Inwestowanie w młodą sztukę to istna loteria. Ale Polacy coraz chętniej podejmują to ryzyko

0

Eksperci ostrzegają przed lokowaniem kapitału w dziełach, zwłaszcza początkujących i szerzej nieznanych autorów. Tymczasem, wg raportu Artinfo.pl, w ub. roku wartość tego typu transakcji wyniosła w sumie 7,7 mln zł. Z kolei tylko w I półroczu br. aukcje przyniosły 4,2 mln zł. To pozwala przewidywać kolejny wzrost. Nabywców przyciągają niskie ceny wywoławcze i perspektywa zysku. Czasem zdarza się, że prace zakupione 4-5 lat temu z powodzeniem sprzedaje się nawet o 200% drożej. Jednak w praktyce nie jest to takie proste. Na ewentualny zarobek, w długoterminowej perspektywie, składa się wiele czynników. Generalnie rynek sztuki jest najmniej przejrzysty i najbardziej nieprzewidywalny ze wszystkich. Poznanie go wymaga dużo większego zaangażowania, niż np. inwestowanie w nieruchomości.

Rosnący popyt

W 2016 roku przeprowadzono 96 aukcji młodej sztuki, a w I półroczu br. – aż 56. Zgodnie z prognozami ekspertów, w całym 2017 roku ich liczba ma przekroczyć 120. Z obserwacji Artura Dumanowskiego z Domu Aukcyjnego Desa Unicum wynika, że zainteresowanie dziełami początkujących artystów sukcesywnie rośnie od kilku lat. Można je licytować już od 500 zł, więc bariera cenowa praktycznie nie istnieje. Właśnie dlatego Polacy decydują się na inwestowanie w prace debiutantów. Coraz częściej pojawiają się też aukcje z cenami wywoławczymi w wysokości 1000 zł. Generalnie obiekty autorstwa mało znanych twórców są tanie, ale w ciągu kilku lat mogą zyskać na wartości.

– W latach 2008-2010 aukcjami młodej sztuki zajmowało się tylko kilka domów aukcyjnych i galerii. Z czasem tego typu inicjatyw zaczęło przybywać, a obecnie jest już ich naprawdę dużo. Właściwie co chwilę zakładany jest nowy dom aukcyjny, skoncentrowany wokół młodej sztuki. Nawet, będąc w branży, trudno jest wiedzieć o wszystkich. W związku z tym, 2017 rok na pewno przebije 2016 pod względem obrotów – mówi Dilan Abdulla z Sopockiego Domu Aukcyjnego.

W ub. roku obrót na aukcjach młodej sztuki tylko w Desa Unicum wyniósł niemal 2,5 mln zł. Jedną z najdroższych prac okazała się „Dziewczynka z lalką” Katarzyny Słowiańskiej-Kucz, sprzedana za 17,7 tys. zł. To było ponad 35 razy więcej w stosunku do ceny wywoławczej. Jak wyjaśnia Artur Dumanowski, młoda sztuka, po współczesnej, jest obecnie drugim najdynamiczniej rozwijającym się segmentem rynku. Jeszcze kilka lat temu nikt nie był gotowy płacić tak dużo za prace początkujących artystów. Wszystko wskazuje na to, że ich wartość nadal będzie rosła. W ocenie eksperta, coraz więcej osób może pozwolić sobie na odwiedzanie aukcji młodej sztuki.

Ile można zarobić?

– Nastawienie na szybki zarobek, w przypadku inwestowania w młodą sztukę, jest skazane na porażkę. Dzieła artystów o ugruntowanej pozycji na rynku często przynoszą zwrot po kilku latach. Natomiast zakup prac debiutantów to istna loteria. Oczywiście są młodzi stażem twórcy, którzy zwrócili już na siebie uwagę mecenasów i znaleźli się np. w ścisłej czołówce rankingu Kompas Sztuki. Na pracach artystów umieszczanych na tego typu listach można zarobić więcej, bo ich ceny są z reguły wyższe. Docenieni autorzy są zwyczajnie pewniejsi dla inwestorów – zaznacza Artur Kaliński, artysta, performer i doradca ds. inwestowania w młodą sztukę.