Jak inwazja na Ukrainę wpływa na gospodarkę Rosji?

Najnowsza edycja raportu CEIC „Russia Economy in a Snapshot” zawiera kompleksowy przegląd danych gospodarczych i finansowych z końca 2021 i początku 2022 roku. Analitycy z ISI Emerging Markets Group przedstawiają sytuację makroekonomiczną Rosji, zwracając szczególną uwagę na wpływ trwającego konfliktu zbrojnego w Ukrainie oraz konsekwencje zaostrzania sankcji. Zebrane informacje pozwalają ocenić aktualny stan rosyjskiej gospodarki w świetle obecnej sytuacji geopolitycznej.

Inflacja w Rosji rośnie szybciej niż kiedykolwiek wcześniej

Inflacja, mierzona wskaźnikiem cen konsumpcyjnych, przekroczyła cel Centralnego Banku Rosji (CBR), który zakładał 4% w IV kwartale 2021 i I kwartale 2022, osiągając 9,15% w lutym i 16,7% w marcu 2022. Ma to związek ze słabnącym rublem, co z kolei jest efektem sankcji nałożonych na Rosję. Kolejnym czynnikiem jest podwyżka cen owoców i warzyw, która ma miejsce w Rosji już od drugiej połowy sierpnia 2021 roku, a spowodowana była trudną pogodą, epidemią ptasiej grypy oraz zakłóceniami w łańcuchu dostaw. Według CBR wzrost inflacji oznacza, że stały wzrost popytu krajowego przewyższa możliwości produkcyjne całej gospodarki. W obliczu inwazji na Ukrainę, od pierwszego dnia wojny inflacja wzrosła o 2,2% w ciągu tygodnia. Było to najgwałtowniejsze przyspieszenie inflacji w historii kraju.

Kreml od lat przygotowywał się na czarny scenariusz

W odpowiedzi na inwazję, kraje zachodnie i ich sojusznicy nałożyli na Rosję bezprecedensowe sankcje gospodarcze i finansowe. Spowodowały one między innymi zablokowanie dostępu wybranych banków rosyjskich do systemu SWIFT. W efekcie rosyjska waluta spadła do najniższego w historii poziomu 88,41 rubli za dolara amerykańskiego na koniec marca 2022 roku, w porównaniu z 78,69 rublami na koniec IV kwartału 2021 roku. Kreml akceptuje powrót do scenariusza niskiego tempa wzrostu gospodarczego. W przypadku gospodarek rozwijających się, do których należy Rosja, w praktyce oznacza to stagnację i dalsze powiększanie dystansu dzielącego Federację Rosyjską od liderów światowej gospodarki.

Eksperci CEIC z ISI Emerging Markets Group zauważają, że Kreml przez lata przygotowywał się na trudny okres w gospodarce, w rozsądny sposób prowadząc politykę budżetową. Nadwyżki gromadzono w Funduszu Dobrobytu Narodowego, co umożliwia wzrost rezerw rządowych w kolejnych latach. Z drugiej strony rząd akceptuje powrót do scenariusza niskiego tempa wzrostu gospodarczego. Ośrodek Studiów Wschodnich (OSW) wskazuje, że w przypadku gospodarek rozwijających się, do których należy Rosja, de facto oznacza to stagnację i dalsze powiększanie dystansu dzielącego kraj od światowych liderów.

Ponadto w 2022 r. Kreml zamierza obniżyć nakłady na politykę społeczną. Jak podaje OSW władze zdecydowały się również na indeksację najniższej płacy oraz minimum socjalnego powyżej inflacji, podczas gdy skala podwyżek emerytur ma być niższa niż inflacja, czego skutkiem będzie spadek ich realnej wartości. W efekcie wątpliwe jest podwyższenie realnych dochodów społeczeństwa w następnych latach.

Pod koniec listopada 2021  Duma Państwowa Rosji przyjęła projekt budżetu federalnego na rok 2022, a także okres 2023-2024. Zgodnie z przewidywaniami łączne dochody nominalne w 2022 r. osiągną poziom 25,02 bilionów rubli, czyli 18,8% PKB. Na rok 2023 prognozuje się dochody w wysokości aż 25,54 bilionów rubli (18% PKB), a na rok 2024 – 25,83 bilionów rubli (17% PKB). Łączne nominalne wydatki budżetowe w 2022 roku mają wynieść 23,69 bilionów rubli, czyli 17,8% PKB. Na lata 2023 i 2024 prognozy wydatków wynoszą odpowiednio 25,24 bilionów rubli (17,8% PKB) i 26,35 bilionów rubli (17,4% PKB).

Wynikiem tego jest przewidywana nadwyżka budżetowa w wysokości 1,33 miliardów rubli, czyli 1% PKB w 2022 roku, następnie 299,1 miliardów rubli (0,2% PKB) w 2023 i deficyt w wysokości 522,7 miliardów RUB (-0,3% PKB) w 2024 r. Budżet opiera się na założeniu, że PKB wyniesie 133,3 bilionów w 2022 roku, 141,9 bilionów w 2023 i 151,5  rubli w 2024 roku.

W II kwartale 2022 odczuwane będą wpływy sankcji

W obliczu ataku na Ukrainę, wiele zagranicznych firm wstrzymało działalność w Rosji, co doprowadziło do znacznego spadku handlu zagranicznego i zakłóceń w łańcuchu dostaw. W rezultacie, choć gospodarka rosyjska nadal rozwijała się w I kwartale 2022 roku, oczekuje się, że w okresie kwiecień – czerwiec skutki sankcji będą bardziej odczuwalne, a popyt krajowy znacznie się obniży.

Według ekspertów CEIC z ISI Emerging Markets Group, surowe sankcje mogą spowodować długotrwałe wycofanie zagranicznego kapitału i inwestycji z Rosji. W połączeniu z gwałtownym wzrostem inflacji – już i tak podwyższonej przez rosnące ceny energii i paliw oraz deprecjację waluty – presja na spadek popytu krajowego będzie prawdopodobnie znaczna. Pomimo tego, że rząd rosyjski ma możliwości finansowe, aby wesprzeć swoją gospodarkę, szanse Rosji na wygranie finansowej wojny są bardzo niskie. Wyniszczająca recesja, która jest skutkiem usilnych prób utrzymania waluty to oznaka, że siła rosyjskiej gospodarki ulega znacznemu osłabieniu.

Amortyzacja podatkowa a amortyzacja bilansowa w spółkach nieruchomościowych – negatywne skutki Polskiego Ładu

Jedną z negatywnych zmian wprowadzonych Polskim Ładem jest ograniczenie amortyzacji podatkowej w spółkach nieruchomościowych do wysokości amortyzacji dokonywanej zgodnie z przepisami ustawy o rachunkowości. Jakie trudności dla przedsiębiorców rodzi zmiana przepisów?

Kogo dotyczy zmiana?

Zmiana w zakresie amortyzacji nieruchomości nie dotyczy wszystkich podatników, a jedynie spółek nieruchomościowych, tj. spółek, których główne aktywa to nieruchomości o wartości łącznej minimum 10 mln zł, które, w przypadku prowadzenia już działalności osiągają głównie przychody z najmu czy dzierżawy tych obiektów. Szczegółowa definicja dotycząca spółki nieruchomościowej została zawarta w art. 4a pkt 35 ustawy o CIT. W uproszczeniu zatem spółki nieruchomościowe to duże podmioty, które większość swoich przychodów osiągają z wynajmu bądź dzierżawy posiadanych nieruchomości.

Zakres zmiany

Zmiana dotyczy art. 15 ust 6 ustawy o CIT, zgodnie z którym kosztem uzyskania przychodów są odpisy z tytułu zużycia środków trwałych oraz wartości niematerialnych i prawnych (odpisy amortyzacyjne) dokonywane zgodnie z art. 16a–16m, przy czym w przypadku spółek nieruchomościowych odpisy dotyczące środków trwałych zaliczonych do grupy 1 Klasyfikacji nie mogą być w roku podatkowym wyższe niż dokonywane zgodnie z przepisami o rachunkowości odpisy amortyzacyjne lub umorzeniowe z tytułu zużycia środków trwałych, obciążające w tym roku podatkowym wynik finansowy jednostki.

Zatem jak wskazano w uzasadnieniu do ustawy celem zmiany treści przepisów art. 15 ust. 6 ustawy CIT jest zmniejszenie różnic występujących między wartością wykazywanego przez spółkę nieruchomościową w roku podatkowym dochodu przed jego opodatkowaniem podatkiem dochodowym, a wartością wykazywanego za ten sam okres zysku brutto (zysku przed obciążeniem podatkiem dochodowym). W szczególności należy podkreślić, że w ocenie ustawodawcy przepisy dotyczące odpisów amortyzacyjnych wynikające z ustawy o rachunkowości w sposób bardziej adekwatny odnoszą się do wartości nieruchomości.

W praktyce spółki nieruchomościowe na potrzeby podatkowe często korzystały z przepisów o przyspieszonej amortyzacji, albo zastosowaniu indywidualnych stawek amortyzacji. W efekcie nabywane nieruchomości mogły być amortyzowane nawet w ciągu 3 lat, co nie znajdzie zastosowania w przypadku przepisów ustawy o rachunkowości. Obecnie takie korzystne uregulowania nie będą już dostępne dla przedsiębiorców.

Co więcej część spółek prowadzi rachunkowość w oparciu o międzynarodowe standardy, a nie Polską ustawę o rachunkowości. W takich przypadkach wydaje się, że będzie możliwe zastosowanie polskich przepisów jeżeli będą korzystniejsze dla podatnika, niemniej takie uzgodnienia będą wymagały zgody grupy kapitałowej i audytora.

Brak amortyzacji

Przepisy, które weszły w życie z dniem 1 stycznia 2022 r. zdają się nie uwzględniać sytuacji, w której spółki nieruchomościowe dokonują wyceny nieruchomości według ceny rynkowej bądź inaczej określonej wartości godziwej, w związku z czym ceny te rosną a spółki nie dokonują odpisów amortyzacyjnych na potrzeby rachunkowe. Jak wynika z nieoficjalnej oceny Ministerstwa Finansów opublikowanej na łamach Dziennika Gazety Prawnej, w takiej sytuacji spółki te nie będą miały prawa do dokonywania odpisów amortyzacyjnych na cele podatkowe od tych nieruchomości, skoro brak będzie odpisów rachunkowych.

Takie znaczenie wynika z literalnej interpretacji przepisu, jednak trudno przypuszczać, że była to intencja ustawodawcy. Nie tylko w mojej ocenie takie rozumienie przepisu art. 15 ust 6 ustawy o CIT byłoby zbyt daleko idące i wykraczałoby poza cel jaki ustawodawca chciał osiągnąć wdrażając te przepisy. Gdyby celem ustawodawcy było całkowite ograniczenie amortyzacji podatkowej w spółkach nieruchomościowych zastosowałby podobne zasady jak w art. 16c ust 2a ustawy o CIT, czyli zakaz dokonywania odpisów amortyzacyjnych od budynków i lokali mieszkalnych.

W związku z niejednoznacznością przepisów, przedsiębiorcy prowadzący spółki nieruchomościowe w rozumieniu ustawy o CIT, którzy ze względu na politykę rachunkowości nie dokonują odpisów amortyzacyjnych na potrzeby rachunkowe, powinni wystąpić z wnioskiem o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej celem potwierdzenia prawa do amortyzowania posiadanych nieruchomości na cele podatkowe. W perspektywie braku innych oficjalnych opracowań i interpretacji, ta droga wydaje się jedyną gwarantującą względne bezpieczeństwo.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

70 proc. przedsiębiorców wierzy, że Polska będzie brała udział w odbudowie Ukrainy

95 proc. przedsiębiorców ocenia, że wojna na Ukrainie ma lub będzie miała wpływ na polską gospodarkę. Jednocześnie co trzeci nie potrafi określić, w jaki sposób odbije się ona na jego własnej działalności. Firmy zamierzają jednak przeciwdziałać negatywnym skutkom wojny, zmniejszając wydatki, podnosząc ceny produktów i usług oraz szukając nowych rynków zbytu. 70 proc. z nich wierzy, że Polacy będą mieć znaczący udział w odbudowie Ukrainy po zakończeniu wojny – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Choć wojna rosyjsko-ukraińska toczy się wyłącznie za naszą wschodnią granicą, to wszyscy w Polsce również odczuwamy jej skutki. Mało tego, zdaniem ekspertów Polskiego Instytutu Ekonomicznego, konsekwencje gospodarcze kryzysu będziemy ponosić jeszcze przez wiele lat po zakończeniu konfliktu. Dla naszego kraju oznacza to: dalszy wzrost inflacji, pogorszenie struktury długu publicznego, podwyżki cen paliw i energii, ale nie tylko. Obok negatywnych konsekwencji ekonomicznych dla całej gospodarki, pojawiają się też szanse. A wpływ wojny na poszczególne biznesy zaczynają dostrzegać też przedsiębiorcy niezwiązani bezpośrednio umowami handlowymi z żadną ze stron konfliktu.

Rykoszetem w biznes

Jak pokazuje najnowsze badanie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej „Biznes a Ukraina”, 95 proc. właścicieli polskich firm z sektora MŚP prognozuje, że trwająca wojna nie pozostanie bez wpływu na sytuację gospodarczą w naszym kraju. Większość z nich (61 proc.) jest zdania, że konflikt będzie miał negatywne skutki dla polskiej gospodarki.

70 proc. przedsiębiorców wierzy, że Polska będzie brała udział w odbudowie Ukrainy

Wśród negatywnych czynników wymieniają przede wszystkim: wzrost cen energii (prądu, gazu, paliwa) – 75,8 proc., wzrost cen surowców, półproduktów lub produktów – 71,4 proc., a także wzrost inflacji (65,7 proc.) czy podwyżki stóp procentowych (55 proc.). Blisko co drugi badany (48,8 proc.) szacuje, że na skutek wojny sytuacja finansowa firm ulegnie pogorszeniu, a niemal co trzeci (31,2 proc.) zwraca uwagę na rezygnację z planowanych inwestycji.70 proc. przedsiębiorców wierzy, że Polska będzie brała udział w odbudowie Ukrainy

Jednocześnie 8 proc. firm dostrzega pozytywne konsekwencje dla polskiej gospodarki, a ponad jedna czwarta badanych twierdzi, że skutki mogą być zarówno dobre, jak i złe (26 proc.). Im większa firma, tym jest w stanie dostrzec więcej szans, przy czym co dwudziesty przedsiębiorca nie potrafił wskazać żadnej odpowiedzi.

Inaczej jest z pytaniem o wpływ wojny na ich własną działalność. Wtedy aż 31 proc. przedsiębiorców nie potrafi powiedzieć, jakie ona będzie miała dla nich konsekwencje.

Handel widzi szanse, budownictwo straty

Dużo większa niepewność towarzyszy przedsiębiorcom, gdy pytamy o wpływ wojny na ich własną działalność. To już nie co dwudziesty, ale co trzeci nie potrafi udzielić jednoznacznej odpowiedzi – zauważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej i dodaje: – Widać, przedsiębiorcy z łatwością wypowiadają się o gospodarce, ale gdy temat dotyczy bezpośrednio ich firmy, pojawia się wahanie.70 proc. przedsiębiorców wierzy, że Polska będzie brała udział w odbudowie Ukrainy

Analizując wpływ konfliktu na własną działalność, mniej firm wskazuje negatywne konsekwencje dla swoich biznesów (38 proc.). Najwięcej pozytywnych czynników wymieniają przedsiębiorcy z Mazowsza (15 proc.) oraz z branży handlowej (15 proc.). Upatrują dobrych stron we wzroście konsumpcji spowodowanym przez napływ osób z Ukrainy i w zwiększonym zapotrzebowaniu na produkty dla kobiet i dzieci (obydwa wskazania powyżej 50 proc.).

Z kolei najmocniej negatywny wpływ na swój biznes odczuwają mikrofirmy z regionu południowo-zachodniego (dolnośląskie, opolskie) i z branży budowlanej (56 proc.). Te bolesne konsekwencje to ich zdaniem: wzrost inflacji (99 proc.) i wzrost cen energii (73,5 proc.).

Aby zminimalizować negatywny wpływ wojny na firmę, ich właściciele zamierzają podjąć konkretne kroki: zmniejszyć wydatki (43,6 proc.) i podnieść ceny produktów i usług (42,9 proc.), a także poszukać nowych rynków zbytu (28,5 proc.) czy nowych dostawców (27 proc.). Co piąty planuje zwiększyć skuteczność odzyskiwania należności od kontrahentów (20,5 proc.), a co szósty skorzysta z zewnętrznego wsparcia finansowego jak kredyt, faktoring czy pożyczka (17,8 proc.).70 proc. przedsiębiorców wierzy, że Polska będzie brała udział w odbudowie Ukrainy

Świat po wojnie

W swoim badaniu Krajowy Rejestr Długów zapytał też przedsiębiorców o to, czy ich zdaniem polskie firmy będą miały znaczący udział w odbudowie Ukrainy po zakończeniu wojny. Blisko 70 proc. z nich uważa, że tak właśnie będzie. Z tego najwięcej, bo ponad 90 proc. deklaracji płynie od firm transportowych (96,7 proc.) i produkcyjnych (91,1 proc.). Najmniej, o dziwo, od firm budowlanych (43,8 proc.). Również najwięcej optymistów pod tym względem jest w regionie północnym (woj. kujawsko-pomorskie, pomorskie i warmińsko-mazurskie) – 80,9 proc., a najwięcej pesymistów w regionie wschodnim (lubelskie, podkarpackie, podlaskie), gdzie 29,1 proc. jest odmiennego zdania.

Odbudowa Ukrainy po wyniszczającej wojnie będzie koniecznością, dlatego nie mam wątpliwości, że Polska jako kraj najbardziej zaangażowany w pomoc naszym wschodnim sąsiadów, również i w tej kwestii wykaże się największą inicjatywą. Brak wiary polskich firm budowlanych prawdopodobnie wynika stąd, że już dziś spora część zatrudnionych w budownictwie pracowników przebywa nie na placach budów, ale w swoim kraju, gdzie walczą o wolność. Po zakończeniu wojny też nieprędko wrócą do Polski, bo będą chcieli odbudować ojczyznę – komentuje Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Ogólnopolskie badanie „Biznes a Ukraina” przeprowadzone na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA w marcu 2022 r. przez TGM Research na grupie 320 firm z sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, metodą CAWI.

Niezdecydowanie EBC wywołuje presję na euro

Na wczorajszej konferencji prasowej EBC podtrzymał swoje oczekiwania dotyczące normalizacji polityki pieniężnej od trzeciego kwartału. Uzależnił to jednak od dalszego rozwoju gospodarki, która może popaść w recesję z powodu ewentualnego kryzysu energetycznego. Niezdecydowana postawa instytucji mimo wysokiej dynamiki cen jest ryzykowna, ponieważ oczekiwania inflacyjne, a tym samym inflacja, mogą wzrosnąć nawet w przypadku słabych wyników gospodarki. Euro zdecydowanie osłabiło się względem dolara.

Prezeska EBC Christine Lagarde przekazała zasadniczo te same informacje, co po ostatnim posiedzeniu Rady. Zgodnie z oświadczeniem, EBC nadal oczekuje zakończenia zakupów aktywów netto w trzecim kwartale. Według Lagarde, wyższe stopy procentowe powinny zostać podniesione dopiero „jakiś czas” po zakończeniu zakupów, przy czym okres ten może wynieść od tygodnia do trzech miesięcy. Powtórzone zostało stwierdzenie, że normalizacja polityki pieniężnej będzie ostatecznie zależeć od rozwoju danych, a jeszcze w większym stopniu od tego czy dojdzie do embarga na Rosję i tym samym kryzysu energetycznego, który może wywołać recesję.

W komunikacie pojawiły się jednak także pewne zmiany. Na przykład szefowa EBC podkreśliła, że inflacja bazowa, wynosząca 3,0 proc. jest obecnie znacznie powyżej granicy 2 proc, co wymaga „bacznej uwagi” ze strony EBC. Jest to prawdopodobnie główny powód, dla którego Rada czuje się obecnie wzmocniona w swoich oczekiwaniach co do zakończenia zakupów aktywów netto w trzecim kwartale. Decyzję o dokładnym terminie instytucja podejmie na posiedzeniu w czerwcu, gdy będą dostępne jej nowe projekcje.

Euro nie otrzymało żadnego wsparcia. Wydźwięk konferencji był mocno gołębi. Rada tkwi w pewnym zawieszeniu i oczekuje na dalszy rozwój wydarzeń. Główna para walutowa przebiła wsparcie na 1,0815 i w pewnym momencie była na poziomie 1,0757, po czym wykonała lekką korektę wzrostową. Notowania na moment obecny nie wróciły do poziomów sprzed konferencji. Z technicznego punktu widzenia padł sygnał sprzedaży. W tym momencie prawdopodobne jest, że EUR/USD będzie kierować się do 1,0650, gdzie znajduje się dołek z marca 2020 roku.

Łukasz Zembik, DM TMS Brokers

Budżet korzysta na inflacji?

Z najnowszych szacunków GUS wynika, że inflacja w marcu w skali roku wyniosła 10,9%. Jest to niestety zaskakująco wysoki odczyt. Większość ekonomistów spodziewała się wyników inflacji na poziomie 10,1%. Na tym poziomie ukształtował się konsensus. Niestety, do przyspieszenia wzrostu cen przyczyniły się zawirowania na poziomie geopolitycznym – czyli agresja rosyjska na Ukrainę. To przyczyniło się do zawirowań na rynkach surowcowych – przede wszystkim surowce energetyczne i paliwa były tym komponentem, który rzeczywiście bardzo istotnie podbił wskaźnik inflacji. Komponent paliwowy w koszyku inflacyjnym wzrósł aż o około 1/3. Dla budżetu państwa sytuacja związana z wysoką inflacją jest czynnikiem, który tymczasowo powoduje załagodzenie problemów jeśli chodzi o finansowanie wydatków budżetowych – które faktycznie w ostatnim czasie istotnie rosły w związku z prowadzaną rządową tarczą antyinflacyjną, jak również dodatkowymi świadczeniami społecznymi w formie waloryzacji emerytur czy też zapowiedzi wprowadzenia 14 świadczenia emerytalnego i rentowego.

– W sytuacji, w której tak istotnie rosną stopy procentowe, koszty finansowania emisji nowego długu publicznego i jego obsługi rzeczywiście będą wysokie. Natomiast jednocześnie wysoka inflacja oddziałuje na wzrost bazy podatkowej – pojawiają się dodatkowe możliwości finansowania, co ułatwia zmiany w systemie podatkowym przez wprowadzenie niższej stawki podatkowej – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, Główny Ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Natomiast oczywiście z punktu widzenia konsumentów i przedsiębiorców obecna sytuacja jest głęboko niekomfortowa. Utrudnia kalkulację ekonomiczną i wymusza stałe zmiany cen po stroni przedsiębiorców. Wywołuje dodatkowe koszty i niepewność, jeśli chodzi o składniki kosztowe ponoszone przez przedsiębiorców. Nie ulega wątpliwości, że obecna sytuacja będzie wymagała dalszej reakcji ze strony Rady Polityki Pieniężnej – która już od wielu miesięcy podnosi stopy procentowe. Niestety musimy spodziewać się, że koszt pieniądza będzie dalej rósł, a na najbliższym kwietniowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej możemy spodziewać się podwyżki stóp procentowych o 50, a nawet 75 punktów bazowych – przewiduje Kozłowski.

Już 8 państw UE z dwucyfrową inflacją. Rynki czekają na EBC

Na rynku widzimy kolejne niemiłe niespodzianki w odczytach inflacji. Wzrost cen podbijany jest przez wzrosty na ropie. Dzisiaj posiedzenie EBC. Jeżeli bank znów będzie starał się udawać, że problemu nie ma, to będzie on tylko rósł.

Ropa znów straszy

Jeszcze na początku tygodnia wydawało się, że wracamy w stronę taniego paliwa. Rosyjska ropa trafia na rynek azjatycki, co prawda po silnych przecenach. Problemem jest jednak logistyka. Kierunek ten jest niewydajny i nie jest w stanie odebrać takiej ilości surowca. Co ciekawe, mimo nieskuteczności sankcji, surowiec w tym tygodniu idzie wyraźnie w górę. Bardziej interesująca nas w Europie ropa, która w poniedziałek znajdowała się poniżej 100 dolarów, dzisiaj w nocy była już 10 dolarów droższa. W górę idą też notowania amerykańskiej ropy. Są to problematyczne dane, gdyż wzrost cen paliw tylko napędza problemy inflacyjne na świecie.

Inflacja w Europie

Dzisiaj Słowacja dołączyła do ekskluzywnego grona już 8 państw Unii Europejskiej z dwucyfrową inflacją. Do tego grona nie dostała się wczoraj Hiszpania, która uzyskała wynik 9,8%. W obydwóch przypadkach były to rezultaty zgodne z oczekiwaniami. Oba te państwa są również członkami unii walutowej i nie mają instrumentów, by realnie przeciwdziałać inflacji. Mają co prawda środki spoza polityki monetarnej, ale te są mniej skuteczne. W teoretycznie lepszej sytuacji jest Szwecja, która ma możliwość reagowania. Inflacja wynosi tam co prawda zaledwie 6%, aczkolwiek jest to wzrost aż o 1,7% w skali miesiąca. W tym tempie kraj ten szybko będzie mieć poważny problem. Rynki wyraźnie mają nadzieję na wzrost stóp procentowych w Szwecji, bo po odczycie korona się umacnia.

Kanada podniosła stopy procentowe

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami Bank Kanady podniósł główną stopę procentową o 0,5%. Wynosi ona obecnie 1%. Kanadyjczycy ze względu na bardzo silne powiązania gospodarcze ze swoim południowym sąsiadem starają się mocno dopasowywać do tamtejszej polityki monetarnej. Skoro Amerykanie podnoszą stopy procentowe, to i w Kanadzie pojawia się dobra okazja. Kanadyjczycy mogli się bać podnosić wcześniej, by nie umacniać zbytnio dolara kanadyjskiego. Trzeba pamiętać, że inflacja wynosi tam “zaledwie” 5,7%, zatem przestrzeni do działań władze monetarne mają więcej niż w USA. To, czego się bała część analityków, czyli umocnienie dolara kanadyjskiego, miało jednak miejsce. Po decyzji waluta umocniła się względem dolara amerykańskiego o niemal 1%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
13:45 – strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – sprzedaż detaliczna.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Jastrzębie EBC?

Spodziewamy się, że kwietniowe zebranie Europejskiego Banku Centralnego w tym tygodniu przyniesie jastrzębi ton i otworzy drogę do pierwszej podwyżki stóp od ponad dekady na jednym z najbliższych posiedzeń. O ile na długo wyczekiwaną podwyżkę w czerwcu może być dla banku centralnego zbyt wcześnie, o tyle nie wykluczamy, że już wówczas może dojść do wzrostu stóp o 10 pb.

Dostrzegamy również możliwość, że EBC decyduje się na podwyżkę w lipcu – byłoby to jednak dość niekonwencjonalne działanie, biorąc pod uwagę, że lipcowe posiedzenie nie przyniesie nowych projekcji makroekonomicznych. Uważamy, że podwyżki o 25 pb. we wrześniu i grudniu są coraz bardziej prawdopodobnym scenariuszem, a skala podwyżek w 2023 r. powinna przekraczać obecne rynkowe oczekiwania.

Spodziewamy się w tym tygodniu kolejnej jastrzębiej rekalibracji programu skupu aktywów APP. W marcu EBC mówił o zakupach o wartości 40 mld euro w kwietniu, 30 mld euro w maju i 20 mld euro w czerwcu, zanim zakończy zakupy netto w III kwartale. Uważamy, że ze względu na kolejne zaskoczenia inflacyjne bank może teraz ogłosić zakończenie zakupów istotnie wcześniej. Możliwe, że skup będzie trwał tylko do czerwca. Sama wysokość zakupów w międzyczasie raczej nie będzie szczególnie istotna dla inwestorów, przyspieszenie zakończenia skupu mogłoby jednak otworzyć drzwi do podwyżki stóp najwcześniej w czerwcu, a najpóźniej we wrześniu. Wielu jastrzębich członków Rady (w tym Klaas Knot, Robert Holzmann i Pierre Wunsch) wyraziło już poparcie dla wcześniejszego zakończenia skupu aktywów, a część wprost wspomniała, że we wrześniu możliwa jest podwyżka stóp.

Komentarze Lagarde zaważą na kursie EUR/USD

Komunikaty prezeski Christine Lagarde będą odgrywać istotną rolę w kształtowaniu rynkowych oczekiwań dotyczących stóp. Nie spodziewamy się radykalnych zmian retoryki. Najistotniejsze różnice dotyczące dalszych kroków poznamy najprawdopodobniej dopiero w czerwcu, kiedy zostaną wydane nowe projekcje makroekonomiczne. Uważamy, że Lagarde w kwietniu ponownie podkreśli, że podwyżki nadejdą „jakiś czas” po wygaszeniu APP, a bank przyjmie elastyczne podejście do polityki zależne od odczytów. Jednocześnie naszym zdaniem EBC zasygnalizuje rosnące obawy związane z uporczywością nadwyżkowej inflacji i zobaczymy przybierający na sile rozłam między jastrzębimi i gołębimi członkami Rady Prezesów, o którym wspominamy od jakiegoś czasu.

Obecnie rynek wycenia, że stopy w czerwcu będą wyższe o 6 pb., w lipcu – o 18 pb., a do końca roku – o 70 pb. Jeśli rynek uzna, że komentarze Lagarde torują drogę do podwyżki na zebraniu w czerwcu lub lipcu, euro prawdopodobnie gwałtownie się umocni w relacji do głównych walut. Szczególnie biorąc pod uwagę jego obecnie niską cenę – kurs EUR/USD jest w okolicy najniższego poziomu od maja 2020 r. (Wykres 1).

Wykres 1: Kurs EUR/USD (2021 – 2022)Kurs EUR USD (2021 – 2022)

Źródło: Refintiv Datastream Data: 12.04.2022

Miesiąc istotnych zmian dla EBC

Po marcowym posiedzeniu wspominaliśmy, że rynek zareagował prawdopodobnie nieco zbyt mocno na wskazanie banku, że podwyżka może nadejść „jakiś czas” po wygaszeniu APP. Uważamy, że dało to EBC większą elastyczność w kwestii polityki. Utrzymujemy ten pogląd, szczególnie biorąc pod uwagę jastrzębi ton protokołu z marcowego zebrania. Wynika z niego, że część decydentów wyraziła obawy, że polityka banku nie jest dostosowana do sytuacji i że nadwyżka inflacji jest większym problemem niż perspektywy wzrostu gospodarczego. Dodatkowo w tekście pojawiła się niespodziewanie ostra krytyka projekcji makroekonomicznych banku, które zakładają powrót do celu inflacyjnego w 2023 r. EBC znacząco nie docenia uporczywości wysokiej inflacji, co naszym zdaniem naraża wiarygodność banku.

Od czasu marcowego zebrania wzrost cen w strefie euro pobił kolejne rekordy, co stanowi dodatkową zachętę dla Rady Prezesów, by zwiększyć tempo wygaszania stymulacji. Główna miara inflacji konsumenckiej wzrosła do 7,5% (oczekiwano 6,6%), zaś bazowa do 3,0%. Oczekiwania inflacyjne również istotnie wzrosły, szczególnie po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Swap inflacyjny 5y5y (oczekiwania inflacyjne dla 5-letniego okresu 5 lat od teraz) wzrósł do ponad 2,3%, a decydenci prawdopodobnie coraz bardziej przejmują się odkotwiczeniem oczekiwań inflacyjnych. Odpowiada to obecnie mniej więcej wartości tej miary w USA, gdzie stopy procentowe mają być podnoszone w tym roku w agresywnym tempie – fed funds futures wyceniają obecnie ponad 220 pb. podwyżek w pozostałej części 2022 r.

Uważamy, że stopa procentowa EBC jest zdecydowanie zbyt niska w stosunku do sytuacji inflacyjnej, i wydaje się, że coraz większa część Rady Prezesów ma podobne zdanie.

Wykres 2: Swap inflacyjny 5y5y w strefie euro i USA (2021 – 2022)Swap inflacyjny 5y5y w strefie euro i USA (2021 – 2022)

Źródło: Refintiv Datastream Data: 12.04.2022

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek o godz. 13:45, a konferencja prasowa rozpocznie się o 14:30.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

4 pokolenia pracowników – 4 korzyści

  1. Baby Boomers: są zdyscyplinowani, lojalni wobec pracodawcy i to w ramach struktury firmy widzą swój rozwój kariery. Cenią dobrą płacę, możliwość awansu, stabilność zatrudnienia oraz pakiety benefitów. W kwestii komunikacji preferują formę bezpośrednią (rozmowa lub telefon), ewentualnie e-mail.
  2. Pokolenie X: jest nastawione na rozwój swoich kompetencji, ale też dużą wagę przywiązuje do wykonywanego zawodu. Oprócz adekwatnego wynagrodzenia ceni możliwość awansu, samodzielność, benefity oraz work-life balance. W komunikacji najchętniej wykorzystuje e-mail, ewentualnie telefon.
  3. Pokolenie Y: ma „misyjne” podejście do pracy, a pracodawcę chce traktować po partnersku i takie relacje zawodowe preferuje. Docenia możliwość rozwijania kompetencji, niezależność i pracę zespołową. W komunikacji częściej korzysta z wiadomości tekstowych, również za pośrednictwem mediów społecznościowych lub przez aplikacje.
  4. Pokolenie Z: ceni zarówno dobrą płacę, jak i inspirującą pracę, najchętniej z misją i w nowoczesnym otoczeniu. Nie jest mocno związane z pracodawcą i stosunkowo łatwo zmienia pracę, poszukując nowych wyzwań. Jako narzędzie komunikacji najczęściej wykorzystuje aplikacje mobilne a także wideo – ceni szybki kontakt.

Współczesne firmy są coraz częściej jak wielopokoleniowe rodziny, co jest oczywiście konsekwencją trendów demograficznych. Podobnie jak w przypadku domu, w którym mieszka jednocześnie kilka generacji, również przedsiębiorstwa, posiadające zespół o zróżnicowanej strukturze wiekowej, muszą nauczyć się funkcjonować w tym układzie. To wiąże się z wyzwaniami – przede wszystkim dotyczącymi metody zarządzania zespołem. Jednak zapłatą za ten wysiłek są korzyści, jakie przynosi multigeneracyjność. Oto 4 najważniejsze.

Mamy obecnie niecodzienną sytuację demograficzną, jeśli chodzi o strukturę zatrudnienia w firmach. Może bowiem zdarzyć się, że w jednym przedsiębiorstwie pracują jednocześnie przedstawiciele czterech pokoleń: Baby Boomers, generacji X, Y oraz Z. Choć różni ich podejście do pracy, stopień lojalności w stosunku do pracodawcy, rodzaj oczekiwań wobec niego, a także preferowane formy komunikacji – dobra współpraca nie jest wykluczona. Przeciwnie, może przynieść wymierne korzyści.

Korzyść 1: różnorodne kompetencje

W rodzinie wielopokoleniowej każdy członek ma określone miejsce, rolę do spełnienia oraz wyznaczone zadania, z których musi się wywiązać. Zadania te oczywiście dopasowane są do wieku i możliwości każdego z członków rodziny. Podobnie rzecz się ma z firmami, w których wspólnie pracują przedstawiciele różnych generacji. Są na różnych etapach rozwoju zawodowego, posiadają różne umiejętności – wynikające zarówno z doświadczenia zawodowego, jak i z wieku.

– W rodzinie wielopokoleniowej życie toczy się swoim rytmem, ale to nie oznacza, że członkowie rodziny nie czerpią korzyści ze wspólnego życia. Tak samo jest w firmie, w której jednocześnie pracują osoby w różnym wieku, z różnym stażem pracy, doświadczeniem zawodowym, wykształceniem, kompetencjami. Mogą i powinni czerpać nawzajem od siebie – uczyć się i wspomagać. Przykładem może być współpraca młodego pracownika, przedstawiciela pokolenia Z, który – z natury jest multizadaniowy, ma bardzo wysokie kompetencje w zakresie nowych technologii i np. aplikacji mobilnych – oraz przedstawiciela generacji Baby Boomers, który co prawda zazwyczaj słabiej porusza się po nowych technologiach, za to ma szerszą sieć kontaktów zawodowych, a przede wszystkim doświadczenie, jak radzić sobie w trudnych sytuacjach. Połączeni tworzą team idealny – wyjaśnia Aneta Stelmach z firmy Quercus.

Jak wykorzystać taki potencjał? Dzięki narzędziom, takim jak SuccessFactors, można bardzo szybko uzyskać informacje o kompetencjach posiadanych przez każdego z pracowników i skonfrontować je z wymaganiami dla poszczególnych stanowisk w zespole. Wówczas może okazać się, że choć pracownikowi na danym stanowisku brakuje konkretnych umiejętności, posiada je inny członek zespołu. Przy efektywnej współpracy – w kontekście całego zespołu – lukę kompetencyjną można więc zniwelować (oraz oczywiście uwzględnić odpowiednie szkolenia w przyszłości).

Korzyść 2: szersze spojrzenie

Czasami przeszkodą w zbudowaniu dobrze funkcjonującego wielopokoleniowego zespołu bywa niezrozumienie i koncentrowanie się na „wadach”, a nie „zaletach” poszczególnych pokoleń. To działa w obie strony. Starsi pracownicy mogą postrzegać młodych jako roszczeniowych, nie zauważając, że to od nich warto uczyć się umiejętności oddzielania spraw zawodowych od prywatnych. Młodzi często koncentrują się na tym, że starsze pokolenia nie zawsze nadążają za zmianami technologicznymi, Tymczasem ich wielką zaletą jest doświadczenie i wiele „przerobionych” sytuacji zawodowych, dzięki czemu potrafią bez wahania poradzić sobie w momentach trudnych, a nawet kryzysowych.

– Zróżnicowany wiekowo zespół, który koncentruje się na pozytywach, jest innowacyjny, bo potrafi czerpać z atutów każdego pokolenia. Jest bardziej skuteczny w realizacji projektów, umie spojrzeć na zadanie z perspektywy różnych generacji, a w efekcie opracować optymalne rozwiązanie, uwzględniające te problemy. Starsi pracownicy potrafią na przykład przeprowadzać wnikliwe analizy, ale to młodsze pokolenia sprawniej owe dane pozyskają. Przedstawiciele Baby Boomers i pokolenia X są bardziej odpowiedzialni w kwestii realizacji zadań, ale to młodzi nie zawahają się postawić trudne pytanie przełożonemu. W dłuższej perspektywie zespół wielopokoleniowy to rozwiązanie optymalne – podkreśla Aneta Stelmach.

Korzyść 3: mniejsza rotacja

Jednym z większych zagrożeń zespołów monogeneracyjnych są falowe rotacje. Dotyczy to na przykład sytuacji, kiedy pracownice w zbliżonym wieku odchodzą na urlopy macierzyńskie lub pojawia się fala odejść na emeryturę albo klasycznej zmiany pracy, co w przypadku młodszych pokoleń jest niejako wpisane w ich naturę. Zarówno czasowe absencje, jak i rotacje, jeśli są falowe, stanowią istotne zagrożenie dla płynności procesów w firmie i są wyzwaniem rekrutacyjnym. Takich problemów nie ma w przypadku wielopokoleniowych zespołów – w pewien sposób chroni to firmę przed falą odejść, zapewniając stabilność zatrudnienia i wydajność zespołów.

– Dzięki zaawansowanym narzędziom, takim jak SuccessFactors Succession & Development, możemy w pewnym stopniu przewidzieć, w przypadku których pracowników występuje największe zagrożenie odejściem (i oczywiście spróbować zawczasu temu przeciwdziałać). Aby uniknąć większego ryzyka falowych odejść, warto otworzyć się na zatrudnianie pracowników w różnym wieku, nawet jeśli oznacza to konieczność wdrożenia dodatkowych szkoleń – zaznacza Wojtek Miszewski, ekspert w zakresie SuccessFactors w Quercus.

Korzyść 4: naturalny transfer wiedzy

W zróżnicowanym wiekowo zespole, podobnie jak w wielopokoleniowej rodzinie, poszczególni członkowie w naturalny sposób uczą się od siebie. To nie tylko transfer wiedzy od młodych, zaawansowanych technologicznie pracowników do starszych stażem kolegów, ale również w drugim kierunku. Pracownicy 50+, często niesłusznie marginalizowani, mają bardzo duży potencjał – wynikający z doświadczenia, kompetencji zawodowych, zaangażowania w pracę, potrzeby samorealizacji – również w wieku okołoemerytalnym i emerytalnym. Warto o tym pamiętać, tym bardziej, że jako społeczeństwo starzejemy się i coraz trudniej będzie pozyskać do pracy specjalistów z młodszych pokoleń (bardzo duża konkurencja). Dobrze przemyślany plan współpracy ze starszymi pracownikami może okazać się skutecznym rozwiązaniem.

– Część pracowników w wieku emerytalnym może i chce nadal pracować. Warto wykorzystać te deklaracje i stworzyć im odpowiednie warunki pracy, takie, w których mogliby w pełni wykorzystać swoje atuty. Dobrym pomysłem może być wprowadzenie funkcji mentora oraz wdrożenie długofalowego planu sukcesji. W obu przypadkach starsi pracownicy mogą przekazać swoją wiedzę młodszym, dzieląc się również know how. A jednocześnie – w trakcie codziennych obowiązków – zwiększać swoje kompetencje, na przykład dotyczące nowych technologii. Nikt lepiej niż przedstawiciele generacji Z się po nich nie porusza – podsumowuje Wojtek Miszewski.

Wielopokoleniowy zespół może stać się zespołem samozarządzającym. Posiadając różnorodne kompetencje, umiejętność spojrzenia na problem z różnych perspektyw, ucząc się wykorzystywać atuty członków w każdym wieku i w naturalny sposób przekazując sobie wiedzę i doświadczenie – może w dużym stopniu odciążyć menedżera. Starsi pracownicy, zwykle czujący większą odpowiedzialność, „porządkują” pracę w zespole, młodsi są z kolei pełni entuzjazmu i otwarci na to, co nieszablonowe. Wspólnie mogą wypracować rozwiązania nieosiągalne dla grup zbliżonych wiekowo. Wszystko jednak pod jednym warunkiem – że będą słuchać się nawzajem, będą empatyczni i nauczą się szukać pozytywów, unikając stereotypowego spojrzenia na poszczególne generacje.

Unfold.vc zwiększa zaangażowanie kapitałowe w Poley.me

  • vc zwiększył zaangażowanie kapitałowe w Poley.me – wrocławskim startupie z autorską maszyną do robienia drinków, działającą w modelu RaaS (Robot as a Service).
  • To już druga transza inwestycyjna Unfold.vc w spółkę. W sumie, „bar przyszłości” pozyskał 1 mln zł od wrocławskiego funduszu. Startup widzi szansę na szybki rozwój i ekspansję, dlatego już szykuje się na jesienną rundę finansową.
  • W portfelu Unfold.vc (d. Venture INC) oprócz Poley.me znajdują się m.in: Brand24, Infermedica, Timecamp, Intelliseq, Sundose, neurocare group czy GibLib.

Ostatnie dokapitalizowanie wrocławskiego startupu Poley.me przez Unfold.vc wpisuje się w strategię notowanego na GPW funduszu, który po ogłoszonym w marcu tego roku rebrandingu intensyfikuje działania inwestycyjne. Oprócz aktywnego poszukiwania kolejnych projektów, fundusz mocno angażuje się w spółki, które już ma w portfelu. W Poley.me, automatyzujące proces sprzedaży, przygotowywania i podawania drinków, właśnie zwiększył zaangażowanie kapitałowe.

Unfold.vc uwierzył w spółkę już w 2021 roku, poszerzając tym samym swoje kategorie inwestycyjne o model RaaS (Robot as a Service), wskazywany jako nadchodzący trend w automatyzacji usług. Objęcie kolejnych udziałów w Poley.me jest wynikiem udanej realizacji planów spółki, zakładających m.in. rozwój technologii i realizację pierwszych wdrożeń.

– Poley.me wykazuje duży potencjał rozwoju i wzrostu, m.in. ze względu na obecność w branży, która szczególnie teraz potrzebuje innowacyjnych rozwiązań. Widzimy, że postępująca automatyzacja wkracza w coraz to nowe obszary, nie tyle zastępując pracę ludzi, co ułatwiając ją. Poświęcamy szczególną uwagę spółkom reagującym na zmiany, jakie się wokół nas dzieją. Jako inwestor dostrzegamy globalny potencjał Poley.me, dlatego po raz kolejny inwestujemy w ten doświadczony zespół z wysokimi kompetencjami inżynierskimi, menedżerskimi i biznesowymi – mówi Magdalena Surowiec, managing partner w Unfold.vc.

Pierwszy tysiąc w tydzień

Poley.me powstało w 2019 roku z inicjatywy grupy przyjaciół inżynierów: Dawida Kościółka, Daniela Wieczorka, Michała Szarka i Kamila Paśko. W ciągu kilku miesięcy od pojawienia się pomysłu na biznes powołali spółkę, a następnie zbudowali prototyp maszyny, którą Unfold.vc docenił, inwestując w projekt już w sumie 1 mln zł.

Maszyna właśnie stanęła u pierwszego klienta, rozpoczynając tym samym oficjalną sprzedaż napojów. W ciągu pierwszych siedmiu dni od uruchomienia zaserwowała ich ponad tysiąc.

– Nasz robot wzbudził ogromne zainteresowanie, zarówno ze strony klientów, którzy dosłownie dziękują nam za to rozwiązanie, jak i ze strony samych barmanów, których maszyna realnie odciąża w codziennej pracy i pozwala skupić się na kreatywnych koktajlach oraz budowaniu relacji z gośćmi. Ludzie podchodzą do nas i mówią: nareszcie, to jest to, czego potrzebowaliśmy. Mamy też odzew z rynku – coraz więcej telefonów od właścicieli barów i innych punktów gastronomicznych. Cieszymy się, że krok po kroku realizujemy założony plan. Zbudowaliśmy prototyp, w który uwierzyli inwestorzy. Teraz pokazaliśmy, że nasze rozwiązanie ma sens pod kątem biznesowym, zwiększając efektywność i obroty lokali – mówi Dawid Kościółek, wspólnik w Poley.me.

Autorski, w pełni autonomiczny robot może przygotować nawet 120 piw lub drinków na godzinę, zwielokrotniając tym samym przepustowość i eliminując długie kolejki przy barach – obsługa jednego klienta zajmuje kilkadziesiąt sekund. Poley.me planuje wykorzystać sztuczną inteligencję, dzięki której maszyna na podstawie preferencji klientów połączy smaki, a także zweryfikuje, czy dana osoba jest pełnoletnia. Automat jest w stanie przyjąć zamówienie i płatność, a następnie wydać drinka wraz z paragonem.

Startup zapowiada dalsze prace nad technologią tak, by robot stawał się coraz bardziej niezawodny i wydajny, spełniając jednocześnie rosnące oczekiwania klientów. Dzięki finansowaniu od Unfold.vc, Poley.me będzie realizować ambitny plan dalszego doskonalenia produktu i rozszerzenia sieci sprzedaży.

Kolejna runda w drodze

W założeniach na najbliższy czas mamy ulepszanie produktu, by po planowanej na czwarty kwartał kolejnej rundzie rozpocząć produkcję na większą skalę i móc dystrybuować do kilkunastu maszyn miesięcznie, zdobywając kolejnych klientów w różnych lokalizacjach. Widząc zainteresowanie funduszy naszą spółką, planujemy w tym roku pozyskać jeszcze 1 mln euro. Finansowanie przeznaczymy na skalowanie biznesu – zapowiada Dawid Kościółek, wspólnik w Poley.me.

Przedstawiciele Poley.me zakładają szeroką ekspansję, najpierw lokalnie we Wrocławiu i w Warszawie, a później za granicami kraju, w największych europejskich miastach.

W stronę automatyzacji

Pandemia Covid-19 pomogła wkroczyć innowacyjnym maszynom w nowe branże. Już 2 lata temu Międzynarodowa Federacja Robotyki informowała w raporcie „World Robotics Reports 2020”, że na świecie jest blisko 2,7 mln robotów. Pracują one głównie w fabrykach, laboratoriach, przemyśle lekkim, rolnictwie czy opiece medycznej. Coraz częściej znajdują zastosowanie w gastronomii, wspierając kelnerów w serwowaniu dań czy kucharzy w tworzeniu potraw. Pandemia wyraźnie wyeksponowała kluczową rolę robotów i przyspieszyła trend automatyzacji branży.

–  Do tej pory większość procesów w gastronomii odbywała się manualnie, ale tak dynamicznie zmieniająca się branża potrzebuje wsparcia ze strony automatyzacji. Covid-19 dał właścicielom lokali impuls do odważnych zmian w obliczu m.in. przechodzenia pracowników do innych sektorów, ale i faktu, że klienci oczekują wysokiego standardu higieny. Lawinowo zwiększyło się więc w tym obszarze zapotrzebowanie na innowacyjne, bezpieczne rozwiązania podkreśla Daniel Wieczorek, wspólnik i CEO Poley.me.

Pomysłodawcy Poley.me podkreślają, że maszyna nie ma zastąpić barmanów, a być ich partnerem w codziennej pracy, przyczyniając się do generowania jeszcze większych zysków. – Czujemy, że to dobry moment na rozwój naszego biznesu. Jeszcze 10 lat temu skonstruowanie takiej maszyny i wejście na rynek wiązało się z dużo większymi kosztami i wymagało znacznie więcej czasu. My jesteśmy w stanie przejść ten proces w ciągu kilku miesięcy. Robotyzacja gastronomii to teraźniejszość, a my przygotowywaliśmy się na ten moment od kilku lat – podkreślają przedstawiciele spółki. 

Podsumowanie I kw. 2022 na polskim rynku nieruchomości handlowych

Rynek handlowy, wciąż odczuwający skutki pandemii, a także dwucyfrowej i wciąż rosnącej inflacji, zakończył I kw. 2022 r. z wynikiem 30,6 tys. mkw. GLA nowej podaży. Tym samym całkowite zasoby powierzchni w tym sektorze przekroczyły 12,4 mln mkw. GLA. W planach deweloperów na bieżący rok jest dostarczenie kolejnych 350 tys. mkw. GLA powierzchni handlowej, z czego 244 tys. mkw. GLA jest w budowie. Nowe inwestycje przyjmą formę głównie małych parków handlowych o profilu zakupów codziennych – wynika z najnowszych danych firmy Colliers.

Małe parki handlowe wciąż górą

Na 30,6 tys. mkw. GLA powierzchni handlowej oddanej do użytku w I kw. 2022 r. składa się m.in.  otwarcie nowej części Gemini Park Tychy (ponad 7 tys. mkw.) z Multikinem oraz I etapu kompleksu Karuzela powstającego w Kołobrzegu (market budowlany z ok. 10 tys. mkw. GLA).

W planach deweloperów na rok bieżący jest oddanie ok. 350 tys. mkw. GLA powierzchni handlowej ulokowanej głównie w małych parkach handlowych o profilu zakupów codziennych, które zyskały na popularności podczas pandemii. Nowe inwestycje nie przekroczą swoimi rozmiarami 30 tys. mkw. GLA. Do największych obiektów, które mają zostać oddane do użytku w tym roku, zaliczają się Karuzela Kołobrzeg, Atut Ruczaj II Kraków i Bawełnianka Bełchatów.

– W I kw. 2022 r. zaobserwowaliśmy wzrost aktywności w zakresie najmu ze strony podmiotów wielko- i średniopowierzchniowych, m.in. z sektorów spożywczego, dyskontowego, mody i rekreacji. Powstają również innowacyjne koncepty, które są odpowiedzią sieci handlowych na zmieniające się potrzeby klientów. Jako przykład warto wymienić np. Żabkę Nano w sklepach wielkopowierzchniowych, paczkomaty InPost w sklepach Żabka, sklep cyrkularny Less.store, Homla showroom czy TOP&POP Inmedio. Miniony kwartał upłynął również pod znakiem kilku debiutów m.in. Philipp Plein czy Snipes – mówi Katarzyna Michnikowska, Dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

ESG trwałym trendem

Wartości, jakie niesie za sobą idea ESG (społecznej, środowiskowej i ekonomicznej odpowiedzialności biznesu), wkraczają do sektora handlowego w Polsce, przybierając postać konkretnych strategii, harmonogramów zmian, programów pilotażowych czy doraźnych akcji w codziennej działalności. Projekty ESG realizują zarówno inwestorzy, deweloperzy, jak i sieci handlowe. Dotyczą one m.in. ograniczania śladu węglowego, reorganizacji łańcuchów dostaw, gospodarki cyrkularnej czy wzrostu znaczenia badań i konsultacji społecznych w procesach inwestycyjnych.

– Przykładem rozwijanych działań w branży handlowej jest wprowadzenie opakowań wielokrotnego użytku czy biodegradowalnych reklamówek, dążenie do zmniejszenia negatywnego wpływu procesu dostaw i zwrotów towarów na środowisko. Wzrasta również rola zarządzania, sprawiedliwego wynagradzania, inwestycji w kapitał ludzki czy dbania o interesy społeczności lokalnej – wymienia Katarzyna Michnikowska.

– Testem na wierność ideom ESG było także zachowanie firm w sytuacji wojny w Ukrainie. Na znak protestu przeciwko rosyjskiej agresji znaczna część organizacji podjęła decyzję o wycofaniu się lub zawieszeniu działalności na terenie Rosji oraz Białorusi i usunięciu z oferty produktów pochodzących z tych krajów. Jednocześnie sektor handlowy aktywnie włączył się w pomoc uchodźcom przybywającym do Polski. Działania objęły m.in. udostępnianie obiektów na tymczasowe miejsca noclegowe, pomoc finansową i rzeczową, zbiórki żywności i leków, opiekę nad dziećmi oraz wsparcie dla uchodźców na polskim rynku pracy – dodaje Dominika Jędrak, Dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.