Polski Ład. W I kw. zainteresowanie ubezpieczeniami dla księgowych wzrosło o aż 60%

  • Po ponad trzech miesiącach od wejścia w życie Polskiego Ładu, liczba nieścisłości w przepisach podatkowych ciągle jest ogromna.
  • Ryzyko popełnienia błędu w rozliczeniach podatkowych jest duże, a konsekwencje i odpowiedzialność karno-skarbowa mogą ciążyć na księgowych i biurach rachunkowych nawet kilka lat.
  • Szacuje się, że pierwsze kontrole podatkowe zaczną się po 4-5 miesiącach od wdrożenia zmian. Najprawdopodobniej zatem czerwiec i lipiec będą czasem wzmożonej pracy dla osób z branży podatkowo-rachunkowej.
  • Księgowi szukają zabezpieczenia przed skutkami ewentualnych niedopatrzeń – wg multiagencji CUK Ubezpieczenia zainteresowanie ubezpieczeniami ochrony prawno-skarbowej wzrosło w I kwartale tego roku o aż 60 proc.

Wdrażanie przepisów Polskiego Ładu od wielu miesięcy pozostaje przedmiotem szerokiej debaty społecznej. O budzących wiele wątpliwości zmianach od początku alarmowali eksperci. Po niecałych czterech miesiącach od wprowadzenia największej w ostatnich latach reformy podatkowej zaplanowano wprowadzenie kolejnych zmian. Nowelizacja ma na celu uproszczenie systemu i wprowadzenie ograniczonych zmian na korzyść przedsiębiorców. Księgowi zauważają jednak, że nowe propozycje rządowe nie rozwiązują wszystkich problemów i wątpliwości zgłaszanych odnośnie pierwszej wersji Polskiego Ładu, a w niektórych przypadkach powodują dodatkowe komplikacje.

Ofiarami nieścisłości w prawie mogą stać się księgowi

Z największymi problemami wynikającymi z Polskiego Ładu zmagają się księgowi. Duża liczba luk i pułapek w nowym prawie nie ułatwiają ich codziennych obowiązków, a kolejne rozporządzenia mające na celu „łatanie” błędów, wcale nie upraszczają sprawy. Niepewność co do tego, które przepisy są wiążące, a które, być może, przedawnią się w najbliższym czasie sprawia, że praca wykonywana jednego dnia, może okazać się nieaktualna już kolejnego. Niedopracowanie systemu i pośpiech w przyjęciu tak wielu skomplikowanych rozwiązań sprawia też, że ewentualne pomyłki w rozliczeniach podatkowych mogą wychodzić na jaw jeszcze przez wiele lat.

Brak jasnej interpretacji wprowadzonych rozwiązań przenosi ogromną odpowiedzialność na księgowych i przedsiębiorców. Presję ciążącą na tej grupie zwiększą zapewne zapowiadane kontrole podatkowe. Pierwsze z nich, według szacunków, mają zacząć się po 4-5 miesiącach od wdrożenia zmian. Najprawdopodobniej zatem czerwiec i lipiec będą czasem wzmożonej pracy dla osób z branży podatkowo-rachunkowej.

Nic więc dziwnego w tym, że rozwiązania zabezpieczające przed konsekwencjami pomyłek są coraz popularniejsze. Z danych Multiagencji CUK Ubezpieczenia wynika, że liczba zapytań o polisy OC i ochrony podatkowej wzrosła w I kwartale roku o 60 proc.

Ryzyko popełnienia błędów w rozliczeniach z Urzędem Skarbowym wiąże się z dużymi konsekwencjami, na które narażeni są przede wszystkim księgowi i przedsiębiorcy. Ciągła niepewność co do interpretacji przepisów sprawia, że ochrona przed sankcjami karno-skarbowymi jest coraz bardziej pożądana. Od początku roku zauważamy zwiększone zainteresowanie tego typu polisami. Sprzedaż tych produktów wzrosła o aż 30 proc. w porównaniu do roku ubiegłego, co jeszcze bardziej obrazuje fakt realnej potrzeby ochrony. To specjalne rozwiązania dedykowane przedsiębiorcom i osobom fizycznym pracujących w działach księgowych ma na celu zabezpieczenie przed następstwami popełnionych, często zupełnie nieświadomie, błędów mówi Aurelia Szymańska z CUK Ubezpieczenia. 

Ochrona prawno-skarbowa. Na czym polega?

Wykonywanie czynności księgowych oraz czynności nadzorczych nad czynnościami księgowymi wiąże się z odpowiedzialnością karno-skarbową ciążącą nad osobami fizycznymi. Mowa tu głównie o księgowych, dyrektorach finansowych, osobach zarządzających, przedsiębiorcach oraz innych osobach ponoszących odpowiedzialność karno-skarbową i karną, jak np. pracownik działu controllingu, burmistrz czy wójt. Ubezpieczenia ochrony prawno-skarbowej, oprócz refundacji mandatów i kar administracyjnych, mogą również zawierać szereg dodatkowych rozwiązań budujących kompleksową ochronę.

Dla biur rachunkowych przewidziano ochronę w postaci obowiązkowego i/lub dobrowolnego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej przedsiębiorców, którzy usługowo prowadzą księgi rachunkowe. Taka polisa chroni przede wszystkim przed błędami, które powstaną w związku z wykonywaniem działalności księgowej oraz roszczeniami ze strony klientów.

Dodatkowym rozwiązaniem często poszukiwanym przez biura rachunkowe jest rozszerzenie obowiązkowego OC o ryzyka dobrowolne, w tym dotyczące osobistej odpowiedzialności karno-skarbowej. Dodatek przeznaczony jest dla osób profesjonalnie zajmujących się księgowością, na które możliwe jest nałożenie bezpośredniej kary wynikającej z popełnionego we własnych rozliczeniach błędu . W tym przypadku do kosztów odpowiedzialności karno-skarbowej zalicza się koszty obrony, kar administracyjnych i innych nałożonych na ubezpieczonego w wyniku wypadku ubezpieczeniowego.

Nawet 15 000 zł kary za błąd w rozliczeniu

Suma ubezpieczenia musi stanowić realne pokrycie potencjalnej kary i mandatów karno-skarbowych, ale też ponoszonej wobec pracodawcy odpowiedzialności trzykrotności wynagrodzenia. Wysokość mandatów karnych za wykroczenie skarbowe określana jest w granicach nieprzekraczających pięciokrotnej wysokości minimalnego wynagrodzenia, czyli w 2022 roku może sięgać nawet ponad 15 000 zł. Refundacja kosztów może również pokrywać odtworzenie zniszczonych dokumentów, koszty ochrony dobrego imienia czy wynagrodzenie adwokata. Pokrycie kosztów ochrony prawnej może mieć miejsce w postępowaniu karnym oraz karno-skarbowym.

Zauważamy, że zwiększone ryzyko związane z odpowiedzialnością podatkową nie wpłynęło znacząco na zmiany w składkach oczekiwanych przez ubezpieczycieli. Sytuacja na świecie i wzrost kosztów w praktycznie każdym sektorze mogą sprawić, że wkrótce ceny polis będą jednak rosły. Zapowiadane kolejne zmiany mogą wprowadzić jeszcze większy chaos w codziennej pracy biur rachunkowych i księgowych, którzy już teraz twierdzą, że problemy z interpretacją przepisów i nieprzewidywalność decyzji administracyjnych sprawiają, że perturbacje związane z naliczaniem podatków będą coraz większe. Koszt ubezpieczenia zapewniającego ochronę przed konsekwencjami karno-skarbowymi zaczyna się już od zaledwie 4,5 proc maksymalnej wysokości kary – dodaje Aurelia Szymańska z CUK Ubezpieczenia.

Według ekspertów planowane w niedługim czasie kontrole podatkowe, oprócz zwiększenia zainteresowania dodatkową ochroną ubezpieczeniową, mogą również wpłynąć na wzrost wysokości składek. Będzie to wynikało bezpośrednio z poziomu szkodowości, który prawdopodobnie się zwiększy w efekcie wychodzących przy okazji kontroli na jaw błędów i niedopatrzeń w rozliczeniach.

6 trendów w centrach danych, które należy obserwować w 2022 

Rynek centrów danych w Europie przeżywa rozkwit. W związku z rosnącym popytem na outsourcing IT inwestycje na Starym Kontynencie osiągają rekordowe wartości. Wnioski z raportu Global Data Center Survey pokazują tendencje na rynku DC i są pewną wskazówką dla klientów, którzy myślą o zakupie usług data center.

Rynek data center będzie się rozwijał coraz szybciej

To wniosek dość oczywisty, niemniej warty odnotowania. Zapotrzebowanie na usługi centrów danych jest rekordowo wysokie, co wynika z inicjatyw związanych z transformacją cyfrową, optymalizacją kosztów i rosnącym popytem na rozwiązania w chmurze. Gartner przewiduje, że globalne wydatki na usługi centrów danych wzrosną do 226 miliardów dolarów w 2022 roku, co oznacza wzrost o 11,4% w skali roku. Wnioski, jakie płyną z tych liczb dla klientów? Operatorzy z pewnością będą wprowadzali nowe usługi, starając się wykorzystać dobrą passę. Można spodziewać się zmian właścicielskich na rynku i budowy nowych ośrodków.

W związku z tym klienci powinni uważnie analizować oferowany przez operatorów poziom bezpieczeństwa w nowych inwestycjach. Może, ale nie musi on odpowiadać ich potrzebom. Nie każdy potrzebuje najwyższej  gwarancji dostępności, z drugiej strony centrum danych w przestrzeni adaptowanej często nie spełniają potrzeb firm z sektora finansowego czy handlowego, gdzie wymagana jest ciągłość działania — zwraca uwagę Mariusz Kagan, Dyrektor Działu Usług IT ds. Zarządzania Infrastrukturą w Grupie 3S.

Więcej obciążeń w chmurze

Firmy coraz częściej przenoszą krytyczne obciążenia do chmury publicznej. Przyznaje tak 33% ankietowanych, co w porównaniu do 2019 r. oznacza 7% wzrost. Z drugiej strony aż 32% organizacji przywróciło obciążenia z chmury publicznej do prywatnej chmury lub środowisk on-premise czy kolokacji. Najczęstszym powodem były koszty utrzymania, a następnie konieczność zachowania zgodności z przepisami. Inne powody to problemy z wydajnością i obawy związane z bezpieczeństwem, jednakże rzeczywiste naruszenia zabezpieczeń były przyczyną zaledwie 1% repatriacji obciążeń.

  • Oznacza to, że chmura publiczna nie jest optymalnym wyborem dla każdego. Często, dla większości organizacji lepszym rozwiązaniem jest chmura hybrydowa — połączenie chmury publicznej z chmurą prywatną lub z kolokacją — zarówno ze względu na koszty, jak i regulacje. Aby to jednak dostrzec, czasem trzeba przetestować chmurę publiczną na własnej skórze. I tak często się dzieje w ostatnich latach — podkreśla Mariusz Kagan. 

Z badań wynika, że 61% organizacji posiadających rozproszone obciążenia — w modelu on-premise, w chmurze i kolokacji — uważa, że rozłożenie ich ciężaru zwiększyło odporność na awarie i cyberataki.

Mniej przestojów w centrach danych, ale wyższe koszty

69% operatorów data center miało przestój w ciągu ostatnich 3 lat. Oznacza to spadek w porównaniu z rokiem 2020 o 9 pkt procentowych. Ograniczenie liczby awarii jest efektem większych inwestycji w technologie w okresie pandemii. To dobra wiadomość dla klientów.

Jeśli chodzi o wymiar przestojów, mniej więcej połowa z nich powoduje znaczne straty. Znajduje to odzwierciedlenie w spadku przychodów czy czasie nieaktywności. W tegorocznym raporcie 20% awarii zostało uznanych za poważne lub groźne dla organizacji, które je zgłosiły. Mniej więcej 6 na 10 poważnych przestojów w 2021 r. kosztowało więcej niż 100 tysięcy dolarów.

Niestety, zasilanie ciągle jest głównym czynnikiem poważnych przestojów, odpowiadając za 43% z nich w 2021. Kolejne powody to problemy z siecią (14%), awarie chłodzenia (14%) oraz błędy oprogramowania/systemów IT (14%).

– Centra danych gwarantują zazwyczaj zdecydowanie wyższy poziom bezpieczeństwa niż własne serwerownie, niemniej pewna część ośrodków data center nie spełnia wymogów do uzyskania stosownych certyfikatów opisujących poziomy zabezpieczenia ośrodka DC. Tak naprawdę, wysoki poziom niezawodności gwarantuje dopiero certyfikacja Tier 3 z redundancją kluczowych elementów infrastruktury – zwraca uwagę Mariusz Kagan z Grupy 3S.

Rozwój centrum danych na brzegu sieci

Edge computing odegra ważną rolę w rozwoju centrów danych – 61% przedsiębiorstw twierdzi, że spodziewa się wzrostu popytu na tę technologię. Szybki rozwój Internetu Rzeczy, AI inteligentnych miast zwiększa popyt na szybkie przetwarzanie danych jak najbliżej klienta. Decentralizacja mocy obliczeniowej bezpośrednio wpłynie na rodzaj centrów danych, jakie będą budowane w najbliższej przyszłości.

Zapotrzebowanie kadrowe na specjalistów

Walka o przyciągnięcie i utrzymanie pracowników jest dużym wyzwaniem dla wielu właścicieli i operatorów centrów danych. I będzie jeszcze większym. 47% zgłasza trudności w znalezieniu wykwalifikowanych kandydatów na wolne stanowiska pracy, a 32% twierdzi, że ich pracownicy są przechwytywani przez konkurencję. W szerszej perspektywie przewiduje się, że zapotrzebowanie na personel wzrośnie globalnie z około 2 milionów etatów w 2019 roku do prawie 2,3 miliona w 2025.

Dopływ nowych pracowników będzie potrzebny na wszystkich stanowiskach i we wszystkich regionach geograficznych. Na dojrzałych rynkach centrów danych w Ameryce Północnej i Europie istnieje dodatkowe zagrożenie starzenia się siły roboczej — wielu doświadczonych specjalistów przejdzie na emeryturę w tym samym czasie, pozostawiając wiele nieobsadzonych stanowisk, a także braki w wiedzy i doświadczeniu.

Praktyki ochrony środowiska wymagają poprawy

Uptime Institute zwraca uwagę, że obecnie 82% organizacji śledzi zużycie energii. Jednak efektywność wykorzystania energii (PUE) liczy zaledwie 70% firm.

PUE to ważny wskaźnik wydajności energetycznej centrów danych, szczególnie przy obecnych kosztach energii. Obiekt, który ma PUE na poziomie 2.1 lub 1.9 będzie droższy niż ten, który to PUE ma na poziomie 1.4 – po prostu do zasilania potrzebuje więcej energii – podkreśla Mariusz Kagan.

Raport wskazuje, że wiele centrów danych konsumuje znaczne ilości wody, ale tylko około połowa właścicieli i operatorów kontroluje jej wykorzystanie. Jeszcze mniej organizacji bada poziom eksploatacji serwerów (40%), emisji dwutlenku węgla (33%) oraz ilości wygenerowanych e-odpadów (25%), czyli zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego.

Wniosek? Podejście do zrównoważonego rozwoju zyska coraz większe znaczenie w sektorze centrów danych, choć na dziś większość organizacji nie śledzi zbyt dokładnie swojego śladu ekologicznego. Wymuszą to podejście klienci.

Czy warto używać hasztagów na Instagramie?

Nie ma co się oszukiwać, że hasztagi na Instagramie pełnią bardzo ważną funkcję. Nikt nas co prawda nie może Cię zmusić do ich stosowania, jednak warto zastanowić się nad tym, jakie możemy mieć z nich korzyści – a może być ich całkiem sporo.

Używanie hasztagów wpływa na większe zasięgi

Jednym z podstawowych, a zarazem z najcenniejszych plusów używania hasztagów pod postami, jest zwiększony zasięg danego zdjęcia.

Stosowanie odpowiednich hasztagów jest kluczowe w tej sytuacji. Ważne jest to, że muszą być one dobrane, tak aby pasowały do naszego postu. Inaczej stosowanie ich mija się kompletnie z celem.

Jeśli użyjemy dobrych hasztagów, w stosownej ilości możemy spodziewać się odpowiedniego wzrostu zasięgów. W ten sposób funkcjonuje właśnie algorytm Instagrama. Specjalistycznie dobrane hasztagi wzbogacają według algorytmu wartość dodanych przez użytkownika treści. W dodatku powoduje, że odbiorca ma ułatwione zadanie podczas wyszukiwania określonych treści.

Łatwiejsze dotarcie do grupy docelowej

Tu bezpośrednio możemy przejść do drugiej korzyści, która jest korzystna i dla twórcy, ale też dla odbiorców. Dlaczego? Głównie z powodu, że hasztagi na Instagramie, są swego rodzaju podpisem zdjęcia.

Podpisane za ich pomocą zdjęcia są łatwiejsze do wyszukania dla ludzi, którzy dokładnie wiedzą czego szukają. Dlatego tak kluczowa jest nie tylko ich obecność, ale świadomość ich wykorzystania.

Osoba szuka konkretnych informacji, treści, a dobre hasztagi pozwalają na ich łatwiejsze odnalezienie. Co z tego wynika? Twórca łatwiej dociera do grup docelowych swoich postów, a odbiorcy łatwiej odnajdują profile, które ich interesują. Powoduje to również, że użytkownicy Instagrama chętniej zostają na danym profilu, gdyż łatwiej trafiają do specjalistów w danej dziedzinie.

Serduszka to miara sukcesu

Każdy kto chociaż raz używał Instagrama wie, że są tam ważne dwie rzeczy: obserwacje i polubienia na Instagramie. Czy hasztagi mają wpływ na ilość serduszek pod postami? Oczywiście, że tak. Ktoś może zapytać jak? Śpieszymy z tłumaczeniem.

Dobre hasztagi sprawiają, że odpowiednie grupy odbiorcze łatwiej docierają na nasze profile i do naszych treści. Często zostają na takich profilach dłużej. Również powoduje to pobudzenie ich zainteresowania postami, które trafiają w ich gusta. A to już bezpośrednio wpływa na ilość polubień.

Ilość czy jakość hasztagów?

Wiele osób zajmujących się mediami społecznościowymi przyzna, że nie liczy się ilość hasztagów, a ich celowość. Stosunkowo niedawno nawet sam Instagram zalecił używanie od 3 do 5 hasztagów pod postem. Wydaje się niewiele, zważywszy jak spojrzy się na niedawne posty z masą, dosłownie całą toną bezcelowych, kompletnie nietrafionych hasztagów. Czy wpływało to w dobry sposób na naszą promocję? Nie do końca. Dlatego tak istotne jest używanie dobrze dobranych do treści hasztagów. Używanie za dużej ilości hasztagów może powodować ograniczenie widoczności postów, a nawet blokadę konta po które będzie konieczny kontakt z Instagramem.

Tylko po czym poznać jaki będzie ten odpowiedni hasztag? To bardzo proste. Wystarczy dobrać je albo do zdjęcia, tudzież do rzeczy jaką promujemy. To naturalne, że kompletnie innych hasztagów będzie używać sportowiec, a innego fotomodelka. Warto za pomocą trafnych hasztagów postarać się po prostu opisać fotografię, którą udostępniamy. Przekazać jakieś emocje. Jeśli jednak celujemy w odbiorców ze znacznie mniejszych grup, warto zastanowić się nad bardziej szczegółowymi hasztagami. Bowiem używanie tych najpopularniejszych oraz najbardziej ogólnych sprawia, że nasze posty po prostu gubią się w morzu pozostałych. Tego raczej nikt nie chce.

Podsumowanie

Gdy następnym razem, ktoś będzie zastanawiać się nad tym czy warto używać hasztagów na Instagramie, niech lepiej dobrze się zastanowi. W końcu Instagram już bardzo dawno przestał być tylko rozrywką, dla wielu to dosłownie biznes i bardzo często podstawowe źródło dochodu. Skoro więc jego twórcy dali nam możliwość korzystania z hasztagów warto się zastanowić nad tym, jak najlepiej je wykorzystać, by przyniosły pożądane rezultaty.

Oprocentowanie stałe czy zmienne – co wybrać?

Inflacja sięgająca w marcu poziomu 11 proc.[1], kolejne podwyżki stóp procentowych, niepewna sytuacja ekonomiczna związana z wojną w Ukrainie… To wszystko sprawia, że na rynku kredytowym obserwujemy dynamiczne zmiany dotyczące wzrostu kosztów kredytów hipotecznych. Na to, ile wynosi miesięczna rata zobowiązania, w dużej mierze wpływa wysokość oprocentowania kredytu. W obecnej rzeczywistości potencjalny kredytobiorca stoi przed ważnym wyborem: jakie oprocentowanie wybrać – stałe czy zmienne? Jednak, żeby podjąć taką decyzję, potrzebna jest odpowiednia wiedza. A jak wynika z badania ZBP, prawie połowa Polaków nie wie, z czym wiążą się obie opcje: aż 47 proc. badanych błędnie uważa, że zmiana stóp procentowych wpływa na wysokość raty kredytu o stałym oprocentowaniu[2]. Dlatego tak ważna jest stała edukacja w tym temacie i czerpanie informacji z wiarygodnych źródeł. Eksperci Związku Firm Pośrednictwa Finansowego (ZFPF) wyjaśnią, więc pokrótce najważniejsze rzeczy związane z oprocentowaniem kredytu hipotecznego.

Z powodu ogromnego skoku cen na rynku paliw, w marcu GUS odnotował wyższy od oczekiwanego wskaźnik inflacji na poziomie 10,9 proc[3]. Aby „walczyć” z negatywnymi skutkami tego zjawiska, RPP zdecydowała się podnieść na przestrzeni ostatnich miesięcy kilkukrotnie stopy procentowe. Dzięki czemu możliwe jest stopniowe wyhamowanie dalszego wzrostu cen. W tej chwili mamy do czynienia z bezprecedensową serią podwyżek. Stopa referencyjna wzrosła z bardzo niskiego poziomu 0,10 proc. we wrześniu 2021 r. do 4,5 proc. proc. obecnie. Co będzie dalej?

–  Prawdopodobnie to nie koniec podwyżek. Większość prognoz pokazuje, że stopa referencyjna NBP osiągnie poziom od 5 proc. do nawet 7 proc. Trzeba się więc przygotować na to, że raty kredytów w kolejnych miesiącach mogą być jeszcze wyższe – tłumaczy Jarosław Sadowski, ekspert ZFPF, Expander Advisors.

Wysokie stopy wpływają na wysokie oprocentowanie

Wysokość oprocentowania kredytów jest pochodną poziomu stóp procentowych. Im są one wyższe, tym wyższe oprocentowanie. Z kolei oprocentowanie jest najważniejszą składową kosztu kredytu.

–  Dlaczego pierwszą rzeczą, na którą powinno się zwracać uwagę w ofertach kredytu hipotecznego jest oprocentowanie? Ponieważ to podstawowy koszt kredytu. Jest to wyrażony procentowo wskaźnik, który pokazuje koszt odsetek zobowiązania w skali roku. Banki doliczają tę kwotę w odpowiednich proporcjach do comiesięcznych rat kredytowych. Im niższe oprocentowanie, tym niższe odsetki i niższy całkowity koszt kredytu – tłumaczy Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinanse.

W tej chwili potencjalny kredytobiorca ma możliwość wyboru spośród dwóch opcji: kredyt o oprocentowaniu stałym lub kredyt o oprocentowaniu zmiennym. Przyjrzyjmy się im i zobaczmy, jakie są między nimi różnice.

Oprocentowanie zmienne

Zdecydowana większość kredytów hipotecznych w Polsce to kredyty o tzw. zmiennym oprocentowaniu. Jak podaje ZBP, wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych z oprocentowaniem zmiennym przekroczyła w zeszłym roku rekordowe 500 mld zł[4].

Wysoki udział kredytów o oprocentowaniu zmiennym w całym portfelu kredytów hipotecznych wynika z dwóch powodów. Po pierwsze, do niedawna w ofercie banków właściwie nie było alternatywy. Zmieniła to dopiero wydana przez KNF Rekomendacja S, która zobowiązała banki do wprowadzenia kredytów ze stałym oprocentowaniem od lipca 2021 r. Z drugiej strony, nawet gdy takie oferty się pojawiły, to niewiele osób z nich korzystało, ponieważ stawka stała była zdecydowanie wyższa niż zmienna. Jednak ci, którzy wybrali oprocentowanie stałe teraz mogą cieszyć się z tego, że ich raty nie rosną – mówi Jarosław Sadowski, ekspert ZFPF, Expander Advisors.

Całkowite oprocentowanie kredytu opartego o oprocentowanie zmienne wyliczane jest według wzoru:

marża banku (stała w trakcie trwania umowy) + WIBOR 3M lub 6M[5] (zmienny w czasie) = oprocentowanie

Tu dochodzimy do sedna owej „zmienności”. WIBOR, (nazywany także stawką referencyjną), to wskaźnik, który ogólnie rzecz biorąc, pokazuje oprocentowanie, na jakim banki w kraju pożyczają sobie wzajemnie pieniądze. Jego wysokość jest zmienna i mocno powiązana z wysokością stóp procentowych – im one wyższe, tym wyższy wskaźnik WIBOR. A im wyższy WIBOR… tym wyższe oprocentowanie naszego kredytu a w konsekwencji, również jego rata – tłumaczy Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinanse.

Dla przykładu: kredyt zaciągnięty na 300 000 zł na 25 lat w 2021 r., podczas niskich stóp procentowych o oprocentowaniu 3% miał ratę wyjściową na poziomie 1 423 zł. Wzrost oprocentowania o 1 pkt. proc. przekłada się na dodatkowe 161 zł raty, wzrost o 2 pkt. proc. – o 331 zł, a wzrost o 3% – o 510 zł.

Natomiast w sytuacji, w której stopy procentowe i WIBOR spadną, nasz kredyt również stanieje, a rata stanie się mniej odczuwalna.

Oprocentowanie stałe

Jeszcze do połowy ubiegłego roku banki prawie bez wyjątku oferowały nam kredyty oparte wyłącznie o oprocentowanie zmienne. Zmieniła to nowelizacja rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego, zwana potocznie Rekomendacją S, która zaczęła realnie obowiązywać od lipca 2021 r.

Zgodnie z jej założeniami, banki mają obowiązek posiadać w swoich ofertach kredyt hipoteczny o stałym oprocentowaniu na okres minimum 5 lat. Jest to duża zmiana, ponieważ Rekomendacja S w pewnym sensie zmusiła banki do poszerzenia oferty o produkty, które do tej pory na polskim rynku były właściwie nieobecne. Dzięki niej, kredytobiorca ma wybór trochę podobny do tego, przed jakim staje inwestor: zysk w zamian za ryzyko czy brak ryzyka, ale mniejszy zysk. Z tą różnicą, że w przypadku kredytów zysk zastępujemy kosztem.

Jak wynika z danych[6], w 2021 r. w Polsce udzielono blisko 256,5 tys. kredytów hipotecznych. Zaledwie 5 proc. z tej sumy, to kredyty ze stałym oprocentowaniem. Niska popularność takich kredytów wynika z tego, że w dobie niskich stóp procentowych banki ich po prostu nie promowały, a dodatkowo – kredyty o zmiennym oprocentowaniu były po prostu tańsze.

Oprocentowanie stałe oznacza, że w założonym czasie nie ulegnie ono żadnym zmianom, niezależnie od sytuacji gospodarczej, wysokości stóp procentowych czy wskaźników referencyjnych. Na umowie będziemy mieć zapisaną konkretną wysokość oprocentowania, a nie wzór matematyczny, według którego będzie ono dopiero liczone. Ma to przełożenie na naszą ratę: będzie stała, niezmienna.

W tym miejscu jedna ważna uwaga! W polskich warunkach oprocentowanie stałe nie oznacza, że przez przykładowe 20 lat spłacania kredytu będzie ono takie samo, a rata się nie zmieni! –  Banki obecne na naszym rynku oferują kredyty tak właściwie o oprocentowaniu okresowo stałym. W większości przypadków jest to 5 lat, choć na rynku pojawiają się już też okresy 10-letnie. Oznacza to, że owszem, oprocentowanie jest niezmienne i rata też – ale przez wspomniane 5 czy 10 lat. Po tym czasie większość banków zaproponuje nam albo przejście na oprocentowanie zmienne, albo otrzymamy propozycję nowego oprocentowania stałego, przystającego do bieżących warunków ekonomicznych – tłumaczy Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinanse.

Oprocentowanie stałe a zmienne – porównanie

Podsumowując, podstawowe różnice między kredytem z oprocentowaniem zmiennym i zobowiązaniem z oprocentowaniem stałym dotyczą:

  • zmienności wysokości raty: w oprocentowaniu stałym jest niezmienna przez min. 5 lat;
    w zmiennym – będzie modyfikowana w zależności od aktualnego poziomu wskaźnika WIBOR, oznacza to, że w tym okresie nasza rata może i wzrosnąć i zmaleć, przynosząc nam stratę lub zysk;
  • znajomości kosztów kredytu: jeśli decydujemy się na kredyt z oprocentowaniem stałym, możemy łatwiej oszacować jego całkowity koszt; w przypadku oprocentowania zmiennego takie wyliczenia są bardzo trudne, wręcz niemożliwe;
  • ceny: Expander porównał wysokość oprocentowania i rat dla kredytu na 300 000 zł,
    z LTV na poziomie 80 proc., udzielonego na 25 lat przy oprocentowaniu stałym i zmiennym udzielone we wrześniu 2021 r. Początkowo niższą ratę miał kredyt z oprocentowaniem zmiennym. Obecnie jednak widać ogromną różnicę na korzyść oprocentowania stałego:
  Oprocentowanie stałe Oprocentowanie zmienne
Początkowo wysokość oprocentowania 4,04% 2,44%
Obecna wysokość oprocentowania 4,04% 7,68%
Rata początkowa 1 591 zł 1 337 zł
Rata obecnie 1 591 zł 2 236 zł

 

  • poziomu ryzyka: przy zmiennej stopie procentowej jest ono większe niż przy kredytach opartych o stałą stopę procentową. W przypadku pierwszej opcji, gdy wzrasta stopa procentowa i WIBOR, wzrasta nasza rata, nawet o kilkanaście procent w skali kwartału czy półrocza, tego ryzyka nie ma w przypadku kredytu o stałej stopie.

 

–  Każdy kredytobiorca z jednej strony musi sam podjąć decyzję, na jaki kredyt się zdecyduje i rozważyć, jaki poziom ryzyka jest dla niego akceptowalny. Z drugiej, aby to zrobić, trzeba posiadać do tego odpowiednią wiedzę. Jeśli nie mamy takiego zasobu informacji, warto zaczerpnąć porady osoby doskonale znającej aktualną sytuację na rynku i potrafiącej dokładnie wyjaśnić wszystkie zależności. Taką osobą jest ekspert finansowy – podpowiada Leszek Zięba, ekspert ZFPF, mFinanse.

Dla kogo kredyt o stałym, a dla kogo o zmiennym oprocentowaniu?

Stałe oprocentowanie powinni rozważyć ci, którzy nie chcą ryzykować, że rata w najbliższych latach wzrośnie. Należy jednak pamiętać, że oprocentowanie stałe nie obejmuje całego okresu spłaty lecz zwykle tylko 5 pierwszych lat. Po tym okresie oprocentowanie zostanie dostosowane do obowiązujących wtedy stóp procentowych, czyli rata może wtedy wzrosnąć lub spaść– mówi Jarosław Sadowski, ekspert ZFPF, Expander Advisors.

Kto w takim razie może czerpać korzyści z oprocentowania zmiennego?

– Oprocentowanie zmienne zwykle wybierają ci, którzy uważają stopy procentowe już nie wzrosną lub wzrosną nieznacznie, ale niedługo później zaczną spadać. Warto jednak pamiętać, że takie przewidywania mogą się nie sprawdzić, więc lepiej wybierać takie oprocentowanie, jeśli ktoś ma na tyle wysokie dochody, że poradzi sobie w sytuacji znaczącego wzrostu raty – dodaje Jarosław Sadowski, ekspert ZFPF, Expander Advisors.

[1] GUS, dane na 15 kwietnia 2022 r.

[2] Badanie Poziom Wiedzy Finansowej Polaków 2022, edycja V.

[3] GUS, Szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług 01.04.2022 r. konsumpcyjnych w marcu 2022 r.

[4] Raport AMRON-SARFiN III kwartał: Rekordowy rok w hipotekach i dalsze wzrosty cen mieszkań.

[5] WIBOR 3M lub 6M – oznacza okres aktualizacji stopy procentowej (w tym przypadku co 3 bądź co 6 miesięcy).

[6] AMRON-SARFiN, Ogólnopolski raport o kredytach mieszkaniowych i cenach transakcyjnych 4/2021.

Różnice cen ofertowych i transakcyjnych mieszkań

Drożejące kredyty skłaniają kupujących mieszkania do poszukiwania cenowych okazji. Z kolei deweloperzy w obliczu malejącego popytu mogą być w większym stopni otwarci na negocjacje cenowe i upusty. Z drugiej strony, rosnące koszty robocizny i ziemi ograniczają możliwość “zejścia” z cen. Eksperci portalu GetHome.pl postanowili zatem sprawdzić, ile można utargować, kupując obecnie mieszkanie.

Po kilku latach hossy na rynku mieszkaniowym, na którą duży wpływ miało rekordowo niskie oprocentowanie kredytów, dziś sytuacja wygląda już zupełnie inaczej. Po ostatniej decyzji Rady Polityki Pieniężnej podstawowa stopa procentowa NBP wynosi aktualnie 4,5 proc., a przeciętne oprocentowanie kredytu wraz z marżą ponad 7 proc. Jeszcze jesienią zeszłego roku kredyty były oprocentowane średnio na poziomie 2,5 – 3 proc. Taki stan rzeczy musi oczywiście rzutować na popyt na mieszkania. Część kupujących wstrzyma się z decyzją, widząc coraz większe koszty, inni mogą już nie spełniać wymogów dotyczących zdolności kredytowej i możliwości regulowania rosnących rat.

Już w styczniu 2022 widać było wyraźny spadek akcji kredytowej. Liczba udzielonych kredytów zmniejszyła się wówczas co prawda o 2,4 proc. , ale w lutym wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe zmalała aż o 29,2% r/r , a liczba zapytań zmalała o 36,3%r/r.

Czy to oznacza, że mieszkania będą tanieć? Niekoniecznie. Eksperci PKO BP podkreślają, że spadki cen mogą być wyhamowane poprzez ograniczenie podaży nowych mieszkań, które z kolei będzie skutkiem drożejącej ziemi, materiałów budowlanych i robocizny. Spodziewają się, że w tym roku mieszkania podrożeją średnio o 3 proc. Czynnikami, które będą ciągle wpływać na atrakcyjność inwestycji mieszkaniowych są: wysoki popyt na rynku najmu i atrakcyjność nieruchomości jako lokaty kapitału w niepewnych czasach i w obliczu wysokiej inflacji.

Ceny ofertowe i transakcyjne

Ile da się utargować u dewelopera? Sporo na ten temat mówi różnica między cenami ofertowymi, a tymi po których rzeczywiście dochodzi do transakcji. Różnice cen ofertowych i transakcyjnych są uzależnione od popytu i podaży mieszkań na lokalnych rynkach, oraz polityki cenowej deweloperów. Czasem mogą być wyraźne.

Z ostatnich danych na temat średnich cen mieszkań, publikowanych przez NBP wynika, że wśród czterech najmocniejszych rynków mieszkaniowych (Warszawa, Wrocław, Kraków, Gdańsk), na największe upusty mogą liczyć kupujący we Wrocławiu i Krakowie. Z informacji banku centralnego wynika, że w przypadku stolicy Dolnego Śląska różnica średnich cen w ofercie i transakcji wynosi blisko 7 procent, natomiast w Krakowie jest to nieco ponad 5 procent. W przypadku Warszawy i Gdańska różnice są minimalne, sięgają nie więcej niż 2 proc.

Wykres 1 – ceny ofertowe i transakcyjne nowych mieszkań, na podstawie danych NBP za IV kw. 2022Ile można utargować

Jak widzimy możliwości ewentualnego targowania się uzależnione są w dużym stopniu od specyfiki lokalnego rynku. Powyższe dane dotyczą jeszcze IV kw. 2022, do tej pory bank centralny nie upublicznił nowych – za I kw. 2022. Tak więc znamy póki co obraz sytuacji z początku serii podwyżek stóp procentowych NBP.

Promocje deweloperskie

Pewnym prognostykiem dotyczącym możliwości uzyskania lepszej ceny, są  promocje i rabaty deweloperskie.

Z początkiem wiosny nie brak tego typu ofert. Z przeglądu tych umieszczonych na RynekPierwotny.pl wynika, że rzeczywista skala możliwości wypracowania niższej ceny jest znacznie większa, niż wynikałoby to z danych NBP.

Przykładowo – we Wrocławiu jeden z deweloperów mieszkań na osiedlu Jagodno oferuje promocje o wartości do 70 tys. zł, na którą – przy zakupie mieszkania z puli promocyjnej, oprócz rabatu składają się też dwa miejsca postojowe gratis,  system smart home i ubezpieczenie opłacone przez dewelopera. Ta sama firma realizuje również projekty w Gdańsku. Tu wartość rabatu sięga nawet 82 tys. zł, do tego są również bonusy w postaci miejsc parkingowych. Także w Krakowie, deweloper budujący na Prądniku Białym oferuje rabat o wartości nawet do 79 tys. zł plus bonusy. W Warszawie jeden z deweloperów realizujących inwestycję na Mokotowie oferuje 5 procentowy rabat na wybrane mieszkania. Wśród popularnych form promocji są również garaże, czy miejsca parkingowe za darmo, lub w obniżonej cenie, albo korzystne dla klientów systemy płatności – 10/90, czy też 20/80.

Dla kogo lepsza cena?

Kto może liczyć na lepszą cenę u dewelopera? Z całą pewnością klient, który kupuje mieszkanie za gotówkę, lub też płaci większą kwotę z góry. Taki klient będzie potraktowany priorytetowo i może walczyć o atrakcyjny upust. To samo dotyczy klientów pakietowych, a więc osób które kupują kilka mieszkań od danej firmy. Taki kupujący to cenny klient, duża wartość transakcji pozwala wynegocjować korzystniejsze warunki cenowe.

 

Nie bez znaczenia jest też termin podejścia do zakupu i negocjacji. Firmy deweloperskie będą w większym stopniu skłonne do upustów na początkowym etapie inwestycji, gdy jeszcze pod znakiem zapytania stoi ewentualne “rozkręcenie” sprzedaży. Drugim dogodnym momentem będzie końcowy etap inwestycji, gdy już większość bądź duża część mieszkań się sprzedała. Te – które pozostały, mogą sprzedawać się wolniej. Takie oferty mogą być przecenione, lub też firma deweloperska będzie w większym stopniu skłonna do przeceny.

Generalnie każdy, niezależnie czy dysponuje większą kwotą do zapłacenia “na start”, może i powinien podjąć się negocjacji cenowych. Dobrze jednak przed ich rozpoczęciem po pierwsze sprawdzić popularność inwestycji, ceny w okolicy, sytuację rynkową dewelopera, dokładnie obejrzeć mieszkanie, które ma być przecenione, określić cel negocjacji (czy chodzi o niższą cenę, czy np. bonusy w cenie) i przygotować zestaw argumentów, który mógłby przekonać drugą stronę (np. wskazać na mankamenty nieruchomości, jej słabsze strony, konkurencyjne oferty itp.).

W aktualnym czasie w związku z szeregiem dynamicznych procesów, które dzieją się na naszych oczach, ciężko jednoznacznie określić, w którą stronę pójdzie rynek nieruchomości mieszkaniowych w Polsce – niewykluczone jednak, że klienci będą mieli większe niż w czasach hossy możliwości negocjacji cenowych.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl

Rynek pracy IT pod znakiem dalszych wzrostów

Początek 2022 roku to kolejne rekordy w liczbie ofert pracy skierowanych do sektora IT i telekomunikacji. Podczas gdy w marcu bieżącego roku w polskiej sieci ukazało się ponad 61 tys. ogłoszeń o pracę, rok temu w analogicznym miesiącu było ich 30,8 tys. Co więcej prognozy zatrudnienia wskazane przez pracodawców mówią o kolejnych wzrostach zatrudnienia w okresie od kwietnia do czerwca – powiększać swoje zespoły chce co czwarta firma działająca w obszarze IT, technologie, telekomunikacja, media.

W pierwszym kwartale 2022 roku opublikowano dwukrotnie więcej ofert pracy dla przedstawicieli branży IT i telekomunikacji, niż rok temu (źródło: Job Market Insights). Podczas gdy w styczniu br. było ich 51 tys., to w styczniu 2021 ukazało ich się ponad połowę mniej – 21 tys. Luty br. to 53,6 tys. ogłoszeń o pracę vs. 24,3 tys. zamieszone w analogicznym miesiącu rok wcześniej. Na zakończenie kwartału w marcu ukazało się 61 tys. ofert vs. 30,8 tys. w marcu rok temu.

Bieżący kwartał, zgodnie z deklaracjami firm przedstawionymi w raporcie „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” to zapowiedź kolejnych wzrostów. Prognoza netto zatrudnienia wskazana przez pracodawców na okres kwiecień-czerwiec, która jest odwzorowaniem ich nastrojów rekrutacyjnych wynosi +13% i jest zwiastunem intensywnych działań ze strony przedsiębiorstw. Dla kandydatów to z kolei zapowiedź korzystnych perspektyw zmiany kariery. Jak zaznacza Konrad Gandziarski, odpowiedzialny za rozwój obszaru outsourcingu usług IT w Experis, to bardzo dobry sygnał dla rynku, który pokazuje, że mimo skomplikowanej sytuacji politycznej jaką jest wojna w Ukrainie i rzeczywistości postcovidowej, polscy przedsiębiorcy chcą inwestować i rozwijać organizacje, za które odpowiadają. – Specjaliści IT są cały czas w grupie najbardziej poszukiwanych pracowników, więc mogą liczyć na bardzo dobre warunki finansowe oraz wybierać spośród różnorodnych projektów. Model pracy zdalnej stworzył ogromne możliwości dla polskich pracowników, którzy mogą realizować zadania na rzecz klientów w innym mieście, a także w innym kraju. Barierami w takim podejściu mogą być kwestie językowe, choć większość naszych specjalistów dobrze lub bardzo dobrze komunikuje się w języku angielskim, oraz strefa czasowa, ponieważ nie każdemu odpowiada praca w późnych godzinach wieczornych – dodaje Konrad Gandziarski.

Jak zauważa ekspert w związku z transformacją cyfrową i z przeniesieniem środowiska IT do chmur obliczeniowych, cały czas obserwujemy stałe zapotrzebowanie na kompetencje specjalistów IT odpowiedzialnych za obszar cloud i security. – Rozwiązania chmurowe pozwalają na podniesienie bezpieczeństwa aplikacji i przechowywanych danych a także na szybką i wydajną skalowalność. Z takim podejściem wiąże się ogromne zapotrzebowanie na kompetencje pracowników IT, którzy będą wspierać takie rozwiązania. Kolejny dynamicznie rozwijający się obszar, w którym obserwujemy zwiększony popyt na ekspertów IT to automatyzacja procesów oraz sztuczna inteligencja. Nowoczesne organizacje w związku z podnoszeniem efektywności procesów będą zmniejszać zatrudnienie w obszarach wymagających wykonywania powtarzalnych i nieskomplikowanych czynności. Dlatego oczekiwania rynku są jeszcze większe niż obecnie, w zakresie wykwalifikowanych specjalistów z obszarów architektury, programowania, analizy danych, jak i sztucznej inteligencji. W ramach zakrojonej na szeroką skalę automatyzacji procesów w firmach wymagana będzie wiedza i doświadczenie eksperckie, co pozwoli na szybkie i elastyczne wprowadzanie zmian zgodnych z oczekiwaniami organizacji – dodaje przedstawiciel Experis. – Przyszłość dzieje się na naszych oczach – to określenie świetnie oddaje sytuację związaną z technologią blockchain i możliwościami jej wykorzystania nie tylko w obszarze kryptowalut. Coraz więcej rozwiązań w szeroko pojętym sektorze finansowym, opieki medycznej a także administracji publicznej jest opartych na tych mechanizmach. Architektura oparta o łańcuch bloków jest gwarantem transparentności i niezależności, a co za tym idzie bezpieczeństwa przetwarzanych danych. I właśnie z tą technologią należy wiązać duże zapotrzebowanie na developerów oraz architektów, którzy będą współtworzyli i rozwijali sieci blockchain – uzupełnia.

Konrad Gandziarski zapytany o najbliższą przyszłość sektora IT w Polsce wskazuje na ciągły rozwój przy jednoczesnym niedoborze talentów IT. – W zależności od źródła publikującego dane w Polsce musimy mierzyć się z niedoborem specjalistów na poziomie kilkudziesięciu tysięcy osób, a niektóre z nich wspominają nawet o kilkuset tysiącach. Mimo to firmy chcą w Polsce inwestować i rozwijać swoje centra operacyjne. Przyciąga ich wykwalifikowana kadra, która jest w stanie spełnić wysokie oczekiwania związane z realizowanymi projektami mającymi wpływ na rozwój organizacji na rynkach światowych – mówi ekspert. – Uzupełnienie luki kompetencyjnej w obszarze IT jak najbardziej jest możliwe, pytanie tylko, ile czasu nam to zajmie i jakie koszty pochłonie. Działania powinny zostać podjęte już na etapie edukacji, na poziomie średnim i wyższym, ponieważ na rynku nadal brakuje odpowiednio wykształconych i przygotowanych do dalszego rozwoju absolwentów. Na kolejnym etapie kariery widać światełko w tunelu, czyli akademie, programy stażowe realizowane przez pracodawców. Jako organizacja pomagająca w dostarczaniu wykwalifikowanej kadry IT też podejmujemy działania zmierzające do uruchomienia projektów szkoleniowych w oparciu o funkcjonujące już w ramach naszej globalnej struktury mechanizmy Experis Academy. Jestem przekonany, że właśnie takie rozwiązania pozwolą nam na metodyczne podnoszenie i rozwijanie kompetencji absolwentów, którzy w oparciu o wiedzę teoretyczną i praktyczną wykładowców wejdą szybciej i łatwiej na ścieżkę kariery w IT. Potencjał rynku jest ogromny, a jedyne, co należy zrobić to go wykorzystać – podsumowuje Konrad Gandziarski.

Banki centralne zbyt długo zwlekały z podwyżkami stóp procentowych

Inflacja w coraz szybszym tempie staje się coraz poważniejszym problemem. Banki centralne zbyt długo zwlekały z podwyżkami stóp procentowych, co widać szczególnie w efektach działań naszego NBP.

Na rynku długu mamy ruchy tektoniczne. Dlaczego? Banki centralne przekonały przez lata inwestorów, że rentowności mogą zawsze już zostać niskie, a jeśli nawet wzrosną, bank może kupić dowolną ilość długu i utrzymać rentowność na zakładanym poziomie. Eksperyment przećwiczony po GFC z 2008 r. został uruchomiony na taką skalę w 2020 r, że wiele osób uwierzyło w bezkresną moc Fed, EBC, czy nawet NBP. Dlatego też, rentowności 10-latek w okolicach 2% już wydawały się wysokie, a obligacje na tym poziomie „świetną inwestycją”. Także w Polsce wiele osób mogło mieć problem z wyobrażeniem sobie wzrostu rentowności 10-latek najpierw powyżej 4%, potem 5%.

Na rynku obligacji dzieją się niepokojące rzeczy i zaczyna mieć to coraz większy wpływ na cały rynek finansowy. Rentowności amerykańskich 10-latek wzrosły powyżej 2,8%. Niemieckich powyżej 0,8%, to niby niewiele, ale są najwyżej od 2015 roku, choć EBC utrzymuje ujemne stopy. W Polsce rentowności te są już sporo powyżej 6%.

– Ryzyka inflacyjne były bardzo jasno widoczne już rok temu, ale banki wolały tłumaczyć swoje decyzje obawami o skutki pandemii – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Nie tego powinniśmy oczekiwać po bankach centralnych, które zatrudniają najlepszych fachowców. Gdyby błędy o podobnej skali popełniały zarządy spółek giełdowych, to zostałyby odwołane ze swych stanowisk przez rady nadzorcze reprezentujące interes akcjonariuszy.

Co się zmieniło? Banki przegrały pierwszą bitwę z inflacją. Zamiast reagować na jej wzrost rok temu cynicznie wmawiały rynkom, że to przejściowe i teraz nie tylko straciły wiarygodność, ale same wpadły w widoczny popłoch.

– Banki centralne nie mają wprawdzie akcjonariuszy, ale powinniśmy oceniać je z perspektywy interesariuszy, bo jesteśmy nimi jako uczestnicy życia gospodarczego i jako podatnicy – dodaje ekspert XTB.

Banki centralne myliły się i kontynuowały swoje pomyłki, choć działo się to w różnym stopniu. Gdyby szukać banków, które najszybciej rewidowały swoje błędne decyzje, to takie można znaleźć w krajach rynków wschodzących np. w Meksyku. W naszym regionie takim przykładem jest czeski bank narodowy. Natomiast bankiem, który jeszcze nie zareagował na wysoką inflację jest EBC.

NBP jest bankiem centralnym, którego reakcja była bardzo spóźniona, a jego polityka komunikacyjna dezorientowała inwestorów, obniżając ich zaufanie. Teraz bardzo wysoka inflacja (11,0% w marcu r/r) tłumaczona jest jako skutek wojny w Ukrainie, gdy w rzeczywistości już przed wybuchem tego konfliktu zbrojnego Polska była wśród trzech państw UE o najwyższym wzroście cen, były nawet miesiące, gdy stawała się liderem takiego porównania.

– Efektem wojny w Ukrainie jest szok podażowy, na szoki podażowe można reagować obniżając stopy procentowe, co niestety nie jest możliwe w sytuacji, gdy wcześniej stopy procentowe były bliskie zera i trwało drukowanie pieniędzy przez co doprowadzono do przegrzania gospodarki – komentuje P.Kwiecień.

Inwestorzy na świecie zatem zaczynają zadawać sobie pytanie „a co, jeśli?”. A jest o co pytać. Gdy rozpoczynała się dekada wysokiej inflacji w USA w latach 70-tych, rentowności przekraczały 8%! Naturalnie to całkiem inna historia, ale obecnie takie porównania działają na wyobraźnię i znacznie poszerzają zakres wahań cen, które rynek dopuszcza jako możliwe. A jak wiadomo wzrost rynkowych stóp procentowych to nic dobrego dla gospodarki i giełd na krótką metę.

Teraz podejmowane są decyzje, które przez inwestorów oceniane są jako paniczne. Pojawiają się też obawy, że podwyżki stóp procentowych mogą wywołać światową recesję, na co uwagę zwracają w swych raportach Deutsche Bank i Bank of America.

Co banki centralne powinny zrobić? Przez politykę pieniężną można ograniczać popyt i w konsekwencji wzrost cen. Rządy nie powinny jednak zwiększać swoich wydatków budżetowych, rozdając pieniądze, bo będzie to działanie sprzeczne z podwyżkami stóp procentowych. Przy tym trzeba się pogodzić z tym, że istnieje ryzyko recesji, aby na takie niebezpieczeństwo zareagować w odpowiedniej chwili.

Banki centralne wiedzą coś więcej

Wczoraj były posiedzenia dwóch banków centralnych, które w ostatnim czasie podejmują decyzje najmocniej przeczące wiedzy płynącej z podręczników makroekonomii. O ile powodem w Turcji są naciski rządzącego dyktatora, o tyle motywacje EBC nie są do końca jasne.

EBC kreuje własną rzeczywistość

Jeżeli komuś się wydaje, że pod żadnym pozorem nie można w pracy ignorować swoich zadań, warto spojrzeć na EBC i inflację. Misją tej instytucji jest “utrzymanie stabilności cen, czyli ochrona wartości euro”, jak można przeczytać na oficjalnej stronie internetowej. Wydawać by się mogło, że przy tak postawionym celu co najwyżej kilka państw może mieć inflację powyżej celu inflacyjnego. Nic bardziej mylnego. Mają wszystkie. W związku z tym, skoro wczoraj odbyło się posiedzenie, to pewnie wykonano jakieś zdecydowane działania? W pewnym sensie tak. Zdecydowanie nic się nie zmieniło. Potwierdzono również, że normalizacja polityki monetarnej nastąpi dopiero w kolejnym kwartale i to pod licznymi warunkami. Z jednej strony analitycy nie mieli wysokich oczekiwań. Z drugiej nawet te zostały zawiedzione. Nie może zatem dziwić, że wczoraj kapitał uciekał za ocean, a dolar był silniejszy względem euro niż w najtrudniejszych momentach rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W tle warto pamiętać, że coraz więcej się mówi, że EBC nie podnosi stóp, bo to może spowodować bankructwa południa kontynentu.

Inflacja w Polsce

Poznaliśmy dzisiaj finalne dane w ramach inflacji. Ceny rosną symbolicznie szybciej. Zamiast 10,9% z danych wstępnych jest to 11%. Biorąc pod uwagę, że główna stopa procentowa wynosi 4,5% widać, że czeka nas jeszcze kilka podwyżek stóp w najbliższych czasach. Widać to wyraźnie chociażby po stawce WIBOR 3M. Skoro wynosi ona obecnie 5,5%, to znaczy, że w tym czasie średnia oczekiwana powinna być jeszcze 1%. Nie pozostawia to wątpliwości, że trzy decyzje po 0,5% w górę w tym okresie to scenariusz minimum zdaniem rynków. Na uwagę zasługuje natomiast spadek kontraktów na stopę procentową w Polsce. Sugerują one, że bardziej prawdopodobnym scenariuszem docelowym dla stóp procentowych jest nie 7% a 6,5%. Jest to z pewnością dobra wiadomość dla kredytobiorców.

Turcja twardo przy swoim

Prezydent Erdogan w dalszym ciągu podtrzymuje swoją innowacyjną w skali świata koncepcje, że inflację wywołują wysokie stopy procentowe. Problemem tego myśliciela, a tym samym całej Turcji, jest to, że nie zachowuje on tych rewelacji dla siebie. W rezultacie Turcy wczoraj pomimo inflacji przekraczającej 60% nie podnieśli stóp procentowych z poziomu 14%. Co ciekawe, lira turecka umacniała się po tej decyzji. Jest to jednak bardziej korekta po kolejnych spadkach, których waluta ta doświadczyła tym razem w wyniku rosyjskiej inwazji. Od początku roku euro podrożało względem liry o ponad 65%, co najlepiej pokazuje skalę problemów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – indeks NY Empire State.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

MF potwierdza: będzie możliwa zmiana formy opodatkowania za 2022 rok

W tym roku będzie jeszcze można zmienić formę opodatkowania w związku ze zmianami, które wejdą w życie 1 lipca – ogłosił wiceminister finansów Artur Soboń. Będzie to dotyczyło podatników, którzy wybrali na początku roku sposób rozliczania z fiskusem bazując na przepisach Polskiego Ładu. Na tej podstawie mogli zupełnie inaczej ocenić korzyści wynikające z danej formy i wiedząc o zmianach, jakie zaplanował rząd, dokonaliby innego wyboru.

Ministerstwo wysłuchało przedsiębiorców

Strona rządowa po zakończeniu konsultacji zaproponowała możliwość ponownej zmiany formy opodatkowania w 2022 roku. Będąc na spotkaniu konsultacyjnym z Ministerstwem Finansów, postulowałem, aby dopuścić takie rozwiązanie i pytałem, czy to się stanie. Minister Soboń poinformował mnie wtedy, że być może zostanie to dopuszczone tuż po zakończeniu roku 2022.

Zgodnie z zapowiedzią ze środowej konferencji prasowej – czekamy jeszcze wciąż na publikację aktu prawnego – zmiana formy na skalę podatkową dla rozliczających się obecnie na liniówce lub na ryczałcie będzie możliwa po zakończeniu roku podatkowego.

Dodatkowe okienko na zmianę dla ryczałtowców

Dodatkowo ryczałtowcy będą mogli zmienić sposób opodatkowania pomiędzy 1 lipca a 22 sierpnia. Oznacza to, że będą mogli przez pierwszą połowę roku być opodatkowani w formie ryczałtu, a drugą połowę wg skali podatkowej. W związku z tym dla ryczałtowców istnieją dwie możliwości zmiany: albo cały rok na skali podatkowej, albo połowa roku na ryczałcie, a druga połowa na skali podatkowej.

Warto podkreślić, że wprowadzając możliwość takiej zmiany wykorzystano rozwiązanie istniejące już wcześniej. W przypadku przedsiębiorców na ryczałcie ewidencjonowanym taka zmiana była bowiem możliwa, ale tylko pod jednym warunkiem – utraty prawa do ryczałtu. Działo się to m.in. w przypadku rozpoczęcia sprzedaży produktów lub usług wyłączonych z ryczałtu (do takich należały m.in. wyroby akcyzowe lub części samochodowe). Ryczałtowiec tracił wtedy uprawnienia i z automatu przechodził na skalę podatkową, rozliczając się według niej już od pierwszej sprzedaży takiego wyrobu.

Ministerstwo Finansów użyło teraz podobnego mechanizmu, ale już dla wszystkich ryczałtowców.

Nie ma możliwości zmiany na ryczałt lub na liniówkę

Zmiana formy opodatkowania będzie możliwa wyłącznie na skalę podatkową. Czyli nie będzie można przejść ani na ryczałt, ani na liniówkę w trakcie trwania roku lub po jego zakończeniu. Jedyna możliwość to przejście na skalę z ryczałtu lub z liniówki.

Minister Soboń wyraźnie podkreślił również, że ponowna zmiana dotyczyć to będzie wyłącznie tego roku.

Podatki rozliczymy w jednym terminie

Ponadto od przyszłego roku zeznania podatkowe będzie można złożyć w jednym terminie do 30 kwietnia 2023 roku. Dotyczy to wszystkich podatników niezależnie od wybranej formy. Przykładowo wg starych zasad ryczałtowcy rozliczali się do 28 lutego, a osoby na karcie podatkowej do 31 stycznia. Ta zmiana może zostać z nami na dłużej.

Rozwiązania te oceniam bardzo dobrze, ponieważ skala podatkowa po zmianach staje się bardziej korzystną formą. Wielu przedsiębiorców do samego końca będzie zastanawiało się, jaką formę za rok 2022 wybrać. Nie będą musieli o tym decydować wcześniej, jeśli takiej pewności nie mają. Spokojnie będą mogli to zrobić do 30 kwietnia przyszłego roku.

Nową formę rozliczania z fiskusem będzie można wybrać w terminach:MF potwierdza będzie możliwa zmiana formy opodatkowania za 2022 rok

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Sfinks z prawomocnym układem w ramach UPR

Spółka Sfinks Polska będzie mogła kontynuować działania związane z Uproszczonym Postępowaniem Restrukturyzacyjnym. To efekt oddalenia przez sąd zażaleń wniesionych na postanowienie zatwierdzające układ zaproponowany przez spółkę i przyjęty przez zdecydowaną większość wierzycieli.

Wierzyciele Sfinks przyjęli układ w ramach Uproszczonego Postępowania Restrukturyzacyjnego spółki  już w lutym 2021 r., a Sąd zatwierdził go w niespełna miesiąc później,  tj. postanowieniem z 9 marca 2021 r.  Jednakże w związku z wniesieniem przez kilku drobnych wierzycieli zażaleń, Sfinks przez ponad rok oczekiwał na uprawomocnienie układu. 

Obecnie prawomocny już układ określa m.in. przesunięcie w czasie spłaty części wierzytelności, rozłożenie na raty, zmianę sposobu naliczania odsetek, zamianę części długu na akcje oraz częściowe umorzenie wierzytelności. Wierzyciele Sfinks zgodzili się na jego zawarcie  w związku z trudną sytuacją w spółce, wynikającą z pandemii i przedłużającego się lockdown, które odcisnęły szczególne piętno na branży gastronomicznej.

 – Postanowienie sądu o oddaleniu zażaleń samo w sobie powoduje uprawomocnienie decyzji o zatwierdzeniu przez sąd układu, gdyż od tego postanowienia nie ma możliwości odwołania. Byśmy jednak mogli rozpocząć dalsze procedury związane z realizacją układu i rozliczeniem z naszymi wierzycielami, musimy poczekać, aż formalnie otrzymamy postanowienie sądu z klauzulą prawomocności i zostanie ono opublikowane w Monitorze Sądowym. Powinno to się wydarzyć w niedalekiej przyszłości. Cieszy nas to tym bardziej, że długo oczekiwane prawomocne zatwierdzenie układu było uwzględnione również wśród warunków decyzji wydanej przez ARP o wydłużeniu do 31 grudnia 2030 r.  terminu spłaty pożyczki przyznanej nam w ramach rządowych programów pomocowych w związku z pandemią. Mimo iż nigdy nie wątpiliśmy, że decyzja sądu w sprawie zażaleń będzie dla nas pozytywna, wobec zdecydowanej większości głosów wierzycieli zatwierdzających układ, niepewny pozostawał termin jej wydania. Teraz wiemy, że sprawa została merytorycznie rozstrzygnięta i muszą zostać przeprocedowane już tylko kwestie techniczne – komentuje Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska SA.