Ćwierć miliona obywateli Ukrainy z zezwoleniami na pobyt

Osoby młode poniżej 40. roku życia, emigrujące w związku z pracą – to główne cechy charakteryzujące grupę obywateli Ukrainy osiedlających się w Polsce. Liczba osób posiadających ważne zezwolenia na pobyt przekroczyła 250 tys., wynika z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców.

Obywatele Ukrainy przebywają w Polsce głównie krótkoterminowo w ramach ruchu bezwizowego lub na podstawie wiz. Coraz więcej z nich chce jednak pozostać w kraju na dłuższy okres. Świadczy o tym rosnąca liczba wniosków o wydanie zezwolenia na pobyt oraz grupa osób już posiadających takie dokumenty.

Około 80 proc. obywateli Ukrainy posiada zezwolenia na pobyt czasowy, które mogą obowiązywać przez maksymalnie 3 lata. W zdecydowanej większości są one wydawane w związku z podejmowaniem pracy – ok. 73 proc. spraw. Kolejnymi najczęstszymi celami pobytu w Polsce są kwestie rodzinne – ok. 12 proc. oraz edukacja – ok. 5 proc.

W związku z tym widoczna jest koncentracja obywateli Ukrainy w województwach z dużymi miastami. Najbardziej popularnymi regionami są województwa: mazowieckie – 52 tys. osób, małopolskie – 31 tys. oraz wielkopolskie – 29 tys.

Z nieco ponad 250 tys. obywateli Ukrainy posiadających ważne karty pobytu, ok. 61 proc. stanowią osoby w przedziale wiekowym 18 – 40 lat. Dzieci i młodzież poniżej 18. roku życia stanowią ok. 12 proc., a osoby powyżej 40 lat – ok. 27 proc.

Powyższe dane nie uwzględniają osób przebywających w Polsce tymczasowo w ramach ruchu bezwizowego lub na podstawie wiz. Nie obejmują również zezwoleń na pobyt czasowy, których okres ważności został tymczasowo wydłużony ze względu na wprowadzenie stanu epidemii.

Koniec pandemii to kłopot dla e-commerce. Zaostrzy się walka o klienta. Wzrosną też wydatki na reklamę

Z całego zeszłorocznego wzrostu e-commerce tylko 30% może mieć trwałą wartość. Dopiero 3-4 kwartały po zakończeniu pandemii okaże się, kto w branży osiągnął długoterminowy sukces. Natomiast znaczna część graczy nie wytrzyma ostrej walki o klienta. Dlatego e-sklepy już teraz powinny zacząć opracowywać nowe strategie. Obecnie nawet połowę marży inwestuje się w podnoszenie sprzedaży. Do tego wydatki na reklamę i promocję mogą wzrosnąć o blisko 25%. Wiele podmiotów będzie musiało poważnie zredukować swoje plany sprzedażowe. Tak uważa Maciej Tygielski, wieloletni obserwator branży e-commerce, Dyrektor Generalny spółki Złote Wyprzedaże i Modern Commerce.

W branży coraz częściej mówi się, że e-commerce w czasie pandemii odnotował pozorny wzrost, bo sklepy musiały zmienić kanał dystrybucji z offline na online. Czy Pan się z tym zgadza?

Faktycznie po raz pierwszy w historii klienci wierni tradycyjnemu modelowi sprzedaży nie mogli realizować swoich potrzeb z powodu obostrzeń. Jak wynika z sondażu, przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland, w czasie pandemii 29% Polaków w dużej części zastąpiło zakupy stacjonarne internetowymi. Ponad 25% nieznacznie zmieniło w ten sposób nawyki, a więcej niż 3% całkowicie przeszło do e-commerce. Głównym powodem było bezpieczeństwo, a kolejnym był utrudniony dostęp do placówek. Niemniej ponad połowa osób zamierza do nich wrócić. A to już wyraźnie pokazuje, że wzrost był faktycznie wymuszony i w tym stanie jedynie będzie trwał do czasu zakończenia pandemii.

Jaka część zeszłorocznego wzrostu e-handlu może wykazać trwałość, niewynikającą z wyjątkowych okoliczności?

Szacuję, że może to być tylko 30%. Dopiero 3-4 kwartały po zniesieniu wszelkich ograniczeń w handlu i zaszczepieniu ponad połowy społeczeństwa będzie można rzetelnie ocenić, którzy retailerzy odnieśli trwałe sukcesy w e-commerce. Obecny rok raczej nie przyniesie jeszcze odpowiedzi na to pytanie. Pewne jest to, że nowi uczestnicy rynku muszą się wiele nauczyć. Cześć sklepów nagle uruchomiła e-sprzedaż, licząc na jakikolwiek zysk w sytuacji zamknięcia tradycyjnego handlu. I ma naprawdę niewielkie doświadczenie w tym obszarze. Tak więc wychodzi na to, że poza wyjątkową sytuacją, jaka została stworzona przez pandemię, niezbyt wielka część e-handlu wykaże trwałość.

Czego branża może się teraz spodziewać?

Uderzeń będzie kilka. W mojej ocenie, branża powinna przygotować się na to, że ten rok będzie dosyć trudny w wielu aspektach. Po fali zeszłorocznych wzrostów akcjonariusze będą oczekiwali kolejnych. Jednak nie wszyscy uczestnicy rynku pozostaną aktywni w tym kanale. Podmioty, które zachłysnęły się zeszłorocznym boomem, mogą się rozczarować. Ten biznes wymaga obecnie dużej kreatywności i sprytu. E-sklepy już teraz powinny przygotowywać nowe strategie, aby zminimalizować ryzyko spowolnienia wzrostu sprzedaży.

Niektórzy nie wytrzymają ostrej walki o klientów w przestrzeni, w której promuje się coraz więcej sklepów internetowych. Wszystkie duże sieci handlowe, które niedawno dołączyły do tego ekosystemu, wydają znaczące środki na cyfrową reklamę. Przez to rosną stawki reklamowe i mniejsi gracze, którzy funkcjonują tylko w Internecie, ponoszą tego konsekwencje w postaci malejącej rentowności. Do tego może dojść kolejne zagrożenie, tj. zapowiadany podatek od przychodów z reklam, który przełoży się na wzrost cen. A to z kolei powiększy koszty bieżącego funkcjonowania.

Co więcej, rządzący dostrzegają wzrost e-commerce. A tam, gdzie pojawiają się duże pieniądze, prędzej czy później zostanie wprowadzony dedykowany podatek. To może oczywiście nastąpić dopiero za parę lat i na pewno nie zepsuje branży, ale z pewnością uszczupli jej zyski.

Z pozytywnych rzeczy można wskazać, że nastąpi istotny wzrost zatrudnienia specjalistów. Już dziś poszukiwani są analitycy, programiści baz danych, kreatorzy właściwej komunikacji na całej zróżnicowanej ścieżce zakupowej klienta czy managerowie, którzy potrafią skutecznie zarządzić dynamiczną zmianą w działaniach marketingowych. Niestety uważam też, że już wkrótce na rynku będzie brakowało tego typu profesjonalistów, co w krótkim terminie negatywnie odbije się na branży.

Do jakiego stopnia zaostrzyła się już walka o klienta?

Już dziś obserwujemy, że nawet 50% marży w e-commerce przeznacza się na pozyskanie sprzedaży. A to nie koniec. W tym roku, jak wyżej już zaznaczyłem, wydatki na reklamę i promocję mogą wzrosnąć. I to nawet o 25%. Dla sklepów istotne będzie także ich właściwe kontrolowanie i działanie głównie w modelu efektywnościowym. Również dynamika doboru narzędzi ma tu ogromne znaczenie. Na koniec chodzi o rzeczywiste przypisanie każdej wydanej złotówki do jej odpowiednika po stronie przychodu. To wymaga doskonałej analityki i odpowiednio opomiarowanych procesów zakupowych na stronie internetowej bądź w aplikacji danego sklepu.

Jak konkretnie powinny przygotować się e-sklepy do popandemicznej rzeczywistości?

Sporo z nich będzie musiało poważnie zredukować swoje plany sprzedaży, oczywiście uzasadniając to dokładną analizą prawdopodobieństwa kolejnych zagrożeń i obostrzeń. Istotne będzie usprawnianie logistyki i skracanie czasu dostawy. W wybranych miastach niektóre sklepy już teraz dostarczają towar w godzinę. Oczywiście na to mogą pozwolić sobie na razie tylko najwięksi gracze, ale ten kierunek jest już nieodwracalny.

Optymalnym wyborem powinno być też pełne opomiarowanie wszystkich zdarzeń na ścieżce zakupowej klienta, tj. od inspiracji do samej transakcji, ale również po jej dokonaniu. Konieczne jest solidne zaplecze technologiczne. Data science i integracja wszystkich danych w jednym miejscu to podstawa, potrzebna nie tylko do zrozumienia konsumenta, ale głównie do wypracowania właściwego silnika budowy spersonalizowanej i trwałej relacji z nabywcą.

Jak, Pana zdaniem, tradycyjny model sprzedaży dostosuje się do nowej sytuacji?

Będą otwierane nowe placówki stacjonarne, ale już nie w centrach handlowych, tylko w mniejszych skupiskach sklepów, funkcjonujących nieprzerwanie podczas największych restrykcji. Nastąpi też widoczny wzrost w obszarze parków handlowych, głównie z kategorii convenience. To miejsca, które ominęły w dużej mierze ograniczenia spowodowane pandemią. Z kolei galerie handlowe zostaną przekształcane w obiekty multirozrywkowe. Ten trend był widoczny już wcześniej, ale wkrótce przybierze na sile.

A w jaki sposób e-commerce może zatrzymać klientów pozyskanych w czasie pandemii? 

Marketerzy powinni zwrócić uwagę przede wszystkim na odpowiednią komunikację prowadzoną już po zakończeniu procesu zakupowego. Ich zadaniem powinno być opracowanie atrakcyjnej oferty, mającej na celu podtrzymanie kontaktu z klientem. Sklepy już teraz mogą przygotowywać promocje, zachęcające konsumentów do pozostania w e-commerce. To jest najlepszy moment na utrwalenie nowych zachowań klientów, niezależnie od tego czy były one spowodowane strachem i dbałością o bezpieczeństwo czy też zwyczajną ciekawością wobec możliwości, jakie dają zakupy przez Internet.

Jakie innowacje mogą w niedalekiej przyszłości zadecydować o sukcesie poszczególnych graczy na rynku e-commerce?

Obecnie obserwujemy trend, w którym głównie średnie co do wielkości sklepy internetowe próbują budować wewnętrznie niezbędne kompetencje z obszaru technologii, data science czy efektywnościowego modelu wykorzystania budżetu marketingowego. To kosztowny i niełatwy proces. Są oczywiście gotowe narzędzia na rynku, które wiele działań automatyzują, jednak trudno im przypisać spersonalizowane podejście do unikalnych problemów danego klienta, czyli sprzedawcy internetowego. Dlatego widzę duży potencjał w organizacjach, które na zlecenie konkretnego sklepu przejmą odpowiedzialność za wskazane wyżej obszary i będą świadczyć taką usługę w ramach outsourcingu.

Podsumowując, można powiedzieć, że przed nami arcyciekawy czas innowacyjnego myślenia, dynamicznych zmian i stałego kontestowania utrwalonych przez lata wzorców w procesie sprzedaży oraz komunikacji marketingowej.

InPost buduje fabrykę Paczkomatów

Fabryka Paczkomatów® InPostu powstanie w ramach nowo tworzonego parku City Logistics Kraków Airport, zajmie łącznie 7230 m2 i będzie wyposażona w panele fotowoltaiczne. Zostanie oddana do użytkowania już w czerwcu 2021 roku. W styczniu 2021 InPost z sukcesem zadebiutował na giełdzie EURONEXT Amsterdam.

Nowy zakład powstanie tuż przy węźle Balice II A4. Dzięki temu InPost zwiększy efektywność procesów produkcyjnych przy zagwarantowaniu dogodnej lokalizacji miejsca pracy dla załogi oraz zwiększy zatrudnienie. W City Logistics Kraków Airport – oprócz produkcji Paczkomatów®, włączając w to elektromontaż modułów z ekranami dotykowymi – rozbudowane zostanie centrum badawczo-rozwojowe wraz z dwoma laboratoriami i showroomem. Będą tam prowadzone prace rozwojowe, a także testy nowych rozwiązań.

„Rozbudowa naszej infrastruktury to nie tylko nowe lokalizacje Paczkomatów® – sieć powiększamy w tym roku w niespotykanym tempie 100 maszyn tygodniowo. Zapotrzebowanie na nowe urządzenia zarówno w Polsce, jak i w Europie powoduje, że – obok nowych sortowni i centrów logistycznych oraz inwestycji w IT – naszym priorytetem jest umocnienie pozycji jako czołowego innowatora i producenta Paczkomatów® w Europie. Dzięki temu znacznie zwiększymy nasze możliwości wdrażania kolejnych urządzeń, a także będziemy mogli szybko wprowadzać nowe, innowacyjne rozwiązania w naszych maszynach i jako pierwsi testować pomysły, których nikt jeszcze nie zastosował na rynku. Mamy opatentowane większość nowatorskich elementów zastosowanych w naszych Paczkomatach® co daje nam dodatkowe możliwości rozwoju. Teraz rozbudowujemy także centrum badawczo-rozwojowe wraz z laboratoriami, by opracowywać kolejne innowacje” – podkreśla Rafał Brzoska, prezes InPost.

To już kolejna współpraca Panattoni i InPost – dotychczas operator logistyczny wynajął łącznie ok. 250 000 m2, z czego ponad 9 000 m2 w innym krakowskim parku dedykowanym logistyce miejskiej – City Logistics Kraków I.

„Kolejny raz ogłaszamy inwestycję w Krakowie, która wpisuje się w ostatnią milę, a dodatkowo będzie zlokalizowana przy lotnisku. Dlatego warto podkreślić znaczenie parku, chociażby ze względu na niełatwy rynek serca Małopolski. Kraków charakteryzuje ograniczona podaż gruntów, skutkująca ich relatywnie wysokimi cenami, a drugie co do wielkości miasto w Polsce pod względem obszaru, jak i liczby mieszkańców powinno posiadać własne zaplecze magazynowe. Dlatego jestem przekonany, że City Logistics Kraków Airport pozwoli rozwinąć skrzydła wielu podmiotom. Stanie się tak między innymi ze względu na dostępną w ramach City Logistics Kraków Airport formułę Small Business Units. Moduły o minimalnej powierzchni 1200 m kw. będą dostępne już w lipcu 2021 roku”Robert Dobrzycki, CEO Panattoni.

Wyrok bez precedensu: warszawski sąd gospodarczy uznał kredyt indeksowany do CHF za instrument finansowy

Sąd Okręgowy w Warszawie ds. gospodarczych wyrokiem z dnia 21 grudnia 2020 roku (XXVI GC 586/20) uznał, że waloryzacja w kredycie indeksowanym do CHF to wbudowany w umowę kredytu swap walutowo-procentowy. Jego zastosowanie bez odpowiedniej informacji dla kredytobiorcy o tym produkcie i jego ryzykach prowadzi do nieważności umowy. Jest to pierwszy tego typu wyrok w Polsce. Rozpoznanie sprawy w pierwszej instancji zajęło jedynie 7 miesięcy.

Sprawa dotyczyła przedsiębiorcy, który zawarł w 2009 roku umowę kredytu waloryzowanego do CHF z mBankiem w celu zakupu nieruchomości służącej do pobocznych celów prowadzonej działalności gospodarczej. Wyrok nie jest prawomocny, jednak istotnie wzmacnia argumentację przedsiębiorców frankowych walczących w sądach gospodarczych, a także tych frankowiczów, którzy nie mogą się powołać na status konsumenta i zapisy abuzywne w umowach.

Jest to zdecydowanie jedno z najlepszych, a być może najlepsze uzasadnienie wyroku w sprawie frankowej jakie czytałam – gdyż dotyczy jądra problemu tzw. kredytów frankowych, czyli wbudowania w te umowy instrumentu finansowego. Sąd gospodarczy skupił się na aspektach finansowo-ekonomicznych i mechanice technicznej kredytu waloryzowanego do CHF, oceniając je przez pryzmat przepisów prawa finansowego – czego brakuje w sądach cywilnych rozpoznających sprawy konsumenckie. Te argumenty związane z naturą ekonomiczną waloryzacji podnosimy w sądach cywilnych od 2015 roku, ale dopiero teraz po sześciu latach walki zostały one podzielone przez sąd gospodarczy. Obecnie prowadzimy kilkadziesiąt tego typu spraw gospodarczych. Być może to właśnie sądy gospodarcze, które „czują” tematykę finansowo-ekonomiczną powinny zostać dodatkowo przekształcone w wydziały frankowe i przejąć część spraw frankowiczów-konsumentów – komentuje mec. Barbara Garlacz, która prowadziła tę sprawę.

Sąd w wyroku uznał, że:

  • Instytucja waloryzacji umownej z kodeksu cywilnego tylko w ograniczonym zakresie może mieć znaczenie dla prób wyjaśnienia istoty i charakteru tzw. kredytów frankowych, a przepis art. 358(1) § 2 k.c. dotyczący waloryzacji umownej nie jest wystarczający dla oceny całościowych skutków ekonomicznych umowy kredytu powiązanego z walutą CHF. Dlatego należy zbadać naturę indeksacji i zestawić ją z przepisami prawa finansowego tj. ustawą o obrocie instrumentami finansowymi.
  • Dekonstrukcja umowy kredytu waloryzowanego prowadzi do wniosku, że pomimo braku zawarcia odpowiednich postanowień dotyczących wprost swapa walutowo-procentowego (ang. Cross currency interest rate swap – CIRS) w umowie skutek finansowo-ekonomiczny umowy kredytu waloryzowanego jest analogiczny do udzielenia kredytu w złotówkach ze stawką WIBOR połączonego na etapie uruchomienia kredytu z transakcją CIRS, o amortyzowanym miesięcznie kapitale oraz do świadczenia długoterminowej usługi kantorowej, zaś poprzez CIRS dochodzi do zmiany stawki WIBOR na LIBOR.
  • Swap walutowo-procentowy pod postacią indeksacji odpowiada definicji instrumentu finansowego z ustawy o obrocie instrumentami finansowymi i dlatego bank przy oferowaniu tej umowy powinien wypełnić reżim informacyjny z dyrektyw MIFID, czego nie uczynił. Prowadzi to do sprzeczności umowy z zasadami uczciwego obrotu gospodarczego, tj. zasadami współżycia społecznego i w konsekwencji do nieważności umowy.
  • Sąd odniósł się do wyroku TSUE w sprawie Lantos C-312/14, w której TSUE uznał, że transakcje walutowe w ramach kredytu denominowanego nie stanowią instrumentu finansowego. Sąd warszawski uznał, że instrument finansowy, o którym mowa w ww. orzeczeniu TSUE nie dotyczył transakcji CIRS lecz innego instrumentu finansowego, a ponadto inny był stan faktyczny sprawy przed TSUE. Dlatego to orzeczenie TSUE w sprawie zawisłej przed sądem warszawskim nie było wiążące do oceny waloryzacji jako transakcji CIRS.
  • Sąd uznał umowę za nieważną – jako sprzeczną z zasadami współżycia społecznego – także z innych powodów. Chodzi o nadużycie przez bank pozycji kontraktowej wobec kredytobiorców przez brak rzetelnego poinformowania kredytobiorców o ryzyku walutowym, przez zabezpieczenie własnej pozycji walutowej i brak zaoferowania takiego zabezpieczenia kredytobiorcy, a także przez zastosowanie do waloryzacji i spłaty rat kredytów korzystnych dla banku i podyktowanych interesem banku odwrotnych rodzajów kursów do waloryzacji i spłaty kredytów. Bank nie zastosował kursów, które powinny obowiązywać z uwzględnieniem ekonomicznej natury waloryzacji i spłaty rat kredytu – co doprowadziło także do sprzeczności postanowień tej umowy z naturą ekonomiczną waloryzacji.

Sąd gospodarczy podzielił całość naszej finansowo-prawnej argumentacji w sprawach z udziałem kredytobiorców – przedsiębiorców frankowych. Sądy cywilne w większości omijają tematykę CIRS – niektóre dostrzegają pewne podobieństwo indeksacji do transakcji CIRS, niemniej temat ten w sprawach konsumenckich jest poboczny. Zapisy abuzywne prowadzą bowiem do tego samego skutku, czyli nieważności umowy. Jednak nieważność z abuzywności i nieważność np. z powodu zamieszczenia w umowie instrumentu finansowego inaczej przekłada się na liczenie terminów przedawnienia się roszczeń banku o zwrot kapitału. Szkoda, że pytanie o CIRS nie zostało zawarte w pytaniach do Sądu Najwyższego, którymi zajmie się Sąd Najwyższy 25 marca 2021, gdyż to jest jądro problemu prawnego kredytów indeksowanych do CHF. Takie zagadnienie zostało zawarte w skardze kasacyjnej skierowanej przez naszą kancelarię do SN w sprawie I CSK 324/20, którą Sąd Najwyższy przyjął do rozpoznania – dodaje mec. Barbara Garlacz.

Wtorek odwrotu nie końcem głowy zawrotów

Wtorek przyniósł powrót apetytu na ryzyko, co objawiło się przez korektę siły dolara, spadki rentowności i silne odbicie spółek technologicznych na Wall Street. Przewrażliwienie na punkcie rynku długu wciąż pozostaje motywem przewodnim, gdyż wczoraj katalizatorem zmian były solidne wyniki aukcji obligacji w USA. Ryzyk dla odbicia jednak nie brakuje w obliczu odczytu CPI i aukcji 10-letnich obligacji w USA.

Z wczorajszego entuzjazmu dziś już zostało niewiele, gdyż indeksy mają trudności z podążaniem za 4-procentowym skokiem Nasdaq100, a na FX USD odrabia straty. Wtorek zapisze się jako kolejny podtrzymujący mit o „Turnaround Tuesday”, a rajd ulgi zapewniły zdrowe statystyki aukcji 3-letnich obligacji USA za 58 mld USD. Duży popyt na papiery (przewyższający podaż w stosunku 2,69:1) złagodził obawy, że inwestorzy ograniczą zakupy czekając na dalszy wzrost rentowności. Dochodowość 10-latek USA cofnęła się do 1,55 proc. z 1,60 proc. na starcie tygodniu, ale nerwowość nie znika. Na środę zaplanowana jest kolejna aukcji, tym razem 10-letnich papierów, której wynik będzie ważniejszy od wczorajszej aukcji. Dodatkowo z USA napłyną dane o inflacji CPI, gdzie prognozy wskazują na przyspieszenie inflacji, co może obudzić spekulacje, że presja cenowa zmusi Fed do szybszej normalizacji polityki. Zatem przed dzisiejszym popołudniem ryzyka są dwustronne, gdyż zarówno CPI, jak i aukcja mogą przywrócić wzrost rentowności lub go całkowicie złamać, biorąc pod uwagę, jak bardzo urosły pozycje krótkie w obligacjach (spadek cen = wzrost rentowności). Kierunek dla USD, a zatem generalnie dla całego FX, jest od tego uzależniony. Podobnie nastroje na rynku akcji. Jakkolwiek imponujące było wczorajsze odbicie ryzykownych aktywów, jeszcze na kilka godzin wypadałoby się wstrzymać z odwołaniem stanu zagrożenia.
Marcowe posiedzenie Banku Kandy zapewne przebiega w lepszej atmosferze niż poprzednie w styczniu. Wówczas rosnąca liczba przypadku zachorowań i wizja kolejnego lockdownu zwiastowały spadek PKB w I kw. Ale aktywność gospodarcza okazała się silniejsza niż BoC oczekiwał, choć przeciwepidemiczne restrykcje i powolne tempo szczepień są hamulcowymi gospodarki. Mimo to bank powinien podwyższyć swoją ocenę perspektyw gospodarczych, ale faktyczna rewizja prognoz nastąpi dopiero w kwietniu. W nastawieniu BoC pozostanie jednak gołębi, podkreślając kruchość ożywienia, ale też mając na względzie niepodsycanie siły CAD, który już jest na wieloletnich szczytach. Dodatkowo rajd rentowności też jest zjawiskiem obecnym na kanadyjskim rynku długu, a amunicja BoC do przeciwdziałania temu powoli się wyczerpuje biorąc pod uwagę, że w ramach QE bank skupił już ponad 1/3 obligacji z rynku wtórnego. Z tego powodu wydaje się wątpliwe, aby dziś BoC sugerował szykowane zmiany w polityce (np. ograniczenie tempa skupu obligacji) i bez tego reakcja USD/CAD powinna być ograniczona.

Poprawa ogólnorynkowych nastrojów i osłabienie dolara przyniosło odbicie walut rynków wschodzących. Złoty po kilku dniach spadków odbija z EUR/PLN wracającym pod 4,58. Jednak przed nami ważne wydarzenia w USA, a i EUR/USD pozostający pod 1,19 nie jest dobrym znakiem dla powrotu popytu na waluty Europy Środkowo-Wschodniej. W zależności od rozwoju sytuacji zewnętrznej, w kolejnych godzinach możliwe są ruchy do 4,56, jak i 4,60.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Komentarz ZPP ws. sytuacji na rynku pracy

Polski rynek pracy na dzień dzisiejszy pozostaje relatywnie odporny na zawirowania w gospodarce realnej, których przyczyną jest światowa epidemia koronawirusa.

Jak pokazują dane Eurostatu Polska w styczniu 2021 roku osiągnęła najniższą stopę bezrobocia wśród krajów Unii Europejskiej. Bezrobocie według unijnej metodologii osiągnęło na początku tego roku wartość 3,1 proc. w Polsce, wobec stopy bezrobocia w całej UE na poziomie 7,3 proc. Tym samym wyprzedziliśmy Czechów, którzy do tej pory zajmowali pozycję lidera w zakresie najniższego bezrobocia. Zdając sobie sprawę, że dane publikowane przez Eurostat mogą zostać jeszcze zrewidowane, a według metodologii Głównego Urzędu Statystycznego stopa bezrobocia w styczniu 2021 r. wyniosła w Polsce 6,5 proc., można jednak wysnuć wnioski dotyczące sytuacji na Polskim rynku pracy. Miejsca pracy w polskiej gospodarce wydają się być na dzień dzisiejszy odporne na kryzys przez jaki przechodzi światowa gospodarka. Polski rynek pracy nie został dotknięty trwającą epidemią na poziomie makro.

Niemniej jednak należy mieć na uwadze, że występują problemy na rynkach pracy w sektorach zamkniętych. Osoby zatrudnione w branży turystycznej, gastronomicznej, transportowej, czy usług fitness odczuwają skutki zamknięcia, pozostając bez realnie wykonywanej pracy. Przedsiębiorcy zwlekają z redukcją etatów w oczekiwaniu na szybkie otwarcie sektorów pozostających w zamknięciu. Brak zniesienia sektorowych, jak i lokalnych lockdownów (a także ich dalsze wprowadzanie) skutkować będzie w dłuższej perspektywie uwidocznieniem się w statystykach zwolnionych pracowników z zamkniętych sektorów oraz regionów. Należy zatem wdrażać wszelkie instrumenty walki z epidemią, którymi nie są lockdowny działalności gospodarczej.

W dalszym ciągu należy mieć na uwadze, że na mapie Polski są powiaty które cechują się wysokim poziomem bezrobocia. Według danych GUS za grudzień 2020, w ponad stu polskich powiatach bezrobocie rejestrowane przekracza poziom 10 proc. Regionalne i branżowe lockdowny, dotykają szczególnie obszary oparte znacząco na turystyce (południowego oraz północnego pogranicza Kraju). W przypadku utraty pracy, szanse na znalezienie zatrudnienia w pochodnej branży lub na terenie danego regionu pozostają niewielkie. Zjawisko to może zwiększyć różnicę pomiędzy poziomem bezrobocia, a dalej płac pomiędzy regionami.

Problemem pozostaje także niższa aktywność zawodowa Polaków w prawie wszystkich kategoriach wiekowych w relacji do aktywności zawodowej w Unii Europejskiej.

W zakresie wynagrodzeń obserwujemy wzrosty nominalnego wynagrodzenia przeciętnego, jednak tempo wzrostów hamuje. Osłabieniu uległo szczególnie tempo wzrostu wynagrodzenia realnego. Wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej w 2020 r. wyniosło 5167,47 zł i wzrosło o 5,1% w stosunku do 2019 r. Dynamika wzrostu była niższa niż w poprzednich latach, gdy wzrost wynagrodzeń w sięgał 7,3%. Realne (po uwzględnieniu inflacji) przeciętne wynagrodzenia w 2020 r. wobec 2019 r. wzrosły jedynie o 1,7%. Na osłabienie tempa wzrostu z pewnością wpływ miały zmniejszające się żądania płacowe pracowników w obliczu kryzysu gospodarczego i pozostawanie w zamknięciu kolejnych sektorów. Z drugiej strony, poziom opisanego wcześniej niskiego bezrobocia hipotetycznie powinien mieć większy wpływ na wzrost płacy realnej.

ZPP co pół roku przeprowadza badanie pn. Busometr, tj. Indeks Nastrojów Gospodarczych MSP, który jest wskaźnikiem pokazującym stopień optymizmu małych i średnich przedsiębiorców oraz ich planowane działania w perspektywie najbliższych dwóch kwartałów. O ile polscy przedsiębiorcy relatywnie pesymistycznie oceniają koniunkturę gospodarczą, a komponent inwestycje jest oceniany najniżej w dziesięcioletniej historii badania, tak stosunkowo optymistycznie polskie firmy patrzą na sytuację na rynku pracy. 16% z nich planuję podwyżki, a 14% zwiększenie zatrudnienia. Obecne postrzeganie rynku pracy porównywalne jest do sytuacji z lat 2015 – 2017.

Zmiana komponentu „Rynek pracy” w badaniu Busometr ZPP

Rynek pracy
Źródło: Busometr ZPP, badanie Maison & Partners na zlecenie ZPP, wyniki półroczne, 18.01.2021 r.

Przedsiębiorcy, jak i pracownicy pozostają w dalszym ciągu w niepewności. Do czynników mogących hamować wzrost wynagrodzeń, jak i utrzymanie niskiego bezrobocia należy przede wszystkim niepewność co do decyzji rządowych o charakterze administracyjnym jak i systemowym. Do tych zaliczyć należy wprowadzane bez przewidywalności sektorowe jak i regionalne lockdowny, podatki sektorowe, utrzymywanie wysokiego klina podatkowego pracy, dodatkowe rozwiązania mogące zwiększyć koszty podatkowe dla kodeksowych jak i cywilnych umów o świadczenie pracy, czy dalsze zwiększanie obowiązków administracyjnych wokół zatrudniania (m.in. wprowadzenie rejestru umów o dzieło lub przeregulowanie zapisów dot. pracy zdalnej). Wszystkie wymienione czynniki wpływać będą na ograniczanie chęci podejmowania ryzyka przez przedsiębiorców w postaci zwiększania zatrudnienia czy inwestycji. Działania skutkujące zwiększeniem kosztów zatrudnienia ograniczą także presję na wzrost wynagrodzeń poprzez zmniejszenie efektywności zatrudnienia w Polsce.

Dziś odczuwamy niski poziom bezrobocia. Przed nami znajdują się nadchodzące problemy demograficzne, które przechodzą już w problemy systemu emerytalnego. W kolejnych dekadach spowoduje to poważne problemy także na rynku pracy. W tym kontekście, ZPP po raz kolejny apeluje o wdrożenie rozsądnej polityki migracyjnej oraz wprowadzenie reform systemu emerytalnego. Konieczne są także zmiany systemu opodatkowania pracy. Rewizja polityk socjalnych oraz systemu emerytalnego powinna także być przeprowadzona w kontekście niskiej aktywności zawodowej w Polsce.

Systemy intralogistyczne bazując na robotyce mobilnej – czas na nowy wymiar zautomatyzowania magazynów

Pierwsze pojazdy typu AGV (Automated Guided Vehicles), które w sposób bezobsługowy transportowały gotowe wyroby lub komponenty produkcyjne w zakładach przemysłowych, powstały ponad pół wieku temu. W ciągu ostatnich kilku lat pojawił się także udoskonalony rodzaj wewnętrznego systemu logistycznego oparty o AMR (Autonomous Mobile Robots), czyli autonomiczne roboty mobilne. Metody takiego transportu stają się coraz to popularniejsze w fabrykach, magazynach i wszędzie tam, gdzie istnieje potrzeba zapewnienia powtarzalnych dostaw materiałów. Roboty AGV/AMR, stanowiąc część kompleksowego systemu intralogistycznego wspomagają procesy produkcyjne i logistyczne w kolejnych magazynach. Czym się wyróżniają? Sprawdźmy.

Roboty klasy AGV/ AMR przeznaczone do transportu standardowych palet EPAL/EUR oraz koszy logistycznych – zaprojektowano do autonomicznej pracy pod kontrolą systemu IntraFleet 4.0, zintegrowanego z systemem zarządzania dostawami. Takie rozwiązanie pozwala na równoczesne koordynowanie pracy wielu robotów AMR. Etisoft tworzy także nowego robota AMR w ramach projektu unijnego LOTIS (Low Temperature Intralogistics System), o unikatowych parametrach. Robot będzie mógł pracować w temperaturze poniżej -20°C występujących mroźniach, a dzięki zastosowaniu odpowiednich rozwiązań konstrukcyjnych nie będą mu straszne także silne zapylenie oraz duża wilgoć. 

Kompleksowy system intralogistyczny IntraFleet 4.0

Jakie korzyści biznesowe daje automatyzacja intralogistyki? Poprzez optymalizację procesów intralogistycznych pozwala na obniżenie kosztów oraz zwiększenie bezpieczeństwa transportu wewnętrznego. Etisoft, w ramach wdrożenia, integruje IntraFleet 4.0 z innymi systemami. – Dostosowujemy przy tym roboty do wymagań klienta oraz ograniczeń wynikających z istniejącej infrastruktury zakładu przemysłowego – np. modyfikując ich wymiary,  użyte podzespoły czy zastosowane systemy bezpieczeństwa oraz nawigacji. Aktualnie jest opracowywany system automatycznej wymiany akumulatorów w ramach projektu unijnego HEPIS (High Efficiency and Performance Intralogistics System). Pozwoli on nam na zwiększenie wydajności systemu przy jednoczesnym obniżeniu kosztów funkcjonowania rozwiązania – mówi dr inż. Wojciech Klein. – Zarówno roboty jak i oprogramowanie są zasługą innowacyjnej myśli inżynierskiej Etisoft. Dlatego nasze rozwiązania są elastyczne i odpowiadają na konkretne potrzeby klienta. – dodaje ekspert. Dzięki zastosowaniu wysokiej klasy certyfikowanych systemów bezpieczeństwa, rozwiązanie spełnia najwyższe wymagania w zakresie współpracy robotów z ludźmi. Wydajne i bezpieczne, a do tego efektywne i bardzo uniwersalne, systemy intralogistyczne bazujące na robotyce mobilnej przenoszą procesy produkcyjne i logistyczne w nową erę Przemysłu 4.0.

Systemy intralogistyczne bazujące na robotyce mobilnej w transporcie wewnętrznym

Dzięki robotą typu AGV/AMR, praca człowieka, polegająca na obsłudze transportu, zostaje zredukowania do minimum. Odciążając personel, zwiększa się efektywność logistyki wewnętrznej a ludzi można dedykować do realizacji innych, mniej uciążliwych zadań. System IntraFleet 4.0 zarządza transportem wewnętrznym i optymalizuje go – także w zakresie procesów zarzadzania energią. W zależności od celów biznesowych wyznacza, a następnie poddaje ciągłej analizie oraz aktualizacji ścieżkę krytyczną dla zadanego planu misji. Minimalizuje przy tym ryzyko kolizji i prognozuje zatory. Przyjazny interfejs aplikacji webowej sprawia, że jego obsługa jest bezproblemowa i łatwa do przyswojenia przez pracowników.

Symulacja procesów i profesjonalne wsparcie

Do projektowania systemów intralogistycznych wykorzystuje się wiedzę w obszarze zarządzania wspartą przez nowoczesne technologie. Systemy intralogistyczne dostarczane przed wdrożeniem są poddawane analizie w oparciu o symulację numeryczną w oprogramowaniu FlexSim. Dzięki temu procesy logistyczne projektowane są z uwzględnieniem planu produkcji oraz istniejących zakłóceń procesu, a zaprojektowany system można sprawdzić w warunkach wirtualnych przed jego rzeczywistym wdrożeniem. Bierze się też pod uwagę m.in. infrastrukturę hali produkcyjnej i magazynu, ruch pracowników oraz innych pojazdów a także aspekty bezpiecznego funkcjonowania systemu. Współpraca z firmą, która jest jednocześnie projektantem i producentem robotów oraz oprogramowania, ma wiele innych zalet. Pozwala m.in. w łatwy i szybki sposób wprowadzać niezbędne modyfikacje. Ponieważ Etisoft sam integruje swoje rozwiązania, posiada pełną kontrolę nad efektem końcowym. Klienci z kolei, mając tylko jeden punkt kontaktu, w razie potrzeby nie muszą szukać pomocy w kilku miejscach. W połączeniu z profesjonalnym Service Desk 24/7, mogą liczyć na wsparcie zawsze i wszędzie, kiedy tylko tego potrzebują.

Elastyczność, powierzchnie flex, model hybrydowy i podnajmy. Co przyniesie przyszłość na rynku biurowym?

Kluczowy wpływ na zdefiniowanie dalszego kierunku rozwoju rynku biurowego będzie miało tempo szczepień i rozwój pandemii. Nie sposób jednoznacznie określić, kiedy oraz w jakim wymiarze wrócimy do biur, jednak już dzisiaj obserwujemy ewolucję potrzeb najemców. Jakich biur będą poszukiwać najemcy? Oto cztery trendy na rynku biurowym według Cushman & Wakefield.

Trend 1: Elastyczność

Do czasu ustabilizowania sytuacji epidemicznej dominującą potrzebą uczestników rynku pozostanie elastyczność umożliwiająca szybkie reagowanie na przyszłe zmiany oraz dostosowanie działalności do nowo budowanych strategii – mówi Paulina Miasiak, Partner, Office Agency, Cushman & Wakefield. Według ekspertów elastyczność będzie dla większości najemców kluczowym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji o najmie powierzchni. Ten trend będzie przejawiać się rosnącą presją na skrócenie okresu najmu, możliwością zrezygnowania z części powierzchni czy możliwością alokowania zachęt finansowych.

Trend 2: Powierzchnie Flex

Jednym z elementów, dających większą elastyczność najemcom w budynkach, mogą być powierzchnie typu flex, które właściciel może traktować jako bezpieczny bufor dla firm szukających możliwości ograniczenia kosztów najmu biura. Dużym zainteresowaniem firm będą cieszyć się powierzchnie oferowane jako produkt serwisowany, pozwalający zaspokoić krótkoterminowe potrzeby dotyczące zwiększenia zajmowanej przestrzeni.

Trend 3: Model hybrydowy

Praca zdalna w 100% w nowej rzeczywistości będzie rzadkością, natomiast coraz większym zainteresowaniem po wygaszeniu pandemii będzie cieszyć się praca w modelu hybrydowym, który łączy w różnym stopniu pracę w standardowym biurze z pracą w biurze elastycznym oraz pracę zdalną. Pojęcie środowiska pracy przestało być ograniczone do powierzchni biurowych – dla firm pracujących zdalnie środowisko pracy z konieczności przeniosło się do sieci oraz domów. Przedłużająca się konieczność pracy zdalnej w wielu organizacjach utrwala rozwiązanie tymczasowe jako docelowe. Jeszcze przed pandemią wiele organizacji rozpatrywało wariant pracy zdalnej 1-2 dni w tygodniu jako docelowe założenie elastycznego modelu pracy – Covid-19 jedynie przyśpieszył te zmiany i zwiększył ich zasięg – komentuje Paulina Misiak.

Trend 4: Podnajmy

W ostatnich 12 miesiącach jednym z częstszych sposobów szukania oszczędności przez najemców było oferowanie powierzchni w formie podnajmu. Pomimo rosnącej ilości powierzchni oferowanej w tej formule na rynku biurowym, popyt na nie jest relatywnie niski, a duża konkurencja w postaci biur elastycznych utrudnia pozyskanie najemców. W najbliższych miesiącach będziemy mogli obserwować ograniczenie liczby nowych ofert podnajmu na rynku oraz zdejmowanie z rynku ofert, które nie znalazły podnajemcy.

3 lipca to ostateczny termin pożegnania się z jednorazowymi opakowaniami z tworzyw sztucznych. W życie wchodzi dyrektywa plastikowa

Tworzywa sztuczne stanowią aż 80-85% odpadów w środowisku morskim krajów należących do Unii, z czego 50% to produkty plastikowe, wśród których przodują butelki, kapsle i pokrywki. Odpady w środowisku morskim uznaje się za problem globalny, dlatego Unia Europejska w ramach współpracy na forach międzynarodowych, działa na rzecz poprawy opisanej sytuacji, a kraje członkowskie, w tym Polska, do dnia 3 lipca 2021 roku muszą zastosować się do nowych ustaleń ws. obrotu jednorazowymi produktami z tworzyw sztucznych. Co to oznacza dla branży opakowań gastronomicznych?

„Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/904 ws. zmniejszenia wpływu niektórych produktów z tworzyw sztucznych na środowisko” sporządzona 5 czerwca 2019 roku to dokument, z którego pochodzą powyższe informacje, i to właśnie on nakłada na krajach członkowskich obowiązki w opisanym zakresie.

– Dla branży opakowań gastronomicznych oznacza to wymóg usunięcia z oferty określonych pojemników jednorazowych, które są przeznaczone głównie do przechowywania żywności i napojów, oraz produktów z tzw. oksydegradowalnych tworzyw sztucznych – mówi Karolina Śmietana, dyrektor sprzedaży w Tedmark. – One po prostu przestaną być dostępne u producentów, a stany magazynowe zaczną być wyprzedawane – dodaje. W dyrektywie czytamy między innymi o zakazie wprowadzania produktów z tworzywa sztucznego do obiegu pierwszy raz bądź dostarczania ich na rynek krajowy i krajów członkowskich w celach dystrybucji.

Koniec opakowań jednorazowych? Tak, ale nie wszystkich

Według Dyrektywy „produktem jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych” są te opakowania, które nie są zaprojektowane do wielokrotnego użytku – innymi słowy: nie są przeznaczone do powtórnego napełnienia lub użycia do tego samego celu, do którego były pierwotnie przeznaczone. – Wraz z wejściem w życie nowych ustaleń, wszystkie opakowania i pojemniki będą musiały mieć określone znaczenie, które wskazują na to, w jakim stopniu są wykonane z plastiku – mówi Przemysław Tytro, dyrektor generalny Tedmark. – Faktycznie, ze sporym działem produktowym będziemy musieli się pożegnać, jednak zostaną choćby pojemniki PET, a także ekologiczne zamienniki – dodaje. Dyrektywa wymierzona jest bowiem w pojemniki ze spienionego polistyrenu i materiałów innych niż polimer naturalny.

Jako pojemniki na żywność, które należy uznać za produkty jednorazowego użytku, w Dyrektywie wymienione są: „pojemniki na żywność typu fast food lub zawierające zimną lub podgrzaną żywność pudełka na posiłki, kanapki, wrapy i sałatki lub pojemniki na żywność świeżą lub przetworzoną, niewymagającą dalszej obróbki, taką jak owoce, warzywa lub desery”.

Pojemnikami, które nie wpisują się w ustalenia Dyrektywy to takie, które zawierają żywność suszoną lub zimną wymagającą dalszej obróbki, zawierające więcej niż jedną porcję żywności lub zawierające jedną porcję żywności sprzedawane w ilości większej niż jedna sztuka.

Jako pojemniki na napoje, które należy uznać za produkty jednorazowego użytku, w Dyrektywie wymienione są: „butelki na napoje lub wielomateriałowe opakowania na napoje stosowane do piwa, wina, wody, napojów orzeźwiających, soków i nektarów, napojów w proszku lub mleka”.

Kubki na napoje nie wchodzą w zakres ustaleń Dyrektywy, gdyż stanowią odrębną kategorię produktów jednorazowego użytku.

Ponadto Dyrektywa wymienia takie niechciane produkty jak sztućce, talerze, słomki i mieszadełka z tworzyw sztucznych.

Czy 3 lipca 2021 roku jest realnym terminem?

Jak dowiadujemy się z dokumentu, państwa członkowskie UE powinny ustanowić przepisy dotyczące sankcji za naruszenie przepisów krajowych, które zostaną na jej mocy przyjęte. Jak jednak wskazuje Polski Związek Przetwórców Tworzyw Sztucznych, choć w Polsce trwają prace nad przygotowaniem rozwiązań prawnych mających na celu realizację postanowień Dyrektywy, to trudno w tym momencie z całkowitą pewnością określić, czy 3 lipca 2021 będzie dokładnym terminem wprowadzenia rzeczonych przepisów w Polsce. – Niezależnie od tego, kiedy odpowiednie przepisy wejdą w życie, do zmian należy przygotowywać się jak najszybciej. Nie ma takiego scenariusza, który przewidywałby, że producenci nie będą musieli podjąć się tego działania prędzej czy później – komentuje Przemysław Tytro. – Hurtownicy są w lepszej sytuacji, bo nie ma w tym momencie przewidzianego terminu wyprzedania stanów magazynowych – dodaje.

W wakacje lokalna turystyka przeżyje boom. Większość Polaków spędzi urlop w kraju

Blisko połowa Polaków wybiera się w tym roku na wyjazd urlopowy. Głównie są to osoby w wieku 18-35 lat, z wyższym wykształceniem i zarabiające 6-7 tys. zł, z miast liczących 200-499 tys. ludności. Ponad jedna trzecia rodaków planujących tego typu aktywność zamierza udać się za granicę. Prawie dwa razy tyle chce zostać w Polsce. Zagraniczne wojaże najczęściej zapowiadają ankietowani o dochodach powyżej 9 tys. zł netto, z miast liczących 200-499 tys. mieszkańców. Z kolei krajowe kierunki wskazują przeważnie osoby z zarobkami do 3 tys. zł, z miejscowości mających 100-199 tys. ludności.

Jak wynika z najnowszego badania opinii społecznej, przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland, 48,3% Polaków planuje w tym roku wyjazd na urlop wypoczynkowy. Natomiast 29,8% nie ma tego w planach, a 21,9% obecnie jeszcze nie zna odpowiedzi na to pytanie.

– Wyjazdy deklarują osoby znużone ciągłym siedzeniem w domu, szczególnie te, które ostatnio odłożyły trochę pieniędzy. Warto podkreślić, że w tym niepewnym czasie oszczędności Polaków wzrosły o ok. 10%. Taki trend jest teraz obserwowany na całym świecie. To jest tzw. odłożony popyt. Z kolei ludzie, których sytuacja finansowa pogorszyła się, najchętniej zaczęliby wreszcie zarabiać, żeby móc w przyszłości wyjechać na urlop, ale raczej nie w tym roku – mówi Piotr Kuczyński, analityk rynków finansowych.

Z badania wynika, że więcej kobiet niż mężczyzn zamierza w tym roku podróżować. Różnica jest jednak niewielka. Wynosi zaledwie 4,5%. Wyjazdy planują głównie osoby w dwóch grupach wiekowych, tj. od 18 do 22 lat i od 23 do 35 lat – odpowiednio 55,3% i 54,3%. Natomiast najrzadziej deklarują to Polacy mający 56-80 lat – 35,2%. Z kolei patrząc na miesięczne dochody netto, widać, że najczęściej wyjazd urlopowy zapowiadają ankietowani zarabiający od 6 do blisko 7 tys. zł – 63,1%. Na drugim końcu zestawienia są badani osiągający mniej niż 1 tys. zł netto miesięcznie – 28,5%.

– Ewidentnie osiągany dochód jest głównym czynnikiem decydującym o wyjeździe na wakacje. Oczywiście są osoby, które zapożyczają się, żeby móc podróżować. Jednak obecnie ludzie patrzą nie tylko na to, ile mają pieniędzy na koncie w danym momencie. Coraz częściej biorą również pod uwagę, co może zdarzyć się w przyszłości – komentuje ekonomista Marek Zuber.

Wyjazdy zapowiadają przede wszystkim osoby z miast liczących od 200 tys. do 499 tys. i co najmniej 500 tys. mieszkańców – odpowiednio 53,4% i 52%. Najrzadziej planują wycieczki Polacy zamieszkali na wsiach i w miejscowościach mających do 5 tys. ludności – 38,7%. Najwięcej deklaracji dot. podróży jest w woj. dolnośląskim i kujawsko-pomorskim – 60,8% i 53,3%.

– W największych aglomeracjach mieszkają zazwyczaj osoby osiągające wysokie dochody. I to może mieć wpływ na to, że właśnie one najczęściej deklarują wyjazdy urlopowe w tym roku. Jeśli chodzi o konkretne województwa, to znaczenie ma położenie geograficzne. I tak np. Polacy żyjący w dolnośląskim mogą częściej myśleć o wycieczkach do Europy Zachodniej w celu zmiany otoczenia – wyjaśnia Piotr Kuczyński.

Ponadto badanie wykazało, że w grupie Polaków planujących wyjazdy 31,7% osób wybiera się na urlop za granicą. Z kolei 61,8% respondentów zamierza wypoczywać w kraju. Tylko 6,5% ankietowanych jest niezdecydowanych.

– W przypadku celu podróży większe znaczenie mają kwestie epidemiczne niż finansowe. W czasie pandemii większość Polaków jednak bezpieczniej czuje się we własnym kraju, chociaż niemal na całym świecie ma dostęp do usług medycznych. Ludzie chcą przede wszystkim uniknąć niepotrzebnych problemów na lotniskach i przejściach granicznych w przypadku ewentualnych zakażeń – stwierdza Marek Zuber.

Zagraniczne podróże częściej zapowiadają mężczyźni niż kobiety. Różnica wynosi 6,3%. Dalsze wyjazdy wskazują głównie ankietowani mający od 18 do 22 lat – 42,9%, z wykształceniem podstawowym i gimnazjalnym – 55,5%, a także badani o dochodach powyżej 9 tys. zł netto – 60%. Najczęściej wyjazdy do innych krajów planują też Polacy z miast, w których żyje 200-499 tys. ludności – 38,1%. I co ciekawe, jedynie wśród mieszkańców województwa pomorskiego przeważają deklaracje o urlopie za granicą nad tymi dot. wypoczynku w Polsce – 53,5% vs 46,5%.

– Kluczowe znaczenie może mieć świadomość konsekwencji dalekiego wyjazdu w sytuacji ryzyka zakażeniem koronawirusem. Osoby młode i mniej wykształcone mogą nie brać tak bardzo pod uwagę ewentualnych zagrożeń, jak ludzie starsi i bardziej doświadczeni życiowo – uważa Marek Zuber.

Do tego można dodać, że urlop w kraju planują głównie osoby w wieku 56-80 lat – 79,6%, zarabiające od 1 do blisko 3 tys. zł – 73%, z miejscowości liczących 100-199 tys. mieszkańców – 64,2%. Najwięcej takich deklaracji jest w woj. opolskim – 88,8%.

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI w 2. i 3. tygodniu lutego 2021 roku, przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla sieci portali miejskich Twoje-Miasto.pl. Wzięło w nim udział 1026 Polaków w wieku 18-80 lat. Próba była reprezentatywna pod względem płci, wieku, wielkości miejscowości, wykształcenia oraz regionu.