Kiedy euro znów po 4,60?

Wycofywanie się inwestorów z polskiej waluty wciąż trwa. Jeżeli tempo zostanie utrzymane, to jeszcze dzisiaj lub w poniedziałek możemy być świadkami testowania poziomu 4,60 zł. Jest to bardzo dobra wiadomość dla eksporterów i osób zarabiających w EUR, gorzej z osobami mającymi kredyty walutowe.

Lepsze dane z Niemiec

Po ostatnich słabszych danych zza Odry przyszedł czas na miłą niespodziankę. Zamówienia w przemyśle rosną szybciej, niż sądzili analitycy. Wzrost w ujęciu miesięcznym o 1,4% to o 0,6% więcej od oczekiwań. Dane te nie spowodowały jednak stabilizacji euro, które jest ostatnio pod dużą presją szczególnie ze strony dolara.

Euro coraz droższe

Wraz z odpływem kapitału z Europy za ocean problemy ma również polski złoty. W ciągu raptem 2 tygodni stracił on już na wartości 10 groszy względem euro, które podrożało z 4,48 zł na 4,58 zł. Funt podskoczył podobną wartość w ciągu zaledwie tygodnia. Frank jest na poziomie sprzed dwóch tygodni, ale to tylko dlatego, że w międzyczasie frank bardzo silnie stracił na wartości względem euro. Dolar w tym czasie zdrożał aż 12 groszy.

Dane z amerykańskiego rynku pracy

Zaczęło się od korzystnego raportu Challengera, gdzie liczba planowanych zwolnień okazała się mniejsza od oczekiwań. Następnie liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych nie spadła już kolejny tydzień z rzędu. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że okazała się wyraźnie niższa od oczekiwań. Rynki po tych danych pozostawały jeszcze w miarę stabilne, jednakże późniejsze odczyty zamówień w przemyśle i zamówień na dobra korzystne dla USA spowodowały zwiększone zainteresowanie dolarem. W rezultacie jesteśmy świadkami najtańszego dolara od końca listopada 2020 roku i zamieszania związanego ze zmianą prezydenta.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy,
14:30 – USA – bilans handlu zagranicznego.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Zmiana w przepisach. ZUS z nieograniczonymi uprawnieniami w trakcie kontroli zwolnień chorobowych

W projekcie zmiany ustawy zasiłkowej pojawiły się zapisy dające ZUS nieograniczone uprawnienia, jeśli chodzi o prowadzenie postępowania wyjaśniającego w kwestii ustalania prawa do zasiłków. W świetle nowego prawa ZUS będzie mógł pozyskiwać dane i informacje od ubezpieczonych, płatników składek, organizacji społecznych oraz innych podmiotów i osób, które są w posiadaniu tych danych i informacji, a wymienione osoby i podmioty są obowiązane je udostępnić na wniosek ZUS. Co zmiana uprawnień oznacza w praktyce? Komentarza w sprawie projektu zmian ustawy udziela Mikołaj Zając, prezes Conperio – największej w Polsce firmy doradczej zajmująca się problematyką absencji chorobowej.

Nasze wieloletnie doświadczenie w obszarze kontroli zwolnień chorobowych wskazuje na to, że zmiana w ustawie dotyczącej uprawnień ZUS przy przeprowadzaniu kontroli, będzie martwym zapisem. Nie będzie ona miała w znaczącym stopniu przełożenia na działania ZUS w praktyce. Stanie się tak z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że ZUS przeprowadza znikomą liczbę kontroli zwolnień terenowych. Z udzielonych w 2020 r. 25,3 mln zwolnień w I półroczu ubiegłego roku ZUS przeprowadził zaledwie 143,2 tys. kontroli. Po drugie, w praktyce sądy przy rozpatrywaniu tego typu spaw, nie są skłonne do uznawania zeznań osób postronnych, których wypowiedzi w trakcie przeprowadzanego wywiadu mogą nie być obiektywne w stosunku to osoby kontrolowanej na zwolnieniu chorobowym. Należy jednak zaznaczyć, że krokiem w dobrym kierunku jest możliwość pozyskiwania przez ZUS informacji od płatników składek. Dotąd informacje przekazywane do ZUS od pracodawców nie były brane pod uwagę. Przy wprowadzaniu zmian do ustawy należałoby jednak również określić, czy podobny zestaw uprawnień do weryfikacji prawidłowości korzystania z chorobowego będzie dotyczył również pracodawców, którzy mają prawo do kontrolowania pracowników przebywających na zwolnieniach lekarskich i w przeciwieństwie do ZUS w dużej mierze aktywnie korzystają z tego prawa. Kluczowe w całej sprawie jest jednak co innego. Nacisk na zmiany wprowadzane w ustawie powinien być położony na to, aby to przebywający na zwolnieniu był zobowiązany do uzasadnienia i ewentualnego doprecyzowania powodów swojej nieobecności w miejscu przeprowadzania kontroli w trakcie chorobowego. Przepisy powinny być bardziej doprecyzowane w tej kwestii, bowiem wskazanie lekarskie „2” (chory może chodzić) budzi najwięcej kontrowersji. Pozwala ono realizować podstawowe czynności bytowe oraz przemieszczać się w związku z leczeniem np. do apteki, na rehabilitację czy wizytę lekarską. Stanowi to jednak pole do nadużyć, a przepisy nie precyzują sytuacji, które są zastawane w trakcie przeprowadzania kontroli.

Problemy finansowe, opóźnienia i zamknięte urzędy. Jak wygląda budowa domu w czasie pandemii?

W ubiegłym roku pandemia znacznie utrudniła Polakom budowę domów. Co trzeci inwestor był zmuszony zrewidować budżet, a co dziesiąty dokonał zmian w projekcie swojej nieruchomości – wynika z raportu Oferteo.pl. Aż 60% badanych napotkało problemy w kontakcie z pracownikami urzędów, natomiast prawie połowa zrezygnowała z pojawiania się w nich osobiście.

Pandemia skomplikowała budowę

Czy pandemia wpłynęła na decyzję o przyspieszeniu bądź opóźnieniu budowy domuSerwis Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących towarów i usług budowlanych z ich dostawcami, przeprowadził badanie wśród osób, które mają za sobą budowę domu w trakcie epidemii. Jego wyniki pokazują, że w przypadku połowy inwestorów pandemia miała wpływ na termin realizacji inwestycji. Najczęściej (39%) kryzys opóźniał ją, natomiast co dziesiąty badany w obliczu zaistniałej sytuacji zdecydował się na przyspieszenie prac.

Stres i niepewność wywołane sytuacją epidemiczną były stosunkowo często (w 19% przypadków) wskazywane jako największa trudność podczas całego procesu inwestycyjnego. Najwyżej w tym zestawieniu uplasowały się: uzyskanie kredytu oraz zbilansowanie budżetu. 2% badanych przyznało, że ich plany w ubiegłym roku skomplikowała utrata źródła dochodu.

Z wyników badania Oferteo dowiadujemy się ponadto, że co trzecia osoba (36%) budująca dom w ubiegłym roku była zmuszona zrewidować budżet, jaki ustaliła sobie na całe przedsięwzięcie. Co więcej, 15% badanych przyznało, że pandemia utrudniła im uzyskanie kredytu na budowę.

Najwięcej utrudnień w urzędachZ kim współpraca była utrudniona przez pandemię

Zapytani o to, z kim współpracę wspominają jako utrudnioną, aż 60% badanych wskazało urzędników. 10% inwestorów najgorzej wspomina kontakt z ekipą budowlaną oraz architektami. Wśród odpowiedzi pojawiły się też: ekipa zajmująca się pracami wykończeniowymi (8%) i dostawcy materiałów (również 8%).

Co piąty ankietowany zasygnalizował ponadto trudność z samym znalezieniem wykonawcy, który mógłby podjąć się budowy w 2020 roku. Natomiast 5% miało w tym czasie problem ze znalezieniem działki budowlanej.

Jak załatwiano formalności?

Trudności w kontakcie z urzędnikami przełożyły się na problemy przy załatwianiu formalności niezbędnych przy budowie. Aż 43% badanych przyznało, że doświadczyła utrudnień z ich dopełnieniem.

Respondenci zostali także zapytani o to, jak podczas pandemii załatwiali sprawy formalne. Okazuje się, że mimo zagrożenia, ponad połowa z nich (52%) wybrała sposób tradycyjny i pojawiała się w urzędach osobiście. 21% działało online, wykorzystując Profil Zaufany, a 16% badanych sprawy starała się załatwiać telefonicznie. Pozostali postawili na metodę korespondencyjną.

Dom na wyjątkowe czasyJakich zmian w projekcie budynku dokonywali Państwo ze względu na pandemię

Z badania wynika, że ze względu na epidemię 12% inwestorów zdecydowało się wprowadzić zmiany do realizowanego projektu domu. Najczęściej  rezygnowano z niektórych pomieszczeń, w celu zmniejszenia ostatecznych kosztów budowy. 36% badanych postanowiła zwiększyć przestrzeń poprzez dodatkowy taras lub balkon. 6% uznało, że w erze zdalnej pracy i nauki przyda im się przeznaczone do tego biuro. Wśród wymienianych zmian znalazły się np. osobne wejście do domu oraz zwiększenie liczby okien.

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z badania ankietowego przeprowadzonego w styczniu 2021 roku metodą CAWI na próbie 550 osób, które w 2020 roku budowały dom.

Zmiana na stanowisku Prezesa Zarządu ALDI w Polsce

Dnia 15 marca 2021 roku nastąpi zmiana na stanowisku Prezesa Zarządu ALDI w Polsce. Oktawian Torchała, dotychczasowy CEO, został powołany do struktur centrali spółki ALDI w Essen. Od 15 marca tego roku pełniącym obowiązki Prezesa Zarządu ALDI w Polsce będzie Wojciech Łubieński, dotychczasowy Wiceprezes Zarządu ALDI w Polsce.

Oktawian Torchała związany jest z polską spółką ALDI od sierpnia 2010 roku, kiedy dołączył do zespołu jako Kierownik Rejonu Sprzedaży, a już w grudniu 2012 roku objął stanowisko Kierownika Sprzedaży. W maju 2014 roku stanął na czele Spółki Regionalnej w Chorzowie, którą rozwijał do lipca 2017 roku, aby miesiąc później wspierać rozwój biznesu na polskim rynku jako CEO ALDI w Polsce. Od 1 kwietnia 2021 roku dołączy do zespołu międzynarodowego w centrali spółki ALDI w Essen, gdzie swoim doświadczeniem i wiedzą będzie wspierał procesy dalszej transformacji sieci, zgodnie z planami globalnego rozwoju, które postawiło przed sobą ALDI.

– Zostawiam ALDI w Polsce nie tylko w dobrych rękach, ale też w przełomowym punkcie związanym z rozwojem naszej sieci w wielu obszarach. Wojciech Łubieński współtworzył naszą strategię i będzie kontynuował nasze działania związane z dalszą ekspansją ALDI w Polsce oraz rozwojem całego zespołu, a wszystko w zgodzie z wartościami grupy ALDI Nord, do której należymy, czyli – prostotą, odpowiedzialnością i niezawodnością. – mówi Oktawian Torchała, CEO ALDI w Polsce.

Wojciech Łubieński związany jest ze spółką od grudnia 2019 roku, kiedy to objął stanowisko Wiceprezesa i Zastępcy Dyrektora Zarządzającego siecią dyskontów ALDI w Polsce. Wcześniej pracował w sieci aptek i drogerii Super-Pharm, ostatnio na stanowisku Wiceprezesa,  Dyrektora Operacyjnego.

Sekretarz skarbu USA chce wprowadzić cyfrowego dolara

Stany Zjednoczone rozważają wprowadzenie cyfrowego dolara. Według sekretarz skarbu USA – Jane Yellen, cyfrowy dolar może umożliwić szybsze, bezpieczniejsze i tańsze płatności. Nowa amerykańska administracja pod szyldem Joe Bidena ma szansę wymusić strategię technologiczną kraju skoncentrowaną na blockchain, kryptowalutach i aktywach cyfrowych.

Janet Yellen: Rezerwa Federalna powinna zastanowić się nad stworzeniem cyfrowego dolara

Sekretarz skarbu USA udzieliła wywiadu dla The New York Times, w którym podkreślała, że Stany Zjednoczone powinny zastanowić się nad sensem wprowadzenia e-dolera. Przyznała ona, że cyfrowy dolar może umożliwić bezpieczniejsze, tańsze oraz szybsze dokonywanie płatności. Jednocześnie wskazuje na to, że przed podjęciem decyzji Rezerwa Federalna musi przygotować się do paru kwestii. Przede wszystkim ma na myśli możliwy wpływ cyfrowej waluty na banki oraz samą Rezerwę Federalną.

– Janet Yellen stopniowo zmienia swoje podejście do aktywów cyfrowych. Jeszcze kilka lat temu była zaciekłą przeciwniczką kryptowalut. Uznawała je za “rosnący problem” wykorzystywany do nielegalnego finansowania. Obecnie, choć nadal jest sceptycznie nastawiona do Bitcoina, uważając, że nie nadaje się on do dokonywania transakcji, to widzi potencjał w cyfrowych walutach. Jest również zwolenniczką decentralizacji finansów. Trzeba jednak zaznaczyć, że sekretarz skarbu USA krytykując Bitcoin, pomija jego wartość jako formę zabezpieczania swoich oszczędności przed inflacją. Bycia czymś w rodzaju “cyfrowego złota” – mówi Marcin Wituś, CEO nowoczesnej platformy do handlu aktywami cyfrowymi Geco.one, będącej członkiem Polsko-Estońskiej Izby Gospodarczej.

Administracja Joe Bidena i Kamali Harris zaczęła wdrażać nowe strategie odbudowy amerykańskiej gospodarki dotkniętej przez pandemię koronawirusa. Koncentruje się ona głównie na wprowadzaniu nowych technologii, przy jednoczesnym zapewnieniu prywatności danych. Wykorzystanie blockchain nasuwa się tutaj jako naturalne rozwiązanie. Izba Handlu Cyfrowego wraz BRI przygotowała 120-stronicowy raport, w którym szczegółowo opisano m.in., w jaki sposób blockchain i aktywa cyfrowe mogłyby usprawnić amerykańską gospodarkę. Kryptowaluty i wprowadzenie cyfrowego dolara może wkrótce stać się faktem – zważywszy również na to, że w nowej amerykańskiej administracji znajduje się kilku zwolenników tego pomysłu. Oprócz Janet Yellen technologią blockchain i walut cyfrowych zainteresowany jest także prof. Gary Gensler. Został on mianowany na stanowisko kierownika Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Jeszcze w czasach, kiedy Gensler był profesorem w Institute of Technology Sloan School of Management, zwracał uwagę na zalety blockchain i kryptowalut.

Wyścig po status lidera na rynku aktyw cyfrowych

Kryptowalutami już od dawna zainteresowane są przodujące gospodarki świata. Jedną z nich są Chiny, które od jakiegoś czasu pracują nad wprowadzeniem cyfrowego juana. W styczniu 2021 r. 100 000 mieszkańców regionu Shenzen otrzymało w ramach loterii łącznie 31 mln cyfrowych juanów. W prowincji utworzono także bankomaty, które pozwalają na zamianę cyfrowej waluty na gotówkę. Pandemia koronawirusa tylko przyspieszyła chińskie plany, co do wprowadzania do obiegu państwowej kryptowaluty. Aspiracje ChRL są jednak większe.

– Ludowy Bank Chin dołączył do prac nad utworzeniem i wykorzystaniem możliwości cyfrowego pieniądza banku centralnego. Obecnie w tym kierunku współpracują ze sobą Chiny, Hongkong, Tajlandia oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie, które posiadają swoją własną walutę cyfrową – emCash. Głównym celem tych badań jest stworzenie przejrzystego systemu cyfrowych płatności transgranicznych na podstawie rozproszonego rejestru. Bardzo prawdopodobne jest to, że Chiny będą chciały utorować sobie drogę do globalnego wykorzystania cyfrowego juana. Wszystko po to, aby wzmocnić swoją pozycję na arenie międzynarodowej – twierdzi CEO Geco.one.

Własne cyfrowe waluty posiadają również Wenezuela (Petro)  i Wyspy Marshalla (SOV). Ta pierwsza uruchomiła swoją kryptowalutę jeszcze w lutym 2018 r. Początkowo miała być ona wspierana przez rezerwy złota Wenezueli i zasoby ropy naftowej. Petro wykorzystywane jest przez Wenezuelczyków do transakcji międzynarodowych i jako zamiennik dolarów na rynku nieruchomości czy przy płatności za bilety lotnicze, czy hotele. Rząd wenezuelski liczył, że Petro skutecznie zahamuje wzrost inflacji i pozwoli na walkę z czarnym rynkiem oraz mafijnymi pieniędzmi. Petro nie posiada jednak cech charakterystycznych dla kryptowalut – oficjalny portfel tokenu nie istnieje, a aplikacja na Androida została usunięta przez Google.

– Wiele państw rozważa wprowadzenie własnych cyfrowych walut. Są to między innymi Szwecja, Rosja, Japonia, Izrael czy Senegal. Swego czasu o wprowadzeniu narodowej kryptowaluty myślała również Estonia, lecz ostatecznie zrezygnowała z tego pomysłu. Ostatecznie oparty o technologię blockchain “Estcoin” ma przerodzić się w formę podpisu dokumentów cyfrowych – dodaje Marcin Wituś.

Narodowe waluty cyfrowe wymuszą centralizację kryptowalut?

Kryptowaluty i blockchain kojarzą się przede wszystkim ze zdecentralizowanym systemem. Idealnym przykładem jest ich pierwowzór – Bitcoin, który ma otwarty, a jednocześnie anonimowy system transakcyjny. Bitcoin zabezpieczany jest jednak tylko przez jego użytkowników, to również oni nadają mu wartość. Jego twórcy ciągle zajmują się ulepszaniem kryptowaluty, lecz żaden z nich nie może nią zarządzać. Nie istnieje żaden lokalny serwer, a moc obliczeniowa Bitcoina rozsiana jest po całym świecie.

– Na rynku aktywów cyfrowych istnieją kryptowaluty, które posiadają scentralizowany system, a nie tylko rozproszony, jak w przypadku Bitcoina. Jedną z nich jest Ada należąca do platformy blockchainowej Cardano, której autorem jest współtwórca Ethereum – mówi Wituś z Geco.one.

Wprowadzenie do obiegu państwowych walut cyfrowych będzie oznaczało ich centralizację, tzn. główne aktywa będą chronione przez państwo i instytucje finansowe. Czy pojawienie się cyfrowego juana bądź dolara sprawi, że wszystkie kryptowaluty zostaną scentralizowane? Absolutnie nie. Aktywa cyfrowe takie jak Bitcoin nadal pozostaną niezależne i będą w rękach ich użytkowników.

Organ w niedozwolony sposób interpretował przepisy, tak by móc uznać transakcję za kontrolowaną

Trzech z pięciu wspólników chciało wystąpić ze spółki zgodnie z oraz w oparciu o regulacje Kodeksu spółek handlowych, poprzez dobrowolne umorzenie udziałów bez wynagrodzenia. Fiskus uznał jednak, że choć – jak deklaruje przedsiębiorca – po stronie spółki nie powstanie przychód podlegający opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób prawnych, to jednak uznał to umorzenie za transakcję kontrolowaną. To z kolei pozwala organom podatkowym zastosować w stosunku do spółki przepisy o cenach transferowych i dokonać weryfikacji prawidłowości ustalenia przez wspólników wysokości tego przychodu. Spółka wygrała spór z fiskusem w sądzie, który orzekł, że: „…przepis art. 199 k.s.h. daje podstawy do dobrowolnego umorzenia udziałów, jeśli umowa spółki tak stanowi, a jeśli wspólnik wyrazi na to zgodę, umorzenie może nastąpić bez wynagrodzenia. (…) I to niezależnie od tego, czy dobrowolne umorzenie udziałów bez wynagrodzenia ma miejsce między podmiotami powiązanymi, czy niepowiązanymi” (wyrok WSA w Poznaniu z 17 listopada 2020 r., sygn. akt I SA/Po 453/20).

Jak stanowi art. 199 k.s.h., udział w spółce może być umorzony po wpisaniu jej do rejestru i jeśli umowa spółki tak stanowi, za zgodą wspólnika w drodze nabycia udziału przez spółkę (umorzenie dobrowolne) albo bez zgody wspólnika (umorzenie przymusowe).

Wystąpienie ze spółki poprzez umorzenie udziałów bez wynagrodzenia

Pięciu udziałowców tworzyło spółkę z o.o. Pomiędzy pierwszym, drugim, trzecim i piątym wspólnikiem występuje pokrewieństwo lub powinowactwo, a prezesem zarządu spółki jest małżonka jednego ze wspólników. Spółka nie powołała rady nadzorczej, a wspólnicy nie zasiadają w zarządzie spółki. Trzech udziałowców postanowiło w 2020 r. wystąpić ze spółki. Wystąpienie miało nastąpić w oparciu o art. 199 k.s.h., poprzez dobrowolne umorzenie udziałów w kapitale zakładowym spółki posiadanych przez występujących udziałowców. Spółka postanowiła o podjęciu uchwały zgromadzenia wspólników o umorzeniu udziałów wspólnika za jego zgodą i bez wynagrodzenia.

Bez CIT i przepisów o transakcjach kontrolowanych

Spółka zwróciła się do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej o potwierdzenie, że planowana transakcja nie będzie stanowić transakcji kontrolowanej w rozumieniu art. 11a ust. 1 pkt 6 ustawy o CIT, a w jej wyniku po stronie spółki nie powstanie przychód podlegający opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób prawnych.

Przedsiębiorca, przywołując treść ww. przepisu, podkreślił, że warunkiem do uruchomienia regulacji o cenach transferowych jest ziszczenie się dwóch głównych przesłanek: a) ustalenie lub narzucenie warunków transakcji wskutek istniejących powiązań, b) podjęcie działań o charakterze gospodarczym, a w tej sprawie żadna z nich nie występuje.

Organ uznał, że to transakcja kontrolowana

Dyrektor KIS zgodził się, że po stronie spółki nie wystąpi przychód podatkowy. Powołując przepis art. 14 ust. 1-3 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, stwierdził jednak, że zasadniczo przychodem ze zbycia udziałów w celu ich dobrowolnego umorzenia jest wartość należnego z tego tytułu wynagrodzenia. Dlatego też ustalenie go w wysokości znacznie odbiegającej od wartości rynkowej zbywanych przez wspólników udziałów, do tego bez wykazania uzasadnionych przyczyn, uprawnia organy podatkowe do dokonania weryfikacji tego ustalenia. Podmioty powiązane, dokonując między sobą transakcji, powinny ustalać ich warunki w taki sposób, w jaki ustaliłyby je z podmiotami niepowiązanymi. A w tej sprawie organ podatkowy dopatrzył się naruszenia tego wymogu.

Przepisy nie zabraniają umorzenia udziałów bez wynagrodzenia

Wojewódzki Sad Administracyjny w Poznaniu w listopadzie 2020 r. uchylił zaskarżoną przez spółkę interpretację Dyrektora KIS. Wprawdzie nie zgodził się ze skarżącą, że dobrowolne umorzenie udziałów w spółce nie stanowi czynności o charakterze gospodarczym, ale za zasadny uznał zarzut spółki co do błędnego ustalenia przez organ, że warunki transakcji zostały narzucone lub ustalone wskutek istniejących w spółce powiązań. Jak bowiem orzekł WSA:

„Rzeczywisty przebieg transakcji dobrowolnego umorzenia udziałów wspólnika, nie może więc być identyfikowany na podstawie faktycznych zachowań stron, skoro musi mieć oparcie we wcześniejszej umowie spółki, a przepisy kodeksu spółek handlowych, nie zabraniają, a wręcz umożliwiają umorzenie bez wynagrodzenia, jeśli tylko zainteresowany wspólnik wyrazi na to zgodę. I to niezależnie od tego, czy dobrowolne umorzenie udziałów bez wynagrodzenia ma miejsce między podmiotami powiązanymi, czy niepowiązanymi” (wyrok z 17 listopada 2020 r., sygn. akt I SA/Po 453/20).

Podsumowanie

Poznański sąd, uchylając interpretację organu podatkowego, zaznaczył, że organ dokonał błędnej wykładni pojęcia „transakcja kontrolowana”, jak również błędnego ustalenia, że do dobrowolnego umorzenia udziałów w spółce bez wynagrodzenia znajdą zastosowanie przepisy ustawy o CIT dotyczące cen transferowych: „…organ w sposób niedozwolony odwołał się do dyrektywy języka potocznego przy interpretacji pojęcia „transakcji” stwierdzając, że pojęcie to nie zostało zdefiniowane. Pojęcie „transakcji kontrolowanej” posiada definicję legalną zawartą w art. 11a ust. 1 pkt 6 ustawy podatkowej” (sygn. akt I SA/Po 453/20).

Jak widać, w trakcie toczącego się sporu z przedsiębiorcą organy potrafią posunąć się daleko, byleby tylko postawić na swoim – nawet jeśli oznacza to konieczność wyjścia w sposób niedozwolony poza przepisy prawa podatkowego.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

BADANIE: W czasie pandemii ponad 40% Polaków zwiększyło zakupy art. home & living

W czasie pandemii ponad 40% Polaków częściej niż przed nią kupowało art. z kategorii home & living. Konsumenci głównie nabywali odzież domową – powyżej 31%, akcesoria do kuchni – ok. 18%, a także produkty do sypialni – przeszło 12%. Najrzadziej wybierali ogólne art. do domu – prawie 5% i do samej łazienki – ponad 5%. Najbardziej zwiększyły ilość takich zakupów osoby zamieszkujące duże miasta w woj. mazowieckim, wielkopolskim i śląskim.

Z badania UCE RESEARCH, wykonanego dla sklepu internetowego Złote Wyprzedaże, wynika, że w czasie pandemii Polacy częściej niż przed nią kupowali art. z kategorii home & living. Tak wskazało 42,1% ankietowanych. Z kolei 22,9% było pod tym względem tak samo aktywnych, jak wcześniej. Natomiast 20,5% badanych robiło takie zakupy rzadziej. 8,2% respondentów nie nabywało w ogóle tego typu produktów w czasie epidemii, a 6,3% nie potrafiło tego określić. Jak przypomina Maciej Tygielski, Dyrektor Generalny spółki Złote Wyprzedaże, podczas pierwszej fali pandemii Polacy masowo robili drobne remonty w swoich domach. Z czasem listy rzeczy do wymiany zaczęły się rozrastać i tych zakupów było coraz więcej.

– Fakt, że ponad 40% Polaków w czasie epidemii zwiększyło zapotrzebowanie na art. home & living, jest związany z tzw. trendem kokonizacji. Polega on na chęci odcięcia się od zewnętrznego świata, aby odpocząć i chronić swoją prywatność. Pandemia go zdecydowanie wzmocniła. Do tego doszła kwestia bezpieczeństwa i ograniczenia możliwości korzystania z różnych opcji spędzania czasu wolnego. Konsumenci postanowili więc skoncentrować się na uatrakcyjnianiu swojego najbliższego otoczenia – wyjaśnia dr Jolanta Tkaczyk, ekspert ds. zachowań konsumenckich z Katedry Marketingu Akademii Leona Koźmińskiego.

Ponadto z badania wynika, że kobiety blisko 4 razy częściej niż mężczyźni deklarowały zwiększenie zapotrzebowania na tego typu artykuły. Różnica jest więc wyraźna.

– Rola kobiet w procesach zakupowych od wielu lat jest mocno ugruntowana, co pokazują nie tylko badania opinii. Wynika to też praktyki. Z reguły to one zarządzają domowymi budżetami, szczególnie w kwestii kupowania żywności i art. home & living. Zazwyczaj mają większe rozeznanie w domowych potrzebach, lepszy gust i rozsądniej realizują zakupy – mówi Maciej Tygielski.

Jak wykazało badanie, najczęściej osoby z miast liczących co najmniej 500 tys. mieszkańców przyznawały, że zwiększyły zakupy tego typu artykułów. Z kolei na drugim biegunie zestawienia byli konsumenci głównie zamieszkujący miasta mające poniżej 50 tys. ludności i wsie.

– W największych miastach średni poziom dochodów jest wyższy aniżeli w mniejszych miejscowościach i na wsiach. Większa jest zatem siła nabywcza, szczególnie skierowana na produkty, które nie mają charakteru podstawowego – tłumaczy dr Tkaczyk.

Największą aktywność w ww. zakresie wykazywały osoby zamieszkujące woj. mazowieckie,  wielkopolskie i śląskie. Z kolei na końcu zestawiania znaleźli się konsumenci z w woj. podkarpackiego, podlaskiego i lubuskiego.

– W woj. mazowieckim, wielkopolskim i śląskim konsumenci mają najwyższy średni dochód na osobę w rodzinie i w związku z tym największą siłę nabywczą. Z kolei w podkarpackim, podlaskim i lubuskim zarobki są dużo niższe – dodaje ekspert z Akademii Leona Koźmińskiego.

Ponadto z badania wynika, że w czasie pandemii z ww. kategorii Polacy najczęściej kupowali odzież domową (m.in. kapcie, szlafroki, fartuszki) – 31,2%, akcesoria do kuchni – 17,9%, a także produkty do sypialni – 12,2%. Najrzadziej wybierali ogólne art. do domu – 4,9%, jak również do samej łazienki – 5,4%.

– Zakup odzieży domowej jest oczywisty w warunkach izolacji społecznej. Podobnie jest z akcesoriami do kuchni. Polacy pozostający w domach, szczególnie ci bardziej aktywni zawodowo, wcześniej jadali na mieście. Dlatego podczas lockdownu często zauważali, że pewnych rzeczy im brakuje. Na trzecim miejscu są art. do sypialni. To może wynikać z faktu, że społeczeństwo w tym względzie potrzebowało dodatkowego komfortu. Ponadto w czasie pandemii wiele osób zrobiło porządne remanenty i postanowiło kilka rzeczy wymienić na nowe – podsumowuje ekspert ze sklepu internetowego Złote Wyprzedaże.

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI w dniach 15-18 luty br. na reprezentatywnej próbie 1089 dorosłych Polaków w wieku 18-65 lat.

Farmy Fotowoltaiki SA kupuje 5 projektów fotowoltaicznych o łącznej mocy 5 MW

Farmy Fotowoltaiki – z Berg Holding, notowanego na NewConnect – za pośrednictwem spółki zależnej C&F zawarły umowy nabycia 5 projektów fotowoltaicznych, zlokalizowanych na Podkarpaciu, o łącznej mocy 5 MW. Już we wtorek 9 marca o godz. 9:00 rusza emisja crowdfundingowa Farm Fotowoltaiki promowana przez platformę Crowdway. Spółka planuje pozyskać 4,05 mln zł.

Dodatkowe informacje o nowo nabytych przedsięwzięciach:

  1. projekt Niemstów zlokalizowany w woj. podkarpackim, który zakłada realizację farmy fotowoltaicznej o mocy 1 MW na działce o powierzchni 1,97 ha,
  2. projekt Opaka 1 oraz projekt Opaka 2, zlokalizowane w woj. podkarpackim, zakładające realizację dwóch farm fotowoltaicznych o łącznej mocy 2 MW na działce o powierzchni 4,78 ha,
  3. projekt Tymce 1 oraz projekt Tymce 2, zlokalizowane w woj. podkarpackim, polegające na realizacji dwóch farm fotowoltaicznych o łącznej mocy 2 MW na działkach o powierzchni 4,84 ha.

Konsekwentnie realizujemy naszą strategię rozwoju. Nowe projekty, które właśnie nabyliśmy pozwolą nam zrealizować kolejne 5 farm o łącznej mocy 5 MW. Ponadto trwają prace nad projektem w Nagoszynie, również na Podkarpaciu. Dalszy rozwój działalności spółki będzie finansowany m.in. ze zbliżającej się zbiórki w ramach crowdfundingu udziałowegomówi Kamil Kita, prezes Farm Fotowoltaiki, jednocześnie członek zarządu Berg Holding.

Droga na NewConnect

Farmy Fotowoltaiki na przełomie lutego i marca podpisały umowę z autoryzowanym doradcą – Kancelarią Adwokacką Kramer i Wspólnicy, która wesprze proces wejścia spółki na rynek NewConnect. Wcześniej 15 lutego NWZ spółki podjęło uchwałę, w której wyraziło zgodę na wprowadzenie akcji spółki na giełdę. Debiut planowany jest między czwartym kwartałem br., a pierwszym kwartałem 2022 roku.

Aktualizacja strategii działalności spółki

Spółka pod koniec lutego br. poinformowała o aktualizacji strategii rozwoju. Dzięki jej realizacji spółka osiągnie przychody ze sprzedaży na poziomie ok. 9,7 mln zł rocznie w perspektywie kolejnych 15 lat, co łącznie daje kwotę ponad 145 mln zł. Spółka zamierza od 2023 regularnie wypłacać dywidendę w wysokości 90% wolnych przepływów pieniężnych, 10% pozostaje w formie rezerwy na lata następne.

Farmy Fotowoltaiki planują realizację prac montażowych oraz uruchomienie farmy w Nagoszynie. Spółka zamierza ponadto zainwestować w podmiot działający na rynku fotowoltaiki w formie zakupu udziałów na poziomie 5% – 45%. W latach 2021 – 2022 spółka zrealizuje instalacje fotowoltaiczne o mocy od 1MW do 10MW, natomiast w latach 2022 – 2023 o mocy do 40MW. Spółka obecnie dewelopuje farmy o łącznej mocy 72 MW.

Ponadto Farmy Fotowoltaiki w ramach planowanej strategii zakładają rozwój sieci wykonawczej i dystrybucji przez zawiązywanie współpracy z kolejnymi partnerami i firmami projektowo-montażowymi, rozwój zaplecza techniczno-handlowego oraz badawczego przez budowę własnego zespołu firm podwykonawczych, w systemie relacji B2B oraz budowę bazy inwestorów zainteresowanych zakupem farm fotowoltaicznych lub inwestycjami w branży fotowoltaiki. Ponadto spółka prowadzić będzie działalność edukacyjną w zakresie propagowania ekotechnologii, w tym również współpracę z podmiotami aktywnymi w tym obszarze.Farmy rozwoj

Strategiczne partnerstwo z Columbus Energy

Farmy Fotowoltaiki w lipcu 2020 roku zawarły z Columbus Energy umowę o współpracy. W ramach partnerstwa podmioty zobowiązały się do wspólnej realizacji projektów, które będą polegały m.in. na znalezieniu lokalizacji, zaprojektowaniu, budowie i uruchomieniu farm fotowoltaicznych. Spółki zobowiązały się do 50-procentowego finansowania kosztów inwestycji oraz podzieliły się kompetencjami. Columbus Energy będzie odpowiedzialny za projekt techniczny, budowę i uruchomienie farm, natomiast Farmy Fotowoltaiki skupią się na wyszukiwaniu lokalizacji do projektów i pozyskiwaniu prawa do nieruchomości w celu ich realizacji.

Kolejne umowy dzierżawy działek

W dniu 4 marca i 10 lutego br. Farmy Fotowoltaiki poinformowały o podpisaniu kolejnych umów dzierżawy działek na okres 29 lat w celu budowy farm fotowoltaicznych o łącznej mocy 4 MW. Umowy są częścią strategii, która zakłada powstanie co najmniej 25 projektów farm fotowoltaicznych. Powstają one w ramach spółek celowych w konsorcjum zawiązanym przez Farmy Fotowoltaiki oraz Columbus Energy pod nazwą Columbus&Farmy Sp. z o.o. (C&F).

Rynek fotowoltaiki

Polska w 2019 roku osiągnęła przyrost nowych mocy na poziomie około 0,9 GW, zajmując 5. miejsce wśród krajów Unii Europejskiej pod kątem przyrostu mocy fotowoltaicznej. Nowe moce w PV zainstalowane w Polsce stanowiły 5,5% nowych mocy w Unii Europejskiej[1]. Według Grzegorza Wiśniewskiego, prezesa Instytutu Energetyki Odnawialnej od 2019 roku polski sektor fotowoltaiki (PV) był w stanie zmobilizować więcej kapitału na realizację inwestycji niż cała energetyka konwencjonalna[2]. W roku 2022 wartość inwestycji PV przekroczy 5 mld zł[3], a większość ekspertów jest zgodna, że rynek dużych farm PV w Polsce dopiero się rozwija[4].

[1] Źródło: Instytut Energetyki Odnawialnej, Raport IEO Rynek fotowoltaiki w Polsce 2020, 07.2020

[2] https://alebank.pl/fotowoltaika-gospodarcza-szansa-w-kryzysie/

[3] https://alebank.pl/fotowoltaika-gospodarcza-szansa-w-kryzysie/

[4] https://biznesalert.pl/rapacka-blokada-bariery-farmy-fotowoltaika-oze-rynek-dekarbonizacja-instalacje-energetyka/

Problem rynków nie jest problemem dla Fed

Nie ma oddechu od presji na ryzykownych aktywach prowokowanej przez wzrosty rentowności obligacji skarbowych. Dochodowość 10-latek USA podskoczyła do 1,55 proc., a dolar jest najsilniejszy od trzech miesięcy względem koszyka głównych walut po tym, jak prezes Fed Powell nie skorzystał z okazji, by utemperować rynek długu. Słabość przenika przez rynek akcji i FX, a inwestorzy czekają jeszcze na sygnały z rynku pracy USA.

Wczoraj prezes Fed Powell zaoferował niewiele, by ujarzmić rentowności obligacji. Jakkolwiek odniósł się do nich w swojej wypowiedzi, to z dalszych komentarzy nie wynikało, aby Fed traktował ruchy jako niepożądane. Powtórzył, że Fed w realizacji polityki pozostaje zależny od rozwoju sytuacji, to nie wykluczył całkowicie scenariusza, że „istotny progres” dokona się przed końcem roku (co by oznaczało osiągnięcie punktu, w którym należy rozważyć redukcję QE). Nawet pomimo tego, że Powell zaznaczył, że „istotny progres” wymaga sporo czasu, rynek znalazł punkt zaczepiania dla podtrzymania rozterek o przyszłość polityki Fed i obawy o szybszy start normalizacji. reakcja ryzykownych aktywów była bolesna z czerwonym finiszem sesji na Wall Street i ucieczką kapitału z ryzykownych walut w stronę USD. Wygląda na to, że Fed nie ma nic przeciwko wzrostowi rentowności, jeśli jest przejawem powrotu zaufania do siły ożywienia, podczas gdy od strony polityki monetarnej warunki finansowe w dalszym ciągu pozostają bardzo luźne. Krótkoterminowo nie będzie się jednak liczyć, jak bardzo akomodacyjna pozostaje polityka Fed, ale jak niepohamowane są ruchy na rynku długu. Implikuje to presję na ryzykowne aktywa, zanim rynek znajdzie poziom równowagi.

Dziś uwaga skupi się na rynku pracy USA. Po dwóch miesiącach rozczarowań w tempie przyrostu zatrudnienia w lutym oczekuje się wyraźnego odbicia (prog. NFP 198 tys.). Wiele przeciwstawnych czynników może wpływać na dzisiejszy odczyt. Z jednej strony ponowne otwieranie gospodarki i znoszenie restrykcji będzie wzmacniać wzrost zatrudnienia. Z drugiej strony trudne warunki pogodowe w połowie miesiąca mogą przytłumić tempo odbudowy miejsc pracy i opóźnić przywracanie stanowisk związanych z turystyką czy hotelarstwem. Po raportach ISM z tego tygodnia wiemy, że zatrudnienie miało się dobrze w przemyśle, ale w usługach tempo wzrost miejsc pracy zwolniło. Do tego dochodzi rozczarowanie w danych ADP, gdzie wzrost zatrudnienia w sektorze prywatnym (117 tys.) był dwukrotnie mniejszy od oczekiwań. Na zdestabilizowanym przez wzrost rentowności rynku odchylenia odczytu NFP od prognoz będą podsycać zmienność. Trzecie z rzędu rozczarowanie będzie potęgować awersję do ryzyka. Znów lepsze dane podkreślą szybszą odbudowę gospodarki, co wzmocni spekulacje o wcześniejszej zmianie polityki Fed. Idealny punkt leży w odczycie nieznacznie niższym od oczekiwań, gdyż słabsze liczby będzie można zrzucić na karb trudnych warunków pogodowych.

Złoty traci przez pogorszenie nastrojów na rynkach zewnętrznych i zniżkowanie EUR/USD, co prawie nigdy nie stawia walut regionu Europy Środkowo-Wschodniej w przyjaznym świetle. Dodatkowo kwestia pandemii ponownie ciąży nad regionem po decyzji władz Węgier o zaostrzeniu lockdownu. W kalendarzu zaplanowana jest wideokonferencja prezesa NBP Adama Glapińskiego, gdzie będzie on odpowiadał na wybrane pytania dziennikarzy (przesłane z wyprzedzeniem). Nie sądzę, aby pytania dotyczące polityki monetarnej mogły wpływać na złotego – jest mało realne, aby zmieniło się stanowisko w sprawie stóp procentowych. Interesującym będzie, czy prezes rozwinie się na temat pomocy dla banków zaangażowanych w kredyty frankowe. Powyżej 4,57 za euro złoty jest relatywnie tani, a słabość waluty powinna być przejściowa, ale póki na rynkach zewnętrznych nie widać gorączki zakupowej, okazyjna cena niewiele znaczy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Co czwarty Polak poświęca więcej czasu na pracę niż na życie prywatne

Ponad 26% aktywnych zawodowo Polaków poświęca więcej czasu na pracę zawodową niż życie prywatne. Tak znaczące zachwianie równowagi pomiędzy wykonywanymi obowiązkami zawodowymi a czasem wolnym wpływa negatywnie na efektywność i motywację zatrudnionych. Na szczęście jak pokazały wyniki badania „Jak pracować i nie zwariować?” pracodawca może mieć aktywny udział w kształtowaniu work-life balance.
Pandemia, która już od roku dekonstruuje globalny ład społeczny, postawiła firmy przed wyzwaniem stworzenia pracownikom bezpiecznych i stabilnych miejsc pracy. W wielu organizacjach zmienił się system pracy – zdalny, hybrydowy czy reorganizacja czasu pracy w trybie zmianowym. Po blisko roku od wprowadzenia pierwszego lockdownu firma Sodexo Benefits and Rewards Services postanowiła sprawdzić, czy i jak nowe warunki pracy wpłynęły na życie zawodowe oraz prywatne pracowników.

Ponad połowa Polaków wykonuje swoje obowiązki w miejscu pracy i większość jest z tego zadowolona

Jak wynika z badania, pomimo wszelkich restrykcji i obostrzeń nałożonych na pracodawców, większość pracowników, bo aż 63% ankietowanych, wykonuje swoje obowiązki w biurze albo w dotychczasowym miejscu pracy. Należy zaznaczyć, że w badanie dotyczy także pracowników firm produkcyjnych, a ich specyfika wymaga obecności człowieka na miejscu. Co piąty aktywny zawodowo Polak pracuje w trybie hybrydowym, a co szósty wykonuje swoje obowiązki wyłącznie w systemie zdalnym.
Co czwarty Polak poświęca więcej czasu na pracę niż na życie prywatne

Aż trzech na czterech Polaków, jest zadowolonych z modelu pracy, w którym aktualnie funkcjonuje. Bazując na ostatnich danych GUS, który podaje, że w III kwartale 2020 roku liczba aktywnych zawodowo Polaków stanowiła ok. 17 mln osób, można śmiało stwierdzić, że ponad 12,5 miliona pracowników jest usatysfakcjonowana obecną formą wykonywania obowiązków zawodowych. To bardzo budujący wynik, biorąc pod uwagę fakt, że od kilkunastu miesięcy funkcjonujemy w niekorzystnych warunkach ograniczających naszą aktywność i swobodę. – Marta Robak, Product Manager, Sodexo Benefits and Rewards Services

Co czwarty Polak ma problem z work-life balance

Aż 26% aktywnych zawodowo Polaków wskazało, że poświęca więcej czasu na pracę zawodową niż na życie prywatne – czyli własne zainteresowania, rodzinę czy przyjaciół.

Wskazali także, że firmy, prowadząc politykę wspierania równowagi pomiędzy życiem a pracą, mogą mieć ogromny wpływ na dobrostan zatrudnionych. Można powiedzieć, że wręcz go determinują. Dla niemal połowy ankietowanych pomocna w zachowaniu tej równowagi będzie praca zdalna, która jeszcze przed pandemią była dla niektórych przedmiotem pożądania i stanowiła atrakcyjny benefit. W 2020 roku w wielu firmach stała się codziennością. Co piąty badany zwrócił uwagę na znaczenie świadczeń pozapłacowych w tym procesie. Zdaniem 21% pracujących Polaków benefity przeznaczone nie tylko dla nich, ale także dla członków ich rodzin, które można wykorzystać poza pracą, mogłyby znacząco pomóc w zachowaniu work-life balance. To niezwykle istotny element całej układanki, który jest w pełni definiowany i kontrolowany przez pracodawcę. Równie ważny okazał się elastyczny i nienormowany czas pracy.

Idealny benefit

Pandemia w wielu firmach wymusiła na pracodawcach konieczność dopasowania oferty benefitowej do aktualnego, nowego trybu życia oraz pracy Polaków. W chwili obecnej pracownicy cenią sobie najbardziej takie świadczenia pozapłacowe, które wspierają budżet domowy, są elastyczne i dają swobodę wyboru. Tak wskazali ankietowani w naszym poprzednim badaniu „Motywacyjny (Re)start”.

Potrzeby, obawy i oczekiwania zatrudnionych przeszły ewolucje, a czasami wręcz rewolucje. Dlatego warto zastanowić się jak nowy model pracy wpłynął na ich życie prywatne i zawodowe. I wdrożyć rozwiązania, które pozwolą skutecznie wspierać i motywować pracowników, by ci mogli efektywnie pracować i nie zwariować.

O badaniu „Jak pracować i nie zwariować?”

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 12.02-19.02.2021 metodą wywiadów on-line (CAWI) przez pracownię badawczą SW Research, na reprezentatywnej próbie aktywnych zawodowo Polaków, pracujących w firmach zatrudniających powyżej 50 pracowników (N = 1247).