W kwietniu możliwe duże zmiany w ubezpieczeniach społecznych. Rząd pracuje nad ustawą, która ma usprawnić rozliczenia płatników z ZUS-em

1 kwietnia 2021 roku ma wejść w życie nowelizacja ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, nad którą pracuje Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej. Zgodnie z założeniami projekt ma uporządkować system ubezpieczeń społecznych, wprowadzić jednolite rozwiązania w zakresie przyznawania i wypłaty świadczeń oraz usprawnić rozliczanie płatników z ZUS-em. Część rozwiązań budzi jednak wątpliwości. – Skrócenie do roku możliwości samodzielnego złożenia korekt informacji ZUS IWA, czyli dokumentów, na podstawie których ZUS ustala wysokość składki wypadkowej dla płatnika, zaburza równowagę między przedsiębiorcą a urzędem – komentują eksperci Inventage.

 Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej ogłosiło projekt z dnia 22 stycznia bieżącego roku o zmianie ustawy o ubezpieczeniach społecznych oraz innych ustaw. Projekt ten zakłada zmianę łącznie w dziewięciu ustawach – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Rafał Jędruchniewicz, dyrektor Działu Składek ZUS i Bezpieczeństwa Pracy w Inventage.

Projekt zmian został skierowany na początku lutego do konsultacji społecznych. Jego celem jest uporządkowanie systemu ubezpieczeń społecznych, wprowadzenie jednolitych rozwiązań w zakresie przyznawania i wypłaty świadczeń, usprawnienie funkcjonowania ZUS-u w kontekście gospodarki finansowej oraz rozliczeń z płatnikami składek. Projekt eliminuje też wątpliwości interpretacyjne, które pojawiły się na etapie stosowania obowiązujących przepisów.

 W sytuacji, gdy płatnik składek miał odmienne zdanie od decyzji ZUS-u, sprawy były kierowane na drogę sądową. Sprawy te trwały wielokrotnie latami, zaś w konsekwencji i tak sąd przyznawał rację płatnikom składek. Czytając aktualne przepisy, odnosimy wrażenie, że wiele z nich i tak dalej będzie budziło wątpliwości interpretacyjne. Ponadto wiele przepisów ograniczy prawa przedsiębiorców, dodatkowo uderzy to również w finanse spółek – wskazuje Jolanta Rybak, analityk Działu Składek ZUS i Bezpieczeństwa Pracy w Inventage.

Zgodnie z propozycjami zmian ujednolicone zostaną zasady objęcia ubezpieczeniami społecznymi wspólników jednoosobowych spółek z o.o oraz spółki jawnej, partnerskiej lub komandytowej. Od 1 stycznia 2022 roku ma zacząć obowiązywać bezgotówkowa firma wypłaty świadczeń długoterminowych.

Jedna ze zmian, które wejdą w życie już od 1 kwietnia tego roku, będzie dotyczyła skrócenia okresów, w których płatnik może sporządzać korekty informacji ZUS IWA – mówi Rafał Jędruchniewicz.

Jest to składany co roku przez płatnika (zatrudniającego co najmniej dziewięciu pracowników) formularz, na podstawie którego ZUS ustala wysokość składki wypadkowej dla danego przedsiębiorstwa. Ten zapis budzi wątpliwości ekspertów.

– Jeżeli projekt wejdzie w życie w obecnym kształcie, płatnik będzie miał prawo tylko do korekty informacji ZUS IWA jeden rok wstecz. Natomiast ZUS będzie miał prawo do zmieniania tych danych za kilka lat wstecz. To ewidentnie zaburza zasadę równowagi stron – ocenia dyrektor Działu Składek ZUS i Bezpieczeństwa Pracy w Inventage.

– Widzimy tutaj rozbieżność i nierówne traktowanie, ponieważ płatnik będzie miał na korektę tylko rok, zaś ZUS – pięć lat. Niezrozumiałe jest zatem, dlaczego ustawodawca ogranicza tylko jedną ze stron, a ZUS otrzymuje prawo do skontrolowania płatnika i sporządzenia korekt informacji ZUS IWA za pięć lat do tyłu – podkreśla Jolanta Rybak.

Składka wypadkowa jako jedyna spośród składek na ubezpieczenia społeczne jest ruchoma. ZUS ustala ją na podstawie składanych co roku informacji dotyczących m.in. rodzaju działalności gospodarczej, liczby ubezpieczonych, pracowników zatrudnionych w warunkach zagrożenia, a także danych dotyczących liczby osób poszkodowanych w wypadkach przy pracy, jakie miały miejsce w roku, za który jest składany formularz ZUS IWA. Co istotne, do wyliczenia wysokości stopy procentowej na dany okres składkowy bierze się pod uwagę dane z trzech poprzednich informacji ZUS IWA. Zgodnie z projektem, jeśli płatnik zauważy w nich błąd, będzie mógł go skorygować w jednej deklaracji – z ostatniego roku

– Zablokowanie możliwości korekty informacji za lata wstecz będzie miało swoje odzwierciedlenie w tym, że w dokumentach mogą pojawić się na zawsze błędne dane, które mają bezpośrednie przełożenie na to, że płatnik będzie odprowadzał do ZUS-u błędnie ustalone stawki – zauważa Rafał Jędruchniewicz.

Dotychczas przedsiębiorca mógł skontrolować dokumenty, a w przypadku zauważenia nieprawidłowości – do korekty danych. Ograniczenie skorygowania deklaracji tylko do roku wstecz może oznaczać, że płatnik może opłacać wyższe składki, niż powinien.

– Współpracujemy z wieloma przedsiębiorstwami i w ostatnim czasie docierają do nas sygnały, że są bardzo zaniepokojeni nierównym traktowaniem ich przez państwo. Z jednej strony otrzymują wsparcie w postaci tarcz antykryzysowych, natomiast z drugiej strony bezpośrednio uderza się w nich przepisami prawa, które mają na celu zablokowanie ich, aby nie mogli odzyskać nadpłaconych składek z lat poprzednich – mówi ekspert Inventage.

W czasie pandemii Polacy zaczęli korzystać z carsharingu na dłuższe dystanse. Na krótkoterminowy wynajem aut stawia też coraz więcej firm

W czasie kolejnych lockdownów mobilność Polaków była mniejsza, ale z drugiej strony własny samochód stał się jedynym pewnym i bezpiecznym środkiem transportu. Za zmianami wynikającymi z obostrzeń pandemicznych szybko nadążyły też firmy carsharingowe, które wprowadziły do oferty usługę dezynfekcji pojazdu, tak żeby ich użytkowanie było bezpieczne dla zdrowia. Po chwilowym zahamowaniu popytu w ubiegłym roku w kolejnych miesiącach klienci chętniej sięgali po auta na minuty. I to nie tylko na krótkich dystansach, lecz również na dłuższe podróże. – Musieliśmy rozszerzyć naszą ofertę o pakiety dobowe czy tygodniowe i weszliśmy do 100 kolejnych miast – mówi Maciej Panek z PANEK Carsharing. Wynajem aut na minuty – zamiast własnej floty – rozważa też coraz więcej firm.

– Pandemia wpłynęła rozwojowo na polski rynek carsharingowy. W pierwszej fali byliśmy skonsternowani i nie wiedzieliśmy, jak sobie z tym poradzić, ale później nastąpiła decyzja, że wchodzimy w inwestycje. W czasie pandemii liczba lokalizacji, w których byliśmy obecni, wzrosła najpierw do 150, a potem 250 miast. W efekcie jesteśmy teraz obecni we wszystkich miastach w Polsce, które mają powyżej 20 tys. mieszkańców – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Panek, prezes zarządu PANEK Carsharing.

Kolejne lockdowny i restrykcje związane z przemieszczaniem się, obawy przed zakażeniem czy praca zdalna spowodowały, że popyt na usługi carsharingu początkowo zmalał. Z drugiej strony część osób – z obawy przed zakażeniem – zrezygnowała z transportu miejskiego i publicznego, część była do tego zmuszona, bo na czas pandemii niektóre połączenia autobusowe i kolejowe zostały zawieszone. Własny samochód stał się jedynym pewnym i bezpiecznym środkiem transportu. Nie każdy jednak jest posiadaczem auta, dlatego na carsharing zdecydowała się część spośród tych osób, które wcześniej z niego nie korzystały.

Z październikowego raportu Fundacji Digital Poland („Pandemia a współdzielona mobilność”) wynika, że odsetek aktywnych użytkowników carsharingu, korzystających z tej usługi przynajmniej kilka razy w miesiącu, zmniejszył się z 35 do 20 proc., za to zwiększył się (z 11 do 17 proc.) odsetek korzystających kilka razy w tygodniu. 45 proc. użytkowników zadeklarowało, że w kolejnych sześciu miesiącach zamierza korzystać z usługi carsharingu tak samo często jak do tej pory. Co piąty zadeklarował, że będzie korzystać z wynajmu aut na minuty rzadziej, a 14 proc. – że częściej.

– Klienci w czasie pandemii zmienili swoje przyzwyczajenia dotyczące carsharingu. Wcześniej jeździli głównie na minuty, na krótkich dystansach. Natomiast kiedy przyszła pierwsza, a potem druga fala pandemii i rozszerzyliśmy liczbę naszych lokalizacji, klienci zaczęli poruszać się po całej Polsce, dystanse zaczęły być coraz dłuższe. To spowodowało, że zdecydowaliśmy się rozszerzyć naszą ofertę wynajmu aut nie tylko na minuty, ale też na pakiety dobowe czy tygodniowe, które obecnie są bardzo chętnie wykorzystywane przez klientów – wskazuje prezes zarządu PANEK Carsharing.

Pandemia wymusiła też na firmach działających w branży carsharingu konieczność natychmiastowego przystosowania się do nowych realiów rynkowych, w tym m.in. dużo częstszą dezynfekcję pojazdów i zrewidowanie swojego modelu biznesowego. Część z nich nie poradziła sobie z przejściowymi problemami i spadkiem popytu. W efekcie w październiku litewska firma City Bee (oferowała flotę pojazdów dostawczych) poinformowała, że po dwóch latach wycofuje się z Polski. Z kolei na początku lutego Innogy Go! (operator floty samochodów elektrycznych na wynajem) ogłosiło, że w marcu zniknie z warszawskich ulic. Działalność zakończyły również eCar od Taurona oraz GreenGoo. Prezes PANEK Carsharing ocenia jednak, że nie zwiastuje to problemów całej branży.

– Zakończenie działalności jednego z liderów warszawskiej branży carsharingu to dla nas z jednej strony przykra niespodzianka, bo konkurencja zawsze stymuluje do poprawiania jakości. Z drugiej strony przyznam, że nie jest to dla nas zaskoczenie. Carsharing wyłącznie na autach elektrycznych się nie sprawdza, inwestycja tego typu jest nieopłacalna i nierentowna. Natomiast to absolutnie nie oznacza problemów, a tym bardziej końca branży carsharingowej. Na przykładzie naszej firmy widzimy, że liczba klientów jest coraz większa. Notujemy ponad tysiąc nowych klientów dziennie, a obroty cały czas rosną. Dlatego perspektywy rynku na ten i przyszły rok postrzegamy w bardzo dobrych barwach – ocenia prezes największej firmy carsharingowej w Polsce.

W tej chwili PANEK CarSharing, po niespełna czterech latach działalności, ma już ponad 50-proc. udział w polskim rynku, dysponując flotą ok. 2,3 tys. samochodów. Firma skupia się m.in. na rozwijaniu swojej floty, liczącej 30 różnych modeli aut, oraz wprowadzaniu elastycznych pakietów i taryf, jak najbardziej odpowiadających zapotrzebowaniu klientów.

– Z perspektywy klienta kluczowe w carsharingu są przede wszystkim dostępność samochodów oraz elastyczność oferty cenowej, żeby każdy – w zależności od swojego zapotrzebowania – dostał ofertę uszytą na miarę. To też ostatecznie stymuluje wzrost zainteresowania tą usługą – mówi Leszek Leśniak, dyrektor wykonawczy w PANEK Carsharing.

Carsharing już od kilku lat jest – zarówno w Polsce, jak i w Europie – jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się usług w obszarze mobilności. Z ubiegłorocznego, sierpniowego badania przeprowadzonego przez IQS dla Fundacji Digital Poland wynika, że 34 proc. Polaków przynajmniej raz w ciągu poprzedzających 12 miesięcy skorzystało z firmy lub aplikacji do wynajmu aut na minuty. Na ten typ usług przed wybuchem pandemii użytkownicy przeznaczali średnio 133 zł miesięcznie, dostrzegając szereg zalet takich jak wygoda, oszczędność czasu czy brak obowiązków związanych z obsługą pojazdu.

Dyrektor wykonawczy PANEK Carsharing podkreśla, że szansą rozwoju dla branży jest już nie tylko rynek klientów indywidualnych, lecz także firmowych. Wynika to głównie z faktu, że przedsiębiorstwa – w obliczu recesji, spadku przychodów i cięcia kosztów – będą coraz częściej ograniczać albo rezygnować z posiadania własnych flot.

– Usługodawcy carsharingu w Polsce coraz chętniej spoglądają w kierunku ofertowania przedsiębiorstw – mówi Leszek Leśniak. – Okres pandemiczny zmienia optykę przedsiębiorców i ich podejście do zarządzania transportem, podróżami służbowymi i własną flotą, która w dużych firmach często jest mocno rozrośnięta. Tymczasem rozwój zdalnej pracy zmniejszy zapotrzebowanie na podróże służbowe, a carsharing – dzięki elastycznym rozwiązaniom i możliwości naliczania opłat tylko za faktyczny czas wykorzystywania pojazdu – jest znacznie ciekawszą opcją niż utrzymywanie flot kilkuset lub kilku tysięcy aut.

Do końca czerwca Krajowy Plan Odbudowy powinien uzyskać zgodę Komisji Europejskiej. Polska liczy na pierwsze środki już w wakacje

W drugiej połowie tego roku krajową gospodarkę powinny realnie wesprzeć środki przewidziane na realizację Krajowego Planu Odbudowy. Projekt tego dokumentu kilka dni temu trafił do konsultacji. Jego głównymi celami mają być m.in. wzmocnienie konkurencyjności i odbudowa polskiej gospodarki po pandemii, wsparcie ochrony zdrowia i zielonej transformacji. Do rozdysponowania będzie prawie 60 mld euro. – W najbliższych miesiącach będziemy obserwowali boom gospodarczy i rozwojowy, o ile uporamy się z pandemią – mówi wiceminister Waldemar Buda. 

– Krajowy Plan Odbudowy to instrument, który pozwoli nam zassać środki z europejskiego Funduszu Odbudowy. To interwencja pocovidowa, na którą będą przeznaczone ogromne środki, ok. 58 mln euro podzielone na bezzwrotne dotacje i instrumenty pożyczkowe. Ten kapitał pozwoli nam dość sprawnie, punktowo zareagować tam, gdzie COVID sprawił największe trudności – mówi agencji Newseria Biznes Waldemar Buda, sekretarz stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej.

Unijny Fundusz Odbudowy to ponad 750 mld euro na odbudowę europejskich gospodarek po pandemii koronawirusa. Polska będzie czwartym co do wielkości beneficjentem tych środków. Z otrzymanej puli 23,9 mld euro będą stanowić bezzwrotne granty, a 34,2 mld euro trafi na pożyczki. Aby uruchomić te fundusze, każde z państw członkowskich UE musi najpierw opracować swój plan inwestycji i reform na nadchodzące lata, czyli Krajowy Plan Odbudowy (KPO), i przedłożyć go Komisji Europejskiej.

1 marca Polska przekazała już do KE założenia i wstępny projekt swojego KPO. Dokument liczący ponad 230 stron zakłada m.in., że do sierpnia 2026 roku państwo wyda całą pulę bezzwrotnych dotacji, a następnie zostaną uruchomione instrumenty pożyczkowe jako element uzupełniający. Pierwsze środki finansowe przewidziane na realizację krajowego KPO mają popłynąć w połowie tego roku.

– Mam nadzieję, że w wakacje będziemy już mieli pierwszą zaliczkę, bo w ramach Krajowego Planu Odbudowy mamy 13 proc. zaliczki. Później te środki muszą być dystrybuowane w konkursach i programach kierowanych do poszczególnych beneficjentów – mówi wiceminister funduszy i polityki regionalnej. – Równolegle będziemy uruchamiać wiele inwestycji ze środków krajowych, więc mam nadzieję, że jeszcze w 2021 roku zobaczymy te środki w gospodarce.

KPO został oparty na pięciu filarach, na których wsparcie przewidziano konkretne środki. Pierwszym jest wzmocnienie konkurencyjności i odbudowa polskiej gospodarki po pandemii COVID-19, a na inwestycje w tym obszarze zarezerwowano 18,6 mld zł. Kolejne filary KPO to cyfryzacja (13,7 mld zł), wzmocnienie sektora ochrony zdrowia (19,2 mld zł), zielona i inteligentna mobilność (27,4 mld zł) oraz zielona energia i transformacja energetyczna (28,6 mld zł).

– Wyznaczyliśmy pięć najistotniejszych filarów wymagających interwencji i postawiliśmy szczegółowe wytyczne, m.in. 37 proc. inwestycji chcielibyśmy skierować właśnie na klimat i środowisko, a 20 proc. – na cyfryzację. W każdym z tych segmentów mamy od kilkunastu do kilkudziesięciu miliardów i to są duże środki, ale potrafimy je wykorzystać. Jeśli dołożymy do tego plany Nowego Polskiego Ładu, który ma zaangażować bardzo duże środki krajowe w procesy inwestycyjne w różnych sektorach, to pokazuje, że najbliższy czas będzie okresem wielkich inwestycji, które mają pobudzić gospodarkę. Będziemy obserwowali boom gospodarczy i rozwojowy w najbliższych miesiącach, o ile – tutaj stawiam jasny warunek – uporamy się z pandemią – mówi Waldemar Buda.

Jak podkreśla, w tej chwili dynamika inwestycji jest hamowana przez koronawirusa.

– Mamy nadzieję, że w II kwartale tego roku uzyskamy już kontrolę nad pandemią – mówi wiceminister.

Krajowy Plan Odbudowy ma przejść jeszcze proces szerokich konsultacji społecznych, w których udział może wziąć każdy. Konsultacje rozpoczęły się 26 lutego i potrwają do 2 kwietnia, po czym projekt KPO zostanie przekazany do rozpatrzenia Radzie Ministrów. Następnie do końca kwietnia Polska ma czas na przekazanie ostatecznej wersji planu do Komisji Europejskiej, która będzie mieć z kolei dwa miesiące na jego zaakceptowanie.

Efektem pandemii może być fala samobójstw wśród nastolatków. Prawie 40 proc. zmaga się z objawami depresji, a co piąty z nich ma myśli samobójcze

Polska jeszcze przed pandemią COVID-19 była w niechlubnej czołówce państw z najwyższym odsetkiem samobójstw wśród dzieci i młodzieży. W 2019 roku w grupie wiekowej 13–18 lat odnotowano blisko tysiąc prób samobójczych. W ubiegłym roku było ich nieco mniej, ale specjaliści od zdrowia psychicznego obawiają się, że długotrwałym skutkiem pandemii może być fala samobójstw wśród nastolatków. – W grupie nastolatków z objawami depresji, potrzebującej natychmiastowej pomocy psychologa i psychiatry, ok. 18 proc. zmaga się z myślami samobójczymi – alarmuje psycholog dr Beata Rajba. – Nie oznacza to, że te nastolatki popełnią samobójstwo, ale że są w grupie wysokiego ryzyka i potrzebują natychmiastowej pomocy – dodaje. 

Badania przeprowadzone przez PAN pokazują, że pandemia COVID-19 przyczyniła się do pogorszenia stanu zdrowia psychicznego zwłaszcza wśród tych osób, które już wcześniej zmagały się z problemami. Drugą grupą najbardziej narażoną na jej negatywne oddziaływanie są nastolatki i dzieci.

– To nas zaskoczyło, bo wydawało się, że nastolatki wręcz się będą cieszyć. Nie mają szkoły, nie są w grupie ryzyka. Okazało się natomiast, że wręcz przeciwnie – już w czasie pierwszego lockdownu 44 proc. dzieci zmagało się z objawami depresji. W tej chwili ten wynik jest trochę niższy i wynosi 38 proc. Natomiast u tych dzieci, które mają objawy depresji, nastrój się znacznie pogorszył – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Beata Rajba, psycholog z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.

Polska jeszcze przed pandemią COVID-19 była w niechlubnej czołówce państw z najwyższym odsetkiem samobójstw wśród dzieci i młodzieży. W 2019 roku w grupie wiekowej 13–18 lat odnotowano 905 prób samobójczych, a na przestrzeni poprzednich sześciu lat ich liczba wzrosła dwuipółkrotnie. W ubiegłym roku prób było 814. Mimo nieznacznego spadku specjaliści od zdrowia psychicznego obawiają się, że długotrwałym skutkiem pandemii może być fala samobójstw wśród nastolatków.

W tej skrajnej grupie – potrzebującej pilnej pomocy psychologa i psychiatry – ok. 18 proc. zmaga się z myślami samobójczymi, z czego 11 proc. wręcz ma myśli samobójcze z zamiarem, czyli chciałoby popełnić samobójstwo – alarmuje psycholog.  Nie oznacza to, że 11% nastolatków się zabije, ale że są w grupie wysokiego ryzyka i powinny natychmiastowo uzyskać pomoc. 

Zwłaszcza że sytuacji nie poprawia utrudniony dostęp do lekarzy specjalistów. Według rejestru Naczelnej Izby Lekarskiej w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży aktywnych jest 482 lekarzy.

– Na kilka tysięcy dzieci przypada mniej więcej jeden psychiatra. Trochę lepiej jest w przypadku dorosłych, ale to wciąż za mało. Natomiast jeżeli depresja nie jest bardzo nasilona, to nie musi być psychiatra, bo psycholog lub psychoterapeuta może pomóc równie skutecznie, a ich dostępność jest większa – mówi dr Beata Rajba.

Badania PAN pokazują, że nie tylko dzieci i nastolatki, lecz także dorośli Polacy kiepsko radzą sobie z psychicznymi skutkami pandemii. W tej chwili mniej więcej dwa razy więcej osób niż jeszcze w 2018 roku zmaga się z objawami depresji. Dotyczy to już blisko 40 proc. Polaków, z których przynajmniej kilkanaście procent wymaga natychmiastowej pomocy.

– Pandemia postawiła nas w sytuacji kryzysowej, która rozpisała się w trzy podstawowe fazy. Pierwszą fazą, którą przeżyliśmy w marcu zeszłego roku, była dezorganizacja. Wtedy rzuciliśmy się do sklepów kupować papier toaletowy i makaron. Później nastąpiła dosyć długa faza adaptacji, kiedy jakoś sobie radziliśmy. Przy czym „jakoś” oznacza tak naprawdę „z dużym wysiłkiem”. To doprowadziło nas do trzeciej fazy wyczerpania, w której nawet połowa Polaków zmaga się z problemami psychicznymi, takimi jak bezsenność, depresja czy zaburzenia lękowe – mówi psycholog z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.

Badanie przeprowadzone dla Human Power na grupie blisko 1,4 tys. osób pokazało, że po roku trwania pandemii ok. 80 proc. doświadcza trudnych do opanowania ataków paniki, a 68 proc. odczuwa więcej stresu. Niemal połowa ma też problemy z jakością snu, a blisko 40 proc. przyznało, że czuje się psychicznie gorzej niż wtedy, kiedy pandemia dopiero się zaczęła. Z sondażu wynika też, że dominującymi stanami, które towarzyszą w tej chwili wielu Polakom, są lęk oraz stres.

Efekty pandemii są też widoczne w rosnącej sprzedaży alkoholu, nasileniu problemu przemocy domowej, rosnącej liczbie rozwodów i osłabieniu kontaktów społecznych, bo funkcjonowanie online przełożyło się na rozluźnienie więzi i samotność.

– Długofalowe skutki pandemii i izolacji to przede wszystkim zwiększenie dystansu. Nie tylko społecznego, ale też emocjonalnego. Nasze relacje się rozluźniają, często ograniczają się do kurtuazyjnych like’ów albo komentarzy na Facebooku. W social mediach zwykle pokazujemy superuśmiech, ale nie pokazujemy tych momentów, kiedy potrzebujemy wsparcia. Poza tym prawdopodobnie życie w jeszcze większym stopniu przeniesie się do sieci, bo już widać, że coraz lepiej radzimy sobie z pracą zdalną, z nauką przez internet i to pewnie będzie coś, co zmieni dotychczasowy sposób pracy i funkcjonowania – mówi dr Beata Rajba.

Ekspertka wskazuje, że Polacy radzą sobie z pandemią na bardzo różne sposoby. Część udaje, że życie wróciło do normy, wirusa już nie ma i bawi się na spontanicznych imprezach w Zakopanem. Część ucieka w spiskowe teorie, negując noszenie maseczek czy istnienie samej pandemii. Jeszcze inni popadają w rezygnację albo starają się po prostu przetrwać ciężki czas, jednak mają przy tym coraz mniej cierpliwości, przez co odczuwają rosnące rozdrażnienie.

 Jak możemy sobie pomóc? Przede wszystkim możemy zadbać o higienę psychiczną, czyli przynajmniej spróbować oddzielić pracę od życia prywatnego, nawet jeśli pracujemy w domu. Możemy zadbać o sen, jedzenie i odpowiednią dawkę ruchu. Oprócz tego, jeżeli zauważymy u siebie pierwsze objawy depresji, nie ma co chować głowy w piasek, nie ma co myśleć, że to przejdzie, i należy pójść do specjalisty – radzi psycholog. – Bardzo optymistycznym wynikiem naszych badań jest to, że angażowanie się w działania prospołeczne chroni naszą psychikę. Osoby, które np. robią zakupy osobom starszym albo wyprowadzają psy na spacer, nie tylko nie doświadczają obniżenia nastroju, ale wręcz często mają ten nastrój coraz lepszy.

 

Sztuczna inteligencja pozwala szybko opracowywać nowe linie leczenia chorób. Przyszłością medycyny mogą być też biokomputery

Wykorzystanie algorytmów uczenia maszynowego umożliwia wprowadzenie badań nad DNA na nieosiągalny dotychczas poziom. Dzięki rozwiązaniom bioinformatycznym można było w mniej niż dwa dni wytypować potencjalne leki na koronawirusa, a także zwiększyć wiedzę o wirusach zasiedlających ludzkie jelita. Naukowcy testują już nawet komputery bazujące na przesyłaniu informacji z wykorzystaniem ludzkich komórek. Światowy rynek bioinformatyki do 2027 roku zwiększy swoją wartość prawie trzykrotnie.

– Bioinformatyka pozwala zbudować model informatyczny czy matematyczny i potem rozwiązywać narzędziami właściwymi dla informatyki różne problemy, takie jak na przykład problem sekwencjonowania DNA. Biochemicy są w stanie poszatkować genom i dostarczyć nam setek jego fragmentów, ale my potrzebujemy ich miliardów. Żeby złożyć ten miliard, potrzebujemy dobrego algorytmu i to jest właśnie bioinformatyka – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. dr hab. inż. Jacek Błażewicz, dyrektor Instytutu Informatyki Politechniki Poznańskiej, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk.

Opierając się na rozwiązaniach bioinformatycznych, naukowcy z Wellcome Sanger Institute oraz EMBL’s European Bioinformatics Institute (EMBL-EBI) zidentyfikowali ponad 140 tys. wirusów zasiedlających ludzkie jelita. Ponad połowa z nich nie była wcześniej znana. Może mieć to kluczowe znaczenie dla rozwoju badań nad przyczynami niektórych chorób. Co szczególnie istotne, jedna z nowo odkrytych gałęzi wirusów jest drugą pod względem stopnia rozpowszechnienia w ludzkich jelitach. Zdaniem ekspertów przy wykorzystaniu tradycyjnych, niewspieranych informatycznie metod tego typu odkrycia najprawdopodobniej nie byłyby możliwe.

– Biolodzy nie poradzą sobie sami. Musimy współpracować. Bioinformatyka to oczywiście sekwencje, ale ważna jest analiza tych sekwencji, zrozumienie, co one przedstawiają. I tu bez sztucznej inteligencji oczywiście się nie obejdzie, bo występuje za dużo kombinacji – wskazuje  dr hab. inż. Jacek Błażewicz.

Uczenie maszynowe w bioinformatyce zostało wykorzystane w poszukiwaniu możliwych leków do walki z koronawirusem. Superkomputer IBM Summit w niespełna dwa dni, wykorzystując symulację uruchomioną kodem bioinformatycznym, przeszukał struktury molekularne związków, które mogłyby zwalczyć ten patogen.

– Oczywiście pandemia ma duży wpływ na rozwój bioinformatyki, bo pokazuje wagę problemów zdrowia, wagę problemów medycyny dla funkcjonowania dzisiejszej społeczności – mówi naukowiec.

Kluczowe w rozwoju bioinformatyki może być wykorzystanie biokomputerów. Przykładem takiego wdrożenia może być urządzenie zbudowane przez naukowców z Politechniki Federalnej w Zurychu oraz Uniwersytetu w Bazylei. Wykorzystując dziewięć populacji ludzkich komórek, zbudowali strukturę działającą jak elektroniczny obwód obliczeniowy. Tak powstał żywy komputer reagujący na przekazywane mu informacje chemiczne i przetwarzający je przez podstawowe bramki logiczne.

– Biokomputer można też rozumieć jako coś, co sprzęga się w nanoprocesor z pewnym elementem wykonawczym i np. wpuszcza się w krwiobieg człowieka, by tam analizował i przesyłał pewne dane – wskazuje dyrektor Instytutu Informatyki Politechniki Poznańskiej. – Ileś lat temu mówiło się o komputerach DNA, które bazowały na przetwarzaniu cząsteczek DNA i wyciąganiu jakichś informacji. Ma to jednak ograniczenia, ponieważ w zasadzie trzeba budować komputer dla konkretnego problemu.

Według Allied Market Research światowy rynek bioinformatyki do 2027 roku osiągnie wartość 24,7 mld dol.

Udział węgla w polskiej energetyce spadł do rekordowo niskich poziomów. Odejście od niego wymaga jednak budowy niskoemisyjnego miksu energetycznego

Choć Unia Europejska przeznaczyła 2 mld euro na pomoc Polsce w dekarbonizacji, to jesteśmy jedynym krajem w Europie, który obecnie zużywa do ogrzewania więcej węgla niż jeszcze w 1990 roku. W wyniku pandemii koronawirusa globalne zapotrzebowanie na energię w całym 2020 roku spadło o kilka procent, jednak wraz z upływem czasu będzie ono znacznie większe. Przyszłością są niskoemisyjne źródła energii – fotowoltaika, farmy wiatrowe i energetyka jądrowa. – Potrzebna jest nie tylko szybka przemiana energetyki w stronę pozyskiwania ze źródeł nieemisyjnych, ale i magazynowanie energii – przekonuje prof. dr hab. Szymon Malinowski, dyrektor Instytutu Geofizyki na Uniwersytecie Warszawskim.

– Nie ma źródeł energii, które są zupełnie neutralne dla środowiska i dla klimatu, więc powinniśmy mówić o niskoemisyjnych źródłach energii. W zasadzie w tej chwili mamy trzy możliwe do zastosowania na większą skalę – fotowoltaikę, energię z wiatru i energię jądrową – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. dr hab. Szymon Malinowski.

Z danych Agencji Rynku Energii wynika, że w 2020 roku spadło zużycie energii elektrycznej w Polsce, już kolejny rok z rzędu. Na znaczeniu nieco traci węgiel – jego udział w miksie energetycznym spadł do rekordowo niskiego poziomu 70 proc. To najmniej w ponad stuletniej historii polskiej elektroenergetyki. Rośnie natomiast energia pozyskiwana z gazu, wiatru i fotowoltaiki. Elektrownie słoneczne dostarczyły o 176 proc. więcej energii r/r, o 20 proc. wzrosło współspalanie biomasy z węglem, blisko 10-proc. wzrost zanotowały biogazownie i elektrownie wodne.

– Pierwszą rzeczą, jaką powinniśmy robić, to korzystać z jak najmniejszej ilości energii, bo ogromną ilość energii marnujemy, np. nie ma powodów, żeby domy, które teraz budujemy, były pasywne, nie emisyjne. Po drugie, potrzebna jest szybka przemiana energetyki w stronę pozyskiwania tej energii ze źródeł nieemisyjnych, czyli tych, które nie emitują długo żyjących gazów cieplarnianych do atmosfery, a w każdym razie emitują je w minimalnej ilości – przekonuje dyrektor Instytutu Geofizyki na Uniwersytecie Warszawskim.

Jak wskazuje, żadna energia niskoemisyjna nie zaspokoi w pełni naszych potrzeb, także energetyka jądrowa. Zgodnie z programem polskiej energetyki jądrowej do 2043 roku w Polsce mają działać już dwie elektrownie atomowe o łącznej mocy od 6 do 9 GW. W latach 2040–2045 około 1/5 krajowej produkcji energii ma już pochodzić z atomu. Z drugiej jednak strony, jak podkreśla ekspert, energia jądrowa wymaga wielkiego cyklu produkcyjnego, kontrowersje budzi też zarządzanie odpadami radioaktywnymi. Z kolei panele fotowoltaicze, tak popularne w Polsce, np. w zimie pełnią ograniczoną funkcję.

– Budując panele fotowoltaiczne, musimy pamiętać, że choć fotowoltaika jest czasami bardzo przydatna jako dodatkowe źródło energii, to bez magazynowania energii, która jest bardzo droga i znowu też kosztuje odpady, nie możemy myśleć, że rozwiąże nasze problemy energetyczne – przekonuje prof. dr hab. Szymon Malinowski.

Także energetyka oparta na gazie, choć mniej emisyjna niż węglowa, nie jest neutralna dla klimatu.

– Gaz to przede wszystkim metan, czyli CH4 – jeden atom węgla, cztery atomy wodoru, i podczas spalania energię dostajemy zarówno z łączenia się węgla z tlenem, jak i wodoru z tlenem. Oczywiście emisyjność jest mniejsza, ale jest tylko o niewielki czynnik mniejsza niż emisyjność z węgla. Metan jest bardzo silnym gazem cieplarnianym i jego część ucieka do atmosfery podczas procesu produkcji i przesyłania gazu – tłumaczy dyrektor Instytutu Geofizyki na Uniwersytecie Warszawskim.

Choć żadne niskoemisyjne źródło energii nie zastąpi całkowicie węgla, to tylko rozwijanie wszystkich proklimatycznych źródeł energii pomoże nam odejść od węgla. Polska, jako jedyny kraj w UE, zużywa do ogrzewania więcej węgla niż jeszcze w 1990 roku. Choć w 2020 roku udział węgla spadł do poziomu 70 proc., wciąż jest znacząco wyższy niż w innych europejskich krajach. Nie pomogło wsparcie Unii, która na dekarbonizację w Polsce przeznaczyła 2 mld euro.

–  Musimy pamiętać, że każdy rodzaj pozyskiwania energii ma niekorzystny wpływ na środowisko. Budując miks energetyczny i zużywając tę energię, musimy pamiętać o tym, żeby jej było, po pierwsze, jak najmniej, czyli energooszczędność, a po drugie, miks energetyczny powinien brać pod uwagę wszystkie dobre i złe strony nieemisyjnych źródeł energii, a nie tylko wybrane – ocenia prof. dr hab. Szymon Malinowski. – Wszystkie te źródła energii mają swoje wady i zalety. Powinniśmy budować miks energetyczny, korzystając z ich zalet tak, żeby wady jak najmniej szkodziły klimatowi i środowisku.

Wyniki finansowe Kuehne+Nagel za 2020 rok

  • Rekordowy zysk operacyjny w 2020 roku
  • Logistyka farmacji i e-commerce napędzają wzrost
  • Zakończenie restrukturyzacji logistyki kontraktowej
  • Wzmocnienie wolnych przepływów pieniężnych
  • Proponowana dywidenda w wysokości 4,50 CHF na akcję*
Grupa
Kuehne+Nagel
CHF mln
FY 2020 FY 2019 Δ Q4 2020 Q4 2019 Δ
Obrót netto 20,382 21,094 -3.4% 5,543 5,256 5.5%
Zysk brutto 7,475 7,981 -6.3% 1,959 1,992 -1.7%
Wynik operacyjny (EBITDA) 1,92 1,829 5.0% 521 488 6.8%
EBIT 1,07 1,061 0.8% 280 267 4.9%
Zysk za okres 789 800 -1.4% 214 202 5.9%
Wolne przepływy pieniężne 1,453 1,138 27.7% 642 521 23.2%

*Propozycja do czasu Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia – 4 maja 2021 r.

Rok 2020 charakteryzował się słabym pierwszym i mocnym drugim półroczem. Firma Kuehne+Nagel osiągnęła dobry wynik w naznaczonym kryzysem środowisku. Zysk operacyjny był wyższy niż rok wcześniej. Jednak łączne zyski netto za 2020 rok w porównaniu do 2019 roku nieznacznie spadły.

Obroty netto w wysokości 20,4 mld CHF za 2020 rok były niższe niż w 2019 ze względu na niższe wolumeny w pierwszej połowie. Z drugiej strony EBIT był o prawie jeden punkt procentowy wyższy i wyniósł 1,1 mld CHF. Wahania kursów walut miały istotny negatywny wpływ – 6% zarówno na obroty netto, jak i na EBIT. Wolne przepływy pieniężne wzrosły o 27,7%.

Dr Detlef Trefzger, dyrektor generalny Kuehne + Nagel International AG, komentuje: „W ubiegłym roku potwierdziliśmy to, co sprawia, że ​​Kuehne+Nagel odnosi sukces: w bardzo krótkim czasie dostosowaliśmy się do dynamicznie zmieniającego się otoczenia rynkowego i byliśmy w stanie utrzymać pozycję wiarygodnego i odpowiedzialnego partnera biznesowego w odniesieniu dla naszych Klientów i dostawców”.

Niezawodny partner w logistyce szczepionek

Kuehne+Nagel zapewnia usługi logistyczne w zakresie światowej dystrybucji szczepionki przeciwko COVID-19. Koncentracja na już wcześniej istniejących usługach logistycznych dla sektora farmaceutycznego była odpowiednia. Obecnie Kuehne+Nagel posiada 240 certyfikowanych lokalizacji na całym świecie i zatrudnia ponad 3000 specjalistów ds. logistyki sektora farmacji. Kuehne+Nagel jest partnerem firmy Moderna w Europie, Azji, Afryce, na Bliskim Wschodzie i w niektórych obszarach obu Ameryk. Firma jest również zaangażowana w transport szczepionek na ostatnim odcinku drogi, m.in. w najbardziej zaludnionym kraju związkowym Niemiec, Nadrenii Północnej-Westfalii oraz w szwajcarskim kantonie Zurych.

Logistyka morska

 

CHF mln

FY 2020 FY 2019 Δ Q4 2020 Q4 2019 Δ
Obrót netto 7,091 7,457 -4.9% 1,928 1.824 5.7%
Zysk brutto 1,417 1,539 -7.9% 366 366
EBIT 423 456 -7.2% 119 99 20.2%

Zyski z działalności logistyki morskiej wzrosły w drugiej połowie 2020 roku w porównaniu do pierwszej połowy roku. Zwłaszcza w IV kwartale poprawa wynikała z ponownego wzrostu popytu ze strony Klientów z sektora MŚP, a także ze wzrostu importu z Azji do Europy i Ameryki Północnej – utrzymanie wzrostowego trendu, który po raz pierwszy zanotowano w III kwartale.

Wolumen przetransportowanych kontenerów w 2020 roku wyniósł 4,5 mln TEU. Obrót netto dywizji wyniósł 7,1 miliarda CHF, a EBIT 423 miliony CHF. Współczynnik konwersji wyniósł 29,9%.

W logistyce morskiej rozwiązanie ograniczające emisję CO2 z transportu zostało dobrze przyjęte przez Klientów. Ponadto dalej rozwijano platformę cyfrową seaexplorer, która oferuje obecnie szczegółowe informacje o pozostawianym śladzie węglowym dla serwisów port-port.

Logistyka lotnicza

 

CHF mln

FY 2020 FY 2019 Δ Q4 2020 Q4 2019 Δ
Obrót netto 5,194 4,653 11.6% 1,491 1,15 29.7%
Zysk brutto 1,331 1,317 1.1% 374 320 16.9%
EBIT* 505 329 53.5% 155 66 134.8%

*W tym dodatni jednorazowy wzrost w wysokości +63 mln CHF w III kwartale 2020 r. oraz jednorazowy ujemny w wysokości -14 mln CHF w IV kwartale 2019 r.

Rozwiązania logistyki lotniczej okazały się być preferowanym rozwiązaniem transportowym w kryzysie spowodowanym pandemią COVID-19. Wysoki popyt na doświadczenie logistyczne Kuehne+Nagel w branży farmaceutycznej i zdrowotnej doprowadził do bardzo dobrych wyników.

W roku 2020 obroty netto dywizji lotniczej wzrosły o 11,6% do 5,2 mld CHF, a EBIT o 53,5% do 505 mln CHF. Współczynnik konwersji wyniósł 37,9%. Wolumen ładunków w transporcie lotniczym w 2020 wyniósł 1,4 mln ton (12,8% mniej niż rok wcześniej), a w samym czwartym kwartale 392 000 ton, czyli o 7,5% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Za sprawą programu Net Zero Carbon, Kuehne+Nagel stał się pionierem w dostarczaniu przyjaznych dla środowiska rozwiązań logistycznych. Firma od stycznia 2021 r. dla przesyłek lotniczych na trasie z Los Angeles do Amsterdamu wykorzystuje zrównoważone paliwo lotnicze (SAF).

Logistyka drogowa

 

CHF mln

FY 2020 FY 2019 Δ Q4 2020 Q4 2019 Δ
Obrót netto 3,222 3,586 -10.2% 842 904 -6.9%
Zysk brutto 1,089 1,121 -2.9% 277 275 0.7%
EBIT 62 78 -20.5% 24 16 50.0%

W dywizji drogowej IV kwartał 2020 roku charakteryzował się znacznym wzrostem liczby przesyłek w stosunku do poprzedniego kwartału. Popyt na transport krajowy w Europie osiągnął poziom sprzed kryzysu. W Ameryce Północnej popyt na wszystkie segmenty produktów, z wyjątkiem produktów farmaceutycznych i opieki zdrowotnej oraz handlu elektronicznego, był znacznie niższy niż w poprzednim roku. Jednak w ostatnim kwartale można było zauważyć ożywienie na rynku.

Obrót netto jednostki biznesowej w 2020 r. wyniósł 3,2 mld CHF, a EBIT 62 mln CHF.

Platforma cyfrowa Your Easy Brexit Solution, opracowana przez Kuehne+Nagel, umożliwia nieprzerwaną wysyłkę towarów do i z Wielkiej Brytanii. Dzięki platformie Klienci Kuehne+Nagel mogą automatycznie obsługiwać procesy celne, w tym weryfikację dokumentów przed fizycznym transportem towarów.

Logistyka kontraktowa

 

CHF mln

FY 2020 FY 2019 Δ Q4 2020 Q4 2019 Δ
Obrót netto 4,875 5,398 -9.7% 1,282 1,378 -7.0%
Zysk brutto 3,638 4,004 -9.1% 942 1,031 -8.6%
EBIT* 80 198 -59.6% -18 86 -120.9%

*W tym ujemne kwoty jednorazowe netto w wysokości -42 mln CHF w roku 2020 (Q4 2020: -46 mln CHF), m.in. z tytułu zbycia części działalności logistyki kontraktowej w Wielkiej Brytanii. Dane za rok 2019 obejmują dodatnie kwoty jednorazowe w wysokości +66 mln CHF (IV kwartał 2019: +43 mln CHF).

Logistyka kontraktowa osiągnęła wzrost udziału w rynku w branży farmaceutycznej i opieki zdrowotnej oraz w zakresie realizacji handlu elektronicznego, a także zanotowała większą wydajność operacyjną.

W 2020 roku obroty netto jednostki biznesowej osiągnęły 4,9 miliarda CHF, a EBIT 80 milionów CHF. EBIT skorygowany o wydarzenia nadzwyczajne w 2019 i 2020 roku spadł o 7,6%.

W 2020 r. zanotowano duży popyt na zintegrowane usługi logistyczne (4PL). W ośmiu globalnych lokalizacjach, w których znajdują się KN Control Towers, specjaliści opracowują i obsługują rozwiązania zwiększające elastyczność i wydajność łańcuchów dostaw. Umożliwia to Klientom firmy optymalizację kosztów i wydajniejsze zarządzanie zasobami, nawet w niestabilnych czasach.

Wyniki regionalne

  Obrót netto

FY 2020

Udział
w obrotach netto Grupy
EBIT

FY 2020

Udział EBIT Grupy
Europa, Bliski Wschód
i Afryka
12,432 61.0% 444 41.5%
Ameryka Południowa
i Północna
5,457 26.8% 308 28.8%
Region Azji i Pacyfiku 2,493 12.2% 318 29.7%

 

Dywidenda

 

Zarząd proponuje dywidendę w wysokości 4,50 CHF na akcję do czasu Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia, które odbędzie się 4 maja 2021 r.

Komentarz Przewodniczącego Rady Dyrektorów

Dr Joerg Wolle, Prezes Zarządu Kuehne + Nagel International AG, mówi: „Zamknęliśmy rok 2020 rekordowym wynikiem operacyjnym – to świadczy o sile i prężności naszej firmy. Kuehne+Nagel to firma charakteryzująca się  przedsiębiorczością, dynamizmem i wysoce zmotywowanym zespołem, który jest w pełni zaangażowany w obsługę naszych Klientów i partnerów biznesowych. Po pomyślnym zakończeniu restrukturyzacji logistyki kontraktowej jesteśmy teraz bardzo dobrze przygotowani do dalszego rozwoju. Biorąc pod uwagę fakt, że Azja jest najszybszym rozwijającym się regionem gospodarczym na świecie, ogłoszenie nabycia Apex Logistics w lutym 2021 r. to kolejny kamień milowy w rozwoju firmy. Rada Dyrektorów z ufnością spogląda na rok 2021”.

Przez inflację ceny mieszkań będą rosnąć jeszcze mocniej

Rynek mieszkaniowy jest cykliczny, a ceny ciągle rosną, pomimo ogólnogospodarczej recesji. Czy grozi nam powtórzenie sytuacji z 2007 r., gdy na rynku nieruchomości powstała bańka spekulacyjna, która wywołała kryzys na skale światową?

Wzrost cen na rynku nieruchomości niepokoi ostatnio inwestorów w USA, ale w Polsce też jest wysoki: cena 1m2 powierzchni użytkowej budynku mieszkalnego za IV kwartał 2020 r. wg. GUS wyniosła 5012 zł, a ceny mieszkań w III kw. były wyższe o 10,9 proc. r/r.

– Ceny nieruchomości w dwudziestu największych metropoliach USA rosną na poziomie 10 proc. rok do roku, a dla domów jednorodzinnych ta dynamika jest jeszcze większa, osiągnęła 15 proc. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Natomiast podaż domów spadła do 40 proc. czyli wzrost cen spowodowany jest tym, że domów na sprzedaż jest coraz mniej.

Popyt na domy jest w USA tak wysoki, pomimo kryzysu wywołanego koronawirusem, że gdyby nie budowano nowych domów, to tych na rynku wtórnym wystarczyłoby zaledwie na dwa miesiące.

– Wzrost cen może być jeszcze większy, ze względu na rosnącą inflację w USA, która może przełożyć się na podwyższenie inflacji na całym świecie – komentuje ekspert XTB. – Taka sytuacja sprzyja wzrostowi siły dolara, co może okazać się destabilizujące dla światowej gospodarki.

Wzrost inflacji w USA to bardzo prawdopodobny scenariusz ze względu na podwyższenie płacy minimalnej i przygotowywane dodatkowe transfery finansowe dla gospodarstw domowych (tzw. czeki Bidena) w wysokości 1,9 bln USD.

Pozytywne jest jednak to, że instytucje finansowe są lepiej przygotowane do zagrożeń związanych z bańką na rynku nieruchomości w porównaniu do sytuacji z 2007 r.

Rynek nieruchomości w nowej rzeczywistości – trendy 2021

Zdaniem ekspertów rok 2021 ma być rokiem solidnego odbicia gospodarczego. Dla rynku nieruchomości będzie on czasem dalszych zmian i przeobrażeń, z których część, z pewnością, pozostanie z nami na dłużej. O tym, jak trwająca już rok pandemia zmieniła rynek oraz o kierunkach rozwoju poszczególnych sektorów opowiedzieli eksperci Cushman & Wakefield podczas webinaru, stanowiącego premierę raportu „Trends Radar vol.3”.

W najnowszym raporcie „Trends Radar” analizujemy wpływ pandemii koronawirusa na rynek nieruchomości biurowych, handlowych, magazynowych oraz rynek mieszkaniowy w Polsce, a także wskazujemy główne trendy i prognozy dla każdego sektora rynku nieruchomości, które kształtować będą sytuację w 2021 oraz w latach kolejnych. Wraz z sukcesywnym znoszeniem środków ograniczających rozprzestrzenianie pandemii, polski rynek nieruchomości wchodzi w fazę stopniowego powrotu do normalności. Spodziewamy się ożywienia już w II kwartale 2021 r. – mówi Katarzyna Lipka, Head of Consulting & Research, Cushman & Wakefield.

Sytuacja makroekonomiczna

W 2020 roku w wyniku pandemii mieliśmy do czynienia z pierwszą od 30 lat recesją w Polsce, a PKB naszego kraju skurczyło się o 2,8%. Według prognoz Moody’s Analytics niekorzystne skutki drugiej fali pandemii wywrą negatywny wpływ na gospodarkę również w I kwartale 2021 roku. Niemniej jednak już w II kwartale 2021 r. spodziewane jest ożywienie, a wzrost gospodarczy w tym roku, według wstępnych szacunków, wyniesie około 4%.

W wyniku pandemii ucierpiała produkcja przemysłowa jednak już w czerwcu wróciła do wyników sprzed kryzysu. W 2021 roku prognozowany jest aż 12%-owy wzrost w tym sektorze.

Stopa bezrobocia pod koniec 2020 roku wyniosła 6,2%, co oznacza wzrost o 1 punkt procentowy w porównaniu do roku poprzedniego. Prognozowany jest dalszy wzrost tego wskaźnika do 6,5% na koniec trzeciego kwartału 2021 roku, niemniej jednak już w czwartym kwartale spodziewany jest spadek stopy bezrobocia o ok. 0,5 pp.

W 2020 roku poziom inflacji był wysoki w porównaniu do lat poprzednich i wyniósł 3,4% w ujęciu rocznym. W 2021 r. prognozowany jest nieco mniejszy wzrost wskaźnika cen na poziomie około 2,6%.

Wskutek pandemii koronawirusa oraz ograniczeń z tym związanych, nastąpił spadek poziomu konsumpcji o około 2,1%. W 2021 roku prognozuje się wzrost tego wskaźnika o około 6%.wskaźnieki makro

Rynek biurowy

Rynek biurowy znalazł się w epicentrum zmian spowodowanych pandemią, która skłoniła wiele firm do przejścia na model pracy zdalnej, trwający do dziś. Ponadto, ze względu na pogarszającą się koniunkturę gospodarczą i niepewność odnośnie przyszłej sytuacji, wielu najemców przyjęło strategię „czekaj i obserwuj”, co znalazło swoje odzwierciedlenie w spadku aktywności na rynku najmu oraz zwiększonym udziale renegocjacji, również tych krótkoterminowych. Na znaczeniu coraz bardziej zyskują powierzchnie typu flex, a dla wielu najemców kluczowym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji o najmie powierzchni staje się elastyczność – mówi Jan Szulborski, Senior Consultant, Consulting & Research, Cushman & Wakefield.

Rynek handlowy

Rynek handlowy odczuł bardzo mocno negatywne skutki pandemii. W rezultacie trzech lockdownów trwających łącznie 12 tygodni, podczas których obiekty handlowe o powierzchni powyżej 2 000 mkw. mogły funkcjonować w bardzo ograniczonym zakresie, obroty dużych i bardzo dużych obiektów spadły o blisko 28%. Z tego względu, wystąpiła presja na obniżki czynszów, a wiele sieci handlowych podjęło decyzje o restrukturyzacji lub zakończeniu działalności. Pomimo trudnego czasu na rynku handlowym udało się zrealizować budowę aż 33 nowych obiektów. W najbliższym czasie na znaczeniu będzie zyskiwać elastyczne podejście do kwestii dotyczących umów najmu – wzrośnie znaczenie czynszu od obrotu oraz popularność umów krótkookresowych typu „pop-up” – podsumowuje Małgorzata Dziubińska, Associate Director, Consulting & Research, Cushman & Wakefield.

Rynek magazynowy

Rynek magazynowy przyśpieszył w nowej rzeczywistości – w 2020 roku popyt na powierzchnie przemysłowo-logistyczne osiągnął rekordowy poziom 5 mln mkw., o 24% więcej niż przed rokiem, a wolumen transakcji inwestycyjnych wzrósł aż o 85%. Wśród głównych kierunków rozwoju sektora w kolejnych latach bez wątpienia znajdą się ekologia, automatyzacja i rozwój projektów deweloperskich idący w parze z wysoką dynamiką branży e-commerce. Ponadto, pozytywny wpływ na rynek mogą mieć zmiany w strukturze globalnych łańcuchów dostaw (nearshoring) a także wzrost aktywności firm technologicznych poszukujących w Polsce nowoczesnych powierzchni z przeznaczeniem pod centra danych – mówi Adrian Semaan, Senior Consultant, Industrial & Logistics Agency, Cushman & Wakefield.

Rynek mieszkaniowy

Rynek mieszkaniowy całkiem dobrze poradził sobie ze skutkami pandemii. Po tymczasowym wstrzymaniu aktywności deweloperów w czasie pierwszego lockdownu w marcu i kwietniu, nastąpiło stopniowe odbudowanie i finalnie w 2020 roku w Polsce przekazano do użytkowania o 9% mieszkań więcej niż rok wcześniej. Obserwujemy również wzrost zainteresowania najmem, którego udział w całkowitych zasobach mieszkaniowych aktualnie w Polsce wynosi ok. 15%, co stanowi jedną z najniższych wielkości w Europie. Na dalszy rozwój rynku nieruchomości mieszkaniowych będą wpływać nie tylko czynniki ekonomiczne, ale także zmiany społeczne oraz nowe modele pracy, jak np. praca zdalna – podsumowuje Mira Kantor-Pikus, Partner, Equity, Debt & Alternative Investments, Capital Markets, Cushman & Wakefield.

Rynek inwestycyjny

Rok 2020 dla rynku inwestycyjnego przypominał jazdę kolejką górską. Inwestorzy rozpoczęli go z ogromnym impetem. Wybuch pandemii zadziałał jak zaciągnięcie hamulca ręcznego przy pełnej prędkości, co odczuli wszyscy uczestnicy rynku. Wielkim wygranym w nowej rzeczywistości okazał się rynek magazynowy. Aktywa biurowe nadal przyciągają inwestorów, ale trwająca transformacja sposobu pracy zmusza ich do głębszej analizy nieruchomości pod kątem elastyczności względem najemców oraz zdolności do konkurowania z pracą zdalną. Rynek handlowy w dużej mierze pozostaje znakiem zapytania pod kątem inwestycyjnym – pandemia dołożyła swoje cegiełkę do trwającego już wcześniej spadku transakcji w tym sektorze. Niemniej, rosnąca atrakcyjność stóp kapitalizacji względem innych segmentów rynku może przyciągać inwestorów poszukujących wyższych zwrotów. Obserwujemy również bezprecedensowe zainteresowanie sektorem mieszkań na wynajem, który ugruntowuje swoją pozycję jako alternatywa wobec tradycyjnych aktywów. Nadal widoczna jest niepewność co do implikacji pandemii w długim okresie oraz tego jak szybko szczepienia pozwolą na częściowy powrót do normalności. Z drugiej strony ilość kapitału alokowanego na inwestycje nieruchomościowe jest ogromna i z dużym prawdopodobieństwem wolumen inwestycyjny w 2021 r. przewyższy ubiegłoroczny – mówi Marcin Kocerba, Associate, Capital Markets, Cushman & Wakefield.

Cały raport dostępny jest pod linkiem: https://info.cushmanwakefield.com/l/263412/2021-03-03/3jfsmr

Koniec akcji w formie papierowej. Jak po 1 marca odzyskać prawa akcjonariusza?

Akcjonariusze, którzy nie oddali spółkom papierowych akcji nie tylko stracili po 1 marca prawo do głosowania na walnym zgromadzeniu, ale także mogą nie otrzymać dywidendy.

Od 1 marca 2021 r. nastąpiła obowiązkowa dematerializacja akcji spółek niepublicznych. Akcje będą podlegały, co do zasady, rejestracji w tzw. rejestrze akcjonariuszy prowadzonym przez banki lub domy maklerskie. Rejestr akcjonariuszy będzie prowadzony w postaci elektronicznej. Prowadzący rejestr akcjonariuszy będzie dokonywać wpisu na żądanie spółki lub osoby mającej interes prawny w dokonaniu wpisu. W tym celu będzie badać treść i formę dokumentów uzasadniających dokonanie wpisu.

Proces dematerializacji akcji rozpoczął się już od 1 stycznia 2020 r., ale został zastopowany z powodu epidemii, dlatego w Tarczy 3.0 ustawodawca przesunął terminy w ten sposób, że ostateczny termin podpisania umowy z prowadzącym rejestr został przesunięty z 30 czerwca na 30 września 2020 r.

Termin ten był bardzo istotny dla członków zarządów, ponieważ przed tą datą musieli oni zwołać walne zgromadzenie akcjonariuszy spółki akcyjnej lub komandytowo-akcyjnej, aby uzyskać zgodę na zawarcie umowy z rejestrem prowadzącym rejestr akcjonariuszy. Po uzyskaniu takiej zgody i podpisaniu umowy zarząd musiał ogłosić cykl pięciu wezwań do złożenia dokumentów akcji w spółce, połączonych z umieszczeniem informacji o rozpoczęciu tego cyklu na stronie internetowej, w miejscu przeznaczonym do komunikacji z akcjonariuszami.

Na jakie kłopoty narazili się akcjonariusze spółek akcyjnych i komandytowo-akcyjnych, którzy nie złożyli w spółkach papierowych akcji, aby przeprowadzić ich dematerializację?

– Kłopot takich akcjonariuszy może być rzeczywiście duży, nie wyłączając utraty możliwości głosowania na walnym zgromadzeniu i otrzymania dywidendy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Paweł Szumowski, prawnik z Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Nie będziemy więc traktowani jak akcjonariusze, ale akcje te będą nadal miały moc dowodową.

To oznacza, że po 1 marca 2021 r. trzeba zgłosić się do spółki lub bezpośrednio do podmiotu prowadzącego rejestr akcjonariuszy, żeby odzyskać status akcjonariusza.

– Problemem staje się sytuacja, w której akcje się gdzieś zapodziały lub zostały całkowicie zniszczone, bo po 1 marca spółka nie wyda nam duplikatów akcji – wyjaśnia P.Szumowski. – W przypadku akcji imiennych podstawą wpisu do elektronicznego rejestru może być księga akcyjna, którą spółki miały obowiązek prowadzić do 1 marca 2021 r. .

W przypadku akcji na okaziciela problem jest jeszcze bardziej skomplikowany, jedynym rozwiązaniem wydaje się być złożenie wniosku do sądu i dopiero orzeczenie sądu może być podstawą do wpisu do rejestru akcjonariuszy.

Prawdopodobnie pojawią się też inne problemy, związane z wprowadzoną ustawą, w związku z czym potrzebne okaże się uszczegółowienie przepisów. Aby zminimalizować ryzyko powstawania nowych problemów podmioty prowadzące rejestry przygotowują kodeks dobrych praktyk.