NAJNOWSZE ARTYKUŁY

Koszty eksploatacji jak jedna trzecia raty kredytu. Kupujący ostrożniej wybierają mieszkania

Wysokie koszty utrzymania mieszkania lub domu coraz częściej przesądzają o wyborze oferty: kupujący rezygnują z lokali z wysokimi opłatami lub mocniej negocjują cenę – wynika z badania nastrojów, które przeprowadził portal ogłoszeniowy Nieruchomosci-online.pl.

Badanie nastrojów wśród agentów nieruchomości przeprowadził portal Nieruchomosci-online.pl we współpracy z Uniwersytetem Ekonomicznym we Wrocławiu. Zapytano pośredników, czy rosnące koszty utrzymania nieruchomości wpływają na decyzje kupujących.

Wątek kosztów utrzymania nieruchomości pojawił się w 203 wypowiedziach otwartych pośredników. W tej grupie 135 osób (66%) wskazywało, że wysokie opłaty bardzo mocno wpływają na wybór oferty przez klientów i negocjacje ceny.

Osoby kupujące zawsze mniej lub bardziej wnikliwie pytały o czynsz czy ogrzewanie, ale z naszego badania wynika, że obecnie ten wątek pojawia się zdecydowanie częściej. I zdecydowanie częściej bywa czynnikiem decydującym o zakupie. Trudno jednak, aby było inaczej, skoro w ostatnich latach koszty utrzymania mieszkania – czynsze, opłaty – wzrosły bardzo wyraźnie. Wprawdzie nasze pensje też rosły, ale dla wielu osób budżet domowy nie zwiększał się w takim samym tempie – mówi Rafał Bieńkowski, PR manager w Nieruchomosci-online.pl.

Klienci dopytują więc częściej niż kiedyś o konkrety: dokładną wysokość czynszu, rozliczenia za ogrzewanie i energię, fundusz remontowy, audyt energetyczny, docieplenie budynku. Chcą wiedzieć, jakie remonty były wykonane w bloku, a jakie są planowane. Ten temat szczególnie wyraźnie wraca przy spółdzielniach, gdzie opłaty są często  wysokie i potrafią „zjeść” oszczędności nawet wtedy, gdy sama cena mieszkania wygląda atrakcyjnie – dodaje Rafał Bieńkowski.

„Koszty eksploatacji to czasami ⅓ raty kredytu”

Chociaż dla pewnej grupy nabywców przy wyborze nieruchomości wciąż decydujące pozostają takie elementy jak cena, standard, metraż i lokalizacja, to jednak w opinii części agentów coraz częściej znaczenie mają właśnie koszty utrzymania.

Koszty utrzymania to nowe kryterium wyboru. To ich dotyczy jedno z głównych pytań przy zakupie domów i mieszkań. Kupujący pytają o klasę energetyczną, jakość izolacji czy realne koszty ogrzewania. Nieruchomości generujące wysokie koszty, automatycznie stają się trudniejsze do sprzedaży i wymagają większej elastyczności cenowej – komentuje Ewa Tonia z biura MUVON Nieruchomości w Łodzi.

Wzrost kosztów eksploatacji w ostatnich latach sprawił, że potrafią one stanowić równowartość nawet ⅓ raty kredytu. Kupujący liczą to bardzo skrupulatnie przy porównywaniu ofert – przyznaje Jacek Kasprzak z agencji Kasprzak Nieruchomości we Wrocławiu.

Wysokie koszty utrzymania nieruchomości nierzadko przekreślają chęć finalizacji transakcji.

Miałem sytuację, w której wspólnota była zadłużona na remont elewacji i mieszkańcy płacili po 1800 zł czynszu za mieszkanie o powierzchni 70 mkw. Takie koszty odpychają 90 proc. klientów – mówi Dawid Putzig z Baltic House Nieruchomości w Gdyni.

Mamy pewne stare osiedle, gdzie utrzymanie mieszkania to dość duży wydatek. Kiedyś było to najbardziej popytowe osiedle w mieście, a dziś ludzie go unikają. Osiedle ratuje się jeszcze tym, że ma pełną infrastrukturę dostępną na miejscu – przyznają właściciele biura 7house w Tarnowskich Górach.

Agenci zwracają też uwagę, że wysokie koszty utrzymania starszych mieszkań – szczególnie tych w blokach z wielkiej płyty – często kierują klientów w stronę nowego budownictwa.

47 proc. Polaków: rachunki mieszkaniowe to dla nas źródło stresu

Polacy obawiają się, że koszty utrzymania ich nieruchomości będą w dalszym ciągu rosły. Tak wynika z innego badania – „To my. Polacy o nieruchomościach” przeprowadzonego przez Nieruchomosci-online.pl wśród 1013 dorosłych Polaków. Wyższych czynszów oraz rachunków za energię i ogrzewanie obawia się w 2026 r. aż 86% osób.

Badanie pokazało również, że dla wielu Polaków opłaty mieszkaniowe to nie tylko pozycja na liście wydatków, ale także realne źródło niepewności. Dla 47 proc. badanych opłacanie rachunków wiąże się ze stresem, a 64% uważa, że nieważne, co zrobią, ich rachunki mieszkaniowe i tak będą rosnąć.

––––

Nastrojometr rynku nieruchomości to cokwartalne badanie nastrojów rynkowych w ocenie pośredników. Zostało przeprowadzone przez Nieruchomosci-online.pl i Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu w marcu na grupie 1505 agentów.

47 proc. firm w Polsce nie planuje zmian kadrowych. Co trzecia chce zwiększyć zatrudnienie

Co trzecia firma w Polsce chce od lipca do września rekrutować nowych pracowników. W tym samym czasie co piąta będzie redukować etaty, a blisko połowa pozostawi liczbę zatrudnionych bez zmian. W opublikowanym dziś raporcie Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia pracodawcy zdradzili swoje plany rekrutacyjne na nadchodzący kwartał. Jak potwierdzili, najwięcej możliwości zmiany pracy będzie w hotelarstwie, gastronomii i turystyce, a także w technologiach & usługach IT. Największy optymizm rekrutacyjny zgłaszają pracodawcy z północnej i południowo-zachodniej Polski.

ManpowerGroup opublikował raport dotyczący planów rekrutacyjnych firm na kolejny kwartał. Prognoza netto zatrudnienia, odzwierciedlająca nastroje rekrutacyjne firm nad Wisłą wynosi +16%. 33% pracodawców mówi o wzroście liczby pracowników w trzecim kwartale, 18% o redukcji, 47% nie planuje zmian personalnych a 2% nie zna planów zatrudnienia na najbliższy kwartał. Firmy zatrudniają dzięki rozwojowi i technologiom, a redukcje są efektem presji ekonomicznej i działań optymalizacyjnych.

HoReCa i IT napędzają rekrutacje

Najwięcej firm zgłaszających nowe rekrutacje jest w branży hotelarstwa & gastronomii (+28%) a także technologii i usług IT (+28%). O dużym optymizmie mówią też przedstawiciele finansów & ubezpieczeń (+25%), budownictwa & nieruchomości (+24%) oraz handlu & logistyki (+21%). Mniejsze, choć nadal zauważalne szanse na zmianę pracy czekają na kandydatów w usługach profesjonalnych, naukowych & technicznych (+18%) oraz informacji & komunikacji (+10%). Najmniej ofert planują firmy w sektorze publicznym, ochronie zdrowia & usługach społecznych (+6%).

Mapa zatrudnienia: Północ liderem

W okresie od lipca do września 2026 roku szanse na znalezienie pracy pojawią się we wszystkich regionach Polski. Największe zapotrzebowanie na pracowników deklarują organizacje z Północy, gdzie prognoza wynosi +28%, Południowego Zachodu (+20%) oraz z Południa (+19%). Nieco mniej optymistyczne plany wskazują pracodawcy z Centrum (+9%), ze Wschodu (+7%) i Północnego Zachodu Polski (+7%), ale nadal są one zapowiedzią dobrych szans na znalezienie nowej pracy.

Firmy zatrudniają, by rosnąć i zwalniają, by przetrwać

Organizacje w Polsce planują zatrudniać nowych pracowników w związku z rozwojem działalności (46% firm), rozszerzaniem jej na nowe rynki (34%) oraz postępem technologicznym, który generuje zapotrzebowanie na nowe kompetencje i specjalistów (22%). Dodatkowo 19% pracodawców wskazuje na potrzebę zwiększania różnorodności zespołów oraz uzupełniania wakatów powstałych po odejściach pracowników w poprzednim kwartale.

Redukcje zatrudnienia wynikają głównie z wyzwań ekonomicznych (31%), konieczności dopasowania liczby pracowników do aktualnego popytu (29%) oraz zmian zachodzących na rynku (22%). Co piąty pracodawca nie uzupełnia wakatów po odejściach pracowników, koncentrując się jednocześnie na optymalizacji procesów i łączeniu ról.

Z kolei organizacje, które nie planują zmian kadrowych, najczęściej wskazują, że obecny poziom zatrudnienia jest wystarczający do realizacji celów biznesowych (38%). Podkreślają również stabilność sytuacji rynkowej (24%) oraz realizację strategii skoncentrowanej na utrzymaniu obecnej kadry (23%).

O badaniu: Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia dla trzeciego kwartału 2026 roku został opracowany na podstawie badania przeprowadzonego w okresie od 1 do 30 kwietnia 2026 roku wśród 40 592 pracodawców reprezentujących 42 rynki na świecie. W Polsce w badaniu wzięło udział 515 pracodawców.

VB Leasing wygrywa 8,45 mln zł w sporze dotyczącym działań instytucji pomostowej BFG

Sąd Okręgowy we Wrocławiu, X Wydział Gospodarczy, wyrokiem z 1 czerwca 2026 r. (sygn. akt X GC 725/24) niemal w całości uwzględnił powództwo VB Leasing S.A. w restrukturyzacji (VBL) przeciwko instytucji pomostowej Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, zasądzając na rzecz spółki 8,45 mln zł wraz z odsetkami oraz 225 tys. zł tytułem zwrotu kosztów postępowania.

Sąd: blokada rachunków była bezprawna

W ustnym uzasadnieniu sąd jednoznacznie wskazał, że blokada rachunków VB Leasing dokonana w lipcu 2023 r. przez instytucję pomostową BFG (VeloBank) była bezprawna, a przejęcie przedmiotu zastawu przez bank nieważne. Sąd uznał również, że zobowiązanie kredytowe wobec VeloBank zostało skutecznie spłacone 24 sierpnia 2023 r., co oznacza, że pobrane później odsetki stanowiły świadczenie nienależne i podlegają zwrotowi.

Sąd poinformował także, że rozważa skierowanie zawiadomienia do Komisji Nadzoru Finansowego oraz prokuratury w związku z poważnymi nieprawidłowościami ujawnionymi w postępowaniu, dotyczącymi działań instytucji pomostowej utworzonej przez BFG. W szczególności chodzi o bezprawną blokadę rachunków VB Leasing oraz działania VeloBank, które mimo skutecznej spłaty zobowiązania mogły prowadzić do ponownego zaspokojenia tego samego roszczenia.

Wyrok dotyczy działań instytucji utworzonej przez BFG w ramach restrukturyzacji Getin Noble Banku

Spór dotyczył działań VeloBank w okresie, gdy funkcjonował jako instytucja pomostowa utworzona i nadzorowana przez BFG w ramach przymusowej restrukturyzacji Getin Noble Banku. Następnie, decyzją BFG z 27 października 2023 r., część wierzytelności związanych z VBL została przeniesiona do Podmiotu Zarządzającego Aktywami (PZA), spółki w całości kontrolowanej przez Fundusz.

Wyrok wpisuje się w szerszy kontekst sporów pomiędzy VB Leasing a podmiotami uczestniczącymi w procesie restrukturyzacji sektora bankowego. 26 maja 2026 r. AMS Restrukturyzacje, zarządca VB Leasing, złożył przeciwko BFG pozew o zapłatę 84,7 mln zł. Spółka stoi na stanowisku, że decyzje podjęte w ramach przymusowej restrukturyzacji Idea Banku doprowadziły do powstania znacznej szkody po stronie VB Leasing.

Przedmiotem prowadzonych postępowań nie jest rola Bankowego Funduszu Gwarancyjnego w systemie finansowym, lecz konkretne decyzje podjęte wobec VB Leasing oraz ich konsekwencje dla spółki i jej wierzycieli. W ocenie VBL działania podejmowane w interesie publicznym również podlegają niezależnej kontroli sądowej, szczególnie wtedy, gdy wywierają istotny wpływ na sytuację uczestników rynku.

– Od początku wskazywaliśmy, że działania podejmowane wobec VB Leasing w związku z procesami restrukturyzacyjnymi prowadzonymi przez BFG wymagają niezależnej oceny sądowej – mówi Mikołaj Świtalski, członek zarządu AMS Restrukturyzacje sp. z o.o., zarządca VB Leasing S.A. w restrukturyzacji. – Wyrok w sprawie VeloBank jest ważnym rozstrzygnięciem potwierdzającym zasadność naszych argumentów i potrzebę pełnej weryfikacji działań podmiotów zależnych BFG – dodaje.

Wyrok z 1 czerwca 2026 r. jest nieprawomocny. Pozwanej stronie przysługuje prawo do wniesienia apelacji po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia orzeczenia.

Postępowania sanacyjne wobec VB Leasing SA oraz VB Leasing SA Automotive SKA zostały otwarte 25 lipca 2023 r. przez Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Fabrycznej (sygn. akt odpowiednio: WR1F/GRs/5/2023 oraz WR1F/GRs/6/2023). Zarządcami mas sanacyjnych są AMS Restrukturyzacje sp. z o.o. (VB Leasing) oraz Kancelaria Restrukturyzacyjna sp. z o.o. (VB Leasing Automotive). Celem postępowań jest ochrona interesów klientów, wierzycieli i Skarbu Państwa poprzez zapewnienie działalności operacyjnej spółek.

Mieszane dane z USA. CPI rośnie, inflacja bazowa stabilniejsza, a rynki czekają na ruch Fed

Majowy odczyt inflacji w USA przyniósł mieszany obraz dla rynków finansowych. Wskaźnik CPI wzrósł do 4,2 proc. r/r, co oznacza przyspieszenie względem poprzedniego miesiąca i potwierdza utrzymującą się presję cenową. Jest to najwyższy odczyt tego wskaźnika od maja 2023 roku. Jednocześnie inflacja bazowa, wyłączająca ceny energii i żywności, pozostaje wyraźnie niższa i wynosi 2,9 proc. r/r. Kluczowym czynnikiem wzrostu cen pozostaje sektor energii, który odpowiada za istotną część miesięcznego wzrostu CPI.

Z perspektywy rynków oznacza to, że obecne przyspieszenie inflacji ma w dużej mierze charakter podażowy i może być mniej trwałe. Stabilniejsza dynamika cen w kategoriach bazowych wspiera scenariusz ostrożniejszego podejścia banku centralnego do dalszego zacieśniania polityki monetarnej. Jednocześnie utrzymujące się wysokie ceny energii pozostają istotnym ryzykiem dla krótkoterminowych oczekiwań inflacyjnych. W efekcie inwestorzy mogą w najbliższym czasie pozostawać wrażliwi na kolejne dane makroekonomiczne, które zdecydują o kierunku polityki Fed i nastrojach na rynkach.

Biofund chce objąć akcje Medicalgorithmics po 33 zł. Decyzja należy do walnego zgromadzenia

Medicalgorithmics, notowany na GPW twórca innowacyjnej platformy i algorytmów AI do analizy EKG, podpisał porozumienie do aneksu umowy pożyczki z Biofund Capital Management. Porozumienie podtrzymuje zobowiązanie Biofund do konwersji zobowiązań z tytułu pożyczki z 2024 r. na akcje spółki po cenie 33 zł za akcję oraz wydłuża termin zatwierdzenia jej przez WZA do końca lipca br. O emisji akcji, która docelowo zostanie przeznaczona na realizację konwersji, zdecyduje Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy. Podpisany aneks do umowy stanowi kolejny etap w procesie konwersji zobowiązań z tytułu wspomnianej pożyczki, który został zaoferowany Spółce przez fundusz Biofund w styczniu br.

Brak przegłosowania konwersji na akcje Spółki przez ostatnie Walne Zgromadzenie był spowodowany niewystarczającą liczbą głosów zarejestrowanych na WZA.

– Nasze plany się nie zmieniają. Biofund w dalszym ciągu zamierza skonwertować pożyczkę udzieloną Spółce w 2024 roku. Podpisane dzisiaj porozumienie pozwala Spółce zwołać kolejne Walne Zgromadzenie, które podda pod głosowanie wspomnianą konwersję – komentuje współzałożyciel Biofund i jeden z ojców data mining, znany naukowiec prof. Paul Lewicki.

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy będzie mogło zatwierdzić konwersję pożyczki na akcje, do której zobowiązał się Biofund, bez wymagań dotyczących minimalnej liczby głosów zarejestrowanych na WZA. Jednocześnie, aneks wraz z podpisanym porozumieniem do wspomnianej pożyczki podtrzymuje korzystniejsze warunki jej spłaty. Zakłada m.in. rezygnację z prawa do 3% prowizji od przychodów od nowych klientów oraz obniżenie oprocentowania pożyczki z 18,5% do 14%. Podpisanie aneksu, a co za tym idzie, wprowadzenie korzystniejszych warunków spłaty pożyczki oraz jej konwersja na akcje są elementem oferty złożonej przez Biofund spółce Medicalgorithmics w styczniu br.

Rynki ignorują rakiety? Dolar czeka dziś przede wszystkim na inflację z USA

Dziś na rynkach wylosował się niejednoznaczny sentyment. Z jednej strony indeksy giełdowe znowu znalazły się pod presją, z drugiej ropa naftowa zachowuje spokój, a z trzeciej FX zdaje się patrzeć w zupełnie innym kierunku. Dla rynku walutowego to twarde dane (już dziś amerykańska inflacja) prawdopodobnie mają o wiele większe znaczenie niż szum informacyjny z Zatoki Perskiej.

Czy ktoś widzi rakiety?

Klasycznie już (niestety) naszą rynkową podróż zaczynamy od sygnałów płynących z Bliskiego Wschodu. Dzisiaj mijamy stację Bliżej rozejmu dzięki atakom. Prezydent Donald Trump jak mantrę powtarza, że porozumienie jest już blisko, już za rogiem (pewnie Cieśniny Ormuz). Deal jest tak blisko, że wszystkie strony coraz częściej strzelają do siebie, aktualnie próbując głównie uszkodzić militarną infrastrukturę. Ten konflikt (przy całej ludzkiej tragedii) wygląda coraz dziwniej i może to naprawdę zwiastun zbliżającego się realnego rozejmu? Na razie jednak mamy cios za cios, a pociski i drony latają nad Zatoką Perską równie często co groźby. Czy rynki nauczyły się ignorować tę specyficzną wojnę?

Giełdy patrzą na AI?

Teza o ignorowaniu wojny na Bliskim Wschodzie może brzmieć odważnie, ale warto się nad nią pochylić. Pewnie jeszcze kilka tygodni temu wydarzenia z ostatnich godzin zostałyby nazwane eskalacją, a inwestorzy próbowaliby dostosować swoje pozycje do bardziej rozgrzanego konfliktu. A co dzieje się na rynkach w trakcie środowej sesji? Rzeczywiście na giełdach dominuje czerwień, ale na ile te spadki związane są z konfliktem w Zatoce Perskiej? Moim zdaniem coraz mniej, a główne ryzyka dla rynku kapitałowego skupiają się na AI. To dlatego mocno technologiczny koreański główny indeks KOSPI jednego dnia spada, drugiego rośnie, a trzeciego znowu spada i za każdym razem o kilka procent (6% do nawet 8%). To obraz handlu kojarzony dawniej raczej z krypto, a nie z jednym z najważniejszych azjatyckich parkietów. Obawy wokół spółek SI dotyczą cały czas gigantycznych nakładów związanych z tą rewolucją, ale teraz też historycznych IPO na Wall Street (w piątek SpaceX, niedługo OpenAI, a także Anthropic), które nie tylko stawiają pytania o zasadność astronomicznych wycen, ale także wysysają kapitał z innych spółek i aktywów. A kiedy większość sentymentu wisi na kilku/kilkunastu firmach technologicznych, to sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Może innym razem wspomnę o coraz większym buncie społecznym wobec inwestycji związanych z SI, które nie liczą się z lokalnymi społecznościami i kosztem, jaki dla nich generują (na razie głównie w USA).

Ropa zamknęła oczy?

Jednak giełdy giełdami, one potrafią z łatwością przesuwać punkt ciężkości na różne strony. Ale co z rynkiem surowcowym, a szczególnie ropą naftową? Tutaj też zaryzykuję tezę, że jeszcze całkiem niedawno po eskalacyjnych doniesieniach zobaczylibyśmy kilkuprocentowe wzrosty ceny czarnego złota. A dziś do połowy dnia obserwowaliśmy nawet lekkie spadki, a główne benchmarki trzymają się wciąż blisko istotnych wsparć (WTI poniżej 90 USD). Sytuacja zdaje się odwracać wczesnym popołudniem, ale wciąż daleko nam do paniki, którą mogliśmy widzieć jeszcze jakiś czas temu. Nieustająco obrywa za to złoto, które aktualnie nie prezentuje żadnych walorów bezpiecznej przystani (może takowa nie jest po prostu teraz potrzebna?). Jego cena przebiła od góry już 4200 USD za uncję i jest coraz bliższa marcowych dołków, których wybicie może zwiastować zejście nawet do 3900 USD. Tylko dziś królewski kruszec traci 2%. W ostatnich tygodniach trudniejsze sesje złota były często argumentowane mocniejszym dolarem, z którym jest negatywnie skorelowane. Jednak dziś nie mamy na rynku do czynienia z silniejszym USD.

USD wpatruje się w inflację?

Tutaj wreszcie dochodzimy do tezy z tytułu dzisiejszego komentarza. Jeszcze jakiś czas temu przy sygnałach eskalacyjnych z Bliskiego Wschodu kapitał klasycznie kierował się do bezpiecznej przystani w postaci USD, który pozwalał też parkować środki np. w amerykańskich obligacjach. Jednak teraz sytuacja na dolarze nie jest już tak jednoznaczna. Przez długie chwile pozostaje on dość odporny na impulsy z Zatoki, a największy ruch w ostatnich tygodniach wykonał w związku z danymi makro. Piątkowe odczyty z rynku pracy popchnęły inwestorów do obstawiania przynajmniej jednej podwyżki stóp w USA do końca roku, co błyskawicznie i wyraźnie wzmocniło USD. W ten sposób dochodzimy do środowego odczytu inflacji konsumenckiej ze Stanów. Już same prognozy dla wskaźnika CPI na poziomie 4,2% rdr (najwyżej od 3 lat) robią wrażenie, ale jeśli ostateczny rezultat przekroczy oczekiwania, to na stole może się pojawić nawet druga podwyżka kosztu pieniądza do końca roku. A wtedy dolar zapewne wykona kolejny krok na szlaku umocnienia. W przeciwnym wypadku (dynamika cen poniżej konsensusu) USD może znaleźć się pod presją i przynajmniej częściowo oddać swoje zyski z ostatnich dni. Brak zmienności raczej nam nie grozi. O godz. 13:30 kurs EUR/USD jest przy 1,154 USD, kurs USD/PLN sięga 3,68 PLN, a kurs EUR/PLN zbliża się do 4,25 zł.

 

W Polsce przybyło wolnych miejsc pracy. Na koniec I kwartału 2026 r. było ich ponad 100 tys.

Na koniec pierwszego kwartału 2026 r. w Polsce odnotowano 100,2 tys. wolnych miejsc pracy. To o 14,4 tys. więcej niż na koniec czwartego kwartału 2025 r., co oznacza wzrost o 16,7 proc. w ujęciu kwartalnym. W porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku liczba wakatów była jednak nieznacznie niższa – o 0,8 tys.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego wskaźnik wolnych miejsc pracy wyniósł na koniec pierwszego kwartału 2026 r. 0,81 proc. Był więc o 0,1 pkt proc. wyższy niż na koniec czwartego kwartału 2025 r., ale jednocześnie o 0,01 pkt proc. niższy niż rok wcześniej.

Dane pokazują, że początek 2026 r. przyniósł odbicie popytu na pracowników po słabszej końcówce poprzedniego roku. Nie oznacza to jednak jednoznacznego przegrzania rynku pracy. W ujęciu rocznym liczba wolnych miejsc pracy pozostała zbliżona do poziomu sprzed roku, a wskaźnik wakatów nieznacznie się obniżył.

Najwyższy wskaźnik wakatów w regionie warszawskim stołecznym

Popyt na pracowników był silnie zróżnicowany regionalnie. Najwyższy wskaźnik wolnych miejsc pracy odnotowano w regionie warszawskim stołecznym, gdzie wyniósł 1,11 proc. Oznacza to, że właśnie w tej części kraju udział nieobsadzonych stanowisk w ogólnej liczbie miejsc pracy był największy.

Najniższy wskaźnik wolnych miejsc pracy wystąpił w regionie lubelskim i wyniósł 0,45 proc. Różnica między regionem warszawskim stołecznym a lubelskim pokazuje, że zapotrzebowanie na pracowników nadal koncentruje się przede wszystkim w największych ośrodkach gospodarczych, zwłaszcza tam, gdzie rozwinięte są usługi biznesowe, technologie, administracja i sektor prywatnych przedsiębiorstw.

Regionalne dane wskazują również, że sytuacja na rynku pracy nie jest jednolita. W części województw pracodawcy nadal aktywnie poszukują nowych pracowników, podczas gdy w innych popyt na pracę pozostaje ograniczony. Ma to znaczenie zarówno dla osób szukających zatrudnienia, jak i dla firm planujących rekrutacje lub inwestycje w nowych lokalizacjach.

Najwięcej wakatów w przetwórstwie przemysłowym

Największą liczbę wolnych miejsc pracy odnotowano w przetwórstwie przemysłowym. Na koniec pierwszego kwartału 2026 r. w tej sekcji gospodarki było 20,5 tys. wakatów. To pokazuje, że przemysł pozostaje jednym z głównych źródeł popytu na pracowników w Polsce.

W przetwórstwie przemysłowym wolne miejsca pracy były przeznaczone przede wszystkim dla robotników przemysłowych i rzemieślników oraz operatorów i monterów maszyn i urządzeń. Pierwsza z tych grup odpowiadała za 36,1 proc. wakatów w tej sekcji, a druga za 26,0 proc.

Podobna struktura zapotrzebowania występowała w budownictwie. W tej branży największy udział wolnych miejsc pracy dotyczył robotników przemysłowych i rzemieślników – 52,8 proc. wakatów. Kolejne 25,7 proc. stanowiły miejsca pracy dla operatorów i monterów maszyn i urządzeń.

Wysoki popyt także w handlu, transporcie i budownictwie

Oprócz przetwórstwa przemysłowego istotną liczbę wolnych miejsc pracy odnotowano również w handlu hurtowym i detalicznym, transporcie i gospodarce magazynowej oraz budownictwie. Są to sektory, które tradycyjnie generują duże zapotrzebowanie na pracowników operacyjnych, technicznych i usługowych.

W handlu wakaty dotyczyły przede wszystkim pracowników usług i sprzedawców, ale również specjalistów. W transporcie i gospodarce magazynowej dominowało zapotrzebowanie na operatorów i monterów maszyn oraz urządzeń, a także na pracowników biurowych.

Dane te pokazują, że popyt na pracę w Polsce nadal ma w dużej mierze charakter praktyczny i produkcyjno-usługowy. Firmy poszukują nie tylko specjalistów wysokich kwalifikacji, ale także pracowników wykonujących zadania techniczne, logistyczne, magazynowe, sprzedażowe i związane z obsługą procesów produkcyjnych.

Najwyższy wskaźnik wolnych miejsc pracy w sektorze telekomunikacji i IT

Pod względem rodzaju działalności najwyższy wskaźnik wolnych miejsc pracy wystąpił w sekcji obejmującej działalność usługową w zakresie telekomunikacji, programowania komputerowego, doradztwa, infrastruktury obliczeniowej oraz pozostałej działalności usługowej w zakresie informacji. Wyniósł on 1,54 proc.

To oznacza, że branże związane z technologiami informacyjnymi, usługami cyfrowymi i infrastrukturą obliczeniową nadal cechują się wysokim relatywnym zapotrzebowaniem na pracowników. Nawet jeżeli liczba wakatów w tym sektorze nie jest najwyższa w ujęciu bezwzględnym, to udział wolnych miejsc pracy w całkowitej liczbie stanowisk pozostaje wyraźnie podwyższony.

Najniższy wskaźnik wolnych miejsc pracy odnotowano natomiast w górnictwie i wydobywaniu. Wyniósł on 0,17 proc. Oznacza to, że w tej sekcji udział nieobsadzonych miejsc pracy był najmniejszy spośród analizowanych rodzajów działalności.

Rynek pracy odbija po końcówce 2025 r., ale bez wyraźnego boomu

Wzrost liczby wolnych miejsc pracy o 16,7 proc. względem końca czwartego kwartału 2025 r. może wskazywać na sezonowe i koniunkturalne ożywienie rekrutacji na początku roku. Firmy częściej uruchamiały nabory, a część sektorów zwiększała zapotrzebowanie na pracowników po okresie niższej aktywności.

Jednocześnie porównanie rok do roku pokazuje bardziej umiarkowany obraz rynku pracy. Liczba wolnych miejsc pracy była o 0,8 tys. niższa niż na koniec pierwszego kwartału 2025 r., a wskaźnik wakatów spadł minimalnie o 0,01 pkt proc. To sugeruje, że mimo kwartalnego odbicia rynek nie wszedł w fazę gwałtownego wzrostu popytu na pracowników.

Z perspektywy pracodawców dane GUS mogą oznaczać powrót do większej aktywności rekrutacyjnej po słabszej końcówce roku. Z perspektywy pracowników sytuacja pozostaje zróżnicowana – szanse na zatrudnienie są większe w regionach i branżach o wysokim wskaźniku wakatów, ale nie wszędzie rynek oferuje podobne możliwości.

Struktura wakatów pokazuje zapotrzebowanie na konkretne zawody

Istotne znaczenie ma nie tylko sama liczba wolnych miejsc pracy, ale również ich struktura zawodowa. Dane wskazują, że w wielu sektorach poszukiwani są przede wszystkim pracownicy o konkretnych kwalifikacjach praktycznych.

W przemyśle i budownictwie dominują robotnicy przemysłowi, rzemieślnicy, operatorzy i monterzy maszyn. W handlu większe znaczenie mają pracownicy usług i sprzedawcy, natomiast w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej najważniejszą grupą są specjaliści.

Taka struktura wolnych miejsc pracy pokazuje, że polski rynek pracy nadal potrzebuje zarówno pracowników technicznych i wykonawczych, jak i specjalistów. Niedobory kadrowe nie dotyczą wyłącznie zawodów wysoko kwalifikowanych, ale również stanowisk związanych z produkcją, logistyką, sprzedażą i obsługą klienta.

Dane po raz pierwszy prezentowane według PKD 2025

GUS zwraca uwagę, że wyniki badania „Popyt na pracę” po raz pierwszy prezentowane są według sekcji PKD 2025. Ma to znaczenie przy porównywaniu danych z wcześniejszymi okresami, ponieważ trwa okres przejściowy związany z przeklasyfikowaniem podmiotów gospodarczych z PKD 2007 na PKD 2025.

Okres przejściowy potrwa do 31 grudnia 2026 r. W tym czasie do prezentacji danych wykorzystywane są m.in. klucze powiązań między klasyfikacjami PKD 2007 i PKD 2025. Oznacza to, że interpretując dane sektorowe, należy brać pod uwagę zmianę klasyfikacji działalności gospodarczej.

Wskaźnik wolnych miejsc pracy jest miarą niezaspokojonego popytu na pracę. Pokazuje, jaką część wszystkich miejsc pracy – zarówno obsadzonych, jak i wolnych – stanowią stanowiska nieobsadzone. Im wyższy wskaźnik, tym większy relatywny problem pracodawców z obsadzeniem stanowisk.

Wypadków przy pracy jest więcej. W I kwartale 2026 r. poszkodowanych zostało ponad 17 tys. osób

W pierwszym kwartale 2026 r. w Polsce wzrosła liczba osób poszkodowanych w wypadkach przy pracy. Według wstępnych danych GUS zgłoszono 17 084 osoby poszkodowane, czyli o 19,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Wskaźnik wypadkowości zwiększył się z 1,04 do 1,24 poszkodowanego na 1000 pracujących.

Zdecydowaną większość stanowiły wypadki powodujące lżejsze obrażenia. W tej kategorii odnotowano 16 960 poszkodowanych. Wypadkom ciężkim uległy 92 osoby, natomiast wypadkom śmiertelnym – 32 osoby. Dane obejmują również 42 osoby poszkodowane podczas wykonywania pracy zdalnej lub telepracy.

Łączna liczba dni niezdolności do pracy spowodowanej wypadkami wyniosła 411 749. Oznacza to przeciętnie 24,1 dnia absencji na jedną osobę poszkodowaną. Najdłuższy średni okres niezdolności do pracy odnotowano w górnictwie i wydobywaniu, gdzie wyniósł 33,5 dnia.

Najwięcej poszkodowanych w przemyśle, handlu i transporcie

Pod względem liczby osób poszkodowanych najwięcej wypadków odnotowano w przetwórstwie przemysłowym. W tej sekcji gospodarki poszkodowanych zostało 4806 osób. Kolejne miejsca zajęły handel, naprawa pojazdów samochodowych oraz transport i gospodarka magazynowa.

W handlu i naprawie pojazdów samochodowych zgłoszono 2640 poszkodowanych, a w transporcie i gospodarce magazynowej 1798 osób. W ochronie zdrowia i pomocy społecznej odnotowano 1484 poszkodowanych, natomiast w budownictwie – 702 osoby.

Inaczej wygląda sytuacja po uwzględnieniu liczby pracujących w poszczególnych branżach. Najwyższy wskaźnik wypadkowości wystąpił w górnictwie i wydobywaniu, gdzie wyniósł 3,41 poszkodowanego na 1000 pracujących. Bardzo wysoki poziom odnotowano także w sekcji dostawa wody, gospodarowanie ściekami i odpadami oraz rekultywacja – 3,34.

Powyżej średniej krajowej znalazły się również ochrona zdrowia i pomoc społeczna, transport i gospodarka magazynowa, przetwórstwo przemysłowe oraz rolnictwo, leśnictwo, łowiectwo i rybactwo. Najniższy wskaźnik wypadkowości odnotowano w informacji i komunikacji, gdzie wyniósł 0,15.

Warmińsko-mazurskie z najwyższym wskaźnikiem wypadkowości

Dane pokazują także duże zróżnicowanie regionalne. Najwyższy wskaźnik wypadkowości wystąpił w województwie warmińsko-mazurskim – 1,64 poszkodowanego na 1000 pracujących. Kolejne miejsca zajęły województwa zachodniopomorskie z wynikiem 1,60 oraz kujawsko-pomorskie z wynikiem 1,53.

Wysoki poziom wypadkowości odnotowano również w województwach podlaskim, śląskim, lubuskim i dolnośląskim. Najniższe wskaźniki wystąpiły w województwach mazowieckim i małopolskim. W Mazowieckiem wskaźnik wyniósł 0,88, a w Małopolsce 0,95 poszkodowanego na 1000 pracujących.

Pod względem bezwzględnej liczby poszkodowanych najwięcej wypadków zgłoszono w województwach śląskim, mazowieckim i wielkopolskim. W Śląskiem poszkodowanych zostało 2422 pracowników, w Mazowieckiem 2174, a w Wielkopolsce 1885.

Najczęstsza przyczyna: nieprawidłowe zachowanie pracownika

Największą grupę przyczyn wypadków przy pracy stanowiło nieprawidłowe zachowanie się pracownika. Odpowiadało ono za 40,3 proc. odnotowanych przypadków. Na kolejnych miejscach znalazły się niewłaściwe posługiwanie się czynnikiem materialnym przez pracownika, zdarzenia niezależne od pracodawcy i pracownika oraz inne przyczyny.

Istotne znaczenie miały także czynniki organizacyjne. Niewłaściwa organizacja stanowiska pracy odpowiadała za 7,3 proc. przypadków, a niewłaściwa organizacja pracy za 5,5 proc. Łącznie te dwie kategorie stanowiły 12,8 proc. przyczyn wypadków.

Najczęstszym wydarzeniem powodującym uraz było zderzenie z nieruchomym obiektem. Tego typu zdarzenia odpowiadały za 37,4 proc. przypadków. Kolejne miejsca zajęły kontakt z przedmiotem ostrym lub twardym oraz uderzenie przez obiekt będący w ruchu.

Najczęściej dochodziło do urazów kończyn

Wypadki przy pracy najczęściej kończyły się urazami kończyn. Urazy kończyn górnych stanowiły 43,2 proc. przypadków, a kończyn dolnych 33,4 proc. Łącznie obrażenia kończyn odpowiadały więc za ponad trzy czwarte wszystkich urazów.

Urazy głowy wystąpiły w 10,9 proc. przypadków. Rzadziej odnotowywano urazy tułowia i organów wewnętrznych, pleców oraz całego ciała. W chwili wypadku poszkodowani najczęściej byli w ruchu, przemieszczali się, manipulowali przedmiotami albo wykonywali ręczny transport.

Dane te pokazują, że duża część wypadków nie wynika bezpośrednio z obsługi specjalistycznych maszyn, lecz z codziennych czynności wykonywanych w miejscu pracy. Oznacza to, że ryzyko wypadkowe dotyczy nie tylko branż tradycyjnie uznawanych za niebezpieczne, ale również stanowisk, na których dominują powtarzalne zadania, przemieszczanie się i praca manualna.

Wypadki w gospodarstwach rolnych

Osobną kategorię stanowią wypadki w indywidualnych gospodarstwach rolnych, dla których przyznano jednorazowe odszkodowanie z KRUS. W pierwszym kwartale 2026 r. poszkodowanych zostało 1686 osób, w tym 16 w wypadkach śmiertelnych.

Najczęstszym rodzajem zdarzenia były upadki osób. Odpowiadały one za 48,8 proc. wypadków w gospodarstwach rolnych. Kolejne miejsca zajęły inne zdarzenia, uderzenie, przygniecenie lub pogryzienie przez zwierzęta oraz pochwycenie przez ruchome części maszyn i urządzeń.

Struktura wypadków rolniczych pokazuje, że największe zagrożenia wiążą się zarówno z codziennym poruszaniem się po gospodarstwie, jak i kontaktem ze zwierzętami oraz maszynami. W praktyce oznacza to konieczność stałego zwracania uwagi na organizację pracy, stan techniczny urządzeń oraz podstawowe zasady bezpieczeństwa.

Wzrost wypadkowości to sygnał ostrzegawczy

Wzrost liczby poszkodowanych o 19,3 proc. rok do roku jest istotnym sygnałem dla pracodawców, instytucji publicznych i służb BHP. Choć dane mają charakter wstępny, pokazują wyraźne pogorszenie statystyk bezpieczeństwa pracy na początku 2026 r.

Największe znaczenie ma nie tylko sama liczba wypadków, ale również ich koszt społeczny i gospodarczy. Ponad 411 tys. dni niezdolności do pracy oznacza realne straty dla pracowników, firm i całego rynku pracy. Każdy wypadek to także ryzyko długotrwałych konsekwencji zdrowotnych, organizacyjnych i finansowych.

Dane GUS wskazują, że bezpieczeństwo pracy powinno pozostać jednym z kluczowych obszarów zarządzania w przedsiębiorstwach. Szczególnie ważne są szkolenia, prawidłowa organizacja stanowisk, nadzór nad przestrzeganiem zasad BHP oraz ograniczanie ryzyk związanych z rutynowymi czynnościami wykonywanymi każdego dnia.

mObywatel 3.0 musi uwzględniać dane zdrowotne. Eksperci apelują do rządu

Healthcare Poland Foundation, Polska Federacja Szpitali oraz Global Healthcare Systems Hub wskazują na konsekwencje niezgodności aplikacji mObywatel z rozporządzeniem eIDAS 2.0 — wykraczające daleko poza dokument tożsamości. W grze jest dostęp polskich pacjentów do transgranicznej wymiany danych zdrowotnych, bezpieczeństwo medyczne oraz konkurencyjność polskiego sektora usług zdrowotnych w Europie.

Ministerstwo Cyfryzacji opublikowało na stronie Rządowego Centrum Legislacji projekt nowelizacji ustawy o usługach zaufania oraz identyfikacji elektronicznej (UC122). Uzasadnienie projektu zawiera bezprecedensowe przyznanie: aplikacja mObywatel jest architektonicznie niezgodna z rozporządzeniem eIDAS 2.0 i nie może pełnić funkcji Europejskiego Portfela Tożsamości Cyfrowej (EUDI Wallet). Dostosowanie istniejącej aplikacji do wymogów unijnych zostało uznane za technicznie niemożliwe. Konsekwencje są daleko idące: konieczność budowy zupełnie nowej aplikacji od podstaw, brak możliwości automatycznej migracji danych 11 milionów użytkowników oraz konieczność równoległego utrzymywania dwóch systemów w okresie przejściowym. Skala problemu skłoniła posła do Parlamentu Europejskiego Kosmę Złotowskiego do złożenia pytania poselskiego (E-000763/2026) do Komisji Europejskiej.

Polska była prekursorem cyfrowej tożsamości w Europie, wprowadzając mDowód jako pełnoprawny dokument tożsamości już w 2023 r. — znacznie wyprzedzając inne państwa członkowskie. Jednak właśnie ten pionierski charakter, zbudowany na krajowych założeniach architektonicznych bez antycypowania ram interoperacyjności UE, staje się teraz źródłem systemowej luki.

Jest to modelowy przykład zjawiska, które w branży IT określa się mianem „długu architektonicznego” (architectural debt) — sytuacji, w której szybkie wdrożenie rozwiązania krajowego bez uwzględnienia nadchodzących standardów europejskich generuje późniejsze koszty rzędu wielokrotności początkowej inwestycji. Dokładnie to samo ryzyko dotyczy obecnie rozwiązań sztucznej inteligencji w sektorze zdrowia budowanych bez uwzględnienia AI Act, EHDS i standardów certyfikacji — co jest przedmiotem prac piaskownicy regulacyjnej GRAI przy Ministerstwie Cyfryzacji.

Healthcare Poland Foundation, działając we współpracy z Polską Federacją Szpitali oraz Global Healthcare Systems Hub, deklaruje gotowość do udziału w konsultacjach publicznych projektu UC122 oraz do wsparcia eksperckiego w projektowaniu warstwy zdrowotnej nowego portfela tożsamości cyfrowej. Dostęp polskich pacjentów do transgranicznej wymiany danych zdrowotnych nie może być ofiarą długu architektonicznego.

Polska była pionierem cyfrowej tożsamości w Europie. Teraz musi być pionierem jej naprawy — nie tylko po to, by polscy obywatele mogli podróżować z telefonem zamiast z plastikowym dowodem, ale przede wszystkim po to, by polscy pacjenci mogli bezpiecznie korzystać z opieki zdrowotnej w całej Unii Europejskiej, z pełnym dostępem lekarza do ich danych medycznych. Brak interoperacyjności polskiego systemu tożsamości cyfrowej z EUDI Wallet oznacza, że: pacjenci zagraniczni przyjeżdżający do Polski nie będą mogli automatycznie udostępnić polskim lekarzom swoich danych zdrowotnych za pomocą portfela, polscy świadczeniodawcy nie będą mogli w sposób zharmonizowany potwierdzić tożsamości pacjenta transgranicznego, a dokumentacja medyczna wytworzona w Polsce może napotykać problemy z uznawalnością w systemach EHDS innych państw członkowskich. Tworzy to ryzyko powstania „cyfrowej wyspy” – systemu funkcjonalnego wewnątrz kraju, ale odciętego od europejskiego ekosystemu zdrowia cyfrowego. W praktyce oznacza to utratę przewagi konkurencyjnej na rzecz krajów, które wdrożą EUDI Wallet terminowo – m.in. Estonii, Finlandii, Austrii czy Danii – wskazuje Michał Dybowski, Prezes Healthcare Poland Foundation, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju Polskiej Federacji, Forum Ekspertów Ad Rem.

Ministerstwo Cyfryzacji wskazało dwa strukturalne powody, dla których mObywatel nie może zostać przekształcony w EUDI Wallet.

  • Model weryfikacji tożsamości. mObywatel potwierdza tożsamość i obywatelstwo użytkownika na podstawie „dokumentu mObywatel” — krajowego konstruktu prawnego. Tymczasem eIDAS 2.0 wymaga potwierdzania tożsamości poprzez dane identyfikujące osobę (person identification data) w rozumieniu art. 3 pkt 3 rozporządzenia eIDAS oraz rozporządzenia wykonawczego Komisji (UE) 2024/2977. To różnica nie kosmetyczna, lecz architektoniczna – dotycząca samego fundamentu tożsamości cyfrowej.
  • Architektura udostępniania danych. mObywatel operuje w modelu bezpośredniego połączenia z rządową infrastrukturą teleinformatyczną — dokumenty są pobierane wprost na urządzenie użytkownika, bez instytucjonalnego pośrednika. Rozporządzenie eIDAS 2.0 wymaga natomiast zaangażowania kwalifikowanych dostawców usług zaufania (Qualified Trust Service Providers, QTSP), w tym podmiotów prywatnych, jako elementów łańcucha zaufania. Ten model jest fundamentem interoperacyjności transgranicznej.

Europejski Portfel Tożsamości Cyfrowej pełni w architekturze Europejskiej Przestrzeni Danych Zdrowotnych (EHDS) rolę warstwy uwierzytelniającej. To portfel umożliwi pacjentowi autoryzację dostępu lekarza w innym kraju członkowskim do kluczowych danych medycznych: podsumowania leczenia, listy leków, alergii, szczepień, wyników badań. Bez zgodnego z eIDAS 2.0 portfela ten mechanizm nie zadziała — nawet jeśli infrastruktura MyHealth@EU będzie technicznie gotowa po stronie serwerów.

Oznacza to, że niezgodność mObywatela jest bezpośrednią barierą w realizacji prawa pacjenta do transgranicznego dostępu do usług zdrowotnych, gwarantowanego dyrektywą 2011/24/UE. Nie jest to problem odległy — rozporządzenie EHDS (UE 2025/327) weszło w życie 26 marca 2025 r., a obowiązkowa transgraniczna wymiana podsumowań pacjenta i e-recept ma być operacyjna we wszystkich państwach członkowskich do marca 2029 r.

Cztery scenariusze ryzyka dla polskich pacjentów

  1. Brak dostępu lekarza za granicą do historii choroby. Polak, który trafi do szpitala w Niemczech, Francji czy Hiszpanii, nie będzie mógł za pomocą portfela cyfrowego udostępnić lekarzowi swoich danych medycznych. Lekarz będzie działał bez pełnej informacji klinicznej.
  2. Ryzyko błędów medycznych. Brak dostępu do aktualnej listy leków, alergii i chorób przewlekłych zwiększa ryzyko interakcji lekowych, nieadekwatnych procedur diagnostycznych i błędnych decyzji terapeutycznych. To nie jest ryzyko teoretyczne — WHO szacuje, że błędy związane z lekami dotykają rocznie milionów pacjentów na świecie, a brak dostępu do pełnej dokumentacji jest jednym z kluczowych czynników.
  3. Konieczność papierowej dokumentacji. Zamiast cyfrowej wymiany danych, polscy pacjenci będą zmuszeni wozić ze sobą dokumentację papierową lub na nośnikach elektronicznych — rozwiązanie podatne na utratę, uszkodzenie i błędy tłumaczeniowe.
  4. Wydłużenie czasu diagnostyki i leczenia. Bez dostępu do wyników wcześniejszych badań lekarz za granicą będzie zmuszony zlecać badania od nowa, co wydłuża czas do podjęcia decyzji terapeutycznej i generuje niepotrzebne koszty.

Problem niezgodności mObywatela należy analizować w kontekście czterech wzajemnie powiązanych filarów regulacyjnych, które wspólnie definiują warunki przetwarzania i wymiany danych zdrowotnych w UE.

eIDAS 2.0 (Rozporządzenie 2024/1183) ustanawia ramy tożsamości cyfrowej, w tym wymogi dotyczące kwalifikowanych dostawców usług zaufania i architektury portfela opartej na atestacjach elektronicznych. To mechanizm atestacji umożliwia kontrolowane przez pacjenta udostępnianie danych zdrowotnych.

EHDS (Rozporządzenie 2025/327) buduje na fundamencie eIDAS warstwę sektorową: definiuje kategorie priorytetowych danych zdrowotnych, ustanawia infrastrukturę MyHealth@EU dla użycia pierwotnego oraz HealthData@EU dla użycia wtórnego (badania naukowe, polityka zdrowotna, regulacje). Kluczowe kamienie milowe: marzec 2027 — akty wykonawcze; marzec 2029 — Patient Summaries i e-recepty we wszystkich państwach; marzec 2031 — obrazy medyczne i wyniki laboratoryjne.

NIS2 (Dyrektywa 2022/2555) klasyfikuje podmioty ochrony zdrowia jako operatorów usług kluczowych, nakładając wymogi cyberbezpieczeństwa na cały łańcuch przetwarzania danych zdrowotnych — w tym na infrastrukturę portfela tożsamości cyfrowej.

RODO/GDPR pozostaje nadrzędną ramą ochrony danych osobowych. EHDS działa w ramach RODO, nie obok niego. Brak kompatybilnego portfela oznacza brak możliwości realizacji mechanizmów zgody i kontroli danych wymaganych przez RODO w kontekście transgranicznym.

Awaria jednego elementu — w tym przypadku warstwy tożsamości cyfrowej — paraliżuje cały łańcuch: od uwierzytelnienia pacjenta, przez autoryzację dostępu do danych, po ich bezpieczną wymianę i przetwarzanie.

Co należy zrobić: stanowisko HCPL, PFSz i GHSH

Dla Ministerstwa Cyfryzacji i Ministerstwa Zdrowia

Proces budowy nowej aplikacji portfela tożsamości cyfrowej (mObywatel 3.0) musi od początku uwzględniać architekturę EHDS. Nie wystarczy spełnić wymagania eIDAS 2.0 w warstwie dokumentu tożsamości — portfel musi być przygotowany do obsługi atestacji elektronicznych dotyczących danych zdrowotnych. Rekomendujemy powołanie międzyresortowego zespołu (MC + MZ) odpowiedzialnego za spójność architektoniczną EUDI Wallet z MyHealth@EU. Jednocześnie konieczne jest przyspieszenie prac nad wyznaczeniem krajowego Organu ds. Zdrowia Cyfrowego (National Digital Health Authority) — termin wynikający z EHDS upłynął w czerwcu 2025 r.

Dla szpitali i świadczeniodawców

Szpitale i kliniki przyjmujące pacjentów transgranicznych powinny już teraz dokonywać audytu gotowości swoich systemów HIS pod kątem interoperacyjności z HL7 FHIR — standardem referencyjnym dla EHDS. Polska Federacja Szpitali i Healthcare Poland Foundation oferują w tym zakresie certyfikację TQAMS (Transnational Quality Assurance & Management Standard), która obejmuje gotowość cyfrową, zgodność z wymogami NIS2 oraz procedury opieki transgranicznej.

Dla sektora turystyki medycznej

Operatorzy turystyki medycznej muszą przygotować się na scenariusz, w którym pacjenci z UE będą oczekiwać obsługi za pomocą EUDI Wallet. Brak gotowości polskiej strony stanie się przewagą konkurencyjną krajów, które wdrożą portfel terminowo. Global Healthcare Systems Hub monitoruje ten proces w 56 krajach i udostępnia aktualizacje regulacyjne swoim członkom.

Dla piaskownic regulacyjnych AI

Przypadek mObywatela powinien zostać włączony jako case study do materiałów edukacyjnych piaskownicy regulacyjnej GRAI przy Ministerstwie Cyfryzacji — jako ostrzeżenie przed powielaniem długu architektonicznego w domenie sztucznej inteligencji w zdrowiu.

Kluczowe daty

19 lutego 2026 r. – Publikacja projektu ustawy UC122 na stronie Rządowego Centrum Legislacji.

24 lutego 2026 r. – Pytanie poselskie E-000763/2026 (Kosma Złotowski, ECR) do Komisji Europejskiej.

26 marca 2025 r. – Wejście w życie rozporządzenia EHDS (UE 2025/327).

Koniec 2026 r. – Termin wdrożenia EUDI Wallet we wszystkich państwach członkowskich.

Marzec 2029 r. – Obowiązkowa transgraniczna wymiana Patient Summaries i e-recept.

Marzec 2031 r. – Rozszerzenie o obrazy medyczne, wyniki laboratoryjne, karty wypisu.

Rynek pracy coraz mocniej zależy od cudzoziemców. W niektórych branżach stanowią ponad 15–25 proc. załóg

Pod koniec grudnia 2025 r. w Polsce aktywnych zawodowo było 1 141,1 tys. cudzoziemców – wynika z najnowszych danych GUS. Stanowili oni 6,9% ogółu pracujących w naszym kraju, a ich największy udział w liczbie pracujących odnotowano nie w największych aglomeracjach, lecz w powiatach słubickim i pruszkowskim oraz w Świnoujściu. Jak pokazują badania Grupy Progres, Polska nadal pozostaje dla większości ankietowanych pierwszym wyborem jako kierunek migracji zarobkowej, choć już nie dla wszystkich i nie w tak jednoznaczny sposób jak jeszcze kilka lat temu.

Największą grupę pracujących cudzoziemców stanowili obywatele Ukrainy – 67,6% (771 800 osób). Na kolejnych miejscach znaleźli się obywatele Białorusi (10,4% – 118 882 osoby), Gruzji (2,1% – 24 210), Indii (2,0% – 23 004), Kolumbii (1,7% – 19 261) i Filipin (1,3% – 15 053), a pozostałe narodowości łącznie odpowiadały za 14,9%, czyli 168 909 osób (GUS).

Dla większości Ukraińców, którzy dominują wśród obcokrajowców aktywnych zawodowo w naszym kraju, Polska była pierwszym wyborem jako kierunek migracji zarobkowej – takiej odpowiedzi udzieliło 71% Ukraińców biorących udział w badaniu Grupy Progres. 17% myślało też o innych państwach, ale przyjechało nad Wisłę, bo w danym momencie była to najlepsza dostępna opcja, 12% miało inne plany, które zmieniły się pod wpływem sytuacji życiowej.

Ukraina nadal stanowi rdzeń naszego rynku pracy, ale z roku na rok obserwujemy napływ pracowników z coraz większej liczby krajów. Przybywa kandydatów z innych – często egzotycznych – kierunków, którzy coraz liczniej wspierają rynek pracy i są zatrudniani w wielu sektorach gospodarki mówi Karolina Hawryluk-Chaieb, kierownik procesu rekrutacji w Grupie Progres.

Według GUS w sekcji działalność w zakresie usług administrowania i działalność wspierająca pracuje ponad 68 tys. cudzoziemców innych narodowości niż ukraińska. W transporcie i gospodarce magazynowej jest ich ponad 63 tys., a w przetwórstwie przemysłowym – 52 tys. Znaczną grupę można również zaobserwować w informacji i komunikacji – 36,4 tys., gdzie liczba pracowników innych narodowości przewyższa liczbę Ukraińców (22,7 tys.). W budownictwie pracuje ponad 33 tys. osób innych narodowości niż ukraińska, a w handlu i naprawie pojazdów samochodowych – 25,4 tys. W działalności związanej z zakwaterowaniem i usługami gastronomicznymi jest to 24,5 tys. osób.

Ekspertka z Grupy Progres dodaje, że Polska wciąż pozostaje dla dużej części migrantów pierwszym i świadomym wyborem, jednak coraz rzadziej ma on charakter jednorazowej decyzji. – Widzimy raczej proces, często długofalowy, w którym Polska jest jednocześnie miejscem krótkiej stabilizacji, legalizacji pobytu i punktem startowym do dalszych planów zawodowych związanych z krajami Europy Zachodniej. Oznacza to, że motywacje migracyjne stają się coraz bardziej złożone niż jeszcze kilka lat temu i obejmują nie tylko aspekt ekonomiczny, lecz także bezpieczeństwo, dostęp do pracy oraz możliwość szybkiego wejścia na rynek – podkreśla Karolina Hawryluk-Chaieb.

Co czwarty pracownik administrowania i wsparcia to cudzoziemiec

Struktura zatrudnienia cudzoziemców pokazuje wyraźną koncentrację w wybranych branżach. W działalności w zakresie usług administrowania i wsparcia co czwarty pracownik to cudzoziemiec (25,3% wobec 74,7% Polaków). W zakwaterowaniu i gastronomii już niemal co piąty (17,8% vs. 82,2%), w transporcie i magazynowaniu – 15,1% vs. 84,9%, w budownictwie 11,7% vs. 88,3%, a w informacji i komunikacji 10,2% vs. 89,8%. W pozostałych sektorach udział cudzoziemców jest niższy: w przetwórstwie przemysłowym wynosi 7,2% (92,8% Polacy), a w handlu 4,1% (95,9% Polacy). Znikomy odsetek obcokrajowców jest zatrudniany w branżach takich jak edukacja, w której cudzoziemcy stanowią 1,5% pracowników, w energetyce 0,6%, a w administracji publicznej 0,1%.

W ujęciu liczbowym cudzoziemcy najczęściej pracowali w administrowaniu i wsparciu (226,9 tys.), przetwórstwie przemysłowym (208,3 tys.), transporcie i magazynowaniu (156,0 tys.) oraz budownictwie (138,4 tys.). Dalej znalazły się handel (94,1 tys.), zakwaterowanie i gastronomia (75,3 tys.), informacja i komunikacja (59,1 tys.), działalność profesjonalna (49,1 tys.), a następnie pozostałe usługi (39,9 tys.) oraz zdrowie i pomoc społeczna (30,3 tys.).

W kolejnych sektorach liczba cudzoziemców jest wyraźnie niższa. W edukacji pracowało 19,3 tys. osób, w rolnictwie, leśnictwie, łowiectwie i rybactwie – 15,5 tys., w finansach i ubezpieczeniach – 9,6 tys., a w nieruchomościach – 7,4 tys. Jeszcze mniejsze wartości odnotowano w kulturze i rekreacji (6,0 tys.), w gospodarce wodno-ściekowej i gospodarce odpadami (3,5 tys.), w administracji publicznej i obronie (0,9 tys.), w górnictwie i wydobywaniu (0,8 tys.) oraz w energetyce (0,8 tys.).

Mimo że wielu cudzoziemców posiada wykształcenie i doświadczenie zdobyte w swoich ojczyznach, nadal zbyt często podejmują oni zatrudnienie w sektorach niezwiązanych z ich pierwotną ścieżką zawodową. W przypadku Ukraińców jedynie 21% pracuje w pełni zgodnie ze swoimi kompetencjami, 22% częściowo, natomiast aż 57% wykonuje pracę w zupełnie innej branży, wynika z badania Grupy Progres.

Niedopasowanie kompetencji do wykonywanej pracy nie dotyczy wyłącznie jednej narodowości. To zjawisko o charakterze systemowym, widoczne w różnych grupach cudzoziemców. Wynika ono zarówno z barier formalnych, jak i językowych, ale też z szybkości, z jaką migranci podejmują pierwszą dostępną pracę po przyjeździe do kraju, a z tym bywa różnie – zaznacza Karolina Hawryluk-Chaieb, kierownik procesu rekrutacji w Grupie Progres.

Bariery nadal silne

W badaniu Grupy Progres cudzoziemcy pytani o przeszkody, z którymi mierzą się w naszym kraju najczęściej wskazywali wysokie koszty życia (37%), barierę językową (34%) i brak bliskich (32%). Istotne pozostają także kwestie społeczne: 29% respondentów wskazywało na dyskryminację lub nieodpowiednie zachowania, 26% na brak stabilności zatrudnienia, a 25% na trudności mieszkaniowe. Na kolejnych miejscach pojawiły się problemy z legalizacją pobytu (22%), brak integracji (14%) oraz brak możliwości pracy w zawodzie (14%).

Wyzwania związane z legalizacją pobytu – choć nie dominują w zestawieniu – mają istotne znaczenie dla codziennego funkcjonowania cudzoziemców. To nie tylko kwestia formalna, ale realny czynnik wpływający na poczucie stabilności życia i pracy. Co piąta osoba wskazuje ten problem wprost, jednak w praktyce skala trudności jest szersza: część migrantów nie nadąża za zmieniającymi się przepisami, nie zna ich w pełni lub ma trudności z ich interpretacją ze względu na barierę językową. W efekcie system, który z założenia ma porządkować proces migracji, dla wielu osób staje się źródłem niepewności i dodatkowych obciążeńocenia Julia Nowicka, ekspertka ds. legalizacji zatrudnienia cudzoziemców w Grupie Progres.

Geografia pracy cudzoziemców w Polsce wykracza poza największe metropolie

Choć największe skupiska cudzoziemców aktywnych zawodowo w Polsce nadal znajdują się w kluczowych województwach, dane pokazują coraz wyraźniejszy obraz rozproszenia ich obecności – z wyjątkowo wysokim udziałem pracowników zagranicznych nie tylko w dużych miastach, ale także w wybranych powiatach o silnej specjalizacji gospodarczej.

Najwięcej cudzoziemców pracowało w woj. mazowieckim (274 980 osób), dolnośląskim (133 392), wielkopolskim (121 533), śląskim (96 015), małopolskim (87 806) i pomorskim (80 265). Na kolejnych miejscach znajdują się: łódzkie (75 626), zachodniopomorskie (55 654), lubuskie (42 644), kujawsko-pomorskie (32 634), lubelskie (23 841) i opolskie (20 312). Listę zamykają regiony: podlaski (18 265), podkarpacki (15 019), warmińsko-mazurski (14 830) i świętokrzyski (9 297).

Jeśli chodzi o powiaty dominujące pod względem udziału cudzoziemców wśród osób pracujących, to liderem zestawienia jest powiat słubicki, gdzie cudzoziemcy stanowią 20,5% wszystkich pracujących. Wysokie wartości odnotowano także w powiecie pruszkowskim (18,1%) oraz w Świnoujściu (18,1%), a dalej w powiecie oławskim (17,9%) i we Wrocławiu (17,8%). W kolejnych miejscach znalazły się powiat kępiński (16,2%), Legnica (16,0%), powiat świebodziński (15,9%), Słupsk (15,2%), Gorzów Wielkopolski (14,9%), Szczecin (14,5%) oraz Warszawa (14,5%).

W mniejszych miejscowościach cudzoziemcy często szybciej znajdują zatrudnienie odpowiadające ich kompetencjom i jednocześnie potrzebom lokalnych firm. To rynki, w których ich obecność jest coraz częściej traktowana nie jako wyzwanie, lecz jako realne wsparcie dla gospodarki, a podejście pracodawców bywa bardziej otwarte i przychylne. Jednocześnie nadal pozostaje istotny problem długiego oczekiwania na dokumenty legalizujące pobyt i pracę. Nawet jeśli cudzoziemiec szybciej znajduje zatrudnienie, procedury administracyjne mogą znacząco wydłużać cały proces stabilizacji w Polsce podsumowuje Julia Nowicka.

Biopaliwa z polskich upraw. ORLEN bada potencjał lnianki siewnej

ORLEN rozpoczął współpracę z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu przy projekcie opracowania optymalnych warunków uprawy lnianki siewnej (Camelina sativa) na potrzeby produkcji biopaliw. Inicjatywa wspiera rozwój krajowego łańcucha dostaw surowców dla paliw alternatywnych, zwiększa potencjał polskiego rolnictwa oraz realizuje strategię ORLEN w obszarze transformacji energetycznej i ograniczania emisji w transporcie.

– Rozwój sektora biopaliw zaawansowanych to naturalny kierunek dla ORLEN, który pozwala łączyć kompetencje przemysłu paliwowego z potencjałem polskiego rolnictwa. Współpraca z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu oraz rolnikami jest ważnym elementem budowy krajowej bazy surowcowej dla paliw alternatywnych i wzmacniania bezpieczeństwa energetycznego Polski – mówi Grzegorz Jóźwiak, Dyrektor Wykonawczy ds. Biopaliw i Wodoru w ORLEN.

W realizację tej strategii wpisuje się program ORLEN „Międzyplony dla Biopaliw”, który integruje rolników, przemysł i partnerów technologicznych, wspierając rozwój krajowych surowców – szczególnie dla biopaliw drugiej generacji.

Projekt realizowany wspólnie z Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu koncentruje się na opracowaniu optymalnych warunków uprawy surowców zaawansowanych, dostępnych lokalnie, takich jak lnianka siewna – roślina o dużym potencjale dla sektora biopaliw. Pozwoli on ocenić możliwości szerszego wykorzystania tego surowca w produkcji paliw transportowych i lotniczych w oparciu o własne technologie produkcyjne, w tym niedawno uruchomioną instalację HVO w Płocku.

– Współpraca z ORLEN pokazuje, jak istotną rolę mogą dziś odgrywać uczelnie przyrodnicze w tworzeniu innowacyjnych rozwiązań dla gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego kraju. Dzięki zapleczu badawczemu oraz wieloletniemu doświadczeniu w zakresie agronomii, upraw roślin oleistych oraz oceny potencjału gleb marginalnych możemy prowadzić badania, które mają realne znaczenie dla rozwoju gospodarczego Polski – mówi prof. UPP dr hab. Zuzanna Sawinska z Katedry Agronomii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Lnianka siewna stanowi obiecującą alternatywę dla tradycyjnych roślin oleistych wykorzystywanych w sektorze biopaliw. W porównaniu z rzepakiem wykazuje większą odporność na niekorzystne warunki glebowe i klimatyczne, co ma szczególne znaczenie w obliczu coraz częściej występujących okresów suszy.

Dodatkową zaletą tej uprawy jest możliwość wykorzystania gleb słabszych klas, które nie są odpowiednie dla większości roślin rolniczych. Dzięki temu możliwe jest zagospodarowanie gruntów marginalnych i zdegradowanych oraz zwiększenie wykorzystania upraw międzyplonowych bez konkurowania z produkcją żywności.

Deficyt USA niższy od prognoz. Kurs dolara korzysta z lepszych danych

Administracja USA po raz kolejny ogłasza, że porozumienie z Iranem jest coraz bliżej Pytanie, ile jeszcze razy będziemy musieli to usłyszeć, by to naprawdę się stało. Deficyt handlowy USA, mimo wojny i umocnienia dolara, jest trzymany w ryzach. Rynki przygotowują się na wzrost stóp w strefie euro.

Co z tym pokojem?

Wczoraj znów dowiedzieliśmy się od prezydenta USA, że porozumienie z Iranem jest blisko. Mnogość takich wypowiedzi powinna sprawić, że rynki zaczną je ignorować, ale nic takiego się nie dzieje. Według CNN to „dopiero” 37 taka zapowiedź prezydenta USA. A to oznacza, że od początku ataku na Iran taka zapowiedź pojawia się częściej niż co trzy dni. Pomimo tego cena baryłki ropy Brent, która w poniedziałek dobiła do poziomu 98 dolarów, wczoraj na moment spadła poniżej 90 dolarów. Był to najniższy poziom od kwietnia. Rynek walutowy jest znacznie spokojniejszy. Wczoraj można było na nim zauważyć lekkie osłabienie dolara, ale kurs wieczorem wrócił do punktu wyjścia.

Deficyt handlowy USA

Pomimo średnioterminowego umocnienia dolara, które wynika z rozpoczętej wojny w Zatoce Perskiej, amerykański deficyt handlowy ma się dobrze. Wczoraj poznaliśmy dane z USA i okazało się, że deficyt jest o 0,6 mld dolarów niższy niż oczekiwano. Zwyczajowo umocnienie się waluty powoduje, że import staje się bardziej opłacalny, a eksport mniej, co odbija się negatywnie na wskaźniku deficytu. Należałoby się więc zastanowić, jak dobry rezultat w równoważeniu bilansu handlowego odniosłaby obecna administracja, gdyby nie wspierała działań wojennych Izraela w regionie. Poziom deficytu handlowego USA był tym większą niespodzianką, że wcześniejsze dane z Chin pokazywały wzrost nadwyżki handlowej i część analityków spodziewała się, że część tego wzrostu pogorszy bilans USA. To się jednak nie stało, co oznacza, że chiński eksport trafił do innych części świata. Wczorajsze dane działały na korzyść dolara. Prawdopodobnie również dzięki nim, pomimo kolejnych zapowiedzi pokoju, dolar nie oddawał tak mocno tego, co zyskał na wartości w ubiegłych tygodniach.

Czekając na EBC

Dzisiaj mamy posiedzenie Banku Kanady. Mimo ostatnich bardzo dobrych danych z tamtejszego rynku pracy wydaje się, że nie należy oczekiwać zmian stóp procentowych. Ciekawiej natomiast wygląda jutrzejsze posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. Analitycy są niemal zgodni, że powinno dojść do podwyżek stóp procentowych. Powodem jest oczywiście inflacja konsumencka, która wybiła się do 3,2% przy docelowym poziomie 2%. Głosy mówiące o tym, że bank może spróbować poczekać z decyzją do kolejnego posiedzenia, bo może wojna w Zatoce Perskiej się zakończy i ceny ropy wrócą do normy, są coraz słabsze. Trzeba pamiętać, że koniec walk i odblokowanie Cieśniny Ormuz to dopiero początek normalizacji. Ustabilizowanie rynku po tak długiej przerwie zajmie jeszcze wiele tygodni, jeśli nie miesięcy. Jak decyzja EBC powinna wpłynąć na rynki? Wyższe stopy to mocniejsze euro. Trzeba jednak pamiętać, że rynki już sporą część tego ruchu wyceniają. Prawdopodobnie dlatego kurs EURPLN wynosi obecnie ok. 4,24 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:45 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Nieruchomość, giełda czy obligacje? Zainwestowane 255 tys. zł po dekadzie dało od 428 tys. do 800 tys. zł

Zakup na wynajem kawalerki na warszawskim Mokotowie w 2016 roku przyniósłby po dekadzie wyższy zwrot netto niż inwestycja w amerykański szeroki rynek akcji za pomocą indeksu giełdowego S&P 500 czy 10-letnie obligacje skarbowe. Z najnowszej analizy Otodom wynika, że ulokowane w nieruchomości 255 tys. zł zamieniłoby się do 2026 roku w aż 800 tys. zł kapitału netto. Żeby osiągnąć taki wynik, nie trzeba byłoby być analitykiem finansowym z Wall Street – wystarczyłoby po prostu postawić na 30 mkw. w stolicy.

Porównując trzy popularne ścieżki inwestycyjne, analitycy Otodom przyjęli rygorystyczne zasady:

  1. Kapitał początkowy w wysokości 255 tys. zł, czyli równowartości zakupu kawalerki na Mokotowie o powierzchni 30 mkw. w 2016 roku (średnia cena ofertowa lokalu w styczniu 2016 roku wynosiła ok. 8 500 zł/mkw.).
  2. Okres inwestycji: styczeń 2016 – maj 2026
  3. Brak dźwigni finansowej: inwestycja wyłącznie z wykorzystaniem własnej gotówki, a całość kapitału zainwestowana od razu.
  4. Podejście netto: tam, gdzie to możliwe, w wyliczeniach uwzględniono podatki (m.in. 19% podatku Belki od zysków kapitałowych z giełdy i obligacji, a także zryczałtowany podatek od najmu 8,5%) oraz wszelkie koszty operacyjne, jak np. czynsze administracyjne.

Analiza stóp zwrotu (2016-2026). Jak ułożyło się podium?

Analiza stóp zwrotu

*Powyższe zestawienie ma charakter analityczny i edukacyjny. Wszelkie kalkulacje opierają się na przybliżonych danych historycznych rynków oraz uśrednionych stawkach najmu z podanego okresu i nie stanowią oficjalnej porady inwestycyjnej.

Miejsce 1: Fenomen warszawskiego Mokotowa. Jak lokalny rynek pobił Wall Street?

Bezapelacyjnym zwycięzcą backtestu Otodom okazała się inwestycja w 30-metrową kawalerkę na warszawskim Mokotowie – zakupioną w celu długoterminowego wynajmu i finalnie sprzedaną po 10 latach. Dzięki temu początkowy kapitał w wysokości 255 tys. zł urósł przez dekadę o 214%.

– Wybierając rynek mieszkaniowy, inwestor zarabia na dwa niezależne sposoby: poprzez wzrost wartości samego lokalu w czasie oraz dzięki regularnym przychodom z wynajmu. Te drugie nie wpadały oczywiście do kieszeni równomiernie, ale rosły wraz z dynamiką rynkową. Skokowy wzrost stawek czynszów w latach 2022-2026, wywołany wysoką inflacją oraz falą migracji, potrafił przynieść w szczytowych momentach nawet 2750 zł czystego zysku miesięcznie mówi Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.

Kluczem do sukcesu okazała się jednak tarcza podatkowa. Ponieważ mieszkanie znajdowało się w rękach inwestora dłużej niż pięć lat, sprzedaż nieruchomości w 2026 roku była całkowicie zwolniona z podatku dochodowego. Z kolei najem opodatkowany był atrakcyjnym, 8,5-procentowym ryczałtem. W odróżnieniu od giełdy i obligacji, inwestycja w kawalerkę wiązała się jednak z koniecznością zarządzania aktywem i poniesieniem kosztów wynikających z remontów.

Wynik sumaryczny netto: 800 tys. zł

  • Kapitał ze sprzedaży lokalu: 594 tys. zł uzyskane z transakcji (zwolnionej z podatku dochodowego po okresie pięciu lat). W 2026 roku średnia cena ofertowa mieszkania z rynku wtórnego na Mokotowie to ok. 19,8 tys. zł/mkw.
  • Czysty zysk z najmu: 252 tys. zł wypracowane z regularnych czynszów, w czym uwzględniono już rynkowe koszty przestojów związanych z remontami czy rotacją lokatorów.
  • Fundusz remontowy i amortyzacja: kwota pomniejszona o ok. 46 tys. zł, które w ciągu dekady przeznaczono na niespodziewane naprawy oraz bieżące utrzymanie standardu lokalu.

Miejsce 2: Amerykańska giełda (indeks giełdowy S&P 500) – potężne zyski potrącone przez podatek

Inwestycja całej kwoty od razu w popularny, akumulujący fundusz ETF naśladujący indeks S&P 500 (500 największych amerykańskich spółek notowanych na giełdzie) zamieniła początkowe 255 tys. zł w 745,2 tys. zł netto. To oznacza wzrost o 192%. Wynik ten wygenerował się całkowicie pasywnie, ale wymagał od polskiego inwestora akceptacji zmienionego ryzyka kursowego. Dlaczego mimo to największe korporacje świata przegrały z mokotowską kawalerką?

– Paradoksalnie, to nie rynki zawiodły. Z analizy wynika, że amerykańskie spółki radziły sobie bardzo dobrze. Ich wyniki były na tyle mocne, że mimo spadku kursu dolara z 3,96 zł do 3,63 zł inwestycja i tak wyraźnie zarobiła w przeliczeniu na złote. O wyniku zadecydowały jednak podatki. Podczas gdy sprzedaż nieruchomości po pięciu latach była zwolniona z opodatkowania, inwestor giełdowy musiał zapłacić 19-procentowy podatek od zysków kapitałowych. To w ostatecznym bilansie przesądziło o przewadze warszawskiej kawalerki – podsumowuje Paweł Jarząbek.

Ogromnym sprzymierzeńcem inwestora giełdowego był za to mechanizm procentu składanego – fundusz akumulujący automatycznie reinwestował wszystkie dywidendy i zyski, tworząc rosnącą kulę śnieżną przy praktycznie zerowym nakładzie czasu ze strony potencjalnego inwestora.

Wynik sumaryczny netto: 745,2 tys. zł

  • Wartość końcowa portfela brutto: W maju 2026 r. akcje S&P 500 (z automatycznie reinwestowanymi dywidendami) są warte ok. 236 966 USD. Po przeliczeniu na złote po kursie 3,63 zł daje to ok. 860 186 zł brutto.
  • Podatek Belki: Od wypracowanego zysku, czyli ok. 605 186 zł różnicy między kapitałem początkowym a końcowym, potrącono ok. 115 tys. zł podatku (19%).

Miejsce 3: Obligacje Skarbowe 10-letnie (EDO) – bezpieczna przystań, ale mniejszy zysk

Decyzja o ulokowaniu kapitału w 10-letnie obligacje indeksowane inflacją (EDO) okazała się w analizie Otodom najlepszym wyborem dla osób szukających bezobsługowej przystani. Początkowe 255 tys. zł urosło po dekadzie do 428 tys. zł netto, co oznacza wzrost o 68%.

– Choć potencjalny zysk netto jest tu najniższy, instrument ten opierał się na potężnym mechanizmie chroniącym przed utratą siły nabywczej pieniądza. W pierwszym roku inwestycja oferowała stałe oprocentowanie na poziomie 2,7%. Od drugiego roku oprocentowanie wyliczano już, dodając do oficjalnej rocznej inflacji stałą marżę wynoszącą 1,5%. Kiedy w latach 2021-2023 inflacja gwałtownie wzrosła, oprocentowanie EDO dostosowało się do realiów, sięgając w szczytowym momencie rekordowych 15,9% – tłumaczy menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom.

Ogromnym sprzymierzeńcem inwestora była w tym przypadku tzw. tarcza podatkowa oraz działanie procentu składanego. W przeciwieństwie do zwykłych lokat, odsetki z obligacji nie były wypłacane co roku, lecz dopisywane do kapitału, a podatek Belki został pobrany dopiero przy końcowym wykupie po 10 latach. Dzięki temu cały kapitał, razem z narastającymi odsetkami, mógł przez dekadę pracować na pełnych obrotach. Co najważniejsze, zarobienie tych pieniędzy nie wymagało podejmowania ryzyka giełdowego, a także praktycznie żadnego zaangażowania ze strony potencjalnego inwestora.

Wynik sumaryczny netto: 428 tys. zł

  • Wartość brutto: dzięki corocznej kapitalizacji w okresach bardzo wysokiej inflacji do początkowego kapitału 255 000 zł dopisano ok. 213 000 zł samych odsetek. Łączna kwota wypłaty w maju 2026 r. to ok. 468 000 zł.
  • Podatek Belki: podatek w wysokości 19% naliczany jest wyłącznie od zysku, czyli od zarobionych ok. 213 000 zł. Oznacza to obciążenie rzędu ok. 40 470 zł.

Chmura jak infrastruktura krytyczna. Europa szuka sposobu na cyfrową niezależność

Europa produkuje i przetwarza ogromne ilości informacji, ale wciąż w dużej mierze korzysta z infrastruktury kontrolowanej przez firmy spoza UE. Według European Data Market Monitoring Tool Europa odpowiada za ok. 20-25 proc. światowej gospodarki danych. Jednocześnie rynek usług chmurowych pozostaje zdominowany przez amerykańskich hyperskalerów, co coraz częściej wywołuje pytania o suwerenność cyfrową, bezpieczeństwo danych i ryzyko technologicznego uzależnienia od zewnętrznych dostawców.

Kto kontroluje europejskie dane?

Według danych francuskiego stowarzyszenia branży cyfrowej Numeum amerykańskie firmy odpowiadają za ok. 80 proc. rocznych wydatków Unii Europejskiej na profesjonalne usługi w chmurze, których wartość przekracza 301 mld USD. Z kolei według danych CRN oraz Synergy Research Group AWS, Microsoft Azure i Google Cloud kontrolowały w drugim kwartale 2025 r. ok. 63 proc. globalnego rynku infrastruktury chmurowej dla przedsiębiorstw.

To oznacza nie tylko gigantyczny odpływ kapitału poza Europę, ale również rosnącą zależność od dostawców działających w obcych jurysdykcjach prawnych, objętych m.in. amerykańskim CLOUD Act, który umożliwia władzom USA dostęp do danych przechowywanych przez amerykańskie firmy — niezależnie od miejsca ich fizycznego składowania.

Skala rynku rośnie błyskawicznie. Według Fortune Business Insights wartość europejskiego rynku cloud computingu wyniosła 153,39 mld USD w 2024 r. Wartość ta ma wzrosnąć do 177,14 mld USD w 2025 r., a do 2032 r. osiągnąć poziom 525,42 mld USD przy średniorocznym tempie wzrostu (CAGR) wynoszącym 16,8 proc.

Suwerenność zamiast autarkii

Debata o cyfrowej suwerenności coraz mocniej wychodzi poza środowisko ekspertów IT. W ostatnich miesiącach zaczęła być elementem głównego nurtu polityki gospodarczej i bezpieczeństwa państwa.

Wierzymy głęboko w to, że ten local content to także rozwój polskiej myśli technologicznej i bezpieczeństwa – mówił premier Donald Tusk podczas prezentacji założeń polityki local content. Szef rządu podkreślał, że nie chodzi o budowę gospodarczej autarkii, ale o zdolność państwa do podejmowania samodzielnych decyzji dotyczących kluczowej infrastruktury i technologii.

Nie chodzi o staromodne wyobrażenia, że będziemy w 100 proc. samowystarczalni, ale żeby gospodarka była suwerenna, żeby decyzje o tym, co produkujemy, sprzedajemy i co jest potrzebne Polsce zapadały tutaj, w Polsce – podkreślał premier.

Według Gartnera do końca dekady ponad 75 proc. przedsiębiorstw będzie posiadać własną strategię suwerenności cyfrowej. Coraz więcej organizacji zaczyna więc traktować lokalizację danych, kontrolę nad infrastrukturą i niezależność od hyperskalerów jako element zarządzania ryzykiem biznesowym i geopolitycznym.

Chmura jako nowa infrastruktura krytyczna

Eksperci Polcom zwracają uwagę, że infrastruktura chmurowa staje się dziś tym, czym jeszcze dekadę temu były sieci energetyczne czy telekomunikacyjne – fundamentem funkcjonowania państwa i gospodarki.

Suwerenność cyfrowa nie oznacza odcięcia się od globalnych dostawców technologii. Chodzi o zachowanie kontroli nad danymi, procesami i możliwością podejmowania niezależnych decyzji operacyjnych. Niemniej jednym z największych zagrożeń staje się dziś zjawisko vendor lock-in, czyli technologicznego uzależnienia od jednego dostawcy – mówi Albert Szczepaniak, Dyrektor Działu Bezpieczeństwa i Jakości z Polcom. – Problem zaczyna się wtedy, gdy organizacja buduje całe procesy biznesowe wokół zamkniętych usług jednego hyperskalera. Migracja staje się kosztowna, trudna technicznie, a czasem praktycznie niemożliwa bez wieloletnich inwestycji – dodaje.

Vendor lock-in staje się dziś jednym z centralnych tematów europejskiej debaty o suwerenności technologicznej. Chodzi nie tylko o ceny usług, ale o realną możliwość utraty kontroli nad strategicznymi systemami państwa czy przedsiębiorstw.

Tym bardziej, że według analiz IDC globalna ilość danych tworzonych i replikowanych rocznie mogła osiągnąć ok. 175 zettabajtów w 2025 r. Sama Europa odpowiada za znaczącą część tej gospodarki, ale większość infrastruktury, na której są one przechowywane i analizowane, pozostaje poza europejską kontrolą właścicielską i technologiczną.

Otwarte standardy zamiast zakazów

Najbardziej systemowe podejście do ograniczania tego ryzyka wdrażają Niemcy. Berlin nie zdecydował się na otwartą wojnę z amerykańskimi gigantami, ale wykorzystał siłę zamówień publicznych. Kluczowym narzędziem stał się system EVB-IT Cloud – obowiązkowy wzorzec umów dla administracji publicznej dotyczących usług chmurowych. Nowe regulacje wymuszają m.in. obowiązkową strategię wyjścia z usług dostawcy, możliwość pełnej migracji danych, wsparcie dla otwartych standardów i API, interoperacyjność z rozwiązaniami open source oraz rygorystyczną certyfikację bezpieczeństwa BSI C5. W praktyce oznacza to, że nawet AWS czy Microsoft muszą dostosowywać swoje usługi do niemieckich wymogów dotyczących suwerenności i interoperacyjności.

Niemcy zrozumieli, że największym zagrożeniem nie jest sama obecność globalnych hyperskalerów, ale brak możliwości zmiany dostawcy i utrata kontroli nad własnym środowiskiem IT. Przy czym jeszcze dalej poszła Francja. Tamtejszy model opiera się na certyfikacji SecNumCloud tworzonej przez agencję ANSSI – komentuje Albert Szczepaniak z Polcom.

Kluczowe znaczenie mają nie tylko kwestie techniczne, ale również prawne i właścicielskie. Aby obsługiwać najbardziej wrażliwe dane państwowe, dostawca musi być odporny na wpływ obcych jurysdykcji – przede wszystkim amerykańskiego CLOUD Act. Efektem są specjalne modele współpracy, takie jak Bleu – partnerstwo Orange i Capgemini wykorzystujące technologię Microsoft Azure – oraz S3NS, czyli projekt Thales i Google Cloud. W obu przypadkach amerykańska technologia pozostaje jedynie warstwą technologiczną, natomiast pełna kontrola operacyjna i prawna nad infrastrukturą pozostaje po stronie francuskiej.

Inne kraje stawiają bardziej na ograniczanie uzależnienia od zamkniętych ekosystemów poprzez open source.

W Danii ministerstwo cyfryzacji rozpoczęło pilotażowe przechodzenie z Microsoft 365 na LibreOffice oraz Linux. Z kolei największe samorządy — Kopenhaga i Aarhus – otwarcie deklarują chęć uniezależnienia się od Microsoftu. Austria z kolei wybrała model hybrydowy. Tamtejsze ministerstwa wykorzystują Nextcloud i lokalną infrastrukturę dla danych wrażliwych, jednocześnie zachowując kompatybilność z usługami Microsoftu tam, gdzie jest to konieczne.

Bruksela zaostrza kurs

Coraz wyraźniej zmienia się również podejście też samej Komisji Europejskiej. Nowy Cloud Sovereignty Framework (Europejskie Ramy Suwerenności Cyfrowej) wprowadza system oceniania dostawców pod kątem jurysdykcji prawnej, kontroli nad danymi, otwartości technologicznej, odporności na vendor lock-in, wykorzystania open source oraz zależności od podmiotów spoza UE. Równolegle Bruksela pracuje nad Cloud and AI Development Act (CAIDA), który ma stworzyć prawne podstawy dla rozwoju europejskiej, suwerennej infrastruktury AI i chmury.

Jednocześnie pojawiają się kolejne projekty wspierające local content i europejską produkcję technologii — jak Industrial Accelerator Act, który ma wzmacniać unijne łańcuchy dostaw i ograniczać zależność od technologii spoza Europy.

Europa zaczyna dostrzegać, że bez realnej kontroli nad warstwą cyfrową nie da się budować ani autonomii gospodarczej, ani bezpieczeństwa państwa. Chmura przestaje być jedynie usługą IT – staje się krytyczną infrastrukturą, od której zależy suwerenność technologiczna i stabilność całych sektorów gospodarki – podkreśla ekspert z Polcom.

Polska szuka własnego modelu

Polska rozwija własne rozwiązania w ramach projektu Wspólnej Infrastruktury Informatycznej Państwa oraz systemu ZUCH, który pełni funkcję centralnego katalogu zweryfikowanych usług chmurowych dla administracji. Ekspert Polcom wskazuje jednak, że wciąż brakuje bardziej zdecydowanych mechanizmów ograniczających vendor lock-in oraz preferujących otwarte standardy i interoperacyjność. Jednocześnie coraz wyraźniej widać, że kwestia suwerenności technologicznej staje się jednym z priorytetów polityki państwa.

Podczas Europejskiego Kongresu Finansowego premier Donald Tusk podkreślał, że suwerenność gospodarcza i technologiczna nie oznacza zamknięcia się przed światem, lecz odpowiedzialność za bezpieczeństwo państwa. Zwrócił również uwagę, że Polska pozostaje silnie uzależniona od importu rozwiązań cyfrowych, którego wartość w 2025 r. ma wynieść około 45 mld zł. Jak zaznaczył, państwo musi zachować możliwość świadomego wyboru technologii i budować kompetencje pozwalające na rozwój własnych rozwiązań.

Szczególne znaczenie ma również zapowiedziane przez rząd wprowadzenie tzw. testu suwerenności dla wybranych projektów i usług zamawianych przez administrację publiczną. Mechanizm ma pozwolić oceniać poziom niezależności technologicznej państwa, kontrolę nad danymi oraz wpływ zakupów na bezpieczeństwo cyfrowe kraju.

W praktyce oznacza to, że podobnie jak w energetyce czy przemyśle obronnym, również infrastruktura cyfrowa zaczyna być postrzegana jako element strategicznego bezpieczeństwa państwa.

Dziś pytanie o to, gdzie przetwarzane są dane i kto kontroluje infrastrukturę chmurową, przestaje być kwestią technologiczną staje się zagadnieniem bezpośrednio powiązanym z bezpieczeństwem państwa, odpornością gospodarki oraz zdolnością do prowadzenia suwerennej polityki cyfrowej. Stawka jest bezprecedensowa. Nie chodzi już wyłącznie o to, kto będzie generował przychody z usług chmurowych, lecz przede wszystkim o to, kto sprawuje kontrolę nad danymi, modelami AI i cyfrowymi fundamentami europejskiej gospodarki – wskazuje Albert Szczepaniak, Dyrektor Działu Bezpieczeństwa i Jakości w Polcom.

Konta gamingowe dzieci celem cyberprzestępców. Chodzi nie tylko o karty płatnicze

Już niedługo rozpoczynają się wakacje. Dla dzieci oznacza to więcej czasu na gry, media społecznościowe, komunikatory i nowe aplikacje. Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa zwracają jednak uwagę, że letni odpoczynek online wiąże się z ryzykiem, o którym mówi się znacznie rzadziej niż o ilości czasu spędzanego przed ekranem czy nieodpowiednich treściach w sieci – chodzi o kradzież tożsamości. Pierwszy wyciek danych dziecka może nastąpić na długo przed jego wejściem w dorosłość.

Platformy edukacyjne, konta gamingowe, komunikatory, chmury zdjęć, aplikacje mobilne – każde z tych miejsc gromadzi dane. W praktyce oznacza to, że zanim dziecko skończy szkołę podstawową, często posiada już kilka lub kilkanaście należących do niego lub powiązanych z nim kont połączonych z usługami online. Część z nich jest aktywna, część zapomniana, a część nadal zawiera dane osobowe, zdjęcia lub informacje kontaktowe.

Dane dzieci są szczególnie atrakcyjne dla cyberprzestępców, ponieważ mogą zachować swoją wartość przez wiele lat. W przeciwieństwie do danych dorosłych rzadziej są monitorowane pod kątem nadużyć, a ich nieuprawnione wykorzystanie może przez długi czas pozostać niezauważone. To sprawia, że informacje pozyskane dziś mogą zostać wykorzystane nawet po kilku latach. Statystyki są niepokojące – amerykańska Federalna Komisja Handlu (FTC) wskazuje, że w latach 2021–2024 liczba przypadków kradzieży tożsamości dzieci wzrosła o 40 proc.

– Problemem nie są pojedyncze dane, ale ich kumulacja. Dla przestępców nawet pozornie nieistotne informacje – jak nick w grze, adres e-mail czy szkoła – mogą być elementami większego profilu wykorzystywanego w atakach socjotechnicznych. Dane dzieci pozostają “przydatne” dla przestępców przez długi czas. To oznacza, że informacje zebrane dziś mogą zostać wykorzystane dopiero za kilka lat, kiedy ofiara nie będzie już pamiętała, gdzie i w jakim zakresie udostępniała swoje dane – podkreśla Kamil Sadkowski, analityk cyberbezpieczeństwa ESET.

Bomba z opóźnionym zapłonem

Kradzież tożsamości nie zawsze ma natychmiastowy wymiar finansowy. W przypadku dzieci i młodzieży, która często jest nieświadoma zagrożeń, konsekwencje mogą być długofalowe i obejmować m.in.:

  • zakładanie fałszywych profili w mediach społecznościowych i podszywanie się pod dziecko,
  • próby wyłudzeń finansowych przy wykorzystaniu skradzionej tożsamości,
  • nieautoryzowany dostęp do kont szkolnych i innych usług online.

O potencjalnym przejęciu danych lub kont dziecka mogą świadczyć m.in. problemy z logowaniem, nieautoryzowane zakupy, znikające przedmioty lub waluty w grach, powiadomienia o zmianie ustawień konta czy informacje od znajomych o podejrzanych wiadomościach wysyłanych z profilu dziecka.

W wakacje zostawiamy więcej „cyfrowych śladów”

Latem dzieci często spędzają więcej czasu online niż w trakcie roku szkolnego. Zakładają nowe konta, instalują gry, testują aplikacje i częściej komunikują się z nieznajomymi osobami. To właśnie wtedy rośnie liczba sytuacji, w których dochodzi do udostępniania danych – czasem świadomie, a czasem zupełnie przypadkowo. Zdjęcia z wakacji, relacje z wyjazdów, aktywność w grach czy wpisy w mediach społecznościowych mogą ujawniać informacje o wieku, lokalizacji, zainteresowaniach, szkole czy kręgu znajomych.

Przykładowo, wielu rodziców traktuje konta w grach jako niewinną rozrywkę. W praktyce mogą one zawierać znacznie więcej informacji, niż się wydaje.

– W jednym miejscu zbierane są: lista znajomych, historia zakupów, prywatne wiadomości oraz powiązany adres e-mail. Co niezwykle istotne, konta te bardzo często zawierają również podpięte karty płatnicze rodziców, co dla oszustów stanowi bezpośredni cel finansowy. Dla cyberprzestępców wartość mają również kontakty znajomych, prywatne wiadomości czy cyfrowe przedmioty kupowane w grach, które mogą zostać przejęte lub odsprzedane – wyjaśnia Kamil Sadkowski ESET.

Skalę zagrożenia zwiększa rozwój sztucznej inteligencji

Pojawienie się narzędzi AI sprawiło, że generowanie fałszywych tożsamości i przygotowanie wiarygodnego oszustwa jest dziś prostsze niż kiedykolwiek, a same profile mogą być trudniejsze do wykrycia przez systemy bezpieczeństwa. Fałszywe wiadomości mogą być pozbawione błędów językowych, dopasowane do wieku odbiorcy i kontekstu gier czy platform, z których korzysta dziecko. Coraz częściej cyberprzestępcy korzystają też z wygenerowanych głosów czy obrazów, które mogą uwiarygadniać próby wyłudzeń. Fałszywe wiadomości mogą dziś przypominać komunikaty z popularnych gier, platform społecznościowych czy aplikacji używanych przez dzieci, co zwiększa skuteczność prób wyłudzeń.

Tylko 1 proc. MŚP w UE rejestruje wzory. EUIPO wskazuje niewykorzystany potencjał

0
  • Jak wynika z najnowszego badania EUIPO, niemal trzech na czterech konsumentów w UE jest gotowych zapłacić więcej za produkty o lepszym wzornictwie.
  • Zwłaszcza młodsi konsumenci cenią jakościowy design. Aż 80% uważa, że to silny czynnik decyzyjny przy zakupie.
  • Również w Polsce wysoko ceni się jakościowe wzornictwo: 77% konsumentów jest skłonnych zapłacić więcej za lepiej zaprojektowane produkty.
  • Branże oparte na wzornictwie są szczególnie narażone na podrabianie produktów; szacuje się, że każdego roku straty spowodowane podrabianiem sięgają 12 mld EUR w branży odzieżowej oraz 2,7 mld EUR w branży torebek i biżuterii. Tylko w Polsce podróbki powodują straty w tych sektorach w wysokości ponad 660 mln EUR.
  • Ochrona wzorów przemysłowych pomaga walczyć z podróbkami i nielegalnymi kopiami oraz zwiększa konkurencyjność UE na rynku światowym.

Według najnowszego badania Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) wzornictwo produktu odgrywa pierwszoplanową rolę w podejmowaniu decyzji zakupowych przez konsumentów w całej Unii Europejskiej. Wraz ze wzrostem znaczenia wzornictwa jako czynnika wpływającego na decyzje konsumentów europejscy twórcy i przedsiębiorstwa narażeni są jednak na coraz większe ryzyko związane z podrabianiem produktów.

Wyniki najnowszego badania przeprowadzonego w całej Unii Europejskiej pokazują, że 72% europejskich konsumentów uważa wzornictwo produktu za istotny czynnik w podejmowaniu decyzji o zakupie. Około jedna trzecia (31%) respondentów stwierdziła, że wzornictwo ma dla nich duże lub ogromne znaczenie przy zakupie produktu. Co więcej, połowa konsumentów w UE ceni dobry design, a prawie trzy na cztery osoby (73%) są skłonne zapłacić więcej za produkt o lepszym wzornictwie.

Wzornictwo ma szczególne znaczenie dla młodszych konsumentów: 80% osób w wieku od 18 do 24 lat stwierdziło, że jest to ważny czynnik wpływający na ich decyzje zakupowe. Młodzi ludzie są również bardziej skłonni do płacenia wyższych cen za lepiej zaprojektowane produkty oraz do kojarzenia designu z pozytywnymi emocjami.

W odniesieniu do poszczególnych sektorów dane wskazują, że wzornictwo ma szczególne znaczenie w branży meblarskiej i modowej – aż 76% konsumentów w UE uważa je za bardzo ważne przy zakupie mebli, a 66% – przy zakupie odzieży i akcesoriów.

Wartość wzornictwa sprawia też jednak, że produkty są narażone na podrabianie i nielegalne kopiowanie, co nadal jest powszechne w głównych sektorach, takich jak moda, meblarstwo, elektronika i inne branże dóbr konsumpcyjnych.

João Negrão, dyrektor wykonawczy EUIPO, stwierdził:

– Europejskie wzornictwo stanowi jedną z naszych największych przewag konkurencyjnych. Kształtuje produkty, którym ufamy, które cenimy i z których korzystamy na co dzień, a zarazem pomaga przedsiębiorstwom wyróżnić się na rynku światowym. Badania potwierdzają, że konsumenci – zwłaszcza młodsze pokolenia – doceniają wartość dobrego wzornictwa. Ochrona wzorów przemysłowych daje twórcom pewność siebie potrzebną do wprowadzania innowacji, a przedsiębiorstwom przewagę konkurencyjną, przyczyniając się tym samym do wzrostu gospodarczego i konkurencyjności, od których zależy gospodarka Europy.

Podrabianie – zagrożenie dla europejskiego wzornictwa

Podróbki, które naśladują wygląd oryginalnych produktów, stały się powszechne – zjawisko to jest spotęgowane rozwojem handlu elektronicznego i wpływem mediów społecznościowych. Około 13% Europejczyków przyznaje, że celowo kupiło podrobione produkty, a wśród młodszych konsumentów w wieku 15–24 lat odsetek ten wzrasta do 26%.

Według danych EUIPO branża modowa i odzieżowa, ściśle powiązana ze wzornictwem, ponosi szacunkowe straty w wysokości 12 mld EUR, a każdego roku w całej UE podrobione torebki, biżuteria i zegarki kosztują producentów oryginalnych produktów około 2,7 mld EUR w postaci utraconych przychodów ze sprzedaży. W Polsce podrabianie produktów powoduje rocznie straty w wysokości 549 mln EUR w branży odzieżowej i 117 mln EUR w branży torebek, biżuterii i zegarków.

Na tego rodzaju naruszenia szczególnie narażone są małe i średnie przedsiębiorstwa, ponieważ często dysponują niewielką liczbą charakterystycznych wzorów produktów oraz mają ograniczone możliwości monitorowania i egzekwowania swoich praw do wzorów.

Oprócz skutków ekonomicznych podrobione produkty mogą stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia i bezpieczeństwa konsumentów oraz dla środowiska, ponieważ często nie spełniają one norm bezpieczeństwa i jakości. Badania pokazują również, że handel podrobionymi towarami wiąże się ze zorganizowanymi grupami przestępczymi, a w niektórych przypadkach także z wyzyskiem pracowników.

Wzornictwo jako strategiczny atut biznesowy

Sektory oparte na wzornictwie stanowią znaczną część działalności gospodarczej i zatrudnienia w UE. Zatrudniają one około 28 milionów osób, co stanowi około 13% zatrudnienia w UE, oraz generują ponad 16% PKB UE.

Z badań EUIPO wynika ponadto, że małe przedsiębiorstwa, które rejestrują swoje wzory, generują o niemal 30% więcej przychodów na pracownika i wypłacają o prawie 25% wyższe wynagrodzenia niż te, które nie posiadają zarejestrowanych praw własności intelektualnej. Tymczasem pomimo tych korzyści jedynie około 1% MŚP w UE posiada prawa do zarejestrowanych wzorów.

Sztuczna inteligencja zmienia banki. KYC, AML i kredyty obsługiwane nawet pięć razy szybciej

Wykorzystanie sztucznej inteligencji w procesach bankowych, efekty pierwszych wdrożeń realizowanych na dużą skalę oraz warunki niezbędne do dalszego rozwoju tej technologii były tematami debat prowadzonych przez ekspertów Deloitte podczas XVI Europejskiego Kongresu Finansowego. Przykłady prezentowane w trakcie wydarzenia pokazują, że rozwiązania oparte na AI pozwalają skrócić analizę dokumentacji kredytowej z blisko dziesięciu godzin do kilku minut, zwiększyć wydajność procesów KYC i AML nawet pięciokrotnie oraz automatyzować obsługę części spraw kierowanych do contact center. Coraz szersze zastosowanie takich technologii kieruje uwagę sektora finansowego na kwestie związane z danymi, infrastrukturą i technologiczną suwerennością, które będą miały wpływ na tempo dalszej transformacji.

Bankowość należy do branż, które najszybciej wdrażają narzędzia bazujące na generatywnej sztucznej inteligencji. Duże modele językowe już teraz wspierają analizę dokumentów, procesy kredytowe, działania związane z przeciwdziałaniem praniu pieniędzy (AML i KYC), obsługę klientów czy zarządzanie reklamacjami. W efekcie AI wpływa zarówno na efektywność operacyjną, jak i na tempo podejmowania decyzji.

Trzy lata temu rozmawialiśmy głównie o eksperymentach, testowaniu modeli i poszukiwaniu zastosowań dla generatywnej sztucznej inteligencji. Kolejny etap przyniósł budowanie strategii i ocenę wartości biznesowej projektów. Dzisiaj natomiast mówimy o rozwiązaniach wdrożonych produkcyjnie oraz o procesach, w których AI realizuje zadania pod nadzorem człowieka. To bardzo dynamiczna zmiana – inne technologie potrzebowały wcześniej kilkunastu lat, aby osiągnąć podobny poziom dojrzałości – mówi Tomasz Filipek, CE GenAI Investment Programme Lead, Deloitte.

We wstępie do debaty „AI-first – przewaga konkurencyjna czy nowy wyścig zbrojeń w bankowości?”, prowadzonym przez Tomasza Filipka, zostały zaprezentowane konkretne dane i skala zmian zachodzących w organizacjach finansowych. W jednym z projektów prowadzonych przez Deloitte i wykorzystujących AI do wsparcia procesów kredytowych, analiza dokumentacji skróciła się z 9,8 godzin do między 4 a 10 minut. W obszarze reklamacji zastosowanie sztucznej inteligencji pozwoliło ograniczyć nakład pracy o około 60 proc., przy zachowaniu zgodności z wymogami regulatorów. Z kolei rozwiązania wspierające procesy KYC (know your customer) i AML (anti-money laundering) zwiększają wydajność pracy od trzech do pięciu razy.

AI-first nie oznacza wdrażania AI wszędzie

Jak podkreślano podczas debaty, źródło wartości stanowi zdolność organizacji do identyfikowania obszarów, w których AI może przynieść wymierne korzyści biznesowe.

Największym błędem byłoby rozpoczynanie transformacji od technologii. Punktem wyjścia powinien być problem biznesowy, który organizacja chce rozwiązać, oraz wartość, którą zamierza osiągnąć. Dopiero później należy zdecydować, czy sztuczna inteligencja jest właściwym narzędziem. Takie podejście pozwala skutecznie priorytetyzować projekty i koncentrować inwestycje tam, gdzie mogą przynieść największy efekt dla organizacji, pracowników i klientów – mówi Paweł Spławski, partner, Financial Crime Leader, Deloitte.

W trakcie dyskusji wskazano trzy główne obszary wykorzystania sztucznej inteligencji w bankowości: automatyzację procesów, wsparcie pracowników oraz udogodnienia tworzone z myślą o klientach. Szczególnie szybko rozwija się drugi z tych obszarów. Narzędzia generatywnej AI wspierają przygotowywanie analiz, dokumentów i prezentacji, a także przyspieszają wyszukiwanie informacji.

Wiele uwagi poświęcono zmianom zachodzącym w sposobie pracy. Sztuczna inteligencja przejmuje część zadań administracyjnych i analitycznych, dzięki czemu pracownicy mogą poświęcać więcej czasu na działania wymagające wiedzy eksperckiej, oceny sytuacji i podejmowania decyzji. Oznacza to również nowe wymagania kompetencyjne. Większego znaczenia nabierają umiejętność krytycznej oceny wyników generowanych przez modele i zadawania właściwych pytań.

Postęp w dziedzinie AI stawia także przed instytucjami finansowymi nowe wyzwania związane z bezpieczeństwem i nadzorem. Dlatego obok zasady „know your customer” coraz częściej pojawia się również „know your model”, oznaczająca konieczność rozumienia sposobu działania wykorzystywanych narzędzi oraz stałej kontroli jakości podejmowanych przez nie działań.

Suwerenność technologii priorytetem

Tematem drugiej debaty, której gospodarzem był Deloitte, została kwestia stworzenia warunków umożliwiających dalszy rozwój sztucznej inteligencji. W dyskusji zwracano uwagę, że AI staje się nową warstwą infrastruktury gospodarczej.

Rozmowa o AI nie dotyczy już wyłącznie modeli, agentów czy kolejnych zastosowań biznesowych. Na pierwszy plan wysuwają się pytania o to, gdzie przechowywane są dane, kto kontroluje infrastrukturę, jak zarządzać kosztami mocy obliczeniowej i w jaki sposób budować odporność organizacji na rosnącą zależność od globalnych dostawców technologii. Sztuczna inteligencja powinna być traktowana jako jeden z obszarów strategicznych nie tylko dla sektora finansowego, ale również dla całej gospodarki – mówi Michał Pieprzny, partner, CE Technology & Transformation, Consulting Market Leader for Poland, CE Nvidia Alliance Leader.

Jednym z najważniejszych zagadnień poruszanych podczas debaty „Suwerenna AI bez iluzji: kontrola kosztów, danych i bezpieczeństwa w skali” była kwestia technologicznej suwerenności. W centrum dyskusji znalazło się zagadnienie dostępu do infrastruktury obliczeniowej. Uczestnicy zwracali uwagę, że dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji będzie wymagał coraz większych zasobów energetycznych, co stawia przed Polską i Europą wyzwanie związane z zapewnieniem stabilnych, dostępnych i konkurencyjnych cenowo źródeł energii. Podkreślano, że bez inwestycji w infrastrukturę energetyczną trudno będzie budować długoterminową przewagę konkurencyjną oraz bezpiecznie skalować AI.

Wskazywano również na rosnącą rolę sektora finansowego jako użytkownika technologii AI oraz potencjalnego źródła finansowania inwestycji niezbędnych do budowy jej fundamentów. Dyskutowano także o ryzyku nadmiernego uzależnienia od pojedynczych dostawców technologii i potrzebie budowania bardziej zdywersyfikowanego oraz odpornego ekosystemu cyfrowego.

Popyt na kredyty mieszkaniowe nadal rośnie. Wartość zapytań wyższa o 32,7 proc. rok do roku

W maju 2026 r. wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe wzrosła o 32,7 proc. rok do roku – wynika z najnowszego odczytu BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Oznacza to, że w przeliczeniu na dzień roboczy banki i SKOK-i przesłały do Biura Informacji Kredytowej zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę o blisko jedną trzecią wyższą niż w maju 2025 r.

Dane BIK potwierdzają utrzymujące się ożywienie na rynku finansowania zakupu mieszkań. W maju 2026 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 45,09 tys. osób. Rok wcześniej było to 38,57 tys. osób, co oznacza wzrost o 16,9 proc. rok do roku. W porównaniu z kwietniem br. liczba wnioskujących zwiększyła się o 6,7 proc.

Średnia kwota kredytu nadal powyżej pół miliona złotych

Wzrost wartości indeksu wynika nie tylko z większej liczby wnioskodawców, ale również z rosnącej średniej wartości wnioskowanego kredytu. W maju 2026 r. wyniosła ona 505,59 tys. zł. To o 8,1 proc. więcej niż w maju 2025 r.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu pozostaje więc powyżej symbolicznej granicy 500 tys. zł. Jednocześnie była minimalnie niższa niż w rekordowym marcu 2026 r. – spadek wobec marca wyniósł 0,2 proc.

Wysoka średnia kwota wniosku kredytowego pokazuje, że potrzeby finansowe osób kupujących mieszkania pozostają duże. Może to wynikać zarówno z poziomu cen nieruchomości, jak i z faktu, że część klientów stara się o finansowanie wyższych kwot po poprawie zdolności kredytowej.

BIK: dobra sytuacja popytowa, ale dynamika będzie spadać

Zdaniem BIK majowe dane wskazują na dobrą sytuację popytową na rynku kredytów mieszkaniowych. Jednocześnie analitycy zwracają uwagę, że w kolejnych miesiącach roczna dynamika wzrostu może stopniowo maleć.

– O dobrej sytuacji popytowej świadczy większa o blisko 17 proc. rok do roku liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy w maju tego roku. Dynamika ta jednak z miesiąca na miesiąc będzie spadała, co jest bezpośrednio związane z efektem bazy, tzn. w kolejnych miesiącach będziemy porównywać się do miesięcy już z okresu ożywienia na rynku kredytów mieszkaniowych – zaznacza dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Efekt bazy oznacza, że kolejne odczyty będą odnoszone do miesięcy, w których rynek kredytowy był już wyraźnie aktywniejszy niż wcześniej. W praktyce może to obniżać roczne tempo wzrostu indeksu, nawet jeśli sam popyt pozostanie relatywnie wysoki.

Liczba wnioskodawców kluczowa dla kolejnych odczytów

Według BIK za majowy wynik indeksu odpowiadają dwa podstawowe czynniki: większa liczba osób składających wnioski kredytowe oraz wyższa przeciętna wartość wnioskowanego kredytu. W kolejnych miesiącach większe znaczenie dla wartości indeksu może mieć jednak przede wszystkim liczba wnioskujących.

– Za wartość majowego odczytu BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe odpowiadają dwa czynniki: rosnąca liczba wnioskujących i rosnąca kwota wnioskowanego kredytu. Ponieważ większy wpływ na wartość Indeksu będzie miała w kolejnych miesiącach liczba wnioskodawców, która prawdopodobnie ukształtuje się na poziomie 40–45 tys., to nawet przy wzroście średniej kwoty, wartość Indeksu w kolejnych miesiącach będzie spadać, co nie będzie oczywiście oznaczało pogorszenia koniunktury na rynku kredytów mieszkaniowych – tłumaczy główny analityk Grupy BIK.

Oznacza to, że niższa dynamika indeksu w następnych miesiącach nie musi być interpretowana jako sygnał osłabienia rynku. Jeżeli liczba osób ubiegających się o kredyt utrzyma się w przedziale 40–45 tys. miesięcznie, popyt nadal będzie można uznać za wysoki.

Rynek kredytów mieszkaniowych pozostaje w fazie ożywienia

Majowy odczyt BIK wpisuje się w obraz rynku, który pozostaje znacznie bardziej aktywny niż rok wcześniej. Wzrost liczby wnioskodawców pokazuje, że część gospodarstw domowych wróciła do planów zakupu mieszkania finansowanego kredytem. Znaczenie mają tu m.in. oczekiwania dotyczące stóp procentowych, poziom wynagrodzeń, ceny mieszkań oraz dostępność ofert bankowych.

Jednocześnie wysoka średnia kwota wnioskowanego finansowania wskazuje, że zakup mieszkania nadal wymaga dużego zaangażowania kredytowego. Dla banków oznacza to większą wartość potencjalnej akcji kredytowej, ale dla klientów – konieczność spełnienia wymogów zdolności kredytowej przy zobowiązaniach przekraczających przeciętnie pół miliona złotych.

BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe jest wskaźnikiem mierzącym zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi w Polsce. Pokazuje zmianę wartości wniosków kredytowych składanych przez klientów indywidualnych w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Indeks jest wykorzystywany przez analityków i instytucje finansowe do oceny trendów na rynku kredytów hipotecznych oraz prognozowania przyszłej akcji kredytowej.

W ciągu pięciu lat wpłynęło ponad 2,6 tys. skarg na komorników, głównie od dłużników

W ciągu pięciu ostatnich lat zarejestrowano ponad 2,6 tys. spraw skargowych w Krajowej Radzie Komorniczej. Dotyczą one głównie sposobu prowadzenia czynności egzekucyjnych oraz przewlekłości postępowań. Składają je przede wszystkim dłużnicy, a rzadziej robią to wierzyciele. W analizowanym okresie było ponad 400 dochodzeń dyscyplinarnych, a 820 – odmów wszczęcia ww. dochodzenia. Ponadto odnotowano 231 wniosków o ukaranie skierowanych przez Rzecznika Dyscyplinarnego przy KRK.

Z danych Krajowej Rady Komorniczej (KRK) wynika, że w latach 2021-2025 zarejestrowano nieco ponad 2,6 tys. spraw skargowych. Najczęściej dotyczą one sposobu prowadzenia czynności egzekucyjnych (np. zajęć, doręczeń, kontaktu z kancelarią) oraz przewlekłości postępowań. Zdecydowaną większość skarg składają dłużnicy, rzadziej – wierzyciele, a sporadycznie pochodzą one od innych instytucji.

– Według ustawy o komornikach sądowych, zakres kompetencji KRK, w tym w kwestii nadzoru nad działalnością komorników sądowych, jest ściśle określony. Z przepisów wynika, że nadzór samorządowy, jak i administracyjny nad działalnością sądowych organów egzekucyjnych nie może wkraczać w działania wchodzące w zakres nadzoru judykacyjnego. Biorąc to pod uwagę oraz fakt, iż bardzo duża ilość skarg dotyczy właśnie zagadnień z materii, która winna być przedmiotem badania przez organ sprawujący nadzór judykacyjny nad czynnościami komorników, czyli najczęściej właściwy sąd rejonowy, przyjąć należy, że skarg jest raczej dużo – komentuje dr Grzegorz Julke, radca prawny i adiunkt w Katedrze Postępowania Cywilnego Uniwersytetu Gdańskiego.

Jak stwierdza Przemysław Małecki, rzecznik prasowy Krajowej Rady Komorniczej, ww. liczba skarg w latach 2021-2025 powinna być oceniana jako umiarkowana, zwłaszcza w zestawieniu ze skalą czynności dokonywanych przez komorników w całym kraju – ponad 21 milionów rocznie. Ekspert podkreśla, że skarga stanowi uprawnienie procesowe strony i nie jest równoznaczna z naruszeniem prawa.

– Taka liczba skarg wynikać może z nieświadomości uczestników postępowania, a więc dłużników i wierzycieli lub innych instytucji, co do kompetencji organu samorządu komorniczego w zakresie badania prawidłowości czynności egzekucyjnych czy też zachowań komorników. Znaczenie może również mieć przekonanie, że wniesienie tego rodzaju skargi wpłynie na dalszy przebieg postępowania egzekucyjnego – dodaje ekspert Uniwersytetu Gdańskiego.

Według danych KRK, w analizowanym pięcioleciu było trochę ponad tysiąc postępowań wyjaśniających prowadzonych przez Rzecznika Dyscyplinarnego przy KRK. Stanowią one pierwszy etap, którego celem jest ustalenie, czy istnieją podstawy do wszczęcia dochodzenia dyscyplinarnego. W tym czasie stwierdzono 820 odmów wszczęcia dochodzenia dyscyplinarnego. W 2022 roku było ich 74, czyli o ponad 100 mniej niż w pozostałych latach (2021 rok – 178, 2023 rok – 193, 2024 rok – 193 i 2025 rok – 182).

– Odmowy wszczęcia dochodzenia dyscyplinarnego najczęściej wynikają z braku podstaw do stwierdzenia przewinienia dyscyplinarnego – np. gdy skarga dotyczy czynności zgodnych z przepisami lub rozstrzygnięć, które podlegają kontroli sądowej, a nie dyscyplinarnej. Istotne są również przypadki, gdy zarzuty nie znajdują potwierdzenia w materiale dowodowym. Natomiast różnica w 2022 roku może mieć charakter statystyczny lub wynikać ze specyfiki wpływu spraw w danym okresie, np. struktury skarg, a nie z jednej, dominującej przyczyny – analizuje Przemysław Małecki.

W omawianym pięcioleciu były 404 dochodzenia dyscyplinarne prowadzone przez Rzecznika Dyscyplinarnego przy KRK. W ubiegłym roku ich liczba wzrosła o prawie 97% w porównaniu z 2024 rokiem, ostatnio odnotowano ich 118, a wcześniej – 60. Według Przemysława Małeckiego, ten wzrost rdr. może wynikać m.in. z większej liczby spraw wymagających pogłębionej analizy, zmian organizacyjnych lub większej aktywności uczestników postępowań. Jak stwierdza rzecznik prasowy KRK, to nie musi oznaczać więcej naruszeń, lecz raczej większą skuteczność identyfikacji spraw wymagających formalnego dochodzenia.

– Liczba dochodzeń dyscyplinarnych oraz wzrost ich liczby w 2025 roku świadczy z całą pewnością o rzetelnym podejściu samorządu komorniczego do wszelkiego rodzaju sygnałów dotyczących nieprawidłowości w działaniach komorników sądowych. Zadaniem samorządu zawodowego jest kształtowanie prawidłowego wizerunku jego członków oraz eliminowanie wszelkich nieprawidłowości, które mogą stawiać w złym świetle wszystkie osoby wykonujące zawód komornika sądowego – analizuje dr Julke.

Do tego po danych widać, że w latach 2021-2025 było 231 wniosków o ukaranie skierowanych przez Rzecznika Dyscyplinarnego przy KRK. Najczęściej orzekane kary to upomnienie, nagana, kara pieniężna, a w poważniejszych przypadkach – nawet wydalenie z zawodu.

– Liczba ponad 200 wniosków o ukaranie odzwierciedla sprawy, w których zgromadzony materiał dowodowy uzasadniał skierowanie sprawy do sądu dyscyplinarnego. Jest to kwestia wymogu spełnienia określonych przesłanek prawnych i dowodowych. W wielu przypadkach zarzuty nie znajdują potwierdzenia lub mają charakter procesowy, a nie dyscyplinarny – mówi rzecznik prasowy KRK.

Czasem w środowisku prawniczym pojawiają się opinie, że trudno o ww. wniosek i faktyczne ukaranie za niewłaściwe zachowanie. Jak podkreśla dr Grzegorz Julke, nie wydaje się, by przyczyną ilości wniosków była tzw. solidarność zawodowa. Również kwestie dowodowe nie mają tu znaczenia. Według eksperta, trudno jednoznacznie ocenić, czy liczba wniosków kierowanych do Komisji Dyscyplinarnej jest duża, czy też mała. Wpływają na to m.in. liczba komorników sądowych, prowadzonych postępowań egzekucyjnych oraz czynności podejmowanych przez komorników sądowych, a także aktywność podmiotów uczestniczących w postępowaniach egzekucyjnych czy też wykonujących czynności w zakresie nadzoru nad komornikami sądowymi.

– Teza o trudności w uzyskaniu ukarania nie oddaje w pełni specyfiki postępowań dyscyplinarnych. Ich celem jest rzetelne ustalenie stanu faktycznego i ocena zgodności działania z prawem, przy zachowaniu gwarancji procesowych. Każda sprawa jest indywidualnie analizowana, a decyzje opierają się na dowodach, nie na samym fakcie złożenia skargi. System ten ma zapewnić zarówno ochronę uczestników postępowań, jak i rzetelność oceny działań komorników – podsumowuje Przemysław Małecki.

Banki mają uprościć obsługę spraw spadkowych. UOKiK wskazuje problemy

0

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny oczekuje od największych banków w Polsce usprawnienia procedur dotyczących obsługi spadkobierców. Do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów trafiały skargi od osób, które po śmierci bliskich napotykały trudności w uzyskaniu informacji o środkach na rachunkach, zobowiązaniach kredytowych czy dostępie do dokumentacji bankowej. Zastrzeżenia dotyczyły m.in. przewlekłości procedur, żądania dodatkowych dokumentów, opóźniania wypłat oraz niejasnych zasad postępowania w przypadku dziedziczenia długów.

UOKiK sprawdził procedury największych banków

Prezes UOKiK przeprowadził postępowania wyjaśniające wobec największych banków działających w Polsce. Urząd analizował, w jaki sposób instytucje finansowe realizują obowiązki informacyjne związane m.in. z dyspozycją wkładem na wypadek śmierci oraz jak obsługują spadkobierców po śmierci kredytobiorców.

Postępowania objęły procedury stosowane przez Alior Bank, Bank Millennium, Bank Pekao, BNP Paribas Bank Polska, Credit Agricole Bank Polska, ING Bank Śląski, mBank, PKO Bank Polski, Santander Bank Polska, Santander Consumer Bank oraz VeloBank.

Z ustaleń UOKiK wynika, że problemy mogą wynikać z nieprecyzyjnych procedur, braku jednolitych standardów obsługi spraw spadkowych oraz niewystarczającego przygotowania pracowników banków do prowadzenia takich spraw.

Spadkobiercy skarżyli się na przewlekłość i niejasne wymagania

Jak wskazuje UOKiK, skargi konsumentów miały powtarzalny charakter. Spadkobiercy zgłaszali problemy z uzyskaniem dostępu do środków zgromadzonych na rachunkach zmarłych osób, a także z otrzymaniem informacji o ich zobowiązaniach kredytowych.

Do najczęściej zgłaszanych problemów należały opóźnienia w przekazywaniu informacji o stanie środków lub zadłużenia, przewlekłość wypłat mimo przedstawienia dokumentów potwierdzających nabycie spadku, żądanie kolejnych dokumentów oraz odmowa dostępu do historii rachunku lub dokumentacji kredytowej.

Konsumenci informowali również o przypadkach natychmiastowego stawiania kredytów w stan wymagalności po uzyskaniu przez bank informacji o śmierci klienta. Według zgłoszeń wiązało się to niekiedy z naliczaniem dodatkowych kosztów, bez pozostawienia spadkobiercom odpowiedniego czasu na reakcję.

„Środki na rachunku mogą być realnym wsparciem po stracie bliskiej osoby”

Prezes UOKiK zwraca uwagę, że pieniądze pozostawione na rachunku bankowym zmarłego często mają dla rodziny znaczenie nie tylko formalne, ale również praktyczne. Mogą być potrzebne do organizacji pogrzebu, uregulowania bieżących zobowiązań czy obsługi produktów kredytowych.

– Dla wielu rodzin środki pozostawione na rachunku zmarłego są nie tylko częścią spadku, ale też realnym wsparciem w trudnym okresie po stracie bliskiej osoby. Często są niezbędne do organizacji pogrzebu czy obsługi bieżących produktów kredytowych zmarłej osoby. Dlatego tak ważne jest, aby spadkobiercy mogli sprawnie uzyskać niezbędne informacje i załatwić formalności po przedstawieniu wymaganych dokumentów – powiedział Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK.

Urząd wskazuje, że problemem są również rozbieżne informacje przekazywane przez banki podczas kolejnych kontaktów ze spadkobiercami. Zgłoszenia dotyczyły także wymogu osobistego stawiennictwa wszystkich spadkobierców w jednym miejscu i czasie, co w praktyce może znacząco utrudniać zakończenie sprawy.

Banki mają uprościć procedury i poprawić komunikację

Prezes UOKiK skierował do banków wystąpienia, w których wskazał oczekiwane standardy postępowania wobec spadkobierców. Urząd oczekuje od instytucji finansowych informacji o działaniach, jakie zostaną podjęte w celu wyeliminowania zidentyfikowanych problemów.

Wśród oczekiwanych zmian UOKiK wymienia m.in. uproszczenie procedur, zapewnienie jasnych i jednolitych informacji dla spadkobierców oraz lepsze przygotowanie pracowników banków do obsługi spraw spadkowych. Zastrzeżenia Urzędu dotyczą także niewystarczającego informowania klientów o możliwości złożenia dyspozycji wkładem na wypadek śmierci.

Dyspozycja wkładem na wypadek śmierci pozwala klientowi banku wskazać osoby, którym po jego śmierci bank ma wypłacić określone środki z rachunku, w granicach przewidzianych przepisami. Zdaniem UOKiK konsumenci powinni być o takiej możliwości informowani w sposób jasny i zrozumiały.

UOKiK: śmierć bliskiej osoby nie może oznaczać labiryntu procedur

Tomasz Chróstny podkreśla, że sprawy spadkowe w bankach powinny być prowadzone w sposób sprawny i przewidywalny. W ocenie UOKiK rodzina zmarłego klienta nie powinna być obciążana niejasnymi wymogami ani wielomiesięcznym oczekiwaniem na dostęp do należnych środków.

– Śmierć bliskiej osoby nie może oznaczać dla rodziny wciągnięcia w wir niejednoznacznych i niejednolitych procedur. Z sygnałów kierowanych do Urzędu wynika, że część spadkobierców przez wiele miesięcy pozostaje bez dostępu do środków należnych w ramach spadku, mimo że wcześniej przekazali bankowi wszystkie wymagane dokumenty. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca, dlatego liczymy na to, że banki przeanalizują swoje procedury i wprowadzą rozwiązania ułatwiające klientom uporządkowanie spraw finansowych po bliskich zmarłych – powiedział Prezes UOKiK.

Działania UOKiK nie oznaczają jeszcze stwierdzenia naruszeń przez poszczególne banki, ale wskazują na obszary wymagające poprawy. Urząd oczekuje, że sektor bankowy ujednolici i uprości praktyki dotyczące obsługi spadkobierców, tak aby po przedstawieniu wymaganych dokumentów mogli oni szybciej uzyskać informacje i dostęp do środków należnych w ramach spadku.

Biofund wniesie projekt multiQure do Pure Biologics. W grze emisja do 50 mln akcji

multiQure, nowatorski projekt przełomowej terapii RNAi na chorobę Huntingtona, zbliża się do giełdy wielkimi krokami. Biofund, główny inwestor projektu, podpisał umowę inwestycyjną z Pure Biologics, w ramach której zobowiązał się do wprowadzenia aportem do Spółki innowacyjnej platformy RNAi. W zamian otrzyma nowe akcje, które będą stanowiły docelowo 49,99% udziału w Akcjonariacie Spółki po ich rejestracji. Dodatkowo, Pure Biologics w ramach umowy zobowiązała się do wyemitowania do 50 mln nowych akcji, aby pozyskać środki na rozwój projektu multiQure, co jest warunkiem realizacji wspomnianej umowy. Jednocześnie Spółka podpisała umowę konwersji z ACRX, swoim kluczowym akcjonariuszem, który zobowiązał się do konwersji pożyczki udzielonej Pure Biologics w zamian za akcje. Decyzje w sprawie emisji wspomnianych akcji, a co za tym idzie realizacji podpisanych umów, zostaną podjęte przez NWZA Spółki zwołane na 10 czerwca br.

Tomasz Nocuń, szef projektu multiQure
Tomasz Nocuń, szef projektu multiQure

Umowa Biofund z Pure Biologics to dla nas przełomowy moment, który otwiera przed projektem multiQure nową, ambitną przyszłość. Już dziś akcjonariusze Spółki podejmą kluczową decyzję, która będzie istotnym driverem dalszego rozwoju projektu. Wierzymy, że wniesienie platformy multiQure do już notowanego podmiotu pozwoli nie tylko w pełni wykorzystać jej potencjał, ale przede wszystkim zapewni dotychczasowym oraz nowym akcjonariuszom Pure Biologics silną ekspozycję na światowy rynek terapii genowych przeciwko chorobie Huntingtona, którego potencjał szacowany jest na dziesiątki miliardów dolarów. To szansa na budowę wartości dla inwestorów w obszarze, w którym zapotrzebowanie na skuteczne terapie jest ogromne – komentuje Tomasz Nocuń, szef projektu multiQure.

Na podstawie umowy inwestycyjnej Biofund Capital Management zobowiązał się do wprowadzenia aportem do Spółki projektu multiQure w zamian za nowo wyemitowane akcje serii Q. W przypadku pozytywnej decyzji NWZA Biofund będzie posiadał po dojściu emisji do skutku 49,99% akcji Spółki. Jednocześnie, Pure Biologics podpisała umowę konwersji z ACRX, swoim kluczowym akcjonariuszem, który zobowiązał się do konwersji udzielonej pożyczki w zamian za objęcie nowo emitowanych akcji serii R celem obniżenia jej zadłużenia. Dodatkowo, Pure Biologics zobowiązała się do przeprowadzenia emisji akcji serii S, w ramach której zamierza pozyskać środki na rozwój projektu multiQure. Warunkiem dojścia umów do skutku jest pozytywna decyzja NWZA Spółki. Jednocześnie, wszystkie ustalenia mają charakter warunkowy tzn. brak zgody WZA na realizację jednej uchwały powoduje automatyczny brak dojścia do skutku innych uchwał dotyczących emisji.

W przypadku uzyskania zgody akcjonariuszy, Spółka dokona zmiany nazwy na multiQure, co stanowić będzie zwieńczenie procesu jej przekształcenia. Zabezpieczone finansowanie oraz pozyskanie nowych inwestorów pozwolą na koncentrację zasobów operacyjnych i kapitałowych na rozwoju projektu multiQure, który już dziś uznawany jest za jeden z najbardziej zaawansowanych technologicznie programów RNAi rozwijanych na rynku biotechnologicznym.

Zgoda nadchodzącego walnego zgromadzenia otworzy furtkę do zupełnie nowego rozdziału rozwoju terapii genowych przeciwko chorobie Huntingtona. Będziemy mogli, już w ramach spółki publicznej, zebrać finansowanie na udowodnienie działania naszej terapii z kategorii „best-in-class” poprzez podanie jej pierwszym pacjentom, co zamierzamy zrealizować już w 2027 r. – dodaje Tomasz Nocuń.

Sztandarowym aktywem w portfolio multiQure jest platforma RNAi, rewolucyjna terapia na chorobę Huntingtona i inne choroby poliglutaminowe. Technologia opracowana przez multiQure uderza w przyczynę choroby, zatrzymując jej postęp, a przy odpowiednio wczesnym i właściwym zastosowaniu ma potencjał zapobiegania wystąpieniu jej objawów. Kolejną ogromną zaletą jest jednorazowy charakter zabiegu. Potencjał ekonomiczny projektu był przedmiotem wyceny ekspertów firmy Baker Tilly, którzy oszacowali jego wartość na obecnym etapie na 111,3 mln USD, co w przeliczeniu na PLN wynosi ponad 400 mln zł.

Choroba Huntingtona należy do grupy ciężkich, postępujących schorzeń neurodegeneracyjnych o podłożu genetycznym. Obecnie nie istnieje zarejestrowana terapia pozwalająca na skuteczne zatrzymanie rozwoju choroby, dlatego rozwój nowych metod leczenia pozostaje jednym z najważniejszych wyzwań współczesnej neurologii.

Rynki liczą na odbicie, ale pewna jest tylko zmienność. USD traci, giełdy odbijają

Wtorkowy handel przebiega pod dyktando poprawy rynkowego sentymentu. Jeżeli na Bliskim Wschodzie poza groźbami nie zaczną latać pociski, to możliwa będzie kontynuacja odbicia. Przynajmniej do momentu publikacji danych inflacyjnych z USA (jutro), następnie decyzji EBC (czwartek), a wreszcie kończąc tydzień historycznym debiutem SpaceX na Wall Street. Pewna w najbliższych dniach jest tylko jedna rzecz: zmienność.

Ropa wierzy w pokój, gaz niekoniecznie

Podobno na Bliskim Wschodzie znowu panuje „rozejm”. Przynajmniej taki przekaz płynie od Donalda Trumpa, który według doniesień ma coraz mniej cierpliwości do premiera Binjamina Netanjahu. Ze strony Iranu aktualnie płyną głównie groźby, ale dalsza ofensywa Izraela w Libanie może zniweczyć proces negocjacyjny. Na ten moment jednak hulaj dusza, konfliktu nie ma, więc cena ropy znowu spada. Kto by się przejmował, że fizycznie z Zatoki Perskiej dalej surowiec co najwyżej przecieka, zamiast płynąć wartkim strumieniem. Kontrakty na główne benchmarki wyznaczają czerwcowe minima, europejski Brent jest poniżej 93 USD, a amerykański WTI poniżej 90 USD. Co ciekawe o wiele mniej optymistycznie wygląda rynek gazu ziemnego, który kontynuuje wzrosty. Europejski benchmark TTF zyskuje dziś 3% i cena za MWh utrzymuje się powyżej 50 euro. W przeciwieństwie do ropy naftowej w tym przypadku coraz trudniej pudrować rzeczywistość, gdy wypełnienie magazynów na Starym Kontynencie jest poniżej średniej. A właśnie teraz powinien trwać proces ich zapełniania przed kolejnym sezonem zimowym. Chociaż rynki żyją oczekiwaniami, to czasem nadchodzi moment, kiedy muszą zmierzyć się z rzeczywistością. Chyba że realne porozumienie na Bliskim Wschodzie naprawdę jest na wyciągnięcie ręki, ale takie oczekiwanie trudno wciąż nazwać rzeczywistym.

Chiny mocno, Niemcy tak sobie

Dzisiejszy kalendarz makro można podsumować stwierdzeniem: Chińczycy znowu się cieszą, Europejczycy nawet trochę też. Chiny pokazały bardzo mocny raport o handlu zagranicznym, który przebił i tak wysokie oczekiwania. W ujęciu rocznym import wzrósł o 27,4%, a eksport o 19,4%, co przełożyło się na dodatni bilans handlowy na poziomie powyżej 105 mld USD. Nie zabierając chwały Państwu Środka (no może trochę) warto jednak zdać sobie sprawę z faktu niskiej bazy w okresie odniesienia. Równo rok temu wojna handlowa między USA a Chinami była w swoim najgorętszym momencie, co sprawiło, że te same wskaźniki znajdowały się bardzo nisko (import był nawet pod kreską). Nie do końca też można mieć pewność, jak gładko przebiega przeformatowanie chińskiej gospodarki z pozycji fabryki świata do silnego rynku wewnętrznego (co może potwierdzać utrzymywanie się przewagi importu nad eksportem). Chińczycy zdaje się porzucili też strategię słabej waluty, ponieważ juan wobec dolara jest najsilniejszy od początku 2023 roku (kurs USD/CNY to 6,77 CNY).

Niektórzy analitycy narzekają na dzisiejsze dane z Niemiec, ale chyba nie potrafią wyjść po prostu spod wrażenia danych z Chin. Rzeczywiście nadwyżka handlowa RFN (za kwiecień) na poziomie 14,5 mld EUR nie zachwyca, ale nie jest też daleka od średniej z ostatnich lat. Dodatkowo w kwietniu (w ujęciu miesięcznym) oczekiwano spadków zarówno importu, jak i eksportu, a zobaczyliśmy wzrosty na poziomie odpowiednio 1,2% i 0,9%. Nicht toll, aber auch nicht schlecht. Gorzej wypadła produkcja przemysłowa, która rok do roku spadła o 0,5%, ale miesiąc do miesiąca wzrosła o 0,4%. Czy Niemcy wyszli ze stagnacji? W żadnym wypadku, ale też nie są w tragicznej sytuacji. Czy w końcu ujrzymy efekt rządowej stymulacji? Byłaby to dobra wiadomość dla całej UE.

Wtorkowy handel, czyli USD pod presją

Poprawa sentymentu rozlewa się we wtorek po rynkach. Zaczęły mocno już azjatyckie giełdy, z liderem w postaci odrabiającego ogromne straty z poniedziałku koreańskiego KOSPI (+7,6%). W zielonej Europie jest spokojniej, chociaż +2% w Mediolanie na pewno robi wrażenie. Za rynkami bazowymi podążą Warszawa, gdzie WIG20 o godz. 13 zyskuje blisko 1%. A skoro lepsze nastroje, to na forexie traci dolar amerykański. Kurs EUR/USD sięga już 1,157 USD i tym samym zbliża się do ważnego obszaru. Wcześniej odgrywał on rolę wsparcia, więc teraz naturalnie może zadziałać jako opór przed dalszymi zwyżkami. Na razie jednak USD jest pod presją, dzięki czemu kurs dolara jest blisko 3,66 zł. Kurs euro natomiast nie oddala się od 4,24 zł. Na FX pozostaje przynajmniej jedna waluta, która nie potrafi skorzystać na słabszym „zielonym”. Jen pozostaje jednym z najbardziej negatywnych bohaterów ostatnich miesięcy. Już nawet poziom 160 na USD/JPY, wskazywany jako punkt obrony przez Bank Japonii i japoński rząd, przestał być straszakiem. Aktualnie kurs tej pary balansuje właśnie wokół tej wartości.

Rekordowa dywidenda ORLENU. Spółka wypłaci 8 zł na akcję, łącznie 9,3 mld zł

0

Dywidenda ORLEN za 2025 r. wyniesie, zgodnie ze strategią, 8 zł na jedną akcję, a na jej wypłatę spółka przeznaczy łącznie 9,3 mld zł. Taką decyzję podjęli akcjonariusze spółki, przychylając się do wcześniejszej rekomendacji Zarządu ORLEN. Dzień dywidendy ustalono na 18 czerwca 2026 roku, a termin jej wypłaty na 25 czerwca br.

Akcjonariusze ORLEN przyjęli także sprawozdania finansowe koncernu i zadecydowali o udzieleniu absolutorium obecnemu Zarządowi ORLEN, wyrażając poparcie dla kierunku strategicznej transformacji i budowy silnego koncernu.

– Rekordowa dywidenda i dynamiczny rozwój to efekt realizacji strategii, która zamienia ambicje w konkretne rezultaty. Konsekwentnie inwestujemy w przyszłość, wzmacniamy bezpieczeństwo energetyczne Polski i regionu, jednocześnie budując trwałą wartość dla akcjonariuszy. Dzięki temu ORLEN nie tylko rośnie, ale także wyznacza kierunek zmian dla całego sektora. Od momentu ogłoszenia strategii „Energia jutra zaczyna się dziś” rynek potwierdza słuszność obranej przez nas drogi, a zaufanie inwestorów przekłada się na systematyczny, już niemal 200-proc. wzrost wartości koncernu – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

Dywidenda na rekordowym poziomie 8 zł na akcję jest odzwierciedleniem bardzo dobrej i stabilnej kondycji ORLEN. Potwierdza ją także długoterminowy rating Moody’s utrzymany na poziomie A3 z perspektywą stabilną, wskazujący m.in. na dużą płynność finansową oraz odporność koncernu na zmienność cen surowców.

ORLEN w minionym roku przeznaczył na inwestycje ok. 32,6 mld zł. W tym roku planuje zwiększyć nakłady inwestycyjne do 36,3 mld zł, realizując strategiczne projekty wspierające transformację energetyczną i wzmacniające bezpieczeństwo energetyczne Polski oraz regionu. Spółka koncentruje się m.in. na zwiększaniu wydobycia gazu, rozwoju nisko- i zeroemisyjnej energetyki, w tym morskich farm wiatrowych, a także na rozwoju paliw alternatywnych i oferty detalicznej.

Maj przełomowy dla rynku nieruchomości komercyjnych. Wolumen transakcji podwoił wynik z początku roku

Wyniki polskiego rynku nieruchomości komercyjnych po pierwszych 5 miesiącach 2026 roku są wręcz imponujące – wolumen transakcji jest na poziomie około 2,3 miliarda euro zrealizowanych w ok. 50 transakcjach (na podstawie szacunkowych danych dla ogłoszonych transakcji). Sam maj przyniósł wynik ok. 1,1 miliarda euro, co stanowi podwojenie wolumenu odnotowanego w pierwszych 4 miesiącach 2026 roku. Powyższy rezultat potwierdza bardzo dobrą kondycję oraz dynamikę polskiego rynku.

Wysoki majowy wolumen zawdzięczamy głównie dwóm transakcjom: finalizacji przełomowej transakcji na rynku najmu instytucjonalnego (PRS), której wartość przekroczyła 560 milionów euro (sprzedaż przez Resi4Rent 18 aktywów do Vantage Development), a także zamknięciu transakcji portfelowej w sektorze magazynowym, gdzie Ares Management nabył 5 nieruchomości w ramach SIM portfolio (wartość transakcji powyżej 200 milionów euro).

Co więcej, od początku roku w każdym z czterech głównych sektorów nieruchomości komercyjnych zrealizowano przynajmniej jedną transakcję o wartości przekraczającej 100 mln euro. W rezultacie, średnia wartość transakcji znacznie wzrosła, przy mniejszej płynności niż w analogicznym okresie w 2025 roku.

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce tuż przed połową 2026 roku

Sektor magazynowy ciągle liderem

W I kwartale 2026 roku sektor magazynowy odpowiadał za najwyższy (44%) udział w rynku pod względem zrealizowanego wolumenu. Po 5 miesiącach sektor ten nadal utrzymuje się na pozycji lidera z wolumenem szacowanym na ponad 700 milionów euro. Wynik ten jest w głównej mierze rezultatem zamknięcia dwóch transakcji portfelowych: sprzedaży portfolio Raben do WP Carey w ramach umowy „sale and leaseback” oraz wcześniej wspomnianej majowej transakcji – przejęciu SIM portfolio przez Ares Management. Umowy te świadczą o stopniowym ożywieniu na rynku transakcji portfelowych, które wyraźnie zwiększają wolumen.

Konsensus cenowy między sprzedającymi a kupującymi staje się coraz bardziej powszechny, co znajduje odzwierciedlenie w ożywieniu aktywności inwestycyjnej w sektorze magazynowym, napędzanej przede wszystkim napływem kapitału zagranicznego. Dodatkowo, przewidywana zmiana wyceny starszych obiektów magazynowych może być czynnikiem przyczyniającym się do kolejnych wzrostów w sektorze.

„Niezmiennie ogromnym zainteresowaniem inwestorów cieszą się aktywa zabezpieczone długoterminowymi umowami najmu. Inwestorzy poszukują stabilnych i przewidywalnych przepływów pieniężnych, w tym transakcji typu „sale and leaseback”, które pozostają istotnym elementem rynku.” – dodaje Bartłomiej Krzyżak, Co-Head of Investment Department

Sektor handlowy na drugim miejscu

Sektor handlowy plasuje się na 2 miejscu po 5 miesiącach z wynikiem ponad 0,5 miliarda euro i może pochwalić się największą liczbą zrealizowanych transakcji w tym okresie. Z kolei największą sfinalizowaną umową była sprzedaż 8 centrów handlowych Auchan do węgierskiej grupy Adventum.

W samym maju właściciela zmieniły 4 parki handlowe i 1 centrum handlowe – Pasaż Łódzki, który został pozyskany przez czeskiego inwestora, Crestpoint Capital Partners, debiutującego na polskim rynku nieruchomości.

Pod względem liczby zrealizowanych transakcji w sektorze handlowym, za połowę odpowiadały parki handlowe i małe parki „convenience”. Największą transakcją tego typu aktywami pozostaje sprzedaż przez Trei Real Estate 7 obiektów do Ares & Slate Asset Management w ramach większego portfolio.

„Przedmiotami sprzedaży były również wolnostojące obiekty handlowe. Sektor handlowy w Polsce niezmiennie cieszy się dużym zainteresowaniem inwestorów. Szeroka oferta sprawia, że rynek inwestycji w nieruchomości handlowe jest dostępny zarówno dla mniejszych podmiotów z kapitałem krajowym, jak i dla globalnych graczy, którzy celują w całe portfele lub aktywa o większej skali.” – komentuje Artur Czuba, Director, Investment Department.

Sektor biurowy zdominowany przez polskich inwestorów

Największą transakcją w sektorze biurowym w tym roku i jednocześnie jedyną przekraczającą w tym sektorze wolumen 100 milionów euro jest sprzedaż warszawskiego Royal Wilanów przez Capital Park Group do Wood & Company, w której to transakcji Avison Young świadczył dla kupującego kompleksowe doradztwo inwestycyjne i techniczne.

Transakcje nieruchomościami biurowymi w samym maju były zdominowane przez polski kapitał (3 na 4 transakcje), który w tym roku inwestuje głównie w aktywa biurowe. Wszystkie majowe transakcje dotyczyły budynków biurowych zlokalizowanych w miastach regionalnych. Dominacja miast regionalnych pod kątem liczby sfinalizowanych transakcji widoczna jest od początku roku, włączając dwie transakcje typu „prime” w Krakowie: Brain Park A i The Park Kraków.

„Biorąc pod uwagę transakcje znajdujące się obecnie w zaawansowanej fazie negocjacji, czy to w Warszawie czy też w miastach regionalnych, przewidujemy, że wartość inwestycji w sektorze biurowym w 2026 roku utrzyma się na poziomie roku ubiegłego, a może go nawet przekroczyć – w zależności od tempa finalizacji procesów. Obserwujemy zwiększoną aktywność inwestycyjną w tym sektorze i powrót inwestorów do tego typu aktywów.” – Marcin Purgal, Co-Head of Investment Department

Prognozy

Polska jest pozytywnie postrzegana przez inwestorów jako stabilna gospodarczo, z solidnymi fundamentami, charakteryzująca się przewidywalnymi ramami prawnymi oraz bezpiecznym, transparentnym i płynnym rynkiem. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, obserwujemy zwiększoną aktywność inwestorów zachodnich, zwłaszcza z Francji. Jednocześnie dalej widoczny jest znaczący udział kapitału pochodzącego z Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Czech, Węgier, ale też krajów bałtyckich. Dostrzegamy też pierwsze oznaki reaktywacji inwestorów azjatyckich.

W ciągu ostatnich dwóch lat istotnie zaktywizował się kapitał krajowy, co widać nie tylko w ilości, ale również wielkości transakcji. Mamy nadzieję, że ten trend umocni się i polski kapitał docelowo utrzyma wysoki poziom zaangażowania w sektorze nieruchomości komercyjnych.

Oczekujemy, że rok 2026 przyniesie wyniki lepsze niż poprzedni, przy pozytywnych perspektywach rynkowych i silnych prognozach wzrostu.

Były lider Google dołącza do grona prelegentów Tech Race Summit

Tech Race Summit organizowany przez SOFTSWISS ogłosił pierwszego keynote speakera premierowej edycji wydarzenia, które odbędzie się 10 września 2026 roku w Warszawie. Do grona prelegentów dołącza Andrey Doronichev – były menedżer Google i założyciel startupu Optic.

Podczas konferencji przedstawiciele branży technologicznej będą rozmawiać o tym, jak największe firmy przygotowują się na zmiany związane z rozwojem AI, infrastruktury IT, cyberbezpieczeństwa i produktów cyfrowych, oraz o tym, jak te procesy wpłyną na przyszłość sektora technologicznego.

Przez ponad dekadę Andrey Doronichev był związany z Google, gdzie współtworzył produkty wykorzystywane przez miliardy użytkowników na całym świecie. Odegrał ważną rolę w rozwoju YouTube Mobile, a następnie kierował projektami z obszaru rzeczywistości wirtualnej, w tym Google Cardboard i Daydream. Obecnie rozwija Optic – firmę wykorzystującą sztuczną inteligencję i zaawansowane systemy obliczeniowe do wspierania badań nad nowymi lekami.

Podczas Tech Race Summit Doronichev wygłosi prelekcję poświęconą wpływowi sztucznej inteligencji na różne branże oraz na rynek pracy. Jego udział wpisuje się w ideę wydarzenia, którego celem jest stworzenie przestrzeni do rozmowy o technologicznych i biznesowych konsekwencjach wdrażania AI.

– Tech Race Summit powstał z myślą o ludziach, którzy na co dzień rozwiązują złożone problemy technologiczne i chcą aktywnie uczestniczyć w rozmowie o przyszłości branży. Andrey Doronichev współtworzył produkty używane każdego dnia przez miliardy ludzi i z perspektywy lidera obserwował najważniejsze zmiany, jakie zachodziły w technologii konsumenckiej w ostatnich latach. To właśnie takie doświadczenia chcemy wnosić do dyskusji podczas naszego wydarzenia – mówi Sergey Kastukevich, Chief Technology Officer w SOFTSWISS.

Tech Race Summit to konferencja organizowana przez SOFTSWISS, która zgromadzi inżynierów, liderów technologicznych, specjalistów infrastruktury oraz zespoły produktowe. Uczestnicy będą rozmawiać o tym, jak organizacje radzą sobie z rosnącą złożonością systemów technologicznych, wyzwaniami w obszarze cyberbezpieczeństwa oraz szybkim tempem wdrażania AI w działalności biznesowej i produktach cyfrowych.

Program wydarzenia obejmie trzy ścieżki tematyczne:

  • Vision Track – wystąpienia i dyskusje poświęcone AI, infrastrukturze, cyberbezpieczeństwu oraz strategii technologicznej;
  • Solution Track – sesje techniczne i studia przypadków prezentowane przez inżynierów oraz architektów rozwijających nowoczesne systemy cyfrowe;
  • Experiment Track – praktyczne demonstracje, prezentacje nowych narzędzi i niestandardowych podejść do projektowania oraz rozwoju technologii.

Organizatorzy spodziewają się około tysiąca uczestników reprezentujących sektor technologiczny i biznesowy. W programie potwierdzono już udział prelegentów i ekspertów z takich firm jak AWS, Oracle, Cloudflare, Google, Fastly, Gcore oraz ScyllaDB.

Tech Race Summit odbędzie się 10 września 2026 roku w Warszawie. Bilety Early Bird są już dostępne na stronie wydarzenia

O SOFTSWISS

SOFTSWISS to międzynarodowa marka technologiczna, która w 2025 roku obchodziła 16-lecie działalności. Główne partnerskie centra rozwoju, z którymi współpracuje firma, znajdują się w Warszawie i Poznaniu. Łączna liczba ekspertów pracujących nad produktami marki, w tym tych, którzy pracują zdalnie, przekracza 2000.

Firmy w Polsce widzą poprawę koniunktury, ale inwestują ostrożnie. Koszty pracy nadal największą barierą

Dane GUS za maj pokazują poprawę nastrojów gospodarczych w większości regionów i sektorów. Przedsiębiorcy lepiej oceniają koniunkturę, szczególnie w zakwaterowaniu i gastronomii, handlu hurtowym oraz sektorze informacji i komunikacji. Jednocześnie firmy nadal wskazują na wysokie koszty zatrudnienia, niepewność gospodarczą i ostrożne podejście do nowych nakładów. W efekcie gospodarka regionalna wysyła sygnały ożywienia, ale przedsiębiorcy wciąż inwestują selektywnie i przede wszystkim tam, gdzie mogą szybko poprawić efektywność działania.

Koniunktura gospodarcza / maj 2026

Opracowanie na podstawie raportu wojewódzkiego GUS oraz tablic XLSX dotyczących wskaźników koniunktury i kierunków inwestowania, maj 2026 r.

W maju 2026 r. oceny koniunktury gospodarczej poprawiły się rok do roku we wszystkich analizowanych obszarach gospodarki. Najlepsze nastroje panowały w zakwaterowaniu i gastronomii, informacji i komunikacji oraz handlu hurtowym. Słabszy obraz utrzymywał się w przemyśle, transporcie i budownictwie.

Najświeższy raport wojewódzki pokazuje gospodarkę, która wychodzi z pesymizmu nierównym tempem. W części branż wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury R-BCI jest już dodatni, co oznacza przewagę pozytywnych ocen przedsiębiorców. Jednocześnie kilka sektorów pozostaje poniżej zera, a więc wciąż przeważają tam oceny negatywne.

Najbardziej optymistycznie sytuację oceniały firmy z zakwaterowania i gastronomii. Ogólnopolski R-BCI dla tej sekcji wyniósł 14,7 pkt. Dodatnie wartości odnotowano także w informacji i komunikacji oraz w handlu hurtowym. W przetwórstwie przemysłowym, transporcie i gospodarce magazynowej oraz budownictwie wskaźnik pozostawał ujemny.

Najważniejsze liczby:
  • 14,7 pkt – R-BCI w zakwaterowaniu i gastronomii, najwyższy wynik wśród analizowanych sektorów.
  • 14 województw – tyle regionów miało dodatni R-BCI w handlu hurtowym.
  • 12 województw – w tylu regionach poprawiła się koniunktura r/r w budownictwie oraz zakwaterowaniu i gastronomii.
  • 76,0% firm przemysłowych wskazało maszyny, urządzenia i narzędzia jako kierunek inwestowania w 2026 r.

Gdzie koniunktura jest najlepsza?

Najmocniejszy wynik ogólnopolski odnotowało zakwaterowanie i gastronomia. To sektor szczególnie wrażliwy na popyt konsumencki i sezonowość, dlatego dodatni odczyt może sugerować lepsze oczekiwania przed okresem wakacyjnym. Wysokie wartości w informacji i komunikacji wskazują z kolei, że firmy cyfrowe nadal oceniają sytuację relatywnie korzystnie, choć różnice regionalne są bardzo duże.

Sektor R-BCI Polska, maj 2026 Zmiana r/r, pkt Województwa z dodatnim R-BCI Województwa z poprawą r/r Najwyższy wynik R-BCI Najniższy wynik R-BCI
Przetwórstwo przemysłowe -4,1 2,3 7,0 10,0 MAŁOPOLSKIE 9,0 KUJAWSKO-POMORSKIE -8,9
Budownictwo -1,3 2,3 9,0 12,0 PODLASKIE 12,4 ŚWIĘTOKRZYSKIE -11,1
Handel hurtowy 3,0 0,8 14,0 9,0 PODKARPACKIE 11,3 LUBUSKIE -13,4
Handel detaliczny 0,0 -0,2 5,0 9,0 WARMIŃSKO-MAZURSKIE 14,1 OPOLSKIE -21,9
Transport i gospodarka magazynowa -1,1 0,3 7,0 9,0 POMORSKIE 7,9 OPOLSKIE -23,9
Zakwaterowanie i gastronomia 14,7 1,2 13,0 12,0 PODKARPACKIE 44,9 ŁÓDZKIE -6,1
Informacja i komunikacja 8,1 -0,6 9,0 8,0 PODLASKIE 26,8 LUBUSKIE -38,8

Kliknięcie nagłówka sortuje kolumnę. Pole nad tabelą filtruje wyniki.

R-BCI według sektorów w maju 2026 r.
R-BCI według sektorów w maju 2026 r. Źródło: opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Poprawa r/r nie wszędzie oznacza optymizm

W danych widać istotną różnicę między poprawą a poziomem koniunktury. Budownictwo poprawiło się rok do roku w 12 województwach, ale ogólnopolski wskaźnik nadal wyniósł -1,3 pkt. Podobna sytuacja występuje w przemyśle, gdzie wzrost r/r objął 10 województw, lecz R-BCI dla Polski pozostał ujemny.

Najbardziej pozytywny zasięg regionalny miał handel hurtowy. Dodatni R-BCI wystąpił tam w 14 województwach, choć ogólnopolski wynik wyniósł tylko 3,0 pkt. Oznacza to, że optymizm jest szeroki, ale w wielu regionach umiarkowany.

Sektor Lider wojewódzki R-BCI Najsłabsze województwo R-BCI
Przetwórstwo przemysłowe MAŁOPOLSKIE 9,0 KUJAWSKO-POMORSKIE -8,9
Budownictwo PODLASKIE 12,4 ŚWIĘTOKRZYSKIE -11,1
Handel hurtowy PODKARPACKIE 11,3 LUBUSKIE -13,4
Handel detaliczny WARMIŃSKO-MAZURSKIE 14,1 OPOLSKIE -21,9
Transport i gospodarka magazynowa POMORSKIE 7,9 OPOLSKIE -23,9
Zakwaterowanie i gastronomia PODKARPACKIE 44,9 ŁÓDZKIE -6,1
Informacja i komunikacja PODLASKIE 26,8 LUBUSKIE -38,8
Liczba województw z dodatnim R-BCI i poprawą r/r.
Liczba województw z dodatnim R-BCI i poprawą r/r. Źródło: opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Koszty zatrudnienia nadal obciążają firmy

Najczęściej wskazywaną barierą prowadzenia działalności pozostają koszty zatrudnienia. W maju 2026 r. były one szczególnie dotkliwe w zakwaterowaniu i gastronomii, budownictwie, transporcie oraz handlu detalicznym. W wielu branżach istotna pozostaje też niepewność ogólnej sytuacji gospodarczej.

To ważny sygnał dla oceny kolejnych miesięcy. Sama poprawa nastrojów nie musi automatycznie przełożyć się na szybki wzrost inwestycji, jeżeli przedsiębiorcy nadal obawiają się kosztów, popytu i niestabilności otoczenia regulacyjnego.

Sektor Koszty zatrudnienia Niepewność sytuacji gospodarczej Wysokie obciążenia na rzecz budżetu
Przetwórstwo przemysłowe 58,4% 44,2% 39,1%
Budownictwo 65,8% 39,9% 49,7%
Handel hurtowy 55,3% 51,1% 42,2%
Handel detaliczny 62,4% 43,7% 41,1%
Transport i gospodarka magazynowa 60,9% 50,4% 41,3%
Zakwaterowanie i gastronomia 69,1% 49,9% 48,0%
Informacja i komunikacja 53,3% 42,3% 39,6%

Inwestycje: modernizacja zamiast ekspansji

Plany inwestycyjne przedsiębiorstw są selektywne. W przemyśle zdecydowanie dominuje modernizacja parku maszynowego – maszyny, urządzenia techniczne i narzędzia wskazało 76,0% firm. W transporcie najważniejszym kierunkiem są środki transportu, wskazane przez 44,0% przedsiębiorstw. W informacji i komunikacji liderem jest sprzęt komputerowy i telekomunikacyjny.

Jednocześnie w kilku sektorach bardzo wysoki jest odsetek firm bez planów inwestycyjnych. Dotyczy to m.in. zakwaterowania i gastronomii, budownictwa, handlu hurtowego i handlu detalicznego. To pokazuje, że część przedsiębiorstw wybiera raczej utrzymanie bieżącej działalności niż zwiększanie skali nakładów.

Sektor Najczęściej wskazywany kierunek Odsetek Procesy Szkolenia Licencje / software ICT B+R Maszyny i narzędzia Nieruchomości Transport Brak planów
Przetwórstwo przemysłowe Maszyny, urządzenia i narzędzia 76,0% 13,5% 12,8% 5,6% 15,9% 15,2% 76,0% 19,6% 9,6% 13,8%
Budownictwo Brak planów inwestycyjnych 42,6% 10,3% 15,2% 3,7% 10,6% 1,8% 36,3% 14,3% 22,0% 42,6%
Handel hurtowy Brak planów inwestycyjnych 42,1% 16,8% 13,4% 6,7% 14,4% 4,5% 23,5% 13,7% 17,8% 42,1%
Handel detaliczny Brak planów inwestycyjnych 39,2% 14,6% 15,9% 5,0% 22,0% 1,4% 26,2% 21,0% 12,3% 39,2%
Transport i gospodarka magazynowa Środki transportu 44,0% 11,7% 10,6% 6,7% 12,9% 1,7% 25,6% 11,9% 44,0% 30,6%
Zakwaterowanie i gastronomia Brak planów inwestycyjnych 45,6% 13,0% 21,5% 1,1% 12,7% 0,1% 32,9% 10,9% 3,0% 45,6%
Informacja i komunikacja Sprzęt komputerowy i telekomunikacyjny 39,1% 23,2% 25,4% 17,6% 39,1% 19,1% 12,3% 4,3% 4,7% 26,1%
Wybrane kierunki inwestowania w 2026 r.
Wybrane kierunki inwestowania w 2026 r. Źródło: opracowanie własne na podstawie danych GUS.

Wniosek: gospodarka odbija, ale bez euforii

Majowe dane pokazują poprawę nastrojów, ale nie wskazują jeszcze na jednoznaczny, równomierny przełom. Najlepiej radzą sobie sektory usługowe związane z turystyką, gastronomią, komunikacją i handlem hurtowym. Sektory bardziej kosztowe, kapitałochłonne lub zależne od popytu inwestycyjnego nadal pozostają ostrożniejsze.

Z perspektywy przedsiębiorstw kluczowe będą najbliższe miesiące. Jeśli poprawa popytu utrzyma się, a presja kosztowa nie będzie rosła, dodatnie oceny mogą rozszerzyć się na kolejne regiony. Na razie jednak dane sugerują przede wszystkim ostrożne odbicie: firmy widzą poprawę, ale nadal bardzo uważnie kontrolują wydatki i inwestycje.

Źródło: GUS, „Koniunktura gospodarcza. Raport wojewódzki 2026”, maj 2026; tablice XLSX: „Wskaźniki koniunktury gospodarczej według województw” oraz „Główne kierunki inwestowania w bieżącym roku według województw”.

Łukasz Krystman dołącza do The Heart jako Dyrektor ds. Partnerstw Strategicznych

  • Łukasz Krystman, dyrektor z ponad 27-letnim doświadczeniem w bankowości – w Polsce i w Londynie – dołącza do The Heart jako Dyrektor ds. Partnerstw Strategicznych. W nowej roli będzie budował strategiczne relacje z instytucjami finansowymi i otwierał kolejne możliwości biznesowe dla The Heart oraz spółek z jego portfolio.
  • Przez całą karierę związany z Citibankiem, Łukasz przeszedł drogę od ról technologicznych przez zarządzanie produktami kredytowymi, marketingiem i cyfrowymi kanałami obsługi, aż po stanowiska dyrektorskie w obszarze transformacji cyfrowej i doświadczeń klientów. Ostatnie cztery lata spędził w Londynie, odpowiadając za transformację działalności detalicznej Citibank UK.
  • Dołączenie Łukasza to element wzmocnienia oferty The Heart dla sektora bankowego i finansowego – obszaru, z którego wywodzi się venture builder i w którym zbudował swoje pierwsze spółki m.in. Digital Gateways czy VASBOX.

Z Citibanku do venture buildingu

The Heart ogłasza dołączenie Łukasza Krystmana do zespołu Commerce w roli Dyrektora ds. Partnerstw Strategicznych. Łukasz Krystman przez ponad 27 lat budował doświadczenie w globalnej bankowości – od początku kariery zawodowej związany z Citibankiem, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Przeszedł drogę od ról technologicznych i projektowych przez zarządzanie produktami kredytowymi i marketingiem, aż po stanowiska dyrektorskie w obszarach transformacji cyfrowej, doświadczeń klientów i strategii.

Jako Head of Digital Product w Citi Handlowy projektował nową platformę bankowości internetowej i strategię cyfrową banku, wdrażał płatności natychmiastowe (BLIK) i europejską dyrektywę PSD2. Ostatnie cztery lata spędził w Londynie jako Director of Digital Transformation & Customer Experience w Citibank UK, gdzie odpowiadał za kompleksową transformację działalności detalicznej banku – od optymalizacji portfela klientów i procesów operacyjnych, po zapewnienie zgodności regulacyjnej w ścisłej współpracy z regulatorem.

W The Heart Łukasz Krystman będzie odpowiadał za budowanie partnerstw z korporacjami z sektora finansowego w modelu corporate venture buildingu – inicjując projekty, w których bank lub instytucja finansowa współtworzy z The Heart dedykowane rozwiązania technologiczne odpowiadające na realne wyzwania branży.

– Po latach pracy w globalnej instytucji finansowej The Heart to naturalne miejsce, żeby spojrzeć na bankowość z drugiej strony. Znam specyfikę podejmowania decyzji i wdrażania innowacji w tym środowisku i wiem, jakie produkty mają realne szanse, żeby w nim zadziałać. Ta perspektywa pozwoli mi budować partnerstwa, w których The Heart zaprojektuje i stworzy rozwiązania praktycznie odpowiadające na potrzeby sektora finansowego: od optymalizacji procesów i efektywności kanałów obsługi klienta, przez wdrażanie narzędzi opartych na AI, po rozwiązania z obszaru zgodności regulacyjnej. Moją rolą będzie również wspieranie spółek z portfolio The Heart w ich rozwoju oraz  nawiązywaniu strategicznych partnerstw – komentuje Łukasz Krystman, Dyrektor ds. Partnerstw Strategicznych w The Heart.

Powrót do fintechowych korzeni

Dołączenie Łukasza Krystmana wpisuje się w świadome wzmacnianie oferty The Heart dla sektora bankowego i finansowego. Venture builder od początku swojej działalności – zapoczątkowanej w 2016 roku – rozwijał innowacje w tym obszarze. To właśnie fintechowe projekty ukształtowały sposób, w jaki The Heart współpracuje z dużymi instytucjami – łącząc zwinność startupową z realiami regulacyjnymi i korporacyjnymi branży. Dziś The Heart wnosi do tego doświadczenia dodatkową warstwę: ekspertyzę w budowaniu produktów opartych na nauce i zaawansowanej technologii, coraz częściej poszukiwanych również przez banki i instytucje finansowe.

Bankowość stoi dziś przed wyzwaniami, które trafiają wprost w obszary ekspertyzy The Heart: implementacja AI, cyberbezpieczeństwo, optymalizacja procesów, nowe modele obsługi klienta. Łukasz Krystman, który przez niemal trzy dekady działał wewnątrz globalnych struktur bankowych, dołącza do The Heart właśnie po to, by te dwa światy – potrzeby sektora finansowego i metodologię venture buildingu – skutecznie ze sobą łączyć.

Przez ostatnie lata świadomie budowaliśmy kompetencje w deep tech i komercjalizacji nauki i teraz widzimy wyraźną synergię z sektorem finansowym. Innowacje, których dziś szukają banki i instytucje finansowe – w obszarze AI, cyberbezpieczeństwa czy nowych modeli obsługi klienta – coraz częściej wyrastają wprost z badań naukowych i zaawansowanej technologii. Z Łukaszem poznaliśmy się przy realizowanym przez nas projekcie fintechowym dla Citibanku i już wtedy było widać, że rozumie ten sektor w sposób, którego trudno nauczyć się inaczej niż przez lata pracy od środka. Jestem przekonany, że jego doświadczenie pozwoli nam budować partnerstwa z bankami i instytucjami finansowymi na zupełnie nowym poziomie. The Heart wyrósł z fintechu i to właśnie budowanie spółek technologicznych dla sektora finansowego nauczyło nas, czym naprawdę jest venture building. Cieszę się, że teraz robimy to z dużo silniejszym zespołem i dużo dojrzalszym modelem – dodaje Jędrzej Iwaszkiewicz, CCO w The Heart.

Corporate venture building – wspólne budowanie innowacji

Corporate venture building to model, w którym The Heart wspólnie z korporacją tworzy nowe biznesy technologiczne: od zidentyfikowania szansy rynkowej, przez szybką walidację i budowę produktu, po uruchomienie i skalowanie. Korporacja wnosi wiedzę branżową, dostęp do rynku i zasoby; The Heart dostarcza metodologię, interdyscyplinarny zespół i szybkość działania. Efektem bywa innowacyjny projekt lub pilotaż – ale często również niezależna spółka. Tak powstały m.in. Digital Gateways, czy flatte dla Develii – obok dziesiątek projektów realizowanych z takimi firmami jak Saint-Gobain, BGK czy Mastercard. Z Łukaszem Krystmanem w zespole The Heart aktywnie rozbudowuje tę ofertę w kierunku banków i instytucji finansowych.

W Polsce pracuje już ponad 1,14 mln cudzoziemców. Najwięcej z Ukrainy, ale szybko rośnie liczba pracowników z Kolumbii i Indii

Jak wynika z najnowszych danych GUS, na koniec grudnia 2025 r. w Polsce pracowało 1,141 mln cudzoziemców. W skali roku oznacza to wzrost o 7,2% (o 77,1 tys. osób). Z kolei w porównaniu z listopadem 2025 r. liczba zatrudnionych obcokrajowców zwiększyła się o 3,1 tys., czyli o 0,3%.

Cudzoziemcy stanowili 6,9 proc. wszystkich osób wykonujących pracę w Polsce. Rok wcześniej ich udział wynosił 6,8 proc.

Ukraińcy nadal najliczniejszą grupą

Największą grupę cudzoziemców pracujących w Polsce stanowili obywatele Ukrainy. Na koniec grudnia 2025 r. było ich 771,8 tys., czyli 67,6 proc. wszystkich pracujących obcokrajowców.

W ujęciu rocznym liczba pracujących obywateli Ukrainy wzrosła o 57,6 tys., czyli o 8,1 proc. W porównaniu z listopadem 2025 r. zwiększyła się o 0,3 proc.

Drugą najliczniejszą grupą byli obywatele Białorusi. Pracę w Polsce wykonywało 118,9 tys. Białorusinów, co odpowiadało 10,4 proc. całej populacji pracujących cudzoziemców. Ich liczba wzrosła rok do roku o 1,2 proc., ale była o 0,6 proc. niższa niż miesiąc wcześniej.

Łącznie cudzoziemcy wykonujący pracę w Polsce pochodzili z ponad 150 państw.

Szybko rośnie liczba pracowników z Kolumbii i Indii

Choć dominującą grupą pozostają obywatele Ukrainy, dane pokazują stopniową dywersyfikację kierunków migracji zarobkowej. Wśród wybranych obywatelstw największą dynamikę wzrostu odnotowano w przypadku Kolumbii.

Liczba obywateli Kolumbii wykonujących pracę w Polsce wzrosła w ciągu roku o 21,3 proc., czyli o 3,4 tys. osób. W przypadku obywateli Indii wzrost wyniósł 9,1 proc., co oznaczało przyrost o 1,9 tys. osób.

Więcej było także pracujących obywateli Filipin – o 3,2 proc., czyli o 0,5 tys. osób. Spadek odnotowano natomiast wśród obywateli Gruzji. Ich liczba zmniejszyła się o 3,4 proc., czyli o 0,9 tys. osób.

Cudzoziemcy są młodsi od polskich pracowników

Z danych wynika, że cudzoziemcy wykonujący pracę w Polsce są wyraźnie młodsi od pracujących obywateli Polski. Średni wiek pracującego cudzoziemca wynosił na koniec grudnia 2025 r. 38,2 roku. W przypadku obywateli Polski było to 43,5 roku.

Mediana wieku wyniosła odpowiednio 37 lat dla cudzoziemców i 43 lata dla obywateli Polski. Wśród obywateli Ukrainy mediana wieku sięgnęła 38 lat, natomiast wśród cudzoziemców z pozostałych państw – 36 lat.

Mężczyźni stanowili 59,8 proc. cudzoziemców wykonujących pracę w Polsce. To o 0,3 pkt proc. więcej niż rok wcześniej. Wśród obywateli Ukrainy udział mężczyzn wynosił 52,6 proc., natomiast wśród cudzoziemców z pozostałych państw – 74,9 proc.

Najwięcej pracujących cudzoziemców w regionie warszawskim

Największa koncentracja cudzoziemców wykonujących pracę występowała w regionie warszawskim stołecznym. Mieszkało tam 20,3 proc. wszystkich pracujących obcokrajowców.

Najmniej cudzoziemców mieszkało w regionie świętokrzyskim – 0,8 proc. Dane regionalne nie obejmują 39 tys. osób mieszkających za granicą.

Wysokie liczby pracujących cudzoziemców odnotowano również w regionach o dużym znaczeniu przemysłowym i usługowym, m.in. na Dolnym Śląsku, w Wielkopolsce, na Śląsku, w Małopolsce i na Pomorzu.

Agencje pracy, przemysł i transport

Najwięcej cudzoziemców pracowało w sekcji administrowanie i działalność wspierająca. Obejmuje ona m.in. działalność agencji pracy. Na koniec grudnia 2025 r. w tej branży pracę wykonywało 226,9 tys. cudzoziemców. To o 8,3 tys. więcej niż rok wcześniej, czyli o 3,8 proc.

Drugim największym sektorem było przetwórstwo przemysłowe, gdzie pracowało 208,3 tys. cudzoziemców. W ujęciu rocznym liczba ta wzrosła o 13,6 tys., czyli o 7 proc.

Na trzecim miejscu znalazły się transport i gospodarka magazynowa. W tej sekcji pracowało 156 tys. cudzoziemców, o 6,7 tys. więcej niż rok wcześniej. Wzrost wyniósł 4,5 proc.

We wszystkich sekcjach PKD najliczniejszą grupą cudzoziemców pozostawali obywatele Ukrainy.

W niektórych branżach cudzoziemcy to już znacząca część pracowników

Największy udział cudzoziemców wśród wszystkich osób wykonujących pracę odnotowano w administrowaniu i działalności wspierającej. Obcokrajowcy stanowili tam 25,3 proc. pracujących. To o 0,4 pkt proc. więcej niż rok wcześniej.

W zakwaterowaniu i gastronomii udział cudzoziemców wyniósł 17,8 proc. W transporcie i gospodarce magazynowej było to 15,1 proc.

W pozostałych sekcjach udział cudzoziemców nie przekraczał 12 proc., a w trzech sekcjach był niższy niż 1 proc.

Prawie 440 tys. cudzoziemców tylko na umowach cywilnoprawnych

GUS podał również, że 439,6 tys. cudzoziemców wykonywało pracę wyłącznie na podstawie umów zlecenia i podobnych umów cywilnoprawnych. To o 6,1 proc. więcej niż rok wcześniej. W porównaniu z listopadem 2025 r. liczba ta pozostała zasadniczo bez zmian.

Dane obejmują osoby zatrudnione w gospodarce narodowej oraz osoby wykonujące pracę na podstawie umów zlecenia i podobnych umów, jeżeli podlegały ubezpieczeniom społecznym lub zdrowotnym. Nie obejmują natomiast umów o dzieło oraz pomocy przy zbiorach.

Od stycznia 2025 r. badana populacja obejmuje także właścicieli, współwłaścicieli i dzierżawców gospodarstw indywidualnych oraz pomagających członków ich rodzin.

Rynek pracy coraz bardziej zależny od migracji

Dane za grudzień 2025 r. potwierdzają rosnącą rolę cudzoziemców w polskiej gospodarce. Liczba obcokrajowców wykonujących pracę była o 17,1 proc. wyższa niż na koniec stycznia 2023 r.

Wzrost ten wpisuje się w szersze tendencje na rynku pracy: niedobory kadrowe, starzenie się krajowej siły roboczej oraz duże zapotrzebowanie na pracowników w przemyśle, transporcie, usługach, gastronomii i sektorze agencji zatrudnienia.

Choć podstawą zagranicznej podaży pracy nadal pozostają obywatele Ukrainy, coraz większe znaczenie mają również pracownicy z państw pozaeuropejskich. Szczególnie widoczny jest wzrost liczby obywateli Kolumbii i Indii, co może wskazywać na poszukiwanie przez firmy nowych kierunków rekrutacji.

Unia chce potroić moce obliczeniowe. Polska może być jednym z głównych beneficjentów

Na początku czerwca Komisja Europejska opublikowała zapowiadany projekt regulacji „Cloud and AI Development Act” (CADA). Nowe regulacje pokazują, że rozwój centrów danych stał się jednym z priorytetów gospodarczych Unii Europejskiej. Drugim ważnym dokumentem dla branży data center jest ogłoszona również na początku czerwca „Strategiczna mapa drogowa dotycząca cyfryzacji i sztucznej inteligencji w sektorze energetycznym”. Polski Związek Centrów Danych (PLDCA) ocenia te propozycje jako niezwykle istotne i upatruje w nich szansę na przyspieszenie rozwoju sektora centrów danych w Polsce.

Skala planowanych inwestycji jest ogromna – dokumenty KE wskazują wprost, że celem Unii Europejskiej jest potrojenie mocy obliczeniowych centrów danych w ciągu najbliższych 5-7 lat, tak aby do 2035 roku całkowicie zaspokoić rosnący popyt na usługi chmurowe i sztuczną inteligencję.

Stoimy przed dużą transformacją: Polska jest największym energetycznym placem budowy w Europie, a unijne plany jasno pokazują, że ten proces musi iść w parze z cyfryzacją. Bez własnych gigawatów mocy nie ma mowy o suwerennej sztucznej inteligencji czy silnej gospodarce odpornej na kryzysy. Projekt regulacji CADA to dla nas sygnał, że Bruksela dostrzega ten strategiczny styk technologii i energii. Liczymy, że ten impuls pozwoli optymalnie wykorzystać ogromne nakłady na polską infrastrukturę energetyczną i trwale zakorzenić nasz kraj w globalnym krwioobiegu AI”, wyjaśnia Piotr Kowalski, Dyrektor Zarządzający Polskiego Związku Centrów Danych (PLDCA).

Kluczowe znaczenie mają jednak nie tylko cele, ale również narzędzia przewidziane do ich realizacji. Projekt KE wprowadza strukturalną zmianę w podejściu do budowy infrastruktury cyfrowej i nakłada na państwa członkowskie konkretne obowiązki legislacyjne oraz organizacyjne.

Polska może skorzystać na decentralizacji mocy obliczeniowych w UE

W opublikowanej „Strategicznej mapie drogowej” Komisja Europejska wyraźnie podkreśla potrzebę bardziej zrównoważonego geograficznie rozmieszczenia mocy obliczeniowych w Europie i zmniejszenia koncentracji infrastruktury w tzw. hubach FLAP-D (Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż, Dublin). Obok Hiszpanii, Włoch i krajów nordyckich, to właśnie Polska została wskazana jako jeden z kluczowych europejskich rynków (tzw. hotspotów), na których już teraz koncentruje się rosnący popyt na nowe inwestycje cyfrowe w UE.

Oficjalne wskazanie Polski w unijnych dokumentach tej rangi oraz cel potrojenia mocy obliczeniowych w Europie to silny sygnał dla naszego rynku. Potwierdza, że nasz kraj posiada unikalne warunki geopolityczne i gospodarcze do budowy regionalnego zaplecza dla systemów sztucznej inteligencji. Proponowane regulacje CADA dają nam realne narzędzia do usunięcia barier infrastrukturalnych, które dotychczas ograniczały tempo napływu zagranicznego kapitału technologicznego”, wskazuje Piotr Kowalski.

Strefy Przyspieszonego Rozwoju i uproszczenie procedur inwestycyjnych

Kluczowym elementem regulacji CADA jest obowiązek wyznaczenia przez państwa członkowskie specjalnych Stref Przyspieszonego Rozwoju Centrów Danych (Data Centre Acceleration Zones). Przy ich projektowaniu rządy będą musiały uwzględnić dostępność energii, łączności telekomunikacyjnej, potencjał wykorzystania terenów poprzemysłowych (brownfield) oraz możliwości odzysku ciepła odpadowego. W strefach tych obowiązywać będą jednolite wymagania dotyczące zrównoważonego rozwoju oraz niedyskryminacyjny dostęp do zasobów.

Proces inwestycyjny ma zostać uproszczony dzięki dwóm mechanizmom:

Jeden Punkt Kontaktowy (Single Information Point): jedno okienko administracyjne koordynujące cały proces inwestycyjny – od planowania przestrzennego i ocen środowiskowych po przyłącza energetyczne oraz kwestie związane z gospodarką wodną.

Maksymalnie 12 miesięcy na uzyskanie decyzji: projekty realizowane w strefach będą objęte uproszczonymi procedurami administracyjnymi, a wydanie kluczowych pozwoleń nie będzie mogło przekroczyć roku od złożenia kompletnego wniosku.

Dzięki tym rozwiązaniom proces przygotowania inwestycji ma stać się bardziej przewidywalny i znacznie krótszy niż obecnie, co ma zwiększyć atrakcyjność Europy dla nowych projektów z obszaru chmury obliczeniowej i sztucznej inteligencji.

Projekty Strategiczne z dostępem do finansowania

PLDCA zwraca uwagę na Artykuł 14 projektu CADA, który wprowadza status „Strategicznych Projektów Centrów Danych”. Najbardziej innowacyjne i zrównoważone inwestycje będą mogły ubiegać się o unijny „znak konkurencyjności” (competitiveness seal), umożliwiający dostęp do finansowania z Europejskiego Funduszu Konkurencyjności. Dodatkowo państwa członkowskie zyskają możliwość stosowania wobec takich projektów ukierunkowanej pomocy publicznej.

Nowe rozwiązania mają wspierać inwestycje o strategicznym znaczeniu dla rozwoju europejskiej infrastruktury cyfrowej i zwiększania konkurencyjności UE w tym obszarze.

Zmiana podejścia do przydziału mocy przyłączeniowych

Dla sektora centrów danych jednym z kluczowych czynników rozwoju pozostaje dostęp do mocy przyłączeniowych. Dlatego coraz większą uwagę zwracają propozycje Komisji Europejskiej dotyczące bardziej efektywnego wykorzystania infrastruktury elektroenergetycznej oraz usprawnienia zasad przyłączania nowych odbiorców.

Komisja wskazuje na potrzebę odejścia od stosowanej obecnie na wielu rynkach zasady „first-come, first-served” („kto pierwszy, ten lepszy”) przy rezerwacji i przydziale mocy przyłączeniowych. W zamian preferowane mają być projekty o wysokim stopniu dojrzałości inwestycyjnej, które mają realne szanse na szybką realizację.

Jednocześnie dokument przewiduje szersze stosowanie zasady „use-it-or-lose-it” („używaj lub trać”), ograniczającej możliwość długotrwałego blokowania zarezerwowanych mocy przez projekty, które nie są realizowane. Celem jest lepsze wykorzystanie istniejącej infrastruktury elektroenergetycznej oraz przyspieszenie rozwoju inwestycji o strategicznym znaczeniu dla transformacji cyfrowej i energetycznej.

W sytuacji, gdy Polska przygotowuje wielomiliardowe inwestycje w energetykę i sieci elektroenergetyczne, rozwiązania te mogą przyczynić się do sprawniejszego wykorzystania dostępnych zasobów oraz usprawnienia procesu przyłączania nowych odbiorców energii, w tym infrastruktury cyfrowej.

Efektywność wodna i energetyczna w centrum nowego systemu certyfikacji

Nowe ramy prawne wprowadzają też jasne wymagania środowiskowe. Planowany na lata 2026/2027 unijny system certyfikacji (labelling scheme) obok efektywności energetycznej będzie równie rygorystycznie weryfikował wydajność wodną (water efficiency) obiektów oraz ich elastyczność sieciową, czyli zdolność do współpracy z siecią i stabilizowania systemu elektroenergetycznego.

Dotychczas procedury związane z planowaniem przestrzennym, ocenami środowiskowymi czy pozyskiwaniem warunków przyłączenia do sieci potrafiły trwać w Polsce dość długo, co powstrzymywało część kapitału. Unijny wymóg skrócenia tego procesu do 12 miesięcy oraz wprowadzenie zbiorczych pozwoleń to doskonały wzorzec, który może pozytywnie wpłynąć na krajowe ustawodawstwo i wydatnie przyspieszyć urzędowe procedury. W PLDCA wypracowaliśmy szereg rekomendacji dotyczących usprawnienia procesów inwestycyjnych dla infrastruktury cyfrowej i aktywnie prowadzimy w tym zakresie dialog z Ministerstwem Cyfryzacji oraz Ministerstwem Rozwoju i Technologii”, podsumowuje Piotr Kowalski.

Dla globalnych inwestorów przejrzystość i przewidywalność czasu trwania projektu są kluczowe. Połączenie uproszczonych procedur administracyjnych z dostępem do czystej energii wspieranym przez umowy PPA oraz nowymi standardami efektywności wodnej i energetycznej może stać się istotnym impulsem rozwojowym dla polskiej gospodarki.

IPO SpaceX jako test zaufania do Muska. Wycena 1,8 bln dolarów budzi wielkie nadzieje i duże ryzyka

Planowane IPO SpaceX może stać się jednym z najważniejszych testów zaufania inwestorów do modelu biznesowego budowanego przez Elona Muska. Formalnie jest to debiut giełdowy firmy kosmicznej, która dzięki rakietom wielokrotnego użytku, sieci Starlink i ambicjom związanym z eksploracją kosmosu osiągnęła pozycję jednego z najbardziej innowacyjnych przedsiębiorstw technologicznych na świecie. W praktyce inwestorzy kupują jednak nie tylko ekspozycję na SpaceX, lecz także udział w coraz bardziej zintegrowanym ekosystemie firm Muska, obejmującym Teslę, xAI, X, Starlink oraz inne powiązane projekty.

Docelowa wycena SpaceX na poziomie 1,8 bln dolarów oznaczałaby wejście spółki do ścisłej globalnej czołówki pod względem kapitalizacji rynkowej. Tak wysoka wartość wymagałaby od inwestorów wiary nie tylko w obecne przychody i przewagę technologiczną firmy, lecz przede wszystkim w jej przyszły potencjał. SpaceX byłby wówczas wyceniany jako podmiot zdolny do kontrolowania kluczowej infrastruktury przyszłości: transportu kosmicznego, łączności satelitarnej, centrów danych, rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, a być może także elementów gospodarki pozaziemskiej. Problem polega na tym, że im szersza staje się ta wizja, tym trudniej oddzielić realną wartość operacyjną spółki od oczekiwań związanych z osobą jej założyciela.

Największą zaletą modelu Muska jest możliwość szybkiego łączenia zasobów między firmami. Tesla, SpaceX, xAI i X mogą korzystać ze wspólnego kapitału, talentów, infrastruktury, danych, klientów oraz technologii. W teorii tworzy to przewagę konkurencyjną, której tradycyjne przedsiębiorstwa nie są w stanie łatwo skopiować. SpaceX może wykorzystywać produkty Tesli, Tesla może korzystać z rozwiązań sztucznej inteligencji rozwijanych przez xAI, a Starlink może stać się elementem szerszej infrastruktury cyfrowej. Taki ekosystem pozwala przyspieszać innowacje, ograniczać zależność od zewnętrznych dostawców i budować efekty skali w kilku branżach jednocześnie.

Ta sama cecha jest jednak źródłem poważnego ryzyka. Jeżeli granice między spółkami stają się coraz mniej wyraźne, inwestorzy mają trudność z oceną, gdzie rzeczywiście powstaje wartość, a gdzie jest ona jedynie przesuwana między podmiotami kontrolowanymi przez tę samą osobę. Transakcje między SpaceX, Teslą i xAI mogą być uzasadnione strategicznie, ale dla akcjonariuszy kluczowe jest pytanie, czy odbywają się na warunkach rynkowych. Jeśli jedna firma kupuje produkty drugiej, inwestuje w nią lub finansuje jej rozwój, pojawia się ryzyko konfliktu interesów. W takim układzie trudniej ocenić rentowność poszczególnych spółek, ich rzeczywiste przepływy pieniężne oraz jakość raportowanych wyników.

Szczególne znaczenie ma także struktura kontroli po IPO. Jeżeli Musk zachowałby około 85% głosów w SpaceX, zwykli akcjonariusze mieliby ograniczony wpływ na najważniejsze decyzje strategiczne. Dla części inwestorów może to być akceptowalne, ponieważ dotychczasowa historia SpaceX pokazuje, że silna wizja założyciela była jednym z głównych źródeł sukcesu firmy. Dla innych będzie to sygnał ostrzegawczy: przy tak dużej koncentracji władzy nadzór korporacyjny staje się słabszy, a możliwość kwestionowania decyzji dotyczących transakcji z innymi firmami Muska jest niewielka.

Porównanie do dawnego General Electric dobrze pokazuje dylemat, przed którym może stanąć rynek. Konglomeraty często imponują skalą, różnorodnością biznesów i zdolnością do alokowania kapitału między sektorami. Jednocześnie ich złożoność może prowadzić do utraty przejrzystości. Dopóki wyniki są dobre, inwestorzy są skłonni akceptować skomplikowaną strukturę. Gdy jednak pojawiają się wątpliwości co do jakości zysków, zadłużenia lub realnej wartości aktywów, zaufanie może szybko zniknąć. SpaceX nie jest dziś klasycznym konglomeratem, ale rozwój imperium Muska sprawia, że część inwestorów może zacząć patrzeć na nie właśnie w taki sposób.

Kluczowym elementem tej układanki staje się sztuczna inteligencja. SpaceX coraz mniej przypomina wyłącznie firmę rakietową, a coraz bardziej element większej infrastruktury technologicznej. Satelity Starlink mogą dostarczać łączność, centra danych mogą obsługiwać ogromne modele AI, chipy mogą zwiększać niezależność technologiczną, a dane i sieci dystrybucji mogą wzmacniać kolejne produkty. Z perspektywy zwolenników Muska jest to logiczna ewolucja: budowa zintegrowanego systemu, w którym kosmos, transport, energia, komunikacja i sztuczna inteligencja wzajemnie się uzupełniają. Z perspektywy krytyków jest to jednak coraz trudniejsza do wyceny konstrukcja, w której ambicje technologiczne mogą wyprzedzać możliwości finansowe i operacyjne.

Dlatego planowane IPO SpaceX jest czymś więcej niż zwykłym debiutem giełdowym. Jest to pewnego rodzaju referendum rynku w sprawie zaufania do Elona Muska jako architekta wielobranżowego imperium technologicznego. Inwestorzy musieliby odpowiedzieć na pytanie, czy kupują udziały w wyjątkowej spółce o dominującej pozycji w sektorze kosmicznym, czy w strukturze zależnej od sieci powiązań między firmami, których interesy nie zawsze muszą być identyczne. Potencjał wzrostu jest ogromny, ale równie duże są ryzyka związane z przejrzystością, wyceną, nadzorem i koncentracją władzy.

Ostatecznie atrakcyjność SpaceX będzie zależeć od tego, czy spółka przekona rynek, że jej wartość wynika z trwałej przewagi technologicznej i realnych przepływów pieniężnych, a nie wyłącznie z wiary w wizję założyciela. Jeśli inwestorzy uznają, że powiązania między firmami Muska tworzą efektywny ekosystem przyszłości, IPO może spotkać się z ogromnym popytem. Jeśli jednak przeważy obawa, że struktura jest zbyt nieprzejrzysta, a kontrola jednej osoby zbyt silna, wycena na poziomie 1,8 bln dolarów może zostać odebrana jako wyraz nadmiernego optymizmu. SpaceX stoi więc przed szansą potwierdzenia statusu jednej z najważniejszych firm technologicznych świata, ale jednocześnie przed koniecznością udowodnienia, że wielka wizja może zostać przełożona na przejrzysty i wiarygodny model biznesowy. Debiut na giełdzie Nasdaq będzie już w ten piątek – 12 czerwca.

Rząd pracuje nad ustawą o udziale kobiet we władzach spółek publicznych

Dane z raportu Klubu DEI Champions wskazują, że w Polsce kobiety stoją na czele zaledwie 5 proc. firm i stanowią 14 proc. osób zasiadających w zarządach spółek giełdowych, a jedynie 12 proc. rad nadzorczych ma kobiety na stanowisku przewodniczącej. Jednocześnie doświadczenia organizacji, które od lat inwestują w rozwój talentów i działania na rzecz różnorodności, pokazują, że sytuacja może wyglądać inaczej. Wśród firm uwzględnionych w raporcie Klubu kobiety stanowiły 45,2 proc. członków zarządów, a w ciągu roku 298 z nich awansowało na wyższe stanowiska, w tym 52 na stanowiska o strategicznym znaczeniu. Różnica jest na tyle wyraźna, że trudno tłumaczyć ją wyłącznie dostępnością kandydatek. Znacznie bardziej prawdopodobne jest, że decydującą rolę odgrywają procesy rozwoju talentów, sukcesji i awansu funkcjonujące wewnątrz organizacji. 

Dziś Rada Ministrów będzie pracować nad projektem gwarantującym poprawę równowagi płci wśród zarządów spółek giełdowych. Europejska Dyrektywa Women on Boards, której celem jest zwiększenie udziału kobiet w organach spółek, od początku wywołuje żywą debatę. Dla jednych jest potrzebnym impulsem do przyspieszenia zmian, dla innych – przykładem nadmiernej regulacji i ingerencji w decyzje biznesowe. W istocie spór dotyczy jednak czegoś więcej niż samych parytetów – pytania o to, czy niedostateczna reprezentacja kobiet na najwyższych stanowiskach jest naturalnym efektem procesów rynkowych, czy konsekwencją barier, które przez lata pozostawały niewidoczne.

Dyrektywa Women on Boards jest wprowadzana w Polsce jako projekt ustawy o zmianie ustawy o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych oraz ustawy o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania. Prace nad ustawą trwają od grudnia 2024 r, ale dopiero dziś zajmie się nim Rada Ministrów. Komisja Europejska wszczęła już postępowanie przeciwko Polsce z powodu częściowego braku implementacji dyrektywy. 

Więcej niż dyskusja o parytetach

Najczęściej powtarzanym argumentem przeciwko parytetom jest obawa, że przy wyborze członków zarządów czy rad nadzorczych płeć zacznie liczyć się bardziej niż kompetencje. Taki sposób stawiania sprawy opiera się jednak na błędnym założeniu, że dziś o awansach i nominacjach decydują wyłącznie kwalifikacje. Gdyby tak było, trudno byłoby wyjaśnić, dlaczego kobiety – stanowiące połowę społeczeństwa, coraz częściej lepiej wykształcone od mężczyzn i osiągają porównywalne wyniki biznesowe – pozostają tak słabo reprezentowane na najwyższych szczeblach zarządzania.

Debata o Women on Boards nie dotyczy więc wyboru między kompetencjami a płcią. Dotyczy pytania, dlaczego kompetencje kobiet przez lata nie przekładały się na proporcjonalną reprezentację tam, gdzie zapadają najważniejsze decyzje. Parytety nie mają zastępować jakości różnorodnością – mają pomóc przełamać bariery, które sprawiają, że część talentów pozostaje niewidoczna lub niedostatecznie wykorzystywana

Transparentność zamiast parytetów

Women on Boards to nie tylko kwestia zwiększania reprezentacji kobiet w organach spółek. Równie istotnym aspektem tej regulacji jest profesjonalizacja procesów nominacyjnych. Jak wynika z wytycznych Komisji Europejskiej, dyrektywa nie nakazuje powoływania kobiet z pominięciem ich kompetencji. Wręcz przeciwnie – wymaga, aby proces wyboru członków organów spółek był bardziej przejrzysty, oparty na jasno określonych kryteriach i możliwy do uzasadnienia. W sytuacji, gdy spółka nie osiąga wymaganych poziomów reprezentacji, musi wykazać, że stosuje transparentne, neutralne pod względem płci procedury wyboru kandydatów, a ostatecznym kryterium nadal pozostają kwalifikacje i doświadczenie. W praktyce oznacza to odejście od nieformalnych rekomendacji i zamkniętych kręgów decyzyjnych na rzecz bardziej uporządkowanego podejścia do sukcesji i wyboru liderów. Z tej perspektywy Women on Boards może stać się impulsem nie tylko do zwiększenia różnorodności, ale również do podniesienia standardów zarządzania w spółkach. 

Więcej niż realizacja wskaźników

Dyskusja o Women on Boards nie dotyczy rozwiązania, które nie zostało wcześniej sprawdzone. Dane Europejskiego Instytutu ds. Równości Kobiet i Mężczyzn pokazują, że w ciągu ostatniej dekady udział kobiet w organach zarządzających największych spółek w Unii Europejskiej wzrósł z około 20 proc. do blisko jednej trzeciej. Jednocześnie kraje, które zdecydowały się na wprowadzenie obowiązkowych regulacji dotyczących reprezentacji kobiet, osiągają wyraźnie lepsze rezultaty niż państwa opierające się wyłącznie na dobrowolnych deklaracjach. To pokazuje, że zmiana nie następuje automatycznie, ale odpowiednio zaprojektowane regulacje mogą skutecznie przyspieszać procesy, które w innym przypadku trwałyby znacznie dłużej.

Stawką jest zmiana kultury przywództwa

Największą wartością dyrektywy może okazać się nie sam wzrost reprezentacji kobiet, lecz zmiana sposobu myślenia o przywództwie. W czasach niedoboru talentów i rosnącej konkurencji biznes nie może pozwolić sobie na pomijanie części dostępnego potencjału. O sukcesie Women on Boards nie zdecyduje liczba nowych nominacji, ale to, czy regulacja skłoni firmy do budowania bardziej przejrzystych ścieżek awansu, lepszego zarządzania talentami i świadomego planowania sukcesji. Jej celem nie jest bowiem zastąpienie kompetencji kryterium płci, lecz stworzenie bardziej przejrzystych i opartych na kompetencjach procesów wyboru liderów. To właśnie od tego zależy, czy stanie się impulsem do trwałej zmiany, czy pozostanie jedynie kolejnym obowiązkiem regulacyjnym.

Komentarz ekspercki Olgi Kozierowskiej, twórczyni konkursu Sukces Pisany Szminką, kampanii We Did It In Poland oraz inicjatorki Klubu DEI Champions, który wraz z firmami działającymi na rynku polskim wspiera budowanie środowiska pracy opartego na równych szansach, różnorodności i włączaniu.

Finanse w polskich firmach wchodzą w erę AI. Prognozowanie, fakturowanie i księgowość z największym potencjałem automatyzacji

Ponad trzy czwarte średnich i dużych firm w Polsce rozpoczęło wdrażanie sztucznej inteligencji w funkcji finansowej, a 37% organizacji znajduje się obecnie na etapie projektów pilotażowych. Już 39% przedsiębiorstw wykorzystuje AI w praktyce biznesowej, a 8% można zaliczyć do grona liderów, które wdrożyły tę technologię w szerokim zakresie. Jednocześnie 42% dyrektorów finansowych wskazuje brak jasnej strategii digitalizacji jako największą barierę transformacji. Z najnowszego raportu KPMG w Polsce i ACCA Polska „Technologia w finansach: automatyzacja i AI” wynika również, że CFO coraz częściej odpowiadają za projekty transformacyjne, analitykę danych i rozwój kompetencji technologicznych, a organizacje postrzegają AI przede wszystkim jako narzędzie wspierające prognozowanie, analizę danych i podejmowanie decyzji biznesowych.

Cyfryzacja funkcji finansowej staje się jednym z najważniejszych elementów budowania przewagi konkurencyjnej przedsiębiorstw. Wraz ze wzrostem znaczenia danych i zaawansowanej analityki zmienia się również rola dyrektorów finansowych, którzy coraz częściej odpowiadają nie tylko za sprawozdawczość i kontrolę finansową, ale także za inicjowanie i prowadzenie transformacji technologicznej organizacji.

Z raportu „Technologia w finansach: automatyzacja i AI”, czwartej publikacji z cyklu „CFO Pulse”, wynika, że co trzeci CFO prowadzi projekty transformacyjne związane m.in. z digitalizacją przedsiębiorstwa, a co piąty przywiązuje coraz większą wagę do analityki predykcyjnej. Badanie pokazuje również, że 92% CFO deklaruje rozszerzenie zakresu swoich obowiązków w ostatnich latach, a 36% wskazuje, że zmiany objęły także obszary wykraczające poza tradycyjnie rozumianą funkcję finansową.

AI coraz powszechniej wspiera prognozowanie i analitykę

Według raportu ponad trzy czwarte średnich i dużych organizacji rozpoczęło wdrażanie sztucznej inteligencji w funkcji finansowej. Najczęściej AI wykorzystywana jest do prognozowania, analizy danych i planowania finansowego (38% wskazań), a także do zarządzania należnościami i procesami windykacyjnymi (30%). Co więcej, 8% organizacji można już zaliczyć do grona liderów, które wdrożyły AI w szerokim zakresie w obszarach takich jak raportowanie, analityka czy prognozowanie.

Tempo zainteresowania automatyzacją i digitalizacją finansów w ostatnich latach szybko rosło, podobnie jak liczba wdrożeń. Zarządy również popierają transformację, co odzwierciedla odsetek jedynie 6% organizacji, które zmagają się z brakiem wsparcia najwyższego kierownictwa w tym zakresie. Jednak wiele organizacji osiągnęło moment, w którym dalszy rozwój cyfryzacji finansów, pomimo szybkiej adopcji AI, może się tymczasowo ustabilizować, gdyż organizacje zderzają się z trudniejszym etapem procesu – bardziej palącą niż dotąd koniecznością ustrukturyzowania już rozpoczętej transformacji. Badanie wyraźnie wskazuje, że w średnich i dużych firmach większym problemem niż brak środków jest brak gotowości organizacyjnej do sensownego wykorzystania inwestycji – mówi Dorota Zaremba, Partnerka, Szefowa Zespołu SAP w KPMG w Polsce.wykres 1

Wśród organizacji, które wdrożyły AI w szerokim zakresie, korzyści biznesowe są wyraźnie bardziej odczuwalne. Aż 97% badanych CFO dostrzega co najmniej jedną korzyść wynikającą z wykorzystania sztucznej inteligencji. Najczęściej wskazywane są automatyzacja powtarzalnych zadań i uwolnienie czasu na analizy strategiczne (42%), szybsze wykrywanie anomalii, oszustw i ryzyk finansowych (34%) oraz zwiększenie dokładności prognoz finansowych i planowania (29%).

Firmy, które wdrożyły AI w szerokim zakresie, ponad dwukrotnie częściej niż pozostałe wskazują redukcję kosztów operacyjnych jako jedną z kluczowych korzyści z wykorzystania tej technologii.

Największy potencjał do automatyzacji mają fundamentalne procesy

Mimo rosnącego zainteresowania sztuczną inteligencją wiele organizacji nadal podchodzi do automatyzacji w sposób punktowy, traktując ją jako zbiór pojedynczych inicjatyw, a nie kompleksową transformację procesów finansowych.

Badanie KPMG i ACCA pokazuje, że największy potencjał do automatyzacji funkcji finansowej CFO dostrzegają w procesach transakcyjnych i operacyjnych. Najwyżej oceniane są obszary księgowości (41%), fakturowania (34%) oraz obsługi płatności (33%). Jednocześnie jedynie 17% respondentów wskazuje wysoki potencjał automatyzacji całego procesu od zamówienia do zapłaty, co sugeruje, że wiele organizacji nadal planuje transformację w sposób punktowy, a nie kompleksowy.

wykres 2

Połowa badanych organizacji zamyka miesiąc w ciągu czterech do sześciu dni, a większość przedsiębiorstw deklaruje, że od 30% do 50% czynności wykonywanych podczas tego procesu ma nadal charakter manualny. Duże firmy charakteryzują się wyższym poziomem automatyzacji niż średnie – jedynie 11% z nich realizuje proces zamknięcia miesiąca głównie ręcznie, wobec 32% średnich organizacji.

Strategia i kompetencje większym wyzwaniem niż budżet

Największą przeszkodą w procesie cyfrowej transformacji finansów pozostaje brak jasnej strategii digitalizacji, wskazywany przez 42% respondentów. CFO zwracają również uwagę na niedobór kompetencji technologicznych wewnątrz firmy (29% wskazań) oraz problemy związane z integracją i spójnością systemów (24%) oraz jakością danych (23%). Wyniki badania pokazują, że obecnie wyzwaniem dla wielu organizacji nie jest już dostęp do technologii czy finansowania projektów, ale gotowość organizacyjna do efektywnego wykorzystania nowych narzędzi.

Skoro organizacje mają wysokie ambicje zmian oraz dostępny jest odpowiedni budżet, a opracowanie strategii pozostaje problemem, to kluczem do osiągnięcia celu mogą okazać się odpowiednie kompetencje. To one były przez respondentów wskazywane jako druga najważniejsza bariera. Dyrektorzy finansowi potrzebują jasnego planu rozwoju wewnętrznych talentów i pozyskiwania nowych. Nacisk na to pierwsze jest szczególnie istotny w rzeczywistości, w której AI może przejąć wiele stanowisk specjalistycznych niższego szczebla, przez co organiczna droga nabywania umiejętności będzie częściowo zamknięta. Konieczna jest również rewizja strategii rekrutacji wykwalifikowanych pracowników. Jak wskazuje raport Światowego Forum Ekonomicznego na temat przyszłości rynku pracy, firmy z branży usług finansowych i rynku kapitałowego częściej niż inne planują usuwać z kryteriów zatrudnienia wymogi dotyczące wykształcenia na korzyść tych bazujących na kompetencjach – takie podejście zadeklarowało 28% tych firm w porównaniu do 19% ogółu. To przyszłościowy kierunek, który może okazać się właściwy w szeroko pojmowanej funkcji finansowej, bez względu na branżę – mówi Dorota Zaremba, Partnerka, Szefowa Zespołu SAP w KPMG w Polsce.

****

O raporcie:

Raport „Technologia w finansach: automatyzacja i AI” to czwarta publikacja z serii „CFO Pulse” – cyklu ukazującego punkt widzenia osób zarządzających finansami w firmach działających w Polsce. Został opracowany przez KPMG w Polsce na podstawie wyników ankiety przeprowadzonej metodą CATI w listopadzie 2025 roku we współpracy z ACCA Polska. W badaniu uczestniczyło 213 respondentów odpowiedzialnych za funkcję finansową w swoich organizacjach. W grupie dużych firm wszyscy uczestnicy badania pełnili funkcję dyrektora finansowego, natomiast wśród średnich organizacji dyrektorzy finansowi stanowili 38% respondentów, a główni księgowi 62%. Z próby wyłączono małe przedsiębiorstwa i podmioty zatrudniające mniej niż 10 pracowników.

Kwiecień słabszy dla centrów handlowych. Obroty spadły o 6,6%, odwiedzalność o 5,6%

0

Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) opublikowała dane dotyczące wyników centrów handlowych za kwiecień 2026 roku. W porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku obroty spadły o 6,6%, a odwiedzalność o 5,6%. W decydującym stopniu wpłynął na to wcześniejszy niż przed rokiem termin świąt wielkanocnych oraz mniejsza liczba dni handlowych.

Po okresie wzrostów obrotów obserwowanych niemal nieprzerwanie od dwunastu miesięcy, w kwietniu 2026 roku centra handlowe odnotowały wynik niższy niż przed rokiem. Jest to w dużym stopniu efekt układu kalendarza.
W 2025 roku Wielkanoc przypadała później, bo 20 kwietnia, więc cały okres przedświątecznych zakupów podniósł ubiegłoroczną bazę porównawczą. W tym roku święta wypadły wcześniej, 5 kwietnia, w związku z czym znaczna część zakupów przesunęła się na marzec, co potwierdzają wyniki tego miesiąca (obroty +4,1% r/r, odwiedzalność +3,4% r/r). Dodatkowo kwiecień 2026 roku miał jeden dzień handlowy mniej niż rok wcześniej.

Wzrost obrotów w kwietniu odnotowała kategoria Zdrowie i uroda (+2,9%)

W podziale na wielkość obiektów handlowych obroty (TO) oraz odwiedzalność (FF) kształtowały się następująco:

Kategoria obiektu handlowego (wielkość GLA) Obroty (TO) Odwiedzalność (FF)
Bardzo duże obiekty
(>60 tys. m²)
-6,5% -5,3%
Duże obiekty
(40–60 tys. m²)
-6,5% -6,5%
Średnie obiekty
(20–40 tys. m²)
-7,2% -4,9%
Małe i bardzo małe obiekty
(5–20 tys. m²)
6,5% -6,9%

W ujęciu regionalnym oraz w poszczególnych aglomeracjach obroty były niższe niż przed rokiem, co potwierdza, że spadek miał charakter ogólnopolski i wynikał przede wszystkim z czynników kalendarzowych.

„Wyniki odwiedzalności i obrotów w centrach handlowych w kwietniu trzeba rozpatrywać w kontekście kalendarza. Wielkanoc wypadła w tym roku 5 kwietnia – dwa tygodnie wcześniej niż w 2025 r., co przesunęło część zakupów świątecznych na marzec. Doszła do tego tylko jedna niedziela handlowa wobec dwóch w analogicznym miesiącu ubiegłego roku. Swoją rolę odegrała też pogoda – chłodne dni hamowały wymianę garderoby. Na decyzje zakupowe nakładają się ponadto czynniki makroekonomiczne: podwyższona niepewność w otoczeniu międzynarodowym, ceny paliw, wyższa inflacja i słabsza dynamika wzrostu płac. To wszystko sprawia, że konsumenci podchodzą do wydatków ostrożniej. W kolejnych miesiącach kluczowe będzie to, jak ich nastroje ukształtują sytuacja na rynku paliw i ogólny poziom zaufania do gospodarki.” 
– podsumowuje Bogda Korolczuk, dyrektor zarządzająca PRCH.

Sejm zdecyduje o przyszłości fajerwerków. Branża zapowiada możliwe roszczenia

Stowarzyszenie Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki zwróciło się do Marszałka Sejmu, Włodzimierza Czarzastego oraz Premiera Donalda Tuska z apelem o obronę przed całkowitą likwidacją branży pirotechnicznej. Na najbliższym posiedzeniu Sejmu 10 czerwca, podczas drugiego czytania, posłowie zdecydują o przyszłości branży pirotechnicznej w Polsce. Procedowane wspólnie projekty ustaw autorstwa posłów Koalicji Obywatelskiej (druk nr 729) oraz Lewicy (druk nr 350), a także projekt ustawy (druk nr 2151), prowadzą w praktyce do całkowitej likwidacji rynku wyrobów pirotechnicznych poprzez wprowadzenie zakazu ich legalnego nabywania, używania i przechowywania. Pirotechnika to nie tylko Sylwester. To przede wszystkim technologie o podwójnym zastosowaniu (dual-use), specjalistyczne kompetencje oraz potencjał wspierający bezpieczeństwo państwa, obronność cywilną i militarną, a także system reagowania kryzysowego.

Cios w MŚP i miliard wpływów podatkowych

10 czerwca w Sejmie zaplanowano sprawozdanie Komisji Nadzwyczajnej o poselskich projektach ustaw, w tym o zmianie ustawy o ochronie zwierząt oraz ustawy o materiałach wybuchowych przeznaczonych do użytku cywilnego (druki nr 350, 729 i 2151). Zaproponowane przez posłów Koalicji Obywatelskiej oraz Lewicy zmiany odnoszące się do pirotechniki są skrajnie niekorzystne dla polskiej gospodarki, finansów publicznych, a także bezpieczeństwa i porządku publicznego.

– „Branża pirotechniczna to istotny segment polskiej gospodarki, którego znaczenia nie można sprowadzać wyłącznie do sezonowej sprzedaży fajerwerków. To rozbudowany i wyspecjalizowany sektor obejmujący ok. 25 tysięcy podmiotów – importerów, dystrybutorów, firmy organizujące profesjonalne pokazy, podmioty logistyczne i magazynowe, firmy szkoleniowe. Przedsiębiorcy z branży pirotechnicznej generują rocznie setki milionów złotych wpływów z tytułu VAT, CIT, PIT oraz ceł. Tylko w minionym roku, obroty branży pirotechnicznej wyniosły ponad 1 mld zł netto. To także handel o wartości setek milionów złotych rocznie – zarówno w zakresie importu, jak i eksportu certyfikowanych wyrobów – w którym Polska zajmuje silną pozycję na rynku europejskim. Jeśli dojdzie do likwidacji branży, firmy z pewnością wystąpią z sądowymi pozwami o wysokie odszkodowania. Narazi to budżet państwa na dodatkowe, znaczące koszty, trudne dziś do oszacowania” – podkreśla Marta Smolińska, Prezes Stowarzyszenia Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki.

Pirotechnika w działaniach obronnych i służbach ratowniczych

Z branżą pirotechniczną związane są tysiące miejsc pracy, głównie w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw, które najbardziej odczuwają skutki nagłych i nieproporcjonalnych zmian prawa. Sektor ten stanowi również istotne zaplecze dla obronności państwa – obejmuje ponad tysiąc wysoko wykwalifikowanych pirotechników oraz rozwiniętą infrastrukturę magazynową i logistyczną. Kompetencje te mają znaczenie nie tylko w sektorze cywilnym, lecz także w kontekście wykorzystywania materiałów pirotechnicznych do celów wojskowych i obronnych (dual-use).

– „Pirotechnika jest również przykładem technologii o charakterze dual-use (podwójnego zastosowania), której kompetencje, infrastruktura oraz rozwiązania wykorzystywane są zarówno w sektorze cywilnym, jak i na potrzeby bezpieczeństwa oraz obronności państwa. Tysiące wyspecjalizowanych osób posiada unikalne kwalifikacje w zakresie organizacji zabezpieczenia technicznego oraz zarządzania obroną cywilną. W sytuacji rosnących zagrożeń geopolitycznych i konieczności wzmacniania odporności państwa potencjał ten stanowi cenny zasób, który może wspierać system bezpieczeństwa narodowego. Dlatego likwidacja lub marginalizacja branży pirotechnicznej oznaczałaby nie tylko straty gospodarcze, ale również stopniową utratę cywilnych kompetencji, kadr i zaplecza technicznego, które mogą mieć znaczenie dla bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej” – zaznacza Prezes Stowarzyszenia.

Z zakazem wiąże się także realne zagrożenie powstania w Polsce szarej strefy oraz napływu produktów nielegalnych, niespełniających norm bezpieczeństwa i pozostających poza jakąkolwiek kontrolą państwa. W konsekwencji, ciężar egzekwowania nowych, restrykcyjnych przepisów zostanie przerzucony na służby porządkowe, które będą musiały monitorować i kontrolować rynek o dużej skali rozproszenia.

Polacy chcą fajerwerków. To wielowiekowa tradycja świętowania wpisana na trwałe w naszą kulturę. Z badań opinii publicznej wynika, że tylko 33 proc. respondentów jest za całkowitym zakazem, 50 proc. dopuszcza jakieś ograniczenia, a 17 proc. nie widzi potrzeby dodatkowych regulacji.

Brak oceny skutków dla gospodarki

Na etapie konsultacji, rząd i osobiście premier Donald Tusk apelowali o zbadanie skutków społeczno-gospodarczych zakazu fajerwerków. Wnioskodawcy ani sejmowa Komisja Nadzwyczajna do spraw ochrony zwierząt, wyznaczona do procedowania tych ustaw, tego nie uczynili. Ponadto, ani projekt Lewicy, ani projekt KO, w ich pierwotnej postaci, nie przewidywały powszechnego i całkowitego zakazu fajerwerków oraz nie rujnowały branży, jedynie ją ograniczając. Tymczasem przegłosowane 10 lutego tego roku poprawki wprowadzają rozwiązania należące do najbardziej rygorystycznych z rozważanych dotąd wariantów. Samo zaś procedowanie zmian nastąpiło tak, by w ostatniej chwili, zaostrzyć przepisy, uniemożliwiając merytoryczne ustosunkowanie się do nich przez przedstawicieli branży.

Posłowie koalicji rządzącej dopuścili się najgorszych praktyk legislacyjnych, których zaprzestania deklarował lider KO, Premier Donald Tusk, jeszcze przed wyborami parlamentarnymi. Skończyło się na zapewnieniach ustnych, a praktyka legislacyjna pozostała niezmieniona.

Apel do posłów o zablokowanie szkodliwych przepisów

Stowarzyszenie Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki, w imieniu branży pirotechnicznej, apeluje do parlamentarzystów o odrzucenie procedowanych w Sejmie regulacji odnoszących się do fajerwerków. Jednocześnie wnioskujemy o przyjęcie naszej propozycji, która zakłada czasowe ograniczenie używania wyrobów pirotechnicznych w okresie przedsylwestrowym (21–30 grudnia). Jesteśmy również otwarci na możliwość rozważenia zakazu używania petard hukowych jako rozwiązania odpowiadającego na część społecznych postulatów, prezentowaną przez organizacje prozwierzęce. Pozwoli to ograniczyć potencjalne uciążliwości, a jednocześnie nie doprowadzi do likwidacji całego sektora gospodarki.

Przedsiębiorcy i pracownicy branży pirotechnicznej liczą na interwencję Marszałka Sejmu oraz Premiera Donalda Tuska: – „Pokładamy nadzieję, że wartości deklarowane przez Sejm RP i polski rząd, a gwarantowane przez Konstytucję RP, znajdą odzwierciedlenie w realnych decyzjach legislacyjnych obecnej kadencji parlamentarnej” – apeluje Marta Smolińska, Prezes Stowarzyszenia.

Cavatina podsumowuje 2025 rok. Wzrost sprzedaży mieszkań, wyższe przychody z najmu i nowe finansowanie

Cavatina Sp. z o.o. podsumowała wyniki za 2025 rok, wskazując na rozwój działalności w kilku segmentach rynku nieruchomości. Grupa zwiększyła sprzedaż mieszkań, odnotowała wzrost przychodów z najmu powierzchni biurowych oraz pozyskała kapitał zewnętrzny, w tym od inwestora instytucjonalnego.

W segmencie mieszkaniowym łączna sprzedaż realizowana przez spółki Cavatiny wyniosła 1454 lokale. Na tę liczbę złożyło się 905 podpisanych umów sprzedaży, 209 aktywnych rezerwacji oraz 340 lokali sprzedanych w modelu PRS. Nabywcom przekazano 689 lokali. Portfel projektów mieszkaniowych grupy obejmuje obecnie kilka tysięcy lokali planowanych lub realizowanych w kolejnych latach.

W segmencie biurowym grupa odnotowała wzrost przychodów z najmu o blisko 30 proc. rok do roku, do poziomu 107,1 mln zł. Średnie obłożenie portfela biurowego wyniosło 90 proc. Wynik na działalności najmowej osiągnął 93,8 mln zł, co oznacza wzrost o 37 proc. rdr.

Kluczowe dane finansowe za 2025 rok

Według danych spółki, w 2025 roku Cavatina osiągnęła 142,6 mln zł zysku z działalności operacyjnej. Przepływy pieniężne z działalności finansowej przekroczyły 500 mln zł. W tej kwocie uwzględniono m.in. blisko 200 mln zł pozyskane z emisji akcji Resi Capital S.A., objętych przez londyński fundusz Fidera Vecta.

Na koniec 2025 roku grupa posiadała 221,3 mln zł środków pieniężnych i ich ekwiwalentów. Oznaczało to około dziesięciokrotny wzrost względem poprzedniego roku. Krótkoterminowe aktywa finansowe wyniosły 136,8 mln zł.

Segment mieszkaniowy zwiększa skalę działalności

Cavatina rozwija działalność mieszkaniową w kilku dużych miastach, łącząc projekty premium, inwestycje w regionach oraz przedsięwzięcia obejmujące rewitalizację terenów miejskich. Spółki z grupy prowadzą projekty m.in. w Warszawie, Wrocławiu, Łodzi, Katowicach i Bielsku-Białej.

W 2025 roku grupa raportowała łączną sprzedaż na poziomie 1454 lokali. Z tej liczby 905 stanowiły podpisane umowy sprzedaży, 209 aktywne rezerwacje, a 340 lokale sprzedane w formule PRS. Liczba przekazanych lokali wyniosła 689.

— Jestem dumny z tego, co zbudowaliśmy w segmencie mieszkaniowym w 2025 roku. Podwojenie portfela w budowie, dynamiczna sprzedaż w projekcie premium we Wrocławiu oraz rozpoczęcie flagowego projektu Liberty Tower w Warszawie, a jednocześnie głęboka obecność w regionach – to wszystko razem pokazuje, że nasza strategia jest spójna i działa. Mamy wyraźną ścieżkę wzrostu na kolejne lata i bazę projektów, która będzie generować wyniki długo po 2025 roku — powiedział Daniel Draga, prezes zarządu Cavatina Group S.A.

Cavare rozwija segment najmu instytucjonalnego

Cavatina rozwija również działalność w obszarze najmu instytucjonalnego mieszkań. Za ten segment odpowiada Cavare S.A., działająca w ramach grupy. Spółka pełni funkcję dewelopera i operatora projektów PRS, czyli Private Rented Sector.

Portfolio Cavare obejmuje projekty realizowane m.in. w Warszawie, Gdańsku i Katowicach. Spółka przygotowuje także kolejne inwestycje w największych polskich miastach, w tym w Krakowie.

W Gdańsku Cavare rozwija wieloetapowy kompleks Palio, którego kolejne części są przygotowywane z myślą o rynku najmu instytucjonalnego. W Katowicach przy ul. Jankego zakończony projekt ma zaoferować klientom 164 lokale w formule PRS. Zgodnie z informacją spółki, lokale mają trafić do oferty najmu z końcem czerwca 2026 roku. Cavare odpowiada zarówno za komercjalizację, jak i operacyjne zarządzanie najmem.

Przychody z najmu biur wzrosły o blisko 30 proc.

Segment biurowy pozostaje jednym ze źródeł regularnych przychodów grupy. Cavatina posiada 14 projektów biurowych zlokalizowanych w Krakowie, Katowicach, Wrocławiu, Gdańsku, Bielsku-Białej i Łodzi.

W 2025 roku przychody z najmu powierzchni biurowych wyniosły 107,1 mln zł, co oznacza wzrost o blisko 30 proc. rok do roku. Średnie obłożenie portfela wyniosło 90 proc. Wynik na działalności najmowej osiągnął 93,8 mln zł, czyli był o 37 proc. wyższy niż rok wcześniej.

Według danych spółki, wynik netto na najmie wyniósł 91,1 mln zł, co oznacza wzrost o 40 proc. rdr. Marża operacyjna w tym obszarze przekroczyła 85 proc.

Ponad 500 mln zł finansowania zewnętrznego

W 2025 roku Cavatina pozyskała ponad 500 mln zł kapitału zewnętrznego. Finansowanie pochodziło m.in. z emisji obligacji, kredytów bankowych oraz transakcji z inwestorem instytucjonalnym.

Jednym z najważniejszych wydarzeń finansowych była transakcja z funduszem Fidera Vecta. W grudniu fundusz objął nowo wyemitowane akcje Resi Capital S.A. za kwotę blisko 200 mln zł, stając się udziałowcem mniejszościowym spółki.

— Przekroczenie 500 mln zł pozyskanego kapitału zewnętrznego w ciągu jednego roku to dla nas ważny sygnał. Inwestorzy instytucjonalni – tacy jak zagraniczne banki czy fundusze inwestycyjne – weryfikują nasz track record i oceniają go bardzo wysoko. To zobowiązuje, ale przede wszystkim daje nam paliwo do dalszego wzrostu — komentuje Daniel Draga.

Wyższa pozycja gotówkowa na koniec roku

Na koniec 2025 roku Cavatina dysponowała środkami pieniężnymi i ich ekwiwalentami w wysokości 221,3 mln zł. Było to około dziesięciokrotnie więcej niż rok wcześniej. Po uwzględnieniu krótkoterminowych aktywów finansowych, które wyniosły 136,8 mln zł, bieżąca płynność grupy przekraczała 350 mln zł.

Spółka wskazuje, że jej model finansowania opiera się na kilku źródłach: przychodach z najmu powierzchni biurowych, wpływach ze sprzedaży mieszkań, emisjach obligacji, kredytach bankowych oraz kapitale inwestorów instytucjonalnych.

W kolejnych latach na wyniki grupy wpływ będą miały m.in. realizacja projektów mieszkaniowych, komercjalizacja lokali PRS oraz utrzymanie wysokiego poziomu obłożenia portfela biurowego. Według spółki projekty znajdujące się obecnie w realizacji mają przełożyć się na wpływy ze sprzedaży w latach 2026–2028.

Handel znów pod kreską. Firmy tną inwestycje i ostrożniej patrzą na płynność

Sektor handlowy po dwóch kwartałach relatywnie dobrych nastrojów ponownie znalazł się poniżej granicy ograniczonego rozwoju. Subindeks Barometru EFL dla handlu na II kwartał 2026 roku wyniósł 49 pkt., czyli o 4,4 pkt. mniej niż kwartał wcześniej. Spadek widać we wszystkich kluczowych obszarach badania: sprzedaży, inwestycjach, płynności finansowej oraz zapotrzebowaniu na finansowanie zewnętrzne.

Najmocniej uwagę zwracają dane dotyczące inwestycji. Zwiększenie nakładów w II kwartale 2026 roku planuje tylko 7 proc. firm handlowych, podczas gdy w I kwartale odsetek ten wynosił 13 proc. Jednocześnie aż 36 proc. przedsiębiorców zapowiada ograniczenie inwestycji w porównaniu z poprzednim kwartałem. Oznacza to wyraźne przejście sektora w tryb ostrożnościowy.

Handel spada poniżej progu rozwoju

W IV kwartale 2025 roku subindeks Barometru EFL dla handlu wynosił 54,9 pkt., a w I kwartale 2026 roku 53,4 pkt. Najnowszy odczyt, na poziomie 49 pkt., oznacza zejście poniżej granicy 50 pkt., która w metodologii badania wyznacza próg ograniczonego rozwoju.

Wynik powyżej 50 pkt. oznacza warunki sprzyjające rozwojowi firm z sektora MŚP. Odczyt poniżej tej granicy wskazuje natomiast na mniej korzystne otoczenie dla wzrostu. Barometr EFL opiera się na czterech obszarach: prognozach sprzedaży, planowanych inwestycjach w środki trwałe, płynności finansowej oraz zapotrzebowaniu na finansowanie zewnętrzne.

Spadek nie musi jednak oznaczać gwałtownego pogorszenia sytuacji w handlu. Według przedstawicieli Carefleet, spółki z Grupy EFL, najnowszy wynik należy raczej interpretować jako schłodzenie wcześniejszego optymizmu po bardzo mocnej końcówce 2025 roku i dobrym początku 2026 roku.

– Handel ma za sobą dwa bardzo dobre kwartały, więc obecny spadek subindeksu warto czytać przede wszystkim jako wyhamowanie wcześniejszego optymizmu. Sektor schodzi poniżej progu 50 pkt., ale nie oznacza to gwałtownego załamania. Prognozy sprzedaży nadal pozostają jednymi z najlepszych w całym badaniu, a co ważne, przedsiębiorcy handlowi praktycznie nie zakładają spadku obrotów – mówi Robert Dudziński, dyrektor sprzedaży w Carefleet, spółce z Grupy EFL.

Sprzedaż jeszcze się broni

Najlepiej w sektorze handlowym wyglądają nadal prognozy sprzedażowe. Wzrostu sprzedaży w II kwartale 2026 roku spodziewa się 18 proc. firm handlowych. To mniej niż w I kwartale, kiedy poprawy obrotów oczekiwało 25 proc. przedsiębiorców, ale wciąż jest to jeden z mocniejszych wyników w całym badaniu.

Co istotne, handel wyróżnia się na tle innych branż tym, że żaden z badanych przedsiębiorców nie przewiduje spadku sprzedaży. Można więc mówić raczej o spadku dynamiki oczekiwań niż o jednoznacznym załamaniu popytu.

Firmy z sektora handlowego zakładają, że sprzedaż pozostanie relatywnie stabilna, ale są dużo ostrożniejsze w ocenie pozostałych elementów swojej kondycji. Szczególnie widoczne jest to w prognozach dotyczących płynności finansowej.

Płynność finansowa pod presją

Poprawy płynności finansowej w II kwartale 2026 roku oczekuje 11 proc. przedsiębiorców handlowych. Kwartał wcześniej takich firm było 25 proc. To jeden z najbardziej wyraźnych spadków w najnowszym odczycie Barometru EFL.

Dane sugerują, że nawet przy założeniu stabilnej sprzedaży przedsiębiorcy obawiają się presji kosztowej, niższych marż lub trudniejszego zarządzania kapitałem obrotowym. W praktyce może to oznaczać większą ostrożność w zakupach towarów, bardziej konserwatywne podejście do zapasów oraz mocniejsze pilnowanie terminów płatności.

– Wyraźnie mniej firm liczy na poprawę płynności finansowej i zdecydowanie ostrożniej podchodzi do inwestycji. To pokazuje, że handel wciąż wierzy w popyt, ale jednocześnie bardzo uważnie kontroluje koszty i nowe zobowiązania. W obecnych warunkach przedsiębiorcy chcą utrzymać sprzedaż, ale niekoniecznie zwiększać skalę ryzyka inwestycyjnego – dodaje Robert Dudziński.

Inwestycje w defensywie

Największą zmianę widać w planach inwestycyjnych. Tylko 7 proc. firm handlowych deklaruje, że w II kwartale 2026 roku zwiększy inwestycje. W poprzednim kwartale taki zamiar zgłaszało 13 proc. przedsiębiorców.

Jednocześnie 36 proc. firm zapowiada ograniczenie inwestycji. To pokazuje, że sektor handlowy koncentruje się obecnie bardziej na zabezpieczeniu bieżącej działalności niż na ekspansji. Przedsiębiorcy wstrzymują się z większymi wydatkami i ostrożniej podchodzą do nowych zobowiązań.

Takie nastawienie może mieć znaczenie m.in. dla rynku leasingu, finansowania pojazdów, wyposażenia sklepów, logistyki czy technologii wspierających sprzedaż. Firmy handlowe nie rezygnują całkowicie z rozwoju, ale odkładają część decyzji inwestycyjnych lub ograniczają ich skalę.

Firmy rzadziej sięgają po finansowanie zewnętrzne

Spadło również deklarowane zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne. W II kwartale 2026 roku większą potrzebę pozyskania dodatkowych środków wskazuje zaledwie 1 proc. firm handlowych. W I kwartale było to 7 proc.

Można to interpretować dwojako. Z jednej strony mniejsze zainteresowanie finansowaniem może oznaczać ograniczenie planów inwestycyjnych i mniejszą skłonność do zadłużania się. Z drugiej strony może świadczyć o tym, że firmy chcą przeczekać mniej pewny okres bez zwiększania kosztów finansowych.

W połączeniu z niższymi prognozami inwestycyjnymi dane pokazują, że handel przechodzi w bardziej zachowawczy tryb działania. Priorytetem staje się utrzymanie sprzedaży i płynności, a nie zwiększanie skali działalności.

Cały sektor MŚP także poniżej 50 pkt.

Pogorszenie nastrojów w handlu wpisuje się w słabszy obraz całego sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. Główny indeks Barometru EFL na II kwartał 2026 roku wyniósł 47,7 pkt. To również o 4,4 pkt. mniej niż w poprzednim kwartale.

Odczyt poniżej 50 pkt. oznacza, że w sektorze MŚP przeważają obecnie warunki mniej sprzyjające rozwojowi. Firmy ostrożniej oceniają najbliższe miesiące, ograniczają plany inwestycyjne i mniej chętnie sięgają po finansowanie zewnętrzne.

Dla handlu najważniejszym pozytywnym sygnałem pozostaje fakt, że przedsiębiorcy nie zakładają spadku sprzedaży. Jednocześnie niska skłonność do inwestowania i wyraźnie słabsze prognozy płynności finansowej pokazują, że sektor wchodzi w II kwartał z dużą ostrożnością.

O badaniu

Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu. Uwzględnia m.in. oczekiwania dotyczące sprzedaży, inwestycji, płynności finansowej oraz zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne.

Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA, a jego wyniki publikowane są co kwartał. W aktualnej edycji wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm z całej Polski. Badanie przeprowadzono od 15 marca do 15 kwietnia 2026 roku.

Sztuczna inteligencja w administracji. Nie zastąpi urzędników, ale może zdjąć z nich część obowiązków

Administracja publiczna znalazła się w punkcie, w którym presja na efektywność operacyjną rośnie szybciej niż dostępne zasoby. Obywatele oczekują prostych i szybkich usług, budżety są pod coraz większą kontrolą, a wiele instytucji mierzy się z niedoborem kompetencji i ograniczeniami kadrowymi. Raport World Economic Forum „Making Agentic AI Work for Government: A Readiness Framework”, przygotowany we współpracy z Capgemini, pokazuje, że agentic AI może pomóc administracji przejść od cyfryzacji pojedynczych procesów do koordynacji całych przepływów pracy. Nie chodzi jednak o zastąpienie urzędników technologią, lecz o takie wykorzystanie agentów AI, aby zdejmowali z ludzi najbardziej powtarzalne i czasochłonne zadania, pozostawiając człowiekowi odpowiedzialność za decyzje wymagające osądu, kontekstu i zaufania społecznego.

Administracja pod presją: więcej spraw, mniej zasobów

W wielu krajach sektor publiczny działa dziś w warunkach narastającego napięcia. Z jednej strony rosną oczekiwania wobec jakości usług publicznych, z drugiej – instytucje funkcjonują pod presją fiskalną, organizacyjną i kadrową. Coraz częściej są proszone o to, by działać szybciej i bardziej proaktywnie, jednocześnie dysponując ograniczonymi zasobami.

Raport wskazuje, że w części państw impulsem do zmian są oczekiwania obywateli, które wyprzedziły możliwości tradycyjnej administracji. W innych kluczowym wyzwaniem jest demografia i konieczność realizowania większej liczby zadań przy mniejszej liczbie pracowników. Wspólny kierunek jest jednak podobny: technologia przestaje być dodatkiem do funkcjonowania państwa, a staje się jednym z fundamentów jego zdolności operacyjnej.

Nie kolejny chatbot, lecz koordynator pracy urzędu

Agentic AI różni się od wcześniejszych fal automatyzacji tym, że nie ogranicza się do pojedynczego zadania. Tradycyjna automatyzacja odtwarza z góry zaprogramowane czynności, a generatywna AI tworzy treści na podstawie zapytań. Agenci AI mogą natomiast planować kolejne kroki, korzystać z różnych źródeł informacji, działać w określonych granicach i koordynować wieloetapowe przepływy pracy.

W administracji ma to szczególne znaczenie, bo wiele procesów publicznych jest sekwencyjnych, regulowanych i rozproszonych między różne komórki lub instytucje. Obsługa dokumentów, weryfikacja danych, umawianie wizyt, monitorowanie systemów czy przekazywanie spraw do właściwych jednostek to obszary, w których opóźnienia często wynikają z liczby ręcznych przekazań i powtarzalnych czynności.

Tam, gdzie brakuje rąk do pracy, liczy się dobry wybór procesów

Raport WEF i Capgemini mocno podkreśla, że największym wyzwaniem nie jest samo zainteresowanie technologią, ale decyzja, od czego zacząć. Błędne wdrożenia mogą kosztować instytucje nie tylko pieniądze, ale też zaufanie do kolejnych projektów. Zbyt ambitne lub źle dobrane pilotaże mogą drenować zasoby, wzmacniać sceptycyzm i utrudniać późniejsze skalowanie.

Dlatego autorzy proponują spojrzenie na administrację nie przez pryzmat ministerstw, departamentów czy pojedynczych narzędzi, ale przez funkcje – czyli powtarzalne, przekrojowe przepływy pracy, które występują w różnych obszarach państwa. Przykładem może być walidacja dokumentów, zarządzanie cyklem życia dokumentacji, monitorowanie cyberbezpieczeństwa, obsługa kolejek i terminów czy udzielanie informacji publicznych.

Połowa funkcji administracji gotowa na AI – ale nie każda od razu

W ramach raportu przeanalizowano 70 podstawowych funkcji administracji publicznej w dziewięciu kategoriach. Każdą oceniono według dwóch wymiarów: potencjału wykorzystania agentic AI oraz złożoności wdrożenia. Wyniki pokazują, że 50% analizowanych funkcji ma średnią lub wysoką gotowość do zastosowania agentów AI, o ile instytucje zadbają o odpowiednie zabezpieczenia i lokalne dostosowanie.

Najwyższą gotowość wykazały m.in. monitorowanie cyberbezpieczeństwa, udzielanie informacji publicznych i wskazówek, monitorowanie wydajności systemów, zarządzanie kolejkami i terminami usług, przygotowanie i udzielanie zamówień, walidacja i przetwarzanie dokumentów, raportowanie transparentności, monitoring finansowy i zgodności oraz zarządzanie cyklem życia dokumentów.

To obszary oparte na powtarzalnych działaniach, dużej liczbie spraw i relatywnie dobrze ustrukturyzowanych danych. Mogą więc stać się naturalnym punktem startu dla instytucji, które chcą budować kompetencje, sprawdzić działanie agentów AI w praktyce i stopniowo zwiększać zaufanie do nowych modeli pracy.

Agenci AI nie zastąpią urzędników. Mogą zdjąć z nich część ciężaru

W kontekście niedoboru talentów najważniejsze pytanie nie brzmi, czy agentic AI wyeliminuje pracę ludzi, ale czy pozwoli im wykonywać ją sensowniej. Raport wskazuje, że technologię tę najlepiej rozumieć jako model wzmocnienia pracy człowieka, a nie jego zastąpienia. Systemy mogą przejmować rutynową koordynację, przyspieszać obsługę spraw i wydobywać istotne informacje, dzięki czemu pracownicy administracji mogą skupić się na bardziej złożonych przypadkach, interpretacji przepisów i kontakcie z obywatelami.

Ten kierunek potwierdzają przykłady przywołane w raporcie. Ukraiński asystent Diia.AI umożliwia obywatelom korzystanie z usług publicznych poprzez rozmowę w języku naturalnym i może obsługiwać wybrane sprawy end-to-end. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich system HR AI Agent wspiera ponad 130 cyfrowych usług HR. Z kolei niemiecka Federalna Agencja Pracy wykorzystała agentic AI do tworzenia ticketów Jira, ograniczając ręczną pracę zespołów technologicznych.

– Administracja publiczna nie potrzebuje dziś technologii, która zastąpi ludzi w podejmowaniu odpowiedzialnych decyzji. Potrzebuje narzędzi, które pomogą im działać szybciej, spójniej i z mniejszym obciążeniem operacyjnym. Agentic AI może przejąć część powtarzalnej koordynacji, ale jego największa wartość pojawia się wtedy, gdy wzmacnia pracowników, a nie wypycha ich z procesu – podkreśla Principal Delivery Head, BSv w Capgemini Polska.

Od pilotażu do zaufania: technologia potrzebuje ram, nie tylko entuzjazmu

Jednocześnie raport wskazuje, że agentic AI nie powinno być wdrażane na zasadzie technologicznego pośpiechu. W administracji publicznej stawką nie jest jedynie efektywność, ale także przejrzystość, odpowiedzialność, zgodność z prawem, bezpieczeństwo danych i zaufanie obywateli.

Dlatego kluczowe znaczenie ma ograniczona autonomia agentów AI. Systemy powinny działać w jasno określonych granicach, mieć zdefiniowane momenty eskalacji do człowieka, pozostawiać ślady audytowe i umożliwiać wyjaśnienie podejmowanych działań. Szczególnie ostrożnie należy podchodzić do funkcji związanych z przyznawaniem uprawnień, oceną pracowników, koordynacją kryzysową czy decyzjami wpływającymi bezpośrednio na prawa obywateli.

Skuteczne wdrożenie wymaga więc nie tylko narzędzi, ale również dojrzałych danych, kompetencji, ram odpowiedzialności i gotowości organizacyjnej. Pilotaże powinny być prowadzone na realnych procesach, z udziałem użytkowników i jasnymi kryteriami oceny. Ich celem nie jest wyłącznie przetestowanie systemu, lecz decyzja, czy dane rozwiązanie warto skalować.

Kadrowa przyszłość administracji będzie hybrydowa

Kryzys talentów w instytucjach publicznych nie zniknie dzięki jednej technologii. Agentic AI może jednak stać się ważnym elementem odpowiedzi na problem przeciążonych zespołów, rosnącej liczby zadań i potrzeby utrzymania jakości usług. Warunkiem jest pragmatyczne podejście: zaczynanie od funkcji o wysokiej gotowości, traktowanie pilotaży jako lekcji organizacyjnej i regularne dostosowywanie planów do lokalnych warunków.

– Agentic AI może pomóc administracji przejść od reaktywnego obsługiwania spraw do bardziej proaktywnego zarządzania usługami publicznymi. Nie stanie się to jednak przez wdrażanie najbardziej efektownych scenariuszy jako pierwszych. Największe znaczenie będzie miała dyscyplina: dobór właściwych procesów, jasne zasady nadzoru, inwestycje w dane i konsekwentne budowanie zaufania krok po kroku – dodaje Principal Delivery Head, BSv w Capgemini Polska.

Nowe rozporządzenie UE zmienia zasady przewozu odpadów. Koniec z papierową dokumentacją

Od 21 maja 2026 r. transgraniczne przemieszczanie odpadów powinno odbywać się zgodnie z nowym rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1157 z 11 kwietnia 2024 r. Rozporządzenie zastępuje dotychczasowe regulacje funkcjonujące od blisko 20 lat i wprowadza szereg nowych obowiązków dla przedsiębiorców zajmujących się wytwarzaniem i gospodarowaniem odpadami w Europie. Eksperci podkreślają, że zmiany obejmą wiele firm w Polsce i oznaczają nie tylko konieczność dostosowania dokumentacji oraz umów, ale także przejście na cyfrowy system obsługi transportów odpadów DIWASS.

Nowe regulacje dotyczą również podmiotów uczestniczących w międzynarodowym przemieszczaniu odpadów w celu ich odzysku z tzw. zielonej listy. Są to przede wszystkim wytwórcy takich odpadów, którzy wysyłają je za granicę, podmioty prowadzące zbieranie lub przetwarzanie takich odpadów, a także sprzedawcy, pośrednicy czy przewoźnicy.

To największa zmiana w obszarze transgranicznego przemieszczania odpadów od wielu lat. Dotychczas transport odpadów z zielonej listy odbywał się na podstawie dokumentu papierowego – załącznika VII, który miał być dołączany do każdego przemieszczenia. Nowe rozporządzenie wprowadza obowiązek uzupełniania informacji elektronicznie, za pośrednictwem systemu DIWASS, co znacząco uszczelni system i pozwoli na większą kontrolę przedsiębiorców. Dla wielu firm oznaczać to jednak będzie konieczność przebudowy dotychczasowych procedur operacyjnych i compliance” – komentuje Paulina Buczek, radca prawny, w kancelarii Wolf Theiss Polska.

W rozporządzeniu 2024/1157 wskazano wprost na wymóg posiadania odpowiedniego zezwolenia lub wpisu w rejestrze przez osobę, która organizuje przemieszczanie odpadów, a nie jest ich wytwórcą. Taki sam obowiązek nałożono na instalacje odzysku, które powinny przedstawić osobie organizującej przemieszczanie zezwolenie na prowadzenie działalności w tym zakresie lub dowód rejestracji. W praktyce firmy będą musiały dokładniej weryfikować swoich zagranicznych partnerów biznesowych.

„Szczególnie istotne będzie sprawdzanie, czy osoba organizująca przemieszczanie odpadów, niebędąca ich wytwórcą, posiada wymagane decyzje administracyjne lub wpisy do odpowiednich rejestrów. W przypadku polskich przedsiębiorców wysyłających odpady za granicę oznacza to, że będą musieli potwierdzić posiadanie obowiązującego zezwolenia lub pozwolenia obejmującego zbieranie lub przetwarzanie odpadów albo wpisu w Bazie Danych o Produktach i Opakowaniach oraz o Gospodarce Odpadami (BDO). Problem jest jednak znacznie szerszy, ponieważ każde państwo UE stosuje własne instrumenty prawne reglamentacji postępowania z odpadami. Konieczna zatem będzie każdorazowa weryfikacja wymogów przyjętych w danym państwie członkowskim. Zorganizowanie przemieszczenia odpadów przez osobę, która nie posiada wymaganego zezwolenia lub wpisu w rejestrze stanowić będzie natomiast nielegalne przemieszczanie odpadów” – podkreśla Paulina Buczek z Wolf Theiss.

Nowe przepisy doprecyzowują także kwestie budzące dotychczas spory interpretacyjne, m.in. rozróżnienie pomiędzy odbiorcą odpadów a prowadzącym instalację odzysku. W sytuacji, gdy są to różne podmioty, konieczne będzie zawarcie trójstronnej umowy regulującej odpowiedzialność wszystkich uczestników procesu. Eksperci zwracają też uwagę, że szczególnego znaczenia nabierają teraz prawidłowo skonstruowane umowy dotyczące odzysku odpadów. Rozporządzenie wprowadza nowe obowiązkowe elementy takich dokumentów, w tym konieczność określenia ilości odpadów objętych umową.

„W praktyce wiele firm będzie musiało zaktualizować swoje umowy i procedury związane z transgranicznym przemieszczaniem odpadów. Dotychczas stosowana dokumentacja często nie spełnia wszystkich nowych wymogów wskazanych wprost w art. 18 ust. 10 rozporządzenia 2024/1157, w szczególności nie obejmuje informacji o ilości odpadów, jaka będzie przemieszczana na podstawie umowy. Konieczne więc będzie prawidłowe oszacowanie ilości wysyłanych odpadów – tak, aby nie było potrzeby zawierania nowej umowy przed każdym transportem odpadów.” – dodaje Paulina Buczek.

Dużym wyzwaniem dla branży będzie również cyfryzacja całego procesu. Komisja Europejska uruchomiła system DIWASS (Digital Waste Shipment System), za pośrednictwem którego mają być przekazywane dokumenty i informacje związane z przemieszczaniem odpadów. Choć do końca 2026 r. przewidziano okres przejściowy i możliwe jest jeszcze korzystanie z papierowej dokumentacji, to od 1 stycznia 2027 r. obsługa transportów odpadów ma odbywać się już obowiązkowo w systemie elektronicznym.

„Firmy nie powinny traktować okresu przejściowego jako czasu na odkładanie przygotowań. Rejestracja w DIWASS, organizacja obiegu dokumentów, wyznaczenie odpowiedzialności po stronie przewoźników, odbiorców czy instalacji odzysku – to procesy wymagające czasu. Podmioty, które zaczną przygotowania dopiero pod koniec roku, mogą mieć problem z płynnym dostosowaniem działalności do nowych wymogów” – podsumowuje Paulina Buczek.

Nowe regulacje mogą objąć nawet kilka tysięcy firm działających w Polsce w sektorze recyklingu, transportu i obrotu odpadami. Skala rynku jest ogromna – według danych GUS i GIOŚ tylko w 2024 r. do Polski legalnie sprowadzono ponad 199 tys. ton odpadów, a wywieziono blisko 574 tys. ton. Eksperci podkreślają, że nowe przepisy mają nie tylko uporządkować rynek i zwiększyć transparentność obrotu odpadami w UE, ale również utrudnić funkcjonowanie podmiotom wykorzystującym niewystarczający nadzór nad dokumentacją transportową. Cyfryzacja procesu w systemie DIWASS oraz  uszczegółowienie regulacji w zakresie nielegalnego przemieszczania odpadów mają docelowo umożliwić skuteczniejszą kontrolę przepływu odpadów w Europie.

Creotech Instruments z sukcesem zakończył proces ABB, pozyskując 481 mln zł

Creotech Instruments S.A. („Spółka”, „Creotech”), notowany na GPW największy polski integrator misji kosmicznych i jednocześnie największy krajowy producent satelitów, systemów i podzespołów satelitarnych, z sukcesem zakończył proces przyspieszonej budowy księgi popytu (ang. Accelerated Bookbuilding, ABB) obejmującej 650 000 akcji zwykłych na okaziciela serii M po cenie emisyjnej 740 zł za akcję („Transakcja”). Liczba oferowanych akcji będzie odpowiadać około 19% kapitału zakładowego Spółki (po rejestracji podwyższenia w KRS). Łączna wartość Transakcji wyniosła 481 mln zł (ok. 113,5 mln euro). Pozyskane środki mają wesprzeć realizację strategii rozwoju, w szczególności w obszarze rozbudowy mocy produkcyjnych, rozwoju nowych platform satelitarnych, inwestycji technologicznych oraz potencjalnych akwizycji i partnerstw strategicznych.

Z powodzeniem zakończyliśmy proces przyspieszonej budowy księgi popytu (ABB), który spotkał się z dużym zainteresowaniem inwestorów, w tym ze strony inwestorów zagranicznych. Pozwoliło to zrealizować jeden ze strategicznych celów Spółki, jakim jest zwiększenie udziału międzynarodowych funduszy w akcjonariacie. Wysoki poziom nadsubskrypcji oraz uzyskana cena emisyjna odzwierciedlają zaufanie rynku do długoterminowej strategii rozwoju Spółki oraz jej potencjału rozwojowego. Pozyskane środki wzmocnią nasze możliwości udziału w kluczowych europejskich programach kosmicznych, takich jak IRIS² oraz misje Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), a także umożliwi realizację strategicznych przejęć i partnerstw oraz dalszą ekspansję międzynarodową, znacząco przyspieszając skalowanie działalności Spółki powiedział dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Spółkę w procesie wspierała cc group jako doradca ds. relacji inwestorskich (IR) oraz doradca finansowy, natomiast funkcję Wiodącego Globalnego Koordynatora (ang. Lead Global Coordinator) pełnił UniCredit Bank GmbH, Milan Branch, we współpracy z Kepler Cheuvreux. Funkcję Globalnych Koordynatorów (ang. Joint Global Coordinators) pełniły J.P. Morgan SE oraz Trigon Dom Maklerski S.A. i Trigon Investment Banking Sp. z o.o. & Wspólnicy sp.k. Funkcję Współprowadzącego Księgę Popytu (ang. Joint Bookrunner) pełniło BM PKO BP.

W związku z Transakcją Spółka zobowiązała się, z zastrzeżeniem standardowych wyjątków, do nieemitowania, niesprzedawania ani nieoferowania akcji bez zgody Wiodącego Globalnego Koordynatora oraz Globalnych Koordynatorów przez okres 180 dni od dnia ustalenia ceny w ramach Transakcji. Zobowiązanie to nie ogranicza możliwości emisji akcji lub innych papierów wartościowych uprawniających do objęcia akcji, stanowiących element wynagrodzenia w związku z realizacją połączeń, przejęć, przedsięwzięć typu joint venture lub innych podobnych transakcji zgodnych ze strategią Spółki.

Spółka podejmie niezbędne działania związane z dokonaniem wymaganych zgłoszeń oraz przekazaniem stosownych informacji zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa.

Wyprzedaż akcji spółek z branży AI wstrząsa rynkami

  • Piątkowa wyprzedaż wyglądała na ogólne załamanie rynku, ale to nie wszystko. Akcje spółek związanych ze sztuczną inteligencją i półprzewodnikami mocno ucierpiały, a ponieważ mają one tak duży udział w indeksach, sprawiły, że ogólny ruch na rynku wyglądał na gorszy.
  • Nudne sektory po cichu uratowały sytuację. Akcje z sektorów dóbr podstawowych, opieki zdrowotnej, usług komunalnych, nieruchomości, finansów oraz wysokiej jakości spółek zorientowanych na wartość nadal zakończyły dzień na plusie, pomagając złagodzić skutki spadków w zdywersyfikowanych portfelach.
  • Wniosek nie polega na tym, aby unikać sztucznej inteligencji. Chodzi o to, aby unikać budowania portfela, w którym zbyt wiele pozycji zależy od tego, czy ten sam scenariusz zadziała idealnie. Dywersyfikacja zadziałała, ponieważ niektóre części rynku były napędzane przez różne czynniki ryzyka, a nie przez ten sam, popularny trend związany ze sztuczną inteligencją.

Piątkowa wyprzedaż wyglądała nieciekawie, jeśli spojrzeć na poziomy indeksów. Indeks Nasdaq 100 spadł o prawie 5%, S&P 500 stracił 2,6%, a akcje spółek z branży półprzewodników ucierpiały jeszcze bardziej. Inwestorom, którzy zwracali uwagę wyłącznie na ogólne wyniki indeksów, mogło się wydawać, że wszystko spadało jednocześnie. Nie do końca jednak tak było.

Jak wyjaśnia Charu Chanana, główna strateg inwestycyjna w Saxo Bank, wyprzedaż objęła szerokie spektrum spółek związanych ze sztuczną inteligencją, półprzewodnikami i szybko rozwijającymi się technologiami, ale nie dotyczyła całego rynku. Niektóre sektory nie tylko utrzymały się, ale wręcz odnotowały wzrosty. To jest ważna wiadomość dla inwestorów

Co się stało?

Bezpośrednim czynnikiem wywołującym tę reakcję był raport o zatrudnieniu w USA. Majowe dane o zatrudnieniu poza rolnictwem okazały się lepsze od oczekiwań – gospodarka zwiększyła się o 172 000 miejsc pracy, podczas gdy prognozy zakładały raczej 80 000 – 85 000. Stopa bezrobocia utrzymała się na poziomie 4,3%. Na pierwszy rzut oka to dobra wiadomość dla gospodarki. Jednak dla rynków sytuacja była niekomfortowa, ponieważ lepsze dane o zatrudnieniu utrudniają Rezerwie Federalnej szybką obniżkę stóp procentowych. Ma to znaczenie, ponieważ gdy perspektywa obniżki stóp przez Fed wydaje się coraz bardziej odległa, inwestorzy są mniej skłonni do płacenia wysokich cen za akcje spółek wzrostowych o długim horyzoncie inwestycyjnym. A obecnie sztuczna inteligencja stała się jednym z największych długoterminowych sektorów wzrostowych na rynku.

Jednak prawda jest taka, że raport o zatrudnieniu był jedynie iskrą. Pod powierzchnią kryło się już wiele nerwowości. Kilka czynników zbiegło się w jednym momencie:

  • Zatłoczenie na rynku AI: Akcje spółek z branży półprzewodników i związanych ze sztuczną inteligencją stały się domyślnym wyborem inwestorów długoterminowych. Kiedy wszyscy posiadają te same „zwycięskie” akcje, nawet niewielkie rozczarowanie może doprowadzić do znacznie większej korekty.
  • Nierównowaga w czołówce: Niewielka grupa zwycięskich spółek z sektora AI w znacznym stopniu napędzała wzrost całego indeksu. Może to sprawiać, że rynek wydaje się silniejszy w fazie wzrostu, ale bardziej wrażliwy w fazie spadków.
  • Oczekiwania były zbyt wysokie: Reakcja na wyniki Broadcom pokazała, że „dobry” wynik nie wystarcza już spółkom związanym ze sztuczną inteligencją. Inwestorzy oczekują pozytywnych niespodzianek, lepszych prognoz, jasnych planów monetyzacji oraz dowodów na to, że popyt na sztuczną inteligencję nadal rośnie. Wszystko, co nie spełnia tych oczekiwań, może stać się pretekstem do realizacji zysków.
  • Pytania o finansowanie AI: AI to nie tylko historia wzrostu; to także bardzo kapitałochłonna branża. Posunięcia finansowe Alphabetu, a teraz także Meta, przypominają, że kolejny etap rozwoju infrastruktury AI wymaga poważnych nakładów finansowych. Inwestorzy coraz bardziej skupiają się na tym, kto finansuje tę rozbudowę, czy nakłady inwestycyjne pozostają zdyscyplinowane, czy wzrasta ryzyko rozwodnienia akcji oraz czy zwroty mogą uzasadnić wydatki.
  • Ryzyko geopolityczne zwiększyło presję: Rosnące ryzyko na Bliskim Wschodzie, zmienność cen ropy i słabnące nadzieje na pokój nie były głównym powodem wyprzedaży akcji spółek z branży AI, ale dodały kolejną warstwę niepewności. Kiedy rynki są już napięte, złe wiadomości rozchodzą się szybciej.

W przypadku portfeli kluczową kwestią jest to, że sektor AI znalazł się pod presją, ale dywersyfikacja nadal się sprawdza. Zmiany głównych indeksów sprawiały wrażenie, że wyprzedaż była powszechna, ale pod powierzchnią dostrzec można było znaczące zróżnicowanie. Sektory dóbr pierwszej potrzeby, opieki zdrowotnej, usług komunalnych, nieruchomości, finansów oraz inne obszary zorientowane na przepływy pieniężne radziły sobie lepiej, a w niektórych przypadkach nawet odnotowały wzrosty. To główny wniosek z piątku: gdy jeden dominujący motyw rynkowy znajduje się pod presją, ekspozycja na różne sektory i czynniki ryzyka może pomóc w amortyzacji strat w portfelach.

Dywersyfikacja nie wyeliminowała zmienności, ale pomogła zmniejszyć wpływ skoncentrowanej wyprzedaży spowodowanej przez sztuczną inteligencję.

Co nie pomogło?

Nie wszystkie tradycyjne instrumenty zabezpieczające sprawdziły się.

  • Złoto znalazło się pod presją.
  • Obligacje o długim terminie zapadalności nie zapewniły zbytniej ochrony.
  • Kryptowaluty nie zachowywały się jak bezpieczna przystań.

Ma to znaczenie, ponieważ piątkowa wyprzedaż nie była tylko klasycznym ruchem w kierunku unikania ryzyka. Była to również panika związana z podwyżką stóp procentowych.

Kiedy rentowności rosną, drogie akcje spółek wzrostowych mogą tracić na wartości, ale trudności mogą mieć również obligacje o długim terminie zapadalności. Zatem ochrona portfela nie wynikała głównie ze złota, obligacji czy kryptowalut. Wynikała ona z ekspozycji na akcje, która nie była powiązana z tym samym handlem opartym na sztucznej inteligencji, dynamice i długoterminowym wzroście.

Prawdziwe znaczenie dywersyfikacji

Wielu inwestorów uważa, że ich portfel jest zdywersyfikowany, ponieważ posiadają 20 lub 30 akcji. Jeśli jednak większość z tych akcji dotyczy tej samej branży – sztucznej inteligencji, półprzewodników, gigantów technologicznych, chmury obliczeniowej, centrów danych lub szybko rozwijającego się oprogramowania – portfel może nie być tak zdywersyfikowany, jak się wydaje.

Portfel może zawierać wiele spółek, ale nadal wiązać się z jednym głównym ryzykiem. Piątek był tego dobrym przykładem. Inwestorzy mogli posiadać akcje producentów chipów, spółek chmurowych, producentów oprogramowania AI, centrów danych oraz szybko rozwijających się platform technologicznych. Na papierze są to różne branże. Jednak w sytuacji wyprzedaży mogą one zachowywać się jak jedna wielka transakcja.

Dlatego dywersyfikacja nie powinna dotyczyć wyłącznie sektorów czy liczby posiadanych aktywów. Powinna również uwzględniać czynniki ryzyka.

Bardziej zrównoważony portfel zazwyczaj obejmuje ekspozycję na różne czynniki:

  • Wzrost: firmy, które czerpią korzyści z innowacji, technologii i długoterminowego wzrostu zysków.
  • Sektory defensywne: firmy o bardziej stabilnym popycie, takie jak sektor dóbr podstawowych, opieki zdrowotnej i usług komunalnych.
  • Dochód: akcje dywidendowe, obligacje, fundusze inwestujące w nieruchomości (REIT) lub inne aktywa zorientowane na zysk.
  • Wartość i jakość: spółki o silnych bilansach, przepływach pieniężnych i rozsądnych wycenach.
  • Aktywa rzeczowe lub surowce: które mogą zachowywać się różnie w czasie inflacji lub wstrząsów geopolitycznych.

Nie chodzi o to, że każda z tych kategorii zawsze będzie przynosić zyski. Nie będzie. Chodzi o to, że nie powinny one wszystkie zawieść z tego samego powodu.

Czego inwestorzy mogą się nauczyć z piątkowych wydarzeń

Piątkowa wyprzedaż nie była powodem do paniki. Była jednak przydatnym testem warunków skrajnych. Inwestorzy powinni zadać sobie trzy proste pytania:

  • Po pierwsze, jaki procent mojego portfela zależy od tego, czy dana branża będzie nadal osiągać ponadprzeciętne wyniki? Dotyczy to nie tylko oczywistych spółek z branży półprzewodników, ale także ekspozycji na oprogramowanie, chmurę, energetykę, centra danych i megakapitałowe spółki technologiczne.
  • Po drugie, co posiadam, co może nadal przynosić zyski, jeśli wzrosną rentowności? Wyższe stopy procentowe mogą wywierać presję na drogie akcje spółek wzrostowych, obligacje, złoto i inne aktywa o długim terminie zapadalności. Spółki o stabilnych przepływach pieniężnych, sile cenowej i silnych bilansach mogą być bardziej odporne.
  • Po trzecie, co posiadam, co nie jest obecnie popularne? Najlepsze instrumenty dywersyfikacyjne często wydają się nudne podczas hossy. Stają się interesujące dopiero wtedy, gdy ulubione inwestycje przestają przynosić zyski.

Piątkowa wyprzedaż pokazała, że nawet bardzo silny trend, taki jak sztuczna inteligencja, może stać się źródłem ryzyka, jeśli zbyt duża część portfela zależy od jednego scenariusza rynkowego. Nie chodzi o to, aby kwestionować długoterminowy potencjał AI, lecz o to, by oddzielać atrakcyjną narrację inwestycyjną od realnej odporności portfela na zmienność. Sektory uznawane za mniej spektakularne – dobra podstawowe, opieka zdrowotna, usługi komunalne czy wybrane spółki jakościowe – przypomniały, że ich rola często ujawnia się właśnie wtedy, gdy najbardziej popularne segmenty rynku tracą impet. Dla inwestorów najważniejsza lekcja płynie z dywersyfikacji nie tylko pomiędzy spółkami, ale przede wszystkim pomiędzy różnymi czynnikami ryzyka – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.