3 na 4 firmy straciły głównego kontrahenta w czasie pandemii

Kryzys związany z COVID-19 dotknął niemal wszystkich. Nawet 80% firm mogło stracić swoich głównych kontrahentów. Polskę dotknęła recesja, a ponad 75% polskich przedsiębiorców uważa, że pandemia negatywnie wpływa na ich biznes. Rozwiązań muszą szukać nie tylko menedżerowie firm, ale też rządzący – choćby w ułatwieniach podatkowych, takich jak ulga IP BOX.

– W dobie szalejącej pandemii zakończenie współpracy z dużym klientem jest niemal codziennością. Wiele firm musiało nauczyć się jak działać na niepewnym rynku. Strata klienta to nie tylko ubytek dochodu, to też wiele ważnych decyzji do podjęcia np. dotyczących zwolnień czy szybkiego przebranżowienia się – mówi Marek Czyżewski, CEO PRAVNA.pl, jednego z największych polskich serwisów świadczących usługi prawne dla biznesu przez internet.

Amerykańska platforma Skynova, która na co dzień zajmuje się pomocą małym firmom w fakturowaniu online, sprawdziła jak ich klienci radzą sobie w dobie pandemii. Ponad 1000 przepytanych właścicieli firm oraz menedżerów wyższego szczebla rysuje obraz, który musi wzbudzać uczucie przynajmniej lekkiego zaniepokojenia.

Najwięksi klienci odchodzą – ludzie tracą pracę

Według raportu, ponad cztery na pięć badanych firm straciło swojego największego klienta w czasie trwania kryzysu wywołanego przez COVID-19, a to skutkowało utratą dochodu na poziomie 48%. Ponad 20% biznesmenów przyznało, że utracili od 60% do nawet 80% całkowitych przychodów z powodu rozstania się z największym kontrahentem. Według Skynovy lepiej poradziły sobie mikroprzedsiębiorstwa, które odnotowały najniższą stratę w całkowitych przychodach po utracie największego klienta (42%), podczas gdy średnie przedsiębiorstwa – zatrudniające od 50 do 249 pracowników – odnotowały największą stratę przychodów (51%). Głównym powodem zakończenia współpracy z kontrahentem była pandemia (50%) i straty finansowe poniesione przez te firmy (48%). Mniejszy wpływ miały zmiany celów i kierunków działania (36%) czy zmiany właścicielskie (31%).

Co ważne, praca badanych firm była oceniana zdecydowanie dobrze, bo zaledwie dla kilkunastu procent klientów brak dalszej współpracy wiązał się z niesatysfakcjonującym czasem pracy, słabą jakością czy brakiem oczekiwanych wyników. Ponadto przedsiębiorcy, którzy tracili swojego największego klienta zmuszeni byli do nagłego i zdecydowanego działania. Średnio pracę straciło 13 osób zatrudnionych w firmach badanych przez Skynovę.

Polska nie jest zieloną wyspą

Dane dotyczą głównie firm amerykańskich, ale w światowej gospodarce, która jest systemem naczyń połączonych, takie rezultaty muszą skłaniać do refleksji. Stan polskiej gospodarki – na tle choćby pozostałych krajów Unii Europejskiej – nie jest najgorszy, ale i tak Polskę trawi pierwsza od ponad 30 lat recesja. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego polskie PKB spadło do poziomu -2,8%. Niepokoić mogą też dane o bezrobociu, które na koniec 2020 roku wzrosło do 6,2% (wzrost o 1%).

Jedną z branż, która przez pandemię przechodzi nieco pewniej niż pozostałe, jest sektor IT. Nie oznacza to jednak tego, że firmy zajmujące się nowymi technologiami, nie musiały mierzyć się z problemami. Według Software Development Association Poland – organizacji zrzeszającej polskie firmy z sektora IT – aż 65% z nich odczuło negatywne skutki kryzysu związanego z COVID-19. Głównym czynnikiem wpływającym na nieco gorszą kondycję branży IT są kłopoty kontrahentów. Spowolnienie w wielu innych branżach bezpośrednio wpływa na sytuację firm IT, a te które współpracowały np. tylko z firmami turystycznymi musiały mierzyć się ze zwolnieniami. To dla sektora usług IT niespotykana do tej pory sytuacja. Przyszłość branży nowych technologii może być też zahamowana poprzez fakt wydawania ogromnych środków państwowych na walkę z pandemią. W rządowej kasie może po prostu zabraknąć środków na innowacje.

Czy polskie firmy mają plan B?

– Fakt, że w raporcie firmy Skynova aż 85% respondentów jest pewnych tego, że pomimo straty swojego największego klienta poradzi sobie w sytuacji kryzysu, napawa optymizmem. Dla połowy z nich utrata kontrahenta to tylko chwilowe niepowodzenie, a plan naprawczy, który posiada ponad 90% z nich, ma im pozwolić tak przebudować swój biznes, żeby znowu był konkurencyjny. Warto zastanowić się czy polskie firmy mają już przygotowane plany awaryjne, bo zdecydowanie jest to czas, żeby przejść do działania – podkreśla Prezes Zarządu, Marek Czyżewski z PRAVNA.pl

Respondenci badania przeprowadzonego przez Skynovę wskazywali na kilka rozwiązań, które poczynili, żeby ratować swoje firmy przed zapaścią. Dla partnerów przygotowywali promocyjne ceny, oferowali więcej pracy i negocjowano inne warunki umowy, tak aby były korzystniejsze dla klientów. Większość spotkań odbywało się online, ale co trzeci badany przyznał, że próbował przekonać swoich partnerów do kontynuowania współpracy podczas tradycyjnego spotkania.

Raport BCC wskazuje drogę rządowi

Raport platformy Skynova skupia się na działaniach, które musi wykonać sam przedsiębiorca, żeby przetrwać kryzys i wejść w kolejny rok z nowymi perspektywami na odbudowę swoich biznesów – z największymi klientami lub bez nich. Menedżerowie firm powinni skupić się na szukaniu nowych możliwości, dążyć do zmaksymalizowania satysfakcji klienta i podejmować natychmiastowe działania, które złagodzą straty największych klientów. Nie mogą też zapominać o wzmocnieniu obecności marketingowej.

Natomiast Business Center Club przepytał ponad stu właścicieli polskich firm. Wnioski z raportu „Pozaprawne bariery związane z zatrudnieniem w okresie COVID-19” są jednoznaczne. Trzech na czterech polskich przedsiębiorców stwierdziło, że pandemia miała negatywny wpływ na kondycję ich biznesów. Przypomnijmy, że ok. połowa polskiego PKB generowana jest przez małych i średnich przedsiębiorców.

Polscy biznesmeni zwracają uwagę nie tylko na chaos prawny, niezrozumiałe dla nich decyzje o zamykaniu kolejnych branż czy dziurawe „tarcze antykryzysowe”. W raporcie zaznaczono, że decyzję o zmniejszeniu zatrudnienia w ramach optymalizacji kosztów działań mogą zastopować też pozaprawne czynniki. Ponad 70% przedsiębiorców zauważa, że wypowiedzi polityków są nacechowane negatywnie wobec działań biznesu. Tworzy to niekorzystny klimat i podważa zaufanie do przedsiębiorców. Jednak już ponad 90% menedżerów uskarża się na przedłużający się czas wydawania decyzji urzędowych czy wyroków sądowych. Według przedsiębiorców w dobie pandemii każdy dzień zwłoki może spowodować niepowetowane straty – z likwidacją firmy włącznie.

Ulga IP BOX pomoże innowacyjnym przedsiębiorcom

Innym czynnikiem, który może pomóc przetrwać przedsiębiorcom jest ulga podatkowa zmniejszająca podatek dochodowy do 5%. – W Polsce firmy i przedsiębiorcy, którzy zajmują się nowymi technologiami, a za swój cel biorą badania i rozwój mogą skorzystać z jeszcze jednej opcji, która pomoże im przetrwać trudny pandemiczny czas. Ulga IP Box, wprowadzona do systemu podatkowego w 2019 roku, pozwala innowacyjnym podatnikom (np. programistom, wynalazcom) na opłacanie referencyjnej 5% stawki podatku CIT/PIT w odniesieniu do dochodów z kwalifikowanych praw własności intelektualnej – podkreśla ekspert PRAVNA.pl

Idea wprowadzenia specjalnej ulgi podatkowej wiązała się z chęcią zwiększenia innowacyjności polskiej gospodarki. Rząd Mateusza Morawieckiego chciał, żeby na badania i rozwój przypadało 2% polskiego PKB w 2020 roku. Dziś wiemy, że ten plan nie ma już szans powodzenia, bo w 2019 roku zaledwie 1,21% PKB było związane bezpośrednio z wydatkami na innowacyjność.

Z ulgi IP BOX mogą skorzystać te firmy, które prowadzą działalność innowacyjną. – Teoretycznie B+R jest to każda działalność, która rozwija stan wiedzy, wytwarza coś nowego, innowacyjnego. Jednak już tworzenie nowych programów czy ich funkcjonalności w oparciu o stare systemy i przy użyciu dostępnych już narzędzi może być uznane jako nieuzasadnione skorzystanie z ulgi IP BOX – zwraca uwagę Marek Czyżewski.

Według ordynacji podatkowej z takiej ulgi mogą też skorzystać m.in. wynalazcy, którzy zdobyli patent, a także firmy, które zarejestrowały produkt leczniczy czy naukowcy, którzy zarejestrowali nowe odmiany roślin lub ras zwierząt. Dochód dla którego stosuje się ulgę IP Box można uzyskać m.in. ze sprzedaży kwalifikowanego IP czy należności z tytułu umów licencyjnych. – Co do zasady podstawą opodatkowania preferencyjną stawką podatku dochodowego w wysokości 5% jest iloczyn dochodu z kwalifikowanego IP i wskaźnika nexus, który wylicza się ze wskazanego w ustawie wzoru – dodaje ekspert PRAVNA.pl.

Korekta cen ropy. Deflacja w Chinach

Po nagłym wystrzale w górę przyszła korekta cen ropy. Jak widać, na rynku wcale nie jest tak dobrze, jak dotychczas sądzono. Pytanie, jak sytuacja rozwinie się dalej, skoro spadają prognozy popytu na ropę.

Gospodarka strefy euro

Wczorajsze dane ze strefy euro okazały się lepsze od oczekiwań. Wzrost gospodarczy (a właściwie spadek) wyniósł 4,9% w skali roku. To mniej niż oczekiwane 5%, ale przede wszystkim mniej niż w początkach pandemii zakładali analitycy, mówiący o niemal 10% recesji. Dane te ze względu na swoja przewidywalność nie wprowadziły większego zamieszania na rynkach. Większość informacji cząstkowych była bowiem już znana. Potwierdzają one jednak, że początkowo wyraźnie przeszacowaliśmy negatywny wpływ lockdownu.

Korekta czarnego złota

Po niespodziewanym przekroczeniu ceny 70 dolarów za baryłkę ropy wg notowań w Londynie przyszedł czas na korektę. W ciągu raptem dwóch dni cena baryłki spadła od szczytów o 4 dolary. Powodem są między innymi gwałtownie rosnące zapasy surowca i paliw w USA. Sytuacja ta sugeruje, że na rynku wcale nie brakuje surowca. To właśnie zbyt mała produkcja względem potrzeb miała pchać ceny w górę. Wczoraj zapasy rosły o 12,8 mln baryłek, to nie tylko wynik wyższy od spodziewanego spadku, ale przede wszystkim jeden z najwyższych odczytów ostatnich pięciu lat.

Deflacja w Chinach

W Państwie Środka w ujęciu rocznym ceny wciąż spadają. W lutym ten spadek ogranicza się już, co prawda, do 0,2% wobec oczekiwanej deflacji 0,4%. Mówimy o cenach dla konsumentów. Ceny producentów rosną jednak o 1,7%, oznacza to spadek rentowności handlu, skoro koszty rosną a ceny w sklepach spadają. Pokazuje to, że wzrost, który mamy obecnie w Chinach, nie ma zbyt trwałych podstaw i nie da się go w ten sposób trwale podtrzymywać. Jest to zatem kolejny wątpliwy sygnał dla światowej gospodarki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Semantive wśród najszybciej rozwijających się firm w Europie wg FT

W tegorocznym zestawieniu najszybciej rozwijających się firm w Europie uwzględnionych zostało jedynie 31 przedsiębiorstw z Polski. Jedną z czołowych pozycji wśród rodzimych firm zajęło Semantive, specjalizujące się w Big Data i zaawansowanej analizie danych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Jak zapowiada Maciej Migacz, CEO Semantive, jeszcze w tym roku spółka ma zaprezentować nowe innowacyjne rozwiązanie z zakresu bezpieczeństwa.  

Brytyjski dziennik ekonomiczny Financial Times opublikował wyniki piątej edycji rankingu najszybciej rozwijających się przedsiębiorstw w Europie. Wśród polskich przedstawicieli, którzy stanowili zaledwie 3% sklasyfikowanych przedsiębiorstw, znalazło się m.in. Semantive, specjalizujące się w analizach Big Data. Choć pod względem zatrudnienia jest to jedno z najmniejszych przedsiębiorstw, to skumulowany wzrost (CAGR) wynoszący ponad 130% (perspektywa trzyletnia) uplasował firmę na wysokim 124 miejscu w Europie i 4 pozycji w Polsce. Założona w 2012 roku spółka osiągnęła w 2019 roku blisko 2 miliony Euro przychodu, w porównaniu do 158 tys. Euro, jakie uzyskała trzy lata wcześniej.

Jest nam niezmiernie miło znaleźć się w gronie najszybciej rozwijających się firm Europy. Wysoka pozycja Semantive potwierdza naszą skuteczność i zapewnia dodatkową motywację dla dalszego rozwoju firmy. Jeszcze w tym roku zamierzamy zaprezentować innowacyjne rozwiązania w zupełnie nowych obszarach działania. – mówi Maciej Migacz, CEO i współtwórca Semantive.

W związku z dynamicznym rozwojem Semantive systematycznie powiększa zespoły odpowiedzialne za rozwój technologii w chmurze. Firma poszukuje m.in. Cloud Developerów programujących w Pythonie z doświadczeniem w architekturze Azure.

Obecność na elitarnej liście Financial Times to nie jedyny sukces Semantive w ostatnich latach. W 2019 roku warszawska firma uplasowała się na 14 miejscu rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe, będąc najwyżej notowanym polskim przedsiębiorstwem.

Firma świadczy swoje usługi m.in. dla firm z sektorów zdrowia, przemysłu, nieruchomości czy finansów. Jak zapowiadają przedstawiciele Semantive, w tym roku spółka przedstawi nowe rozwiązanie z zakresu bezpieczeństwa, opartego o infrastrukturę CCTV oraz sztuczną inteligencję.

W najbliższym roku polskie banki będą nadal dokonywać rezerw kredytowych z uwagi na pandemię

Największy problem ze spłatą kredytów mogą mieć klienci korporacyjni.

Odpisy na ryzyko kredytowe dokonane przez europejskie banki w ciągu dziewięciu miesięcy ubiegłego roku były ponad dwa razy większe niż w całym roku 2019. W Polsce, porównując rok do roku, poziom ten był nieco niższy i wynosił około 50 proc. więcej niż rok wcześniej. Zdaniem ekspertów i przedstawicieli największych banków w Polsce, ryzyko kredytowe na skutek pandemii jest wciąż dużym problemem sektora bankowego. Jak wynika z dyskusji prowadzonej podczas konferencji „Zarządzanie ryzykiem i kapitałem w bankach” w ramach Europejskiego Kongresu Finansowego, której partnerem strategicznym była firma doradcza Deloitte, w najbliższym czasie należy spodziewać się wzmożonej sprzedaży portfeli kredytów przeterminowanych przez banki.

Banki dokonały najwięcej odpisów w pierwszym i drugim kwartale ubiegłego roku. Te dane dotyczą zarówno Polski, jak i całej Europy. W trzecim kwartale sytuacja ustabilizowała się na tyle, że liczba dokonywanych rezerw ze względu na ryzyko kredytowe wynosiła około 30 proc. poziomu z pierwszych trzech miesięcy 2020 roku, mówi Przemysław Szczygielski, partner, lider sektora finansowego w Polsce, Deloitte.

– Polskie banki w nieco mniejszym stopniu dokonywały odpisów ze względu na ryzyko kredytowe, niż największe banki w Europie. Uzasadnieniem takiego podejścia był lepszy od krajów Europy Zachodniej stan polskiej gospodarki – dodaje. Wyjątkiem był bank Pekao S.A, w którym wskaźnik wzrostu kosztu ryzyka wyniósł 2,2 r/r, w stosunku do średniej rynkowej wynoszącej ok. 1,5.

To, że najwięcej odpisów dokonano w pierwszym i drugim kwartale ubiegłego roku miało źródło przede wszystkim w niepewnej sytuacji gospodarczej.

Można powiedzieć, że były to rezerwy wynikające z analizy przewidywanych danych makroekonomicznych, aniżeli z rzeczywistych problemów klientów. Główne wskaźniki czyli spadek PKB i poziom bezrobocia, z jednej strony były wtedy pesymistyczne, a z drugiej bardzo różniły się od siebie. Trzeci kwartał pokazał, że obawy te były nieco na wyrost, ale żaden z banków nie zdecydował się na uwolnienie zawiązanych wcześniej rezerw, mówi Barbara Sobala, wiceprezes zarządu Banku Handlowego.

Ryzyko kredytowe po stronie biznesu

Zdaniem uczestników debaty, banki nie obawiają się problemów ze spłacaniem kredytów przez klientów indywidualnych, ale przede wszystkim przez klientów korporacyjnych, którzy przez ostatnie miesiące korzystali z pomocy rządowej, a także moratoriów kredytowych.

Dopiero, gdy ta pomoc się skończy, będzie można ocenić prawdziwą skalę problemów z regulowaniem spłaty kredytów przez polskie firmy. Są oczywiście branże, które są beneficjentami ostatnich miesięcy, jak chociażby e-commerce czy magazyny. Po drugiej stronie znajduje się inna część branży nieruchomości komercyjnych, na przykład hotele, galerie handlowe czy biura. I to one mogą mieć problem z uregulowaniem swoich należności kredytowych, szczególnie, gdy nie będą już objęte pomocą z Tarczy PFR, mówi Marek Lusztyn, wiceprezes zarządu mBanku SA.

Część z nich, na skutek braku przychodów i kurczących się oszczędności, może mieć problemy z płynnością finansową.

Dlatego należy dokładnie przeanalizować to, kto i jakiej pomocy potrzebuje. Nawet w obrębie jednego sektora, sytuacja potrafi się różnić. Dziś widzimy jednak, że to w handlu i usługach istnieje największe niebezpieczeństwo problemów ze spłatą kredytów, wyjaśnia Mariusz Cholewa, prezes zarządu Biura Informacji Kredytowej.

Nieco bardziej optymistycznie na przyszłość patrzy bank Pekao SA.

W ubiegłym roku zawiązaliśmy znaczące rezerwy na potencjalne straty związane z COVID-19. Zatem zabezpieczyliśmy bank przed ewentualnymi konsekwencjami pandemii. Zakładamy, że zakończony z sukcesem program szczepień zbiegnie się w czasie z luzowaniem obostrzeń. Przykład Chin pokazuje, że w takiej sytuacji firmy mogą liczyć na efekt odroczonego popytu, co powinno znacznie poprawić ich sytuację. Nie zmienia to jednak faktu, że w najbliższym czasie biznes wciąż będzie odczuwał skutki pandemii COVID-19, mówi Marcin Gadomski, wiceprezes zarządu Pekao SA.

Banki różnie oceniają ryzyko kredytowe

Międzynarodowe Standardy Sprawozdawczości Finansowej, a dokładnie MSSF9, nie wprowadziły jednolitego podejścia do odpisów bankowych. Banki używają więc różnych prognoz makroekonomicznych, co w naturalny sposób prowadzi do różniących się od siebie kosztów ryzyka w poszczególnych instytucjach. Uczestnicy panelu „Ryzyko pogorszenia jakości aktywów banków” wskazali że ujednolicenie parametrów makroekonomicznych, takich jak stopa bezrobocia czy PKB, stosowanych do szacowania poziomu odpisów, byłoby bardzo pomocne i pokazywałoby w znacznie bardziej klarowny sposób, jaka jest skala tego zjawiska. Równocześnie pozostawienie Bankom możliwości elastyczności w modelowaniu, pozwoli na uwzględnienie specyfiki portfela danej instytucji, a tym samym na lepsze odzwierciedlenie ryzyka w sprawozdaniu finansowym.

Raport Deoitte “2021 Banking and Capital Markets Outlook. Strengthening Resilience, Accelerating Transformation” przewiduje, że należy spodziewać się dodatkowo odpisów ze względu na ryzyko kredytowe związane z COVID-19 w przyszłości na poziomie tych, które zostały już utworzone w 2020 r., ale będą one rozłożone w czasie. Hipotezy te potwierdzają dane BIK, wskazujące na rosnącą ostrożność banków w udzielaniu kredytów i jednocześnie pierwsze pojawiające się większe wolumeny kredytów przeterminowanych. Przedstawiciele sektora bankowego również spodziewają się, że problemy firm, które nie przetrwają kryzysu spowodują, że banki będą zmuszone do tworzenia kolejnych odpisów. Mogą się one pojawić jeszcze w pierwszym kwartale przyszłego roku.

– Pytaniem pozostaje, czy ryzyko kredytowe, choć dobrze znane ekspertom od bankowości, dokładnie opisane i przeanalizowane, nie zagrozi stabilności sektora. Poziom kredytów NPL, sam w sobie nie będzie stanowił problemu, ale przy braku funkcjonującego rynku obrotu wierzytelnościami, banki będą musiały poprawić efektywność i wydolność własnych procesów. Może być to również droga do poprawy rentowności, choć na polskim rynku spodziewany się jednak, że będzie to impuls do odbudowy rynku obrotu przeterminowanymi wierzytelnościami, – mówi Przemysław Szczygielski.

Uczestnicy panelu byli zgodni, że przy rosnącym portfelu kredytów przeterminowanych, banki będą starać się odstępować jej podmiotom trzecim, specjalizującym się w odzyskiwaniu wierzytelności.

Healthnomic wprowadzi na polski rynek innowacyjną metodę leczenia obturacyjnego bezdechu sennego

Healthnomic S.A., firma z branży medtech, specjalizująca się w zdalnej diagnostyce oraz rozwoju autorskiej platformy telemedycznej, rozpoczyna kolejny etap wprowadzenia na rynek polski innowacyjnej metody EPAP (ang. Expiratory Positive Airway Pressure), która wykorzystywana jest w leczeniu obturacyjnego bezdechu sennego (OBS), a także w leczeniu chrapania prostego, nie powikłanego zaburzeniami oddychania. Spółka podpisała umowę z firmą Imperio Laboratories, która do końca II kwartału br. roku przygotuje prototyp autorskiego urządzenia Healthnomic do leczenia OBS, a także dokumentację techniczną. Po opracowaniu prototypu Spółka wybierze podmiot, który zajmie się produkcją seryjną urządzenia. Innowacyjne rozwiązanie typu EPAP autorstwa Healthnomic ma trafić na rynek na przełomie III oraz IV kwartału br. Spółka zamierza zadebiutować na rynku NewConnect w 2021 roku.

Urządzenie EPAP to coraz popularniejsza metoda leczenia pacjentów cierpiących na obturacyjny bezdech senny lub chrapanie proste. Są to niewielkie elementy w formie membran zakrywających nozdrza. W trakcie wdechu urządzenie pozwala na swobodny przepływ powietrza. Gdy następuje wydech przepływ powietrza zostaje ograniczony, tym samym powstaje podwyższone ciśnienie w górnych drogach oddechowych, które podobnie jak w przypadku urządzeń CPAP (ang. Continuous Positive Airway Pressure) nie pozwala na zapadanie się dróg oddechowych. Dzięki temu przepływ powietrza pozostaje zachowany, niwelowane są także dźwięki chrapania. Leczenie OBS przy użyciu urządzeń EPAP jest dobrze tolerowane przez pacjentów, oraz nie wymaga stosowania urządzeń zasilanych prądem ani bateriami. Badania naukowe potwierdzają skuteczność tego rozwiązania dla pacjentów z chrapaniem prostym oraz z bezdechem sennym każdego stopnia, szczególnie umiarkowanego i łagodnego.

– Intencją naszej spółki jest przeprowadzenie pacjenta przez pełen cykl diagnostyczno-terapeutyczny. Od podejrzenia choroby, przez jej wysokiej klasy diagnostykę oraz w razie stwierdzenia nieprawidłowości, do skutecznego leczenia i monitorowania jego efektywności. Obecnie oferujemy pacjentom oraz lekarzom rozwiązanie do diagnostyki OBS, natomiast zgodnie z naszą misją wprowadzamy również rozwiązania służące do leczenia bezdechu, a także innych chorób cywilizacyjnych. Chcemy oprócz standardowej metody CPAP, zaproponować autorskie rozwiązanie wykorzystujące innowacyjną metodę terapeutyczną EPAP. Aktualnie na polskim rynku nie ma tego typu rozwiązań, więc wszystko wskazuje na to, że już za kilka miesięcy jako pierwsi damy pacjentom oraz lekarzom możliwość leczenia OBS lub chrapania dzięki tej metodzie. Ponadto będzie się ono istotnie wyróżniać na tle konkurencyjnych rozwiązań dostępnych już zagranicą najnowocześniejszym modelem wykorzystanych materiałów i rozwiązań biofizycznych. Ruszają prace nad prototypem, a niebawem zamierzamy złożyć wniosek patentowy – komentuje Dariusz Głogowski, Prezes Zarządu Healthnomic S.A.

Plany rozwoju Healthnomic zakładają regularny rozwój oferty diagnostycznej oraz terapeutycznej w zakresie chorób cywilizacyjnych, przede wszystkim obturacyjnego bezdechu sennego (OBS), chorób układu krążenia oraz przewlekłej obturacyjnej choroby płuc. Specjaliści Spółki oraz współpracujący lekarze wszystkich specjalności na co dzień dokonują diagnozy przy pomocy zdalnych urządzeń. Celem spółki jest obsługa procesu leczenia przy pomocy takich urządzenia jak CPAP, EPAP oraz innych innowacyjnych metod leczenia. Pełen proces będzie zarządzany zdalnie dzięki autorskiemu środowisku telemedycznemu OmniHealth, z którym kompatybilne będą zarówno urządzenia diagnostyczne jak i terapeutyczne. Pozwoli on na w pełni zdalne zarządzanie procesem badań oraz późniejszego leczenia.

– Nasze plany związane z rozwojem Healthnomic są bardzo ambitne. Intensywnie pracujemy nad rozwojem środowiska telemedycznego OmniHealth, aby poszerzać obszary diagnostyczno-terapeutyczne. Negocjujemy z dostawcami urządzeń CPAP, a także intensyfikujemy sprzedaż w ramach naszej obecnej oferty diagnostycznej. Stopniowo realizujemy założone cele m.in. dzięki środkom uzyskanym w ramach I rundy finansowania zakończonej w styczniu br. – dodaje Dariusz Głogowski.

W styczniu br. spółka zakończyła I rundę finansowania w ramach której pozyskała 2,5 mln zł z tytułu emisji akcji. Środki pozyskane w ramach oferty zostaną przeznaczone na m.in. na produkcję nowych urządzeń do diagnostyki bezdechu sennego, projekty badawczo-rozwojowe oraz ewentualne przejęcie podmiotu medycznego. Spółka zamierza zadebiutować na rynku NewConnect w 2021 roku.

Food Research Institute: w nastrojach polskiej branży spożywczej jest nieco słońca

W głosach przedstawicieli polskich firm zajmujących się przetwórstwem żywności słychać coraz więcej wiosennego optymizmu. Indeks FRI[1], który odzwierciedla nastroje menedżerów z branży, w lutym b.r. był na poziomie 56,2 pkt. – to o ponad 3 pkt. więcej niż w listopadzie 2020 r. i o ponad 5 pkt. więcej niż w lipcu 2020 r.

Indeks FRI jest publikowany przez firmę analityczną Food Research Institute od pięciu kwartałów. – Największy pesymizm w branży obserwowaliśmy w wakacje, kilka miesięcy po wybuchu pandemii. Od tego czasu nastroje stopniowo się poprawiają. Choć nie można tego jeszcze na 100% przesądzić, to wierzę, że kształtuje się trend wzrostowy dla Indeksu i że zaczęliśmy zmierzać w stronę wyniku sprzed szoku covidowego – mówi Dariusz Chołost, General Manager w Food Research Institute.Index FRI – nastroje menedżerów branży spożywczej

Do hurraoptymizmu jeszcze chwilkę

Dariusz Chołost podkreśla jednak, że droga do wskaźnika 67,4 pkt. ze stycznia minionego roku będzie raczej długa. Dziś tylko 29% zapytanych menedżerów przewiduje, że za 3 miesiące sytuacja ich firmy poprawi się w stosunku do obecnej. 51% uważa, że pozostanie ona bez zmian a 20% – że się pogorszy. W przypadku przewidywań sytuacji za 6 miesięcy oceny są podobne, choć respondentów spodziewających się pogorszenia sytuacji jest nieco więcej (22%). – Przedstawiciele sektora spożywczego są bardzo ostrożni w ocenach perspektyw na przyszłość, ale nie ma w tym nic dziwnego. Przez długie miesiące firmy były zmuszone szybko reagować na zupełnie zaskakujące okoliczności. Niektóre procesy zmian w modelach biznesowych, organizacji produkcji czy dystrybucji jeszcze się nie zamknęły i jeszcze chwilę potrwa, zanim okaże się na ile były efektywne. Przebieg pandemii nie powinien nas już zaskoczyć, ale całkowicie wykluczyć się tego nie da – podkreśla Dariusz Chołost. Bez względu na to, jeśli za 3 miesiące przewidywania menedżerów się sprawdzą, Indeks FRI za maj sięgnie 59,5 pkt., co oznaczałoby wzrost o 3,3 pkt w stosunku do lutego b.r.

Niezłe wyniki i nowe wyzwania

Dobre oczekiwania co do wartości majowego Indeksu FRI umacnia też fakt, że przetwórstwo rolno-spożywcze, pomijając pojedyncze kategorie, test z odporności na COVID-19 zdało dobrze. Jak mówi Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego w Santander Bank Polska, było to widać szczególnie w drugiej połowie minionego roku. Po pierwsze, produkcja sprzedana przemysłu, po spadku związanym z pierwszą falą pandemii, szybko wróciła do trendu wzrostowego. Po drugie, wpływ drugiej fali był już znacznie płytszy, patrząc z pespektywy całego przemysłu. Wyniki początku roku są obiecujące. W styczniu wartość produkcji sprzedanej artykułów spożywczych, po uwzględnieniu różnicy w liczbie dni roboczych, była wyższa o 6% w relacji rocznej. Cieszą również wyniki eksportu w 2020 r. Dane, pomimo trudnych pandemicznych warunków, wskazują na kolejny rekord i sięgnięcie 34 mld euro (+7% w ujęciu r/r).jak zmieni się sytuacja w Pani Pana firmie w perspektywie 3 miesięcy

Jak wskazuje Grzegorz Rykaczewski, w ostatnim roku pomogła bliskość i stabilność bazy surowcowej. Firmy przetwórcze miały stałe dostawy surowca i w tym zakresie nie było ryzyka przestojów produkcyjnych. Jednocześnie przedsiębiorstwa szybko nauczyły się wykorzystywać nowe doświadczenia, elastycznie podchodząc do strategii sprzedaży w różnych kanałach dystrybucji, zarówno w Polsce, jak i na rynkach zagranicznych. – Sytuacja pandemiczna nadal jest niepewna. Popyt z branży HoReCa pozostaje ograniczony, a kolejne fale pandemii odsuwają w czasie „odmrożenie” gospodarek w państwach UE. Z drugiej jednak strony wyniki branży wskazują, że przedsiębiorstwa coraz lepiej radzą sobie w warunkach COVID-u a program szczepień daje szanse na trwałą stabilizację sytuacji, być może już w drugiej połowie roku – podkreśla Grzegorz Rykaczewski. Przypomina on także, że konsumpcja żywności jest podstawową ludzką potrzebą a to pomagało, pomaga i będzie pomagać branży w czasie różnych turbulencji.Jak zmieni się sytuacja w Pani Pana firmie w perspektywie 6 miesięcy

* Wcześniejsza nazwa: Indeks IBŻ

Odwiedzalność centrów handlowych w pierwszym tygodniu marca

  • Średnia odwiedzalność w dni handlowe w pierwszym tygodniu marca (1–7.03) była niższa o prawie 25 proc. w porównaniu do tego samego okresu w 2020 r. i ukształtowała się na poziomie 76 proc.
  • PRCH Daily Footfall Index pokazuje, że zgodnie z przewidywaniami Polskiej Rady Centrów Handlowych średnia odwiedzalność galerii handlowych już czwarty tydzień z rzędu utrzymuje się na podobnym, stabilnym poziomie. Klienci na bieżąco realizują cele zakupowe, co pozwala uniknąć okresowego, niekontrolowanego zwiększenia ruchu w centrach handlowych.

Wyniki odwiedzalności przedstawione przez PRCH pokazują, że ruch w obiektach oscyluje wokół 80 proc. poziomów ubiegłorocznych. Średnie wyniki tygodniowe utrzymują się na zbliżonym poziomie 76-77 proc. Najwięcej wizyt odnotowują centra handlowe średniej wielkości o powierzchni od 20 do 40 tys. mkw. GLA, gdzie wskaźnik odwiedzalności był w zależności od dnia tygodnia wyższy od 5 do 10 pp. niż centrach największych powyżej 60 tys. mkw. GLA. Najaktywniej z oferty sklepów w obiektach handlowych korzystali kupujący w Regionie Południowym, mniejsze natężenie ruchu odnotowano w północnej części kraju. Średni tygodniowy footfall w Regionie Północnym był o ponad 30 proc. niższy w stosunku do ubiegłorocznego.

Dane z ostatnich tygodni pokazują powtarzalne i przewidywalne wyniki poziomu odwiedzalności, co znacząco ułatwia kontrolowanie liczby osób przebywających w obiektach handlowych i zapewnienie koniecznego dystansu. Stabilne funkcjonowanie centrów handlowych w warunkach zaostrzonego reżimu sanitarnego pozwala kupującym na systematyczną i bieżącą realizację potrzeb. Zmniejszony i ustabilizowany ruch w obiektach handlowych ułatwia klientom planowanie zakupów z wyprzedzeniem i sprzyja zachowywaniu społecznego dystansu. Wizyty w centrach handlowych stały się bardziej celowe, kupujący odwiedzają obiekty handlowe w określonym celu, starając się spędzić w sklepach jak najmniej czasu. Utrzymuje się trend wysokiej konwersji.

Centra handlowe są jednymi z najbezpieczniejszych miejsc w przestrzeni publicznej. Kontakt między klientami jest krótkotrwały, a obiekty handlowe funkcjonują z zachowaniem najwyższych standardów sanitarnych, są dostosowane do krajowych zaleceń Głównego Inspektoratu Sanitarnego i Ministerstwa Rozwoju Pracy i Technologii oraz wytycznych międzynarodowych np. WHO. Galerie w trosce o bezpieczeństwo od miesięcy, nieprzerwanie przypominają kupującym o konieczności noszenia maseczek, dezynfekowania rąk i zachowywania bezpiecznego dystansu. O przestrzeganie zasad DDM dbają pracownicy sklepów i obsługa galerii handlowych.

GUS: W 2020 roku o ponad 8% zmniejszyła się liczba nowych biur

Większa liczba mieszkań, ale mniej powierzchni biurowych czy usługowych – to tylko niektóre wskaźniki z danych Głównego Urzędu Statystycznego w obszarze budownictwa za 2020 rok. Eksperci Angel Poland Group przeanalizowali, które z rynkowych trendów mogą ulec zmianie w kolejnych latach. Ich zdaniem, pandemia wskazuje na konieczność m.in. bardziej elastycznego podejścia ustawodawców do planowania przestrzennego.

W 2020 roku w porównaniu do 2019 roku zwiększyła się zarówno liczba samych mieszkań (o 6,7% do poziomu 221 tys.), jak i łączna wielkość ich powierzchni użytkowej (o 6,6% do poziomu 19,5 mln m2). Co ciekawe, przeciętna powierzchnia użytkowa wybudowanego mieszkania wyniosła 88,5 m2 i w porównaniu do roku 2019 zmniejszyła się, ale zaledwie o 0,1 m2. Średnia powierzchnia mieszkania w budynkach jednorodzinnych wyniosła 132,8 m2, natomiast w budynkach wielorodzinnych – 52,6 m2. Oznacza to zmniejszenie ich średniej powierzchni odpowiednio o 1 m2 i 0,5 m2. Eksperci Angel Poland Group podkreślają, że pandemia może ostudzić zapał inwestorów do budowania większych mieszkań, ale nie w każdym segmencie rynku.

Ostatnio zwiększył się popyt na kompaktowe mieszkania, czyli takie, gdzie jest więcej pokoi na mniejszej przestrzeni. To rozwiązanie zyskujące uznanie szczególnie w czasie pandemii, gdy część osób przestawiła się na pracę zdalną. Niezmiennie dużą popularnością cieszą się też kawalerki i mieszkania dwupokojowe, m.in. jako ochrona kapitału przy niskich stopach procentowych. Warto też pamiętać, że te kwestie zależą w dużej mierze od standardu i lokalizacji inwestycji. Największe mieszkania na sprzedaż lub wynajem powstają w segmencie premium, który rządzi się trochę innymi prawami. Średnia powierzchnia mieszkań w inwestycji premium to ponad 70 m2, gdzie widzimy znaczący wzrost zainteresowania dużymi apartamentami. Z kolei średnia powierzchnia mieszkania w tzw. segmencie popularnym oscyluje na poziomie 45 m2 – mówi Tomasz Karpiel, dyrektor operacyjny Angel Poland Group i ekspert ds. rynku nieruchomości.

Struktura rynku przełoży się na wzrost cen mieszkań?

Jak pokazują dane GUS, w 2020 roku 64,6% (63,3% w 2019 roku) wszystkich oddanych do użytku mieszkań pochodziło od deweloperów, a 33,5% od inwestorów indywidualnych. W porównaniu z rokiem poprzednim zwiększył się udział mieszkań przeznaczonych na sprzedaż lub wynajem (o 1,2 p.p.). Według ekspertów, mimo rosnącego udziału mieszkań deweloperskich, nie należy spodziewać się spadku ich cen.

Inwestorzy mają coraz większe problemy z dostępnością atrakcyjnych gruntów. Ponadto, nie wszystkie realizowane budynki mieszkalne trafią na sprzedaż, gdyż pojawili się na rynku nowi gracze. Ich celem jest kupowanie całych budynków, a następnie wynajmowanie mieszkań, a nie ich sprzedaż. To przełoży się na mniejszą liczbę dostępnych mieszkań do zakupu na rynku. Dodatkowo, także inne wyzwania deweloperów, czyli nowe, restrykcyjne normy techniczne, wydłużone procedury inwestycyjne oraz rosnące koszty materiałów budowlanych, będą prowadzić do prawdopodobnego wzrostu cen samych mieszkań, które mogą zdrożeć w 2021 roku nawet o 10% – zauważa Małgorzata Nowodworska, dyrektor sprzedaży i marketingu Angel Poland Group w Krakowie.

Budynki biurowe odejdą do lamusa?

W 2020 roku oddano do użytkowania 527 nowych budynków biurowych, co oznaczało spadek o 8,2% względem roku 2019. W omawianym okresie oddano też do eksploatacji 2652 nowe budynki handlowo-usługowe (spadek o 6,6% r./r.). Eksperci oceniają, że pandemia pokazała konieczność bardziej elastycznego podejścia do tworzenia planów miejscowych.

W czasach COVID-19 zapotrzebowanie na lokale biurowe czy usługowe zauważalnie spadło, co na pewno przełoży się na decyzje inwestorów o odłożeniu nowych inwestycji komercyjnych w czasie. Warto wspomnieć, że nawet już teraz deweloperzy mają większe trudności z wynajęciem części przestrzeni biurowych i handlowo-usługowych. Wydaje się zatem, że w konsekwencji pandemii ustawodawcy powinni bardziej elastycznie niż dotychczas podchodzić do tematu planowania przestrzennego i zapisów w planach miejscowych, by przeznaczenie terenów nie było z góry „sztywno” ustalone. Taki zabieg da możliwości bardziej płynnego dostosowania realizowanych inwestycji do aktualnych i przyszłych trendów rynkowych – podkreśla Natalia Sawicka, dyrektor sprzedaży i marketingu Angel Poland Group w Wrocławiu.

Niezależnie od przeznaczenia nowych mieszkań, zgodnie z danymi GUS, porównanie danych dla poszczególnych województw w ujęciu bezwzględnym wskazuje, że najwięcej nowych mieszkań wybudowano w mazowieckim (21,1% wartości krajowej), wielkopolskim (10,0%) i dolnośląskim (9,9%). Wskaźnik nasilenia budownictwa mieszkaniowego, wyrażony liczbą mieszkań oddanych do użytkowania w przeliczeniu na 1 tys. ludności2, wyniósł dla Polski 5,8. Największe wartości odnotowano w województwach: mazowieckim (8,6), pomorskim (8,1) oraz dolnośląskim (7,5); najmniejsze w: opolskim (2,7), świętokrzyskim (3,2) i śląskim (4,1).

Dochody budżetu państwa z akcyzy na piwo to 3,5 mld zł

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) wskazują w raporcie „Zasadność zróżnicowania stawek akcyzy dla alkoholi mocnych oraz piwa – Kontekst prawny, ekonomiczny i społeczny”, że akcyza od piwa stanowi stabilne i przewidywalne źródło dochodów dla budżetu państwa, przynoszące wpływy na poziomie ok. 3,5 mld zł rocznie. Nie ma powodów, by zmieniać ten system – co wiązałoby się z kosztami dostosowawczymi po stronie producentów i Krajowej Administracji Skarbowej. Mogłoby to zakłócić funkcjonowanie rynku i zaburzyć dotychczas stabilny strumień dochodów dla budżetu. Różnice w poziomie opodatkowania piwa i wyrobów spirytusowych nie są luką podatkową, lecz efektem świadomej i racjonalnej polityki podatkowej polskiego państwa. Co więcej, obecna stawka akcyzy na wyroby spirytusowe jest niemal taka sama jak 20 lat temu, podczas gdy stawka akcyzy od piwa jest aktualnie o 37% wyższa niż w 2001 roku.

Nie można zgodzić się z argumentami wskazującymi na możliwość uzyskania przez budżet państwa dodatkowych dochodów w kwocie 5 mld zł rocznie w wyniku zrównania poziomu opodatkowania wyrobów spirytusowych i piwa. Takie wyliczenia całkowicie pomijają fundamentalny aspekt podwyżek akcyzy, jakim jest elastyczność cenowa popytu. Jak wynika z założeń przyjętych przez Ministerstwo Finansów przy projektowaniu ubiegłorocznych zmian w stawkach akcyzy, w przypadku piwa jest ona najwyższa ze wszystkich rodzajów napojów alkoholowych – co oznacza, że podwyżka ceny piwa wywołuje silniejszy spadek sprzedaży niż np. podwyżka ceny wódki. Uwzględniając spadek legalnej sprzedaży, efekt fiskalny tak radykalnej podwyżki akcyzy stanowiłby ułamek obiecywanej przez autorów tej propozycji kwoty lub wręcz przyczyniłby się do zmniejszenia wpływów budżetowych.

„Nie znajdują poparcia w faktach pojawiające się w przestrzeni publicznej głosy nawołujące do zrównania poziomu opodatkowania wyrobów spirytusowych i piwa. Różnica w poziomie opodatkowania między piwem a wódką i pozostałymi wyrobami spirytusowymi wynika z powszechnie przyjętej w państwach rozwiniętych polityki zapobiegania negatywnym skutkom ryzykownej konsumpcji alkoholu. Zdecydowanie zawyżone są też szacunki skutków fiskalnych takiego rozwiązania. Dodatkowo należy zwrócić uwagę na aktualne trendy dotyczące spożycia alkoholu, czyli przede wszystkim wzrost konsumpcji napojów spirytusowych i spadek spożycia piwa zawierającego alkohol” – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, wiceprezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej CALPE.

Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) poddało bliższej analizie problematykę podatku akcyzowego od napojów alkoholowych w swoim najnowszym raporcie pt. „Zasadność zróżnicowania stawek akcyzy dla alkoholi mocnych oraz piwa – Kontekst prawny, ekonomiczny i społeczny”.

Forma opodatkowania i minimalne stawki akcyzy od wyrobów alkoholowych są zharmonizowane na poziomie Unii Europejskiej w oparciu o przepisy dwóch dyrektyw. W precyzyjny sposób określają one podstawę opodatkowania poszczególnych rodzajów napojów alkoholowych – dla wyrobów spirytusowych od objętości czystego alkoholu, dla wina od objętości wyrobu gotowego, a dla piwa od stopni Plato lub zawartości czystego alkoholu. Ta pierwsza forma opodatkowania jest stosowana głównie w kilkunastu krajach o rozwiniętej produkcji i bogatej tradycji piwowarskiej, w tym w Polsce. Akcyzę od alkoholu nalicza się w krajach o dominującym spożyciu alkoholi mocnych, tj. Skandynawia i państwa bałtyckie.

Napoje spirytusowe w Polsce są obłożone blisko 3-krotnie wyższą stawką akcyzy niż piwo. Relacja ta kształtuje się na średnim poziomie w porównaniu z innymi państwami Unii Europejskiej i odzwierciedla proporcje określone w Dyrektywach UE. W UE nie ma ani jednego kraju, w którym wyroby spirytusowe byłyby opodatkowywane tak samo lub niżej niż piwo – natomiast wiele jest przykładów krajów, w których ta proporcja jest znacznie większa, np. sąsiednie Czechy (3,6 do 1) i Niemcy (6,6 do 1), a także Belgia (6 do 1), Rumunia, Hiszpania (ok. 4 do 1) i inne.

Taka polityka prowadzona w całej Unii Europejskiej ma uzasadnienie przede wszystkim w wynikach badań wskazujących na to, że ryzykowne i szkodliwe dla zdrowia spożycie alkoholu wiąże się przede wszystkim z konsumpcją wyrobów spirytusowych. Jak wynika z badania CBOS przeprowadzonego w oparciu o metodykę Światowej Organizacji Zdrowia, blisko połowa regularnych konsumentów wódki w Polsce spożywa alkohol w sposób ryzykowny, podczas gdy w odniesieniu do konsumentów piwa ryzykowne spożycie występuje w niewiele ponad ¼ przypadków. Ponadto należy zwrócić uwagę na istotne różnice w kosztach produkcji i dostarczenia na rynek alkoholu w postaci napojów spirytusowych oraz piwa. Jak wynika z badania Europe Economics, produkcja alkoholu w piwie jest ok. 2,5 krotnie droższa niż w przypadku wódki – co oznacza, że teoretycznie równa akcyza uczyniłaby mocny alkohol relatywnie tańszy i bardziej dostępny dla konsumenta.

Ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, jednoznacznie stanowi, że „akty prawne wpływające na strukturę cen napojów alkoholowych powinny służyć ograniczaniu spożycia tych napojów oraz zmianie struktury ich spożycia na rzecz napojów o niskiej zawartości procentowej alkoholu”.

Zwolniony z kary nie uchroni się przed przychodem

Faktyczne przysporzenie majątkowe o konkretnym wymiarze finansowym prowadzi zgodnie z ustawami o podatku dochodowym od osób fizycznych do powstania przychodu. Uwagę należy zwrócić na sytuację otrzymywania nieodpłatnych lub częściowo odpłatnych świadczeń, zwłaszcza patrząc przez pryzmat ekwiwalentności takich świadczeń, tak aby móc ustalić, czy rzeczywiście doszło do przysporzenia majątkowego tylko jednej strony. Umorzenie zobowiązania w postaci kar umownych czy odszkodowania prowadzić może do powstania przychodu, na co wskazuje bezpośrednio przepis ustawy. Niemniej zwolnienie z kary w zamian za dodatkowe świadczenia określone w ugodzie sądowej może okazać się problematyczne, co pokazuje przypadek interpretacji Dyrektora KIS z dnia 7 grudnia 2020 r.

Stan faktyczny

Omawiana sprawa dotyczyła podatnika, którego kontrahent zwolnił z konieczności zapłaty zastrzeżonych w umowie kar oraz odszkodowań z tytułu nienależytego wykonania umowy w kwocie ponad pół miliona złotych. Kontrahent oświadczył, że nie będzie dochodził spornych roszczeń, a podatnik, będący dłużnikiem, zaakceptował to oświadczenie. Powyższe oświadczenia zostały podsumowane ugodą sądową poprzez przyjęcie rozwiązania korzystnego dla obu stron, tj. wierzyciel zrzeka się dochodzenia kar i odszkodowań, dłużnik natomiast zrzeka się dochodzenia ewentualnych przyszłych roszczeń o zapłatę. Należy jednak podkreślić, że wartość spornych roszczeń (kar umownych i odszkodowania) wynikała z umowy i miała określoną wartość, podczas gdy oświadczenie o rezygnacji z ewentualnych roszczeń o zapłatę dotyczyło świadczeń nieokreślonych, przyszłych.

Stanowisko organu podatkowego

W oparciu o przedstawiony powyżej stan faktyczny podatnik zadał zasadnicze pytanie, czy w przypadku zwolnienia z konieczności uiszczenia kary oraz odszkodowania powstaje przychód podatkowy, a jeżeli tak, to w jakim okresie powinien zostać opodatkowany.

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w dniu 7 grudnia 2020 r. wydał interpretację indywidualną nr 0111-KDIB1-1.4010.405.2020.1.SG, w której stwierdził, że w takiej sytuacji przychód powstaje. Brak jest ustawowej definicji pojęcia „umorzenia zobowiązania”. W tym zakresie należy odwoływać się do językowej wykładni, zgodnie z którą umorzenie oznacza zmniejszenie lub zlikwidowanie zobowiązania poprzez zrzeczenie się przez wierzyciela lub spłatę stopniową długu. W efekcie zobowiązanie dłużnika w stosunku do wierzyciela znika.

Zgodnie z art. 12 ust. 1 pkt 3a ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych przychodem są wartości umorzonych lub przedawnionych zobowiązań. W ocenie Dyrektora KIS nie ma znaczenia, co jest źródłem zobowiązania, liczy się natomiast intencja ustawodawcy, który chciał opodatkować wszelkiego rodzaju nieodpłatne świadczenia. W przypadku więc umorzenia zobowiązania dojdzie do powstania przysporzenia po stronie dłużnika, przez co jego majątek będzie powiększony. Zwolnienie z przyszłych ewentualnych roszczeń w ocenie organu podatkowego nie stanowiło ekwiwalentu do zwolnienia ze zobowiązań, które są co prawda sporne, ale ich wartość jest wyliczona i wynikają z postanowień umowy.

Reasumując, organ uznał, że po stronie dłużnika powstanie przychód podatkowy w związku z zawartą ugodą sądową w wysokości umorzonych zobowiązań wynikających z kar i odszkodowań. Przychód powinien być opodatkowany w dacie zawarcia ugody sądowej.

Komentarz

Analizując kwestię opisaną w powyższej interpretacji od strony przepisów ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz kodeksu cywilnego, należy uznać, że organ miał rację, wskazując, że w przypadku umorzenia zobowiązania dochodzi do powstania przychodu. Zobowiązanie do zapłaty odszkodowania w kwocie ponad pół miliona złotych zostało potwierdzone przez dłużnika, zatem nie sposób stwierdzić, że ono nie powstało. Zasadne wydaje się także stwierdzenie braku powstania zobowiązania w przypadku rezygnacji z przyszłych roszczeń o zapłatę, które są niepewne. W efekcie brak jest ekwiwalentności świadczeń i konieczne jest opodatkowanie przychodu. Jest to więc instytucja podobna do „zwolnienia z długu”, gdzie NSA stwierdził, że prowadzi ono do powstania przychodu po stronie dłużnika (wyrok NSA z dnia 28 listopada 2018 r., sygn. akt II FSK 3159/16).

Efektywnie więc podatnik, będący dłużnikiem, który wynegocjował rezygnację z dodatkowych kar i odszkodowań, będzie zobowiązany do rozliczenia podatku w przypadku rezygnacji wierzyciela z tych zobowiązań. Jest to niezależne od woli stron. Wystarczy sama rezygnacja z dochodzenia kwot wynikających z umowy. Oznacza to, że powinno się bardzo dokładnie analizować zapisy umów w zakresie kar umownych i odszkodowań, tak aby w przyszłości ograniczyć negatywne skutki podatkowe, ponieważ intencją stron może być zrealizowanie zlecenia i brak konieczności uiszczania kar umownych. Niemniej jeżeli wynikają one z umowy, a następnie jeden podmiot z nich rezygnuje, to dłużnik będzie zobowiązany do rozliczenia podatku.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.