naukowej i doświadczeniach z życia, w której uczestnicy wcielają się we właścicieli restauracji. Wokół tej gry zapewniamy także scenariusze lekcji oraz różnego rodzaju warsztaty, przygotowujące nauczycieli do wykorzystania jej w praktyczny sposób podczas lekcji, aby zaangażować uczniów i jednocześnie uzyskać maksymalny efekt edukacyjny – wyjaśnia twórca gry, dr hab. Mateusz Lewandowski, prof. UJ.

Gra „Biznes na medal” pozwala wcielić się w mikroprzedsiębiorców prowadzących lokalne restauracje, a potem rozwijających ich sieć. Jest to realistyczna symulacja biznesu, uwzględniająca różnego rodzaju uwarunkowania rynkowe, co ułatwia dzieciom zrozumienie istoty zarządzania firmą poprzez doświadczenie. Celem jest też to, by poprzez rozgrywkę przyswajać podstawowe pojęcia używane w biznesie w sposób uniwersalny. Z drugiej strony, dzięki grze nauczyciele zyskują ciekawe konteksty, które mogą w dowolny sposób rozwijać i pogłębiać w trakcie prowadzonych lekcji.

Planowanie, decyzje i odpowiedzialność w warunkach biznesowych

Podczas rozgrywki uczniowie poznają rodzaje decyzji, jakie trzeba podejmować prowadząc biznes, a także konsekwencje z nich wynikające. Poznają też uwarunkowania ekonomiczne, w jakich funkcjonują przedsiębiorstwa. W grze pojawiają się takie zagadnienia jak: zarządzanie zasobami, podaż i popyt, konkurencyjność, przychody i koszty, skalowanie biznesu.

W opinii pomysłodawcy i twórcy gry, patrząc nawet bardzo szeroko na obecny rynek gier planszowych, w Polsce brakuje tego rodzaju pozycji, które są ukierunkowane na doświadczenie i zrozumienie istoty prowadzenia przedsiębiorstwa.

– W zasadzie mamy dwie główne grupy gier dotyczących tematyki biznesowej. W pierwszej są tytuły czysto rozrywkowe, często oparte na silniku słynnej gry Monopoly. One zbyt mocno zależą od elementu losowego i nie odzwierciedlają rzeczywistych warunków, w jakich prowadzi się biznes. Prawdę mówiąc nie rozwijają one u młodych ludzi tych zdolności i intuicji, które potrzebne są przy prowadzeniu przedsiębiorstw. W drugiej grupie jest kilka gier o charakterze edukacyjnym, ale tytuły te uczą w sposób wycinkowy pewnych zagadnień ekonomicznych i raczej oderwanych od realiów małych firm. Co więcej, często są one niedostępne albo trudno dostępne. W stworzonej na UJ symulacji największy nacisk położono na planowanie działań oraz podejmowanie decyzji, które determinują powodzenie lub niepowodzenie firmy. Znacznie większe jest też zanurzenie w realiach oddających charakter prawdziwego rynku – dodaje dr hab. Mateusz Lewandowski.

Model współpracy ze szkołami

UJ organizuje współpracę ze szkołami poprzez swoją spółkę celową – InnoCel Sp. z o.o. Szkoły i nauczyciele zainteresowani wykorzystaniem gry podczas lekcji mogą brać udział w certyfikowanym szkoleniu, w ramach którego otrzymają materiały i wiedzę niezbędne do wykorzystania gry podczas lekcji. Po szkoleniu InnoCel zapewnia dodatkowe wsparcie w zakresie wykorzystania gry na lekcjach. Na ten moment jest to jedyny model współpracy, który zakłada pokrycie kosztów przez szkołę, ale szukamy partnerów, którzy mogliby na dużą skalę sfinansować koszty wprowadzenia gry do szkół.

Po informacje o „Biznes na medal” zapraszamy na stronę pod adresem https://biznesnamedal.uj.edu.pl mówi Piotr Kalarus, prezes Spółki Celowej Uniwersytetu Jagiellońskiego InnoCel Sp. z o.o.

Skąd pomysł na taką inicjatywę?

Pomysł na program wsparcia w rozwoju kompetencji przedsiębiorczych wynika po części z badań rynkowych, jak i analizy dostępnych obecnie gier i symulacji ekonomicznych. Z raportu „Aspiracje ludzi młodych odnośnie ich przyszłej kariery zawodowej” z 2022 r., wynika, że 27% osób w wieku 18-30 lat rozważało przez ostanie 6 miesięcy założenie własnej firmy, a w tym gronie ponad połowa (55%) ma pomysł na biznes. Jednocześnie aż dla połowy młodych osób, które badano, prowadzenie swojej firmy wiąże się z dużym ryzykiem. Z kolei raport „Przedsiębiorczość młodych” (również z 2022 r.) wskazuje, że młodym przedsiębiorcom brakuje wiedzy, m.in. w zakresie budżetowania i rachunkowości, finansowania działalności i pozyskiwania środków oraz planowania.

Na tle tych informacji warto przypomnieć, że wg danych publikowanych w 2024 r. przez PARP w Polsce jest ponad 2,5 mln mikroprzedsiębiorstw, ale jednocześnie wg danych GUS spośród firm założonych w 2022 r. pierwszego roku działalności nie przetrwało aż 33% firm.

–Jesteśmy dość zaradnym narodem, doświadczonym historycznie, który nauczył się szukać rozwiązań w trudnych sytuacjach i wcielać je w życie. Duch przedsiębiorczości jest więc do pewnego stopnia naszą cechą narodową. Nie oznacza to jednak, że ludzie, którzy zakładają dziś firmy, rzeczywiście są i czują się do tego przygotowani. Myślę, że gdyby edukacja przedsiębiorcza była efektywniejsza, nasze mikroprzedsiębiorstwa lepiej by sobie radziły i lepiej się rozwijały. Obecnie prognozy demograficzne wskazują, że liczba ludności będzie mocno spadać, a wraz z nią skurczy się rynek. To oznacza, że kompetencje przedsiębiorcze będą niezwykle przydatne i cenione – ocenia dr hab. Mateusz Lewandowski.

Dostrzegając deficyt narzędzi edukacyjnych na tym polu, zrodził się pomysł, by stworzyć program dla szkół wspierający skuteczny rozwój przedsiębiorczości wśród uczniów.

– Gra to jeden z komponentów ekosystemu edukacji przedsiębiorczej, który jako uniwersytet chcemy aktywnie współtworzyć i rozwijać. Dlatego obecnie zapraszamy nie tylko szkoły i nauczycieli, ale też przedstawicieli wydziałów edukacji urzędów miast do tego, by wspólnie z nami brali udział w badaniach potencjału przedsiębiorczego młodych. Wyniki tych badań pozwolą analizować rozwój kompetencji przedsiębiorczych na konkretnym terenie. Takie dane mogłyby wspierać władze samorządowe na przykład w podejmowaniu decyzji w zakresie polityki edukacyjnej miasta – mówi dr inż. Gabriela Konopka-Cupiał, dyrektorka Centrum Transferu Technologii UJ, CITTRU.

Pilotaże

UJ do tej pory przeprowadził szereg pilotaży w szkołach oraz wśród studentów w Inkubatorze Przedsiębiorczości UJ, gdzie młodzi ludzie w różnym wieku testowali i oceniali zarówno grę, jak i jej walory edukacyjne. Pilotaże wypadły bardzo obiecująco – aż 86% grających stwierdziło, że chętnie wzięliby ponownie udział w rozgrywce, co w dzisiejszych warunkach jest dużym osiągnięciem.

Roz(g)rywka ekonomiczna także w rodzinnym gronie

„Biznes na medal” zaprojektowano tak, by docelowo gra mogła istnieć na rynku również jako niezależny i samodzielny produkt, dając możliwość rodzinnej rozrywki i jednocześnie zapewnić walory edukacyjne poza szkołami.

– Zależało nam na tym, by dać rodzinom większy wybór mądrych gier ekonomicznych, w które mogą zagrać z dziećmi, dobrze się bawić, a przy okazji edukować w obszarach przedsiębiorczości. „Biznes na medal” w dużej mierze wypełnia istniejącą lukę na polu realistycznych symulacji biznesu – dodaje dr hab. Mateusz Lewandowski.

AML w praktyce: jak sztuczna inteligencja wspiera firmy w walce z praniem pieniędzy

Mimo ustawowych obowiązków związanych z przeciwdziałaniem praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu, w wielu polskich firmach nadal brak wymaganych procedur lub funkcjonują one jedynie na papierze. Identyfikacja i weryfikacja kontrahentów to procesy złożone, żmudne i obarczone ryzykiem ludzkiego błędu. Branża IT pokazuje, że AML to kolejne pole do efektywnej współpracy biznesu i AI. 

Do wdrożenia odpowiednich procedur w zakresie AML (ang. Anti-Money Laundering) zobligowane są podmioty zdefiniowane w ustawie o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Są to tzw. instytucje obowiązane, w tym m.in. banki, fundusze inwestycyjne, biura rachunkowe, notariusze, adwokaci czy radcowie prawni, ale również każdy przedsiębiorca w zakresie, w jakim przyjmuje lub dokonuje płatności za towary w gotówce o wartości równej lub przekraczającej 10 tys. euro, niezależnie od przedmiotu prowadzonej działalności. Obowiązkiem po stronie biznesu jest nie tylko analiza ryzyka i stosowanie środków bezpieczeństwa zapobiegających praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu, ale przede wszystkim stały proces identyfikacji i weryfikacji kontrahentów.

– Przepisy związane z AML, choć nie nowe, wciąż przysparzają przedsiębiorcom kłopotów. Wiele mikro-, małych i średnich firm wprawdzie ma świadomość, że podlegają obowiązkom w zakresie przeciwdziałania praniu pieniędzy, ale wymagane procedury funkcjonują u nich tylko na papierze lub są odkładane na później. Wsłuchując się w realia biznesu, mamy przekonanie, że potrzeba rozwiązań, które oferuje nie tylko pełną zgodność z przepisami, ale przede wszystkim prostotę obsługi nie wymagającą dodatkowych nakładów na szkolenia czy rozwijanie kompetencji cyfrowych w zespole – mówi Mateusz Sawaryn, radca prawny i partner zarządzający w kancelarii prawnej Sawaryn i Partnerzy.

Biznes wciąż z ograniczonym zaufaniem podchodzi do automatyzacji procesów. Tymczasem wykorzystując najnowsze technologie – m.in. zaawansowaną analitykę danych, sztuczną inteligencję (AI) oraz szyfrowaną komunikację API – firmy mogą zapewnić sobie błyskawiczną weryfikację klientów, wykluczając konieczność ręcznego przeszukiwania wielu rejestrów, w tym CEIDG, KRS i CRBR.

– AML to kolejne pole aplikacyjne dla sztucznej inteligencji, gdzie „maszyna” doskonale odnajduje się w powtarzalnych czynnościach, które w rękach człowieka generują podwyższone ryzyko błędu. Technologia AI to sprzymierzeniec firm, dzięki której nie tylko spełnią wymagania regulatorów, ale też skutecznie ochronią się przed ryzykiem finansowych nadużyć. Skalowalność systemu pozwala rozwiązywać problemy przedsiębiorstw bez względu na rozmiar czy przedmiot działalności. Na podkreślenie zasługuje też fakt, że automatyzacja pozwala firmom utrzymać wysoką poufność i bezpieczeństwo przetwarzanych danych – mówi Sebastian Sokołowski, prezes zarządu Transition Technologies MS.

Efektem współpracy software house’u TTMS oraz kancelarii prawnej Sawaryn i Partnerzy jest AML Track,  kompleksowa platforma informatyczna służąca do automatyzacji procesów związanych z przeciwdziałaniem praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Nowoczesne oprogramowanie jest w stanie automatycznie sprawdzić kontrahentów na polskich, unijnych, brytyjskich i innych listach sankcyjnych, tworzyć raporty z wynikami weryfikacji i łatwo porównywać dane, np. adresy czy numery dokumentów.

Jedną z funkcji oprogramowania AML Track jest generowanie części wymaganych dokumentów, w tym oceny ryzyka, procedury AML, oświadczeń PEP (osób zajmujących eksponowane stanowiska polityczne), zgłoszeń naruszeń czy zawiadomień o przestępstwie.

EBC utrzyma stopy procentowe bez zmian – inflacja i wzrost dają przestrzeń do stabilizacji

Europejski Bank Centralny prawdopodobnie utrzyma stopy procentowe bez zmian w najbliższy czwartek i pozostawi je na niezmienionym poziomie. Sprzyja temu układ sił: inflacja wydaje się być dziś bliższa celu 2 proc. niż wynikało to z wcześniejszych założeń EBC, a perspektywy wzrostu stopniowo się poprawiają. W takich warunkach przedstawiciele banku centralnego mogą czuć się komfortowo ze stopą depozytową na poziomie 2 proc.

Rynek nie spodziewa się cięcia w czwartek. Zgodnie z sondażem Bloomberga wszyscy ekonomiści oczekują utrzymania parametrów polityki pieniężnej, a kontrakty terminowe (Overnight Index Swap) również nie wyceniają zmian. Spekulacje dotyczące kolejnych redukcji w dalszej części roku podtrzymują pojedyncze, bardziej „gołębie” głosy z Rady Prezesów, a według doniesień Reutersa część rozmów wewnątrz EBC dopuszcza powrót do tematu obniżek. Moim zdaniem jednak EBC w tym roku skupi się na stabilizacji warunków monetarnych i nie dokona już żadnych większych zmian w parametrach polityki pieniężnej.

Jednocześnie nie jest wykluczone, że instytucja nie podniesie swojej ścieżki inflacyjnej. Obecna projekcja zakłada dalszy spadek dynamiki cen, z przejściowym dołkiem na poziomie 1,4 proc. w I kwartale 2026 r. i powrotem do 2 proc. na początku 2027 r. Możliwa rewizja w górę może wynikać z prognoz wyższych cen ropy naftowej oraz podbicia ścieżki cen energii. To może mieć bezpośrednie przełożenie na inflację. Na uwagę zasługuje również ostatni wzrost oczekiwań inflacyjnych wśród gospodarstw domowych. Wzrost do 2,5 proc. (z 2,4 proc. poprzednio) nie jest na pierwszy rzut oka duży, jednak z ekonomicznego punktu widzenia może być istotny. Pamiętajmy, że oczekiwania inflacyjne gospodarstw domowych są jednym z kluczowych „kanałów transmisji” inflacji w długim horyzoncie, bo wpływają na decyzje o płacach, cenach i konsumpcji jeszcze zanim faktyczna inflacja się zmieni.Dlatego banki centralne tak uważnie pilnują, by oczekiwania na 3–5 lat naprzód były trwale zakotwiczone blisko celu. W tym kontekście nawet drobny ruch mediany z 2,4 do 2,5 proc. może być ważny. To sygnał kierunku, oczekiwania zaczynają oddalać się od celu, co zwiększa ryzyko „odkotwiczenia”

Aktywność w strefie euro poprawia się. Złożony indeks PMI dla strefy euro wzrastał w trzech ostatnich miesiącach, osiągając 51,0 pkt — poziom zwykle zapowiadający nieznaczne ożywienie w horyzoncie trzech–sześciu miesięcy. Szczególnie wyraźne odbicie widać w przemyśle: subindeks przekroczył ostatnio granicę 50 pkt po raz pierwszy od trzech lat. Ostrożny optymizm może wynikać z poprawy warunków finansowania, które przynajmniej częściowo kompensują bariery handlowe z USA. Samo porozumienie taryfowe — choć oznacza wyższe cła niż wcześniej — zmniejsza niepewność polityki handlowej. Prezes Christine Lagarde podkreśla, że poziom ceł jest „bliski założeniom z czerwca”.

Finalnie w czwartek możemy otrzymać lekką rewizję w górę projekcji wzrostu PKB na III kwartał, a co za tym idzie — także dla całego roku, przy jednoczesnym nieznacznym podniesieniu ścieżki inflacji ogółem w kierunku celu. Projekcja dla inflacji bazowej prawdopodobnie pozostanie bez większych zmian i nadal będzie zbiegać do 2 proc. Taki obraz nie dostarcza przekonujących argumentów ani za szybkim luzowaniem, ani za ponownym zacieśnianiem. Najbardziej spójną strategią wydaje się utrzymanie status quo — EBC może przez pewien czas „przyglądać się danym” i prowadzić politykę na poziomie, z którym czuje się komfortowo, czyli przy stopie depozytowej na poziomie 2 proc.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Obywatele Ukrainy są objęci ochroną czasową pomimo veta Prezydenta

0

W ubiegłym tygodniu Urząd do Spraw Cudzoziemców wydał oświadczenie informując, że opinia odnośnie potrzeby udzielania obywatelom Ukrainy ochrony międzynarodowej (statusu uchodźcy lub ochrony uzupełniającej) nie zmieniła się – w większości przypadków brak jest podstaw do objęcia wnioskodawców taką ochroną.

Dzięki zgłaszanym przez pracodawców obawom, urząd zajął w końcu oficjalne stanowisko o które nam chodziło, teraz z dużo większym spokojem czekamy na rozwój pracy nad nowelizacją ustawy weryfikującej prawo cudzoziemców do świadczeń i regulującą kwestię pobytu obywateli Ukrainy po 30.09 br. zwanej specustawą. – komentuje Yuriy Grygorenko, dyrektor Centrum Analitycznego Gremi Personal.

UdSC oficjalnie poinformował, że pomimo niepodpisania przez Prezydenta RP ustawy dotyczącej pomocy obywatelom Ukrainy, obywatele Ukrainy są objęci ochroną tymczasową do czasu wskazanego decyzją Rady Unii Europejskiej i ich legalny pobyt jest zapewniony tj. do 4 marca 2026 r. i zostanie przedłużona do 4 marca 2027 r.

Jednocześnie UdSC przypomina, że od marca 2025 roku urzędnicy stosują indywidualną ocenę sytuacji cudzoziemców ubiegających się o udzielenie ochrony międzynarodowej (status uchodźcy lub ochrona uzupełniająca). Ma to związek ze znacznym wzrostem liczby składanych wniosków od połowy 2023 roku. USC podkreśla również, że w zdecydowanej większości przypadków brak jest podstaw do udzielenia obywatelom Ukrainy ochrony międzynarodowej, zwłaszcza że nadal są oni objęci ochroną czasową.

Rząd obecnie pracuje nad rozwiązaniami regulującymi kwestie istotne dla obywateli Ukrainy w Polsce w odrębnej ustawie, której inicjatorem jest Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Wczoraj Ministerstwo zapowiedziało wczoraj bliski rychły koniec wielomiesięcznych prac zapowiadając najważniejsze zmiany:

  • lepszą identyfikację cudzoziemców – obowiązek posiadania numeru PESEL podczas ubiegania się o świadczenia. MSWIA zapowiedziało też prace nad weryfikacją biometryczną obywateli Ukrainy;
  • obywatele Ukrainy korzystający z małego ruchu przygranicznego nie będą uprawnieni do otrzymywania świadczeń;
  • uszczelnienie systemu ochrony zdrowia by uniemożliwić nadużycia. Katalog świadczeń zdrowotnych dla uchodźców z Ukrainy będzie węższy;
  • ustawa wprowadza warunek: wypłata obcokrajowcom spoza UE świadczeń dla rodziny (800 +) tylko jeśli przynajmniej jedno z rodziców jest aktywne zawodowo.

Najważniejsze jest, aby obywatele Ukrainy w Polsce mieli pewność co do swojego legalnego pobytu, dostępu do pracy, edukacji i podstawowej ochrony zdrowia. Uszczelnienie systemu odbieramy pozytywnie, bo wzmacnia ono poczucie stabilności w społeczeństwie i ogranicza źródła niepotrzebnych napięć między Polakami a Ukraińcami. – ocenia Grygorenko.

Według raportu UdSC z 24 lutego 2025 r., z ochrony czasowej w Polsce korzysta prawie 1 mln osób. Dokładna liczba to 993 tys. zarejestrowanych osób, głównie kobiety i dzieci.

Dane przekazane przez Eurostat również potwierdzają te liczby – na koniec stycznia 2025 r. w Polsce było 993 015 osób objętych ochroną tymczasową. W marcu 2025 r. liczba wzrosła nieznacznie do 997 120 osób. W czerwcu 2025 r. odnotowano kolejny wzrost – 992 500 osób, co stanowi największy miesięczny przyrost w UE.

Według danych z ZUS na koniec lipca 2025 r., w Polsce pracowało 1 248 062 cudzoziemców, z czego 824 470 to obywatele Ukrainy. Stanowiło to aż 67% wszystkich zatrudnionych spośród obcokrajowców.

AI bez ludzi nie zadziała – dlaczego firmy wciąż nie wykorzystują pełnego potencjału sztucznej inteligencji?

W środowiskach biznesowych przez ostatnie kilka lat wprowadzano w życie pierwsze strategie wykorzystania sztucznej inteligencji. Jednak, mimo upływu czasu, wciąż niewiele firm realizuje cały potencjał tej technologii. Najnowsze badania wskazują wyraźną przyczynę: większą uwagę skupia się na technicznych aspektach AI niż na ludziach, którzy ją wdrażają. Michał Zajączkowski, Dyrektor Zarządzający Kyndryl Poland, omawia raport o gotowości pracowników na implementację sztucznej inteligencji i wskazuje jak sprostać związanym z tym wyzwaniom.

Opublikowany pod koniec maja raport Kyndryl People Readiness Report zbadał 25 różnych branż – z naciskiem na bankowość i finanse, produkcję, telekomunikację, ubezpieczenia, opiekę zdrowotną i energetykę w 8 krajach. Wnioski z badań nie pozostawiają wątpliwości: znaczna większość firm musi dostosować strategię wdrażania sztucznej inteligencji do swojego personelu, jeśli nie chce zostać w tyle.

Aż 71% liderów biznesowych stwierdza, że ich personel nie jest przygotowany na skuteczne wdrożenie AI. Przy tym, co zastanawiające, tylko 42% uważa budowanie zaufania pracowników do tej technologii za jedno z najważniejszych działań. Taki rozdźwięk pomiędzy świadomością a działaniem jest kluczową barierą dla sukcesu. Czy zaangażowanie personelu jest kluczem do pełnego wykorzystania AI?

Obawy pracowników zmartwieniem dyrektorów

Sztuczna inteligencja budzi obawy nie od dziś w formie historii sci-fi, ale dzisiejsze wyzwania są osadzone w realnej dynamice miejsca pracy. To z nimi mierzą się przedsiębiorstwa.

Połowa dyrektorów firm donosi, że pracownicy obawiają się utraty pracy z powodu AI, a podobna część dostrzega niechęć lub nawet wrogość wobec jej wdrażania. Mimo powszechnej implementacji sztucznej inteligencji to nastawienie stanowi poważną przeszkodę w pełnym wykorzystaniu jej potencjału.

Kolejnym wyzwaniem jest rozdźwięk między kadrami zarządzającymi operacjami biznesowymi a tymi odpowiedzialnymi za kwestie techniczne i IT. CEO oceniają nastawienie pracowników wobec AI gorzej niż CTO i CIO oraz są mniej skłonni do priorytetowego traktowania szkoleń w porównaniu do rekrutacji specjalistów. Ponadto wysiłki na rzecz budowania umiejętności pracowników w zakresie sztucznej inteligencji podejmowane są przez mniejszość firm, a gdy do nich dochodzi są często niewystarczająco dobrze zorganizowane. Wiele mówi fakt, że w co trzeciej organizacji nie zdefiniowano sfer, w których pracownicy będą potrzebowali szkoleń. Raport Kyndryl podkreśla, że tylko 36% firm wdrożyło ustrukturyzowaną strategię zarządzania zmianami w celu wsparcia wdrażania sztucznej inteligencji.

W kontrze do większości

Wobec licznych wyzwań wyłania się grupa liderów, którzy stawiają im czoła nadając tempo wdrażania sztucznej inteligencji, wyznaczając dobre praktyki i angażując się w realnie skuteczne działania.

Ich pozycję najlepiej wyjaśnia garść danych. Według raportu całkiem spora część organizacji, aż 69%, używa AI głównie do tworzenia produktów i usług albo umożliwienia wzrostu. Niemal dwukrotnie mniejsza część, 35%, w pełni zintegrowała sztuczną inteligencję ze swoimi operacjami, a jeszcze mniej liczna, 29%, twierdzi, że ich kadry są gotowe skutecznie z niej korzystać.

Firmy wysuwające się na prowadzenie we wdrażaniu AI należą do wąskiego grona 14% organizacji zaliczających się do wszystkich trzech grup.

Skąd ich wiodąca rola? Po pierwsze, wprowadzają solidną strategię zarządzania zmianą. Problemy z brakiem zaufania czy strachem przed zastąpieniem często wynikają z tego jak rewolucja w działaniu firmy kieruje emocjami ludzi. Jasny plan wdrożenia zmian adresuje i niweluje te obawy.

Drugim krokiem budowania zaufania i entuzjazmu wobec sztucznej inteligencji jest wprowadzenie dla niej ram zarządzania (governance) oraz ogólnej strategii implementacji AI. Ich utworzenie pozwala zarządowi biznesowemu oraz technicznemu pracować na jednakowych, wspólnych podstawach, co ułatwia komunikację, zmniejszając różnicę zdań i pozwala dostrzec potrzeby pracownika.

Trzeci wyróżnik to bezpośrednie dbanie o personel. Firmy wiodące we wdrażaniu AI częściej adresują wprost obawy o utratę pracy, starają się ograniczać stronniczość sztucznej inteligencji czy zapewniają otwarte kanały komunikacji i przejrzystość celów jej implementacji. Co ważne, wdrożenia są tym skuteczniejsze, im częściej pracownicy mogą się wykazać. Inicjatywy, które promują ich aktywność to m.in. tworzenie zespołów umożliwiających pracę z AI, rozszerzanie stanowisk i obowiązków o jej użycie czy zapewnianie dostępu do zdobywania zewnętrznych certyfikatów.

Ludzie ponad maszyny

Efekty takiego podejścia widać gołym okiem. Prawie 75% firm wyznaczających tempo we wdrażaniu sztucznej inteligencji w pełni przekształciło HR tak, aby uwzględniać AI, a 85% z nich deklaruje, że personel jest w pełni gotowy do sprostania związanym z nią zmianom w ciągu najbliższych 5 lat.

Liderzy są poza tym lepiej przygotowani do organizacji pracy i szkoleń swoich kadr. Mogą oni w czasie rzeczywistym inwentaryzować zdolności pracowników w obsłudze AI, łatwiej rozpoznając przy tym luki umiejętności, z którymi trzeba im pomóc. Nie powinno więc dziwić, że aż 72% zatrudnionych w tych firmach jest entuzjastycznie nastawionych wobec sztucznej inteligencji i rzadziej obawia się o utratę pracy.

Chociaż liderzy w implementacji sztucznej inteligencji znacznie wyprzedzili peleton, to pozostali wciąż mogą poprawić swoją sytuację – wystarczy zaczerpnąć z praktyk wiodących organizacji i dostrzec kluczową rolę, jaką odgrywają ludzie. Zyska się przy tym więcej, niż tylko lepsze wdrożenie technologii: będzie to także przyjazna kultura pracy oparta na zaufaniu.

Autor: Michał Zajączkowski, Dyrektor Zarządzający Kyndryl Poland

Pokolenie Z stawia na akcje zamiast nieruchomości – raport Revolut

  • Młodzi Polacy (pokolenie Z) pytani o kluczowe aktywa do długoterminowej budowy majątku, częściej wskazują na akcje spółek (27%), niż na inwestycje w rynek nieruchomości (25%). 
  • 59% Polaków inwestujących z Revolut to osoby w wieku 18-34 lat, co świadczy o rosnącym udziale młodego pokolenia wśród inwestorów aktywnych na rynku kapitałowym.
  • 42% transakcji zasilających konta inwestycyjne polskich klientów Revolut w wieku 18-24 lat to transakcje automatyczne, będące zaokrąglonymi końcówkami z codziennych płatności.
  • Choć inwestorki wciąż stanowią mniejszość, ich udział zwiększa się wśród osób młodych, od zaledwie 18% wśród klientów Revolut w wieku 35-54 lat, do 24% w przedziale 18-34 lat.
  • Głównym źródłem informacji o inwestowaniu dla pokolenia Z są w Polsce social media (21%), porady inwestycyjne online mogą być jednak ryzykowne i narażać młodych na straty.

Revolut zbadał jak inwestują młodzi Polacy. Skąd czerpią informacje o inwestowaniu? Na jakie produkty inwestycyjne stawiają? Ile średnio inwestują? Analiza objęła zagregowane dane o transakcjach klientów Revolut oraz wyniki badania opinii Revolut Money Report z 20 krajów Europy, w tym Polski, z czerwca 2025 r. Zmiana pokoleniowa w inwestowaniu jest faktem.

Jak inwestuje pokolenie Z

Powiedzieć, że młodzi inwestują inaczej niż starsze pokolenia to nic nie powiedzieć. To jedyne pokolenie, które w ogólnopolskim badaniu opinii Santander TFI z lipca 2025 r. zapytane o to gdzie kupujesz produkty inwestycyjne najczęściej wskazywało na Revolut (37%). Zarówno w badaniu Santandera (30%) jak i Revolut (21%) głównym źródłem informacji o inwestowaniu dla osób młodych są social media. Za największą różnicę międzypokoleniową można jednak uznać dobór aktywów do budowy majątku w długim terminie.Revolut Money Report - inwestycje - kluczowe aktywa

Koniec ery nieruchomości?

Wydaje się, że młode pokolenie zrywa z tradycją rodziców i dziadków, którzy budowanie majątku w długim terminie wiązali i wiążą z inwestycjami w nieruchomości. Pokolenie Z woli rynek kapitałowy. Wśród Polaków w wieku 18-24 lat akcje były kluczową klasą aktywów do budowy majątku (27% wskazań), zostawiając w tyle nieruchomości (25%). Zupełnie inaczej niż w starszych grupach wiekowych, szczególnie 34-54 lat (39%), gdzie prym wiodły nieruchomości (np. mieszkania, ziemia, fundusze REIT).

Większa różnorodność

Młodzi Polacy (18-34 lat) dominują liczebnie wśród klientów Revolut inwestujących na rynku kapitałowym (59%). Budują bardziej zdywersyfikowane portfele inwestycyjne, gdzie istotny udział (największy, względem portfeli innych grup wiekowych) mają fundusze indeksowe ETF (28%). Jeśli chodzi o regularne inwestowanie i geografię młodzi stawiają na USA, najpopularniejszymi funduszami są ETF odwzorowujące indeks S&P 500. Choć inwestorki pozostają nadal w mniejszości, ich udział zwiększa się wśród młodych, od 18% wśród klientów Revolut w wieku 35-54 lat, do 24% w przedziale 18-34 lat. To pozytywny trend.

Inwestycje automatyczne

Pokolenie Z potrafi łączyć codzienne zakupy z planowaniem przyszłości finansowej. Wielu młodych używa w tym celu mechanizmu zaokrąglania końcówek z codziennych wydatków, który automatycznie przenosi “resztę” na konto inwestycyjne. 42% transakcji zasilających konta inwestycyjne klientów Revolut w wieku 18-24 lat pochodzi z tego źródła (największy odsetek ze wszystkich grup wiekowych). Klienci Revolut z Pokolenia Z przeznaczają na inwestycje średnio 185 zł miesięcznie. Te nawyki mogą zaprocentować.

Ryzykowne porady

Badanie Revolut wskazuje, że głównym źródłem informacji o inwestowaniu dla pokolenia Z są w Polsce social media (21%). Czy to przewaga czy ryzyko? Na pytanie czy zdarzyło Ci się stracić pieniądze w efekcie finansowej porady online twierdząco odpowiedziało 27% ogółu badanych (29% w grupie 18-24 lat). Młodzi częściej niż ogół badanych (18% vs 14%) przyznawali się do niskich kwotowo strat (do 4300 zł), ale także (6% vs. 5%) tych najwyższych (ponad 21500 zł). Porady inwestycyjne z internetu mogą być ryzykowne.Revolut Money Report - inwestycje - ryzykowne porady

Obawa przed scamami

Na pytanie co niepokoi Cię najbardziej w poradach finansowych online, respondenci w Polsce wskazywali najczęściej (możliwość wyboru do 3 odpowiedzi) na oszustwa i scamy (48%), piramidy finansowe (29%) i mylące opinie (27%). Młodzi, oprócz oszustw (40%) i piramid (31%), boją się też manipulacji ceną typu Pump & Dump (27%). Znacznie mniejsze obawy, także wśród młodych, budzą porady nie dostosowane do potrzeb (14% i 12%) czy brak odpowiedzialności influencerów (14% i 15%). Do porad warto podchodzić z rezerwą.Revolut Money Report - inwestycje - obawy

“Obserwujemy wyraźną zmianę podejścia do budowania majątku i sposobu w jaki inwestuje młode pokolenie. Nie odkładają budowania swojej finansowej przyszłości do momentu zakupu mieszkania i domu. Zaczynają znacznie wcześniej, inwestują mniejsze kwoty, korzystają z narzędzi, które kiedyś były domeną wyłącznie profesjonalnych inwestorów. Trend ten jest efektem zwiększonej edukacji finansowej i dostępności nowych platform” – powiedział Rolandas Juteika, Head of Wealth & Trading (EEA) w Revolut.Revolut Money Report - inwestycje - źródła wiedzy

* * *
Źródła:
(1) Dane własne Revolut w oparciu o zagregowane dane transakcyjne klientów (od stycznia do lipca 2025 r).

(2) Pokolenia na rynku inwestycji to badanie opinii zlecone przez Santander TFI, przeprowadzone online (CAWI) w okresie kwiecień-maj na grupie 1147 Polaków, w tym 213 z pokolenia Z 18-30 lat (lipiec 2025 r)

(3) Badanie opinii Revolut Money Report zlecone firmie badawczej Dynata objęło 20021 osób pełnoletnich w 20 krajach (Szwajcarii, Niemczech, Włoszech, Grecji, Hiszpanii, Portugalii, Francji, Belgii, Holandii, Szwecji, Finlandii, Polsce, Litwie, Czechach, Słowacji, Węgrzech, Rumunii, Bułgarii, Irlandii i Wielkiej Brytanii), w tym 1000 respondentów w Polsce (17 czerwca 2025 r).

Spadająca inflacja wzmacnia rynek najmu zwrotnego. Branża liczy na dwucyfrowy wzrost liczby transakcji

Wchodzenie do Polski międzynarodowych funduszy i rekordowe transakcje najmu zwrotnego to dopiero początek. Niektórzy eksperci spodziewają się dalszego wzrostu zainteresowania tą strukturą finansowania. Jak twierdzą, sprzyja temu spadek inflacji, który zwiększa atrakcyjność stałych stawek czynszowych, zapewniając firmom stabilność kosztową i większą przewidywalność w planowaniu budżetów. Prognozuje się, że zagraniczni inwestorzy mogą jeszcze szerzej wejść na nasz rynek i powiększyć go w tym roku o 10-15% rdr. Jednak warunkiem do tego jest dalszy spadek inflacji. Gdy GUS ogłosił, że jej poziom zszedł poniżej 3%, nastąpiło pewne ożywienie. Teraz potrzebne jest utrzymanie malejącego trendu.

Echo spadającej inflacji

Rynek nieruchomości komercyjnych odnotowuje rosnącą aktywność w obszarze transakcji najmu zwrotnego (sale leaseback, SLB). Coraz większe zainteresowanie tym modelem finansowania wykazują międzynarodowe fundusze, przede wszystkim ze Stanów Zjednoczonych i z Wielkiej Brytanii, a także duże podmioty z Europy Zachodniej, które dostrzegają w Polsce znaczący potencjał rozwojowy. Jednym z kluczowych przykładów jest rekordowa w skali Europy Środkowo-Wschodniej transakcja spółki Eko-Okna. Sprzedano dwie fabryki w Kędzierzynie-Koźlu i Wodzisławiu Śląskim amerykańskiemu funduszowi za 1 mld zł.

– Po wielu udanych transakcjach w 2024 roku i rekordowej transakcji w maju 2025 roku możemy spodziewać się dalszego wzrostu zainteresowania tą strukturą finansowania. Sprzyja temu m.in. spadek inflacji, który zwiększa atrakcyjność stałych stawek czynszowych, zapewniając firmom stabilność kosztową i większą przewidywalność w planowaniu budżetów – komentuje Agnieszka Radkiewicz z INWI.

Według najnowszych danych GUS-u, poziom inflacji w sierpniu spadł poniżej 3%. Branża to wyjątkowo obserwuje i czeka na utrwalenie tego stanu w dłuższej perspektywie, żeby „pchnąć” rynek w nowym kierunku. – Ta informacja została też zauważona przez zagranicznych inwestorów, wśród których widać swego rodzaju mocniejsze ożywienie w temacie. Liczą oni, że trend spadającej inflacji jest stały i będą mogli szerzej wejść na nasz rynek. W mojej ocenie, ww. wypadkowe mogą w tym roku – oczywiście przy zachowaniu dalszej tendencji spadku inflacji – powiększyć nasz rynek nawet o 10-15%, patrząc na to rok do roku. Jest więc na co czekać – stwierdza Radkiewicz.

Z kolei dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito wyjaśnia, że spadająca inflacja teoretycznie zwiększa atrakcyjność stałego czynszu. Jednak przy tego typu transakcjach mówimy o umowach nawet 30-letnich. I pomimo faktu, że inflacja zeszła z poziomów dwucyfrowych do wskaźnika poniżej 3%, to wciąż pozostaje powyżej celu inflacyjnego NBP. Jeśli ta sytuacja się utrzyma, to stały czynsz w długim okresie nadal będzie tracił na realnej wartości, co jest zaletą i wadą w zależności od strony transakcji.

– W mojej ocenie, w warunkach spadającej inflacji najem zwrotny staje się instrumentem bardziej selektywnym, tj. nie dla wszystkich firm, bowiem w każdym przypadku kluczowa jest kalkulacja opłacalności. Przy malejącej inflacji realny koszt przyszłych czynszów zmienia się. Przedsiębiorca musi dokładnie przeanalizować, czy kapitał pozyskany ze sprzedaży przyniesie wystarczający zwrot. To szczególnie istotne przy umowach zawieranych na 20-30 lat – mówi dr Robert Orpych.

Jednym z najważniejszych motywatorów dla firm decydujących się na najem zwrotny jest odzyskanie środków zamrożonych w nieruchomościach, poprzez ich sprzedaż, a następnie wynajem. – W otoczeniu malejącej inflacji kapitał pozyskany ze sprzedaży nieruchomości nie traci na wartości nabywczej, a jednocześnie uniezależnia przedsiębiorstwo od dodatkowych zobowiązań hipotecznych. Firmy coraz częściej wolą reinwestować odzyskany kapitał w automatyzację, rozwój linii produkcyjnych czy ekspansję na nowe rynki – przekonuje Agnieszka Radkiewicz.

Proces rozłożony w czasie

Zdaniem eksperta z Uniwersytetu WSB Merito, informacja, że inflacja spadła poniżej 3% sama w sobie nie zwiększy znacząco zainteresowania najmem zwrotnym. – Przedsiębiorcy wyciągnęli wnioski z czasów wysokiej inflacji. Obawiają się, że długoterminowe zobowiązania o stałej wartości nominalnej mogą być dla nich pułapką w warunkach zmienności gospodarczej. Natomiast transakcja typu sale and leaseback to przecież zobowiązanie na dekady – zaznacza ekspert.

Jak przewiduje dr Orpych, znaczący wzrost zainteresowania najmem zwrotnym nastąpi, gdy inflacja ustabilizuje się trwale poniżej 3%, stopy procentowe spadną do poziomów sprzed okresu pandemii (nawet poniżej 2%), a przedsiębiorcy odzyskają zaufanie do stabilności gospodarczej. To oznacza, że prawdziwy boom na sale and leaseback jest dopiero przed nami.

– Po okresie podwyższonych stóp procentowych i dużej niepewności rynkowej, już pojawiają się wyraźne sygnały poprawy. Obniżające się stopy procentowe redukują koszt kapitału zarówno dla inwestorów, jak i najemców, co bezpośrednio przekłada się na korzystniejsze warunki transakcyjne – zwraca uwagę ekspertka z INWI.

W opinii Agnieszki Radkiewicz, w miarę jak Europa zmierza ku środowisku niższych stóp procentowych, transakcje sale leaseback w Polsce zaczynają odgrywać kluczową rolę w strategiach finansowych przedsiębiorstw oraz portfelach inwestycji nieruchomościowych. – Rosnący popyt w sektorach takich, jak logistyka, przemysł czy handel detaliczny, sprawia, że rynek najmu zwrotnego nieruchomości w Polsce jest przygotowany na utrzymanie trendu wzrostowego w nadchodzących latach, zwłaszcza w obliczu wyzwań związanych ze spowolnieniem gospodarczym i zarządzaniem zadłużeniem – podkreśla ekspertka.

Natomiast dr Orpych przewiduje, że normalizacja stóp procentowych będzie procesem rozłożonym w czasie. – Obecnie, pomimo obniżania, wciąż pozostają na relatywnie wysokim poziomie. Fundusze oczekują określonej rentowności na poziomie co najmniej 7-8% rocznie. To przekłada się na wysokie czynsze i nie pozostaje bez wpływu na popularność tego instrumentu – zauważa ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.

Decydujący pieniądz

Do tego dr Robert Orpych dodaje, że sale and leaseback może być atrakcyjnym rozwiązaniem, zwłaszcza dla firm potrzebujących płynności. Jest to bezpieczna metoda pozyskania kapitału ze sprzedaży nieruchomości, stale zyskująca na popularności w naszym kraju. Dodatkowo czynsz stanowi koszt uzyskania przychodu, co samo w sobie jest korzystne podatkowo.

– W obecnym otoczeniu gospodarczym, charakteryzującym się rosnącymi potrzebami inwestycyjnymi, transakcje typu sale and leaseback pozwalają firmom zachować stabilność finansową. Wykorzystując ten mechanizm, firmy mogą odmrozić swój kapitał i zainwestować go w rozwój działalności, nowe technologie lub spłatę zobowiązań. Jednocześnie zachowują prawo do korzystania z nieruchomości na dogodnych warunkach najmu, bez wpływu na bieżącą działalność operacyjną – wskazuje Agnieszka Radkiewicz.

Ekspert z Uniwersytetu WSB Merito zastrzega jednak, że ostatecznie suma czynszów w długim okresie znacznie przekroczy wartość sprzedanej nieruchomości. Dodaje również, że koszty wynajmu będą obciążały wynik operacyjny przez lata. To nie jest więc uniwersalnym rozwiązaniem dla każdego przedsiębiorstwa. Jego atrakcyjność zależy od strategii i potrzeb konkretnej firmy. Podmiot posiadający nadwyżki finansowe, który nie musi pilnie pozyskiwać kapitału, może w ogóle nie rozważać takiej opcji. Co więcej, najem zwrotny nie jest też tak bardzo atrakcyjny dla firm, które w najbliższym czasie planują restrukturyzację lub chcą zachować pełną kontrolę nad swoją nieruchomością. Jej utrata może stanowić poważne ograniczenie, jeśli firma będzie chciała dostosować nieruchomość do zmieniających się warunków rynkowych lub swoich strategicznych potrzeb.

– Polska gospodarka, szczególnie sektor przemysłowy i logistyczny, obecnie znajduje się w fazie intensywnej transformacji, napędzanej inwestycjami w nowe technologie i automatyzację. W tym kontekście firmy muszą konsekwentnie stawiać na rozwój i modernizację. Transakcje typu sale and leaseback umożliwiają im uwolnienie kapitału z nieruchomości i przeznaczenie go na unowocześnianie linii produkcyjnych czy wdrażanie zautomatyzowanych systemów magazynowych – podsumowuje ekspertka z INWI.

Złoto znów bije rekordy. Skąd ten skok cen?

Notowania złota biją kolejne rekordy, a cena spot w poniedziałek przekroczyła poziom 3,6 tys. dolarów za uncję. Także w polskiej walucie kruszec kosztuje najwięcej w historii, przebijając pułap 13 tysięcy złotych. Co stoi za tymi wzrostami?

Po pierwsze, na najnowszy wzrost notowań wpłynęły słabe dane z rynku pracy w USA. W sierpniu przyrost miejsc pracy był znacznie niższy od oczekiwań (tylko 22 000 nowych miejsc pracy wobec oczekiwanych 75 000), co zwiększyło oczekiwania inwestorów na rychłą obniżkę stóp procentowych przez amerykańską Rezerwę Federalną.

Spowolnienie na rynku pracy sugeruje, że Fed będzie zmuszony złagodzić politykę monetarną, co z kolei sprzyja wzrostowi cen złota jako aktywa bezpiecznego. Swoje “trzy grosze” mógł dorzucić także Donald Trump, nakładając cła w wysokości 50 proc. na towary importowane z Indii. To może w tym roku obniżyć indyjski PKB o co najmniej 0,5 proc.

Do tego trzeba dołożyć osłabienie wartości dolara amerykańskiego, co również przyczyniło się do wzrostu wartości złota. Wciąż duże znaczenie ma też niepewność geopolityczna, w tym brak porozumienia pokojowego między Rosją a Ukrainą. To też skłania inwestorów do poszukiwania bezpiecznych aktywów takich jak złoto.

Połączenie słabszych danych makroekonomicznych w USA, oczekiwań na cięcia stóp procentowych przez Fed, osłabienia dolara oraz niepewności geopolitycznej spowodowało rekordowy wzrost ceny złota do poziomu powyżej 3600 USD za uncję. Nowy rekord królewski kruszec ustanowił także w rodzimej walucie, przekraczając 13 000 złotych.

Inwestorzy czekają na ruch Fed…

Nie da się jednak ukryć, że za dynamicznymi wzrostami stoją przede wszystkim oczekiwania wobec polityki Rezerwy Federalnej. Po wystąpieniu Jerome’a Powella podczas dorocznego sympozjum w Jackson Hole inwestorzy uznali, że pierwsza obniżka stóp procentowych w USA jest już praktycznie przesądzona i może nastąpić we wrześniu.

Rynek wycenia, że Fed zdecyduje się na cięcie o 25 punktów bazowych, a dalsze ruchy będą uzależnione od napływających danych gospodarczych. Powell jednoznacznie przyznał, że „otworzyło się okno” do łagodzenia polityki pieniężnej, ale podkreślił, że proces ten będzie przebiegał ostrożnie i w wolniejszym tempie niż sugerują politycy i część inwestorów.

Polityczny kontekst decyzji Fed jest wyjątkowo napięty. Prezydent Donald Trump od wielu tygodni domaga się radykalnych obniżek, wskazując m.in. na rekordowe koszty obsługi długu publicznego Stanów Zjednoczonych, który przekroczył już 37 bilionów dolarów.

… i obawiają się o niezależność tej instytucji

Dodatkowo niepokój na rynkach wywołała decyzja Trumpa o zwolnieniu Lisy Cook, członkini Rady Gubernatorów Fed. To wydarzenie stało się symbolem podważania niezależności banku centralnego i wzmocniło niepewność co do jego stabilności. Dla inwestorów takie sygnały to impuls do szukania bezpiecznych aktywów, a złoto w tej roli sprawdza się najlepiej.

Do wzrostu notowań przyczyniły się także zawirowania na rynku fizycznego kruszcu. W sierpniu okazało się, że część sztabek złota importowanych do USA, m.in. ze Szwajcarii, objęto dodatkowymi taryfami celnymi. Choć później administracja amerykańska zapowiedziała wyłączenie złota z tej listy, rynek do dziś pozostaje zaniepokojony.

W efekcie powstały przejściowe niedobory w dostawach i wzrosła różnica między ceną spot a notowaniami kontraktów terminowych, która w szczytowym momencie przekraczała 100 USD za uncję. Takie zakłócenia zwiększają zmienność i skłaniają uczestników rynku do dalszego zabezpieczania pozycji w złocie.

Ile kruszcu chcą mieć Chiny?

Nie mniej istotnym czynnikiem pozostaje polityka banków centralnych, przede wszystkim w Azji. Ludowy Bank Chin oficjalnie deklaruje posiadanie nieco ponad 2300 ton złota, jednak niezależne szacunki mówią nawet o ponad 5000 tonach.

Różnice w raportowanych danych handlowych pomiędzy Kanadą a Chinami wskazują, że rzeczywisty poziom zakupów jest znacznie wyższy niż oficjalnie przyznawany. Jednocześnie z Ameryki Południowej płyną informacje o rekordowych dostawach. Peru już w pierwszej połowie roku sprzedało do Chin więcej złota niż w całym roku poprzednim.

Takie działania świadczą o tym, że złoto traktowane jest jako strategiczny element rezerw, a popyt ze strony banków centralnych pozostaje jednym z fundamentów obecnego trendu wzrostowego.

NBP: nawet 30 proc. złota w polskim skarbcu

Polski wątek na rynku złota jest równie interesujący. Narodowy Bank Polski od dłuższego czasu deklaruje chęć utrzymywanie rezerw złota powyżej 20 procent wartości aktywów, a w lipcu dokonał symbolicznej sprzedaży około 150 kilogramów, pokazując gotowość do aktywnego zarządzania tym składnikiem.

Prezes NBP Adam Glapiński zapowiedział też, że złoży wniosek o zwiększenie udziału złota w rezerwach nawet do 30 procent. Jeśli decyzja ta zostałaby zrealizowana, oznaczałoby to konieczność zakupu kilkuset ton dodatkowego kruszcu, co miałoby istotny wpływ nie tylko na krajowe rezerwy, ale i na globalny rynek złota.

Jednocześnie Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na symboliczną obniżkę stóp procentowych do poziomu 4,75 procent, sygnalizując ostrożne luzowanie polityki pieniężnej. W tle pozostaje rosnący deficyt budżetowy, który w 2025 roku ma wynieść 6,9 procent PKB – najwyżej w historii – oraz wydatki na zbrojenia i świadczenia socjalne.

5000 USD za uncję na horyzoncie?

Banki inwestycyjne coraz częściej podnoszą swoje prognozy cenowe dla złota. JPMorgan wskazuje, że w perspektywie 2026 roku notowania mogą sięgnąć nawet 4000 USD za uncję, a Goldman Sachs w scenariuszu bazowym widzi poziomy 3700-4000 USD, z możliwością wybicia wyżej w razie dalszej eskalacji napięć politycznych i utraty zaufania do Fed.

Niektóre analizy zakładają, że w ekstremalnych warunkach, przy silnym odpływie od dolara i dalszej akumulacji przez banki centralne, złoto mogłoby dojść nawet do 4500-5000 USD. Jesteśmy w fazie, w której złoto łączy sygnały krótkoterminowe z trwałą zmianą strukturalną popytu.

Z jednej strony mamy oczekiwania na obniżki stóp w USA i osłabienie dolara, z drugiej – niepewność polityczną i instytucjonalną wokół Fed oraz rosnące zakupy banków centralnych, szczególnie w Azji. Wszystko to sprawia, że złoto pozostaje aktywem strategicznym, a dla inwestorów indywidualnych to fundament zdywersyfikowanego portfela.

Autor: Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver i Goldenmark

Chaos polityczny w Japonii i Francji, USD traci – ropa naftowa w górę

Mapa ryzyk politycznych, geopolitycznych i gospodarczych niestety staje się coraz gęstsza, a kolejne państwa tracą swoich premierów. Słabe dane z amerykańskiego rynku pracy osłabiają USD i umożliwiają zakończenie trwających od tygodni konsolidacji. Wycena ropy naftowej odbija po niespodziance ze strony OPEC+.

Ryzyko za ryzykiem

Zdecydowanie żyjemy w czasach, kiedy w polityce i geopolityce nie może być nudno. W weekendowych, zmasowanych bombardowaniach Ukrainy przez rosyjskiego agresora (określanych jako najbardziej intensywne od początków wojny) nie tylko znowu zginęli cywile, ale zaatakowana została również siedziba rządu w Kijowie. Przedstawiciele amerykańskiej administracji nazywają te działania eskalacją, a prezydent Donald Trump ponownie podsyca spekulacje o nałożeniu nowych sankcji na Rosję. W weekend rezygnację złożył japoński premier Shigeru Ishiba, co otwiera nowy rozdział w tamtejszej polityce i rozpoczyna walkę o najwyższy urząd. Zamieszanie w jednej z największych gospodarek świata uderza w jej walutę i to dwoma kanałami. Z jednej strony sama niepewność uderza w JPY (USD/JPY sięga 148 ¥), z drugiej strony nie pomaga możliwe przejęcie teki premiera przez przeciwnika restrykcyjnej polityki fiskalnej. Japończycy postanowili ubiec Francuzów, którzy prawdopodobnie już wieczorem stracą swojego szefa rządu. Francois Bayrou wystąpi dziś o wotum zaufania do parlamentu (z powodu braku poparcia dla swojej propozycji budżetu), ale arytmetyka jest dla niego nieubłagana i nic nie wskazuje na to, aby miał je uzyskać. W ten sposób druga gospodarka UE straci już trzeciego premiera od początku 2024 roku. Kolejny krok będzie należał do prezydenta Emmanuela Macrona. Albo wyznaczy on nowego szefa rządu, który będzie szukał poparcia w parlamencie albo od razu rozpisze wybory. Niezależnie od ostatecznej decyzji Pałacu Elizejskiego, niekończący się chaos polityczny we Francji z pewnością nie pomaga ani Wspólnocie, ani euro. A to dobra informacja dla osłabionego dolara.

USD pod presją, PLN zyskuje

Piątkowe słabe dane z amerykańskiego rynku pracy nie pozostawiły wątpliwości, że FOMC zetnie stopy już 17 września. Co więcej do gry weszła nawet opcja obniżki od razu o 50 pb (FedWatch od CME Group wskazuje na 10% szansę takiego ruchu). Nawet jeśli 17 września obniżka zgodnie z oczekiwaniami wyniesie 25 pb, to nie umilkną rozważania o dalszej ścieżce luzowania. Ostatni odczyt wysokiej wagi, czyli wskaźnik inflacji CPI dla USA, zobaczymy w czwartek. Na ten moment coraz wyraźniej realizuje się scenariusz, w którym Amerykanie dopiero wchodzą na ścieżkę obniżek stóp (a strefa euro ma już ją za sobą). Potwierdzeniem tego scenariusza ma być czwartkowa decyzja EBC o utrzymaniu kosztu pieniądza (druga z rzędu). Fundamentalnie taki układ powinien osłabiać USD i wspierać EUR, któremu w zyskach szkodzić może teraz głównie sytuacja wewnętrzna (np. polityka we Francji). Kurs EUR/USD po piątkowych danych zza oceanu wyszedł górą z trwającej ponad miesiąc konsolidacji i dotarł na lokalne szczyty przy 1,176 $. W poniedziałek eurodolar wrócił w zasięg trendu bocznego, ale po południu przeprowadza retest jego górnego ograniczenia. Układ szerokiego rynku przekłada się na zyski złotego, który spycha kursy głównych walut coraz niżej. Kurs EUR/PLN zszedł poniżej 4,25 zł, kurs USD/PLN poniżej 3,62 zł. Widać mimo wszystko oznaki zwrotu ku bezpiecznym przystaniom, ale taki walor jest aktualnie najlepiej widoczny na franku, a kurs CHF/PLN zbliżył się do 4,56 zł.

OPEC+ pomaga ropie

Po bardzo słabym pierwszym tygodniu września (zniżka o ponad 3% i wyrównanie sierpniowych minimów), ropa naftowa wraca do łask. Główna pomoc dla wyceny surowca przyszła ze strony OPEC+. Na pierwszy rzut oka decyzja o zwiększeniu podaży powinna skutkować odwrotnym zachowaniem czarnego złota. Jednak w tym wypadku mieliśmy do czynienia z klasycznym rynkowym hasłem kupuj plotki, sprzedawaj fakty. Inwestorzy spodziewali się odważniejszej decyzji kartelu, a październikowe zwiększenie produkcji będzie najniższym od kilku miesięcy. Oczywiście w przypadku OPEC+ od razu pojawiły się spekulacje, że najnowsze uzgodnienia organizacji to nie tylko efekt obaw o popyt na ropę. Odpowiedzialni mają być też sami członkowie kartelu, których część zwiększyła już wydobycie ponad ustalone limity, więc październikowy pułap ma być po prostu odzwierciedleniem rzeczywistości. Analitycy wskazują na dodatkowy element prowzrostowy dla ropy, czyli podobno zbliżający się wreszcie pakiet sankcji wymierzony przez USA w Rosję. Przed godz. 14 baryłka ropy Brent wyceniana jest na 66,75 $.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Czy skrócony tydzień pracy w produkcji i logistyce jest możliwy? Dla pracowników fizycznych może być problemem

Skrócony tydzień pracy zyskał wielu zwolenników na świecie – we Francji od lat funkcjonuje 35-godzinny standard, a w Wielkiej Brytanii aż 92% firm uczestniczących w największym pilotażu zdecydowało się wprowadzić to rozwiązanie na stałe. W Polsce rozmowa na ten temat toczy się głównie wokół pracowników biurowych, tymczasem Smart Solutions HR kieruje uwagę na produkcję i logistykę. To właśnie tam pojawia się najważniejsze pytanie: czy krótszy tydzień pracy można wprowadzić w sektorach, które wymagają stałej obecności pracowników?

Ramy prawne i organizacyjne

Obowiązujące przepisy przewidują, że czas pracy w Polsce nie może przekraczać 8 godzin na dobę i przeciętnie 40 godzin tygodniowo w pięciodniowym rozkładzie. Kodeks pracy dopuszcza jednak system równoważny, pozwalający na wydłużenie dnia pracy do 12 godzin, co w praktyce otwiera drogę do bardziej elastycznego planowania grafików. W przypadku pracowników blue-collar krótszy tydzień pracy wymaga jednak nie tylko zmian formalnych, ale także przeorganizowania funkcjonowania zakładów – od harmonogramów produkcji, przez system zmian, aż po logistykę wewnętrzną i zaplecze socjalne.

W przypadku pracowników tymczasowych, sezonowych oraz zatrudnionych na stanowiskach niższego szczebla, gdzie rozliczenie odbywa się na podstawie przepracowanych godzin, czterodniowy tydzień pracy może wydawać się mało praktycznym rozwiązaniem. Wynagrodzenie tych osób jest bezpośrednio zależne od liczby roboczogodzin, a skrócenie tygodnia pracy mogłoby oznaczać realny spadek dochodów, który musiałby zostać w jakiś sposób wyrównany. Dostosowanie skróconego tygodnia do branż opartych na pracy fizycznej może stanowić większe wyzwanie niż w przypadku pracowników biurowych, ale na szczęście nie jest niemożliwe. Kluczem jest odpowiednie przygotowanie – wskazuje Natalia Myskova, Prezes Zarządu Smart Solutions HR.

Perspektywa zakładów

Pracodawcy podkreślają, że każda reorganizacja systemu pracy musi zachować integralność procesów produkcyjnych i operacyjnych. W zakładach przemysłowych i centrach logistycznych kluczowe znaczenie ma nieprzerwana działalność – nawet niewielkie braki kadrowe czy przesunięcia czasowe wymagają dostosowania grafików, co może wpływać na płynność dostaw i organizację transportu. Dobrym przykładem jest firma ML System z Rzeszowa, która produkuje zaawansowane technologicznie szkło. Przedsiębiorstwo wprowadziło czterodniowy tydzień pracy, zwiększając czas jednej zmiany z 8 do 10 godzin. Dzięki temu udało się utrzymać dotychczasową wydajność, a efektywność wzrosła o 5%. Poprawiły się także morale pracowników i spadła rotacja, co pokazuje, że dobrze zaplanowane wdrożenie może przynieść wymierne efekty.

Największym wyzwaniem przy wdrożeniu czterodniowego tygodnia pracy w zakładzie produkcyjnym jest takie zorganizowanie procesów oraz przestrzeni produkcyjnej, aby utrzymać dotychczasową efektywność pracy wykonywanej obecnie w systemie pięciodniowym. Wymaga to przede wszystkim reorganizacji rozkładu zmian, dostosowania harmonogramów produkcji oraz odpowiedniego przygotowania zaplecza, takiego jak szafki pracownicze, kantyny czy transport. Należy również pamiętać, że każdy zakład produkcyjny funkcjonuje w ramach określonych ograniczeń – zarówno przestrzennych, jak i wydajnościowych – dlatego kluczowe będzie znalezienie rozwiązań, które pozwolą zachować ciągłość i jakość produkcji przy zmienionej organizacji pracy – podkreśla Hanna Wilkoszyńska, HR Business Partner w HL Display Gliwice Factory & RDC.

Testowanie nowych rozwiązań zawsze przynosi pozytywne efekty zarówno dla pracowników, jak i organizacji. Dla pracownika na pewno początkowym problemem staje się przystosowanie do nowego systemu pracy. Wiele osób nie lubi zmian, burzy to ich ład oraz wprowadza chaos. Wprowadzenie jakiegokolwiek rozwiązania bez możliwości przetestowania wprowadza zamieszanie, które odbija się na efektywności produkcji. Im więcej czasu na przygotowanie się do zmiany mają pracownicy i organizacja, tym łatwiej da się ją wprowadzić i szybciej przynosi zamierzony efekt – dodaje Grzegorz Moskwa, specjalista ds. personalnych, Hilton Foods Poland.

Między kosztami a korzyściami

Z perspektywy Smart Solutions HR kluczowym wyzwaniem przy wdrażaniu krótszego tygodnia pracy dla pracowników blue-collar jest nie tylko aspekt organizacyjny, ale także wpływ takiej zmiany na całą strukturę kosztów przedsiębiorstwa. W zakładach produkcyjnych i magazynach mniejsza liczba dni pracy wymaga często dodatkowego planowania nadgodzin, utrzymania dostępności maszyn i ciągłości łańcuchów dostaw.

Skrócony tydzień pracy może być bardziej korzystny dla firm, które stawiają na efektywność i dobrostan swoich pracowników. Największą korzyścią jest poprawa work-life balance – pracownicy, mając więcej czasu na regenerację, są bardziej zmotywowani, mniej narażeni na wypalenie zawodowe, a to bezpośrednio przekłada się na ich efektywność. Oczywiście, nie każda branża będzie mogła łatwo dostosować się do tego modelu. Produkcja, logistyka czy służba zdrowia wymagają obecności pracowników przez większość dni tygodnia, a skrócenie czasu pracy może oznaczać dodatkowe koszty – mówi Agnieszka Kolanowska, Strategic Partnership Manager w Smart Solutions HR.

Pilotaż czterodniowego tygodnia pracy

W Polsce ruszył nabór do pilotażu czterodniowego tygodnia pracy, którego celem jest ocena skuteczności tego modelu w różnych branżach, także w produkcji i logistyce. Firmy, które zdecydują się na udział w projekcie, mogą otrzymać do 200 tys. zł wsparcia finansowego na pokrycie kosztów wdrożenia. Założeniem programu jest skrócenie tygodnia pracy do czterech dni przy zachowaniu wynagrodzenia i pełnej efektywności. Eksperci będą monitorować wpływ zmian na produktywność, dobrostan pracowników i koszty operacyjne. Udział jest dobrowolny, a decyzja o kontynuacji modelu po zakończeniu programu zostanie oparta na wynikach analizy.

W jaki sposób można skrócić tydzień pracy?

Form skrócenia tygodnia pracy jest kilka. Jednym z rozwiązań jest wydłużenie dobowych zmian i rozłożenie ich na cztery dni, tak aby tygodniowy czas pracy pozostał bez zmian. Inne podejście to stopniowe wprowadzanie dodatkowych dni wolnych, np. jednego piątku w miesiącu, co pozwala sprawdzić wpływ takiego systemu na organizację. Z sondażu przeprowadzonego przez Research Partner na panelu Ariadna wynika, że 57% Polaków preferowałoby model czterodniowy, podczas gdy 17% wolałoby skracanie godzin każdego dnia. Jednocześnie 70% badanych obawia się, że zmiana mogłaby wiązać się z obniżeniem pensji.

Choć wprowadzenie krótszego tygodnia pracy wśród pracowników blue-collar wiąże się z szeregiem wyzwań organizacyjnych i finansowych, Smart Solutions HR podkreśla, że temat ten nie powinien być odkładany na później. Międzynarodowe doświadczenia pokazują, że zmiana, odpowiednio przygotowana i wsparta testami, może przynieść wymierne korzyści – od poprawy kondycji i motywacji pracowników po większą lojalność wobec pracodawcy.

Pharmena ma umowę na wykonanie badań biokompatybilności swojego przyszłego wyrobu medycznego na trudno gojące się rany

Pharmena SA, biotechnologiczna spółka notowana na głównym parkiecie GPW, zawarła umowę ze specjalistyczną firmą na opracowanie Planu Oceny Biologicznej, wykonanie badań związanych z oceną biokompatybilności wyrobu medycznego oraz opracowanie Raportu Oceny Biologicznej przyszłego wyrobu medycznego przeznaczonego do stosowania w trudno gojących się ranach. Proces biokompatybilności jest ostatnim etapem przed badaniami klinicznymi.

Trudno gojące się rany to poważny problem medyczny i społeczny, który szczególnie dotyka pacjentów z chorobami przewlekłymi, takimi jak cukrzyca. W takich przypadkach naturalne procesy gojenia są zaburzone – rany mogą utrzymywać się tygodniami lub miesiącami, prowadząc do powikłań, infekcji, a nawet amputacji. Naszym celem jest stworzenie skutecznego i bezpiecznego produktu, który będzie realną odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie rynku i potrzeby pacjentów – powiedziała Marzena Wieczorkowska, wiceprezes zarządu Pharmena SA. Podpisanie umowy na wykonanie badań biokompatybilności to bardzo ważny krok na drodze do rozpoczęcia badań klinicznych naszego wyrobu medycznego – dodaje.

Pod koniec 2023 roku Spółka poinformowała o rozpoczęciu prac nad wdrożeniem produktu na rynek. Pharmena ma już za sobą kilka kamieni milowych w tym projekcie. Spółka dokonała już opracowania koncepcyjnego oraz stworzenia wstępnej receptury.

W lipcu br. Spółka zawarła umowę ze specjalistyczną firmą z branży na opracowania dokumentacji wyrobu medycznego oraz wytworzenie serii walidacyjnych przyszłego wyrobu medycznego. Produkty wytworzone w ramach serii walidacyjnych zostaną przeznaczone do badań klinicznych wyrobu, potwierdzających jego skuteczność.

Wcześniej Pharmena zleciła także opracowanie i walidację metody analizy zawartości substancji czynnych w przyszłym wyrobie medycznym. Opracowana metoda analizy ma zostać zastosowana w dalszym rozwoju projektu oraz po jego komercjalizacji, w trakcie procesu produkcyjnego zgodnie ze standardem dobrej praktyki produkcyjnej – GMP.

Po zakończeniu procesu biozgodności wyrobu, polska spółka biotechnologiczna będzie mogła przejść do badania klinicznego oraz certyfikacji. Po zakończeniu formalności produkt Pharmeny trafi do sprzedaży na rynku Unii Europejskiej, co jak zakłada Spółka nastąpi w 2027 r.

Globalny rynek trudno gojących się ran w 2022 roku oszacowano na ponad 20 mld USD, z czego blisko 20% stanowiły produkty do zastosowania w warunkach domowych. Prognozy wskazują, że rynek ten będzie rozwijać się w tempie ok. 5,5% rocznie w ciągu najbliższej dekady.

cyber_Folks rozpoczyna emisję akcji na sfinansowanie przyszłych M&A

Zarząd cyber_Folks zdecydował o rozpoczęciu procesu budowania księgi popytu na nie więcej niż 1.134.400 nowych akcji w celu pozyskania finansowania na realizacje transakcji M&A. Aktualnie Grupa ma zidentyfikowane 5 potencjalnych celów akwizycyjnych o jednostkowej wartości 15 – 150 mln euro. W perspektywie 12 miesięcy Grupa może przeprowadzić jedną lub kilka transakcji o łącznej wartości do 1 mld zł, które zostaną sfinansowane wpływami z emisji akcji lub z wykorzystaniem również finansowania dłużnego.

Podwyższenie kapitału zakładowego o maksymalnie 8 proc. dotychczasowych akcji zostanie przeprowadzone w granicach uchwalonego przez Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy w maju 2025 r. kapitału docelowego.

– Emisja akcji strategicznie wzmocni nasze działania w obszarze M&A. Dzięki pozyskaniu finansowania już na tym etapie zyskamy większą elastyczność i skuteczność negocjacyjną, podobnie jak miało to miejsce przy okazji przejęcia MailerLite przez Vercom, po udanym IPO. Analizujemy kilka podmiotów, które potencjalnie wzmocnią naszą bazę klientów i międzynarodową obecność, umożliwiając osiągnięcie synergii sprzedażowych, kosztowych oraz R&D. – komentuje Jakub Dwernicki, prezes cyber_Folks.

Zgodnie z założeniami Grupy, potencjale cele akwizycyjne to podmioty technologiczne, działające w obszarach, w których Grupa cyber_Folks jest już obecna. Realizacja ewentualnych transakcji wzmocni bazę klientów, szansę na działania cross-sell, międzynarodową pozycję i geograficzną dywersyfikację przychodów, jak również osiągniecie synergii w działaniach R&D i  zagranicznej sprzedaży produktów Grupy. Ich wyceny EV/EBITDA wahają się od wysokich wartości jednocyfrowych do średnich dwucyfrowych – w oparciu o prognozy na 2026 r., z uwzględnieniem zidentyfikowanych synergii.

– Planowane przejęcia powinny zwiększyć przychody z obecnych lub nowych rynków zagranicznych, wzmacniając naszą pozycję w Europie – dodaje Dwernicki.

Emisja przeprowadzana jest w drodze subskrypcji prywatnej i skierowana do inwestorów kwalifikowanych, z wyłączeniem w całości prawa poboru. Jednocześnie dotychczasowym akcjonariuszom cyber_Folks, którzy według stanu na koniec dnia 5 września 2025 r. posiadali co najmniej 0,5% akcji Spółki, będzie przysługiwało prawo pierwszeństwa w zakresie objęcia nowych akcji w liczbie umożliwiającej utrzymanie ich udziału w ogólnej liczbie głosów na Walnym Zgromadzeniu Spółki na poziomie sprzed emisji akcji serii E.

8 września 2025 r. cyber_Folks zawarła umowę plasowania akcji z mBank S.A. – Biuro Maklerskie oraz Wood & Company Financial Services, a.s. Spółka Akcyjna, Oddział w Polsce.

Firmy wracają do biur – rośnie średnia powierzchnia najmu

Zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe w Polsce rośnie, szczególnie w ośrodkach regionalnych. Tendencja do redukcji zajmowanych powierzchni odwraca się, firmy zaczynają zwiększać przestrzeń do pracy.

– Coraz silniej przebijająca się potrzeba powrotu do pracy stacjonarnej to dobry sygnał dla sektora biurowego. Nowych inwestycji biurowych jest nadal jak na lekarstwo, ale zainteresowanie najmem rośnie, co w ostatnich miesiącach mogliśmy obserwować przede wszystkim na rynkach regionalnych. Dobrym prognostykiem dla sektora biurowego jest też wzrastająca średnia powierzchnia najmu – informuje Mateusz Strzelecki, Partner / Head of Tenant Representation w Walter Herz. – Miasta regionalne wyprzedzają Warszawę pod względem popytu i liczby projektów w realizacji. Warszawski rynek notuje natomiast wyższy przyrost nowej podaży, który w regionach jest tym roku znikomy – dodaje.

Skok popytu na biura w regionach

Na wszystkich rynkach biurowych dominują renegocjacje umów. Firmy wolą przedłużać kontrakty niż przenosić się do innych lokalizacji. W zajmowanych biurach zatrzymują je wysokie koszty związane z relokacją. Trend najbardziej pogłębia się w Krakowie i Wrocławiu, gdzie odnawianych umów jest najwięcej. Istotne jednak, że w największych miastach w Polsce w ostatnich miesiącach notowany jest spory wzrost zapotrzebowania na powierzchnie biurowe.

Wzmożona aktywność najemców sprawiła, że do połowy bieżącego roku na 8 największych rynkach regionalnych, poza Warszawą wynajęte zostało łącznie niemal 400 tys. mkw. powierzchni. A to oznacza ponad  50 proc. wzrost łącznego popytu w regionach drugim kwartale br. w porównaniu z tym samym okresem w 2024 roku.

W pierwszym półroczu 2025 roku w Warszawie do najemców trafiło natomiast około 300 tys. mkw. biur, podobna ilość, jak rok wcześniej.

W strukturze regionalnego popytu wybija się Kraków, którego udziałem był w ostatnich miesiącach największy wzrost zapotrzebowania na powierzchnie. W drugim kwartale br. w stolicy Małopolski wolumen wynajmu był zbliżony do popytu w Warszawie. Na krakowskim rynku biurowym, jak oblicza Walter Herz, do połowy tego roku zakontraktowane zostało przeszło 170 tys. mkw. powierzchni, we Wrocławiu podpisane zostały umowy na ponad 80 tys. mkw. biur, a w Trójmieście chłonność rynku przekroczyła w tym czasie 50 tys. mkw. Wiodącą rolę poza Warszawą niezmiennie odegrali najemcy z branży IT i sektora usług dla biznesu.

Nowe projekty inicjowane tylko w Warszawie

Wysokie koszty realizacji inwestycji oraz utrzymujący się w regionach spory poziom pustostanów, przekraczający średnio 17 proc. sprawia, że inwestorzy wstrzymują się z budową nowych projektów. Regiony zyskały w tym roku tylko śladową ilość nowej powierzchni, dzięki ukończeniu w Poznaniu niewielkiego budynku biurowego.

W Warszawie z kolei w pierwszym półroczu br. oddane zostało 85 mkw. nowej powierzchni w czterech projektach. Ukończony został m.in. budynek biurowy The Bridge (47 tys. mkw.) i Office House (27 tys. mkw.) w wielofunkcyjnym kompleksie T22. W drugiej połowie roku na warszawskim rynku planowane jest oddanie do użytkowania projektu V-Tower (32 tys. mkw.) i budynku Studio A (26 tys. mkw.).

W realizacji pozostaje m.in. wieża biurowa Skyliner II i Upper One. W trakcie przygotowania do budowy są natomiast w Warszawie kolejne budynki w kompleksie VIBE, nowy biurowiec w inwestycji przy Towarowej 22 oraz projekt LightOn Warsaw (23 tys. mkw.), zlokalizowany przy ulicy Prostej 69. Współczynnik powierzchni niewynajętej w Warszawie oscyluje w okolicy 10 proc., utrzymując się na stabilnym poziomie.

W całej biurowej Polsce w budowie pozostaje zaledwie przeszło 320 tys. mkw. powierzchni, w tym 190 tys. mkw. łącznie w największych miastach regionalnych i 130 tys. mkw. w Warszawie. Na krakowskim rynku, gdzie buduje się najwięcej, w realizacji jest około 65 tys. mkw. powierzchni, a w Poznaniu przeszło 50 tys. mkw.

Jeśli planowane terminy oddania inwestycji zostaną przez deweloperów dotrzymane, krajowe zasoby biurowe mają szansę zwiększyć się w tym roku o ponad 200 tys. mkw. nowej powierzchni, szacują analitycy Walter Herz.

AGH współtworzy pierwszy w Polsce magazyn energii oparty na sile grawitacji

Transformacja energetyczna Europy wymaga nie tylko inwestycji w odnawialne źródła energii, lecz także w innowacyjne metody jej magazynowania. Jednym z najciekawszych przedsięwzięć w tym obszarze jest GrEnMine (Gravitational Energy storage in the post-Mine areas) – międzynarodowy projekt, którego celem jest wykorzystanie terenów pogórniczych jako nowoczesnych magazynów energii grawitacyjnej.

Nowa energia dla starych miejsc

Idea stojąca za GrEnMine opiera się na prostym, a jednocześnie efektywnym mechanizmie fizycznym – wykorzystaniu siły grawitacji. Energia jest magazynowana poprzez podnoszenie ciężkich bloków (np. betonowych lub stalowych) w momencie nadwyżki energii elektrycznej w systemie. Gdy pojawia się zapotrzebowanie, masy są opuszczane w dół, a wytwarzana energia trafia z powrotem do sieci.

W przeciwieństwie do magazynów bateryjnych, rozwiązania grawitacyjne nie wymagają użycia metali ziem rzadkich, charakteryzują się długą żywotnością i nie generują trudnych do zagospodarowania odpadów. To sprawia, że są bardziej przyjazne środowisku i wpisują się w koncepcję gospodarki cyrkularnej.

Zadania AGH: od geotechniki po transformację regionów

Kluczową rolę w projekcie odgrywa Centrum Energetyki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Zespół ekspertów opracowuje szczegółowe modele geotechniczne terenów pokopalnianych, oceniając ich stabilność oraz potencjał do lokalizacji ciężkich systemów magazynujących energię.

Stworzenie polskiego magazynu energii grawitacyjnej to istotny krok w stronę niezależności energetycznej i transformacji naszych regionów pogórniczych. Dzięki temu nie tylko odzyskujemy zdegradowane tereny, ale też dajemy im nową rolę w zielonej gospodarce. Systemy te jednak nie mogą być ulokowane wszędzie – wymagają odpowiednich warunków geotechnicznych i różnicy poziomów terenu – podkreśla prof. Marek Cała z AGH, lider zespołu uczestniczącego w projekcie.

Międzynarodowa współpraca i europejski kontekst

Technologie magazynowania energii grawitacyjnej są rozwijane na świecie, m.in. przez Energy Vault w Szwajcarii, Gravitricity w Wielkiej Brytanii czy firmy ARES i Gravity Power w USA. GrEnMine wyróżnia się jednak tym, że należy do pierwszych tego typu inicjatyw realizowanych w ramach Unii Europejskiej.

Projekt ma charakter międzynarodowy i angażuje partnerów z kilku krajów: Politechnikę Wrocławską, AGH w Krakowie, PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna S.A., Poltegor-Instytut, VUHU a.s., University of Petrosani, Technical University of Crete, Four Point Sp. z o.o., LTGNTTORYCHETA Achladas A.E. oraz Societatea Complexul Energetic Oltenia S.A.

Całość finansowana jest z unijnego programu Research Fund for Coal and Steel (RFCS), a zakończenie prac zaplanowano na czerwiec 2027 roku.

W stronę skalowalnych magazynów energii

Celem GrEnMine jest opracowanie technologii, która będzie nie tylko innowacyjna, lecz także skalowalna i możliwa do wdrożenia w różnych regionach Europy. W ten sposób zdegradowane tereny poprzemysłowe mogą zyskać nowe życie, stając się fundamentem transformacji energetycznej i wspierając lokalne gospodarki.

Projekt łączy zatem trzy elementy: odzysk środowiskowy, innowację technologiczną i zrównoważony rozwój regionów. Jeśli GrEnMine zakończy się sukcesem, Polska i Europa mogą stać się pionierami w rozwoju zielonych technologii grawitacyjnych, które pozwolą magazynować energię w sposób efektywny i przyjazny środowisku.

Google ukarany przez Komisję Europejską rekordową grzywną. Stawką jest rynek reklamy internetowej i globalne relacje handlowe

W piątek Komisja Europejska ogłosiła nałożenie kary w wysokości 2,95 miliarda euro na Google, amerykańskiego giganta technologicznego należącego do Alphabet Inc. Kara jest efektem kilkuletniego postępowania antymonopolowego, w którym unijni regulatorzy badali praktyki koncernu na rynku reklamy internetowej.

Zdaniem Brukseli, Google nadużywało swojej dominującej pozycji, faworyzując własną technologię reklamową kosztem konkurencji. Chodzi przede wszystkim o system AdX – jedną z największych giełd reklamowych online na świecie – który, według ustaleń KE, był sztucznie uprzywilejowany w łańcuchu dostaw reklamy cyfrowej.

Kara ta, choć nie jest pierwszą w historii działań UE wobec Google, należy do największych w historii unijnego prawa antymonopolowego. Decyzja zbiegła się w czasie z narastającymi napięciami między Waszyngtonem a Brukselą dotyczącymi regulacji cyfrowych i polityki podatkowej wobec gigantów technologicznych.

Kontekst sprawy: jak działa rynek reklamy cyfrowej

Reklamy internetowe i rola Google

Reklama internetowa to obecnie jedno z najważniejszych źródeł przychodów branży cyfrowej. W 2024 roku jej globalna wartość przekroczyła ponad 600 miliardów dolarów, a udział Google w tym rynku szacuje się na około 28–30%.

Google jest nie tylko dostawcą popularnych usług wyszukiwarki, YouTube czy Gmaila, ale przede wszystkim największym pośrednikiem reklamowym. Jego platformy reklamowe – Google Ads, AdSense oraz AdX – odgrywają kluczową rolę w łączeniu reklamodawców z właścicielami stron internetowych i aplikacji mobilnych.

Czym jest AdX?

Google AdX (Ad Exchange) to platforma giełdowa, na której w ułamku sekundy odbywają się aukcje przestrzeni reklamowej. Wydawcy oferują powierzchnię na swoich stronach, a reklamodawcy konkurują o jej zakup. Algorytmy decydują, która reklama zostanie wyświetlona użytkownikowi – i po jakiej cenie.

Według Komisji Europejskiej, Google nie tylko kontroluje tę giełdę, ale również dostarcza narzędzia po obu stronach rynku – dla reklamodawców i wydawców. Ten konflikt interesów miał pozwolić firmie na systematyczne preferowanie własnych rozwiązań.

Zarzuty Komisji Europejskiej

Komisja Europejska w swoim komunikacie wskazała na kilka kluczowych naruszeń:

  • Faworyzowanie własnych usług – Google miał stosować praktyki, które sztucznie zwiększały atrakcyjność platformy AdX w porównaniu do konkurencyjnych giełd reklamowych.
  • Wzmocnienie pozycji dominującej – działania spółki doprowadziły do tego, że AdX stał się centralnym punktem w europejskim ekosystemie reklamy cyfrowej.
  • Ograniczenie konkurencji – poprzez preferencje dla własnych narzędzi, Google utrudniał rozwój niezależnych dostawców technologii reklamowych.
  • Negatywny wpływ na wydawców i reklamodawców – KE uznała, że praktyki Google skutkowały wyższymi opłatami dla użytkowników jego usług i mniejszym wyborem dla klientów końcowych.

Komisja nakazała Google natychmiastowe zaprzestanie tych praktyk oraz wprowadzenie zmian w modelu działania, które wyeliminują konflikt interesów. Firma ma 60 dni na przedstawienie planu wdrożenia.

Reakcja Google

Oficjalne stanowisko firmy

Google nie zgadza się z decyzją Komisji. Spółka zapowiedziała odwołanie się od kary, argumentując, że zarzuty są nieuzasadnione i mogą mieć negatywny wpływ na europejską gospodarkę cyfrową.

Lee-Anne Mulholland, wiceprezes ds. regulacyjnych, skomentowała decyzję w ostrych słowach:

„To posunięcie nakłada nieuzasadnioną grzywnę i wymaga zmian, które zaszkodzą tysiącom europejskich firm, utrudniając im zarabianie pieniędzy.”

Według koncernu, proponowane przez UE rozwiązania osłabią efektywność całego ekosystemu reklamowego i utrudnią wydawcom generowanie przychodów.

Historia sporów Google z UE

To nie pierwszy raz, gdy Google staje w obliczu unijnej kary antymonopolowej. W ostatnich latach koncern został ukarany kilkoma wysokimi grzywnami:

  • 2017 r. – 2,42 mld euro za nadużycia związane z Google Shopping.
  • 2018 r. – 4,34 mld euro za praktyki związane z systemem Android.
  • 2019 r. – 1,49 mld euro za ograniczanie konkurencji w sektorze reklam internetowych.

Łącznie daje to ponad 10 miliardów euro kar w ciągu niespełna dekady.

Konsekwencje gospodarcze i polityczne

Napięcia w relacjach UE–USA

Decyzja Komisji może stać się kolejnym punktem spornym w relacjach handlowych między Brukselą a Waszyngtonem. Prezydent USA Donald Trump wielokrotnie krytykował unijne działania wobec amerykańskich gigantów technologicznych, nazywając je „próbą ograniczania dominacji USA w globalnym sektorze cyfrowym”.

Niedawno Trump zagroził, że państwa, które wprowadzają podatki cyfrowe lub regulacje utrudniające działalność amerykańskich firm, mogą spotkać się z odwetem w postaci ceł lub ograniczenia dostępu do technologii.

Europejska strategia cyfrowa

Z punktu widzenia UE, sprawa Google wpisuje się w szerszą strategię zwiększania kontroli nad rynkiem cyfrowym. W ostatnich latach przyjęto m.in. Akt o rynkach cyfrowych (DMA) oraz Akt o usługach cyfrowych (DSA), które mają zapewnić większą transparentność i ograniczyć wpływ największych platform.

Decyzja wobec Google to kolejny dowód na to, że Bruksela konsekwentnie stara się zmniejszyć asymetrię sił między globalnymi gigantami a lokalnymi firmami.

Wpływ na rynek reklamy cyfrowej

Potencjalne zmiany w ekosystemie

Eksperci przewidują, że jeżeli Google będzie zmuszone do zmiany swojego modelu, rynek reklamy internetowej w Europie może ulec znacznym przeobrażeniom. Możliwe scenariusze to:

  • większy dostęp konkurencyjnych platform do rynku,
  • obniżenie opłat dla wydawców,
  • bardziej zróżnicowana oferta reklamowa dla konsumentów.

Obawy przedsiębiorców

Z drugiej strony, niektórzy analitycy podzielają obawy Google, że zbyt rygorystyczne regulacje mogą utrudnić działalność mniejszym firmom. Brak integracji usług, który wymusza Komisja, może oznaczać konieczność korzystania z wielu różnych narzędzi, co zwiększy koszty operacyjne.

Znaczenie globalne

Sprawa Google i UE ma charakter precedensowy również na szczeblu międzynarodowym. Regulacje wprowadzane w Europie często stają się wzorem dla innych regionów świata. Podobne postępowania toczą się już w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Indiach.

Można więc spodziewać się, że decyzja Komisji Europejskiej wywrze presję na inne kraje, by zaostrzyły swoje podejście do nadzoru nad platformami technologicznymi.

Podsumowanie

Decyzja Komisji Europejskiej o nałożeniu na Google kary 2,95 mld euro to jeden z najważniejszych momentów w historii unijnej polityki antymonopolowej. Sprawa ma nie tylko wymiar finansowy, ale również polityczny i gospodarczy, ponieważ dotyczy przyszłości całego ekosystemu reklamy cyfrowej.

Google broni swojego modelu i zapowiada apelację, podczas gdy Bruksela podkreśla konieczność ochrony uczciwej konkurencji. W tle narastają napięcia transatlantyckie, które mogą wpłynąć na relacje handlowe między UE a USA.

Jedno jest pewne – giganci technologiczni muszą liczyć się z coraz większą presją regulacyjną, a rynek cyfrowy wchodzi w nową erę, w której równowaga między innowacją a kontrolą prawną będzie kluczowa dla jego przyszłości.

Podatek katastralny na polskim rynku nieruchomości – recepta na pustostany czy zagrożenie dla stabilności rynku?

Podatek katastralny to w dyskusji o przyszłości polskiego rynku mieszkaniowego jeden z najbardziej kontrowersyjnych pomysłów. W odróżnieniu od obecnego systemu, w którym wysokość podatku zależy od powierzchni nieruchomości, kataster opiera się na wartości rynkowej lokalu lub domu. Takie rozwiązanie funkcjonuje w wielu krajach Unii Europejskiej, gdzie stawki wahają się zazwyczaj między 0,5 a 3% rocznie. W Polsce obecne obciążenia są symboliczne i właściciel 100-metrowego mieszkania płaci rocznie nieco ponad sto złotych. Gdyby jednak wprowadzono podatek katastralny w wysokości 1% wartości nieruchomości, to stawka dla właściciela tego samego mieszkania w Warszawie wyniosłaby już około 15 tysięcy złotych rocznie. Różnica jest więc diametralna. Kataster oznaczałby radykalny wzrost obciążeń w stosunku do obecnych stawek, i to właśnie budzi największe emocje w debacie publicznej. Dla przykładu: posiadanie domu w mniejszej miejscowości, wartego 700 tysięcy złotych, oznaczałoby konieczność zapłaty podatku w wysokości 7 tysięcy rocznie. To kwoty, które dla wielu gospodarstw mogą być trudne do udźwignięcia.

Większa dostępność mieszkań dzięki katastrowi?

Powodów, dla których temat katastru wraca, jest kilka. Po pierwsze, obserwujemy gwałtowny wzrost cen mieszkań napędzany m.in. przez programy kredytowe. Po drugie, w Polsce mieszkania stały się swoistym „złotem” – główną lokatą kapitału. Wynika to ze słabo rozwiniętego rynku inwestycyjnego oraz negatywnych doświadczeń z polisolokatami czy obligacjami. W efekcie ci, którzy mają gotówkę lub zdolność kredytową, kupują nieruchomości, bo historycznie ich wartość rosła i dawała zysk przewyższający inflację. Niektórzy wynajmują mieszkania i generują bieżące dochody, inni po prostu je trzymają, licząc na wzrost wartości.

Podatek katastralny miałby zmniejszyć atrakcyjność takiego inwestycyjnego podejścia i poprawić dostępność mieszkań dla osób kupujących je w celu zaspokojenia własnych potrzeb. Nie można też pominąć głosu instytucji międzynarodowych – OECD i MFW od lat wskazują, że obecny system opodatkowania nieruchomości jest nieefektywny, nie odzwierciedla rzeczywistej wartości majątku i generuje znikome wpływy w relacji do PKB.

Kto za to zapłaci?

Oczywiście, kataster niesie ze sobą zarówno szanse, jak i poważne ryzyka. Z jednej strony mógłby ostudzić rynek, zatrzymać niekontrolowany wzrost cen i zwiększyć dochody samorządów, które po obniżkach podatków dochodowych cierpią na chroniczne niedofinansowanie. Dodatkowe wpływy mogłyby zostać przeznaczone na budownictwo mieszkaniowe czy lokalną infrastrukturę. Z drugiej strony taki podatek mógłby oznaczać gwałtowny wzrost czynszów, bo właściciele lokali na wynajem próbowaliby przerzucić dodatkowe koszty na najemców.

Dla osób mieszkających we własnych mieszkaniach oznaczałby on natomiast nowe, często bardzo wysokie obciążenia. Najbardziej narażeni byliby emeryci i osoby o niskich dochodach, które posiadają wartościowe nieruchomości, ale nie dysponują bieżącą gotówką. To klasyczny przykład asset rich, cash poor – właściciele mogliby być zmuszeni do zadłużania się, a nawet sprzedaży mieszkań, by poradzić sobie z podatkiem.

Warto w tej dyskusji spojrzeć szerzej i ocenić konsekwencje dla całego rynku mieszkaniowego. Kataster mógłby doprowadzić do masowej sprzedaży pustostanów, których w Polsce jest ponad 1,8 miliona. Nawet jeśli na rynek trafiłaby tylko część z nich, to i tak oznaczałoby to istotny wzrost podaży i korektę cen sięgającą nawet 50%. Taki szok mógłby mieć też poważne skutki dla banków – spadek wartości nieruchomości oznacza spadek wartości zabezpieczeń kredytów hipotecznych, co odbiłoby się na bilansach instytucji finansowych.

Który scenariusz jest realny?

Rozmawiając o katastrze, trzeba też pamiętać o aspekcie politycznym. W Polsce około 87–90% gospodarstw domowych żyje we własnych lokalach, co oznacza, że powszechny podatek katastralny dotknąłby kilkunastu milionów obywateli. To rozwiązanie absolutnie kontrowersyjne, które uderzałoby w szeroki elektorat. Dlatego nikt realnie nie mówi dziś o wariancie obejmującym wszystkie nieruchomości.

Najczęściej rozważane są scenariusze ograniczone – opodatkowanie drugiego lub trzeciego mieszkania. Taki wariant pozwala chronić właścicieli jednego lokalu, a jednocześnie obciąża przede wszystkim inwestorów i rentierów. Wpływy do budżetu byłyby niższe niż w wariancie powszechnym, ale nadal istotne – od kilku do kilkunastu miliardów złotych rocznie – zaś skutki społeczne mniej drastyczne.

Czy zatem podatek katastralny to dobra droga? Odpowiedź nie jest prosta. Z jednej strony wydaje się, że to rozwiązanie jest bardziej sprawiedliwe niż obecny ryczałt, bo lepiej odzwierciedla faktyczny majątek obywateli. Z drugiej jednak, jego wprowadzenie bez odpowiedniego przygotowania mogłoby przynieść więcej szkody niż pożytku. Oznacza co prawda większe wpływy do gmin i uspokojenie rynku, ale też może nieść ze sobą ryzyko gwałtownego wzrostu obciążeń i destabilizacji rynku.

Jeśli temat ma wracać na poważnie, to moim zdaniem potrzebne są szerokie konsultacje, stopniowe wdrażanie nowych rozwiązań i wprowadzenie ulg dla grup wrażliwych – seniorów, rodzin wielodzietnych czy osób z niepełnosprawnościami. Alternatywą mogłoby być wprowadzenie podatku od pustostanów, który zmusiłby właścicieli do efektywnego wykorzystania nieruchomości, lub progresywnego podatku od wartości, a nie od liczby mieszkań. Polska specyfika jest taka, że mieszkania są podstawową formą lokowania kapitału, dlatego wszelkie zmiany muszą być wprowadzane powoli i ostrożnie. W przeciwnym razie zamiast stabilizacji możemy doczekać się szoku, który uderzy zarówno w właścicieli, jak i w najemców.

Autor: Anton Bubiel – ekspert rynku mieszkaniowego w SonarHome

PARP wydłuża nabór do STEP Seal

Trwa nabór wniosków do „Inicjatywy STEP dla projektów z pieczęcią suwerenności Innovation Fund (Fundusz Innowacyjny)” – europejskiej pieczęci jakości STEP Seal, która wyróżnia projekty o wysokim potencjale strategicznym. To możliwość dla polskich innowatorów, by zwiększyć swoje szanse na uzyskanie wsparcia z programów unijnych i krajowych. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) wydłuża termin składania wniosków do 14 października br. Środki przeznaczone na dofinansowanie projektów w tym naborze to aż 40 mln zł.

STEP łączy zasoby i potencjał istniejących programów UE – takich jak Horyzont Europa, InvestEU czy Fundusz Innowacyjny – aby wspierać to, co kształtuje przyszłość: technologie cyfrowe i deep-tech, rozwiązania zeroemisyjne oraz biotechnologie. W Polsce inicjatywa została włączona do Programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG), dzięki czemu firmy mogą sięgnąć po nowe źródła finansowania innowacyjnych projektów badawczych, rozwojowych i inwestycyjnych. Za wdrażanie programu odpowiadają m.in. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości oraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR).

STEP Seal – europejska pieczęć do sukcesu

STEP Seal, czyli tzw. pieczęć suwerenności, otrzymują projekty, które odpowiadają na kluczowe wyzwania technologiczne Europy i spełniają wysokie standardy jakościowe ustalone w konkretnych unijnych konkursach. Komisja Europejska przyznaje to wyróżnienie inicjatywom zgłaszanym w ramach pięciu programów wspierających rozwój innowacji, zdrowia, cyfryzacji, obronności i badań – w tym m.in. Horyzont Europa, Digital Europe, EU4Health, Europejski Fundusz Obronny i Fundusz Innowacyjny.

Celem przyznawania pieczęci jest zwiększenie szans projektów na zdobycie wsparcia finansowego z programów krajowych oraz ułatwienie łączenia tych środków z funduszami dostępnymi na poziomie Unii Europejskiej.

Pieczęć suwerenności to znak jakości istotny przy pozyskaniu inwestycji publicznych i prywatnych poprzez poświadczenie wkładu konkretnego projektu w osiąganie celów STEP. Projekty z pieczęcią suwerenności mogą uzyskać finansowanie skumulowane, czyli oprócz wsparcia uzyskanego w programie Innovation Fund (Fundusz Innowacyjny) mogą otrzymać dodatkowe środki ze źródeł krajowych (w tym przypadku z programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki, działanie 5.1 Fundusz Wsparcia Technologii Krytycznych).

Kto może liczyć na wsparcie?

O pomoc finansową w ramach naboru ogłoszonego przez PARP mogą ubiegać się przedsiębiorcy (MŚP i duże), których wnioski złożone w programie Innovation Fund (Fundusz Innowacyjny) zostały już ocenione przez Komisję Europejską i znany jest wynik końcowy tej oceny oraz otrzymały specjalny certyfikat potwierdzający przyznanie pieczęci suwerenności.

Ministerstwo Rozwoju i Technologii opublikowało na swojej stronie internetowej listę polskich projektów, które zostały wyróżnione przez Komisję Europejską pieczęcią STEP. Wsparcie mogą otrzymać wnioskodawcy, którzy realizują samodzielnie projekt z ww. listy.

W sektorze czystych i zasobooszczędnych technologii uznanie zyskały projekty firm BZK Energy Sp. z o.o. oraz Windar Polska Sp. z o.o., i to one mogą brać udział w naborze STEP Seal prowadzonym przez PARP.

Na co można przeznaczyć dofinansowanie?

W ramach naboru w programie FENG wybrane projekty mogą otrzymać wsparcie na pokrycie kosztów inwestycji dotyczących obszarów i technologii krytycznych. Dofinansowanie można przeznaczyć na szeroki zakres działań inwestycyjnych. Przedsiębiorcy mogą sfinansować m.in. zakup maszyn i urządzeń, nieruchomości, a także nabycie robót oraz materiałów budowlanych niezbędnych do realizacji projektu. Wsparciem objęte są również wartości niematerialne i prawne, takie jak licencje czy know-how. Dodatkowo, mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa mogą ubiegać się o dofinansowanie usług doradczych, w tym doradztwa w zakresie innowacyjności oraz usług szkoleniowych, jeśli są one kluczowe dla skutecznej realizacji przedsięwzięcia.

Maksymalna kwota dofinansowania projektu wynosi 40 mln zł. Maksymalny poziom dofinansowania projektu to 85% kosztów kwalifikowalnych. Minimalny wkład własny jako % wydatków kwalifikowalnych wynosi 15%.

Wnioski należy składać za pośrednictwem Lokalnego Systemu Informatycznego dostępnego na stronie internetowej PARP do 14 października 2025 r.

Raport o zatrudnieniu w USA kluczowy dla Fed i Wall Street. Gospodarka zwalnia, polityka podgrzewa emocje

Oczekiwania wobec sierpniowego raportu o zatrudnieniu w USA wskazują na dalsze osłabienie dynamiki wzrostu zatrudnienia. Analitycy przewidują, że liczba nowych miejsc pracy poza rolnictwem wzrośnie jedynie o 75 tys., co oznaczałoby czwarty z rzędu miesiąc ze wzrostem poniżej 100 tys. Tak słabe tempo nie było obserwowane od czasów pandemii. Stopa bezrobocia ma natomiast wzrosnąć do 4.3%, osiągając najwyższy poziom od 2021 roku.

Spowolnienie na rynku pracy wynika z połączenia kilku czynników: niepewności gospodarczej, wysokich kosztów operacyjnych dla firm oraz niestabilnej polityki handlowej prezydenta Donalda Trumpa. Dodatkowo, najnowszy raport ADP dla sektora prywatnego pokazał zaledwie 54 tys. nowych miejsc pracy, głównie w turystyce, budownictwie i usługach biznesowych. Coraz słabsze plany zatrudnienia oraz rosnąca liczba wniosków o zasiłki dla bezrobotnych tylko potwierdzają pogarszające się warunki na rynku pracy.

Sytuacja ta ma bezpośredni wpływ na oczekiwania wobec polityki Rezerwy Federalnej. Rynki finansowe niemal jednomyślnie zakładają, że podczas wrześniowego posiedzenia Fed (16–17 września) dojdzie do cięcia stóp procentowych o 0.25 pkt proc. Jeśli jednak średnia trzymiesięczna wzrostu zatrudnienia spadnie poniżej 50 tys., możliwe będzie głębsze obniżenie stóp. Problemem pozostaje utrzymująca się presja inflacyjna, która ogranicza pole manewru banku centralnego i zmusza go do balansowania między wsparciem dla słabnącego rynku pracy a koniecznością walki z inflacją. Indeks SP500 w oczekiwaniu na bardziej “gołębią” politykę FED znajduje się obecnie na historycznych szczytach w rejonie 6520 pkt. To z kolei oznacza, że dzisiejszy odczyt może być kluczowy dla podtrzymania obecnego trendu na Wall Street.

Nie bez znaczenia pozostaje także kontekst polityczny. W wyniku znacznych rewizji danych z poprzednich miesięcy, które pokazały, że wcześniejsze odczyty zawyżały skalę poprawy, prezydent Trump zdecydował się na zwolnienie szefowej Biura Statystyki Pracy. Decyzja ta wzbudziła obawy o niezależność instytucji statystycznych i spotęgowała niepewność co do wiarygodności oficjalnych danych.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Kolejne rozczarowanie na rynku pracy w USA – sierpniowe dane NFP znacząco poniżej prognoz

Departament Pracy USA opublikował w piątek najnowsze dane o zatrudnieniu w sektorze pozarolniczym (NFP – non-farm payrolls). Wyniki za sierpień 2025 r. wypadły zdecydowanie słabiej od oczekiwań ekonomistów i stały się kolejnym sygnałem ostrzegawczym dla amerykańskiej gospodarki.

Sierpniowy odczyt: tylko 22 tys. nowych miejsc pracy

Zatrudnienie w sektorze pozarolniczym wzrosło w sierpniu o zaledwie 22 tys. etatów, podczas gdy konsensus rynkowy zakładał przyrost na poziomie około 75 tys.. To drugi z rzędu słabszy odczyt, wskazujący na wyraźne spowolnienie dynamiki tworzenia nowych miejsc pracy.

Na tle prognoz rozczarowuje również rewizja wcześniejszych danych:

  • lipcowy wynik został skorygowany w górę, ale tylko symbolicznie – do 79 tys. z 73 tys.,
  • znacznie mocniej ucierpiał czerwiec, którego dane zrewidowano w dół – z pierwotnych 147 tys. najpierw do 14 tys., a obecnie nawet do ujemnych 13 tys..

Tak duże korekty w dół pokazują, że wcześniejszy obraz rynku pracy był zbyt optymistyczny.

Prywatny sektor również zawodzi

W sektorze prywatnym zatrudnienie wzrosło o 38 tys., czyli o połowę mniej niż oczekiwały prognozy (75 tys.). Co więcej, dane za lipiec zostały obniżone z 83 tys. do 77 tys., co dodatkowo pogarsza interpretację sierpniowego wyniku.

Struktura wzrostu wskazuje, że praktycznie cały przyrost etatów pochodził z sektora opieki zdrowotnej i usług społecznych. Od 2023 r. to właśnie ta gałąź gospodarki odpowiada za największą część wzrostu zatrudnienia, a od maja 2025 r. niemal w całości tłumaczy dodatni bilans nowych miejsc pracy.

Gospodarka wyraźnie hamuje

Jeszcze pod koniec 2023 r. i na początku 2024 r. gospodarka USA tworzyła miesięcznie nawet 200 tys. etatów i więcej. Dzisiejsze dane pokazują, że dynamika zatrudnienia znacząco spadła.

Słabość rynku pracy można tłumaczyć kilkoma czynnikami:

  • rosnącą niepewnością gospodarczą,
  • wysokimi kosztami operacyjnymi dla firm,
  • ograniczeniem inwestycji w związku z niestabilną polityką handlową,
  • przesunięciem zatrudnienia w stronę sektorów niskomarżowych i dotowanych, takich jak ochrona zdrowia.

Reakcja rynków finansowych

Po publikacji danych dolar osłabił się wobec głównych walut, a rentowności amerykańskich obligacji skarbowych wyraźnie spadły. Oznacza to, że inwestorzy zwiększyli swoje oczekiwania co do obniżek stóp procentowych przez Rezerwę Federalną.

Słabsze dane z rynku pracy mogą być interpretowane jako sygnał, że Fed będzie miał więcej przestrzeni do luzowania polityki monetarnej, aby podtrzymać wzrost gospodarczy.

Podsumowanie

Sierpniowe dane NFP to kolejny sygnał, że amerykański rynek pracy znajduje się w fazie wyraźnego spowolnienia. Zaledwie 22 tys. nowych miejsc pracy wobec prognozowanych 75 tys., połączone z dużymi rewizjami w dół za poprzednie miesiące, rysuje obraz znacznie słabszy niż dotąd zakładano.

Choć sektor opieki zdrowotnej i społecznej wciąż utrzymuje pozytywny bilans, reszta gospodarki praktycznie nie tworzy nowych etatów. To zwiększa presję na Fed, by w kolejnych miesiącach przyspieszył cykl obniżek stóp procentowych.

NCBR ogłasza nowe nabory STEP – wsparcie dla czystych technologii

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) ogłosiło dwa nowe nabory w ramach Platformy Technologii Strategicznych dla Europy – STEP, w obszarze czystych i zasobooszczędnych technologii. Przedsiębiorstwa oraz konsorcja naukowo-przemysłowe mogą starać się o łącznie 300 mln zł na projekty B+R z programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki. Działanie ma wesprzeć niezależność Unii Europejskiej od rynków zewnętrznych i wzmocnić suwerenność technologiczną Europy.

Europa wciąż pozostaje zależna od zewnętrznych dostawców w obszarze czystej energii, szczególnie z regionu Azji. Przykładowo, aż 84% światowej produkcji paneli fotowoltaicznych pochodzi z Chin – osiem z dziesięciu największych na świecie fabryk zlokalizowanych jest właśnie w tym kraju. Z drugiej strony, w przypadku energetyki wiatrowej rzadko publicznie podnosi się kwestię trudności związanych z recyklingiem komponentów turbin, takich jak łopaty. Ich żywotność, zależnie od zastosowanej technologii, wynosi zazwyczaj od 20 do 30 lat. W Niemczech pierwsze instalacje wiatrowe właśnie osiągają kres swojej użyteczności, co rodzi nowe wyzwania dla sektora. – powiedział prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. – Zakup technologii z rynków zewnętrznych z pewnością nie stanowi trwałego rozwiązania dla wyzwań związanych z transformacją energetyczną. Właśnie dlatego Komisja Europejska powołała inicjatywę STEP, która jako jeden z kluczowych priorytetów wskazuje rozwój czystych i zasobooszczędnych technologii. Celem STEP jest pobudzenie europejskiego potencjału innowacyjnego i stworzenie warunków do uniezależnienia się od importu technologii niezbędnych do przeprowadzenia zielonej transformacji. Inicjatywa ta ma być impulsem do budowy silnego, konkurencyjnego sektora technologii energetycznych w Europie.

Program koncentruje się również na budowie europejskich łańcuchów wartości oraz wzmacnianiu bezpieczeństwa gospodarczego. Chodzi tu m.in. o wyspecjalizowanie się danego kraju w produkcji czy recyklingu konkretnych komponentów. Poprzez STEP Komisja Europejska dąży do budowy silniejszego przemysłu europejskiego, do wzmocnienia pozycji Europy na arenie międzynarodowej oraz zwiększenia jej odporności na wyzwania globalne, takie jak kryzysy klimatyczne czy geopolityczne.

Zielone technologie dla Europy

W naborach STEP prowadzonych przez NCBR o dofinansowanie mogą ubiegać się przedsiębiorstwa oraz ich konsorcja z innymi przedsiębiorstwami, organizacjami badawczymi lub organizacjami pozarządowymi, które prowadzą działalność na terytorium Polski. Wśród priorytetowych tematów, na których koncentrują się nabory znajdują się:

  • Technologie słoneczne (np. fotowoltaika, technologie słonecznej termicznej energii elektrycznej),
  • Technologie lądowej energii wiatrowej i technologie morskiej energii odnawialnej,
  • Technologie baterii i magazynowania energii,
  • Technologie pomp ciepła i energii geotermicznej,
  • Technologie wodorowe (np. elektrolizery: wodorowe ogniwa paliwowe),
  • Zrównoważone technologie biogazu i biometanu,
  • Technologie wychwytywania i składowania CO2,
  • Technologie sieci elektroenergetycznej (np. technologie ładowania elektrycznego w transporcie, technologie służące cyfryzacji sieci),
  • Technologie rozszczepienia jądrowego (np. technologie jądrowego cyklu paliwowego),
  • Technologie zrównoważonych paliw alternatywnych,
  • Technologie energii wodnej,
  • Technologie energii odnawialnej nieobjęte poprzednimi kategoriami (np. technologie energii dyfuzji, technologie energetyczne otoczenia inne niż pompy ciepła, technologie biomasy, technologie pozyskiwania gazu składowiskowego, technologie gazu z oczyszczalni ścieków),
  • Technologie efektywności energetycznej związane z systemem energetycznym (np. technologie sieci ciepłowniczej),
  • Technologie paliw odnawialnych pochodzenia niebiologicznego,
  • Rozwiązania biotechnologiczne w dziedzinie klimatu i energii,
  • Transformacyjne technologie przemysłowe na rzecz dekarbonizacji,
  • Technologie transportowania i wykorzystywania CO2,
  • Technologie napędu wiatrowego i elektrycznego w transporcie,
  • Technologie jądrowe nieobjęte poprzednimi kategoriami.

Dwie ścieżki do sukcesu

Technologie krytyczne oraz technologie ich łańcuchów wartości rozwijane będą w ramach projektów badawczo-rozwojowych, obejmujących badania przemysłowe i prace rozwojowe albo tylko prace rozwojowe, dofinansowane przez NCBR w dwóch ścieżkach:

  • Ścieżka A – dla projektów badawczo-rozwojowych, które wnoszą na rynek wewnętrzny UE innowacyjny lub najnowocześniejszy lub przełomowy element o znaczącym potencjale gospodarczym (wymagana jest kombinacja co najmniej dwóch z tych elementów),
  • Ścieżka B – dla projektów badawczo-rozwojowych, które przyczyniają się do ograniczania lub zwalczania strategicznej zależności Unii.

Budżet naborów to łącznie 300 mln zł (150 mln zostanie przeznaczonych na Ścieżkę A oraz drugie tyle – na Ścieżkę B).

Nabór wniosków o dofinansowanie dla projektów w Ścieżce A (Innowacyjność) rozpocznie się 6 października i potrwa do 14 listopada 2025 r. (w ostatnim dniu naboru do godz. 16.00). Z kolei nabór wniosków w Ścieżce B (Strategiczna niezależność) rozpocznie się 29 września i potrwa do 12 listopada 2025 r. (w ostatnim dniu naboru do godz. 16.00).

Poza projektami badawczo-rozwojowymi, znajdującymi się w gestii Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, w ramach inicjatywy STEP możliwe jest również finansowanie projektów o charakterze inwestycyjnym, obejmujących m.in. budowę linii produkcyjnych, rozbudowę zakładów czy wdrażanie kontroli jakości – w tym przypadku wnioski będą przyjmowane przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości.

Realizowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju nabór programu STEP w obszarze czystych i zasobooszczędnych technologii jest realizowany w ramach Priorytetu 5. „Wsparcie projektów realizujących cele inicjatywy STEP” programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki.

Polacy coraz chętniej donoszą skarbówce. Większość mija się z prawdą

W I połowie br. liczba informacji sygnalnych, potocznie określanych donosami, skierowanych do jednostek KAS, wzrosła o ponad 4% w porównaniu z analogicznym okresem 2024 roku. Jednak dane te nie są pełne, ponieważ jeszcze nie zakończył się okres sprawozdawczy za pierwsze półrocze. Jak zapewniają urzędnicy, wszystkie zgłoszenia są weryfikowane, również te anonimowe. W tej grupie znajdują się też sprawy przekazywane do ZUS-u, policji czy prokuratury. Natomiast trzeba też zaznaczyć, że nieprawidłowości dotyczące prawa podatkowego zostają potwierdzone tylko w znikomej części przypadków.   

Więcej donosów

Jak wynika z danych przekazanych przez 16 Izb Administracji Skarbowej, w I połowie br. liczba informacji sygnalnych, a więc tzw. donosów, skierowanych do jednostek KAS wyniosła 37,2 tys. Przy tym zestawienie nie jest pełne, bowiem nie zakończył się obowiązek sprawozdawczy urzędów skarbowych w tym zakresie. Zatem na chwilę obecną to o 4,2% więcej niż w analogicznym okresie 2024 roku, kiedy było ich 35,7 tys. Natomiast, zestawiając tegoroczne dane z tymi z I połowy 2023 roku, widać wzrost o 6%. Wówczas odnotowano 35,1 tys. takich przypadków.

– Dane te można odczytać jako sygnał umiarkowanego, acz wyraźnego wzrostu aktywności obywateli w zakresie zgłaszania potencjalnych naruszeń prawa podatkowego raczej tutaj nie widać. Z jednej strony może to wynikać z rosnącej świadomości podatników oraz łatwiejszego dostępu do oficjalnych kanałów zgłaszania. Z drugiej strony – może odzwierciedlać rzeczywisty wzrost nieprawidłowości w obrocie gospodarczym – komentuje prawnik Alicja Woźniak z kancelarii Ars Aequi.

Jak stwierdza Sebastian Polański z Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu, w porównaniu z latami poprzednimi obserwowana jest tendencja rosnąca otrzymywanych informacji za pośrednictwem Krajowego Telefonu Interwencyjnego KAS. Powodem wzrostu liczby zgłoszeń może być udostępnienie, poza całodobowym telefonem interwencyjnym oraz e-mailem, dodatkowych kanałów komunikacyjnych umożliwiających przekazanie informacji. To mobilna aplikacja na telefon e-Paragony oraz formularz elektroniczny na stronie BIP MF.

– Skala zjawiska informacji sygnalnych jest w ujęciu względnym relatywnie niewielka. Liczba zgłoszeń stanowi jedynie część spraw rozpatrywanych przez administrację skarbową. W porównaniu z liczbą podatników nie można jej uznać za dużą, choć nie jest też marginalna. Można ją określić jako umiarkowaną i zauważalną – dodaje ekspertka z Ars Aequi.

Zgłoszenia pod lupą

Z kolei Anna Jasnosz, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Kielcach, podkreśla, że KAS podchodzi do informacji sygnalnych rzetelnie, skrupulatnie, z dużym naciskiem na szybką i skuteczną weryfikację. Każda z nich jest poddawana wnikliwej analizie i weryfikowana w celu potwierdzenia lub zaprzeczenia treści przekazanych przez osobę zgłaszającą. W przypadku potwierdzenia treści przekazanych w informacji sygnalnej następują działania na dalszych etapach prowadzenia sprawy.

– O kolejności weryfikowania spraw decyduje data wpływu. Nie ma znaczenia, czy zgłaszający podpisał się swoimi danymi, czy zamierza pozostać anonimowy. Zdarzają się również przypadki, że zgłaszający, chcąc ukryć tożsamość, posługuje się nieprawdziwymi danymi osobowymi. Takie sprawy również poddajemy merytorycznej analizie pod kątem ryzyka wystąpienia nieprawidłowości z zakresu działania Krajowej Administracji Skarbowej – wyjaśnia dr Sebastian Osiński, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Szczecinie.

Jak zaznacza podkom. Sebastian Pakalski, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Gdańsku, decyzja o reakcji na informację sygnalną pozostaje w gestii właściwego naczelnika urzędu skarbowego lub urzędu celno-skarbowego. Działania sprowadzają się jednak w pierwszej kolejności do analizy otrzymanej informacji. Następnie może dojść do przeprowadzenia czynności sprawdzających, kontroli podatkowej, kontroli celno-skarbowej lub też innych działań przewidzianych powszechnie obowiązującym przepisami prawa. Natomiast Agnieszka Jóźwin-Dalecka, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Opolu, zaznacza, że zgłoszenia najczęściej zawierają opis różnych sytuacji obrazujących naruszenia prawa podatkowego. Jeśli informacje sygnalne nie dotyczą tej tematyki, przekazywane są do właściwych organów, np. ZUS-u, policji czy prokuratury.

– Kierunek działania, w którym decyzja o reakcji na informacje sygnalne pozostaje w gestii właściwego naczelnika, można uznać za odpowiedni. Pozwala to na elastyczne podejście do każdego zgłoszenia. Priorytetowe traktowanie analizy otrzymanej informacji przed podjęciem dalszych czynności jest zasadne. Minimalizuje to ryzyko nadmiernej ingerencji w sytuacje podatników oraz zapewnia, że decyzje kontrolne są podejmowane w oparciu o rzetelne dane – stwierdza Alicja Woźniak.

Potwierdzenie nieprawidłowości

Tylko część Izb Administracji Skarbowej dysponuje statystykami dotyczącymi skuteczności przekazywanych informacji sygnalnych. IAS w Szczecinie podaje, że w I połowie br. nieprawidłowości zostały potwierdzone w przypadku 4,5% zgłoszeń do urzędów skarbowych. Rok wcześniej było to 11%, a w pierwszych sześciu miesiącach 2023 roku – 7%. Średnia dla analizowanego okresu (pierwsze półrocza w latach 2023-2025) wyniosła więc 7,5%. IAS w Białymstoku wskazuje, że – według danych szacunkowych – ok. 80-90% informacji sygnalnych trafiających do urzędów skarbowych nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości, a ok. 75% – do urzędu celno-skarbowego. W Małopolsce średnio trzy czwarte spraw z anonimowych doniesień odkładanych jest do akt.

– Choć obywatele są aktywni w sygnalizowaniu potencjalnych uchybień, to większość zgłoszeń nie odnosi się do faktycznych naruszeń prawa podatkowego. Część sygnalistów dysponuje ograniczoną wiedzą prawną lub nie zna szczegółów sytuacji danego podatnika. Nie można jednak wykluczyć, że część zgłoszeń ma charakter instrumentalny. Dokonana jest z pobudek osobistych, chęci zemsty czy zazdrości – dodaje ekspertka z kancelarii Ars Aequi.

Jak podkreśla Bartosz Stróżyński, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Bydgoszczy, treść i sposób formułowania informacji wskazuje często na emocjonalny stosunek zawiadamiającego. Można się zatem domyślać, że zgłoszeń dokonują osoby skonfliktowane ze sobą w codziennym życiu – rodzina, sąsiedzi, klienci, byli wspólnicy i pracownicy. Informacje dotyczą zarówno przedsiębiorców, jak i osób fizycznych, które nie prowadzą działalności gospodarczej.

– Mimo niskiego odsetka spraw potwierdzonych, działania podejmowane po otrzymaniu informacji sygnalnych wykazują skuteczność w ramach systemu administracji skarbowej. Weryfikacja każdego zgłoszenia pozwala m.in. wyłapać realne naruszenia, dokumentować potencjalne ryzyka oraz zapewnić, że działania kontrolne są prowadzone zgodnie z obowiązującymi przepisami. Proces ten pełni również funkcję prewencyjną – podsumowuje Alicja Woźniak.

Nowe zasady opodatkowania fundacji rodzinnych – najem pod lupą fiskusa

29 sierpnia Ministerstwo Finansów zaprezentowało projekt nowelizacji ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, który wprowadza szereg zmian w funkcjonowaniu fundacji rodzinnych. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów jest propozycja opodatkowania przychodów z najmu nieruchomości, która znacząco wykracza poza wcześniejsze zapowiedzi resortu.

Od zapowiedzi do projektu – nagła zmiana kierunku

Jeszcze kilka miesięcy temu Ministerstwo Finansów zapowiadało, że opodatkowaniu zostanie poddany jedynie najem krótkoterminowy, traktowany jako działalność zbliżona do hotelarstwa. Projekt ustawy ujawniony pod koniec sierpnia poszerza jednak zakres zmian – zakłada, że każdy najem nieruchomości mieszkaniowych będzie obłożony podatkiem, z jednym wyjątkiem: gdy fundacja rodzinna wynajmuje lokal bezpośrednio osobie fizycznej na jej cele mieszkaniowe (model B2C).

Eksperci oceniają takie rozwiązanie jako niekonsekwentne i potencjalnie szkodliwe. W praktyce bowiem wyłącza ono możliwość wynajmu mieszkań przez fundacje np. firmom czy innym podmiotom prawnym, nawet jeśli ostatecznie lokale służą celom mieszkaniowym.

Najem i działalność gospodarcza – co się zmieni

Według projektu, od momentu wejścia w życie nowych regulacji:

  • najem krótkoterminowy (np. przez platformy rezerwacyjne, w formule turystycznej) zostanie wprost wyłączony ze zwolnienia podatkowego i objęty 19% CIT,
  • najem długoterminowy będzie korzystał ze zwolnienia tylko wtedy, gdy lokal zostanie wynajęty bezpośrednio osobie fizycznej i wyłącznie na jej potrzeby mieszkaniowe,
  • działalność hotelarska zostanie w całości wykluczona z katalogu działań dozwolonych dla fundacji rodzinnych.

Takie ograniczenia w ocenie specjalistów mocno komplikują zarządzanie majątkiem wniesionym do fundacji. Wiele rodzin planowało wykorzystywać ten instrument m.in. do długoterminowego inwestowania w nieruchomości.

Lock-up na aktywach i inne zmiany

Propozycje dotyczące najmu to tylko część szerszego pakietu. Projekt ustawy przewiduje również:

  • lock-up sprzedaży aktywów – trzyletni zakaz korzystania ze zwolnienia podatkowego przy sprzedaży składników majątku wniesionych do fundacji przez podmioty powiązane; dopiero po 36 miesiącach transakcja będzie wolna od CIT,
  • CFC (Controlled Foreign Company) – objęcie fundacji rodzinnych obowiązkiem podatkowym w przypadku posiadania kontrolowanych jednostek zagranicznych,
  • struktury transparentne podatkowo – doprecyzowanie, że dochody z takich struktur będą podlegały opodatkowaniu w Polsce,
  • pożyczki jako ukryte zyski – umorzone, przedawnione lub odpisane należności z tytułu pożyczek dla fundatora, beneficjentów lub osób powiązanych zostaną zakwalifikowane jako ukryte zyski.

Argumenty resortu finansów

Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański podkreślił, że celem projektu jest zwiększenie transparentności i ochrona fundacji rodzinnych przed nadużyciami:

„Zmiany nie są wymierzone w uczciwie działające fundacje. Mają one służyć tym, którzy korzystają z tego narzędzia zgodnie z jego przeznaczeniem. To zmiany punktowe, racjonalne i proporcjonalne. Nie możemy dopuścić, by pojedyncze przypadki zniechęciły dziesiątki czy setki rodzin do korzystania z tej formy prawnej.”

Podobne stanowisko wyraził Henryk Orfinger, przewodniczący Rady Nadzorczej Dr Irena Eris S.A., wskazując, że sukcesja w polskich firmach rodzinnych jest trudnym procesem, a fundacje rodzinne pomogły uporządkować kwestie własności i zarządzania. Jego zdaniem uszczelnienie systemu podatkowego nie powinno jednak uderzać w uczciwych przedsiębiorców.

Wątpliwości prawne i praktyczne

Eksperci zwracają uwagę na kilka problematycznych aspektów projektu:

  1. Retroaktywność przepisów – lock-up ma objąć aktywa wniesione do fundacji po 31 sierpnia 2025 r., co oznacza częściowo wsteczne działanie prawa. Może to budzić zastrzeżenia konstytucyjne.
  2. Niejasność co do okresu przejściowego – nie wiadomo, jak traktować zbycie mienia pomiędzy wskazaną datą a wejściem w życie ustawy.
  3. Ograniczenie inwestycji w nieruchomości – w praktyce fundacje rodzinne zostaną pozbawione możliwości wynajmu krótkoterminowego, a najem długoterminowy będzie korzystny tylko w przypadku umów zawieranych bezpośrednio z konsumentami.
  4. Ryzyko podwójnego opodatkowania – w przypadku udziału w zagranicznych strukturach transparentnych podatkowo, przychody mogą być obciążone podatkiem zarówno za granicą, jak i w Polsce.

Fundacje rodzinne – instrument sukcesyjny, nie podatkowy

Do końca kwietnia 2025 r. złożono już niemal 4 tysiące wniosków o rejestrację fundacji rodzinnych, z czego ponad 2,5 tysiąca zostało zarejestrowanych. Popularność tej formy wynika z jej użyteczności w planowaniu sukcesji międzypokoleniowej.

Celem fundacji rodzinnej nie jest optymalizacja podatkowa, lecz zapewnienie stabilności biznesu rodzinnego i ochrona majątku. Dlatego eksperci podkreślają, że projektowane zmiany powinny być dokładnie wyważone – by z jednej strony zamknąć drogę do nadużyć, z drugiej nie zniechęcić uczciwych firm do korzystania z tego narzędzia.

Podsumowanie

Projekt zmian w opodatkowaniu fundacji rodzinnych wywołał szeroką dyskusję. Z jednej strony resort finansów chce uszczelnić system i zapobiec wykorzystywaniu fundacji do celów podatkowych, z drugiej – nowe przepisy mogą znacząco ograniczyć atrakcyjność tego instrumentu w obszarze inwestycji w nieruchomości.

Największe kontrowersje budzi opodatkowanie najmu – szczególnie fakt, że preferencja podatkowa obejmie wyłącznie umowy bezpośrednie z osobami fizycznymi na cele mieszkaniowe. W ocenie ekspertów to rozwiązanie nadmiernie restrykcyjne, które w praktyce ograniczy elastyczność fundacji i może podważyć sens wielu dotychczasowych modeli inwestycyjnych.

Katowice chcą od deweloperów 30-krotności podatku

Katowice zdecydowały się na radykalny krok wobec firm deweloperskich – podatek od niesprzedanych lokali mieszkalnych wzrósł nawet 30-krotnie. Miasto argumentuje, że skoro mieszkanie nie jest wykorzystywane do celów mieszkaniowych, a pozostaje w rękach spółki deweloperskiej, należy traktować je jako element działalności gospodarczej, a nie zwykły lokal mieszkalny.

Od preferencji do maksymalnej stawki

Do tej pory deweloperzy płacili za niesprzedane lokale stawkę obowiązującą dla mieszkań, czyli 1,19 zł za m². Teraz urzędnicy stosują stawkę dla nieruchomości wykorzystywanych w działalności gospodarczej – aż 34 zł za m².

Różnica jest ogromna. Przykładowo:

  • mieszkanie o powierzchni 50 m² oznaczało dotąd roczny podatek rzędu 60 zł,
  • po zmianie obciążenie wzrasta do 1700 zł rocznie.

Jeżeli deweloper posiada kilkanaście czy kilkadziesiąt niesprzedanych lokali, łączne koszty rosną do dziesiątek, a nawet setek tysięcy złotych.

Podstawa prawna i argumenty miasta

Katowiccy urzędnicy powołują się na wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z jesieni 2024 r., który potwierdził możliwość stosowania wyższych stawek w przypadku mieszkań niewykorzystywanych na cele mieszkaniowe.

Miasto tłumaczy, że takie lokale mogą służyć np. jako mieszkania pokazowe czy być utrzymywane w ramach działalności deweloperskiej. W takiej sytuacji – zdaniem samorządu – nie ma podstaw, by stosować preferencyjną stawkę podatku, którą objęci są zwykli mieszkańcy.

Reakcja branży deweloperskiej

Środowisko deweloperskie przyjęło decyzję z oburzeniem. Firmy wskazują, że rynek mieszkaniowy znajduje się obecnie w trudnej sytuacji – sprzedaż spowolniła, rosną koszty budowy i finansowania, a dodatkowe obciążenia podatkowe pogarszają kondycję sektora.

Bartosz Krawczak z Polskiego Związku Firm Deweloperskich w rozmowie z Gazetą Wyborczą zapowiedział, że branża będzie składała odwołania od decyzji miasta.

– Nie jest to sytuacja, którą deweloperzy przyjmują ze stoickim spokojem. Na pewno firmy będą się odwoływały od decyzji władz Katowic – podkreślił.

Szersze konsekwencje

Podatek od nieruchomości jest podatkiem lokalnym, którego wysokość ustala gmina, jednak maksymalne stawki określa państwo. Decyzja Katowic może stać się precedensem dla innych miast, które borykają się z dużą liczbą pustostanów deweloperskich i chcą zwiększyć dochody budżetowe.

Dla deweloperów oznacza to jednak dodatkowe ryzyko finansowe. Jeśli inne samorządy pójdą śladem Katowic, niesprzedane lokale mogą stać się znaczącym obciążeniem kosztowym, co może wymusić obniżki cen mieszkań lub zmiany w strategiach inwestycyjnych firm.

Leasing samochodu – jakie czynniki wpływają na jego koszt?

Leasing samochodu to popularna forma finansowania pojazdu, która pozwala na korzystanie z nowego auta bez konieczności jego zakupu. Zanim zdecydujesz się na tę opcję, warto poznać kluczowe aspekty leasingu. W tym artykule odpowiemy na najważniejsze pytania dotyczące kosztów i warunków leasingu samochodowego.

Czym właściwie jest leasing samochodu?

Leasing samochodu to długoterminowa umowa, w ramach której otrzymujesz prawo do użytkowania pojazdu w zamian za regularne opłaty miesięczne. Typowy okres leasingu trwa od 24 do 48 miesięcy. Po zakończeniu umowy zwracasz auto firmie leasingowej. Ta forma finansowania pozwala Ci jeździć nowym samochodem bez obaw o jego wartość rezydualną czy koszty amortyzacji1.

Od czego zależy całkowity koszt leasingu?

Całkowity koszt leasingu jest sumą wszystkich wydatków związanych z umową. Główne czynniki wpływające na jego wysokość to:

  • Okres umowy – im dłuższy, tym niższe miesięczne raty, ale wyższy koszt całkowity.
  • Wysokość opłaty wstępnej – większa wpłata początkowa obniża miesięczne raty.
  • Wartość wykupu pojazdu – określona na koniec umowy.
  • Oprocentowanie – wpływa na wysokość rat leasingowych.
  • Przebieg roczny – wyższy limit kilometrów zwiększa koszt leasingu.

Jakie dodatkowe koszty wiążą się z leasingiem?

Oprócz miesięcznych rat leasingowych, musisz uwzględnić:

  • Ubezpieczenie – często wymagane jest pełne ubezpieczenie AC/OC.
  • Serwis i naprawy – zależnie od warunków umowy.
  • Opłaty za przekroczenie limitu kilometrów.
  • Ewentualne kary za wcześniejsze rozwiązanie umowy.
  • Opłaty administracyjne i rejestracyjne.

To najbardziej popularne rodzaje dodatkowych kosztów, które mogą wiązać się z użytkowaniem leasingowanego pojazdu. Warto upewnić się jakie potencjalne opłaty wiążą się z podpisaniem umowy u konkretnego leasingodawcy2.

Jak porównywać oferty leasingowe? 

Kluczem jest analiza TCO (Total Cost of Ownership)3, czyli wszystkich kosztów:

  1. Suma rat + opłata wstępna + wartość wykupu.
  2. Dodatkowe opłaty: ubezpieczenie, serwis, kary za przekroczenie limitu kilometrów.
  3. Koszty utrzymania (paliwo, wymiana opon).

mamGO to platforma, na której możesz w jednym miejscu i w prosty sposób znaleźć odpowiedni dla siebie samochód oraz wybrać jedną z dostępnych form finansowania. Na platformie dostępna jest porównywarka ofert, kalkulator opłat i rat miesięcznych, a także licznik emisji CO2 co ułatwia wybór najlepszego rozwiązania, dopasowanego do potrzeb i stylu życia.

Podsumowując czynniki wpływające na koszt leasingu samochodowego

Decydując się na leasing, zawsze oblicz całkowity koszt (suma wszystkich opłat). Sprawdź elastyczność umowy (możliwość zmiany limitu km, wcześniejszego wykupu). Porównaj co najmniej 3 oferty od różnych dostawców. Uwzględnij koszty dodatkowe (np. obowiązkowe ubezpieczenie AC). Pamiętaj, że optymalna oferta to taka, która łączy przystępne raty z transparentnymi warunkami i niskim TCO.

Podmiotem zawierającym umowy leasingu jest BNP Paribas Leasing Services Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie, ul. Grzybowska 78, 00-844 Warszawa.

Właścicielem i udostępniającym Platformę mamGO jest BNP Paribas Group Service Center S.A. z siedzibą w Warszawie przy ul. Grzybowskiej 78, 00-844 Warszawa.

Niniejszy materiał nie jest ofertą. Materiał ten nie ma waloru porady prawnej ani podatkowej, a także nie stanowi pośrednictwa kredytowego, ubezpieczeniowego czy porady inwestycyjnej. Treści podlega ochronie prawnej, w szczególności wynikającej z ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 4 lutego 1994 r. oraz o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji z 16 kwietnia 1993 r.

Źródła:

  1. https://www.infakt.pl/jak-rozliczyc-koszty-leasingu/
  2. https://www.warta.pl/porada/jakie-dodatkowe-koszty-nalezy-uwzglednic-przy-zakupie-samochodu-w-leasingu/
  3. https://www.shell.pl/biznesowi/karta-paliwowa/blog/tco-czyli-total-cost-of-ownership-dlaczego-jest-istotny-dla-flotowcow.html

Bezpłatna szkoła tylko w teorii – jakie wydatki naprawdę ponoszą rodzice?

Choć Konstytucja RP gwarantuje, że nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna, każdy rodzic wie, że rok szkolny oznacza wydatki znacznie wykraczające poza podręczniki i wyprawkę. W praktyce pojawiają się dziesiątki dodatkowych opłat – od składek na Radę Rodziców, przez wycieczki, po prezenty dla nauczycieli i dzieci. Czy wszystkie te koszty są zgodne z prawem?

Bezpłatna szkoła – teoria kontra praktyka

Art. 70 ust. 2 Konstytucji RP jasno stanowi, że „nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna”. Przepisy ustawy – Prawo oświatowe rozwijają tę zasadę, wskazując, że obowiązek szkoły obejmuje zapewnienie uczniom bezpłatnego dostępu do edukacji i materiałów dydaktycznych. „Wszelkie opłaty narzucane przez szkołę, takie jak ‘składki klasowe’ czy obowiązkowe wpłaty na komitet rodzicielski, nie mają podstawy prawnej – podkreśla adwokat Tymoteusz Paprocki z Kancelarii Paprocki, Wojciechowski
& Partnerzy. – Art. 84 ustawy wyraźnie mówi, że fundusze rady rodziców pochodzą z dobrowolnych składek. Brak wpłaty nie może powodować żadnych negatywnych konsekwencji wobec dziecka”.

Składki na Radę Rodziców i prezenty

Rada Rodziców, potocznie nazywana komitetem, funkcjonuje w każdej szkole i ma prawo gromadzić środki na wspieranie placówki. Jednak – jak tłumaczy mecenas Paprocki –„kluczowe jest to, że składki mają charakter wyłącznie dobrowolny. Brak wpłaty nie może w żadnym przypadku wpływać na ocenę, traktowanie ucznia ani jego udział w zajęciach czy wydarzeniach szkolnych”.

Podobnie wygląda kwestia składek na prezenty dla nauczycieli czy dla dzieci z okazji świąt. To inicjatywy społeczne rodziców, które nie wynikają z żadnych przepisów prawa. „Takie wpłaty są całkowicie dobrowolne. Jeśli rodzic nie zdecyduje się na udział w zbiórce, dziecko nie może być w żaden sposób piętnowane” – dodaje prawnik.

Wycieczki, kino, teatr, spotkania z autorami – dodatkowe, nie obowiązkowe

Kolejną kategorią kosztów są wycieczki czy wyjścia do kina i teatru. Z jednej strony to wartościowe elementy życia szkolnego, z drugiej – poważne obciążenie finansowe dla rodziców. „Wycieczki to forma zajęć dodatkowych, uregulowana w rozporządzeniu MEN z 25 maja 2018 r. Udział wymaga zgody rodziców i wiąże się z kosztami, ale ma charakter całkowicie dobrowolny” – zaznacza adwokat Paprocki. „Jeżeli uczeń nie jedzie na wycieczkę, szkoła ma obowiązek zapewnić mu opiekę na miejscu”.

Rodzice często sygnalizują też problem związany z wizytami autorów książek w szkołach. Dzieci bywają podczas takich spotkań zachęcane, a czasem nawet czują się zobligowane do zakupu książki. „Szkoła ani zaproszeni goście nie mogą zobowiązywać uczniów lub rodziców do zakupu książek czy innych publikacji. Udział w spotkaniu nie może być uzależniony od zakupu, a dziecko nie może ponosić negatywnych konsekwencji, jeśli rodzic nie zdecyduje się na taki wydatek” – wyjaśnia mecenas Paprocki.

Podobnie wygląda kwestia dodatkowych ćwiczeń czy materiałów edukacyjnych. „Nauczyciel może wskazywać wartościowe książki, ale nie może ich narzucać. Podstawowe podręczniki w szkołach podstawowych finansowane są przez państwo. Decyzja o zakupie dodatkowych ćwiczeń należy wyłącznie do rodziców” – dodaje prawnik.

Obiady – płatne, ale z możliwością wsparcia

Innym kosztem, z którym muszą liczyć się rodzice, są obiady w szkolnej stołówce. To jedyny obszar, gdzie szkoła faktycznie pobiera opłaty, ponieważ chodzi o usługę, a nie o element bezpłatnej nauki. „Opłaty za posiłki są zgodne z prawem, ale gmina może dofinansować obiady dzieciom z rodzin o niskich dochodach. Ustawa o pomocy społecznej nakłada na samorządy obowiązek wsparcia, aby żadne dziecko nie zostało pozbawione posiłku” – podkreśla adwokat Paprocki.

Wsparcie systemowe

Świadczenie „Dobry Start”, czyli popularne 300+ na wyprawkę szkolną, przysługuje raz w roku wszystkim uczniom do ukończenia 20. roku życia (lub 24. roku życia w przypadku uczniów z orzeczoną niepełnosprawnością), którzy uczą się w szkole podstawowej, ponadpodstawowej, policealnej czy w szkole dla dorosłych. Nie obejmuje studentów.  Świadczenie dotyczy wyłącznie uczniów w rozumieniu ustawy – Prawo oświatowe. Student natomiast podlega ustawie – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, dlatego nie jest w tej grupie. Program ma wspierać rodziny w corocznych kosztach wyprawki szkolnej – zeszytów, plecaków, przyborów – wyjasnia adwokat Paprocki. Na studiach takiego obowiązkowego pakietu już nie ma, a państwo zapewnia inne formy wsparcia, np. stypendia socjalne, stypendia dla osób z niepełnosprawnościami czy stypendia rektora.

Prawa rodzica – czego możesz odmówić, a co musisz opłacić

Musisz opłacić:

  • Obiady w stołówce (choć gmina może dofinansować).
  • Wycieczki, kino, teatr – jeśli rodzic wyrazi zgodę na udział dziecka.

Możesz odmówić:

  • Składki na Radę Rodziców / komitet klasowy.
  • Składki na prezenty dla nauczycieli i dzieci.
  • Zakup dodatkowych książek czy ćwiczeń spoza podstawy programowej.
  • Kupno książek od autorów zaproszonych do szkoły.

Pamiętaj:

  • Brak wpłaty nie może wpływać na oceny, udział w zajęciach ani traktowanie dziecka (art. 84 ust. 6 ustawy – Prawo oświatowe).
  • Szkoła musi zapewnić opiekę dziecku, które nie jedzie na wycieczkę.

Choć szkoła publiczna z założenia jest bezpłatna, rodzice muszą być przygotowani na liczne dodatkowe wydatki. Najważniejsze jednak, by wiedzieli, że żadna wpłata na komitet, prezent czy dodatkową książkę nie jest obowiązkowa – a brak składki nie może w żaden sposób wpływać na dziecko.

Druga połowa 2025 roku – ostatnia szansa na pełne wykorzystanie funduszy europejskich

Druga połowa 2025 roku otwiera przed przedsiębiorcami unikalne możliwości pozyskania środków europejskich i międzynarodowych. Jesteśmy w kluczowym momencie wdrażania polityki spójności, rewizji Krajowego Planu Odbudowy (KPO) oraz tworzenia nowatorskich instrumentów, takich jak STEP. Dla firm planujących inwestycje w innowacje, zieloną transformację czy automatyzację produkcji – to ostatni moment, aby przygotować się do wykorzystania ogromnego potencjału środków dostępnych na rynku. Kluczowe jest strategiczne podejście do wyboru odpowiednich instrumentów i profesjonalne przygotowanie projektów. 

Tempo realizacji programów europejskich stwarza rosnące napięcie między jakością projektów, a koniecznością szybkiej kontraktacji środków. Dla przedsiębiorców oznacza to konieczność jeszcze lepszego przygotowania wniosków i precyzyjnego dopasowania do kryteriów konkursu. Kluczowe staje się nie tylko posiadanie innowacyjnego pomysłu, ale także wykazanie jego wpływu na zwiększenie niezależności technologicznej czy redukcję śladu węglowego, aby dopasować się do wymogów konkursów i uzyskać dofinansowanie.

Inicjatywa STEP – nowa jakość w finansowaniu technologii strategicznych

Celem platformy STEP jest wsparcie innowacyjnych projektów, które przyczyniają się do rozwoju strategii suwerenności technologicznej Unii Europejskiej. Wsparcie koncentruje się na trzech kluczowych dziedzinach:

  • Biotechnologii,
  • Technologiach cyfrowych,
  • Czystych i zasobooszczędnych technologiach.

Platforma STEP, czyli Platforma na rzecz Technologii Strategicznych dla Europy, dysponuje budżetem przekraczającym 1,8 miliarda złotych, w ramach 13 nowych naborów wprowadzonych w programie FENG.

Program STEP oferuje dwie ścieżki finansowania. Ścieżka A wspiera projekty innowacyjne, które wnoszą na rynek wewnętrzny przełomowe elementy o znaczącym potencjale gospodarczym. Ścieżka B stanowi kompletną nowość w systemie, koncentrując się na projektach mających znaczenie dla strategicznej niezależności UE, które przyczyniają się do ograniczania zależności od zewnętrznych dostawców w kluczowych obszarach technologicznych.

Wśród usprawnień proceduralnych warto wymienić możliwość składania fiszek projektowych przez firmy, co pozwala na wstępną ocenę przed złożeniem pełnego wniosku. To znaczące uproszczenie, które ma na celu zwiększenie szans na efektywną ocenę projektów oraz ograniczenie liczby składanych wniosków.

Ścieżka SMART – elastyczne wsparcie dla innowatorów

Ścieżka SMART to flagowy instrument programu FENG, dzięki któremu przedsiębiorcy mogą w ramach jednego wniosku ubiegać się o środki na cały łańcuch innowacji – od pomysłu, przez badania, aż po komercjalizację i promocję.

Konkurs umożliwia przedsiębiorcom modułowe projektowanie wsparcia w zależności od specyfiki ich działalności i etapu rozwoju innowacji. Moduły B+R lub Wdrożenia innowacji mogą być uzupełnione o komponenty związane z cyfryzacją, zazielenieniem procesów, internacjonalizacją czy rozwojem kompetencji, co pozwala kompleksowo podejść do transformacji firmy.

Dotychczas w ramach Ścieżki SMART zrealizowano szereg innowacyjnych projektów, które otrzymały dofinansowanie. Warto pokazać kilka ciekawych przykładów. To m.in.:

  • opracowanie mikrobiologicznie wzbogaconych nawozów organicznych;
  • innowacyjna technologia produkcji twarogu o dłuższym terminie przydatności;
  • zautomatyzowana technologia wytwarzania elementów turbiny niskiego ciśnienia
  • platforma IT wykorzystująca AI do projektowania nowych cząsteczek lipidowych.

Te projekty, finansowane w ramach Ścieżki SMART, stanowią doskonały przykład, jak wsparcie innowacji może przyczynić się do rozwoju nowoczesnych technologii oraz zrównoważonego rozwoju różnych sektorów gospodarki. Dzięki elastycznym rozwiązaniom, przedsiębiorcy zyskują możliwość skutecznej adaptacji i wprowadzenia na rynek nowatorskich produktów i usług.

Obecnie trwa nabór dedykowany projektom realizowanym w konsorcjach, otwarty od 1 lipca do 30 września 2025 r.

Kredyt ekologiczny – zielone finansowanie

Kredyt ekologiczny z programu FENG to jeden z najpopularniejszych instrumentów wsparcia dla przedsiębiorstw. Program oferuje dofinansowanie do wydatków związanych z modernizacją infrastruktury w celu ograniczenia zużycia energii pierwotnej o minimum 30%.

Nabór wniosków planowany jest od 24 października 2025 roku do 8 stycznia 2026 roku i jest skierowany zarówno do małych i średnich przedsiębiorstw, jak i dużych firm zatrudniających do 3000 osób.

Mechanizm kredytu ekologicznego łączy inwestycyjny kredyt bankowy z dofinansowaniem przeznaczonym na spłatę kapitału kredytu, co czyni go szczególnie atrakcyjnym dla firm planujących kompleksową modernizację energetyczną.

Warunkiem uczestnictwa jest przedstawienie umowy warunkowej lub promesy kredytu od banku oraz wykazanie odpowiedniego poziomu oszczędności energetycznej w planowanym projekcie na podstawie przeprowadzonego audytu.

Bank Millennium aktywnie uczestniczy w szeregu transakcji w ramach kredytu ekologicznego, wspierając przedsiębiorstwa w realizacji projektów zwiększających efektywność energetyczną. Do najczęściej finansowanych inwestycji należą m.in. kompleksowe działania termomodernizacyjne, wdrażanie energooszczędnych technologii w zakładach produkcyjnych, modernizacja infrastruktury produkcyjnej oraz finansowanie instalacji OZE i systemów zarządzania energią. Dzięki tym inicjatywom firmy znacząco obniżyły zużycie energii, poprawiły konkurencyjność oraz zmniejszyły swój ślad węglowy.

Fundusze Norweskie – nowe rozdanie na horyzoncie

23 kwietnia 2025 roku w Warszawie podpisano porozumienie otwierające czwartą edycję Funduszy Norweskich i EOG w Polsce. Polska otrzyma 4 miliardy złotych wsparcia, co stanowi 25% całkowitej alokacji dla wszystkich 15 państw objętych programem. Rozpoczęcie pierwszych programów planowane jest na przełom 2025 i 2026 roku.

Fundusze Norweskie dla przedsiębiorców koncentrują się na rozwoju zielonych technologii, transformacji energetycznej i wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań środowiskowych. Szczególnie istotne będą dwa priorytety: Badania Stosowane i Innowacje z budżetem około 343 mln zł oraz Zielona Przedsiębiorczość i Innowacje z alokacją około 236 mln zł. Okres kwalifikowalności projektów rozpoczął się 24 kwietnia 2025 r. i potrwa do końca kwietnia 2031 r., co daje beneficjentom długoterminową perspektywę planowania i realizacji inwestycji.

Programy regionalne – lokalne odpowiedzi na globalne wyzwania

Urzędy Marszałkowskie w Polsce realizują ambitne plany naborów w ramach regionalnych programów operacyjnych. Każdy region dostosowuje ofertę do swoich specyficznych lokalnych potrzeb gospodarczych. Priorytety regionów obejmują głównie rozwój innowacyjności, transformację energetyczną, cyfryzację oraz gospodarkę o obiegu zamkniętym.

W drugiej połowie 2026 r. przedsiębiorcy z województwa podlaskiego oraz terenu Wielkopolski Wschodniej będą mogli ubiegać się o finansowanie prac badawczo-rozwojowych. Natomiast region śląski, lubelski oraz lubuski umożliwi wsparcie wdrażania wyników prac B+R dotyczących innowacji produktowych i procesowych.

Województwo zachodniopomorskie skoncentruje się na wspieraniu inwestycji w wyspecjalizowane rozwiązania cyfrowe. Z kolei region warmińsko-mazurski, podkarpacki oraz podlaski planują nabory dedykowane wdrażaniu rozwiązań zgodnych z ideą gospodarki o obiegu zamkniętym (GOZ), obejmujących m.in. ponowne wykorzystanie surowców, ograniczenie odpadów i poprawę efektywności materiałowej, co ma służyć obniżeniu kosztów prowadzenia działalności.

KPO w kluczowej fazie realizacji – ostatnia szansa

Krajowy Plan Odbudowy znajduje się w krytycznej fazie wdrażania. Kluczową informacją jest planowane wydłużenie terminu realizacji KPO do końca 2026 roku, przy czym inwestycje muszą być zgłoszone jako zrealizowane do końca sierpnia 2026, ale odbiory i płatności mogą być dokonywane później. Planowana jest jedna duża, prawdopodobnie ostatnia rewizja KPO, która pozwoli na zwiększenie alokacji na dobre projekty na listach rezerwowych i przekierowanie środków z inwestycji opóźnionych.

Obecnie trwa nabór w zakresie instrumentów zwrotnych na transformację cyfrową, które są wdrażane przez Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK).

Strategiczne planowanie finansowania

Sukces w pozyskiwaniu środków europejskich wymaga kompleksowego podejścia – od analizy potrzeb rozwojowych, przez weryfikację planowanych nakładów, po wybór optymalnej kombinacji finansowania własnego, kredytowego i dotacyjnego.

Spora liczba planowanych konkursów pozwoli dopasować możliwości do rzeczywistych potrzeb firm, co powinno przełożyć się na wzrost konkurencyjności polskich przedsiębiorstw na arenie międzynarodowej.

Wybór odpowiedniego partnera finansowego, oferującego nie tylko doradztwo w zakresie przygotowania wniosków, ale także kompleksowe instrumenty finansowania pomostowego projektów unijnych, staje się kluczowy dla sukcesu w nowym, bardziej wymagającym środowisku regulacyjnym.

Autor: Joanna Tytz, ekspertka Centrum Kompetencji Funduszy Unijnych w Banku Millennium

Branża drzewno-meblarska w kryzysie. Potrzebne systemowe działania naprawcze

O sytuacji w polskiej branży drzewnej i meblarskiej oraz potrzebie systemowych działań naprawczych opowiada Jarosław Michniuk, Wiceprezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli i Prezes Zarządu Paged Meble. Ekspert będzie uczestniczył w panelu dyskusyjnym na temat globalizacji rynku meblarskiego podczas wrześniowego X Ogólnopolskiego Kongresu Meblarskiego w Poznaniu.

Najbliższa edycja Ogólnopolskiego Kongresu Meblarskiego poświęcona będzie sytuacji nie tylko w branży meblarskiej, ale w całym sektorze drzewnym. Jakie wyzwania stoją dziś przed polskim przemysłem drzewnym i meblarskim?

Hasłem przewodnim tegorocznego Kongresu powinna być konkurencyjność polskiego przemysłu drzewnego i meblarskiego. Po latach imponującego wzrostu – od 2010 roku przychody branży zwiększyły się z 25 mld zł do ponad 60 mld zł rocznie – po 2022 roku nastąpiło gwałtowne wyhamowanie. Dotychczasowy sukces był możliwy dzięki przewidywalnym warunkom działania: stabilnym cenom surowca, niskim kosztom pracy, rozwojowi branży płytowej i intensywnym inwestycjom w nowoczesne technologie. Dziś te atuty są zagrożone.

Polska zmaga się z najwyższymi cenami drewna w Europie, ograniczeniami w jego pozyskiwaniu, szybkim wzrostem płacy minimalnej przewyższającym tempo wzrostu wydajności, a także jednymi z najwyższych kosztów energii elektrycznej na kontynencie. W efekcie skala działalności maleje, a rentowność firm spada.

W 2024 roku zyskowność producentów mebli obniżyła się o 20%, a w segmencie drzewnym nawet od 30 do 80%. Zatrudnienie w branży spadło o blisko 30 tys. osób względem rekordowego poziomu 170 tys. pracowników. Jednocześnie rośnie import produktów z Chin, administracja USA wprowadza ograniczenia dla towarów z Europy, a dodatkowe koszty generują unijne regulacje – EUDR czy ESPR.

W tej sytuacji konieczne jest poważne spojrzenie na katalog działań naprawczych, zarówno po stronie samych przedsiębiorstw, jak i polityki gospodarczej państwa.

Jakie konsekwencje dla polskiej gospodarki może przynieść brak zdecydowanych działań naprawczych w sektorze drzewno-meblarskim?

Zaniechanie działań naprawczych oznaczałoby ograniczenie skali polskiego przemysłu drzewno-meblarskiego, który odpowiada dziś za 15% polskiego eksportu. Sam sektor meblarski wysyła za granicę aż 90% swojej produkcji, dlatego ewentualne osłabienie oznaczałoby nie tylko spadek rentowności przedsiębiorstw, lecz także mniejsze wpływy do budżetu państwa. W praktyce mogłoby to prowadzić do dalszych zwolnień grupowych, a nawet bankructw.

Czy są jakieś konkretne rozwiązania, które mogłyby w realny sposób poprawić sytuację w polskiej branży drzewno-meblarskiej?

Rozwiązania nie leżą wyłącznie w gestii firm – niezbędna jest spójna i długofalowa polityka państwa. Pierwszym krokiem mogłaby być stabilizacja i obniżenie cen drewna z Lasów Państwowych, co przy ich zyskach netto rzędu 700–900 mln zł rocznie jest w pełni realne. Paradoksalnie, takie działanie zwiększyłoby wpływy budżetowe, ponieważ wyższa aktywność branży przełożyłaby się na wzrost wpływów z VAT, CIT i PIT. Wystarczy jeden podpis Dyrektora Lasów Państwowych.

Ważnym elementem jest również stopniowe obniżanie kosztów energii poprzez transformację energetyczną oraz dostosowanie tempa wzrostu płacy minimalnej do rzeczywistych możliwości gospodarki.

Kluczowa pozostaje także aktywna rola państwa w dialogu z instytucjami unijnymi. Branża oczekuje powołania Rady Drzewno-Meblowej przy Kancelarii Premiera, której utworzenie zostało zapowiedziane, lecz po zmianach rządowych nie zostało dotąd zrealizowane. To właśnie działania systemowe przesądzą o przyszłości sektora.

Dlaczego warto wziąć udział w tegorocznym Kongresie i w dyskusji na temat przyszłości branży?

Tylko wspólne i dobrze przemyślane stanowisko całej branży daje realną szansę na przeprowadzenie koniecznych zmian. Kongres jest miejscem szerokiego dialogu przedsiębiorców, którzy razem mogą wskazać kierunki rozwoju i przedstawić je decydentom.

W tym roku spotkanie ma szczególny wymiar – świętujemy 30-lecie istnienia Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, a po raz pierwszy obecni będą także przedstawiciele EFIC, czyli Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Mebli. To ważna okazja, by poznać doświadczenia z rynku unijnego i wspólnie poszukiwać rozwiązań w obliczu globalnych wyzwań.

Tegoroczny Kongres zapowiada się jako wydarzenie wyjątkowo inspirujące i potrzebne, ponieważ tylko razem możemy skutecznie wpłynąć na przyszłość polskiej branży drzewno-meblarskiej.

Popyt na kredyty mieszkaniowe wciąż rośnie – sierpień 2025 z wyraźnym wzrostem

Wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w sierpniu 2025 roku wzrosła o 52,5% w ujęciu rocznym – wynika z danych Biura Informacji Kredytowej (BIK). Oznacza to, że banki i SKOK-i przesłały do BIK w przeliczeniu na dzień roboczy zapytania o kredyty na kwotę wyższą niż w sierpniu 2024 r.

Więcej osób po kredyt, choć mniej niż w lipcu

W sierpniu bieżącego roku o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 35,3 tys. osób. To o 33,8% więcej niż rok wcześniej, kiedy liczba ta wyniosła 26,4 tys. osób. W porównaniu do lipca 2025 r. liczba wnioskujących spadła jednak o 13,7%, co sugeruje chwilowe wyhamowanie dynamiki.

Wyższe kwoty kredytów

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w sierpniu 2025 r. wyniosła 467,91 tys. zł. To o 8,6% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W porównaniu z lipcem bieżącego roku średnia spadła o 1,2%, jednak – jak podkreślają analitycy – trend długoterminowy wskazuje na systematyczny wzrost.

Eksperci: sprzyjają stopy i wynagrodzenia

– W sierpniu w ujęciu rocznym wzrosła o ponad 1/3 liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy i to pomimo nadal wysokiego na tle innych krajów UE poziomu stóp procentowych. Dane potwierdzają wzrost zainteresowania zaciągnięciem kredytu mieszkaniowego – komentuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Zdaniem eksperta, rosnący popyt to efekt stopniowych obniżek stóp procentowych i oczekiwań na kolejne, a także wzrostu nominalnych wynagrodzeń o 9% rok do roku. Czynniki te zwiększają zdolność kredytową Polaków. Dodatkowo na decyzje kupujących wpływa sytuacja na rynku mieszkaniowym – szeroka oferta mieszkań na rynku pierwotnym mobilizuje część kredytobiorców do szybszego podjęcia decyzji.

– Na wysokość wartości BIK Indeksu Popytu duży wpływ ma również średnia kwota wnioskowanego kredytu, która w sierpniu br. była wyższa o 8,6% niż rok temu. W mojej opinii, w kolejnych miesiącach padnie kolejny rekord średniej wnioskowanej kwoty kredytu – dodaje prof. Rogowski.

BIK Indeks Popytu na kredyty mieszkaniowe mierzy wartość zapytań o kredyty składanych przez klientów indywidualnych i porównuje je z wynikami sprzed roku. Jest to ważne narzędzie dla analityków i instytucji finansowych, ponieważ pozwala ocenić bieżące trendy i prognozować poziom akcji kredytowej w kolejnych miesiącach.

Łowcy okazji i obojętni na rabaty – młode pokolenie różnicuje strategie zakupowe

0

Jak wynika z najnowszego raportu rynkowego, Polacy w wieku 18-25 lat najczęściej robią od 20% do 40% codziennych zakupów w promocjach – 32,5%. Głównie dotyczy to osób z dochodami w przedziale 3000-4999 zł, ze średnim wykształceniem i z mniejszych miejscowości. Z kolei 26,5% młodych konsumentów kupuje na co dzień od 40% do 60% podstawowych produktów w promocjach. 13,6% respondentów nie potrafi się określić w tej kwestii. Najmniej wskazań mają przedziały od 80% do 100% – 4,1% badanych, od 60% do 80% – 10,7% ankietowanych, a także poniżej 20% – 12,6% uczestników sondażu.

Polacy w wieku 18-25 lat zostali zapytani o to, w jakich proporcjach robią codzienne zakupy w promocjach w stosunku do cen regularnych. Najwięcej wskazań, bo 32,5%, ma przedział od 20% do 40%. Tak wynika z raportu UCE RESEARCH i Shopfully pt. „Młodzi Polacy na zakupach. Edycja IV”. – Młodzi konsumenci wybierają złoty środek. Często korzystają z promocji, bo są wyczuleni na cenę i mają ograniczone budżety. Jednocześnie nie zawsze mogą pozwolić sobie na czekanie na rabat, bo pewne zakupy trzeba zrobić od razu. Nie chcą poświęcać zbyt wiele czasu i energii na planowanie zakupów tylko pod kątem obniżek – mówi Robert Biegaj, współautor badania i Country Manager w Shopfully.

Do tego ekspert dodaje, że w polskich sklepach duża część asortymentu jest regularnie przeceniana (np. żywność, kosmetyki, środki czystości). Poziom 20-40% zakupów w promocji odzwierciedla to, jak działa rynek. Ponadto z badania wiadomo, że zakupy w promocjach w umiarkowanej, ale zauważalnej części najczęściej wybierają osoby z dochodami 3000-4999 zł, z wykształceniem średnim, z mniejszych miejscowości (5-19 tys. mieszkańców). Według autorów badania, świadczy to o kilku czynnikach społeczno-ekonomicznych i konsumenckich.

– Dotyczy to osób, które nie należą do najuboższych, ale też nie do najlepiej zarabiających. Mają ograniczony budżet, więc promocje są dla nich realną pomocą w kontrolowaniu wydatków, ale nie kupują wyłącznie na przecenach, bo nie są w skrajnie trudnej sytuacji finansowej. 20-40% zakupów w promocjach odzwierciedla racjonalne oszczędzanie osób o średnim poziomie dochodów. Natomiast w mniejszych miejscowościach oferta sklepów jest zwykle bardziej ograniczona. Promocje są więc dobrze widoczne i mocno przyciągają klientów – stwierdza Robert Biegaj.

Z kolei 26,5% ankietowanych wskazało przedział od 40% do 60%. – Młodzi konsumenci traktują promocje nie jako dodatkowy bonus, ale wręcz jako naturalny element procesu zakupowego. Dla nich normalne jest, że znacząca część koszyka pochodzi z przecen. Osoby w wieku 18-25 lat, będące na początku kariery, w tym studenci, często dysponują ograniczonymi dochodami. Promocje dają im realne oszczędności i możliwość kupienia więcej lub lepiej w tej samej cenie – wyjaśnia ekspert z Shopfully.

Zdaniem analityków z UCE RESEARCH, sieci handlowe muszą być świadome tego, że dla młodych klientów promocje są jednym z głównych czynników wyboru sklepu czy marki. Jeśli aż połowa zakupów jest robiona na promocji, to klient może łatwo przeskakiwać między markami i sklepami w zależności od aktualnych obniżek. By nie konkurować tylko ceną, producenci i sklepy mogą wykorzystać promocje do budowania relacji, np. poprzez aplikacje lojalnościowe, oferty spersonalizowane, pakiety i tzw. „deal of the week”.

– Skoro duża część młodych kupuje w promocjach, to można ich profilować i targetować specjalnymi kampaniami, opartymi na rabatach, ale jednocześnie równolegle edukować ich o jakości, wartościach marki czy innowacjach. Co istotne, sieci i marki, które dziś zdobędą młodych ludzi promocjami, mogą zatrzymać ich na dłużej, jeśli oprócz obniżek zbudują wartość dodaną, np. wygodę, jakość oraz emocjonalną więź z marką. Bez atrakcyjnych ofert promocyjnych nie przyciągną tej grupy, ale jednocześnie warto równolegle pracować nad budowaniem lojalności poza ceną. Inaczej klient zostanie łowcą okazji na lata, bo właśnie w wieku 18-25 lat tworzą się trwałe nawyki zakupowe – zaznacza Robert Biegaj.

Z badania wynika również, że 13,6% uczestników sondażu nie potrafi się określić w ww. kwestii. – Wielu konsumentów nie prowadzi szczegółowej obserwacji swoich wydatków. Takie osoby nie zastanawiają się, czy kupują w promocji, czy w regularnej cenie. Po prostu sięgają po to, co im odpowiada w danym momencie. To raczej brak potrzeby analizowania niż świadoma niechęć. Natomiast niektórym osobom trudno jest precyzyjnie ocenić proporcje – wyjaśniają analitycy z UCE RESEARCH.

Najmniej wskazań mają przedziały od 80% do 100% – 4,1%, od 60% do 80% – 10,7%, a także poniżej 20% – 12,6%. Widać więc, że wśród młodych osób są grupy, dla których ceny promocyjne stanowią zróżnicowaną część codziennych zakupów. – Niewielki odsetek respondentów deklarujących zakupy w promocjach na poziomie 60-100% to grupa bardzo wrażliwa cenowo. Obejmuje osoby o ograniczonym budżecie i takie, które nauczyły się maksymalnie korzystać z promocji. Z kolei 12,6% konsumentów wskazujących na zakupy promocyjne poniżej 20% wykazuje mniejszą zależność od obniżek. Mogą mieć wyższe dochody, kupować bardziej impulsywnie, stawiać na wygodę, czas i jakość, zamiast oszczędności – analizuje Robert Biegaj.

Autorzy raportu podkreślają również, że skrajne grupy są mniejsze liczebnie, ale bardzo charakterystyczne. Warto je zidentyfikować i budować wokół nich strategie tak, by nie tracić ani cenowo wrażliwych klientów, ani tych, którzy szukają wartości dodanej poza ceną.

– Budżet ma znaczenie, ale nawet wśród osób o podobnych dochodach mogą istnieć różne postawy. To pokazuje, że jedna strategia cenowa nie wystarczy. Sieci muszą łączyć różne formaty promocji i komunikacji. Dla łowców okazji warto realizować silną, regularną komunikację o promocjach, gazetki, aplikacje z alertami i programy lojalnościowe oparte na rabatach. Z kolei dla osób obojętnych na promocje większy nacisk trzeba kłaść na jakość, wygodę, ofertę świeżych produktów, dostępność oraz benefity pozacenowe, np. szybkie zakupy – podsumowuje Robert Biegaj.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Shopfully w ramach raportu pt. „Młodzi Polacy na zakupach. Edycja IV” na próbie 807 Polaków w wieku 18-25 lat.

Grupa Recykl wchodzi na rynek niemiecki – przejmuje 100% udziałów w HRV

Zarząd Grupy Recykl zakończył negocjacje i ustalił istotne warunki transakcji dot. nabycia 100% udziałów w niemieckiej spółce Harzer Reifenhandel und Verwertung Wernigerode GmbH („HRV”). Dla Grupy Recykl finalizacja transakcji będzie oznaczać bezpośrednio wejście na perspektywiczny i największy w Europie rynek niemiecki, ułatwi dotarcie do nowych klientów na ww. i innych rynkach zachodnich oraz będzie prowadzić do dalszego skalowania (po przejęciu litewskiej spółki APG wiosna br.) i umocnienia drugiej pozycji spółki w swojej branży w Europie. Ostateczne zamknięcie transakcji nabycia udziałów w HRV zakładane jest najpóźniej w II kwartale 2026 r.

3 września 2025 r. Zarząd Grupy Recykl S.A. ustalił z osobami fizycznymi, właścicielami spółki HRV, istotne warunki transakcji dotyczącej nabycia przez spółkę zależną – Recykl Invest sp. z o.o., 100% udziałów w HRV. Rozpoczęcie negocjacji i procesu due due diligence HRV, nastąpiło w maju 2024 roku. Szacowane zaangażowanie Grupy Recykl w transakcję, z uwzględnieniem ewentualnego mechanizmu earn-out wynosi nie więcej niż 10,1 mln EUR. Płatność w dniu transakcji wynosić ma 6,6 mln EUR, pozostała część kwoty będzie warunkowo płatna po spełnieniu się określonych warunków finansowych do 2027 r. Warunki transakcji zakładają także nabycie nie więcej niż 10 434 akcji Grupy Recykl S.A. przez jednego z właścicieli HRV, których wartość nie przekroczy 220 tys. EUR, jednocześnie nie będzie niższa 90 PLN za akcję. Nabyte akcje będzie objęte umową lock-up na okres 12 mies. od dnia ich nabycia. Źródłem finansowania transakcji są środki własne Grupy Recykl, kredytowe oraz pochodzące z pożyczki aktualnie negocjowanej z Funduszem Ekspansji Zagranicznej 2 FIZAN zarządzanym przez PFR TFI S.A.

Zbliżamy się do finalizacji naszej drugiej strategicznej akwizycji poza Polską, tj. spółki HRV z siedzibą w niemieckim landzie Saksonia-Anhalt i zakładamy jej finalizację w ciągu najbliższych miesięcy. Transakcja przede wszystkim pozwoli nam bezpośrednio wejść na największy w Europie rynek zagospodarowania zużytych opon i ułatwi dotarcie do nowych klientów, zarówno w Niemczech jak i innych zachodnich rynkach. Operacyjnie model biznesowy HRV (w tym związany z systemem zbiórki opon) jest zbliżony do naszego, w związku z czym będzie on sprzyjać integracjom i synergiom. W aspekcie finansowym niemiecka spółka osiąga wyższe marże, co z kolei będzie wspierać naszą skonsolidowaną strukturę wyników i dalszy potencjał inwestycyjny Grupy Kapitałowej – mówi Maciej Jasiewicz, Prezes Zarządu Grupy Recykl S.A.

W 2024 r. HRV wypracowała ok. 4,46 mln EUR przychodów ze sprzedaży przy ok. 1,17 mln EUR zysku EBITDA i ok. 0,83 mln EUR zysku netto. W I połowie 2025 r. analogiczne dane wyniosły odpowiednio ok.: 2,46 mln EUR, 0,71 mln EUR i 0,55 mln EUR. HRV od prawie 30 lat zajmuje się zbiórką, odzyskiem oraz recyklingiem zużytych opon, a jej roczny przerób wynosi prawie 25 tys. ton. Grupa Recykl posiada kilkunastoletnią historię relacji handlowych i bieżącej współpracy z badanym podmiotem.

Nasze niewątpliwe skupianie na obszarze M&A w poprzednim i bieżącym roku już przynosi korzystne rezultaty. Patrząc na ostatni raportowany kwartał w Grupie Recykl, tj. okres kwiecień-czerwiec: osiągnęlibyśmy w nim najwyższą skalę działalności w naszej historii zobrazowaną solidnymi przychodami oraz zyskami. To pokłosie dobrej sytuacji fundamentalnej w naszym dotychczasowym biznesie, ale także rozpoczęcia konsolidacji i integracji z nabytą w br. litewską spółką APG. Wzrosty odnotowujemy już
w kategorii usług
zbiórki, odbioru i przyjęcia opon oraz recyklingu i odzysku, choć właściwych synergii spodziewamy się w kolejnych kwartałach – uzupełnia Joanna Zalwert, Członek Zarządu Grupy Recykl S.A. i jej dyrektor finansowy.

W II kwartale br. skonsolidowane przychody ze sprzedaży wyniosły 38,8 mln PLN przy 6,7 mln PLN zysku ze sprzedaży (obydwie kategorie finansowe stanowią najwyższy kwartalny odczyt od początku działalności Grupy Recykl), przy odpowiednio 9,1 mln z ł i 4,6 mln PLN zysku EBITDA i zysku netto (II i III najwyższy odczyt). W strukturze przychodów ww. okresu 54,6-proc. dynamikę wzrostu osiągnęła grupa usług odzysku
i recyklingu (12,8 mln PLN), z kolei skala usług zbiórki, odbioru i przyjęcia opon była wyższa o 35,5% (5 mln PLN). Sprzedaż produktów z przerobu opon była niższa r/r o 12,6% (18,4 mln PLN) na skutek przesunięcia sezonu handlowego i czynników pogodowych.

W III kwartale br. spółka otrzymała informację o udanej realizacji pierwszego z trzech pododcinków (odcinku Skórowo-Leśnice o długości 10,9 km) trasy ekspresowej S6 w województwie pomorskim z zastosowaniem oferowanego dodatku SMAPOL®. Udział produktu w budowie trasy o najwyższych parametrach technicznych stanowi historyczny krok, otwierający przed Grupą Recykl perspektywy większego zaangażowania w branży drogowej w przyszłości.

Quantum AI – nadchodzi era sztucznej inteligencji kwantowej

Czas nieubłaganie przybliża nas do ery sztucznej inteligencji kwantowej (Quantum AI) i długo wyczekiwanej „przewagi kwantowej”. W wielu organizacjach temat technologii kwantowych wciąż pozostaje zagadką – pełen obietnic, lecz nie do końca zrozumiały.

Ambicja wyprzedzania konkurencji i wyznaczania kierunki rozwoju rynku skłania firmy do coraz odważniejszych inwestycji w nowe technologie. Z badania przeprowadzonego przez SAS – światowego lidera w dziedzinie danych i sztucznej inteligencji – wynika, że aż trzech na pięciu decydentów biznesowych już dziś przeznacza znaczące środki na rozwój Quantum AI lub analizuje swoje możliwości wykorzystania tej technologii.

Coraz wyraźniej widać możliwe opcje zastosowania sztucznej inteligencji kwantowej w sektorach o strategicznym znaczeniu, gdzie kluczowy jest czas, skala i najwyższa precyzja – od zaawansowanych symulacji w obszarze finansowym, przez precyzyjną diagnostykę w służbie zdrowia, po planowanie natychmiastowej reakcji kryzysowej w sektorze publicznym. To dlatego Quantum AI powinna przyciągać uwagę zarówno decydentów, jak i mediów czy opinii publicznej.

Czym tak naprawdę jest „sztuczna inteligencja kwantowa”?

Quantum AI to połączenie sztucznej inteligencji i obliczeń kwantowych, stanowiących nowy rodzaj przetwarzania danych.

Współczesne laptopy i superkomputery bazują na klasycznym modelu obliczeń, w którym bity binarne przyjmują wartość zera lub jedynki. Komputery kwantowe działają w zupełnie inny sposób – ich podstawą są kubity, czyli bity kwantowe, które mogą być zerem, jedynką lub ich kombinacją jednocześnie.

– „Może wydawać się to skomplikowane, ale w praktyce sztuczna inteligencja kwantowa pozwala rozwiązywać określone problemy szybciej i dokładniej. Największy potencjał tkwi w takich obszarach jak optymalizacja, uczenie maszynowe czy modelowanie molekularne, co może znacząco przyczynić się do rozwoju usług finansowych, produkcyjnych, a także przyspieszyć postęp w naukach o życiu i innych kluczowych dziedzinach” – mówi Amy Stout, Dyrektor ds. Strategii Produktów Kwantowych w SAS.

Na czym polega “przewaga kwantowa”?

– „W mediach często mówi się o przewadze kwantowej, najczęściej w kontekście szybkości. Badania pokazują, że komputer kwantowy może rozwiązać problem w kilka godzin, podczas gdy dla tradycyjnych komputerów oznaczałoby to setki tysięcy lat pracy. Chodzi jednak o wąsko zdefiniowane zadania, stworzone po to, by zademonstrować unikalne możliwości komputerów kwantowych. To ważne osiągnięcia badawcze, jednak nie przekładają się bezpośrednio na praktyczne rozwiązania dla klientów. Media zbyt często przedstawiają przewagę kwantową wyłącznie przez pryzmat szybkości, tymczasem jej potencjał jest znacznie większy – może stać się fundamentem przełomowych innowacji w wielu sektorach gospodarki” – podkreśla Bill Wisotsky, Główny Architekt Systemów Kwantowych w SAS.

Na przykład w przypadku uczenia maszynowego wspieranego przez technologie kwantowe przewagą może być możliwość kodowania danych w wyższych wymiarach, co umożliwia fizyka kwantowa, a czego nie oferuje tradycyjne uczenie maszynowe. Przewagą może być także zdolność do trenowania modeli przy użyciu mniejszej ilości danych albo znaczące ograniczenie zużycia energii potrzebnej do obliczeń kwantowych.

– „Tu dochodzimy do kluczowego punktu. Rozwiązując praktyczne wyzwania z pomocą komputerów kwantowych, przewagę kwantową trzeba oceniać na wielu płaszczyznach. Nie chodzi tylko o szybkość, ale także o konkretne korzyści biznesowe i realne zastosowania, które sprawiają, że technologia faktycznie wnosi wartość w codzienne procesy i długofalową strategię firmy” – dodaje ekspert SAS.

“Czy zbliżamy się do punktu zwrotnego w rozwoju technologii kwantowych?”

W świecie technologii kwantowych od lat zapowiadany jest przełom. Na rynku działa obecnie wiele firm technologicznych oraz producentów sprzętu, którzy intensywnie inwestują w rozwój komputerów kwantowych. Ich celem jest osiągnięcie skali, szybkości i precyzji niezbędnych do praktycznego wykorzystania tej technologii w złożonych zastosowaniach biznesowych i naukowych. Mimo dynamicznego postępu, komputery kwantowe wciąż pozostają na etapie rozwoju i nie osiągnęły jeszcze pełnej dojrzałości technologicznej.

– „Zainteresowanie technologiami kwantowymi już dziś jest ogromne, podobnie jak poziom inwestycji – i trudno się temu dziwić. Coraz więcej liderów branży angażuje się w rozwój tej technologii, świadomych, że w 2025 roku nie przełoży się ona jeszcze bezpośrednio na wyniki finansowe. Wiedzą bowiem, że to właśnie teraz kształtuje się przewaga konkurencyjna: zdobycie pierwszych doświadczeń, rozwój wewnętrznych kompetencji i zabezpieczenie własności intelektualnej, które w kolejnych latach pozwolą im wyprzedzić rynek.

Patrzę na tę dziedzinę z dużym optymizmem. Analizując plany rozwojowe dostawców sprzętu oraz to, co udało się osiągnąć w ciągu ostatnich trzech do pięciu lat i co czeka nas w kolejnych, uważam, że istnieje realna szansa, iż komputery te wkrótce będą w stanie zapewnić przewagę kwantową w rozwiązywaniu stosunkowo prostych zagadnień. Mam nadzieję, że w dalszej perspektywie będziemy świadkami coraz liczniejszych przykładów obrazujących pełen potencjał sztucznej inteligencji kwantowej” – podsumowuje Amy Stout.

Dlaczego technologia kwantowa zasługuje na naszą uwagę?

– „Komputery kwantowe mają szansę zrewolucjonizować świat. Potencjalnych zastosowań jest bardzo wiele, ale dwa obszary, które – moim zdaniem – zostaną szczególnie mocno przekształcone, to sztuczna inteligencja i medycyna. Wraz ze wzrostem mocy obliczeniowej komputerów kwantowych i pogłębianiem wiedzy na temat ich wykorzystania, sztuczna inteligencja zacznie wykorzystywać fizykę, która stanowi fundament obliczeń kwantowych” – mówi Bill Wisotsky.

Medycyna może odnieść znaczące korzyści – zwłaszcza w obszarze farmakologii. Komputery kwantowe umożliwią naukowcom modelowanie złożonych procesów biologicznych i molekularnych w sposób niedostępny dla obecnych technologii. W praktyce przełoży się to na szybsze opracowywanie skutecznych terapii i skrócenie czasu ich wprowadzania na rynek.

– „W przyszłości przeciętni użytkownicy prawdopodobnie nawet nie będą świadomi, że w ich przypadku została wykorzystana technologia obliczeń kwantowych do osiągnięcia określonych celów. Postrzegam ją raczej jako kolejne wsparcie obliczeniowe – podobne do wszystkich „PU”, które już znamy. Czy przeciętni użytkownicy wiedzą, że aplikacja, z której korzystają, działa na CPU, GPU czy NPU? Nie – aplikacja po prostu działa” – dodaje Bill Wisotsky.

Psychologia koloru w zdjęciach reklamowych

Kolor to ten z elementów wizualnego przekazu, który działa na poziomie emocji szybciej niż jakikolwiek slogan czy opis. W marketingu barwy odgrywają ważną rolę w kształtowaniu wrażeń odbiorców i mogą znacząco wpłynąć na skuteczność kampanii. Świadome stosowanie kolorystyki sprawia, że fotografia produktowa staje się narzędziem nie tylko estetycznym, lecz także strategicznym. Zrozumienie psychologii koloru pozwala tworzyć obrazy, które zarówno przyciągają uwagę, jak i skłaniają do zakupu.

Jak barwy wpływają na emocje i decyzje zakupowe?

Każdy kolor wywołuje określone skojarzenia – czerwień kojarzy się z energią i pasją, niebieski z zaufaniem i spokojem, a zieleń z naturą i harmonią. To dlatego odpowiedni dobór barw w materiałach promocyjnych może skutecznie wzmacniać przekaz marki. Zdjęcia reklamowe wykorzystujące kontrastujące kolory potrafią pobudzać do natychmiastowego działania, podczas gdy stonowane odcienie sprawdzają się przy produktach luksusowych.

Znasz na pewno kampanie Coca-Coli. Tam intensywna czerwień w połączeniu z kontrastującą bielą wzmacniają skojarzenia z młodzieńczą witalnością, co wpływa na przekaz podprogowy – picie napoju ma dodawać smaku chęci życia.

Kolor a grupy docelowe – dopasowanie barw do odbiorców

Mimo wszystko różne grupy odbiorców reagują inaczej na te same barwy. W kampaniach skierowanych do młodzieży dominuje intensywnie nasycona paleta – nasycone oranże, zielenie i czerwienie. Natomiast w wizualnej komunikacji dla dojrzałych dorosłych (często segment premium) stosuje się odcienie złota, czerni czy głębokiego granatu. Fotografia produktowa powinna zatem uwzględniać profil klienta, aby kolory harmonizowały z jego oczekiwaniami i wartościami.

A co z bielą? Potrafi godzić różne grupy docelowe, czego przykładem jest Apple. Produkty firmy technologicznej są przecież pożądane przez wszystkich – od nastolatka do właściciela korporacji.

Podstawowe błędy w użyciu kolorów podczas sesji

Obecnie dostęp do narzędzi graficznych jest bardzo łatwy, co zachęca niektórych do samodzielnego eksperymentowania z kolorami. Wbrew pozorom łączenie barw nie jest tak prostym zadaniem i nietrudno otrzeć się o kicz. Dopiero doświadczenie i wiedza specjalistów pozwalają wydobyć z kolorów pełen potencjał.

Jednym z najczęstszych błędów jest nadmiar intensywnych kolorów, który może przytłoczyć odbiorcę i odciągnąć uwagę od samego produktu. Często zdarza się też brak spójności między poszczególnymi ujęciami, co negatywnie wpływa na odbiór całej kampanii. Zdjęcia reklamowe powinny być przemyślane pod kątem harmonii – zarówno w obrębie jednej sesji, jak i w długoterminowej komunikacji marki.

Profesjonalne zdjęcia reklamowe ze studiem fp360.pl

Studio fp360.pl z Poznania łączy kreatywne podejście z techniczną precyzją, dzięki czemu fotografia produktowa staje się spójnym elementem strategii marketingowej. Profesjonaliści potrafią dobrać kolorystykę tak, aby wzmacniała wizerunek marki, a jednocześnie była wierna rzeczywistemu wyglądowi produktu.

Shopify Plus – kiedy warto przejść na wyższy plan?

Może nadejść moment, w którym rozwój sklepu internetowego zaczyna wyprzedzać możliwości dotychczasowych narzędzi sprzedażowych. Rośnie liczba zamówień, katalog produktów się poszerza, a klienci oczekują coraz lepszych doświadczeń zakupowych. Standardowy plan Shopify zaczyna tracić oddech, a na horyzoncie pojawia się Shopify Plus – rozwiązanie zaprojektowane z myślą o sklepach, które rosną szybciej, niż przewidywały plany sprzedażowe.

Sklep internetowy Shopify a Shopify Plus – poznaj różnice i koszty

Podstawowy plan Shopify w wersji Basic kosztuje od 24 USD miesięcznie (ok. 96 zł) i dla wielu firm stawiających pierwsze kroki w eCommerce jest w zupełności wystarczający. Natomiast Shopify Plus to koszt rzędu 2300 USD (ok. 8400 złotych) miesięcznie. Skąd taka różnica w cenie? 

W ramach rozszerzonego planu dostajesz całodobowe wsparcie techniczne, praktycznie nieograniczone możliwości skalowania, a także dostęp do zaawansowanych narzędzi automatyzacji i integracji. Dodatkowo Shopify Plus bez problemu obsłuży tysiące zamówień dziennie, pozwoli Ci tworzyć rozbudowane kampanie promocyjne, prowadzić sprzedaż B2B i B2C równocześnie, a także zarządzać wieloma wersjami językowymi i walutowymi w jednym, spójnym ekosystemie.

Kiedy przejście na Shopify Plus się opłaca?

Wyobraź sobie, że Twój sklep pracuje na pełnych obrotach – tysiące zamówień dziennie, ruch z całego świata, klienci hurtowi i detaliczni, a każdy z nich oczekuje innej oferty, innych cen i warunków dostawy. W standardowym planie Shopify zaczynasz czuć ograniczenia, bo potrzebujesz większej kontroli nad checkoutem, chcesz wdrażać własne skrypty płatności czy utworzyć niestandardową logikę promocji. 

To znak, że czas rozważyć pakiet Plus, czyli rozwiązanie dla firm, które nie mogą sobie pozwolić na przestoje, potrzebują nieograniczonej skalowalności i indywidualnych rozwiązań technologicznych. Cena jest wyższa, ale w zamian zyskujesz pełną kontrolę nad każdym aspektem działania sklepu i narzędzia, które rosną razem z Twoim biznesem.

Więcej o Shopify dowiesz się na: https://www.advox.pl/shopify-development

Shopify development – jak wybrać najlepszy plan?

Wybór planu Shopify to nie tylko zestawienie kosztów i listy funkcji, ale przede wszystkim dopasowanie narzędzia do realnych potrzeb Twojego biznesu. W praktyce wiele firm płacących za plan Plus wykorzystuje jedynie część jego możliwości, przez co inwestycja nie przynosi oczekiwanego zwrotu.

Profesjonalny Shopify development zaczyna się od dogłębnej analizy. Przykładem może być sposób działania Advox Studio, Software House’u z ponad 15-letnim doświadczeniem w eCommerce. Na początku specjaliści badają model sprzedaży, wolumen zamówień oraz strategię rozwoju marki. Na tej podstawie rekomendują plan, który zapewni najlepszy stosunek ceny do oferowanych funkcji. To podejście pozwala uniknąć przepłacania za opcje, z których nie będziesz korzystać.

Pełne wykorzystanie potencjału platformy, zwłaszcza w planie Plus, wymaga odpowiedniego przygotowania technicznego i strategicznego. Postaw na doświadczonego partnera i stwórz sklep internetowy Shopify, który bez ograniczeń podbija rynek!

Na polski rynek biurowy wraca zachodni kapitał – Niemcy, Belgowie i Brytyjczycy wśród aktywnych inwestorów

Czy na rynku biurowym powraca lekki optymizm? Tegoroczne transakcje dotyczące aktywów o różnej charakterystyce mogą to potwierdzać. Jak wynika z danych międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield, wartość zrealizowanych transakcji w tym segmencie tylko w pierwszych sześciu miesiącach 2025 roku wyniosła blisko 400 milionów euro, w tym w drugim kwartale sfinalizowano umowy kupna-sprzedaży o wartości 232 milionów euro. To oznacza kontynuację odbudowy zainteresowania inwestorów. Eksperci Cushman & Wakefield spodziewają się, że wolumen transakcji, które zamkną się do końca roku, może być jeszcze wyższy – kapitał napływa nie tylko z rodzimego rynku i pozostałych krajów CEE, ale także m.in. z UK, Skandynawii czy Belgii. Ważnym, pozytywnym sygnałem dla rynku jest także sfinalizowana niedawno transakcja sprzedaży biurowca VIBE przez Ghelamco do międzynarodowej firmy inwestycyjnej Manova Partners, reprezentującej niemiecki kapitał.

Równowaga między Warszawą a regionami

Dane Cushman & Wakefield wskazują, że inwestorzy ponownie dostrzegają potencjał drzemiący w różnych klasach aktywów w zróżnicowanych lokalizacjach. Chociaż wciąż najczęściej uwaga skupiona jest na Warszawie, to akurat wolumen transakcji w II kwartale rozłożył się równomiernie pomiędzy Warszawę a miasta regionalne – po 116 mln euro na każdy z segmentów.

Zainteresowanie inwestorów obejmuje dziś bardzo szerokie spektrum aktywów – od biurowców typu value-add, przez projekty wymagające repozycjonowania, aż po najbardziej prestiżowe nieruchomości. Obserwujemy także otwartość na lokalizacje poza centralną dzielnicą biznesu w Warszawie, o ile oferują one odpowiedni standard, stabilnych najemców i długoterminowy potencjał wzrostu wartości”, Marcin Kocerba, Partner w Dziale Capital Markets w Cushman & Wakefield w Polsce.

W gronie największych transakcji znalazła się sprzedaż budynku VIBE (15 800 mkw.) sfinalizowana już w III. kwartale. Sprzedającym był belgijski deweloper Ghelamco, z kolei nabywcą został Manova Parnters międzynarodowy podmiot wywodzący się z Monachium, zarządzający inwestycjami w nieruchomości. Poza tym Uniqa Real Estate nabyła budynek Wronia 31 (16 600 mkw.), a firma Syrena Real Estate – biurowiec Zaułek Piękna (8 100 mkw.), zlokalizowany w prestiżowym sąsiedztwie Alej Ujazdowskich. Poza Warszawą natomiast fundusz zarządzany przez firmę Niam sprzedał dwa budynki w krakowskim kompleksie High5ive (łącznie 23 600 mkw.).

Zespół ekspertów Cushman & Wakefield doradzał przy transakcjach o łącznej wartości około 122 milionów euro, które zostały sfinalizowane do końca sierpnia. Wśród nich znalazły się zarówno transakcje typu core, takie jak VIBE w centrum Warszawy, jak i aktywa typu value-add zlokalizowane zarówno centralnie, jak śródmiejski Zaułek Piękna i poza centralnie – na przykład Nefryt i Topaz na warszawskim Mokotowie. Z kolei sprzedaż szczecińskiego biurowca Piastów Office Center do JV czeskiego funduszu Investika i spółki Bud Holdings potwierdza, że mniejsze rynki regionalne ponownie są w stanie przyciągnąć uwagę inwestorów”, dodaje Maciej Rostropowicz, Senior Consultant, Capital Markets Poland, Cushman & Wakefield.

Jak podkreślają eksperci Cushman & Wakefield – strategie inwestycyjne podmiotów obecnych i wchodzących na nasz rynek są bardzo różnorodne, co wymaga od firm doradczych szerokich kompetencji na etapie przygotowania do transakcji. Kompleksowe analizy scenariuszy modernizacji lub repozycjonowania aktywów, due diligence ESG – to tylko niektóre z aktywności towarzyszących tym procesom.

Na rynek powraca zachodni kapitał

W strukturze kapitału zauważalna jest coraz większa różnorodność. Z jednej strony dominuje kapitał regionalny – zwłaszcza fundusze z Czech i krajów bałtyckich, które konsekwentnie zwiększają swój udział w polskim rynku. Z drugiej strony na horyzoncie pojawia się wzmożona aktywność inwestorów zachodnioeuropejskich, w tym z Niemiec, Belgii i Wielkiej Brytanii.

Równolegle rośnie również udział krajowego kapitału prywatnego, co wpisuje się w trwający od kilkunastu miesięcy trend zwiększonej aktywności polskich inwestorów indywidualnych i rodzinnych biur inwestycyjnych.

Na rynku biurowym widać wyraźne ożywienie po stronie funduszy, a wiele procesów due diligence jest obecnie w zaawansowanej fazie, co daje solidne podstawy do prognozowania zwiększonej liczby finalizowanych transakcji w drugiej połowie roku. Zakładamy, że w tym roku może dojść jeszcze do zamknięcia transakcji o wartości 250-300 mln euro, co pozwoliłoby nam przekroczyć w 2025 roku pułap 400 mln euro”, dodaje Marcin Kocerba.

Finansowanie: ESG coraz bardziej decydujące

Zainteresowanie inwestorów wynika także z większej otwartości instytucji finansowych. Banki – choć nadal selektywne – są bardziej skłonne do wspierania transakcji nabycia aktywów niż ich refinansowania, zwłaszcza w przypadku projektów, które spełniają kryteria zrównoważonego rozwoju.

Dla starszych obiektów biurowych, które – według danych Cushman & Wakefield – stanowią aż 52% całkowitej podaży biur klasy A i B w Polsce (wybudowane przed 2015 rokiem), kluczowe staje się przygotowanie realistycznego planu modernizacji energetycznej i dekarbonizacji. Coraz częściej obserwuje się także finansowanie hybrydowe, obejmujące środki zarówno na zakup, jak i częściową modernizację uwzględniającą cele zrównoważonego rozwoju.

Ropa Brent spada poniżej 67 USD, WTI blisko 63 USD – rynek pod presją

Ceny ropy naftowej kontynuują spadki drugi dzień z rzędu – notowania ropy Brent spadły poniżej poziomu 67 USD za baryłkę, natomiast WTI zbliżyła się do 63 USD. Na rynku panuje coraz większa niepewność, której główne źródła to obawy przed zwiększeniem produkcji przez kraje OPEC+, słabnąca aktywność gospodarcza w Stanach Zjednoczonych oraz wzrost zapasów ropy w hubie Cushing w Oklahomie. Tylko w ostatnim tygodniu zapasy tam wzrosły o 2,1 mln baryłek, co może być największym przyrostem od marca.

Wśród instytucji pozostających sceptycznych wobec rynku ropy jest Goldman Sachs, który utrzymuje negatywną prognozę. Według banku, nadpodaż może się utrzymać jeszcze przez wiele miesięcy, a cena ropy Brent może spaść nawet do 50 USD w końcówce 2026 roku. Od początku 2025 roku ceny surowca obniżyły się już o około 10%. W dużej mierze wynika to z działań OPEC+, które stopniowo znosi wcześniejsze ograniczenia wydobycia w celu odzyskania udziałów w globalnym rynku.

Dodatkową presję na rynek wywiera stagnacja aktywności gospodarczej w USA – liczba ofert pracy spadła do najniższego poziomu od dziesięciu miesięcy, co potęguje obawy o przyszły popyt na surowce energetyczne. Różnica między cenami kontraktów terminowych na ropę Brent wyraźnie się zmniejsza, co sugeruje, że rynek nie jest już tak napięty jak wcześniej. Jednocześnie sezonowe osłabienie popytu na przerób ropy, zwłaszcza ze strony rafinerii, dodatkowo ogranicza wzrost cen.

Na sytuację wpływają również czynniki geopolityczne. Stany Zjednoczone kontynuują presję na eksport ropy z Rosji, m.in. za pomocą sankcji wymierzonych w Indie – kluczowego odbiorcę rosyjskiego surowca. Prezydent Trump zapowiada możliwość uruchomienia kolejnych etapów działań. Celem USA jest ograniczenie rosyjskiego eksportu, który w około 90% trafia obecnie do Chin i Indii.

Obecna sytuacja na rynku ropy pozostaje napięta. W obliczu rosnącej podaży, osłabienia popytu, wysokich zapasów i narastającej niepewności politycznej, ceny mogą nadal spadać – szczególnie jeśli OPEC+ zdecyduje się na zwiększenie produkcji, a dane makroekonomiczne nie pokażą wyraźnej poprawy po stronie popytowej.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

ID Logistics otwiera oddział w Kanadzie – 19. kraj w globalnym portfolio Grupy

0

ID Logistics stawia kolejny krok w swoim rozwoju, otwierając pierwszą placówkę w Kanadzie – dziewiętnastym kraju objętym działalnością Grupy. Otwarcie pierwszego centrum logistycznego w Ajax, w aglomeracji Toronto, oznacza nie tylko kontynuację globalnej współpracy z międzynarodowym graczem w branży e-commerce, ale przede wszystkim ambicję ID Logistics, aby trwale ugruntować swoją pozycję jako wiodącego operatora na nowym rynku.

KANADA, NOWY KROK W STRATEGII ROZWOJU

Uruchomienie pierwszej lokalizacji w Kanadzie jest częścią długoterminowej współpracy ze światowym liderem w dziedzinie handlu elektronicznego, rozpoczętej w 2017 roku. Oprócz intensywnego rozwoju w Stanach Zjednoczonych, Kanada uzupełnia system północnoamerykański, który jest w stanie zaspokoić rosnące potrzeby klientów Grupy w tym regionie.

Wraz z uruchomieniem pierwszej operacji realizowana jest kompleksowa strategia. Odzwierciedla ona model zrównoważonego rozwoju Grupy: wejście na nowy rynek wraz ze strategicznym klientem, wykorzystanie efektywnie prowadzonej działalności i stworzenie od podstaw oferty handlowej dostosowanej do lokalnego rynku. Celem jest pozyskanie nowych klientów i dalsze wspieranie dynamicznego wzrostu operatora.

Otwarcie oddziału w Kanadzie stanowi dla firmy ogromną szansę: ID Logistics jest obecnie gotowe do obsługi swoich klientów w całej Ameryce Północnej, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Kanadzie. Ta nowa lokalizacja świadczy również o odporności i dynamice naszych kluczowych klientów, a jednocześnie pozwala nam kontynuować zrównoważony rozwój po obu stronach Atlantyku komentuje Eric Hémar, prezes zarządu Grupy ID Logistics.

DOSKONAŁA LOKALIZACJA W LOGISTYCZNYM SERCU KRAJU

Nowa lokalizacja znajduje się w Ajax, na wschód od Toronto, w regionie Greater Toronto Area, gdzie skupia się ponad 50% powierzchni logistycznej kraju. Obszar ten, charakteryzujący się zarówno dużą dynamiką gospodarczą, jak i ograniczoną dostępnością gruntów, stanowi strategiczny wybór: to właśnie tutaj znajdują się główne centra konsumpcyjne, a tym samym kluczowe punkty łańcucha dostaw.

Nowo otwarty obiekt o powierzchni 70 000 m² dysponuje 120 rampami załadunkowymi i zapewnia dzienną obsługę od 55 000 do 75 000 jednostek magazynowych. Jego projekt operacyjny został przygotowany w oparciu o najlepsze praktyki i najbardziej efektywne obiekty Grupy.

Magazyn został dostosowany do specyficznych warunków klimatycznych Kanady, wyposażony jest w sprzęt do odśnieżania, podgrzewane płyty i zintegrowane systemy przeciwzamrożeniowe.

WYSPECJALIZOWANA I DOPASOWANA ORGANIZACJA ZASOBÓW LUDZKICH

Uruchomieniu operacji w Kanadzie towarzyszy ustrukturyzowany plan rekrutacji, opracowany z myślą o specyfice rynku kanadyjskiego, charakteryzującego się ograniczonym dostępem do wykwalifikowanej siły roboczej.

ID Logistics, we współpracy z dwiema lokalnymi agencjami zatrudnienia, już na wczesnym etapie rozpoczęło proces pozyskiwania pracowników. Kadra zarządzająca została przeszkolona w innych oddziałach Grupy, a międzynarodowy  zespół ekspertów wspiera kluczowe fazy rozpoczęcia działalności. Docelowo centrum logistyczne zatrudni 300 pracowników.

KANADA, KRAJ O WIELKIM POTENCJALE DLA GRUPY

Otwarcie pierwszej kanadyjskiej lokalizacji stanowi kluczowy krok w strategii rozwoju ID Logistics: Grupa nie tylko wspiera kluczowego klienta w nowym kraju, ale również planuje zdobywać udziały w rynku, który dynamicznie się rozwija. Kanada, licząca ponad 41 milionów mieszkańców, to miejsce, gdzie producenci, dystrybutorzy i firmy e-commerce aktywnie poszukują wiarygodnych, doświadczonych i sprawdzonych partnerów logistycznych.

ID Logistics dysponuje zespołem odpowiadającym za relacje z klientami i rozwój działalności, który jest w stanie zaoferować rozwiązania logistyczne gotowe do natychmiastowego wdrożenia. Grupa już odpowiada na kanadyjskie zapytania przetargowe.

Polskie firmy nie wiedzą, jak wdrażać KAIZEN. To nie tylko lean, to zmiana kultury pracy

Tylko 5% organizacji na świecie potrafiło zbudować trwałą kulturę KAIZEN. Większość firm, w tym również polskich, traktuje ją wyłącznie jako zestaw narzędzi optymalizacyjnych. Tymczasem KAIZEN nie jest kolejną metodą lean, lecz zmianą sposobu myślenia i zarządzania, której celem jest zbudowanie organizacji opartej na ciągłym doskonaleniu.

Kaizen nie polega na szybkim wdrożeniu narzędzi czy zainstalowaniu tablicy wizualizacyjnej. To transformacja kulturowa, która wymaga zmiany codziennych zachowań, postaw i przywództwa. Bez tego każda transformacja pozostanie powierzchowna i krótkotrwała – podkreśla dr inż. Mariusz Bryke, wykładowca Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej, CEO i Country Manager Kaizen Institute Poland.

95% firm nie radzi sobie z KAIZEN

Według danych Kaizen Institute aż 95% organizacji, które podejmują próbę wdrożenia filozofii ciągłego doskonalenia, nie osiąga trwałych rezultatów. Wynika to z faktu, że przedsiębiorstwa koncentrują się na „twardych” elementach, takich jak procesy, struktury czy narzędzia, a pomijają „miękkie” aspekty, czyli ludzi, ich motywacje, role liderów i relacje w zespole. – Zmiana kultury organizacyjnej nie dzieje się odgórnie ani z dnia na dzień. Najpierw muszą zmienić się konkretne działania i rutyny pracowników. Gdy organizacja zaczyna dostrzegać efekty np. lepszą jakość, mniejsze koszty, szybsze procesy, wtedy dopiero dochodzi do faktycznej zmiany kultury. Nie można jej zadekretować ani zaplanować na slajdach – wyjaśnia dr inż. Bryke.

Nie lean, lecz kultura

W polskich realiach KAIZEN bywa mylony z pojedynczymi projektami lean management, których celem jest szybka optymalizacja kosztów czy zwiększenie efektywności produkcji. Jednak takie działania zwykle kończą się po kilku miesiącach, a ich efekty nie są trwałe. – Kaizen to nie projekt, tylko filozofia pracy. Jego podstawą jest zasada „wszyscy, codziennie, wszędzie”. Tymczasem w Polsce często spotykamy się z praktyką: „niektórzy, czasami, w niektórych miejscach”. To prowadzi do sytuacji, w której organizacja reaguje na zmiany zbyt późno, przez co traci przewagę konkurencyjną – mówi wykładowca Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej i CEO Kaizen Institute Poland.

Kultura KAIZEN zakłada pełne zaangażowanie wszystkich pracowników – od kadry zarządzającej, przez menedżerów średniego szczebla, aż po operatorów na liniach produkcyjnych czy pracowników biurowych. Każdy powinien rozumieć, czym jest marnotrawstwo (jap. muda), jak je identyfikować i eliminować. Tylko wtedy możliwe jest budowanie organizacji, która stale się uczy i doskonali, zamiast trwać w nieefektywnych schematach.

Fundamenty: standaryzacja, wizualizacja i 5S

Trwała transformacja KAIZEN zaczyna się od podstawowych narzędzi i praktyk. Standaryzacja pracy pozwala zdefiniować najlepszy sposób wykonywania czynności, ogranicza zmienność i zapewnia powtarzalność jakości. Dzięki niej firma nie traci wiedzy, gdy odchodzą doświadczeni pracownicy – know-how zostaje udokumentowane i dostępne dla wszystkich.

Wizualizacja jest kolejnym elementem, który odgrywa ogromną rolę w KAIZEN. Tablice, harmonogramy i czytelne wskaźniki sprawiają, że każdy pracownik wie, jakie są cele i jaki jest aktualny stan procesu. Pozwala to szybciej reagować na odchylenia i zapobiegać błędom. To prosty, ale bardzo skuteczny sposób na budowanie transparentności i współodpowiedzialności w organizacji.

Nie można też pominąć metody 5S, czyli sekwencji kroków prowadzących do uporządkowanego i bezpiecznego środowiska pracy. Selekcja, systematyka, sprzątanie, standaryzacja i samodyscyplina sprawiają, że miejsce pracy staje się bardziej przejrzyste, a pracownicy uczą się dostrzegać i eliminować marnotrawstwo. – Bez 5S trudno mówić o KAIZEN. To fundament, który kształtuje nawyki i przygotowuje grunt pod bardziej zaawansowane działania – podkreśla dr inż. Bryke.

Liderzy na pierwszej linii

Najczęstszym błędem organizacji jest delegowanie odpowiedzialności za transformację na specjalistów lub zewnętrznych konsultantów. W praktyce prowadzi to do tego, że zmiany kończą się wraz z projektem, a organizacja wraca do dawnych nawyków. – Transformacja KAIZEN zaczyna się od przywództwa. To lider musi być obecny w gemba – miejscu, gdzie powstaje wartość. Musi interesować się tym, co robi zespół, monitorować postępy i przede wszystkim doceniać pracowników za pomysły usprawnień. Jeśli liderzy traktują KAIZEN jak dodatkowe zadanie, które można oddelegować, to porażka jest tylko kwestią czasu – zaznacza ekspert.

Dlatego kluczowe znaczenie ma kultura przywództwa opartego na dobrym przykładzie, konsekwencji i otwartej komunikacji. Liderzy, którzy sami stosują KAIZEN, inspirują pracowników i budują autentyczne zaangażowanie.

Kaizen jako strategia długofalowa

Przykłady światowych liderów pokazują, że KAIZEN najlepiej sprawdza się jako strategia długoterminowa, a nie projekt ograniczony w czasie. Toyota, Honeywell czy Danaher oparły swoje modele biznesowe na kulturze ciągłego doskonalenia i dzięki temu od lat osiągają ponadprzeciętne wyniki. – Firmy, które uczyniły z KAIZEN strategię, nie tylko poprawiły efektywność operacyjną, ale przede wszystkim stworzyły trwałą przewagę konkurencyjną. To dowód, że ciągłe doskonalenie nie jest dodatkiem do strategii, lecz jej fundamentem – wyjaśnia dr inż. Bryke, wykładowca Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej i CEO Kaizen Institute Poland.

Szansa dla polskich przedsiębiorstw

Choć statystyki pokazują, że 95% firm nie radzi sobie z wdrożeniem KAIZEN, dla polskich przedsiębiorstw jest to ogromna szansa. Oznacza to, że aż 19 na 20 organizacji wciąż ma przestrzeń, by przeprowadzić transformację i zbudować przewagę na rynku. Kaizen to zmiana na lepsze, proces wymagający odwagi, konsekwencji i otwartości na nowe sposoby działania. Organizacje, które nauczą się rozwijać zarówno procesy, jak i ludzi, będą tymi, które poradzą sobie najlepiej w zglobalizowanym świecie pełnym zmian.