Jak sprawdzić dom/mieszkanie przed kupnem? – profesjonalne działanie krok po kroku

Kupując dom bądź mieszkanie z rynku wtórnego, musimy mieć stałą świadomość, że mimo wizualnej atrakcyjności, nie wszystko może odpowiadać stanowi rzeczywistemu. Dlatego też tak istotne jest kompleksowe sprawdzenie domu lub mieszkania przed dokonaniem formalności. Dzięki takiemu działaniu unikniemy w przyszłości niejednej nieprzyjemności.

Zakup mieszkania lub domu jest zapewne wielkim przeżyciem, realizacją marzeń o znalezieniu miejsca dla siebie oraz swoich bliskich. Właśnie dlatego powinniśmy podejść do zadania z pełną odpowiedzialnością i uwagą, aby poczyniona inwestycja była prawdziwie udana. Jak sprawdzić dom/mieszkanie przed kupnem? Dowiedz się już teraz…

Co sprawdzić przed kupnem domu?

Zadając sobie pytanie, co sprawdzić przed kupnem domu, pierwszym, co przychodzi nam do głowy, jest jego stan techniczny. I w istocie, ocena domu przed kupnem pozwoli nam poznać jego kondycję, wszelkie wady i usterki (bardzo często maskowane – celowo bądź nie). Kluczowe okaże się badanie termowizyjne, które może wskazać ewentualne zawilgocenia, zacieki czy też ogniska korozji biologicznej.

Stan prawny nieruchomości

Zarówno w przypadku sprawdzania domu, jak i mieszkania przed kupnem, musimy zgłębić ich aktualny stan prawny. Tego typu działanie pozwoli nam dowiedzieć się, czy na nieruchomości nie ciążą jakiekolwiek zadłużenia lub też czy osoby trzecie nie roszczą do niej pretensji. Sprawdzenie stanu prawnego domu i mieszkania przed kupnem najlepiej przeprowadzić za pomocą księgi wieczystej.

Co sprawdzić przed zakupem mieszkania?

W przypadku mieszkania, czynności weryfikacyjne powinny być bardziej rozbudowane. Tak więc, co sprawdzić przed zakupem mieszkania? Otóż, oprócz samego lokalu (co odbywa się podobnie jak przy zakupie domu), cały budynek, w którym przyjdzie nam żyć.

Profesjonalna pomoc

Co jednak istotne, żeby sprawdzenie mieszkania przed zakupem odbyło się w pełni skutecznie, warto skierować się po pomoc do specjalisty. Posiadając wiedzę oraz doświadczenie, przeprowadzi on kompleksowy audyt, wskazując nam wszelkie nieprawidłowości, które mogą zaważyć na finalnej decyzji, ale równie dobrze być wyjściem do negocjacji ceny z dotychczasowym właścicielem. Tego typu współpracę z profesjonalistą możemy podjąć również w przypadku kupna domu – bo zawsze warto mieć kontrolę nad wydarzeniami.

Ponad 83 proc. pracowników Biedronki to kobiety. Zajmują prawie 3/4 stanowisk kierowniczych

Sytuacja zawodowa kobiet w biznesie sukcesywnie się poprawia. Po części przyczyniają się do tego same firmy i pracodawcy, którzy wprowadzają politykę równości płci i różnorodności zespołów. W Biedronce kobiety stanowią ogółem ponad 83 proc. wszystkich pracowników, zajmując przy tym prawie 74 proc. stanowisk kierowniczych. – Biedronka jest kobietą, ale potrzebujemy mężczyzn w zespołach, bo uzupełniamy się nawzajem – mówi dr inż. Justyna Szymani, dyrektor Działu Jakości i Kontroli Marki Własnej w sieci Biedronka. Kobiety na kierowniczych stanowiskach w sieci handlowej podkreślają, że największym wyzwaniem jest dla nich łączenie obowiązków zawodowych i rodzinnych. To programy wspierające ten aspekt cieszą się w firmie dużą popularnością.

– Jednym z największych wyzwań dla kobiet jest pogodzenie wszystkich życiowych ról: pracownika, żony, mamy, córki, siostry, członka lokalnej społeczności itd. I rzeczywiście nadanie priorytetów tym rolom, a następnie wypełnianie tej odpowiedzialności na co dzień wymaga wysiłku i dyscypliny – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr inż. Justyna Szymani.

Jak wynika z marcowego raportu Deloitte’a, COVID-19 i związane z nim restrykcje dodatkowo nasiliły tradycyjne obciążenie kobiet pracą na dwóch etatach: służbowym i prywatnym. Aż 67 proc. pracujących Polek zajmuje się jednocześnie osobami bliskimi, wykonując co najmniej 75 proc. związanych z tym obowiązków. 68 proc. z nich ma więcej obowiązków domowych, a ponad połowa ocenia, że ma więcej ogólnych powinności związanych z opieką nad dziećmi (54 proc.) oraz pomocą w zdalnej nauce (53 proc.). W efekcie aż 65 proc. pracujących Polek zadeklarowało, że nie jest w stanie zrównoważyć pracy z życiem osobistym, a 74 proc. z nich obawia się o dalszy rozwój swojej kariery zawodowej.

– Bardzo trudno jest połączyć ambicje zawodowe z opieką nad dziećmi. Jeżeli mamy pomoc ze strony bliskich, którzy doskonale to rozumieją, to korzystajmy z niej i nie czujmy się winne – podkreśla Magdalena Sidwa, dyrektor operacyjna regionu Koszalin w sieci Biedronka.

Jak wynika z badania Pracuj.pl przeprowadzonego z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet, 61 proc. Polek ocenia, że ich sytuacja na rynku pracy jest dziś lepsza niż jeszcze 10 lat temu. Choć nadal ok. 40-proc. grupa kobiet i mężczyzn dostrzega nierówności w swoich miejscach pracy, to jednak większość, czyli 60 proc., uważa, że bez względu na płeć są tak samo traktowani przez przełożonych i mają takie same szanse na awanse czy podwyżki.

– Gdy analizuję moją dotychczasową karierę, nikt nie dał mi nigdy do zrozumienia, że jestem gorsza, ponieważ jestem kobietą – mówi Magdalena Sidwa.

Jak wynika z raportów Grant Thornton, Polska jest jednym z krajów, które najmocniej promują kobiety na kierowniczych stanowiskach. W 2019 roku 38 proc. kadry kierowniczej stanowiły panie, podczas gdy średnia dla UE wynosiła 30 proc.

– Coraz więcej kobiet zajmuje eksponowane funkcje i są wspaniałymi przykładami. Moim zdaniem to pomaga aktywizować inne kobiety, szczególnie w tych miejscach, gdzie rynek pracy jest trudniejszy – mówi Magdalena Koralewska, rzecznik klienta sieci Biedronka.

Do poprawy sytuacji kobiet na rynku pracy w coraz większym stopniu przyczyniają się same firmy, które uwzględniają politykę równości płci czy różnorodności zespołów, dostrzegając korzyści, jakie się z tym wiążą.

– Kobiety lepiej radzą sobie w zarządzaniu przez wartości. W coraz bardziej dynamicznym, nieprzewidywalnym środowisku, przy utrudnionej komunikacji, pracy zdalnej, ale też w sytuacji, kiedy procedury nie nadążają za galopującą rzeczywistością, zarządzanie przez wartości sprawdza się najbardziej, a kobiety są w tym dobre – ocenia dr inż. Justyna Szymani.

– Cechy kobiet, które pomagają w pracy z klientem, to przede wszystkim empatia i umiejętność czytania emocji. Kobiety w kontakcie z klientem są zdecydowanie bardziej łagodne, co szczególnie pomaga w trudnych sytuacjach. Z moich obserwacji wynika, że mężczyźni bywają bardziej zadaniowo ukierunkowani, co czasami powoduje pewne konfrontacyjne sytuacje – mówi Magdalena Koralewska.

To, czego pracującym kobietom często brakuje, to wiara we własne możliwości i kompetencje. Mężczyznom zdecydowanie łatwiej mówić o własnych sukcesach w miejscu pracy.

 Inne najczęstsze błędy, które popełniają kobiety w karierze zawodowej, to przede wszystkim udawanie kogoś, kim się nie jest. Kobiety nie zawsze są sobą w biznesie i próbują naśladować cechy tylko męskie. Poza tym z natury kobiecej płynie potrzeba zaspokojenia oczekiwań wszystkich wokół i wówczas nie ma przestrzeni dla nas samych – podkreśla Magdalena Sidwa. – W ostatniej edycji rankingu Mastercard Index of Women Entrepreneurs okazało się, że Polki są najbardziej przedsiębiorczymi kobietami w Unii Europejskiej i piątymi na świecie. Nie bójmy się wyzwań, droga do awansu i kariery stoi przed nami otworem.

– Musimy być sobą, jesteśmy różne od mężczyzn i to jest okej. To jest wartością, bo umożliwia synergię. Biedronka jest kobietą, natomiast potrzebujemy też mężczyzn w zespołach. Bądźmy sobą i uzupełniajmy się nawzajem – mówi dr inż. Justyna Szymani.

W Biedronce kobiety stanowią ponad 83 proc. wszystkich pracowników, zajmując przy tym prawie 74 proc. stanowisk kierowniczych, takich jak menedżer, koordynator czy kierownik sklepu. Biedronka stawia mocny akcent przede wszystkim na wspieranie rodzin z dziećmi, co jest szczególnie ważne z punktu widzenia pracujących kobiet. Jednak równy dostęp mają do nich zarówno panie, jak i panowie. Formą wsparcia dla rodziców jest ok. 20 pozapłacowych benefitów, takich jak wyprawki noworodkowe i szkolne dla dzieci rozpoczynających naukę w podstawówce, paczki świąteczne i na Dzień Dziecka, turnusy rehabilitacyjne i wyjazdy wakacyjne dla dzieci, a także wspierające domowy budżet, cykliczne zasilenia przedpłaconych kart, które pracownicy mogą wykorzystać w Biedronce i Hebe. Dodatkowym benefitem jest też możliwość skorzystania z pakietu badań profilaktycznych w programie Razem Zadbajmy o Zdrowie. Jest on organizowany corocznie, a kobiety mogą w ramach programu poddać się badaniu ginekologicznemu i cytologii, USG piersi, mammografii czy badaniom tarczycy.

Wielu Polaków przeniosło swoją aktywność fizyczną do domów. Treningi online pomagają radzić sobie ze stresem i dolegliwościami kręgosłupa

Badanie MultiSport Index 2020 wskazało, że dla 41 proc. aktywnych fizycznie Polaków sport jest najlepszym lekiem na stres wywołany pandemią, a dla 79 proc. – metodą na lepsze samopoczucie i większą efektywność pracy. To m.in. dlatego wiele osób w związku z przedłużającym się rządowym zakazem działania siłowni i klubów fitness szuka innych możliwości ruchu, takich jak treningi online. W ostatnich miesiącach dynamicznie wzrosło zarówno zainteresowanie takimi zajęciami, jak i dostępna oferta treningowa dla ćwiczących w różnym wieku i z różnymi potrzebami. Branża ocenia, że to rozwiązanie zostanie z nami również po ustaniu pandemii jako naturalne uzupełnienie aktywności realizowanych w obiektach sportowych.

– W czasie pandemii, gdy zmagamy się z jeszcze większą niż wcześniej ilością stresorów, ruch jest nam bardzo potrzebny. Aktywność fizyczna jest jednym ze sposobów, który pomaga w radzeniu sobie ze stresem i lękiem – mówi agencji Newseria Biznes psycholożka i psychoterapeutka Anna Kossowska.

Jak podkreśla, sport może być ważnym elementem psychoterapii, bo pomaga radzić sobie z lękiem, zdenerwowaniem czy obniżonym nastrojem. W badaniu MultiSport Index 2020 aż 41 proc. osób aktywnych fizycznie przyznało, że sport stał się dla nich sposobem na łagodzenie stresu związanego z pandemią.

 Jeszcze przed pandemią mieliśmy badania, które pokazywały, że trzeba zlecać pacjentom ruch w ramach terapii. W tym momencie niestety mamy pewne ograniczenia, również związane z tym, że siłownie i kluby fitness są zamknięte, co dla niektórych osób jest dużym problemem. Natomiast zachęcam je do wybierania różnych innych form aktywności fizycznej, to mogą być również ćwiczenia online – podkreśla Anna Kossowska.

Badanie MultiSport Index 2020 wskazało, że przed pandemią 65 proc. Polaków podejmowało aktywność fizyczną przynajmniej raz w miesiącu. Wiosenny lockdown zmusił jednak blisko połowę z nich do ograniczenia ruchu. Wpływ na to miało również zamknięcie siłowni, klubów fitness i innych obiektów sportowych. Ze względu na przedłużające się obostrzenia właściciele takich obiektów wprowadzili możliwość trenowania online – czy to na zajęciach grupowych, czy też indywidualnych. Chociaż ćwiczeniami w domu, przed ekranem trudno zastąpić trening w klubie fitness na profesjonalnym sprzęcie i pod bezpośrednim nadzorem trenera, rozwiązanie to zaczęło się cieszyć dużą popularnością. Przykładowo zainteresowanie platformą treningową Yes2Move.com, która powstała krótko po ogłoszeniu lockdownu w Polsce, wzrosło blisko pięciokrotnie w ciągu ostatnich kilku miesięcy.

Czas, w którym obiekty sportowe były zamknięte, wpłynął na szybszy rozwój oferty treningów online. Badania Deloitte’a pokazują, że 50 proc. osób, które przed zamknięciem obiektów sportowych ćwiczyło w klubach fitness, w czasie pandemii zetknęło się w jakiś sposób z treningami online – to jest bardzo duża skala. To najlepiej świadczy o tym, że Polacy chcą dbać o swoje zdrowie również w warunkach domowych i zwracają uwagę na poprawę zdrowia psychicznego i fizycznego dzięki regularnej aktywności – mówi Tomasz Groń, dyrektor zarządzający Benefit Systems Oddział Fitness.

Eksperci podkreślają, że wiele osób dzięki zajęciom online może rozpocząć przygodę z aktywnością fizyczną.

– Zajęcia fitness online mogą być bardzo dobrym rozwiązaniem, ponieważ można pozwolić sobie na różne eksperymenty. Uczestnicy mniej się stresują, wiedząc, że ćwiczą w zaciszu domowym. Mogą uczestniczyć w różnych zajęciach i znaleźć taką formę ruchu, która będzie im najbardziej odpowiadać – wskazuje Anna Kossowska. – Z mojej perspektywy jako psychologa to jest niesamowicie ważne, bo czasem są osoby, które nie są przekonane do tej aktywności fizycznej, nigdy tego nie robiły, mogą sobie pozwolić na eksperymenty i swobodę.

Polacy coraz lepiej zdają sobie sprawę z tego, że sport to ważny element profilaktyki zdrowotnej. Dlatego trzy na cztery osoby aktywne fizycznie nie zamierzają z niego rezygnować, bez względu na rozwój pandemii. Włączając w rozkład dnia trochę ruchu, Polacy radzą sobie również z dolegliwościami bólowymi kręgosłupa. Pojawiają się one coraz częściej m.in. przez siedzący tryb życia, pracę w nieergonomicznych warunkach na home office, czyli np. brak odpowiedniego krzesła czy biurka. Potwierdzają to preferencje użytkowników platformy Yes2Move.com, gdzie największą popularnością cieszą się ćwiczenia na zdrowy kręgosłup, wzmacniające mięśnie grzbietu i kształtujące sylwetkę.

– Niezaprzeczalną korzyścią z platform online jest to, że usługa może być dopasowana do potrzeb szerokiego grona klientów, którzy chcą z tego narzędzia korzystać – wyjaśnia Tomasz Groń. – Na platformie dostępne są treningi nastawione na realizację rozmaitych celów, na różnych poziomach trudności – zajęcia zarówno dla początkujących, jak i dla zaawansowanych, szukających trochę większych wyzwań. Może to być trening zwiększający ruchomość stawów, poprawiający kondycję czy zwykły trening, który umożliwia zrzucenie kilku zbędnych kilogramów.

Na platformie Yes2Move.com są także zajęcia dla seniorów i różnego typu aktywności dla całych rodzin. Mogą z niej również korzystać dzieci, które w ten sposób mogą nadrobić stracone godziny WF-u, ale też np. dodatkowo poćwiczyć z trenerem język angielski. Platforma oferuje dziś ponad 800 różnych zajęć. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy jej funkcjonowania użytkownicy wykonali ponad 150 tys. treningów online.

Cotygodniowy grafik budowany jest według potrzeb użytkowników i najchętniej wybieranych przez nich form aktywności: od zdrowego kręgosłupa po wzmacnianie oraz zajęcia budujące i poprawiające sylwetkę – wymienia Natalia Litwiniuk, instruktorka fitness i trenerka Yes2Move.

Statystyki platformy wskazują, że Polacy najchętniej trenują w środku tygodnia, najczęściej przed pracą lub po jej zakończeniu. Najpopularniejszą godziną do ćwiczeń jest 19:00.

Przedstawiciele Benefit Systems oceniają, że tak duża popularność rozwiązań online świadczy o tym, że ta forma nie zniknie wraz z końcem pandemii.

– Czas pandemii pokazał, że Polacy poszukują rozwiązań online’owych, natomiast nigdy nie zastąpią one normalnego treningu w klubie fitness. Staną się najprawdopodobniej elementem dopełniającym zakres treningów. Wynika to z prostego powodu: w domu nie mamy infrastruktury i sprzętu, nie mamy też możliwości skonsultowania się z trenerem, który doradza i zwraca uwagę na prawidłowość wykonywanych ćwiczeń – mówi Tomasz Groń.

Pandemia mocniej uderzyła w kobiety. Częściej tracą pracę, dochody i bardziej obawiają się o swoją sytuację zawodową

Kobiety częściej niż mężczyźni są narażone na utratę zatrudnienia i bardziej obawiają się o swoją przyszłość na rynku pracy. Częściej dotykają je też obniżki wynagrodzeń. W czasie pandemii dla kobiet dużym problemem okazało się też łączenie pracy zawodowej z obowiązkami domowymi, ponieważ to na nie w dużej mierze spadły zadania związane ze wsparciem dzieci w nauce, opieką nad dziećmi przedszkolnymi czy organizacją życia rodzinnego. Średnio co czwartej kobiecie uniemożliwiło to poświęcenie czasu na pracę zawodową – wynika z raportu PARP.

Z badania Pracuj.pl przeprowadzonego z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet wynika, że sytuacja zawodowa kobiet w Polsce jest dziś lepsza niż 10 lat temu. Takiego zdania jest 61 proc. badanych, ale wciąż kobiety częściej niż mężczyźni uważają, że mają gorsze szanse na karierę. Na to postrzeganie sytuacji wpływ może mieć również pandemia.

– Pandemia zdecydowanie wpłynie na sytuację kobiet na rynku pracy. Na pełne dane trzeba jeszcze poczekać, ale już dzisiaj widać kierunek tych zmian. Grudniowy raport PARP-u potwierdza, że skutki pandemii koronawirusa są niestety bardziej odczuwalne dla kobiet niż mężczyzn. Pierwszą przyczyną jest to, że kobiety częściej pracują w sektorach takich jak turystyka, branża beauty, gastronomia czy eventy, które najbardziej ucierpiały w wyniku środków ograniczających działanie przedsiębiorstw – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Małgorzata Kluska-Nowicka, wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Badanie Europejskiej Fundacji na rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy (Eurofound) przytaczane w grudniowej edycji raportu PARP („Rynek pracy, edukacja, kompetencje”) wskazuje, że w tych sektorach kobiety stanowią 61 proc. pracowników. Eksperci zwracają także uwagę na to, że młode kobiety były bardziej narażone na utratę pracy w czasie pandemii (11 proc. vs. 9 proc. młodych mężczyzn). To też oznacza większe ryzyko stałego wykluczenia z rynku pracy. Wśród osób, które pracowały przed wybuchem pandemii, a następnie straciły pracę, 4 proc. kobiet stało się nieaktywnych zawodowo (vs. 1 proc. mężczyzn).

– Ponadto część firm dokonała redukcji wynagrodzeń i tutaj znowu kobiety są dużo bardziej stratne niż mężczyźni – podkreśla dr Małgorzata Kluska-Nowicka.

Z raportu Międzynarodowej Organizacji Pracy wynika, że w każdym z europejskich krajów, w którym odnotowano spadek wynagrodzeń w drugim kwartale 2020 roku (w porównaniu do pierwszego kwartału 2020 roku), to kobiety zostały dotknięte większymi cięciami. Średnio spadek pensji u pań wyniósł 8,1 proc., podczas gdy u mężczyzn – 5,4 proc. W Polsce te dane wynosiły odpowiednio 6,2 proc. oraz 3,8 proc.

W czasie pandemii dla kobiet dużym problemem jest też łączenie pracy zawodowej z obowiązkami domowymi. Według raportu PARP koncentracja aktywności w domu i obowiązki wobec rodziny uniemożliwiły większej liczbie kobiet (24 proc.) niż mężczyzn (13 proc.) poświęcenie czasu na pracę.

– Z raportu Fundacji Sukces Pisany Szminką wynika, że po 12 marca, kiedy zamknięto szkoły, wiele kobiet musiało wziąć zasiłek opiekuńczy na dzieci do ósmego roku życia albo po prostu urlop. Prawie co 10. ankietowana kobieta z tej grupy przyznała, że pracodawcy oczekiwali od niej wykonywania pracy nawet wtedy, kiedy ten urlop był wykorzystywany. Co więcej, prawie jedna trzecia kobiet deklaruje, że pracuje więcej niż wcześniej, a do tego dochodzą jeszcze obowiązki domowe i rodzinne, które w pandemii nabierają zupełnie innego znaczenia – mówi wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu. – Potwierdzają to też dane zebrane chociażby w środowisku naukowym. Okazuje się, że kobiety-naukowcy publikują o wiele mniej artykułów niż przed pandemią, bo skupiły się na organizowaniu swojego życia rodzinnego.

Styczniowa, 42. edycja badania Randstad „Monitor Rynku Pracy” pokazuje, że kobiety gorzej oceniają również swoje możliwości na rynku pracy w popandemicznych realiach. 84 proc. mężczyzn jest przekonanych, że bez trudu znalazłoby nową pracę w ciągu sześciu miesięcy, podczas gdy wśród kobiet ten odsetek wynosi 71 proc. Według ekspertów jest to m.in. efekt zamknięcia szkół. W wielu wypadkach to właśnie na kobiety spadły obowiązki związane ze wsparciem dzieci w nauce czy opieką nad dziećmi przedszkolnymi, co nie tylko zwiększyło ich obciążenie, ale też pogorszyło ocenę własnych możliwości jako pracownika. Badanie Randstad pokazuje też, że kobiety nie tylko gorzej widzą swoje możliwości na rynku pracy, lecz także bardziej obawiają się jej utraty.

Ekspertka poznańskiej WSB zauważa, że łączenie ról zawodowych z rodzinnymi i wychowywaniem dzieci było problemem jeszcze przed pandemią COVID-19, która dodatkowo go uwypukliła.

– Aż 64 proc. kobiet (ale też 45 proc. mężczyzn) deklarowało, że wyzwaniem było dla nich pogodzenie pracy z wychowywaniem dzieci. Odsetek pracujących rodziców, którzy tak deklarowali, rósł z roku na rok. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni podkreślali, że obowiązki zawodowe utrudniają pełne uczestnictwo w życiu dziecka i znacznie ograniczają czas spędzany z rodziną. Wskazywali też np. na sytuacje związane z chorobą dziecka, które powodują, że trzeba szukać możliwości sprawowania opieki. Często mówili również o sytuacjach związanych z utrudnieniami po stronie pracodawców: nieelastycznymi godzinami pracy, nadgodzinami czy wyjazdami służbowymi. Te nowe modele pracy, które przyjmą się w następstwie pandemii, mogą być skutecznym remedium na te trudności, choć na ocenę jeszcze za wcześnie – mówi dr Małgorzata Kluska-Nowicka.

Ekspertka zauważa też, że nowe problemy związane z pandemią nałożyły się na stare, związane chociażby z nierównościami w zarobkach kobiet i mężczyzn. Według Eurostatu w skali całej UE w 2019 roku kobiety zarabiały średnio o 14,1 proc. mniej niż mężczyźni. W Polsce luka płacowa jest niższa od unijnej średniej, choć i tak – jak pokazuje ubiegłoroczny raport Sedlak & Sedlak – mężczyźni z wyższym wykształceniem nadal zarabiają średnio o ponad 1,7 tys. zł więcej niż kobiety o tych samych kwalifikacjach.

– Przed pandemią sytuacja w Polsce się poprawiła, z luką płacową na poziomie 9 proc. wypadamy całkiem nieźle. Większa różnica w zarobkach między płciami występuje w Estonii, gdzie wynosi prawie 23 proc., duża jest także u naszych sąsiadów – w Czechach i Niemczech, gdzie wynosi ponad 20 proc. – mówi wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu. – Trzeba jednak pamiętać, że w głównych statystykach europejskich bierze się pod uwagę tylko niektóre sektory gospodarki, co może wpływać na obraz luki płacowej. Gdyby wziąć pod uwagę wszystkie branże, różnica w średnich płacach kobiet i mężczyzn byłaby zdecydowanie wyższa. Tylko 20 proc. kobiet pracuje w sektorach takich jak nauka, technologia czy inżynieria, uznawanych za lepiej płatne. Kobiety spędzają też mniej godzin w płatnej pracy niż mężczyźni, natomiast częściej wykonują nieodpłatne prace związane z obowiązkami domowymi czy wychowywaniem dzieci.

Grudniowy raport PARP wskazuje, że nierówności na rynku pracy znajdują odzwierciedlenie m.in. w zawodach, które wykonują kobiety. Są one nadreprezentowane na niskopłatnych stanowiskach, takich jak asystentka opieki, sprzątaczka czy sprzedawca detaliczny. W Polsce kobiety stanowią 58 proc. osób zarabiających płacę minimalną i 62 proc. pracowników zarabiających znacznie poniżej minimum.

 Obok wcześniejszych wyzwań – takich jak regulacje wspierające aktywność zawodową kobiet, zmniejszanie luki płacowej czy wprowadzanie polityki różnorodności w firmach – doszedł nowy obszar związany z pandemią. Coraz częściej słyszy się, że praca zdalna zagości na rynku w szerszym wymiarze. Jej zasady wymagają uregulowania ze strony państwa. Na wyrównywanie szans na pewno pozytywnie wpłynęłyby też – podobnie jak w Islandii – darmowa i ogólnie dostępna opieka dzienna dla dzieci oraz równe urlopy macierzyńskie i tacierzyńskie. To zwolnienie kobiet z nierówno podzielonego obowiązku opieki pozwoliłoby im rozwijać swoje życie zawodowe i zajmować wyższe stanowiska – ocenia dr Małgorzata Kluska-Nowicka.

W czasie pandemii Polacy chętniej sięgają po książki. Więcej i częściej czytają dzieci niż dorośli

Ubiegły rok dla czytelnictwa i rynku książki – po wiosennym załamaniu z powodu zamkniętych księgarń i bibliotek – okazał się jednak korzystny. Zgodnie z badaniem IMAS International co trzeci Polak zaczął częściej czytać książki, e-booki lub słuchać audiobooków. Szczególnie dobrze radzi sobie literatura dziecięca. – Dzieci czytają sporo, nawet jeśli nie ma w domu książek. Promowanie wśród nich czytania jest wdzięczną czynnością – mówi pisarz Michał Rusinek. Prowadzona przez niego Fundacja Wisławy Szymborskiej jest partnerem konkursu Literacka Podróż Hestii, który ma promować klasyczne formy w literaturze dla dzieci. Dziś większą popularnością wśród młodych czytelników cieszą się bowiem książki popularnonaukowe.

– Czytelnictwo w Polsce to dość bolesny temat. Dane publikowane co roku przez Bibliotekę Narodową są dość smutne, zwłaszcza kiedy porównamy je z danymi na przykład z Czech, gdzie czytelnictwo jest na bardzo wysokim poziomie – mówi agencji informacyjnej Newseria Michał Rusinek, prezes zarządu Fundacji Wisławy Szymborskiej.

Zgodnie z wciąż najnowszymi danymi BN za 2019 rok można nieco optymistyczniej spojrzeć na czytelnictwo w Polsce. Odnotowano bowiem trwałe zatrzymanie spadku czytelnictwa, który utrzymywał się niemal nieprzerwanie od 2004 roku, gdy zanotowano rekordowy, 58-proc. poziom czytelnictwa. W 2019 roku 39 proc. Polaków przeczytało co najmniej jedną książkę (vs. 37 proc. w 2018 roku), natomiast od trzech lat bez zmian pozostaje procent Polaków czytających siedem lub więcej książek rocznie (9 proc.).

W ubiegłym roku to pandemia miała największy wpływ na rynek książki. Podczas pierwszych dni wiosennego lockdownu sprzedaż zamarła. W marcowej ankiecie przeprowadzonej przez Polską Izbę Książki ponad 70 proc. księgarń deklarowało, że po 13 marca odczuło dramatyczny spadek sprzedaży w porównaniu do okresu poprzedzającego wprowadzenie stanu epidemii w Polsce. Dodatkowym utrudnieniem dla czytelników było zamknięcie bibliotek. Kolejne tygodnie przyniosły jednak ożywienie w czytelnictwie, szczególnie w księgarniach internetowych, gdzie kupowano więcej nie tylko książek papierowych, lecz także e-booków i audiobooków.

– Jesienią zeszłego roku pojawiło się bardzo dużo nowości. Wydawcy przestawili się na promowanie książek w internecie i my, czytelnicy, też się do tego przyzwyczailiśmy. Miejmy nadzieję, że ten pandemiczny rok wykaże wzrost czytelnictwa – podkreśla Michał Rusinek.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez IMAS International dla KRD na temat kondycji rynku książek, w czasie pandemii co trzeci Polak (35 proc.) sięga po nie częściej. Ponad 17 proc. twierdzi także, że więcej ich kupuje. Największym zainteresowaniem cieszą się kryminały, thrillery i horrory (36 proc.). Po książki historyczne, romanse i literaturę obyczajową sięga co piąty czytelnik. Bardzo dobrze w okresie pandemii radzą sobie również książki dla dzieci i młodzieży.

– Rodzice skazani na siedzenie w domu z dziećmi poszukiwali dla nich jakichś rozrywek, a naturalną rozrywką jest czytanie książek. Wielu z nich przypomniało sobie, że może w ten sposób spędzać z dziećmi czas. Wydawcy zgłaszają, że właśnie sprzedaż książek dla dzieci utrzymała się na podobnym poziomie jak przed pandemią albo nawet wzrosła – wskazuje prezes zarządu Fundacji Wisławy Szymborskiej. – Nie wiem, na czym to polega, ale my, Polacy, jako dorośli przestajemy czytać książki. Jako dzieci czytamy sporo, nawet jeśli książek nie ma w domu, bo nauczyciele czytają z dziećmi książki w szkole czy świetlicy.

Z najnowszych danych prezentowanych przez rynek-ksiazki.pl wynika, że najpopularniejszą pozycją w salonach Empik w okresie 15–28 lutego 2021 roku była książka Marty Galewskiej-Kustry „Pucio w mieście. Zabawy językowe dla młodszych i starszych dzieci”. Ósme miejsce zajęły z kolei „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek (czterech prawych i sześciu lewych)” Justyny Bednarek. Do rankingu (28. pozycja) trafiła także książka dla dzieci „Wszystkie kolory świata”, która jest zbiorem 20 różnorodnych utworów będących efektem współpracy czołowych polskich autorów i ilustratorów książki dziecięcej, m.in. Justyny Bednarek, Grzegorza Kasdepke czy Michała Rusinka.

– W świecie pełnym dezinformacji istnieje zakątek, w którym królują piękno i prawda. To literatura dziecięca. Otaczajmy ją szczególną troską – mówi cytowany w komunikacie prasowym Piotr Maria Śliwicki, prezes Grupy ERGO Hestia.

– Najczęściej czytane przez dzieci są książki non fiction, czyli książki popularnonaukowe, które nie należą do beletrystyki – dodaje Michał Rusinek. – Popularne są też książki, które ja bardzo cenię, tzw. picture booki, w których ilustracje pełnią równie ważną rolę co tekst. I pojawia się nowy gatunek, któremu bardzo kibicuję, mianowicie powieść graficzna. I to jest beletrystyka, trochę poważniejszy picture book, który nawiązuje do poetyki komiksu.

Jak wyjaśnia, duża popularność książek popularnonaukowych sprawia, że trochę mniejszą wagę przykłada się do czytania beletrystyki i literatury pięknej. Promocja klasycznych form – powieści i opowiadań – w literaturze dla dzieci to właśnie cel nowego konkursu Literacka Podróż Hestii, który organizuje Fundacja Artystyczna Podróż Hestii przy współpracy z Fundacją Wisławy Szymborskiej i pod mecenatem ERGO Hestia.

– Literatura dziecięca potrafi wpłynąć na całą gamę zainteresowań i ukształtować system wartości współczesnego młodego czytelnika. ERGO Hestia szeroko otwiera ścieżki dla obydwu stron tej aktywnej wymiany. W Literacką Podróż Hestii wyruszają bowiem nie tylko twórcy, ale też ich wymagający odbiorca – dzieci i młodzież. Nie da się odbyć tej podróży osobno lub w czyimś imieniu, tym bardziej że przecież czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła – podkreśla Piotr Maria Śliwicki.

– Jury będzie wybierać najlepszą książkę roku w ramach klasycznych gatunków beletrystycznych, ale też będzie promować zarówno książkę laureatów, jak i osób nominowanych – tłumaczy prezes zarządu Fundacji Wisławy Szymborskiej. – W pierwszym etapie konkursu na przełomie czerwca i lipca ogłosimy pięcioro nominowanych do nagrody i będziemy ich już promować, będziemy się starali, żeby byli zapraszani na letnie literackie festiwale. Natomiast w listopadzie ogłosimy nazwisko laureata lub laureatki, a właściwie tytuł zwycięskiej książki.

Do pierwszej edycji konkursu mogą się zgłaszać wydawnictwa i autorzy powieści i opowiadań dla młodego czytelnika (w wieku 10–15 lat). Muszą to być książki pisane w języku polskim i wydane w Polsce w ubiegłym roku. Czas na zgłoszenia mija 15 kwietnia br. Zwycięzca otrzyma nagrodę w wysokości 50 tys. zł.

– Mamy nadzieję, że nagrodzone książki w tym konkursie, który przewidziany jest jako konkurs wieloletni, ułożą się za jakiś czas w biblioteczkę tzw. evergreenów, czyli książek, po które zawsze będzie można sięgnąć. Będzie to taka biblioteka współczesnej klasyki dziecięcej i młodzieżowej – mówi Michał Rusinek, jeden z pomysłodawców konkursu.

Polacy opracowali grę VR sterowaną za pomocą mózgu. Znajdzie zastosowanie m.in. w szkoleniach żołnierzy i e-sporcie

Technologia VR, która do tej pory częściej kojarzona była z rozrywką, znajduje coraz większe uznanie w biznesie, przemyśle, nauce i medycynie. Połączenie grywalizacji z możliwością badania ludzkich odruchów pozwoli na nowy wymiar analizy danych o ciele człowieka. Tworzona przez Polaków gra z wykorzystaniem elementów wirtualnej rzeczywistości może być wykorzystana m.in. w szkoleniach pracowników, ponieważ pozwala na trening w niemal każdych warunkach i z niemal każdymi narzędziami. Sprawdzi się np. w szkoleniach kontrolerów ruchu lotniczego, żołnierzy jednostek specjalnych, ale też w neuromarketingu czy e-sporcie.

– Gra w wirtualnej rzeczywistości, którą stworzyliśmy w połączeniu z naszym urządzeniem do badania aktywności mózgu, bazuje na reakcjach użytkownika, które wykonuje w ramach gry, i daje mu informację zwrotną o tym, w jakiej kondycji akurat jest jego mózg. Możemy w skrócie powiedzieć, że jest to gra sterowana mózgiem. Na podstawie tego, czy użytkownik się skupia, czy gdzieś to jego skupienie ucieka, pewne rzeczy dzieją się w grze lub się nie dzieją – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Wojciech Broniatowski, dyrektor operacyjny CortiVision. – W tej chwili gra ma dwa warianty. Jeden z nich ma bardziej klimat bajkowo-fantasy, drugi bardziej klimat stricte naukowy, w którym np. możemy poruszać rękami, chociaż nimi nie ruszamy.

Dzięki specjalnemu oprogramowaniu z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości można dziś łatwo nauczyć się kontrolować mózg i niemalże jak na siłowni dobierać odpowiednie ćwiczenia, żeby np. umieć się skoncentrować na zawołanie czy wydłużyć czas uwagi. Tworzona przez Polaków gra z wykorzystaniem elementów VR może być wykorzystana m.in. w szkoleniach pracowników, ponieważ pozwala na trening w niemal każdych warunkach i z niemal każdymi narzędziami.

– W wirtualnej rzeczywistości możemy stworzyć w zasadzie dowolny scenariusz. Naukowo określa się to w pełni kontrolowanym środowiskiem testowym, w którym możemy dobrać odpowiednie bodźce treningowe. Czyli przykładowo, kiedy idziemy na siłownię, możemy wybrać odpowiednie obciążenie czy sprzęty do naszych ćwiczeń. Wirtualna rzeczywistość daje nam tę dowolność różnych sprzętów, które wpływają na nasze postrzeganie rzeczywistości i dają nam informację zwrotną o tym, że np. w danym momencie się skupiamy. To – wydawałoby się – oczywista rzecz, a jednak, jeśli się nad tym zastanowimy, to nie do końca wiemy, kiedy się akurat skupiamy – wskazuje Wojciech Broniatowski.

Badanie ludzkich odruchów podczas interakcji z odpowiednimi impulsami, nawet podczas gry czy szkolenia, może dać więcej informacji niż wywiad medyczny. Technologia wykorzystana przez firmę CortiVision to oprócz wirtualnej rzeczywistości także spektroskopia bliskiej podczerwieni. To jedna z trzech technologii obrazowania mózgu, oprócz EEG i rezonansu magnetycznego, która pozwala zbadać ludzki mózg.

– Bliska podczerwień, czyli tzw. NIRS, bazuje na malutkich diodach, które przepuszczają światło podczerwone przez naszą głowę. Co ciekawe, dla tego światła nasza głowa jest przezroczysta. To światło, które się odbija, jest następnie wychwytywane przez malutkie detektory, a informacje o tym są przetwarzane i umożliwiają rozgrywkę w wirtualnej rzeczywistości – tłumaczy dyrektor operacyjny CortiVision.

Choć wydaje się, że spektroskopia bliskiej podczerwieni bardziej kojarzy się z medycyną, to rozwiązanie stworzone przez CortiVision może być zastosowane w innych obszarach. Technologia VR jest stosowana m.in. w szkoleniach bankowych. Dla przykładu w 2020 roku Santander Bank Polska zapowiedział przeszkolenie w ten sposób 5 tys. pracowników.

– Ta technologia ma znacznie więcej zastosowań niż tylko rozważania naukowe. Powodując różne scenariusze w wirtualnej rzeczywistości możemy stworzyć grę nakierowaną na redukcję stresu wśród pracowników, czy np. na naukę lepszej kontroli emocjonalnej. Możemy sobie np. wyobrazić pracownika korporacji, który zmierzając do pracodawcy miał jakieś nieprzyjemne zdarzenie na drodze, wchodzi do pracy cały roztrzęsiony i potrzebuje czegoś, co pozwoli mu się uspokoić i skupić na pracy, żeby był w niej efektywny, a nie popełniał niepotrzebne błędy. Wierzymy, że możemy stworzyć system, który faktycznie z czasem, w miarę systematycznego używania będzie mógł poprawić zdolności tej osoby do przywracania siebie do uważności – wskazuje ekspert.

Wirtualna rzeczywistość szturmem wdarła się do gamingu. Firmy takie jak Sony, Valve, Oculus, HTC i inne sprzedały już ponad 10 mln zestawów VR. Tylko w 2020 roku, także dzięki pandemii, konsumenci na całym świecie zamówili ponad 5,5 mln takich urządzeń. Rynek konsumencki to jednak tylko jeden z obszarów rozwoju wirtualnej czy rozszerzonej rzeczywistości. Jedną z kluczowych i ważnych dla świata branż jest ochrona zdrowia, w tym badania ludzkiego mózgu. Według Verified Market Research z 2 mld dol. w 2019 roku wartość rynku VR w służbie zdrowia ma wzrosnąć do 2027 roku do blisko 34 mld dol.

– Naszą technologię możemy zastosować zarówno na rynku HR-owym, jak i np. wszędzie tam, gdzie zdolność uważności i funkcje poznawcze są szczególnie ważne. Możemy więc powiedzieć o zawodach publicznych, które bazują na uważności, jak np. kontrolerzy ruchu lotniczego czy specjalne jednostki wojskowe. Ale możemy też pomyśleć o zastosowaniach neuromarketingowych, e-sportu, gdzie np. refleks i świadomość własnej koncentracji są bardzo ważne. A medycyna jest szczególnym obszarem. Choć my się na nim nie koncentrujemy, możliwe jest wykorzystanie technologii do celów rehabilitacyjnych – wskazuje Wojciech Broniatowski.

Obecnie CortiVision oferuje sprzęt do kontrolowania mózgu jednostkom badawczym. W drugiej połowie tego roku firma zamierza dostarczyć kompletne rozwiązanie wzbogacone o wirtualną rzeczywistość.

Spin-off Uniwersytetu Warszawskiego uruchamia platformę e-learningową. Chce, by za zajęcia przygotowujące do egzaminów płaciły samorządy

70 proc. dzieci uczących się online nie przyswaja wiedzy na takim samym poziomie jak na zajęciach stacjonarnych. Potrzebne są dodatkowe rozwiązania, które pozwolą lepiej przygotować się uczniom m.in. do egzaminów. W tym celu spin-off Uniwersytetu Warszawskiego uruchomił platformę e-learningową, za pomocą której uczniowie mogą uzyskać dostęp do pakietu kursów przedmiotowych, przygotowujących do egzaminów ósmoklasisty i maturalnego. Wykorzystana w niej technologia pozwala korzystać z niej nawet na bardzo słabym technicznie sprzęcie. Dzięki temu twórcy chcą rozwiązać problem wykluczenia cyfrowego niektórych uczniów. Za korepetycje przygotowujące do egzaminów ósmoklasisty czy maturalnego mogą zapłacić samorządy. W Nowym Dworze Mazowieckim, Legionowie i Otwocku takie zajęcia są już darmowe.

– Lecturus Junior powstał po to, żeby wyjść naprzeciw zapotrzebowaniu, jakie pandemia koronawirusa spowodowała wśród uczniów, przede wszystkim tych, którzy w klasach ósmych i w klasach maturalnych muszą się zmierzyć z egzaminem. Zaprosiliśmy do współpracy Superbelfrów RP, którzy na naszej platformie prowadzą zajęcia przygotowujące do egzaminów ósmej klasy, czyli język polski, matematyka i język angielski. Te same przedmioty są w puli egzaminów maturalnych, plus jeszcze biologia i fizyka – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Włodzimierz Izban, prezes zarządu Lecturusa.

Zajęcia w ramach platformy Lecturus, należącej do spółki spin-off Uniwersytetu Warszawskiego, są stworzone zgodnie z obowiązującą podstawą programową. W pakiecie zajęć znajduje się ponad 130 lekcji dla maturzystów i 70 dla ósmoklasistów. Płatność za nie odbywa się poprzez platformę e-bilet. Prowadzący mają z uczestnikami kontakt za pomocą kamer, a podłoże technologiczne platformy  dostarcza Cisco.

– Dostęp do zajęć jest zarówno przez telefony, smartfony, jak i tablety, komputery, internet i przeglądarkę. Dostęp do naszej platformy, do zajęć na Lecturus Junior, jest niezależny od technologii, od platformy technologicznej i od sprzętu, który akurat jest w posiadaniu uczniów po drugiej stronie. Bariera technologiczna wejścia jest bardzo niska, ponieważ rozwiązanie działa na bardzo słabych konfiguracjach sprzętowych. Również uczniowie ze słabszymi sprzętami mogą brać udział w zajęciach, co pozwala też przeciwdziałać wykluczeniu – wyjaśnia Przemysław Zieliński, wiceprezes zarządu ds. technologicznych w Lecturusie.

Choć przedsięwzięcie ma charakter komercyjny, to niektórzy uczniowie korzystają z niego nieodpłatnie, ponieważ za ich przygotowanie płacą samorządy. W takiej sytuacji są uczniowie z Nowego Dworu Mazowieckiego, Legionowa i Otwocka.

– Zapobiega to wykluczeniu tych dzieci, ponieważ wiele rodziców potraciło pracę. Wykluczenie spowoduje to, że nie wszystkie dzieci będą miały możliwość odbycia korepetycji. Chcemy, żeby ten dostęp był w miarę ułatwiony i jednocześnie dać tym dzieciom możliwość jak najlepszego przygotowania się w tych trudnych czasach do egzaminów – dodaje Włodzimierz Izban.

Z danych Banku Światowego wynika, że 70 proc. dzieci uczących się online nie przyswaja wiedzy na takim poziomie, na jakim mogłyby, gdyby zajęcia miały formę stacjonarną. Rozwiązanie opracowane na Uniwersytecie Warszawskim nie jest skierowane jednak wyłącznie do tych uczniów, którzy mają problemy z nauką. Docelowo będzie też mogło być wykorzystane przez uczniów najzdolniejszych dzięki zaangażowaniu inaczej sprofilowanej kadry prowadzących zajęcia.

– Zamierzamy stworzyć Lecturusa Premium, gdzie po drugiej stronie nie będą Superbelfrzy, tylko profesorowie uniwersyteccy, którzy będą udzielać porad czy korepetycji maturzystom przygotowującym się do studiów czy licealistom biorącym udział w olimpiadach przedmiotowych. To, co robimy w tej chwili, to jest pilotaż, ale jest zainteresowanie, więc on się sprawdza. Przede wszystkim jest zainteresowanie tych osób, które mają w najbliższej perspektywie egzaminy ósmej klasy i matury – wskazuje prezes zarządu Lecturusa.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 8.03 – 12.03.2021

Rosnące rentowności obligacji w USA pozostają powodem rozterek dla rynku akcji i walutowego, a brak stanowczej reakcji Fed skutkuje redukcją pozycji w aktywach ryzykownych. Proces poszukiwania poziomu równowagi może być bolesny, nawet jeśli polityka monetarna w dalszym ciągu pozostaje akomodacyjna. W międzyczasie każde oznaki wyższej inflacji będą odbierane jako argument za szybszą normalizacją polityki pieniężnej.

Wydarzenia tygodnia: CPI z USA, EBC, PKB z Wielkiej Brytanii, BoC, rynek pracy z Kanady, indeksy nastrojów US/EU/AU/NZ

USA

Rajd dochodowości obligacji skarbowych, oznaki odbudowy ożywienia i oczekiwania przyspieszenia inflacji będą skutkować podwyższonym zainteresowaniem raportem CPI z USA za luty (śr). Analiza będzie skupiona na określeniu, ile jest prawdy w opinii Fed, że wzrost inflacji opiera się na zjawiskach przejściowych, a na ile zawiązuje się trwalszy trend. Otwieranie gospodarki powinno podnieść ceny przywracanych usług, ale spadać będą ceny dóbr. Ceny energii będą zaburzone przez przerwy w dostawach prądu w Teksasie i przerzucanie horrendalnych cen hurtowych na odbiorcę końcowego, co stanowi ryzyko pozytywnego zaskoczenia w całkowitym wyniku CPI. Inne dane, jak indeks optymizmu małych firm (wt) i indeks zaufania konsumentów (pt), raczej nie zmienią oczekiwań dotyczących perspektyw wzrostu. Fed wchodzi w okres zakazu wystąpień publicznych przed posiedzeniem FOMC 16-17 marca, więc nie ma co liczyć na próby okiełznania rynku długu.

Strefa euro

Wyższe rentowności obligacji skarbowych zapewne będą głównym tematem na posiedzeniu EBC (czw). Parametry polityki pieniężnej nie powinny ulec zmianie, ale można liczyć na zmiany w komunikacie oraz szersze omówienie nastawienia na konferencji prasowej. EBC prawdopodobnie wyrazi zaniepokojenie wzrostem rentowności i gotowość do ustabilizowania rynku, co może być odebrane jako zapowiedź zwiększenia miesięcznego tempa skupu obligacji w ramach PEPP. Biorąc pod uwagę, że gospodarka strefy euro wciąż boryka się z COVID-19, EBC musi dbać o utrzymanie luźnych warunków monetarnych, jednocześnie zgrabnie zbagatelizować wzrost inflacji (który nie implikuje zacieśniania monetarnego). Z perspektywy EUR zmiany w QE nie są istotne i póki EBC nie zamierza zmieniać poziomu stóp procentowych, ryzyko negatywnej presji na EUR jest ograniczone.

Wielka Brytania

Dane z Wielkiej Brytanii, szczególnie te za styczeń, jak produkcja przemysłowa i bilans handlowy (pt), stanowią jeden wielki bałagan w obliczu przywrócenia lockdownu i rozpoczęcia pobrexitowej rzeczywistości. Jest oczywistym, że PKB w styczniu skurczył się, pytanie tylko, o ile (prog. -5 proc. m/m). Niezależnie, co pokażą dane, rynek prawdopodobnie zignoruje sygnały, biorąc pod uwagę, że na pierwszym planie pozostaje wycena postępującego programu szczepień (GBP+) i wpływ na FX rosnących rentowności (GBP-).

Polska

W przyszłym tygodniu nie zaplanowano żadnych istotnych danych z polskiej gospodarki, więc złoty pozostanie zdany na sygnały z rynków zewnętrznych. W przedziale 4,55-4,60 za euro złoty jest relatywnie tani, a słabość waluty nie jest do utrzymania w dłuższym horyzoncie, ale póki na rynkach zewnętrznych nie widać gorączki zakupowej, okazyjna cena niewiele znaczy.

Australia i Nowa Zelandia

Na Antypodach przez kalendarz przewiną się indeksy zaufania biznesu (wt). Wskaźniki z Australii powinny wypaść mocno na fali zadowolenia z przyspieszenia ożywienia. W Nowej Zelandii na nastrojach może ciążyć wprowadzenie nowych restrykcji w rejonie Auckland, ale nie powinno to mieć trwałego wpływu. Z perspektywy AUD i NZD dane będą na drugim planie z większym wpływem zawirowań na rynku obligacji USA i presją na redukcję pozycji w ryzykownych aktywach.

Kanada

W Kanadzie BoC powinien utrzymać stopę procentową bez zmian (śr). Przeciwepidemiczne restrykcje i powolne tempo szczepień są hamulcowymi gospodarki, co przemawia za utrzymaniem gołębiego przekazu przez bank centralny. Jednocześnie dzięki QE w wysokości 4 bln CAD/tydz. BoC zgarnął już z rynku 35 proc. dostępnych obligacji skarbowych, więc nad bakiem wisi decyzja o ograniczeniu skupu. Sugestie takiego posunięcia mogą dać przejściowy impuls do wzrostu CAD. Tydzień przynosi też raport z rynku pracy (pt). W styczniu obcięcie stanowisk na niepełny etat (przedłużenie restrykcji) przyniosło silny spadek zatrudnienia (-213 tys.), ale w lutym powinniśmy widzieć odbicie wraz z poluzowaniem obostrzeń.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zbliża się czas, gdy banki będą musiały przewalutować kredyty we frankach

Problem kredytów frankowych, który dotyka wielu Polaków, staje się coraz gorszy dla samych banków. Wiemy już, że strategia czekania na samoistne rozwiązanie się sytuacji – jaką przyjęło wiele banków – zawiodła. Coraz częstsze orzeczenia sądów na rzecz kredytobiorców oraz wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej sprawiają, że nieuniknione staje się rozwiązanie, które łączy się ze stratą dla banków. To one będą musiały przewalutować kredyt we frankach i dogadać się z klientem, na jakiej zasadzie będzie spłacał swoje zadłużenie w złotówkach. W tej chwili nie wiadomo, czy przewalutowanie obejmie wszystkich frankowiczów, czy tylko część klientów. Ale banki liczą się z tym, że będą musiały te kredyty zmieniać na niekorzystnych dla siebie warunkach. A klienci będą się o swoje prawa upominać – wspierani zarówno przez nadzór finansowy, jak i sądy.

– Banki zaczynają faktycznie zastanawiać się, czy będą zmuszone do dosyć szybkiego przewalutowania kredytów walutowych na złotowe. Czy będą to musiały zrobić w jednym momencie, czy będzie czas, żeby tę walutę kupić. Zależeć to będzie od zawirowań na rynku. Jeśli banki będą musiały takiego przewalutowania dokonać dosyć szybko, potrzebują zgromadzić środki walutowe. Jeśli jednak uda się to rozciągnąć w czasie, będzie to dosyć łagodne i płynne – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Drugim tematem jest to, że przewalutowanie może wymagać transakcji, w wyniku której bank będzie musiał odnotować stratę. W przypadku części banków te straty mogą być dosyć poważne. To będą kwoty na poziomie rocznego, dwu czy trzyletniego zysku banków. Trzeba też pamiętać, że banki na tych kredytach odniosły spore zyski i najprawdopodobniej nie zostawiły ich jako dodatkowych środków kapitałowych – tylko ucieszyły udziałowców, wypłacając im dywidendę. Teraz więc będą musiały obniżyć wartość swoich udziałów. Więc ta operacja niesie za sobą sporo kłopotów dla banków. Trzeba jednak pamiętać, że przez długi czas pozostawiały one ten problem nierozwiązany. To przeczekiwanie powoduje teraz, że problem będzie musiał zostać rozwiązany jednym gwałtownym cięciem. I to będzie bolało – zapowiada Soroczyński.

NBP: polityka pieniężna bez zmian, ale z nową prognozą

Mijający tydzień nie obfitował w kluczowe statystyki makroekonomiczne. Rynki finansowe skoncentrowały się więc na posiedzeniach banków centralnych i przemówieniach ich członków. Narodowy Bank Polski, zgodnie z oczekiwaniami, nie zmienił głównej stopy procentowej i tym samym pozostała ona na poziomie 0,1%. Jednocześnie podniósł prognozowany wzrost PKB na 2021 r., z 2,7% do 4%. Pokazuje to, że bank centralny zareagował na relatywnie pozytywny rozwój polskiej gospodarki. Jednocześnie, na posiedzeniu NBP ogłosił też nieprzyjemną dla polskich konsumentów wiadomość o spodziewanej inflacji w 2021 r. na poziomie 3,2%, znacznie powyżej celu inflacyjnego (2,5%).

Swoje przemówienie w tym tygodniu wygłosili również przedstawiciele Europejskiego Banku Centralnego, wskazując, co będzie przedmiotem dyskusji na posiedzeniu w przyszłym tygodniu. Oprócz kryzysu związanego z koronawirusem w debacie poruszany był również wzrost rentowności obligacji w krajach strefy euro. Zdaniem członków EBC nie nastąpiło radykalne pogorszenie warunków finansowych, wobec tego nie jest planowane dalsze luzowanie polityki pieniężnej w celu obniżenia rentowności. Z drugiej strony, wiceprezes banku Luis de Guindos zwrócił uwagę na dużą elastyczność w potencjalnym reagowaniu na wahania rynkowe. Nie można całkowicie wykluczyć więc takiego scenariusza w przyszłości.

W tym tygodniu złoty osłabił się. Jednak za tym spadkiem stoi raczej wzrost awersji do ryzyka na rynkach niż konkretna przyczyna makroekonomiczna. Polska waluta osłabiła się tym samym wobec euro do 4,57 PLN/EUR. Eurodolar natomiast spadł do 1,193 USD/EUR.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA