Egoizm gospodarczy i proces dezintegracji UE wpłyną negatywnie na rozwój Polski

0
  • Według raportu DNB Bank Polska i PwC „Kierunki 2019. Nowe nadzieje, nowe zagrożenia w dobie rosnącego egoizmu gospodarczego. Skutki dla polskiej gospodarki i przedsiębiorstw” zjawisko gospodarczego egoizmu jest bardzo niebezpieczne dla Polski.
  • Skutki Brexitu i wojny handlowej zapoczątkowanej przez USA będą najbardziej dotkliwe dla polskiego przetwórstwa przemysłowego oraz handlu.
  • Prawie dwie trzecie polskich firm nie dostrzega wśród swoich zagranicznych kontrahentów oznak zniechęcenia wobec współpracy.
  • Ponad 55 proc. przedsiębiorców obawia się realizacji scenariusza Unii Europejskiej dwóch prędkości.
  • Ponad połowa firm nie zgadza się ze stwierdzeniem, że rządy powinny stosować politykę gospodarczą, która chroni rodzimych przedsiębiorców nawet kosztem ograniczenia swobody przepływu towarów, kapitału i przedsiębiorczości.
Artur Tomaszewski - Prezes Zarządu
Artur Tomaszewski – Prezes Zarządu DNB Bank Polska S.A.

Po upadku komunizmu procesy globalizacyjne przyspieszyły, co wiązało się z intensyfikacją integracji regionalnej oraz wzrostem otwartości gospodarczej. Globalizacja  zaczęła  obejmować  nie  tylko  obrót  towarów, ale również rynki finansowe, przepływy kapitału, a także migracje ludności. Sytuacja zaczęła się zmieniać po kryzysie finansowym w 2008 roku, na skutek którego globalne PKB spadło w 2009 r. o 1,7 proc. (r/r), a unijne aż o 4,3 proc. – Zaufanie między dotychczasowymi partnerami gospodarczymi spadło. Do najwyraźniejszych sygnałów świadczących o odwrocie od otwartości i integracji należy kryzys migracyjny z 2015 roku, a także Brexit oraz nowa polityka handlowa Stanów Zjednoczonych. Wszystkie te zdarzenia są przejawem rosnącego indywidualizmu lub wręcz egoizmu gospodarczego poszczególnych krajów – mówi Artur Tomaszewski, prezes DNB Bank Polska.

Egoizm gospodarczy to działania, które z globalnego punktu widzenia mają negatywne konsekwencje społeczno-gospodarcze, ale dla danego państwa wydają się one korzystne i są uzasadniane potrzebą ochrony indywidualnych interesów. – Długookresowe skutki tych zmian są trudne do przewidzenia. Rewolucja technologiczna dziejąca się na naszych oczach przybiera na sile i na pewno będzie stymulowała kolejne zmiany w podejściu do globalizacji i otwartości gospodarczej – dodaje Artur Tomaszewski.

Globalizacja na tak

W ostatnich latach wyraźnie da się dostrzec, że politycy zmienili podejście do globalizacji i współpracy z sąsiadami. Z punktu widzenia przedsiębiorców działających w Polsce i innych państwach zachodnich kluczowe jest jednak to, czy za hasłami i retoryką wyborczą idą faktyczne zmiany w wymianie towarowej, w dostępie do rynków, do zagranicznej siły roboczej oraz kapitału. Póki co, polscy przedsiębiorcy tego nie odczuwają. Z ankiety przeprowadzonej przez DNB i PwC wśród największych polskich firm wynika, że aż 65,2 proc. badanych nie dostrzega wśród swoich zagranicznych kontrahentów oznak zniechęcenia wobec współpracy z nimi. Respondenci równie przychylnie postrzegają globalizację – blisko dwie trzecie z nich przyznało, że jest ona zjawiskiem pozytywnym, prowadzi do wzrostu światowego bogactwa i wzajemnego wzbogacania kultur. Co ciekawe, taka odpowiedź była wybierana zarówno w firmach z dużym udziałem kapitału zagranicznego i współpracujących z podmiotami zagranicznymi, jak i wśród tych prowadzących działalność jedynie na terenie Polski.

Polski rynek pracy otwarty na emigrantów

Zjawiskiem, które w Unii Europejskiej niewątpliwie wpłynęło na zmianę optyki jej członków, był kryzys migracyjny w 2015 roku. W 1998 w UE jeden emigrant przypadał na 230 osób, a w 2015 było to już 109 osób. Liczba wszystkich migrantów, którzy przybyli wówczas do Unii Europejskiej sięgała ponad 4,6 mln, co odpowiadało 0,95 proc. jej populacji. Komisja Europejska twierdzi, że w latach 2015-2016 przeznaczyła na walkę z kryzysem migracyjnym 9,2 mld euro. Same Niemcy oceniają swój dodatkowy wkład na około 0,5 proc. PKB w latach 2016 i 2017. Wydatki te nie powinny być jednak traktowane jako czyste koszty – OECD szacuje, że dodatkowe środki przeznaczone na wsparcie imigrantów już w latach 2016 i 2017 wygenerowały w państwach Europy popyt rzędu 0,1-0,2 proc. PKB.

Aż 91,3 proc. badanych biorących udział w ankiecie DNB i PwC nie uważa, by cudzoziemcy mieli negatywny wpływ na rynek pracy. Jeśli chodzi o unijne sektory najbardziej uzależnione od pracy imigrantów, to w pierwszej kolejności wymienić należy przetwórstwo przemysłowe, w którym 14,1 proc. zatrudnionych to imigranci pochodzący z Unii Europejskiej, a 11,1 proc. – spoza Unii. Oznacza to, że co czwarta osoba pracująca w tym sektorze to obcokrajowiec. Praca imigrantów jest niemal równie istotna w handlu, budownictwie, a także opiece zdrowotnej i pomocy społecznej.

Dane dotyczące pozwoleń na pracę wydanych w Polsce w dużej mierze potwierdzają te wnioski – branżami najbardziej uzależnionymi od cudzoziemców są usługi administrowania i działalność wspierająca, które obejmują między innymi działalność usługową związaną z utrzymaniem porządku w budynkach i zagospodarowaniem terenów zieleni (26,5 proc. wydanych pozwoleń na pracę), przetwórstwo przemysłowe (21,2 proc.), budownictwo (19,5 proc.) i transport i gospodarka magazynowa (15,9 proc.). W pierwszej połowie 2018 roku najwięcej pozwoleń wydano w Polsce obywatelom Ukrainy (110 075 dokumentów – 74,4 proc. wszystkich wydanych pozwoleń). Poza tym byli to Nepalczycy (9 234 pozwoleń, 6,2 proc.) oraz Białorusi (8 255 pozwoleń, 5,6 proc.). W ponad 70 proc. ankietowanych firm obcokrajowcy stanowią nie więcej niż 5 proc. zatrudnionych, ale już jednej piątej to od 5 do nawet 50 proc. załogi.

Czytaj również:  Dobre lata w gospodarce się kończą. Eksperci przewidują obniżenie tempa wzrostu PKB

Brexit i wojna handlowa z USA w roli głównej

29 marca Wielka Brytania prawdopodobnie opuści Unię Europejską. Dziś trudno wyrokować jakie będą skutki tego pierwszego w historii wyjścia kraju z UE dla całej Wspólnoty i poszczególnych państw. Według szacunków PwC, PKB Wielkiej Brytanii w 2020 roku powinno być o 3-5,5 proc. niższe niż gdyby Brexit nie miał miejsca. Z kolei w  zależności od scenariusza, Unia Europejska do 2030 roku straci w wyniku Brexitu od 13,3 do 63 mld euro, co oznacza spadek PKB o 0,11 do 0,52 proc.

Skutki dla Polski mają sięgnąć od około 0,4 do 0,55 proc. PKB. Ponadto analitycy spodziewają się deprecjacji złotego i podniesienia stóp procentowych przez Narodowy Bank Polski, co spowolni wzrost gospodarczy. W polskim eksporcie nad Tamizę dominują maszyny, urządzenia, sprzęt elektryczny i elektrotechniczny (m.in. komputery), sprzęt transportowy (m.in. samochody i części do nich), a także przetwory spożywcze oraz artykuły przemysłowe. Branże te odpowiadają za 61 proc. całego polskiego eksportu do Wielkiej Brytanii. – Oznacza to, że producenci działający w sektorach przetwórstwa przemysłowego, transportu i motoryzacji, a także w branży spożywczej mogą odczuć najsilniej utrudnienia w wymianie handlowej z Wielką Brytanią po jej wyjściu z Unii Europejskiej – mówi Jacek Socha, wiceprezes PwC.

Około 13 proc. ankietowanych firm uważa, że tzw. twardy Brexit będzie miał duże lub bardzo duże skutki dla ich działalności. W przypadku 60 proc. będzie on niewielki.

Z kolei prawie jedna czwarta ankietowanych obawia się konsekwencji wojny handlowej zapoczątkowanej przez administrację Donalda Trumpa. Dla samych Stanów Zjednoczonych może ona oznaczać spadek PKB o 0,5 proc. oraz utratę 700 tys. miejsc pracy w szczytowym momencie, który przypada na trzeci kwartał 2019 roku. Ewentualna dalsza eskalacja konfliktu i podniesienie stawek celnych do 25 proc. mogłaby poskutkować dalszym spadkiem PKB o 1,8 proc. w pierwszym kwartale 2020 roku oraz utratą blisko 2,6 milionów miejsc pracy.

Przetwórstwo przemysłowe, a zwłaszcza motoryzacja i elektronika to obszary o największej ekspozycji na wymianę międzynarodową, a więc również najbardziej narażone na ograniczenia otwartości państw. – Dlatego to właśnie niemiecki przemysł motoryzacyjny wymienia się jako branżę, która najsilniej może odczuć nową politykę handlową Stanów Zjednoczonych. Polska, jako dostawca półproduktów dla producentów samochodów, również może odczuć skutki wojny celnej – mówi Jacek Socha.

Poszkodowany przemysł i handel

Wskaźnik otwartości handlowej to stosunek obrotów handlowych (sumy eksportu i importu) do wielkości produktu krajowego brutto danego państwa. Eksperci DNB i PwC przenalizowali na jakim poziomie kształtuje się otwartość gospodarcza Polski, Niemiec, Węgier, Francji, USA, Norwegii i Wielkiej Brytanii. Jak się okazuje najniższy wskaźnik odnotowano w USA (pomiędzy 23-30 proc.). Z kolei na przeciwległym biegunie znajdują się Węgry, gdzie w 2017 roku osiągnął on poziom 192 proc. W przypadku Polski sięga on około 100 proc., ale co ważne w latach 1998-2017 wzrósł aż o 75 proc.

Pomysły takie jak Unia Europejska dwóch prędkości, Inicjatywa Trójmorza, Brexit czy Polexit łączy to, że stanowią one odwrót od obranych niegdyś kierunków rozwoju i najprawdopodobniej pociągną za sobą spadek średniego poziomu globalnej otwartości. Powstanie Unii Europejskiej dwóch prędkości jest w ocenie respondentów najbardziej prawdopodobnym scenariuszem rozwoju Europy – takiej przyszłości spodziewa się 56,5 proc. badanych. – Obszarami najbardziej zagrożonymi ewentualnymi pogłębiającymi się tendencjami izolacjonistycznymi w Polsce będzie przemysł, zwłaszcza branża motoryzacyjna, maszynowa i meblarska, handel hurtowy i detaliczny, transport i gospodarka magazynowa, a także usługi i działalność biznesowa – mówi Artur Tomaszewski. – Jednak egoizm gospodarczy i procesy dezintegracji w dłuższej perspektywie nie będą służyć nikomu. Mogą być szczególnie dotkliwe dla gospodarek, które tak jak Polska, rozwijają się co prawda dynamicznie, ale ciągle pozostają daleko za globalnymi liderami – podsumowuje.