RPP nie pomaga złotemu

Początek dnia przynosi spadki rentowności obligacji skarbowych i poprawę nastrojów względem spółek technologicznych, choć to drugie wymagało ingerencji chińskich władz. Zmienność pozostaje podwyższona z nakierowaniem na kapitulację z niektórych pozycji.

Ostatnie spadki EUR/USD były silne i choć dzisiejsze notowania zaczynają się od odbicia, kupujący nie powinni odwoływać stanu alarmowego. Skok rentowności obligacji skarbowych USA był potężnym ciosem dla EUR/USD, gdyż korespondujący wzrost oprocentowania obligacji w strefie euro (w szczególności niemieckich Bundów) był dwukrotnie mniejszy, stąd premia na korzyść USD była silniejsza. Jednak ważnym elementem wyprzedaży EUR/USD był kontrast w stanowisku Fed i EBC do zmian na rynku długu. W ubiegłym tygodniu prezes Fed Powell zawiódł inwestorów, nie uznając ostatniego wzrostu oprocentowania jako niebezpiecznego dla gospodarki. Z kolei komentarze od członków EBC wskazywały na większe zaniepokojenie wzrostem rentowności i ich szkodliwością dla obudowy ożywienia. Gołębie wypowiedzi pośrednio stały za zahamowanie wzrostu stóp rynkowych w Eurolandzie, gdyż rynek zaczął spekulować, do czego zdolny jest posunąć się bank centralny w celu kontroli krzywej dochodowości. Perspektywa posiedzenia EBC w najbliższy czwartek podsycała gołębie nastawienie wobec EUR i nasilała kapitulację z długich pozycji w EUR/USD. Od prezes Lagarde możemy usłyszeć wyrazy niezadowolenia z niepożądanego zacieśniania warunków kredytowych i podkreślenie gotowości do odzyskania kontroli. Rynek może to odebrać jako zapowiedź zwiększenia miesięcznego tempa skupu obligacji w ramach PEPP. Część tych oczekiwań jest już w cenach, więc same słowa Lagarde raczej nie pogrążą bardziej EUR, ale bez zmiany nastawienia wobec dolara (i stabilizacji obligacji w USA), nie łatwo będzie o szybkie odbicie EUR/USD. Możliwe, że rynek powstrzyma się od wyraźnych zmian kierunku, przechodząc w stan wyczekiwania na kolejne ważne wydarzenie – posiedzenie FOMC 16-17 marca.

Kontynuacja umacniania się dolara wysyłała negatywne wibracje na rynki wschodzące, co skutkowało wzrostem EUR/PLN powyżej 4,60. Złotemu nie pomaga też stałe przypominanie przez członków Rady Polityki Pieniężnej, że o podwyżkach stóp procentowych za tej kadencji Rady można zapomnieć. W piątek podkreślał to prezes NBP Adam Glapiński, a wczoraj wtórowali mu Eryk Łon i Eugeniusz Gatnar. Osobiście nie sądzę, aby którykolwiek z uczestników rynku poważnie zakładał scenariusz podwyżek, nawet jeśli w ostatnich dniach na rynku stopy procentowej doszło zmian sugerujących dyskontowanie zacieśniania polityki (stawki FRA sugerowały wzrost 3-mies. Wiboru ponad 1 proc. w przyszłym roku z 0,21 proc. obecnie). Jednak przy huśtawce rentowności USA, inne rynki stały się przewrażliwione na spekulacje o przyszłości polityki monetarnej. Mimo to złoty nie powinien znaleźć się pod presją z powodu gołębich komentarzy z RPP, gdyż wcześniej nie dyskontował wyższych szans na podwyżkę. Nie można zabrać czegoś, czego się wcześniej nie dało. Ale nieugiętość RPP oznacza też, że w najbliższym czasie złoty będzie w ograniczonym stopniu reagował na jastrzębie sygnały płynące z danych, np. wyższe odczyty inflacji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dolar gwałtownie w górę

Po raz kolejny mamy sytuację, gdzie dobre dane z jednej strony oceanu zbiegają się w czasie ze złymi danymi z drugiej strony. W wyniku takiego zestawienia jesteśmy świadkami gwałtownego umocnienia się dolara względem euro.

Dobre dane z amerykańskiego rynku pracy

W piątek poznaliśmy dobre dane zza oceanu. Bezrobocie spadło do 6,2% wbrew oczekiwaniom pozostania na niezmienionym poziomie. Głównym powodem zmiany była niespodziewanie duża liczba utworzonych nowych miejsc pracy. W sektorze prywatnym było to imponujące 465 tysięcy. Dla porównania to ponad 5 razy tyle, co miesiąc wcześniej. Warto jednak zwrócić uwagę, że spada średnia długość tygodnia pracy, co sugeruje, że więcej osób przechodzi na niepełne etaty. Z drugiej strony zgodnie z oczekiwaniami w górę idzie płaca godzinowa. Dobre dane spowodowały kolejny impuls umacniający dolara względem euro. W rezultacie euro taniało, umacniając zejście poniżej poziomu dolara i dwudziestu centów.

Odbicie w Chinach

W niedzielę poznaliśmy dane na temat handlu zagranicznego w Państwie Środka. Oczekiwania były imponujące. Import miał wzrosnąć o 15%, a eksport o 37,5%. Jak pokazały odczyty, oczekiwania wcale nie były przesadzone. W rezultacie wzrosty wyniosły odpowiednio 22,2% i 60,6%. Wiadomo, jest to odbicie po słabszych danych z pandemii, ale największy spadek wyniósł w przypadku eksportu raptem 17% i to był jedyny dwucyfrowy odczyt spadkowy. W wyniku tych danych mamy rekordową nadwyżkę handlową w Chinach.

Kolejne słabe dane z Niemiec

Po słabszych zamówieniach w niemieckim przemyśle dzisiaj poznaliśmy dane na temat produkcji przemysłowej. Znając poprzedni odczyt, oczekiwania wyraźnie spadły, ale rynek dalej nie był gotowy na 2,5% spadku w ujęciu miesięcznym. Słabsze dane dołożyły się do obecnego trendu transferu środków za ocean. Nie może zatem dziwić, że od rana euro traci względem dolara i za jedno euro należy płacić już mniej niż dolara i dziewiętnaście centów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Więcej pytań niż odpowiedzi

Na starcie nowego tygodnia rentowności obligacji skarbowych pozostają wysoko, akcje spółek technologicznych są pod presją, a dolar notuje skromne wzrosty. Raport z rynku pracy USA dostarczył więcej pytań niż odpowiedzi, a reakcja na niego wprowadziła jeszcze większe zamieszanie.

W lutym wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w USA był dużo silniejszy od oczekiwań (379 tys., prog. 200 tys.) z pozytywną rewizją odczytu styczniowego (do 166 tys. z 49 tys.). Dane świadczą o dużo lepszej sytuacji na rynku pracy i dobrze rokują dla tempa ożywienia gospodarczego. To wspaniała wiadomość dla rynku akcji i innych ryzykownych aktywów… lub nie, jeśli przyjmiemy, że szybszy wzrost to wyższa inflacja, którą będzie musiał ujarzmić Fed poprzez zacieśnianie polityki pieniężnej. Inwestorzy nie potrafili się w piątek zdecydować, która interpretacja jest bardziej słuszna, biorąc pod uwagę, że odczyt NFP przyniósł szybki skok rentowności, spadek futures na S&P500 i rajd USD, ale ruchy zostały później odwrócone. W tym momencie drugorzędne jest, która interpretacja jest właściwa. W ostatnich dniach inwestorzy byli gotowi przebierać w informacjach wedle własnego uznania, nie raz z dnia na dzień przecząc samym sobie. To oznaka rynku, który zdaje sobie sprawę, że zapędził się za daleko, ale nie bardzo widać drogę do uporządkowanego odwrotu. Za prostsze wyjście uznaje się dalszą sprzedaż obligacji i ucieczkę od ryzyka w USD (pominę tutaj rynek akcji, gdzie zamęt wskoczył na wyższy poziom). Ale jeśli wszyscy już wskoczyli do pociągu „rentowności i USD w górę”, to nie ma już komu dalej pchać wagonów. Co się stanie, gdy pasażerowie zorientują się, że pociąg przestał jechać?

Piątkowa reakcja na raport z rynku pracy ukazała, że w tym niezdecydowaniu zmienność będzie towarzyszyć handlowi na każdym kroku z możliwymi wahaniami w obu kierunkach. Zagrożenie dla zbudowanych w ostatnim czasie pozycji jest umocnienie się przekonania, że rentowności zawędrowały za wysoko (a zatem i umocnienie USD jest przesadne). Z drugiej strony tydzień przynosi odczyt CPI z USA (środa), gdzie analiza będzie skupiona na określeniu, ile jest prawdy w opinii Fed, że wzrost inflacji opiera się na zjawiskach przejściowych, a na ile zawiązuje się trwalszy trend. Tego samego dnia odbędzie się aukcja sprzedaży 10-letnich obligacji USA i słaby popyt podsyci spekulacje, że rynek czeka na dalszy spadek cen (wzrost rentowności). Fed wchodzi w okres zakazu wystąpień publicznych przed posiedzeniem FOMC 16-17 marca, więc nie ma co liczyć na próby okiełznania rynku długu.

W tym tygodniu nie ma zaplanowanych żadnych istotnych danych z polskiej gospodarki, więc złoty pozostanie zdany na sygnały z rynków zewnętrznych, choć wizja podwyższonej zmienności nigdy nie jest czymś, co przynosi szybkie umocnienie PLN. W piątek wideokonferencja prezes NBP Glapińskiego nie wywołała reakcji złotego, choć padło kilka interesujących wypowiedzi. Prezes stwierdził, że prawdopodobieństwo podwyżki w obecnej kadencji RPP wynosi 0 proc., a „rynek nie ma racji” wyceniając wzrost stóp. Zdaniem Glapińskiego przyspieszenie inflacji wynika z czynników niebędących w gestii polityki pieniężnej, toteż nie powinno mieć wpływu na kształt polityki. Dodał natomiast, że istnieje natomiast scenariusz obniżki, gdyby pandemia nadal doskwierała gospodarce. NBP pozostaje gołębi, a prezes chciał ostudzić rynkowe oczekiwania dotyczące podwyżki powstałe po rewizji w górę projekcji inflacji NBP. To, że polski rynek stopy procentowej dołącza się do karuzeli obecnej na rynkach bazowych, jednak w żaden sposób nie wspiera to złotego, jest dowodem na zagubienie inwestorów w gąszczu sprzecznych sygnałów. W przedziale 4,55-4,60 za eurozłoty jest relatywnie tani i choć słabość waluty nie jest do utrzymania w dłuższym horyzoncie, to wpierw warunkiem koniecznym jest uspokojenie nastrojów na rynkach zewnętrznych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sytuacja na rynku paliw – czy jest szansa na niższe ceny?

Na coraz większej liczbie stacji benzynowych w całym kraju ceny paliw przekraczają już 5 zł za litr. Tak wysokie ceny nie były widziane od dawna. Jaka jest tego przyczyna? Pytanie jest tym bardziej uzasadnione, że cały czas obowiązują obostrzenia i duża część zatrudnionych swoje obowiązki zawodowe wykonuje w domu, bez konieczności przemieszczania się.

Autor komentarza: Zbigniew Łapiński, dyrektor ds. zaopatrzenia logistyki i klientów kluczowych, członek zarządu Anwim S.A.

Od listopada ubiegłego roku, kiedy cena ropy naftowej za baryłkę kształtowała się na poziomie 40 dolarów, ropa podrożała o ponad 60 proc. Tak duży wzrost spowodowany jest przede wszystkim poprawą nastrojów graczy rynkowych, która jest związana z nadzieją na skuteczną walkę z pandemią COVID-19 (przede wszystkim wprowadzeniem na szeroką skalę szczepień na całym świecie). Inwestorzy, a także konsumenci liczą na ożywienie gospodarcze i powrót do normalnego funkcjonowania. To z kolei przyciąga na rynki surowcowe kapitał, również spekulacyjny. To jeszcze bardziej podbija cenę, a słaby złoty dodatkowo potęguje całe zjawisko. Poza tym, odpowiedzią największych producentów ropy zrzeszonych w organizacji OPEC na spadek konsumpcji w roku 2020 było ograniczenie wydobycia ropy o 10 mln baryłek. W poprzednim tygodniu najwięksi eksporterzy ropy na świecie uzgodnili utrzymanie aktualnych limitów wydobycia. Wzrost cen ropy naftowej przełożył się na hurtowe ceny paliw, a w konsekwencji na cenę detaliczną, która dzisiaj jest najwyższa od blisko roku – podobnie z resztą jak cena ropy.

Analizując ceny kontraktów terminowych na ropę naftową z realizacją w kolejnych miesiącach, należy zauważyć, że rynek wycenia przyszłość tego surowca taniej niż obecnie. Przykładowo, kontrakty na ropę naftową z dostawą za rok wyceniane są ok. 5 dolarów niżej.

Uważam, że obecne ceny ropy naftowej, które oscylują wokół 65-70 dolarów za baryłkę oraz ceny paliw gotowych, osiągnęły maksymalny poziom w perspektywie najbliższych kilku miesięcy. W najbliższych tygodniach moim zdaniem będziemy obserwować stabilizację cen, ewentualnie ich obniżkę. Nie spodziewam się, aby trzecia fala pandemii w naszym kraju miała większy wpływ na ceny paliw.

Przy okazji rozważań na temat cen paliw warto zastanowić się, co realnie wpływa na kwotę, jaką płacimy przy kasie na stacji. W przypadku benzyny i oleju napędowego ponad połowę ceny stanowią podatki i opłaty narzucone przez administrację państwową. Mam tu na myśli VAT, akcyzę, opłatę paliwową oraz opłatę emisyjną. Bez tych opłat kierowcy płaciliby ok. 2,30-2,50 zł za litr. Marża detaliczna, z której pokrywa się koszty stałe stacji oraz stanowi zysk dla właściciela, to zaledwie ok. 2 proc. ceny, jaką płacimy na stacji.

Co krajowi przedsiębiorcy wiedzą o restrukturyzacji? Pandemia może być ważną lekcją dla polskiego biznesu

W dobie koronawirusa polscy przedsiębiorcy muszą mierzyć się z całą gamą przepisów i choć niektóre z nich zmotywowały właścicieli firm do zawalczenia o dalszy los swoich działalności, w środowisku prawniczym ponownie wrócił wątek upraszczania zapisów ustaw oraz postępowań. Hasłem ostatniego kwartału była m.in. “restrukturyzacja”, o której jak się okazuje, krajowy biznes wie sporo, bo chętnie stosuje instrumenty szybkiego reagowania.

Covidowe prawodawstwo (z potencjałem)

Nie jest tajemnicą, że najistotniejszą cezurą czasową dla przedsiębiorców był marzec 2020 roku, kiedy to wprowadzono w życie zapisy tzw. pierwszej ustawy covidowej. Postępujący rozwój zakażeń był dla polskiego biznesu nie tylko ciosem w postaci powszechnego lockdownu, ale również chaosu legislacyjnego, czego najlepszym dowodem są obliczenia ekspertów z Open Eyes Economy Summit. Tylko w II kwartale 2020 roku uchwalono 339 stron specustawy, której zapisy w teorii miały chronić m.in. przedsiębiorstwa i miejsca pracy. Ponadto, sam dokument doczekał się 188 rozporządzeń, a więc kolejnych 420 stron przepisów. W III kwartale z kolei w krajowym prawodawstwie pojawiło się 999 stron aktów wyjaśniających.

Wśród masowej produkcji kolejnych przepisów, pozytywnie wyróżnia się “Uproszczone postępowanie o zatwierdzenie układu” (UPOZU), którego działanie regulowała jedna z ustaw w ramach tzw. tarcz antykryzysowych. Jest to jeden z najlepszych przykładów realnego zainteresowania polskich przedsiębiorców mechanizmami restrukturyzacyjnymi, ponieważ w ciągu ostatnich lat postępowania układowe nie notowały szczególnych wzrostów eksploatacji. Stagnację zakończył ruch w III kwartale 2020 roku, a więc momencie, kiedy to Ministerstwo Zdrowia biło na alarm w obliczu kolejnych zachorowań i obostrzeń, a UPOZU było już instrumentem do wykorzystania w sferze praktycznej.

Rosnąca świadomość przedsiębiorców

Aby w pełni zrozumieć zwrot ku restrukturyzacji w modelu postępowań układowych, należy przybliżyć wcześniej wspomnianą stagnację przed drugą połową ubiegłego roku. Według raportu MGW CCG „Restrukturyzacja przedsiębiorstw w 2020 roku – Analiza i interpretacja postępowań restrukturyzacyjnych” od początku 2018 do połowy 2020 roku liczba kwartalnie otwieranych postępowań cały czas utrzymywała się w przedziale między 100 a 130. Sytuacja uległa zmianie dopiero w III kwartale 2020 roku, gdy odnotowano wzrost do 215 postępowań. Tendencja umocniła się z kolei w IV kwartale, kiedy otwarto ich aż 305.

Jak wyglądała sytuacja samego UPOZU? Spośród 742 postępowań restrukturyzacyjnych otwartych w 2020 roku, “Uproszczone postępowania o zatwierdzenie układu” stanowiły aż 52 proc., a więc 386 postępowań. Co ciekawe, analitycy z MGW odnotowali stosunkowo niewielki udział firm obecnych na rynku krócej  niż 5 lat w ogólnej liczbie podmiotów otwierających postępowania restrukturyzacyjne. Stanowią one zaledwie 14 proc. ogółu, z kolei dominującą, 30-proc. grupą są przedsiębiorstwa działające więcej niż 5, ale mniej niż 10 lat. W pozostałych zaś grupach również skłonność do otwierania postępowania układowego rośnie wraz z wiekiem podmiotu. Wniosek?

Debiutanci gotowi na współczesne wyzwania

Młode spółki mają mniejsze zobowiązania, a ze względu na rosnącą świadomość nie tylko dotyczącą krajowego prawodawstwa, ale i trendu digitalizacji oraz kultury start-upowej – otwierane przedsiębiorstwa są coraz lepiej przystosowane do zmian w otoczeniu rynkowym i technologicznym. Nie bez wpływu jest również wykształcenie miejscowych przedsiębiorców. Według raportu Polskiej Rady Biznesu z roku 2018, w kraju 40 proc. osób prowadzących własną działalność gospodarczą może się pochwalić dyplomem uczelni wyższej. Średnia unijna z kolei to 39 proc., więc jesteśmy lekko ponad kreską.

Pod tym względem lepiej jest tylko na Litwie, Cyprze, w Estonii oraz Niemczech. Według autorów opracowania, wykształcenie wyższe polskich przedsiębiorców znajduje odzwierciedlenie w stosowanych modelach biznesowych, a także znajomości finansów czy otwartości na nowe technologie. Szczególnie w dobie covidu cyfryzacja przedsiębiorstw, a także racjonalne prowadzenie postępowań restrukturyzacyjnych było domeną podmiotów zarządzanych przez świadomą wyzwań współczesności zgraną kadrę.

Przestrzeń do poprawy

Pomimo iż rośnie świadomość i wiedza przedsiębiorców co do sposobu postępowania w razie niewypłacalności, to wydaje się, że istnieje jeszcze duża przestrzeń do lepszego wykorzystywania przepisów prawa insolwencyjnego. W Polsce odnotowaliśmy bowiem w roku 2020 największą w historii liczbę niewypłacalności (sumę otwartych postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych w ramach przedsiębiorstw). Było ich 1 329, co w perspektywie ostatnich 10 lat jest wartością większą o ponad 30 proc. Współczynnik niewypłacalności w Polsce sięgnął tym samym poziomu 0,04 proc. Jest on obliczany jako stosunek ilości niewypłacalności do ilości zarejestrowanych przedsiębiorstw. W krajach Europy Zachodniej, posiadającej duże większe doświadczenia w rozwiązywaniu problemu niewypłacalności, wskaźniki te są na dużo wyższym poziomie. Przykładem tu może być rynek niemiecki, gdzie wskaźnik niewypłacalności wynosi 0,64 proc.

Mając na uwadze kondycję polskiej gospodarki w porównaniu do gospodarki niemieckiej, nie istnieje inne, rzeczowe wytłumaczenie tak dużych różnic w tych wskaźnikach, jak tylko brak wystarczającej wiedzy po stronie przedsiębiorców, co do sposobów instytucjonalnego radzenia sobie z problemem niewypłacalności. Dlatego też trzeba systematycznie zwiększać zakres informacji przekazywanych polskim przedsiębiorcom, dając im tym samym możliwość lepszego wykorzystania dostępnych narzędzi prawnych w rozwiązywaniu problemów finansowych firm.

Biorąc pod uwagę tylko dynamikę otwierania postępowań o zatwierdzenie układu, można domniemywać, że krajowi przedsiębiorcy coraz częściej śledzą zmiany przepisów, a także chętnie je stosują w praktyce. Jest to bardzo dobry sygnał szczególnie dla młodych spółek, które z jednej strony wchodzą na rynek z całkowicie innym podejściem, aniżeli starsi konkurencji, lecz z drugiej — mają unikalną możliwość obserwacji ruchów bardziej doświadczonych podmiotów w obliczu zagrożenia epidemiologicznego i zamrożenia gospodarki.

Autor: Mariusz Grajda — Partner Zarządzający i członek Zarządu MGW Corporate Consulting Group

FPP: Rok pandemii – straty polskiej gospodarki przekroczyły 185 mld zł. Największe problemy ma sektor usługowy

W ciągu pierwszego roku pandemii i towarzyszących jej lockdownów Polska gospodarka straciła ponad 185 mld zł – tak wynika z licznika strat spowodowanych przez COVID-19, prowadzonego od kwietnia 2020 r. przez Federację Przedsiębiorców Polskich. Powyższa kwota odpowiada szacunkowej wartości PKB, który nie został wytworzony na skutek rozprzestrzeniania się koronawirusa. Największe straty ponosi sektor usługowy, który dotknięty jest najdłuższymi obostrzeniami. Natomiast przemysł, budownictwo, transport czy usługi IT nie ucierpiały znacząco na skutek 2. fali pandemii – a nawet, pomimo jej narastania, notują poprawę wyników finansowych.

W okresie najgłębszego lockdownu w ubiegłym roku polska gospodarka traciła nawet 1,2 mld zł dziennie. Jest to jednak wyraźnie lepszy wynik niż wstępnie szacowana strata na poziomie ponad 2 mld zł dziennie. Wraz z nadejściem późnej wiosny i lata, działalność przedsiębiorstw zaczęła być stopniowo odmrażana – co pozwoliło gospodarce złapać oddech. Jesienią sytuacja epidemiczna zaczęła się ponownie pogarszać, co doprowadziło do powrotu obostrzeń.

„Charakterystyczne dla obecnej fazy pandemii jest znacznie większe zróżnicowanie jej wpływu na działalność poszczególnych branż. Wiele sektorów – nie dotkniętych bezpośrednio ograniczeniami w prowadzeniu działalności – przystosowało się na tyle do funkcjonowania w nowych warunkach, że mimo wysokiej liczby zachorowań i surowych zasad sanitarnych trudna sytuacja epidemiczna nie znajduje silnego przełożenia na poziom ich obrotów. Przemysł, budownictwo, transport czy usługi IT nie ucierpiały znacząco na skutek 2. fali pandemii, a nawet – pomimo jej narastania – notują poprawę wyników finansowych. Z drugiej jednak strony branże dotknięte bezpośrednio skutkami pandemii oraz ograniczeniami w prowadzeniu działalności gospodarczej znajdują się w coraz bardziej dramatycznej sytuacji. Żadne działania dostosowawcze nie mogą pomóc, kiedy na mocy przepisów rozporządzeń ich działalność pozostaje zamknięta. Poważnym problemem jest fakt, iż ograniczenia wprowadzone w reakcji na 2. falę koronawirusa utrzymują się znacznie dłużej niż wiosną 2020 r. – co prowadzi do wyczerpywania się rezerw płynnościowych w długotrwale zamkniętych przedsiębiorstwach. W konsekwencji, obecny okres charakteryzuje wyraźny podział na dwie grupy firm – tych, które funkcjonują we względnie niezakłócony sposób, a nawet rozwijają się pomimo pandemii oraz tych, które pogrążają się w coraz większych problemach z powodu przedłużających się lockdownów. W obecnych warunkach straty polskiej gospodarki można szacować na 450 mln zł dziennie” – wyjaśnia Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, wiceprezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Największe straty zostały poniesione na początku pandemii, w czasie ubiegłorocznego wiosennego lockdownu, bowiem wówczas poważny spadek poziomu aktywności ekonomicznej dotknął większości sektorów gospodarki. Wynikało to z szeregu czynników – bardzo daleko idącego ograniczenia mobilności i ścisłego dystansowania społecznego, poważnych zaburzeń globalnych łańcuchów logistycznych, nieefektywności wynikającej z nagłej reorganizacji działalności przedsiębiorstw i trybu wykonywania pracy, a także gwałtownego wzrostu absencji związanych z efektem paniki – jaki pojawił się na początku 1. fali epidemii. Przełożyło się to na nagłe ograniczenie aktywności nie tylko w usługach związanych z bezpośrednią obsługą konsumentów, lecz również w przemyśle, transporcie, handlu czy nawet finansach.Rok pandemii – straty polskiej gospodarki przekroczyły 185 mld

Są nowe rekomendacje UZP na zamówienia publiczne komputerów

Urząd Zamówień Publicznych wydał nowe rekomendacje dotyczące zamówień na zestawy komputerowe. – To jest bardzo potrzebny i długo wyczekiwany przez branżę cyfrową dokument, ponieważ jego poprzednia wersja pochodziła sprzed 9 lat. Przez ten czas nastąpił duży postęp technologiczny, więc zalecenia odnośnie zamówień nie przystawały do dzisiejszych wymagań rynkowych – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. Związek w ramach grupy roboczej przy UZP pracował nad rekomendacjami.

Jak zauważa Kanownik, branża cyfrowa i nowoczesnych technologii jest jedną z najszybciej rozwijających się branż na polskim rynku. Jednak za postępem technologicznym często nie nadąża prawo. A bez regulacji, które by nadążały za rozwojem rynku, trudno jest funkcjonować.

Dlatego nowe rekomendacje Urzędu Zamówień Publicznych dotyczące zamówień na zestawy komputerowe to ważny dokument, który wychodzi naprzeciw oczekiwań branży nowoczesnych technologii – zaznacza Michał Kanownik.

UZP: rekomendacje to praktyczne wskazówki

Jak podkreśla UZP, nowe wytyczne są stricte techniczne i zwierają praktyczne wskazówki dla zamawiających dotyczące formułowania zapisów w dokumentacji zamówienia na dostawę zestawów komputerowych. „Uwypuklając aspekty techniczne nie chcieliśmy, aby dokument koncentrował się na kwestiach proceduralnych dotyczących udzielania zamówień, nie stanowią one bowiem dla Zamawiających tak dużego wyzwania, jak zagadnienia techniczne” – wyjaśnia UZP.

Nowe rekomendacje mają dawać jednak zamawiającym swobodę w wyborze sprzętu. „Mając świadomość, iż część zamówień będzie odpowiadała na niestandardowe potrzeby różnych Zamawiających, staraliśmy się w tych sytuacjach pokazać spectrum możliwości, nie koncentrując się na jednym rozwiązaniu” – zaznacza UZP.

Dokument z rekomendacjami został zaakceptowany przez Komitet Rady Ministrów do spraw Cyfryzacji, a Centralne Biuro Antykorupcyjne nie zgłosiło do niego uwag.

Jakie są nowe wytyczne?

Podstawową zasadą opisu przedmiotu zamówienia na dostawę urządzeń komputerowych – według nowych wytycznych – powinno być specyfikowanie właściwości użytkowych urządzeń, a nie ich szczegółowych parametrów konstrukcyjnych. Jak argumentuje UZP, potrzeby zamawiającego są wyznaczone nie rozwiązaniami technicznymi zawartymi w zamawianym sprzęcie, lecz atrybutami określającymi przydatność urządzenia komputerowego do realizacji zadań, czyli poprzez właściwości użytkowe tego urządzenia. Te zaś wyznaczone są przede wszystkim:

  • wydajnością urządzenia komputerowego popartą przeprowadzonym testem;
  • ergonomią pracy;
  • zgodnością urządzenia komputerowego z oprogramowaniem wykorzystywanym przez

zamawiającego;

  • cyklem życia produktu, w tym okresem dostępności podzespołów do napraw;
  • jakością procesu wytwarzania, decydującą o trwałości i niezawodności sprzętu na

podstawie odpowiednich norm;

  • warunkami gwarancji świadczonej przez producenta.

Ebury: Wyższe rentowności obligacji ponownie wspierają dolara

Silna wyprzedaż na amerykańskim rynku obligacji skarbowych przyspieszyła w zeszłym tygodniu. Wspierały ją pozytywne wieści z gospodarki, które niezmiennie sugerują szybką poprawę sytuacji. Rosnące rentowności obligacji wspierają dolara i negatywnie wpływają na waluty rynków wschodzących. Równolegle Senat USA zatwierdził ogromny pakiet stymulacyjny prezydenta Bidena.

Krótki koniec krzywej dochodowości pozostaje zakotwiczony przez wyraźną obietnicę Fedu, który ma ignorować presję inflacyjną i utrzymywać stopy procentowe na zerowym poziomie. Zeszłotygodniowa wyprzedaż obligacji o dłuższych terminach wykupu jednak odbiła się na rynku walutowym. Dolar doświadczył umocnienia w parze z większością walut G10, efekty zmian odczuły jednak szczególnie waluty rynków wschodzących. Podczas gdy waluty krajów leżących nad Oceanem Spokojnym radziły sobie dobrze, kotwiczone przez stabilność juana chińskiego, większość pozostałych głównych walut emerging markets doświadczyła w zeszłym tygodniu wyprzedaży rzędu 1–3%.

Spodziewamy się, że również w tym tygodniu najważniejszym czynnikiem kształtującym zachowanie rynków finansowych na całym świecie będą zmiany na amerykańskim rynku stóp procentowych. Czwartkowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego będzie bardzo interesujące pod kątem oceny reakcji instytucjonalnej banku centralnego na (jak dotąd niewielki) wzrost kosztów zadłużenia publicznego w strefie euro. Dane o inflacji w USA, które zostaną opublikowane w środę, mogą zaszkodzić płochliwym rynkom obligacji, jeśli ponownie zaskoczą in plus.

PLN

Polski złoty doświadczył najpoważniejszej wyprzedaży od końcówki grudnia (kiedy następowały interwencje NBP osłabiające krajową walutę), kończąc tydzień spadkiem o blisko 1,5% w parze z euro. Gdyby wspomnianego okresu interwencji nie uwzględniać, co byłoby zasadne, uznalibyśmy ten tydzień za najgorszy dla złotego od października ub.r.

Słabość tę można powiązać z kilkoma kwestiami, z których w naszej ocenie istotne są dwie. Po pierwsze, z pogarszającą się sytuacją epidemiczną w kraju, gdzie 7-dniowa średnia krocząca nowych zakażeń znalazła się na poziomie notowanym na początku grudnia, a wzrost ten nie wykazuje oznak hamowania. Po drugie, ze wzrostem rentowności amerykańskich obligacji, który nastąpił zwłaszcza w drugiej części tygodnia. Ponowny ich wystrzał na długim końcu wzbudził niepokój wśród inwestorów i odbił się szerokim echem na rynkach finansowych, uderzając szczególnie w waluty emerging markets.

Warto też wspomnieć o zeszłotygodniowych sygnałach z NBP. Rynkowe oczekiwania względem zacieśnienia polityki pieniężnej w Polsce początkowo wzrosły, wspierane m.in. przez bardziej optymistyczną niż listopadowa projekcję PKB i inflacji Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP, której kluczowy punkt poznaliśmy przy okazji środowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. W piątek owe oczekiwania skutecznie stłumił jednak prezes Glapiński i obecnie rynek szacuje, że szanse na podniesienie stóp o 25 pb. w perspektywie roku to zaledwie nieco ponad 50%.

EUR

Wszyscy wyczekują obecnie marcowego posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego, z którego informacje poznamy w czwartek. Uwaga powinna nadal skupiać się głównie na rozczarowujących danych gospodarczych, raczej powolnym tempie szczepień w Europie i wyprzedaży europejskich obligacji skarbowych, podążających za amerykańskimi.

Nie spodziewamy się żadnych zmian w polityce EBC, sygnały z dwóch obszarów w kontekście posiedzenia będą jednak kluczowe. Po pierwsze, istotny będzie zakres nieuchronnej rewizji w dół projekcji ekonomicznych na rok 2021. Po drugie, możliwość wykorzystania narzędzi polityki pieniężnej uruchomionych w trakcie pandemii w celu zatrzymania niepożądanych wzrostów rynkowych stóp procentowych. To ostatnie mogłoby zaszkodzić euro, w krótkim okresie nie można wykluczyć też dalszych spadków w relacji do głównych walut.

USD

Lutowy raport z amerykańskiego rynku pracy dostarczył najnowszych danych potwierdzających, że ożywienie gospodarcze w USA nabiera tempa po tym, jak jesienią spowolniło przez obostrzenia. Ożywienie w hotelarstwie i rekreacji sprawiło, że zmiana zatrudnienia netto była dwukrotnie większa niż oczekiwano i wyniosła niemal 400 tys. Bezrobocie spadło, podczas gdy współczynnik aktywności zawodowej pozostał na tym samym poziomie.

Przyjęcie w weekend ogromnego pakietu stymulacyjnego Joe Bidena przez Senat zapowiada znaczny zastrzyk gotówki dla amerykańskich rodzin, które skorzystają na bezpośrednich transferach, dodatkowym wsparciu na dzieci, nie mówiąc o wyższych zasiłkach dla bezrobotnych i różnych innych transferach do stanów i poszczególnych obszarów lokalnych. Ta fala pieniędzy wpłynie na gospodarkę, gdzie odżywa popyt, który jednocześnie mierzy się z coraz wyraźniejszymi wąskimi gardłami po stronie podaży. Uważamy, że wyprzedaż obligacji skarbowych może być kontynuowana, jednak trudny do przewidzenia jest krótkoterminowy wpływ na dolara amerykańskiego dodatkowych wydatków bez równoważących ich dochodów podatkowych.

GBP

W obliczu umocnienia dolara funt wciąż radzi sobie lepiej niż większość pozostałych walut. Jedne z najwyższych na świecie wskaźniki wyszczepialności w Wielkiej Brytanii zapewniają kluczowe wsparcie dla waluty, a różnica w tym zakresie między Zjednoczonym Królestwem a strefą euro się nie zmniejsza. Co najmniej jedną dawkę szczepionki otrzymało na Wyspach ok. 40% dorosłych, a Wielka Brytania zaczęła łagodzić obostrzenia – od dziś powróciły zajęcia w szkołach. Relatywny sukces w szczepieniach powinien wspierać brytyjską walutę w relacji do euro.

Dane o PKB Wielkiej Brytanii w styczniu, które poznamy w piątek, prawdopodobnie pokażą ujemną dynamikę ze względu na trzeci narodowy lockdown. Spodziewamy się jednak, że rynek walutowy nie będzie przywiązywać wagi do tych wstecznych wiadomości i nadal będzie skupiać się na obecnych wydarzeniach. Większość ostatnich publikacji makroekonomicznych z Wielkiej Brytanii była w znacznej mierze ignorowana przez rynki, które koncentrują się na średnioterminowych perspektywach Zjednoczonego Królestwa.

CHF

Miniony tydzień przyniósł kontynuację wyprzedaży franka szwajcarskiego. Para EUR/CHF zakończyła go tuż poniżej poziomu 1,11, a frank był najgorzej radzącą sobie walutą G10.  Co ciekawe, wygląda na to, że rosnące rentowności na długim końcu krzywej dochodowości w USA wpływają na nisko rentowną walutę safe haven w podobnie negatywny sposób jak na waluty rynków wschodzących.

Sytuacja epidemiczna w Szwajcarii w minionym tygodniu nie uległa większym zmianom, zaś dane makroekonomiczne były mieszane. Za najbardziej zaskakujące można prawdopodobnie uznać dane o inflacji, która zaskoczyła in minus. Nieco kontrastuje to z sygnałami cenowymi, które płyną ze świata. Zamiast wykazania mniejszego spadku, inflacja utrzymała się w lutym na poziomie -0,5%, jak w poprzednim miesiącu.

W nadchodzących tygodniach nadal będziemy skupiać się na zmianach globalnego sentymentu i sytuacji amerykańskiego rynku obligacji, biorąc pod uwagę, że w ostatnim czasie mają one największy wpływ na zachowanie franka szwajcarskiego, a obawy dotyczące sytuacji pandemicznej zdają się zmniejszać.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Czym charakteryzują się meble kolonialne?

Meble kolonialne to perfekcyjny miks stylów — europejskiej klasyki i dalekowschodniego orientu. Przyciągające uwagę wyjątkową estetyką, trwałe i funkcjonalne zachwycą entuzjastów szlachetnego stylu. Co charakteryzuje meble kolonialne? Podpowiadamy.

Styl kolonialny jest obecnie jednym z najchętniej wybieranych stylów aranżacyjnych. Po kolonialne aranżacje sięgają nie tylko entuzjaści zamorskich podróży, ale także zwolennicy szlachetnego piękna oraz ponadczasowych rozwiązań, odpornych na sezonowe trendy.

Nic dziwnego. Dzięki starannie dobranym oryginalnym meblom i dodatkom kolonialne wnętrza zachwycają unikalnością i najlepszym stylem.

Kolonialne meble — czym się charakteryzują?

Jednym z nieodzownych elementów stylu kolonialnego są… kolonialne meble — stoły i stoliki kawowe, witryny, szafki, biurka i komody. Czym się charakteryzują? Większość kolonialnych mebli wykonano z egzotycznych gatunków drewna (zazwyczaj z palisandru, mango lub akacji). Dzięki użyciu takiego materiału są nie tylko bardzo trwałe (egzotyczny drewno jest zdecydowanie twardsze od rodzimych gatunków), ale także pełne uroku. Oryginalne usłojenie, słoneczne refleksy, piękne naturalne barwy — to właśnie dzięki nim meble kolonialne wyglądają tak oryginalnie.

Jakie meble kolonialne wybrać?

Ogromna popularność mebli kolonialnych sprawiła, że ofert dostępnych na rynku modeli jest bardzo szeroka. Jak wybrać te, które w pełni spełnią oczekiwania użytkowników?meble kolonialne

  1. Postaw na oryginalność

Chcesz urządzić wnętrze w stylu kolonialnym? Wybierz meble robione ręcznie przez wykwalifikowanych rzemieślników i przywożone do Polski statkami. Możesz być pewien, że takie akcesoria wprowadza do Twojego mieszkania prawdziwego ducha orientu, stając się jego niekwestionowanymi gwiazdami. Choć meble produkowane w Polsce będą równie funkcjonalne i praktyczne, na tle hinduskich oryginałów wizualnie stracą.

2. Dostosuj rodzaj mebli do aranżacji wnętrza

Pod pojęciem mebli kolonialnych kryją się klasyczne modele o prostych formach i geometrycznych kształtach, minimalistyczne elementy z dodatkiem szkła i metalu i meble inspirowane stylem kolonialnym. Zależy Ci na tym, aby wykreować w salonie przytulny ciepły klimat? Wybierz te wykonane z jasnego drewna mango. Chcesz urządzić industrialny loft? Sięgnij po minimalistyczne elementy z przewagę metalu. Kuchnia w stylu rustykalny? Kolonialne postarzane modele okażą się strzałem w 10!

3. Dobierz meble do wielkości wnętrza

Urządzasz niewielkie wnętrze?? Zrezygnuj z masywnych ciemnobrązowych mebli z palisandru, ich kolor i forma mogą przytłoczyć niewielką przestrzeń. Zamiast nich wybierz meble o geometrycznych kształtach wykonane z drewna akacji.

Komoda, witryna i stół z palisandru świetnie sprawdzą się za to w przestronnym salonie, pełnym światła i antyków.

Źródło: https://www.indianmeble.pl/

Pożyczka dla zadłużonych szansą na spełnienie marzeń

Pożyczki czy kredyty nierzadko ratują nas z opresji, gdy potrzebujemy sporej ilości pieniędzy, a nie mamy tak wysokich oszczędności. Niestety, aby dostać kredyt w banku należy spełnić cały szereg kryteriów. Jeśli w którymś momencie powinęła nam się noga i zostaliśmy z długami, o kredycie możemy jedynie pomarzyć. Na szczęście jest pewien ratunek.

Pożyczka, a kredyt- różnice

Kredyt jest usługą, z której korzystamy za pośrednictwem banku. To właśnie bank, po dokładnym sprawdzeniu naszej sytuacji finansowej i historii kredytowej, pożycza nam jakąś sumę pieniędzy na jakiś konkretny okres czasu. Jeżeli sytuacja finansowa i historia kredytową są w porządku, kredyt zostanie udzielony. Jeżeli jednak pojawiają się długi, jedyne, na co możemy liczyć to pożyczka.

Pożyczka także jest pożyczeniem jakiejś kwoty pieniędzy na jakiś czas, z tym, że nie jest ona udzielana przez bank, a przez instytucję finansową. Każda taka instytucja ma swoje własne kryteria przyznawania pożyczki, wiele firm deklaruje, że wystarczy tylko dowód osobisty. Jeśli chcesz dostać kredyt, musisz uzbroić się w cierpliwość, bo przed złożeniem ostatecznego wniosku, musisz dostarczyć do banku mnóstwo różnych dokumentów, oświadczeń o Twoich dochodach, zobowiązaniach itp. W przypadku pożyczki formalności jest o wiele mniej, a i kryteria przyznawania takiej pożyczki są o wiele łagodniejsze.

Pożyczka dla zadłużonych- czy to możliwe?

Okazuje się, że tak. Rozwiązaniem jest tutaj pożyczka długoterminowa, która może zostać zaciągnięta przez osobę zadłużoną. Charakterystyczne dla tego rodzaju pożyczki jest to, że spłaty poszczególnych rat są rozłożone na długi okres czasu. Dzięki temu, osoba zadłużona ma szansę na wyjście z długów i odciążenie finansowe.

Jeżeli długi są naprawdę duże, rozwiązaniem może okazać się pożyczka dla bardzo zadłużonych online. O taką pożyczkę mogą wnioskować także osoby bezrobotne, co nie byłoby możliwe w przypadku kredytu udzielanego przez bank.

Pożyczka dla zadłużonych w Eurocent

Oferta pożyczki dla zadłużonych w Eurocent jest niezwykle przyjazna i korzystna dla wszystkich zadłużonych. Raty nie są wysokie, czas spłaty jest maksymalnie długi, a samą pożyczkę łatwo jest dostać. Zaciągając ją, należy wziąć pod uwagę koszty, jakie będzie ona generować. To, co oddajesz nie jest równe z tym, co pożyczasz. Do sumy pożyczki musisz dołożyć wysokość prowizji i oprocentowanie. Nie ulega jednak wątpliwości, że zaciągniecie pożyczki dla zadłużonych jest często ostatnią deską ratunku i szansą na spełnienie marzeń kogoś, komu nie zawsze się wiodło. Więcej informacji: https://eurocent.pl/pozyczki-dla-zadluzonych.